Dodaj do ulubionych

Nie wiem co dalej (zaproszenie)

13.02.17, 20:49
Żeby nie tworzyć całej, długiej i dla większości pewnie nudnej opowieści maksymalnie skracam. Rodzony brat, młodszy ode mnie o 4 lata (29 l.) żeni się w maju. Zaproszenia rozsyła już obecnie. Robi to za pośrednictwem poczty, wcześniej zadbał o zdobycie adresów wszystkich gości, których chce zaprosić, co dotyczy oczywiście także gości jego narzeczonej. Wesele będzie bardzo niewielkie, na około 60 osób, zaproszeń wysłanych będzie więcej, ale realnie przyjdzie zapewne właśnie tyle. I teraz kwestia zasadnicza. Ponieważ od dawna ani ja, ani brat nie mieszkamy z rodzicami, ja również dostałam zaproszenie pocztą. Wraz z osobą towarzyszącą, którą będzie mój partner życiowy. Brat z narzeczoną obdzwaniał wszystkich i potwierdzał przybycie, do mnie również zadzwonił. Podziękowałam za zaproszenie, powiedziałam, że z przyjemnością przyjdziemy, ale zaznaczyłam, że jak wie jestem od wielu lat weganką, podobnie jak mój partner, więc chciałabym aby zostało to uwzględnione w menu. Brat odpowiedział, że wie, rozumie, ale nie ma takiej możliwości i że uwzględnione to nie zostało. Powiedział, że chętnie mnie zobaczy na ślubie, ale jedzenia wege mi nie zapewni. Poprosił mnie o odpowiedź do końca miesiąca. I mam dylemat jak postąpić. Brat postawił sprawę jasno. Czy powinniśmy przyjść i po prostu nic nie jeść, zadowolić się tylko napojami, a zjeść np. wcześniej, czy przyjść tylko do kościoła a na ślub już nie iść (uprzedzając o tym wcześniej)? Partner proponuje mi to drugie rozwiązanie. Jak wy byście się zachowali? Wspomnę może, że z bratem bardzo zżyta nie jestem (a prawdę mówiąc wcale), ale stosunki mamy poprawne, rzadko się widujemy (w zasadzie tylko na święta), rodzice też w miarę obojętnie podchodzą do tematu, ważna jest dla nich obecność w kościele, a co dalej to już drugorzędna sprawa. A może iść na wesele i nic nie jeść, ale pozostać tylko symbolicznie godzinie - dwie, pożegnać się i wrócić? Nie chcę ostentacji i plotek.
Edytor zaawansowany
  • 13.02.17, 20:59
    Nie obraź się, ale jak można w ogóle rozważać niepójście na wesele brata z powodu diety???
    To znaczy, że coś jednak jest nie tak i dieta przesłania cały świat. To nie jest przecież kwestia zdrowotna, kiedy rzeczywiście może Ci się coś stać, jeśli raz od wielkiego dzwonu zjesz dania wegetariańskie a nie wegańskie - nie wierzę, żeby na ślubie były tylko i wyłącznie dania mięsne.
  • 14.02.17, 10:11
    No wiesz, na slubie to wiele dań nie ma smile Czy te które są są mięsne to kwestia wiary smile

    A poważnie - wiesz, weganizm czy wegetarianizm to nie jest tylko dieta na ogol, ale także styl życia. Takiej osobie trudno jest nawet od "wielkiego dzwonu" zrezygnować z tegoż. Z drugiej strony masz rację, nie być na weselu brata - raczej poza wyjątkami - niedobrze. Na miejscu wątkodawczyni przestałabym strzelać fochami, sama sobie przygotowałaby swoje jedzenie i na weselisku je zjadła i gitara.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 13.02.17, 21:20
    Byłam ostatnio na bardzo dużym weselu, głównie młodzi ludzie z dużych miast, ale jedzenie było bardzo tradycyjne. Zjadłam tylko ziemniaki i surówki. Jak nie wytrzymasz na takim jedzeniu, zjedz wcześniej coś w domu.
  • 13.02.17, 21:58
    A ja się dziwię bratu trochę ... czy to byłoby az takim ciezarem dla niego i narzeczonej, zeby zamówili ze dwa dania wegańskie dla tej jednej, konkretnej osoby , dyskretnie wskazując kelnerom, której osobie owo danie ma zostać podane gdy nadejdzie pora posiłku ? To chyba nie jest aż taki problem? a moze wesele jest w remizie, i kucharka nie ma zamiaru gotować dla jednego widzimisię oddzielnie? Wtedy zamawiam danie wegańskie z zewnątrz.

    Takie dylematy naprawdę są do rozwiazania, wystarczy tylko chcieć. Czy gdyby dieta autorki wątku była spowodowana względami zdrowotnymi, także miałaby przesiedzieć głodna całą noc? Wstyd. I bardzo mi przykro, ale niestety, reakcję brata odebrałabym jako " Zapraszam cię, bo wypada, ale w nosie mam , czy przyjdziesz i czy będziesz siedziała głodna" . Nie rozumiem też rodziców ...


    --
    Wszystkim dogodzić się nie da, ale wszystkich wkurwić to już żaden problem big_grin
  • 13.02.17, 22:40
    Brat powiedział, że nie ma takiej możliwości, więc zapewne wybrany przez niego lokal/kucharz nie serwuje kuchni wege. Restauracja też nie będzie szła na rękę bo niewprawiony w tej kuchni kucharz będzie miał problem z przygotowaniem dania, bo w zasadzie nawet ziemniaki musi przypilnować i podać osobno dla dwóch osósb (bo tłuczone ziemniaki w polskiej kuchni tłucze się je z masłem lub mlekiem). Dostępność dan wege bywa problem nawet w dobrych restauracjach. Gotowanie wege wymaga wprawy. Trzeba wiedzieć czym smacznie zastępować masło, jaja, mleko, śmietanę, majonez, żelatynę. Mieć opanowane zastępniki mięsa (soja, fasola, tofu..itd.) i ich przyprawianie, bo warzywami się nie da najeść. W mniejszych miastach może wręcz nie być żadnego lokalu rzetelnie wegańskiego. Ja sama nie jadłam mięsa prawie 3 lata i przepisów bezmięsnych znam mnóstwo, ale przyjęcie weganina na obiad byłoby dla mnie poważnym wyzwaniem kulinarnym.
    Nie wiem w zasadzie jak tu s-v powinno zadziałać, ale zupełnie nie dziwię się bratu, że przy liczbie spraw, które trzeba załatwić nie zobowiązał się do zorganizowania tych dwóch dań wege.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 14.02.17, 07:24
    dobrze wiedzieć na przyszłość smile))

    --
    "Za młodu gdy uprawialiśmy seks w nocy na klatce schodowej wrzuciliśmy prezerwatywę wraz z zawartością do takiego wózeczka"...kaz_nodzieja na forum s-v
  • 14.02.17, 07:26
    ok, zwracam honor smile

    kolpik124 napisała:

    > dobrze wiedzieć na przyszłość smile))
    >


    --
    " Na jarmarki przychodzą rodziny z dziećmi, to bezpieczne miejsca. Jedne czego może się obawiać, to kieszonkowcy."...snakelilith, listopad 2016
  • 14.02.17, 09:28
    Dokładnie, jako wegetarianka od bardzo dawna nie mam nigdy problemu na przyjęciach ale no z weganami jest inaczej.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 15.02.17, 09:32
    Polowa gosci (albo wiecej) na weselach jest narozmaitych dietach i jakos sobie radza na weselach. Przy organizowaniu wesela najwazniejsza jest para mloda , ktora ma dosc na glowie przy jego organizowaniu, a nie para gosci, ktora nie przetrwa trzech godzin bez jedzenia weganskiego.
  • 13.02.17, 22:55
    Jeśli odpada zjedzenie ziemniaków i surówek, to proponowałabym zabranie własnego prowiantu. Piszę serio. Zjesz to, co lubisz, a bratu zrobisz trochę obciachu, że nie zapewnił ci menu.
  • 14.02.17, 12:19
    ewa_2009 napisała:

    >bratu zrobisz trochę obciachu, że nie zapewnił ci menu. <

    Zaraz tam nie zapewnił! Skoro przyjęcie będzie w maju to wystarczy wyjść na zewnątrz... Młoda zieloniutka trawka, świeże pączki na drzewach... o! i bez. Bez już będzie na pewno, i to w dwóch kolorach. Żyć nie umierać smile


  • 14.02.17, 16:40
    Mattu, Ty tak serio....Jakbys mnie jako wegetariankę gościła też poczesywałabyś mnie kwiatkami z doniczek albo ogrodowymi? Wybacz, ale nie lubię takiego podejścia - wiem, są namolni weganie, tak samo zresztą jak katolicy, cykliści, zwolennicy jedzenia miesa, zafascynowani ezoteryka itd. Epatowanie sobą i swoimi zasadami czy zainteresowaniami jest nie halo, pewnie. Ale normalne powiedzenie o tym w sytuacji gdy to ma sens, jest normalnesmile Jestem wege już ponad 25 lat, nie spotykam się z wyśmiewaniem ani przejawami agresji. Kiedy ktoś mnie pyta dlaczego nie chcę kebabu, czy kotleta - mówię. Jak nie pyta jem swoje i nie komentuję.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 17:22
    Korciu, tylko niestety złą passę robią nam właśnie ci nawiedzeni - vide wegetarianka, która poszła do burgerowni i robiła potem draki w internetach, czy właściciel wege baru w UK odmawiający przyjmowania banknotów zawierających śladowe ilości łoju zwierzęcego w farbie drukarskiej.

    Co nie zmienia faktu, że uwaga Matyldy nie była ani dowcipna, ani na miejscu.
  • 15.02.17, 08:32
    W każdej grupie sa osoby nawiedzone i przez to irytujące i śmieszne zarazem.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 23:49
    kora3 napisała:

    >.Jakbys mnie jako wegetariankę gościła też poczesywałabyś mnie kwiatkami z doniczek albo ogrodowymi?<

    Ciebie? w żadnym razie, Ty jesteś wegetarianką a nie weganką więc Ciebie jeszcze zdołałabym nakarmić, ale z Annthonką to bym się zastanowiła co zrobić, za karę wink
    A tak poważnie. Mam koleżankę wegetariankę, która nigdy nie wpada na to, że będąc gościem u niej może miałabym ochotę na plasterek jakiejś padliny. Skoro częstuje mnie samym vege to u mnie, dla równowagi powinna wcinać mięcho, co, nie? big_grin
  • 15.02.17, 00:27
    A przepraszam, Ty jesteś obligatoryjnym mięsożercą, jak kot? W domu nigdy nie jesz warzyw ani pieczywa? My mamy ciocię, która obiera pomidory ze skórki. I choć wydaje nam się to dziwactwem, to kiedy ją gościmy, pomidory podajemy obrane. Czy na tej samej zasadzie równowagi powinniśmy w domu cioci żądać pomidorów ze skórką?
  • 15.02.17, 00:57
    A Wy obieracie te pomidory na żądanie cioci? bo jeśli sami pamiętacie, to ciocia też mogłaby pamiętać, że Wy wolicie ze skórką i powinna takie Wam podać. Chyba, że Wam jest wszystko jedno, ale to już inna sprawa.
    Jeśli chodzi o mnie to można by powiedzieć, że jestem obligatoryjnym mięsożercą, bo jak inaczej nazwać takie coś, że żebym nie wiem już co zjadła bezmięsnego, to nie czuję sie usatysfakcjonowana jeśli nie zjem chociaż malutkiego kawałeczka jakiegoś mięsa.
    Ale w gruncie rzeczy wcale nie chodzi tu o to czy wegetarianie dadzą mi mięso czy nie bo potrafię się przystosować do wszystkiego (w przeciwieństwie do wege). Chodzi o szacunek dla moich preferencji. Oni po prostu uważają, że mięsa sie nie jada, więc go zwyczajnie nie zauważają tak jak ludzi je jedzących. Dlaczego to poszanowanie cudzych zasad ma działać tylko w jedną stronę?
  • 16.02.17, 18:17
    Ja na ten przykład nie jadam zupy ogórkowej. Nie jadam i już, wszyscy właściwie ludzie, u których bywam na obiadach o tym wiedzą i nikt mnie tym świństwem nie częstuje.
    Analogicznie powinnam wszystkim goszczącym u mnie profilaktycznie nagotować gar paskudztwa, żeby było sprawiedliwie?

    --
    Byłam hipsterem zanim to było modne...
  • 17.02.17, 02:40
    Niekoniecznie. Gdyby jednak miało to zrobić Twoim gościom wyjątkową przyjemność to korona by Ci z głowy nie spadła gdybyś ugotowała. Sama jeść nie musisz. Ja np. nie jadam chleba do przekąsek ale gdy zapraszam gości to chleb podaję dla tych, którzy jedzą. Herbaty i kawy nie słodzę, ale cukier na stole stawiam, też dla gości. No, chyba ze zapomnę wink
  • 17.02.17, 16:33
    Ale tobie od roślinnego gotowana korona już spadnie smile

    --
    Byłam hipsterem zanim to było modne...
  • 15.02.17, 08:39
    Matyldo, to jest problem złożony ...Ja jestem wegetarianka, ale owszem, podejmuję gości także mięsnymi potrawami. Jednakowoż z idea wege jest to sprzeczne - bo sama nie jem, ale podaję innym co jest równoznaczne z zabijaniem zwierzat na jedzenie. Robię tak, bo mam świadomość, ze świata nie przerobięsmile Kto chce jesć mięso, będzie jadł, decyzja o tym by nie jesć musi być autonomiczna.

    Nadal uważam, że podejmując koleżankę wege powinnaś zapewnić jej wege menu - natomiast Ty ze swego czy inni goście rezygnować nie powinnaś. Moja koleżanka, mięsożerna ma problemy z pęcherzykiem żółciowym. Wielu rzeczy nie je i podejmując ją przygotowuję żarło specjalnie dla niej, nie uważam tego za wielką katorgę

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 15.02.17, 10:30
    Matyldo, Annthonka jest wegetarianką i weganką na pewno nie zostanie wink, ale protestuje przeciwko zupełnie bezinteresownej złośliwości jaką za każdym razem prezentujesz wobec osób o innych od Ciebie nawykach żywieniowych.
  • 15.02.17, 10:59
    O proszę, nawet nie wiedziałam, że jesteś. Widocznie jesteś jedną z tych nienarzucających się innym wege wink. Czyli jednak istnieją takie normalne wegetariany...
  • 15.02.17, 11:23
    No, w liceum przestałam jeść mięso i jakoś tak mi do tej pory zostało... Fakt, banerów reklamowych z tą informacją nie wywieszam wink , ale byłam przekonana, że Ty akurat wiesz smile
  • 15.02.17, 11:41
    Damn, mój błąd. Korzę się i przepraszam. Dawno się nie widziałyśmy, ot co. I trzeba to niedługo zmienić smile.
  • 15.02.17, 12:41
    >>Czyli jednak istnieją takie normalne wegetariany...

    a ja słyszałam, ze nawet porządni normalni nie rzucający mięsem na vege - mięsożercy bywają...
    chociaż na forum to często tych drugich można zauważyć big_grin
  • 15.02.17, 12:44
    smile. Mój partner je mięso, ja jestem wege. Dajemy radę. Ba, nawet moje dziecko jest mięsożerne i uwielbia schabowe. Robię, bo nie mogę przecież narzucić dziecku mojej 'diety'. On nawet tych wszystkich zwierzątek żałuje, kocha naszego psa, ale i tak chce je jeść! wink
  • 15.02.17, 12:48
    u mnie w domu 3 chłopów mięsożerców /mąż i synowie/ i ja bezmięsna, jakoś mam szczęście w rodzinie zarówno bliższej i dalszej, ze nikt nikomu nie narzuca smile
    myślę że z jednej strony to szczęście mam w życiu trafiać na normalnych ludzi, ale też i sama nie epatuję wszem i wobec swoim bezmięsnym życiem
    zapytana poproszę o danie bezmięsne, niepytana wybieram z dostępnych to co mi pasuje smile
    i nie przyszłoby mi do głowy dyskutować o wyższości jednego stylu odżywania nad inny smile
    pozdrawiam

  • 15.02.17, 12:56
    Tacy wegetarianie przeważają (może dlatego że to już dawno przestało byc oryginalne i nie jest kojarzone z lansem), nie rzucają się w oczy, nie obnoszą, nie nawracają. Są ok, tak jak ktos kto np nie je słodyczy bo nie lubi albo nie może. Weganie to jest zupełnie inna historia-celebracja , profetyzm i zawracanie głowy wszystkim wokół.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 17.02.17, 07:48
    Myślę, Babo, że tu zachodzi jeden mechanizm - "gorliwości neofity". Te x lat temu wegetarianie "zaczynali" i większość z nich miała jazdy [podkreślę dla nie umiejących czytać: większość NIE RÓWNA SIĘ wszyscy!]. Zresztą i teraz, wśród "świeżych" wegetarian [zwłaszcza młodych wiekiem] trafiają się osoby, którym "pada na mózg" i zaczynają fiksować. Moja siostra [jak najbardziej 40+] od szesnastego roku życia jest wegetarianką. I fajnie. Początkowo miała odjazdy, nawracanie na siłę itp. Potem się ustabilizowała "w normie" - czyli sama mięsa nie je, ale nie ma nic do cudzych talerzy. Tymczasem w dalszej rodzinie wegetarianką ideologiczną została panna w wieku studenckim - no i mówiąc kolokwialnie "peron jej odjechał". Komentarze w rodzaju "Brzydzę się siedzieć przy stole z padlinożercami", "U was śmierdzi trupiarnią" itp - nijak nie budzą w nikim sympatii ani dla jej "odchyłów", ani dla wegetarian w ogóle.
    Podobnie rzecz się ma z weganami - ponieważ to nurt stosunkowo młody - to i więcej jest "nieokrzepłych" neofitów, którzy budzą albo śmiech, albo złość. A jeśli dodamy do tego dość częstą w młodym pokoleniu postawę roszczeniową [JA chcę = MI się należy!] - to mamy efekt. Do tego dieta wegańska, wbrew opinii niektórych nawet i tutaj JEST trudniejsza do "ogarnięcia" niż wegetariańska i przygotowanie smacznego, pełnowartościowego, konkretnego posiłku wegańskiego - to jest wyższa szkoła jazdy i wymaga nie tylko dobrej woli, a wprawy, znajomości przepisów, no i zabiegów, bo nawet zakup produktów powinien być jednoczesny z czytaniem wszystkich etykietek, czy gdzieś tam czegoś odzwierzęcego nie może się trafić...
    Pomijam tu zupełnie trolla animacyjnego, który watek założył, bo nie wierzę w kogoś, kto na forum pyta o sprawę dla siebie istotną a potem znika jak sen jaki złoty... big_grin

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 17.02.17, 11:24
    O, to zdecydowanie. Niemniej jazdy neofitów są nieco złagodzone gdy znają oni tolerancyjnych przedstawicieli swojej grupy. W wypadku trendu świeżego jest ich jak na lekarstwo stąd tez krucjaty, uważanie się za sumienie ludzkości oraz pepek świata bez porównania częstsze.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 15.02.17, 13:13
    Mam takie same doświadczenia tak z rodzinnego domu, jak i tworząc własny. Moja mama i siostra są bardzo mięsożerne, w zasadzie bezmięsny obiad to dla nich nie obiad, a o ile to od czasu do czasu. Z tym, że jak siostra była dzieckiem była mniej mięsożerna. Tato jadał mieso, ale lubił tez bezmięsne potrawy, wiec szybko stał się fanem moich pomysłów kulinarnych. Sam tez nieźle gotował. Mój partner je mięso- nie ze ze tylko mięsożerca, ale takżesmile Teraz on gotuje w zasadzie tylko w tygodniu od pewnego czasu smile i jeszcze czas jakiś tak będzie smile i jakoś daje radę z tymi strasznymi heh dwoma posiłkami. Mnie rozwala demonizowanie tego "podwójnego" gotowania w domach gdzie jest wege i miesozerca.
    Sama jako dziecko tak ok 13- 14 lat gotowałam. I w zasadzie nie dla siebie przecież tylko, tylko dla mamy i siostry też. Jakiz to problem? Np. usmażyć naleśniki i do swoich dac farsz ze szpinaku i sera przykładowo, a do czyichś z miesa mielonego z fasolą. Albo spaghetti - dla mięsożerców z mięsem, dla siebie z tuńczykiem (ryby jadam) czy tylko z warzywami.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 16.02.17, 17:02
    kora3 napisała:

    dla siebie z tuńc
    > zykiem (ryby jadam)

    No to jesteś wegetarianką, czy nie jesteś?
  • 16.02.17, 22:12
    madzioreck 16.02.17, 17:02
    kora3 napisała:

    dla siebie z tuńc
    > zykiem (ryby jadam)

    No to jesteś wegetarianką, czy nie jesteś?


    Hehehe, czyli po tych wynurzeniach o wyższym rozwoju z powodu przejścia na wegetarianizm w wieku lat 13 nie 15 okazuje się, że nawet nie wie z czym się ten wegetarianizm je? I rest my case, choć należało się tego spodziewać.
  • 15.02.17, 13:25
    Nchyb, mi sie zdarzało czasem namawianie przez jakieś ciotki i babki – no weź, weź trochę kurczaczka (kurczaczek to nie mięso). No zjedz troszeczkę, niedużo, żebym wiedziała, że nie jesteś głodna, że mi tu nie padniesz, itd. Moja rodzina jest mega mięsożerna, więc moje niejedzenie mięsa na każdej rodzinnej uroczystości było mocno komentowane (miałam wtedy 15-16 lat). Potem cała rodzina żyła też tym jak bez mięsa przetrwam ciążę. Ale moim rodzice uwielbiają mięso i prawie nie jadają warzyw czy owoców, dlatego opór rodziny był naprawdę duży. Ja z kolei już jako dziecko mięsa nie lubiłam i upychałam je po doniczkach czy za wersalką tongue_out. Moi rodzice mieli jeden sposób na pacyfikowanie mnie: dopóki nie zjesz mięsa, nie wyjdziesz na dwór. No to jadłam ziemniaki, surówki, a mięsa się w kreatywny sposób pozbywałam smile.
    Ulubioną anegdotą mamy na wszystkich przyjęciach było: A jako mała dziewczynka w przedszkolu ukradła koleżance zrazy mięsne, pan sobie wyobraża? I wie pan, gdzie je schowała? W wiśniowym kompocie! A teraz, widzi pan, wegetarianką jest, o.
    No kupa śmiechu, naprawdę wink. Myślę, że nie przypuszczali, że to mi zostanie...

    Zdarzało mi się też wśród znajomych przepraszanie mnie za to, że będąc ze mną gdzieś razem oni jedzą mięso, co zawsze mnie zdumiewa. Dopóki to mięso nie leży na moim talerzu i nie jestem zmuszona do jedzenia go, to przecież nie moja sprawa, ale naprawdę zdarzyło mi się, że ktoś od razu przepraszał i kajał się...
  • 15.02.17, 12:35
    O! w takim razie zapraszam smile dzięki córce mam wprawę więc może nawet będzie smacznie, ale nie każ mi, proszę, polubić wegetarian, którzy wyjadają pokarm mojemu pokarmowi smile
  • 15.02.17, 12:49
    >> nie każ mi, proszę, polubić wegetarian, którzy wyjadają pokarm mojemu pokarmowi
    przeciętny wegetarianin raczej nie zje tych świństw, którymi przemysłowo karmi się Twój pokarm Matyldo smile
    no chyba że żywisz się wyłącznie mięskiem zwierzątek własnoręcznie karmionych big_grin
  • 15.02.17, 14:02
    Eeee, ja się raczej paszą przemysłową nie żywię wink

    A tak na serio to ja mam wywalone na to, czy współbiesiadnik ma na talerzu golonkę czy kiełki lucerny, o ile nie komentuje zawartości mojego talerza i nie usiłuje mnie nawracać na "jedyną słuszną" dietę.
  • 15.02.17, 14:05
    To o paszy oczywiście odnosiło się do wyjadania pokarmu twojemu pokarmowi, Matyldo. Przepraszam, dopiero jak wysłałam, zorientowałam się, że moja odpowiedź może zostać odebrana dwuznacznie. smile
  • 16.02.17, 12:33
    annthonka napisała:

    > To o paszy oczywiście odnosiło się do wyjadania pokarmu twojemu pokarmowi, Matyldo. Przepraszam, dopiero jak wysłałam, zorientowałam się, że moja odpowiedź może zostać odebrana dwuznacznie. smile <

    Nawet by mi do głowy nie przyszło big_grin
  • 15.02.17, 14:22
    >>mam wywalone na to, czy współbiesiadnik ma na talerzu golonkę czy kiełki lucerny, o ile nie komentuje zawartości
    >>mojego talerza i nie usiłuje mnie nawracać na "jedyną słuszną" dietę.

    mam dokładnie tak samo smile
  • 15.02.17, 14:23
    Mam dokładnie tak samo smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 16.02.17, 12:39
    Może trudno będzie Wam uwierzyć ale ja też tak mam. Jedyne czego oczekuję to wzajemności ze strony wegetarian, a z tym (jak same zauważyłyście) różnie bywa smile
  • 16.02.17, 17:11
    matylda1001 napisała:

    >Jedyne czego oczekuję to wz
    > ajemności ze strony wegetarian, a z tym (jak same zauważyłyście) różnie bywa smile

    Oczekiwanie od wegetarianina wzajemności z kompletnego niezrozumienia, czym wegetarianizm w ogóle jest. Bezsens.
  • 17.02.17, 02:01
    madzioreck napisała:

    > Oczekiwanie od wegetarianina wzajemności z kompletnego niezrozumienia, czym wegetarianizm w ogóle jest. Bezsens. <

    O, i takiego podejścia własnie nie lubię. Wegetarianie mogą sobie żyć w zgodzie z własną ideologią, mnie nic do tego, ale wymagam żeby mnie pozwolili żyć w zgodzie z moją, żeby nie robili niepotrzebnych uwag, nie próbowali uświadamiać, nauczać i zanudzać, uważać za głupszą i gorszą dlatego, że coś innego mi smakuje. Mam prawo oczekiwać, że będą szanowali moje jedzenie mięsa tak, jak ja szanuję ich niejedzenie. Takie to skomplikowane?
  • 17.02.17, 08:05
    Matyldo, a jak ci wegetarianie uświadamiają cię i nauczają? Siadasz w domu do mięsnego obiadu a z lodówki wyskakuje wegetarianin z pogadanką? Idziesz pod przysznic, a tam już stoi wegetarianin śpiewający o wyższości niejedzenia mięsa nad schaboszczakiem? Czekają na ciebie w supermarkecie z pikietą przed działem mięsnym?
    Ludzie mają prawo prezentować swoje poglądy i nawet przekonywać do tego innych ludzi. Gdyby tak nie było, to np. dzisiaj nadal dzieci nie miałyby prawa do dzieciństwa i edukacji, a kobiety nie miałyby prawa do głosowania, itd.
  • 17.02.17, 13:52
    renn.ie77 napisała:

    > Matyldo, a jak ci wegetarianie uświadamiają cię i nauczają?<

    Już wyjaśniam smile Gdy moja córka miała 14 -15 lat była bardzo przejęta swoją rolą nawracacza mięsożerców na korzonki. Wegetariańską propagandę próbowała uprawiać nawet przy rodzinnym stole, zarówno gdy byliśmy sami jak i przy gościach. Nie podobało mi się to, więc kilka razy skończyło się moją prośbą do córki o odejście od stołu. Rozumiesz chyba, że nie stwarzało to przyjemnej atmosfery w domu a wręcz przeciwnie. Na szczęście to inteligentna dziewczyna i w miarę szybko zrozumiała, że takie zachowanie jest po prostu niegrzeczne, a że innych problemów wychowawczych nigdy z nią nie miałam, to ta głupia sytuacja stała się dla mnie wspomnieniem niemal traumatycznym. O wyższości niejedzenia mięsa nad schaboszczakiem nasłuchałam się też od koleżanki z którą łączyły mnie silne więzi towarzyskie - kontakty, wydawało się, nie do uniknięcia. Potrafiła w moim domu jak również w domach wspólnych znajomych komentować menu, obrzydzać, głosić swoje mądrości. Skończyło się tym, że została wyproszona z imprezy u wspólnej koleżanki, obraziła się na wszystkich i zerwała kontakty. Teraz tylko jej mąż wpada (jak sam stwierdził) zjeść coś normalnego, domowego.

    > Ludzie mają prawo prezentować swoje poglądy i nawet przekonywać do tego innych ludzi.<

    Pod warunkiem, że nie budzi to sprzeciwu tych innych ludzi. Jeśli na to nie zważają to szybko zmieniają się w wege terrorystów, a tych nie lubi nikt.
    Dodam jeszcze tylko że pikiety niezrównoważonych wege w miejscach hodowli/przetwarzania/sprzedaży mięsa to nie science fiction. Na szczęście jeszcze nie u nas, ale to raczej kwestia czasu bo Polak bezkrytycznie połyka wszystko, co zagraniczne. Desanty wegenawiedzonych na różne fora kulinarne i blogi to juz codzienność. Nawet na naszym poczciwym forum 'Kuchnia' się zdarzają mimo, że wege mają swoje tematyczne gdzie moga się do upojenia wymieniać przepisami na korzonki, nieniepokojeni przez mięsożernych.
  • 17.02.17, 15:16
    Matyldo no, ale to jest bez sensu właśnie – trywializowanie, manipulowanie, wykoślawianie. Ja myślę – każdemu podług potrzeb. Ja mam potrzebę kupić tofu w dobrej cenie i pójść do restauracji na wegański odpowiednik kofty indyjskiej. Mam potrzebę mieć dostęp do informacji i móc wybrać. I oczywiście chcę, aby w kraju działało prawo chroniące prawa zwierząt, bo akurat nie zgadzam się, że skoro ktoś ma kota i to jego kot, to może go nawet poćwiartować. I tyle.
    Na resztę nie mam wpływu. Nie bawię się w dziwne dyskusje dotyczące poziomów. Nie znam też wegetarian czy wegan, którzy obnosiliby się ze swoim niejedzeniem mięsa i rozwojem. Pardon, jedną jedyną, jak się okazało później, niewegetariankę, która oskarżyła mnie o niższy rozwój z powodu mojego przejścia na wegetarianizm 2 lata później od niej, poznałam tutaj. Piszę niewegetariankę, bo summa summarum okazało się, że pani jada ryby, więc w takim stopniu jest wegetarianką co ja baletnicą. To jeden jedyny taki dziwny, szokujący przykład, poza tym nie spotkałam się z osobami, które zarzucałyby mi, że jestem morderczynią z powodu zakupu wełnianego swetra czy zjedzenia omletu. Ja wiem, że istnieją i tacy, ale na pewno są w mniejszości. Istnieją też tacy mięsożercy, którzy nie szanują czyjegoś niejedzenia mięsa – zdarzyło mi się dostać danie z wyciągniętym mięsem, bo przecież, jak coś się dusiło z kurczakiem, to mięso można wyjąć i sprzedać jako wege. Albo zjeść danie oznaczone jako wege, do którego kucharz postanowił dorzucić trochę szyneczki do smaku. Tak samo z tymi omawianymi tutaj pierogami ruskimi – są wege, są wege, są kurde z boczkiem w środku, a pani: no ale odrobina boczku to jeszcze nie mięso? No ludzie bez kultury i szacunku dla potrzeb oraz wyborów innych zdarzają się po obu stronach.

    Poglądy mogą budzić sprzeciw, wtedy trzeba się dogadywać, komunikować, negocjować. Na pewno nie można ich komuś siłą wpychać do gardła. No i trzeba się jakoś nauczyć współżyć i nie doszukiwać się w sobie nawzajem odchyłów od normy.
    Koleżanka – tu się zgodzę – koszmarna. Sama będąc wegetarianką wyrzuciłabym ją za drzwi. Wspólny posiłek u znajomych to nie czas i miejsce na takie dyskusje, a już obrzydzanie innym ich dań jest po prostu chamskie.

    A co do córki, to myślę, że dzieci w ogóle mają tendencję do brania wszystkiego emocjonalnie, ale super, niech takie będą, niech uczą się zmieniać świat i przekonywać do własnych racji. Kiedy wysłałam dziecko na obóz blisko natury, to wróciło z tysiącem historyjek na temat ziół, żadaniem, abym zakupiła mu wszystkie dostępne zielniki i przez moment wydawało mi się, że zamiast schabowych zacznie jeść korzonki. Przeszło mu. Tak samo po temacie oszczędzania wody, ganiał wszystkich w domu, bo Polska jest wielką pustynią i proszę zakręcić ten kran. Ale niech się angażuje, niech ma poglądy, niech się przejmuje, wg, mnie to jest piękne. Ludzie, którzy zachowują zdolność do przejmowania się w wieku dorosłym zmieniają ten świat na lepsze smile.
  • 17.02.17, 11:34
    Nie jest skomplikowane ale rezygnacja z głaskania własnego ego i lansu to inna historia.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 17.02.17, 14:17
    No to mogą głaskać się wzajemnie, a od mojej miski wara smile
  • 15.02.17, 12:42
    Matylda bardziej protestuje przeciw egocentrycznemu zachowaniu robiącemu innym kłopot.Nasze pokolenie było wychowywane w duchu nie robienia wokół siebie zamieszania ani kłopotu nikomu. Nie twierdzę że taki model ma same zalety bo przesada w żadną strone jest niewskazana , ale doskonale jej odczucia rozumiem. Ideologiczna faza córki dodała jej sporo pracy a potem i tak okazała się tylko kaprysem nastolatki kiedy się okazało że trzeba sie narobic. tez by mnie krew zalała.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 15.02.17, 12:50
    Babo, ale Matylda na własne życzenie miała więcej pracy. W VII klasie miało się 13-14 lat - to już duże dziecko jest. Tak wiem, ja nie mam dzieci, ale ja właśnie bylam takim dzieckiem - wegetarianką. smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 15.02.17, 13:05
    Korciu-Ty byłaś innym rodzajem nastolatki-kuchnie ogarniałaś.Córka Matyldy owszem, nie wymagała tej dodatkowej pracy ale zywiłaby się jakimś śmieciem na co matka pozwolic nie mogła.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 15.02.17, 13:15
    Wiesz za czasów mego dzieciństwa i młodości większość dzieci ogarniała od pewnego wieku rzecz jasna. Jak wspomniałam, gotowanie nie jest moim hobby, ale ja również oganiałam

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 15.02.17, 13:27
    baba67 napisała:

    > Korciu-Ty byłaś innym rodzajem nastolatki-kuchnie ogarniałaś.Córka Matyldy owszem, nie wymagała tej dodatkowej pracy ale zywiłaby się jakimś śmieciem na co matka pozwolic nie mogła.<

    Dziękuję za zrozumienie, Babo smile Tak właśnie było, napisałam o tym. Córka nie chciała jeść mięsa ale nie wymagała ode mnie wypasionych obiadków wege. To już raczej moja troska o dziecko i zwykłe poczucie obowiązku kazały mi je przyrządzać. Prawda też taka, że nie wymagałam od córek jakiegoś szczególnego zaangażowania w kuchni bo mi to nie było do niczego potrzebne. A już na pewno nie jak były dziećmi. Potem zdarzały się i naleśniki, i placki wszelakie, ciasta i inne różności ale zawsze wynikało to z ich inicjatywy a nie z mojego polecenia. Mnie w tym wieku też nikt do kuchni nie pędził. Jako nastolatka nie gotowałam dla rodziny, nie było takiej potrzeby, a i koleżanki też nie miały takich obowiązków. Zaczęłam gotowac już po slubie, a właściwie po tym, jak niecały rok po slubie wyprowadziłam się z rodzinnego domu. Wtedy nie miałam nawet pojęcia o gotowaniu ale szybko się nauczyłam i nigdy nie miałam z tym problemu. Jak widzę moje dziewczyny też są dobrymi kucharkami. Tak więc praktyka w dzieciństwie nie jest koieczna.
  • 15.02.17, 14:08
    Matyldo, ale po cóż taki ton ?smile Mnie też nikt do kuchni nie "pędził" - zwyczajnie i po prostu- moi rodzice pracowali oboje. Wiadomo, że zajęcia w szkole kończyło się wcześniej niż rodzice wracali z pracy, więc no można było teoretycznie czekać aż mama wróci z pracy (bo tata to raczej wieczorem wracał) i zrobi jedzenie. Często robiła na dwa dni i wtedy się tylko odgrzewało, ale nie stanowiło dla mnie problemu ugotowanie czegoś prostego, byłam samodzielnym dzieckiem.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 16.02.17, 13:04
    smile Jaki znowu ton, Korciu? Nie gotowałam bo nie było takiej potrzeby, po prostu. Nikt po mnie tego nie oczekiwał. Oboje rodzice pracowali, obiad jedliśmy wtedy, gdy wszyscy zebrali się przy stole. Dla mojej mamy bardzo ważne było, żeby rodzina chociaz jeden posiłek dziennie jadła razem. Jak wróciłam wcześniej do domu i byłam głodna, to po prostu zjadałam kanapki a obiad potem z rodzicami. Podobne zwyczaje panowały w moim domu, z tą różnicą że ze względu na mój rozkład dnia trudniej było to zrealizować.
  • 13.02.17, 23:01
    Ja tu głównie widzę brak dobrej woli... Obu stron. Bo zarówno siostra weganka z partnerem prezentują na "Dzień dobry" fochy, że brat śmiał nie uwzględnić ich żywieniowych oczekiwań, jak też brat wiedząc o preferencjach siostry - ma je w nosie. I obie strony prezentują postawę "Moja racja jest najmojsza!". Siostra łaskawie liczy się z możliwością pójścia na ślub i olania wesela, brat od razu stwierdza "niedasię" i koniec!Nie wspominasz, czy brat usiłował się skontaktować z lokalem i dowiedzieć o możliwość wege - jedzenia - czyli od razu, na samą wzmiankę rzucił "nie bo nie i już!".
    Powinnaś zdać sobie sprawę, że dania wegańskie to dla wielu restauracji jest problem - bo to nie tylko "bezmięsnie", ale i "czymś" zastąpić jaja, mleko itd. Rozważ, czy nie dasz rady na ten jeden wieczór zjeść wegetariańsko a nie wegańsko? Wówczas na pewno łatwiej znajdziesz na stole coś "jadalnego". No, ale wygląda na to, że już decyzję podjęłaś - nie masz najmniejszego zamiaru rezygnować ze swoich nawyków, a oczekujesz, że brat się dostosuje...
    I owszem, przyjście na ślub a zignorowanie wesela, bądź przyjście na wesele i demonstracyjne siedzenie nad pustym talerzem [nawet przez godzinę czy dwie] to JEST ostentacja. A czy wzbudzi plotki? Zapewne liczyć się z tym trzeba...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 13.02.17, 23:41
    Veto! smile W przeciwieństwie do innych odpowiadających uważam, że:
    1. Nie jest niegrzeczne pójście na ślub, ale niepójście na wesele. Przeciwnie, uważam, że uczestnictwo trakcie ceremonii w kościele czy w urzędzie, jest ważniejsze niż bycie na weselu. Śmiało więc można, zachowując wszelkie najbardziej wyśrubowane zasady sv iść na ślub, ale pominąć całkowicie wesele. Naturalnie trzeba o tym wcześniej poinformować.
    2. Jak najbardziej grzeczne jest pójście na wesele na symboliczną godzinę. Tak, godzinę, a nie nawet na dwie. Pójść, złożyć raz jeszcze życzenia, zatańczyć ze dwa razy, napić się z panem młodym i panną młodą (lub jak ktoś nie pije zamoczyć tylko usta), zapozować do zdjęcia / filmu, pożegnać się dyskretnie i wyjść. A godzinę bez jedzenia spokojnie można wytrzymać. Znowu: wszystko idealnie zgodne z etykietą.
    Sama zaproponowałaś jeden z tych punktów a Twój partner drugi. Wybierzcie sobie jeden. I nie ma tu nigdzie żadnej ostentacji czy kwasów. Wszystko jest poprawnie. Sama bym wybrała wariant numer 2, żeby móc spokojnie powiedzieć "byłam" na pytanie o ślub i wesele. A to, że tylko godzinę i nic nie jadłam, nie ma przecież żadnego znaczenia.

    A na marginesie... Też bym nie zapewniła weganom żadnych przekąsek. Dla mnie to nieszkodliwe dziwactwo, nie ma powodu jednak ulegać takim dziwakom, niech się zajadają swoją trawą i tym co udaje mięso we własnym towarzystwie smile
  • 14.02.17, 00:16
    I to jest w sumie przykre, czy to naprawdę taki problem podać 2 dania wegańskie własnej siostrze ? Jak dana restauracja ich nie serwuje to zamówić w innej.
    Szczerze nie poszła bym na wesele na którym miałabym siedzieć o suchym pysku. Wegetarianin sobie jakoś tam poradzi, weganin ma gorzej.
    Piszę to jako zatwardziały mięsożerca big_grin

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • 14.02.17, 09:37
    Wiesz, trudno ocenić, czy w tej konkretnej sytuacji problemem byłoby przygotowanie wegańskiego menu dla 2 osób. Bo wszak nie idzie o same dwa główne dania, na weselu jest ich zwykle więcej niż jedno. A już jedno może stanowić kłopot dla kucharza nieprzygotowującego wegańskich dań. Tak, masz rację, z wegetarianami jest znacznie mniejszy kłopot. Natomiast no trudno nie mając żadnego doświadczenia przygotować wegańskie dania. Tu można by je zamówić, ale tez trzeba mieć skąd, no i na zamówienie z zewnątrz musi zgodzić się restauracja w której impra się odbywa. Restauracje typowo wegańskie nie znajduja się na każdym rogu. W mniejszych miastach, choć wcale nie tak małych bywa, że nie ma wcale takiego lokalu.
    Ktoś kto nie jest weganinem, a ten brat nie jest a ogół nie zna wielu wegan, więc nie ma nawet komu zlecić wykonania menu dla siostry i jej partnera.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 15.02.17, 09:38
    wioskowy_glupek napisała:

    > I to jest w sumie przykre, czy to naprawdę taki problem podać 2 dania wegańskie
    > własnej siostrze ? Jak dana restauracja ich nie serwuje to zamówić w innej.

    Polowa gosci na przecietnym weselu jest na jakiejs diecie i nie epatuja tym pary mlodej. Para mloda ma dosc innych problemow przy organizowaniu wesela niz zapewnieniu gosciom osobnych dan 'light" "wege" czy jakiejkolwiek innej.
  • 15.02.17, 10:20
    Milamala, czy ty mogłabyś przetrwać kilka godzin uciekając się do kanibalizmu na przykład? W sumie to mięso i tamto mięso, różnicy nie ma, co?
    To nie jest 'dieta'. Dietę to się ma, kiedy człowiek liczy kalorie, a to jest sposób życia. Ja patrząc na schabowy widzę martwe zwierzę, a dla ciebie to pyszności. Weganin patrząc na szklankę mleka widzi zajeżdzoną na śmierć krowę, którą ciągle sztucznie się zapładnia i odbiera co chwilę kolejne cielaki wożąc je do rzeźni. Nie rezygnuje z tego mleka czy żółtego sera, bo tak fajnie jest sobie i innym komplikować życie, tylko dlatego że to dla niego jedyny słuszny, etyczny wybór.
  • 15.02.17, 11:03
    renn.ie77 napisała:

    > Milamala, czy ty mogłabyś przetrwać kilka godzin uciekając się do kanibalizmu n
    > a przykład?

    Nie, ale moglabym przetrwac kilka godzin bez jedzenia tylko cos tam sobie popijajac. I to pomimo, ze jestem zarlok. Od niejedzenia przez kilka godzin czlowiek nie umiera. Zwlaszcza, ze czlowiek w koncu idzie swietowac nie swoj slub tylko brata, a wtedy brat i bratowa sa daleko wazniejsi niz kulinarne upodobania gosci.
  • 15.02.17, 11:13
    Milamalu, przepraszam, ale to nie Ty przypadkiem założyłaś wątek o tym, że szwagierka skąpi jedzenie jako gospodyni? Bo o ile pamiętam, to Ty wlasniesmile I o ile pamiętam, a pamięć mam dobrąsmile szło o rzadkie odwiedziny u niej ...W świetle tego co wówczas pisałaś sugestia, żeby ktoś obył się bez jedzenia na weselu jest hmm co najmniej dziwnasmile
    Tak, można się obyć bez jedzenia nawet dłużej niż parę godzin i to nawet poza wyjątkami (np. diabetycy) nie zaszkodzi. Skad więc u Ciebie było oczekiwanie, że szwagierka Was ugości? No pewnie stąd, że Was zaprosiła w takiej a nie innej porze i przyjęte jest, że się gości czestuje. Na weselach o dziwo tym bardziej jest to przyjęte. Choć ludzie mogliby przecież normalnie posiedzieć i potańczyć przy paluszkach i krakersach. smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 15.02.17, 17:47
    Jest chyba 'drobniutka" roznica pomiedzy nierealnymi oczekiwaniami goscia, ktory wymaga aby mloda para (ktora ma dosc na glowie ceregieli w zw ze slubem i weselem) zaserwowala temu jednemu gosciowi specjalne danie inne niz dla 60ciu pozostalych a trzymanie tychze 60 gosci o "glodnym pysku"bo nie ma sie ochoty nic a nic zaserwac lub jedynie chipsy. Jak nie widzisz roznicy, to odrazu zaznaczam,ze nie bede dyskutowac, bo dla mnie sprawa jest oczywista i nie chce mi sie kolejnych 20 postow wysmarowywac zeby bez powodzenia ci to wyjasnic.
  • 15.02.17, 11:39
    Pewnie, że może przetrwać. No ale inni goście będą jedli, w końcu to jest ponad godzina w kościele, dojazd do kościoła, dojazd do domu weselnego, powitanie, itd. To w sumie może być naprawdę kilka ładnych godzin, a potem wypadałoby jeszcze te kilka godzin zostać i na dodatek oglądać jak jedzą inni.
    Ja jako gospodyni nie chciałabym tak kogoś pozostawić bez jedzenia. Zresztą zdumiewa mnie w ogóle to lekceważenie okazane autorce wątku przez brata. No bo jeśli się zaprasza, to też powinno się z takim zamiarem, że goście mają czuć się pożądani, chciani, ugoszczeni, zaopiekowani. A przynajmniej ja na takich weselach bywałam.
    I przecież układaniu menu oraz wyborowi domu weselnego czy cateringu też poświęca się czas. To jest ważny etap przygotowania wesela, nie spotkałam się z tym, aby nie był. I naprawdę w przypadku najbliższych osób wie się przecież i pamięta co jedzą, czego nie jedzą. Jako wegetariance zdarzyło mi się, że państwo młodzi od razu pytali, co chciałabym, albo przedstawiali mi wybór. W końcu na tym polega ugoszczenie kogoś.
    I pomimo tego, że jestem wybredna, to jestem też w stanie docenić starania gosopodarzy wobec mnie. Pamiętam jak w zaawansowanej ciąży zostałam posadzona nad talerzem z sałatą, na niej leżały grube pajdy żółtego sera i pomidorów. Gospodyni była tak przejęta, a gotowanie naprawdę nie było jej mocną stroną, że te pomidory i ser... posłodziła, i to obficie. I ponieważ była cudowną, kochaną kobietą, to zjadłam ten dziwny posiłek, choć w domu się pochorowałam. Zdarzyło mi się otrzymywać różne dziwne interpretacje tego, co ludzie uważają za wegetariańskie posiłki. No tak bywa, przecież się na kogoś nie obrażę, że podaje mi coś co miało być kotletem z orzechów a okazało się słonym muesli.
    Sama przyjmując gości też staram się zwarzać na ich upodobania, także nawet dotknę zwłok, jeśli będę musiała.
  • 15.02.17, 11:49
    Kurczę pieczone, że tak w temacie wątku napiszę. Zważać oczywiście, zważać. Jakaś pomrocznośc jasna mnie dopadła, to chyba to forum big_grin.
  • 15.02.17, 19:52
    A jakbys byla gospodynia (pania mloda) i okazalo sie, ze jeszcze 10 innych gosci jest na specjalnych dietach to tez czulabys sie w obowiazku wszystkim dogodzic? A co z tymi co prawie niczego nie lubia poza kuchnia japonska? Tez grzecznie bys im dogodzila? Jestem czestym gosciem wesel wszelakich, bylam tez pania mloda i nie przeszloby mi do glowy epatowac juz i tak wymeczonych przygotowaniami mlodych swoimi kulinarnymi upodobaniami. To bardzo niegrzecznie jest oczekiwac , ze panstwo mlodzi dogodza moim upodobaniom tak jakbym byla jedynym gosciem na weselu. Skoro serwuja mi 5 posilkow cieplych i mase dan na zimno, to cos bym sobie z tego wybrala, nawet gdyby nie do konca zgadzalo sie z rodzajem diety przeze mnie preferowanej. Po to by nie stac sie dodatkowym ciezarem dla mlodych, ktorzy w koncu postarali sie zeby ogol jednak byl zadowolony.
    Domaganie sie na czyims weselu aby mlodzi dogodzili moim kulinarnym upodobaniom (roznym od pozostalych gosci) jest egoizmem. Nie jestem pepkiem swiata.
  • 16.02.17, 18:36
    Możliwe, że jestem dziwna, ale zapraszając gości na obiad staram się, żeby wszystkim smakowało i żeby każdy mógł się najeść.


    --
    Byłam hipsterem zanim to było modne...
  • 16.02.17, 23:37
    Wierze, ze jakby cala 60tka gosci byla na rozmaitych dietach to wszystkim bys dogodzila.
  • 17.02.17, 16:36
    Zawsze kiedy zapraszam gości dostosowuję się do tego co jedzą i zależy mi, żeby było im dobrze. Ty możesz swoich karmić nawet psimi chrupkami, na szczęście nie bywam u takich ludzi w gościnie.

    --
    Nie wiem po wuj ludziom prąd, tysiące lat przy pochodniach, kagankach, ogniskach żyli, było dobrze.
    A teraz? Szczepionki, autyzyzm, wegetarianizm, Facebook, publiczna służba zdrowia...
  • 14.02.17, 02:24
    Ja tu głównie widzę brak dobrej woli... Obu stron. Bo zarówno siostra weganka z partnerem prezentują na "Dzień dobry" fochy, że brat śmiał nie uwzględnić ich żywieniowych oczekiwań, jak też brat wiedząc o preferencjach siostry - ma je w nosie. I obie strony prezentują postawę "Moja racja jest najmojsza!".

    Ja tez tak uwazam.

    Minnie
    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • 14.02.17, 02:30
    Dodam ze w ogole to nielogiczne nie zapewnic wersji wege bo wsrod tych 60 gosci moze byc wiecej takich bezmiesnych.
    I co wtedy?
    Poki czas, siostra powinna porozmawiac z rodzina i powinni jakos bratu przekazac aby dolozyc te jedna czy dwie potrawy bezmiesne, chocby pierogi ruskie. Chocby mrozone, zagotowane w slonej wodzie i polane cebula smazona na oliwie z oliwek przez owego udreczonego szefa kuchni co to nie jest w stanie ziemniakow "spiurowac" z margaryna i koperkiem zamiast z maslem i koperkiem uncertain
    A siostra juz nie biadoli ze ruskie moga miec w sobie skwarki, bo naprawde... ehhhhhh.

    Minnie

    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • 14.02.17, 08:43
    Minnie, problem w tym, że pani jest weganką, a nie wegetarianką - czyli w ogóle nie je produktów odzwierzecych. A w ruskich masz w cieście jajko, no i twaróg! I dlatego twierdzę, że to głównie brak dobrej woli - z OBU stron! Bo pani weganka ani myśli na ten jeden wieczór ustąpić i zjeść wegetariańsko, a brat nawet nie próbuje jakoś załatwić "możliwego" zestawu żywieniowego dla siostry...
    Dwie wersje rozmowy, i niech sobie autorka porówna, która była bliższa jej rozmowie z bratem:
    - Cześć Marlena, dotarło zaproszenie?
    - Cześć, no dotarło, gratuluję.
    - Wybierzecie się z X? Byłoby nam miło...
    - Chętnie, tylko pamiętaj, że ja i X jesteśmy weganami i nie ma mowy, żebyśmy cokolwiek odzwierzęcego wzięli do ust!
    - Eee... No, Marlena, nie da się! Wesele, sama czytałaś, na zaproszeniu, jest w "Domu Mięs Wszelakich"...
    - To załatw!
    - Nie da się!
    Albo wersja druga:
    - Cześć, Marlena, dotarło zaproszenie?
    - Cześć. No, dotarło. Gratulacje.
    - Przyjdziecie z X? Byłoby nam miło...
    - Chętnie, ale wiesz, ja i X jesteśmy weganami i nie jemy produktów odzwierzęcych...
    - O kurczę! No to będzie kłopot! Bo sama widziałaś, że dom weselny to "Dom Mięs Wszelakich"!
    - Oj, to nie wiem...
    - Słuchaj, spróbujemy coś zrobić! Pogadam z kucharzem, a jeśli nie da rady - ta zamówimy z pobliskiej "Wege - wene" dwa zestawy obiadowe, ok?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 14.02.17, 08:46
    Na polskiej podkarpackiej wsi pobliska Wege-wene...

    --
    Poczucie szczęścia to kwestia dobrze dobranych leków antydepresyjnych.
  • 14.02.17, 09:22
    A Marlena pisała, że wesele brata jest w Remizie w Pcimiu Dolnym? No, patrz, przegapiłam... tongue_out
    Poza tym to był tylko PRZYKŁAD! Wiesz co znaczy "przykład"? Równie dobrze mogłaś się czepić, że nie ma domu weselnego o nazwie "Dom Mięs Wszelakich". No, zapewne nie ma.
    Skoro już się upierasz przy zadupiu na którym nikt nie wie co to jest weganizm, to brat mógłby zaproponować "To może przygotuj, siostra, jakieś fajne wege - danie? Ale większą porcję, niech inni tez mogą spróbować - pokryję koszty do kwoty ..." - i nie mów mi, że w eleganckich domach weselnych się swoich dań nie wnosi - bo skoro to taka pipidówa, że jedna knajpa, to i na dodatkowo zrobione własne danie można się dogadać.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 14.02.17, 09:40
    Vi - ale rzecz w tym, że nie tylko na podkarpackiej wsi smile trudno czasem o lokal wegański w najbliższej okolicy.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 09:44
    Nie rozumiem, dlaczego wymienienie jednego z regionów Polski budzi w tobie taką agresję. To był tylko przykład. Przecież wiesz, co to jest przykład.

    O ile znalezienie restauracji wegańskiej w Warszawie, Poznaniu czy Gdańsku zapewne nie nastręcza trudności, o tyle np. w Białymstoku, stolicy województwa, wegetariańska jest 1(słownie jedna), a wegańskich brak. Więc dobrze, może być podlaska wieś i nie ma co się, zachowując zasady SV, ciskać jak wesz na grzebieniu.

    --
    PT Pisięta: niniejszy post nie stanowi zamachu na życie prezesa.
  • 14.02.17, 09:53
    Ej Vi się nie ciska, tylko jak sądzę walczy ze stereotypem smile Ale tuakurtay nie ma racji - faktycznie weganizm nie jest u nas popularny szczególnie i o typowo wegańską knajpę bywa trudno nawet w dużych miastach. W mniejszych - jeszcze trudniej i nic w tym poniżającego, ze się to powie.
    Z daniami wegetariańskimi nie ma najmniejszego problemu, bo nawet jeśli nie ma restauracji typowo wegetariańskiej, to niemal w każdej są w menu dania po prostu bezmięsne, także w małych miejscowościach. Z reguły dania te potrafi zrobić każdy zawodowy kucharz, nawet jeśli jego specjalnoscią sa dania mięsne. Z daniami wegańskimi nie jest tak prosto.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 10:06
    >>to niemal w każdej są w menu dania po prostu bezmięsne, także w małych miejscowościach.

    np takie ruskie smile
    nawet bez słoniniej okrasy, ale za to z boczkiem w środku... i pani kelnerka nie wiedziała w czym problem...
  • 14.02.17, 10:17
    Z tego co mi wiadomo pierogi ruskie, takie standardowe są bezmięsne. Nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, by zawierały jakiekolwiek mięso - serio. a jako wegetarianka i fan pierogów ruskich smile zamawiam je dość często. Zwykle pada przy tym pytanie czy omasta ma być z masła, czy ze skwarkamismile Jednak no nie wykluczam, ze wspomniana sytuacja mogła Cię spotkać, ale na bank nie jest to standard, by ruskie zawierały boczek....

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 10:19
    Ale może się trafić i zonk...


    --
    Chłop jest tyle wart, do ilu ukończonych miast przylega
  • 14.02.17, 10:23
    No zonk zonkiem... Mówi się, że się bardzo przeprasza, ale spodziewało się standardowych ruskich czyli bezmięsnych i oczekuje się bezmięsnego dania.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 12:35
    No i wtedy kucharz bierze takiego ruskiego pieroga na deskę i robi mu sekcję, w poszukiwaniu drobinek boczku big_grin
  • 14.02.17, 12:39
    Zupełnie mnie nie interesuje co robi kucharz Matti smile Zamówiłam danie wegetariańskie i takie chce, jeśli przypadkiem czy nie zawiera ono mięso nie jest to mój problem> Jak wspomniałam - nie zdarzyła mi się taka sytuacja z pierogami ruskimi. smile Natomiast jeśli nie jest jasna określone czy potrawa jest miesna czy nie - dopytuję

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 13:31
    Jasne i określone to może być tylko w restauracji vege, i tylko tam można sobie pozwolić na wegetariańskie fanaberie. W pozostałych restauracjach gotują tak, jak klienci lubią, a skwarki z wędzonego boczku w farszu do "ruskich" to rzecz zupełnie normalna (chociaż nie obowiązkowa).
  • 14.02.17, 14:13
    Jeśli danie jest opisane jako bezmięsne to oczekuję, że będzie bezmięsne. I nie jest to fanaberia, ale mój wybór, że nie chcę jeść mięsa, nieprawdaż?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 23:34
    Prawdaż, tylko że ja jeszcze nigdy nie spotkałam się z menu, w którym potrawy oznakowane były 'mięsna' czy 'bezmięsna'. Jest nazwa potrawy i ewentualnie co wchodzi w jej skład ale nie aż tak drobiazgowo żeby każdy skrawek boczku w pierogowym farszu wymienić. Nawet jak w ruskich akurat nie ma boczku a jest sama cebulka to przeciez nigdy nie jest napisane czy rumieniona na maśle, oleju czy smalcu. Szczegółów można się dowiedzieć tylko od kelnera, oczywiście jeśli zechce być szczery wink Tyle o zwykłych restauracjach bo w wegetariańskich nie bywam, ale skoro wegetariańska to chyba nie musi być opisane jako bezmięsne?
  • 14.02.17, 23:41
    Od dawna w zwykłych restauracjach pojawiają się takie oznaczenia, jak V czyli 'vege'. Problem polega na tym, że nie zawsze te dane są prawidłowe. Jakiś czas temu zdarzyło mi się być na festiwalu, gdzie zakupiłam fritattę, która miała być wege. Wszystkie składniki były też wymienione w opisie dania, ale okazało się, że kucharz zadecydował, że szpinakowa fritatta nie byłaby wystarczająco smaczna, więc dodał do niej trochę szynki, nie przekazując nikomu tej informacji. Dane w menu nie zgadzały się ze stanem faktycznym. Dla mnie taka informacja jest istotna.
    Zresztą zamówiłam ostatnio danie w restauracji hinduskiej i też na ich stronie jak byk stoi, że to danie mogą przygotować w w formie wege. No więc zamówiłam i jedząc ze smakiem zauważyłam, że w daniu jest kurczak.
    Rozumiem, że dla kogoś to fanaberia, ale ja nie jem mięsa od ponad dwudziestu lat.
  • 15.02.17, 08:43
    matylda1001 napisała:

    > Prawdaż, tylko że ja jeszcze nigdy nie spotkałam się z menu, w którym potrawy o
    > znakowane były 'mięsna' czy 'bezmięsna'.


    Serio? A to dziwne Matti, bo ja bardzo często jadam "na mieście" i z reguły widzę, że w menu są dania podzielone z wyszczególnieniem, które z wieprzowiny, które z wołowiny, które z drobiu, które z ryb, a które jarskie.

    . Szczegółów można się dowiedzieć tylko od kelnera, oczywiście jeśli zechce b
    > yć szczery wink Tyle o zwykłych restauracjach bo w wegetariańskich nie bywam, ale
    > skoro wegetariańska to chyba nie musi być opisane jako bezmięsne?


    Nie o w wegetariańskich nie jest opisane, ze bezmięsne - logiczne chyba.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 15.02.17, 12:21
    kora3 napisała:

    > w menu są dania podzielone z wyszczególnieniem, które z wieprzowiny, które z wołowiny, które z drobiu, które z ryb, a które jarskie. <

    Taki podział najczęściej jest, ale jako wegetarianka wiesz przecież że jarskie to niekoniecznie wegetariańskie.
  • 15.02.17, 12:51
    Wiem i jeśli mam wątpliwości - dopytuję.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 13:41
    >>Z tego co mi wiadomo pierogi ruskie, takie standardowe są bezmięsne. Nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, >>by zawierały jakiekolwiek mięso - serio.

    a ja się spotkałam i to nie raz - zapraszana do lokali całkiem mięsnych, które takie pierogi miały w dziale - dania bezmięsne

    podobnie jak dania bezmięsna, ale rybne /tak tak, jest całkiem spora grupa osób dopuszczających jedzenie ryb i owoców morza, a odrzucających jedzenie mięsa lądowych zwierząt i ptactwa)
    w taki dziale trafił się pstrąg z rusztu, po podaniu okazało się, ze pstrąg jest zapieczony w plastrach boczku...
  • 14.02.17, 14:15
    Masz jakiegoś pecha chyba, ja ryby i owoce morza jadam. Ale też nigdy nie zdarzyła mi się taka historia. Owszem, są takie danie, ale opasane.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 15:40
    to nie pech, to po prostu bary i restauracje poza Warszawą i większymi miastami smile

  • 14.02.17, 16:19
    Ale ja nie mieszkam w Warszawie, bywałam owszem do niedawna czasem, ale nawet nie za często, a moje doświadczenia dotyczą właśnie mniejszych miast ostatnio w każdym razie

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 10:07
    1. Zdawało mi się, że jesteśmy na forum sv - jak się do tego ma określenie "ciskać jak wesz na grzebieniu"?
    2. Mam świadomość, że wegańskie dania są dużo trudniejsze i dużo trudniej jest je zorganizować niż choćby wegetariańskie.
    I dlatego uważam, że weszłaś po prostu się pokłócić na zasadzie "sztuka dla sztuki" - bo nie przeczytałaś żadnego mojego wpisu poza jednym, który ci podpasował do "podkręcenia" niemiłej atmosfery.
    Bo napisałam wyraźnie, że widać brak dobrej woli z OBU stron - zarówno brata jak i siostry. Siostry - bo na ten jeden, wyjątkowy raz mogłaby nieco "zluzować" i zadowolić się daniami wegetariańskimi a nie wegańskimi [nie wspomina, by dieta jej i jej partnera była podyktowana koniecznością medyczną], a brata - bo w żaden, najmniejszy nawet sposób nie próbuje znaleźć kompromisowego rozwiązania, do czego jako gospodarz jest zobowiązany. Z tym, że mam wrażenie, iż teraz to już obie strony okopały się ściśle na swoich pozycjach, wybetonowały przedpole i ani mowy, żeby o cal ustąpić: "On mi nie będzie narzucał co mamy jeść!", "Ona mi nie będzie dla swoich fanaberii dyktowała!"... Finnito.
    Oczywiście Marlena może:
    1. Pójść na ślub do kościoła lub USC a nie pójść na wesele.
    2. Pójść na ślub do kościoła lub USC, a na wesele wpaść na godzinkę i zniknąć "po angielsku".
    3. Pójść na ślub do kościoła lub USC, a na wesele pójść na całą noc i nie jeść nic.
    Pod warunkiem, że wykona powyższe bez min i fochów - wszystkie wersje są zgodne z sv. Z tym, że wersja 1 zapewne zostanie odebrana jako demonstracja, wersja 2 zapewne także nie przemknie niezauważona, wersja 3 też nie ma szans odbyć się dyskretnie. I w związku z tym, do pytania czy to nie będzie ostentacyjne i nie wzbudzi plotek? Ostentacyjne będzie, jeszcze najmniej wersja 2. a plotki może wzbudzić zawsze.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 14.02.17, 10:18
    Urażasz moje uczucia nie czytając, co piszę. Przecież napisałam: >nie ma co się, zachowując zasady SV, ciskać jak wesz na grzebieniu.

    Agresja skierowana w stronę Bogu ducha winnych podkarpatczan jest, moim skromnym zdaniem, znacznie bardziej przekraczająca zasady SV...



    --
    Bo nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi...
  • 14.02.17, 10:24
    Yoma;
    1. Samo określenie "ciskać jak wesz na grzebieniu" urąga regułom sv, więc NIE ZACHOWUJESZ norm sv.
    2. Nie mam nic do Podkarpaczan, Poleszuków, Podlasiaków, Mazurów, Kaszubów i innych regionów Polski.
    3. Ponieważ [moim zdaniem złośliwie i celowo] udajesz, że nie wiesz o co mi chodzi, bo wstyd ci przyznać komuś rację - z mojej strony EOT.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 14.02.17, 10:43
    >z mojej strony EOT.

    Uff, nareszcie.

    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • 14.02.17, 10:28
    Wiesz Vi, z całym szacunkiem dla zdrowego rozsądku, wege (obie wersje) to nie jest tylko dieta, ale styl życia, mentalność. Oczekiwanie, ze ktoś zluzuje nie jest grzeczne, ani poważne. To tak, jakby od Ciebie ktoś oczekiwał, że zluzujesz i pójdziesz na huczną imprezę w Wielkim Poście (o ile pamiętam jesteś wierząca), albo zjesz w piątek schaboszczaka, bo przecież nie masz diety zdrowotnej.
    Ja jestem tu za opcją nr 4smile: zrobić sobie swoje dania i sobie je zjeść na weselu smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 10:50
    Koro - nie upieram się. Napisałam, że możliwości jest kilka - tak, przygotowanie czegoś osobiście TEŻ uwzględniłam! - i napisałam również, że już z postu startowego rzuca się w oczy obopólna niechęć do znalezienia kompromisowego rozwiązania - siostra twierdzi, że "brat musi się liczyć", a brat twierdzi, że "nie da się"! I koniec. Ani śladu próby dogadania, porozumienia... Nie ma wzmianki, by Marlena usiłowała jakoś się w tej kwestii z bratem dogadać - nie, to on ma załatwić wege - menu, bo ona i jej X są weganami i koniec. I brat ma całe swoje wesele ustawić pod ich oczekiwania! Brat także wygląda na to, że zaparł się kompletnie - nie i koniec, żadnych fanaberii siostry nie uwzględniam i już, koniec, nie bo nie i tyle! Z ŻADNEJ ze stron nie ma nawet próby znalezienia satysfakcjonującego rozwiązania. Żadnej.
    I owszem, jestem wierząca i w Wielkim Poście na imprezy nie chadzam, ani w piątki schabowego nie jem. ale nie zmuszam nikogo by się do mnie dostosowywał. Nie oczekuję, że np. w domu koleżanki, w którym postów się nie przestrzega w piątek nie podadzą schaboszczaka, nawet jeśli ja przychodzę na obiad. Po prostu JA tegoż schabowego nie zjem, nie umrę od tego.
    Ba, uważam, że brat mocno nawala jako organizator imprezy nie zatroszczywszy się w ŻADEN sposób, by każdy z gości coś jadalnego dla siebie dostał. A co do różnej maści wege... Moja siostra jest od lat wegetarianką. I jakoś gdy przyjeżdża z wizytą do mojego [zdecydowanie mięsożernego] domu, to nie dostaje w ramach obiadu ziemniaków z wody z sałatą. Potrafię zadbać, by dostała odpowiedni, smaczny i apetyczny posiłek, odpowiadający jej preferencjom. Ale... Czas jakiś temu pewna młoda osoba w dalszej rodzinie 'nawróciła się" na wege - ideologicznie. No i... Wywołało to potężne swary w rodzinie. I tak, zajęłam stanowisko mocno "contra" owej młodej osobie. Nie dlatego, że jej wegetarianizm mi wadzi. Ale jej zachowanie - już tak. Jeśli osoba w wieku, ogólnie mówiąc studenckim [a więc nie maluszek, który nie zna s\zasad] oznajmia pełnym głosem przy stole, że "Ze ścierwojadami ona się brzydzi siedzieć" i demonstracyjnie wychodzi na balkon? Jeśli zagląda do lodówki, wyrzuca do kosza szynkę i oznajmia, że "U was śmierdzi trupiarnią!"? No, nie wykazałam zrozumienia... A tu nie wiemy, jak brzmiała kwestia autorki. Czy "Ale wiesz, brat, ja i X jesteśmy weganami i nie jemy produktów odzwierzęcych. to będzie problem?" Czy też "Tylko pamiętaj, że ani ja ani X nie jemy nic padliną śmierdzącego! I żeby mi na stole nie było nic co miało styczność ze zwierzakami, bo się brzydzę!"... A obie wersje są możliwe. I o ile pierwsza jeszcze nastawia na dyskusję i próbę dogadania, o tyle [np we mnie] druga budzi odruchowe: A to pies z tobą tańcował!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 14.02.17, 11:04
    Vi - odniosłam się tylko do tego, że napisałaś o tym "zluzowaniu" - nie, nie da się zluzować. Natomiast trzeba się liczyć z realiami.
    A te realia są takie, ze o ile wegetariańskie dania są łatwo dostępne w każdej niemal restauracji i można po prostu zlecić kuchni zrobienie tyle a tyle porcji wegetariańskiego menu, to jedzenie wegańskie łatwo dostępne nie jest. Z tym powinna się liczyć wątkodawczyni. Ze swej strony brat powinien też okazać większą inicjatywę. - Wiesz, rozmawiałem z kuchnią i niestety, kucharze nie podejmują się zrobić wegańskich dań. Może znasz jakąś wegańską restaurację w bliższej okolicy, gdzie mógłbym zlecić zrobienie dań dla Was? Albo kogoś, kto prywatnie mógłby takie zlecenie zrealizować? Pamiętajmy, że zadbanie o gości leży po stronie gospodarza. Ale, że to bliska rodzina, brat, to siostra mogłaby: - No to niefajnie, ale wiesz, mam pomysł. Żeby nie robić zamieszania po prostu dostarczymy swoje jedzenie. Ustal tylko z kuchnią co i jak i żeby nam podali, a nie komuś innemu, ok?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 11:13
    I tu się z tobą zgadzam - brat organizacyjnie nawalił. Jako gospodarz imprezy powinien liczyć się z żywieniowymi nawykami zapraszanych gości, zwłaszcza, jeśli te nawyki są mu znane wcześniej. Ale i ze strony siostry, która powinna sobie [jako weganka] zdawać sprawę z potencjalnych trudności organizacyjnych - nie ma śladu próby rozwiązania problemu w sposób satysfakcjonujący! Nie padła propozycja, że cokolwiek zrobi, nie padła nawet sugestia, że może z innej knajpy się da zamówić dwa zestawy obiadowe [wielu mężczyzn jest "słabych" organizacyjnie, zwłaszcza w kwestii przyjęć]. Nie, brat ma załatwić wegańskie menu, bo ona i jej X chcą. koniec, kropka.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 14.02.17, 11:21
    hmmm no wiesz, jak wspomniałam - zadbanie o gości leży jednak po stronie gospodarzy. I tu powiem Ci, na miejscu wątkodawczyni byłoby mi głupio proponować komuś kto nie przejawia takiej inicjatywy, by zamówił dania z wegańskiej knajpy. Bo to jednak może być większy koszt i to powinien zaproponować sam gospodarz. Rozumiem, że to bliska rodzina, ale jednak ...Bardziej tu skłaniałabym się ku propozycji, że sami dostarczymy jedzenie dla siebie...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 11:36
    Koro - właśnie dlatego, że to bliska rodzina - wątkodawczyni mogłaby wykazać JAKĄKOLWIEK inicjatywę w celu kompromisowego rozwiązania problemu! Ale tu nie ma wzmianki, o nie! To brat ma załatwić, a cham i prostak, odmawia! Dlatego, moim zdaniem - OBIE strony mają w nosie sv, i obu stronom zależy tylko i li na udowodnieniu "moje górą" co ma się do sv nijak. big_grin
    Możemy polemizować "kto jest bardziej nie w porządku" - moim zdaniem - brat, bo to on jest gospodarzem imprezy i to do niego należy organizacja wesela tak, by wszyscy goście byli w miarę zadowoleni. Ale i siostra do końca ok nie jest - jako weganka WIE, że jej ograniczenia żywieniowe mogą być skomplikowane, że może być organizacyjnie i logistycznie trudne do opanowania itd, a nie wykazuje śladu dobrej woli.
    Podkreślę też, że wiele zależy [wbrew pozorom] od formy, w jakiej autorka przypomniała bratu o swoich preferencjach. Bo jeśli w formie "pasywno - agresywnej" to poniekąd rozumiem brata, że odprychnął "A nie ma mowy i co mi zrobisz?!" - a tejże formy nie znamy...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 14.02.17, 11:45
    Vi - jako wegetarianka uważam, że mam prawo oczekiwać od ludzi mi bliskich, że będą o tym pamiętać i brać to pod uwagę goszcząc mnie. Sądzę, że Ty jako np. katoliczka także masz wobec bliskich takie oczekiwania. Nic dziwnego, że ma je także wątkodawczyni wobec brata. Wg mnie jednak bardziej przeciw SV wystąpił brat. Jako gospodarz świadomy diety siostry powinien wyjść z inicjatywą zadbania o nią i jej partnera. Wierzę, że mogli mu w kuchni powiedzieć , ze nie a takiej możliwości. Natomiast no rozmawiając z siostrą powinien jej okazać, że wie, pamięta i chce jakoś sprawę rozwiązać.
    Powiadasz, ze mogła mu "przypomnieć" w sposób pasywno- agresywny. To nie ma znaczenia - gospodarz nie powinien w ten sposób odpowiadać, tylko wyrazić zal i poprosić o pomoc w rozwiązaniu sprawy.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 12:16
    Ależ to samo napisałam - brat uchybił podstawowemu obowiązkowi gospodarza i koniec, kropka. Postąpił wbrew sv. I tego nie neguję.
    Natomiast... No, forma ma znaczenie. Bo tak już jest, że jeśli ktoś "wsiada z góry" to aż kusi, żeby "odbić piłeczkę". Oczywiście, ani to dorośle ani zgodnie z sv, ale kusi...
    Wyobraź sobie sytuację - z jakichś przyczyn zapraszam cię na obiad do siebie do domu. Nie wyobrażam sobie, żebyś w odpowiedzi rzuciła "Chętnie, tylko nie zapominaj, że ja jestem wegetarianką i żadna padlina ma mi się po stole nie walać, a mój x nie lubi nawet zapachu ziemniaków, więc nie wyobrażaj sobie, że podasz na stół chamskie pyry!" - na co kusiłoby mnie odpowiedzieć "A to idź w cholerę, miła Korciu!"... Prędzej "Ale, Vi, pamiętasz, że ja jestem wegetarianką? A na dodatek mój x nie toleruje ziemniaków... wiem, to kłopot..." - na co zapewne usłyszałabyś "Dam radę!" - i podałabym np. w ramach przystawek tarteletki z różnymi pastami [brukselkowo - czosnkową, pomidorowo - ziołową itp], albo pieczarki faszerowane, zupa to zależnie od pory roku: krem z brokułów z grzankami, krem z dyni, krem z groszku z groszkiem ptysiowym albo grzankami, w ramach drugiego dania spaghetti wegetariańskie, ze szpinakiem, z sosem pomidorowym czy jaki by mi tam akurat przyszedł do łba, albo wege chili. Z deserem można szaleć, ani wegetarianizm ani ziemniaki w paradę nie wchodzą wink Dostrzegasz różnicę w formie? Przy czym, podkreślę - nie twierdzę, że posłanie osoby informującej w sposób kategoryczny o swoich żądaniach jest grzeczne czy dorosłe - piszę, że jest kuszące... big_grin

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 14.02.17, 12:21
    Vi, ale wątkodawczyni nie wspominała nic, by przypomniała bratu o swym i partnera weganizmie chamsko czy nawet obcesowo.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 12:46
    Ano nie wspomniała. I ja nie twierdzę, że tak właśnie zrobiła. ale dopuszczam możliwość, znając co najmniej kilkoro wege-terrorystów.
    Acz niezależnie JAK siostra swoje życzenie żywieniowe wyraziła - brat "nawalił" jako gospodarz i organizator.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 14.02.17, 10:02
    >>Na polskiej podkarpackiej wsi pobliska Wege-wene...
    big_grin
  • 15.02.17, 02:14
    vi_san napisała:
    > Minnie, problem w tym, że pani jest weganką, a nie wegetarianką - czyli w ogóle
    nie je produktów odzwierzecych. A w ruskich masz w cieście jajko, no i twaróg!


    to z grzybami, kapusta a ciasto z woda i maka.

    I dlatego twierdzę, że to głównie brak dobrej woli - z OBU stron! Bo pani weganka ani myśli na ten jeden wieczór ustąpić i zjeść wegetariańsko, a brat nawet
    nie próbuje jakoś załatwić "możliwego" zestawu żywieniowego dla siostry...


    ja tez tak uwazam.

    Minnie

    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • 15.02.17, 09:03
    Minnie, ja myślę, że ustąpienie wydaje się łatwe tym, którzy dane rzeczy jedzą. Wtedy łatwo jest to sobie wyobrażać i wszystko gra. Dla weganina, który nim jest z przekonania, to jakby mięsożercy zaproponować ustąpienie na jeden dzień i jakiś mały kanibalizm. Ten jeden raz, w drodze wyjątku, no korona mu z głowy nie spadnie.

    Nie zjadłabym mięsa, choćby ktoś mnie nakłaniał, że to ten jeden jedyny raz. Bo to nie jest dla mnie kwestia wyboru. Dla kogoś, kto podobnie traktuje inne produkty odzwierzęce, to też nie będzie kwestia wyboru.

    Ja się w ogóle zastanawiam, dlaczego czyjaś INNOŚĆ nadal wywołuje w naszym społeczeństwie taką agresję? Nie wiem. Nie potrafimy uszanować czyichś wyborów czy ograniczeń. Od razu rzucamy się mu do gardła. Po co?
  • 15.02.17, 09:32
    >>Nie potrafimy uszanować czyichś wyborów czy ograniczeń. Od razu rzucamy się mu do gardła. Po co?
    nie wszyscy, ale ciągle wielu...
    dla mnie to takie nieuświadomione leczenie kompleksów... słabo zarabia taki osobnik, szef w pracy premię odbiera, mąż/żona zdradza z kumplem, teściowa ciosa kołki na głowie - jest ogólnie beznadziejnie - no to chociaż zgnoi słownie tego co jest inny a mu krzywdy nie będzie mógł zrobić /internetowo najłatwiej/, bo on jest lepszy... nie cuduje z głupimi dietami, innymi poglądami itd...

    ja tak to odbieram u wielu osób,nie twierdzę, ze wszyscy są tacy, ale niestety, obserwacje zdają się potwierdzać...
  • 14.02.17, 08:33
    >bardzo niewielkie, na około 60 osób,

    O kurcze.

    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • 14.02.17, 09:42
    Na weselu mego syna była osoba, która z powodu bardzo ścisłej wręcz restrykcyjnej diety je potrawy tylko z paru składników. Zapytała czy ma sobie sama przynieść swoje jedzenie, powiedzieliśmy że nie ma takiej potrzeby. Podała listę tego co może, zrobiłam jej w 20 minut dużą miskę sałatki z karteczką, że to dieta, postawiliśmy przy jej miejscu na stole i wszystko było w porządku. I gość bawił świetnie i czuł się doceniony, i sałatka okazała się wyśmienita - było jej tyle, że i dla innych starczyło. Ja ponieważ nie piję pewnego określonego napoju na weselu przyjaciółki dostałam co innego. Kelner dyskretnie nalewał mi to co mogę pić. Choć byłam nastawiona na to, że pozostanę przy wodzie.
    Da się zorganizować coś szczególnego nawet dla jednego gościa jeśli się chce, a jeśli ma to być kłopotem to gość po uzgodnieniu z gospodarzem może sam sobie przynieść swoje danie aby nie siedzieć o "suchym pysku" przez cały wieczór. Ważne jest tylko aby nie okopywać się wzajemnie w swoich uprzedzeniach. Na wesele brata poszłabym z własnym prowiantem i bawiła się najlepiej jak potrafię.
  • 14.02.17, 09:58
    Hmmm zaproponowałam to samo wątkodawczyni - zrobić sobie z partnerem swoje jedzenie i przynieść. smile
    Jeśli chodzi o to, ze nie a problemu ze zorganizowaniem czegoś szczególnego. Czasem nie ma, czasem jest Aquo. Przygotowanie pełnowartościowego menu wegańskiego na wesele nie jest takie łatwe dla kogoś, kto niema w ty żadnego doświadczeniasad Jasne, bezmięsne, bezjajeczne itd. sałatki łatwo zrobić, ale sałatka to przystawka, wegańskie dania głowne są trudniejsze do wykonania.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 15:42
    Kora ale jest różnica pomiędzy oczekiwaniem że gość sam sobie przyniesie a przygotowaniem dla gościa wink

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • 14.02.17, 16:20
    Owszem, jest dlatego wspomniałam, ze brat zawalił po calosci bo skwitował, ze się nie da nei szukając rozwiązania

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 09:28
    Jeśli masz daleko - pojechać, zjeść wcześniej, posiedzieć na weselu godzinkę, wrócić.
    Jeśli masz blisko - pojechać na sam ślub.

    To pierwsze będzie wymagało pewnej ekwilibrystyki, bo zazwyczaj pierwszym punktem imprezy jest posiłek i dopiero po nim zaczynają się tańce. Jeśli wiadomo, że tak będzie i tutaj, możecie zawsze "zgubić się" po drodze z kościoła i dotrzeć dopiero "co za szkoda" po posiłku.

    Na moim weselu była wegetarianka, specjalnie dla niej zamówiliśmy danie bezmięsne. W każdym lokalu mogą podać pieczywo, ryż, makaron, surówkę z marchewki czy kiszonej kapusty, to nie jest jakaś wielka filozofia, doktoratu z weganizmu mieć nie trzeba... Brat wg mnie zachował się dość niemiło.
  • 14.02.17, 09:47
    Rozumem Twe rozgoryczenie, ale Ty też zrozum brata. Nie będzie przecież wybierał lokalu na wesele pod Ciebie i Twego partnera. Jak sam wiesz na pewno wegańskie lokale nie są na każdym rogu, więc zamówienie menu dla Was z takowego może być trudne. Podobnie trudne może być przekonanie "miejscowego" kucharza, by dla Was przygotował wegańskie menu, bo najzwyczajniej w świecie może nie potrafić.
    Co ja bym w takiej sytuacji zrobiła? No pewnie coś, co nie jest zgodne z SVsmile Nie wiem jakie masz układy z bratem, ale ja z siostrą bliskie i w takiej sytuacji przygotowałabym sobie jedzenie na wesele sama. smile To co chciałabym, jakie chciałabym. Poprosiłabym tylko siostrę o możliwość dostarczenia jedzenia do restauracji przed weselem i uzgodnienie z obsługa, że tym konkretnym osobom zostanie ono podane. Wówczas miałabym pewność, że to co jem jest wegańskie, byłabym na weselu bliskiej osoby nie cierpiąc głodu i dobrze się bawiłabym. A Ty zrobisz, jak uważasz ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 10:12
    Sonda:

    Brat żeni się z żydówką i grzecznie uprzedza, że na weselu jedzenie będzie koszer.
    a) nie idziecie, myśląc sobie "co za burak, przecież mógł dla swojej rodziny zamówić schabowe i bigos";
    b) idziecie, demonstracyjnie przynosząc schabowe i bigos;
    c) idziecie i dobrze się bawicie, zjadając, co dają.

    --
    Nowogrodzka, bardzo proszę o rzucenie na odcinek kogoś o IQ wyższym od glisty. Bo nudno. 
  • 14.02.17, 12:53
    "c" , oczywiście, ale vege tego nie pojmie. Dieta vege ma to do siebie, że powoduje iż osobnik ją preferujący zatraca z czasem umiejętność przystosowania się do panujących wokół warunków i nieuwzględnienie dań vege w menu uważa za osobisty atak na siebie.
  • 14.02.17, 13:21
    a dla mnie b tylko bez "demonstracyjnie" - Matti, nie zrozum mnie źle, ale oczekiwanie od wege, że zje co dają, gdy to jest sprzeczne z jego przekonaniami jest tak samo niekulturalne jak oczekiwanie, że zje co podleci wyznawca tej czy innej religii ograniczającej jedzenie tego czy owego.
    Jako wegetarianka od bardzo dawna nie czuję się , ze nieuwzględnienie dań wege jest osobisty atakiem na mnie. Ale byłoby mi bardzo nieprzyjemnie, gdyby moi bliscy takowych nie uwzględnili dla mnie zapraszając mnie. Wegetarianie sa jednak w znacznie lepszej sytuacji niż weganie i także w lepszej są gospodarze goszczący jednych niż drugich. Bo wegetariańskie dania są ogólnie dostępne w niemal każdej restauracji, są tez znane i lubiane także przez mięsożernych przecież. Dania wegańskie to naprawdę wyższa szkoła kulinarnej jazdy - by było to pełnowartościowe, sycące i smaczne.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 13:38
    moje odczucia dokładnie takie jak Korci
    bez ostentacji, ale nie jedząc wszystko co jest, tylko wybierając to co mogę z dań dostępnych, uzupełniając być moze przyniesionymi przez siebie lub osobno zamówionymi...

    co do vege które nie pojmuję, mam wrażenie że to bardziej nie vege wmawiają wszystkim wokół, czując się lepszymi, bo bez tych vege fanaberii...
    no cóż, jeżeli mięsożerca poczuje się lepiej i wyleczy jakieś swoje kompleksiki, twierdząc, ze vege jest be, to niech mu będzie, moze od nadmiaru mięska na mózg mu się rzuciło... wink
    a na serio, dla mnie za mało danych, by ocenić brata jako całkiem niegrzecznego wobec siostry ale i siostrę rozumiem, ze jej się przykro zrobiło...
    więc tak jak Korcia b, ale z naleciałościami c big_grin
  • 14.02.17, 13:58
    Korciu, pewnie nie pamiętasz ale kiedyś tu pisałam (możliwe, że nawet nie raz) że moja córka bawiła się przez wiele lat w wegetariankę. Zaczęło się jak była w siódmej klasie podstawówki, a skończyło jak była na studiach, i to podyplomowych smile W związku z tym mam do wszelkiego vege stosunek osobisty mocno negatywny, wręcz wrogi. Co ja się namordowałam żeby ją żywić jako tako zdrowo to ludzkie pojęcie przechodzi bo reszta domowników mięsożerna a ja nigdy nie miałam tyle czasu, żeby gotować dwa różne obiady jednego dnia. Przeszło, minęło, ale jeden wniosek pozostaje - Jeśli ktoś chce odżywiać się inaczej niż większość to SAM powinien ponosić konsekwencje swoich decyzji, czyli? przede wszystkim powinien być już dorosły żeby mógł sam sobie przyrządzać jedzenie i nikogo tym nie absorbować. Po drugie nie wymagać dla siebie wyjątkowego traktowania bo to on sam jest nietypowy a nie ci, którzy go otaczają. Po trzecie, nie demonstrować swojej odmienności i nie robić żadnych uwag w sytuacji gdy gospodarze nie biorą pod uwagę preferencji żywieniowych gościa. Jednym słowem - NIE ROBIĆ WOKÓŁ SIEBIE ZAMIESZANIA. Z mojego domu żaden wegetarianin jeszcze głodny nie wyszedł. Umiem przyrządzić dania wegetariańskie, niektóre sama lubię, ale jak by mi się trafił weganin, to chyba nie brałabym jego potrzeb na poważnie. Jest jedzenie na stole a jak się nie podoba to trudno. Wredna jestem, prawda? smile
  • 14.02.17, 14:26
    Jesteś przede wszystkim silnie uprzedzona. Ja tez zostałam taką pełną wege będąc jeszcze dzieckiem. A było to w czasach, gdy wielu produktów brakowało. VII klasa to duża już dziewczynka - sama mogła sobie ogrania śniadania. a tymi dwoma obiadami ....Wiesz, jako wege od dziecka i osoba gotująca podwójnie hehe tez nie dostrzegam problemu. Jasne, rosolu w wersji wege nie zrobisz, ale już jak robisz jarzynówkę, to jaki problem czesc pokrojonych warzyw ugotować bez miesa? Drugie danko też do zrobienia bez problemu w wersji wege - jednocześnie robiąc mięsne - przykłady - naleśniki, spaghetti, placki ziemniaczane, ziemniaki + surówka + la jednych mięso, dla wege jajko sadzone itd. Jeśli tylko się chce, można bez trudu.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 15.02.17, 00:32
    Jestem uprzedzona, prawda. Wcale nie chciałam ale musiałam. Głupie wybryki kulinarne mojej córci komplikowały mi życie w ciągu dobrych kilku lat. No niestety, córka będąc w VII klasie nie zajmowała się kuchnią. Kanapkę oczywiście sobie zrobiła, pomogła we wszystkim gdy poprosiłam ale gotowanie obiadów należało jednak do mnie. Czułam się odpowiedzialna za stan jej zdrowia, nie bez powodu, zresztą. Nigdy nie przepadała za gotowanym i gdybym dała jej carte blanche w kwestii żywienia to pewnie tygodniami jadałaby zapiekanki na mieście. Kombinowałam jak mogłam, żeby jej posiłki miały jakąś wartość i naprawdę szlag mnie trafiał gdy siedzieliśmy przy wyśmienitym obiedzie (niedzielnym, np. gdy miałam więcej czasu na zabawę garnkami) a moje dziecko, któremu mogłam dać wszystko czego zapragnie, siedziało nad ziemniakami i jajkiem sadzonym. Często nawet bez surówki, bo był czas, że surówek też nie jadała. Fajnie, co? No i po co to wszystko było? przyszedł czas i zaczęła jeść mieso, a stało się to wtedy, gdy zaczęła gotować dla swojej rodziny, sama przyznała, że gotowanie dwóch różnych obiadów to jednak kłopot.
  • 15.02.17, 08:54
    Matyldo, wege dania sa naprawdę zdrowe, sycące i pełnowartościowe. Ziemniaki + jajko sadzone to taki domowy fast food, jak ziemniaki + schabowy. Jedno i drugie robi się błyskawiczniesmile Szkoda , ze nie wykorzystałaś sytuacji, by corkę zdrozyć do obowiązków, sorry. Zawsze mogłaś powiedzieć, że ok, zgadzasz się na wege dietę, ale pod warunkami: ze będzie zdrowa i pełnowartościowa i ze córka będzie to większości ogarniać sobie sama a ty kontrolować. Ja tak miałam w domu smile Uprzedzając, nie jestem urodzoną "kucharką" - nie ze nie lubię gotowac, ale nie jest to też moje hobby. Ale nie miałam wyboru - mama pracowała, taty w większości nie było. Z całym szacunkiem, ale 13,14- letnia osoba spokojnie np. ogrania naleśniki, placki ziemniaczane, ryz, warzywa, surówkę, sałatkę czy spaghetti. Piszę to z własnego doświadczeniasmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.02.17, 15:54
    Z takim podejściem to w ogóle ludzi nie zapraszaj bo po co ci mają robić kłopot ? Mogą przyjść z kanapkami swoimi. Kurde jak kogoś zapraszasz to powinnaś uwzględnić, jego dietę.

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • 15.02.17, 00:03
    No to uwzględniam, czy mi się to podoba czy nie, i jak napisałam żaden wegetarianin nie wyszedł ode mnie głodny. Jednak wegańskie fanaberie przerastają moją wytrzymałość. Na szczęście nie mam takiego cudaka w moim otoczeniu.
  • 14.02.17, 14:05
    c) zjadając to co mi nie szkodzi.
    Nie mam pojęcia jak jest z mlekiem czy jajkami, ale po 3 latach niejedzenia mięsa konsumpcja jednego kotleta oznaczała 2 dniowe problemy trawienne. Nie wiem jak się kończy dla wieloletniego wege "odpuszczenie" np nabiału, ale nie zdziwiłabym się gdyby okazało się, że ryzyko pochorowania się jest spore.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 14.02.17, 22:20
    To nie jest dobry przykład. W jedzeniu koszernym nie ma żadnych składników, które powodują, że nie-żydzi nie mogą go jeść. Notabene, jeśli chodzi o przyjęcia z koszernym jedzeniem - sama nie byłam, ale słyszałam - to wcale nie brak wieprzowiny doprowadza do spięć. Wiecie co? Nie zgadlibyście. Odmowa podania mleka do kawy po posiłku (mięsnym).
  • 15.02.17, 09:02
    Miałam okazję być Agulho na taki przyjęciu. Brak mleka do kawy mi nie przeszkadzał, bo ja nie pijam kawy z mlekiem. Ale szacun dla zapraszających, zapytali czy mam jakieś ograniczenia kulinarne, powiedziałam co i jak i głodna nie bylam smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 15.02.17, 12:21
    Weganie to jest niemal szczyt oszołomstwa.Tak naprawde chodzi o nadmuchanie własnego ego-jacy to my jesteśmy cudowni i oryginalni.Z ludzmi którzy maja taka osobowość(bo to jest osobowośc bardziej niż styl życia ) raczej bliżej nic wspólnego mieć bym nie chciała i wcale się nie dziwę że brat nie ustępuje foszącej cotonieja .Wegetarian rozumiem i szanuje mimo że sama nie jestem. Nie iść bo i tak nikomu na takich osobach nie zależy.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 15.02.17, 12:34
    Kiedy oglądam takie filmy jak ten PETA, to nie sądzę, że weganie są oszołomami. Trzeba dużo złej woli, aby obrażać ludzi, którzy przecież nie wydzierają nikomu siłą szklanki mleka z ręki...
    I nie rozumiem, czemu niejedzenie mięsa miałoby być OK, ale już nie odmawianie picia mleka? Przecież nikt nie wierzy chyba w te krowki na pachnących trawą pastwiskach, co to chętnie oddają swoje mleko na jogurty i sery? Krowa rodzi cielęta, które później idą do rzeźni, aby to mleko wypili inni a nie jej cielę. Czy to nie tak się odbywa?

    www.youtube.com/watch?v=fX9z690rK-I
  • 15.02.17, 15:17
    Nie sa oszolomami dlatego że postanowili się odżywiać tak a nie inaczej tylko dlatego że 90% robi z tego teatrzyk z soba jako gwiazda w roli glównej-bo to tu jeszcze w miare nowośc jazzy oraz trendy. Te 10 % ktore przedstawienia nie robi oraz publiczności nie wymaga zgoda, nie jest oszołomami.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 14.02.17, 10:54
    Dowiedz się, gdzie odbywa się wesele i jakie tam jest zaplecze, po czym rozważ opcje: przyjście z własnym jedzeniem i nawet odgrzanie go w mikrofali albo zamówienie sobie cateringu (chyba istnieje catering wegański?). Nieładnie ze strony brata, że zupełnie nie podjął tematu ani nie wyjaśnił, dlaczego rzecz jest niemożliwa, ale byłoby chyba jeszcze gorzej, gdyby obiecał i się nie wywiązał.
    Możesz również dowiedzieć się o menu i zapewnić sobie tylko uzupełnienie tego, co będzie. Ja jestem mięsożerna i nie znam się, ale widuję jakieś kotlety sojowe itp. w sklepach, więc czy nie jest tak, że można wziąć z półmiska ogólnego węglowodan (ryż, kaszę, ziemniaki) oraz witaminę (jarzynkę, surówkę) i do tego dołożyć wegański element uzupełniający?
    Rozumiem, że sugestia zamówienia dla gości pierogów z kapustą i grzybami odpada, bo kucharkom z domu weselnego się nie wytłumaczy, żeby jednej porcji NIE uświetniły skwarkami?
  • 14.02.17, 11:09
    Agulho, to nie jest tak. Weganizm oznacza rezygnacje z WSZELKICH produktów odzwierzęcych. Zatem nie tylko z mięsa, ale także jaj, masła, sera, śmietany, mleka, miodu itd. Zatem jeśli miałyby być te wspomniane pierogi to z ciasta bezjajecznego. Uwierz mi, że nawet bardzo doświadczeni kucharze nie zawsze potrafią przygotować wegańskie potrawy. Stąd jest to większy problem niż nieomaszczanie pierogów wegetariańskich skrawkami

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 15.02.17, 16:43
    Z ciekawości, bo nie mam pojęcia? Dlaczego miód jest odzwierzęcy, a owoce już nie?
  • 15.02.17, 16:50
    Bo pszczółki to zwierzątka.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 15.02.17, 17:03
    Tak, pszczółki to zwierzątka, a ponieważ miód produkuje się dzisiaj, jak mleko, na przemysłową skalę, to ten przemysł o te zwierzęta nie dba, bo ważny jest zysk. W trakcie przemysłowej produkcji pszczoły są zabijane, królowe sztucznie zapładniane, w tym celu miażdży się samce, podobno królowym też usuwa się na przykład skrzydła, itd. Sporo jest takich niefajnych praktyk.
    Weganie starają się nie dzielić zwierząt na lepsze i gorsze. Że tu niby jest ukochany Bubuś, pies czy kot i jego się nie zabija, a świnka, krówka może być dręczona i zjedzona. Ja tych ludzi podziwiam. Uważam, że wymaga to żelaznej siły woli i konsekwencji. Także czapka z głowy dla tych ludzi, to sól tej ziemi smile.
  • 17.02.17, 01:36
    kora3 napisała:
    Zatem jeśli miałyby być te wspomniane pierogi to z ciasta bezjajecznego. Uwierz mi, że nawet bardzo doświadczeni kucharze nie zawsze potrafią przygotować wegańskie potrawy. Stąd jest to większy problem niż nieomaszczanie pierogów wegetariańskich skrawkami

    wiesz, w ostatecznosci siostra moze sama nakupowac weganskich mrozonek, dostarczyc na czas firmie kateringowej. chyba tyle kucharz potarfi - wrzucic mrozonki do wody i podac na salaterce?

    Minnie
    --
    ~ Każdemu się wydaje się że jest dobrze wychowany. Ba, jest tego pewien. ~
  • 14.02.17, 11:10
    brat prawdopodobnie uznał, że to jest jakiś trolling. Ja też tak uwazam.
  • 14.02.17, 11:08
    Nie dziwię się autorce wątku, że na ten jeden dzień nie "zluzuje" i nie zacznie się zajadać rosołem czy jajkami w majonezie. Z drugiej strony nie dziwię się bratu, bo przygotowanie osobnych dań według bardzo restrykcyjnych wytycznych może przerastać możliwości kucharza.

    Obie strony mają swoje racje, ale nie widać woli porozumienia się.

    Przy dobrych układach autorka mogłaby ułatwić sprawę bratu i, zamiast prezentować oczekiwania, po prostu przypomnieć, że jest weganką i poprosić o przygotowanie jakiegoś nieskomplikowanego i niekłopotliwego dania, np ryż z warzywami. To potrafi każdy kucharz i nie sądzę, żeby był z tego powodu jakiś wielki problem.
  • 14.02.17, 11:08
    to jest chyba jakiś żart. Nie wierzę w to, że można miec taki idiotyczny problem.
  • 14.02.17, 16:02
    Widocznie twój ograniczony umysł tego nie ogarnia jak pewnie wielu innych rzeczy - bywa

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • 14.02.17, 11:37
    Marleno, nie straciłabym okazji uczestniczenia w ważnej dla brata uroczystości z powodu jedzenia, ale też zachowanie twojego brata uważam za niegrzeczne, lekceważące. Moja siostra zadbała o to, abym podczas jej wesela miała co zjeść. I nie sądzę, aby kucharz nie potrafił przygotować prostego, podstawowego roślinnego posiłku. To przecież może być choćby zupa krem z warzyw bez masła i śmietany albo jakieś grillowane warzywa z warzywnym puree. Proste, nieskomplikowane.

    Gdybym miała taką sytuację (jako osoba zapraszająca), to zresztą zamówiłabym coś choćby ekstra i zadbała o to, aby zostało podane. To nie przyjęcie na czterysta osób, jestem pewna, że można dwóm z sześćdziesięciu osób podać inne jedzenie, o ile człowiek zadecyduje, że dobre samopoczucie gości jest dla niego ważne. Tu brat chyba zadecydował inaczej. Przynoszenie ze sobą jedzenia na przyjęcie – nie sądzę, aby to był dobry pomysł. Przyszłabym na te kilka godzin (2-3), a potem grzecznie się pożegnała.
  • 14.02.17, 11:57
    Weź sobie przygotuj coś swojego i nie marudź. Nie jesteście zżyci, ale jakiejś głębokiej przepaści między Wami też nie ma. Ne rób z siebie pańci i po prostu przyjdź. Dogadaj się zawczasu z kelnerami żeby podali Ci coś, czego sobie Ty życzysz i żeby pamiętali, że mają dwie takie osoby. Wszystko da się załatwić, trzeba może nieco więcej zachodu - to wszystko. Nie wygłupiaj się i idź.

    --
    http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif
  • 14.02.17, 12:44
    Dziwi mnie rozważanie rezygnacji z uroczystości ze względu na dietę. Nie jem laktozy, bo mi szkodzi, ale nie robię z tego problemu. Zawsze znajdzie się coś bez danego składnika. A przecież na wesele brata się idzie, bo to bardzo ważny dzień w jego życiu, a nie głównie po to by się najeść. Zjadłabym w domu lub zadowoliła daniami, które jesz. Komentarz, który teraz napiszę jest sprzeczny z SV, ale nazywając rzecz po imieniu, to w tym przypadku powód rezygnacji uważam za fanaberię i dziwactwo.
  • 14.02.17, 13:28
    Ale weganizm jest właśnie takim dziwactwem. Pomijając fakt, że rodzeństwo ma stosunki poprawne, ale i oficjalne (czytaj: brak zażyłości, zaprasza się "bo wypada", gdyby siostra się nie pojawiła, brat pewnie nawet by nie zauważył, bardziej sprawę odczuliby rodzice - wbrew pozorom takie sytuacje zdarzają się dość często), to uważam, że nie należy stosować żadnej taryfy ulgowej wobec wegan. Oni są roszczeniowi, bo niektórzy (na szczęście niewielu!) ludzie ich rozpuszczają. A sprawę należy stawiać jak brat tej dziewczyny: jesteś zaproszona, będzie nam miło, gdy przyjdziesz, ale zapomnij o przywilejach, fanaberiach i w ogóle wszystkich głupotach związanych z Twoją dietą. Nie podoba się, nie przychodź. Zdrowe, normalne podejście. Gdyby siostra miała trochę oleju w głowie, to poszłaby tylko do kościoła, złożyła życzenia i papa lub posiedziała tę godzinkę na ślubie i zniknęła. No ba, ale żeby tak się zachować trzeba mieć trochę wyczucia kultury, która u wegan jest towarem deficytowym.
  • 14.02.17, 13:53
    Niestety, z tego co czytam np. w mediach weganie to roszczeniowa, niewychowana grupa dziwadeł, chcąca dopasować cały świat pod swoje dziwactwa jedzeniowe.

    --
    Sport to nie jest zdrowie."Ja się kiedyś nabawiłam urazu kręgosłupa, którego konsekwencje odczuwam do dziś na zajęciach...uwaga....zdrowy kręgosłup!" Saszanasza
  • 14.02.17, 13:57
    podobne opisy mięsożerców - zwolenników polowań i bestialskiego chowu również można bezproblemowo znaleźć w mediach...
  • 14.02.17, 14:08
    blondafne napisała:

    > uważam, że nie należy stosować żadnej taryfy ulgowej wobec wegan. Oni
    > są roszczeniowi, bo niektórzy (na szczęście niewielu!) ludzie ich rozpuszczają.
    > A sprawę należy stawiać jak brat tej dziewczyny: jesteś zaproszona, będzie nam
    > miło, gdy przyjdziesz, ale zapomnij o przywilejach, fanaberiach i w ogóle wszy
    > stkich głupotach związanych z Twoją dietą. Nie podoba się, nie przychodź. Zdrow
    > e, normalne podejście. Gdyby siostra miała trochę oleju w głowie, to poszłaby t
    > ylko do kościoła, złożyła życzenia i papa lub posiedziała tę godzinkę na ślubie
    > i zniknęła. No ba, ale żeby tak się zachować trzeba mieć trochę wyczucia kultu
    > ry, która u wegan jest towarem deficytowym.

    Absolutnie się nie zgadzam z powyższym. Jak w ogóle można rozciągać na całą grupę społeczną cechy wybranych jednostek? To że ktoś miał złe doświadczenie z jednym bądź kilkoma weganinami, nie oznacza, że wszyscy są tacy sami. To tak jak twierdzić, że każdy ksiądz to pedofil, a wszystkie Ryśki to fajne chłopaki.
  • 14.02.17, 15:59
    Po pierwsze, wyrazy współczucia dla Twojego brata. Rosnąca niechęć do wegan nie bierze się z bezmyślnych uprzedzeń, tylko ma solidne podstawy. Zasadniczą jest właśnie ich naczelna zasada "po pierwsze mów wszystkim, że jesteś weganinem". Wasze fochy, potrzeby, atencyjność, oczekiwanie specjalnego traktowania powodują, że jesteście oceniani tak a nie inaczej. Po drugie, z Twojego opisu wynika, że brat Cię zaprosił "pro forma" i wielkiej krzywdy jemu ani rodzicom nie wyrządzisz, jeśli na weselu się nie pojawisz. Zadzwoń do brata, podziękuj za zaproszenie, poinformuj, że na weselu nie będziesz, przyjdź do kościoła na ślub, złóż życzenia i wróć na swoje pastwisko. Wszyscy będą naprawdę zadowoleni a nakazy etykiety zostaną dochowane.
  • 14.02.17, 16:07
    Dobrze się czujesz ? Dziewczyna jest na diecie wegańskiej, równie dobrze mogła by być na bezglutenowej czy jakiejkolwiek innej czy np. nie lubić jakiegoś składnika. Ma do tego prawo a gospodarz zapraszając ją i wiedząc o jej diecie powinien o nią zadbać. Ocenianie czyiś zwyczajów żywieniowych jest niegrzeczne.

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • 14.02.17, 16:54
    Wygląda na to, że dobry weganin powinien od czasu do czasu zjeść schabowego dla dobra innych, inaczej będzie skończonym dupkiem. Świat nie przestaje mnie zadziwiać smile. A już skłonność niektórych do pogardliwego czy nieprzyjemnego traktowania innych? Wow. Proponuję zrobić jakiś fajny purge i pozbyć się trochę tego wegańskiego robactwa big_grin.
    Żeby się zanadto nie rozpanoszyli oczywiście.
  • 14.02.17, 16:13
    Też bym na takie wesele nie poszła! jeszcze by się okazało że np. zastawa stołowa nie jest według vegańskiej normy, mydło w toalecie też ma jakieś zwierzęco-krwiożercze składniki, diabli wiedzą czy nie narazicie się na kontakt z czymś ze zwierzęcej skóry a w owóle kontakt z ludźmi z krwi, kości, mięsa jest absolutnie nie do przyjęcia dla vege . Ja się dziwię że veganie są sami siebie w stanie tolerować?! przecież to chodzące mięso! a fuj!
  • 14.02.17, 17:21
    Haha dokładnie tak smile))) Mogłoby się też okazać, że wegańska siostra ze swoim wegańskim narzeczonym odmawiają siedzenia na krzesłach, które są obite cielęcą skórą smile))) Ktoś się jeszcze dziwi, że beka z wegan jest na porządku dziennym?
  • 14.02.17, 17:35
    Na szczęście wiem o czym mówię.Z własnego długoletniego doświadczenia. Nie jestem oczywiście "vege" ale od lat mam wszelkie możliwe nietolerancje pokarmowe i dodatkowo alegrie na całą masę produktów. Także moja dieta jest wyjątkowo uciążliwa. Produkty spożywcze kupuję w specjalistycznych sklepach, potrawy muszą być przygotowywane według ściśle określonych receptur. Veganin może przynajmniej jakąś zieleninę czy owoc zjeść , ja nawet tego nie mogę. A mimo to bywam i na weselach, przyjmuję zaproszenia , wychodzę z ludźmi i do ludzi. Z tym że nikomu nie zawracam głowy moją dietą i moimi nawykami odżywiania. Jeśli to możliwe , to zabieram przygotowane dla siebie potrawy i napitki i dyskretnie przekazuję by zostało mi to podane przy wspólnej konsumpcji, gdy nie jest to możliwe zadowalam się wodą mineralną, kawą, i jakimś "okruchem" który jestem w stanie zjeść. Z tym że biorąc udział w towarzyskich spotkaniach, obojętnie z jakiej okazji , głównym moim celem jest dobra zabawa, a nie obżarstwo i opilstwo. Nie przyszłoby mi do głowy by wymagać od gospodarzy czy organizatorów imprezy szczególnego nakładu pracy, kosztów , starań. Jestem w stanie zadbać o swój komfort sama ..
    A odnośnie tego dziwacznego zjawiska vege......jeszcze nie spotkałam veganina, któryby się zachowywał jak normalny, cywilizowany człowiek( a spotkałam ich już wiele). Oni powinni łączyć się jakieś sekty czy komuny i emigrować na bezludne wyspy, tam mogą do woli uprawiać swoją "religię" i zostawić innych , normalnych ludzi w spokoju. Takich upierdliwych, uciążliwych, fanatycznych, nietolerancyjnych , agresywnych dziwolągów jak veganie rzadko się spotyka.
  • 14.02.17, 17:37
    wiwakaniwel7 napisał:

    > Ktoś się jeszcze dziwi, że beka z wegan jest na porządku dziennym?

    Ja. Bo nie jest. Wyśmiewanie kogokolwiek z powodu jego zwyczajów żywieniowych jest po prostu chamskie.
  • 14.02.17, 23:05
    aqua48 napisała:

    > wiwakaniwel7 napisał:
    >
    > > Ktoś się jeszcze dziwi, że beka z wegan jest na porządku dziennym?
    >
    > Ja. Bo nie jest. Wyśmiewanie kogokolwiek z powodu jego zwyczajów żywieniowych j
    > est po prostu chamskie.

    Ich się nie wyśmiewa z powodu diety, podobnie jak np. cukrzyków, tylko z powodu ich głupiego zachowania, pretensjonalności, zwracania na siebie uwagi i wszystkiego tego, czego się u ludzi nie lubi. Jak to słusznie opisała Allegra i Wiwakaniwel.
  • 15.02.17, 08:44
    blondafne napisała:

    > Ich się nie wyśmiewa z powodu diety, podobnie jak np. cukrzyków, tylko z powodu
    > ich głupiego zachowania, pretensjonalności, zwracania na siebie uwagi i wszyst
    > kiego tego, czego się u ludzi nie lubi.

    Jeśli się czegoś u ludzi nie lubi to tych ludzi się po prostu unika, a nie wyśmiewa z nich generalizując że wszyscy z tej grupy zachowują się niewłaściwie, bo tak nie jest. Pretensjonalnych i zwracających na siebie uwagę oraz uważających że mogą narzucić innym jakieś swoje przyzwyczajenia ludzi jest mnóstwo niezależnie od stosowanej diety.
  • 15.02.17, 11:29
    Tak masz racje Aqup, bez wątpienia. Ale jeśli napotykasz na typa, który rzuca gromami na luzi karmiących mięsem mięsożerne zwierzaki domowe i deklarującego, ze on swego KOTA przestawia na weganizm, to naprawdę możesz się zastanowić czy ma aby wszystkie klepki

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 15.02.17, 11:44
    kora3 napisała:

    > jeśli napotykasz na typa, który rzuca g
    > romami na luzi karmiących mięsem mięsożerne zwierzaki domowe i deklarującego, z
    > e on swego KOTA przestawia na weganizm, to naprawdę możesz się zastanowić czy m
    > a aby wszystkie klepki

    Nie, szkoda mi czasu na takiego osobnika, który rzuca gromami na innych. Niezależnie do tego z jakiego powodu.
  • 15.02.17, 11:58
    Czasu może być szkoda, ale przecież znęca się nad zwierzęciem i zareagować trzeba

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 15.02.17, 12:51
    kora3 napisała:

    > Czasu może być szkoda, ale przecież znęca się nad zwierzęciem i zareagować trze
    > ba
    >

    Kot vege to jeszcze pół biedy ! Autentyczna sprawa z mojego terenu z przed kilku dni.Sprawa aż trafiła do mediów ze względu na szczyt absurdalnego roszczenia "zrzeszenia vegan". W miejscowości Limburg an der Lahn stoi sobie na rynku ratusz, z wieży tego ratusza rozbrzmiewa co godzinę melodia, za podkład tego "hejnału" służyła piosenka dla dzieci skomponowana w 1824 roku. W wolnym przekładzie tekst tej piosenki-" Zły lisku ukradłeś gąskę, jak gąski nie oddasz to przyjdzie myśliwy ze strzelbą i cię zastrzeli, zamiast pieczeni z gęsi poluj na myszy". Z wieży ratuszowej rozbrzmiewa tylko melodia bez tekstu wink. Pewna veganka, która mieszka w pobliżu i słyszy ten "hejnał" z wieży , zaskarżyła władze miejskie o propagowanie .......UWAGA !!!! ...................bestialskiego znęcania się nad zwierzętami, zachęcania do zabijania zwierzątek i spożywania ich mięsa. Zażądała zlikwidowania tego "hejnału" bo jeśli nie , to zwróci się do komisji praw człowieka i wystąpi o milionowe odszkodowanie. Ta melodyjka z dziecięcej pioseneczki uraża jej uczucia vegańskie, namawia do bestialstwa , mordu i mięsożerstwa wink. No i co tu z wariatką gadać? władze miejskie faktycznie zmieniły tę melodyjkę ratuszową.Nie z tego powodu że uznali jej rację, ale dlatego bo nie chcieli się ośmieszać i wdawać w żenujące spory sądowe z wariatką. Taki proces sądowy mogł się latami ciągnąć , koszty byłyby ogromne, więc chcieli podatnikom oszczędzić ich pieniędzy na takie absurdy.
  • 15.02.17, 12:59
    No niezły przypał, ale po mojemu jednak mniej szkodliwy niż "nawracanie" kota na wege. sad To wcale nie jest śmieszne, koty trawią tylko mięso i tylko z niego mogą czerpać wartości odżywcze. Wszelkie "zapychacze", które znajdują się w karmach dla kotów, typu soja, to sa właśnie tylko zapychacze, bez żadnej wartości dla organizmu kota, bo on tego nie trawi. A kot ma taki metabolizm, ze jeśli nie je 24 godziny w jego wątrobie zachodzą nieodwracalne zmianysad Jak można być miłośnikiem zwierząt rzekomo i pastwić się w taki sposób nad kotem? Sprawa została zgłoszona gdzie trzeba i zwierzę odebrano wariatowi, ale nie bez przeszkód ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 15.02.17, 13:03
    Hahaha, a to ci historia smile. Ale podają, że pani poprosiła ładnie, dlatego wladze miejskie się zgodziły. I dlatego, że w repertuarze tych piosenek jest kilkanaście.
  • 15.02.17, 13:05
    allegra1002 napisała:

    > No i co tu z wariatką gadać? <

    Następnym razem jej uczucia zrani sąsiadka, z której okna wydobywa się nieznośny odór mięsa duszonego z cebulką.
    Wariatów trzeba leczyć a nie ustępować im.
  • 15.02.17, 13:10
    Niemcy są pragmatyczni. Lekarz kazał potakiwać. Sąsiadka mięsożerna sobie da radę. W tej aferze bardziej zadziałał motyw okrucieństwa wobec zwierząt niż obyczajów żywieniowych.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 14.02.17, 17:38
    Beka z kogokolwiek, kto ma nikomu niewadzące, a odmienne niż większość obyczaje, nie jest objawem grzeczności. Znam wielu wegan i nikt ze znajomych się z nich nie wyśmiewa.
    Poza tym zrobienie kilku wegańskich dań nie jest dla dobrego kucharza trudne, a organizujący przyjęcie mu płaci za to, żeby jedzenie odpowiadało jego gościom.
  • 14.02.17, 23:08
    en-n napisał(a):

    > Beka z kogokolwiek, kto ma nikomu niewadzące,

    Jak już wyżej napisałam: ich obyczaje wadzą innym. Np. poprzez ich domaganie się przywilejów, specjalnego traktowania, strzelanie fochów, utrudnianie innym życia. Nikomu nic do tego, co kto ma na talerzu (czy co robi w łóżku), byle swoim zachowaniem nie zawracał głowy innym. Jak to się dzieje, że np. cukrzycy, którzy ze względów zdrowotnych MUSZĄ być na specjalnej diecie nie są wyśmiewani a weganie tak? A no dlatego, że cukrzycy swoim realnym problemem nie obarczają całego świata. Gdyby weganie paśli się swoją trawą, nie robiąc z tego wielkiej afery, w ogóle by tematu nie było. Na miejscu brata zażartowałabym, że dań wegańskich nie będzie, ale obok jest łąka smile
  • 15.02.17, 00:25
    Rzeczywiście to wielkie utrudnianie życia innym, że się nie zje rosołu i schabowego na weselu. Jeżeli zapraszam gości na przyjęcie, to staram się, żeby nie siedzieli głodni. Jeżeli są weganami, to robię kilka potraw wegańskich (przepisy są w necie i nie są skomplikowane). Podobnie z cukrzykami, wegetarianami, alergikami. I tyle. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś siedział przy wodzie mineralnej, podczas gdy reszta gości zajada w najlepsze.
  • 16.02.17, 15:43
    blondafne jeżeli uważasz, że "cukrzycy swoim realnym problemem nie obarczają całego świata", to sprawdź, jakie są koszty leczenia i przeciwdziałania cukrzycy. Wystarczy, że spojrzysz na te wymierne. I wystarczy, że sprawdzisz jak to wygląda w skali kraju.
  • 15.02.17, 12:27
    Dziwne że wegetarian raczej się akceptuje i lubi (choc szolomy się zdarzaja i tu jak wszędzie). Mało tego,panie zainteresowane gotowaniem wypytują o przepisy i bywa że staraja się błysnąć kulinarnie(panowie pewno tez ale nie widziałam).Dlaczego ? Bo to jest styl życia a nie sekciarstwo.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 14.02.17, 18:47
    Żartujesz, prawda?
  • 15.02.17, 11:51
    Uważam, że powinnaś na weselu zjeść to, co chcesz albo przygotować sobie własne jedzenie.

    Bo zaraz dojdzie do tego, że kuzynka 1 to wegetarianka, trzeb aprzygotować osobno, kuzynka 2 to frutarianka, ciocia 1 nie toleruje nabiału, ciocia 2 glutenu, dziadek nie lubi zielonych warzyw, babcia się odchudza i nie tyka cukru, a ktoś tam jeszcze akceptuje tylko sól morską. Czemu uwzględniać tylko wegetarian? Jest masa diet i preferencji, podejrzewam, że reszta po prostu zje to co chce z podanych dań i nie robi wokół siebie zamieszania jak wege.
  • 15.02.17, 12:07
    Od kilkunastu lat jestem wegetarianką. Tak wiem, to łatwiejsza dieta niż weganizm. Przez ten czas byłam na wieeeelu weselach (taki wiek), w większości tradycyjnych czyli rosół/flaki + schabowy. Niezależnie od stopnia zażyłości z Młodymi, nigdy sama nie wyskakiwałam ze swoją dietą w myśl zasady "to jest ich dzień, a ja idę cieszyć się ich szczęściem, a nie nażreć". Zapytana oczywiście odpowiadałam zgodnie z prawdą, że nie jem mięsa, ale też żeby sobie specjalnie problemu nie robić. I dla mnie nigdy to nie był problem, jak trafiło się specjalne menu dla mnie to było dobrze, a jak nie to mąż szczęśliwy bo brał dla siebie rosół, "dla mnie" flaki + miał jeszcze dwa kotlety. Wiele wesel przeżyłam na ziemniakach/kluskach z surówką + pojedyncze sałatki ze stołu. A najbardziej głodna byłam na dwóch weselach - jednym ze specjalnym wege menu dla mnie, ale porcje dla wszystkich śladowe + prawie zerowy zimny bufet, a drugie to we wczesnej ciąży, gdzie bałam się jeść stojące przez kilka godzin w upale jedzenie. I jakoś nie umarłam z głodu, nawet w tej ciąży, kiedy mocno żarta byłam smile
  • 15.02.17, 15:03
    I to jest prawidłowa postawa! Tak się powinno postępować!
    Dlatego bardzo, ale to bardzo się cieszę, czytając jak wiele osób na tym forum absurdalnym roszczeniom wegan mówi stanowcze "Nie!". Jesz trawę? Twoja sprawa, ale nikt sobie tym głowy zawracał nie będzie. Nie podoba się, to nie przychodź na uroczystości, na których normalni ludzie jedzą normalne rzeczy.
    Niby to oczywiste, a jednak trzeba mówić.
    PS Cieszę się, że czasy się zmieniają i ostatnie kilka lat to mocny nawrót ku zdrowemu rozsądkowi prawie we wszystkich sferach życia. Jeszcze trochę i naprawdę będzie normalnie, jak za starych dobrych czasów smile
  • 15.02.17, 15:18
    Weganie jedzą normalne rzeczy, takie jakie i ty jadasz. Zakładam, że nie samym mięsem żyjesz? Białka sojowe są zwyczajowo używane we wszystkim teraz jako zapychacz, więc i sojowego dobra posmakowałaś. Nie spotkałam wegan jedzących trawę, mylisz ich chyba z królikami?
  • 15.02.17, 15:48
    a najśmieszniejsze jest to, że założycielka tematu ani raz się nie odezwała wink. prowokacja.......a raczej typowy post na wywołanie dyskusji i "ruch w interesie" wink
  • 15.02.17, 16:11
    To faktycznie dziwne, że po wylaniu na nią takiej ilości szlamu przez osoby, które w końcu w ogóle jej nie znają, nie przyszła jeszcze po kilka kopniaków. Zresztą po ilości hejtu wnosząc, autorka okazała zupełnie niepotrzebna, bo nienawiść do innych, nawet nieobecnych, wiecznie żywa smile.

    Nie wydaje mi się, abym spotkała się z taką ilością hejtu i chamstwa na jakimkolwiek innym forum. Czasem muszę spojrzeć na tytuł, żeby przypomnieć sobie, że to forum o SV smile.
  • 15.02.17, 17:18
    renn.ie77 napisała:


    > Nie wydaje mi się, abym spotkała się z taką ilością hejtu i chamstwa na jakimko
    > lwiek innym forum.

    O, to dla mnie, jako wieloletniej bywalczyni (choć na ogół biernej) różnych forów, dość zaskakująca opinia, ale cóż, każdy ma prawo uważać swoje.
  • 15.02.17, 17:23
    Może bywam na niewłaściwych forach, gdzie jest nudno i wszyscy są dla siebie mili? Kilka z nich jest zamkniętych, kilka otwartych tematycznych i takiego obrzucania błotem sobie nie przypominam.
  • 15.02.17, 17:57
    Tam, gdzie ludzie są dla siebie mili wcale nie musi być nudnosmile I nie twierdzę, że takie fora nie istnieją, tylko zdecydowanie nie zgadzam się z opinią, jakoby to akurat było pod tym względem najgorsze.
  • 15.02.17, 17:26
    Nie wiem co nasz wzór wrażliwości na krzywdę wszelką i dyskryminację tu jeszcze robi. Wszak trauma zbyt wielka może czlowieka złamać.Bedziemy mieli ją na sumieniu.


    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 15.02.17, 17:31
    Babo, faktycznie można cię rozpatrywać jako czynnik traumogenny... Fajnie, że chociaż to zauważasz smile. Powiadają, że to połowa sukcesu, albo coś w tę mańkę.
  • 16.02.17, 16:13
    renn.ie77 z przykrością muszę Ci przytaknąć. Czytam i przecieram ze zdziwienia oczy. Z taką ilością jadu bez przebierania w słowach w stosunku do wegan (wegetarianom też się zresztą po drodze oberwało) też się jeszcze nie spotkałam.
    Smutne, że ludzie komentują tak dosadnie nie zadając sobie trudu, żeby poznać/zrozumieć temat i pobudki.
  • 16.02.17, 16:35
    Bezsenna, dziękuję. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja to widzę i przykro wiedzieć, że tak wiele osób lubi nienawidzić innych uncertain.
    Zaraz przeczytasz, że jesteś przewrażliwiona, ale ja też przecierałam oczy ze zdumienia.
  • 15.02.17, 16:21
    Troll animacyjny. Po 20 postach bez odzewu to juz oczywiste. Normalna osoba reaguje na posty.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 15.02.17, 15:17
    Przede wszystkim, to powinnaś była zapytać brata, czy Twoje preferencje kulinarne są w ogóle możliwe do uwzględnienia, a nie po prostu oznajmiać mu, że tego oczekujesz i już, bo to trochę roszczeniowe podejście, musisz przyznać. A z przygotowaniem porcji czy dwóch dań wegańskich, w przeciwieństwie do wegetariańskich, może być pewien kłopot, niestety. I wcale niekoniecznie musi być to związane z nieżyczliwym podejściem do takiego gościa. Chociaż z drugiej strony podejrzewam, że gdyby Twoje stosunki z bratem były bliskie, serdeczne i ciepłe, to coś by pewnie wymyślił, żeby Wam dogodzić.
    Jeśli, jak piszesz, nie chcesz ostentacji i plotek, to jednak wypada iść na to wesele. Choćby na dwie godzinki. Tyle chyba wytrzymacie bez jedzenia. Albo po prostu zabrać sobie jakąś własną przekąskę i zostać trochę dłużej.
  • 15.02.17, 17:52
    Dramat. Przeczytałam większość wypowiedzi i cóż.. Polacy to nietolerancyjny naród nie znoszący wegan, ba- większość wypowiadających się nie rozróżnia weganizmu od wegetarianizmu. Zaznaczę, że jem mięso jednak gdyby było to moje wesele każdego z gości pytałabym o nietolerancje/preferencje. Nie byłoby dla mnie problemem przygotowanie potraw dla może 5 procent ludzi jedzących inaczej. Zachowanie brata uważam za ignorancję, nawet jeżeli nie macie bliskich stosunków. Żadnego gościa nie potraktowałabym w ten sposób i wiem, że nikt z mojej rodziny również.
    Jutro idę na imprezę korporacyjną (Niemcy) i mogłabym poprosić o danie bez glutenu/laktozy/produktów odzwierzęcych- czegokolwiek i nikt nie zrobiłby problemu. No ale Polska to Polska..
  • 15.02.17, 17:57
    No to jesteś cudowna a my tu w Polsce jestesmy straszni. W Niemczech jest to juz od dawna zatem wszelkie firmy i lokale sa przygotowane i to żaden kłopot .Tu nie jest to powszechne zatem jest to kłopot.I o to robienie kłopotu chodzi a nie o to jak ktoś je.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 15.02.17, 18:27
    baba67 napisała:

    > No to jesteś cudowna a my tu w Polsce jestesmy straszni. W Niemczech jest to ju
    > z od dawna zatem wszelkie firmy i lokale sa przygotowane i to żaden kłopot .Tu
    > nie jest to powszechne zatem jest to kłopot.I o to robienie kłopotu chodzi a ni
    > e o to jak ktoś je.
    >
    babo, wierzysz jej ? wink bo ja nie......nie wiem w których to ona "Niemcach" wink żyje?! i w których korporacjach bankietuje( ha ha ha) wink bo te w których ja żyje .....nie od wczoraj a od urodzenia różnią się od jej zasadniczo. Nie tylko w podejściu do tego dziwactwa veganowego,także jak chodzi o tę wychwalaną przez nią tolerację. Tak samo jak i w Polsce tak samo i tutaj nie akceptuje się, nie toleruje , wyszydza i piętnuje takie dziwactwa. przodują veganie i świadkowie jehowy wink
  • 15.02.17, 18:33
    Przepraszam, nie jutro tylko w piątek. Godzina 19:30 Cosmos w Berlinie- zapraszam.
  • 15.02.17, 18:56
    psiamama6 napisała:

    > Przepraszam, nie jutro tylko w piątek. Godzina 19:30 Cosmos w Berlinie- zaprasz
    > am.
    jak to uprzejmie z twojej strony że skorygowałaś pomyłkę bo wszyscy tutaj już zaczęli szykować się na jutro żeby cię zobaczyć ! No i staliby tak o 19.30 w Berlinie przed zamkniętymi drzwiami Cosmosu .
  • 15.02.17, 18:57
    Inny land smile? Może Berlin jako typowe multikulti jakos tam bardziej jest otwarty na rózne odmienności, nie wiem, nie byłam.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 15.02.17, 18:30
    Poważnie nie chodzi o to jak ktoś je? Z przeczytanych powyżej postów dokładnie taki wniosek wyciągnęłam, czyli dziewczyna jest dziwaczką i ma nie robić bratu kłopotu swoją wziętą z d... dietą. Ktoś nawet sugerował, że na jedną dzień może przecież zjeść coś wegetariańskiego. Ogólny mój wniosek- ignorancja.
  • 15.02.17, 18:44
    Brawo, w końcu sensowny głos w dyskusji smile. Ignorancja i pogarda wobec wszystkiego, co inne. W sumie nie dziwota, że szlagier 'śmierć wrogom ojczyzny' zawsze aktualny w tym kraju smile.
  • 15.02.17, 19:03
    Akurat dieta jak dieta, sa rózne upodobania. Chodzi o to ze ROBI KŁOPOT. I tak jak mogę zrozumieć te linię nabiałowa, że cielaczki itd tak ta cala reszta jest wydumana-te jajka, miody, no nie kleję. Ale ok, chce tak jeśc niech je, ale niech swoimi mocno nieprzystającymi do naszej rzeczywistości upodobaniami ludziom gitary nie zawraca.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 15.02.17, 19:12
    psiamama6 napisała:

    > Poważnie nie chodzi o to jak ktoś je?

    Poważnie. Chodzi o absorbowanie innych sobą i swoimi zwyczajami, jedzeniowymi czy dowolnymi innymi. Można spytać czy poprosić, ale oczekiwać i wymagać, że wszyscy dookoła będą w podskokach spełniali każde nasze życzenie, to już lekka przesada.
  • 15.02.17, 20:16
    W żaden sposób złe nastawienie do wegan/wegaterian nie jest domeną Polaków.
    Ot przykład żartu z międzynarodowego portalu:
    https://img-9gag-fun.9cache.com/photo/aWmMZ5x_460s.jpg
    Miejsc w sieci, w który weganie są wyśmiewani jest mnóstwo. Temat jest drażliwy mam wrażenie w całej europie (zwolennicy teorii spiskowych mogą zacząć nawet podejrzewać celowe działania lobby rzeźniczo-mleczarskich). Praktycznie gdzie nie poruszysz zagadnienia jedzenia mięsa pojawią się nieprzyjemne wpisy. Jakby na forum kuchnia założyć temat pt "nabiał jest pozyskiwany nieetycznie" to pewnie chwila moment byłoby ponad 100 wpisów i pyskówka.
    Ja w sumie nie ogarniam skąd ta kulinarna (wręcz religijna) agresja.
    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 15.02.17, 20:55
    Ale taka złośłiwośc i agresja wegetarian nie dotyczy. Oczywiście jakieś tam docinki sie słyszy ale zwykle od starszego pokolenia. W przeciwieństwie do wegetarian ideologia wegańska brzmi sekciarsko bo jest w dużej części naciągana a co za tym idzie niezrozumiała. Z drugiej strony daje poczucie wyższości zatem do lansu jak znalazł.Poniewaz nie przystaje do europejskich kuchni wymogi wegan sa kłopotliwe a oni sami wydają się roszczeniowi.ot, cała zagadka.Z agresją wobec wegetarian nie spotkałam się.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 15.02.17, 21:47
    Wegetarian też to nadal w jakimś stopniu dotyczy (mam wrażenie ze przodują w tym amerykanie zakochani w boczku, stekach i hamburgerach).
    http://i.imgur.com/pwMfVID.png
    W stolicy jeszcze w miarę ok i dużo knajpek jest. Jak 3 lata nie jadłam mięsa (a nie obnosiłam się z tym w ogóle i jak mięso było głównym daniem w gościnie to też trochę zjadałam) to zaliczałam najwyżej delikatne drwiny od znajomych. Ale okolice Łomża, Białystok to już drwiny po bandzie (raz kumpel eksa przyszedł na proszona kolacje z własną kiełbasą...niepotrzebnie bo wiedziałam kogo zapraszam i były bardzo mięsne dania). Dwa razy zebrałam reprymendę (dorosła 30 latka!!) od lekarza mimo idealnych wyników morfologii. Od kilku lat jest lepiej - mało kto robi uwagi do mojej kuchni (nadal gotuje tylko wegetariańsko, bo kuchnia ta zajmuje o niebo mniej czasu - mięso jest pracochłonne w obróbce) czy komentuje co zamawiam w restauracji. Pamiętam też, że w latach 90 to była taka sama nagonka (miałam w LO 2 koleżanki wegetarianki) jak teraz na vege i dokładnie to samo się mówiło: że roszczeniowi, agresywni i ze naciągana ideologia i sekta itd. To jest chyba standard na coś nowego czego się nie rozumie. Podobne nagonki są np na rodziców nie stosujących kar względem swoich dzieci (jaka burzliwa dyskusja potrafi być o klapsy!) i oczekujących żeby ich dzieci nie były karane (np stawiane do kąta) w przedszkolu.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 16.02.17, 17:41
    baba67 napisała:

    > Ale taka złośłiwośc i agresja wegetarian nie dotyczy. Oczywiście jakieś tam doc
    > inki sie słyszy ale zwykle od starszego pokolenia. W przeciwieństwie do wegeta
    > rian ideologia wegańska brzmi sekciarsko bo jest w dużej części naciągana a co
    > za tym idzie niezrozumiała.

    Co dokładnie jest dla Ciebie niezrozumiałe w ideologii wegańskiej? Nie wiesz, jaki koszt produkcji mleka, jajek i innych składników odzwierzęcych ponoszą zwierzęta? Nie wiesz, jak odbywa się "testoswanie" np. kosmetyków na zwierzętach? Pewnie nie wiesz, bo nie pisałabyś takich rzeczy.
    A to jest bardzo proste: w weganizmie chodzi o niespożywanie/nieużywanie produktów, które powstają przy udziale krzywdy zwierząt.
  • 16.02.17, 18:17
    A co maja tym wspólnego kosmetyki z jedzeniem ?Nie spożywam kremów nawilżających. Wiem jaki jest koszt produkcji nabiału, reszta mocno ideolo. Jakoś nie widziałam żeby kura bardzo cierpiała znosząc jajka. pszczoły tez wydaja sie szczęśliwe zatem z ta krzywda to mocno pojechane.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 16.02.17, 23:06
    Babo... kompromitujesz się tym, co piszesz. Naprawdę, materiały pokazujące, w jakich warunkach żyją kury nioski na fermach, krowy mleczne (życie w boksach, w których nie można się obrócić, zapładnianie na okrągło, bicie kijem) na czym polegają testy m.in. kosmetyków są ogólnodostępne, można się zapoznać. Można się również zapoznać z tym, jakie życie wiodą pszczoły w przemysłowej produkcji miodu. Mogę Ci tylko podpowiedzieć, ze traktowanie oczu królika szamponem to jest naprawdę mały pikuś. Może masz wizję, że kurka sobie chodzi po trawce, znosi jajka, i dożywa szczęśliwie swoich dni w dobrych warunkach, a pszczółka lata od kwiatka do ula, ale to świadczy o skrajnej naiwności i z rzeczywistością nie ma wiele wspólnego.
    Weganizm to nie tylko jedzenie. To niekorzystanie z żadnych produktów, których produkcja wiąże się z cierpieniem zwierząt.
    Rozumiem, że można mieć to gdzieś, ale być aż tak nieświadomym...?
  • 17.02.17, 00:13
    Można mieć gdzieś, ale po co wegan hejtować? Oto jest pytanie.
  • 17.02.17, 02:26
    madzioreck napisała:

    >materiały pokazujące, w jakich warunkach żyją kury nioski na fermach<

    To może zamiast się wygłupiać z niejedzeniem jajek zacząć kupować takie "od chłopa", a miód od znajomego pszczelarza?

    > Rozumiem, że można mieć to gdzieś, ale być aż tak nieświadomym...?<

    To nie jest kwestia nieświadomości tylko domaganie się poszanowania dla własnego światopoglądu, do którego (domagania się) właśnie się przyłączam.
    I nie sugeruj, że wegetarianizm i wszelkie jego odmiany to wynik protestu światłych jednostek, które wyprzedziły swoją epokę, przeciwko ciemiężeniu zwierząt. Nie sądzę żeby w wiekach ubiegłych istniały fermy kur czy hodowle krów w boksach, że o przemysłowej hodowli nieszczęsnych pszczół tylko wspomnę, a wegetarianie (i odmiany) istnieli i mieli się dobrze.



  • 17.02.17, 08:16
    Znowu mylisz wegetarian z weganami. Weganizm to ścisły wegetarianizm i niedozwolone jest wszystko, cokolwiek, co pochodzi od zwierząt. To bardzo spójny światopogląd. Weganin nie założy swetra z wełny, nie kupi torebki ze skóry, nie zje galaretki z żelatyną, nie napije się mleka. Nie tknie niczego, co pochodzi od zwierząt. To po prostu super konsekwentny pogląd, że jako ludzie nie mamy prawa wyzyskiwać zwierząt i przyczyniać się do ich cierpienia.
    Wegetarianie nie jedzą mięsa zwierząt, żadnych zwierząt w tym ryb czy tzw. owoców morza. Dopuszczają natomiast jedzenie nabiału czy miodu. Nie chcą zabijać. Wielu nie kupi butów ze skóry i nie założy swetra z wełny, ale nie wszyscy. Nie ma jednak dla nich znaczenia, czy ta krowa przed zabiciem żyła sobie szczęśliwie poza boksem, oni nie chcą zwierząt zabijać. Pomyśl o buddystach – oni zalecają próbę niejedzenia mięsa, bo istotą tej religii jest nieprzyczynianie się do cierpienia istot żywych, myślących.

    I naprawdę dopóki ktoś nie wyrywa ci tego mięsa z rąk, to nie wiem o co chodzi? Bo że ktoś coś tam może sobie uważać, głosić, propagować, to jest normalne i naturalne.
  • 17.02.17, 11:32
    Można nie kupować jajka wolna kurka , ciasta piec samemu.Niekoniecznie trzeba byc weganem żeby nie przykładać reki do dręczenia zwierząt.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 17.02.17, 12:06
    Babo, w ogóle fajnie jest, kiedy ludzie są świadomi. Dobrze jest, kiedy są świadomi, a co zrobią z wiedzą, którą posiądą? Dopóki nikt nikogo do niczego nie zmusza, a jedynie przedstawia zalety czy wady, to ja nie mam nic przeciwko.
    Gdyby nie wrażliwość niektórych osób nie wiedzielibyśmy ani jak się traktuje krowy w przemyśle mleczarskim, ani jak się traktuje króliki przy produkcji angory, ani choćby pisklęta przy produkcji jajek. A to tylko wierzchołek góry lodowej.
    Czy wiedziałaś o tym, że elementem produkcji jajek jest mielenie żywych pisklaków i sprzedawanie ich jako karmy dla norek? Założę się, że nie wpadłaś na to, ja też nie wpadłam, a potem walcząc z wymiotami obejrzałam film dokumentalny, w którym widać było jak sekserka sprawdza na taśmie płeć piskląt i męskie idą do dużego miksera, który mieli je żywe na papkę. Żeńskie pisklęta idą oczywiście na nioski.
    A dlaczego ktoś wpadł na to, że fajnie jest żywe pisklęta mielić? Ano ktoś na to wpadł, bo tak jest taniej, szybciej, efektywniej a to pisklę jest traktowane w tym procesie jak produkt, jak kawałek gumy czy drewna, odpad. I nie wiedzielibyśmy o tym, gdyby nie osoby, które mówią – halo! ale coś tu jest nie tak! to nieludzkie. I myślisz, że ci którzy 'produkują' kurki znoszące później jajka, chwalą się tym, że w procesie ich 'produkcji' powstaje odpad w postaci zmielonych na żywca słodkich małych pisklaczków? Nie, nie chwalą się, dlatego gdyby nie te wegańskie oszołomy, to nawet byśmy o tym, jako konsumenci, nie wiedzieli.

    Mieszkam w centrum dużego miasta i jestem skazana na supermarkety. Jajka z wolnego wybiegu nie rozwiązują problemu mielenia żywych kurcząt na papkę. Mleka z wolnych wybiegów, od krów które dawałyby je nie rodząc cieląt, nie ma. Dlatego staram się przejść na weganizm i staram się ograniczać (choć to złe słowo) do pożywienia roślinnego. I osobiście cieszę się, że to się staje modne, bo dzięki temu mam do wyboru produkty, których wcześniej nie mogłam kupić za przystępną cenę, bo stają się popularne, bo dołączają nowe marki, bo rośnie konkurencja. Cieszę się, bo teraz mogę już zjeść pyszne w 100% roślinne dania w pobliskich niewegetariańskich restauracjach, co oznacza, że mogę się wybrać tam razem z mięsożerczymi znajomymi i wszyscy są zadowoleni.
    Dopóki jest wybór, to naprawdę nie rozumiem, w czym problem? Jeśli ktoś będzie umiał się żywić samą energią z kosmosu, to też jestem za, bo mnie samej to nic a nic nie ujmuje. Dlaczego więc ktoś nie miałby być weganinem? Niech będzie. Chce być z tego dumny i zadowolony? Bardzo proszę. Bo niby czemu miałoby mi to przeszkadzać?
  • 17.02.17, 12:38
    baba67 napisała:

    > Można nie kupować jajka wolna kurka , ciasta piec samemu.

    ?

    Niekoniecznie trzeba b
    > yc weganem żeby nie przykładać reki do dręczenia zwierząt.

    To, niestety, nieprawda.
  • 17.02.17, 12:40
    No i tu mamy jazdę.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 17.02.17, 13:07
    Gdzie?
  • 17.02.17, 13:18
    W lans na zbawianie świata i jedyne żródlo mądrości. Niestrawne.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 17.02.17, 15:03
    Ja rozumiem, że wygodniej jest nie dostrzegać faktów, ale gdzie tu lans i jazda...
  • 17.02.17, 15:11
    No własnie-wygodniej jest nie dostrzegac faktów-odnosi się to do wszystkich i w każdej dziedzinie.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 17.02.17, 16:20
    Jakem zdeklarowany mięsożerca zapytam- jaki widzisz sposób b na nieprzykładanie ręki do cierpnienia zwierząt nie będąc weganką? Bardzo chętnie poczytam.

    --
    Byłam hipsterem zanim to było modne...
  • 17.02.17, 16:24
    Napisałam przed chwilą.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 17.02.17, 16:31
    Kwestia interpretacji słowa cierpienie=okrutne traktowanie.Oczywiście jeśli potraktujemy sprawę filozoficznie -od przyczyniania się do cierpień się nie ucieknie.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 17.02.17, 16:48
    To prawda, ale można przynajmniej nie traktować jak psychicznie chorych tych osób, które starają się przyczyniać do tego cierpienia jak najmniej.
  • 17.02.17, 13:31
    Jeszcze można wsadzić kij w mrowisko i powiedzieć, że przemysłowa produkcja warzyw też się wiąże z cierpieniem zwierząt. Giną owady w trakcie oprysków. Część warzyw uprawiana jest w szklarniach doświetlanych nocą co powoduje zanieczyszczenie światłem i destabilizację okolicznych ekosystemów (ogólnie temat light polution polecam).
    Zupełnie od czapy mi się przypomniało jak budowaliśmy dom na wsi i sąsiadka przyszła z wiadrem stonki wyzbieranej z pola. Stonka trafiła do betoniarki i pod fundamenty - podobno najlepszy sposób na szybką anihilacje tych owadów w ilości wiadro. Brr...
    Zwyczajnie nie ma przemysłu bez cierpienia i zwierząt i ludzi. Każdy z nas sobie wybiera do jakiego poziomu się edukuje i jak daleko chce popchnąć swoje współczucie i wybrać jak konsekwentny jest w swoich poglądach. Są tacy co wojują różnymi sposobami o swoje podejście, są tacy co nie. I na różnych poziomach to występuje. Na wsi normą jest topienie kociąt. W mieście normą jest schabowy i sadzone. W vege knajpie norma jest soczewica z niepryskanych upraw.
    Szkoda że w tym wszystkim normą jest agresja między poziomami.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 17.02.17, 13:55
    Bo lifestyle to trochę jak z religią. Jeśli się spokojnie coś tam wyznaje na ogól agresji to nie wywołuje, pełne wyższości obnoszenie się już tak.Vide Jehowici i reakcja na nich.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 17.02.17, 14:42
    baba67 napisała:

    > Bo lifestyle to trochę jak z religią. Jeśli się spokojnie coś tam wyznaje na ogól agresji to nie wywołuje, pełne wyższości obnoszenie się już tak.Vide Jehowici i reakcja na nich.<

    Świadkowie Jehowy nie są tacy groźni, można nie chcieć z nimi rozmawiać i pójdą sobie, a w skali Polski nie mają zupełnie nic do powiedzenia. Ciekawie by było gdyby wegetarianom dać w Polsce taką władzę jak mają teraz katotalibowie. Raz, dwa zarządziliby taki post, że wszyscy poszliby do nieba smile Przeczytałam kiedyś w jakiejś prawniczej książce mojej córki, że w średniowieczu za jedzenie mięsa w czasie postu sąd skazywał na wybicie zębów. Odpowiednik pana Zbyszka w rządzie wege miałby z czego czerpać smile
  • 17.02.17, 14:08
    sweet_pink napisała:

    > Szkoda że w tym wszystkim normą jest agresja między poziomami. <

    Dobrze zrozumiałam, że wyższy poziom to ci od ekologicznej soczewicy? pewnie dobrze bo jakżeby inaczej smile

    >sąsiadka przyszła z wiadrem stonki wyzbieranej z pola. Stonka trafiła do betoniarki i pod fundamenty <

    Straszne! biedna stonka! Jak można zyć w domu okupionym cierpieniem nieszczęsnej stonki ziemniaczanej... Proponuję żeby zaprzestać produkcji i wycofać ze sprzedaży wszelkie środki na insekty, wesz, pchła czy pluskwa to też stworzenia boże, ludzie powinni żyć z nimi w symbioziesmile
  • 17.02.17, 14:20
    Nie zapomnijmy o komarach. Ale ja tu jestem wrażliwa i przodująca. One mnie nie lubią bo zanją sie naludziach -siadają ale nie gryzą. Więc nie zabijam stworzeń.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 17.02.17, 14:28
    Uj, to ja dobry człowiek jestem... Co te cholery we mnie widzą to nie wiem, ale jeśli na stu kilometrach byłby jeden komar i 564464664664669666764 ludzi - to ten cholerny komar przeleci nad wszystkimi, żeby użreć właśnie mnie. Tłukę bez skrupułów i z satysfakcją! big_grin Z innymi insektami nie utrzymuję bliższych kontaktów.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 17.02.17, 14:39
    To że zrozumiałaś że coś jest wyżej (i jeszcze zdecydowałaś ze to lepiej) świadczy tylko o Twojej potrzebie porządkowania hierarchizowania poglądów. Pytanie czy dobrze zrozumiałaś jest bez sensu, nie zajmowałaś się rozumieniem tylko zgadywaniem moich poglądów, tych o których nie napisałam. Pudło. Jestem mięsożercą i blisko mi do anarchokapitalisty i uważam za nie mój biznes jak ktoś traktuje swoje kury, bo to jego kury.

    Są różne poziomy empatii - to jest po prostu fakt. To jaki poziom empatii jest lepszy, a jaki gorszy imho nie da się obiektywnie ocenić.

    A o stonce napisałam, żeby zobrazować jak daleko sięga temat "nie krzywdzenia" zwierząt. A stonką to były okupione kartofle sąsiadki, dom bez stonki by sobie poradził tongue_out

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 17.02.17, 14:59
    sweet_pink napisała:

    >nie zajmowałaś się rozumieniem tylko zgadywaniem moich poglądów, tych o których nie napisałam. Pudło<

    Nie takie znowu pudło smile W końcu to nie jedyna Twoja wypowiedz w tym wątku a ja mam niezłą pamięć. Nie zmienia to faktu, że ironię też dostrzegam.

    >uważam za nie mój biznes jak ktoś traktuje swoje kury, bo to jego kury<

    Dotyczy to również psów, kotów i kanarków?
  • 17.02.17, 15:04
    Tak. To jest jego biznes. Za to mój biznes co będę o nim myślała, czy będę miała ochotę z nim rozmawiać czy robić swój biznes (w przypadku kur czy kupie jego kury - nie, nie kupię). Wiem prawo do moich poglądów nijak nie przystaje.



    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 17.02.17, 15:18
    Sweet to przypomina mi argument – mogę bić a nawet zabić, to moje dziecko. Tu, z całym szacunkiem, się z toba nie zgodzę.
  • 17.02.17, 15:33
    Dziecko nie jest zwierzęciem i nie może być własnością.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 17.02.17, 15:43
    Hmm, no właśnie... czy żywe stworzenia powinny być własnością? A jeśli już są, to czy nie powinny być traktowane humanitarnie i godnie?
    Tak czy inaczej na końcu tej drogi jest konsument, który traci także wtedy, kiedy zwierzęta są karmione byle czym, trzymane byle gdzie i traktowane bylejak. Zakładam, że stek ze zwierzęcia, które nie rosło na antybiotykach, hormonach i różnych takich jest lepszy, smaczniejszy, zdrowszy? Czy mylę się?
    Ostatnio w TV leciał jakiś dokument o hodowlanych rybach. Podobno dietetycy będą musieli zmienić zalecenia dotyczące jedzenia rub, bo zmienione zostały składniki pasz i okazuje się, że teraz ryby hodowlane szkodzą. Czy nie wynika to z postrzegania ich jak produktu? Żywi się je syfem, bo najważniejszy jest zysk, a poźniej traci ten, który to kupuje i je (często nawet nie wiedząc co je, jedząc świństwo).
  • 17.02.17, 16:17
    Konsument ma do wyboru czy się pyta (czyta etykietę) co kupuje czy nie. Jak mu się informacja nie podoba, albo jej nie ma może nie kupić, albo kupić kota w worku. Jestem przeciwna zdejmowania z ludzi obowiązku myślenia i podejmowania decyzji. Jak kogoś nie obchodzi co je to niech je i świństwa. Jak ktoś chce mieć wędlinę mimo, że mu na nią szkoda/brak pieniędzy to niech ma to wędlinopodobne coś. Jest popyt jest podaż. Nie widzę w jaki sposób jest stratny? Miałby z dobrego serca producenta dostać tanio wędlinę robioną nieprzemysłowo - wyższym kosztem (wolno rosnącą choćby)? Dostaje to co wybrał i za co zapłacił. Nikt nikogo do kupowania nie zmusza. (inna rzecz, że za oszustwa handlowe powinny być kary kosmiczne).


    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 17.02.17, 15:55
    Gwoli ścisłości, człowiek jest zwierzęciem. Co nie zmienia faktu, że żadna żywa istota nie jest własnością innej.
  • 17.02.17, 16:49
    madzioreck napisała:

    > Gwoli ścisłości, człowiek jest zwierzęciem. Co nie zmienia faktu, że żad
    > na żywa istota nie jest własnością innej.

    Oczywiście, że jest! Zwierzęta są własnością ludzi. I ludzie mogą z nimi robić co chcą. To, że traktują je z zasady dobrze wynika WYŁĄCZNIE z ich dobrej woli. Nie ma żadnej nadrzędnej, "nadludzkiej" instytucji, która mogłaby im tego zabronić. Podobnie zresztą jest z kobietami. Wszystkie prawa posiadają wyłącznie dzięki dobrej woli mężczyzn... Ja wiem, że oczywistą prawdę: warunki dyktuje silniejszy (fizycznie, intelektualnie itp.) jest trudno przyjąć do wiadomości, szczególnie gdy reprezentuje się stronę słabszą i potencjalnie podporządkowaną, ale żadne zaklęcia i stosy wypowiedzianych słów oraz zapisanych kartek tego nie zmienią. Na szczęście (dla zwierząt czy kobiet) my, cywilizowani ludzie, traktujemy słabsze byty z szacunkiem. Warto jednak zdawać sobie sprawę, z faktu, że każdy przywilej wynika wyłącznie z dobrej woli silniejszego i że nadużywany może zostać cofnięty...
  • 17.02.17, 17:38
    wiwakaniwel7 napisał:

    > każdy przywilej wynika wyłącznie z dobrej woli silniejszego i że nadużywany może
    > zostać cofnięty...

    I chyba przyszedl czas aby adminki cofnely ci przywilej pisania na tym zacnym forum.
    Ktory to raz juz bedzie? Trudno zliczyc.
    --
    po prostu, prosto z mostu...
  • 17.02.17, 17:48
    Ależ to jest obiektywna prawda. Nie ma co się obrażac na rzeczywistość.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 17.02.17, 23:40
    wiwakaniwel7 napisał:

    > Warto jednak zdawać sobie sprawę, z faktu, że każdy przywilej wynika
    > wyłącznie z dobrej woli silniejszego i że nadużywany może zostać cofnięty...

    No niestety, co prawda to prawda sad
  • 15.02.17, 21:10
    A czy kiedyś podobnie nie traktowano wegetarian? Pamiętam, że moje starsze koleżanki, które chciały przejść przez ciążę nie jedząc mięsa spotykały się ze strasznym hejtem, także lekarzy. Wegetarianizm to było fiu-bździu. Kumpela opowiadała mi, że jeśli na jakimś spotkaniu podziękowala za mięso, od razu spotykała się z atakiem: no chyba nie będziesz nam tu wyrywała talerzy, chyba nie będziesz nas przekonywała do niejedzenia mięsa, śmiechy-chichy, docinki. Nie, ona nikogo nie przekonywała, niczego nikomu nie wyrywała, za to sama była od razu ośmieszana i umniejszana, bo wiadomo pewnie jakieś flower-power, nierowno w głowie, itepe, itede.
  • 15.02.17, 21:57
    Dokładnie tak było. Generalnie było chyba ciut gorzej, bo przy vege histeria około zdrowotna jest znacznie mniejsza -pokolenia wegetarian jakoś żyją to pewnie vege też mogą.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 16.02.17, 14:32
    psiamama6 napisała:

    > Jutro idę na imprezę korporacyjną (Niemcy)

    To przeprowadź się do tych nowoczesnych Niemiec na stałe, do cioci makreli, do ciapatych wiedzących jak traktować kobiety, do obiektywnych mediów itp. itd. Tam zaznasz prawdziwej wolności i na pewno Twoje trawo-jedztwo zostanie tam docenione smile Tym bardziej będzie Ci miło, że tam nie znają pojęcia "słoik", które w tej okropnej Polsce towarzyszy Ci zapewne od przeprowadzki na studia smile

    > No ale Polska to Polska..

    Coraz bardziej się cieszę, że w niej żyję. Narzekania takich, jak Ty to miód na moją dusze.
  • 16.02.17, 14:56
    Ja tu mieszkam i nigdzie się nie wybieram. To też mój kraj i twoje rasistowskie poglądy mam w dupie. W mojej białej dupie.
    I akurat dla faszystów nie mam tolerancji.
  • 16.02.17, 15:42
    Wy, dziewczyny, to wariatki jesteście! big_grin Wincyj popcornu z karmelem poproszę!

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • 16.02.17, 15:54
    Mnie nie bawi, kiedy ktoś innych określa mianem 'ciapatych'. Kolega w szkole do mojego dziecka ostatnio – słyszałem jak twoja mama mówiła do ciebie w szatni po angielsku, nie możesz się ze mną bawić ani dotykać moich rzeczy. Tak Polska wstaje z kolan, w żołądku mi się przewraca.
    A ostatnio na FB było też głośno o jakimś rasistowskim zachowaniu wobec dziecka, bo czterolatek niechcący kopnął czyjąś reklamówkę czekając na mamę w aptece. No kurde żesz, kurde.
  • 16.02.17, 15:54
    O i to jest pomysł na danie vege!!

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 16.02.17, 16:00
    smile
  • 16.02.17, 17:21
    Ino karmel bez masła być musi. A kukurydza nierobaczywa.

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • 16.02.17, 17:56
    Przez 2 miesiące byłam ostatnio w Holandii, więc wiem jak się do wegan tam odnoszą. Generalnie nikt im żadnych problemów nie robi, ale też nie są świętymi krowami. Nikt nie ma takich oczekiwań jak polscy trawożercy, że wszędzie się im będzie zapewniać ich paszę. Po prostu weganie tam są normalni i wiedzą, że większość knajp nawet w Amsterdamie nie ma dla nich jedzenia. Znają swoje lokale, chodzą do nich, sami gotują, ale głowy innym nie zawracają! Wykupując wycieczkę pytają najpierw, czy jest możliwość jedzenia wegańskiego, a jeśli nie, to się nie obrażają tylko idą gdzie indziej. Daleko Ci Marleno do takich standardów. Niestety słoma Ci wyszła z butów i brat dobrze postąpił ignorując Twoje głupie roszczenia. Na co dzień pracuję w branży kreatywnej, mój chłopak jest uznanym ekspertem IT, więc stykamy się z różnymi ludźmi, w tym dziwakami jedzącymi zieleninę, ale na szczęście większość z nich jest normalnych i nie oczekuje, że spotykając się z nami będziemy zastanawiali się, gdzie mogą się najeść swojej trawy. To nie nasza rola.
  • 17.02.17, 08:58
    Zauważyliście, że w wątku poświęconemu roszczeniowości, nawiedzeniu i fochom wegan/wegetarian, jedynymi agresorami są osoby jedzące mięso?

    I nie mam tu na myśli dyskutantów prezentujących swoje odmienne poglądy.

  • 17.02.17, 13:24
    Tak i dlatego nie biorę udziału w tym hejcie. Bo to nie jest dyskusja, tylko stek wyzwisk.
  • 17.02.17, 13:54
    Imho chodzi o dysonans poznawczy. Jeśli jesz mięso, jaja, masło i uważasz się za dobrego człowieka to przypominanie/uświadamianie bestialstwa z jakim traktowane są zwierzęta wywołuje zachwianie wewnętrznej spójności. Dobry człowiek wszak nie przyczynia się do bestialstwa. Vege, którzy nie jedzą produktów odzwierzęcych ze współczucia, samym swoim istnieniem wybijają z nieświadomości/niepamiętania/samooszukiwania losu kur i krówek. Żeby utrzymać status quo opinii o sobie samym trzeba vegana potraktować jak dziwadło, sekciarza i wroga.
    W druga stronę to nie działa (czy raczej za agresje vegan odpowiedzialny jest inny mechanizm). Istnienie mięsożerców potwierdza w vege bycie dobrym człowiekiem.
    Po prostu istnieje typ ludzi, dla których obrona spójności wewnętrznej jest bardzo silną koniecznością. Dlatego mamy w dyskusjach agresję, wyśmiewanie itp. I jest to dość uniwersalne kulturowo.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 17.02.17, 14:12
    Jem mięso, jaja, masło i miód. Uważam się za w miarę dobrego człowieka - do świętości nie pretenduję, ale i wielkiej krzywdy nikomu nie czynię.
    I wiesz co ci powiem? Ideologiczna wegetarianka w wieku studenckim [więc nie maluszek, który jeszcze nie wie jak się zachować!], która będąc u mnie w domu z wizytą "obiadową" [podkreślę, WIEDZIAŁA, że jesteśmy mięsożerni, żeby nie było, że biedulka szok przeżyła!] oznajmiła, że "brzydzi się siedzieć przy stole ze ścierwojadami" i że "śmierdzi u was trupiarnią" nie wywołała we mnie zachwiania wewnętrznej spójności. A jeśli już to raczej chęć złapania smarkuli za kudły i wywalenia chamki za drzwi. I, żeby nie było - nie dlatego, że jest wegetarianką! A dlatego, że jej zachowanie było niekulturalne, bezczelne i urągające wszelkim normom. A, niestety, wcale nie rzadko się trafia, wśród wegan...
    Żeby nie było - dla wspomnianej wegetarianki BYŁO przygotowane odrębne niż dla mięsożerców menu, dopasowane do jej preferencji!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 17.02.17, 14:51
    Też jem to wszystko.
    Ty po prostu nie jesteś typem, który nie jest wrażliwy na dysonans i nie potrzebuje wojować. Ot odpowiednia doza pewności siebie.
    Zachowanie Twojej ideologicznej fanatyczki mi się wymaka wszelkiej logice (ani to metoda na przekonanie kogoś, ani na poprawienie swojej samo oceny). Chamstwo ciężkie zrobiła.


    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 17.02.17, 14:52
    Miało być "Ty poprostu jesteś typem" - pff...sorki

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 17.02.17, 15:32
    Tego typu zachowanie nie tylko jest chamstwem. Jeśli już wzbudza JAKIEŚ odczucia wobec "wege" [zarówno wegetarian jak i wegan] to właśnie albo kpinę, albo wręcz niechęć. A, podkreślę, może nie tak skrajnie, ale przypadki oczekiwania "specjalnego traktowania", kontrolowania [i komentowania!] cudzych talerzy są [niestety!] dość częste u wszelkich "ideolo". I nie ma znaczenia, czy to ma być nie jedzenie mięsa, nie jedzenie słodyczy, czy nie jedzenie produktów zielonych.
    Ja staram się wyznawać zasadę "Żyj i daj żyć innym!" [z wyłączeniem komarów!]. Ba, zapraszając do domu wegetariankę [jeśli wiem o preferencjach] staram się dopasować menu tak, by dostała normalny, pełnowartościowy i apetyczny posiłek, a nie musiała siedzieć "o ziemniaku i liściu sałaty". No, ale dla dużej części "ideolo" to za mało - czuja się w obowiązku pouczać mnie o tym, jak paskudnie żrąc szynkę przyczyniam się do cierpienia świnek, a pijąc mleko zabijam cielaczki. No cóż, wiem o tym, średnio mnie to rusza - o ile uważam, że zwierzęta powinny być utrzymywane i zabijane w humanitarnych warunkach o tyle życie jest brutalne - człowiek z natury jest wszystkożerny - a więc może spożywać zarówno rośliny jak i mięso i nie widzę powodów, żeby się ograniczać. I tyle. Pouczanie kogokolwiek jest zawsze niegrzeczne i nigdy nie wywołuje "dobrych" skutków. Większość "ideolo" nie dostrzega, że "nawracając na siłę", zwykle kompletnie wbrew woli nawracanego, wywołują w najlepszym razie irytację... smile

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 17.02.17, 15:47
    Wiesz "ideolo" znajdziesz wszędzie, więc i vege się trafiają (to chyba sam fakt bycia ideolo niż konkretnego nurtu). W religiach, w dietach, w tematach zdrowotnych (awantury o szczepionki), w wychowaniu dzieci, w polityce, w "nauce" (polecam ostatnio modny temat płaskiej ziemi...do Polski chyba nie dotarło to jeszcze, ale wyszukanie "flat earth" w youtubie już daje czasu).
    Czy istnienie "ideolo" zwiększa agresje do całego nurtu? W sumie nie wiem, mnie "ideolo" śmieszą (na Twoją agentkę od padliny dostałabym równie "kulturalnego inaczej" ataku śmiechu, ewentualnie podałabym jej obiad w przedpokoju lub usłużyła odświeżaczem powietrza w sprayu) niż złoszczą.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 17.02.17, 16:48
    Ja nie afiszuję się z wegetarianizmem, ale jeżeli ktoś zapyta, czemu mam na talerzu coś innego, to wtedy odpowiadam. Bez ideologicznych wstawek czy komentarzy. Jednak mimo to część osób czuje potrzebę skomentowania ("nie wiesz co tracisz, taki pyszny schabik", "spróbujesz mojej kaczuszki, to ci zaraz przejdzie ten wegetarianizm" , "co ty jesz zimą, jak trawniki łyse, buhahahaha"). Dwa razy były nawet próby przemycania cichaczem kawałków mięsa w moim posiłku.

    "Nawracacze" - bardziej lub mniej wkurzający, są w każdej grupie czy społeczności. Co nie znaczy, że należy a priori pogardliwie traktować wszystkich jej członków.
  • 17.02.17, 17:25
    Mam świadomość, że "nawracacze" są wszędzie. Nie traktuję pogardliwie żadnej grupy - o ile rzeczona grupa się nie pakuje z butami w moje życie i nie usiłuje go "poprawiać". Niestety - poza dwiema sztukami wegetarian "normalnych" - większość wege [i to tak wegetarian jak wegan], których spotkałam - to po prostu oszołomy, które jeśli nawet idę im na rękę i podaję posiłek zgodny z ich preferencjami czuja potrzebę przy stole pouczać mnie o mordowaniu świnek, krówek, cielątek, cierpieniu kurczaczków i o koszmarnych warunkach w rzeźniach. Sorry - ale dopóki większość wege zachowuje się w ten sposób - w moich oczach WIĘKSZOŚĆ [podkreślę: większość to nie znaczy wszyscy!] wege to oszołomy i chamy.
    Natomiast szczytem chamstwa jest próba "przemycenia" mięsa w daniu dla wegetarianki - ALBO powiedz wprost, że nie będziesz specjalnie gotować i niech sobie wege radzi z tym co jest na stole [wegetarianka może zjeść ziemniaki, zwykle surówkę, czasem coś jeszcze], albo, jeśli już gospodarz wykazuje się troską o gościa i zapewnia odpowiednie menu - faktycznie wykluczyć wszelkie mięso. Koniec i dla mnie to bez dyskusji. Ba, jako zadeklarowany mięsożerca - gdybym się dowiedziała od Kasi "A wiesz, była u mnie ostatnio Annthonka, wiesz, ona jest wegetarianką, i wiesz co zrobiłam? Do jej ruskich pierogów wsiekałam boczek [pstrąga dla niej do pieczenia owinęłam boczkiem, do jej sałatki wsiekałam kurczaka grilowanego, cokolwiek tam]! Hahaha, przedni żart, co nie?" zdecydowanie wyjaśniłabym Kasi, że nie, nie żart, a chamstwo pierwszej wody. I z rzeczona Kasią na pewno rozluźniłabym kontakty - o ile nie zerwała w ogóle.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 17.02.17, 15:39
    vi_san napisała:

    >Ideologiczna wegetarianka w wieku studenckim, będąc u mnie w domu z w
    > izytą "obiadową" oznajmiła, że "brzydzi się siedzieć przy stole ze ś
    > cierwojadami" i że "śmierdzi u was trupiarnią"

    I ciekawe jak się zachowałaś? bo ja bym wprost powiedziała, że skoro się tak brzydzi moim towarzystwem to w każdej chwili może je opuścić, a ponieważ zachowuje się niegrzecznie i obraźliwie to nawet powinna, bo ulga będzie obustronna.
  • 17.02.17, 16:27
    W miarę grzecznie powiedziałam, że skoro ZNA nas i nasz dom od dość dawna i wie jak jest, oraz bywała nieraz i jej nie wadziło, więc może niech przemyśli co mówi i jak się zachowuje. A jeśli jej się nadal nie będzie podobało - to nikogo z gości do kaloryfera kajdankami nie przykułam, drzwi otwarte. O uldze nie wspomniałam. Panna się o tyle zreflektowała, że dziób zamknęła, i tylko siedziała nabzdyczona, co nikomu z towarzystwa nie wadziło specjalnie - acz też pozostaje chamskie. Z jej strony. big_grin

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 17.02.17, 16:19
    Jeśli nazwiemy bestialstwem zabijanie w ogóle (abstrahując od warunków) to rzeczywiście taki dysonans może powstać. Tylko że ja zabijanie dla mięsa za bestialstwo nie uważam o ile jest przeprowadzane humanitarnie. Kupuję jaja sciólkowe lub zagrodowe,bo sa lepsze. Dysonansu nie mam, nieodmiennie denerwuje mnie bezpodstawne poczucie wyższości i roszczeniowość.

    --
    Niektórym poszukiwaczom drugiej połówki należałoby polecić monopolowy.
  • 17.02.17, 17:35
    baba67 napisała:

    > Jeśli nazwiemy bestialstwem zabijanie w ogóle (abstrahując od warunków) to rzec
    > zywiście taki dysonans może powstać. Tylko że ja zabijanie dla mięsa za bestial
    > stwo nie uważam o ile jest przeprowadzane humanitarnie.

    No ale właśnie sęk w tym, że nie jest przeprowadzane humanitarnie.
    O ile w ogóle można mówić o humanitarnym... zabijaniu.
  • 17.02.17, 16:06
    annthonka napisała:

    > Zauważyliście, że w wątku poświęconemu roszczeniowości, nawiedzeniu i fochom we
    > gan/wegetarian, jedynymi agresorami są osoby jedzące mięso?

    O tak.
    Pierwszy z brzegu przykład z innego podwórka: pewna dietetyk na swoim profilu pisze:
    "Skoro Q10 jest jednym z kluczowych substratów energetycznych dla mitochondriów, a czerwone mięso jest jego najbogatszym źródłem, to czy wegetarianizm jest zatem fizjologiczny? Co myślicie na ten temat?"

    Jaki jest pierwszy komentarz? "Wege, bez przecieskazan do mięsa, to choroba umysłowa."

    Milutko, nie? Wprawdzie bez związku z zadanym pytaniem, ale parę można spuścić to po co się hamować...

    Ja wiem, że są i walnięci wegetarianie/weganie. Jak w każdej zbiorowości. Tylko, że nie widzę tylu ataków wege na mięsożerców, co odwrotnie. Znam wielu wegetarian i wegan i żaden mi w talerz nie zagląda. I nie, nie jestem stronnicza, nie jestem wege ani wega.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.