Dodaj do ulubionych

Randki internetowe po raz milionowy

08.07.17, 13:59
Wiem, że tych tematów były tu dziesiątki. Sama przeczytałam wszystkie z forum, ale życie okazało się, jak zwykle, bardziej złożone. Żeby nie wprowadzać klimatu prowokacyjnego, zapytam sucho i konkretnie. Sytuacja jakich wiele. On i ona, koło trzydziestki lub lekko po trzydziestce, poznają się na portalu internetowym teoretycznie dla ludzi *z wartościami*, kilka dni korespondencji, on proponuje spotkanie, spotykają się na spacer i... Spacerują razem ponad 3 godziny, rozmawiają, ona czuje, że poznała bratnią duszę, żegnają się niezobowiązująco (on odprowadza ją do samochodu), buziak w policzek i... Mija 10 dni, on się nie odzywa. Ona czuje się "what the fuck????". Wiem, wiem, wiem. Jedno spotkanie do niczego nikogo nie zobowiązuje. Ale rodzą się wątpliwości. Czy skoro asertywny, pewny siebie, kulturalny i wartościowy Pan poświęca na rozmowę z Panią 3 godziny i widać, że dobrze mu się rozmawia, to pomimo, że nie ma między nimi żadnych zobowiązań i było to tylko jedno spotkanie, nie powinien z grzeczności czegoś napisać??? Proszę nie uznajcie mnie za kolejną desperatkę, ale po prostu tego nie kumam. Moim zdaniem coś jest nie w porządku. Czy może jestem kolejną desperatką?
Edytor zaawansowany
  • 08.07.17, 14:19
    Jesteś. Wyguglaj sobie taką anegdotę, która się kończy "Legia przegrała... ale przynajmniej był seks".

    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • 09.07.17, 22:02
    haha nie znałem smile dobre, warto przeczytać

    JEJ pamiętnik:
    "Sobota wieczorem, wydał mi się trochę dziwny.
    Umówiliśmy się na drinka w barze. Ponieważ całe popołudnie z
    koleżankami byłam na zakupach, myślałam, że może to moja
    wina...dotarłam trochę z opóźnieniem ; ale on nic nie
    powiedział. Żadnego komentarza. Rozmowa była jakaś spięta, więc
    ja proponowałam pójść w inne miejsce, bardziej spokojne,
    intymne. W drodze do ładnej restauracji on dalej był dziwny. Był
    jakby nieobecny. Próbowałam go rozbawić, i zaczęłam się
    zastanawiać czy to moja wina czy nie! Pytałam czy coś nie tak
    zrobiłam, on powiedział że nie mam z tym nic wspólnego, ale jego
    odpowiedź nie była przekonująca. Później w drodze do domu
    objęłam go i powiedziałam że go bardzo kocham ale on dał mi
    tylko zimny pocałunek bez żadnego słowa. Nie wiem jak tłumaczyć
    jego zachowanie, nic nie powiedział... nie powiedział że mnie
    kocha... bardzo się tym martwię! W końcu byliśmy w domu; w
    tamtej chwili byłam pewna że on chciał mnie zostawić; próbowałam
    z nim rozmawiać, ale on włączył telewizor i oglądał coś
    zanurzony w myślach, chcąc jakby powiedzieć że wszystko się
    skończyło. W końcu poddałam się i poszłam spać. Ale dziesięć
    minut później, niespodziewanie on też przyszedł do łóżka, i o
    dziwo oddał moje pieszczoty, i kochaliśmy się, mimo że cały czas
    był jakiś zimny, jakby daleko ode mnie. Próbowałam rozmawiać
    znowu o naszej sytuacji, o jego zachowaniu, ale on już spał.
    Zaczęłam płakać, i płakałam całą noc aż zasnęłam. Jestem pewna
    że on myśli o innej, moje życie jest takie trudne."

    JEGO pamiętnik
    "Legia przegrała... ale przynajmniej był sex !"
  • 08.07.17, 14:39
    A nie możesz - z grzeczności - Ty czegoś do niego napisać?
  • 08.07.17, 15:18
    Powiem tak - ten kto jest zainteresowany kontynuacją znajomości coś, cokolwiek pisze, prosi o kontakt, umawia się już przy pożegnaniu, proponuje następne spotkanie. Skoro pożegnanie było takie.. koleżeńskie, a pan nie pisze to widać zainteresowany nie jest. I nie ma to nic wspólnego z fajnym spacerem czy miłą rozmową. Pan jednak pewnie zupełnie czego innego się spodziewał, co wcale nie oznacza, że ten spacer odbył z zaciśniętymi zębami..
  • 08.07.17, 15:13
    Może bycie bratnia duszą to za mało dla pana na coś więcej?Za młodu miałam kilku kumpli z którymi świetnie się gadało, nie dziwne bo fajni ludzie, ale jakoś mimo braku zajętości z obu stron nic poza serdeczna przyjażnia z tego się nie wykluło. To portal randkowy , oczekiwania są określone, pan nie chce rozbudzać nadziei. Może gdyby portal był typu "poznaj nowych przyjaciól" toby sie odezwał?

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 08.07.17, 16:11
    Cóż - pani jest przekonana, że poznała bratnią duszę, pan widocznie ma na ten temat inne zdanie.

    --
    Polityk jest bardzo odważny, bo się nie boi tego, co robi (Julia, lat 5)
  • 08.07.17, 18:18
    Pan może mieć takie samo zdanie tylko że on nie szuka bratniej duszy tylko kobiety z tym czymś żeby mu w jajach zamrowiło.A uwaga o pierwszych randkach słuszna-3 godzinna przez sama długość daje pewne nadzieje.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 08.07.17, 17:28
    Tak, zasady grzeczności wymagają by podziękować.
    Jednak zasady grzeczności to coś na co nie ma mody wśród portalowych randkowiczów.
    Polecam nie dopuszczać do przeciągania pierwszych randek. Jeżeli randka nie zawiera atrakcji tylko jest zwykłym spacerem czy kawą to 1,5h powinno wystarczyć.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 08.07.17, 18:45
    Jako mężczyzna niegdyś randkujący mogę Cię pocieszyć, że nie musiałaś zrobić nic złego i na pewno dla niego ten spacer również był bardzo atrakcyjny - tak, jak dla Ciebie. Inaczej nie spędziłby 3 godzin włócząc się i rozmawiając o niczym. Po prostu my często myślimy racjonalnie, a bardzo rzadko "dobry materiał na koleżankę" = "dobry materiał na dziewczynę / żonę". Skoro ona ma dobre cechy i nieźle się prezentuje, to znaczy, że ma wybór i pewnie sporo pań do niego pisze. Często się spotyka i szuka swojego szczęścia wychodząc z zasady, że lepiej spędzić z kimś 3 godziny jednorazowo i go "odhaczyć" na "nie", niż tracić czas na drugie spotkanie. Gdyby napisał Ci "było miło, dziękuję, ale nic z tego nie będzie" byłoby Ci bardzo przykro. Tymczasem on swoim milczeniem dał Ci się oswoić z sytuacją i etapami zaakceptować trudną prawdę. Postąpił rozważnie i humanitarnie. Sama zauważyłaś, a większość użytkowników się z tym zgadza, że jedno jedyny spotkanie, nawet dłuższe, nawet wypełnione żadną rozmową absolutnie nie rodzi żadnych zobowiązań i można się do takiej osoby więcej nie odezwać. Nie jest to niegrzeczne! Życzę Ci powodzenia i może rozważ obniżenie poprzeczki, bo w przeciwnym razie takie rozczarowania będą nieuniknione.
  • 08.07.17, 19:10
    Jesteś. Jedno spotkanie nie zobowiązuje do absolutnie niczego, a brak komunikatu jest komunikatem. Nie pisz, nie dzwoń, nie narzucaj się.
  • 08.07.17, 19:43
    To portal randkowy, więc facet raczej nie szuka bratniej duszy do pogadania tylko dziewczyny. Gdyby był zainteresowany kontynuowaniem znajomości to na pewno już by się odezwał.

    Brak kontaktu z jego strony jest w tej sytuacji wystarczająco jasną odpowiedzią. Odpuść temat.
  • 08.07.17, 23:07
    Jakby ci to powiedzieć... mój znajomy kiedyś z ciekawości zalogował się na portalu randkowym - napisał o sobie szczerą prawdę co do wieku (50+) i innych szczegółów i był zdumiony tym, że w ciągu kilku dni dostał... kilkaset ofert od pań w przedziale wiekowym od równolatek do studentek. Podejrzewam, że spora część panów na poziomie ma podobną ilość zgłoszeń. Tak że istnieje spore prawdopodobieństwo, że takich spotkań gdzie miło się rozmawia pan odbył już wiele.

    Pewnie mógłby napisać że dziękuje za spotkanie ale nie po drodze wam razem - ale utarło się, że brak kontaktu jest wystarczającym sygnałem (i bezbolesnym). Przyznam szczerze - sama też unikam wyjaśnień dlaczego nie. Zasadniczo ze wszystkimi gada mi się dobrze, ale sama rozmowa to jeszcze mocno za mało, żeby nastąpił ciąg dalszy.
  • 09.07.17, 10:47
    Facet nawet po 50tce wygładający może nie jak Clooney ale bez ciązy spożywczej oraz brakow w uzebieniu ze stałym zatrudnieniem i pewnym obyciem to jest na takim portalu ewenement chyba że pracuje na platformie wiertniczej lub jest marynarzem. Inaczej nie ma bata żeby nie został w swoim środowisku namierzony i zagospodarowany natychmiast po wyrażeniu chęci znalezienia sobie kogos(wyrażenie niekonieczne i tak uszcześliwią smile

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 09.07.17, 12:37
    Cóż, pikanterii dodaje to, że napisał szczerze, że jest żonaty i nie szuka nikogo na stałe.

    Fakt, że znajomy jest przystojny, wysportowany, zadbany i zamożny, ale zdjęcia co oczywiste nie dawał, bo nie zamierzał korzystać z ofert, zwyczajnie był ciekawy odzewu, traktując to raczej jako eksperyment socjologiczny tongue_out
  • 09.07.17, 12:56
    No coż, studentki szukały sponsoringu, paradoksalnie gdyby napisał że wolny toby chyba nie napisało ich tyle.A panie w leciech wyczytały co chciały wyczytać i tez im się znajomość skalkulowała.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 09.07.17, 11:04
    A ja się wyłamię z chóru, który Cię potępia i napiszę, że dobrze wychowany człowiek powinien odezwać się, podziękować za spotkanie oraz w skrócie wyjaśnić powód braku dalszego kontaktu. Oczywiście bez wchodzenia w szczegóły, ale kilkanaście zdań byłoby całkiem na miejscu. I to niezależnie od faktu czy spotkanie trwało 20 minut czy 3 godziny. Spotkanie samo w sobie tworzy konkretne zobowiązanie dla mężczyzny. On je aranżuje, więc on powinien je kulturalnie zakończyć. W przeciwnym wypadku wygląda to tak, jakby zależało mu do momentu spotkania, na spotkaniu ocenił kobietę na nie, a w momencie pożegnania stracił wszelkie zainteresowanie, skreśli kobietę z listy i zawołał -następna proszę. Podejście bardzo instrumentalne i nie mające z sv nic wspólnego. Skoro pa angażuje się w randki i flirty on-line, to kulturę powinien zachować przez cały czas relacji, a nie tylko do momentu poznania pani na żywo i stwierdzenia, że to jednak nie ta, której szuka.
    Petra
  • 09.07.17, 11:16
    Tak byłoby najgrzeczniej, ale nie ma co wieszać na panu psy ze tego nie zrobił.Podziękował za spotkanie pewnie przy pożegnaniu, żadnego kontaktu jak zrozumiałam nie obiecywał, zatem własciwie czepiać się bardzo nie ma czego tym bardziej że portal randkowy sankcjonuje spotykanie sie w tym samym czasie z wieloma osobami i wybór spośród nich. Trochę inaczej sprawa by wygładała gdyby spotkanie odbyło się bez pośrednictwa portalu-tu komunikat w jaka strone ma ta relacja zmierzać powinien być jasny bo przecież nic nie stoi na przeszkodzie zwykłych miłych stosunków towarzyskich.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 09.07.17, 11:48
    Problem w tym, że nie ma oddzielnych reguł dobrego zachowania i kultury dla portali randkowych oraz dla pozostałych sfer życia. Dobre wychowanie to dobre wychowanie i jego zasady są niezmienne. To, co piszesz Ty i inni, daje w pewnym sensie przyzwolenie na łamanie tych zasad. Po przeczytaniu tego większość panów poczuje się rozgrzeszonych i uzna, że to jest norma, że zero kontaktu po spotkaniu jest czymś oczywistym a nawet więcej, że jest wyświadczeniem kobiecie przysługi. I takie schematy bardzo szybko się rozprzestrzeniają. Same jesteśmy sobie winne w dużej mierze, że mężczyźni się wobec nas tak zachowują, bo po prostu pozwalamy im na to, a wręcz ich do tego zachęcamy. Uznajemy podwójne standardy.
    Petra
  • 09.07.17, 12:12
    petra11986 napisała:

    > Problem w tym, że nie ma oddzielnych reguł dobrego zachowania i kultury dla por
    > tali randkowych oraz dla pozostałych sfer życia. Dobre wychowanie to dobre wych
    > owanie i jego zasady są niezmienne.

    To prawda i oczywiście masz rację, że pan gdyby był kulturalny powinien był przynajmniej przy pożegnaniu powiedzieć w grzeczny sposób, że z jego strony kontynuacji spotkań nie będzie, ja jednak sądzę, że w ogóle randki internetowe jako instytucja są poza sferą zasad s-v i przez to ludzie są zdezorientowani.
  • 09.07.17, 12:25
    Dla mnie o ile pan nie obiecywał kontaktu a po prostu się pożegnał dziękując za wspólny czas to przekazał pozasłownie co trzeba.Osoba zainteresowana albo umawia się od razu na następne spotkanie albo obiecuje rychły kontakt kiedy się rozezna. Jeśli się kontakt obiecuje ale sie nie odzywa to wtedy dopiero jest się nie w porządku. Dot. kontaktu przez portal oczywiście.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 09.07.17, 12:49
    Tutaj wtrącę się i powiem, że mówienie czegokolwiek zobowiązującego przy pożegnaniu jest niegrzeczne. Dlaczego? Wyobraź sobie, że pan i pani spotykają się, spędzają godzinę przy kawie na rozmowie, pani się panu podoba, ale pan pani nie. Pan tego nie dostrzega. Przy pożegnaniu mówi jej "dziękuję za urocze spotkanie, umówmy się na następne".
    Stawia ją tym samym w niekomfortowej sytuacji, bo ona następnego spotkania nie chce. Lepiej ograniczyć się do podziękowania za spotkanie i pożegnania, a następnego dnia napisać wiadomość z propozycją kolejnego. Pozwala to kobiecie komfortowo (bo za pośrednictwem wiadomości) grzecznie odmówić. I to są dla mnie dobre maniery, a nie pisanie kolejnej "jednorazowej randce", że następnej już nie będzie.

    PS Zgadzam się z Petrą, że zasady dobrego wychowania powinny obowiązywać wszędzie, ale oczekiwanie, że będą to utopia. Dla mnie portal randkowy to nie jest sfera towarzyska, tylko biznesowa. Dostrzegam tu silną analogię ze sklepem. Wchodzę do sklepu, mówię dzień dobry, oglądam towar, pytam sprzedawcy o jego cechy, wybieram, kupuję lub nie, płacę, mówię do widzenia, wychodzę i koniec. Nie czuję się zobowiązany, żeby do sprzedawcy później zadzwonić lub napisać i tłumaczyć mu się, że przyjdę lub nie jeszcze raz do jego sklepu smile Zresztą, o ile wiem, wszystkie portale randkowe są już płatne, tym bardziej więc mówimy o biznesie a nie o towarzyskiej sielance.
  • 09.07.17, 13:01
    To całkiem przekonujące, ale panuje podejście sklepowe a więc albo wychodzi się bez słowa albo kupuje od razu (lub próbuje kupić).

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 09.07.17, 13:23
    Okropna ta analogia sklepowa. Wiem, że to nie Twoja wina, nie przez Ciebie to wszystko funkcjonuje, jak funkcjonuje, nie Ty to zaprojektowałeś, ale coś mi się przewraca w brzuchu, jak czytam w jakim kierunku poszło poznawanie ludzi. Ludzie to nie towary w sklepie! Mają uczucia, emocje! A do czego sprowadził ich system? Do pokazywania się na portalach randkowych jak na wystawie sklepowej. Wszystko na wyciągnięcie ręki a raczej na kliknięcie myszy. I jeszcze za to płacą! Współczesność jest jednak trochę poj... nienormalna sad A my tu rozmawiamy o jakichś zasadach dobrego wychowania, groteskowo brzmi to wszystko.
  • 09.07.17, 13:34
    Chcącemu nie dzieje się krzywda. Na portalach randkowych zarówno pan, jak i pani wybierają z kim chcą nawiązać kontakt i z kim podtrzymywać.
  • 09.07.17, 14:07
    jacek.toble napisał:

    > pan i pani spotykają się, sp
    > ędzają godzinę przy kawie na rozmowie, pani się panu podoba, ale pan pani nie.
    > Pan tego nie dostrzega. Przy pożegnaniu mówi jej "dziękuję za urocze spotkanie,
    > umówmy się na następne".
    > Stawia ją tym samym w niekomfortowej sytuacji, bo ona następnego spotkania nie
    > chce.

    To ona równie grzecznie odpowie np: dziękuję za propozycję, spędziłam miło czas, ale wolałabym na tym poprzestać.
    Umiejętność zdecydowanej odmowy znacznie łagodzi dyskomfort obu stron.
  • 09.07.17, 12:46
    petra11986 napisała:

    > Problem w tym, że nie ma oddzielnych reguł dobrego zachowania i kultury dla por
    > tali randkowych oraz dla pozostałych sfer życia. Dobre wychowanie to dobre wych
    > owanie i jego zasady są niezmienne.

    Petra, co do meritum masz rację, ale... wydaje mi się, że sama nigdy nie korzystałaś z takiej formy nawiązywania znajomości?

    Pytam nie bez powodu - najwidoczniej nie spotkałaś się z żadnymi zwichrowanymi osobnikami, którzy uprzejme pożegnanie (czyli komunikat NIE) odbierają jako personalny atak na siebie i odpowiadają stekiem wulgaryzmów, albo zaczynają natrętnie przekonywać, że ich walory są warte rozważenia na podstawie jednostronnie odczuwanej chemii.

    Nie da się poznać człowieka ani na pierwszym ani na dziesiątym spotkaniu, nigdy do końca nie wiesz jak zareaguje kompletnie obca osoba. Dlatego zwyczajnie bezpieczniej jest wycofać się po cichu, bo zaręczam, że zaburzonej osobowości nie widać na pierwszy rzut oka i nigdy nie wiesz jaki będzie odzew.
  • 09.07.17, 14:48
    Ale co pan miał zrobić, żeby było grzecznie? Zadzwonić do pani i powiedzieć: dzwonię, żeby Ci powiedzieć, że nie będziemy się spotykać? Przecież to byłoby jeszcze bardziej upokarzające i poniżające dla kobiety.

    Widać jak w dziwacznym kierunku idzie mentalność dzisiejszych ludzi. Nie przywiązuje się znaczenia do przysiąg i obietnic składanych w realnym życiu, a traktuje się ze śmiertelną powagą kogoś poznanego w internecie. Facet po jednym trzygodzinnym spotkaniu to już (prawie) narzeczony.
  • 09.07.17, 19:26
    Ale obiektywnie trzeba przyznać, że 3 godziny to naprawdę dużo jak na pierwsze i jedyne spotkanie! Z przypadkowymi osobami tyle czasu się nie spędza...
  • 09.07.17, 19:48
    Jak się dobrze gada to czas szybko leci. A ciekawą rozmowę, jak widać, można prowadzić nawet z osobą przypadkową.

    Facet szuka partnerki do związku, tutaj najwyraźniej nie zaiskrzyło z jego strony, a znajomych być może ma wystarczająco dużo i nie szuka kolejnej kumpeli do pogaduszek.
  • 09.07.17, 15:47
    Nie, nie powinien, w sensie nie musi i najzręczniej jest właśnie tak urwać taki kontakt. Bo niby co pan miałby pisać. No tak, wiem "Było mi bardzo miło, ale ..." No właśnie. A pani co miałaby odpisać "Przyjęłam do wiadomości"?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10.07.17, 13:08
    Po raz milionowy... A czy nie byłaby wyjściem prosta formułka: dziękuję, było mi bardzo miło, powodzenia! ? To "powodzenia" na końcu świadczy o tym, że żadnego ciągu dalszego już nie będzie.
  • 16.07.17, 13:14
    problem jest taki, że ludzie różnią się w ocenie co jest lepszym i bardziej kulturalnym wyjściem w takiej sytuacji.
    Jedni uważają, że jasna informacja, że nic z tego nie będzie.
    Inni - brak kontaktu, który jest w ich opinii mniej brutalny.

    Sama nie mam porównania, bo nie pamiętam sytuacji, by ktoś wprost mi napisał, że nic z tego nie będzie i tez miałam sytuacje takie jak Ty, że randka wydawała mi się udana i łudziłam się, że coś z tego wyjdzie. To jest ciężkie, bo tracisz czas czekając na odpowiedź, ale przypuszczam, że otrzymanie smsa "dzięki za spotkanie, ale nic z tego nie będzie" też byłoby bardzo nieprzyjemne.

    jednak trzeba przyznać, że 3h to dość długo jak na pierwszą randkę - więc nie dziwię się, że zrobiłaś sobie nadzieje!

    PS "bratnia dusza" "dobrze się rozmawia" - to na randce nie wystarczy! też mam mnóstwo kolegów, których uwielbiam, z którymi świetnie mi się rozmawia, ale chemii w ogóle nie ma, bo np. nie są dla mnie atrakcyjni fizycznie i zakładam, że faceci mają dokładnie tak samo smile


  • 16.07.17, 17:08
    Nawet ja bym lepiej tego nie ujął wink
  • 17.07.17, 11:54
    Grzecznie byłoby podziękować i delikatnie sprawę zamknąć. Wtedy ty wiesz, że nie przejechał go autobus, itp., a on wie, że nie pozostawia cię niejako w... zawieszeniu.
    Z drugiej strony mogło być gorzej, słyszalam o historii, gdzie pan pofatygował się do pani z zagranicy, spędził z nią kilka dni, potem pożegnał się czule, odleciał i po prostu więcej się nie odezwał, a spotkanie to było kulminacją wielomiesięcznej korespondencji. Od koleżanek randkujących w internecie słyszę wiele takich historii, więc jeśli cię to pociesza – wygląda na to, że tak postępuje większość.
    Myślę, że zwykła uważność, empatia, grzeczność i szeroko rozumiana higiena emocjonalna wymagają, aby w kwestii takich spotkań nie pozostawiać niczego domysłom i aby mieć coś, co ogólnie nazwałabym odwagą cywilną. Niestety niewiele osób posiada tę kombinację cech. Myślę, że brak informacji zwrotnej to po prostu sygnał dla ciebie, że to na pewno nie była bratnia dusza tylko pętak. Kropka.
  • 17.07.17, 12:12
    Ale dlaczego od razu pętak Po prostu facet który niczego nie obiecywał dla którego brak kontaktu jest informacją.Osobiście wolałabym konkretne postawienie sprawy, niemniej brak inicjatywy w kwestii kolejnych spotkań przy pożegnaniu tez jest jakimś postawieniem sprawy. Pętak to jest ten pan z zagranicy ze względuna tę wielomiesięczna korespondencję właśnie.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 17.07.17, 12:28
    To randki internetowe – była jakaś korespondencja, było spotkanie w wiadomym celu, długie spotkanie. W takiej sytuacji pojawiają się jakieś nadzieje, oczekiwanie, itp., i to są zupełnie zrozumiałe, oczywiste sprawy.
    Dojrzały człowiek umie sobie poradzić z zamknięciem takich drzwi z poszanowaniem tej drugiej osoby, a 'pętak' ucieka od odpowiedzialności. Taką odpowiedzialnością za tę drugą osobę jest czasem odrzucenie jej, bo w życiu tak po prostu bywa. I myślę, że większość dojrzałych emocjonalnie osób woli szczerość, czego nie należy mylić z grubiaństwem i chamstwem, od braku kontaktu i takiej 'ucieczki'.
  • 17.07.17, 12:38
    Dla mnie brak chęci umówienia się czy też nawet brak obietnicy ze zadzwoni jest wystarczającym komunikatem w sytuacji portalu randkowego,kilku maili poprzedzających.Pewnie że elegancko byłoby postawić kropke nad i, ale brak tejże kropki to zwykły brak obycia a nie od razu wielkie słowa, dojrzałość ucieczka itp. To nie jest słownik do takiej sytuacji.Pasuje do tego faceta z zagranicy-totalny gówniarz-niezależnie od wieku.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 17.07.17, 12:52
    Rozumiem, ty uważasz, że to zachowanie było zaledwie nieeleganckie, ja z kolei że gówniarskie. Randkowałam kiedyś w internecie, mam znajome, które to robią. Każde takie spotkanie 'w realu' po korespondencji mailowej, to stres i w jakimś sensie obciążenie, bo jest to spotkanie w wiadomym celu, dlatego uważam, że należy się za to pełna jasność, otwartość, szczerość.
    Gdyby to było spotkanie biznesowe, niedoszłemu partnerowi także należałoby się jakieś wyjaśnienie czy zakończenie tematu.
  • 17.07.17, 13:19
    Każdy ma prawo do własnych odczuć i opinii.Ja w moich ocenach staram się o jakies stopniowanie. Jeśli opisane postępowanie uważasz za gówniarskie to pana z zagranicy należałoby chyba wsadzić do pierdla.
    Jasność, otwartość, szczerość to szerokie pojęcia i róznie mogą być rozumiane. Dla mnie szczerość to brak obietnicy kontaktu, nieszczerością byłoby obiecać że się zadzwoni. Otwartość i szczerość, no coż niektórzy nie potrafia tak prosto z mostu oświadczyc pełnej nadziei miłej dziewczynie że niestety... nie dlatego że są petakami tylko dlatego że nie chcą być niedelikatni i liczą na inteligencje dziewczyny(brak obietnicy kontaktu).

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 17.07.17, 15:47
    Babo, ale według mnie na tym właśnie polega odwaga cywilna. Nie żebym lubiła łamać ludziom kręgosłupy, ale skoro spotykamy się w wiadomym celu, a przed tym budowaliśmy jakąś bliskość rozmawiając ze sobą, to moim obowiązkiem jest otwartość i szczerość, nawet jeśli to dla mnie niewygodne.
    Moja przyjaciółka umówiła mnie kiedyś na randkę w ciemno z przyjacielem swojego męża. Był przemiły, rozmawiało się nam świetnie, ale od razu wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Oczywiście, że w delikatny sposób mu to zasugerowałam. To było jedyne właściwe rozwiązanie, co z tego, że nieprzyjemne dla mnie? Nieuczciwie byłoby zostawić go w jakimś zawieszeniu, tym bardziej że od razu widać było, że miał nadzieję na coś więcej.
    Do dzisiaj się kumplujemy i mamy bardzo dobre relacje. Śmiem twierdzić, że tak się stało dlatego, że byłam wobec niego szczera i uczciwa.
  • 17.07.17, 16:30
    Twoja przyjaciółka Cię umówiła-i tu jest ta różnica.W takich wypadkach trzeba jasno się określić. W sytuacji korzystania z portalu określa nas właśnie to że korzystamy z portalu i brak entuzjazmu do dalszych spotkań spełnia swa role aczkolwiek oczywiście nie jest szczytem elegancji.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 17.07.17, 20:30
    pełna zgoda z Babą, że to nieporównywalne sytuacje! Gdy na randkę umawia nas znajomy, członek rodziny etc. to mamy zobowiązanie wobec niego - nie zaszkodzić jego relacjom z osobą nam swataną, więc musimy być kilka razy bardziej uważni, taktowni etc. w naszym zachowaniu, wypowiedziach na randce. (Analogiczna sytuacja to gdy znajomy nas umówi gdzieś na rozmowę rekrutacyjną). To jest kompletnie odmienny kontekst niż portal randkowy.

    podobnie sytuacja z facetem z zagranicy - chyba każdy na tym forum uzna jego zachowanie za całkowicie nie do przyjęcia - i z punktu widzenia savoir vivre i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Ale w sytuacji opisanej przez prawniczą1985 była mowa o "kilku dniach korespondencji"!
  • 18.07.17, 09:25
    renn.ie77 napisała:

    > Moja przyjaciółka umówiła mnie kiedyś na randkę w ciemno z przyjacielem swojego
    > męża. Był przemiły, rozmawiało się nam świetnie, ale od razu wiedziałam, że ni
    > c z tego nie będzie. Oczywiście, że w delikatny sposób mu to zasugerowałam.

    Rennie, równie dobrze mogło być tak, że ten facet z postu startowego też w delikatny sposób sugerował, tylko kobieta sugestii nie załapała.
  • 18.07.17, 09:47
    No nie, jakoś tak bardziej wierzę w kobiety tongue_out, myślę, że by to wyłapała. Myślę też, że nikt dzisiaj nie spędza trzech godzin z kimś, kogo nie będzie chciał ponownie spotkać – to szokująca strata czasu wink, stąd rozumiem zdziwienie autorki wątku.
    U mnie to była delikatna sugestia, na którą on odpowiedział – wiem, odniosłem takie wrażenie, że z twojej strony nic z tego nie będzie, żaluję, ale rozumiem. Zamknęliśmy tym samym temat związku, a dzisiaj jesteśmy kumplami. Nic nie pozostawiłam niedomówieniom i zupełnie nie chodziło o moją przyjaciółkę, która nas spiknęła. On po prostu był fajnym facetem, który mi fizycznie nie odpowiadal i tyle. Dlatego trzeba było to jakoś ładnie i z szacunkiem dla niego zamknąć.
    Ucięcie kontaktu bez informacji zwrotnej jest dla mnie nie fair.
  • 18.07.17, 10:00
    A ja nie rozumiem czegoś innego - autorka wątku jak rozumiem chciała dalszego kontaktu? To u licha DLACZEGO nie zaproponowała go panu przy pożegnaniu? Mamy wszak równouprawnienie, nie byłoby niczego w tym złego. Najwyżej pan powiedziałby, że niekoniecznie i już. \

    To9 jest właśnie podejście pseudofeministek smile hehe

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 18.07.17, 10:14
    O, i to jest też bardzo ciekawy tematsmile
  • 18.07.17, 10:16
    zapodalam go w innym watku Maju - zapraszam smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 18.07.17, 10:19
    Dzięki, chętniesmile
  • 18.07.17, 10:19
    smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 18.07.17, 10:09
    renn.ie77 napisała:

    > No nie, jakoś tak bardziej wierzę w kobiety tongue_out, myślę, że by to wyłapała.

    Oj, zdesperowana kobieta nie wyłapie. Wystarczy chociażby przeczytać kilka wątków tutaj smile
  • 18.07.17, 10:18
    Wiesz, faceci też bywają desperatami, ale no bądźmy szczere - chyba rzadziej. Może wynika to z tego, że faceci nie mają ograniczeń w postaci zegara biologicznego. Singlowe kobitki do pewnego wieku (takiego, który pozwala na bezpieczne posiadanie dziecka), które chcą zostać matkami mają nierzadko podpał na punkcie znalezienia kogoś z kim mogłyby mieć dziecko.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 18.07.17, 10:24
    Nie znam zbyt wielu zdesperowanych kobiet, ale zdecydowanie sporo zniechęconych.
    Zresztą znam też zniechęconych mężczyzn. Mam wśród znajomych facetów, którzy mają ogromne trudności ze znalezieniem właściwej partnerki i jest to dla nich równie bolesne i upokarzające, jak dla znanych mi kobiet.
  • 18.07.17, 10:55
    O ile trudności fajnych kobitek rozumiem bo popyt zdecydowanie przewyższa podaż, tak z panami musi być coś nie tak.Nawet jeśli trafili na portal bo mają bardzo męski zawód i są dosć zapracowani (bo innym wypadku jak pisałam wcześniej sa zagospodarowywani błyskawicznie) to wybór pań samotnych niebrzydkich, niegłupich, bardzo często też niebiednych jest tak duży że chyba panowie za bardzo nosem kręca.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 18.07.17, 11:01
    Babo, tal, kobiet jest więcej niż mężczyzn, fakt. ALE nie przesadzajmy, ze panie mają znów takie problemy z poznaniem sensownego gościa. Piszę z własnego doświadczenia - jak pewnie pamiętasz. smile Mój partner był osobą zapracowaną, wykonującą zawód, w którym dominują panowie i jakoś nie został hehe zagospodarowany - pewnikiem dlatego, że jest osobą samodzielną i niezależną. On chciał kogoś "na swoją miarę" a nie kogokolwiek. Rozumiem go, bo jestem taka sama - kogokolwiek to mogłam mieć 2 dni po rozstaniu z eksemsmile Ale ktokolwiek to może być na 1-2 noce, a nie na życie. Mam wrażenie ze traktujesz mężczyzn, jak jakieś bezwonne istoty, które same nie mają zdania na temat z kim chcieliby być, tylko im jakas kolezanka albo kuzynka znajduje parę smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 13:14
    Napisałam o znajomych paniach, no nie wiem, może dlatego że znałam kilku panów którzy jakos długo dochodzili do siebie po rozwodzie albo śmierci żony. Nie dlatego że szukali nie wiadomo jakiej królewny tylko nie wyobrażali sobie kogos innego przy sobie.
    A Ty siebie za wzór nie stawiaj, bo jestes niereprezentatywna. Z powodu zawodu, bezdzietności, poziomu dochodów, nie wiem czy jesteś naturalnie piękna ale podejrzewam że mająć czas i kase potrafisz o siebie dużó lepiej zadbać niz większość poszukującyh kobiet -na ogół samotnych matek , ze średnim dochodem, wieloma obowiązkami , zajęciem nie pozwalającym na poznawanie mnóstwa ludzi no i z dość ograniczonym nocny życiem.To tak jakby miss Polonia zrobia zdziwone oczka i powiedziała"No jak kto, poderwac milionera to taka sztuka, naprawdę?"

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 19.07.17, 14:00
    Babo, ale problemem samotnych polskich kobiet nie jest to, że są nieatrakcyjne, niezamożne czy niezadbane, tylko to że to polscy mężczyźni są nieatrakcyjni i niezadbani! Jak patrzę się na mężczyzn w moim wieku, to oni po prostu są ble. Nie wiem, może mam niereprezentatywne znajome, ale znakomita większość jest inteligentna, wykształcona i zadbana. Mają hobby, czytają, podróżują, są samodzielne, potrafią utrzymać siebie i swoje dzieci, itd. To polscy mężczyźni nie dorastają im do pięt. Po czterdziestce, jeśli polski facet ma swoje zęby, widział w swoim życiu fryzjera, w ostatnim roku przeczytał choćby jedną książkę, ma hobby poza piciem piwa i oglądaniem Kiepskich, nie ma brzucha i nie nosi skarpet do klapek, to jest już ewentementem na skalę krajową wink.
    Wiem, wiem, może trochę przesadzam, ale kiedy wróciłam po wielu latach do Polski, zszokowało mnie to jak mężczyźni u nas odstają od, nazwijmy to, średniej europejskiej. O ile do trzydziestki, może trzydziestki piątki to jeszcze jakoś uchodzi im na sucho, to większość z nich nie wchodzi w wiek średni tylko od razu starczy – patrząc na ich zramolenie, brak zadbania, prezencji, itd.
  • 19.07.17, 14:11
    hehe - doprawdy straszne smile Wszystko zależy od tego w jakim środowisku człowiek się obraca! Owszem, mam okazję spotykać panów w moim wieku, starszych, młodszych, zaniedbanych i zramolałych, a jakże. Ale nie stanowią oni kręgu moich znajomych bliskich. Znam panow znacznie ode mnie starszych (np. o 20 lat), którzy mają dobrą prezencję i pasję też - choćby mój prawnik.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 14:23
    Ale chyba ten Twój prawnik od dawna w związku.Tacy faceci rzadko sa wolni, a jeżeli są to okresowo bo np owdowieli albo jakas idiotka nie potrafiła ich docenić i sie rozwiodła. Albo wczesniej mieli niezbyt atrakcyjne dla kobiet upodobania których sie dopiero pozbyli (Warren Beatty na przykład). My tu dyskutujemy o wolnych panach.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 19.07.17, 14:36
    baba67 napisała:

    > Ale chyba ten Twój prawnik od dawna w związku.


    Mój prawnik jest rozwiedziony od dawna. Od czasu rozwodu był w kilku związkach, ale takich luźnych - bez wspólnego mieszkania itd. Obecnie też jest w takim.
    Dośc luźno podchodzi do wymiany pań w tych luźnych związkach, nie ma problemu ze znajdowaniem chętnych do tychże




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 14:47
    No to żaden ideał, zwykły babiarz, o sorry, seryjny monogamista. pewnie dlatego i rozwód, no super kandydat dla kobiety poszukującej stałego związku.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 19.07.17, 14:57
    Nieśmialo przypomnę Babo, ze miało być o zadbaniu i pasji. smile a nie o idealnym kandydacie. smile
    Pan ów nie gustuje w kobietach duiżo odeń młodszych, a panie w jego wieku lub jego okolicach już też nie mają na ogół ciśnienia na stały związek

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 15:06
    Korciu, nieprawda-miało byc o panach wolnych nadających się do stałego związku bo o problemach pań marzących o stałym związku tu się dyskutuje. Nie twierdziłam że pan te panie krzywdzi czy oszukuje-po postu nie jest zainteresowany stałym związkiem i dlatego wiąze się z osobami o podobnych preferencjach.I nie jest absolutnie prawda że panie dojrzałe w zasadzie nie mają cisnienia na stały związek, jest właściwie wręcz przeciwnie.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 19.07.17, 15:47
    Babo - na serio panie około 60- tki wcale nie tak chętnie chciałyby mieć kolejnego już na ogół męza smile Z różnych względow wielu z nich bardziej odpowiada tzw. pan dochodzący smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 20:33
    Ale nie o to mi chodzi. Pan może dochodzić przez wiele lat i może byc to autentyczny trwały związek. Rzecz w tym że pan gustuje w róznorodności.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 20.07.17, 07:30
    Będę Babo szczera - nie mam zielonego pojęcia dlaczego kończą się te jego luźne związki smile, które zwykle nie trwają jakoś bardzo krótko, bo bywały takie po parę lat też.

    Mowa była o panach w Polsce - że niby tacy beznadziejni wszyscy po 40., więc dałam przykład pana po 60. smile - proste.

    Co do reszty - w takim "dochodzącym" związku jest moja dobra znajoma, pani w wieku 50++. Owdowiała jakieś 5 lat temu, ma dorosłe samodzielne dzieci, jest niezależna materialnie i mieszkaniowo. Pani bardzo pasuje związek "dochodzący", bo jak mówi nie czuje potrzeby mieszkania z kimś, nie chciałaby kłopotów z ewentualnymi dziećmi takiego pana (dorosłymi rzecz jasna), chce mieć dużo czasu dla siebie, swoich znajomych, a także czasem wnucząt (którego to czasu nie miała będąc kiedyś matką małych dzieci, kobieta pracująca, a następnie zajmującą się ciężko chorym mężem parę lat). Do mnie taka motywacja doskonale trafia Babo.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 10:17
    A ja mam taką teorię że podświadomie szukamy tego co nam odpowiada mimo że nawet stojąc przed lustrem możemy być szczerze przekonani że szukamy zupełnie czegoś innego.W ogóle nie oceniam Twojego znajomego nijak, nikomu wszak krzywdy nie czyni, tylko zdziwiłam się że na rzucone hasło -wolny ogarnięty pan gotowy na stały związek podajesz przykład pana zajętego który w stałych związkach nie gustuje.Nie chodzi o ślub czy nawet wspólne mieszkanie o ile nie jest to związek na odległośc.Przykład Szymborskiej jest dobra ilustracją jak mieszkanie osobno może pozytywnie wpływać na trwałośc relacji.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 20.07.17, 10:31
    Wiez babo, związek który trwa kilka miesięcy/lat jest raczej stały. Każdy związek może się zakończyć, także taki z mieszkaniem wspólnym i slubem. Jak wspomniałam - nie wiem dlaczego kończyły się związki mego prawnika, nigdy nie pytałam, sam nie mówił. Wiem tylko, ze nie były związane ze wspólnym mieszkaniem, bo bywam u niego w domu i wiem, że nigdy żadna z tych pań tam nie mieszkała

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 10:23
    No właśnie-doskonale te panią rozumiem.Nie uważasz że tak dogodna relacja, dająca obu stronom maksimum korzyści przy minimum upierdliwości nie powinna się kończyć? A związki Twojego przyjaciela kończą się co i raz. Znaczy -takich niezbyt trwałych szuka, nawet podświadomie. Z drugiej strony -jest naprawdę wiele pań samotnych -dzieci wyprowadzone, często daleko, dysponujących sporym lokum które są zainteresowane wspólnym mieszkaniem bo starośc wiadomo można o siebie wzajemnie na codzień zadbać.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 20.07.17, 10:39
    babo, jak wspomniałam - nigdy nie pytałam owego pana dlaczego te związku - klika na przestrzeni 20 lat od jego rozwodu się kończyły. Nie wiem też czy z jego inicjatywy, czy z tych pań. Nie podejmuje się ocenic zatem.

    Co do reszty - Babo, jasne ze są takie panie i panowie też. Ale wiek 50++ to jeszcze nie jest starośćsmile w każdym razie nie u każdego. Ludzie na serio starzy wymagają opieki siłą rzeczy kogoś młodszego, jeśli jej wymagają. Zauważam, że tak u pań, jak i panów w pewnym wieku już nie rozrodczym gorę bierze własna wygoda, własne przyzwyczajenia itd.
    Pomijając już to, że ślub w tym wieku może wiązac się ze skonfliktowaniem rodzinnym. Dorosłe dzieci czasem niechętnie widzą nową zone/nowego męza ojca/matki, bo to dodatkowa osoba do dziedziczenia. Jasne, można to załatwić, ale ...Do tego im człowiek jest starszy tym bardziej jest przewiązany do swoich przyzwyczajeń, zasad. Zwróć uwagę, że łatwiej się ogadują ludzie młodzi z innej bajki w akademiku przez rok akademicki (poza ekstremalnymi sytuacjami) niż kuracjusze w sanatorium przez 2-3 tygodnie. smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 11:55
    No własnie, wszystko się zgadza,nnie musisz mi tego tłumaczyć.Sa jednak osoby w średnim wieku gotowe na związek z zamieszkaniem.A nawet jesłi nie są gotowe na związek z zamieszkaniem naprawde możliwa jest długa relacja dochodzaca. To nie jest tak że ktos nie chce zamieszkać to automatycznie traktuje partnera tymczasowo.Prawnicy odnoszący sukcesy znają sie na ludziach. Gdyby Twój przyjaciel naprawde chciał stałego związku toby od wielu lat w nim był.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 20.07.17, 12:16
    Babeczko , pana owego nie określiłabym jako mego przyjaciela, a raczej dobrego znajomka. Prawdopodobne dyatego też zwyczajnie nie wiem jakie są przyczyny jego postawy.

    Obecnie wiek sredni określa się tak oi po 35 do 60. I tak, takie osoby stosunkowo często po rozstaniu/owdowieniu chcą zacząć życie od nowa w pełnym tego słowa znaczeniu.

    Ale w późniejszym już niekoniecznie. Widzę to po mojej mamie Babo. jak pierwszy raz owdowiała było młodą kobietą i nic dziwnego, że się czas jakiś po śmierci męza zakochala. Drugi raz owdowiała mając lat 65 i to już jest całkiem inna bajka. Moja mama jakeiś tam dolegliwosci ma, ale opieki nie wymaga. Pustelnicą też nie jest, ma ko.leżanki, kolegów, znajomych. Wychodzi na kawki, obiadki, do teatru (kocha od zawsze) także z panami znajomymi i sąsiadem. Ten ostatni jak zaywazyłam chyba czuje do niej mięte smile Też wdowiec, stateczny pan rok czy dwa młodszy od niej. Normalnie zapytałam, czy nie myślała, by byli parą. Zasmiała się ale całkiem poważnie powiedziała, ze bardzo pana lubi, lubi spedzac z nim czas, jest jej bardzo pomocny, ale ona już nie czuje potrzeby wiązania się z kimś. Kawa, wspólne wyjście, dlaczego nie, ale nic więcej


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 12:36
    No napisałas że jest jak rodzina.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 20.07.17, 12:42
    Babo, jak rodzina jest dla mnie mój przyjaciel, którego znam od początku szkoły średniej, czyli blisko 30 lat. Jest on także prawnikiem, ale akurat nie adwokatem i mieszka na moim rodzinnym Śląsku, a nie tu.

    Pan o którtm pisałam - mój prawnik mieszka tutaj, jest ode mnie blisko 20 lat starszy, znamy się od kiedy tu mieszkam, kilkanaście lat, lubimy, ale nie określiłabym go jako mego przyjaciela.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 12:48
    OK, pomyliłam panów.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 20.07.17, 13:04
    Nie ma sprawy, wszak obaj są prawnikami smile Mój przyjaciel także jest rozwiedziony, ale od krótszego czasu niż mój prawnik. Co do niego wiem dlaczego i wiem też dlaczego nie ma chęci na żaden poważny związek. Podejrzewam, że nie ma chęci na razie. Na brak zainteresowania ze strony pań nie narzeka - dodam.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 13:18
    Ano własnie. Ten fakt doskonale ilustruje dlaczego po prostu normalny i spoko wygładajacy facet(żaden cud) na portalach to duża rzadkośc.Na ogól zanim tam sie w ogóle zarejestruje panie z najblizszej okolicy zlatuja sie jak pszczoły do miodu gotowe czekać nie wiem ile zanim dojdzie do siebie, Jeśli jeszcze atrakcyjny i zarabiający to już w ogóle szok.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 20.07.17, 13:27
    Wiesz, mój przyjaciel ZAWSZE miał powodzenie u pań. Także jako nastolatek - np. wynika to z tego, ze jest to pan b. przystojny. Ma taką egzotyczną urodę, choć nie ma żadnych pozapolskich korzeni, a o ile to tak dawne, ze nikt z rodziny o nich nie wie smile

    Czy panie się zlatują? No nie - bo to jednak specyficzne srodowisko, gdzie ludzie są mniej bezpośredni, niż np. w mej branży, a mój przyjaciel na nijakich portalach nie bywa, zas w hobby które ma dominuje meskie towarzystwo. Ale owszem - podejzrewam, że gdyby chciał się z którąś ze znajomych pań umowic, to nie mialby problemu. Tylko, że on NIGDY go nie miałby, nawet jak był żonaty smile Uprzedzam, bo Cię znam - jego małżeństwo nie rozpadło się z powodu zdrady - zadnej ze stron

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 14:56
    No to teraz tym bardziej nie ma problemu. Ludzie się z rozstaja z róznych powodów i wcale nie zdrady są głównym czynnikiem tylko jakaś dziwna wiara że idealne dopasowanie ma być podane na tacy, lenistwo i egocentryzm.
    Akurat nie gustuje w typie ragazzo da Napoli ale nie dziwie się że ma powodzenie.Oby mu sie drugi raz lepiej udało, bo skoro jest Twoim przyjacielem musi byc spoko gościem.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 20.07.17, 15:03
    Nie jest w typie Włocha, ale mniejsza o to. Z powodami rozstań różnie Babo bywa. To o czym piszesz, to mit akurat. W przypadku mego przyjaciela - wiesz, bywa, że ludzie się zmieniają i bywa, ze tak iż nie da się z kimś takim zyć.
    Nie wiem czy będzie się decydował na kolejny tak poważny związek. Na razie jest zmęczony tamtym na tyle, ze o tym nie myśli. Jest spoko gościem smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 15:23
    To w takim razie Azjata-lekko skośne oczy. Inne typy wcale nie sa egzotyczne-wszak slowiański blondyn i rudzielec -Viking to żadne u nas dziwo. Te skośne oczy to często korzenie rosyjskie. A może...mulat?
    To o czym pisze to prawda-była zona pana nie miała na tyle wyobrazni i samozaparcia żeby wspólnie popracowac nad sobą i związkiem.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 20.07.17, 15:36
    Babo - typ Azjaty, ale nie skośnookiego - oczy raczej w kształcie migdałów, smagła cera, czarne włosy, 190 cm wzrostu itd smile
    Nie będę się wdawać w szczegóły Babo - dość powiedzieć, że no pani nie dała sobie pomóc sad może nieco rozjaśni ci temat fakt, ze dziecko (male 2,5 roku) zostało przy ojcu

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 16:02
    A Ormianin, rzeczywiście inny typ niz Włoch. No to miałam rację -pani nie chciała pracować nad soba a co za tym idzie nad związkiem-gdzie tu widzisz mit? Smutna historia.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 19.07.17, 14:13
    Ja nie napisałam że sa nieatrakcyjne i niezadbane, choc prawda jest że wiele jest niezamożnych(no ale nie jakies biedne) tylko że Kora stawia się za wzór jak to wyhaczyła (czy tez on ja wyhaczył )przystojnego, zamoznego superfaceta jeszcze na dodatek z dobrym charakterem i z dorosłym synem mieszkającym daleko czyli trafiała jackpota(no i on też w sumie trafił) i próbuje tu przekonać że to takie proste dla przeciętnej kobiety. A ona nie jest przeciętnie atrakcyjna ogólnie. jej decyzja o nieposiadaniu dzieci przyniosła jej bardzo realne korzyści które inteligentnie wykorzystała, miała jeszcze do tego trcoche szczęścia. Ja jej nie zazdroszcze bo akurat brak dzieci byłby dla mnie tragedia, ale nie każda kobieta tak ma.
    I to co napisałaś o męzczyznach to ja od poczatku piszę-fajnych ogarniętych jest o wiele mniej niż odpowiednich dla nich kobiet i dlatego właśnie nie dziwię się że maja problem i współczuje im.Panowie ogarnięci jesli w ogóle trafia na portal jakimś cudem maja nabrawde brac wybierać i właśnie cos musi być z nimi nie tak że im się nie udaje.Taki był botomlajn mojej wypowiedzi.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 19.07.17, 14:55
    Babo - pisałam Ci - nie było zadnego wyhaczaniasmile Mój parrner ma gwoli scisłosci dwóch synów, obaj byli już przedorosli jak się poznaliśmy, bo wcześnie się rozmnożył smile

    I tak Babo, znalezienie normalnego faceta dla przeciętnej kobiety jest łatwe o ile się ma realne kryteria i nie bierze czego podleci, ani też nie ma o sobie Bog wie jakiego mniemania!

    Chcesz przykłady? Proszę - w tamtym czasie kolegowałam się z pewną pania, która była w moim wieku, a w młoldosci urodziła córkę, z której ojcem się nigdy nie związała. Pani owa na pewno nie jest brzydka, ale też nie jest jakas miss. Pracowała jako nauczycielka. Do szkoły, w której pracowała przyszedł uczyć wf pan, 5 lat od niej młodszy. 7 lat temu byłam świadkiem na jej ślubie, obecnie z mezem wyjechali w inny rejon kraju.

    Inny? Kolezanka po rozwodzie, dzieci dwoje, urzędniczka. Męża poznała w szpitalu, gdzie lezała, odwiedzał swoją mamę. Pan przystojny, rozwodnik bezdzietny, prowadzi swoją działalność. Pani też nie miss.
    Tak9ich przykładów mogę podać bardzo wiele Babo.




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 15:01
    Twój facet nie jest normalny w pozytywnym sensie-jest superhiper partią juz z samego powodu kasy, (choc akurat nie dla mnie bo ja śłubu koscielnego do szczęścia potrzebowałabym). Dobrze że go nie traktujesz bógwiejak ale chociaz doceń ten fakt.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 19.07.17, 15:09
    Babo, ja go zwyczajnie kocham i kasa tu nie miała najmniejszego znaczenia. Owszem, jak wiesz, nie związałabym się z niezaradnym gościem, ale taki co zarabia tyle co ja jest już zaradny. Ja nawet nie wiedziałam początkowo ile mój partner zarabia.

    Co do traktowania - traktuję go NORMALNIE -ma jak i ja zalety, ma i wady, jak każdy z nas.
    I jak ci wspomniałam - coś co dla mnie było akurat obojętne - te czeste służbowe wyjazdy i praca w nietypowych godziach, dla innej pani mogłoby być przeszkodą nie do przejścia.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 20:25
    No wiem że nie wybrałaś go dla kasy.A czy on naprawde wiedział co to jest mieć dwoje wymagających opieki dzieci przy jego zawodzie i ciągłych wyjazdach to nie wiem.I zgadzam sie miał szczęście.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 20.07.17, 06:59
    Babo, wówczas nie wykonywał jeszcze tej pracy przecież, za to hobby takowe już miał, ale musiał sobie je zawiesić na kołku na czas jakiś - i racja. Pewnie mniej czasu spędzał z dziećmi niż jego była żona - oczywiste, ona wówczas nie pracowała, zajmowała się dziećmi. Ale pracował w innym systemie niż wówczas , gdy się poznaliśmy, na miejscu.

    Szczęście mieliśmy oboje - jak wspomniałam - wśród panów w wieku dla mnie u partnera dopuszczalnym wówczas byli panowie dzietni i bezdzietni. Ale o ile dzietni to z małoletnimi dziećmi, a o ile bezdzietni to pewnie tacy, którzy dzieci mieć chcieli. Więc wcale wbrew pozorom i temu co pisałaś wcale paradoksalnie nie miałam tak szderokiego wachlarza wyboru, jak ci się zdaje

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 10:30
    No własnie napisałam że oboje mieliście szczęście, dobrze że zdajesz sobie z tego sprawę. Dlaczego zatem probujesz nas tu przekonać że to żaden problem znależć partnera? Ja uważam że fajne kobiety mają zasadniczo wielki problem i Twój jackpot tego nie zmienia.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 20.07.17, 10:47
    Nie zrozumiałyśmy się Babo. Fajne i normalne kobiety nie mają problemu znaleźć kogoś na swoją miarę, jeśli tylko ta miara jest realna. Przykładowo - gdybym ja po rozwodzie i zakończonym nieformalnym poważnym związku oczekiwała od pana w adekwatnym do wówczas mego, czy nieco starszym wieku , że będę jego pierwszą kobietą, to moje oczekiwania byłyby hmmm no dziwne. Może bym i poznala jakiegoś takiego, ale najpewniej dziwoląga, bo jeśli facet 35 - letni dotychczas nie był w związku, to byłby dziwoląg - proste.

    Pisząc, ze mielsimy szczęście miałam na myśli to, że się w ogóle spotkaliśmy smile Bo żadne z nas nie poszukiwało kogoś, zwyczajnie tak wyszło, że przypadkiem spotkały się osoby pomiędzy którymi zaiskrzyło i które wzajemnie spełniały swe kryteria.
    W przypadku ludzi poszukujących kogoś, szczególnie w necie, przypadkowe szczęście o jakim pisałam, nie zachodzi. Kryteria są znane, osoby spotykają się nieprzypadkowo.



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 14:32
    renn.ie77 napisała:

    Po czterdziestce, jeśli polski facet ma swoje zęby, widział w s
    > woim życiu fryzjera, w ostatnim roku przeczytał choćby jedną książkę, ma hobby
    > poza piciem piwa i oglądaniem Kiepskich, nie ma brzucha i nie nosi skarpet do k
    > lapek, to jest już ewentementem na skalę krajową wink.

    O, muszę to koniecznie pokazać swojemu mężowi, jaki z niego cud, niech się chłop dowartościuje wink
    A poważniej... to chyba jest tak, jak napisała Kora, że zależy, w jakich rejonach żyjesz, w jakich kręgach się obracasz. Owszem, jest sporo racji w tym, co piszesz, ale wg moich obserwacji dotyczy to jednak znacznie starszych mężczyzn.
  • 19.07.17, 14:37
    hehe ja znam takich cudów masę smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 15:12
    Ja też. I do tego jeszcze nie wszyscy zajęci. No to pewnie mają jakiś inny feler winksmile
  • 19.07.17, 15:56
    Jakiś hehe konkretny masz na myśli?smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 10:10
    smile No nie, konkretnego to nie mam. Przypuszczam tylko, że jakiś muszą chyba mieć, bo wg niektórych teorii egzemplarze idealne a niezagospodarowane nie istniejąwink
  • 19.07.17, 17:34
    Feler, felerem, ale przecież chociaż rozmawiamy pozornie o tym samym, to nie wiadomo czy na pewno o tym samym? Moje znajome szukają mężczyzny, który będzie atrakcyjny fizycznie, inteligentnego, niezależnego, który będzie je wspierał, ale też odpowiadał im fizycznie. Takiego, który byłby tak męski, żeby miękły im kolana, ale też takiego, który ugotuje, posprząta, zajmie się dzieckiem, umyje toaletę bez przypominania o tym. Takiego, który nie powie – pomagam w domu, bo to jego dom i tak jak sadza na toalecie cztery litery, tak powinien tę toaletę czasem umyć i nie, sprzątaczku tu nie załatwia sprawy – chodzi o zasady. Po prostu swojego odpowiednika przeciwnej płci, który umie się dostosować. I nie jest o to łatwo ;].
    Kobieta, która jest piękną, inteligentną, wykształconą czterdziestolatką, taką co zawróciłaby w głowie jeszcze niejednemu dwudziestolatkowi, nie poprzestanie na podtatusiałym panu w swoim wieku, bo ona jest w szczycie swoich możliwości (także seksualnych).
    Czy to nie Eichelberger mówił ostatnio, że polscy mężczyźni nie wyewoluowali tak szybko jak kobiety? Kobiety pochwyciły emancypację – są niezależne umysłowo i finansowo, nie potrzebują już mężczyzny do płacenia za siebie (oczywiście nie wszystkie, wiadomo), natomiast mężczyźni nie potrafią jeszcze ciągle zmienić się w kierunku, który narzucił nowoczesny świat?
    Patrząc na polskie społeczeństwo mam wrażenie, że kobiety chcą więcej i coraz więcej, chcą ciągle się doskonalić, zmieniać, dbają o siebie, wymagają od siebie, chcą być niezależne (tak zazwyczaj są teraz wychowywane, choć znowu wiadomo – nie wszystkie), natomiast mężczyźni coraz częściej cierpią na kryzys tożsamości. Chcieliby i boją się.
  • 20.07.17, 07:53
    Ale kto tym paniom kaze poprzestawać? Skoro pasuje im 20- latek, to brać smile Tylko, że taka pani "zawroci" w głowie wspomnianemu 20-latkowi na gora pół roku (jak dobrze pójdzie), a jak na dłużej, to chcę serdecznie zobaczyć, jak ów 20- latek opiekuje się ich wspólnym dzieckiem i myje muszlę klozetową.

    Kompletnie mylisz pojęcia Rennie. To, że 40- latka może się spodobać 20- latkowi, jest oczywiste. Jest cała grupa mężczyzn, którzy lubią starsze od siebie kobiety, fascynują się nimi, głownie na polach intelektualnym i seksualnym. ALE zwykle takie relacje nie trwają długo i rzadko przekładają się na trwały związek, tym bardziej z dziećmi.

    Jasne - zadbana , inteligentna kobieta z mózgiem chciałaby być z kimś o adekwatnych walorach. To jest oczywiste i takich panów wcale nie brak (z własnego doświadczenia i obserwacji swego bliskiego otoczenia prywatnego), ale pan na poziomie też na ogół ma wymagania Rennie. Np. mój kolega 45- latek po rozwodzie, mający 24- letniego syna - samodzielnego już nie chciałby pani z małoletnimi dziećmi, czy też dorosłymi, ale niesamodzielnymi (np. takimi, które mieszkają z matką i docelowo miałyby mieszkać także z nim w czyimś mieszkaniu). Z taka panią mógłby się niezobowiązująco spotykać, ale o ile pani z małolatami, to niekoniecznie byłoby na dłuższą metę wykonalne, bo pan właśnie ma fajną pasję, którą realizuje się głownie wyjazdowo.
    Nie ma pan prawa do swego podejścia? Moim zdaniem - ma. Sam ma do zaoferowania to co ma, to i oczekuje, że druga strona też.
    Atrakcyjność człowieka dla innej osoby - także w konfiguracji czysto koleżeńskiej - nie opiera się tylko na wyglądzie fizycznym, ale także w znacznej mierze na sytuacji życiowej i podejściu do życia ogólnie

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 10:32
    Czyli Twoje znajome poszukują ideału, jednym słowemwink No a o to to faktycznie bardzo trudno.

    Moim zdaniem mężczyźni cierpią na kryzys tożsamości czy męskości przede wszystkim dlatego właśnie, że kobiety (nie wszystkie, rzecz jasna, ale jest to jednak taki ogólny trend) przestają być "kobiece" w znaczeniu "słabsze, bardziej kruche, bierne, potrzebujące wesprzeć się na silnym męskim ramieniu..." itp. One nie chcą czekać, aż mężczyzna się czegoś domyśli, coś zainicjuje, zachowa się tak czy inaczej... one śmiało tego zaczynają wymagać. No i faceci po prostu się w tym wszystkim gubią, czują się przytłoczeni, niejako przyciśnięci do muru. Do tej pory decydowali sami (albo przynajmniej tak im się wydawało) czy i jakie ewentualnie wymagania spełniać, a teraz to się zmieniło i trzeba się starać. No i niestety nie każdy daje radę. Niektórych to frustruje, co skutkuje jakimiś problemami psychologiczno-egzystencjalnymi, a innych zniechęca i zwyczajnie odpuszczają.
  • 20.07.17, 11:29
    Wiesz Maju, kiedy kobiety były bierne, kruche, delikatne, to słyszały, że są za bierne, za kruche, za delikatne. Niejednokrotnie słyszałam podczas rozmów ze znajomymi zarzuty – bo ona chcialaby, żebym się domyślił; bo nie mówi czego chce; bo się wycofuje i czeka, nie wiem na co; bo nie potrafi jasno określić swoich upodobań; chciałbym, żeby przejęła inicjatywę; chciałbym choć raz mieć spokojną głowę i nie musieć być stroną inicjującą to czy tamto; to dlatego mężczyźni wcześniej padają na zawały czy udary, bo ciągle ten stres związany z byciem jedyną osobą decyzyjną...
    No to kobiety się zmieniły smile. Moje znajome są rzutkie, energiczne, nikt nie mógłby im zarzucić bierności czy zależności od mężczyzny. Płacą własne rachunki, płacą za własne wakacje, ogarniają pracę, awansują, niejednokrotnie nadal uczą się, ogarniają jednocześnie dzieci i dom, nie boją się życia intymnego i wyrażania swoich oczekiwań na tym polu, itd. I też źle? wink No to przepraszam, ale ja tego nie ogarniam.

  • 20.07.17, 11:39
    Cóż, no bo ja wiem... może są zbyt rzutkie, energiczne, zbyt śmiałe i 'do przodu'... może chodzi o ten złoty środek, a nie całkowite "przegięcie pały"wink
  • 20.07.17, 11:43
    Jest w tym cos Maju smile Ja jestem kobieta pracująca, pewna siebie, energiczna i mam co nie raz i nie dwa tu nawet mi "wytykano" meski charakter cokolwiek to znaczy smile A mimo to nie kojarze się z babochłopem. Może dlatego, że nie chcę koniecznie szpachlować ścian, sama nosić walizek no i w ogóle pokazac ze ze wszystkim dam sobie rade sama. smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 12:20
    Mam podobnie, Korciusmile W ogóle uważam, że jakoś tak fajniej jest, jak się ładnie różnimy jako płcie. I bynajmniej nie mam na myśli wyłącznie makijażu czy sukienekwink Nie mam potrzeby robić i potrafić dokładnie wszystkiego tego samego, co facet, żeby czuć się pełnowartościowym człowiekiem.
  • 20.07.17, 12:33
    Maju smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 12:35
    Zawsze śmiać mi się chce, kiedy czytam takie, pardon, naiwne, komentarze.
    Różnimy się jako płcie, nie różnimy się jako ludzie, chyba że bierzemy pod uwagę nasze cechy osobnicze. Różnimy się jako jednostki, nie ma czegoś takiego jak zestaw wspólnych cech dla nas jako dla ogółu (poza biologicznymi). Nie jest prawdą, że wszystkie kobiety to lubią tak, a wszyscy mężczyźni to tak. To są narzucane nam stereotypy. Nie ma cech typowo żeńskich czy typowo męskich. To bajki dla naiwnych smile.
    Nie możemy być identyczni, bo gdybyśmy byli, to żadne z nas nie byłoby w tym związku. Mnie pociągają mężczyźni, jego kobiety. Gdybym miała identyczne z nim organa płciowe, to po prostu by ze mną nie był. Gdyby on miał identyczne z moimi, to ja bym z nim nie była. Ładnie się różnimy i z przyjemnością ciągle to odkrywamy. O jakich jeszcze różnicach piszesz?
    Bo że różnimy się w różnych aspektach naszej osobowości, to jest całkiem naturalne, ale w żaden sposób nie jest to podyktowane naszą płciowością.
  • 20.07.17, 12:38
    Podejrzewam że Majka, prozaicznie - pisze o takich różnicach np., ze mężczyźni statystycznie są od kobiet silniejsi. I dlatego ciężką walizę niesie pan jeśli sa razem, a nie pani, nawet jeśli waliza jest wyładowana JEJ rzeczami. Z tego powodu częściej znacznie smile tragarzami są panowie niźli panie. Podobnie jak cześciej panowie pracują jako budowlańcy, czy glazurnicy.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 13:09
    Tak, piszę o takich różnicach, ale też i takich spowodowanych np. nieco inną budową mózgu, inną ilością pewnych hormonów itp. To nie są cechy osobnicze, tylko wynikające z płci właśnie. I bynajmniej nie oznacza, że z tego powodu wszystkie kobiety czy wszyscy mężczyźni myślą i postępują identycznie, to samo lubią i potrafią. Ale pewne ogólne, statystyczne wnioski w związku z tym jak najbardziej można wyciągnąć i naukowcy takie rzeczy badali i badają nadal. Tak że ja tam nie widzę nic specjalnie śmiesznego, w tym, o czym pisałyśmy.
  • 20.07.17, 13:16
    Hmmm - ja widzę jeszcze inny aspekt. Mianowicie tak mi się przypomniało, że moja dobra koleżanka, nieco ode mnie młodsza po tym jak zaczęłam być z moim partnerem "zaraziła" się pasją do latania i skoków spadchronowych. jej mąż też, ale mniej. I było to jej pasją do czasu, aż została matką. Nie mam na myśli tego, że nie latałą w ciązy i połogu, bo to oczywiste, ale to, że w ogóle przestała latać. Stwierdziła, ze nie może narazać swego dziecka na utratę matki.

    Bardzo podobnie rzecz ma się z moją siostrą, która kiedyś na serio wyczynowo się wspinała. Po urodzeniu dziecka - przestała nie z powodu utraty kondycji, tylko z powodu takiego samego jak kolezanka. Jak widzę panowie znacznie rzadziej mają coś takiego, gdy zostają ojcami.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 14:27
    Tak, była kiedyś taka książka Płeć mózgu, później chyba większość tych tez została obalona. Dzisiaj o tych różnicach mówi się bardzo ostrożnie. Męskie mózgi są większe (to nie dziwi) i niektóre partie odpowiedzialne za pewne umiejętności są nieznacznie większe u mężczyzn, inne u kobiet. Ale jak pisałam – mówi się o tym ostroźnie, bo na to wszystko nakładają się także czynniki związane z otoczeniem, wychowaniem, itp.
    Jeśli chodzi o te najbardziej oczywiste różnice biologiczne, to są nie do przeskoczenia i nie znam kobiet, które chciałyby je niwelować. Mój partner będzie ode mnie silniejszy, choćbym chciała tak czy inaczej. Mogłabym się na to dąsać, mogłabym codziennie biegać na siłownię i tego bym nie zmieniła.
    Pisanie o tym, że kobiety nie chcą się różnić od mężczyzn to bzdura. One muszą i będą się różnić. To nie oznacza, że nie powinny mieć takich samych praw, możliwości, zarobków, itp.
    Nie znam kobiety, która wyrywalaby się do tachania lodówki, jeśli temu nie podoła, a jeśli któraś jest w stanie dźwignąć lodówkę, to chwała jej za to.
    Różnimy się i będziemy się różnić, ale są to różnice nieznaczne i w dzisiejszym świecie z całymi jego możliwościami, te różnice da się całkiem łatwo opędzić. Ja do dźwigania sprzętów zatrudniam tragarzy. Proste.
  • 20.07.17, 14:46
    Rennie, Mai nie chodzi o to, że kobiety są mniej od facetów inteligentne, czy mają mniejsze predyspozycje np. do prowadzenia samochodu. Chodzi o to, że jednak w pewnych sferach życia kobiety statystycznie rzecz jasna reagują tak, a mężczyźni inaczej.
    Prosty przykład - ja już kilkakrotnie na tym forum dowiadywałam się, ze mam "męski charakter" czy też "meski punkt widzenia". Ci to oznacza? Ano to, że coś widziałam pewnie bardziej tak, jak statystycznie widzą panowie, niż bardziej tak jak statystycznie widzą panie.

    Nawet w tym wątku to widać, bo ...no właśnie pan najpewniej nie czekałby na odzew pani, tylko sam zaproponował kolejne spotkanie przy pożegnaniu, ewentualnie odezwał się za 2-3 dni do kobiety z randki i już. Zapewne też otrzymawszy odp. odmowną nie rozkminiałby tak "a dlaczego? a tak się miło gadało, a aż 3 godziny" tylko uznałby, że no nie zaiskrzyło, szkoda, jeśli pani mu się bardzo spodobałaby. To jest zupełnie inne podejście. I ja takowe dostrzegam na wielu polach.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 15:13
    O to to, Korciusmile
  • 20.07.17, 15:32
    Zapewne niedługo dowiemy się, ze te różnice nie wynikają z natury, tylko są efektem złego wychowywaniasmile Tymczasem NAPRAWDĘ dziewczynki częściej wolą bawić się lalkami niż samochodami i częściej w dom, a nie wojnę. I piszę to z pozycji dziewczynki, która maiła jako dziecko jedną lalkę ulubioną - chłopczyka zwanego Pieguskiem smile i wołała klocki, czy autka niż lalki.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 15:11
    Myślałam, że co do tego, że kobiety powinny mieć takie same prawa, możliwości czy zarobki to się tu wszystkie zgadzamy, więc chyba nie ma potrzeby o tym dyskutowaćsmile

    Co do różnic... no jednak często w postrzeganiu świata, w podejściu do ludzi czy pewnych problemów, albo w kwestii jakichś tam predyspozycji (znów mówię tu ogólnie, statystycznie) te różnice są, ale czy to źle? Zresztą przecież absolutnie nie jest tak, że one zawsze wypadają na korzyść mężczyzn. A niestety nieraz odnoszę wrażenie, że kobiety tak właśnie to widzą,... że chcą "dorównywać" mężczyznom. I to jest dla mnie trochę smutne, taka samodegradacja.
  • 20.07.17, 15:37
    Skoro nie występują statystycznie, to nie bardzo wiem, o czym mamy pisać... Jeśli coś występuje statystycznie, to przynajmniej można to próbować nazwać, a skoro niestatystycznie, to może to są różnice osobowościowe a nie wynikające z płci, więc zostawiam to.
    Są różni mężczyźni, są różne kobiety. Ludzie są po prostu różni i mają różne mocne/slabe strony.
    Każdy ma prawo być sobą. Opiekuńczość, delikatność, empatia, zdecydowanie, rzutkość, energiczność, itp. – to nie są cechy przynależne jednej z płci. Można się oszukiwać, że są i że świat się kończy, bo kobiety stają się mężczyznami, a mężczyźni kobietami, ale to bzdura.


  • 20.07.17, 15:49
    Ale ja pisałam, że właśnie statystycznie występują..., np. lepsze umiejętności językowe u kobiet.
    Ja uważam, że oszukuje się raczej ten, kto uważa, że płeć nie ma absolutnie nic do rzeczy, bo wszystko to cechy osobowościowe.
  • 20.07.17, 15:56
    Płeć jest płcią. Myślę, że bardziej warunkuje nas DNA, sposób wychowania i otoczenie niż sama płeć. Poza oczywistymi różnicami – dziewczynki mają co innego niż chłopcy, miesiączkują i są zdolne do rodzenia dzieci, to te różnice są niewielkie.

  • 20.07.17, 16:04
    I przez to, że dziewczynki mają co innego, a chłopcy co innego, inne hormony mają silniejszy wpływ na dziewczynki, a inne na chłopców - także gdy sa już hehe trochę starsi.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 21.07.17, 15:28
    A ja myślę, że trochę nie doceniasz roli biologii smile
  • 21.07.17, 16:28
    Ależ ja bardzo swoją biologię lubię i lubi ją mój partner. W pełni ją akceptuję, jestem szczęśliwą kobietą.
    Urodziłam dziecko. Trudno byłoby udawać, że nie doceniam roli biologii w moim życiu?

    Mam tę przewagę nad mężczyznami, że mogę urodzić dziecko i mieć wielokrotny orgazm, skoro już o biologii piszemy smile. Mój partner ma nade mną taką przewagę, że jest ode mnie dużo silniejszy. Poza tym oboje jesteśmy w pewnych aspektach podobni, w innych różni, ale nie są to aspekty dyktowane naszą płciowością.
  • 22.07.17, 08:47
    Twój post właśnie doskonale pokazuje to o co Majce chodziło smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 24.07.17, 14:37
    smile No cóż, Rennie, skoro wolisz udawać, że nie rozumiesz, o co mi chodzi, to trudno.
  • 24.07.17, 14:51
    Wiem, po prostu mam inne zdanie na ten temat i z tym musimy jakoś obie żyć smile.
  • 20.07.17, 12:41
    Zresztą, skoro już poruszamy feministyczne tematy, to ciekawa jestem, co robi twój mężczyzna (i co w linii prostej wynika z jego cech podyktowanych biologią), co mogłabyś a czego nie chciałabys robić smile.
    Oczywiście odłóżmy na bok sprawy oczywiste, bo chyba wiadomo, że w większości przypadków nasi partnerzy są od nas silniejsi, no chyba że ktoś bierze sobie starszego pana z powodu jego wysokich zarobków i decyduje się na bycie czyjąć żoną i wnuczką jednocześnie. Dla mnie naturalne jest, że zakupiony mebel wniesie na górę mój partner i że to on mnie podniesie a nie ja jego, chociaż jestem kobietą w formie smile.
  • 20.07.17, 12:46
    Mogłabym amatorsko latać (na zawodowstwo miałabym za mało doświadczenia i za słabe zdrowie), ale nie chcę, bo się bałabym pilotować, wolę latać z nim jako pasażerkasmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 11:59
    Sama nie lubię generalizacji i wiem, że jest mnóstwo wartościowych mężczyzn, ale to, co napisałaś potwierdza moja mama (tata umarł wiele lat temu) i jej liczne koleżanki, nawet te zamężne. Tylko co z tego wynika? Niestety niewiele! W ekonomii kategoria rzadkości tłumaczy bardzo wiele rzeczy. Wartościowy mężczyzna jest w Polsce dobrem naprawdę rzadki, w związku z tym trzeba za niego zapłacić naprawdę wysoką cenę. Może przebierać w kobietach jak w ulęgałkach i stawiać warunki. Tak to niestety jest, czego pośrednim potwierdzeniem są "randkowe" wątki na tym forum. Będąc brutalnie szczera wobec samej siebie dodam, że wymagania, o jakich piszesz, czyli o mężczyźnie "który byłby tak męski, żeby miękły im kolana, ale też takiego, który ugotuje, posprząta, zajmie się dzieckiem, umyje toaletę bez przypominania o tym" są absolutnie nierealne. Takich mężczyzn jest bardzo, bardzo mało (ja nigdy takiego nie spotkałam) i niestety fantazjowanie o nich, życie w świecie iluzji, pogarsza tylko naszą, kobiet, sprawę - bo szukamy ideału, którego znalezienie można porównać do trafienia w totka. Przykre to strasznie. Dlatego w tej dyskusji z przyczyn praktycznych staję po stronie Baby i Kory, które są inteligentnymi realistkami, natomiast sercem bliżej mi do Ciebie - inteligentnej idealistki smile
  • 20.07.17, 12:30
    heh Petro smile Ja nie wiem czy wszystkim kobietom na widok mego partnera miękną kolana smile, mnie się bardzo spodobał i tak jest do dziś.
    Gotować umie i powiem Ci, ze przez ostatni rok, kiedy był na emeryturze i nie pracował dodatkowo to głownie on gotował, bo u licha - no był w domu, a ja nie. A wcześniej kiedy pracował tu blisko, to różnie było, potem jak pracował w roboczym tygodniu poza domem, to nie gotował, bo go wszak nie było.

    Tak samo ze sprzątaniem, z tym, że my do grubszych porządków mamy zatrudnioną panią.

    Myslę, ze wszystko zależy właśnie od okoliczności. Jak mój partner pracował poza domem to trudno, żeby na jego powrót w piątkowy wieczór czekało sprzątanie, pasowanie, gotowanie - logiczne chybasmile
    Tak samo gdy znów był na emeryturze i nie pracował, trudno, żeby nie zrobił obiadu dla siebie i dla mnie tylko czekał aż ja przyjdę z pracy i zrobię, czy naczyń ze zmywarki nie wyciągnął, albo nie odkurzył.

    Natomiast w temacie osławionego szorowania WC - NIE WYOBRAŻAM sobie, bym pozostawiła po sobie brudną toalete, wszystko jedno gdzie, czy y tak zrobił mój partner. WC o czystość którego normalne dbają korzystający na bieżąco NIE WYMAGA szorowania. Zresztą obecnie są dostępne takie środki, ze wystarczy w sumie ich użyć bez konieczności szorowania, by lśniło smile Osobiście znam jedną osobe, która musi szorować - moją znajomą, która sporo pali, także w domu, a popielniczki wypróżnia właśnie do WC

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 12:46
    No toż Ci od wczoraj tłumaczę że w totka trafiłaś.I nie udawaj że nie wiesz iż 90% populacji damskiej na widok pilota wojskowego miękną kolana.Te 10% to panie seksualne mniejszościowo, aseksualne oraz niewidome .

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 20.07.17, 12:56
    Babo , mój partner nie służył nigdy w wojsku, nawet zasadniczej służby wojskowej nie odbywałsmile A to z tej prostej przyczyny, że ojcem po raz pierwszy został mając lat 18, a po raz drugi mając lat 20. Wówczas był już po maturze, ale jako jedyny żywiciel rodziny do wojska iśc nie musiał. smile

    Sluzył owszem w służbie mundurowej. I powiem Ci coś - znam bardzo wielu panów (pań też) w tejze służbie służących. Nie pociągają mnie mężczyzni w mundurach smile W tym sensie, ze "za mundurem panny sznurem" .
    smile Natomiast, jak się zapewne domyślasz, nie był on w tej służbie jedynym pilotem smile - zatem wszystkie panie, które są z innymi jego kolegami po fachu, trafiły losy na loteriismile

    A calkiem poważnie Babo - to zawód i hobby mojego partnera stanowiły dla mnie jak wspomniałam minus. Bo wypadki są co prawda rzadkie, ale zwykle kończą się wiadomo jak. Perspektywa, ze zwiąże się emocjonalnie i życiowo z kimś, kto może zginać w jednej chwili nie była dla mnie taka oczywista. I powiem Ci coś jeszcze - podejrzewam, że gdybym planowała mieć dziecko/dzieci, to ...nie związałabym się z moim partnerem. Dlatego, że obawiałabym się sytuacji, że dziecko straci w wypadku lotniczym ojca.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 24.07.17, 10:54
    Petro, wybacz, że odpowiadam dopiero teraz smile.
    Tak, może to po prostu czas kobiet? Widać to w każdej dziedzinie życia – kobiety są lepsze wink). Piszę to jako matka chłopca – wiem, jakie ciężkie zadanie mnie czeka, aby wychować go na mężczyznę, który będzie potrafił takim świetnym, niezależnym, inteligentnym kobietom dotrzymać kroku.
    I tak, jestem idealistką, a męskiego faceta, który potrafi ugotować, posprzątać, uprać i umiejętnie łączy pierwiastki, które stereotypowo przypisywane są tylko jednej albo tylko drugiej plci, mam w domu. Żadne z nas nie jest ideałem, ale oboje staramy się być przede wszystkim ludźmi. Nie dzielimy życia na aspekty damskie i męskie. To jest jedyny związek, jaki jestem w stanie zaakceptować. Każde z nas posiada te same obowiązki i taką samą niezależność. Nie wyobrażam sobie bycia w innym układzie.
  • 24.07.17, 11:11
    Jeszcze coś dopiszę – od początku w naszych relacjach kierowaliśmy się równością. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, jaką opisała autorka wątku, w której jestem skazana na decyzję mężczyzny i nie mogę sama zasygnalizować mu, że mi się podoba, że chciałabym się z nim spotkać jeszcze raz. Upokarzające byłoby dla mnie czekanie na jego telefon. O ile pamiętam, to po naszej pierwszej randce bardzo szybko dostałam od mojego obecnego partnera podziękowanie za spotkanie. Natomiast to ja zaraz po tym zasygnalizowałam, że mam nadzieję, że spotkamy się ponownie. Nie przyszłoby mi do głowy zastanawiać się, czy jako kobieta powinnam albo czy 'wypada' mi otwarcie mówić o moich odczuciach.
    No, ale przyjmuję (echhhh...), że ktoś wyznaje takie konserwatywne zasady i szukając partnera na stronie typowo konserwatywnej, stawia siebie samą w takiej mało komfortowej sytuacji, w której musi się zatsanawiać czy normalne, naturalne zachowania nie sprawią, że wyjdzie przed tzw. szereg, w której krępowana jest jej sprawczość. Żałuję, że ktoś kultywuje takie tradycje, ale coż, muszę się z tym pogodzić, bo to dwoje dorosłych ludzi, którzy logując się na takiej a nie innej stronie wyrazili swoją zgodę na pewne zasady, które według mojej opinii powinny już dawno odejść do lamusa...
  • 24.07.17, 11:23
    Tak naprawdę to wybranie portalu dla osób z wartościami oznacza tylko tyle (i aż tyle) że nie będzie się narażonym na obleśne treści i propozycje.Korzystają z niego osoby o najrózniejszym światopogladzie (no chyba że portal stricte katolicki i podejściu do tzw feminizmu, ról spolecznych itp umownych pojęć. To że Watkodawczyni czekała nie wynika z wyboru portalu tylko jej indywidualnego podejścia do sprawy.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 24.07.17, 11:27
    A sorry, ja jako portal 'z wartościami' rozumiem portal stricte katolicki i także stricte konserwatywny. I tak zrozumiałam post autorki.
  • 24.07.17, 11:36
    Nie musi tak być, choć sa i takie portale tylko dla katolików. Zreszta bycie katolikiem to tez szerokie pojęcie -logują się tam osoby chodzące do kościoła na chrzciny, śluby i pogrzeby, nie mające jednak ochoty na niewybredne propozycje.I naprawdę katolicyzm nie wyklucza emancypacji (bo tak wole nazywać coś czemu sie chętnie przykleja etykietkę feminizmu).

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 24.07.17, 11:50
    Możliwe, tu autorka musiałaby doprecyzować. Ja tak to podkreślenie 'z wartościami' zrozumiałam.
    Kościół katolicki nie wspiera emancypacji kobiet, wspiera natomiast stereotypowy podział ról w rodzinie i patriarchat. Tak rozumiem to, kiedy biskupi w Polsce grzmią z ambon, że niedopuszczalne jest aby chłopcy sprzątali po sobie czy zmywali po posiłkach smile. Czy jak to tam biegło...?
  • 24.07.17, 13:13
    I to jest doskonały przykład jak wygłup jednego biskupa(który się spotkał z wewnetrzna krytyką i biskupina ie geto tłumaczył ) wpływa na obraz KK. Tak KK jako instytucja stara opiera się na dominacji facetow -wielu tak wygodnie. I to jest jedyna prawda w Twojej wypowiedzi-reszta to kocopały.Wierni to wierni. Najwięcej o Kościele wiedza ci mało z nim wspólnego mają albo i nic, co powszechnie wiadome od dawna.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 24.07.17, 13:41
    Babo - gwoli sprawiedliwości - podejście tego rodzaju, jak ten biskup prezentuje wielu polskich kapłanów. Może nie aż tak jaskrawo, ale wielu z nich jest fanami tradycyjnego podziału ról w rodzinie. I to jest fakt Babeczko.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 24.07.17, 16:09
    Nie dość że się zgodzę to jeszcze dodam że reprezentuje tez wielu wiernych-tak 60 dobrze plus. Nie znaczy to jednak że co takiego jest oficjalnym nauczaniem KK, bo juz od dawna nie jest. To że się rozpędził i dał wyraz swoim prywatnym opiniom niczego nie dowodzi w kwestii nauczania społecznego.Stąd tez kontrowersje i póżniejsze sprostowania. Biskup a nawet sam papież sobie może miec wyobrazenie całkiem z innego matriksa co nie znaczy żema prawo je publicznie ujawniać i ktoś to traktuje poważnie prócz mocno leciwych pań i to nie wszystkich.Na wyjazdach z Duszpasterstwa w latach 80tych dyżury były koedukacyjne -sprzatanie gotowanie zmywanie -jak któras chciała drewno rąbac to mogła choc tu było niesprawiedliwie bo żadna nie chciała.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 24.07.17, 17:27
    Sprawiedliwie jest nie tak, że każdy musi to samo, tylko że każdy może podług umiejętności, właściwości i potrzeb.
    Jak to zwykle bywa z religią – w teorii wszystko jest pięknie, a a praktyce wychodzi jak wychodzi, tzn. tak że katechetka na lekcjach religii kładzie dzieciom do głowy, że kobiety są złe i grzeszne, że wiodą mężczyzn do grzechu i że nie powinny wrzeszczeć o antykoncepcji, bo antykoncepcja zabija, itp., a biskup w niedzielę grzmi z ambony, że najlepszy jest tradycyjny podział ról, itd.
  • 24.07.17, 13:41
    Oczywiście nie zgadzam się z twoim zdaniem. Od KK odchodzilam stopniowo, ale wychowałam się w wierzącej, praktykującej rodzinie. Jeśli jako katoliczka, która od kościoła odeszła w wieku lat około trzydziestu za mało o nim wiem, to cóż... widocznie cala ta religia w szkole psu na budę się zdała. Wśród swoich najbliższych znajomych miałam zresztą bardzo silnie wierzące osoby, które jeździły na oazy, pielgrzymki, a także takie, które studiowały teologię, itd. Przez wiele lat przyjaźniłam się z zakonnikiem, który w podstawówce uczył mnie religii. Ta przyjaźń przetrwała długie lata smile. No widocznie KK nadal pozostał dla mnie zagadką. Trudno.
  • 25.07.17, 11:29
    renn.ie77 napisała:

    Od KK odchodzilam stopniowo, ale wy
    > chowałam się w wierzącej, praktykującej rodzinie. Jeśli jako katoliczka, która
    > od kościoła odeszła w wieku lat około trzydziestu za mało o nim wiem,(...). Przez wiele l
    > at przyjaźniłam się z zakonnikiem, który w podstawówce uczył mnie religii. Ta p
    > rzyjaźń przetrwała długie lata smile

    Tralala, gdyby tak było, to w życiu byś tego gotowania i sprzątania nie uważała za dogmaty Kościoła Katolickiego. Jeśli uważasz, no cóż...
    Rozbrajająca jest ta "wiedza" użytkowników internetu o Kościele. 99% błędnie używa pojęć: inkwizycja czy niepokalane poczęcie. A mają się za znawców, że ho, ho!

  • 25.07.17, 11:42
    Wiesz, jakoś w szkole nauczylam się polskiego, matematyki, geografii... Skoro uważasz, że przez tyle lat nauki religii i po przejściu przez takie obrzędy jak komunia święta czy bierzmowanie, moja wiedza na temat wiary jest nadal niepełna, to wina nie leży po mojej stronie.
    Nigdzie nie napisałam, że gotowanie i sprzątanie należą do dogmatów wiary katolickiej. Nawet używając sarkazmu dobrze jest trzymać się, choćby powierzchownie, prawdy, inaczej po prostu się bzdurzy i nawet ciężko się do tego odnieść.
    O 'niepokalanym poczęciu' już było – po prostu weszło do języka potocznego w innym znaczeniu i tak jest potocznie używane, ot i cała filozofia.
    Kiedyś jako osoba wierząca chciałam na tematy wiary rozmawiać, dzisiaj jako osoba wyzwolona ze szponów religii, nie mam nawet na to ochoty. Natomiast jako obywatelka tego kraju, mam prawo rozmawiać na temnat tego jak KK wpływa na życie ludzi. Nie podoba mi się to, że KK, któremu nie daję do tego żadnej legitymizacji, chce ciągle wpływać na moje życie, na moje decyzje dotyczące mnie samej, wychowania mojego dziecka i mojego ciała w ogóle. Powinien zająć się swoimi wyznawcami i na nich się skupić.
  • 25.07.17, 11:46
    Jadwigo, faktem jest ze takie luki w wiedzy ludzie mają- ale nie tylko w necie i TAKZE a może przede wszystkim katolicy. Nie raz i nie dwa zdarzało mi się "dowiadywać" od tychże, ze im ślubu udzielił ksiądz smile, albo że szykują się na Święto Zmarłych smile - niepokalane poczecie to jeszcze wyższa szkoła jazdy smile - mam wrazenie ze ok 50 proc. katolików nie zna tego pojęcia smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 24.07.17, 11:34
    Podejrzewam, Babo, ze Rennie ma rację co do tego portalu.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 25.07.17, 11:08
    Może mieć racje, przecież tego nie wykluczałam. Napisałam tylko że nie wszystkie tego typu portale sa tylko dla katolików, a nawet jeśli są nie wszystkie katoliczki maja tradycyjne podejście do ról społecznych. Ja na przykład nie mam chociaż niemłodam . A co tam sobie jakis zgrzybiały dziadek palnie (wiek emerytalny dla biskupów jest stanowczo za póżno)z ambony to mnie co najwyżej ubawi.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 19.07.17, 14:55
    No i dlatego jest TWOIM MĘŻEM. My tu nie rozmawiamy o panach w ogóle tyko WOLNYCH panach.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 19.07.17, 15:06
    A to przepraszamsmile Z postu Rennie odniosłam wrażenie, że tak w ogóle ocenia polskich mężczyzn, nie ważne czy w związkach czy nie.
  • 19.07.17, 16:49
    Bo tak ogólnie oceniam polskich mężczyzn, statystycznie na nich patrząc. Ja wróciłam do Polski jakieś 9 lat temu i wtedy byłam dosłownie przerażona różnicą na niekorzyść Polaków. Mój poprzedni partner był na dodatek ode mnie młodszy, co może dodatkowo potęgowało ten kontrast.
    W wieku 40 lat znaczna część Polaków jest już podtatusiałych. W wieku 50 lat kobietom pozostaje tylko zmiana orientacji seksualnej. Takie mam wrażenie smile. Podczas kiedy większość moich znajomych to prawdziwe pumy, kuguary, lwice czy co tam jeszcze, to panowie w ich wieku i na ich tle wypadają słabiutko, oj słabiutko.
    Żeby nie było – mieszkam w dużym mieście, pracuję w branży artystycznej. Jeśli moja branża nie zawyża tych statystyk, to nie wiem, która może... I nawet pomimo specyfiki tej branży, fajnych facetów, ogarniętych na każdym możliwym polu, mogłabym policzyć moze na palcach obu rąk, podczas kiedy świetnych, seksownych super kobiet jest w niej na pęczki, dosłownie na pęczki.
  • 19.07.17, 20:29
    Takie są i moje obserwacje.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 20.07.17, 08:10
    a moje - nie. Rzecz cala rozbija się Babo o to, o czym pisałam wyżej. Sami bycie "ogarniętym" życiowo i atrakcyjnym fizycznie - dowolna płeć - wystarcza na SPODOBANIE się adekwatnej osobie.

    Tak jak ze mną i moim partnerem. ALE przy bliższym poznawaniu się dochodzą sprawy inne, które bywają kluczowe. Do takich spraw należą właśnie posiadanie dzieci lub chęć ich posiadania, światopogląd itp.

    Sama napisałaś w tym wątku, ze wykluczałabyś (hipotetycznie rzecz jasna) związek z moim partnerem, bo dla ciebie związek (poważny rzecz jasna), to małżeństwo sakramentalne. Choć nie mam takiego podejścia, jak Ty, szanuję je i po ludzku - rozumiem. Na tym przykładzie widzisz, ze pan, który na wielu polach najprawdopodobniej by ci się spodobał, nie miałby szans na bycie z Tobą na serio.

    Tak samo to działa Babeczko przy innych kryteriach. Pan, który nie ma dzieci, albo ma dorosłe ma pełne prawo mieć takie kryterium wobec pań, by były w adekwatnej sytuacji. Pani - również.
    Dzieci najczęściej zostają po rozstaniu z matkami i siłą rzeczy na "rynku" jest więcej pań z dziećmi przy sobie niż panów w adekwatnej sytuacji. Panie są ogarnięte itd., ale bycie na poważnie z kimś, kto ma dzieci z innego związku oznacza (poza dorosłymi samodzielnymi dziećmi rzecz jasna) mieszkanie z tymi dziećmi i współuczestniczenie w ich wychowaniu. Zarówno mężczyzna jak i kobieta bez takich zobowiązań, nie mają ochoty na to. I to jest zupełnie zrozumiałe, choć oczywiście są sytuacje inne.

    Podsumowując powtórzę: atrakcyjność to nie tylko wygląd i "ogarniecie życiowe" oraz intelekt. To także warunki brzegowe. Co innego miłe spędzenie czasu, czy ognista noc, co innego wspólne życie. Gdyby mój partner miał młodsze dzieci, to na miłe spędzenie czasu i ognistą noc pewnie bym się zdecydowała te 10 lat temu, na wspólne mieszkanie i życie - nie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 20.07.17, 10:08
    No właśnie o tym piszę cały czas. Posiadanie dzieci bardzo zawęża liczbę panów zainteresowanych.Także przez brak czasu na pielegnowanie kiełkującego związku. I nadal uważam że nie wiesz jak by się Twój związek rozwinął gdybys miała dzieci. Może Twój partner(czasowo mało dyspozycyjny przecież) bo serii technicznych trudności z dostosowaniem grafiku (wywiadówka Oli, angina Patryka) nie zaproponowałby li i jedynie przyjażni. Nie opowiadaj zatem że Twoja bezdzietnośc nie była bardzo istotna przewagą w poszukiwaniach odpowiedniej osoby bo niezaprzeczalnie byla.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 20.07.17, 10:28
    rzecz w tym Babo, że mój partner nie widział problemu w tym, żeby jego ewentualna partnerka miała dzieci. Jasne, ze na 1 randke trudno byłoby przyjść z dziećmi, ale np. wyjechać gdzieś już nie, o ile. Moja koleżanka właśnie się rozwodząca spotyka się z kimś i czasem z dzieciakami (13 i 9 lat), a czasem nie, bo dzieci mają też ojca, który je przecież zabiera na weekendy, wakacje itd.
    Same spotkania to jest kwestia organizacji (poza wyjątkami rzecz jasna). ALE już wspólne życie, w sensie mieszkanie to inna bajka i o tym mówimy teraz.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 16:49
    Oczywiście, ze tak jest - na serio no nie widzę jakoś w kręgu prawników, lekarzy, czy nawet urzędników i prywatnych przedsiębiorców jakiś typów opisanych przez Rennie. smile

    Tak mi się nasunęlo - znam pewną pania, która jest sama i chętnie by kogoś poznała. A znam z turniejow lotkowych, tez gra. Te turnieje odbywają się przeważnie w pubach i mam taką obserwacje, ze poza panami lotkarzami (bo tam różne osoby grają), to w takim pubie kobieta ma szanse spotkać pana nadużywającego, bezrobotnego albo pracującego dorywczo (przeważnie w budowlance) albo kogoś pracującego za granicą, kto przyjechał "na chwilę" i ćwiczy rajd po barach - no taka prawda jeśli idzie o stałych bywalców tych miejsc. Wiec jeśli owa pani do takich miejsc się ogranicza, to niestety ma niewielką szansę poznać kogoś sensownego. Pani jest calkiem dorzeczna, ale ma kompleksy i chyba myśli, ze nie zasługuje na wyższą półke sad



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 14:02
    Oj Babo, porzućże ten ton. smile Byłam wówczas jak najbardziej reprezentatywna, bo rozstając się z eksem miałam 34 latasmile - jasne, całkiem wiele osób ma w tym wieku już dzieci, ale calkiem wiele nie ma, kobiet też. No i miałam już pewien "bagaż" byłam po rozwodzie i drugim poważnym związku. Osobiście znam i znalam panie w okolicach tego wieku - bezdzietne panny i właśnie poszukujące.
    Zarabiałam wtedy normalnie, nie jakieś kokosy, na pewno mniej niż teraz. W dodatku mieszkałam z eksemsmile
    Jasne, moja praca pozwala na poznawanie wielu ludzi, ale przecież nie tylko w pracy się ludzi poznaje.
    Oczywiście - ktoś kto ma dziecko musi mu poświęcać czas. Ale wiesz, to też zależy. smile
    Moja przyjaciółka K. jest z tego samego rocznika co moja siostra 77'. Obie te panie są mężatkami, obie mają po 1 synu. No powiesz - takie same 40- latki. Ano niesmile Bo synek smile Kaśki ma 20 lat i studiuje, a synek mej siostry ma lat kochana 8. To jest kolosalna różnica. Do tego mąz K. pracuje za granicą, bywa w domu raz w miesiącu na tydzień, a mój szwagier pracuje na miejscu. Do tego - moja siostra pracuje, a Kasia nie. Łatwo się domyślić, że Kaska ma więcej czasu na zabawę i życie towarzyskie niż moja siostra, choć obie są dzieciatymi mężatkami i mają 40- stkę smile

    Kiedy poznałam mego partnera był on już po rozwodzie dobrych kilka lat. ZCy zaraz po nim go przezywał, nie wiem, ale nie sądze, bo rozstali się z była zoną spokojnie. Nie sądzę też, ze byłam pierwszą panią, którą po rozwodzie poznałsmile ale jakoś nie zdecydował się na poważny związek wcześniej.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 14:18
    No to chcesz mnie przekonać że miałaś wielkie cholerne szczęscie. Byłaś taka sobie przeciętną i trafiłas na supermena. No dobra, jeśłi sie tak upierasz...Przy takim założeniu szkoda tylko że tego wielkiego losu na loterii nie doceniasz.
    Ja tam jednak dalej uważam że byłas ponadprzeciętnie atrakcyjna pod każdym względem i dlatego taki facet-marzenie Ci się trafił.Wolę wersję bardziej pochlebna dla Ciebie.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 19.07.17, 14:46
    Babo, przede wszystkim to u nas nie było żadnego hehe wyhaczania, bo żadne z nas nie było poszukującym desperatem smile Poznaliśmy się przypadkiem, spodobali sobie, zaczęli spotykać i poznawać.

    Na czole nie miałam napisane w dniu poznania ze dzieci nie mam i mieć nie chcę, ani on ze ma dorosłe i jest otwarty na kolejne ojcostwo, jakby co, ale ciśnienia nie ma. Dla mnie takie coś było ważne - bo jakby miał małoletnie dzieci, albo ciśnienie na zostanie po raz kolejny ojcem, to zostalibyśmy tylko znajomymi i tyle.

    Nie uważam mego faceta za supermena smile Owszem, ważne dla mnie było, że mi się podoba fizycznie i intelektualnie oraz ze nie ejst np. bezrobotny czy pracujący dorywczo. ALE już np. jego zawód i pasja jako bardzo niebezpieczne były dla mnie minusem u niego.
    Nie zdziwiłabym się też, gdyby dla innej pani minusem były także jego czeste wyjazdy służbowe. Dla mnie akurat nie były, ALE gdybym chciała mieć dziecko, to byłyby. Bo zostawałabym de facto sama z nim czasem na kilka dobrych tygodni. Podobnie dla niego mogłoby być minusem, że mam pracę w nietypowych godzinach i wielu znajomych z którymi lubię się bawić - dyby był kims kto oczekuje po pracy obiadku i kapci. Wszystko zależy Babo od kryteriów i oczekiwań. I atrakcyjność danej osoby (w ogólnym sensie) jako kandydata na partnera nimi się właśnie mierzy.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 14:53
    Ale z punktu widzenia przeciętnej kobiety on jest supermenem. W sumie to dobrze że go tak nie traktujesz bo by mu się charakter popsuł. I jest tez prawdopodobne że gdybyś miała dwoje absorbujących dzieci w wieku 6-10 lat lub nieco starszych (wczesne nastolatki-wiek trudny) to Twój partner nie byłby zainteresowany związkiem z Tobą.Może skromnie nie zdawałas sobie sprawy ze swoich przewag nad innymi paniami.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 19.07.17, 15:04
    baba67 napisała:

    > Ale z punktu widzenia przeciętnej kobiety on jest supermenem.
    -----------------------------------------------------------------------------------

    Ale z czego wnosisz? No właśnie NIE. Bo to jest NORMALNE, że facet jest zadbany, pracuje, umie się wysłowić i zachować, ma jakaś pasję. Tak samo jest z kobietą Babo.

    I jest tez prawdopodob
    > ne że gdybyś miała dwoje absorbujących dzieci w wieku 6-10 lat lub nieco starsz
    > ych (wczesne nastolatki-wiek trudny) to Twój partner nie byłby zainteresowany z
    > wiązkiem z Tobą.Może skromnie nie zdawałas sobie sprawy ze swoich przewag nad i
    > nnymi paniami.
    -----------------------------------------------------------------------------------------------

    Wiesz Babo, akurat tu racji nie masz. Jak się poznaliśmy i spotkali prywatnie pierwszy raz, to naturalnie wyszlo, ze in ma dzieci, bo właśnie zadzwonił jego młodszy syn. Zapytał czy może odebrać, bo pewnie coś ważnego. Odebrał sobie i zupełnie naturalnie z mej strony padło pytanie. - Masz jednego syna? W jakim wieku? - Dwóch, 28 i 26 lat, obaj już na swoim. A ty masz dzieci? - Nie. I nie planuję. - Aha, mnie akurat nie przeszkadzałoby gdybyś miała, albo chciała mieć, ale ciśnienia na bycie znów tatą nie mam.

    I wiem, ze on mówił wówczas najszczerszą prawdę Babosmile




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 15:12
    Korciu spotkalicie się PIERWSZY RAZ.Naprawde nie wiesz co to znaczy dwoje dzieci wymagających opieki (ja w sumie tez nie, bo u mnie rozrzut), nie wiesz jak bardzo by Cie dzieci ograniczały i nie wiesz czy po swietnie zapowiadającym sie poczatku znajomości wszystko by dobrze żarło i zdechło.Nie mówię ze tak by koniecznie było, ale prawdopodobieństwo jakies jest.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 19.07.17, 15:54
    Ja nie wiem, on wie, bo przecież ma dwoje dzieci, które przyszły na swiat gdy on i jego była zona byli bardzo młodymi ludźmi, ale mniejsza o to Babo.
    Są osoby bezdzietne, którym nie przeszkadza fakt, ze partner/tka ma dziecko/dzieci z innego związku. Vide: mój sp. tato, maz mojej wspomnianej tu koleżanki. Są też takie osoby, które się w takim związku nie widzą - vide: ja smile
    Było to dla mnie jedno z kluczowych kryteriów, by pan z którym miałabym się związać nie miał dzieci w wieku opieki nad nimi. Koniec, kropka.
    Wcale niemało było takich panów znanych mi w tamtym czasie w zbliżonym do mojego wieku o podobnym podejściu do tematu.

    Jeśli natomiast chodzi o hehe szczęście, to owszem mój partner je miał, wiele lat temusmile Że tak młodo miał synów i wyrośli na takich fajnych gości. Bo gdyby miał ich później i mieliby np. wtedy 15 i 13 lat, to moglibyśmy zostać tylko kolegami

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 18.07.17, 10:48
    Bo niekiedy słyszy się to co się chce słyszeć. Niektórzy tak mają że trzeba WIELKIMI LITERAMI, a jeszcze inni uważają że mówienie wielkimi literami jest niegrzeczne bo uważa się kogoś za tempom szczałę.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 17.07.17, 13:43
    Masz znajome z fobią społeczną? Bo tak przejawia się właśnie stres czy strach związany ze spotykaniem się z ludźmi. Jak można się bać spotkań przy zachowaniu minimum zdrowego rozsądku? Spotykamy się w miejscu publicznym, np. kawiarni czy w centrum miasta, a nie w lesie, zaułku, w innym odosobnionym miejscu czy w mieszkaniu nieznajomej osoby. To oczywiste, że spotkanie jest "obciążone wiadomym celem", bo w końcu po to się na tym portalu randkowym rejestrowaliśmy. Coś absolutnie normalnego. Jeśli ktoś tak bardzo się boi i stresuje spotykać nowych ludzi, to może niech sobie randki internetowe odpuści i zainwestuje w terapię?
    A nazywanie pętakiem kogoś, kto po JEDNYM spotkaniu i wymianie 3-4 wiadomości się nie odzywa jest skrajnie głupie i niegrzeczne. Taki kontakt nie rodzi zupełnie żadnego zobowiązania. Co zaś do Pana z zagranicy, to nie zachował się ładnie, natomiast miał pełne prawo po wszystkim zadzwonić lub napisać, że było miło, ale dla niego to koniec. Wówczas źle bym go nie ocenił.
  • 17.07.17, 15:37
    Jacku, nie wiem, jak to działa w twoim przypadku, natomiast u znanych mi kobiet przed takimi randkami 'w ciemno' występuje coś takiego jak stres. To napisałam i podtrzymuję. Nie napisałam, że strach, panika, histeria czy cokolwiek innego, ale stres – jak najbardziej. Trochę jak ze spotkaniem rekrutacyjnym – człowiek staje do pewnego rodzaju konkursu, dla wielu kobiet to stresujące i na dodatek, co zdarza się często w przypadku takich spotkań – nie ma pewności na ile uczciwy jest profil poznawanej osoby i kogo się spotka. Wziąwszy to wszystko pod uwagę, dla wielu kobiet to jest po prostu doświadczenie stre-su-ją-ce. Dla ciebie nie? Świetnie, good for you.
    Każdy kontakt międzyludzki rodzi adekwatne zobowiązanie. Dla mnie w przypadku takiego kontaktu, jak wspomniany w pierwszym poście, takim zobowiązaniem dla osoby która postanawia nie kontynuować znajomości jest zwykły mail czy sms w stylu: dzięki za miłe spotkanie, niestety nie widzę możliwości kontynuowania tej znajomości, powodzenia. Krótka, prosta informacja – dzięki, ale nie.
    Nigdzie nie napisałam, że pan z zagranicy nie miał prawa do zakończenia znajomości z moją koleżanką. Imputowanie tego jest 'skrajnie głupie i niegrzeczne', bla, bla, bla. Chodziło o brak odwagi cywilnej i zwykłej empatii, która nakazywałaby kontakt i wyjaśnienie, że nie chce się kontynuować znajomości. Tylko i aż tyle. Jak się później okazało facet nie mógł dojść do siebie po zdradzie i odejściu żony, i było dla niego po prostu za wcześnie na związek, ale zamiast ją krzywdzić tak po prostu ją olewając, wystarczyło aby zadał sobie trochę trudu i wyjaśnił to choćby w krótkim mailu. Nie był pętakiem, okazal się zwykłym... Pewnie wiesz, jak skończyłabym to zdanie? Koleżanka, która też dochodziła do siebie po wyjątkowo okropnym rozstaniu, naprawdę to przeżyła. Powinna przepraszać za to, że jest człowiekiem? Nie według mnie.
    Osobiscie uważam, że ludzie w zaskakujący sposób nie potrafią być otwarci i empatyczni wobec innych ludzi. Zawsze mnie to zaskakiwało i pewnie umrę zdziwiona.
  • 17.07.17, 16:13
    Akurat ten facet z zagranicy jest szokujący, nikt tego nie neguje. Tyle tylko że zestawiłas dwie krańcowo rózne sytuacje. Zasadniczo dyskutuje się o pierwszym spotkaniu po kilku mailach kiedy to stress owszem jest ale każdy normalny uzytkownik portalu wie że jest jednym z wielu wybranych bo sam tez ma w planach spotkania z innymi osobami. I całkiem naturalne jest że w większości przypadków skończy sie na pierwszym spotkaniu.I napisze jeszcze raz-brak obietnicy kontaktu nie mówiąć juz o umówieniu sie konkretnie powinnien średnio inteligentnej, niezdesperowanej osobie wystarczyć jako info.Nie zestawiaj tego z trwającą dłuzszy czas relacja nawet jeśli była tylko listowna,nawet jeśli pan nie spędził z panią nocy. To sa dwie zupełnie rózne sytuacje.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 17.07.17, 19:05
    Też tak to widzę. Natomiast twierdzenie renn.ie77, że każdy kontakt z drugim człowiek rodzi zobowiązanie jest po prostu głupi - innego słowa użyć się tu niestety nie da. Jak jedziesz pociągiem i spotykasz konduktora sprawdzającego bilety, to wówczas też się rodzi zobowiązanie? smile Absurd do potęgi. Dla kogoś, kto intensywnie spotyka się na zapoznawcze kawy czy spacery, pisanie każdej poznanej kobiecie, że nic z tego nie będzie mija się z celem. Wszystko jedno czy spotkanie trwa 20 minut czy 3 godziny. Kilka wiadomości, jedno spotkanie, żegnaj i koniec. Przeciwnie: gdyby mężczyzna poznający po kilkanaście dziewczyn z portali randkowych w miesiącu po każdym spotkaniu pisał to, co proponuje renn.ie77, uznałbym go albo za oszusta (bo stara się być przesadnie grzeczny, pewnie coś ukrywa, coś chce ugrać) albo za osobę niestabilną emocjonalnie. Brak kontaktu jest w tym wypadku zarówno najbardziej grzeczną i najbardziej efektywną metodą zakończenia transakcji.
  • 17.07.17, 21:59
    jacek.toble napisał:

    > twierdzenie renn.ie77, że każdy kontakt z drugim cz
    > łowiek rodzi zobowiązanie jest po prostu głupi
    >Jak jedziesz pociągiem i spotykasz konduktora sprawdzającego bilety
    >to wówczas też się rodzi zobowiązanie?

    Tak to wówczas też rodzi się zobowiązanie do bycia uprzejmym i potraktowania go grzecznie i zgodnie z wymogami s-v. I zapewne będziesz oczekiwał odeń tego samego, mimo, że jest to człowiek którego widzisz po raz pierwszy i być może ostatni w swoim życiu. A oburzy Cię gdy gburowato wyciągnie do Ciebie rękę po bilet bez dzień dobry ani do widzenia i miłej podróży. I gdy nie odpowie na pytanie współpasażera czy będziecie u celu bez opóźnienia, tylko go zignoruje.
  • 18.07.17, 07:02
    Dzięki Aquo, dokładnie o to mi chodziło.
  • 18.07.17, 08:49
    Wiesz Aquo - świadomie czy nie, ale manipulujesz...Powiedzenie "dzień dobry" czy też nieignorowanie pytania podróżnego w temacie podróży należy do obowiązków konduktora. Ale już np. rozmowa na inny temat z pasażerem, który się nudzi przykładowo do nich nie należy. I nie byłoby nic nieuprzejmego ze strony tegoż, gdyby zagadywany na temat inny zdawkowo odpowiedział lub wprost powiedział, że niestety nie ma czasu na pogaduszki.

    cały ten wątek jest o tym, czy TRZEBA w opisanej sytuacji zakomunikować, ze więcej spotkań nie będzie. Wg mnie - MOZNA, a nie trzeba. Można, ale często nie byłoby to zręczne, więc większość ludzi zwyczajnie nie nawiązuje ponownie kontaktu i większość taki sygnał rozumie.
    Można rzecz jasna po takim jednorazowym kontakcie napisać długi mail wychwalając zalety czyjes, a na koniec dodac, ze się nie czuje godnym tej osobysmile, albo wysłać kwiaty ze stosownym listem smile Ale NIE TRZEBA

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 18.07.17, 07:14
    Możliwe, że zasadnicza różnica między tobą a moimi znajomymi czy nawet mną, jest taka, że one nie patrzą na spotkania jak na 'transakcje'. Dlatego nie zastanawiają się na 'efektywnością', bo to nie są 'zasoby ludzkie' tylko ludzie z całą ich przeszłością i z całym bagażem emocjonalnym. Nie traktują poznanych w internecie osób jak statystykę, słupki cyfr w Excelu i same też nie chcą być tak traktowane. Oczekują, że ktoś uszanuje ich człowieczeństwo, ich wrażliwość.
    Po kilkudniowej korespondencji i trzygodzinnym spotkaniu w cztery oczy, czułabym się w obowiązku poinformować tę drugą osobę, że nie zamierzam kontynuować znajomości.
  • 18.07.17, 09:35
    Portale randkowe to zdaje się dość specyficzne miejsca na poznawanie ludzi, a randkowanie w internecie ma w sobie coś z transakcji, czy tego chcesz czy nie. Przeglądasz dostępne, ekhm, "towary" (przepraszam za określenie, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy), wybierasz taki, który wygląda atrakcyjnie, a potem się decydujesz albo nie. Sama też jesteś takim "towarem" w oczach innych przeglądających. Myślę, że albo się to zaakceptuje, albo nie ma sensu w ten sposób szukać partnera.
  • 18.07.17, 12:49
    renn.ie77 napisała:

    > Możliwe, że zasadnicza różnica między tobą a moimi znajomymi czy nawet mną, jes
    > t taka, że one nie patrzą na spotkania jak na 'transakcje'.
    > Po kilkudniowej korespondencji i trzygodzinnym spotkaniu w cztery oczy, czułaby
    > m się w obowiązku poinformować tę drugą osobę, że nie zamierzam kontynuować zna
    > jomości.

    Też nie uważam jakichkolwiek spotkań międzyludzkich jako transakcje i pewnie w podobnej sytuacji do opisywanej starałabym się wyartykułować niechęć do następnych spotkań, ale też nie miałabym pretensji do kogoś kto po prostu nie wyraził nań żadnej chęci. Miałam raz do czynienia z kimś kto po prostu nie rozumiał że moja odmowa dalszych spotkań znaczy, że nie widzę wspólnej przyszłości, bo mimo, że bardzo miło spędzało się czas razem to jednak kompletnie nie iskrzyło, a oczekiwania tej osoby były zupełnie inne niż moje i czułam się przez nią solidnie przytłoczona? I trudno mi było wdawać się z tą osobą w dyskusję na tematy: dlaczego nie, i czy na prawdę nie, i co ta osoba mogłaby zrobić żebym zmieniła zdanie. Unik pozwolił mi tego wszystkiego nie doświadczać.
  • 18.07.17, 08:19
    Ależ Babo masz oczywiście racje. Trzeba być naprawdę slabo rozgarniętym, żeby nie załapać, że jeśli ktoś nie umawia się na kolejne spotkanie, nie mówi, że się odezwie, to znaczy, że nie zaiskrzyło i więcej spotkań nie będzie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.07.17, 19:04
    Zadziwia mnie przekonanie, że należy oznajmić niechęć do kontynuowania znajomości. Nie raz pojawiały się na tym forum zapytania o kulturalny sposób zakończenia znajomości i odpowiedzi były dość jednogłośne- należy po prostu urwać kontakt, nie umawiać się na spotkania i ucinać próby kontaktu- nikt nie sugerował obfitych tłumaczeń na temat.
    JAkim cudem wobec osoby, z którą wymieniliśmy kilka wiadomości i spedziliśmy jedno spotkanie w cztery oczy nagle mamy większe zobowiązania?
    Informowanie o braku zainteresowania jest niezręczne, potencjalnie raniące, trudne dla osoby nieasertywnej, a w dodatku niesie za sobą ryzyko różnych reakcji.

    --
    Byłam hipsterem zanim to było modne...
  • 18.07.17, 08:52
    Ha, no to te sugestie były, według mnie, zgoła nieludzkie. No, ale przecież choć jest to dziwne, to całkiem powszechne. Ludzie na ogół bywają mało ludzcy.

    Informowanie o braku zainteresowania jest OK, powinno być całkiem naturalne dla dorosłych, świadomych własnej uczuciowości ludzi. Ma także ten plus, że zamyka drzwi, odcina grubą kreską, kończy, stawia kropkę nad i. Dla mnie jest też wyrazem szacunku dla tej osoby, która w końcu poświęciła mi swój cenny czas, zaryzykowała, pojawiła się na spotkaniu, zachowała się wobec mnie w porządku.
    Po spotkaniu w sprawie pracy też oczekuję informacji zwrotnej od ewentualnego pracodawcy. Jeśli nie takiej, dlaczego nie zostałam przyjęta, to chociaż krótkiego – dziękujemy ci za poświęcony nam czas i życzymy powodzenia.

    Randki internetowe są w ogóle inne, takie znajomości mają trochę inną dynamikę, pomijane są pewne naturalne etapy poznawania się. W takich relacjach dość szybko nawiązuje się bliskość, która później w spotkaniach osobistych albo potwierdzi się i rozwinie, albo zaniknie. Moim zdaniem ludzie w takich relacjach są emocjonalnie bardziej nadzy, odsłonięci. Dlatego w takiej sytuacji tym bardziej czułabym, że mam obowiązek wyjść z takiej, nawet zaledwie pączkującej relacji (nie mylić ze związkiem), z empatią i uczciwością wobec tej drugiej osoby.
    Autorka wspomina o 'bratniej duszy', więc zakładam, że podczas tych kilku dni i trzygodzinnego spotkania nie rozmawiali o reformie KRS. Takie właśnie są randki internetowe. Najpierw sama anonimowość pozwala ludziom na pewne odsłonięcie się i rozmowy na takim etapie intymności, jaki w życiu realnym uzyskuje się bardzo długo, a potem następuje często bolesna weryfikacja tego czy ta bliskość ma szansę się rozwinąć. To jest właśnie zaleta i jednocześnie ogromna wada takiego sposobu poznawania się.
  • 18.07.17, 11:04
    To jest wszystko prawda i właśnie dlatego że się ktoś przed kims na pierwszym spotkaniu otworzył tak cięzko i głupio powiedziec wprost że to ostatnie spotkanie,ludzie uważają że delikatniej jest po prostu zniknąć.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 18.07.17, 11:15
    Też to widzę podobnie. Ludzie wolą "naturalne wygaszenie" raczej nie dlatego, że są nieludzcy czy kompletnie nieempatyczni, tylko właśnie uważają to za zbyt dosłowne, niedelikatne, takie wywalenie kawy na ławę. Oczywiście pewnie nie wszyscy, ale wierzę, że większość jednak tak to właśnie widzi.
  • 18.07.17, 11:51
    Naturalne wygaszanie? To nie osprzęt elektryczny, to relacja międzyludzka, w której niewiele jest naturalnego, tzn. w randkach internetowych niewiele jest naturalnego, więc 'naturalność' można sobie darować. Zostaje zwykła ludzka przyzwoitość, a tę jak widać można wygasić, tylko zastanawiałabym się czy to aby na pewno jest naturalne i właściwe... ;].
    Zupełnie też nie rozumiem dlaczego mniej raniące dla kogoś miałoby być to, że osoba, z którą się fajnie rozmawiało i spędziło razem trochę czasu, po prostu rozpływa się w powietrzu, niż otrzymanie zwykłej informacji: dzięki za spotkanie, było fajnie, ale obawiam się, że nic z tego nie będzie, nie pasujemy do siebie, powodzenia i trzymaj się. To jakieś szaleństwo. Efekt niby jest ten sam, bo relacja po prostu się urywa, ale tylko jedna osoba wie na pewno, że się urywa i dlaczego się urywa, ta druga zaś przynajmniej przez jakiś czas trwa w zawieszeniu i zastanawia się o co kaman.
    Szaleństwo, serio.

  • 18.07.17, 12:27
    Rozumiem, że możesz mieć inne zdanie, ale nie sądzę, żebyś nie załapała, o co mi chodzi, więc po co to złośliwe czepianie się słówek, zwłaszcza że były w cudzysłowie? A taka niby jesteś wrażliwa na innych...:p
  • 18.07.17, 12:32
    To zaledwie odrobina ironii i to takiej w wersji super soft, także daj spokój smile.
    Wygaszaniem nie może być zerwanie kontaktu. Wygaszanie to proces stopniowy, powolny, łagodny. Cóż łagodnego czy stopniowego jest w urwaniu kontaktu po spotkaniu????
  • 18.07.17, 12:50
    A cóż łagodnego i delikatnego jest w stwierdzeniu prosto w oczy lub telefonicznie 'sorry, nie zaiskrzyło, nie jestem zainteresowana/y, dalsze spotkania nie mają sensu'?
  • 18.07.17, 13:50
    A pisałam, że jest w tym coś łagodnego i delikatnego? To ty napisałaś, że urwanie kontaktu jest łagodnym, delikatnym rozwiązaniem – wyciszeniem i ja się z tym nie zgadzam, bo w urwaniu kontaktu nie ma nic łagodnego, delikatnego, nie ma żadnego wyciszenia. Jest zawieszenie, zastanawianie się. Odezwie się, nie odezwie, jest jeszcze szansa? Nie ma szansy? Informacja typu: 'sorry, nie, bo cośtam, życzę ci wszystkiego najlepszego' może być jak najbardziej niewygodna do wysłuchania, ale jest jakimś zamknięciem. Fajna czy nie, taka informacja pozwala zamknąć ten etap i pójść dalej.
    Fajne w tym jest na pewno to, że osoba, która decyduje o losie znajomości, bierze jednocześnie na klatę odpowiedzialność za rozczarowanie tej drugiej opsoby. Ja to tak rozumiem. Spotykamy się po rozmowach, w wiadomym celu, spędzamy razem trochę czasu, rozmawiamy, powstaje jakaś więź, choćby marna, nikła. Osoba, która postanawia, że oto ciachamy to nożycami i się żegnamy, nie rozpływa się jak tchórz, pętak, pierwszy lepszy gnojek w powietrzu, tylko ma odwagę oznajmić swoją decyzję i nie marnować naszego czasu. Bo po takiej informacji, to ja wiem, że hulaj dusza, piekla nie ma i mogę się umawiać na kolejną randkę, bo nadal szukam, bo się nie udało i tak po prostu bywa.
  • 18.07.17, 14:45
    No widzisz, Ty masz tak. A ja, z kolei, mam tak, że gdyby facet przy pożegnaniu nie wyraził ochoty na następną randkę (zwłaszcza po jednym spotkaniu) i nie obiecał, że zadzwoni, to nie przyszłoby mi nawet do głowy siedzieć i tracić czas, rozkminiając, czy się odezwie, czy nie i ewentualnie co się takiego mogło stać, że się nie kontaktuje. Wychodzę po prostu z założenia, że jak facet naprawdę jest kobietą zainteresowany, to nie zostawia dalszych kontaktów przypadkowi ani nie trzyma jej w niepewności tydzień czy dwa, tylko odzywa się na drugi, góra trzeci dzień. A czasem to nawet i tego samego, jeśli wcześniej z wrażenia o tym zapomniałwink Informacja w stylu "łopatologicznym", że 'sorry, nie, bo coś tam" nie byłaby mi absolutnie do niczego potrzebna w tej sytuacji, naprawdę. Nie pomyślałabym zatem od razu o kimś takim "pętak" czy "gnojek". No, chyba że w oczywisty sposób robiłby mi jakieś nadzieje przy pożegnaniu, a potem udawał, że zniknął z planety.
  • 18.07.17, 14:55
    Dokładnie Maju.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 18.07.17, 15:02
    No to mamy inaczej, ale ja się przecież o to nie obrażam?
  • 18.07.17, 15:13
    Ja też się nie obrażamsmile Chciałam po prostu uświadomić Ci, że nie każdy uważa takie zachowanie za konieczne, a nawet specjalnie pożądane. I tym samym nie zawsze jest tak, że brak takiej informacji świadczy o czyimś braku wrażliwości i ludzkich odruchów. Tylko tyle.
  • 18.07.17, 15:26
    W pierwszym poście tego wątku występuje bohater, który w oczywisty sposób nie uważa takiego zachowania za konieczne czy pożądane, zauważyłaś? wink Pomimo wszystko uważam, że takie traktowanie osoby, z którą się spotkało, świadczy o pewnym braku wrażliwości, dojrzałości i uważności.
  • 18.07.17, 15:42
    No i masz prawo tak uważać. Co nie znaczy, że to jedynie słuszne podejście, a więc nie usprawiedliwia, moim zdaniem, nazywanie kogoś "gnojem" czy "pętakiem" tylko dlatego, że nie spełnia Twoich standardów.
  • 18.07.17, 15:47
    Jedyne słuszne podejście to nie wiem, może na Sądzie Ostatecznym zostanie zweryfikowane? Ja zresztą niewierząca jestem i lewaczka, to pewnie nawet nie będę miała przyjemności.
    Dla mnie taki mężczyzna to gnojek i pętak, dlatego to napisałam.
  • 19.07.17, 11:28
    A jeśli dla kogoś np. kobieta idąca do łóżka na pierwszej randce to zdzira i szmata, to rozumiem, że też może tak o niej bez zahamowań? To po co my sobie tym s-v w ogóle głowę zawracamy...
  • 19.07.17, 11:36
    Zapomniałaś, ze można też bez zahamowani o panu, który dzieciatej kłamczuchy nie chce smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 12:18
    Napisałam i post zniknął mi w trakcie wysyłania. Ech. No to jeszcze raz:

    To pytanie jest dla mnie dziwne. Zakładam, że w podanej sytuacji, skoro randka jest pierwszą dla kobiety, to jest również pierwsza dla mężczyzny, więc on też, szanując logikę, byłby zdzirą i szmatą?
    Tak czy inaczej – mnie uczono, że co dwoje dorosłych ludzi, za obopólną zgodą, nie krzywdząc się, robi w łóżku, nie podlega mojej ocenie.

    Co do reszty... Może uściślę – w przypadku spotkania dwoja ludzi w wiadomym celu, z wiadomymi oczekiwaniami, ta strona, która podejmuje decyzję o urwaniu kontaktu, powinna, w mojej ocenie, poinformować o tym niezwłocznie drugą stronę. To jedyne dla mnie sensowne, uczciwe i pożądane rozwiązanie.
    Tu mamy o tyle specyficzną sytuację, że autorka w swoim pierwszym i chyba jedynym poście zasugerowała, uwaga – stronę 'z wartościami', a więc to, co ja rozumiem jako społeczność konserwatywną, patriarchalną. Zapewne z tego powodu nie bierze pod uwagi inicjatywy z własnej strony, co w tym kontekście jest zrozumiałe.
    Nie owijając w bawełnę – osobiście uważam, że ktokolwiek z dwojga uznałby randkę za udaną, powinien bez zabawy w jakieś dziwne konwenanse, zadzwonić z propozycją kolejnego spotkania. Ja bym tak zrobiła, ale jak już pisałam – ja mam mentalność zgoła lewacką i obracam się wśród ludzi, dla których kobieta ma takie same prawa jak mężczyzna – może inicjować seks, może czerpać z niego przyjemność i ogólnie realizować swoje potrzeby bez oglądania się na ograniczenia, jakie próbuje jej narzucić konserwatywna część społeczeństwa.
  • 19.07.17, 14:23
    renn.ie77 napisała:

    > Napisałam i post zniknął mi w trakcie wysyłania. Ech. No to jeszcze raz:
    >
    > To pytanie jest dla mnie dziwne. Zakładam, że w podanej sytuacji, skoro randka
    > jest pierwszą dla kobiety, to jest również pierwsza dla mężczyzny, więc on też,
    > szanując logikę, byłby zdzirą i szmatą?

    smile No być może dla kogoś tak. Ale zupełnie nie o to chodziło w tym przykładzie, więc… nie udawaj Greka, tylko odpowiedz, nawet tylko sobie samej, czy to w porządku, czy jednak nie bardzo.
  • 19.07.17, 12:41
    Całkowicie zgadzam się z Mają. Renn.ie7 ma mentalność lewacką, do czego sama się przyznaje. Opisanych panów nazywa gnojami i pętakami, ale gdy ktoś - podobnie jak ona wyrażając swoje zdanie - nazwie kobietę idącą do łóżka na pierwszej randce szmatą lub samotną randkującą matkę (przykłąd Kory) desperatką, czy kobietą niepełnowartościową, to renn.ie7 pała świętym wzburzeniem. Tak to u lewaków działa: tolerancyjni są tylko dla swoich poglądów...
  • 19.07.17, 12:46
    mylisz się - ja także nie jestem osobą konserwatywną w poglądach, a uważam, że Rennie nie ma tu racji. Nie ma, bo pan wobec pani żadnych zobowiązań nie miał i nie było w jego zachowaniu nic co mogłoby być przyczynkiem do nazywania go, jak nazwala. To, że komuś się roi, iż jedno spotkanie jest już podstawą do komunikowania ze dalszych nie będzie, nie oznacza, że tak jest smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 19.07.17, 13:07
    No ba, jest w ogóle z tej mentalności dumna smile.
    Masz prawo do swojego, nawet najbardziej chorego światopoglądu, dopóki realizowanie go nie krzywdzi, nie ogranicza, nie okalecza, nie zabiera wolności innym. Ja się mogę z nim nie zgadzać, mogę uważać, że jest porypany, ale nie sięgnę od razu po argumenty ad personam.

    Słaby z ciebie troll.
  • 19.07.17, 17:19
    Dla mnie też jesteś niepoważna, niekonsekwentna i po prostu nielogiczna. Piszesz jakieś głupotki o tym, że po jednym spotkaniu rodzą się zobowiązania, wyzywasz od najgorszych ludzi, którzy nic złego nie zrobili, obnosisz się ze swoim światopoglądem, który nikogo nie interesuje, a później odgrywasz urażoną, gdy parę osób wytknie Ci idiotyzmy Twojego myślenia. To jest dopiero trolling level hard.
  • 19.07.17, 17:40
    Obśmiałam się jak norka smile.
  • 19.07.17, 18:18
    Nie dziwi mnie taka reakcja. Akurat na Twoim poziomie.
  • 19.07.17, 18:40
    To super, bo szok mógłby ci niebezpiecznie podnieść ciśnienie krwi, a tak obie jesteśmy bezpieczne. Ja na moim poziomie, ty na swoim smile.
  • 18.07.17, 11:45
    Jak widać nie jest wcale lepiej i delikatniej, skoro druga strona zastanawia się 'wtf?' i te dziesięć dni później nie rozumie co się stało, co z kolei zmusza ją założenia tego wątku i do czytania naszych wypocin smile.
  • 18.07.17, 12:30
    Wiesz, no zawsze trafi się ktoś, kto nie rozumie oczywistości, ale to całkiem inna sprawa. Dla większości, mam wrażenie, brak kontaktu jest jednak informacją wystarczającą, nie potrzebują wyjaśnień w stylu 'sorki, nie zaiskrzyło mimo miłej rozmowy’, bo to zrozumiałe samo przez się.
  • 18.07.17, 12:53
    Dokładnie Maju ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 18.07.17, 14:17
    Jak widać nie wszyscy podzielają Twoje zdanie, w tym kobiety. Bez urazy, ale dla reprezentujesz podejście niedojrzałej i rozhisteryzowanej panienki, o zaniżonej samoocenie, bojącej się ludzi, przesadnie emocjonalnej i po prostu naiwnej. Dorośli, dojrzali i kulturalni ludzie wiedzą, że kiedy trzeba powiedzieć "nie" to się mówi, ale narzucanie się innym oraz ostentacja, to głupota, która w sumie nawet mądrzejszym nastolatkom nie przystoi.
  • 18.07.17, 14:28
    Bez urazy, ale w nosie mam twoją pseudopsychologiczną ocenę mojej osoby i chciałam ci tylko przypomnieć, że to buractwo w całej swojej okazałości prezentujesz na forum o... savoir-vivrze. To już nawet nie samobój, to właściwie towarzyskie samounicestwienie.
    Różnić się z kimś to jedno, a obrażać go, to już zupełnie inna para kaloszy. Czy rodzice w procesie wychowania nie nauczyli cię ładnie się różnić? To oczywiście pytanie retoryczne, bo jak widać – nie.
  • 19.07.17, 17:43
    Przecież to troll, bo co to coś karmicie?

    --
    Byłam hipsterem zanim to było modne...
  • 19.07.17, 18:36
    Racja.
  • 18.07.17, 12:02
    10/10 renn.ie77
  • 24.07.17, 14:15
    renn.ie77 napisała:

    > problemem samotnych polskich kobiet nie jest to, że są
    > nieatrakcyjne, niezamożne czy niezadbane, tylko to że to
    > polscy mężczyźni są nieatrakcyjni i niezadbani! Jak patrzę
    > się na mężczyzn w moim wieku, to oni po prostu są ble.
    > Nie wiem, może mam niereprezentatywne znajome, ale
    > znakomita większość jest inteligentna, wykształcona
    > i zadbana. Mają hobby, czytają, podróżują, są samodzielne,
    > potrafią utrzymać siebie i swoje dzieci, itd. To polscy
    > mężczyźni nie dorastają im do pięt.

    Polskie kobiety są atrakcyjne i zadbane. Inteligentne i wykształcone.
    Mają hobby, czytają, podróżują.

    Żeeeby się jeszcze tylko z Wami... wytrzymać dało...
  • 24.07.17, 14:53
    Marku, zawsze pozostają ci mężczyźni.
  • 24.07.17, 14:59
    renn.ie77 napisała:

    > Marku, zawsze pozostają ci mężczyźni.

    No ale... oni są ponoć tacy trochę nie bardzo...?
  • 24.07.17, 15:08
    No, ale jeśli według ciebie z kobietami nie da się wytrzymać to co? Robot?
  • 24.07.17, 15:14
    Cieszę się, że nie zaczęłaś mi polecać mezaliansów międzygatunkowych.
    Jakoś spróbuję tak z kilkoma na przemian. Z przerwami może się da.
  • 24.07.17, 15:22
    Marku drogi, to jest twoja prywatna sprawa i szanuję ją jako sprawę intymną, prywatną.
  • 25.07.17, 22:18
    Strzał w dziesiątkę. Trafiony zatopiony smile Są takie idealne, ale mężczyźni po jednym spotkaniu jakoś nie dzwonią. Czary jakieś wink
  • 25.07.17, 08:24
    Rejestrując się na forum dla pasjonatów wędkarstwa nie możesz mieć pretensji, że zdecydowana większość rozmów poświęcona jest rybom. Skoro zdecydowałaś się szukać męża przez katolicki portal konserwatywny, to musisz dostosować się do obyczajów jakie tam pasują. Nie powinnaś mieć więc żadnych pretensji, że np. potencjalni kandydaci będą Cię pytać, czy jesteś dziewicą, czy umiesz gotować, jaki jest Twój stosunek do aborcji itp. Jeśli Ci to nie odpowiada, wybierz inną stronę z randkami, konkurencja jest ogromna. Tak samo jest z tym brakiem kontaktu. Konserwatywny mężczyzna nie musi tłumaczyć się kobiecie. Podejmuje decyzję, że nie spotyka się dalej, a Ty masz to zaakceptować. Nie rozumiem takich ludzi, jak Ty. Pchają się do środowisk, do których nie pasują i gdzie ich nie chcą, a później zgłaszają wielkie pretensje, że nie odpowiadają im zasady tam panujące. Nikt Cię na siłę tam nie trzyma.
  • 25.07.17, 11:45
    > Tak samo jest z tym brakiem kontaktu.
    > Konserwatywny mężczyzna nie musi tłumaczyć się kobiecie. Podejmuje decyzję, że
    > nie spotyka się dalej, a Ty masz to zaakceptować.

    Czyli gdyby to nie był "katolicki portal konserwatywny", to pan na pewno by się odezwał? Liberalny mężczyzna tłumaczyłby pani przez godzinę dlaczego nie będą się więcej spotykać.. I oczekiwałby od niej zgody i aprobaty..
    Hm, może i prawda.
  • 25.07.17, 11:49
    Nie, liberalni mężczyźni też bywają pętakami, ale liberalna kobieta mogłaby zadzwonić bez obaw, że ktoś będzie myślał, że jej jako kobiecie coś nie wypada. To jednak domena konserwatystów te dziwne opowieści o tym co jest powinnością i naturą kobiety. I w tych opowieściach nie ma jakoś miejsca na komunikację – jesteś człowiekiem i masz prawo do tego samego co mężczyzna.
  • 25.07.17, 12:15
    Ale gdyby ona była liberalna to nie szukałaby chyba swojego szczęścia na portalu katolicko-konserwatywnym? Zresztą po tym, co napisałaś zaczynam podejrzewać, że największe problemy sprawiają właśnie takie "trochę-liberalne" kobiety, które źle się czują i wśród konserwatystów i wśród liberałów. Nigdzie nie mogą znaleźć swojego miejsca, stąd później takie problemy. Przykre w sumie. Ktoś mający jednoznaczne przekonania, jak np. Ty czy z drugiej strony konserwatywny katolik, nie będzie miał takich rozterek i wątpliwości.
  • 25.07.17, 13:11
    Pewnie by nie szukała, ale przecież ja nie piszę, że autorka jest liberalna, bo jej nie znam, a wybór takiego a nie innego portalu wskazuje, że raczej nie jest. Tak samo jak oczekiwanie po, ilu to tam było? 10 dniach na telefon? Liberalna kobieta by zadzwoniła i miała w nosie, czy według kogoś wypada jej czy nie.
    Bardzo wiele kobiet stoi w rozkroku, ale ja odpowiadam na post Jadwigi. Nie, liberalny mężczyzna nie zadzwoniłby może aby wyjaśnić, ale liberalna kobieta nie czekałaby na jego wyjaśnienia, tylko wzięła sprawy we własne ręce, bo czemu nie?
    Natomiast tak – równouprawnienie takie prawdziwe, pociąga za sobą pewne konsekwencje i obowiązki, dlatego nie wszystkim kobietom również się podoba i dlatego czasem się przed nim bronią, bo łatwiej jest udawać słodką idiotkę. Naprawdę na spotkaniach z kobietami, słyszałam czasem – jemu bardziej ufam, on jest rozsądniejszy, fajnie jest, kiedy to on utrzymuje dom, a ja mam swoje pieniądze dla siebie, nie muszę się stresować, denerwować, niech on decyduje, zawsze potem mogę powiedzieć, że to on tak postanowił, itd. Tak, takie kobiety też istnieją. Chciałyby niezależności i równouprawnienia, ale tak na miękko, bez konsekwencji.
  • 25.07.17, 14:29
    > Tak samo jak oczekiwanie po, ilu to tam było? 10 dniach na telefon? Liberaln
    > a kobieta by zadzwoniła i miała w nosie, czy według kogoś wypada jej czy nie.

    I zrobiłaby z siebie zdesperowaną niunię spragnioną na gwałt faceta, a nie silną, niezależną, świadomą swej wartości kobietę.
    Bo na owym portalu spotykają się ludzie aby poznać towarzysza/towarzyszkę życia, a nie w celu znalezienia chwilowego partnera do seksu.

    A facet nie jest nieśmiałym, zamkniętym w sobie introwertykiem, czekającym na pierwszy ruch kobiety.
  • 25.07.17, 14:48
    Oczywiście, bo wszyscy faceci są energiczni i przebojowi, a wszystkie kobiety nieśmiałe i uległe.
    Gdyby facet, któremu otwarcie oświadczam, że bawiłam się dobrze na randce i mam ochotę na kolejne spotkanie, przemknęła przez głowę myśl, że z tego powodu coś ze mną nie halo, to byłby to właśnie świetny papierek lakmusowy na idotę.
    Masz kompletnie pokręcone w głowie i zaprawdę powiadam ci – właśnie dlatego trzymam się z daleka od konserwatywnych środowisk. Naprawdę, można tylko współczuć osobom o takich poglądach.
  • 25.07.17, 15:21
    renn.ie77 napisała:

    > Oczywiście, bo wszyscy faceci są energiczni i przebojowi,

    Przeczytaj pierwszy post.

    > Gdyby facet, któremu otwarcie oświadczam, że bawiłam się dobrze na randce i mam
    > ochotę na kolejne spotkanie, przemknęła przez głowę myśl, że z tego powodu coś
    > ze mną nie halo,

    Może przemknęłaby, może nie przemknęłaby, co jednak zrobiłabyś, gdyby on nie miał ochoty na kolejne spotkania?

    > Masz kompletnie pokręcone w głowie

    He, he.Doprawdy??

    >zaprawdę powiadam ci – właśnie dlatego trz
    > ymam się z daleka od konserwatywnych środowisk.

    Ale zauważ, kochana, że tu problemem nie jest konserwatywne środowisko, tylko randka z internetu.
  • 25.07.17, 15:25
    Sprawa jest prosta jak drut - facet wątkodawczyni nie chce. Jakby chciał zaproponowałby na pierwszej randce by zaproponował następna, ewentualnie skontaktował się do 3 dni. No chyba, ze porwali go kosmici, albo miał wypadek i stracił pamięć smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 25.07.17, 15:30
    Nic bym nie zrobiła, bo chcieć muszą obie strony, to chyba jasne? Ważne jest to, że ja bym nie czekała złożona niemocą, bo co on sobie pomyśli... Zadzwoniłabym i gdybym usłyszała odmowę spotkania, to taki lajf, zdarza się, nie tracę czasu i umawiam się na kolejną randkę.
  • 25.07.17, 17:27
    renn.ie77 napisała:

    > Gdyby facet, któremu otwarcie oświadczam, że bawiłam się dobrze na randce i mam
    > ochotę na kolejne spotkanie,

    Ale myślę, że gdyby on odmówił, nawet grzecznie w stylu "Dziękuję, ale nie jestem zainteresowany kolejnym spotkaniem", to byłoby Ci po prostu przykro. Tym bardziej im lepiej Ci się z nim spędzało czas, rozmawiało i Ci się podobał. A taki tekst można przecież usłyszeć nie tylko po pierwszej ale i niestety po dziesiątek randce... Poza tym się zgadzam. Idealnie też napisałaś, że są kobiety, które chcą równouprawnienia w wersji "lajt", bez tych mniej przyjemnych konsekwencji...
  • 26.07.17, 08:52
    Ludnasta, życie bywa przykre, a kobiety nie są z cukru wink. Ja jako kobieta wolę wziąć sprawy w swoje ręce, zamiast siedzieć pod telefonem i zastanawiać się czy on zadzwoni czy nie. I uważam, że wypada mi tak samo jak mężczyźnie okazać zainteresowanie, sympatię, nadzieję na więcej. Od przedszkola uczymy się tego, że czasem ludzie, których chcielibyśmy zatrzymać w swoim życiu na dłużej, po prostu tego nie chcą. Zdarza się. Nie jest to przyjemne, ale przecież do przeżycia.
    Czy jeśli on nie zadzwoni po fajnej kilkugodzinnej randce, to ja nie będę czuła się odrzucona? Przecież będę.
    Siedzenie i czekanie odbiera sprawczość. Tylko tyle. Ktoś za nas podejmuje decyzję i na dodatek musimy czekać i zastanawiać się czy to już, czy jeszcze jest szansa. Bez sensu.
  • 26.07.17, 09:25
    Ogólnie masz rację Rennie, ale już zupełnie w temacie tego watku - ludzie na ogół unikają mówienia innym przykrych rzeczy o ile nie muszą tego robić. Unikają szczególnie, gdy ktoś jest miły i sympatyczny o nic złego im nie zrobił. Najpewniej pan z tego wątku tak odebrał wątkodawczynię - jako osobę miłą, fajna, ale nie z jego bajki w temacie związku. I najpewniej właśnie dlatego nie powiedział jej na końcu spotkania, ze więcej ich nie będzie, ani też nie napisał tego porem. Uznal, ze brak odzewy z jego strony będzie dostatecznie jasnym sygnalem, że zainteresowany nie jest. Uznał słusznie, bo 99 proc. ludzi taki sygnał rozumie - bez względu na pleć.
    Co byłoby, gdyby pani wątkodawczyni sama zaproponowała spotkanie? Ano pewnie pan musiałby się wykręcać, bo - jak wyżej.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 26.07.17, 10:54
    Bo chyba bardziej w tej sprawie chodzi o potrzebę odpowiedzi na pytanie "dlaczego?" niż o kulturę. Ona też jest ważna, ale na dalszym planie. Po fajnie a nawet bardzo spędzonych razem paru godzinach w naturalny sposób chcemy wiedzieć dlaczego nie ma kontynuacji. Pytanie to nie daje nam spokoju. Co innego, gdy randka nieudana, ludzie niedobrani, wówczas oboje ją kończą z ulgą, nie mają ochoty na dalszy kontakt i nawet do głowy im nie przyjdzie mieć pretensje do drugiej strony, że się nie odzywa smile Przeciwnie, takie zachowanie bardzo ich cieszy. Także to wszystko kwestia perspektywy.
  • 26.07.17, 11:50
    O właśnie, bardzo sensownie to wyraziłaś.
    Myślę, że jeśli randka jest nieudana, to nie trwa kilku godzin i nie kończy się odprowadzeniem do samochodu i buziakiem w policzek.
    Tak na marginesie – znajoma opowiadała mi o swojej ostatniej randce w ciemno. Pan od razu i bez ogródek wyraził jak tę randkę ocenia w odpowiedniej skali. Ona odparła, że jej odczucia są identyczne, stąd nie będzie traciła czasu ich obojga, wiec od razu się pożegna. Jak rzekła, tak zrobiła. Pan nie był może bardzo kulturalny, wyraził się obcesowo, ale przynajmniej nie musieli już tracić czasu. Obie strony wiedziały o co grają i obie w trakcie spotkania wiedziały, że nie wyszło. Nikt nie czekał później przy telefonie, bo sytuacja była jasna, klarowna.
    Kobiety to nie bezwolne mimozy, calineczki, świtezianki i co tam jeszcze niektórzy sobie myślą.
    Zupełnie naturalne jest to, że ludzie czasem do siebie nie pasują, nie chcą kontynuować znajomości, nie są nią zainteresowani. i powinni umieć to w kulturalny, wyważony sposób wyrazić. Kiedy dojrzały, dorosły człowiek spotyka się na randki, wie, że potencjalnie oznacza to także mniej przyjemne sytuacje oraz to, że nie pierwsza napotkana osoba będzie tą z jego snów i marzeń. Jeśli nie umie się zachować dojrzale, to pytanie brzmi czy dojrzał do związku z drugą osobą? Tu bym się zastanawiała.
  • 26.07.17, 22:00
    jak Twoim zdaniem miałaby wyglądać kulturalna odpowiedź na to "dlaczego?"
    Jeśli randka upłynęła w miłej atmosferze i dobrze się rozmawiało, a kontynuacji nie ma to najbardziej prawdopodobne przyczyny to:
    - nieatrakcyjność fizyczna osoby, z którą się umówiliśmy
    - bardziej nieuchwytny "brak chemii"

    Dlatego od kulturalnej osoby nigdy nie dostaniemy szczerej odpowiedzi w podobnych sytuacjach, bo szczere uzasadnienia to np. "Jesteś sympatyczna/y, ale brzydka/i" , "Jesteś gruba/y" etc.
  • 27.07.17, 08:01
    No właśnie - przecież kulturalna osoba nie powie/nie napisze wprost przyczyny tylko cos w rodzaju braku chemii/iskrzenia. Czyli taka odrzucona osoba nadal de facto nie wie - dlaczego.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 26.07.17, 13:05
    Tu sie zgadzam w 100%. Wychowałam się w domu bez telefonu(to było tak tuz po dinozaurach).Telefon miałam od 25 roku zycia (czyli po ptokach jako mężatka), zatem czas randkowania był bez opcji zadzwoni/nie zadzwoni. Zeby sie ew spotkać trzeba było sie umówić na nastepne spotkanie.Brak inicjatywy chlopaka mówił wszystko.I nie wyobrażam sobie inaczej.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 26.07.17, 13:09
    A jeszcze dodam, że nie proponowałam spotkania wprost(nie było to związane z przekonaniami religijnymi tylko były to zwyczajnie inne czasy) ale delikatne sugestie na temat co mozna by razem zrobic czy gdzies pójsć były.Chłopak miał jasnośc czy jestem zainteresowana czy nie.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 26.07.17, 13:37
    Dzisiaj na szczęście kobiety nie muszą polegać na inicjatywie mężczyzn i w przypadku środowiska niekonserwatywnego sprawa jest prosta – zależy ci? – przejmujesz inicjatywę. Nie udaje się? Trudno. Idziesz dalej. Proste, przejrzyste, sprawiedliwe.

    W stosunkach międzyludzkich okazanie zainteresowania nie powinno być czymś wstydliwym czy nagannym. Tego też uczę syna – zależy ci? - okazujesz to bez strachu. Ktoś to odrzuca? Trudno, czasem tak bywa – nie z każdym się zaprzyjaźnisz, nie z każdym złapiesz kontakt, nie każdy w twoim życiu zostanie na dłużej, ale wiesz, że wyraziłeś się jasno, byłeś otwarty, spróbowałeś. Nie musisz się wstydzić, nie musisz żałować, nie powinieneś tego brać do siebie.
    Tego samego uczyłabym córkę.


    Randki internetowe są o tyle inne, że łapie się kontakt i nawiązuje jakąś nić porozumienia online, a w tzw. realu to wszystko często idzie w diabły i pojawia się rozczarowanie. Dlatego tak, z takimi spotkaniami wiąże się więcej stresu, niepewności. Myślę, że deklaracje – 'o tak, na pewno chcę się jeszcze spotkać' rzadko padają w przypadku takich spotkań od razu. Jak pisałam, mam kilka randkujących w ten sposób koleżanek i przyjaciółek, i zawsze jest ten element jakiejś niepewności i oczekiwania. Czasem zdarza się, że spotkanie od początku jest totalnie nieudane i obydwie strony od razu wiedzą, że nie ma sensu spotykać się ten drugi, trzeci raz, ale najczęściej te uczucia są mieszane, bo w necie było super, a potem następuje jednak to zderzenie naszego wyobrażenia o danej osobie z jej fizyczną obecnością. Człowiek potrzebuje trochę czasu na rozgryzienie tego wszystkiego, stąd może zdarzyć się udana randka, po której nie następuje kolejne spotkanie. Jak dla mnie metoda jest tylko jedna – otwartośc przede wszystkim.
  • 26.07.17, 22:13
    Ideowo to jest bardzo piękne i świat byłby prostszy gdyby wszyscy tak funkcjonowali.

    ale ja mam wątpliwości czy to zawsze jest dobra taktyka... W sensie - nie ze wszystkimi warto ją stosować...
    Czasami pokazanie zainteresowania wprost i w bardzo bezpośredniej formie (np. w rozmowie zamiast smsem), gdy druga strona w ogóle nie jest zainteresowana, może spowodować komplikacje we wzajemnych relacjach i lepiej zostawić niedomówienie.

    oczywiście w przypadku randek internetowych tego problemu nie ma, ale w randkach inicjowanych "offline" gdy np. spotykamy się z kimś z kręgu znajomych, z pracy etc. może lepiej się nie odezwać niż gdy obie strony będą się już wiecznie czerwienić na wspomnienie żenującej rozmowy telefonicznej "czy masz ochotę na drugą randkę?".

    Dla osób wrażliwych telefoniczne wyjaśnienie sytuacji też może być o wiele większym ciosem niż zastanawianie się przez kilka dni czy będzie druga randka. w sensie - w rozmowie trudno czasami ukryć emocje, niezależnie jakbyśmy byli kulturalni, i druga strona usłyszy, między słowami, komunikat "Jak to możliwe, że po tak beznadziejnej randce ten facet/dziewczyna dzwoni?" albo "jak taka nieatrakcyjna osoba mogła liczyć, że będzie kontynuacja" etc.
  • 27.07.17, 07:59
    Jest jeszcze inny aspekt Firle - otóż podejrzewam, że taki pan zwyczajnie obawia się, że po tym, jak grzecznie podziękuje za poświęcony czas i będzie życzyć powodzenia, padnie niestety pytanie o to dlaczego już kontaktu nie chce, bo przecież taka fajna randka była. To z kolei wymusi na nim kolejny kontakt, odp. ze na przykład no bardzo fajnie się gadało, ale nie zaiskrzyło. Tu może się skończyć, ale nie musi, bo znów może być, ze przecież jeszcze może zaiskrzyć itd. Być może dlatego większość ludzi przy takich jednorazowych kontaktach zwyczajnie się nie odzywa, co jest jasnym sygnałem i unika kłopotliwej sytuacji

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.07.17, 11:12
    Dokładnie.Nie znamy przecież osób z która spotykamy się pierwszy raz. Oczywiście sytuacje kiedy osoba odrzucona reaguje agresja są bardzo rzadkie, ale na dopytywaczy/ki i nalegaczy/ki można sie natknąć myślę nierzadko , co w tym dziwnego że osoba niezainteresowana nie chce żenującej wymiany zdań.Portal i jego sposób funkcjonowania określa wystarczająco sytuację-brak inicjatywy i obietnicy kontaktu=niestety.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 27.07.17, 10:55
    Wiesz, tak ogólnie rzecz biorąc, to ja też jestem jak najbardziej za szczerością i otwartością. Ale nic nie poradzę, że jednak w niektórych sytuacjach kojarzy mi się to trochę z poruszaniem się słonia w składzie porcelany. I mimo dobrych intencji powoduje jednak pewną niezręczność i dyskomfort. Dlatego niech sobie każdy robi, jak uważa, ale nie ma się co dziwić i oburzać, że nie zawsze będzie to odebrane pozytywnie.
  • 28.07.17, 12:48
    Tak jak pisałam – sama jestem zwolenniczką brania spraw we własne ręce. Jeśli ktoś mi się podoba, to bez sensu jest obawiać się to wyrazić. Jestem za równouprawnieniem, uważam, że kobieta powinna zadzwonić/napisać, zamiast czekać na to czy mężczyzna się odezwie czy też nie.
    Uważam też, że otwartości i bezpośredniości nie należy mylić z brakiem kultury. Czasy się zmieniają i dzisiaj w sprawach kontaktów międzyludzkich panuje ogólnie większa otwartość i swoboda. Kobieta nie musi udawać, że jej nie zależy, nie musi grać osamotnionego czy gonionego króliczka wink. Powinna więc móc, o ile oczywiście chce, wyrazić swoje zainteresowanie bez obawy, że zostanie z tego powodu obrażona.
    Ja w sytuacji, gdyby mężczyzna mi się podobał, dałabym mu wprost do zrozumienia, że mam nadzieję na kontynuację znajomości. Gdyby odmówił – trudno. Jesteśmy dorośli, a to nie wyrok śmierci.
    Kultury oczekiwałabym właśnie w poradzeniu sobie z rozczarowaniem strony zainteresowanej. Na pewno nie jest łatwo wyrazić swój brak zainteresowania kimś, ale w końcu na tym polega randkowanie i życie w ogóle. Raz się udaje, innym razem nie i trzeba przeżyć takie czy inne rozczarowanie. To zupełnie naturalne, nienaturalne jest takie niby bronienie się przed tym. Jeśli ten ktoś nie zadzwoni, to i tak wiadomo, że stało się tak a nie inaczej – zostaliśmy odrzuceni, więc sam brak kontaktu niczego moim zdaniem nie ułatwia. No chyba, że tej stronie, która podejmuje decyzję o zaniechaniu kontaktu, ale to właśńie wydaje mi się niewłaściwe. Jeśli ktoś podejmuje decyzję, to powinien umieć ją udźwignąć.
  • 28.07.17, 14:47
    Rozumiem Twój punkt widzenia, ale nie rozumiem zarzutów do osoby, z którym się spotkała Autorka tematu. Skoro kobieta może zrobić pierwszy krok, to czemu Autorka pierwsza nie zadzwoniła / napisała i nie zapytała, czy będzie dalszy ciąg? Skoro mamy równouprawnienie, to obie strony mają prawo do tego kroku. Brak reakcji również jest reakcją i wydaje mi się utrudnianiem życia innym oczekiwanie, że każdy kontakt będzie "domknięty", czyli po każdym spotkaniu (w szczególności pojedynczym), musi paść deklaracja co dalej. Wygodniej dla wszystkich zainteresowanych stron jest gdy nie pada. Wygodniej a dla mnie również grzeczniej, z powodów, o których tu napisaliśmy. Nie dzwoni / nie pisze = nie jest zainteresowany. Ja nie dzwonię / nie piszę = ja nie jestem zainteresowana. Nie ma znaczenia kto zrobi pierwszy krok i nie ma znaczenia czy w ogóle ten krok zostanie zrobiony.
  • 28.07.17, 15:52
    Autorka spotkała się po jakiejś korespondencji na stronie/mailowej, a sama randka trwała 3 godziny... Uważam, że to wskazuje raczej na udane spotkanie i dlatego rozumiem, że dziewczyna czuje się zdziwiona. Ja bym zadzwoniła, ale ona wspomniała, że to konserwatywny portal, więc rozumiem, że być może musi grać w tę grę, że kobieta to pokorne cielę, które czeka na krok ze strony mężczyzny... bo tak.
  • 28.07.17, 17:00
    Nic nie musi. Po prostu taka jest.Nie ma żadnych reguł narzuconych przez portal.

    --
    Można się przyzwyczaić do tego że się nie można przyzwyczaić.
    T.Mann
  • 28.07.17, 17:23
    Babo, oczywiście, że portal nie reguluje, kto do kogo ma się pierwszy odezwać, ale w tych konserwatywnych środowiskach reguły są dość jasne – kobieta ma być zdobywana przez mężczyznę i biada jej, jeśli to ona okaże mu zainteresowanie. Sorry, ale tak to właśnie wygląda. Zainteresowanie okazują zdesperowane, nieszanujące się, itp. Szczególnie w tych sprawach damsko-męskich te reguły – wypada, nie wypada są dość mocno przestrzegane.
    Ja chciałabym wierzyć, że nikt nic nie musi, ale stereotypy najczęściej okazują się silniejsze.
  • 28.07.17, 22:26
    >oczywiście, że portal nie reguluje, kto do kogo ma się pierwszy odezwać,
    > ale w tych konserwatywnych środowiskach reguły są dość jasne – kobieta ma być z
    > dobywana przez mężczyznę i biada jej, jeśli to ona okaże mu zainteresowanie. So
    > rry, ale tak to właśnie wygląda


    To najlepszy dowód na to jak wiara w liberalizmy i konserwatyzmy potrafi ogłupić człowieka.
    Jeśli kobieta ma być zdobywana, to jakim cudem może zalogować się na portalu randkowym?
    Biada jej jeśli okaże zainteresowanie, a może mieć konto na portalu randkowym?

    Konserwatywny portal i konserwatywny portal.... Ciekawe co to znaczy? Chyba portal-widmo, bo konserwatyści nie powinni poznawać się w tak nowoczesny sposób....
    Wątkodawczyni napisała, że portal dla ludzi z wartościami(rozumiem, że chcących zawrzeć małżeństwo), nie konserwatywny(cokolwiek to znaczy...)

    >Zainteresowanie okazują zdesperowane, nieszanu
    > jące się, itp.

    Szukanie kontaktu w sytuacji przedstawionej w pierwszym poście, byłoby desperacją i skrajną głupotą.
    Zresztą wątkodawczyni nie pyta czy powinna zadzwonić. Nic też nie pisze, że wpatruje się w telefon w ślepej nadziei, że facet jednak zadzwoni.
    Dziwi się tylko, że pan po miłym, jednorazowym spotkaniu nie chce kontynuować znajomości(to jest problem, a nie jakieś tam liberalizmy-konserwatyzmy).

    A to nic dziwnego, bo może:
    a. są ludzie gadatliwi, którzy z każdym będą nawijać przez kilka godzin.
    b. pan jest dziennikarzem piszącym artykuł na temat randkowo-portalowi-kobiecy.
    c. pan ma dużo czasu, pieniędzy, nudzi się, i to dla niego forma rozrywki.
    d. pan żonaty, żona dowiedziała się o "konserwatywnym portalu" i tyle.

    Żadne akcje wyzwolonej liberałki na nic się zdadzą.
  • 28.07.17, 21:22
    renn.ie77 napisała:

    > Jeśli ten ktoś nie zadzwoni, to
    > i tak wiadomo, że stało się tak a nie inaczej – zostaliśmy odrzuceni, więc sam
    > brak kontaktu niczego moim zdaniem nie ułatwia. No chyba, że tej stronie, któr
    > a podejmuje decyzję o zaniechaniu kontaktu, ale to właśńie wydaje mi się niewła
    > ściwe. Jeśli ktoś podejmuje decyzję, to powinien umieć ją udźwignąć.

    No i właśnie w tym punkcie się nie zgadzamy. Bo ja np. uważam, że jeśli ktoś od razu nie da do zrozumienia, że drugiej randki nie będzie, to wydzwanianie potem tylko po to, żeby o tym powiedzieć zdecydowanie może być przez część ludzi odebrane jako zwyczajna niedelikatność. Kobitka albo facet widzi na telefonie 'o, to on/ona dzwoni, super, pewnie chce się umówić'... a tu zonk. I różne "głodne kawałki" w stylu 'było bardzo miło i naprawdę jesteś wspaniała/y, tylko tak jakoś nie zaiskrzyło' raczej nie osłodzą rozczarowania.
  • 25.07.17, 14:17
    renn.ie77 napisała:

    > Nie, liberalni mężczyźni też bywają pętakami, ale liberalna kobieta mogłaby zad
    > zwonić bez obaw, że ktoś będzie myślał, że jej jako kobiecie coś nie wypada. To
    > jednak domena konserwatystów te dziwne opowieści o tym co jest powinnością i n
    > aturą kobiety. I w tych opowieściach nie ma jakoś miejsca na komunikację – jest
    > eś człowiekiem i masz prawo do tego samego co mężczyzna.

    No powiedzmy, że zadzwoniła....I co facet przybiegłby z pierścionkiem i bukietem róż? Ani liberalizm ani konserwatyzm nic nie pomogą kobiecie, gdy facet jej nie chce.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.