Dodaj do ulubionych

Zaproszenie z "osobą towarzyszącą"

25.06.14, 08:22
Jestem ze swoim partnerem w stałym związku od kilku lat. Mieszkamy razem. Związek nasz jest oficjalny i ogólnie zaakceptowany.
Partner mój został zaproszony na wesele swojej siostrzenicy z "osobą towarzyszącą".
Poczułam się tym urażona.

Jakie są zasady i do jakiego momentu powinno się uchodzić za "osobę towarzyszącą"?
Edytor zaawansowany
  • nevada_r 25.06.14, 08:33
    Jeżeli jesteś w ogólnie uznanym, kilkuletnim związku, to powinnaś zostać wymieniona na zaproszeniu z nazwiska.

    Ale po grzyba masz się czuć urażona tym, że zostałaś "osobą towarzyszącą"? Nie obrażaj się idiotycznie, idź na wesele i baw się dobrze.
  • confite 25.06.14, 08:38
    Poczułam się, jakby mój partner został zaproszony z "kimkolwiek".
    Wydaje mi się, że zapraszanych gości wypada wymienić z imienia i nazwiska.
    W końcu na wesele nie zaprasza się byle kogo smile
  • nevada_r 25.06.14, 08:42
    E tam, głupoty gadasz. Może młodzi nie pomyśleli, że wrażliwi goście tak to odbiorą. A może po prostu u nich w rodzinie jest zwyczaj, że jak para nie ma ślubu, to się zawsze zaprasza X z osobą towarzyszącą. Sama znam taką rodzinę i oni zawsze tak robią. Nie wiem, czemu - może podświadomie uznają, że dopiero ślub sprawia, że para staje się "oficjalna"? Nie mam pojęcia.

    W każdym razie - nie myśl o tym więcej. Naprawdę nie ma sensu robić kwasów w rodzinie ze względu na taką pierdołę.
  • aqua48 25.06.14, 08:47
    confite napisała:

    > Poczułam się, jakby mój partner został zaproszony z "kimkolwiek".
    > Wydaje mi się, że zapraszanych gości wypada wymienić z imienia i nazwiska.
    > W końcu na wesele nie zaprasza się byle kogo smile

    Siostrzenica uznała, że Wasz związek to związek dwóch osób stanu wolnego i zaproszenie tak wystosowała. Nie zostałaś jedynie potraktowana jak członek rodziny, którym formalnie nie jesteś i tyle.
  • baba67 25.06.14, 09:00
    Mamy wieczny problem osob ktore chca miec ciasteczko i zjesc ciasteczko.
    Nie jestes formalnie rodziina i nie chcesz nia byc z jakiegos powodu to sie nie domagaj takiego traktowania.Moze szukasz sobie kogos lepszego za kogo chcialabys wyjsc za maz a obecnego pana traktujesz jak poczekalnie?A moze on Ciebie tak traktuje?* Taki jest obraz zwiazkow nieformalnych w naszym spoleczenstwie i nic z tym nie zrobisz. Ignorujac gorzka prawde tylko sie sfrustrujesz Gdybys byla formalna narzeczona to na zaproszeniu bylby dopisek z narzeczona.Ale ze jestes konkubina a to zle brzmi to napisali jak napisali.
    *nie podzielam tej opinii,przedstawiam tylko dosc powszechny sposob myslenia.

    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 25.06.14, 09:11
    Przepraszam, ale po raz kolejny mam wrażenie, ze manipulujesz ws. wolnych związków.
    Ta kobieta nie domaga się niczego jej nienależnego! Ona nie oczekiwała, że będzie wpisana na zaproszeniu z nazwiskiem partnera (czyli jako formalna małzonka, którą nie jest).
    Ona oczekiwała wpisania jej IMIENNIE i słusznie, bo z opisu wynika, że rodzina partnera ją zna.
    Inaczej sprawa by wyglądała i nawet opisałam tu taką sytuację, gdyby fakt bycia zapraszanego w związku nie był znany zapraszającym, albo też osoba, z która zapraszany pozostaje w związku nie była im znana.

    Sama bywam na wielu imprezach poprzedzanych zaproszeniami pisemnymi z moim partnerem (w tym na weselach) i zawsze i on i ja jesteśmy wymieniani imiennie na nich. I nie ma to nic wspólnego z tym, że chcemy rzekomo uchodzić za małżeństwo - po prostu zapraszający znają nas oboje i wiedzą, ze jesteśmy w związku, wiec naturalne jest, że zapraszają nas wymieniając imiennie.
    Niezaleznie od tego, jaki kto ma stosunek do wolnych związków udawanie, że się kogoś nie zna (poza wyjątkamismile) jest grubym nietaktem.
    Zreszta nie tylko wolnych związków (takich jak mój, czy watkodawczyni) to dotyczy.
    Ja wychodząc za maż miałam wśród przyjaciół i znajomych zarówno pary małżeńskie, jak i ludzi zaręczony oraz takich, którzy zaręczeni nie byli, ale byli w stałym związku (ale nie mieszkali razem). Dla mnie głownym gościem moim był mój przyjaciel, ale ze znałam przecież jego dziewczynę, to do głowy by mi nie przyszło napisać na zaproszeniu dla niego "z osobą towarzyszącą"! owszem, tak napisaliśmy na zaproszeniu dla kolegi mego eksmęża, bo nie wiedzieliśmy czy ma on jakąs dziewczynę nawet, nie mówiąc o poznaniu jej.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 25.06.14, 09:00
    Wątkodawczyni nie oczekiwała, że zostanie wymieniona w zaproszeniu, jako członek rodziny, to jest, że będzie to zaproszenie dla państwa Kowalskich, czy Nowaków. Skoro nie mają ślubu, to byłoby wręcz idiotyczne.
    Ona oczekiwała, że w tym zaproszeniu będzie wymieniona imiennie i oczekiwała tego jak najbardziej słusznie.
    Są w stałym, długim związku, mieszkają razem i rodzina partnera z pewnoscią ją zna.
    Zaproszenie dla wuja z "osobą towarzyszącą" w takiej sytuacji to afront dla jego partnerki i jego samego.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 25.06.14, 09:11
    kora3 napisała:

    > Wątkodawczyni
    > oczekiwała, że w tym zaproszeniu będzie wymieniona imiennie i oczekiwała te
    > go jak najbardziej słusznie.
    > Są w stałym, długim związku, mieszkają razem i rodzina partnera z pewnoscią ją
    > zna.

    Związek nieformalny dla wielu osób jest związkiem luźnym - a nie stałym, i tak została potraktowana partnerka wuja. Czy słusznie, czy niesłusznie trudno dochodzić, tak samo jak tego czy blisko zna ją siostrzenica partnera, czy nie. Chyba jednak nie, bo mimo, że afrontu z pewnością nie było, nie było też serdecznej bliskości w tym zaproszeniu.
  • kora3 25.06.14, 09:24
    Dla mnie udawanie, że się kogoś nie zna (poza naprawdę wyjątkowymi sytuacjami) jest afrontem dla tej osoby i tyle.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 26.06.14, 12:45
    kora3 napisała:

    >Zaproszenie dla wuja z "osobą towarzyszącą" w takiej sytuacji to afront dla jego partnerki i jego samego. <

    Właśnie, dla partnera też. Nie pomyśleli jak on będzie się czuł ze świadomością, że obrażono jego najbliższą osobę?

  • ambivalent 25.06.14, 09:17
    Nie, no zupelnie sie nie zgadzam Aqua. Wspolne mieszkanie, dlugoletni zwiazek to nie jest zwiazek dwoch osob stanu wolnego.
    A idac dalej, ciekawe jakby sie zachowali gdyby te "dwie osoby stanu wolnego" mialy dzieci. Nadal zapraszana bylaby ONA jako osoba towarzyszaca?
    A do autorki watku: bedac osoba 24 letnia, w stalym zwiazku od 7 lat nadal zapraszana bylam przez moja rodzine na zaproszeniu z rodzicami: Pan i Pani X i corka Y.
    Rodziny sie nie wybiera, niestety big_grin
  • aqua48 25.06.14, 09:36
    ambivalent napisała:

    > Nie, no zupelnie sie nie zgadzam Aqua. Wspolne mieszkanie, dlugoletni zwiazek t
    > o nie jest zwiazek dwoch osob stanu wolnego.

    No, niestety, formalnie jest..

  • kora3 25.06.14, 09:41
    aqua48 napisała:
    >
    > No, niestety, formalnie jest..


    Stety smile
    Co wcale nie znaczy, że taktownie jest udawać, że się nie zna nieformalnej partnerki wuja, podobnie jak dziewczyny kolegi, narzeczonego przyjaciółki itd.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 25.06.14, 09:47
    To nie jest zadne udawanie ze sie kogos nie zna tylko problem z tytulatura.
    Bo konkubuna nie, narzeczona(to dopiero gafa)nie, ktos kto ma problem z uznaniem wolnych zwiazkow za cos powaznego a zna osobe sie zacuka.osobne zaproszenia zalatwilyby sprawe,choc jak ktos drazliwy to sie tez obrazi.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • confite 25.06.14, 09:52
    Nie oczekiwałam tytułów.
    Chodziło mi o wymienienie mojego imienia, tak, abym poczuła się, że chodzi o mnie, a nie o dowolną osobę
  • baba67 25.06.14, 10:02
    Zastanow sie laczego Cie to tak zabolalo. Bo reagujesz przesadnie.nie mowie ze to nie byla niezrecznosc towarzyska, ale odebranie jako afrontu o czyms swiadczy.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 25.06.14, 10:32
    Babo, mam nieodparte wrażenie, że chcesz wątkodawczyni wmówić, iż to, że poczuła się urazona tym afrontem świadczy o tym, że chciałaby być żoną ;D

    Naprawdę sa kobiety, które ślubu nie chcą (żadnego, kolejnego) - wiem, nie rozumiesz, ale chociaż uwierz.
    Czy ja bym się takim zaproszeniem poczuła urażona - zależy - pisałam już od czego. Poczułabym się urażona także wówczas, gdy ja byłabym gościem głownym, a mój partner miałby mi tylko towarzyszyć, ale zapraszający znałby go. I nie ma to nic wspólnego z checią zawarcia związku małżeńskiego przeze mnie, a z dobrym wychowaniem i oczekiwaniem go od zapraszającego.
    Tak samo czułabym się urazona, gdyby ktoś zmający mego eksmęża, gdy był aktualnym mezem zaprosił mnie z os. tow.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 25.06.14, 10:45
    Niekoniecznie. Moze juz wczesniej spotkala sie z pewnymi zachowaniami ktore jej sie nie podobaly a to odebrala jako kolejne.
    Moje osobiste przekonanie ze 90 % kobiet bedacych w wolnych zwiazkach ze pewnym stazem swiadomie lub podswiadomie chcialoby malzenstwa jest subiektywne i w pelni zdaje sobie z tego sprawe.Pozostale 10% to prawdziwe wolne duchy lub osoby zrazone do instytucji jako takiej.Nie znam watkodawczyni zatem oceniac nie moge.
    Wiem natomiast ze jesli na cos reagujemy przesadnie wowarto pogrzebac i swoim emocjom sie przyjrzecmo bardzo ciekawe rzeczy moga sie pojawic.

    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 25.06.14, 10:58
    Babo, nie wykluczam, ze Twoje statystyczne oceny mogą być nawet bliskie prawdy. Dziwi mnie tylko dlaczego zatem te kobitki nie wychodzą za mąz, skoro chcą. Wiem, zaraz mi napiszesz, że ich faceci nie chcą ślubów - no to trza zmienić faceta, na takiego, żeby pasował danej pani i kwita.

    Natomiast co do reszty - nie odniosłam wrażenia, że wątkodawczyni zareagowała przesadnie, jak sugerujesz. Zareagowała zupełnie normalnie - poczuła się urażona. Nic nie pisze, ze wpadła w histerię, depresję, czy zwymyślała zapraszających smile

    kiedyś chyba Matylda poproszona grzecznie o to, by nie nazywała mojego partnera "moim osobistym" stwierdziła, że "rzuciłam się z pazurami", a Ty, że jestem przeczulona. smile
    Nie wiem dlaczego grzeczna prosba, spełnienie której nie jest czymś trudnym jest postrzegana jako "rzucanie się" i "uczulenie"smile Mam wrazenie, ze właśnie dlatego, że dotyczy sytuacji wolnego związku, na które to związku takie a nie inne macie obie poglądy (dość stereotypowe - przyznaję o ty sama też to przyznałaś).
    Tu jest podobnie - zaraz przesadne reagowanie się watkodawczyni przypisuje. Tymczasem ono jest zupełnie normalne. Ja ostatnio otrzymałam 2 pisemne zaproszenia na promocje dwóch różnych książek. Autora jednej z nich znam b. słabo jako i on mnie i wpisał "z os. tow." - nie czuję się urażona ani ja, ani mój partner. Autorem drugiej jest mój ekspartner i wpisał imiennie mojego partnera - gdyby napisał z os. tow. poczułabym się urażona, pomimo, że on wie, ze na 100 proc. mój partner nie przyjdzie (z racji faktu, że promocja w tygodniu), a ja przyjdę z kolezanką jakąs, albo z kolegą.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 26.06.14, 13:57
    kora3 napisała:

    > Natomiast co do reszty - nie odniosłam wrażenia, że wątkodawczyni zareagowała przesadnie,<

    Ja też tak uważam. Jako posiadaczka imienia i nazwiska ma prawo oczekiwać zaproszenia imiennego.

    >kiedyś chyba Matylda poproszona grzecznie o to, by nie nazywała mojego partnera "moim osobistym" stwierdziła, że "rzuciłam się z pazurami",<

    Pamiętam smile Rzeczywiście "rzuciłaś się z pazurami" jak sądzę dlatego, że po prostu nie lubisz tego określenia, bo niczego lekceważącego/obraźliwego w tym chyba nie ma? Mojego męża też czasami tak żartobliwie nazywam a przecież nie mam zamiaru go lekceważyć. Osobisty bo mój, na wyłączność smile chociaż wolny jako jednostka ludzka (może się w mojej obecności kłaniać komu chce), a ze ślubem czy bez to dla mnie nie ma znaczenia. Gdy nazwę go partnerem, to też powiem prawdę bo partnerstwo to model życia i nie jest zarezerwowane dla par "bezślubnych". Nie lubisz tego określenia i ja to przyjęłam do wiadomości. Moja kuzynka ma syna Jakuba i już gdy był oseskiem bardzo pilnowała, żeby nikt nie nazywał go Kubusiem, Kubą, wiec dla wszystkich stał sie Jakubem. Tak sobie życzyła, tak ma, w koncu to jest jej syn.

    > Nie wiem dlaczego grzeczna prosba, spełnienie której nie jest czymś trudnym jest postrzegana jako "rzucanie się" i "uczulenie"smile <

    Nie prośba tylko sposób jej wyrażenia. Może zresztą niezamierzony, ale jakiś taki kolczasty, drapieżny. Mniejsza o to.

    >Mam wrazenie, ze właśnie dlatego, że dotyczy sytuacji wolnego związku, na które to związku takie a nie inne macie obie poglądy (dość stereotypowe - przyznaję .<

    O, NIE! Tego to już za wiele smile O jakich to moich stereotypowych poglądach piszesz? Tyle razy, przy różnych okazjach pisałam, że "nieślubna/y" jest "na etacie" żony/męża, w związku z czym nie jest dla mnie istotne czy ten ślub był, czy nie. Czyżby to całe moje pisanie było na darmo?
    W każdym razie mam prośbę, żebyś mnie w przyszłości wykluczyła z grona ludzi myślących stereotypowo (cokolwiek miałoby to znaczyć) na temat nieślubnych związków..

    > Tu jest podobnie - zaraz przesadne reagowanie się watkodawczyni przypisuje. Tym czasem ono jest zupełnie normalne. <

    Oczywiście, że normalne. Mam szwagra z partnerką. Wprawdzie są już razem od ponad 20 lat, ale na żadnym etapie ich związku nikomu z rodziny nie przyszłoby do głowy zaprosić go z osoba towarzyszącą.
  • kora3 26.06.14, 14:45
    Miła Matyldo - ja poprosiłam, żeby tak nie nazywać - grzecznie, z uzasadnieniem, ze JA tak w odniesieniu do MOJEGO partnera nie lubię - co w tym drapieżnego, "pazurzastego?
    Podobnie mam z jednym zdrobnieniem mego imienia - nie lubię go, brzmi dla mnie idiotycznie i w dodatku źle mi się kojarzy. Czy naprawdę nie mam prawa życzliwej mi, kulturalnej osoby POPROSIĆ, żeby mnie tak nie nazywała i oczekiwać zrozumienia?
    Co do reszty - zgadzamy się ...
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 26.06.14, 17:04
    Bywasz emocjonalnie niestabina, brakuje Ci dystansu stad tez dziwna agresywna reakcja na badz co badz zartobliwe i calkiem powszechne okreslenie.Nie wszyscy muszza od razu wiedziec ze masz uraz oozwyklegookreslenia i nie musialas od razu wylewac swojego zbulwersowania.Twoja reakcja wcale nie byla racjonalna.
    Reakcja na gafe z OT -przesadna i malostkowa,Od razu posadzanie o zla wole i obraze.
    ogromna ilosc smilow tez swiadczy o labilnosci emocjonalnej.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 27.06.14, 10:06
    i przeczytaj moją wypowiedź na temat oraz bądź tak miła i zacytuj smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 25.06.14, 09:57
    ależ w zaproszeniu wcale nie jest wymagane podawanie statusu osoby towarzyszącej gościowi głownemu smile
    Wiec nie ma potrzeby wymieniania np. Dla Anny Kowalskiej wraz z narzeczonym/partnerem/ konkubentem/chłopakiem/kolegą/znajomym Janem Nowakiem smile
    Wiec ów problem taki chyba nieco ...wydumany smile

    Babeczko, ja bym się naprawdę urazona nie czula, gdyby np. ktoś z nieznanych mi współpracowników mego partnera z obecnego jego miejsca pracy zapraszając go gdzieś wpisał "z osobą towarzyszącą". Mógłby się taki ktoś dopytać p moje prrsonalia, ale wcale nie musiałby - nie zna mnie ktoś, na oczy nie widział, nie wie, jak się nazywam i szafa gra.
    Natomiast - owszem - poczułabym się urażona, gdyby ta para, która ostatnio zaprosiła nas na wesele tak wpisała. Bo ZNAMY się, wiedzą jak się nazywam.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sl-14 28.06.14, 17:09
    > To nie jest zadne udawanie ze sie kogos nie zna tylko problem z tytulatura.

    Ale jaką tytulaturą? Na takich zaproszeniach jest zazwyczaj np. Piotr Iksiński i Anna Igrekowska, ewentualnie Anna i Piotr Iksińscy. Nie spotkałam się z sytuacją, gdzie byłoby Piotr Iksiński z małżonką, czy doktor Iksiński i doktorowa Iksińska. A jeśli tak się zdarza, to dla mnie jest to komicznie staromodne.smile Chociaż z drugiej strony uważam, że autorka wątku powinna wzruszyć ramionami i nie przejmować się, może jej partner ma właśnie taką staromodną rodzinę. Tylko jeszcze zauważę, że na śluby i wesela zaprasza się także osoby niebędące rodziną, które także mogą być w niesformalizowanych związkach, w związku z tym teoria "nie należysz do rodziny" mnie nie przekonuje.
  • aqua48 25.06.14, 09:59
    kora3 napisała:

    > Co wcale nie znaczy, że taktownie jest udawać, że się nie zna nieformalnej part
    > nerki wuja, podobnie jak dziewczyny kolegi, narzeczonego przyjaciółki itd.

    Moim zdaniem nie chodzi o to czy się zna, czy nie zna, tylko czy się partnerkę traktuje jak należącą do rodziny, czy nie i czy by się ją zaprosiło osobno, jako odrębną osobę. Tu raczej dano do zrozumienia autorce wątku, że nie. Dostała zaproszenie jako partnerka Jana Kowalskiego, a nie jako Anna Nowak.. Jak pisałam wyżej nie jest to afront, to nienadawanie przywileju należnego małżonce.
  • kora3 25.06.14, 10:18
    Wiesz Aquo - na dobrą sprawę, to żona wujka też jest na ogół zapraszana jako "dodatek" do niego. Bo jakby wujek ożenił się z inną panią, to ja by zapraszano "z urzędu" jako zonę tegoz i finał.smile
    Poza tym - zaprasza się nie tylko osoby z rodziny. Tak, jak już pisałam - dla mnie nietaktowne byłoby zaproszenie mojego przyjaciela na moje wesele z os. tow., bo znałam się z jego ówczesną dziewczyną. Owszem, nie zapraszałabym jej solo (gdyby nie miała jemu towarzyszyć), ba ja jej pewnie nawet nie znałabym, gdyby nie była jego dziewczyną!
    Pomimo to uważam, że skoro dziewczynę znałam osobiście i wiedziałam, jak się nazywa, to wypadało imiennie ją zaprosić jako is. tow. mojego przyjaciela. To samo tyczyło się np. ówczesnego chłopaka mojej siostry.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 25.06.14, 09:37
    Ale mozesz sie dostosowac do norm spolecznych albo nie.
    Dla Twojej rodziny Twoj partner traktuje Cie niepowaznie(bo gdyby traktowal toby sie ozenil)) ijako taki na zaproszenie nie zaslugiwal.
    To ze Ty kobieta moze nie chciec slubu wiekszosci nie miesci sie w glowie.
    Uwazam ze skoro dziewczyne znali a maja problemy z wolnymi zwiazkami to powinni ja zaprosic oddzielnie.Nie musza mi sie podobac wszystkie zmiany socjologiczne.


    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 25.06.14, 09:45
    Babo, młoda para (czy ktokolwiek zapraszający) nie jest od oceny kto kogo w innym niż własny związku traktuje poważnie, chyba, ze ktoś by ją o to pytał smile
    To jest pierwsza sprawa. A kolejna to taka, że nie chodzi tu o stosunek do wolnych związków, a o udawanie, że się kogoś nie zna!
    Takim samym afrontem byłoby, gdybym ja zapraszając na swoje wesele mego przyjaciela nie wpisała na zaproszeniu imiennie jego dziewczyny, z którą "chodził" wówczas 3 lata i znałam ją dobrze, albo ówczesnego chłopaka mojej siostry.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 25.06.14, 09:52
    To chyba zalezy od rodziny. A obrazac sie nie ma o co tak bardzo. drazliwosc w tej kwestii sugerowalaby podswiadoma a moze skrywana chec bycia zona,
    jesli ktos jest taki dumny z bycia w wolnym zwiazku to niechze bedzie konsekwentny,
    Wolny zwiaze kto dzis ta jutro tamta zawsze mozna zamknac jeden rodzial zycia a zaczac nastepny etap podrozy z kim innym.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 25.06.14, 10:00
    Babo, już o tym pisałam wiele razy - każdy może zamknąć rozdział - małżonkowie też, co widać gołym okiem smile
    Nie w tym jednak rzecz - wyjaśniłam Ci już o co chodzi: wg mnie nie wypada udawać, ze się kogoś nie zna i tyle.
    I nie jest ważne, czy tyczy się to partnerki wuja, czy dziewczyny kolegi, czy żony znajomego, czy narzeczonego przyjaciółki.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 25.06.14, 10:03
    Ale ja tego nie odbieram jako udawania ze sie kogos nie zna.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 25.06.14, 10:21
    baba67 napisała:

    > Ale ja tego nie odbieram jako udawania ze sie kogos nie zna.
    [i][i]

    No Ty może nie - wyobraź sobie, że wasi wspólni znajomi, albo ktoś z rodziny twego meza zaprasza JEGO "wraz z małzonką" - tak, jakby owa małzonka czyli Ty była im osobą nieznaną


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 25.06.14, 10:24
    Ale u mnie rodzinie tak wlasnie sie formuluje zaproszenia. Ja sobie nie musze tego wyobrazac. Do glowy by mi nawet nie przyszlo zeby sie obrazac.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 25.06.14, 10:40
    No widzisz, a ja bym mam inne podejście.
    Jeśli się kogoś zna, a formułuje zaproszenie tak, jakby się nie znało, to jest moim zdaniem gruby nietakt i tyle.
    I co pragnę raz jeszcze podkreślić - nieważne dla mnie czy chodzi partnerkę/ra, narzeczoną/nego, dziewczynę/chłopaka, czy też zwyczajnie kolegę/koleżankę gościa głownego, który/która ma towarzyszyć na imprezie komuś i wie się o tym.

    Miałam taką sytuację, kiedy na wesele zaprosiła mnie bliska kolezanka. wiedziałam o tym weselu i o tym, ze mnie zaprosi grubo przed wręczeniem mi zaproszenia. I wiedziałam też, że z przyczyn zawodowych mój partner nie będzie mi towarzyszył na nim. Postanowiłam zaprosić w związku z tym swego kolegę, który pannie młodej także był znany (dalece mniej niż mnie, ale jednak). Panna młoda o tym wiedziała i na zaproszeniu wpisała jego. Uważam, że postąpiła dobrze, skoro znała osobę mającą mi towarzyszyć i wiedziała, że nie będzie nią mój partner.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • pandzik 29.06.14, 23:41
    Dziwne, czyli ty w rodzinie funkcjonujesz wyłącznie jako małżonka swojego męża...? Nie jako osoba o własnym imieniu...? To jest dopiero absurd.
    No, ale może oszczędzają w ten sposób na zaproszeniach i zbierają je po każdej imprezie - nawet jeśli małżonek w ciągu 10 lat zmieni trzy żony, zaproszenie cały czas będzie aktualne...
  • baba67 30.06.14, 08:05
    Oni uwazaja ze tak jest elegancko.Taki sznyt troche ambasada zajezdza, Dobrze chca lubimy sie , mnie to troche smieszy ale na pewno nie obraza.
    Czasem bezmyslnie stosowane formulkiodczytujemy jako manifest bogwiczego.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • jadwiga1350 25.06.14, 11:50
    > Takim samym afrontem byłoby, gdybym ja zapraszając na swoje wesele mego przyjac
    > iela nie wpisała na zaproszeniu imiennie jego dziewczyny, z którą "chodził" wów
    > czas 3 lata i znałam ją dobrze, albo ówczesnego chłopaka mojej siostry.

    Od dnia wręczenia zaproszenia do dnia wesela mija jakiś czas. Chłopak mógłby mieć już nową dziewczynę(niektórzy są szybcy) i byłoby ciut niezręcznie. On chce się bawić na weselu z Kasią a na zaproszeniu figuruje Basia.
  • kora3 25.06.14, 12:07
    jakoś tak się składa na ogół, że ludzie pojawiają się na takich imprezach jednak z tym, kto figuruje na zaproszeniu. Załozmy jednak, ze sytuacja o jakiej mówisz - ma miejsce. Zaproszeń na weselu się na ogół smile nie sprawdza, wiec problemu nie ma. Osoba, która pojawia się w źyciu zapraszanego PO zaproszeniu go nie ma prawa być urażona tym, ze na zaproszeniu nie figuruje - proste
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • klawiatura_zablokowana 08.07.14, 18:47
    > Od dnia wręczenia zaproszenia do dnia wesela mija jakiś czas. Chłopak mógłby mi
    > eć już nową dziewczynę(niektórzy są szybcy) i byłoby ciut niezręcznie. On chce
    > się bawić na weselu z Kasią a na zaproszeniu figuruje Basia.

    Mieliśmy na weselu taką sytuację. Zaprosiłam przyjaciółkę z chłopakiem, zaraz potem się rozstali. Na zabawę przyszła z kim innym. Nikt nowych zaproszeń nie wypisywał ani dramatu z tego nie robił.

    --
    Każdego dnia na świecie umiera ok. 150 000 osób. Gdyby nie modlitwy, każdego dnia na świecie umierałoby ok. 150 000 osób.

    Centrala antyewangelizacyjna w twoim domu
  • kora3 25.06.14, 09:20
    Kiedy taki wpis nie jest nietaktem? Ano wtedy, gdy zapraszający nie wiedzą, że zapraszany jako gośc głowny jest w związku, albo wiedzą, ale osobiście nie znają jego drugiej połowy.
    Oczywiście zawsze mogą dopytać gościa głownego o personalia tejże (jeśli wiedzą, że ktoś takowy jest), ale nie muszą.

    Jak rozumiem rodzina Twego partnera wie, ze jesteście razem i zna Ciebie, wiec taki wpis na zaproszeniu jest równoznaczny z udawaniem, że Cię nie znają i lekceważeniem!

    Nie daj sobie tu wmówić, że oczekiwałaś czegos ci nienależnego, bo tak nie jest. Byłoby, gdybyś oczekiwała, ze wpiszą cie z nazwiskiem partnera.
    Nie tłumaczy takich ludzi także stosunek do wolnych związków.
    Jak pisałam tu do Baby chyba - zdarzyło mi się zapraszać na swoje własne wesele ludzi pozostających w związkach różnych - w tym takich, którzy jak to się mówi "chodzili z sobą".
    Nie przyszłoby mi do głowy wypisać zaproszenia dla kogoś, kogo dziewczynę/chłopaka znałam "z osobą towarzyszącą". Jeśli nie znałam, czy też nie wiedziałam, ze ktoś z kims jest/chodzi, to właśnie tak wpisywałam.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 25.06.14, 09:22
    Młodzi popełnili drobny nietakt. Skoro jesteś w związku ze swoim partnerem od kilku lat i wspólnie mieszkacie [czyli nie jest to układ "na teraz, dopóki nie znajdę czegoś lepszego"] powinni byli wystosować zaproszenie dla "Anny Nowak i Jana Kowalskiego".
    Jednak nie ma co chować urazy - gafa jest drobna i z gatunku "wybaczalnych". Nie jest to jakiś afront świadomy, obraza...
    Idź na wesele i bawcie się dobrze. smile
    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • confite 25.06.14, 09:34
    Może i "drobna gafa"... jednak dopiekło mi to mocno.
    Nie wydaje mi się, abym była przeczulona na swoim punkcie, ale to zabolało mnie wyjątkowo mocno.
    Nie oczekiwałam, że będziemy zaproszeni jako Państwo X, ale uważam, ze powinnam być wymieniona z imienia.

    Nie jesteśmy nastolatkami, jesteśmy mocno dorośli. Mieszkamy razem, jestem znana i (wydawało mi się do teraz) akceptowana. Bywaliśmy na wielu wspólnych imprezach, a taka sytuacja zdarzyła się pierwszy raz.
  • vi_san 25.06.14, 10:02
    Ależ napisałam wyraźnie, że młodzi powinni byli wystosować zaproszenie imienne dla ciebie i twojego partnera, wymieniając kolejno - twoje imię i nazwisko oraz jego imię i nazwisko! I napisałam też, że niewątpliwie był to nietakt z ich strony umieścić ciebie jako "osobę towarzyszącą"!
    Tylko, że po pierwsze: młodzi coraz mniejszą wagę przywiązują do form - więc może to nie tyle afront, co po prostu niedbałość młodych, nie skierowana konkretnie do ciebie, a ogólnie, po drugie: popełnienie takiej gafy nie świadczy o "nieakceptowaniu" czy wręcz lekceważeniu ciebie jako osoby, i po trzecie wreszcie: lepiej "spuścić zasłonę" na ich [niewątpliwie niewłaściwe] zachowanie i dobrze się bawić na weselu, niż przeżuwać urazę.
    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • aqua48 25.06.14, 10:07
    vi_san napisała:

    > Ależ napisałam wyraźnie, że młodzi powinni byli wystosować zaproszenie imienne
    > dla ciebie i twojego partnera, wymieniając kolejno - twoje imię i nazwisko oraz
    > jego imię i nazwisko!

    Problem w tym, że nie zapraszali autorki i wuja jako dwóch równorzędnych osób, tylko wuja jako należącego do rodziny i jego partnerkę jako osobę towarzyszącą.
  • kora3 25.06.14, 12:17
    Dokładnie jest tak, jak napisałaś - zapraszali wuja jako gościa głownego, a jego partnerkę, jako osobę jemu towarzyszącą. To znaczy - tak powinni zrobić, czyli zaprosić JĄ (imiennie) jako tę osobę.
    Gdyby wuj był zonaty, to też jego zona byłaby niejako "dodatkiem" do wuja, bo jakby wuj się ożenił z inną panią, to ta inna pani byłaby z urzędu zaproszona z wujem, z którym łączy panne młodą POKREWIEŃSTWO.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 25.06.14, 13:44
    Tu się z tobą, Koro, całkowicie zgadzam. Różnimy się tylko w ocenie że tak ujmę "skali wykroczenia". Ty odbierasz to ostrzej, jako afront, ja natomiast, rozumiejąc żal zaproszonej pani, raczej skłaniam się ku ogólnemu niedbalstwu młodych.
    Acz nie znaczy to, że ich "przewinienie" umniejszam, czy usprawiedliwiam!
    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kora3 25.06.14, 09:38
    I wcale nie dlatego, że sama jestem w wolnym związku smile
    Po prostu uważam, że jeśli zna się "drugą połowę" gościa głownego to należy ją wymienić imiennie.
    Drobna gafa byłaby wówczas, gdyby para spotykała się od jakiegoś czasu "na poważnie", ale młoda para (jej czesc smile) miała okazję tylko przelotnie spotkać panią i nie miała pewności, czy wuj nadal się z nią spotyka, czy może z kimś innym, a dopytywać go byłoby niezręcznie.
    W tej sytuacji to gruby afront.

    Nieco OT - mój zonaty kolega otrzymał ostatnio zaproszenie właśnie "wraz z osobą towarzyszącą". Nie na wesele, a na biznesowo- rozrywkowe spotkanie. Nie było tu afrontu dla jego zony - zapraszający nie miał pojęcia o stanie cywilnym zapraszanych, dotychczasowe kontakty miały charakter wyłącznie biznesowy. I tu trudno oczekiwać, że zapraszający np. 100 osób, które zna wyłącznie biznesowo i niekoniecznie osobiście (kontakty via telefon, mail) będzie ustalał kogo wpisać na zaproszeniach jako os. tow dla każdej z nich.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 25.06.14, 09:42
    smile zabawne ale zrozumiale.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • baba67 25.06.14, 09:40
    To ze sie mieszka wspolnie kilka lat to nie znaczy ze sie nie szuka czegos lepszego(nie pisze o Watkodawczyni bo jej nie znam tylko o wlasnych obserwacjach)Dopiero wspolnie wziety kredyt na mieszkanie o czyms swiadczysmileWspolny kredyt dla mnie jest tak wazny jak papierek z USC.Wazniejszy nawet niz wspolne dzzieci.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 25.06.14, 09:49
    to i tak trzeba wziąć, żeby ludzie wiedzieli, że "na poważnie"?smile

    Babo - a co powiesz na tzw. "chodzenie" młodych ludzi - bez wspólnego mieszkania.
    Czy wypada znając dziewczynę swojego kolegi zapraszać jego na wesele z "os. tow."?
    Moim zdaniem - nie, choć takie "chodzenie" nierzadko szybko się rozchodzi ...
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 25.06.14, 09:53
    Wziac slub.Wtedy ludzie wiedza ze jest na powaznie.jesli sie chce po swojemu to trzeba sie liczyc z konsekwencjami.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 25.06.14, 10:19
    np. z takimi, że cham udaje, że kogoś nie zna?smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 25.06.14, 10:04
    kora3 napisała:

    > Czy wypada znając dziewczynę swojego kolegi zapraszać jego na wesele z "os. tow
    > ."?
    > Moim zdaniem - nie, choć takie "chodzenie" nierzadko szybko się rozchodzi ...

    Moim zdaniem jak najbardziej. Powiem więcej - mój mąż nierzadko dostaje zaproszenia z osobą towarzyszącą, mimo, że gospodarze znają doskonale jego status - żonaty, i nie przyszłoby mi do głowy obrażać się o to. W takim zaproszeniu podkreśla się zasadniczą rolę głównego gościa - osoby wymienionej z nazwiska.
  • baba67 25.06.14, 10:15
    No wlasnie-sa rodziny gdzie sie tak sprawy pojmuje,Liczy sie status osoby zapraszanej.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 25.06.14, 10:23
    Aquo - dla mnie jest zasadnicza róznica, czy zaprasza się "osobę towarzyszącą" znaną sobie, czy nie. Jeśli ten kto zaprasza Tego meza nie zna Ciebie, to taka forma jest jak najbardziej ok.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 25.06.14, 18:11
    kora3 napisała:

    > Aquo - dla mnie jest zasadnicza róznica, czy zaprasza się "osobę towarzyszącą"
    > znaną sobie, czy nie. Jeśli ten kto zaprasza Tego meza nie zna Ciebie, to taka
    > forma jest jak najbardziej ok.

    Zna mnie, ale sformułowanie z osobą towarzyszącą ujmy mi nie przynosi, bo wszak jestem tam wyłącznie jako osoba towarzysząca głównemu gościowi, a nie jako ja osobiście - Aqua48 - ceniona z powodu swych niezwykłych i oszałamiających walorów smile
  • baba67 25.06.14, 10:19
    A jak sie nie potrzebuje kredytu to znaczy ze sie jest tak finansowo i zyciowo ustawionym ze ma sie naprawde w glebokim powazaniu kto co o nas mysli.
    Kasa dodaje nie tylko seksapilu.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 25.06.14, 10:42
    Babo, ale to, że mnie np. zwisa równo zdanie innych na temat mojego życia, nie oznacza, że będę pozwalać na nietaktowne zachowania wobec mnie...
    To, że człowiek reaguje na chamstwo nie znaczy wcale, że ono go bardzo dotyka.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 25.06.14, 10:48
    Alez to nie jest zadne chamstwo.
    I jest roznica miedzy przejmowaniem sie a reakcja.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 25.06.14, 11:01
    Dla mnie udawanie, ze się kogoś nie zna (poza wyjątkami) jest chamstwem.
    A realcja - no moja w opisanej sytuacji byłaby taka, ze nie poszłabym na to wesele i mój partner na bank też by nie poszedł.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 27.06.14, 01:22
    kora3 napisała:

    > A realcja - no moja w opisanej sytuacji byłaby taka, ze nie poszłabym na to wesele i mój partner na bank też by nie poszedł. <

    A to by był błąd. Powinien iść chociaż na chwilę, np. z kolegą z pracy. W końcu taka sama dobra osoba towarzysząca jak każda inna.
  • kora3 27.06.14, 10:08
    możliwe, ale wiem, ze nie poszedłby - nawet na chwilę smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 27.06.14, 19:30
    Czyli zobledzenie i malostkowosc jest tu jednomyslna.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 28.06.14, 07:50
    baba67 napisała:

    > Czyli zobledzenie i malostkowosc jest tu jednomyslna.


    Babo, dla mnie oczywiste jest, że jeśli mnie ktoś potraktowałby lekceważąco, to mój partner nie udawałby, że nic się nie stało (i wzajemnie rzecz jasna).

    Małostkowością to wykazał się pan z założonego tu przeze mnie watku w podobnym temacie: spotyka się z panią kilka miesięcy, nie mieszka z nią, rodzina jej go nie zna - a on się obrusza na to, że panią ktoś z tej rodziny zaprasza z "os. tow.".

    W sytuacji z tego wątku to jest afront dla wątkodawczyni i nie ma co jej wmawiać (i reszcie podzielającej jej poglądy), że "zobłędziala" i jest małostkowasmile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 28.06.14, 09:03
    Zrozum ze traktowanie glupich gaf jako afrontow jest malostkowe.
    Kiedys slowo konkubina kojarzylo sie z kobieta upadla,konkubent z mocno zaniedbanym osobnikiemw brudnych gaciach goniacym taze z obledem w oku i nozem w jakiejs melinie.Teraz oczywiscie to przeszlosc ale nowych skojarzen jeszcze ma bo zmiany socjologicze postepuja zbyt szybko.
    Jesli rodzina zapraszajaca juzkilkakrotnie dawalaby mi do zrozumienia ze jestem persona non grata to takie zaproszenie byloby afrontem i stanowczo zareagowac by nalezalo. Natomiast to zwiazek jest uznany ,pani traktowana jak mniemam przyjaznie zatem sformulowanie to zwykla bezmyslnosc i obrazanie sie jest zalosne.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 28.06.14, 09:24
    Czyli należy poczekać na kilka afrontów i dopiero za ..(za którym?) zareagować?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 28.06.14, 10:41
    Trzeba sie upewnic czy rzeczywiscie jest sie swiadomie obrazanym ile razy to zalezy od okolicznosci. Czasami jeden za to ewidentny raz wystarczy. Dla mnie gotowa bezmyslnie przepisana formulka nie jest zadnym powodem o obrazy o ile idzie w parze przyjaznym stosunkiem do mnie.Obrazaja sie o byle co tylko ludzie niepewni siebie co jest powszechnie wiadomym truizmem a nje przytykiem do Ciebie.
    Przyklad-
    ktos wybiera sie zdawac egzamin powszechnie oceniany jako bardzo trudny.
    Padaja zyczenia
    Zycze szczescia bo bedzie Ci potrzebne
    Odbior osoby o normalnej samoocenie -wdziecznosc bez podtekstow
    Odbior osoby o nieprawilowej samoocenia-agresja (on uwaza mnieza idiote i kazda okazja jest dobra zeby dowalic)

    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • jadwiga1350 25.06.14, 11:38
    kora3 napisała:

    > Babo, ale to, że mnie np. zwisa równo zdanie innych na temat mojego życia, nie
    > oznacza

    Oj, chyba jednak nie zwisa

    >nie
    > oznacza, że będę pozwalać na nietaktowne zachowania wobec mnie...

    To znaczy co byś zrobiła w takiej sytuacji? Pojechałabyś do siostrzenicy partnera i napluła jej w twarz? Wyzwała od najgorszych? Słuchaj, ty taka owaka, ja jestem Kora, stała partnerka twojego wuja, nie żadna tam osoba towarzysząca! Żądam szacunku!
  • kora3 25.06.14, 12:04
    jadwiga1350 napisała:
    > Oj, chyba jednak nie zwisa

    no pewnie, ze nie zwisa mi zdanie wszystkich - bliskich mi ludzi mi nie zwisa.
    Ale tak się sklada, że właśnie moi najbliżsi (rodzice) nauczyli mnie od dzieciństwa, że nie należy przejmować się zdaniem tych, którzy nic nie mają do czyjegoś życia oraz ukrócać zapędy zmierzające do wchodzenia w nie z butami. Uwazam taką postawę za słuszną i udaje mi się realizować to w praktyce smile

    >
    > To znaczy co byś zrobiła w takiej sytuacji? Pojechałabyś do siostrzenicy partne
    > ra i napluła jej w twarz? Wyzwała od najgorszych? Słuchaj, ty taka owaka, ja je
    > stem Kora, stała partnerka twojego wuja, nie żadna tam osoba towarzysząca! Żąda
    > m szacunku!


    Przecież napisałam co bym zrobiła w tej sytuacji - nie poszła na to wesele, mój partner również.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sl-14 28.06.14, 17:13
    To tak jakby napisać z przeciwnej strony, że kiedy się ma papierek i/albo kredyt, to zazwyczaj związek jest nudny, nieudany i się zdradza, bo tylko smycz trzyma ludzi przy sobie, a nie autentyczna chęć bycia razem. No ale jeśli ktoś czuje potrzebę udowadniania, że druga strona barykady na pewno ma gorzej, to jego sprawa.smile
  • baba67 28.06.14, 17:35
    Prawda jest taka ze duza czesc takich sobie przecietnych malzenstw trwa bo zmiana na lepsze bylaby trudna i ryzykowna zwlaszcza dla kobiety oraz wiazalaby sie z obnizeniem poziomu zycia na pewno przez jakis czas jesli nie na stale.I nie jest to takie glupie o tyle ze trafienie na swoj ideal jest malo prawdopodobne bo idealow jest znikoma liczba.Niby nam sie to nie podoba ale z drugiej strony kiedy zasobni celebryci przeskakuja z lozka do lozka i od rozwodu do rozwodu to sie o nich mowi ze kasa im sie na mozg rzucila ze sa niedojrzali itp,itd. A zachowuja sie tak bo nie maja tej smyczy ktora im nakazuje choc troche pomyslac zanim popedza do sasiada trawy zielenszej szukac.Nie wierze ze nikt tu nie zna glupiej baby ktora wypuscila z pazurow calkiem przyzwoitego chlopa bo sie harlekinow naczytala a potem sie okazywalo ze ten wymarzony rycerz to jakos sie do niej nie spieszy, zostaje sie z nieduzymi alimentami ,zarobki tez jakos byly mniejsze bo opieka nad dzieckiem a odrzucony malzonek szybkoulozylsobie zycie z madrzejsza pania.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • sl-14 28.06.14, 19:09
    Cóż, ja nie znam.smile Może dlatego, że bycie z chłopem bo jest "całkiem przyzwoity" kojarzy mi się z babcinymi mądrościami typu "do końca studiów znajdź męża, bo później będzie ciężko", taki związek dla związku. Komuś może to odpowiadać, jeżeli związek jako cel sam w sobie lub dzieci są priorytetami. Kwestia możliwości (również finansowych), horyzontów myślowych i świadomości własnych potrzeb - luksusy niedostępne większości.smile
    A męczenie się z kimś kontra szukanie ideału, to jednak trochę po skrajnościach. Raczej należałoby porównać bycie razem głównie z powodu papierka, zobowiązań, lęku przed zmianami do bycia w udanym związku, który jak każdy normalny związek ma lepsze i gorsze dni, ale ogólnie jest fajny.
  • baba67 28.06.14, 19:23
    Babcie nie sa takie glupie.Meczenie sie to sprawia subiektywna. Niektore i niektorzy uwazaja ze sie mecza dlatego ze te gorsze dni WOGOLE sa. Dla nich dobry zwiazek to jedno wielkie cialo astralne.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • sl-14 28.06.14, 20:03
    Kwestia podejścia. Niech każdy sobie żyje po swojemu i będzie zadowolony, wtedy nie będzie czuł potrzeby podbudowywania się wytykając błędy opozycji.smile
  • kora3 29.06.14, 02:28
    dokładniesmile Niestety niektórzy prezentują postawe koniecznej "martyrologii" - musi coś być źle,. żeby było "dobrze", bo inaczej jesteś wstrętnym hedonistą ...

    wink
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 29.06.14, 07:18
    Hedonista tez cos traci,podobne jak traci meczennik.Pytanie co dla kogo jest cenniejsze.Ja nie wyobrazam sobie szczescia bez trwalej pelnej rodziny.Ktos inny bez mnostwa swobody i srodkow dla siebie. Z kazdym wyborem cos tracimy. Wazne zeby sie nie wymadrzac co do wyborow innych z pozycji tej madrzejszej co to sobie lepsiej zycie urzadzila.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • sl-14 29.06.14, 08:42
    Ojej, jeśli ktoś nie chce zakładać rodziny i być w związku "mimo wszystko", to od razu hedonista?
    No i z tym traceniem nie do końca tak jest - jeśli X nie che rodziny i małżeństwa, to niczego nie traci, tak jak ja nie tracę, jeśli nie wyjeżdżam na narty czy nie pracuje w korporacji, jeśli mnie to nie interesuje. Jeżeli Y jest w związku, ma dzieci, chociaż chłop taki sobie, cały dom na jej głowie, zero czasu dla siebie, ale nie jest ona osobą mającą potrzebę wolności i niezależności, to też niczego nie traci, bo pewnie nie wiedziałaby co z tą wolnością zrobić. Reasumując - jeśli czegoś nie chcemy, to ciężko postrzegać brak tegoż w postaci straty.
  • baba67 29.06.14, 08:52
    No pewnie ze nie tracimy tego czego nie mamy a nie chcemy miec.Przypominaja mi sie wywody Tolstoja o chlopach panszczyznianych.
    W rzeczywistosci bywaja chwile kiedy chcemy czegos co stoi w sprzecznosci z nasza droga zyciowa.Nie wierze w istnienie ludzi doskonale szczesliwych.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 29.06.14, 09:03
    z tym, że wcale niekoniecznie trzeba zaraz coś tracić. Poczucie straty/braku czegoś ma się wówczas, gdy się to coś chciałoby mieć, a nie ma się/mieć nie może.
    Jeśli ktoś np. nie chce mieć dzieci, to trudno, żeby miał poczucie straty, czy brak wspomnianych był dlań uciążliwy.

    Jestem zdania, co zawsze tu podkreślam także, że każdy ma prawo do swoich wyborów życiowych i jeśli je uznaje za dobre dla siebie, to wszystko gra.
    Tyle tylko, że Ty przedstawiasz to nieco inaczej. Oto kobieta MUSI się godzić np. na to, ze mąż ma kochankę, bo nie ma wyboru. Jeśli się człowiek z czymś MUSI godzić, to już nie ejst jego wybór - prawda?
    I tu następuje analiza: czy naprawdę ktoś musi się godzić, czy też tak tylko twierdzi/uważa.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 29.06.14, 10:35
    W pewnych sytuacjach niestety musi sie godzic ale bo uwaza to za mniejsze zlo.
    Powiedzmy ze panstwo maja dwoje dzieci w wieku szkolnym przyzwoite mieszkanie, pan i cos zarabia ale jak w przypadku wiekszosci kobiet nie wystarcza zeby wraz z alimentami (ktore moga sie zmniejsyc kiedy pan zalozy nowa rodzine)utrzymac poziom zycia. Mamy zatem w perspektywie sytuacje ktora uderzy w dzieci a nie chodzi o rezygnacje z nart w Alpach tylko o zyciu blisko granicy niedostatku.
    Pani woli utrzymanie status quo.Nie jest idiotka, popelnila w zyciu blad i konsekwencje tego bledu ponosi.
    I jej blad nie polegal na wyjsciu za maz i posiadaniu dzieci tylko beztroskim podejsciu do malzenstwa na odleglosc.na chlopa,o ile nie jest marynarzem , trzeba zwyczajnie miec oko. Byc moze pani popelnila blad wychodzac za maz za kobieciarza i liczac ze sie zmieni,moze popelnila blad dowiadujac sie o tym po slubie i nic z tym nie robiac poki mozna bylo, ja nie wiem.

    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 29.06.14, 11:16
    Ale o jakiej pani piszesz - hipotetycznej, czy tej o której ja pisałam?

    Nie tylko marynarze Babo pracują z dala od domu - masz przecież mój przykład, a mój partner marynarzem wcale nie jest (rzekłabym, ze całkiem inny żywioł nim kreci, niż woda smile).
    Teraz, gdy wielu ludzi wyjeżdza do pracy za granicę, albo pracuje w miescie odległym od tego, gdzie na stałe mieszka, doprawdy trudno "mieć oko na chłopa"smile
    Tyle tylko, że owo "manie oka" wcale nie gwarantuje wierności i trwałości związku. Ludzie zdradzają swoje połowy ze współpracownikami, sąsiadami, osobami z kręgu znajomych i naprawdę nie trza rozłąki, by tak się mogło stać.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 29.06.14, 11:37
    Pisze o najbardziej prawdopodobnym scenariuszu.
    Jak chlop jest pies na baby to i sasiadke ktora wpadla soli pozyczyc posunie.
    Jest roznica miedzy osoba sporo podrozujaca sluzbowo czy taka ktorej praca na podrozach polega a taka sytuacja kiedy kiedy malzenstwo jest z soba tylko weekendy a okazyjnie nie widzi sie i 2tyg ,inaczej jest wtedy gdy sie wyjedza daleko i po kilka tygodni czy miesiecy rodziny nie widzi. Zeby przystac na taki wariant trzeba miec naprawde wazny powod i duze zaufanie do swej polowki bo jest to sytuacja bardzo ryzykowna Nawet najuczciwsi monogamisci moga stracic perspektywe i sie zaangazowac gdzie indziej.Wrzucanie tych trzech sytuacji do jednego wora nie ma sensu,Nie wiem jak jest w opisanym przez Ciebie przypadku .
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 29.06.14, 12:18
    że ów pan wykonuje swoje obowiązki na stałe w mieście dość odległym od swego macierzystego miejsca zamieszkania. Tak jest od jakichś 5-6 lat.
    To jak wspomniałam nic dziwnego w tym zawodzie i pry jego kolejnych funkcjach.

    Jest to sytuacja podobna do naszej, z tym zastrzeżeniem, ze ów pan naprawdę nie zawsze mógł jechać do domu na weekend, natomiast niepracująca wszak żona mogła go odwiedzić w jego miejscu pracy (w odróżnieniu ode mnie w analogicznej sytuacji).

    Powiem Ci, że z tej "firmy" znam przynajmniej kilkanaście osób (panów), którzy pracują w takim systemie.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sl-14 29.06.14, 11:28
    > Mamy zatem w perspektywie sytuacje ktora uderzy w dzieci a nie chodzi o rezygnacje
    > z nart w Alpach tylko o zyciu blisko granicy niedostatku.

    To jest jedna strona medalu. A druga, niematerialna jest taka, jakie wzorce przekazuje dzieciom wychowywanie w takiej rodzinie (a dzieci widzą więcej, niż dorosłym się wydaje). Mamy zdradzającego ojca i matkę, która zaciska zęby i poświęca się wybierając łatwiejsze wyjście i zasłaniając się "dobrem" dzieci. Czy naprawdę ktoś chciałby tak wychować dzieci, do nieszczęśliwego życia? Syna na faceta, który widzi, że zdrady są ok, a córkę na kobietę, która jest uczona, że jeśli partner jest nielojalny, to trzeba zacisnąć zęby? Zgadzam się z Korą, patologia.
  • kora3 29.06.14, 11:45
    strona medalu Sl-14. Otóż zawsze może się stać tak, że zaciskanie zębów pani w opisanej sytuacji nic nie da i to pan ja zostawi dla kochanki.

    Widziałam taką sytuację w domu mego kolegi szkolnego. Ojciec matkę zdradzał od zawsze, zżarli się o to, ale matka zawsze mu wybaczała. Nawet nie wybaczała, bo nie prosił o wybaczenie. Ona po prostu odpędzała jego kolejne kochanki, a on sobie znajdował nową i tak się to kulało.
    Dzieci miały z tego mnóstwo "dobra" - wstyd i upokorzenie oraz zrytą psychikę, no, ale pan tatuś nie odchodził, bo mu było wygodnie: miał uprane, ugotowane, posprzątane, zona koło niego skakała, a u kochanki miał udany seks i rozrywkę. Do czasu, aż pan się zakochał w swej którejś tam z kolei kochance i wyprowadził.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bo1 25.06.14, 10:09
    Jeżeli i Twój partner, i Ty jesteście dobrze znani osobie zapraszającej, to takie adresowanie zaproszenia jest nietaktem, i to nie takim zupełnie drobnym. Może bowiem sugerować, że zapraszającemu jest wszystko jedno z kim przyjdzie Twój partner i zostawia mu w tym względzie wolną rękę. Zapraszający, któremu zależałoby na tym, żebyś to właśnie Ty pojawiła się na imprezie, powinien wysilić się jednak na wpisanie do zaproszenia Twojego imienia i nazwiska. Nie przesądzam, że ktoś chciał Cię celowo urazić, przypuszczam raczej, że takie sformułowanie zaproszenia wynika z braku obycia, ale obiektywnie rzecz biorąc, był to jednak nietakt.
  • confite 25.06.14, 10:13
    . Zapraszający, któremu zależałoby na tym, żebyś to właśnie Ty pojawiła się na imprezie, powinien wysilić się jednak na wpisanie do zaproszenia Twojego imienia i nazwiska.

    Tak właśnie się poczułam, odebrałam to jak "przyjdź z kimkolwiek".
  • baba67 25.06.14, 10:16
    A nieslusznie.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 25.06.14, 10:43
    słusznie, Babo, słusznie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 25.06.14, 10:56
    Nie rozumiem Cie.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 25.06.14, 11:12
    Ale z czym mnie nie rozumiesz Babeczko?
    prosta sprawa - jeśli ktoś dostaje zaproszenie z "ps. tow." to jak słusznie zauważa wątkodawczyni jest to zaproszenie typu "przyjdź z kim chcesz". Jeśli zapraszający zna "drigą połowę" zapraszanego, czy też osobę, która mu będzie towarzyszyć, to jest to afront.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 25.06.14, 11:43
    Nie rozumiem takiej nieproporcjonalnej do problemu reakcji. Nie podejrzewam Cie o chec zostania malzonka ,zeby byla jasnosc.Akurat Ciebie nie,
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • jadwiga1350 25.06.14, 11:55
    baba67 napisała:

    > Nie rozumiem takiej nieproporcjonalnej do problemu reakcji. Nie podejrzewam Cie
    > o chec zostania malzonka ,zeby byla jasnosc.Akurat Ciebie nie

    A to chyba sprawa bardziej skomplikowana. Znam taką kobietę, która też nie chce zostać małżonką, ale o swoim partnerze mówi zawsze mąż.
    Wiele/wielu jest takich co chcą zjeść ciastko i mieć ciastko.
  • kora3 25.06.14, 12:11
    a ja znam przynajmniej klika takich osób, które pomimo zwracania im uwagi, by nie mówiły o moim partnerze "mąż", bo nim nie jest uporczywie to robią smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 25.06.14, 12:09
    ale jakiej reakcji?
    na razie to wątkodawczynu poczuła się urazona i zapytała na forumsmile
    jeśli o mnie chodzi - nie poszłabym na wesele ludzi, którzy udają, że mnie nie znają i uważam to za słuszne.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 25.06.14, 10:27
    Może nie aż tak, ale rozumiem Twoje odczucia - też bym się głupio w takiej sytuacji poczuła.

    Pytanie brzmi czy była to niezamierzona niezręczność, czy może celowe podkreślenie, że nie jesteś przez rodzinę partnera traktowana poważnie.

  • pandzik 29.06.14, 23:44
    I bardzo dobrze to odebrałaś. Ja na miejscu twojego partnera poszłabym na to wesele ze śmierdzącym menelem zgarniętym z ulicy. I niech mu przy stole potowarzyszy przy flaszce, może nawet zdobędzie się na gustowny heft na suknię panny młodej. wink
  • jadwiga1350 25.06.14, 11:44
    >Mo
    > że bowiem sugerować, że zapraszającemu jest wszystko jedno z kim przyjdzie Twój
    > partner i zostawia mu w tym względzie wolną rękę

    Jest człowiekiem dorosłym i wolnym więc może przyjść z kim będzie chciał. A gdyby tak przyszedł z kimś innym niż stała partnerka, to co by było? Siostrzenica zatrzasnęłaby mu drzwi przed nosem i nie wpuściła do środka?
    Dla owej siostrzenicy wuj jest na pewno ważniejszą i bliższą osobą niż jego partnerka.
  • matylda1001 27.06.14, 01:43
    jadwiga1350 napisała:

    > Jest człowiekiem dorosłym i wolnym więc może przyjść z kim będzie chciał<

    Wcale nie jest wolny skoro ma stałą partnerkę.

    > A gdyby tak przyszedł z kimś innym niż stała partnerka, to co by było? Siostrzenica
    zatrzasnęłaby mu drzwi przed nosem i nie wpuściła do środka?<

    Żonaty wujek też mógłby przyjść z inną ciocią. Wierności niestety nie mierzy sie obrączką.
    Reakcja w obu przypadkach powinna być taka sama.

    > Dla owej siostrzenicy wuj jest na pewno ważniejszą i bliższą osobą niż jego partnerka.<

    To zrozumiałe, byłby bliższą osobą niż jego ślubna małżonka, gdyby taką posiadał.
  • majaa 25.06.14, 11:02
    confite napisała:

    > Jestem ze swoim partnerem w stałym związku od kilku lat. Mieszkamy razem. Związ
    > ek nasz jest oficjalny i ogólnie zaakceptowany.

    No właśnie oficjalny to on nie jest, choć jest stały i ogólnie akceptowanysmile

    > Partner mój został zaproszony na wesele swojej siostrzenicy z "osobą towarzyszą
    > cą".
    > Poczułam się tym urażona.
    >
    > Jakie są zasady i do jakiego momentu powinno się uchodzić za "osobę towarzysząc
    > ą"?

    Rozumiem, że byłoby Ci przyjemniej, gdyby wymieniono Cię z imienia i nazwiska, ale zgodnie z zasadami s-v to zaproszenie do Pani/Pana X z os. towarzyszącą można wystosować nawet dla małżeństwa, więc obrażać się nie ma o co.
  • annthonka 25.06.14, 17:00
    Tak, ale zaproszenie dla Pana X z osobą towarzyszącą wysyła się raczej w przypadku, kiedy zapraszający nie wie, z kim Pan X przyjdzie - czyli na wydarzenia biznesowe, albo w przypadku bardzo bardzo dalekiego krewnego zapraszanego na trzystuosobowe weselisko.

    W tej konkretnej sytuacji można jednak założyć, że siostrzenica zna sytuację osobistą swojego wuja oraz wie jak się nazywa jego partnerka życiowa, ta sama od iluś lat.




  • aqua48 25.06.14, 18:15
    annthonka napisała:

    > W tej konkretnej sytuacji można jednak założyć, że siostrzenica zna sytuację os
    > obistą swojego wuja oraz wie jak się nazywa jego partnerka życiowa, ta sama od
    > iluś lat.

    Ale na wesele zaprasza wuja z osobą towarzyszącą, a nie wujostwo..
  • nm.buba011 25.06.14, 18:34
    aqua48 napisała:

    > Ale na wesele zaprasza wuja z osobą towarzyszącą, a nie wujostwo..

    - tak. Teraz, zgodnie z s-v, należy poczekać na podjęcie decyzji, odnośnie doboru OT przez konkubenta. To samo w przypadku małżeństwa.
    S-v to także, a nawet szczególnie, okazywanie cenionym nam bliskim, sporej dozy zaufania.

    ***********************************************
    www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • matylda1001 27.06.14, 11:35
    nm.buba011 napisał:

    > - tak. Teraz, zgodnie z s-v, należy poczekać na podjęcie decyzji, odnośnie doboru OT przez konkubenta. To samo w przypadku małżeństwa.<

    Konkubent (czyli osoba pozostająca w stałym związku) ma taki sam status towarzyski jak ślubny małżonek. Tak jak nie wypada moim i męża znajomym/rodzinie zaprosić któreś z nas z osobą towarzyszącą, tak nie wypada też uczynić w stosunku do konkubinatu.
    Jako ślubna żona bywam osobą towarzyszącą mojego ślubnego męża na dorocznym balu branżowym i na innych tego typu oficjalnych imprezach , ale nie wyobrażam sobie podobnej sytuacji w życiu prywatnym.

    > S-v to także, a nawet szczególnie, okazywanie cenionym nam bliskim, sporej dozy zaufania.<

    Nie widze tu miejsca na zaufanie. Okazywanie szacunku ponad wszystkim. Zaprosić kolegę z osobą towarzyszącą, wiedząc że od lat jest związany z tą samą partnerką - znaną w towarzystwie i akceptowaną, to przejaw braku szacunku do kolegi, jego partnerki i ich związku.
    Naprawdę nie ma znaczenia czy to partnerka ślubna czy nieślubna. Zaproszenie w takiej sytuacji z osobą towarzyszącą niesie przekaz - nie zależy nam na bliskiej tobie osobie.
  • kwiat_w_kratke 27.06.14, 21:08
    > Konkubent (czyli osoba pozostająca w stałym związku) ma taki sam status
    > towarzyski jak ślubny małżonek.


    Zwykle się z Tobą zgadzam Matyldo, ale tym razem nie. Konkubinat nie ma takiego samego statusu towarzyskiego jak małżeństwo. Rzecz w tym, że gdy żona pokłóci się ze swoim mężem i wyprowadzi do innego lokum, oświadczając, że nie chce go znać - nadal będzie pozostawała żoną dla owego męża, szwagierką dla jego siostry, ciotką dla jego siostrzenicy itd. Konkubina w analogicznej sytuacji przestaje być konkubiną. Staje się dla rodziny byłego partnera jedynie znajomą. I to jest zasadnicza różnica.
  • baba67 27.06.14, 21:25
    Malo tego byla zona moze pozostawac z rodzina bylego meza w bardzo dobrych stosunkach, wciaz byc tytulowana ciocia i zapraszana( taktownie) na rozne uroczystosci .W wypadku konkubiny tez sie zdarza ale duzo rzadziej. Rozwdo to wciaz jest cos jakos nieoczekiwanegorozpatrywanego w kategoriach traumy a rozstanie konkubentow wydaje sie takie naturalne, jakby sie zeszli wlasnnie po to zeby sie po pewnym czasie rozstac.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kwiat_w_kratke 27.06.14, 22:54
    Bo na tym właśnie polega idea konkubinatu. Aby móc w razie czego rozstać się szybko, sprawnie, bez ceregieli, bez zbędnych formalności, bez procesów sądowych itd. Czy to jest dobre czy złe - bez znaczenia, każdy wybiera sobie taką drogę, jaką chce. Ale skoro już wybrał - to nie na miejscu są pretensje, że inni ludzie, a zwłaszcza dalsi krewni, tak właśnie ich traktują: jako osoby, które w każdej chwili, bez formalności i bez zobowiązań mogą się rozstać.
  • ebro888 28.06.14, 00:03
    Czy wiadomo coś w tym wątku o tym, czy konkubin był wcześniej żonaty, a jeśli tak- to czy nie jest również dziełem i autorki wątku - że owa była żona nie jest już z nim? A może on jest nadal żonaty?!
  • ebro888 28.06.14, 00:08
    Jak również- może i bohaterka (sic) ma w zanadrzu własnego męża?
  • baba67 28.06.14, 07:39
    GDyby tak bylo(czyli gdyby sformulowanie nie bylo tylko bezmyslnoscia tylko manifestem niecheci i nieufnosci nie byloby mowy akceptacji w innych sytuacjach. Posiadanie malzoinkow w przeszlosci czy obecnie nie ma nic do rzeczy.

    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 28.06.14, 08:17
    To, jak sobie ludzie układają stosunku po rozstaniu się między sobą, a także z rodzinami swoimi wzajemnie nie zależy od żadnych ślubów, a od tych ludzi ...

    Np. ja z rodziną mego eksmęża nie utrzymuję żadnych kontaktów, z nim jak wiesz - sporadyczne i kurtuazyjne. W zasadzie jedyną osobą z rodziny mego eksmęża, z którą mam kontakty (głownie z racji odległości - via net) jest jego stryj (wraz z małzonką smile). A wiesz dlaczego? Bo tego stryja po prostu polubiłam, z wzajemnością zresztą, będąc narzeczoną, a potem żoną mego eksmęża. Dla mnie w tej chwili, choć po rozwodzie powinowactwo nie wygasa, ten człowiek jest miłym znajomym, który przypadkiem smile nosi takie samo nazwisko, jak ja.
    Z pozostałą czescią rodziny ekmeza nie mam kontaktów i to bynajmniej nie z jakiejś zapiekłej nienawiści, a po prostu dlatego, że nie mam na te kontakty ochoty. Kiedy byliśmy formalnie rodziną, też niespecjalnie miałam na nie ochote i ograniczałam je do niezbędnego minimum z mej strony.

    Natomiast z rodziną mego ekspartnera mam kontakty czeste i serdeczne. Nie wspomnę o siostrze jego, która jest moją b. bliską kolezanką, szwagrze i ich dzieciach (z których jedno, najmłodsze mówi do mnie "ciociu", pozostałe nie, bo są starsze i i także do mego ekspartnera nie mówią "wujku" tylko po imieniu), czy rodzicach, mowa także o kuzynostwie, wujkach, ciotkach.
    Ot - ostatnio dzwoniła mama mego eksa, że przyjechała do nich jej szwagierka z innego miasta i robią babski comberek, na który zaprasza smile Dlaczego tak jest? Dlatego, że autentycznie się lubimy, jesteśmy obecni wzajemnie w swoim życiu, POMIMO rozstania.
    Jak widzisz papier niewiele tu znaczy smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 28.06.14, 08:54
    No wlasnie napisalam,nie ma tu reguly.Bywa ze ma sie kontakt z rodzina bylego chlopaka bedac juz zona innego,a z nim samym taki sobie bo mieszka gdzie indziej.
    Konkubinat jednak bedzie jeszcze dlugo postrzegany jako cos co z natury swojej moze sie rozpasc, czy tego chcesz czy nie.I jesli sie nie moze napisac po prostu Anna i Pawel Zawadzcy to sie zaczyna strefa gaf , nieporozumien i uraz.
    Off topic.
    Nie wiem czy widzialas film oparty na autentycznej historii brytyjskiego pisarza i filozofa ktorego wmanipulowano w malzenstwo z panna atrakcyjna ale ewidentnie chora psychicznie(jej choroba byla niebezpieczna dla otoczenia,kobieta atakowala a ludzi nozem te klimaty.)Panne wcisnela mamusia tejze ,urocza wyksztalcona osoba (bo mowa jest o zamoznej amerykanskiej rodzinie) tlumaczac ze "ona zawsze byla taka oryginalna pomyslala ze przyszly maz jakointelektualista ja doceni"
    Dopoki nie przeczytalam Twojej historii to myslalam ze takie rzeczy to tylko 100 lat temu byly mozliwe.

    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 28.06.14, 09:42
    Babo, w naszym społeczeństwie od dawna już wolne związki są na porządku dziennym i jeśli w kimś wzbudzają jakieś emocje, to w osobach sfiksowanych religijnie na ogół.
    Piszac "wolne związku" mam na myśli różne - od zamieszkującej z sobą studenckiej pary czekającej do slubu aż się "ustawią" po takie pary, jaka ja współtworzę smile
    Takie związki akceptują także rodzice i DZIADKOWIE je tworzących.

    Wspomnianego filmu nie oglądałam. Dla mnie moje małżeństwo to niefajny, ale epizod.

    Co natomiast co konkubinatówsmile - nie wiem czy wiesz, ale naukowo rozgranicza się wolne związki na konkubinaty i kohabitację. Nie bez powodu - kiedyś para mieszkająca z sobą bez slubu żyła tak, bo zwyczajnie ślubu nie mogla wziąć. A nie mogła, bo jedno, albo oboje byli już w jakimś formalnym związku, którego nijak rozwiązać się nie dało, by zawrzeć koloejne małżeństwo.
    Sprytnie rozwiązywał to pewien marszałek Polski, ale mniejsza o to ...smile

    Obecnie od dłuższego czasu obserwuje się zjawisko kohabitacji czyli związku dwojga ludzi formalnie wolnych, którzy gdyby mieli taką wolę, mogliby wejść w formalny związek małzenski.
    Dla mnie jest to sensowne rozgraniczenie, bo nie uznaję związków z erotyką w tle z osobą zajętą - czy to jedynie formalnie na papierze, czy też faktycznie, znaczy - z kimś kto jest z kimś innym, w związku, formalnym czy nie.

    Nieco OT - ochłodziłam maksymalnie (jakieś 3 lata temu) kontakty z pewnym miłym panem. Miły to on dla mnie faktycznie był ( i jest nadal), ale po tym, jak na sporej imprze pojawił się w towarzystwie żony (na stałe mieszkającej dość daleko, acz w PL) oraz kochanki straciłam doń wszelki szacunek. I piszę to z pełną świadomością. Sytuacja była taka, ze z jego bliskiego otoczenia wszyscy wiedzieli, że pani siedząca po jego prawicy to jego kochanka (ja nie wiedziałam, ale rychło mnie uświadomiono i to prawda). Dla mnie gość robiący coś takiego jest zwyczajnym szmaciarzem i tyle. Jego wówczas niczego nieswiadoma żona była po prostu pośmiewiskiem dla otoczenia. Wszyscy wiedzieli, że maz siedzi miedzy nią i kochanką, a ona bidulka wierzyła, ze to kolezanka ...Załosne.

    Może ja jestem dziwna, ale dla mnie dużo bardziej ta kochanka i ten pan kojarzą się z osobami upadłymi, niż gdyby bedac osobami wolnymi (formalnie i faktycznie) zamieszkali z sobą bez ślubów. Ta żona dla mnie też jest kretynka bez honoru, bo teraz już wiedząc (spoko nie ode mnie smile) o sytuacji nadal pozostaje żoną i robi za szczęśliwą małzonke. Dla mnie to chore i nienormalne ...
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 28.06.14, 10:30
    Alez ja nie pisze jak jest tylko jak sie kojarzy wiekszosci (wciaz wiekszosci) spoleczentwa.Niekoniecznie musi byc to zwizane z religijnoscia, na ogol jest z wiekiem.
    Nie wiem dlaczego chcesz mi wmowic jakas niechec do tej formy pozycia. To ze uwazam ze wiekszosc kobiet oczekuje malzenstwa a wielu panom wygoniej tego nie widziec bo maja swoje niekoniecznie uczciwe zamysly nie znaczy ze forma jako taka nie moze byc dobra dla pewnych osob. --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • jadwiga1350 28.06.14, 12:09
    kora3 napisała:
    > Może ja jestem dziwna, ale dla mnie dużo bardziej ta kochanka i ten pan kojarz
    > ą się z osobami upadłymi, niż gdyby bedac osobami wolnymi (formalnie i faktyczn
    > ie) zamieszkali z sobą bez ślubów. Ta żona dla mnie też jest kretynka bez honor
    > u, bo teraz już wiedząc (spoko nie ode mnie smile) o sytuacji nadal pozostaje żoną
    > i robi za szczęśliwą małzonke. Dla mnie to chore i nienormalne ...


    Oj, Koro, Koro. A może tym ludziom "lata" co ty o nich myślisz?


    > Nieco OT - ochłodziłam maksymalnie (jakieś 3 lata temu) kontakty z pewnym miły
    > m panem. Miły to on dla mnie faktycznie był ( i jest nadal), ale po tym, jak na
    > sporej imprze pojawił się w towarzystwie żony (na stałe mieszkającej dość dale
    > ko, acz w PL) oraz kochanki

    Naprawdę masz tylu znajomych? Na tym forum przewinęła się ich już pewnie setka. I tak dokładnie jesteś wtajemniczona w ich osobiste życie: żona, kochanka, kłania się, nie kłania się, syn nie chce stosować antykoncepcji, itp.

  • kora3 28.06.14, 20:12
    a co Cię to obchodzi kobieto?smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 28.06.14, 14:27
    Jesli pani zdecydowala sie na zamieszkanie na stale z dala od swego meza to chyba to nie jest normalna sytuacja .Niektorym ludziom zyjacym osobno rozwiod nie jest do niczego potrzebny a wiaze sie z kosztownymi rozwiazaniami prawnymi.Poniewaz nie znasz osobiscie osob zarabiajacych srednia krajowa mniemam iz ci panstwo sa ciezkopieniezni,nie zamierzaja na razie wstepowac w inne zwiazki malzenskie ani tez wzbogacac prawnikow.Sytuacja jak najbardziej racjonalna nie wiem laczegotakzler oceniasz te zone.
    Idiotka by byla gdyby sadzila ze zamieszkawszy z dala od meza ten bedzie trwal w celibacie i czekal az pani sie odmieni. W tej chwili na pewno idiotka nie jest.
    Pan oczywiscie powinien poinformowac zone ze uklada sobie zycie z inna pania, ale moze sie po prostu czekal na dobry moment.naprawde trudno mowic o zdradzie kiedy malzonkowie mieszkaja daleko od siebie.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 28.06.14, 20:14
    Babo - pani się nie zdecydowała - to pan się zdecydował - służba mundurowa, mógł, nie musiał, ale zdecydował się sporo wcześniej ..
    Znam ludzi zarabiających srednią karkową - skąd pomysł, ze nie?P)
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 28.06.14, 20:41
    Wg tego co opisujesz wszyscy Twoi znajomi kosza niesamowita kase wiekszosc w budzetowce.
    Pani naprawde byla niezwykle naiwna osoba jesli myslala ze maz bedzie z dala od domu zyl celibacie.A czy jest idiotka? Pisalam juz kiedys ze sa kobiety ktore wola miec 50% dobrym interesie niz nie miec zadnego interesu.Pani pewnie niekoniecznie mloda moze dzietna szanse na rynku matrymonialnym takie sobie. Powiedzialabym ze babka dobrze kombinuje. .Duma sie nie najesz, nie ubierzesz,rachunkow nie poplacisz.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 28.06.14, 20:49
    baba67 napisała:

    > Wg tego co opisujesz wszyscy Twoi znajomi kosza niesamowita kase wiekszosc w bu
    > dzetowce.
    [i][i]

    Wcale nie, pisałam, że niektórzy z nich całkiem dobrze, wbrew temu co się uważa zarabiają we wspomnianej be. Kto ma z tym do czynienia na serio, wie, e nie kłamię smile


    Pani naprawde byla niezwykle naiwna osoba jesli myslala ze maz bedzie z dala o
    > d domu zyl celibacie.A czy jest idiotka? Pisalam juz kiedys ze sa kobiety ktore
    > wola miec 50% dobrym interesie niz nie miec zadnego interesu.Pani pewnie nieko
    > niecznie mloda moze dzietna szanse na rynku matrymonialnym takie sobie. Powiedz
    > ialabym ze babka dobrze kombinuje. .Duma sie nie najesz, nie ubierzesz,rachunko
    > w nie poplacisz.


    Sorry, ale zenua


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 28.06.14, 20:59
    Dlaczego? Nie kazdy moze zarabiac dobre pieniadze i nie chce dzieci.Niektorzy zakladaja prawdziwa rodzine idzie za tym czesto finansowe uzaleznienie, rezygnacja z wlasnej kariery zawodowej.
    Nie kazdy jest taki wolny i wygodny jak Ty zatem nie masz prawa chyba nikogo oceniac.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • baba67 28.06.14, 21:03
    No mozna skupic sie na wlasnej karierze,nie chciec dzieci zlapac urzadzic sie jeszcze przy bogatym facecie i traktowac swiat z wysoka, nikt nikomu nie broni.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 29.06.14, 02:21
    Najgorsi są ci, co to nie są "ukrzywdzeni", prawda?smile
    Co za ludzie, którzy wiecznie nie narzekają, ze robote mają straszną, za grosze, nie mogą se dać rady i w ogóle...
    Babo, nie sadziłam, ze należysz do grona zawistniaków sad

    Ja się nie muszę "urządzać przy bogatym facecie" właśnie m.in. dlatego, ze nie narobiłam sobie niechcianych dzieci z jakimś safandułą, czy nierobem. Mnie stać na to, żeby samą siebie utrzymać na poziomie, jaki mi pasuje. A faceta mam takiego, jaki mi odpowiada - owszem, tzw. niezaradny mi nie odpowiada, no i?
    Co Cię tak boli? Ja byłam wolna, on wolny - nikt nikomu zwiazku nie rozbijał. A ze nie jest biedakiem - no nie jest, czy to zaraz wielka wada, albo przestępstwo?smile

    Człowiek kochana może się skupiać w życiu na czym chce, ale trzeba się liczyć z konsekwencjami. Oleje jakaś pani swoje zycie zawodowe, to potem musi "iśc na kompromisy" w postaci kochanki np. "bo dumą dzieci nie nakarmisz" - jej wybór. Niech ma pretensje do faceta, do siebie, ale nie do kogoś, kto swoje życie postrzega inaczej i na takie kompromisy chodzić nie chce.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 29.06.14, 07:09
    Mozesz sobie zyc ak chcesz i rozumiem ze nie znajac mnie osobiscie zwazywszy e nie jestem literatka moj post moglas odczytac jako zawistny.
    Nie zazdroszcze Ci, uwazam swoje zycie za pelniejsze od Twojego a Ty zapewne tak sadzisz o swoim.
    Chodzilo mi to ze juz nie pierwszy raz wyglaszasz kategoryczne osady zachowania osob ktorych sytuacji zyciowej nie rozumiesz bo nigdy nawet w zblizonej sytuacji nie bylas.I to mnie bardzo razi.Nie ma w tym ani odrobiny empatii tylko poczucie wyzszosci .JA JESTEM CUDOWNA bo nie mam dzieci mam za to kase i moge byc niezalezna.Panie w innej sytuacji to idiotki.



    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 29.06.14, 08:54
    Babo mila smile stawiasz mi zarzuty, a sama dopuszczasz się tego, co zarzucasz mnie!
    Przynajmniej kilka razy wykazywałaś skrajne niezrozumienie dla opisywanych w różnych sytuacjach ludzi, bo najprawdopodobniej nigdy nie bylaś w zbliżonej sytuacji.

    Tymczasem jak, która też nie byłam starałam Ci się wyjaśnić, że właśnie sytuacje sa różne i bywa tak czasem, ze człowiek nie widzi innego wyjścia.

    Tak czy owak moja droga - nie, nie ma w tym żadnej wyższości w mej postawie - doskonale rozumiem, że czasem ktoś tkwi w jakimś układzie np. związkowym z przyczyn materialnych, społecznych, czy jeszcze innych, bo nie widzi innego wyjścia.
    Tyle tylko, że Ty tak to przedstawiasz, jakby to było NORMALNE, a nie jest. To jest sytuacja patologiczna, a nie normalna i nie bójmy się tego powiedzieć.

    A propos natomiast kategoryczności - w przypadku tego przykładu Ty wszystko "wiedziałaś" jak jest, a tymczasem sytuacja tych ludzi jest zupełnie inna. Ów pan pracuje poza miejscem zamieszkania od dobrych kilku lat. W tej służbie to nic nadzwyczajnego Babo. Dla niektórych to jest konieczność, dla niektórych jak u tego pana stwarza to możliwość awansu.
    Jednakowoż nie jest tak, że ktoś nie może miesiącami spotkać się z zoną/partnetką. To są czasem setki kilometrów do przebycia, ale nie tysiące (jak np. u pracujących za granicą) i przy dobrej organizacji można się widzieć co tydzień - my tak żujemy ponad 2 lata wcale nie będąc w celibacie smile

    Owszem, wspomniana żona pana na pewno nie zdołałaby utrzymać się sama na poziomie, jaki zapewniają zarobki pana, bo po studiach nigdy nie pracowała, wiec nie ma doświadczenia zawodowego, a nawet gdyby takowe miała, to i tak nie miałaby szans zarabiać tyle co on.
    Pani jest jednak tzw. bogata z domu, a poza tym stadło zgromadziło przez 20 lat spoty majątek. Majątek ten uległby w razie rozwodu podziałowi, panu zasadzono by na dzieci (uczące się dziennie) zapewne wysokie alimenty, no i jest spora szansa, że zasądzono by je również na żonę, bo nie byłoby trudno udowodnić, że pani musiała zrezygnować z planów zawodowych z powodu realizowania tychże przez pana. W dodatku typ ma kochankę, wiec nie trudno byłoby o rozwód z jego winy - sądzę, ze wolałby zgodzić się na korzystne dla eksżony warunku finansowe, by uniknąć skandalu, który w jego dalszej karierze na pewno by mu nie pomógł.

    Tak wiec sama widzisz, ze Twoja wizja biednej kobieciny, która odszedłszy od meza umarłaby z dziećmi z głodu jest nieprawdziwa.
    Pani robi z siebie kretynke z innego niż materialny powodu. Z jakiego konkretnie - nie wiem Babo. Stawiam na to, że pani jest przyzwyczajona do, że tak powiem swiecenia blaskiem odbitym od meża. On jest wazną osobą, a ona jako zona takowej także jest postrzegana, jako ważna osoba. W sytuacji, gdyby przestała być ową żoną, byłaby nikim ważnym- niebiedną panią gospodynią domowa, której nikt nie zapraszałby na bankiety, gale i bale i tyle.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 29.06.14, 10:43
    Sytuacja tej pani jest nietypowa. I na pewno nie wybralabym takiej opcji na jej miejscu.
    Niemniej Twoj komentarz odnosil sie do sytuacji hipotetycznej ktora przestawilam i byl pogardliwy.
    No i oczywiscie, jak na poczatku przypuszczalam panstwo sa ciezkopieniezni jak wiekszosc Twoich znajomych.
  • baba67 29.06.14, 10:49
    Zapomnialam ze obracasz sie w wyzszych sferachi tam wszystko jest inaczej bo to krolestwo mloekiemi miodem plynace nijak sie nie ma do zwyklych smiertelnikow.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 29.06.14, 11:30
    Jesteś niepotrzebnie złośliwa Babo - nie obracam się w zadnych wyższych sferach smile
    Obracam się prywatnie w towarzystwie normalnych ludzi - owszem, na ogół pracujących.
    Wyobraź sobie, ze nikt z moich kolegów ze studenckiej grupy nie jest osobą bezrobotną, nikt nie pracuje na jakims podrzędnym stanowisku pracy i nikt nie zarabia najniższej krajowej.
    Nie powiedziałabym, żeby zwyczajni inżynierowie byli zaraz jakąś "wyższą sferą" - ot normalnie, po to się kończy studia, żeby pracować i zarabiać, a jeśli się pracuje już ponad 15 lat, to czegoś się człowiek dorobi i zawodowo i materialnie.

    Taka jest większość moich prywatnych znajomych - normalni ludzie.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 29.06.14, 11:24
    powiedziałabym nawet, że bardzo, co raczej nikogo zważywszy na status zawodowy pana nie zdziwiłoby.
    Natomiast motem jest, jakoby wszyscy moi znajomi takowi byli. Mam wrazenie, że określasz tym mianem osoby, które nie zyją na granicy ubóstwa. Jak w2iesz znam i takich ludzi, kyórzy zyją poniżej tej granicy i bardzo mi ich moja droga żal - szczególnie, gdy nie ponoszą winy za taki stan rzeczy.

    Co do moich znajomych takich z wyboru, to w większości sa to ludzie zwyczajnismile
    Ale, ze nie sa to przeważnie 20 -latkowie, to coś tam już w życiu mają i zarabiają - normalnie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 29.06.14, 11:50
    Nie, okreslam te osoby dokladnie-zarabiajace kilkakrotna srednia krajowa.czyli powyzej 10 tys na miesiac granica ubostwa jest jeszcze daleko.
    A pani z tego co piszesz o panu woli miec 80% w doskonalym interesie niz 100% w takim sobie.Moze sama bym w to nie weszla, ale idiotka bym jej nie nazwala.Bycie zona KOGOS nawet jak ten ktos ma swoje slabostki to cos znaczy.A panie chetnie dajace z nadzieja ze zajma miejsce zony byly sa i beda.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 29.06.14, 12:06
    no sadzę, ze ten pan akurat to i pewnie lepsze pieniążki bierze niż wspomniane 10 tys. złotych smile - jak mówię - nic dziwnego przy jego zawodowym statusie.

    Czy ta pani ma 80 proc. udziałów ?smile No nie, najwyżej 30.
    Czy ja bym w to weszła - nie, na pewno nie. Nie imponuje mi wcale takie stanowisko, jakie ten pan piastuje, a nawet gdyby to nie zniosłabym nigdy statusu "kobiety swego mężczyzny", bo mam swój własny.
    Pani idiotka jest natomiast, bo nie ma żadnej gwarancji, czy pan jej tak czy owak nie zostawi dla tej, czy innej. Gdyby miała głowę do interesu Babo, to rozwiodła by się z nim teraz na swoich warunkach finansowych, bo za parę dosłownie lat ten pan będzie mógł iśc na zasłużoną emeryturę i wówczas będzie mu latało, czy wokół niego będzie skandal rozwodowy czy nie i wówczas może nie być już tak skłonny do "wykupowania się" od niego, jak dziś.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 29.06.14, 19:37
    To jest dobre myslenie. ja bym tez chyba w to nie poszla majac zaplecze finansowe i jeszcze prezencje jako taka zeby sobie poszukac kogo innego. Z tym30% to chyba nie dosadzialas ostatecznie pani dostaje do raczki spora czesc zarobkow a i splendory tez na nia spadaja.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 06.07.14, 09:43
    jaką czesc zarobków pana, pani dostaje jak to określiłaś do rączki, ale jak napisałam - całkiem sporą czesc dostałaby "z urzędu" gdyby się z panem teraz rozwiodła smile

    Co natomiast do splendorów - no cóż - pani bywa na roznych imprezach towarzysząc małżonkowi, acz nie na wszystkich, bo każdy zapraszający rozumie, że z racji odległości bywanie pani na każdej imprezie, na której gości małżonek nie byłoby technicznie możliwe. A na tych, na których pani bywa wszyscy (dosłownie) wiedzą, ze pan ma stałą kochankę ( i kto to jest). Mało tego, na tych imprezach owa kochanka także zwykle bywa, co jest całkiem normalne z racji jej funkcji zawodowej. Jeśli to jest dla tej żony jakiś splendor,to ja za takowy serdecznie dziękuję.
    Powiem Ci, ze ja bym na takie imprezy zwyczajnie nie chodzila na miejscu tej żony.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 06.07.14, 10:15
    ja bym na miejscu pani zaczela sobie ukladac zycie z innym panem,nawet bez rozwodu poki co natomiast na imprezach dzielila sie z kochanka doswiadczeniami o upodobaniach seksualnych malzonka(wiedzialas kochana ze on lubi striptiz w szpilakach? Ale czerwone koniecznie musza byc) nie troszczac sie szczegolnie o slyszalnisc swoich wypowiedzi.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 06.07.14, 11:25
    niektóre pomysły są świetne, ale niestety z reguły słabo z ich realizacją smile
    Innymi słowy - łatwo się takie coś pisze, mówi, jak to co napisałaś powyżej, a w praktyce pewnie bedac w takiej sytuacji pomysłodawcy byłoby trudno to wdrożyćsmile

    A tak na marginesie ...Nie pogniewaj się, ale troszkę jesteś niekonsekwentna w tym co napisałaś o układaniu sobie życia z innym panem bez rozwodu...
    A to dlatego, ze chyba w tym watku także (bo nie tylko w tym) wspomniałaś zdaje się o trwaniu związku ze względu na dzieci. Tu dzieci sa - jedno już dorosłe, studiujące poza domem, wiec takie, które sytuację pewnie by zrozumiało. Ale drugie jest "podstawówkowe", mieszkające na stałe z matką w niewielkiej stosunkowo miejscowości. No i? Przeciez układanie sobie życia z innym panem równałoby się temu, że dzieciak by o tym coś tam wiedział. Czy to twoim zdaniem zdrowa byłaby sytuacja dla dziecka, kiedy rodzice niby sa razem, pokazują się razem i uchodzą za bądź co bądź trwające małżeństwo, a matka ma kogos na boku? A ze ojciec też? No tego dzieciak wiedzieć nie musi. Ojciec od lat w domu jest gościem a kochanki do domu nie przywozi. Czy to naprawdę zdrowe i wychowawcze byłoby, gdyby matka miała kogoś półoficjalnie? Moim zdaniem znacznie lepszą , normalniejszą sytuacją byłoby, gdyby rodzice rozstali się praktycznie i formalnie, zamiast się ciąc po rogach wzajemnie na oczach dzieci.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 06.07.14, 12:46
    Chodzi o to zeby pana 'zachecic" o jakichs dzialan.Albo niech sie rozwiedzie zabezpieczajac rodzine albo niech sprowadzi rodzine do siebie i zacznie sie zachowywac przyzwoicie .Matki nic w miejscu zamieszkania nie trzyma.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 06.07.14, 13:02
    Babo, znalezienie sobie kogoś w celu zachęcenia pana do wspomnianych działań jest przepraszam, ale gorzej niż niemądrym pomysłem.
    Po pierwsze: nieetycznym, chyba, ze taki pan wiedziałby, że jest "na podpuchę" i wiedziałyby to także dzieci w tym to młodsze.
    Po drugie: w sytuacji, gdyby pani też kogoś miała - co w niewielkim miasteczku gdzie mieszka nie byłoby łatwe do ukrycia, to nici z rozwodu z orzeczeniem winy pana, nici też z tego, że pójdzie na rozwód bez orzekania ale na jej warunkach finansowych. Dla niego to byłaby sytuacja komfortowa wręcz: żona ma kochanka, wiec jest co najmniej współwinna rozpadowi małżeństwa, w związku z tym zabezpieczenie JEJ finansowo jej się nie należy wg prawa.
    Pan nie obawiałby się skandalu ze swej strony, wszak żona odeń nielepszasmile zatem nie miałby interesu w korzystnym dla niej podzieleniu majątku.
    Nie sądzę, by ów pan był zainteresowany sprowadzeniem żony do siebie, a nawet gdyby się uprała łatwo mógłby prowadzić dotychczasowe życie zasłaniając się obowiązkami. Żona nie miałby żadnych szans go kontrolować - wszystkie osoby, które tam jakoś zna (słabo) to są osoby powiazane zawodowo z jej mezem i jeszcze stojące niżej w hierarchii, już widzę, jak jej pomagają go "rozpracować".
    Czy nic jej nie trzyma tam gdzie mieszka - no praca nie, dziecko szkołę może zmienić, pozostaje zatrudnić kogoś do utrzymania domu i szeszej - sporek posesji.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 06.07.14, 13:10
    No bez sensu rzeczywiscie-nie zauwazylam aspektu malego miasteczka. Niemniej pani by miala duzy problem z dostaniem rozwodu z winy meza nikt nie bedzie zaznawal na jej korzysc. Pozostaje prywatny detektyw albo uklad z kochanka ktora moze byc zainteresowana byciem pania generalowa czy kim tam.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 06.07.14, 13:18
    Wiesz Babo, czy nikt to nie bylabym pewna. Ludzie z tzw. świecznika zawsze mają wielu "przyjaciół" dopóki tak nazywani sa odeń zależni smile Potem to z tą "przyjaźnią" róznie bywa. Pani zona miałaby problem pewnie ze znalezieniem kogoś chętnego do zeznań wśród aktualnych współpracowników meza, ale już wśród byłych pewnie by się paru znalazło ...
    Sądze, znając tego gościa, ze nie ryzykowałby glosnej sprawy rozwodowej teraz ze skandalem w tle. Natomiast za kilka lat pewnie będzie mu to latać i nie pójdzie tak łatwo na rozód na warunkach finansowych żony
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 28.06.14, 14:04
    kwiat_w_kratke napisał(a):

    > Zwykle się z Tobą zgadzam Matyldo, ale tym razem nie<

    Spróbuję Cię przekonać smile
    Chyba piszemy o dwóch różnych sprawach, bo moim zdaniem czymś innym jest status towarzyski a czymś innym prawny. Jeżeli ludzie funkcjonują w towarzystwie jako stała para, to ja się nie zastanawiam czy mają ślub, czy nie. To jest pani od tego pana, a to pan od tej pani, i już. Mogłoby to miec dla mnie znaczenie gdyby chodziło o jakieś interesy (pożyczki dużych sum, poręczenia majątkowe) ale przy piciu kawy? jakie to ma znaczenie? Gdy ludzie się rozstaną i każde z nich będzie miało nowego pana/nową panią, to układ towarzyski się zmieni, ale status towarzyski tych nowych połówek jest taki sam jak poprzednich. Podobnie małżeństwo po rozwodzie. Ciocia przestaje być ciocią, a wujek wujkiem. W sensie prawnym, co oczywiste, ale też towarzyskim, bo jak się wujek zechce ożenić z inną panią, to będzie po prostu nowa ciocia.
  • baba67 28.06.14, 14:10
    Matyldo nie zawsze tak jest ze ciocia przestaje byc ciocia.jesli para ma dzieci ktore sa naszymi kuzynami to ich matka nie staje sie dla nas obca osoba dlatego ze ich rozice przestali byc malzenstwem.Bo jak ? mam siostr cioteczna ktorej matka to dla mnie pani? Na ogol taka osoba pozostaje ciocia do konca zycia.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • matylda1001 29.06.14, 00:34
    baba67 napisała:

    > Matyldo nie zawsze tak jest ze ciocia przestaje byc ciocia.jesli para ma dzieci ktore sa naszymi kuzynami to ich matka nie staje sie dla nas obca osoba dlatego ze ich rozice przestali byc malzenstwem.Bo jak ? mam siostr cioteczna ktorej matka to dla mnie pani? Na ogol taka osoba pozostaje ciocia do konca zycia.<

    Najczęściej tak bywa, że kontakty wygasają a wraz z nimi więzi. Moje córki na przykład, właściwie nie znają swoich braci stryjecznych - synów mojego szwagra, którego tu często eksploatuję jako przykład. Chłopcy (dziś obaj dobrze po "30") są od nich sporo starsi, a jak ciocia i wujek sie rozstawali były zupełnie malutkie, więc "cioci" z pewnością nawet na ulicy by nie poznały. Dla nich ciocia, to partnerka wujka (od ponad 20 lat ta sama) a za cioteczne rodzeństwo uważają jej dzieci z pierwszego małżeństwa, które wychowała wraz ze szwagrem. Mają ze sobą świetny kontakt. Dodam tylko, że to nie szwagier przyczynił się do rozbicia małżeństwa i nie on odsunął się od synów. Ich matka skutecznie zadbała o to, żeby nie mięli ojca ani żadnej rodziny ze strony ojca. To nie jest klasyczny przykład, ale podobnie bywa najczęściej.
  • annthonka 25.06.14, 20:36
    Dalej nie rozumiem, czemu zamiast "osoba towarzysząca" nie można napisać "Zosia Iksińska"...
  • nm.buba011 25.06.14, 20:54
    annthonka napisała:

    > Dalej nie rozumiem, czemu zamiast "osoba towarzysząca" nie można napisać "Zosia
    > Iksińska"...

    - aby osoba oczekiwana, mogła sobie dobrać kogo tylko chce, takie - carte blanche.
    Napisać można, ale w konwencji OT, byłoby pozbawione sensu.
    --
    ***********************************************
    www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • matylda1001 29.06.14, 00:40
    nm.buba011 napisał:

    > aby osoba oczekiwana, mogła sobie dobrać kogo tylko chce<

    To może żony też lepiej nie wpisywać? na wypadek, gdyby wujek wolał przyjść z koleżanką z pracy...
  • ach_dama_byc_z_kanady 29.06.14, 00:45
    matylda1001 napisała:
    To może żony też lepiej nie wpisywać? na wypadek, gdyby wujek wolał przyjść z koleżanką z pracy...

    no wlasnie. i w ten sposob dochodzimy juz do absurdu...

    Minnie
    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • majaa 25.06.14, 18:43
    Rzeczywiście chyba najczęściej jest tak, jak piszesz. Co nie zmienia jednak faktu, że zasada jest, jaka jest i jeśli ktoś ją zastosuje to nie jest to powód do urazy.
  • annthonka 25.06.14, 22:18
    Nie jest to powód do urazy, ale w sumie rozumiem, że komuś może być przykro.
  • nm.buba011 25.06.14, 23:15
    annthonka napisała:

    > Nie jest to powód do urazy, ale w sumie rozumiem, że komuś może być przykro.

    - może, ale instytucja OT ma swoje uzasadnienie.
    Zaproszona imiennie para, to w przypadku niedyspozycji jednej osoby, pozostawia aktualne zaproszenie dla drugiej. Nawet otwiera, po powiadomieniu, furtkę do zastępstwa.
    Wówczas założycielka wątku mogłaby dobrać kogoś dowolnego, a kuzynce zależało faktycznie na jej partnerze, co jest nad wyraz zrozumiałe.
    W przypadku OT, kontuzja głównego gościa, automatycznie eliminuje OT, a także współmałżonka (zaproszony - Jan Góźć z małżonką).
    --
    ***********************************************
    www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • nm.buba011 25.06.14, 13:12
    confite napisała:

    > Jestem ze swoim partnerem w stałym związku od kilku lat. Mieszkamy razem. Związ
    > ek nasz jest oficjalny i ogólnie zaakceptowany.
    > Partner mój został zaproszony na wesele swojej siostrzenicy z "osobą towarzyszą
    > cą".
    > Poczułam się tym urażona.
    >
    > Jakie są zasady i do jakiego momentu powinno się uchodzić za "osobę towarzysząc
    > ą"?

    - zapraszający ma przywilej zredagować zaproszenie, a zaproszony po uważnym przeczytaniu, zadecydować czy chce skorzystać.

    Można zaprosić:
    Solo
    Małżeństwo
    Konkubinat
    Osobę główną z małżonkiem lub OT (przyjdź z kim tylko chcesz, abyś się dobrze bawił).
    To ostatnie w Polsce totalnie nie rozumiane. Podobnie jak ze stosowaniem suwaka na drogach.

    Zgodnie z s-v, nie masz formalnych powodów aby czynić jakiekolwiek zarzuty.
    OT nie powinna się wypowiadać, protestować itp.

    ___________________________________________

    Redaktor Maciej Iłowiecki, kiedy poznał Prezydenta Wałęsę, zabiegał aby ten poznał go z Mietkiem Wachowskim.

    --
    ***********************************************
    www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • ebro888 25.06.14, 21:04
    Obawiam się, że skoro oni się właśnie żenią- iż jest to sygnał dany przez rodzinę zapraszającą, zachęcający wuja do takiego samego zalegalizowania jego związku lub zaniechania konkubinatu.
  • ach_dama_byc_z_kanady 25.06.14, 23:38
    ebro888 napisała:
    Obawiam się, że skoro oni się właśnie żenią- iż jest to sygnał dany przez rodzinę zapraszającą, zachęcający wuja do takiego samego zalegalizowania jego związku lub zaniechania konkubinatu.

    To to juz by byla wyjatkowa bezczelnosc. a to niby jakim prawem??

    tak w ogole to czytam i oczom nie wierze. przeciez SV to jest przede wszystkim takt
    i umiejetnosc znalezienia sie w sytuacji (tu jej ewidetnie zabraklo) nie jedynie suchy zbior regulek, jak bezduszne paragrafy w przepisach.

    mamy nastepujaca sytuacje:
    Nie jesteśmy nastolatkami, jesteśmy mocno dorośli. Mieszkamy razem, jestem znana i (wydawało mi się do teraz) akceptowana. Bywaliśmy na wielu wspólnych imprezach, a taka sytuacja zdarzyła się pierwszy raz.

    wiec mamy do czynienia nie z jakimis mlodocianymi a dobrze dojrzalymi ludzmi,
    ktorzy mieszkaja razem co wskazuje na powage, trwalosc zwiazku.
    para ta byla juz obecna na kilku imprezach jako oficjalna para w stalym zwiazku
    i co najwazniejsze, otoczenie sprawia wrazenie ze ja jako bliska partnerke - akceptuje.
    niemozliwe wiec aby nie znano jej z imienia i nazwiska.

    I tu nagle, na wesele siostrzenicy a wiec rodziny stosunkowo bliskiej,
    jej partner dostaje zaproszenie na ktorym ona, ten staly, powazny partner
    od lat, rzekomo akceptowany przez rodzine, figuruje jako "osoba towarzyszaca".

    no bez jaj.

    niech sobie beda dywagacje na temat konkubinatu, malzenstwa, wolnych par
    - tak sie po prostu nie robi.

    Na zaproszeniu powino bylo byc napisane "Anna Nowak i Jan Kowalski",
    bez dwoch zdan.

    Nie wierze ze przez te kilka lat, od momentu poznania tej pani do momentu zaproszenia na wesele oprocz powstawania coraz glebszej relacji pomiedzy nimi - partnerami,
    nie budowala sie rowniez relacja pomiedzy ta pania a rodzina jej partnera.
    Moze sie myle,
    ale od kiedy sie od czasu do czasu przez te kilka lat spotykali w rodzinnym gronie,
    rodzina miala okazje poznac pania, rozmawiac z nia twarza w twarz,
    pewnie usmiechac sie do niej,
    jesc przy wspolnym stole. inaczej skad to poczucie akceptacji ?
    I nagle, po tych wspolnych spotkaniach, rozmowach, byc moze- usmiechach,
    nagle to jest "osoba towarzyszaca".
    nosz kurde. niesmaczne.

    Minnie





    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • 0grzeczna0 26.06.14, 00:03
    Tak sobie gdybam... A może siostrzenica Twojego chłopaka zna Ciebie jako np. "Kasię" a nie dajmy na to: "Katarzynę Skrzynecką" i w momencie wypisywania zaproszeń nie zadali sobie trudu/było im głupio doptywać się o Twoje nazwisko i wybrnęli z sytuacji w sposób, który wydał im się neutralny? To oczywiście luźne przypuszczenie, ale wiem sama mam w rodzinie niemęża jednej z moich cioć, który zawsze był poprostu "wujkiem Tadkiem" i w podobnej do Twojej sytuacji nagle pojawiła się zgwostka.
  • ach_dama_byc_z_kanady 26.06.14, 11:04
    0grzeczna0 napisał(a):
    To oczywiście luźne przypuszczenie, ale wiem sama mam w rodzinie niemęża jednej z moich cioć, który zawsze był poprostu "wujkiem Tadkiem" i w podobnej do Twojej sytuacji nagle pojawiła się zgwostka.

    I naprawde nikomu nie przyszlo do glowy ze mozna tak po prostu,
    grzecznie zadzwonic na moment chocby,
    i przepraszajac wyjasnic "ciociu/ wujku, wlasnie chcielbysmy zaprosic was na _________
    i zorientowalismy sie ze nikt nie wie
    jak sie dokladnie nazywa wujek Tadek/p. Anna !
    czy moglibysmy prosic o podanie nazwiska?" ?

    Minnie
    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • 0grzeczna0 26.06.14, 12:15
    Nazwisko wujka dało się ustalić, chociaż wypytywaliśmy opłotkami. Trochę jednak niezręcznie przyznać, że nie wiemy jak nazywa się znany nam od lat członek rodziny. Nie przyszło by mi do głowy nazywać wujka " osobą towarzyszącą", ale ludzie mają rożne pomysły. Chciałam tylko wskazać, że może istnieje bardziej banalny powód nieimiennego zaproszenia autorki wątku niż zamierzony przytyk do jej nieformalnego związku. Ale można sobie gdybać...
    Pomóc w wyjaśnieniu sprawy może partner autorki, pytając siostrzenicę przy nadarzającej się okazji: Słuchaj, czemu właściwie zaprosiłaś mnie z "osobą towarzyszącą", skoro wiadomo, że przyjdę z Kasią.
  • nm.buba011 26.06.14, 12:35
    0grzeczna0 napisał(a):

    > Ale można sobie gdybać...
    > Pomóc w wyjaśnieniu sprawy może partner autorki, pytając siostrzenicę przy nada
    > rzającej się okazji: Słuchaj, czemu właściwie zaprosiłaś mnie z "osobą towarzys
    > zącą", skoro wiadomo, że przyjdę z Kasią.


    - zwrot niedopuszczalny, o ile zależy na stosowaniu s-v.

    Zaproszenie można przyjąć lub nie. Nigdy krytykować czy korygować jego zredagowanie.
    --
    ***********************************************
    www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • sajolina 26.06.14, 13:24
    Na ślub zaprasza się członków rodziny, a Ty formalnie rodziną nie jesteś i nie jest to złośliwość czy zarzut, tylko fakt. Ponieważ to wuj jest rodziną, to zapraszają wuja imiennie i jego żonę imiennie lub osobę towarzyszącą jak nie ma żony. Z nieformalnymi związkami jest ten problem, że nie wiadomo, czy trwają, czy nie, czy zaliczać partnera do rodziny, czy nie i tu nie chodzi o podejście samych zainteresowanych, dla których ich związek może być "niepisanym małżeństwem", tylko o stan wiedzy reszty rodziny. Nie chcę być złośliwa, ale być może tylko Tobie się wydaje, że Wasz związek jest "oficjalny i ogólnie akceptowany", być może rodzina tak naprawdę nie wie, o co w Waszym związku chodzi. Sam fakt, że ze sobą mieszkacie to trochę mało.

    Przy małżeństwie jest domniemanie, że ono jest trwałe i w związku z tym wuj przyjdzie z żoną, a w związku nieformalnym, to nigdy nie wiadomo jaki jest obecny stan. Jeśli jesteście w bliskich stosunkach i utrzymujecie regularny kontakt, spędzacie razem święta i para młoda wie, że żyjecie "jak małżeństwo", to powinni zaprosić Cię imiennie. A jeśli tylko wiedzą, że wujek kogoś ma, no to trudno, żeby do niego dzwonili zapytać, czy zamierza przyjść z Tobą, czy może z kimś innym, bo Wasz związek się w międzyczasie zdezaktualizował. Dlatego napisali z osobą towarzyszącą.

    Jeśli Cię to pocieszy, ja zostałam ostatnio zaproszona na ślub w ten sposób: "Pani XY z mężem" (mąż osobiście znany parze młodej). To dopiero jest porażkatongue_out
  • nm.buba011 26.06.14, 13:39
    sajolina napisała:

    > Jeśli Cię to pocieszy, ja zostałam ostatnio zaproszona na ślub w ten sposób: "P
    > ani XY z mężem" (mąż osobiście znany parze młodej). To dopiero jest porażkatongue_out

    - czytając zaproszenie formalnie, poinformowano Cię, że będziesz także mile widziana również z niekoniecznie swoim... mężem.

    Myślę, że dobrze się bawiłaś, a o personalne drobiazgi - nie pytam?
    smile


    --
    ***********************************************
    www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • sajolina 26.06.14, 13:58
    Hehe, wesele się jeszcze nie odbyło, ale się nie wybieram i to nie z powodu trefnego zaproszenia. Nie jestem małostkowa.
  • kora3 26.06.14, 13:45
    bo po pierwsze na sam ślub się nie zaprasza tylko o nim zawiadamia, a po drugie nie słyszałam o zasadzie, ze o tymże zawiadamia się i zaprasza na wesele tylko rodzinę...
    Przyznam się, ze bardzo mnie zaskoczyłaś ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sajolina 26.06.14, 14:16
    Nie chodziło mi o to, że zaprasza się tylko rodzinę, a znajomych już nie. Zaprasza się osoby, z którymi ma się jakąś więź, w przypadku rodziny to więź rodzinna. Czyli jeśli jest sobie wujek Kaziu + partnerka wujka Anna, to więź rodzinna mnie łączy z wujkiem Kaziem i wujka Kazia zaproszę niezależnie od tego, czy będzie w związku z partnerką Anną czy z inną, czy z żadną. A partnerkę Annę zaproszę tylko, jeśli będzie w związku z wujkiem Kaziem. Nie zapraszam partnerki Anny dla niej samej, bo nie jest ani moją rodziną, ani przyjaciółką, tylko zapraszam partnerkę wujka Kazia. Oczywiście sytuacja wygląda inaczej, jeśli przyjaźnię się z partnerką wujka i chcę ją zaprosić, bo mi zależy na jej obecności nie tylko dlatego, że jest partnerką wujka Kazia. A jak wujek Kaziu ożeni się z Anną, to Anna formalnie wejdzie do rodziny i wtedy zapraszam oboje, bo Anna jest moją ciocią i "należy" jej się takie traktowanie jak wujkowi Kaziowi, niezależnie od tego jaki jest mój prywatny stosunek do Anny. Przy związkach nieformalnych jest po prostu bałagan, nie wiadomo kogo jak traktować i każdy kombinuje.

    A co do zawiadomień na ślub - ja pisałam, że zapraszam na mój ślub, bo mi zależało, żeby ludzie przyszli, a nie, żeby tylko byli zawiadomieni.
  • kora3 26.06.14, 14:33
    Wujek Kazio jest Twoją rodzina, a jego żona jest dodarkiem do niego - panią, z którą wujek się ożenił, z którą może się rozstać, rozwieść i mieć nową żonę - proste.

    Co Ty robiłaś, to nieważne, Twoja sprawa. Na slub jako taki się nie zaprasza
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sajolina 26.06.14, 14:56
    Wujek Kazio jest Twoją rodzina, a jego żona jest dodarkiem do niego - panią, z
    > którą wujek się ożenił, z którą może się rozstać, rozwieść i mieć nową żonę - p
    > roste.


    Ok, ale dopóki jest żoną, to jest rodziną i muszę ją tak traktować, czy mi się to podoba, czy nie. Jak nie jest żoną, to nie bardzo wiadomo, kim jest i nie wiadomo jak ją traktować - dlatego różni ludzie traktują Anny w różny sposób, przy czym niekoniecznie jest to kwestia ich złośliwości, tylko niewiedzy co do tego jak należy się zachować i czego właściwie Anna od nich oczekuje - chce być traktowana jak żona, czy nie. No i pytanie, czy wujek Kaziu chce, aby Anna była przez jego rodzinę traktowana jak jego żona. Jeżeli te kwestie są w danej rodzinie oczywiste i wyjaśnione, a ktoś dalej twardo traktuje Annę jak tymczasowy dodatek do wujka Kazia, no to to jest nietakt. A jak rodzina nie wie na czym stoi, to trudno ich winić za to, że nie wiedzą jak się zachować.

    Na slub jako taki się nie zaprasza

    A z czego to wynika?
  • annthonka 26.06.14, 16:23
    sajolina napisała:

    > A jak rodzina nie wie na czym stoi,
    > to trudno ich winić za to, że nie wiedzą jak się zachować.

    Rodzina wie, na czym stoi. Anna od iluś lat dzieli życie z wujkiem Kaziem, mieszka z nim, jest rodzinie dobrze znana i wraz z wujkiem Kaziem zapraszana na rodzinne uroczystości.

  • kora3 27.06.14, 10:22
    sajolina napisała
    >
    > Ok, ale dopóki jest żoną, to jest rodziną i muszę ją tak traktować, czy mi się
    > to podoba, czy nie.


    Wcale nie niet5aktem byłoby z Twojej stront, gdybyś zapraszała razem z wujkiem jego zonę, z którą jest w separacji, czy w trakcie rozwodu wiedząc, że nie chciałby z nią się pojawiać na takiej imprezie.

    A jak rodzina nie wie na czym stoi,
    > to trudno ich winić za to, że nie wiedzą jak się zachować.


    No właśniesmile W pełni się zgadzam, ze jeśli się nie wie, na czym się stoi ....
    Rzecz w tym, ze tu się wie smile

    >
    > Na slub jako taki się nie zaprasza
    >
    > A z czego to wynika?


    z faktu, ze nie zaprasza się z zasady na uroczystości ogółnodostępne i publiczne.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sajolina 27.06.14, 12:04
    No właśniesmile W pełni się zgadzam, ze jeśli się nie wie, na czym się stoi ....
    Rzecz w tym, ze tu się wie


    Pytanie, czy na pewno się wie - być może autorce wątku tak się wydaje, a dla rodziny nie jest to tak oczywiste, a w każdym razie nie dla tej osoby, która tworzyła zaproszenia.

    Ale szczerze mówiąc obstawiałabym bardziej, że państwo młodzi poszli po sztampie i żonatych zaprosili z żonami, a nieżonatych z OT nie deliberując nad każdym konkretnym przypadkiem. Jakkolwiek jest to przykre dla autorki, to jeśli rzeczywiście jest tak, że rodzina traktuje ją serdecznie i "jak swoją", no to nie sądzę, żeby ktoś chciał jej zrobić przykrość tym zaproszeniem. A jeśli bardzo zależy jej na wyjaśnieniu sytuacji, to myślę, że najprościej byłoby, żeby wujek korzystając z okazji po cichu wyjaśnił rodzinie, że chciałby, aby jego partnerkę traktować jako stałą partnerkę życiową, a nie tylko jako aktualną towarzyszkę. Rodzina nie będzie się musiała niczego więcej domyślać.
  • kora3 28.06.14, 07:44
    Jeśli komuś trzeba wyjaśniać takie coś, że kobieta z którą mieszka się parę lat to stała partnerka życiowa i na wesele też, to jest za przeproszeniem, ale głupi.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 28.06.14, 08:55
    Nic nie poradzisz na bezmyslne skojarzenia.Konkubinat-tymczasowosc.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 28.06.14, 09:48
    W sumie - lata mi co ktoś sobie myśli o MOIM związku, na który nijakiego wpływu nie ma.
    Niech myśli co chcesmile Ja jedynie wymagam traktowania mnie z należym mi szacunkiem i zgodnie ze stanem faktycznym.
    Zatem wymagam, żeby nie nazywano mojego partnera "niemąż", "twój osobisty" itp. na przykład oraz by zapraszając nas gdzieś razem wpisywano nasze personalia (jeśli się nas oboje zna i zna sytuację). Jeśli ktoś nie umie się dostosować z dowolnej przyczyny do moich oczekiwań dot. mnie i traktowania mego związku to nie będę z nim przestawać i finałsmile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 28.06.14, 10:20
    Skoro Ci lata to Twoj uraz do przytoczonych nieobrazliwych sformulowan jest calkowicie niezrozumialy. Oczywiscie ludzie maja prawo nie lubic roznych okreslen, zdrobnien nawet jesli nie sa obrazliwe.Niechec ta jednak z czegos wynika.Moze zdecyduj sie albo Ci lata albo nie.
    Gdybym lubila powiedzmy spiewac na ulicy i by mi naprawde latalo to neutralne okreslenie spiewaczka uzywane w stosunku do mnie(mozna wszak byc spiewaczka niezawodowa)nie wywolywaloby reakcji alergicznych.Twoj partner JEST NIEMEZEM i co i z tego?Lata?Ano chyba wlasnie nie lata.
    Podejrzewam ze nie masz dobrego kontaktu ze swoimi emocjami . Wmowic sobie mozna rozne rzeczy,
    Klania sie cudowna historyjka Clary o cioci Heli.ktora doskonale ilustruje mechanizm wypierania.Clara jako mloda osoba otoczona osobami zamozniejszymi czula sie zobligowana dokupowania kosztownych rzeczy ktore nabywala omawiajac sobie roznych przyjemnosci a ktorych ciocia Hela nie odwzajemniala kupujac jakies drobiazki.Majetna rodzina Clary ktora kosztownych zakupow nie odczuwala z klasa ignorowala skandaliczne skapstwo cioci roztaczajac atmosfere wielkodusznosci zapewne szczerej . Clara wmowila sobie ze odczuwa to samo zapewniajac nas tutaj ze prezenty robione skapej cioci sprawialy jej radosc.
    Tylko dlaczego po dwudziestu paru latach gdy ciocia w grobie Clara odmalowala nam ja jako wygodnicka egoistyczna osobe bez poczucia przyzwoitosci?
    Ot, zagadka zakopanych szczerych odczuc ktore sobie swoje przelezaly ale gdzies musialy ujscie znalezc.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 28.06.14, 10:50
    Babo, psycholog z Ciebie sorry, ale żaden smile
    Lata - znaczy nie ma wpływu na Ciebie, Twoje życie, ale wcale nie znaczy to, że masz dać sobie narobić na głowę...
    Przyklad - zona mego znajomego jest ode mnie młodsza i z jakichś przyczyn nie kłania mi się tylko czeka na moje pozdrowienie. raz czy dwa ukłoniłam się pierwsza, bo dlaczego nie, może mnie nie zauważyła. Ale teraz widzę, że CZEKA aż jej się ukłonię ja smile Nie mam zamiaru ale znajomośc z tą panią i jej ukłon mi latają - niemniej nie będę się jej kłaniać, bo tego oczekuje.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 28.06.14, 11:08
    Nigdy nie mialam pretensji o bycia psychologiem i mozesz sobie myslec o moich wywodach co chcesz.
    Z latwoscia moge sie domyslic dlaczego nie chcesz sie klaniac pani bo sama postapilabym identycznie. Pani uprawia jakies zdiwne gierki w ktorych nie chcesz brac udzialu.
    Nie wiem dlaczego neutralne i zgodne z prawda okreslenie niemaz Cie tak drazni i Ty sama nie wiesz.Drazni i juz. a nie wymaga zadnego aktywego dzialania z Twojej strony,Lata Ci czy drazni?
    Wiem dlaczego mnie draznilo mowienie O MNIE Dorotka tak ok 10 lat. Mowila tako mnie osoba ktora chetnie bym wyciela ze swojego zycia z duzym kawalkiem tla, mowila tak takim tonem jakby chciala powiedziec idiotka mieszanina poblazliwosci i ubolewania.


    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 28.06.14, 20:24
    Kochana Babo - nie wiem nic o gierkach żadnych. Pani jest zona naszego (mojego i mojego partnera) znajomego. Mieszka na moim osiedlu i wiem, ze jest ode mnie młodsza (to oczywiste). Nie wiem dlaczego mi się nie kłania i nie dbam o to, ja jej nie będę - rozbiłam to z 2 razy sądząc, ze mnie nie widzi, więcej - nie. Nie drażni mnie to, lata mi, ale ja się jej kłaniać nie będę, bo nie i tyle smile
    Okreslenia wspomniane uwazaqm za infaktylne. W stosunku do innych mi latają, w stosunku do mnie nie chcę żeby je stosowano. Czy wymagam za dużo?

    Nieco OT. Kiedyś pewna pani nazywała moją matkę (do niej) "pani inzynierowo", mama ja poprosiła, żeby tego nie robila. Grzecznie, dyskretnie. Zrobiła coś źle?smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • jadwiga1350 28.06.14, 12:00
    kora3 napisała:

    > W sumie - lata mi co ktoś sobie myśli o MOIM związku, na który nijakiego wpływu
    > nie ma.
    > Niech myśli co chcesmile

    Oj, chyba nie lata... Za bardzo to przeżywasz.
  • kora3 28.06.14, 20:15
    hehe na razie to TY bardzo przezywasz smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 28.06.14, 14:40
    Koro, ale Twój partner jest de facto Twoim "niemężem" smile.

    Myślę, że nazewnictwo to już kwestia osobistego wyboru. Ja tam zdecydowanie wolę mieć niemęża niż partnera, który w moim odczuciu brzmi sucho i nieprzyjemnie i kojarzy mi się raczej z partnerem do tenisa albo partnerem w biznesie.

    Co do reszty Twojej wypowiedzi to się oczywiście zgadzam.
  • matylda1001 28.06.14, 15:02
    annthonka napisała:

    > Myślę, że nazewnictwo to już kwestia osobistego wyboru<

    Tylko i wyłącznie. Męża też można różnie nazwać - mężem, małżonkiem, współmałżonkiem, a niekiedy mężulkiem, mężusiem smile Jeżeli Kora na dzwięk słowa "niemąż" dostaje takiej samej nerwowej wysypki na mózgu jak ja na dzwięk słowa "mężuś", to ja Ją nawet rozumiem. Partner w kontekście związku to stosunkowo nowe określenie, chyba takie antydotum na konkubenta.
  • annthonka 28.06.14, 15:34
    Ja z kolei dostaję skrętu żołądka jak słyszę "małż" albo "małżowinek" smile

  • baba67 28.06.14, 15:40
    Bo moze
    -nie lubisz skorupiakow
    -nie lubilas osoby ktora tego okreslenia uzywala
    Jesli reaguje na cos irracjonalnie zawsze sie zastanawiam dlaczego tego nie lubie.
    Czasem mi to sporo czasu zajmuje,ale ulatwia zycie.

    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 28.06.14, 20:42
    nie dostaję wysypki smile - uważam za infantylne, jak i owo "mezuś ", ale w stosunku do kogoś kogo dotyczy i mu nie przeszkadza/podoba się - znoszę bez komentarzasmile
    W przypadku, gdy dotyczy coś mnie grzecznie mówię, ze proszę, żeby niesmile Co zlego robię?smile
    -Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 28.06.14, 15:27
    No wlasnie, Ty mozesz wytlumaczyc dlaczego takie sformulowanie Ci nie odpowiada. W wypadku alergicznych reakcji na cos neutralnego ZAWSZE jest jakis powod.
    Dzieki temu ze sobie to uswiadomimy nie reagujemy spontanicznia niechecia.
    Nie znosilam zapachu Pani Walewska jeszcze na studiach bo kropila sie nim obficie wyjatkowo nieprzyjemna chemica.
    Moze Kora nie lubi tworczosci Atrakcyjnego Kazimierza?
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 28.06.14, 20:29
    SWOJE nazewnictwo należy zostawić sobie. Moja i koleżanki znajoma na mezów mówi "małż" - na swojego i innych, Na co nasza wspólna kolezanka odpowiada, ze może tamta sypia z małżem, a ona z MEZEM i ma rację!
    Jeśli ja komuś przestawiam/ pisze "partner" to tak ma nazywać, swoje nazewnictwo może mieć dowolne
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 28.06.14, 20:42
    Bo ten malz to obesny w sumie jest.Blee
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • kora3 28.06.14, 20:46
    ale TEJ pani się podoba smile problem w tym, ze nazywa tak mezów innych pan Babo. Swokego może nazywać jak chce ...
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sajolina 30.06.14, 13:25
    Jeśli komuś trzeba wyjaśniać takie coś, że kobieta z którą mieszka się parę lat to stała partnerka życiowa i na wesele też, to jest za przeproszeniem, ale głupi.

    Szczerze mówiąc, w naszych czasach wspólne zamieszkiwanie nie oznacza nic szczególnego. Większą zażyłość i tyle, ale niekoniecznie partnera na życie, przynajmniej takie mam obserwacje po znajomych. Poza tym autorka nie napisała, że mieszka z panem od kliku lat.
  • matylda1001 01.07.14, 01:18
    sajolina napisała:

    > Szczerze mówiąc, w naszych czasach wspólne zamieszkiwanie nie oznacza nic szcze
    > gólnego. Większą zażyłość i tyle, ale niekoniecznie partnera na życie, przynajm
    > niej takie mam obserwacje po znajomych. Poza tym autorka nie napisała, że miesz
    > ka z panem od kliku lat. <

    Znowu szukasz dziury w całym? Oni nie tylko razem mieszkają, ale tworzą trwały związek, od lat, i wszyscy zainteresowani o tym wiedzą.
  • jadwiga1350 01.07.14, 18:38
    matylda1001 napisała:

    > sajolina napisała:
    >
    > > Szczerze mówiąc, w naszych czasach wspólne zamieszkiwanie nie oznacza nic
    > szcze
    > > gólnego. Większą zażyłość i tyle, ale niekoniecznie partnera na życie, pr
    > zynajm
    > > niej takie mam obserwacje po znajomych. Poza tym autorka nie napisała, że
    > miesz
    > > ka z panem od kliku lat. <
    >
    > Znowu szukasz dziury w całym? Oni nie tylko razem mieszkają, ale tworzą trwały
    > związek, od lat, i wszyscy zainteresowani o tym wiedzą.

    Matyldo, żadna dziura w całym, tylko rzeczywistość.
    Na różnych forach(np."życie rodzinne") nie brakuje kobiet, które po miesiącu znajomości zamieszkały z partnerem. Tak więc w dzisiejszych czasach wspólne mieszkanie niekoniecznie coś oznacza. A trwały związek to często piękny eufemizm.
  • matylda1001 02.07.14, 01:58
    jadwiga1350 napisała:

    >> Matyldo, żadna dziura w całym, tylko rzeczywistość. Na różnych forach(np."życie rodzinne") nie brakuje kobiet, które po miesiącu znajomości zamieszkały z partnerem. Tak więc w dzisiejszych czasach wspólne mieszkanie niekoniecznie coś oznacza. A trwały związek to często piękny eufemizm.<

    Jadwigo Droga, to nie ja oceniam trwałość tego związku, tylko sama zainteresowana, a Ona chyba wie najlepiej. Ja nie mam powodu Jej nie wierzyć. Nieważne czy zamieszkali razem po miesiącu znajomości, po roku czy po trzech. Istotnym dla sprawy jest fakt, że od lat są w stałym związku i wszyscy zainteresowani o tym wiedzą. Znam parę, która wzięła ślub dokładnie w trzy miesiące od chwili poznania, i co z tego wynika? są małżeństwem juz ze dwadzieścia lat, chociaż znajomi różnie prognozowali. Znam też dwoje młodych ludzi, którzy studiowali z moja starszą córką. Przyjechali na studia z jakiejś małej mieścinki na drugim końcu Polski. Przyjaźnili się już w liceum i razem wynajęli sobie mieszkanie, żeby było taniej i żeby im było raźniej w obcym mieście. Nigdy nie byli parą, nie są i nie będą bo dziewczyna jest hetero a chłopak jest gejem. Skończyli już studia, pracują ale nadal mieszkają razem bo tak im wygodniej, a że żadne z nich nie ma stałego partnera, to taki stan rzeczy może trwać i trwać. Oni jednak nigdy nie uchodzili za parę. Znajomi wiedzą jak z nimi jest, a tym, których nie chcą wprowadzać w szczegóły mówią, że są ciotecznym rodzeństwem. Na weselu córki też byli oboje, ale przecież nie jako para.
  • ach_dama_byc_z_kanady 29.06.14, 00:43
    sajolina napisała:
    A jak wujek Kaziu ożeni się z Anną, to Anna formalnie wejdzie do rodziny i wtedy zapraszam oboje, bo Anna jest moją ciocią i "należy" jej się takie traktowanie jak wujkowi Kaziowi, niezależnie od tego jaki jest mój prywatny stosunek do Anny. Przy związkach nieformalnych jest po prostu bałagan, nie wiadomo kogo jak traktować i każdy kombinuje.

    Za bardzo sie wtracasz w prywatne sprawy
    wujka Kazia (ktore w ogole nie powinny cie interesowac, ale to w ogole).

    Przy zwiazkach nieformalnych a zwlaszcza trwajacych dluzej niz pol roku, rok,
    nie ma zadnego balaganu. a juz zupelnie gdy partnerzy mieszkaja razem.
    to naprawde nie twoja sprawa czy zawarli oni formalny zwiazek malzenski czy nie -
    - sadze, ze tobie do metryki nie zagladaja, i byliby wdzieczni za rewanz.

    Wiadomo, ze wujek Kazio pozostaje w zwiazku z pania Anna zalozmy od pol roku, i tyle.
    Skoro zapraszasz wujka Kazia o ktorym wiesz ze od pol roku pozostaje
    w "balaganiarskim" zwiazku, ale zwiazku i TY wiesz o tym doskonale,
    to powinnas miec na tyle kultury aby dowiedziec sie jak sie wujka Kazia "balaganiarska"
    polowa nazywa, i zaprosic ja imiennie. to nie wymaga wiele wysilku,
    a forma zaadresowania -pani Anna Kowalska -nie wymaga wezi rodzinnych.

    Mozesz sobie uzasadniac swoje skomplikowane myslenie w kazdej z przytoczonych tu konfiguracji,
    ale to doprawdy niepotrzebne, jak widzisz.

    Przy związkach nieformalnych jest po prostu bałagan, nie wiadomo kogo jak traktować i każdy kombinuje.

    Alez wiadomo - niezaleznie od dlugosci trwania zwiazku, miesiac czy rok,
    jest to aktualnie czyjs partner, i nic wiecej wiedziec nikomu nie potrzeba.
    zwracamy sie przez pan, pani, o ile owa osoba nie zaproponuje nam luzniejszej formy
    a my sie zgodzimy,
    a wszelakie zaproszenia adresujemy uwzgledniajac czyjegos partnera per "imie + nazwisko".

    Minnie

    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • sl-14 29.06.14, 08:48
    Przypomniało mi się, jak moja koleżanka, raczej tradycjonalistka, wychodziła za mąż. Nie miałam wtedy faceta, ale dzwoniła do mnie, żeby zapytać czy przyjdę z jakimś kolegą i jak się nazywa, żeby go wpisać na zaproszeniu, a jeśli nie, to będzie "z osobą towarzyszącą". Inna koleżanka była 3 lata z facetem, którego nikt na oczy nie widział, bo facet mieszkał za granicą, ale w czasie ślubu miał być w Polsce. Koleżanka wychodząca za mąż dzwoniła i pytała o jego nazwisko, żeby móc go wpisać na zaproszeniu. Rozumiem, że jeśli ktoś robi imprezę na 300 osób, to może to być bardziej skomplikowane, no ale jeśli temat dotyczy bliskiej rodziny lub bliskich znajomych, to może niekoniecznie.
  • jadwiga1350 29.06.14, 15:14
    ach_dama_byc_z_kanady napisała:

    > sajolina napisała:
    > A jak wujek Kaziu ożeni się z Anną, to Anna formalnie wejdzie do rodziny i
    > wtedy zapraszam oboje, bo Anna jest moją ciocią i "należy" jej się takie trakto
    > wanie jak wujkowi Kaziowi, niezależnie od tego jaki jest mój prywatny stosunek
    > do Anny. Przy związkach nieformalnych jest po prostu bałagan, nie wiadomo kogo
    > jak traktować i każdy kombinuje.

    >
    > Za bardzo sie wtracasz w prywatne sprawy
    > wujka Kazia (ktore w ogole nie powinny cie interesowac, ale to w ogole).
    >


    Niby dlaczego? Co to za wtrącanie się jeśli napisze na zaproszeniu: Kazimierz Nowak z osobą towarzyszącą? Możesz to wytłumaczyć?

    > Przy zwiazkach nieformalnych a zwlaszcza trwajacych dluzej niz pol roku, rok,
    > nie ma zadnego balaganu.

    Oj jest, jest. I wzniosłe teorie o konkubinacie czy kohabitacji tego nie zmienią.
    Klasykę tego bałaganu można było zaobserwować w bieżącym roku we Francji.
    Dziennikarze pytali prezydenta, czy Waleria nadal jest pierwszą damą. A Hollande nie umiał im na to pytanie odpowiedzieć.
    Gdyby była jego żoną te pytania byłyby zbędne, bo sytuacja byłaby jasna.

    > Alez wiadomo - niezaleznie od dlugosci trwania zwiazku, miesiac czy rok,
    > jest to aktualnie czyjs partner, i nic wiecej wiedziec nikomu nie potrzeba

    Czyli osoba towarzysząca!
  • sl-14 29.06.14, 15:34
    > Klasykę tego bałaganu można było zaobserwować w bieżącym roku we Francji.
    > Dziennikarze pytali prezydenta, czy Waleria nadal jest pierwszą damą. A Hollande
    > nie umiał im na to pytanie odpowiedzieć.
    > Gdyby była jego żoną te pytania byłyby zbędne, bo sytuacja byłaby jasna.

    Znaczy, że gdyby Valerie była żoną Hollanda, on by ją zdradził, ona wylądowałaby w szpitalu z załamaniem nerwowym i później wyprowadziła się od niego, to sytuacja byłaby jasna?
  • ebro888 29.06.14, 15:49
    Oczywiście, co niby mogłoby wtedy być niejasne- " ...w szczęściu i w chorobie, w bogactwie i niedostatku.." .- jak to lecą słowa tej PRZYSIĘGI ? Pozdr.
  • kora3 29.06.14, 15:59
    bo zostało już wyjaśnione tutaj - żony godzą się na zdrady mezów dla dobra dzieci i żeby "być kims" smile
    A tak na marginesie - w świetle prawa nie ma znaczenia żaden religijny ślub z jego przysięgami, tylko stosunek cywilnoprawny, w który można wejść zawierając małżeństwo w USC i tam słowa idą tak, że się człowiek postara smile o niedostatku nic nie ma smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sl-14 29.06.14, 16:04
    > bo zostało już wyjaśnione tutaj - żony godzą się na zdrady mezów dla dobra
    > dzieci i żeby "być kims" smile

    Co tak naprawdę jest raczej smutne.
  • kora3 29.06.14, 16:26
    ale jest też nieprawdziwe - wcale nie wszystkie muszą i chcą się godzić
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • jadwiga1350 29.06.14, 16:22
    kora3 napisała:

    > bo zostało już wyjaśnione tutaj - żony godzą się na zdrady mezów dla dobra dzie
    > ci i żeby "być kims"

    A partnerki dlaczego zgadzają się na zdrady partnerów?
    Napisz Koro, na pewno masz jakiś znajomych będących w "stałym związku" i partner zdradza partnerkę, a ona się na to godzi.

    > A tak na marginesie - w świetle prawa nie ma znaczenia żaden religijny ślub z j
    > ego przysięgami, tylko stosunek cywilnoprawny, w który można wejść zawierając m
    > ałżeństwo w USC

    O czyżby jakaś ukryta tęsknota: "ma znaczenie", "nie ma znaczenia" , "w świetle prawa"??

    Stosunek cywilnoprawny też nie ważny, ważne, że ma się partnera.
  • kora3 29.06.14, 16:33
    jadwiga1350 napisała:
    >
    > A partnerki dlaczego zgadzają się na zdrady partnerów?

    Pewnie o ile, to z tych samych powodów, co zony ...

    > Napisz Koro, na pewno masz jakiś znajomych będących w "stałym związku" i partne
    > r zdradza partnerkę, a ona się na to godzi.


    No szczerze to nie mam takiej pary wśród znajomych (albo nie wiem, że mam).

    >
    > O czyżby jakaś ukryta tęsknota: "ma znaczenie", "nie ma znaczenia" , "w świetl
    > e prawa"??


    Ale, ze jaka ?smile Ktoś wspomniał o słowach religijnej przysięgi małżeńskiej, która dla stanu cywilnego w rozumieniu polskiego prawa nie ma żadnego znaczenia - tyle.
    Miałam okazję być tak głupia, że wzięłam zarówno ślub cywilny, jak i wyznaniowy. Wiec dobrze pamiętam róznice w słowach przyrzeczeń smile

    >
    > Stosunek cywilnoprawny też nie ważny, ważne, że ma się partnera.




    Dla mnie - tak - dla innych, jak uważają. Rozmawiamy tu jednak w tym watku o statusie cywilnoprawnym - czyli żona, albo partnerka. Żeby być zoną wystarczy zawrzeć małżeństwo w sensie cywilnoprawnym, czyż nie?
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • jadwiga1350 29.06.14, 16:48
    > No szczerze to nie mam takiej pary wśród znajomych (albo nie wiem, że mam).
    >

    Na pewno masz, Korciu. Przecież Ty wszystkich(prawie) znasz.
  • kora3 29.06.14, 16:50
    owszem, znam sporo ludzi, zarówno prywatnie, jak i zawodowo, ale takiej pary nie znam, albo nie wiem, ze para jest w takim układzie, co też jest możliwe
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • ebro888 29.06.14, 16:30
    Okay, Kora. Sprawdzę, jak się kiedy hajtnę smile
  • kora3 29.06.14, 16:35
    ebro888 napisała:

    > Okay, Kora. Sprawdzę, jak się kiedy hajtnę smile

    smile - nie trzeba zaraz kupować browaru, żeby się piwka napić smile
    Te słowa sa w obu przypadkach dostępne w neciesmile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • ebro888 29.06.14, 16:43
    Uprzejmie Ci donoszę, że nic nie zrozumiałam smile
  • ebro888 29.06.14, 15:59
    Aha. I " ...Oraz, że CIĘ NIE OPUSZCZĘ aż do śmierci."
  • sl-14 29.06.14, 16:03
    Ale wiesz, że formułki sobie, a życie sobie? Czy może masz na myśli, że gdyby był papier, to Hollande by nie zdradził lub Valerie by nie odeszła.smile
  • ebro888 29.06.14, 16:14
    Większymi literami nie udało mi się napisać, że to przysięga. Sprawdź dobrze, co ono OZNACZA. Formułka- ironiczne i nie ma tu zastosowania, wszak to forum s-v.
  • sl-14 29.06.14, 16:19
    Ok, to inaczej.
    Ale wiesz, że często PRZYSIĘGA sobie, a życie sobie? Bo jeśli nie wiesz, to chyba należałoby skończyć dyskusję, bo bez sensu. smile
  • jadwiga1350 29.06.14, 16:15
    sl-14 napisała:

    > Ale wiesz, że formułki sobie, a życie sobie? Czy może masz na myśli, że gdyby b
    > ył papier, to Hollande by nie zdradził lub Valerie by nie odeszła.smile

    Oj, mały rozumek.
  • sl-14 29.06.14, 16:17
    Aha, czyli argumentów brak. Ok, możecie wierzyć w magiczną moc sprawczą papierka. Chciałabym tylko zauważyć, że skoro ktoś wali po rogach drugą stronę, to chyba średnio poważnie traktuje tak ważną dla was "przysięgę". No chyba, że respektowanie jej dotyczy tylko kobiet? wink
  • jadwiga1350 29.06.14, 16:32
    sl-14 napisała:

    > Aha, czyli argumentów brak. Ok, możecie wierzyć w magiczną moc sprawczą papierk
    > a. Chciałabym tylko zauważyć, że skoro ktoś wali po rogach drugą stronę, to chy
    > ba średnio poważnie traktuje tak ważną dla was "przysięgę". No chyba, że respek
    > towanie jej dotyczy tylko kobiet? wink

    Widzę, że nadal nie rozumiesz o czym piszę. Jeszcze raz przeczytaj mój pierwszy post na ten temat.
  • sl-14 29.06.14, 16:37
    Napisałaś, że gdyby Valerie była żoną Hollanda, to formalnie byłaby pierwszą damą do dnia rozwodu. Nigdzie temu nie zaprzeczyłam i odniosłam się do czegoś innego, a mianowicie do sformułowania "gdyby była jego żoną te pytania byłyby zbędne, bo sytuacja byłaby jasna".
  • ebro888 29.06.14, 16:20
    Jesli otrzymasz dokument do ręki, że nie żyjesz, to znaczy, że umarłaś?
  • sl-14 29.06.14, 16:22
    Zdecyduj się, bo jakbyś stawała teraz po drugiej stronie. smile
  • ebro888 29.06.14, 16:27
    Nic podobnego. Nie przytaczałam słów z USC, tylko ze sfery SACRUM, uświęconej. Założycielskiej i starej jak świat. Trwającej.
  • sl-14 29.06.14, 16:29
    Ok, odpowiedziałam już na to.
  • jadwiga1350 29.06.14, 16:10
    > Znaczy, że gdyby Valerie była żoną Hollanda, on by ją zdradził, ona wylądowałab
    > y w szpitalu z załamaniem nerwowym i później wyprowadziła się od niego, to sytu
    > acja byłaby jasna?

    No pewnie, że tak. Przestałaby być pierwszą damą w dniu rozwodu i konferencja na której są zadawane pytania: czy nadal jest pierwszą damą, czy już nie, byłaby bezcelowa.

    Gdyby para nie zdecydowała się na rozwód, Waleria nadal byłaby pierwszą damą i też wszystko byłoby jasne.

    Hollande'owi daleko do tradycjonalizmu i konserwatyzmu. Dziennikarzy też trudno oskarżyć o "zafiksowanie religijne".
    Ale zadali mu takie pytanie, a on nie znał na nie odpowiedzi.
  • sl-14 29.06.14, 16:15
    Formalnie tak. Na podobnej zasadzie pani X i pan Y mogą być małżeństwem na papierze, ale od roku nie żyć ze sobą i mieć nowych partnerów. W związku z powyższym co z tego, że małżeństwo? Np. na którymś forum niedawno był wątek jeszcze nierozwiedzionej pani, której jeszcze-mąż chce jechać na wakacje z nową partnerką i z dziećmi. Ze znanych przypadków chyba Kayah nie jest rozwiedziona, a od dłuższego czasu nie żyje z ojcem swojego dziecka. A Hollande pewnie nie znał odpowiedzi nie dlatego, że dotarło do niego "o rany, byłem w związku bez ślubu", tylko dlatego, że sytuacja była nader niezręczna.
  • jadwiga1350 29.06.14, 16:26
    tylk
    > o dlatego, że sytuacja była nader niezręczna.

    O, ciekawe dlaczego niezręczna? Przecież w takich stałych związkach bałaganu nie ma. Gdzie tu miejsce na niezręczność.



  • sl-14 29.06.14, 16:28
    No jak to, przecież bałaganu nie ma tylko w małżeństwach! big_grin
    Publiczne tłumaczenie się ze swoich zdrad, czy chociażby tylko odnoszenie się do nich, wydaje mi się raczej niezręczne. No ale to ja, może w małżeństwach to na porządku dziennym. wink
  • jadwiga1350 29.06.14, 16:40
    > Publiczne tłumaczenie się ze swoich zdrad, czy chociażby tylko odnoszenie się d
    > o nich, wydaje mi się raczej niezręczne.



    Nie chodzi o jakieś tam tłumaczenie się ze swoich zdrad, chodzi o to, że zadano mu proste( przynajmniej teoretycznie) pytanie. Mógł odpowiedzieć tak, mógł powiedzieć nie, a on nic na to nie odpowiedział.
  • sl-14 29.06.14, 18:59
    Mógł odpowiedzieć tak, nie nie będę na ten temat rozmawiał, nie wasza sprawa, itp. To już problem Hollanda, a nie jego niebycia w małżeństwie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi świadczą o tm, że państwo się rozstali, ponoć aktorka też mu podziękowała, widocznie facetowi nie chce się gadać na ten temat. smile
  • baba67 29.06.14, 19:49
    Chozilo pewnie o to ze bylaby pierwsza dama az do orzeczenia rozwodu niezaleznie czy mieszkalaby z mezem czy tez nie.Dla mnie wolny zwiazek polega na tymzemozna odejsc w kazdej chwili i latego jej zalamanie nerwowe mnie zaskoczylo.

    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • sl-14 29.06.14, 20:12
    A co ma możliwość odejścia w każdej chwili do załamania nerwowego z powodu zdrady wieloletniego partnera?
    Jakiś dziwny wątek się zrobił, jak nie dywagacje na temat wyższości małżeństwa nad związkiem partnerskim, to jakieś przysięgi katolickie. Ok, przyjmijmy, że zapraszający są dziwni/konserwatywni i stąd jak nie żona, to dla nich znaczy ktokolwiek. Trudno, tacy też się zdarzają.
  • baba67 29.06.14, 20:21
    Wytlumacze Ci na przykladzie podrozy.
    Powiedzmy ze decydujesz sie na samodzielne zwiedzanie Afryki srodkowej. Wiesz, ze niczego nie masz zapewnionego . Uwazasz ze to jest wlasnie caly urok tej podrozy.Jestes przygotowana na psychicznie na ewentualne niedosytatki aprowizacyjne czy klopoty zdrowotne zktorymisamabedziesz sobie musiala radzic.
    A malzenstwo to taki all inclusive w Algierii. Wiesz ze mozesz miec problemy z zoladkiem i nie wszystko Cie tam bedzie zachwycac, ale bankructwo biura podrozy(wcale nie takie rzadkie) to wielki szok.
    partnerka prezydenta wybrala sie na ekploracje Afryki i przezyla szok wody zabraklo, zgubila sie a jeszcze ja dzika zwierzyna pogonila.Naiwna jakas.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • ebro888 29.06.14, 21:07
    Mam wrażenie, że nie piszesz w oparciu o przeciętne polskie realia, podczas gdy list Confite raczej to sugeruje.
  • ebro888 29.06.14, 21:11
    (to do sl-14)
  • ach_dama_byc_z_kanady 30.06.14, 00:32
    jadwiga1350 napisała:
    Niby dlaczego? Co to za wtrącanie się jeśli napisze na zaproszeniu: Kazimierz Nowak z osobą towarzyszącą? Możesz to wytłumaczyć?

    to wtracanie dotyczylo niezbyt eleganckich rozwazan kiedy i w jakim kontekscie
    pani Anna stanie sie 'rodzina' a kiedy tylko 'osoba towarzyszaca'.
    to nie jest niczyj business jakie uklady sa pomiedzy pania Anna a wujkiem Kaziem,
    tylko ich wlasny. oni sami zadecyduja na jakich zasadach ich zwiazek bedzie oparty,
    i jak dlugo.
    tzn. czy zechca sie kiedylowiek pobrac w kosciele, w USC, czy tez nigdy.
    ICH sprawa.
    Do otoczenia nalezy uszanowac ich wybor, fakt ich PARTNERSTWA, i wyrazic szacunek
    via adresowanie stosownej polowy via imie i nazwisko.

    A napisanie na zaproszeniu Wujek Kazio z osoba towarzyszaca w przypadku
    gdy stanowia oni pare od 5 lat to jest, jak ktos odwaznie powiedzial, po prostu chamstwem .
    Nie trzeba juz tak koniecznie zaliczac pani Anny do rodziny aby miec na tyle taktu i wychowania
    by wiedziec, iz po tak dlugim czasie koperte wypada zaadresowac do niej osobiscie
    czyli z imienia i nazwiska.

    Oj jest, jest. I wzniosłe teorie o konkubinacie czy kohabitacji tego nie zmienią.
    Dziennikarze pytali prezydenta, czy Waleria nadal jest pierwszą damą.
    A Hollande nie umiał im na to pytanie odpowiedzieć.
    Gdyby była jego żoną te pytania byłyby zbędne, bo sytuacja byłaby jasna.


    Oj, bo pytanie dotyczylo nie formalnosci zwiazku tylko czy oni sa nadal razem.

    Czyli osoba towarzysząca!

    Mozna tak, a mozna kulturalniej czyli - IMIE + NAZWISKO.

    Minnie
    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • pandzik 29.06.14, 23:51
    "Na ślub zaprasza się członków rodziny"
    A co to znowu za bzdura...?
    Na moim ślubie nie było 3/4 mojej rodziny, bo za nimi nie przepadam, za to byli wszyscy moi przyjaciele.
  • kwiat_w_kratke 27.06.14, 00:59
    Nie bardzo rozumiem, dlaczego poczułaś się urażona. Przecież to nie Ty zostałaś zaproszona.

    Zaproszenie otrzymał wuj od swojej siostrzenicy. Siostrzenica nie ma obowiązku znać wszystkich miłostek swojego wuja i być zawsze na czasie, jeśli chodzi o życie uczuciowe swoich krewnych. Zaprosiła nieżonatego wuja z osobą towarzyszącą, a więc wuj może przyjść ze swoją obecną partnerką, czyli z Tobą, ale może też przyjść z kimś innym, jeżeli na przykład w międzyczasie zerwiecie ze sobą. To chyba normalne, że siostrzenicy przede wszystkim zależy na obecności swojego wujka, a nie na obecności osoby, z którą akurat wuj mieszkał w chwili otrzymania zaproszenia.
  • nm.buba011 27.06.14, 01:32
    kwiat_w_kratke napisał(a):

    > Nie bardzo rozumiem, dlaczego poczułaś się urażona. Przecież to nie Ty zostałaś
    > zaproszona.
    >
    > Zaproszenie otrzymał wuj od swojej siostrzenicy. Siostrzenica nie ma obowiązku
    > znać wszystkich miłostek swojego wuja i być zawsze na czasie, jeśli chodzi o ży
    > cie uczuciowe swoich krewnych. Zaprosiła nieżonatego wuja z osobą towarzyszącą,
    > a więc wuj może przyjść ze swoją obecną partnerką, czyli z Tobą, ale może też
    > przyjść z kimś innym, jeżeli na przykład w międzyczasie zerwiecie ze sobą. To c
    > hyba normalne, że siostrzenicy przede wszystkim zależy na obecności swojego wuj
    > ka, a nie na obecności osoby, z którą akurat wuj mieszkał w chwili otrzymania z
    > aproszenia.

    - świetne wnioski.
    Zaproszenie wuja - osoby oczekiwanej i imienne Jego aktualnej partnerki, mogłoby wykreować bardzo nieciekawą sytuacje, kiedy nastąpiłoby rozluźnienie partnerskich więzów.

    Chociaż spotkałem się z przypadkami odwrotnymi. Wtedy to osobiście wręcza się zaproszenie imienne - "OT", niekiedy dodając, że ma być bez względu na ewentualne kaprysy Amora.
    --
    ***********************************************
    www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • annthonka 27.06.14, 09:24
    Czy ty w ogóle przeczytałaś/łeś post założycielski?
  • nm.buba011 27.06.14, 09:59
    annthonka napisała:

    > Czy ty w ogóle przeczytałaś/łeś post założycielski?


    Zaproszenie z "osobą towarzyszącą"

    confite 25.06.14, 08:22 Odpowiedz

    Jakie są zasady i do jakiego momentu powinno się uchodzić za "osobę towarzyszącą"?


    - pytanie dość naiwne, bo gość główny, rolę OT może zaproponować swojej małżonce, z którą jest w związku od 50 lat.

    Zawsze warto znać treść pytania, na które usiłujemy się wypowiedzieć.
    --
    ***********************************************
    www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • matylda1001 27.06.14, 11:14
    nm.buba011 napisał:

    > - pytanie dość naiwne, bo gość główny, rolę OT może zaproponować swojej małżonce, z którą jest w związku od 50 lat.
    Zawsze warto znać treść pytania, na które usiłujemy się wypowiedzieć.<

    Przeczytałeś, nawet zacytowałeś treść pytania, a w dalszym ciągu nie rozumiesz jego sensu.
  • nm.buba011 27.06.14, 11:27
    matylda1001 napisała:

    > nm.buba011 napisał:
    >
    > > - pytanie dość naiwne, bo gość główny, rolę OT może zaproponować swojej m
    > ałżonce, z którą jest w związku od 50 lat.
    > Zawsze warto znać treść pytania, na które usiłujemy się wypowiedzieć.<
    >
    > Przeczytałeś, nawet zacytowałeś treść pytania, a w dalszym ciągu nie rozumiesz
    > jego sensu.

    - myślę, że do póki nie będziesz patrzyć przez pryzmat nienawiści, to trudno Ci będzie zrozumieć cokolwiek co ja napiszę.

    Najpierw zakładasz swój sprzeciw i następnie to robisz, nawet nie szukając jakiegokolwiek uzasadnienia.
    --
    ***********************************************
    www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • matylda1001 28.06.14, 15:38
    nm.buba011 napisał:

    > myślę, że do póki nie będziesz patrzyć przez pryzmat nienawiści, to trudno Ci
    będzie zrozumieć cokolwiek co ja napiszę.<

    smile Naprawdę uważasz, że żeby Cię zrozumieć trzeba Cię znienawidzić? No to w takim razie ja Cie nigdy nie zrozumiem, bo uczucie nienawiści jest mi obce.

    > Najpierw zakładasz swój sprzeciw i następnie to robisz, nawet nie szukając jakiegokolwiek uzasadnienia.<

    Zdaję się, że dla Ciebie przejawem nienawiści jest posiadanie i forsowanie poglądu odmiennego od Twojego... smile

    Wracając do głównego tematu...
    Autorka zapytała: "do jakiego momentu powinno się uchodzić za "osobę towarzyszącą"?"
    (w oczach najbliższej rodziny partnera, a nie np. w jego środowisku pracy. To wynika z kontekstu.) Uważam, że określenie "osobą towarzyszącą", w kontaktach prywatnych, wieloletniej, stałej partnerki wujka jest co najmniej nietaktem. Z chwilą poznania tej osoby, co wiążę się z poznaniem jej imienia, nazwiska, przestaje być osobą przypadkową - staje sie osobą konkretną, i tę konkretną osobe zapraszamy jako parę wujka. Z "osobą towarzyszącą" znaczy, że z osobą wybraną przez wujka, a chyba nikomu by nie przyszło do głowy, żeby żonatego wujka zaprosic z osobą towarzyszącą. Wieloletnia partnerka powinna byc w zaproszeniu potraktowana jak ciotka.




  • matylda1001 28.06.14, 14:48
    kwiat_w_kratke napisał(a):

    > Nie bardzo rozumiem, dlaczego poczułaś się urażona. Przecież to nie Ty zostałaś
    zaproszona. Zaproszenie otrzymał wuj od swojej siostrzenicy.<

    Nie Autorka została zaproszona tylko jej partner... No tak, w zasadzie to prosty przekaz. No i właśnie to jest powodem urazy, bo skoro to nie aktualna miłostka wujka lecz jego stała partnerka, od lat ta sama, znana rodzinie i zaakceptowana, to powinna być zaproszona w taki sam sposób, jakby była żoną wujka. Na identycznych zasadach. Z żoną byłoby łatwiej o tyle, że wystarczyłoby napisać " Annę i Jana Nowaków" a tu trzeba troszeczkę rozwinąć "Annę Kowalską i Jana Nowaka". No ale cóż, skoro nie traktuje się wyboru wujka poważnie...
  • mulka 27.06.14, 14:54
    ...zawsze ktoś się obrazi?!
    Zawsze znajdzie się jakaś obrażona ciocia.
    /A która w tym wątku nawet nie jest ciocią!/
  • vivi86 29.06.14, 11:17
    Nie masz rscji. Imiennie zaprasza się małżeństwa ewentualnie narzeczonych, Partner/partnerka, chłopak/dziewczyna, konkubent/konkubina to po prostu osoba towarzysząca
  • matylda1001 29.06.14, 13:40
    vivi86 napisał(a):

    > Nie masz rscji. Imiennie zaprasza się małżeństwa ewentualnie narzeczonych, Partner/partnerka, chłopak/dziewczyna, konkubent/konkubina to po prostu osoba towarzysząca<

    A! czyli mam rozumieć, że nie ma różnicy między stałą partnerką wujka, od wielu lat będącą (chociaż nieformalnie) członkiem rodziny, może nawet matką jego dzieci, a koleżanką brata, która po koleżeńsku zdecydowała się towarzyszyć mu na weselu tylko ten jeden raz?
  • annthonka 29.06.14, 17:46
    Nie spodziewałam się, że dla aż tak wielu osób jedynym warunkiem awansowania z tymczasowej podrywki na osobę godną wymienienia z imienia i nazwiska jest posiadanie stosownego zaświadczenia z USC.
  • ebro888 29.06.14, 18:31
    Słuchajcie. Cała trudność problemu wątku zasadza się na prostym- kardynalnie trudnym problemie - czy ktoś wierzy w Boga. Dalej, czy jego religia zezwala na rozerwalność małżeństwa. Ateiści podlegają tu nie podwójnie, jak np. katolicy - jedynie kategorii dochowania słowa danego komuś w sensie kodeksu honorowego.
  • sl-14 29.06.14, 18:57
    Naprawdę? To się jakoś ma do kwestii, czy znaną nam partnerkę wuja wymieniać w zaproszeniu z imienia i nazwiska? Może lepiej nie brnijmy w religijne odnogi, to do niczego nie prowadzi.
  • ebro888 29.06.14, 19:43
    Oczywiscie, że może mieć, jeśli rodzina zapraszajaca to katolicy, nie rozumiesz tego?
  • sl-14 29.06.14, 20:08
    Ale to forum savoir vivre, a nie msza niedzielna.
  • matylda1001 30.06.14, 02:30
    ebro888 napisała:

    > Oczywiscie, że może mieć, jeśli rodzina zapraszajaca to katolicy, nie rozumiesz tego?<

    Może i mogłoby mieć gdyby nie to, że Autorka napisała, iż do chwili otrzymania tego dziwnej treści zaproszenia odnosiła wrażenie, że jest akceptowana. Myślę, że gdyby brak ślubu był dla rodziny partnera aż taki ważny, to daliby Jej to odczuć przez te lata dziesiątki razy.
  • ach_dama_byc_z_kanady 30.06.14, 06:37
    matylda1001 napisała:
    Myślę, że gdyby brak ślubu był dla rodziny partnera aż taki ważny, to daliby Jej to odczuć przez te lata dziesiątki razy.

    Napisze krotko - rozumiem, ze dla katolika religia, slub koscielny jest wazny,
    ale katolik musi zrozumiec iz wara jemu od moich spraw prywatnych,
    od moich osobistych przekonan, od mojej religii - lub jej braku.

    Katolik musi pojac iz tak jak moze on PRYWATNIE, w cichosci ducha nie akceptowac mojego
    - w jego oczach- nieslubnego zwiazku, tak MUSI przestrzegac zasad SV
    ktore sa ponad polityke i religie i ponadczasowe.

    Czyli - czy katolikowi sie podoba czy nie moj zwiazek partnerski bez slubu /konkubinat,
    zaproszenie do mnie ma zaadresowac kulturalnie IMIENIEM i NAZWISKIEM.

    I to idzie w druga strone tez, czyli -z kolei ja musze swoje poglady zostawic za drzwiami
    gdy jestem zaproszona do katolika na slub - jesli zgadzam sie przyjsc na jego slub,
    to musze zaakceptowac iz odbedzie sie on w kosciele, a
    zatem bede musiala odsiedziec procedure w kosciele mimo ze jestem,
    zalozmy, ateistka i z zasady do religijnych swiatyn nie chodze..

    Juz chyba prosciej sie nie da.

    Minnie

    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • ach_dama_byc_z_kanady 30.06.14, 06:39
    matylda1001 napisała:
    Myślę, że gdyby brak ślubu był dla rodziny partnera aż taki ważny, to daliby Jej to odczuć przez te lata dziesiątki razy.

    to tyle na temat zaproszen,
    natomiast ogolnie "dawanie odczuc" ze strony rodziny partnera "jak wazny jest dla nich slub"
    to jest bezczelne wtracanie sie kaloszami w ich zycie intymne.

    Minnie
    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • ebro888 30.06.14, 13:47
    Obawiam się, że autorka charakteryzując jej postrzeganie w tej rodzinie, zastosowała klasyczne "wishful thinking".
  • ach_dama_byc_z_kanady 01.07.14, 01:48
    ebro888 napisała:
    Obawiam się, że autorka charakteryzując jej postrzeganie w tej rodzinie, zastosowała klasyczne "wishful thinking".

    rozumiem o co ci chodzi, ale nawet.
    skoro wyraznie napisala ze pozostaje w tym zwiazku z wujkiem KILKA lat,
    to kultura wymaga aby nie nazywac jej 'OT'. Imie i nazwisko w koncu ma.

    Minnie
    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • annthonka 29.06.14, 20:10
    Ebro, jest wiele racji w tym co piszesz, chociaż przyznasz, że niebezpiecznie sterujemy w stronę absurdu.

    Jeżeli wujek Tadek ma tylko ślub cywilny to - idąc tym tokiem rozumowania - powinien zostać zaproszony "z osobą towarzyszącą", mimo że ciocia Ania jest jego żoną od 30 lat.
  • esme83 29.06.14, 20:28
    Myślę, że chodzi raczej o to, że małżeństwo (nieważne, czy cywilne, czy wyznaniowe) uważa się (uważało?) za sprawę poniekąd publiczną, a konkubinat - prywatną.
  • ebro888 29.06.14, 21:02
    Za radą Kory udałam się w poszukiwaniu małego browaru, stąd może chwilowo mam zaległość w logice, ale nie. Jesteś pewna, że dobrze napisałaś, Annthonko to drugie zdanie?
    Może i stąd jakoś mi absurd się nie jawi na horyzoncie.
    Podtrzymuję, jak napisałam na początku wątku.
  • annthonka 29.06.14, 21:21
    Ebro - wujek Tadek i ciocia Ania są szczęśliwym małżeństwem od 30 lat. Wzięli tylko ślub cywilny, ergo dla wyznawców religii Ania nadal nie ma statusu żony. Nie ma więc nic złego w wystosowaniu zaproszenia do wujka Tadka z osoba towarzyszącą. Do takich wniosków doszłam kierując się tropem religijnym podanym w poprzednim Twoim poście. Jeżeli nie wyraziłam się jasno to przepraszam.

    Podtrzymuję swoje zdanie, że absurd bardzo wyraźnie jawi się tu na horyzoncie.
  • ebro888 29.06.14, 21:35
    No tak, Annthonko, byłby to absurd, jasne. Tylko, że zaskoczona jestem trochę, bo ja się ciągle odnoszę opcji, jak się widzi zapraszajacym konkubinat Confite i wuja.
  • sl-14 29.06.14, 21:53
    > Podtrzymuję swoje zdanie, że absurd bardzo wyraźnie jawi się tu na horyzoncie.

    Im dłużej trwa ten wątek, tym bardziej podzielam ten pogląd.smile
  • baba67 29.06.14, 19:56
    Chlop to zawsze jednak chlop co sie dziwisz.Pelno chodzi opowiastek o tym jak to slub facetowi do niczego nie byl potrzebny dopoki nie poznal swiezszej pani ktorejw te pedy sie oswiadczal.Depp zeby daleko nie szukac.Tunie chodzi oto czy by bedac mezem odszedl czy nie tylko o te hipokryzje.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • pandzik 29.06.14, 23:36
    To jest bardzo proste - kiedy zaprasza się singla na wesele, zaprasza się go z "osobą towarzysząca', żeby się głupio nie czuł, i wziął sobie do towarzystwa, do tańca - kogokolwiek właśnie. Kogoś, kogo zapraszający nie zna.
    Siostrzenica twojego partnera zachowała się po chamsku, skoro zna cię z imienia i nazwiska.
  • zlosliwapannamigotka 30.06.14, 15:30
    confite napisała:

    > Jestem ze swoim partnerem w stałym związku od kilku lat. Mieszkamy razem. Związ
    > ek nasz jest oficjalny i ogólnie zaakceptowany.
    > Partner mój został zaproszony na wesele swojej siostrzenicy z "osobą towarzyszą
    > cą".
    > Poczułam się tym urażona.
    >
    > Jakie są zasady i do jakiego momentu powinno się uchodzić za "osobę towarzysząc
    > ą"?

    ze strony rodziny mojego meza bylo to samo - buractwo i tyle.miej ich w dupie i juz
  • baba67 30.06.14, 16:00
    Czyzby wymusili lergalizacje zwiazku?
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • ebro888 30.06.14, 16:04
    Bystrzak z Ciebie, Babo, moje ukłony.
  • marta_i_koty 01.07.14, 12:41
    Uważam takie zachowanie za chamskie i tyle. Nikogo nie powinno interesować, czy trwający od kiyllku lat związek jest zalegalizowany, czy nie. Jesteś kobietą swojego faceta, o czym wszyscy wiedzą, więc powinnas być wymieniona z imienia i nazwiska.
    --
    Gdyby nie koty, mój dom byłby czystszy, portfel grubszy, a serce puste...
  • sl-14 06.07.14, 12:56
    A ja postawiłam się po stronie osoby zapraszającej i wyobraziłam sobie, że na hipotetyczny ślub zapraszam koleżankę z jej długoletnim partnerem, którego znam, a na zaproszeniu wpisuję "Ziuta Iksińska z osobą towarzyszącą" ignorując istnienie tego faceta. I sorry gregory, ale śmiech mnie ogarnął.smile
    --
    "Będzie gorzej ponieważ wtedy było to imperium zła a obecnie jest imperium dobra. Z Imperium Dobra nikt nie wygra. Trzeba spier...!" by najstarszy_syn_ksiedza_biskupa
  • kora3 06.07.14, 13:32
    Ja tego typu uroczystośc smile mam już za sobą i jak pisałam tutaj - do głowy by mi nie przyszło zapraszać z OT kogoś, kogo dziewczynę/chłopaka (takich, z którymi po prostu "chodzili" - bez wspólnego mieszkania, bez zaręczyn goście głowni) znałam.
    Takie coś uważałabym za afront wobec takiej/takiego dziewczyny/chłopaka, choć mowa wszak o związku nie tylko nieformalnym, ale tez z racji sytuacji i wieku zapraszanych niekoniecznie nawet z założenia trwałym, czy długotrwałym.
    Dla mnie byłoby to wspomniane tu przeze mnie też udawanie, ze ja nie znam takiej/takiego dziewczyny/chłopaka.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • wliterackie 17.02.19, 18:16
    Według zasad powinno byc wpisane imie i nazwisko partnera a w drugiej kolejnosci wymieniona z imienia i nazwiska partnerka( jesli by mieli slub kobieta powinna byc wymieniona na pierwszym miejscu tez imiennie) po kilku latach naprawde mozna juz poznac jak sie nazwa stała partnerka wujka
  • vivi86 24.02.19, 15:31
    Jestescie przynajmniej zaręczeni (bo małżeństwem jak rozumiem nie jesteście)? Konkubinat to nie zwiazek oficjalny.

    Od kiedy zapraszamy imiennie, a nie jako osobę towarzyszacą? Od zaręczyn. Wcześniej można, ale się nie musi i nie jest to wbrew sv.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka