Dodaj do ulubionych

Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv

22.12.14, 10:01
Ostatnio zastanowiła mnie sytuacja opowiedziana przez moją siostrę, która była świadkiem na rozprawie w sądzie. Protokolant poinformował czekających, że rozprawa będzie opóźniona o ok. pół godziny, bo sędzia przewodniczący ma "ważne spotkanie u pana prezesa". Pech chciał, że ktoś z czekających zaraz potem widział tego sędziego w stołówce sądowej, czyli nie był na spotkaniu u prezesa, a na obiadku! Pomijam fakt braku szacunku do czekających ludzi, którym się zapewne śpieszyło. Wszyscy chcąc się "wybielić" podajemy nieraz inną przyczynę spóźnienia, niż jest to zgodne z prawdą. Np. zapomnieliśmy o spotkaniu, tłumaczymy, że źle się poczuliśmy, jesteśmy chorzy, itp. Pytanie: czy takie "kłamstwo" jest zgodne z sv?

Edytor zaawansowany
  • gazeta_mi_placi 22.12.14, 10:13
    Nie, nic nie tłumaczy braku szacunku dla czekających na rozprawę. Ludzie biorą wolne w pracy, czasem dojeżdżają na rozprawę z dalekich stron, organizują opiekę dla dziecka itp. a sędzia nawet nie raczy przyjść punktualnie, żenada. Obiad mógł zjeść po rozprawie albo zamiast obiadu szybko kanapkę (mniej czasu zajmuje).

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • anaconda12 22.12.14, 11:58

    > Nie, nic nie tłumaczy braku szacunku dla czekających na rozprawę. Ludzie biorą
    > wolne w pracy, czasem dojeżdżają na rozprawę z dalekich stron, organizują opiek
    > ę dla dziecka itp. a sędzia nawet nie raczy przyjść punktualnie, żenada. Obiad
    > mógł zjeść po rozprawie albo zamiast obiadu szybko kanapkę (mniej czasu zajmuje
    > ).

    Dzięki, tak też sobie myślałam. Tym bardziej, że poprzednie sprawy mocno się przeciągnęły, wszystko było opóźnione w tym dniu, a sędzia wyszedł sobie nagle ok. 14.00 z sali - na obiadek... a ludzie ponoć czekali jeszcze na kolejne przesłuchania chyba aż do wieczora.
  • kora3 22.12.14, 11:25
    Zachowanie sędziego było niedopuszczalne, po to sa godziny rozpraw wyznaczane, by się ich trzymać, a w sadzie "poślizgi" zdarzają się i bez spóźnień sędziów. Sędzia może się spóźnić, ale tylko z naprawdę obiektywnej przyczyny - miał stłuczkę, złapał gumę, a nawet nie przyjść z takowej - choroba, wypadek - oczywiste.
    To, ze sędzia został wezwany pilnie do prezesa sadu najpewniej przekazał protokolantowi sam sedzia i poleceniem przekazania tej informacji oczekującym na rozprawę. Coż miał protokolant zrobić...przekazał.

    Czy kłamstwo było prawdopodobne i gdyby ktoś przypadkiem sędziego nie widział nie mielibyście pojęcia, ze sędzia nie był u prezesa, a na obiedzie? No, niestety - tak. Prezes może wezwać w zasadzie każdego sędziego, także takiego, który mu zgłasza, że za 10 min. ma rozprawę. Jeśli prezes uważa, że sprawa nie może poczekać, to ...tak uważa. Poczekać zawsze mogą niestety strony, świadkowie itp. - zdaniem sadu.

    Co do twego pytania stricto - tak, takie kłamstwo jest moim zdaniem zgodne SV. Ale akurat nie w tym przypadku. Byłoby ono zgodne z nim, gdyby sędzia np. zaspał, albo zapomniał, ze ma rozprawę i przyszedłszy spóźniony powiedział oczekującym, ze zatrzymały go jakieś obiektywne sprawy. Dlaczego wówczas byłoby zgodne? Dlatego wg mnie, że mówiąc Wam wprost, że zaspał, czy zapomniał dałby do zrozumienia, ze miał gdzieś Was i Wasz czas oraz sprawę. Nie jest to ładnie, szczególnie wówczas, gdy zlekceważenie było niezamierzonesad

    W tym przypadku sedzia zlekceważył Was i swoją pracę z premedytacją i nic go nie usprawiedliwia.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • anaconda12 22.12.14, 12:02
    kora3 napisała:

    > Byłoby ono zgodne z nim, gdyby sędzia np. zaspa
    > ł, albo zapomniał, ze ma rozprawę i przyszedłszy spóźniony powiedział oczekując
    > ym, ze zatrzymały go jakieś obiektywne sprawy. Dlaczego wówczas byłoby zgodne?

    No proszę cie, jak można w ogóle zaspać, są budziki, komórki itp, no nie wyobrażam tego sobie po prostu, to byłaby jakaś totalna olewka. I to jeszcze - sędzia, "wysoki sąd", który ma świecić przykładem. Jak dla mnie - kosmos.
  • kora3 22.12.14, 12:13
    To był przykład zlekceważenia niezamierzonego. Nie zdarzyło mi się zaspać w sytuacji, kiedy wiedziałam, ze mam ważne spotkanie np. W takiej sytuacji poza nastawianiem komórek na alarmy jeszcze zdarza mi się prosić kogoś znajomego, kto zawsze wcześnie wstaje, by zadzwoniłsmile - właśnie dlatego, żeby mieć pewność, ze nie zaśpięsmile

    Natomiast zdarzyło mi się, że umówiony ze mną pan, który się pojawił ze sporym opóźnieniem szczerze wyznał mi, ze właśnie zaspał i wcale nie poczułam się zlekcewazonasmile Pan w nocy nieoczekiwanie musiał pracować, przyszedł do domu ok. godz. 8 i połozył się "na chwilkę" - no i obudził się za 5 12, a umówiony był ze mną na 12. Musiał się ogarnąć, dojechać, wiec zadzwonił ze się spóźni i szczerze wyznał dlaczego.
    Tylko, ze ja w tym czasie robiłam sobie cos innego, a nie bezproduktywnie czekałam na niego nie mając pojęcia kiedy i czy w ogóle się pojawi.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • anaconda12 22.12.14, 12:24
    kora3 napisała:

    > Natomiast zdarzyło mi się, że umówiony ze mną pan, który się pojawił ze sporym
    > opóźnieniem szczerze wyznał mi, ze właśnie zaspał i wcale nie poczułam się zlek
    > cewazonasmile Pan w nocy nieoczekiwanie musiał pracować,

    Sorry, ale dla mnie taka sytuacja też jest niepojęta, ja bym się poczuła trochę zlekceważona. Ludzie zazwyczaj wiedzą, że muszą w nocy pracować, no bez jaj. Nie kojarzę zawodu, w którym nocny wyjazd byłby czymś nieoczekiwanym - nawet lekarze pełnią dyżury w określonych dniach.
  • kora3 22.12.14, 12:34
    anaconda12 napisał(a):
    >
    > Sorry, ale dla mnie taka sytuacja też jest niepojęta, ja bym się poczuła trochę
    > zlekceważona.


    No to tak bys się poczuła, Twoje prawo smile

    Ludzie zazwyczaj wiedzą, że muszą w nocy pracować, no bez jaj.

    Nie zawsze - bez jaj, ja np. nie jestem w stanie tego przewidziećsmile
    N
    > ie kojarzę zawodu, w którym nocny wyjazd byłby czymś nieoczekiwanym - nawet lek
    > arze pełnią dyżury w określonych dniach.


    Jest co najmniej kilka takich zawodów, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, ze ten pan mógł mnie szczerze powiedzieć, ze zaspał, bo znamy się dobrze i wiedział, ze go zrozumiem i właśnie nie poczuje się zlekcewazona. Bardzo możliwe, ze gdyby przewidywał iż osoba, z którą jest umówiony i spóźni się na spotkanie właśnie tak się poczuje po jego szczerym wyznaniu, ze zaspał, to posłużyłby się białym kłamstwem, właśnie po to, by tej osobie nie robic przykrości.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 22.12.14, 14:12
    Np w policji bywa, że w nocy są wezwania. W przypadku lekarza również może tak być [np. położnik wzywany do porodu swojej pacjentki]. Strażak. Pewnie jeszcze wiele innych, ale to tak na "od ręki"...
    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • madry11 22.12.14, 12:48
    Jak chciało się mieć zawód "ze świecznika", to trzeba się liczyć z tym, że będzie się bacznie obserwowanym. Sędzia zachował się skandalicznie. Nie dość, że skłamał, to jeszcze narażał na stratę czasu wiele osób. Ja bym chyba złożył skargę do prezesa, bo nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.
  • kora3 22.12.14, 12:56
    Narażac innych na stratę czasu bedac w pracy nie powinno się także wówczas, gdy się wykonuje prace wcale nie "ze świecznika". Jeśli się z kimś umówiło, wezwało kogos na dany termin, to należy być punktualnie i nie załatwiać w tym czasie prywatnych spraw, czy się jest sędzia, czy hydraulikiem.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • madry11 22.12.14, 13:49
    kora3 napisała:

    > Narażac innych na stratę czasu bedac w pracy nie powinno się także wówczas, gdy
    > się wykonuje prace wcale nie "ze świecznika". Jeśli się z kimś umówiło, wezwał
    > o kogos na dany termin, to należy być punktualnie i nie załatwiać w tym czasie
    > prywatnych spraw, czy się jest sędzia, czy hydraulikiem.

    Hydraulik jak się spóźnia traci klientelę. Sędzia... bez konsekwencji. Chyba, że się wniesie skargę do prezesa.
  • kora3 22.12.14, 13:54
    Tu masz rację poniekąd, bo niestety najbardziej jak udzielni książęta zachowują się ludzie reprezentujący "firmy" bez żadnej konkurencji, czyli instytucje wszelakie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 14:12
    Ludzie, kiedy wy przyjmiecie do wiadomości, że sędzia, wykładowca i kasjerka z Biedronki też człowiek i musi jadać. Rozliczanie wszystkich dookoła z jedzenia nie jest zgodne z SV.

    Sędzia pewnie stracił przerwę obiadową, bo mu się wydłużyła przedobiednia wokanda, bo np. trzeba było świadków przywoływać do porządku. Tak, wymówienie się spotkaniem u prezesa było zgodne z SV i wcale nie musiało być kłamstwem. Nie, łażenie do stołówki i potem rozpowiadanie "a tam siedzi sędzia!" nie było zgodne z SV. Nie, żarcie panny Pawłowicz w sali plenarnej nie było zgodne z SV.

    Nb świadkowi wezwanemu do sądu przysługuje dzień wolny od pracy i jak już raczył przywlec 4 litery do sądu, to może te pół godziny zaczekać.

    Nb 2 - pół godziny obsuwu w sądzie to żaden obsuw. To nie stacja PKP.
    --
    Najdłuższy miesiąc w roku to trzeci.
  • madry11 22.12.14, 14:31
    yoma napisała:

    > Ludzie, kiedy wy przyjmiecie do wiadomości, że sędzia, wykładowca i kasjerka z
    > Biedronki też człowiek i musi jadać. Rozliczanie wszystkich dookoła z jedzenia
    > nie jest zgodne z SV.

    Kasjerek w Biedronce jest dużo, jedna drugą może zastąpić bez ryzyka przestojów. Za sędziego czy wykładowcę, nikt inny nie wyjdzie na salę. Dlatego to ich sprawa, jak sobie organizują czas (wykłady, dyżury czy wokandę), aby się nie spóźnić.

    > Sędzia pewnie stracił przerwę obiadową, bo mu się wydłużyła przedobiednia wokan
    > da, bo np. trzeba było świadków przywoływać do porządku.

    Nie przekonuje mnie takie tłumaczenie. W sądzie, z tego co wiem, nie ma czegoś takiego jak "przerwa obiadowa". Cóż, niestety, bywają i takie sytuacje, że coś się przedłuży - tylko dlaczego z tego powodu mają cierpieć postronni ludzie?

    > Nb świadkowi wezwanemu do sądu przysługuje dzień wolny od pracy i jak już raczy
    > ł przywlec 4 litery do sądu, to może te pół godziny zaczekać.

    Wiesz, ciężko to wytłumaczyć niektórym szefom...

    > Nb 2 - pół godziny obsuwu w sądzie to żaden obsuw. To nie stacja PKP.

    Z tego co zrozumiałem, był jakiś wczesniejszy "obsuw", a tu dodatkowo - pół godziny...
  • kora3 22.12.14, 14:51
    Wszystko jedno jaki jest obsuw wynikający z obiektywnych przyczyn, seędzia nie ma prawa powiekszac go robiąc sobie przerwę na posiłek. I faktycznie nie ma w sadzie i prokuraturze czegos takiego jak "przerwa obiadowa" - nie ma, bo nie ma to sensu. Sądzia ma nienormowany czas pracy - kiedy wlasnie nie orzeka, nie ma umówionych żadnych spotkań i zaplanowanych innych czynności zawodowych może sobie isc na posiłek i nikomu się z tego tłumaczyć nie musi.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • indhirra 22.12.14, 15:20
    kora3 napisała:

    > adzie i prokuraturze czegos takiego jak "przerwa obiadowa" - nie ma, bo nie ma
    > to sensu. Sądzia ma nienormowany czas pracy - kiedy wlasnie nie orzeka, nie ma
    > umówionych żadnych spotkań i zaplanowanych innych czynności zawodowych może so
    > bie isc na posiłek i nikomu się z tego tłumaczyć nie musi.

    Masz rację, są takie zawody, od których wymaga się po prostu więcej, a niektóre rzeczy zwyczajnie "nie uchodzą".
  • kora3 22.12.14, 16:28
    Nie chodzi mi Indiro nawet o to, ze "nie uchodzą". Nota bene - znałam sędziego (znałam, bo już nie mam z nim kontaktu), który był zdania, że interesanci, a nawet pracownicy sądu, ale nie sędziowie nie powinni być wpuszczani do sądowego bufetu, albo po ile to do innego pomieszczenia, bo to nie do pomyślenia, żeby "oglądali", jak sędziowie jedzą...Też cośsmile
    A cóż to sedzia kosmita jakiś, czy bóg, ze nie jada?

    Moim zdaniem nikomu nie uchodzi wykorzystywanie swej nadrzędnej pozycji nad kimś i jak wspomniałam - dotyczy to także przedstawiciela każdego zawodu. Mnie by do głowy nie przyszło kazac czekac komus umówionemu/zapowiedzianemu i iśc beztrosko na posiłek. Co innego gdy ktoś nie był umówiony/zapowiedziany. Sama też poczułabym się urazona i zlekceważona, gdybym się dowiedziała, że ktoś z kim byłam umowiona tak po prostu poszedł sobie zjeść, a ja czekam.
    Tak samo nie przyszłoby mi do głowy wiedzac, że nie dotre na zaplanowane umówione spotkanie nie zawiadomić, ze niestety mnie nie będzie. Tymczasem sady akurat w tym celująsad Ostatnio znajoma zrobiła sobie ort tak, dla zabawy sadu 200 km. po nic. Miała wyznaczona rozprawę na dany termin, na poprzedniej (uwaga) 2,5 miecha wcześniej, pojechała i nijakiej rozprawy nie było, bo sedzia chory. No siła wyższa. tylko ten sędzia złamał nogę 2 tyg. wcześniej! I naprawdę było od groma czasu, by zawiadomić strony i świadków, ze niestety rozprawa się nie odbędzie. Co innego byłoby, gdyby dzień wcześniej się bidaka połamał.
    Jasne wezwany do sadu człowiek, czy to strona, czy to świadek ma wolne w pracy. Tylko, że niekiedy z powodu nieobecności ma realne straty w uposażeniu (jeśli np. pracuje na akord, albo prowizję), dodatkowo koszty podróży (zryczałtowane) zwraca się tylko świadkom- stronom natomiast nie. Nie wydaje ci się to lekcewazeniem ludzi ze strony sadów, nie sędziów poszczególnych, ale sądów, jako instytucji państwa.
    Co ciekawe - do nas przeważnie rzecznik sądu zdąży zawsze zadzwonić, że jakiejś rozprawy nie będzie, albo przypomnieć o jakiejś ważnej, ze właśnie będzie. Jasne - rozumiem, że nie ma opcji przekazywania takich info stronom czy świadkom telefonicznie, ale dwa tygodnie to chyba dość czasu, żeby wysłać polecony?
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • indhirra 22.12.14, 16:52
    kora3 napisała:

    > Nie chodzi mi Indiro nawet o to, ze "nie uchodzą". Nota bene - znałam sędziego
    > (znałam, bo już nie mam z nim kontaktu), który był zdania, że interesanci, a na
    > wet pracownicy sądu, ale nie sędziowie nie powinni być wpuszczani do sądowego b
    > ufetu, albo po ile to do innego pomieszczenia, bo to nie do pomyślenia, żeby "o
    > glądali", jak sędziowie jedzą...Też cośsmile
    > A cóż to sedzia kosmita jakiś, czy bóg, ze nie jada?

    W sumie to niegłupi pomysł żeby wydzielić ze stołówki taką część pracowniczą, niekoniecznie sędzia chce się spotkać przy jednym stole ze stroną postępowania, no i pewnie też szybciej byłby obsłużony. Ale ten twój znajomy, to naprawdę tak powiedział? Nie no nie wierzę że to tak na poważnie smile Czyli co - wstydził się, że musi jeść, czy coś innego? Bo nie rozumiem. A może sobie zażartował?

    > po nic. Miała wyznaczona rozprawę na dany termin, na poprzedniej (uwaga) 2,5 m
    > iecha wcześniej, pojechała i nijakiej rozprawy nie było, bo sedzia chory. No si
    > ła wyższa. tylko ten sędzia złamał nogę 2 tyg. wcześniej! I naprawdę było od gr
    > oma czasu, by zawiadomić strony i świadków, ze niestety rozprawa się nie odbędz
    > ie.

    Zauważ, że znowu podajesz nieadekwatny przykład. Tu rozprawa się odbyła, tyle że z opóźnieniem, o którym uczestnicy zostali POINFORMOWANI. Też mogli w tym czasie iść coś zjeść (Twoja uwaga że "może byli głodni bo nie mogli znaleźć bufetu" - no wybacz, mogli spytać....).
  • kora3 22.12.14, 17:08
    Nie, nie żartował, nie był to mój znajomy, a jedynie zawodowo typa znałamsmile

    To o czym napisałam to nie był przykład tylko fakt.
    Nie pisałam tez, ze ludzie głodni byli, bo nie mogli znaleźć bufetu, tylko, że jako ze tak powiem "nietutejsi" mogli nie wiedzieć gdzie on jest, musieli dopytać właśnie, może i pokluczyc po korytarzach (znam taki sad, znaczy budynek sadu, gdzie bufet chyba celowo jest wręcz zakamuflowanysmile), a poza tym zamówienie, zaserwowanie i zjedzenie kilku dań zapewne zajęłoby więcej czasu i mogliby zwyczajnie obawiać się, że się nie zmieszczą w tej półgodzinie. Natomiast sedzia, który już co najmniej zamówił coś, albo już jest trakcie jedzenia na pewno ma szanse się zmieścić.

    Ciekawe jak zareagowałby sad na uwagę pełnomocnika strony, ze niestety ten się spóźni parę minut, bo poszedł cos zjeśćsmile



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • indhirra 22.12.14, 17:13
    kora3 napisała:

    > Nie, nie żartował, nie był to mój znajomy, a jedynie zawodowo typa znałam

    Pisałaś, że znajomy. Ale mniejsza o to,
    Pytałam z czystej ciekawości, jak on takie stanowisko uzasadniał smile

    > zaserwowanie i zjedzenie kilku dań zapewne zajęłoby więcej czasu i mogliby zwyc
    > zajnie obawiać się, że się nie zmieszczą w tej półgodzinie.

    Ale dlaczego od razu kilku dań?

    Natomiast sedzia, k
    > tóry już co najmniej zamówił coś, albo już jest trakcie jedzenia na pewno ma s
    > zanse się zmieścić.

    A kiedy miał zamówić? Jeszcze w sali sądowej miał zadzwonić do bufetu? Nie żartuj sobie.

    > Ciekawe jak zareagowałby sad na uwagę pełnomocnika strony, ze niestety ten się
    > spóźni parę minut, bo poszedł cos zjeśćsmile

    Spotkałam się z czymś takim, prośba o przerwę na posiłek. Sąd zrozumiał, nie było najmniejszego problemu.
  • kora3 22.12.14, 17:27
    indhirra napisał(a):
    >
    > Pisałaś, że znajomy. Ale mniejsza o to,

    Nie , pisałam, ze znałam takiego sędziego. Przez określenie "znajomy" rozumiem osobę, z którą mam kontakty pozazawodowe, albo także pozazawodowe. Z tym panem nie miałam i nie chciałabym miećsmile

    > Pytałam z czystej ciekawości, jak on takie stanowisko uzasadniał smile

    Z grubsza tym, że cierpi na tym autorytet sędziów. W jaki sposób - nie wyjaśniał, a ja już nie dopytywałam, bo tej jednej głupoty było mi az nadto smile

    > Ale dlaczego od razu kilku dań?


    Bo najpewniej pod salą nie czekała jedna osoba, tylko kilka głodnych.

    >
    > A kiedy miał zamówić? Jeszcze w sali sądowej miał zadzwonić do bufetu? Nie żart
    > uj sobie.


    Wtedy, gdy dotarł do bufetusmile - najpewnie wyszedł oznajmiając protokolantowi co ma przekazac i dopiero wówczas ten wyszedł i przekazał.
    >
    >
    > Spotkałam się z czymś takim, prośba o przerwę na posiłek. Sąd zrozumiał, nie by
    > ło najmniejszego problemu.


    aaaaa prosba powiadasz...No to robi sporą różnicę. Poironizujmy Indirro: skoro sedzia może w opisanej sytuacji iśc sobie na posiłek bez konsekwencji, to świadek/strona - tak samo, nie musi PROSIĆ, sędzia wszak nie prosił smile
    Zatem sytuacja o której piszesz jest nieadekwatna - uczestnik musiał sam, albo przez pełnomocnika zwrócić się do sadu z prośbą (najpewniej uzasadniona odpowiednio) i uzyskać zgode sadu, który zarządził przerwę na jego wniosek. Sąd mógł prośbe odrzucić.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 15:42
    Bo to się nie nazywa przerwa obiadowa...

    Wy naprawdę chcecie, żeby wam sąd sprawiedliwie rozsądził, tłukąc przed waszą bez przerwy siedem spraw bez przerwy i jeszcze na głodniaka?

    Maszynowy sąd opisywał Lem w którymś z wczesnych opowiadań, ale tam się to też źle skończyło smile
    --
    Oszołomy z Greenpeace i tym podobnych organizacji, proszę natychmiast przywrócić globalne ocieplenie, bo w ryja.
  • kora3 22.12.14, 14:43
    Yomo, jakkolwiek jestem pełna empatii dla ludzi, którzy nie maja może czasu zjeść, bo sama tak miewam, nie mogę się z Tobą zgodzić.
    Był tu watek pewnej paniusi, która raczyła przyjść nieumówiona do prokuratora i była swiecie oburzona, ze powiedział, iż miał nocny dyżur, musi się napić kawy oraz także ośmielił się pójść na posiłek - miałam zdanie dokładnie takie, jak Ty.
    A miałam takie, bo pani była NIEUMÓWIONA, ot tak sobie przyszła, z ulicy, bo jej się akurat chciało i miała wtedy czas. Nie miała prawa oczekiwać, że prokurator ja przyjmie z mety, a nawet, ze w ogóle przyjmie. Gosc wyświadczał jej przysługę przyjmując nieumówioną po jego ciężkim nocnym dyżurze, a kobieta zamiast wykazać zrozumienie i wdzięczność jeszcze miała pretensje.
    Tu sytuacja jest inna - to była zaplanowana wokanda. Owszem opóźnienie mogło powstać, ale z przyczyn obiektywnych, np. przedłużającej się nieoczekiwanie poprzedniej rozprawy. Beztroskie pójście sobie na obiad, gdy ludzie czekają na swoja rozprawę jest skrajnym lekceważeniem i swej pracy i tych ludzi. I nie, nie przekonuje mnie w tym przypadku, że "sedzia też człowiek" - mało który sedzia orzeka ciurkiem cały dzień bez chwili przerwy i godzi o głodzie.
    No, ale skoro sedzia człowiek, to i świadek/strona - człowiek. No i taki jest wezwany na godz. załóżmy 11 do sadu. Wstaje rano, je sniadanie i ma załóżmy 1,5 godziny jazdy do sadu. Jest o 10.50, poprzednia rozprawa wydłuża się załóżmy delikatnie o 0,5 h. Jest 11. 30, gdy sedzia sobie idzie na lunch, ale informacja jest, ze do prezesa. Nikt nie wie ile to może potrwać - może 15 min. może godzinę. Może taki człowiek już zgłodniał, chętnie cos zjadłby, ale w odróżnieniu od sędziego on nie może się oddalić- a jeśli to na dosłownie kilka minut np. do WC modląc się by się akurat podczas jego absencji pod salą nie zaczęło. Jak myślisz, jak zareagowałby sad, gdyby pełnomocnik strony powiedział mu, że jego klient niestety musiał odebrać pilny tel. z pracy i przyjdzie za chwilkę, albo szczerze, że zgłodniał i musiał iśc coś zjeść? smile Pewnie delikatnie mówiąc nerwowo, bo strona/świadek wezwany na konkretna godzine ma być do dyspozycji sądu pod karą! Od tego może go zwolnic tylko WAZNA przyczyna obiektywna: choroba, wypadek, zatrzymanie przez policję czy inny organ uprawniony, który to poświadczy, ze zatrzymał. Tłumaczenie się świadka, ze były korki, zaspał, poszedł cos zjeść byłoby niedopuszczalne w oczach sadu. Ma być pod salą o godzinie, na która został wezwany! Tylko, że będąc wezwany ma prawo oczekiwać, że SAD też będzie smile Tak samo, jak strone czy świadka, sędziego czy ławnika z obecności zwalnia tylko wazna przyczyna obiektywna. Koniecznosc zjedzenia posiłku NIE JEST taką przyczyna, ani w stosunku do strony/świadka, ani w stosunku do sędziego/ławnika.
    Niestety takie zachowanie sędziego wobec oczekujących, na które oni nie poważyliby się w druga stronę wuynika z faktu, ze są oni od sędziego zależni i on to ohydnie wykorzystuje.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • madry11 22.12.14, 15:03
    kora3 napisała:
    > edniej rozprawy. Beztroskie pójście sobie na obiad, gdy ludzie czekają na swoja
    > rozprawę jest skrajnym lekceważeniem i swej pracy i tych ludzi. I nie, nie prz
    > ekonuje mnie w tym przypadku, że "sedzia też człowiek" - mało który sedzia orze
    > ka ciurkiem cały dzień bez chwili przerwy i godzi o głodzie.

    Nie ma się co litować. Mogę zrozumieć litość nad kasjerką z Tesco, która zasuwa ciężko z jedyną krótką przerwą w czasie zmiany. Ale wybaczcie, "wysoki sąd" to jednak zupełnie inne stanowisko.
  • indhirra 22.12.14, 15:15
    kora3 napisała:
    > ekonuje mnie w tym przypadku, że "sedzia też człowiek" - mało który sedzia orze
    > ka ciurkiem cały dzień bez chwili przerwy i godzi o głodzie.

    Zdarzają się takie wokandy. Nie przypominam sobie jednak, aby mój opiekun praktyk robił sobie przerwy obiadowe w trakcie sesji, mimo że orzekał nieraz od rana do wieczora. Zamawiał obiad dopiero po wszystkim - dla niego priorytetem było to, aby ludzie nie czekali, a nie własny żołądek.

    > ezwany na godz. załóżmy 11 do sadu. Wstaje rano, je sniadanie i ma załóżmy 1,5
    > godziny jazdy do sadu. Jest o 10.50, poprzednia rozprawa wydłuża się załóżmy de
    > likatnie o 0,5 h. Jest 11. 30, gdy sedzia sobie idzie na lunch, ale informacja
    > jest, ze do prezesa. Nikt nie wie ile to może potrwać - może 15 min. może godzi
    > nę. Może taki człowiek już zgłodniał, chętnie cos zjadłby, ale w odróżnieniu od
    > sędziego on nie może się oddalić- a jeśli to na dosłownie kilka minut np. do W
    > C modląc się by się akurat podczas jego absencji pod salą nie zaczęło.

    Koro, generalnie zgadzam się z Tobą, ale w tym przypadku sędzia nie wyszedł o 11.30 jak piszesz, a ok 14.00 (tak pisze autorka), i była też wyraźna informacja, że wróci za pół godziny (to też pisze autorka). Więc to nie było tak, że nie wiadomo kiedy zacznie się kolejna sprawa, świadkowie czy strony też mogli sobie coś zjeść w tym czasie. Potępiłabym, gdyby nie było żadnej informacji odnośnie spóźnienia.
  • kora3 22.12.14, 15:42
    Indirro - to co napisałam, to był przykład, przykład na to, ze strona też człowiek - wstał rano, cos tam zjadł, może jechał niekrótko, czas jakiś czeka, bo się poprzednia wokanda przedłuża i przychodzi mu czekać jeszcze na samo rozpoczęcie rozprawy, potem na swoją kolej w przypadku świadka i nie sposób przewidzieć ile czasu.
    Masz rację, tu informacja była, że sedzia u prezesasmile i będzie za pół godziny. Owszem w takiej sytuacji czekający teoretycznie mogli isc cos zjeść. Teoretycznie, bo:
    - niekoniecznie wiedza gdzie jest sądowy bufet, wiec jakiś czas zajmie im dopytywanie i pójście tam
    - oczekujących jest kilka osób, wiec przygotowanie dla nich dań i czas w jakim zjedzą najpewniej będzie dłuższy niż pół godziny
    - a oni spóźnić się nie mogą

    natomiast sedzia - może. A on jest jeden, może danie zamówił sobie w drodze do bufetu telefonicznie, czekał kilka minut, albo wcale ...

    prawda jest taka, o czym sama pewnie wiesz, że to sedzia tu rozdaje karty i b. nieładnie z jego strony, ze to wykorzystujesad Brac pod uwagę trzeba także jeszcze jeden aspekt - dla sędziego, protokolanta, ławników kolejna wokanda, to po prostu kolejna wokanda. Natomiast dla tych, co czekają pod sala to być może b. ważna sprawa życiowa! Być może ma się na tej rozprawie rozstrzygnąć cos dla nich b. ważnego i samo to, ze sa w tej sprawie w sadzie jest dla nich stresem. Już samo to, czysto po ludzku moim zdaniem jest powodem do traktowania tych ludzi i swej pracy poważnie i z szacunkiem.

    Miałam taką sytuację podczas rozwodusmile Opisałam ja tu przy okazji watku tego o prokuratorze, ale nawet nie z przygana, tylko ze śmiechem: pani sędzia także się spóźniła, niedługo, bo kwadrans i przeprosiła wyjaśniając, ze ma w domu remont. Ok - nie ma sprawy, mnie tam rozwód nie stresował, a rozprawa była poranna, 15 min. faktycznie mnie nie zbawi przy całości rozprawy trwającej zgodnie z przewidywaniami 0,5 h. W czasie gdy ja wyłuszczałam wysokiemu sadowi dlaczego chce się rozwiesć, pani sędzi zadzwoniła komórka (za co przeprosiła - fakt), którą odebrała, półgłosem wymieniła jakieś uwagi i ...ogłosiła 15 min. przerwy szczerze nas informując, że dzwonił mąż, bo jest jakiś problem z kafelkami i musi to wyjaśnić.

    Chocaiż zachowanie pani sedzi było skandaliczne smile, to mnie jedynie ubawiło. Ale tak się stało TYLKO dlatego, że miałam do całej sprawy lajtowy stosunek. Teraz wyobraź sobie, ze na moim miejscu jest kobieta, która zdradził ukochany mąż i b. cierpi, za chwilę czeka ja upokarzające pewnie i stresujące opowiadanie o tym, a potem zeznania jeszcze męza oraz np. świadków obu stron, w tym załóżmy kochanki meza i niechętnych jej teściów. Pomysł, w jakim stanie taki ktoś jest, a sędzia tak się zachowuje...
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vitadea 22.12.14, 15:31
    Koro, a tak z ciekawości. A jeśli ten sędzia i jego protokolant naprawdę nie mieli przerwy w ciągu dnia, bo sesja trwała ciurkiem od rana do 14? Co powinni byli powiedzieć ludziom? Prawdę - idziemy na obiad? Myślisz, że wtedy nikt nie miałby pretensji? No dobrze, sędzia jak sędzia, a jego protokolant - jak miał protokołować z pustym żołądkiem? Pytam poważnie - miał ten protokolant jeść na sali?
  • kora3 22.12.14, 15:50
    Nie, zarówno sedzia, jak i reszta składu i protokolant mieli zjeść w domu śniadanie oraz wziąć sobie jakies kanapki skoro przewidywali, że akurat TEN dzień będzie taki, ze może nie być czasu na bufet. Pewnie, jak wielu innym ludziom w pracy zdarzają się takie sytuacje i sędziom., choć z tego co widze, a nierzadko mam do czynienia z sędziami (nie w swoich sprawach), taka sytuacja, że ciurkiem trwają rozprawy zaplanowane od rana do nocy smile i żadna nie spadnie np. zdarza się im stosunkowo rzadko.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 15:53
    A gdzieżby, miła Koro, mieli zjeść te kanapki? W toalecie może nie daj Bóg?
    --
    Poczucie szczęścia to kwestia dobrze dobranych leków antydepresyjnych.
  • kora3 22.12.14, 16:01
    W swoim pokoju np. - większość sędziów takowe ma Yomo. Sędzia nawet jeśli ma rozprawę za rozprawa (co jest rzadkoscia), to po skończonej jednej opuszcza salę rozpraw i to na ogół nie tymi drzwiami, co reszta, ale innymi tzw. wewnętrznymi. Może iśc do swego pokoju, może iśc skorzystać z WC. I tak musi poczekać na akta kolejnej sprawy, wejście stron na sale itd. Wbrew pozorom to nie jest 2 minuty.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • indhirra 22.12.14, 16:20
    kora3 napisała:

    > W swoim pokoju np. - większość sędziów takowe ma Yomo.

    No ale co to zmienia, skoro i tak by go nie było te pół godziny...

    Sędzia nawet jeśli ma ro
    > zprawę za rozprawa (co jest rzadkoscia), to po skończonej jednej opuszcza salę
    > rozpraw i to na ogół nie tymi drzwiami, co reszta, ale innymi tzw. wewnętrznymi
    > . Może iśc do swego pokoju, może iśc skorzystać z WC. I tak musi poczekać na ak
    > ta kolejnej sprawy, wejście stron na sale itd. Wbrew pozorom to nie jest 2 minu
    > ty.

    Nieprawda, "rozprawa za rozprawą" to nie jest wcale rzadkość (chociaż to zależy zapewne od sądu). I nie we wszystkich sądach są wewnętrzne drzwi - w większości przypadków niestety nie, i sędziowie wchodzą tymi samymi drzwiami co publiczność.
  • kora3 22.12.14, 16:47
    dziwne, rzadko spotykam sale bez wewnętrznych drzwi, ale wierze. W to, że wokandy sa ułożone jedna po drugiej - też. Tylko , że sama wiesz, ze nierzadko sprawa "spada" i to jest wówczas naturalna przerwa w orzekaniu, bo przecież sąd nie zaczyna następnej pół godziny wcześniej, niż zaplanowano. A nawet jeśli nic nie spadnie, będzie poślizg, to przecież sąd nie orzeka od 8. do 22 bez żadnej przerwysmile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • indhirra 22.12.14, 17:08
    kora3 napisała:
    A nawet jeśli nic nie
    > spadnie, będzie poślizg, to przecież sąd nie orzeka od 8. do 22 bez żadnej prz
    > erwysmile

    No właśnie, tylko kiedy taką przerwę zrobić? Przecież cały czas ktoś czeka i może się poczuć zlekceważony...
  • kora3 22.12.14, 17:10
    Nie robic, przegryźć cos w biegu pomiędzy rozprawami - sedzia też człowiek, skoro np. ja mogę tak od czasu do czasu, to sedzia też- nie? smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 17:35
    Przed chwilą twierdziłaś, że sędzia nie może wyjść, żeby zjeść, bo jest wszak UMÓWIONY. Stwierdzam, że biegły plącze się w zeznaniach.

    Na marginesie, bo to do sprawy nie należy, zdziwiłabyś się, w ilu sądach nie ma pokojów narad, do których prowadzą drzwi wewnętrzne.
    --
    Na zawsze zrazem!
  • kora3 22.12.14, 17:56
    yoma napisała:

    > Przed chwilą twierdziłaś, że sędzia nie może wyjść, żeby zjeść, bo jest wszak U
    > MÓWIONY. Stwierdzam, że biegły plącze się w zeznaniach.
    >


    Ale ze co? Chyba źle mnie zrozumiałaś. Jest umówiony, jeśli ma umówionego interesanta z jakaś sprawa, albo ludzi czekających na swa kolej na wokandzie. Jeśli nie ma ani tego, ani tego, to jako osoba o nienormowanym czasie pracy, moze isc sobie zjeść - dlaczegóżby nie? Może isc nawet wówczas, gdy pojawia się ktoś nieumówiony, kogo chce z grzeczności nieumówionego przyjąć, ale po posiłku. Proponuje mu, żeby poczekał wskazują z grubsza czas oczekiwania.

    > Na marginesie, bo to do sprawy nie należy, zdziwiłabyś się, w ilu sądach nie ma
    > pokojów narad, do których prowadzą drzwi wewnętrzne.


    Możliwe, to mniej ważne, sedzia z sali rozpraw ma prawo po rozprawie wyjść do swego pokoju, gdzie może szybko zjeść kanapke, która powinien przygotować sobie w domu wiedzac jaki ma dzień pracy przed sobą, ewentualnie kupic w bufecie przed pracą.



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 15:45
    I dlatego sędzia wysłał protokolanta, żeby poinformował oczekujących, że będzie pół godziny spóźnienia. A nie musiał.

    Co ostatnio wejdę na to forum, to ktoś się kogoś czepia, że śmiał jeść. Czy wy notorycznie głodni jesteście? Właśnie stoję przy garach, może wam paczkę zrobić?
    --
    Na zawsze zrazem!
  • kora3 22.12.14, 15:56
    Yomo, nie idzie o to, ze ktoś się czepia, iż ktoś smiał zjeść, idzie o to, że jeśli są jakieś wyznaczone godziny spotkania (tu - rozprawy) to należy się ich trzymać. Dorosły człowiek w większości przypadków jest w stanie tak zaplanować sobie dzień, by móc zjeść w takim czasie, by to nie kolidowało z jego OBOWIAZKAMI. Sama mam taka sytuacje zawodowa, że wszystkiego nie przewidzę oraz nienormowany czas pracy. I nie, nie zdarza mi się kłamac kogoś z kim byłam umówiona (zaledwie umówiona, q nie wezwałam go!), że wychodzę gdzies pilnie i iść na jedzenie. Mogę natomiast szczerze powiedzieć osobie nieumówionej, która tak sobie zaszła, że właśnie wybieram się na posiłek i: możemy umówić się za pół godziny, możemy umówic się w innym terminie, może mi towarzyszyć do bufetu i tam porozmawiamy, o ile nie widzi w tym problemu.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 16:21
    OK. Dajmy na to sprawy na wokandzie są wyznaczone co godzinę. Jako doskonale znająca specyfikę pracy sędziego zapewne wiesz, że to nie sędzia decyduje o takim harmonogramie. Niech każda sprawa z rozmaitych przyczyn przedłuży się o 15 minut, o godz. 13 daje nam to już minut 60.

    Niech ostatnia sprawa przed 13 przedłuży się o 20 minut. Mamy 13.05. Czy sędzia ma przerwać w pół zdania, powiedzieć stronom: Przepraszam, jestem umówiony i wezwać tych z 13, bo są umówieni wszak? Nie dochodzisz czasem do absurdu?

    Powiadam, sąd to nie dworzec PKP i nie przewidzisz różnych sytuacji. Pozostaję w przekonaniu, że paplanie, jakoby widziało się sędziego w bufecie, było bardzo niegrzeczne. A już twierdzenie poniżej, że sędzia nie powinien jadać w ogóle, bo babrze się w ludzkich brudach, wystrzeliwuje ten absurd w kosmos smile

    Na razie. Wracam do mojego jedzenia smile
    --
    Kobyła ma mały bok
    Ogrodnik ma wielki łeb, jest ślepy, lubi dobrze zjeść i czyta Herriota
  • kora3 22.12.14, 16:34
    Yomo, przepraszam, ale to TY dochodzisz do absurdu usiłując manipulować moimi słowami. Czym innym jest "poślizg" wynikający z faktu, że rozprawy się przedłużają, a czym innym beztroskie wyjście sobie na posiłek w czasie pracy. Pierwsza przyczyna jest obiektywna, druga - nie. Dokładnie tak samo moznaby zrównywać sytuacje, kiedy sedzia zachoruje i rozprawa się nie odbywa z sytuacja, kiedy sedzia zapije i na rozprawę nie dotrze.

    Owszem, to nie dworzec PKP, ale i nie prywatny folwark smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 17:38
    Owszem w czasie pracy, ale wynikłym z tego, że przerwa została wykorzystana na pracę właśnie.

    I owszem, wykazuję absurdalność twoich twierdzeñ. Idźmy dalej. Gdyby plotkarz doniósł, że widział sędziego w toalecie, czy też by forum zapałało świętym oburzeniem? Mam podstawy obawiać się, że tak. I spokojnie, proszę.
    --
    Na zawsze zrazem!
  • kora3 22.12.14, 17:50
    yoma napisała:

    > Owszem w czasie pracy, ale wynikłym z tego, że przerwa została wykorzystana na
    > pracę właśnie.


    Jak piszę poniżej - liczba spraw i ich charakter w danym dniu "wokandowym" nie sa dla sędziego niespodzianką (a dla innych obowiązki sa niespodzianka czasem), wiec może i powinien przewidzieć, czy będzie mógł sobie wygospodarować przerwę, czy - nie.

    >
    > I owszem, wykazuję absurdalność twoich twierdzeñ. Idźmy dalej. Gdyby plotk
    > arz doniósł, że widział sędziego w toalecie, czy też by forum zapałało świętym
    > oburzeniem? Mam podstawy obawiać się, że tak. I spokojnie, proszę.


    Alez ja spokojna jestem - wiesz WYCHODZENIE na posiłek do bufetu, to jednak co innego niż skorzystanie z toalety, zwykle zajmuje mniej czasu i zwykle trudniej z nim poczekać niż z jedzeniem.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 18:38
    Twierdzisz, że oczekujący poczuli się urażeni i zlekceważeni (kto u licha dał ci prawo wyrokowania, co czują zupełnie obcy ci ludzie?), bo sędzia JADŁ. Pytam zatem, czy gdyby mył ręce, czytał akta czy robił sobie zastrzyk z insuliny, też zostałby uznany za ostatniego chama, a jeśli nie, to dlaczego.
    --
    PT Pisięta: niniejszy post nie stanowi zamachu na życie prezesa.
  • kora3 22.12.14, 18:47
    yoma napisała:

    > Twierdzisz, że oczekujący poczuli się urażeni i zlekceważeni (kto u licha dał c
    > i prawo wyrokowania, co czują zupełnie obcy ci ludzie?), bo sędzia JADŁ



    Nie, nie dlatego że jadł, tylko dlatego, że wykonywał te czynność w czasie, w którym miał się zajmowacv ich sprawa, na która sam sad wezwał ich w tym terminie i na te godzinę.

    . Pytam
    > zatem, czy gdyby mył ręce, czytał akta czy robił sobie zastrzyk z insuliny, też
    > zostałby uznany za ostatniego chama, a jeśli nie, to dlaczego.


    Mycie rąk na ogół nawet u chirurga przed operacja nie trwa tyle ile zejście do bufetu, zamówienie posiłku, poczekanie na niego i zjedzenie. To trwa minuty.
    Na czytanie akt sedzia miał czas przed wokandami, wiec owszem, byłby chamski robiąc to w czasie przeznaczonym na orzekanie.
    Zastrzyk z insuliny, którego zrobienie sobie łącznie z wcześniejszym pomiarem poziomu cukru glukometrem także (podobnie jak mycie rak) trwa nie niebo krócej niż posiłek w bufecie, to jest tzw. siła wyższa. Bez niego zdrowie, a nawet życie sędziego mogłoby być zagrozone, dlatego nie byłoby nietaktowne, czy nieprofesjonalne gdyby sedzia chcąc wykonać te czynność zarządził nawet przerwę w rozprawie.



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • claratrueba 22.12.14, 15:32
    Ani kłamstwo, ani spożywanie obiadu gdy czekają strony, świadkowie, pełnomocnicy i itd. Można zapanować nad głodem w imię szacunku dla innych ludzi, to nie jest poświęcenie na miarę Bobby'ego Sandsa (zmarł po 66 dniach) tylko element zwykłej przyzwoitości. Ciekawe czy temu sędziemu czy w ogóle osobie o jakiej takiej ogładzie przyszłoby do głowy udać się na obiadek gdyby czekała osoba, na której szacunku mu zależy- np. ów prezes sądu czy nawet własna żona (o pani, o której względy dopiero zabiega, nie wspominając).
    Stawianie własnego apatytu ponad szacunek dla innych nie przystoi nikomu.
    Na pocieszenie- tak zachowujący się sędziowie są raczej wyjątkiem. I prezesi sądów dbają o wizerunek swoich podwładnych i nierzadko, w tej robocie wielu ma problem z przełknięciem czegokolwiek jak się nasłucha ludzkich brudów.
  • yoma 22.12.14, 15:52
    I pomyśleć, że tematu by nie było, gdyby świadek nie naplotkował, że widział sędziego, moja pani, moja pani, w stołówce...
    --
    Chłop jest tyle wart, do ilu ukończonych miast przylega
  • kora3 22.12.14, 16:05
    Yomo, odwracasz kompletnie sytuację - to sedzia zrobił źle i w dodatku głupio, bo nie wpadł na to, że może być widziany w bufecie przez tych, których nie bójmy się tego słowa okłamał czy też polecił okłamać.
    Czy jeśli np. zaistnieje sytuacja, ze załóżmy mój kolega po fachu dzwoni do urzędnika, z którym się umówił na tel. i słyszy od godziny, ze ten jest na ważnym spotkaniu, a ja go widziałam u fryzjera, to naplotkuje moja pani, czy po prostu powiem koledze prawdę?
    Powiem prawdę - plotkowałabym, gdybym nie miała pewności, że urzędnik powinien być w pracy i odebrać telefon, na który się umówił! A tak, to może jest akurat na urlopie i nic mi do tego, gdzie sobie poszedł
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 16:23
    Sędzia zrobił dobrze, bo uczciwie uprzedził, że się spóźni, a nie musiał. Nie mówiąc o tym, że mógł tego schabowego jeść z prezesem, nie ma zakazu.

    Oczywiście, że naplotkujesz.
    --
    - Proszę państwa, całka z e do x jest tak idealna, że nawet PiS nie mógłby jej nic zarzucić.
  • kora3 22.12.14, 16:42
    yoma napisała:

    > Sędzia zrobił dobrze, bo uczciwie uprzedził, że się spóźni, a nie musiał. Nie m
    > ówiąc o tym, że mógł tego schabowego jeść z prezesem, nie ma zakazu.


    Zrobił źle zmuszając protokolanta do przekazywania informacji nieprawdziwej. Gdyby miał odrobine oleju w głowie poprosiłby o przekazanie ze się spóźni, bez podawania dlaczego. Głowe dam, ze nikt zapytałby "a gdzie pan sędzia właściwie poszedł", a nawet gdyby protokolant zawsze mógłby odpowiedzieć "Niestety nie wiem" co najpewniej byłoby wiarygodne, bo sedzia się protokolantowi opowiadac nie musi.

    >
    > Oczywiście, że naplotkujesz.


    a niby dlaczego? Widze, jak ktoś beztrosko utrudnia prace innej osobie, z która się umówił w dodatku w czasie swojej zajmując się stanowczo tym, czym nie powinien i jeśli zareaguje, to plotkuje? Wolne żarty...


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • indhirra 22.12.14, 17:00
    kora3 napisała:
    > Zrobił źle zmuszając protokolanta do przekazywania informacji nieprawdziwej. Gd
    > yby miał odrobine oleju w głowie poprosiłby o przekazanie ze się spóźni, bez po
    > dawania dlaczego.

    Pewnie tak, ale nie wiemy, jak było dokładnie. Być może rzucił protokolantowi dużo wcześniej, ze idzie do prezesa w przerwie, ten sobie zapamiętał, a później prezes odwołał spotkanie, sędzia poszedł na obiad, nie mówiąc protokolantowi o odwołaniu spotkania. Albo może poszedł do prezesa, spotkanie trwało kilka minut, a sędzia stwierdził, że w sumie ma jeszcze prawie pół godziny i zdąży iść na obiad. Albo może razem z prezesem udał się na ten obiad. Albo w końcu, protokolant wykazał się nadgorliwością, może ktoś ze świadków denerwował się z powodu przeciągnięcia poprzednich spraw, może sędzia wyszedł mówiąc "będę za pół godziny", a protokolant go wytłumaczył tak, jak uznał za słuszne. Po prostu nie wiemy, jak było.
  • kora3 22.12.14, 17:09
    Ano nie wiemy, ale wyszło, jak wyszło. Nie dziwię się ludziom, że poczuli się zlekceważeni i w dodatku oszukani.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • indhirra 22.12.14, 16:26
    kora3 napisała:
    > Czy jeśli np. zaistnieje sytuacja, ze załóżmy mój kolega po fachu dzwoni do urz
    > ędnika, z którym się umówił na tel. i słyszy od godziny, ze ten jest na ważnym
    > spotkaniu, a ja go widziałam u fryzjera,

    Sądzę, że wizyta u fryzjera to jednak nie to samo co zjedzenie posiłku. Teoretycznie, powinien był nawet z burczącym brzuchem dotrwać do końca sesji - z głodu by nie umarł, to jasne. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby "myknąć" do pokoju, ugryźć kanapkę (co by zajęło kilka minut), i wrócić na salę, a obiadek po sesji.
  • kora3 22.12.14, 16:43
    No dokładnie - tak. Wyjść z sali i tak mógł bezkolizyjnie i przejść do swego pokoju. Kanapka zajęłaby kilka minut.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 17:41
    Jesteś pewna?

    Widocznie twoi znajomi rekrutują się wyłącznie z sądów mieszczących się w nowo wybudowanych budynkach.
    --
    - Proszę państwa, całka z e do x jest tak idealna, że nawet PiS nie mógłby jej nic zarzucić.
  • kora3 22.12.14, 17:58
    Co ty z tymi znajomymi... przecież ja w sadzie nie bywam u jakichś znajomych, tylko w pracy. W różnych, chyba we dwóch (rzeczywiście w starszych budynkach) nie na wewnętrznych drzwi.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 18:31
    Wypowiadasz się autorytatywnie o specyfice pracy sędziego powołując się na to, że znasz paru sędziów oraz że przeszłaś rozwód. Co mnie akurat szalenie bawi, ale jako osoba dobrze wychowana staram się nie dać nic po sobie poznać.
    --
    - Proszę państwa, całka z e do x jest tak idealna, że nawet PiS nie mógłby jej nic zarzucić.
  • kora3 22.12.14, 18:34
    Dobrze wychowana może jesteś, ale dość mało masz umiejętności wyciągania wniosków z tego co ktoś pisze. Nie "znam paru sędziów" tylko bywam często w sadach z racji pracy i stąd zasady pracy sędziów sa mi znane. Rozwód nie ma tu nic do rzeczy i nie "przeszłam" (a cóz to choroba jakaś?smile)
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 18:41
    Na skali stresu cięższe przeżycie niż choroba, stąd "przeszłaś" Żart taki. Ale jeśli cię to przejście uraziło, to najczołobitniej przepraszam.

    Dla twojej informacji, i ja bywam w sądach z racji pracy.
  • kora3 22.12.14, 18:53
    yoma napisała:

    > Na skali stresu cięższe przeżycie niż choroba, stąd "przeszłaś" Żart taki. Ale
    > jeśli cię to przejście uraziło, to najczołobitniej przepraszam.


    Nie uraziło, rozbawiło, wszak pisałam, ze to było dla mnie raczej neutralne przeżyciesmile
    >
    > Dla twojej informacji, i ja bywam w sądach z racji pracy.

    No właśnie, zatem wiesz, że sedzia PRZED wokandami zna ich liczbę, harmonogram i akta spraw, zatem umie w każdym razie powinien umieć przewidzieć sytuacje taką, że nie tylko nie będzie przerwy na posiłek między nimi, ale można spodziewać się poślizgu. Zważywszy, że sa to dwa ni w tygodniu (niekoniecznie oba tak wypełnione wcale), to chyba można dwa dni zadowolić się na lunch ze tak powiem sucha karmą? Nie cały dzień, jak się tu usiłuje przekonać, tylko od rana do popołudnia, sądy do 22 nie prowadzą rozpraw. A nawet jeśli mowa o 24-godzinówce, czy trybie wyborczym, to sedzia także WIE, ze może mieć taka sytuacje, może to przewidzieć.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • indhirra 22.12.14, 16:38
    claratrueba napisała:

    > Stawianie własnego apatytu ponad szacunek dla innych nie przystoi nikomu.

    Ale może właśnie przez szacunek do innych poszedł zjeść ten obiad? Sędzia głodny, to sędzia zły, nie wiedziałaś... smile

    > Na pocieszenie- tak zachowujący się sędziowie są raczej wyjątkiem. I prezesi są
    > dów dbają o wizerunek swoich podwładnych

    Tak, prezesi sądów powinni całkowicie zakazać jedzenia w pracy, a sędzia przyłapany na tym niecnym uczynku winien być dyscyplinarnie zwolniony.
  • kora3 22.12.14, 17:00
    Nie Indirro, wcale nie - po prostu tak to niestety jest, ze ludzi traktuje się "per noga" tam, gdzie nie ma konkurencji po prostu. Nie mamy alternatywnych sądów, skarbówek, ZUS-ów, czy Urzedów Miejskich. Ludzie sa nomen omen smile skazani na te instytucje, bo nie ma innych, w który te sprawy mogliby załatwiać. Ten monopol niestety w niektórych pracownikach tych instytucji wywołuje postawę pt. można olewać.
    W miejscach, które mają konkurencję ze zlewką spotkasz się znacznie rzadziej.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • indhirra 22.12.14, 17:03
    kora3 napisała:
    > Nie Indirro, wcale nie - po prostu tak to niestety jest, ze ludzi traktuje się
    > "per noga" tam, gdzie nie ma konkurencji po prostu.

    Czyli co, ten sędzia ostentacyjnie udał się na obiad, żeby zrobić ludziom na złość?
  • claratrueba 22.12.14, 17:10
    Nie Indiro, tu nie chodzi o robienie na złość. Chodzi o lekceważący stosunek do czekających.
    Słusznie kora zauważa, że ci, których zarobki zależą od tego jak są odbierani- tego nie robią, a ci którym płacimy my-poadatnicy mają gdzieś innych.
    I bardzo smutne jest też to, że poszanowanie innych motywowane jest pieniędzmi.
    U niektórych nadal jednak motywacją jest szacunek i przyzwoitość.
    Co powinno być normą.
    Na szczęście za te przebrzmiałe wartości jest nagroda- mniejsze (lub żadne) problemy z figurą. Co dot. coraz mniejszej części populacji.
  • indhirra 22.12.14, 17:17
    claratrueba napisała:
    > Na szczęście za te przebrzmiałe wartości jest nagroda- mniejsze (lub żadne) pro
    > blemy z figurą.

    Ale za to problemy z żołądkiem uncertain
    A poważnie, chodziło o to, że może ten sędzia nie chciał lekceważyć absolutnie tych ludzi, tylko oni to tak odebrali.
  • kora3 22.12.14, 17:33
    Indirro, ale oni SŁUSZNIE to tak odebrali.
    Zrozum, że w odróżnieniu od sędziego ludzie z zewnątrz do sadu nie przychodzą ani do pracy, ani dla rozrywki, tylko nierzadko w ważnych dla nich/ich bliskich stresujących sprawach. Dla nich to nierzadko wyprawa cała, wydarzenie, które najchętniej w większości chcieliby już mieć za sobą. Maja wyznaczona godzinę, karnie i posłusznie czekają pod sala rozpraw, często także głodni i przede wszystkim zestresowani. Tymczasem sedzia, dla którego to kolejna sprawa, jak buła z masłem idzie sobie na jedzenie, bo głodny.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 22.12.14, 17:18
    Nie, po prostu zlał ich i swoje obowiązki.
    Powtórze to Indirro jeszcze raz: nikt nie ma prawa mieć do sędziego pretensji, że zrobił sobie przerwę akurat wówczas, gdy ktoś się raczył pojawić nieumówiony z nim i chcieć spotkać. Dokładnie o tym pisałam w watku o prokuratorze. Ale ma się prawo wymagać, by będąc wezwanym do sądu skład możliwie najprędzej ze tak powiem "obsłużył" wokandę. Opóźnienie może się zdarzyć, ale tylko wówczas, gdy jest spowodowane obiektywnymi okolicznościami. Generowanie większego opóźnienia poprzez wychodzenia na posiłki, telefonowania do glazurników itp. jest bardzo niegrzeczne i nieprofesjonalne.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • claratrueba 22.12.14, 17:32
    Dokładnie.
    Biorąc pod uwagę, że sędzia ma dni sesyjne (zwykle dwa dni w tygodniu) - czyli te podczas których jest na rozprawach i niesesyjne, podczas których nie ma kontaktu z uczestnikami rozpraw, to naprawdę można się powstrzymać.
    Chirurg może operować przez kilka, czasem i kilkanaście godzi bez obiadku, żaden z moich egzaminatorów nie robił przerw a bywało, że od 9 do 20, każdemu z nas pewnie zdarzyła się koniecznośc niejedzenia przez kilka, czy kilkanaście godzin. Nie demonizujmy niezbędności jedzenia tylko dlatego, że jest dostępne. Temu ułamkowi ludzkości, któremu dostępne jest.
  • kora3 22.12.14, 17:40
    10/10 "obrońcy" tego sędziego pisza tak, jakby dzień w dzień sędziowie orzekali ciurkiem od rana do nocy, tymczasem każdy kto ma styczność z sadami "od kuchni" wie, że tak nie jestsmile

    Zatem sedzia może i powinien przewidzieć, ze w dniu "wokandowym" może nie mieć czasu na bufet i zaopatrzyć się w prowiant, który bardzo szybko i bezkolizyjnie może zjeść w swoim pokoju w czasie kilkuminutowej przerwy miedzy rozprawami, o którą nikt zapewne nie robiłby hallo.
    Wielokrotnie stykam się z sytuacjami, kiedy ludzie, w tym ja sama nie maja czasu zjeść porządnego posiłku, a zdarza się, ze nie przewidzieli sytuacji, że po prostu nie będą mieli skad go wziąć! Nikt jeszcze nie umarł z głodu, wiec jak widać nie jest to u większości powodem zgonu smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aldona_a 23.12.14, 02:08
    claratrueba napisała:
    > Chirurg może operować przez kilka, czasem i kilkanaście godzi bez obiadku, żade
    > n z moich egzaminatorów nie robił przerw a bywało, że od 9 do 20, każdemu z na
    > s pewnie zdarzyła się koniecznośc niejedzenia przez kilka, czy kilkanaście godz
    > in. Nie demonizujmy niezbędności jedzenia tylko dlatego, że jest dostępne. Temu
    > ułamkowi ludzkości, któremu dostępne jest.

    Racja. Jedzenie to strata czasu - skoro można pracować bez przerw 9-20. Da się? Ano da. A przecież można żywić się światłem (podobno). Zlikwidować przerwy obiadowe w zakładach pracy, stołówki też wywalić, w razie wielkiej potrzeby można sączyć nutridrinka.
  • indhirra 22.12.14, 17:38
    kora3 napisała:

    > jest spowodowane obiektywnymi okolicznościami. Generowanie większego opóźnienia
    > poprzez wychodzenia na posiłki, telefonowania do glazurników itp. jest bardzo
    > niegrzeczne i nieprofesjonalne.

    Widzisz, ja tylko próbuję tłumaczyć sytuację. Założywszy, że w tym dniu faktycznie orzekał od rana do popołudnia i ciężko pracował, kiedyś musiał tę przerwę zrobić. Nie każdy organizm ma taką samą wytrzymałość, może nie mógł wytrzymać, miał wrzody, itp. Próbuję wytłumaczyć, że może nie wynikało to ze złej woli sędziego. I tylko tyle.
  • yoma 22.12.14, 17:42
    A cała dyskusja przypomina jako żywo wierszyk o kwoce smile
    --
    Na zawsze zrazem!
  • kora3 22.12.14, 18:06
    A mnie ta dyskusja przywodzi na myśl, jakaś czołobitność wobec sędziówsmile
    Ciekawe ilu z nas wyczekawszy się z powodu poślizgu od umówionej godziny jeszcze czas jakiś niekrótki u lekarza, fryzjera, kosmetyczki, weterynarza, w banku z pełna aprobatą i zrozumieniem przyjmuje wiesć tego na kogo czeka, że musi on cos zjeść i wychodzi na pół godzinkismile
    Sedzia tez człowiek i może jesc w czasie przeznaczonym na rozprawy, bo głodny, zatem strona/świadek tez człowiek i tez może sobie pójść na jedzenie zostawiając wiadomość, ze będzie póxniej, Niech sad sobie poczeka - już to widze smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 18:24
    Długo już żyję na tym świecie, ale na mylenie empatii z czołobitnością jeszcze się nie natknęłam smile

    Strony oczywiście mogą sobie iść w cholerę, ale to chyba one mają pilnować własnego interesu, nieprawdaż?

    Wiele razy czekałam np. u weterynarza i jeśli weterynarz wyjrzał i powiedział: Przepraszam, ale to jeszcze potrwa - ani nie czułam się urażona, ani nie myślałam sobie: co za cham.
    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • kora3 22.12.14, 18:39
    yoma napisała:

    > Długo już żyję na tym świecie, ale na mylenie empatii z czołobitnością jeszcze
    > się nie natknęłam smile



    Acha - wszyscy w stosunku do sędziego musza być empatyczni, sedzia w stosunku do innych - wcale nie musismile

    >
    > Strony oczywiście mogą sobie iść w cholerę, ale to chyba one mają pilnować włas
    > nego interesu, nieprawdaż?


    O i to jest właśnie to podejście zwane roboczo "urzędniczym"smile - owszem, strony mają pilnować swego interesu, ale sędzia swego TEZ. Jego interesem w pracy, jest praca, za którą pobiera niemałe wynagrodzenie z kieszeni podatników, o czym warto pamiętać.

    >
    > Wiele razy czekałam np. u weterynarza i jeśli weterynarz wyjrzał i powiedział:
    > Przepraszam, ale to jeszcze potrwa - ani nie czułam się urażona, ani nie myślał
    > am sobie: co za cham.


    Rozumiem, ze weterynarz wystawiał głowę z kuchni/pomieszczenia socjalnego? Bo jeśli z gabinetu, to chyba nie sadzisz, ze tam jadł? Nikt do sadu nie ma pretensji, że trwa rozprawa, która wg rozpiski na wokandzie powinna się już zakończyć i nie oczekuje, ze nie tylko on, ale nawet protokolant będzie wychodził do oczekujących i przepraszał, ze potrwasmile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 18:55
    Jako osoba dobrze wychowana nie rozłażę się po całej przychodni, żeby stwierdzić przeznaczenie pomieszczenia, z którego wystawia łeb weterynarz...
    --
    Oszołomy z Greenpeace i tym podobnych organizacji, proszę natychmiast przywrócić globalne ocieplenie, bo w ryja.
  • kora3 22.12.14, 19:00
    yoma napisała:

    > Jako osoba dobrze wychowana nie rozłażę się po całej przychodni, żeby stwierdzi
    > ć przeznaczenie pomieszczenia, z którego wystawia łeb weterynarz...


    Osobliwe, wydawało mi się, ze weterynarze jako ludzie na ogół mają glowy, a nie łby, ale mogę się mylić...

    No i dość dziwne, ze osoba odwiedzająca weta nie wie, gdzie jest gabinet, pokój zabiegowy, czy sala operacyjna...No chyba, że jest pierwszy raz

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • claratrueba 22.12.14, 17:47
    Nie każdy organizm ma taką samą wytrzymałość, może nie mógł wytrzymać, m
    > iał wrzody, itp. Próbuję wytłumaczyć, że może nie wynikało to ze złej woli sędz
    > iego. I tylko tyle.

    I tu masz rację. Mogło tak być i wydawanie wyroku na tego sędziego może być krzywdzące.
    Ale co do zasady -nie jest to właściwe zachowanie.
  • kora3 22.12.14, 17:59
    Dokladnie tak i jako takie mogło być odczytane jako zlewka, co kto jak kto, ale sedzia powinien przewidziećsmile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 22.12.14, 17:47
    Wiesz co - ja znam pracujących diabetyków, którzy nie wychodzą na obiady zostawiając czekających na nich, jak zebracy UMÓWIONYCH ludzi. Sedzia chyba wie ile i jakie sprawy ma w danym dniu, nie że to niespodzianka (jak w niektórych zawodachsmile), wiec może i powinien przewidzieć, ze nie da rady iśc do bufetu i zaopatrzyć się PRZED pracą w jedzenie, które może szybko zjeść, by zadość uczynic swoim wrzodom. smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 18:27
    To nie jest argument. Ty akurat znasz wszystkich, którzy ci akurat pasują do dyskusji smile
    --
    Najdłuższy miesiąc w roku to trzeci.
  • kora3 22.12.14, 18:40
    Nie, dlaczego wszystkich - Ty nie znasz nikogo, kto jest diabetykiem i pracuje zawodowo?
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 18:54
    Zapewne znam, tylko o tym nie wiem.

    W twoich dyskusjach wcześniej czy później pojawia się argument "a ja znam...... i to nie jest tak, jak myślisz". Zwróć uwagę, jeśli nie wierzysz.
    --
    Poczucie szczęścia to kwestia dobrze dobranych leków antydepresyjnych.
  • kora3 22.12.14, 19:08
    znam - tak - to nie jest tak, jak myślisz - niesmile

    Co to jednak ma do rzeczy....Sporo ludzi cierpiących na różne schorzenia, nawet ciężkie i dokuczliwe może pracować i pracuje. Jeśli jest uzasadnienie ze względu na stan zdrowia osoba taka może mieć dłuższe przerwy w pracy, dłuższe urlopy itd. W instytucjach państwowych, czy ogólniej publicznych na pewno prawo do takich przywilejów dla pracownika chorego/niepełnosprawnego sa znacznie łatwiej egzekwowalne, niż w prywatnych firmach (na ogół rzecz jasna) i nie sadzę, by sedzia diabetyk, czy wrzodowiec nie mógł ustalić sobie z prezesem sadu, żeby jego wokandy nie "szły" ciurkiem, a była w nich np. 2 godzinna przerwa, by nawet przy poślizgu poprzednich miał czas na posiłek przed następnymi sprawami. Ludzie dostają wezwanie na późniejsza godzinę i nie czekają po głupiemu, sędzia się nie musi spieszyć, kłamać
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • mama-123 22.12.14, 18:00
    Jak pozniej szanowac takiego sedziego i jego wyroki?
    Ostatnio w Wielkiej Brytani glosno bylo o pewnym bankierze, ktory przez siedem lat oszukiwal koleje. Zamiast placic dziennie ?21, ow placil ?7. Przez lata uzbieralo sie tego sporo.
    Sad orzekl, ze nie tylko jest to oszust, ale rowniez zabronil jemu jako notorycznemu oszustowi pracowac w branzy, bo nie mozna mu ufac.
    A w tu w tym przypadku podobnie. Sedzia oszukuje ludzi, czy zatem mozna polegac na nim?
  • yoma 22.12.14, 18:15
    Wysoki Sądzie, oskarżony powiedział, że idzie na spotkanie, a bezczelnie poszedł żryć. Żądam dożywotniego zakazu wykonywania zawodu dla notorycznego oszusta!
    --
    Kobyła ma mały bok
    Ogrodnik ma wielki łeb, jest ślepy, lubi dobrze zjeść i czyta Herriota
  • mama-123 22.12.14, 19:18
    Jesli ktos nie potrafi byc uczciwy w drobnych sprawach, to jest duze prawdopodobienstwo, ze i w wiekszych uczciwym nie jest.
  • aldona_a 23.12.14, 01:58
    Nie no, ludzie, brak słów po prostu. Czyli wychodzi na to, że sędzia podczas wyjątkowo zapchanej sesji nie ma prawa do zjedzenia obiadu. To w takim razie po co w zakładach pracy są przerwy obiadowe, skoro "można wytrzymać"? No po co? Jakoś nie oburzacie się jak musicie dłużej czekać w kolejce do fryzjera, kosmetyczki, czy lekarza. Czy w supermarkecie. No ale na tym forum można się też dowiedzieć innych ciekawych rzeczy, że i wykładowca nie ma prawa jeść przy studentach, a najlepiej jakby jadł "odżywki" (nutridrinki) (!!!!) pomiędzy wykładami, bo i taka propozycja padła.
  • kora3 23.12.14, 10:20
    Aldono, a powiedz tak szczerze: czy miałas kiedyś taką sytuację, że czekasz UMÓWIONA do fryzjera, kosmetyczki, lekarza i ten na kogo czekasz zwyczajnie sobie wychodzi do bufetu na jedzenie? Pytam z ciekawości, bo ja - nie. Owszem, zdarza się czekać nieci ponad umówiona godzinę, ale to wynika z obiektywnej przyczyny - poślizgu w wizytach, czy usługach. Zdarza się. Nikt nie oczekuje, że sąd będzie nawet przepraszał za opóźnienie, co robią na ogół fryzjerzy, kosmetyczki, a także niektórzy lekarze. Nikt normalny o te obiektywne przyczyny się nie wścieka - siła wyższa.

    Przykład z supermarketem - kompletnie nie trafiony - w kasach widzisz, czy jest kolejka, czy nie i liczysz się z oczekiwaniem, to raz. A dwa, że jeśli kasjerka widzi, ze zbliza się godzina jej przerwy to kieruje kolejnych klientów do innej kasy nierzadko sama wzywając do niej innego kasjera.

    Daruj, ale mnóstwo ludzi miewa w pracy taką sytuację, że nie może w danej chwili iśc na lunch, czy obiad, ba niektórzy taką, że nie mają szansy nawet siegnąc po kanapke i nie robią z tego afery zaraz smile
    Jak już pisałam - sedzia nie orzeka od 8 do 22, wiec nie ma mowy, że cały dzień jest biedaka głodny. Dziwne, że nikt się tak nie lituje np. nad strażakami, którzy czasem prowadza akcję kilka, a nawet kilkanaście godzin, w trudnych warunkach nierzadko i jakoś żaden nie wychodzi na jedzenie..
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aldona_a 23.12.14, 11:35
    kora3 napisała:

    > Aldono, a powiedz tak szczerze: czy miałas kiedyś taką sytuację, że czekasz UMÓ
    > WIONA do fryzjera, kosmetyczki, lekarza i ten na kogo czekasz zwyczajnie sobie
    > wychodzi do bufetu na jedzenie?

    Koro, oczywiście że miałam taką sytuację - z tym, że te osoby miały po prostu przerwę obiadową. Sędzia stałych przerw obiadowych nie ma, ale chyba zgodzisz się z tym, że ma prawo ją sobie wyznaczyć "pomiędzy" kolejnymi rozprawami. Szczególnie, że jak wynika z postu, procedował od rana do 14.00.

    > a widzi, ze zbliza się godzina jej przerwy to kieruje kolejnych klientów do inn
    > ej kasy nierzadko sama wzywając do niej innego kasjera

    Zgadza się, kasjer ma możliwość wezwać zastępstwo i iść na przerwę, sędzia niestety nie. Taki lajf.

    > Daruj, ale mnóstwo ludzi miewa w pracy taką sytuację, że nie może w danej chwil
    > i iśc na lunch, czy obiad, ba niektórzy taką, że nie mają szansy nawet siegnąc
    > po kanapke i nie robią z tego afery zaraz smile

    No jak nie ma możliwości, to nie ma. Jeśliby od tego, czy zjem w danej chwili lunch zależało czyjeś życie czy zdrowie, dyskusji by w ogóle nie było. Przyznasz, że w tym przypadku niczyje życie nie było zagrożone - w imię czego sędzia miał głodować?

    > Jak już pisałam - sedzia nie orzeka od 8 do 22, wiec nie ma mowy, że cały dzień
    > jest biedaka głodny.

    Nie do 22, ale od rana do 16-17 jak najbardziej może.

    Dziwne, że nikt się tak nie lituje np. nad strażakami, kt
    > órzy czasem prowadza akcję kilka, a nawet kilkanaście godzin, w trudnych warunk
    > ach nierzadko i jakoś żaden nie wychodzi na jedzenie..

    A dzieci w Afryce i Chinach też głodują...
    Poczytaj sobie, Koro, co na temat przerwy w pracy sędziów mówią badania naukowe: Prawo i głodna sprawiedliwość. Taka ciekawostka. Ja, w przeciwieństwie do Ciebie, zdecydowanie wolę, żeby w mojej Najważniejszej Sprawie w Życiu orzekał sędzia wypoczęty i najedzony, a nie głodny, myślący przede wszystkim o obiedzie (i to nawet kosztem półgodzinnego czekania - cóż to jest te 30 minut dla Najważniejszej Sprawy w Życiu, prawda?). Bo i owszem, da się przetrwać bez jedzenia nawet i kilka dni, a i pracować się jakoś tam da... ale no właśnie, jakoś tam. Nie wymagajmy zatem od człowieka, żeby orzekał cały dzień bez dłuższej przerwy na gorący posiłek (a nie tych kilku minut na ugryzienie w pośpiechu suchej buły), przy zachowaniu maksymalnej koncentracji na rozpatrywanej sprawie.
  • kora3 23.12.14, 12:55
    No właśnie moim zdaniem nie ma prawa sobie jej wyznaczać (sam?) w czasie, gdy ma orzekać i czekają ludzie. Powinien mieć przerwę w dniach "wokandowycjh", ale przerwę wynikająca z harmonogramu.
    Moim zdanie sąd - jak każda inna instytucja jest dla ludzi, a nie ludzie dla sadu. Sąd może sobie wzywać ludzi na godzinę? No to powinien się do tych godzin stosować - opóźnienie może wynikac tylko z przyczyn obiektywnych.
    To dla mnie jest oczywiste, także w mojej pracy, ze jeśli się UMÓWIŁAM z kimś i ktoś się fatyguje do mnie, albo czeka u siebie/gdzieś na mnie, to ja w tym czasie nie załatwiam prywatnych spraw. Inaczej rzecz ma się, gdy ktoś przychodzi nieumówiony - wówczas jak najbardziej poza innymi propozycjami spotkania się , mogę mu złożyć także taką, by poczekał, bo wychodzę na posiłek. Wolno mi i sędziemu w adekwatnej sytuacji - także wolno.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aldona_a 23.12.14, 11:46
    Całość tutaj:
    [...]
    Naukowcy przetestowali "hipotezę śniadaniową" na podstawie decyzji podjętych podczas 50 miesięcy przez ośmiu doświadczonych sędziów zawodowych (w tym dwie kobiety) z Izraela mających średni staż wynoszący 22 lata. Sprawdzili aż 1112 orzeczeń.
    [...]
    Okazało się, że w sędziowskich decyzjach rzeczywiście można znaleźć prawidłowość. Prawdopodobieństwo orzeczenia korzystnego dla skazanego było większe, gdy jego sprawę rozpatrywano zaraz po rozpoczęciu pracy lub bezpośrednio po przerwie na posiłek. Po porannym jedzeniu wynosiło ono aż 65 proc., przed kolejną przerwą spadało niemal do zera (!), by po lunchu znów wzrosnąć do 65 proc. Co ważne, sędziowie reagowali inaczej w podobnych przypadkach karnych.
    [...]
    Już wcześniejsze badania dowiodły bowiem, że wydawanie wielu wyroków wyczerpuje zdolność sędziów do podejmowania decyzji i męczy ich psychicznie. Z upływem czasu nawet najbardziej obiektywny z nich ma skłonność do upraszczania podejmowanych decyzji poprzez akceptowanie status quo.
    [...]
    Autorzy pracy uważają, że ich badania wskazują na problem, przed jakim staje sędzia - w końcu zwykły człowiek. Mimo że decyduje o losie innego człowieka, nie jest w stanie całkiem oderwać się od kierujących nim potrzeb fizjologicznych (głodu, senności) czy emocji (np. problemów osobistych). Jedno wiadomo na pewno: ważnych decyzji nie powinniśmy podejmować "na głodnego". Higiena pracy, o której dziś zapominamy w szale spotkań, zebrań i spraw do załatwienia, nie jest przeżytkiem minionych czasów (te śmieszne przerwy na zbiorową gimnastykę), ale koniecznością.
  • kora3 23.12.14, 13:06
    Aldono, ale niech sobie sedzia tak prowadzi życie zawodowe, jak CHCE. W tym właśnie rzecz - sędziego nie interesuje czy strona/świadek jedli, czy sa wypoczęci, czy się stresują czy nie, czy jadą z daleka itd. Mają być na miejscu o wyznaczonej godzinie i ich samopoczucie sadu nie interesuje. Chyba, ze sa chorzy i mają na to stosowne zaświadczenie lekarskie, nieprawdaż? No to tak samo działa to w drugą strone - jeśli sędzia jest chory, nikt nie ma pretensji, ze jest nieobecny w pracy.
    Tak, jak sadu nie interesi, jak ktoś do sadu dojedzie, czy jadł wcześniej, jak się czuje w związku ze sprawą, tak i uczestników sprawy nie powinno interesować to samo u sędziego. Strony i swiadkowie muszą sobie zorganizować jakos swój dzień w związku z rozprawą, a sedzia swój - proste.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aldona_a 23.12.14, 13:21
    Widzę Koro, że nie zrozumiałaś, o co mi chodzi (i o co chodzi w tych badaniach). Świadek jest bardzo ważny, strony też, ale to sędzia orzeka, decyduje o ich losach, to na niego spada odpowiedzialność za dalsze życie tych ludzi. Pomijam fakt, ze taki świadek spędza w sali rozpraw nieporównywanie mniej czasu, niż sędziowie (a więc może sobie potem jeść).
    Reasumując. Jako strona, mogę być głodna, ale chcę, żeby sędzia orzekający w mojej sprawie był wypoczęty i najedzony. Bo to leży w moim interesie - rozumiesz?
    Zatem odpowiedz mi na pytanie, ale tak szczerze. Czy wolisz, żeby w Twej sprawie orzekał sędzia najedzony, ale po półgodzinnej przerwie obiadowej (w związku z tym musiałabyś spędzić w sądzie 30 min dłużej), czy też sędzia głodny (a więc "zły" smile ), ale za to wyszłabyś prędzej?
  • vi_san 23.12.14, 13:44
    Aldono, ale ty najwyraźniej nie zrozumiałaś Kory! Wszak pisała [niejednokrotnie], że sędzia powinien mieć przerwę na obiad. Tylko, że ta przerwa powinna być "wkalkulowana" w plan dnia - czyli wezwać świadków na późniejszą godzinę itp. Właśnie, żeby nie musieli czekać. A jeśli już z jakiegoś powodu następuje "przesunięcie" to może jednak darować sobie obiad w stołówce i przegryźć kanapkę? Od tego się nie umiera, słowo!
    I na koniec odpowiedź na twoje pytanie [acz zadane Korze]: wolę by w mojej sprawie orzekał sędzia uczciwy i niech będzie, że po półgodzinnej przerwie obiadowej, ale wolałabym też, żeby [skoro wie, że tą przerwę mieć będzie] poprosił mnie i świadków do stawienia się o pół godziny później, i nie musi tłumaczyć dlaczego. Proste?

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kora3 23.12.14, 18:05
    vi_san napisała:

    > Aldono, ale ty najwyraźniej nie zrozumiałaś Kory! Wszak pisała [niejednokrotnie
    > ], że sędzia powinien mieć przerwę na obiad. Tylko, że ta przerwa powinna być "
    > wkalkulowana" w plan dnia - czyli wezwać świadków na późniejszą godzinę itp. Wł
    > aśnie, żeby nie musieli czekać.


    Dokładnie Vi smile

    A jeśli już z jakiegoś powodu następuje "przesu
    > nięcie" to może jednak darować sobie obiad w stołówce i przegryźć kanapkę? Od t
    > ego się nie umiera, słowo!


    Tez prawda - sprawdziłam smile

    > I na koniec odpowiedź na twoje pytanie [acz zadane Korze]: wolę by w mojej spra
    > wie orzekał sędzia uczciwy i niech będzie, że po półgodzinnej przerwie obiadowe
    > j, ale wolałabym też, żeby [skoro wie, że tą przerwę mieć będzie] poprosił mnie
    > i świadków do stawienia się o pół godziny później, i nie musi tłumaczyć dlacze
    > go. Proste?


    Proste i oczywiste ...Prawda Vi jest taka, że sądy uważają się za prywatne folwarki i wzywają ludzi na kosmiczne godziny. Miałam okazję raz widzieć sytuację, gdy chyba na godz. 14 stawił się tłum świadków i strony i ...zastali pod salą rozpraw tych, co mieli być na ...11. I na 11 byli! Oni od tej 11 już sterczeli pod salą i najpewniej nie biegali do bufetu, bo przecież trwająca rozprawa w każdej chwili mogła się skończyć i mogli zostać wezwani na salę.
    Nie ma opcji, ze sad jest nieświadomy (jako instytucja) i sędzia (jako przew. składu orzekającego w danej sprawie) ILE czasu może dana sprawa potrwać! Sad zapoznaje się z pozwem/aktem oskarżenia, odpowiedzią, wie ilu będzie świadków, wiec sytuacja, ze cos jest dla sądu zaskoczeniem (np. wniesienie obrony/pełnomocnika/rzadziej prokuratora o przesłuchanie świadka wcześniej niezgłoszonego) jest b. rzadka. Sędzia jest w stanie z grubsza przewidzieć ile potrwa rozprawa, jeśli jest np. po 6 świadków po każdej stronie. I potrafi sobie uznac, ze wystarczy 60 min.smile A gdzie słuchanie stron? gdzie mowy końcowe pełnomocników?, gdzie NARADA składu? Gdzie uzasadnienie?
    Nie jest tak, że strona czy świadek tokuje ile chce, ALE brać należy pod uwagę, że sa ludzie kompletnie nie obeznani z sadami, którym trzeba będzie zwracać uwagę, przerywac im i to, ze poza pytaniami sądu będą padac pytania pełnomocników stron i ich samych.
    W takiej sytuacji tylko przepraszam, ale idiota uważa, ze na taką sprawę starczy godzina. Sądy sobie dokładnie zdaja sprawę z tego, że będzie obsuw i to niemały, ale co tam - ludzie nie maja wyboru (nie ma konkurencji dla sądów), wiec poczekają. Już sama ta postawa wskazuje na wybitne lekceważenie tych, z których sady wszak się utrzymują, a sędziowie mają płaconesad Nie mówiąc już o tym, że sąd nie raczy zawiadomić stron(y) i świadków o tym, że rozprawa się nie odbędzie w danym terminie, także wówczas, gdy wiedzą o tym z dużym wyprzedzeniem umożliwiającym powiadomienie. Straconym czasem ludzi się nie przejmują, straconymi pieniędzmi stron także, a pieniędzmi podatnika, które wypłacą świadkom za niepotrzebny dojazd do sądu i potem raz jeszcze za potrzebny - także.
    W obliczu takiego traktowania ludzi przez sady doprawdy trudno martwić się tym, że wokanda została źle rozplanowana i pan sedzia powinien zadowolić się szybką kanapką, a nie spokojnym obiadem.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vitadea 23.12.14, 20:31
    vi_san napisała:

    > I na koniec odpowiedź na twoje pytanie [acz zadane Korze]: wolę by w mojej spra
    > wie orzekał sędzia uczciwy i niech będzie, że po półgodzinnej przerwie obiadowe
    > j,
    ale wolałabym też, żeby [skoro wie, że tą przerwę mieć będzie] poprosił mnie
    > i świadków do stawienia się o pół godziny później, i nie musi tłumaczyć dlacze
    > go. Proste?

    Nooo, niech będzie... no, ewentualnie, niech sobie już zje ten obiad, za łaskawym pozwoleniem...
  • kora3 23.12.14, 20:43
    Nieeee no co Ty, niech strażak idzie sobie na obiad na dyżurze, najwyżej przyjedzie JRG o te pół godzinki później - nic się nie stało Polacy, nic się nie stałosmile Pociag teraz nie pojedzie, bo pan kierownik pociągu poszedł coś zjeść - no sorry, nie ma warsu w składzie, samolot też później może lecieć, pilot musi być najedzony....Nie, no spoko smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aldona_a 23.12.14, 21:57
    kora3 napisała:

    > Nieeee no co Ty, niech strażak idzie sobie na obiad na dyżurze, najwyżej przyje
    > dzie JRG o te pół godzinki później - nic się nie stało Polacy, nic się nie stał
    > osmile Pociag teraz nie pojedzie, bo pan kierownik pociągu poszedł coś zjeść - no
    > sorry, nie ma warsu w składzie, samolot też później może lecieć, pilot musi by
    > ć najedzony....Nie, no spoko smile

    Zapomniałaś napisać, że dzieci w Afryce głodują.
    Nie rozumiem, po co przytaczasz takie przykłady jak wyżej. Wiem, zawsze może być gorzej. Btw.
    Lekarze - jak najbardziej jedzą kiedy chcą poza operacją oczywiście (widziałam jak jedli w najprzeróżniejszych miejscach i okolicznościach, bynajmniej nie s-v smile ), kierownik pociągu ma przerwy (stacje, zresztą na dłuższą trasę jadą we dwójkę), piloci - zły przykład, bo oni mają posiłki w trakcie lotu regularnie (samoloty poza startem i lądowaniem lecą na autopilocie) - i ich posiłki są bardzo pilnowane. Nie ma możliwości, żeby pilot samolotu pasażerskiego leciał "na głodniaka", to zbyt duże ryzyko. Co do pilotów myśliwców, wiem, że mają ściśle dobrane i przestrzegane diety.

    Ok, ja może jestem trochę "skrzywiona" zawodowo bo zajmowałam się kiedyś żywieniem człowieka. Stąd burzę się na wszelkie porady typu "niech zje kanapkę na szybko", "niech zapanuje nad głodem", itp. Oczywiście, że raz nic się od tego nie stanie (mnie też się to zdarza), ale na dłuższą metę jest to niezdrowe, i tyle. Z drugiej strony mam w rodzinie i sędziów, i lekarzy, stąd wiem, że nie zawsze wszystko da się przewidzieć, tak na sali rozpraw, jak i w gabinecie lekarskim. Liczba spraw na wokandzie bywa często wymuszana odgórnie i sędzia nie ma na to wpływu, czego konsekwencją są obsuwy jak przedłuża się wcześniejsze przesłuchanie. Nie zawsze jednak się przedłuża, a sędzia nie chce przestojów. Powiem Ci jeszcze, że są kraje w UE, w których nie wyznacza się spraw na godzinę, a jedynie datę, a strony i świadkowie spędzają w sądzie cały dzień czekając na swoją kolej. Podam Ci jeszcze inny przykład. Kiedyś zdarzyło mi się czekać u ginekologa 1,5 godziny na wizytę - i to prywatnie byłam! Pan przyszedł spóźniony pół godziny (przedłużyła mu się operacja w szpitalu), potem wyszedł na obiad i kawę (co każda z czekających kobiet zrozumiała, a pewnie też pozostawiały w domu dzieci itp), potem jedna pacjentka przede mną siedziała dłużej niż planowe 15 minut / wizytę. A może powinnam być zła na niego? Bo w końcu powinien przewidzieć, że może operować, że potem musi mieć czas na zjedzenie obiadu, a wizyty też mogą się przedłużyć.
  • kora3 23.12.14, 22:36
    Aldono, podkreślę raz jeszcze - to nie strony/świadka sprawa, jak ułożona jest wokanda i dlaczego źle i bez przerwy dla sędziego na jedzenie. To jest sprawa między sedzią i jego pracodawcą. I to nie jest brak empatii, tylko zwyczajnie dbanie o swój interes. Sedzia także nie pochyla się empatycznie nad tymi, którzy może daleko jechali, może się ze stresu nie wyspali, może głodni sa, może chorzy przewlekle itd. I to zrozumiałe, bo jakby sąd starał się dostosować do każdego, to nie zdołałby zebrać "ekipy" na rozprawę a i rozprawy przeprowadzić, bo co i rusz ten chciałby siku, a tamten jeść, a ten kawy itd.
    Stąd ludzie dostosowują się do sadu, ale nie należy od nich wymagać by byli empatyczni wobec sędziego, który powiedzmy sobie szczerze - nie cały dzień jest o głodzie biedak - tylko parę godzin nie jadł! Nie róbmy afery z tego, że ktoś nie jadł kilka godzin, to jakiś absurd. W domu, czy w bufecie przed pracą sędzia może przecież zjeść śniadanie, może sobie także wziąć cos na zab, co można zjeść szybko w naturalnej przerwie miedzy rozprawami, skoro przewiduje, ze taka a nie inną może mieć sytuacje w danym dniu. Pamiętajmy też o tym, że nie chodzi o cały tydzień roboczy sędziego, tylko o przeważnie dwa dni! I to niekoniecznie 2 dni tak zapakowane skrajnie na wokandzie.

    Jest bardzo wiele zawodów, także poza sędziami i lekarzami, kiedy nie zawsze wszystko można przewidzieć Aldono. I latają u nas pilocie niedokarmiani w trakcie lotów i nie na scisłej misliwcowej diecie np. piloci w policji, SG - w planowym locie wiedzą ile on potrwa, ale w nieplanowanym - nie. I jakos nie widuję, żeby konali z głodu, choć nie zawsze zdążyli zjeść (najczęściej jeśli sprawa nieplanowana, nagła - nie zdążyli). Mnie też się zdarza być "o" bułce i serku topionym czasem pół dnia i jakoś nie umieram, a zdarza mi się, bo mam nieprzewidzianą sytuację jakaś, gdzie muszę jechać teraz zaraz i nie mam czasu iśc się najpierw najeśćsmile
    Powiem ci, że znam takiego radnego - diabetyk. Musi sobie robic zastrzyki coś 5 razy dziennie, musi też jesc określone rzeczy o określonych porach. Nie prosi za kazdą swa, powiedzmy sobie szczerze naprawdę wazną potrzebą, o przerwę tylko dyskretnie wychodzi do mniejszej sali narad pustej w czasie obrad rady i tam je przygotowane w domu potrawy. Wychodzi podczas mniej ważnych punktów, na głosowaniach jest. W zasadzie to nie byłoby nic złego, gdyby za każdym razem wnioskował o przerwę - siła wyższa, ale on właśnie szanuje innych i ich czas. Gościa nie ma na sali góra 7-10 minut. Jasne, sesje sa raz w miesiącu, ale ten człowiek też pracuje i w pracy musi robić tak samo, bo przy jego cukrzycy jedzenie w bufecie jest ryzykowne, musi mieć dość starannie przygotowane posiłki i jakoś daje radę. Nie chodzi o to Aldono, żeby komus "zabraniać" jesc, tylko chodzi o to, by nie obarczać ludzi zła organizacją wokand i potrzebami sędziów.

    Co do ginekologa - rzecz w tym, że ty doń chodziłaś, bo CHCIAŁAS - mogłaś wybrać innego, z sądami nie ma wyboru. Można wnioskować o zmiane składu i trzeba to uzasadnić inaczej jednak, niż tym, że sedzia sobie wychodzi kiedy chce na jedzenie
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aldona_a 23.12.14, 22:43
    Koro, zgadzam się co do jednego - sędziowie powinni bardziej naciskać na zmniejszenie wpływu. A co za tym idzie, mniej spraw na dzień, dłuższe przerwy. Są tacy, co orzekają 4 razy w tygodniu, al ei tacy, co tylko 2. Wszystko zależy. Wracając do tej 0,5 h obsuwu - uważam, że to żaden obsuw, naprawdę smile i o to mi chodziło, że po prostu nie ma o co kruszyć kopii. Zawsze może być gorzej - jak w tych krajach, gdzie w ogóle nie ma wyznaczonej godziny rozprawy.
  • kora3 23.12.14, 22:48
    Aldono, ale nie chodzi o 30 min. obsuwu, tylko na ogół ten posiłkowy obsuw dodaje się do większego wynikającego z idiotycznego planowania wokand. I tak ludzie, którzy mieli wyznaczoną godz. 11 w sądzie o 14 jeszcze czekają na swoją sprawę...
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 23.12.14, 22:50
    kora3 napisała:
    > e radę. Nie chodzi o to Aldono, żeby komus "zabraniać" jesc, tylko chodzi o to,
    > by nie obarczać ludzi zła organizacją wokand i potrzebami sędziów.

    Dokładnie. Sorry, ale dla mnie sąd to urząd, nie człowiek. To epatowanie "człowiekiem" robi się już wkurzające, bo sugeruje, że niby co mam zrozumieć?
  • aldona_a 23.12.14, 20:39
    vi_san napisała:

    > Aldono, ale ty najwyraźniej nie zrozumiałaś Kory! Wszak pisała [niejednokrotnie
    > ], że sędzia powinien mieć przerwę na obiad. Tylko, że ta przerwa powinna być "
    > wkalkulowana" w plan dnia - czyli wezwać świadków na późniejszą godzinę itp. Wł
    > aśnie, żeby nie musieli czekać. A jeśli już z jakiegoś powodu następuje "przesu
    > nięcie" to może jednak darować sobie obiad w stołówce i przegryźć kanapkę? Od t
    > ego się nie umiera, słowo!

    Nie, Kora raczej skupiła się na podkreślaniu, że bez jedzenia można długo wytrzymać. Ale nieistotne. Dla dobra stron (!!!), sędzia potrzebuje półgodzinnej przerwy na złapanie oddechu (mniej ważne, czy obiad w stołówce czy na kawę - chociaż lepiej obiad smile ), a nie kilku minut i kanapki w biegu. Nie zawsze wszystko da się przewidzieć - słowo! A pół godziny (bo tu mowa o takim opóźnieniu) też nikogo nie zabiło - słowo!
  • kora3 23.12.14, 20:45
    To niech mu SAD zapewni te półgodzinna przerwę, ale nie KOSZTEM czasu innych ludzi. Niech wokanda będzie ułozona zgodnie z logiką a nie byle jak i niech będzie w niej przewidziana wspomniana przerwa!
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 23.12.14, 21:48
    Nie. Kora skupiła się na tym, że jeśli sędzia potrzebuje półgodzinnej przerwy, godzinnej przerwy, dwóch godzin przerwy - to powinien na konkretną godzinę wzywać świadków. A nie zebrawszy wszystkich na np. 10:00 uznać, że teraz to on potrzebuje godziny na kawkę i przechadzkę. Po prostu wystarczyłoby, żeby wezwał ludzi na 11:00. I wówczas sędzia ma swoją godzinę na kawę, obiad, przechadzkę czy cokolwiek, a ludzie nie czekają wściekli na korytarzu. Proste? Czy tłumaczyć wyraźniej?
    I owszem, bywa i tak, że niezależnie od dobrej woli sędziego jakieś opóźnienia nastąpią. Wówczas [dramat, doprawdy] powinien ograniczyć swoją godzinną przerwę na relaks. Bo opóźnienie nastąpiło również nie z winy czekających na niego ludzi. Podobnie jak w przypadku nauczyciela - podczas przerwy ma on np. zjeść posiłek, ale jeśli przyjdzie matka ucznia - nauczyciel nie powinien powiedzieć "A to poczekaj, babo, bo ja teraz mam schaboszczaka z frytkami i kicham na twojego bachora i jego problemy"...
    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kora3 23.12.14, 21:58
    No dokładnie TAK. A jeśli już sędzia nie zdołał wygospodarować tej przerwy w takim wymiarze, który pozwala mu na zjedzenie obiadu, to powinien zadowolić się kanapką i tyle.
    Raz jeszcze powtórzę: sad to nie jest prywatny folwark, podobnie jak inne miejsca DLA ludzi.

    Jeśli chodzi o nauczyciela w opisanym przypadku, to ja to widzę tak: jeśli matka ucznia nie była umówiona z nauczycielką, to nauczycielka ma prawo powiedzieć, że niestety teraz nie może poświęcić matce ucznia czasu i zaproponować inny termin dogodny dla obu stron. Jeśli matka umówina była, albo przyszła w godzinach wyznaczonych na spotkania z rodzicami - nie.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 23.12.14, 17:42
    W moim przypadku nie ma to znaczenia smile - w swojej sprawie występowałam w sądzie 2 razy - wizyty tam były konieczne z formalnego punktu widzenia, ale wyniki były przesądzone smile - tylko sędzia idiota mógłby orzec inaczejsmile

    Natomiast te dywagacje w temacie dobrego samopoczucia sędziów można Aldono p0rzeneiśc na KAZDY zawód, albo prawie każdy - lepiej kiedy dla Ciebie gotuje zadowolony, niż wściekły kucharz, lepiej gdy dzieci uczy szczęśliwy nauczyciel itd. Na tej zasadzie powinniśmy się zajmować życiem osobistym każdego, z kim mamy do czynienia (bo nie wiem czy wiesz, ale stan psychiczny człowieka ma dość istotny wpływ na ogół na jego pracę), zadbac o to by był szczęśliwy, zaprosić go na obiad i wysłać do SPA, albo na wakacje żeby sobie odpoczął smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vitadea 23.12.14, 20:28
    kora3 napisała:

    > W moim przypadku nie ma to znaczenia smile

    To sie cieszę Twoim szcześciem. W wielu przypadkach jednak - ludzie nie są tak wyluzowani, jak ty.

    > Natomiast te dywagacje w temacie dobrego samopoczucia sędziów można Aldono p0rz
    > eneiśc na KAZDY zawód, albo prawie każdy - lepiej kiedy dla Ciebie gotuje zadow
    > olony, niż wściekły kucharz, lepiej gdy dzieci uczy szczęśliwy nauczyciel itd.

    A jednak nie na każdy. Jak nauczyciel będzie miał zły humor / głodny, to konsekwencje tego nie zaważą na niczyim życiu. Kucharz - co najwyżej zjem niedobry obiad. Dziennikarz - co najwyżej przeczytam jego kiepski artykuł czy oglądnę głupi reportaż. I tak dalej. Są jednak zawody, których odpowiedzialność niesie daleko poważniejsze konsekwencje. Przykładem są - lekarze. I właśnie sędziowie (no dobrze, może oprócz twojego przypadku...).
  • kora3 23.12.14, 20:39
    Lekarze to jednak chyba lepszy przykład niż sędziowie smile - od decyzji lekarza może realnie zależeć czyjeś zdrowie, a nawet życie - od decyzji sadu można się odwoływac
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 23.12.14, 21:40
    Jednak każdy.
    Stolarz w kiepskim humorze zbije ci szafki kuchenne tak, że za dwa tygodnie się rozlecą, nauczycie w kiepskim humorze zamiast prowadzić lekcję będzie pozwalał na "luzik" a potem ty będziesz musiała opłacać dziecku korepetycje, coby maturę zdało, wściekły kucharz też może skutkować nie tylko niesmacznym obiadem, ale wręcz zatruciem pokarmowym...
    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kora3 23.12.14, 21:50
    Ale Vi - na tym tle sedzia jest najważniejszy najwyraźniej smile

    A tak na serio prawda jest taka, ze nierzadko w sadzie o wiele ważniejsze jest ...jakiego masz adwokatasmile I tym adwokatem Vi nikt się nie przejmuje w sądzie, jako człowiekiem, tak samo jak stronami, świadkamismile Bywa tak, że adwokat ma w tym samym dniu np. dwie sprawy przed dwoma różnych składami i nikogo to nie interesuje! Jeśli pełnomocnik się spóźni - jego sprawa i strata (no i jego klienta). Nie obchodzi nikogo, czy jest najedzony, wyluzowany itd. Nikogo też nie interesuje, czy prokurator np. zdążył się najeść, bo przed wystąpieniem w sądzie miał słuchanie świadków w innej sprawie i wizję lokalną. Tylko sedzia może być głodny i tylko jemu wolno dowolnie wybierać sobie wszelkie przerwy,. kłamac gdzie poszedł itd.
    To już naprawdę zakrawa na absurd jak ludzie sa nauczeni zamordyzmu.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 23.12.14, 22:15
    Jak się chciało być na świeczniku, to z całym dobrodziejstwem inwentarza.
    Jestem zniesmaczona takim podejściem sędziów. Przecież dobrze wiedzieli, że będą takie dni, kiedy nie będzie czasu na nic. A poza tym, sędziowie naprawdę nie powinni się obnosić z jedzeniem w publicznych miejscach, bo to nie buduje ich autorytetu w oczach stron, jak kroją schabowego... wręcz robią się wtedy śmieszni.
  • kora3 23.12.14, 22:45
    Nie, no nie zgodzę się Elisanet, ze fakt iż ktoś je czyni go smieszym, czy pozbawia autorytetu. To jakiś absurd. Sędziowie, czy przedstawiciele innych prestiżowych zawodów sa ludźmi z krwi i kosci i jedzą, tak samo jak cała reszta smile
    Cóż to znaczy obnosić się z jedzeniem? Przecież nikt nie wspominał o jedzeniu na sali rozpraw, ani na korytarzu, tylko w bufecie. A ze tam sędziego może zobaczyć strona/świadek ...No i co? Co jest kompromitującego, czy uwłaczającego w samym jedzeniu? Nie rozumiem...
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 23.12.14, 22:56
    kora3 napisała:
    > A ze tam sędziego może zobaczyć strona/świadek ...No i co? Co jest kompromitującego, czy uwłaczającego w sa
    > mym jedzeniu? Nie rozumiem...

    Tak? A przecież pisałaś gdzieś wcześniej, że nawet twoi znajomi sędziowie nie chcą, aby ktoś z zewnątrz ich zobaczył w trakcie obiadu. Może właśnie obawiają się ośmieszenia, że śmiesznie będą wyglądać?

  • kora3 24.12.14, 09:42
    Nie moi znajomi sędziowie, a jeden sedzia, którego znałam wyłącznie zawodowo i którego postawa była dla mnie smieszna i zenująca w tej kwestii.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 25.12.14, 21:56
    Nie żartuję, aczkolwiek byłam przekonana, że sędzia chodzi w todze w trakcie pracy. Chyba gdzieś widziałam w jakimś programie czy filmie, jak prawnicy pili kawę w kawiarni, w togach. Tak czy inaczej, sędzia powinien się powstrzymać od jedzenia obiadu w stołówce, chociażby dlatego, aby nie zostać posądzonym o "bratanie się" ze stronami na stołówce.
  • kora3 28.12.14, 08:07
    Toga Elisanet obowiazuje pełnomocników, prokuratorów i sędziów na sali rozpraw. Poza nią na ogól żadna z tych osób jej nie nosi, bo raz, ze nie potrzeba, dwa - togi nie sa zbyt komfortowe z racji na ogół ciezkosci i materiału, z jakich są wykonane. Fikcja filmowa to jednak cos innego niż zycie, ale nie ma chyba zakazu przebywania w todze poza sala rozpraw. Natomiast zdecydowanie nie ma możliwości, by sedzia spacerował z godłem na piersi po sadzie, czy wychodził z nim do bufetu! Ów fikuśny łańcuch z godłem jest bowiem znakiem, ze sedzia reprezentuje trzecią władzę państwowa, władze sądowniczą i wówczas jest osławionym "wysokim sądem" - w każdej innej sytuacji jest sędzia, osobą wykonującą zawód sędziego.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • madry11 25.12.14, 22:19
    kora3 napisała:

    > Nie moi znajomi sędziowie, a jeden sedzia, którego znałam wyłącznie zawo
    > dowo i którego postawa była dla mnie smieszna i zenująca w tej kwestii.

    Koro, troche jesteś naiwna. Ten sędzia reprezentuje taką a nie inną postawę nie bez powodu, może ma jakieś złe doświadczenia w tym zakresie. Przedstawię to bardziej obrazowo. Może nie chce, żeby powaga Sądu ucierpiała, gdy się pobrudzi np. barszczem, albo ktoś ze świadków nakręci film na stołówce, gdy ów sędzia będzie właśnie wkładał sobie makaron do ust. No wygląda się wtedy głupio, no nie zaprzeczysz. A może nie chce, żeby któraś ze stron zobaczyła go w sytuacji prywatnej, w końcu w sądzie jest on urzędem. Pokazanie "ludzkiej" strony może spowodować obniżenie się jego autorytetu w oczach stron.
  • kora3 26.12.14, 09:27
    Ten sedzia jest bufonem i tyle. Naprawdę nierzadko zdarza mi się widzieć osoby tzw. "ze sweicznika" jedzące i nie uważam, by komukolwiek odbieralo to autorytet. Jeśli ktoś tak uważa, to jest niespełna rozumu i tyle. Nie wydaje mi się, by kogokolwiek śmieszyło, że ktoś wkłada makaron do ust, może jedynie w sytuacji, gdy jadłby niekulturalnie, niezgrabnie.
    Na tej zasadzie o której mówisz, trzebaby wydzielić specjalne miejsca, w których ludzie wykonujący prestiżowe awody nie tylko jedzą, ale i spędzają wakacje, pływają, uprawiają sporty inne, oglądają filmy, leczą się. Toz to absurdsmile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • droch 26.12.14, 11:00
    Powinni też mieć osobne ulice, windy, sklepy itp.
    Słowem - swój własny, alternatywny świat smile
  • kora3 26.12.14, 11:11
    no tak to brzmi smile - noż ludzie ....
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • madry11 26.12.14, 23:02
    kora3 napisała:

    > Ten sedzia jest bufonem i tyle.

    Może Ty go tak odbierasz. Widzisz, ten sędzia może mieć konkretne powody, dla których obawia się jeść publicznie. Przy Tobie też nie jadł? Pytam z ciekawości.

    Naprawdę nierzadko zdarza mi się widzieć osoby
    > tzw. "ze sweicznika" jedzące i nie uważam, by komukolwiek odbieralo to autoryte
    > t. Jeśli ktoś tak uważa, to jest niespełna rozumu i tyle. Nie wydaje mi się, b
    > y kogokolwiek śmieszyło, że ktoś wkłada makaron do ust, może jedynie w sytuacji
    > , gdy jadłby niekulturalnie, niezgrabnie.

    No właśnie. Ktoś może się denerwować będąc obserwowanym czy filmowanym, i to jedzenie faktycznie może mu wyjść niezgrabnie, a więc śmiesznie czy głupio, co w konsekwencji może uwłaczać stanowisku, jakie sprawuje, czy też podburzać jego autorytet (np. tutaj).
  • kora3 27.12.14, 06:48
    Przy mnie właśnie jadł - całkiem normalnie dodam. O jego pomysłach dowiedziałam się właśnie przy okazji tego, ze umówil sie w innej niż sadowa restauracja.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • madry11 27.12.14, 10:37
    kora3 napisała:

    > Przy mnie właśnie jadł - całkiem normalnie dodam. O jego pomysłach dowiedziałam
    > się właśnie przy okazji tego, ze umówil sie w innej niż sadowa restauracja.

    Aaa, czyli jednak go obserwowałaś. A gdyby mu coś spadło na obrus, to ktoś (nie mówię, że Ty) mógłby potem opowiadać że np. "rzecznik sądu je jak prosiak" czy coś w tym stylu. Znam takich ludzi, dla których to wstyd jeść publicznie, i dla nich zjedzenie posiłku w restauracji okupione jest ogromnym stresem. Może Twój rozmówca do takich należy.
  • kora3 27.12.14, 12:44
    Nie był to rzecznik sadu, tak gwoli ścisłości, rzecznikami na ogół sa normalni ludzie, znaczy mam na myśli całkiem zdrowi psychicznie smile I nie, nie obserwowałam gościa, tylko siedząc na przeciwko po prostu go widziałam i tyle.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • madry11 27.12.14, 18:31
    kora3 napisała:

    > Nie był to rzecznik sadu, tak gwoli ścisłości, rzecznikami na ogół sa normalni
    > ludzie, znaczy mam na myśli całkiem zdrowi psychicznie smile I nie, nie obserwował
    > am gościa, tylko siedząc na przeciwko po prostu go widziałam i tyle.

    Rzecznikami sądu są orzekający sędziowie, tak gwoli ścisłości, a nie ludzie (tzn. ci z zewnątrz, spoza sądu).
  • kora3 27.12.14, 22:41
    Owsem, ale normalnismile - pisze z doświadczenia smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • benia-benia 27.12.14, 21:54
    kora3 napisała:

    > am gościa, tylko siedząc na przeciwko po prostu go widziałam i tyle.

    Przypomniało mi się jak na studiach, mieliśmy bardzo fajnego w sumie (i przystojnego, dodam) wykładowcę, kilka razy widzieliśmy go na stołówce jedzącego obiad. Tym samym stał się obiektem "kpin" wśród studentów, jako że miał, hmm, bardzo specyficzny sposób trzymania sztućców, jakoś tak od dołu, no śmiesznie i niezgrabnie po prostu to wyglądało. Niby każdy go "widział", a nie "obserwował", ale i tak polewka z niego była.
  • kora3 27.12.14, 22:42
    Ale mowa o ludziach obytych i już nie z przedszkola
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • robeenek 29.12.14, 17:13
    kora3 napisała:
    > Ale mowa o ludziach obytych i już nie z przedszkola

    Koro, cudnie to ujęłaś. smile
  • kora3 30.12.14, 07:19

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • indhirra 27.12.14, 11:08
    kora3 napisała:

    > Przy mnie właśnie jadł - całkiem normalnie dodam.

    Czyli może jednak żartował z tym, że "nie-sędziowie" nie powinni oglądać sędziów podczas obiadu? smile
  • kora3 27.12.14, 12:46
    No raczej nie zartował, skoro zdecydowanie chciał się umówić w miejscu innym niż sądowy bufet, bardzo przyzwoity zresztą. Mnie tam to nie przeszkadzało, było mi obojętne gdzie się spotkamy, a także nie miałam ciśnienia ja jakąś porę np. obiadową. Pan jednak wybrał taką porę, ale stanowczo chciał w innej restauracji - a proszę bardzo.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • madry11 27.12.14, 18:27
    kora3 napisała:

    > No raczej nie zartował, skoro zdecydowanie chciał się umówić w miejscu innym ni
    > ż sądowy bufet, bardzo przyzwoity zresztą. Mnie tam to nie przeszkadzało, było
    > mi obojętne gdzie się spotkamy, a także nie miałam ciśnienia ja jakąś porę np.
    > obiadową. Pan jednak wybrał taką porę, ale stanowczo chciał w innej restauracj
    > i - a proszę bardzo.

    Aha, czyli jednak zaproponowałaś sądowy bufet, więc pan założył, że chcesz zjeść przy okazji posiłek, skoro jest pora lunchu. Zaproponował zatem inną restaurację, i być może rzucił półżartem, że nie chce aby go postronne osoby oglądały. Być może bardziej chodziło mu o swobodę spotkania, rozmowy z Tobą, żeby ktoś Was razem nie zobaczył, a nie o to, że wstydził się faktu, że je. Gdyby tak było, w ogóle by się nie zgodził na spotkanie w restauracji, albo nic by nie zamówił w Twojej obecności, nie uważasz?
  • kora3 27.12.14, 22:39
    człowieku, ni9e twórz teorii - wiem ze jest sądowy bufet, wiec zapytałam, czy tam mu pasuje. Nie proponowałam, zapytałam. Mnie to było ganz egal - gdzie. Ja w południe nie
    jadam, wiec mnie latało, czy to będzie restauracja, jego pokój w sadzie, kawiarnia...

    Moje spotkanie z panem miało charakter raczej oficjalny, wiec nie miał powodu, by nie chcieć żeby go ze mna widziano - tak czy owak za jakieś pare dni każdy, kto chciałby mógłby sie domyślić, ze się widzieliśmy, albo przynajmniej rozmawialiśmy.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • madry11 27.12.14, 23:13
    kora3 napisała:

    > człowieku, ni9e twórz teorii - wiem ze jest sądowy bufet, wiec zapytałam,
    > ] czy tam mu pasuje. Nie proponowałam, zapytałam. Mnie to było ganz egal - gdzi
    > e. Ja w południe nie
    > jadam, wiec mnie latało, czy to będzie restauracja, jego pokój w sadzie, kawiar
    > nia..

    A więc jednak, to Ty zapytałaś pierwsza o ten bufet, stąd gość zrozumiał, że chcesz zjeść lunch (w końcu chyba mu nie opowiadałaś, że nie jadasz w południe), stąd propozycja innej restauracji. Trzeba było sie od razu umówić w jego gabinecie. A teorie tworzysz Ty - robiąc z kogoś, kto z Tobą porozmawiał, bufona i niespełna rozumu, zupełnie bez żadnego powodu.
  • kora3 28.12.14, 06:34
    Nie zwykłam wpraszać się do czyjegoś gabinetu, czyj by nie był. A ty chyba nie rozumiesz znaczenia zdań, sorry.
    Gdyby pan na to zapytanie powiedział: "Nie, niespecjalnie lubię to miejsce, więc jeśli mogę zaproponować inne, to proponuję X" - nie miałabym o nim zdania, jakie mam: ) Nie ma nic dziwnego w braku sympatii dla danego miejsca i tyle. Pan natomiast odpowiedział, że nie chce isc do sadowej kantyny, bo chce cos zjeść przy okazji naszego spotkania, a tam chodzą ludzie z zewnątrz i z sądu, ale nie sędziowie, których to ludzi wpuszczać się nie powinno, bo mogą ogladać jedzących sędziów. Dla mnie to ewidentny dowód na bufonadę i przerost ego- ludzie d tego bufetu chodza, bo mogą nieopuszczajac budynku sadu po prostu coś zjeść, napic się kawy i do głow im nie przychodzi oglądanie jedzących sędziówsmile Taka chęc u innych istnieje tylko w głowie tego pan sędziegosmile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 28.12.14, 12:23
    kora3 napisała:
    > natomiast odpowiedział, że nie chce isc do sadowej kantyny, bo chce cos zjeść
    > przy okazji naszego spotkania
    , a tam chodzą ludzie z zewnątrz i z sądu, ale nie
    > sędziowie, których to ludzi wpuszczać się nie powinno, bo mogą ogladać jedzący
    > ch sędziów

    Pytanie, czy sędzia powinien był w ogóle proponować coś takiego. Spotkanie służbowe, a ten - "chcę jeść!!!". A przyczyna jak pisałam wcześniej, może obawia się utraty szacunku w oczach stron (tak z jego tłumaczenia wynika). Dziwię się w sumie, że zgodził się jeść przy tobie.
  • kora3 29.12.14, 08:06
    Elisanet - bez przesady, owszem spotkanie służbowe, ale jego charakter jak najbardziej pozwalał na zjedzenie czegos przy okazji. Sytuacja taka nie jest w moich kontaktach zawodowych z ludźmi rzadka.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 29.12.14, 15:32
    kora3 napisała:

    > Elisanet - bez przesady, owszem spotkanie służbowe, ale jego charakter jak najb
    > ardziej pozwalał na zjedzenie czegos przy okazji. Sytuacja taka nie jest w moic
    > h kontaktach zawodowych z ludźmi rzadka.

    No właśnie, przy okazji, a nie na wstępie komunikowanie rozmówcy "chcę jeeeść", tak jakby nie liczyło się samo spotkanie, a najedzenie się. Wg mnie, ten pan powinien jeśli już, to coś zjeść przed spotkaniem, a już na pewno nie traktować tego jako głównego punktu spotkania służbowego! Po prostu gość niewychowany, i tyle.
  • kora3 29.12.14, 15:42
    Myslę ze to, czy wypada zaproponować spotkanie służbowe w porze i miejscu obiadowym/ lunchowym zależy przede wszystkim od charakteru spotkania. W tym akurat przypadku nie stało jedno z drugim w żadnej sprzeczności i nie uważam, ze było w tym cokolwieki niewłaściwego

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 29.12.14, 16:00
    kora3 napisała:

    > Myslę ze to, czy wypada zaproponować spotkanie służbowe w porze i miejscu obiad
    > owym/ lunchowym zależy przede wszystkim od charakteru spotkania

    To było niewłaściwe, że na propozycję spotkania od razu wypalił "będę jadł". Nie samo to, że zaproponował spotkanie w porze obiadowej.
  • kora3 30.12.14, 07:23
    Nie no nie wypalił "Będę jadł"smile Tylko zapytał, czy możemy się umówić w porze lunchu, odpowiedziałam, że oczywiście i wnioskując, że pan będzie chciał jeść zapytałam, czy w sadowej kantynie. pan odpowiedział, ze niekoniecznie i zaproponował inne miejsce, które zaakceptowałam.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 30.12.14, 11:11
    kora3 napisała:

    > Nie no nie wypalił "Będę jadł"smile Tylko zapytał, czy możemy się umówić w porze l
    > unchu, odpowiedziałam, że oczywiście i wnioskując, że pan będzie chciał jeść za
    > pytałam, czy w sadowej kantynie. pan odpowiedział, ze niekoniecznie i zapropono
    > wał inne miejsce, które zaakceptowałam.

    A, no to sytuacja wygląda inaczej, pan niekoniecznie musiał chcieć jeść. Propozycja "spotkajmy się w porze lunchu" niekoniecznie oznacza wyrażenie chęci zjedzenia lunchu. Zaproponowałaś restaurację, więc to on mógł pomyśleć, że chcesz coś zjeść.
  • kora3 30.12.14, 11:18
    Owszem, ale nadal nie widzę problemu - spotkanie miało taki charakter, ze ni9c nie stało na przeszkodzie, by podczas niego także się posilić, jeśli się miało na to ochotę. Gdyby nie miał ochoty jesć (jak ja) to moglibyśmy porozmawiac tylko przy kawie, czy soku
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 30.12.14, 11:24
    kora3 napisała:

    > Owszem, ale nadal nie widzę problemu - spotkanie miało taki charakter, ze ni9c
    > nie stało na przeszkodzie, by podczas niego także się posilić, jeśli się miało
    > na to ochotę. Gdyby nie miał ochoty jesć (jak ja) to moglibyśmy porozmawiac tyl
    > ko przy kawie, czy soku

    Jak ktoś ma ochotę jeść, to się umawia na lunch. Jeśli umawia się na spotkanie, nie powinien jeść, proste.
  • kora3 30.12.14, 12:18
    Ale nadal nie pojmuje - dlaczego Elisanet....
    Jasna sprawa, że jeśli umówilibyśmy się w gabinecie pana, albo u mnie w pracy, to żadne z nas nie powinno zamawiac sobie jedzenia, ani przynosić ze sobą i jeść, gospodarz miejsca powinien zaproponować cos do picia i finał. Jeśli jednak umawiamy się w miejscu, które na jedzenie pozwala, to na serio nie widzę problemu w tym, że oboje, albo jedno zamówią sobie coś do zjedzenia.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 29.12.14, 16:01
    Tym bardziej nie wypadało mu jeść podczas spotkania, że Ty nie jadłaś (napisałaś gdzieś, że nie jadasz w południe).
  • kora3 30.12.14, 07:28
    Nadal nie pojmuje dlaczego Elisanet. Nie wypada moim zdaniem podczas służbowego spotkania jesc wówczas, gdy druga strona nie mogłaby robic tego samego. Ale a przecież mogłabym zjeść gdybym chciała, po prostu nie chciałam.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • madry11 30.12.14, 10:45
    kora3 napisała:

    > Nadal nie pojmuje dlaczego Elisanet. Nie wypada moim zdaniem podczas służbowego
    > spotkania jesc wówczas, gdy druga strona nie mogłaby robic tego samego. Ale a
    > przecież mogłabym zjeść gdybym chciała, po prostu nie chciałam.

    Koro, nie wypada nie jeść, gdy druga osoba je, i vice versa. To znaczy, ktoś musi się dostosować, tu zalecenia sv są jasne. Jeśli Ty nie miałaś zamiaru jeść, trzeba było zaproponować miejsce spotkania poza restauracją (np. kawiarnia, zamówilibyście tylko kawę czy wodę). W restauracji nie wypada siedzieć przy stoliku nic nie zamawiając. Jeśli pan mimo wszystko nadal by nalegał, żeby podczas spotkania coś zjeść ("to moja jedyna przerwa, potem pracuję do późnego wieczora"), a Ty zgodziłaś się na spotkanie w restauracji z tego powodu, to Ty powinnaś sie do niego "dostosować" i też coś zamówić, choćby tylko sałatkę, i choćbyś tylko miała zjeść kilka kęsów. Ale nigdy nie wypada zostawić rozmówcy jedzącego "samotnie".
  • kora3 30.12.14, 10:57
    W reatauracji wypada zamówić sobie tylko kawę Madry. Nie mam zwyczaju jesc, gdy mi się jesc nie chce. Inaczej sprawa wyglądałaby, gdybyśmy UMÓWILI się na lunch/obiad/kolację - wówczas zgadzam się z Toba, ze nie wypadałoby odmówić jedzenia
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • madry11 30.12.14, 11:21
    kora3 napisała:

    > W reatauracji wypada zamówić sobie tylko kawę Madry. Nie mam zwyczaju jesc, gdy
    > mi się jesc nie chce. Inaczej sprawa wyglądałaby, gdybyśmy UMÓWILI się na lunc
    > h/obiad/kolację - wówczas zgadzam się z Toba, ze nie wypadałoby odmówić jedzeni
    > a

    W takim razie, Koro, trzeba się było umówić na spotkanie w kawiarni smile wówczas dopuszczalne jest przegryzienie czegoś przez drugą osobę. Mnie uczono, że w restauracji każdy musi zamówić coś do jedzenia (a nie tylko kawę), choćby miał tylko raz to ugryźć.
  • kora3 30.12.14, 11:37
    Madry - mnie było zupełnie OBOJETNE gdzie się umówimy.
    Natomiast co do zasady, o jakiej mówisz - nie wypada w restauracji nie zamawiać jedzenia wcale jeśli idzie o pore obiadowa i całe towarzystwo, które zamówiło stolik.
    Zasada o jakiej piszesz była stosowana kiedyś b. restrykcyjnie np. przed II wojna swiatową. A była, ponieważ wówczas większość restauracji miała wydzielona czesc kawiarnianą. Jedna sala służyła do jedzenia posików, druga do picia kawy, herbaty, jedzenia ciastek itd. Dziś w rzadko której restauracji jest taki podział. Niewiele jest też tu gdzie mieszkam stricto kawiarni w pobliżu. Najczesciej sa to miejsca, gdzie można i cos zjeść konkretnego i mniej konkretnego i napic się kawy/drinka i zjeść np. ciastko.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 26.12.14, 23:16
    kora3 napisała:
    Naprawdę nierzadko zdarza mi się widzieć osoby tzw. "ze sweicznika" jedzące i nie uważam, by komukolwiek odbieralo to autorytet. Jeśli ktoś tak uważa, to jest niespełna rozumu i tyle. Nie wydaje mi się, by kogokolwiek śmieszyło, że ktoś wkłada makaron do ust, może jedynie w sytuacji, gdy jadłby niekulturalnie, niezgrabnie.

    Koro, ty tak nie uwazasz. ja tez tak nie uwazam, zgadzam sie ze jedzenie to normalna ludzka czynnosc
    ale trzeba zrozumiec iz sa tacy "paparazzi" ktorzy celuja, przescigaja sie w celowaniu na takie okolicznosci wlasnie, aby uchwycic czlowieka w najmniej korzystnym momencie.
    bo to poplaca. jak myslisz, skad i dlaczego te fotki jedzacych celebrytow?
    kogo to obchodzi ze oni akurat jedza, i dlaczego zrobiono im zdjecia akurat w najmniej ciekawych ujeciach?
    ano kogos obchodzi, jest caly rynek na takie wlasnie osmieszajace zdjecia.

    wiec ja np wcale sie nie dziwie ze sedzia sobie nie zyczy. pewnie zalicza sie do tych co albo wlasnie tego sie obawiaja albo juz mial takie przykre doswiadczenia- juz raz ktos mu zrobil zdjecie podczas zupelnie niewinnej czynnosci - gdy cos jadl, byly zarty na ten temat, ogolnie moze i niezbyt nieszkodliwe ale dla niego osobiscie bylo to bardzo nieprzyjemne.
    tak trudno to zrozumiec?

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
    krakowskasucha.blox.pl/html
  • kora3 27.12.14, 06:56
    Wiesz co Minnie - źle się pewnie czuje człowiek "pod obstrzałem" obiektywów i ciekawskich, ale jeszcze gorzej (na głowe) taki co to mu się ZDAJE, ze wszyscy się nim interesują, a tu ...pies z kulawa noga nie spojrzysmile
    No najpewniej jest problem takich ludzi, jak ten sedzia, oni CHCIELIBY być śledzeni, obserwowani, a tymczasem nikt tego nie robi, bo nikogo nie zainteresowałaby ich fotka z makaronem w ustach. To jest tragiczne i śmieszne naprawdę smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • madry11 27.12.14, 10:28
    kora3 napisała:

    > Wiesz co Minnie - źle się pewnie czuje człowiek "pod obstrzałem" obiektywów i c
    > iekawskich, ale jeszcze gorzej (na głowe) taki co to mu się ZDAJE, ze wszyscy s
    > ię nim interesują, a tu ...pies z kulawa noga nie spojrzysmile
    > No najpewniej jest problem takich ludzi, jak ten sedzia, oni CHCIELIBY być śled
    > zeni, obserwowani, a tymczasem nikt tego nie robi, bo nikogo nie zainteresowała
    > by ich fotka z makaronem w ustach. To jest tragiczne i śmieszne naprawdę smile

    Osoby którym ZDAJE się że każdy się nimi interesuje, nie reagowałyby w ten sposób, a zrobiłyby wszystko żeby zwrócić na siebie uwagę. Skoro ten sędzia nie jada w restauracji sądowej, nie pomyślałaś, że może mieć ku temu jakiś powód? I może niekoniecznie jest to "bycie bufonem"? Może ktoś się kiedyś z niego śmiał, może spotkał którąś ze stron, która wywierała na niego naciski? A może po prostu przy obiedzie chce trochę prywatności? No ale łatwiej jest przypiąć łatkę według stereotypu - nadęty bufon. Skoro jak piszesz, z Tobą się umówił i w Twoim towarzystwie jadł (zapewne niechętnie, może w jakiś sposób naciskałaś żeby coś zamówił), to może nie jest takim "nadętym bufonem", jak go oceniasz?
  • kora3 27.12.14, 12:41
    Dla mnie sprawa jest b. prosta - jeśli ktoś ma jakiś problem z jedzeniem tu czy tam (mam na mysli tę a nie inną restaurację) to niechże tam nie jada, ale niech nie opowiada głupot, że interesanci i pracownicy sądu nie powinni być wpuszczani do sadowej kantyny, bo swą obecnością krępują SEDZIÓW smile - nie sędziów tylko jego, bo ma problem z sobą ...

    Ja czyniłam naciski, żeby sobie cos zamówił? No wolne zżarty ...Umówilismy się tam, gdzie on chciał, mnie to było zupełnie obojętne gdzie sie spotkamy. I guzik mnie obchodziło czy będzie cos jadł, czy nie, spotkanie było zawodowe, a nie towarzyskie
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • madry11 27.12.14, 18:23
    kora3 napisała:

    > Dla mnie sprawa jest b. prosta - jeśli ktoś ma jakiś problem z jedzeniem tu czy
    > tam (mam na mysli tę a nie inną restaurację) to niechże tam nie jada, ale niec
    > h nie opowiada głupot, że interesanci i pracownicy sądu nie powinni być wpuszc
    > zani do sadowej kantyny, bo swą obecnością krępują SEDZIÓW smile - nie sędziów tyl
    > ko jego, bo ma problem z sobą ...

    Ale dlaczego od razu zakładasz, że ktoś opowiada głupoty, jest bufonem, ma problemy ze sobą itp? Może naprawdę go krępuje obecność interesantów czy protokolantów przy jednym stole, i powiedział Ci prawdę? Co w tym dziwnego czy złego, no co? Później będzie taki protokolant jeden drugiemu opowiadał, że sędzia X to je tyyyyle... albo interesant nakręci film jak on siorbie zupę. Może czegoś podobnego kiedyś doświadczył.
    A może po prostu wyrwałaś to zdanie z kontekstu? Jakoś nie widzę, jak ten pan ni stąd ni zowąd, powiedziałby to nieznajomej osobie. No i poza tym, gdyby miał problemy ze sobą jak twierdzisz, nie jadłby na Twoich oczach posiłku.

    > Ja czyniłam naciski, żeby sobie cos zamówił? No wolne zżarty ...Umówilismy się
    > tam, gdzie on chciał, mnie to było zupełnie obojętne gdzie sie spotkamy. I guzi
    > k mnie obchodziło czy będzie cos jadł, czy nie, spotkanie było zawodowe, a nie
    > towarzyskie

    No to dlaczego się dziwisz, że nie umówił się w sądowej restauracji? Skoro Ty zaproponowałaś stołówkę w sądzie, on myślał, że chcesz zjeść przy okazji lunch. Zaproponował zatem inną restaurację, bo przecież mógł równie dobrze zaprosić Cię do swojego gabinetu.
  • kora3 28.12.14, 06:56
    madry11 napisał:
    >
    > Ale dlaczego od razu zakładasz, że ktoś opowiada głupoty, jest bufonem, ma prob
    > lemy ze sobą itp? Może naprawdę go krępuje obecność interesantów czy protokolan
    > tów przy jednym stole, i powiedział Ci prawdę? Co w tym dziwnego czy złego, no
    > co? Później będzie taki protokolant jeden drugiemu opowiadał, że sędzia X to je
    > tyyyyle... albo interesant nakręci film jak on siorbie zupę. Może czegoś podob
    > nego kiedyś doświadczył.


    Ależ może się krepowac nawet oddychać w towarzystwie, jest to jednak JEGO problem, a nie całego swiata! Dla mnie uwagi, ze do sadowej kantyny nie powinny mieć wstępu osoby nie będące sędziami, bo mogą sobie oglądać jak sędziowie jedzą, były zenującesmile
    I to one przede wszystkim były o ile można tak powiedzieć wyrwane z kontekstu, bo ja nie oczekiwałam od tego pana wyjaśnień dlaczego nie chce spotkać się tam. Wystarczyło zatem rzec: niekoniecznie w sadowym bufecie, jeśli mogę zaproponować to ... i szafa gra.

    > A może po prostu wyrwałaś to zdanie z kontekstu? Jakoś nie widzę, jak ten pan n
    > i stąd ni zowąd, powiedziałby to nieznajomej osobie. No i poza tym, gdyby miał
    > problemy ze sobą jak twierdzisz, nie jadłby na Twoich oczach posiłku.


    No właśnie powiedział ni stąd ni zowąd. smile Gdy się już spotkaliśmy gdzie indziej, tak właśnie obszernie wyjaśnił mi, dlaczego nie w sądowej kantynie, co do niczego mi potrzebne nie było. I owszem, wydaje mi się to dość dziwne, że przy mnie nie miał problemu z jedzeniem, choć siedziałam przy jednym stole wszak. Najwyraźniej pan sedzia uznał, że skoro nie jestem strona, ani szeregowym pracownikiem sadu, to mogę dostąpić zaszczytu "oglądania" jak on je smile
    >
    > No to dlaczego się dziwisz, że nie umówił się w sądowej restauracji? Skoro Ty z
    > aproponowałaś stołówkę w sądzie, on myślał, że chcesz zjeść przy okazji lunch.
    > Zaproponował zatem inną restaurację, bo przecież mógł równie dobrze zaprosić Ci
    > ę do swojego gabinetu.


    Ja się nie dziwię, ze nie umówił się w sadowej restauracji ! Dziwne jest dla mnie niepotrzebne, a dokładne wyjaśnienie - dlaczego.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 28.12.14, 10:39
    kora3 napisała:
    > em, a nie całego swiata! Dla mnie uwagi, ze do sadowej kantyny nie powinny mieć
    > wstępu osoby nie będące sędziami, bo mogą sobie oglądać jak sędziowie jedzą, b
    > yły zenujące

    Dlaczego? A może ktoś mu się przyglądał, dziwił itp? Może trzyma sztućce w jakiś dziwny sposób, jak tu ktoś opisał? Jest wiele przyczyn. A może po prostu chce zachować autorytet w oczach stron czy szeregowych pracowników, i boi się że jak go ktoś zobaczy jak je, to sobie pomyśli "eee, on też jada, jak każdy inny, i co taki będzie decydował o moich losach". Tak jak mówię, nie wiem smile
  • kora3 29.12.14, 08:54
    Przepraszam bardzo, ale tylko kompletny idiota mógłby pomyśleć, ze sędziowie ...nie jadająsmile

    To mi przypomniało pewna zabawną historyjkę. Otóż synek mojej koleżanki będąc jeszcze przedszkolakiem poszedł na wycieczkę do pewnego kościoła zorganizowaną przez siostrę zakonną, która prowadziła katechezę dla dzieci w tym przedszkolu. Po zwiedzeniu świątyni dzieci i opiekunowie poszli na poczęstunek do przyświątynnych pomieszczeń zajmowanych przez pewne meskie zgromadzenie zakonne. Tu mogli miedzy innymi skorzystać z WC. W pewnym momencie któres z dzieci chciało cos tam od siostry katechetki i zaczęło jej szukac, jedna z mam, które sprawowały na tej wycieczce opieke nad dziecmi wyjasdniła mu, ze siostra zaraz przyjdzie, bo poszła tylko do toalety. Na co synek mojej koleżanki: "A to siostra Bernadeta TEŻ sika?" Takie podejście przypomina tych, co to wg Ciebie uważają, ze sedzia nie jada smile, tylko, ze ten dzieciak miał wówczas coś ze 4 lata smile i z racji wieku można mu wybaczyć owo zdziwienie, ze s. Bernadeta także oddaje mocz, jak wszyscy śmiertelnicy smile Gdyby dziecko miało np. lat 10 to już należałoby się zastanawiać, czy nie jest czasem opóźnione w rozwoju, gdyby zadało takie pytanie ...

    Nikt z mózgiem Elisanet nie uważa sędziego za istote nadprzyrodzona, która nie jada, nie ma potrzeb fizjologicznych i innych. Na zasadzie, o której mówisz sedzie nie powinien wcale pokazywać się miedzy ludźmki, bo ktoś może zauwazyc, że on je, pije, opala się, jeździ na rowerze, kupuje ubrania, czy jedzenie prowadzi samochód, chodzi do kościoła, na koncerty itd.

    Teraz mi się przypomniało: znajoma mi pani sędzia orzekała kiedyś w bardzo głosnej sprawie, która interesowała opinie publiczną i media. Sprawa ciągnęła się dość długo i po którejs rozprawie na konferencji prasowej ciąza pani sedzi była już bardzo widoczna. Wcześniej nikt na to uwagi nie zwrócił, bo pani sedzia siedziała wszak za stołem sędziowskim o obszernej todze. Pani sędzia wyszła do dziennikarzy i wskazując na swój brzuch powiedziała. - Pozwola państwo, że wyjątkowo usiądę na tej konferencji...Nikt obiekcji nie miał smile
    Apni sedzia sama wspomniała o tym, że ma nadzieję, iż uda się sprawę te zakończyć do czasu jej rozwiązania. Wg Twego toku myslenia pani sedzia powinna ukrywać swoją ciąże, bo przecież wysokiemu sądowi nie wypada nie tylko się bzykaćsmile, ale szczególnie być w ciąży wink

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 29.12.14, 15:56
    kora3 napisała:

    > Takie podejście przypomina tych, co to wg Ciebie uważają, ze sedzia
    > nie jada smile,

    Wiesz, jak nie widzą że je, to w ogóle o tym nie myślą, a jak widzą, to im się może nasuwać taka myśl, że "eeeee, on też je, jak każdy, w czymże jest ode mnie lepszy, dlaczego niby ma on decydować o moich losach" itp, i w ten sposób ten sędzia może stracić autorytet jako Wysoki Sąd. A jak ci się wydaje, czy nie tak właśnie myślał ten sędzia z twojego opowiadania?
    Pomijając fakt, że niektórzy jedzą naprawdę dziwnie albo nieestetycznie (jak zapewne ten sędzia o którym mowa, dlatego nie chce się z tym obnosić przed stronami), bo potem taki klient może sobie tę sytuację przywoływać, gdy sędzia będzie siedział przy stole sędziowskim.
  • robeenek 29.12.14, 17:03
    elisanet napisał(a):
    > Pomijając fakt, że niektórzy jedzą naprawdę dziwnie albo nieestetycznie (jak za
    > pewne ten sędzia o którym mowa, dlatego nie chce się z tym obnosić przed strona
    > mi), bo potem taki klient może sobie tę sytuację przywoływać, gdy sędzia będzie
    > siedział przy stole sędziowskim.


    W takim razie to problem klienta, a nie sędzi. Bardzo duży problem...
  • elisanet 29.12.14, 18:19
    > W takim razie to problem klienta, a nie sędzi.

    Klienta? Niby czemu? Właśnie to jest problem sędziego, bo to on chce zachować autorytet w oczach klienta, a nie na odwrót.
  • robeenek 29.12.14, 18:50
    elisanet napisał(a):
    > > W takim razie to problem klienta, a nie sędzi.
    >
    > Klienta? Niby czemu? Właśnie to jest problem sędziego, bo to on chce zachować a
    > utorytet w oczach klienta, a nie na odwrót.


    No cóż, ja uważam że ktoś kto się ekscytuje faktem że widział daną osobę jedzącą, ma ogromne problemy z samym sobą. Faktem że jadamy, także publicznie, szargamy sobie autorytet? Naprawdę? Pozamykać należy w takim razie wszelkie restauracje, bary i inne tego typu placówki, a posiłki spożywać tylko w swoich czterech ścianach. Bo inaczej w oczach pewnych osób stracimy autorytet.
  • elisanet 29.12.14, 22:34
    robeenek napisała:

    > No cóż, ja uważam że ktoś kto się ekscytuje faktem że widział daną osobę jedząc
    > ą, ma ogromne problemy z samym sobą. Faktem że jadamy, także publicznie, szarga
    > my sobie autorytet? Naprawdę? Pozamykać należy w takim razie wszelkie restaurac
    > je, bary i inne tego typu placówki, a posiłki spożywać tylko w swoich czterech
    > ścianach. Bo inaczej w oczach pewnych osób stracimy autorytet.

    Widzisz ja próbuję zrozumieć tok myślenia tego pana sędziego z wpisów Kory, który nie chciał jeść w sądowej stołówce, żeby go nie zobaczył nikt ze stron czy szeregowych pracowników, w obawie że straci autorytet w ich oczach, gdy zobaczą go jedzącego zupę czy makaron. A poza tym, jak się ogląda zdjęcie Obamy z hotdogiem w paszczy, to sorry, ale naprawdę urąga to urzędowi, jaki pełni - gość zrobił z siebie pośmiewisko.
  • robeenek 29.12.14, 23:34
    elisanet napisał(a):
    > Widzisz ja próbuję zrozumieć tok myślenia tego pana sędziego z wpisów Kory, któ
    > ry nie chciał jeść w sądowej stołówce, żeby go nie zobaczył nikt ze stron czy s
    > zeregowych pracowników, w obawie że straci autorytet w ich oczach, gdy zobaczą
    > go jedzącego zupę czy makaron. A poza tym, jak się ogląda zdjęcie Obamy z hotdo
    > giem w paszczy, to sorry, ale naprawdę urąga to urzędowi, jaki pełni - gość zro
    > bił z siebie pośmiewisko.


    A ja nie natrząsam się z osób, które mają problemy z jedzeniem publicznie, niezależnie od tego jakie są tego przyczyny. Natomiast nie mam za grosz zrozumienia dla tych którzy wydziwiają nad czyimś sposobem jedzenia, komentują lub się wyśmiewają. Każdy z nas głupio wyglądałby z hot dogiem w paszczy, a Ci co polują na okazję żeby uwiecznić jakieś osobistości w takim momencie ku prymitywnej uciesze publiki to, no cóż, akurat żadne autorytety. Ani ci, którzy rechoczą nad takimi zdjęciami.

  • elisanet 30.12.14, 10:48
    robeenek napisała:

    > A ja nie natrząsam się z osób, które mają problemy z jedzeniem publicznie, niez
    > ależnie od tego jakie są tego przyczyny. Natomiast nie mam za grosz zrozumienia
    > dla tych którzy wydziwiają nad czyimś sposobem jedzenia, komentują lub się wyś
    > miewają. Każdy z nas głupio wyglądałby z hot dogiem w paszczy, a Ci co polują n
    > a okazję żeby uwiecznić jakieś osobistości w takim momencie ku prymitywnej ucie
    > sze publiki to, no cóż, akurat żadne autorytety. Ani ci, którzy rechoczą nad ta
    > kimi zdjęciami.

    Ale Twój wpis tylko potwierdza to, o czym piszemy ja i Minnie. I to, dlaczego sędzia nie chce, żeby go petenci oglądali, gdy je.
  • kora3 30.12.14, 07:30
    Elisanet - jeśli w czyichś oczach traci się autorytet, bo widział, ze jesz, to taka osoba ma nie tak z głową smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 30.12.14, 07:29

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 27.12.14, 21:42
    Koro, naprawdę nie ma co szydzić z czyichś "lęków". Nie każdy potrafi jeść estetycznie, może ten twój znajomy wygląda głupio w tej trochę prywatnej, było nie było, sytuacji, czuje się niezbyt komfortowo, itp. Mi np. kiedyś tam powiedziano, niby w żartach, że muszą mnie sfilmować jak jem obiad bo wyglądam ?śmiesznie?. Dlatego nie lubię jeść w towarzystwie, unikam tego jeśli mogę, i rozumiem ludzi, którzy mają podobnie. Pomijam fakt, że nie czuję smaku potraw, wszystko smakuje podobnie i nie odczuwam żadnej przyjemności z jedzenia, jakkolwiek to nazwać. Bez żalu rezygnuję ze wspólnych obiadków czy lanczyków, a jak już muszę w czymś takim brać udział mówię, ze mam alergię.
  • kora3 28.12.14, 06:42
    Elisanet - nie rozumiesz w czym rzecz. Nie ma nic smiesznego w czyichś lekach, tylko nie należy swoich lęków tłumaczyć rzekomym zachowaniem, czy intencjami innych. Nie ma przymusu ani jedzenia w towarzystwie, ani podróżowania komunikacją publiczną, ani szeregu rozwiazań, które dla innych są normą. Rzecz w tym, że należy racjonalnie oceniac sytuację - jak TY - uważasz, że wyglądasz zabawnie jedząc i nie chcesz, by inni przy tym byli, nie lubisz jadać z innymi - Twoje prawo. Ale nie dokładasz do tego mitu, że kiedy TY jesz, pół swiata ma zajecie z oglądaniem Ciebie, dlatego uważasz, że do restauracji, w której TY decydujesz się jeść powinno być wpuszczane tylko wyselekcjonowane gronosmile- czy teraz rozumiesz?
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 28.12.14, 12:26
    kora3 napisała:

    > Elisanet - nie rozumiesz w czym rzecz. Nie ma nic smiesznego w czyichś lekach,
    > tylko nie należy swoich lęków tłumaczyć rzekomym zachowaniem, czy intencjami in
    > nych. Nie ma przymusu ani jedzenia w towarzystwie, ani podróżowania komunikacją
    > publiczną, ani szeregu rozwiazań, które dla innych są normą. Rzecz w tym, że n
    > ależy racjonalnie oceniac sytuację - jak TY - uważasz, że wyglądasz zabawnie je
    > dząc i nie chcesz, by inni przy tym byli, nie lubisz jadać z innymi - Twoje pra
    > wo. Ale nie dokładasz do tego mitu, że kiedy TY jesz, pół swiata ma zajecie z o
    > glądaniem Ciebie, dlatego uważasz, że do restauracji, w której TY decydujesz si
    > ę jeść powinno być wpuszczane tylko wyselekcjonowane gronosmile- czy teraz rozumie
    > sz?

    Nie, nie ja tak uważam, tylko inni tak stwierdzili - nie czytałaś uważnie mojej wypowiedzi. I zauważ różnicę ty - ja nie mówię, żeby inni nie wchodzili do restauracji, to ja nie jadam (jak nie muszę) w publicznych miejscach.
  • kora3 29.12.14, 08:08
    No widzisz - TY nie oczekiwałabyś, ze inni przestaną chodzić gdzieś tam, bo TY chodzisz, tylko po prostu nie chodzisz tam i czesc.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 29.12.14, 01:24
    kora3 napisała:
    Rzecz w tym, że należy racjonalnie oceniac sytuację - jak TY - uważasz, że wyglądasz zabawnie jedząc i nie chcesz, by inni przy tym byli, nie lubisz jadać z innymi - Twoje prawo.

    Ponownie Koro, oceniasz rzecz wylacznie ze swojego punktu widzenia - bo dla ciebie jedzenie to normalna rzecz, nie interesuje cie jak inni wygladaja jedzac,
    to raz po raz po raz po raz powtarzasz ze jedzacy czlowiek wyglada normalnie.

    otoz NIE, tak nie jest, sa tacy ktorzy uwazaja ze uchwyceni w pewnych pozach niektorzy jedzacy wygladaja ach hahahahahaha jak przekomicznie - po raz kolejny tlumacze
    inaczej prosze wyjasnij mi Koro po co paparazzi poluja na posilajacych sie celebrytow,
    skoro to tak nikogo nie obchodzi ?? i dlaczego gazety to drukuja, glupawe TV showy typu TMZ to pokazuja ????
    byc moze slusznie zatem ow sedzia ma obiekcje, i slusznie tez moze miec obiekcje do posilania sie w miejscu gdzie oprocz konkretnego towarzystwa w ktorym czuje sie dobrze przychodza takze "obcy", czyli spoza grona pracownikow sadowych.

    i niewazne czy ow sedzia ma prawdziwe podstawy aby tak sie martwic o swoj wizerunek czy przesadza,
    tylko po prostu przyjmij do wiadomosci ze skoro JEST rynek na takie zdjecia to znaczy
    ze sa tacy co sie takimi zdjeciami z parowka w zebach jaraja - zatem to potencjalnie moze spotkac "twojego" sedziego. i on sie tego boi. tyle...

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
    krakowskasucha.blox.pl/html
  • kora3 29.12.14, 08:21
    Minnie - przede wszystkim , to trzeba znać proporcje i nie przeceniać się smile
    Brukowce może i poluja na nieciekawe miny celebrytów, ale właśnie - celebrytówsmile
    Nie sadzę, żeby jakikolwiek brukowiec, nawet najniższych lotów kupił od kogokolwiek fotę jakiegoś znanego wąskiemu gronu ludzi sędziego z okręgówki smile, kiedy ten je parówki, czy homary wink
    Taki sedzia byłby "ciekawy" dla brukowca, gdyby jechał po pijaku, wdał się w burdę uliczną, albo molestował protokolantkę- słowem z powodu jakiegoś zachowania, a nie sam z siebie.

    Brać pod =uwagę należy także to, że pomijając fakt, iż tym sedzią jako celebryta (hehe) nikt się nie interesuje, smieszną, czy niezreczna minę można zrobić także nie wykonując zadnej prywatnej czynności, np. przemawiając oficjalnie. Jako ktoś, kto czasem robi zdjęcia ludziom w oficjalnych sytuacjach, oraz taki, który ze zrobionych przez innych wybiera sobie te, które mu pasują piszę to z doświadczenia.
    Naprawde widziałam już przezabawne foty najróżniejszych oficjeli (i nie tylko) z minami śmiesznymi zrobione w sytuacjach zupełnie oficjalnych. Fakt - nikt tych fot nie wykorzystuje, ale są. W tej sytuacji osoba tak dbająca o wizerunek, jak ten sedzia, nie powinna wcale wychodzić z domusmile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 29.12.14, 23:32
    kora3 napisała:
    Brać pod =uwagę należy także to, że pomijając fakt, iż tym sedzią jako celebryta (hehe) nikt się nie interesuje, smieszną, czy niezreczna minę można zrobić także nie wykonując zadnej prywatnej czynności, np. przemawiając oficjalnie.

    Koro - mam wrazenie ze ty w ogole nie sluchasz co sie do ciebie mowi.

    ponownie- bo TY tak uwazasz.
    a masz gwarancje ze nie ma ani jednej osoby w publice ktora nie 'jaralaby sie'
    zdjeciem zwykle nienagannego, 'zatogowanego' i obwieszonego lancuchami, dostojnego sedziego tym razem upapranego sosem pomidorowym od makaronu spaghetti?:
    - "o, popatrzcie, grozny sedzia okazuje sie zwyklym czlowiekiem!, hahaha"!

    tlumacze i tlumacze, ze nie mozna na wszystko patrzec wylacznie ze swojego punktu widzenia Koro.

    Minnie

    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
    krakowskasucha.blox.pl/html
  • kora3 30.12.14, 07:35
    Ktoś także mogłby się jak piszesz "jarać" np. moim czy Twoim zdjęciem w jakiejś sytuacji, które może byłoby zabawne fatycznie, albo tylko dla niego i co? Ja i ty mamy nie wychodzić z domu?
    Zresztą przepraszam, ale wg mnie osoba dorosła i pełnosprawna na ogół umie jesć w normalnych warunkach tak, żeby się nie upaprać, nie siorbać itd.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 31.12.14, 10:05
    kora3 napisała:
    Ktoś także mogłby się jak piszesz "jarać" np. moim czy Twoim zdjęciem w jakiejś sytuacji, które może byłoby zabawne fatycznie, albo tylko dla niego i co? Ja i ty mamy nie wychodzić z domu?

    jak z twoja atrakcyjnoscia rynkowa to nie wiem, nie orientuje sie,
    'moja osoba' na celebryte nie nadaje sie pod zadnym wzgledem, nawet na FB czy NK pies z kulawa noga mna by sie nie 'jaral',
    wiec mnie na pewno zujaca hotdoga czy wyplamiona sosem pomiodorwym fotografowac nikt by nie chcial.

    natomiast z sedzia to juz calkiem inna sprawa Koro, powinnas wreszcie to zrozumiec.

    Minnie

    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
    krakowskasucha.blox.pl/html
  • kora3 31.12.14, 13:00
    Minnie, ten sędzie nie jest osobą znaną! to jest zwyczajny sedzia z okręgówki - głowe dam, ze jestem bardziej rozpoznawalna od niegosmile
    A jeśli chodzi o zdjęcia - to takie zdjęcie opublikowane na wspomnianych portalach, albo gdzie indziej byłoby podstawa do wszczęcia kroków prawnych, o czym kto jak kto ale sedzia, to już raczej powinien wiedziec
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 01.01.15, 02:35
    kora3 napisała:
    Minnie, ten sędzie nie jest osobą znaną! to jest zwyczajny sedzia z okręgówki -

    no nie wiem Koro.
    z toba nieraz trudno sie dogadac poniewaz raz piszesz tak, raz tak i do tego wciaz dodajesz nowe szczegoly, szczegoliki co chwila zmieniajac sens zagadnienia.
    na poczatku napisalas ze sedzia jest osoba "ze swiecznika'' co by wskazywalo ze jednak jest osobistoscia znana,
    a zatem cos wiecej niz "zwyczajny sedzia z okregowki" -
    - wiec w koncu jak jest, on "swiecznik" czy "zwyczajny sedzia z okregowki":

    Ten sedzia jest bufonem i tyle. Naprawdę nierzadko zdarza mi się widzieć osoby tzw. "ze sweicznika" jedzące i nie uważam, by komukolwiek odbieralo to autorytet.

    nie zaleznie od wszystkiego Koro, -enty raz powtorze - nie ma znaczenia czy to tobie sie wydaje ze reakcja sedziego jest przesadzona.
    Ten sedzia moze i ma prawo tak myslec, i juz.

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
    krakowskasucha.blox.pl/html
  • kora3 01.01.15, 12:47
    minniemouse napisała:
    >
    > na poczatku napisalas ze sedzia jest osoba "ze swiecznika'' co by wskazywalo ze
    > jednak jest osobistoscia znana,


    Nie, wcale tak nie pisałam - to ktoś pisał, ze sedzia, nie ten tylko w ogóle każdy, to "osoba ze świecznika, zapewne w sensie - osoba wykonujaca prestiżowy zawód.

    > a zatem cos wiecej niz "zwyczajny sedzia z okregowki" -
    > - wiec w koncu jak jest, on "swiecznik" czy "zwyczajny sedzia z okregowki":


    Jak wyżej - zwykły sedzia z okręgówki, który orzekał w interesujących mnie zawodowo sprawach i skierował mnie doń rzecznik sądu za zgodą tego pana.
    >
    >
    > nie zaleznie od wszystkiego Koro, -enty raz powtorze - nie ma znaczenia czy to
    > tobie sie wydaje ze reakcja sedziego jest przesadzona.
    > Ten sedzia moze i ma prawo tak myslec, i juz.


    Alez MA PRAWO, a ja mam prawo uwazac to za bufonadę, niesmile ?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 01.01.15, 23:56
    Koro, zwracam uwage ze ja podaje twoje wlasne cytaty - zatem cokolwiek by to nie bylo, zgodzilas sie z kimkolwiek ze sedzia to osoba na swieczniku, teraz sie tego nie wypieraj.
    do tego, zdaje sie, dodalas jakiegos wlasnego sedziego.
    pytanie teraz ktorego dokladnie sedziego mialas na mysli tak dlugo dyskutujac?:

    Nota bene - znałam sędziego (znałam, bo już nie mam z nim kontaktu), który był zdania, że interesanci, a nawet pracownicy sądu, ale nie sędziowie nie powinni być wpuszczani do sądowego bufetu, albo po ile to do innego pomieszczenia, bo to nie do pomyślenia, żeby "oglądali", jak sędziowie jedzą...Też coś

    niewazne,
    z twoich wlasnych slow wynika iz przez caly watek uwazasz sedziego za osobe na swieczniku.

    Alez MA PRAWO, a ja mam prawo uwazac to za bufonadę, niesmile

    pomyslec sobie tak prywatnie mozesz, oczywscie, zawsze : )

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
    krakowskasucha.blox.pl/html
  • kora3 02.01.15, 00:19
    Minnie - uważam, ze sędzia to prestiżowy zawód - owszem. Ale nadal nie rozumiem dlaczego miałby mieć się zaraz za celebrytę smile Jakis znany szerokiemu gronu sędzia, jak wspomniana tu np. A.M. Wesołowska - no owszem, jest celebrytka, ale nie z racji tego, ze jest sedzia, tylko z racji tego, ze jest sedzią występującą w popularnym programie. Gdyby w nim nie występowała, to pewnie ani ja, ani Ty nie wiedziałybyśmy kto to jest, prawda?
    To samo tyczy się każdej innej osoby zawodu dowolnego: restauratorki, niani, pani specjalistki od prowadzenia domu, czy fryzjerów, albo wizażystów.

    Nie wiem jak prościej to wytłumaczyć: sędzia, to na ogół nie jest osoba bardzo znana w sensie kojarzenia kto to jest. A to z tej przyczyny, że sędziowie rzadko goszczą na lamach prasy czy w TV poza rzecznikami sądów.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 02.01.15, 03:01
    kora3 napisała:
    Minnie - uważam, ze sędzia to prestiżowy zawód - owszem. Ale nadal nie rozumiem
    dlaczego miałby mieć się zaraz za celebrytę


    Koro, ale czy ty znasz tego sedziego tak dobrze aby wiedziec czy on mial czy nie rzeczywste powody by nie chciec byc widzianym jak je?
    pewnie nie masz, wiec ja na twoim miejscu bym sie nie rozwodzila co sie za tym kryje.
    natomiast jedzacych celebrytow podalam glownie jako przyklad ze taka codzienna, trywialna czynnosc,
    niby kogo to obchodzi, a jednak sa tacy co sie tym 'jaraja', nie wiedziec czemu.
    zatem ktos kto sie obawia byc 'podejrzanym' w trakcie posilania sie ma calkiem sluszne obawy, wbrew pozorom. tu o nic wiecej nie chodzi...

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
    krakowskasucha.blox.pl/html
  • kora3 02.01.15, 03:28
    Ja tego sędziego Minnie znałam wyłącznie z kontaktów zawodowych (rzadkich) i mnie wcale nie interesowało czy on chce jadać tu czy tam oraz dlaczego. To on zaproponował spotkanie w porze lunchu, bo jak powiedział chciałby coś zjeść. Ok - nie ma problemu. Zapytałam go, czy chciałby spotkać się w sadowej kantynie (moja propozycja wynikała z chęci uczynienia, by jemu było najwygodniej), powiedział ,ze nie i zaproponował inne miejsce, które ja zaakceptowałam. I na tym moja miła powinno się skończyć.
    Nie oczekiwałam, ze mi pan sedzia wyjaśni dlaczego nie chce spotkać się i jesc lunchu w sadowej kantynie, ani nie upierałam się przy tym miejscu. To sedzia podczas spotkania w innym miejscu ni stąd ni zowąd wyjaśnił mi, że nie chodzi do sadowej kantyny, bo bywają tam pracujący w sądzie nie -sędziowie oraz ludzie z zewnątrz, a nie powinno tak by, bo nie powinni mieć oni okazji oglądać jedzących sędziów, wiec już o ile muszą korzystać z tego bufetu, to powinni w innym pomieszczeniu niż sędziowie.
    Na te informację ja nie odrzekłam nic, bo co tu powiedzieć? Wypadałoby zrobić oczy i powiedzieć: "Ale po co pan mi to mówi?" smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 02.01.15, 09:36
    Na te informację ja nie odrzekłam nic, bo co tu powiedzieć? Wypadałoby zrobić oczy i powiedzieć: "Ale po co pan mi to mówi?"

    Blad smile
    trzeba bylo, trzepocac rzeskami, mocno sie zadziwic i zapytac "a czemu pan tak uwaza?"
    i wyciagnac z niego a ten temat wszytsko co sie dalo.
    przynajmniej bysmy wiedzieli o co naprawde chodzi. a moze i felieton by z tego byl : )

    Minnie
    --
    Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
    Oscar Wilde
    krakowskasucha.blox.pl/html
  • kora3 02.01.15, 10:06
    heh ...wiesz, jakos nie miałam serca doi tego hmmm tematu.

    A całkiem poważnie -pomijając już tresc tego wyjaśnienia , to takowe wyjaśnienie jest wskazane, albo konieczne, gdy ktoś przy jakimś miejscu spotkania się upiera.
    .
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 30.12.14, 09:35
    Każdy ma prawo mieć swoje podejście do swego zycia i wizerunku i to jest jego sprawa. Jeśli z tego powodu nie zechce wcale wychodzić z domu, to nadal jest jego sprawa, ale obiektywnie powinien zasięgnąć opinii psychiatry.
    Każdy z nas jest znany jakiemuś gronu ludzi prywatnie, czy zawodowo i teoretycznie każdego z nas ktoś może uwiecznić ze smieszną mina, w sytuacji niekomfortowej itd. Jeśli ktoś uważa, ze jest pod takim obstrzałem, to sam powinien zadbać o to, by go nie uwieczniono, a nie oczekiwać, ze będzie się dlań tworzyć specjalne enklawy - np. w bufecie sadowymsmile

    Pozornie OT - znam taka kobietę, która jest przekonana, ze jej życie b. interesuje innych. Zupełnie nie jest to prawda, jest to najzwyczajniejsza w swiecie osoba, nikt wykonujący jakiś prestiżowy zawód, czy sprawujący taka funkcję, żadna celebrytka - normalna kobieta. Z jakiejś przyczyny (obstawiam kompleksy) uważa ona, że jest w kręgu zainteresowań bliższych i dalszych znajomych. Jest to tyleż denerwujące, co zabawnesmile Np. ostatnio prowadziła z kolezanką taki dialog.
    Koleżanka - Cześć co tam u ciebie? Jak po Świętach?
    Oszołomka - u mnie jak zawsze magicznie i wspaniale, Ach te swięta ...Mój syn przyjechał z dziewczyną bla blabla (słowo wyjaśnienia syn tej pani studiuje za granicą, znamy go z widzenia).
    Kolezanka. O to miłosmile Widziałam go w CH jakoś przed swietami ...
    Oszołomka: taaa no już wszyscy się moim synem interesują, ledwie się pojawił, bo tak to jest, ze nami się każdy interesuje, niech każdy pilnuje swoich spraw
    Kolezanka (zdziwiona) - Alze nie mówię, ze się nim interesuje, tylko, ze go widziałam w CH.
    Oszołomka: No i co z tego. Bożesz Ty mój, człowiek normalnie nie może iśc do CH, żeby zaraz o tym wszyscy nie gadali ...
    Kolezanka: Nie wiem o co Ci chodzi. Dobrze się czujesz?

    Wierz mi, ze ta kobieta jest po prostu ...smiesznasmile Nie wiem skąd u niej przekonanie o tym wszechobecnym zainteresowaniu nią i jej bliskimi/zżyciem, ale nie ma to miejsca i też uwaga koleżanki o widzeniu jej syna w CH na takowe nie wskazywała. Ot po prostu wspomniała o przyjexdzie syna, a kolezanka sobie przypomniała, ze istotnie go widziała, w czym jakiś problem? W niczym, ale tej babie zdaje się to jakieś podejrzane i jest dla niej dowodem na szczególne nią zainteresowanie smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 30.12.14, 10:35
    kora3 napisała:
    > Wierz mi, ze ta kobieta jest po prostu ...smiesznasmile

    Tak, ta kobieta jest śmieszna, bo nie jest osobą publiczną. Po drugie, osoby tzw. publiczne przyciągają uwagę osób "z zewnątrz" i o to chodzi w tym wątku, a nie - jak ta pani - chodzi o grono rodziny i znajomych rzekomo nią zainteresowanych.
  • kora3 30.12.14, 10:54
    elisanet napisał(a):
    >
    > Tak, ta kobieta jest śmieszna, bo nie jest osobą publiczną. Po drugie, osoby tz
    > w. publiczne przyciągają uwagę osób "z zewnątrz" i o to chodzi w tym wątku, a
    > nie - jak ta pani - chodzi o grono rodziny i znajomych rzekomo nią zainteresowa
    > nych.


    Ta pani jest nauczycielem - głowe dam, że jej buzie kojarzy więcej osób, niz tego sędziego - mam na myśli osoby, które ja znają, ale nie należą do kręgu jej znajomych. Np. dawni jej uczniowie, rodzice tychże, nauczyciele z innych szkołł w okolicy, którzy kojarzą ja z konferencji.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 30.12.14, 10:31
    minniemouse napisała:

    > Koro - mam wrazenie ze ty w ogole nie sluchasz co sie do ciebie mowi.
    >
    > ponownie- bo TY tak uwazasz.
    > a masz gwarancje ze nie ma ani jednej osoby w publice ktora nie 'jaralaby sie'
    > zdjeciem zwykle nienagannego, 'zatogowanego' i obwieszonego lancuchami, dostojn
    > ego sedziego tym razem upapranego sosem pomidorowym od makaronu spaghetti?:
    > - "o, popatrzcie, grozny sedzia okazuje sie zwyklym czlowiekiem!, hahaha"!

    Tu podpisuję się pod tym, co napisała Minnie. Koro, sędzia to nie jest mimo wszystko jakaś Twoja anonimowa znajoma, o której pisałaś w poście powyżej, ale osoba publiczna, która z racji sprawowanego urzędu powinna zawsze i wszędzie zachować nienaganny wizerunek. Podobnie jak wykładowca. A jak Ci się zdaje Koro, czemu służy ten cały sądowy blichtr, toga, łańcuch, stół, młotek itp? Czy sędzia nie mógłby wydać wyroku w swetrze, dżinsach, gdzieś w obskurnym pomieszczeniu? A jednak, aby zachować autorytet, sędzia musi być trochę "odczłowieczony", wyglądać dostojnie jak posąg, to działa także na wyobraźnię. I teraz pomyśl sobie, że ludzie zobaczą tak dostojnie prezentującego się zwykle sędziego w sytuacji zupełnie przeciwnej, czyli jak wcina np. hotdoga. Może znajdą się tacy jak ty, którzy potraktują to naturalnie, ale będą też tacy, którzy będą się jak mówisz "jarać" tym widokiem, czy nawet z niego podśmiewać, a nawet pomyślą - "eeee, też mi autorytet, też je jak każdy". Minnie ma rację, po co w takim razie powstałyby strony na których umieszczane są zdjęcia jedzących znanych osób (i to nierzadko wcale nie jakoś nieestetycznie)? Widocznie są tacy, których to "jara", jak widać, i pewnie jest ich dużo, skoro paparazzi polują na takie ujęcia. I widocznie ten sędzia nie chce stać się obiektem drwin.
  • kora3 30.12.14, 10:50
    Mam wrażenie Elisanet, ze ty nie rozumiesz po co w istocie sedzia ma tę togę i łańcuch smile Otóż nie po to, by dodac SOBIE powagi, tylko dlatego, że występując procesowo reprezentuje PAŃSTWO - konkretnie trzecia władze państwowa - władzę sądowniczą. Prokurator na sali rozpraw reprezentuje URZĄD PROKURATORSKI a nie siebie, a adwokat/pełnomocnik swego klienta, a nie siebie. Dlatego do sędziego/sedzi mówi się podczas rozprawy "Wysoki sadzie", a nie tak, jak poza nią "panie sędzio, pani sędzio". Podobnie - w przypadku władzy ustawodawczej poseł przemawiając w Sejmie wraca się "Pani marszałek/panie marszałku (w zaleznosci kto prowadzi obrady) WYSOKA IZBO", a nie "Krysiu, koleżanki i koledzy" np.

    Osoba sędziego, czy marszlaka nie ma tu znaczenia, znaczenie ma FUNKCJA jaka w tym momencie sprawuje na rzecz PAŃSTWA.

    Jak wspomniałam - śedzia może mieć przekonanie, ze nie powinien jadac z innymi śmiertelnikami - jego prawo. smile W tej sytuacji jadac po prostu w miejscach publicznych wszystkich, albo takich, które uważa za niestosowne do tego nie powinien i czesc. Jednakowoz nie powinien się z tego zwierzać osobie obcej, niezainteresowanej tym tematem, bo to ...smieszne.

    Mam przypuszczenie graniczące z pewnoscią, ze moja twarz jest bardziej ludziom znana, niż tego sędziego smile Bo w sadzie jednak nie większość ludzi bywa na co dzień, a czyta gazety i oglada TV - jednak większość. No i co z tego, że ktoś zobaczy, ze ja jem i co? Pomysli "eeee co tam ona może mi pomóc w mojej sprawie, skoro je jak wszyscy?"?smile

    Nie wiem Elisanet jak często masz okazję do spotkań z ludźmi z tzw. świecznika - ja często, z racji pracy,. I naprawdę ani wysoko postawieni hierarchowie kościelni, ani parlamentarzyści, ani samorządowcy (osoby siła rzeczy bardziej rozpoznawalne przez "gawiedź" niż jakiś sedzia) ani w końcu inni sędziowie takich problemów jak ten nie mają. To znaczy, ze nie jest to powszechne i że ten sedzia jest szczególny, nieprawdaż?
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • droch 26.12.14, 11:07
    > [...] gdy ów sędzia będzie właśnie wkładał sobie makaron do ust.
    > No wygląda się wtedy głupio, no nie zaprzeczysz [...]

    Zaprzeczę.
  • kora3 26.12.14, 11:19
    ja tez zaprzeczę - naprawdę nie smieszy mnie kiedy ktoś normalnie je ...Ba, ja nawet nie znam nikogo, kogo to smieszy ...
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 26.12.14, 12:16
    No, chyba, że ów sędzia [w todze i z godłem na piersiach] jadłby spaghetti wkładając do ust koniuszek nitki i smakowicie wciągając całość, która naówczas miotałaby się mu po uszach i włosach, a na koniec zostawiałaby na ustach idealnie równe kółeczko z sosu pomidorowego... A, przepraszam. Nie sędzia tylko Wysoki Sąd. big_grin

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kora3 26.12.14, 12:44
    hehehehe dobre smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • madry11 26.12.14, 21:37
    kora3 napisała:

    > ja tez zaprzeczę - naprawdę nie smieszy mnie kiedy ktoś normalnie je ...Ba, ja
    > nawet nie znam nikogo, kogo to smieszy ...

    No to popatrz tutaj:
    link
    Naprawdę chciałabyś być tak uchwycona?
  • elisanet 25.12.14, 17:59
    kora3 napisała:
    > Cóż to znaczy obnosić się z jedzeniem? Przecież nikt nie wspominał o jedzeniu n
    > a sali rozpraw, ani na korytarzu, tylko w bufecie. A ze tam sędziego może zobac
    > zyć strona/świadek ...No i co? Co jest kompromitującego, czy uwłaczającego w sa
    > mym jedzeniu? Nie rozumiem...

    No właśnie to, że taki sędzia będący na terenie budynku Wysokim Sądem w todze i łańcuchu je zupę czy coś innego w miejscu publicznym, gdzie na dodatek każdy (w tym strona/świadek) może się do niego np. dosiąść.
  • robeenek 23.12.14, 22:49
    elisanet napisał(a):
    > Jak się chciało być na świeczniku, to z całym dobrodziejstwem inwentarza.
    > Jestem zniesmaczona takim podejściem sędziów. (...) A poza tym, sędziowie naprawdę nie
    > powinni się obnosić z jedzeniem w publicznych miejscach, bo to nie buduje ich a
    > utorytetu w oczach stron, jak kroją schabowego... wręcz robią się wtedy śmieszn
    > i.

    big_grin Elisanet, ja już poznałam wcześniej Twoje kategoryczne poglądy nt. wykładowców, a także głów koronowanych, noblistów i papieży jedzących publicznie. Tylko jedno mnie zastanawia, co Ty masz do tych schabowszczaków. Krojenie takowych wygląda zazwyczaj o niebo estetyczniej niż jedzenie np. takich flaków, nie mówiąc już o ciągnącym się spaghetti. wink
  • kora3 24.12.14, 10:05
    Dla mnie taka postawa wobec jedzenia jest przyznam b. dziwna - naprawdę nie wiem co jest kompromitującego w jedzeniu smile, przecież to normalna czynność życiowa, która może być wykonywana publicznie, znaczy przy świadkach.
    Nikt z mózgiem nie widzi w niej niczego uwłaczającego dla urzędu, jaki dana osoba reprezentuje, ani dla samej osoby.
    Nawiasem mówiąc - ciekawe, czy Elisanet widziała np. jedzącego arcybiskupa?smile Ja - tak (sporo razy) i to niekoniecznie jedzącego zaraz w otoczeniu kościelnej wierchuszki oraz innych "szyszek", ale zwyczajnych ludzi, czasem naprawdę prostych. Arcybiskupa kurii tutejszej można zobaczyć tak co roku na wigilii organizowanej przez miejscowy Caritas. Siedzi on miedzy ludźmi i razem z nimi łamie się opłatkiem, je te barszczyki, pierogi i kapustę, bierze dzieci na kolana. Nie przyszłoby mi do głowy, ze mu to uwłacza.
    Często też politycy lubia pokazywać się tak "blisko ludzi" i przyjmują zaproszenia na posiłek u jakichś gospodarzy np. goszcząc na danym terenie. Najczęściej sa to osoby znane z pierwszych stron ogólnopolskich gazet, z telewizji i nie tylko jedzą, ale jeszcze daja się podczas tej czynności sfilmować, czy sfotografować.

    Nie cierpię snobów i snobujących oraz ludzi noszących nos do góry. Ze sporą radoscią zauważam jednak, ze im wieksza gwiazda prawdziwego formatu, tym mniej ma takich skłonności.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • elisanet 25.12.14, 17:53
    kora3 napisała:

    > Dla mnie taka postawa wobec jedzenia jest przyznam b. dziwna - naprawdę nie wie
    > m co jest kompromitującego w jedzeniu smile, przecież to normalna czynność życiowa
    > , która może być wykonywana publicznie, znaczy przy świadkach.

    Wiesz, są inne też "normalne czynności życiowe", ale raczej nie wykonuje się ich publicznie...
    Ja np. bardzo nie lubię jeść publicznie.

    > Nikt z mózgiem nie widzi w niej niczego uwłaczającego dla urzędu, jaki dana oso
    > ba reprezentuje, ani dla samej osoby.

    Tak? A jak wygląda Wysoki Sąd w todze i łańcuchu wcinający spaghetti czy pizzę? Poważnie?!? Naprawdę uważasz, że nie uwłacza to powadze urzędu?

    > Nawiasem mówiąc - ciekawe, czy Elisanet widziała np. jedzącego arcybiskupa?smile J
    > a - tak (sporo razy) i to niekoniecznie jedzącego zaraz w otoczeniu kościelnej
    > wierchuszki oraz innych "szyszek", ale zwyczajnych ludzi, czasem naprawdę prost
    > ych. Arcybiskupa kurii tutejszej można zobaczyć tak co roku na wigilii organizo
    > wanej przez miejscowy Caritas. Siedzi on miedzy ludźmi i razem z nimi łamie się
    > opłatkiem, je te barszczyki, pierogi i kapustę,

    Dziwię się temu arcybiskupowi, że dał się wmanewrować w taką sytuację.


  • kora3 25.12.14, 19:43
    elisanet napisał(a):
    >
    > Wiesz, są inne też "normalne czynności życiowe", ale raczej nie wykonuje się ic
    > h publicznie...


    Ale co to z argument? TĘ czynność akurat można wykonywać publicznei, a nawet jest to w naszej kulturze bardziej przyjęte, niż samotne jedzenie.

    > Ja np. bardzo nie lubię jeść publicznie.\

    Ale to co Ty lubisz Elisanet nie ma nic do rzeczy w kontekście tego co wypada.

    >
    > Tak? A jak wygląda Wysoki Sąd w todze i łańcuchu wcinający spaghetti czy pizzę?
    > Poważnie?!? Naprawdę uważasz, że nie uwłacza to powadze urzędu?


    Teraz to już jestem pewna, ze zżarty sobie stroisz Elisanet... Mam nadzieję, ze tak, bo jeśli nie, to....zgroza.
    Przede wszystkim to skład, czy sedzia jest "wysokim sadem" w rozumieniu prawa, gdy zajmuje się czynnościami procesowymi, czyli orzeka na sali rozpraw, przyjmuje pisma procesowe itd. W pozostałych sytuacjach sędzia jest po prostu sędzią i tak się należy don zwracać. Po drugie - w todze i z łańcuchem z godłem (szzegolnie to drugie!) sedzie wystepuje tylko na sali rozpraw! Poza nią nie, wiec nie ma opcji, by sędzia tak szedł na obiad, na parking, czy gdziekolwiek.
    >
    >
    > Dziwię się temu arcybiskupowi, że dał się wmanewrować w taką sytuację.

    Wmanewrować? Toz jakby nie chciał, nie przychodziłby, na bardziej dęte impry wysyła innych, po prostu CHCEsmile i to normalne, bo to arcybiskup jest dla ludzi, a nie ludzie dla arcybiskupa
    >
    >


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 25.12.14, 23:39
    Ooo... Koniecznie trzeba poinformować Jana Englerta, że jedząc w knajpie [czyli miejscu publicznym] rybę z frytkami i popijając piwem uwłacza powadze Teatru Narodowego, którego jest dyrektorem! A także Akademii Teatralnej, w której wykłada!

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kora3 26.12.14, 09:23
    Mysle Vi, ze tu szkoda dyskutowaćsmile Jaki sens ma dyskusja z kims, kto uważa sędziego za "wysoki sad" zawsze i wszędzie oraz domniemuje, że sędzia chodzi w todze i z godłem na piersi na posiłki (a może i do WC?smile)
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aldona_a 23.12.14, 13:34
    Dodam jeszcze krótko. Mnie naprawdę nie obchodzi, jak ów sędzia organizuje sobie życie zawodowe, w tym przerwy na posiłek, w dni kiedy nie orzeka. Ale gdy orzeka w mojej sprawie, to w moim osobistym interesie leży, aby miał w trakcie przeciągającej się sesji co najmniej jedną długą przerwę na lunch. Dlaczego? Bo mam prawo do rzetelnego rozpoznania sprawy. No po prostu fizjologii nie przeskoczysz.
  • kora3 23.12.14, 18:19
    Jak napisała Ci Vi i ja powtórzę, bo też o tym pisałam (o czym Vi wspomniała zresztą) NIECH MA nawet 1,5 godzinna przerwę na posiłek, tylko nie w czasie, kiedy mnie WEZWANO do stawienia się w sądzie! Sedzia przewodniczący składowi ma pełna wiedze, by z grubsza ustalić ile potrwa sprawa, nie ma wiec sensu wzywac ludzi na godzine, o której wiadomo ze poprzednia sprawa się nie skończy! Należy realnie oceniac czas trwania danej sprawy i zrobić po prostu PRZERWE pomiędzy nimi, ludzi wzywając na godzinę późniejsza. Wówczas nie będą się denerwować, bo obsuw będzie góra 15 min.
    Sady do tego stopnia lekceważą sobie ludzi, z których de facto żyją Aldono, ze zdarza się iż ktoś czeka na swoją sprawę 3,5 godz.! To absurdalne! Do tych ludzi nawet nikt w trakcie takiej rozprawy trwającej nie wyjdzie i nie powie ile to jeszcze może potrwać, wiec oni trwają pod ta sala nie mogać sobie iśc na kawę, czy obiad, bo może się skonczyć za 10 min., zapukać i spytać się ile potrwa - też nie mogą i nikt się nimi nie przejmuje! A wśród nich bywaja ludzie starsi, schorowani, rodzice, którzy musieli sobie kołować opiekę nad dziecmi, bo SAD ich wezwał...
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 22.12.14, 18:26
    Ponieważ wątek poszedł w całkiem inną stronę, a to czy sędziemu wolno jadać, informuję, że tak, takie "kłamstwo" jest zgodne z SV.
    --
    Oszołomy z Greenpeace i tym podobnych organizacji, proszę natychmiast przywrócić globalne ocieplenie, bo w ryja.
  • kora3 22.12.14, 18:58
    Wybacz Yomo, ale manipulujesz smile Nikt nie kwestionował, że sędziemu wolno jadać, kwestionowano tylko, czy powinien jadać w czasie przeznaczonym na orzekanie podczas, gdy na swoja sprawę czekają ludzie - nie jacyś przypadkowi, co przyszli, kiedy chcieli, tylko WEZWAŁ ich na te godzinę sąd!

    To wtrącenie o tym czy sędziemu wypada jesc jest tak samo absurdalne, jakby ktoś się zastanawiał czy strazakowi wolno jesć. No bo ktoś zadzwonił po straż i okazało się, ze nie przyjedzie na razie, bo dowódca JRG poszedł na obiad. przyjdzie, to wóz pojedzie, a że się pali, ano trudno...
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 24.12.14, 00:48
    Sedzie nie dosc,ze beznadziejny to jeszcze niewychowany. Co czesto idzie w parze (brak profesjonalizmu w brakiem kultury). To sedzie jest glownym decydentem w sprawach opoznien w procesach, bardzo rzadko sie zdarza, zeby to z innych przyczyn niz nieprofesjonalna praca sedziego nastepowalo opoznienie w sprawach. Nie bez powodu jednym sedziom opoznienia sie praktycznie niezdarzaja a innym notorycznie.
    Profesjonalista tak rozplanuje swoje sprawy zeby sie zmiescic w czasie.
    A jesli sedzia ma opoznienie i jeszcze sobie idzie na obiad to juz wola o pomste do nieba.
    Jesli strona , ktora widziala sedziego w jadlodajni nie jest strona w sprawie (a jedynie np.swiadkiem) to ja bym zlozyla krotka pisemna skarge na sedziego, ze sprawy opoznione, protokolantka kryje sedziego, ktory byl widziany w restauracji. Co prawda odpowiedz bedzie taka, ze prezes sobie przypomni, ze jednak sedzia byl u niego,a strona sie pomylila i widziala kogos innego, ale za zamknietymi drzwiami taki sedzia dostanie bure od prezesa i prawdopodobnie juz drugi raz takiego numeru nie wytnie.
  • madry11 28.12.14, 10:32

    No właśnie powiedział ni stąd ni zowąd. smile Gdy się już spotkaliśmy gdzie indziej, tak właśnie obszernie wyjaśnił mi, dlaczego nie w sądowej kantynie, co do niczego mi potrzebne nie było. I owszem, wydaje mi się to dość dziwne, że przy mnie nie miał problemu z jedzeniem, choć siedziałam przy jednym stole wszak. Najwyraźniej pan sedzia uznał, że skoro nie jestem strona, ani szeregowym pracownikiem sadu, to mogę dostąpić zaszczytu "oglądania" jak on je

    Koro, a to sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej, zwracam honor. Przyznaję, że ten sędzia jest bardzo dziwny. Zakładałem, że sytuacja wyglądała tak.
    Proponujesz spotkanie w kantynie, a gość myśli, że to dlatego że pora lunchu itp, zgadza się na inną restaurację, widzi że ty coś zamawiasz, on nie chce za bardzo, ale w końcu zamawia i coś tam raz czy dwa bierze do ust.
    Albo, wyjaśniając dlaczego nie chce iść do sądowej kantyny, mówi jakąś konkretną przyczynę, np. "wie pani, kilka razy mi się zdarzyło że ktoś ze stron zagadywał mnie przy obiedzie”. Albo ostatecznie by nic nie zamówił będąc z Tobą, wyjaśniając pół-żartem - „mam fobię, wstydzę się jeść w miejscach publicznych, kiedyś mi ktoś cykał fotki proszę wybaczyć ale nic nie zamówię”.
  • kora3 29.12.14, 08:31
    Spoko, przecież mogłeś źle zrozumieć, watek o tym panu był niejako poboczny, przy okazji rozmowy chyba z Indirrą w temacie głównym.

    Prawdę mówiąc, to ja wcale nie oczekiwałam tłumaczeń dlaczego pan sedzia nie chciał spotkać się w kantynie sadowej. Jak wspomniałam - mnie było obojętne gdzie się spotkamy, wiec propozycja innego miejsca z jego strony nie zdziwiła mnie, ani nie rozczarowała smile

    Sama tez mam miejsca, które lubie bardziej i takie, które pasują mi mniej.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka