Dodaj do ulubionych

Jak zareagować na lekceważącą propozycję?

03.05.13, 22:33
Temat niejasny, bo sytuacja jest trochę skomplikowana - otóż mój mąż został poproszony przez kuzynkę o zostanie ojcem chrzestnym jej trzeciego dziecka. Rozmowa (telefoniczna) wyglądała mniej więcej tak:
Kuzynka: ....no więc chcielibyśmy cię poprosić, żebyś został ojcem chrzestnym.
Mąż: Bardzo mi miło, oczywiście się zgadzam, chociaż przecież jestem już ojcem chrzestnym Karolka Nie chcieliście tym razem kogoś innego?
K: Wiesz, to musiałby być ktoś ze znajomych, a wiesz jak to jest ze znajomymi... Jednak chcemy kogoś, kto należy do rodziny. Uroczystość zaplanowaliśmy na 15 lipca. Omówiliśmy to już z całą rodziną, wiesz z moimi rodzicami teściami, i wszystkim ten termin odpowiada.
M: Hm, no wiesz, nam nie bardzo, akurat wtedy mamy urlop.
K: No a nie da się tego zmienić?
M: Nie, mamy już opłacony pobyt.
K: Ale jak to gdzieś niedaleko, to może przyjechałbyś na ten jeden dzień?
M: To dość daleko, a poza tym z małym dzieckiem byłoby to kłopotliwe, byłby to problem i dla mnie, i dla Kasi (żony, czyli mnie)...
K: No to przyjedź sam.
M: To nie wchodzi w grę, chyba jest oczywiste, że chcę być z żoną na takiej uroczystości. W ogóle to muszę z nią o tym porozmawiać.
K: No to nie wiem, zastanów się i daj mi znać, możliwie szybko... Będę musiała wszystko odkręcić...
Itp., itd...
Żeby było jasne - nie mam wątpliwości, że propozycja kuzynki jest niestosowna, nie mamy też wątpliwości, że nie będziemy zmieniać planów urlopowych pod niczyje dyktando. Problem w tym, jak na to zareagować uprzejmie, ale jednocześnie dając do zrozumienia, że nie podoba nam się traktowanie męża jak chłopca na posyłki, a mnie jak kogoś kompletnie pozbawionego znaczenia... (W tej sprawie jest też taki wątek, że mąż jest już ojcem chrzestnym jednego z dzieci tej kuzynki, ja natomiast nie jestem w ogóle brana pod uwagę, jakbym jednak nie "należała do rodziny").
Bardzo proszę cierpliwych, którzy przebrnęli przez ten przydługi dialog, o poważne odpowiedzi. Mąż jest dość porywczy, a nie chciałabym, żeby jego rozmowa z kuzynką była "sztychem do bitwy". Chodzi o radę, jak odpowiedzieć na to asertywnie i adekwatnie.
Edytor zaawansowany
  • milamala 03.05.13, 22:50
    Moze nie chodzi o to, ze Ty nie bylas brana pod uwage, zlekcewazona, ale moze poprostu brakuje im ojca chrzestnego a nie matki chrzestnej. Prawdopodobnie o to chodzi. Sami powiedzieli, ze jesli Twoj maz sie nie zgodzi, to beda musieli szukac po znajomych a chcieliby rodzine. Ja tez mialam potencjalnych matek chrzestnych na peczki a z ojcem chrzestnym bylo krucho. Mezczyzni jakos tak rzadziej do kosciola zagladaja.
  • irina_katodina 04.05.13, 11:17
    milamala napisała:

    > Ja tez mialam potencjalnych matek chrzes
    > tnych na peczki a z ojcem chrzestnym bylo krucho. Mezczyzni jakos tak rzadziej
    > do kosciola zagladaja.

    No to może dwie matki chrzestne?
  • dominikjandomin 09.05.13, 19:33
    irina_katodina napisała:

    > milamala napisała:
    >
    > > Ja tez mialam potencjalnych matek chrzes
    > > tnych na peczki a z ojcem chrzestnym bylo krucho. Mezczyzni jakos tak rza
    > dziej
    > > do kosciola zagladaja.
    >
    > No to może dwie matki chrzestne?

    Kodeks Prawa Kanonicznego nie zezwala na dwie matki.
  • angazetka 10.05.13, 10:43
    Praktyka mówi co innego.
  • dominikjandomin 10.05.13, 11:02
    To że ktoś zabija, nie znaczy, że prawo polskie pozwala na zabijanie.
  • dominikjandomin 09.05.13, 19:32
    milamala napisała:

    > Moze nie chodzi o to, ze Ty nie bylas brana pod uwage, zlekcewazona, ale moze p
    > oprostu brakuje im ojca chrzestnego a nie matki chrzestnej. [...] Mezczyzni jakos tak rzadziej
    > do kosciola zagladaja.

    Można wybrać tylko matkę chrzestną. Ale to jeden dawca prezentów mniej...
  • nm.buba011 03.05.13, 22:54
    pankrasia napisał(a):

    > Mąż: Bardzo mi miło, oczywiście się zgadzam, chociaż przecież jestem już ojcem
    > chrzestnym Karolka Nie chcieliście tym razem kogoś innego?

    - bardzo niestosowna odpowiedź. Wystarczyło: Dziękuję. Nie.

    Należy teraz przeprosić i odmówić.
    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • pankrasia 04.05.13, 00:07
    Zgadzam się, to nie brzmi dobrze, ale nie zostało to powiedziane w taki sposób dosłownie, musiałam zastosować trochę skrótów, bo post nie miałby końca, poza tym nie byłam uczestniczką tej rozmowy i nie jestem w stanie przekazać jej słowo w słowo, to chyba oczywiste. Po prostu zostało nam po niej dość nieprzyjemne wrażenie. Nigdzie nie napisałam też, że mąż chce odmówić, i naprawdę nie mam pojęcia, za co mielibyśmy w tej sytuacji przepraszać. Problemem jest tylko to, że potencjalnie miłej propozycji towarzyszyło lekceważenie nas i naszych planów. Jakoś nie wyobrażam sobie, że dzwonie do kogoś i mówię: "Cześć, chciałabym żebyś został ojcem chrzestnym naszego dziecka.. zaplanowaliśmy uroczystość na dzień XY... wyjeżdżasz wtedy na urlop? No to może wpadniesz na jeden dzień, bo wszystkim innym pasuje... Jedziesz z żoną i małym dzieckiem? No to, co zostawisz ich i sam przyjedziesz..." Czy to ze mną jest coś nie tak, czy jednak świat oszalał?
  • agulha 04.05.13, 00:28
    Dopytywanie się o możliwość przyjechania na 1 dzień z urlopu samo w sobie nie wydaje mi się niestosowne, jeżeli chodziło (albo mogło chodzić) o urlop krajowy. Kto pyta, nie błądzi, być może kuzynka mieszka np. w Gdańsku i mogła mieć cień nadziei, że spędzacie urlop nad morzem, czyli możecie na jeden dzień wpaść.
    Propozycja przyjazdu bez rodziny, no to już zdecydowanie nieładnie.
    I co to za tekst z tym odkręcaniem? Co ona chce odkręcać - umówiła już się z księdzem, zamówiła jakieś przyjęcie w restauracji, BEZ uzgodnienia z jedną z najważniejszych osób w tej imprezie, czyli przyszłym ojcem chrzestnym? Bo jeżeli tylko obgadała sprawę z rodzicami i teściami, no to po prostu obgada drugi raz. Nie pali się, w końcu jakiś termin będzie wszystkim pasował.
  • pankrasia 04.05.13, 00:41
    Tak, umówiła już księdza oraz uzgodniła wcześniej, jakie plany urlopowe mają jej teściowie i rodzice. Kuzynka mieszka w tym samym mieście, co my, a my wybieramy się na urlop do miejsca oddalonego o ponad 300 km.
  • bene_gesserit 04.05.13, 01:33
    Bardzo fajnie podchodzisz do problemu. Sytuacja jest dość fatalna, bo cudzy nietakt może was wpędzić w rodzinną awanturę (a jak dowodzi lektura forum, rodzinne obrazy lubią zyc latami, a wręcz przenosić się z pokolenia na pokolenie - potem nikt nie pamięta, o co poszło, ale się nie lubimy).

    Może uderzyć w ton religijny, ze dla męża to obowiązek, że traktuje to ultrapoważnie, a w tej sytuacji, niestety, nie mógłby się do tego przygotować - to zresztą przecież jest prawda chyba, co? I że gdybyście tylko zostali zawiadomieni wcześniej, sytuacja wyglądałaby inaczej, ale w teraz niestety, musicie odmówić. Kropka. Kuzynka pewnie pokwęka, ale sama sobie winna.


    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • pankrasia 04.05.13, 01:49
    Dziękuję za wszystkie odpowiedzi, Bene - owszem, mąż podchodzi do tego poważnie, a ja, owszem, myślę sobie, że spokojnie mógłby po prostu odmówić, ale... podobno "tego się nie robi". Z kilku źródeł słyszałam, że nie powinno się odmawiać, że to duży nietakt i że nawet jak nie ma się na to ochoty, to trzeba zacisnąć zęby i prośbę spełnić. Mnie osobiście spotkała taka sytuacja - poprosiłam moją najlepszą przyjaciółkę, żeby została chrzestną mamą mojego dziecka, a ona odmówiła... muszę przyznać, że było mi bardzo przykro, ale cóż, podała swoje powody, ja zdobyłam się na zrozumienie i dalej się przyjaźnimy. Tylko w przypadku rodziny męża może wyglądać to jednak inaczej...
  • bene_gesserit 04.05.13, 02:02
    Wiesz co - jak się traktuje poważnie, to imo czasem trzeba. Ja odmówiłam (najukochańszym i najbliższym), bo wiem, z czym wiąże się taki obowiązek, a ja nie mogłam go dotrzymać (jako agnostyczce trudno byłoby mi czuwać nad życiem duchowym dziecka w sensie umacnianiu go w wierze).

    Ja bym ładnie podziękowała i przeprosiła, ale nie tłumaczyła sie, tylko wyjaśniłą, ze dla was obydwojga to ważne duchowe przezycie i nie możecie go odbębniać na rapu-capu - sugerując jednocześnie, ze gdyby pomyślano o męzu jako chrzestnym oraz o was wcześniej byłoby wam niezmiernie miło - to byłaby ta granica, o której pisałaś, ze chciałabyś ją ustawić w sensie zasugerować, ze propozycja była co najmniej obcesowa.


    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • kora3 04.05.13, 08:32
    pankrasia napisał(a):

    , ale... podo
    > bno "tego się nie robi". Z kilku źródeł słyszałam, że nie powinno się odmawiać,
    > że to duży nietakt i że nawet jak nie ma się na to ochoty, to trzeba zacisnąć
    > zęby i prośbę spełnić.


    i szczegolnie osobie wierzacej nie przystoja smile

    Owszem, jak ktoś tu wspomnial już wg zasad Koscioła bycie rodzicem chrzestnym jest "godnoscią", czyli prosto mówiac - zaszczytem. I jak od kazdego zaszczytu można się od tego wymowic odmawiajac przyjęcia go.

    Powiedzialabym natomiast, że sytuacja, w ktorej ta sama osoba jest rodzicem chrzestnym dzieci z jednej rodziny jest raczej niestandardowa, co nie znaczy, że nie do przyjecia oczywiscie. Twój mąż jest chrzestnym jednego dziecka tej kuzynki i zwyczajnie moze nie mieć ochoty byc nim dla kolejnego.

    Sądze, jak ktopś tu inny też, ze być moze mąż Twój jest "ostatnią deską ratunku" - to znaczy zwyczajnie nie maja kogo poprosic na tego chrzestnego. Moze gosc upatrzony jako chrzestny odmowił i teraz zwracają się do Twego meza, bo wiedza, że ma mozliwości kanoniczne do bycia chrzestnymsmile

    Tak czy owak - sposób zapraszania go do tej godnosci we mnie entuzjazmu nie wzbudza. Nie chodzi nawet o to, że przez telefon, a o to, że zazyłosc miedzy Wami, sądzac z Twego opisu nie jest tak duża, by pozwalac sobie na telefoniczne zapytania tego rodzaju. Gdyby byla wiedzielibyście wczesniej na kiedy przewidziano chrzest, a kuzynka wiedziala kiedy jedziecie na urlopsmile

    Podsuwanie mezowi pomyslu, by pozostawial żonę (tz. Ciebie) samą z malym dzieckiem na wakacjach jest niedopuszczalny. To WY moglibyście ewentualnie wybrać takie rozwiazanie, gdyby WAM pasowało.

    Uwazam poniekad, że Twoj mąż nie zachowal się takze dobrze. Przede wszystkim od razu powinien powiedziec, że ewentualną decyzję na tak musi przedyskutować z Tobą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, anie zdroznego. Bycie chrzestnym wiaze się nie ukrywajmy z wydatkami i nic nadzwyczajnego, że kandydat na rodzica chrzestnego rozmawia o tym z mezem, czy zoną, ewentualnie z narzeczonym/ną.
    A Twój maż niby się tak wstepnie zgodził, tylko "targował" w temacie terminu.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • deszcz.ryb 04.05.13, 12:20
    >Bene - owszem, mąż podchodzi do tego poważnie
    > , a ja, owszem, myślę sobie, że spokojnie mógłby po prostu odmówić, ale... podo
    > bno "tego się nie robi". Z kilku źródeł słyszałam, że nie powinno się odmawiać,
    > że to duży nietakt i że nawet jak nie ma się na to ochoty, to trzeba zacisnąć
    > zęby i prośbę spełnić.

    A coś ty. Jak najbardziej można odmawiać. Sama kiedyś odmówiłam, bo akurat w tym momencie nie mogłam pójść do spowiedzi. Przeprosiłam, podziękowałam za propozycję i wyjaśniłam, dlaczego nie mogę zostać chrzestną.
  • dominikjandomin 09.05.13, 19:35
    pankrasia napisał(a):

    > Tak, umówiła już księdza oraz uzgodniła wcześniej, jakie plany urlopowe mają je
    > j teściowie i rodzice.

    Księdza można umówić na inny termin bez problemu. A gdy się ustala datę, to wypada zapytać ojca chrzestnego.

    Bowiem faktycznie, jest to absolutne lekceważenie.
  • matylda1001 04.05.13, 01:51
    Bycie rodzicem chrzestnym, to zaszczyt, ale skoro Twój mąż w tej rodzinie już raz tego zaszczytu dostąpił, to tym razem mogliby mu darować smile Ja bym się nie dała wrobić drugi raz, a Wy macie doskonałe usprawiedliwienie, jedziecie na zaplanowany i opłacony urlop.
  • kol.3 04.05.13, 07:58
    Uważam, że Twój mąż powinien odmówić, propozycja jest trudna do przyjęcia. Mogło być tak, że chrzestnym miał pierwotnie zostać kto inny, stąd zaklepany termin, ktoś się rozmyślił i teraz kuzynka szuka szybko następnego kandydata.
  • aqua48 04.05.13, 09:01
    Mąż chyba już powiedział kuzynce, że nie ma takiej możliwości żebyście zrezygnowali z urlopu, a przyjazd na jeden dzień i obecność tylko jego nie wchodzi w grę. Uważam, że nie ma co tu dodatkowo wyjaśniać. Jeśli mąż nie chce jednak przeprosić i odmówić bycia chrzestnym to pozostaje czekać na ruch kuzynki. Powinna zapytać czy inny (konkretny) termin Wam będzie odpowiadał.
    Też mi się wydaje, że ktoś wcześniej zaplanowany na chrzestnego jej odmówił, być może właśnie z powodu terminu i poprosiła męża niejako "w zastępstwie". Sytuacja niekomfortowa dla obu stron, ale ponieważ to dość bliska rodzina, nie obrażałabym się, tylko potraktowała ze zrozumieniem, albo odmówiła bez komentarza.
    Mój mąż też został takim "zastępczym" ojcem chrzestnym, bo ten właściwy nie dał rady dojechać. Poproszony był na trzy dni przed chrzcinami smile Sytuacje awaryjne się zdarzają.
  • annthonka 04.05.13, 13:20
    Sytuacje awaryjne się zdarzają, ale wtedy lepiej po prostu powiedzieć jak jest naprawdę, a nie stosować presję, że wszystkim pasuje, a przez ciebie jednego będziemy musieli wszystko odkręcać, bo jesteś nieużytek i nie chcesz przerwać urlopu.
  • claratrueba 04.05.13, 09:01
    Trzeba porozmawiać spokojnie i poprosić o zmianę terminu. Argumenty są oczywiste- jest to duży kłopot ze względu na Wasze wakacje- kwestia podróży, stroju raczej bardziej uroczystego niż to, co zwykle nosimy w wakacje.
    Kuzynka bierze to pod uwagę cyt:" zastanów się i daj mi znać, możliwie szybko... Będę musiała
    > wszystko odkręcić...
    Więc chyba zdała sobie sprawę z niestosowności w taki sposób złozonej propozycji.
  • annthonka 04.05.13, 13:14
    Mnie uderzyło jedno - zazwyczaj najpierw wybiera się chrzestnych, a dopiero potem organizuje całą uroczystość. Tutaj jest zupełnie odwrotnie. Termin uzgodniony z całą rodziną, ksiądz umówiony, impreza opłacona i dopiero wtedy zaczyna się szukanie chrzestnego ojca.

    Cała sytuacja wygląda, jakby Twój mąż został poproszony przez kuzynkę "z braku laku" (tym bardziej, że jest już chrzestnym ojcem jej jednego dziecka), albo jako wyjście awaryjne, bo ktoś zrezygnował w ostatniej chwili.

    Kuzynka traktuje lekceważąco Was oboje. Ja bym w takiej sytuacji grzecznie, ale stanowczo odmówiła. Jeżeli nie chcecie rozpętywać burzy w rodzinie to wystarczy zasłonić się argumentem o wykupionych wakacjach i tym, że chrzest to poważna uroczystość, więc chrzestny ojciec raczej w biegu i w klapkach plażowych nie wpadnie na pół godzinki do kościoła.
    Jeżeli burza tak czy tak się rozpęta to może warto powiedzieć prawdę.
  • pankrasia 04.05.13, 21:41
    Witam, dziękuję wszystkim za odpowiedzi, a sprawa znalazła następujący finał: mąż, zgodnie z ustaleniami, zadzwonił do kuzynki i powiedział że znają się całe życie, że kocha ją jak siostrę, więc powie szczerze, że ma co do jej propozycji uczucia ambiwalentne. Z jednej strony jest mu bardzo miło, że o nim pomyślała, z drugiej - poczuł się dotknięty stylem, w jakim ta propozycja została mu złożona, bo wygląda na to, że choć to on ma być chrzestnym, dowiaduje się o wszystkim ostatni i oczekuje się od niego pełnego dostosowania do innych, łącznie z przerwaniem urlopu. Dodał, że zabolało go też to, jak została potraktowana jego żona. I że w tej sytuacji jedynym sposobem, żeby został chrzestnym, jest zmiana terminu uroczystości. Byłam pewna, że kuzynka, która zawsze wydawała mi się osobą fajną i na poziomie, zreflektuje się i powie coś, co choć z daleka będzie przypominało przeprosiny - niestety, mimo tego, co właśnie usłyszała, powtórzyła propozycję, żeby przyjechał sam... Mąż spytał ją, czy dobrze by się czuła, gdyby zadzwonił do jej męża z podobną propozycją, sugerując jednocześnie, żeby przerwał urlop, zostawiając tam w dodatku żonę i dzieci, ale kuzynka i tym razem nie odniosła się do tego, tylko stwierdziła, że termin jest dobry, bo "wszyscy" wyjeżdżają na urlop w lipcu i sierpniu, i narzekała, że w takim razie będzie musiała "wszystko odkręcić". Hm. Nie wiem, czy szok poporodowy może przyjąć taką formę i trwać dwa miesiące, ale nie przychodzi mi do głowy inne wyjaśnienie jej zachowania... Mam nadzieję, że terminu nie uda się zmienić i znajdą sobie innego kandydata na chrzestnego, bo szczerze mówiąc nie mam już najmniejszej ochoty brać udziału w tej imprezie.
  • aka10 05.05.13, 00:10
    Ja bym pewnie-bedac na miejscu Twego meza- zadzwonila jeszcze raz i powiedziala, ze po przemysleniu sprawy nie chce byc ojcem chrzestnym.
    --
    Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
  • aqua48 05.05.13, 14:41
    Po ponowieniu (!) propozycji przyjazdu bez żony na uroczystość, mąż spokojnie mógł i właściwie powinien był odmówić bycia chrzestnym...
  • agulha 05.05.13, 20:02
    O ile nie zdobędziecie się na wyraźną odmowę - no cóż, to niech odkręca imprezę i robi ją w listopadzie. Zdjęcia nieładne wyjdą, ale "wszyscy" będą już po urlopach.
  • pankrasia 09.05.13, 15:49
    Hm, pomyślałam, że napiszę, jak się to wszystko skończyło: otóż kuzynka zadzwoniła po kilku dniach - powiedziała, że nie udało im się tego "odkręcić", więc postanowili złożyć propozycję mężowi przyszłej matki chrzestnej (czyli jej siostry)... Wyraziła przy tym nadzieję, że mężowi nie jest przykro i dodała, że gdybyśmy jednak nie wyjechali na urlop, to zaprasza nas na chrzciny... Bez komentarza.
  • dominikjandomin 09.05.13, 19:41
    pankrasia napisał(a):

    > Hm, pomyślałam, że napiszę, jak się to wszystko skończyło: otóż kuzynka zadzwon
    > iła po kilku dniach - powiedziała, że nie udało im się tego "odkręcić",

    I tu jest jakiś szwindel... Czego nie udało się odkręcić? Rezerwacji w restauracji? Bo zmiana terminu na parafii to jest jeden telefon, nawet nie trzeba iść osobiście...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka