Dodaj do ulubionych

Telefonicznie ...

07.09.17, 10:59
Tak a propos komunikowania się sms-ami. Właśnie zadzwonił mój współpracownik porządnie wqrzony sad Dzis na godz. 11 umówił się z pewnym samorządowcem - w mieście odległym o ok. 50 km. Dojechawszy na miejsce dowiedział się, ze go nie ma, bo musiał pilnie wyjechać. No zdarza się przecież. Ale dlaczego do licha nie dano o tym znać? Pani sekretarka zdziwiona: - No przecież wysłałam panu sms-a...Kolega nijakiego sms-a nie dostał rano, dostał go ...teraz. Był uprzejmy pani to pokazać, no tak czasem bywa z sms-ami ...No to jak wiesz kobito, że tak bywa, to nie wysyłaj sms-ów w pilnych sprawach, tylko zadzwoń jak człowiek ...

Nie raz i nie dwa zdarzało mi się dostawać sms-y na bank wysłane znacznie wcześniej po paru godzinach, w skrajnych przypadkach - nawet nazajutrz. Na szczęście nigdy nie tyczyły się spraw ważnych/pilnych w każdym razie dla mnie - a ze ktoś sobie w swojej sprawie komunikował sms-em co przyszedł za poźno, to już jego problem ...

Jednak ogólnie - co sądzicie? Wypada o takich nagłych zmianach "akcji" informować sms-em, który raz może być przeoczony, a dwa dotrzeć po czasie? Moi zdaniem - nie.


--
Korcia
"droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
Edytor zaawansowany
  • 07.09.17, 12:52
    W ważnych sprawach nie należy wysyłać sms-a, tylko przekazać wiadomość w rozmowie telefonicznej - upewnić się w ten sposób, że dotarła do powiadamianej osoby. Inaczej jest to po prostu lekceważenie tejże osoby.
  • 07.09.17, 22:43
    Już nawet abstrahując od kwestii savoir-vivre'u, informowanie sms-em o "nagłych zmianach akcji" jest zwyczajnie ryzykowne, czego zresztą dowodzi opisana historia.

    --
    "Future's made of virtual insanity"
  • 07.09.17, 23:00
    Zdecydowanie o sprawach pilnych, ważnych - lepiej jest informować bezpośrednio, ewentualnie potwierdzając tylko smsem. Właśnie dlatego, że sms może się "spóźnić", można go przeoczyć...
    I owszem, zdarzyło mi się niedawno: omyłkowo wybrałam numer zamiast do kolegi - do mojej lekarki. Zanim odebrała rozłączyłam oczywiście i natychmiast wysłałam lekarce sms z przeprosinami i wyjaśnieniem, że połączenie omyłkowe - bo WIEM, że ta akurat lekarka otrzymując telefon od pacjenta - oddzwania zawsze, na wypadek, gdyby coś się działo niepokojącego. Natomiast nie była to ani sprawa pilna ani istotna.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 08.09.17, 20:57
    Moim zdaniem w sprawach pilnych (jak opisana tutaj) należy zadzwonić. W przypadku niedostępności odbiorcy nagrać się na pocztę głosową. W przypadku braku poczty dopiero wysłać sms. Chodzi o to że po nieodebranym połączeniu jest ślad, po esemesie, który nie doszedł/spóźnia się nie ma. Natomiast nie ma obowiązku wydzwaniać do skutku.

    --
    "Do what you want cause a pirate is free
    You are a pirate!"
  • 09.09.17, 01:14
    Jakoś tak przed wakacjami dostałam smsa z informacją, że w dniu X w sali nr Y odbędzie sie zebranie rodzicow uczniów klasy III. podpisany imieniem i nazwiskiem wychowawca. Odpisałam, że to pomyłka, dostałam drugiego smsa z przeprosinami i podziękowaniem. Gdybym nie odpisała to nauczyciel mógłby posądzić jakiegoś nieświadomego rodzica o zlekceważenie zebrania. Jak widać sms może dojść za późno albo nie dojść wcale. Dlatego załatwianie ważnych spraw w taki sposób wydaje się ryzykowne, bezpieczniej jest zadzwonić. Poza tym rozmowa telefoniczna jest bardziej elegancką forma komunikowania się niż sms, do pewnych ludzi i w pewnych sprawach w ogóle nie wypada wysyłać sms-ów.
  • 09.09.17, 08:55
    Podobnie bywa zresztą z mailami. Około trzy tygodnie temu [w pierwszej połowie sierpnia] wysłałam do znajomego pewien potrzebny mu tekst. Trochę się zdziwiłam, że nie potwierdził telefonicznie odbioru, bo zwykle to robił, no ale złożyłam na karb roztargnienia czy też przegapienia. Tymczasem zadzwonił w ostatnią sobotę, że bardzo dziękuje za tekst! Mail nie wiem, przez Bieszczady i Karkonosze szedł, skoro na terenie trójmiasta droga zajęła mu trzy tygodnie! Ale... Tym razem nie było to nic ani pilnego ani ważnego, po prostu ciekawostka z jego dziedziny zainteresowań, ale gdyby szło o coś terminowego?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 09.09.17, 14:57
    kora3 napisała:

    > Dojechawszy na miejsce dowiedział się, ze go nie ma, b
    > o musiał pilnie wyjechać. No zdarza się przecież. Ale dlaczego do licha nie dan
    > o o tym znać?

    Taki los nierozgarniętego dziennikarza.
    To twój kolega chciał zarobić wierszówkę - nie udało się złowić "ryja".
    Jesteś dziennikarką, więc słowo "ryj" wiesz, co znaczy w dziennikarskim slangu. Prawda?
  • 09.09.17, 16:16
    Nie znam takiego określenia, może dotyczy jakichś pseudodziennikarzy z brukowców smile Kolego nikogo nie lowil UMOWIL się z kims- gdyby przyjecjal znienacka nie mialby pretensji, ze gościa nie ma...Nie ma, to nie ma - wudac nie zależy mu na przedstawieniu sprawy ze swej strony - napisze, ze początkowo się umowil, ale potem wyjechal, wiec nie ma jego stanowsika w sprawie i gitara - pan samorządowiec może się teraz czepuc, ale swej pozal się boze sekretarki

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 09.09.17, 21:13
    kora3 napisała:

    > Nie znam takiego określenia, może dotyczy jakichś pseudodziennikarzy z brukowcó
    > w smile

    Nie ma dziennikarzy i pseudodziennikarzy.
    Chyba że podzielimy tak: są dziennikarze, którzy mają swoich czytelników, odbiorców oraz są pseudodziennikarze, którzy muszą zadowalać się pisaniem na blogach.

    Dziennikarze z brukowców, to są DZIENNIKARZE pełną gębą.
    Dostarczają swoim czytelnikom towar, który zostanie kupiony.
    Gust czytelników brukowców bywa zmienny, więc trzeba trzymać rękę na pulsie i w ten puls się wczuwać.

    Droga korciu, jesteś dziennikarzem dopóki ktoś ciebie chce czytać.

    Potem zaczynasz wysyłać "coś tam-coś tam" (chyba wiesz do jakiej dziennikarki, albo polityczki nawiązuję) na tweeterze, albo na jakimś blogu - stajesz się pseudodziennikarzem.

    > Kolego nikogo nie lowil UMOWIL się z kims- gdyby przyjecjal znienacka nie
    > mialby pretensji, ze gościa nie ma...

    A po co kolega jechał?
    Aby mieć wierszówkę.
    Prawda?

    A po co "ryj" umawiał się z dziennikarzem?
    Aby mieć reklamę.
    Prawda?

    "Ryj" uznał, że mu dziennikarz do niczego nie jest potrzebny, więc olał "pismaka".

    Jak sądzę, Twój ból polega na tym: jesteśmy "czwartą władzą", a tu taki brak szacunku.
  • 10.09.17, 08:30
    Nie, kolega jechał, gdyż zgłosiła się doń osoba wysuwająa wobec samorządowca pretensje co doi jego zawodowej działalności. Zgodnie z rzetelnością dziennikarską kolega miał obowiązek skontaktować się z samorządowcem i zapytać go o jego stanowisko wobec tych pretensji - takie sa zasady i słuszne. Skontaktował się i pan chciał przedstawić swe stanowisko - mógł zrobić to wvia telefon, czy mail, ale WOLAŁ osobiście - miał takie prawo. Umówił się zatem z kolegą - proste. Nie wszyscy dziennikarze pracują "na wierszówkę" - to tak dla Twej wiadomości, bo chyba masz jakieś niepełne informacje smile - zresztą po tym co piszesz widać, ze zielonego pojęcia nie masz o tej pracy i w ogóle.

    Samorządowiec nie może sobie nie chcieć rozmawiać z mediami - ma obowiązek odnieść się do wysuwanych przez kogo doń pretensji - z racji funkcji. Nie chcieć się odnosić może osoba lub firma prywatna - urząd, instytucja - nie. Oczywiście, jeśli istnieje stanowisko rzecznika, to można zostać doń odesłanym, mogą poprosić o pisemną formę zapytania i tak samo odpowiedzieć w ustawowym terminie, ale nie mogą uznać sobie, ze odpowiadać nie chcą...
    Tak więc Twe dywagacje są psu na budę - samorządowiec sam sobie zaszkodził, a raczej jego sekretarka, bo i tak odpowiedzieć będzie musiał - tylko, ze jego odpowiedź ukaze się później, pewnie mniej ludzi ją przeczyta, niż zrobiłoby to czytając to, co ma do powiedzenia jego "przeciwnik"


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 09.09.17, 22:04
    kora3 napisała:

    > Nie znam takiego określenia, [ryje]

    Akurat miałem pod ręką dziennikarza z ogólnopolskiego publikatora.
    Dialog był mniej więcej taki:
    - Piszę z dziennikarką o "ryjach". Czy mi się przywidziało, że takie określenie istnienie
    - Ona skąd?
    - Jakaś lokalna gazeta
    - Dla niej ryjem jest burmistrz.
  • 10.09.17, 08:33
    Pisałam w kilku lokalnych gazetach, także pisuję do ogólnopolskiej, miałam zajęcia także dotyczące branżowego języka smile - o żadnych ryjach nigdy nie slyszalam, ani w Krakowie, ani w Katowicach, ani we Wrocławiu...Poza tym żaden dziennikarz nie używa na wydawcę słowa "publikator" smile - jakoś mnie nie przekonujesz smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 14.09.17, 01:50
    Zaintrygowal mnie ten "ryj". nareszcie wiem o co chodzi, wiec moge sie z toba podzielic wiedza Korciu
    Fotograf (w slangu paparazzi) to „paparuch”. Celebryta, któremu paparuch chce zrobić zdjęcie to "ryj”.
    paparuchy i ryje

    Po prostu trzeba czytac ze zrozumieniem. i myslec. to slang branzowy.
    Ty jestes, o ile sie nie myle, dziennikarka nie 'paparucha', wiec i skad moglas wiedziec.

    Minnie
    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym


    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 14.09.17, 07:22
    No więc napisałam, ze to slang jakichś pseudodziennikarzy Minnie ...Ludzi pisujących o właśnie jakichś celebrytach i ich "wpadkach" i korzystających z usług paparazzich ...Nie ma nic wspólnego z dziennikarstwemsmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 15.09.17, 03:50
    kora3 napisała
    No więc napisałam, ze to slang jakichś pseudodziennikarzy Minnie ...

    nawet nie to mialam na mysli - jest to slang branzowy czyli w srodowisku fotografow, konkretnie papparazzi a ty nia nie jestes, o ile dobrze sie orientuje.

    Minnie

    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 15.09.17, 09:13
    No nie jestem, ale rzecz cała w tym, że fotografowie - zawodowcy, z wyjątkiem być może tych właśnie polujących na celebrytow także nie uzwają takiego określenia

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10.09.17, 13:38
    To nie jest problem z zakresu SV, a z organizacji pracy. Jeżeli chcesz przekazać pilną wiadomość i mieć pewność, że dotrze ona do odbiorcy, to po prostu dzwonisz.
  • 10.09.17, 13:52
    tez tak mysle

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 12.09.17, 12:01
    Jeśli czasu jest dużo można wysłać sms-a z prośbą o potwierdzenie jego otrzymania. Jeśli nie ma odpowiedzi, trzeba zadzwonić. Natomiast ogólnie lepiej i łatwiej jest od razu zadzwonić, zwłaszcza w kontaktach oficjalnych, prowadzonych przez sekretarkę. Rozmowa często trwa krócej niż pisanie sms-a.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.