24.10.17, 20:22
Jestem mężatką 7 lat. Z mężem mieszkamy u moich rodziców. Mamy jakby osobne mieszkanie - mieszkamy na piętrze, a moi rodzice na parterze domku. Rodzice mojego męża odwiedzili nas (i moich rodziców) w tym czasie parokrotnie, pierwsze wizyty jeszcze przed naszym ślubem. Mieszkamy daleko od siebie, więc są to wizyty kilkudniowe. Moi rodzice nie byli nigdy u moich teściów, nie zostali nigdy zaproszeni. Dla mojego męża ta sytuacja jest normalna, dla mnie co najmniej dziwna i jest mi z tego powodu przykro. Mąż twierdzi, że moi rodzice nie darzą sympatią jego rodziców i to dlatego. A ja się zastanawiam, co jest faktyczną przyczyną.... Kiedy zgodnie z zasadami - powinna nastąpić rewizyta? Jak dać do zrozumienia to teściom?
Moi rodzice zapewne nie zdecydowaliby się już na rewizytę (po tylu latach), zdając sobie sprawę z "wymuszoności" zaproszenia. Na koniec chciałabym jeszcze nadmienić, że zarówno moi rodzice, jak i teściowie, są emerytami.
Edytor zaawansowany
  • 24.10.17, 21:23
    A dlaczego mąż uważą, że Twoi rodzice nie lubią jego rodziców?
  • 24.10.17, 22:34
    Nie wiem....... nic podobnego nie zauważyłam........poza tym uważam, że to trochę dziwne, bo skoro rzekomo moi rodzice ich nie lubią, dlaczego teściowie tak chętnie przyjeżdżają do nas, a jednocześnie do moich rodziców......to niedorzeczne.
    Nie znam nikogo, kto miałby podobny problem. Wśród naszych znajomych rodzice-teściowie utrzymują stałe relacje i się odwiedzają.
  • 24.10.17, 22:29
    > Kiedy zgodnie z zasadami - powinna nastąpić rewizyta? Jak dać do zrozumienia to teściom?

    zgodnie z jakimi zasadami? naczelną zasadą jest to że ludzie tego chcą i jest nadzieja że będzie fajnie
    w tej sytuacji jaką opisujesz ta zasada nie jest dotrzymana i lepie daj sobie spokój z tym żeby wpychać swoich rodziców w gości do swoich teściów, bo jeżeli między nimi nie zagrało to tak miało być i nic nie zrobisz
  • 24.10.17, 22:36
    To dlaczego w takim razie teściowie przyjeżdżają do nas, a przy okazji do moich rodziców również. Jeżeli by coś nie grało - chyba nie powinni chcieć przyjeżdżać?
  • 24.10.17, 22:44
    I nie chcę wpychać swoich rodziców w gości do swoich teściów. Moi rodzice zapewne jakby nawet dostali teraz zaproszenie by nie pojechali, bo jak napisałam wcześniej - nie zależy im na wymuszonym zaproszeniu. Chodzi mi tylko o to, kiedy zgodnie z zasadami s-v takie zaproszenie powinno się otrzymać? I jak, w miarę kulturalny sposób, to wytknąć teściom?
  • 24.10.17, 22:50
    > I jak, w miarę kulturalny sposób, to wytknąć teściom?

    nie ma takiego sposobu. twoim rodzicom nie zależy, ale tobie zależy
    to jest sygnał, że prowadzisz jakąś gierkę ze swoim mężem, nie działasz w dobrej intencji
  • 25.10.17, 09:10
    nikki26 napisała:

    > I nie chcę wpychać swoich rodziców w gości do swoich teściów. Moi rodzice zapew
    > ne jakby nawet dostali teraz zaproszenie by nie pojechali, bo jak napisałam wcz
    > eśniej - nie zależy im na wymuszonym zaproszeniu.

    Jeśli Twoim rodzicom nie zależy, to daj spokój wymuszaniom zaproszenia.

    >Chodzi mi tylko o to, kiedy z
    > godnie z zasadami s-v takie zaproszenie powinno się otrzymać? I jak, w miarę ku
    > lturalny sposób, to wytknąć teściom?

    Wytykanie czegokolwiek nie jest ani trochę kulturalne. I owszem, rozumiem, że masz pewien żal, ale po prostu przejdź nad sprawą do porządku dziennego. Nie wszyscy teściowie się odwiedzają, nie wszyscy stosują zasady rewizyt, nie wszyscy do siebie zapraszają teściów drugiej strony.
    Teściowie odwiedzają głównie Was, a przy okazji (bo z nimi mieszkacie) Twoich rodziców, gdybyście mieszkali osobno zapewne nie składaliby wcale wizyt Twoim rodzicom. Zatem jeśli nie chcą, nie czują potrzeby nie muszą ich zapraszać do siebie. I na tym poprzestań. Do teściów z rewizytą Wy wszak jeździcie?
  • 25.10.17, 10:43
    Zgadza się. Nigdzie nie ma takiego zwyczaju żeby teściowie obu stron kontaktowali się poza zwykłymi rodzinnymi okazjami związanymi z ich dziećmi i wnukami typu-imieniny, urodziny , chrzciny , komunie itp.Oczywiście zdarza się że sobie jakoś wyjątkowo przypadna do gustu i odwiedzają sie poza tym ale nie znam żadnego takiego przypadku osobiście.Gdybyście mieszkali osobno toby teściowie nie odwiedzali Twoich rodziców specjalnie bo na ogól tak się dzieje. Nie świadczy to o braku sympatii.najlepiej przypomnij sobie wszystkich znajomych mieszkających osobno i spytaj ich czy teściowie maja kontakty poza nimi.Obstawiam że nie.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 25.10.17, 20:42
    Wszyscy moi znajomi mieszkają osobno i u nich tego typu kontakty pomiędzy teściami są na porządku dziennym. Są zaskoczeni, że u nas jest inaczej, bo sami się z czymś podobnym nie spotkali.
  • 25.10.17, 21:37
    To w jakims nietypowym regionie żyjesz albo trolujesz az miło.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 26.10.17, 13:50
    Nie masz racji Babo, bo ...bywa różnie i raczej nie zależy to od regionu, a zwyczajnie od relacji między swatami. Jeśli się lubią i są z tej samej bajki jak się to mowi, to spotykają się także poza okazjami dotyczącymi ich dzieci, jeśli nie - no to do tych okazji się ograniczają.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 26.10.17, 20:34
    Wiesz Korciu, naprawdę trzeba być miłym i wyrozumialym dla ludzi, nie mozna o innych mówić zle ani byc nieczułym dla zwierzat.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 27.10.17, 07:39
    Babo, Ty mnie chyba nigdy nie przestaniesz zaskakiwać ze swoim postrzeganiem świata - serio smile Zawsze wszystko jest tak, jak TY widzisz, a jeśli inaczej, to jest dziwne, nie takie itd.
    Poza tym jak widzę, to jeszcze jest zmienne w zależności od Twoich no nie wiem, doświadczeń, obserwacji na dany moment...
    W innych wątkach wiele razy podkreślałaś, ze ślub to łączenie rodzin - nie w znaczeniu symbolicznym, ale praktycznym. Gdy pisałam, że synowa/zięć to obce de facto osoby (w sensie mentalnym, a nie prawnym), to było z Twej strony, ze ależ nie, to rodzina. Teraz się okazuje, że ze swatami - Twoim zdaniem - z założenia nie utrzymuje się kontaktów poza koniecznymi, bo ...Ty tak uważasz...a jeśli się utrzymuje, to jest dziwne, regionalne itd. No weź Babo ....

    Jesteś osobą doświadczoną przecież, masz okazję już trochę obserwować ze tak powiem świat.
    Na to jacy będą synowa/zięć czy swatowie człowiek ma bardzo ograniczony wpływ - w dużym uproszczeniu mniej więcej taki jaki ma się na to jacy będą nasi sąsiedzi. I jak jak z sąsiadami - jednych lubimy lepiej, innych mniej, jeszcze z innymi są rzadkie i przelotne okazje ze tak powiem obcować.

    I dokładnie tak samo jest z rodziną współmałżonka dziecka. Jeśli swatowie są fajni, z tej samej "bajki", to się ludzie integrują. Jeśli nie, no to jak napisałaś - ograniczają do okazji związanych z rodzina swego dziecka - znów w dużym uproszczeniu.

    Dobrze to widać na przykładzie takich relacji mego wujostwa (kuzyna mojej mamy i jego żony) ze swatami dwojga swoich dzieci. Te dzieci dzieli różnica wieku spora, bo 17 lat. Oboje są już dorośli, ale kuzyn jest w moim wieku (no tok starszy), zonę ma w podobnym, a rodzice tejże zony sa w okolicach wieku mojego wujostwa. Małżeństwem są już bagatela z 25 lat - kuzyn u jego zona. Rodzice tej żony mieszkają blisko wujostwa, są jak i ono emerytami, od lat się spotykają także bez okazji - na grillach, na rybach (wujek, swat), na babskich kawkach (ciotka, swatowa). Ich córka ma obecnie 30 lat, od jakichś trzech jest męzatką. Rodziców zięcia znają - oczywiście. Ale to ludzie znacznie młodsi od nich, pracujący, mieszkający no nie bardzo daleko, ale nie bardzo blisko. Wszystko to determinuje, ze z nimi kontakt jest w sumie taki jak pisałaś - oparty na okazjach wspólnych dla uch dzieci i od niedawna - wnuczki. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ale też nic nadzwyczajnego nie ma w relacji z drugimi swatami. Te relacje są różne, bp różne są okoliczności - zwyczajnie.
    A Ty wszystko zawsze schematyzujesz - jest tak i koniec ...Dla mnie to dziwne ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 27.10.17, 17:36
    Zdanie które napisałam bedzie się zawsze pojawiało kiedy odpowiadasz mi nie czytajac uwaznie moich wypowiedzi PISZESZ WŁASNYMI SŁOWAMI TO CO SAMA NAPISAŁAM opatrując na poczatku komentarzem "nie masz racji" badż "wiesz, babo to nie jest tak" i tym podobne. Nie mogę zrozumiec jak można,mimo wielokrotnych próśb tak bardzo lekceważyć rozmówców. Jak można wmawiać komuś poglądy których nigdzie nie wyraził.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 27.10.17, 18:48
    Babo, ale WYRAZILAŚ w tym rzecz. "nie ma zwyczaju, pochodzisz ze specyficznego regionu" - nie! nie ma reguły ani tak, ani tak - ze zwykle nie ma bliższych kontaktów, albo sa. Bywa roznie - tak samo jak w relacji synowa/ zięć - swatowie, szwagrostwo, kuzynostwo, sąsiedztwo

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 24.10.17, 22:48
    przyjeżdżają do syna
    gdyby jego tam nie było to by nie przyjechali
  • 24.10.17, 23:14
    Przy okazji tych wizyt widzę, że moim rodzicom jest przykro, mnie również. Z moim mężem nie prowadzę żadnych gierek - doskonale wie o tym, co myślę, bo go informuję. On nie dostrzega w tym problemu. A mnie z każdym dniem coraz bardziej to przeszkadza.
    I nie przyjeżdżają tylko do syna, bo idą też do moich rodziców z wizytą, a nawet u nich są przez dłuższy czas, łącznie z noclegiem.
  • 24.10.17, 23:26
    > I nie przyjeżdżają tylko do syna, bo idą też do moich rodziców z wizytą, a nawet u nich są przez dłuższy czas, łącznie z noclegiem.

    powtórzę to co napisałem przed chwilą, bo może umknęło: gdyby ich syna nie było, to by nie przyjeżdżali

    rozumiem że twoim rodzicom jest przykro że teściowie wchodzą na ich piętro i tam nocują,
    a nie ogólnie że przyjeżdżają zobaczyć jak żyje syn

    nadmuchajcie im materac na górze i spoko - wilk syty i owca cała

    (wilk=ty, owca=twój mąż)

  • 25.10.17, 20:40
    nikki26 napisała:

    > I nie przyjeżdżają tylko do syna, bo idą też do moich rodziców z wizytą, a nawe
    > t u nich są przez dłuższy czas, łącznie z noclegiem.

    Ale zrozum - oni to robią, bo nie mają innego wyjścia w tych okolicznościach. Przyjeżdżają do was - do syna i jego żony, skoro twoi rodzice mieszkają w tym samym domu, to zignorowanie tego faktu byłoby afrontem.

    Poza tym, jak rozumiem - nie macie warunków, żeby ich przenocować na swoim piętrze, więc śpią u rodziców, bo co innego mieliby zrobić? skoro to emeryci, to kilkudniowy hotel raczej jest poza zasięgiem finansowym.
  • 26.10.17, 20:20
    No skoro jej tesciowie nadal do niej przyjezdzaja i do jej rodziców i siedza kilka dni...tzn ze jednak nie czują sie jak niechciani goscie. ysle ze to taki typ co chetnie pojedzie do kogos ale innych do siebie nie zaprosi. MOi tesciowe są w dobrych stosunkach, nie zeby sie jakos przyjaznili ale 2 razy w roku sie zapraszaja do siebie wzajemnie. Czasami nie trzeba sie bardzo lubic a wybada zaprosic do siebie.
  • 24.10.17, 23:23
    Twoi teściowie przyjeżdżają do swojego syna i przy okazji do Ciebie. Czy gdyby ich syn tam nie mieszkał, to i tak by przyjeżdżali?

    Nie ma powodu, dla którego teściowie mieliby poczuć się zobowiązani do zapraszania Twoich rodziców, tylko dlatego, że mieszkacie z nimi w jednym budynku.
  • 24.10.17, 23:59
    Ale - czy taka sytuacja jest normalna? Zwłaszcza, że mój mąż nie jest ich jedynym żonatym dzieckiem, a pozostali teściowie są przez nich zapraszani. A rzekome "nie lubienie" jest dziwne - zwłaszcza, że moi teściowie sami się pchają do moich rodziców.
    Czy wasi rodzice-teściowie też tak się zachowują?
  • 25.10.17, 05:12
    Nie ma reguly zeby tesciowie skladali sobie wizyty. gdyby nie przypadek losu - ich dzieci sie pobraly - to mogliby sie nigdy w zyciu nie spotkac, a gdyby spotkali mimo wszystko - i tak nie przypasc sobie do gustu, na przyklad.
    Twoi rodzice, jak wyglada, sa w miare dobrych stosunkach.
    Sa takze dorosli.
    Zatem - wiedza co robia. jesli wiec z jakiegos powodu nie spotykaja sie na towarzyskim gruncie mimo milej atmofery u was - sugeruje nie wtracac sie w ich sprawy.
    Jesli mimo to lol wink nie bedziesz mogla przez to spac po nocach, to popros meza aby zapytal sie przy stosownej okazji wlasnych rodzicow - koniecznie on, nie ty - w zaufaniu czy jest jakas przyczyna dla ktorej nigdy nie zaprosili do siebie twoich. tak tylko, dla wyjasnienia, ze zwyklej ciekawosci (abo zesmy sie tak zastanawiali..) nie aby cos z tym zrobic. moze to cie uspokoi, czego serdecznie zycze smile

    Minnie

    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 25.10.17, 09:18
    nikki26 napisała:

    > Ale - czy taka sytuacja jest normalna? Zwłaszcza, że mój mąż nie jest ich jedyn
    > ym żonatym dzieckiem, a pozostali teściowie są przez nich zapraszani.

    No a z twoimi rodzicami tej chemii nie ma. Bywa.

    >A rzekome "nie lubienie" jest dziwne - zwłaszcza, że moi teściowie sami się pchają do mo
    > ich rodziców.

    Co konkretnie odbierasz jako "pchanie się", bo nie bardzo rozumiem? Jest normalne, że jeśli rodzice przyjeżdżają do Was, to składają również kurtuazyjną wizytę Twoim rodzicom u których mieszkacie.
    Jeśli nocują w ich części domu i to rodzicom przeszkadza/robi nadmierny kłopot/zamieszanie lub obciążenie, nic prostszego niż powiedzieć następnym razem, że przykro Wam, ale możliwości noclegu tam już obecnie nie ma i rodzice zapraszają teściów podczas wizyty u Was tylko na kawę. A Wy ich przenocujecie u siebie, na swoim piętrze.

  • 25.10.17, 08:20
    Hmmm sytuacja nie jest taka prosta, bo teściowie tak naprawdę przyjeżdżają nie tak do Twoich rodziców, jak no do Was. Tak, wiem, mieszkacie w domu najpewniej wybudowanym przez Twoich rodziców, ale jednak no niby - osobno. Jasna sprawa, ze skoro mieszkacie w jednym budynku, to Twoi rodzice w tych spotkaniach z teściami uczestniczą, ale de facto nie oni goszczą teściów, ale Wy - jak zrozumiałam.

    Nic nie piszesz o warunkach lokalowych teściów - to też ważne, bo o ile przyjęcie do siebie na parę dni paty ludzi w domu - na ogół (bo nie zawsze) nie jest problemem, to już w mieszkaniu może z tym być różnie. Ale zakładam, ze teściowie warunki lokalowe na to mają -wstępnie.

    Dlaczego nie zapraszają Twych rodziców ...No cóż ...Może zwyczajnie ich nie lubią, tak bywa przecież. Jednoczesnie pewnie postrzegają sytuacje goszczenia u Was, tak jak ja - mieszkacie z Twymi rodzicami w jednym budynku, ale w sumie osobno, więc jeśli jadą to do Was, a nie do nich. Stąd do zaproszenia z rewizytą czują się zobligowani wobec Was, a nie Twoich rodziców. No chyba, że poza zamieszkiwaniem w mieszkaniu mieszczącym się w domu rodziców jesteście na ich utrzymaniu i te zaproszenia teściów są realizowane z kieszeni Twoich ro0dzicow, w co wątpię.
    Jasne, wiem byłoby miło, gdyby zapraszali Twoich rodziców, no ale nie robią tego i trzeba się z tym pogodzić. Dlaczego teściowie, jak twierdzi Twój maz, uważają, ze Twoi rodzice ich nie lubią? Trudno powiedzieć ...Okazje do kontaktów są jak rozumiem z racji odległości- rzadkie. No zdarza się, ze rodziny meza i zony nie przepadną sobie do gustu, nierzadko niekoniecznie z jakiejś konkretnej przyczyny, po prostu są z innych ze tak powiem bajek. Może teściowie jakieś zachowania rodziców odbierają jako przejaw niechęci, podczas gdy one są całkowicie naturalne dla Twoich rodziców i nic wspólnego z niechęcią nie mają .

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 25.10.17, 08:31
    wizyta - rewizyta

    rodzice twojego męża nie przyjeżdżają z wizytą do twoich rodziców, tylko do swojego syna i jego żony - nie wiem więc, skąd pomysł, że twoi rodzice mieliby rodziców twojego męża rewizytować

  • 25.10.17, 11:15
    Teściowie przyjeżdżają w odwiedziny do Was, a do Twoich rodziców tylko przy okazji, z racji tego, że mieszkacie w jednym budynku. Rewizyta zatem dotyczy tak naprawdę Was, a nie Twoich rodziców. Jak dla mnie, to tylko jest dość dziwne, że to nie Wy z mężem nocujecie Twoich teściów, tylko Twoi rodzice. Zwłaszcza w kontekście tego, co mówi Twój mąż o nielubieniu.
    Najlepiej byłoby chyba w tej sytuacji, żeby jego rodzice zaczęli nocować u Was, a do Twoich rodziców wpadali tylko się przywitać. Wtedy układ byłby bardziej klarowny i generował mniej okazji do jakichś wzajemnych animozji.
  • 25.10.17, 14:45
    Rozumiem ze jak wy odwiedzacie rodzicow meza to tylko ty I maz....teoretycznie rewizyta byloby zabrac tez tesciow ze soba ( czasem) ale to juz sprawa meza jak to zaaranzowac zeby twoi rodzic enie czuli sie jak nieproszeni goscie.
  • 25.10.17, 15:08
    No przecież nie chodzi o wizytę, tylko żeby rodzice męża zaprosili a rodzice żony odmówili
  • 25.10.17, 20:50
    Wcale o to nie chodzi. Przeczytaj jeszcze raz moje posty.
  • 25.10.17, 20:34
    Rodzice męża przyjeżdżają do was, a z twoimi rodzicami widują się niejako "przy okazji" i jest to wymuszone okolicznościami, a nie chęciami. Skoro korzystają z gościny, to może i powinni zaproponować rewizytę - no ale tego nie robią i już. Może nie mają warunków, może czują się niekomfortowo z dowolnego względu (nie wiem - stare meble?).

    Zresztą - skoro obie rodziny raczej nie nadają na tych samych falach, to po cóż mieliby sztucznie zacieśniać więzi?

    Uważam, że powinnaś odpuścić temat, to nie jest coś, co należy "odgórnie" regulować i dawać do zrozumienia.
    Byłam mężatką parenaście lat i moi rodzice i teściowie przez wszystkie te lata nigdy się nie odwiedzili (widywali się wyłącznie u nas), a mi nawet do głowy nie przyszło, że jest jakaś powinność w tej materii.
  • 25.10.17, 20:48
    Tylko, że moi teściowie odwiedzają moich rodziców. I nie przyjeżdżają tylko do nas, bo zdarza się, że przyjeżdżają podczas naszej nieobecności - np. w tym roku, byli u moich rodziców 10 dni, a my z mężem wyjechaliśmy na urlop. Oczywiście teściowie wiedzieli wcześniej, że w tym czasie nas nie będzie.
  • 25.10.17, 21:08
    no to już koniec wątku
    próbujesz nas trolować
    po co twoi rodzice mieliby ich zapraszać na 10dni? i po co tamci mieliby tyle siedzieć u obcych w sumie ludzi?

    i dlaczego wymyśliłaś to dopiero dzisiaj - przecież gdyby to była prawda to jest informacja która powinna być podana na początku

    ja rozumiem że się nudzisz i próbujesz rozkręcić dyskusję, ale należy to robić inteligentnie
  • 25.10.17, 21:20
    Nie troluję. Gdyby moi teściowie przyjeżdżaliby tylko do nas, albo jak to m.in ty pisałeś - do syna - nie zadawałabym pytania o rewizytę. Jeżeli rzekomo kogoś się nie lubi - nie odwiedza się go, nie utrzymuje się kontaktów. Dlatego te wizyty wydają mi się dziwne i stąd było moje pytanie na tym forum. Nie odwiedzają tylko nas, bo jak już pisałam nawet wczoraj wpadają z wizytą do moich rodziców i u nich nocują. Dzisiaj dodałam tylko, że te odwiedziny zdarzają się również podczas mojej i męża nieobecności.
  • 25.10.17, 21:28
    no, no
    przez ponad 7 lat rodzice wpadali PAROKROTNIE (czyli kilka razy) z czego część tylko do twoich rodziców - czyli ile razy odwiedzali syna przez ponad 7 lat? pięć?

  • 25.10.17, 21:45
    To co Was to obchodzi? Przyjechali do Twoich rodziców chyba na ich zaproszenie.Skoro Twoi rodzice ich zaprosili to skądpomysł że ich nie lubią? Jeśłi przyjechali na 10 dni bez zaproszenia to doprawdy nie wiem jakim cudem para koszmarnie nieobytych ludzi wychowała całkiem normalnego potomka. Jeśłi zostali zaproszeni i się nie zrewanżowali to Twoi rodzice nie powinni ich zapraszac i tylko okazyjnie podjąc kawą przy okazji.A Wam nic do tego.



    --
    W ciszy drzemie siła.
  • 26.10.17, 10:10
    A to zupełnie zmienia postać rzeczy. W tej sytuacji kwestia wizyt czy rewizyt teściów i rodziców nie powinna być Twoim problemem. To dorośli ludzie, wiedzą, co robią i co im odpowiada, a co nie. Bo z Twoich postów nie wynika, żeby rodzice Ci się skarżyli i oczekiwali jakiejś interwencji z Twojej strony.
  • 26.10.17, 10:28
    nikki26 napisała:

    > Tylko, że moi teściowie odwiedzają moich rodziców. I nie przyjeżdżają tylko do
    > nas, bo zdarza się, że przyjeżdżają podczas naszej nieobecności - np. w tym rok
    > u, byli u moich rodziców 10 dni, a my z mężem wyjechaliśmy na urlop.

    Aha, w poście startowym przyjeżdżali kilkukrotnie do was, teraz się okazuje, że w sumie to przyjeżdżają do teściów. Czyli okoliczności zmieniają się wraz z rozwojem dyskusji w wątku. Węszę trolla.

    Jeżeli jednak nie jesteś trollem: owszem, zdarza się, że teściowie są w dobrych kontaktach. Moje babcie, na przykład, zaprzyjaźniły się do tego stopnia, że nawet razem wyjeżdżały na babskie wakacje. Jednak w większości przypadków te kontakty są raczej sporadyczne i wynikają z tego, że wy jesteście małżeństwem. Nie ma w tym nic złego ani nienaturalnego. A stresowanie się tym, co znajomi na ten temat powiedzą, to w ogóle jakiś absurd.
  • 25.10.17, 20:55
    Obie strony nie pałają miłością do siebie, teściowie odwiedzają swych swatów tylko dlatego, że mieszkacie z Twoimi rodzicami, a Ty mówisz coś o zasadach savoir- vivre? Wg mnie o wiele bardziej niewłaściwe jest wizytowanie się wzajemne podyktowane jedynie jakimiś wymysłami i niepisanymi zasadami, wbrew oczywistym uczuciom. Nie ma jak to komplikować i obrzydzać sobie samemu życie i przy okazji innym w ramach tzw. zasadsmile
  • 25.10.17, 20:58
    Przeczytaj mój post wyżej. Teściowie nie odwiedzają tylko nas. Przyjeżdżają również, kiedy mnie z mężem w domu nie ma, a oni doskonale o tym wiedzą. Z tego wynika, że przyjeżdżają do moich rodziców.
  • 25.10.17, 22:41
    Jedni i drudzy są dorośli i nie powinnaś im się wtrącać. Możesz ewentualnie zapytać swoich rodziców, czy nie jest tak, że czują się zobowiązani do znoszenia najazdów teściów albo nawet ich zapraszania z uwagi na Ciebie. Jeśli nie - odpuść.
    Czasami zaproszenia są jednostronne, a powodów może być mnóstwo. Z usprawiedliwionych można wymienić np. mocno niejednakowe warunki mieszkaniowe (obszerny dom z ogrodem vs. jeden pokój z kuchnią, brak tzw. wygód, stare wyposażenie) - akurat w tym przypadku, gdyby tak było, to pewnie byś wiedziała o tym. Obecność alergogennych stworzeń lub substancji z jednym z domów lub w okolicy. Sytuacja, że jedna i tylko jedna strona uwielbia podróżować (ew. jest jej łatwiej - np. ma samochód, nie chodzi z laską) albo że jedna i tylko jedna strona uwielbia podejmować gości (to raczej rzadsze i dziwniejsze). Strona przyjeżdżająca powinna poczuwać się do jakichś gestów wyrównawczych (np. przywozić prezenty).
    Może też chodzić o omawiany wielokrotnie na tym i innych forach egoizm, skąpstwo albo lenistwo drugiej strony. Chcą spędzać darmowe wczasy. Lubią być częstowani i obsługiwani. Nie cierpią gotować, a chętnie dobrze zjedzą. Nie chce im się sprzątać, mają straszny bałagan, ale znakomicie się czują w eleganckim cudzym mieszkaniu.
    Niekoniecznie powodem musi być "nielubienie".
  • 26.10.17, 09:32
    nikki26 napisała:

    > Teściowie nie odwiedzają tylko nas. Przyjeżdżają rów
    > nież, kiedy mnie z mężem w domu nie ma, a oni doskonale o tym wiedzą. Z tego wy
    > nika, że przyjeżdżają do moich rodziców.

    Gdyby Twoim rodzicom to nie odpowiadało to by teściów nie zapraszali, prawda?
  • 26.10.17, 14:07
    nikki26 napisała:

    > Przeczytaj mój post wyżej. Teściowie nie odwiedzają tylko nas. Przyjeżdżają rów
    > nież, kiedy mnie z mężem w domu nie ma, a oni doskonale o tym wiedzą. Z tego wy
    > nika, że przyjeżdżają do moich rodziców.

    Kluczowe: przyjeżdżają bo są zaproszeni, czy nie?

    W pierwszym przypadku - jeśli twoim rodzicom przeszkadza brak równowagi to mogą ich po prostu nie zapraszać.

    Jeśli z kolei teściowie przyjeżdżają bez zaproszenia - to należy dać jasno do zrozumienia, że jest to nie na miejscu (i tu powinien zadziałać twój mąż i to już po pierwszym razie, a nie po 7 latach). Tak czy inaczej - siedzenie komuś na głowie 10 dni jest nadużyciem gościnności.
  • 26.10.17, 15:22
    No właśnie ja nigdzie nie doczytałam na jakiej zasadzie przyjeżdżają ci teściowie do rodziców Nikki. Z pierwszego postu zrozumiałam, że przyjeżdżają do syna i synowej, a ze ci mieszkają w jednym budynku z jej rodzicami, to niejako oczywiste jest, ze się z nimi spotykają też. Teraz wyszło, że przejeżdżają także gdy ich nie ma ...Ale nie wiadomo, czy zaproszeni, czy się "zwalają" bez zaproszenia. Jeśli zaproszeni, to rodziców sprawa, ze ich zapraszają i Nikki oraz jej mężowi - nic do tego. Jeśli jednak pojawiają się bez zaproszenia, to rodzice Nikki już dawno powinni im dac do zrozumienia, że im to nie odpowiada (jeśli nie odpowiada), a i też syn powinien z nimi o tym delikatnie porozmawiać, bo to jest bardzo niegrzecznie i mało komfortowo dla jego tesciów

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 26.10.17, 15:32
    kora3 napisała:

    > No właśnie ja nigdzie nie doczytałam na jakiej zasadzie przyjeżdżają ci teściow
    > ie do rodziców

    Dzisiaj wieczorem pojawi się kolejny element układanki. Cierpliwości!
  • 26.10.17, 16:51
    No może, może

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 26.10.17, 20:31
    Raz piszesz tak , że wynika z tego iż odwiedzają was a przy okazji Twoich rodziców, innym razem że przyjeżdzają nawet pod waszą długą nieobecność. Rozumiem, ze pod waszą nieobecność przyjechali zaproszeni przez swatów, bo chyba nie spadli z kosmosu ? W takim razie chyba Twoi rodzice lubią ich towarzystwo, bo nie jestem sobie w stanie wyobrazić by się komuś wprosili na 10 dni, zwyczajnie wtedy można odmówić. Wniosek- Twoim rodzicom to nie przeszkadza lub są kompletnie nieasertywnymi ludźmi bez własnej woli, w co nie chce mi się wierzyć- jeden czy drugi powód nie sprawia byś Ty mogła czuć się urażona w imieniu własnych rodziców. To są dorosli ludzie.
  • 25.10.17, 23:59

    Jestem mężatką 7 lat.
    Z mężem mieszkamy u moich rodziców.
    Rodzice mojego męża odwiedzili nas (i moich rodziców) w tym czasie parokrotnie,
    Moi rodzice nie byli nigdy u moich teściów, nie zostali nigdy zaproszeni.
    Mąż twierdzi, że moi rodzice nie darzą sympatią jego rodziców i to dlatego. A ja się zastanawiam, co jest faktyczną przyczyną....


    w sumie to bardzo interesuja sytuacja, az zaczelam intesywnie myslec o moich tesciach i o tesciach znajomych mi ludzi.
    Moich rodzice i tesciowie byli z krancowo roznych warstw spolecznych. trudno im bylo nawiazac wspolny temat. w rezultacie poza uprzejmym acz obowiazkowym poznaniem sie przed slubem i na slubie towarzysko sie nie spotykali w ogole, chyba ze z okazji spotkania sie z jednym z nas, dzieci.
    Rodzice znajomych - tez nie przypominam sobie aby jakos specjalnie sie polubili po takim przypadkowym poznaniu i jakos namietnie sie odwiedzali z wyjatkiem jednej, raczej rzadkiej sytuacji, kiedy dwie siostry wyszly za dwoch braci i mieszkaly blisko siebie. ci to codziennie i po kilka razy byli u siebie na zmiane smile
    O ile dobrze pamietam to raczej wizytowali sie wzajemnie tesciowie typu "znali sie wszyscy z osiedla" tzn pobraly sie dzieci sasiadow z tego samego osiedla a ich rodzice i tak znali sie wczesniej z widzenia. po slubie mieszkali w oddaleniu kilku ulic od siebie i okazalo sie ze maja niedaleko siebie ogrodki. dzialkowe. : )
    'Za moich czasow' w Polsce nie bylo wolnych mieszkan wiec po slubie mieszkalo sie albo u jednego z rodzicow albo w hotelu robotniczym albo, jak sie mialo wielkie szczescie, wynajmowalo u kogos (przewaznie znajomego lub znajomego znajomego znajomego lol) pokoj. W tym pierwszym przypadku bywalo tak wlasnie jak opisujesz - ktores z rodzicow sila rzeczy, jesli chcieli odwiedzic wlasne dziecko, musiel spotkac sie takze np z tesciami (rodzice zony).
    Jesli swiekry (-owie?) nie znalezli z nimi wspolnego jezyka, a nawet byli diametralnie roznymi ludzmi ale na tyle uprzejmymi iz nie dawali po sobie poznac jak bardzo im nie odpowiada swiatopoglad tesciow, to konczylo sie dokladnie na zewnetrznie milych spotkaniach u tesciow, i nic poza tym.
    (zeby nie bylo watpliwosci, powtorze - zewnetrznie, czyli pozornie)

    Moi rodzice zapewne nie zdecydowaliby się już na rewizytę (po tylu latach), zdając sobie sprawę z "wymuszoności" zaproszenia.

    a dlaczego zakladasz ze bedzie ' wymuszone'? wcale nie musi byc. w dalszym ciagu nie znasz powodow dla ktorych nie zapraszaja.

    Tak czy siak, zwracac im uwage za to absolutnie nie wypada.

    Minnie
    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 26.10.17, 20:27
    NO widzisz a u mnie mimo ze tesciowe i rodzice mają rózne zainteresowania i nie są powiedzmy "przyjaciółmi" to maja dobre stosunki. Dzwonia do siebie na urodziny, imieniny, moja mama zawsze daje tesciowej słoik suszonych prawdziwków (zbiera grzyby), tesciowa daje mamaie skrzynke jabłek (maja sad). Zapraszaja sie zawsze w okolicy siwat BN (obie Panie wymieniaja sie jakąs piedułką w ramach prezentu) i koło czerwca (wtedy wymieniaja sie jakims kwiatkiem w doniczce do ogrodu). Jak sie rozdzily wnuki to zawsze opijane byly (mimo ze zarówno moi rodzice jka i meza nie pija za duzo) wspólnie jako dziadkowie. Ale ja mam i rodziców i tesciów ok. To nie ejst tak ze tesciowa zaprzyjazniła sie zmoja mama, róznia sie ale obie uwazaja ze wypada tak kultywowac znajomosc wynikajaca z naszego małzenstwa oraz tego ze maja wspólne wnuki. Moi rodzice byli tez zaproszeni na wesele meza brata, moi tesciowe na wesele mojego brata. Jakos nie widze w tym nic dziwnego.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.