Dodaj do ulubionych

podwożenie niezmotoryzowanych

10.03.13, 17:35
Koleżanka wyciągnęła mnie do kina na wczesnowieczorny seans. Ja zmotoryzowana, ona nie. Umówiłyśmy się na miejscu. Po filmie czas ruszać do domu, więc pytam, czy ma autobus bezpośrednio spod kina, czy może podrzucić ją do jakiegoś przystanku. Poprosiła o podrzucenie, ale wysiadając żegnała się ze mną dość ozięble.

Kilka dni później dowiedziałam się od osoby trzeciej, że koleżanka ma do mnie pretensje, że nie odwiozłam jej do domu, a było późno i zimno. Koleżanka mieszka w przeciwnym kierunku, więc nadrobienie drogi po to, żeby ją odwieźć zajęłoby mi dodatkowo około 40 minut. Ja też byłam już zmęczona i chciałam szybko znaleźć się w domu. Wyjście było z inicjatywy koleżanki, więc wiedziała, o której kończy się seans.

W moim mniemaniu zachowałam się ok, bo podwiozłam ją do przystanku, ale może savoir vivre mówi coś innego?
Obserwuj wątek
    • kol.3 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 10.03.13, 18:30
      Teoretycznie zmotoryzowani nie mają obowiązku podrzucania niezmotoryzowanych, zwłaszcza w kierunku przeciwnym do ich jazdy, jest to kwestia uczynności, która jest sprawą osobniczą. Zawsze łatwiej wymagać, niż samemu robić przysługi, tak to już jest.
      Dużo zależy od tego jak bliskimi koleżankami jesteście.
      • bene_gesserit Re: podwożenie niezmotoryzowanych 10.03.13, 20:36
        To nei jest tyko kwestia uczynności.
        Kolezanka mogła wziać taksówkę, chociaż pewnie żal jej było pieniędzy - 40-minutowa droga to dobrych kilkadziesiąt złotych, zwłaszcza w nocy. Wymaganie, zeby koszty tej oszczędności ponosili inni, jest mocno nie fair, zwłaszcza ze planując wieczór musiała się z tym liczyć.

        --
        breastfeed in public with class
            • kol.3 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 19:35
              Ja nie prowadzę samochodu ale jak kończę pogaduchy w kawiarni z moją najlepszą psiapsiółą to biorę taksówkę i najpierw odwożę ją ( w absolutnie przeciwnym kierunku i daleko od mojego domu) potem sama wracam do domu. Tyle że to jest moja najlepsza psiapsióła, ja mam więcej pieniędzy od niej i u nas taksówki nie są rujnujące. I ona ma zabronione nawet myśleć o rewanżu.
              Inna sprawa że nieczęsto się spotykamy.
    • matylda1001 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 10.03.13, 22:41
      Ja sobie nie wyobrażam, żebym nie podwiozła koleżanki do domu po wspólnie spędzonym wieczorze. Późna pora i zimno byłyby dla mnie wystarczającym argumentem. Zresztą często zdarza mi się to robić wobec różnych osób z powodu zwykłej życzliwości, ale oczywiście obowiązku nie ma.
      • annthonka Re: podwożenie niezmotoryzowanych 10.03.13, 23:10
        Widzę, że zdania są podzielone.
        Oczywiście nie zostawiłabym koleżanki na trzaskającym mrozie ani w środku nocy, ani gdyby jechała choć w przybliżeniu w moim kierunku.
        Tutaj była godzina 10 wieczorem, +2 stopnie i jeździła komunikacja dzienna. Dlatego właśnie wydawało mi się, że zawiezienie jej na przystanek, z którego miała bezpośredni autobus do domu, było z mojej strony w porządku.


        • deszcz.ryb Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 09:21
          > Widzę, że zdania są podzielone.

          Nie, niema podzielonych zdań. Po prostu Matylda jest nieco zbyt uczynna. wink Wg mnie to bardzo dobrze zrobiłaś - koleżanka zdawała sobie sprawę z tego, kiedy seans się skończy i że mieszkasz po drugiej stronie miasta. Olej jej fochy a do kina zacznij umawiać się z kimś innym. wink
          • matylda1001 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 12:31
            deszcz.ryb napisała:

            > Nie, niema podzielonych zdań. Po prostu Matylda jest nieco zbyt uczynna. wink <

            Wcale nie, po prostu uważam, że ze wspólnych wypadów, do domu odwozi ten, kto akurat jest zmotoryzowany. Mnie tez podwożą jeśli jestem akurat bez samochodu. Jeśli zdarza się raz na jakiś czas, to pół godziny nikogo nie zbawi, a koszt paliwa nie zrujnuje.
            • baba67 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 12:45
              A ja uwazam ze mozesz sobie podwozic nawet z Gdanska do Berlina tylko nie wmawiaj ludziom ze to jest norma.Oczekiwanie ze ktos bedzie robil za taksowke i podwiezie nas kawal drogi jak najgorzej swiadczy o oczekujacym.To nie jest zaden wymog.Co innego jesli jest grono znajomych ktorzy podwoza sie wzajemnie w mysl niepisanej umowy-dzis ja nastepnym razem ty.
              --
              Śmiech to jest poważna sprawa.
              Gogol
                • baba67 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 13:30
                  20 min w jedna strone to tez calkiem daleko.Do 10 min w jedna strone tobym sie zgodzila,ze grzecznosc wymaga,bo autobusy rzadziej itp racje,zreszta pewnie tyle trwalo podwiezienie do przystanku,ale OCZEKIWANIE (bez prosby i ustalanie w fazie umawiania sie) ze ktos podwiezie nas na drugi koniec miasta jest nieuzasadnione.
                  --
                  Śmiech to jest poważna sprawa.
                  Gogol
                      • matylda1001 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 14:00
                        baba67 napisała:

                        > A gdziez granica?Kolezanka nie dostawszy tego co jej sie wg wlasnego zdania nalezalo obrobila dziewczynie tyl przed znajomymi.Co to zatem jest?<

                        To było właśnie wymaganie, a nie oczekiwanie. granica jest gdzieś między tymi dwoma pojęciami. Komentowanie czyichś zachowań w gronie wspólnych znajomych zawsze jest niegrzeczne.
                        • baba67 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 14:05
                          No dobrze,jesli ma sie cicha nadzieje ale nie okaze sie rozczarowania jest ok.Osobiscie mialabym potezne wyrzuty korzystajac z takiej grzecznosci ale nie kazdy zostal w tak specyficzny sposob wychowany,zatem rozumiem cicha nadziejesmile
                          --
                          Śmiech to jest poważna sprawa.
                          Gogol
                          • matylda1001 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 14:34
                            baba67 napisała:

                            > No dobrze,jesli ma sie cicha nadzieje ale nie okaze sie rozczarowania jest ok<

                            Właśnie, tak.

                            >.Osobiscie mialabym potezne wyrzuty korzystajac z takiej grzecznosci ale nie kazdy zostal w tak specyficzny sposob wychowany,zatem rozumiem cicha nadziejesmile<

                            Rzeczywiście, nie każdy smile bo to bardzo specyficzny sposób postrzegania kontaktów międzyludzkich. Nawet sie nie domyślam z jakiego powodu miałabyś miec te potężne wyrzuty. Czy nigdy nie skorzystałaś z cudzej uprzejmości? Tak normalnie - za "dziękuję"? Czy sama nigdy nie robisz dla ludzi czegoś więcej, niż musisz?

                            • baba67 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 14:48
                              Narazajac kolezanke na 40 min pozniejszy powrot do domu w porze wieczornej kiedy wiem ze jest to jej pora snu kiedy dopada czlowieka zmeczenie calym dniem mialabym potezne wyrzuty i nigdy bym takiej przyslugi nie przyjela,bo jest zbyt duza, balabym sie tez o kolezanke.
                              Duze przyslugi przyjmuje sie w wyjatkowych sytuacjach a ta w zadnym razie wyjatkowa nie byla.
                              --
                              Śmiech to jest poważna sprawa.
                              Gogol
                              • matylda1001 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 15:26
                                baba67 napisała:

                                >Duze przyslugi przyjmuje sie w wyjatkowych sytuacjach a ta w zadnym razie wyjatkowa nie byla.<

                                Nie prze-sa-dzaj-my! Ani sytuacja nie była wyjątkowa, ani przysługa.
                                Obiektywnie to nie jest żadna duża przysługa, zaden wielki wyczyn, żadne niebywałe poświęcenie, ani żadna wielka strata finansowa.
                                • baba67 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 16:04
                                  Dla mnie by byla-juz niewazna ta kasa, ale to ze ktos jest zmeczony chce sie wyspac a ja te osobe jeszcze zmuszam do postawienia oczy na zapalki i jazdy.Nie kazdy ma taka odpornosc na sennosc jak Ty,co Ci sie chce jeszcze po nocnym dyzurze wpadajacych gosci przyjmowac, nie mierz innych wlasna miara.

                                  --
                                  Śmiech to jest poważna sprawa.
                                  Gogol
                                  • kora3 Podwiozłabym 16.03.13, 17:27
                                    Jak PISALA tu Matylda - obowiązku nie ma, ale JA bym podwiozła.
                                    Kolezanka nie ma powodów się dąsać - to fakt, ale nie zgadzam się, że Matylda jest nazbyt uczynna. Wg mnie jest normalnie uczynna.
                                    Było poźno i zimno i powtarzam - ja bym podwiozla.
                                    --
                                    Korcia
                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                    • baba67 Re: Podwiozłabym 16.03.13, 17:56
                                      Jest normalnie uczynna,tez tak mysle.Uczynna osoba pomoze jesli tylko pozwalaja jej sily lub mozliwosci techniczne.Autorce watku nie pozwalaly sily-byla bardzo zmeczona i chcialo jej sie spac, moze perspektwa wczesnego wstawania, moze trudnosci z zasnieciem po okreslonej godzinie sprawily ze nie czula sie na silach.Matylda jest osoba o konskich silach,wiec jej zawsze pozwalaja.nie wszyscy tak maja.

                                      --
                                      Śmiech to jest poważna sprawa.
                                      Gogol
                                      • kora3 Babuś kochana:) 17.03.13, 11:28
                                        Tak szczerze to ja mając w perspektywie ranne wstawanie, albo problemy ze snem nie wybrałabym sie na poźny seans, tak z pragmatyzmu po prostu.

                                        Jak wspomnialam ja i pisała takze Matylda - obowiązku podwozić autorka wątku NIE MIAŁA. Niemniej w opisanej sytuacji (pora, aura), ja bym podwiozła, nawet będąc zmęczoną.
                                        I nie dlatego, że mam końskie siły jakieśsmile tylko dlatego, że sama stawiając sie w sytuacji koleżanki byłabym wdzięczna za podwózkę o tej porze i przy takiej pogodzie. Inaczej sprawa by się przedstawiała, gdyby było wcześniej, ciepło itd.

                                        Ostatnio u nas zasypało porządnie. Ulice cale w śniegu, chodniki też sad W czwartek nie odważyłam się brać samochodu - przyznaję. A kawałek miałam do miejsca, gdzie miałam być (służbowo) - taki , ze da sie przejśc piechotą, ale szłoby sie w tych warunkach ze 45 minut pewnie. Na komunikacje miejską nie miałam co liczyć - ja zima zaskoczyła smile No i zbierałam się iść "z buta" kiedy zadzwonił kolega z branży wybierający się w to samo miejsce i pyta czy bedę. No wlasnie się zbieram. Zaproponował, ze przyjedzie po mnie, on ma samochód z napedem 4x4. Ło matko, jaka mu wdzięczna byłam smile Jakby nie zaproponował - nie miałabym prawa się dąsać, ale propozycja wprawiła mnie w euforię smile
                                        --
                                        Korcia
                                        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                        • baba67 Re: Babuś kochana:) 17.03.13, 11:47
                                          Masz cudownego kolege.Empatia, to jest to -)
                                          Cos jest w tej karmie co do nas wraca.Wlasciwie to wszyscy wytrwale tu dyskutujacy maja summa summarum podobne zdanie.Obowiazku nie bylo.
                                          --
                                          Śmiech to jest poważna sprawa.
                                          Gogol
                                          • matylda1001 Re: Babuś kochana:) 18.03.13, 00:22
                                            baba67 napisała:

                                            > Masz cudownego kolege.Empatia, to jest to -)<

                                            Normalne zachowanie normalnego człowieka, tylko że w dzisiejszych czasach tak rzadkie, że budzi niedowierzanie zmiksowane z politowaniem. Taki człowiek czasami postrzegany jest jak głupiec, który się poświęca, chociaż wcale nie musi, bo s-v tego nie wymaga.
                                            • baba67 Re: Babuś kochana:) 18.03.13, 07:38
                                              Tu sie nie tyle poswiecil co POMYSLAL-bylo rano.Wieczor to jest inna historia.
                                              Ludzie sie nie zatrzymuja bo sa bezmyslni-bardzo czesto wlasnie bezmyslni.Poproszeni o nie czuja oporu o ile sily im pozwalaja, Natomiast wczucie sie w sytuacje i propozycja to juz bol.Dlatego proponowanie nawet czasciowej przyslugi nawet jesli nie jest eleganckie(tu sie mozemy spierac do upadlego) to na pewno powinno byc cecha zyczliwego czlowieka.
                                              --
                                              Śmiech to jest poważna sprawa.
                                              Gogol
                                              • matylda1001 Re: Babuś kochana:) 18.03.13, 13:12
                                                baba67 napisała:

                                                > Tu sie nie tyle poswiecil co POMYSLAL-bylo rano.Wieczor to jest inna historia.<

                                                Wieczór? żadna pora nie zwalnia od myślenia, a życzliwość to nie balowa suknia, którą się zakłada na specjalne okazje... albo się ją ma zawsze, albo nigdy.

                                                >Dlatego proponowanie nawet czasciowej przyslugi nawet jesli nie jest eleganckie(tu sie mozemy spierac do upadlego) to na pewno powinno byc cecha zyczliwego czlowieka.<

                                                "Dobra i psu mucha, jak głodny" smile
                                                • baba67 Re: Babuś kochana:) 18.03.13, 13:28
                                                  Zyczliwosc to niekoniecznie uslugiwanie innym swoim kosztem.Lubisz sie poswiecac to sie poswiecaj kto Ci broni? Zdaje sie ze nie jest to tak do konca bezinteresowne skoro masz taka wielka potrzebe podkreslania jaka to jestes cudowna a jac inni sa skapi i malostkowi i w zaden sposob nie mozna nazwac zyczliwm czlowieka ktory nie odwozi na koniec miasta osoby w pelni sil z wlasnej nieprzymuszonej woli wbierajacej pozna godzine rozrywki.
                                                  Moze mam nietypowe doswiadczenia ale bardzo czesto (choc nie zawsze) za ponadprzecietna uczynnoscia staly jakies kompleksy.W wypadku kiedy nie staly te osoby sie nigdy ta cecha nie chwalily stawiajac siebie za wzor cnot tak jak Ty to robisz ewidentnie w kazdym poscie.
                                                  --
                                                  Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                  Gogol
                                                  • matylda1001 Re: Babuś kochana:) 19.03.13, 00:11
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Moze mam nietypowe doswiadczenia ale bardzo czesto (choc nie zawsze) za ponadprzecietna uczynnoscia staly jakies kompleksy<

                                                    Co to jest ponadprzeciętna uczynność? Napisałaś "choć nie zawsze". Czym wobec tego tłumaczysz te "bezkompleksowe" przypadki? No i jakie to miałyby być kompleksy, bo nawet się nie domyślam smile

                                                    >W wypadku kiedy nie staly te osoby sie nigdy ta cecha nie chwalily stawiajac siebie za wzor cnot tak jak Ty to robisz ewidentnie w kazdym poscie.<

                                                    smile Stwierdzenie faktu (na dodatek na anonimowym forum) uważasz za chwalenie się?

                                                    > Zyczliwosc to niekoniecznie uslugiwanie innym swoim kosztem.Lubisz sie poswiecac to sie poswiecaj kto Ci broni?<

                                                    Na szczęście nikt mi nie jest w stanie zabronić bym zachowywała się jak człowiek normalny smile Widzisz, Babo... Ja nie uważam, że poświęcam się otwierając drzwi niespodziewanemu gościowi, czy podwożąc kogoś. To żaden wielki wyczyn. Robię to z własnej, nieprzymuszonej woli. Dla mnie to zachowanie normalne i nie oczekuje za to żadnych podziękowań ani rewanżów.

                                                  • baba67 Re: Babuś kochana:) 19.03.13, 07:39
                                                    No i taka jestes,nie poswiecasz sie wiec to rob.Jestes taka bo masz bardzo wysoki poziom energii, bo Cie tak wychowano i nie potrafisz inaczej nie jest to Twoja zasluga -jesli to czujesz kompleksow nie masz.
                                                    Problem w tym ze nie potrafisz zrozumiec ze dla innych to jest poswiecenie bo maja mniej sil.Ja na przyklad wieczorem za nic waznego sie nigdy nie biore bo wylaczaja mi sie rozne funkcje.Gdybym umiala prowadzic to po pewnej godzinie moglabym spowodowac wypadek szczegolnie gdy ciemno i slisko.I bardzo dobrze rozumiem watkodawczynie.Nie przykladaj do innych wlasnej miary. Ty sie nie poswiecasz i ja tez nie zamierzam.Co nie znaczy ze nie jestem zyczliwa-mam inne mozliwosci.
                                                    Nie dziwi mnie to szczerze mowiac-wychowano nas w duchu ze wszystko zalezy od nas samych i ktos kto nie jest wybitnym czlowiekiem to znaczy ze jest po prostu leniwy i mu sie nie chce.
                                                    Co jest oczywiscie socjalistyczna brednia.Tak jak rozna urode mamy tez rozna aktywnosc mitochondrialna i Ty powinnas o tym wiedziec.
                                                    I dodam ze nie umiem prowadzic , zawsze bylam po tej stronie korzystajacej(z wielkim umiarem) z cudzej uprzejmosci.

                                                    --
                                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                    Gogol
                                                  • matylda1001 Re: Babuś kochana:) 20.03.13, 11:07
                                                    baba67 napisała:

                                                    > No i taka jestes, nie poswiecasz sie wiec to rob<

                                                    Poświęcanie się to pojęcie względne. W mojej klatce schodowej, na 3 piętrze mieszka taka starsza pani, rówieśnica papieża Franciszka. Kobieta od kilku lat ma poważne problemy z chodzeniem. Druga sąsiadka z 3 piętra już od dłuższego czasu robi jej zakupy. Wychodząc z własnym psem zabiera też psa sąsiadki. Pies jak pies, i tak wychodzi ze swoim, ale te zakupy na pewno nie raz skomplikowały jej własne plany, przyjęła to na siebie, jako regularny obowiązek. Robi to zupełnie bezinteresownie. Czy się poświęca? nie, dla niej to normalne zachowanie normalnego człowieka.
                                                    Kilka lat temu wracałam z Radomia do Warszawy. Jeszcze przed Grójcem nawalił mi samochód. Naprawa na miejscu nie wchodziła w grę bo to był wieczór. Lato, wiec widno było, ale warsztaty pozamykane. Zatrzymał się młody chłopak(!), który zaproponował, że mnie podholuje do... Warszawy! Kilkadziesiąt kilometrów! Tak też zrobił. Gdy byliśmy już na miejscu okazało się, że za nic nie chce wziąć żadnej zapłaty, ani za paliwo, ani za zmarnowany czas. Na dodatek wygadał się, że on wcale do samej Warszawy nie jechał, bo mieszka w Raszynie (przed Warszawą). Jestem przekonana, że to nie mój urok osobisty sprawił, ale przekonanie chłopaka, że tak powinien sie zachować normalny człowiek.

                                                    >bo Cie tak wychowano<

                                                    Fajnie, że nie mnie jedną smile

                                                  • baba67 Re: Babuś kochana:) 20.03.13, 11:25
                                                    Mial sily, mozliwosci to pomogl, pani na klatce ma sily i i checi to pomaga-pomaganie osobom w rzeczywistej potrzebie, trudnych niezawinionych sytuacjach jest ogromnie satysfakcjonujace i daje kopa, co w tym niezwyklego?
                                                    Zdrowa osoba ktora sie wybrala wieczorem do kina ciagnac kolezanke ktora kladzie sie spac wczesnie powinna sie liczyc z konsekwencjami, nie jest w zadnym wypadku osoba w potrzebie.
                                                    Wrzucasz wszystkich do jednego wora wychwalajac sie przy okazji pod niebiosa.

                                                    --
                                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                    Gogol
                                                  • matylda1001 Re: Babuś kochana:) 20.03.13, 14:36
                                                    Oj, Babo... Babo... smile Nawet jak piszę o innych, to też wychwalam siebie?

                                                    >> Mial sily, mozliwosci to pomogl, pani na klatce ma sily i i checi to pomaga<

                                                    Chęci. Właśnie o te chęci chodzi smile Wielu ma i siły, i możliwości, tylko z tymi chęciami gorzej. Interesowność na każdym kroku, oczekiwanie rewanżu, własna wygoda. Jeśli pomoc, to musi się opłacać, to tylko wtedy, gdy zanadto my sami nie ucierpimy (fizycznie, psychicznie, finansowo), i najlepiej, zeby ta nasza pomoc była dostrzeżona przez otoczenie, bo to daje nam poczucie, że autoreklama dotarła smile Działając w/g takiego schematu myślowego posądzamy wszystkich naokoło o podobne myślenie. Jak ktoś zrobi dla nas coś dobrego, to natychmiast myślimy nad rewanżem, bo przecież ten ktoś na pewno na to czeka.
                                                    Napisałaś, że wychwalam samą siebie... Niech i tak będzie, ale ja nie lubię kłamać, ani "śpiewać w chórze". Nie napiszę, że zostawiłabym koleżankę na przystanku bo bym nie zostawiła, nie napiszę, że niespodziewany gość całuje moją klamkę, bo nie całuje. To, że większość tak robi, nic a nic mnie nie obchodzi. Jestem - jaka jestem i nie chciałabym się zmienić.

                                                    > Wrzucasz wszystkich do jednego wora<

                                                    A uważasz, że są tacy, którzy z założenia nie zasługują na ten wór? Człowiek to człowiek...

                                                  • baba67 Re: Babuś kochana:) 20.03.13, 14:49
                                                    No i dobrze ze piszesz o innych, to bardzo budujace.Nie zostawilabys kolezanki-OK.Wyrazasz swoje zdanie.
                                                    Ja bym podwiozla na przystanek, bo nie uwazam takiej osoby za kogos w potrzebie i nie mam checi stawiac oczu na zapalki bo ona oczekuje podwozki.
                                                    Nie uwazam sie za osobe nieczula, niezyczliwa i zle wychowana .
                                                    Nie otwieram drzwi gosciom niezapowiedzianym musza sie uamwiac na audiencje (ja tez musze) jestesmy straszni.
                                                    --
                                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                    Gogol
                                                  • matylda1001 Re: Babuś kochana:) 20.03.13, 15:39
                                                    baba67 napisała:

                                                    >Ja bym podwiozla na przystanek, bo nie uwazam takiej osoby za kogos w potrzebie i nie mam checi stawiac oczu na zapalki bo ona oczekuje podwozki.<

                                                    A gdybyś jednak postawiła oczy na zapałki?... tylko dlatego, żeby koleżance zrobić przyjemność... Ona nie prosi o to, a Ty robisz jej niespodziankę smile Nie wchodzi w grę?

                                                  • kora3 Dziewczyny kochane 22.03.13, 12:30
                                                    Czytam te Waszą wymianę zdań i uśmiecham się, bo Babę znam z forum dłuuugo i wiem, że to życzliwa i uprzejma osoba, a Matyldę znam krotko, ale wiem też, że to osoba uprzejma i życzliwa, ale czasem mało asertywna.

                                                    Obie macie rację - to fajne, dobre i miłe, że są ludzie bezinteresowni i życzliwi, ale BYWA tak, że zrobienie komuś przyslugi przerasta nasze mozliwosci (czasowe, fizyczne, finansowe).
                                                    W przypadku sytuacji opisanej w tym wątku, to szczerze powiem tak: jesli kobieta taka zmordowana była, to po kija szła na tak późny seans? Zmeczenie tu mnie nie przekonuje, choc jak pisałam pare razy - obowiazku nie było. Niemniej są sytuacje różne.

                                                    Na mnie kiedyś naboczyłą się sąsiadka moich rodziców. Za brak podwozki własnie sad Sprawa wyglądala tak, że panią tę (młodszą kilka lat ode mnie) znalam od dziecka. W tamtym czasie nie mieszkalam już z rodzicami, tylko w mieście odległym od miasta, gdzie oni mieszkają jakieś kilkanaście km. Rzecz działa sie na terenie dobrze zaopatrzonym w komunikację (
                                                    Śląsk). W szpitalu, który jest polozony mniej wiecej w połowie drogi miedzy miastem, gdzie mieszkają moi rodzice, a tym, gdzie ja mieszkałam wówczas lezał mój znajomy mieszkający niedaleko mnie. Był po operacji i przyjechałam po niego z moim owczesnym mezem, żeby go zabrać ze szpitala. Wyjeżdzając zobaczyłąm na przystanku autobusowym sasiadke moi rodziców (i poniekąd moją kolezankę). Z grupa innych osób czekała na autobus jadący w kierunku miasta, gdzie mieszkają moi rodzice i ona. Pomachalam jej zza kierownicy.

                                                    Po jakichs paru dniach jestem u rodziców i mama mi mówi, że L. wspomniała jej, ze mnie widziala i ...nawet sie nie zatrzymałam, nie zaproponowałam podwiezienia, a ona jest w zagrożonej ciąży itd. Było mi bardzo nieprzyjemniesad

                                                    Nie wiedzialam, ze dziewczyna jest w ciąży (ten etap, ze widać nie było), a tym bardziej zagrozonej. Było lato, ciepło, dzień - na przystanku duzo luda, znaczy - autobus mial byc wnet, a myśmy jechali w przeciwnym kierunku, do naszego miejsca zamieszkania, nie do rodziców z osobą po operacji. Gdybym jechała do rodzicow, nawet z tym znajomym, to zaproponowałąbym podwiezienie ich sąsiadce, nawet nie wiedzac, ze w ciazy i że w szpitalnej poradni byla "ze sobą", a nie np. odwiedzala kogoś w szpitalu. Ale wowczas o tym nie myslalam zwyczajnie, skupiałam sie na koledze po zabiegu. Dzieczyna jak wspomniałąm nie wyglądala na chorą, był dzien, ciepło, a myśmy jechali z chorym w przeciwnym kierunku.

                                                    On tego wszystkiego jednak nie wiedziała- uznałą, że jestesmy nieżyczliwi, bo jedziemy w jej kierunku (wiedziala, ze mieszkam od paru lat poza rodzinnym domem) i nie zaproponowaliśmy podwozki. Czy ja wtedy źle sie zachowalam? - to pytanie do Matyldy smile - czy dziewczyna miała prawo tak uwazac?
                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                  • baba67 Re: Dziewczyny kochane 22.03.13, 12:43
                                                    Dzieki za mile slowasmile
                                                    Czy ta dziewczyna byla swiadoma ze jedziesz w inna strone?
                                                    Bo jesli to bylo widac to zupelnie nie rozumiem o co jej chodzilo. Ze kazdy ze znajomych bedzie wiedzial o jej problemach zdrowotnych i widzac ja na przystanku zapomni o swoich palanach i obowiazkach zeby sie zatrzymac i podwiezc ja do domu?
                                                    Jest to tak absurdalne ze podejrzewam jakis dziwaczny ciag przejazdow i podjazdow co kolo szpitala jest akurat nierzadkie ze dziewczyna nie wiedziala ze jedziesz w odwrotnym kierunku. Co nie znaczy ze maial prawo miec pretensje-moglas jechac we wlasciwymkierunku ale nie do domu tylko calkiem gdzie indziej w waznej sprawie itp. Bardzo egocentryczna osoba.
                                                    Co do autorki watku jeszcze-jestem w stanie sie z Toba zgodzic ze jesli ktos sie wieczorem jest senny to sie nie powinien umawiac na pozne rozrywki. jednakze mamy za malo informacji-moze ta osoba nalegala na te pore, moze ten dzien okazal sie duzo bardziej wyczerpujacy niz zwykle a Watkodawczyni nie chciala odwolywac z tego powodu ?
                                                    --
                                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                    Gogol
                                                  • kora3 Re: Dziewczyny kochane 22.03.13, 13:15
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Dzieki za mile slowasmile

                                                    Cala przyjemnosc po mojej stronie smile

                                                    > Czy ta dziewczyna byla swiadoma ze jedziesz w inna strone?
                                                    > Bo jesli to bylo widac to zupelnie nie rozumiem o co jej chodzilo.


                                                    Nie, tego być wiadoma nie mogla. Ulica, która wyjeżdżało się ze szpitala byla jednokierunkowa (nyła, bo być moze teraz jest inaczej, ja tam z 10 lat już nie byłam). Zjeżdzało się nią w dół do skrzyżowania, z którego w prawo jechalo sie do miasta gdzie mieszkałam wówczas, a w lewo do miasta moich rodzicow. Z przystanku nie było tego skrzyzowania widac, wiec ta dziewczyna mogła pomyśleć, że jedziemy w jej kierunku, aczkolwiek podstaw ku temu, wiedząc, że nie mieszkam z rodzicami już od około dekady nie miała.
                                                    Dodam, że pod blokiem moich rodziców jest parking, a do klatki schodowej nie da się wejśc z innej strony, wiec WIDZIAŁA, że na tym parkingu nie ma mojego samochodu, ergo - albo nie jechałam do rodzicow, albo musiałabym wpasc na serio na chwilę.

                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                  • annthonka Re: Dziewczyny kochane 22.03.13, 13:43
                                                    Miłe panie, wprawdzie już o tym wspominałam, ale być może gdzieś umknęło, a przy okazji uściślę.

                                                    Inicjatywa spotkania wyszła ze strony koleżanki. To ona również wybrała i zarezerwowała bilety na ten konkretny film i godzinę seansu. Kino jest niedaleko biura, w którym koleżanka pracuje, więc tak jej pasowało najbardziej. W weekendy koleżanka za bardzo spotykać się nie chce, bo poświęca je rodzinie, co ja w pełni rozumiem i szanuję. W związku z tym mam wybór, aby spotkać się z nią w dzień powszedni wieczorem, albo nie spotykać się z nią wcale.
                                                  • matylda1001 Re: Dziewczyny kochane 23.03.13, 15:14
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Czy ja wtedy źle sie zachowalam? - to pytanie do Matyldy smile - czy dziewczyna miała prawo tak uwazac? <

                                                    To przecież jasne, że nie miała prawa tak uważać, ale sama widzisz jak bardzo ta sytuacja różni się od "wątkowej".
                                                    Przy skrzyżowaniu mojej osiedlowej uliczki z taką bardziej główna jest przystanek. Gdy wyjeżdzam z osiedlowej, to wiele razy widzę, że na przystanku czeka ktoś z sasiadów. Zatrzymuje sie tylko wtedy, gdy widzę jedną, konkretną sasiadkę. Wiem, że codziennie po południu jeżdzi do matki, kilka przystanków dalej, wiem, że zawsze się spieszy, i wiem, że mogę ja podwieźć bo to przy mojej trasie (do pracy, więc sie nie spóźnię). Czasami sie nie zatrzymuję, gdy jade w innym kierunku i sąsiadka się niie obraża, bo wie, że widocznie dziś nam nie po drodze.
                                                  • baba67 Re: Dziewczyny kochane 23.03.13, 15:28
                                                    Twoja z sasiadka tez ZNACZNIE rozni sie od watkowej.A tak w ogole to dlaczego nie zatrzymywac sie za kazdym razem kiedy widzisz sasiadow na przystanku i nie zapytac w ktora strone jada? Tak Ci zal tych 2 minut?
                                                    --
                                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                    Gogol
                                                  • matylda1001 Re: Dziewczyny kochane 23.03.13, 23:38
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Twoja z sasiadka tez ZNACZNIE rozni sie od watkowej<

                                                    Wiem, ale to było w nawiązaniu do przypadku Kory, a nie Wątkodawczyni.

                                                    >A tak w ogole to dlaczego nie zatrzymywac sie za kazdym razem kiedy widzisz sasiadow na przystanku i nie zapytac w ktora strone jada? Tak Ci zal tych 2 minut?<

                                                    Może dlatego, że z sąsiadami nie chodzę do kina wink

                                                  • baba67 Re: Dziewczyny kochane 24.03.13, 08:42
                                                    Z sasiadka chodzisz?
                                                    Oczywiscie pytanie bylo podpuszczajace co zrozumialas.Chodzi o to ze sa granice tej uczynnosci i Ty je tez masz.Tyle tylko ze i kazdy ma inne i w kazda sytuacja sie jawi inaczej a diabel tkwi w szczegolach.Jestem pewna ze gdyby to kino bylo dosc daleko o pracy kolezanki,anthonka by ja podwiozla,tak samo jak gdyby ona sama zaproponowala ten pozny termin.
                                                    Narzucasz swoje wyobrazenia jako jedyna wykladnie przyzwoitosci i zyczliwosci i to nie jest w porzadku.Ty bys podwiozla-OK, jestes zyczliwa, anthonka nie i tez jest zyczliwa(w mojej opinii jako siroty bez samochodu).Moze sie znalezc ktos kto ZAWSZE widzac sasiada na przystanku sie zatrzyma i w opinii tej osoby Ty jestes bezmyslna i niezyczliwa a na zarzut ze przesadza wyglasza filipiki o znieczulicy i zaniku dobrych obyczajow.
                                                    --
                                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                    Gogol
                                                  • matylda1001 Re: Dziewczyny kochane 24.03.13, 22:31
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Z sasiadka chodzisz?<

                                                    A wyobraź sobie, że raz byłam smile Jej mąż kupił bilety na któryś tam film o papieżu, potem okazało się, że nie może pójść i sąsiadka zaproponowała żebyśmy poszły razem. Miło było i nawet zwrotu pieniędzy za bilet nie przyjęła.

                                                    > Narzucasz swoje wyobrazenia jako jedyna wykladnie przyzwoitosci i zyczliwosci i to nie jest w porzadku<

                                                    smile Co Ty powiesz? Naprawdę odniosłaś takie wrażenie? Owszem, przez cały czas piszę jak ja się zachowuję w takich i podobnych sytuacjach, ale nie przypominam sobie żebym napisała, iż jest to jedyne, prawidłowe zachowanie. Wręcz przeciwnie, napisałam, ze Autorka nie miała obowiązku. Teraz podobnie napisała A1ma i też Ci podpadła wink

                                                    >Moze sie znalezc ktos kto ZAWSZE widzac sasiada na przystanku sie zatrzyma i w opinii tej osoby Ty jestes bezmyslna i niezyczliwa a na zarzut ze przesadza wyglasza filipiki o znieczulicy i zaniku dobrych obyczajow. <

                                                    Babo, Ty to już chyba wymyślasz dziwne sytuacje dla zasady smile Oczywiście, że taki ktos może się trafić, ale na szczęście ludzkość w większości składa się z jednostek normalnych.


                                                  • baba67 Re: Dziewczyny kochane 25.03.13, 07:39
                                                    Jak bylas to ok.Wszystko mi pasujesmile Podwozenie innych po drodze nie jest zreszta jakims wielkim poswieceniem.
                                                    I tak,mam wrazenie ze wielokrotne podkreslanie ze zachowalabys sie inaczej w odpowiedzi na logiczne i uzasadnione argumenty jest stawianiem siebie wyzej i proba "wychowywania".Nieskuteczna zreszta bo ludzie od tego postawy nie zmienia, co najwyzej sie uciesza sa jeszcze swieci ludzie i tyle.
                                                    Jednak moze tylko ja mam takie wrazenie, nie bede za nie przepraszac ale dopuszczam ze sie myle.
                                                    --
                                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                    Gogol
            • deszcz.ryb Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 13:36
              > Wcale nie, po prostu uważam, że ze wspólnych wypadów, do domu odwozi ten, kto a
              > kurat jest zmotoryzowany. Mnie tez podwożą jeśli jestem akurat bez samochodu. J
              > eśli zdarza się raz na jakiś czas, to pół godziny nikogo nie zbawi, a koszt pal
              > iwa nie zrujnuje

              Nie, Matyldo, z twoich wypowiedzi [również w innych wątkach, np. tym o otwieraniu drzwi niezapowiedzianym gościom] wynika, że dajesz swoim znajomym włazić sobie na głowę i wykorzystywać się w najróżniejszych sytuacjach. I mylisz to z uprzejmością. Otóż NIE, to NIE jest uprzejmość.

              Jeżeli tobie takie zachowanie odpowiada, to świetnie. Ale nie wmawiaj innym, że tego wymaga dobre wychowanie. Bo wcale nie.

              I owszem, można się umówić, że zmotoryzowany odwozi innych do domu. Ale trzeba to zrobić PRZED spotkaniem. No i pomyśleć, jak odwdzięczyć się temu zmotoryzowanemu za uprzejmość [np. że następnym razem kto inny przyjedzie samochodem]. Tymczasem tutaj znajoma wręcz oczekiwała odwiezienia do domu, pomimo tego, że wiązałoby się to z kosztami i uciążliwością dla autorki wątku. I pomimo tego, że sytuacja tego NIE wymagała [jeździły autobusy].

              Autorka wątku bardzo dobrze zrobiła. Tylko na przyszłość powinna umawiać się z lepiej wychowanymi osobami. smile
              • matylda1001 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 15:00
                deszcz.ryb napisała:

                >Nie, Matyldo, z twoich wypowiedzi [również w innych wątkach, np. tym o otwieraniu drzwi niezapowiedzianym gościom] wynika, że dajesz swoim znajomym włazić sobie na głowę i wykorzystywać się w najróżniejszych sytuacjach. I mylisz to z uprzejmością. Otóż NIE, to NIE jest uprzejmość. Jeżeli tobie takie zachowanie odpowiada, to świetnie. Ale nie wmawiaj innym, że tego wymaga dobre wychowanie. Bo wcale nie.<

                Nic nikomu nie wmawiam, każdy może postępować tak, jak chce. Ludzie różnie postrzegają grzeczność. Mnie jest dobrze tak, jak jest. Wcale nie czuje się wykorzystywana przez znajomych, bo to ludzie mniej więcej o podobnym podejściu do sprawy, jak moje, więc zachowują sie podobnie. Inna rzecz, że robiąc coś dla drugiego człowieka, nigdy nie zastanawiam się, co ja z tego będę miała, i czy ten ktoś mój gest doceni, na ile wyceni, czy się zrewanżujesmile Życie jest za krótkie, żeby się nad drobiazgami rozwodzić.

    • nm.buba011 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 10.03.13, 23:46
      annthonka napisała:

      > W moim mniemaniu zachowałam się ok, bo podwiozłam ją do przystanku, ale może sa
      > voir vivre mówi coś innego?

      - podwożenie częściowe jest dopuszczalne jedynie w odpowiedzi na czyjąś prośbę, lecz mało eleganckie jako własna inicjatywa. Niezgodne z s-v.
      Lepiej było, choć to może nie wszystkich przekona, ale nic nie proponować.
      --
      pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

      so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
        • mojemieszkanie24 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 08:22
          Zrobiłabym tak samo jak ty. Koleżanka wiedziała gdzie mieszkasz więc mogła sie zorientować, że na pewno o 22 nie będzie ci się chciało jechać w drugą strone 40 minut żeby ja podwieźć. Godzina 22 i +2 stopnie to nie jest 3 w nocy i -20 na mrozie. Moim zdaniem przed kinem jak ustalałyście godzinę sensu na który się wybrać kolezanka mogla zwyczajnie zapytać, czy potem odwieziesz ją do domu ( bo na przykład nie chce jej się jechać autobusem).

          Też jestem zmotoryzowana i na poczatku widziałam,że koleżanki z pracy chciały sobie ze mnie zrobić taksówkę- nie pozwoliłam na to. Owszem podwożę ale tylko w obrębie mojej trasy. Żadnego nadrabiania kilometrów. Ludzie niezmotoryzowani nieraz nie biorą pod uwagę tego, że chce szybko wrócić po pracy do domu bo mam obowiązki no i że dodatkowe kilometry przekładają sie na cenę paliwa bo zakładając że codziennie nadrabiam 3 km + drugie tyle na powrót wiec to jest 6 km. Pomnożyć to przez 20 dni roboczych to juz jest 120 km...
          • mojemieszkanie24 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 08:25
            Autorka wątku zaznaczyła, iż odwiezienie koleżanki zajęłoby jej 40 minut (+ tyle samo powrót do miejsca z którego wyjechała + dojazd do domu ale tego nie liczymy) wiec jest to godzina i 20 minut. Ja 40 minut jadę do pracy i mam 24 km więc byłoby to dodatkowe 48 km dla osoby odwożącej... no to jest przesada uncertain
            • matylda1001 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 13:17
              mojemieszkanie24 napisała:

              > Autorka wątku zaznaczyła, iż odwiezienie koleżanki zajęłoby jej 40 minut (+ tyle samo powrót do miejsca z którego wyjechała + dojazd do domu ale tego nie liczymy) wiec jest to godzina i 20 minut. Ja 40 minut jadę do pracy i mam 24 km więc byłoby to dodatkowe 48 km dla osoby odwożącej... no to jest przesada uncertain<

              A wystarczyło uważnie przeczytać...wink Autorka musiałaby poświęcić na odwiezienie koleżanki do domu 40 dodatkowych minut. Sama to napisała, więc nie ma potrzeby mnożenia przez dwa. Do tego dochodzi późna pora, co się przekłada na zmniejszony ruch, brak korków, więc być może byłoby nawet krócej. Poza tym To wspólne wyjście do kina chyba nie jest częste, gdyby tak było, to kwestia powrotów do domu byłaby już dawno ustalona. Jednorazowo można było zdobyć się na "szlachetny" gest? moim zdaniem - tak. Co innego, gdyby autobus koleżanki odjeżdzał spod kina... a i wtedy ładnie byłoby poczekać z koleżanka na przyjazd autobusu, i dopiero odjechać samej.
              To sytuacja zupełnie inna od tej, o której napisałaś. Czymś innym jest jednorazowa przysługa, a czymś innym codzienna. Ludzie często umawiają się, że będa jeżdzili do pracy jednym samochodem, ale wtedy dokładają się do kosztów paliwa, albo starają sie podziekować życzliwemu kierowcy w inny sposób.
          • default Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 08:59
            mojemieszkanie24 napisała:
            > Ludzie niezmotoryzowani ni
            > eraz nie biorą pod uwagę tego, że chce szybko wrócić po pracy do domu bo mam ob
            > owiązki no i że dodatkowe kilometry przekładają sie na cenę paliwa

            Ludzie niezmotoryzowani prawie NIGDY nie biorą tego pod uwagę. Przede wszystkim kosztów - jakby te podwózki odbywały się bez zużycia paliwa.
            Jaskrawy przykład takiego niekojarzenia podwózek z wydatkiem po stronie podwożącego miałam parę lat temu: kuzynka mojego męża zatrzymała się u nas kilka dni, bo załatwiała jakieś swoje sprawy w naszym mieście. Przyjechała do nas PKS-em i tak też miała wrócić do domu, oddalonego o ok. 120 km. Poprosiła mnie o odwiezienie jej samochodem, bo rzekomo zabrakło jej pieniędzy na autobus. Odmówiłam, bo nie miałam na to czasu (a i ochoty też), ale zaproponowałam pożyczkę (tak naprawdę bezzwrotną, ale "pożyczka" lepiej brzmi smile). Na co usłyszałam urażone: "No tak źle to ze mną nie jest, żebym miała od krewnych pieniądze brać".
            Czyli - wziąc pieniądze na bilet (ok. 15-20 zł) to jest niehonorowe, ale skorzystać z podwózki (koszt paliwa ok. 100 zl, straconego czasu, zmęczenia itd nie licząc) - jak najbardziej w porządku smile
            • baba67 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 12:14
              Przeciez 40min jazdy w jedna strone to jest KAWAL DROGI.-30 km co najmniej Nie wyobrazam sobie kontaktow z osoba tak bezmyslna i rozczeniowa.Jeszcze jakas powozka 10min (bo czasem isc zima to daleko, a czekac mozna i 20min) to rzeczywiscie grzeczniej podwiezc,ale tutaj?
              A opinia Matyldy sie nie przejmuj przesada w zadna strone nie jest wskazana.
              --
              Śmiech to jest poważna sprawa.
              Gogol
              • matylda1001 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 13:30
                smile Babo, Ty też masz problemy z czytaniem?

                "żeby ją odwieźć zajęłoby mi dodatkowo około 40 minut." - to napisała Autorka.

                Myślę, że nie ma powodu, żeby z 40 minut robić 80?

                > A opinia Matyldy sie nie przejmuj przesada w zadna strone nie jest wskazana.<

                Masz rację, przesada w żadną stronę nie jest wskazana. Tylko co uznajemy za przesadę? normalne ludzkie zachowanie?
                • baba67 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 13:38
                  Masz racje ,nie doczytalam.Jednak to i takdaleko.Ale zdecyduj sie-albo naprawde duuuza grzecznosc ktorej nikt nie ma prawa oczekiwac i strzelac fochow, albo normalne ludzkie zachowanie czyli WAtkodawczyni wykazala sie brakiem empatii i dobrych manier bo nie lubi robic za taxi.
                  --
                  Śmiech to jest poważna sprawa.
                  Gogol
                  • matylda1001 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 14:21
                    baba67 napisała:

                    > Masz racje ,nie doczytalam.Jednak to i takdaleko.<

                    Daleko to pojęcie względne. W Warszawie np. "podwózka" rzadko trwa krócej niż 20 min, a gdzie indziej można w tym czasie i do innej miejscowości dojechać.

                    >Ale zdecyduj sie-albo naprawde duuuza grzecznosc ktorej nikt nie ma prawa oczekiwac i strzelac fochow, albo normalne ludzkie zachowanie czyli WAtkodawczyni wykazala sie brakiem empatii i dobrych manier bo nie lubi robic za taxi.<

                    Dla mnie to normalna sprawa. Tak, jak to, że zawsze pomogę staruszce nieść ciężką torbę z zakupami. Żadna wyjątkowa grzeczność, normalne ludzkie zachowanie.
                    • baba67 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 14:35
                      Czyli Watkodawczyni nie podwazac wykazala sie brakiem serca-mamy jasnosc co do Twojej opinii.
                      Ja sie nie zgadzam a Ty przesadzasz porownujac staruszke z siata (zyciowa koniecznosc) z osoba w wieku niepodeszlym bynajmniej decydujaca sie na ROZRYWKE w oddalonym od domu miejscu.
                      --
                      Śmiech to jest poważna sprawa.
                      Gogol
                    • annthonka Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 15:18
                      Zawiezienie koleżanki do domu zajęłoby mi o tej porze W SUMIE dodatkowe 40 minut (Matyldo - w porze natężonego ruchu pewnie ze dwa razy dłużej). Nieistotne są tu koszty paliwa, ale właśnie ten dodatkowy czas wieczorem. Zawiozłam koleżankę na przystanek, z którego miała bezpośredni autobus do domu, więc wydawało mi się, że w tych warunkach zadbałam o jej komfort w rozsądnych granicach. Koleżanka nie ma prawa jazdy, więc nie wchodzi w grę naprzemienne podwożenie się po spotkaniach.
                      Jest mi tylko przykro, że dowiedziałam się o tych pretensjach przez osoby trzecie, a nie od samej zainteresowanej.

                      A argument o staruszce i ciężkich torbach jest nie na temat.

                      • matylda1001 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 15:53
                        annthonka napisała:

                        >A argument o staruszce i ciężkich torbach jest nie na temat.<

                        Pewnie, że trochę nie na temat, ale czasami już nie wiem jak Tą Babą wstrząsnąć smile Takie dyskusje to u nas norma, najważniejsze, że zawsze udaje nam sie dojść do porozumienia smile Prawda, Babo?

                        > Jest mi tylko przykro, że dowiedziałam się o tych pretensjach przez osoby trzecie, a nie od samej zainteresowanej.<

                        Ano właśnie... Gdyby nie te jej skargi, to nie byłoby problemu. Zachowała się paskudnie. Ładnie by było, gdybyś się trochę poświęciła i zawiozła ją do domu, ale takiego obowiązku nie miałaś, więc nie powinna mieć żalu. Na drugi raz nie proponuj podwożenia do przystanku. Lizanie cukierka przez papierek budzi niedosyt wink



                        • annthonka Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 16:42
                          matylda1001 napisała:

                          > Na drugi raz nie proponuj podwożenia do przystanku. Lizanie cukierka przez papierek budzi niedosyt wink

                          A ja właśnie myślałam, że głupio byłoby nie zaproponować. Akurat taka interpretacja w ogóle nie przeszła mi przez myśl - cenna uwaga, Matyldo smile.
                          A z koleżanką chyba rzeczywiście więcej do kina nie pójdę.
                          • baba67 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 20:23
                            Matylda ma racje co do tego przypadku.Moze gdybys nie zaproponowala niczego, kolezanka nie pomyslalaby jak to by bylo cudownie NIE wysiadac na tym przystanku.
                            Wiekszosc ludnosci jednak przyjelaby taka pomoc z wdziecznoscia i nie porzucaj tego zwyczaju. Tu tez jestes wygrana-wiesz z kim masz do czynienia.
                            --
                            Śmiech to jest poważna sprawa.
                            Gogol
              • nm.buba011 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 13:33
                baba67 napisała:

                > A opinia Matyldy sie nie przejmuj

                - opinia Matyldy jest słuszna i całkowicie zgodna z s-v.

                Autorka wątku sama, na własne życzenie wpadła w pułapkę źle pojętej grzeczności.
                S-v nie przewiduje proponowania podwiezienia na... przystanek (może jeszcze na alternatywny, tzw. "Na żądanie").
                Nie było ku temu uzasadnienia, mogły się rozstać w miejscu spotkania.
                Przykładowo i hipotetycznie mogła mieć nieporządek w aucie, kompromitujące gadżety itp.
                Oczywiście, dla równowagi, także upominanie się o podwiezienie jest z tego powodu nietaktowne.

                > przesada w zadna strone nie jest wskazana.

                - tu się z Tabą, Babo w pełni zgadzam.
                Dlaczego?
                Wyjaśniłem powyżej.
                Dlatego nie przesadzajmy z naginaniem s-v, kiedy postąpimy niezgodnie z nim.
                --
                pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

                so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                • baba67 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 13:45
                  Gdyby moj przystanek byl spory kawalek od kina, byloby ciemno a chodnik oblodzony a moja zmotoryzowana kolezanka nie zaproponowalaby mi podwiezienia tam, byloby to nasze ostatnie wspolne wyjscie gdziekolwiek.Z ludzmi bez wyobrazni i empatii nie chce miec zadnych kontaktow a co na to SV to jego problem.Inna rzecz ze zadnego darmowego taxi bym sie nie spodziewala i musialabym chyba umierac zeby podwiezienie pod dom przyjac.Wlasnie dlatego ze jestem empatyczna.
                  --
                  Śmiech to jest poważna sprawa.
                  Gogol
                  • nm.buba011 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 14:29
                    baba67 napisała:

                    > Gdyby moj przystanek byl spory kawalek od kina, byloby ciemno a chodnik oblodzo
                    > ny a moja zmotoryzowana kolezanka nie zaproponowalaby mi podwiezienia tam, bylo
                    > by to nasze ostatnie wspolne wyjscie gdziekolwiek.

                    - przeczysz sama sobie, bo wcześniej pisałaś o darmowej... TAXI.
                    To częsta przypadłość, stosowanie dla innych nie tych samych standardów co dla samych siebie.

                    > Z ludzmi bez wyobrazni i empa
                    > tii nie chce miec zadnych kontaktow

                    - pozostaje Ci być... samą.
                    Piotr Wielki, który zamierzał wyplenić w Rosji złodziejstwo, w obawie przed samotnością, tego szlachetnego przedsięwzięcia, całkowicie... zaniechał.

                    > a co na to SV to jego problem.

                    - dla mnie nie nowość, wirtualnie znamy się tyle lat.


                    > Wlasnie dlatego ze jestem empatyczna.

                    - kiedy nie czekając na zdanie innych, uważamy siebie samych za empatycznych, uczciwych itp., to bardzo, a bardzo od zrozumienia istoty tego pojęcia się... oddalamy.
                    --
                    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

                    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                      • nm.buba011 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 14:49
                        baba67 napisała:

                        > Podwozka 200 m to nie jest darmowa taxi,przestan sie czepiac.

                        - cytuję jedynie Twoje słowa.
                        Proponując podwiezienie na dystansie200m jest nietaktowne. Jest "pomocą" jedynie cząstkową, fasadową i zrobieniem małych kosztem pozytywnego wrażenia. Robienie z innych niedorajdy. Nie zgodne z duchem s-v.
                        --
                        pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

                        so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                        • baba67 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 16:11
                          Nie zgadzam sie. Jest pomoca w rozsadnych granicach,jest pewna fatyga, ulatwieniem komus zycia( nie musi brnac po lodzie, moze zlapac wczesniejszy autobus). Oczekiwalabym takiej pomocy i bylabym szczerze za nia wdzieczna.
                          --
                          Śmiech to jest poważna sprawa.
                          Gogol
                        • aqua48 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 17:57
                          nm.buba011 napisał:

                          > podwiezienie na dystansie200m jest nietaktowne. Jest "pomocą" jedyni
                          > e cząstkową, fasadową i zrobieniem małych kosztem pozytywnego wrażenia. Robieni
                          > e z innych niedorajdy. Nie zgodne z duchem s-v.

                          Nie wiem skąd takie przemyślenia. Mnie często zdarza się korzystać z powózki "do przystanku" i jestem bardzo wdzięczna za taką propozycję. Zwłaszcza jeśli mam do tego przystanku przejść kawał drogi na piechotę po wertepach i błocie w ciemnościach, (jako kobieta, nie czuje się niedorajdą i mając do wyboru brnięcie w błocie na obcasach lub skorzystanie z uprzejmości ZAWSZE wybieram to drugie) a z przystanku mam bezpośredni autobus (około 40 minut jazdy jeszcze w jedną stronę) pod sam dom..
                      • nm.buba011 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 14:55
                        baba67 napisała:

                        > Jakos mam przyjaciol empatycznych i z wyobraznia,skoro nie masz to...wspolczuje
                        > .

                        - o ile masz "przyjaciół" w liczbie mnogiej, to zastanowiłbym się na rozumieniem znaczenia tego określenia.

                        Jeden przyjaciel, nawet ten nieempatyczny, to skarb. Dwóch to może być rozterka, a trzech to już niemożliwe.
                        Tak mawia filozof.
                        --
                        pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

                        so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                        • mojemieszkanie24 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 18:03
                          wierzyć mi się nie chcę że byłybyście wszystkie takie chętne odwozić kogoś o 22 do domu zupełnie na inny koniec miasta a potem wracać ( narażając się na koszty). Ja nie odwożę. Wychodzę z koleżanka do kina często ( przynajmniej raz w tygodniu) i nie wyobrażam sobie nadrabiać jak ona do przystanku ma kilka minut drogi i jest zwykle po 21....
                          Kilka razy ją odwiozłam ale powiem szczerze: nie opłacało mi się. Jej dom jest ok 12 km od kina ( razy dwa czyli 24 km), licząc że idziemy do kina przynajmniej raz w tygodniu to jest 96 km.... Koleżanka całe szczęście sama się opanowała i powiedziała, że będzie wracala autobusem żebym nie musiała nadrabiać. Ja nie widzę w tym nic złego
                          • aka10 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 20:31
                            Ja tez uwazam, ze podwiezienie do przystanku bylo calkiem w porzadku. Dla mnie najwazniejszy bylby czas po wieczornym seansie (koszt benzyny, to nie jakis wielki wydatek). Szczerze mowiac, gdyby mi nawet kolezanka zaproponowala odwiezienie do domu, a wiedzialabym, ze to dla niej dodatkowe 40 minut w samochodzie i zupelnie nie po drodze, to bym na pewno podziekowala. Byloby mi bardzo niezrecznie kogos tak wykorzystywac. Tym bardziej, gdybym mogla bez problemu dojechac autobusem.
                            Ps. Powiedz kolezance, ze ostatni raz z nia bylas w kinie, jako, ze Cie obgaduje i ma nieuzasadnione pretensje co do odwozenia do domu.
                            --
                            Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
                • annthonka Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 23:17
                  nm.buba011 napisał:

                  > Nie było ku temu uzasadnienia, mogły się rozstać w miejscu spotkania.
                  > Przykładowo i hipotetycznie mogła mieć nieporządek w aucie, kompromitujące gadż
                  > ety itp.

                  Uzasadnienie było takie, że koleżanka nie musiała iść na ten przystanek na piechotę i mogła złapać wcześniejszy autobus.

                  A gdybym - przykładowo i hipotetycznie - miała w samochodzie nieporządek bądź kompromitujące gadżety, to raczej nie proponowałabym nikomu podwiezienia dokądkolwiek wink
                  • nm.buba011 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 12.03.13, 00:39
                    annthonka napisała:

                    > Uzasadnienie było takie, że koleżanka nie musiała iść na ten przystanek na piec
                    > hotę i mogła złapać wcześniejszy autobus.

                    - pytałaś o zachowanie zgodne z s-v.
                    Propozycja podwożenia, podrzucenia autem jest niezgodna z owym kodeksem, notabene dobrowolnym. To zachowanie mało eleganckie.

                    Możliwe jednak na czyjąś prośbę, nieważne autostopowicza czy innej osoby. Koleżanka jednak nie prosiła. Ty zaproponowałaś "uprzejmość cząstkową", która jest poza s-v.

                    Rozróżniajmy savoir-vivre (jak żyć) od survivalu (jak przetrwać).

                    O ile chcesz być w zgodzie z tym pierwszym, to sama nie proponuj nikomu uprzejmości cząstkowej, takiej po drodze.

                    Zapewne większość się zdziwi, ale odwożąc nawet mężczyznę, właściciel auta obojętnie na płeć, powinien z pojazdu wyjść, bo s-v również nie przewiduje pożegnania na... siedząco.
                    Zapewne wysiadłaś z samochodu?

                    > A gdybym - przykładowo i hipotetycznie - miała w samochodzie nieporządek bądź k
                    > ompromitujące gadżety, to raczej nie proponowałabym nikomu podwiezienia dokądko
                    > lwiek wink

                    - o tym wspomniałem dlatego, że o podwiezienie nie należy prosić. Pod Twoim autem mógł już oczekiwać inny znajomy, którego nie chciałabyś koleżance przedstawiać. Wiele innych powodów, poza uprzednio wymienionymi gadżetami. Co jest jednak nie istotne. Ważne jest, że o przysługę, także, aby być w zgodzie z s-v, a mając owe wymienione wątpliwości na względzie, nie prosimy. Sami natomiast dajemy bliźnim prezenty dobre, nowe, które ich uradują.

                    Pisząc swój pierwszy post myślałem, że chodzi Ci o poznanie poprawnego zachowania.

                    --
                    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

                    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                    • baba67 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 12.03.13, 13:23
                      Nie chce miec z tym mitycznym "kodeksem"nic wspolnego.Kupa bzdur robiacych wode z mozgu i grajacych na ludzkich kompleksach.O ile toto istnieje gdzies poza Twoja wyobraznia.
                      Rzeczywiscie krewnych nie mozna podwiezc na dworzec-trzeba koniecznie zawiesc ich osobiscie z Warszawy do Krakowa -mamy przeciez samochod- albo niech sie obijaja z walizami przez pol miasta bo my jestesmy DOBRZE WYCHOWANI i jesli nie mozemy zawiezc do Krakowa, to i na dworzec nie zawieziemy. NO miooodzio.

                      --
                      Śmiech to jest poważna sprawa.
                      Gogol
                      • aka10 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 12.03.13, 19:31
                        baba67 napisała:


                        > Rzeczywiscie krewnych nie mozna podwiezc na dworzec-trzeba koniecznie zawiesc i
                        > ch osobiscie z Warszawy do Krakowa -mamy przeciez samochod- albo niech sie obij
                        > aja z walizami przez pol miasta bo my jestesmy DOBRZE WYCHOWANI i jesli nie moz
                        > emy zawiezc do Krakowa, to i na dworzec nie zawieziemy. NO miooodzio.

                        Babo, do mnie nawet ludzie mieli pretensje, ze na lotnisko, oddalone o ponad 100 km nie podjade.... 100 km w jedna strone. A wychodzac z owego lotniska wrecz wpada sie na autobus transferowy jadacy do centrum...Szkoda gadac.
                        >


                        --
                        Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
    • dorenia20 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 11.03.13, 21:04
      Przypomniała się mi taka sytuacja sprzed dwóch lat. Moja koleżanka urządzała urodziny. Przyjechałam samochodem. Odległość od mojego domu do domu koleżanki 2 km. Przyjęcie kończy się po 1 w nocy i dwie osoby ( pierwszy raz w życiu widzę ludzi ) stwierdzają że już późno, autobusy nie jeżdżą a ja mam samochód i przecież mogę ich podrzucić. Na drugi koniec miasta wprawdzie ( 20 km w jedną stronę) ale przecież jest noc, zimno, nic już nie jeździ. A w ogóle co to za problem w nocy nie ma dużego ruchu to się w pół godziny uwinę. Nie podwiozłam ludzi. Do dziś są obrażeni na mnie ( luz, bo prawie ich nie znam ) i na gospodynię ( mam wyrzuty sumienia do dziś ).
    • claratrueba Re: podwożenie niezmotoryzowanych 12.03.13, 05:59
      Koleżanka zachowała się źle oczekując przysługi i fatalnie dyskutując o Twoim zachowaniu z osobami, których sprawa nie dotyczy. To jest zwykłe, prymitywne plotkarstwo.
      Natomiast sama kwestia podwożenia w s-v opiera się na prostej zasadzie rewanżu. Zmotoryzowany proponuje, niezmotoryzowany propozycję przyjmuje tylko wtedy gdy zrewanżować się taka przysługą może i zamierza. Nawet jeśli ten rewanż może nastąpić dopiero po pewnym czasie (brak samochodu, prawa jazdy). Czyli mogłas zaproponować podwiezienie, koleżanka nie powinna była propozycji przyjąć, jesli nie ma widoków na rewanż.
      Natomiast nie był to żaden Twój obowiązek towarzyski. Jest wiele powodów dla ktorych nie można takiej przysługi wyświadczyć (np. mało paliwa, mało pieniędzy na paliwo,) i jeśli zmotoryzowany jej nie proponuje, to nie ma sie prawa jej oczekiwać, nie jest szoferem.
      • kornel-1 ROTFL 12.03.13, 07:37
        claratrueba napisała:
        > Natomiast sama kwestia podwożenia w s-v opiera się na prostej zasadzie rewanżu.
        > Zmotoryzowany proponuje, niezmotoryzowany propozycję przyjmuje tylko wtedy gdy
        > zrewanżować się taka przysługą może i zamierza. Nawet jeśli ten rewanż może na
        > stąpić dopiero po pewnym czasie (brak samochodu, prawa jazdy). Czyli mogłas zap
        > roponować podwiezienie, koleżanka nie powinna była propozycji przyjąć, jesli ni
        > e ma widoków na rewanż.


        To jest niepoważne. Kuternoga (inwalida ruchu) nie ma szans na podwiezienie przez claratruebę. Nie może się wszak zrewanżować "taką przysługą" i nie ma "widoków na rewanż".
        ROTFL
        Nie m najmniejszego powodu, aby rewanżować się taką samą lub podobną przysługą. Sąsiadce, która pomogła czyjejś córce udzielając doraźnej pomocy z matematyki nie trzeba się rewanżować ofertą korków z fizyki. Można to zrobić na 10 innych, dowolnych sposobów.

        Po drugie, nie ma w ogóle powodów, by rewanżować się za każdym razem i w każdej sytuacji. Można po prostu podziękować. Ja w każdym razie nie oczekuję od innych "rewanżów" za codzienne uprzejmości czy inną pomoc.

        Kornel
        --
        "Kornel: moje podróże" Ostatnie: "Słowacja'2011"
        • claratrueba Re: ROTFL 12.03.13, 09:43
          Szanowny Kornelu,
          osoba niepełnosprawna zwana przez Ciebie kuternogą (bardzo eleganckie określenie, w sam raz na forum s-v) zawsze może liczyć na całkowicie bezinteresowna pomoc ludzi ogólnie zwanych "przyzwoitymi". W każdej kwestii i zasada rewanżu podobną przysługą nie ma zastosowania bo nie może.

          Natomiast co do "dziękuję v/s rewanż" jest to kwestia tego, co dawniej nazywało się "byciem honorowym" i niektórzy tę zasadę nadal cenią: nie przyjmuję takiej przysługi, która dla kogoś wiąże się bądź z kosztami, bądź pewną uciążliwością jeśli nie mogę się zrewanżować. Po prostu.
          Osoba, która moje koszty lub uciążliwość kwituje niekosztownym i nieuciążliwym "dziękuję" i uważa, że jesteś kwita na pewno z następną propozycja przysługi się nie spotka.
          Po prostu nie uznaję pasożytowania na czyjejś życzliwości i nie zamierzam takiej postawie sprzyjać.
          • nm.buba011 Re: ROTFL 12.03.13, 14:23
            claratrueba napisała:

            > Osoba, która moje koszty lub uciążliwość kwituje niekosztownym i nieuciążliwym
            > "dziękuję" i uważa, że jesteś kwita na pewno z następną propozycja przysługi si
            > ę nie spotka.
            > Po prostu nie uznaję pasożytowania na czyjejś życzliwości i nie zamierzam takie
            > j postawie sprzyjać.

            - około 2000 lat temu, bezdomny belfer wyjaśniał swoim kumplom, że nie jest żadną zasługą pozdrawiać tych, którzy nas pozdrawiają. "Nakazywał" czynienie dobra bezinteresownie.

            To są właśnie podstawy s-v.

            Ciekawe jak Ty czytasz nowelkę o miłosiernym Samarytaninie?
            Jak ten pobity powinien się mu odwdzięczyć, aby było zgodne z Twoim pojmowaniem s-v?

            --
            pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

            so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
            • baba67 Re: ROTFL 12.03.13, 15:07
              To samo zacne zrodlo(troche starsza czesc) nakazuje wyrzynanie wrogow w pien bo nie podzielaja naszych przekonan religijnych. Postanowilam byc dobrze wychowana, zatem skorzystam z Twych swiatlych wskazowek.Znam kilkoro ateistow?agnostykow zatem zaopatrze sie w odpowiednio ostre narzedzie stosowne do manifestacji mych nowo nabytych miejetnosci...
              --
              Śmiech to jest poważna sprawa.
              Gogol
    • annthonka czyli podsumowując... 12.03.13, 11:34
      ... mamy trzy opcje:

      1. przedkładamy komfort niezmotoryzowanej koleżanki nad komfort własny i odwozimy ją bez względu na wszystko
      2. proponujemy podwiezienie tylko do przystanku, ryzykując wzrost oczekiwań koleżanki i związane z tym niezadowolenie z jej strony
      3. nie proponujemy nic, nawet jeżeli moglibyśmy znacznie skrócić koleżance drogę do przystanku, bo "przysługa częściowa" jest niezgodna z s-v

      I bądź tu mądry człowieku - toż to całe pole minowe smile)).
      • baba67 Re: czyli podsumowując... 12.03.13, 12:21
        Tworczoscia wlasna Buby na temat SV nie musisz sie naprawde przejmowac.
        Wg niego np zdejmowanie butow w SZATNI teatralnej tez jest niezgodne z SV,a organizujac i uczestniczac w pryjeciach skladkowych dajesz niepodwazalny dowod braku kultury.
        Lokalny koloryt tego forum.

        --
        Śmiech to jest poważna sprawa.
        Gogol
      • nm.buba011 Re: czyli podsumowując... 12.03.13, 13:00
        annthonka napisała:

        > I bądź tu mądry człowieku - toż to całe pole minowe smile)).

        - przestrzeganie s-v nie jest łatwe, ale za to... dobrowolne, więc możesz wybierać.

        Przykro mi, że Twoje oczekiwania nie pokrywają się z "wymaganiami" tego kodeksu.

        Ja nie zawsze zgodnie z nim postępuje, ale nie usiłuje Go... naginać.

        Zachowanie Twoje było jak najbardziej poprawne, jednak od idei s-v dalekie.

        Dlaczego chcesz jednogłośnego poparcia, skoro masz aprobatę większości?
        --
        pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

        so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
        • baba67 Re: czyli podsumowując... 12.03.13, 13:07
          Jakis link do tego "kodeksu"?Ze szczegolnym uwzglednieniem podwozenia?
          Mam niejasne ale za to dosc uporczywe wrazenie ze istnieje ten mityczny kodeks li i jedynie w Twojej glowie.
          Taki Moby Dick...
          --
          Śmiech to jest poważna sprawa.
          Gogol
          • kiwas Też na temat 12.03.13, 13:41
            Ja tam bym tez ją do przystanku podwiózł,no chyba że to naprawdę bliska koleżanka.
            Ale piszę z innym zapytaniem,choć w temacie:
            Zimą(niedawno) zepsuło mi się auto,mieszkam kawałek za miastem i byłem przez miesiąc skazany na autobusy podmiejskie,które jeżdżą co godzinę.
            Już nie narzekam na wcześniejsze wstawanie,ale było naprawdę zimno,a one się notorycznie spóźniały albo nie przyjeżdżały wcale.
            W moim bloku mieszka około 25 rodzin i wszyscy raczej dobrze sie znają,w sensie z widzenia, a także mamy dwie zaprzyjaźnione pary (jedna z dzieckiem, druga tak jak my w związku).
            Czekałem więc sobie codziennie na tym przystanku,a mijali mnie sąsiedzi samochodami (przystanek jest przy wyjeździe z parkingu ze szlabanem,więc musieli zwalniać i nie ma opcji że mnie ktoś mógł nie zauważyć).
            I może to głupie,ale miałem jakiś żal do nich że nikt się nie zatrzymał i nie zaproponował podwiezienia.... Wiem,ja nie machałem ani nic (w sensie,że nie umawiałem się z nimi),ale tam jest jedna jedyna droga i nie ma szans by ktoś jechał w innym kierunku -najwyżej trochę bliżej niż ja,czyli do miejsca gdzie się drogi rozwidlają,a autobusów i tramwajów jest już dużo.
            Co o tym myślicie?
            Wiem,że to nie był obowiązek żadnego z sąsiadów,by mnie podwieźć,ale może wypadało spytać..... Moja dziewczyna miała to samo (jeździ o innych godzinach)
            Nawiasem mówiąc,ja zawsze się zatrzymuję,jak widzę znajomą osobę na przystanku,nawet jeśli nie jest to dzicz i minusowa temperatura, jak było w moim przypadku.
            Po prostu uważam to za marnotrawstwo że jedna osoba jedzie sobie jak król w pustym aucie,czyli robi pusty przebieg hehehe, a inni marzną i czekają.
            Ciekawym Waszego zdania. Dzięki.
            • deszcz.ryb Re: Też na temat 12.03.13, 13:53
              Trzeba się było WPROST zapytać kogoś, czy mógłby cię popodwozić przez jakiś czas. Skoro nie zapytałeś, to twoja strata - sąsiedzi nie są Duchem Świętym i nie wiedzą, czy pasowałoby ci to podwiedzienie, nie wiedzą, że ci się popsuł samochód, może myśleli, że przerzuciłeś się na komunikację miejską? Nieważne - uznali, że skoro ty nie poruszasz sprawy, to problemu nie ma.

              Następnym razem pytaj. I nie sądź, że skoro ty jesteś nadgorliwy w kwestii podwożenia, to inni też tacy będą. wink
              • kiwas Re: Też na temat 12.03.13, 14:04
                No wiem,wiem, ale naprawdę wstydziłem się kogoś zapytać a co dopiero machać, to takie poniżające... Mój błąd,że sądze innych moją miarą (nie żebym był jakiś specjalnie uczynny, po prostu patrzę z ekonomicznego punktu widzenia tongue_out)
            • kol.3 Re: Do Kiwasa 12.03.13, 20:44
              Ludzie są egoistami, im więcej kto ma, tym bardziej jest skąpy i pazerny i niechętny aby się podzielić.
              Liczą pieniądze, aby im nie ubyło.
              • nchyb Re: Do Kiwasa 13.03.13, 07:10
                > Ludzie są egoistami, im więcej kto ma, tym bardziej jest skąpy i pazerny i ni
                > echętny aby się podzielić.

                co do pierwszej części zdania - zgadzam się, dotyczy większości znanych mi osób, drugą zaś uważam za zbyt wielkie uogólnienie. Częstokroć spotykałam osoby mniej mające a bardziej skąpe i pazerne od tych co więcej od nich mieli... smile
                Ale ci mniej majętni niemal zawsze twierdzili, ze ci bogatsi są skąpi, ci majętniejsi nic nie mówili, tylko robili swoje...
                    • nchyb Re: Do Kiwasa 13.03.13, 19:49
                      nie sądzę, to bardziej cecha charakteru - znam bogaczy i biedaków skąpych do granic możliwości i osoby mało majętne, które albo rozrzut mają totalny, albo skąpią bardziej niż wszyscy Szkoci razem wzięci.

                      A moja przedmówczyni zasugerowała że poziom skąpstwa rośnie wraz z ilością zer na koncie. I z tym się nie zgadzam, stawiam na charakter, podejście do życia danej osoby...

                      A skąpić można mając tak niewiele, ze aż czasem w to ciężko uwierzyć, ze jeszcze się coś tam przyskąpi. I nie ma to często wcale nic wspólnego z oszczędnością smile
                      więc protestuję przeciwko uogólnieniu, ze im bogatszy tym skąpszy. Im skąpszy - tym bardziej skąpi - to moim zdaniem prawda objawiona wink
                      • baba67 Re: Do Kiwasa 13.03.13, 19:56
                        Napisalam ze niektorzy a nie wszyscy bogaci sa skapi.Rozrzutnych biedakow szczerze mowiac nie spotkalam.
                        --
                        Śmiech to jest poważna sprawa.
                        Gogol
                        • nchyb Re: Do Kiwasa 13.03.13, 21:05
                          a ja odnoszę się głównie do wypowiedzi mojej przedmówczyni ktra uogólniła odnosnie całokształtu, natomiast co do rozrzutnych biedaków - jak najbardziej znam. Ze staropolskim zastaw się itp też to ma coś wspólnego smile
          • nm.buba011 Re: czyli podsumowując... 12.03.13, 14:06
            > Jakis link do tego "kodeksu"?Ze szczegolnym uwzglednieniem podwozenia?

            - bardzo proszę Zacna Babo.
            Jak świetnie się orientujesz, w Przedwiecznej (przykład więc nie będzie nowy, ale powszechnie znany), jeden z Ewangelistów opisuje zalecenie Pana, który na prośbę by iść z kimś jedną milę, zaleca iść i... dwie (mile. Mila około 1 600 metrów).

            Tym nielicznym, którzy nie znają adresu, a krępują się zapytać, to podam.
            Mateusza 5:41

            Wierzę w Twoją inteligencję, percepcję i umiejętności antycypacji, że nie zakwestionujesz zalecenia Pana, jakoby dotyczyło li tylko literalnego odbycia marszu.
            Gdyby Pan mówił o indywidualnych automobilach wzięliby Go za opętanego przez demony.
            Notabene Pana, prekursora s-v, czyli idącego pod prąd, nazywano pijakiem, obżartuchem i... dziwkarzem (również niedoinformowanym podam adres).
            --
            pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

            so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
              • matylda1001 Re: czyli podsumowując... 12.03.13, 15:34
                baba67 napisała:

                > No tak...wszystko jasna-nie mam pytan.

                Za to ja mam pytanie... Chciałabym wiedzieć, czy to jest forum Badaczy Pisma Świętego, czy Świadków Jehowy, bo z moich obserwacji wynika, że oprócz nich raczej nikt w Polsce nie czytuje Biblii.
                • nm.buba011 Re: czyli podsumowując... 12.03.13, 23:36
                  matylda1001 napisała:

                  > Za to ja mam pytanie... Chciałabym wiedzieć, czy to jest forum Badaczy Pisma Św
                  > iętego, czy Świadków Jehowy, bo z moich obserwacji wynika, że oprócz nich racze
                  > j nikt w Polsce nie czytuje Biblii.

                  - nie wiedziałem, że cytowanie, czy choćby czytanie, powoływanie się klasykę literatury, dzieło uniwersalne jest niezgodne z s-v. Upoważnia do próby dyskredytacji.

                  Przez moment mnie zamurowało, ale przypomniałem sobie rozważania Einstainna o głupocie i wszechświecie. Uczony pisząc to szyderstwo musiał się wzorować na przemyśleniach Salomona, a Świadeczkiem chyba nie był?

                  Jeszcze bardziej Matyldo Cię polubiłem.

                  smile
                  smile
                  smile


                  --
                  pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

                  so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                  • claratrueba Re: czyli podsumowując... 13.03.13, 06:16
                    Bubo, Biblia jest bardzo ciekawą lekturą ale nie dla każdego zawarta w niej ideologia jest normą, którą uznaje za swoją. Dla mnie nie jest.
                    Powołując się na nią jako źródło norm, narzucasz komuś poglądy swojej ideologii. To nie jest zgodne z s-v z założenia.
                    S-v jest zbiorem zasad uniwersalnych, nie związanych z taką czy inną religią. Nakazuje szanowanie poglądów odmiennych, przewiduje dyskusję na ich temat, ale nie przewiduje przeciwstawiania swoich jako jedynych słusznych obowiązujących wszystkich.
                    • nm.buba011 Re: czyli podsumowując... 13.03.13, 09:16
                      claratrueba napisała:

                      > Bubo, Biblia jest bardzo ciekawą lekturą ale nie dla każdego zawarta w niej ide
                      > ologia jest normą, którą uznaje za swoją. Dla mnie nie jest.

                      - czy ja dyskutuje o religii, o wierze.
                      Wiara jest z założenia niesprawdzalna, więc bez sensu agitować czy narzucać.

                      Wracając do Przedwiecznej, zwłaszcza do NT, zalecane reguły postępowania codziennego są oparte o przykłady. Argumenty, te już należałoby je, przed ich odrzuceniem, jedynie obalić.

                      > Powołując się na nią jako źródło norm, narzucasz komuś poglądy swojej ideologii
                      > . To nie jest zgodne z s-v z założenia.

                      - Biblia dzieło uniwersalne nie jest moją ideologią.

                      > S-v jest zbiorem zasad uniwersalnych, nie związanych z taką czy inną religią.

                      - oczywiście. Matylda usiłuje zaszufladkować, przypisać mnie do konkretnej religii.
                      Wymieniła Świadków Jehowy.

                      > N
                      > akazuje szanowanie poglądów odmiennych, przewiduje dyskusję na ich temat, ale n
                      > ie przewiduje przeciwstawiania swoich jako jedynych słusznych obowiązujących ws
                      > zystkich.

                      - właśnie. Dyskutować nie wszyscy potrafią.
                      --
                      pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

                      so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                      • matylda1001 Re: czyli podsumowując... 14.03.13, 00:55
                        nm.buba011 napisał:

                        >- oczywiście. Matylda usiłuje zaszufladkować, przypisać mnie do konkretnej religii.
                        Wymieniła Świadków Jehowy.<

                        Nie próbuj mi tu niczego wmówić! Twoja religijność lub jej brak nie ma tu nic do rzeczy, i nic a nic mnie nie obchodzi.
                    • aka10 Re: czyli podsumowując... 13.03.13, 15:59
                      claratrueba napisała:

                      > Bubo, Biblia jest bardzo ciekawą lekturą ale nie dla każdego zawarta w niej ide
                      > ologia jest normą, którą uznaje za swoją. Dla mnie nie jest.
                      > Powołując się na nią jako źródło norm, narzucasz komuś poglądy swojej ideologii
                      > . To nie jest zgodne z s-v z założenia.
                      > S-v jest zbiorem zasad uniwersalnych, nie związanych z taką czy inną religią. N
                      > akazuje szanowanie poglądów odmiennych, przewiduje dyskusję na ich temat, ale n
                      > ie przewiduje przeciwstawiania swoich jako jedynych słusznych obowiązujących ws
                      > zystkich.

                      W pewnych krajach uznano by Bube za rasiste. Jak sie powolywac, to na wszystkie religie. Nie tylko biblie cytowac.


                      --
                      Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
                  • baba67 Re: czyli podsumowując... 13.03.13, 08:31
                    No dobra, a gdzie tam jest o zdejmowaniu butow w szatni teatralnej?
                    Bo o urzadzaniu przyjec skladkowych -agap to jest calkiem sporo szczegolnie w Listach. Nie zauwazylam krytycznego tonu. Wczesni chrezscijanie zle wychowani byli , ani chybi.
                    Nawet w najbardziej hm...kontrowersyjnych pogladach troche konsekwencji by sie przydalo.
                    --
                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                    Gogol
                    • nm.buba011 Re: czyli podsumowując... 13.03.13, 09:46
                      baba67 napisała:

                      > No dobra, a gdzie tam jest o zdejmowaniu butow w szatni teatralnej?

                      - Mateusza 7:6

                      > Bo o urzadzaniu przyjec skladkowych -agap to jest calkiem sporo szczegolnie w L
                      > istach. Nie zauwazylam krytycznego tonu. Wczesni chrezscijanie zle wychowani by
                      > li , ani chybi.

                      - o którym liście mówisz?

                      > Nawet w najbardziej hm...kontrowersyjnych pogladach troche konsekwencji by sie
                      > przydalo.

                      - konkret?
                      --
                      pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

                      so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                      • baba67 Re: czyli podsumowując... 13.03.13, 11:41
                        Zadnego teatru u Mateusza nie ma, bierzesz cokolwiek, interpretujesz po swojemu, a nastepnie wmawiasz innym ze jest to jedyny obowiazujacy kodeks SV.
                        Agapy czyli uczty skladkowe sa rzeczywistoscia pierwszych wiekow chrzescijanstwa, oczywiscie polaczone to bylo z jalmuzna.Nie bylo jednego gospodarza-fundatora aczkolwiek oczywiscie z uwagi na bezpieczenstwo odbywaly sie u roznych ludzi. Oczywiscie apostolowie nie poswiecali temu zagadnieniu wiele miejsca i wzmianki nie jest latwo znalezc, co nie znaczy ze ich nie ma.Wiedze czerpie z Historii Kosciola autorstwa-x prof dr hab Mariana Banaszaka. No musze sie pokajac-on jest dla mnie wiekszym autorytetem niz Ty.
                        Czyms w rodzaju agapy byl tez posilek z rozmnozony przez Jezusa.Wyplywa z ducha dzielenia sie. To mialam na mysli piszac o konsekwencji.

                        --
                        Śmiech to jest poważna sprawa.
                        Gogol
                  • matylda1001 Re: czyli podsumowując... 14.03.13, 00:35
                    nm.buba011 napisał:

                    > - nie wiedziałem, że cytowanie, czy choćby czytanie, powoływanie się klasykę literatury, dzieło uniwersalne jest niezgodne z s-v. Upoważnia do próby dyskredytacji. <

                    To, co czytasz, to Twoja sprawa, a cytat w niewłaściwym miejscu nie ma sensu. Chodzi o to, że starasz się (nie po raz pierwszy, zresztą) przedstawiać Biblię, jako swojego rodzaju podręcznik s-v, na dodatek uniwersalny. Powoływanie się na treść Biblii w dyskusjach jakie się toczą na tym forum, dyskredytuje Cię jako znawcę s-v. Jeśli chcesz podyskutować o Biblii, to zapraszam na forum "Religia".

                    > Przez moment mnie zamurowało, ale przypomniałem sobie rozważania Einstainna o głupocie i wszechświecie. Uczony pisząc to szyderstwo musiał się wzorować na przemyśleniach Salomona, a Świadeczkiem chyba nie był?<

                    Ten sam Einstein powiedział: "Jak to się dzieje, że nikt mnie nie rozumie, a wszyscy mnie uwielbiają?"

                    > Jeszcze bardziej Matyldo Cię polubiłem.<

                    Mhmmm... Jak psy dziada w ciemnej uliczce wink

    • taja11 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 13.03.13, 20:10
      Mnie koleżanka znienawidziła bo nie brałam jej rano do pracy moim samochodem - po południu zawsze ją zabierałam. Obsmarowała mnie oczywiście przed innymi że jestem wredna. Śmieszne jest to że ona chodzi pieszo i żeby nic na przejazd nie płacić, nie kupuje ani liniówki na tramwaj(bo to tyle kosztuje).
    • talibanek_talibanek Re: podwożenie niezmotoryzowanych 14.03.13, 20:46
      abstrahując od zasad SV myślę, że nie pozwoliłabym kobiecie jechać samej komunikacją miejską o 22 wieczorem. o 20-21 nie miałabym dylematu, zrobiłabym tak, jak Ty, ale około 22 chyba bym zawiozła, mimo że miałabym pewnie tez ochotę być jak najszybciej w chacie.

      a, i nie rozumiem tych przysług częściowych - dlaczego podwiezienie na najbliższy przystanek jest niezgodne z SV?! bo nie odwożę do końca? to jest uprzejmość, tym bardziej, że nie było komunikatu, że najbliższy przystanek, pod warunkiem, że mam go po drodze.
      • annthonka Re: podwożenie niezmotoryzowanych 15.03.13, 00:06
        Talibanku, wyjście do kina było z inicjatywy koleżanki i to ona zaproponowała ten konkretny seans, więc godzina powrotu nie była dla niej zaskoczeniem. Nocnym autobusem bym samej nie puściła, ale tutaj jeździła normalnie komunikacja miejska, a ja podwiozłam ją na bezpośredni autobus.

        Co do przysług częściowych to, po przeczytaniu wszystkich wątków, dochodzę do wniosku, że jednak było to grzeczniejsze od zostawienia koleżanki pod kinem jak gdyby nigdy nic.
        • nm.buba011 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 15.03.13, 14:42
          annthonka napisała:

          > Co do przysług częściowych to, po przeczytaniu wszystkich wątków, dochodzę do w
          > niosku, że jednak było to grzeczniejsze od zostawienia koleżanki pod kinem jak
          > gdyby nigdy nic.

          - Twoje zachowanie, podwiezienie koleżanki na przystanek było... poprawne.
          Tak zachowuje się większość z nas i oby nie gorzej.
          Chyba nikt nie napisał, że zachowałaś się źle?

          Nie podwiezienie w ogóle, też byłoby poprawne, bo nie zostałaś o nie poproszona.

          Podwozimy "po drodze" autostopowiczów, czy nawet znajomych, na ich prośbę, jednak sami z taką propozycją nie wychodzimy. Tu jest owa subtelna różnica.

          Zachować się "ekonomicznie", a zgodnie z s-v, czyni ową... różnicę.
          Być w zgodzie z savoir-vivre'm to znaczy jednak zachować się elegancko, wytwornie, wzorowo, jako przykład do naśladowania.

          Sama sobie odpowiedz.
          --
          pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

          so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
          • annthonka Re: podwożenie niezmotoryzowanych 15.03.13, 17:05
            Bubo, nie podwiozłam koleżanki "po drodze", lecz do przystanku, z którego miała najwygodniejszy dojazd do domu.

            Wiem, że nie zachowałam się źle i nie ocenie mojego zachowania miał służyć ten wątek.

            Szanuję Twoje zdanie, ale opinie innych forumowiczów jednak utwierdziły mnie w przekonaniu, że ta moja "częściowa przysługa" była zachowaniem bardziej na miejscu niż postulowane przez Ciebie pozostawienie koleżanki samej pod kinem.

            I pozwól, że przy swoim zdaniu pozostanę smile
            • nm.buba011 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 15.03.13, 22:28
              annthonka napisała:

              > Bubo, nie podwiozłam koleżanki "po drodze", lecz do przystanku, z którego miała
              > najwygodniejszy dojazd do domu.

              - to także podarunek bardzo oszczędny, rozmijający się z s-v.

              > Wiem, że nie zachowałam się źle

              - zachowałaś się tylko... poprawnie.

              > i nie ocenie mojego zachowania miał służyć ten wątek.

              - chciałaś wiedzieć czy jest zgodny z s-v. Nie jest.

              > Szanuję Twoje zdanie,

              - ja także szanuję Twoje, choć nie podzielam.

              > ale opinie innych forumowiczów jednak utwierdziły mnie w
              > przekonaniu, że ta moja "częściowa przysługa" była zachowaniem bardziej na miej
              > scu niż postulowane przez Ciebie pozostawienie koleżanki samej pod kinem.

              - większością nie głosuje się racji w tak subtelnej i niszowej dziedziny jakim jest s-v.
              Dalej nie chcesz lub nie potrafisz zrozumieć co nie jeden raz wytłumaczyłem. Rozumiem, dlaczego.

              > I pozwól, że przy swoim zdaniu pozostanę smile

              - ani przez chwilę nie myślałem, że masz prawo myśleć inaczej. S-v jest dobrowolny.
              Dlaczego dalej mnie przekonujesz, tym bardziej wspomnianą już większością?



              --
              pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

              so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
              • baba67 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 16.03.13, 08:33
                Ergo-jesli zachowujesz sie poprawnie jestes niekulturalna bo tylko poprawne zachowanie jest niezgodne z SV.
                By bylo zgodne trzeba cnot heroicznych lub prawie.Stad nam sie pojawia Pismo Swiete.
                Dobrze zrozumialam?
                --
                Śmiech to jest poważna sprawa.
                Gogol
                • nm.buba011 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 16.03.13, 10:12
                  baba67 napisała:

                  > Ergo-jesli zachowujesz sie poprawnie jestes niekulturalna bo tylko poprawne zac
                  > howanie jest niezgodne z SV.

                  - manipulujesz.
                  Słynne:
                  Kto nie jest z nami jest przeciw nam.

                  > By bylo zgodne trzeba cnot heroicznych lub prawie.

                  - odrobinę więcej nad poprawność.


                  > Stad nam sie pojawia Pismo Swiete. Dobrze zrozumialam?

                  - masz Zacna Babo rację. Jest tam sugestia, aby czynić innym to, co byśmy od nich oczekiwali.
                  Przedwieczna zajmuje się relacją Bóg-człowiek (to zawsze pomijam, to zbyt intymne, osobiste) i do znudzenia porusza relacje międzyludzkie. Mało tego wyjaśnia dlaczego.
                  Jest najlepszym, o największy nakładzie, najstarszym podręcznikiem - jak żyć.
                  A tym się zajmuje s-v.

                  Zawsze nie brakowało ludzi niechętnych Biblii.

                  Wracając do wątku.
                  Jedna pani proponuje usługę pełną, czyli podwiezienie do domu.
                  Natomiast, korzystająca z propozycji, o ile to przekracza możliwości rewanżu, przykładowe poczęstowanie po odwiezieniu, to odmawia i prosi o jedynie życzliwość częściową (na przystanek).

                  Tak się nie stało.
                  Była poprawność, ale elegancji, zgodności z s-v... zabrakło.

                  Bajka.
                  Książę dogania Kopciuszka, wkłada mu bucik na nóżkę i podrzuca swoim sześciokonną karetą do głównej... drogi, ulicy?
                  Kopciuszek jest "oczarowana", opowiada siostrom, o "uczynności" Księcia.
                  Po jakimś czasie dowiaduje się on, że dziewczyna jest niezadowolona i go obgaduje.





                  --
                  pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

                  so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                  • baba67 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 16.03.13, 10:39
                    Rozumiem-SV to elegancja.
                    Czyli ci co co nie sa eleganccy nie sa dobrze wychowani?Odzielamy SV od dobrego wychowania?
                    Bo ja do elegancji nie mam pretensji zadnej, ta cecha mnie nie interesuje.Dobre wychowanie utozsamiam natomiast z zyczliwoscia w miare mozliwosci (podwiezienie na przystanek jesli jestem zbyt zmeczona na dluzsza jazde).Niezaproponowanie to brak tej zyczliwosci i z dobrym wychowaniem nie ma nic wspolnego a wrecz przeciwnie.Brak empatii,rozgrzeszanie sie tym ze ktos jest zbyt delikatny aby taka przysluge zasugerowac.
                    Nad elegancje zawsze i wszedzie przekladam pragmatyzm czyli przekonanie ze w kazdych warunkach mozna zrobic cos pozytywnego.
                    Jesli SV utozsamiasz tylko z elegancja a nie z dobrym wychowaniem to coz...interpretacja jak kazda inna,tyle tylko ze uhm...nieco malo popularna.

                    --
                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                    Gogol
                    • nm.buba011 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 16.03.13, 11:27
                      - Zacna Babo, ja wiele razy popełniam gafy. Przez niewiedzę, pośpiech lub dla sprowokowania ciekawej sytuacji.

                      Nie twierdzę, że udzielanie na wszystkie strony jednostronnych przysług jest obowiązkowe.

                      Nie jestem ani dobry, ani zły.

                      Moje zachowanie jest złe, dobre. Często bardzo złe.

                      Nie ma jednak potrzeby z tego powodu naginać zasady s-v, czy innego kodeksu, którego w danej chwili nie przestrzegam.

                      Traktuję ustalone normy "obowiązujące" wszystkich.

                      Rozumiem autorkę wątku.
                      Ja bym odwiózł pod dom lub nie zaproponowałbym.
                      Byłoby zgodne z s-v.

                      Spotkanie nastąpiło pod kinem i pod tym kinem mogło być zakończone.
                      Nie było żadnych przesłanek, aby cokolwiek proponować.
                      ______________________________
                      Dygresja

                      Ostatnio złapałem mocno nadwyrężony t-shirt i ćwiczyłem w nim.
                      Ktoś może wyrzucać koszulki w dużo lepszym stanie.

                      Czy jak by wpadł na pomysł podarowania mi ich, skoro ja noszę porwane, byłoby zachowaniem eleganckim i zgodnym z s-v?




                      --
                      pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

                      so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                • nm.buba011 Re: podwożenie niezmotoryzowanych 16.03.13, 10:58
                  annthonka napisała:

                  > Bubo, nie wnikam, czy naprawdę nie jesteś w stanie zrozumieć, czy tylko się prz
                  > ekomarzasz, ale dyskusja z Tobą jest nieco jałowa.

                  - bardzo dobrze Ciebie, od dłuższego czasu rozumiem, chcesz, żeby zaakceptować Twoje racjonalizowanie i przyznać, że zainicjowanie i podwożenie na przystanek jest zachowaniem zgodnym z s-v.

                  Nie. Jest poprawnym i ekonomicznym.

                  --
                  pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

                  so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
    • scalla Re: podwożenie niezmotoryzowanych 16.03.13, 17:44
      gdybym była tobą, podwiozła bym koleżankę, jeśli zalezałby mi na kontakcie z nią.

      gdybym była tą koleżanką to w zamian za podwiezienie zwróciłabym za koszta benzyny - bo wiem, że samochody na powietrzu nie jeżdzą. a tak w ogóle ile to by było?... 30 zł?

      ale podwiezienie do przystanku wydaje się akceptowalne. nie obraziłabym się, pomyślałabym tylko, że jakoś nie lubisz mnie jakoś szczególnie o prostu.

      ...ale nawet gdybyś mnie nie podwiozła do domu, to nie obgadała bym cie przed osobami trzecimi!
      bardzo nieładnie z jej strony : (



    • wasa Inny aspekt tej sprawy 16.03.13, 23:00
      Autorka nie wspomina o jakiejś dysproporcji majątkowej, wiekowej czy zdrowotnej między nimi, jak mniemam są to dorosłe osoby na mniej więcej równym pułapie społecznym. To skąd założenie, że jedna z nich (w tym wypadku zmotoryzowana) ma obowiązek troszczyć się o drugą, traktować ja jak nieporadną i organizować jej zwyczajne czynności jak przemieszczanie się? Taka sytuacja trąci mi protekcjonalnością.<