Dodaj do ulubionych

Przy jednym stole z pracownikami uczelni

04.12.14, 09:02
Opowiedziane przez moją przyjaciółkę, nauczycielkę liceum. Projekt unijny, wyjazd młodzieży (większość już prawie pełnoletnia) na "zieloną szkołę", zajęcia m.in. z pracownikami uczelni, w domu młodzieży czy czymś takim. Pracownicy naukowi dojeżdżają na całodzienne zajęcia. W południe przerwa na obiad, stołówka, stoliki pięcioosobowe, miejsc "na styk" więc jedna z uczennic zostaje zmuszona usiąść przy jednym stoliku z nauczycielkami i tymi doktorami z uczelni. Panna prawie 18 lat, b.dobra uczennica, choć nieśmiała, wyraźnie izolująca się od reszty. Wieczorem telefon do mojej przyjaciółki od matki tej dziewczyny, dlaczego jej "dziecko" jest zmuszane do siedzenia przy jednym stoliku z "dwoma obcymi facetami", że tak się tym zestresowała, że nic nie zjadła big_grinDDD Przyznam, że byłam w szoku. Aha, dodam, że przyjaciółka od razu przepytała matkę skąd ten lęk, czy została kiedyś skrzywdzona itd, ale dowiedziała się że nie, po prostu dziewczyna jest "chorobliwie nieśmiała i bardzo wrażliwa" big_grinDD Pannica prawie dorosła. Niedługo pójdzie zapewne na studia. I ta "troskliwa" mamusia. Przewrażliwieni rodzice i delikatna młodzież, to zapewne temat rzeka. Nie wiem, czy to jest problem SV, ale ciekawa jestem, jak byście rozwiązali tę sytuację smile napiszę potem, jak to rozwiązała moja przyjaciółka.
Edytor zaawansowany
  • gazeta_mi_placi 04.12.14, 09:36
    Sama mam o wiele więcej lat, a w takiej sytuacji czułabym się co najmniej mało komfortowo.
    Nie dało się wśród "młodzieżowych" stolików naprawdę znaleźć odrobinę miejsca na jeden dodatkowy talerz? Telefon matki oczywiście przesadzony, ale na miejscu tej młodej dziewczyny czułabym się co najmniej dziwnie.
    Czasem zdarzało nam się (co prawda w mniej oficjalnych sytuacjach), że po przyjściu do knajpy stolik był na dwie osoby, a byliśmy w trójkę lub na cztery osoby a było nas pięcioro i nigdy nie było problemu ze zorganizowanie dodatkowego krzesła i miejscem na dodatkowy talerz i kufel piwa wink. Naprawdę nie dało się przy pięcioosobowym stoliku zmieścić szóstej koleżanki?

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • vitadea 04.12.14, 09:50
    gazeta_mi_placi napisała:
    > Nie dało się wśród "młodzieżowych" stolików naprawdę znaleźć odrobinę miejsca n
    > a jeden dodatkowy talerz?

    Nie byłam przy tym, ale zadałam to samo pytanie, okazało się że nie bardzo dało się wygospodarować miejsce, a poza tym dziewczyna ogólnie była wyizolowana od grupy, trochę wyśmiewana, i okazało się że wszędzie się czuje "niekomfortowo"...
  • gazeta_mi_placi 04.12.14, 09:57
    Tu chyba tkwi clou całego problemu, gdyby była lubianą koleżanką lub tylko akceptowaną zapewne miejsce by się znalazło, jeden z drugim by się bardziej ścisnął i jakoś by było, młodzież nie ma raczej problemu z tym, że jest za ciasno.
    Ta sytuacja dotyczyła jednego dnia i jednego posiłku czy było tego więcej?

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • matylda1001 04.12.14, 11:49
    vitadea napisał(a):

    > a poza tym dziewczyna ogólnie była wyizolowana od grupy, trochę wyśmiewana, i okazało się że wszędzie się czuje "niekomfortowo"..> .

    Wyizolowana, wyśmiewana, bardzo dobra uczennica... Do tej pory zapewne tylko kujon, a teraz, po tym "wyróżnieniu" to pewnie i lizus. Niechby jeszcze pani nauczycielka wspomniała publicznie o tym nieszczęsnym telefonie od mamusi, i nieszczęście gotowe.
  • elisanet 04.12.14, 09:57
    A skąd w ogóle pomysł, żeby dwóch nadętych panów z uczelni sadzać z młodzieżą szkolną, po co im wspólny obiad, skoro jak pisze autorka - mieszkali na miejscu? A na miejscu tej dziewczyny, też bym się czuła mocno niekomfortowo. Są ludzie, którzy nic nie przełkną w obecności obcych. To jest, bym powiedziała, mocno niezdrowe dla tej dziewczyny. A głupia nauczycielka jeszcze się śmieje.
  • kornel-1 04.12.14, 17:12
    elisanet napisał(a):

    > A skąd w ogóle pomysł, żeby dwóch nadętych panów z uczelni

    Dlaczego nadętych?

    https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRWZRgHVdsetNSM5FnmnGPXCQZDtOHrk82vVK7vJVxc66-c6eaa

    Umysłowość niektórych osób jest niezwykła. Czasem bawi, czasem przeraża.
    Nic nie wskazuje na to, że panowie z uczelni byli nadęci.

    Uprzedzenia, niechęć, zawiść to uczucia bez najmniejszego uzasadnienia okazujemy i wywołujemy konflikty.

    Kornel
  • elisanet 04.12.14, 17:35
    > Dlaczego nadętych?

    Czy zdjęcia, które zaprezentowałeś to tych konkretnych wykładowców? Bo jeśli nie, to nic tu one nie wnoszą.
  • kora3 04.12.14, 10:06
    Pomijając już brak organizacji - że zabrakło miejsca przy tych "młodzieżowych stolikach". Reakcja matki - mocno nerwowa i przesadna, ale pretensja - słuszna. I słuszna nie dlatego, ze dla każdego młodego człowieka w adekwatnej sytuacji taki wspólny posiłek byłby stresem, tylko dlatego, ze tak usadzono wyjątkowo nieśmiałą i wycofaną osobę. Nauczyciele pewnie widza, że jest to taka osoba (interesujące, jak reaguje szkoła: konsultacje z psychologiem, skierowanie do poradni?) i idąc po linii najmniejszego oporu - bo pewnie ta dziewczyna została zwyczajnie "bez stolika" w sytuacji "styku" miejsc właśnie dlatego, że jest niesmiała i wyalienowana z grupy rówieśniczej - posadzili ja tam nie bacząc na jej samopoczucie. Pewnie dlatego, że to TYLKO uczennica. Gdyby się trafił zwariowany pan doktor, albo pan nauczyciel, co to nie lubi jeść z uczniami/studentami, bo mu to hehe uwłacza, to na głowie by stanieto, by zapewnić mu komfort pewnie.
    Podsumowujac: nauczyciele w tej sytuacji to nie pedagodzy.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vitadea 04.12.14, 11:38
    Sytuacja dotyczyła tylko jednego dnia, później się zmieniło. A osoba była właściwie już dorosła, no ludzie, to prawie studentka. Co innego, gdyby była 12-letnią dziewczynką, wtedy bym się nawet nie dziwiła.
  • nchyb 04.12.14, 11:52
    Ty się dziwisz, ale przeczytałaś tu na forum wypowiedzi dorosłych osób, które się nie dziwią a rozumieją tę dziewczynę
    nie masz patentu na nieomylność, więc może rozważ to, ze Twoje podejście do sprawy nie jest jedynym słusznym i można uważać inaczej niż Ty...
    kto ma rację? wszyscy
    a skoro to forum sv to przypomnę, że sv mówi o takim postępowaniu, by nie ranić, nie sprawiać przykrości innym, niezależnie od tego czy to 12-letnia dziewczynka, prawie dorosła licealistka lub starsza pani...
  • matylda1001 04.12.14, 11:54
    vitadea napisał(a):

    > Sytuacja dotyczyła tylko jednego dnia, później się zmieniło. <

    Na czym konkretnie polegała ta zmiana?

  • vitadea 04.12.14, 13:42
    > Na czym konkretnie polegała ta zmiana?

    Ta zmiana polegała na połączeniu wszystkich stolików w jeden duży stół, przy którym siedzieli razem wszyscy uczniowie wraz z nauczycielami, ale już bez panów doktorów.
  • kora3 04.12.14, 13:54
    I te reorganizację zrobiono niby pod te nieśmiałą dziewczyne ?smile już to widzę smile
    Jeśli ja zrobiono dla zcyjeś wygody, to panów doktorów i nic w tym złego nawet, tylko pokazuje to róznice w traktowaniu. Smutne sad
    A w sytuacji o jakiej mowa na początku. Będąc nauczycielem oddałabym swoje miejsce przy stoliku "nauczycielskim" skrajnie nieśmiałej uczennicy, skoro już nie mogłabym znaleźć jej miejsca przy stoliku młodzieżowym. Przynajmniej siedziałaby z nauczycielami, których zna, a nie z całkiem obcymi facetami, którzy w dodatku swoją pozycją budzili w niej tym większe onieśmielenie.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 04.12.14, 14:51
    kora3 napisała:

    >A w sytuacji o jakiej mowa na początku. Będąc nauczycielem oddałabym swoje miejsce przy stoliku "nauczycielskim" skrajnie nieśmiałej uczennicy<
    >Przynajmniej siedziałaby z nauczycielami, których zna, a nie z całkiem obcymi facetami,<

    Koro, chyba źle zrozumiałaś. Wprawdzie przy stoliku siedzieli dwaj obcy panowie, ale i dwie znajome nauczycielki. Pięcioro ich tam siedziało.
  • kora3 04.12.14, 14:58
    Rozumiem, że tylko te 2 nauczycielki były na tym spotkaniu? W tej sytuacji zaprosiłabym do stołu nauczycielsko- wykładowcowego smile ucznia otwartego, śmiałego (nie mylić z bezczelnym) i szczególnie zainteresowanego tematem, który nie miałby problemu z siedzeniem przy tym stole
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vitadea 04.12.14, 15:08
    > ucznia otwartego, śmiałego (nie mylić z bezczelnym) i szczególnie zainteresowanego tematem, który nie miałby problemu z siedzeniem przy tym stole

    A co jakby nikt się nie kwapił do zmiany miejsca smile
    Mnie się podobał pomysł z przestawieniem stolików. Mało wysiłku, a problem się rozwiązał.
  • vitadea 04.12.14, 15:02
    Koro, źle zrozumiałaś. Siedzieli w piątkę - dwie nauczycielki (znajome), i tych dwóch panów doktorów.
    Moim zdaniem, pomysł z reorganizacją był bardzo dobry. Tak powinno być od początku, wtedy nie ma problemów z dzieleniem się na grupki itp.
    Nie rozumiem tylko, skąd zarzut, że to z "wygody panów doktorów"? Panowie czekali na zewnątrz, żeby nie "onieśmielać" tych biednych dzieci smile.
  • kora3 04.12.14, 15:06
    Wiesz Co Vitadea, pomysł pewnie był dobry, acz nie rozumiem dlaczego czekali na zewnątrz, bo spokojnie mozna było łącząc stoły dla uczniów wygospodarować jedno miejsce dla tej "okropnej" nieśmiałej i jeden stolik pozostawić dla kadry złożonej z nauczycieli i wykładowców.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vitadea 04.12.14, 15:14
    > acz nie rozumiem dlaczego czekali na zewnątrz,

    Masz rację. Czekali, bo nie chcieli, żeby uczniowie czuli się skrępowani, nauczyciele ich o to poprosili. Pewnie bali się, że zadzwoni kolejny rodzic jakiegoś "dziecka" onieśmielonego towarzystwem pracowników akademickich przy stole...
  • kora3 05.12.14, 19:26
    a to do któregos z nich zadzwoniła ta matka nieśmiałej dziewczyny? zrozumiałam, ze do nauczycielki jej, a nie do nich. Jeśli nauczycielka to im powiedziała to niewychowana cymbałka (odpowiedniczka męskiego cymbała)
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • felisdomestica 04.12.14, 15:40
    A własciwie dlaczego bez panów doktorów? Wyjechali już, czy też posadzono ich w oślej ławce smile? Pracownicy naukowi nie gryzą, zielona szkoła to fajna okazja do bliższego poznania się młodzieży z osobami, które prowadzą badania naukowe. Posiłek jest jak najbardziej taką nieformalną okazją. Błędem było nie posadzenie dziewczyny z doktorami, tylko stworzenie getta nauczycielsko-doktorskiego.
  • vitadea 04.12.14, 16:17
    > A własciwie dlaczego bez panów doktorów?

    Bo młodzież nieśmiała była i krępowało ich jedzenie w towarzystwie pracowników uniwersyteckich smile

    Wyjechali już, czy też posadzono ich w
    > oślej ławce smile?

    Nie wyjechali, czekali, aż młodzież i nauczyciele skończą lunch.

    Pracownicy naukowi nie gryzą, zielona szkoła to fajna okazja
    > do bliższego poznania się młodzieży z osobami, które prowadzą badania naukowe.
    > Posiłek jest jak najbardziej taką nieformalną okazją.

    Jak widać, nie każdy chce z takiej okazji skorzystać.

    Błędem było nie posadzeni
    > e dziewczyny z doktorami, tylko stworzenie getta nauczycielsko-doktorskiego.

    A jak, Twoim zdaniem, powinno to było wyglądać?
  • felisdomestica 05.12.14, 16:07
    No po prostu jeden wspólny stół. Wszyscy, i uczniowie i wykładowcy, powinni być uprzedzeni, jak to będzie wyglądać. Nie wiem, jak było w tym konkretnym przypadku, ale, sądząc po stopniu naukowym, panowie byli raczej młodzi, więc raczej nie mieli nic przeciwko jedzeniu z młodzieżą. 10-15 lat to nie jest przepaść wiekowa. Zresztą dlaczego profesorowie też nie mieliby usiąść przy jednym stoliku z osiemnastolatkami? Dla mnie to wszystko raczej oznacza brak obycia i kultury, zarówno ze strony młodzieży, jak i nauczycielstwa. Zawalili organizatorzy.
  • student_of_the_university 05.12.14, 20:00
    > , zarówno ze strony młodzieży, jak i nauczycielstwa. Zawalili organizatorzy.

    Aaa. Panowie wykładowcy, jak zwykle, święci...
  • felisdomestica 05.12.14, 23:59
    A co przeskrobali?
  • aldona_a 06.12.14, 00:09
    > A co przeskrobali?

    Jak to co smile ośmielili się zasiąść do stołu z młodzieżą szkolną, i o zgrozo - jeść obiad, podczas gdy naprzeciw nich siedziało biedne, wrażliwe, nieśmiałe 18-letnie dziewczątko. Dziewczyneczka. I oni ją tak onieśmielili swoim groźnym wyglądem i marsowymi minami, że jedzenie jej w gardle stanęło, i nie zjadła nic. Za karę panowie doktorzy nie dostali nazajutrz obiadu - niech cierpią, niech wiedzą, jak to jest...
  • minniemouse 06.12.14, 01:26
    aldona_a napisał(a):
    I oni ją tak onieśmielili swoim groźnym wyglądem i marsowymi minami, że jedzenie jej w gardle stanęło, i nie zjadła nic.

    Zauwaz ze autorka przyznala iz:
    dziewczyna jest "chorobliwie nieśmiała i bardzo wrażliwa"

    i moze racz wziac pod uwage ze zdarzaja sie przypadki kiedy oniesmielenie rzeczywscie urasta ponad normy zwyklego oniesmielenia i wrazliwosci ktora da sie w koncu przelamac,
    i moze miec podloze chorobowe, a takie wymaga szczegolnej troski i podejscia od otoczenia.
    chorobliwa niesmialosc i nadmierna wrazliwosc jest jak malenki york lub chihuahaha - latwo nie zauwazyc, bawolom latwo na nie usiasc...

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • aldona_a 06.12.14, 01:47
    minniemouse napisała:
    > i moze racz wziac pod uwage ze zdarzaja sie przypadki kiedy oniesmielenie rzec
    > zywscie urasta ponad normy zwyklego oniesmielenia i wrazliwosci ktora da sie w
    > koncu przelamac,
    > i moze miec podloze chorobowe, a takie wymaga szczegolnej troski i podejscia o
    > d otoczenia.
    > chorobliwa niesmialosc i nadmierna wrazliwosc jest jak malenki york lub chihuah
    > aha - latwo nie zauwazyc, bawolom latwo na nie usiasc...

    Ale to jeszcze nie powód, żeby dorosłą kobietę traktować jak małą dziewczynkę. To jest dopiero upokarzające dla nastolatków, jak mówi się na nich per "dzieci". Owszem, można zagadnąć na osobności czy wszystko w porządku, ale w żadnym wypadku NIE NALEŻY się narzucać ani uwypuklać jeszcze bardziej tej wrażliwości, poprzez np:
    - drążenie tematu, dlaczego dziewczyna nie je (no chyba że w sytuacji ekstremalnej, gdyby przez cały tydzień dajmy na to NIC nie tknęła),
    - "przesadzanie" do innego stolika ("młodzieżowego") na podstawie li tylko domniemania, że skoro jest nieśmiała i wycofana, to będzie się źle czuła w obecności wykładowców. A skąd niby pewność, że dziewczyna czuła by się lepiej z rówieśnikami? A może właśnie jeszcze gorzej - skoro ktoś tu twierdził, że ją traktowali jako "dziwną" itp. - to sami sobie przeczycie w tym momencie, mając pretensję do nauczycielek, że jej tam nie "przesadziły"... tym bardziej, że to ona pierwsza zajęła miejsce przy stole koło nauczycielek...
    Dlatego nie zgadzam się z tymi, którzy wieszają psy na nauczycielkach za to, że "nie zareagowały", "nie przesadziły". O, nie. Akurat tutaj zachowały się prawidłowo. No sorry, ale co się dziewczynie stało, że siedziała przy stole z dwoma panami doktorami? Pogryźli ją, czy co? No już bez przesady.

    Za to za absolutnie skandaliczne i niewychowawcze uważam to, że nauczycielki poprosiły wykładowców o niejedzenie obiadu. Absolutne dno.
  • kora3 06.12.14, 08:58
    To nie o to chodzi, że młodzież jako taką tak stresuje/może zestresować posiłek z osobami od niej starszymi i nieznajomymi. Nie chodzi tu o młodzież ogólnie, ale o TĘ dziewczynę.
    Ewidentnie ma ona problem natury emocjonalnej, być może także psychologicznej i nauczyciele o tym problemie WIEDZĄ.
    Jak wspomniałam normalnie funkcjonujący uczeń w tym wieku nie miałby problemu z takim "usadzeniem", być może jeszcze ucieszyłby się z możliwości bliższego poznania wykładowców.
    Nie ma wiec potrzeby sarkastycznego "rozciągania" sytuacji dziewczyny na całą "biedna, zestresowaną młodzież". To jest czysta sofistyka, bo problem dotyczył jednej osoby - szczególnej.
    Nauczyciele dali plamę - zabrakło tego jednego miejsca dla TEJ dziewczyny, bo jak sama pani nauczycielka opowiedziała swej przyjaciółce (twórczyni watku), jest to dziewczyna chorobliwie nieśmiała. Jest zatem pewnie wyalienowana z grupy rówieśniczej. W przypadku takiej osoby PEDAGODZY, za których zdaje się podają się nauczyciele powinni dążyć do naturalnej integracji jej z grupą, a nie pogłebiac alienację.

    Całkowicie natomiast zgadzam się z Tobą, że rzekomo swietne rozwiązanie jakie po telefonie od matki dziewczyny znalazła pani nauczycielka, to dno. Nie dlatego, że połączono stoły, bo to niegłupie, ale dlatego, że odizolowano się od wykładowców i jeszcze o zgrozo chyba im powiedziano, że to dlatego, ze podczas posiłku oniesmialają MŁODZIEŻ.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • student_of_the_university 06.12.14, 09:49
    > , że połączono stoły, bo to niegłupie, ale dlatego, że odizolowano się od wykła
    > dowców

    Czytam niektóre wypowiedzi, i się zastanawiam. To co, właściwie, powinny te nauczycielki były zrobić, skoro nie wolno się wtrącać do jedzenia czy siedzenia dorosłych osób?
    Co złego jest w tym, że ci wykładowcy dostali (chyba) obiad w innej sali, no co? Ktoś mi wytłumaczy?
  • kora3 06.12.14, 10:36
    Nie ma problemu z tym, ze jedli w innej sali. Nie byłoby zadnego problemu, gdyby od początku tak zostało ustalone. Rzecz w tym, że zrobiono reorganizację i wykładowcom o zgrozo powiedziano, ze mają jesc gdzie indziej bo stresują młodzież. Nie chodzi o to, ze powiedzoiano tak wykładowcom, tylko komukolwiek smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aldona_a 06.12.14, 10:42
    Sęk w tym, że autorka zdaje się pisze, że oni w ogóle nie jedli...
  • aldona_a 06.12.14, 10:45
    > Nie ma problemu z tym, ze jedli w innej sali. Nie byłoby zadnego problemu, gdyby od początku tak zostało ustalone.

    Aha, i naprawdę nie widzisz problemu w tym, że wykładowcy jedliby od początku w odrębnej sali? Toż to gwałt na sv! Co oni są jakimiś innymi ludźmi, czy jak?
  • minniemouse 06.12.14, 09:54
    aldona_a napisał(a):
    - "przesadzanie" do innego stolika ("młodzieżowego") na podstawie li tylko domniemania, że skoro jest nieśmiała i wycofana, to będzie się źle czuła w obecności wykładowców.

    przeciez matka zadzwonila z pretensjami a moze i awantura ze jej corka ze stresu nic nie jadla, poniewaz tak zle sie czula siedzac w obecnosci nauczycieli i duzo starszych od niej dwoch panow- doktorantow.
    jakie wiec znowu "domniemania"???
    tu nie ma zadnych domnieman- tu jest pewnosc.

    A skąd niby pewność, że dziewczyna czuła by się lepiej z rówieśnikami? A może właśnie jeszcze gorzej - skoro ktoś tu twierdził, że ją traktowali jako "dziwną" itp. - to sami sobie przeczycie w tym momencie, mając pretensję do nauczycielek, że jej tam nie "przesadziły"...

    nikt sobie nie przeczy,
    primo, jak pisalam telefon matki nie zostawia zadnych watpliwosci co do uczuc dziewczynki wobec przebywania w towarzystwie wykladowcow (o ile nie chodzi o szkolne zajecia)
    secundo nawet jesli dziewczynka jest traktowana jako "dziwna' to tak czy siak jest w wieku - i grupowo nalezy do rowiesnikow. nienormalne i jeszcze dziwniejsze by bylo przyczepiac ja to do towarzystwa wykladowcow.
    z pewnoscia dziewczynka wolalaby poki co przylegac do swojej wlasnej grupy wiekowo-socjalnej niz jeszcze bardziej odbiegac od normy bedac odseparowywana sadzaniem z nauczycielami.

    tym bardziej, że to ona pierwsza zajęła miejsce przy stole koło nauczycielek...

    nic podobnego, wskaz mi prosze miejsce gdzie tak pisze?
    przeczytaj uwaznie:

    W południe przerwa na obiad, stołówka, stoliki pięcioosobowe, miejsc "na styk" więc jedna z uczennic zostaje zmuszona usiąść przy jednym stoliku z nauczycielkami i tymi doktorami z uczelni.

    Nie dało się wśród "młodzieżowych" stolików naprawdę znaleźć odrobinę miejsca n
    > a jeden dodatkowy talerz?
    Nie byłam przy tym, ale zadałam to samo pytanie, okazało się że nie bardzo dało się wygospodarować miejsce,


    Dlatego nie zgadzam się z tymi, którzy wieszają psy na nauczycielkach za to, że "nie zareagowały", "nie przesadziły". O, nie. Akurat tutaj zachowały się prawidłowo. No sorry, ale co się dziewczynie stało, że siedziała przy stole z dwoma panami doktorami? Pogryźli ją, czy co? No już bez przesady.

    co sie stalo? pewnie miala ciezki napad leku, nie mogla nic przeklnac, moze krecilo jej sie w glowie, chcialo jej sie plakac, moze jej bylo slabo z nerwow, moze niedobrze, chcialo jej sie wymiotowac, marzyla aby ten koszmar sie skonczyl, potem moze bolala ja glowa,
    i brzuch z glodu i z nerwow, moze tez cierpi na bezsennosc z nerwow. moze ma mysli samobojcze.
    przykre ze nie masz za grosz wyobrazni ze nie kazdy jest taki silny jak ty Aldona, i za grosz empatti do innego czlowieka.

    Za to za absolutnie skandaliczne i niewychowawcze uważam to, że nauczycielki poprosiły wykładowców o niejedzenie obiadu. Absolutne dno.

    ze zupelnie niepotrzebne bylo to poproszenie o niejedzenie to sie zgadzam. z reszta nie.

    uwazam, ze w tej sytuacji nalezalo pojsc na kompromis - usadzic jakos z glowa przy stole wszytskich, tymczasem z jednego przegiecia poszlo w drugie.

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • aldona_a 06.12.14, 10:32
    minniemouse napisała:
    > nikt sobie nie przeczy,
    > primo, jak pisalam telefon matki nie zostawia zadnych watpliwosci co do uczuc
    > dziewczynki wobec przebywania w towarzystwie wykladowcow (o ile nie chodzi o sz
    > kolne zajecia)
    > secundo nawet jesli dziewczynka jest traktowana jako "dziwna' to tak czy siak
    > jest w wieku - i grupowo nalezy do rowiesnikow. nienormalne i jeszcze dziwniejs
    > ze by bylo przyczepiac ja to do towarzystwa wykladowcow.
    > z pewnoscia dziewczynka wolalaby poki co przylegac do swojej wlasnej grupy wiek
    > owo-socjalnej niz jeszcze bardziej odbiegac od normy bedac odseparowywana sadza
    > niem z nauczycielami

    Najpierw przeczytaj sobie raz jeszcze swój własny post (ten i inne) i zastanów się, co jest nie tak. Aby Ci to ułatwić, podkreśliłam niektóre słowa. Bo już kolejny raz nie chce mi się tego tłumaczyć. I zastanów się proszę przy okazji, czy Twój sposób pisania o tej młodej kobiecie jest zgodny z sv, bo jak dla mnie, tego typu wypowiedzi brzmią po prostu ironicznie.

    > nic podobnego, wskaz mi prosze miejsce gdzie tak pisze?

    A proszę bardzo:
    "Po drugie, młodzież się sama usadowiła, ale dziewczyna sama podeszła do stołu nauczycielek, nie spodziewając się, że przy tym samym stoliku zasiądą za kilka minut też i wykładowcy"

    > co sie stalo? pewnie miala ciezki napad leku, nie mogla nic przeklnac, moze kre
    > cilo jej sie w glowie, chcialo jej sie plakac, moze jej bylo slabo z nerwow, mo
    > ze niedobrze, chcialo jej sie wymiotowac, marzyla aby ten koszmar sie skonczyl,
    > potem moze bolala ja glowa,
    > i brzuch z glodu i z nerwow, moze tez cierpi na bezsennosc z nerwow. moze m
    > a mysli samobojcze.

    Niestety, nie mogła przeklnąć (panów doktorów) przy stole i w obecności nauczycieli, przynajmniej nie na głos, ale może zrobiła to w myślach (sorry, wiem że literówka ale nie mogłam się powstrzymać wink )
    A tak poza tym, gratuluję bogatej wyobraźni. Skąd Ty wysnułaś taką historyjkę? Gdzie to zostało powiedziane? To może idźmy jeszcze dalej: "dziewczynka" ma myśli samobójcze na widok panów doktorów jedzących obiad. Nie, to się robi już śmieszne.
  • minniemouse 06.12.14, 11:00
    aldona_a napisał(a):
    A proszę bardzo:
    "Po drugie, młodzież się sama usadowiła, ale dziewczyna sama podeszła do stołu nauczycielek, nie spodziewając się, że przy tym samym stoliku zasiądą za kilka minut też i wykładowcy"


    podaj prosze autora bo wydawalo mi sie ze posprawdzalam wszystkie wypowiedzi autorki,
    a tego nie znalazlam.

    a z tym przeklnieciem, big_grin big_grin big_grin

    mnie to zawsze cos sie tak uda smile


    (reszta pozniej)
    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • kora3 04.12.14, 12:34
    Może o tym nie wiesz, ale chorobliwie nieśmiałe i skrajnie wycofane osoby zdarzają się nie tylko w wieku wczesno nastoletnim, zatem argument, że dziewczyna jest pełnoletnia i "prawie studentka" jest sorry, ale głupi po prostu. Tu nie ma znaczenia wiek dziewczyny, a jej ze tak powiem kondycja, o której pani nauczycielka czyli Twa przyjaciółka najwyraźniej wiedziała. Pewnie gdyby posadziła z nimi osobę smiałą i otwartą to nie byłoby problemu, jeszcze taki uczeń, czy uczennica byliby zadowoleni, że mieli okazje przy posiłku bliżej poznać tych panów.
    Ten przykład pokazuje, ze nauczyciele niewiele mają wspólnego z byciem pedagogamisad
    Nie posadziłabym nieśmiałej stazystki tak, choć pedagogicznego wykształcenia nie mam. Niektórzy natomiast mają - jak widać tylko na papierze
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • gazeta_mi_placi 04.12.14, 13:47
    No niestety, uczucia mają także osoby dorosłe, nie tylko dzieci. I tak samo można im zrobić przykrość jak dzieciom. Nawet osobom w całkiem dojrzałym wieku.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • minniemouse 05.12.14, 04:10
    kora3 napisała:
    Może o tym nie wiesz, ale chorobliwie nieśmiałe i skrajnie wycofane osoby zdarzają się nie tylko w wieku wczesno nastoletnim, zatem argument, że dziewczyna jest pełnoletnia i "prawie studentka" jest sorry, ale głupi po prostu. Tu nie ma znaczenia wiek dziewczyny, a jej ze tak powiem kondycja,

    Znowu - Brawo Koro-

    tak sie sklada ze znam taka dziewczynke ktora w sredniej szkole byla okropnie niesmiala i wszyscy jej dokuczali ze z niej taki "francuski piesek" i nalegali, sila zachecali zeby "wreszcie przestala sie ze soba cackac, zycie to nie jest bajka itd". Ona tymczasem od tych "zachet" i "serdecznej krytyki" zamiast stawac sie coraz bardziej smiala, to odwrotnie- z tego naporu dostala atakow paniki, chronicznego leku, depresji - krotko mowiac- po prostu powaznie rozchorowala sie psychicznie.
    rzucila szkole bo tak sie juz bala ludzi i roznych stresujacych dla niej sytucaji. w koncu wyladowala w szpitalu z zalamaniem nerwowym. szkoly nie skonczyla, i nie wiadomo czy skonczy. teraz matka placze ze w pore nie reagowala, wyrywa sobie wlosy z glowy, klnie na nauczycieli ktorzy jak trzeba bylo okazac zrozumienie to wzruszali ramionami i twierdzili "dziecko musi sie nauczyc zyc w spoleczenstwie" - to sie wlasnie "nauczylo".

    Nie kazda niesmiala mlodziez to zaraz przepieszczony mamusiny "francuski piesek". niektorzy maja nierozpoznane wczesne objawy
    zaburzen osobowsci - i tym moze byc taka chorobliwa niesmialosc.
    zanim panie nauczycielki i ich znajome zaczna sie z tego wymiewac to moze warto sie minute zastanowic ze moze nie ma z czego.

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • maria.francesca 05.12.14, 07:41
    minniemouse napisała:
    > tak sie sklada ze znam taka dziewczynke ktora w sredniej szkole byla okropnie n
    > iesmiala i wszyscy jej dokuczali ze z niej taki "francuski piesek" i nalegali,
    > sila zachecali zeby "wreszcie przestala sie ze soba cackac, zycie to nie jest
    > bajka itd". Ona tymczasem od tych "zachet" i "serdecznej krytyki" zamiast staw
    > ac sie coraz bardziej smiala, to odwrotnie- z tego naporu dostala atakow paniki
    > , chronicznego leku, depresji - krotko mowiac- po prostu powaznie rozchorowala
    > sie psychicznie.


    Nie wątpię, że są i takie przypadki. Ale też i odwrotne, dzieci bardzo śmiałe w wieku dojrzewania mogą przeżyć załamanie nerwowe. Większość nieśmiałych dzieci "wyrasta" jednak z tego bez szwanku na zdrowiu psychicznym. Ja też byłam w dzieciństwie bardzo nieśmiała i wyizolowana. Do tego stopnia, że na wycieczki klasowe w ogóle nie jeździłam (i tak, że ta nieśmiała dziewczyna w ogóle się przemogła i pojechała). Bałam się publicznie zabrać głos, nawet w małej grupie, dostawałam ataku paniki, zanikał mi głos itp. I też wstydziłam się jeść w szkole smile Teraz się z tego śmieję, ale w sumie to rozumiem trochę tę dziewczynę. W moim przypadku, pomogło częste przebywanie z ludźmi, wyjazdy na obozy itp. Teraz jestem wykładowcą i nie sprawia mi najmniejszego problemu kilkugodzinne gadanie przed 200 studentami. Ani jedzenie ze studentami w stołówce (chociaż z lektury tego wątku można się dowiedzieć, że to studentom przeszkadza wykładowca jedzący zupę smile.
  • kora3 06.12.14, 09:04
    Słusznie zauważasz Mario.francesco - że wyrasta większość z tego. Ta dziewczyna jednak nie wyrosła - ma 18 lat i problem jest jak widać - olbrzymi. Tu nie chodzi o jakiś dyskomfort w sytuacji konieczności wystąpienia publicznie przed nieznanymi osobami, ale o skrajny przypadek. Przypadek, którego istnienia nauczyciele są świadomi, bo dziewczę jest im znane i jej sytuacja też najwyraźniej.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 05.12.14, 08:40
    > Nie kazda niesmiala mlodziez to zaraz przepieszczony mamusiny "francus
    > ki piesek". niektorzy maja nierozpoznane wczesne objawy
    > zaburzen osobowsci - i tym moze byc taka chorobliwa niesmialosc.
    > zanim panie nauczycielki i ich znajome zaczna sie z tego wymiewac to moze warto
    > sie minute zastanowic ze moze nie ma z czego.

    No właśnie, gdzieś w tym wszystkim zgubiła się troska o te dziewczyny, jak one się z tym czuły.
    Dorastające nastolatki, zmuszone jeść obiad w towarzystwie obcych facetów, w dodatku zapewne kreujących się na ważnych naukowców. Sorry, panowie mogli przecież jak już, dostać ten swój obiad w odrębnej sali, nie wierzę, że takiej nie było. A nie usadawiać się przy "młodzieżowym" stole.
  • jose35 05.12.14, 15:22
    elisanet napisał(a):
    > No właśnie, gdzieś w tym wszystkim zgubiła się troska o te dziewczyny, jak one
    > się z tym czuły.
    > Dorastające nastolatki, zmuszone jeść obiad w towarzystwie obcych facetów, w do
    > datku zapewne kreujących się na ważnych naukowców. Sorry, panowie mogli przecie
    > ż jak już, dostać ten swój obiad w odrębnej sali, nie wierzę, że takiej nie był
    > o. A nie usadawiać się przy "młodzieżowym" stole.


    Zaraz, zaraz. A dlaczego niby mają jeść w odrębnej sali (a może jeszcze w wc??), a nie razem ze wszystkimi? Przecież mają zajęcia z młodzieżą, co złego jest w tym, że zjedzą razem z nimi posiłek? Jezu! Co to ma być, pracownik naukowy to jakiś inny / gorszy gatunek człowieka??? A już wypraszanie ich z obiadu na korytarz (a w ogóle coś jedli???) to wybitnie niewychowawcze podejście: niech się dziatki uczą, że nie należy się liczyć z potrzebami drugiego człowieka...
  • matylda1001 05.12.14, 19:07
    elisanet napisał(a):

    > Dorastające nastolatki, zmuszone jeść obiad w towarzystwie obcych facetów<

    A co to jest do jasnej (...) Arabia Saudyjska, czy inny Jemen? a może przedwojenna pensja klasztorna dla panienek? A co jest jak do tatusia przyjdzie obcy pan, też jedna z drugą udławi się kolacją?

    > Sorry, panowie mogli przecież jak już, dostać ten swój obiad w odrębnej sali<

    Wiesz co? cały czas mam wrażenie, że żartujesz albo prowokujesz. I lepiej gdybym się nie myliła, bo jeśli Ty tak na poważnie, to rozpacz ogarnia sad
  • mgla_jedwabna 08.12.14, 14:32
    Matka naprawdę niesłusznie zrobiła aferę. Dzieci powinny być od najmłodszych lat socjalizowane tak, aby nie wymagały cieplarnianych warunków do spełnienia najprostszych potrzeb życiowych. Tej pannie jeszcze nieraz w życiu przyjdzie jadać przy jednym stole z obcymi ludźmi. Od zatłoczonej uniwersyteckiej stołówki, gdzie jak zajmie stolik 4 osobowy, to ma jak w banku, że dosiądą się 3 obce osoby, po eleganckie rauty w międzynarodowym towarzystwie.

    Przewrażliwionej mamusi uświadomiłabym, że dziewczyna nie siedziała z przypadkowymi menelami, lecz z kadrą naukową biorącą udział w tym samym wydarzeniu, co panna nieśmiała. Oraz że należałoby nad panną popracować, bo to ona może komuś sprawiać przykrość swoim zachowaniem pt. "nie podoba mi się, że muszę z tobą siedzieć".
  • e-matka.polka 08.12.14, 15:05
    mgla_jedwabna napisała:
    > Przewrażliwionej mamusi uświadomiłabym, że dziewczyna nie siedziała z przypadko
    > wymi menelami, lecz z kadrą naukową biorącą udział w tym samym wydarzeniu, co p
    > anna nieśmiała. Oraz że należałoby nad panną popracować, bo to ona może komuś s
    > prawiać przykrość swoim zachowaniem pt. "nie podoba mi się, że muszę z tobą sie
    > dzieć".

    Wiesz, być może ona czuła by się swobodniej, gdyby ci panowie nie byli naukowcami z uniwersytetu, a może coś podczas wykładów napomykali, jacy to oni są znani, świetni itp - to onieśmiela, szczególnie młodą dziewczynę. Nie pamiętam, w którym momencie ale gdzieś pisało, że nie tylko ta jedna uczennica była onieśmielona. Pytanie też, czy w pierwszym dniu zostali zaproszeni do stołu na obiad dla uczniów, czy sami się tam "władowali". Mogło być też tak, że skoro są opłacani i miejscowi, organizator niekoniecznie musiał zapewniać im obiad - obiad był zasadniczo dla uczniów i nauczycieli, którzy przyjechali z daleka. Dlatego może w rzeczywistości panowie wykazali się brakiem kultury dosiadając się na obiad nieproszonym. Tego nie wiemy. Może to był prawdziwy powód prośby o nieuczestniczenie w wykładzie, może nauczyciele wcale nie wspominali im o tej nieśmiałej dziewczynie (a tym bardziej nie ona sama,jak to sugeruje mgła_jedwabna).
  • e-matka.polka 08.12.14, 15:07
    "o nieuczestniczenie w obiedzie" miało być, nie "w wykładzie"
  • felisdomestica 09.12.14, 15:00
    e-matka.polka napisał(a):
    Mogło być też tak, że skoro są o
    > płacani i miejscowi, organizator niekoniecznie musiał zapewniać im obiad - obia
    > d był zasadniczo dla uczniów i nauczycieli, którzy przyjechali z daleka. Dlateg
    > o może w rzeczywistości panowie wykazali się brakiem kultury dosiadając się na
    > obiad nieproszonym. Tego nie wiemy.

    Rzeczywiście tego nie wiemy, i wobec tego nie wypisujemy takich głupot. Opiramy się tylko na opisanych faktach, nie własnych domysłach.

    <Może to był prawdziwy powód prośby o nieuczestniczenie w wykładzie,

    Pogubiłam się. Ktoś kogoś prosił o nieuczestniczenie w wykładzie?
  • matylda1001 09.12.14, 19:32
    felisdomestica napisała:

    >Pogubiłam się. Ktoś kogoś prosił o nieuczestniczenie w wykładzie? <

    Bo widzisz... wykładowca to taki typ paskudny, co to nie tylko obiad podstępem wycygani, ale jeszcze myśli, że bez niego wykład się nie odbędzie wink
    Ps. To tak dla rozrywki, bo sprostowanie pomyłki było.
  • minniemouse 09.12.14, 22:36
    mgla_jedwabna napisała:
    Przewrażliwionej mamusi uświadomiłabym, że dziewczyna nie siedziała z przypadkowymi menelami, lecz z kadrą naukową biorącą udział w tym samym wydarzeniu, co panna nieśmiała.

    Hmm... a nie przyszlo ci do glowy ze matka wlasnienie jest nie przewrazliwiona,
    ale jako matka dobrze zna stan zdrowotny swojej corki,
    i wlasnie wie ze jej niesmialosc nie jest normalna ale patologiczna i po to dzwonila
    do wychowawcow aby in wyjasnic jak sie maja rzeczy?

    Minnie


    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • minniemouse 05.12.14, 03:55
    kora3 napisała:
    Nauczyciele pewnie widza, że jest to taka osoba (inte
    > resujące, jak reaguje szkoła: konsultacje z psychologiem, skierowanie do poradn
    > i?) i idąc po linii najmniejszego oporu - bo pewnie ta dziewczyna została zwycz
    > ajnie "bez stolika" w sytuacji "styku" miejsc właśnie dlatego, że jest niesmiał
    > a i wyalienowana z grupy rówieśniczej - posadzili ja tam nie bacząc na jej samo
    > poczucie.

    Podsumowujac: nauczyciele w tej sytuacji to nie pedagodzy.
    Popieram cie Koro nogami i recami.

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • maria.francesca 05.12.14, 08:06
    minniemouse napisała:

    > kora3 napisała:
    > Nauczyciele pewnie widza, że jest to taka osoba (inte
    > > resujące, jak reaguje szkoła: konsultacje z psychologiem, skierowanie do
    > poradn
    > > i?) i idąc po linii najmniejszego oporu - bo pewnie ta dziewczyna została
    > zwycz
    > > ajnie "bez stolika" w sytuacji "styku" miejsc właśnie dlatego, że jest ni
    > esmiał
    > > a i wyalienowana z grupy rówieśniczej - posadzili ja tam nie bacząc na je
    > j samo
    > > poczucie.

    > Podsumowujac: nauczyciele w tej sytuacji to nie pedagodzy.
    > Popieram cie Koro nogami i recami.

    A jednak w którymś miejscu autorka sprostowała, że to jednak nie było tak, że ten stolik nauczycielski był całkowicie wyizolowany i stał w drugim końcu sali:

    Jeśli chodzi o te stoliki, to ja napisałam, że były osobne, ale tak faktycznie to wszystkie stały w jednym rządku w oddaleniu ok. 10 cm od siebie. Na drugi dzień tylko je do siebie całkiem dosunięto. Tak, że de facto już od pierwszego dnia wszyscy siedzieli przy jednym, długim stole. I tak naprawdę ta dziewczyna była bliżej swoich kolegów, niż tych nieszczęsnych profesorów.

    Zarzut, że nauczyciele się nie zajęli, nie zareagowali - ale nie na tej nieszczęsnej wycieczce, tylko już w szkole? No tak. Faktycznie, powinni. A może reagowali, tego nie wiemy. To rodzice przede wszystkim są odpowiedzialni. Znam kilku nauczycieli, którzy opowiadają, jak zapracowani (i często z wyższym wykształceniem) rodzice w ogóle nie interesują się, że dziecko może mieć jakiś problem. Wręcz reagują oburzeniem gdy nauczyciel sygnalizuje, że jak to, ich dziecko ma jakiś problem, no co też pani. Tak więc nie zwalajmy winy tylko na nauczycieli. Pamiętajmy, że nauczyciel ma na głowie całą klasę, a nie tylko jedno dziecko.

    A tak na marginesie, obserwuję ostatnio coraz większą liczbę studentów/studentek skrajnie nieśmiałych, wycofanych. To tak w kontraście do tego, co się powszechnie uważa, że dzisiejsi studenci są pyskaci i "rozwydrzeni". Niestety, na uczelni każdy student traktowany jest jak osoba dorosła i samodzielna, mimo że niektórzy to mentalnie jeszcze dzieci, wykładowcy nie mają obowiązku, w przeciwieństwie do wychowawcy w szkole średniej, pochylać się nad taką osobą. Kontakt wykładowcy z rodzicem studenta to powód do wstydu, dlatego bardzo często te "dzieciaki" pozostawione są same sobie, często z dala od domu. Są studenci tak zakompleksieni, że każdą uwagę wykładowcy traktują jak osobistą porażkę. Miałam kiedyś studentkę, dla której rozmowa z pracownikiem naukowym była prawdziwym wyzwaniem (później się przyznała, że bierze leki uspokajające przed każdym spotkaniem ze mną czy innymi wykładowcami...), i gdy pokazałam jej, co ma poprawić w skądinąd dobrej pracy zaliczeniowej, rozpłakała się, że do niczego się nie nadaje...


  • kora3 06.12.14, 09:14
    Wiesz, także mam okazję pracować z młodzieżą smile Wykładowcą bym siebie nie nazwała, ale że mam ułameczek etatu na uczelni z racji prowadzenia tam zajęć z mej profesji, to mam okazję spotykać także osoby o różnym stopniu wycofania, choć wydaje się to dziwne z racji rodzaju zawodu, jakiego nauczam. I choć nie mam żadnego pedagogicznego wykształcenia, to owszem staram się "pochylać" smile
    Z taka skrajnie nieśmiałą osoba się nie spotkałam (jak ta opisana), ale obserwuje inne zjawisko. Mianowicie studenci szczególnie pierwszego roku sa całkowicie nieodporni na krytykę. Mam na myśli krytykę ich "twórczości". Wynika to z tego, że w średnich szkołach byli oni na ogół bardzo dobrymi uczniami i pewnikiem rzadko ich prace były krytykowane. Skrytykowanie takie odbierają bardzo osobiście, szybko się zniechęcają itd.
    Staram się z pozycji nie "jasnie wykładowcy", a starszej koleżanki po fachu smile przekazać im, że w tym zawodzie musza przygotować się na to, że ich praca będzie ZAWSZE poddawana krytyce, czasem słusznej, a czasem złośliwe i bezpodstawnej i na to trza się uodpornić.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • maria.francesca 06.12.14, 10:13
    Koro, zgadzam się, studenci są zupełnie nieodporni na jakąkolwiek życzliwą nawet uwagę, nie mówiąc o krytyce ich prac. Mówisz, że nie miałaś takich skrajnie nieśmiałych studentów (może to wynika ze specyfiki kierunku, np. aktorstwo, dziennikarstwo, itp. zazw ludzie są bardziej śmiali) - ja jednak miałam, i to nie raz. I przyznam, że zawsze mam bardzo poważny dylemat, jak taką osobę traktować. Bo z jednej strony musimy wszystkich traktować równo, co oznacza, że nie można się z nikim spoufalać ani angażować w jego problemy, wręcz jest to źle odbierane. Oczywiście, jeśli ktoś sam przyjdzie do mnie, mówiąc o jakimś problemie rodzinnym, który uniemożliwia mu złożenie np. pracy w terminie, to ja mu oczywiście pójdę na rękę, wysłucham. Ale absolutnie niedopuszczalna jest w stosunku do osób dorosłych proaktywna postawa, jakiej oczekujesz od nauczycielek - zauważenie "a co pani taka smutna, może ma pani jakiś problem, może pani chce o tym porozmawiać" itp. Kiedyś przychodził do mnie ojciec studentki w jej imieniu (zdrowej!), chcąc się dowiedzieć, jak ona "się uczy", jakie ma braki itp. Takie przyzwyczajenie ze szkoły średniej. Był w szoku, gdy odmówiłam mu udzielenia informacji, tłumacząc, że córka jest dorosła i tylko z nią mogę rozmawiać na ten temat. Niestety, takie jest u nas odgórne zarządzenie w tym temacie. I z jednej strony dobrze, bo w końcu kiedyś te "dzieci" muszą dorosnąć i się usamodzielnić, a z drugiej - jeśli by to miało pomóc, to czemu nie, itd.
  • kora3 06.12.14, 11:10
    dziennikarstwo. Nie spotkałam się dotychczas ze studentem chorobliwie nieśmiałym, ale nieśmiałych - owszem miewam. Jesli nie sa to przypadki jakies skrajne, to staram się właśnie pracować z nimi także na wyrobienie większej śmiałości. Bywa tak, że młody człowiek będąc nieśmiałym potem się jak to mówią wyrabia i już nieśmiały nie jest. Zresztą - osoba b. młoda jak w większości studenci, nawet nie nieśmiała w grupie rówieśniczej w styczności z osobami, które dotychczas miała okazje widzieć w gazetach, czy TV bywa, ze się "zamyka", czuje onieśmielona. Nic w tym dziwnego, bo i nierzadko starsze od nich osoby tak mają.
    Ja mam łatwiejsze zadanie, bo zawód sam w sobie wymaga otwartości, dystansu do siebie i rozmówcy, wiec owo ośmielanie nie ejst tu wchodzeniem w prywatną sfere studenta, a normalną czescią pracy z nim.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • maria.francesca 06.12.14, 13:27
    kora3 napisała:
    > Ja mam łatwiejsze zadanie, bo zawód sam w sobie wymaga otwartości, dystansu do
    > siebie i rozmówcy, wiec owo ośmielanie nie ejst tu wchodzeniem w prywatną sfere
    > studenta, a normalną czescią pracy z nim.

    W zasadzie to powinno być "trenowane" już od szkoły. Powiedzmy, że częścią takiego "treningu" są właśnie wspólne posiłki, a choćby i z tymi wykładowcami. To nie jest jakaś sytuacja ekstremalnie trudna, czy poniżająca, itp. W każdym razie nie sądzę, żeby widok dwóch doktorów jedzących obiad spowodował jakiś trwały uraz w psychice 18-latki, jak tu co poniektórzy sugerują smile
  • robeenek 04.12.14, 16:16
    Nie wiem komu bardziej pogratulować przeogromnej empatii, Twojej koleżance nauczycielce czy Tobie... Dziewczyna 18-letnia to jeszcze dziecko, w dodatku jak piszesz trzymające się na uboczu, nieśmiałe, na pewno wrażliwe. Pani nauczycielka powinna nienachalnie i dyskretnie zachęcać ją do integracji z grupą, a nie pozostać ślepą i niewrażliwą, gdy nawet przy takiej okazji jak wspólny posiłek grupy dziewczyna samotnie wylądowała przy osobnym stole z dorosłymi osobami, w dodatku dwoma jej nieznanymi panami doktorami. Pani nauczycielka nawet nie zauważyła, że dziewczyna ma problemy z jedzeniem, że czuje się skrępowana? Dopiero telefon od matki otworzył jej nauczycielskie oczęta i zmusił do jakichś działań? Odnoszę z Twojego rozbawionego tonu w którym opisujesz tę sytuację i nazywasz dziewczynę "pannicą", że reakcja Twojej koleżanki była podobna, i odpowiednio to skomentowały z drugą nauczycielka i panami doktorami, którzy uznali że lepiej już nie będą stołować się z młodzieżą żeby ich nie onieśmielać.
  • vitadea 04.12.14, 16:25
    Robenek, masz rację. Nawet nie pomyślałam. Po prostu ja już w tym wieku uważałam się za dorosłą, już byłam studentką (wcześniej poszłam do szkoły), i nigdy nie miałam takich problemów, działałam w kole naukowym, nieraz siedzieliśmy przy tym samym stole z wykładowcami. Ale faktycznie, niektórzy mogą ok. 30-tki mieć tego typu problemy. Kajam się, macie rację. A co do panów doktorów, z tego co opowiadała moja przyjaciółka, oni akurat zostali jedynie poproszeni o nieuczestniczenie we wspólnym obiedzie w kolejnych dniach, ten pomysł chyba nie wyszedł od nich samych.
  • gazeta_mi_placi 04.12.14, 16:32
    Wobec dziewczyny (niezależnie od tego czy jest nadwrażliwa czy nieśmiała czy ma 17 lat czy 40) postąpiono nietaktownie i tyle. Tak samo by było gdyby jedyną osobę z danej grupy umieszczono wśród innej obcej grupy, bo zabrakło jednego miejsca. Nikt nie chce być tym "jedynym", odtrąconym od reszty grupy, w zależności od indywidualnej wrażliwości jeden szybciej przejdzie nad owym nietaktem do porządku dziennego, inny dłużej.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • vitadea 04.12.14, 16:41
    Tak, to była niedoróbka organizacyjna, na drugi dzień był jeden duży stół, wykładowcy już nie uczestniczyli w obiedzie.
  • matylda1001 04.12.14, 17:09
    To wszystko, od początku do końca, jest jakieś takie nienormalne. Naprawdę nauczycielki poprosiły wykładowców o nieuczestniczenie we wspólnych posiłkach? To przecież zachowanie skandaliczne, jak ci ludzie poczuli się ze świadomością, że ich obecność w stołówce odbiera "dzieciakom" apetyt? Poza tym, czy ta dorastająca młodzież wychowała się na leśnej polanie, z daleka od cywilizacji? Nigdy nie byli w restauracji/kawiarni, gdzie się jada w obecności obcych ludzi? Rozumiem, że ta jedna dziewczyna mogła mieć problem ze względu na swoje osobiste uwarunkowania (i wmanewrowana w sytuację, jakiej młodzi ludzie na ogół nie lubią), ale żeby cała grupa? No i co panie nauczycielki na to, że jedna z uczennic jest odrzucona przez grupę, co robią (i czy w ogóle robią) z tym na co dzień? No i ten dziwny telefon od matki... Czy ta matka nie jest czasami nadopiekuńcza? Może dziewczyna jest zdominowana przez matkę i stąd jej problemy.
  • vitadea 04.12.14, 17:26
    > No i co panie nauczycielki na to, że jedna z uczennic jest odrzucona przez grupę, co robią (i czy w ogóle robią) z tym na co dzień?

    Dokładnie też o to zapytałam, i tak - nauczyciele rozmawiali z nią na ten temat. Ale z drugiej strony tego pewnie nie widać tak na co dzień, kiedy wszyscy zajęci są nauką. Z własnych obserwacji wiem, że "wyizolowanie" najbardziej wychodzi na wszelkich imprezach dopiero...
  • matylda1001 04.12.14, 18:15
    vitadea napisał(a):

    >. Ale z drugiej strony tego pewnie nie widać tak na co dzień, kiedy wszyscy zajęci są nauką.<

    Widocznie widać, skoro nauczyciele jednak zauważyli. Moim zdaniem gdyby Twoja przyjaciółka naprawdę chciała pomóc dziewczynie, to powinna zainteresować się jej relacjami z matką. Skąd niby ten telefon? Taka sytuacja mogłaby być od biedy zrozumiała w podstawówce, w gimnazjum już nie bardzo, a tu chodzi (przynajmniej wiekowo) o liceum. Ciekawe czy dziewczyna poskarżyła się mamusi i poprosiła o interwencję, czy po prostu powiedziała o swojej niekomfortowej sytuacja, a mamusia postanowiła działać, może nawet bez jej wiedzy.
    Znam takie nadopiekuńcze mamusie, mam taką ciotkę. Dawno to było... Ciotka miała fioła na punkcie prawidłowego odżywiania - zbilansowana dieta, regularne pory posiłków i takie tam bzdety. Nie pracowała zawodowo i do czasu gdy syn chodził do podstawówki, wszystko funkcjonowało prawidłowo. Obiad był o 16.00. O tej porze Krzyś był już "po szkole" a wujek miał tyle czasu, żeby wrócić z pracy, umyć ręce i usiąść za stołem. Wszystko się zmieniło gdy Krzyś poszedł do technikum. Pierwszy tydzień i... o! zgrozo... lekcje kończą się o 17.00! Co z obiadem? Zapakowała troskliwa mamusia obiadek do termosu i poniosła synusiowi do szkoły. Na przerwie rozpakowała cały majdan na parapecie w korytarzu i kazała zajadać ze smakiem. Zjadł, bo nie przyszło mu do głowy, że mógłby się sprzeciwić apodyktycznej rodzicielce. W każdym razie od tamtej chwili do samej matury był nazywany ziemniakiem. Podobnych (może mniej spektakularnych ale mocnych), numerów zrobiła mu wiele, chłopak nie potrafił się bronić. Był obiektem drwin, stał się nieśmiały i wyizolowany. Na studia uciekł już przed mamusią na drugi koniec Polski, ale i tak skutki wychowania pozostały. Może z tą uczennicą jest podobnie? bo ja mam dwie córki i nawet gdyby sie do mnie poskarżyły, to bym takiego telefonu nie wykonała.
  • gazeta_mi_placi 04.12.14, 18:52
    Chyba rozmawiamy czy wypada jedyną uczennicę z grupy usadzać przy stole nauczycielskim, a nie czy uczennica ma nadopiekuńczą matkę.
    No więc: nie wypada. Tyle.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • robeenek 04.12.14, 18:58
    A gdyby nie telefon od matki, to pani nauczycielka by nawet nie "zajarzyła" że coś tu nie tak, i ta sytuacja z uczennicą samotnie spożywającą posiłki w towarzystwie nauczycielek i wykładowców ciągnęłaby się do końca pobytu.
  • elisanet 04.12.14, 19:08
    > A gdyby nie telefon od matki, to pani nauczycielka by nawet nie "zajarzyła" że coś tu nie tak, i ta sytuacja z uczennicą samotnie spożywającą posiłki w towarzystwie nauczycielek i wykładowców ciągnęłaby się do końca pobytu.

    Dokładnie. Tu się z Tobą zgadzam. Chociaż z drugiej strony uczennica też mogła o tym powiedzieć osobiście...
  • matylda1001 04.12.14, 19:29
    Też myślę, że taka sytuacja trwałaby do końca pobytu. Uczennica nie mogła powiedzieć o tym osobiście, bo pewnie przyzwyczaiła się już, że takie sprawy załatwia za nią mama. Z jej aprobatą lub bez.
  • robeenek 04.12.14, 19:41
    matylda1001 napisała:
    > Też myślę, że taka sytuacja trwałaby do końca pobytu. Uczennica nie mogła powie
    > dzieć o tym osobiście, bo pewnie przyzwyczaiła się już, że takie sprawy załatwi
    > a za nią mama. Z jej aprobatą lub bez.


    Tu nie musi chodzić o kwestię przyzwyczajenia. Dziewczynie po prostu mogło głupio przyznać się do skrępowania przy wspólnym posiłku, no bo skoro jej panie nauczycielki uznały to za absolutną naturalność... Niekoniecznie musiała dzwonić do matki ze skargą, po prostu mamusia (na pewno nie ona jedna) troskliwie zadzwoniła do swojej pociechy wypytując między innymi o posiłki. Dziewczyna przyznała się, że niewiele zjadła i zdradziła przyczynę. Nie mam dzieci, ale na miejscu matki też bym chyba w tym momencie zainterweniowała. Zwłaszcza że sama pracowałam dobrych parę lat i jako nauczycielka (i wykładowczyni, btw), i taka sytuacja z pozostawieniem zagubionej dziewczyny samej sobie przez panie nauczycielki jest dla mnie niepojęta.
  • matylda1001 05.12.14, 17:26
    robeenek napisała:

    >Tu nie musi chodzić o kwestię przyzwyczajenia. Dziewczynie po prostu mogło głupio przyznać się do skrępowania przy wspólnym posiłku<

    A! czyli jednak nadopiekuńcza mamusia?

    >Nie mam dzieci, ale na miejscu matki też bym chyba w tym momencie zainterweniowała.<

    A ja mam dzieci i wiem, że bym tego nie zrobiła. Nie zrobiłabym w okresie podstawówki, a co dopiero gdyby były prawie dorosłe. I to jeszcze z takiego błahego powodu. Taki pomysł nie przyszedłby mi nawet do głowy, a poproszona o interwencję, odmówiłabym stanowczo. Oczywiście wyjaśniłabym dziecku dlaczego takich rzeczy nie wolno robić. W przypadku tej uczennicy jeszcze tego brakuje, żeby nauczycielce "się wyrwało" przy klasie, że mamusia czuwa nad nią z daleka. Koleżanki i koledzy mieliby nowy pretekst do dokuczania. Tym bardziej, że z ostatnich słów Autorki wynika, że zupełnie nie było powodu do ratowania dziewczyny.

  • robeenek 05.12.14, 19:17
    Tak, po tym jak Vitadea opisała sytuację w pierwszej wypowiedzi (wycofana i nieśmiała dziewczyna zmuszona do spożycia posiłków w odizolowaniu od rówieśników, przy osobnym stoliku z nauczycielkami i dwoma nieznanymi facetami wzbudzającymi jej onieśmielenie) zatelefonowałabym do wychowawczyni z pytaniem dlaczego tak się stało.
  • matylda1001 05.12.14, 19:38
    Ja bym tego nie zrobiła. Sytuacja dla dziewczyny niekomfortowa, to na pewno, ale osoba w tym wieku powinna odnaleźć się w takiej (w gruncie rzeczy prostej) sytuacji. Mogłabym najwyżej poradzić żeby sama spróbowała porozmawiać na ten temat z wychowawczynią, to wszystko. Nie da się przez całe zycie prowadzić dziecka za rączkę. Inna sprawa, że gdybym miała świadomość, iż moja córka ma tego typu problemy, to zaprowadziłabym ją do psychologa.
  • robeenek 05.12.14, 20:15
    matylda1001 napisała:
    > Ja bym tego nie zrobiła. Sytuacja dla dziewczyny niekomfortowa, to na pewno, al
    > e osoba w tym wieku powinna odnaleźć się w takiej (w gruncie rzeczy prostej) sy
    > tuacji. Mogłabym najwyżej poradzić żeby sama spróbowała porozmawiać na ten tema
    > t z wychowawczynią, to wszystko. Nie da się przez całe zycie prowadzić dziecka
    > za rączkę. Inna sprawa, że gdybym miała świadomość, iż moja córka ma tego typu
    > problemy, to zaprowadziłabym ją do psychologa.


    Ale my nie wiemy, czy dziewczyna nie spotyka się już z psychologiem. Być może ten problem jednak ją przerastał. Nauczycielka, wychowawczyni i autorytet, nie widziała nic niepożądanego w tym że doszło do takiej sytuacji, a dziewczyna będąc taką jaka jest mogła obawiać się niedowierzania i jakichś lekceważących komentarzy z jej strony. Ta sytuacja wydaje się prosta nam, ale nie wrażliwej nastolatce której sytuacji nie potrafiła zrozumieć nawet szanowna pani nauczycielką, dla której dziewczyna jest przecież znaną jej uczennicą nad którą jest zobowiązana roztaczać wychowawczą opiekę. Opiekę.
    I nawet jeśli sytuacja nie przedstawiała się jednak tak dramatycznie, jak później wyjaśniła Vitadea, to i tak uważam organizację tych wspólnych posiłków za porażkę pań nauczycielek. Chociażby sprawa odizolowania wykładowców...
  • student_of_the_university 05.12.14, 20:27
    > rażkę pań nauczycielek. Chociażby sprawa odizolowania wykładowców...

    I tak źle, i tak niedobrze... Skoro dziewczyna jest onieśmielona obecnością wykładowców przy stole, to co by zmieniło, gdyby siedzieli 2 metry dalej?
  • jose35 05.12.14, 20:37
    robeenek napisała:
    > mentarzy z jej strony[/b]. Ta sytuacja wydaje się prosta nam, ale nie wrażliwej
    > nastolatce której sytuacji nie potrafiła zrozumieć nawet szanowna pani nauczyc
    > ielką, dla której dziewczyna jest przecież znaną jej uczennicą nad którą jest z
    > obowiązana roztaczać wychowawczą opiekę. Opiekę.

    Zapytam z ciekawości. A kto będzie roztaczał nad tą (dorosłą już w końcu) dziewczyną "opiekę", jak pójdzie ona na studia? Czy uważasz, że wykładowcy akademiccy również powinni jakoś reagować na takie wrażliwe jednostki? A jeśli tak - to jak? Pytam całkiem serio, nie złośliwie.
  • maria.francesca 05.12.14, 20:48
    To jest rzeczywiście trudna sytuacja. Dorosła młodzież, traktowana zaledwie kilka miesięcy temu w kategoriach "dziecka", z mniej lub bardziej indywidualnym podejściem wychowawcy i nauczycieli, nagle zostaje rzucona na głęboką wodę. I już nie ma "Kasiu", "Aniu", "Maćku" itp, nikt nie troszczy się o stan psychiczny tych młodych ludzi. Jest za to suche "proszę pani", "proszę pana", większość wykładowców nie pamięta nawet ich nazwisk, nie mówiąc o imionach. Pomijam już różne dziwactwa i osobliwości niektórych pracowników naukowych, które mogą szokować smile Są też tacy, którzy mają wyjątkową manię wielkości i co gorsza, dają to odczuć (szczególnie studentom). Tacy faktycznie mogą "przytłaczać" - może akurat na takich trafiła ta nieszczęsna, nieśmiała uczennica.
  • gazeta_mi_placi 05.12.14, 20:58
    To już nie nasza sprawa, może dziewczyna wyrośnie z tego na tyle by nadal być nieśmiałą, ale jako tako radzić sobie w życiu, kto to wie.


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • robeenek 05.12.14, 23:52
    jose35 napisał:
    > Zapytam z ciekawości. A kto będzie roztaczał nad tą (dorosłą już w końcu) dziew
    > czyną "opiekę", jak pójdzie ona na studia? Czy uważasz, że wykładowcy akademicc
    > y również powinni jakoś reagować na takie wrażliwe jednostki? A jeśli tak - to
    > jak? Pytam całkiem serio, nie złośliwie.


    Ale my nie wiemy nawet czy matka dziewczyny jest rzeczywiście taka nadopiekuńcza, czy wcześniej już interweniowała w jej sprawach. Ośmielam się twierdzić, że nie, skoro pani nauczycielka dopiero podczas tej opisanej rozmowy rozpytywała ją o powody takiego zachowania córki, uczennicy u której już dawno zaobserwowała wybitną nieśmiałość i wycofanie, btw... Ja, czytając pierwszy post założycielki wątku byłam zbulwersowana taką postawą nauczycielek, więc nie dziwię się matce.
    Wracając do Twojego pytania, nie wiem. Skąd mogę wiedzieć? Być może dziewczyna stanie się samodzielniejsza i nauczy się walczyć o swoje (znam taki przypadek), być może będzie jej wciąż trudno... Ale, na litość, w tym momencie piszemy o osiemnastoletniej uczennicy przebywającej pod opieką wychowawczą pań nauczycielek ze swojej szkoły, których nie stać byłoby na jakąkolwiek refleksję gdyby nie telefon od zaniepokojonej matki.
    Wykładowcy akademiccy są różni, jako jednostka też w młodości wrażliwsza sporo z nich wspominam jako jednostki potrafiące okazać zrozumienie i ciepło. A także pewnego wykładowcę przed którego humorami wszyscy drżeliśmy ze strachu, a mimo wszystko (ku swemu ogromnemu zdumieniu) przy paru okazjach zostałam przez niego potraktowana łagodnie i z sympatią...
  • matylda1001 05.12.14, 20:43
    robeenek napisała:

    > Ale my nie wiemy, czy dziewczyna nie spotyka się już z psychologiem<

    Ano nie wiemy, ale psycholog nie zaleciłby matce takiego sposobu pomocy córce.

    Po tym jak Autorka wyjaśniła jak sytuacja przedstawiała się naprawdę, nie widzę żadnej niekomfortowej sytuacji uczennicy. Żadnej, nawet najmniejszej. Tak naprawdę ani przez chwilę nie siedziała przy osobnym stole z nauczycielami, ani przez chwile nie mogła się czuć odizolowana od grupy, potraktowana w sposób wyjątkowy. Nauczycielki zachowały sie niegrzecznie w stosunku do tych dwóch panów i niewychowawczo w stosunku do młodzieży. Mając sygnał od tej mamusi powinny przeprowadzić rozmowę z podopiecznymi na temat zachowania przy stole, stosunku do współbiesiadników itd. Tymczasem wszystko to jakieś takie niepozbierane.
  • gazeta_mi_placi 05.12.14, 21:00
    Ja myślę, że prawdziwa była wersja pierwsza, wersja druga - poprawiona to wymysł autorki wątku gdy się okazało, że pierwsza wersja powoduje, że większość ludzi "atakuje" zachowanie nauczycielki, a nie dziewczyny.Jakoś ta druga wersja wydaje mi się mało realna.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • elisanet 05.12.14, 21:14
    > owy. Nauczycielki zachowały sie niegrzecznie w stosunku do tych dwóch panów i n
    > iewychowawczo w stosunku do młodzieży.

    Dlaczego od razu - niegrzecznie czy niewychowawcze? Przecież ich nie zwyzywały? Podejrzewam, że zrobiły to raczej w sposób grzeczny i dyskretny (tzn. nie głośno, a tak, żeby młodzież nie słyszała), a dorośli panowie doktorzy sami zgodzili się na taki układ.
  • agulha 05.12.14, 23:01
    Co to znaczy "sami się zgodzili"? Jeśli Ci ktoś powie: "proszę natychmiast wyjść!" i Ty wyjdziesz, to znaczy, że "sama się zgodziłaś" i to było grzeczne?
    Co podkreślać miało słowo "sami"? W odróżnieniu od jakiej sytuacji - telefonu do dziekana (ich przełożonego), który by im wydał polecenie służbowe stania za drzwiami i czekania, aż uczniowie zjedzą?
    Gdyby mnie coś takiego spotkało, zapewne też bym wyszła i poczekała na korytarzu (no chyba, że byłabym bardzo głodna, dotyka mnie wtedy neuroglikopenia i mogłabym się albo rozpłakać, albo trzasnąć drzwiami, podziękować za dalsze wykłady - czy umowa unijna przewiduje karę za przerwanie wykładów? - i wrócić do domu). Natomiast nie sądzę, żebym pisała się na dalszą współpracę na takich dziwacznych warunkach. Młodzi pracownicy naukowi mają zazwyczaj różne możliwości dorobienia sobie paru groszy.
  • agulha 05.12.14, 23:03
    PS. Aha, nigdy nie pracowałam na wyższej uczelni, byłam pracownikiem naukowym pewnego instytutu, a obecnie od ponad 10 lat szczęśliwie już nie jestem. Niemniej mogłoby mi się zdarzyć wykładanie dla większego grona. Na szczęście praca z "dziećmi", nawet 18-letnimi, mi nie grozi.
  • elisanet 05.12.14, 23:09
    agulha napisała:

    > Co to znaczy "sami się zgodzili"? Jeśli Ci ktoś powie: "proszę natychmiast wyjś
    > ć!" i Ty wyjdziesz, to znaczy, że "sama się zgodziłaś" i to było grzeczne?

    Wiesz, myślę że rozmowa na pewno nie przebiegała w ten sposób. Zapewne była to delikatna sugestia, niż chamstwo.

    > Co podkreślać miało słowo "sami"? W odróżnieniu od jakiej sytuacji - telefonu d
    > o dziekana (ich przełożonego), który by im wydał polecenie służbowe stania za d
    > rzwiami i czekania, aż uczniowie zjedzą?

    Dziekan się w takie rzeczy raczej nie wtrąca.

    > Gdyby mnie coś takiego spotkało, zapewne też bym wyszła i poczekała na korytarz
    > u (no chyba, że byłabym bardzo głodna, dotyka mnie wtedy neuroglikopenia i mogł
    > abym się albo rozpłakać, albo trzasnąć drzwiami, podziękować za dalsze wykłady
    > - czy umowa unijna przewiduje karę za przerwanie wykładów? - i wrócić do domu).

    Czy naprawdę uważasz to za powód do przerwania wykładu?
    Poza tym, nic nie pisze, że oni nic nie zjedli, tylko, że nie zjedli wspólnie z uczniami...

    > Natomiast nie sądzę, żebym pisała się na dalszą współpracę na takich dziwaczny
    > ch warunkach. Młodzi pracownicy naukowi mają zazwyczaj różne możliwości dorobie
    > nia sobie paru groszy.

    Jakich "dziwacznych" warunkach? To nie były warunki umowy, tylko prośba i grzecznościowa przysługa.
  • gazeta_mi_placi 04.12.14, 19:48
    To już nadinterpretacja, może to pierwsza interwencja matki, może druga na przestrzeni trzech lat liceum, nie wiesz tego.
    Nie podoba mi się ta nagonka na tą dziewczynę, a pewnie taka nieśmiała, że pewnie nie założy rodziny i nie pójdzie na studia i pewnie wszystkie sprawy za nią załatwia mamusia.
    To forum Savoir vivre czyli w skrócie co wypada, a czego nie wypada, a nie psychoanaliza nastolatki.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • aldona_a 04.12.14, 19:14
    A moim zdaniem, ta dorosła już dziewczyna ma poważny problem. Nie wyobrażam sobie, jak ona sobie poradzi na studiach (od których dzieli ją zaledwie kilka miesięcy). No chyba, że nie będzie studiować, nie założy rodziny (bo będzie czuła się onieśmielona w towarzystwie obcego faceta), nie zrobi prawa jazdy (bo się zestresuje że musi jeździć z obcym facetem w samochodzie), itp., tylko zamknie się w czterech ścianach po wieki wieków... A może to była dobra okazja, żeby zacząć się mierzyć z własnymi lękami...?
  • gazeta_mi_placi 04.12.14, 19:22
    Może ma, może nie ma. Ludzie nieśmiali też są na tej planecie jak świat światem i radzą sobie raz lepiej raz gorzej, większość zapewne ma pracę i rodzinę.
    Tematem nie jest psychoanaliza dziewczyny tylko (biorąc pod uwagę tematykę tego forum) co wypada, a czego nie wypada robić.
    Zatem znowu - Nie, nie wypada usadzać pojedynczej uczennicy przy stoliku nauczycielskim podczas gdy wszyscy inni uczniowie jedzą przy innych stolikach razem.
    I nie ma znaczenia czy dziewczyna ma 17 lat czy 22 lata oraz czy ma nadopiekuńczą matkę, a jej rodzice są po rozwodzie, zaś znak zodiaku to Koziorożec.


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • vitadea 04.12.14, 19:52
    Trochę mi Wasze posty dały do myślenia, aż zadzwoniłam do mojej koleżanki-nauczycielki, dopytać o niektóre szczegóły itp smile
    Jeśli chodzi o te stoliki, to ja napisałam, że były osobne, ale tak faktycznie to wszystkie stały w jednym rządku w oddaleniu ok. 10 cm od siebie. Na drugi dzień tylko je do siebie całkiem dosunięto. Tak, że de facto już od pierwszego dnia wszyscy siedzieli przy jednym, długim stole. I tak naprawdę ta dziewczyna była bliżej swoich kolegów, niż tych nieszczęsnych profesorów. To zmienia sytuację - dziewczyna nie była w żaden sposób wyizolowana. Sorry, że nie napisałam tego wcześniej, bo jakoś nie dociekałam szczegółów (które mają czasami znaczenie), zrobiłam to dopiero po Waszych postach.
    Po drugie, młodzież się sama usadowiła, ale dziewczyna sama podeszła do stołu nauczycielek, nie spodziewając się, że przy tym samym stoliku zasiądą za kilka minut też i wykładowcy. I, jak się okazało, nie miała problemu z "izolacją", tylko bardziej chodziło o to, że onieśmielili ją ci dwaj panowie z tytułami akademickimi. Ale ponoć nie była jedyna, bo po przeciwnej stronie stołu (stolik obok) siedziała jej koleżanka niemal "łokieć w łokieć" z jednym z nich, i też mało co zjadła, tyle, że się nie poskarżyła mamusi smile Stąd właśnie była prośba do naukowców o nieuczestniczenie w obiedzie razem z uczniami.
  • robeenek 04.12.14, 19:56
    No tak, to nieco zmienia postać rzeczy. Ja już w myśli wieszałam psy na Twojej koleżance... wink
  • vitadea 04.12.14, 20:00
    Wiesz, ja też po Waszych postach trochę inaczej spojrzałam na całą sprawę... stąd ten telefon... ale mimo wszystko dało mi do myślenia, że są ludzie aż tak bardzo nieśmiali, i to nawet dorośli...
  • gazeta_mi_placi 04.12.14, 20:19
    Marceli Szpak dziwi się światu.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • maria.francesca 04.12.14, 20:42
    A jak ci wykładowcy zostali "wyproszeni" z ogólnej sali, to gdzie jedli? Na korytarzu? Pytam z ciekawości.
  • vitadea 04.12.14, 20:47
    maria.francesca napisała:

    > A jak ci wykładowcy zostali "wyproszeni" z ogólnej sali, to gdzie jedli? Na kor
    > ytarzu? Pytam z ciekawości.

    Z tego co wiem, to nie jedli, czekali na zewnątrz, może na korytarzu, może w sali... szczerze mówiąc, nie pytałam.
  • robeenek 04.12.14, 20:59
    W ogóle nie jedli? Odmówiono im posiłków?
  • vitadea 04.12.14, 21:15
    Nie, że odmówiono, tylko poproszono, aby panowie nie siadali przy tym samym stole, gdy młodzież jadła. Tak przynajmniej zrozumiałam.
  • maria.francesca 04.12.14, 21:32
    > Nie, że odmówiono, tylko poproszono, aby panowie nie siadali przy tym samym sto
    > le, gdy młodzież jadła.

    Hmm, a czy nikt się tu nie zastanawiał, jak się poczuli ci ludzie, gdy ich wyproszono ze stołówki?
  • beata_ 04.12.14, 22:39
    vitadea napisał(a):

    > Z tego co wiem, to nie jedli, czekali na zewnątrz, może na korytarzu, może w sali...
    > szczerze mówiąc, nie pytałam.

    Sorry, dla mnie to jakaś paranoja!
    Jak można było poprosić wykładowców-gości, bo chyba w końcu są to goście organizatorów, mimo że opłacani (jak zrozumiałam), żeby nie jedli w czasie, kiedy posiłek jest zaplanowany/podawany? I żeby czekali "na zewnątrz" aż pierwsza tura (młodzież w tym wypadku) łaskawie zje "bez stresu i skrępowania"?!
    Co to za jakiś dziki pomysł?! To urąga wszelkim zasadom i nikt tu tego nie zauważył???
    No nie wierzę...


    --
    Nigdy...!
  • robeenek 04.12.14, 22:48
    Zauważył, zauważył... Już nie raz toczyłam tu "boje" na wątkach w których pisano o wykładowcach. Po prostu sił już brak...
  • elisanet 04.12.14, 22:53
    > Jak można było poprosić wykładowców-gości, bo chyba w końcu są to goście organi
    > zatorów, mimo że opłacani (jak zrozumiałam), żeby nie jedli w czasie, kiedy pos
    > iłek jest zaplanowany/podawany?

    Wiesz, jak dla mnie, gośćmi-beneficjentami są uczniowie i nauczyciele. Wykładowcy są pracownikami, gospodarzami.
  • robeenek 04.12.14, 22:56
    Nieprawda. Przeczytaj Elisanet pierwszy post na tym wątku. Wykładowcy też byli gośćmi.
  • elisanet 04.12.14, 22:59
    No właśnie czytam, i dochodzę do wniosku, że oni jednak są pracownikami "wynajętymi" na okoliczność szkoły i opłaceni z projektu unijnego, niż gośćmi, co to przyszli charytatywnie wykłady dla młodzieży realizować.
  • beata_ 04.12.14, 23:21
    elisanet napisał(a):

    > No właśnie czytam, i dochodzę do wniosku, że oni jednak są pracownikami "wynajętymi"
    > na okoliczność szkoły i opłaceni z projektu unijnego, niż gośćmi, co to przyszli
    > charytatywnie wykłady dla młodzieży realizować.

    Znaczy jak charytatywni, to mają prawo zjeść jak ludzie ze wszystkimi, a jak opłacani (mimo że jednorazowo "na okoliczność szkoły" z projektu unijnego), to już nie? Grzeczność takich "wynajętych" nie dotyczy i można ich traktować jak ludzi gorszej kategorii???? Nie są to goście?
    Wszak są na "gościnnych występach", poproszeni o udział w danym wydarzeniu - nie są de facto pracownikami organizatora.

    ps.
    Dodam jeszcze, że jako pracownik i przedstawiciel organizatora naszych szkoleń nie jadam z "kursantami", bo byłoby to nie na miejscu. Ale wykładowcy już tak - o ile SAMI nie zdecydują inaczej. Do głowy by mi nie przyszło sugerować (a co dopiero prosić!), żeby jedli w drugiej kolejności, przeczekując gdziekolwiek i w jakikolwiek sposób posiłek uczestników. Kwestia standardów i tyle.


    --
    Nigdy...!
  • agulha 04.12.14, 23:25
    Wiele osób na tym forum uważa, że jak komuś się płaci, to grzeczność i względy żadne mu się nie należą. Niezależnie od tego, ile się płaci, kto tu komu robi grzeczność (nie każda stawka jest dla każdego godna uwagi), i skąd pochodzą pieniądze.
    Potem dorasta taka osoba, Ukrainka u niej 10 godzin sprząta (najlepiej na kolanach, "bo jak kolanka bolą, to jest dobrze wyczyszczone" - autentyk), a ona jej herbaty nie zaproponuje ani herbatników, bo przecież PŁACI.
  • beata_ 04.12.14, 23:42
    agulha napisała:

    > Wiele osób na tym forum uważa, że jak komuś się płaci, to grzeczność i względy
    > żadne mu się nie należą. Niezależnie od tego, ile się płaci, kto tu komu robi
    > grzeczność (nie każda stawka jest dla każdego godna uwagi), i skąd pochodzą pieniądze.
    >
    > Potem dorasta taka osoba, Ukrainka u niej 10 godzin sprząta (najlepiej na kolanach,
    > "bo jak kolanka bolą, to jest dobrze wyczyszczone" - autentyk), a ona jej
    > herbaty nie zaproponuje ani herbatników, bo przecież PŁACI.

    Umówmy się, że nie każdy na tym forum ma pojęcie o tym, co wypada i jak się zachować w pewnych sytuacjach.
    Pół biedy, jeśli ma wątpliwości i pyta... Gorzej, jeśli jest przekonany o słuszności własnych przekonań niezgodnych z s-v i jakimikolwiek "zasadami współżycia społecznego", i będzie te swoje przekonania forsował, jako jedynie słuszne. W imię sama nie wiem czego...

    Pewnych rzeczy nie zrozumiem pewnie nigdy smile


    --
    Nigdy...!
  • beata_ 04.12.14, 23:08
    elisanet napisał(a):


    > Wiesz, jak dla mnie, gośćmi-beneficjentami są uczniowie i nauczyciele. Wykładowcy
    > są pracownikami, gospodarzami.

    Moim zdaniem się mylisz, ale to moje zdanie - choć poparte doświadczeniem organizatora kursów wszelakich...
    Wykładowca/prowadzący nie jest (zwłaszcza w przytoczonym wypadku) stricte pracownikiem - jest kimś poproszonym o poprowadzenie zajęć w danym momencie. I chociaż dostaje jakieś wynagrodzenie, jest równocześnie gościem, któremu należy się jaki taki szacunek.


    --
    Nigdy...!
  • elisanet 04.12.14, 23:11
    > któremu należy się jaki taki szacunek

    Każdemu należy się szacunek, uczniom też...
  • beata_ 04.12.14, 23:30
    elisanet napisał(a):

    > > któremu należy się jaki taki szacunek
    >
    > Każdemu należy się szacunek, uczniom też...

    Chyba się nie rozumiemy...
    Bo moim zdaniem szacunek należy się i uczniom, i prowadzącym (opłacanym lub nie).
    Prośba do wykładowców (których status jako jednak gości wyjaśniłam wyżej), żeby "przeczekali" posiłek uczniów "na zewnątrz" z szacunkiem i s-v nie ma nic wspólnego.
    Powtórzę - kwestia standardów i pojęć.


    --
    Nigdy...!
  • elisanet 04.12.14, 22:56
    Zauważ, że jest to wątek o uczennicy, a nie o wykładowcach.
  • robeenek 04.12.14, 19:25
    aldona_a napisał(a):
    > A moim zdaniem, ta dorosła już dziewczyna ma poważny problem. Nie wyobrażam sob
    > ie, jak ona sobie poradzi na studiach (od których dzieli ją zaledwie kilka mies
    > ięcy). No chyba, że nie będzie studiować, nie założy rodziny (bo będzie czuła s
    > ię onieśmielona w towarzystwie obcego faceta), nie zrobi prawa jazdy (bo się ze
    > stresuje że musi jeździć z obcym facetem w samochodzie), itp., tylko zamknie si
    > ę w czterech ścianach po wieki wieków... A może to była dobra okazja, żeby zacz
    > ąć się mierzyć z własnymi lękami...?


    Tak, ta dziewczyna (wcale jeszcze nie taka dorosła) ma problem, ale taki problem na jej miejscu miałoby wiele nawet starszych od niej osób. Czyli stało się dobrze, że wyalienowana dziewczyna została na czas posiłków odgrodzona od rówieśników i posadzona z dorosłymi przy których czuła się skrępowana? Taki swoisty indywidualny survival podczas wyjazdu szkolnego, który ma służyć także i rozrywce i dobremu samopoczuciu młodzieży szkolnej?
  • matylda1001 04.12.14, 19:41
    gazeta_mi_placi napisała:

    > Chyba rozmawiamy czy wypada jedyną uczennicę z grupy usadzać przy stole nauczycielskim, a nie czy uczennica ma nadopiekuńczą matkę.
    No więc: nie wypada. Tyle.<

    Owszem, nie wypada, ale to, co napisałam, a co nie zyskało Twojej aprobaty, chociaż jesteśmy na forum publicznym, to skierowałam do Autorki. Tylko Vitadea może ocenić, czy Jej się to do czegoś przyda. Ty, jeśli zechcesz, możesz jedynie ocenić postawę mojej cioci smile

  • houstoni 07.12.14, 19:01
    Uważasz że to 18 letnie dziecko nauczycielka wzięła za rączkę i usadziła przy stole... Ciekawe...
  • elisanet 04.12.14, 17:33
    Naprawdę nauc
    > zycielki poprosiły wykładowców o nieuczestniczenie we wspólnych posiłkach?

    A co, miały się narazić na kolejne telefony z pretensjami od rodziców? Powiem tak. Zielona szkoła jest dla dzieci, które mają się czuć tam swobodnie, komfortowo. Panowie tam tylko pracowali.
  • matylda1001 04.12.14, 18:17
    elisanet napisał(a):

    > A co, miały się narazić na kolejne telefony z pretensjami od rodziców? Powiem tak. Zielona szkoła jest dla dzieci, które mają się czuć tam swobodnie, komfortowo. Panowie tam tylko pracowali.<

    A gdzie w tym wszystkim wychowawcza rola szkoły?
  • elisanet 04.12.14, 18:23
    > A gdzie w tym wszystkim wychowawcza rola szkoły?

    A gdzie ma być? W zmuszaniu dzieci do jedzenia obiadu w towarzystwie dwóch nadętych facetów?
  • matylda1001 05.12.14, 17:10
    elisanet napisał(a):

    > A gdzie ma być? W zmuszaniu dzieci do jedzenia obiadu w towarzystwie dwóch nadęych facetów?<

    Litości! skąd wniosek, że to jakieś niesympatyczne indywidua? I jakich znowu dzieci! toż to nie przedszkolaki były.
  • turzyca 05.12.14, 20:24
    elisanet napisał(a):

    > > A gdzie w tym wszystkim wychowawcza rola szkoły?
    >
    > A gdzie ma być? W zmuszaniu dzieci do jedzenia obiadu w towarzystwie dwóch nadę
    > tych facetów?

    "Jak elegancko zachowac sie w niemilym nam towarzystwie", bardzo dobry temat na lekcje wychowawcza.
    --
    "Mój sąsiad uczy się grać na klarnecie, teraz już mu to jakoś wychodzi, ale wcześniej byłam przekonana, że to jakiś dziwne zwierze wydaje odgłosy godowe. " by Mondovi
  • jose35 05.12.14, 20:30
    > "Jak elegancko zachowac sie w niemilym nam towarzystwie", bardzo dobry temat na
    > lekcje wychowawcza.

