Dodaj do ulubionych

W kwestii placenia

19.09.16, 14:31
Tyle się tu opisaliśmy w temacie płacenia na randkach i nie tylkosmile Taka nieco nietypowa sytuacja: pan i pani 20++, oboje wolni i pracujący. Spotkanie chyba coś 4 czy 5. Na pierwszej zaproponowanej przez siebie randce pan za panią zapłacił (jakaś tam kawa i ciastko), potem dał do zrozumienia, że oczekiwałby płacenia naprzemiennie. No ok. jakos tam to hulało na kolejnych spotkaniach. Następnie pan zaprosił panią na jednodniowy wyjazd do pewnej miejscowości. Tu kilka słów wyjaśnienia: w tej miejscowości otwarto nowy hotel ze SPA i pan ze swojej firmy jako jakiś tam bonus otrzymał karnet na jednodniowe korzystanie z dobrodziejstw SPA w tym hotelu - dla 2 osób. Nie ukrywał wcale tego faktu ani też tego, że nie byłoby go stać na ów hotel i SPA gdyby miał to pokryć ze swojej kieszeni.
Rzecz cała w tym, że ów karnet nie obejmował posiłku (tak, wiem , to dziwne, pytałam o to sama się dziwiąc, ale tak właśnie było). W porze obiadowej pan zaproponował posiłek w hotelowej restauracji. Pani się zgodziła. Tyle, że po fakcie okazało się, iż pan oczekuje, że to pani zapłaci za ów posiłek - za oboje. Pani zapłaciła, ale stanowiło to dla niej spoty wydatek, bo jak wspomniałam - miejsce do tanich nie należy.
Zdaniem owej pani i moim też - pan postąpił nie fair. Bo jeśli się kogoś zaprasza na taki wyjazd to się zaproszenie traktuje całościowo, czyli razem z posiłkiem. Ale jeśli już nie, to pan nie powinien PROPONOWAĆ drogiej hotelowej restauracji skoro spodziewał się, że pani pokryje koszty posiłków obojga, tylko powiedzieć o tym pani, że oczekuje i pozwolić, by ona wybrała miejsce, na które ją stać.
Pani jak wspomniałam zapłaciła, ale na propozycję pana dot. kolejnego spotkania odpowiedziała odmownie, a zapytywana dlaczego, wzorem niektórych Z Was na zasadzie kawa na lawę powiedziała wprost, że nie widzi się w tej relacji z uwagi na zachowanie pana ws. posiłku.
No i pan odpowiedział, że: 1) z naprzemienności wyszło, że teraz ona stawia, 2) uznał, że posiłek w hotelowej restauracji jest z pani strony rewanżem za zaproszenie na atrakcje SPA w nietanim miejscu.
Przypomnę, że na te atrakcje pan nie wyłożył ani grosza, a koszt podwójnego posiłku w tym miejscu byłby dla pana i był dla pani sporym wydatkiem przy ich porównywalnych i bardzo przeciętnych dochodach.

Jak Wy zapatrujecie się na tę sytuację? Pan zachował się ok? Jeśli nieok, to dlaczego?
--
Korcia
"droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
Edytor zaawansowany
  • majaa 19.09.16, 15:34
    Ale czy pani od początku wiedziała, że zaproszenie nie obejmuje posiłków, czy została tym zaskoczona dopiero na miejscu w restauracji? Bo jeśli to drugie, to całkiem niefajnie ze strony pana, bo pani np. mogła zupełnie nie być przygotowana finansowo i poczułaby się bardzo niezręcznie. Jeśli zaś to pierwsza opcja, to powiem tak, będąc na miejscu pani pewnie zaproponowałabym panu ten obiad właśnie w ramach rewanżu za zaproszenie do SPA, nawet wiedząc, że nic za nie nie zapłacił. Ale z kolei będąc na miejscu pana nie przyjęłabym w tej sytuacji takiej propozycji i postawiła pani obiad, względnie pozwoliła pani zapłacić tylko za siebie. Generalnie to niezbyt mi się podoba takie do bólu skrupulatne rozliczanie się na randkach, i to z obu stron, żeby była jasnośćwink
  • kora3 19.09.16, 15:57
    Maju, mnie też się nie podobałoby w moim wykonaniu, ale nie mówimy teraz o naszych upodobaniach, czy zasadach, tylko o tej konkretnej sytuacji.
    Co do Twego pytania: tak, pani od początku wiedziała, że karnet nie obejmuje ani noclegu, ani posiłków, a tylko atrakcje SPA.
    Natomiast - nie uważam, że pani powinna za owe atrakcje rewanżować się panu posiłkiem w bardzo drogiej dla niej (dla niego też) hotelowej restauracji. A pan wiedząc, że oczekuje iż pani pokryje koszty posiłków obojga proponować właśnie tej restauracji. Prosto mówiąc Maju - dla OBOJGA tych państwa ta restauracja była zwyczajnie za droga. Hotelowe atrakcje Spa zresztą - także. Ale za te ostatnie nikt płacić nie musiał, więc nie było żadnym wykorzystywaniem strony, której na to nie stać, w tym przypadku pana skorzystanie z nich.
    Skoro pan oczekiwał, że pani pokryje koszty posiłków obojga - czy to w ramach wypadania na nią z uwagi na naprzemienność, czy to w ramach rewanżu za udostępnienie jej darmowych atrakcji SPA to należało pani o tym powiedzieć zawczasu, by mogła wybrać restaurację, w której zapłacenie za posiłki nie stanowiłoby dla niej tak dużego wydatku. Jest to miejscowość uzdrowiskowa i turystyczna, więc nie brakuje tam miejsc, gdzie można zjeść w różnych przedziałach cenowych.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 19.09.16, 17:53
    Napisałam tylko, że ja pewnie bym zaproponowała panu obiad, ale nie twierdziłam bynajmniej, że to jest jakaś powinność, i to tym bardziej w tej konkretnej sytuacji. Napisałam też zresztą, że na miejscu pana (też w tej konkretnej sytuacji) takiej propozycji bym nie przyjęła po prostu.
    Co innego, gdyby pan osobiście zasponsorował pani ten pobyt w SPA, no i przy ich dotychczasowej praktyce, że płacą naprzemiennie, wtedy tak, uznałabym, że pani powinna poczuć się do postawienia panu obiadu, ale oczywiście zaproponować przy tym taką restaurację, na jaką ją stać. Pan natomiast powinien zdecydowanie oddać inicjatywę pani w tej kwestii i nie wybierać knajpy za nią, skoro to ona płaci.
  • jerrykot1 19.09.16, 17:26
    Dziwne to jakieś stosunki... ta naprzemienność płaceniasad Nie lepiej płacić systemem "każdy za siebie"? Jeszcze nie mają przecież wspólnoty majątkowej, prawda? To jedno, a drugie: zaproszenie na basen i masaż nie zobowiązuje zapraszanej strony do rewanżu w drogiej restauracji, tym bardziej, że jej na to nie stać. Nie dogadują się pan i pani na tematy majątkowe? To przecież nie koniec świata przyznać się, że kasy brak na ekstrawagancje i szampana. Z zasady w restauracji, kawiarni i gdzie indziej płaci zapraszający - więc późniejsza reakcja pani jak najbardziej zrozumiała. Mogła się także nie zgodzić na obiad w hotelowej knajpie i zaproponować coś bardziej przyjaznego dla kieszeni. Czy oni w ogóle ze sobą nie rozmawiają? Nic o swojej sytuacji finansowej nie wiedzą? Smutne to jakieś i nienaturalne w związku i kiepsko wróży IMO...

    --
    Ciało zanurzone w wodzie... i dzwoni telefon!
  • en-n 19.09.16, 17:49
    No właśnie, płacenie każdy za siebie jest najlepsze w takiej sytuacji. Poza tym jeśli pan oczekiwał obiadowego rewanżu za zaproszenie do SPA, powinien zostawić pani kwestię wyboru restauracji, a nie narzucać swoją propozycję. Nieładnie to wygląda. Na miejscu pani po obejrzeniu karty powiedziałabym wprost, że dla mnie tu za drogo i zaproponowała coś innego.
  • kora3 20.09.16, 10:11
    Wiesz, te wszystkie pytania nie do mnie smile To nie ja jestem tą panią, tylko mi opowiedziano o tej sytuacji. Raczej państwo rozmawiali na tematy finansowe, skoro pani wie, jakie są dochody pana - porównywalnej do jej dochodów, bardzo przeciętne. No i pan tez nie ukrywał, że gdyby karnet nie był gratisem, to nie byłoby ich tam, bo zwyczajnie pana nie byłoby stać na takie coś ...
    Dla mnie sytuacja naprzemiennego płacenia na randkach, czy każdy za siebie - w moim wykonaniu - bylaby kosmiczna, placenie za gościa - tym bardziej. smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • a.nancy 19.09.16, 18:49
    Jeżeli to pan wybrał (drogą) restaurację, nie powinien oczekiwać, że pani zapłaci za oboje. Tak jak napisałaś, powinien postawić sprawę jasno na początku i pozwolić pani zadecydować.
    Jeżeli nie wydał pieniędzy na SPA, zupełnie nie rozumiem argumentu z rewanżem. W sumie wygląda to tak, jakby próbował sprzedać karnet, który dostał za darmo smile

    --
    Good evening. I am a lizard woman from the dawn of time, and this is my wife.
  • en-n 19.09.16, 19:12
    Cóż, mógł do SPA zaprosić kogoś innego, więc jakiś powód rewanżu by się znalazł.
  • a.nancy 19.09.16, 22:10
    Mógł, ale skoro z panią randkuje, i to ją zaprosił to można założyć, że przebywanie z nią sprawia mu frajdę większą niż z "kimś innym".

    --
    Good evening. I am a lizard woman from the dawn of time, and this is my wife.
  • koronka2012 20.09.16, 13:23
    Cóż - prawdopodobne jest, że gdyby pani zdawała sobie sprawę z kosztów na które narazi ją ten rewanż, podziękowałaby za zaproszenie. Szczególnie, że te same zabiegi które w takich SPA kosztują krocie można sobie wykupić za 30% ceny na Groponie.
  • koronka2012 19.09.16, 19:09
    Ewidentnie pan zachował się nieelegancko. Opcja "ja zabłysnę gratisem, a potem oczekuję luksusowego rewanżu" jest co najmniej niesmaczna. Do tego postawił panią w nieciekawej sytuacji, bo dopiero po konsumpcji wyjawił swoje oczekiwania. Restaurację wybiera zapraszający (czy płacący) a nie gość.

    Argument o naprzemienności jest buractwem, to tak jakby pan zaprosił na piwo i chrupki a oczekiwał rewanżu w Hiltonie.
  • basiastel 19.09.16, 19:55
    Lisek chytrusek, dobrze, że mu wyłożyła w czym rzecz.
  • claratrueba 19.09.16, 20:37
    Kosztowne zdobywanie wiedzy o cudzym cwaniactwie.
    Zasada naprzemienności, którą generalnie wyznaję, ma służyć RÓWNEMU podziałowi kosztów. Jeśli oznaczałaby nierówny- należy odstąpić. Po prostu.Każdy płaci za siebie. Pan POWINIEN POCZUĆ SIĘ ŹLE, że ktoś funduje mu taki posiłek, za który ta druga nie otrzyma rewanżu od niego. Ja czułabym się źle i myślę, że większość współczesnych kobiet też gdyby ta nierówność była aż tak rażąca.
    To jest taki "podział" jak "tobie zając i sarna a mnie soból i panna, towarzyszu mój (A kiedy ci krzywda, krzywda,Towarzyszu mój!Moja szabla, a twój kij,Teraz-że się ze mną bij, towarzyszu mój)
  • kora3 20.09.16, 10:57
    Wiesz, tak się teraz zastanawiam nad tym równym podziałem kosztów ...OT tej sytuacji dodam. Zastanawia mnie jak to się robi w sytuacji, gdy jedna strona jest znacznie słabiej uposażona od drugiej. I tak na myśl przyszła mi moja mama. Gdy zaczęła się spotykać z moim tatą była wdową z zaledwie kilkuletnim stażem pracy w zawodzie nieszczególnie popłatnym z dzieckiem, które miało rentę po ojcu (ja), ale niewielką, bo mój biologiczny ojciec zmarł młodo i wiele do śmierci po studiach nie popracował - logiczne i z drugim (moją siostra), której biologiczni rodzice co prawda łożyli na nią, ale nie jakieś kokosy, a dziecko było po wypadku i trzeba je było operować i rehabilitować. I mieszkała z rodzicami. Mój tato był od mamy 7 lat starszy, więc wiadomo, że staż pracy miał dłuższy, tym bardziej, że studiował wieczorowo. Pracował w branży i zawodzie, gdzie się zarabiało o niebo lepiej niż moja mama w swoim. Był kawalerem bez zobowiązań mieszkającym w swoim mieszkaniu. Zastanawia mnie jak technicznie można by rozwiązać tu równy podział kosztów na spotkaniach. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to takie rozwiązanie, żeby spotykali się wyłącznie w jakimś tanim miejscu na kawach. Bo nie przypuszczam, by moja rozsądna mama chciała się "wysadzić" na obiad w drogiej restauracji dla pana z którym się spotyka- kosztem dzieci, a musiałoby się to stać naszym kosztem, bo matka zwyczajnie na takie cos nie miała wówczas.
    Zawsze gdy czytam o tym sławetnym równym podziale kosztów na randkach zastanawia mnie co się dzieje u takich osób, gdy spotykają się z kimś kto znacznie różni się od nich uposażeniem.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • koronka2012 20.09.16, 13:21
    Koro, w czasach naszych rodziców takie rozliczenia nie przyszłyby nikomu do głowy, oczywiste było że płaci facet - i to niezależnie od tego czy był to obiad w ekskluzywnej restauracji czy lody na patyku.

    Teraz też na szczęście niektóre osoby mają potrzebę dawania i sprawiania przyjemności ukochanej osobie. Nie spotykałabym się z liczykrupą, mimo ze stać mnie na zapłacenie za siebie. Chodzi właśnie o niechęć do dawania. Jeśli ktoś patrzy przez pryzmat "ja/moje" to słaby to materiał na partnera.
  • kora3 20.09.16, 13:58
    Wiesz, jak może pamiętasz ja także jestem ze starej szkoły - na randki zaprasza facet to i facet płacismile Dostało mi się za to tu nie raz i nie dwa, nawet od "utrzymanki"smile
    Ale, choć mnie by takie cos nie odpowiadało, akceptuję fakt, że dziś pary "liczą się" inaczej niż kiedyś. I w tym kontekście właśnie się nad tym zastanawiałam smile Bo ok, gdy mamy do czynienia z parą jak ta opisana, gdzie obije mają zbliżony status materialny, to ok - da się tak robić, że koszty w miarę po równo. Ale co gdy jest duza dysproporcja w zarobkach? Albo para zawsze chodzi tylko do tanich miejsc, by osoba słabiej uposażona mogla sprostać wydatkom, albo nie wiem już smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 20.09.16, 14:31
    Z tym, że naprzemiennie wcale nie musi oznaczać dokładnie po równo. Nie każdy tego oczekuje, zwłaszcza jeśli wie o nienajlepszej sytuacji materialnej partnera. Jeśli jest inaczej, to kiepsko to świadczy o związku, imo.
  • kora3 20.09.16, 14:34
    Nie no wiesz - ja napisałam w kontekście wypowiedzi Clary, który pisała własnie o tym, że koszty w miare po równo

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • koronka2012 20.09.16, 16:08
    Koro, toż ja z tej samej szkoły jestem, kiedyś nikt kasy w nadmiarze nie mial, a nie przeszkadzało to panom wykazać się galanerią, nawet jeśli na wyjście szło całe kieszonkowe smile

    A co do obecnych zwyczajów - to już zależy od tego, na ile "strat" jest skłonna przystać ta lepiej zarabiająca osoba. Jeśli mu zależy - to zaprosi na sushi i nie będzie zbierał paragonówtongue_out jeśli bardziej mu zależy na stanie konta niż dziewczynie - będzie wybierał tańsze/oczekiwał naprzemienności.

    IMO jeśli w ogóle w grę wchodzi "liczenie się" to osobiście nie widzę tu pary, a dwójkę znajomych spędzających wspólnie czas.
  • kora3 20.09.16, 17:33
    Niewątpliwie nam się dostanie hehe, ale mam takie samo zdanie ...I naprawdę nie chodzi tu o to, żeby kobiety miały z założenia zarabiać mniej czy oszczędzaćsmile
    W ogóle przyznam się, że mnie bardzo drażni takie wyliczanie się do złotówki także między znajomymi. Zarówno ze strony tych co "nie chcą mieć długów" jak i tych co upominają się o zwrot 50 groszy. Dla mnie to żenada sad
    Uprzedzając: jasne, jak ktoś 20 razy pożyczy sobie 5 zeta i nie oddaje, to się z tego robi stówka. I wypada się upomnieć wg mnie. Ale o jakieś drobniaki? Albo koleżankę mam taką, co np. po drodze do mnie kupi mi sok poproszona o to i nie dość ze przynosi paragon, to jeszcze np. wydaje mi 13 groszy! Niemożebnie mnie to wqrzasmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vivi86 20.09.16, 22:54
    Z własnego nie najdłuższego (półrocznego wink ) doświadczenia:

    Mój chłopak zarabia wyraźnie więcej ode mnie, dokładnej kwoty nie znam i jest ona nieco zmienna, ale min 5 razy więcej. Jak to rozwiązujemy? Szczerze mówiąc póki co testujemy na bieżąco: pizza, kawiarnia, kino, spotkania u niego (on robi jakiś obiad, ja też coś przynoszę), wyjazdy jednodniowe za miasto (każde za siebie).

    Tak to wygląda w fazie już spotykania się. Jak będzie dalej-czas pokaże. Nie mieszkamy razem, ja w odróżnieniu od Twojej mamy jestem bezdzietną panną wink

    I chwilami tak o tym myślę...w obecnej fazie o ile nie certolę się nad zabraniem mnie do kawiarni w ramach benefitu czy bez bądź kupienia kwiatów za ok 30 zł (od czasu do czasu-bywa) to przyznam szczerze, że gdyby chłopak finonsował mi jednodniowe wycieczki po powiedzmy 150 zł - byłoby to dla mnie na obecnym etapie krępujące.

    Staramy się jakoś dojść do konsensusu czyli w praktyce nieco bardziej dostosować do moich możliwości. no mówię szczerze, że wyjazd do miejscowości X byłby fajny, ale wolę nocleg w Polsce, nie w Czechach, bo w euro jest drożej itp. Po prostu.
  • kora3 21.09.16, 09:17
    Vivi - zacząć należy od tego, że wg mnie każdy ma prawo do takiego układania sobie tematu finansów w związku, jaki mu pasuje i w jakim się dobrze czuje. Tobie aktualny "system" pasuje i wszystko jest ok. Ważne, ze dla Ciebie nie jest problemem powiedzieć chłopakowi, ze byłoby fajnie, ale Ciebie nie stać i proponujesz w zamian co innego (np. nocleg w PL a nie CZ).
    Niestety w obecnych czasach zdarza się, że kobieta wstydzi się powiedzieć coś takiego, żeby nie wyszło, że oczekuje "sponsorowania" i potrafi się zapożyczać, żeby dorównać mężczyźnie w płaceniu każdy za siebie (znam taki przypadek osobiście) ...Mowa tu o rzecz jasna nie wyjściach na pizze, a o wyjazdach np. wakacyjnych.

    Jeśli chodzi o moje osobiste doświadczenia randkowe smile dość krótkie ostatnie, ale i dość dawne bo ponad 9 lat temu smile Tak się akurat złożyło, że nasze z partnerem spotkania w początkowej fazie znajomości odbywały się niemal codziennie smile, ale ograniczały się do naprawdę groszowych spraw. Nie wynikało to bynajmniej z faktu, ze któres z nas było "pod kreską", czy też się certoliło. Zwyczajnie, spotykaliśmy się po pracy (czasem u niego w takcie tejże, ale poza jej miejscem). Żadne z nas o takich porach nie jada, oboje zmotoryzowani, więc odpadało picie alkoholu, ja przekąsek typu lody nie jadam. Pozostawała kawa, herbata, sok, woda - nawet w najdroższych lokalach w tym mieście sa to sprawy groszowe smile - a że było to latem to głownie siedzieliśmy w ogródkach w Rynku. Kwiaty cięte przyjmuję bardzo niechętnie (z praktycznych przyczyn), ale nie przyszłoby mi do głowy mieć jakiś problem z tym, że facet mi je na randkę kupi i zastanawiać się ile na to wydał. Chciał to wydał, pewnie tyle na ile go stać. smile
    Dlatego choć owe cietę kwiaty dostałam wówczas raz od mego partnera na randce i podziękowawszy wspomniałam mu, że kot i kwiaty cięte za bardzo nie ten, więc przyszłościowo nie bardzosmile, ale bardzo piękne, nie miałabym oporów przyjać równie piękne i pewnie raczej nietanie po raz wtóry, gdybym w ogóle chciała kwiaty przyjmować.
    Natomiast byłoby dla mnie krepujące, jakby mi podarował seksowną bieliznę np., albo biżuterię bez okazji - niekoniecznie najdroższe. Byłoby krepujące dla mnie, bo wg mnie nie ten etap byłby i już. Byliśmy w kinie i też to był groszowy przecież dlań wydatek. Nie przyszłoby mi do głowy, że powinnam się za to jakoś rewanżować...
    Natomiast tak mi się teraz przypomniało....w tamtym właśnie czasie w moim mieście był koncert bardzo lubianego przeze mnie zespołu. Mój partner wiedział, że bardzo go lubię, on też lubi zresztą, choć nie aż taki fan jak ja smile Spotkaliśmy się i ze smutkiem powiedział mi, że qrcze, straszna z niego gapa, za późno zobaczył plakat sad i ...obleciał wszystkie punkty, gdzie można kupić bilety i nic z tego, nie ma już sad A tak mi chciał sprawić przyjemność. To miłe było, że tak się chłopina wówczas 46 letni przejął. Uśmiechnęłam się i powiedziałam, ze może jednak pójdziemy, bo tak się złożyło, że mam specjalne zaproszenie, dla dwóch osób na koncert i także na spotkanie z zespołem po nimsmile Poszliśmysmile Ale wiesz, nie przyszło mi do głowy, że to rewanż z mojej strony za cokolwiek z jego - ot po prostu - spotykamy się, jest fajnie, mam zaproszenie, on też lubi ten zespól, więc wiadomo, że go zapraszam w ramach tego zaproszenia, naturalne.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vivi86 23.09.16, 12:25
    Co do zapożyczania się...może to i OT, ale muszę powiedzieć, że kobieta zapożyczająca się sama strzela sobie w kolano. I to nie tylko z powodu karuzeli z kredytami i wiecznego debetu na koncie.

    Będąc w związku i sondując czy będzie z tego coś więcej para musi się dobrze poznać i zobaczyć, czy to działa. Na różnych płaszczyznach, finansowej-również. I jest to szalenie ważna płaszczyzna w związku.

    Czy pasuje-tu i teraz i tak, jak jest obecnie. zobaczenie jak jest, a nie jakby by było jak jedno to podrasuje pieniążkami z kredytu. Tym bardziej, że jak różnica między nimi jest taka, jak między mną i moim chłopakiem, to panna tego hmmm wyścigu zbrojeń wink ne dłuższą metę i tak nie wygra smile Nie z taką dysproporcją smile

    Zagadnienie: czy para potrafi się dogadac, osiągnąć kompromis, wypracować wspólne plany. Ja też dlatego jak pewnie się domyślasz rozmawiam z chłopakiem szczerze smile

    Jak bym tego nie dała rady zrobić to byłby to znak, bym przemyślała czy relacja idzie we właściwym kierunku smile
    Taka sytuacja daje szansę na sprawdzenie mnóstwa spraw smile Szkoda to sobie odebrać i jeszcze odebranie tej szansy okupić debetem, który powstać musi jak się hula ponad stan smile
  • kora3 23.09.16, 12:32
    Dokładnie tak Vivi
    Ja uważam, że najważniejsze jest być w zgodzie z sobą i potrafić o to "zawalczyć".
    Dlatego nie pojmuję tych kobiet, które na forach "krzyczą": nie chcę by on płacił za mnie! Nie trza krzyczeć, dorosła i pewna siebie kobieta o prostu panu to mówismile
    Bez infantylnych ozdobników typu: "Nie jestem naciągaczką, nie chcę być traktowana jak dziewczynka, stać mnie na.." Zwyczajnie i po prostu: - Rozumiem, że masz inne zwyczaje, ale jestem pewna, ze jako osoba kulturalna i empatyczna uszanujesz moje.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vivi86 19.09.16, 23:18
    posiłek powinno zapłacić każde za siebie.

    btw-jak mężczyzna zaprasza kobietę lub na odwrót na coś-spa/sushi/kino w ramach np benefitu z pracy nie płacąc za to gotówką to tego zaproszenia jakby nie ma? Nie liczy się? Ten ktoś nie pomyślał o zaproszonym, bo pomyśli tylko jak wyłoży kasę? Dziwne...

  • en-n 19.09.16, 23:39
    Liczy się, bo pomyślał i zaprosił, ale pan, cytuję:
    "uznał, że posiłek w hotelowej restauracji jest z pani strony rewanżem za zaproszenie na atrakcje SPA w nietanim miejscu".
    Więc zaprosił, a potem postanowił troszkę na tym zarobić, czyli zjeść drogi obiad na koszt zaproszonej. A to już nieładnie.
  • minniemouse 19.09.16, 23:59
    vivi86 napisał(a):
    coś-spa/sushi/kino w ramach np benefitu z pracy nie płacąc za to gotówką to tego zaproszenia jakby nie ma?

    kpisz czy o droge pytasz? nie wylozyl zlotowki to oczywscie ze "jakby nie ma".

    gdyby pan na to wszystko wybulil kase z wlasnej kieszeni to oczywscie ze pani nie powinna by mrugnac okiem za rachunek w tej samej restauracji w rewanzu.

    Takie darmowe benefity z pracy, czy skadkolwiek, licza sie o tyle ze bardzo milo zostac na to zaproszonym bo jasne ze akurat "nas" nie musial na to zapraszac.
    Mogl zaprosic X, Y Z - niekoniecznie 'nas'. wiec jako to to sie liczy, jak najbardziej.
    ale nie zaklinajmy tym rzeczywstosci jaka jest niezaprzeczalny fakt - gdyby nie ta Spa-na darmocha z pracy, zapraszajacy nie zaprosilby tam ani nas, ani X, Y, Z. i tyle.

    Minnie
    --
    Ludzie lubią komplikować sobie życie, jakby już samo w sobie nie było wystarczająco skomplikowane.
    Carlos Ruiz Zafón
  • en-n 20.09.16, 00:23
    Gdyby pan wybulił za SPA z własnej kieszeni, nadal proponowanie pani w rewanżu drogiego obiadu byłoby nieeleganckie.
    Też byłam w SPA za darmo, koleżanka mnie zaprosiła (i też miała karnet z pracy). Nie zawlokła mnie do drogiej restauracji, nie sugerowała rewanżu. Zaprosiłam ją do opery na premierę (miałam zaproszenie) i kupiłam wino w prezencie.
  • kora3 20.09.16, 11:13
    en-n napisał(a):

    > Gdyby pan wybulił za SPA z własnej kieszeni, nadal proponowanie pani w rewanżu
    > drogiego obiadu byłoby nieeleganckie.


    Oczywista oczywistość... Dla mnie w ogóle oczekiwanie rewanżu w takich sytuacjach jest buractwem ...Sama często dostaję zaproszenia na różne imprezy kulturalne typu koncerty czy gale - niektóre z górnej półki tak dotyczącej samej imprezy, jak i podejmowanie po niej czy na niej i zwykle zapraszam na nie znajomych zainteresowanych daną dziedzina sztuki, bo w tygodniu i tak nie ma mojego partnera i musiałabym iśc sama. Nie oczekuję, że ktoś mi się zrewanżuje - mam taką mozliwośc to zapraszam i tyle.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 21.09.16, 01:36
    en-n napisał(a):
    Gdyby pan wybulił za SPA z własnej kieszeni, nadal proponowanie pani w rewanżu drogiego obiadu byłoby nieeleganckie.

    ogolnie masz racje, ale tu oni zdaje sie mieli taka umowe - "raz ja raz ty".

    Minnie
    --
    Ludzie lubią komplikować sobie życie, jakby już samo w sobie nie było wystarczająco skomplikowane.
    Carlos Ruiz Zafón
  • vivi86 20.09.16, 08:10
    Toteż zaczęłam odpowiedź od zdania, że zapłacić za obiad każde powinno za siebie.

    Dodam, że najlepiej dostostosowując półkę cenową lokalu do swoich możliwości finansowych, podobnych zresztą.

    Pytanie było bardziej ogólne. Czy dla Was liczy się tylko wyłożenie kasy czy też zaproszenie w ramach benefitu właśnie Was to też miły gest.
  • kora3 20.09.16, 09:57
    Widzisz Vivi, tak, to jest miły gest, jest jednak pewne "ale" ...Za taki miły gest wypada się zrewanżować innym miłym gestem - z własnej kieszeni czy nie (mam na myśli rewanż też gratisem), ale nie wypada oczekiwać tego rewanżu z własnej kieszeni na poziomie cenowym gratisu.Szczególnie już nie wypada, gdy wiadomo ze drugiej strony na to nie stać.
    Obrazowo: pan miałby prawo oczekiwać, że np. pani zaprosi go na kolację w eleganckiej restauracji, którą wygrała w radiowym konkursie (np. tam), BO ON ją zaprosił na gratisowe SPA - choć nie powinien tego mówićsmile, ale nie miał prawa oczekiwać, że zaprosi go na takową kolację na własny koszt.




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vivi86 20.09.16, 22:27
    Tu chyba nadal nie jest to poziom cenowy gratisu wink co nie zmienia faktu, że nie na kieszeń i pani i pana i zapłacenie za oboje to był finansowy ból...

    nie powinien. Szczególnie PO fakcie.

    A jakby pani miała zana zapłacenie tylko za siebie? Echhh
  • koronka2012 20.09.16, 13:28
    Vivi, a dlaczego wg ciebie za obiad powinni zapłacić każde za siebie, skoro to pan zaproponował drogą restaurację, a pani dopiero po posiłku dowiedziała się, że ma płacić?

    Istotne jest, że nie miała wcześniej świadomości, ze czekają ją takie koszty. Gdyby wiedziała być może uznałaby, że na korzystanie z takiej "uprzejmości" zwyczajnie jej nie stać.
  • vivi86 20.09.16, 22:21
    Każde za siebie, bo to nie wchodzi w ów benefit z pracy.

    Jeżeli na miejscu pani zostałabym zaproszona przez chłopaka do spa (dostał benefit) to nie miałabym problemu z zapłaceniem za obiad za siebie, niechby nawet za nas dwoje, oczywiście pod bezwzględnym warunkiem doboru lokalu na moją kieszeń. No i z mojej inicjatywy.

    Z wyrażonym życzeniem w tym kierunku ze strony psana czułabym się nieswojo, nawet mając sama zamiar postawienia obiadu obojgu.

    Nie kwestionowałam tego, że pan zawalił sprawę i powtarzam raz jeszcze: poinformowanie po posiłku, że pani płaci za oboje po uprzednim zaproponowaniu za drogiej dla nich obojga restauracji (tym bardziej facet mógł się wykazać już nawet nie wyobraźnią a elementarną logiką) to wielki brak taktu.

    Moje rozważania nt zaproszeń benefitowych to lekki ot. Sama takie choć nie do spa otrzymuję od mojego chłopaka i nie mam o nie pretensji wink
  • minniemouse 21.09.16, 01:49
    vivi86 napisał(a):
    Pytanie było bardziej ogólne. Czy dla Was liczy się tylko wyłożenie kasy czy też zaproszenie w ramach benefitu właśnie Was to też miły gest.

    Nie, nie liczy sie samo wylozenie kasy. zaproszenie wlasnie nas jest wazne i mile.
    ale w tym kontekscie kasa tez jest wazna, poniewaz nie fair jest oczekiwac sowitego rewanzu gdy samemu bylo sie wielkim dobrodziejem za frajer.

    Tyle sie mowi na forum SV ze prezenty powinny byc adekwatne do mozliwosci biorcy,
    bo inaczej nie sprawiaja przyjemnosci tylko klopot. ze przykladowo nie kupujemy komus
    perfum lub torebki za 1200zl o kim wiemy, ze te 1200zl zarabia na miesiac
    i bedzie mial ogromny problem z prezentem dla nas w rewanzu.

    na tej samej zasadzie,
    za darmowy karnet do Spa w Hiltonie nie oczekujemy platnej kolacji w tymze.

    Minnie

    --
    Ludzie lubią komplikować sobie życie, jakby już samo w sobie nie było wystarczająco skomplikowane.
    Carlos Ruiz Zafón
  • kora3 21.09.16, 08:48
    Zgoda Minnie, jednak od zasady dot. możliwości rewanżu są odstępstwa w przypadkach bardzo bliskiej relacji. Ogólnie - zgadzam się tym razem z Tobą całkowicie smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 22.09.16, 03:29
    chociaz raz, Korciu smile

    --
    Ludzie lubią komplikować sobie życie, jakby już samo w sobie nie było wystarczająco skomplikowane.
    Carlos Ruiz Zafón
  • kora3 22.09.16, 08:26
    Myslę, a nawet pamiętam, ze nie tylko raz smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bcde 20.09.16, 02:55
    >Pan zachował się ok? Jeśli nieok, to dlaczego?

    "Pan" jest do odstrzału. Szkoda słów.
  • kora3 20.09.16, 09:58
    Pan już "odstrzelony", nie czytałeś uważnie smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • mocno.zdziwiona 20.09.16, 14:37
    Pan się zachował nieładnie. W mojej opinii liczenie na rewanż za coś, co się dostało za darmo, jest niezbyt kulturalne. Rzeczą dopuszczalną jest propozycja postawienia kawy lub kupna tabliczki czekolady, w odpowiedzi na dopytywanie się osoby zaproszonej. Ale takie domaganie się rewanżu na coś za co się nie zapłaciło wygląda jak zarabianie na gratisie. A już na pewno nie jest kulturalne narzucanie komuś lokalu, nietaniego i komunikowanie po fakcie, że oczekuje się zasponsorowania posiłku. Pan do odstrzału.
  • aqua48 20.09.16, 15:19
    Pan cwaniak - darmowe SPA i darmowy obiad w drogiej restauracji plus darmowe towarzystwo miłej pani. Hmm. Miałby zadatki na biznesmena gdyby pani się nie obraziła smile
  • kaz_nodzieja 21.09.16, 09:56
    Albo polityka.
  • agulha 20.09.16, 20:55
    Moim zdaniem, jeżeli pani wyczuwa tu nadmierną (jak dla niej) interesowność, to lepiej, żeby zaufała swojemu instynktowi i wycofała się z tej relacji. Potem z tego są jakieś dziwaczne małżeństwa typu: pan zaczyna zarabiać więcej i oczekuje od żony, że poprowadzi dom, wychowa troje dzieci, będzie pracować i płacić za siebie za wakacje na Karaibach, na które jego stać, a jej nie. Albo zamieszkują w mieszkaniu męża, mąż płaci czynsz, natomiast oczekuje, że za wyżywienie i wszelkie wydatki związane z dziećmi zapłaci żona. Albo każe jej prowadzić arkusz Excel z wydatkami i rozliczać paragony.
    Związek to nie relacja biznesowa. Poza tym w biznesie też nie robi się tak, że dziś Ty zaprosiłeś mnie na kawę i ciastko w małej cukierni za 20 PLN, więc jutro wyciągasz mnie do Gesslerowej na dwudaniowy obiad z deserem i winem i ja mam zapłacić, no bo przecież naprzemiennie.
  • kaz_nodzieja 21.09.16, 09:55
    Ja bym sobie Pana odpuściła.
    Nigdy żaden z mężczyzn z którymi się spotykałam nie kazał mi płacić, nawet za co drugie wyjście.
    Płacenie za siebie na randce to jakiś kosmos.
  • kora3 21.09.16, 10:00
    kaz_nodzieja napisał(a):

    > Ja bym sobie Pana odpuściła.


    No toz pani sobie odpuściła - jest o tym w poscie startowym smile

    > Nigdy żaden z mężczyzn z którymi się spotykałam nie kazał mi płacić, nawet za c
    > o drugie wyjście


    Też nie poznałam nigdy takiego "rycerza"smile

    .
    > Płacenie za siebie na randce to jakiś kosmos.


    Potwierdzam smile - zaraz nam się dostanie smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kaz_nodzieja 21.09.16, 10:08
    Pewnie tak. Będzie pewnie coś o przedmiotowym traktowaniu kobiet, a nie jak równego sobie partnera, niezależności finansowej płci obojga itd. I zapewne, że nie płacenie za siebie bywa ryzykowne bo Pan może uznać, że skoro zapłacić za makaron z małżami i kieliszek wina do tego ma prawo to sobie odebrać "w naturze" smile
  • kora3 21.09.16, 10:30
    Przyznam, ze nigdy nie spotkałam buraka, który tego oczekiwałby. Albo mam wyjątkowe szczęście, albo zwyczajnie odstraszam dziwaczne indywiduasmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kaz_nodzieja 21.09.16, 11:23
    A ja przyznam, że czasami trafiałam na oryginałów, ale nigdy na tyle niewychowanych by nie stawiali kobiecie jedzenia i picia.
  • kora3 21.09.16, 11:38
    No ja powiem tak smile Ja wielkiego doświadczenia nie mam smile Nie żebym w życiu miała 2 czy 5 chłopaków smile tylko ze tak powiem przekrój jest ważny. Nie miałam nigdy okazji poznawać chłopaków i mężczyzn tzw. przypadkowych - mam na myśli na jakichś portalach itd. W podstawówce miałam chłopaka z równoległej klasy, w średniej szkole z nieodległej innej średniej szkoły, na studiach z roku swego lub któregoś z tej uczelni. Potem wyszłam za mąż, potem związałam się z kolegą z następnych studiów, mojego partnera obecnego poznałam przy okazji pracy. Jak sobie tak uświadamiam, to zawsze byli to ludzie na poziomie zbliżonym doi mego i może stąd moje dobre doświadczenia randkowesmile
    W pracy spotykam ludzi wiadomo różnych, ale tylko z jakąś tam częścią ich, właśnie na zbliżonym poziomie nawiązuję relacje towarzyskie także. Owszem, mam znajomych z innej bajki całkiem, ale to już takich dalszych.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 21.09.16, 10:10
    Ja jestem starej daty, pana bym juz duzo wczesniej odstrzelila. Juz na etapie placenia naprzemiennego. Dla mnie placenie na randkach przez kobiete jest jednak dziwna praktyka. Takze sytuacja, ze pan oczekuje zaplacenia wysokiego rachunku za posilek w ramach rewanzu za zaproszenie na gratisowe atrakcje jest juz szczytem wszystkiego. Dal mnie zaden material na partnera. Ktos wspomnial, ze z takich rodza sie potem malzenstwa o dziwnych finansowych relacjach, o osobnych kontach, osobnych platnosciach a za chwile osobnych wakacjach, bo jednego bedzie stac na Karaiby a drugiego na Ciechocinek. Dla mnie gotowosc faceta do placenia nie jest sponsorowaniem mojej osoby, a testem na wspolna przyszlosc.
  • kora3 21.09.16, 10:29
    No wiesz, ja z takim samym podejściem smile "zyskałam" tu status "utrzymanki"smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 21.09.16, 11:46
    A powiedz mi, Mila, czy gdyby okazało się, że Twój wybranek zarabia znacznie mniej od Ciebie, to też oczekiwałabyś, że zawsze to on będzie płacił, "bo to facet"? Jeśli tak, to czy zadowoliłabyś się randkami na miarę jego kieszeni, czy powinien się zapożyczać albo zacząć dorabiać, żeby zapewnić bardziej wypasione atrakcje"? A może po prostu od razu weryfikujesz kwestię pieniędzy i facet bez odpowiednio wypchanego portfela w ogóle nie ma szans zostać Twoim wybrankiem?
    I od razu zaznaczam, że nie mam intencji być złośliwa. Mnie te pytania naprawdę nurtują, jeśli chodzi o kwestie damsko-męskiesmile
  • kora3 21.09.16, 12:04
    Ja nie jestem Milą Maju, ale odpowiem ci z pozycji osoby, która wyszła za mąż za człowieka znacznie słabiej uposażonego od siebie. I to ze tak powiem zarówno z domu, jak i zawodowo. Owszem właśnie tak: zadowalałam się hmm atrakcjami na poziomie na jaki stać było mojego eksmęża. Tylko, że wówczas Maju tak naprawdę to ja miałam bardzo mało czasu na jakiekolwiek atrakcje, bo sporo pracowałam i jeszcze studiowałam podyplomowo. Więc tak na serio to mieliśmy jako narzeczeni czas spotykać się dość rzadko i w miejscach nie jakichś szczególnych. A wcześniej chodząc z sobą byliśmy dziennymi studentami, więc miejsca gdzie chodziliśmy z kolegami z roku nie były jakieś drogie czy wypasionesmile
    Mając obecne oświadczenie Maju oraz znacznie wyższe wymagania co do atrakcji powiem Ci, że owszem, nie związałabym się z człowiekiem mało zaradnym i mało ambitnym jak mój eksmąż. Można oczywiście uznac, ze był ambitny, bo robił doktorat, a ówcześnie nie było to takie fiu bździu jak teraz i to szczególnie na poważnej uczelni. ALE robił go w trybie asystentury mając zaledwie z 10 godzin dydaktycznych w tygodniu. Spokojnie i z luzem mogł sobie dorobić, ale mu się nie chciało! Mój eksmąż miał od zycia niewielkie wymagania i tak mu zostało także po slubiesmile
    Reasumując: tak, w obecnej chwili dla mnie hipotetyczny partner (hipotetyczny, bo jak wiesz jestem w związku) musi być zaradny. Możesz spokojnie urwać mi głowę hehe

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kaz_nodzieja 21.09.16, 13:00
    Uważam podobnie. Nie mam instynktu macierzyńskiego i nie czuję się opiekunką słabo zaradnych dorosłych mężczyzn. Szczerze mówiąc wręcz gardzę nimi. Mężczyzna ma być zaradny i powinien umieć przynieść mięso do jaskini smile Oczywiście jestem tolerancyjna i jeżeli ktoś woli mniej zaradnych mężczyzn to jego wolna wola.
  • kora3 21.09.16, 13:16
    smile mam dokładnie taki sam stosunek do tematu łącznie z tym, że jeśli komuś pasuje taki facet - to jego sprawa.
    Kiedyś toczyła się tu dyskusja w innym wątku w temacie randek i panie podnosiły, że mężczyznę można hehe "wychować" - mniej ambitnego zmotywować, mniej dbającego o sobie ukierunkować itd. Pewnie można, ale mnie by się zwyczajnie nie chciało smile Nie mam takiegoż właśnie instynktu za to mam normalne poczucie własnej wartości i dla mnie mężczyzna MUSI pewne kryteria spełniać na starcie. no sorry, ale tak jest smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 21.09.16, 13:25
    Ależ nie mam najmniejszego zamiaru niczego Ci urywać, Korciusmile Każdemu wolno wybierać sobie takich partnerów i na podstawie takich kryteriów, jakie uzna za stosowne.
    W każdym razie wygląda na to, że to niekoniecznie kwestia wyjątkowego szczęścia, że niektórym paniom zawsze "trafiają się" wyłącznie zasobni partnerzywink
  • kora3 21.09.16, 13:37
    Hmmm no jak mój eksmąż był zasobny, to ja Cię kręcę smile
    Maju, tak to nie jest kwestia szczęścia, bo się nie "trafiają" - partnera się WYBIERA. Trafić się może znajomysmile
    Mój ekspartner nie jest osoba jakąś szczególnie zasobna, ale na pewno po prostu zaradną i no zwyczajnie- facetem z tzw. jajami. Chybaby się spalił ze wstydu, gdyby kobieta miała mu fundować cosik. Tak jest wychowany i dobrze, bo dzięki temu nie jest lebiodą, która wisi na rodzicach czy kobiecie. A miał w swoim życiu kiedyś bardzo, ale to bardzo nieciekawą sytuację zawodową - nie ze swojej winy dodam. Co zrobił? Ano zakasał rękawy i zajął się przejściowo czymś innym niż to co jest jego zawodem.
    Jestem dokładnie taka sama: kiedy miałam się tu przeprowadzić warunkiem tego DLA MNIE było, że nim tak się stanie znajdę tu jakąś pracę. Bo chociaż mój ówczesny partner deklarował, że spokojnie mnie utrzyma do czasu, az znajdę odpowiednie zajęcie (w zawodzie), to sobie takiej sytuacji nie wyobrażałam, że tak o po prostu siedzę w domu. Popracowałam tak parę miesięcy, zdobyłam nowe doświadczenie smile
    Poza jakąś ekstremalną sytuacją nie zdecydowałabym się na to, by wcale nie pracować. Nawet teraz, gdy mój partner tak na serio bez wysiłku mógłby mnie utrzymać. Kiedy zaproponowano mi ułamek etatu na uczelni zapytał po co mi to smile Ot nowe doświadczenie po prostu. Inna sprawa, że zbiegło się to z jego awansem i "przeprowadzką" pracy do innego dość odległego miasta. Może gdyby był na miejscu nie brałabym, żeby mieć więcej czasu dla niego.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 21.09.16, 14:28
    O tych zasobnych, to ja taką ogólną konkluzję poczyniłam, nie skupiałam się wyłącznie na Twoim przypadku. I oczywiście, że się tak nie "trafiają" znikąd, dlatego wzięłam w cudzysłówsmile Ale czasem zdarzało mi się słyszeć takie właśnie teksty "dla naiwnych", że się babeczce akurat tacy ot tak "trafiają" po prostu, no to co ona ma robić, no bierze ich, bidulka, bo innych nie ma do wyboruwink big_grin
  • kora3 21.09.16, 14:40
    Wiesz, innych nie ma do wyboru być może , a raczej wielce prawdopodobne dlatego, że nie pozwala by z panem niespełniającym jej kryteriów znajomość weszła w fazę dążącą w kierunku związku. Uważam taka postawę za więcej niż godną pochwały i uprzedzając - dotyczy to KAZDEGO kryterium nie tylko zaradności.

    Kiedyś na innym forum czytałam watek, w którym kobieta żaliła się, że pan dla niej związkowo rokujący zakończył znajomość dowiedziawszy się, że ona ma dzieci. Na chłopa owego smile wylano tam cysterny pomył jaki to zeń drań, podlec i w ogóle. Ale tak naprawdę to całkiem normalny gość przecież: nie widział się w związku z kobietą z dzieckiem/dziećmi i gdy okazało się, że ta pani jego kryterium nie spełnia uznał, że nie ma co zawracać jej i sobie głowy - całkiem rozsądnie i uczciwie. Źle postąpiłby zwodząc panią, ze ach to nie przeszkadza, żeby ją np. zaciągnąć do łozka smile, a zamiaru by znajomości kontynuować w kierunku związku nie miał z powodu dzieci.

    Sama również nie związałabym się z mężczyzną mającym małoletnie dzieci, ale także np. z kimś zorientowanym religijnie czy proślubnie, nielubiącym zwierząt itd. Dla mnie to ważne w związku i o ile ktoś taki może być moim znajomym, to partnerem nie mógłby. Po co zatem brnąc w znajomość damsko- meską z której nic dobrego nie będzie? W koleżeńską - dlaczego nie, ale na jasnych zasadach, ze się kumplujemy i tyle.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kaz_nodzieja 21.09.16, 15:18
    To nie kwestia zasobności, a podejścia. Są bogaci którzy oczekują od kobiety płacenia za siebie. Są mniej zamożni, którzy nie chcą by kobieta płaciła za siebie, najwyżej wezmą ją do mniej drogiej restauracji bądź wyjścia będą rzadsze.
  • kora3 21.09.16, 16:34
    Dokładnie! I wcale nie jest regułą, że pan niechętny do płacenia na randkach to pan mniej zasobny od pani. Bywa, że wręcz przeciwnie i potem z tego sa takie dziwne związki na serio, także formalne, o jakich pisała chyba Agulha.
    Najciekawsze jest to, że o ile tacy panowie na forach nie wstydzą się wcale, że oni na randkach nie płacą za kobietę i podkreślają, ze za dobrzy, by placic za spotykanie się z kimś (tak widocznie to ostrzegają), o tyle w realu bardzo niechętnie przyznają się publicznie do tego, że ze swoją druga połową wyliczają się co do grosza. smile
    Opisałam to chyba tutaj nawet kiedyś: w większym gronie rozmowa o wakacjach i jedna z pań rzuca do znajomej pani:- A może byście się z nami wybrali tu i tu. Jest fajna okazja tylko X złotych od osoby. Kobieta mówiła to do żony znajomego, który naprawdę nieźle zarabia, stąd kwota X, faktycznie jak na TAKI wyjazd dość niska niską była także przy zarobkach tego pana liczona razy 2. No i pani odpowiada: - Żałuję, ale mnie na to nie stać. Tamta myślała, ze się przesłyszała, towarzystwo dość bliskie, więc: - Jak to was nie stać, nie opowiadaj! A tamta: - Nie nas, tylko MNIE. Ja swoje wyjazdy z męzem opłacam sama.
    Mina tamtego meza - bezcenna smile Coś pomiędzy wściekłością na zonę, a chęcia skutecznego zapadnięcia się od ziemię smile A w sumie - dlaczego? Skoro uważa taki model za optymalny i tak się z żoną umówił - pewnie na zasadzie po prostu postawienia jej przed faktem dokonanym, jako ten który znacznie lepiej zarabia - to czego się tego wstydzić? smile Ano właśnie ...Panu po prostu fajnie się zyło w towarzystwie w aureoli tego, co utrzymuje dom i zonę na skromnej urzędniczej pensji, a tu jej się odechciało udawac, że tak jest i stąd ambaras. smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 25.09.16, 13:35
    kaz_nodzieja napisał(a):

    > To nie kwestia zasobności, a podejścia. Są bogaci którzy oczekują od kobiety pł
    > acenia za siebie. Są mniej zamożni, którzy nie chcą by kobieta płaciła za siebi
    > e, najwyżej wezmą ją do mniej drogiej restauracji bądź wyjścia będą rzadsze.

    Nic dodac nic ujac.
  • milamala 25.09.16, 13:32
    "W każdym razie wygląda na to, że to niekoniecznie kwestia wyjątkowego szczęścia, że niektórym paniom zawsze "trafiają się" wyłącznie zasobni partnerzy"

    Moim zdaniem raczej trafiaja sie partnerzy o podobnych mozliwosciach finansowych i to z bardzo prostej przyczyny, partnerami najczesciej zostaja osoby z naszego otoczenia, a grono przyjaciol i znajomych to nie rodzina, ich mozna wybrac i na ogol sie to mniej lub bardziej swiadomie robi.
  • baba67 21.09.16, 18:45
    To jest bardzo zdrowe podejście tym bardziej ze nie jesteś blachara masz spory dochód z własnej pracy, nie liczysz na cudze. Ty tak naprawdę chcesz u faceta pewnej cechy a nie dokladnie tego co z tej cechy wynika-to zdobywasz sama.Twoj eksmąż musiał byc przed nawrotem choroby przeuroczym człowiekiem tak na marginesie.Ja bym za kogos tak niefrasobliwego finansowo nie wyszła.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 22.09.16, 08:44
    Trafnie to ujełas Babosmile Ja nie oczekuję, ze facet ma mieć kase na MNIE tylko ma umiec ja zaraboac i szanować - po prostu.
    Ta, mój eksmąż w czasie gdy z nim chodziłam i zań wychodziłam był przeuroczy, ale też był bardzo zdolny i wydawało się także, ze ambitny. Tylko się jednak wydawało ...
    czy był niefrasobliwy w kwestiach finansowych? Ano nie ...Miał jako i ja stypkę naukową, ale miał też w odróżnieniu ode mnie - socjalną. Razem to stanowiło wówczas całkiem niezłą kaskę dla studenta bez zobowiązań mieszkającego z rodzicami. Nie palił, nie miał żadnego kosztownego hobby, więc ta kasa mu wystarczała na bieżące potrzeby włączając w to nasze randkismile Tylko, ze taka postawa została mu także, gdy byliśmy już razem na serio - mniejsza o te głupie sluby, ale chodzi o zwyczajnie wspólne życie. Może to dlatego, że pracował na uczelni i czuł się nadal jak student, a może dlatego, że nie musiał na starcie starać się o mieszkanie, jego urządzenie itd.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 22.09.16, 09:17
    kora3 napisała:

    > Trafnie to ujełas Babosmile Ja nie oczekuję, ze facet ma mieć kase na MNIE tylko m
    > a umiec ja zaraboac i szanować - po prostu.

    Wszystko pięknie, ale bogatego vel bardzo zaradnego finansowo skąpca pewnie byś nie chciaławink Tak jak i jasmile Zgodziłaś się przecież z Kaznodzieją, że najważniejsze jest podejście, a nie tylko sama kasa. Też się z tym zgadzam.
  • kora3 22.09.16, 11:03
    Nie Maju, skąpca bym nie chciała, mało tego nie lubię skąpych ludzi nawet gdy nie jestem z nimi blisko. Skąpstwo jest rodzajem ułomności. Mój sp. ojciec miał takiego kolegę, a właściwie podwładnego, który często wraz z nim wyjezdzał na te same kontrakty. Był to, bo już także nie żyje, człowiek bardzo pracowity i rzetelny w pracy. Ale był wręcz nieprawdopodobnie skąpy i skąpił także sobie. Było to posunięrte do takich granic, ze ów mężczyzna po pracy caly czas się wylegiwał, by ...nie tracić kalorii i nie musieć dokupować sobie jedzenia, bo oczywiście firma zapewniała posiłki, ale większość panów ciężko pracujących uzupełniała je kupowanym za swoje jedzeniem. Będąc Maju w różnych krajach o ciekawych zabytkach i pięknych miejscach NIGDY nie był na żadnej wycieczce poza tymi, które fundowała firma! Nigdy nie kupił sobie jedzenia "na mieście". Na te opłacone wycieczki zabierał z sobą kanapki (możesz sobie wyobrazić jak smakowały po paru godzinach w upale) oraz uwaga - WODE w butelkach, te wodę, którą zapewniała firma! Dodam, że zarabiał jako i reszta naprawdę bardzo dobrze! Ów pan miał żonę i 3 dzieci - NIGDY nie zaprosił rodziny do siebie jak był na kontraktach, choć była taka możliwość i taki wyjazd był stosunkowo tani, bo były czarterowe samoloty - znacznie tańsze niż normalne kursowe. Zona tego pana pracowała jako nauczycielka, wiec jakichś kokosów nie zarabiala. Pan miesięcznie wysyłał rodzinie (3 dzieci przypomnę) 50 dolarów (słownie: pięćdziesiąt dolarów) zarabiając ponad tysiąc pięćset!
    Tak się złożylo przykro, że po jednym z wyjazdów pan źle się poczuł. Niestety diagnoza była niefajna- rak. Nie udało się mimo wysiłków i pan niestety zmarł sad najpewniej zostawiając na koncie spore oszczędności. Jeden ze wspólnych kolegów mego taty i tego pana nie słynący z delikatności raczej skomentował, ze no przykro, że ten pan umarł, ale teraz przynajmniej rodzina naje się do syta na stypie. Grzeczne to nie było, choć oczywiście mówił to tylko do kolegów, a nie do tej rodziny, ale nieco prawdy z pewnoscią w tym było ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 22.09.16, 11:23
    Kora nie chcialaby skąpca bo to jest mentalnośc a nie jakas jedna cecha charakteru. Skapiec to ktos kto nie lubi dawać ani sobie ani innym nie tylko kasy, ale czasu uwagi , uczucia o ile musie to nie oplaca. tacy ludzie moga być superprofesjonalistami poniewaz laduja swa energie wyłacznie w to co się oplaca. Niemniej dla skąpca pieniądze nie służa do wydawania tylko do określania pozycji wobec innych. Wydawanie=osłabianie. Wszystko to masz u Moliera , nikt niczego mądrzjszego na temat nie napisał.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 22.09.16, 11:46
    Dokładnie smile Patrz wyżej, na moje wspomnienie o podwładnym mego taty. Dla skąpca pieniądze nie są środkiem do ceku, a celem samym w sobie. Jest takie powiedzenie "Trumna nie ma kieszeni" i ono doskonale podsumowuje historię tamtego człowieka - całe życie harował ciężko skąpiąc i sobie i rodzinie i przedwcześnie zmarł sad Celem w jego zyciu było gromadzenie kasy, z której nic nie miał de facto

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 25.09.16, 13:24
    Nie odbieram tego jako zlosliwosc, bo akurat w tej sprawie trudno mnie "zranic", jako, ze w tej sprawie mam bardzo okreslone, stale od lat, dobrze przemyslane zdanie. Rzeczywistosc tak chciala, ze bedac jeszcze "panna na wydaniu" zarabialam srednio, ani szczegolnie dobrze, ani szczegolnie zle i zawsze otaczali mnie ludzie (zarowno kobiety jak i mezczyzni) w tym samym przedziale "cenowym", zatem nie musialam nigdy podejmowac decyzji jak w twoim watku.
    Zalozmy, ze jednak tak by sie zdarzylo, ze zaplonelabym uczuciem do jakiegos bezrobotnego albo na umowie smieciowej pana. Po prostu ztestowalabym go na ile chetnie wydaje pieniadze wg swoich mozliwosci. Jesli uznalabym, ze ma z tym trudnosci choc nie przekracza to jego skromnych mozliwosci to "dowidzenia". Jesli zas zdalby "test" to sprawa wydawania kasy nie bylaby dla nas problemem, kazdy wydawalby na zwiazek wg wlasnych mozliwosci, jesli moje bylyby wieksze to pewnie ja wydawalabym wiecej. Pytanie czy zwiazalabym sie z kims na stale kto notorycznie, niezmiennie i dlugotrwale bez przejawiania checi zmiany pozostaje w stanie bezrobotnym? To bylby zapewne dla mnie kolejny test dla kandydata na kandydata.
    Reasumujac nie chodzi o wypchany portfel tylko o to czy wlasciciel tego portfela nie ma problemow z rozsadnym wydawaniem pieniedzy na miare swoich mozliwosci na kobiete - jego wybranke, potencjalna zone. Jesli taki pan ma z tym problem to nalezy przewidywac, ze to sie nie zmieni i po slubie, bedzie twardo liczyl swoj wypchany lub nie porfel i szybko moze skonczyc sie oddzielnym wakacjami bo pan szybko obliczy, ze jego zona na macierzynskim zarabia duzo mniej i nie powinna wyjezdza dalej niz na ogrodki dzialkowe a on jako , ze ciezko pracuje zasluguje na wycieczke do Maroka. No niestety czy to sie komus podoba czy nie dla mnie malzenstwo jest wspolnota, w ktorej malzonkowie sobie nic nie wyliczaja.
  • baba67 21.09.16, 18:22
    Nawet gdyby pan wyłożył kasę a zatem rzeczywiście zafundował to spa to po pierwsze powinien dać do zrozumienia ze pani płaci za posilki PRZED wyjazdem, po drugie pani jako placącej powinien zostawic wybór miejsca ( o ile pani by się na taki wyjazd zgodziła bo mogłaby się nie zgodzić)-i to by było w porządku bo jak niektórym wiadomo nie cierpie braku rownowagi w relacjach.Poniewaz pan nie wyłozyl ani grosza nie powinien domagac sie żadnego rewanżu tylko zwyczajnie powinni ustalić wspólnie gdzie ida i kazdy powinien zaplacic za siebie.W imię tej samej równowagi.Tak jak celnie napisała jedna z dyskutantek-pan spieniężył darmowy bonus co w tego typu relacjach jest wyjatkowo niesmaczne.
    Co do braku rownowagi w dochodach w momencie poznawania sie-cała masa komplikacji pułapek. mama Kory obrała najlepszy model. Kluczem jest samowystarczalnośc po obu stronach , wzajemne zaufanie i kompromisy przed śłubem a wspolnota majatkowa po.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • vivi86 21.09.16, 18:40
    Ostatnie zdanie można wypisać diamentowymi szyferkami na aksamicie i oprawić w ramki wink

    10000000000000% racji.
  • baba67 21.09.16, 18:46
    Dzięki smile

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 22.09.16, 11:36
    Pomijajac babo fakt, że ślub na grzyba niektórym jest potrzebny...
    A propos Twej wypowiedzi - no na moim przykładzie widać, że wcale tak nie jest jak napisałaś - niestety.
    Mnie jako studentkę było stać na o wiele więcej niż mego późniejszego meża, a ówczesnego chłopaka. Raz, że zwyczajnie moja rodzina była lepiej sytuowana, dwa - że ja sobie na studiach dorabiałam, choć zasadniczo nie musiałam. Nie musiałam, bo moich rodziców stać było, żeby mnie utrzymać, łącznie z mieszkaniem i samochodem. Ale ja tak nie chciałam - miałam możliwość dorobienia - korkami i hosstessowaniem, to dorabiałam. Były to całkiem niezłe pieniądze jak na dorywcze prace dziennej studentki i razem ze stypą naukowa pozwalały mi na to, zebym miała na jedzenie, ubranie, benzynę i media w domu. Rodzice płacili mi czynsz i owszem czasem dawali kasę na zbytki smile a jeszcze miałam dziadka i babcię, którzy do skąpych nie należeli. smile
    Mój ówczesny chłopak a późniejszy mąż mieszkał z rodzicami, samochodu swojego nie miał, a jego rodzina nie była uboga, ale matka była na rencie inwalidzkiej, a ojciec na wcześniejszej emeryturze, na którą przeszedł żeby móc się opiekować niepełnosprawną żoną. Miał sypkę także poza naukową - socjalną. Nie było to razem mało, ale nie jakieś kokosy. Nie miał też wielkich wydatków, ale być może dlatego, nie czuł potrzeby dorobienia sobie. Wówczas nie zwracałam na to uwagi Babo, bo byłam młodziutka - to raz, a dwa - fakt, pieniądze nigdy nie stanowiły dla mnie problemu, w sensie, że nie ma. Kiedy podjęliśmy decyzje o życiu razem ja pracowałam w prywatnej firmie, gdzie zarabiałam naprawdę niezłą kasę jak na młodego pracownika, a mój przyszły mąż pracował na uczelni. Miałam świadomość, że parę lat będzie zarabiał grosze, ALE no wiadomo, że pracownicy uczelni wyższego szczebla niż magister wcale źle nie zarabiają. Mój były mąż był osobą bardzo poważnie podchodzącą do studiów i swej naukowej pracy i zdolną, więc wszystko wskazywało na to, że zrobi doktorat w przewidywanym terminie 3 lat.
    Miałam do niego zaufanie Babo, także w kwestii finansowej. Gdybym nie miała nie udostępniałabym mu konta. Uwazałam, że skoro jesteśmy razem, mniejsza o te sluby bo nie mają dla mnie znaczenia jak wiesz, to kasa jest nie moja tylko nasza. Dlatego np. czemu się bardzo dziwiłaś nie widziałam nic nadzwyczajnego w tym, że pojechał sobie na wycieczkę o charakterze religijnym, na którą nie byłoby go stać z jego zarobków. ALE już to, że pożyczał na wieczne nieoddanie oraz dawał także swoim wspólnotowym znajomym nasze pieniądze mi się nie podobało! Tak samo nie podobalo mi się, że przeznaczał je na wiadome radio toruńskie smile
    Mieliśmy niestety wspólnotę majątkową i już po rozstaniu musiałam spłacić jego długi sad Bo zaciągnął takowe po tym, jak mu cofnęłam pełnomocnictwo do mojego konta. Nie wiem jak teraz, ale wówczas można było pożyczać kasę bez podpisu współmałżonka, oczywiście do pewnej kwoty.
    Tak więc jak widzisz nie wyszło mi na na zdrowie ani zawieranie ślubów, ani owa osławiona wspólnota. smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 22.09.16, 12:57
    Wiesz mnie sie wydaje ze najgorzej wyszłaś na małżenstwie z czlowiekiem którego tak sobie znałaś (częściowo nie ze swojej winy) niz na małżenstwie jako takim.
    Ja się dziwiłam że dałas mu na te pielgrzymkę ponieważ na Twoim miejscu widząc że mąż chce drogiej wycieczki a nie pali się do zarabiania na nią choć może. Sama tez bym nie pojechala na droga wycieczkę bez męża. Nie zdziwiłabym się natomiast gdybyś dała mu kase na wycieczkę ale maż by się starał zarobic na miare swoich możliwości które akurat w jego przypadku były ograniczone. Bywa tak że obie strony daja z siebie wszystko ale mąż pracuje z niepelnosprawnymi dziecmi w budżetówce a żona jest wzięta kosmetyczką. Praca męża jest zdecydowanie bardziej społecznie użyteczna niz żony ale coz zona zarabia 3 razy tyle co mąż-tyle samo godzin,podobny wysiłek.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 22.09.16, 13:18
    baba67 napisała:

    > Wiesz mnie sie wydaje ze najgorzej wyszłaś na małżenstwie z czlowiekiem którego
    > tak sobie znałaś (częściowo nie ze swojej winy) niz na małżenstwie jako takim


    No wiesz babo, ja poznałam mego męża na pierwszym roku studiów. Do III roku byliśmy w jednej grupie dziekańskiej, później w różnych, bo wybraliśmy różne specjalności. Poza byciem w jednej grupie i na jednym roku często spędzaliśmy z sobą czas poza zajęciami jako koledzy. Parą zostaliśmy na V roku, a pobraliśmy się 2 lata później. Owszem, nie wiedziałam o diagnozie, ale trudno powiedzieć, że chłopa tak sobie znałam smile

    > .
    > Ja się dziwiłam że dałas mu na te pielgrzymkę ponieważ na Twoim miejscu widząc
    > że mąż chce drogiej wycieczki a nie pali się do zarabiania na nią choć może.


    Babo, ja tego nie traktowałam tak, ze ja dałam! On był bliskim mi człowiekiem, żyliśmy razem! Kasa była nasza - nie moja! Jak pisałam wcześniej , wówczas nie zwracałam uwagi na to, że on nie dorabia, choć móze, bo nie brakowało nam kasy przecież. A ta pielgrzymka to było jego marzenie!

    Sa
    > ma tez bym nie pojechala na droga wycieczkę bez męża.


    Dlaczego? Ja taką wycieczka (akurat tą) na którą pojechał mój były maż nie byłam zainteresowana po prostu.

    Bywa tak że obi
    > e strony daja z siebie wszystko ale mąż pracuje z niepelnosprawnymi dziecmi w b
    > udżetówce a żona jest wzięta kosmetyczką. Praca męża jest zdecydowanie bardziej
    > społecznie użyteczna niz żony ale coz zona zarabia 3 razy tyle co mąż-tyle sam
    > o godzin,podobny wysiłek.


    Widzisz, owszem tak, tylko ja już bym po moim doświadczeniu kolesiem nie potrafiącym zarabiać kasy zainteresowana nie była. Nie dlatego, że musiałabym mu jak piszesz "dać" ze swojego, bo u mnie w związku nie ma "moje twoje" jest NASZE. Po prostu z doświadczenia wiem, że taki facet nie jest dla mnie.
    >


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 22.09.16, 13:30
    kora3 napisała:

    > Widzisz, owszem tak, tylko ja już bym po moim doświadczeniu kolesiem nie potraf
    > iącym zarabiać kasy zainteresowana nie była. Nie dlatego, że musiałabym mu jak
    > piszesz "dać" ze swojego, bo u mnie w związku nie ma "moje twoje" jest NASZE. P
    > o prostu z doświadczenia wiem, że taki facet nie jest dla mnie.
    > >

    Ale dlaczego "nie jest dla Ciebie"? Przecież nie wszyscy gorzej zarabiający (nie dlatego, że to fajtłapy, ale właśnie wykonują taki a nie inny zawód) mają problemy psychiczne, jak Twój były. Czyżbyś po prostu miała taki pogląd, że kobieta ma prawo gorzej zarabiać, bo jest kobietą, a facet nie, bo jest facetem?
  • baba67 22.09.16, 13:53
    Mnie to nie dziwi, pamiętaj że Korcia sie wychowała na Sląsku tam facet był facetem kiedy miał kasę, to go okreśłało i wartosciowalo -taka kultura. Kobieta nie płaciła , często nie pracowała. Facet z mniejszymi dochodami budzi dyskomfort chocby pracował uczciwie i byl ambitny, zwyczajnie jest mało seksowny.Nic się na to nie poradzi-to irracjonalne.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 22.09.16, 13:59
    Babo, to bardzo racjonalne smile MNIE odpowiada mężczyzna na MOIM poziomie. JA jestem zaradna i tego samego oczekuje od faceta. Inne panie i ich preferencje mnie nie interesują i nie komentuję ich.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 22.09.16, 13:57
    Powiem Maju ta: lata mi ile zarabia maż koleżanki, czy narzeczony, czy chłopak, czy partner dowolnej kobiety. Nie pasuje mi pan, który zarabia mniej ode mnie - koniec, kropka, bo to znaczy, że jest mniej zaradny ode mnie, a takowe dziwo już miałam i już za takowe dziękuję. Może być?smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 22.09.16, 14:20
    Aha, czyli, tak jak napisała Baba, wartość faceta oceniasz przez pryzmat jego zarobków. Ok, wolno Ci.
    Tylko jedno zastrzeżenie - zaradność a wysokie zarobki to generalnie nie są pojęcia tożsame. Chodzi mi o to, że mając mniej pieniędzy trzeba się czasem wykazać większą zaradnością życiową od tych, którzy mają ich więcejsmile
  • kora3 22.09.16, 14:33
    majaa napisała:

    > Aha, czyli, tak jak napisała Baba, wartość faceta oceniasz przez pryzmat jego z
    > arobków. Ok, wolno Ci.


    Maju, stosujesz chwyt, którego bardzo nie lubię, a który jest dość czesty na forach. Dla mnie zaradność jest tylko jednym z kryteriów w wyborze partnera. Nie jedynym jak sugerujesz swą wypowiedzią. Facet musi być dla mnie także inteligentny, zabawny, tolerancyjny, niezorientowany religijnie, lubiący zwierzęta, zadbany, podobać mi się wizualnie, być dobry w łóżku,nie mieć zobowiązań typu dzieci niedorosłe czy niesamodzielne i jeszcze parę innych spraw. smile

    > Tylko jedno zastrzeżenie - zaradność a wysokie zarobki to generalnie nie są poj
    > ęcia tożsame. Chodzi mi o to, że mając mniej pieniędzy trzeba się czasem wykaza
    > ć większą zaradnością życiową od tych, którzy mają ich więcejsmile


    Możliwe Maju- mnie chodzi o zaradność zawodową.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 22.09.16, 14:41
    kora3 napisała:

    > Maju, stosujesz chwyt, którego bardzo nie lubię, a który jest dość czesty na fo
    > rach. Dla mnie zaradność jest tylko jednym z kryteriów w wyborze partnera. Nie
    > jedynym jak sugerujesz swą wypowiedzią. Facet musi być dla mnie także inteligen
    > tny, zabawny, tolerancyjny, niezorientowany religijnie, lubiący zwierzęta, zadb
    > any, podobać mi się wizualnie, być dobry w łóżku,nie mieć zobowiązań typu dziec
    > i niedorosłe czy niesamodzielne i jeszcze parę innych spraw. smile

    Nie, Koro, nie sugeruję, że to jedyne kryterium. Ale czy aby nie najważniejsze?wink No sama powiedz, czy ten inteligentny, zabawny, tolerancyjny itp. itd. facet miałby u Ciebie naprawdę poważne szanse na życiowego partnera, gdyby jednocześnie zarabiał dużo mniej niż Ty?
  • kora3 22.09.16, 14:47
    Nie Maju, nie miałby - już przecież pisałam. Tylko, że tak samo nie miałby mój aktualny partner tychże szans lat temu 9smile, gdyby był np. ponurakiem, nie lubił zwierząt, był religijny, miał małoletnie dzieci, był zaniedbany, albo kiepski w łóżku, albo zwyczajnie mi się nie spodobał z wyglądu - zupełnie niezależnie od jego zawodu i uzyskiwanych zeń dochodów. W tym właśnie rzecz: mam jakieś kryteria wstępne, które WSZYSTKIE musi spełniać pan, którym bym się zainteresowała. I takowe spełniał także mój ekspartner, który zarabia mniej więcej na moim poziomie, więc na pewno znacznie mniej niż aktualny (ale nie dlatego jest eks - uprzedzając), ale nie znacznie mniej niż ja.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 22.09.16, 15:19
    No nie najważniejsze -nie podejrzewam Korci że zwiazałaby sie z zaradnym (bez watpienia), eleganckim, inteligentnym zabawny itp szefem kartelu narkotykowego.
    Korci nie kreca ci co malo zarabiaja. I to jest irracjonalne w jej przypadku-sama zarabia sporo a dzieci nie planuje. Nie jest irracjonalne w wypadku panny na wydaniu bez specjalnych talentów czy ambicji stworzonej na kure hm sorry strazniczke domowego ogniska.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 22.09.16, 15:36
    Napisałam Ci Babo, że to jest bardzo racjonalne.
    Owszem, nie związałabym się z szefem kartelu narkotykowego, ale nie był potrzebny az tak hardcorowy przykład. Nie związałabym się z moim partnerem, gdyby miał małoletnie dzieci, nie lubił zwierząt, był religijny, był kiepski w łóżku, nie podobał mi się - na przykład. I ani jego stanowisko ówczesne (o którym zresztą dowiedziałam się już spotykając się z nim) ani zarobki (o których też miałam dość mgliste pojęcie wówczas) nie miałyby na to wpływu.

    Ty Babo uważasz moje podejście za irracjonalne, a jednocześnie sama w tym wątku bardzo trafnie zauważyłaś, że ja nie oczekuję, że facet będzie miał kasę na mnie czy dla mnie. I to prawda. Ja zwyczajnie oczekuję, że nie będzie mniej zaradny niż ja.
    Tak samo oczekuję, że nie będzie mieć zobowiazań typu niedorosłe/niesamodzielne dzieci, bo ja takowych nie mam.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 22.09.16, 15:57
    No teraz rozumiem-nie chcesz faceta gorszego od Ciebie w zaradności ale może byc gorszy w pisaniu poematów na przykład.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 22.09.16, 16:02
    Nie umiem pisać poematów, ale nawet gdyby to nie byłaby to dla mnie kluczowa sprawa, a zatem i nie kluczowe kryterium.
    Podobnie jak np. mój partner jest osoba znacznie mniej towarzyską niż ja i nie nawiązuje tak łatwo jak ja kontaktów. Ale nie jest też osobą bardzo zamknięta na otoczenie, nieśmiałą chorobliwie, ani mającą problemy w kontaktach z ludźmi. Dlatego to, że jest mniej ode mnie towarzyski mi nie przeszkadza.
    Podobnie jemu nie przeszkadza, ze mając możliwość szkolić się na pilota - amatora nie robie tego, bo bałabym się aż takiej odpowiedzialności.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 22.09.16, 15:39
    baba67 napisała:

    > No nie najważniejsze -nie podejrzewam Korci że zwiazałaby sie z zaradnym (bez w
    > atpienia), eleganckim, inteligentnym zabawny itp szefem kartelu narkotykowego.

    smile Nie, no o to to też jej absolutnie nie podejrzewam. Zaradność musi się mieścić w granicach prawa, to oczywiste. smile
  • kora3 22.09.16, 15:58
    Nie tylko Maju. Nie związałabym się np. z właścicielem cyrku, w którym są zwierzęta, choć to jest legalne, zwyczajnie nie popieram dręczenia zwierząt. Nie związałbym się też z właścicielem nawet najlepiej prosperującej rzeźni - choć w posiadaniu takowej nie ma nic nielegalnego.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kaz_nodzieja 22.09.16, 16:27
    Ja też. Ani z kimkolwiek wyznania islamskiego.
  • kora3 22.09.16, 16:31
    Ja bym się nie związała z kimkolwiek zorientowanym religijnie - wyznanie dowolne.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 22.09.16, 14:42
    Gdzieś tu pisałam to do Kaznodziei chyba, że ja się nie nadaje zwyczajnie na piastunkę dorosłego gościa, poprawiaczkę go itd. Mnie interesuje - na gotowe. smile
    Dlaczego zatem bulwersuje Cię, że oczekuję od faceta, ze nie będzie w czymś gorszy ode mnie? Np. we wspomnianej zaradności? Albo, że będzie miał światopogląd czy poglądy zbliżone do moich, czy też upodobania?
    Np. ja nie mam zobowiązań w postaci dzieci na utrzymaniu, alimentów - dlaczego nie mam prawa oczekiwać, że pan pretendujący do miana mego faceta TEŻ nie będzie miał takowych?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 22.09.16, 15:29
    Zawsze sa ludzie w czymś lepsi lub gorsi od nas, tego wartościowania przyznam nie rozumiem.czym innym jest wiszenie na kims w kwestii podstawowych potrzeb a czym innym zarabianie 4 tys podczas gdy partnerka zarabia 6. Spelniony zawodowo i ceniony szef placówki edukacyjnej nie jest w żadnym punkcie gorszy od żony aktorki która sie załapala na rólke w jakims tasiemcu i regularnie przynosi 10 tysi miesięcznie(rólkę,nie rolę).Powiedziałabym że spełnia bardziej wartosciowa społeczną rolę, Ocenianie tego pod katem zaradnosci jest wybacz-zwyczajnie płytkie.Oczywiście możesz mieć kryteria jakie chcesz ale takie wartośiowanie jest słabe.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 22.09.16, 15:42
    Babo, możesz sobie to oceniać jak uważaszsmile Ja nie twierdzę, że pan który zarabiałby znacznie mniej niż ja jest gorszy OGÓLNIE, jest gorszy dla mnie od pana zarabiającego tyle co ja. Podobnie - facet mający małoletnie dzieci z poprzedniego związku może być znakomitym partnerem dla pani czy to dzietnej, czy nie - ale dla mnie, nie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 22.09.16, 15:34
    Nie wydaje mi się, żebym sprawiała wrażenie, że mnie Twoje podejście bulwersuje. Dlaczego tak uważasz? Dopytuję ze zwyczajnej ciekawości i żeby dobrze zrozumieć, co masz na myśli, to wszystko.
  • kora3 22.09.16, 15:54
    Być może mylnie odniosłam takie wrażenie Maju. smile
    Poza tym jak zauważam na forach bardzo częste jest takie wartościowanie kryteriów - a "dobre" i "złe".
    Na innym forum czytałam kiedyś watek kobitki, która zastanawiała się jak skończyć znajomość z pewnym panem. Pan zdaje się był z gatunku dociskaczy i nie działały nań metody polegające na schładzaniu kontaktów i unikach. A pani chciała zakończyć znajomość z panem, bo pan był po prostu słabo wyposażony przez naturę. Wiadomo, że trudno komuś coś takiego powiedzieć w oczy, nawet gdy dopytuje i "nie pasujemy do siebie" nie działa.
    Na kobietę wylano dosłownie pomyje sad Że jest dz...ką, że ma pewnie sama problem, bo jest za luźna, ze jedst zboczona, że nie umie przezywać seksu. A tymczasem prawda jest taka, że słabo wyposażony pan zwykle nie jest w stanie zadowolić kobiety podczas klasycznego seksu. Jasne, można alternatywnie lubić inne formy seksu, a nawet je preferować, ale jeśli taki pan trafia na panią preferującą klasyczny seks, to nie ma zmiłuj - nie będzie dla niej atrakcyjny w łóżku.
    ALE pokutuje pogląd, że takie kryterium jest szczególnie u kobiety złe! Źle o niej świadczy i nie należy się do niego przyznawać! Bo dla normalnych kobiet nie ma znaczenia rozmiar, tylko, żeby pan był czuły i opiekuńczysmile - tak jakby panowie szczodrze czy chociaż normalnie wyposażeni z natury swej byli nieczuli i nieopiekuńczy smile
    Podobnie jest z kryterium zaradności, czy zbliżonego poziomu intelektualnego. Jeśli pani o nich wspomina jest materialistką i snobka, bo przecież każda normalna kobieta marzy o czułym i opiekuńczym panu po podstawówce zatrudnionym w ramach prac interwencyjnych przy odśnieżaniu chodników.
    Tymczasem prawda jest inna - większość ludzi dobiera się w ary na podobnym poziomie intelektualnym i zawodowym. Mało pewnie znasz par typu: sędzia- sprzataczka, prawniczka- salowy, czy lekarz - kelnerka.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 22.09.16, 16:06
    Nie rozumiem tego hejtu, jeśi ktos jest stratny to ta pani. każde dodatkowe kryterium to mniejsza szansa znalezienia. Panów wyposażonych jakos tam przyzwoicie jest na świecie wielu panów opiekunczych znacznie mniej. kombinacja obu tych cech plus jeszcze róznych innych takich jak poziom zarobkowy i intelektualny może zaowocować brakiem stałego partnera przez długi czas.No chyba że opiekuńczośc pani do niczego

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 22.09.16, 16:21
    baba67 napisała:

    > Nie rozumiem tego hejtu, jeśi ktos jest stratny to ta pani.


    Dlaczego?

    każde dodatkowe kr
    > yterium to mniejsza szansa znalezienia.


    Oj tam oj tam Babo smile

    Panów wyposażonych jakos tam przyzwoici
    > e jest na świecie wielu panów opiekunczych znacznie mniej. kombinacja obu tych
    > cech plus jeszcze róznych innych takich jak poziom zarobkowy i intelektualny m
    > oże zaowocować brakiem stałego partnera przez długi czas.No chyba że opiekuńczo
    > śc pani do niczego


    Babo, ja jestem najlepszym przykładem na to, ze nie masz racji! A Twoje podejście mnie znów rozwaliło: tak, najlepiej brać kogokolwiek. bo może następny się nie trafi. I potem czytamy sobie watki o tym, ze pani chce ślubu i dziecka, a pan nie, pan pani to mówił zawczasu, ale pani desperatka...Albo jak to strasznie mieć dzieciatego faceta, albo jak to pan nie umie się zachować i wysłowić i wstydu narobił, albo że nie dogadza w łózku ...
    No właśnie ...

    >


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 22.09.16, 16:52
    No tu juz przeginasz -nigdzie nie napisałam że trzeba brac kogokolwiek napisałąm że jeśłi się jest wymagającym szuka się dłużej zatem okres samotności trwa dłużej, może nie jest głupie od czasu do czasu zrewidowac swoje priorytety. Nie każdy ma taki przerób w kwestii spotykania nowych ludzi jak Ty -nie jestes w żadnym razie reprezentatywna, sorry. Pomyśl jakie szanse spotkania Twojego partnera przy tych samych priorytetach miałaby osoba nie będaca dziennikarką? Prawie zerowe-męskie środowisko, imprezy gdzie panie przychodzą jako osoby towarzyszące.Moja kuzynka spotkala super faceta po 30 tce bez przeszlości -same zalety too good to be true but true, ale ona ma pracę wykonywana może przez 100 osób w Europie.uchował się facet jak w skamielinie. Nie oceniaj po sobie.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 22.09.16, 17:10
    Wiesz, akurat mojego faceta - tego konkretnego - może wstępnie miałabym szansę poznać mniejsze niż większe, bo jak wspomniałam jest osobą mało towarzyską. ALE jego obecnego podwładnego na przykład poznałam wcale jeszcze nie pracując tu w zawodzie smile - zupełnie przypadkiem na imprezie przez znajomych znajomych. A skoro poznałam jego i nawet się skumplowałam smile, to pewnie niezawodnie na jakiejś tam imprezie poznałabym i mego partnerasmile
    Nie w tym jednak rzecz Babo ...Bo fakt, poznaję dużo ludzi, ale ...Jak zwykle wiesz o mnie więcej niż ja sama. Otóż moja mia Babeczko - ja już pracując w zawodzie byłam mezatką, więc poznawanie nowych ludzi nijak się miało do mych kontaktów damsko-męskich. Jak się rozstałam z mężem, sportowo spotykałam się jakieś dwa tygodnie z moim kolegą z poprzedniej pracy, który jak mi się wówczas zwierzył od dawna się mną interesował. Gośc był od każdym względem fajny, ale miał bardzo poważną wadę - małe dziecko z zakończonego już formalnie małżeństwa. Szczerze mu powiedziałam, że to niestety przekreśl z mojej strony możliwość bycia razem, choć nie ukrywam, że mi się podobasmile Przyjął do wiadomości, ale nadal chciał się spotykać i nadal mnie adorował, może liczył że mi się odmieni ...
    Tymczasem zgodnie z wcześniejsza umową pojawił się u mnie mój kolega z drugich studiów, który wcale nie wiedział, że się rozstałam z mezem, bo jak się umawiał na te odwiedziny, to mój ówczesny mąż jeszcze ze mną mieszkał. To był mój ekspartner obecnysmile
    Sama więc widzisz, że poznawanie ludzi, w tym facetów wcale nie musi być związane z określonym zawodem, raczej Babo z usposobieniem. Bardzo wielu moich bliskich znajomych tutejszych poznałam na gruncie wyłącznie prywatnym.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kaz_nodzieja 22.09.16, 16:34
    To też. Dla mnie mężczyzna zaczyna się od co najmniej 15 cm. Jeden raz w życiu byłam z kimś o powiedzmy małych walorach. To był koszmar. Może po 60-tce jak będzie mi w tych sprawach wszystko jedno taki ktoś będzie miał u mnie szanse.
  • kora3 22.09.16, 16:47
    kaz_nodzieja napisał(a):

    > To też. Dla mnie mężczyzna zaczyna się od co najmniej 15 cm.


    O nic dziwnego, bo to jest raczej standard smile

    Jeden raz w życiu
    > byłam z kimś o powiedzmy małych walorach. To był koszmar. Może po 60-tce jak bę
    > dzie mi w tych sprawach wszystko jedno taki ktoś będzie miał u mnie szanse.


    A skad wiesz, że po 60-tce będzie Ci wszystko jedno?smile
    Są kobiety, które preferują inne rodzaje seksu niż klasyczny, albo traktują je z nim równorzędnie i takiej pani nie musi przeszkadzać mały rozmiar pana, bo zaspokaja ja inaczej i jej to odpowiada. Ale u pań preg=ferujących klasyczny seks pan słabo wyposażony odpada i nie ma co dokładać mitów o technikach hehe

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kaz_nodzieja 22.09.16, 16:56
    Rozmiar ma znaczenie, co by nie mówić. Chyba, że ktoś jest aseksualny i mu wszystko jedno, a nawet lepiej bo nic nie czuje.
  • majaa 23.09.16, 10:21
    kora3 napisała:

    > Tymczasem prawda jest inna - większość ludzi dobiera się w ary na podobnym pozi
    > omie intelektualnym i zawodowym. Mało pewnie znasz par typu: sędzia- sprzataczk
    > a, prawniczka- salowy, czy lekarz - kelnerka.
    >

    Jeśli o to chodzi, to zgoda, jest taka prawidłowość. Ale już jeśli chodzi o zarobki, to z kolei w bardzo wielu przypadkach panowie zarabiają więcej od swoich kobiet i tu jakoś nie ma ciśnienia, żeby było podobniewink Panie wręcz celują w takich, co mają (albo mają duże szanse mieć) więcej, a panom te pieniężne dysproporcje najwyraźniej nie przeszkadzają aż tak bardzo, żeby z tego powodu rezygnować z danej pani. I znów, na pewno są tacy, którzy widzą to inaczej, ale ogólnie tak to wygląda z moich obserwacji.
  • kora3 23.09.16, 10:58
    Myslę Maju, że to zależy dość silnie od raz pokolenia, dwa wychowania. Jeszcze w pokoleniu moich rodziców kobiety z założenia zarabiały mniej niż mężczyźni, rzecz jasna statystycznie. Wynikało to z paru rzeczy: po pierwsze wówczas wcześniej niż teraz wchodziło się w poważne związki i mężczyzna na ogół był od kobiety starszy. Dziś tez tak bywa, ale statystycznie rzadziej. Zatem pracujący już kilka lat o szkole czy studiach pan na pewno zarabiał więcej niż panna zaraz o szkole czy studiach. Poza tym wówczas najlepiej opłacana była praca (znów statystycznie) cięzka praca w przemyśle, a tej imali się z oczywistych przyczyn częściej panowie niż panie.
    Z uwagi na to dość oczywiste było, że w stadle pan zarabia lepiej niż pani - znów oczywiście statystycznie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 23.09.16, 18:04
    Tak, masz rację, kiedyś to było bardziej uzasadnione. Ale teraz, mimo zmian też odnoszę wrażenie, że kobietom jakoś bardziej zależy na statusie materialnym partnera niż odwrotnie. Po prostu nie znam faceta, który twierdzi, że nie ożeniłby się z panią tylko dlatego, że ta zbyt mało zarabia. U znajomych kobiet (także znacznie młodszych) natomiast nad wyraz często słyszę, że mężczyzna powinien zarabiać więcej od niej i tylko tacy panowie budzą ich zainteresowanie. Mimo iż, podkreślę, one same zarabiają nieźle i są w stanie spokojnie się utrzymać bez żadnego dodatkowego wsparcia finansowego. Czyli nie wynika to z żadnej konieczności ani czynników obiektywnych. Jest to więc pewnie po prostu kwestia mentalności albo/i tradycji, jak myślę. Facet ewidentnie jest od zarabiania, a kobieta może ale nie musi, i tylesmile
  • vivi86 24.09.16, 08:10
    No, ja z kolei o takich przypadkach słyszałam. Avto któryś nie chce ślubu bo wybranka zarabia zbyt mało, kolejny oświadczył się jak pani zmieniła pracę na lepiej płatną, a są tacy co w związek nie wejdą z panią bez dobrych zarobków i do tego najlepiej by miała jeszcze mieszkanie smile

    Wrażliwość na status materialny drugiej połówki nie ma płci smile
  • baba67 24.09.16, 08:27
    No i naturalnie można sobie pomyśłec żle o tych panach można jednak zrozumieć młodego ambitnego ktorego urzeka poznana w klubie instruktorka fitnesu ktora jednak poza dbałościa o siebie pasji ani ambicji nie ma i w perspektywie bardzo chetnie zostałaby strazniczką domowego ogniska w domku na przedmiesciach. Relatywnie niewielkie zarobki może mieć pelna pasji reedukatorka z perspektywa rozwinięcia praktyki i pani do prostego klepania w biurze marząca o ciekawym zamążpójściu.
    Tu nie ma sprawiedliwej oceny bez znajomośći tych panów. Opisała tu kiedyś historię 30 latka ktory rozstał sie w końcu z panna typu niundzia utrzymanka kiedy zrozumiał że zadna aktywnośc zawodowa nie jest jej celem, choc na poczatku nic na to nie wskazywało.I ja go rozumiem w 100%.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • vivi86 24.09.16, 11:38
    Ale w przypadkach, o których słyszałam panie pracowały, Babo.

    I panom nie chodziłi o brak pracy tylko o zbyt niskie uch zdaniem zarobki. Zatem mowa o zupełnie innej sytuacji niż niundzia-utrzymanka.

    Coś w stylu posta jakiegoś mężczyzny, który żalił się na jednym z forów-mam dsiewczynę, myślę o zaręczynach, ALE ona do małżeństwa nie wniesie nic poza sobą sad Forumowicze go pytają: ale macie lat? Bliżej 30 niż 20. Ona nie pracuje? Pracuje. W czym problem? Jak się okazało...pani jeszcze nie kupiła mieszkania big_grin

    Panu pogratulować znajomości realiów rynku pracy w Polsce uncertain
  • kora3 24.09.16, 14:10
    vivi86 napisał(a):

    > Panu pogratulować znajomości realiów rynku pracy w Polsce uncertain


    tamtego postu i watku nie czytałam Vivi, ale bardzo prawdopodobne, że autor tychże nie tak nie ma znajomości realiów na rynku pracy, jak nie ma znajomości realiów dotyczących jego partnerki. to jest to o czym pisałam wcześniej: niektóre panie wstydzą się i boją przyznać, ze nie stać ich na to na co stać pana z którym się spotykają i taki pan zwyczajnie nie ma świadomości, ze tak właśnie jest! Skoro on pracuje i stać go na zakup mieszkania, to skoro pani pracuje i pokrywa koszty wspólnych przykładowo wyjazdów za siebie, czy naprzemiennie, to i ją powinno być stać na owo mieszkanie - tak pan ów rozumuje. Tymczasem kobiecina zarabia tyle, że po pokryciu tych kosztów jest od kreską lub w lepszym przypadku ledwie wiąze koniec z końcem.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 24.09.16, 14:34
    Totez napisałam-panów można krytykować albo nie kiedy się człowiek lepiej przyjrzy poszczególnym sytuacjom. Bo niskie zarobki moga wynikać z róznych przyczyn, w tym braku ambicji zawodowych i mentalności-wyjdę za mąż to mąz o mnie ZADBA. Mogą być pewnym etapem kariery, mogą w końcu wynika ze specyfiki polskiego rynku pracy. na przykłąd z Australii logopeda z dobrą praktyką potrafi zarabiać taką kasę jak psycholog-u nas to niemożliwe.Pan z pretensjami o brak mieszkania ma podejście materialistyczne do małzeństwa i jako taki nie interesowałby mnie.Pan którego opisałam tez poznał swoja partnerkę własnie w miejscu gdzie pracowała, zarabiała mniej ale mu to nie przeszkadzało.Pracowała bo musiała za to jej głownym marzeniem było plaskanie piętami o doopę.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 25.09.16, 10:02
    baba67 napisała:

    > Totez napisałam-panów można krytykować albo nie kiedy się człowiek lepiej przyj
    > rzy poszczególnym sytuacjom.


    A panie? smile

    Bo niskie zarobki moga wynikać z róznych przyczyn,
    > w tym braku ambicji zawodowych i mentalności-wyjdę za mąż to mąz o mnie ZADBA.


    No i panu może taka postawa odpowiadać albo nie.

    > Mogą być pewnym etapem kariery, mogą w końcu wynika ze specyfiki polskiego ryn
    > ku pracy.


    Wiesz, ale raczej nikt od lekarza stażysty nie oczekuje, że będzie zarabiał krocie, ani od prawnika - aplikanta. To są oczywistości, że człowiek na początku kariery zawodowej zwykle zarabia gorzej niż jego doświadczeni koledzy po fachu z długim stażem. Jednak zawody takie jak lekarz, czy adwokat sa zawodami tzw. rokującymi smile - na dobre zarobki w przyszłości.
    .P
    > an którego opisałam tez poznał swoja partnerkę własnie w miejscu gdzie pracował
    > a, zarabiała mniej ale mu to nie przeszkadzało.Pracowała bo musiała za to jej g
    > łownym marzeniem było plaskanie piętami o doopę.


    Pamiętam ten opis....Pan nie wzbudza mej sympatii, bo tylko zwyczajny szmaciarz żali się znajomym, że kobieta p0rzez rok go wykorzystywała materialnie, ale za to miał super seks ...No zwyczajny cham, prostak i dureń.
    Ale abstrahując od tego - pan po prostu miał z partnerka kiepską KOMUNIKACJĘ!
    >


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 25.09.16, 14:03
    No pewnie panie tez moga mieć rózne podejście. Moj znajomy to kawał naiwniaka myślacego niekiedy dolnym mózgiem był-z tym sie zgodze bo on sam tak sie określił. Ale cham i prostak-wydaje mi się że za mało masz danych żeby tak kogos oceniać. Ale to że panna traktowała swa psiochę jako środek do wiszenia na kims to z cała pewnościa.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 25.09.16, 14:47
    Babo, mam te dane, jakie sama ...podałaś. Z tamtego postu Twojego wynikało, że osoby, do który ów pan obmawiał swa eksę okraszając to w dodatku wstawkami ze wspólnego życia seksualnego ją znały. W dodatku czynił to nie wobec np. najlepszego przyjaciela w 4 oczy, ale z kolegami przy flaszce w szerszym gronie. Dla mnie tak zachowująca się osoba to cham i prostak.


    PS. Mam prośbę Babo: jeśli nie jest to ponad Twoje siły, to czy mogłabyś w postach do mnie nie używać wulgaryzmów i dziwnych wyrazów na określenie czeęści intymnych i sytuacji okołoseksualnychy?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 25.09.16, 15:33
    to daruj Babeczko, ale jako osoba naiwna jawisz mi się Ty, jako odbiorca opowieści pana. Dorosły mężczyzna nie potrafił przez ROK pogadać z dziewczyną w temacie jej pracy? Szczególnie, że u niego mieszkała i przez ten rok "bezrobocia" ją utrzymywał? o ile pamiętam państwo wcześniej oboje pracowali w jednej branży więc pan miał rozeznanie jak wygląda rynek pracy, na którym pani mogłaby szukać zajęcia. Nie przeszłoby więc klasyczne "w tym kraju nie ma pracy dla osoby z moim wykształceniem"smile
    Zwyczajnie i po prosyu - panu do pewnego momentu układ pasował, jako i pani, bo pani była dla pana atrakcyjna seksualnie, ALE potem sobie przekalkulował, że za dużo go to kosztuje, więc panią pognał ...Tyle
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 26.09.16, 11:18
    Znam go dobrze, w przeciwienstwie do Ciebie. Rzecz działa się kilka lat temu kiedy nawet w Warszawie realny problem z pracą był. I naprawdę dla kogoś kto liczy na pracę w swojej branży i woli poczekać na cos odpowiedniego zamiast zatrudniać się gdzie indziej (bo wtedy poszukiwania są bardzo utrudnione) logiczniejsze jest okresowe bezrobocie. Ja sobie wyobrażasz tę komunikację? Przeciez ona szukała. . Szukała i szukała, i juz niby znalazła ale nie wypaliło potem znów szukała. I branża nie była znowu dokładnie ta sama.
    Jeśli ktos jest zdolnym manipulatorem to o żadnej uczciwej komunikacji nie ma mowy. Nigdy nie powiedziała wyrażnie że marzy jej sie "bycie zadbana"Pan był zaangazowany uczuciowo, miał do niej zaufanie, poważne plany ale zaufanie sie skonczyło bo te same chwyty sie ograły, związek przestał istnieć. Nie każdy jest taki przenikliwy jak Ty.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 27.09.16, 10:35
    Mało to przekonujące Babo. Najpierw pani miała udawać ze szuka, teraz szukala i nie wychodziło .. Coś tu kręcisz ...Tak czy owak - wychodzi tym bardziej na "moje": branża trudna, kobieta znaleźć nie mogła, a on jej nie pomagał ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 27.09.16, 11:19
    baba67 napisała:

    > Jeśli ktos jest zdolnym manipulatorem to o żadnej uczciwej komunikacji nie ma
    > mowy. Nigdy nie powiedziała wyrażnie że marzy jej sie "bycie zadbana"Pan był za
    > angazowany uczuciowo, miał do niej zaufanie, poważne plany ale zaufanie sie sk
    > onczyło bo te same chwyty sie ograły, związek przestał istnieć. Nie każdy jest
    > taki przenikliwy jak Ty.


    Nie trzeba być babo jakoś szczególnie przenikliwym, żeby się zorientować, że ktoś tylko udaje ze szuka pracy!
    Zresztą jak pamiętam, w tamtym watku inaczej to wszystko opisywałaśsmile M. in. pytałam Cię skąd pani miała kasę na zakupy wspomnianej seksownej bielizny, by kusić pana hehe skoro nie pracowała. Na logikę - ok, mieszka u pana, pan na jedzenie wykłada, ALE na nietanie pewnie zakupy ubrań wcale nie musiałby widząc, że pani pracy nie szuka. Kreciłas coś, że pani miała swoje oszczędności. smile Tylko Babo ta opowieść Twoja a raczej pana nie 3ma się kupy. Ktoś kogo stać było na normalne dbanie o siebie bez dochodu i wsparcia od kogoś musiał mieć całkiem spore oszczędności zważywszy, że szło o ROK, a nie miesiąc. a pani wcześniej miała pracować - jak się państwo poznali, ale wiele nie zarabiać. Skąd zatem miała te oszczędności?
    Poza tym teraz po Twych uzupełniających wywodach pan wygląda jeszcze bardziej paskudnie sad Bo pan był z panią po prostu tak długo, jak jej starczało tych oszczędności nie wiadomego pochodzenia...
    >


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 26.09.16, 12:32
    Psiocha na Mazowszu nie jest wulgaryzmem.Jeśli u Ciebie jest to coż , dobrze wiedziec ja sie interesuję regionalizmami.Ja rozumiem że dla Ciebie seks jest bardzo poważną sprawą-gdybym w moim wypadku wiązał się z korzyściami materialnymi ( a nie mam na myśłi prostytucji) to zapewne tez bym tę dziedzinę życia tak traktowała, .Ale się nie wiąże i nic poważnego to dla mnie nie jest żeby sie tak nadymać.Dobrze, ściągne sobie z chomika jakiegos Imielińskiego i troche pocytuję, tez będzie wesoło.
    Gdybyś nie dopowiadała sobie do tego co napisałam tego co nie napisałam to tez byłoby fajnie. Człowiekowi przy flaszce kiedy nie pije zbyt często, a pije bo przezywa rozczarowanie , związek mu sie wysypał, wybranka okazała się nieciekawa to sie coś tam wypsnie. Zadnych regularnych ani szczegółowych opowieści ze wstawkami nie było. Oczywiście kumple dopowiadać i rozgłaszac nie powinni , jednego nawet opieprzyłam (bo to mój kuzyn).Ale to co Ty tworzysz i to nie pierwszy raz to by sie i oni nie powstydzili.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • mim_maior 26.09.16, 13:26
    Idę po wincyj popcornu.

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • kora3 27.09.16, 10:41
    Babo, seks dla mnie wiąże się z radością i satysfakcja, bo po pierwsze tak mnie wychowano, że nie zohydzono mi seksu, a po drugie w odróżnieniu od Ciebie nie sprowadzam wszystkiego, w tym i seksu do pieniędzy.
    Skoro nie potrafisz wypowiedzieć się na tematy seksualne i okołoseksualne używając normalnego słownictwa - zwyczajnie to napisz: nie mogę, a nie dokładaj ideologii smile

    Co do gościa - sama piszesz i pisałaś, ze opowiadał przy flaszcesmile i to gościom pleciuchom! Wstawek nie było???smile a to skąd u licha ten pleciuch co tobie to opowiedział wiedział o kuszeniu seksowną bielizną?smile Bo wtedy o takowym pisałaś Babeczko - ja mam naprawdę dobrą pamięcsmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 24.09.16, 11:41
    Babo, teraz wyszedł modelowo Twój mizoginizm - jak ani nie zakłada, że będzie kogoś utrzymywać, to cos z nią nie tak, jak pan - to można go zrozumieć smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 24.09.16, 11:33
    Wiesz maju, to wynika też z czegoś jeszcze- z fizjologii. Pani jak zajdzie to być może będzie musiała iśc na zwolnienie lekarskie, potem na macierzyński

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 24.09.16, 11:39
    Myślę, że to wynika z ciężkich czasów, w których żyjemy. Oraz z rozbuchanych ambicji konsumenckich.
    Jedna, nawet może i dobra pensja nie zabezpieczy odległej przyszłości, nie mówiąc już o wypasionym mieszkaniu z designerskimi meblami, dobrych samochodach i ciuchach z Zary dla dzieci.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • kora3 24.09.16, 12:08
    A pomyślałaś o tym, że najzwyczajniej w świecie, co byśmy nie mówili postulowali to kobieta nosi ciażę i rodzi? Jasne, zwolnienie lekarskie jest 100 proc. płatne w ciąży, ALE nierzadko jest tak, że wynagrodzenie w części tylko jest pokłosiem umowy o pracę, a w części umowy innej, z której dochód zależy od faktycznie osiąganych wyników. Zatem jeśli dobrze ogólnie zarabiająca kobieta zwiąże się z safandułą bez ambicji zawodowych, to w razie zwolnienia w ciąży będzie mieć znacznie mniej kasy na zycie! Do tego macierzyński. A co będzie, gdy zechcą mieć kolejne dziecko? No właśnie ....


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 24.09.16, 13:43
    No, nie pomyślałam też o tym, że ona może zachorować na długo i też nie będą mieli kasy. Albo że im dom spali i jeśli on nie będzie dobrze zarabiał, to też nie będą mieli kasy, bo przecież kredyt, albo jeśli ona trafi do więzienia, to też przyda się dobrze zarabiający mąż. Itd itd. O wielu rzeczach można tu pomyśleć - generalnie w życiu są takie sytuacje, w których pieniądze się przydają.

    Popatrz - mogłaś napisać o wiele dłuższy post i przegapiłaś okazję sad
    Co oczywiście nie oznacza, że odniosłaś się do tego, co napisałam, bo tradycyjnie napisałaś obok.

    --
    cute but psycho. things even out
  • kora3 24.09.16, 13:55
    Wcale nie napisałam obok Bene: więzienie, czy pozar to sa jednak sytuacje ekstremalne. Cięzka choroba w młodym wieku - bardziej prawdopodobne, ale jednak rzadsze. Planowanie dzieci w związku szczególnie ludzi młodych -0 raczej standardowa sytuacja. Nic zatem dziwnego, że kobieta zarabiająca całkiem ok, ale nie dziedziczka fortuny, czy rentierka woli związać się z mężczyzną ambitnym zawodowo i zaradnym niż z nierobem i safandułą, którego de facto będzie musiała utrzymywać, a w zupełnie standardowej sytuacji zaplanowania i posiadania dzieci - nie będzie mogła na niego liczyć finansowo.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 24.09.16, 14:06
    Gdybyś jednak poszła w jakość, a nie w ilość, jeśli chodzi o pisanie, to wiedziałabyś, do czego się odnoszę. Otóż do słów Mai: "U znajomych kobiet (także znacznie młodszych) natomiast nad wyraz często słyszę, że mężczyzna powinien zarabiać więcej od niej i tylko tacy panowie budzą ich zainteresowanie. Mimo iż, podkreślę, one same zarabiają nieźle i są w stanie spokojnie się utrzymać bez żadnego dodatkowego wsparcia finansowego. Czyli nie wynika to z żadnej konieczności ani czynników obiektywnych. Jest to więc pewnie po prostu kwestia mentalności albo/i tradycji, jak myślę. Facet ewidentnie jest od zarabiania, a kobieta może ale nie musi, i tyle".

    Znam co najmniej kilka kobiet, które utrzymałyby się same z trójką dzieci, spalonym mieszkaniem (no, jednym z kilku, które posiadają) i sześcioma członkami rodziny w więzieniu. Mimo to wszystkie one szukają/szukały partnerów, którzy zarabiali by od nich więcej.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • kora3 24.09.16, 14:15
    No i ok, co w tym złego, że nie maja checi utrzymywać faceta?
    Niektórzy panowie TEŻ, jak pisze Vivi chcą mieć partnerki/zony zarabiające na ich poziomie, mające dobra przedślubne na ich poziomie. Panom wolno, bo mamy równouprawnienie, a paniom nie?smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 25.09.16, 15:32
    Jeśli ona ma przychód, powiedzmy, dwóch milionów rocznie to po co jej facet, którego firma robi piętnaście? Właśnie się rozwodzą, walka o dziecko będzie długa i bolesna, a podział majątku - jeszcze bardziej.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • kora3 26.09.16, 08:20
    Hmmm - nie znam kobiety nie wiem , ale na logikę - pewnie szło jej o to, by w razie takiej sytuacji wyjść na plus, a nie na minussmile pewnie całkiem niewykluczone ze względu na dziecko. Jeśli rzecz się rozgrywa w PL to raczej o ile mama nie jest nałogowcem, czy przemocowcem dziecko zostanie z mamą i zostaną mu zasądzone wysokie alimenty.

    Pytanie co byłoby, gdyby ów pan zarabiał 15 ale nie milionów tylko tysi rocznie. smile

    A poważnie - nie nasz interes po co komuś ktoś tam ...Ludzie się rozstaja będąc na takim poziomie materialnym o jakim piszesz i będąc na poziomie najniższej krajowej. Nie mnie oceniać motywacje kogoś kogo nie znam i nie znam szczegółów. Mogę mówi o sobie: ja faceta utrzymywać nie mam zamiaru i tyle. Nie kreci mnie typ niepotrafiący na siebie zarobić i cześć. Jeśli jakiejś pani to odpowiada - jej sprawa, nie oceniam, nie komentuję. Może być?smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 26.09.16, 19:22
    Tak, wiemy, że facet cię utrzymuje, pisałaś o tym dość obficie i wiemy - też o tym pisałaś - że nie zamierzasz utrzymywać go ty, bo to taśmociąg działający w jedną stronę, bo tak. Aż strach pomyśleć, co twój szczodry konkubent zrobi, jak straci pracę, skończą się oszczędności, zachoruje, zostanie - tfu tfu - inwalidą.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • baba67 27.09.16, 10:08
    No niedokładnie tak Korcia ma swoja pensję na ciuchy fryzjera i utrzymanie samochodu, ale partner gotów jest ja utrzymywać nawet gdyby nie pracowała ponieważ jest dla niego słoneczkiem na niebie a facet zarabia tyle że utrzymywnie kobiety to mało znaczący wydatek.Z tego morał biblijny -szukajcie a znajdziecie(pod warunkiem że jesteście towarzyscy).

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 27.09.16, 10:31
    Morał tak sobie przystaje do rzeczywistości: nigdy w życiu nie szukałam facetasmile
    A to, że się związałam z takim, który mnie kocha, a ja jego jest dla mnie oczywistością Babo smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 27.09.16, 10:30
    Mój partner nie straci pracy, bo właśnie za miesiąc idzie na zasłużoną emeryturęsmile Jest bardzo wysoko ubezp8ieczono na życie (nawet lepiej niż ja), więc w razie nieszczęścia nie grozi mu nędza. Poza ty m ma właśnie oszczędności i majątek, który w razie kataklizmu może spieniężyć. na tYM właśnie polega zaradność także smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 27.09.16, 19:46
    Zawsze ze wzruszeniem czytam, kiedy piszesz o swoim facecie - zwłaszcza, że z reguły piszesz o nim w kontekście finansowym - tym bardziej wasze świetlane emeryckie perspektywy mnie cieszą.

    Nadal - generalnie gdybym była mężczyzną, którego partnerka jest bajecznie ubezpieczona w razie śmierci i który cieszyłby się nadchodzącą równie bajeczną emeryturą, którą konkubina ochoczo miałaby konsumować razem ze mną, bardziej cieszyłaby mnie świadomość, że gdyby miało się zdarzyć coś potwornego, coś rzadkozdarzającego się i to z reguły raczej innym, a nie nam - mogłabym liczyć na swoją drugą połówkę także w kwestii finansowej. Ale rozumiem, trafiłaś na wyjątek, pogratulować dopasowania.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • kora3 28.09.16, 08:01
    Tak, wiem smile - jest dobrze kiedy jest źle: kredyt, problemy, słaba pensja, nie takie mieszkanie, nie taka praca itd. - wtedy ktoś jest fajny smile - jak nie ma takich problemów, to jest zły, materialista i w ogóle hehe

    nic potwornego nie musi się zdarzać ani mnie, ani mojemu partnerowi, żebyśmy mogli na siebie liczyć. smile ALE mądry człowiek zakłada, że także jemu może się zdarzyć np. wypadek, co w przypadku mego partnera jest ryzykiem większym niż w przypadku innych zawodów. Dlatego jego i jego kolegów po fachu na okoliczności takiego wypadku w pracy ubezpiecza resort, który ich zatrudnia.
    Masz jednak dość mgliste przekonanie jak działają zwykle ubezpieczenia na zyciesmile
    Tak czy owak - masz jakiś problem wyraźnei4 smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 28.09.16, 09:38
    Kora, kiedy ty nauczysz się rozmawiać? Znowu dyskutujesz z tym, czego nie napisałam.

    Dla mnie po prostu stwierdzenie 'nie będę utrzymywać swojego faceta' jest świadectwem materializmu - nie jego, na litość boską, ale twojego, i to dość przeraźliwego. Mam nadzieję, że biedak się nie orientuje, że bez pieniędzy, albo z połową forsy, albo ze słabszą emeryturą, albo bez świetlanych finansowych perspektyw po jego śmierci nie byłabyś z nim. Dla ciebie to jest ok, dla mnie - i w tym sensie mam problem - niepojęte, zwłaszcza kiedy się to z dumą publicznie wyznaje, bo interesowności i materlialiźmie nie widzę powodu do dumy.

    --
    cute but psycho. things even out
  • kora3 28.09.16, 10:01
    Bene smile Ja się z moim partnerem związałam nie z powodu planów emertytalnych, czy polis, czy majątku - pojmij to. Jak go poznałam i zaczęliśmy się spotykać, to nawet nie wiedziałam, że jest szefem tam gdzie był, sądziłam, że szeregowym pracownikiem tego wydziału smile ALE owszem, ważne było dla mnie, że jest to człowiek mający stalą i stabilną pracę, rozsądny, niemający nałogów. Być może dla Ciebie takie sprawy nie bylyby ważne, ale dla mnie - są.

    Nie prosiłam mojego partnera o to, by mi cokolwiek darował, przepisywał, czynił mnie dysponentem polis - ja mialam swoje pieniądze i swoje zabezpieczenie w postaci własnego mieszkania (nie tego w którym mieszkam teraz), swojej pracy i swojej polisy. Tak zostałam wychowana z domu, że człowiek musi patrzeć także w przyszłość, a nie zyć tylko dniem dziwniejszym, dlatego zabezpieczenie się w razie "wu" jest dla mnie ważne.

    Mój partner w chwili poznania go odpowiadał mi pod względem moich kryteriów: wolny (parę dobrych lat po formalnym rozwodzie), bez małoletnich i niesamodzielnych dzieci, tolerancyjny, lubiący zwierzęta, niereligijny, w moim typie, dobry w łóżku i mający stalą i stabilną prace oraz bez nałogów. Takie mam kryteria wobec mężczyzny, z którym jestem i cześć. Ja sama wszystkie te kryteria spełniam także.
    Co mi nie pasowało w moim partnerze to to, że ma niebezpieczną pracę i takież hobby. To wymagało przepracowania i wcale nie było łatwe i nie miało niczego wspólnego z kasą. Bo ja kasy mego partnera do niczego nie potrzebuje Bene. Mam swoja - tak bieżącą, jak i odłożoną i ulokowaną. Wszelkie jego posunięcia finansowe w moim kierunku były jego i tylko jego inicjatywą.
    i owszem, mój partner doskonale WIE, że nie związałabym się z nim na serio, gdyby np. pracował dorywczo, albo miał małe dzieci, albo był hazardzistą. On też nie związałby się z kobietą bez zawodowych ambicji czy alkoholiczką - przykładowo.
    Nie ma w tym nic dziwnego, ani nadzwyczajnego u normalnych ludzi. Tylko ludzie bezmyślni i desperaci nie myślą o jutrze. Mam teraz pod opieką taką panią: 3 małych dzieci, wdowa po panu, który pracował na czarno. z wynajmowanego mieszkania zaraz ją usuną, ma szanse na socjalne do kapitalnego remontu na który nie ma. Nie pracuje i nigdy nie pracowała. Jak żył mąż i pracował na czarno to zarabiał w budowlance całkiem dobrą kasę. Ale specjalnie nic nie odłożyli, polisy żadnej nie miał - młodzi ludzie jeszcze, pan zmarł tragicznie mając 35 latsad Można i tak, ale czy to jest rozsądne? Czy to jest dobre choćby ze względu na dzieci? Moim zdaniem - nie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 29.09.16, 15:30
    Kora,

    jak już napisałam, twoje układy finansowe, jego perspektywy emerytalne, sugerowane wysokości ubezpieczeń mnie naprawdę nie interesują. Szczerze, to twoja otwartość w dyskutowaniu tych kwestii mnie lekko żenuje - tym bardziej, że ma się nijak do tematu, zrozum to, dzięki z góry.

    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • kora3 29.09.16, 16:08
    Bene, nie udawaj - sama nakręcasz takie rzeczy ... To TY napisałaś, a co byłoby gdyby Twój partner stracił pracę, zachorował itd. Mowa o konkretnym człowieku, więc napisałam Ci jak jest. Nie wiem co jest takiego wstydliwego, że ktoś idzie na zasłużoną emeryturę- wypracował sobie, to idziesmile Nie ma też noc wstydliwego w tym, że się człowiek ubezpiecza - madry człowiek tak właśnie robi.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 29.09.16, 16:22
    No własnie to jest ten kontekst, który starałam się brać pod uwagę, a którego niebranie pod uwagę zarzucałaś mi ty. Jesteś w związku, zdaje się, że docelowym, ale o 'nieutrzymywaniu faceta' pisałas poza kontekstem swojego związku, tak w ogóle. Gdzie tu logika? I czemu nie sprostowałaś tego od razu, tylko po iluśtam postach wyznałaś, ze chociaż napisałaś, ze nie utrzymywałabyś, to jednak byś utrzymywała, bo co innego miałaś na myśli? Trzeba było tak od razu, życzliwie powtórzę.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • kora3 29.09.16, 16:29
    Bene, na litość - napisałam także, że nie związałabym się z facetem, który miałby cyrk, a w nim zwierzętasmile oraz z właścicielem rzeźni. Nie znam żadnego takiego faceta - pisałam to w KONTEKSCIE moich kryteriów, a nie mojej konkretnej obecnej sytuacji!
    W całym tym podwatku mowa była o kryteriach WYBORU partnera, sadziłam, że dla biorących w nim udział osob to oczywiste!


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 29.09.16, 17:04
    Najwyraźniej piszesz lekko niejasno. A ja nie odpowiadam za brak telepatycznej łączności, obawiam sie.

    ...co nadal nie tłumaczy, czemu nie sprostowałaś tego w pierwszym poście odpowiadającym, skupiając się uparcie na świetlanych emeryckich perspektywach.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • kora3 29.09.16, 17:26
    Bene - bo założyłam, że umiesz czytać i wiesz w jakim podwątku piszeszsmile
    A poza tym zapytalas o konkretna sytuację wiec Ci odpowiedziałam.
    Żeby nie przedłużać: podtrzymuję- nie związałabym się z facetem, którego musiałabym z założenia utrzymywać. HIPOTETYCZNIE, bo jestem w związku i nie zamierzam zmieniać obiektu uczuć. Podobnie: nie związałabym się z mężczyzną zajętym, religijnym, mającym małoletnie dzieci, nielubiącym zwierząt, posiadającym nałogi, mającym kryminalną przeszłość, zaniedbanym, nie w moim typie wyglądu, kiepskim w łóżku, znacznie ode mnie młodszym itd.

    GDYBY wydarzyło się jakieś nieszczęście w zyciu mego niehipotetycznego partnera to mógłby liczyć na mą pomoc każdą, w tym także finansową. I nie tylko on w takiej sytuacji, ale także moja rodzina i przyjaciele - pleć dowolna.
    Mam nadzieje, że wyraziłam się już jasno i już teraz wszystko rozumieszsmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 29.09.16, 17:33
    Rozumiem to,co napisałas, od kiedy to napisałaś.
    Pisałam o tym kilkakrotnie powyżej i poniżej. Że rozumiem.

    Zastanawia mnie jednak nadal, czemu tego nie napisałaś od razu, żeby sprostować, to, co tak dosadnie i jednoznacznie napisałaś wcześniej (tzn że nie masz zamiaru utrzymywać). Czemu skupilaś się na rozwlekłych, nieinteresujących i nie mających nic wspólnego z tematem opisach perspektyw finansowych, które cię czekają na emeryturze twojego konkubenta oraz w razie jego śmierci, a nie na tym, że jednak miałaś na myśli coś innego niż napisałaś.

    Naprawdę, nie potrzebuję już któregoś-tam wyjaśnienia tego, co zrozumiałam, jak tylko to (w końcu!) napisałaś. Jakbyś w swojej potrzebie pisania-do-wypęku skupiła się na mojej drugiej wątpliwości, byłoby fajniej, dzięki z góry.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • kora3 29.09.16, 17:40
    drugą watplliwośc wyjaśniłam wcześniej - założyłam, że WIESZ o czym z Mają (m.in z nią) piszemy. A ze nie wiedziałaś, to już nie mój problem smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 29.09.16, 17:45
    Ależ nie wiem, bo czytanie forum-korum nudzi mnie niebożebnie - czytam co któryśtam, kilkunasty post, o ile w ogóle.
    Co nadal nic nie zmienia, bo swoje wątpliwości wyłożyłam jasno i wprost, a ty się do nich nie ustosunkowałaś, tylko z przedziwnym zapałem zaczęłas opisywać swoje świetlane perspektywy fianansowe, które cię czekają na emeryturze twojego konkubenta. Oraz że jesteś również ustawiona w przypadku jego smierci, co, dalibóg, ma się nijak do utrzymywania faceta przecież. Czemu od razu nie ustosunkowałaś się do moich wypowiedzi? To bym chciała zrozumieć, ale jakoś uparcie nie odpowiadasz.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • kora3 29.09.16, 17:52
    Jak na niezainteresowaną bardzoś aktywnasmile
    A co będzie Bene jeśli twoje dziesięcioro dzieci jak jedno podejmą decyzję, ze nie będą pracować i nie wyprowadzą się z Twego domu?smile

    Tylko mi teraz nie pisz, że nie masz 10 dzieci, bo mnie to wcale nie interesuje.smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 29.09.16, 17:59
    Ależ ja jestem zainteresowana, deklaruję to wciąz i wciąż - odpowiedzią, czemuś rozwodziła sie tyleż obficie, co żenująco nt stanu posiadania swojego konkubenta i tego, jak cię obficie zabezpieczył finansowo, a nie sprostowałaś prostej sprawy, pisząc, że jednak miałaś na myśli zupełnie co innego, niż napisałaś.


    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • kora3 29.09.16, 18:10
    Boś się głupio pytała - ze już tak dosadnie powiem.
    Jakbyś się mnie zapytała co się po mej śmierci stanie z moją 5 dzieci, to bym ci napisała, że nie mam dzieci. Jakbyś się mnie zapytała co się stanie, jak mnie matka wydziedziczy, to bym ci napisała, że to niemożliwe, żeby mnie wydziedziczyła itd.

    Jak się rozmawia o konkretnej osobie, a nie jakiejś hipotetycznej to się bierze pod uwagę stan faktyczny, a nie jakieś fantazje.
    Obrazowo: gdybyś mnie zapytała, czy adoptowałabym 5 dzieci mojej siostry, to bym Ci napisała, że moja siostra ma 1 dziecko i nie planuje więcej, a nie tłumaczyła się, ze tak czy nie i dlaczego.
    Tak samo jest w tym przypadku - było zapytać co byłoby, gdyby mój partner np. uległ wypadkowi i został inwalidą - bo to jest niestety, jak w przypadku każdego z nas PRAWDOPODOBNE.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 29.09.16, 20:25
    Ja się głupio pytałam (och, ta twoja subtelność i elegancja, szacun), a ty z tego powodu opisałaś ze szczegółami i wieloma sugestiami, jakie to świetlane perspektywy czekają cię z powodu emerytury twojego konkubenta oraz jego śmierci?
    Nie widzę związku.

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • kora3 30.09.16, 07:44
    Ja nic nie pisałam o tym co MNIE czeka w związku z emeryturą mojego partnera- nie zmyślaj już z desperacji. Zapytałaś co byłoby gdyby stracił pracę ON i wszystko co ma - to ci wyjaśniłam, że w JEGO przypadku to niemożliwe.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 30.09.16, 11:38
    Przeczytałam sprawę emerytury twojego konkubenta w kontekście jego wkładu finansowego w wasz związek, jeśli nie będziecie razem konsumować jego emerytury, to sorry, źle zrozumiałam twoje liczne informacje nt waszych układów ekonomicznych.

    Nadal czekam na wyjaśnienia, ale rozumiem, że się nie doczekam?

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • kora3 01.10.16, 08:23
    zadałaś pytanie: co się stanie gdy straci pracę i wszystko ci ma? Odpowiedziałam Ci: NIE straci pracy ani wszystkiego do ma - proste. Pytania należy zadawać w granicach PRAWDOPODOBIEŃSTWA.
    Równie dobrze mogłabym zadać Ci pytanie co byłoby gdyby Twego męza/partnera skierowano do pracy na Marsa, czy księżyc smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 01.10.16, 10:49
    Sama przyznałaś jednak po paru dniach, że cośtam by się mogło zdarzyć. I że mimo, że deklarowałaś, że byś nie utrzymywała, to wtedy jednak byś utrzymywała.
    Rozumiem, że opowieść o niebotycznej wysokości emerytury i świetlanych perspektywach finansowych, kompletnie poza s-v, była w gratisie. OK, dzięki.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • kora3 02.10.16, 09:43
    nie, nie mogłoby się nic takiego zdarzyć Bene. Przyznałam, że gdyby potrzebował mego wsparcia, także finansowego, to by je otrzymał. Ale to było rozważanie czysto TEORETYCZNE w kwestii finansowej, bo związałam się świadomie z człowiekiem uczciwym, zaradnym i rozsądnym. Dlatego nie ma ryzyka, że oskarża go o malwersację, dyscyplinarnie wyleci z pracy, przegra wszystko co ma w kasynie, przepije, czy przehula.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 02.10.16, 13:23
    kora3 napisała:

    > Przyznałam, że gdyby potrzebował
    > mego wsparcia, także finansowego, to by je otrzymał.

    I taka odpowiedz byłaby na miejscu parę dni temu. Zamiast detalicznego rozwodzenia się nad waszymi perspektywami finansowymi, co jest mocno dyskusyjne, jeśli chodzi o zasady s-v.



    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • kora3 02.10.16, 13:58
    Dlaczego? Rzekłabym, ze niegrzeczne było wypytywanie o to co byłoby, gdyby stracił pracę itd. Ale skoro zapytałaś, to dostałaś odpowiedź, nie wiem co jest poza SV w stwierdzeniu, że ktoś sobie wypracował uczciwie emeryturę smile
    Twoje pytanie byłoby ok gdybyś zapytała: co byłoby, gdyby twój partner potrzebował twej pomo9cy finansowej.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 02.10.16, 17:22
    Nie wiem, czemu nie napisałaś (parę dni temu) np tak 'bardzo mało prawdopodobne, żeby tak się miało zdarzyć, ale wbrew temu, co napisałam, jednak oczywiście utrzymywałabym swojego partnera, gdybym musiała'. Zamiast sugerować przez parę postów, jak cudowna jest twoja, związana z jego emeryturą i/lub śmiercią perspektywa finansowa. Tego nadmiaru niezgodnych z s-v informacji nie mogę zrozumieć. Kompletnie ot, dodam.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • kora3 02.10.16, 17:33
    Ale Ty nie pytałaś czy bym JEGO utrzymywała w jakiejś dramatycznej sytuacji, tylko co byłoby jakby stracił pracę i cały dorobek życia.
    Jest to sytuacja tak samo prawdopodobna z grubsza, jakbyś Ty miała polecieć jutro na księżycsmile

    Nic nie pisałam w temacie mojej perspektywy na emeryturze mego partnera, ani nic o jego śmierci - nie zmyślaj.

    Nie doczytałaś o czym rozmawiałyśmy z Mają (i nie tylko), trudno, ale nie dorabiaj do tego ideologiismile

    W mojej ocenie tak w ogóle pytania takiego rodzaju: a co byłoby, jakby ktoś stracił pracę itd. w kontekście takich dyskusji także są tylez niegrzeczne co bezsensowne.
    To są pytania obliczone na tani chwyt pt. A związałabyś się ze sparaliżowanym? - nie. - A to wszystko jasne, jakby twój mąz został sparaliżowany, to pewnie byś go wyrzuciła na ulicę. Ot taka logika ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 02.10.16, 18:49
    Moje wątpliwości były bardzo proste i w prosty sposób wyrażone, odnosiły się wprost do twojego nader kategorycznego stwierdzenia, że faceta nie będziesz utrzymywać i kontekstu tegoż: faktu, że jesteś w zgodnym, wieloletnim konkubinacie i innego faktu: że twój konkubent cię utrzymuje. Nie pytałam cię o paraliż, zadziwił mnie po prostu brak symetrii. I nie rozumiem, czemu od razu nie wyłożyłaś, że jednak ta symetria mogłaby się, bardzo, bardzo teoretycznie ale jednak, pojawić.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • kora3 02.10.16, 19:39
    bo to było oczywiste smile dla mnie czy baby np. tylko Ty nie doczytałaś KONTEKSTUsmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 02.10.16, 19:46
    Moje proste stwierdzenie: nie związałabym się z 70- latkiem - na przykład. No przecież wiadomo, że TERAZ, bo jak będę miała 70 lat w co szczerze zresztą wątpię, to być może będąc sama zdecydowałabym się.
    Czy teraz już pojmujesz?
    W całym tym wątku mowa od początku o płaceniu na randce! A dalej o tym jak ro rokuje, jak nie rokuje. Więc wiadomo, że mowa o stanie WYSCIOWYM, znajomości w fazie, kiedy nie jest jeszcze związkiem, a jedynie nań ewentualnie rokuje. i cała gadka o kryteriach wyboru partnera odnosiła się do takiej właśnie fazy.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 02.10.16, 21:06
    Od początku pojmowałam.
    Jesteś w, jak się wydaje i sugerujesz, związku docelowym i oświadczasz kategorycznie, że nie będziesz finansować faceta. Stąd moje pytanie i stąd ciekawość, czemu nie sprostowałaś sprawy wcześniej, zamiast snuć dość osobiste opowieści o waszych perspektywach finansowych, kompletni ot.

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • kora3 03.10.16, 08:14
    Napisałam też parę innych rzeczy: np. że nie byłabym z mężczyzną mających małoletnie dzieci, nie lubiącym zwierząt, zaniedbanym - i to jakoś od razu do Ciebie docierało, że hipotetycznym i na "wjazd"smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 04.10.16, 18:26
    A co to ma do rzeczy? Nadal nie jesteś w stanie odpowiedzieć na proste pytanie. Dowiemy się kiedyś, czy raczej przez następne pół roku będziesz mieszać, kluczyć, kucać tu i tam oraz błądzić?

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • kora3 04.10.16, 18:31
    Już Ci przecież odpowiedziałam - czego nie pojęłaś?
    Gdyby mój partner potrzebował mojej pomocy, jakiejkolwiek - otrzymałby ją. W przypadku pomocy finansowej taka potrzeba jest bardzo mało prawdopodobna. Faceta z założenia bym nie utrzymywała. Czego jeszcze nie wiesz?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 04.10.16, 18:43
    Pytanie zadałam kilkanaście razy powyżej. Dlaczego miałabym je powtórzyć siedemnasty raz? Poważnie nie sądzę, aby to cokolwiek zmieniło, jeśli chodzi o ciebie straciłam nadzieję. Obecnie zajmuję się badaniem, czy jesteś w stanie zostawić wątek, który nie jest zakończony twoją wypowiedzią.

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • kora3 04.10.16, 18:46
    Nie potrafię wytłumaczyć komuś oczywistej rzeczy jeśli jej po raz 23 nie umie pojąć. Może Babę poproś, bo dla niej tez to jasne, a jako nauczyciel z doświadczeniem sporym może spróbować, także po angielsku jeśli łatwiej Ci cokolwiek pojąć w tym akurat języku smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 04.10.16, 18:47
    Wiem, że nie potrafisz, już napisałam, że straciłam nadzieję i wątek przeszedł w fazę eksperymentu.

    --
    cute but psycho. things even out
  • kora3 04.10.16, 18:53
    Nie chce mi się już z Tobą eksperymentować smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 04.10.16, 18:54
    O, dopiero teraz?

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • kora3 04.10.16, 18:56
    Tak, jesteś niereformowalna smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 04.10.16, 18:58
    Miałaś ambicję mnie reformować? A co dokładnie?

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • kora3 04.10.16, 19:01
    A już nic, głowa muru nie przebijesz - powiadają smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 04.10.16, 19:20
    Mówią też: z motyką na Słońce.

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • kora3 04.10.16, 19:23
    Madrze mowią... A ja Ci mówię: poproś Babe, ona nie budzi w Tobie zawiści, a też wie o co chodzi, to Ci wyjaśni smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 04.10.16, 21:09
    Nie znam nikogo, kto by budził we mnie zawiść.
    Jak ty nie potrafisz mi wyjaśnić motywów swojego postępowania, to nie będę pytać nikogo innego. Twój brak odpowiedzi jest odpowiedzią samą w sobie.


    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • kora3 04.10.16, 21:22
    bene_gesserit napisała:

    > Nie znam nikogo, kto by budził we mnie zawiść.


    Doskonale ze tak powiem wyziera to z twoich wpisów smile

    > Jak ty nie potrafisz mi wyjaśnić motywów swojego postępowania, to nie będę pyta
    > ć nikogo innego. Twój brak odpowiedzi jest odpowiedzią samą w sobie.


    Kogo ty chcesz oszukać...?smile Masz jakiś ogromny problem z tym, ze kompletnie nieznana Ci kobieta (ja) ma takie a nie inne poglądy na swoje sprawy i tak układa swe życie jak się jej podoba. Przecież to dziwaczne - nie uważasz?
    Mnie kompletnie nie interesuje to, ze radośnie utrzymywałabyś nieroba, czy uważasz za stosowne płacić za siebie czy faceta jak Cię zaprosi na randkę. To Twoja sprawa smile
    >
    >


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 04.10.16, 22:24
    Nie mam żadnego problem z tym. Kompletnie. Natomiast interesujesz mnie jako, ujmę to niezgrabnie, materiał badawczy.
    Twoje domysły nt mojej osoby zachowaj dla siebie, kompletnie mnie nie interesują. Chociaż twój konfabulancki zapał jest zadziwiający.

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • kora3 05.10.16, 09:10
    Jak na niezainteresowana wykazujesz spory zapał smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 05.10.16, 19:20
    Jestem zainteresowana eksperymentem. Dawaj dawaj.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • kora3 06.10.16, 10:26
    Ale na Tobie nie ma co eksperymentować, w kółko piszesz to samo: chcesz utrzymywać facetów i za nich płacić- rób to smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 06.10.16, 20:45
    Dawaj dalej.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • kora3 07.10.16, 09:24
    Coż ja Tobie mam powiedzieć - pozowanie na pseudofeministkę powoduje, że się zaiwania na 2 etatach, żeby utrzymać dom dzieci i skarb, który się nauczył ze wszystko co musi to być i czasem się uśmiechnąć - nie dla mnie - ale powodzenia :_)

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 07.10.16, 21:50
    I jeszcze to 'cóż ja TOBIE'.
    O rany.

    --
    cute but psycho. things even out
  • kora3 07.10.16, 22:04
    Az o rany smile No Tobie, Tobie - podkreślenie, ze komuś kto ma takie hmmm ambicje smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 07.10.16, 22:08
    Nawet nie skumałaś, że chodzi o twój fatalny język. O rany uncertain

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • kora3 07.10.16, 22:14
    doskonale Cie zrozumiałem, tylko akurat TOBIE - trudno byłoby cos przekazać w temacie zważywszy na ambicje ww. smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 07.10.16, 23:42
    Uhuhu. Zrozumiałeś mnie, super. Doskonale.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • kora3 08.10.16, 10:52
    Nigdy nie zrozumiem kobiet, które mowią o równouprawnieniu, a tak naprawdę zaprzęgają się do roboty, żeby zadowalać "misia" - nieroba smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 08.10.16, 11:20
    Rozumiem, że wielu rzeczy nie rozumiesz, ale po co to ogłaszać publicznie, w dodatku przeraźliwie ot?

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • kora3 08.10.16, 11:27
    Przeraźliwie OT? Poczytaj może inne fora, poobserwuj świat. To rzekome "równouprawnienie", które tak gloryfikujesz wygląda w praktyce tak, że panowie nabrali przekonania, iż są niezwykle łakomymi kąskami, bo tylko są ...Nie będzie za kobietę płacił, choć zaprosił ja na randkę, bo nikogo nie będzie sponsorował hehe, nie będzie szukał lepiej płatnej pracy, bo jest równouprawnienie, niech ona poszuka, ale dzieckiem też nie będzie się opiekował, ani wykonywał prac domowych, bo to babskie sprawy. W efekcie kobiety na tym "równouprawnieniu" zyskują heh to, że mogą zainwaniać na 1,5 etatu w pracy i na kolejny w domu. A jak nie, to pan sobie poszuka zaradniejszej, bo przecież nie będzie utrzymywał, sponsorował itede, a takich zaradnych co są chętne na "misia" nie brakuje. Bo jest jasne, równouprawnienie, ale bez misia nijak, no i trza mieć z kim sobie dziecko zrobić. Więc jaki by nie był, grunt, żeby był.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 08.10.16, 13:11
    Jedyne, co prezentujesz w tej przydługiej dyskusji, to fatalny język, żenująco nietrafione złośliwostki i ignorancję. Poważnie to jest powód, dla którego tak uparcie się tu wypowiadasz?

    --
    cute but psycho. things even out
  • kora3 08.10.16, 13:26
    A ty to niby jesteś niezłosliwa hehe
    Napisałam ci wyraźnie do czego prowadzi mizoginizm i pseudofeminizm. ja tego promować nie będęsmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 08.10.16, 14:09
    Na razie promujesz wyłącznie swój brak taktu, żenadę i werbalny słowotok.

    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • kora3 09.10.16, 07:47
    Brak taktu to raczej Twoja domena ...Pytać kogoś co byłoby gdyby bliską u osobę spotkało nieszczęście - zaiste szczyt dobrych manier smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 09.10.16, 12:22
    Umc umc umc.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • asia.sthm 09.10.16, 14:31
    Jak Kora chce to Korze > Umc umc umc przetlumacze na jezyk korciowy.
    Korze jednak nie jest potrzebna zadna wiedza - Kora wie, ze wie wszystko.
    --
    po prostu
  • asia.sthm 05.10.16, 01:00
    kora3 napisała:

    > Masz jakiś ogromny problem z tym, ze kompletnie
    > nieznana Ci kobieta (ja)
    ma takie a nie inne poglądy na swoje sprawy i tak układa
    > swe życie jak się jej podoba. Przecież to dziwaczne - nie uważasz?

    Jakim cudem jestes komus nieznana skoro z najdrobniejszymi szczegolami opisalas tu swoje zycie tysiace razy. Od podszewki dalas sie poznac. Starczyloby na biografie w pieciu tomach z anexem jako szosty.
    Bez zazenowania pleciesz o sobie na publicznym forum - i to jest dopiero dziwaczne.
    Albo sobie sama siebie wymyslilas - i to tez kwalifikuje sie do dziwactw.
    --
    po prostu, prosto z mostu...
  • kora3 28.09.16, 10:13
    W kwestii umiejętności prowadzenia rozmowysmile - to TY podnosiłaś, że co by było, gdyby mój parter stracił pracę, uległ wypadkowi itd. Takie argumenty są ograne i śmieszne. ALE skoro podniosłaś taki argument, to Ci odpowiedziałam: nie straci pracy, a w razie kataklizmu ma zabezpieczenie. NIE DLA MNIE, bo ja nie potrzebuję, mam swoje, ale DLA SIEBIE.
    To właśnie jest miarą zaradności człowieka i rozsądku.
    Zatem takie gdybanie w przypadku człowieka, który najzwyczajniej w świecie zadbał o siebie jest czystą sofistyką i nijak ma się do prowadzenia rozmowy. Sprawa jest prosta - zaradny i mądry człowiek myśli także o zabezpieczeniu się na starość, na wypadek choroby czy wypadku. I tak jest w przypadku mego partnera i moim także, ale jak widzę i słyszę także w przypadku bardzo wielu innych ludzi. I to dobrze, bo nierozsądne osoby zostawiają swoich bliskich czasem, jak ten pan pracujący na czarno w dramatycznej sytuacji. Jeśli ten pan nie umarłby byłby kaleką, bez żadnej renty, bo oficjalnie całe życie nie pracował
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 28.09.16, 12:18
    Ależ ja się odnoszę do twoich słów, że faceta nie będziesz utrzymywać - a mimo najlepszych zabezpieczeń, bajońskich odszkodowań, baśniowej emerytury i innych wodotrysków jest cień - ale jest - prawdopodobieństwa, że jego dochody i stan posiadania mógłby się skurczyć do zera. I go wtedy nie będziesz utrzymywać, mimo faktu, że on cię z dziką radością utrzymywał przez lata. Widzę tu pewien brak symetrii. Skoro wam z tym dobrze, to fantastycznie, mnie związek na takich zasadach dziwi, które to zdziwienie niniejszym wyrażam.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • kora3 28.09.16, 13:13
    Dobra, wyjaśnij w jaki sposób dochody mego partnera, a także inne zabezpieczenia majątkowe mogłyby się skurczyć do zera- tak przykładowo. Bo mnie do głowy nie przychodzi nic poza tym, że zostałby oskarżony o jakieś poważne nadużycia finansowe i prawomocnie za nie skazany także konfiskatą całego majątku. jest to niemożliwe, bo jest uczciwym człowiekiem - z nieuczciwym bym się nie związała. Ale nawet przy takim wyroku nie miano by prawa zabrać mu wypracowanej emerytury.
    No i jeszcze mógłby popaść w jakiś nałóg. Nie ma do tego skłonności, ale gdyby popadał to przecież bym zauważyła i zareagowała. Inna sprawa, że prędzej np. zapiłby się człowiek na śmierć niż zdołał przepić wszystko co on ma. Jedyne na co mógłby przepuścić jakoś wszystko to hazard, ale nie gra, więc jak? A gdyby? to wiedziałabym, ze ma taki kłopot i wszelkimi siłami skłaniałabym do leczenia!

    Pomijając powyższe fakty Bene. Najwyraźniej opacznie zrozumiałaś moje ogólne przeslanie: nie utrzymywałabym faceta Z ZAŁOZENIA! Tak samo Z ZAŁOZENIA nie zdecydowałabym się na sytuację, ze nie pracuję! Obrazowo: nie związałabym się z osobą niechętną do pracy, mało zaradną, mającą niefrasobliwy stosunek do kasy i przyszłości. Np. z takim panem, który osierocił wspomnianą 3 dzieci. A ten pan potrafił zarabiać wcale niezłe pieniądze, ale nieregularnie i na czarno, co teraz skutkuje tym, że jego zona została z długami i jest w dramatycznej sytuacji wraz z dziećmi.

    Mojego partnera to nie dotyczy, że np. wspólnik go oszuka i straci wszystko. ALE gdybym była zwiazana z człowiekiem, który nie ze swojej winy stracił wszystko, to JASNA sprawa, że bym go wspomagała, także finansów. To OCZYWISTE!
    Ale to jest inna sytuacja, od takiej, gdy ktoś z założenia nie lubi pracować, albo jest fajtłapą.
    Pisałam tu o takiej sytuacji do Baby. Pan pracował, zarabiał i stracił w wypadku rękę, prawą. Dostał malutką rencinę i zdecydowali z zona, że ona rzuci pracę w sklepie i pojedzie pracować za granicę, a on zajmie się domem i dziećmi. Normalna sytuacja - gdzie miał znaleźć prace 40- latek po zawodówce bez prawej ręki?
    to jednak inna sprawa niż lekarka utrzymująca przez 12 lat męza - nauczyciela - artystę z bożej łaski, bo on przecież pracuje, a że ma mało godzin? No mało, bo nie dają więcej ...


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 28.09.16, 13:29
    Ja o utrzymywaniu mężczyzny wiem moja droga niestety z DOŚWIADCZENIA. Bo przez okres trwania mego małżeństwa z wyjątkiem rocznego okresu nieformalnej separacji to ja utrzymywałam dom, samochody i de facto mego ówczesnego męża. A nie zarabiałam wcale na poziomie zarobków mego partnera, choć nieźle wówczas, jak na osobę startującą w zawodzie. Jasne, nie zakładaliśmy, że tak będzie stale - mój ówczesny mąż robił doktorat i z założenia miał zarabiać za czas jakiś więcej. Póki co zarabiał grosze, które wydawał głownie na swoje potrzeby związane z robieniem wspomnianego doktoratu. Nie widziałam w tym nic złego wówczas - ja zarabiam tyle, że NAM starcza. Byłam młoda i nie zwracałam uwagi na to, że mój mąż nie szuka możliwości dorobienia, choć je miał i zachowuje się w kwestiach finansowych jak student przy rodzicach mający stypendium smile ALE w pewnym momencie zauważyłam, ze nie umie nie tylko zarabiać kasy, ale także racjonalnie jej wydawać. Nie, nie pił, nie chodził na panienki, nie gral w kasynach - po prostu lubił się dzielić. Np. fundnał 2 kolegów wyjazd na zagraniczną pielgrzymkę, bo mu było ich żal. To ładnie, że taki empatyczny, tylko cholibka - nie brał pod uwagę, że kasa, która zostaje na koncie po bieżących wydatkach i naszych "zbytkach" stanowi zabezpieczenie na wypadek np. mojej choroby uniemożliwiającej mi pracę, upadku firmy, w której wówczas pracowałam (a był to czas intensywnych przemian gospodarczych i takie upadki były częste) itd. Po prostu jest, to się wydaje. Po tym doświadczeniu mam takie a nie inne podejście - nie chcę niefrasobliwego, ani nieroba!
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 28.09.16, 17:37
    Szczerze współczuję tej tragicznej historii, ale to nadal nie zmienia mojego zdumienia, że uważasz, że twój obecny ma cię utrzymywać, a ty - w razie jakiegoś międzygalaktycznego kataklizmu, który skutecznie skruszy jego strategię finansową - nie masz takiego zamiaru względem niego. Z mojej perspektywy czyni to twoje uczucie nieco interesownym, a relację - no cóż, mocno materialistyczną.

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • kora3 28.09.16, 17:46
    Nie czytasz tego co piszę. Spróbuje zatem w punktach:
    1. Nigdy nie uważała, że KTOKOLWIEK ma mnie utrzymywać z wyjątkiem rodziców, gdy byłam niezdolnym do zarobkowania dzieckiem
    2. Decyzje finansowe mojego partnera dotyczące utrzymywania naszego domu oraz przekazania części swego majątku mnie były jego całkowicie suwerennymi decyzjami.
    3. Nie zgodziłabym się na nie, gdyby nie byłoby go na to stać
    4. Nidzie nie napisałam, że w razie jakiegoś "międzygalaktycznego kataklizmu" nie mógłby na mnie finansowo liczyć!
    5. Nie utrzymywałabym faceta Z ZAŁOZENIA - łopatologicznie: nie związałabym się z facetem, z którym miałabym perspektywę, że bez żadnych kataklizmów będzie na moim utrzymaniu, albo w większości na moim utrzymaniu.
    6. Sytuacja wspomnianego "międzygalaktycznego kataklizmu" jest sytuacją mało u nas prawdopodobną, ale o ile, to nadal wyjątkową, ekstremalną, a nie normą.
    Czego nie rozumiesz?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 28.09.16, 17:54
    kora:
    > Nie czytasz tego co piszę. Spróbuje zatem w punktach:
    > 1. Nigdy nie uważała, że KTOKOLWIEK ma mnie utrzymywać z
    > wyjątkiem rodziców, gdy byłam niezdolnym do zarobkowania
    > dzieckiem

    Cusz, obawiam się, że czytam cię wyraźniej niż ty siebie samą - parę postów wyżej bowiem napisałaś:
    "Mogę mówić o sobie: ja faceta utrzymywać nie mam zamiaru i tyle."

    Niniejszym ustosunkowuję się do tego, skoro tobie i jemu z tym dziwnym układem dobrze, to czemu tak gorączkowo i kłamliwie drążysz temat, nie rozumiem.

    A jeśli jednak w razie ataku Godzilli (albo wplątania w jakąś ciągnącą się latami sprawę sądową, w której byłby niesłusznie oskarżony) łaskawie ty zgodzisz się łożyć na jego utrzymanie, to jednak masz zamiar chociaż nader, jak widać, teoretyczny - go utrzymwać. Kłamiesz tu albo tam, albo po prostu trudno ci się wysłowić. Dziennikarce o_O

    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • kora3 28.09.16, 18:05
    bene_gesserit napisała:
    >
    > Cusz, obawiam się, że czytam cię wyraźniej niż ty siebie samą - parę postów wyż
    > ej bowiem napisałaś:
    > "Mogę mówić o sobie: ja faceta utrzymywać nie mam zamiaru i tyle."


    A znasz takie pojęcie Bene, jak KONTEKST?smile Pewne rzeczy sa oczywiste, gdy wynikają z KONTEKSTU. Mowa była o WIAZANIU się z jakims panem - czyli sytuacji ze tak powiem startowej, wyjściowej. A nie jakiejś ekstremalnej.
    Podtrzymuję: nie wiązałabym się z mężczyzną, którego miałabym utrzymywać, bo jest mało zaradny.

    >
    > Niniejszym ustosunkowuję się do tego, skoro tobie i jemu z tym dziwnym układem
    > dobrze, to czemu tak gorączkowo i kłamliwie drążysz temat, nie rozumiem.


    Gdzie kłamliwie? w czym miałbym Cię okłamywać i przede wszystkim PO CO?smile

    >
    > A jeśli jednak w razie ataku Godzilli (albo wplątania w jakąś ciągnącą się lata
    > mi sprawę sądową, w której byłby niesłusznie oskarżony) łaskawie ty zgodzisz si
    > ę łożyć na jego utrzymanie, to jednak masz zamiar chociaż nader, jak widać, t
    > eoretyczny - go utrzymwać. Kłamiesz tu albo tam, albo po prostu trudno ci się w
    > ysłowić. Dziennikarce o_O


    Bebe, ja się nie opieram na fantazjach, tylko na faktach. Niby O CO miałby być mój partner oskarżony w ciągnącym się latami procesie? Nie tyle mam zamiar teoretyczny, co tak zrobiłabym w razie takiej sytuacji, ale ona jest - to prawda - bardzo mało prawdopodobna. Duzo mniej niż w przypadlu ludzi np. prowadzących działalność gospodarczą. I ci ludzie bardzo często decydują się w małżeństwie na rozdzielność majątkową, żeby w razie "wu" mąz/zona i dzieci nie zostali np. bezdomni, bo komornik zabierze dom za długi firmy męza/zony! U nas taka sytuacja nie zachodzi, wiec dlaczego mam się nad nia zastanawiać na serio?
    >


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 28.09.16, 19:19
    Nie bardzo rozumiem - chyba nie zamierzasz się wiązać z jakimś panem?

    Ale ok, skoro jednak byłabys go gotowa finansować, mimo tego, że napisałaś, że nie byłabys, to nie jest źle i się jednak wzgledem ciebie nie zniesmaczam.



    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • kora3 29.09.16, 08:40
    Bene, na litość- przecież napisałam gdzieś na początku tego heh PODwątku, chyba do Mai o HOPOTETYCZNYM panu pretendującym do bycia moim parterem - hipotetycznym, bo jak wspomniałam (do chyba Mai) - jestem w związku.
    Ten watek jest o konkretnej sytuacji płacenia na randce. No i rozwinął się w kierunku tego jak taki pan rokuje związkowo. smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 28.09.16, 17:43
    Znałam historię człowieka - był moim sąsiadem - który wygrał potworną ilość pieniędzy w lotto i przepuścił to w rok.

    Uczciwi i nieuzależnieni też mogą być pozbawieni pieniędzy na podstawie fałszywych oskarżeń, w Polsce takie rzeczy jak ze snu Kafki się po prostu zdarzają, niestety - jeśli czytasz gazety, to prawdopodobnie słyszałaś o takich historiach. Nie w tym rzecz jednak - chodzi mi cały czas o to, że nawet uznając (imo niesłusznie - ale nie w tym rzecz), że nie ma możliwości, aby taka teoretyczna konieczność nad tobą zawisła - nawet wtedy nie widzisz nic obciachowego w głośnym wyznaniu, że facet ma cię utrzymywać, ale ty jego utrzymywać nie zamierzasz. Jeśli jemu i tobie jest z tym dobrze, to ok - mnie to zwyczajnie zbrzydza, co ja poradzę, no.

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • kora3 28.09.16, 17:57
    Bene, zacytuj może dwie rzeczy: to jak napisałam, ze facet ma mnie utrzymywać i to jak napisałam, ze gdyby znalazł się w niedostatku ja bym go nie wsparła, czy nie utrzymywała. Dawaj ...smile

    Nie czytasz po prostu tego co ci się pisze jasno i klarownie: nie interesowałby mnie facet, którego miałabym z założenia utrzymywać! Dowolne sytuacje ekstremalne, nawet bardziej prawdopodobne, to nadal sa sytuacje ekstremalne.

    Mój partner nie przepija, nie kradnie, nie gra, nie wchodzi w żadne inwestycje niepewne, to niby GDZIE miałby to stracić?
    Ale załóżmy na potrzeby tego watku, że byłby prywatnym przedsiębiorcą, który został oszukany przez nieuczciwego wspólnika, który zwiałby z całą kasą, a on swoim majątkiem musiałby pokryć zobowiązania i zostalby goly. JASNA sprawa, że mógłby na mnie liczyć! Mamy przecież mieszkanie, ja mam jeszcze jedno, mam oszczędności, źle nie zarabiam, można jeszcze coś sprzedać z tego co mi podarował, więc nie zostalibyśmy bez grosza, a że nie mamy wspólności majątkowej to nikomu nic byłoby do rzeczy formalnie moichsmile i nikt by w ramach tych długów nie mógł nam tego zabrać.

    Jak znam mojego partnera to w takiej sytuacji oszukałby sobie pracy. Ale nawet jak nie mógłby, to i tak nie byłoby finansowo jakoś bardzo źle. Właśnie DLATEGO, że oboje jesteśmy zaradni i poza bieżącą kasą mamy jeszcze oszczędności, nieruchomości i w razie owego kataklizmu można z tego skorzystać.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 28.09.16, 19:27
    Zacytowałam powyżej - mogę jeszcze podać linka.
    I, na litośc boską, ja nie rozmawiam o tym, jak bardzo mało prawdopodobne jest, że dochody twojego konkubenta spadłby do zera, bo wasz stan posiadania i generalnie rozmowy o pieniądzach wydają mi się po pierwsze nieinteresujące, po drugie - zupełnie niezgodne z s-v. Rozmawiam o tym, czy teoretycznie choćby byłabyś gotowa go finansować, gdyby nagle jego urok finansowy stałby się bliski zeru. Skoro jednak tak - co deklarujesz teraz, wbrew temu, co pisałaś - jednak byłabyś gotowa, to miło że przemyślałaś sprawę i deklarujesz co innego. Chwali ci się.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • kora3 29.09.16, 08:58
    Niczego nie musiałam przemyśliwać Bene smile To było od początku oczywiste, że w ekstremalnej sytuacji pomaga się bliskiej osobie.

    Tak mi się przypomniałosmile Mój kolega kiedyś napisał tekst o młodych ludziach niechętnych do pracy i pozostających na garnuszku rodziców/dziadków. Przytoczył m.in. postać 28- latka - wiecznego studenta zaocznego, który nie szukał pracy, bo "się uczy", 22- latka, któremu "się uczyć" nie chciało, ale pracować też nie i młodej pary, która uznała za stosowne wprowadzić się do babci pani i żyć na jej koszt.
    Pod tekstem opublikowanym także w necie wypowiedział się jakiś krewki pan komentując, że tego nieroba wiecznego studenta by pogonił z domu, 22 - latka to samo, a młode małżeństwo tym bardziej. No i pojawił się na to komentarz jakiejś pani, która napisała, że jeśli ma dzieci to im współczuje, co z niego za ojciec..Bo ona ma 30 -letniego syna z porażeniem mózgowym, którego myje, karmi i utrzymuje i nie przeszłoby jej do głowy go wyrzucać. Wypisz wymaluj - nasza konwersacja smile Gość napisał W KONTESCIE materiału- w kontekście młodych, ZDROWYCH ludzi niechętnych do pracy, a kobieta pisze o całkiem innej sytuacji 30 - letniego syna niezdolnego do samodzielnej egzystencji - roż to całkiem inna sprawa.

    Podobnie na innym forum kiedyś. Ktoś zadał pytanie: co ze strony przyszłego partnera wykluczałoby związanie się z nim. No i ktoś tam odpowiedział, że choroba psychiczna i niepełnosprawność. I było, że każdy może zachorować psychicznie i znaleźć się na wózku. To prawda, ale pytanie dotyczyło stanu WYJSCIOWEGO!
    Dla mnie takie podejście jest demagogiczne Bene i smieszne. albo rozmawiamy o kryteriach wyjściowych konkretnej sytuacji, albo o jakimś kataklizmie który się może zdarzyć. Jeśli ktoś tego nie umie rozgraniczyć, to trudno poważnie gadaćsmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 29.09.16, 15:26
    Prosiłaś, żebym wzięła pod uwagę kontekst - wzięłam. Jesteś od lat w zgodnym związku, z którego jesteś zadowolona co najmniej pod względem finansowym (pewnie także pod innymi, ale o ile mnie pamięć nie myli, tylko o finansowym w kontekście swojego konkubenta pisałaś), a to dla ciebie zdaje się jest bardzo ważne. Więc dla mnie to był ten kontekst właśnie - jesteś w poważnym związku i nagle ogłaszasz, że 'nie masz zamiaru utrzymywać swojego faceta'. Albo jakoś tak podobnie, nie pamiętam dokładnie, cytat z twojej własnej wypowiedzi zamieściłam powyżej, żeby ci udowodnić, że jednak coś takiego napisałaś, bo twierdziłaś, że tak nie twierdziłaś.

    Kontekst narzucał się sam - jesteś w wyśnionym związku i piszesz, że nie zamierzasz utrzymywać faceta. Nie wiem, co miałaś na myśli to pisząc, ale jakiś inny, nowy facet, w dodatku bez pięniędzy, jako twój partner (którego nie masz zamiaru utrzymywać) nie przyszedł mi do głowy.

    Rozumiem, że to nieporozumienie - ale dlaczego nie napisałaś o tym od razu, kiedy wyjawiłam swoje wątpliwości? Przez trzy czy cztery posty wałowałaś sprawę małego nieprawdopodobieństwa takiej sytuacji, dowodząc, że niemożliwym jest, abyś kiedykolwiek twój obecny zbankrutował. Zamiast napisać coś w rodzaju 'albo Bene źle zrozumiałaś, albo ja wyraziłam się nieprecyzyjnie: oczywiście, gdyby stało się coś niemożliwego, ze śpiewem na ustach utrzymywałabym mojego partnera, mimo tego że jest facetem'. I miałbyśmy tę dyskusję z głowy.

    W którym to lokalnym organie pracujesz i w jakiej szkole uczysz? Bardzo to w świetle twojego opanowania tekstu ciekawe.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • kora3 29.09.16, 16:03
    Bene, pamięć Cie myli, bo pisałam także w TYM waku o wielu innych sprawach i kryteriach jakie spełnia i spełniał gdy się poznaliśmy mój partner, a które są dla mnie kluczowe. Ale nie do Ciebie.
    Temat tych kryteriów wypłynął podczas rozmowy z Mają o ile pamiętam. Napisałam, że dla mnie ważne jest, by facet był zaradny - hipotetyczny pan pretendujący do mian mego partnera, bo jak Maja wie, jestem w związku. I tak sobie potem rozmawiałyśmy: a czy skąpca bym chciała, a czy pana spełniającego to czy tamto kryterium, ale innych nie. Oczywistym było, że mowa o teoretycznej sytuacji, bo nie mam zamiaru zmieniać partnera smile

    Co do reszty natomiast - nie przepadam za demagogiczną argumentacją z sufitu wziętą, gdy mowa o konkretach, ot i wszystko. Taka argumentacja z Twej strony tyczyła się dywagacji o ty jak to mój partner traci wszystko smile To taka sama dywagacja, jak zapytywanie mnie np. czy bardziej przeżyłabym śmierć swego dziecka czy np.. ojca. Nie mam dziecka, wiec nie mogę przezywać jego śmierci nijak - oczywiste

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 29.09.16, 09:34
    Kora kocha swojego partnera i domniemanie że przestałaby go kochać bo straciłby dochody nie ze swojej winy jest obrażliwe nie uważasz? Zrezygnowałaby z drogiego fryzjera i podpasek od Donny Karan może z żalem ale nie opuścilaby kochanej osoby, no weż...


    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 29.09.16, 10:13
    Babo, ja ufam, że Bene zwyczajnie nie doczytała kontekstu...
    Ty mnie znasz forumowo dłużej, to i nie musiałabyś doczytać, żeby wiedzieć o co mi chodzi smile
    TY TEŻ nie utrzymywałabyś faceta - w tym sensie, że nie związałabyś się z fajtłapą i nierobem z założeniem, że będziesz go utrzymywać. A gdyby wyszło tak, że normalny facet, Twój czy mój potrzebowałby naszej pomocy, to dla obu jasne, że by ja dostał.
    Podpasek wcale nie używam wink, ale owszem, zrezygnowałabym z wielu rzeczy gdyby przyszło mi ratować mego partnera, czy wspierać. ALE nie związałabym się z kims dla kogo z założenia miałabym rezygnować, bo nie chce mu się pracować, albo "nie umie" (czyt. nie chce mu się) zarabiać.

    Natomiast wypowiedzi Bene w tym wątku mnie nie dziwia, bo to jest stary ograny chwyt nie tylko forumowy. - Związałabyś się z kimś sparaliżowanym? - Nie. - A to już wiadomo: jakby twój facet został sparaliżowany, to byś go wyrzuciła na drzwi i nie chciała znać. ot i taka to "logika" smile Babo. Takie prowadzenie rozmowy to zwyczajna demagogia.
    Nie można stawiac znaku równości pomiędzy kryteriami wyjściowymi, a sytuacjami losowymi. CZy sąsiadka mojej mamy związałaby się z panem bez ręki ma lichej rencinie? Może tak, ale może nie. Bardzo prawdopodobne, że nie i zostałby jej kolega, gdyby w chwili poznania się państwa pan już byłby inwalidą na lichej rencinie. Ale jak się poznali pan był sprawnym pracującym i chętnym do pracy gościem. POTEM zdarzył się wypadek i pan nie miał możliwości dorobić, to na dom zarabiała pani - proste.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 27.09.16, 12:06
    Renta lub emerytura wojskowa to wciąz więcej niż dobra pensja.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 27.09.16, 12:13
    W tym przypadku nie wojskowa, tylko mundurowa babo (inny resort). Z uwagi na preferencyjne zasady naliczania lat służby (rok za 1,5) w tego akurat rodzaju służbie będzie to 100 proc. świadczenia - no i nie będzie to mało - bo poza larami wlicza się jeszcze dodatki za ostatnio pełnioną funkcję oraz za stopień (oficer wyższy). j partner nie ma zamiaru siedzieć w domu na emeryturzesmile, choć dorabiać do niej nie będzie musiał - tak po prostu ma, że lubi swoją pracę, bo jednocześnie jest to jego hobby, a zarobić także, to chyba nie jest wielki grzech?smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 23.09.16, 14:29
    a propos tych panów fajnych a niezaradnych. Pewna pani miała wątpliwe szczęście mieć takiego męża...Był bardzo zaangażowanym w swą pracę nauczycielem, tak bardzo, że dorobić już nie miał kiedy. A pełnego pensum nawet nie wyrabiał. Pani - lekarka zaiwaniała w szpitalu i w przychodni, żeby na jakimś poziomie utrzymać dom i dzieci.
    Pan pojechał z młodzieżą na plener malarski i tam poznał jakąś młodą malarkę z bożej laski, której był uprzejmy zrobić dzieciątko smile Pani ta była bardzo niezaradna, w sumie utrzymywali ją rodzice, bo z tego jej malowania nic materialnego nie było...
    No i wyobraź Ty sobie, że ów pan zmuszon był zakasać rękawki i pojechać za granicę pracować fizyczniesmile A w temacie alimentów na dzieci z kończącego się małżeństwa zeznawał, ze on może tylko tyle i tyle, bo choć teraz dobrze zarabia za granicą, to ma na utrzymaniu małe dziecko i przyszłą żonę bez żadnych dochodów, a była małzonka taka jest zaradna przecież ...
    Jak widać czasem takiemu panu trzeba motywacji smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 23.09.16, 18:07
    smile No tak, na pewno bywają panowie, których trzeba nieco popchnąć we właściwym kierunkuwink albo samo życie ich do tego zmusza.

  • kora3 24.09.16, 11:47
    samo zycie? A kto mu kazał robić dzieciaka pozal się Boze artystce. Zrobił to ma, jego dzieciak, jego kłopot smile Ale ten przykład pokazuje,. ze uroczy pan był 12 lat zaangażowany w prace, iscie tak, jak pisze Baba heh, której biedak nie mógł zmienić ani dorobić, a potem bez problemu ja rzucił, żeby zaiwaniać w Niemczech na budowie smile Bo musi utrzymać kobietę i dziecko... Tylko, ze wcześniej dwoje dzieci i praktycznie jego utrzymywała zona. Dalego m.in nie warto być siłaczką smile i brać sobie na głowę nieroba i fajtłapę - jakby chciał to by umiał zarobić - proste

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 24.09.16, 14:46
    Nie pisałam o memejach życiowych które na dodatek okazują się palantami.Bo jeśli pan by się spełniał jako nauczyciel mógłby mieć na stałe półtora etatu (więcej nie można w jednym miejscu dłużej niż ileś tam czasu), mógłby zrobić te wszystkie mianowania i zarabiaćprzyzwoicie choć pewnie mniej niż żona.Ten przypadek to jakiś nieudacznik a nie spełniający się nauczyciel. Nie wmawiaj mi proszę dziecka w brzuch czyli tego co sobie wyobraziłaś że napisałam bo i to do tezy pasuje.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 24.09.16, 14:53
    Babo, masz dość nieaktualne informacjesmile Teraz nauczyciele w jednej szkole z rzadka wyrabiają pensum. Wynika to z niskiej demografii. Zaradny nauczyciel potrafi jednak dorobić. Mam takiego znajomego, naucza plastyki w gimnazjum. Ma te wszystkie mianowania, dyplomowania, ale niestety - młodzieży mało, w zeszłym roku szkolnym dostał tylko pół etatu, w tym tez. Ale ma zajęcia w dwóch domach kultury, daje prywatne lekcje, maluje portrety na zamówienie. Jak się chce, to się dorobi moja droga.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 25.09.16, 14:10
    No masz rację, to zalezy jakiego przedmiotu., muzykowi zawsze było cięzko na przyklad. No ale sa inne pola tak jak napisałaś o plastyku i muzyk i biolog może jakoś dorobić. Niemniej nawet z dorabianiem nauczyciel ma na ogól mniej niz lekarka ze specjalizacja, ale nie można powiedzieć że wisi na żonie -zarabia mniej ale moglby choc z trudem poradzić sobie gdyby zony zabraklo.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 25.09.16, 15:05
    Mógłby, gdyby zabrakło, a zatem teraz też może, ale wisi na zonie smile
    Babo, ja jestem zwolennikiem oceny każdej sytuacji indywidualnie, bo w życiu róznie bywa. Moja mama ma takich sąsiadów, z których pani kilkanaście lat przepracowała za granicą ciężko, a pan zajmował się w tym czasie dziećmi i domem. Ale ostatnią rzeczą jaką o nim można powiedzieć, to to, że jest/był niezaradny, czy wisiał na żonie. Stan wyjściowy był taki, że pan pracował w hucie fizycznie, a pani w sklepie, dzieci wówczas szkolnych - 2. To głownie pan utrzymywał rodzinę, w sensie - więcej zarabiał od żony. No i stało się nieszczęście, w pracy w wypadku stracił prawą rękę, do łokcia. Okazało się przy tym, że nie bez swej winy calkiem i odszkodowania z huty nie dostałsad Przeszedł na rentę, ale ZUS uznał go za tylko częściowo niezdolnego do pracy, więc malutką. Gdzie miał zajecia szukać gośc ok. 40- stki, bez prawej ręki, który całe dotychczasowe zawodowe życie pracował przy maszynie? No raczej nigdzie. No i podjęli decyzję, że pan zajmie się domem i dziećmi, a pani pojedzie do pracy za granicą...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 26.09.16, 11:23
    No właśnie, taka jest myśl główna moich rozważań, że każdy przypadek jest inny i ferować oceny należy ostroznie.


    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 27.09.16, 11:01
    Ale to jest babo - oczywiste.... Wiadomo, że każdą sytuację ocenia się indywidualnie. My tu rozmawiamy jednak na pewnym poziomie OGÓLNOSCI. Rozmawiamy OGOLNIE - w tym podwątku o panach, którzy mając zaradną żone/partnerkę radośnie na niej "wiszą", bo zwyczajnie - mogą. Temu sąsiadowi nie przyszłoby do glowy rzucać prace i wysyłać zonę za granicę do pracy, GDYBY nie ten wypadek, który sprawił, że NAPRAWDE nie mógł zarabiać (no ZUS był innego zdania, ale nie rozmawiamy o SF). Trudno źle oceniać człowieka za to, że stracił rekę i nie ma możliwości przekwalifikowania się.
    ALE popatrz na przykład na znajomego mi chirurga - stracił wskutek wypadku 4 palce u prawej ręki. Wiadomo, że operować, czyli robic tego co przez całe zawodowe życie robił, już nie mógł. Jego też orzecznik uznał za jedynie częściowo niezdolnego do pracy, ale tu nie bez racji: gość został konsultantem, znalazł pracę na AM jako wykładowca.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 22.09.16, 13:45
    No i masz prawo do takiego kryterium, ta niechęć z powodu urazu zapewnie, ale może i z czego innego, żadnej ocenie moralnej nie podlega.
    Bo ja bym była (jako ta kosmetyczka) zainteresowana kimś kto spełnia prace społecznie użyteczna bardziej niz moja , wklada w to wiele wysiłku i tak sie realizuje, jest dobrym i szanowanym człowiekiem.W normalnym kraju to on by zarabial duzo wiecej niz ja no ale coż...

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 22.09.16, 14:02
    Babo, ja szanuje każdą pracę każdego człowieka, który ją wykonuje uczciwie i rzetelnie. Natomiast nie odpowiada mi mniej ode mnie zaradny facet i cześć. Może być moim kumplem czy przyjacielem, ale partnerem - nie. Bo już miałam dziwo, które na mnie "wisiało" i nie chciałabym więcej. Mogę?smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 22.09.16, 15:35
    Nie kazdy facet ktory zarabia mniej od Ciebie będzie na Tobie wisiał bo może mieć bardzo przywoitą pensje i swoja dumę na dodatek.Bycie lepszym bo się więcej zarabia? Nie kleję tego.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 22.09.16, 15:39
    Nie chodzi o bycie lepszym Babo. Chodzi o moje kryteria i cześć.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kaz_nodzieja 22.09.16, 16:42
    Nie bawiąc się w bajeczki opowiadane dzieciom czy ewangelie w których bogacz jest niemal zawsze tym złym wink to tak - często za odpowiednimi zarobkami idą inne pozytywne korelacje. Bogatsi ludzie są zwykle zaradniejsi, bardziej inteligentni, zdrowsi oraz atrakcyjniejsi (stać ich na poprawianie lub inwestowanie w urodę i zdrowie niedostępne dla biedaków). Osobiście nie znam żadnego bystrego biedaka.
  • baba67 22.09.16, 16:55
    Ale mowa jest o przyzwoicie zarabiających panach a nie żadnych biedakach. Zarabiających mniej od Kory.

    --
    Piękno nie jest rzeczą, jest sposobem patrzenia na rzeczy.
  • kora3 22.09.16, 17:27
    Babo, po pierwsze była mowa o zarabiających ZNACZNIE mniej ode mniesmile Bo jak ktoś zarabia mniej o np. 500 zeta, to na serio wielkiej różnicy nie robi. A po drugie, Tobie się chyba wydaje, że zarabiam z 20 kawałków miesięcznie hehe. Jeśli tak ci się wydaje. to muszę Cię z przykrością wyprowadzić z błędu. smile Gość znacznie ode mnie mniej zarabiający, to powiedzmy człowiek zarabiający ok. 3 paczek. No i teraz weź sobie także pod uwagę kryterium wieku. Nie gustuję w mężczyznach znacznie młodszych ode mnie, zatem taki pan miałby być w okolicach mego wieku. No to znaczy, że nawet jakby był nauczycielem moja droga, to raczej mało ambitnym i bardzo mało zaradnym. Bo zakładając, że zaczął uczyć zaraz po studiach, ma już staż pracy pozwalający na te wszystkie mianowania i dyplomowania, co przy pełnym pensum oznacza okolice 4 tysi co wiem na bank, bo tyle w podstawowym pensum zarabia moja nieco starsza kolezanka - nauczycielka nauczania początkowego! Tyle, że ona z tych zaradnych i ma jeszcze godziny z plastyki i muzyki w dwóch szkołach - sąsiedniej i prywatnej.
    Ja jestem blisko 20 lat po studiach pierwszych Babo i jako jedyna z mojej grupy zmieniałam sobie zawód. Było nas w grupie 7 osob, jeden kolega nie żyje sad, nikt z pozostałej 5-tki nie zarabia 3 tysi i nie pracuje na jakims podrzędnym stanowisku. Piszę to, bo zaraz napiszesz mi coś o wyższych sferach hehe. Tu mowa o najzwyczajniejszych w świecie inżynierach, tyle ze o dość wąskiej specjalności i dłuuuugaśnym stażem pracy smile
    Również wśród moich znajomych w zbliżonym do mnie wieku, np. w służbach mundurowych słabe zarobki mają tylko osoby mało ambitne. Nie mówię tu o moim partnerze teraz, bo jego praca jest naprawdę bardzo szczególna i przez to preferencyjnie opłacana. I dotyczy to wszystkich panów w tej heh firmie o tym zawodzie, nie tylko jego jako szefa.
    Mowa o zwyczajnych ludziach. Ambitni w moim wieku są już co najmniej majorami i pełnią kierownicze funkcje, mało ambitni nie i pewnie mają coś kolło3 tysi.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • a.nancy 29.09.16, 14:22
    Nie każdy uważa wyższe zarobki za absolutny priorytet. Inteligencję można rozwijać w innej dziedzinie smile
    Pracownicy naukowi nie zarabiają kokosów.

    --
    Good evening. I am a lizard woman from the dawn of time, and this is my wife.
  • kora3 29.09.16, 14:31
    Nie zarabiają tez najniższej krajowej, chyba, ze mowa o ludziach mających ułamek etatu na uczelni, jak np. ja smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 31stopniwcieniu 25.09.16, 19:53
    Jak dla mnie są dwie możliwości: każdy płaci za siebie, co zostaje ustalone na początku lub pan traktuje spotkanie jako całościowe zaproszenie i - jeśli pani się nie sprzeciwia - płaci także za posiłek, co także zostaje ustalone. W sytuacji takiej, jak opisana - pan słusznie do pożegnania. Btw. to fascynujące, jak mężczyźni czasami potrafią skopać sytuację przez jakieś głupie zachowanie.
  • kora3 26.09.16, 08:45
    W sumie dobrze, że się dziad ujawnił ze swoją jazdą na tym etapie smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka