Dodaj do ulubionych

"Czy mogę rozmawiac z panem X?"

09.02.17, 08:09
Na kanwie nieodległego wątku, w którym mowa m. in. o tym, że zapytanie "Czy mogę rozmawiać z właścicielem mieszkania?" skierowane do kobiety, która otworzyła drzwi jest nie halo, bo oznacza, że się zakłada, iż kobieta nie może być właścicielem smile

Znam panią, której nazwisko kończy sie na literę "y" . Powiedzmy, że nazywa się Renata Biały. Czasem gdzieś widnieje jako R. Biały i ktoś usiłujący się z nią skontaktować telefonicznie prosi z panem Białym. Koleżanka zajmuje dość ważne stanowisko. Miałaby prawo czuć się urażona, ze ktoś zakłada, iż na tym stanowisku może pracować tylko pan wink, czy tez powinna być wyrozumiała, że jej nazwisko może sugerować, że jest panem?

W podobnej sytuacji jest mój kolega. Jego nazwisko kończy się na "ska". Nazwijmy go Adam Płoska. smile Tak ma we wszystkich dokumentach, nie Adam Płoski, tylko Adam Płoska. No i Adam Płoska czasem też podpisze się tylko inicjałem imienia, albo jego podpiszą. Wychodzi A. Płoska. Dość często jest "identyfikowany" jako kobieta "Czy można rozmawiać z panią Płoską?". Ma prawo czuc się urażony i odbierać to jako założenie, że stanowisko jakie piastuje może pastować tylko kobieta, czy też raczej powinien rozumieć, ze to nie seksizm hehe tylko jego nazwisko, podobnie jak u pani Biały wprowadza czasem ludzi w błąd?

I jeszcze jedno pytanie: co robicie, gdy macie skontaktować się z kimś kogo płci nie znacie? Np. znacie tylko nazwisko, które nie wskazuje na płeć (jak widać powyżej czasem "wskazanie" może okazać się złudnesmile). Ryzykujecie pomyłkę (i być może "ciężką" urazę pani wziętej za pana bądź odwrotniesmile)?
--
Korcia
"droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
Edytor zaawansowany
  • genny1 09.02.17, 08:30
    Tak trochę obok tematu. Ja mam niski głos, głęboki kontralt, choć, niestety, nie śpiewam. Ilekroć rozmawiam z kimś obcym przez telefon, zawsze zwracają się do mnie "proszę pana". Choć przedstawiam się z imienia i nazwiska. I co? Powinnam reagować? A właściwie po co? Mnie to nie obraża a na prostowanie drobnostek szkoda mi czasu, fatygi i emocji.
  • kora3 09.02.17, 08:35
    I nicsmile Sprostowałabym tylko wówczas, gdyby sprawa miała mieć ciąg dalszy i przekonanie rozmówcy o odmiennej płci miałoby jakiekolwiek znaczenie.
    OTsmile - Znam pewnego pana, który ma taki "przerywnik" w mowie "wisz pan". Poza tym mówi zupełnie poprawniesmile "Wisz pan" pojawia się niezależnie od tego czy pan rozmawia z kobieta czy z mężczyznąsmile Coś w stylu: - Musieliśmy wisz pan zmienić koncepcję wisz pan pani Koro, bo się wisz pan przepisy zmieniły, a wbrew przepisom wisz pan nei mogliśmy pani Koro robić.
    smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 09.02.17, 09:53
    Wiszpan to potomek "paniedzieju"smileCo do nazwiska zakończonego na -a które jest nieodmienne -nie sa one takie bardzo rzadkie i reakcja osób zależy od tego czy miały dłużej do czynienia z chłopakiem/mężczyzną o takim nazwisku. Sama miałam az dwóch takich kumpli juz w SP i takiego błędu bym nie zrobiła.
    Kolejny problem jest realny i dot nie tylko takich nazwisk a całego mnóstwa nie zakończonych na ski. Wszak inicjał imienia występuje często. No właśnie-chciałabym rozmawiać...ja mówie- z osoba o nazwisku Piesiewicz, niestety nie wiem czy to pań czy pani bo imie nie zostało podane. Nigdy nie spotkalam sie żadna negatywna reakcją.-A tak chodzi o Aline Piesiewicz , juz proszę. Albo-To ja -słucham.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • kora3 09.02.17, 10:01
    No ja mam podobna technikę:- Czy mogę mówić z kimś o nazwisku X? Przepraszam, ale nie podano imienia i nie wiem czy to pan czy pani.
    Ale też jak widzę pomyłka nie stanowi dla nikogo problemu. - Nie z panem Białym chciał pan mówić, a z panią Biały. Renata Biały, bardzo mi miło ...


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 09.02.17, 13:09
    Mnie swego czasu bardzo denerwowało sformułowanie: czy mogę rozmawiać z "osobą decyzyjną", które można było usłyszeć przez telefon najczęściej przed wysłuchaniem rozmaitych ofert. Jakoś tak jakby rozmówca zakładał, że telefon odebrała osoba ubezwłasnowolniona...Tak, że pod tym względem doskonale rozumiem odczucia Ren.nie. Pytanie "czy mogę rozmawiać z właścicielem lokalu" też zakłada w podtekście, że kobieta otwierająca drzwi nie jest osobą zdolną i właściwą do rozmowy i podejmowania decyzji, a jedynie może poprosić właściciela do drzwi. Mężczyźnie pan zapewne zadałby pytanie wprost - czy jest pan właścicielem lokalu/czy rozmawiam z właścicielem lokalu...i o to właśnie chodzi.
  • kora3 09.02.17, 13:38
    Mnie się nie podoba zwrot "osoba decyzyjna" smile - w sumie nie wiem dlaczego. ale do głowy by mi nie przyszło, że ktoś pyta czy może z takową rozmawiać zakłada, że ja na pewno nią nie jestem i to dlatego ze jestem kobietą, a już tym bardziej ze zakłada iż jestem ubezwłasnowolniona (???). Po prostu taka osoba nie wie kto np. w firmie decyduje o telefonach czy czym tam i usiłuje taką osobę "namierzyć.

    Nie sądzę, by mężczyznę pytano obligacyjnie "czy pan jest właścicielem mieszkania?". A nie sadzę z dwoch powodów. Pierwszy to taki, że statystycznie chyba częściej kobiety są właścicielami mieszkań, drugi to taki, ze obecnie sporo ludzi kobiet, mężczyzn i par mieszkania wynajmuje. Dlatego czy mężczyzna otwiera, czy kobieta nikt z mózgiem nie zakłada, że na pewno jest to właściciel mieszkania, czy tez na pewno nie jest.
    Na własne uszy słyszałam jak pani mojego partnera, który jej otworzył drzwi zapytała czy zastała właściciela mieszkania. Uprzedzając, nie nie wspominałam o tym na forum, bo wydało mi się to całkiem hmmm normalne i o czym tu dyskutować. Powiedział ze tak, zaprosił panią do środka, a do mnie zawołał, że przyszła pani do mnie. Dokładnie tak samo bym zrobiła słysząc takie pytanie u niego w domu (w sensie w tym, gdzie jest właścicielem), u mojej mamy w domu, czy u mojego eksa w domu i do głowy by mi nie przyszło, ze pani ta w czyms mnie czy mojemu partnerowi uchybia! Wybacz ale to jakiś absurd.
    Jak napisałam już w innym watku określeń w rodzaju męskim używa się w stosunku do grup w kto tych jest mieszane płciowo grono. Mówi się o protestach nauczycieli, łapownictwie lekarzy, błędach dziennikarzy nie dodając, że i nauczycielek i lekarek i dziennikarek. Ci nieszczęśni właściciele mieszkań stanowią taką grupę.
    Tak samo w przypadku zapytania o pojedynczą osobę z racji funkcji/zawodu/ stanu, której płci nie znamy.
    Jeśli przychodzisz do szpitala i chcesz rozmawiać z osobą kierującą danym oddziałem, której płci nie znasz to jak pytasz? - Zastałam panią ordynator oddziału/panią ordynatorke oddziału? czy może jednak: - Czy zastałam ordynatora oddziału?
    Takie przykłady jak pokazałam już w tamtym wątku można mnożyć: kto był promotorem pani pracy? Jak się nazywa wasz zarządca budynku? Kto jest pani lekarzem prowadzącym?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 09.02.17, 14:01
    kora3 napisała:

    > Po prostu taka osoba nie wie
    > kto np. w firmie decyduje o telefonach czy czym tam i usiłuje taką osobę "namie
    > rzyć.

    Ale ja takie pytania miałam na telefon DOMOWY, nie firmowy. Telefonując do firmy też można poprosić o kontakt z osobą w gestii której leży podejmowanie decyzji finansowych, prawda?

    > Nie sądzę, by mężczyznę pytano obligacyjnie "czy pan jest właścicielem mieszkan
    > ia?".

    Ty nie sądzisz Koro, ale ja się spotykałam częściej z tym, że mężczyzna z mężczyzną rozmawiają wprost (w Twoim przykładzie to kobieta była pytającą, prawda?)natomiast z kobietą na ten sam temat tak jakby jej przy tej rozmowie nie było, a za nią obligatoryjnie musiał stać jakiś podejmujący decyzję facet. Co niekiedy bywa śmieszne, ale w gruncie rzeczy jest niezmiernie irytujące i jest dowodem na to inne traktowanie.
    Oczywiście możesz mnożyć przypadki że TY się z podobnymi sytuacjami nie spotykasz, albo nie zauważasz, ale to niczego nie dowodzi jeśli spotykają się inne osoby...i mają w związku z tym takie, a nie inne odczucia.
    Dodam jeszcze że o podobnym traktowaniu mówiła swego czasu w wywiadzie Katarzyna Montgomery, silna i przebojowa kobieta, która z powodu przewlekłej i ciężkiej choroby musiała przez jakiś czas korzystać z wózka inwalidzkiego. Otóż jej otoczenie zaczęło mówić i zwracać się nie bezpośrednio do niej, ale ponad jej głową i w trzeciej osobie jakby na skutek swego kalectwa stała się osobą upośledzoną umysłowo albo niezdolną do normalnych wypowiedzi. Ot, taki przykład bezpośrednio z Twojego Koro podwórka na banalną dyskryminację..której nikt nie zauważa prócz dotkniętych nią osobiście.
  • kora3 09.02.17, 14:22
    aqua48 napisała:
    >
    > Ale ja takie pytania miałam na telefon DOMOWY, nie firmowy.


    No i cóż w tym dziwnego? Nie rozumiem. Moi rodzice mieli kiedyś telefon stacjonarny i to moja mama tenże "załatwiała" i na nią była umowa z telekomunikacją. Całkiem to było z sensem, bo mojego taty często nie było, pracował za granicą. A wszelkie zmiany w taryfach, ewentualne reklamacje rachunków itd. mogła załatwić tylko osoba na którą była umowa. Nie sadzę, by mój tato poczuł się jakoś źle, że dzwoniono do osoby - właściciela numeru - w każdym razie nie wspominał, a ze dzwoniono wiem, bo ...sama takowe telefony odbierałam smile

    Telefonując do firm
    > y też można poprosić o kontakt z osobą w gestii której leży podejmowanie decyzj
    > i finansowych, prawda?


    Ano można, tylko czasem czy osoba która nie jest takową a odebrała, a jest przy tym małostkowasmile nie poczuje się z tym źle?smile

    n
    > atomiast z kobietą na ten sam temat tak jakby jej przy tej rozmowie nie było, a
    > za nią obligatoryjnie musiał stać jakiś podejmujący decyzję facet.


    Aquo - 10 ;lat edukacji spędziłam z SAMYMI facetami, w życiu zawodowym i towarzyskim także spotykam wielu panow. Raz jeden pan zachowywał się tak, jakby mnie nie było - był to sędziwy staruszek z maleńkiej wsi. Poza nim nie spotkałam się z takim zachowaniem. Nie wykluczam, że można się z nim spotkać, ale na bank nie jest standardem.

    > Oczywiście możesz mnożyć przypadki że TY się z podobnymi sytuacjami nie spotyka
    > sz, albo nie zauważasz, ale to niczego nie dowodzi jeśli spotykają się inne oso
    > by...i mają w związku z tym takie, a nie inne odczucia.


    ale może dostrzegają coś takiego tam, gdzie tego NIE MA? Wykluczasz to?

    . Ot, taki przykład bezpośred
    > nio z Twojego Koro podwórka na banalną dyskryminację..której nikt nie zauważa p
    > rócz dotkniętych nią osobiście.


    Aquo, absolutnie nie podważam odczuć czy doświadczeń tej pani. Ale nierzadko bywa tak, że człowiek czymś dotknięty zaczyna dostrzegać coś czego nie ma. Nie, nie ze zwariował, tylko z przewrażliwienia przypisuje zupełnie banalnym zdarzeniom czy sprawom sens związany ze swoim problemem.
    Warto również to brać pod uwagę, bo jest to zjawisko psychologicznie nierzadkie - serio.
    Razu pewnego będąc na materiale dostałam od ludzi, o których pisałam ekologiczną żywność. No po prostu ziemniaki, marchew, owoce. Nie chciałam tego brać, ale niemal siłą wrzucili mi do auta. Nie było tego jakoś wiele, ale i tak wiedziałam, ze nie zjemy tego, a trzymać nie było gdzie. Postanowiłam podzielić się z kolezanką, o której wiedziałam, że jako i ja preferuje zdrową żywność. Cieszylam się, ze ją ucieszę. A tymczasem ona wylała na mnie żal, że no tak, wzięli kredyt z mezem i ciężko im, ale jedzenia jej nie muszę dawać. Nic o kredycie nie wiedziałam, a owo żarcie dalam nie jako wsparcie, tylko na spróbowanie! do głowy by mi nie przyszło to co jej, a jej przyszło bo była zdołowana tym kredytem




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 09.02.17, 14:38
    kora3 napisała:

    > Nie rozumiem.

    Widzę.

    >nie podważam odczuć czy doświadczeń tej pani. Ale nierzadko by
    > wa tak, że człowiek czymś dotknięty zaczyna dostrzegać coś czego nie ma.

    Czyli jednak podważasz, bo inaczej po co pisałabyś oczywistości akurat W TYM kontekście..


  • kora3 10.02.17, 08:04
    Odczucia są z natury swej Aquo subiektywne, a przez to niepodważalne. Nie podważysz tego, że ktoś czuje się np. źle z tym, że jesteś odeń załóżmy fajniejsza, mądrzejsza, czy ładniejsza w jego pojęciu. Ale no jak już pisałam kiedyś - w odniesieniu do ludzkich zachowań czy odczuć także mamy do czynienia z pewną normą. Fakt, ze nierzadko ludzie przezywający coś negatywnie w każdym szczególe życia "widzą" odbicie swoich negatywnych przeżyć jest faktem naukowym.
    To tak jak z panią z innego wątku, która przytyła. Jej maż zawsze był chwalony przez inne panie, ale dopiero teraz jej to przeszkadza i w jej pojęciu ma związek z jej obecnym wyglądem.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 09.02.17, 23:59
    kora3 napisała:
    ale może dostrzegają coś takiego tam, gdzie tego NIE MA? Wykluczasz to?

    Istnienie takich pojedynczych osob tak czy siak nie neguje prawdziwosci istnienia dyskryminacji Koro.
    a ty jakbys sie nie krecila to dalej masz pupcie z tylu smile

    Minnie
    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • kora3 10.02.17, 08:06
    Minnie, nikt nie zaprzecza istnieniu dyskryminacji. Tyle, ze jak ktoś dostrzega dyskryminację tam gdzie jej nie ma, to ma odpał i tyle.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 10.02.17, 11:17
    Znów Tołstoj (podlansuję się literacko a co tam)-kiedy boi palec to wszystko go uraża.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • kora3 10.02.17, 11:27
    Dokładnie tak Babeczko, w samo sedno.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • isopera 14.02.17, 15:02
    genny1 napisała:

    > Tak trochę obok tematu. Ja mam niski głos, głęboki kontralt, choć, niestety, n
    > ie śpiewam. Ilekroć rozmawiam z kimś obcym przez telefon, zawsze zwracają się
    > do mnie "proszę pana". Choć przedstawiam się z imienia i nazwiska. I co? Powinn
    > am reagować? A właściwie po co? Mnie to nie obraża a na prostowanie drobnostek
    > szkoda mi czasu, fatygi i emocji.

    A ja śpiewam - mezzosopranem, ale w utworach oratoryjnych również NAJNIŻSZYM głosem kobiecym - altem. Kontralt zaś - to inaczej bardzo ruchliwy, koloraturowy mezzosopran smile Ale to na marginesie.
    Po tym wpisie przypomniała mi się sytuacja, kiedy załatwiałam formalności związane z przyjęciem do nowej pracy - najpierw rozmawiałam przez telefon z pewną osobą - specjalistą od dość męskiej dziedziny, odebrała telefon: "Mrówka, słucham" (nazwisko przykładowe, tego typu).
    Potem przyjechałam osobiście, i wchodząc do pomieszczenia mówię, że szukam pani Mrówki. Wychodzi facet i mówi wysokim głosem: "Ja jestem Mrówka, Artur Mrówka".
    Zrobiło mi się bardzo głupio, bo też mam w środowisku dwie osoby mylone płciami poprzez specyfikę głosu (profesor śpiewający kontratenorem i pani profesor, lubiąca sobie popalić, o niskim głosie), i wiem, jak czasem się denerwują z pomyłek.
    Przeprosiłam oczywiście, zaczęliśmy załatwiać formalności, i pan się pyta na jakie stanowisko, i co będę wykładać. Ja na to, że emisję głosu. I wtedy pan powiedział, że to jego odwieczny problem (nawet początkowo zrobiło mi się go żal) - zawsze kiedy rozmawia z kimś przez telefon, biorą go za kobietę. I dokończył: "A to bardzo krzywdzące, czuję się obrażony, bo jak to - czy widział ktoś kobietę na moim stanowisku?!"
    Obudziła się we mnie feministka, i nawet lekko go zrugałam (żartem) za takie sformułowanie, ale w końcu jednak pomogłam - dałam namiar na specjalistę z jego miasta, który mógłby mu pomóc w lepszym osadzeniu głosu, tak, by brzmiał nieco niżej i bardziej po męsku.
  • baba67 16.02.17, 12:19
    Kontratenorem sopranowym jak mniemam? Bo kontratenor altowy może mówić barytonem (Andreas Scholl). Sopranowy tez może mówic dośc niskim glosem (Jaroussky).ja mam kota na punkcie muzyki barokowejsmile

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • isopera 16.02.17, 14:32
    baba67 napisała:

    > Kontratenorem sopranowym jak mniemam? ja
    > mam kota na punkcie muzyki barokowejsmile

    Ha, nie sądziłam, że spotkam tu znawców, więc trochę uprościłam. Mój profesor (specjalista od baroku właśnie) śpiewał (kiedyś, bo ma teraz 88 lat) tenorem altowym, ale wszyscy mówią, że kontratenorem (a on uparcie prostujesmile.
    Ale to nie reguła z tym mówieniem - inny profesor jest kontratenorem altowym i mówi strasznie wysoko (jeszcze wyżej niż mój prof.).
    Zaś znany sopranista z Gdańska mówi typowo męskim głosem (abstrahując od manier) wink
    Pozdrawiam!
  • baba67 17.02.17, 12:11
    Za żadnego znawcę się nie uważam -po prostu kocham słuchać i ciesze się spotykając kogos kto się trochę znasmilePozdrawiam

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • koronka2012 09.02.17, 19:27
    Jeśli ktoś obraża się z takiego powodu, to ma chyba coś z głową, a na to rady nie ma.
  • minniemouse 10.02.17, 00:13
    .. przy akuratnej okazji, Google uhonorowal dzisiaj Alette Henriette Jacobs - holenderska lekarke, sufrazystke, aktywistke spoleczna ktora jako pierwsza w Holandii utorowala droge kobietom w medycynie. Byla corka lekarza, praca ojca fascynowala ja niesamowicie.
    Nie pozwolono jej uczeszczac do szkoly sredniej (liceum) wiec szkolila sie w domu, za ojca poparciem i przy jego pomocy.
    Musiala miec specjalne pozwolenie od rzadu aby jako kobieta moc studiowac medycyne.
    Walczyla m.inn o pomoc dla biednych i srodki antykoncepcyjne dla kobiet.

    Aletta H. Jacobs Born: February 9, 1854, Sappemeer, Netherlands
    Died: August 10, 1929, Baarn, Netherlands

    5 facts you need to know about Aletta h. Jacobs

    Niestety, po polsku nic nie ma o Aletcie..

    Ilez kobiety musialy zniesc (i jak dlugo) aby wywalczyc te zdawaloby sie, nic nie znaczace koncowki..

    Minnie
    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • kora3 10.02.17, 08:40
    Minnie, nikt nie zaprzecza takim faktom. Tak samo jak nikt nie zaprzecza np. rasowej dyskryminacji w USA, ale jeśli dochodzi do sytuacji, że Afroamerykanin obraza się, że ktoś zamawia czarną kawę wink to ma przypał niezależnie od koloru skory.
    Żeby zakładać z góry, ze ktoś pyta o właściciela mieszkania bo uważa, ze kobieta nie może być właścicielką trzeba naprawdę mieć określony stosunek do świata i siebie jako kobiety. Ja sobie zdaję sprawę, że być może u niektórych pań wynikac to może z przykrych osobistych doświadczeń. Ale na Baala przesada nie jest dobra w niczym.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 10.02.17, 09:33
    Koro przede wszystkim niemożebnie nieeleganckie jest to, że tak międlisz moją osobę w wątku, w którym nawet się nie pojawiłam.

    Pod nieobecność mojej osoby, piszesz o moim rzekomym zachwianym odbieraniu rzeczywistości i małostkowości oraz poddajesz uparcie moje zachowanie wiwisekcji, wracając i wracając do tego konkretnego przykladu. Zaprawdę powiadam ci, stoi to w tak absolutnej sprzeczności z zasadami bon tonu, że dziwi mnie, iż takie dziwne zabiegi uprawiasz, sama wystawiając sobie jak najgorsze świadectwo.
    Ogarnij się, na serio proszę cię, ogarnij się, bo teraz już ja sama czuję się zażenowana tym, w jak niekorzystnym świetle się stawiasz. Weź się w garść.
  • kora3 10.02.17, 10:04
    renn.ie77 napisała:

    > Koro przede wszystkim niemożebnie nieeleganckie jest to, że tak międlisz moją o
    > sobę w wątku, w którym nawet się nie pojawiłam.


    dziw, ze nie zwracasz na to uwagi gdyby szło o inne osoby. Ale nie, nie jest nieeleganckie, bo to jest forum, oba watki są jawne. Poza tym nie tylko Ty w tamtym przedstawiałaś taki pogląd, ale także np. Aqua.

    >
    > Pod nieobecność mojej osoby

    Że pod co?smile

    , piszesz o moim rzekomym zachwianym odbieraniu rzec
    > zywistości i małostkowości oraz poddajesz uparcie moje zachowanie wiwisekcji, w
    > racając i wracając do tego konkretnego przykladu.


    Wracam do tego przykładu, bo jest ciekawy - po prostu. Ciekawe jest, że można cos takiego przypisać dyskryminacji płciowej.

    Zaprawdę powiadam ci, stoi to
    > w tak absolutnej sprzeczności z zasadami bon tonu, że dziwi mnie, iż takie dzi
    > wne zabiegi uprawiasz, sama wystawiając sobie jak najgorsze świadectwo.


    Oj jestem zatem w licznej grupie tutejszych forumowiczów.smile gdybyś uwaznei sledziła forum, to byś to niewątpliwie zauważyla. Rozumiem, ze te osoby które mam na myśli też w Twoich oczach wystawiły sobie najgorsze swiadectwo?smile

    > Ogarnij się, na serio proszę cię, ogarnij się, bo teraz już ja sama czuję się z
    > ażenowana tym, w jak niekorzystnym świetle się stawiasz. Weź się w garść.


    Raczej Ty - jesteś tak przeczulona na swoi punkcie, że szok.
    Mnie się kiedyś z osobistych przyczyn zdarzyło na dość długo zrezygnować z forum. "Nieobecność mojej osoby" hehe została zauważona i nawet na ten temat ktoś (dalibóg nie pamiętam kto) założył watek. Rożne w nim były przypuszczenia, na przykład takie, ze może mnie partner zaprosił na wycieczkę dookoła swiata. Jak wróciłam do forum to sobie przeczytałam smile No pośmiałam się trochę, trochę zdziwiłam, ale żeby to brac tak na serio i pisać do tych ludzi (spora czesc stałych nicków w tym administracja o ile pamiętam smile) z oburzeniem, to by mi do głowy nie przyszło smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 10.02.17, 10:09
    To zupełnie inna sytuacja Koro, wiesz o tym doskonale. Ty przypisujesz mi przewrażliwienie i małostkowość, pisząc o mnie równolegle w wątku, kiedy nawet mnie w nim nie było. OK, skoro to naprawdę nie jest dla ciebie nieeleganckie, to naprawdę niźle naświetla mi całą sytuację.
  • kora3 10.02.17, 10:20
    No to została Ci naświetlona.
    Stosujesz jak widze podwójne standardy smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 10.02.17, 10:10
    kora3 napisała:

    > jeśli dochodzi do sytuacji, że Afroamerykanin ob
    > raza się, to ma przypał
    >jak ktoś dostrzega dyskryminację tam gdzie jej nie ma, to ma odpał i tyle.
    >Justyn miał po kolei po prostu

    Tak Koro wiemy, wiemy. Jeżeli z czymś co wyda Ci się dziwne się nie spotkałaś osobiście, nie widziałaś, albo nie przeżyłaś na własnej skórze, to tego po prostu nie ma. Ale jeśli ktoś by się jednak wbrew Twojemu osądowi rzeczywistości upierał że jakieś zjawisko istnieje, to ma przypał, odpał, fisia, albo nie po kolei...
    Jakoś nie zazdroszczę Ci specyficznego poczucia własnej wartości i tej mocno pokrętnej wizji świata, jakie tu na forum prezentujesz, choć zapewne łatwiej Ci się w ten sposób żyje, niż komuś kto realistycznie odbiera rzeczywistość i nie nagina faktów do swoich oczekiwań.
  • kora3 10.02.17, 10:19
    Wiesz dobrze o tym, ze z racji pracy stykam się z takimi problemami, które mnie nie dotyczą i przynajmniej niektóre nigdy dotyczyć nie będą. Staram się skutecznie pomagać tym, których dotykają, więc gadka tego rodzaju tylko mnie rozczula. smile
    Ale jak się domyślasz nie zajęła bym się "problemem" pt. "ktoś zapytał o lekarza dyżurnego a nie o lekarkę, alarm, dyskryminacja płciowa" podobnie jak nie zajęłabym się "problemem: czyjegoś złamanego paznokcia smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 11.02.17, 05:20
    kora3 napisała:
    > Wiesz dobrze o tym, ze z racji pracy stykam się z takimi problemami, które mnie nie dotyczą i przynajmniej niektóre nigdy dotyczyć nie będą.

    tak Koro, wiemy, wiemy, bo nie omieszkasz skorzystac z okazji zeby nam tego nie przypomniec ale znowuz z drugiej strony no co i ilez moze sie dziac w Pipidowku.

    Minnie
    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • kora3 11.02.17, 12:12
    No i właśnie - przy takich okazjach widać, ze nie tylko mało wiesz o swojej ojczyźnie, ale i mało wiedzieć chcesz. Stąd potem Twoje "nie wiem skąd, nie wiem jak, nie wiem kto, nie wiem gdzie, ale MA być" całkowicie oderwane od realiówsmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 10.02.17, 10:30
    Ponieważ ja mam wg Ciebie zaburzony odbiór rzeczywistości to może Ty oceńsmile Przed chwilą zadzwonił pan jakiś i zapytał czy może rozmawiać z dziennikarzem. Kolegi - jedynego w naszym zespole pana - nie ma aktualnie. Co powinnam była zrobić, jak się poczuc? Dzwoni jakiś szowinista i chce rozmawiać z dziennikarzem! Czyli zakłada głupio, że kobieta nie może wykonywać tego zawodu, albo li też zakłada (po głosie pewnie), ze JA nie mogę wykonywać, bom za głupia w jego oczach, a raczej uszach hehe pewnie. Czyż nie? ja jako osoba oderwana od rzeczywistości nic w związku z tym nie poczułam i nie sądziłam, że pan uważa iż kobieta jest za głupia, żeby być dziennikarzem a ja już w szczególności smile ale oświecona przez forum już teraz wiem co dziad miał na myśli. Jak pomyślę, ile razy w życiu padłam ofiarą takiej strasznej dyskryminacji, to slabo mi się robi. Ale że wychowano mnie w systemie patriarchalnym na służącą, to nie zareagowałam rugając ohydnego seksistęsad tylko o zgrozo - grzecznie zapytałam, czy chce rozmawiać z kims konkretnym. Ano nie - z dziennikarzem po prostu. Stłumiłam swój ból i powiedziałam, że słucham. Cwana bestia z tego szowinisty, bo nie pokazał po sobie jak bardzo jest zaskoczony faktem, że kobieta może być dziennikarzem - umie się dobrze ukrywać dyskryminator jeden!
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 10.02.17, 11:12
    A w jaja go kopnąć nie mogłaśsmile

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • kora3 10.02.17, 11:26
    No przez telefon raczej nie smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 10.02.17, 15:05
    kora3 napisała:

    > Ponieważ ja mam wg Ciebie zaburzony odbiór rzeczywistości to może Ty oceń

    > Dzwoni jakiś szowinista
    > ohydnego seksistę
    > Cwana bestia z tego szowinisty,
    > dyskryminator jeden!

    Oceniać ani Twoich Koro, ani cudzych odczuć nie będę, bo nie czuję się do takiej oceny tak powołana jak TY, natomiast niepomiernie mnie zaskakuje Twój ton i sformułowania na jakie sobie pozwalasz w odniesieniu do ludzi dzwoniących do redakcji. No ale cóż...
  • renn.ie77 10.02.17, 15:20
    Kabaret smile. Serio, to forum coraz bardziej przypomina kabaret.
  • kora3 10.02.17, 15:22
    No bo to jest kabaret, żeby w człowieku pytającym czy może mówic z właścicielem mieszkania, dziennikarzem, lekarzem widzieć zaraz kogoś dyskryminującego kobiety. To jest czysty absurd smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 10.02.17, 15:20
    No nie mów, ze nie pojelaś zartu... To raczej Wy 0 np. Ty i Rennie widziałybyście w tym panu jakiegoś szowinistę - ja widziałam tylko człowieka chcącego porozmawiać z dziennikarzem - płci dowolnej

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 10.02.17, 15:55
    kora3 napisała:

    > To raczej Wy 0 np. Ty i Rennie widziałybyś
    > cie w tym panu jakiegoś szowinistę

    Taaaak? Ach, oczywiście, jakbyś to Ty Koro mogła być winna tak brzydkiego i karygodnego zachowania, to przecież musiał kto inny napisać, nie Ty. Na pewno to ja i Rennie na zmianę piszemy z Twojego nicka te najgłupsze teksy no bo któż by...
  • kora3 10.02.17, 16:00
    hehe - noga stołowa pojęłaby, ze to transpozycja Waszych uprzedzeń smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 10.02.17, 16:56
    kora3 napisała:

    > hehe - noga stołowa pojęłaby, ze to transpozycja Waszych uprzedzeń smile

    No już się tak nie tłumacz Koro i nie wykręcaj kota ogonem. Jak pisałam wyżej jestem bardzo zdziwiona, że takie macie standardy w redakcji, ale cóż...

  • kora3 10.02.17, 17:13
    hehe a ja jestem zdziwiona twoim zaćmieniem , ale cóż smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 11.02.17, 06:23
    kora3 napisała:
    Przed chwilą zadzwonił pan jakiś i zapytał czy może rozmawiać z dziennikarzem.

    No bravo!

    https://m.popkey.co/449b10/XRQew.gif

    Twoje dowcipy Koro sa na wstepie chybione chocby z tego powodu ze gdy czlowiek gdzies dzwoni po raz pierwszy, to nie wie czy bezposrednio do dziennikarzy czy najpierw do jakiejs recepcji czy biura czy co, skad go dopiero skieruja gdzie trzeba. dlatego mowi "czy moge rozmawiac z...?" i to jest zupelnie naturalne zachowanie. rownie dobrze mogl tak powiedziec slyszac i meski glos.
    Ale nawet zalozmy ze tak nie bylo, on doskonale wiedzial dokad ma numer i ty Koro odebralas telefon a on dobrze slyszal w sluchawce twoj kobiecy glos (zakladam ze nie niesiesz glebokim basem czy barytonem) - to z szacunku dla ciebie powinien byl sie jednak chociaz spytac "przepraszam, czy rozmawiam z dziennikarka?" ew. "czy jest pani dziennikarka?"
    A poniewaz nie ma tego wpojone, to mysli odruchowo o dziennikarstwie w kategorii plci meskiej. a ty tez, z nieuswiadomienia, masz gleboko w ... nosie ze ciebie jako profesjonalistki - tu dziennikarki - sie nawet nie zauwaza, zwyczajnie olewa.
    A powinnas uczyc takiego (przy kazdej sposobnosci) przez "hehe, dziennikarza nie ma ale jest dziennikarka, prosze pana, jakby panu pasowalo" o szacunku zawodowym jaki ci sie nalezy.

    Oczywscie, ze zasadniczo nie ma co toczyc bojow jakie koniecznie koncowki maja byc uzyte w potocznej mowie, czy ma byc pani oficerka czy pani oficer czy major czy majorka itd itd ALE tez i to wcale nie o to chodzi.
    Tylko chodzi o to ze niezaleznie od swiatopogladu, kobiety powinny trzymac sie razem. Przesmiewanie sie z kogos a tym bardziej mowienie ze '"ma nie po kolei" bo np uwaza ze koncowka wyrazu jest wazna - w pewnym momencie jest niesolidarne, a pod katem SV - bardzo niegrzeczne.

    Minnie

    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • kora3 11.02.17, 12:09
    No brawo Minnkie, brawo - wreszcie zrozumiałaś, ze jak ktoś dzwoni/przychodzi gdzieś po raz pierwszy i nie wie kto odebrał telefon, albo otworzył drzwi, to pyta o dziennikarza, albo właściciela mieszkania w formie męskiej - całkowicie normalnie i poprawnie.
    Naprawdę się ciesze, ze WRESZCIE to pojęłaś smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 12.02.17, 23:56
    kora3 napisała:
    albo otworzył drzwi, to pyta o dziennikarza, albo właściciela mieszkania w formie męskiej - całkowicie normalnie i poprawnie

    Koro, Koro - rozmowa telefoniczna to jednak co innego niz face to face.
    I napisalam wyraznie, jesli ten mezczyzna wiedzial iz dzwoni bezposrednio do redakcji to powinien byl sie spytac CIEBIE (to mowisz basem czy nie?) "czy rozmawiam z dziennikarka?"

    tak w ogole politically correct to powinno byc "czy moge rozmawiac z dziennikarzem lub dziennikarka". ale hmm, jest to oczywiscie przydlugie i tymze klopotliwe. sek w tym, ze gdyby ogolnie atmosfera w PL byla bardziej pro-kobieta to i te koncowki nie wzbudzalyby tyle emocji.

    No i chyba nawet ty nie jestes taka dziecinna aby porownywac rozmowy telefoniczne w biurach gdzie mozna sie spodziewac wpierw jakiegos sekretariatu lub recepcji do pukania do mieszkania. gdy ci otwieraja drzwi to widzisz z kim gadasz, kropka.
    no chyba nie chcesz mi wmowic iz podczas mojego pobytu w PL tak sie zmienilo ze teraz mieszkania maja sekretariaty w przedpokojach, LOLOLOLOL big_grin big_grin big_grin

    Minnie

    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • kora3 13.02.17, 08:41
    Minnie ocknij się , człowiek pukający do obcego mieszkania jest w takiej samej sytuacji co dzwoniący - otworzyć mu może ktokolwiek

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 14.02.17, 02:16
    kora3 napisała:
    człowiek pukający do obcego mieszkania jest w takiej samej
    sytuacji co dzwoniący - otworzyć mu może ktokolwiek


    a nienie, bo w mieszkaniu mieszkaja na ogol wlascielKI mieszkania lub wlasciciele zlotko WIEC
    w przeciwienstwie do rozmowy telefonicznej sprawa z gruntu jasna. i tyle.

    Minnie

    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • kora3 14.02.17, 07:59
    nie Minnie - otworzyć komuś może ktokolwiek - domownik - nie właściciel, wynajmują mieszkanie itd

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 14.02.17, 08:32
    Minnie, obudź się! Mieszkam w budynku wielorodzinnym,, cztery piętra plus parter, na każdym piętrze trzy mieszkania. I w mojej klatce schodowej tylko w czterech lokalach mieszkają właściciele! Reszta jest albo pusta albo wynajmowana! I co, myślisz, że taki ktoś, chcący porozmawiać z OSOBĄ MAJĄCA PRAWA WŁASNOŚCI do lokalu - będzie dużo grzeczniejszy, jeśli zapuka, otworzy mu wynajmująca studentka, on ja zapyta "Czy pani jest właścicielką mieszkania?" zamiast "Czy mógłbym mówić z właścicielem mieszkania?"? Skoro w odpowiedzi i tak i tak usłyszy "Nie". Ba, może być i tak, że usłyszy "Ja nawet nie wiem, kto jest właścicielem, ja tylko podnajmuje pokój na czas sesji!"... big_grin
    Podobnie jak NIE JEST poniżające czy niegrzeczne zapytanie "Kto jest pani lekarzem prowadzącym?" - mimo, iż [twoim zdaniem zapewne] z góry zakłada, że lekarzem prowadzącym MUSI być mężczyzna, ten lekarz a nie ta lekarka. I zapewne, żeby nie naruszyć twojego poczucia równouprawnienia pytanie powinno brzmieć ""Kto jest pani lekarką prowadząca bądź lekarzem prowadzącym?"? A jeśli zamawiając taksówkę powiem dyspozytorce "Proszę powiedzieć kierowcy, że..." to zapewne zakładam, że kobieta nie może pracować na taryfie? Jeśli mówię "Powiedz nauczycielowi..." to znaczy iż jestem tępa i nie zdaję sobie sprawy, że w szkołach podstawowych sa jednak głównie panie nauczycielki? I tak dalej...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 14.02.17, 09:25
    Otóż to Vi - jakąś dyskryminację płciową może w tym dostrzegać tylko ktoś, kto na siłę chce ją dostrzec, po prostu.
    Przypomniała mi się zabawna sytuacja...Otóż swego czasu pracowałam w gazecie, gdzie w zespole w pewnym momencie były same panie. Nie, ze specjalnie tak kreowano kadrę, o tak wyszło. Tymczasem w konkurencji zespół był czysto meski w tym miesciesmile No i panowie z konkurencji, na swoich lamach złożyli nam życzenia z okazji Dnia Kobiet. Fajne, miłe, dowcipne. Pewna znajoma pani, której właśnie wszystko kojarzy się z dyskryminacją płciową uznala, że koledzy nas PONIZYLI smile Doprawdy uśmiecham się teraz na serio ...Poniżyli nas, bo POKAZALI, ze jesteśmy kobietami - no faktycznie, z uwagi na to, ze podpisywałyśmy się po kobiecemu i wyglądałyśmy jak kobiety nikt bez takich życzeń nie wpadłby a to, ze jesteśmy kobietami smile Zdaniem pani płeć nie ma w tej pracy znaczenia i tu miała rację, bo nie ma. Ale też nikt w tych życzeniach nie sugerował, że ma smile Zwyczajnie i po prostu miły gest od kolegów po fachu. Ale nie, PONIŻYLI. I pani stwierdziła, że powinnyśmy im wygarnąć! Poinformowałam ją, że to ja byłam m. on. adresatką życzeń, wiec decyzja czy się czuć poniżoną czy nie i reakcja na to należy tylko do mnie, a nie do postronnych pań. Tej pani w pracy zyczeń na Dzień Kobiet nikt nie składal, bo sobie nie zyczyła. Nie, to niesmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 14.02.17, 21:47
    kora3 napisała:
    No i panowie z konkurencji, na swoich lamach złożyli nam życzenia z okazji Dnia Kobiet. Fajne, miłe, dowcipne. Pewna znajoma pani, której właśnie wszystko kojarzy się z dyskryminacją płciową uznala, że koledzy nas PONIZYLI

    No to akurat bylo zachowanie absurdalne, nie majace nic wspolnego z dyskryminacja.
    i przyklad absurdalny.

    Minnie
    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • renn.ie77 14.02.17, 09:29
    Vi_san, kiedy ktoś otwiera drzwi to młody czy stary może być właścicielką czy właścicielem mieszkania, którego drzwi otwiera. Studenci też bywają właścicielami mieszkań, osobiście znam przynajmniej kilku. Dlaczego ktoś miałby zakładać, że skoro jest to młoda osoba, to nie może być właścicielem/właścicielką? To też jest rodzaj dyskryminacji.
    Osobiście uważam, że w takiej sytuacji należy zachować się uważnie i grzecznie, a więc zamiast patrząc na daną osobę oceniać czy na posiadanie własnego lokalu jest za młoda, za stara, za biednie, za dobrze ubrana, itp., założyć, że ten lokal może być jej.
    To zupełnie inna sytuacja, niż kiedy rozmawiając z kimś pytasz o specjalistę, który się nim zajmuje i ja tu w ogóle nie znajduję analogii. Oczywiste jest, że w 99 a może i 100% pytana osoba nie jest własnym lekarzem czy lekarką, prawda? I może mieć różnych lekarzy prowadzących, to chyba jasne? Wróżenie na podstawie płci osoby pytanej byłoby raczej karkołomne i skazane na niepowodzenie. Natomiast dorosła osoba otwierająca drzwi zawsze może być osobą z aktu własności i nie ma sensu a priori zakładać, że nie jest.
    A argument o tym, że w jakimś tam budynku jest więcej osób wynajmujących niż mieszkających w nim właścicieli? Ja akurat mieszkam w budynku, w którym tylko jedno mieszkanie na całą kamienicę jest wynajęte, we wszystkich pozostałych mieszkają właściciele mieszkań, w przypadku czterech lokali właścicielami lokali są wyłącznie kobiety.
    I akurat ten argument przytaczałam w kontekście tego, że oto stawiam swoje auto na strzeżonym parkingu. To ja jeżdżę tym samochodem, to ja opłacam abonament, to ja podpisywałam z właścicielem parkingu umowę. Ale to mojego partnera pyta się o to, czy nie chciałby sprzedać samochodu.. Dlaczego? Skąd to założenie, że to jego samochód, albo że to on mi to auto kupił, albo że to on o takich sprawach decyduje? To ja jestem jego właścicielką, to ja je sobie kupiłam. I podobnie było, jak pisałam w sytuacji niektórych budowlańców, którzy wchodząc do mojego mieszkania od razu zakładali, że właścicielem jest mój partner albo jeśli nawet my oboje, to na pewno on decyduje o rzeczach ważnych, takich jak choćby finanse.
    Tak, mnie, kobietę, która sama się utrzymuje, jeździ swoim samochodem, za swoje pieniądze i mieszka w lokalu, który jest jej, zakładanie, że podlegam w tych sprawach mężczyźnie denerwuje. I założę się, że gdybyśmy żyli w matriarchacie, a mój partner byłby niezależny i samowystarczalny, to gdyby właścicielka parkingu pytała mnie o to czy nie chciałabym sprzedać jego auta, to jego też by to oburzyło.

  • vi_san 14.02.17, 09:52
    Renn.ie - zamiast pisać "od czapy" przeczytaj może pierw na co odpowiadam? Minnie rzuciła tezę [zresztą dość niegrzecznie dodając to lekceważące "złotko"], że "w mieszkaniu mieszkaja na ogol wlascielKI mieszkania lub wlasciciele zlotko". No to nie, wcale nie koniecznie, o czym świadczy chociażby sytuacja w mojej klatce schodowej. I nie neguję, że osoba młoda może być właścicielem mieszkania! Chodzi mi wyłącznie o "czepianie się", że pytający, aby nie urazić wyśrubowanych norm równouprawnienia POWINIEN zapytać "Czy jest pani właścicielką mieszkania?", a chamstwem, skandalem i dyskryminacją będzie pytanie "Czy mógłbym mówić z właścicielem mieszkania?". per analogiam - równym chamstwem i dyskryminacją jest zapytanie "Kto jest pani lekarzem prowadzącym?" bo zakłada, że to musi być lekarz - ten lekarz, czyli mężczyzna! I mylisz się - o ile lekarzy zajmujących się pacjentką może być wielu [jeśli to centrum uniwersyteckie - możesz jeszcze doliczyć studentów na praktykach], to lekarz [bądź lekarka] prowadzący - jest jeden. Tak samo zapytasz "Kto jest twoim lekarzem pierwszego kontaktu?" - pomimo, że w przychodniach w "pierwszym kontakcie" są głównie lekarki - kobiety. I nie ma to nic wspólnego z szowinizmem, feminizmem czy dyskryminacja płci!
    Cóż, może powinnaś zmienić środowisko? Bo najwyraźniej mieszkasz w jakimś dziwnym rejonie... big_grin Jakoś gdy sprzedawałam samochód [mój, kupiony za własne pieniądze] to nabywcę interesowało tylko, kto jest FORMALNYM WŁAŚCICIELEM - jak się upewnił, że ja, to nijak się mojego męża nie czepiał, bo i po co?
    A w kwestii mieszkania jeszcze - ostatnio przyszedł do nas ktoś z administracji osiedla w pewnej sprawie. Drzwi otworzył mój mąż - właściciel lokalu, nie studenciak, i co? I też, cham jakiś ze spółdzielni wziął i zapytał, czy może mówić z właścicielem mieszkania! I nie, nie zapytał "Czy jest pan właścicielem?". No, doprawdy! Wziął zapewne mego męża [40+, 100 kg+] za mdłą niewiastę, która nie może być posiadaczem nieruchomości... big_grin Więc może "spasujmy" i nie doszukujmy się dyskryminacji tam, gdzie jej nie ma?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 14.02.17, 10:02
    smile Vi to jest normalne standardowe pytanie i tyle. Jeśli ktoś widzi w nim coś "nie ten" to tak zwyczajnie CHCE, chce to dostrzegać, chce być "ofiarą dyskryminacji"

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 14.02.17, 10:15
    Dokładnie o to mi chodzi!
    "Czy mogę mówić z właścicielem lokalu?" - "Owszem, to ja. O co chodzi?"
    "Kto jest pani lekarzem prowadzącym?" - "Doktor Monika W...", "Doktor Marek N..."
    "Proszę powiedzieć kierowcy, że będę czekała na przystanku tym i tym" - "Dzień dobry pani, widzę, że dyspozytorka przekazała, że będę na przystanku?"
    Czy w tych pytaniach można się doszukać dyskryminacji? Założenia, że właściciel, lekarz czy kierowca MUSI być mężczyzną? No, ja tego nie widzę.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 14.02.17, 10:21
    No jak się bardzo chce to można , jak widać smile znajoma pani doszukała się poniżenia nas jako kobiet w życzeniach na Dzień Kobiet - jak się bardzo pragnie to nie tylko Polak, ale i Polka potrafi ...smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 14.02.17, 10:38
    Nie rozumiesz. Gdybyśmy żyli w matriarchacie, gdzie ty byś zwyczajowo, statystycznie zarabiała te 20% więcej niż mąż i żylibyśmy w świecie, w którym mężczyźni od niedawna mogą o sobie samostanowić i głosować, pan z administracji pukając do drzwi pytałby automatycznie o właścicielkę mieszkania. I tylko wówczas byłaby to analogiczna sytuacja. Widzi mężczyznę, pyta o właścicielkę. Widzi kobietę, pyta czy jest właścicielką. Pyta o właścicielkę, koniec, kropka. Słowa właściciel nie używa, bo właścicielka wprawdzie głównie oznacza kobietę, ale bez zachowania pewnego bon tonu i uważności, pomimo tego, że istnieje męska forma on tej żeńskiej może użyć także wobec mężczyzny.

    Ja uważam, że skoro pan widzi osobę otwierającą drzwi płci żeńskiej, to powinien do niej dostosowywać swoją gadkę. Po prostu. I wykoślawianie tego oraz pisanie o chamach, potwornych dyskryminacjach i w ogóle aj, waj, jest bez sensu. Ja nie chciałabym pana, który widząc mnie nie potrafi dostosować form do mnie osobiście wypatroszyć, ja po prostu od takiego pana raczej nic nie kupię, bo według mnie jego zachowanie nie jest wobec mnie wystarczająco uważne i grzeczne, dlatego nie dam mu zarobić. Tylko tyle. Nie wciągnę go do mieszkania, nie oskalpuję, nie wykastruję, po prostu uważam, że nie dopełnił pewnej uważności, nie postarał się, a sprzedawca powinien mnie oczarować, do siebie przekonać i tyle.

    No i musimy się po prostu zgodzić z tym, że widzimy to inaczej. I jeśli pomaga ci założenie, że jestem 'wojującą feministką', osobą zaburzoną, potworną, okropną, wynaturzoną i co tam jeszcze, to proszę bardzo. To oczywiście bez sensu zakładać, że tylko twoja wrażliwość jest tą słuszną i że ja muszę być chora pscyhicznie, jeśli zauważam coś, co dla ciebie jest niuansem, ale ja naprawdę nie mam zamiaru z tym walczyć, bo po co?
  • renn.ie77 14.02.17, 10:10
    Pan z administracji widząc twojego męża nie zapytał przecież: czy mogę rozmawiać z właścicielką mieszkania? Tylko taka sytuacja byłaby analogiczna do tej, kiedy otwierająca drzwi mieszkania kobieta słyszy zapytanie o właściciela.
    Lekarzy nawet nie ruszam, bo dla mnie to jest przykład od czapy właśnie.

  • renn.ie77 14.02.17, 10:12
    A co do dziwnych rejonów, to rozumiem, że w Polsce jest ich więcej, skoro Aqua natrafila na budowlańca, który pomimo tego, że to ona go zatrudniała i ona mu płaciła, chciał koniecznie rozmawiać z jej mężem?
  • renn.ie77 14.02.17, 10:23
    "Różnych lekarzy prowadzących' w znaczeniu – różnej płci. Pytasz nie widząc lekarza, więc bez sensu byłoby domniemywać jakiej będzie płci. Ale skoro pyta się o lekarza i może to być lekarka, to równie dobrze można by od jutra pytać o lekarkę, prawda?
    To jest właśnie ta kwestia nierówności języka, która wynika też z pewnych nierówności, które są już sprawą historyczną. W języku polskim forma męska stosowana jest zarówno do mężczyzny jak i do kobiety, bo kiedyś nie było kobiet parających się tymi zawodami, itd. Męski oznacza więc męski i mieszany, a żeński oznacza tylko żeński.
    No ale czytam teraz, że trzy czwarte studentów medycyny to kobiety i na rynku więcej jest dzisiaj lekarek niż lekarzy, czy wobec tego zasadne byłoby od teraz zacząć pytać o lekarkę prowadzącą i mianem lekarki określać też lekarzy? I analogicznie na pięlęgniarza mówić pielęgniarka oraz na nauczyciela tytułować nauczycielką? Bo skoro dominacja mężczyzn w pewnych dziedzinach kształtowała kiedyś zasady językowe, to dlaczego nie zacząć ich teraz zmieniać? Może męzczyznom podobałoby się, gdyby tytułować ich: lekarka medycyny Jan Kowalski? W końcu są to kwestie umowne, dlaczego by nie odwrócić sytuacji męskiej dominacji?
  • vi_san 14.02.17, 10:33
    Ren.nie - pojmij!
    Ktoś z administracji pytając o właściciela - nie ma pojęcia czy chodzi o mężczyznę czy o kobietę - i jak się dowie to zapewne dalej będzie już pytał o właścicielkę! Prawda?
    Ok, możesz bić pianę na chudym mleczku i kłócić się z zaszłościami historycznymi. ale tych zaszłości nie zmienisz. Bo one już ZASZŁY. Możesz próbować zmienić normy obecne - możesz. Jak ci na tym zależy. Możesz się upierać i do ostatniej kropli krwi walczyć, że twoja znajoma jest architektką a nie architektem itd. A ja uważam, że dużo ważniejsze niż kwestia końcówek jest to, że zatrudniana w tym samym biurze projektowym architektka zwykle dostanie o kilka stów niższa pensję niż architekt - i to pomimo, że równocześnie studiowali, razem kończyli itd. I to jest większy problem. I na tym lepiej by się było skupić, a nie na tym czy będzie nazywana panią architekt czy architektką, panią dyrektor czy dyrektorką, panią doktor czy doktorką... Uważam, że nazwy - to głupi detal w zestawieniu z autentyczną dyskryminacją - i takie "bojowniczki o końcówki" smarują sążniste hasła i wierzą, że działają, a w gruncie rzeczy jest to działanie stricte pozorne.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 14.02.17, 10:46
    Vi - to jest kwestia języka. Jeśli w jakiejś grupie są zarówno mężczyźni jak i kobiety określa się ją jako grupę męskoosobowo: lekarze, celnicy, nauczyciele, dziennikarze, artyści, aktorzy itd.
    Właściciele mieszkań do takiej grupy należą i nie ma niczego nadzwyczajnego w tym, że się ich nazywa właścicielami.
    No ale dobrze załóżmy, ze ta osoba z administracji pyta: Czy pani jest właścicielką mieszkania? Co się dzieje, gdy odpowiedź brzmi "nie"? Sytuacja wraca do punktu wyjścia - znów trzeba zapytać czy się może mówić z ... właścicielem mieszkaniasmile No można zapytać czy można mówić z właścicielem lub właścicielką mieszkania. Odpowiedz znów może zabrzmieć "Nie". I następne pytanie a dlaczego nie mogę mówić z właścicielem lub właścicielką...Jak z Barei smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 14.02.17, 11:02
    Koro, ja to rozumiem. I wiem,że to kwestia językowa. To Renn,ie uparcie twierdzi, że nie, bo to dyskryminacja. I ok, może tak uważać. Niech z tym pójdzie do Rady Języka czy kto tam się takimi sprawami zajmuje, bo pisanie sążnistych epofieii na forum, to sorry, ale analogicznie jak "kliknięcie" lajka na fb pod zdjęciem pieska i napisem "zbieramy na karmę". Klikasz, fajnie, i nic z tego nie wynika, bo chyba nikt zdrowy na umyśle nie wierzy, że za kliknięcie myszką jacyś "oni" zakupią karmę do schroniska? Czyli działanie pozorne. Ja pomagam pieskowi, kliknęłam lajka... Ja walczę o równouprawnienie, napisałam 2484464676465667 postów na forum...
    Cóż, może owa "formułka powinna brzmieć "Czy mogę rozmawiać z osobą uprawnioną do podejmowania decyzji w sprawach danego lokalu?" Ale to długo i nie praktycznie... big_grin

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • renn.ie77 14.02.17, 11:14
    Ja nie twierdzę 'uparcie', po prostu twierdzę, takie są moje poglądy i prezentuję je, bo napisałam coś, na co zwrócono uwagę i zaczęła się na ten temat dyskusja. Nie o pieskach i lajkach na FB, ale właśnie o języku, dlatego odpowiadam nie o pieskach i lajkach na FB, tylko pisząc o języku i odnosząc się do przedstawionych, np. przez ciebie argumentów.
    Ten wtręt o pozorowaniu akcji jest generalnie chamski i zupełnie nie pojmuję, dlaczego chciałabyś za mnie decydować co, jak i kiedy miałabym robić w kwestiach feminizmu. Sorry, robi się i śmiesznie i strasznie. Dyskusja jest o równouprawnieniu, więc dyskutuję o równouprawnieniu.
    Kilka postów wcześniej napisałam zresztą, że jestem jedną z organizatorek Czarnych Protestow, ale także na przykład Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. W moim mieście angażuję się w wiele feministycznych i bardzo różnorodnych w formie akcji. Działam w Dziewuchy Dziewuchom.
    Osobiście uważam, że działam jak mogę i gdzie mogę. Nie bardzo rozumiem, dlaczego uważasz się, za właściwą osobę, aby oceniać mój feminizm?
  • kora3 14.02.17, 11:15
    Długo i niepraktycznie, ale przede wszystkim nieprecyzyjnie. Bo zależnie od ustaleń z właścicielami np. wynajmującego mieszkanie, może on podejmować pewne decyzje albo nie. Jeśli wiec pytający chce np. zaoferować wymianę drzwi, to wynajmujący całkiem możliwe, ze taka decyzję może podjąć, ale już decyzji o zmianie ubezpieczyciela mieszkania podjąć nie może. Nie ma po co piętrzyć trudności i szukać dziury w całym.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 14.02.17, 11:05
    Wcięło mi post, więc napiszę jeszcze raz.

    Widzisz, ja myślę – mniej oceniania, więcej solidarności. Z jakiegoś powodu uważasz, że śmianie się ze mnie i deprecjonowanie moich poglądów jest słuszne, zupełnie nie pojmuję dlaczego?
    W feminizmie jest wystarczająco dużo miejsca dla nas wszystkich. Dla feministek, które walczą o język i dla takich, które walczą o zrównanie wynagrodzeń. Dla innych z kolei ważniejsze będą prawa reprodukcyjne czy równy dostęp do edukacji, itp. I naprawdę uważam, że bez sensu jest tracić parę na walkę wśród kobiet o to co jest ważniejsze i jakie tematy powinno się podejmować. I jeśli coś osłabia siłę kobiet, to wg. mnie właśnie takie zachowania.
    Ja zresztą nigdzie nie napisałam, że dla mnie nieważne są te nierówności w płacach ani że końcówki są ważniejsze. To przekłamanie.
    Każda z nas odpowiedzialna jest za feminizm i każda z nas powinna podejmować działania, jakie uważa za słuszne. Ja nie chcę oceniać twoich poglądów na ten temat. Nie będę cię szufladkowała i nie podejmuję się decydowania, czy jesteś wystarczająco dobrą feministką. Dyskryminacja jest nadal faktem, jedne działaczki zwracają uwagę na takie jej aspekty jak nierówność płac, inne będą sie zajmowały wpływem języka na społeczeństwo i na tworzący się dzięki używanemu językowi porządek. Jedno nie wyklucza drugiego, dyskryminacja to problem skomplikowany i wielowarstwowy. Najsmutniejsze jest, kiedy kobiety wyśmiewają kobiety i podejmują się decydowania za nie, co powinno być dla nich ważne. To taka dyskryminacja wśród kobiet. A może by tak zaufać innym feministkom? Ich uczuciom, ich wrażliwości, ich inteligencji, ich analizie? No dlaczego by nie? Albo chociaż nie wyśmiewać ich, nie pisać o nich z pogardą? Naprawdę za mało mamy pogfardy wobec kobiet i dyskryminacji, żebyśmy jeszcze same musiały dołączać do tego chóru?
  • vi_san 14.02.17, 11:24
    Gdzie i jak cię oceniłam, przytocz? Gdzie wyśmiewam twoje poglądy bądź je deprecjonuję? Nie wiem ile jest miejsca w feminizmie, bo z zasady jestem antyfeministką. Nie zgodzę się też, że "każda z nas odpowiedzialna jest za feminizm" bo to jest bełkot - nie jestem feministką i nie jestem odpowiedzialna za coś czego nie popieram. To tak, jakbyś napisała, że "każda z nas odpowiedzialna jest za obecny rząd". No, nie, bo nie każda z nas ów rzad popiera, acz skutki jego działań odczuwamy wszyscy, niezależnie od poglądów.
    Nie decyduję też za ciebie co masz robić, myśleć, czy mówić/pisać. Rób, myśl, mów/pisz co i jak uważasz - sobie tylko pozostawiam prawo do oceny czy dane działanie,słowa uważam za sensowne czy nie. Co w żaden sposób nie jest dla ciebie wiążące, a jest tylko wyrazem MOICH subiektywnych poglądów.
    Pogardy tez wobec ciebie nie odnotowałam, ani we wpisach moich, ani Kory, więc nie przesadzaj...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 14.02.17, 11:35
    Widzisz Vi - nie sądzę, byś była heh antyfeministką smile Sądze, ze na pytanie: czy to w porządku, że kobieta z założenia ma zarabiać mniej niż mężczyzna pracując na tym samym stanowisku i osiągając te same wyniki odpowiedziałabyś "nie". W kwestii aborcji jak sadzę Twoja postawa byłaby podyktowana nie płcią, a światopoglądem.
    Nasze poglądy i postawy są pokłosiem wielu spraw, nie tylko płci. Dlatego oczekiwanie, ze powinnaś jakoś myśleć bo jesteś kobieta uważam za nielogiczne i - paradoksalnie - dyskryminujące płciowo. Bo to zaprzecza nieszufladkowaniu ze względu na pleć. Nie wolno oczekiwać, czy przypuszczać, ze kobiety lubią cos tam interesują się tym czy tamtym, ale oczekuje się, ze będą popierać coś i solidaryzować się z tym, bo sa kobietami. To paradoks smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 14.02.17, 11:45
    No ok, może inaczej. Nie uważam się za feministkę w żadnym stopniu. Uważam się za człowieka. I nie, nie płeć decyduje o tym kim i jakim człowiekiem jestem. Nie lubię fizyki nie dlatego, że jestem kobietą, a dlatego, że mnie nudzi. I pomimo to ukończyłam kilkumiesięczny kurs kryminologi [zbieranie śladów, zajęcia w prosektorium - sekcja zwłok] - nie dlatego, że mam "męskie" zainteresowania, a dlatego, że to po prostu jest pasjonujące.
    W postawie Renn.ie najbardziej mnie drażni "Każda z nas odpowiedzialna jest za feminizm i każda z nas powinna podejmować działania", " zaufać innym feministkom", "W feminizmie jest wystarczająco dużo miejsca dla nas wszystkich" - i to, że nie przyjmuje ona do wiadomości, że ja NIE MAM zaufania do osób deklarujących się jako "feministki", bo jeśli patrzą wyłącznie przez pryzmat posiadania bądź nie penisa - to są dokładnie tak samo ograniczone jak szowiniści...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • renn.ie77 14.02.17, 12:02
    Yyyyyyyyyyyyyy.

    Przede wszystkim nie mogę dopowiadać za wszystkie feministki. Feministki są różne, bo są tylko ludźmi.
    Od wielu lat jestem w szczęśliwym związku, mam syna. Nie dyskryminuję ich. Gdybyś przeczytała, co tutaj pisałam – pisałam o równouprawnieniu i o tym, że dyskryminacja kobiet tworzy też dyskryminację mężczyzn, którzy na przykład nie wpisują się w stereotyp mężczyzny. Dlatego nie rozważam świata wg. tego kto co ma pomiędzy nogami, chciałabym aby to, co kto tam ma albo czego nie ma, nie decydowało o nas za nas. Dlatego nie uważam, że możesz nie lubić fizyki, bo jesteś kobietą. Nie lubisz fizyki, bo nie lubisz fizyki. Mój syn uwielbia matematykę nie dlatego z kolei, że jest chłopcem, po prostu lubi matematykę. I na przykład to, że jest wrażliwym chlopcem nie oznacza, że jest niepełnowartościowy. Ma prawo taki być.

    Ty masz prawo nie lubić feministek, nie mieć do nich zaufania i co tam sobie jeszcze chcesz. To jest twoje prawo. Ponieważ pisałaś o sprawach dotyczących równości oraz o tym co w feminizmie jest ważniejsze, zrozumiałam, że jesteś feministką, dlatego pisałam, że jako feministka jesteś odpowiedzialna za tenże feminizm, że sama go współtworzysz i że także od ciebie zależy czym będzie. I że w feminizmie jest miejsce na różne odcienie feminizmu. Nie chcesz? Nie musisz. To jest twoja prywatna, osobista sprawa. Natomiast dziwne wydaje mi się, że ktoś kto się od feminizmu odżegnuje uważa, że wie najlepiej czym ten feminizm jest i jaki powinien być. To tak jak dyskutowanie o książce, której okładki brzydzisz się dotknąć i jej nie przeczytałaś.
    Feministki, które znam nie dzielą świata na męski i damski, tak jak ty sama o tym piszesz, pisząc o równości. Mówią o tym, że mamy równe prawa i że mamy prawo podążać własną drogą. Jeśli mężczyzna chce robić swetry na drutach i to go interesuje, to świetnie, a jeśłi kobieta chce kroić trupy w prosektorium to świetnie. Każdemu podług potrzeb, tak aby był szczęśliwy. Dziewczynka ma prawo mieć niewyparzoną buzię, a chłopiec ma prawo sadzić kwiatki. Nie powinno być podziału na właściwe dla kobiet i właściwe dla mężczyzn. Natomiast walczą z mechanizmami, które nadal, nawet dzisiaj przyklepują pewne nierówności, ale to nie PiS, tu nikt nie dostaje karteczki z właściwymi poglądami oraz z tym, co ma mówić i jak myśleć. Innego feminizmu nie znam.
  • vi_san 14.02.17, 12:39
    A czy ja gdzieś powątpiewałam, że możesz nie mieć szczęśliwej rodziny? surprised?
    Nie pisałam co jest ważniejsze "w feminizmie" bo feminizm mnie guzik obchodzi. Pisałam co jest ważniejsze W REALNYM ŻYCIU. No, może cię to zaskoczy, ale w realnym życiu ma dużo mniejsze znaczenie czy będziesz się nazywała archiwistą czy archiwistką niż kwota jaka co miesiąc wpływa na twoje konto tytułem wynagrodzenia...
    Widzisz, a większość feministek, które miałam wątpliwą przyjemność poznać, tak właśnie dzieli świat - jesteś facetem = nie masz nic do powiedzenia a jak śmiesz dziób otworzyć to jesteś szowinistyczną świnią, jesteś kobietą = jesteś siostrą i witaj w klubie, niezależnie od tego co masz w głowie. I to jest dla mnie postawa nie do przyjęcia - temu z feminizmem jako takim nie chce mieć nic wspólnego - przynajmniej dopóki nie znajdzie rozsądniejszych reprezentantek.
    Niewyparzonej buzi nie powinien mieć nikt - kultura powinna obowiązywać zarówno chłopców jak i dziewczynki. Osobiście znam dorosłego mężczyznę, który robi bardzo piękne i skomplikowane koronki - frywolitki. Czy to mu odejmuje męskości? W moich oczach - wcale. W oczach jego żony tez nie zauważyłam żeby. big_grin
    A na marginesie - sekcji nie przeprowadzałam - uczestniczyłam tylko jako obserwator.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • renn.ie77 14.02.17, 13:52
    Nie zaskoczy mnie wcale, że w realnym życiu liczą się pieniądze, nie wiem skąd takie przypuszczenie? Te mniejsze zarobki to także kolejny powód, dla którego np. kobiety nie odchodzą od bijących je mężczyzn, bo w realnym życiu to czy zarabiasz np. 2 tys. czy 3 tys. robi różnicę. Podobnie jest zresztą z tym, że ocenia się, że zatrudnienie kobiet jest mniej stabline, tzn. są częściej i chętniej zwalniane, że wolniej awansują, itp. Te dysproporcje są więc realnie nawet większe, jeśli to wszystko się doda.
    Nigdzie nie napisałam, że te mniejsze zarobki są mniej ważne. Napisałam tylko, że jako kobietę, która do feminizmu przyłączyla się z powodu tych bardzo wyraźnych i widocznych dyskryminacji, zaskoczyło mnie, że jest tego dużo więcej, że nawet w tych dziedzinach, o których wcześniej nie wiedziałam czy nie myślałam, też jesteśmy dyskryminowane. I czytając o tym zgadzam się, że język też robi różnicę, bo buduje pewien porządek społeczny.
    I naprawdę, choć obracam się w tym środowisku, nie zdarzyło mi się spotkać kobiety, która nienawidziłaby i dyskryminowała mężczyzn. Na pewno takie istnieją, ale ja po prostu ich nie poznałam. Zresztą, idea rownouprawnienia jest słuszna, więc dlaczego od bycia feministką miałaby mnie odstręczyć osoba, która by idee równości wykoślawiała? Dlaczego miałabym dać sobie wmówić, że feminizm=nienawiść do mężczyzn, skoro tak NIE JEST?
    To nie jest partia, w której każda z nas nosi przy sobie książeczkę z katechizmem feministki stworzonym przez guru feministek. Feminizm jest przebogatym i bardzo rożnorodnym ruchem. I nawet jeśli w jakiejś mniejszości są jakieś tam feministki, które źle pojmują ideę równości, to jest to ich problem, nie mój. Tak uważam, dlatego jestem feministką.
    O rodzinie pisałam w kontekście tego, że feministki podobno nienawidzą mężczyzn. Jestem feministką, jestem w wieloletnim związku z mężczyzną, mam syna. Nienawiść do mężczyzn naprawdę komplikowałaby mi życie.
  • kora3 14.02.17, 12:17
    Podzielam Twój pogląd ...ja też dlatego poszłam do technicznej średniej szkoły i na takież pierwsze studia, ze jestem feministką i chciałam pokazać facetom, że potrafię tylko dlatego, że miałam takie zainteresowania. Teraz też uczestniczę w turniejach w lotki nie dlatego, by coś komuś pokazać, tylko dlatego, ze lubię. Nie ma dla mnie znaczenia, czy gram z facetem, czy babką, ma znaczenie z jakim graczem, a wśród najlepszych są i panie i panowie. Nie uważam, że określa mnie jako człowieka, pracownika, przyjaciela, koleżankę to co mam między nogami

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 14.02.17, 11:37
    OK, może w twoim regionie, skoro już mowa o regionach pisanie o czyichś słowach 'bełkot' jest zgodne z SV. W moim nie jest. Tak samo pisanie z pogardą o czyichś działaniach w stylu: 'To Renn,ie uparcie twierdzi, że nie, bo to dyskryminacja. I ok, może tak uważać. Niech z tym pójdzie do Rady Języka czy kto tam się takimi sprawami zajmuje, bo pisanie sążnistych epofieii na forum, to sorry, ale analogicznie jak "kliknięcie" lajka na fb pod zdjęciem pieska i napisem "zbieramy na karmę". Klikasz, fajnie, i nic z tego nie wynika, bo chyba nikt zdrowy na umyśle nie wierzy, że za kliknięcie myszką jacyś "oni" zakupią karmę do schroniska? Czyli działanie pozorne. Ja pomagam pieskowi, kliknęłam lajka... Ja walczę o równouprawnienie, napisałam 2484464676465667 postów na forum...'

    I wybacz, bo wzięłam cię za feministkę oczywiście, kiedy tak zaczęłaś z zapałem perorować, jaki powinien być feminizm. Do głowy by mi nie przyszło, że można być antyfeministką i uważać, że ma się najlepszą wiedzę o feminizmie oraz o tym czym powinien być.

  • vi_san 14.02.17, 11:56
    Porównanie nie jest pogardliwe - jest konkretne. Bo moim zdaniem napisanie miliarda postów na forum o końcówka w nazwach zawodów = właśnie kliknięciu lajka pod fotką pieska na fb. Czyli pozorowaniu działań. Bo chyba nikt nie wierzy, że kliknięcie lajka sprawi, że jacyś hipotetyczni "oni" [czyli realnie - kto niby?] zakupi dla schroniska karmę? Napisanie nawet i miliona postów o wyższości architektki, marszałkini czy pedagożki nad panią architekt, panią marszałek czy panią pedagog tak samo nie zmieni niczego.
    Z tym, że to, oczywiście, moje zdanie. Skoro cię to bawi - pisz do u...śmiechniętej śmierci. Tylko licz się z tym, że twoje "działania" zostaną ocenione jako właśnie pozorne.
    Acz nie poddaję w wątpliwość, że w życiu realnym działasz, biegasz z czarna parasolką, organizujesz i przemawiasz do tłumów. I ok. Skoro ci to daje satysfakcję? Ale daruj sobie "Każda z nas odpowiedzialna jest...", "każda z nas powinna...", czy temu podobne - bo właśnie w ten sposób usiłujesz mi, Korze i innym narzucić swój pogląd jako jedyny właściwy. A to tak nie działa - nie każda z nas jest odpowiedzialna, nie każda z nas musi... A w ogóle jakie "nas"? Może się zdziwisz i oburzysz, ale WIĘKSZOŚĆ [większość nie oznacza wszystkie!] feministek jest dokładnie tak samo ograniczona jak szowiniści - tylko w drugą stronę. A ja nie mam za grosz zaufania do osób, które oceniają innych prze pryzmat posiadanych organów płciowych - i nie ma znaczenia czy in plus jest posiadanie penisa czy tez waginy.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • renn.ie77 14.02.17, 12:11
    To jest forum, na forum się pisze. Temat jest taki a nie inny, więc odpowiedzi są takie a nie inne. Ja na tym forum nie działam jako feministka, tylko odpowiadam na posty, akurat w tym temacie jako feministka, bo temat jest taki a nie inny i dotyczy tych konkretnych poglądow jakie reprezentuję.
    Zeby było jasne, wzięłam cię za taką właśnie feministkę, którą tak bardzo pogardzasz i której tak bardzo nienawidzisz, dlatego pisałam odnosząc się do zbioru feministek, że każda z nas feministek, bla, bla, bla. Osobiście daleka jestem od zmuszania kobiet, aby były feministkami, tak samo jak przeciwna jestem zmuszaniu mięsożerców do przejścia na wgetarianizm. To jest prywatna sprawa każdego czy każdej z nas.
    I oczywiście gratuluję poznania większości feministek, ja większości jeszcze nie poznałam, choć działam w tym środowisku.

    Nie bardzo rozumiem, co ty tak o tej Korze i Korze? Wygasiłam ją, nie piszę do niej, nie jest adresatką moich postów. O co cho?
  • vi_san 14.02.17, 12:29
    Nie pogardzam feministkami. Ani tym bardziej ich nie nienawidzę. Nie zdarzyło mi się nienawidzić obcych osób, które mi nijak nie naruszają mojego terytorium. Co nie znaczy, że je lubię czy popieram. Tak jak nie pogardzam wegetarianami, chociaż jestem zadeklarowanym mięsożercą.
    Większość feministek z którymi się zetknęłam, bądź które miałam wątpliwa przyjemność oglądać na ekranie tv - właśnie dzielą świat na "męski" = be i "kobiecy" = cacy. Czyli robią dokładnie to, przeciwko czemu [podobno] protestują tylko w drugą stronę: uzależniają "status" osoby od tego co jej się między nogami majta. Sorry, ale dla mnie to jest nie do przyjęcia. I może jak feministki znajda rozsądniejsze przedstawicielki - to uda się mnie przekonać do idei - na razie: sorry, Winnetou...
    A o Korze - bo od dyskusji z nią cała sprawa się zaczęła - wygasiłaś, ok. Nie ma sprawy, nie ośmielę się więcej o niej napomknąć.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 14.02.17, 12:33
    Vi sprawa jest prosta jad drut - WSZELKA przesada budzi politowanie i śmiech, czasem stłumiony. smile
    Jak już pisałam, spotkałam się nie raz i nie dwa z sytuacjami, gdy panie autoryzujące na moja prośbę swe wypowiedzi niechętnie patrzyły na napisanie o nich np. "dyrektorka". Dodam, że nie piszę tak "przedstawiając" w tekście osobę. "Przedstawiam" - Bla bla bla - mówi Anna Nowak, dyrektor Miejskiego Zakładu .... Ale potem piszę np. - Bla bla bla - dodaje dyrektorka MZ...Większości pań to nie przeszkadza, ale są takie, które z uporem nie życzą sobie takiej formy. Stosuje się, ale wzbudza to we mnie śmiech i politowanie. Dokładnie tak samo jest w drugą stronę. Tak samo śmiech i politowanie budzą we mnie osoby stale podkreślające cokolwiek - np. wyksztalcenie, stanowisko. Znam pania, która darł szaty, ze ja gdzieś tam przedstawiono jako przedszkolankę, bo ona jest nauczycielka wychowania przedszkolnego smile - lo matkosmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 14.02.17, 14:12
    Cóż, ja spotkałam panią, która się ciężko obruszyła, bo przedstawiając ją [nie podczas np. konferencji naukowej czy w jakichś oficjalnych "zaszłościach" a zwyczajnie, w rozmowie] ktoś powiedział "Doktor Ewa Iksińska", a tymczasem [wedle niej] powinien był powiedzieć "Ewa Iksińska, doktor habilitowana nauk medycznych" - bo tak brzmi jej tytuł naukowy... Można i tak, acz moim zdaniem - nie ma racji. Słuszne byłoby oburzenie, gdyby ów przedstawiający powiedział "Marek Igrekowski, profesor zwyczajny doktor habilitowany nauk medycznych i doktor Ewa Iksińska". Choć w ogóle w relacji prywatnej - nie widzę ani potrzeby ani sensu wymieniania tytulatury i osiągnięć naukowych. Inna kwestia w sytuacji np. konferencji naukowej: "Z prelekcją wystąpi doktor habilitowana nauk medycznych Ewa Iksińska" - gdyż wystąpienie Ewy Iksińskiej ma ścisły związek właśnie z jej osiągnięciami zawodowymi.
    A co do "dyrektorki" - mam tez raczej niechętny stosunek. Tak jak do "marszałkini", "psycholożki" czy "architektki". Być może jest to kwestia "osłuchania się", ale wcale nie koniecznie. No, preferuję wersję "Pani minister tańczy..." big_grin A więc pani marszałek, pani psycholog, pani architekt, pani dyrektor. A nawet i bez "pani". Czy czytając w prasie "Dyrektor firmy XYZ Anna Nowak powiedziała..." - masz wątpliwości co do przynależności płciowej dyrektora firmy? bo ja jakoś nie... smile

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • renn.ie77 14.02.17, 14:32
    Nie rozumiem pierwszego przykładu odniesieniu do feminizmu. Ale ludzie mają różne fobie, zapewne nie tylko Ewa Iksińska.

    Osobiście lubię żeńskie formy, dlatego tak lubię być przedstawiana. Oczywiście czytając o 'dyrektor Annie' nie mam wątpliwości, że jest kobietą, więc tym bardziej czemu używać wobec niej męskiej formy skoro istnieje żeńska? Oczywiście, gdyby dyrektorka Anna życzyla sobie przedstawiania jako dyrektor, nie narzucałabym jej żeńskiej formy, bo i po co?
    Inną sprawą jest, że uważam, iż takie żeńskie formy powinny być przez językoznawców twoprzone czy wskazywane jako właściwe, bo w przypadku wielu zawodów one nie istnieją, a nie istnieją, ponieważ kobiety kiedyś tych zawodów nie wykonywały czy tych funkcji nie piastowały. Sytuacja się zmieniła i dziisja te żeńskie formy są potrzebne tym, ktorzy chcą ich używać. To czemu im tego zabraniać? Nie rozumiem?
  • vi_san 14.02.17, 14:40
    Renn.ie - tak właśnie działa "wygaszenie" jednego z rozmówców - gubisz wątek. big_grin Bo odpowiadałam na post Kory... I temu możesz "nie rozumieć" przykładu w odniesieniu, bo odnosi się on do czegoś całkiem innego z czym się nie zapoznałaś.
    Powtórzę po raz kolejny, bo najwyraźniej masz problemy z czytaniem. Każda kobieta ma prawo do własnych poglądów - zgadzasz się? Ma prawo do własnych preferencji i wyborów - zgadzasz się? No więc przedstawiłam MOJE preferencje i MOJE poglądy - JA wolę wersję "pani dyrektor Anna Nowak", albo "dyrektor Anna Nowak" a nie "dyrektorka Anna Nowak". Ja wolę. Nie upieram się, że ty masz woleć, czy że ty masz stosować. Nie zabraniam nikomu, napisałam tylko o swoich preferencjach w tej kwestii - czegoś jeszcze nie rozumiesz?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • renn.ie77 14.02.17, 14:47
    No cóż, jestem w stanie przyjąć na klatę ten efekt wygaszania.
    Widzisz, sama piszesz, że kulturalne zachowanie podobno obowiązuje wszystkich, a potem dyskutujesz z kimś i piszesz 'brednie' albo 'masz problemy z czytaniem'. Mnie uczono, że to jest akurat brak kultury i szacunku dla rozmówcy. Czyżļy też jakaś regionalizacja tu zawiniła? Na niewłaściwej ulicy Sezamkowej się wychowałam?
    Rozumiem, że na forum, gdzie rozmówców jest wielu, na pytanie zadane nawet konkretnej osobie mogę odpowiedzieć także ja, tu akurat to było nieporozumienie, ale mogę. I twoja odpowiedź jest raczej grubiańska a nie zgodna z zasadami SV. Nie, żebym miała z tego powodu cierpieć na bezsenność oczywiście.
  • vi_san 14.02.17, 15:00
    Nie napisałam że "bredzisz". Napisałam tylko, że w tym, konkretnym przypadku nie rozumiesz odniesienia - bo nie wiesz do czego się odnosiłam. A nie wiesz, bo nie widzisz postów osoby "wygaszonej". I tyle. Doprawdy to grubiaństwo, wyjaśnić, że moja wypowiedź nijak nie odnosi się do dyskusji z tobą?
    A co do "masz problemy z czytaniem": napisałam wyraźnie "mam tez raczej niechętny stosunek" - czyli JA preferuję taką a nie inną wersję. Na co ty w swoim poście odpowiedziałaś mini - wykładem, że formy żeńskie powinny być tworzone i wskazywane jako właściwe, że żeńskie formy są potrzebne i że czemu ich zabraniać! No to pokaż mi jeden mój wpis w którym komukolwiek zabraniam, bądź postuluję zabranianie?
    Twoim zdaniem - żeńskie formy są potrzebne i powinny być tworzone i wskazywane jako właściwe - a moim nie. I coś z tego wynika? Ano na razie kompletnie nic. Jeśli Rada Języka Polskiego wprowadzi jako poprawną formę "marszałkini" zamiast "pani marszałek" - to z bólem zębów to zaakceptuję. Na razie jednak, moim zdaniem na szczęście, nic na to nie wskazuje. Acz ty możesz dowolnie używać - mi to na prawdę nie robi różnicy.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • renn.ie77 14.02.17, 15:19
    To forum, o ile się nie mylę, oznacza to miejsce do wymiany opinii i poglądów. Nigdzie nie widziałam wymogu, aby szły za tym konkretne dokumenty do konkretnych instytucji? To rozmowa, nic więcej.
    Ponieważ pisałaś o swoim niechętnym stosunku oraz o tym, co w feminizmie jest ważniejsze od czego, w połączeniu z zapytaniem o dyrektor Annę, które błędnie odczytałam jako pytanie do mnie, napisałam dlaczego uważam, że takie formy powinny być tworzone, choć osobiście nie miałabym w tym przypadku kłopotu z ustaleniem płci dyrektorki.

  • vi_san 14.02.17, 15:42
    No i ok, nieporozumienie się wyjaśniło.
    Z tym, że ja nie pisałam o tym co w feminizmie jest ważniejsze od czego - guzik mnie obchodzi co w feminizmie jest bądź nie jest ważniejsze. Dla mnie liczy się to, co jest ważniejsze w życiu. I to zasadniczo głównie dla mnie i moich najbliższych. Z tym, że wyznaję zasadę "Żyj i daj żyć innym" - nie uważam, że ktokolwiek cokolwiek musi czy powinien, dlatego, że coś tam. O ile nie narusza moich granic. Nie przeszkadza mi, że ktoś woli jak go nazywać "dyrektorką" czy "architektką". Jak lubi to czemu nie, mogę. Chociaż MI się to nie podoba - ale skoro ktoś woli? Natomiast drażni mnie nieziemsko, jak słyszę od kogoś, że "powinnam woleć to czy tamto", albo że "to czy tamto powinno być promowane jako lepsze". Bo może jest lepsze dla osoby postulującej, ale nie dla mnie?
    Przykład [spoza feministyczno - językowego kręgu]: mam znajomą, która od dość dawna przekonuje mnie, że powinnam mieć dziecko. Bo ona ma i wie, jakie to szczęście, bo nic nie zastąpi małych rączek na szyi, bo laurki, pierwsze słowo, bo nie wiem co tracę... No, u licha, być może nie wiem co tracę, ale skoro będąc osobą dorosłą, wykształconą [mniej - więcej] świadomą praw i obowiązków, odpowiedzialną podjęłam decyzję, że dzieci nie ma i mieć nie będę - to może jednak mam jakieś powody? I nie, nie możliwości medyczne mam na myśli. A to, że z mężem świadomie zdecydowaliśmy, że dzieci nie chcemy i koniec. I tego wspomniana znajoma nie przyjmuje do wiadomości. Bo mieć dziecko to takie słodkie i cudowne i na pewno chcesz! No, nie, nie chcę. Ale jak możesz nie chcieć, skoro to takie wspaniałe uczucie być mamusią? Normalnie, nie chcę. Ale nie możesz nie chcieć! Mogę...
    Żeńskie końcówki są konieczne. A ja wolę tradycyjne. ale jak możesz woleć, skoro żeńskie są fajniejsze. Dla mnie nie są. Ależ są! Powinny być tworzone! Niech sobie będą, ale ja wolę tradycyjne. Ale żeńskie powinny być uznawane za poprawne! Być może i jeśli zostaną to będę stosować, acz nadal wolę tradycyjne. ale żeńskie są fajniejsze! Nie dla mnie. Ale jak to nie dla ciebie? Przecież jesteś kobietą! Jestem, ale wolę tradycyjne. Itd...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • renn.ie77 14.02.17, 16:47
    Nie wydaje mi się, aby właściwe było porównywanie jednostkowej krytyki dobrowolnej, osobistej rezygnacji z posiadania dzieci z narzuconym odgórnie brakiem żeńskich form w języku, którym wszyscy się posługujemy. Twojej koleżanki nie dotyka w żaden sposób twoja bezdzietność, więc jej zachowanie jest tylko niegrzeczne. Brak pewnych form w języku, którym wszyscy się posługujemy, dotyczy i dotyka nas wszystkie, i podczas kiedy tobie to jest ganz egal, to dla mnie jest to ważne.
    Jej pogląd, choć być może dyskryminujący nie wpływa na twoje życie w takim samym stopniu, co jakieś odgórne narzucone zasady.
  • vi_san 14.02.17, 17:00
    Ale zrozum, Renn.ie, że MNIE brak żeńskich końcówek nie dotyka. A jeśli nawet to jest mi najdoskonalej obojętny. I to jest MOJE prawo. I moim prawem jest, uważać wbrew tobie, że owe żeńskie końcówki są zbędne i jak kto lubi to niech ma, ale ze wolę aby ich nie wprowadzano jako obowiązujących. I, wyobraź sobie, że nie wstrząsnął mną fakt iż nabywca mojego samochodu nazwał mnie jego właścicielem a nie właścicielką. I to nawet pomimo tego, ze widział mnie w sukience!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • renn.ie77 14.02.17, 17:23
    I ja to twoje prawo szanuję, a ponieważ wyraziłaś swoje poglądy odnośnie tego, że jest to niepotrzebne, ja wyraziłam swoje. Potem piszesz o bezdzietnoci porónując ją, jak zrozumiałam, z promowaniem żeńskich końcowek, więc ci odpowiadam, że tych sytuacji nie da się porównać. Pierwsza dotyczy ciebie, druga dotyczy może nie ciebie, ale kobiet w ogóle, niech będzie że tylko feministek, ale jakiejś grupy a nie jednostki. To zasadnicza różnica.
    To zresztą można zastosować do wszystkiego. Pisałaś o nierównościach płac, a przecież na pewno istnieją kobiety, którym to nie przeszkadza, bo utrzymuje je mąż i one tylko zarabiają na waciki. I mogłyby powiedzieć: Bla, bla, bla, nierówność płac, mężczyźni utrzymują rodziny, tak było od wieków i powinni więcej zarabiać. Mnie jest wszystko jedno i nie życzę sobie, żeby jakieś bojowniczki coś tu za mnie i moim imieniu wywalczały. Jak się głębiej zastanowię, to sama znam takie panie, na pewno jedną. Ona uważa, że to błogosławieństwo, że są jeszcze mężczyźni, którzy chcą sami utrzymywać swoje rodziny i nie uważa, że bez względu na płeć na tych samych stanowiskach powinno się zarabiać tyle samo. To fanaberia.
  • asia.sthm 14.02.17, 17:37
    Jesli ten argument nie dotrze to juz bedzie zgroza i przyslowiowy groch o sciane.


    --
    http://1.bp.blogspot.com/-P2HXVmRDoW4/VYrC3IqVzPI/AAAAAAAAB6o/0VKo6vEbt6I/s1600/linia_ozdobna.gif
  • vi_san 14.02.17, 18:00
    Zabawa polega na jednym, Renn,ie. Ja nikogo nie namawiam do bezdzietności ani nie przekonuję, że posiadanie dziecka to nieszczęście i dramat a w ogóle jakby mi się zdarzyło to bym się poszła utopić w Wiśle. Tymczasem ty i owszem, głosisz, że "żeńskie formy powinny być przez językoznawców tworzone czy wskazywane jako właściwe" - czyli usiłujesz mi niejako "narzucić" swój pogląd. Bo TY uważasz, że sa właściwe, więc powinny być tworzone i i już. Bo ty tak chcesz! Koniec, kropka! Także ty napisałaś "Brak pewnych form w języku, którym wszyscy się posługujemy, dotyczy i dotyka nas wszystkie" - no a mnie nie dotyka i co mi zrobisz? A nawet jeśli dotyka to jest mi obojętny.
    Tak jak ty przez x postów upierałaś się, że aby zachować kulturę ktoś np z administracji widząc panią w drzwiach nie powinien pytać "Czy mogę rozmawiać z właścicielem?" a wyłącznie "Czy pani jest właścicielką?" bo jak nie to dyskryminacja jest i zakładanie, że kobieta nie może być właścicielka mieszkania, tak samo tu: piszesz "Takie formy jak mi się podobają powinny być narzucone jako właściwe!" - a argument jest tylko taki, że TOBIE tak się podoba. Bo językowo to, na twoje nieszczęście umotywowania nie ma. A mimo to nie uważasz za niegrzeczną swojej próby narzucenia wszystkim, że ma być tak jak chce Renn.ie i już?
    A co do pań będących na utrzymaniu mężów - nie mam nic przeciw, jeśli obu stronom taki układ odpowiada - nic mi do tego. I mało tego - nie mam nic przeciwko temu, żeby taka mała kicia wyszła za pana dyrektora i przepuszczała jego pensję! Pod warunkiem jednakże, że jeśli inna kobieta, mając właściwa wiedzę, przygotowanie, doświadczenie zawodowe i kompetencje - na równoległym stanowisku jak ów pan dyrektor dostanie równą mu pensję. I tyle. Bo to czy pani chce pracować czy chce być utrzymanką męża - to jej sprawa wyłącznie. Natomiast już zarobki pani X [na równoległym stanowisku] nie są już wyłącznie sprawą pani utrzymanki męża.
    I, że podkreślę ostatni raz - nie jestem "wrogiem" końcówek żeńskich. Jak komu zależy - mogę używać i bólu zębów od tego nie dostanę. Po prostu JA wolę inną wersję. [Żeby się zaraz nie okazało, że nienawidzę kobiet i chciałabym je cofnąć do średniowiecza!] big_grin

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • renn.ie77 14.02.17, 18:31
    Napisałam, że ja uważam, że te końcówki powinny być tworzone (tak aby były dostępne) oraz, że uważam, iż powinny być wskazywane jako właściwe, a nie narzucane pod groźbą ścięcia głowy. Tak jak językoznawcy mówią np. obie formy są dopuszczalne, obie formy są właściwe i osoba używająca języka ma wybór. Nie widzę w tym nic złego.

    Co do administracji, to wygląda na to, że nie mogę mieć poglądów i, że nie mam prawa niczego uważać za właściwe czy grzeczniejsze. Przepraszam, a ty na tym forum się nie wypowiadasz, nie opowiadasz po jakiejś stronie, nie dokonujesz oceny co jest właściwe? A kiedy pisałaś, że te końcówki żeńskie to bujda na resorach i ważniejsze są sprawy równości wynagrodzeń, to nie wyrażałaś swojego zdania? Czyli ty możesz napisać, że coś nie jest dyskryminacją, ale ja nie mogę napisać że jest?
    Poza tym chciałabym ci zwrócić uwagę, że raz piszesz, że jest ci to OBOJĘTNE a innym razem, że jesteś temu NIECHĘTNA. Innym razem z kolei WOLISZ. O kurwa. OK, czyli masz jakieś poglądy w tym temacie, które jak widać mocno fluktuują?

    Gdybyś zechciała temat poznać i poczytać, to nawet niektórzy znani i szanowani językoznawcy – mężczyźni ten temat podnoszą i pewne dobre praktyki (według nich) wskazują. Podli feminiści. Glupi, denni, kretyni. Jak śmią w ogóle mieć w tej kwestii poglądy i nie być perfekcyjnie obojętnymi? Narzucić chcą, narzucić. Na pal z nimi.

    Poza tym z logicznego punktu widzenia to ciebie te końcówki też dotyczą, ponieważ jeśli ktos ich używa wobec ciebie, to ich używa i kropka, a to że ty masz prawo sobie wybrać czy to cię rusza czy nie rusza, to jest zupełnie inna sprawa. Tak samo możesz postanowić, że nie rusza cię niższe wynagrodzenie. To jest twoje prawo. A jak postanowisz, że rusza, to masz prawo podnosić, że to jest niewłaściwe. Zresztą znowu – raz piszesz, że nie dotyka, innym razem, że może nawet jeśli dotyka, to nie obchodzi. WTF?

    Mała kicia też ma prawo mieć poglądy i może je głosić. I tak jak ty głosisz, że żeńskie formy to błazenada, ona może twierdzić, że błazenadą jest staranie się o wyrównywanie różnic w zarobkach. Tylko na to chciałam ci zwrócić uwagę. Dla jednych z nas rowność kończy się na równych zarobkach, a inne mają takie granice w głębokim poważaniu i sięgają dalej. Ich prawo.

  • vi_san 14.02.17, 19:00
    No dobrze, po kolei:
    1. Jeżeli "powinny być uznane za właściwe = stosowanie innych powinno być uznane za błędne. Oczywiście nikt głowy nie ścian za mówienie "Kali zabić, Kali zjeść" ale jest to niepoprawność. Obecnie w oszałamiającej większości właśnie jest wybór, można powiedzieć "dyrektorka" a można "pani dyrektor" i git - każdy mówi jak woli albo jak jego rozmówca preferuje, o ile ma ochotę byc dla rozmówcy miły.
    2. Poglądy mieć możesz, oczywiście. Ale nie fajne jest, jeśli usiłujesz narzucić je innym jako jedyne właściwe co w tym wątku czynisz.
    3. Generalnie mi końcówki są obojętne. Wolę wersję tradycyjną, ale jeśli komuś bardziej pasuje "architektka a nie pani architekt to ok, nie będę kruszyć kopii. Nie podobają mi się twory w tym rodzaju "architektka jest trudna po prostu do wymówienia i nie praktyczna, marszałkini brzmi [moim zdaniem] po prostu głupio [plus "promował" to określenie pewien polityk, którego z różnych względów nader mało poważam i lubię]. Ale jeśli moja rozmówczyni upiera się, że ona nie jest panią architekt tylko właśnie architektką - to ok, będę sobie łamać język, ale niech ma, bo co mi szkodzi?
    4. Rzucanie kurwami na forum sv?!
    5. Nie twierdzę, że językoznawcy nie mogą tego czy owego czy że muszą się dostosowywać do mnie - wszak wyraźnie powiedziałam, że JEŚLI kwestia zostanie przeforsowana i zmieniona - to będę się stosowała do poprawnych form językowych. Acz nawet naukowcy bywa, że popełniają głupoty...
    6. Już tłumaczę. Dotyka mnie to właśnie wyłącznie w tym sensie, że ktoś tychże żeńskich końcówek wobec mnie i przy mnie używa. I tylko w tym kontekście. Dopóki ja mam prawo wyboru czy wolę "pani adwokat" czy "adwokatka" - to wszystko pozostaje ok - ba, to samo prawo przyznaję tym, którzy wolą "adwokatkę" od "pani adwokat". big_grin
    7. W kontekście faktycznych przejawów dyskryminacji uważam walkę o końcówki za głupotkę, która, owszem, może stanowić rozrywkę na długie zimowe wieczory, ale nie jest realnym działaniem na rzecz równego traktowania kobiet i mężczyzn. Po prostu. Natomiast kwestia płacy - już sorry, ale właśnie taką sprawą jest. Bo detalami nazewniczymi można się będzie zając kiedy architekt i architektka o identycznym wykształceniu i doświadczeniu będą mięli identyczną płacę. Wcześniej - to zupełnie nie ma znaczenia - bo i cóż z tego, że pani będzie mogła sobie nawet na drzwiach gabinetu napisać "architektka" skoro na jej konto co miesiąc wpłynie kwota o ładne kilka stówek niższa niż na konto kolegi architekta?
    8. Mała kicia ma prawo głosić, że ona woli, żeby pan mąż ją utrzymywał i że pan mąż powinien zarabiać tyle, żeby jej na waciki nie zabrakło. A guzik jej do tego, czy dyrektor Iksińska zarabia tyle co jej pan mąż czy nie. Proste?
    9. Nigdzie nie twierdziłam, że żeńskie końcówki same w sobie to błazenada. Twierdzę tylko, że kruszenie kopii o końcówki w obliczu faktycznych przejawów dyskryminacji - to błazenada. I zabawa polega na tym, że własnie bicie pianki o końcówki to nie jest żadne "sięganie dalej", a właśnie sprowadzanie kwestii dyskryminacji do tego, że pańcia woli być "architektką a nie "architektem".

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • renn.ie77 14.02.17, 19:50
    Wypowiadasz się autorytarnie, co ma, a co nie ma znaczenia i co jest właściwe, przypisując innym takie zachowania.
    W języku mogą obok siebie funkcjonować obie poprawne formy. To się zresztą bardzo często zdarza. Do wyboru, do koloru. Ale to językoznawca, znając zasady, o których nam się nie śni, wskazuje poprawne formy albo je tworzy. Na pewno niepoprawne jest pisanie 'naprawdę' oddzielnie, a ty tak przykład robisz i włos ci z głowy nie spadł.
    Powtarzasz się. Nie wiem po co, ale zaczyna się robić nudno. Według mnie językoznawcy powinni tworzyć formy żeńskie i wskazywać właściwe, poprawne ich rodzaje. To czy wejdą do obiegu i czy się przyjmą, to zupełnie inna historia. Dla mnie ważne jest aby był wybór i abym sama nie musiała takich form tworzyć, a mogła zajrzeć do słownika i je tam znaleźć.
    Co do kici, to widzę, że ciągle nie pojmujesz. Są takie kicie, które twierdzą, że kobiety nie powinny zajmować wysokich stanowisk i takie, które uważają, że niższe pensje kobiet są właściwe. I mają w głębokim poważaniu, że według ciebie to istotna kwestia. To tylko twój podgląd, absolutnie nie podzielany przez wszystkie kicie tego świata.
    Dlatego zanim zaczniesz za innych decydować, co jest istotną kwestią, wiedz że takich kić, które mają ochotę decydować za inne kicie jest na pęczki. Naiwne byłoby myśleć, że jesteś w tym zachowaniu wyjątkowa.
  • vi_san 14.02.17, 20:16
    Ok, o światła, masz zawsze rację. Idę się rzucić do Wisły, bo śmiem mieć własne zdanie odmienne od twojego. Dobrze?
    Nie wypowiadam się co ma a co nie ma znaczenia. Wypowiadam się co ma znaczenie DLA MNIE! Czego nadal nie rozumiesz...
    I według mnie, abstrahując od wszystkich Kić świata - moja wolność kończy się tam, gdzie się zaczyna wolność drugiego człowieka. Zrozumiałaś? I o ile stosowanie przez Renn.ie końcówek, które mi się nie podobają nie ma nijakiego znaczenia dla mnie i nie ma wpływu na moje życie - o tyle miauczenie przez Kicię, że mam za wysoką pensję, bo jej mężuś ma tylko taką samą - już wpływ na moje życie mieć może.
    Nie narzucam rzeczonej Kici, że powinna zadek ruszyć do roboty bo jest darmozjadem i pasożytem, ale i oczekuję, że wspomniana nie będzie mi zaglądała do portfela. Czegoś jeszcze nie pojęłaś? Bo faktycznie, usiłowanie tłumaczenia ci czegokolwiek zaczyna być nieco męczące...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • renn.ie77 14.02.17, 21:13
    Po cóż się więc trudzisz? Ty się nudzisz, ja się nudzę...

    Ja piszę A, ty twierdzisz, że to B. Bez sensu. Darujmy sobie.
    Masz prawo mieć takie zdanie, jakie tylko chcesz. Ufoludkowe i tęczowe też, osobiście mam to w nosie.
    Ja piszę: uważam, że powinno się, w takim znaczeniu, w jakim uważam, że powinno się np. ustępować miejsca w środkach komunikacji ciężarnym kobietom, bo to jest dobra praktyka. To moje osobiste zdanie, mój własny prywatny pogląd, do którego mam prawo. Czegoś jeszcze nie pojęłaś? Nie? To już nie pojmiesz. Śmieszy mnie, że sama przedstawiasz swoje poglądy, dosyć niegrzecznie i autorytarnie zresztą, jednocześnie krytykując innych za posiadanie poglądów. W dupę jeża, to naprawdę głupie i już mi się nawet nie chce tego punktować.
  • vi_san 14.02.17, 21:22
    Zwłaszcza w dupę jeża - kulturą powiało iście wyższą... EOT.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • asia.sthm 14.02.17, 21:27
    > Zwłaszcza w dupę jeża - kulturą powiało iście wyższą...

    Visan, moglas wyjsc z twarza jako tako, ale teraz juz za pozno, ha ha ha.
    I bez Kory moze byc rozrywkowo, zawsze ktoras "wyzsza kultura" ja dzielnie zastapi.
    --
    po prostu, prosto z mostu...
  • renn.ie77 14.02.17, 22:02
    Asiu big_grin. Ja wiem, że to nieładnie tak, ale jeśli mogę coś napisać – mój partner przyrzeka, że już nigdy nie popełni takiego błędu, żebym z jego powodów musiała się logować na jakimkowiek forum. Bo najpierw w dziwne dyskusje i dzielenie włosa na cztery tysiące części angażowała mnie jedna pani, a teraz druga. On już naprawdę szczerze żałuje i podobno za mną tęskni big_grin.
    A tak na serio, to ręcę czasem opadają i niech ktoś powie, że w tym kraju nie jest trudno być feministką. Dżizas Krajst Superstar. W dupę jeża i co tam jeszcze.
  • asia.sthm 15.02.17, 10:15
    > włosa na cztery tysiące części angażowała mnie jedna pani, a teraz druga. On ju
    > ż naprawdę szczerze żałuje i podobno za mną tęskni big_grin.

    To mozna wprowadzic w koszty dobrej sprawy. Dostarczylas mi wiele radosci, dobrze sie ciebie czyta. I zaloze sie, ze jakies pol refleksji jednak wzbudzilas u antyfenistek - tyle im nie zaszkodzi.
    I na pocieszenie - obie panie potrafia wykonczyc duzo predzej. Wykazalas sie olimpijka wytrzymaloscia.
    --
    Stop! Latać tylko prawą stroną
  • asia.sthm 15.02.17, 10:20
    Tfu, nie wiem skad mi sie ta olimpiada wziela, mial byc maraton big_grin
    Wykazalas sie maratonską wytrzymaloscią.
    --
    po prostu
  • renn.ie77 15.02.17, 10:43
    Asiu, dziękuję smile, pomimo wszystko – kiedy robi się na zmianę i śmiesznie, i strasznie, to pora zablokować delikwentkę. Może będzie nudniej, na pewno zdrowiej. Na choćby gram refleksji nie liczę.
    Gdyby kobiety poświęciły choćby pół tej zajadłości na wspólne działanie, a nie na warczenie na inne kobiety, które chcą więcej wolności, to może i tych nierówności płac by nie było. Ale nie i jedynym działaniem takiej oto antyfeministycznej działaczki podobno walczącej o równe płace jest grubiańskie wyśmiewanie kobiety, która mówi, że jej zdaniem te nierówności sięgają głębiej, dalej, nawet nie zaprzeczając, że nierówności w sferze płac istnieją i że są ważną kwestią. Jaki jest sens takich działań? ŻADEN. To jest żenujące. To manipulowanie, kłamanie, zmienianie swojego stanowiska dwa razy w jednym poście. Chore. Chore. I z kulturą nie ma to nic wspólnego.

    To bolesne, że niektóre kobiety nadal nie rozumieją, że w kupie siła i że w solidarności kobiet naprawdę nie ma nic złego ani wstydliwego. To panowie ukuli takie sformułowania jak 'solidarność jajników' i dzisiaj niektóre feministki głośno o tym mówią – tak, my też mamy prawo być solidarne, nawet jeśli różnimy się poglądami. To nic złego. Ta solidarność nie musi wcale oznaczać akceptacji wszystkiego. Ale trudno o równouprawnienie kobiet wobec mężczyzn, kiedy kobiety same sobie nawzajem rzucają się do gardeł. I oczywiście one nie szkodzą sprawie rownouprawnienia. A skądże.
    Z wolnością jest tak, że zawsze można jej nie przyjąć. Jakaś kobieta chce być tytułowana dyrektorem? Proszę bardzo. Ale niech w powszechnym obiegu istnieje też dyrektorka i niechże ja mam wybór, niech moje dziecko ma wybór tych żeńskich form. Wydawałoby się takie proste, prawda? A nie jest.

  • asia.sthm 14.02.17, 21:24
    Rennie, a nie mowilam, no grochem o sciane. ja prorokini jakas jestem,czy co?

    I juz sie nie wtracam big_grin
    --
    po prostu, prosto z mostu...
  • minniemouse 15.02.17, 01:23
    vi_san napisała:
    I o ile stosowanie przez Renn.ie końcówek, które mi się nie podobają nie ma nijakiego znaczenia dla mnie i nie ma wpływu na moje życie -

    Mylisz sie i to nawet nie wiesz jak bardzo.

    o tyle miauczenie przez Kicię, że mam za wysoką pensję, bo jej mężuś ma tylko taką samą - już wpływ na moje życie mieć może.

    moze, prawda? a wiesz z czego to sie bierze?
    z tego wlasnie "nieobchodzimnieto" - nie obchodza mnie zenskie koncowki, nie obchodzi mnie dlaczego Visan zarabia tyle co moj maz. on ma tylko zarabiac wiecej niz ona bo mnie tak pasuje, bo mnie tak dobrze.
    czyli jednak my, kobiety chcemy nie chcemy jestesmy powiazane wspolna nicia bez wzgledu na to czy jakis konkretny aspekt tej kobiecosci nas interesuje bezposrednio czy nie.
    I jak widzisz, moze sie zdarzyc ze znienacka jakis problem bycia kobieta cie uderzy i oto nagle potrzebna bedzie ci feministka by bronic twojego prawa do rownych zarobkow, hmmm.

    Twoim zdaniem - żeńskie formy są potrzebne i powinny być tworzone i wskazywane jako właściwe - a moim nie. I coś z tego wynika? Ano na razie kompletnie nic. Jeśli Rada Języka Polskiego wprowadzi jako poprawną formę "marszałkini" zamiast "pani marszałek" - to z bólem zębów to zaakceptuję. Na razie jednak, moim zdaniem na szczęście, nic na to nie wskazuje. Acz ty możesz dowolnie używać - mi to na prawdę nie robi różnicy.

    Nie nic, tylko owszem wynika - wynika tyle iz kompletnie nie ogarniasz, nie pojmujesz w jaki sposob jezyk jest wykladnia szacunku i respektu i pozycji na drabinie hierarchicznej i spolecznej danej jednostki lub grupy.
    Jezyk bardzo dobitnie swiadczy jaka pozycje ma w spoleczenstwie i mentalnosci kobieta. Pokazuje jak w waznych aspektach jest calkowicie pominieta, jak dla wielu tworzenie zenskich odpowiednikow jest "glupie" i "niestosowne" - i jakiez to bardzo, bardzo wymowne. biedna kobieta... XXI wiek i dalej odmawiamy jej prawa uznania jej osiagniec, rownosci a tymze - po prostu prawa bytu sad

    Nawet tworzenie nowych wyrazow czesto oddaje temu obraz. redukuje kobiete do smiesznosci.
    ile rzeczownikow tymze tworow jezykowych ma rodzaj meski a ile zenski, i jakie? - myslalas o tym? np, pralka, miotla, komputer, telefon ... cos dodac?


    Minnie

    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • renn.ie77 15.02.17, 08:28
    Minnie, kochana, nie trudź się. Kiedyś jedne kobiety walczyły o prawo kobiet do głosu, kiedy inne je opluwały. Dzisiaj niektóre walczą o równość w języku, a inne będąc antyfeministkami wypowiadają się na temat tego, co feministki powinny robić.
    Napiszę krótko: olejmy to. Pięknie piszesz, ale to i tak nie trafi do właściwych komórek wink.
    Zresztą, WTF? Taki wątek rzeka z tego tylko powodu, że napisalam, że mnie to zdenerwowało? Buahahaha. Serio, trwało to tysiąckrotnie krócej niż moje odpowiadanie na wyciągnięte z czeluści d.... argumenty.
  • renn.ie77 15.02.17, 08:53
    A tak w ogóle, to od wczoraj pigułka PO jest już na receptę, co wziąwszy pod uwagę dostępność ginekologów od ręki właściwie uniemożliwia jej użycie. Ale spokojnie, wszystko jest dobrze i naprawdę sens ma bycie antyfeministką i gryzienie feministek po kostkach. Gratuluję wyboru bitew smile.
    Vi_san, niniejszym trafiasz oczywiście w poczet wybranych–zablokowanych. Oczywiście odnajdziesz się w doborowym towarzystwie Korci, o której tak często wspominasz. Baj, baj. Szkoda życia na takie grubiańskie trolle, które w każdej odpowiedzi zmieniają stanowisko, zawsze tak aby ich było na wierzchu.
  • vi_san 15.02.17, 08:45
    Mężczyzna...? tongue_out

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • renn.ie77 14.02.17, 19:54
    I absolutnie nie podzielam twojego poglądu, że dopóki nie wywalczymy równych płac, dopóty zajmowanie się czymkolwiek innym jest błazenadą.
  • kora3 15.02.17, 08:29
    Mila Vi smile - niektórym trudno jest pojąc, że sa ludzie, którzy nie chcą układać życia innym i sobie nie dadzą. A to masz chcieć mieć dziecko, a to popierać to czy tamto, albo zwalczaćsmile
    Twoja postawa jest całkowicie normalna i grzeczna- co Cię to obchodzi czy jakas pani chce być tylko panią domu, czy pracująca panią...Ja też nie podejmuje się oceny. Sytuacje są różne, każdy ma prawi wybrać co mu pasuje ...Osobiście nie chciałabym być w takim układzie, ale to jest moje osobiste odczucie, które nijak ma się do odczuć innych. Znam panią, która utrzymuje swego męża. Nie jest ob. chory, ani niepełnosprawny, jest hmmm no niby artystą ...Niema popytu na jego hmmm talent i nie zarabia na nim. Od kilkunastu lat jest na utrzymaniu żony. Żona owa źle nie zarabia, ale nie jest jakąś krezuską. Skąd to wszystko wiem? Ano od tej żony. Zali się kobieta na nieroba, ale nic z tym nie robi. Żaliła się, powiedziałam swoje, ale dalej mnie to już nie obchodzi - skoro chce owego pana utrzymywać jej w końcu sprawa.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 14.02.17, 15:20
    Myślę, ze kluczem jest tu nieprawidłowa moim zdaniem postawa "jeśli nie jesteś z nami, jesteś przeciwko nam". Zapaleni wyznawcy idei wszelkich często nie potrafią pojąć, że można do czegoś mieć stosunek obojętny. Ja takowy mam do tych żeńskich końcówek u innych. Mogę mówić/pisac bez żadnego trudu, jak sobie dana pani życzy. Nie widzę potrzeby walki ani z żeńskimi, ani z męskimi heh końcówkami.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 14.02.17, 14:58
    Cała sprawa Vi ma dość ciekawy aspekt naukowy Vi. Mianowicie - jak może wiesz, albo nie ponad 25 lat temu powstała formacja zwana strażą graniczną. Potocznie uważa się, że niejako zastąpiła Wojska Ochrony Pogranicza. Nie do końca tak jednak jest, bo SG nie podlega pod MON.
    Owszem zdarza się jeszcze starszym ludziom, że mówią na strażników granicznych WOP-iści smile, albo pogranicznicy, ale zdarza się to właśnie starszym, tym którzy na magistrat czy ratusz mówią prezydiumsmile a na dowolną stację benzynową CPN. Zabawne, ze takie osoby o paniach z SG mówią "WOP-istka", choć tychże nie było wcześniej.
    W WOP-ie panie nie służyły, w SG jest ich spory odsetek. Bardzo szybko przyjęły się nazwy strażniczka graniczna i funkcjonariuszka SG. I przyjęły się bez żadne "walki" o nie - tak samo jak policjantka, celniczka - - naturalnie, gdy panie zaczęły w tych formacjach służyć. Ale jednak oficerka, majorka, kapitanka, czy choraża nie chcą się przyjąć smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 14.02.17, 14:32
    Vi , nie smile nie mam wątpliwości, ale generalnie w tekstach należy unikać powtarzania się. Więc owa "dyrektorka" to zamiennik, by nie powtarzać ciągle dyrektor Anna Nowak - na przykład.
    Przedawnianie się lub kogoś tytułami czy to naukowymi, czy zawodowymi czy wynikającymi z pełnionej funkcji/ stanowiska jest samo w sobie idiotyczne i świadczy o braku obycia.
    PS. Profesor zwyczajny może być także doktorem habilitowanym, ale innej dziedziny nauki niż profesura. Zwykle doktor habilitowany jest profesorem nadzwyczajnym, czuli tzw. uczelnianym

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 14.02.17, 14:49
    Rozumiem już nawet nie niechęć, ale dla poprawności niemożność powtarzania wciąż tegoż jednego określenia. Bo stosowanie powtórzenia - to błąd językowy. Więc i rozumiem "dyrektorkę" zamiast "pani dyrektor" bądź "dyrektora". Acz nadal [subiektywnie!] MI się nie podoba... Choć nie przyszłoby mi do głowy "poprawiać" dziennikarza, który by pisząc o mnie w tekście takową formę zastosował.
    Przedstawianie tytułem naukowym czy wynikającym z pełnionej funkcji/stanowiska - rozumiem jako zasadne tylko i wyłącznie w sytuacjach zawodowych - kiedy te właśnie tytuły mają znaczenie. W sytuacjach półprywatnych, albo tez nie związanych ściśle z wykonywaniem zawodu/pełnieniem funkcji - uważam za zbędne i nie na miejscu.
    P.S. Różnice między profesorem zwyczajnym i nadzwyczajnym oczywiście znam. Ale wcale nie każdy doktor habilitowany jest profesorem nadzwyczajnym... Popatrz chociażby na większość uczelni medycznych - wielu wykładowców to doktorzy habilitowani a o profesorskich szlifach cicho - sza... smile

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 14.02.17, 15:08
    vi_san napisała:

    > Rozumiem już nawet nie niechęć, ale dla poprawności niemożność powtarzania wcią
    > ż tegoż jednego określenia. Bo stosowanie powtórzenia - to błąd językowy. Więc
    > i rozumiem "dyrektorkę" zamiast "pani dyrektor" bądź "dyrektora". Acz nadal [su
    > biektywnie!] MI się nie podoba... Choć nie przyszłoby mi do głowy "poprawiać" d
    > ziennikarza, który by pisząc o mnie w tekście takową formę zastosował.
    ------------------------------------------------------------------------------------------------
    Wiesz, a ja nie widzę nic złego w tym, że osoba, której to dotyczy powie dziennikarzowi, ze mu się dana forma nie podoba. Bo i skad ma wiedzieć, ze się nie podoba, skoro nie powiesz?

    > Przedstawianie tytułem naukowym czy wynikającym z pełnionej funkcji/stanowiska
    > - rozumiem jako zasadne tylko i wyłącznie w sytuacjach zawodowych - kiedy te wł
    > aśnie tytuły mają znaczenie.

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Ano to oczywistesmile

    W sytuacjach półprywatnych, albo tez nie związanyc
    > h ściśle z wykonywaniem zawodu/pełnieniem funkcji - uważam za zbędne i nie na m
    > iejscu.
    -----------------------------------------------------------------------------------

    Bardzo dobrze uważasz smile

    > P.S. Różnice między profesorem zwyczajnym i nadzwyczajnym oczywiście znam. Ale
    > wcale nie każdy doktor habilitowany jest profesorem nadzwyczajnym... Popatrz ch
    > ociażby na większość uczelni medycznych - wielu wykładowców to doktorzy habilit
    > owani a o profesorskich szlifach cicho - sza... smile
    --------------------------------------------------------------------------------
    Ależ oczywiście, ze nie każdy doktor hab. jest profesorem nadzwyczajnym.
    Przedstawianie czy podpisywanie w takich sytuacjach zawodowych raczej obywa się bez mówienia o "nadzzwycajności" profesora uczelnianego. - Profesor doktor habilitowany inżynier, Adam Nowak lub - Doktor habilitowany inżynier, profesor Politechniki Krakowskiej.
    Zwyczajnemu profesorowi też raczej się jego "zwyczajności" nie wytyka hehe- Profesor Adam Nowak. lub o ile taka sytuacja występuje: - Profesor nauk technicznych, doktor habilitowany nauk prawnych Adam Nowak
    >


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 14.02.17, 15:16
    Koro - powiedzieć o swoich preferencjach - tak. poprawiać napisany już tekst - nie. Skoro dziennikarz/dziennikarka WIEDZĄC o moich preferencjach zastosował ten a nie inny zwrot - widać miał po temu powody i [jak sadzę] nie wyprowadzenie mnie z równowagi jedynie...
    Ano. A zetknęłam się z sytuacją gdy pani doktor habilitowana się zbulwersowała, gdyż ktoś, kto ją przedstawiał pominął jej habilitację. W sytuacji nie zawodowej.
    Co do wszelkich tytułów i stopni naukowych - poza sytuacjami stricte zawodowymi kiedy ów tytuł/funkcja ma znaczenie - "pchanie" tychże wszystkim w oczy jest [moim zdaniem] w zdecydowanie złym guście.
    A OT: ostatnio na cmentarzu zobaczyłam napis na jednym nagrobku "prof. dr hab. inż. Jan Nowa; Anna Nowakowa bibliotekarka". Jakoś mi się to nie spodobało...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 14.02.17, 15:29
    vi_san napisała:

    > Koro - powiedzieć o swoich preferencjach - tak. poprawiać napisany już tekst -
    > nie. Skoro dziennikarz/dziennikarka WIEDZĄC o moich preferencjach zastosował te
    > n a nie inny zwrot - widać miał po temu powody i [jak sadzę] nie wyprowadzenie
    > mnie z równowagi jedynie...

    -----------------------------------------------------------------------------------------
    Vi - autoryzacja poniekąd polega na ewentualnym poprawieniu smile dziennikarza, którzy niezależnie od płci hehe człowiekiem jest, pomylić się może. Racja, przeważnie idzie o poprawkę w kwestiach merytorycznych, ale na taką także się nie obrażam. Jasne, gdy dziennikarz WIE o tych preferencjach, to nie powinien tak napisać. Ale - no ale przez kilkanaście lat pracy w zawodzie - nie spotkałam się by ktoś na "dzień dobry" powiedział:- Prosiłabym, by pisząc o mnie nie używała pani słowa "dyrektorka". Może by to padło, gdyby mówiła do kogoś "pani dyrektorko", ale nie mówię smile Mówię "pani dyrektor" i poza tymi warsztatami nie spotkałam się z "poprawką" smile Gdybym się spotkała, zastosowałabym sięsmile


    > Ano. A zetknęłam się z sytuacją gdy pani doktor habilitowana się zbulwersowała,
    > gdyż ktoś, kto ją przedstawiał pominął jej habilitację. W sytuacji nie zawodow
    > ej.
    -------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Pani jest damską odmianą bufona i jest nieobyta.

    > Co do wszelkich tytułów i stopni naukowych - poza sytuacjami stricte zawodowymi
    > kiedy ów tytuł/funkcja ma znaczenie - "pchanie" tychże wszystkim w oczy jest [
    > moim zdaniem] w zdecydowanie złym guście.
    -------------------------------------------------------------------------------
    Dokładnie tak smile

    > A OT: ostatnio na cmentarzu zobaczyłam napis na jednym nagrobku "prof. dr hab.
    > inż. Jan Nowa; Anna Nowakowa bibliotekarka". Jakoś mi się to nie spodobało...
    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    No wiesz, na to co komu napiszą na nagrobku to już zmarły ma ograniczony wpływ smile Też mi się to nie podoba, ale kiedyś był to standard. Teraz no bywa, zdarza się


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 14.02.17, 15:57
    Oczywiście, Korciu, że autoryzacja to również poprawki - i nie tylko merytoryczne. Ale jednak mimo moich preferencji - nie czepiałabym się gdyby dziennikarz napisał o mnie "Vi_san, dyrektorka/architektka/pedagożka". Entuzjazmu by to we mnie nie wzbudziło, ale i nie aż taką odrazę, żeby wymuszać jakieś dziwaczne łamańce językowe czy karkołomną ekwilibrystykę, żeby uniknąć powtórzeń i nie użyć tej "dyrektorki/architektki/pedagożki".
    Po datach na nagrobku patrząc nie był to odległy w czasie zgon - oboje państwo "zabrali się" w odstępie mniej więcej dwóch lat i około 2010 roku. Pierwszy zmarł pan, a około dwa lata później - jego żona. I wiem,że zmarli nie mają nic do powiedzenia jeśli idzie o napis na nagrobku - ale już najbliżsi i owszem. I skoro pani wdowa zażyczyła sobie utytułować męża pośmiertnie wszystkim co za życia zdobył - to jej sprawa. Ale jednak... Na miejscu jej bliskich - raczej ograniczyłabym się do imienia, nazwiska i dat życia - bez dopisku "bibliotekarka". Bo niby czemu ma on służyć?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 14.02.17, 16:24
    Nie wiem Vi...Uwazam podobnie jak Ty w sensie mojego nagrobka, czy kogoś o czyim decydowałabym, w stosunku do innych jest mi to dokładnie smile obojętne

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 14.02.17, 17:23
    vi_san napisała:

    >Na miejscu jej bliskich - raczej ogranic
    > zyłabym się do imienia, nazwiska i dat życia - bez dopisku "bibliotekarka". Bo
    > niby czemu ma on służyć?

    Informacji kim pani była za życia. Nie tylko jakąś tam Anną Kowalską, ale Anną Kowalską-bibliotekarką. Takie dookreślenie może być dla żyjących równie ważne jak np. dopisek na nagrobku - naszej ukochanej mamusi - wdzięczne dzieci, jaki widziałam na cmentarzu Pere-Lachaise.
    Moi Rodzice też mają na nagrobku wypisane swoje zawody, bo tak sobie życzyli i było to dla nich ważne.
    Dawniej ludzie również umieszczali na nagrobkach informacje, epitafia, sentencje, a nawet wiersze. Przyznasz, że lepiej sobie wyobrazić żywą Kunegundę Grzybowską czytając takie epitafium:
    "Przechodniu jeśli kiedy udasz się w te strony
    tu zwłoki dobry matki i cnotliwey żony
    która sześćdziesiąt i pięć lat wieku swego żyła
    tu męża dzieci wnuki w żalu zostawiła
    Grzyboska zamęścia a Orczykowska z domu
    Konegonda z imienia co złego nikomu
    nie zrobiła lecz owszem żyła skromnie w świecie
    zeszła zaś z świata tego przyzwoicie przecie
    wdzięczny mąż i dzieci które jej pomnik wznoszą
    o westchnienie do Tronu Przedwiecznego proszą
    umarła dnia 10 pażdziernika 1831 roku"
    niż Gdyby pozostało po niej tylko imię nazwisko i daty.
  • vi_san 14.02.17, 23:08
    A i owszem - przytoczone epitafium - piękne. Ale to o którym ja mówiłam - jakoś mi się nie podoba. Może przez te przytaczane tytuły pana, a o żonie tak jakoś "na odczepnego" - bibliotekarka? Nie upieram się. Ale MI ów [wspominany przeze mnie] nagrobek jakoś się nie podoba.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • minniemouse 15.02.17, 01:47
    aqua48 napisała:
    Przyznasz, że lepiej sobie wyobrazić żywą Kunegundę Grzybowską czytając takie epitafium:
    > "Przechodniu jeśli kiedy udasz się w te strony tu zwłoki dobry matki i cnotliwey żony


    To naprawde ciekawy epit. Rodzina musiala miec specyficzne poczucie humoru.

    Minnie
    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • aqua48 14.02.17, 17:33
    vi_san napisała:

    > P.S. Różnice między profesorem zwyczajnym i nadzwyczajnym oczywiście znam. Ale
    > wcale nie każdy doktor habilitowany jest profesorem nadzwyczajnym

    Ale zwraca się doń zwyczajowo panie profesorze już po uzyskaniu habilitacji i zapewne o tę tytulaturę chodziło obrażonej pani.
  • baba67 18.02.17, 11:58
    Wiara w magię nazewnictwa to bardzo ciekawy problem społeczny. Nazwijmy zawłaszczanie cudzego mienia "restrukturyzacją" i od razu przestanie to byc zlodziejstwem. Nic nowego.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • minniemouse 18.02.17, 23:41
    baba67 napisała:
    Wiara w magię nazewnictwa to bardzo ciekawy problem społeczny.

    To zalezy jaka kto ma swiadomosc i co pod tym widzi. mam takie pytanie Babo:
    jest spoleczenstwo, gdzie ty w tym spoleczenstwie widzisz KOBIETE?:

    Doktor, chirurg, prawnik, inzynier, polityk, zolnierz, general, major, maz stanu, ksiadz, duchowny, papiez, prezydent, minister, doktor habilitowany, magister, weterynarz, biolog, ekolog, socjolog i inny -olog,
    i wiele wiele innych.

    - jak w nim jezyk odzwierciedla istnienie kobiety, czy dopuszcza obecnosc kobiety w spoleczenstwie? jak? gdbys miala okreslac tylko na podstawie jezyka, wiedzialabys ze w nim kobiety sa??

    Minnie
    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • minniemouse 14.02.17, 22:25
    vi_san napisała:
    Renn.ie - zamiast pisać "od czapy" przeczytaj może pierw na co odpowiadam? Minnie rzuciła tezę [zresztą dość niegrzecznie dodając to lekceważące "złotko"], że "w mieszkaniu mieszkaja na ogol wlascielKI mieszkania lub wlasciciele zlotko". No to nie, wcale nie koniecznie, o czym świadczy chociażby sytuacja w mojej klatce schodowej.

    Koro, Rennie jest zbyt krotko aby juz poznac twoje artystyczne manewry w celu wykrecenia sie od odpowiedzialnosci za wlasne slowa ale ja, stary bywalec znam cie bardzo dobrze smile
    Nie uda ci sie przeklamac znaczenia moich slow " wlascielki/wlasciciele".
    przede wszystkim trzymajmy sie zdrowego rozsadku, przy ktorym nawet na klatce schodowej posprzedawane mieszkania posiadaja indywidualni wlasciele badz wlascicielki,
    i wrocmy takze do sytuacji oryginalnej, kiedy Rennie pisala "otworzylam drzwi i uslyszalam...."

    I teraz opanuj sie moj drogi Korciu kotku wink bo tu nie bylo wazne czy to mieszkanie bylo wolno stojacym domem czy "dwubedrumowym" (dwusypialniowym) kondominium czy dowolnym wynajmowanym mieszkaniem w wiezowcu - co wazne bylo to fakt iz drzwi mieszkania otworzyla KOBIETA.
    Pytajacy nie mogl znac specyfikacyj dotyczacych "kto-czego- ktorego" zatem musial przyjac za prawdopodobne iz w tym mieszkaniu wlascicielem moze byc ta osoba, ktore otwiera drzwi -
    i tym przykladem Rennie chciala pokazac jak malo szacunku polska nomenklatura ma dla kobiet. i tyle.

    Robienie teraz zamieszania wokol ze lol "kamienica, lekarze w szpitalu, itp" nie zmieni faktu ze tak jest a Rennie miala racje. i tyle.

    Minnie
    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • vi_san 14.02.17, 23:02
    Po pierwsze, Minnie, odpowiadasz na mój post a piszesz do Kory więc może się zdecyduj? Po drugie zaś, Rennie o tyle nie miała racji, że pukającemu było po prostu dokładnie i serdecznie obojętne czy ma rozmawiać z mężczyzną czy kobietą, osobą młoda czy starą, białą, czarną czy żółtą, chrześcijaninem czy buddystą. Chciał rozmawiać z osobą, która ma prawa własności do danego lokalu i tyle. I zapytanie "Czy mogę rozmawiać z właścicielem lokalu?" nijak nie zakłada, że owa otwierająca drzwi niewiasta tymże być nie może! Zresztą przytoczyłam podobną sytuację sprzed kilku dni: przyszedł do nas ktoś z administracji budynku, otworzył drzwi mój mąż [4+ i solidnie ponad 100 kg wagi] i... No popatrz: też usłyszał pytanie nie "Czy jest pan właścicielem lokalu?" a "Czy mogę rozmawiać z właścicielem lokalu?". No, zapewne facio ze spółdzielni nie dowidzi i mego męża wziął za mdłą niewiastę niewładną posiadać mieszkanie... big_grin Z tym, że mój mąż nie poczuł się dyskryminowany, wyjaśnił spokojnie, że on jest właścicielem i po sprawie.
    Zabawa polega na tym, że w języku polskim gramatyka jest skonstruowana tak a nie inaczej - i jeśli w większej grupie są mężczyźni i kobiety - określa się ją rzeczownikiem męskim. Nie wnikam czy to reguła pisana czy uzus - ale tak jest. Więc pytanie o właściciela nie było dyskryminujące, a po prostu rzeczowe.
    Identycznie rzecz się ma z przytoczonym przykładem lekarzy. Czy jeśli zadam pytanie "Kto jest twoim lekarzem ginekologiem?" to automatycznie zakładam, że MUSISZ chodzić do lekarza - mężczyzny? Bo kobieta nie może uzyskać specjalizacji? No, jednak nie. Czy jeśli proszę dyspozytorkę zamawiając taksówkę "Proszę powiedzieć kierowcy, że będę czekała na przystanku tym i tym" to znaczy, że zakładam iż kobieta nie może prowadzić taryfy? Także nie!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • vi_san 14.02.17, 23:04
    Oczywiście mój mąż ma 40+ a nie 4+. Literówka.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • minniemouse 15.02.17, 01:41
    vi_san napisała:
    Chciał rozmawiać z osobą, która ma prawa własności do danego lokalu i tyle. I zapytanie "Czy mogę rozmawiać z właścicielem lokalu?" nijak nie zakłada, że owa otwierająca drzwi niewiasta tymże być nie może!

    Kompletnie nie o to chodzi.

    Pukal do drzwi wlasnosciowego mieszkania, ktore otworzyla kobieta.
    Nie mial pojecia czy to a/singielka, b/samotna matka/ c/zona, dzieciata lub nie.
    A wszystkie potencjalnie moga byc wlascielkami mieszkania.

    W takiej sytuacji WYPADA zapytac "DZIEN DOBRY, CZY JEST PANI MOZE WLASCICIELKA MIESZKANIA?"
    zapytanie widzac wyraznie KOBIETE otwierajaca drzwi wyraznie wlasnosciowego mieszkania "czy moge mowic z wlascicielem mieszkania" w najlepszym wypadku zaklada iz jest malo prawdopodobne aby KOBIETA, ktora drzwi owtorzyla mogla byc wlascielem mieszkania. no bo tylko kobieta. a kobieta to przy garach i dzieciarach.
    Facet na widok KOBIETY w drzwiach po prostu nad jej glowa rzuca w przestrzen pytanie o wlasciciela. ja olewa calkowicie. Zrozumialas?

    Minnie
    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • vi_san 15.02.17, 07:37
    Minnie - to że "rzucił nad jej głową w przestrzeń i kompletnie ją olewając" to już, wybacz, TWOJA interpretacja.
    Czyli ów pan z administracji, który był u nas kilka dni temu kompletnie olał mego męża? Bo też go zapytał o właściciela mieszkania, a nie czy jest właścicielem! No, nic mu nad głowa nie rzucił, bo mój mąż wysoki jest... Ale też, cham jeden założył z góry, że mój mąż nie może być właścicielem! No bo nie zapytał "Czy jest pan właścicielem?", a "Czy mogę rozmawiać z właścicielem?"... To też dyskryminacja? Wszak pytanie DOKŁADNIE tej samej treści.
    Pojmij, ja wiem, że od dawna nie mieszkasz w Polsce, ale takie są tutaj reguły językowe - jeśli grupa jest mieszana, składająca się z mężczyzn i kobiet - określa się ją używając rzeczownika rodzaju męskiego. Być może [zdaniem Renn.ie - na pewno] to błąd, skandal i w ogóle powinno się za to skazywać na tortury. Być może. Ale jak na razie - tak to funkcjonuje. Określenie "właściciel" nie odnosiło się tutaj do płci owego potencjalnego posiadacza - a wyłącznie "czy mogę mówić z kimś, kto ma prawo własności do tego lokalu?".
    pomijając już to, że nie wiemy czy ów pukający do nadwrażliwej Renn.ie wiedział czy mieszkanie jest własnościowe. Bo mogło być spółdzielcze, komunalne, czort wie, zakładowe [tak, jeszcze kilka takich cudów się pęta w Polsce]. I, owszem, nie miał pojęcia kim jest owa pani otwierająca mu drzwi. Mogła być właścicielką. Ale równie dobrze mogła być: studentką wynajmująca tam pokój, żoną właściciela, jego kochanką wizytująca go pod nieobecność żony, jego siostrą, szwagierką, koleżanką z pracy, która przyjechała mu podrzucić dokumenty, sąsiadką, która wpadła pożyczyć szklankę cukru, wspólniczką włamywaczy... Kimkolwiek. więc zamiast pytać:
    - Czy jest pani właścicielką mieszkania?
    - Nie.
    - A mógłbym rozmawiać z właścicielem?
    Pan po prostu skrócił drogę zadając od razu drugie pytanie. I, że podkreślę - owo drugie pytanie tez nijak nie świadczy o tym, że pan zakłada iż właściciel na pewno jest mężczyzną!
    I nie odnosisz się do końcówki mojego postu: czy jeśli zapytam cię "Kto jest twoim lekarzem ginekologiem?" - to automatycznie założysz, że moim zdaniem kobieta - lekarka nie może robić specjalizacji? Jeśli powiem do dyspozytorki zamawiając taksówkę "Proszę powiedzieć kierowcy..." - to znaczy, że nie dopuszczam możliwości kobiety jeżdżącej taksówką? Bo mam wrażenie, że owszem, wszak, dyskryminatorka podła, używam MĘSKICH form!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • renn.ie77 15.02.17, 08:17
    Przede wszystkim pan nie pytał o grupę a o jednostkę. Nie ma więc mowy o męskiej formie przeznaczonej dla grupy mieszanej, piszesz takie bzdury, że włosy dęba stają. On nie pytał o właścicieli wśród których było dwóch mężczyzn i kobieta. On rozmawiał z kobietą, a ja posiadam tylko jedną osobowość.
    Zapytałam wczoraj partnera czy nie przeszkadzałoby mu to, gdyby wobec niego ktoś używał żeńskiej formy jego tytułu – przeszkadzałoby mu. A gdyby domyślnie pytano go o 'właścicielkę', no też by mu przeszkadzało. A dlaczego? No bo on jest mężczyzną i ktoś powinien rozmawiając z nim używać form męskich. A dlaczego, dlaczego by mu to przeszkadzało? Ano poczułby się zlekceważony, wykastrowany. Oh, really? Ano tak.
    Uparcie podajesz przykład z mężem, ale jego nie zapytano o WŁAŚCICIELKĘ i w tym sęk.

    Te teksty o mojej rzekomej nadrważliwości są chamskie i wynikają, jak widzę z twojego grubiaństwa i ordynarności.
  • kora3 15.02.17, 11:03
    Tak jest po polsku i tyle. Nie ma nad czym deliberować. Mnie zastanawiają dwie rzeczy:
    1. Jak niepewnie trzeba się ogólnie czuć jako kobieta i człowiek, żeby takie pytanie odbierać jako dyskryminację płciową?
    2. Dlaczego zapalone feministki, które rzekomo tak bardzo walczą z dyskryminacją kobiet, same je dyskryminują? Bo wszak dyskryminują, np. posługują się wyjątkowo krzywdzącym stereotypem, że kobieta atrakcyjna i zadbana musi być niezbyt lotnasmile albo mają głębokie przekonanie, że kobiety dbają o siebie dla mężczyzn, zupełnie nie wiedząc, że dbają o siebie dla siebiesmile
    Zastanawia mnie też totalny brak konsekwencji w niektórych ich założeniach. Np. kobieta powinna mieć prawo wyboru czy po urodzeniu dziecka chce wracać do pracy czy nie. To jest całkiem do rzeczy, tyle, ze nie trza o to walczyć, bo takie prawo wyboru kobieta ma! No, ale wg feministek ma teoretycznie, bo na ogół dzieckiem zajmuje się na wychowawczym mama. Tyle, że również ojciec dziecka może być na wychowawczym. No tak, ale przeważnie jest kobieta ...Owszem, ale to już jest prywatna sprawa między dwojgiem rodziców, jak ustalą sobie te kwestię. Prawo tu nie rozgranicza płciowo, więc z czym tu walczyć? Z prywatnymi ustaleniami ludzi?

    Do tego - tak, o ile kobieta zajmująca takie samo stanowisko zarabia z założenia mniej niż facet na adekwatnym to jest ro naprawdę ohydna dyskryminacja, z która należy walczyć. Podobnie jak z tym, że kobiety rzadziej awansują statystycznie. Tylko należy brac też pod uwagę pewien aspekt. Mianowicie taki, że jeśli kobiety nie ma w pracy parę lat z racji macierzyńskiego i wychowawczego, to naprawdę trudno oczekiwać, że będzie pierwsza do awansu. To samo tyczy się mężczyzny w adekwatnej sytuacji, czy kogokolwiek kto np. przebywał na długotrwałym zwolnieniu lekarskim. Czy można tu mówić o dyskryminacji chorych, czy ludzi po wypadkach? No nie...

    Dalej - kobieta powinna mieć prawo wybierać, ale te które wybierają życie "przy meżu' są wyśmiewane, wyszydzane, ponizane. Ze ach jakie to głupie kicie czy tam dziunie. Tymczasem te kobiety naprawdę mają prawo również doi takiego wyboru. Nawet jeśli ja czy Ty czy feministki sobie czegoś takiego nie wyobrażamy. To jest znów - prywatna sprawa między ludźmi, ze tak się umówili.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 16.02.17, 06:30
    kora3 napisała:
    Podobnie jak z tym, że kobiety rzadziej awansują statystycznie. Tylko należy brac też pod uwagę pewien aspekt. Mianowicie taki, że jeśli kobiety nie ma w pracy parę lat z racji macierzyńskiego i wychowawczego, to naprawdę trudno oczekiwać, że będzie pierwsza do awansu.

    zasadnicze pytanie- a dlaczego w ogole to kobieta idzie na macierzynski? powinno byc co najmniej po rowno. ubiegajac - mleko mozna sciagac, mrozic zapas i podawac w butelce. no problemo.

    Minnie
    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • vi_san 16.02.17, 07:29
    Minnie, ależ to właśnie Kora napisała!
    "również ojciec dziecka może być na wychowawczym. No tak, ale przeważnie jest kobieta ...Owszem, ale to już jest prywatna sprawa między dwojgiem rodziców, jak ustalą sobie te kwestię. Prawo tu nie rozgranicza płciowo, więc z czym tu walczyć?"
    Problem w tym, Minnie, że po pierwsze: zanim wynaleziono laktatory i inne cudeńka umożliwiające takie fanaberie - NIE BYŁO takiego wyboru - bo dziecko karmione piersią nakarmić mogła tylko kobieta - biologia tak to urządziła i z tym nie wygrają nawet feministki. Można powiedzieć, że jest presja społeczna, tradycja, zwyczaj... No, ale jeśli jakaś "feministka walcząca" pokornie chyli karczek, bo jej tak tradycja każe to jest oślica a nie walczącą feministką.
    Tradycja, że to kobieta dba o dzieci powstała w mocno odmiennych cywilizacyjnie i technologicznie czasach - ale "na dziś" nie ma żadnego obowiązku tejże tradycji czynić zadość. A że pomimo to większość kobiet, nawet tych podpisujących się pod walką o feminizm czyni? Po części atawizm. A po części właśnie uleganie tradycji. Tudzież ze strony sporej części mężczyzn - niechęć do zmiany. I dlatego kobiety sa na gorszej pozycji zawodowej - nie dlatego, że nie mają innych możliwości.
    Ja dzieci nie mam, i nigdy nie planowałam. Z wyboru. Zarówno mojego jak i męża. I też bywały problemy z umową, acz nie werbalizowane wyraźnie to jednak oczywiste: "bo zaraz pójdziesz na macierzyński". I nikogo nie interesowało, że nie planuję macierzyńskiego bo nie planuję macierzyństwa! I nikt by nie słuchał, gdybym zapewniła, że układ jest taki, że jakby co to mąż pójdzie na opiekę nad dzieckiem a nie ja.
    Ale to nie jest kwestia możliwości prawnych [które jak najbardziej uwzględniają ojcowską opiekę nad dziećmi, nie tylko matczyną!], a samych kobiet!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • minniemouse 17.02.17, 01:22
    vi_san napisała:

    Problem w tym, Minnie, że po pierwsze: zanim wynaleziono laktatory i inne cudeńka umożliwiające takie fanaberie - NIE BYŁO takiego wyboru - bo dziecko karmione piersią nakarmić mogła tylko kobieta - biologia tak to urządziła i z tym nie wygrają nawet feministki.

    Ale problem naprawde nie lezal w biologii i karmieniu, prawda? problem lezal w rozwiazaniu problemu karmienia tak, aby kobieta nie musiala przerywac teoretycznej pracy zawodowej.
    Problem lezal w tym ze gdy kto NIE CHCIAL widziec takiego rozwiazania to go oczywista nie zobaczyl, nie znalazl. Bo kobieta nie tylko ze stanowila konkurenjce na rynku pracy a powazna strate niewolnika za darmo. frajera a raczej frajerke do rozkazywnaia, do zabawy, do robienia z nia co sie chce. kto by chcial to stracic?
    tylko DLATEGO od wiekow przez millenia kobiety staly uwiazane przy pieluchach i parujacych garach podczas gdy mezczyzni wzmacniali swoja przewage w edukacji, na rynku pracy itd.

    . A po części właśnie uleganie tradycji. Tudzież ze strony sporej części mężczyzn - niechęć do zmiany. I dlatego kobiety sa na gorszej pozycji zawodowej - nie dlatego, że nie mają innych możliwości.

    Z nieuswiadomienia i glupoty przede wszystkim. i miedzy innymi pod to podpada niedocenianie wagi jaka jest nadawanie zenskich koncowek meskim wyrazom. tobie i Korze wydaje sie to glupie i bez znaczenia, tymczasem to ma kolosalne znaczenie poniewaz na stale wdrozenie zenskich odpowiednikow np typowo meskich zawodow i osluchanie ich spowoduje iz naturalne stanie sie ze to normalne iz kobiety maja takie zawody jak przykladowo "majora", "kapitana" albo "kapitani" "marszalkini" itd itp.
    Bo bedzie to tez odzwierciedlenie ze oto w spolecznstwie tyle kobiet juz ma takie stanowiska ze stalo sie powszechne jak kawa z bulka na sniadanie. i na przyklad pomoze to obnizyc seksual harrasment w policji i wojsku, bo jak na razie - moze nie wiesz - ale wiekszosc kobiet w tych sferach narazona jest na molestowanie seksualne i na gwalt tylko dlatego ze kobiete policjantke lub w wojsku nadal uwaza sie za fanaberie i dziwactwo. ale jesli kobieta w takim zawodzie stanie sie rzecza normalna, co znajdzie wyraz we wlasnej nazwie na to...
    bedzie to automatyczne wywindowanie roli kobiety w drabinie spolecznej i mentalnosci spolecznstwa, bardziej realne zrownanie praw a za tym ida place, benefity, traktowanie, respekt, itp itd. malo?
    W tej chwili Kapitan czy Major Kowalska odzwierciedla tyle, ze dla kobiety w zawodzie policjantki albo zolnierza na tym stanowisku nie ma stopnia, nie czekaja otwarte drzwi, nie ma nic. nie ma samego stanowiska. Jest ale dla faceta. Kobieta zostaje przyjeta na stanowisko FACETA.
    Jak tego nie zrozumiesz to nie wiem jak ci to wytlumaczyc..

    Minnie

    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • vi_san 17.02.17, 08:10
    Minnie - zacznij od wyjaśnienia mi JAK niby w czasach sprzed laktatorów, lodówek, mleka modyfikowanego itp technicznych nowinek - mężczyzna miał opiekować się niemowlakiem, podczas gdy kobieta poszła do pracy? Z ciekawości pytam... Bo właśnie problem leżał w biologii. Acz nie tylko w karmieniu. Ale jest też w kobietach takie coś, co często się odzywa, kiedy pojawia się potomstwo. Instynkt macierzyński się to nazywa. W kobiecie często [nie mówię, że zawsze!] budzi się instynktowna potrzeba opieki nad młodymi. Biologia. Hormony. Możesz zwalić na co chcesz, ale to jest fakt. I na to ani ty, ani Renn.ie ani inne feministki walczące nie poradzicie - z biologią jeszcze nikt nie wygrał.
    Popatrz, zapewne pracujesz w służbach mundurowych i stąd tak dogłębnie wiesz, że większość KOBIET w tychże służbach jest narażona na gwałcenie czy molestowanie? Bo ja, widzisz, mam kontakt z naszą, rodzimą, polską mundurówką - i jakoś żadna z babeczek się nie zetknęła ani z molestowaniem ani z gwałtem... No, zapewne to Trójmiasto jakieś dziwne i specjalnie selekcjonuje policjantów... No, chyba, że któraś by się uparła, to "wszystko" można podciągnąć pod dyskryminację - kolega usiadł za kierownicą - na pewno dlatego, że dyskryminuje ją jako kierowcę, w bufecie podał jej cukierniczkę - na pewno uważa, że sama jest za słaba albo za głupia żeby móc decydować czy chce kawę z cukrem czy gorzką itp. No, na upartego KAŻDY gest można odczytać jako dyskryminujący czy próbę molestowania - tylko sensu w tym nie ma za grosz. I nie wierz, że nazywanie ewentualnej pani policjantki "sierżantką" w jakikolwiek sposób zmniejszy ryzyko narażenia jej na przemoc seksualną czy molestowanie - gdyby tak było, to nie spotykałoby to również kobiet w zawodach od dawna mających żeńskie końcówki. To tak nie działa.
    Nazwanie "kapitana" "kapitanką" nijak nie winduje kobiet na drabinie społecznej. Jak już tłumaczyłam Renn.ie [czego zresztą nie przyjęła do wiadomości, odrzucając mi w zamian "kurwami" jako przecinkami i "w dupę jeża" jako nie wiem co - może jako mod forum sv powinnaś to była zauważyć?] - cóż z tego, że pani może sobie na drzwiach napisać, że tu siedzi "Architektka Anna Nowak" skoro miesięczna pensja "architektki" jest o kilka stówek niższa niż pensja "architekta Jana Kowalskiego", który równolegle z nią kończył studia, ma identyczne kwalifikacje i doświadczenie?
    I jeszcze co do służb mundurowych i nazw szarż - to są kwestie regulowane regulaminem. Żadna Rada Języka nic nie zmieni - bo nawet jeśli wszyscy językoznawcy świata uznają, że "majorka" jest prawidłową wersją od "majora" - to dopóki nie zmieni się tego w regulaminie to w armii, policji itd - będzie "major Anna Nowak". Natomiast jeśli wszyscy językoznawcy świata uznają, że prawidłowo jest tylko "major" a w regulaminie zostanie wpisane, że "do kobiety w stopniu x zwracamy się w formie "majorka" - wówczas będzie "majorka Anna Nowak". Tak działa logika służb mundurowych.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • asia.sthm 17.02.17, 11:44
    vi_san napisała:
    > . Jak już tłumaczyłam Renn.ie [czego zresztą nie przyjęła do wiadomości, odrzuc
    > ając mi w zamian "kurwami" jako przecinkami i "w dupę jeża" jako nie wiem co -
    > może jako mod forum sv powinnaś to była zauważyć?]

    Klamiesz jak z nut w niecnym celu. Wstyd Visan.

    A twoje wywody o mundurowce w Trojmiescie pozizej wszelkiej krytyki, kompromitujesz sie na calego.
    --
    po prostu, prosto z mostu...
  • renn.ie77 17.02.17, 12:14
    Asiu, nie no jakąś tam dupą jeża faktycznie rzuciłam, kobietą niezamężną też. I tak dziwię się sama sobie, że byłam tak długo kulturalna, poszłam na jakiś rekord smile.
  • asia.sthm 17.02.17, 12:34
    Akurat dupy jeza sie nie czepiam, ale kurwami nie rzucalas jak przecinkami, tylka jedna....i marniutka ci wyszla. smile



































    --
    Stop! Latać tylko prawą stroną
  • asia.sthm 17.02.17, 12:36
    Nie wiem dlaczego tyle pustego mi wyszlo. Przepraszam

    --
    http://www.domek-zegary.pl/images/szlaczek.gif
  • renn.ie77 17.02.17, 12:44
    Odcięłaś te wszystkie kłamstwa i manipulacje grubą białą kreską tongue_out.
  • renn.ie77 17.02.17, 12:43
    smile
  • minniemouse 18.02.17, 05:50
    vi_san napisała:
    > Minnie - zacznij od wyjaśnienia mi JAK niby w czasach sprzed laktatorów, lodówek, mleka modyfikowanego itp technicznych nowinek - mężczyzna miał opiekować się
    > niemowlakiem, podczas gdy kobieta poszła do pracy?


    Ty to jednak jestes, no sorry, malo ... ...ekhm.. pomyslowa .
    O takiej instytucji jak mamka, na przyklad, slyszalas? poza tym dziecko calkiem dobrze da sie tacie wsadzic w dorozke i przywiezc zonie do pracy. trzeba owszem przeprowadzic sie blisko pracy. no na przyklad tez TAK. a ze troche klopotu?? coz, ojciec i tak nic innego do roboty nie ma, a czego sie nie robi w imie poswiecen ... dla porownania, kobiety musialy dzien w dzien mezusiowi przez cala wies jedzenie zaniesc w pole, z dzieciakiem na plecach i sznurkiem wiekszych po bokach, i tak to dobrze bylo, co? w miescie nieraz podobnie. wiec sie czasem nie unos ze co, codziennie zanosic bo kobiety to owszem mezom obiadki to zanosily.

    Ale jest też w kobietach takie coś, co często się odzywa, kiedy pojawia się potomstwo. Instynkt macierzyński się to nazywa.

    ktorego ty, o ile dobrze pamietam, osobiscie NIE doswiadczylas. wcale a wcale. czemu wiec bredzisz o uczuciu o jakim pojecia w ogole nie masz?
    instynkt macierzynski, nawet bardzo silny, nie oglupia mozgu do tego stopnia aby nie moc myslec racjonalnie. nie byc w stanie zadecydowac czy sie chce zostac w domu czy rozwijac zawodowo.

    Możesz zwalić na co chcesz, ale to jest fakt. I na to ani ty, ani Renn.ie ani inne feministki walczące nie poradzicie - z biologią jeszcze nikt nie wygrał.

    co z idiotyczny stek bzdur rodem ze sredniowiecza...

    Reszta to blah blah blah na ktore szkoda mi czasu i atlasu. jak pisalam jesli nie zrozumiesz mojego wczesniejszego postu to nic juz ci nie pomoze.

    Minnie

    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • kaz_nodzieja 18.02.17, 09:47
    W Polsce urlop macierzyński może wziąć zarówno kobieta, jak i mężczyzna.

    --
    Sport to nie jest zdrowie."Ja się kiedyś nabawiłam urazu kręgosłupa, którego konsekwencje odczuwam do dziś na zajęciach...uwaga....zdrowy kręgosłup!" Saszanasza
  • minniemouse 17.02.17, 00:40
    kora3 napisała:
    1. Jak niepewnie trzeba się ogólnie czuć jako kobieta i człowiek, żeby takie pytanie odbierać jako dyskryminację płciową?

    To w ogole nie w tym rzecz Koro. Tu chodzi o pryncypium - o uwzglednienie, odzwierciedlenie kobiety w jezyku. jezyk nie moze pozostac obojętny na zmiany i ciagle, jedynie zmaskulizowany.

    Minnie
    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • renn.ie77 17.02.17, 08:23
    Minnie, widzę, że jesteś nieugięta smile.
  • kaz_nodzieja 18.02.17, 09:55
    Tak OT. W wieku 21 lat wynajmowałam mieszkanie. Zastukał Pan z jakąś ofertą, widząc mnie zapytał "Czy mógłbym rozmawiać z osobą pełnoletnią?" .

    --
    Sport to nie jest zdrowie."Ja się kiedyś nabawiłam urazu kręgosłupa, którego konsekwencje odczuwam do dziś na zajęciach...uwaga....zdrowy kręgosłup!" Saszanasza
  • aqua48 18.02.17, 10:22
    kaz_nodzieja napisała:

    > Tak OT. W wieku 21 lat wynajmowałam mieszkanie. Zastukał Pan z jakąś ofertą, wi
    > dząc mnie zapytał "Czy mógłbym rozmawiać z osobą pełnoletnią?" .
    >
    Taa, koleżanka po ślubie poszła do urzędu (jakiś czas temu) przemeldować się do innego mieszkania i usłyszała: proszę przyjść z osobą dorosłą. Chodziło o głównego najemcę
  • kora3 15.02.17, 08:10
    Kompletnie nie pojmuję Twej hmm twórczości smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 13.02.17, 08:56
    'sek w tym, ze gdyby ogolnie atmosfera w PL byla bardziej pro-kobieta to i te koncowki nie wzbudzalyby tyle emocji.'

    O. Właśnie.
  • kaz_nodzieja 18.02.17, 09:50
    A w których krajach atmosfera jest pro-kobieta?

    --
    Sport to nie jest zdrowie."Ja się kiedyś nabawiłam urazu kręgosłupa, którego konsekwencje odczuwam do dziś na zajęciach...uwaga....zdrowy kręgosłup!" Saszanasza
  • renn.ie77 10.02.17, 10:58
    Przepraszam, ale czy jako osoba niewierząca mogę pomimo wszystko napisać: amen? smile
  • kora3 10.02.17, 11:37
    "amen" weszło do naszego słownika także świeckiego, więc oczywiście możesz Renniesmile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 10.02.17, 08:06
    ano smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 10.02.17, 09:33
    W sytuacji gdy mam inicjał imienia i nazwisko nie wskazujące na płeć - staram się posługiwać "funkcją" danej osoby. Czyli "chciałabym mówić z rzecznikiem prasowym." albo "Czy mogę prosić o połączenie z dyrektorem do spraw marketingu".
    Miałam koleżankę, która miała nazwisko "przymiotnikowe" i w dowodzie jej wpisali wersję identyczną jak ma jej ojciec, ergo - nazywała się Basia Miły. [oczywiście nie miała na imię Basia i nazwisko też było inne, ale przykładowo]. I też budziło to nieraz sytuacje "niewyraźne", jeśli podała tylko inicjał imienia. Bo wszak kiedy widzimy "B. Miły" - nasuwa się Bogdan, Bartosz lub Błażej. Ewentualnie Barnaba.
    Na marginesie - też mam nazwisko nie wskazujące na płeć - i bywało, że ktoś np. do telefonu prosił pana .... . Nie zdarzyło mi się oburzać czy obrażać - wszak WIEM, że moje nazwisko nie wskazuje i po prostu odzywając się rozwiewam wątpliwości. big_grin
    Inną kwestią jest, poruszona w tamtym wątku, kwestia tytulatury. Jakoś mi się nie podoba "pani doktorka habilitowana nauk medycznych Alicja Iksińska"... Tak samo odstręcza mnie "architektka" czy "kierowczyni". A rangi wojskowe/policyjne - to w ogóle nie jest kwestia "widzi-mi-się" feministek, tylko regulaminu. I nie ma "kapralki Jolanty Igrekowskiej" tylko jest "kapral Jolanta Igrekowska". Jak się feministkom nie podoba to niech zaczną pouczanie od władz najwyższych, które ustalają regulaminy - jak regulaminy się zmienią, to i komendant może zostać komendantką, a sierżant sierżantką. big_grin

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 10.02.17, 09:54
    No od tego należałoby zacząc. Na tamtych warsztatach te panie upierały się przy "majorce" i "komisarce" choć wyraźnie im powiedziały panie mundurowe, że już całkiem niezależnie od własnych preferencji w temacie, je jako funkcjinariuszki publiczne obowiązuje nazewnictwo oficjalne. Zdaniem tych pań od warsztatów powinny z tym walczyc, albo ... nie służyć w formacjach, które je ograniczjąsmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 10.02.17, 09:34
    Miałam kolegę, nazwijmy go na potrzeby wątku Justyn Zebr (imię i nazwisko zmienione, zasada zachowana). Miał to imię i nazwisko na wizytówkach i we wszystkich podpisach, a i tak odbierał niezliczone telefony, gdzie ktoś się domagał rozmowy z panią Justyną Zebrą. Justyn mawiał, że gdyby miał się za to obrażać, życia by mu nie starczyło smile

    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • kora3 10.02.17, 09:51
    Justyn miał po kolei po prostu smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 10.02.17, 10:06
    Imię mojego syna kończy się na 'A' wobec czego zwyczajowo wszyscy mówią o córce i pytają się o dziewczynkę. On osobiście się wkurza, kiedy ktoś sugeruje, że jest dziewczynką. Ubieram go jak najbardziej chłopięco, ale urodę ma też taką a nie inną, stąd kiedy na przykład ma na głowie czapkę czy kaptur, to zdarza się, że ktoś tę płeć myli. No jego to akurat denerwuje. Może jako dwudziestoletni dryblas będzie się z tego śmiał, ale dzisiaj, kiedy jest dzieckiem, to go denerwuje.
    Dodam jeszcze, że w kraju, w którym się urodził to imię jest męskie i nikt nie pomyliłby go z żeńskim. Takie buty.
    Czy skoro mój syn się denerwuje, to oznacza, że jest zaburzony i małostkowy? Nie, on jest chłopcem, czuje potrzebę identyfikacji ze swoją płcią i chciałby aby ludzie byli bardziej uważni zanim zaczną blabać, że jest śliczną dziewczynką. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy powiedzieć mu: kochanie jesteś małostkowy. Oczywiście, że tłumaczę mu, że to jest w istocie szczegół, ale on ma prawo do własnych odczuć i do własnego odbioru takich sytuacji. Podobnie denerwuje się, keidy uparcie ktoś jego imię i nazwisko przekręca, a czasem zdarza się, że robią to także osoby znające nas dłużej, bo uważa, że to pewien brak szacunku, brak pewnej uważności i wrażliwości. Ja też nie chciałabym, aby ktoś uparcie przekręcał moje imię, bo w końcu to moje imię i ma określone brzmienie i pisownię, więc to rozumiem.
    Są oczywiście sytuacje, w których wpadek nie da się uniknąc, wtedy zawsze warto przeprosić.

    Sytuacja, do której pije autorka tego wątku była taka, że oto mężczyzna pukający do drzwi, które otwiera kobieta, pyta o właściciela mieszkania. Uważam, że grzeczniejsze i bardziej na miejscu byłoby zapytanie: czy rozmawiam z właścicielką mieszkania? To też element pewnego bon tonu. A działo się to w chwili, kiedy kupując i remontując mieszkanie ciągle słyszałam pytania o męża, którego nawet nie posiadam. Pani się zapyta męża czy zgadza się na taką kwotę, chociażby. Pani się zapyta męża, czy chciałby to mieć tak zrobione. Jestem włascicielką mieszkania, to ja płacę, to ja podpisałam umowę o usługi remontowe, dlaczego robotnik wkracza w nasze kompetencje i proponuje mi rozmowę z 'mężem' na temat akceptacji kwoty? Bo w jego mniemaniu głową tej rodziny jest mężczyzna i zapewne to on podejmuje te ważkie decyzje finansowe, właśnie dlatego. Ba, zdarzyło nam się niejednokrotnie, że kiedy urządzaliśmy 'castingi' na wykonawcę niektórzy panowie wchodzli i od razu rozmawiali tylko z moim partnerem, mnie zupełnie ignorując. Nie pytali nawet używając zwrotu 'państwo', tylko lecieli – co pan myśli? jak by to pan chciał tu rozwiązać? zrobilibyśmy panu, itd. I zachowywali się tak pomimo tego, że to ja z nimi negocjowałam i ja umawiałam ich na spotkanie. Po czym wchodzili do lokalu, widzieli mężczyznę i kobietę, i od razu zakładali, że osobą decyzyjną jest mężczyzna i basta.
    Mnie osobiście, jako samodzielną kobietę to denerwuje. Może gdybym mieszkała w lokalu męża czy wspólnym, może gdybym pozostawała na jego utrzymaniu, to nie zwróciłabym na to uwagi, ale skoro to moje mieszkanie, to ja za wszystko płacę, to chcę być traktowana właśnie jako osoba decyzyjna a nie taka, która musi uzyskiwać zgodę mężczyzny.
    I wśród mężczyzn zajmujących się remontami ten stereotyp jest wiecznie żywy. Mam wśród znajomych małżeństwo architektów i pani zdarza się, że robotnicy jej nie słuchają, a przyjdzie facet i proszę, da się zrobić, propozycja jest całkiem sensowna i słuszna. Ich umiejętności są takie same, odebrali identyczne wykształcenie, razem pracują, ale nie są tak samo traktowani. Tyle w temacie.
    Jeśli którejś z was nie dotyka dyskryminacja, to ja się bardzo cieszę. Mnie dotyka i na to nigdy nie będzie mojej zgody. I żeby nie było, dyskryminacja czasem dotyka też mężczyzn, choćby ostatnio – mojego syna w szkole zaczepiała koleżanka, na siłę przytulała, próbowała całować, dotykać. Gdyby to samo dotknęło dziewczynkę, to reakcja bylaby natychmiastowa i ostra, ale przecież dziewczynka nie może molestować chłopca, prawda? Na szczęście mamy rozumną wychowawczynię i udało się to opanować, a moje dziecko naprawdę cierpiało. Bo czy to jest chłopiec czy dziewczynka, niechciany, wymuszony fizyczny a nawet intymny kontakt boli tak samo.
  • kora3 10.02.17, 10:15
    Ło matko, ale masz problemy. Nic dziwnego, że ludzie pytają o córkę, skoro imie Twego synka kończy się na "a". W PL nie ma takich męskich imion, nikt nie musi wiedzieć, że dziecko przyszło na świat i otrzymało imię w innym kraju. że biorą go za dziewczynke czasem? Nic nadzwyczajnego - ani teraz, ani kiedyś - w obie płciowe strony smile Nie, nie jest małostkowy, bo trudno w ogóle mówić o małostkowości małego dziecka. Dzieci nie potrafią sobie jeszcze wielu rzeczy racjonalizować po prostu.

    Co do padania ofiarą - no z Twoich postów wynika, ze nieprawdopodobnie często coś tam złego ci się przydarza, więc ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 10.02.17, 10:44
    >W PL nie ma takich męskich imion, 

    Barnaba, Bonawentura, Jarema...

    --
    - Proszę państwa, całka z e do x jest tak idealna, że nawet PiS nie mógłby jej nic zarzucić.
  • kora3 10.02.17, 10:51
    No tak, masz rację - sorry. smile Te imiona choć nie są popularne no to są rozpoznawane jako męskie. Dziecko Rennie pewnie nosi imię kończące się na "a", które w Polsce wcale nie występuje i kojarzy się żeńsko. Nie jest to źle - uprzedzam, bo zaraz będzie biadoleniesmile - ale no należało się liczyć z tym, że w PL może być tak omyłkowo odczytywane. Nie wiem poniekąd jaki to problem sprostować.
    Ja jako osoba niezamężna nosiłam dwa nazwiska po biologicznym ojcu+ po ojczymie. Kiedy byłam już dorosła wiele osób "podejrzewało", że jestem młodziutka mezatką. Nie widziałam w tym nic wymierzonego we mnie - podwójne nazwiska noszą u nas głownie panie, które do swego rodowego dodały nazwisko męza i stąd brano mnie za taką panią. Jaki to problem? Ktoś pytał - prostowałam. Nie pytał, a myślał tak? No i co z tego?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 10.02.17, 11:08
    Widzisz, ja nigdzie nie napisałam, że problemem dla mnie jest sprostowanie płci dziecka. Napisałam jedynie, że mojemu synowi nie podoba się ten brakuważności, jaki niektórzy przejawiają. Bo są osoby, które widząc obco brzmiące imię i nazwisko zapytają czy chodzi o dziewczynkę czy chłopca (uprzejma mniejszość), bo oczywiście, że mogą nie wiedzieć, a inni od razu lecą z córką, nawet jeśli on stoi obok i wyraźnie jest chłopcem. To kwestia braku uważności i oczywiście przyzwyczajeń, stereotypów. I to oczywiście nie jest ogromny problem, ale dla chłopca nie jest to też nic fajnego.
  • kora3 10.02.17, 11:25
    Nic fajnego, ale też nic strasznego. Nie ma co umacniać w dziecku przekonania, ze to właśnie jakiś problem. Są ludzie mało uważni, masz obco brzmiące imię TU kojarzące się zeńsko. Jesteś wyjątkowy i ludzie to dostrzegają smile
    W ten deseń ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 10.02.17, 11:49
    No widzisz, tja napisałam: 'tłumaczę mu, że to w istocie szczegół', czyli coś nieważnego. A ty zaraz piszesz: 'nie ma co umacniać w dziecku przekonania, że to właśnie jakiś problem'.
    No nie ma i po co stwarzać wrażenie, że to robię?
  • kora3 10.02.17, 11:56
    Napisałam bardziej ogólnie, ale fakt - tak mi się to skojarzyło. A skojarzyło mi się, bo zauważyłam w innych rozmowach też, że odbierasz bardzo mocno i osobiście sprawy, które są de facto bardzo błahe. Wiem, zaraz się oburzysz i zaprzeczysz, ale no tak Cię odbieram. Dzieci często przejmują od rodziców wzorce zachowań czy postaw co wiem sama po sobie jako dziecko smile moich rodzicow.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 10.02.17, 12:11
    Jak sama wcześniej napisalaś – nie powinnam poważnie traktować twoich słów, bo to tylko internet a ty często piszesz od rzeczy i rezerwujesz sobie prawo do pisania sprzeczych, wykluczających się rzeczy. Tak więc robię smile. Rezerwuję sobie także prawo do puszczania mimo uszu twoich ocen na temat mojej osoby, tym bardziej, że moja ocena twojej osoby także by cię nie zachywciła.
  • kora3 10.02.17, 12:19
    Alez ja nie napisałam, byś sobie to brała do serca smile - po prostu wyjaśniłam przyczyny mego wcześniejszego wpisu.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 10.02.17, 10:54
    Jak reagowałaś na to ignorowanie Cię - w które szczerze mówiąc nie bardzo wierzę, ale niech Ci będzie...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 10.02.17, 11:12
    Wszystkiego nie pamiętam, bo to było jakieś trzy lata temu. W kilku sytuacjach to mój partner wskazał na mnie i powiedział: to ta pani jest właścicielką i to ona podejmuje decyzje. Panowie się peszyli i przepraszali. Gdybym była wojującą feministką, to rozprułabym im trzewia, ale ja jestem z frakcji tych umiarkowanych.
  • kora3 10.02.17, 11:22
    Ale dlaczego zaraz wypruwać. Powiem Ci, że nieco mnie dziwi, że musiał "interweniować" w takiej sytuacji partner nawet umiarkowanej feministki. - Wybaczą panowie, zaszło chyba jakieś nieporozumienie. To ja jestem właścicielką mieszkania i to ja decyduje o ...." Grzecznie, normalnie, konkretnie.

    Nie zrozum mnie źle, ale nie chciało mi się wierzyć w to co opisujesz, bo jak wspomniałam, mam bardzo bliskiego znajomego, który ma firmę tej branży. I znacznie częściej wspomina o klientkach, niż klientach. Rozmawiałam z nim wczoraj i na okoliczności forum zapytałam. Powiedział mi, ze w większości o że tak powiem "dizajnie" lokalu decydują panie. No czasem zdarza się, że klient/ka chce wykonania czegoś, co z przyczyn technicznych nie jest dobrym rozwiązaniem. Zdarza się to panom i paniom też. Natomiast powiedział cos jeszcze ciekawego. Mianowicie, że panie nie wstydzą się zapytać o coś, a panowie owszem. Wynika to właśnie ze stereotypu, że facet powinien się na tym znać, a kobieta niekoniecznie musi.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 10.02.17, 11:42
    OK, czyli ten stereotyp jednak istnieje. Skoro istnieje, to pomimo tego, że twój znajomy jest światły, to zapewne wielu znajomych innych znajomych nie jest. Ot, i wyjaśniła się tajemnica. Zresztą pisalam o tym już wielokrotnie – stereotypy nie krzywdzą tylko kobiet ale i mężczyzn. Właśnie dlatego, że pan którego bardziej zaprzątają kwiatki i robótki ręczne niż budowa kolanka hydraulicznego najczęściej będzie podobnie dyskryminowany jak pani, która uwielbia hydraulikę. Może nawet bardziej.

    Co do reakcji partnera, to dlaczego przepraszam miałabym wykonywać salto, skoro mój mężczyzna grzecznie i dobitnie wyjaśnił, kto w danej sytuacji był szefową? smile Przepraszam, ale jakoś dziwnie pojmujesz feminizm. To byłoby niepotrzebne i niegrzeczne. Myślę, że w takiej syrtuacji feminista ma takie same prawo do reakcji jak feministka.
  • kora3 10.02.17, 11:51
    Nie wiem o jakim salcie mówisz - przecież napisałam jak grzecznie, normalnie i konkretnie powinna wg mnie w takiej sytuacji zareagować kobieta, która jest ignorowana. Gdzie mowa była o jakimś "salcie"? Ni chodzi o to, że mężczyzna, feminista czy nie smile nie może zareagować, a o to, że po mojemu kobieta feministka czy nie powinna zareagować na sytuację, która jej nie pasuje nie czekając na interwencję mężczyzny - swego czy innego.
    Uprzedzając - to nie jest krytyka Ciebie, czy Twego partnera, tylko moje zdanie. Taka reakcję uważam po prostu za optymalną.

    Co do tych stereotypów, pewnie masz rację, tylko zwróć uwagę , ze to panowie sami je "karmią" wstydząc się zapytać o coś fachowca. A przecież to normalne, że nie ma ludzi znających się na wszystkimsmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 10.02.17, 12:05
    Panowie ich nie karmią, panowie po prostu też poddają się czasem presji społeczenstwa. Ja wiem, że ty od wszelkich presji jesteś wolna, ale nie każdy jest. Widzę to sama po moim synu, bo w tym wieku chłopcy już z pogardą zarzucają innym chłopcom – 'jesteś baba'. I widzę, że można takiemu dziecku sto razy tłumaczyć, że bycie nazwanym babą, to nic złego bo baby są fajne i kobiety dają radę, robią wiele a nawet wszystko, ale wiadomo, że on swoje wie i wie, że to jest pogarda i szufladka, w którą ktoś go wpycha, bo zrobił coś wbrew normom.

    Nie czuję przymusu natychmiastowej i określonej reakcji w sytuacji, którą opisałam. Myślę nawet, że jeśli ktoś jest błędnie uznawany za kogoś kim nie jest, to nawet z czystej grzeczności pozostawiłabym jemu możliwość sprostowania.
    To tak, jakby w sytuacji, kiedy stoją dwie osoby i podchodząca trzecia błędnie zidentyfikowała np. szefa. Uważam, że to nie szef powinien odezwać się: zaszło nieporozumienie, to ja jestem szefem, tylko osoba, której niesłusznie coś przypisano powinna mieć możliwość reakcji w stylu: nastapiło nieporozumienie, to ten pan jest szefem. Czy tak nie byloby grzeczniej i właściwiej?
  • kora3 10.02.17, 12:35
    Tak, w przypadki szefa - tak grzeczniej byłoby i właściwiej. Ale sytuacja między partnerami jest inna. I w opisanej z fachowcami nie uważam, że niegrzecznie byłoby, gdybyś sprostowała Ty a nie Twój partner. Natomiast ogólnie uważam, ze jak człowiekowi coś przeszkadza to powinien zareagować - grzecznie, uprzejmie, ale konkretnie i stanowczo, bez względu na pleć.

    Co do ulegania presji - to jest to właśnie kwestia wychowania. Moi rodzice mnie uczyli ze np. nikomu nic obcemu do mego zycia. W związku z tym mam gdzieś czy jakiejś Kowalskiej czy Nowakowi podoba się mój model życia. Podoba się - gitara. Nie podoba się - u mnie nadal gitara, a oni mają problemsmile
    Z opisu wynika, że Twój synek jest w wieku w którym chłopcy bardzo silnie identyfikują się z "męskością" . Nie ma nic dziwnego, że naztwanie go "babą" nie jest dlań przyjemne i szczerze wątpię by mówienie mu, ze kobiety sa wspaniałe i dają radę go pocieszało. Prawdę powiedziawszy to mówiąc tak, wg mnie oczywiście, tylko pogłębiasz stereotyp z którym chcesz walczyc. Bo w uszach dziecka to brzmi "No tak, jesteś jak dziewczynka, ale przecież dziewczynki są też fajne" - małe dzieci nie mają percepcji by rozumieć pewne niuanse, są nierzadko, a nawet przeważnie dosłowne. Tymczasem wszak chodzi o to, by dziecko rozumiało, że jego np. zainteresowania choć być może u jego płci mniejszościowe nie są niczym złym i nie czynia zeń osoby innej płci. Lepiej wiec, wg mnie rzecz jasna, mówic mu, że jego koledzy zwyczajnie jeszcze nie dorośli do takich zainteresowań

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 10.02.17, 15:04
    Jeśli chodzi o wychowanie, to mnie z kolei wychowano tak, abym nie zważała na to, co według innych powinnam.
    I gdyby robotnik zwrócił się do mnie, ignorując mojego partnera (załóżmy taką sytuację), to też wolałabym mieć możliwość wyjaśnienia nieporozumienia, niż usłyszenia: sorry, to ja jestem właścicielem i ja decyduję. Myślę, że partnerowi było miło i że docenił, że dałam mu możliwość zareagowania. Ja z kolei jestem wdzięczna, że tego nie zostawił, że zareagował.
    Zresztą, ja wyznaję ideę równościową, więc oczywiście decydowaliśmy oboje. To tak na marginesie.

    I bardzo chciałabym zobaczyć, jak tłumaczysz dziewięcioletniemu chłopcu, że to iż zaprotestował przeciwko zabijaniu pająka przez kolegę, nie czyni z niego dziewczynki. Mój syn postukałby się w czoło, bo on to wie, a dzieci w tym wieku najbardziej nienawidzą, kiedy traktuje się je protekcjonalnie i tłumaczy im sprawy, które są dla nich oczywiste. On wie, że nikt nie zmieni mu płci mówiąc o nim tak czy siak i że to nie czyni z niego dziewczynki, ale wie też, że takim mówieniem mu o 'babie' ktoś próbuje zrobić z niego niepełnowartościowego chłopca. Ot co.
    Dlatego ja uczę go, że nikt nie może ze względu na jego płeć narzucać mu konkretnych zachowań i że jeśli według kogoś nie wpisuje się w stereotyp mężczyzny, to nie jest jego problem a osoby, która myśli stereotypicznie. I tłumaczę mu, że takie cechy jak odwaga, zdecydowanie czy brawura nie są przynależne jedynie mężczyznom. Tak samo jak wrażliwość, empatia i współczucie nie są jedynie cechą kobiet.
  • kora3 10.02.17, 15:18
    No to bardzo dobrze mu tłumaczysz i gitara.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 10.02.17, 15:29
    Jak wyżej Rennie : jeśli decydowaliście oboje to jakie znaczenie miało podkreślanie kto jest właścicielem? W takiej sytuacji logiczne byłoby ze strony Twego partnera: - Prazem tu będziemy mieszkać, razem decydujemy co i jak...

    Po mojemu panów od remontu guzik powinno interesować kto jest właścicielem, a jeśli to jedynie w zakresie na kogo wystawić fakturę/rachunek.

    Co do reszty - nie, ja nie jestem feministką, choć wiele akcji feministek popieram i wspieram. Ale nie miałabym najmniejszego problemu z tym, żeby wyegzekwować od takich panów poważne traktowanie mnie bez wsparcia dowolnego mężczyzny. Myslę, ze na tym polega samodzielność i bycie pewnym siebie, bez konieczności mówienia o nijakich ideach i zupełnie bez względu na płeć.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 10.02.17, 15:40
    Hahaha, naprawdę za wszelką cenę próbujesz mi dopiąć jakąś łatkę. Ja bardzo dobrze sobie radzę w życiu, dziękuję za troskę.
    I nie potrzebuję wsparcia mężczyzny. Wybacz ale sama pisałaś, że twoje rachunki opłaca twój mąż, więc gdybym miała być złośliwa, to raczej to wskazalabym jako niesamodzielność. Jeśli już musimy naprawdę licytować się na samodzielności, tak samo jak na wiek przejścia na wegetarianizm...
    Dlaczego uważasz, że miałam problem z wyegzekwowaniem czegokolwiek? Nie wiem, doprawdy nie wiem. Ja napisałam tylko, że zareagował mój partner, ale w tobie jest tyle jadu (?) i przekory, że teraz przez kolejne dwieście postów będę się dowiadywala, jak bardzo ta sytuacja była nieprawidłowa i dlaczego. Otóż, nie była. No ale show must go on, dalej Koro, co tam jeszcze wymyślisz?
  • kora3 10.02.17, 15:54
    renn.ie77 napisała:

    > Hahaha, naprawdę za wszelką cenę próbujesz mi dopiąć jakąś łatkę. Ja bardzo dob
    > rze sobie radzę w życiu, dziękuję za troskę.


    Ani łatkę, ani nie troszczę się o Ciebie. Dlaczego miałabym?

    > I nie potrzebuję wsparcia mężczyzny. Wybacz ale sama pisałaś, że twoje rachunki
    > opłaca twój mąż


    Mój były mąż? Skad masz o nim takie informacje? Pyrami, bo mam tylko byłego męzasmile
    Poza tym nigdzie nie pisałam, ze moje rachunki placi mój partner. Owszem, płaci nasze. Tak się umówiliśmy. Nie pasuje Ci to jakoś?smile

    , więc gdybym miała być złośliwa, to raczej to wskazalabym jako
    > niesamodzielność.


    Złośliwym trzeba by umieć byćsmile Osoba hmmm tak wrazliwa jak Ty na pewno by nie umiała smile Zupełnie nie dostrzegam niesamodzielności mojej w tym, ze mój partner utrzymuje dom. Niesamodzielny jest człowiek wówczas, gdy on sam nie dałby rady się utrzymać. Ja z tym problemu nie miałabym. Ale też nie widzę nic nadzwyczajnego w tym, że osoba, która ma parę razy więcej dochodu niż druga płaci rachunki za dom.

    Jeśli już musimy naprawdę licytować się na samodzielności, t
    > ak samo jak na wiek przejścia na wegetarianizm...


    Ja się z nikim nie licytuje, bo mi do niczego to nie jest potrzebne. uwierz, ze są tacy ludziesmile

    > Dlaczego uważasz, że miałam problem z wyegzekwowaniem czegokolwiek? Nie wiem, d
    > oprawdy nie wiem


    Z innych rozmów z Tobą- niestety.

    . Ja napisałam tylko, że zareagował mój partner, ale w tobie je
    > st tyle jadu (?)


    ???? Jadu? Za bardzo transponujesz swoje uczucia na innych Rennie.

    i przekory, że teraz przez kolejne dwieście postów będę się do
    > wiadywala, jak bardzo ta sytuacja była nieprawidłowa i dlaczego.


    Dlaczego nieprawidłowa? Prawidłowa, ale dla mnie dziwna u feministki, nawet umiarkowanej to wszystko.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 10.02.17, 16:02
    Nie będąc feministką, a więc praktykiem w feminizmie, po prostu się mylisz. Kochaniutka.
    I tak, dla mnie jesteś, bo to podpada pod niesamodzielność, skoro nie dokładasz się do swoich rachunków. Wśród moich znajomych nawet dorosłe dzieci mieszkające z rodzicami dorzucają się do rachunków. Nawet dzieci.
    Daj proszę namiary na byłego męza – myślę, że nie zaszkodziłoby mu wysłać listu gratulacyjnego z bukietem kwiatów. Fuksiarz! Próbował grać w lotto? Obstawiać wyścigi? Myślę, że z jego szczęściem nie zaszkodziłoby smile.
  • kora3 10.02.17, 17:20
    Ale nie musi Ci się to podobać, to nie Twoja sprawa przecież smile
    Mnie by z kolei nie pasował Twój układ, który opisałaś, bo już taki przerobiłam z byłym mężem właśnie, więc praktykę mamsmile Ale jak Tobie pasuje - Twoja sprawa.

    Mogę Ci dac namiary na mojego eksmęża, ale naprawdę nie polecam kontaktu i kazda inna osoba , np. Baba też by Ci tak poradziła. Ale skoro chciałabyś zaryzykować ...
    Nie wie czy mój eksmąż grywa w lotto i wcale mnie to nie interesuje, ale zważywszy na jego sytuację, to naprawdę powiedzenie, iż jest fuksiarzem brzmi jak ponury i okrutny żart sad

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 10.02.17, 17:47
    To absolutnie nie moja sprawa, ale ponieważ nie wahasz się przed ocenianiem mnie, to ja nie będę wahała się przed ocenianiem ciebie. To chyba fair? Ty masz mnie za osobę zaburzoną, ja uważam, że zaburzona jesteś ty. Ty mnie za osobę niesamodzielną, dla mnie kobieta, która nie partycypuje w opłacaniu własnych rachunków jest niesamodzielna właśnie, bo utrzymuje ją partner, mąż, wsio rawno. Ty mnie za małostkową, mnie się wydaje, patrząc na to co piszesz i jak piszesz, że to ty jesteś małostkowa, protekcjonalna i wredna.
    Każdy kto zdołał się od ciebie odciąć musi przyznać, że zdarzył mu się choć ten jeden łut szczęścia, choćby w tej sprawie. Taka mała gwiazdka z nieba smile. Dlatego podtrzymuję swoje gratulacje dla przeszłego pana i kondolencje dla obecnego. Dla obecnego tym bardziej, bo mieć taką towarzyszkę życia i jeszcze za nią płacić to szczyt wszystkiego. Moim zdaniem. I oczywiście to tylko moje prywatne zdanie, które pozwalam sobie wyrazić, bo ty tak bardzo chętnie opowiadasz mi o mojej skromnej osobie. Na dodatek kobieta, która może, ale nie partycypuje w kosztach swojego utrzymania jest dla mnie po prostu pasożytem (wybacz, że w formie męskiej, ale chcę podkreślić rangę i powagę tego stanowiska). Dlatego zasadne byłoby mówić: Kora X, nauczyciel akademicki, pasożyt. Jakich kompetencji uczysz młodzież? Strach się domyślać, mam nadzieję, że nie uczą się jednak od ciebie zbyt wiele wink.
    Wszystko to jest może niegrzeczne, ale też bardzo szczere, bo skoro ty jesteś ze mną szczera, to ja uważam, że uczciwie jest zachować się tak samo.
  • kora3 10.02.17, 18:05
    smile możesz sobie na mój temat uważać, co Ci się podoba - naprawdę. Młodzież uczę zawody, który sama wykonuję - pisałam już. Mojemu partnerowi możesz oczywiście współczuć, ale zważ na to, że wszak nie musi być ze mną, więc najwyraźniej chcesmile

    Gwoli ścisłości, to nie mój eksmąż odciął się ode mnie, a ja od niego. Bo to ja chciałam żeby zniknął z mego życia i podałam go o rozwód, na który zresztą nie chciał się początkowo zgodzić. Z tych samych powodów z jakich nie chciał się zgodzić wniósł potem o owo stwierdzenie nieważności małżeństwa sakramentalnego. Tak więc trudno mu gratulować tego, że się ode mnie odciął.smile Trudno też gratulować mu finały sprawy o stwierdzenie nieważności, bo co prawda uznano nasze małżeństwo za nieważnie zawarte, ale tylko i wyłącznie z powodu leżącego po stronie mego eksmęża. Tego powodu jako człowiek serdecznie mu współczuję, tym serdeczniej, że był mi kiedyś osobą bliską. Obecnie kontakt mamy sporadyczny, okazjonalny raz z racji odległości, dwa - innych czynników wynikających z tego właśnie powodu. Wszelako nie unika mnie mój eksmąż, więc chyba mu a jakims szczególnym odcięciu się ode mnie nie zależy smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • renn.ie77 10.02.17, 18:14
    Podtrzymuję, to co napisałam i naprawdę nie dziwi mnie już utyskiwanie na kiepski poziom polskich kadr akademickich.
    Co do chęci bycia z kimś - widziałam maltretowane żony wracające do traktujących je źle mężów. Nie dziwi mnie nic, nawet to że mężczyzna może godzić się na pasożytniczy układ.
  • kaz_nodzieja 10.02.17, 18:20
    Bez przesady, można wygooglować bez problemu większość pełnych danych (imienia i nazwiska) ze stron firmowych. Nie wiem czy R.Biały pracująca w firmie Bułka i Spółka w Krakowie to raczej "Robert" niż "Renata" i się waham? Daję do googla R.Biały Bułka i Spółka (jak nazwa popularna dodaję miasto) i już mam ją na talerzu.

    --
    Sport to nie jest zdrowie."Ja się kiedyś nabawiłam urazu kręgosłupa, którego konsekwencje odczuwam do dziś na zajęciach...uwaga....zdrowy kręgosłup!" Saszanasza
  • kora3 10.02.17, 18:29
    No wiesz teraz jasne, z reguły możesz wygooglować. Ale no oboje państwo tu opisani pracowali już w czasach, kiedy Internet raczkował i dostęp doń miał mało kto. Poza tym no zdarzają się osoby niekorzystające wcale z Internetu, albo korzystające sporadycznie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka