Dodaj do ulubionych

"To stare babsko..." czyli ja.

11.12.14, 17:49
Dobry znajomy znacznie od nas ( tzn. męża i mnie) postanowił przedstawić nam swoją narzeczoną. Umówilismy się w teatrze potem mielismy iść do restauracji. W szatni teatru narzeczona znajomego mówi do niego dość głośno- no kiedyż to przyjdzie wreszcie to stare babsko- ( zaznaczam, że nie spóźnilismy się, pani nas nie znała, a tak bardzo starzy też nie jestesmy - rok urodzenia w nicku). Traf chciał, ze powiedziała to dosłownie nam w nos. Znajomy zmieszał się, pani nawet nieszczególnie, choć zdawała sobie sprawę, że słyszelismy. My zignorowaliśmy sprawę, ale miło nie było.
Co Wy na to? Kto jak powinien postapić?
Obserwuj wątek
    • robeenek Re: "To stare babsko..." czyli ja. 11.12.14, 18:47
      Podoba mi się sugestia Agi-kosy, ale już na to za późno... Pewnie niezgodne to z s-v, ale na Twoim miejscu podczas następnych spotkań z narzeczoną znajomego od czasu do czasu bym wtrącała coś w rodzaju "My stare babska już tak mamy", "Jako stare babsko uważam, że.." itd. I dobrze bym się tym bawiła, skoro jak piszesz narzeczona nie okazała nawet szczególnego zmieszania po swojej wpadce. A tak w ogóle, to ciekawe, że szanowna narzeczona, mimo że czekała na Was obojga z mężem, to uwagę skupiła tylko na Tobie i użyła określenia mającego zdyskredytować Twoją atrakcyjność. wink
      • anestezjolog72 Re: "To stare babsko..." czyli ja. 11.12.14, 18:55
        Kobieta znała mnie z opowiadań być może dość entuzjastycznych ze strony narzeczonego. Między nami jest relacja mistrz-uczeń ( taka i tylko taka). Róznica wieku spora a ze względu na uwarunkowania rodzinne ( znajomy wychowywany bez matki) trochę mu matkowałam i pewnie w jakimś stopniu imponowałam zawodowo.
          • robeenek Re: "To stare babsko..." czyli ja. 11.12.14, 19:19
            molly_wither napisał(a):
            > Jesli kobieta miala po 20tce to nie miej zludzen,dla niej kobiety po 40tce sa
            > stare. Inna sprawa,ze tak nie powinno sie mowic o nikim.


            Raczej nie spotkałam się z tym, żeby dwudziestoletnia i w miarę kumata kobieta z góry uznawała nieznaną czterdziestolatkę za starą. Co innego nastolatka. Czyli, że wg Ciebie narzeczona jest usprawiedliwiona, że użyła takiego zwrotu? A Anestezjolog byłaby usprawiedliwiona gdyby w podobnej sytuacji określiła ją jako "dziewczynisko'?
            • matylda1001 Re: "To stare babsko..." czyli ja. 11.12.14, 20:31
              majaa napisała:

              > Sugerujesz, że znajomy nie lepszy, tylko lepiej się maskuje? Hmm..., wykluczyć nie można... tylko przykra byłaby taka hipokryzja z jego strony...<

              Tak sobie pomyślałam, no bo skąd nagle taka uwaga? Lepiej, żebym się myliła bo to byłoby przykre bardzo, ale osoba interesowna to w końcu nie taki rzadki przypadek. Jedno pewne - znajomy narzeczoną ochrzanił, tylko zastanawiam się za co. Czy za to, że wyraziła się nietaktownie o osobie, która jest dla niego ważna, czy może za... nieostrożność? Konsekwentnie stawiam na to drugie.
          • bene_gesserit Re: "To stare babsko..." czyli ja. 11.12.14, 23:30
            Czy pozwoliłaby sobie na użycie tych słów nie mając lub nie czując
            > przyzwolenia narzeczonego?

            Patataj, koniku nadinterpretacji.

            Równie dobrze możnaby uznać, ze para jest po paru awanturach pt 'ciągle w kółko o tej starej babie, anestezjolog to, anestezjolog tamto, mam tego dosyć!'

            --
            feminists aren’t humorless just because your jokes suck
    • majaa Re: "To stare babsko..." czyli ja. 11.12.14, 20:00
      No cóż, gratuluję znajomemu narzeczonej... taka subtelna i dobrze wychowana...wink
      Słusznie, że zignorowaliście ten komentarz, bo i po co tworzyć dodatkowe kwasy.
      Miałabym ochotę wypróbować w takiej sytuacji pomysł Robeenka, tylko nie jestem przekonana, czy w przypadku tej osoby akurat zadziała. Obawiam się, że mogłabym tylko zrobić przykrość znajomemu, bo na niej, jak przypuszczam, raczej to wrażenia nie wywrze.
    • bene_gesserit Re: "To stare babsko..." czyli ja. 11.12.14, 20:36
      Coż, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który w prywatnej i pozaplecowej rozmowie nie nazwał bliźniego jakimś obelżywym słowem. Również nieznanego, czy też znanego z drugiej ręki.

      Imo należy zlekceważyć sprawę. "Zemsta", którą tu ktoś powyżej zaleca, z tym wtrącaniem w rozmowie, ze, hehe, my, stare babska, to droga donikąd zupełnie, w dodatku zachowanie infantylne i bez klasy zupełnie.

      Zemsta, o ile już, to zemsta mimochodem - klasa w obliczu jej braku. Uprzedziła się, ze 'stare babsko' takie wspaniałe i narzeczony pieje z zachwytu, jak o niej mówi? To niech sama się nauczy od starego babska manier i opanowania.


      --
      dont hejt de pleja, hejt de gejm
      • horpyna4 Re: "To stare babsko..." czyli ja. 11.12.14, 21:05
        No cóż, poziom tej panienki wykluczał rozmowę z nią. Chociaż mnie swędziałby język i musiałabym się hamować, żeby nie powiedzieć: "Stare babsko? Kobieta jest jak wino, a szlachetne i drogie trunki mają swoje lata. Ale niektórzy, jak widać, zadowalają się byle sikaczem..."
      • robeenek Re: "To stare babsko..." czyli ja. 11.12.14, 22:02
        bene_gesserit napisała:
        > Coż, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który w prywatnej i pozaplecowej rozmo
        > wie nie nazwał bliźniego jakimś obelżywym słowem. Również nieznanego, czy też z
        > nanego z drugiej ręki.


        Każdemu się zdarza. Tylko zazwyczaj jest to o osobie co do której mamy negatywny stosunek. Pytanie, czym sobie na to zasłużyła założycielka wątku, której narzeczona jeszcze nie poznała i która na umówione kurtuazyjne spotkanie zjawiła się punktualnie?

        > Imo należy zlekceważyć sprawę. "Zemsta", którą tu ktoś powyżej zaleca, z tym wt
        > rącaniem w rozmowie, ze, hehe, my, stare babska, to droga donikąd zupełn
        > ie, w dodatku zachowanie infantylne i bez klasy zupełnie.
        > Zemsta, o ile już, to zemsta mimochodem - klasa w obliczu jej braku. Uprzedziła
        > się, ze 'stare babsko' takie wspaniałe i narzeczony pieje z zachwytu, jak o ni
        > ej mówi? To niech sama się nauczy od starego babska manier i opanowania.


        Jako ten ktoś kto tu proponuje "zachowanie infantylne i bez klasy zupełnie" chciałabym tylko nieśmiało zauważyć, że owa narzeczona wg Anestezjologa za bardzo się nie przejęła swoją gafą, więc akurat klasa i maniery okazywane jej przez "stare babsko" akurat nic nie muszą dać jej do myślenia. "Stare babsko" przeszło nad jej wpadką do porządku dziennego, jak gdyby nigdy nic, więc wszystko jest w porządku.
        • bene_gesserit Re: "To stare babsko..." czyli ja. 11.12.14, 23:27
          robeenek napisała:

          > Każdemu się zdarza. Tylko zazwyczaj jest to o osobie co do której mamy negatywn
          > y stosunek. Pytanie, czym sobie na to zasłużyła założycielka wątku, której narz
          > eczona jeszcze nie poznała i która na umówione kurtuazyjne spotkanie zjawiła si
          > ę punktualnie?

          Żadne pytanie, to ma mało wspólnego z tematem wątku.
          Ludzie, stety czy nie, nie działają racjonalnie. Wielu reaguje na poziomie afektu. Nie ma znaczenia, jakie były przyczyny uprzedzenia - mozna domniemywać, ze dziewczynę irytują ciepłe emocje, jakie zywi jej facet do kogoś sporo od niej starszego. Zwyczajnie jest zazdrosna, czyli pewnie niepewna siebie.

          > Jako ten ktoś kto tu proponuje "zachowanie infantylne i bez klasy zupełnie" chc
          > iałabym tylko nieśmiało zauważyć, że owa narzeczona wg Anestezjologa za bardzo
          > się nie przejęła swoją gafą, więc akurat klasa i maniery okazywane jej przez "s
          > tare babsko" akurat nic nie muszą dać jej do myślenia.

          Cudza gafa (tej panny) nie usprawiedliwia naszej. To zachowanie typu 'to ona zaczeła!', też, niestety, mocno niedojrzałe.
          Noi - zachowanie z klasą jest raczej dla nas, nie na pokaz czy w celach edukacyjnych. Kto chce i jest gotowy, to się nauczy, komu nie po drodze - jego problem.

          "Stare babsko" przeszło
          > nad jej wpadką do porządku dziennego, jak gdyby nigdy nic, więc wszystko jest w
          > porządku.

          Jakakolwiek inna reakcja, tym bardziej w prowokacje 'starym babskiem' byłaby manifestacją, ze jej słowa autorkę wątku dotknęły. Czyli być może panna osiągnęła by swój cel, bo serdecznie babska nienawidzi.


          --
          Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
    • gazeta_mi_placi Re: "To stare babsko..." czyli ja. 11.12.14, 21:09
      Więcej już prywatnie nie spotykaj się z owym znajomym i jego narzeczoną. Jestem zdania, że prywatnie (poza zjazdami rodzinnymi) najlepiej się spotykać w gronie osób podobnych wiekiem. Dla młodych wyprawa do teatru ze "starymi prykami" to nic specjalnie atrakcyjnego, raczej przymus "bo wypada", dla starszych wyprawa z młodymi do miejsca typowego dla młodych np. dyskoteki uciążliwa i męcząca.


      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
    • kora3 Re: "To stare babsko..." czyli ja. 12.12.14, 10:20
      Jeśli chodzi o SV to w opisanej sytuacji wszyscy poza tą panią zachowali się bez zarzutu - pan udał, ze sprawy nie było, wy też.
      Nie za bardzo wiem o co chcesz zapytać ... Zachowanie pani było naganne i tu sazde nikt nie ma wątpliwości. Nawet jeślibyś była naprawdę starą kobietą, albo nawet jeśli wiek pani jest taki, ze może ona uwazac osobę 42 -letnią za starą nie powinna ona nazywać Cie "starym babskiem" i to bez dwóch zdań. Można się niecierpliwić, jeśli ktoś się spóżnia (wy się nie spóźniliście), ale to nadal nie jest powód do inwektyw pod adresem spóźnialskich. gdyby pani powiedziała "Kiedyś oni wreszcie się zjawią?" - nie byłoby sprawy, tak?

      co do socjologiczno - psychologicznego aspektu sprawy smile - b. młodzi ;ludzie tak miewają, ze dojrzałych widzą jako starców smile Kiedys kupowam sukienke na Sylwestra, byłam b. szczupła, wręcz wychudzona, a tak w ogóle jestem drobna.. Pani mi ja sprzedająca z zalem wspomniała, ze szkoda, iż jej na te kreację nie stać (byłam w takim okresie życia, ze oddałabym z chęcia te kreacje x 10 byle mieć spokój). Powiedziałam, ze pewnie za 10 lat będzie ją stać, bo tak to jest, że człowiek z wiekiem na ogół więcej zarabia. Zapytała ile mam lat - powiedziałam ,ze 30 i pani stwierdziła "Ojej, nie wiem jak to będzie, jak będę taka stara"smile - ona miała 19smile

      W tym przypadku - wspomniałaś, ze między Toba a parnterem pani jest relacja typu mistrz - uczeń. Może tu być źródło niechęci pani do Ciebie z założenia. Jest rodzaj ludzi, którzy w kims kto jest autorytetem dla ich partnera widzą "rywala". Nie przywiązywałabym do tego zdzarzenia wagi, ot niewychowana kobitka i tyle.
      PS. Jestem z tego samego rocznika - moim zdaniem - najlepszy smile
      --
      Korcia
      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
      • gazeta_mi_placi Re: "To stare babsko..." czyli ja. 12.12.14, 11:45
        >b. młodzi ;ludzie tak miewają, ze dojrzałych widzą jako starców

        Racja, ale w tym przypadku chyba chodziło o coś więcej niż wiek, a mianowicie brak szacunku, nie wierzę aby owa narzeczona powiedziała "stare babsko" przy swoim narzeczonym gdyby razem czekali na jego matkę, która byłaby dokładnie w tym samym wieku co Anestezjolog lub nawet starsza. Nawet gdyby matka narzeczonego naprawdę się spóźniała.



        --
        http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
        • kora3 Re: "To stare babsko..." czyli ja. 12.12.14, 13:18
          Ależ Gazeto - bezspornie dziewczyna jest źle wychowana i z jakiejś przyczyny nie darzy Anestezjolog sympatią i szacunkiem. Ponieważ jej nie znała do tego spotkania nie ma obiektywnej przyczyny antypatii, zatem domniemywać jej tylko można: np. drazni ja autorytet jaki ma ona w oczach jej narzeczonego, albo jest to osoba z założenia traktująca osoby starsze (od siebie) jako "starców"
          --
          Korcia
          "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
    • claratrueba .. na pocieszenie 12.12.14, 11:58
      "Starymi babskami" były w moich myślach (baaardzo nieżyczliwych) panie wówczas doktor/docent Hanna Gronkiewicz-Waltz i Jadwiga Sztaniskis, na których zajęcia mój mąż (wówczas p.o. narzeczonego) chodził gorliwie - pół biedy, a jeszcze się zachwycał- cała bieda.
      Te 25 lat temu owe panie ze swoją urodą (Staniszkis to było po prostu- zjawisko), pewnością siebie, które daje dojrzałość i osiągnięcia to było coś przy czym my młode panny czułyśmy się pospolite jak wróble.
          • claratrueba Re: "To stare babsko..." czyli ja. 13.12.14, 20:05
            anestezjolog72 napisała:

            > Z chłopakiem spotykam się codziennie w pracy, z narzeczoną nie. A w każdym razi
            > e nie planuję.

            Eee tam, zaplanuj. Życie (jak zapewne wiesz lepiej niż ja) jest zbyt kruche by odmówić sobie zaprezentowania się w pełnej gotowości fryzjersko-kosmetycznej osobie, która źle to znosi.
            Święte słowa mojej świętej pamięci babci cyt;" Jak inne kobiety prawią złośliwości na Twój temat to znak, że wyglądasz wspaniale."
            Invidia gloriae umbra est.
              • bene_gesserit Re: "To stare babsko..." czyli ja. 14.12.14, 12:31
                Moim zdaniem to oczywiste.
                Najprawdopodobniejsze jest, że dziewczyna jest zazdrosna o uwagę i ciepłe, pełne podziwu uczucia, które zywi do innej kobiety jej facet. Wchodzenie w jakąś rywalizację na tle atrakcyjności, tzn pindrzenie się i szykowanie na spotkania z nim i z nią moim zdaniem byłoby niesmaczne i tylko pogorszyłoby sytuację tego nieszczęsnego chłopaka.

                Prawdziwą klasą byłoby umieć oswoić jej lęk, który kryje się pod zazdrością, a tego wkręcaniem się w zabawę 'jestem od ciebie ładniejsza i dlatego mnie tak lubi' się w żaden sposób nie osiągnie.

                --
                Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
                • kora3 Re: "To stare babsko..." czyli ja. 14.12.14, 14:23
                  A wg mnie możliwe jest faktycznie, że dziewczyna jest zazdrosna o panią, ale niekoniecznie w zakresie atrakcyjności stricto fizycznej, ale intelektualnej. Autorytet jaki ma u jej narzeczonego ja drazni i tyle. To jedna z możliwości, a druga jest bardziej jeszcze prozaiczna - nawet tutaj zdarzały się wpisy, że młodzi ludzie coś tam, a 40-letni starsi ludzie coś tam... Tu tez mi napisano, zem niemłoda smile wiec....Jest taki gatunek ludzi, którzy uważają, ze 40-latka to starsza pani, a 50 -tka to już w zasadzie matuzalem smile
                  --
                  Korcia
                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                • poczta.kwiatowa Re: "To stare babsko..." czyli ja. 14.12.14, 18:03
                  Najprawdopodobniejsze jest, że dziewczyna jest zazdrosna o uwagę i ciepłe, pełne podziwu uczucia, które zywi do innej kobiety jej facet.
                  Na chamstwo i brak kultury nie ma usprawiedliwienia. I słusznie autorka wątku zrobiła: ignorować, nie roztrząsać.
                  • bene_gesserit Re: "To stare babsko..." czyli ja. 14.12.14, 18:53
                    Ależ nie piszę o usprawiedliwianiu. I stwierdzenie, ze wypowiedz tamtej pani była niegrzeczna to jak powiedzenie 'woda jest mokra'.

                    Chodzi o właściwą reakcję. A w podjęciu tejże pomóc może zrozumienie zachowania tamtej. Jeśli się jej zacznie współczuć, można łatwo porzucić imo mocno niewłaścwą myśl o jakiegoś rodzaju zemście - czy to będzie próba zawstydzenia jej powtarzaniem 'my, stare baby' czy jakaś dziwaczna i równie nie na miejscu próba występów przed nią w wersji superodpicowanej.

                    --
                    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
    • mendigo Re: "To stare babsko..." czyli ja. 14.12.14, 15:26
      Pamiętaj, że ludzie sobie bliscy, rozmawiając ze sobą, często odnoszą się do sobie tylko znanych żartów, cytatów z filmów itp.
      Ja z mężem używam dość często frazy np. "przewrócić się i upaść na głupi pysk", mówiąc nie tylko o sobie. I gdy wyrażę się tak np. w odniesieniu do sąsiadki, to nie znaczy, że uważam, że pani owa ma "głupi pysk", tylko znaczy ni mniej ni więcej, że puszczam swojemu chłopu oko, bo lubimy sobie robić jaja. Weź to pod uwagę. To samo odnosi się też do poważniejszych wulgaryzmów, które mają swoje źródło w ulubionych filmach, książkach czy kabaretach, niekoniecznie znanych szerszej publiczności.
      Poza tym te słowa nie były przeznaczone dla ciebie, więc najlepiej uznać je za niebyłe.
      • matylda1001 Re: "To stare babsko..." czyli ja. 14.12.14, 18:03
        mendigo napisał:

        > Ja z mężem używam dość często frazy np. "przewrócić się i upaść na głupi pysk",
        > mówiąc nie tylko o sobie. I gdy wyrażę się tak np. w odniesieniu do sąsiadki,
        > to nie znaczy, że uważam, że pani owa ma "głupi pysk", tylko znaczy ni mniej ni
        > więcej, że puszczam swojemu chłopu oko, bo lubimy sobie robić jaja. Weź to pod
        > uwagę. To samo odnosi się też do poważniejszych wulgaryzmów, które mają swoje
        > źródło w ulubionych filmach, książkach czy kabaretach, niekoniecznie znanych sz
        > erszej publiczności.

        To podobnie jak w sytuacji, gdy dwoje ludzi prowadzi rozmowę w języku, którego reszta towarzystwa nie zna.
        --
        .
        naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie.
        • mendigo Re: "To stare babsko..." czyli ja. 14.12.14, 18:19
          Być może, ale zauważ, że ja rozmawiam z mężem, a dziewczyna rozmawiała ze swoim narzeczonym. Mogłaby mówić po chińsku i wspak, gdyby miała takie życzenie.
          Inna sprawa, że w miejscach publicznych trzeba się trochę pilnować.
          • matylda1001 Re: "To stare babsko..." czyli ja. 15.12.14, 01:13
            mendigo napisał:

            > Być może, ale zauważ, że ja rozmawiam z mężem, a dziewczyna rozmawiała ze swoim narzeczonym. Mogłaby mówić po chińsku i wspak, gdyby miała takie życzenie. <

            To w gruncie rzeczy niegłupie wink Dziewczyna rozmawiała ze swoim narzeczonym i nazwała Autorkę w sposób, jaki oboje akceptują. Tak już jest, że zanim poznamy osobiście znajomych naszej drugiej połowy, znamy ich z opowiadań. Możliwe, że znajomy, w rozmowach z narzeczoną, wcale nie wyrażał się o Autorce z należnym szacunkiem. Trudno uwierzyć, że taka niestosowna uwaga wyrwała się dziewczynie po raz pierwszy, przypadkiem, i od razu nastąpiła kompromitacja. Nie wiem jak Autorka, ale ja bym sobie przeanalizowała całą znajomość z tym chłopakiem bo być starym babskiem to jedno, a być starym, naiwnym babskiem, to drugie.
            --
            .
            naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie.
            • minniemouse Re: "To stare babsko..." czyli ja. 15.12.14, 01:32
              matylda1001 napisała:
              Możliwe, że znajomy, w rozmowach z narzeczoną, wcale nie wyrażał się o Autorce z należnym szacunkiem.

              nieno, przestan, Matyldo. przestancie wszyscy.
              moze jeszcze gdy o niej rozmawia z szacunku powinien tez ubrac garnitur?

              nie ma takiej osoby ktora w swoim zyciu by podobnie nie nazwala kogos znajomego
              w intymnych okolicznosciach, wlasnie np do meza i w zlosci, czy w zartach z
              b. dobra przyjaciolka.
              wcale to nie musi oznaczac braku szacunku.
              byla to, jak ktos slusznie powiedzial - intymna, choc niefortunna, wymiana zdan pomiedzy
              dwojgiem bardzo sobie bliskich ludzi. dziewczynie sie wyrwalo "no gdzie to stare babsko"
              - niefortunnie, i juz.
              wcale to nie musi znaczyc ze poza tym nie darzy Anestezjolog naleznym jej szacunkiem.
              nie robcie z igly widly.

              Minnie

              --
              Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
              Oscar Wilde
              • matylda1001 Re: "To stare babsko..." czyli ja. 15.12.14, 17:47
                minniemouse napisała:

                > nieno, przestan, Matyldo. przestancie wszyscy. moze jeszcze gdy o niej rozmawia z szacunku powinien tez ubrac garnitur?<

                smile Oj, Minnie - Idealistko, gdzie Ty się uchowałaś? Nigdy nie spotkałaś się z interesownością, hipokryzją, fałszem? Nikt, nigdy nie zagrał na Twoich uczuciach, nie nadużył Twojego zaufania, nie wykorzystał Twojej sympatii do siebie? W omawianym przypadku to nie Autorka czerpie korzyści z tej znajomości. Ona daje, on bierze.

                > nie ma takiej osoby ktora w swoim zyciu by podobnie nie nazwala kogos znajomego
                w intymnych okolicznosciach, wlasnie np do meza i w zlosci, czy w zartach z b. dobra przyjaciolka.<

                Być może, ale ten mąż lub przyjaciółka musieliby nadawać na tych samych falach, to warunek. Wiem jedno, na pewno nie pozwoliłabym sobie na niestosowne uwagi kierowane do męża, w stosunku do osoby, o której wiem, że jest dla niego ważna, lubi ją, szanuje i ceni. Wyrażając się o takiej osobie z lekceważeniem, zrobiłabym przykrość mężowi. Tym bardziej, gdybym nie znała tego człowieka osobiście i jeszcze nie miała okazji wyrobić sobie o nim własnego zdania.
                To trochę tak jak z książką. Ktoś przeczytał i twierdzi, że bardzo dobra. Ktoś inny pyta Cię o tę książkę, co mu powiesz, że szmira niewarta uwagi? Nie, powiesz, że nie czytałaś, ale podobno bardzo dobra.

                >>wcale to nie musi znaczyc ze poza tym nie darzy Anestezjolog naleznym jej szacunkiem. <

                Może i darzy... W takim razie szkoda, że nie "rozciągnął tego darzenia" na narzeczoną. Byłoby przyjemnie.
                --
                .
                naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie.
                • gazeta_mi_placi Re: "To stare babsko..." czyli ja. 15.12.14, 20:04
                  Dlatego obstawiam, że autorka myśli, że jest szanowana i tak lubiana przez rzeczonego młodego mężczyznę, a on w oczy jedno wink, poza drugie smile
                  Ja nie pozwoliłabym sobie na taką lub podobnie chamską uwagę gdybym wiedziała, że dana kobieta jest naprawdę ważna dla męża/narzeczonego/przyjaciela, natomiast gdybym wiedziała, że mąż/narzeczony nie darzy danej osoby szacunkiem, ale ze względów np. rodzinnych lub zawodowych mu się opłaca "bycie miłym" i wypada mu się od czasu do czasu z taką osobą spotkać to zapewne nie miałabym oporów (może akurat nie "stare babsko" bo nigdy tak nie określałam nikogo, nawet za czasów młodości) przed jakimś złośliwym wyrażeniem.
                  Albo narzeczona nie szanuje chłopaka (rzadsza wersja) i ma jego odczucia w nosie, on zaś pantoflarz, albo (wersja dla Anestezjolog bardziej przykra) facet jej tak naprawdę nie szanuje, po prostu opłaca mu być z nią w dobrych stosunkach wink I narzeczona też dobrze o tym wie, młode nie takie głupie wink

                  --
                  http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
          • mendigo Re: "To stare babsko..." czyli ja. 14.12.14, 19:15
            Ale komu odpowiadasz? Jeśli mnie, to na ten zarzut odpowiedziałam w pierwszym poście. "Obraźliwe określenie" nie musi wcale dotyczyć pozornego obiektu.
            Ale wiem, wiem. To jest SV, tutaj bywają ludzie, którzy nigdy sobie niewybrednie nie żartują, a wulgaryzmów to nawet nie znają. Idę już, bo to nie miejsce dla mnie. Chciałam tylko podrzucić pomysł, jak sprawa może wyglądać widziana oczami plebsu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka