Dodaj do ulubionych

Kwestia rozliczenia

01.03.16, 14:11
Zastanawiam się czy mój narzeczony postępuje fair wobec mnie... Na początku lutego minął rok odkąd mieszkamy razem. Decyzję od wspólnym zamieszkaniu podjęliśmy dość szybko, po 3 miesiącach intensywnej znajomości. Przed wprowadzeniem się do niego uzgodniliśmy oczywiście kwestie finansów. On zaproponował, że będę mu płaciła połowę średniego kosztu wynajmu dla tego metrażu, standardu i okolicy -w której ma mieszkanie. Uznałam, że to uczciwe rozwiązanie. I od roku tyle płacę. Nie jest to mało, bo mieszkanie jest w nowym bloku z 2013 roku, położone bardzo dogodnie i w centrum. Średni czynsz za takie mieszkanie wynosi 2000 zł, co zresztą skrupulatnie razem sprawdziliśmy. Ja płacę mu więc 1000 zł miesięcznie. Do tego oczywiście połowę za media i za wspólne zakupy domowe typu środki czystości czy, np. wazon. Wszystko niby w porządku, ale wczoraj dopiero dowiedziałam się, że rata kredytu za mieszkanie, jaką płaci mój chłopak to 1400 zł + 350 zł czynsz. Czyli ja mu spłacam prawę połowę raty kredytu i cały czynsz. Czuję, że coś jest nie w porządku, mimo że jak napisałam, od początku na to sama się zgodziłam. Czy powinnam z nim o tym porozmawiać i jak to zrobić, żeby jego nie urazić? Jak to zrobić grzecznie? I w ogóle jak prawidłowo rozliczać się, gdy mieszka się razem z chłopakiem w jego mieszkaniu?
Edytor zaawansowany
  • ortolann 01.03.16, 14:40
    Wiesz, dziwne było od początku to, że zaproponował Ci do podziału nie faktyczną kwotę, tylko jakąś przybliżoną, ale jednak wydumaną. Nie do końca to jest kwestia savoir vivre, jak mi się zdaje. On miał prawo zaproponować Ci konkretną kwotę, bo to jednak jego mieszkanie. Ty miałaś prawo propozycję przyjąć albo nie. I byłoby OK, gdyby nie fakt, że jesteście parą i jednak tajenie niektórych informacji (a to jednak dość istotna informacja, zwłaszcza, że chodzi o pieniądze) wywołuje jakiś zgrzyt. A jeśli się rozstaniecie kiedyś, to co? Mogłabyś zażądać od niego wtedy zwrotu wkładu w finansowanie jego kredytu. Mógłby, co prawda, wysunąć argument, że po prostu wynajmował Ci to mieszkanie czy jego część, ale czy sporządził na tę okoliczność umowę? Czy ponosiłaś jakieś dodatkowe koszty, do tej pory? Na przykład, jakieś drobne remonty? A ten wazon, po ewentualnym rozstaniu, zabierzesz czy zostawisz? Może dobrze byłoby zbierać paragony i dowody wpłat na to jego mieszkanie? Nie chcę tu podawać w wątpliwość jego uczciwości, chcę tylko wyostrzyć Twoją czujność.


    --
    http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif
  • bentelka 01.03.16, 14:48
    Zwrot w razie czego takiej kwoty nie wchodzi w grę. On zawsze chciał, żebym mu pieniądze dawała do ręki, żadnych przelewów itp. Rachunków też żadnych nie zbierałam, on ma swoją firmę i zbiera wszystkie paragony / faktury. W tym rozliczeniu czuję się po prostu, jakbym wynajmowała u niego mieszkanie a nie jakbym była jego dziewczyną. Przykre uczucie. Umowy żadnej na wynajem oczywiście nie mamy, ale w sumie mało kto taką spisuje.
  • koronka2012 01.03.16, 20:20
    Ja ci się nie dziwię, bo tak to faktycznie można odebrać. To samo można osiągnąć na wiele różnych sposobów, choćby powierzając ci zakupy domowe, czy ustalając wspólny budżet. A tu - jest jakaś przykra kalkulacja... jakby to było, gdyby nie byłoby cię stać na takie opłaty? albo jeślibyś została bez pracy? 3-miesięczne wypowiedzenie?

    I dokładnie to powiedziałabym facetowi - że czujesz się z tym jak lokator, nie jak partnerka - chodzi o uczucia, nie o pieniądze. Nie buduje się związku na bazie księgowych rozliczeń.
  • a.nancy 04.03.16, 15:21
    "W tym rozliczeniu czuję się po prostu, jakbym wynajmowała u niego mieszkanie a nie jakbym była jego dziewczyną."
    - bo tak właśnie jest. Płacisz wg stawek za wynajem, a nie realnych kosztów. Te 3 miesiące znajomości musiały być faktycznie intensywne smile skoro do tego stopnia zaburzyły Ci percepcję, że zgodziłaś się na taki układ.

    Podsumowując. Pan Cię robi w #$#@$% w brzydkim stylu.

    --
    Good evening. I am a lizard woman from the dawn of time, and this is my wife.
  • vivi86 01.03.16, 22:35
    "nie faktyczną kwotę, tylko jakąś przybliżoną"

    faktycznie czynsz wynosi 350 zł, on sugerował 2000...przybliżoną...hmmmm
  • mallard 02.03.16, 15:18
    vivi86 napisał(a):

    > "nie faktyczną kwotę, tylko jakąś przybliżoną"
    >
    > faktycznie czynsz wynosi 350 zł, on sugerował 2000...przybliżoną...hmmmm

    Przeczytaj dokładnie, może zrozumiesz.
    --
    Naucz się śmiać z samego siebie.
    Będziesz miał ubaw na całe życie...
  • triismegistos 01.03.16, 14:53
    Spłacasz panu kredyt za JEGO mieszkanie smile O co zakład, że jak podniesiesz tą sprawę posłuchasz o tym jakie to z kobiet podłe materialistki?


    --
    Byłam hipsterem zanim to było modne...
  • kratka.1 01.03.16, 15:10
    Chłopak nie jest w porządku wobec Ciebie. Ponosisz koszty większe niż on, a to przecież jego mieszkanie.Uważam że on Cię wykorzystuje. Powinnaś mu powiedzieć że dowiedziałaś się, że opłaty miesięczne wynoszą 1750 zł. i nie rozumiesz dlaczego masz pokrywać większość tych kosztów.
  • claratrueba 01.03.16, 15:38
    Najpierw zastanów się, czy w ogóle masz rację, że płacisz za dużo.
    1400+350= 1750: 2= 875 czyli o 125 zł więcej niż połowa obciążeń finansowych bieżących.
    Natomiast pozostaje kwestia wyposażenia, z którego korzystasz- od umywalki i sedesu począwszy, na gniazdkach elektrycznych skończywszy. Jeżeli nie dokładałaś się do tych wspólnie użytkowanych sprzętów to ta różnica 125 zł nie wydaje mi się warta poważnych rozmów.
    To, że płacisz więcej niż narzeczony, który w to wyposażenie mieszkania zainwestował (pół biedy) oraz użerał się z wykonawcami(cała bieda) byście i on i Ty mieszkali wygodnie nie wydaje mi się świadczyć źle o tym panu. Ja wolę rozwiązania proste- mi takie by odpowiadało. Bo przyszłam na gotowe, płacę tyle samo ile zapłaciłabym obcemu, w razie niepowodzenia znajomości nic nikomu nie jestem winna. bo żadnej korzyści finansowej nie odniosłam z tej znajomości.
  • basiastel 01.03.16, 16:26
    claratrueba napisała:

    płacę tyle samo ile
    > zapłaciłabym obcemu, w razie niepowodzenia znajomości nic nikomu nie jestem win
    > na. bo żadnej korzyści finansowej nie odniosłam z tej znajomości.
    -------------
    Ale korzyść odniósł narzeczony, bo potraktował bliską osobę jak obcą i jako takiej wynajmował mieszkanie, a to dla mnie normalne nie jest. Facet jest cwaniaczek. Podobnie będzie się raczej zachowywał w małżeństwie. Ja bym się w taki układ nie pchała.
  • karola2122 04.03.16, 09:48
    Dużą korzyść, ponieważ jak się domyślam, otrzymał w pakiecie także seks za free.

    Czy to, co napisałam, jest niezgodne z SV? suspicious
  • kora3 04.03.16, 10:13
    karola2122 napisał(a):

    > Dużą korzyść, ponieważ jak się domyślam, otrzymał w pakiecie także seks za free
    > .
    >
    > Czy to, co napisałam, jest niezgodne z SV? suspicious


    Jest przede wszystkim niezgodne z logiką, bo nic nie ma o tym, żeby pani panu za seks placila, zatem nie tylko pan jak się wyrazasz ma seks za free, nie? Kobiety także potrzebują seksu i lubią go - te normalnesmile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 04.03.16, 10:20
    Wybacz, ale rozwala mnie traktowanie seksu w normalnym związku jako formy jakichś rozliczeń. Czy mam rozumieć, że gdyby pani miała takie przekonania, że odmawiała seksu przed ślubem, to wtedy automatycznie pan już miałby prawo pobierać od niej opłaty?
  • kora3 04.03.16, 10:29
    majaa napisała:

    > Wybacz, ale rozwala mnie traktowanie seksu w normalnym związku jako formy jakic
    > hś rozliczeń.


    Mnie też ...


    Czy mam rozumieć, że gdyby pani miała takie przekonania, że odmaw
    > iała seksu przed ślubem, to wtedy automatycznie pan już miałby prawo pobierać o
    > d niej opłaty?


    Dokładnie. Nie mogę w ogóle strawić podejścia do kobiecego seksu na zasadzie prostytuowania się. Ze seks kobiety nie interesuje, nie potrzebuje go, ale oddaje się facetowi za jakieś korzyści. Zastanawia mnie jak można miec takie podejście i jak nieudany musi być seks takich ludzi, że traktują go jako transakcję sad
    Zaraz się mogę hehe "dowiedzieć", że kobieta nie ma ochoty na seks jak ma okres, jest po porodzie, albo operacji woreczka żółciowego smile - ale ja mówię o normalnych kobietach w normalnych sytuacjach.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 04.03.16, 14:30
    Bylaby sublokatorką, bo z takimi przekonaniami na wspolne mieszkanie z chlopakiem by sie nie zgodzila.Jesli bylaby przyjaciolka w potrzebie-zarabiac nieladnie ale z drugiej strony to bardzo ciekawa sytuacja. Powiedzmy ze ta potrzeba to nie kilka miesiecy pt trzeba dziewczynie pomoc bo karma itd.ale kilka lat bo tyle trwaja studia. Powiedzmy chlopak -przyjaciel ma mieszkanie i kredyt . Czy korzystanie z uprzejmości przyjaciela przez kilka lat za 1/2 oplat to nie jest wożeniem się na cudzych plecach? Sytuacja zwiazku czyli tego seksu sprawe zmienia zatem nie udawajmy ze to nieznaczacy szczegól.

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • kora3 04.03.16, 14:37
    Babo, jak dla mnie pobieranie od przyjaciela więcej kasy niż wynosi połowa czynszu i innych mediów jako "odstępnego" za WYNAJEM pokoju jest właśnie wożeniem się na cudzych plecach. Na przyjaciołach i innych bliskich się NIE ZARABIA Babo.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 04.03.16, 15:12
    I tadaaam tu sie zgadzamy-przeciez napisałam że nie wypada zarabiac na przyjaciołach.Calkiem chyba wyraznie jak mi się zdawało.
    Jeśli przyjaciel jest w potrzebie a nie mieszka u nas przez kilka lat bo tyle trwaja studia my mamy kredyt a same nie jestesmy jakos specjalnie zamożne i podnajem w celach zarobkowych bardzo by nam się przydal. mam wrazenie że nie czytasz uwaznie postów na ktore odpisujesz bo widzisz w nich tylko to co Ci pasuje.


    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • baba67 04.03.16, 15:21
    Czyli jasno i wyraznie-czy jest porzadku żeby PRAWDZIWY przyjaciel(w pelni zdrowia) mieszkał przez kilka lat u przyjaciela splacajacego kredyt za mieszkanie za kwote w warunkach rynkowych niewielką wiedząc że obciązenia przyjaciela sa duże i dobrze przyzwoicie placący podnajemca życie by mu ułatwił? Czy to nie jest sępienie? Kilka miesięcy -tak rózne są sytuacje a przyjaciołom wsparcie sie należy. Ale fundowanie komuś taniego lokum na okres studiów kosztem własnego podpierania się nosem-sorry Gregory, nazwijcie mnie skapa suką.

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • kora3 04.03.16, 15:51
    Nikogo suką nie będę nazywać, bo to jest bardzo niegrzecznie.
    Natomiast miałabym prośbę, żebyś trzymała się faktów. W tym wątku nic nie ma o tym, że pan ma problemy finansowe. Podobnie ja nie miałam takowych, gdy mój przyjaciel u mnie mieszkał. Lokum nie było w kredycie, ale nawet gdyby było nie pobierałabym od przyjaciela odstępnego w sytuacji, gdy WCALE nie musiałabym podnajmować pokoju w tym mieszkaniu.
    Ze sobie tanio mieszkał u mnie? No u rodziców chyba jeszcze taniej, bo podobnie jak ja studiował dziennie i nie przypominam sobie, by jego rodzice brali od niego za mieszkanie smile

    Skupmy się wiec może a sytuacjach podobnych do tej z wątlu, a nie na takioch, gdy właściciel mieszlania nie ma na cjhleb dla siebie i swej 7 dzieci. OK?
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 04.03.16, 16:11
    Korciu-wyobraz sobie że ja nie zawsze pisze o Tobie. podobnie jak inni uczestnicy dyskusji. To tyle.

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • kora3 04.03.16, 16:18
    Ale Babo, nie idzie o p[isanie o mnie, tylko o pisanie o sytuacjach kompletnie NIEADEKWATNYCH do omawianej. MOJA sytuacja z przyjacielem na studiach była adekwatna do opisanej w tym zakresie, że mieszkanie było moje i nie podnajmowałam pokoju z powodów finansowych. Natomiast Ty piszesz o jakichś sytuacjach, gdy właściciel mieszkania ledwo przędzie, musi odnająć pokój, bo jak rozumiem nie wydala z kredytem. Nie widzisz Babo, ze to sytuacja zupełnie odmienna od tej będącej tematem wątku?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 04.03.16, 16:38
    Mnie się wydaje że to kolejny udany kambak liponii-szelesteczki , sądząc po braku reakcji na dyskusję. Niemniej nie jest nigdzie napisane że chłopak jest w znakomitej sytuacji finansowej więc nie wiemy naprawdę co sobie nasza troliczka animacyjna wymyśliła.

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • kora3 05.03.16, 08:22
    Babo, nie jest też nigdzie napisane, ze pan znajduje się w złej sytuacji finansowej. Tak mam, ze lubie trzymać się FAKTOW, a dla nas na forum faktem jest siłą rzeczy to, co wątkodawcę napisze o danej sytuacji.
    Można oczywiście odejść od głównego nurtu i pogadać o INNYCH sytuacjach, ale nie należy transponować ich na grunt głownego tematu, jeśli nijak się o niego mają.
    PS. Nadal mi nie podpowiedziałaś, jak sobie wyobrażasz wsołprowadzenie domu przez domownika przebywającego stale poza nim przez 5,5 dyby w tygodniu smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 05.03.16, 08:24
    PSII. Nie odpowiedziałaś mi tez co to znaczy "nie tak często" lubic seks. Ile razy to jest często ?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 05.03.16, 09:21
    Mniej często niż facet co zachodzi często podejrzewam. Gdyby kobiety potrzebowały tyle co męzczyżni domów publicznych hetero dla kobiet byłoby tyle samo co dla mężczyzn, zatem z tym nie ma dyskusji.Zatem jest układ-nie związek. Pani potrzebuje 2 razy pan 7 razy w tygodniu. W układzie jest w plecy 5 razy, zatem koszty polowanka trzeba tu doliczyć. W zwiążku kobieta w imię wzajemnych relacji jakoś trochę wbrew chęci ale wciąż z dobrą wolą(mój ci on) te potrzeby zaspokoi.Stąd uwaga o tym żę pani MOZE chciec tyle co pan (ale na ogól tak nie bywa).

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • kora3 05.03.16, 09:39
    baba67 napisała:

    > Mniej często niż facet co zachodzi często podejrzewam.


    Na jakiej podstawie tak uważasz?


    Gdyby kobiety potrzebowa
    > ły tyle co męzczyżni domów publicznych hetero dla kobiet byłoby tyle samo co dl
    > a mężczyzn, zatem z tym nie ma dyskusji


    Babo, pleciesz kompletne bzdury. Fakt, że wspomnianych domów publicznych jest mniej dla pań czy raczej było mniej, a nawet ongiś - wcale, nie wynika moja droga z mniejszych potrzeb seksualnych kobiet, tylko z norm społecznych wynikających głownie z religii.
    Gdybys sięgnęła do historii starzytnego Rzy,u, czy Grecji, albo Słowian dowiedziałabyś się, że przed chrześcijaństwem kobiety rownie często korzystały z uciech cielesnych, jak mężczyźni. Także z uciech oferowanych płatnie, czy też z niewolników. smile
    To religia uczyniła z kobiecego seksu coś złego. Nie bierze tego za hehe atakk na religie, to jest zwyczajnie fakt - poczytaj ...

    .Zatem jest układ-nie związek. Pani potr
    > zebuje 2 razy pan 7 razy w tygodniu.


    Ta pani to jakaś chora jest? Jaka normalna kobieta potrzebuje seksu zaledwie 2 x w tygodniu?


    W układzie jest w plecy 5 razy, zatem kosz
    > ty polowanka trzeba tu doliczyć


    Babo, Twoje podejście do seksu i kobiet jest zwyczajnie obrzydliwe ....


    . W zwiążku kobieta w imię wzajemnych relacji ja
    > koś trochę wbrew chęci ale wciąż z dobrą wolą(mój ci on) te potrzeby zaspokoi.S
    > tąd uwaga o tym żę pani MOZE chciec tyle co pan (ale na ogól tak nie bywa).


    Skad Ty wiesz, ze nie bywa? Babo, Ty nie masz pojęcia o fizjologii własnej płci ! Owszem, libido jest cecha OSOBNICZĄ. Sa ludzie mający większe i mający mniejsze- płeć nie ma tu NIC do rzeczy. Dwa - jasne - menstruacja, ciąża, okres poporodowy sprawiakją, ze w tym czasie kobieta może mieć mniejsza ochote na seks, albo mieć, ale nie moc tradycyjnie uprawiaćsmile Ale to sa okresy PRZRJSCIOWE. Tak, stres, nerwy, choroba zmniejszają na ogół libido, ale tak u pań, jak u panow Babo.
    Ty Babo przepraszam, ale tkwisz w temacie już nie w XIX wieku, ale w średniowieczu smile Wówczas uważano, że kobieta seksu nie potrzebuje, a poddaje się mu by zadowolić mężczyznę i mieć potomstwo. Jeśli w tamtych czasach kobieta lubiła seks była uznawana za opetana przez demona. No to kobiety udawały, ze nie lubią - proste. Nie było męskich nałożnic, ani domów publicznych dla pań, bo potrzeba seksualna kobiety była czymś wstydliwym. Tymczasem w czasach starożytności zupełna norma było, że w bardzo wielu kulturach, także słowiańskiej kobiecy seks i potrzeby kobiet w tym zakresie były czyms normalnym. Wyszliśmy Babo z mroków średniowiecza smile , a ty powtarzasz takie bzdury. smile
    >


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 05.03.16, 10:04
    Napisałam. Odmawiam ośmieszania sie poprzez dyskusję o rzeczach oczywistych.
    mamy kraje laickie gdzie już dawno nikt się religia nie przejmuje (prócz muslimów) i jakoś nie ma tylu hetero domów publiczny dla kobiet ile dla męzczyzn mało tego jakoś gwaltownej tendencji wzrostowej nie widać. Tak korciu faceci tez czasem mają okres tylko się zwyczajnie tego wstydza.

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • kora3 05.03.16, 10:20
    Babo, nie ośmieszaj się smile Poserfuj w necie, to zobaczysz, ze sporo panów oferuje swe usługi seksualne i popyt jest (tak, wiem zaraz napiszesz, ze pewnie korzystam). Poogladaj sobie też reklamy, to zobaczysz ile jest reklam srodków wspomagających dla panów (tak wiem, zaraz napiszesz, ze mój partner bierze smile). Skoro kobietom seks nie ejst potrzebny, to po jakie licho chłopy to biorą, żeby móc się kochac?smile
    Babo, kobiety okres największego libido mają pomiędzy mniej więcej 25 a 50 rż. Faktycznie statystycznie w wieku, w którym u chłopców szaleją hormony w wieku dojrzewania i po nim, u dziewczynek nie ma jeszcze chęci na seks - na ogół statystycznie. Ale taki stan się bynajmniej nie utrzymuje Babo smile
    W wieku starszym u obojga płci libido statystycznie spada. U kobiet przeważnie po menopauzie dość znacznie. ALE w tym watku mówimy nie o nastolatkach i nie o ludziach 60+ tylko o ludziach młodych! Ty o młodej kobiecie piszesz, że potrzebuje seksu 2 razy w tyg? Jasne, sa takie osoby, ale nie statystyczna w tym wieku. Jeśli kobieta zdrowa, normalna, nei w stresie i nie w jakiejś ekstremalnej sytuacji ma tak niskie portrzeby seksualne, to albo jest wyjątkowo mało temperamentna, albo ma kijowego partnera seksualnego - taka prawda.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 09.03.16, 01:02
    .. po prostu nie maja go z kim miec. 80%-90% mezczyzn jest do niczego w lozku big_grin

    baba67 napisała:
    jakoś nie ma tylu hetero domów publiczny dla kobiet ile dla męzczyzn mało tego jakoś gwaltownej tendencji wzrostowej nie widać.

    cytat z artykulu:

    Od niedawna dopiero seksualność kobiet opisują kobiety. Wcześniej robili to mężczyźni, w tym Zygmunt Freud, a ich tezy okazały się w wielu miejscach błędne.

    Część fałszywych przekonań pokutuje do dziś.


    Freud sie mylil bo to facet (normalne)

    . Facet często uprawiający seks jest postrzegany jak macho, a kobieta jako rozwiązła.

    prawda o kobiecej seksualnosci

    mam nadzieje Babo ze wpierw przeczytalas te chociaz dwa linki bo Babo, z calym szacunkiem i przeproszeniem, ale strasznie pi ....rzysz.
    Aby bylo "tyle domow publicznych dla kobiet... " i "tendencja wzrostowa",
    (jak nie wiecej) to przede wszystkim mentalnosc Bab musialaby sie zmienic.
    Jak moga takowe w ogole istniec, skro ty pierwsza mieszaz z blotem kazda kobiete ktora smie miec "seks pozamalzenski" ?
    "cihodajka, dupodajka, szmata, prostytutka ... " itp to sa twoje wlasne najlzejsze okreslenia na kobiety ktore smia otwarcie okazywac swoja normalna seksualnosc.


    dalej, poza "Babami" odwiecznie i sluzace wlasnym interesom szownistyczne a agresywne utrzymywanie meskiej polowy (bo tego opinia sie nawet nie da nazwac!) ze kazda kobieta ktora nie jest dziewica, albo co gorsza, ma kilku partnerow to automatycznie "k..a",
    (chociaz jakos nie widza problemu z sypianiem z dokladnie 'takimi') - zbytnio nie daje kobietom swobodnie okazywac swojej seksualnosci.

    Skad to sie wywodzi, oczywscie z od zarania wiekow nierownosci genderowej gdzie mezczyzni zawsze usiluja (juz coraz mniej skutecznie) wymusic na kobietach zniewolenie, po prostu.
    Zniewolenie osiaga sie nie tylko sila fizyczna, ale i slowam = "ja jestem facet to mi wolno, a kobieta jest zaraz dziwka. (czemu ty Babo bezmyslnie przyklaskujesz, i tymze pozwalasz sie nazywac dziwka, suka, itd)

    Najgorsze w tym jest nawet nie (i w sumie do zrozumienia) ta odwieczna chec meskiej dominacji a biernie poddawanie sie temu kobiet , jak ty to robisz, Babo.
    I jak ty sobie w takich warunkach wyobrazasz, ze kobiety zaloza sobie burdele??? LOL

    Kobiety maja taki sam apetyt seksualny jak mezczyzni, z tym ze jak pisalam na samym poczatku jeszcze musza miec go z kim miec.
    Sztuka kochania to jak sama nazwa wskazuje - jest SZTUKA, ktora zna moooze 1 na 50 facetow albo nawet jeszcze mniej.
    reszta to kiepskie tloki -roboty, najczesniej o 5-10 minutowym dzialaniu.
    ktora kobieta ma z takim ochote na seks??? a jak ma nieszczescie wyjsc za takiego..
    (a propos, jesli w/g ciebie kobiecie wystarcza Babo 2 razy w tygodniu, to tylko nieodparcie wprawia mnie pewna rzecz w zadume .... wink )

    Odkrylam zaledwie czubek gory lodowej o seksualnosci kobiet niemniej mam nadzieje ze ci to da do myslenia, Babo smile
    polcam tez zaczac czytac lektury ( z ktorym mam wlasna wiedze) na temat PRAWDY o "kobiecej checi na seks". byle nie od ksiedza proboszcza i innych podobnych facetow.. smile

    Minnie

    --
    Chuck Norris nie robi pompek - tylko odpycha ziemię
  • kora3 09.03.16, 10:29
    Niezmiernie drażni mnie mizoginizm Baby i jej taka jakaś pogarda dla kobiet sad - w zasadzie kobiet w każdej sytuacjisad Kobieta zarabia i partycypuje w kosztach wspólnego mieszkania - jest głupia, "daje" za darmo. nie partycypuje - jest utrzymanką, lubi seks - jest jakaś dziwna, prawie jak dzi...wka. nie lubi - poddaje się się mu dla korzyści - czyli jak naprawdę dzo...wka.
    Nie wiem czy Babę wychowano w takim patriarchalnym systemie, ze nie umie zweryfikować swych poglądów na relacje damsko-meskie, w tym także seksualne. sad
    Przecież te mity w temacie mniejszych potrzeb seksualnych po stronie pań niż panow nauka JUZ DAWNO obaliła!!!!
    Bo już dawno odkryto, ze libido (ogólnie) jest cechą osobniczą a nie płciowąm a Baba wciąż te głupoty powtarza jako prawdy hehe objawione.

    Co do tego, że oanie chcą, a nie mają z kim - w sensie panowie sa mówiąc kolokwialnie kiepscy w łożkach smile Może to być smytna prawda, niestety także spowodowana postawą pań - nierzadko podobną do Babinej sad
    Zarówno kobieta, jak i męzczyzna musi się seksu nauczyć. To nie jest tak, ze wszyscy umiemy jak oddychać czy wydalać. Człowiek musi poznac swoje zarówno ciało, jak i psychiczne preferencje seksualne oraz ciało i te preferencje u partnera. Jasne zdarza się, ze para idzie do kłozka i od pierwszego razu jest jej cudownie, ale to dotyczy raczej doświadczonych już seksualnie ludzi, którzy po prostu siebie w tym względzie dobrze znają, a drugą strone poprarfią szybko "rozpracować". Kobiety mają nierzadko problem w zwyczajnym przedstawieniu swoich seksualnych oczekiwań. Boją się, ze raz wyjdą na rozwiązłą (vide podejście Baby), albo zranią faceta tym, ze nie postrzegają go jako kochanka idealnego.

    Dlatego często nie sygnalizują nawet co sprawia im szczególna przyjemnośc, czego oczekiwałyby. A ponieważ to się nie pojawia, to takiemu panu wydaje się, ze jeśli ma standardowy rozmiar i nie ma problemów z erekcją, to wszystko jest ok. Tymczasem nie ejst, bo kobieta udaje orgazm, a tak naprawdę nie znajduje satysfakcji w seksie, więc nie dązy doń z tym partnerem, albo wcale.
    Być może teraz ja zabrzmie stereotypowo smile, ale panowie sa mniej seksualnie skomplikowani statystycznie niż panie. Większosć z nich uważa seks za udany, gdy partnerka pociąga ich seksualnie, nie ma jakichś skrajnych zahamować typu tylko "po bożemu" i przy zgaszonym swietle i nie jest za bardzo no nie czarujmy się luźna, to w zasadzie 80 proc. panów uznaje seks za udany. Natomoiast panie wbrew temu co Baba uważa mają znacznie bardziej zróżnicowane oczekiwania seksualne wobec panów. Jeśli wstydzą się je wyrazić, a pan jest niedomyślny, to z ich strony seks przez pana uznawany za wspaniały przez nie postrzegany może być jako beznadziejny.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 09.03.16, 10:35
    Niezły "wykład", Koro... popieram, popieram...smile
  • kora3 09.03.16, 10:41
    Dlaczego zaraz "wykład" Maju?smile
    Ot kilka zdań prawdy. Te teksty Baby wygłaszane tonem ex cathedra, a tak naprawdę bedące stekiem bzdur i stereotypów dokładnie obrazują to, co zapodala Minnie.
    NADAL sa w naszym kraju kobiety, które uważają kobiecy seks za czynnik niezbędny do zaspokajania mężczyzny w celu osiagniecia jakiejś korzyści (niekoniecznie materialnej, bo także jak czytamy społecznej) i ewentualnie drogę do posiadania potomstwa. Przeciez to jest straszne Maju sad Takie kobiety w takim duchu wychowują Maju swoje dzieci - córki i synów. Corki na zahamowane kobiety niepotrafiące mówic o swej seksualności i potrzebach, a synów na typów przekonanych, że "baba mu daje, żeby coś z tego mieć" sad

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 10.03.16, 11:32
    Przecież "wykład' wzięłam w cudzysłów, Korciusmile I zgadzam się, że kobieca seksualność to dla niektórych wciąż jeszcze jakieś tabu, niestetysad
  • kora3 10.03.16, 11:59
    Ach ... No niestety jest nadal tabu i przerazające, ze w środowiskach światłych niby ludzi sad

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 12.03.16, 07:07
    kora3 napisała:
    i nie jest za bardzo no nie czarujmy się luźna,

    "nie czarujmy sie "luzna" " ???? a moze po prostu, nie czarujmy sie, czlonek jest miniaturowy?


    facet jest zawsze perfect, kobieta - nigdy, jak nie jedno to drugie.. uncertain..

    Minnie
    --
    Chuck Norris nie robi pompek - tylko odpycha ziemię
  • kora3 12.03.16, 07:35
    minniemouse napisała:


    > "nie czarujmy sie "luzna" " ???? a moze po prostu, nie czarujmy sie, czlonek
    > jest miniaturowy?

    > facet jest zawsze perfect, kobieta - nigdy, jak nie jedno to drugie.. uncertain..


    Ależ wcale nie Minnie, dana kobieta może być dla danego pana za luźna, a dany pan dla danej pani - za mały.
    Działa to w OBIE stronny, przy czym panowie mają gorzej tutaj. Bo o ile pani nie po 5 porodach SN na ogół jest ok dla przeciętnego pana, to dla wielkiej liczby pan rozmiar ma znaczenie bynajmniej nie dlatego, ze są jakies wyeksploatowane smile Pan z małym penisem jest dalece mniej atrakcyjny, niż pan z większym - w łóżku rzecz jasna. Może nadrabiać innymi sprawami, ale i tak jest na starcie przegrany raczej




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 12.03.16, 07:41
    kora3 napisała:
    Bo o ile pani nie po 5 porodach SN na ogół jest ok dla przeciętnego pana,

    a jak po pieciu porodach to co? zbyt rozepchana i na smietnik z taka wielka stara rura?

    Minnie
    --
    Chuck Norris nie robi pompek - tylko odpycha ziemię
  • kora3 12.03.16, 07:54
    Minnie, no nie czarujmy się - pochwa się regeneruje, ale też do pewnego momentu. Obecnie rzadziej się zdarza, ze porody tak bardzi ja deformują, bo obecnie duza wielkośc płodu jest bezwględnym wskazaniem do CC tak ze względu na matke, jak i przede wszystkim dziecko. No, ale już po zwyczajnych porodach SN pochwa jest znacznie luźniejsza niż u kobiet, które nie rodziły SN. To jest kolejny temat tabu - poniekąd. Tymczasem są specjalne ćwiczenia pozwalające to zniwelować, a także operacje plastyki także wewnętrznej pochwy.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 04.03.16, 15:36
    Babo, jeśli ktoś ma problem finansowy i musi podnająć pokój to sprawa wygląda zupełnie inaczej niż przedstawiona w tym watku.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • pavvka 01.03.16, 16:25
    A gdybyś wynajmowała to mieszkanie od obcej osoby, to też miałabyś pretensje że płacisz więcej niż koszty ponoszone przez właściciela co miesiąc?

    Zresztą bieżące wydatki wyliczone w taki sposób jak to zrobiłaś mają się nijak do rzeczywistej wartości mieszkania. Powiedzmy że narzeczony przed zakupem mieszkania zaoszczędziłby dużą kwotę i w ogóle nie musiałby brać kredytu: czy w takim przypadku uznałabyś że całkowita wartość mieszkania w tym mieszkaniu to tylko 350 zł czynszu/ miesiąc? A gdyby z kolei wziął kredyt na krótki okres i spłacał raty po 10.000 zamiast 1400? (załóżmy że zarabiałby tyle że byłoby go stać) Mieszkanie nadal byłoby to samo, a miesięczne wydatki pieniężne radykalnie inne.

    --
    I am not a vegetarian because I love animals; I am a vegetarian because I hate plants. - A. Whitney Brown
  • basiastel 01.03.16, 16:32
    Żaden normalny facet nie oczekuje od narzeczonej, że będzie spłacała jego kredyt i nie oblicza skrupulatnie kosztów wszystkiego co sobie wcześniej kupił, domagając się pieniędzy za tego użytkowanie. Pisałaś, że facet ma swój biznes, to lichwiarz?
  • salsa.lover 01.03.16, 20:34
    pavvka napisał:

    > A gdybyś wynajmowała to mieszkanie od obcej osoby, to też miałabyś pretensje że
    > płacisz więcej niż koszty ponoszone przez właściciela co miesiąc?
    >

    Gdyby wynajmowała od obcej osoby to mogłaby sama wybrać gdzie mieszka i na jaki czynsz ja stać. Autorka pisze, że te #2000 to dla niej nie jest mało no ale tyle wynosi rynkowy czynsz bo blok nowy, dogodnie położony.
    Trudno się oprzeć wrażeniu, że dla pana to zwykła transakcja rynkowa i jego dziewczyna spłaca większą część jego kredytu bez żadnych praw do tego mieszkania w razie czego. Niezbyt uczciwe.
    Przypomina mi to znajomych, gdzie on zarabiał sporo więcej, ona dużo mniej. On się upierał, że chce mieszkać w droższej dzielnicy, ale czynsz dzielić na pół. Jak jeździli na wakacje to pan wybierał droższe hotele, bo jego stać, ale potem koszt wakacji dzielił po połowie.
    Moim zdaniem uczciwie byłoby wobec osoby którą się kocha powiedzieć, jakie są faktyczne koszty tego mieszkania (rata+ czynsz+rachunki) i to ewentualnie dzielić na pół.
  • ann.38 01.03.16, 20:49
    salsa.lover napisała:
    > Moim zdaniem uczciwie byłoby wobec osoby którą się kocha powiedzieć, jakie są f
    > aktyczne koszty tego mieszkania (rata+ czynsz+rachunki) i to ewentualnie dzieli
    > ć na pół.
    Rata kredytu, to nie jest koszt. Jaką logiką kierujesz się, uważając, iż partner ma spłacać czyjś kredyt? Jakie poświadczenie wydałabyś partnerowi za dorzucenie Ci do kredytu? Zgodziałabyś się poświadczyć, że spłaca Ci połowę kredytu? Bo jak nie, to jednak umowa najmu, tyle, że nie jak w tym poście po cenie rynkowej, ale w wysokości połowy raty, ale jednak uczciwie byłoby dokumentować wpłaty partnera.
  • salsa.lover 01.03.16, 21:02
    ann.38 napisał(a):

    > Rata kredytu, to nie jest koszt. Jaką logiką kierujesz się, uważając, iż partne
    > r ma spłacać czyjś kredyt?


    Ależ ja nigdzie nie napisałam, że partner ma spłacać czyjś kredyt. Wręcz przeciwnie. Wyraźnie napisałam, że uważam iż facet autorki jest nie w porządku.

    Ale też nie uważam, że autorka powinna tam mieszkać za darmo, bo to nie jej mieszkanie i nie jej kredyt. Dach nad głową kosztuje. I tu akurat faktyczna rata kredytu jest jakimś realnym kosztem co miesiąc, który ponosi jej facet, więc podzielenie tego na pół jest jednym ze sposobów rozliczenia się pary.

  • ann.38 01.03.16, 21:30
    salsa.lover napisała:
    > Ale też nie uważam, że autorka powinna tam mieszkać za darmo, bo to nie jej mie
    > szkanie i nie jej kredyt. Dach nad głową kosztuje. I tu akurat faktyczna rata k
    > redytu jest jakimś realnym kosztem co miesiąc, który ponosi jej facet, więc pod
    > zielenie tego na pół jest jednym ze sposobów rozliczenia się pary.
    >
    Rata kredytu jest spłatą ceny mieszkania, tak, aby stało się ono własnością spłacającego. Kosztem mieszkania jest czynsz i rachunki.
  • salsa.lover 01.03.16, 21:42
    ann.38 napisał(a):


    > Rata kredytu jest spłatą ceny mieszkania, tak, aby stało się ono własnością spł
    > acającego. Kosztem mieszkania jest czynsz i rachunki.

    Jasne, a gdzie dają takie mieszkania gdzie płaci się tylko czynsz i rachunki i nie trzeba płacić ani wynajmu ani raty kredytu?
    Autorka nie jest w sytuacji gdzie mieszkanie posiada więc albo musiałaby sama wynajować albo sama sobie wziąść kredyt. Wprowadziła się do faceta i korzysta z faktu, że to on ma kredyt i mieszkanie. No chyba, że promujesz postawę na sępa, gdzie pani wprowadza się do pana i przechodzi na jego utrzymanie a sama zarabia na swoje waciki.
  • ann.38 01.03.16, 22:23
    salsa.lover napisała:
    > Jasne, a gdzie dają takie mieszkania gdzie płaci się tylko czynsz i rachunki i
    > nie trzeba płacić ani wynajmu ani raty kredytu?
    > Autorka nie jest w sytuacji gdzie mieszkanie posiada więc albo musiałaby sama w
    > ynajować albo sama sobie wziąść kredyt. Wprowadziła się do faceta i korzysta z
    > faktu, że to on ma kredyt i mieszkanie. No chyba, że promujesz postawę na sępa,
    > gdzie pani wprowadza się do pana i przechodzi na jego utrzymanie a sama zarabi
    > a na swoje waciki.

    Mogłabyś zacytować z czego wywnioskowałaś, że proponuję aby pani była na utrzymaniu pana i zarabiała tylko na swoje waciki?

    W Polsce mieszkania bez kredytu i bez czynszu za najem, jedynie z "normalnym" czynszem, to komunalne, zakładowe i spółdzielcze. Ale nie ma to znaczenia, bo rata kredytu nie ma związku z wprowadzeniem się partnera- ani właściciel nie wziął kredytu z powodu tej wprowadzonej osoby, ani ta rata się nie zwiększa. Jest to wyraźne zarabianie na partnerze. Gdyby partner nie posiadający mieszkania nie wprowadził się do posiadającego, to mógłby być może kupić własne i spłacać swój własny kredyt. Jak chce się mieszkać razem, to trzeba szukać sprawiedliwych rozwiązań.
  • salsa.lover 01.03.16, 22:50
    ann.38 napisał(a):

    > W Polsce mieszkania bez kredytu i bez czynszu za najem, jedynie z "normalnym" c
    > zynszem, to komunalne, zakładowe i spółdzielcze. Ale nie ma to znaczenia, bo ra
    > ta kredytu nie ma związku z wprowadzeniem się partnera- ani właściciel nie wzią
    > ł kredytu z powodu tej wprowadzonej osoby, ani ta rata się nie zwiększa. Jest t
    > o wyraźne zarabianie na partnerze. Gdyby partner nie posiadający mieszkania nie
    > wprowadził się do posiadającego, to mógłby być może kupić własne i spłacać swó
    > j własny kredyt. Jak chce się mieszkać razem, to trzeba szukać sprawiedliwych r
    > ozwiązań.


    Wybacz ale nie za bardzo rozumiem z czym w moich wypowiedziasz dysputujesz, bo w zasadzie piszesz to samo co ja. Też uważam, że w obecnym układzie pan z niej nieładnie ciągnie i to ona spłaca większą część jego kredytu bez żadnych praw do mieszkania.
    Tyle że z drugiej strony rata kredytu to jest jednak miesięczny koszt dla tego kto musi to płacić i jeśli pani wprowadziła się do pana to jednak powinna spodziewać się jakoś finansowo współuczestniczyć. Jest dorosła, pracuje więc w zasadzie normalne, że powinna się dokładać do kosztów wspólnego gniazda.

    Autorka jakoś nie pisze, że posiada zakładowe, komunalne czy inne mieszkanie w którym mogłaby mieszkać i nie płacić za wynajem czy kredyt.
    Nigdzie też nie powiedziane, że gdyby nie mieszkała z tym panem to już tak hop siup mogłaby sama sobie wziąść kredyt na siebie, nic nie wiemy o jej zarobkach ani zdolności kredytowej.
    Gdyby pan nie mieszkał z nią to oczywiście że mógłby zmniejszyć miesięczny koszt kredytu, na przykład biorąc sobie współlokatora.
  • ann.38 01.03.16, 22:58
    Salsa, to może zdecyduj się wreszcie, czy ona ma spłacać część jego kredytu czy nie. Bo piszesz, że pan nieładnie bierze od niej na spłatę kredytu a potem, że skoro dosrosła, to powinna do raty dokładać. "Jakoś finansowo wsółuczestniczyć" owszem powinna, ale w kosztach, czyli czynsz i rachunki- z tym chyba nikt nie dyskutuje.
  • salsa.lover 01.03.16, 23:08
    ann.38 napisał(a):

    > Salsa, to może zdecyduj się wreszcie, czy ona ma spłacać część jego kredytu czy
    > nie. Bo piszesz, że pan nieładnie bierze od niej na spłatę kredytu a potem, że
    > skoro dosrosła, to powinna do raty dokładać. "Jakoś finansowo wsółuczestniczyć
    > " owszem powinna, ale w kosztach, czyli czynsz i rachunki- z tym chyba nikt nie
    > dyskutuje.


    Ależ ja jestem jak najbardziej zdecydowana i pisałam o tym już w moim pierwszym poście smile
    Oczywiście że uważam iż pani powinna finansowo współuczestniczyć poprzez na przykład płacenie połowy wysokości raty kredytu+połowa czynszu+połowa rachunków.
    Jeśli pani oczekuje, że będzie płacić TYLKO połowę czynszu + połowę rachunków to przegina w drugą stronę.
    Nieładne jest to, że pan zawyżył sporo kwotę i bierze od niej cenę rynkową a nie rzeczywiste koszta przez niego ponoszone, co byłoby uczciwsze. No jaśniej już nie umiem wytłumaczyć.
  • ann.38 01.03.16, 23:22
    No więc nie pisz, że piszesz, to samo, co ja, bo kwestia pobierania kasy na poczet spłaty kredytu, to zasadnicza różnica. Jeżeli uważasz to za uczciwe rozwiązanie, to masz pewnie pomysł, jak to opisać/dokumentować, bo trudno żeby dawać komuś takie kwoty tak sobie. Płacąc za wynajem mamy umowę i wynikające z tego prawa. Są też różne sytuacje życiowe, kiedy musimy udokumentować swoje dochody i wydatki, więc to musiałoby być jasno rozwiązane.
  • salsa.lover 02.03.16, 09:52
    ann.38 napisał(a):

    > No więc nie pisz, że piszesz, to samo, co ja, bo kwestia pobierania kasy na poc
    > zet spłaty kredytu, to zasadnicza różnica. Jeżeli uważasz to za uczciwe rozwiąz
    > anie, to masz pewnie pomysł, jak to opisać/dokumentować, bo trudno żeby dawać k
    > omuś takie kwoty tak sobie. Płacąc za wynajem mamy umowę i wynikające z tego pr
    > awa. Są też różne sytuacje życiowe, kiedy musimy udokumentować swoje dochody i
    > wydatki, więc to musiałoby być jasno rozwiązane.


    Odnoszę wrażenie, że nie czytasz tego co napisałam.
    To czy pan pobiera od pani kasę _na poczet spłaty kredytu_ czy pobiera kasę za to że pani u niego mieszka to już tak naprawdę szczegół. Pani mieszka w jego mieszkaniu. Pan bierze od niej pieniądze. To jest niezaprzeczalny fakt. A czy pan tę kasę wyda na spłatę kretytu czy nowy motor to już naprawdę jego sprawa.
    Nie wiem też co ma konieczność udokumentowania wpłat do rzeczy z wysokością opłaty jaką pan sobie zaśpiewał. Jak już ustaliliśmy oni są parą, zdaje się zaręczeni więc nie mieszajmy tutaj umowy najmu i praw lokatora z tego wynikających bo to nie ta sytuacja.
    Pani daje panu takie kwoty bo tak się umówili i tak to bywa w związku, są związki gdzie mąż zarabia i oddaje wypłatę żonie i trudno by domagał się od żony pokwitowania i udokumentowania.
    Nieuczciwe moim zdaniem jest, że pan chce na swojej partnerce zarobić (ie wysokość obecnej opłaty) ale też nieuczciwe byłoby gdyby pani oczekiwała, że będzie tam mieszkać za darmo (albo tylko za rachunki).
  • basiastel 02.03.16, 07:36
    Istnieje spora różnica między spłacaniem kredytu własnego i cudzego. To autorka finansując zakup mieszkania nigdy nie stanie się jego właścicielem.
    Na dokładkę, wolnorynkowa cena wynajmu zakłada spory zysk dla wynajmującego, a zarabianie na narzeczonej, której dochody są zdaje się mocno ograniczone, nie jest fajne.
    Skoro facet na "dzień dobry" okazał się cwaniakiem, to będzie wykorzystywał autorkę przez całe życie.
  • pierwszykot 07.03.16, 20:31
    Tylko ze wtedy należy takie rozliczenie nazwać wynajmem (-wtedy wynajmujący poprostu zarabia na swoim mieszkaniu) a nie dorzucaniem się do czynszusmile. Bo przecież jak wynajmujemy od kogoś to nie interesuje nas jego rata ani sposób finansowania mieszkania ani koszty wyposażenia. No chyba że dziewczyna będzie współwłaścicielem mieszkania smile w końcu splatają ten kredyt razemsmile. W przeciwnym razie gość zwykły cwaniak który do tego wynajmuje na czarno i nie płaci podatku
  • quba 01.03.16, 16:55
    płacisz facetowi jego kredyt
    a jesli sie kiedys rozstaniecie, czy on odda Ci ten kredyt?
    Facet Cię oszukuje, a Ty nie chcesz go urazić pytaniem, dlaczego?

    --
    Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza... To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
  • mocno.zdziwiona 01.03.16, 18:03
    Z drugiej strony osobie obcej też by spłacała kredyt i nie miała z tego nic po wyprowadzce...
  • angazetka 01.03.16, 18:26
    Ale związek czymś się różni od transakcji na rynku najmu.
  • ann.38 01.03.16, 20:12
    mocno.zdziwiona napisała:

    > Z drugiej strony osobie obcej też by spłacała kredyt i nie miała z tego nic po
    > wyprowadzce...
    Nie, obcej osobie nie spłacałaby kredytu. Z obcą osobą miałaby umowę najmu, określone prawa z tego wynikające, dowody wpłaty kwoty czynszu, a na co właściciel wydaje, to już lokatora nie interesuje. Zresztą nie ważne, bo wątek nie jest o wynajmie mieszkań.
  • vilez 01.03.16, 17:07
    Wydaje mi się, że tu nie o kredyt chodzi, ale o to,  że policzył Ci po cenach rynkowego wynajmu. Kredyt to jego sprawa, sam sobie spłaca swoją własność.
    Nie wydaje mi się normalne, że się partnerowi liczy tak, jakby podnajmował mieszkanie komuś obcemu.
    Rozumiem współfinansowanie kosztów utrzymania: czynsz+media+ chemia porządkowa itp. Ale reszty- nie. Facet na Tobie zarabia. Dziwne.
  • pavvka 01.03.16, 18:04
    "Nie wydaje mi się normalne, że się partnerowi liczy tak, jakby podnajmował mieszkanie komuś obcemu.
    Rozumiem współfinansowanie kosztów utrzymania: czynsz+media+ chemia porządkowa itp. Ale reszty- nie. Facet na Tobie zarabia. Dziwne."

    No tak, w tym punkcie zgoda. Rynkowa cena wynajmu ma przynieść właścicielowi nieruchomości zysk. Zarabianie kosztem własnego partnera życiowego jest nieco podejrzane.

    Z drugiej strony zastanawiam się czy reakcje na forum byłyby takie same gdyby zamienić tu role partnerów - dziewczyna jako właścicielka mieszkania i facet jako narzeczony-współlokator płacący rynkową stawkę.

    --
    Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
  • angazetka 01.03.16, 18:28
    >> Z drugiej strony zastanawiam się czy reakcje na forum byłyby takie same gdyby zamienić tu role partnerów - dziewczyna jako właścicielka mieszkania i facet jako narzeczony-współlokator płacący rynkową stawkę.

    A to jakaś różnica?
  • basiastel 01.03.16, 19:31

    > Z drugiej strony zastanawiam się czy reakcje na forum byłyby takie same gdyby z
    > amienić tu role partnerów - dziewczyna jako właścicielka mieszkania i facet jak
    > o narzeczony-współlokator płacący rynkową stawkę.
    ------------------
    Wierzysz, że jakiś facet dałby tak na sobie zarabiać?
    Sytuacja bardzo nienormalna i bardzo źle świadcząca o narzeczonym - jest wyrachowany.
    >
  • vilez 01.03.16, 21:31
    > Wierzysz, że jakiś facet dałby tak na sobie zarabiać?

    Celne.
  • vilez 01.03.16, 21:30
    > Z drugiej strony zastanawiam się czy reakcje na forum byłyby takie same gdyby zamienić tu role
    > partnerów - dziewczyna jako właścicielka mieszkania i facet jako narzeczony-współlokator płacący > rynkową stawkę.

    Myślę, że płeć nie ma tu znaczenia. Ale rozumiem, o co Ci chodzi. Faktycznie do niedawna większy wkład finansowy mężczyzny nie budziłby powszechnego zdziwienia (albo przynajmniej- mniejsze, niż dziś).
  • mocno.zdziwiona 01.03.16, 18:02
    Wg mnie kwota jest w porządku biorąc pod uwagę realia rynku. Z tym że jest to kwota dla osoby obcej, na której się zarabia. W tym przypadku uważam, że mężczyzna postępuje niezbyt ładnie, choć temat nie powinien być rozważany na gruncie SV. Sądzę, że warto porozmawiać uczciwie mówiąc, że czujesz się wykorzystywana i jest Ci przykro. I podać konkretne argumenty i wyliczenia. Niech partner wytłumaczy swoje racje, może wypracujecie inny sposób postępowania. Nie ma jednego prawidłowego sposobu rozliczania się gdy mieszka się z kimś bliskim w mieszkaniu doń należącym. Na forach kobiecych często spotyka się rozwiązanie takie, że właściciel spłaca ratę kredytu a partner opłaca czynsz albo dokładanie do wspólnego budżetu kwoty proporcjonalnej do zarobków (czyli osoba, która zarabia dużo lepiej płaci więcej niż partner ze skromniejszą pensją). Wasz układ odbieram jako współlokatorski, nie narzeczeński. I Ty chyba też, więc warto ten temat omówić.
  • annthonka 01.03.16, 19:39
    Dziwny ten ukłąd od samego początku, skoro facet proponuje swojej partnerce życiowej rozliczenia w oparciu o średnie rynkowe ceny wynajmu.

    W moim odbiorze jest to relacja właściciel - sublokator.
  • bablara 01.03.16, 20:16
    A czy jesteś pewna ,że jesteś jego partnerką a nie tylko współlokatorką. Nie pojęte są takie rozliczenia jeśli chodzi o kasę.
  • ann.38 01.03.16, 20:25
    Dziwna ta historia. Na początku, kiedy autorka się wprowadzała i liczyli po cenach rynkowych, to myślała, że jest taki zbieg okoliczności i ta kwota, to tyle, ile połowa jego opłat? Jeżeli to narzeczony, to autorka wspomniałaby o tym, że zastanawiała się, co będzie po ślubie. Więc dla mnie, to raczej nieprawdziwa opowieść. Ale faktycznie takie problemy z rozliczaniem się, kiedy jedno ma własne mieszkanie są częstę, więc można podyskutować.
    Dla mnie byłoby nie do przyjęcia, gdyby narzeczony/chłopak/partner/mąż chciał pobierać ode mnie pieniądze na poczet spłaty własnego kredytu ustalając czynsz po cenach rynkowych. Wyszczególnienie w poście powyżej dodatkowych kosztów, jak zużywaniu sedesu i wyłączników światła są niezłe naprawdę. Można by też pobierać od siebie nazwajem opłaty za przygotowanie posiłków i pranie bielizny.
  • chris1970 01.03.16, 21:48
    Chłopak zachował się jak cyniczny materialista. Moim zdaniem, dochodzi tu do nadużycia, mimo, że się zgodziłaś z nim mieszkać.
    Należałoby oddzielić koszt eksploatacji mieszkania, czyli czynsz, media i inne opłaty. To jak najbardziej uczciwie dzieli się na pół. Jedzenie i to co się kupuje do domu też. Znam takie małżeństwo, które ma oddzielne rachunki bankowe i dzielą się małżonkowie wydatkami solidarnie na mieszkanie i dzieci.

    Dla własnego dobra, próbowałbym się wyplątać z tego chorego układu. Człowiek ewidentnie wykorzystuje Ciebie. Ma pomoc w spłacie mieszkania, dziewczynę i pomoc w sprzątaniu, zakupach, gotowaniu. Przepraszam za słownictwo, ale sobie gość zafundował kochankę z gosposią, która jemu płaci za mieszkanie. Sorry, ale tak to wygląda z zewnątrz.
    Gdyby chłopak był zakochany, uczciwy, zaproponowałby jakąś symboliczną kwotę abyś się nie czuła, że żyjesz na jego koszt, a dokładasz się do gospodarstwa domowego.
    W takiej sytuacji spokojnie możesz zapytać, czy w takiej sytuacji, nie mogła byś być dopisana do aktu własności, skoro spłacasz z nim kredyt.
  • salsa.lover 01.03.16, 22:52
    chris1970 napisał:

    > Gdyby chłopak był zakochany, uczciwy, zaproponowałby jakąś symboliczną kwotę ab
    > yś się nie czuła, że żyjesz na jego koszt, a dokładasz się do gospodarstwa domo
    > wego.
    > W takiej sytuacji spokojnie możesz zapytać, czy w takiej sytuacji, nie mogła by
    > ś być dopisana do aktu własności, skoro spłacasz z nim kredyt.


    Świetny pomysł. Uważam że dokładnie to powinnaś facetowi zasugerować. Biorąc pod uwagę, jak skrupulatnie wyliczył Ci średnią rynkową i że przecież jesteście zaręczeni to nie powinien być zaskoczony. Ciekawa jestem jego reakcji wink
  • vivi86 01.03.16, 22:22
    Tak, to JEST dziwne. Narzeczony jasno zasugerował Ci, że płaci 2000 czynszu i ani pisnął o kredycie. Czemu nie podzieliliście FAKTYCZNEJ sumy czynszu? Nieźle się chłopak urządził. Cała reszta fifty-fifty+Ty mu płacisz czynsz+ płacisz połowę niemałej raty za JEGO mieszkanie. Nieźle się chłopak urządził.

    Porozmawiaj o tym. Kiedy kupił mieszkanie? Od ilu je spłaca? Bo jak od niedawna może wartałoby przepisać je na Was (jesteście, rozumiem, przyszłym małżeństwem/) albo notarialnie-Twój udział?
  • ann.38 01.03.16, 22:27
    vivi86 napisał(a):


    > Porozmawiaj o tym. Kiedy kupił mieszkanie? Od ilu je spłaca? Bo jak od niedawna
    > może wartałoby przepisać je na Was (jesteście, rozumiem, przyszłym małżeństwem
    > /) albo notarialnie-Twój udział?

    Świetna rada! Skoro chłopak nawet nie podzielił faktycznych kosztów na pół, tylko pobiera rynkowy czynsz, to zapewne tylko dlatego, że nie wpdał na pomysł dopisania autorki do aktu właśności.
  • lati7 01.03.16, 22:33
    Moim zdaniem wrzucasz pieniądze do dziurawej skarbonki... Chłopak jest materialistą i śmiem powiedzieć , że cię wykorzystuje.
    Należy pomyśleć iż wychodząc z tego układu , zostajesz Z NICZYM ! Oczywiście, można powiedzieć , że na wynajmie było by to samo .. Ale (jak już ktoś napisał ) tam miałabyś wybór zamieszkania gdzie chcesz , nie angażując się zbytnio w ewentualne remonty i sentymenty.

    Widziałam już podobną syt. tylko do tej pary wkradła się "ta trzecia" ...
    Pani zamieszkała u pana jeszcze w trakcie studiowania. Pan już pracował (3 lata starszy). Mieszkanie jego, ona zawsze się dorzucała , oczywiście na tyle ile mogła... Trochę lat później , tak ok. 8 dalej byli parą w miarę zgodną , bez legalizacji związkusmile Mieszkanie wymuskane przez panią. Każda firanka , każdy mebelek , gadżety, sprzęt , kuchnia dobrze wyposażona i umeblowana ( pani dość dobrze zarabiała) , oraz wspólny pies.Słowem pełne zaangażowanie. No i KLOPS , bo kryzysik pana wziął i przy okazji parol na niego zagięła dawna wspólna koleżanka, którą wielokrotnie gościli. Koleżanka mieszkała kątem u matki w starej chacie , właśnie porzucił ją ostatni żonaty kochanek z którym zaręczyła się (sic!)
    Koleżanka najwidoczniej b. zazdrościła "ustawionego" faceta z mieszkaniem, samochodem , własną DG itp...
    Co przeszła jego partnerka , tylko ona wie.. Był szok, łzy , tragedia, targanie za kudły. Pan miś rozdarty .. Poniżający pojedynek wygrała wieloletnia partnerka.
    Widziałam jak cierpiała , poniżona., wiedziałam w imię "czego" m/i walczy. Pan powiedzmy, powrócił z podkulonym ogonem ( kochanka jeszcze do dzisiaj zaznacza swoją obecność, udając dalej dobrą koleżankę ) Tylko pana ;p Jakby nic nie zaszło.
    Para jest już małżeństwem od kilku lat , maja troje dzieci.
    Kochanka lat 44 , bez partnera , męża i dzieci wyjechała za granicę , przy czym próbuje się dalej przypominać przez portale społecznościowe smile
    I sama nie wiem .. na miejscu partnerki pana.. Czy było warto ?
  • kora3 02.03.16, 06:21
    Zgroza ....
    Jak dla mnie zgroza... Zaarz się mogę dowiedzieć czegosik o utrzymankach hehesmile Jak dla mnie jednak, facet jest zwyczajnie cwany. Tak, owszem, gdyby to mieszkanie, albo jego połowe wynajmował OBCEJ osobie, to podejście byłoby ok. Bo jest jakas ustalona niekosmiczna kwota za WYNAJEM stosowna do szeroko pojętej jakości lokalu i tego, kto wynajmuje nie powinno interesować ile na tym zarabia wlasciciel lolum oraz co robi z tak zarobiona kasą. Tylko, ze ty nie wynajmujesz jak rozumiem - masz umowę?smile Nie byłabym z takim kims i koniec

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 02.03.16, 10:06
    Czy identycznego wątku niedawno nie było?

    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • chris1970 02.03.16, 11:53
    Był wątek zbliżony, tylko tam dziewczyna mieszkała z chłopakiem w wynajętym mieszkaniu, w innych pokojach inni sublokatorzy. Chłopak kupił mieszkanie na kredyt i dziewczyna nie bardzo wiedziała, czy chłopak pójdzie mieszkać na swoje sam, czy z nią.
    Miałem podobne skojarzenia, czy to czasem jest kontynuacja tamtej historii.
  • vivi86 02.03.16, 13:35
    wydaje mi się, że nie wink tam facet chciał dołożyć 300 co miesiąc mieszkając w mieszkaniu, a nie na stancji by dziewczyna z jednej strony (jeszcze???) nie mieszkała z nim, z drugiej zaś-nie musiała szukać współlokatora.

    Tutaj natomiast pan nie jest skłonny nie tylko dołożyć, ale nawet podzielić faktycznych rachunków na pół i przerzucił cały czynsz tudzież połowę raty za WYŁĄCZNIE SWOJE mieszkanie na dziewczynę nieźle w sumie na tym zarabiając.

    sugerował 2000:2=1000 zł
    jest 350:2=175 zł

    -bo przypominam, że całą resztę płacą na pół.
  • majaa 02.03.16, 11:16
    Narzeczony, powiadasz... a kiedy planujecie ślub? Moim zdaniem to też istotna kwestia, oprócz finansów. Bo na razie Wasz układ to po prostu wynajmujący - najemca. Tyle że z dodatkowymi świadczeniami z Twojej strony i bez umowy. Najwyraźniej sama też to czujesz, skoro nie do końca wszystko wydaje Ci się w porządku. Oczywiście, że powinnaś porozmawiać, tylko chyba bardziej o Waszej przyszłości niż o bieżących finansach. Bo gdybyś wynajmowała mieszkanie od obcej osoby, to koszty pewnie byłyby podobne, ale za to nie byłoby innych wątpliwości.
  • baba67 02.03.16, 11:35
    Narzeczony w sensie konkubent tak mi sie coś wydaje. takie wishful thinking panny która marzy o śłubie a "narzeczony" niekoniecznie. Bo jeśli rzeczywiście sa powazne plany to nie ma o co kopii kruszyć. Własność odrębna, tak ale przecież na ogół są potem jakieś dzieci które ja i tak odziedziczą.Zresztą własnośc odrębna do pewnej wysokośći tylko.
    Jeśli to rzeczywiśćie konkubent a nie żaden narzeczony to facet ustawił się cudnie-pełna obsługa i jeszcze zysk. A w tzw międzyczasie można sobie poszukać lepszej partii. Bo ja jestem przekonana że jeśli panna chce ślubu a facet nie to w 90% traktuje ją jako erzac.
    Co nie znaczy że oczekiwanie że się zamieszka za połowę rachunków jest w porządku, choć oczywiście jeśli partner nalega toi tak może być.

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • majaa 02.03.16, 12:41
    baba67 napisała:

    > Co nie znaczy że oczekiwanie że się zamieszka za połowę rachunków jest w porząd
    > ku, choć oczywiście jeśli partner nalega toi tak może być.
    >

    Autorka chyba nie chce mieszkać tylko za połowę rachunków, mam wrażenie. Jej chodzi raczej o to, że narzeczony nie jest z nią do końca szczery (zaokrągla koszty na niekorzyść dziewczyny) i czuje się wykorzystywana. W dodatku nic nie wiadomo o ich ustaleniach w sprawie wspólnej przyszłości (w sensie, czy w ogóle były). Nie tak to powinno wyglądać w "poważnym" związku, dlatego też się obawiam, że to może być taki układ doraźny właśnie.
  • baba67 02.03.16, 12:48
    No wiem, tak tylko napisałam hipotetycznie.
    Mnie to zawsze żal tych naiwnych panienek zakłamujących rzeczywistość za pomocą słowa "narzeczony".Gdyby to był chłopak z konkretnymi planami toby nie było problemu.

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • majaa 02.03.16, 13:33
    Zgadzam się z Tobą... ale to już całkiem inna historia, nie na to forumsmile
  • kora3 02.03.16, 13:34
    Babo, gdyby to był w ogóle konkretny facet, to nie btalby złotówki od narzeczonej, czy tam partnerki, bo umiałby sam zarobić i sam utrzymać swoje mieszkanie - taka prawda smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 02.03.16, 13:33
    Hmm Maju - tu sprawa wygląda tak, że tak na serio ów narzeczony na wątkodawczyni zwyczajnie zarabia. Co prawda nie za dużo wink, bo 150 zeta, ale zawsze.
    Jasne, jak się komus wynajmuje mieszkanie, to się na tym na ogół zarabia, ale ona tam nie jest przecież na zasadach wynajmującej. Skoro mieszkanie jest pana i kredyt na pana to w sytuacji gdy pani nie ma być współwłaścicielką wypadaloby, żeby płacił sam ratę kredytu. Czynsz natomiast - skoro to taka para "połowkowa" (że wszystko na połowę) - mogliby na połowę. Z tymi środkami czystości to mnie rowala, jak para się tak wylicza smile, ale też ich sprawa.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 02.03.16, 15:32
    Kiedy właśnie dla mnie, Korciu, ona de facto jest na zasadach wynajmującej, mimo że nazywa to inaczejsmile I to jest prawdziwy problem, w moim przekonaniu.
  • kora3 02.03.16, 15:42
    No więc właśnie dlatego napisałam wcześniej, ze dla mnie to ZGROZA

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • claratrueba 02.03.16, 17:31
    Nie Koro, nie zgroza tylko konsekwencje zamieszkania u kogoś, kto tak naprawdę nie wiadomo kim jest dla tej drugiej strony. Bo jakichkolwiek deklaracjach wspólnego życia to tu mowy nie było.
    Czyli bycia współlokatorem, jak najbardziej. Tylko nie rozumiem dlaczego tak wiele osób tutaj oburza się na tego pana, który niczego więcej niż zamieszkanie razem tej pannie nie zaproponował? Tylko, żeby zamieszkała u niego za cenę równą byciu współlokatorem w porównywalnym mieszkaniu? Czy kogokolwiek oburzyłoby to, gdyby zaproponował taki układ koledze, kuzynowi, obcemu?
    Czy dlatego, że to układ męsko-damski, nie małżeństwo, to dorosła, mająca dochody panna ma być traktowana jak dama do towarzystwa, pan nie bierze w łaskawości swojej pieniędzy za mieszkanie bo dostaje seks i kanapki do pracy? Przepraszam, ale dla mnie to nie jest traktowanie kobiety jak pełnoprawnego człowieka ale jak d..dajki.
    I zupełnie tego nie rozumiem skoro minął prawie wiek od uzyskania równych praw kobiet i mężczyzn. Do końca świata będzie funkcjonować przekonanie, że dżentelmen to taki, który "łaskawie przygarnia"- jak psa ze schroniska?
    To jest dla mnie zgroza.
    Na szczęście, nigdy nie mieszkałam u mężczyzny. "konkretna za mnie facetka".

  • kora3 02.03.16, 18:16
    Obawiam się Claro, że przy całej Twej konkretności za bardzo nie zrozumiałaś smile Zgrozą jest dla mnie to, że kobiete jej narzeczony (napisala, ze to narzeczony - nie mam powodów nie wierzyć) traktuje sensu stricto jak właśnie współlokatora. I zarabia na niej - proste. Sama podczas studiów czas jakiś mieszkałam z moim przyjacielem o nie przyszłoby mo do głowy na nim zarabiać. Owszem, dla niego było oczywiste, że pokrywa połowę czynszu i kosztów utrzymania mieszkania, ale żeby mu jeszcze doliczać dodatkowo? No ludzie ...Ja wynajmować nikomu pokoju nie musiałam, wiec jakby on nie mieszkał to po prostu płaciłabym całość, jak wcześniej i gitara. Teraz od dawna wynajmuję to mieszkanie osobom obcym i owszem Claro - zarabiam na tym - ale na przyjacielu, partnerze, koleżance, kuzynce - nie przyszłoby mi do głowy. To tak , jakbym oczekiwała, ze mój były maż jak był aktualnym oczywiście i zamieszkał ze mną będzie mi płacił tyle, ile musiałby zapłacić za wynajem pokoju w tej lokalizacji i standardzie u kogoś obcego.
    Ja też nigdy u faceta nie mieszkałam - tak się złożyło, ze facet u mnie, w sensie mój eksmąż smile Ale też nie uważam wprowadzenie się kobiety do faceta za jakąs wielką plame na jej honorze. smile Przypuszxczam, ze gdyby mój partner miał mieszkanie w tym miescie, a nie w odległym o 100 km, to owszem, wprowadziłabym się doń, bo DLACZEGO NIE? Jakbym ja wówczas tu miała mieszkanie, a on tam gdzie ma swoje, to pewnie on wprowadziłby się do mnie i też gitara.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • basiastel 02.03.16, 18:21
    Czy kogokolwiek oburzyłoby to
    > , gdyby zaproponował taki układ koledze, kuzynowi, obcemu?
    > Czy dlatego, że to układ męsko-damski, nie małżeństwo, to dorosła, mająca doch
    > ody panna ma być traktowana jak dama do towarzystwa, pan nie bierze w łaskawośc
    > i swojej pieniędzy za mieszkanie bo dostaje seks i kanapki do pracy? Przeprasza
    > m, ale dla mnie to nie jest traktowanie kobiety jak pełnoprawnego człowieka ale
    > jak d..dajki.
    --------------------
    To nie jest wspólne zamieszkiwanie z obcym. Pan dostaje seks, kanapki do pracy i doi dziewczynę finansowo. To ma być traktowanie kobiety jak pełnoprawnego człowieka?
    Faktem jest, że na taki układ się zgodziła, od początku wiedziała w co i na jakich warunkach wchodzi.
  • kora3 02.03.16, 18:33
    Dokładnie - zresztą akurat seks i kanapki nie mają tu wiele do rzeczy, bardzie ma to, że idzie o osobę BLISKĄ. Na miejscu narzeczonej mogłaby być siostra, kuzynka, przyjaciel, czy nawet koleżanka. W głowie mi się nie mieści, że można
    a) zarabiać na bliskich
    b) oczekiwać, ze będą oni spłacali nasz kredyt, czy jego część, jeśli nie mają być/nie sa współwłaścicielem.
    I jeszcze raz podkreślam - nie ma znaczenia kim byłaby taka bliska mi osoba.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vivi86 02.03.16, 18:44
    Basia, tu bym lekko polemizowała. Wątek wygląda tak, jakby sprawa, że kredyt w ogóle istnieje, a czynsz jest rażąco niższy niż te 2000 wyszła po roku czystym przypadkiem.

    Moim zdaniem na tym etapie relacji takich rzeczy nie powinno się zatajać.
    Autorko, dobrze myślę? Dowiedziałaś się przypadkiem?
  • kora3 02.03.16, 18:56
    Ja zrozumiałam, że wykonawczyni wiedziała o kredycie. Tu chodzi bardziej o to, że pan zaproponował połowę kwoty, która za takie mieszkanie płaci się WYNAJMUJAC JE. Sprawdzi;li- płaci się przy wynajmie 2 tys. złotych, połowa to 1000 złotych.
    Teraz jednak pani dowiedziała się, że faktycznie całkowita kwota, którą pan musi zapłacić tj. rata kredytu i czynsz jest niższa niż 2000 złotych. Rata 1400 + czynsz 350 to jest 1750. Czyli płaci połowę raty kredytu i cały czynsz bez 50 zeta. czyli na niej zarabia po prostu, bo on poza połową raty kredytu (700 złotych) za swój czynsz płaci tylko 50 złotych, a powinien 175

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • basiastel 02.03.16, 19:04
    kora3 napisała:

    , bo on poza połową raty kredytu (700 złoty
    > ch) za swój czynsz płaci tylko 50 złotych, a powinien 175
    --------------------
    powinien płacić 175 + całą ratę kredytu. Facet ma działalność gospodarczą i wyciąga ręce do narzeczonej po 175 zł ?

  • kora3 02.03.16, 19:15
    Wiesz, ja napisałam ze wszystko powinien płacić smile ALE skoro to taka parka liczaca się do złotowki, to Tak - całą ratę on i połowe czynszu - patrz wyżej gdzieś w moich postach smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 02.03.16, 20:00
    Ależ on płaci całą ratę kredytu, miłe Paniesmile Przecież to on dokonuje wszystkich wpłat i na niego są wystawione wszelkie dokumenty, w tym akt własności. Autorka po prostu wynajmuje od niego mieszkanie za połowę normalnej ceny, ponieważ nie mieszka tam sama, tylko z nim. Gdyby, załóżmy, doszła jeszcze osoba trzecia, to autorka płaciłaby pewnie 1/3 rynkowej ceny wynajmu, jak przypuszczam. Trochę to dziwny układ, jak na narzeczeństwo.
  • kora3 03.03.16, 05:46
    Maju,no ale wiesz o co nam chodziło smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kopciuszek83 02.03.16, 21:42
    Kiedy przeczytałam post autorki wątku, to moja pierwsza reakcja była taka, jak większosci; "ale z gościa cwaniula! znalazł sobie naiwną do spłacania kredytu!". Ale potem zaczęłam to sobie rozkładać na czynniki pierwsze: zamieszkali razem po raptem 3 miesiącach widywania się. Jestem w stanie zrozumieć, że na tym etapie, przy tak krótkiej znajomości, dla obojga (a może tylko dla faceta) bardziej komfortowe było potraktowanie tego jako układu quasi-sublokatorskiego, a nie wspólnego mieszkania na zasadzie "jesteśmy życiowymi partnerami". I wcale nie świadczy to o cwaniactwie i materializmie faceta, tylko o wyznaczaniu jakichś ram wzajemnych relacji. Niewykluczone też, że facet nawet nie wie, że awansował już na narzeczonego. Może w jego mniemaniu on nadal mieszka ze współlokatorką, z którą - tak się składa - łączą go tez seksualne relacje, a tylko dla autorki wątku jest to coś poważniejszego.
  • vivi86 02.03.16, 22:44
    "Niewykluczone też, że facet nawet nie wie, że awansował już na narzeczonego."

    Poważni ludzie mianem narzeczonego/narzeczonej określają kogoś z kim są zaręczeni.
    Z drugiej strony nie wykluczam nic, bo rzeczywistość każe brać poprawkę na sporo rzeczy.
    Vide masowe tytułowanie rodziców dziewczyny/chłopaka, narzeczonego/narzeczonej, konkubiny/konkubenta-TEŚCIAMI uncertain
  • kopciuszek83 02.03.16, 23:04
    "Poważni ludzie mianem narzeczonego/narzeczonej określają kogoś z kim są zaręczeni."

    No więc jeśli to prawdziwy narzeczony, to relacja i układ finansowy faktycznie dziwny, dla mnie byłby nieakceptowalny. Ale może autorka użyła tego słowa, bo określenie "chłopak" wydało jej się infantylne, "fuck body" zbyt ordynarne wink, i może w dodatku ma złą percepcję całej relacji (czyli jej sie wydaje, że skoro zamieszkali razem, to już prawie są małżeństwem, a np. dla pana to tylko komfortowy układ lokatorsko-seksualny).
  • basiastel 02.03.16, 18:57
    No, nie. Umówili się na rynkową cenę wynajmu mieszkania ( sama przyznała, że sprawdzali ceny ) i autorka miała płacić połowę tej kwoty. Wiadomo, że w takiej cenie jest sporo zysku. Czynsz w wys. 2 tys. zł. to musiałby być za spore luksusy. 350 zł. to coś mało z kolei, mieszkanie musi być małe.
  • kora3 02.03.16, 19:00
    No pewnie nie największe ale tu sporo zależy od miasta też

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • ann.38 02.03.16, 19:06
    Ta historia jest wymyślona. Osoba pisząca post użyła słowa "narzeczona", nie zastanawiając się, że prawdziwa narzeczona myślałaby (i pisała) o tej sytuacji w kontekście przyszłego wspólnego życia. Poza tym, wtedy kiedy szukali informacji o cenach wynajmu podobnego mieszkania, to było dla niej OK, bo myślała, że on tyle płaci? Nie zastanowiłoby jej dlaczego szukają gdzieś tam informacji skoro on przecież wie ile płaci. No i czynsz coś za niski. Nie mieszkam w Polsce, ale chyba czynsze są wyższe.
  • vivi86 02.03.16, 19:11
    zależy...nie wiem do końca jak to działa, ale w nowym budownictwie czynsze bywają naprawdę niskie.
  • baba67 02.03.16, 19:42
    Otóż to. Ja się spotkałam z wyrażeniem "facet który zadba o kobietę" i to nie tyle w sensie podania płaszcze czy przyniesienia zakupów tylko zapewnienia jej dachu i wiktu do końca życia.Co ciekawe słyszałam to od kobiety która swietnie potrafi zadbac o siebie i nigdy na utrzymaniu męża nie była.To jakies chore.

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • kora3 03.03.16, 06:07
    Dlaczego chore Babo?smile Każdy ma prawo mieć określone oczekiwania wobec partnera/ kandydata na takiegoż.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 03.03.16, 09:44
    Bo te same panie jak najbardziej podpisuja sie pod ideami równouprawnienia. A oczekiwanie że osoba określonej płci będzie utrzymywała jak najbardziej zdrowa i dyspozycja czasowo (niezajeta małymi dziećmi) osobe drugiej płci jest absurdalne o ile sie takie idee wyznaje.

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • kora3 03.03.16, 10:34
    Babo, ale nadal nie pojmuję - ktoś ma takie oczekiwania - ma prawo. Mnie także absurdalna wydaje się sytuacja, gdy ludzie razem zyjący wyliczają się co do grosza, albo gdy jedno zarabia znacnie więcej niż drugie dziela wszelkie wydatki na połowę. Bo bycie razem oznacza pewną WSPÓLNOTE, a nie tylko meiszkanie razem i współżycie seksualne.
    To jak się ludzie dzielą wydatkami, to jest ich całkowicie osobista sprawa.
    O owszem - ja jestem za równouprawnieniem noi ? To, ze jestem pokazałam w swoim życiu Babo smile
    Jak wychodziłam za mąż wiedziałam dobrze, że mój maż owczesny przez dobrych pare lat będzie zarabiał groszę. Jasne, było tak, ze docelowo miało się to zmienić, ale na tamten moment tak było. Tylko, ze ja zarabiałam wówczas b. dobrze, wiec ie stanowiło to problemu. Uwałam, ze to sa pieniądze NASZE, a nie MOJE. Bo właśnie byliśmy razem, Wg Twego toku rozumowania powinnam sprawdzić wówczas ile kosztuje wynajecie mieszkania takiego jak moje podzielić na pół i taka kwote kazac mu płacic, w końcu U MNIE mieszkał, nie?

    Jak mieszkałam z moim ekspartnerem, z którym zarabialiśmy porównywalną kase, to jasna sprawa, że robiłam za swoje pieniądze zakupy spożycze i do domu, jako i on,czy też nie spożywcze, w stylu coś do domu itd. Mieszkanie, które zajmowaliśmy nalezało do jego krewnej i odstępowała nam bez odstęonego, tylko czynsz i media. Nie była to duza kwota i mój partner chciał to płacic sam, ale gdyby się przy tym nie upierał - płaciłabym połowę. jak wspomniałam mowa tu o bardzo niewielkiej kwocie, bo gdybyśmy np. normalnie wynajmowali to byłoby oczywoste, że płace po.lowe, bo zwyczajnie byłby to dlań zbyt duzy wysiłek finansowy wówczas.

    Kiedy z moim partnerem podjęliśmy decyzje o wspólnym zamieszkaniu także zadeklarowałam, ze będę płacić połowe wynajmu, bo chciałam, byśmy wynajęli. Nie miałam ochoty pozbywać się panieńskliego mieszkania, ani wystrzelać z wszelkich oszczędności, by tutaj na spółke kupic. On uznal, ze bardziej się opłaca kupic, a ze miał na to to kupił. Podobnie jest z oplatami - no tak to jest Babo, że równouprawnienie równouprawnieniem, ale w jednym zawodzie zarabia się tak, a w innym - siak. Ja na swoje zarobki nie narzekam bynajmniej, ale no on zarabia powiedzmy 3 razy tyle. Naprawde to dla Ciebie takie dziwne, że facet zarabiający 3 razy więcej od swojej kobiety uznał , że należy ciezar utrzymania DOMU wziąć na siebie? Bo mnie wbrew temu co syugerowałas wiele razy nie utrzymuje przecież - kupuje za swoje ubrania, kosmetyki, benzynę do swego samochodu itd.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 03.03.16, 11:45
    Alez ja nie pisze o wyliczaniu się co do grosza.W ogóle nie pisze o sytuacji kiedy kobieta zarabia mniej. Pisze o sytuacji kiedy kobieta uważa za zyciowe marzenie i sukces poślubienie mężczyzny przy którym nie bedzie musiała nigdy pracować.Bedzie na utrzymaniu męża przez całe zycie.Wmawiasz mi poglądy których nigdzie nie wyraziłam.
    to że osobisćie dobrzesie czujesz będąc w 100% utrzymywana wynika z czego innego bo przeciez pracujesz i zarabiasz zatem w czym problem.

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • kora3 03.03.16, 12:48
    Babo, nie ściemniaj teraz smile To, że szczytem marzeń jest POSLUBIENIE faceta akurat jakiegokolwiek, to Ty stale podkreślaszsmile
    Zupełnie jednak nie pojmuje Twego hehe oburzenia, ze sa panie cale życie niepracujące utrzymywane przez mezów smile Co Cię to obchodzi?
    Widocznie tak się ci ludzie umówili i tak im pasuje. To, ze nie pasowałoby Tobie, czy mnie nie ma tu nic do rzeczy, bo NAS nie dotyczy.

    Twierdzisz, ze nie piszesz o kobiecie, która zarabia mniej - no jak nie, o mnie przeceiz stale w tym temacie napomykasz smile (ja się nie gniewam żeby nie byłosmile), a przecież pare razy już ci napisałam, ze mój partner zarabia KILKA razy więcej ode mnie. Jak sobie w takiej sytuacji wyobrażasz dzielenie wszelkich wydatków na polowe - wyjasnij mi. Bo chyba nie tak, jak robiła znajoma mi pani, która brała pozyczki na okoliczność wspólnego wyjazdu ze swoim wówczas narzeczonym (tak, były zaręczynysmile), żeby pojechać tam gdzie on chce i zaplacic za siebie?
    Dla mnie takie coś to kosmos - tu akurat pani zarabiała bardzo niewiele, a pan sporo, ale nie w tym rzecz. Gość WIEDZIAŁ mniej więcej ile ona zarabia, a proponował wyjazdy kosztowne i oczekiwał, ze sama sobie to pokryje. I pokrywała, bo nie chciała "wyjść na materialistkę". Efekt był taki, że się kobieta ZADŁUZYŁA!
    Ale ona nie powie, ze jej nie stać, bo wyjdzie na naciagaczke hehe. Nie, wcale nie! Powinna normalnie powiedzieć: - Nie stać mnie na taki wyjazd, jeśli chcesz ze mną spedzić urlop możemy jechać w Bieszczady - na przykład oczywiście.
    Ta hoistoria skończyła się tak, ze ów pan panią honorową dłużniczkę zostawił z długami 0,5 roku przed slubem i jest teraz z pania, która jest po prostu NORMALNA. Nie zgrywała krezusa, tylko mówila prawdę - nie stać jej, mogą to i to. Pan wolał jej fundnac, ale nikt go nie zmuszał. A tamta została z hehe"honorem" i długami


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 03.03.16, 16:18
    Jestes chyba egocentryczna-naprawde nie chodziło mi o Ciebie.Nie pisałam o kobietach zarabiających mniej NIGDZIE w tym watku. NIGDZIE równiez nie napisałam że nie mam szacunku do kobiet pozostających w domu. Pisałam o pewnej mentalności, nastawieniu stojącym w sprzeczności z idea równouprawnienia. Nie uważam żeby zdrowo było płacic po rowno jeśli jedna osoba zarabia znacznie mniej. Ale nie można tez wykorzystywac zamożniejszego partnera jedząc i mieszkając na jego wyłaczny koszt nie prowadzac domu ani nie wychowujać dzieci. Co czynisz .

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • ann.38 03.03.16, 16:57
    baba67 napisała:
    > żna tez wykorzystywac zamożniejszego partnera jedząc i mieszkając na jego wyłac
    > zny koszt nie prowadzac domu ani nie wychowujać dzieci. Co czynisz .
    >
    No weź przestań. Jakie to wykorzystywanie, skoro im to odpowiada. O wykorzystywaniu można by mówić, gdyby miało miejsce oszustwo, szantaż emocjonalny lub inny, wykorzystanie jakiejś zależności itp. Ponadto w związku nawet jeżeli jest podział, kto za co płaci to i tak często kupuje się coś poza tym podziałem, więc naprawdę bez sensu tak analizować i liczyć, zwłaszcza, kiedy parze to pasuje.
    No i jeszcze, czy znasz wyniki jakiś badań, z których wynika, że to te same kobiety mówią o równouprawnieniu, które uważają, że mężczyzna powinien je utrzymywać? Denerwuje mnie takie podsumowywanie róznych opinii i doszukiwanie się niekonsekwencji, kiedy wcale nie wiemy, czy to aby te same kobiety/osoby mówią.
  • basiastel 03.03.16, 17:33
    baba67 napisała:

    > Jestes chyba egocentryczna-naprawde nie chodziło mi o Ciebie. .................................................................................................................................................................................................................................................................................... Ale nie można tez wykorzystywac zamożniejszego partnera jedząc i mieszkając na jego wyłac
    > zny koszt nie prowadzac domu ani nie wychowujać dzieci. Co czynisz .

    Nie widzisz, że sobie przeczysz?
  • kora3 04.03.16, 06:59
    Ja już wiele razy zwracałam uwagę na to, że Baba w tej kwestii niemal zawsze sobie zaprzecza smile
    Jak kobieta podobnie do wątkodawczyni pokrywa połowę kosztów - to facet ma full serwis, bo go jeszcze obsluguje w szerokim także seksualnym (bo u Baby kobieta seksu nie potrzebuje - normalnie) zakresie a gość ją traktuje jako alternatywę do agencji towarzyskiej smile
    Jak facet bardziej partycypuje w kosztach wspólnego zycia (i stać go a to) to kobieta go wykorzystuje i jest utrzymanka. smile

    U Baby po prostu jest idealny model zycia: para ma być biedna, brać slub, brać kredyt i w pocie czoła aiwaniać, żeby spłacić. No i jeszcze musi mieć dzieci - każdy inny model wg Baby jest "podejrzany"smile
    A kasa jest wg niej motorem wszelkich ludzkich działań smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 04.03.16, 06:53
    Babo raz jeszcze - dlaczego uważasz, że "nie można" i dlaczego uważasz, ze ja partnera WYKORZYSTUJE? Bo to jest sprzeczne z Twoimi przekonaniami, ze kobieta powinna być wdzieczna facetowi za to, ze w ogóle ja chce i zaharować się na smierc ?smile
    To mój partner raczej jest tu od oceny, czy jest wykorzystywany czy nie, a nie postronna osoba w dodatku taka, która wcale nas nie zna i naszego życia smile
    Jeszcze raz zapytam, no masz jakieś lepsze ode mnie info: KTO u mnie prowadzi dom i dlaczego ja nic o tej osobie nie wiem?smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 04.03.16, 07:42
    Twoj partner się dobrze czuje, Ty sie dobrze czujesz to nie ma problemu przeciez. Pisze jak ja to widzę a moje widzenie możesz traktować jako ciekawostke psychologiczno-socjologiczną do czego zachęcam bo nie wymagam od ludzi podzielania moich poglądów. A mam wrazenie że to Ciebie boli że inaczej to widze.
    No razem dom prowadzicie czyż nie?Więc to nie jest Twoja "działka" wg tradycyjnych ról społecznych.
    Kobieta powinna znać swoja wartośc ale to nie oznacza że ma za sam fakt bycia kobieta oczekiwać iż będzie utrzymywana do konca życia-taki jest sens mojej wypowiedzi a nie taki jaki sobie tu właśnie wymyślasz.Bo oczywiśćie może się tak złożyc że posiadająca zawód osoba pozostanie w domu z gromadka dzieci i nie będzie pracowała poza domem ale wizja życia pt szczęście przy jedynym żywicielu rodziny jakoś dziwnie kojarzy mi się z pracami właśnie zmarlej prof Elżbiety Tarkowskiej o biedzie(pewnie czytałaś). To jest ta mentalność.

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • kora3 04.03.16, 08:32
    baba67 napisała:

    > Twoj partner się dobrze czuje,


    No nie, ma anginę sad

    Ty sie dobrze czujesz to nie ma problemu przecie

    No ja nie mam zatem dobrze się czuję smile

    . A mam wrazenie że to Ciebie boli że inaczej to widze.

    Nie, przecież napisałam Ci, ze mnie nie denerwuje, a raczej bawi

    > No razem dom prowadzicie czyż nie?Więc to nie jest Twoja "działka" wg tradycyjn
    > ych ról społecznych.


    Babo, nie ma już od dawna czegoś takiego, jak "tradycyjne role społeczne" - to jest pierwsza sprawa. Nie ma ich od czasiow, gdy kobiety zaczęły gremialnie pracować. Wiem, zaraz mogę się "dowiedzieć", że kobieta nosi w brzuchu, rodzi i karmi piersią. Tak, ale to nie jest rola społeczna tylko BIOLOGICZNA - tak się rozmnażamy po prostu. Natomiast poza tymi z braku lepszego słowa czynnościami mężczyzna może i powinien ta samo zajmować się dzieckiem jak kobieta. Oczywiście - w sytuacji gdy kobieta nie pracuje i opiekuje się dzieckiem (np. na macierzyńskim) wiadomo, że poświeca mu więcej czasu niż pracujący ojciec. Czy też wiadomo, że gdy jedno z partnerów nie pracuje z dowolnej przyczyny w danym momencie, to ono zajmuje się bardziej domem i druga strona ma prawo tego oczekiwać. Ale nie ejst bynajmniej tak, że to pan ma prawo od pani, tylko osoba pracująca od osoby w danym momencie nie pracującej.

    Co do prowadzenia domu Babo. smile Jak czegos nie wiesz, to się może zapytaj, zamiast wyciągać wnioski, ok?
    Razem powiadasz prowadzimy dom ... Chciałabym się Ciebie zapytać JAK TECHNICZNIE sobie takowe wspólne prowadzenie wyobrażasz w wykonaniu mego partnera, który teraz pracuje 425 km. stąd w tygodniu roboczym? Tak jest od KILKU LAT Babo. Przyjeżdża w piątki wieczorem, wyjeżdża w niedziele popołudniu. Co w tym czasie chłop może w domu zrobić? No może śniadanie rano w sobote, jakieś naprawy drobne, jakby się pojawiła potrzeba, coś na beiząco - naczynia do zmywarki wstawić itd. No, ale przecież wiadomo, że mu nie zostawię sterty naczyń do zmywania z całego tygodniasmile, albo nie oczekuję, ze poodkurza zaraz po przyjeździe, czy sterty prania. Nie masz pojęcia Babo o naszym zyciu smile Nie, nie uważam się za pokrzywdzoną, bynajmniej. Taką podjęliśmy decyzje, gdy mój partner dostał propozycję awansu i zdawaliśmy sobie sprawę z konsekwencji. Tak tych pozytywnych, jak i negatywnych.

    > Kobieta powinna znać swoja wartośc ale to nie oznacza że ma za sam fakt bycia
    > kobieta oczekiwać iż będzie utrzymywana do konca życia-taki jest sens mojej wyp
    > owiedzi a nie taki jaki sobie tu właśnie wymyślasz
    .

    Ale dlaczego NIE POWINNA? Bo Ty tak uważasz? To jest czyjes oczekiwanie Babo i nic Ci do niego, zrozum.


    Bo oczywiśćie może się tak z
    > łożyc że posiadająca zawód osoba pozostanie w domu z gromadka dzieci i nie będz
    > ie pracowała poza domem


    Babo, ktoś może nie pracować nie mając gromady dzieci zaraz i pracować zawodowo - mając, jak podrosną. Nie Tobie oceniac czyjes zycie i jego organizację! Mam taką koleżankę, która jest z wyksztalcenia biologiem. Ma 1 dziecko obecnie w wieku 21 lat. Nie pracuje od 22 lat. W życiu przepracowała pół roku. Ją, dom, dziecko w calosci utrzymuje maz pracujący obecnie od lat wielu za granicą. Kobieta ma zawód i JEDNO dorosłe, zdrowe dziecko. I nie pracuje, jeździ dobrym autem, ma fajny dom, jest zadbana. Nie pracuje Babo, bo w ciąży ujawniło się, ze jest poważnie chora. Uprzedzam - nie, nie widać tego na 1 rzut oka. Jakbys Ty ja poznała pewnie byś zraz "wyciągnęła" swoje wnioskismile

    ale wizja życia pt szczęście przy jedynym żywicielu ro
    > dziny jakoś dziwnie kojarzy mi się z pracami właśnie zmarlej prof Elżbiety Tark
    > owskiej o biedzie(pewnie czytałaś). To jest ta mentalność.


    Nie czytałam niestety. Ale taka mentalnośc wcalenie musi być związana z biedą Babo. Pisałam Ci już kiedyś - w moich rodzinnych stronach, na Górnym Śląsku model rodziny utrzymywanej tylko przez faceta funkcjonował jeszcze dość długo po wojnie. W dzisiejszych czasach także nie brak ludzi o takowym podejściu i pań i panow wyobraź sobie.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 03.03.16, 13:57
    baba67 napisała:

    > to że osobisćie dobrzesie czujesz będąc w 100% utrzymywana wynika z czego inneg
    > o bo przeciez pracujesz i zarabiasz zatem w czym problem.


    To chyba niezbyt uważnie czytaszsmile - bo także parokrotnie pisałam Ci, że mój partner utrzymuje DOM, a nie MNIE. Za swoje kupuję sobie ubrania, buty, kosmetyki, perfumy, za swoje chodzę do feyzjera/kosmetyczki, za swoje uprawiam swoje hobby oraz za swoje imprezuje, jeśli rzecz dzieje się bez niego, za swoje kupuję benzynę na moje wyjazdy solo - w sensie nie z nim. Jeśli myślisz Babi, ze to wszystko jest tanie, to się głęboko - niestety hehe - mylisz. Owszem, gdyby mi zabrakło, mogę wziąć z kasy partnera, ale przez blisko 9 lat jeszcze mi się tak nie zdarzylo smile

    A teraz wyjasnij mi dlaczego tak bardzo boli Cię to, że normalny facet zarabiający 3 x tyle co ja uważa, że nie wypadałoby mu dzielić się ze mną rachunkami za mieszkanie, czy media?
    Bo ze Cię boli to już wiemy smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • an-i-ka 03.03.16, 11:43
    Babo, co masz na myśli pisząc "pełna obsługa"?
  • baba67 03.03.16, 11:49
    No nie wiem może tak nie jest ale kiedy dziewczyna mieszka z chłopakiem i aspiruje do miana narzeczonej to na ogól stara sie wykazac w charakterze gospodyni-sprzatanie pranie, zakupy gotowanie. Chlopak nie musi do agencji ale ona tez może lubic ciupcianie zatem tego nie liczę.

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • kora3 03.03.16, 12:53
    baba67 napisała:

    > No nie wiem może tak nie jest ale kiedy dziewczyna mieszka z chłopakiem i aspir
    > uje do miana narzeczonej to na ogól stara sie wykazac w charakterze gospodyni-s
    > przatanie pranie, zakupy gotowanie


    że co???smile

    . Chlopak nie musi do agencji

    Babo, Twoje posty pokazują, jak bardzo jesteś oderwana od rzeczywistości panującej poza Twoim pokoleniem.
    Do agencji??? Dziewczyno miła moja - jako tako prezentujący się i mający pare groszy facet nie musi w dzisiejszych czasach do zadnej agencji bieżyć. Pójdzie do klubu i może sobie wyrwać panne na 1 noc do wyboru do koloru smile

    ale ona tez moż
    > e lubic ciupcianie zatem tego nie liczę.
    >


    Pomijając niezgodny z SV jeży ...MOZE LUBIĆ ? Która normalna kobieta nie lubi seksu? Wyjaśnij mi. No chyba taka, która ma jakeiś bardzo traumatyczne doświadczenie z nim , nie wiem - gwał?



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 03.03.16, 14:58
    No ale tej panie musi cos postawic, sam tez cos wydac, agencja nie agencja polowanie jest kosztowniejsze niż fikanko domowe. Oczywiście nieco uprościłam-panna może nie lubić AZ TAK często co wcale nierzadkie.Policz sobie kawały o zonach które boli głowa a kawały o nienasyconych zonach? Znam tyko jeden(za to dobry).Chodzi o to że panna aspirująca (co tu mocno podejrzewam) bedzie sie starała tak ogólnie. Nie wszystkie kobiety maja taki stosunek do prac domowych jak Ty. ja wlaściwie nie rozumiem dlaczego kupujesz ciuchy za swoje.jak jesz za jego to dlaczego sie nie ubierasz?

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • vilez 03.03.16, 22:26
    Babo, sprawiasz wrażenie zazdrosnej. Przeginasz potężnie.
  • baba67 04.03.16, 07:01
    Bo kora przegina potężnie nadinterpretując moje wypowiedzi a czasem wrecz wmawiająć mi czego nie pisałam. Postanowilam zrobic to samo.
    Czy zazdroszczę tego że facet za nia placi ? No nie mogę inaczej mnie wychowano i zawsze bym się z tym żle czuła.Zazdroszcze o tyle że jako młoda panna chciałam wyjśc za pilota dla mnie to był symbol supersexapilu. Może jej zazdroszcze faceta ale nie tego ze za nia placi.

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • kora3 04.03.16, 07:48
    Co Wy kobity macie z tymi pilotami ?smile Toż to normalne chłopy sa - jak w każdym zawodzie - różni.
    Owszem, na ogól sa to opanowane osoby, ale to chyba jedyna taka wspólna cecha. Dla mnie początkowo zawod mego partnera był przeszkodą ...Bo jest to jednak zajecie bardzo niebezpieczne, a wypadki na ogol kończą się tragicznie. I tu przyznaje miałam problem,. czy wytrzymam ciśnienie po prostu. Na początku bywało trudno, ale po prawie 10 latach już się przyzwyczaiłam.
    Pamiętam taką scenkę sprzed kilku lat. Mielismy iśc na imprezę taką większą, razem z nami mój eks. Na te okolicznośc przybył do nas do domu. No i siedzimy, pijemy kawkę, bo mój partner ma lada chwila wrócić z pracy. Czas mija, a jego nie ma. Dzwonię - nie odbiera. Dzwonię do jego pracy - polecieli i sa jakieś kłopoty. No niewesoło sad Mówię to eksiowi, a ten panika łolaboga, matkobosko, chrystepanie....Łaził mi nerwowo do domu paląc fajkę za fajką (już wówczas nie palił parę lat). - Nie ma go, na pewno się coś stało, nic nie wiadomo - w kołko to samo. A ja sobie siedziałam ...Mowie mu - Jakby się coś stało, to by wlasnie już było wiadomo, siadaj i siedź, nic nie zrobimy ...I wtedy zapytał mnie jak mogę być tak spokojna w takiej sytuacji ... To bardzo proste - mogę, bo ... ja już w takeij sytuacji bywałam wówczas nie raz smile Wiem, ze panika nic nie da. Mój fcet zadzwonił za jakies pół godziny. No mieli awaryjne siadanie, padł jeden silnik, ale szafa gra, zaraz będzie. Mój eksio pół impry przezywał te sytuację, a my - nie. Nie pierwsza taka i nieostatnia po prostu.

    A ... przypomniała mi się jedna jeszcze cecha wspólna pilotow Babo smile a znam przynajmniej kilkunastu dobrze - żaden z nich nie oczekuje, że jego zona czy partnerka będzie się z nimi dzieliła po połowie kasą za dom, albo płaciła za siebie np. w restauracjismile Może dlatego, że chyba żadna z tych zon i partnerek zwyczajnie nie zarabia przybliżonych do ich poborów kwot ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • asia.sthm 07.03.16, 12:28
    kora3 napisała:
    > Dla mnie początkowo zawod mego partnera był przeszkodą ...Bo jest to jednak zaj
    > ecie bardzo niebezpieczne, a wypadki na ogol kończą się tragicznie.

    E tam, zawod i praca pilota wcale nie sa niebezpieczne. Samoloty dzisiaj sa najbezpieczniejszym srodkiem komunikacji, no chyba ze mala cessna gdzies na odludziu Alaski przy minus 40 celcjusza.
    Mozna spytac czym i dla jakich linii twoj partner lata? A moze ratownictwo albo samoloty bojowe?

    --
    http://hrabi.pl/index/szlaczek1.gif
  • kora3 07.03.16, 12:42
    Wiesz Asiu, faktycznie latadla statystycznie najrzadziej ulegają jakimś katastrofom. Tylko, że jak już któreś ulegnie, to na ogół kończy się to tragiczniesad
    No, ale taka praca i w przypadku mego partnera także pasja smile Mój partner nie lata dla linii lotniczych, jest w formacji ,mundurowej podległej MSW. Tam lata się głownie śmigłowcami, a także samolotami typu mewa oraz motoszybowcami. Poza tym lata on hobbystycznie od prawie 40 lat smile czym się da w sumiesmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • asia.sthm 07.03.16, 23:40
    kora3 napisała:

    > Wiesz Asiu, faktycznie latadla statystycznie najrzadziej ulegają jakimś katastr
    > ofom. Tylko, że jak już któreś ulegnie, to na ogół kończy się to tragiczniesad

    To nie jest dobre myslenie, Koro. Najlepiej nie wsiadac do zadnego samochodu - szczegolnie do takiego Formuly 1.
    Polecam to.
    www.pasazer.com/news/12014/auto,nie,wybierz,bezpieczny,samolot.html

    --
    http://s4.tinypic.com/2z40pdi_th.jpg
  • kora3 08.03.16, 05:48
    Asiu, ale dla mnie nie stanowi to problemu, sama bardzo lubię latać rekreacyjnie smile Po prostu taka jest prawda. Fakt, że podczas w katastrofy smoleńskiej zgineło kilku moich dobrych znajomych, fakt, że załoga Kanii, która spadla na Białorusi w 2009 roku także była mi znana, ale także fakt, ze ostatnimi czasy odeszło sporo moich znajomych i trójka przyjaciół sad - bez zadnych wypadków, z powodu chorób.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 04.03.16, 06:48
    baba67 napisała:

    > No ale tej panie musi cos postawic, sam tez cos wydac, agencja nie agencja polo
    > wanie jest kosztowniejsze niż fikanko domowe.


    Przerazasz mnie Babo ...U Ciebie WSZTSTKO sprowadza się do kasy i traktujesz kobiecy seks z założenia jako prostytucję

    Oczywiście nieco uprościłam-panna
    > może nie lubić AZ TAK często co wcale nierzadkie.


    Aż jak często - doprecyzuj może
    Bo jak jakiś facet ma ochotę 15 x razy dziennie, to faktycznie aż tak dużo mało kto w ogole wytrzymuje

    Policz sobie kawały o zonach
    > które boli głowa a kawały o nienasyconych zonach? Znam tyko jeden(za to dobry)


    Policz sobie te o kochankach (panach zaspokajających cudze żony) smile Może te żony z Twoich kawałow "boli głowa", bo panowie mezowie z tych kawałów kiepscy w łóżku po prostu ?:smile

    > .Chodzi o to że panna aspirująca (co tu mocno podejrzewam) bedzie sie starała t
    > ak ogólnie. Nie wszystkie kobiety maja taki stosunek do prac domowych jak Ty.


    To znaczy jaki? Że chlop nie idiota odkurzacz w rękach utrzyma i pralki nie zniszczy?smile

    j
    > a wlaściwie nie rozumiem dlaczego kupujesz ciuchy za swoje.jak jesz za jego to
    > dlaczego sie nie ubierasz?


    A dlaczego to dla Ciebie interesujące Babo? Sama sobie zadaj to pytanie smile Po prostu usiadź wygodnie, weź pare oddechów i sama sobie na głos zadaj pytanie: dlaczego interesują mnie rozliczenia obcej pary ludzi? Dlaczego mam problem z tym, że mają takie, a nie inne? Co mnie w tym boli?
    Może jak na głos usłyszysz jak głupie jest takie pytanie, to zastanowisz się nad sobą, nad swoja postawą po prostu ...


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • claratrueba 03.03.16, 06:01
    Myślę, że byłoby dobrze, gdybyśmy wiedzieli jakie naprawdę są relacje tej pary. Bo określenie "narzeczony" to możemy i my, i autorka zupełnie inaczej rozumieć.
    Kiedy autorka zamieszkała u pana znajomość trwała 3 miesiące. Nie sądzę by oboje podjęli wówczas decyzję by razem spędzić życie. Raczej było tak, że panna gdzieś tam mieszkała w jakimś wynajętym, być może nie za komfortowym i pan proponując jej mieszkanie u niego (o ile proponował a nie jedynie nie umiał odmówić naleganiom panny) chciał tylko by mieszkało jej się wygodniej. To nie była żadna deklaracja "narzeczeńska" a jedynie "lokalowa".
    Minął rok i albo faktycznie pan stał się "narzeczonym" w tradycyjnym sensie- czyli oświadczył się i para podjęła decyzję o wspólnym życiu a nie tylko mieszkaniu razem.
    Albo nie i tylko autorce wydaje się, że mieszkanie razem od roku daje jej prawo do uważania pana za "narzeczonego". Z racji upływu czasu a nie konkretnych deklaracji.
    Obawiam się, że to drugie.
    Że dla pana jest to nadal układ "mieszka u mnie moja dziewczyna, z którą może będę chciał spędzić resztę życia a może nie- jeszcze nie wiem" a dla panny "mieszkamy razem już rok więc jesteśmy parą na stałe".
    Tymczasem decyzje o "byciu razem na zawsze" to rzadko podejmuje się po roku i 3 miesiącach znajomości. Choć zdarza się, że para jest pewna, że "są dla siebie stworzeni". Kiedyś oznaczało to małżeństwo, co obecnie niekoniecznie jest modne choć to sprawdzone przez wieki rozwiązanie bardzo upraszczające kwestie majątkowo-rozliczeniowe. Szczególnie kiedy istnieje majątek odrębny, który nie wchodzi do ustawowej wspólności małżeńskiej a takim jest to mieszkanie pana- prawo nabyte przed zawarciem małżeństwa.
    Obecnie wiele osób żyje w przekonaniu, że znajomość "póki nam dobrze ze sobą to jesteśmy razem, ale o wspólnej przyszłości zdecydujemy kiedy będziemy pewni" staje się prawie-małżeństwem bo razem mieszkają. Tymczasem ludzie rozstają się i po roku, i po dwóch i po pięciu. Wspólnego płacenia po równo jeśli wynajmują mieszkanie cudze.
    I obawiam się, że raczej to jest problemem autorki a nie 125 zł.
    Że po roku mieszkania razem ona czuje się kimś więcej niż dziewczyną, która mieszka ze swoim obecnym chłopakiem na takich zasadach jakby wspólnie wynajmowali. A dla pana to nadal jest taki układ jak rok temu.
    Nikt tu nie jest świnią czy materialistą (równie dobrze można byłoby skrzywdzić pannę że "łapie faceta z mieszkaniem"). To jest po prostu konsekwencja decyzji, która okazuje się zła- bo rodzi nieporozumienia "kim jesteśmy dla siebie".


  • kora3 03.03.16, 06:25
    No tu masz troszkę racji, pewne rzeczy po prostu TRZEBA omówić, jak nie wychodzi samo z siebie - to centralnie.
    Czy wspólne zamieszkanie po 3 miesiącach to szybko? No dla mnie tak. Ale dla mnie "szybko" w sensie szybkiej oceny związku, jako ten z założenia poważny. My sami podjęliśmy decyzję o wspólnym zamieszkaniu po miesiącach coś 4, czy 5. Przypuszczam, ze gdyby któreś z nas dysponowało wówczas swoim mieszkaniem tu, to pewnie szybciej by się to stałosmile bo nie musielibyśmy szukać i kupować. ALE nadal nie pojmuje postawy gościa (gdyby na jego miejscu była kobieta - także nie rozumiałaby - uprzedzając). Czym innym bowiem jest WYNAJEM komuś mieszkania czy pokoju, a czym innym dla mnie przynajmniej wspólne mieszkanie.
    Nie wiem dlaczego to tak trudno zrozumieć, ale spróbuje już bardzo prosto wyjaśnić. Wynajmuje się komus pokój, by ZAROBIĆ na tym! Tu pan tak robi, a chodzi o osobę z którą żyje!!!
    Nie wydaje ci się mocno cyniczne i skrajnie wyrachowane ZARABIANIE na takiej osobie? Tak samo, jak na np. siostrze, kuzynce, koledze, przyjacielu? Bo mnie TAK - sorry.

    Wiem, zaraz mogą być teksty o przygarnianiu jak psa smile hehe. Nie, nie chodzi żadne przygarnianie, chodzi o postawe wobec osoby bliskiej. Jak wspomniałam na studiach czas jakiś mieszkał u mnie mój przyjaciel - płacił za połowe czynszu i mediów, dla niego to było oczywiste, ALE choć nigdy nie poprosił mnie o pokazanie tzw. skiązeczek opłat W ZYCIU BY MI DO GŁOWY NIE PRZYSZŁO podać mu kwote do podziału pare razy wyższą niż faktycznie była. Gdybym wówczas chciała to mieszkanie wynająć komuś, czy też pokiój - owszem cena za takie cos byłaby znacznie wyższa niż czynsz (bo miejsce dobre i standard niezły). Ale to przecież mój przyjaciel, a nie NAJEMCA. Mieszkanie nie było w kredycie, ale GDYBY było nie przyszłoby mi do glowy, żeby jakimikolwiek kosztami kredytu obciążać przyjaciela. Bo przecież nie czyniłabym go współwłaścicielem.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 03.03.16, 09:47
    Otóż tosmile I tak naprawdę to w tej sytuacji zupełnie nie ma znaczenia, na co pan przeznacza te pieniądze, które dostaje od autorki: na spłatę kredytu czy na inne wydatki. Chodzi głównie o to, że traktuje ją jak zwykłego najemcę, a nie kogoś bliskiego.
  • kora3 03.03.16, 10:07
    O to to ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • claratrueba 03.03.16, 10:36
    Koro, ta para na taką wysokość opłaty się zgodziła. Oboje, panna ją zaakceptowała. Pan uznał, że jeśli panna poniesie taki sam koszt jaki poniosłaby za analogiczne mieszkanie jest rozwiązaniem uczciwym obiektywnie. Nie stawia jej w syt. kiedy przez fakt, że ma mieszkanie a ona nie, ona będzie zawdzięczać mu mieszkanie tańsze. Być może zawdzięcza mu mieszkanie wygodniejsze, bez nielubianego współlokatora, ładniejsze, w lepszej lokalizacji, nie musi dojeżdżać do swojego "narzeczonego". Ale w kwestii finansów nie musi czuć się gorsza, niczego nie straciła, niczego nie zyskała.
    Ludzie mają różny stos. do kwestii mieszania uczuć z pieniędzmi w relacjach.
    I bardzo często "księgowe zasady" pozwalają uniknąć "towarzyskich kwasów". Tylko trzeba je ustalić. Najlepiej na początku.
    A co jeśli oprócz obciążeń finansowych pana, o których panna wie, istnieją takie, o których nie wie? Np. prywatna pożyczka? I te jej tysiąc złotych to nie jest wcale mniej niż połowa obciążeń?

  • kora3 03.03.16, 10:40
    Claro, jak takie księgowe podejście wygląda widziałam wiele razy i nie szłabym w to nigdy ...Ale nie w tym rzecz - dla mnie ZARABIANIE na bliskiej osobie jest nie tego i pozostanę przy tym.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • basiastel 03.03.16, 11:25
    W swojej wypowiedzi czynisz pana wręcz altruistą i człowiekiem o ogromnej empatii, który dba, by narzeczona nie czuła się gorsza. Tymczasem facet autorkę wykorzystuje.
    A Twoje ostatnie zdanie wręcz zwala z nóg. Naprawdę uważasz, że dziewczyna powinna partycypować w finansowych obciążeniach pana, wynikających z jego prywatnych pożyczek?
  • kora3 03.03.16, 11:44
    Dokładnie - jak można w ogóle WYNAJMOWAC coś bliskiej osobie??? Dzielić koszty użytkowania mieszkania na połowę - to owszem - ok. Ale koszty KREDYTU??? To tylko wówczas, gdyby mieszkanie docelowo miało być wspólne.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • basiastel 03.03.16, 12:33
    Kiedyś oznaczało to małżeństwo, co obecnie niekoniecznie jest modne
    > choć to sprawdzone przez wieki rozwiązanie bardzo upraszczające kwestie majątk
    > owo-rozliczeniowe. Szczególnie kiedy istnieje majątek odrębny, który nie wchodz
    > i do ustawowej wspólności małżeńskiej a takim jest to mieszkanie pana- prawo na
    > byte przed zawarciem małżeństwa.
    -------------
    Kiedy Ciebie czytam, to z przykrością stwierdzam, że nie jestem taka kumata, za jaką się uważałam. Wyjaśnij mi, proszę, w jaki sposób instytucja małżeństwa upraszcza kwestie majątkowo-rozliczeniowe dot. majątku odrębnego?
    Mam mieszkanie i byłam w związku niemałżeńskim, który mi nie służył. Powiedziałam więc partnerowi, że już go nie chcę i poprosiłam go o opuszczenie mojego mieszkania. Można to było jakoś przez małżeństwo uprościć?
  • kora3 03.03.16, 12:59
    No widzisz Basiu, też z niecierpliwością czekam na odp. Baby, bo bylam w podobnej do Twej sytuacji, tylko, ze ja byłam zamezna i meza zameldowałam w swoim mieszkaniu. Później gdy okazało się,ze mnie związek nie sluzy nie chciał mi się wyprowadzić przez bagatela kochaniutka 3 lata. Nie widze za bradzo dla siebie korzyści z tego, ale może Baba wskaze.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • claratrueba 03.03.16, 15:18
    Akurat Koro, to moja "pochwała małżeństwa" w kontekście majątku odrębnego.
    Rozwiązanie proste, choć wtedy kiedy je zastosowaliśmy z moim mężem nie było zasługą naszych wówczas bardzo młodych rozumów, a potrzebą powierzchni, przestrzeni. Marzenia, które mieliśmy oboje- o domu z ogrodem, psami.
    Tymczasem on wynajmował, ja miałam mieszkanie małe. Dla jednego wystarczające, dla dwojga - nie takich jak my. O czym wiedzieliśmy przed ślubem bo fajnie było jak bywał u mnie, nocował. Ale jeszcze fajniej jak sobie do siebie pojechał i miałam te dwa pokoiki dla siebie. Tym bardziej, że jesteśmy bałaganiarze oboje.
    Więc po prostu ja wynajęłam to swoje mieszkanko (nadal jest moje) on zrezygnował z wynajmowania i wynajęliśmy oboje całkiem przyzwoite i za kwotę trochę mniejszą niż suma ceny tego, co on płacił + suma, którą ja uzyskałam za wynajęcie.
    I zaczęło się wspólne oszczędzanie, dorabianie, budowanie, mieszkanie w domu, gdzie była tylko kuchenka i stół turystyczny a spało się na materacach. Z psem- bardzo się przydał, bo grzał kiedy trzeba było oszczędzać na ogrzewaniu. Wspólne układanie podłogi, żeby było taniej, malowanie, tapetowanie, robienie prostych mebli.
    Był moment, kiedy chciałam sprzedać to swoje mieszkanie, żeby w końcu było na urządzenie. I wtedy mój mąż powiedział "Nie. Gdy umarł twój ojciec- twoja matka musiała tyrać na dwa etaty, a ty zamiast się bawić na studiach- pracowałaś. Rób jak chcesz, to Twoje mieszkanie. Ale dopóki je masz, masz jakieś zabezpieczenie."
    A przyszedł moment taki, kiedy te pieniądze za wynajem były jedynym moim dochodem. A mężowi akurat dochody spadły.
    I miłość nie wyskoczyła oknem, bo bieda nie zapukała do drzwi. Jak to mówi stare francuskie przysłowie,
  • basiastel 03.03.16, 15:32
    Miła historia, ale nijak nie daje odpowiedzi na pytanie. Majątek odrębny jest majątkiem odrębnym i instytucja małżeństwa niczego tu nie zmienia, ani nie ułatwia.
  • basiastel 04.03.16, 00:08
    Droga Claratruebo, rozwiń, proszę, Twój wątek pt. "pochwała małżeństwa w kontekście majątku odrębnego", bo ja nic z tego nie rozumiem. Nie rozumiem nawet samego tytułu.
  • kora3 04.03.16, 06:38
    wzruszające Claro, ale no i?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 04.03.16, 07:07
    Twoja historia, jak wiele innych, budujaca. Ale nic nie wnosi w to o co Basia pytała. I żadna nie wniesie, bo tak naprawdę wszystko zależy od człowieka z jakim się wiążesz, a nie od papieru jakie z nim podpiszesz. Przyzwoity człowiek będzie przyzwoity czy będzie mezem, czy partnerem, czy kolegą, czy kochankiem, czy współpracownikiem. Szuja - tak samo smile

    ja mam nadal pełnomocnictwo do konta mego ekspartneraa on ma do mojego. Nie jesteśmy razem od ...10 lat. smile Ale nikt z nas nie cofał po rozstaniu się, ani potem po mojej wyprowadzce tych pełnomocnictw, bo żadnemu nie przyszło do głowy, że drugie mu konto wyczyści. I słusznie ..Po prostu się znamy i wiemy, ze prędzej by jedni drugiemu coś dorzucilo niż wzięło smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • ann.38 03.03.16, 17:06
    claratrueba napisała:

    > Myślę, że byłoby dobrze, gdybyśmy wiedzieli jakie naprawdę są relacje tej pary.
    > Bo określenie "narzeczony" to możemy i my, i autorka zupełnie inaczej rozumieć
    > .
    To następnym razem od razu zaznacz, że Twoim zdaniem sytuacja jest inna niż opisana i Ty odnosisz się do tej innej własnie. Bo piszesz we wcześniejszym poście o psach ze schorniska, o d...dajkach, o tym, że pan nic nie obiecywał, kiedy jak byk stoi napisane, że to narzeczony, a narzeczona owszem płaci i to sporo z nadmiarem.
    No i nie wiem czemu tak protekcjonalnie wyrażasz się o autorce "panna". Dziwnie się czuje broniąc fikcyjnej osoby, ale gdyby tak odnieść się do tego co napisane, to nie ma powodu tak jej "z góry" traktować, że sobie jakaś panna zmaieszkała u kogoś i ubzdurała sobie, że to narzeczony.
  • baba67 04.03.16, 07:07
    Bardzo często się spotykałam (teraz o dziwo mniej) z określeniem konkubenta "narzeczony" kiedy zadnych zareczyn nie było. Nigdy w sytuacji chodzenia bez zamieszkania. Może w Twoich stronach to zjawisko leksykalne nie zachodzi ale przyjmnij to wiadomości ze zachodzi gdzie indziej.Panna jest określeniem neutralnym , protekcjonalne jest panienka. gdzie Ty mieszkasz wogóle widzę że ciekawy językowo region.

    --
    W cudzym pięknie jest pocieszenie.
  • kora3 04.03.16, 08:06
    A powiem Ci Babo, ze ja także ani w rodzinnych stronach, ani tutaj nie spotkałam się z taką manierą, by mówić "narzeczony" na partnera życiowego, z którym nie ma planów ślubnych. Naprawdę. W ogóle z określeniem tym w sensie przedstawienia tak kogoś spotkałam się w zyciu razy 2. Raz jak kolezanka na weselu kolegi przedstawiła swego faceta "To jest mój narzeczony, X" - i faktycznie to BYŁ narzeczony, slub i wesele odbyć się miało cos za 2 miechy i raz jak mi swą przyszła żonę przedstawial syn moje przyjaciolki proszac nas ...na wesele.
    Nie przypominam sobie, bym sama o swoim przyszłym mezu po zaręczynach mowila "narzeczony", ani ktokolwiek z moich znajomych w okresie ślubnym smile

    Choć teraz oczywiście istnieje zwyczaj zaręczania się, to jednak same zaręczyny mają inny wymiar społeczny niż kiedyś. Jeszcze przed II wojna światową zaręczyny w warstwach wyższych i klasie średniej miały charakter oficjalnego wydarzenia towarzyskiego. Były organizowane mniej lub bardziej hucznie, informacje o zaręczynach danej pary pojawiały się w prawie na ogoł tzw. popołudniowej, gdzie była kronika towarzyska. Od tego oficjalnego momentu do dnia ślubu pan i pani funkcjonowali w towarzystwie wlasnie jako narzeczeni. Tak bywali przedstawiani np. "Hrabia XY z NARZECZONĄ hrabianką ZQ" , nie rozsadzano ich podczas przyjęć przy stołach (w owym czasie bardzo dbano, by przy stołach siedzieć hierarchicznie, naprzemiennie płciowo oraz nie oboik osoby bliskiej - nie sadzało się siostry obok brata, ani męza obok żony, ALE właśnie nie "rozsadzało się" par narzeczeńskich). Dopiero po zaręczynach i ich ogłoszeniu para stawala się parą oficjalnie - stąd sama instytucja zaręczyn i narzeczeństwa była społecznie ważna. Dziś jak wiemy tak nie jest, zaręczyny maja charakter bardziej osobisty i tradycyjny, bo społecznie niczego nie wnoszą.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • claratrueba 04.03.16, 12:20
    Może kwestia stron kraju, w końcu dużego, a może wieku.
    Ja się z tym spotykam bardzo często w przyp. osób młodych. Nastolatki rzadko, choć się zdarza, natomiast osoby dwudziestopraroletnie- bardzo często, nierzadko trzydziestoparoletnie. I w ogóle nie planujące ślubu. Więc nie są zaręczone w tradycyjnym tego słowa znaczeniu.
    Stąd pewnie mój sceptycyzm co do "powagi związku"
  • kora3 04.03.16, 12:49
    No nie wiem Claro. Może masz rację kwestia regionu i środowiska pewnie. Ja naprawdę spotykam z racji pracy ludzi z różnych środowisk, ale z tym się nie spotkałam, serio.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • claratrueba 04.03.16, 13:29
    No cóż, z pewnymi kwestiami opisywanymi przez Ciebie tez się spotykam, choć nie jestem odludkiem.
    Natomiast być może mój "region" jest specyficzny bo wiele moich koleżanek szkolnych nie rozumiało słowa "zaręczeni" ani pojęcia "zerwać zaręczyny"
  • kora3 04.03.16, 13:40
    Alez wierzę Ci Claro - moja uwaga nie była powątpiewaniem w to co napisałaś, tylko stwierdzeniem faktu z mojego doświadczenia.
    A tak całkiem nawiasem mówiąc smile - w sumie dla nas w tym watku ma kluczowe znaczenie dla oceny sprawy, czy narzeczony to naprawdę narzeczony - w sensie nawet nie zaręczyn, ale nieodległych planów ślubnych. Ale tak na serio, to to, jak sobie ktoś nazywa SWOJĄ drugą połowę nie powinno być przedmiotem zainteresowania innych, gdy nie ma znaczenia - tu podkreślę raz jeszcze znaczenie ma. Takie zainteresowanie jest zwyczajnie niegrzeczne.
    Nazywa pani sobie pana narzeczonym, choć slubu nie planują, tak przedstawia - jej sprawa i jego.
    Przy czym nie wiem czy zauważyłaś, ale nawet o zgrozo tutaj smile nazywanie drugiej połowy PRAWIDŁOWO, zgodnie ze stanem faktycznym - partnerem bywa hmm źle widziane i owego partnera się przemianowuje na "twojego osobistego", "niemęża"" "pana meza" i temu podobne potworki smile
    Ludziom pani nie dogodzisz smile nazywasz tak jak powinnaś zgodnie ze stanem faktycznym - źle, nazywasz niezgodnie z tymze - źle smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • claratrueba 04.03.16, 13:52
    A moje "panna", które po prostu oznacza kobietę, która nie ma i nie miała męża to ponoć "pogardliwe'. No, może "panienka" to byłoby dwuznaczne ale "panna"? Gdzieś mam jeszcze stary dowód z tą "pogardą".
    No i wychodzi na to, że ślub to i kwestie nazewnictwa jakoś upraszcza.
    Choć życie to nie zawsze.
  • kora3 04.03.16, 14:10
    Nie no panna może zabrzmieć protekcjonalnie, ale tu akurat bym Cię o to nie podejrzewałasmile
    Natomoiast czy slub upraszcza smile - no jeśli ktoś nie umie wypowiedzieć słowa partner a maz umie, to faktycznie - upraszczasmile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vivi86 04.03.16, 14:41
    PRAWIDŁOWO to to jest konkubent.

    Z partnerem to się tańczy lub firmę prowadzi.
  • kora3 04.03.16, 14:45
    Mylisz się Vivismile Partner ZYCIOWY od dawna już weszło do naszego słownika. Konkubent natomiast to jest mezczyzna, z którym się zyje, ale NIE MOŻE się wstąpić w formalny związek. Mężczyzna z którym się zyje bez formalizacji, ale obe strony mają zdolnośc prana do tej formalizacji nazywa si KOHABITANT smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • trina.papisten 05.03.16, 17:09
    a jakaś podstawa prawna do kategorycznego stwierdzenia "Konkubent natomiast to jest mezczyzna, z którym się zyje, ale NIE MOŻE się wstąpić w formalny związek"?
  • vivi86 05.03.16, 20:02
    No właśnie nie ma. W świetle prawa osoba, z którą żyje się bez ślubu to właśnie "osoba pozostająca we wspólnym pożyciu" lub krócej-konkubent.
  • kora3 06.03.16, 13:17
    Vivi wyjaśniłam przedmówczyni, czy przedmówcy, ale powtórzę. Kiedyś w związkach stałych lecz nieformalnych pozostawały w zasadzie tylko osoby, które nie mogły ich sformalizować. Z czasem to się zmieniło i w taki8ch związkach pozostają także osoby, które nie mają przeszkód prawnych do zawarcia małżeństwa. Nauka zwana socjologią rozgranicza (i słusznie) te dwa zjawiska, bo one się różnią znacznie. Dlatego nazywa zw. z niemoznoscią zawarcia małżeństwa konkubinatem, natomiast taki z możnością - kohabitacją. Co jest niejasne?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 06.03.16, 13:12
    Podstawa nie jest prawna, a naukowa. Kiedyś w zasadzie ludzie żyli z sobą bez ślubu tylko wówczas, gdy z przyczyn formalnych nie mogli wstąpić w zw. małżeński. Nazywało się to konkubinatem. Nastąpiły zmiany społeczne i w wolnych związkach pozostają także osoby, które przyczyn formalnych do zawarcia związku małżeńskiego nie mają. Ponieważ socjologicznie jest to inna grupa niż konkubinaty rozgranicza się te dwie sytuacje i taki związek nazywa się kohabitacją. Jaki masz probkem?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • trina.papisten 06.03.16, 21:03
    Nie jestem socjologiem, pewnie dlatego kohabitacja to dla określenie sytuacji gdy rząd i prezydent wywodzą się z przeciwnych obozów partyjnych. Mam wrażenie, że określenie konkubinat jest w naszym kraju traktowane jako obraźliwe, stąd te przeróżne związki partnerskie lub kohabitacje. Podstawa naukowa... litości
  • vivi86 07.03.16, 01:16
    o to, to. Dokładnie smile
    kohabitacja to prezydent z rządem wywodzący się z innych opcji politycznych.
    a swoją drogą. Jak obie wink strony deklarują szczęście w konkubinacie to skąd taki problem tylu osób w nazwaniu tego po imieniu? Konkubinat to pojęcie prawne neutralne. Al to już temat na inną dyskusję... smile
  • kora3 07.03.16, 07:15
    A ja mysle, ze jesteście uprzedzone smile Osobiście nigdy bym partnera nie nazywała kohabitantem poza jakąś ankietą socjologiczna, bo to słowo nie jest w powszchnym użyciu i mogłoby być jak widać dla niektórych nawet niezrozumiałesmile. Po prostu stwierdziłam fakt - tak socjologia jako nauka nazywa stan związkowy, jaki opisałam. Nauka nie zna pojęcia "litości" - po prostu jakoś odmiennie musiała sobie nazwać sytuację co do okoliczności inną niż związek w którym jedno lub obije nie mogą z przyczyn formalnych wstąpić w zw. małżeński, to tak sobie nazwała.
    Jeśli chodzi o podejście prawa akurat, to prawo raczej posługuje się terminem "wspólne pozycie" niż konkubinat, partnerstwo życiowe, czy kohabitacja. Dlaczego tak jest, nie wiem, ale dla sądu znaczenie ma czy para pozostaje we wspólnym pozyciu (i takich słow sad używa), by np. ustalić czy sa dla siebie osobami bliskimi i można pozwolić na nieskładanie zeznań, a nie dlaczego pozostają w bliskości bez ślubu.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 07.03.16, 07:48
    Tak się zastanowiłam nad Waszymi rozważaniami ... Otóż Wy sadzicie, że jakeiś związki jętkowe powstają hehe z litości, a ja - człowiek, który z jezykiem pracuje na co dzień - mam jednak odmienne zdanie. Uprzedzając, nie dotyczy ono wcale tylko tej kwestii, jaka omawiamy.
    Otóż moje Panie pewne wyrazy/związki językowe sa typowe dla danej branzy, dziedziny nauki itd. Poza nimi niewiele osob tak mówi, pisze. Przykładowo - funkcjonariusze policji często używają takiego oto słownictwa: "przemieszczaliśmy się pojazdem służbowym w kierunku miejscowości X" - notatki policyjne naprawdę tak wyglądają i mają tak wygladac, ALE przecież nikt tak normalnie nie mówi i też żaden dziennikarz tak nie napisze. Dla większości jest oczywiste, ze policjant na służbie jedzie służbowym samochodem, wiec nie ma potrzeby tego podkreślać, a jedzie się do miasta/wsi, a nie w kierunku miejscowości smile

    Urzędowo pani jest zamężna, pan zonaty. I o ile u pana mówi się normalnie "jestem zonaty" o tyle u pani raczej "jestem mezatką" potocznie poza sytuacjami urzędowymi. Poza takowymi używanie słow "małżonek, małżonka, zw. małżeński" nie jest przyjete, brzmi sztucznie.Kto z nas mówi "Za 2 tygodnie wstepuje w zw. małżeński"? Nikt, a formalnie tak jest, ze biorąc ślub wstępuje się smile Podobnie formalnie sąd rozwiazuje małzństwo przez rozwód. Ale nikt nie mówi "wczoraj sad rozwiązał nasze małżeństwo przez rozwód" tylko "wzięliśmy rozwod/rozwiedliśmy się" - każdy rozumie o co chodzi, ale z formalnego punktu widzenia nie można sobie samemu brać rozwodu, ani rozwodzić się, bo czyni to właśnie sąd, a nie zainteresowanismile
    Podobnie tu - nikt nie przedstawi swego partnera "To jest X z którym pozostaję we wspólnym pozyciu" smile. No ale postulujecie, ze powinno się "konkubent" - owszem, obecnie słowo to nie ja już pejoratywnego wydźwięku, ale miało w czasach, gdy się ukuło. A miało właśnie dlatego, ze kiedy powstało to słow konkubenci nie mieli ślubu bo zwyczajnie wziąć go nie mogli. Zwykle dlatego, ze jedno, albo oboje formalnie byli zajeci. Być może w Waszych oczach to bez znaczenia, ale wielu ludzi zyjacych w wolnych związkach nie zyłoby w nich z kims, kto jest formalnie zajęty - nawet na papierze tylko - np. ja. Dla mnie sugestia, że zyję z mezczyzną ZONATYM byłaby obraźliwa, bo nigdy bym tak nie zrobiła.
    Jak dobre jest określenie "partner" pokazuje też coraz liczniejsze zjawisko zw. homoseksualnych. W wielu krajach z przyczyn oczywistych takie pary nie ogą wziąć ślubu, bo takowego dla nich ustawodawca zwyczajnie nie przewidział. Zatem z formalnego punktu widzenia sa oni wzajemnie dla siebie konkubentami, albo konkubinami, ALE nikt o nich tak nie mówi smile - mowi się właśnie parter X, partnerka Y.

    Nie znam mam wrazenie za dugo żadnej z Was, Wy mnie także i może zaraz paść argument jak to ja bronię sprawy, bo bardzo mi zal braku slubu. Ci co mnie znaja z tego forum długo wiedzą, ze to nieprawda. Ja slubu nie chce i nigdy nie chciałam, ale głupio się kiedyś zgodziłam na te szopkismile Jest mi zupełnie obojętne co sobie kto myśli na temat wolnych związkówsmile Ale jesteśmy na forum SV i mówimy o zasadach dobrego wychowania. A ono mówi jasno, że tak nazywamy czyjąś druga połowę, jak nam zostanie przestawiona i jak sobie pierwsz połowa życzy (poza sytuacją przejścia potem na ty z druga połową). Zatem jak ktoś mówi. ze to narzeczona, to nie dociekamy kiedy były zaręczyny i kiedy ślub i czy w ogóle były i będzie - ani osobiście, ani po katach smile Jak ktoś mówi ze kuzyn z Australii, to przyjmujemy, ze kuzyn z antypodów i nie docioekamy, czy ma ktoś w Australii rodzinę. Dziw, ze na forum SV dorosłym ludziom trzeba takie rzeczy tłumaczyć smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vilez 07.03.16, 16:09
    Konkubinat jest określeniem zabarwionym pejoratywnie. Kohabitacja- nie. To pierwsze jest nastawione na wspólnotę seksualną z akcentem na "nałożnictwo" (dawniej) i na "patologię społeczną" (obecnie). To drugie- na szerszą wspólnotę, w tym także seksualną. Także, a nie- głównie.
  • kora3 07.03.16, 16:17
    Wiesz Vilez, jak dla mnie konkubinat nie jest już obecnie zabarwiony pejoratywnie, ale - jak wspomniałam - to określenie związku z osobą, z którą nie może się sformalizować swego związku. Kiedyś praktycznie TYLKO takie pary związków nie formalizowały. Obecnie jest bardzo wiele związków wolnych, gdzie nie ma przeszkody prawnej do formalizacji - jest to sytuacja zarówno pod względem prawnym, jak i socjologicznym odmiennia od konkubinatu i tak ukuło się naukowe określenie jej jako kohabitacji.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vilez 07.03.16, 16:21
    W dyskursie potocznym nadal jest tak zabarwione. A także w dyskursie medialnym "tabloidowym" (dawniej: rubryki kryminalne).
  • kora3 08.03.16, 05:50
    No może ... Ja nie pojmuję co ma ktoś za problem ze słowem "partner" - proste, jasne na gruncie nienaukowym i nieurzędowym.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • trina.papisten 08.03.16, 17:08
    mam wrażenie, że zupełnie mnie Szanowna Pani niezrozumiaławink zaciekawiło mnie zdanie o nie możności wstępowania konkubentów w związek m., dlatego prosiłam o podanie źródła. Pewnie okażę się socjologicznym ignorantem ale na razie uważam konkubinat i związek partnerski za określenia równoważne. Konkubinatu w Polsce nie można zarejestrować, ale naprawdę jestem ciekawa czy określenie to powstało jako nazwa związku tworzonego przez osoby nie mogące zawrzeć małżeństwa.I proszę nie wyciągać błędnych wniosków, że uważam te związki/konkubinaty za gorsze/lepsze niż małżeństwo.
    I jak postąpić w sytuacji chociażby w opisywanej powyżej sytuacji, wuj na spotkaniu rodzinnym przedstawia nam narzeczoną (a nieświadoma niczego małżonka w sanatorium) albo ktoś mi przedstawia kuzyna z antypodów, który tak się składa od lat mieszka w tym samym bloku co jasmile
  • kora3 09.03.16, 07:44
    trina.papisten napisała:

    zaciekawiło mnie z
    > danie o nie możności wstępowania konkubentów w związek m., dlatego prosiłam o p
    > odanie źródła. Pewnie okażę się socjologicznym ignorantem ale na razie uważam k
    > onkubinat i związek partnerski za określenia równoważne.


    No raczej ja nie zostałam zrozumianasmile Obecnie używa się zamiennie tych określeń, oczywiście poza opracowaniami naukowymi. Ale kiedyś nie istniało wszak pojęcie partnerstwa. wynikało to z normy społecznej.

    Konkubinatu w Polsce n
    > ie można zarejestrować, ale naprawdę jestem ciekawa czy określenie to powstało
    > jako nazwa związku tworzonego przez osoby nie mogące zawrzeć małżeństwa.


    A to akurat bardzo proste smile - bo w czasie kiedy powstało to określenie wspólne życie ludzi bez ślubu było nieakceptowane i po prostu taka para brała slub. I tu się pojawia kluczowa sprawa: jeśli mogła. Ale nie zawsze mogla, najczesciej z powodu tego, że jedno z nich już było w związku małżeńskim.
    Jeszcze przed II wojną swiatową w Polsce można było zawrzeć tylko wyznaniowy związek małżeński (naturalnie w kilku wyznaniach i obrządkach). Rozwieść można się było formalnie, ale w celu wzięcia slubu kolejny raz trzeba było brać go w takim wyznaniu, które małżeństwa nie uważa za sakrament vide: Józef Piłsudskismile
    To było stosunkowo łatwe, ale istniał też problem inny. Otóż wówczas migracja tak czasowa, jak trwała emigracja były zjawiskami powszechnymi, nad którymi nie było specjalnej kontroli. Nie istniały takie jak obecnie systemy ewidencji ludności, nie było umów międzynarodowych dot. możliwości scigania czy poszukiwania kogoś na terenie obcego kraju itd. No i załóżmy pojechał taki mąż do Hameryki i slad po nim zaginął, ale zona nadal była jego zoną. Uznać za zmarłego można kogoś było wówczas, ale o ile pamiętam po długim bardzo czasie niedawania znaku życia. Formalnie zatem taka pani pozostawała zoną pana "widmo" i finał. Jeśli taka pani podejmowała wspólne życie z innym panem, to z oczywistych przyczyn nie mogli oni brać slubu, bo pani już mezatką była. W tamtych czasach w PL nei była to sytuacja społecznie akceptowana, a jeśli to tylko w kregach bohemy artystycznej. Ponieważ jednak takla sytuacja wbrew pozorom nie była wcale rzadka i były z takich związków dzieci, państwo jako takie nie mogło zjawiska całkiem ignorować i tak ukuło się określenie jej jako konkubinatu. Z oczywistych przyczyn kojarzył się on pejoratywnie, bo jak wspomniałam takie coś było poza norma społeczną. Nie do końca jest tak, że wolne związki ludzi, którzy mogli z formalnego punktu widzenia brać śluby nie występowały wówczassmile Występowały w środowisku zdeklarowanych komunistów. Ci z przyczyny stanowczego ateizmu nie chcieli, ale też nierzadko nie mogli zawrzeć zw. małżeńskiego w żadnym akceptowanym do tej operacji wyznaniu.
    Po wojnie ustanowiono instytucję małżeństwa cywilnego bez konieczności mieszania w to jakiegoś wyznania. Stosunkowo łatwo też było uzyskać rozwód, także zaocznie, z kims kto uciekł za granicę i nie daje znaku życia, wiec wolnych zw. było paradoksalnie mniej, niż przed wojną.
    Z czasem jednak coraz więcej par zaczęło rezygnować ze slubu mogąc go brać, a coraz większa czesc społeczeństwa akceptować taki stan rzeczy. Była to sytuacja odmienna od przedwojennego konkubinatu - przyznasz. Pod względem zarówno społecznym, jak i prawnym. Stąd znow nauka nie może ignorować tego coraz powszechniejszego zjaiwiska i tak ukuło się pojęcie kohabitacji. Pojęcie to funkcjonuje raczej tylko w rozważaniach naukowych, bo nikt tak normalnie partmera/partnerki nie nazywa: - kohabitant/kohabitantka.
    Normalnie, poza ajkimis wymysłami smile mówi się partner/partnerka.
    Z kolei pojecie konkubinatu, choć już dawno zatraciło swe pierwotne znaczenie, niektórym nadal kojarzy się pejoratywnie. Ale myślą, ze nieużywanie pojęć konkubent/konkubina w potocznej zwykłej mowie (np. przy przedstawianiu) wzięło się nie z tr4go, a z tego, ze zwyczajnie bardzo urzędowo to brzmismile Podobnie bardzo urzędowo brzmi "małżonek/ka". Zatem raczej rzadko przedstawia się meza jako "małżonka" czy tak o nim mówi np. wspominając o nim bez ego obecności. Podobnie o swoich dzieciach na ogół nie mowi się "potomstwo" choć formalnie nim one sąsmile

    I prosz
    > ę nie wyciągać błędnych wniosków, że uważam te związki/konkubinaty za gorsze/le
    > psze niż małżeństwo.


    odniosłam takie, być może błędne wrazenie z Twego wpisusmile Nie tak, ze uważasz za gorsze, jak uważasz, że kobieta napoisała "narzeczony" napisała, bo chce slubu a pan się nie kwapi. Tak bywa, ale nie jest wcale standardem, czego np. ja jestem najlepszym przykładem. Mogłam wszelako pomylić Cię z kims innym, za co o ile tak się stało z góry przepraszam smile
    Tu z kolei skoro wątkodawczyni pisze, ze narzeczony nie mam powodów watpic, że tak jest. smile

    > I jak postąpić w sytuacji chociażby w opisywanej powyżej sytuacji, wuj na spotk
    > aniu rodzinnym przedstawia nam narzeczoną (a nieświadoma niczego małżonka w san
    > atorium) albo ktoś mi przedstawia kuzyna z antypodów, który tak się składa od l
    > at mieszka w tym samym bloku co jasmile


    No tu akurat Trino sprawa jest znów bardzo prosta z punktu widzenia SV. UDAJESZ, ze wierzysz iż przedstawiana pani to narzeczona, a przedstawiany pan kuzyn z antypodów. Tyle. Nie prostujesz, nie komentujesz, nie drążysz, nie plotkujesz na ten temat. Jeśli t dotyczy jakos kogos Ci bliskiego (np. wspomniana żona w sanatorium jest ci bliska) wówczas oczywiście jakiś się reaguje, ALE taka reakcja jest POZA SV i należy mieć tego swiadomość.



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • trina.papisten 09.03.16, 08:59
    dziękuję bardzo za pełne i ciekawie napisane wyjaśnieniasmile
  • kora3 09.03.16, 09:04
    smile dodam jeszcze, ze sama nie interesowałam się tym za bardzo, a o tym, ze socjologia zna pojęcie habitacji dowiedziałam się od koleżanki socjolożki, która mnie zaprosiła do jakiejś ankiety potrzebnej jej do doktoratu.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • slotna 08.03.16, 19:00
    Mieszkam z chlopakiem, a nie narzeczonym (wiec mozna uznac, ze relacja luzniejsza, chociaz znamy sie duzo dluzej niz wy) w mieszkaniu, ktore wzial na kredyt i splacac bedzie jeszcze przez wiele lat. Zarabiam obecnie jakies 4 razy mniej niz on, wczesniej zarabialam 2 razy mniej, wiec roznica byla mniejsza, ale tez spora. Gdyby chcial, zebym dokladala sie do jego kredytu, nie zgodzilabym sie na to - w takiej sytuacji wolalabym, aby wynajal swoje mieszkanie, a wspolnie wynajelibysmy inne, w ktorym bysmy zamieszkali na rownych prawach. Tylko, ze jemu cos takiego przez mysl nie przeszlo - jego kredyt, splaca, zeby miec wlasnosc, a co ja bym z tego miala? Rownie dobrze sama bym mogla wziac kredyt na swoje mieszkanie i splacac wlasne.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • bertosol 09.03.16, 14:50
    Zgodziłaś się dobrowolnie na miesięczną opłatę czy nie? Zgodziłaś. To o co chodzi? Umów należy przestrzegać. Chłopak mógł, ale nie musiał Cię poinformować ile płaci za mieszkanie, jaki ma kredyt, na ile go wziął itp. To była jego dobra wola, postronnym osobom nic do tego. A Ty jesteś osobą postronną, bo formalnie nie jesteście małżeństwem, nie macie wspólnych dzieci itp. To, że ze sobą sypiacie jest bez znaczenia. Także chłopak zachował się całkowicie poprawnie.

    Naturalnie masz pełne prawo renegocjować umowę a jeśli przestanie Ci odpowiadać lub jeśli się nie porozumiecie, wyprowadzić. Ponieważ nie macie spisanej oficjalnej umowy najmu, masz prawo wyprowadzić się z dnia na dzień (bez okresu wypowiedzenia przewidzianego w większości tego typu umów) i Twój chłopak nie ma prawa się o to czepiać (jego ryzyko: wynajmuje bez umowy, więc musi się liczyć z tym, że współlokator z dnia na dzień się wyprowadzi).

    Jak widzisz świat jest złożony i każdy medal ma dwie strony. Mieszkając bez umowy masz mniej praw niż ci z umową, ale i mniej obowiązków. Zależy co dla kogo jest ważniejsze. No, ale to już temat spoza dziedziny sv.
  • vivi86 09.03.16, 14:55
    Jeśli dziewczyna nie nazywa eufemistycznie konkubenta narzeczonym to małżeństwem być zamierzają.
    A narzeczoną już powinien o takich rzeczach poinformować.

    No i tego typu relacja to już jednak wspólnota, a nie współlokatorstwo z benefitami.
  • firlefanz 09.03.16, 18:40
    nie wyobrażam sobie jak można pobierać opłatę za wynajem od chłopaka/dziewczyny, z którymi się mieszka... Pokój wynajmuje się w celach zarobkowych, a w przypadku chłopaka/dziewczyny w grę wchodzi wspólne mieszkanie, a nie wynajem!
    założenie jest przecież takie, że mieszkacie razem, bo jesteście w sobie zakochani/chcecie spędzać ze sobą więcej czasu etc.

    oczywiście rzeczą naturalną jest podział kosztów (np. czynszu, mediów) na pół.

    Żadna honorowa i uczciwa osoba nie będzie też wymagać dokładania się przez chłopaka/dziewczynę do raty kredytu, bo czemu druga strona ma płacić za coś, co nie jest jej własnością?
  • wuika 10.03.16, 11:13
    Wg. mnie to nie jest kwestia SV, tylko relacji w Waszym związku. Czy, gdy ustalaliście kwestie finansowe, była podnoszona kwestia ponoszenia połowy RZECZYWISTYCH kosztów utrzymania mieszkania?

    --
    Dlaczego kobiety mają zawsze tak dużo obowiązków? Bo, głupie, śpią w nocy, to im się zbiera.
  • ada.lovelace 12.03.16, 01:12
    Sprawa jest prosta:

    Jeśli jesteście po słowie, to poproś o dopisanie do hipoteki w ułamku takim, w jakim się dołożyłaś. Będziecie małżeństwem, skoro razem spłacacie kredyt to niech będzie to w papierach

    Jeśli jesteś jego dziewczyną (a nie narzeczoną) to pan Cię ewidentnie wykorzystuje. W takim układzie jedynym logicznym rozwiązaniem będzie wynajęcie mieszkania chłopaka komuś z zewnątrz i przeniesienie się (oboje) do wynajmowanego mieszkania, gdzie Pan będzie się sam zajmował swoimi finansami a pani swoimi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.