    Mam nadzieję, że tej lekcji nie będą prowadzić te panie nauczycielki z wątku, bo im samym taka lekcja by się przydała...
  • minniemouse 05.12.14, 22:22
    vitadea napisał(a):

    A co do panów doktorów, z tego co opowiadała moja przyjaciółka, oni akurat zostali jedynie poproszeni o nieuczestniczenie we wspólnym obiedzie w kolejnych dniach, ten pomysł chyba nie wyszedł od nich samych.

    Moim zdaniem, to z kolei byla przesada w druga strone.
    Problemem z jedzeniem w towarzystwie nauczycieli a zwlaszcza p a n o w miala tylko ta dziewczynka.
    i nie dlatego ze byli jacys aj waj panowie doktorzy, a mezczyzni, dorosli mezczyzni. "doktorostwo" nie ma tu nic do rzeczy.

    Reszta mlodziezy, zdaje sie, problemow socjalno integracyjnych nie ma, i spokojnie mozna bylo
    owych panow posadzic pomiedzy paniami nauczycielkami z jednego konca stolu,
    a nerwowa dziewczynke z drugiego. i by bylo dobrze.

    w koncu mlodziez ogolnie rzeczywscie musi uczyc sie radzic sobie przystosowywania
    w roznych sytuacjach zyciowych - zdrowa mlodziez-. i nie powinna miec problemu z tym.
    tylko dla tych problematycznych powinno miec sie specjalne wzgledy i starac sie pomagac
    w owym dostosowywaniu, bo im trudno.
    w przyszlosci wam bardzo podziekuja.

    Minnie


    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • aldona_a 05.12.14, 22:56
    > Problemem z jedzeniem w towarzystwie nauczycieli a zwlaszcza p a n o w miala t
    > ylko ta dziewczynka.

    18-letnia dziewczynka??? big_grin
    to może do pary 18-letni chłopczyk?
    Matko...
  • aldona_a 04.12.14, 16:36
    robeenek napisała:
    > zycielce czy Tobie... Dziewczyna 18-letnia to jeszcze dziecko, w dodatku jak pi
    > szesz trzymające się na uboczu, nieśmiałe, na pewno wrażliwe

    Nie, dziewczyna 18-letnia to już nie dziecko, to kobieta. Niektóre w jej wieku mają dzieci, rodziny. Za niespełna rok to "dziecko" pójdzie na studia - i co - tak samo z siebie przejdzie jej ta wrodzona nieśmiałość? Czy też mamusia będzie dzwonić do profesora, jak córeczka nie zda egzaminu, bo się zestresowała? A jak będzie jadła obiad na stołówce uczelnianej, i dosiądzie się do niej ktoś z wykładowców? To też będą pretensje, że ją "onieśmielił", i nic nie zjadła? Boże...
  • gazeta_mi_placi 04.12.14, 16:41
    Bez przesady, dzieci w tym wieku ma co najwyżej patologia albo kobiety z innego kręgu kulturowego, że tak się wyrażę....
    Telefon matki był przesadą, nie mniej jednak wobec dziewczyny zachowano się nietaktownie "wpychając" ją do całkiem odmiennej grupy, w dodatku jaką jedną jedyną.
    Swoją drogą podobne działanie w przypadku dorosłej osoby np. w pracy zalicza się do działań mobbingowych.


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • vitadea 04.12.14, 16:44
    > Swoją drogą podobne działanie w przypadku dorosłej osoby np. w pracy zalicza się do działań mobbingowych.

    Myślę, że przesadzasz, i nie wiesz, co to jest "mobbing". Mobbing to długotrwałe i celowe działanie, tam nikt tego nie planował, ot tak wyszło. Nikomu się krzywda przez jeden dzień nie stała.
  • robeenek 04.12.14, 16:50
    aldona_a napisał(a):
    > Nie, dziewczyna 18-letnia to już nie dziecko, to kobieta. Niektóre w jej wieku
    > mają dzieci, rodziny. Za niespełna rok to "dziecko" pójdzie na studia - i co -
    > tak samo z siebie przejdzie jej ta wrodzona nieśmiałość? Czy też mamusia będzie
    > dzwonić do profesora, jak córeczka nie zda egzaminu, bo się zestresowała? A ja
    > k będzie jadła obiad na stołówce uczelnianej, i dosiądzie się do niej ktoś z wy
    > kładowców? To też będą pretensje, że ją "onieśmielił", i nic nie zjadła? Boże..


    Są wśród osiemnastolatków i osoby bardziej i mniej dojrzałe, bardziej radzące sobie z przeciwnościami losu i mniej. Wiele z nich to wciąż dzieciaki, ze swoimi problemami i trudnościami z uzyskaniem samoakceptacji i akceptacji otoczenia. Wspólny wyjazd szkolny ma być koszmarem podczas którego taką wrażliwą jednostkę dodatkowo alienuje się od grupy rówieśników?
    Tak, osiemnastolatki zakładają rodzinę i miewają już dzieci... Tylko, czy często są na to gotowe? Uważasz to za normę?
    I nie rozśmieszaj mnie pisząc o mamusi dzwoniącej do profesorów po nieudanym egzaminie córki podczas studiów. Fantazja Ciebie wybitnie ponosi...

  • maria.francesca 04.12.14, 17:05
    > I nie rozśmieszaj mnie pisząc o mamusi dzwoniącej do profesorów po nieudanym eg
    > zaminie córki podczas studiów. Fantazja Ciebie wybitnie ponosi...

    Ja tego co prawda nie napisałam, ale czytając tę wypowiedź, wcale nie uważam jej za fantazję. Pracuję na uczelni, i o tym, co potrafią wyczyniać rodzice - tak, rodzice studentów - to można by książki napisać. Szczytem wszystkiego był jeden tatuś, który chodził do mnie w imieniu swojej córki (studentki 1 roku), gdy ta oblała po raz drugi egzamin i zakwalifikowała się do "komisu". Gdy mu tłumaczyłam, że córka jest już dorosła, to usłyszałam, że - jak to dorosła, przecież to jeszcze dziecko, i to bardzo wrażliwe dziecko, i ona się bardzo wstydzi przyjść do mnie do pokoju...
  • nchyb 04.12.14, 20:05
    > j za fantazję. Pracuję na uczelni, i o tym, co potrafią wyczyniać rodzice -

    a ja nie pracuje na uczelni, ale wiem co potrafią dorośli, w tym i pracownicy uczelni
    jedna z pań z uczelni (nauczyciel akademicki) potrafiła dzwonić do szefa swojego męża, że nadmiernie obciąża go pracą. Mąż (ale nie z uczelni smile )innej naszej współpracownicy dzwonił do szefa z pretensjami, ze zmusza jego żonę do wyjazdów służbowych, gdy ona ma się rodziną zajmować, a nie tracić czas na wyjazdy.
    Więc nie, to nie tylko domena nadopiekuńczych rodziców. Po prostu niektórzy tak mają w stosunku i do dzieci i do innych członków rodziny...
  • maria.francesca 04.12.14, 20:17
    nchyb napisała:
    > a ja nie pracuje na uczelni, ale wiem co potrafią dorośli, w tym i pracownicy u
    > czelni

    Ano, ja właśnie o tym, o dorosłych, a nie o dzieciach.
    Nie zaprzeczam, sama znam kilku baaardzo dziwnych pracowników uczelni smile.
    Ale mój wpis był odpowiedzią na zarzut, jakoby interwencja rodzica w imieniu dorosłego studenta u wykładowcy była czystą fantazją. No więc usiłowałam udowodnić, że to się naprawdę zdarza. I to wcale nierzadko. I o tym była mowa. Bo to, co wyczyniają wykładowcy czy inni pracownicy i ich żony, to insza inszość i temat na osobny wątek smile
  • nchyb 05.12.14, 10:01
    > Ale mój wpis był odpowiedzią na zarzut, jakoby interwencja rodzica w imieniu do
    > rosłego studenta u wykładowcy była czystą fantazją.

    potwierdzam, to nie fantazja smile
    rodzice, dziadkowie, współmałżonkowie, rodzeństwo, a czasem nawet bliscy znajomi potrafią w imię dobra bliskich dorosłych cuda wyczyniać smile
    Pozdrawiam
  • gazeta_mi_placi 04.12.14, 16:50
    Tak mi się wydaje, że jeżeli zdarzy się jednak taki "wypadek" i trzeba jednak jedną osobę z całej grupy narazić na pewien rodzaj dyskomfortu i odłączenie od grupy to tak na zdrowy rozsądek powinna to być osoba mało wrażliwa, z natury pewna siebie, a nie ktoś o kim wiadomo, że jest nadmiernie wrażliwy, nieśmiały i trudno oswaja się z nowymi sytuacjami. Tak mi się wydaje.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • houstoni 07.12.14, 19:09
    Jasne! Nauczycielka powinna głośno i wyraźnie zapytać kto jest pozbawiony wrażliwości i zgodzi się zjeść w towarzystwie nadętych naukowców lub oderwać od talerza buraczków inne 18-letnie dziecię i usadzić je z tymi"nadętymi" !!!!!
    Przed wyjazdem powinna też rozdać ankiety rodzicom 18-letnich malców , czy mogą przebywać w jednym pomieszczeniu z nadętymi pracownikami akademii.
  • student_of_the_university 04.12.14, 16:54
    Jestem w wieku tej dziewczyny, no może parę miesięcy starszym smile, studiuję. Ale też bardzo, ale to bardzo krępuje mnie sytuacja, kiedy muszę zjeść obiad w towarzystwie któregoś z moich wykładowców. Niestety, stołówka w naszym budynku jest ciasna, a przerwy krótkie, zawsze brakuje miejsc. Dlatego powszechne jest "dosiadanie się" do stolików zupełnie obcych sobie osób. Najgorsze, że często wykładowcy dosiadają się do stolika, przy którym siedzi student. Ja wiem, że to głupie, ale silniejsze ode mnie - nie potrafię nic przełknąć, pozostaje mi tylko oddać nietknięty talerz zupy i iść głodnym na zajęcia. Już nie mówię, że przy wejściu pisze jak byk: Stołówka studencka. No ale niektórym jak widać, brakuje wyczucia. Dlatego doskonale rozumiem tą uczennicę, a ci panowie wykładowcy... szkoda słów.
  • elisanet 04.12.14, 17:41
    Dokładnie. Zachowanie tych panów - masakra. Zero wyczucia. W ogóle głupi pomysł, żeby wykładowca akademicki prowadził zajęcia z uczniami. Tu trzeba specjalnych kwalifikacji pedagogicznych. To tak, jakby pilot samolotu pasażerskiego usiadł za sterami okrętu...
  • robeenek 04.12.14, 18:50
    elisanet napisał(a):
    > Dokładnie. Zachowanie tych panów - masakra. Zero wyczucia.

    Ale co niby było godnego potępienia w zachowaniu panów doktorów? Pierwszego dnia jedli przy oddzielnym stoliku z paniami nauczycielkami, a wskutek błędu organizacyjnego (za który nie byli odpowiedzialni w odróżnieniu od nauczycielek) do ich stolika trafiła pojedyncza uczennica.

    > W ogóle głupi pomysł
    > , żeby wykładowca akademicki prowadził zajęcia z uczniami. Tu trzeba specjalnyc
    > h kwalifikacji pedagogicznych. To tak, jakby pilot samolotu pasażerskiego usiad
    > ł za sterami okrętu...


    Rozumiem Elisanet, że także uczestniczyłaś w tych zajęciach i poznałaś kwalifikacje obu panów...
  • elisanet 04.12.14, 19:06
    > Ale co niby było godnego potępienia w zachowaniu panów doktorów?

    No prosze cię... naprawdę tego nie widzisz? Ja bym na ich miejscu dyskretnie odeszła od stolika, wymawiając się np. robotą czy pilnym telefonem od szefa, widząc, że któryś z dzieciaków nic nie je w ich obecności, bo czuje się niekomfortowo... panowie nie wykazali się delikatnością.
  • robeenek 04.12.14, 19:17
    No wiesz, panowie panami... Może nie zauważyli, albo i zauważyli, ale nie wiedzieli jak zareagować bo sytuacja była dla nich nowa. O wiele gorzej wypadły tu panie nauczycielki...
  • student_of_the_university 04.12.14, 19:34
    robeenek napisała:
    > No wiesz, panowie panami... Może nie zauważyli, albo i zauważyli, ale nie wiedz
    > ieli jak zareagować bo sytuacja była dla nich nowa. O wiele gorzej wypadły tu p
    > anie nauczycielki...

    Nie zauważyli? No sorry. Nie wiedzieli, jak zareagować? A jak tu można zareagować inaczej?
    Po prostu, coś jest takiego w mentalności wykładowców akademickich, że lubią jak się ich ludzie boją, trzęsą się ręce, głos itp.
  • robeenek 04.12.14, 19:43
    student_of_the_university napisał(a):
    > Po prostu, coś jest takiego w mentalności wykładowców akademickich, że lubią ja
    > k się ich ludzie boją, trzęsą się ręce, głos itp.


    Tak, to istne potwory... smile
  • matylda1001 05.12.14, 17:37
    robeenek napisała:

    > No wiesz, panowie panami... Może nie zauważyli, albo i zauważyli, ale nie wiedzieli jak zareagować bo sytuacja była dla nich nowa. <

    Że sytuacja była dla panów nowa, to możliwe. Zapewne jeszcze nigdy nie mieli do czynienia z taką dziczą.
  • droch 05.12.14, 20:55
    W tym wątku zostałem Twoim fanem! smile
    Ja tak nie potrafiłem przekazać, że za poważne odstępstwo od norm współżycia uważam, gdy każe się komuś warować na głodno za drzwiami, bo się 18-latkowie stresują jedzeniem przy wspólnym stole...
  • matylda1001 04.12.14, 19:56
    elisanet napisał(a):

    > > Ale co niby było godnego potępienia w zachowaniu panów doktorów?
    >
    > No prosze cię... naprawdę tego nie widzisz? Ja bym na ich miejscu dyskretnie odeszła od stolika, wymawiając się np. robotą czy pilnym telefonem od szefa, widząc, że któryś z dzieciaków nic nie je w ich obecności, bo czuje się niekomfortowo... panowie nie wykazali się delikatnością. <

    Nie... no... Powiedz, że żartujesz smile To już ludzie nie mogą zjeść normalnie posiłku, bo wpędzają współbiesiadników w zakłopotanie? I czym - swoją wielkością? To już naprawdę zaczyna być śmieszne.
  • elisanet 04.12.14, 20:12
    > Nie... no... Powiedz, że żartujesz smile To już ludzie nie mogą zjeść normalnie po
    > siłku, bo wpędzają współbiesiadników w zakłopotanie? I czym - swoją wielkością?

    Ludzie, powiadasz? A gdzie ich "ludzkie" podejście, gdzie takt, delikatność i wyczucie?
    Owszem, można jak najbardziej przytłoczyć i skrępować kogoś swoją obecnością, sposobem bycia. Sądzę, że skoro co najmniej dwoje (!) dzieci nie czuło się komfortowo w ich obecności, to jedynym wyjściem było... dyskretne odejście od stołu.
    Takt i delikatność, ot co. Tak, jak były tu kiedyś dyskusje, czy osoba ze znaczącym defektem skóry (np. na skutek poparzenia), powinna jeść obiad w restauracji, wiedząc, że większość ludzi traci apetyt na ten widok.
  • droch 04.12.14, 22:03
    Cóż, panom może i było przykro, że ktoś mdleje na ich widok, ale... to żaden powód, żeby nie zjedli normalnie posiłku.
    I może skończmy z demagogią nazywania 18-latków "dziećmi".
  • student_of_the_university 04.12.14, 22:18
    droch napisał:
    > Cóż, panom może i było przykro, że ktoś mdleje na ich widok, ale... to żaden po
    > wód, żeby nie zjedli normalnie posiłku.

    Czyli co, mieli wtargnąć na stołówkę, mimo wyjaśnienia sytuacji przez nauczycieli? Usiąść, jakby nigdy nic, przy stoliku? Chwała im, że przynajmniej zrozumieli sytuację...
  • droch 04.12.14, 22:27
    Gdzie znowu mieli wtargnąć? Pierwszy posiłek zjedli wspólnie.
  • student_of_the_university 04.12.14, 22:35
    droch napisał:
    > Gdzie znowu mieli wtargnąć? Pierwszy posiłek zjedli wspólnie.

    Nie czytałeś uważnie wątku. Tak, pierwszy posiłek zjedli, ale ponieważ swoją obecnością przy stole spowodowali dyskomfort u dwóch uczennic, które nic nie mogły przełknąć, i nawet matka jednej z nich dzwoniła w tej sprawie, nauczycielki poprosiły ich, żeby w kolejnych dniach zajęć już nie siadali do stołu razem z młodzieżą, tak jak to miało miejsce 1 dnia. Tak przynajmniej zrozumiałem.
  • beata_ 04.12.14, 22:44
    student_of_the_university napisał(a) do Drocha:


    > Nie czytałeś uważnie wątku. Tak, pierwszy posiłek zjedli, ale ponieważ swoją obecnością
    > przy stole spowodowali dyskomfort u dwóch uczennic, które nic nie mogły
    > przełknąć, i nawet matka jednej z nich dzwoniła w tej sprawie, nauczycielki poprosiły
    > ich, żeby w kolejnych dniach zajęć już nie siadali do stołu razem z młodzieżą,
    > tak jak to miało miejsce 1 dnia. Tak przynajmniej zrozumiałem.


    Powtórzę - dla mnie to mocno chore jest i niezgodne z s-v:
    forum.gazeta.pl/forum/w,10226,155766940,155778004,Re_Spiesze_doprecyzowac_pewne_kwestie_.html

    --
    Nigdy...!
  • elisanet 04.12.14, 22:47
    > Powtórzę - dla mnie to mocno chore jest i niezgodne z s-v:

    No ale co konkretnie byś proponowała w takiej sytuacji?
  • beata_ 04.12.14, 23:01
    elisanet napisał(a):

    > > Powtórzę - dla mnie to mocno chore jest i niezgodne z s-v:
    >
    > No ale co konkretnie byś proponowała w takiej sytuacji?

    Jak to co?!
    Po prostu - jednoczesny posiłek we wspólnej sali/części restauracji/części stołówki z ewentualnym rozdzieleniem stolików uczestników i wykładowców (zależnie od sytuacji), ale w żadnym wypadku nie prosiłabym którejkolwiek ze stron o przeczekanie posiłku tej drugiej "na zewnątrz" - cokolwiek to "zewnątrz" znaczy i którakolwiek miałaby to być "strona".
    Dla mnie to oczywiste i dziwię się, że dla niektórych nie smile


    --
    Nigdy...!
  • maria.francesca 04.12.14, 23:08
    Beata, ale tu wszystko rozbija się o to, że "dzieci" (18-letnie) się zestresowały i nic nie były w stanie przełknąć, bo obok / naprzeciwko nich siedziało "dwóch obcych facetów" smile
  • beata_ 04.12.14, 23:56
    maria.francesca napisała:

    > Beata, ale tu wszystko rozbija się o to, że "dzieci" (18-letnie) się zestresowały
    > i nic nie były w stanie przełknąć, bo obok / naprzeciwko nich siedziało "dwóch
    > obcych facetów" smile

    Tym gorzej dla "dzieci" i ich opiekunów (nauczycieli w tym konkretnym wypadku, bo na rodziców to już było za późno), którzy mniej więcej powinni orientować się w sytuacji. W ogóle powinni mieć jakie takie pojęcie o dobrym wychowaniu i wiedzieć, jak się zachować w różnych okolicznościach i "rozładować" ewentualne nietypowe.

    Będę niepopularna, ale traktować "dzieci" jak święte krowy, którym należy oszczędzić stresu wszelakiego od pierwszych dni życia do ostatnich (ich rodzicieli - bo dzieci zwykle żyją dłużej), to jakieś nieporozumienie jest.


    --
    Nigdy...!
  • droch 04.12.14, 22:50
    > [...] ale ponieważ swoją obecnością przy stole spowodowali dyskomfort u dwóch uczennic

    Równie dobrze (prawdziwą) przyczyną dyskomfortu mogłoby być to, że są rudzi. To jak, strzyżenie czy farbowanie przed następnym wykładem, w celu poprawy *komfortu* słuchaczy?
    Naturalnie, lepiej byłoby, gdyby sprawy dotyczące miejsca spożywania posiłków przez uczestników i wykładowców zostały uzgodnione i ogłoszone przed wyjazdem. Komuś z uczniów lub rodziców nie pasowałoby, uczeń poszedłby normalnie do szkoły.
  • maria.francesca 04.12.14, 23:04
    > Naturalnie, lepiej byłoby, gdyby sprawy dotyczące miejsca spożywania posiłków p
    > rzez uczestników i wykładowców zostały uzgodnione i ogłoszone przed wyjazdem.

    A może jeszcze miejsca przy stolikach ustalić z góry? smile
  • matylda1001 05.12.14, 18:30
    student_of_the_university napisał(a):

    >nauczycielki poprosiły ich, żeby w kolejnych dniach zajęć już nie siadali do stołu razem z młodzieżą,<

    Że też taka prośba przeszła im przez gardło... Niebywałe!
  • agulha 04.12.14, 23:17
    I wtedy uczennica zaczęłaby się dławić łzami, podejrzewając nieszczęsnych doktorów, że odeszli od stolika, bo nie chcieli jeść ze smarkulą, bo ona mlaszcze przy jedzeniu, bo ma nieprzyjemny zapach z ust (albo by sobie co innego wymyśliła).
    Do którego życia człowiek jest "dzieciakiem"? Teraz zdaje się dziecko nazywa się "dzieciaczkiem", młodzież "dzieciakami", więc może ja, 46-letnia, powinnam uważać się za "dziewczę"?
  • houstoni 07.12.14, 19:11
    Wow - trafnie ujęte i jak bardzo zgodne z zasadami sv.
    No brawo!!!!!!!
  • agulha 04.12.14, 22:00
    Lektura tego wątku napawa mnie przerażeniem. Zresztą był już tu jeden poprzedni podobny. Wykładowca jest u Was gorzej psa. Nie wypada mu jeść przy młodzieży. Nie wyjaśniono, czy potem dano mu czas na jedzenie, czy nie, bo przecież dzieciątka czekać nie będą. Można przyjąć model tradycyjny (jeść zaczynają seniorzy albo ludzie godniejsi) albo demokratyczny (wszyscy jedzą razem), ale o takim modelu, że osoby godniejsze trzymane są na korytarzu (na stojąco pewnie), jeszcze nie słyszałam. Nieśmiała młodzież nie może kęsa przełknąć przy wykładowcy i stawia się, że stołówka ma na drzwiach napisane "studencka". A ma ta stołówka regulamin? Jest tam napisane, komu wolno z niej korzystać? Wykładowcom wolno, czy nie wolno? Co taki student proponuje? Jeżeli zostanie założona/oddzielona "Stołówka dla wykładowców" albo "stołówka dla nauczycieli akademickich", to pewnie mu się nie spodoba też. A stoliki z napisem "tylko dla wykładowców" - niezły środek na Twoje łykanie (zabezpieczyłby Cię przed głodem z powodu kurczu przełyku w towarzystwie wykładowcy) - spodobałby się, czy byłoby gadanie, że biedny student nie ma gdzie zjeść, bo stoliki są zarezerwowane?
    W innym wątku poruszano także, że wykładowcy nie wolno również jeść w jego pokoju. A najlepiej, żeby nie jadł wcale i wyrabiał bezpłatne nadgodziny, konsultując młodzież.
    W końcu wykładowca zawsze może poradzić sobie tak, jak ja w domu-muzeum Waszyngtona - zamknąć się w kabinie wc i tam wcinać bułkę (kanapkę). (Dla niewtajemniczonych - na całym terenie nie wolno nic jeść, bo to takie ichnie Święte Miejsce. Daleko do wszelkiej gastronomii, zwłaszcza jak się przyjedzie transportem publicznym).
  • student_of_the_university 04.12.14, 22:22
    > elu, że osoby godniejsze trzymane są na korytarzu (na stojąco pewnie), jeszcze
    > nie słyszałam.

    A czy uczeń, to jakiś gorszy jest?
  • beata_ 04.12.14, 22:50
    student_of_the_university napisał(a):


    > A czy uczeń, to jakiś gorszy jest?

    A lepszy jest? Bo jest uczniem/studentem?
    Każdy jeść musi (chyba) i raczej nie wypada bronić dostępu do posiłku jednym kosztem drugich, bo... jedni są uczniami/studentami, a drudzy wykładowcami.


    --
    Nigdy...!
  • agulha 04.12.14, 23:19
    A jak będzie spotkanie ze studentami Billa Gatesa, kombatantów Powstania Warszawskiego, prezydenta Polski albo laureata nagrody Nobla, to też uważasz, że to jest spotkanie jak równy z równym? Czy może prezydent musi poczekać na korytarzu, aż Wy zjecie?
    Może u Was trzeba po prostu zmienić tę tabliczkę na "Stołówka dla studentów, wykładowców i pracowników uczelni", chociaż Ty najchętniej byś zmienił na "Stołówka dla Szanownych Studentów, psom i wykładowcom wstęp wzbroniony".
  • matylda1001 05.12.14, 18:26
    student_of_the_university napisał(a):

    > A czy uczeń, to jakiś gorszy jest?<

    Chyba uczeń sam siebie uważa za gorszego, skoro nie potrafi zjeść posiłku w towarzystwie nauczyciela, jak równy z równym.
  • student_of_the_university 05.12.14, 18:41
    > Chyba uczeń sam siebie uważa za gorszego, skoro nie potrafi zjeść posiłku w towarzystwie nauczyciela, jak równy z równym

    Uczennica? Nauczyciela? Raczej była mowa o pracowniku naukowym. Z nauczycielami nie było problemu...
  • matylda1001 05.12.14, 18:51
    student_of_the_university napisał(a):

    > Uczennica? Nauczyciela? Raczej była mowa o pracowniku naukowym. Z nauczycielami nie było problemu...<

    A co to za różnica? Przy stole wszyscy są równi. Jakieś straszne kompleksy doszły do głosu?
  • student_of_the_university 05.12.14, 18:55
    > A co to za różnica? Przy stole wszyscy są równi.
    Tak twierdzisz? Czyli co, mogę mówić do profesora po imieniu, skoro jesteśmy równi?
  • matylda1001 05.12.14, 19:13
    student_of_the_university napisał(a):

    > > A co to za różnica? Przy stole wszyscy są równi.

    > Tak twierdzisz? Czyli co, mogę mówić do profesora po imieniu, skoro jesteśmy ró
    > wni?

    Skoro masz takie dylematy, to nie dziwię się, że na widok wykładowcy w studenckiej stołówce, mielony staje Ci w gardle na sztorc.
  • mallard 10.12.14, 15:31
    matylda1001 napisała:

    > Skoro masz takie dylematy, to nie dziwię się, że na widok wykładowcy w studenck
    > iej stołówce, mielony staje Ci w gardle na sztorc.

    Matylda!
    Gdzie Ty mieszkasz powiedz - przyjadę Cię wyściskać!
    Obiecuje, że nie zdejmę butów! wink
    --
    Naucz się śmiać z samego siebie.
    Będziesz miał ubaw na całe życie...
  • felisdomestica 06.12.14, 18:01
    Do nikogo nie możesz mówić po imieniu, o ile ci nie pozwoli. Nie tylko do profesora, ale i do pani w warzywniaku.
  • student_of_the_university 06.12.14, 18:16
    Czyli jednak nie "równy z równym"...
  • kaga9 07.12.14, 13:42
    Jeśli obaj zwracacie się do siebie per pan, to jednak owszem, jak równy z równym...
  • student_of_the_university 05.12.14, 20:03
    matylda1001 napisała:
    > A co to za różnica? Przy stole wszyscy są równi. Jakieś straszne kompleksy dosz
    > ły do głosu?

    Różnic jest wiele. Nauczycielki były tym dzieciom znajome, w przeciwieństwie do panów, których nie znały. Panowie wykładają na uniwersytecie, kiedyś jako studenci mogą się z nimi zetknąć, itd.
  • matylda1001 05.12.14, 20:19
    student_of_the_university napisał(a):

    > matylda1001 napisała:
    > > A co to za różnica? Przy stole wszyscy są równi. Jakieś straszne kompleks
    > y dosz
    > > ły do głosu?
    >
    > Różnic jest wiele. Nauczycielki były tym dzieciom znajome,<

    Jakich znowu dzieci? Zdaje się, że mówimy tu o prawie dorosłej mlodziezy.

    >w przeciwieństwie do panów, których nie znały. Panowie wykładają na uniwersytecie, kiedyś jako studenci mogą się z nimi zetknąć, itd.<

    Ten obiad to doskonała okazja do tego, żeby przyjrzeć się jak taki wykładowca wygląda z bliska - policzyć rogi na jego głowie, zorientować się, czy ma ostre zęby wink Być może gdyby Tobie w stosownym czasie trafiła sie podobna okazja, to teraz nie miałbyś probemu żeby jeść obiad przy jedym stoliku z wykladowcą.
  • houstoni 07.12.14, 19:13
    Ciekawi mnie co studiujesz i na jakiej uczelni???
    Wybacz, ale to co piszesz, świadczy o upadku szkolnictwa wyższego.
  • matylda1001 05.12.14, 18:21
    agulha napisała:

    > Lektura tego wątku napawa mnie przerażeniem. Zresztą był już tu jeden poprzednipodobny. Wykładowca jest u Was gorzej psa<

    Trochę inaczej to widzęsmile Do tej pory rzeczywiście byl gorzej psa. Taka kłoda rzucona na prostej drodze studenta do dyplomu. Kłoda nie tylko niewygodna, ale jeszcze trzeba jej płacić za to, że leży. Tu natomiast widzę jakiś nabożny, chory wręcz stosunek do wykładowcy, powodujący szczękościsk wink
  • turzyca 05.12.14, 20:43
    uż nie mówię, że przy we
    > jściu pisze jak byk: Stołówka studencka. No ale niektórym jak widać, brakuje wy
    > czucia.

    Do tej pory zawsze odbieralam te wszystkie salki dla wykladowcow i kluby profesorskie jako objaw zarozumialstwa i checi oddzielenia sie od pospolstwa. I cenilam niemieckie uniwersytety za to, ze nawet rektor stoi z taca w kolejce do kasy i je jak kazdy inny czlonek uniwersytetu przy stoliku stolowki. A tu sie okazuje, ze te kluby profesorskie to jednak wyraz troski o biednych studentow.


    Ja wiem, że to głu
    > pie, ale silniejsze ode mnie - nie potrafię nic przełknąć, pozostaje mi tylko o
    > ddać nietknięty talerz zupy i iść głodnym na zajęcia.

    Proponuje terapie behawioralna. Postaw sobie za cel zjedzenie pieciu lyzek zupy, jak nastepnym razem przysiadzie sie do Ciebie wykladowca. Moze byc tylko rzadkie, bez kawalkow. Przypomnij sobie wszystkie obiady u babci i kolacje u cioci i inne oficjalne spedy rodzinne, sprawdz, czy zachowujesz sie, jak mamusia Cie nauczyla, siedzisz porzadnie, lokcie masz przy sobie, lyzke trzymasz wlasciwie a nie prawie za czerpak i zawalcz o tych piec lyzek zupy. Jak juz Ci sie uda osiagnac, to mozesz zawiesic sobie poprzeczke wyzej - 10 lyzek rzadkiego albo 5 gestego. Do konca roku moze Ci sie uda spozyc caly posilek mimo takiego trudnego towarzystwa. A w przyszlosci - kto wie? Moze uda Ci sie nabrac tyle doswiadczenia, ze podczas posilku bedziesz w stanie toczyc ciekawa rozmowe? Potraktuj studia jako trening przed praca zawodowa, moze Ci sie kiedys trafic wyjazd z samym prezesem i trudno bedzie tak przez kilka dni glodowac.
    --
    Dzenderowy potfur A.D. 1904
  • maria.francesca 05.12.14, 21:03
    turzyca napisała:
    > Do tej pory zawsze odbieralam te wszystkie salki dla wykladowcow i kluby profes
    > orskie jako objaw zarozumialstwa i checi oddzielenia sie od pospolstwa. I cenil
    > am niemieckie uniwersytety za to, ze nawet rektor stoi z taca w kolejce do kasy
    > i je jak kazdy inny czlonek uniwersytetu przy stoliku stolowki. A tu sie okazu
    > je, ze te kluby profesorskie to jednak wyraz troski o biednych studentow.

    Te salki dla wykładowców nie mają na celu "oddzielenia się", tylko zapewnienie wykładowcy miejsca do szybkiego zjedzenia posiłku, bo część "studencka" w porze obiadowej jest całkowicie zapchana. Dodam, że nie zawsze tylko studentami jedzącymi, ale w dużej mierze uczącymi się. Obecnie sale profesorskie to rzadkość, na uczelniach rządzą bufety zarządzane przez firmy prywatne, gdzie naprawdę czasami ciężko jest znaleźć wolny stolik. Stąd "dosiadanie" się, sama tak robię (a może nie powinnam wink, bo jak mam przed sobą kilka godzin gadania, to sorry ale zjeść muszę...
  • droch 04.12.14, 22:32
    Po opisanych cyrkach to ja się nawet nie dziwię, że znajomi pracownicy naukowi aż się "palą" do takich wyjazdów.
  • kornel-1 05.12.14, 08:16
    vitadea napisał(a):
    > Nie wiem, czy to jest problem SV, ale ciekawa jestem, jak byście rozwiązali tę sytuację smile napiszę potem, jak to rozwiązała moja przyjaciółka.

    "Zielony" charakter szkoły zachęca do integracji i daje luz niekoniecznie obecny w szkole. Wystarczyło usadzić starszyznę pojedynczo przy stolikach a outsiderkę - przy sole zajętym wyłącznie przez młodzież.

    Ale ale!
    Jak dla mnie cała historia jest podejrzana. Stoliki pięcioosobowe? Musiałyby być to stoły nieprostokątne*/, bo tylko wtedy liczba siedzących jest nieparzysta. Stół sześcioosobowy MOŻE pomieścić tylko 5 osób jeśli przystawiony krótszym bokiem do ściany. JEŚLI to ten przypadek, to wystarczyło odsunąć stół od ściany umożliwiając outsiderce zajęcie miejsca z młodzieżą.

    Łączenie stolików w jedną całość ZAWSZE zmniejsza liczbę miejsc przy nich. Więc - jak dla mnie - to również ściema, że to rozwiązanie zastosowane następego dnia ułatwiło sytuację (nawet uwzględniając nieobecność dwóch osób dorosłych. Przykładowo: przy trzech stolikach pięcioosobowych, po ich połączeniu miejsc pozostaje najwyżej 11.

    Dużo wskazuje na to, że na zielonej szkole nie było nauczyciela matematyki.

    Kornel
    */Teoretycznie istnieje możliwość, że były to stoły nieprostokątnych, w kształcie trapezu lub rombu, przy których można usadzić parzystą liczbę osób.
    -
    Cenisz dobre dziennikarstwo? Forum Gazeta.pl
  • maria.francesca 05.12.14, 08:25
    Wiesz, że też się nad tym zastanawiałam? smile
    Myślę, że to były takie podłużne które w miarę komfortowo zmieszczą 4 osoby, w porywie 5. Dla 6 już trochę ciasno (bo gdzieś się talerze muszą zmieścić). Bardzo często zestawia się stoliki razem, wtedy można siadać też na "styku" i faktycznie robi się więcej miejsca. Nie wiadomo, jak wyglądał układ stolików w tamtej stołówce, i sama stołówka, bo jak była wąska i podłużna to faktycznie najlepiej sprawdzają się stoliki złączone.
  • kornel-1 05.12.14, 11:17
    maria.francesca napisała:

    > Myślę, że to były takie podłużne które w miarę komfortowo zmieszczą 4 osoby, w
    > porywie 5. [...]
    Nie wiadomo, jak wyglądał układ stolików w tamtej stołówce, i sama stołówka, bo jak była wąska i podłużna to faktycznie najlepiej sprawdzają się stoliki złączone.


    Ech...!

    Tak jak w tym dowcipie o matematykach... Kobiety nikogo nie słuchają!

    k.
  • gazeta_mi_placi 05.12.14, 13:41
    Też mi się coś powoli zdaje, że z tą opowiastką coś jest nie tak, zwłaszcza że od sytuacji gdzie jak jedna jedyna dziewczyna musiała zjeść obiad z braku miejsc przy nauczycielskim stole zrobiły się naraz dwie dziewczyny, przy czym i tak stoliki uczniowskie i nauczycielskie stykały się z sobą. Hm...

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • vitadea 05.12.14, 15:03
    Mnie przy tym nie było, stąd te małe rozbieżności smile
  • nchyb 05.12.14, 15:11
    > Mnie przy tym nie było,

    czyli znasz wyłącznie opowieść z ust koleżanki, która dość negatywnie do dziewczyny i jej obaw podchodziła i swoich niedostatków pedagogicznych nie dostrzega? może warto, byś jej powtórzyła, albo wątek pokazała, jak osoba mądra, to trochę przeanalizuje sama siebie...
  • matylda1001 05.12.14, 18:46
    kornel-1 napisał:

    > Stoliki pięcioosobowe?<

    smile Pewnie pięcioosobowe były dwa, te na dwóch końcach ciągu. Cztery osoby vis a vis (po dwie z każdej strony) i piąta u szczytu. Ja w pierwszej chwili pomyślałam o pięcioosobowych okrągłych.
  • minniemouse 05.12.14, 23:10
    Ten watek to doskonaly przyklad jak wazna w zyciu jest dobra znajomosc zarowno SV, jak
    i przyzwoite przygotowanie do zawodu oraz profesjonalizm.

    Czego tu zabraklo?

    Po pierwsze, w sposob razacy SV zarowno ze strony nauczycieli, jak i dzieci.
    dzieci - oczywsta sprawa, nie nauczyli rodzice.
    ale to glebki temat, u podstaw ktorego leza swiete slowa "SV lagodzi obyczaje".
    gdyby tak kazdy znal i stosowal czynnie sv (ach, utopia...) to dzieci nie ostracyzowalyby "dziwnej" dziewczynki, znalazloby sie dla niej to dodatkowe miejsce przy stoliku z nimi.

    gdyby nauczyciele znali i zyli S-Vivrem, lub chociaz mieliby po prostu wrazliwosc, to nie doczepialiby ledwo opierzonej podlotki do stolika z "groznie wygladajacymi panami doktorami"
    i reszta ciala nauczycielskiego a poleciliby ( w koncu maja autorytet czy nie?!) zrobic miejsce przy ktoryms stoliku z rownolatkami i koniec. krzeslo zawsze mozna przeniesc.

    Po drugie, wychowawcy/ nauczyciele wykazali sie okropnym brakiem profesjonalizmu, pomyslunku i zwyklej ludzkiej wrazliwosci.
    notabene, od dluzszego czasu zauwazam mocno poglebiajacy sie i zatrwazajacy trend koszmarnego egoizmu i narcyzmu wsrod ludzi. coraz bardziej zanika - a wlasciwie praktycznie nie istnieje juz - umiejetnosc odczytywania body language i empatia. wrazliwosc na cudze potrzeby.
    o nie,w dzisiejszych czasach kazdy jest nastawiony "licze sie ja, mnie sie nalezy, mnie nie obchodzi, to do mnie nie nalezy, ja, ja, ja, ja" - nie ma juz czegos takiego jak przygladniecie sie drugiej osobie czy nie jest w stresie, czy czegos nie potrzebuje, czy nie mozna jej jakos pomoc. jest dzungla, na glowe bije samozadowolenie i licze sie tylko "ja".

    I tego widac skutki w przewijajacych sie tu pytaniach.
    taki glupi cukier np. - ale wykazuje jak kobieta nie myslala o nikim tylko o sobie kupujac wylacznie brazowy cukier do pracy dla wszystkich..
    ktos zaprasza prelegenta - wolontariusza, ale juz ma gdzies gdzie on bedzie spal, i jeszcze oburzony ze mu sie zwraca uwage ze powinien byl to to zadbac - grunt ze jego dziecko na tym skorzysta, a wolontariusz co tam, sobie i tak poradzi..
    przykladow o polaczeniu braku SV z totalnym egoizmem mozna stad mnozyc a mnozyc.

    Tak tez stalo sie tutaj, brak SV, egoizm (wysmiewanie sie z byc moze chorego emocjonalnie lub nawet psychicznie dziecka) plus ten brak profesjonalizmu, bo nauczyciel powinien wiedziec co nieco z pedagogiki i nawet psychologii ze 18 lat w kalendarzu niekoniecznie pokrywa sie z dojrzaloscia emocjonalna, a pewne odbiegajace od normy zachowania moga wymagac szczegolnej opieki i pedagogicznego podejscia.

    A co tu dziewczynke do tej pory spotkalo? nikt nie zauwazyl ze jej niesmialosc jest chorobliwa, nikt nie reaguje na bullying ze strony jej rowiesnikow, bezmyslnie, brutalnie walnieto ja przy stoliku z doroslymi, nikt nawet nie zauwazyl ze nic nie jadla,
    a na telefony od zdenerowanej matki - smiech i przewracanie oczami, zamiast sie nad tym zastanowic. co wy wiecie o tej matce i dziewczynce? moze matka sie boi o nia bo ma powody?

    Nie twierdze ze nie ma matek/rodzicow/rodzin autentycznie niepotrzebnie nadopiekunczych, jak opisane w tutejszym watku. ostrzegam tylko ze nie ma powodow do wysmiewania sie
    i przypinania z miejsca latek bez przyjrzeniu sie calej historii dokladnie.

    Minnie

    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • turzyca 05.12.14, 23:23
    nikt nawet nie zauwazyl z
    > e nic nie jadla,

    To zdanie sie przewija po tym watku. A ja sie zastanawiam, co powinna zrobic nauczycielka, ktora zauwazyla, ze dziecko nie je. Spytac sie podczas obiadu, dlaczego nie je? To przeciez musialoby sklamac, bo jesli nie je ze wstydu przed goscmi, to tym bardziej nie przyzna sie do tego wstydu. W ogole czy nauczycielka powinna ingerowac w sprawy cudze sprawy jedzeniowe? Tlumaczenie sie z przyczyn niejedzenia jest akurat naprawde upokarzajace, to takie rozliczanie jak przedszkolnego dziecka, nie mozna nie miec apetytu, trzeba zjesc cala zupke do konca. A jak sie nie zje, to albo trzeba sie przyznac, ze jest sie francuskim pieskiem, albo wyznawac intymne szczegoly zdrowotne - ja mialam akurat w tym wieku dosc dziwaczna alergie i wiele osob mi nie wierzylo, ze mozna miec tak dziwaczne uczulenie, to ustawiczne tlumaczenie bylo bardzo nieprzyjemne. Albo jak w tym wypadku tlumaczyc sie z zawstydzenia sytuacja, co samo w sobie tez jest zawstydzajace.
    --
    Come and complain
  • aldona_a 05.12.14, 23:28
    turzyca napisała:
    > To zdanie sie przewija po tym watku. A ja sie zastanawiam, co powinna zrobic na
    > uczycielka, ktora zauwazyla, ze dziecko nie je. Spytac sie podczas obiadu, dlac
    > zego nie je? To przeciez musialoby sklamac, bo jesli nie je ze wstydu przed gos
    > cmi, to tym bardziej nie przyzna sie do tego wstydu.

    Dokładnie tak, podpisuję się pod tym. Miałam to właśnie napisać. Mała poprawka - to już nie jest "dziecko", tylko dorosła osoba, i zagadywanie o "niejedzenie" to po prostu brak wyczucia i taktu, co jeszcze bardziej pogorszyłoby sytuację. Błagam, nie traktujmy 18-latków jak przedszkolaków!
  • turzyca 06.12.14, 00:14
    Mała poprawka
    > - to już nie jest "dziecko", tylko dorosła osoba, i zagadywanie o "niejedzenie"
    > to po prostu brak wyczucia i taktu, co jeszcze bardziej pogorszyłoby sytuację.
    > Błagam, nie traktujmy 18-latków jak przedszkolaków!

    Masz racje, ale... ale mnie sie ostatnio ta moja upiorna alergia odnowila (i bedzie sie odnawiac pewnie do konca zycia, sadzac po tych czlonkach rodziny, po ktorych ja odziedziczylam). I wlasnie z przyjemnoscia odnotowuje, ze jestem dorosla. To znaczy dorosla jestem od lat, mieszkam samodzielnie, zarabiam, rachunki place, ubieram sie jak chce, ale w tej sprawie dociera do mnie ze wzmozona sila. Nikt mi w talerz nie zaglada i nie pyta sie, co ja takiego dziwnego jem i dlaczego. Moge odeslac do kuchni pelen talerz (co zreszta zrobilam w poniedzialek) i nikt mi nie bedzie komentowal, poza standardowym pytaniem kelnerki, ktore ona musi zadac niezaleznie od stopnia oproznienia talerza. Moge prosic o zrobienie mi potrawy bez konkretnych skladnikow i taka tez bez komentarzy dostane. Moge jesc najdziwniejsze rzeczy, zamowic dwie zupy i deser, a pominac danie glowne. Albo moge nie jesc nic zupelnie tylko zamowic cos do picia i tez nikt z towarzystwa nie bedzie sie zastanawiac na glos, dlaczego ja nie jem. Po prostu nikt nie uzurpuje sobie prawa do wtracania sie w moj talerz. Jestem dorosla. Jak zaczynalam studia, to traktowana bylam odmiennie. Jak dziecko wlasnie, ktore trzeba rozliczyc z posilku.
    --
    Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach
  • aldona_a 06.12.14, 00:32
    turzyca napisała:
    >
    > Masz racje, ale...

    Jak zac
    > zynalam studia, to traktowana bylam odmiennie. Jak dziecko wlasnie, ktore trzeb
    > a rozliczyc z posilku.

    No to w takim razie, przeczysz sama sobie. Najpierw piszesz, że nauczyciele nie powinni zwracać 18-latce uwagi na to, czy je czy nie je ("W ogole czy nauczycielka powinna ingerowac w sprawy cudze sprawy jedzeniowe? Tlumaczenie sie z przyczyn niejedzenia jest akurat naprawde upokarzajace, to takie rozliczanie jak przedszkolnego dziecka"). I ja się w tym z Tobą zgodziłam. Po czym w kolejnym poście (jako odpowiedź na mojego, który popierał właśnie TWOJĄ wypowiedź) piszesz że jednak "ale", bo jak byłaś na studiach, to mimo wszystko traktowano Cię "jak dziecko". Się zdecyduj smile
  • turzyca 06.12.14, 00:46
    Ech, musze popracowac nad wyrazaniem sie na pismie. Bo ja chcialam tylko dorzucic refleksje, ze ostatnimi czasy naprawde zachowuje sie mocno dziwacznie, ale jestem traktowana jak dorosla i otoczenie tych dziwactw w zaden sposob nie komentuje. A tymczasem w tym watku padaja postulaty, zeby nieco mlodszych doroslych nie traktowac jak doroslych tylko jak dzieci i ze faktycznie takie podejscie do mlodych doroslych miewa miejsce. Ale w zwiazku z tym okreslanie ich mianem dzieci dodatkowo podkresla narzucana im role nie-doroslych. Malo przyjemna role.
    --
    Pani Grzyb tlumaczy
  • aldona_a 05.12.14, 23:24
    minniemouse napisała:

    > gdyby tak kazdy znal i stosowal czynnie sv (ach, utopia...) to dzieci nie ostr
    > acyzowalyby "dziwnej" dziewczynki

    > A co tu dziewczynke do tej pory spotkalo? nikt nie zauwazyl ze jej niesmialosc
    > jest chorobliwa, nikt nie reaguje na bullying ze strony jej rowiesnikow, bezmys
    > lnie, brutalnie walnieto ja przy stoliku z doroslymi,

    Ale Ty masz bujną wyobraźnie! Przecież tu w wątku w ogóle nie ma mowy o jakimś "brutalnym" zachowaniu wobec tej małolaty ze strony rówieśników, a Ty od razu dopisujesz do tego całą drame. Ponawiam pytanie zadane wcześniej już przez kogoś - jak mają później reagować wykładowcy na studiach, mając do czynienia z tak wrażliwą osobą? Bo chyba nikt nie oczekuje głaskania po główce..?
    PS. Może już przestań nazywać 18-letnią pannę (dziewczynę, młodą kobietę) - dziewczynką. A 18-letniego dryblasa nazwała byś "chłopczykiem"?
  • matylda1001 05.12.14, 23:58
    aldona_a napisał(a):

    > PS. Może już przestań nazywać 18-letnią pannę (dziewczynę, młodą kobietę) - dziewczynką. A 18-letniego dryblasa nazwała byś "chłopczykiem"? <

    A wiesz? To akurat na tym forum jest różnie traktowane, w zależności od potrzeb, jak wiatr zawieje smile Gdzieś jest tu wątek o tym, jak to pewna niewychowana dziennikarka, podczas wywiadu w TV, zachowała się bardzo niegrzecznie wobec jakiejś tam młodocianej gwiazdeczki rodzaju męskiego. Dziennikarka, o zgrozo! zwracała się do nieletniego per "ty". Pamiętliwa nie jestem ale sklerozy też nie mam, wiec przypomnę, że osoby, które w tamtym wątku broniły dorosłości tamtego chłopaka, w tym z jego rówieśnicy robią dziewczyneczkę.
  • minniemouse 07.12.14, 00:16
    aldona_a napisał(a):
    jak mają później reagować wykładowcy na studiach, mając do czynienia z tak wrażliwą osobą? Bo chyba nikt nie oczekuje głaskania po główce..?
    PS. Może już przestań nazywać 18-letnią pannę (dziewczynę, młodą kobietę) - dziewczynką. A 18-letniego dryblasa nazwała byś "chłopczykiem"?


    Jak ci to tak bardzo przeszkadza- niech bedzie mloda kobieta.
    z tym ze to w niczym niczego nie zmienia. KOMPLETNIE.
    w dalszym ciagu mloda kobieta zostala potraktowana nieodpowiednio.
    Tobie natomiast radze nabrac dystansu do sprawy
    i jeszcze raz ale juz na spokojnie nad tym wszystkim sie zastanowic.

    Co do wrazliwosci na studiach - jesli mloda kobieta bedzie potrzebowala to bedzie sie leczyc.
    (moze juz sie leczy?) moze dostac od lekarza zalecenia dla wykladowcow ze ma miec np jakies szczegolne wymagania - np, w innym czasie egzaminy lub w osobnym pokoju egzaminy, nie wiem jak to u was w PL dziala. w Kanadzie z pewnoscia (wiem to) taka osoba dostalaby extra pomoc.
    a moze po prostu wybrac sobie studia ktore sprawia jej najmniej problemow w studiowaniu - najmniej wyjazdow, najmniej kontaktow z ludzmi. jakies pewnie by sie znalazly.
    A jak sie niesmialosc bardziej poglebi to zrezygnuje z nauki calkiem. bywa i tak.
    postaraj sie bowiem w koncu zrozumiec ze byc moze mamy do czynienia z przypadkiem naprawde CHOROBLIWEJ niesmialosci - CHOROBLIWEJ, czyli takiej irracjonalnej, poza kontrola,
    co sie leczy,
    nie dajacej sie przelamac wmawianiem sobie "jakos bedzie".

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • matylda1001 07.12.14, 02:32
    minniemouse napisała:

    >mloda kobieta zostala potraktowana nieodpowiednio.<

    Minnie, naprawdę przesadzasz. Dziewczynie nie stała się ŻADNA krzywda. W końcu nie nakryli jej na parapecie, ale tak, jak wszyscy - jadła przy stole.

    > postaraj sie bowiem w koncu zrozumiec ze byc moze mamy do czynienia z przypadkiem naprawde CHOROBLIWEJ niesmialosci - CHOROBLIWEJ, czyli takiej irracjonalnej, poza kontrola,<

    Gdybać to my sobie możemy do woli, ale ze słów Autorki, nic, kompletnie nic nie wynika, że mogło tak być. Wręcz przeciwnie. To podobno bardzo dobra uczennica, żeby zasłużyć sobie na to miano nie wystarczy dobrze pisać klasówki (praca indywidualna). Trzeba odpowiadać przy tablicy, i to nie tylko wtedy, gdy nauczyciel wyciągnie z ławki za uszy , trzeba się zgłaszać samemu, być aktywnym, nawet trochę przebojowym. I to wszystko na oczach koleżanek i kolegów. Tych samych, ktorzy jej nie lubili, których unikała ze strachu przed kpinami. Nie pasuje mi i już, biedna, zahukana szara myszka nigdy się nie zdobędzie na taką odwagę. No, ale skoro już sobie tak gdybamy, to i ja puszczę wodze fantazji. Co byś powiedziała na to, że dziewczyna poniekąd sama sobie zasłużyła na takie traktowanie? Może się wywyższa, może przerwy spędza samotnie na korytarzu z książką w ręku, bo nie chce się z byle kim zadawać. A może rzeczywiście przerasta klasę pod względem intelektualnym i nie dostrzega nikogo, z kim mogłaby nawiązac kontakt na swoim poziomie? Tak czy inaczej, takie zachowanie nie przysporzy jej przyjaciół wśród rówieśników, a z perspektywy nauczyciela może to byc odebrane jako odrzucenie przez klasę. Niewiele zjadła w towarzystwie obcych ludzi? a może cały obiad jej nie wystarcza, może ona najada sie dopiero po wciągnięciu dokładki, a tu krępowała się o dokładkę poprosić?
    Widzisz? przedstawiłam zupełnie inną możliwość, nie lepszą, nie gorszą od przedstawionej przez Ciebie. Chyba nie ma co fantazjować, bo i tak nigdy nie dowiemy się jak było naprawdę.
  • minniemouse 07.12.14, 03:05
    matylda1001 napisała:
    Gdybać to my sobie możemy do woli, ale ze słów Autorki, nic, kompletnie nic nie
    wynika, że mogło tak być.


    Oczywscie ze wynika, Matyldo, przeczytaj uwaznie kazdy wpis Vitadei.

    Juz w swoim pierwszym podaje istotne szczegoly:
    Panna prawie 18 lat, b.dobra uczennica, choć nieśmiała, wyraźnie izolująca się od reszty. Wieczorem telefon do mojej przyjaciółki od matki tej dziewczyny, dlaczego jej "dziecko" jest zmuszane do siedzenia przy jednym stoliku z "dwoma obcymi facetami", że tak się tym zestresowała, że nic nie zjadła big_grinDDD Przyznam, że byłam w szoku. Aha, dodam, że przyjaciółka od razu przepytała matkę skąd ten lęk, czy została kiedyś skrzywdzona itd, ale dowiedziała się że nie, po prostu dziewczyna jest "chorobliwie nieśmiała i bardzo wrażliwa"

    z samego tego wpisu mamy nastepujace informacje:
    ze mloda kobieta jest niesmiala,
    ze sie zestresowala,
    ze nic nie zjadla,
    ze matka musiala cos powiedzec na tyle powaznego przyjaciolce Vitadei ze ta az spytala
    "skad ten lęk " - a skoro uzyla slowa lęk to znaczy ze chodzi o cos wiecej
    niz jakas tam dziewczeca wstydliwosc,
    ze dziewczyna jest chorobliwie niesmiala i
    bardzo wrazliwa -
    - to sa informacje od samej matki dziewczyny, nie moje gdybania, zauwaz.


    natomiast, dla lepszego zobrazowania jak powazne nieraz moga byc takie wybiegajace ponad norme 'niesmialosci' to juz owszem obrazuje ja, na przykladzie pewnej kolezanki corki ze szkoly sredniej, ktora wyladowala w psychiatryku z zalamaniem nerwowym, chronicznym lekiem i fobia spoleczna i z tego powodu nie byla w stanie skonczyc szkoly a juz isc dalej to mowy nie ma.
    wiem wiec dobrze ze jest niesmialosc a niesmialosc, i takie naskakiwanie bez cienia namyslu, empatii "a to mieczak, a coz to panowie by ja pogryzli czy co" bardzo mnie wkurza gdyz mialam okazje na wlasne oczy, czy raczej, uszy przekonac sie jak bardzo powazne konswekwencje moze miec taka "niesmialosc".

    I wprawdzie masz racje, tak n a p r a w d e to nie wiemy czy 'nasza' mloda panna ma jakies emocjonalne zaburzenia, czy jest tylko troche bardziej niz wielu w tym wieku niesmiala,
    to i tak nie nalezy z gruntu zakladac ze "nic jej nie bedzie".
    bo tego tez nie wiadomo.
    a z punktu widzenia i SV i profesjonalizmu, nalezy wykazac sie taktem, empatia i wrazliwoscia.

    Minnie


    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • benia-benia 06.12.14, 15:49
    minniemouse napisała:

    > gdyby nauczyciele znali i zyli S-Vivrem, lub chociaz mieliby po prostu wrazliwo
    > sc, to nie doczepialiby ledwo opierzonej podlotki do stolika z "groznie wyglad
    > ajacymi panami doktorami"
    > i reszta ciala nauczycielskiego a poleciliby ( w koncu maja autorytet czy nie?
    > !) zrobic miejsce przy ktoryms stoliku z rownolatkami i koniec. krzeslo zawsze
    > mozna przeniesc.

    A gdybyś Ty żyła savoir-vivrem, to byś wiedziała, że nie "przesadza się" dorosłych osób tam, gdzie nam się wydaje, że będzie im lepiej (skoro się izoluje, to może wcale nie miała ochoty na towarzystwo rówieśników). A gdyby tak zrobiły jak piszesz, to też by się podniosły głosy oburzenia, że nauczyciele nie chcą siedzieć przy jednym stole z uczniami. A uczennica mogła by się nabawić kompleksów smile
  • minniemouse 07.12.14, 00:26
    benia-benia napisał(a):
    to byś wiedziała, że nie "przesadza się" dorosłych osób tam, gdzie nam się wydaje, że będzie im lepiej (skoro się izoluje, to może wcale nie miała ochoty na towarzystwo rówieśników).

    czyli twoim zdaniem co,
    bo wziawszy pod uwage ze matka musiala sie dowiedziec co zaszlo do CORKI
    aby moc zadzwonic z pretensjami,
    a w/g ciebie mloda kobieta nie chce siedziec z rowniesnikami tez,
    to gdzie nalezalo ja posadzic?
    urzadzic specjalnie dla niej na srodku osobny stol - oltarz, otoczony wszystkimi innymi,
    gdzie z jej chorobliwa niesmialoscia i pod obstrzalem spojrzen calego obozu
    czulaby sie ... nareszcie swietnie! ?? wink

    Minnie

    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • aldona_a 05.12.14, 23:58
    > Wystarczyło ostatni stolik odsunąć o 40 cm i dostawić w przejściu krzesło. Było
    > to możliwe, gdyż następnego dnia dostawiono w jeszcze jeden stół (nauczycielsk
    > i)/

    Z tego, co pisze autorka, następnego dnia nie dostawiono stołu, ale wyproszono panów doktorów...
    I też nie rozumiem, czemu ma służyć takie "oddzielanie" uczniów od wykładowców o te "40 cm" - co to ma być w ogóle, pracownicy uniwersyteccy gryzą?
  • robeenek 06.12.14, 00:09
    Tu chyba chodzi o pierwszy dzień posiłków. Przy takim układzie stołów, po odsunięciu ostatniego w rzędzie przy którym siedziały nauczycielki i wykładowcy, można było usadzić odizolowaną uczennicę w części "uczniowskiej", przy ostatnim stołowałyby się tylko cztery dorosłe osoby.
  • aldona_a 06.12.14, 00:24
    robeenek napisała:

    > Tu chyba chodzi o pierwszy dzień posiłków. Przy takim układzie stołów, po odsun
    > ięciu ostatniego w rzędzie przy którym siedziały nauczycielki i wykładowcy, moż
    > na było usadzić odizolowaną uczennicę w części "uczniowskiej", przy ostatnim st
    > ołowałyby się tylko cztery dorosłe osoby.

    Wszyscy tu mówią o "przesadzeniu" owej uczennicy i wieszają psy na nauczycielkach, że tego nie zrobiły. Tymczasem radzę zachować zdrowy rozsądek i użyć wyobraźni. Autorka wątku pisze, że dziewczyna sama się dosiadła do nauczycielek (to znaczy, że czuła się dobrze / pewnie w ich obecności), nie wiedząc jeszcze / nie myśląc o tym, że do tego samego stolika dosiądą się po chwili wykładowcy. Wówczas wszystkie miejsca były już rozdysponowane, a skąd nauczycielki miały przewidzieć, że dziewczyna będzie się czuła w obecności tych dwóch doktorów tak bardzo niekomfortowo? Skąd mogły się domyśleć, że "niejedzenie" jest wynikiem tego dyskomfortu - a mogła mieć np. okres i brzuch ją bolał? Miały ją publicznie upokorzyć, mówiąc do uczniów - "Kasia jest bardzo nieśmiała, wstydzi się jeść w obecności wykładowców, kto jest chętny zamienić się z nią miejscem? Może ty, Krzysiek, ty jesteś taki wygadany"... To by dopiero było! To do tych, co proponują taką rotację. Pamiętajmy, że to są już prawie dorośli ludzie, i śmieszne by było, gdyby trzeba było ich "usadzać", jak w przedszkolu normalnie...
  • robeenek 06.12.14, 00:43
    Post do którego się odnosisz jest moją odpowiedzią na Twój post w którym zadajesz pytanie Kornelowi-1. I na pewno nie jest odzwierciedleniem tego co zrobiłabym tego feralnego dnia na miejscu owych pań nauczycielek.
    Sama w swoim czasie przyznałam, że sytuacja nie wyglądała tak dramatycznie po tym jak Vitadea dodała więcej szczegółów. Jeśli to prawda. Ale panie nauczycielki i tak nawaliły i jako organizatorki i jako osoby sprawujące funkcję wychowawczą.
  • aldona_a 06.12.14, 01:02
    robeenek napisała:
    > Ale panie nauczycielki i tak nawaliły i jako organizatorki i jako osoby sprawujące funkcję wychowawczą.

    A zgadzam się, że nawaliły, wypraszając ze stołówki wykładowców. Jeśli chodzi o pozostałe aspekty, to nie uważam, żeby nawaliy.
  • aldona_a 06.12.14, 02:00
    robeenek napisała:
    > Tu chyba chodzi o pierwszy dzień posiłków. Przy takim układzie stołów, po odsun
    > ięciu ostatniego w rzędzie przy którym siedziały nauczycielki i wykładowcy, moż
    > na było usadzić odizolowaną uczennicę w części "uczniowskiej", przy ostatnim st
    > ołowałyby się tylko cztery dorosłe osoby.

    "Usadzić"? Toż to dopiero upokarzające! Kimże ona jest - przedszkolaczkiem? Sorry, to dorośli ludzie, "usadzali się" sami, a owa "dziewczynka" pierwsza zajęła miejsce obok nauczycielek. A już zarzut, że 18-latki są "niedojrzałe emocjonalnie" (pojawił się w którymś poście) zatem należy traktować je jak dzieci, jest zupełnie chybiony. Prawda jest taka, że niektóre 30-latki nie są emocjonalnie dojrzałe, i co wtedy? Wrażliwość, wycofanie, nieśmiałość itp. - nie ma tu nic do rzeczy, i nie jest powodem, aby "udziecinniać" dorosłe osoby.
  • robeenek 06.12.14, 03:25
    Zaznaczyłam już poprzednio, że mój post jest wytłumaczeniem jak prawdopodobnie widział rozwiązanie tej sytuacji Kornel-1. Zadałaś pytanie co by zmieniło w układzie stolików odsunięcie tego ostatniego o 40 cm. Nigdzie nie napisałam że tak właśnie nauczycielki powinny były postąpić!
    Tzn, nie, mogły tak postąpić jeszcze nim młodzież weszła na salę, a nie już po zajęciu przez nich miejsc.
    A 18-latki są różne, mniej lub bardziej dojrzałe. To jest jeszcze ten wiek kiedy niektórzy przejawiają dziecinne zachowania, inni natomiast już imponują dojrzałością i niezależnością. Nie, nie należy ich traktować jak bezradnych dzieci, ale jako wychowawca mam obowiązek wciąż nad nimi czuwać i dbać w miarę możliwości (nienachalnie, dyskretnie, z wyczuciem) o ich dobre samopoczucie. Słowo "usadzić" rzeczywiście było niefortunne i użyte przeze mnie z rozpędu, nie mówiąc już o tym, powtarzam (!), że moja wypowiedź nie dotyczyła zalecanego postępowania ze strony nauczycielek, ale była próbą wyjaśnienia co Kornel-1 miał (prawdopodobnie, bo może tu się jednak mylę) na myśli.
    I przypominam, że kiedy Vitadea podała dalsze szczegóły opisanej sytuacji, przyznałam że rzeczywiście zmieniało to postać rzeczy. Jeśli to była prawda. Koniec, kropka, wycofuję się już z jakiejkolwiek dyskusji na tym wątku.
  • kornel-1 06.12.14, 10:43
    aldona_a napisał(a):

    > Z tego, co pisze autorka, następnego dnia nie dostawiono stołu, ale wyproszono
    > panów doktorów...
    > I też nie rozumiem, czemu ma służyć takie "oddzielanie" uczniów od wykładowców
    > o te "40 cm" - co to ma być w ogóle, pracownicy uniwersyteccy gryzą?

    Muszę ustosunkować się do Twojego postu, ponieważ cytując moją wypowiedźnie podałaś jej autora:

    kornel-1 napisał:
    > Wystarczyło ostatni stolik odsunąć o 40 cm i dostawić w przejściu krzesło
    > . Było to możliwe, gdyż następnego dnia dostawiono w jeszcze jeden stół (nauczyc
    > ielski)/


    Vitadea opisała sytuację tak:
    Ta zmiana polegała na połączeniu wszystkich stolików w jeden duży stół, przy którym siedzieli razem wszyscy uczniowie wraz z nauczycielami, ale już bez panów doktorów.


    Jeśli stoliki są 5-osobowe i stają "w jednym rzedzie". tak jak opisała vitadea, to sytuacja mogła wyglądaś jak na rysunku A. Po połączeniu stolików ubywa miejsc, jak wskazano na rysunku B:
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/lb/mc/yk4b/JuEeuqfzzqC5BGUw9B.png

    Jeśli na zielonej szkole konkretna sytuacja wyglądała tak jak na poniższym rysunku A, to po odejściu dwóch wykładowców (zaznaczonych na żółto), po złączeniu stołów (B), brakuje 1
    miejsca!

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/lb/mc/yk4b/2MH7NqJwBkFkx2R2BB.png

    Według mnie łączenie (normalnych) stołów zawsze redukuje liczbę miejsc.

    Kornel
    --
    Cenisz dobre dziennikarstwo? Forum Gazeta.pl
  • aldona_a 06.12.14, 10:47
    Hehe ale to ładnie wyrysowałeś smile
    Tyle, że ja się często spotkałam z tym, że ludzie siedzą również na "łączeniach" stolików - tego już niestety nie da się uwzględnić.

    PS. Jesteś matematykiem? big_grin
  • aldona_a 06.12.14, 02:08
    Chciałam jeszcze dodać, że z punktu widzenia SV, osobie dorosłej nie zwracamy uwagi na to, co je, ani jak się zachowuje, niezależnie od tego, jak to jest dziwne. I tym bardziej nie wybieramy jej miejsca przy stoliku. Niezależnie od tego, czy ta osoba ma 18, czy 80 lat. To już nie ma znaczenia. Bo równie dobrze mogłaby mieć 30 lat i podobną nieśmiałość, i wtedy co? Też byście ją traktowali jak dziecko? Ta dziewczyna ewidentnie ma problem, ale wycieczka to akurat nie jest miejsce, w którym należy go rozwiązać.
  • melinda.123 06.12.14, 21:22
    minniemouse napisała:

    > co sie stalo? pewnie miala ciezki napad leku, nie mogla nic przeklnac, moze krecilo jej sie w glowie, chcialo jej sie plakac, moze jej bylo slabo z nerwow, moze niedobrze, chcialo jej sie wymiotowac, marzyla aby ten koszmar sie skonczyl, potem moze bolala ja glowa,
    i brzuch z glodu i z nerwow, moze tez cierpi na bezsennosc z nerwow. moze ma mysli samobojcze.<


    big_grin dawno się tak nie uśmiałam....
  • minniemouse 06.12.14, 23:56
    melinda.123 napisał(a):
    big_grin dawno się tak nie uśmiałam....

    to poczytaj sobie tu:

    chorobliwa niesmialosc

    Ludzie z nerwicą społeczną boją się wykonywać zwykłych rzeczy w obecności innych ludzi. Na przykład, mogą bać się podpisać czek przed kasjerką w sklepie spożywczym lub mogą mieć lęk przed jedzeniem lub piciem w obecności innych osób lub korzystaniem z publicznej toalety. Większość osób mających socjofobię zdaje sobie sprawę, że nie powinni być tak przestraszeni jak są, jednak nie są w stanie kontrolować swojego lęku.

    i na przyklad:

    lek przed mezczyznami

    a to dopiero wierzcholek gory lodowej.
    strasznie smieszne, hahahahaha, no.
    Doksztalcanie sie przed zasmiewaniem sie?

    Minnie

    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • houstoni 07.12.14, 19:33
    Wow!!!!!
    To powinni wyrzucić mężczyzn wszystkich, co by się panna nie zestresowała!!! Tak na wszelki wypadek, gdyby się ich lękała!
    A na rudych to dziecię nie miało uczulenia?, może ich też wyrzucić...
    Kalekich nie wpuścić, bo swa ułomnością apetyt odbiorą.,
    Oj, nie dbają te nauczycielki o dzieci, żeby tak zaniedbać te małe 18-letnie dzieci!!!
  • kora3 07.12.14, 09:06
    Ludzie nieobyci często smieją się z nieznanych sobie rzeczy i zachowań, bo zwyczajnie ich nie rozumieją.
    Czym może grozić chwilowe przebywanie w windzie? Atakiem przypominającym atak astmy, drgawkami, mimowolnym oddaniem moczu itp. - śmieszne? Może dla Ciebie, a dla kogoś kto cierpi na klaustrofobię raczej nie i dla mnie choć nie cierpię - także nie.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • houstoni 07.12.14, 19:35
    Kora Ty tak serio???
  • gazeta_mi_placi 08.12.14, 09:27
    Stopnie klaustrofobii mogą być różne.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • kora3 08.12.14, 15:20
    podopieczny mojej mamy stracił przytomność ze strachu, gdy sąsiad przypadkowo zamknął go w niewielkiej komórce.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • e-matka.polka 08.12.14, 15:22
    > podopieczny mojej mamy stracił przytomność ze strachu, gdy sąsiad przypadkowo zamknął go w niewielkiej komórce

    no więc sama widzisz, że trudno było tę sytuację rozwiązać na zasadzie wilk syty i owca cała.
  • kora3 08.12.14, 15:33
    alez nie - sąsiad gościa zamknął komórkę, bo nie wiedział, ze on tam jest.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kannama 07.12.14, 12:14
    Jestem doktorem. Mam w pracy kilkunastu doktorów. Chodzimy do knajpy, na dyskoteki, jakoś ludzie nie uciekają...
  • kornel-1 07.12.14, 12:36
    kannama napisał:
    > Jestem doktorem. Mam w pracy kilkunastu doktorów. Chodzimy do knajpy, na dyskot
    > eki, jakoś ludzie nie uciekają...

    Ale co to ma wspólnego z opisywana sytuacją?

    - Dzień dobry, mogę się dosiąść?
    - Ale ja jestem doktorem.
    - Spoko, nie boję się.


    Bez sensu. W knajpie siedzisz z osobami, którzy wiedzą lub nie wiedzą, że jesteś doktorem: są jednak znajomymi. Na dyskotece też nie ma zwyczaju informowania się o stopniach naukowych

    - Zatańczymy?
    - Ale ja jestem doktorem!

    Kornel
    --
    Cenisz dobre dziennikarstwo? Forum Gazeta.pl
    Screeny postów z forum (także usuniętych)
    "Kornel: moje podróże"
  • kannama 07.12.14, 12:49
    ale właśnie co zmieniają te dwie literki przed nazwiskiem?
  • kora3 07.12.14, 13:00
    Sorry, za tak emocjonalny tytuł, ale wypowiedź poprzedniczki, kolejnej osoby wypowiadającej się w takim tonie powaliła mnie już po prostu. Kannamo, nie bierz tego wyłącznie do siebie, ale ...Na studiach miałam takiego doktora, który często wspominał, że od 50 do 80 proc. ludzi nie rozumie prostych informacji. Mowa o przeciętnych ludziach i zwyczajnych informacjach. Wydawało się nam to nieprawdopodobne. potem już pracując przekonałam się, że pan doktor miał rację, w tym sensie ze całkiem sporo ludzi niegłupich nie pojmuje prostych info, ale te procenty mi się nie zgadzały - na korzyść ludzi.
    Po tym wątku widzę, ze i w procentach pan doktor niekoniecznie b. się pomylił...

    Informacja jest banalnie prosta: CHOROBLIWIE NIEŚMIAŁA I BARDZO WYCOFANA 18-latka wskutek nienajlepszej organizacji na szkolnym wyjeździe siedziała pierwszego dnia podczas posiłku z nauczycielami i wykładowcami, których nie zna, goszczącymi na tym wyjeździe. Spowodowało to U NIEJ taki dyskomfort i stres, że nie jadła posiłku. Matka dziewczyny pozwoliła sobie zatelefonować do jej nauczycielki obecnej na tym wyjeździe i o tym powiadomić.
    Co tu jest niezrozumiałe?

    Dla każdego normalnie intelektualnie sprawnego człowieka jasne jest, że ta dziewczyna jest osobą szczególną! Chorobliwie nieśmiałą i wycofaną, czego nauczyciele jej mają świadomość. Nie ma wiec sensu udowadniać, że dla przeciętnej osoby w tym wieku taka sytuacja nie powinna być stresogenna, w każdym razie nie az tak.
    Tymczasem pełno tu wpisów na ten temat. TAK! normalnie 18-letnia osoba nie miałaby takich problemów! rzecz w tym, ze mowa o osobie i sytuacji szczególnych!

    To jest tak, jakby ktoś tu napisał np.:. "Moja 15-letnia córka ma klaustrofobię, powiadomiłam o tym nauczycieli w jej szkole. Podczas ostatniej wycieczki córka została przez nauczyciela zmuszona do jazdy windą. Wywołało to u niej atak fobii. Nie mogła złapać oddechu, ani się ruszyć, mimowolnie oddała mocz. Kiedy już nieco się uspokoiła zadzwoniła do mnie z płaczem, pozwoliłam sobie interweniować u nauczyciela" i dostał pierdylion wypowiedzi w stylu "15-letnie dzieci nie boja się windy",
    No rzeczywiście tragedia, ze 15 -latka została zmuszona do jazdy windą", "Ja tam jezdze windami od 2 roku życia i nie sikam w majtki" ...
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kannama 07.12.14, 13:06
    Ale zauważ, że tu akcent jest cały czas na to, że to byli DOKTORZY. Nie pisano, że obcy ludzie, że wielki facet o grubym głosie tylko DOKTORZY. I do tego się odnoszę.
    Co do dziewczyny- ja rozumiem, że z nią może być problem. Ale to ona musi się nauczyć go rozwiązywać. Co miały robić nauczycielki? Wygonić tych nieszczęsnych doktorów od stolika? Ją wygonić? Przecież dziewczyna sama usiadła przy tym stoliku (zanim dosiedli się doktorzy).
  • kora3 07.12.14, 13:18
    kannama napisał:

    > Ale zauważ, że tu akcent jest cały czas na to, że to byli DOKTORZY. Nie pisano,
    > że obcy ludzie, że wielki facet o grubym głosie tylko DOKTORZY. I do tego się
    > odnoszę.


    ło matko - ja nie odbieram tego, jako nacisk na "doktorów" raczej podkreślenie, że byli to wykładowcy - zatem osoby, z którymi młodzież szkolna styka się rzadziej i tyle. Wg mnie nie ma znaczenia stopień naukowy, a raczej "przepaść" jaka jest miedzy młodzieżą szkolna, a wykładowcami wyższych uczelni. Jednakowoż na miejscu tych wykładowców mogł być każdy, kogo ta dziewczyna nie zna, a kto ją szczególnie oniesmiela. Np. aktorzy, piosenkarze, lekarze, prawnicy, samorządowcy - ktokolwiek.

    > Co do dziewczyny- ja rozumiem, że z nią może być problem.

    Nie może być tylko JEST. I jest to problem znany nauczycielom dziewczyny.

    Ale to ona musi się
    > nauczyć go rozwiązywać.


    Nie mamy żadnych danych na temat, że dziewczyna nie stara się rozwiązywać. Może jest pod opieką psychologa np. Powinna być, bo jej stan nie jest normalny i nie ma nic wspólnego z wrażliwością, czy delikatnością.
    Każdy psycholog ci powie, że pokonywanie chorobliwej nieśmiałości zaczyna się od poznania jej przyczyn. Natomiast poznawszy je terapeuta uczy takiego człowieka stopniowego pokonywania swych barier - jak w każdej innej fobii. Żaden nie powie ci, ze należy stosować terapię szokową.

    Co miały robić nauczycielki? Wygonić tych nieszczęsnych
    > doktorów od stolika? Ją wygonić? Przecież dziewczyna sama usiadła przy tym sto
    > liku (zanim dosiedli się doktorzy).


    Z pierwszego postu wynikało coś innego, potem pojawił się zdaje się watek o tym, ze dziewczyna sama ...Co mieli robić nauczyciele? Zadbać o to, by osoba w szczególnej sytuacji, tzn. ta uczennica miała miejsce, które nie wywoła u niej dyskomfortu. Dziwne, że rzekomi pedagodzy siedząc razem z nia przy jednym, niezbyt licznym w obsadzie stoliku nie zauważyli, ze z nią jest coś nie tak.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kannama 07.12.14, 14:07
    No ja czytając niektóre wypowiedzi troszkę wyczułam takie podejście, jakby to ten tytuł miał ją szczególnie stresować. A jakoś w życiu nie zauważyłam, co by się młodzież szczególnie tym przejmowała smile
  • kora3 07.12.14, 14:48
    No ja też nie zauwazylam, a tak na dobrą sprawę - to czym się tu przejmować?
    W tym przypadku jednakowoż najpewniej dziewczynę onieśmielałyby osoby bez zadnego tytułu naukowego czy zawodowego, których po prostu nie zna ...
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 07.12.14, 14:49
    Koro, w moim pierwszym poście, w tym wątku, napisałam, że stało się źle. Wyobraziłam sobie, że każdy stolik w tej stołówce stał osobno, w pewnym oddaleniu od innych. Że wszyscy koledzy i koleżanki zajęli miejsca, a na srodku sali została ta jedna szara myszka, z która trzeba bylo cos zrobić. Gdyby w tej sytuacji dziewczynie, jako jedynej uczennicy, wypadło siedzieć przy stoliku z nauczycielkami i wykładowcami to nawet śmiałej i otwartej byłoby trudno. Wszak chodzi o nauczycieli, w stosunku do ktorych uczniowie zawsze czuja dystans, nie czuja sie w ich obecności swobodnie. A tu jeszcze ważni ludzie z zewnątrz. Zrobiło mi się żal dziewczyny. Tym bardziej, że złośliwa klasa mogła odebrać ten przypadkowy "awans" jako wyróżnienie dla kujona (pewnie tak ją nazywają). Tymczasem dalsze wyjaśnienia Autorki rozwaliły tę moją koncepcję w drobny maczek. Okazało się bowiem, że dziewczyna siedziała (można powiedzieć) przy jednym, wspólnym stole ze wszystkimi, po jednaj stronie mając znaną nauczycielkę, a po drugiej koleżankę/kolegę z klasy. Na dodatek sama sobie wybrała to miejsce. Nie wiadomo, czy wybrała świadomie, czy dlatego, że wszystkie inne były już zajęte, ale nikt jej tam nie usadził wbrew jej woli. Doprawdy, trudno miec żal do nauczycielki o złe traktowanie uczennicy, to byłby absurd. Tu akurat dosiadlo sie dwóch wykladowców (racja, równie dobrze mogli to byc piosenkarze, aktorzy albo np. mężowie nauczycielek). Gdyby dziewczyna usiadła w innej części stołu, to być może mama też zadzwoniłaby do nauczycielki z interwencją. Tym razem mogłoby chodzić o to, że córce przypadło miejsce obok Basi i Kasi, vis a vis Maciusia i Karolka, z ktorymi nie ma dobrego kontaktu bo jej dokuczają, w związku z czym straciła apetyt i wyszła z obiadu głodna. Dla mnie istotne jest to, że nauczycielka dopiero z telefonu matki dowiaduje się, że jej uczennica jest osobą chorobliwie nieśmiałą. Jednocześnie matka zaprzecza jakoby w życiu dziewczyny wydarzyło się coś niedobrego, co wywołuje taką reakcję. Nauczycielka jest zdziwiona, dopytuje o szczegóły. Nie dosyć, że sama tego dotychczas nie zauważyła u bardzo dobrej uczennicy, to jeszcze nie dostarczono jej żadnego zaświadczenia od psychologa/psychiatry, nie dostała żadnych wskazówek jak postępować z trudną uczennicą. Troskliwa matka, mając podstawy, na pewno by takie zaswiadczenie przyniosła. Jeśli takiego zaświadczenia nie było, to znaczy, że dziewczyna najprawdopodobniej nie korzysta z fachowej pomocy, a diagnoza postawiona przez matkę wynika nie ze stanu faktycznego, ale z nadopiekuńczości.

    > Nie mamy żadnych danych na temat, że dziewczyna nie stara się rozwiązywać. Może
    jest pod opieką psychologa np<

    Nie mamy też żadnych danych na temat, że dziewczyna stara sie rozwiązać ten problem, że korzysta z pomocy psychologa. Tym bardziej, że wszystko wskazuje na to, że nie korzysta.

    >.Co mieli robić nauczyciele? Zadbać o to, by osoba w szczególnej sytuacji, tzn. ta uczennica miała miejsce, które nie wywoła u niej dyskomfortu.<

    Jak sobie to wyobrażasz? poważnie pytam...



  • kora3 07.12.14, 15:05
    Matyldo - w pierwszym poście jest o tym, jak to przyjaciółka - nauczycielka opowiada wątkodawczyni o telefonie od matki chorobliwie nieśmiałej dobrej uczennicy. Potem, jak piszesz ma się pojawiać watek taki, że to od matki nauczycielka dowiaduje się o tej chorobliwej nieśmiałości dziewczyny. Mnie to przyznam, nie przekonuje. Gdyby tak było nauczycielka inaczej relacjonowałaby sytuację przyjaciółce: - Byłam zdumiona tym, co mówiła mi matka o niesmiałosci X. to normalna uczennica, wcale nie wygląda na nieśmiałą, zwłaszcza chorobliwie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 07.12.14, 16:02
    kora3 napisała:

    > Matyldo - w pierwszym poście jest o tym...<

    A weź no, Kochana, przeczytaj pierwszy post raz, a porządnie, zwróć, proszę, uwagę na to, co wyróżniłam.

    "Opowiedziane przez moją przyjaciółkę, nauczycielkę liceum. Projekt unijny, wyjazd młodzieży (większość już prawie pełnoletnia) na "zieloną szkołę", zajęcia m.in. z pracownikami uczelni, w domu młodzieży czy czymś takim. Pracownicy naukowi dojeżdżają na całodzienne zajęcia. W południe przerwa na obiad, stołówka, stoliki pięcioosobowe, miejsc "na styk" więc jedna z uczennic zostaje zmuszona usiąść przy jednym stoliku z nauczycielkami i tymi doktorami z uczelni. Panna prawie 18 lat, b.dobra uczennica, choć nieśmiała, wyraźnie izolująca się od reszty. Wieczorem telefon do mojej przyjaciółki od matki tej dziewczyny, dlaczego jej "dziecko" jest zmuszane do siedzenia przy jednym stoliku z "dwoma obcymi facetami", że tak się tym zestresowała, że nic nie zjadła big_grinDDD Przyznam, że byłam w szoku. Aha, dodam, że przyjaciółka od razu przepytała matkę skąd ten lęk, czy została kiedyś skrzywdzona itd, ale dowiedziała się że nie, po prostu dziewczyna jest "chorobliwie nieśmiała i bardzo wrażliwa" big_grinDD Pannica prawie dorosła. Niedługo pójdzie zapewne na studia. I ta "troskliwa" mamusia. Przewrażliwieni rodzice i delikatna młodzież, to zapewne temat rzeka. Nie wiem, czy to jest problem SV, ale ciekawa jestem, jak byście rozwiązali tę sytuację smile napiszę potem, jak to rozwiązała moja przyjaciółka."

    To nie nauczycielka stwierdza, że uczennica jest chorobliwie nieśmiała, ale własnie matka. Nauczycielka naprawdę była zdumiona tym, co usłyszała. Dlatego dopytywała matke o szczegóły i pewnie dlatego opowiedziała o całej sytuacji (ciekawostka) Autorce wątku.

    > Byłam zdumiona tym, co mówiła mi matka o niesmiałosci X. to normalna uczennica, wcale nie wygląda na nieśmiałą, zwłaszcza chorobliwie. <

    I moim zdaniem tak to właśnie było smile Może z jednym zastrzeżeniem. Nie, że w ogóle nie wygląda na nieśmiałą, ale, że nie wygląda na aż tak nieśmiałą. Przypominam, że to bardzo dobra uczennica. Zaliczyłam 12 lat nauki w szkole, sześć lat studiów, że o podyplomowych już nie wspomnę i nigdy na swojej drodze nie spotkałam osoby z ponad naturalną nieśmiałościa, ktora mimo to osiągałaby wyjatkowo dobre wyniki w nauce. Nawet jak miała wyjątkową wiedzę, to nieśmiałość powodowała, że nie potrafiła tej wiedzy "sprzedać".
  • kora3 08.12.14, 10:32
    matylda1001 napisała:

    , miejsc "na styk" więc jedna z uczennic zostaje zmuszona us
    > iąść przy jednym stoliku z nauczycielkami i tymi doktorami z uczelni. Panna pra
    > wie 18 lat, b.dobra uczennica, choć nieśmiała, wyraźnie izolująca się od res
    > zty.
    Wieczorem telefon do mojej przyjaciółki od matki tej dziewczyny, dlacz
    > ego jej "dziecko" jest zmuszane do siedzenia przy jednym stoliku
    > z "dwoma obcymi facetami", że tak się tym zestresowała, że nic nie zjadła


    fajnie ze to zacytowałaś Matti, bo to dokładnie potwierdza to, o czym piszę - to nauczycielka od razu przedstawia dziewczę, jako b. nieśmiałe i wyraźnie izolujące się od reszty! Jest tu też, ze dziewczyna jest zmuszona tak usiąść. Potem "okazuje się", ze panna sama tam usiadła, wcale nie jest niesmiała, tylko jej mama informuje nauczycielkę, ze jest ...Dla mnie to się kupy nie trzyma, sorry.
    To mi przypomina opowieść pani co to prokurator jej nieumówionej kazał czekaćsmile Najpierw była nieumówiona, ale na innym forum już była umówiona,smile

    Nawet jak miała wyjątkową wiedzę, to nieśmiałość po
    > wodowała, że nie potrafiła tej wiedzy "sprzedać".


    Matyldo, ja też jakieś tam szkoły pokończyłam smile i miałam do czynienia z przynajmniej kilkoma osobami wykazującymi się skrajna niesmiałoscią. Osoby te osiągały b. różne wyniki w nauce, b. dobre - również. To, czy dana osoba jest w stanie "sprzedać" swa wiedze zależy od sposoby "sprzedaży" i od tego jaką dziedzinę wiedzy zgłębia. Przez całe moje pierwsze studia w zasadzie 2 razy trzeba było wystąpić w miare publicznie - podczas "obrony" pracy przejściowej oraz podczas obrony magisterki. Przy czym publiczne wystąpienie to dość na wyrost powiedziane - wystąpienie przy zaledwie kilkunastu ludziach, mniej, albo bardziej znanych broniącemu.
    W grupie był ze mną gość nieśmiały. Na pierwszym roku prawie niewidzialny smile, potem już "widzialniejszy" ale trzymający się na uboczu, z nikim się nie kolegujący bliżej. Pisałam o nim tutaj - niestety już nie żyje. Studentem był dobrym, naprawdę. Nie był nieprzyjemny czy cos, ale nie umiał kompletnie pracować w zespole. Te studia tego nie wymagały - liczyć mogłas sobie sama smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 08.12.14, 12:57
    kora3 napisała:

    >to nauczycielka od razu przedstawia dziewczę, jako b. nieśmiałe i wyraźnie izolujące się od reszty!<

    Nie bardzo nieśmiałe, lecz tylko nieśmiałe ("b.dobra uczennica, choć nieśmiała"). Powodów izolowania się od reszty może być wiele, wystarczy mieć charakter samotnika.

    >Jest tu też, ze dziewczyna jest zmuszona tak usiąść<

    "Zmuszona" to pojęcie względne. Skoro sama to miejsce zajęła to znaczy, że nikt jej tam siłą nie posadził.

    >Potem "okazuje się", ze panna sama tam usiadła, wcale nie jest niesmiała, tylko jej
    mama informuje nauczycielkę, ze jest .<

    Bo sama usiadła, z własnej woli. Wcale nie było, że nauczycielka dopiero od matki dowiedziała sie o nieśmiałości, ale o patologicznej nieśmiałości. Była zdziwiona bo wcześniej nie zauważyła niczego, co mogłoby na to wskazywać.

    >.Dla mnie to się kupy nie trzyma, sorry<

    Dla mnie też, tylko chyba z innego powodu.

    Znałam w życiu wiele bardziej lub mniej nieśmiałych osób. Nieśmiałość objawiała się w różny sposób, ale nigdy nie spotkałam osoby chorobliwie nieśmiałej, naprawdę.
    Sama jako dziecko byłam nieśmiała. Mama opowiadała, że gdy byłam w drugiej klasie nauczycielka wyraziła się o mnie w ten sposób - dziecko zapytane odpowie na każde pytanie, ale samo za nic ręki nie podniesie. Tak było rzeczywiście, jeszcze teraz pamietam te chwile, gdy wokół mnie rósł las podniesionych rączek, że mało pani oczu nie wydłubały, a ja walczyłam sama ze sobą, bo też wiedziałam, też chciałam podnieść rękę, ale okazywało się, że moja ręka jest zawsze za ciężka wink W trzeciej klasie miałam same piątki i trójkę z... muzyki, pani powiedziała mamie, że musiała mnie jakoś ukarać, bo nie chciałam zaśpiewać piosenki, wszyscy zaśpiewali a ja odmówiłam. Głos miałam dobry, piosenke umiałam ale wstydziłam sie spiewać przy klasie. Pamiętam wiele sytuacji, ktore nie pozwoliły mi na wykazanie sie wiedzą, umiejetnościami. Taki stan trwał gdzies do czwartej klasy, potem stopniowo mi przeszło. gdybym to ja była bohaterką tego wątku, to być może moja nieśmiałość byłaby określana jako patologiczna, ja sama tak nie uważam.
  • kora3 08.12.14, 13:10
    Matyldo miła - Twoja nieśmiałość moim zdaniem była spora, ale nie patologiczna. Inna sprawa, ze w czasach Twojej i mojej edukacji nie zwracano specjalnie uwagi na takie stany u dzieci. "Wyrośnie z tego" i czesc. I przeważnie smile dzieci wyrastały. Tylko, że Ty opisujesz nieśmiałą siebie w wieku powiedzmy do 10-11 lat, a tu mowa o 18-latce. W przypadku takiej osoby skrajna nieśmiałość i wyalienowanie jest bardzo niepokojącym sygnałem. Jasne, można mieć dusze samotnika, można nie być duszą towarzystwa, ale taka reakcja 18-latki na posiłek z nieznanymi wykładowcami (także nimi, bo i znanymi sobie nauczycielami) jest najdelikatniej mówiąc nienormalna. Powodów nieśmiałości dziewczyny może być wiele: może nie akceptuje jej z dowolnej przyczyny grupa, może ma komp0leksy koszmarne jakieś, może jednak przeszła jakąś traume w dzieciństwie, może w końcu ma problemy psychiczne.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • robeenek 09.06.15, 13:53
    kora3 napisała:
    > fajnie ze to zacytowałaś Matti, bo to dokładnie potwierdza to, o czym piszę - t
    > o nauczycielka od razu przedstawia dziewczę, jako b. nieśmiałe i wyraźnie izolu
    > jące się od reszty! Jest tu też, ze dziewczyna jest zmuszona tak usiąść. Potem
    > "okazuje się", ze panna sama tam usiadła, wcale nie jest niesmiała, tylko jej
    > mama informuje nauczycielkę, ze jest ...Dla mnie to się kupy nie trzyma, sorry.


    Koro masz "nosa" smile Kiedy Vitadea zmieniła wersję tej historyjki i przyznała się do być może błędu w ocenie problemu uczennicy, uwierzyłam że nauczycielki jednak jakoś organizacyjnie tak nie nawaliły, a wątkodawczyni zrozumiała w czym problem. Potem jednak na innym forum, odkryłam post dokładnie tego samego nicka w którym nie tylko znowu szydził z tej uczennicy, ale także nie przyznawał się do autorstwa tego wątku - przedstawiając go jako założony przez kogoś innego i och, już nie pamiętała na jakim forum. Wyjątkowa skleroza wink
  • kora3 12.06.15, 01:04

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 07.12.14, 13:28
    kannama napisał:

    > Co miały robić nauczycielki? Wygonić tych nieszczęsnych doktorów od stolika?<

    Tak właśnie zrobiły.
  • minniemouse 08.12.14, 01:47
    matylda1001 napisała:
    kannama:
    > Co miały robić nauczycielki? Wygonić tych nieszczęsnych doktorów od stolika?<
    Matylda:
    Tak właśnie zrobiły.


    ale to nie znaczy ze to bylo dobre rozwiazanie.
    byly na dobrym tropie jak zestawily razem stoly. jednak i doktorow nalezalo przy nich posadzic ,
    tylko w miare z dala od zasiegu wzroku wrazliwej uczennicy - na tyle na ile optymalnie bylo to mozliwe.

    jeszcze raz podkreslam - tym razem 'pala' zostala przegieta w druga strone.

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • aldona_a 08.12.14, 09:40
    minniemouse napisała:
    > byly na dobrym tropie jak zestawily razem stoly. jednak i doktorow nalez
    > alo przy nich posadzic ,
    > tylko w miare z dala od zasiegu wzroku wrazliwej uczennicy - na tyle na ile opt
    > ymalnie bylo to mozliwe.

    Matko, czy Ty siebie Minnie czytasz? Sadzać doktorów z daleka od zasięgu wzroku uczennicy? I może jeszcze poinformować ich o tym głośno - "niech panowie siądą sobie o tutaj na rogu bo jedna taka uczennica się stresuje na wasz widok". Nie, to jakiś absurd.
  • droch 08.12.14, 10:02
    Im dłużej czytam ten wątek, tym bardziej jestem przerażony "empatią po trupach".
    Aż boję się zapytać, jakie rozwiązanie można zaproponować, gdyby jeden z doktorantów był czarnoskóry albo korzystał z wózka inwalidzkiego.
  • aldona_a 08.12.14, 10:59
    droch napisał:

    > Im dłużej czytam ten wątek, tym bardziej jestem przerażony "empatią po trupach"
    > .
    > Aż boję się zapytać, jakie rozwiązanie można zaproponować, gdyby jeden z doktor
    > antów był czarnoskóry albo korzystał z wózka inwalidzkiego.

    To byli doktorzy już, zdaje się smile a co do pozostałych kwestii, racja. Przeraziła mnie propozycja minnie, żeby panów doktorów usadzić z dala od wzroku "wrażliwej dziewczynki"...
  • kora3 08.12.14, 11:36
    Sorry, ale dla mnie ten watek zaczyna nabierać absurdalnych "kolorów".
    Swoją droga - mówi się na te młodzież, a jakie te dzieci mają być, skoro nauczyciele tacy - niewrażliwi, niedouczeni, niekulturalni ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aldona_a 08.12.14, 12:33
    Na forum niektóre porady też porażają brakiem pomyślunku...
  • kora3 08.12.14, 12:39
    trudno się z Toba nie zgodzić....
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 08.12.14, 13:06
    kora3 napisała:

    > Sorry, ale dla mnie ten watek zaczyna nabierać absurdalnych "kolorów". <

    Juz dawno nabrał.

    >Swoją droga - mówi się na te młodzież, a jakie te dzieci mają być, skoro nauczyciele tacy - niewrażliwi, niedouczeni, niekulturalni ...<

    To prawda, ze tu akurat nauczyciele pokazali młodzieży jak nie należy się zachowywać (wykładowcy) ale nie dostrzegam żadnych uchybień w stosunku do uczennicy.
  • kora3 08.12.14, 13:27
    Matyldo, o ile mnie wiadomo nauczyciel (nie akademicki, tylko "zwyczajny") musi poza przygotowaniem merytorycznym (z zakresu dziedziny, której naucza) mieć także przygotowanie pedagogiczne. Dla mnie jest nieprawdopodobne, by osoba mająca takie przygotowanie NIE ZAUWAZYŁA, iż jedna z uczennic ma taki problem, jak ta dziewczyna. Ogólnie problem, a nie z jedzeniem w towarzystwie tego, czy owego.


    Co do potraktowania wykładowców, też "pięknie" się panie nauczycielki popisałysad
    Ale mnie to już az tak w przypadku tej grupy zawodowej nie zaskakuje - niestety sad
    Miałam kiedyś okazję niezbyt miłą zobaczyć, jak się panie nauczycielki potrafią zachować. Pewna szkoła średnia realizowała projekt dość ciekawy i dyrektor poprosił mnie o nagłośnienie tego. Przyszłam do niego, a on mnie skierował do nauczycielki, która się projektem bezpośrednio zajmowała. No ok, ide do pracowni, w której miałam panią zastać. Pukam, wchodzę, pani ok. 30 -stki, czyli ode mnie młodsza z 10 lat. Pozdrawiam panią i pytam czy zastałam pania o jaką mi chodzi. - Tak, to ja, ale nie mam czasu. Czytać pani nie umie? Na drzwiach PISZE (zgroza - nauczyciel polskiego!) kiedy są konsultacje dla rodziców! Proszę sobie przeczytać! Poinformowałam panią, że czytać umiem akurat, ale rodzicem nie jestem, wiec byłoby niegrzecznie zajmować czas dla nich przeznaczony. Nazywam się tak i tak i przysłał mnie dyrektor w związku z projektem. Pani z chamki natychmiast stała się anielicą, cała w uśmiechach była smile Projekt naprawdę był ciekawy, ale mnie tak zniechęciła ta pani, że czym prędzej zrobiłam co musiałam i poszłam stamtąd.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • e-matka.polka 08.12.14, 15:09
    ora3 napisała:
    > Co do potraktowania wykładowców, też "pięknie" się panie nauczycielki popisały

    Łatwo krytykować, a co niby miały te nauczycielki zrobić? Masz jakąś inną propozycję? Może wyrzucić uczennicę ze stołówki? Poza tym, napisałam w poprzednim poście, jaki mógł być jeszcze inny powód do nieuczestniczenia w obiedzie tych wykładowców.
  • kora3 08.12.14, 15:22
    Nauczycielki powinny poprosić obsługę o taka reorganizację stołówki, by nikomu nie brakło miejsca oraz zadbac, by uczennica majaca problem nie usiadła p0rzypadkiem na miejscu w pobliżu wykładowców. Nie wierze w to, ze dla ludzi przynajmniej w dolnej granicy normy intelektualnej było to nie do zrobienia
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • e-matka.polka 08.12.14, 15:26
    kora3 napisała:

    > Nauczycielki powinny poprosić obsługę o taka reorganizację stołówki, by nikomu
    > nie brakło miejsca oraz zadbac, by uczennica majaca problem nie usiadła p0rzypa
    > dkiem na miejscu w pobliżu wykładowców. Nie wierze w to, ze dla ludzi przynajm
    > niej w dolnej granicy normy intelektualnej było to nie do zrobienia

    Tak jak już pisałam, mogło być tak że to panowie przyszli w pierwszym dniu na ten obiad bez zaproszenia, wprawiając nauczycieli w zakłopotanie, może im się wcale nie należał (wykładu za darmo nie prowadzili, byli miejscowi).
  • kora3 08.12.14, 15:34
    raczej mało prawdopodobne Ematko, ale istotnie niewykluczone.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 09.12.14, 20:05
    kora3 napisała:

    > Dla mnie jest nieprawdopodobne, by osoba mająca takie przygotowanie NIE ZAUWAZYŁA, iż jedna z uczennic ma taki problem, jak ta dziewczyna.<

    No właśnie ja tez nie mogę sobie tego wyobrazić. Może dlatego przypuszczam, że problemu mogło nie być. Naprawdę, nawet przez chwilę nie pomyślałaś o tym, że to matka mogła wyolbrzymić problem? Może jest nadopiekuńcza, a może ma problemy psychiczne? Niektóre matki bardzo nie lubią jak ich dzieci dorastają bo one zaczynają się czuć niepotrzebnymi. Wolą zrobić z nastolatka bezradną niemotę niż przyjąć do wiadomości, że pewien etap wychowania maja już za sobą. Tu bardzo mi to pasuje.

    > Ale mnie to już az tak w przypadku tej grupy zawodowej nie zaskakuje - niestety<

    Masz szczęście, że nie musiałaś chodzić na wywiadówki smile
  • minniemouse 09.12.14, 22:51
    matylda1001 napisała:
    No właśnie ja tez nie mogę sobie tego wyobrazić. Może dlatego przypuszczam, że problemu mogło nie być. Naprawdę, nawet przez chwilę nie pomyślałaś o tym, że to matka mogła wyolbrzymić problem? Może jest nadopiekuńcza, a może ma problemy psychiczne?

    A ja moge Matyldo, czytajac tutejsze wpisy.
    jakos jedynie Kora, Nchyb, ja i moze jeszcze ktos - jesli go pominelam to przepraszam - jest z stanie zrozumiec ze mamy do czynienia z niesmialoscia patologiczna.
    ciekawi mnie np czy ktos w ogole zadal sobie trud aby poczytac na temat tego typu zaburzen emocjonalnych, czy mial w ogole chec rozwinac swoje horyzonty w tej dziedzinie
    - bo jakos nie wydaje mi sie.
    Nie, tutejsze wpisy utwierdzaja mnie w przekonaniu ze zmysl obserwacyjny ogolnie w spoleczenstwie jest kiepski, chec poznania glebiej jakiegos problemu praktycznie nie istnieje,
    nie dziwota wiec ze gdy w takiej zielonej szkole pojawi sie jedna mloda panna cierpiaca na zaburzenie emocjonalne swoim natezeniem odbiegajace od normy,
    to nie tylko ze nikt tego nie zauwazy, ale nie stara sie nawet zrozumiec.

    co do matki - juz pisalam - ze moze odwrotnie- moze wie ze corka ma powazny problem i sie moze np leczy?, i dzwonila aby zapobiec gorszym problemom - np ataku paniki? koniecznoci wezwania pogotowia w koncu?
    i dzwonila nie z przewrazliwienia a znajomosci tematu. moze w ten sposob...


    dodatkowo tutaj cala sprawe zamula fakt iz w koncu nie poradzono sobie z posadzeniem
    owych doktorow.
    niektorzy maja problem z rozrozniem tych dwoch sytuacji i lacza je w calosc, gdy tymczasem to sa dwa odrebne problemy. uczennica to problem emocjonalny, psychologiczny ,
    sprawa taktu i wyczucia, specjalnej troski,
    panowie doktorzy - zwykly SV, i dyplomacja.

    Minnie


    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • asia.sthm 07.12.14, 13:27
    Koro, to jest jeden z najlepszych twoich postow, az przyjemnie sie zrobilo.

    Cofam to co napisalam ci niegrzecznie w innym watku - wykazujesz sie ogromna wrazliwoscia...z wyjatkiem w stosunku do mlodych matek z malymi dziecmi, a nie, ojcow czasem tez big_grin
    Duze dzieci nie budza w tobie zlych uczuc, brawo.


    Przepraszam autorke watku za skrecanie tematu.
    --
    po prostu, prosto z mostu...
  • kora3 07.12.14, 14:37
    Asiu, mam na swoim koncie bardzo wiele wdzięcznych mi rodziców dzieci w różnym wieku. Czasem widzę łzy radości i samej też mi się łezka w oku kreci. Chodzi przeważnie o rodziców dzieci chorych, niepełnosprawnych, ciężko przez los doświadczonych. Dla takich chwil warto się nie wyspać, warto popracować ponad to, co musi się robić smile
    Taka postawa u mnie nie dotyczy tylko dzieci, ale w ogóle ludzi, którzy potrzebują pomocy - nie samego współczucia, ale realnej pomocy...
    Tak czy owak - nie wiem skad bierze się przekonanie, że osoba, która nie uważa z gruntu rodzica z małym dzieckiem za bóstwo nie lubi dzieci. Ja p. bardzo lubię, z wzajemnością dodam. I jak podkreślałam, uważam, ze należa się im przywileje i udogodnienia.

    Dodam, że większość rodziców małych dzieci, z jakimi mam się okazję stykac z wdziecznoscią i życzliwością przyjmuje taka postawę. Jednakowoż bycie za przywilejami dla rodziców małych dzieci nie oznacza u mnie, ze maja oni prawo do dowolnego traktowania otoczenia, bo "mają dziecko". Nie zawazam, by taka postawa była dominujaca u rodziców, ale się zdarza i ja tego nie pochwalam. Podobnie, jak nie pochwalam postawy "bo ja tak mam" u przedstawicieli dowolnej grupy społecznej.
    W tym opisywanym przypadku - gdyby szło o osobę w normie emocjonalnej, która poskarżyła się mamie, ze musiała jesc ze "starymi dziadami" koło 40-stki i jej niedobrze było, to odesłałabym te dziewczynę wraz z mamusią do diabła - czy TERAZ już pojmujesz?
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • droch 07.12.14, 22:01
    Przykład z klaustrofobią bardzo dobry.
    Jakie wówczas mogłoby być przykładowe rozwiązanie? Nauczycielka z tą jedną uczennicą idą schodami, reszta grupy z drugą nauczycielką - udają się w górę windą.
    Rozwiązanie, że wszyscy korzystają ze schodów (za karę?) - odrzucam.
    Można to przełożyć też na sytuację posiłkiem.
    Do czego zmierzam - szukajmy sposobu, żeby pomóc osobie z problemem (ale nic na siłę) i jednak nie zmieniajmy dla niej całego świata.
  • felisdomestica 08.12.14, 01:51
    W takim razie trzeba ją trzymac pod kloszem. Skoro jest taka chorobliwie nieśmiała, to jakim cudem dała sie wysłać na zieloną szkołę? Mogła zostać w domu, przecież taki wyjazd nie jest obowiązkowy.
    A w ogóle twoja (i nie tylko twoja) zdolność do nadinterpretacji jest ogromna. Od słowa do słowa zrobiliście z dziewczyny osobę z poważnymi zaburzeniami na podstawie opowieści z drugiej ręki. A mnie się wydaje, że osoby nieśmiałe nie skarżą się mamusi przez telefon, jak to zostały potraktowane. To mi raczej wygląda na dziecinadę...
  • minniemouse 08.12.14, 02:17
    felisdomestica napisała:
    A mnie się wydaje, że osoby nieśmiałe nie skarżą się mamusi przez telefon, jak to zostały potraktowane.

    wiesz no, jesli zalozymy ze autor/ka watku pisze klamstwa to wszelkie dyskusje a nawet forumy sa pozbawione sensu.

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • gazeta_mi_placi 08.12.14, 09:26
    Matka to najbliższa osoba, dlaczego córka, nawet nieśmiała ma się niby nie zwierzać akurat matce? Właśnie osoba nieśmiała prędzej poskarży się osobie najbliższej np. matce niż dość obcej nauczycielce.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • tobestudent 10.12.14, 19:00
    kilka razy, w ramach zajęć. To były wyjazdy całodniowe. Co prawda jedli z nami bo nie mieli wyjścia, ale ani my studenci, ani oni (chyba) nie czuliśmy się komfortowo przy wspólnym stole.
  • kora3 11.12.14, 08:36
    Mam pytanie płynące z czystej ciekawości: dlaczego?
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • azm2 10.12.14, 19:28
    vitadea napisał(a):
    "Opowiedziane przez moją przyjaciółkę, nauczycielkę liceum. Projekt unijny, wyjazd młodzieży (większość już prawie pełnoletnia) na "zieloną szkołę", zajęcia m.in. z pracownikami uczelni..."

    A teraz poczytajcie kilka uwag na temat tej historii z punktu widzenia pracownika uczelni:
    forum.gazeta.pl/forum/w,87574,155785119,,Przy_jednym_stole_z_pracownikiem_uczelni_.html?v=2
  • minniemouse 11.12.14, 06:00
    azm2 napisał:
    > A teraz poczytajcie kilka uwag na temat tej historii z punktu widzenia pracowni
    > ka uczelni:
    > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,87574,155785119,,Przy_jednym_stole_z_pracownikiem_uczelni_.html?v=2 przy jednym stole z pracownikiem uczelni


    jak zauwazylam to w przytoczonym watku wiekszosc glosow popiera moja opinie o niekompetencji personelu ktory nie chce widziec i nie chce interweniowac w ewidentne problemy z uczennica.

    zauwazylam rowniez ze niektorym, jak np Aldonie, nawet obszerne tlumaczenie iz dziewczyny niesmialosc jest ponad przecietna i czyli patologiczna i absolutnie nie ma porownania do przecietnej niesmialosci
    to nawet wielokrotne wytluszczenie tego faktu nie jest a stanie przebic ich uhm.. umyslowego zaparcia sie. how very unfortunate.
    (co za szkoda, a to przykre)

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • aldona_a 11.12.14, 08:12
    minniemouse napisała:
    > jak zauwazylam to w przytoczonym watku wiekszosc glosow popiera moja opinie o n
    > iekompetencji personelu ktory nie chce widziec i nie chce interweniowac w ewide
    > ntne problemy z uczennica.

    Wiele głosów popiera, wiele jest przeciw. No i...?

    > zauwazylam rowniez ze niektorym, jak np Aldonie, nawet obszerne tlumaczenie iz
    > dziewczyny niesmialosc jest ponad przecietna i czyli patolog
    > iczna
    i absolutnie nie ma porownania do przecietnej niesmialosci
    > to nawet wielokrotne wytluszczenie tego faktu nie jest a stanie przebi
    > c ich uhm.. umyslowego zaparcia sie.

    Minnie, ale każdy ma prawo do własnego zdania. Ja np. bym nigdy nie postąpiła jak ta matka z tą dziewczyną, po prostu bym się wstydziła. Tak jak i też nie uważam, jakoby owej dziewczynie straszna krzywda się stała. Jednak to Ty (i nikt inny) zbudowałaś wokół tej historii, groteskowo tragiczno-paniczną fabułę.

    how very unfortunate.
    > (co za szkoda, a to przykre)

    Oj, nie musisz mi tłumaczyć angielskiego smile język ów znam jak swój ojczysty. Ale skoro Ci to poprawia samopoczucie, to ok smile

    PS. Ten sam wątek, ktoś podlinkował na forum emama. Podobnie jak i tu, wzbudził on spore poruszenie. Tyle że tam, prawie wszystkie matki ostro skrytykowały tę mamusię. Zresztą sobie poczytaj: tu link
  • kora3 11.12.14, 08:42
    Aldono- nie tylko Minnie uważa, że dziewczyna ma poważny problem - ja też tak uważam. Przecietny człowiek w tym wieku tak nie reaguje nawet na dyskomfortową dlań sytuację.
    Ty powiadasz, ze byś się wstydziła powiedzieć nauczycielce ze sprawa z córką została zawalona. No może. Ale generalnie nawet jeśli jakiś problem jest wstydliwy, to są sytuacje, gdy TRZEBA O TYM POWIEDZIEĆ.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aldona_a 11.12.14, 09:03
    Koro, tak jak już mówiłam, każdy ma prawo do własnego zdania. Podobnie jak ja, uważa też np. Matylda i kilka innych osób. Podobnie jak Ty, uważa Minnie. I co w związku z tym?
    I tak, ja bym się wstydziła ingerować do nauczycielki w imieniu mojej dorosłej, 18-letniej córki. A jako córka, to bym się chyba pod ziemię ze wstydu zapadła gdyby mi matka taki numer wycięła.
    Jednakowoż nie uważam, jakoby dziewczyna doznała jakiejś szczególnej traumy siedząc przy stole z dwoma pracownikami akademickimi. Wcale nie tak izolowana od reszty, jak się okazuje. I też nie widzę u niej jakiegoś patologicznego wycofania (gdyby tak było to by zapewne na tę zieloną szkołę wcale nie pojechała), owszem, jest nieśmiała, ale może jej się jeden z panów doktorów bardzo podobał i tak zareagowała, tego nie wiemy smile
    Myślę, że największy problem w tej sytuacji to nadopiekuńcza mamusia-panikara, i panie nauczycielki. Ale nie dlatego, że nie "przesadziły" dorosłej panny, ale dlatego, że wyprosiły ze stołówki tych dwóch doktorów.
  • kora3 11.12.14, 09:26
    Aldono, z całym szacunkiem, ale chyba się nie rozumiemy. Ja TAKZE uważam, ze dla 18-latki siedzieć podczas posiłku z całkowicie nieznajomymi ludźmi to nic takiego. Będac młodszym dzieckiem (ok. 15 lat) podróżowała kawał drogi samolotem sama z obcymi ludźmi i nie czułam żadnego dyskomfortu. Tu mowa jednak o osobie szczególnej i to zdaje się cały czas Tobie i osobom myslacym podobnie, jak Ty umyka.

    Moim zdaniem watkodaczywni, albo jej kolezanka na potrzeby tego watku dodaje szczegóły, które zmieniają znacznie sytuację. Na pozcatku było o tym, że nauczycielka miała swiadomosc, iż idzie i skrajnie wycofaną i b. nieśmiałą uczennicę, potem jest o tym, że to mama dziewczyny ja uświadamia iż jej córka właśnie taka jest. Dla mnie to wygląda na naciąganie historii. a wiesz dlaczego? Dlatego m.in., ze gdyby ta dziewczyna była tylko troszkę niesmiała, za to miała przewrazliwiona matkę, to za Chiny ludowe nie opowiadałaby tej matce o tym z kim siedziała i ze w związku z tym nie jadła! Wiedzac, ze matka robi aferę z niczego powiedziałaby, ze wszystko ok i w ogóle super wyjazd, a nie wdawała się w takie szczegóły.
    Ta dziewczyna MA problem i nauczyciele go zignorowali - nie na tym wyjeździe, ale w ogóle.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 12.12.14, 23:11
    kora3 napisała:

    >Na pozcatku było o tym, że nauczycielka miała swiadomosc, iż idzie i skrajnie wycofaną i b. nieśmiałą uczennicę<

    Wcale nie o bardzo nieśmiałą, tylko o nieśmiałą, i nie o skrajnie wycofaną, ale wyraźnie izolującą się od reszty.

    > potem jest o tym, że to mama dziewczyny ja uświadamia iż jej córka właśnie taka jest. <

    Wcale nie potem, tylko w tym samym poście.

    Koro, przed faktami nie uciekniesz.
  • kora3 13.12.14, 00:05
    Matyldo - powiem tak - z racji chociażby zawodu mam okazję często wysłuchiwać relacji ludzi. Mówia o czyms, co jak tu dla mnie nie jest problemem, ale jest dla nich. I Jeśli ktoś przyjmuje za FAKT, że jakieś dziewczę jest b. nieśmiałe i wyizolowane, to musi mieć tego swiadomosć (vide: przyjaciólka watkodawczyni), inaczej brzmiałoby to inaczej.
    W kwestii tego zmuszania: "jest zmuszona" (relacja watkodawczyni za jej przyjaciółką) - nie odebrałam tego, jako zmuszenie ze strony nauczycieli, tylko zmuszenie sytuacją - sa młodzieżowe stoliki, ale brakuje miejsca. Osoba lubiana niealienowana z grupy spokojnie mogłaby liczyć na to, że ludzei się ścieśnią, dostawia krzesło itd. Ta dziewczyna przyszła do tego stołu, bo nie miała innego wyjścia - ludzie posiadali grupkami, nie było WOLNEGO miejsca, to co miała robić? Widocznie ma w tej grupie rówieśniczej takie "układy", ze nikt nie zadbał o miejsce dla niej, ani nikt nie zaproponował "dostawki" - czyli była zmuszona siadać z nauczycielami.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 13.12.14, 11:23
    kora3 napisała:

    > Matyldo - powiem tak - z racji chociażby zawodu mam okazję często wysłuchiwać relacji ludzi<

    Znam problem, rozumiem.

    > W kwestii tego zmuszania...<

    ...zgadzam się, z pewnym zastrzeżeniem. Dziewczyna nie usiadła (świadomie) przy stole nauczycielskim, ale zajęła pierwsze wolne miejsce, jak widać najbliżej grupy. Założyłam, ze to stolik pierwszy albo ostatni, tylko te dwa mogły byc pięcioosobowe. Nie sądzę, żeby nauczycielki siedziały przy stole już w chwili, gdy wybierała to miejsce. To raczej logiczne, a wspomniałam o tym zmuszaniu, bo już zaczęły pojawiać się sugestie (wprawdzie nie tymi słowami ale jednak), że nauczycielki wybrały sobie tę konkretną dziewczynę i posadziły obok siebie.
  • kora3 13.12.14, 11:38
    To nadal pokazuje, że dziewczyna w widoczny sposób jest wyizolowana z grupy Matyldo - zajęła ona miejsce przy PUSTYM stole. Zatem tam, gdzie już ktoś siedział nie chciano jej, albo ona nie chciała tam siedzieć. Czyli nadal problem jej izolacji jest/ powinien być widoczny dla nauczycieli.
    Ja po prostu Matyldo nie wierzę, ze nauczyciele mający od ok. 2 lat kontakt z uczennica nie widza, ze jest wyizolowana i b. niesmiala. I tu upatruje problemu, nie w tym nieszczęsnym siedzeniu z wykładowcami.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 13.12.14, 14:50
    kora3 napisała:

    >Ja po prostu Matyldo nie wierzę, ze nauczyciele mający od ok. 2 lat kontakt z uczennica nie widza, ze jest wyizolowana i b. niesmiala.<

    Bardzo dobrze, ze nie wierzysz, ja też nie wierzę, bo to w ogóle nie jest możliwe. Tylko, że Ty uważasz, że nie zauważyly dlatego, że źle się przyglądały, albo zauważyły, a nie potraktowały poważnie. Ja uważam, że nie zauważyły, bo nie miały czego zauważyć. Jakos tak Ci pasuje twierdzić, że nauczycielki uważały uczennicę za osobę bardzo nieśmiałą. Po raz już nie wiem który pozwolę sobie zaprotestować, bo uważam, że to ważne. Nie nazwały jej bardzo nieśmiałą, lecz tylko nieśmiałą, prawdopodobnie na tle klasy, która mogła składać się z jednostek wyjątkowo przebojowych. Powody izolowania się tej dziewczyny też mogły być rózne, mogły wynikać z jej nieśmiałości, ale równie dobrze z wygórowanej samooceny. Przyczyna mogła być też mamusia. Wydaje Ci się, że wcześniej nie interweniowała u nauczycieli, wcale nie musiała. Wystarczy, że zachowywała się jak moja ciotka (napisałam o niej w tym wątku) , wystarczy, że jeden raz ośmieszyła córkę w oczach koleżanek i kolegów. Wątpię żeby nauczyciele wiedzieli o tym, że ciotka przyniosła synowi obiad do szkoły i kazała mu jeść na okiennym parapecie. Mogli tylko zauważyć, że Krzysiek jest nieśmiały i wyraźnie izoluje się od klasy. Mogli też zauważyć, że jest wyśmiewany przez klasę. Ciotka do nauczycieli nie chodziła bo nie dostrzegła powodu. Krzysiek uczył się bez zastrzeżeń i nie sprawiał problemów wychowawczych. Za to był zdominowany przez matkę tak, ze mówił jej o wszystkim. Wolał sam, niż miałaby się skądś dowiedzieć, a dowiedziałaby się na pewno. Taki typ. Jakoś mi te dwie sprawy wyjątkowo pasuja.
    Jedno wiem z pewnością, osoba patologicznie nieśmiała nie jest w stanie być bardzo dobrą uczennicą. To niemożliwe z medycznego punktu widzenia.
  • kora3 13.12.14, 15:34
    Noi właśnie nauczyciele widzac, ze Krzysiek jest wyizolowany i wyśmiewany POWINNI zareagować! Naprawdę tego nie zauważasz Matti?sad
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 14.12.14, 02:29
    kora3 napisała:

    > Noi właśnie nauczyciele widzac, ze Krzysiek jest wyizolowany i wyśmiewany POWINNI zareagować! Naprawdę tego nie zauważasz Matti?sad<

    Jak mieli reagować, skoro nie działo się nic, co wymagało ich interwencji? Nie sądzę, żeby wiedzieli co legło u podstaw problemu bo sytuacja ta miała miejsce w pierwszych dniach pierwszej klasy. Wtedy jeszcze nikt nie informuje nauczycieli, nie donosi. Ja dowiedziałam sie o tym dlatego, że Krzyś jest moim rówieśnikiem i w jego klasie w technikum uczył się mój kolega z podstawówki. To był jeden z nielicznych chłopaków w klasie, który Krzyśkowi nie dokuczał a nawet często go bronił. Być może ze względu na mnie bo na etapie szkoly średniej też się przyjaźniliśmy. Zresztą nie były to jakies ostre akcje, ale różne przykre docinki. Krzysiek nie miał dżinsów a wszyscy chłopcy z klasy mięli. Nie miał, bo cioteczka orzekła, że dżinsy noszą łobuzy. Jednak nawet ja widziałam, że w spodniach z materiału, o kroju pasującym raczej do garnituru, za krótkich (żeby się nie szargały) Krzyś wyglądał jak pajac. No i co mieliby zrobić w tej sytuacji nauczyciele... złożyc sie na dżinsy dla ucznia? Nawet gdyby mu kupili, to mamusia też nie pozwoliłaby mu ich nosić.
  • minniemouse 14.12.14, 03:09
    matylda1001 napisała:
    Jednak nawet ja widziałam, że w spodniach z materiału, o kroju pasującym raczej do garnituru, za krótkich (żeby się nie szargały) Krzyś wyglądał jak pajac. No i co mieliby zrobić w tej sytuacji nauczyciele... złożyc sie na dżinsy dla ucznia? Nawet gdyby mu kupili, to mamusia też nie pozwoliłaby mu ich nosić.

    Co mieli robic ?
    np. wziac dzieci na strone i wytlumaczyc im ze nie wolno sie smiac z kogos i mu dokuczac dlatego ze ma inne spodnie lub jest inny,
    i ze jesli mimo to beda sie smiac to dostana pale z zachowania lub ze wezwa rodzicow do szkoly na rozmowe.
    nie wszystkie dzieci sa 'wredne' i dokuczaja, zwykle jest to garstka prowodyrow w klasie
    i wystarczylo tych usadzic, i juz oni by nadali ton reszcie.
    zawsze tak jest.

    mozna tez bylo wziac na strone Krzysia i mu wytlumaczyc mu skad sie bierze takie zachowanie
    jak sie przed tym bronic, i podbudowac mu tym self esteem.
    nawet wezwac matke i chociaz probowac wytlumaczyc ze w ten sposob naraza dziecko na szykany ze strony rowiesnikow - jesli istniala iskra szansy ze to pomoze.

    Duzo mogli zrobic Matyldo tylko zechciec trzeba bylo a nie siedziec na rekach...

    Minnie

    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • kora3 14.12.14, 09:30
    Było do zrobienia jeszcze parę "tricków" pedagogicznych, ale trzeba było mieć chęć i wiedzę na temat, a nie tylko myśleć, jak odwalic swoje i iśc do domu
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 14.12.14, 17:41
    minniemouse napisała:

    > np. wziac dzieci na strone i wytlumaczyc im ze nie wolno sie smiac z kogos i mu dokuczac dlatego ze ma inne spodnie lub jest inny,<

    Minnie, to była pierwsza klasa, ale nie w podstawówce tylko w technikum smile

    >> mozna tez bylo wziac na strone Krzysia i mu wytlumaczyc mu skad sie bierze takie zachowanie<

    Tak, jakby 15 letni, inteligentny Krzyś sam tego nie wiedział.

    >zwykle jest to garstka prowodyrow w klasie i wystarczylo tych usadzic, i juz oni by nadali ton reszcie.<

    Jasne smile zaczeliby spędzac zKrzyśkiem czas wolny, zapraszaliby go na imprezy, przyjmowaliby jego zaproszenia. No, sielanka by była.


    --
    .
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie.
  • droch 14.12.14, 23:49
    I może nawet jego spodnie uznaliby za 'cool'...
    Myślę, że do niektórych nie dociera, że dopóki w samym zainteresowanym nie wydarzy się przemiana, to w grupie zawsze będzie miał status outsidera. I pedagogiczne pogadanki, nawet wykonane według podręcznika, tego nie zmienią.
  • minniemouse 15.12.14, 00:31
    droch napisał:
    Myślę, że do niektórych nie dociera, że dopóki w samym zainteresowanym nie wydarzy się przemiana, to w grupie zawsze będzie miał status outsidera. I pedagogiczne pogadanki, nawet wykonane według podręcznika, tego nie zmienią.

    i to ma byc w/g ciebie powod dla ktorego wolno a nawet najwyrazniej nalezy
    tolerowac nekanie takich "outsiderow"??

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • droch 15.12.14, 19:05
    Nieprzyjęcie do "paczki" to żadne nękanie.
    Nie możesz nikogo zmusić, żeby kogoś innego polubił.

    W przypadku wyizolowanego kolegi / koleżanki nie może być pobłażania dla ewidentnej złośliwości czy znęcania się. Jednak interwencja nauczyciela w przypadku, gdy np. kilka osób umawia się na imprezę bez "outsidera" jest zupełnie bezcelowe, a nawet może przynieść odwrotny skutek.
    Rozwijając swoją myśl - osoba nieśmiała i wyizolowana musi udowodnić grupie swoją przydatność. I w tym może jej pomóc wykwalifikowany pedagog.
  • minniemouse 17.12.14, 02:39
    droch napisał:
    Nieprzyjęcie do "paczki" to żadne nękanie.
    Nie możesz nikogo zmusić, żeby kogoś innego polubił.


    prosze wskaz w ktorym miejscu napisalam ze nieprzyjecie do paczki to nekanie lub ze mozna kogos zmusic do polubienia innej osoby.

    Rozwijając swoją myśl - osoba nieśmiała i wyizolowana musi udowodnić grupie swoją przydatność. I w tym może jej pomóc wykwalifikowany pedagog.

    moze takiej,
    moze i powinna tez reagowac na uczniow ktorzy np. wolaja za Krzyskiem "te, ojciec, przez rzeke szedles?"

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • minniemouse 15.12.14, 00:27
    matylda1001 napisała:
    Minnie, to była pierwsza klasa, ale nie w podstawówce tylko w technikum

    no i co z tego?
    to znaczy ze wychowywanie sie skonczylo bo maja 15 lat?
    chyba ich zachowanie swiadczy o tym ze jednak nie wiedza ze nie nalezy sie wysmiewac
    z kolegi bo ma idiotyczne spodnie.
    poza tym, to glownie chodzi o to aby wiedzieli ze 'autorytet' zauwazyl i zwrocil uwage na dokuczanie uczniowi, a co najistotniejsze - nie zgadza sie na to i koryguje takie zachowanie.
    tymze samym, uczy wlasciwych postaw moralnych.

    niestety, tu twoi nauczyciele dali pelny blamaż.

    Tak, jakby 15 letni, inteligentny Krzyś sam tego nie wiedział.

    nie, nie wie. oczywscie ze nie wie. skad niby ma wiedziec?
    ktos komu sie wiecznie do glowy wbija - a zwlaszcza rowiesnicy ktorych zdanie jest najwazniejsze - ze jest niczym - ma bardzo niskie poczucie wartosci.
    wytlumacz mi Matyldo dlaczego wobec tego dzieci narazone na bullying popelniaja samobojstwa, skoro poczucie wlasnej wartosci to takie "wiadome"??
    i wlasnie rola dobrego nauczyciela jest umiec takie dziecko - niewazne czy jest 1 klasie szkoly
    podstawowej czy technikum - wziac w opieke i wytlumaczyc mu, iz wbrew temu jak go dzieci traktuja jest wartosciowym czlowiekiem i aby wierzyl w siebie.

    Jasne smile zaczeliby spędzac zKrzyśkiem czas wolny, zapraszaliby go na imprezy, przyjmowaliby jego zaproszenia. No, sielanka by była.

    Oczywscie ze by tak nie bylo. ale zrobiliby dobra robote jakby uwolnilli Krzysia od tego nekania.
    to juz by bylo dobrze, jak by go zostawili w spokoju.

    Proponuje Matyldo abys zrobila eksperyment i przez chociaz tydzien bardzo uwaznie obserwowala
    swoich uczniow. ciekawe czy zauwazysz cos wiecej niz do tej pory.
    i jakie wnioski z tego wyciagniesz.

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • matylda1001 15.12.14, 15:56
    minniemouse napisała:

    >to glownie chodzi o to aby wiedzieli ze 'autorytet' zauwazyl <

    Ten cudzysłów to chyba nieprzypadkowy, prawda? wink

    > Proponuje Matyldo abys zrobila eksperyment i przez chociaz tydzien bardzo uwaznie obserwowala swoich uczniow<

    Nic z tego, Kochana smile nie mam uczniów, nie jestem nauczycielką. Bóg ustrzegł smile
    --
    .
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie.
  • minniemouse 17.12.14, 02:52
    matylda1001 napisała:
    Ten cudzysłów to chyba nieprzypadkowy, prawda?

    'autorytet' - zeby nie bylo watpliwosci - chodzilo mi o podkreslenie waznosci slowa.
    ze oto zle traktowanie kogos odstajacego od normy zauwazyl ktos b. wazny i nie akceptuje zlego postepowania.

    mam nadzieje ze rozproszylam watpliwosci.

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • matylda1001 17.12.14, 22:04
    minniemouse napisała:

    > ze oto zle traktowanie kogos odstajacego od normy zauwazyl ktos b. wazny i nie akceptuje zlego postepowania. mam nadzieje ze rozproszylam watpliwosci.<

    Minnie, ja wiem, co miałaś na myśli, tylko że obecnie większość uczniów, w większości nauczycieli nie dostrzega kogoś bardzo ważnego ani tym bardziej autorytetu i mają w 'głębokim poważaniu' to, czy nauczyciel akceptuje, czy nie ich postępowanie. Za naszych czasów nauczyciel, jeśli nawet nie zasługiwał na miano autorytetu, to przynajmniej liczono się z jego zdaniem z konieczności. Teraz jest inaczej. Nauczyciele są inni niż kiedyś i uczniowie też. W wychowawczą rolę szkoły to chyba nawet minister oświaty nie wierzy. Powodów takiego stanu rzeczy jest zapewne wiele. Myślę, że jednym z najważniejszych jest ten, że nauczyciel, tak naprawdę niema w szkole zbyt wiele do powiedzenia, natomiast większość rodziców prezentuje stosunek roszczeniowy - szkoła dla ucznia a nie uczeń dla szkoły. Moim zdaniem powinno być 50/50.
    --
    .
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie.
  • minniemouse 18.12.14, 02:15
    matylda1001 napisała:
    . W wychowawczą rolę szkoły to chyba nawet minister oświaty nie wierzy. Powodów takiego stanu rzeczy jest zapewne wiele.

    w większości nauczycieli nie dostrzega kogoś bardzo ważnego ani tym bardziej autorytetu i mają w 'głębokim poważaniu' to, czy nauczyciel akceptuje, czy nie ich postępowanie.

    Moze wlasnie dlatego ze najwyrazniej samym nauczycielom sie nie chce wykazac wiecej niz minimum wymaganego od nich obowiazku, a moze i nie tyle nawet?
    skoro okazuje sie to niemozliwe aby grupa nauczycieli poradzila sobie z jedna uczennica wymagajca szczegolnej opieki. albo nie potrafia, co jest zle, albo im sie nie chce, co jest zle, albo i jedno i drugie co jest bardzo zle.
    nic dziwnego wtedy ze uczniowe maja ich w powazaniu.

    ja jednak wierze ze tak zle nie jest. wychowalam sie w wielkim szacunku do zawodu nauczyciela.
    jak wrazliwi i pomocni moga byc poza szkolnymi scianami, poza przepisowymi 45 minutami lekcyjnymi, przekonalam sie nieraz na wlasnej skorze.
    mocno wierze ze gatunek Dominus Profesorus to nie jakis wymarly gatunek dinozaurow,
    ze nadal sa tacy jakich mialam w moim zyciu w szkolach.
    pozostane dobrej mysli smile

    Minnie


    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • kora3 14.12.14, 09:28
    Przepraszam Matyldo, ale chyba niestety postrzegasz zawód nauczyciela dokładnie wg schematu jaki jakaś ich czesc buduje swoim zachowanie,. Nauczyciel, co już podkreślałam tu, ma być także PEDAGOGOEM, a szkoła to instytucja także WYCHOWAWCZA.
    Nauczyciele w przypadku owego krzysia mogli zrobić wiele, nie zrobili - nic sad
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • houstoni 14.12.14, 12:25
    Matyldo widzisz jakie to proste smile wystarczy żeby nauczyciele zrobili kilka "trików". Na pewno nauczyciele nigdy nie rozmawiali z uczniami na temat wyśmiewania. Przecież gdyby to zrobili to to uczniowie, te aniołki nigdy by tego nie zrobili. A nauczycielom nawet do głowy nie przyszedł trik ze straszeniem złą oceną z zachowania. Na samą wzmiankę wezwania rodziców do szkoły zniknęłyby wszelkie problemy wychowawcze smile
    Matyldo, czytałam to forum i widziałam jeden wielki problem, problem czytania ze zrozumieniem. Ale większy jest problem myślenia "wiem lepiej" i wiem na pewno, nie znam tych ludzi, nie widziałam na oczy, ale wiem "na pewno" nauczyciele nie rozmawiali i już, co tam z tego, ze napisano nieśmiała, to na pewno "chorobliwa i patologiczna nieśmiałość" . Ot, są tacy co wiedzą lepiej, tacy bystrzy smile Ten typ tak ma, zawsze wie lepiej, mocniej. Nawet jak głowa rozboli, to ich zawsze boli mocniej!
  • kora3 14.12.14, 12:30
    Tak, no właśnie widać, ze to Ty wiesz lepiej - że nie chrobliwie, tylko delikatnie itd. smile Na to,mze chorobliwie wskazuje alienacja i REAKCJA dziewczyny na zwyczajną w zasadzie sytuację.
    A co do nauczycieli - w tym i owego Krzysia przypadku, skoro "porozmawiali
    " i to nic nie dało, to nie radzą sobie z młodzieżą i tyle.
    I wcale mnie to nie dziwi, bo nauczyciele to b. często (nie zawsze na szczęście) "spadochroniarze" - ludzie, którzy nie mieli po studiach kierunkowych pomysłu na siebie po nich, ani szans na jakąś sensowną pracę inna, wiec poszli "do szkoły"
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • houstoni 14.12.14, 13:32
    Widzisz Koro, różnica między nami polega na tym, że ja nie postawiłam diagnozy, więc nie przypisuj mi tego.
    Daleka też jestem od oceniania kompetencji nauczycieli, których nie znam.
  • kora3 14.12.14, 14:06
    A ja uważam, ze mogę mieć zdanie o nieznanych mi nauczycielach, których personalia a nawet szczegóły mogące przyczynić się do ich identyfikacji nie zostały ujawnione, jeśli wyraźnie na podstawie przedstawionych faktów (nieopatrznie nawiasem mówiąc przedstawionych) wszystko wskazuje na to, że nie przyłozyli się do pracy pedagogicznej.
    Uprzedzając ewentualne wywody w temacie ocen smile - na forum siła rzeczy tak, jest, ze poznajemy jakieś fakty , które sa podawane z jednej tylko strony, czasem z drugiej ręki itd., wiec naturalne jest, ze swoje oceny możemy opierać tylko na tym, co wiemy od kogos, kto nam je przedstawia i nie mamy zadnej możliwości ich weryfikacji. Wiadomo, że w realu w takiej sytuacji zorientowałabym się jaka była postawa nauczycieli wobec opisanych tu uczniów, co zrobili, by sytuację zmienić, komu zgłosili problem, jak proponowali go rozwiazac itd. i dopiero na tej podstawie mogłabym o KONKRETNYCH nauczycielach wydawać opinię.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 14.12.14, 14:25
    houstoni napisał(a):

    > Matyldo widzisz jakie to proste smile wystarczy żeby nauczyciele zrobili kilka "trików"<

    Właśnie smile Mogli, na przykład, postraszyć, że św. Mikołaj nic im nie przyniesie smileTego boją sie wszyscy.

    > Matyldo, czytałam to forum i widziałam jeden wielki problem, problem czytania zezrozumieniem. Ale większy jest problem myślenia "wiem lepiej" i wiem na pewno, nie znam tych ludzi, nie widziałam na oczy, ale wiem "na pewno" nauczyciele nie rozmawiali i już, co tam z tego, ze napisano nieśmiała, to na pewno "chorobliwa i patologiczna nieśmiałość" . <

    W tym wątku widać to wyjątkowo wyraźnie smile
    --
    .
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie.
  • kora3 14.12.14, 14:57
    Matyldo, a powiedzże mi dlaczego nie wolno wyciagac wniosków z podanych faktów?
    Zadam ci 3 proste pytania, ok?
    1. Czy uważasz, że sytuacja, w której 18-latka tak bardzo stresuje się w takiej sytuacji, w jakiej znalazła się opisana dziewczyna jest normalna?
    2. Czy Twoim zdaniem uczennica majaca nornalne kontakty z grupą rówieśniczą szuka na szkolnej wycieczce miejsca przy nauczycielach?
    3. Czy Twoim zdaniem nauczyciele nie widzą tego co dzieje się z uczeniicą oraz relacji na linii - ona - grupa?
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 14.12.14, 16:21
    kora3 napisała:

    > Matyldo, a powiedzże mi dlaczego nie wolno wyciagac wniosków z podanych faktów?

    Wolno wyciągać, sama przecież też to robię, ale staram się nie wyciągać wniosków kategorycznych. Brakuje danych.

    > 1. Czy uważasz, że sytuacja, w której 18-latka tak bardzo stresuje się w takiej sytuacji, w jakiej znalazła się opisana dziewczyna jest normalna?<

    Nie wiem czy AŻ TAK BARDZO się zestresowała, nie wiem co (i jak) powiedziała matce, nie wiem czy matka nie wyolbrzymiła problemu, nie wiem, czy dziewczyna była zadowolona z interwencji matki, czy o nią prosiła.

    >2. Czy Twoim zdaniem uczennica majaca nornalne kontakty z grupą rówieśniczą szuka na szkolnej wycieczce miejsca przy nauczycielach?<

    Nie mam danych na temat, że "uciekła" tam przed klasą. Przeciwnie, sa poważne powody do tego, żeby uznać to za przypadek. Była zmuszona - (cokolwiek ma to znaczyć), czyli nie był to jej wybór.

    > 3. Czy Twoim zdaniem nauczyciele nie widzą tego co dzieje się z uczeniicą oraz relacji na linii - ona - grupa? <

    Przecież Autorka napisała wyraźnie, że widzą. Uczennica jest nieśmiała i izoluje się od grupy. Jeśli TO zauważyli, to tym bardziej zauważyliby gdyby działo się cos gorszego. To chyba logiczne... i ciekawe zarazem... sami nie widzą i nikt ich wcześniej nie informuje? Mam powody przypuszczać, że nie działo się nic, co wykraczałoby poza normę (zwyczajnej nieśmiałości). Gdybyś odwiedziła wszystkie szkoły na swiecie, to (średnio) w każdej klasie znalazłabyś kogoś takiego.
    --
    .
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie.
  • kora3 15.12.14, 08:27
    Zatem jest to kwstia punktu widzenia li tylko. Jas ( i pare osób) uważam, że to nie jest normalne, by taka sytuacja az tak stresowała, nie jest normalne by uczennica az tak izolowała się, albo była izolowana od grupy. Obie stwierdzamy zgodnie, ze nauczyciele WIEDZĄ co się dzieje - ze uczennica jest nieśmiała i wyizolowana. I znów JA uważam, ze nic nie robią. Przykładem jest tu sytuacja stołówkowa - nauczyciele nic nie robia z tym, ze dla TEJ uczennicy (przypadkiem dla TEJ hehe) brakło miejsca ...
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 15.12.14, 16:25
    kora3 napisała:

    >. I znów JA uważam, ze nic nie robią. Przykładem jest tu sytuacja stołówkowa - nauczyciele nic nie robia z tym, ze dla TEJ uczennicy (przypadkiem dla TEJ hehe) brakło miejsca ...

    To akurat nie był przypadek, Koro. To właśnie efekt wyizolowania, i już wszystko jedno w tej chwili, czy dziewczyna się izoluje, czy ją izolują. Fakt, że nie ma w klasie nikogo, kto zająłby jej miejsce obok siebie, nie przynależy do żadnej z grupek, które umówiły się, że siądą razem.
    Powiedzmy, ze nauczycielka przewidziała taki rozwój sytuacji, i może nawet pomyślała sobie "Jolka znowu będzie wyizolowana, przykre" CO, TWOIM ZDANIEM POWINNA ZROBIĆ NAUCZYCIELKA?

    --
    .
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie.
  • minniemouse 17.12.14, 02:48
    matylda1001 napisała:
    Powiedzmy, ze nauczycielka przewidziała taki rozwój sytuacji, i może nawet pomyślała sobie "Jolka znowu będzie wyizolowana, przykre" CO, TWOIM ZDANIEM POWINNA ZROBIĆ NAUCZYCIELKA?


    oj, np jak juz bylo powiedziane zawczasu ustawic stoly w jeden ciag.
    jak co do czego przyszlo, to jednak dalo sie cos zrobic, co?
    lub wymyslec jakies grupy ilus tam osobowe ze niby do wspolnych zajec i wetknac Jolke do jednej. i te grupy siedza zawsze razem rowniez w stolowce.
    zarzadzic rotacje osob w grupie, ponownie niby ze z powodu zajec- np jakies kompetycje albo co. to zeby zapobiec niezadowoleniu ze jakas grupa musi "cierpiec" Jolke. itd itp.

    Minnie


    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • matylda1001 17.12.14, 22:29
    minniemouse napisała:

    > oj, np jak juz bylo powiedziane zawczasu ustawic stoly w jeden ciag.
    jak co do czego przyszlo, to jednak dalo sie cos zrobic, co?<

    W zasadzie stoły od początku stały w jednym ciągu.

    >> lub wymyslec jakies grupy ilus tam osobowe ze niby do wspolnych zajec i wetknac
    Jolke do jednej.<

    I jestem pewna, że Jolka do takich grup należała, w klasie często sa tworzone takie doraźne, mniejsze grupki do wspólnej pracy nad jakimś zagadnieniem. Jolka nie mogła tworzyc grupy jednoosobowej.

    > i te grupy siedza zawsze razem rowniez w stolowce<

    Nie... no... To jednak zielona szkoła a nie poprawczak, gdzie się bywa za karę smile Ma być miło, przyjemnie i na luzie, a obiad to ponadto czas wolny od zajęć lekcyjnych. Szkoła ponadgimnazjalna to nie przedszkole, gdzie pani wyznacza miejsce przy stole. Zresztą jak uzasadnić takie wyznaczanie miejsc? Konkurs ma być, która grupa więcej i szybciej zje?

    > zarzadzic rotacje osob w grupie, ponownie niby ze z powodu zajec- np jakies kompetycje albo co. to zeby zapobiec niezadowoleniu ze jakas grupa musi "cierpiec" Jolke. itd itp.<

    W dalszym ciągu - nie na obiedzie.
    --
    .
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie.
  • minniemouse 18.12.14, 02:05
    matylda1001 napisała:
    W zasadzie stoły od początku stały w jednym ciągu.

    niezupelnie- stoly zostaly ustawione w jeden ciag dopiero po interwencji matki (telefon).

    I jestem pewna, że Jolka do takich grup należała, w klasie często sa tworzone takie doraźne, mniejsze grupki do wspólnej pracy nad jakimś zagadnieniem. Jolka nie mogła tworzyc grupy jednoosobowej.

    no wlasnie tego nie wiadomo.
    po drugie, jest wysoce prawdopodobne iz jesli grupy 'wybieraly sie same',
    to oczywiste jest iz 'popularne' dziewczyny trzymaly sie razem, nastepna grupa to te srednio popularne, a na koncu tzw underdogi.
    nietrudno sie domyslic do ktorej grupy nalezala 'Jolka'.
    Nauczyciel moze zapobiec takiej segregacji, i i 'po rowno' poprzydzielac dzieci w grupach. dlatego m.inn. imo najlepsza bylaby tu rotacja. rowniez damsko-meska.

    Zresztą jak uzasadnić takie wyznaczanie miejsc?


    wiesz co, nie wiem, nie chce mi sie juz myslec ale z pewnoscia cos mozna.
    oprocz samego obiadu jest wiecej wolnego czasu przeciez.

    no i zawsze pozostaje ustawienie stolow w jeden ciag dla uczniow,
    osobny ciag dla nauczycieli.

    Minnie

    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
  • profesor_na_uczelni 18.12.14, 07:35
    minniemouse napisała:
    > no i zawsze pozostaje ustawienie stolow w jeden ciag dla uczniow,
    > osobny ciag dla nauczycieli.

    Ten wątek czyta się z zażenowaniem.
    Osobny "ciąg" dla nauczycieli? Czemu taka separacja ma służyć?
  • minniemouse 19.12.14, 09:15
    profesor_na_uczelni napisał(a):

    Osobny "ciąg" dla nauczycieli? Czemu taka separacja ma służyć?

    komfortowi, zarowno uczniowskiemu jak i nauczycielskiemu.
    niemam, i chyba slusznie, iz po spedzaniu wielu wspolnych godzin posilek moze byc jedna
    z takich chwil kiedy i jedni i drudzy maja ochote pobyc wreszcie osobno.

    a tak w ogole to prosze czytac uwazne - od poczatku nauczyciele mieli swoj stolik do ktorego dosiadla sie owa uczennica. wiec ja nikogo nie "separuje".

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde