Dodaj do ulubionych

Na bal bez swej "połowki"

28.01.14, 14:10
Chciałabym Was prosić o ocenę sytuacji. Mianowicie zbliża się nasz doroczny bal branżowy i koleżanka od lat zajmująca się jego organizacją rozesłała mail z zachętą do uczestnictwa. Do ludzi z branży i jej "okolic", także ludzi w tej branży nowych. Wśród tych "świeżynek" jest chłopak, który pracuje razem z moim przyjacielem.
Chłopak zainteresował się balem i wyraził cheć pójścia.

Niepisana, ale dość konsekwentnie przez wszystkich kultywowaną zasadą tego balu jest, że idzie się na niego bez swojej "połówki" - czy to mąż/zona, czy partner/partnerka, czy narzeczony/narzeczona, chyba, że "połówka" też jest branżowasmile, albo z branża związana.
Mój przyjaciel powiedział o tym temu koledze, a on swojej dziewczynie, czy narzeczonej i kobieta zadzwoniła do koleżanki organizującej bal z zapytaniem czy to prawda.
Kolezanka potwierdziła, dodając, że oczywiście nikt nikomu nie zabrania przyjść z kim się chce, jednakowoż z zasady na ten bal chodzą ludzie z branży i "okołobranzowi" i tak się przyjęło.
Jak dla mnie - normalna odpowiedź. Na którą jak się dowiedziałam od koleżanki organizatorki dziewczyna się bardzo obruszyła i wyraziła zdanie, ze to niedopuszczalna sytuacja, niekulturalnie, bez zasad i w ogóle.

Przyznam się, ze ja się troszkę dziwię - nie chce ktoś iśc na imprezę bez swej "połówki" - nie musi iśc, bal nie jest przymusowy smile Chce koniecznie iśc z tą "połowką" i łamac przyjęte zasady - tez może. Pyta ktoś czy jest taka niepisana zasada, to odpowiedziano.


A jak Wam się wydaje? Wg Was taka zasada, nawet niepisana, ale przestrzegana jest czy nie jest do przyjęcia?


--
Korcia
"droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
Edytor zaawansowany
  • aqua48 28.01.14, 14:21
    Moim zdaniem zasada jest dziwaczna. Albo wszyscy umawiają się i robią imprezę (ale wtedy chyba raczej nie bal) w swoim wyłącznie towarzystwie, albo nie. Szczerze mówiąc ja czułabym się niekomfortowo gdyby mój mąż oznajmił, że wybiera się na bal beze mnie, bo taka jest cicha zasada i będzie cały wieczór tańczył i bawił się z.. koleżankami z pracy ewentualnie z partnerkami innych panów, którzy wykazali się większą asertywnością, lub mają nienaruszalną pozycję w branży smile
  • kora3 28.01.14, 14:52
    To jest bal, nawet bal przebierańcówsmile ale nie jest to tak, że skrzykują się ludzie z jednej firmy, czy miasta. To są ludzie z całego województwa, z różnych firm i ten bal jest czasem jedyna okazją do spotkania się wielu z nas face to face.
    Dlatego calkiem dorzeczne nam się wydaje, że się na taką imprezę nie ciąga drugiej połowy smile
    Pójście z nią wymagałoby poświecania jej uwagi siła rzeczy kosztem uwagi poswiecanej innym. Nierzadko też bywa tak, ze na takich branżowych imprezach ludzie podejmują tematy zawodowe, czy okołozawodowe, które dla nich są bardzo ciekawe, a dla innych - niekoniecznie.

    Ja się nie czuję niekomfortowo, gdy mój partner ma jakąś firmową/branzowa impreze niesparowaną smile Może bym się czuła, gdyby miała miejsce co tydzień, ale raz w roku, to chyba przesada smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • engine8 28.01.14, 20:36
    Az strach sie bac co bedzie dalej. Cecha brutalnego kapitalizmu jest wykorzystac pracownikow do max.. a pierwszym krokiem jest uksztaltowac pracownikow na robotow pozbawinych innych zwiazkow....wtedy pracuja dluzej.
    Rozumiem ze sa imprezy na mniejsza skale gdzie tylko z branzy sie pokazuja ale skoro to jest bal i jesli organizator "sugeruje" aby nie przyprowadzac polowek to zwykle bezczelne chamstwo. A jesli uczestnicy to toleruja i uwazaj ze to OK czy normalne ze jest BAL to kiedys im to wyjdzie bokiem niestety. Wyglada ze polska versja kapitalizmu i "integracji" posunela sie do granic a moze juz je przekroczyla... Takie postepowanie jest niedopuszczalne w krajach i firmach ktore szanuja siebie i swoich pracownikow... Rece opadaj slyszac tyle osob popierajcych a nie protestujacych przeciwko takim "zwyczajom" - czyzby uczucia czy odczucia partnera czy meza/zony byly tak malo wazne ? bo nioe sadze ze jest im obojetne ze malzonek caly wieczor "bawi sie " z koleznaka z pracy?
  • kora3 28.01.14, 20:52
    engine8 napisał(a):

    > Az strach sie bac co bedzie dalej. Cecha brutalnego kapitalizmu jest wykorzyst
    > ac pracownikow do max.. a pierwszym krokiem jest uksztaltowac pracownikow na ro
    > botow pozbawinych innych zwiazkow....wtedy pracuja dluzej.


    weź się wyluzyj, o czym Ty piszesz? jakich pracowników? To jest spotkanie LUDZI z branży, a nie jakichś pracowników. Koelgów i koleżanek smile Organizujemy sobie to SAMI, My smile

    > Rozumiem ze sa imprezy na mniejsza skale gdzie tylko z branzy sie pokazuja ale
    > skoro to jest bal i jesli organizator "sugeruje" aby nie przyprowadzac polowek
    > to zwykle bezczelne chamstwo.


    Dlaczego? Nie możemy sobie sami urządzić balu i ustalić, ze jest np. balem przebierańców ? Bo co?


    A jesli uczestnicy to toleruja i uwazaj ze to OK
    > czy normalne ze jest BAL to kiedys im to wyjdzie bokiem niestety.


    Uczestnicy sami sobie ustalili te zasady, wiec pewnie im odpowiadają, nie? Co ma nam wyjść bokiem?

    Wyglada ze
    > polska versja kapitalizmu i "integracji" posunela sie do granic a moze juz je p
    > rzekroczyla...


    Zapytam raz jeszcze: O CZYM TY PISZESZ?


    Takie postepowanie jest niedopuszczalne w krajach i firmach kto
    > re szanuja siebie i swoich pracownikow...


    a co ma przepraszam do tego firma, w której ja pracuję, bo na serio nie wiem... Ani tego nie organizuje, ani za to nie płaci - dlaczego zarząd firmy miałby mieć jakikolwiek wpływ na tę imprezę?


    Rece opadaj slyszac tyle osob popi
    > erajcych a nie protestujacych przeciwko takim "zwyczajom" - czyzby uczucia czy
    > odczucia partnera czy meza/zony byly tak malo wazne ? bo nioe sadze ze jest im
    > obojetne ze malzonek caly wieczor "bawi sie " z koleznaka z pracy?


    nadal kompletnie Cię nie pojmuję, co ty z tym wykorzystaniem? Przecie Ci tłumaczę, ze to impreza organizowana przez znajomych z branży. Nie musi nikt iśc, jeśli z dowolnej przyczyny mu nie odpowiada. Nie wiem też co tu mają do rzeczy uczucia do partnera/erki? Chyba tylko ludzie przyspawani do siebie na sztywno mają jakiś problem ze spędzeniem osobno jednego wieczoru w rokusmile

    Wyobraź sobie, ze jakoś większość "połowek" ludzi balujących na tej imprze nie ejst chorobliwie zazdrosna i nie ma jakichś cyrków z tym, ze się idzie bez "połowek" Też pomysł, trzebaby kompletnie zaufania do siebie nie miec ...


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • engine8 28.01.14, 20:59
    Wydawalo mi sie ze taki Bal by "sponsorowany" albo nawet zalecany przez firme.... dlatego mnie ponioslo poniewaz czesto widze to co napisalem - formy robia taki rzeczy i robia to celowo..

    Skoro sami sobie organizujecie i sami odrzucacie swoich partnerow to macie jak macie....
    Bal gdzie sa tance .. a taniec to jest nam potrzebny czy pomocny do zaltwiani spraw czysto biznesowych..?

    Co innego piwko czy nawet kolacja po pracy gdzie ludzie chca sobie pogadac i sie wygadac... ale BAL przebierancow ......hm..... chyba sie zaliczam do tej starej generacji....
  • droch 28.01.14, 21:04
    > .. dlatego mnie ponioslo poniewaz czesto widze to co napisalem - formy robia t
    > aki rzeczy i robia to celowo..

    Ale tutaj możemy mieć przypadek osiągnięcia ładu korporacyjnego w czystej postaci - ludzie związani z branżą bez odgórnej zachęty i kontroli sami sobie narzucają ograniczenia związane z organizacją życia prywatnego.
    Chyba, że coś mi umknęło i mylę się?
  • kora3 28.01.14, 21:17
    Mylisz sięsmile nie ukrywam, moje srodowsko zawodowe jest dość szczególne. Np. na ogół mocno wyluzowane w swoim gronie.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 28.01.14, 21:15
    engine8 napisał(a):

    > Wydawalo mi sie ze taki Bal by "sponsorowany" albo nawet zalecany przez firme..
    > .. dlatego mnie ponioslo poniewaz czesto widze to co napisalem - formy robia t
    > aki rzeczy i robia to celowo..


    No rozumiem, ale ...
    >
    > Skoro sami sobie organizujecie i sami odrzucacie swoich partnerow to macie jak
    > macie....


    No, jak widze calkiem sporo ludzi tak ma, nie tylko my smile

    > Bal gdzie sa tance .. a taniec to jest nam potrzebny czy pomocny do zaltwiani s
    > praw czysto biznesowych..?


    A my nie robimy zadnych biznesów smile za to się większość z nas zna, jak łyse konie. Towarzystwo jest koedukacyjne, wiec z tańcami nie ma problema smile

    >
    > Co innego piwko czy nawet kolacja po pracy gdzie ludzie chca sobie pogadac i si
    > e wygadac... ale BAL przebierancow ......hm..... chyba sie zaliczam do tej star
    > ej generacji....


    Najstarszy z balowiczów ma 83 lata, to chyba jeszcze starsza generacja smile?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • engine8 28.01.14, 21:36
    Wszytko fajnie ale ciagle nie pojmuje dlaczego "izolujecie" partnerow? Pisze izolujecie poniewaz stwierdzenia ze " w sumie nikt nie zabrania" nie jest zaproszeniem ani zacheta.
    I co ciekawe ze stwarzacie sytaucaje gdzie mlody pracownik nie wie co ma zrobic - nie idac ryzykuje uklady w pracy gdyz byc moze pokaze ze woli stac na boku a kazde srodowisko lubi "swoich" (jak grzesza to wszyscy ) a idac ryzykuje swoj zycie prywatne...

    Jesli branza "czysta" to ani imprezy ani tematy ani relacje nie powinny miec nic do ukrycia?



  • kora3 29.01.14, 08:52
    engine8 napisał(a):

    > Wszytko fajnie ale ciagle nie pojmuje dlaczego "izolujecie" partnerow? Pisze iz
    > olujecie poniewaz stwierdzenia ze " w sumie nikt nie zabrania" nie jest zaprosz
    > eniem ani zacheta.


    Nie ma mowy o zadnej izolacji, po prostu tak się utarło u wszystkim, dotychczas, przez 15 lat pasowało.
    To jest tak, jakbym ja zapytala np. Ciebie, dlaczego z klumplami izolujecie partnerki udac w swoim towarzystwie na piwo smile - przykładowo rzecz jasna

    > I co ciekawe ze stwarzacie sytaucaje gdzie mlody pracownik nie wie co ma zrob
    > ic - nie idac ryzykuje uklady w pracy


    Nieprawda - niczego nie ryzykuje. Pisałam już z 10x - bal jest organizowany PRYWATNIE, nikt na nim być nie musi, jeśli nie chce/nie mioze.

    gdyz byc moze pokaze ze woli stac na bok
    > u a kazde srodowisko lubi "swoich" (jak grzesza to wszyscy ) a idac ryzykuje sw
    > oj zycie prywatne...


    Daj spokój, to już załosne spekulacje smile
    >
    > Jesli branza "czysta" to ani imprezy ani tematy ani relacje nie powinny miec ni
    > c do ukrycia?


    Nie chodzi o ukrywanie smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • speedboat8 29.01.14, 02:14
    Moim zdaniem dziwna recepta na spotkanie.Idiotyczna!
    Skoro to wewnetrzne ,branzowe spotkanie po jak cholere robic z tego bal rozrywkowy a nie zwyczajny "zjazd" z alkoholami.Na balu ludzie sie bawia a na zjezdzie rozmawiaja o sparwach zawodowych i poznaja sie nawzajem poprzez rozmowy .Mieszanie tych dwoch rodzajow moim zdaniem stawia zonatych w niezbyt komfortowej sytuacji i stwarza pole do rozkwitania romansow .Ta organizatorka to pewnie jakas malo kumata osoba ze nie lapie roznych smaczkow zycia spolecznego.
  • kora3 29.01.14, 08:47
    speedboat8 napisał(a):
    > Skoro to wewnetrzne ,branzowe spotkanie po jak cholere robic z tego bal rozryw
    > kowy a nie zwyczajny "zjazd" z alkoholami.Na balu ludzie sie bawia a na zjez
    > dzie rozmawiaja o sparwach zawodowych i poznaja sie nawzajem poprzez rozmowy



    Ale my się już znamysmile
    .
    > Mieszanie tych dwoch rodzajow moim zdaniem stawia zonatych w niezbyt komforto
    > wej sytuacji i stwarza pole do rozkwitania romansow .


    Kto jest postawiony w niekomfortowej sytuacji? Jeśli komus nie pasuje, to nie idzie - bardzo prostesmile

    Ta organizatorka to pewnie
    > jakas malo kumata osoba ze nie lapie roznych smaczkow zycia spolecznego.


    hehehehe - ludzie, zastanawiam się jak można nie pojmować tak prostej sprawy, że tu nie ma odgórnie organizatora. Koleżanka zajmuje się: wyborem sali, menu, zespołu i powiadomieniem ludzi - tyle. A akurat kumata jest bardzosmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • speedboat8 29.01.14, 10:27
    Pewnie ze przymusu nie ma ale jest presja ze kto sie nie kontaktuje ten wypada z gry .
    Kontakty sa dzisiaj bardzo wazna sfera pracy ,szczegolonie handlowcow.To jest magnes ktory przyciaga szczegolnie tych ambitniejszych.
    Skoro branza to rozumiem ze jest to zlot z wielu miejscowosci ale jesli z jednej to forma "party " jest bezpieczna forma
    Moim zdaniem formula zjazdu ,konferencji sie lepiej sprawdza niz balu bo generalnie na balu powinno byc mniej wiecej po rowno panow i pan , a co bedzie jesli te proporcje sa dramatycznie rozne ?
    Moim zdaniem to jakies kuriozum w ktorym bym nie bral udzialu a jesli to z pewnoscia nie zajmowalbym sie obtancowywanien pan smile.Nie wyobrazam sobie tanczenia i jednoczesnie rozmowy na tematy zawodowe ktore wymagaja czasem silnej koncentracji i wytezenia glowy.
  • kora3 29.01.14, 11:03
    speedboat8 napisał(a):

    > Pewnie ze przymusu nie ma ale jest presja ze kto sie nie kontaktuje ten wypad
    > a z gry .


    a skąd ty masz takie informacje?smile
    Jest przynajmniej kilka osób z tej branzy, którzy na tę impreze nie chodza, bo nie odpowiada im formuła polegająca na przebraniu u jakoś nie wypadają "z gry".
    Impreza to ma być przyjemność, a nie przymus, prawda? No walsnie. Skoro omus nie odpowiada to, co odpowiada większości, to trudno, by się większość dostosowywała ...

    > Kontakty sa dzisiaj bardzo wazna sfera pracy ,szczegolonie handlowcow.To jest m
    > agnes ktory przyciaga szczegolnie tych ambitniejszych.


    Wsród nas nie ma żadnych handlowców smile


    > Moim zdaniem formula zjazdu ,konferencji sie lepiej sprawdza niz balu bo gen
    > eralnie na balu powinno byc mniej wiecej po rowno panow i pan , a co bedzie jes
    > li te proporcje sa dramatycznie rozne ?


    Ale jaka konferencja? Konferencje to my mamy w pracy, a nie na balach smile
    Pojmuj, to jest impreza PRYWATNA, nie żeby konfereowac, tylko wspólnie się posmiac, pobawić, wypić ...
    Branza jest koedukacyjna i nie ma problemu z proporcjamismile

    > Moim zdaniem to jakies kuriozum w ktorym bym nie bral udzialu a jesli to z pe
    > wnoscia nie zajmowalbym sie obtancowywanien pan smile.


    Ale przecież nikt by Ciebie nie zmuszał, nawet do przyjścia smile

    Nie wyobrazam sobie tanczeni
    > a i jednoczesnie rozmowy na tematy zawodowe ktore wymagaja czasem silnej koncen
    > tracji i wytezenia glowy.


    O czym Ty znów piszesz...? Człowieku, to nie spotkanie jakie biznesowe, tylko spotkanie kolegów i koleżanek, którzy pracują w różnych miejscach, ale są związani z tym zawodem. Nie gada się o niczym co wymaga ciężkiego wytężania, ale owszem - gada się o sparwach z awodowych w sensie - smieszne historie, jakie się komuś przydarzyły w związku z pracą, ciekawy temat itd


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • speedboat8 29.01.14, 16:56
    Ales sie zaperzyla !.masz bardzo osobisty stosunek do tematu wiec w jakis sposb cie dotyczy .
    I nie atakuj mnie personalnie ,rozmawiamy nie o tobie (!) a le o idiotycznej imprezie integracyjnej ( chyba?) pod nazwa" bal - przyjdz z para ,ale lepiej nie !.
    Podejrzewam ze to ty jestes autorka pomyslu skoro sie tak zaperzylas.No to wiedz ze sporo osob juz wyrazilo swoja opinie ze formula imprezy jest delikatnie okreslajac chybiona.Ja to okreslam prosto jak chlop : idiotyczna !
    To niby ma byc bal dla pracownikow ktorzy chca uciec od partnera pod pretekstem" kochanie to bedzie branzowe spotkanie" .Hipokryzja bije w oczy na kilometr.Czy nie lepiej mu prosto powiedziec ze ide na bal dla pracownikow tylko mojej firmy ? czego sie bac .Jak ma zaufanie to nie mruknie nawet( a moze odetchnie ze bedzie mial pare godzin spokoju smile )
    Nie bede juz wyrazla opinii na ten temat bo swietnie to robia inni.
  • kora3 29.01.14, 17:15
    speedboat8 napisał(a):
    > Podejrzewam ze to ty jestes autorka pomyslu skoro sie tak zaperzylas

    Przecie pisałam od kiedy się odbywasmile ja tu nawet jeszcze nie mieszkałam, w tym regionie smile

    .No to wie
    > dz ze sporo osob juz wyrazilo swoja opinie ze formula imprezy jest delikatnie
    > okreslajac chybiona.


    Ciekawe, bawi się na niej super co roku 150-160 osób, a TY nie będąc wcale określasz, jako chybionasmile

    Ja to okreslam prosto jak chlop : idiotyczna !

    oooo jeszcze lepiej smile

    > To niby ma byc bal dla pracownikow ktorzy chca uciec od partnera pod pretekste
    > m" kochanie to bedzie branzowe spotkanie" .Hipokryzja bije w oczy na kilometr.


    Chyba Twojasmile Też mi ucieczka na 1 noc w roku hehesmile

    > Czy nie lepiej mu prosto powiedziec ze ide na bal dla pracownikow tylko mojej f
    > irmy ?


    Ale komu? Poza tym, ze byłoby to kłamstwo ewidentne - to jest bal dla ludzi z różnych firm. Wyjasnij mi dlaczego miałoby być dobrze pokłamac bliską osobe,z e tylko z firmy? Jaki cel?

    czego sie bac .Jak ma zaufanie to nie mruknie nawet( a moze odetchnie ze
    > bedzie mial pare godzin spokoju smile )


    Ale ta uwaga NIE DO MNIE, bo mój partner nie dzwoni się pytać i nie ma nic przeciwko tej imprze, nawet w tym roku jest naszym kierowcą na nią i z niej smile



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • illegal.alien 28.01.14, 14:52
    Abstrahujac od Savoir-vivre, gdyby moj partner zaczal wydzwaniac po ludziach i dopytywac, czy na pewno jest taka zasada i nie zmyslam, poczulabym sie jak male dziecko.
    Rozumiem, ze moze byc tak, ze zwyczajowo chodzi sie gdzies bez polowki - ja na impreze branzowa chyba tez wolalabym partnera nie brac, bo i po co? Nikogo pewnie nie zna, wynudzi sie jak mops. Nie mam rowniez problemu z tym, zeby on poszedl na swoja impreze beze mnie. Wole w cieplych skarpetach obejrzec dobry film niz udawac zainteresowanie obcymi ludzmi i obca branza.
    --
    M. - grudzień 2010
    ? - marzec 2014
  • kora3 28.01.14, 14:55
    illegal.alien napisała:

    > Abstrahujac od Savoir-vivre, gdyby moj partner zaczal wydzwaniac po ludziach i
    > dopytywac, czy na pewno jest taka zasada i nie zmyslam, poczulabym sie jak male
    > dziecko.



    Też, jakkolwiek nie wiem czy brzmiało to jak sprawdzanie partnera, czy tez jak sprawdzanie informacji smile

    > Rozumiem, ze moze byc tak, ze zwyczajowo chodzi sie gdzies bez polowki - ja na
    > impreze branzowa chyba tez wolalabym partnera nie brac, bo i po co? Nikogo pewn
    > ie nie zna, wynudzi sie jak mops.


    No mój partner na przykład pare osób na takim balu znałby na pewno - chociażby dlatego, ze idą osoby, z którymi się koleguję, wiec spotykamy się także razem z nim. Ale nie czuję potrzeby łamania tej zasady , mimo to smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • illegal.alien 28.01.14, 15:02
    Ja sie zgadzam z tym, co napisalas powyzej - sa takie sytuacje, w ktorych brak partnera jest fajny (i to nie dlatego, ze marzy nam sie 'skok w bok') - mozna po prostu pofunkcjonowac jako jednostka i pogadac z ludzmi bez przejmowania sie, ze trzeba mu ta uwage poswiecac. A brac go po to, zeby stal w kacie to dopiero brak manier wink
    --
    M. - grudzień 2010
    ? - marzec 2014
  • aqua48 28.01.14, 15:09
    illegal.alien napisała:

    > sa takie sytuacje, w ktorych brak
    > partnera jest fajny - mozna po prostu pofunkcjonowac jako jednostka i pogadac z ludzmi bez przejmowania sie, ze trzeba mu ta uwage poswiecac.

    Ależ oczywiście, wszelkiego rodzaju spotkania klasowe, "ogniska" i "wigilijki" pracowe, spotkania koleżeńskie damskie, męskie i "obojnacze", tak, jak najbardziej. Natomiast bal to jednak dla mnie coś innego. Chociaż może dlatego, że ja na bale "branżowe" mego męża chodzę z nim. Inni współpracownicy rozmaicie - jedni z partnerami inni bez, ale ci ostatni zazwyczaj dlatego, że traktują to wydarzenie jako ciąg dalszy pracy, a nie do końca czas relaksu.


  • engine8 28.01.14, 21:53
    ot to....
  • kora3 28.01.14, 15:12
    wiesz, ja akurat mam taką sytuację, że widujemy się od ponad roku w zasadzie tylko w weekendy i na urlopie, wiec większość czasu "funkcjonuję jako jednostka". Inna sparwa, ze jestem w ogóle typem kobiety niezależnej, nie mam syndromu "przyspawania" do faceta, ani tegosmile ani żadnego przed nim.

    Jestem w tanie pojać osoby, które mają inne podejście i charakter, ale uważam, ze jeśli nie podoba im się pomysł, by ich "połowka" poszła sobie sama na impreze, np. branżową, to taka osoba powinna to sobie omówić z tą połowką, a nie krytykować zasadę, która wszystkim innym - pasuje
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 28.01.14, 15:20
    kora3 napisała:

    > Jestem w tanie pojać osoby, które mają inne podejście i charakter, ale uważam,
    > ze jeśli nie podoba im się pomysł, by ich "połowka" poszła sobie sama na imprez
    > e, np. branżową, to taka osoba powinna to sobie omówić z tą połowką, a nie kryt
    > ykować zasadę, która wszystkim innym - pasuje

    Każdy ma prawo mieć odrębne zdanie. Sądzę, że w przypadku tej konkretnie imprezy branżowej mylące nieco jest nazwanie jej balem. Bal to raczej z reguły zabawa na którą idzie się z osoba towarzyszącą. A tu jeszcze dodatkowo nie ma jasnych reguł - tzn niby jest umowa, ale jest ona nieformalna i jak zrozumiałam przez niektóre osoby jest łamana. A pan odczuł zapewne informacje o niej jako nacisk
  • kora3 28.01.14, 15:33
    zwyczajowo na te imprezę udzie się solo (w sensie bez "połówki") pełnia ona kryteria balu - dokładniej to nawet balu przebierańców - trzeba być przebranym i to bez ściemy, ze suknia wieczorowa/ garniak + maseczka. Przebranie ma być konkretne (co roku jest dość cenna nagroda dla najfajniej przebranej osoby)smile Kto nie ma przebrania, całuje klamkę smile

    Impreza odbywa się w restauracji hotelowej, jest oczywiście muzyka na żywo, sala "branżowo" przystrojona itd.

    Co do Twej sugestii - mói przyjaciel zwyczajnie chłopakowi powiedział, ze to bal przebierańców (to w mailu było) oraz, ze jest taka niepisana zasada. Nie wiem, czy on poczuł się "postawiony" pod murem, czy też zwyczajnie chciałby iśc na ten bal, a nie chciałby, jako nowy w branży na "dzień dobry" się wychylić przychodząc z dziewczyną/narzeczoną. Obstawiam raczej to drugie.

    W rozmowie z ową dziewczyną/ narzeczoną koleżanka organizatorka powiedziała, że owszem, tak się przyjęło, ale nikt nikomu z kimś spoza branży przyjść nie zabrania, byle ta osoba miała przebranie. Nie odebrałabym czegoś takiego, jako formę nacisku.

    Co do tego, czy ktoś te zasady łamie, no ja sobie od 10 lat takiej sytuacji nie przypominam, ale tyle chodze na te bale. Ale nie wykluczam, ze może się jakieś jednostki trafialy, tylko ich nie znam smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 28.01.14, 16:28
    kora3 napisała:

    > Co do Twej sugestii - mói przyjaciel zwyczajnie chłopakowi powiedział,
    > ze jest taka niepisana zasada. Nie wiem
    > , czy on poczuł się "postawiony" pod murem, czy też zwyczajnie chciałby iśc na
    > ten bal, a nie chciałby, jako nowy w branży na "dzień dobry" się wychylić przyc
    > hodząc z dziewczyną/narzeczoną. Obstawiam raczej to drugie.
    >
    > W rozmowie z ową dziewczyną/ narzeczoną koleżanka organizatorka powiedziała, że
    > owszem, tak się przyjęło, ale nikt nikomu z kimś spoza branży przyjść nie zabr
    > ania, byle ta osoba miała przebranie.

    No, widzisz, problem powstał zapewne dlatego, że chłopak nie chcąc jako nowy łamać ustaleń, wziął je do serca i powiedział partnerce, że nie może iść z nią, a ona dowiedziała się, że wcale tak do końca nie jest, i uznała, całkiem słusznie, że to jednak jest nie w porządku. Albo są zasady jasno wyartykułowane i obowiązujące wszystkich, albo nie.

    > Co do tego, czy ktoś te zasady łamie, no ja sobie od 10 lat takiej sytuacji nie
    > przypominam.

    To bez znaczenia, chodzi o przedstawienie ich nowej osobie w tak niejednoznaczny sposób. No wiesz, ee, tego, lepiej przyjdź sam, bo my tu od lat sami się bawimy we własnym gronie. A partnerce powiedziano, ależ, kochana, jeśli tylko będzie w przebraniu to jak najbardziej możesz się pojawić bez żadnych przeszkód. Nie widzisz w tym niezręczności co najmniej?
  • pavvka 28.01.14, 16:36
    aqua48 napisała:

    > No, widzisz, problem powstał zapewne dlatego, że chłopak nie chcąc jako nowy ła
    > mać ustaleń, wziął je do serca i powiedział partnerce, że nie może iść z nią, a
    > ona dowiedziała się, że wcale tak do końca nie jest, i uznała, całkiem słuszni
    > e, że to jednak jest nie w porządku. Albo są zasady jasno wyartykułowane i obow
    > iązujące wszystkich, albo nie.

    Ale skąd Twój wniosek, że zasady nie obowiązują wszystkich? Jedyne co Kora napisała, to że zdarzają się pary, w których obie osoby pracują w tej branży, i w takich przypadkach oczywiście obydwoje mogą się pojawić. Ale to całkiem inny przypadek - żadna z osób nie jest tu towarzyszącą, obydwie są na imprezie "z urzędu".
    --
    Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
  • kora3 28.01.14, 17:06
    Aquie o to, że ta zasada jest niepisana (nie ma jej w regulaminie), więc przez to jest niejasna. Bo niby jest ogólnie przyjęta, ale nie "na gebę"
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 28.01.14, 16:54
    aqua48 napisała:
    >
    > No, widzisz, problem powstał zapewne dlatego, że chłopak nie chcąc jako nowy ła
    > mać ustaleń, wziął je do serca i powiedział partnerce, że nie może iść z nią, a
    > ona dowiedziała się, że wcale tak do końca nie jest, i uznała, całkiem słuszni
    > e, że to jednak jest nie w porządku. Albo są zasady jasno wyartykułowane i obow
    > iązujące wszystkich, albo nie.


    Jak dla mnie to szukanie dziury w całym Aquo: nie chciała żeby jej facet szedł sam na impreze- z nim było pogadać, chciała iśc z nim, chocia zto nieprzyjęte, ale i niezabronione - z nim było pogadać. Kolezanka spokojnie i rzeczowo powiedziała jej jak jest: zasada jest taka ogólnie przyjeta, ALE można się wyłamać, jeśli ktoś b. chce.
    Szczerze, to na miejscu tego chłopaka wcale bym nie chciała - jest w branży nowy, na takiej imprezie ma szansę poznać wielu ludzi z branży z innych miast i mediów, a tak będzie "uwiązany" do dziewczyny, która poza nam nikogo tam nie zna


    No wiesz, ee, tego, lepiej przyjdź sam, bo my tu od lat sami się bawi
    > my we własnym gronie. A partnerce powiedziano, ależ, kochana, jeśli tylko będzi
    > e w przebraniu to jak najbardziej możesz się pojawić bez żadnych przeszkód. Nie
    > widzisz w tym niezręczności co najmniej?


    Szczerze to nie widzę, bo było to jednak nieco inaczej niż sugerujesz. Nie było tak, ze kolezanka powiedziała "Alez kochana, co ten twój muś gada, oczywiście wbijaj, czekamy na Ciebie" Zapytana, czy jest taka zasada, odpowiedziała, ze owszem u wszyscy się jej trzymamy, choć nie ma tego zapisanego w regulaminie (jak jest np. o przebraniu). Dla mnie to jasny przekaz: TEORETYCZNIE nie ma przeszkód do przyjścia z parą, ALE PRAKTYCZNIE nikt tak nie robi.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 28.01.14, 17:38
    kora3 napisała:

    > TEORETYCZNIE nie ma przes
    > zkód do przyjścia z parą, ALE PRAKTYCZNIE nikt tak nie robi.

    Ja takie stwierdzenie odebrałabym jako wywieranie nacisku, a nie pozostawianie do wyboru gościom, czy przyjdą sami, czy nie. A już traktowanie osoby towarzyszącej z założenia jako OBCIĄŻENIA dla głównego gościa na balu jest niedopuszczalne i bardzo niegrzeczne. I gość i jego osoba towarzysząca jak i inni zaproszeni powinni się umieć zachować w towarzystwie, prawidłowo nawiązywać nowe znajomości i toczyć rozmowę, tak aby nikt nie czuł się poza nawiasem.
  • engine8 28.01.14, 21:56
    a wiec zgadza sie organizatorzy albo nie maja partnerow albo "luzne" zwiazki ....i kiedy inni przychodza z partnerami "przyspawanymi" to stwarzaja pewne ograniczenia w zachowaniu "niezaleznosci"
  • kora3 29.01.14, 08:43
    Przecież ci napisałam : organizatorami jesteśmy MY, wszyscy.

    Jeśli o mnie chodzi, to osobiście nie zajmuje się organizacją tego balu, bo odbywa się od w miescie dość odległym ode mnie.
    Zaś jeśli chodzi o mój związek, to trudno go nazwac luźnym zwazywszy na wspólne finanse, mieszkanie itd. Mój partner od ponad roku po prostu pracuje w innym miescie przez tydzień roboczysmile
    Kolezanka, która się tym zajmuje jest w zw. małżeńskim jakieś 25 lat.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • droch 28.01.14, 15:17
    Jeśli to działa w obie strony, czemu nie?
    Natomiast znane są mi przypadki obniżenia poziomu tolerancji w związku, gdy to parnetr wybiera się z kolegami i koleżankami z pracy do pubu na mecz smile
  • kora3 28.01.14, 15:38
    to mój partner mógłby zdecydowanie częściej gdzies sobie z kolegami i koleżankami także - wyjść. Mnie by to kompletnie nie przeszkadzało, tym bardziej, ze ja też często wychodzę bez niego na różne spotkania towarzyskie.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 28.01.14, 15:36
    No nie wiem, w przypadku imprez tzw. integracyjnych czy biznesowych, gdzie podczas kolacji załatwia się interesy to jakoś mi nie przeszkadza, ale bal kojarzy mi się jednak z czym innym. Weźmy np. Bal Mistrzów Sportu, gdzie sportowcy przychodzą ze swoimi "połówkami", które bardzo często same nic wspólnego ze sportem nie mają i to jest jak najbardziej naturalne, nikt się absolutnie nie dziwi.
  • kora3 28.01.14, 15:41
    jest cała masa branżowych imprez sparowanych.
    Ta wszelako jest niesprarowana i jeśli komus to nie odpowiada, nie musu iść, albo zasadniczo MOZE się wyłamać, bo to nie jest tak, ze nie wpuszczą z OS.TOW. ( o ile opłaciła miejsce u ma przebranie)
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 28.01.14, 16:31
    kora3 napisała:

    > Ta wszelako jest niesprarowana i jeśli komus to nie odpowiada, nie musu iść, al
    > bo zasadniczo MOZE się wyłamać, bo to nie jest tak, ze nie wpuszczą z OS.TOW. (
    > o ile opłaciła miejsce u ma przebranie)

    No właśnie, te niejednoznaczne reguły gry spowodowały nieporozumienie i konflikt.
  • kora3 28.01.14, 17:02
    no wiesz Aquo...

    Na zupełnie innym branżowym balu, który już niestety przestał być faktemsad a stał się wspomnieniem było tak, że ludzie z branży dostawali zaproszenia (z os. tow. ) ale można było sobie także takie zaproszenie zwyczajnie kupić, mógł sobie kupic kto chciał. Teoretycznie. Raz w ciągu 5 edycji tego balu pojawiła się na nim jakaś kompletnie nikomu nie znana para, zupełnie, jak się okazało spoza branży. Po prostu wykupili zaproszenie. Nam to nie przeszkadzało, ale było to nieco dziwne, bo raczej nikt się nie pcha na branżową imprę kompletnie nikogo na niej w dodatku nie znając. I jakoś wszyscy trzymali się tej zasady, choć zaproszenie można było wykupić w każdej edycji imprezy, bo dla kazdego jest jasne, ze chociaż kupuć można, to nie wypada się wbijac na taką impreze bedac spoza kręgu. Tylko ta jedna para uznała, ze wypadasmile Nic się nie stało, ale wiesz o co chodzi....
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 28.01.14, 17:28
    kora3 napisała:

    > Na zupełnie innym branżowym balu, który już niestety przestał być faktemsad a st
    > ał się wspomnieniem było tak, że ludzie z branży dostawali zaproszenia (z os. t
    > ow. ) ale można było sobie także takie zaproszenie zwyczajnie kupić, mógł sobie
    > kupic kto chciał. Teoretycznie. Raz w ciągu 5 edycji tego balu pojawiła się na
    > nim jakaś kompletnie nikomu nie znana para, zupełnie, jak się okazało spoza br
    > anży. Po prostu wykupili zaproszenie. Nam to nie przeszkadzało, ale było to nie
    > co dziwne, bo raczej nikt się nie pcha na branżową imprę kompletnie nikogo na n
    > iej w dodatku nie znając.

    Dla mnie jest niezrozumiałe po co tworzy się takie luki w zasadach, bo taka "furtka" spowodowała postawienie tych ludzi w niemiłej sytuacji. W tej sytuacji organizatorzy powinni byli zadbać o to aby ta para dobrze się czuła. Sytuacja w której jednej parze na balu daje się odczuć, że są niepożądanymi gośćmi jest bardzo niemiła i niewygodna dla wszystkich uczestników. No i bez wątpienie wbrew s-v.
  • angazetka 28.01.14, 17:08
    Ależ one są jednoznaczne. I nie są łamane.
  • majaa 28.01.14, 20:55
    Doczytałam w międzyczasie, że sami sobie ten bal przebierańców organizujecie, nie ma żadnego szefostwa, więc tym bardziej nic z tego nie rozumiem. To jak to jest? Na maskaradzie poruszacie jakieś istotne branżowe sprawy, czy przychodzicie się po prostu pobawić i zrelaksować? W czym mogą przeszkadzać osoby towarzyszące? Informacja oficjalna taka, że niby bez os. tow., ale w praktyce okazuje się, że wyłamywać się jak najbardziej można i nikt nie robi problemu... to po kiego grzyba w ogóle jakieś ograniczenia?
  • kora3 28.01.14, 21:09
    majaa napisała:

    , więc tym bardziej nic z tego nie rozumiem. To jak to j
    > est? Na maskaradzie poruszacie jakieś istotne branżowe sprawy, czy przychodzici
    > e się po prostu pobawić i zrelaksować?


    Przychodzimy się pobawić, pogadać, pośmiać

    W czym mogą przeszkadzać osoby towarzysz
    > ące


    Wiesz, przeszkadzać to w niczymsmile Ale jak masz okazję spotkać się z ludźmi, z którymi widujesz się raz na rok, albo pół roku, powspominać stare dzieje, przekazać co nowego w branży, pogadać jak to mówią "swoim jezykiem" to ja np. wcale nie czuję potrzeby ciągania tam partnera. Uprzedzajac: na jego imprezy niesparowane się nie pcham, na sparowane chodze, bo znam wielu ludzi z jego pracy i lubię. Na imprezy integracyjne pozaawodowe także się nie pcham. Jest ich tyle, co kot napłakał, wiec nie stanowią dla mnie zadnego problemu. Gdyby były co tydzień, pewnie stanowiłyby

    Informacja oficjalna taka, że niby bez os. tow., ale w praktyce okazuje si
    > ę, że wyłamywać się jak najbardziej można i nikt nie robi problemu... to po kie
    > go grzyba w ogóle jakieś ograniczenia?


    Matyldo - nie przypominam sobie, by ktoś się wyłamywał. Przeszkód do pojawienia się z kimś nie ma, ale jakos nikt przez 15 lat tego nie potrzebował smile

    To jest tak: spotykacie się z 2 koleżankami zawsze 10 maja o 19. na spotkaniu: kawa, może piwko, może drink, może potańczycie ...I tak jest od lat. Nie zamykacie się na inne osoby i oto proponujecie jeszcze jednej kolezance, by z wami poszła. Kolezanka chce przyjść z mezem ...NIBY nic, bo cóz chłopina wam przeszkodzi? Ale pewnie jeśli wszystkim wam odpowiada taku rodzaj spotkania, jak uprawiacie smile, to pewnie powiecie o tym koleżance ?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 28.01.14, 22:12
    kora3 napisała:

    > Matyldo<

    smile Koro, to prawda, że często mi po drodze z Mają, ale jednak stanowimy dwie, odrębne jednostki.
    A skoro już zostałam wywołana do tablicy, to powiem, że nie byłoby problemu, gdyby zasady były jasno określone, a tu nie są. Jeśli wolicie bawić się sami, to przecież nie ma w tym niczego złego. Tylko nie rozumiem dlaczego wolicie żeby to była umowa a nie regulamin. Po co i dla kogo ta furtka?
  • kora3 29.01.14, 09:18
    za kolejna już niestety tego rodzaju pomyłkę ....

    To żadna furtka kochana. Na dobrą sprawę, to ten bal nie ma jakiegoś sztywnego regulaminu, bo to prywatna, nasza impreza. smile kolezanka co tym "zarządza" tez nie jest jakimś "organizatorem", tylko zwyczajnie, jako osoba mająca w tym doświadczenie i bedaca na miejscu w miescie odbywania się imprezy załatwia takie rzeczy jak menu, sala (bo impreza nie jest zawsze w tym samym miejscu), zespół muzyczny.

    W mailu powiadamiającym o balu podaje czas, miejsce, koszt na osobę, nr konta, na które trzeba przesłać kasę, termin do którego należy to zrobić - i tyle. Jedyną dodatkową informacją jest taka, że to bal przebierańców i osoba nie mająca przebrania nie zostanie wpuszczona, także opłaciwszy bilet smile No taka mamy na tym balu zasadę i kwita.


    O osobach towarzyszących nic nie ma, koszt imprezy podawany jest na osobę, a nie parę, ale nie jest faktycznie napisane, ze nie można przyjść z kimś (w sensie - os tow.). nie jest to jednak żadna "furtka" - po prostu przez 15 lat nikt na taki pomysł nie wpadłsmile ro i nikt się tym nie zajmował. Gdyby ludzie zechcieli to zmienić, toby zgłaszali, ze chcą i z pewnoscią nie byłoby z tym problemu, bo to prywatna impreza, taka jest, jaką sobie wymyślimysmile

    Technicznie byłoby trudno w tym roku już zorganizować tę imprę z osobami towarzyszącymi, bo wszystko już załatwione, a sala nie jest z gumysmile 15 osób, a 300 to jednak jest spora róznica.
    Jak widzisz, ten zwyczaj utarł się tak bardzo, że nawet sala jest "załatwiana" na towarzystwo solo. To można zmienić, tylko trzeba wcześniej o tym pogadać, bo salę, myzuke załatwia się ze sporym wyprzedzeniem, jak pewnie wiesz. Rzecz cała w tym, że poza tą sytuacją z chłopakiem nikt takich pomysłów nie zgłaszał, to i nikt nad tym nie myślał smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 29.01.14, 12:04
    Czyli więcej tam branżowych ploteczek (bez pejoratywnych skojarzeńsmile) przy drinku niż samych tańców, czy tak? Jeśli tak, to może warto pomyśleć nad zmianą nazwy tej imprezy. Bal jednak kojarzy się głównie z tańcami w parach, z własnymi partnerami, stąd pewna dezorientacja co do celowości ustalonych przez Was ograniczeń.
  • kora3 29.01.14, 12:15
    majaa napisała:

    > Czyli więcej tam branżowych ploteczek (bez pejoratywnych skojarzeńsmile) przy drin
    > ku niż samych tańców, czy tak?


    Nieeeeee, skad taki pomysł? Jak piszę poniżej, tańce sa, jak najbardziej, tylko na tej imprezie prowadzący nie musi się jak na wielu innych namęczyć zapraszając na parkiet. Wyskakują ludzie w parach, solo, w kółku, jak komu pasuje w danej chwili. Grono jest mocno zróżnicowane wiekowo, ale bawi się razem przy muzyce roznej, a nie ze same tanga są i walce (ale sąsmile)
    Ja w tym roku nie zatańczę - załobasad A w zeszłym ...no cóż, miałam nogę swiezo po zdjęciu usztywniacza po zapaleniu pochewki sciegnowej. za bardzo wywijać nie mogłam, ale też nie siedziałam sama w kącie, zawsze ktoś się przysiadł zagadał, a potem to mnie koledzy na tzw. syołeczek wzięli i bujałam tak w powietrzu przy muzie i tez fajnie byłosmile

    Jeśli tak, to może warto pomyśleć nad zmianą naz
    > wy tej imprezy.


    A po kija, nam ta nazwa ODPOWIADA....

    Bal jednak kojarzy się głównie z tańcami w parach, z własnymi p
    > artnerami, stąd pewna dezorientacja co do celowości ustalonych przez Was ograni
    > czeń.


    Alez tam się dużo tańczy. Nie wiem skąd u Ciebie przekonanie, ze ludzie wykonujący z grubsza ten sam zawód muszą obigatoryjnie siedzieć i rozmawiać, bo tańczyć nie mogą.
    Tańczy się róznie - w parach, w kółku, solo, jak kto chce, ma w danym momencie ochotę.
    Jeśli natomiast idzie o to, co piszesz, ze bal kojarzy się z tańcem w parach ze SWOIMI PARTNERAMI, to muszę z rzetelności do tematyki forum uświadomić Ci, ze tańczenie na jakiejkolwiek imprezie poza własnymi zaręczynami TYLKO ze swoim partnerem/rka jest absolutnie sprzeczne z zasadami SV.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 29.01.14, 12:37
    Oczywiście masz rację co do tych tańców wyłącznie ze swoją "połówką". W gronie znajomych wypada zatańczyć z kimś innym, a zwłaszcza jeśli jest to osoba bez partnera. To ze "swoimi partnerami" odnosiło się ogólnie do obecności, nie tyle do samych tańców. Nieprecyzyjnie to ujęłam, mój błąd, przepraszamsmile
    Nazwa Wam odpowiada, OK, jednakże nadal twierdzę, że może być trochę myląca.
    Wybacz, ale przy tej formie zabawy, jaką opisałaś zastanawiam się nad zasadnością ograniczeń w sprawie partnera. Czyżby ten Engine miał jednak deczko racji...winkbig_grin
  • kora3 29.01.14, 12:41
    Oj ludzie, ludzie smile
    Wiesz maju ... a jakaz to straszna forma? że kudzie, których znam po 10 lat zrobili "stoleczek" bo za dobrze chodzić nie mogłam, a co dopiero tańczyć?

    Przepraszam, ale po kim, jak po kim po Tobie się nie spodziewałam takiej nieznajomości zycia Maju...
    Jak człowiek chce poromansować, to na ogół czyni to w niedalekim otoczeniu, a nie z ludźmi widywanymi raz na pół roku/rok, znanymi od lat i jeszcze w publicznym miejscu smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 29.01.14, 13:30
    Korciu, no proszę Cię... przecież to był żart, co wyraźnie obrazowały emotikonki. Nie mam fiksacji na punkcie firmowych imprez, naprawdęsmile Tylko akurat w przypadku tych tanecznych autentycznie nie widzę powodu, żeby ograniczać je ściśle do firmy, bo im więcej, tym weselejsmile
  • kora3 29.01.14, 13:46
    tylko prywatna zabawa ludzi z branzy i z ta branżą jakoś związanychsmile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 29.01.14, 14:10
    I z jakichś, Wam tylko znanych powodów, zależy Wam, żeby ta prywatna, acz huczna zabawa odbywała się wyłącznie w ściśle określonym gronie "wtajemniczonych"... ok, rozumiem, nie wnikam...wink
  • kora3 29.01.14, 14:18
    zależy nam, żeby się dobrze bawic w SWOIM gronie. Co w tym złego, nagannego, podejrzanego? smile

    Większosc spotkań typu babska impreza, kumplowska impreza, spotkanie klasowe, spotkanie kumpli po latach odbywa się bez osób towarzyszących i nikt z tego problemu nie robi.
    A jeśli ktoś nie chce/ nie może iśc na takich zasadach, to przymusi nie ma
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 29.01.14, 14:37
    smile Dla mnie osobiście to też nie problem. Zwróciłam tylko uwagę na pewne "niedociągnięcia' ze strony organizatorów, jakie moim zdaniem występują. To wszystkosmile
  • kora3 29.01.14, 15:10
    no toteż ja potwierdziłam, ze ktoś tu dobrze napisał, chyba Sweet - należałoby zaznaczać w mailu informującym o tej zasadzie. Dotychczas nie było to potrzebne, ale skoro ktoś się zaczął dopytywać, to potrzeba się pojawiła
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sweet_pink 29.01.14, 13:55
    Nazwa wam odpowiada i spoko smile
    Nie zmienia to faktu, że w przez pryzmat s-v wygląda to trochę jak nazywanie imprezy tzw składkowej proszoną kolacją.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • kora3 29.01.14, 14:01
    jest od groma imprez nazywanych balem, za które się płaci, nieprawdaż?

    Bal TEN jest przede wszystkim PRZEBIERAŃCÓW i KARNAWAŁOWY smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • engine8 28.01.14, 21:51
    "to po kiego grzyba w ogóle jakieś ograniczenia?"

    no widzisz ja to sobiemysle ze to jest tak ze pracuja nasze panie i zony czy panowie i mezowie w "branzy" ale na codzien maja uklady biznesowe. No wiec maja swoich "biznes partners" czy szefow w ktorymi chcieliby nawiazc "blisze kontaky" i taki bal to doskonala okazja. PRzebieranie sie przbieranie sie, alkohol, tance przytulanie i wsztko reszta co po czyms takim nastepuje...
    Po co wiec ciagnac "cos" co bedzie kula u nogi...
    Potem ma sie awanse, lepsze kontakty, lepsze kontrakty etc...a parter ma tyle ile mial i nic mu nie ubylo a pieniazkow i satysfakcji przybylo... Oko nie widzi - serce nie boli..
  • kora3 29.01.14, 09:41
    engine8 napisał(a):
    >
    > no widzisz ja to sobiemysle ze to jest tak ze pracuja nasze panie i zony czy pa
    > nowie i mezowie w "branzy" ale na codzien maja uklady biznesowe. No wiec maja s
    > woich "biznes partners" czy szefow w ktorymi chcieliby nawiazc "blisze kontaky"
    > i taki bal to doskonala okazja. PRzebieranie sie przbieranie sie
    , alkohol, ta
    > nce przytulanie i wsztko reszta co po czyms takim nastepuje...


    ze naprawdę nie wszyscy ludzie sa tak uwiązani na smyczach swoich "połowek", ze musza szukać okazji raz na rok, na balu, żeby się w tańcu do kogoś przytulić smile
    Swoich szefow, to można spotkać na imprezie FIRMOWEJ, nie trza sobie szukac takiej smile

    Nie wiem co u Ciebie po takiej imprezie następowałoby, ale wiem co u mnie nastąpi: po mnie, kolezanke i kolegę przyjedzie mój partner u zabierze nas do domu. Wczesniej nas na te impreze przywiezie smile wysadzi i pójdzie sobie na spotkanie z siostra, albo kolegami, bo akuratnie pochodzi z tego miastasmile


    > Po co wiec ciagnac "cos" co bedzie kula u nogi...
    > Potem ma sie awanse, lepsze kontakty, lepsze kontrakty etc...a parter ma tyle i
    > le mial i nic mu nie ubylo a pieniazkow i satysfakcji przybylo... Oko nie widz
    > i - serce nie boli..


    Kazdt sadzi wg siebie hehesmile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 29.01.14, 12:16
    No, ja mam dużą nadzieję, że celem takich spotkań nie jest jednak przyprawianie rogów swoim małżonkomsmile Trzeba mieć do siebie jakieś zaufanie, u licha, bo inaczej związek przestaje mieć sens, moim zdaniemsmile
  • engine8 29.01.14, 19:13
    nie koniecznie celem ale byc moze okazja?
  • majaa 29.01.14, 19:52
    Okazją owszem, może być. Tylko że prawda jest taka, że jak ktoś chce zdradzić, to i tak okazję znajdzie - jak nie tę, to inną. No, ale z drugiej strony nie trzeba mu tego ułatwiać, rzecz jasnawink
    Jeśli o mnie chodzi, nie stronię od firmowych spotkań we własnym gronie (byle nie za często i nie przymusowo), ale różnego rodzaju potańcówki to już inna sprawa. Po prostu czułabym się jakoś nie komfortowo, obtańcowując obcych facetów (bo rozumiem, że to nie są tylko grupowe tańce w kółeczku), podczas gdy mój czekałby na mnie w domu. No, ale "co kraj, to obyczaj"smile
  • engine8 29.01.14, 20:02
    I tu sie zgadzamy w 100%..
    Jesli maz/zona/partner wie jak to impreza oraz zostal(a) zaproszona i decyduje sie nie isc bo si ebedzie nudzic to jedno a jesli zaproszona nie jest ale jej "pozwolono" przyjsc to druga strona medalu. Wiemy ze uklady z kolegami, wspolpracownikami i temu podobnymi sa bardzo wazne, ze ci co sie izoluja zostana odizolowani etc wiec stwarza sie sytuacje praktycznie bez wyjscia zwlaszcza dla mlodych - wybieraj pomiedzy praca a partnerka??? Zwlaszcza ze nie jest to "luzne" czy typowo biznesowe spotkanie ale "prywatny z podtekstem biznesowym" Bal gdzie beda tance hulanki i swawole ..
    Wydaje mi sie ze i tem co idzie i temu co nie idzie moze byc bardzo przykro
    Jaki jest w tym cel aby wlasnie tak stawic sprawe?? Nie rozumiem.. Moze to nowoczesna definicja partnerstwa?
  • majaa 29.01.14, 20:34
    Kora w jednym z postów (chyba do Freevolnej, o ile pamiętam) podała powody utrzymywania takiej właśnie konwencji tego balu, ale akurat mnie osobiście one nie przekonują.
  • vilez 28.01.14, 17:27
    Dla mnie sytuacja niedopuszczalna. Nie zaprasza się dorosłych osób będących związkach bez partnerów. To, czy zechcą przyjść z partnerami czy sami, to już ich sprawa, ale żeby tworzyć regułę (nawet niepisaną) że bez partnerów, to jest moim zdaniem kompletne złamanie zasad towarzyskich.
  • kora3 28.01.14, 18:23
    vilez napisała:

    > Dla mnie sytuacja niedopuszczalna. Nie zaprasza się dorosłych osób będących zwi
    > ązkach bez partnerów.



    Vilez... Jak ktoś tu już zauważył chyba Aqua jest od groma takich imprez, na które przychodzi się solo (np. spotkanie klasowe, także wówczas, gdy odbywa się w restauracji, czy klubie) dla każdego jest OCZYWUSTOŚCIĄ, ze na takie spotkanie idziesz bez meza/zony, partnera/rki.
    Tylko, ze owszem - tu nikt nikogo nie zaprasza, bo ludzie ...sami się zapraszają organizując takie spotkanie sobie.
    My też sobi8e sami organizujemy ten bal, od wielu lat, jako bal przebierańców i od także wielu na tych zasadach, które najwyraźniej wszystkim pasują, bo nikt się nie wyłamuje, a bal nie jest jakiś przymusowy w stylu jak w niektórych firmach - niby impreza integracyjna, ale szefostwo źle widzi nieobecnośc na takowej...
    Ti nie ma żadnego szefostwa smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • droch 28.01.14, 18:46
    > np. spotkanie klasowe, także wówczas, gdy odbywa się w restauracji

    Przecież wcale nie ma sztywnej reguły, że spotkania klasowe przychodzi się bez partnera czy współmałżonka?
  • aqua48 28.01.14, 18:58
    droch napisał:

    > > np. spotkanie klasowe, także wówczas, gdy odbywa się w restauracji
    >
    > Przecież wcale nie ma sztywnej reguły, że spotkania klasowe przychodzi się bez
    > partnera czy współmałżonka?

    Są co najmniej dwa rodzaje spotkań, zamknięte, takie na które wynajmuje się zamkniętą salę i zaprasza wyłącznie osoby z klasy i ewentualnie wychowawców lub ulubionych nauczycieli, zazwyczaj jest jakiś program i organizatorzy i takie w których tylko ogłasza się tylko datę i miejsce i przychodzi kto akurat ma chęć i czas sam, z dzieckiem, wnukiem lub partnerem. Sala nie jest zamknięta, czasami to zarezerwowany stolik, lub dwa. Czasami taka impreza przenosi się z lokalu do lokalu do czasu zamknięcia ostatniego smile
    Bywam na jednych i drugich. Sama na pierwszych, a bywało, że i mężowie lub żony się dosiadali na drugich i też było bardzo miło i nikt z tego powodu nie robił żadnych spięć, ani ostracyzmów.
  • anaiss 28.01.14, 19:52
    reguł może nie ma, ale czasami wynika to z charakteru spotkania. Ostatnio mój partner był na spotkaniu kolegów "z dawnych lat", gdzie wiadomo, że faceci chcą popić i powspominać stare czasy i byłam zdumiona, że żona jednego z kolegów uparła się, by mu towarzyszyć.
  • engine8 28.01.14, 20:49
    Dlaczego nie? Ja swoje zony nie ukrywam i jest dla mnie wazniejsza osoba niz koledzy z dawnych lat - co nie znaczy ze oni sa niewazni.. Reszta kolegow powinni po prostu zrobic to samo - przyjsc z partnerkami wtedy wszyscy sie beda dobrze bawic.... nie chclibyscie poznac kolegow czy kolezanek swojej zony czy meza z czasow mlodosci?
  • droch 28.01.14, 20:54
    Właśnie dlatego zapytałem - bo takie postawienie sprawy jest dla mnie bardziej naturalne. Niech się ludzie poznają osobiście, zamiast tylko zdawać się na słowny przekaz.
  • kora3 29.01.14, 09:55
    engine8 napisał(a):
    nie chclibyscie poznac kolegow czy kolezanek swojej zony czy meza
    > z czasow mlodosci?


    ja nawet kilkanaście takich osób znam z młodości mego partnera, ale poznaliśmy się normalnie, a nie "na siłę"


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 28.01.14, 19:55
    droch napisał:
    >
    > Przecież wcale nie ma sztywnej reguły, że spotkania klasowe przychodzi się bez
    > partnera czy współmałżonka?


    a pewnikiem, ze SZTYWNEJ nie masmile ale z reguły się przychodzi bez, choć nie ma jakiegoś "zakazu" przyjścia z zsmile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • engine8 28.01.14, 20:52
    I wlasnie z tego powodu na takowe nie chodze...Czulbym sie nieswoj wiedzac ze zonie moze byc przykro ...
    Fajnie powspominac, fajnie sie spotkac ze starymi znajomymi ale czy nie jest parterowi przyjemniej kiedy moze uczestniczyc w tej czesci naszego zycia? Chyba ze nie chce....
  • matylda1001 28.01.14, 22:39
    engine8 napisał(a):

    > I wlasnie z tego powodu na takowe nie chodze...Czulbym sie nieswoj wiedzac ze zonie moze byc przykro ...

    Myślę, że spokojnie możesz na takie spotkanie pójść, zonie nie będzie przykro. Następnym razem pójdzie żona, bez Ciebie. Piszę to jako normalna żona normalnego męża.

    > Fajnie powspominac, fajnie sie spotkac ze starymi znajomymi ale czy nie jest parterowi przyjemniej kiedy moze uczestniczyc w tej czesci naszego zycia? Chyba ze nie chce....<

    Raczej nie jest przyjemnie, bo to nie jego znajomi, nie jego wspmnienia. Partnerowi wystarczy to, co się dowie od drugiej połówki. Takie spotkanie dla partnera może być zwczajnie nudne.
  • engine8 28.01.14, 23:13
    Hm... Wyglada ze definicja "normalnosci" jest ruchoma.
    "Myślę, że spokojnie możesz na takie spotkanie pójść, zonie nie będzie przykro.
    Następnym razem pójdzie żona, bez Ciebie. Piszę to jako normalna żona normalneg
    o męża."

    Zona juz sie wyrazila na ten temat wiec nie zgaduje ale twierdze.

    "Raczej nie jest przyjemnie, bo to nie jego znajomi, nie jego wspmnienia. Partnerowi wystarczy to, co się dowie od drugiej połówki. Takie spotkanie dla partner a może być zwczajnie nudne. "

    Tu sie zgodze jesli dotyczy to partnrea. Ale jesli chodzi o PARTNERA to jesli byloby mu nudno to juz jego problem i powinien siedziec w dom.
    Ja chcialbym aby moja zona zaprosila mnie i wolabym pojsc z nia na spotkanie ze starymi kolegami.... Po ilus tam latach czy dzisiatkach lat mniej wiecej tyle mamy ze soba wspolnego ile nasze zony/mezowie.. i czasami sie okazuje ze wlasnie od zony kolegi dowiem sie wiecej o nim niz od niego samego smile) i bedac z malzonkami ludzie sa bardziej soba ...
    poza tym nie ma jakichs tam podejrzen ze moze to okazja aby odnowic mlodziezowe milosci czy cos w tym rodzaju...
    Nie uwazam ze moje wspomnienia z lat mlodosci sa moimi prywatnymi w calym zakresie - chyba ze tak ktos uwaza i chce ale to inna sprawa. Kiedy ludzie sie nawzajem spotkaja i poznaja potem relacje maja zupelnie inny wymiar... Moze dlatego ze ja jestem zwolenninkiem NASZYCH znajomych w odroznieniu od TWOICH albo MOICH a imprezy "izolowane" takie wlasnie sa. "To jest moje towarzystwo".
    Z wlasnych obserwacj:
    Spotkanie licealne bylo "jedynie wtajemniczeni". Bylo OK. Po spotkaniu z 20 uczestnikow wymienilismy emaile z mniej wiecej polowa i kontak pozostal z jednym. W nastepnym roku nie bylo , potem przyszlo polwe mniej (beze mnie)... i tyle.
    Spotkanie z kolegami ze studiow bylo z malzonakmi... Przyszlo 20 par i kontakty odnowilismy z wiekszoscia... z 5 bliskie...( Ci z ktorymi nie utrzymywalismy kontaktow)


  • matylda1001 29.01.14, 01:18
    engine8 napisał(a):

    > Hm... Wyglada ze definicja "normalnosci" jest ruchoma.<

    Najwyraźniej smile

    > Zona juz sie wyrazila na ten temat wiec nie zgaduje ale twierdze. <

    Naprawdę żona chciałaby uczestniczyć w Twoim spotkaniu klasowym???
    Dla mnie nie byłoby w tym nic atrakcyjnego. O tym jak to nielubiana pani od rosyjskiego przedefilowała przez pół szkoły z przyklejoną na pupie kartką z napisem "weź mnie" - już słyszałam i od męża i od kolegów, z którymi utrzymuje kontakt.

    > Tu sie zgodze jesli dotyczy to partnrea. Ale jesli chodzi o PARTNERA<

    A dajże spokój smile Czy myślisz, że mąż jest dla mnie mniej ważny dlatego, że nie czuje potrzeby wisieć mu nad głową tam, gdzie nie muszę? Miłość, bliskość, przywiązanie, szacunek nie przejawiają się ciągłym trzymaniem się za rączki. Taki przywiązany mąż, to byłoby istne skaranie boskie smile

    >> poza tym nie ma jakichs tam podejrzen ze moze to okazja aby odnowic mlodziezowe milosci czy cos w tym rodzaju...<

    smile smile A! Tu Cię boli smile Dobrze mieć do żony/męża pełne zaufanie, ale przypilnować nie zawadzi?
    No i teraz już mogę napisać, z całą pewnością, że to moja definicja normalności jest prawdziwa smile

    >Moze dlatego ze ja jestem zwolenninkiem NASZYCH znajomych w odroznieniu od TWOICH albo MOICH<

    smile A szczoteczki do zębów to macie z żoną osobne, czy też wspólną? Może chociaż (za przeproszeniem) o podpaskach żonie wolno powiedzieć - MOJE!?

    Był tu kiedyś taki sympatyczny mąż nauczycielki, który chciał chodzić z żoną na studniówki i jeździć z nią w delegacje służbowe. To byłeś Ty, czy Twój brat bliźniak? I jeszcze powiem Ci to, że jestem już bardzo dawno mężatką. Od dnia ślubu nie sprzeniewierzyłam się mężowi ani jednym czynem, ani jednym słowem, ani jednym gestem. Jestem uczciwa aż do bólu. Ale gdyby chcial zaprowadzić taki model życia, jaki Ty proponujesz, to wszystko by zepsuł, spaskudził i obrzydził. Pewnie już dawno byśmy się rozstali.



  • kora3 29.01.14, 10:08
    takiego rodzaju "wiszenie" na partnerze/ece swiadczy o jakims problemie w związku: poczuciem niższej w nim wartości, obawa przed zdradą...
    Normalny związek MUSI opierać się na zaufaniu i poczuciu wartości w nim obojga. Jeśli tego nie ma, to nie jest naprawdę związek, a relacja więzień - strażnik więzienny smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kolonistka 29.01.14, 10:42

    matylda1001 napisała:

    > engine8 napisał(a):
    >
    > > Hm... Wyglada ze definicja "normalnosci" jest ruchoma.<
    >
    > Najwyraźniej smile
    >
    > > Zona juz sie wyrazila na ten temat wiec nie zgaduje ale twierdze. <
    >
    > Naprawdę żona chciałaby uczestniczyć w Twoim spotkaniu klasowym???
    > Dla mnie nie byłoby w tym nic atrakcyjnego. O tym jak to nielubiana pani od ros
    > yjskiego przedefilowała przez pół szkoły z przyklejoną na pupie kartką z napise
    > m "weź mnie" - już słyszałam i od męża i od kolegów, z którymi utrzymuje kontak
    > t.
    >
    > > Tu sie zgodze jesli dotyczy to partnrea. Ale jesli chodzi o PARTNERA<
    >
    > A dajże spokój smile Czy myślisz, że mąż jest dla mnie mniej ważny dlatego, że nie
    > czuje potrzeby wisieć mu nad głową tam, gdzie nie muszę? Miłość, bliskość, prz
    > ywiązanie, szacunek nie przejawiają się ciągłym trzymaniem się za rączki. Taki
    > przywiązany mąż, to byłoby istne skaranie boskie smile
    >
    > >> poza tym nie ma jakichs tam podejrzen ze moze to okazja aby odnowic
    > mlodziezowe milosci czy cos w tym rodzaju...<
    >
    > smile smile A! Tu Cię boli smile Dobrze mieć do żony/męża pełne zaufanie, ale przypilnow
    > ać nie zawadzi?
    > No i teraz już mogę napisać, z całą pewnością, że to moja definicja normalności
    > jest prawdziwa smile
    >
    > >Moze dlatego ze ja jestem zwolenninkiem NASZYCH znajomych w odroznieniu od
    > TWOICH albo MOICH<
    >
    > smile A szczoteczki do zębów to macie z żoną osobne, czy też wspólną? Może chocia
    > ż (za przeproszeniem) o podpaskach żonie wolno powiedzieć - MOJE!?

    nie ma to jak akceptacja innych smile
    nawet jezeli mielby wspolne majtki - nie Tobie to krytykowac. Bez obrazy - ale skoro Engine tak sobie ze swoja malozonka zyja i obojgu jest z tym dobrze to dlaczego sie z tego nasmiewasz?
    Skoro Ty nie chcesz wszystkiego robic ze swom mezem/partenerem Twoja brocha - ale jezeli inni chca ze soba spedzac caly wolny czas - to ich brocha.
    Co do Twoich/moich znajomych to zgadzam sie w zupelnosci z Engine - jak sie poznalismy z moja polowa to on mial swoich znajomych i przyjaciol a ja swoich. Z biegem czasu stali sie oni naszymi wspolnymi znajomymi. Na tym polega wedlug mnie wspolne zycie, na "zespoleniu" konta, kontaktow itepe. Jezeli chce miec wszystko osobni - uwazam wiazanie sie " w pare" za niezbyt madre. Nie narzucam jednak nikomu wspoplnego konta i znajomych - to moja wizja zycia w zwiazku. Nie znaczy to tez, ze zadne z nas nie spotyka sie z kims solo - ja np nie gram chetnie w karty a moj partner nie pasjonuje sie grami planszowymi. Z tego tez powodu chodzimy na takie spotkania raczej oddzielnie.
    Jednak do glowy by mi nie wpadlo naigrywac (naigrawac?) sie z kogos, kto chce isc na spotkanie szkolne z partnerem - bez wzgledu jakie motywy by nim kierowaly.

    a wtemacie Korci - to nie kleje, uczciwie powiedziawszy - skoro to impra organizowana prywatnie - znaczy jak jakies imieniny. prywatka itepe - na tego typu impry chodzi sie z partnerami, choc nie jest to nigdzie napisane smile
    Na imprach u znajomych sa tez ludzie, ktorzy znaja sie z plaszczyzny zawodowej - i niejednokrotnie zaczynaja rozmowe "o pracy". Ale czy to znaczy, ze ja sie musze przy tym nudzic? Moge wysluchac rozmowy albo zaczac inna z moim sasiadem na zupenie inny temat. Przeciez nasi partnerzy nie sa niemotami, ktore potrzebuja trzymania za raczke przez 6 godzn balu.
    Ja osobiscie nie czulabym sie dobrze idac na takie bal - jednak nie sugeruje, ze to jedyne sluszne odczucie smile

    --
    Głupi i mądrzy ludzie są nieszkodliwi, tylko półgłówki są niebezpieczne.

  • kora3 29.01.14, 11:32
    kolonistka napisała:

    >
    > nie ma to jak akceptacja innych smile
    > nawet jezeli mielby wspolne majtki - nie Tobie to krytykowac. Bez obrazy - ale
    > skoro Engine tak sobie ze swoja malozonka zyja i obojgu jest z tym dobrze to dl
    > aczego sie z tego nasmiewasz?


    Matylda nie ma prawa dziwic się układom Engine z zona, ale Engine ma prawo twierdzić, ze to nienormalne, ze ludzie z tej samej branzy chcą się raz w roku pobawić bez "połowek" i na pewno szukają "skoku w bok"?

    > Skoro Ty nie chcesz wszystkiego robic ze swom mezem/partenerem Twoja brocha - a
    > le jezeli inni chca ze soba spedzac caly wolny czas - to ich brocha.


    No i dokładnie tak jest, tylko, że Engine KRYTYKUJE postawe odmienną od swopjej, to i sam się z krytyką własnej, spotkał.
    Tak samo, jak Ty uważam, że to sa osobiste sprawy ludzi, czy chcą wszystko robić razem, czy też nie. Jeśli chcą - nikt im nie zabrania przecież...

    > Jednak do glowy by mi nie wpadlo naigrywac (naigrawac?) sie z kogos, kto chce
    > isc na spotkanie szkolne z partnerem - bez wzgledu jakie motywy by nim kierowal
    > y.


    Wiesz, żeby zaraz wyśmiewać, to nie, ale dla mnie osobiście byłoby bardzo zastanawiające, gdyby mój partner chciał iśc ze mną na spotkanie klasowe, naprawdę. Świadczyłoby to o tym, ze coś się dzieje z nim ...
    >
    > a wtemacie Korci - to nie kleje, uczciwie powiedziawszy - skoro to impra organi
    > zowana prywatnie - znaczy jak jakies imieniny. prywatka itepe - na tego typu im
    > pry chodzi sie z partnerami, choc nie jest to nigdzie napisane smile


    Na ten bal chodzi się bez - jaki jest problem?

    > Ja osobiscie nie czulabym sie dobrze idac na takie bal - jednak nie sugeruje, z
    > e to jedyne sluszne odczucie smile


    Toteż na pewno nikt by Ciebie do pójscia na bal nie zmuszał! Jak wspomniałam,, jest pare osób, które z założenia na niego nie chodzą, bo nie odpowiada im to, że trzeba mieć przebranie. Nikt ich przez to mniej nie lubi, czy co tam. Ci ludzie przyjmują, ze taka jest zasada balu, która odpiowiada WIEKSZOSCI, im wszelako nie odpowiada, to nie chodzą, ale nie oczekują, ze całą reszta zrezygnuje z tej formuły, bo Im sięona nie podoba. Czujesz?
    >


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kolonistka 29.01.14, 12:22

    Koro - w zalozycielskim watku pytalas o nasze zdanie. Na kazde wyrazone zdanie regaujesz wypowiedzia w stylu "ale uwazam inaczej i my tak chcemy i tak jest od 15 lat"

    wiem, wiem - to sie nazywa dyskusja - i jak widac sa tez ludzie, ktorzy popieraja Twoj punkt widzenia.
    Tylko, ze ta dyskusja wydaje mi sie jalowa - bo ani Ty ani nikt z "opozycjonistow" nie jest gotow przemyslec swojego punktu widzenia - ba - nie zadaje sobie trudu zweryfikowania tegoz smile



    To jak dyskusja o zamachu na tupolewa - jeden mowi ze byla mgla i zamach, drugi ze to glupota.
    Obserwuje troche to forum i stwierdzam, ze niektore dyskusje maja na celu rozdzielenie wlosa na czworo i udowodnienie, ze moje jest mojsze smile
    Jezeli natomiast potraktowac ten watek po katem S-V to powinien sie chyba wypowiedziec Bubek smile

    Nie czuje sie specjalistka w temacie S-V - jednak sadze, ze na organizowana impreze z tancami i przebierankami - odwaze sie mniemac, ze odbedzie sie w czasie karnawalu - nalezy zapraszac z polowkami. Natomiast stadla decyduja czy chca przyjsc razem czy solo - bo np. bedzie dla mnie nudne - skoro ten Wasz bal to taka specyfika.

    I wlasciwie dla mnie ten watek sie zakonczyl. Moge podyskutowac o ewentualnej mej pomylce w temacie S-V - natomiast nie bede kruszyla kopii p.t. a Ty/a on/ a ja uwaza/sz/m smile

    bo jak wiemy, gdzie trzech Polakow tam cztery mniemania smile

    pozsotajac z smile pozdrawiam i zycze udanej zabawy
    --

    Gdyby nie Radio Maryja człowiek nigdy by się nie dowiedział jak wiele pieniędzy potrzeba do życia w ubóstwie.
  • kora3 29.01.14, 12:37
    kolonistka napisała:

    > Koro - w zalozycielskim watku pytalas o nasze zdanie. Na kazde wyrazone zdanie
    > regaujesz wypowiedzia w stylu "ale uwazam inaczej i my tak chcemy i tak jest od
    > 15 lat"


    Kolonistko, zwykle gdy pytam o cos na forum, to interesuje mnie także DLACZEGO ktoś cos uważa i czym to argumentuje.
    To jest forum SV i padają tu także argumenty z tego pola, z którymi można podyskutować.
    Jednakowoż jeśli pada argument "Bo ja bym nie poszedł bez zony" - to z num trudno dyskutować - nie poszedłbyś, to nie u koniec. Podobnie trudno dyskutować z insynuacjami, ze nam ta impreza słuzy do załatwiania biznesów, czy pozycji w pracy przez jakieś seksualne działania ...
    >
    > wiem, wiem - to sie nazywa dyskusja - i jak widac sa tez ludzie, ktorzy popiera
    > ja Twoj punkt widzenia.


    Zwykle tak jest, ze zdania sa podzielone ....

    > Tylko, ze ta dyskusja wydaje mi sie jalowa - bo ani Ty ani nikt z "opozycjonist
    > ow" nie jest gotow przemyslec swojego punktu widzenia - ba - nie zadaje sobie t
    > rudu zweryfikowania tegoz smile


    Alez mylisz się. Do mnie np. przemówił argument czyjś, chyba Sweet, ze skoro taka sytuacja się już pojawiła, to należy jasno określić zasadę dotycząca os. tow., po prostu oficjalnie. Dotychczas nie było to oficjalnie pisane w mailu informacyjnym, bo dla wszystkich jasne było, ze bez os. tow. ale skoro pojawila się taka sytuacja, warto pomyśleć o jasno wyrażonym oficjalnym komunikacie.

    Trudno natomiast, bym ja, czy cała reszta miała weryfikować swoje zdanie na temat MOJEGO/NASZEGO wychodzenia na te czy inna impreze bez partnera/rów.
    To jest bowiem nasza osobista sprawa i jedyne kto mógłby na ten temat mieć jakieś zdanie brane pod uwagę to mój partner/nasi partnerzy.
    Trudno, żebyśmy zmieniali coś co wszystkim pasuje, bo komus nowemu nie spasowałosmile
    To niech nie idzie, przymusu nie ma smile
    Jak pisałam, sa ludzie, którzy nie chodzą, bo nie chcą się przebierać - ich prawo, ale my z tego powodu nie "zeszliśmy" z przebierania i nikt też się tego nie domagal.
    >
    > pozsotajac z smile pozdrawiam i zycze udanej zabawy
    smile dzięki
    > --
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • freevolna 29.01.14, 14:40

    kora3 napisała: miedzy innymi

    Jednakowoż jeśli pada argument "Bo ja bym nie poszedł bez zony" - to z num trud
    > no dyskutować - nie poszedłbyś, to nie u koniec. Podobnie trudno dyskutować z i
    > nsynuacjami, ze nam ta impreza słuzy do załatwiania biznesów, czy pozycji w pra
    > cy przez jakieś seksualne działania ...

    OK, zreasumujmy skoro sie nie spotykacie w celu zalatwiania interesow a mozliwosc skoku w bok tez nie jest celem tego balu - to okresl tak tu i teraz, prosto z mostu, bez bicia piany DO CZEGO sluzy ta impreza, ktora nie przewiduje zaproszenia z partnerem.
    Bo Twoje argumenty, zeby sie zabawic i posmiac sugeruja, ze z partnerem to nie jest mozliwe.
    Za prosta, w krotkich "meskich" slowach (moze byc w punktach tongue_out) odpowiedz, bede zobowiazana.

    --
    Jeśli nadzieja jest matką głupich to życie mądrych jest beznadziejne.
  • kora3 29.01.14, 15:08
    ze Twoja prosba wyrazona tonem ządania, ma się nijak do zasad SV. Raz z powodu owego tonu, dwa - dlatego, ze ani ja, ani inni uczestnicy balu wcale nie muszą Ci się tłumaczyć, dlaczego tak a nie inaczej chcą się bawić.

    Skoro jednak już odpowiadam, to proszę. Formuła balu bez os. tow. odpowiada nam, bo:
    - jest to okazja do spotkania się starych znajomych, którzy te okazje mają b. rzadko w takim gronie
    - jest to okazja do powspominania i pogadania TAKŻE o sprawach pracy, co przy osobach postronnych, jest nie tyle niemożliwe, co utrudnione, bo trzeba im wiele rzeczy wyjasniac "od początku swiata"
    - zapoznawanie się wzajemnie tak szerokiego grona branżowców z partnerami wszystkich jest bez sensu, bo ci którzy mają okazje spotykać się na bieżąco i tak tych partnerów na ogół znaja, natomiast ci, z którymi człowiek widzi się raz na rok i tak by ich nie zapamiętali
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • freevolna 29.01.14, 15:29

    Co Cie najbardziej w moim tonie ubodlo?
    ze nie dyskutowalam z Toba tylko poprosilam o konkretne podanie powodow? To, ze sie nie musicie tlumaczyc dlaczego ten bal, wiem sama z siebie - w takim razie zastanawiam sie po cholere ten watek zaczynalas skoro nie musisz/nie chcesz sie nikomu tlumaczyc?

    a teraz do tematu :

    No rozbawilas mnie - siem nagle okazuje, ze Ci z branzy niektorych partnerow znaja a wczesniej twierdzilas, ze dla partnerow to bedzie mordega a dla uczestnikow jeszcze wieksza bo trzeba sie bedzie nimi zajmowac.
    Teraz zas twierdzisz, ze trzeba bedzie tlumaczyc niektore rzeczy "od poczatku swiata" bo przeciez nikogo nie znaja i o niczym nie "wia" - czy ja dobrze rozumiem? 120 osob stoi w kregu i dyskutuje o tym jak bylo? czy beda to male grupki, i niektore z nich beda wspominaly? a moze w tancu?


    natomiast ci, z którymi człowiek widzi się raz na r
    > ok i tak by ich nie zapamiętali
    to jest najpiekniejesz zdanie - zapamietam sobie, i jak kogos spotkam wiedzac, ze ponownie spotkanie bedzie za rok -nie przedstawie mu sie i nie przedstawie czlowiekowi mojego partnera bo po co ...i tak nie zapamieta - no kulam sie ze smiechu ...
    seriooo

    --
    Jeśli nadzieja jest matką głupich to życie mądrych jest beznadziejne.
  • kora3 29.01.14, 15:38
    freevolna napisała:

    >
    > Co Cie najbardziej w moim tonie ubodlo?


    To, że domagalaś się , a nie prosiłaś o wyjaśnienie. ale jak widzisz - mimo to - odpowiedziałam.

    To, ze
    > sie nie musicie tlumaczyc dlaczego ten bal, wiem sama z siebie - w takim razie
    > zastanawiam sie po cholere ten watek zaczynalas skoro nie musisz/nie chcesz
    > sie nikomu tlumaczyc?


    zapytanie masz napisane w 1 poscie, dotyczyło ono zasad sv (zgodnie z tematyka forum), a nie powodow, dla jakich tak sobie chcemy, jak chcemy smile
    >
    > No rozbawilas mnie - siem nagle okazuje, ze Ci z branzy niektorych partnerow zn
    > aja a wczesniej twierdzilas, ze dla partnerow to bedzie mordega a dla uczestni
    > kow jeszcze wieksza bo trzeba sie bedzie nimi zajmowac.


    nic o nijakiej mordędze nie pisałam, tylko o poswiecaniu czasu smile

    > Teraz zas twierdzisz, ze trzeba bedzie tlumaczyc niektore rzeczy "od poczatku s
    > wiata" bo przeciez nikogo nie znaja i o niczym nie "wia"


    nie, ze nikogo nie znają, tylko nie znają się na tej branzy

    - czy ja dobrze rozumi
    > em? 120 osob stoi w kregu i dyskutuje o tym jak bylo? czy beda to male grupki,
    > i niektore z nich beda wspominaly? a moze w tancu?


    a róznie jest, ale myt zwyczajniue nie widzumy potrzeby ciągać partnerów z sobą na te imprezę. Co w tym jest nie zrozumiałego?

    > to jest najpiekniejesz zdanie - zapamietam sobie, i jak kogos spotkam wiedzac,
    > ze ponownie spotkanie bedzie za rok -nie przedstawie mu sie i nie przedstawie c
    > zlowiekowi mojego partnera bo po co ...i tak nie zapamieta - no kulam sie ze sm
    > iechu ...
    > seriooo


    Kulaj się ...smile ze smiechu też smile
    >


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 29.01.14, 14:36
    kolonistka napisała:

    > Bez obrazy - ale skoro Engine tak sobie ze swoja malozonka zyja i obojgu jest z tym dobrze to dlaczego sie z tego nasmiewasz?<

    No właśnie, mam poważne wątpliwości, czy OBOJGU jest z tym dobrze smile Szkoda, że nie możemy poznać opinii tej żony. Mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że ta opinia mogłaby byc skrajnie różna. Zdanie: "poza tym nie ma jakichs tam podejrzen ze moze to okazja aby odnowic mlodziezowe milosci czy cos w tym rodzaju..." - świadczy o tym, że Engine zwyczajnie nie ma zaufania do własnej żony i pcha się na jej spotkanie klasowe po to, żeby ją przypilnować. Dla mnie takie zachowanie jest obrzydliwe.
    Poza tym przypuszczam, że Engine i Brunero, który pisał tu jakiś czas temu, to ta sama osoba, a było co poczytać:
    forum.gazeta.pl/forum/w,10226,135335707,,Niechciane_delegacje.html?v=2
    forum.gazeta.pl/forum/w,10226,138309290,,Na_bal_z_osoba_towarzyszaca.html?v=2
    forum.gazeta.pl/forum/w,10226,135836500,,Jak_przejsc_na_Pan_Pani.html?v=2
    > Co do Twoich/moich znajomych to zgadzam sie w zupelnosci z Engine - jak sie poznalismy z moja polowa to on mial swoich znajomych i przyjaciol a ja swoich. Z biegem czasu stali sie oni naszymi wspolnymi znajomymi. Na tym polega wedlug mnie wspolne zycie, na "zespoleniu" konta, kontaktow itepe. Jezeli chce miec wszystko osobni - uwazam wiazanie sie " w pare" za niezbyt madre<

    Ja też tak uważam, dlatego mamy z mężem wspólnych znajomych - tych, z którymi utrzymujemy kontakty. Część z tych ludzi to byli moi znajomi, część męża, a część poznaliśmy razem. Wszuscy to NASI znajomi. Jednak nie przyszłoby mi do głowy dzwonić po męża, żeby natychmiast przyjechał na ulicę X, bo właśnie idąc chodnikiem spotkałam koleżankę (lub kolegę), którą ostatni raz widziałam na rozdaniu świadectw maturalnych, a teraz uważam, że mąż musi ją koniecznie poznać. Podobnie w przypadku spotkania klasowego. Jeśli z kimś odnowię kontakt, to na pewno nie będe tego kryła przed mężem. Pozostali będą obojetni tak mnie, jak i mężowi. Proste.

    >Nie znaczy to tez, ze zadne z nas nie spotyka sie z kims solo - ja np nie gram chetnie w karty a moj partner nie pasjonuje sie grami planszowymi. Z tego tez powodu chodzimy na takie spotkania raczej oddzielnie.<

    smile No to czemu się dziwisz? przecież ja właśnie pisze o "rozdzielności w takim zakresie. Z tego, co napisał Engine wynika, że uznałby za stosowne pójść z żoną nawet na babskie spotkanie, gdzie koleżanki robią na drutach i wymieniają się wzorkami. A gdyby żona chciała póść sama, to zaczęłyby się podejrzenia. O! i taka żona godzi sie na towarzystwo męża, dla swiętego spokoju, chociaż koleżanki się podśmiewają.

    > Jednak do glowy by mi nie wpadlo naigrywac (naigrawac?) sie z kogos, kto chce isc na spotkanie szkolne z partnerem - bez wzgledu jakie motywy by nim kierowaly.<

    Dla mnie motywy są najważniejsze. Jeśli, powiedzmy, jest to spotkanie klasowe żony, i ona decyduje, że chce aby mąż jej towarzyszył, to wszystko w porządku. Gorzej jest gdy żona nie proponuje, a mąż dochodzi do wniosku, że koniecznie musi tam być, żeby mieć pewność, że żona nie odnawia klasowej miłości smile

    >> a wtemacie Korci - to nie kleje, uczciwie powiedziawszy - skoro to impra organizowana prywatnie - znaczy jak jakies imieniny. prywatka itepe - na tego typu impry chodzi sie z partnerami, choc nie jest to nigdzie napisane smile<

    Ja uważam, że nazwa "bal" jest zarezerwowana dla galowych imprez, gdzie zwyczajowo chodzi się z partnerami. Impreza Kory jest balem tylko z nazwy, bo tak naprawdę widzę tu duże, ale luźne spotkanie ludzi z branży, coś w rodzaju spotkania integracyjnego. Tyle tylko, że organizowanego przez samych zainteresowanych, a nie narzuconego odgórnie. Równie dobrze mogliby sie spotkać w mniejszym gronie w restauracji czy kawiarni. Czy uważasz, że wtedy tez powinni być z partnerami?
  • kolonistka 29.01.14, 15:08

    matylda1001 napisała:

    > kolonistka napisała:
    >
    > > Bez obrazy - ale skoro Engine tak sobie ze swoja malozonka zyja i obojgu
    > jest z tym dobrze to dlaczego sie z tego nasmiewasz?<
    >
    > No właśnie, mam poważne wątpliwości, czy OBOJGU jest z tym dobrze smile Szk
    > oda, że nie możemy poznać opinii tej żony. Mam przypuszczenie graniczące z pewn
    > ością, że ta opinia mogłaby byc skrajnie różna.
    no ja Cie bardzo sorry, ale to sa Twoje przypuszczenia, a nie wiadomosci z pierwszej reki - znaczy od jego zony. I masz racje - rzeczywiscie szkoda, ze nie mozemy poznac opinii jego zony. I jak dlugo jej (tej opinii) nie poznamy - nie bede komentowac czy komus z tym dobrze. Skoro sa razem - moge wyjsc ze slusznego zalozenia, ze sa w tym temacie zgodni. Jezeli nie sa a zona sie tylko na to godzi - to mam kobiete na sile ratowac z tego zwiazku? Jak bedzie chciala pomocy to znajdzie sobie kogos czy jakies forum na ktorym sie wyplacze i zapyta o porade jak sie z tego wymiksowac.

    Jednak nie przyszłoby mi do głowy
    > dzwonić po męża, żeby natychmiast przyjechał na ulicę X, bo właśnie idąc chodni
    > kiem spotkałam koleżankę (lub kolegę), którą ostatni raz widziałam na rozdaniu
    > świadectw maturalnych, a teraz uważam, że mąż musi ją koniecznie poznać. Podobn
    > ie w przypadku spotkania klasowego.

    przeginasz tak dla zartu czy na powaznie - serio nie widzisz roznicy bal przebierancow a przypadkowe spotkanie kumpla z liceum?
    No dobra - fatazjujmy dalej - a jak Cie ten kolega zaprosi na bal przebierancow i powie ale bez meza?
    pojdziesz?

    No to czemu się dziwisz? przecież ja właśnie pisze o "rozdzielności w takim
    > zakresie. Z tego, co napisał Engine wynika, że uznałby za stosowne pójść z żoną
    > nawet na babskie spotkanie, gdzie koleżanki robią na drutach i wymieniają się
    > wzorkami. A gdyby żona chciała póść sama, to zaczęłyby się podejrzenia. O! i ta
    > ka żona godzi sie na towarzystwo męża, dla swiętego spokoju, chociaż koleżanki
    > się podśmiewają.

    skad ta pewnosc, ze sie podsmiewaja? masz z nimi kontakt? Jest drobna roznica pomiedzy pojsciem na wieczor gier z przyjaciolmi, na babskie plotki z dzierganiem a bal z tancami w przebraniu.

    Ja uważam, że nazwa "bal" jest zarezerwowana dla galowych imprez, gdzie zwyczaj
    > owo chodzi się z partnerami. Impreza Kory jest balem tylko z nazwy, bo tak napr
    > awdę widzę tu duże, ale luźne spotkanie ludzi z branży, coś w rodzaju spotkania
    > integracyjnego. Tyle tylko, że organizowanego przez samych zainteresowanych, a
    > nie narzuconego odgórnie. Równie dobrze mogliby sie spotkać w mniejszym gronie
    > w restauracji czy kawiarni. Czy uważasz, że wtedy tez powinni być z partnerami
    > ?
    wygalda zatem , ze Kora uzyla slowa "bal" celowo by wzbudzic sztuczna sensancje.
    Skoro to luzne spotkanie, to dlaczego mam sie na nie przebierac ?tongue_out zeby mnie nie poznali czy jak?

    widzisz - o to chodzi - jezeli bylby to zlot integracyjny czy spotkanie w kawiarni NIKT nie mialby z tym problemu czy z polowka czy bez ( i nie mam tu na mysli gorzaly smile)

    Niektorzy natomiast - i do nich sie zaliczam - uwazaja, ze na bal przebierancow, z tancami nie powinno sie isc bez partnera. Na zlot integracyjny, kongres branzowy, spotkania klasowe - inna sprawa.



    --
    Głupi i mądrzy ludzie są nieszkodliwi, tylko półgłówki są niebezpieczne.

  • kora3 29.01.14, 15:18
    kolonistka napisała:
    > wygalda zatem , ze Kora uzyla slowa "bal" celowo by wzbudzic sztuczna sensancje
    > .


    Uzywam słowa, którym ta impreza jest okreslana od 15 lat i takiej, jak głosi napis na sali, gdzie się bawimy

    > Skoro to luzne spotkanie, to dlaczego mam sie na nie przebierac ?tongue_out zeby mnie n
    > ie poznali czy jak?


    Spotkanie jest luxne, znaczy bez sztywniactwa, ale w formie zabawy tanecznej z wyszynkiem i alkoholem. TY nie masz się WCALE przebierać, bo się jak rozumuem nie wybierasz. a my się przebieramy, bo nam się tak PODOBA. Chciałabyś komentować czy mamy się u jak przebierać na WLASNĄ IMPREZE?smile

    >
    > widzisz - o to chodzi - jezeli bylby to zlot integracyjny czy spotkanie w kawia
    > rni NIKT nie mialby z tym problemu czy z polowka czy bez ( i nie mam tu na mysl
    > i gorzaly smile)


    ale to nie jest spotkanie w kawiarni, ani żaden zlot smile
    >
    > Niektorzy natomiast - i do nich sie zaliczam - uwazaja, ze na bal przebieranco
    > w, z tancami nie powinno sie isc bez partnera. Na zlot integracyjny, kongres br
    > anzowy, spotkania klasowe - inna sprawa.


    No u skoro tak uważasz, to nie poszłabyś, proste. W czym jest problem? nikt nie zmusza, żeby iśc smile




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kolonistka 29.01.14, 15:36

    MASZ RACJE
    i gratuluje - zrobilas z tego watku wielka sprawe na 162 posty - z tego ponad polowa Twoja -
    Dzielnas
    --
    Głupi i mądrzy ludzie są nieszkodliwi, tylko półgłówki są niebezpieczne.

  • kora3 29.01.14, 15:42
    nie ma obowiązku wypowiadania się w moim watku smile to się także Ciebie tyczy smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 29.01.14, 15:37
    kora3 napisała:

    > No u skoro tak uważasz, to nie poszłabyś, proste. W czym jest problem? nikt nie
    > zmusza, żeby iśc smile
    >

    Oj, Koro, Koro, nie drocz się...wink Problem jest w łamaniu pewnej zwyczajowej konwencji, gdzie bal pojmowany jest tak a nie inaczej. Zakładając więc, że Kolonistka otrzymała zaproszenie, to na dobra sprawę wcale nie musiałaby pytać o osobę towarzyszącą, bo jej obecność na takiej imprezie jest rozumiana sama przez się. Rzeczywiście więc, tak jak już mi odpisałaś, taka informacja powinna była znaleźć się w zaproszeniu, bo jest bardzo istotna. Możemy sobie teraz dalej dyskutować, czy tego typu łamanie konwencji jest zgodne z sv.smile
  • kora3 29.01.14, 15:41
    jak ci pisałam, dotychczas nie było potrzeby, ale jak widać się pojawiła ...

    Czy taka konwencja jest zgodna z sv (bez os. tow.) - uważam, ze tak. Impreza jest dobrowolna, wiec kto uważa, ze zasady mu nie leża, zwyczajnie nie idzie.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • engine8 29.01.14, 20:25
    Bubba sie nie wlaczyl co wg mni znaczy jedno...
    - nie tylko to nie jest zgodne z s-v ale jest tak daleko od tego ze nie warte jednego komentarza
  • ewaty 29.01.14, 15:47
    Koro, pracuję w tej samej branży, co Ty. W mojej firmie jest akurat tak, że większość "połówek" jest doskonale znana ekipie pracującej. Lubimy się z ludźmi z pracy, chadzamy razem na piwo, jeździmy na narty, jakieś ogniska, spływy, w czym biorą też udział partnerzy (przecież nie pod przymusem- kto chce, przybywa sam, ktoś inny zaprasza partnera). To samo dotyczy też dobrowolnych, towarzyskich spotkań z ludźmi z branży, pracującymi w innych firmach. Gdyby teraz zorganizowana została duża impreza, typu bal, naturalnym byłoby pojawienie się tam z tymi, niejako już "wklejonymi" w branżę osobami. Trudno mi sobie wyobrazić nawet to, że ktoś nagle rzuca pomysł:"to zróbmy sobie imprezę przebieraną, ale bez osób towarzyszących", bo byłoby to w tej grupie ludzi-sztuczne. Nie wiem, jak było u Was- może mała impreza, spontanicznie skrzyknięta przez 5 osób, z czasem rozrosła się do 150, a np owe 5 osób początkowo było samych, no i tak zostało, ale trudno uwierzyć , że przez 15 lat, gdy dołączały nowe osoby ani razu nie pojawiło się pytanie o osoby towarzyszące.
    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu.
    Czas i tak upłynie.
  • kora3 29.01.14, 16:00
    ewaty napisała:

    W mojej firmie jest akurat tak, że wię
    > kszość "połówek" jest doskonale znana ekipie pracującej.


    Ewaty, jak wspomniałam - impreza nie jest FIRMOWA, a po prostu dla ludzi z branży.
    W Twojej formie może tak być jak piszesz, u mnie tak jest w moim oddziale tejże firmy.
    To zapewne zależy od wielkości samej firmy, a także od jej ze tak powiem "rozproszenia". Co jakiś czas, rzadki w mojej firmie odbywają się imprezy integracyjne, niektóre sa sparowane.
    Na takowych "poznałam" "połówki" moich kolegów i koleżanek z centrali u innych oddziałow, ale większości tych ludzi nie kojarzę. Natomiast te osoby, które sa połówkami moich najbliższych współpracowników oczywiście znam ...

    > o, że ktoś nagle rzuca pomysł:"to zróbmy sobie imprezę przebieraną, ale bez osó
    > b towarzyszących", bo byłoby to w tej grupie ludzi-sztuczne
    .

    W tej grupie, zapewne, bo Wasza grupa ma inne zwyczaje. A poza tym piszesz, że TERAZ, a tradycja tej imprezy liczy sobie 15 lat u zawsze było, jak byłosmile

    Nie wiem, jak było
    > u Was- może mała impreza, spontanicznie skrzyknięta przez 5 osób, z czasem roz
    > rosła się do 150


    Wiesz, ja na te imprezy chodzę od 10 lat u zawsze już od wtedy obejmowały one branze z całego województwa. O ile wiem, to kiedyś impreza ta, na początku była dla branzowcow z miasta, gdzie się cały czas odbywa. Ci ludzie b. dobrze się znali w swoim gronie, co zrozumiałe, ale od początku była bez os. tow.

    , a np owe 5 osób początkowo było samych, no i tak zostało, ale
    > trudno uwierzyć , że przez 15 lat, gdy dołączały nowe osoby ani razu nie pojaw
    > iło się pytanie o osoby towarzyszące.


    ja się organizacją nie zajmuje, wiec nie jestem o nic pytanasmile jednakowoż po tej "akcji" kolezanka co się zajmuje organizacją wspomniała, ze pierwszy raz ktoś z tym "wyskoczył" - nie mam powodów jej nie wierzyć.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • ewaty 29.01.14, 16:58
    Wiesz, pamiętam taką sytuację ze swojego życia: jeszcze w szkole średniej biegałam z radością na pewien festiwal studencki. Na drugim roku studiów spotykałam się z chłopakiem, który pracował przy jego organizacji, już dużo wcześniej poznałam jego znajomych z klubu studenckiego,który był współorganizatorem przeglądu, polubiliśmy się (później przez lata do tego klubu należałam, eh, złote czasysmile)). Dostałam wejściówkę na festiwal, ale zadeklarowałam, że zamiast siedzieć na widowni, wspomogę ich pracę, a było co robić przez trzy dni (i nocki). W niedzielę, po posprzątaniu całego bałaganu, organizatorzy (łącznie 3 kluby studenckie), spotykali się na wspólnej, rozluźniającej imprezie. I wtedy usłyszałam:"Wiesz, ale tu niepisanym zwyczajem jest to, że się idzie bez osób towarzyszących, bawią się tylko ci, którzy przy tym pracowali". I wiesz co? Zrobiło mi się po prostu przykro...A potem okazało się, że drugi z kolegów zabrał tam swoją dziewczynę, która miała taki status jak, ja, włożyła swoja pracę w organizację, nie będąc członkinią klubu. Tylko, ze on powiedział z uśmiechem:"Będę się źle bawił bez Basi". I już. A przy imprezach rozrastających się z czasem trzeba liczyć się z możliwością zmiany pewnych zasad i wcześniejszych ustaleń. Przez 15 lat i ludzie i okoliczności się zmieniają.
    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu.
    Czas i tak upłynie.
  • kora3 29.01.14, 17:06
    hmmm no nic dziwnego, ze zrobiło Ci się przykro, bo Ty TAKZE prawowałaś przy tym.

    A co do balu - wiesz, nie ma problemu zmienić zasad, tylko jak wynika z sondażu koleżanki organizującej, nikt za bardzo nie jest zainteresowany.
    Ja np. odpisałam jej, ze mnie tam wszystko jedno, jak inni przyjdą, ale ja będę nadal chodzić solo. Koleżanka (rzecznik) - tak samo, kolega - mój współpracownik - też. Nie ma chyba sensu zmieniac formuły pod 1 parę, a reszta i tak będzie chodzić, jak dawniej?
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • ewaty 29.01.14, 17:24
    Pewnie, że nie chodzi o to, aby podporządkowywać reguły jednej osobie. Tylko po tamtej sytuacji sprzed lat okazało się, że w kolejnych latach osób przychodzących z parterami gwałtownie przybyło. Z rozmów wynikało, że wcześniej też chcieli przyprowadzać te dziewczyny, czy chłopaków, ale obawiali się występować przeciw wieloletniemu, acz niepisanemu zwyczajowi. Osoba będąca głównym organizatorem tej imprezy miała dość dominującą osobowość i nieudany związek, swojej drugiej połówki na żadnych spotkaniach towarzyskich widzieć nie chciała, jeśli miała taką możliwość i potrafiła taki zwyczaj, mniej lub bardziej świadomie, innym narzucić. A imprezy odbywają się do dziś, niektórzy, już bardzo dorośli, co roku mają z założenia urlop w poniedziałek po festiwaluwink
    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu.
    Czas i tak upłynie.
  • kora3 30.01.14, 08:31
    a tu osoba organizująca ma normalna osobowość i udany zw. dodam, ze małzeński od 25 lat.
    Na marginesie - nie do Ciebie, a ogólnie - nie wiem dlaczego, ale tu jest zawsze tak - jeśli ktoś nie ma syndromu przyspawania do partnera, to zaraz znajdzie się ktoś kto będzie uważał, że to znaczy, ze ma nieudany związek smile
    Ja za nieudany związek uważałabym taki, w którym bliska osoba mi nie ufa, BOI się sytuacji, gdy pójdę gdzies sama i odwrotnie.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 29.01.14, 16:50
    kolonistka napisała:

    > no ja Cie bardzo sorry, ale to sa Twoje przypuszczenia,<

    Jak najbardziej, ale graniczące z pewnością. Żyję już na tym świecie wystarczająco długo, żeby to i owo zaobserwować.

    >Skoro sa razem - moge wyjsc ze slusznego zalozenia, ze sa w tym temacie zgodni. <

    Żona jednego pana idąc z mężem ulicą musiała patrzeć na czubki swoich butów żeby jej spojrzenie nie skrzyżowało się przypadkiem ze spojrzeniem jakiegoś przechodnia. Byli razem od wielu lat, mieli dorosłe dzieci. Znam pewną żonę, która zwolniła się z pracy po to, żeby móc lepiej dopilnować własnego męża. Byli razem jak wyżej. Mam kolegę, ginekolog w średnim wieku. Twierdzi, że są mężowie/partnerzy, którzy przychodzą z żonami i chcą być obecni w gabinecie w czasie badania. Kolega zawsze wyprasza takich na czas badani, większośc niechętnie ale wychodzi. Ostatnio jakiś pojechał mu od zboczeńców. Te pary ze sobą są. Więc możesz wychodzić z założenie, ale nie koniecznie ze słusznego smile

    >Jak bedzie chciala pomocy to znajdzie sobie kogos czy jakies forum na ktorym sie wyplacze i zapyta o porade jak sie z tego wymiksowac.<

    A skąd wiesz, że właśnie w tej chwili nie płacze na innym forum?

    > przeginasz tak dla zartu czy na powaznie <

    smile Tym razem dla żartu, dla podkreślenia śmieszności takich i podobnych sytuacji.

    >No dobra - fatazjujmy dalej - a jak Cie ten kolega zaprosi na bal przebierancow i powie ale bez meza? pojdziesz?<

    Fantazjujmy smile To zależy od kontekstu. Jeżeli będę wiedziała, że taka jest formuła imprezy, że WSZYSCY przychodzą solo, to pójdę. Jeśli byłby to klasyczny bal, a koledze chodziłoby o to, żeby nam mąż nie zawadzał bo ma nadzieje stworzyć ze mną parę, to nie pójdę. Od tego mam własny rozum, żeby właściwie ocenić sytuację.

    >Jest drobna roznica pomiedzy pojsciem na wieczor gier z przyjaciolmi, na babskie plotki z dzierganiem a bal z tancami w przebraniu. <

    smile A bez przebrania będzie lepiej? Nie, moim zdaniem nie ma żadnej różnicy, bo tu nie chodzi o nic innego jak tylko zaufanie. Engine - Brunero stał się dla mnie synonimem zazdrośnika. Taki nie zauważy różnicy w sytuacjach, o jakich wspomniałaś.

    >wygalda zatem , ze Kora uzyla slowa "bal" celowo by wzbudzic sztuczna sensancje<

    Nie koniecznie. Maskarada = impreza przebierańców = bal przebierańców - w skrócie, bal. 15 lat temu ktoś tak tę imprezę nazwał i pod tą nazwa funkcjonuje do dziś, ale wystarczy rozumieć na czym to polega, żeby nie dostać z wrażenia wypieków wink

    > Skoro to luzne spotkanie, to dlaczego mam sie na nie przebierac ?tongue_out zeby mnie nie poznali czy jak?<

    smile Ależ skąd! Po to, żeby było wesoło. Fajnie, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią się bawić. Zresztą czy potrafiłabyś się przebrać tak, żeby Cię nikt ze znajomych nie poznał? Ja nie jestem teatralną charakteryzatorka, więc mnie by sie raczej nie udało.

    > Niektorzy natomiast - i do nich sie zaliczam - uwazaja, ze na bal przebierancow, z tancami nie powinno sie isc bez partnera. Na zlot integracyjny, kongres branzowy, spotkania klasowe - inna sprawa.<

    Zależy jaki to bal, kto organizuje, kto uczestniczy, jaka jest formuła - jednoznacznie nie potrafiłabym ocenić.
  • engine8 29.01.14, 19:36
    ufff.... chociaz jedna... smile Dokladnie to co piszesz...
  • kora3 29.01.14, 09:58
    Chcesz chodzic wszędzie z zoną, bo będzie je przykro, to chodźsmile
    Pojmij, że nie wszyscy tak mają i dla wielu ludzi solowe wyjście to normalna sprawa, w związku z którą nikomu nie jest przykro.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • engine8 29.01.14, 19:52
    Mysle ze nie o to w tej dyskusji chodzi.

    Chodzi o forme zapraszania - negatywna w tym wypadku.
  • engine8 28.01.14, 20:46
    Z tego co piszesz to nie nalezy nikogo winic a jedynie tych co bal organizuja a wiec WAS samych.. Kazda impreze wlacznie z branzowa mozna tak zorganizowac aby bylo miejsce na rozmowy i relacje biznesowe a takze aby partnerzy dobrze sie czuli w takim srodowisku.. Tak twierdze poniewaz znam takie sytaucje z autopsjji przez wiele wiele lat, sytaucji, form i kultur..i wiem ze jest to mozliwe a wrecz pozadane... Malzonkowie nie znajcy tematu znajda zawsze tematy neutralne albo zajma sie rozmowami pomiedzy soba kiedy tematem glownym jest biznes...
    Wtym wypadku kiedy jest to bal gdzie przewidizne sa tance - organizowanie balu bez partnerow jest wg mnie pokazaniem gdzie tak naprawde Ci partnerzy sa w naszym zyciu....
  • kora3 29.01.14, 10:03
    engine8 napisał(a):

    > Z tego co piszesz to nie nalezy nikogo winic a jedynie tych co bal organizuja a
    > wiec WAS samych..


    Za co ? Nasz bal, nasza sprawa. Uczestnictwo jest nieprzymusowe smile

    Kazda impreze wlacznie z branzowa mozna tak zorganizowac aby
    > bylo miejsce na rozmowy i relacje biznesowe a takze aby partnerzy dobrze sie c
    > zuli w takim srodowisku..


    Ale my sobie chcemy nasz bal organizować właśnie taksmile Sam tyle się opisałeś o wyzysku, o zmuszaniu do czegoś przez firmy, a teraz chcesz, zebysmy sami siebie zmuszali do formuly balu, która większości nie odpowiadałabysmile Nie uważasz, ze to nie fair ?


    Malzonkowie nie znajcy tematu znajda zawsze tematy neutralne
    > albo zajma sie rozmowami pomiedzy soba kiedy tematem glownym jest biznes...


    Wściekłeś się z tym "biznesem"? Serio pytam smile

    > Wtym wypadku kiedy jest to bal gdzie przewidizne sa tance - organizowanie balu
    > bez partnerow jest wg mnie pokazaniem gdzie tak naprawde Ci partnerzy sa w nas
    > zym zyciu....


    Tam gdzie być powinni - w zyciu jest miejsce na pracę, przyjaciół, rodzine, znajomych, (kolejność przypadkowa). Naprawde niwiele znam osób, które będąc w normalnym związku odczuwają potrzebę przebywania wszędzie razem. Raczej takie coś przejawia się w związkach z jakimiś problemami


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • engine8 29.01.14, 19:50
    Alez oczywiscie ze mozecie sobie robic co chcecie.. i zaproszeni moga przyjsc albo nie..

    Przypomnialo mi sie jak kiedys Babci amowila mi o zaproszeniu na wesele. Mlodzi odwiedzali znajomychi rodzine i niektorych zapraszali serdecznie a innych "Zapraszamy i Was i Wasze dzieci ale tak naprawde to Wam nie radzimy przychodzic bo straszne bloto"

    Jednak czy zamiast
    A) "Mamy swoj "prywatny" bal na ktory zaproszeni sa jedynie wtajemniczeni chociaz jak ktos inny przyjdzie to go nie wyrzucimy"

    Nie byloby lepiej uzyc opcji B ?

    B) "Zapraszamy z partnerem/ osoba towarzyszaca" - Ci co sie beda nudzic na drugi raz nie przyjda...


    A jesli chodzi o reszte to bez wpadania w skrajnosci prosze:

    "Naprawde niwiele znam osób, które będąc w normalnym związku odczuwają potrzebę przebywania wszędzie razem."

    Co to jest NORMALNY zwiazek? Ja nie znam uniwersalnej definicji - chetnie uslysze.
    Czy ja mowie WSZEDZIE razem? rozrozniam jednak wyjcie na piwo czy spotkanie od Balu - i tu
    sie roznia nasze poglady.

    "Wściekłeś się z tym "biznesem"? Serio pytam smile"
    Absolutnie nie.... wygladalo tylko ze skoro temay beda sie krecic okolo spraw biznesowych to partnerzy beda sie nudzic - i z tym sie nie koniecznie zgadzam
  • aqua48 29.01.14, 20:26
    engine8 napisał(a):

    > Jednak czy zamiast
    > A) "Mamy swoj "prywatny" bal na ktory zaproszeni sa jedynie wtajemniczeni choci
    > az jak ktos inny przyjdzie to go nie wyrzucimy"
    >
    > Nie byloby lepiej uzyc opcji B ?
    > B) "Zapraszamy z partnerem/ osoba towarzyszaca" - Ci co sie beda nudzic na dru
    > gi raz nie przyjda...

    Jestem całkowicie tego samego zdania. Sytuacja byłaby jasna i w zgodzie z s-v.
  • sweet_pink 28.01.14, 20:13
    W sytuacjach gdy impreza ma podłoże zawodowe, branżowe itp. moim zdaniem to czy zaproszenie jest z osobą towarzyszącą czy bez zależy od celu w jakim imprezę ktoś organizuje. To czy jest to zaproszenie bez czy z ot według mnie mieści się w granicach s-v. Tak samo np. nie zaprasza się na wieczory panieńskie/kawalerskie/"babyshower" z osobą towarzyszącą, kwestia charakteru imprezy.
    Inna rzecz, że należałby nazwać rzecz po imieniu w stylu "karnawałowa integracyjna impreza branżowa", a nie bal.
    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • mallina 28.01.14, 17:41
    przeciez Ty nie wiesz czy na tym balu wszyscy sa bez swojej drugiej polowy. goscie sa w przebraniach, jest ich chyba sporo skoro to sped osob z calego wojewodztwa.
    z kazda z tych osob rozmawiasz, kazda osobe pytasz z kim przyszla ?

    chlopak byc moze poczul sie niezrecznie, ale nie przed Wami, a przed swoja dziewczyna. o tym nie pomyslalas?
    moze on chcialby z nia wlasnie przyjsc i co byloby w tym dziwnego tak naprawde to nie wiem.
    ciekawa jestem czy naprawde wszyscy ci ludzie z taka przyjamnoscia przychodza sami, czesc na pewno. ale jest przeciez cala masa par, ktore lubia bawic sie razem, nawet jak druga strona nie jest "z branzy".

    W sumie biedna dziewczyna, narazila sie na pewna smisznosc dzwoniac, a chlopak mogl miec po prostu jaja i normalnie ja zabrac na ten bal, skoro jak sama piszesz wystarczy miec przebranie.
    Ale na pewno zaraz po tym balu bylby watek typu: chlopak zabral na bal swoja dziewczyne, a ona siedziala znudzona, bo nie byla z branzy. i biedny chlopak mial zepsuta zabawe. (z 200 wpisow by sie pojawilo jak nic)
  • kora3 28.01.14, 19:52
    mallina napisała:

    > przeciez Ty nie wiesz czy na tym balu wszyscy sa bez swojej drugiej polowy. gos
    > cie sa w przebraniach, jest ich chyba sporo skoro to sped osob z calego wojewod
    > ztwa.


    Jakies 150-160 osób zwykle jest. Owszem, sa w przebraniach, ale nie pozostają incognito do końca balu, choć takie przebranie, ze kogoś znajomi nie poznają na początku jest bardzo ok smile
    To nie jest "spęd", bo tu nikt nikogo nie zmusza do uczestnictwa - nic nie grozu za brak udziału smile To0 jest impreza, na którą ludzie idą bo chcą, akceptując jej zasady (np. to, ze ma być przebranie).

    > z kazda z tych osob rozmawiasz, kazda osobe pytasz z kim przyszla ?

    Po prostu nie znasz specyfiki tej imprezy. Wiekszosc zdecydowana zna się miedzy sobą, choć niekoniecznie ma okazję się spotykać często. Jeśli kogos nie znasz, to na bank poznasz, bo zapewne zna tego kogos ktoś, co Ciebie znasmile Normalne jest, ze jeśli ktoś jest komus pzredstawiany, albo sam się przedstawia, to wspomina skad jest, a jeśli jest z kimś, to także >"Jestem Ania Nowak z X, a to mój mąż Jacek, pracuje w Y/ a to mój kolega z firmy Andrzej Z. "
    >
    > chlopak byc moze poczul sie niezrecznie, ale nie przed Wami, a przed swoja dzie
    > wczyna. o tym nie pomyslalas?


    Przede mna to on ani wypadł, ani nie wypadł, w sumie co mnie to obchodzi z kim on przyjdzie, chce iśc, czy w ogóle przyjdzie.

    > moze on chcialby z nia wlasnie przyjsc i co byloby w tym dziwnego tak naprawde
    > to nie wiem.


    Może chciałby, ale skoro się tak nie da, to przecież NIE MUSI wcale iść, skoro mu nie odpowiadają zasady. Kilka osób z branży, baaardzo imprezowych nie chodzi z zasady, bo nie chcą się przebierać. Nie spotykają się z ostracyzmem smile

    > ciekawa jestem czy naprawde wszyscy ci ludzie z taka przyjamnoscia przychodza s
    > ami, czesc na pewno. ale jest przeciez cala masa par, ktore lubia bawic sie raz
    > em, nawet jak druga strona nie jest "z branzy".


    Skoro nie muszą tam iść, a idą to raczej um odpowiada formuła, albo przynajmniej nie przeszkadza, nie sądzi?

    >
    > W sumie biedna dziewczyna, narazila sie na pewna smisznosc dzwoniac, a chlopak
    > mogl miec po prostu jaja i normalnie ja zabrac na ten bal, skoro jak sama pisze
    > sz wystarczy miec przebranie.


    No i zapłacić smile

    > Ale na pewno zaraz po tym balu bylby watek typu: chlopak zabral na bal swoja dz
    > iewczyne, a ona siedziala znudzona, bo nie byla z branzy. i biedny chlopak mial
    > zepsuta zabawe. (z 200 wpisow by sie pojawilo jak nic)


    Wiesz, jeśli byłby to nie mojego autorstwa, ja bym pewnie ledwie poznała te dziewczynę i tyle, bo nawet jej chłopaka za dobrze nie znam. wiec pewnie nie byłaby w kręgu mojego zainteresowania, tym bardziej, ze spotkam znajomych dawno nie widzianych


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sweet_pink 28.01.14, 17:43
    Jak dla mnie to taki sam brak kultury jak powiedzieć komuś "Zapraszam Cię jest z osobą towarzyszącą, ale przyjdź sam".
    Moim zdaniem organizator powinien zapraszać w sposób jednoznaczny z ot lub bez ot. To jaki jest obyczaj i czy uczestnicy go uszanują (lub czy są w stanie wytłumaczyć to połowicom) nie powinno być kwestią komunikowaną oficjalnie. Tu organizator chce mieć ciastko i zjeść ciastko czyli organizować imprezę otwartą i jednocześnie integrować branżę. IMHO nieładnie.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • kora3 28.01.14, 18:11
    sweet_pink napisała:

    > Jak dla mnie to taki sam brak kultury jak powiedzieć komuś "Zapraszam Cię jest
    > z osobą towarzyszącą, ale przyjdź sam".
    > Moim zdaniem organizator powinien zapraszać w sposób jednoznaczny z ot lub bez
    > ot. To jaki jest obyczaj i czy uczestnicy go uszanują (lub czy są w stanie wytł
    > umaczyć to połowicom) nie powinno być kwestią komunikowaną oficjalnie. Tu organ
    > izator chce mieć ciastko i zjeść ciastko czyli organizować imprezę otwartą i je
    > dnocześnie integrować branżę. IMHO nieładnie.


    to nie jest to ktoś "odgórny" jakieś szefostwo, czy stowarzyszenie. To my sami sobie to organizujemy, a kolezanka tym koordynuje, bo zna się na tym, robi to od lat.
    Nie wiem co jest złego w potwierdzeniu, że owszem, taki jest zwyczaj, skoro dziewczyna pytała.



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 28.01.14, 18:27
    kora3 napisała:

    > Nie wiem co jest złego w potwierdzeniu, że owszem, taki jest zwyczaj, skoro dzi
    > ewczyna pytała.

    Nie tyle w potwierdzeniu ile sam zwyczaj jest zły. Zaprasza się gościa z osobą towarzyszącą (impreza otwarta), albo bez niej (impreza branżowa). A nie z osobą towarzyszącą, ale jednocześnie mówiąc, żeby lepiej przyszedł sam.
    Tak samo jak nie można ogłosić, że sprzedaje się na imprezę bilety każdemu, a potem mieć pretensję, ze ktoś bilet kupił, pojawił się na imprezie i wobec tego traktować go jak gościa niepożądanego...
  • kora3 29.01.14, 09:32
    aqua48 napisała:
    >
    > Nie tyle w potwierdzeniu ile sam zwyczaj jest zły. Zaprasza się gościa z osobą
    > towarzyszącą (impreza otwarta), albo bez niej (impreza branżowa). A nie z osobą
    > towarzyszącą, ale jednocześnie mówiąc, żeby lepiej przyszedł sam.


    Przede wszystkim Aquo - to jest impreza, na którą de facto się nie zaprasza, bo jest ona płatna. Koszt jest podany na osobę, nie parę, ale istotnie nie jest trudno sobie go przemnożyć razy 2. smile Chłopak pytał tego mojego przyjaciela jak taki bal wygląda, to tamten mu powiedział. Pytał, czy jego dziewczyna też ma się przebrać, czy "przebieranka" dot. tylko ludzi z branzy. Wówczas mój przyjaciel powiedział mu, że zasadniczo, to nikt tam z os. tow. nie chodzi, ale przebrana musi być każda osoba i tyle.
    To wszystko jest PRAWDA.

    Jak piałam chyba do Mai - to jest tak, jakbyś co jakiś czas, cyklicznie spotykała się na kawie/drinku z załóżmy 2 koleżankami. "Od zawsze" byłoby tak, że spotykacie się solo- bez mezów/partnerów. Dla Was to jest oczywiste, że tak się spotykacie, tak Wam pasuje. Założmy, że chce do Waszych spotkań dołączyć jeszcze jakaś koleżanka. Oczywiście zgadzacie sięsmile No i kolezanka stwierdza, że przyjdzie z mężem ...Być może dla niej jest oczywiste, że taka impreza jest sparowana, ale dla Was - nie, wręcz przeciwnie. Zasadniczo przeszkód, co by jej małżonek przyszedł nie ma, bo jakie... Ale Wam pasuje tak, jak się spotykacie - czyli solo. Nie mówicie o tym koleżance i stawiacie ją w roli "wariata" - pojawia się ona na spotkaniu z mezem ?


    > Tak samo jak nie można ogłosić, że sprzedaje się na imprezę bilety każdemu, a p
    > otem mieć pretensję, ze ktoś bilet kupił, pojawił się na imprezie i wobec tego
    > traktować go jak gościa niepożądanego...


    Chwila, chwilasmile
    Po pierwsze, to impreze, o której pisałam organizowaliśmy nie my, a pewna szacowna intystucja smile Nie mielismy zadnego wpływu ani na menu, ani na muzyke (miejsce było przez 5 lat to samo, w sensie - sala), ani na to jak owa instytucja rozdysponuje płatne zaproszenia.
    Ciekawe skądinąd, ze przez 5 lat były one do nabycia, a tylko 1 para wpadła na to, żeby nabyć ...
    Tak czy owak - nikt tych państwa nie potraktował, jak niepożądanych gości. Rozmawiano z nimi przy stole, panowie prosili panią w tan, panie przyjmowały zaproszenie do tańca od pani meza, czy partnera. Trudno jednak, byśmy traktowali tych ludzi tak samo, jak siebie wzajemnie (a były to impry w mniejszym gronie - branża ale z 1 miasta i okolic), skoro my się znaliśmy dobrze, a uch pierwszy raz na oczy widzieliśmy ...


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 29.01.14, 17:20
    kora3 napisała:

    > Jak piałam chyba do Mai - to jest tak, jakbyś co jakiś czas, cyklicznie spotyka
    > ła się na kawie/drinku z załóżmy 2 koleżankami. "Od zawsze" byłoby tak, że spot
    > ykacie się solo- bez mezów/partnerów. Dla Was to jest oczywiste, że tak się spo
    > tykacie, tak Wam pasuje. Założmy, że chce do Waszych spotkań dołączyć jeszcze j
    > akaś koleżanka. Oczywiście zgadzacie sięsmile No i kolezanka stwierdza, że przyjdz
    > ie z mężem ...Być może dla niej jest oczywiste, że taka impreza jest sparowana,
    > ale dla Was - nie, wręcz przeciwnie. Zasadniczo przeszkód, co by jej małżonek
    > przyszedł nie ma, bo jakie..

    No więc właśnie, mówimy koleżance, ale wiesz, bo to babskie czysto spotkanie, przyjdź bez męża. I gdyby mąż jej niedowierzając zadzwonił do którejkolwiek z nas też mu ODPOWIEMY TAK SAMO: to babskie spotkanie, tylko w żeńskim gronie. A nie powiemy, "oczywiście możesz przyjść jeśli chcesz".

    > Ciekawe skądinąd, ze przez 5 lat były one do nabycia, a tylko 1 para wpadła na
    > to, żeby nabyć ...
    > Tak czy owak - nikt tych państwa nie potraktował, jak niepożądanych gości.

    No to w czym problem? Oferując coś do sprzedaży trzeba się jak najbardziej liczyć z tym, że zgłosi się kupiec i potraktować go normalnie, choćby był pierwszy od dziesięciu lat...i jedyny. A nie krzywić się, że ktoś wpadł na pomysł zakupu. Miał taki kaprys i możliwość.
  • kora3 30.01.14, 08:48
    aqua48 napisała:
    >
    > No więc właśnie, mówimy koleżance, ale wiesz, bo to babskie czysto spotkanie, p
    > rzyjdź bez męża. I gdyby mąż jej niedowierzając zadzwonił do którejkolwiek z na
    > s też mu ODPOWIEMY TAK SAMO: to babskie spotkanie, tylko w żeńskim gronie. A ni
    > e powiemy, "oczywiście możesz przyjść jeśli chcesz".


    ale jak dla mnie, skoro chce - niech wbijasmile Nie idzemy do sauny, ze będziemy rozebrane
    >
    > .
    >
    > No to w czym problem? Oferując coś do sprzedaży trzeba się jak najbardziej licz
    > yć z tym, że zgłosi się kupiec i potraktować go normalnie, choćby był pierwszy
    > od dziesięciu lat...i jedyny. A nie krzywić się, że ktoś wpadł na pomysł zakupu
    > . Miał taki kaprys i możliwość.


    Nop toz zostali potraktowani NORMALNIE

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sweet_pink 28.01.14, 18:27
    Dlatego że organizator powinien (w tym przypadku koleżanka jak reprezentant) informując o tym jak formalnie wygląda zaproszenie, a nie wdawać się w dywagacje na temat obyczajów, które są niby dobrowolne ale jednak "z zasady". Dzwoniąca dziewczyna usłyszała w zasadzie "można przyjść z ot, ale to persona non grata". Serio nie widzisz nic nie kulturalnego w takim komunikacie? Należało ograniczyć się do konkretów, niech sobie kolega sam radzi z rozwydrzoną dziewczyną.
    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • kora3 28.01.14, 20:55
    sweet_pink napisała:

    > Dlatego że organizator powinien (w tym przypadku koleżanka jak reprezentant) in
    > formując o tym jak formalnie wygląda zaproszenie, a nie wdawać się w dywagacje
    > na temat obyczajów, które są niby dobrowolne ale jednak "z zasady". Dzwoniąca d
    > ziewczyna usłyszała w zasadzie "można przyjść z ot, ale to persona non grata".



    nie, nie to usłyszała, bo przecież koleżanka jej nie wykładała dlaczego tak zwyczajowo jest. Zapytała ta panna czy to prawda, że na ten bal przychodzi się bez swojej "połówki", to usłyszała prawde - tak właśnie jest. Ale nie ma przeszkód przyjść z kimś, o ile ktoś chce - gdzie tu masz o "personie non gracie"?smile

    > Serio nie widzisz nic nie kulturalnego w takim komunikacie? Należało ograniczyć
    > się do konkretów, niech sobie kolega sam radzi z rozwydrzoną dziewczyną.


    Pytanie: Czy to prawda, że na tę impreze przychodzi się solo
    Odp. Prawda, tak jest przyjęte, ale nie ma formalnej przeszkody przyjść z kimś
    Gdzie tu brak konkretu?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sweet_pink 28.01.14, 21:10
    Nie wiem ale dla mnie to brzmi jak analogicznie jak dialog, pt dzwoni dziewczyna kolegi lub sam kolega
    - czy to prawda, że na Twoje urodziny przychodzi się bez osób towarzyszących?
    -no tak przyjęło się że na moje urodziny nie przyprowadza się osób towarzyszących, no ale przecież Ci nie zabronię
    Jak dla mnie mocno kulawe.
    Poprawne według mnie według s-v jest:
    - przepraszam, ale organizuję imprezę na którą nie zapraszam osób towarzyszących
    - oczywiście, osoby towarzyszące są zaproszone
    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • kora3 29.01.14, 08:55
    sweet_pink napisała:

    > Nie wiem ale dla mnie to brzmi jak analogicznie jak dialog, pt dzwoni dziewczyn
    > a kolegi lub sam kolega
    > - czy to prawda, że na Twoje urodziny przychodzi się bez osób towarzyszących?
    > -no tak przyjęło się że na moje urodziny nie przyprowadza się osób towarzyszący
    > ch, no ale przecież Ci nie zabronię
    > Jak dla mnie mocno kulawe.
    > Poprawne według mnie według s-v jest:
    > - przepraszam, ale organizuję imprezę na którą nie zapraszam osób towarzyszącyc
    > h
    > - oczywiście, osoby towarzyszące są zaproszone


    urodzin smile np. tym, że się za nią płaci. Nie jest wiec tak, ze to kolezanka - zaprasza.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sweet_pink 29.01.14, 10:21
    To czym się różni impreza nie ma znaczenia. Ma znaczenie to, ze powiedziano kobiecie prawie w wprost "jesteś persona non grata". To się nie mieści w s-v.
    Podobnie jak to, że mi zdarzy się powiedzieć gościom, że wizytując mnie trzeba będzie zdjąć buty....tak się utarło i tak jest praktycznie i ja i moi goście tam mamy i tak na wygodnie, ale do głowy by mi nie przyszło upierać się ze to zgodne z s-v.
    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • kora3 29.01.14, 11:06
    sweet_pink napisała:

    > To czym się różni impreza nie ma znaczenia. Ma znaczenie to, ze powiedziano kob
    > iecie prawie w wprost "jesteś persona non grata". To się nie mieści w s-v.


    Miano zatem powiedzieć jej nieprawdę? Np. ze bal odwołany?smile

    > Podobnie jak to, że mi zdarzy się powiedzieć gościom, że wizytując mnie trzeba
    > będzie zdjąć buty....tak się utarło i tak jest praktycznie i ja i moi goście ta
    > m mamy i tak na wygodnie, ale do głowy by mi nie przyszło upierać się ze to zgo
    > dne z s-v.


    A nie wydaje Ci się, ze znacznie bardziej niezgodne z SV niż powiedzenie tej pani PRAWDY na jej PYTANIE było sprawdzanie przez nią czy istotnie taka zasada obowiazuje, czym stawiała w dziwacznym swietle swego chłopaka oraz komentowanie z jej strony imprezy prywatnej innych ludzi?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sweet_pink 29.01.14, 12:08
    Należało dać jednoznaczny, neutralny komunikat. Zaproszenia są z ot, bez ot, dla tych co kupią. Na pytanie o obyczaj odpowiedziałabym, że każdy z gości czyni wedle uznania (co jest prawdą).

    Zachowania dziewczyny, to nie ma co komentować bo jest imho w sposób oczywisty poniżej krytyki. Myślałam jednak, że chodzi Ci o opinię na temat 'waszego' zachowania, bo to na nie macie wpływ/możecie poprawić.
    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • kora3 29.01.14, 12:20
    sweet_pink napisała:

    > Należało dać jednoznaczny, neutralny komunikat. Zaproszenia są z ot, bez ot, dl
    > a tych co kupią. Na pytanie o obyczaj odpowiedziałabym, że każdy z gości czyni
    > wedle uznania (co jest prawdą).


    Ale przecież wszyscy mają uznanie zgodne ze zwyczajem. smile
    >
    > Zachowania dziewczyny, to nie ma co komentować bo jest imho w sposób oczywisty
    > poniżej krytyki. Myślałam jednak, że chodzi Ci o opinię na temat 'waszego' zach
    > owania, bo to na nie macie wpływ/możecie poprawić.


    Wiesz, nikt nie postulował dotychczas, ze chce przyjść z ot, wiec nikt się też tym nie zajmował.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sweet_pink 29.01.14, 12:28
    No właśnie większość ma uznanie zgodne ze zwyczajem, a "nowy" niech sobie swoje uznanie wypracuje czy ustali z narzeczoną w sumie jego sprawa.

    No to po co pytasz czy wasza "nie pisana zasada"Wg Was taka zasada, nawet niepisana, ale przestrzegana jest czy nie jest do przyjęcia? ", bo nie rozumiem?
    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • kora3 29.01.14, 12:46
    sweet_pink napisała:

    > No właśnie większość ma uznanie zgodne ze zwyczajem, a "nowy" niech sobie swoje
    > uznanie wypracuje czy ustali z narzeczoną w sumie jego sprawa.


    o to to

    >
    > No to po co pytasz czy wasza "nie pisana zasada"Wg Was taka zasada, nawet niepi
    > sana, ale przestrzegana jest czy nie jest do przyjęcia? ", bo nie rozumiem?


    zapytałam, bo owa dzwoniąca panna po usłyszeniu odpowiedzi jaka podałam, skomentowała do koleżanki, że takie zasady są nie do przyjęcia u nie powinno się urządzać imprezy, na którą się chodzi bez "połowek".

    Ja się zgadzam z tym, że nie powinno się takiej urzadzac "odgornie" (np. przez szefostwo) w czasie wolnym od pracy, gdy zabawa nie jest połaczona z jakimiś zawodowymi sprawami (typu szkolenie) a obecność jest obowiazkowa.
    W takim przypadku - owszem nie powinno się.

    Natomiast w przypadku imprezy prywatnej, której formułę wszyscy uczestniczący akceptują, a uczestnictwo jest dobrowolne nie ma opcji, ze ktoś będzie zainteresowanym mówił,. ze "się nie powinno"


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • czoklitka 28.01.14, 19:32
    >A jak Wam się wydaje? Wg Was taka zasada, nawet niepisana, ale przestrzegana
    >jest czy nie jest do przyjęcia?

    Z jednej strony s-v zaleca zaproszenie z osoba towarzyszącą. Z drugiej, rozumiejąc intencje organizatora oraz cel balu, ta niepisana zasada wcale nie wydaje się jakoś szczególnie rażąca i dziwna. Dobrym pomysłem powinna być zmiana nazwy tego typu imprez, aby uniknąć niepotrzebnych nieporozumień pojawiających się na tle s-v. W sumie zaciekawiło mnie, czy zasada niezapraszania wynika tylko z jasno nakreślonego celu imprezy, czy może wynika także z np. chęci uniknięcia kompromitacji, której dopuścić mógłby się ktoś ze strony "towarzyszy" (organizator nie musi ich znać).
  • kora3 29.01.14, 09:02
    z czegoś o wiele bardziej prostego smile
    Głownie z tego, że nasze środowisko zawodowe jest dość szczególne. Ludzie się poznają np. na gruncie zawodowym i zasadą jest, że mówią sobie przez "ty" niezależnie od tego jak duza jest róznica wieku u "odległośc" w hierarchii zawodowej.
    Myslę, ze w tak dużej grupie, która zbiera się na tym balu dość trudno byłoby zrobić z tej imprezy klasyczny sparowany potańc...
    Jednakowoz - ten bal organizowany jest od 15 lat, dotychczas nikt nie zgłaszał chęci przychodzenia z osobą towarzyszącą.

    Bal organizujemy my dla siebie, prywatnie, wiec nie jest tak, ze odgórnie nam ktoś te regule narzucił. Gdyby ludzie chcieli przychodzić z os tow. to zwyczajnie tak by robili smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • czoklitka 29.01.14, 17:56
    Osobiście - myślę, że wspomniana kobieta przesadza, gdyż nie rozumie charakteru imprezy. Postaram się spuentować to tak: zawsze znajdą się ludzie, którzy będą wyciągać działa w postaci s-v, w tych momentach, w których jest im to wygodne. suspicious

    > z czegoś o wiele bardziej prostego smile

    Aha. smile
  • lady-z-gaga 28.01.14, 20:43
    branża z tak pretensjonalnymi obyczajami budzi moją niechęć.
    Nie dlatego, że organizuje spotkania zamknięte, na ktorych źle widziani są goście spoza klanu.
    Dlatego, że: 1) ma zasady, ale "niepisane", ktore każdy powinien znać (bo zasady są mało eleganckie i oficjalnie ogłosic byłoby wstyd)wink 2) organizuje bal niby na luzie i z fantazją, przebraniami, ale rozmawia się na tym balu o sprawach zawodowych i obowiązuje pełna gotowość do tych rozmów, czyli nieangażowanie się w zabawę z prywatnym, "niebranżowym" partnerem/ką 3) wszystko razem pachnie snobizmem i kastowością, a to - jakiegokolwiek środowiska dotyczy - nie ma nic wspólnego z profesjonalizmem.
    A skoro wątek jest akurat na tym forum, to wypada skomentowac w kontekscie S-v : owszem uważam, że dziewczyna słusznie była zbulwersowana. Dopuszczam sytuacje, kiedy zaprasza się ludzi bez swoich połówek, ale tu brak uczciwego uzasadnienia.

  • engine8 28.01.14, 21:10
    Absolutnie poieram... I doadm ze to nie branz ale ludzie sa winni....
    No i oczywiscie dyskusja zupelnie nie pasujaca do forum - to nie ma nic wspolnego z Savoir vivre
  • kora3 29.01.14, 09:37
    "bo tak sobie chcemy" jest wystarczająco dobre na prywatną imprezę, która sami sobie organizują ludzie i sami za nią płacą?
    Nie, nie byłoby wstyd ogłosić? Dlaczego? Tylko nie było potrzeby, bo przez 15 lat nikt nie zgłaszał chęci, ze chce zmiany zasady na przychodzeniez os. tow.

    Nie znam żadnej grupy zawodowej bardziej wyluzowanej niż ta smile ale też nie znam żadnej, która spotkawszy się raz na rok w większym gronie rozrywkowo starannie unika wszelkich zawodowych tematow. I to jest zupełnie normalne.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sweet_pink 28.01.14, 21:15
    Generalnie moim zdaniem całe nieporozumienie wynika z tego ze nazywacie "balem" coś balem nie jest.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • engine8 28.01.14, 21:41
    I nie zdziwilbym sie gdyby organizatorzy nie mieli PARTNEROW abo jedynie partnerow..
  • sweet_pink 28.01.14, 22:02
    IMHO forum s-v to nie miejsce na snucie tego typu gdybań.
    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • kora3 29.01.14, 10:12
    engine8 napisał(a):

    > I nie zdziwilbym sie gdyby organizatorzy nie mieli PARTNEROW abo jedynie part
    > nerow..


    masz na myśli te 150-160 osób?smile No roznie z tym, wiadomo, ale większość jest w stałych związkach, a jako, ze to osoby są w wieku także średnim, a i starszym, to wieloletnich.

    No, ale przyjrzyjmy się "najbliższej okolicy" czyli tych, co jadą na bal ze mną jednym autem, które poprowadzu mój partner. Koleżanka - męzatka, staż 22 lata, dzieci 2, kolega - nominalnie kawaler, w związku od 10 lat z tą samą partnerka, dziecko -1, mieszkanie wspólne, ja - w związku od ponad 7 lat z tym samym partnerem, dzieci i, mieszkanie wspólne ...
    Cos ta Twoja teoria nie za bardzo smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 28.01.14, 23:00
    sweet_pink napisała:

    > Generalnie moim zdaniem całe nieporozumienie wynika z tego ze nazywacie "balem"
    coś balem nie jest.<

    Tak jest! Już sama nazwa 'bal' sugeruje, że to uroczysta impreza z tańcami, na którą przychodzi się z osobą towarzyszącą. Tu należałoby użyć nazwy mniej zobowiązującej i byłoby w porządku.

  • engine8 28.01.14, 23:28
    Czy tu naprawde chodzi o nazwe?
    Jest takie powiedzenie:

    "If it looks like a duck, quacks like a duck and walks like a duck, it's a duck"
    (Jesli wyglada jak kaczka, kwacze jak kaczka i chodzi jak kaczka to jest to kaczka)

    Kiedy "branzowcy " spotykaja sie na kilka godzin na piwo i pogadanie czy nawet kolacje to ma sens i jest w tym jakas logika. Ludzi potrzebuja w miare luznej atmosfery ale bez przesady.... Zeby miec dobre uklady w branzy nie potrzebuje tanczyc z nimi czy jeszcze dalej sie posunac..
    To nawet nie jest profesjonalne aby miec spotkania w takim stylu chyba ze ta "branza" jest jakas napawde specyficzna gdzie zalatwia sie sprway sluzbowe tak jak w b Hollywood czy jeszcze gorzej.

    Impreza w weekend czy wieczor. Impreza gdzie ludzie sie stroja i planowane sa tance a wiec "gala" ktora trwa caly wieczor czy noc.. O tym chyba mowa?
    Wtedy izolowanie (czy sugerowanie nawet ) partnera jest niedopuszczalne a kiedy sie tak dzieje to jest to jednoznaczne, celowe i wogole sie nie dziwie ze dziewczyna miala z tym problem.. wiekszosc powinna.
  • kora3 29.01.14, 10:04
    sweet_pink napisała:

    > Generalnie moim zdaniem całe nieporozumienie wynika z tego ze nazywacie "balem"
    > coś balem nie jest.


    nasza impra, to sobie nazywamy, jak chcemy ...Tego typu imprezy często są nazywane balem przebierańcówsmile

    >


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • claratrueba 29.01.14, 07:18
    Z doświadczenia z "bali koleżeńskich".
    Owa dziewczyna twojego kolegi wpisuje się w to, co obserwuję od pewnego czasu- jakichś 10 lat- "urodzinnienia" wszelkich zabaw.
    Jeszcze z czasów, kiedy w zabawach branżowych uczestniczyli moi rodzice całkowicie normalne było bawienie się w gronie kolegów z branży czy ludzi, których łączyła jakaś pasja bez połówek o ile ta połówka nie była z branży czy nie podzielała pasji.
    Była to jakaś odmiana dla typowych zabaw dla par typu wesele , bal "normalny" karnawałowy czy Sylwester. Okazja by porozmawiać o sprawach zw. z branż czy pasja bez konieczności zabawiania rozmową również mężów/żon.
    Przy czym wcale nierzadko zdarzało się, ze na rodzinne uroczystości typu wesele, imieniny seniora rodu szła tylko jedna osoba- wszak partnerów do tańca czy rozmowy nie brakowało wśród kuzynów.
    Od owych lat mniej więcej 10 obserwuję ( a raczej już nie obserwuję bo na kolejne imprezy, które poprzez urodzinnienie przestały być atrakcyjne przez swoją odmienność od normalnych już nie chodzę a dwie w ogóle przestały się odbywać- z braku chętnych) jak coraz więcej osób MŁODYCH przychodzi z partnerem życiowym. Bo sobie po prostu nie wyobraża, że można mieć "trochę swojego" w związku. To samo obserwuję w innych syt.- towarzyszenie mężowi/żonie w np. wyjazdach zw. z hobby jednej osoby. A nawet w szkoleniach wyjazdowych. Myślę, że w wielu przypadkach nie jest to chęć pilnowania a po prostu "poczucie obowiązku bycia we wszystkim razem" lub nieumiejętność zagospodarowania sobie czasu samemu ( słyszane często "on/ona sobie pojedzie/pójdzie a ja się będę nudzić") albo poczucie winy, ze robi się coś, czego ta druga osoba nie robi.
    Myślę, że jest to jedna z przyczyn rozwodów co trzeciego małżeństwa, rozpadu związków nieformalnych. Po prostu znudzenie, zmęczenie ciągłą obecnością we wszystkim tej drugiej osoby.
  • vilez 29.01.14, 08:24
    Clarotruebo,
    spotkanie klasowe czy inne wspomnieniowe to zupełnie inna rzecz, niż spotkanie, że tak to ujmę "teraźniejszowe". Wiadomo, że w przeszłości nie było naszych partnerów, i że to spotkanie dotyczy rzeczywistości bez partnerów. gdyby jednak miało to być spotkanie z tańcami, to formuła bez partnerów byłoby niegrzeczna.
    Generalnie dla mnie rozstrzygające jest to, czy jest to spotkanie imprezowo-tańcowe. I jest to bardzo stara zasada, a nie- nowa od ok.10 lat. Absolutnie nie nowa.

    Ps.Twoje rozważania okołorozwodowe wydają mi się w tym kontekście trochę jednak dziwne, szczerze powiem.
  • claratrueba 29.01.14, 09:19
    > spotkanie klasowe czy inne wspomnieniowe to zupełnie inna rzecz, niż spotkanie,
    > że tak to ujmę "teraźniejszowe"

    Jak najbardziej w teraźniejszości mój mąż nie jest moim kolegą zawodowym. Ani też koleżanką, coś innego mnie łączy z nim (a z nimi nie) coś innego łączy mnie z nimi (a nie z nim).
    Przy czym "kolega zawodowy" to nie jest "kolega z pracy" czyli ktoś z kim mam okazję spotykać się codziennie. U kory jest podobna syt. więc pewnie dlatego podobne zwyczaje niepisane imprezy.
    Ps.Twoje rozważania okołorozwodowe wydają mi się w tym kontekście trochę jedna
    > k dziwne, szczerze powiem.
    Może mam "dziwne" obserwacje. Ale spośród osób, które wyrażały swoje wielkie zdziwienie, że mój mąż coś robi beze mnie a ja bez niego, to trochę więcej niż ta 1/3 się rozwiodła dość szybko- raczej 1/3 się nie rozwiodła,.
  • vilez 29.01.14, 10:09
    Jeszcze raz wyrażę zdziwienie rozwodowe wink Przecież ludzie tyle pracują, że każda chwila razem cenna. Jeśli już, to wnioski miałabym odwrotne do Twoich (jeśli już, bo to uproszczenie).
  • kora3 29.01.14, 10:15
    vilez napisała:

    > Jeszcze raz wyrażę zdziwienie rozwodowe wink Przecież ludzie tyle pracują, że każ
    > da chwila razem cenna. Jeśli już, to wnioski miałabym odwrotne do Twoich (jeśli
    > już, bo to uproszczenie).


    Wiesz Vilez - ja nie odczuwałam tego, póki mój partner nie zaczął pracować w miescie odległym o 400 km przez caly roboczy tydzień. Wczesniej pracował jako i ja w godzinach najróżniejszych, często się nie widzieliśmy cały dzień i noc, ale był bliskosmile
    Teraz tak nie jest u rzeczywiście tak jest, że wspólne chwile są cenne. Ale bez jaj, żeby nie móc raz na ROK wyjść samemu


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vilez 29.01.14, 14:32
    Można wyjść, można...wiele można smile Jak komu pasuje. Ja tylko polemizuję z tezą, że blisko siebie to wektor- rozwód.
    No i podtrzymuję, że formuła: impreza tak, ale bez partnera, jest chybiona. Można nie przyjść z partnerem, ale takie oczekiwanie (że ktoś przyjdzie bez partnera) jest moim zdaniem nie na miejscu.
  • kora3 29.01.14, 14:43
    vilez napisała:
    > No i podtrzymuję, że formuła: impreza tak, ale bez partnera, jest chybiona. Moż
    > na nie przyjść z partnerem, ale takie oczekiwanie (że ktoś przyjdzie bez partne
    > ra) jest moim zdaniem nie na miejscu.


    Vilez, a wpadłaś na to, że formuła tej imprezy jest zwyczajnie oparta na ...oczekiwaniach uczestników. Kolezanka, która zajmuje się organizacja 15 lat temu wpadła na pomysł, żeby taki bal zorganizować, dla ludzi z branży, którzy częstokroć znają się tylko telefonicznie, widują rzadko itd. Padł pomysł, żeby to był bal przebierańców, zaakceptowano. Zaczeły się zapisy i wszyscy zapisali się solowo. W następnym roku tak samo, w następnym - znów. Trudni być az tak przewidującym, żeby te 15 , czy 10 lat temu zacząć się zastanawiać: słuchajcie, a może my pozapraszajmy os. tow. bo może kiedyś, jaki\ś nowy w branzy chłopak będzie miał kłopot z dziewczyną i balem ...No przecież to absurdsmile

    Nikt dotychczas nie pytał o możliwość przyjścia z os. tow. wiec dla wszystkich jasne było, ze bez os. tow. Teraz jakaś panna zapytała to co miała kolezanka powiedzieć ?



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vilez 29.01.14, 16:27
    Wpadłam. Ale ja bym nie poszła bez męża, jako i mąż beze mnie. I to uważam za godne z "regułami". Ale oczywiście, niech ludzie robią, co chcą, nie moja broszka.
  • vilez 29.01.14, 16:31
    Ps. dościślę: nie poszłabym, gdyby byłą taka formuła imprezy. Bo, oczywiście, gdyby zaistniały okoliczności, że któreś nie może iść (wyjazd, choroba itp), to inna sprawa.
  • kora3 29.01.14, 16:47
    vilez napisała:

    > Wpadłam. Ale ja bym nie poszła bez męża, jako i mąż beze mnie. I to uważam za g
    > odne z "regułami". Ale oczywiście, niech ludzie robią, co chcą, nie moja broszk
    > a.


    Tylko, ze jak wspomniałam - w przypadku tej imprezy nikt by Ciebie, czy Twego meza nie zmuszał do pójścia solo.
    Natomiast co ro reguł - to sa jak rozumiem reguły w Waszym związku? O ile tak, to macie prawo ustalić sobie każdą regułę, na swoje potrzeby. U wara innym od tego, wasza reguła, wasza sprawa!

    Mam takiego znajomego, który na wszelkie imprezy, także sparowane, chodzi solowo. Znam też zone tego pana i wiem, ze tak się właśnie umówili. Pani cierpi na dość uciążliwą dolegliwość, której esponowac nie chce. Maż mógłby nie iśc bez niej, ale ona chce, żeby poszedł.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vilez 30.01.14, 08:14
    > U wara innym od tego, wasza reguła, wasza sprawa!

    Spokojnie Koro, nikt nikogo nie ma zamiaru zmuszać do czegokolwiek, (jakiś agresor Ci się włączył...).
    Rozmawiamy tutaj o sv, czyli o regułowym wymiarze sprawy. To, czy jakaś para skorzysta z tych reguł, czy nie, i co lubi- to poza protokołem jest.

    A reguły mówią, że na imprezę typu: towarzyska z tańcami, nie zaprasza się ludzi sparowanych bez partnera.
    A że się zdarza, iż jakaś grupa ludzi umówi się na coś niezgodnego z regułami sv- cóż, wolno im, prawo tego jak wiadomo nie zabrania wink Nie za elegancko jest natomiast proponować takiego "czegoś" osobom spoza tej umowy i będących w parze. To znaczy- też to nie jest zabronione: złożenie takiej propozycji, tak jak nie jest zabronione dłubanie w nosie, ale lepiej jednak w towarzystwie nie robić...
    To tyle w kwestii reguł sv i tego,. co jest zabronione czy nie jest zabronione.

    Co zaś do reguł przyjętych przez daną parę i tego, co lubimy, a co nie- to owszem, my z mężem nie lubimy bawić się bez siebie. I poza poważnym powodem (nieodwoływalny wyjazd, choroba itp), taka sytuacja nie wchodziłaby sądzę w grę.
    Ale to, że my tak lubimy, nie oznacza, że wszyscy tak muszą. Nie mohja broszka, co inni lubią.

    I trzecia, ważna -chyba zresztą najważniejsza-sprawa- nie zachodzi symetria między pójściem w parze, a pójściem solo w stosunku do tych reguł sv. Bo o ile pójście solo na imprezę typu bal czy wesele kogoś sparowanego jest normalne (różne s·ą okoliczności i wybory i nikomu nich do nich), o tyle reguła, że na bal czy wesele zaprasza się solo osobę sparowaną jest przekroczeniem reguł.
    Ergo: można przyjść solo na imprezę, na którą zaprasza się osoby sparowane z partnerem, ale nie można zapraszać na takie imprezy osób sparowanych bez ich partnerów. Czy te osoby przyjdą z partnerami czy bez nich, to już sprawa tych osób i to jest poza rozważaniami.
  • speedboat8 29.01.14, 09:42
    Mysle ze diagnoza twoja co do rozwodow jest mylna .ZA rozpad zwizaku odpowiada przede wszystkim zwiekrzone tempo zycia i traktowqanie partnera jak "rzeczy" na zasadzie" uzyj i wyrzuc ".Sa to cechy charakterystyczne dla konsumpcjonalnego podejscia do zycia tak zwiazane ze wspolczesnym kapitalizmem.Wlasnie brak partnera w domu .lub w zyciowo trudnych sytuacjach jest powodem zdrad.W USA robiono badania w branzy budowlanej gdzie robotnicy czesto zmieniali miejsce zatrudnienia i wyszlo ze prawie 75 % malzenstw nie dotrwala do 3 lat i rozchodzili sie .Dowodzi to ze aby zwiazek przetrwal musi byc kontakt z partnerem a nie nie wiez oparta wylacznie na seksie.
    Moim zdanie tzw branzowe bale sa idiotyzmem zwiazanym z moda na korporacyjny styl pracy ktora przyszla wraz z nowoczesnym kapitalizmem
  • kora3 29.01.14, 09:51
    Wiesz, ja miałam kilka razy okazję bywac na imprezach związanych z hobby mego partnera. Z tym, ze nie tak z gruszki ni z pietruszki.
    Zwyczajnie, jak się zaczęliśmy spotykać, to chciał, zebym zobaczyla, co go "kreci". Mnie też to kreci, ale nie w takim stopniu i tez mogę być ze tak powiem tylko biernym uczestnikiemsmile
    Podczas tych spotkań z racji uprawiania hobby, poznałam wielu jego znajomych, polubiliśmy się i naprawdę z ochotą chodze na imprezy typu piknik.
    Natomiast zupełnie nie pojmuję po jakie licho siedzą sobie żony/partnerki niektórych panów z tego kręgu w tym miejscu, podczas gdy ich "połówki" uprawiają swe hobby, w czym one same, najczęściej tłumaczac to strachem nijakiego udziału nie biorą.
    Nie, ze mi to przeszkadza, ale to dla mnie byłaby strata czasu ...
    Tak jak mówie - ja takiego "przyspawania" nie pojmuję, ale akceptuje u innych, tylko niech mi nikt nie wmawia, ze "nieprzyspawani" są dziwni smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • claratrueba 29.01.14, 10:47
    Tak jak mówie - ja takiego "przyspawania" nie pojmuję, ale akceptuje u innych,

    Ja nie zawsze akceptuję. Jeśli potrzeba towarzyszenia mężowi/żonie psuje innym (o ile ja jestem też tym innym, bo jak nie moja zabawa to nie moja sprawa) zabawę, to nie akceptuję.

    tylko niech mi nikt nie wmawia, ze "nieprzyspawani" są dziwni

    To często występująca łatwość nazywania "dziwnym" czegoś, co nie pokrywa się ze stylem życia wypowiadającej sie osoby (nierzadko też "dziwactwo" lub "dziwaczność").
    A wyobrażenia o tym jak małżeństwo/związek "powinno wyglądać" dobrze ilustruje w sumie bardzo śmieszny, autentyczny przykład moich młodych znajomych (które teraz jest b. fajnym związkiem "com ja, nie chwaląc się uczynił" w pewnym stopniu). Ona- pasjonatka muzyki, gra też amatorsko; on- słuch muzyczny "absolutny"- tzn. odróżnia tylko grają i kiedy nie grają, za to miłujący kulturystykę, dla niej siłownia to nuda (rozumiem). Rozmowa z owa panią o koncertach w mieście, w tym takich nieformalnych spotkaniach organizowanych przez byłą nauczycielkę ze szkoły muz.- ona stwierdza z wyraźnym smutkiem "wiesz, ja bym pochodziła ale Tomek by musiał sam w domu siedzieć". Mija czas jakiś, moja rozmowa z owym mężem: pytam go o jakąś fajna książkę do ćwiczeń dla mojego męża. I słyszę (wyraźny smutek też) :"Wiesz, nie wiem, Ja już nie chodzę bo Ania musiałby sama w domu siedzieć".I tym razem to mi się zrobiło bardzo, bardzo smutno. Fajni ludzie, młodzi, bardzo inteligentni i zrobili sobie ze wspólnego życia wspólne samoograniczanie sie skutkujące często wspólnym wynudzaniem sie przed telewizorem, a jak nie ma nic ciekawego to czepianie się wzajemne o jakieś pierdoły. Co zawsze wynika z nudy i poczucia, że czegoś brakuje.
    Nie wytrzymałam i zaaranżowałam spotkanie z obojgiem gdzie powtórzyłam obydwa teksty. Wyraz twarzy obojga- bezcenny. Podobnie jak towarzystwo Ani na koncertach dla mnie, a towarzystwo Tomka na siłce dla mojego męża.
    I nagle okazało się, że jak dogadali się w kwestii podtrzymywania swoich pasji, to i podział opieki nad małym dzieckiem też się udał. I jakoś bez szkody dla pasji. A to się nieczęsto udaje.
    I na koniec puenta:
    Dlaczego Tomkowi zawróciła w głowie Ania? Bo jak zobaczył z jaka pasją i uniesieniem gra (choc nie mógł ocenić na ile dobrze) to głowę stracił.
    Dlaczego Ania wybrała Tomka? Bo cyt. "bicepsy spać nie dały" (to przyjemny rodzaj bezsenności wink )
    Po czym każde z nich, z własnej, nieprzymuszonej woli postanowiło sobie wyciąć to "coś" od czego temu drugiemu serce szybciej zabiło.
  • kora3 29.01.14, 11:39
    claratrueba napisała:

    > Ja nie zawsze akceptuję. Jeśli potrzeba towarzyszenia mężowi/żonie psuje innym
    > (o ile ja jestem też tym innym, bo jak nie moja zabawa to nie moja sprawa) zaba
    > wę, to nie akceptuję.


    Hmmm no wiesz, jakby kolezanka na zwyczajowo babski wieczór przyprowadziła meza/partnera, to pewnie, ze bym nie wygnała ale ....no czułabym się niekomfortowo
    >
    > To często występująca łatwość nazywania "dziwnym" czegoś, co nie pokrywa się ze
    > stylem życia wypowiadającej sie osoby (nierzadko też "dziwactwo" lub "dziwaczn
    > ość").


    Ano smile


    > Po czym każde z nich, z własnej, nieprzymuszonej woli postanowiło sobie wyciąć
    > to "coś" od czego temu drugiemu serce szybciej zabiło.


    smile no widzisz. Ja w tej historii nie rozumiem jednego - dlaczego osoba, która gdzieś się nie wybiera z partnerem/rką ma z zasady "w domu siedzieć" ? Przeciez można się wybrać gdzieś - zając swoim hobby, spotkać ze znajomymi.
    Ja mam taki zwyczaj, że co 2 tygodnie chodzę z w miarę stałą ekipa na karaokesmile Mój partner takich imprez nie lubi i do głowy nie przyszłoby mnie go ciągnąć, a jemu okazywać niezadowolenie, ze ja sobie idę. Z reguły w tym czasie jest w domu, jeśli tak właśnie chce, albo spotyka się ze swoimi znajomymi.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • znana.jako.ggigus 29.01.14, 12:04
    zaufanie jest dobre, ale kontrola lepsza.
    Przecież podczas takich spotkać zajęty miś może spotkać kobietę życia i jedna egzystancja zostanie mocno utrudnionasmile)
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • sweet_pink 29.01.14, 10:14
    Clara jak dla mnie to Twój wpis jest jak z kosmosu. O ile moi rodzice (i ich pokolenie ogólnie) zawsze (czy to na imprezy branżowe czy spotkania klasowe) byli zapraszani i chodzili razem. O tyle ja firmowej/branżowej imprezy gdzie byłby zapraszane pary nie widziałam na oczy. Na hobbystycznych zjazdach nie widuję innych par jak te które uprawiają hobby razem. Przy czym moi rodzice są 40 lat razem, a mi się związki rozchodziły w szwach.
    Myślę, że rozpady związków jednak nie zbyt wiele mają z "urodzinnianiem" imprez, a raczej z tym że ogólnie czasy się zmieniły.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • kora3 29.01.14, 11:56
    na temat korelacji, jaka opisała Clara.
    Po prostu nie wiem ...
    Pracując już ponad 15 lat w różnych miejscach bywałam na najróżniejszych imprezach typowo integracyjnych, czyli organizowanych przez pracodawcę u bywało roznie. Bywały imprezy taneczne sparowane, albo nie, ogniska, sparowane albo nie, wyjazdy - też sparowane, albo nie.

    Jeśli chodzi o spotkania związane z hobby, to tez róznie. Np. w klubie gdzie najczęściej uprawia hobby swe mój partner jest impreza nie tyle rodzinna (dzieci się nie przewiduje), ale piknik połączony z grillem, tańcami i na to ludzie chodza jeśli chcą z parą.
    Natomiast kompletnie nie pojmuję po jakie licho kobitki, które kompletnie się na tym hobby nie znają jadą ze swoimi facetami na miejsce pokazów, gdzie ci goście dobrze się bawią, a one marudzą, ze im nudno. Mnie nie było nudno, bo interesuję się też tym hobby (w stopniu znacznie mniejszym niż mój partner, ale owszem), ale zaproponowałam, ze jak nudno,. to może wyskoczymy gdzieś potańczyć w babskim gronie. Nie, nie - trzeba chłopów "pilnować". jaki to sens?
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • speedboat8 29.01.14, 10:43
    Mam wrazenie ze chodzi ci glownie w tym poscie o tzw "margines wolnosci " w zwiazkusmile
    Tego dotykamy.
    Mysle ze jest to delikatna sprawa i powinna byc przez partnerow solidnie przedyskutowana + dawka duzej dozy zaufania z obu stron.
    Jasne ze moze byc w zwiazku nudno po ilus latach, a nam potrzeba przewietrzenia sie smile ,zas bal branzowy jest niewinna z pozoru okazja do dotkniecia choc ramienia ,powachania innego faceta i zobaczenia jak reaguje na nasza kobiecosc smile.
    Taniec w parach zostal wymyslony wlasnie po to by dac okazje do takich rzeczy .aby byl dotyk,fizyczny kontakt z partnerem.Bal zas jest niewinna okazja do tego.
    Niektore kobiety, moze i facetow to kreci bo czuja sie po ilus latach w zwiazku jak w gorsecie smile i nareszcie taki bal daje im okazje do zaczerpniecia "innego powietrza" pod pozorem "integrowania sie "
  • kora3 29.01.14, 11:42
    Osoby o jakich mowa w tym watku, wykonują taką pracę, że naprawdę trudno w niej być "w gorsecie", także technicznie. Praca ta wymaga b. wielu spotkań z ludźmi, także np. na galach, imprezach itd. , gdzie bywa się zawodowo, zatem zazwyczaj bez partnera/rki.
    My naprawdę nie mamy potrzeby kombinowania sobie balu, by się z domu wyrwać i potańczyć z kimś innym poza własnym facetem/babką smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • speedboat8 29.01.14, 12:46
    Tym bardziej forma balu jest dla mnie dziwna i jakos malo przekonywujaca i podkreslam ze ciezko by mi bylo podrygiwac i rozmawiac na tematy techniczne z partnerka smile.
    Moge to robic przy drinku,przechadzajac sie ale nie w czasie tanca smile.To jakies kuriozum !
  • znana.jako.ggigus 29.01.14, 12:53
    drygasz w tancu i rzucasz umiechy tudzież zdawkowe uwagi, a uwagi techniczne wymieniasz przy okazji sałatki jarzynowej.
    Poza tym to co dla Ciebie niewyobrażalne- uwagi techniczne w tańcu - dla innych to bułka z masłem.
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • speedboat8 29.01.14, 13:36
    Nie jestem konserwatywny ,sam lubien tanczyc i dlatego uwazam ze taniec to przyjemnosc i dopiero wspolny ruch i figury te przyjemnosc daja.Rozmawianie w trakcie ewolucji tanecznych o wymiarach imaka w tokarce jest moim zdaniem kuriozalne i smieszne .Pewnie ze mozna nawet bzykajac sie rozmawiac o w/w imaku.Wszystko mozna jesli jest wola obu partnerow do takiej a nie innej formy.smile tylko czy nie lepiej skoncentrowac sie na jednej rzeczy np tanczeniu albo rozmowach technicznych
    Formula balu "z partnerem, ale lepiej nie" jest tez kuriozalna bo lepiej brzmi i jasno :" z partnerem! " albo" Bez partnera!".Wtedy jest jasnosc az do bolu i kazdy podejmuje decyzje na wlasna reke.
    Mysle tez ze z punku widzenia SV jest nie do zaakceptowania.Przede wszystkim z uwagi na malo precyzyjne warunki udzialu w balu.
  • znana.jako.ggigus 29.01.14, 13:42
    jest kuriozalne, dla innych jest normalne. Zresztą można w lekkim tonie toczyć rozmowy na tematy zawodowe. Trzeba umieć, to fakt i nie każdy - jak wida - potrafi. Ja np. nie potrafię liczyć procentów i zawsze podziwiam ludzi, którzy tę cenną umiejętnoć mają.
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • kora3 29.01.14, 13:54
    speedboat8 napisał(a):

    .Rozmawianie w tr
    > akcie ewolucji tanecznych o wymiarach imaka w tokarce jest moim zdaniem kurio
    > zalne i smieszne


    przepraszam, ale skąd zaczerpnąłeś ten akurat temat smile ? Bo podanie go wydaje mi się smieszne i kuriozalne, także w kontekście branzy smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 29.01.14, 13:51
    speedboat8 napisał(a):

    > Tym bardziej forma balu jest dla mnie dziwna i jakos malo przekonywujaca i pod
    > kreslam ze ciezko by mi bylo podrygiwac i rozmawiac na tematy techniczne z part
    > nerka smile.



    Po pierwsze - nie musiałbyś na bal iść, bo nikt nie musi. Po drugie - nikt ci tematu nie narzica, ani tego, ze musisz rozmawiać w tańcu.

    > Moge to robic przy drinku,przechadzajac sie ale nie w czasie tanca smile.To jakie
    > s kuriozum !


    eeee sam jesteś kuriozum ... Ja jestem naprawdę imprezowe zwierze tanecznesmile, ale nie zdarzyło mi się zadnej imprezy wyłącznie przetańczyć do nikogo geby nie otworzywszy - serio. smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • znana.jako.ggigus 29.01.14, 11:35
    i pouczania dorosłych ludzi, jak mają organizować bale. Czy bal przebierańców może być jednocześnie branżowy i zamknięty dla ludzi spoza branży czy nie? Nie, nie, nie może grozicie paluszkami.
    To sprawa tych ludzi, jak się bawią i z kim i w jakim gronie, a jakim stroju i przy jakim alkoholu i przy jakiej muzyce.
    Inne branże i inne środowiska robią takie bale z udziałem partnerów, no i??
    Nie rozumiem faktu, że czyjaś narzezcona wydzwania do organizatora i wypytuje, czy to aby prawda. Związek kontrolowany...? To się z reguły źle kończy.
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • droch 29.01.14, 11:46
    Zostało poddane analizie, czy z punktu widzenia sv jest przyjęte organizowanie imprez w konwecji "niby możesz przyjść z partnerem lub partnerką", ale "lepiej tego nie rób".
    Przecież to chyba jest grupa... dyskusyjna?
  • znana.jako.ggigus 29.01.14, 11:55
    ale takie są zasady balu. A padło zupełnie inne pytanie - mianowicie czy ta koleżanka powinna była wydzwaniać do organizatorów i doptywać się o zasady obeności partnera czy nie.
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • droch 29.01.14, 12:00
    Cechą otwartej dyskusji jest to, że omówieniu mogą podlegać wszystkie aspekty związane z przedstawionym dylematem, a nie tylko wybrane przez autora wątku.
    Dlatego nie rozumiem Twojego zdziwienia.
  • znana.jako.ggigus 29.01.14, 12:02
    nie są przedmiotem dyskusji. kora3 ich nie zmieni po tej dyskusji. Taka jest sytuacja wyjściowa i nie widzę snesu pouczania innych ludzi, jak mają organizować spotkania branżowe, z kim się bawić i czy można się przebierać bez partnera czy też nie.
    Można oczywiście innych pouczać, jak się to powinno robić, ale to forum sv, a nie forum pouczacza.
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • droch 29.01.14, 12:15
    Cały dowcip polega na tym, że jakby zastanowić się, ten bal *nie ma zasad* dotyczących uczestnictwa partnerów. Jest natomiast wywierana dziwaczna, nieoficjalna presja na uczestników, co może być szczególnie niekomfortowe dla "nowych" w branży.

    > kora3 ich nie zmieni po tej dyskusji

    Nie można zmienić tego, czego nie ma.
  • znana.jako.ggigus 29.01.14, 12:22
    w opsiywanej sytuacji dzwoniła do organizatora dziewczyna jednego z uczesntików, a nie on sam. Wg mnie to jest niedpouszczalna ingerencja w czyjeś życie. Nie wiem, jakbym się ja czuła w tej sytuacji. Zapewne źle.
    Może i mam świra na punkcie kontroli i wolności osobistej, może dlatego że potrzebuję dużo wolności, ale nie rozumiem, że dorośli ludze nie dopusczają myśli, że bliska im dorosła osoba chce spędzić wieczór w towarzystwie innych, dorosłych ludzi z branży. Te przypuszczenia o tańcu, flircie, w ogóle założenie że taki wieczór to wstęp do orgii branżowej. To kolejna projekcja.
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • droch 29.01.14, 12:27
    Naprawdę nie widzisz presji w sformułowaniu "możesz oczywiście to zrobić, ale, wiesz-rozumiesz, lepiej tego nie rób"? No nie wierzę...

    > Te przypuszczenia o tańcu, flircie, w ogóle założenie że taki
    > wieczór to wstęp do orgii branżowej. To kolejna projekcja.

    Ale to są już tylko spekulacje uczestników dyskusji.
    Nota bene, jak według Ciebie wygląda wstęp do tego, co nazwałaś "orgią branżową"? A może uważasz, że takie w ogóle nie mają miejsca?
  • znana.jako.ggigus 29.01.14, 12:33
    jeśli mój partner by powiedział, że jest taka sytuacja, to bym to zaakceptowała. Być może - gdbybym była przyzwyczajona że my z Gienkiem zawsze razem - to bym się wypłakała przyjaciółce, ale nie dzwoniłabym do organizatorów. Nie było by tej opcji, że możesz zadzwonić, ale lepiej tego nie rób.
    To być może wynika ze wzorców wyniesionych z domu, moi rodzice - każde z nich prowadziło własne życie, moja mama np. miała grono koleżanek bardzo szerokie i nie miała specjalnie czasu na kontrolę życia męża.

    Nie wiem, czy orgie branżowe mają miejsce. Zapewne tak, ale nie o tym pisała kora3.
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • kora3 29.01.14, 14:15
    droch napisał:

    > Naprawdę nie widzisz presji w sformułowaniu "możesz oczywiście to zrobić, ale,
    > wiesz-rozumiesz, lepiej tego nie rób"? No nie wierzę...


    Mlody w branzy dostał maila informacyjnego - JAK wszyscy smile
    Zapytał o ten bal starego w branzy, swego przełożonego ( w tej pracy przełożony to zwykle koles, z którym jesteś na ty u możesz się posprzeczaćsmile) o ten bal. Tenże mu powiedział, ze o tym przebraniu to jest bez sciemy, ze maska i garniak, bo nie wpuszczą, trzeba mieć konkretne przebranie. Młody zapytał, czy jego dziewczyna też musi mieć, czy tylko osoby z branzy. Dostał odpowiedź, ze każdy musi być przebrany, a zwyczajowo na ten bal chodzi się bez os. tow.

    Teraz rozważmy, czy zapytany powinien powiedzieć, że przebranie ma być bez sciemy i taki jest zwyczaj dot. os. tow. ?

    Mogł tego wcale nie mówic, ale nie mówiąc naraziłby chłopaka na wpadkę. Bo mógłby sobie kupić w CH maseczke i wykupić miejsce dziewczynie, po czym oboje pocałowaliby klamkę. albo nie, ale chyba chłopak by się zorientował, ze jako jędrny jest z os. tow. u na pewni nie czulby się zręcznie, nie uważasz?

    Kolezanka zapytana przez jego kobietę, czy prawda jest iż zwyczajowo nie przychodzi się tam z os. tow. potwierdziła, ze owszem. Miała pokłamac, ze nie?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 29.01.14, 14:07
    droch napisał:

    > Cały dowcip polega na tym, że jakby zastanowić się, ten bal *nie ma zasad* doty
    > czących uczestnictwa partnerów. Jest natomiast wywierana dziwaczna, nieoficjaln
    > a presja na uczestników, co może być szczególnie niekomfortowe dla "nowych" w b
    > ranży.

    >
    Powiedz mi jaka to presja?

    Kol. 1 - Organizujemy bal, masz ochotę?
    Kol. 2 - No czemu nie? A gdzie kiedy, za ile?
    Kol.1 - Tu i tu, wtedy a wtedy, po tyle a tyle.
    Kol2. - Brzmi nieźle, może bym się wybrał
    Kol1 - Tylko wiesz, jest warunek: trzeba mieć przebranie, bo to bal przebierańców...
    Kol.2 - A to ja podziękuję, nie bawi mnie takie coś ...

    Gdzie tu widzisz jakąś presję? Teraz wstaw sobie w to miejsce, gdzie jest napisane, ze trzeba mieć przebranie, ze na bal zwyczajowo chodzi się bez "połówki"smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 29.01.14, 12:05
    watku nie mam nic przeciw dyskusji.
    Jednakowoż dziwię się podobnie, jak przedmówczyni takiemu swietemu oburzeniu. A dziwię się nie dlatego, iż nie pojmuję, ze są ludzie, którzy nigdzie nie pójda bez swego partneta/rki, bo wiem, ze są. Co więcej, ja im "przyznaje" pełne prawo do takiego postępowania. Nie pojmuje tylko, dlaczego tak zawzięcie krytykują postawę innych, szukając jakiś drugich den, jak to na tym balu ludzie będą załatwiać sobie interesy i pozycje w pracy przez seks - taka sugestia tu padła smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • droch 29.01.14, 12:08
    O ile ja dobrze czytam ten wątek, krytykowana jest formuła balu jako niezgodna z sv.
  • znana.jako.ggigus 29.01.14, 12:16
    krytykę podważam, bo jest ona bez sensu.Kora3 nie zmieni zasad, bo parę osób na forum tę zasadę skrytykowało.
    Padło inne pytanie.
    To jakbyś zapytał, czy masz zdjąć buty u kolegi, a dostałbyś wpisy, że nie musisz do kolegi. Możecie spotkać się w pubie przecież.
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • droch 29.01.14, 12:22
    > To jakbyś zapytał, czy masz zdjąć buty u kolegi, a dostałbyś wpisy, że nie musisz
    > do kolegi. Możecie spotkać się w pubie przecież.

    Bardzo rozsądna, życiowa rada i jak najbardziej odpowiadająca tematowi - jeśli zasady panujące w domu kolegi mi nie odpowiadają (nie wnikam, czy to mądre czy głupie zasady, zgodne z sv czy nie), to najlepiej umówić się gdzie indziej.
    Dotyczy to nie tylko zdejmowania obuwia, ale również zwierząt domowych, wystroju itp.
  • znana.jako.ggigus 29.01.14, 12:24
    pomijam fakt że przyjmując zaproszenie, nie wiesz, co cię oczekuje: rotweiler czy kapcie. pytasz po fakcie isłyszysz: a trzeba było. tutaj też slyszysz: a przecież trzeba inaczej
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • kora3 29.01.14, 14:28
    smile wiec rada Drocha całkiem dobra byłaby smile Transponując ja na te sytuację: jeśli Ci nie odpowiada formuła balu (czas, miejsce, menu, przebranie, brak os. tow.) to NIE IDZIESZ "
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 29.01.14, 14:23
    jeśli zasady balu komus z dowolnej przyczyny nie odpowiadają NIE IDZIE i nie komentuje, ze głupie, nie? smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 29.01.14, 12:18
    droch napisał:

    > O ile ja dobrze czytam ten wątek, krytykowana jest formuła balu jako niezgodna
    > z sv.


    nie tylko z tego punktu widzenia, ale także jako sprzyjająca zdradom smile



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • znana.jako.ggigus 29.01.14, 12:25
    jak ględzenie o wadze, czy jak słusznie napisała claratrueba o drogich meblach.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • kora3 29.01.14, 11:46
    tego swietego oburzenia nie rozumiem.
    Rozumiałabym je doskonale, gdyby bal był organizowany jakoś "odgórnie", a uczestnictwo przymusowe, czyli jakaś taka sytuacja o której pisał, mysląc, że tej sprawy dotyczy Engine.
    Wówczas owszem - uważałabym za nie fair, ze ludzi zmusza się do zabawy, na którą może nie mają ochoty, w czasie prywatnym oraz jeszcze dyktuje, ze mają się przebierać u przyjść bez osób tow.

    Ti jednak sytuacja jest inna - to jest prywatna impreza, której formuła wypracowana przez 15 lat odpowiada tym, którzy biorą w niej udział. Kto nie chce, brac nie musi, ale nie powinien oczekiwać, ze większość dlań zmieni swe gusta, czy przyzwyczajenia.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • claratrueba 29.01.14, 12:16
    kora3 napisała:

    > tego swietego oburzenia nie rozumiem.

    Naprawdę koro, czy się droczysz? Po tylu wpisach "bo ja.." bo "moi rodzice.." nadal nie rozumiesz?
    W bardzo dużym stopniu powielamy modele rodzinne, towarzyskie, które znamy. W słabym absorbujemy inne- bo ich brak. Moja duża potrzeba niezależności test dziedziczna- jestem kolejnym pokoleniem takich kobiet w rodzinie. Bliższej i dalszej. Bogu dzięki, tak jest i w małżeństwie rodziców mojego męża. Panowie, którzy mieli inne pojęcie o związku zostali odrzuceni na zasadzie "psychicznej autotomii"- jak odrzucenia kończyny, która więzi (wilk odgryza łapę w potrzasku).
    Osoby, które mają mniejszą potrzebę niezależności tego nie zrozumieją.Będą się czuły samotne i opuszczone czy to o wyprawę na ryby chodzi, czy o pracę, czy o imprezę.
    Żadna z tych postaw nie jest "zła" jesli dotyczy OBYDWU osób w związku. problem jest w tym, kiedy jest obca jednej ze stron. Albo obca jest obu tylko ze względu na kierowanie się jakimś "wzorcem" zmuszają się do postępowania wbrew sobie- jak owa Ania i Tomek. "Bo moi rodzice nigdzie nie bywali osobno"- to jest odpowiedź na twoje pytanie dlaczego sobie to robili.

  • kora3 29.01.14, 12:24
    claratrueba napisała:
    >
    > Naprawdę koro, czy się droczysz? Po tylu wpisach "bo ja.." bo "moi rodzice.." n
    > adal nie rozumiesz?


    nadal smile

    > W bardzo dużym stopniu powielamy modele rodzinne, towarzyskie, które znamy. W s
    > łabym absorbujemy inne- bo ich brak.


    Ale ja to pojmuje, nie pojmuje dlaczego ktoś reprezentujący dany model, uważa go za obligatoryjny dla innychsmile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • claratrueba 29.01.14, 12:43
    > Ale ja to pojmuje, nie pojmuje dlaczego ktoś reprezentujący dany model, uważa g
    > o za obligatoryjny dla innychsmile

    Bo nie cenimy indywidualizmu - typowe dla społeczeństw postwiejskich (gdzie i domu musiały być takie same i stroje danego regionu i melodie na jedną nutę). Typowe dla społeczeństw, gdzie przez pokolenia niewiele się zmieniało, a inne wzorce nie docierały przez literaturę, czy później media.
    Zwróć uwagę, że podczas gdy literatura tzw. zachodnia XIX i XX wieku jest "obrazoburcza": kwestionuje normy moralne, obyczajowe, nasza je konserwuje. Dopiero teraz nieśmiało, pojawiają się u nas prądy krytyczne wobec "jedynego słusznego sposobu na życie" i jak są zwalczane (to samo było i na Zachodzie ale 100-150 lat temu).
  • droch 29.01.14, 12:58
    > gdzie i domu musiały być takie same [...]

    To się nazywa "ochrona ładu architektonicznego" i jest normą na Zachodzie Europy, w przeciwieństwie do Polski.
    Ten przykład raczej nie był najlepszy. A z logiki wynika, że z fałszywych przesłanek można wyciągnąć dowolne wnioski.
  • znana.jako.ggigus 29.01.14, 13:03
    nie dom - kamienicę - w sensie budynku, ale dom w znaczeniu domu rodzinnego. Więc o ochronie ładu architektoniczengo nie może byń moy. Zresztą ład nie zakłada, że wszystkie domy mają być takie same, a tylko to że mają so siebie pasować - wicę nie np. sesecja i gargamel obok siebie.
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • claratrueba 29.01.14, 13:32
    Jak najbardziej chodziło mi o np. chałupę w stylu łowickim.
    Tylko, że "ład architektoniczny" czyli nadzór, normy, plany zagospodarowania to w odciętych od świata wioskach nie istniały. Podobieństwo bliskie identyczności wynikało jedynie z konformizmu mieszkańców lub/i obawą przed bycia "innym".
    Styl życia też.
  • znana.jako.ggigus 29.01.14, 13:34
    usuwania nadpilnych postów, kiedy swędzą rączki niezgodnie z SV.
    Pisałam o tym do moderacji, ale tej opcji usuwania własnych postów nie będzie.
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • kora3 29.01.14, 15:51
    tak w związku z ta dyskusja przypomniała mi się jedna sprawa. Mianowicie w zeszłej kadencji samorządowej w RM pewnego miasta zasiadał pewien radny. Dotychczas nieznany, pierwszą kadencje był. Na każdą sesję RM przychodziła z nim zona. Wiadomo było to stąd, ze pan sam dokonywał prezentacji.
    W zasadzie na sesje RM może przyjść w charakterze publiczności/gościa każdy., wiec zadnych przeszkód formalnych, by ta pani siedziała na sali obrad nie było.
    Pomimo to, nie wiedzieć dlaczegosmile ta sytuacja wzbudzała wesołośc innych radnych, a także osób spoza RM. smile
    Ciekawe dlaczego ....smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 29.01.14, 15:58
    Może dlatego, że radny był wtedy nie na balu, tylko w pracy i wypełniał swoje służbowe obowiązkismile
  • kora3 29.01.14, 16:05
    majaa napisała:

    > Może dlatego, że radny był wtedy nie na balu, tylko w pracy i wypełniał swoje s
    > łużbowe obowiązkismile


    Radny na sesji nie jest W PRACY Maju i wypełnia obowiązku związane z mandatem, a nie służbowe. To tak - OT. smile

    Natomiast do sedna: no radny wypełniał obowiązku związane z mandatem, ale przecież małżonka mu nie przeszkadzała w tym. Siedziała w miejscu przeznaczonym dla gości, a goscic na sesji może każdy, wiec wszystko było jak najbardziej ok.
    Może ta pani lubi patrzeć, jak jej maż wypełnia obowiązku związane z mandatem radnego? Może nie lubi się z nim wzrokowo smile rozstawać?
    Póki nie przeszkadza i nie zakłoca obrad - wszystko jest ok.
    Uprzedzając: prezentacja miała miejsce w przerwie obrad.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 29.01.14, 16:26
    kora3 napisała:

    > Radny na sesji nie jest W PRACY Maju i wypełnia obowiązku związane z mandatem,
    > a nie służbowe. To tak - OT. smile


    smile Ojej, no ja wiem, że literalnie jest, jak mówisz, ale to taka praca społeczna jest przecież, której się podejmuje, czyli ma w związku z tym jakieś obowiązki, i o to chodzismile

    > Natomiast do sedna: no radny wypełniał obowiązku związane z mandatem, ale przec
    > ież małżonka mu nie przeszkadzała w tym. Siedziała w miejscu przeznaczonym dla
    > gości, a goscic na sesji może każdy, wiec wszystko było jak najbardziej ok.
    > Może ta pani lubi patrzeć, jak jej maż wypełnia obowiązku związane z mandatem r
    > adnego? Może nie lubi się z nim wzrokowo smile rozstawać?
    > Póki nie przeszkadza i nie zakłoca obrad - wszystko jest ok.
    > Uprzedzając: prezentacja miała miejsce w przerwie obrad.
    >

    Na ogół raczej rzadko bywa, żeby małżonkowie tak po prostu towarzyszyli w wykonywaniu obowiązków "pozadomowych" swoim "połówkom". Gdyby żona radnego w jakiś sposób mu pomagała, to aż takiej wesołości pewnie by jej obecność nie wzbudzała, a tak... Na jakimś raucie czy balu też z pewnością nikt by zdziwienia nie okazał, że radny przyszedł z żoną.
  • kora3 29.01.14, 16:40
    majaa napisała:
    >
    > Na ogół raczej rzadko bywa, żeby małżonkowie tak po prostu towarzyszyli w wykon
    > ywaniu obowiązków "pozadomowych" swoim "połówkom".


    Wcale nie smile nam się zdarza chodzic razem np. na koncerty, wystawy, gdzie ja jestem zawodowo. Mnie się też zdarzało przebywać u mego partnera w pracy, kiedy pracował tu na miejscu ...

    Gdyby żona radnego w jakiś s
    > posób mu pomagała, to aż takiej wesołości pewnie by jej obecność nie wzbudzała,
    > a tak...


    Ja nie pomagałam, mnie mój partner nie pomagał, a nikt się z tego nie smiał smile

    Na jakimś raucie czy balu też z pewnością nikt by zdziwienia nie okaz
    > ał, że radny przyszedł z żoną.


    to zależy Maju, ale to już inna bajka


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 29.01.14, 20:21
    kora3 napisała:

    > Wcale nie smile nam się zdarza chodzic razem np. na koncerty, wystawy, gdzie ja je
    > stem zawodowo. Mnie się też zdarzało przebywać u mego partnera w pracy, kiedy p
    > racował tu na miejscu ...
    >
    Nie wiem, co robi Twój partner, ale jeśli chodzi o towarzyszenie "połówce" na koncercie czy wystawie to wydaje mi się jednak, że to co innego niż towarzyszenie na posiedzeniu zarządu spółdzielni, dajmy na to. Łączy się przyjemne z pożytecznymsmile No, chyba że ta pani też łączyła, bo ciekawią ją takie spotkania i poruszane na nich sprawy. To możliwe. A koledzy widać od razu uznali, że żona radnego to kobieta-bluszcz, która musi mieć go cały czas na okuwink

    > Ja nie pomagałam, mnie mój partner nie pomagał, a nikt się z tego nie smiał smile

    Bo w tym przypadku dla wszystkich było jasne, że nie przyszedł Cię pilnować, tylko skorzystał z dobrej okazji, żeby się "ukulturalnić"wink

    > to zależy Maju, ale to już inna bajka
    >

    No ja tak ogólnie powiedziałam, nie biorąc pod uwagę jakichś specyficznych balów, jak ten Twój np.smile
  • ewaty 29.01.14, 20:28
    Czysto teoretycznie- radny mógł zaprosić żonę na posiedzenie, aby go wysłuchała i obserwowała zachowani słuchaczy , w celu zbadania reakcji odbiorców. W pełni profesjonalne ćwiczenie z retoryki, czemu nie?
    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu.
    Czas i tak upłynie.
  • kora3 30.01.14, 08:44
    majaa napisała:
    > >
    > Nie wiem, co robi Twój partner, ale jeśli chodzi o towarzyszenie "połówce" na k
    > oncercie czy wystawie to wydaje mi się jednak, że to co innego niż towarzyszeni
    > e na posiedzeniu zarządu spółdzielni, dajmy na to.


    Żadna tajemnica - jest zawodowym pilotem.

    No, chyba że ta pani też łączyła, bo ciekawią ją takie spotkania i poru
    > szane na nich sprawy.


    raczej wątpliwe na KAZDEJ sesji smile
    >
    > Bo w tym przypadku dla wszystkich było jasne, że nie przyszedł Cię pilnować, ty
    > lko skorzystał z dobrej okazji, żeby się "ukulturalnić"wink


    o to o smile



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 29.01.14, 17:31
    kora3 napisała:

    > Natomiast do sedna: no radny wypełniał obowiązku związane z mandatem, ale przec
    > ież małżonka mu nie przeszkadzała w tym. Siedziała w miejscu przeznaczonym dla
    > gości,
    > Może ta pani lubi patrzeć, jak jej maż wypełnia obowiązku związane z mandatem r
    > adnego? Może nie lubi się z nim wzrokowo smile rozstawać?


    A może pani po prostu chciała poobserwować dyskusję nad sprawami, które ją czysto społecznie interesują? Może podziela zainteresowania męża i lubią w domu na spokojnie rozważyć omawiane sprawy, a małżonka ma zmysł obserwacji i potrafi sensownie mężowi doradzić w jaki sposób on może skutecznie zabrać głos i jaką decyzję podjąć? A on się z nią liczy i bierze jej zdanie pod uwagę, bo jest mądrą kobietą. To takie dziwne i śmieszne?
    Może pani w następnej kadencji też będzie kandydować i chce się zapoznać ze sposobem pracy w radzie. albo lubią sobie z mężem po obradach wpaść na kawę do pobliskiej kafejki. Dla mnie to nie jest nienormalne.
  • aga-kosa 29.01.14, 18:04
    Mój mężczyzna jest bardzo przystojny, bardzo dobrze tańczy, na imprezach bywa trzeźwy.
    Lubię na imprezach patrzyć jak tańczy z innymi partnerkami.
    Do sanatorium jeździ sam i wiem, że żadnych wieczorków tanecznych nie opuszcza.
    Gdyby dostał zaproszenie na imprezę w restauracji hotelowej tylko dla siebie byłabym obrażona. Wiedzą, że ma partnerkę - wiedzą. Nie jestem jego dziewczyną na jeden wieczór ani na jedna noc. Na takie zaproszenie - mój mężczyzna powiedziałby: dziękuję.
    Nietaktem organizatorów byłoby komentowanie jego postępowania.
    "Był bal, wielki bal...na 100 par" a nie na kilkadziesiąt przebranych indywidualności.
    Tak jak lubię imprezy nawet na typowy babski wieczór wzięłabym swojego mężczyznę - ktoś musi kobiecie futro zdjąć i pomóc założyć. wink aga

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka