Dodaj do ulubionych

Unikanie mówienia o związku

16.08.17, 14:30
Mam prośbę o radę. Sytuacja wygląda następująco: jestem w wieloletnim (ponad pięć lat razem) związku. Ostatnio mój chłopak poznał w pracy pewną kobietę (czy raczej dziewczynę - wszyscy mamy po 25-27 lat). Zawsze wypowiadał się o niej z sympatią. Wiem, że relatywnie często rozmawiają, byli też razem parę razy na kawie/obiedzie po pracy, a raz pojechali wspólnie do innego miasta (też w sprawach służbowych; w jedną stronę w większym gronie, wracali tylko we dwoje). Nie miałabym absolutnie nic przeciwko; zwyczajna dalsza znajomość. Kiedyś spytałam jednak chłopaka pół-żartem, czy ta nowa znajoma aby na pewno wie, że on jest w związku. I tu się zdziwiłam, bo okazało się, że nie. Chłopak twierdzi, że nie było okazji, żeby o tym poinformować. Powiedziałam, że ja zawsze w takich sytuacjach jak najszybciej staram się "przemycić" informację o tym, że jestem związku; czyli po prostu mówię coś w rodzaju "A mój P. też.../byliśmy razem z P. ...", w nawiązaniu do jakiejś wcześniejszej wypowiedzi. Chłopak uznał, że sugerowanie, że ma dziewczynę mogłoby zostać źle odebrane (?), bo to tylko daleka znajomość i zawodowa relacja. Bardzo to dla mnie dziwne podejście... Według mnie takie zachowanie byłoby raczej uczciwe, nawet nie tyle wobec mnie, co w stosunku do tej znajomej (nie wiemy, czy jest samotna). Czy faktycznie moje postępowanie (tj. wspominanie niby "mimochodem", że się z kimś spotykam) jest niezgodne z savoir vivre?
Edytor zaawansowany
  • 16.08.17, 14:45
    Podczas spotkań towarzyskich takie mimochodem wspomniane info jest hak najbardziej ok.
    W pracy raczej niekoniecznie, chyba że w kontekście rozmów luźnych na tematy prywatne. Coś takiego mogło mieć miejsce podczas wyjazdu. Ale z drugiej strony, nikt nie ma obowiązku zwierzac się współpracownikom że szczegółów życia prywatnego.
    Wymuszenie tego typu zachowań na innych nigdy nie jest ok. Jego sprawa jaki ma sposób na relacje w pracy. Tak długo jak jest wobec Ciebie w porządku to, moim zdaniem, nie twoja broszka czy jego koledzy i koleżanki o Tobie wiedzą.
    Jeśli mu nie ufasz, savoir vivre nie pomoże.
  • 16.08.17, 14:59
    Wtrącanie do rozmowy informacji, że ma się kogoś bliskiego nie jest niezgodne z SV. Trzeba tylko wyczuć sytuację, bo czasami taka dygresyjka jest informacją bardzo pożyteczną czy zapobiegliwą, a czasami groteskową i można się tylko narazić na śmieszność.

  • 16.08.17, 16:28
    Wszystko zależy od tego jak prowadzi rozmowę druga strona - jeśli prywatna wymiana informacji ogranicza się do takich o pogodzie czy korkach to takie wtrącanie może nie jest niegrzeczne, ale no dość dziwne i Twój partner ma rację, ze może też być dziwnie odebrane. W tym sensie, ze druga strona może zinterpretować to tak, iż odbierasz jej zachowanie jako podryw i tak się "zabezpieczasz".
    Jeśli natomiast np. gada się o tym jak się weekend spędziło, to raczej trudno mając partnera/męza uniknąć wplecenia w rozmowę takiej informacji, chyba ze się z dowolnej przyczyny nie chce jej ujawniać.

    Ja sama nie czuję potrzeby informowania każdego zaraz, ze mam partnera - bez względu na płeć - dodam. W bliższej relacji samo na ogół wychodzi w rozmowie, w dalszej nie i tez dobrze. Mam całkiem sporo znajomych prywatnych, płci obu, którzy nie wiedzą ze mam partnera, a jeśli to nie ode mnie - zwyczajnie nie było okazji do rozmowy o tym, a także do spotkania ich z nim. Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, a tym bardziej nieuczciwego

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 16.08.17, 17:31
    Informowanie o tym, że jest się w związku, wszystko jedno czy małżeńskim czy konkubenckim, jest niezgodne z SV i ze zdrowym rozsądkiem. Przekazanie takiej informacji jest odbierane jako chwalenie się "patrzcie jaki jestem atrakcyjny / atrakcyjna", co samo w sobie jest absurdalne. To narzucanie się ludziom ze szczegółami swojego życia prywatnego. Twój chłopak postąpił słusznie, że nie informował koleżanki z pracy, o fakcie posiadania konkubiny. Jaki miałby być tego sens i cel?
  • 16.08.17, 18:01
    Sprawa jest delikatna, ale ja jak najbardziej rozumiem Ciebie i Twoje obawy, oraz to, że czujesz się niepewnie. Jeśli jest to znajomość na gruncie zawodowym, to nie powinnaś wyskakiwać z takimi informacjami wyrwanymi z kontekstu, jak królik z kapelusza, bo niby w jakim celu? Informacja taka nie powinna być podawana w oderwaniu od innych, bo wyjdzie po prostu niezręcznie. Natomiast nie ma nic złego w przemycaniu, aczkolwiek i tak musi być ku temu powód.
    Przykład: gdyby jakiś ich kontrahent chciał się spotkać z nimi o godz. 20:00, Twój partner mógłby w obecności koleżanki powiedzieć: "OK, tylko muszę wykonać telefon do mojej dziewczyny, bo pora jest relatywnie późna i może się niepokoić, że nie wracam do domu." W takiej informacji zakodowano zarówno fakt posiadania Ciebie jako partnerki, a także fakt wspólnego zamieszkania smile
    To nie jest sprawa SV, tylko zaufania, które powinno być w każdym związku. Jeśli jednak się okaże, że zaufanie zostało nadszarpnięte, to sprawa się komplikuje...
  • 16.08.17, 18:17
    Dziękuję za zrozumienie. smile Właśnie o tego tego typu luźną, dopasowaną do sytuacji uwagę mi chodziło. Sama też nie opowiadam o swoim związku przy każdej okazji, ale gdy np. kolega proponuje wspólne wyjście, to przy jakiejś nadarzającej się okazji (niekoniecznie w czasie tego wyjścia), staram się jednak jakoś w miarę delikatnie zaznaczyć, że z kimś się już spotykam. Zwłaszcza jeśli rozmawiam z kimś często, tak jak mój chłopak ze swoją znajomą. Zawsze wydawało mi się, że może to jednak czasami pomóc uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, więc zdziwiłam się, że miałoby uchodzić za niekulturalne.
  • 16.08.17, 21:54
    Najprostszy sposób na rozwiązanie sytuacji to przypadkowy okrzyk w tle w trakcie ich rozmowy w stylu "Marcin, obiad gotowy" tongue_out
  • 17.08.17, 08:32
    Ooo, to mi się podoba, ale skąd pewność, że on będzie prowadził rozmowę akurat w trakcie przygotowań do obiadu i w obecności autorki? Raczej się schowa gdzieś z telefonem sad
    Jest też inne rozwiązanie, chociaż dość trudne. Jeśli para tych gołąbeczków pracuje razem w jednej firmie (tak zrozumiałam - to by uzasadniało mnogość wspólnych tematów do rozmów, ale może się mylę), to dobrze by było poznać stamtąd jakąś dziewczynę (tylko pytanie, jak? sad ) do której można byłoby się jakoś zbliżyć, prawie że zaprzyjaźnić i która z czasem donosiłaby w obie strony w sposób kontrolowany.
    Ja miałam kiedyś podobny przypadek wśród znajomych, znajoma koleżanka ostrzyła sobie zęby na innego znajomego, który wolny nie był, a ona jakoś nie przyjmowała tego do wiadomości, albo udawała, że nie wie, o co chodzi. Do czasu, jak na jego profilu na fb pojawił się niewinny wpis innych znajomych chwalących jego dziewczynę ("Jakie piękne fotki, czy byłeś tam razem ze swoją A.?" Wpis został zauważony, napastliwa koleżanka przystopowała. Ale to wymaga spełnienia łącznie pewnych warunków, czyli posiadania facebooka, możliwości komentowania i w miarę częstego zaglądania tamże). Reasumując, myślę, że warto by było zrobić pewną prowokację, ale w tak wyważony sposób, aby nie dało to podejrzeń do opinii, że autorka jest niezrównoważoną, zazdrosną furiatką. I lepiej 2x się zastanowić, niż zrobić coś w sposób nieprzemyślany.
    A najprościej to by było spotkać ich "przypadkowo" w którejś z tych kawiarni, podejść zamaszystym krokiem, uwiesić się chłopakowi na szyi, zatrzepotać rzęsami i z niewinnym uśmiechem powiedzieć: Ooo, co za spotkanie, jak się cieszę, że mogę Ciebie poznać, mój B. tyle o Tobie opowiadał).
  • 16.08.17, 18:08
    Dziękuję bardzo za odpowiedzi. Rozumiem zatem, że poniekąd oboje mamy rację - on nie był zobowiązany o mnie wspominać, ale i ja nie postępuję niegrzecznie mówiąc o swojej relacji nowo poznanym osobom.
    Przy okazji, może nie do końca jasno się wyraziłam - oczywiście, nie czynię takich uwag zawsze i w każdej sytuacji. Zgadzam się, że to byłoby nie na miejscu. Miałam na myśli raczej przypadek, w którym relacja zawodowa zaczyna powoli stawać się bardziej prywatna. Czyli, tak jak w sytuacji, którą opisałam w pierwszym poście, zaczynam spotykać się z kimś poza miejscem pracy, np. wychodzimy wspólnie na kawę i rozmawiamy na tematy bardziej prywatne.
  • 16.08.17, 18:37
    Mnie również dziwią właśnie te ich wspólne wyjścia na kawę i obiady w powiązaniu z przemilczeniem Twojej osoby. Chyba, że są to wyjścia w większym "pracowym" gronie.
    Niestety, nie wiem, co Ci poradzić sad. Na pewno powinnaś obserwować sytuację, żeby wiedzieć, na czym stoisz, ale unikałabym tzw. "poważnych rozmów", bo albo wyjdziesz na "zaborczą z urojeniami" albo Twój partner przejdzie do konspiracji. IMO na to, jak będą wyglądały relacje Twojego partnera z koleżanką z pracy nie masz wielkiego wpływu. Ale, oczywiście, relacje Twojego partnera z koleżanką z pracy mogą mieć wpływ na Wasz związek - zarówno z powodu jego, jak i Twoich decyzji.
  • 16.08.17, 18:13

    animavillis napisał(a):
    > Wiem, że relatywnie często rozmawiają, byli też razem parę razy na kaw
    > ie/obiedzie po pracy,>

    I tu pewnie "pies pogrzebany". Pewnie chodzi ci o to , że chodzą razem na obiad i kawę PO PRACY ? A "po pracy", oznacza że prywatnie...
    Kolejne pytanie, które się nasuwa , czy z kolegami z pracy , chłopak spotyka się na obiedzie i kawie po pracy ? Jeśli tak, to wszystko, myślę ze gra wink
    A koleżanka z pracy samotna, czy zajęta ?
  • 16.08.17, 18:25
    Otóż to - odniosłam wrażenie, że ich znajomość, mimo że zasadniczo służbowa staje się jednak bardziej prywatna. I właśnie w takiej sytuacji sama mimochodem wspomniałabym (i wspominam), że mam chłopaka. Mój chłopak nie jest zbyt towarzyski i zasadniczo rzadko gdzieś wychodzi... Jednak tak, oczywiście, czasami spotyka się z kolegami, z tym że, mam wrażenie, zwykle w większej grupie.
    Co do koleżanki... No właśnie - nie wiem, czy koleżanka jest samotna. Podobno nic na ten temat nie mówiła.
  • 16.08.17, 18:48
    Chłopak nie jest zbyt towarzyski, rzadko gdzieś wychodzi a umawia się ze znajomą z pracy na kawę/obiady we dwoje? Dobrze zrozumiałam z Twoich wypowiedzi w wątku? To już nie wyglądałoby dobrze....
  • 16.08.17, 18:55
    No cóż, tak to wygląda. Tych "kaw" było raptem kilka, ale i znają się zaledwie jakieś trzy miesiące. On zawsze podkreślał, że rozmawiają głównie o sprawach związanych z pracą i ja to jak najbardziej akceptuję. Z drugiej strony, był w stanie opowiedzieć mi o kilku rzeczach związanych z jej życiem prywatnym (np. że ma młodsze siostry), więc najzwyczajniej zrobiło mi się przykro, że skoro rozmawiają też m.in. o rodzinie, nie wspomniał o mnie. No ale pewnie to akurat nie jest już samo w sobie kwestią savoir-vivre. smile
  • 16.08.17, 19:05
    IMO pozostaje Ci obserwowanie tej sytuacji bez gwałtownych ruchów - jak pisałam w poście wyżej:

    Niestety, nie wiem, co Ci poradzić sad. Na pewno powinnaś obserwować sytuację, żeby wiedzieć, na czym stoisz, ale unikałabym tzw. "poważnych rozmów", bo albo wyjdziesz na "zaborczą z urojeniami" albo Twój partner przejdzie do konspiracji. IMO na to, jak będą wyglądały relacje Twojego partnera z koleżanką z pracy nie masz wielkiego wpływu. Ale, oczywiście, relacje Twojego partnera z koleżanką z pracy mogą mieć wpływ na Wasz związek - zarówno z powodu jego, jak i Twoich decyzji.

    Faktycznie, sytuacja jest dość luźno związana z savoir-vivre. Trzymaj się - życzę Ci opanowania i siły.
  • 16.08.17, 19:09
    Brzmi to bardzo rozsądnie. Dziękuję za dobre słowo!
  • 16.08.17, 20:31
    animavillis napisał(a):

    > No cóż, tak to wygląda. Tych "kaw" było raptem kilka, ale i znają się zaledwie
    > jakieś trzy miesiące. On zawsze podkreślał, że rozmawiają głównie o sprawach zw
    > iązanych z pracą i ja to jak najbardziej akceptuję. Z drugiej strony, był w sta
    > nie opowiedzieć mi o kilku rzeczach związanych z jej życiem prywatnym (np. że m
    > a młodsze siostry),

    Nie chcę cię niepokoić, bo i tak już jesteś wystarczająco zestresowana (współczuję) . Niestety kobieca intuicja może ci dobrze 'podpowiadać"... Trzy miesiące znajomości i "takie zaangażowanie" w sprawy zawodowe omawiane po pracy przy kawce i obiadkach ? Jeszcze raz powiem... Jeśli wcześniej nie zdarzało się to w taki sposób, to masz prawo do niepokoju, ponieważ czas który twój M powinien przeznaczyć na sprawy domowe, obiad z Tobą lub kawkowanie, czy odpoczynek po pracy, niestety poświecą jakiejś innej kobiecie... W dodatku nieudolnie tłumacząc to "sprawami zawodowymi" wink No na prawdę zmartwiłabym się jego zaangażowaniem w sprawy firmy i zadatkami na pracoholizm.... Czy jesteś uprzedzana o tym, że pózniej wróci bo kawka , obiadek z panią na mieście ? Proponuję wybrać się na miasto i mimochodem dołączyć do tego "zapracowanego" duetu , wszak, są po pracy, co należy panu przypomnieć smile
  • 16.08.17, 20:40
    lati7 napisał(a):

    Proponuję wybrać się na miasto i mimochodem dołączyć do tego "zapracowanego" duetu , wszak, są po pracy, co należy panu przypomnieć smile


    IMO bardzo zły pomysł - co można w ten sposób uzyskać? Tylko obserwacja niejawna.
  • 16.08.17, 20:59
    IMO skoro facet się przyznał, że nie powiedział o związku to nic nie dzieje oprócz tego, że pan sobie męskie akumulatory ładuje (fuj fuj). Tu stała partnerka zazdrością połechce, tam koleżanka uważająca że wolny dowcipnym flirtem rzuci. Tu trzeba panu szklankę zimnej wody zaserwować, zapisać się na salsę i mieć w dupie z kim na kawę chodzi.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 16.08.17, 21:06
    Tu stała partnerka zazdrością połechce, tam koleżanka uważająca że wolny dowcipnym flirtem rzuci.

    Jest to bardzo prawdopodobne, ale taki związek jest niestety "niefajny". Przerobiłam takie akcje w wykonaniu kilku panów, ewakuowałam się pospiesznie - gry "w salsę" i w "manie w d...ie" nie mają IMO na dłuższą metę sensu.
  • 16.08.17, 21:15
    A mi się wydaje, że pink dobrze pisze. Bo co dziewczynie zostało? Śledzić nie będzie, za rękę trzymać także nie, do pracy z niby-to zapomnianą przez narzeczonego z domu kanapką też nie pobiegnie, conie.

    Spokojnie zająć się sobą i swoim życiem. Wykorzystać okazję. Albo się facet opamięta, albo nie było im pisane. Sytuacja wygląda poważnie - skoro on o niej tyle mówi, to znaczy, że coś jest na rzeczy, jeśli mimo prywatnych tematów o niej tej tamtej nie wspomniał - tym bardziej. To nie jest kwestia s-v tylko dojrzałości i szacunku.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • 16.08.17, 21:25
    Generalnie ja mam wrażenie, w pewnym momencie relacji sporo nawet fajnych osób w podobny sposób sprawdza z czy ich partnerem/ką takie akcje przechodzą czy nie (ewentualnie w wersji snucia opowieści o byłych). Jednorazową próbę należy celnie spacyfikować i odpuścić. Recydywa to już fakt niefajny temat i poziom mania w dupie powinien osiągnąć poziom pt "tam są drzwi". Urządzenie latania za facetem po knajpach, to jak proszenie się o recydywę (wszak oczekiwana nagroda nakarmienia ego nastąpiła). Salsa lepsza. A jak recydywista to też salsa dobra, na stres po rozstaniu pomoże wink

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 17.08.17, 22:56
    dokładnie
  • 16.08.17, 18:28
    nie byłaś przy ich rozmowach, więc nie wiesz czy temat naturalnie "wypłynął" w konwersacji.

    Skupianie się na tym by "przemycić" informację o związku może brzmieć sztucznie. Zresztą nie wiesz czy oni rozmawiają na tematy osobiste (związki, rodzina, dzieci) - niektórzy ludzie nie lubią poruszać takich tematów z osobami z pracy.

    Pretensje (i zaniepokojenie) byłoby słuszne gdyby wyszło na jaw, że on celowo przemilczał Wasz związek - np. na pytanie "Co robiłeś w weekend?" odpowiedziałby jej np. "Byłem na wycieczce rowerowej" w sytuacji, gdy innej osobie z pracy odpowiedział "Byłem na wycieczce rowerowej z moją dziewczyną".

    Jednak, abstrahując od savoir-vivre, rozumiem, że czujesz się trochę nieswojo, bo zwykle im ktoś jest dla nas ważniejszy tym częściej mimochodem o nim wspominamy - np. gdy dla kogoś jego dzieci są bardzo ważne to też się jakoś naturalnie pojawią w rozmowie.

    byli też razem parę razy na kaw
    > ie/obiedzie po pracy, - tu wszystko zależy czy to były spotkania zawodowe (np. chcieli w spokoju omówić jakiś wspólny projekt) czy nie... i czy we dwoje czy z całym zespołem.
    Bo jeśli prywatne i tylko w gronie dwuosobowym to kilka wspólnych kaw/obiadów to już nie jest "daleka znajomość".
  • 16.08.17, 18:33
    firlefanz napisała:

    > Jednak, abstrahując od savoir-vivre, rozumiem, że czujesz się trochę nieswojo,
    > bo zwykle im ktoś jest dla nas ważniejszy tym częściej mimochodem o nim wspomi
    > namy - np. gdy dla kogoś jego dzieci są bardzo ważne to też się jakoś naturalni
    > e pojawią w rozmowie.

    Trudno byłoby lepiej oddać moje uczucia.

    > byli też razem parę razy na kaw
    > > ie/obiedzie po pracy, - tu wszystko zależy czy to były spotkania zawodowe
    > (np. chcieli w spokoju omówić jakiś wspólny projekt) czy nie... i czy we dwoje
    > czy z całym zespołem.
    > Bo jeśli prywatne i tylko w gronie dwuosobowym to kilka wspólnych kaw/obiadów t
    > o już nie jest "daleka znajomość".

    Otóż właśnie o to chodzi, że byli we dwójkę. W przeciwnym wypadku niepokoiłabym się znacznie mniej. smile
  • 16.08.17, 21:36
    to są trzy opcje -
    a) były to spotkania zawodowe - tu pytanie do Ciebie czy oni mają wspólny projekt/zadanie albo czy mają stanowiska zależne od siebie, na których wymagana jest ciągła współpraca? (Z mojego doświadczenia to żeby omówić sprawy zawodowe w przyjemniejszej atmosferze niż przy biurku albo oderwać się od pracy częściej chodzi się na obiad/kawę w trakcie przerwy. A po pracy spotykają się raczej ludzie, którzy oprócz tego, że razem pracują to się też lubią prywatnie.)
    b) polubili się i są po prostu dobrymi przyjaciółmi - tak jak pisałam, jeśli to nie były spotkania zawodowe to nie można nazwać tego "daleką znajomością". Jeśli ludzie kilkakrotnie spotykają się sam na sam bez kontekstu zawodowego to zdecydowanie się lubią.
    c) rzeczywiście coś jest "na rzeczy" - ale trudno mieć pretensje do tej koleżanki, bo z Twojego postu wynika, że prawdopodobnie nie wie, że on jest w związku.
  • 17.08.17, 09:43
    firlefanz napisała:

    > to są trzy opcje -
    > a) były to spotkania zawodowe - tu pytanie do Ciebie czy oni mają wspólny proje
    > kt/zadanie albo czy mają stanowiska zależne od siebie, na których wymagana jest
    > ciągła współpraca? (Z mojego doświadczenia to żeby omówić sprawy zawodowe w pr
    > zyjemniejszej atmosferze niż przy biurku albo oderwać się od pracy częściej cho
    > dzi się na obiad/kawę w trakcie przerwy. A po pracy spotykają się raczej ludzie
    > , którzy oprócz tego, że razem pracują to się też lubią prywatnie.)

    Tak, realizują wspólny "projekt", to akurat wiem na pewno, bo P. dużo o tym opowiada. Myślę, że spotkania po pracy mogą też wynikać z tego, że u nich nie ma właściwie żadnych większych przerw.

    > c) rzeczywiście coś jest "na rzeczy" - ale trudno mieć pretensje do tej koleżan
    > ki, bo z Twojego postu wynika, że prawdopodobnie nie wie, że on jest w związku.

    I to właśnie to jest wg mnie największy problem. Chłopakowi dość mocno ufam, znamy się już bardzo długo i nigdy nie wykazywał żadnych tendencji do "skoków w bok". Myślę jednak - i sama podkreśliłam to w rozmowie z nim - że jego zachowanie jest trochę nieuczciwe właśnie wobec tej koleżanki. Gdybym sama nawiązała bardziej przyjacielską relację z kolegą z pracy, współpracowała z nim bliżej i wychodziła na kawę, żeby pogadać, a do tego byłabym samotna, to zdziwiłabym się (i może poczuła oszukana?), gdyby po kilku miesiącach okazało się, że - dajmy na to - kolega ma żonę i dziecko, a o nich nigdy nie wspominał.
  • 17.08.17, 14:34
    Uh, bez obrazy, jakoś trudno mi uwierzyć, ze cały wątek powstał po to, żeby się dowiedzieć, czy twój chłopak nie jest niegrzeczny w stosunku do tamtej dziewczyny.

    --
    cute but psycho. things even out
  • 17.08.17, 14:34
    Uh, bez obrazy, jakoś trudno mi uwierzyć, ze cały wątek powstał po to, żeby się dowiedzieć, czy twój chłopak nie jest niegrzeczny w stosunku do tamtej dziewczyny.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • 17.08.17, 18:01
    jeśli wspólnie nad czymś pracują to całkiem normalne, że się spotykają. I jeśli u nich nie ma przerwy (myślałam, że pracują w korporacji, gdzie często jest przerwa obiadowa o z góry wyznaczonej godzinie) to także mnie już nie dziwi, że spotykają się po pracy.

    niestety nie jesteś w stanie zweryfikować jak było naprawdę - tylko Twój chłopak wie czy temat naturalnie "nie wypłynął" w rozmowie i rzeczywiście nie było żadnej okazji, żeby powiedzieć np. "Muszę już się zbierać, bo o 19.00 idę z animavillis do kina" czy świadomie przemilczał informację, że jest w związku.

    Koleżanka może być nim w ogóle niezainteresowana... więc niekoniecznie będzie się czuła "oszukana" gdy się dowie, że on jest w związku.
  • 17.08.17, 18:10
    firlefanz napisała:

    > Koleżanka może być nim w ogóle niezainteresowana... więc niekoniecznie będzie s
    > ię czuła "oszukana" gdy się dowie, że on jest w związku.

    Oczywiście, też liczę się z taką ewentualnością. A jednak sama, biorąc pod uwagę możliwość, że jednak ktoś mógłby być mną zainteresowany, zawsze staram się o partnerze wspomnieć. Uważam, że pomaga to oszczędzić rozczarowań.
  • 23.08.17, 13:13
    firlefanz napisała:

    > jeśli wspólnie nad czymś pracują to całkiem normalne, że się spotykają. I jeśli
    > u nich nie ma przerwy (myślałam, że pracują w korporacji, gdzie często jest pr
    > zerwa obiadowa o z góry wyznaczonej godzinie) to także mnie już nie dziwi, że s
    > potykają się po pracy.

    Dlaczego? Co ma do tego przerwa obiadowa czy jej brak?
  • 23.08.17, 19:01
    to czy jest przerwa obiadowa, czy nie pozwala lepiej ocenić czy wspólne wyjście na obiad świadczy o bliskiej znajomości czy nie.

    Jeśli byłaby przerwa obiadowa to fakt, że chłopak i koleżanka idą na obiad po pracy zamiast wyskoczyć w czasie przerwy świadczyłby, że rzeczywiście albo bardzo się lubią albo kroi się między nimi jakiś romans.

    Ale jeśli nie ma długiej przerwy to gdy chcą się oderwać, przedyskutować wspólny projekt, spotykają się po pracy - przynajmniej jest to mniej "podejrzane" smile
  • 24.08.17, 00:31
    Dla mnie sprawa jest jasna - nie mowi, unika mowienia o partnerce bo ma nieczyste zamiary. i tyle.
    rozumiem raz tak wyjsc, dwa razy. ale tyle czasu i "nie bylo okazji"?? ? lolol

    jak to mowia - zeby nie wiem jak sie krecic .... zawsze z tylu.

    Minnie


    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 24.08.17, 08:26
    A ja wierzę, ze nie było okazji, bo sama mam takei sytuacje i znajomych, z którymi nie ma okazji mówic o tym, że jestem w związku (czy też oni). Taka informacja nie jest tajna, ale tez nie jest im i mnie do niczego potrzebna -0 co w tym nadzwyczajnego?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 24.08.17, 22:47
    kora3 napisała:

    > A ja wierzę, ze nie było okazji, bo sama mam takei sytuacje i znajomych, z którymi nie ma okazji mówic o tym, że jestem w związku (czy też oni).

    (poczatek watku: Ostatnio mój chłopak poznał w pracy pewną kobietę (czy raczej dziewczynę - wszyscy mamy po 25-27 lat). Zawsze wypowiadał się o niej z sympatią. Wiem, że relatywnie często rozmawiają, byli też razem parę razy na kawie/obiedzie po pracy, a raz pojechali wspólnie do innego miasta (też w sprawach służbowych; w jedną stronę w większym gronie, wracali tylko we dwoje). Nie miałabym absolutnie nic przeciwko; zwyczajna dalsza znajomość

    acha, i nawet na wspolnym wyjezdzie sluzbowym nie bylo okazji aby napomnknac "przepraszam ale musze na moment zadzwonic do mojej ukochanej"? nie wspominajac ze podczas wspolnego powrotu we dwoje rzadko sie zdarza aby nie rozmowa nie zeszla na tematy jakies bardziej osobiste "o, ja tez bardzo lubie filmy sci-fi, a moja zona znowu tego nie cierpi wiec zawsze sam ogladam"..

    ty tez tak, Koro?
    przedziwne, doprawdy.

    Minnie

    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 25.08.17, 09:41
    No właśnie-to samo pomyślałam.Nie ma bata żeby przy tej ilości spedzanego wspólnie czasu informacja nie wypłynęła w sposób naturalny (nie ni z gruszki ni z pietruszki tylko włąśnie-BYLiŚMY, przyszedł ktos DO NAS) o ile się człowiek nie pilnuje. Obstaję przy teorii że wielu panów kompletnie podświadomie związki zataja ponieważ wiele kobiet podświadomie inaczej odnosi się do wolnych niż zakapciowanych, Są bardziej ożywione,błyskotliwe co wizualnie jest przyjemne i dodaje bigla rozmowie.Przy czym panie mogą wcale nie szukać przygód.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 25.08.17, 10:14
    Ciekawa teoria Babo, nie obserwuję bynajmniej, ale pewnie masz swoje rzetelne obserwacje...
    Ja natomiast mam inne ... Otóż - po pierwsze są ludzie, którzy nie lubią mieszania spraw prywatnych z zawodowymi. Ja do nich nie należą - uprzedzam, ale znam takie. Po drugie są zespoły , w których takowe mieszanie jest źle widziane bez względu na stosunek do tego ich ze tak powiem członków. I w końcu jest gatunek ludzi nieprzyspawanych do partnera/rki. Do tych ostatnich ja należę i NAPRAWDE nie czuję nijakiej potrzeby mówić "my" do ludzi, którzy znaja tylko mnie. Nie, nie "pilnuję się" - po prostu tak mam...
    W zeszłym roku czesc wakacji spędzałam z moją siostrą i jej synem - też mówila,, ze jade na urlop a nie jedziemy z siostrą i siostrzeńcem - ktos kto naturalnie mówi o sobie i partbnerze my - zawsze i bez wzgledu na otoczenie pewnie tego nie zrozumie, bo własnie naturalnier tak robi. A ktoś inny naturalnie ma inaczej tongue_out)

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 25.08.17, 11:10
    Ty nie masz, większośc ludzi ma.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 25.08.17, 11:29
    Nie Babo, wiekszosc nie ma - w tym rzecz. Wszystko zalezy od rodzaju relacji, stopnia znajomości. Moja kolezanka bardzo bliska rzeczniczka opowiada mi czasem o swoim synu, a inny rzecznik tej samej słuzby z innego miasta - mily fajny pan, który zamienia ze mną prywatne komentarze ale b. luźne nawet nie wiem czy dzieciaty -

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 25.08.17, 18:19
    baba67 napisała:

    > Ty nie masz, większośc ludzi ma.

    Nie, pewnie po prostu Ty tak masz i uważasz, że tak powinno być, więc rozciągasz to na "większość".
  • 25.08.17, 18:21
    Większośc ludzi których znam.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 25.08.17, 18:26
    A, no to co innego.
  • 25.08.17, 10:03
    Wiesz, jak żyję nie słyszalam nigdy podczas jakiegokolwiek sluzbowego spotkania, by ktokolwiek przepraszał, ale musi zadzwonić do ukochanej/ukochanego - moze przedziwne, ale tak wlasnie jest. Dla mnie takie coś byłoby przejawem bezmiernej egzaltacji.
    natomiast słyszałam, zw ktoś musi zadzwonić, albo zadzonić do męza/żony/ojca/ szefa/syna - zaleznie od stopnia zazyłosci z taką osobą.

    Sama jesli muszę zadzwonić do mego partnera - obiojetnie czy w prywatnym gronie czy słuzbowym - móiwę , ze przepraszam, musze zadzwonić - WYCHODZE i dzwonię. To czy mówię ze do niego - zależy od tego czy obecne na spotkaniu osoby go znają. Dla mnie to jest całkowicie normalne

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 25.08.17, 20:51
    Koro, problem w tym, że jak napisała wątkodajka - jej partner z ta koleżanką spędza czas nie tylko służbowo! Np ze służbowego wyjazdu wracali tylko we dwoje. Mało tego, wątkodajka napomknęła gdzieś, że jej partner wie np o siostrach tejże koleżanki itp. Czyli to nie kwestia braku okazji! A to już jednak ciutkę powinno ją zaniepokoić, bo zakrawa właśnie na ukrywanie związku przed nowa koleżanką... Bo jeśli np w drodze z delegacji ona wspomniała, że w ubiegły weekend była z siostrą w galerii X na wystawie grafik Alojzego Pipsztyckiego, a pan na to, że też był, bardzo ciekawe, ale fatalnie oświetlone - nie wspominając ani słówkiem, że był, owszem, ale ze swoją partnerką - to już nie do końca ok. Bo to jest właśnie taka okazja, przy której w naturalny sposób można by wspomnieć o swoim związku. I jeśli ta wzmianka się nie pojawiła - to dla mnie byłby to sygnał ostrzegawczy. Bo jeśli się z kimś jest - to wspomina się o nim kompletnie mimowolnie, w takich drobiazgach:

    - Idziesz po pracy na piwo?
    - Nie, umówiłam się z mężem.

    - Czytałeś najnowsza powieść najnowszego noblisty?
    - Jeszcze nie, żona wzięła z biblioteki, ale ona ma pierwszeństwo, jak skończy to ja przeczytam.

    - Byłeś w kinie na ...
    - Tak, w weekend wybraliśmy się z Kasią, świetne efekty specjalne.

    I tak dalej.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 26.08.17, 09:20
    Ale prawda jest tez że są ludzie niezbyt chetnie mówiący o swojej rodzinie, nawet przyjaciołach nie dlatego e są jacys nieciekawi tylko dla nich każda wzmianka o innym człowieku to prawie plotkowanie. I oni nie "MY'ują. Znam taką osobę, tylko jedna, płci męskiej a jakże wiernym małzonek od lat 30 prawie (wszystko na to wskazuje przynajmniej)zonę znam tak samo długo jak jego a dialog potrafil być taki:
    -Warto tę Wisłocką zobaczyć, naprawde super realia , tydzień temu widziałem
    Na to ja złośliwie bo o tym że że byli dowiedziałam się wcześniej od żony: Widziałeś? To Ela nie mogła? Sam byłeś? .
    Małpa jestem, wiem znamy sie tyle że się przyzwyczaiłam, niemniej za każdym razem mnie to uderza, czyli nie jest powszechne w kręgu w którym się obracam.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 26.08.17, 10:03
    No widział chłop - a cóż to jest jedną osobą z tą żoną? Mnie z kolei śmieszy, jak ktoś cały czas utozsamia się z inna osobą - czy to będzie matka, dziecko, czy partner. Jak wspomniałam - za studenckich czasów miałam kolegę o ksywce "moja mama" - chłop na każdy temat wtrącał co o tym sądzi lub sądziłaby jego matka - kogo to interesuje? smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 26.08.17, 18:34
    Chodzi o to że jeśli na ogół parowani "my" ują a on tylko nie i to takie dziwne sie wydaje. A matka i dziecko to naprawde inna bajka, tu juz mamy albo nieodpępowienie (matka) albo zdziecinnienie (dziecko). Przypomniała mi sie gdzies tu wyczytana humorystyczna historyjka jak to młoda mama robiła zakupy w osiedlowym sklepie niesamoobslugowym. Wjeżdzała wózeczkiem z ok rocznym dzieckiem i zaczynało się :
    "No to co my wezmiemy?A, marcheweczki z kilo,kupimy jeszcze chlebka pól."..no i dalej w ten deseń.
    Razu pewnego mama została odciążona przez teściową i przyszła do sklepu sama, a że pzywyczajenie druga naturą...miny kolejkowiczów-bezcenne.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 27.08.17, 01:29
    baba67 napisała:

    > Chodzi o to że jeśli na ogół parowani "my" ują a on tylko nie i to takie dziwne
    > sie wydaje. A matka i dziecko to naprawde inna bajka, tu juz mamy albo nieodpę
    > powienie (matka) albo zdziecinnienie (dziecko).

    No, jeśli o to chodzi, i jeśli już jesteśmy w Krainie Kory - pardon: krainie Offtopu wink, to są pary, które wytwarzają taką pępowinową relację. Ona jest jego małym kurczaczkiem, on jej dużym misiem, czyli zabawa w tatę i córeczkę. Albo analogicznie w mamusię i synusia. Jakkolwiek by to niesmacznie nie zabrzmiało. Jedna z koleżanek z roku mówiła z takim właśnei mamusiowym rozczuleniem o swoim związku: 'mam dwójkę dzieci: rocznego Adasia i mojego mężulka'. Mężulek często występował w różnych historiach, które udowadniać miały jego infantylizm i nieporadność - żona pojawiała się w nich jako ta, która skaleczone kolanko mężulka opatrzy i nosek mu wytrze.
    --
    cute but psycho. things even out
  • 27.08.17, 12:01
    Babo, zdaje się Madzioreck zwróciła Ci uwagę na to, że TOBIE zdaje się, ze wszyscy sparowani "myują", a tymczasem może w Twoim otoczeniu, a normanie - NIE. Jasne, jeśli mowa o sytuacji, gdy rozmowca zna druga połowę to mowienie my jest naturalne, ale jeśli nie - wcale nie.
    Pamiętam taką sytuację, gdy z moim eksem pracowaliśmy nad sprawą pewnej sytuacji dotyczącej jednego włodarza gminy. Sprawa nie miała charakteru obyczajowego, a pan nam stale wspominał, że jego zona bardzo to przezywa ird. Było to dla nas niesmaczne - bo w sumie CO nas to obchodzi? pcacowalibyśmy na tym matrtiałem (gdzie wójt miał bezsporne racje) czy jego zona, matka, dziadek, czy wnuk to przezywaliby czy też nie.
    Niektorzy ludzie, poniekąd zwykle słusznie uważają, ze zwyczajnie NIE WYPADA mówić o prywatnych bardzo sprawach w relacji może i prywatnej czy półprywatnej ale niezbyt bliskiej.
    Po prostu jest to nieeleganckie , często bardzo sztuczne i dziwne zwyczajnie.
    Poza tym nie bierzesz chyba pod ywagę jednej rzeczy, o której wspomniałam już. Mianowicie czasem swiadomie, a czeem podświadomie nie chcemy z kims skracać dystansu. Nie chcemy, nawet jeśli ktoś nam o sowim mniej lub bardziej osobistych sprawach opowiada. Mam w oroczeniu kilka takich osob, których nie ze nie lubię, bo lubię, ale nie chcę, by za wiele o moim zyciu wiedziały, bo mam przekonanie graniczące z pewnoscią, że będą się w nie pchaćsmile I tak np. ostatnio, gdy moja mama była na badaniach w szpitalu nie wspomniałam o tym pewnej znajomej, z którą i innymi osobami spędzałam czas. Przyjechała moja przyjaciolka i pyta, jak moja mama, kiedy wychodzi - normalne, ona wiedziała. Znakoma zaraz "atak" - co się stało, na co leży ile ma lat, na co się leczy ...No horror. Powiedziałam, ze profilaktyczne badania i usiłowałam zmienić temat, ale poani zaraz opowiedziała jak jej pół rodziny ostatnio w szpitalach lezało ...
    Być może pan parner wątkodawczyni wlasnie nie chce skarać dystansu z kolezanką i choć wysłuchuje co ONA ma do powiedzenia, bo sama gada, to o sobie mówi mało - proste.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 12:20
    Po pierwsze-chłopak jakoś nie wygląda na takiego co chce trzymać dystans.
    Po drugie -to nie jest daleka znajoma tylko ktoś z kim się spędza sporo czasu i porusza tematy pozasłużbowe.
    Twoje wywody nie sa pozbawione racji tyle tylko ze nie pasują do tej sytuacji.
    Niemniej nie dopatrywałabym się od razu zapędów romansowych, jak nadmieniłam, miło czasami poudawać wolnego po prostu.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 27.08.17, 12:33
    baba67 napisała:

    > Po pierwsze-chłopak jakoś nie wygląda na takiego co chce trzymać dystans.


    Babo, a mnie on nijak nie wygląda, bo go nie znam. Nie wiem jako ma charakter, nie wiem też dlaczego zależy mu być może na poprawnych, ale niezbyt bliskich relacjach z kolezanką z pracy. Sytuacje bywają naprawdę różne - w jednej z moich poprzednich prac współpracownica miała poważny poroblem z szefem - pracowała w innym dziale. Nie byłyśmy blisko jakoś, ale no chciała o tym ze mna pogadać - może bała się z kimś innym np. niedyskrecji. Spotykałyśmy się po pracy na neutralnym gruncie i rozmawiałyśmy o tym problemie, ale tez o drobiazgach dnia codziennego. Byłam wówczas męzatka ale nie wspominałam jej o tym, bo nie miała nic do rzeczy ...Gdyby na jej miejscu był pan, a ty obserwowałabys tę sytuacje, pewnie byś już "znalazła" drugie dno

    > Po drugie -to nie jest daleka znajoma tylko ktoś z kim się spędza sporo czasu i
    > porusza tematy pozasłużbowe.


    No ja sporo czasu spędzam z niejaka panią M. - gra w turniejach tych samych co ja i poruszamy tematy poza turniejowe. Pani wszelkie od raty swego kredytu, po przeboje miłosne, ja - ogólne smile o moim partnerze nie wie, a jeśli - nie ode mnie smile

    > Twoje wywody nie sa pozbawione racji tyle tylko ze nie pasują do tej sytuacji.
    > Niemniej nie dopatrywałabym się od razu zapędów romansowych, jak nadmieniłam, m
    > iło czasami poudawać wolnego po prostu.
    >


    Oj Babo, sensacyjna ciotka z Ciebie - jak wspomniałam - powodów do milczenia w tematach swoich osobistych spraw może być wiele. Watkodawczyni ma z tym problem, czy raczej miała, bo sama jak porzyznaje, zaraz natrąca o swego partnera w takich sytuacjach. Ja nie, więc doskonale chłopa rozumiem smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 26.08.17, 10:00
    Vi, ja doskonale rozumiem o co Ci chodzi, tylko nie pojmuję dlaczego takie coś miałoby być obligacyjne w kontaktach także prywatnych. Jak już kiedyś wspomniałam w innym wątku - mam szerokie grono znajomych z różnego klucza, o rożnym stopniu zazyłosci z nimi. I czesc z nich nie wie nawet, ze jestem w jakimś związku. smile A jeśli, to nie ode mnie - zweirzac się tym osobom nie mam zwyczaju, w domu moim nie bywają, a do wspominania o partnerze nie ma okazji. Tak, wiem - są ludzie, gdzie wszystko jest taką okazją o nie uważam tego za złe. Mam taką znajomą, która widziana 5 razy w życiu opowiedziała mnie i innym praktycznie wszystko o sowim życiu, łącznie z tym w jakim banku ma kredyt na mieszkanie i ile wynosi rata i czynsz za mieszkanie smile Nie żeby mnie taka informacja jakoś zniesmaczała, ale no ja nie czułam potrzeby opowiadania, że nie mam kredytu i ile czynsz wynosi -po prostu nie, choć to żadna tajemnica przecież.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 26.08.17, 10:36
    Koro, oczywiście, że nie ma żadnego obowiązku mówienia. Nie ma go nikt, ani ty, ani twój partner, ani też partner watkodajki. I nie ma to, chroń Bóg, nic wspólnego ze stanem cywilnym, bo dotyczy identycznie mnie i mojego męża. Z tym, że jednak rozumiem wątkodajkę, że nie do końca jej się podoba, iż jej partner spędza z nową koleżanką bardzo dużo czasu, jada obiadki, jeździ w delegacje [z których wracają tylko we dwoje] i czort wie co jeszcze, a on się pannie nawet nie zająknął, że nie jest singlem, mimo, że o jej "kwestiach rodzinnych" został jakoś tam poinformowany. Bo jednak MOŻE to budzić podejrzenia, że panu się panna po prostu podoba, że czaruje i flirtuje - ergo jest nie w porządku wobec obydwu pań. Czy jest to PEWNE, że tak postępuje? Oczywiście, że nie!
    I, żeby nie było. Nie uważam, że powinno się komukolwiek opowiadać o kwotach czynszowych, kredytach czy temu podobnych - o ile temat rozmowy nie dotyczy powyższych tematów. Tak samo zresztą jak i o rodzinie. Jednakże... Jeśli pan do tej pory nie obiadował z koleżankami z pracy, nie jeździł z nimi we dwoje, nie spędzał czasu po pracy itd, a nagle zaczął plus nie wspomina nowej koleżance o tym, iż w związku jest - to jest już nieco nie tak.
    Weź też pod uwagę, że choćby ze względu na specyfikę twojej pracy masz nietypową sytuację towarzyską - większość ludzi jednak inaczej. I nawet ci, którzy z różnych przyczyn decydują się na związek nieformalny [nie lubię określenia "partnerski" - bo to jakby zakładanie, że związek małżeński nie może być partnerski] nie czuliby się komfortowo, gdyby się okazało, że ich partner ukrywa ich istnienie przed inną osobą. Zresztą i w twoim przypadku... Wspominałaś, że twój partner nie jest osobą bardzo towarzyską - nie miałabyś niemiłego ukłucia, gdyby nagle zaczął z jedną koleżanką mieć jakieś interesy, sprawy do omówienia, wspólne wyjazdy, kawki, obiadki, i po jakimś czasie okazałoby się, że pomimo tej całej zażyłości nawet jej nie wspomniał, że jest w związku? Podkreślę, nie chodzi mi czy zrobiłabyś mu scenę, ciche dni, zabiłabyś potencjalną rywalkę czy rzuciła się malowniczo ze skały w toń jeziora. Tylko czy nie miałabyś gdzieś wewnętrznie, podświadomie niemiłego "ukłucia"?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 26.08.17, 11:30
    A widzisz Vi - owszem miałam taką sytuację, jak sobie teraz uświadamiam. Przez pierwsze parę lat naszego związku mój partner pracował tu na miejscu. Znalam wszystkich jego współpracowników - w tym jedyna panią - sekretarkę. Znalam, bo bywałam często w jego pracy - rekreacyjnie ze tak powiem. Na terenie budynku gdzie pracował miał również służbowe lokum.
    Kiedy awansował i przeniósł się do miasta odległego o 400 km nie bywałam u niego w pracy, bo mieszkanie służbowe miał gdzie indziej, a wejście do budynku gdzie pracował wymagało przepustek itd. Nie widziałam sensu ta łazić, jak byłam u niego smile Miał także swoją sekretarkę, z którą owszem - jeździł w delegacje np. zagraniczne, bo jednocześnie była ona tłumaczką, a rozmowy były na takim szczeblu, że wymagały tłumaczy, nawet jeśli rozmówcy mogliby dogadać się samodzielnie.
    Nigdy nie pytałam mego partnera czy owa pani wie o moim istnieniu - do głowy by mi to nie przyszłosmile

    Natomiast raz zdarzyła się taka sytuacja, że nie odbierał żadnej ze swoich komórek, a potrzebowałam pilnego kontaktu. Zadzwoniłam więc na telefon stacjonarny, na sekretariat. Przedstawiłam się normalnie - Kora Iksińska i zaptrałam, czy mogę rozmawiać z pułkownikiem Ygrekowskim. Pani mnie zapytala w jakiej sprawie - uczciwie rzekłam, że w prywatnej. Pani powiedziała, ze w tej chwili ma spotkanie, ale przekaże mu, że dzwoniłam i zaptrała, czy może oddzownić na numer, który się wystwietla. Mój partner zna wszystkie numery telow jakimi dysponuję, ale nie uświadamiałam tego pani, powiedziałam, że tak. No i oddzwonił po półgodzinie smile
    Panią ową, atrakcyjną i młodą osobę poznałam dopiero przy okazji zakończenia pracy przez mego partnera tam - na pożegnalnej imprezie. Nie mam zielonego pojęcia, czy wcześniej wiedziała o moim istnieniu i prawdę powiedziawszy dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę, gdyż wcześniej wcale się nad tym nie zastanawiałam smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 26.08.17, 11:40
    Koro, udajesz, że nie rozumiesz - brzydko. tongue_out
    Po pierwsze: problem wątkodajki jest w tym, że nie chodzi o relację stricte służbową. I GDYBY tój partner z rzeczoną sekretarką kawkował, spotykał się po pracy itd - to byłaby całkiem inna kwestia, z czego, oczywiście, doskonale zdajesz sobie sprawę a udajesz "głupio naiwną".
    Po drugie: Sekretarka NIE JEST koleżanką z pracy - jest podwładną, a to całkowicie zmienia relację, co również doskonale wiesz.
    i po trzecie wreszcie: i ty i twój partner nie jesteście już w wieku "rynku matrymonialnego". Bo inne są potencjalne oczekiwania od osoby -30, a inne od 40+, nawet jeśli jest ona brana pod uwagę na wspomnianym "rynku".

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 26.08.17, 11:51
    Niczego nie udaję - mało to jest romansow w relacjach szef - podwładna? Podwładnej może chodzić nie tak o matrymoniumsmile, jak np. o korzyści w pracy ...Nie zdarza się, no zdarzasmile
    Mój partner ze swoimi podwładnymi i tam i tu miał zawsze relacje kolezńskie mimo podległości służbowej - np. z wszystkimi najbliższymi współpracownikami był na ty - żeby nikogo nie wyróżniać. Z tą pania - także. Te ich służbowe wyjazdy był 2-3 dniowe, podejrzewam, że po rozmowach z kontrahentami i służbowym lunchu czy obiedzie szli na jakas kawę, czy kolację w restauracji hotelowej - co w tym dziwnego? Mieli się pozamykać w pokojach i medytować?smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 26.08.17, 12:07
    Oczywiście, że romanse szef - podwładna były, są i zapewne będą. Zwykle jednak nie są one, jak określiłaś, prowadzące do matrymonium, a np. korzyści w pracy. Tu jednak jest całkiem inna sytuacja: wszyscy troje to ludzie dość młodzi [a więc nie szefujący], w wieku 25-27 lat, a więc i zapewne, jak większość osobników w tym przedziale wiekowym, przynajmniej z grubsza jednak nastawionym na matrymonium. I nie mam tu na myśli stricte ołtarza czy tam USC, ale właśnie bycie razem.
    Jeśli twój partner i jego sekretarka spędzali razem czas - to zupełnie nie wierzę, że ona nie wiedziała o twoim istnieniu. A TO właśnie jest problemem wątkodawczyni, że przypomnę. Nie fakt, że jej partner poszedł z koleżanką na kawę, tylko to, że przed tą koleżanką ukrywa swoje bycie w związku. Zupełnie serio - w relacji półtowarzyskiej nie wierzę, że twojemu partnerowi przez te kilka lat ani razu nie wyrwało się "Byliśmy z Korą w X na pokazie" czy "W weekend nie mogę, bo jadę z Korą do Krynicy/Karpacza/Koniakowa", albo inne tego rodzaju. I nie chodzi mi o to, że on jakoś celowo tej pani o tym mówił, żeby ją "uświadomić" że otóż nie jest do wzięcia i niech na niego nie śmie lecieć! Nie! Po prostu NORMALNYM jest, że jeśli się z kimś jest, czasem się różne rzeczy robi wspólnie to i w normalnej rozmowie się o tym wspomina. Mimochodem.
    I, oczywiście, nie każdemu i nie na wstępie, ale skoro relacja partnera wątkodajki i jego nowej koleżanki przewiduje jego wiedzę o jej rodzeństwie itp - to powinna tez przewidywać jej wiedzę o związku pana.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 27.08.17, 11:29
    Vi - uczciwie napisałm, ze NIE WIEM czy ta pani wiedziała o moim istnieniu czy nie -bo nogdy się nad tym - d0 czsu tego watku hehe nie zastanawiałam. Natomiast z własnego doswiaczenia wiem, ze osobo, które mego partnera nie znają a mnie tak zdarza mi się nie wspominać o nim, gdy brak okazji.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 12:00
    Koro, przyjmij do wiadomości, że właśnie o ten "brak okazji" wątkodawczyni ma wątpliwości! Bo skoro panna wspomniała o swoich siostrach czy inne takie - to okazje do wspomnienia o swoim partnerstwie BYŁY. A pan zmilczał. Czego jeszcze nie rozumiesz? Gdyby pan z koleżanką rozmawiał TYLKO na tematy służbowe - nie byłoby o czym mówić. Gdyby nie poruszali kwestii rodzinnych - także. Ale i jedno i drugie miało miejsce.
    I nie wiem czy byłabyś zadowolona, gdybyś się znalazła w analogicznej sytuacji - czyli, że twój partner z jakąś koleżanką rozmawia, spędza czas, kawkuje [czego wcześniej nie robił z nikim ze współpracowników!], gadają o wszystkim, relacjach rodzinnych, preferencjach itd ale w efekcie on zataja informacje, że od kilku co najmniej lat jest z tobą w związku. Bo w tym momencie - zaczyna to wyglądać właśnie na zatajanie informacji. I nie, że podejrzewam iż partner chce wątkodajkę wymienić "na nowszy model". Ale być może łechce jego ego, że nowa koleżanka z nim trochę flirtuje, co [przypuszcza] skończyłoby się z jej wiedzą o jego partnerce? Być może dostrzega w tym jakieś korzyści własne?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 27.08.17, 12:08
    O,o własnie. W momencie dowiedzenia sie o partnerce zacznie się sie nudno i zwyczajnie bez tego orzezwiajacego "czegoś".Desantu sie nie przewiduje ale dlaczego miłych chwil nie przedłuzyć?

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 27.08.17, 12:20
    Babo, a zawsze trzeba szukać jakiegoś drugiego dna? Nie można się z kimś zwyczajnie kolegować? Znać?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 12:27
    Po raz juz chyba trzeci w tym watku piszę że o zapędy romansowe chłopaka nie podejrzewam.Oczywiście że się można znać i kolegować damsko-męsko tyle tylko że po co przemilczać fakt poważnego związku?
    Ano żeby sobie poudawać wolnego choć jakiś czas bo to miłe uczucie przed atrakcyjna kobietą.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 27.08.17, 12:46
    Z różnych powodów Babo - np. z niechęci do przenoszenia swego prywatnego zycia na inny niż zawodowy grunt z daną osobą smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 12:14
    Vi - zacząc należy od tego, że ja najpewniej bym się nie zastanawiała nad ty,m, czy taka osoba o mnie wie - serio.

    Wydaje mi się, że kazda z na opiera swe przekonanie na swoim zyciu i doświadczeniu. Ja bym się nie zdziwiła, bo SAMA mam znajomych płci obu, którzy o moim partnerze nie wiedzą, bo właśnie - nie było okazji. Nie było jej dla mnie - choć niektóre z tych osób dość obficie opowiadają o swoim życiu otoczeniu. Mnie to - uprzedzając - nie przeszkadza, ale rewanzowac się nie zamierzam, bo nie chcę skracać z tymi osobami dystansu.
    To, ze pan wie, iż pani ma siostry o niczym nie świadczy Vi - pani może być sobie gadatliwa - proste. A i niekoniecznie - ja wiem, ze mój znajomy ma brata, bo brat ow niedawno miał wylew, pan jechał go odwiedzić i musial się wykreślić z trurnieju, a ze grał ze mną w deblu, to czuł się w obowiązku wyjasnic, że nasze turniejowe plany pokrzyżowała wazna życiowa sprawa, a nie widzimisię.
    Kompletnie nie czułam, że powinnam panu rewanżować się informacja, że mam zdrową jak koń siostrę - serio. Gdybym niedajbóg była w adekwatnej sytuacji do pana, to pewnie TEŻ powiedziałabym, ze przepraszam, ale taka i taka sytuacja z siostrą nie oczekując wcale, że zwierzy mi się z tematu posiadania lub nie rodzeństwa. Mam nadzieję, ze rozumiesz o co mi chodzi ...Jasne, często tak jest, ze nawet podczas służbowych rozmów ludzie wtracaja różne uwagi bez znaczenia , które swiadczą o tym ze mają dzieci, partnera., psa, teściową itd. Nie ma w tym nic złego, jeśli nie jest natarczywe, ale nie jest to też konieczne, nawet jeśli druga strona tak robi.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 12:28
    Koro - problem w tym, że pan wcześniej z koleżankami nie kawkował, nie obiadkował itd. Z tą - i owszem, kawki i obiadki. I TEJ właśnie koleżance PRZYPADKIEM nawet się nie zająknął, że od kilku lat jest z dziewczyną w stałej relacji? Serio nie zauważyłabyś w takiej sytuacji nic niepokojącego? Może nie teraz, bo już lat masz ciutkę więcej, ale mając te 25 - 26? Sorry, ale nie uwierzę. Bo to jest sytuacja może nie alarmowa, ale taka, w której powinna się zapalić w głowie ostrzegawcza lampka.
    I oczywiście, bywają sytuacje, jak ta która opisałaś, które nijak nie wymagają, ba, w których rewanż informacją zwrotną byłby wręcz kuriozalny!
    - Koro, muszę zrezygnować z turnieju gdyż mój brat miał wylew!
    - Ok, a moja siostra jest zdrowa!
    Jednak większość neutralnych konwersacji - nie wyklucza odpowiedzi. Do tego powiem brutalnie: jeśli się CHCE wspomnieć - to się da znaleźć neutralną sytuację. I nie chodzi o natarczywość czy narzucanie z informacjami, a po prostu wzmiankę, wspomnienie. Tu pan najwyraźniej po prostu NIE CHCE wspomnieć...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 27.08.17, 12:37
    Vi - każdy związek polega na zaufaniu i komunikacji. gdybym miała jakieś podejrzenia w takim względzie, to zwyczajnie zapytałabym partnera dlaczego nie wspomniał koleżance, iż jest w związku i tyle. Tyle, ze ja bym takich schiz nie miała. A to dlatego, ze mam już na tyle lat, ze wiem, iż po pierwsze infmacja o tym że ktoś jest w związku kogoś fest napalonego zwykle nie zniechęca, a po drugie wszystko tu zależy od mego partnera, a nie od wiedzy czy niewiedzy koleżanki.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 12:33
    A to może byc prawda ze jedna strona jest bardziej rozmowna niz druga a rozmowa niekoniecznie polega na wymianie dokładnie tego samego typu info.
    -Wiesz, moja siosta dostała stypendium w Stanach
    -A moja za miesiąc wychodzi za mąż...
    Pozostaje pytanie , skoro juz dzielimy włos na czworo -skąd Watkodawczyni wie o tej siostrze? Ano wie o tej siostrze bo partner jej o tym powiedział. A skoro powiedział to nie było a zasadzie -panna plecie co tam jej ślina na jezyk przyniesie a niezainteresowany chłopak puszcza to mimo uszu i zaraz zapomina. Czyli nie ta sytuacja znowu.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 27.08.17, 12:41
    Babo, mnie zawsze rozwala to, że ty wszystko wiesz o kims i o danej sytuacji najlepiej. Przeciez nie wiadomo w jakim kontekście chłopak wątkodawczyni wspomniał o siostrach koleżanki. Przykład - Wiesz, żałuję ze nie mam siostry sad - Aj nie załuj, moja kolezanka ma 3 i tylko konflikty sa między nimi - przykładowo rzezc jasna.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 12:47
    Ależ to absolutnie nie ma znaczenia! ZAPAMIĘTAŁ, a to oznacza że słuchał dośc uważnie. Nie zbywał, nie zamyślał się jak to bywa w sytuacji niechcianego strumienia informacji.
    W "wiedzeniu najlepiej" i tak Cię Korciu na tym forum nie pobije, ja nawet nie próbuję...

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 27.08.17, 13:03
    Guzik prawda Babo smile Są ludzie mający dobrą pamięć, którzy zapamiętują nieważne dla nich rzeczy nawet nie mając swiadomosci, ze zapamiętują. Ja do nich należe, to wiem smile - dlatego trudno mnie oszukać, bo pamiętam szczególy, które wcale mnie nie dotyczą zasłyszane gdzieś tam kiedyśsmile

    Wszystko zależy od tego w jakim kontekście wspomniała kolezanka o tych siostrach. Jeśli zwierzając się z czegos, to wręcz wypadało wykazać kurtuazyjne zainteresowanie - tak jak ja chorym bratem kolegi od turnieju. Wypadało mi na jego informacje, ze nie weźmie udziału bo brat miał wylew i jedzie go odwiedzić powiedzieć "Aha, spoko".? No nie - brata nie znam i pewnie nie poznam - dość daleko mieszka, ale wg mnie wypadało mi powiedzieć, że mi przykro, zapytać jak się ów brat teraz czuje, jakie rokowania są o wyrazić nadzieję, ze wszystko będzie dobrze. Jak zna żtcie będę pamietac ze kolega ma tego brata, nawet jeśli już o nim nie wspomni

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 13:47
    Teraz zadzwonił mój partner, jest służbowo w Kielcach. Poleciał tam z takim gościem, z którym współpracuje blisko w nowej pracy . Wiem odeń jak gość się nazywa i że ma nastoletniego syna - jakieś kłopoty były z chłopakiem, zwierzal się memu partnerowi, bo poza tym, ze razem pracują, to się zakolegowali. Często razem latają, czasem na kilka dni gdzieś. Z czystej ciekawości zapytałam go teraz, czy ten pan o mnie wie smile Mój partnerna chwilę się zawiesił: - Czekaj, nie mam pojęcia, może mu coś wspomniałem, może nie, nie pytał. a to ważne? Pośmiałam się, mówię ze nie, ze po prostu sa osoby, które uważają ze to dziwne - nie wspomnieć. smile Dodam, że mój partner, a ja przez niego, wiem, ze pan ma była zonę, z którą mieszka ów syn nastoletni, z którym były kłopoty.
    Chłopa mojemu parterowi najpewniej naświetlał sytuację, to wspomniał, że jest po rozwodzie i chłopak mieszka z matką - proste. Ze mną partner kłopotów nie miał, to i o mnie nie wspominał.
    Czym ta sytuacja różni się od tej z wątkodawczynią ? No tylko w zasadzie tym, że tu mowa o dwóch panach - więc pewnie nie będziesz doszukiwała się drugiego dna smile - choć może - ow pan może mieć np. singlową siostrę lub kuzynkę, która zechce wepchać na siłę memu partnerowi, sadząc, ze ten tez singiel. Powinnam już się bac, czy jeszcze nie?smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 26.08.17, 10:46
    vi_san napisała:
    >
    > - Idziesz po pracy na piwo?
    > - Nie, umówiłam się z mężem.


    Widzisz, a u mnie wszystko zależałoby od tego w jakiej relacji byłabym z rozmówcą, także - prywatnej. Zatem do mojej współpracownicy na takie zapytanie odpowiedziałabym, że nie, bo już się umówiłam z R - moim partnerem, którego zna dość dobrze. Ale do innej, z którą na szczęście już nie pracuję i nie lubiłam jej powiedziałabym, ze nie, bo mam już plany - choć też mego partnera znała, raczej z widzenia. Generalnie do osoby, która go nie zna nie opowiadałabym się z kim się umówiłam

    >
    > - Czytałeś najnowsza powieść najnowszego noblisty?
    > - Jeszcze nie, żona wzięła z biblioteki, ale ona ma pierwszeństwo, jak skończy
    > to ja przeczytam.


    Jak wyżej z tym, ze dla mnie informacja zarówno o żonie, jak i bibliotece jest całkowicie zbędna Vi . Interesuje mnie, czy ktoś czytał - nie czytał, więc jaki sens o tym gadać? Ja bym w takiej sytuacji odpowiedziała - Jeszcze nie, ale mam zamiar wkrótce - bez ozdobników.

    >
    > - Byłeś w kinie na ...
    > - Tak, w weekend wybraliśmy się z Kasią, świetne efekty specjalne.


    Tu by też zalezało od relacji z rozmówcą. Coż to kolegę, który mego partnera nie zna obchodzi czy byłam z nim, z kolezanką, czy siostrą na filmie o którym chciał pogadać?
    Jak zauważam, tak ma wiele osób - ostatnio rozmawiałam z kolezanka, której meza znam - dalece mniej niż ją, ale znam. - Co tam E? - A na urlop idę. - Fajnie, a wyeżdzasz gdzieś? - No tak, na wczasy do Chorwacji. - Z M (mąż jej) i W (młodsza córka)? - Tak, tak ...

    Inna sprawa gdy informacja o wspólnym spędzaniu czasu jest jakos istotna - Zrobiłbyś za mnie relację z konfy w sobotę? Chcielismy z R. pojechać polatać troszkę do X...- A spoko, zrobie. Co prawda jedziemy z A (zona kolegi) na rocznice slubu tesciiów, ale to popołudniu, to dam radę





    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 26.08.17, 11:03
    Weź pod uwagę, że to nie jest wątek o tobie - pani po 40-tce. Wątek dotyczy młodych ludzi, wśród których statystycznie jest sporo singli, a 'rynek' jest o wiele żywszy niż u ludzi w wieku średnim. Sama napisałaś, że wielu swoim znajomym nie musisz opowiadać o tym, że jesteś w związku, bo 'nie lecą'. No właśnie.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • 26.08.17, 11:14
    Wiesz, ale ja mam znajomych i współpracowników w różnym wieku, w tym takim bardzo młodym i jakoś nie widzę, by ktoś nagminnie opowiadał o swoim związku - szczególnie w niezbyt bliskich relacjach. Poza tym - no zapominasz, że ja również byłam kiedyś młodym człowiekiem, a nie od razu panią po 40- stce smile - i też nie obserwowałam tego zjawiska w środowisku rówieśniczym np. w pracy. Do tego ludzie w moim wieku czy jego okolicy nierzadko bywają singlowi - np. po rozwodach (rzadziej -owdowiali). Jest mi zupełnie ganz egal czy ktoś na mnie leci, czy nie leci - nie będę się komuś opowiadać, bo oze leci, czy na pewno leci. Jeśli widzę, ze leci to zupełnie otwarcie mówię, ze jestem zajęta i nie ma zamiaru wymieniac "modelu" na inny - proste.
    Natomiast - z doświadczenia i obserwacji - są ludzie płci obu, których nie zniechęca wcale uzyskana w dowolny sposób wiedza o tym, ze obiekt ich zainteresowań jest w związku. Niektórych nie zniechęca nawet w sytuacji, gdy chodzi o poważny związek - z dziećmi, wspólnym mieszkaniem, czy sformalizowany. Zatem nie widzie tu żadnego "ubezpieczenia" w postaci przekazywania takiej informacji. Poniekad - wszystko wszak zależy od tego, kto obiektem zainteresowania jest - jeśli zechce poddać się czyimś awansom - podda się, jeśli nie - tamta osoba nic nie wskóra

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 26.08.17, 16:30
    Nie musi 'nagminnie opowiadać o swoim związku', wystarczy, żeby wspomniał raz. Noi - ty na 'rynku 'ludzi przed 30tką nie jesteś, więc znowu - to cię nie dotyczy, może dlatego nie słyszysz tego typu uwag. Jest też taki specyficzny typ związku, który w tajemniczy, niewidzialny sposób 'naznacza' członków pary - po prostu widać, żę od prawieków są razem - być może twój jest właśnie taki (zdaje sie Baba nazwała to 'skapciowaniem' - może to nie jest specjalnie eleganckie, ale coś w tym jest). To pokolenie zresztą jest inne, bo ma sposoby komunikacji, o jakich dwadzieścia parę lat temu nikomu się nie śniło. Ba, nie było nawet komórek ('przepraszam cię na chwilę, muszę wysłać smsa do dziewczyny, żeby wzięła parasolkę, bo mówiłą, ze dziś nie bedzie padać, a tu się chmurzy'). Należałoby nieźle kluczyć, żeby mając FB, Twittera czy cokolwiek w tym stylu nie zamieszczać zdjęc ze swoim ukochanym czy o nim nie wspominać. A jeśli się nie wspomina, to jest to nader podejrzane.

    I oczywiście - są ludzie, których informacja o 'sparowaniu' nie zniechęci, a czasem nawet zachęci - ale co z tego? Sytuacja powinna być jasna.



    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 27.08.17, 11:26
    Nie jestem, ale na Baala BYŁAM, nie? Wiesz, czasem słysze tekst musze zadzwonić do X bo coś tam, ale zwykle od osob które dobrze znam - od nieznajomych czy luźno znajomych - rzadko, tylko od dziwaków. Ja też nie opowiadam się niebliskim po co i dlaczego muszę zadzwonić, przepraszam, ide zadzwonić i tyle

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 12:08
    Koro, problem w tym, że wspomniana koleżanka nie jest panu nieznajomą, ani, na co wskazuje ilość spędzanego czasu i chęć poświęcania tegoż nawet luźną znajomą. Być może, ze względu na specyfikę swojej pracy masz inne spojrzenie na tego typu relacje, ale uwierz mi - większość osób blisko współpracujących, prędzej czy później wspomina o partnerze. I nie, nie "morduje" nim kolegów non - stop. Ale wspomina odruchowo, mimowolnie, w drobiazgach: "Byliśmy z X w sobotę w galerii, nowa wystawa grafik jest rewelacyjna, warto się wybrać!", "Chcesz kawałek sernika? X jest mistrzem w pieczeniu ciast!" itp.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 27.08.17, 12:23
    Ło matko, Vi toż wspomniałam, ze tak BYWA, ale sa rozne osoby i różne relacje. Ja do osób, z którymi z różnych przyczyn nie chcę skracać dystansu poza właśnie fajną, ale luźną znajomość nie wspominam o matce, siostrze, partnerze, kocie czu zmarłym ojcu. Bo nie chce z tymi osobami rozwijać tematu o swoim życiu, nawet jeśli te osoby obficie raczą mnie informacjami o swoim.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 12:33
    Koro, rzecz w tym, że pan najwyraźniej NIE CHCE utrzymywać dystansu z tąże koleżanką z pracy! Więc o ile masz zupełną rację - są osoby z którymi nie chce się po prostu zacieśniać "układów", o tyle w tej, opisanej sytuacji - nie ma to miejsca. Bo partner wątkodajki jakoś chętnie na te kawki wychodzi, bez oporów znajduje czas na obiadki, swobodnie jeździ z panią we dwoje na delegacje...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 27.08.17, 12:42
    Wiesz, na jeżdżenie na delegacje na ogół ma się ograniczony wpływ Vi smile
    Co do reszty - widzisz - wiele zależy od układów w pracy. Czasem człowiek chce na osobności pogadać o jakims pracowym problemie, czasem musi ....

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 16:00
    kora3 napisała:

    > Nie jestem, ale na Baala BYŁAM, nie? Wiesz, czasem słysze tekst musze zadzwonić
    > do X bo coś tam, ale zwykle od osob które dobrze znam - od nieznajomych czy lu
    > źno znajomych - rzadko, tylko od dziwaków. Ja też nie opowiadam się niebliskim
    > po co i dlaczego muszę zadzwonić, przepraszam, ide zadzwonić i tyle


    W sensie że miałaś kiedyś trzydziestkę? Chętnie wierzę, ale - jak już napisałam - pokolenie obecnych dwudziestuparolatków jest bardzo różne od pokolenia 20 lat starszego. Kompletnie nie bierzesz tego pod uwagę. Korocentryzm, znowu.




    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • 28.08.17, 14:28
    Mylisz się Bene - to nie zależy od pokolenia, a od podejścia do tematu. Zamiast infantylnego "muszę wysłać sms do swej dziewczyny" z innego Twego postu, kiedyś było - muszę zadzwonić do swej dziewczyny/ chłopaka, muszę mojej dziewczynie/ chłopakowi o tym opowiedzieć itd. - jeśli ktoś miał taką przemożną potrzebe. A z reguły miał w wieku NASTOLETNIM - jako i teraz. Albo o ile miał wciąż w weiku późniejszym był bluszczem albo spawaczem smile Jako i teraz

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 13:41
    bene_gesserit napisała:
    > To pokolenie zresztą jest inne, bo ma sposoby komunikacji, o
    > jakich dwadzieścia parę lat temu nikomu się nie śniło. Ba, nie było nawet komór
    > ek ('przepraszam cię na chwilę, muszę wysłać smsa do dziewczyny, żeby wzięła pa
    > rasolkę, bo mówiłą, ze dziś nie bedzie padać, a tu się chmurzy'). Należałoby ni
    > eźle kluczyć, żeby mając FB, Twittera czy cokolwiek w tym stylu nie zamieszczać
    > zdjęc ze swoim ukochanym czy o nim nie wspominać. A jeśli się nie wspomina, to
    > jest to nader podejrzane.
    >
    Cóż, wbrew pozorom, pokolenie "30-" też nie jest jeszcze aż tak bardzo "technologicznym" pokoleniem. Większość znajomych nie ma FB ani Twittera, a jeśli nawet, to aktywnie z niego nie korzysta (tj. loguje się sporadycznie i nie zamieszcza wcale żadnych zdjęć ani informacji o sobie). Nie żebym szczególnie nad tym faktem ubolewała, ale teraz akurat muszę przyznać, że konto na FB mogłoby mieć swoje plusy - faktycznie wystarczyłoby dodać jakąś fotkę albo ustawić status związku i nie trzeba by było nic kombinować, nic wspominać "mimochodem"... O ileż mniej zmartwień. wink
  • 27.08.17, 13:52
    hehe - powiem Ci, że niechętnie, ale z koniczności w pewnym momencie założyłam sobie konto na Fejsiesmile i jak zauważam - naprawdę znakomita większość ludzi, tak w związkach nieformalnych jak i formalnych nie ma ustawionego statusu związku.Z całym szacunkiem, ale ja takie coś uważam za zwyczajnie infantylne - jakieś statusy związku smile
    Owszem, mam tam trochę zdjęć z moim partnerem -- jako i z przyjaciółmi, kolegami, koleżankami - ale no normalnie "z użytkownikami tymi i tymi" i tyle

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 16:11
    Możliwe - ale macie (bez obrazy, bo to oczywiście dotyczy właściwie wszystkich obecnie) przyrośnięte do rąk komórki, czy to z netem, czy bez. Non-stop w kontakcie z tymi, którzy są ważni, od podstawówki. Pokolenie 40-50 z komórkami nie dorastało - nawet, jeśli komórką dysponował ktoś w miarę wcześnie, kiedy rynek w Polsce startował, to z powodu kosztów używane były one wyłącznie jako narzędzie pracy (i symbol statusu, oczywiście). Komórki zaczęły być powszechne i używane nagminnie wtedy, kiedy zaczęły tanieć, a obecne pokolenie 40-50 miało wtedy 25-35 lat.

    Czyli nie było, naturalnej w dzisiejszych czasach jak oddech, możliwości typu 'przepraszam cię na chwile, wyślę smsa do swojej dziewczyny'. Albo 'o rany, jaki śmieszny pies, zrobię mu zdjęcie, moja dziewczyna uwielbia takie śmieszne zwierzaki'.


    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • 27.08.17, 19:16
    Dokładnie! To są bardzo dobre przykłady, że jeśli się kogoś zna dłużej (a chłopak spotyka się z koleżanką regularnie) to mimochodem druga połówka pojawia się w rozmowie - nie na zasadzie "zwierzania się" czy poufałości, ale przekazywania prostych informacji.

    Tak samo jest z rodzeństwem - też jeśli kogoś lepiej znamy to się automatycznie dowiadujemy, że ma rodzeństwo - bo w rozmowie pojawia się np. jak minął weekend? odwiedzał mnie brat, byliśmy na koncercie x. albo ładny szal, gdzie kupiłaś? nie wiem prezent od siostry. itp itd. mnóstwo takich banalnych konwersacji. I jeśli nagle po wielu miesiącach się dowiadujemy czy ktoś ma rodzeństwo to jest zwykle znak, ze w tych relacjach coś nie gra.
  • 28.08.17, 14:31
    Z rodzeństwem sytuacja jest o tyle inna, że różne bywają relacje rodzinne, bywa, że z siostrą/bratem ma się kontakty sporadyczne, bo odległość, bo jakieś zadawnione swary z młodości szumnej i chmurnej, bo cokolwiek... Podobnie z rodzicami, może czyjaś matka/czyjś ojciec nie żyje od dawna, albo tez jest rozwiedziony i nie utrzymuje kontaktów - o tym można nie wspomnieć w "small-talku". Takie tematy mógłby "wypłynąć", ale w specyficznych okolicznościach, np ogólnie rozmowy o rodzicach porzucających dzieci albo coś w tym rodzaju. Ale nie w zwykłej rozmowie "o niczym".
    No, ale to o osobach, które nie są istotne w życiu, o partnerze, często takim, z którym się mieszka, to całkiem co innego.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 28.08.17, 14:53
    Pewna moja znajoma była ostatnio umowiona na pielęgnacyjny zabieg fryzjerski, który miała jej wykonać pani specjalnie w tym celu przyjeżdzająca z innego miasta. Gdy się nan umawiała zapytała naturalnie o możliwe godziny zabiegu i wybrala najwcześniejszą z zaproponowanych. Nie opowiadała się przy tym dlaczego taką wybiera - ale ja wiem dlaczego, jej matka miała bardzo poważne objawy chorobowe i zaraz po zabiegu wybierała się do szpitala - wcześniej sensu nie było.
    Była punktualnie, ale okazało się ze pani jeszcze nie dojechała, bo jak wyjaśniła pracownica salonu "miała rano problem z dzieckiem". Znajoma uznała, ze do godziny może poczekać - pani zjawiła się po 30 minutach po czasie. I ok, tylko, ze zaczęła obficie opowiadać o problemach z dzieckiem - nic obrzydliwego bynajmniej - niania się pochorowala, trzeba było sciągac teściową itd. Znajoma powiedziała, ze nic się nie stało, miała jeszcze zapas czasu i chciała zakończyć temat, ale pani kontynuowała.
    Jakoś tam ją rozumiem, to klientka, na nietani zabieg itd. ALE mojej znajomej na serio nie interesowało co panią zatrzymało, a już szczególnie nie z takimi szczegółami. Z uwagi na umówiioną wizyte u matki w szpitalu zrezygnowała z modelowania po zabiegu - Dziękuję, ale bardzo się spieszę. I została zaptrana - A dokąd? Może 15 minut nie sprawi różnicy? Kompletnie nie miała ochoty na opowieści o chorej matce ani zadneninne. - Przykro mi, ale to sprawa pilna, raz jeszcze dziękuję...

    Niby OT ale to pokazuje, ze ludzie są różni, mają rózny stopień chęci do mówienia o swoich sparwach i tu jest pewnie clou.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 28.08.17, 15:19
    Koro, albo udajesz głupią albo serio jesteś, o co cię nie podejrzewam. Oczywiste jest, że martyrologia pierepałek z dzieckiem - nikogo [a już zwłaszcza klientkę na dość drogi zabieg!] kompletnie nie musi interesować i po JEDNORAZOWYM wyjaśnieniu - pani powinna przejść do profesjonalnej usługi: jeśli klientka wykazuje chęć rozmowy, to ok, ale jeśli nie, to nie mleć ozorem bez sensu i potrzeby. Pytanie dokąd się klientka po strzyżeniu czy tam farbowaniu spieszy - zdecydowanie wykraczające poza "usługowy sv"! I nie ma tu nic do rzeczy czy ktoś lubi czy nie o sobie opowiadać! Po prostu gdyby klientka lubiła, to zapewne w czasie pielęgnacji włosów już by fryzjerka wiedziała, że tak wczesna godzina, bo potem mama idzie do szpitala, a na co, i że o 11:00 ma badanie, więc ani minuty nie można się spóźnić, blablabla... Skoro klientka nie wykazywała się chęcią do rozmów na tematy osobiste [a takim jest niania dziecka fryzjerki!] to rzeczona fryzjerka powinna poprzestać na WYŁĄCZNIE uwagach typu "Tu może zostawić trochę dłuższe?"...
    Problem w tym, że CAŁKIEM inne reguły obowiązują wobec wszelkiego typu usługodawców, a inne w relacjach towarzyskich. I doskonale o tym wiesz. Wsiadając zapłakana do taksówki nie musisz tłumaczyć taryfiarzowi, że właśnie mąż cię zostawił dla dwudziestoletniej przyjaciółki waszej córki, jednak przyjaciółce, u której lądujesz zaryczana - już tak. I nie ma to nic wspólnego z tym, czy lubisz o sobie wylewnie opowiadać czy nie.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 28.08.17, 15:38
    Myslę, że nie zrozumiałaś Vi sad I też pewnie różnimy się usposobieniem ...Ja rzadko płaczę, ale jeśli mam poważny problem to poruszam go TYLKO z kims, kto może mi realnie pomóc go rozwiązać. Jeśli takiej osoby nie ma - nie poruszam go z nikim bliskim. A to dlatego, by nikogo bliskiego nim nie martwic, ze z niebliskim nie poruszam - to oczywiste.

    Miałam kilka lat temu taką sytuację, ze wróciwszy znad wody pod prysznicem wyczułam guzek w piersi. Wiele pisałam o raku piersi, kobietach po mastektomii i nie wygladało to na dotyk dobrze sad Ale bez badań nic nie można stwierdzić, więc zadzwoniłam czym prędzej do mego lekarza i umówiłam się na drugi dzień. A w tym dniu rozmawiałam jeszcze telefonicznie z moją mają, z siostrą, z parterem i z eksem. żadnemu z nich nic nie powiedziałam - bo i po co? Nie wiadomo co to jest, będą się martwić na zapas, jako i ja. Jeśli okaze się ze to cos poważnego - oczywiście - powiem.
    Okazało się, że nic poważnego - samo poniekąd znikło sobiesmile Ale nazajutrz zadzwonił do mnie eks pytając gdzie jestem - mówię, ze w szpitalu na badaniach. Obruszył się ciężko, ze nic nie powiedziałam. Nie bo po co...Tylko, ze jak znam zycie, gdyby on był w adekwatnej sytuacji to natychmiast by do mnie zadzwonił - uprzedzając - nie przeszkadzałoby mi to, ale to znow pokazuje, jak ludzie są rózni w opowiadaniu się innym.
    Myslę, ze gdybym przyjechała zapłakana do przyjaciółki, czy przyjaciela i powiedziała, ze nie chcę gadać o tym przez co płacze, to na bank by mnie zrozumieli i nie pytali o nic.

    Zgadzam się z Toba - ze ZWYKLE w luźnych rozmowach w pracy i poza nią wychodzi, ze ktoś ma meza, partnera, dziecko, psa kota, teściową itd. zwykle, ale wcale nie jest to obligatoryjne

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 12:35
    Nie bardzo wiem, na który post odpowiedzieć. Wybaczcie. Chociaż nie udzielam się ostatnio w wątku, to chciałam, żebyście wiedziały, że czytam wszystkie Wasze posty. Nie spodziewałam się, że mój problem wywoła aż tak momentami burzliwą dyskusję. I chociaż zgadzam się z opiniami Baby oraz Vi San, to Twój punkt widzenia, Koro, również sporo mi uświadomił. Może faktycznie za bardzo przesadzałam, a brak informacji o związku wynikał raczej z powściągliwości (jak już gdzieś wspomniałam, mój chłopak faktycznie jest dość zamkniętą w sobie osobą), niż z chęci zatajenia czegoś istotnego. Może faktycznie nie było okazji, żeby o tym powiedzieć, tak żeby brzmiało to naturalnie? W każdym razie - tego chcę się trzymać, bo dla mnie to z pewnością ta bardziej optymistyczna wersja wydarzeń. wink
    Z drugiej strony, zgadzam się z Babą i Vi San, że czasami trochę inaczej traktujemy wolne osoby niż zajęte. To również wiarygodne psychologicznie wyjaśnienie tej sytuacji, chociaż przyznam, że dość smutne...
  • 27.08.17, 12:56
    Wiesz, a ja z kolei rozumiem Twój punkt widzenia, choć go nie podzielam. Rozumiem, bo skoro Ty sama jak piszesz masz wręcz wkodowane napomykanie o chłopaku w adekwatnych sytuacjach, to w głowie Ci się może nie mieścić, ze ktoś ma zupełnie inaczej.

    Wspomniany tu w innym watku pan plota bardzo się na mnie swego czasu obruszył, gdy odrzuciłam jego awanse informując go, ze jestem w związku i nie zamierzam tego zmieniać. Bo on nic nie wiedział, ze jestem w związku i uznał tę niewiedzę za zwodzenie go z mej strony.
    Pana znam dość długo i z racji wielu wspólnych znajomych zdarzało mi się spędza z nim w wiekszym i mniejszym gronie sporo czasu. W owym czasie nie zebym go nie lubiła, ale też nie jakoś szczególnie. W każdym razie nie na tyle, bym chciała mu się z jakichkolwiek spraw prywatnych zwierzać czy opowiadać. Kiedy zauważyłam ze czyni mi awanse, zbywałam go nie podając przyczyny w postaci partnera. Do czasu, aż zmusił mnie do tego za bardzo się napraszając. Trudno mnie nazwać osobą zamkniętą w sobie, ale właśnie tak mam, że z niebliskimi osobami pogadam o wszystkim, posmieje się, ale od mego prywatnego życia - wara. Pan był oburzony ze mu nie wspomniałam wcześniej o partnerze. A musiałam? Nie umawiałam się z nim na randki, nie rozmawialiśmy o ewentualnym związku - po koleżeńsku klachaliśmy, wiec - nie musiałam, Co więcej nie czułam takiej potrzeby. Z innym panem, którego znam dalece krócej, ale czuję z nim silna wieź sympatii rozmawiam na osobiste tematy, a o moim partnerze wie praktycznie od drugiej naszej rozmowy

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.08.17, 16:12
    Pan miał niesłusznie pretensje bo przeciez nie umawiałas sie z nim prywatnie na kawki i obiadki we dwoje. Gdybys sie umawiała pretensje byłyby uzasadnione.
    Watkodawczyni powiedziała że jej partner jest raczej zamkniety w sobie i to może tłumaczyc jego zachowanie.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 27.08.17, 16:19
    Ja myślę, babo, że tych kilkaset już chyba postów to niepotrzebne strzępienie języka.
    Całą bowiem tę przemieloną tu wielokrotnie na nice, offtopy i kompletnie-nieadekwatne-przykłady-z-życia-Kory można bowiem streścić w jednym zdaniu: lepiej powiedzieć, niż nie powiedzieć.

    Trochę jak w zakładzie Pascala wink, czyli po prostu na wszelki wypadek - ze względu na całą trójkę bohaterów tego dramatu. Jeśli się powie, dla obu pań sytuacja będzie bardziej przejrzysta, a pan nie będzie miał ewentualnego smrodu w pracy i w domu.

    --
    feminists aren?t humorless just because your jokes suck
  • 28.08.17, 13:14
    Co kto lubi - lubi kto sobie wszystko wszystkim opowiadać - ma prawo, nie lubi - też ma prawo

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 28.08.17, 13:51
    Babo, gdybym się umaiwąła - pan tez miałby nieuzasadnione pretensje - uzasadnione mialby, gdybym się umawiałą z nim na randki - kolezeńska kawa czy obiad nie obligują wcale do szczegółowego, czy mniej szczegółowego opowiadania się w zakresie prywatnego zycia

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 25.08.17, 00:25
    Myślę, że w sytuacji, w której _ewidentnie_ nie ma mowy o choćby śladzie zauroczenia u kolegi z pracy czy u znajomego, powiadamianie o posiadaniu stałego partnera nie jest potrzebne. Nie wykazuje zainteresowania erotyczno-miłosnego ręką ani nogą - rzeczywiście, informacja nie jest potrzebna.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • 25.08.17, 09:05
    Nie wiem, czy w tym przypadku koleżanka nie wykazywała zainteresowania - wierzę, że nie. W każdym razie sprawa już się trochę wyjaśniła, bo koleżanka dowiedziała się już o związku (wyszło to tak naprawdę całkiem przypadkowo i w sumie chyba dobrze; inna osoba zapytała go o coś związanego ze mną w jej obecności).
  • 25.08.17, 09:30
    Czyli masz anioła stróża.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 25.08.17, 10:26
    O matko Babo .... zmiłuj się ...Jakiego znów anioła stróża? Taaa a jakby ta osoba nie zapytała, to co? Założmy teoretycznie, że pani kolezanka z pracy leci/ała na jej chłopaka. Teraz juz wie, ze jest w związku i ..? No scenariusze s a dwa - odpuszcza skoro chłopak w zwiazku lub nie odpuszcza - takze mozliwy scenariusz - uwierz.
    W takiej sytuacji WSZYSTKO zaley od tego na kogo ktos leci, od jego postawy czy to bedzie kobieta, czy facet. Jesli zechce sie skusić na chetną/chętnego to się skusi - a jesli nie taka lecąca nań osoba moze na sutkach stawać i nic z tego.

    Naiwnie uwazasz babo, że fakt, iz ktos jest w związku "odstrasza" potencjalnych adoratorów/rki smile Tak naprawdę - tylko czasami, niektórych i nie większość wcale jesli fest napaleni. Ludzie wdają sie w romanse z takimin co mają po3 dzieci i kredyty, naprawde - poczytaj, rozejrzyj się dokokoła.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 25.08.17, 11:08
    A poczucie humoru dziś w domu zostawiłaś? Nie wiem gdzie wyczytałaś te wszystkie opinie które rzekomo podzielam.Wydawało mi się że jasno wyraziłam się co myśle o tej sytuacji i to nawet dwukrotnie.Nie było tam ani słowa o zamierzonym romansie. No ale Ty nie masz zwyczaju czytać uważnie co naprawdę jest napisane, wolisz widzieć to co Ci pasuje do Twojego obrazka.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 25.08.17, 11:18
    Babo, ja jesrem w domu, odbieram sobie wolny ustawowo dzień, w którym pracowałam smile
    Nie czytalam wszystkich wpisów - fakt. Dla mnie sprawa jest prosta jak drut - bez wzgledu na to czy ktoś wie, ze inna osoba jest w zwiazku, czy nie wie zawsze moze nań leciec i co z tego wyniknie zalezy od tego, na kogo leci (bez roznicy o jaką pleć chodzi). Jedne osoby odstrecza informacja o związku inne nie, a nawet czasem - wrecz przeciwnie. Ludzie sami bedący w związku, albo też szukający jedynie relacji erotycznej bardzo chetnie wchodzą w romanse z kims zajętym Babo. Bo to bezpieczniejsze jest smile Druga strona bedzie dyskretna także dla swego dobra, nie bedzie chciala deklaracji i spedzania z nią swiat i sylwestrów smile, bdzie też unikala zapłodnienia - z obu stron najbezpieczniejszy uklad, chyba ze komus odbije "na wielką miłość".
    A jak komuś obije na serio, to bedzie walczył do upadłego - to jest ryzxyko, ale ono jest zawsze.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 25.08.17, 11:45
    No właśnie-nie czytałaś wszystkich wpisów a wiesz co ja na ten temat sądzę. Lepiej ode mnie.Oczywiście e wszyscy mogą lecieć na wszystkich, a Twoim swiecie gdzie wszyscy nagminnie się zdradzają (i tylko Ty jako dziwaczka pod tym względem trafiłas na dziwaka) to już tym bardziej.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 25.08.17, 11:59
    Babo, jak ty czasem ... nie, na pewno nie wszyscy się zdradzają, ale jest to zjawisko od pewnego pokolenia bardziej większościowe niz mniejszościowe - weź to zrozum. Do tego - zdradzaja się się osoby, które z róznych przyczyn czasem czysto pragmatycznych, a czasem emocjonalnych lub społecznych nie mogą lub nie chcą się z drugą osobą rozstać. Dlatego wlasnie ja preferuję wolny związek, że mam swiadomośc iż no nie musze być zdradzana - mókj partner jako i ja mozemy sie z sobą bezkolizyjnie rozstać, by być z kims innym, więc skoro tego nie robimy, to znaczy, ze chcemy być z soba nadal ...
    Jak to działa w praktyce to widziałam, jak pracował 400 km od domu ...Razem z nim z naszego miasta i okolic pracowało kilku panów - 5- 6 tak jakoś. Z tych panów on i jego podwładny, znacznie młodszy pan mający narzeczoną przyjeżdżali do domu co tydzień przez ponad 4 lata Babo. Reszta - zonaci panowie - nie. Nie chodziło tu bynajmniej o kasę, wszyscy nieźle zarabiali, a poza tym zabierając sie z nimi wyszło by im to grosze...Po prosyu mój partner i ten podwładny musieli się starać o swoje panie, a tamci - no juz mniej - baba od nich nie odejdzie bo i jak .. Tak wygląda smutna rzeczywistosc zwiazków, w których jest "stabilizacja" czyli przymus - materialny, czy spoleczny sad nie zawsze oczywiascie, ale czesto niestety

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 25.08.17, 18:29
    Coraz więcej jest wolnych związków zatem zdrad powinno byc coraz mniej, czy ja dobrze rozumiem? Od którego pokolenia zatem zjawisko ma byc niby większościowe?Dziwi mnie takie rozumowanie zwłaszcza że sama więsz że konkubinę mozna zdradzać aż miło.Jakoś Twój partner nie spieszył się zwierzać że on oto chce wolności bo dla pewnej pani jest ósmym cudem a dla Ciebie jakby niekoniecznie...

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 26.08.17, 09:55
    Babo - od mojego po0kolenia - od pokolenia, kiedy kobiety stały się niezależne i nie musza już - statystycznie - tkiwć w nijakich związkach.

    Co do mego ekspartnera - no widzisz - nie az miło, parę razy i zaraz chciał się z tego wymiksować. Gdyby chciał się rozstać właśnie wystarczyło przyjść i powiedzieć - ale on się nie chciał rozstawać - pani mu dała to, czego mu w danym momencie brakowało (nie mam na mysli seksu wcale), ale okazało się to jednak nie tym, czego chciał, bo on tego chciał ode mnie, a nie od kogokolwiek.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 26.08.17, 11:38
    Czyli od Twojego pokolenia zdrad jest coraz mniej z tego wynika.Są wolne związki zatem zdradzac nie ma potrzeby-informuje sie wolnozwiazkowca że sie znalazło kogoś lepszego, pakuje walizki i bye.Rozumiem e te wszystkie zdrady które opisujesz dotycza osób starszych od Ciebie, na swoje nieszczęście tkwiące w małzenskich okowach.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 26.08.17, 11:45
    Wiesz, no większość zdrad jakie mam okazję obserwować ze smutkiem dotyczy ludzi w zw. małżeńskich...W moim pokoleniu jednak taki model jest dominujący, w każdym razie gdy chodzi o pierwsze poważne związki.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 16.08.17, 19:22
    Moim zdaniem Twoje pytanie może być rozumiane dwojako. Jak rozumieć to "mimochodem"? Jeśli widać czarno na białym, że dana wypowiedź została skonstruowana tylko po to by zakomunikować, że się ma partnera, to faktycznie nie wypada. To trochę jak powiedzieć "przestań mnie podrywać, bo Ci przywalę" tylko owinięte w bawełnę, a myślę że wielu rozmówców nie spoufala się na tyle, by na taki komunikat zasługiwać.
    Jest jeszcze inna strona tej sytuacji. W sytuacjach służbowych kulturalnie jest uprawiać "small talk", bo czas kawy czy lunchu jest czasem odpoczynku, a nie omawiania spraw zawodowych. Klasyczna uprzejma pogawędka dotyczy rzeczy bardzo neutralnych i lekkich jak pogoda w weekend, kino, hobby, a skąd ta sukienka itp. I szczerze, żeby w takich regularnych pogawędkach nie padło gdzieś słowo o partnerze, to chyba trzeba albo być osobą bardzo zdystansowaną, albo mieć interes w narzucaniu sobie cenzury wypowiedzi. Ja akurat jestem obecnie w nowej pracy ledwo 2 miesiące (nie było żadnych integracji, nie chodzimy razem na obiady, ani żadnych wspólnych szkoleń czy wyjazdów służbowych ani kaw po pracy) i już o każdej z osób z którą bliżej pracuję mam orientację czy jest singlem czy nie i czy ma dzieci. Do osób wścibskich nie należę ot samo wypływa. Przy pewnym poziomie intensywności kontaktu "nie było okazji" faktycznie zaczyna być dziwne, pachnieć jakąś nie do końca uczciwą towarzyską grą. Ja w towarzystwie osób z przesadzoną autocenzurą czuje się niezbyt przyjemnie i takiej autocenzury za grzeczność nie uważam.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 16.08.17, 19:56
    sweet_pink napisała:

    > Moim zdaniem Twoje pytanie może być rozumiane dwojako. Jak rozumieć to "mimocho
    > dem"? Jeśli widać czarno na białym, że dana wypowiedź została skonstruowana tyl
    > ko po to by zakomunikować, że się ma partnera, to faktycznie nie wypada. To tro
    > chę jak powiedzieć "przestań mnie podrywać, bo Ci przywalę" tylko owinięte w ba
    > wełnę, a myślę że wielu rozmówców nie spoufala się na tyle, by na taki komunika
    > t zasługiwać.


    Miałam kiedyś taką sytuację - myślałam, że podrywam subtelnie i dostałam tekstem o żonie smile. Ale byłam i tak zadowolona, bo miałam jasność smile


    > Jest jeszcze inna strona tej sytuacji. W sytuacjach służbowych kulturalnie jest
    > uprawiać "small talk", bo czas kawy czy lunchu jest czasem odpoczynku, a nie o
    > mawiania spraw zawodowych. Klasyczna uprzejma pogawędka dotyczy rzeczy bardzo n
    > eutralnych i lekkich jak pogoda w weekend, kino, hobby, a skąd ta sukienka itp.
    > I szczerze, żeby w takich regularnych pogawędkach nie padło gdzieś słowo o par
    > tnerze, to chyba trzeba albo być osobą bardzo zdystansowaną, albo mieć interes
    > w narzucaniu sobie cenzury wypowiedzi. Ja akurat jestem obecnie w nowej pracy l
    > edwo 2 miesiące (nie było żadnych integracji, nie chodzimy razem na obiady, ani
    > żadnych wspólnych szkoleń czy wyjazdów służbowych ani kaw po pracy) i już o ka
    > żdej z osób z którą bliżej pracuję mam orientację czy jest singlem czy nie i cz
    > y ma dzieci. Do osób wścibskich nie należę ot samo wypływa. Przy pewnym poziomi
    > e intensywności kontaktu "nie było okazji" faktycznie zaczyna być dziwne, pachn
    > ieć jakąś nie do końca uczciwą towarzyską grą. Ja w towarzystwie osób z przesad
    > zoną autocenzurą czuje się niezbyt przyjemnie i takiej autocenzury za grzecznoś
    > ć nie uważam.
    >


    A ja nie opowiadam o moim życiu prywatnym nikomu - tym bardziej w pracy, przede wszystkim dlatego, że jestem na etapie bardzo początkującego związku a wcześniej byłam na etapie poszukiwania. Pamiętaj też, że wiele osób ma trudną sytuację osobistą - kryzys w związku, rozważa rozwód albo jej/jego małżonek myśli o rozwodzie, rozwód w trakcie, problemy z dziećmi itp. itd. Rozmowy o życiu prywatnym mogą po prostu być dla niektórych osób bardzo przykre i nie wchodzą w obszar small talku.
  • 16.08.17, 20:20
    Nie chodzi o opowiadanie/rozmowy o życiu prywatnym to w ogóle nie jest temat ani do rozmowy w pracy ani do small talku. Chodzi o to że jeśli z kimś żyjesz to zwyczajnie tajenie związku przy regularnych pogawędkach wymaga nieco słownej ekwilibrystyki i celu (chyba ze ktoś naturalnie jest osobą trzymającą dystans i odpowiadająca półsłówkami).

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 16.08.17, 20:30
    Spotykam się z Frankiem od miesiąca, więc jeszcze nie wiem, co z tego wyniknie. Mówić w pracy, że spędziłam weekend z Frankiem, jeżeli za miesiąc mogę już spotykać się z Józkiem albo być singielką? smile

    Małżeństwa i związki w kryzysie (raz razem, raz osobno, potem znów razem) to jeszcze większy hardcore - ludzie czasem długo nie wiedzą, czy są w związku, czy nie. Bywają różne sytuacje.
  • 16.08.17, 20:51
    Wróć za jak za 2 miesiące będziesz z tym Frankiem i nadal Ci się nie wymsknie, że na randce byłaś wink
    Że sytuacje są różne to racja, czasem się ma powody unikać tematu jak ognia, ale nie w normalnym stałym związku. W sytuacji koleżanki jakbym się o istnieniu autorki teraz dowiedziała, to bym uznała, że facet ze mnie kretynkę zrobić próbuje.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 16.08.17, 20:55
    W sytuacji koleżanki jakbym się o istnieniu autorki teraz dowiedziała, to bym uznała, że facet ze mnie kretynkę zrobić próbuje.

    Bywają jednak kobiety, którym to nie przeszkadza.
  • 16.08.17, 20:58
    Mam na myśli, zarówno to, że robi się z nich kretynkę im nie przeszkadza, jak i bycie "tą trzecią" im nie przeszkadza. Albo i planują "odbić" faceta.
  • 16.08.17, 21:22
    gdyby autorka wątku opisywała sytuację po miesiącu spotykania to ten argument byłby trafny - ja gdybym nie wiedziała czy ze spotykania się z kimś wyniknie związek, to też bym wolała w pracy o tej osobie nie opowiadać.

    Ale autorka i jej chłopak są razem od 5 lat, więc on nie powinien mieć problemu powiedzeniem koleżance, że weekend spędził ze swoją dziewczyną.
  • 16.08.17, 21:27
    Jasne - ja tylko piszę ogólnie, podaję przykłady, dlaczego niektórzy mogą unikać rozmów o życiu prywatnym.
  • 16.08.17, 20:18
    Problem w wątku jest jednak IMO zupełnie inny; jest to unikanie tematu związku na spotkaniach we dwoje z koleżanką z pracy po pracy.
  • 16.08.17, 20:27
    IMHO to dokładanie taki. 3 miesiące i kilka wyjść to nadal etap small talk i dyskusji z obszarów zawodowych i rządzi się tymi samymi prawami. Tyle że okazji więcej.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 16.08.17, 20:37
    Wyczaj kiedy i gdzie umawia się na tę kawę, a potem przyjdź do kawiarni niby przypadkowo np. na kawę ze swoją koleżanką. Widząc tam "niespodziewanie" swojego chłopaka podejdź i się przedstaw.
    "O, Jarek jaka niespodzianka."
    Nie będzie miał już pola manewru do krętactw (ewentualnych).

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 16.08.17, 20:41
    Inna opcja - jeżeli lalunia pracuje w biurze razem z nim podejdź kiedyś do biura pod pozorem, że zgubiłaś klucze, a pechowo telefon się rozładował, dlatego nie mogłaś wcześniej zadzwonić i uprzedzić.


    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 16.08.17, 20:52
    Rezultat będzie taki, że za drugim razem partner nie będzie wspominał o żadnych koleżankach.

    Ja bym czekała na rozwój sytuacji i odpowiedź na pytanie: czy mój związek to związek, czy "związek"? Czy jestem Tą Jedyną, czy etapem przejściowym, a może mam być jedną z dwóch? Słowem - dla mnie to próba dla związku i test partnera.
  • 16.08.17, 21:00
    kaz_nodzieja napisała:

    > jeżeli lalunia pracuje w biurze razem z nim [...]

    Rozumiem, że "lalunia" jest raczej pejoratywnym określeniem
    tejże kolezanki, wynikającym z założenia, że właśnie uprawia
    kłusownictwo na niekorzyść autorki.

    Tyle, że z tego co było napisane, to ona nie wie, że niby coś
    takiego uprawia. Jeśli temat partnerki nie wynikł na kilku
    prywatnych "kawkach i obiadkach" to podobnie jak 97.5%
    osób w takiej sytuacji zakłada, że nikt taki nie istnieje.

    Porady, żeby w tej sytuacji doprowadzać do jakiejś "konfrontacji"
    mnie nieco dziwią. I co? Wydrapać jej oczy?
  • 16.08.17, 21:11
    Zwłaszcza, że może mieć w planach "odbicie" faceta albo bycie "tą trzecią" lub jakieś cele pozaseksualne, np. znajomość/flirt ma jej pomóc w awansie itp.
  • 16.08.17, 21:13
    A może to partner chce tą znajomością wzbudzić zazdrość u Autorki wątku? Takie strategie są bardzo częste u Panów.
  • 16.08.17, 21:13
    Problem odwieczny jest taki, że osoba "pokrzywdzona" jest ganiona i nazywana zazdrośnicą.. Ma siedzieć cicho, uczesana i przezorna, miła i uprzejma no bo przecież to wstyd i nie wypada chcieć wiedzieć na czym się stoi i co w trawie piszczy ?! Oczywiście jak zwykle to bywa, "wszyscy wiedzieli" , tylko ona taka głupia ciągi kozie rogi po ziemi. Nie wolno przeszkadzać w schadzkach, bo to brzydko jest przeszkadzać , a jak jest już za późno , bo pan z panią zwiedzili pokoje w pobliskim hotelu, to wszyscy pytają "a co , nic nie widziałaś , nie wiedziałaś , nie czułaś ?? No głupia byłaś, bo na to pozwoliłaś...
  • 16.08.17, 21:23
    Jeżeli koleżanka z pracy jest osobą przyzwoitą i ma wobec pana poważne zamiary, będzie się starała ustalić, czy pan jest wolny; wybada pana i jego kolegów/koleżanki, zadzwoni do pana popołudniu/wieczorem itp.

    A jeżeli koleżanka z pracy ma w planach "odbicie" faceta albo bycie "tą trzecią"? Konfrontacja spowoduje, że będą się lepiej ukrywać a i pan wyciągnie z konfrontacji naukę na przyszłość (naukę o odpowiednim kamuflażu).
  • 17.08.17, 10:00
    pierwsze.wrazenie napisał(a):

    > Jeżeli koleżanka z pracy jest osobą przyzwoitą i ma wobec pana poważne zamiary,
    > będzie się starała ustalić, czy pan jest wolny; wybada pana i jego kolegów/kol
    > eżanki, zadzwoni do pana popołudniu/wieczorem itp.

    Tego też nie doprecyzowałam na początku, ale teraz ta informacja może być istotna: oni nie pracują w takiej zwykłej firmie (na zasadzie od 9 do 17), tylko na uczelni. Ona robi doktorat i chyba prowadzi jakieś warsztaty, a on prowadzi kilka razy w tygodniu zajęcia (nie wspólnie z nią). Nie widują się codziennie, myślę, że może dwa razy w tygodniu. Nie ma też tam takich typowych "przerw" i relacje są na pewno inne niż np. w korporacji. Myślę, że pozostałe osoby, które tam pracują nie muszą nawet koniecznie wiedzieć, że on jest w związku.
  • 24.08.17, 13:04
    To może ja się wypowiem, bo zwyczaje środowiska naukowego akurat znam smile. Projektów naukowych raczej nie omawia sie przy kawie, rzadko też we dwójkę, no chyba że to promotor i doktorant, ale to w ramach dyżuru. Od tego jest biuro. Nie wiem, czy jest między nimi zależność służbowa, wtedy takie wyjścia byłyby niestosowne.
  • 16.08.17, 21:25
    Ale co z tego, ze podepcze swoją godność i wyśledzi randkę czy też 'randkę'? I co, jeśli w swojej najlepszej kiecy i szpilach, które on tak uwielbia skonfrotntuje się z domniemaną rywalką? Zrobi awanturę? Będzie cedzić jadowite słówka albo 'mimochodem' wspomni o planach, dotyczących domku z ogródkiem i pięciorga planowanych maleństw? Wyzwie domniemaną rywalkę na solo?

    Jeśli facet ma ją puścić kantem, to puści tak czy siak. Jeśli temperatura w związku opada, to to widać i czuć.

    --
    cute but psycho. things even out
  • 16.08.17, 21:39
    Jeśli facet ma ją puścić kantem, to puści tak czy siak.

    Jest jeszcze jedna, wcale nie tak rzadka, opcja: i Autorka wątku i koleżanka z pracy. A koleżance z pracy może odpowiadać status kochanki - bywa i tak. Jeżeli Autorka wątku nie planuje związku "we troje", to musi przyglądać się sytuacji.

    Ale konfrontacja nie ma sensu:

    1. Jeżeli facetowi nie zależy, to konfrontacja nic nie zmieni.

    2. Jeżeli facet planuje związki "we troje", to będzie się lepiej ukrywał z inną panią w przyszłości. Albo i z tą samą panią, jeżeli koleżance z pracy odpowiada bycie "tą trzecią".

    3. Jeżeli chce wzbudzić w Autorce wątku zazdrość, to uzyska pewność, że sposób jest efektywny.
  • 17.08.17, 23:14
    Poszedł w tango? A niech idzie w diabły. Krzyżtk na drogę, kopa na rozpęd jak to ktoś kiedyś pięknie ujął.


    Śledzenie schadzek z kimś trzecim w trakcie związku....jakiego związku uncertain ?
  • 16.08.17, 21:21
    Otoż to.
    Klasyczna postawa niektórych dziewczyn pt. on niewinien, to ona mojego misia uwiodła. Tu tymczasem 'ta ewentualna trzecia' Bogu ducha winna, bo on się o istnieniu animavirys nie zająknął.

    Kolega, który miał taką dziwną właściwość, że leciały na niego różne panie bez względu na wiek i różne inne zmienne (z biura i klientki), postawił sobie na biurku fotografię rozmiaru A4 z zoną, bliźniakami, psem i kotem. I od tej pory ma większy spokój.

    --
    Ilu uczestników liczył marsz opozycji?
    (Można się pomylić o 40 milionów.)
  • 16.08.17, 21:32
    I to jest celny przykład z tym kolegą. Sam dbał o transparentność swoich relacji kobietami. Nie czekał czy mu żona ostentacyjną paradę przez biuro/kawiarnię urządzi.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 17.08.17, 08:54
    Nie. Lalunia - określenie atrakcyjnej kobiety smile
    Ostatnia jestem do oskarżania kobiet, sama często bronię tych trzecich, bo najczęściej to facet jest podłym kłamcą i manipulantem.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 16.08.17, 21:26
    czemu "lalunia"?

    nawet gdyby próbowała poderwać chłopaka autorki (pewności co do tego nie mamy), to nie widzę w tym jej winy, jeśli nie wie, że ten mężczyzna jest w związku.

    To naturalne, że "domyślnie" traktuje się ludzi, którzy nam się podobają, jako wolnych póki się nie dowiemy, że są w związku.
  • 17.08.17, 08:52
    Lalunia bo przypuszczalnie autorka nie miałaby problemu gdyby owa młoda kobieta była brzydka lub gruba smile

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 17.08.17, 09:23
    kaz_nodzieja napisała:

    > Lalunia, bo przypuszczalnie autorka nie miałaby problemu gdyby
    > owa młoda kobieta była brzydka lub gruba smile

    Ech... gdyby tak wszystkie kobiety były brzydkie lub grube... Ile to
    byłoby mniej problemów w życiu wink
  • 17.08.17, 10:11
    Zgadza się smile

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 17.08.17, 10:22
    Nie kręć Kaznidziejo9, to jest określenie pejoratywnie brzmiące, a Ty prezentujesz postawę właściwą niestety większości kobiet sad Gdy dzieje się coś niepokojącego na opisywanym polu zawsze tą złą i winną jest ta druga kobieta - jak nie lalunia, to zdzira, taka owaka poluje na ich misia.
    Nie! To nie ta koleżanka z pracy jest winna zaniepokojeniu autorki wątku, tylko jej facet. Czy słusznie się autorka niepokoi, tego nie wiemy...ale tak samo byłoby, gdyby owa pani z pracy doskonale wiedziała ze pan jest w związku i chciała go pani autorce odbic. Nadal to chłopak autorki decydowałby czy chce spotykać się z panią z pracy, na jakich zasadach itd. To od osoby nam bliskiej mamy prawo oczekiwać lojalności, wierności itd. - od niebliskich - wcale nie.
    Wyjątkiem od tego jest sytuacja, gdy ta osoba, która "odbija" kogos także jest bliska tej, która jest zdradzana - bez wględu na pleć

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 10:51
    Nie kręcę. Dla mnie to nie jest pejoratywne.
    Być może widzę to słowo inaczej niż większość.
    I naprawdę jestem ostatnia do oskarżania innej kobiety. W takich tematach zawsze obwiniam faceta. Lalunia nie musi wiedzieć czy jej kolega jest zajęty czy nie. Może być przez niego okłamywana i manipulowana (tak samo jak autorka).
    I nie wierzę, że aby powiedzieć (wspomnieć) o związku trzeba wyczekiwać "odpowiedniej, sprzyjającej sytuacji" - chyba, że podejrzenia autorki są słuszne.
    Wystarczy pod koniec owej kawy wspomnieć: "O, już 17.00, muszę się zbierać, bo dziś do mnie i Kasi przychodzą znajomi, trzeba przygotować mieszkanie."

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 17.08.17, 10:54
    I tak sobie myślę, jakie inne określenie dla ładnej, młodej kobiety i nic nie przychodzi mi do głowy.
    Ewentualnie "laska", ale to też takie mało eleganckie.
    Nie ma w języku polskim określenia na ładną kobietę, nie kojarzące się prostacko lub pejoratywnie.
    Ani też nie obraźliwego na brzydką (swoją drogą).
    Nie moja wina, że język polski pod tym względem jest ubogi i/lub dość prostacki.


    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 17.08.17, 11:02
    Owszem jest takie określenie, a nawet parę:
    - urodziwa
    - o bardzo miłej aparycji
    - atrakcyjna

    parę by się jeszcze znalazło smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 12:02
    Nie chodzi mi o przymiotnik.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 17.08.17, 12:47
    A co przymiotnika ktoś nie zrozumie? smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 16:29
    Chodzi mi o określenie inne niż przymiotnik na atrakcyjną kobietę, znasz takie? Bo jak widać lala czy lalunia uraża czyjeś uczucia. A przymiotników nie lubię używać.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 18.08.17, 15:12
    nikt Cie nie pyta co lubiszsmile Jest określenie - można używać, a używając brzmiącego pejoratywnie liczyć się z konsekwencjami

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 11:01
    Widzisz pomijając tę "lalunie" - ja z kolei nie widzę niczego nadzwyczajnego w tym, że ktoś nie wie o czymś związku, gdy właśnie nie było okazji o nim wspomnieć. Wszystko zależy od relacji między ludźmi. Swego czasu bliska mi znajoma osoba w obecności innej, dalece mniej bliskiej ale znajomej zapytała, co powinna kupić memu partnerowi z racji awansu zawodowego. I ta niezbyt bliska osoba była bardzo zaskoczona, że ja mam partnerasmile - bo okazji do spotkania go nie było, ale okazji do wspominania do niej o nim także nie było. I nie zebym się specjalnie jakoś hehe pilnowała, żeby nie wspomnieć.

    Nie wiem też dlaczego jak i autorka wątku postrzegasz brak takiej informacji, jako jakieś oszukiwanie koleżanki czy manipulację.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 09:51
    kaz_nodzieja napisała:

    > Inna opcja - jeżeli lalunia pracuje w biurze razem z nim podejdź kiedyś do biur
    > a pod pozorem, że zgubiłaś klucze, a pechowo telefon się rozładował, dlatego ni
    > e mogłaś wcześniej zadzwonić i uprzedzić.
    >
    W kacie desperacji przyszło mi to już do głowy... Na razie P. obiecał, że wspomni o naszym związku przy najbliższej sprzyjającej okazji. No zobaczymy... Ja jestem zdania, że skoro już dość długo z tym zwlekał, to teraz będzie tym trudniej, ale zobaczymy...

    Z drugiej strony, naprawdę czuję, że to nie w porządku wobec tej dziewczyny. Mnie chłopak powiedział o spotkaniach z nią, na jego "korzyść" przemawia także, że zawsze do tej pory był bardziej niż w porządku, jeśli chodzi o uczciwość w związku. Nie chcę robić problemu tak, gdzie być może go nie ma, ale na miejscu tej koleżanki poczułabym się trochę "oszukana", gdyby P. nie wspominał o swoim związku jeszcze przez jakiś czas, a później przypadkiem wyszłoby to na jaw.
  • 17.08.17, 10:52
    Hmmm mam wrażenie, że zakładasz z góry, iż ta kolezanka robi sobie jakieś nadzieje w związku z Twoim chłopakiem. Ja wiem, że dla większości pań ich "miś" jest 8 cudem świata, ale tak na serio tak nie jest, ze wszystkie pozostałe panie ostrzą sobie na misia ząbki.

    Nie wiem jak długo czytasz to forum, ale pojawil się tu kiedyś tzw. casus Beatki. Dwire kobiety siedziały w jednym pokoju w biurze, gadały także prywatnie i po pół roku czy paru miesiącach jedna przyniosła zaproszenia na ślub. Ta druga poczuła się oszukana, bo jakże to - siedziały, rozmawiały, a wspomniana Beatka nie mowila ze ma narzeczonego i sposobi się do slubu - falszywa, wredna i podla smile
    Czy Ty myślisz w ten sam sposób?

    Jak napisałam wyżej - wszystko zależy od tego JAK i o czym Twój partner rozmawia z panią z pracy. To, że dowiedział się ze ma rodzeństwo nie świadczy o wielkiej zażyłości wcale. Różne informacje wychodzą często calkiem przypadkowo. Ja np. kiedyś bedąc przesłuchiwana jako świadek na policji dowiedziałam się, że całkiem obcy mi pan aspirant ma chorego tatę. Pan na początku rozmowy zapytał mnie, czy będzie mi przeszkadzać, jeśli w trakcie naszego spotkania odbierze krótkie prywatne połączenie. Czuł się w obowiązku wytłumaczyć się i powiedział, że tata jego ma poważna operację i czeka na wiadomość od rodziny czuwającej w szpitalu. Normalna informacja - ja wykazałam rzecz jasna zrozumienie, ale nie mówiłam panu aspirantowi, że mój tato już niestety nie zyje, bo i po co. Tak samo tu, informacja o siostrach mogła wynikać z doraźnej sytuacji - pani tłumaczyła, że ma mało czasu na rozmowę bo umówila się z siostrami na zakup prezentu rocznicowego dla rodziców - przykładowo,

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 10:24
    Powiem Ci tylko jedno. Jesteś podła i bezmyślna. Po pierwsze, nie wyciąga się prywatnych spraw na forum publicznym, szczególnie jeśli jedna z osób, o tym nie wie. Napisałaś o swoich problemach w taki sposób, że bardzo łatwa jest identyfikacja Ciebie i Twojego chłopaka. Myślisz, że on byłby zadowolony wiedząc, że Wasza historia jest w sieci, podana "na talerzu" dla każdego? Raczej nie... Po drugie, chorobliwa zazdrość jest całkowicie sprzeczna z savoir vivre, a poza tym niszczy związek. Twój chłopak nie dał Ci żadnego powodu do tej zazdrości, bo szczerze o wszystkim Ci mówił. Czy tak się zachowuje osoba zdradzająca, albo chociażby planująca zdradę? Po trzecie, wybielasz się, nie piszesz o swoich błędach, o tym, ile jest Twojej winy w tym związku. Bardzo typowe zachowanie dla neurotyczek. Zostaw tego chłopaka, zrobisz mu przysługę, bo ewidentnie na niego nie zasługujesz. Szczery, uczciwy i dobry facet trafił na podejrzliwą, manipulacyjną i w dodatku podłą kobietę. Brrr sad
  • 17.08.17, 10:46
    Nie przesadzajmy. Nie padło żadne miasto, a obecnie uczelni (państwowych, prywatnych) jest jak psów.
    Tak samo doktorantów.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 17.08.17, 11:24
    Czy zwrócenie się do drugiej osoby słowami "jesteś podła i bezmyślna" jest zgodne z zasadami SV?
  • 17.08.17, 11:37
    Jeśli ta osoba na to zasłużyła, to tak. To nie są obraźliwe słowa, tylko słowa opisujące sytuacje. Dość neutralne w sumie.
  • 17.08.17, 12:14
    Zgodzić się nie mogę.
  • 17.08.17, 12:56
    Też smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 14:24
    A kto ma ocenić, że zasłużyła? Jakie są twoje kompetencje tak konkretnie?
    Bo neutralnie twoje zachowanie mi się wydaje głupie i niegrzeczne.
    wink

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • 17.08.17, 11:49
    w trakcie długiego życia zawodowego piłam kawę i jadałam obiady w towarzystwie wielu panów

    nigdy nie interesowało mnie ich życie osobiste, więc nie wiedziałam, czy są samotni czy nie

    smutne, że dla kobiet, które w tym wątku piszą jest oczywiste, że kobieta jada obiady z mężczyzną wyłącznie w celach uwiedzenia go - głupota czy kompleksy?

  • 17.08.17, 12:01
    Nie chodzi o uwiedzenie. Pomiędzy ich obojgiem może być wiadome "napięcie", może tylko z jego strony, może z jej, może z obojga.
    Tyle. Młodzi, jak mniemam atrakcyjni. Może coś się dziać. Może nie dziać nic. Ale ukrywanie partnera jest nieco dziwne.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 17.08.17, 12:04
    kaz_nodzieja napisała:

    > Pomiędzy ich obojgiem może być wiadome "napięcie", może tylko z jego strony, może z jej, może z obojga.

    ty, jeśli idziesz z kolegą z pracy na kawę to jest między wami "napięcie", czy po prostu pijecie kawę i rozmawiacie?


  • 17.08.17, 16:27
    Wszyscy moi znajomi płci męskiej wiedzą/wiedzieli, że jestem w związku.To żaden powód do wstydu czy ukrywania. Dziwne by było gdyby nie wiedzieli.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 17.08.17, 16:34
    kaz_nodzieja napisała:

    > Wszyscy moi znajomi płci męskiej wiedzą/wiedzieli, że jestem w związku.To żaden
    > powód do wstydu czy ukrywania. Dziwne by było gdyby nie wiedzieli.
    >

    rozumiem

    u mnie z kolei jest tak, że bywa, iż pracuję miesiąc, dwa daleko poza domem i z ludźmi, z którymi pracuję w ogóle nie rozmawiam o swoim prywatnym życiu (z wzajemnością), więc nawet nie zastanawiamy się czy ktoś jest solo czy nie, bo to nie ma nic do rzeczy

    miałoby, gdyby ktoś chciał romansować, zaś dopóki tego nie chce nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś jest wolny czy nie


  • 17.08.17, 12:54
    Nie masz kolegów i męskich przyjaciół? No to współczuję serdecznie
    Dla mnie dziwne byłoby takie właśnie podkreślanie, ze się jest związku bez kontekstu. Przez dość długi relatywnie czas mój partner pracował poza naszym miejscem zamieszkania i najzwyczajniej w świecie bardzo wielu moich szczególnie dalszych znajomych nie miało okazji go poznać ani nawet o nim słyszeć. Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego ani żadnego ukrywania. Po jakie licho miałabym o nim rozmawiać z kolegą, z którym gram w lotki, czy kolezanką z którą pogadam miło przy kawie o jej hobby? Panom spotykanym zawodowo, dość licznie dodam, także się nie opowiadam, że jestem w związku, bo i dlaczego miałabym.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 13:18
    Ale i świadomie tej informacji nie ukrywasz. Bosh, znów ta Beatka...ona się nie odczepi.
    Sa dwa rodaje kontekstów-kiedy info o związku brzmi sztucznie i kiedy naturalnie wypływa z rozmowy. Im częściej sie rozmawia z dana osoba tym częściej występuje naturalny kontekst do info.Odpowiedż na pytanie co robiłeś w weekend brzmiąca "BYŁEM gdzieś tam" a nie "BYLIŚMY" to już świadome unikanie , a skoro robi się świadomie to ma się jakiś cel. Nie wiemy ile było w tych rozmowach kontekstów naturalnych (bo były na pewno) które nie zostały zużytkowane a ile było celowej liczby pojedynczej (co już może naprawdę niepokoić).Ja bym tu doradzała spokój nie pozbawiony czujności i postaranie sie o kumpli rodzaju męskiego.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 17.08.17, 13:28
    zaznaczmy jednak, że pytanie "co robiłaś w weekend" może zadać osoba bardzo bliska

    zwykłym znajomym, nawet tym, których lubimy nie zadajemy takich pytań, bo naruszają one cudzą prywatność

  • 17.08.17, 13:34
    No nie, bez przesady - to jest pytanie z gatunku kurtuazyjnych choć lepsze od "co robiłaś" byłoby "jak minał weekend" - zapytany może odpowiedzieć "Fajnie, miło, normalnie" w sposób zamknięty albo rozwujac temat

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 13:36
    niech będzie

    jeśli więc ktoś, kto nie jest mi bardzo bliski pyta, co robiłam w weekend odpowiadam "nic szczególnego" (bo to moja prywatna sprawa), sama takich pytań nie zadaję ludziom, których określam jako "znajomi"

  • 17.08.17, 13:55
    No i gitara smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 20:59
    Zwyczajnie schlebiasz sobie i stawiasz się na wyższej pozycji wobec innych.
  • 18.08.17, 14:57
    Ależ dlaczego Chrisie? Przecież nie musimy w zasadzie nikomu opowiadać się co robiliśmy w weekend. Nic szczególnego to grzeczna odp. zamknięta

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 13:39
    No z tych kawek wynika że tematy jakos były rozwijane.Fajnie , miło to się odpowiada w przelocie, w windzie, na korytarzu.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 17.08.17, 13:42
    baba67 napisała:

    > No z tych kawek wynika że tematy jakos były rozwijane.

    baba tam siedziała pod stołem i podsłuchiwała, więc zna wszystkie szczegóły



  • 17.08.17, 20:57
    Nie sądzisz, że twoja uwaga jest zwyczajnie prostacka?
  • 17.08.17, 13:59
    Babo - znow - nie wiemy, jak przebiegają takie rozmowy. Jak by tu ...widzisz, ja mam takiego bardzo fajnego bliskiego dość kolegę, którego poznałam przy okazji pracy. Nadal zwykle spotykam się z nim zwykle w sparwach zawodowych na kawkach, obiadach, czasm kolacji - czasem wymieniamy uwagi prywatne, ale takie bardzo luźne i nie wiem nawet czy on wie, ze ja z kimś jestem i do głowy mi nie porzychodzi, ze to ważne

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 16:25
    Z całym szacunkiem, ale kobieta w starszym wieku to nie to samo co 20-parolatka.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 18.08.17, 14:58
    A co wiem ma do rzeczy?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 13:32
    O matko, Babo - ale my nie wiemy czy pan celowo ukrywa. Być może pani mu nie mówi o swoim związku, czy jego braku, wiec on się de facto rewanżuje nie udzielając takich informacji. Ja bardzo często używam liczby pojedynczej, a już szczególnie gdy mówię z kimś, kto mego partnera nie zna. - Jadę na urlop, jadę do mamy, byłam w kinie, muszę kupić ...Na serio nie robię tego jakoś świadomie, po prostu mam wkodowane tak, że do osób które mego partnera nie znają tak mowię. Nie ma tu przy tym znaczenia płeć rozmowcy. czasem tylko robię takie coś całkiem swiadomie - wówczas, gdy ktoś sztucznie stara się skrócić dystans ze mną - wówczas minimalizuje informacje o sobie całkiem swiadomie

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 13:49
    No nie wiemy. Nigdzie ani słowem nie napisałam że wiemy, nie rób ze mnie nieogara.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 17.08.17, 13:54
    Babo - znów ksobnośc smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 11:57
    proponuję zamiast szukać "porad" na forum powiedzieć chłopakowi prawdę - że jesteś zazdrosna o tę koleżankę, że czujesz się niepewnie i boli cię, że -w twoim odczuciu -on przed nią ukrywa twoje istnienie

    po co gromadzić nieporozumienia?

  • 17.08.17, 13:12
    Dokładnie, najlepsza rada. Panie i dziewczyny węszące wszędzie zdrady są żałosne. Nie potrafiłabym żyć bez zaufania do partnera, w atmosferze ciągłej podejrzliwości, czułabym się żałośnie pozbawiona poczucia własnej wartości. Nic dziwnego, że mężczyźni mają przerośnięte ego, skoro kobiety są tak zaborczo o nich zazdrosne i zwykłe kawy / obiady z ludźmi z pracy uważają za początek romansu czy zdrady.
  • 17.08.17, 13:47
    Tu nie chodzi o kawy albo nawet obiady z ludzmi z pracy tylko o udawanie osoby wolnej która się nie jest. I to na ogół nie jest sygnałem romansu tylko właśnie ego faceta które lubi kiedy kobieta...jest trochę uwodzicielska zamiast traktować go jako okapciowanego misia.Większośc udających singli misiów z żalem w serduszku o drugiej połowie wspomina kiedy atmosfera zaczyna byc nieco za bardzo elektryzująca. Inna rzecz że na miejscu pani która po kilku miesiącach flircików dowiedziałaby się prawdy czułabym się jak idiotka (bo ksobna jestem).

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 17.08.17, 14:29
    Jeśli ta dziewczyna dowie się prawdy, a istotnie miała nadzieję na 'coś więcej', będzie miała prawo czuć się użyta (do ładowania bateryjek męskości okapciowanego). Mała rzecz, ale zmiesmacza.

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • 17.08.17, 14:36
    No dokładnie, czułabym się nieciekawie nawet gdyby pan mnie specjalnie nie rajcował, ot pogadać, pożartować i tyle.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 17.08.17, 13:51
    petra11986 napisała:

    > Dokładnie, najlepsza rada. Panie i dziewczyny węszące wszędzie zdrady są żałosn
    > e. Nie potrafiłabym żyć bez zaufania do partnera, w atmosferze ciągłej podejrzl
    > iwości, czułabym się żałośnie pozbawiona poczucia własnej wartości. Nic dziwneg
    > o, że mężczyźni mają przerośnięte ego, skoro kobiety są tak zaborczo o nich zaz
    > drosne i zwykłe kawy / obiady z ludźmi z pracy uważają za początek romansu czy
    > zdrady.

    tak jest!

    a jeśli panu, z którym współpracuję przy pewnym zadaniu (co ma rzeczywiście miejsce) nie mówię o tym, że mam męża to na pewno to świadomie ukrywam, żeby uchodzić za osobę bez zobowiązań smile


  • 17.08.17, 14:31
    Cusz, pozostaje życzyć ci, żeby twój mąż umawiał się z koleżankami po pracy, obowiązkowo nie informując ich, że ma żonę. 'Ta obrączka, kochanie, tak jakoś mi w kieszeni wylądowała przypadkiem - zobacz, nie chodzę na siłkę, ale schudłem najwyraźniej'.

    --
    cute but psycho. things even out
  • 17.08.17, 14:45
    oboje z mężem nie nosimy obrączek, ale jesteśmy już tyle lat świetnym małżeństwem, że nie musimy się nimi podpierać, jak laską smile
  • 17.08.17, 16:47
    Nopopacz - a my jesteśmy tak świetnym związkiem, że nawet nie potrzebowaliśmy podpierać sie papierami z urzędu.

    Nadal życzę męzowi paru udanych randeczek - opuszczenie grajdoła pomaga w uruchomieniu empatii, zwłaszcza jeśli punkt widzenia bardzo zależy od punktu siedzenia.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • 17.08.17, 16:59
    bene_gesserit napisała:

    > Nadal życzę męzowi paru udanych randeczek - opuszczenie grajdoła pomaga w uruch
    > omieniu empatii, zwłaszcza jeśli punkt widzenia bardzo zależy od punktu siedzen
    > ia.
    >

    przekażę mu twoje życzenia smile
  • 17.08.17, 21:02
    W życiu tak bywa, że laska staje się niezbędnym elementem, tak samo można żałować, że się pogardzało tą obrączką na palcu.
  • 17.08.17, 15:07
    Ale musisz być nieszczęśliwa... Obrączki, informowanie wszem i wobec, że jest się w związku, spowiadanie się ze wszystkich kaw ze znajomymi... Nie, wybacz, to nie moja bajka. Mam pełne zaufanie do swojego aktualnego chłopaka, być może męża, a on do mnie. Nie musimy się sobie tłumaczyć ze spotkań ze znajomymi płci obojga. Nie musimy tych znajomych od razu informować, że jesteśmy w związku i właśnie zamieszkaliśmy ze sobą. Cóż, kwestia podejścia. Wolę zaufanie niż obsesyjną zazdrość i kontrolę. Oczywiście wybór należy do każdego, gratuluję Tobie dokonania własnego.
  • 17.08.17, 15:28
    petra11986 napisała:

    > Nie musimy tych znajomych od razu informować, że jesteśmy w związku
    > i właśnie zamieszkaliśmy ze sobą.

    To poczekaj pięć lat smile
  • 17.08.17, 16:39
    Poniekąd słusznie.
    Według statystyk, największe kryzysy w związkach są w trzecim i siódmym-ósmym.

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • 17.08.17, 18:07
    I statystycznie najwięcej romansów nawiązuje się w pracy.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 17.08.17, 15:31
    Czy do swoich nieaktualnych chłopaków miałaś podobne zaufanie jak do obecnego, czy jednak trochę mniejsze?
  • 17.08.17, 15:33
    chris1970 napisał:

    > Czy do swoich nieaktualnych chłopaków miałaś podobne zaufanie jak do obecnego,
    > czy jednak trochę mniejsze?

    nie sądzisz, że jesteś zbyt wścibski?
  • 17.08.17, 20:55
    Nie, nie sądzę.
  • 17.08.17, 16:37
    He he he.
    Jestem w stałym związku kilkanaście lat, dajemy sobie obydwoje mnóstwo wolności i przepadamy za sobą. Itd itd, sielanka trwa.

    Sęk w tym, że - zwłaszcza udzielając porad na forum - wyjść poza własne doświadczenie. Zwłaszcza, jeśli samemu ma się to doświadcznie maciupeńkie. Twoje zaufanie do aktualnego chłopaka nie jest przedmiotem dyskusji, miło, że je masz, ale o czym ma to świadczyć, oprócz tego, że masz zaufanie do aktualnego chłopaka? W czym to ma pomóc autorce wątku? Czego dowodzić - oprócz, być może, twojej świętej naiwności albo faktu, że trafiłaś na tego jedynego?

    Twój zaczepny, wyższościowy ton jest tu zupełnie nie ma miejscu, a uwagi i domyślenia nt interlokutorów świadczą o tobie raczej fatalnie. Weż to zmień.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • 17.08.17, 14:28
    Nie, nie są żałosne. Imo użyłaś bardzo niegrzecznego określenia, a cała twoja wypowiedz jest chamskawa - nikt tu nie pisze o braku zaufania czy atmosferze ciągłęj podejrzliwości. Poza tym - zazdrość, zasłużona czy nie, zdarza się obu płciom. O ile nie osiąga rozmiaru groźnej, rozbijającej związek obsesji, jest zupełnie ok. I wynika nie z 'żałosności' ale albo z nieciekawych doświadczeń albo z niepewności siebie (jest przyczyną, a nie jak (imo dość niemądrze) sugerujesz - skutkiem.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 17.08.17, 17:40
    petra11986 problem nie polega na tym, że chłopak autorki spotyka się z koleżanką, ale że spotyka się z koleżanką, przed którą (prawdopodobnie) ukrywał informację o tym, że jest w związku.
    Czy naprawdę nie widzisz różnicy?!

    Jeśli rzeczywiście relacja jest czysto zawodowa i tematy prywatne się na spotkaniach nie pojawiły to reakcja jest przesadna.

    Ale jeśli chłopak rzeczywiście, jak podejrzewa autorka wątku, ukrywał informację o tym, że jest w związku (czyli: gryzł się w język w sytuacji gdy innej osobie z pracy wspomniałby o swojej dziewczynie) to podejrzliwość jest UZASADNIONA.
  • 17.08.17, 17:58
    wagonetka napisał(a):

    > proponuję zamiast szukać "porad" na forum powiedzieć chłopakowi prawdę - że jes
    > teś zazdrosna o tę koleżankę, że czujesz się niepewnie i boli cię, że -w twoim
    > odczuciu -on przed nią ukrywa twoje istnienie
    >
    > po co gromadzić nieporozumienia?
    >
    Tak, właśnie to też mniej więcej powiedziałam: że w moim odczuciu jest to trochę dziwna sytuacja i wolałabym, żeby przy okazji o mnie wspomniał, i że ja zwykle wspominam. Na co on powiedział, że to mogłoby być nieuprzejme/niewskazane. Dlatego też postanowiłam zapytać o to na forum.
  • 17.08.17, 18:06
    animavillis napisał(a):

    > Tak, właśnie to też mniej więcej powiedziałam: że w moim odczuciu jest to troch
    > ę dziwna sytuacja i wolałabym, żeby przy okazji o mnie wspomniał, i że ja zwykl
    > e wspominam. Na co on powiedział, że to mogłoby być nieuprzejme/niewskazane. Dl
    > atego też postanowiłam zapytać o to na forum.

    to nie jest to samo

    to, że ty zwykle wspominasz nie znaczy, że on musi robić tak, jak ty
    jeśli on oraz koleżanka nie poruszają tematów życia osobistego twój chłopak ma rację: mówienie o twoim istnieniu mogłoby by być niezręczne i nie na miejscu

    ale ja pisałam o czym innym: o tym, że powinnaś powiedzieć mu wyraźnie, co czujesz (a w sumie czujesz zazdrość) - mężczyznom często tak trzeba mówić, bo oni mają trochę inaczej smile



  • 17.08.17, 18:11
    Facet kręci. Oczywiście niewskazane byłoby powiedzenie: "Wiesz Elka, pary z nas by nie było bo mam już dziewczynę".
    Ale neutralne wspomnienie już tak.
    Możesz do niego zadzwonić podczas spotkania pod byle pretekstem (nie możesz znaleźć ładowarki, czy gdzieś nie przełożył albo o której będzie bo Jolka chciała wpaść). Wtedy może wspomnieć. Prawda?

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 17.08.17, 19:22
    Moim zdaniem, nie wiadomo, czy 'facet kręci'.

    Być może tak - może ta historia i spotkanka z koleżanką służą mu do ładowania bateryjek nieco podwątlonego długim związkiem męskiego ego, nawet bez intencji na cokolwiek więcej na boku.
    A może jest w stu procentach prostolinijnym gościem bez _żadnych_ skłonności do chachmęcenia, takim typem 'co w głowie, to na języku' i po prostu nie widzi powodu, dla którego miałby w ogóle cokolwiek o swoim życiu prywatnym komukolwiek w pracy chlapać, zamiast skupić się na projekcie.

    Nie wiadomo, jak jest. Moim zdaniem cała sprawa nie warta jest aż takiego halo, kombinowania i zadęcia.

    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • 17.08.17, 16:06
    Mówi się jak jest okazja. Ja dostaję białej gorączki jak to jedna koleżanka musi się pochwaluć i jest okazja czy nie ma to zawsze wtrąci, że oni z MĘŻEM byli na wyjeździe i jak z MĘŻEM skręcali samochodem w pdawo to MĄŻ patrząc na zegarek coś tam powiedział....no, Z MĘŻEM jest 5 razy w każdym zdaniu.

    Aż mi się ciśnie na usta to co pewnien kronikarz pisał o Annie Jagiellonce już pi ślubie, który brała po 50-głowę hardo nosi bo chłopa złapała.


    Lepiej, że Rqój chłop lak nie popada w tę skrajność, to cecha ludzi z niską samooceną.
  • 17.08.17, 16:43
    A skąd przypuszczenie, że koleżanka się chwali? To żadna zasługa czy osiągnięcie mieć męża. Niektórzy ludzie (częściej kobiety, ale mężczyznom też się zdarza) mają po prostu bardzo silną tożsamość bycia mężem/żoną. Nie mają potrzeby oddzielania 'my' od 'ja'. Według mnie to na dłuższą metę jest męczące i potencjalnie może być przyczyną problemów w związku, ale jeśli obydwojgu im odpowiada, to ich sprawa.

    Gdybym miała takie wrażenie, że 'dostaję białęj gorączki, że koleżanka _rzekomo_ się chwali mężem' to bym przemyślała raczej siebie, nie ją. Życzliwie radzę.

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • 17.08.17, 17:45
    Skąd przypuszczenie?Z kontekstu. Dziewczyna desperacko MĘŻA zdobywała, od zawsze i do dzisiaj to jej bardziej zależy na ich związku. Wypowiedzi konstruowane sztucznie i często-gęsto bez związku z rozmową, w której uczestniczy cała grupa. Plus co innego pojechaliśmy, a co innego my z MĘŻEM smile pojechaliśmy i do tego MĄŻ pojawia się jeszcze kilak razy w każdym zdaniu smile

    No to widać, serio smile
  • 17.08.17, 19:16
    Może i tak, ale czemu cię to _aż_tak_ irytuje? Jej i męża problem, o ile.
    Znowu: radziłabym przemyśleć siebie. Taki gwałtowny i mocny afekt ('biała gorączka') przy tak błahej sprawie to sygnał twój o tobie. Bez złośliwości.

    --
    cute but psycho. things even out
  • 17.08.17, 22:24
    Przy takiej częstotliwości też byś dostawała białej gorączki. Wszystko powtarzane i to na zasadzie wtrąceń tylko po to by wymówić tę magiczną formułkę zaczyna na dłuższą metę irytować.

    Za 1,2,20 razem-ok. Po kilkuset razach... suspicious
  • 17.08.17, 23:28
    W takich sytuacjach po prostu się pytam wprost, o co chodzi - zarówno z czystej ciekawości, jak i w nadziei wzbudzenia autorefleksji w przesadzającej.
    Wiesz, Alu, że ty bardzo często, praktycznie w każdym zdaniu, wspominasz o mężu? "Mąż i ja", "my razem z mężem" i tak w kółko? Albo jesteście razem, albo cały czas o nim mówisz. Czemu?
    I zostawić ją ze zmarszczonym czołem.
    smile

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 18.08.17, 15:28
    Bene , ja wiem dlaczego Ja to irytuje - bo irytujące. smile I wcale nie dlatego, ze mowa o mężu tylko dlatego, ze w kólko to samo ...Miałam za studenckich czasów kolegę o ksywie "Moja mama" - normalnie nie powiedziała trzech zdań, żeby nie powiedzieć co jego matka na ten temat sądzi lub sądziłaby - było to mega irytujące i zenujące. Wiele razy i wiele osób próbowalo go zgasić w stylu "a co do tego ma twoja mama?" - ale bez trwalszego efektu.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 17.08.17, 17:54
    vivi86 napisał(a):

    > Lepiej, że Rqój chłop lak nie popada w tę skrajność, to cecha ludzi z niską sam
    > ooceną.

    Oczywiście, że w skrajność nie ma co popadać - z tym się jak najbardziej zgodzę. Co innego wspomnieć raz czy dwa przy jakiejś stosownej okazji. Na przykład, gdy ktoś spyta o plany na urlop/wieczór sylwestrowy można odpowiedzieć, że razem z <imię> wybieramy się <tu nazwa miejsca>. Chodziło mi raczej o taką sytuację, zdecydowanie nie o to, żeby opowiadać o partnerze przy każdej nadarzającej się okazji. smile
  • 17.08.17, 18:05
    Ewentualnie, zakładając że akurat nikt nie pyta nas o nic bezpośrednio, bo takie bezpośrednie pytanie zasadniczo ułatwiłoby sprawę, zastanawiało mnie, czy można by wtrącić coś w nawiązaniu do wcześniejszej wypowiedzi, ale przy tym jednak nie do końca "na siłę". Chłopakowi powiedziałam, na przykład, że nawet dyskutując o jakimś projekcie mógłby powiedzieć coś w rodzaju: "Moja dziewczyna w pracy też natrafiła ostatnio na tego typu problem. Rozwiązali go w następujący sposób...".
  • 17.08.17, 18:20
    Ty już więcej nie rozmawiaj ten temat z chłopakiem, tylko spróbuj zorientować się, jak te spotkania wyglądają i będziesz miała jasność.
  • 17.08.17, 18:31
    animavillis napisał(a):

    > Chłopakowi powiedziałam, na przykład, że nawet dyskutu
    > jąc o jakimś projekcie mógłby powiedzieć coś w rodzaju: "Moja dziewczyna w prac
    > y też natrafiła ostatnio na tego typu problem. Rozwiązali go w następujący spos
    > ób...".

    twój chłopak ma pełne prawo myśleć, że mu nie ufasz


  • 17.08.17, 20:56
    Zbyt daleko posunięta teza.
  • 17.08.17, 22:32
    Można smile sama tak robię, najczęściej nawet nie wymieniając imienia chłopaka - po prostu wybieramy się smile
    Przy okazji-czemu nie
  • 17.08.17, 21:51
    Powinnaś też odpowiedzieć sobie (nie nam) na kilka pytań.
    Z Twoich wypowiedzi wynika, że obydwoje realizują projekt naukowy. Czy jest to ich wspólny projekt (tylko ich dwojga) - jeżeli nie, to dlaczego w dyskusjach w kawiarni/restauracji nie biorą udziału pozostałe osoby pracujące nad projektem? Kto tym projektem kieruje - Twój partner? Jak ma się charakter pracy nad projektem do obiadów we dwoje - czy jest rzeczywiście co omawiać na spotkaniach w kawiarni/restauracji, czy raczej wygodniej byłoby to robić w laboratorium? Czy ta dziewczyna dzwoni do Twojego partnera, czy rozmawiają o pracy na projektem?
    Jak długo Twój partner pracuje na uczelni? Czy inni pracownicy wiedzą, że jest z Tobą w związku? Czy poznałaś choć jedną osobę z jego pracy?
    Ja jednak, całkowicie niezgodnie z savoir-vivrem, poobserwowałabym, jak przebiega ich spotkanie. Znasz swojego partnera pięć lat, myślę, że po kilku minutach wiedziałbyś, co jest grane. Po co zadręczać się niepewnością.
  • 27.08.17, 18:17
    > Wiem, że relatywnie często rozmawiają, byli też razem parę
    > razy na kawie/obiedzie po pracy,

    Niech temu panu ktoś zainstaluje podsłuch. Bo już ponad 200
    postów, a my nadal nie wiemy o czym oni rozmawiają!
  • 28.08.17, 11:54
    Po co podsłuch? Wystarczy zaobserwować, jak te spotkania wyglądają. Założycielka wątku zna swojego partnera ponad pięć lat, po kilkunastu minutach obserwacji będzie wiedziała, co jest grane.
  • 28.08.17, 12:02
    czyli proponujesz nie podsłuchiwanie, tylko podglądanie

    a może i jedno, i drugie? zawsze to będzie większa pewność

  • 29.08.17, 17:27
    Tak - proponuje zobaczenie tego spotkania na własne oczy, zamiast trwania w niepewności albo, co gorsza, trwania w trójkącie mimo braku takiego zamiaru, bo i tak może się taka sytuacja rozwinąć. Tak bym zrobiła - wiem, nieładnie.
    Bo jakoś mi się opisana przez założycielkę wątku sytuacja nie podoba, to chodzenie przez mało towarzyskiego pana po kawiarniach i restauracjach. Ale to, oczywiście, tylko moje intuicje.
  • 03.09.17, 10:19
    Jeżeli związek zaczyna wyglądać tak, że zaufania nie ma, za to jest szpiegowanie drugiej osoby to może warto zastanowić się nad związkiem? Czy coś takiego ma sens?
  • 03.09.17, 14:48
    Zaufanie nigdy nie powinno być bezgraniczne (nie tylko w związku). Zadałam sobie pytanie, czy gdybym była na miejscu Autorki wątku, opisana sytuacja (wielokrotne wyjścia z tą samą kobietą mojego mało towarzyskiego partnera) nie wzbudziłaby podejrzeń, odpowiedziałam sobie "tak, wzbudziłaby takie podejrzenia". I tyle.

    A jak byłoby w Twoim związku albo w Twojej rodzinie - gdyby np. Twój ojciec zachowywał się podobne, co myślałabyś Ty i Twoja matka? Oczywiście, każdy ufa w różnym stopniu, kto bezgranicznie zaufanie nie jest rozsądne.
  • 03.09.17, 18:28
    Jak się nie ufa to się rozstaje
  • 03.09.17, 22:59
    zgadzam się! choć animavillis nie ma dowodów, że to coś więcej niż koleżeństwo, to tak jak pierwsze.wrażenie uważam, że sytuacja jest podejrzana - biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, zwłaszcza to że chłopak jest mało towarzyski i że dziwnym trafem podczas tylu spotkań nie pojawiła się informacja, że ma dziewczynę.
  • 05.09.17, 15:40
    Hmmm a mnie - z doświadczenia znacznie bardziej zaniepokoiłaby sytuacja, w której pan milczałby nie koleżance o związku, a partnerce o koleżance. A to właśnie na podstawie doświadczenia. Pewien pan zdradził mnie z kolezanką z pracy -panią którą rzecz jasna wcześniej znał i która ja tez poznałam. Nim do uch takiej relacji doszło, słyszałam o niej jako i o innych współpracownikach tego pana. O niej rzadziej, bo pracowała w innym mieście, ale TEŻ. W pewnym momencie - jak sobie potem uświadomiłam już smile - pani przestała się w ogole pojawiać w jego opowieściach - cisza. Nie zwróciłam na to wtedy uwagi, bo nie sądziłam, ze ów pan mógłby mnie zdradzić, a już szczególnie z tą panią, potem jednaj analzując całą sytuację skonstatowałam, ze wlasnie przestał o niej wspominać cokolwiek ...Tu pan o koleżance otwarcie mówi swej dziewczynie , więc ...Inna sparwa, że bywa róznie, ale na serio to problemu z tym, ze nie wspominał o swoim związku bym nie robila

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.09.17, 00:18
    Brzytwa Occama. zgodnie z ta zasada naprostsze wyjasnienie - unika mowienia bo kombinuje.

    i tyle.....


    Minnie


    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 28.08.17, 16:41
    pierwsze.wrazenie napisał(a):

    > Po co podsłuch? Wystarczy zaobserwować,

    Zasadniczo, to żartowałem z tym podsłuchem, będąc pod wrażeniem list
    dialogowych pojawiających się w dyskusji:
    - Czytałeś najnowsza powieść najnowszego noblisty? - Nie, żona zabrania.
    - Byłeś w kinie na ...? - Tak, świetne efekty specjalne, a żona zakochała sie w Grayu
    I wiele innych, starczyłoby na trzy filmy.

    Przypomniało mi to scenę ze Zmienników, kiedy bohater w półśnie sobie
    układa co powinien był odpowiedzieć Kasi: "Kurcze blada, jej się wydaje,
    że mnie zgasiła. Trzeba było tak powiedzieć ..."
  • 29.08.17, 22:27
    a jakich dialogow sie spodziewales? "czytales najnowsza powiesc ostatniego noblisty?- aaa, tak, to moja zona"..
    - byles w kinie na...? tak, moja zona inscenizowala Son of Saul nareszcie zobaczylem.."

    wink

    Minnie

    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 29.08.17, 22:28
    ps
    ale twoje tez swietne big_grin

    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.