Dodaj do ulubionych

Halloween w polskich blokach

01.11.17, 00:32
No i był 31 października - jak dla mnie, ot, dzień przed świętem, chleba nie zapomnieć kupić, i tyle.
I znowu to samo, już chyba trzeci raz: jakieś dzieci (? chyba), dzwoniące do drzwi, w bloku (taki niezbyt duży blok, z domofonem; większość sąsiadów normalnie to walczy o niewpuszczanie nikogo - to odrębny temat, ja różnych nieszczęsnych ulotkarzy wpuszczam).
W tym roku jakoś wyjątkowo bezczelne toto: nie otwierałam, nie reagowałam, a kilka razy było natarczywe dzwonienie i walenie w drzwi.
Nie obchodzę tego "święta", chociaż i nie zwalczam: chce ktoś zwiększać zyski producentom dyni ozdobnych - chwalebny trend. Chce się ktoś przebierać, urządzać bale - czemu nie, niech fajnie sobie spędzi czas. Ale puszczanie dzieci, żeby chodziły po klatkach schodowych w obcych domach (dzieci w tym wieku u nas w budynku nie mieszkają)? A jak jakiś napalony pedofil zaprosi ich po "łakocie" i niekoniecznie wypuści? Zawracanie głowy ludziom, którzy nie mają dzieci, nie są w żaden sposób związani z dziećmi i młodzieżą (nie jestem instruktorem harcerskim itp.)? Żeby to jeszcze jeden raz grzecznie zadzwonili, ale takie coś?
Słyszałam (ale nie wiem, czy tak jest), że podobno w USA owszem - dzieci chodzą po łakocie - ale dzwonią tylko do domów, w których umieszczono umówiony znak, że gospodarze sobie tego życzą (lampka jakaś czy coś). To wtedy rozumiem - np. jest osiedle młodych ludzi, prawie w każdym domu mieszkają dzieciaki, to tak sobie chodzą grupką po swoich domach.
Notabene tak samo nienawidzę przenoszenia zwyczaju śmigusa-dyngusa ze wsi (gdzie ganiali się znani sobie nawzajem kawalerowie i panny, w pobliżu domostw, a na dodatek oblewanie panny oznaczało, że się chłopcom podoba, i było swego rodzaju powodem do dumy) do miasta (gdzie chuligani z wiadrami wody z zaśmierdłej rzeczki w zimny dzień wpadają do tramwaju i oblewają obcych staruszków).
A jakie są Wasze wrażenia?
Edytor zaawansowany
  • 01.11.17, 07:49
    Tego dnia w ogóle nie otwieram nikomu wieczorem. Nie podoba mi się to święto i go nie obchodzę, nie chcę w jakikolwiek sposób w nim uczestniczyć (i uniknąć psikusa).
    U nas dzieci zadzwoniły raz do domofonu, wybrały ze 3 numery, nikt nie podniósł słuchawki i dały sobie spokój jak mnie zobaczyły, w drugiej klatce też nikt nie otworzył. Akurat trafiłam na nich wracając z pracy.
    Spotkałam też dzieci proszące o cukierki u dentysty i w aptece, w obu miejscach panie mówiły, że nie mają cukierków, dzieci były nieugięte i chciały dostać chociaż drobne pieniądze (inaczej psikus!).

    W śmigusa dyngusa raczej nie wychodzę z domu, w ogóle w dni wolne od pracy odpoczywam w domu, staram się nie wychodzić, ani nie jechać nigdzie ze względu na korki wink

    Co z kolędnikami? Jaka jest różnica między kolędnikami a dziećmi przebranymi na Halloween?
  • 01.11.17, 09:04
    No coz, w Ameryce Halloween ma dobrze ponad polwieczna tradycje, w Polsce pojawil sie dopiero kilkanascie jak nie kilka lat temu to nic dziwnego ze panuje z tym straszny chaos.
    Chaosowi sprzyja nieprzychylne nastawienie wielu ludzi ktorzy nie rozumieja ze czy lubia nie czy nie lubia ten dzien przebierancow, on w ten jeden dzien JEST i prawdopodobnie bedzie juz zawsze, bo kto by dzieciakom i handlowcom byl w stanie odmowic, lol.
    kontunuujac, nie akceptuja Halloweenu a przez brak akceptacji dokladaja do chaosu przez umywanie rak -" ja nie lubie to nie biore udzialu". tymczasem nawet do protestu i zrobienia
    z czyms porzadku trzeba akcji. Biernosc nie daje nic tylko przyzwala na coraz wiekszy balagan.
    No a w mediach polskich co roku wyczytuje iz popularnosc Halloweenu w PL stale rosnie. wiec...

    btw dobrze by bylo miec na uwadze ze dzieci robia tylko co ich rodzice naucza.
    jesli wiec u dentysty (lol) domagaja sie cukierkow lub o zgrozo chca pieniedzy (to jest niedopuszczalne) to jest wina rodzicow ze na to pozwalaja, nie dzieci.

    Wiec zamiast narzekac i grymasic bezuzytecznie jakie to be, znacznie korzystniej, praktyczniej i lepiej byloby ten dzien tak zorganizowac aby latajaca w kostiumach dzieciarnia nie byla uciazliwa a przy okazji takze uczyla sie prawidlowych, bezpiecznych zasad trick-or-treat'owania.
    Agulho, na poczatek - jesli w twoim bloku nie obchodzi sie Halloweenu a dzieci mimo to przychodza, zyczliwie i z pozytkiem dla obu stron byloby w ten dzien w koncu (przyszly rok??) ustalic kto z mieszkancow bloku podejmie sie woluntaryjnie w ten dzien od 17 do 20 (pozniej to dzieci maja spac) ustawic ladnie udekorowany stolik czy krzeslo z miska z lakociami i w tych godzinach bedzie wydawal cukierki, na ktore wszyscy choc po drobnej sumie powinni sie zlozyc. Dekoracje tez nietrudno zrobic, wystarczy kilka czystych lnianych workow od kartofli, nieco sztucznej pajeczyny i duchy z chusteczek do nosa albo starej bialej bluzki. krew moze byc chocby z buraka czy lakieru do paznokci choc sadze ze i tubke farbki mozna zdobyc bez problemu. nie wierze ze nawet w malym budynku gdy sie rzuci z rozmachem haslo "opanujmy Halloween" to nie znajdzie sie nikt kto nie ma w sobie zylki do rekodziela ani smykalki do oragnizacji. gorzej pewnie ze staniem no ale jesli zalozy sie z gory ze bedzie roczna rotacja z
    grafikiem, to nie powinno byc problemu. dla bezpieczesntwa dobrze aby cukierki wydawaly co najmniej dwie osoby.
    Jezeli juz kategorycznie 'nie' i koniec to chociaz wywiescie kolorowa kartke z napisem "Cukierkow tu nie ma" - bo tego powinno sie dzieci uczyc, ze nie wszedzie daja cukierki.
    (znajac Polske i Polakow pytanie kto to ma zrobic. ja nie, a ja tez nie, a dlaczego ja.. itd)

    W ogole to u nas sa niepisane i legalne przepisy dotyczace co mozna a co nie mozna w Halloween i komu. sadze, iz w Polsce tez cos takiego by sie przydalo np wlasnie szerzyc wiedze iz pukamy do domow wylacznie udekorowanych i ze swiecaca dynia, na przyklad. Rzezbiona dynia z lampka w srodku to jakby znak na drzwiach " wejsc", nie zapalona i dom bez dekoracji to "nie wchodzic" a juz z pogaszonymi na zewnatrz swiatlami to absolutnie "nie wchodzic!"
    Dzieciom nie wypada prosic o pieniadze i rodzice powinny ich tego uczyc.
    Dzieci nie chodza juz same, jesli jest wieksza grupka to zwykla w towarzystwie kilku pilnujacych rodzicow. wlasnie ze wzgledu jak slusznie Agulho zauwazylas perwerci i inne niebezpieczestwa czyhaja.

    Minnie
    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 01.11.17, 13:29
    Kolędników w Warszawie nigdy nie widziałam. Nigdy. Pewnie, gdyby z zaskoczenia zadzwonili do drzwi, to byłabym równie niechętnie nastawiona, bo nie byłabym przygotowana (każdemu pewnie wypada dać jakieś drobne pieniądze, ale ile? I to trzeba mieć na podorędziu). To chyba obyczaj wiejski, bardziej pasujący do większych rodzin mieszkających w domach - wtedy, jak sobie wyobrażam, może to być rodzaj rozrywki polegający na minikoncertach w tych domach. A tak, to niby co - po dwie minuty śpiewania kolęd w drzwiach każdego kolejnego mieszkania, czyli dla kolejnych mieszkań hałas przez pół godziny (w naszym małym bloku - w moim poprzednim, z 150 mieszkaniami w jednej klatce, to by chyba godzinami trwało).
  • 01.11.17, 12:14
    Ten zwyczaj został sztucznie przeniesiony na nasz grunt dość niedawno i ludzie nadal nie do końca rozumieją na czym to polega. U mnie co roku dzieciaki biegają od mieszkania do mieszkania, natarczywie dzwoniąc dzwonkiem albo waląc w drzwi. Niektóre nawet nie zadają sobie trudu, żeby się przebrać. Znajomym w ramach "psikusa" za brak cukierków obrzucono fasadę domu jajkami, innym wylano coś tłustego na wycieraczkę...

    Ja tego zwyczaju ani nie hejtuję, ani nie obchodzę, jest mi od obojętny. Słodyczy nie lubię to i nie widzę powodu, dla którego miałabym je specjalnie kupować na tę okazję, więc po prostu nie otwieram. A nie, przepraszam, raz otworzyłam, jak mi zaczęli kopać w drzwi - objechałam wtedy na czym świat stoi.
  • 01.11.17, 13:26
    Niestety (ubolewam nad tym) my się w tym bloku prawie nie znamy i prawie nie kontaktujemy. Gdybym miała podejmować wysiłki w celu próby zjednoczenia/poznania/zachęcenia sąsiadów do wspólnych działań, to chyba jednak w innych sprawach, nas dotyczących. A nie zmuszania ludzi do składania się na słodycze dla cudzych dzieci, których obecność jest utrapieniem...I co by mogło ściągnąć utrapienia jeszcze więcej. To, że "święto jest i nic na to nie mogę poradzić", nie oznacza, że mam się czuć zmuszona do uczestnictwa. Prędzej, jak pisze annthonka, otworzę i ochrzanię, albo wywieszę kartkę na dole "do wymienionych poniżej mieszkań proszę nie pukać, bo dopiero zobaczycie, co to jest psikus" - i zostawię miejsce dla chętnych do dopisywania.
    Boże Ciało także jest świętem, "na które nic nie poradzę", ale polega to jedynie na tym, że muszę znosić to, że inni stroją stacje i chodzą w procesji. Nikt mnie natomiast nie zmusza, żebym to ja stroiła stacje i rzucała płatki. (To tylko przykład - mnie te procesje nijak nie przeszkadzają).
  • 01.11.17, 13:36
    No wiesz, mój kolega ma taką stację pod swoim oknem - jemu tyo przeszkadza, tym bardziej, ze w wolny dzień miałby szansę dłużej pospać, a tu kicha. Niestety te procesje są głośne.
    Co do Twej sprawy - radzę zainwestować w domofon w funkcją wyłączania dzwonka u wyłączać spodziewając się takich "wizyt". A skoro już odbierzesz i nie pasuje Ci "Nie, dziękuję" po prostu. Na pukanie - nie otwierać, a jeśli - to jak wyżej smile Ja tak robię z kolędnikami w różnym wieku - albo odprawiam, albo nie otwieram - dziwi mnie tylko to dobijanie się u Ciebie, bo u nas jak się raz nie otworzy to sobie idą, czy to dorośli czy - częściej - dzieci.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 01.11.17, 19:00
    No, ale wczoraj np. miałam zamówioną przesyłkę. Akurat kurier przyszedł rano, a dzieci wczesnym wieczorem, ale kurierzy chodzą do 20. Mam nie dostać ciężkiej paczki, bo ktoś ma frajdę z wydzwaniania do drzwi? Zrazu myślałam, że to np. dozorca roznosi powiadomienia (o podwyżkach czynszu smile), bo czasem właśnie chodzi wieczorem, gdy większość ludzi wróciła już do domu z pracy.
  • 01.11.17, 19:05
    Ależ nie twierdzę, ze masz wyłączać ten dzwonnej szczególnie już spodziewając się przesyłki czy paczki! Mówię, ze to jedna z opcji. Podałam inne - nie otwierać stwierdziwszy kto zacz, albo otworzyć i powiedzieć "Nie, dziękuję"

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 06.11.17, 05:11
    > No wiesz, mój kolega ma taką stację pod swoim oknem - jemu tyo >przeszkadza, tym
    > bardziej, ze w wolny dzień miałby szansę dłużej pospać, a tu kicha. Niestety t
    > e procesje są głośne.


    Nie żartuj, Koro

    Te procesje są po mszy, msza też nie odbywa się bladym świtem, pewnie najwcześniej to około 11 jest pod domem Twego kolegi. Do 11 raczej się wyśpi.
  • 06.11.17, 07:16
    Jadwigo, nie Ty jesteś od oceny kiedy ktoś już ma być wyspany, prawda? Prawda smile A poza tym, nawet nie śpiacej w tym momencie osobie może to przeszkadzać, bo trwa dość długi, jest bardzo głośne, a spiewy w większości fałszywe ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 06.11.17, 18:18
    > ) A poza tym, nawet nie śpiacej w tym momencie osobie może to przeszkadzać, bo
    > trwa dość długi, jest bardzo głośne, a spiewy w większości fałszywe ...
    >


    Coś zmyślasz, Koro.
    Jakie długo??
    Zapewne wiesz, żadna to tajemnica, na BC buduje się 4 ołtarze. Po odśpiewaniu Ewangelii, procesja udaje się do kolejnego ołtarza. Więc na pewno nie jest tak, że ludzie stoją godzinę pod oknem Twojego kumpla i śpiewają ile tchu w płucach.
    A kumpel niech nie narzeka na Boże Ciało, bo mu jeszcze kiedyś wybudują minaret obok domu.
  • 07.11.17, 07:27
    Ale żeby cos przeszkadzało nie musi trwać godzinę, wystarczy 10 minut. Katolicy maja irytujący zwyczaj umniejszania praw innych i swej uciążliwości. Dla mnie sparwa wierzeń jest sprawą osobistą - każdy ma prawo kultywować, ale nie przeszkadzając innym.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 07.11.17, 21:03
    kora3 napisała:

    > Ale żeby cos przeszkadzało nie musi trwać godzinę, wystarczy 10 minut. Katolicy
    > maja irytujący zwyczaj umniejszania praw innych i swej uciążliwości. Dla mnie
    > sparwa wierzeń jest sprawą osobistą - każdy ma prawo kultywować, ale nie przesz
    > kadzając innym.


    Raz w roku, przez 10 minut... Koszmar.
    Pomyśl, że masz w swojej redakcji kogoś kto 5 razy dziennie rozkłada dywanik i modli się.
  • 07.11.17, 22:07
    jeśli bezgłośnie i nie blokując przejścia - niech robi co chce. Pracowałam z dziewczyną modlącą się często na różańcu - w południe. Czyniła to bezgłośnie- nikomu nie przeszkadzała - jej sprawa

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 11:36
    Wiesz, no na tej zasadzie to musielibyśmy zaprzestać jakichkolwiek akcji w przestrzeni publicznej, np. rozmaitych wieców, demonstracji czy koncertów, bo zawsze komuś coś będzie przeszkadzało.
  • 02.11.17, 00:00
    agulha napisała:
    > Niestety (ubolewam nad tym) my się w tym bloku prawie nie znamy i prawie nie kontaktujemy. Gdybym miała podejmować wysiłki w celu próby zjednoczenia/poznania/ zachęcenia sąsiadów do wspólnych działań, to chyba jednak w innych sprawach, nas dotyczących. A nie zmuszania ludzi do składania się na słodycze dla cudzych dzieci, których obecność jest utrapieniem...

    za czasow komuny taka przy okazji niechcacy zaleta braku mieszkan bylo to, iz sasiedzi z klatki znali sie 'z dziada pradziada'. i to bylo dobre, bo to dawalo poczucie familiarnosci i bliskosci, bezpieczenstwa, ktorych teraz tak ludziom brakuje i jest niezwykle przydatne w przypadku zagrozenia, np gdy pojawia sie ktos obcy w budynku. Obecnie ludzie tak zobojetnieli na potrzebe budowania zdrowej, spojnej spolecznosci iz zapominaja ze aby wychowac dziecko "potrzebni sa nie sami rodzice a cala wies".
    Na ogol nawet bezdzietni maja jakies dzieci w najblizszej rodzinie ktorymi sie czasami opiekuja, a przynajmniej obcuja, wiec rzadko zdarza sie aby kompletnie nie rozumiec powiazan miedzy naszymi wlasnymi zachowaniami - ktorymi dajemy przyklad postepowania - a zachowaniem dzieci. dlatego wywieszki - pogrozki typu "do wymienionych poniżej mieszkań
    proszę nie pukać, bo dopiero zobaczycie, co to jest psikus" sa nie na miejscu, niewychowawcze i przykladem ucza - "grozic jest OK, bo do nas tak wygrazaja dorosli".
    Pisalam juz, jesli nie jestescie zainteresowani - macie oczywscie prawo - poznawaniem sie i organizowaniem, to zamiast wydawac cukierki w hallu bloku wywiescie albo ty wywies kartke z napisem "tu cukierkow nie ma/ nie daja/, przepraszamy" albo "cukierkow nie bedzie, przepraszamy" lub "Halloweenu nie obchodzimy, przepraszamy".
    Tak sie uczy dzieci jak grzecznie, nieintruzyjnie i zgodnie ze spolecznymi zasadami obchodzi sie ich wazne dla nich swieto. tak sie uczy na czym polega Halloween - na poszanowaniu granic wlascicieli mieszkan, przekazujac to jasnymi i kulturalnymi a przede wszystkim spokojnymi komunikatami. Zloszczenie sie, straszenie (zobaczycie!) psikusami, byc moze i krzyki - nie tedy droga.
    A Bozego Ciala nie ma co porownwywac do Halloweenu - B C jest swietem doroslych.

    Minnie

    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 01.11.17, 13:28
    U nas 31 X nikt po domach nie chodzi, w każdym razie nie spotkałam się a mieszkam w tym mieście już 4 mieszkaniu. Jest natomiast zwyczaj chodzenia w noc poprzedzającą wigilie BN - wyjątkowo irytujący dla mnie, bo nocny. Nieraz dawniej zdarzało się, ze miała, do rodziców jechać dopiero w wigilię, ok 10 rano. Chciałam sobie pospać, a tu o 4 czy 6 pobudka domofonem sad Na szczęście w tym mieszkaniu już były nowoczesne domofony, jak się wprowadzałam, takie z wyciszaniem dzwonka. Polecam smile
    Święto H mi nie przeszkadza, nie budzi we mnie złych skojarzeń, parę razy bylam na imprezach z okazji, ale dla dorosłych. wczoraj też byliśmy na imprze, ale nie z tej okazji, a urodzinowej. Jakby dzieciaki do mnie zawitały w H, to o ile bym im otworzyla, dałabym im jakieś "duzurne" słodycze i tyle. O ile bym otworzyła, bo z reguły nie otwieram drzwi, gdy nie jestem z nikim umówiona ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 01.11.17, 15:11
    Ja również nigdy nie doświadczyłam wizyty kolędników, chociaż wiem, że taki zwyczaj istnieje.
    Ale o 4 rano??? To dopiero dziwne jest.

    W Halloween dzieci nie dzwonią domofonem. Do tych klatek, w których mieszkają, wpuszczają je rodzice, a do innych pewnie czekają, aż ktoś będzie wchodził. Chodzą bez dorosłych, ale w grupach, więc raczej nie jest to dla nich niebezpieczne (osiedle jest ogrodzone i składa się z kilku niewielkich budynków, więc w razie co zaraz podniósłby się krzyk).

    Mam jednak wrażenie, że idea Halloween jest u nas pojmowana w ten sposób, że tego dnia dzieci mają prawo dopominać się o słodycze lub wręcz (o zgrozo!) pieniądze od obcych ludzi, a dorośli nie mogą im odmówić. Stąd to walenie w drzwi albo "psikusy".

    Zdarza mi się spędzać ten dzień w kraju, w którym - w przeciwieństwie do Polski - ten zwyczaj jest zakorzeniony od lat. Po pierwsze dzieci najczęściej chodzą do zaprzyjaźnionych domów albo do domów oświetlonych i ozdobionych dyniami, duchami itp., po drugie pukają albo dzwonią dzwonkiem (jeden raz!) i jeżeli nikt nie otwiera to sobie idą, a po trzecie absolutnie nie pukają do domów, w których nie ma dekoracji Halloweenowych, lub jest naklejony symbol przekreślonej dyni.
  • 01.11.17, 19:02
    Ten zwyczaj kolędniczy jest regionalny - nie spotkałam się z tym nigdzie indziej

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 01.11.17, 20:18
    annthonka napisała:

    > Ja również nigdy nie doświadczyłam wizyty kolędników, chociaż wiem, że taki zwy
    > czaj istnieje.
    > Ale o 4 rano??? To dopiero dziwne jest.

    Potwierdzam że jest tak jak Kora mówi. Tak się składa że dorastałem w tym samym miejscu, w którym ona mieszka, i naprawdę w okolicach Bożego Narodzenia kolędnicy żyć nie dają. Moi rodzice zawsze w tych dniach wyłączali dzwonek do drzwi.
    --
    "There's a word for people like that...No, I'm saying, there's a word and I don't know what it is. I'm not being fucking poetic."
  • 02.11.17, 00:45
    annthonka napisała:
    > Zdarza mi się spędzać ten dzień w kraju, w którym - w przeciwieństwie do Polski - ten zwyczaj jest zakorzeniony od lat. Po pierwsze dzieci najczęściej chodzą do zaprzyjaźnionych domów albo do domów oświetlonych i ozdobionych dyniami, duchami itp., po drugie pukają albo dzwonią dzwonkiem (jeden raz!) i jeżeli nikt nie otwiera to sobie idą, a po trzecie absolutnie nie pukają do domów, w których
    nie ma dekoracji Halloweenowych, lub jest naklejony symbol przekreślonej dyni.


    No wlasnie, u mnie to samo. nie slyszalam, a jestem tu juz ponad 30 lat, o waleniu do drzwi, proszenia o pieniadze. Gdzie sa rodzice ktorzy do tego dopuszczaja, nie ucza jak sie zachowywac? Psikusy to raczej czcza pogrozka, jesli ktos komu faktycznie cos paskudnego wyrzadzi to raczej dzieci z gatunku chuliganow.
    Moim zdaniem najwyzszy czas aby zabraly sie do tego powaznie polskie media i miejscowe urzedy. tak, wlasnie urzedy, poniewaz w chaosie potrzebne sa zarzadzenia, wytyczne aby nie bylo balaganu i bezczelnosci. i tak np u nas niektore prowincyjne zarzadzenia zabrania dzieciom powyzej 14-16 lat zbierania cukierkow - za duze, Halloween ma byc dla naprawde dzieci . Okreslone sa tez wyraznie godziny w jakich mozna zbierac czyli wlasnie pomiedzy 5 a 8 wieczor. Inaczej grozi mandat. co prawda w praktyce to slabo egzekwowalne przez prawo, lecz w tym wlasciwie wystarczy samo wydanie oficjalnego zarzadzenia i ludzie na ogol chetnie sluchaja - wlasnie z dwoch przyczyn - aby nie trwalo to za dlugo (dzieci jakby mogly to by lataly do rana a dorosli chca juz usiasc) i aby nie przeszkadzac tym ktorzy sobie tego nie zycza.
    Chcialam tez wspomniec ze rzadko zdarza sie dziecko ktore nie powie "thank you", i bywa ze rodzice lub rodzenstwo napominaja aby podziekowac. zazwyczaj tez dodaja "Happy Halloween!" - czego zreszta zyczymy sobie wzajemnie.

    I taki zorganizowany Halloween, z kultura i poszanowaniem cudzych granic, jest prawdziwa przyjemnoscia. i nie ma co tego dzieciom zalowac - dzieci w zasadzie malo maja naprawde tylko dla nich swiat. Oprocz Dnia Dziecka, i Sw. Mikolaja, nie ma nic. Zajaczek, Boze Narodzenie, to nie to samo, to rodzinne swieta. wiec nie zalujmy im zabawy a raczej uczmy jak robic to poprawnie.

    Minnie

    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 01.11.17, 19:27
    Zero. Psa z kulawą nogą nie było. I bardzo dobrze.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • 01.11.17, 21:32
    Pomijam kwestię tradycji i religii, widzę tu jeszcze coś. Sam tekst: "cukierek albo psikus", moim zdaniem, jest absolutnie niegrzeczny (nawiązując do SV). Ktoś wymaga słodyczy lub, co gorzej, pieniędzy i grozi, że inaczej zrobi psikus. Nie każdego to bawi, ja tego nie traktuje jak żart (dzieci czasami też nie, były już przykłady w tym wątku). Wyobraźcie sobie taki sposób "negocjacji" w normalnym życiu - z rodzicami, nauczycielami, szefostwem, kolegami. "Dajesz stówę, inaczej..", "Dawaj podwyżkę, inaczej..". Jaka byłaby reakcja? Jednoznacznie negatywna. Mnie strasznie irytuje ten tekst i nikomu niczego nie daję. Patrzę groźno, jeżeli spotykam np. na korytarzu, i dają mi spokój. Od razusmile Chyba wtedy wyglądam straszniej, niż wszystkie te wiedźmy i inne wampirzyce razem wziętesmile To spojrzenie działa także w czasie śmigusa-dyngusa.
  • 02.11.17, 03:09
    karola2122 napisał(a):
    Sam tekst: "cukierek albo psikus", moim zdaniem, jest absolutnie niegrzeczny (nawiązując do SV). Ktoś wymaga słodyczy lub, co gorzej, pieniędzy i grozi, że inaczej zrobi psikus.

    Tu warto byloby zajrzec do korzeni Halloweenu ktory wzial sie z .. Europy, podobno byl to wpierw celtycki obrzadek swietowania konca lata, zbiorow polaczony z powitaniem jesieni i zimy tzw Samhain - cos na miare naszych dozynek z taka roznica iz u Celtow dolaczyla sie do tego wiara iz w ten dzien zaciera sie granica miedzy swiatem zmarlych a zywych. Kalpani celtyccy, druidzi w dzien Samhain ubierali czarne stroje i nacinali wielkie rzepy na wzor twarzy demonow, i skad najprawdopodobniej wziela sie pozniej tradycja zdobienia dyni oraz przebierania. Poza tym paleniem ognisk odstraszano zle duchy (ktore nie lubia swiatla i jasnosci) i z kolei stad zapewne wziela sie tradycja zapalania swieczek w dyni, a takie zdobione i swiecace dynie ustawione pzred domami mialy bronic zlym duchom wstepu do nich.
    Swietowano to, i to calkiem powaznie, w roznych miejscach Europy rokrocznie dopoki szerzaca sie religia chrzescijanska (oni to zawsze zabawe popsuja wink) nie przeniosla Swieta Zmarlych z miesiaca maja na 1 listopada. Nie jest to wiec wcale tak ze "Halloween to nie pora na zabawe" - a raczej to chrzescijanie nie powinni byli przenosic Swieta Zmarlych na dzien po Halloween (no ale to byla celowa polityka, wiadomo, aby wyplenic "paganizm") bo bylo to oczywistym konfliktem. takie byly poczatki halloweenowe.

    'Cukierek albo psikus' jest po prostu niezbyt udana, chodz prawidlowa, translacja ang. "trick-or-treat" ktore brzmi znacznie lepiej i sie prawie rymuje ((trik or trit, a niechlujnie wymowiony (zwykle przez imigrantow) brzmi na ksztalt triko-tri")), wziela sie z tradycji zebrania o jedzenie w ten dzien w przebraniu i w zamian za jedzenie biedni zmawiali modlitwy lub spiewali piesni (czyli nieco jakby odwrotnie) jest tylko "idle threat" - czcza pogrozka, i nie powinna byc brana doslownie - czego tez trzeba dzieci uczyc.

    Mnie strasznie irytuje ten tekst i nikomu niczego nie daję.

    A rownie bardzo by cie irytowalo gdyby Halloween bylo obchodzone grzecznie a dzieci nie walily do drzwi tylko normalnie pukaly? i mowily dziekuje?
    Poza tym no coz, taka sie wywiazala tradycja. mnie na przyklad strasznie irytuje to falszywe, pro forma podawanie sobie dloni w kosciele katolickim w trakcie mszy, no ale nie bede sie groznie patrzyla zamiast przeciez.

    Minnie
    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 02.11.17, 05:38
    To nie ma znaczenia, napisałam przecież że tradycja (a także historia święta) mnie teraz nie interesuje. Ten wyraz brzmi niegrzecznie, a niektóre dzieci źle postępują, jeżeli nie otrzymają tego, czego żądają. To tak w kontekście SV. Na forum polonistów można byłoby dyskutować o jakości tłumaczenia, itd. Tu zatrzymałam się tylko na tym elemencie.

    Co do podawania ręki w kościele - ależ nikt Cię nie zmusza do chodzenia tam. A jak już idziesz, to akceptujesz fakt, że być może będziesz musiała uścisnąć komuś dłoń. Ja tam tego nie lubię (chociaż to nie jest pro forma), ponieważ uważam, że to jest niehigieniczne. Widziałam przypadki, jak ktoś wyciera ręką zakatarzony nos, a potem podaje tę dłoń osobie stojącej obok. TU widzę problem, a w nie w rzekomym fałszywym stosunku do innych. Bo tak nie jest, zwykle ten znak wyraża co najmniej pozytywne nastawienie do innych.

    A tekst "cukierek albo psikus" zmusza mnie do robienia czegoś, czego nie chce, żeby bezmyślne bachory nie zrobiły czegoś złego (zakładam, że czytałaś wczoraj pismo pewnego pana, któremu także zabrudzili drzwi? Wcale mu się nie dziwie). I tak, irytowałoby mnie to. Dlaczego niby muszę bez powodu dawać słodycze ludziom a) obcym; b) nie potrzebującym?

    Miałam kiedyś podobną sytuację, ale niezwiązaną z Halloween. Byłam kiedyś u dalekiej rodziny, z którą jestem w dobrych relacjach, i jakoś zostałam przez jakiś krótki czas sama. To było osiedle domków jednorodzinnych. Dzieciaki bawiły się na zewnątrz (grupka dzieci 8-12 lat). Wpadły do domu, i jeden z nich, mniej-więcej jedenastoletni sąsiad, bardzo chamski dzieciak (oczywiście wpadł do salonu w butach zabrudzonych ziemią i zabrudził podłogę.. a co, w domu ma być sprzączka, zrobi to..), zapytał: "czy pani postawi nam wszystkim lody?". WTF??? Oczywiście, powiedziałam, że nie, i że z jakiej niby okazji.. ALE! gdyby dzieciaki z tej rodziny w czasie wspólnego spaceru poprosiły o lody, picie, co tam jeszcze.. to oczywiście by dostały. I dostawały. Bo jest różnica, prawda?

    Otóż te od "cukierka albo psikusa" nie dostaną niczego, najwyżej groźne spojrzenie albo nawet umoralniającą gadkę, ale a) dzieci z rodziny/przyjaciół/bliskich kolegów.. b) osoby potrzebujące - dostaną to, czego potrzebują.
  • 02.11.17, 09:34
    No i tak się kończy importowanie obcych zwyczajów na siłę.

    W krajach, w których zwyczaj Halloween jest zakorzeniony od lat, tego wieczoru zawołanie "trick or treat" nie jest pogróżką, ale czymś na kształt "dzień dobry" i wiadomo, że nawet w przypadku braku cukierków, żadnego psikusa nie będzie.

    W Polsce "cukierek albo psikus" jest traktowany przez dzieci jako przyzwolenie na bezkarne i niejednokrotnie chuligańskie domaganie się cukierków od obcych ludzi, zaś przez niektórych dorosłych jako brak kultury i błąd wychowawczy (patrz post karoli).
  • 03.11.17, 00:28
    karola2122 napisał(a):
    Bo tak nie jest, zwykle ten znak wyraża co najmniej pozytywne nastawienie do innych.

    Ja nie chodze do kosciola, jak w nim jestem to np z okazji slubu/pogrzebu/komunii z szacunku do osoby ktora mnie zaprosila. Kiedys poszlam pare razy dla przyjemnosci tesciowej.
    Dla mnie pro forma, bo ta sama obca osoba po wyjsciu z kosciola z latwoscia by mnie utopila w lyzce wody gdyby zaszla ku temu okazja. Do dzis pamietam jak na mszy J P II ludzie szarpali sie o miejsca aby lepiej Go widziec - po biciu sie w piers i po podaniu sobie rak itd.- zalosne.

    Dlaczego niby muszę bez powodu dawać słodycze ludziom a) obcym; b) nie potrzebującym?

    Nie musisz absolutnie. tak samo jak nie musisz nikomu znajomemu dawac prezentu na Gwiazdke, na przyklad. robisz to bo ci sprawia przyjemnosc. mnie akurat sprawia ogromna przyjemnosc rozdawac cukierki rozemocjonowanym dzieciom. lubie sie patrzec jak sie ciekawie przebraly, jakie wyszukaly zabawne koszyczki badz worki, lubie sie patrzec jakie sa przejete w dniu "ich" swieta , jak porownuja zdobycze, jak sie wymieniaja, pokrzykuja z emocji smile

    To nie ma znaczenia, napisałam przecież że tradycja (a także historia święta) mnie teraz nie interesuje.

    Rownie dobrze moglabys napisac ze nie interesuje cie historia Bozego Narodzenia. ono jest i koniec, a co sie za tym kryje, po co to wiedziec. mozna i tak.

    jeden z nich, mniej-więcej jedenastoletni sąsiad, bardzo chamski dzieciak (oczywiście wpadł do salonu w butach zabrudzonych ziemią i zabrudził podłogę.. a co, w domu ma być sprzączka, zrobi to..), zapytał: "czy pani postawi nam wszystkim lody?". WTF??? Oczywiście, powiedziałam, że nie, i że z jakiej niby okazji.. ALE! gdyby dzieciaki z tej rodziny w czasie wspólnego spaceru poprosiły o lody, picie, co tam jeszcze .. to oczywiście by dostały. I dostawały. Bo jest różnica, prawda?

    nie znam chlopca, trudno mi wiec powiedziec czy jest on naprawde "chamskim dzieciakiem" czy zwyczajnie jest to nadpobudliwe dziecko z jakims ADHD zespolem lub cos w tym rodzaju. takie dzieci zwykle nie sa w stanie zapamietac aby wytrzec buty po wejsciu do domu i spokojnie grzecznie powiedziec najpierw dziendobry tylko wlasnie wpadaja jak burza i juz od progu krzycza to najwazniejsze "postawi nam pani lody" - jesli np ostatnia rzecz jaka dzieci omawialy to "kto by nam postawil lody, moze ta, a moze pani Karola, o tak pani Karola jest taka mila, ona nam na pewno nam postawi.." .... -buch!: "postawi nam pani lody???!!"
    Na pewno byloby pedagogiczniej z twojej strony gdybys go uspokoila, powiedziala "Tomku zobacz co zrobiles, jak zabrudziles podloge. idz prosze wytrzyj najpierw porzadnie buty, PROSZE - i wtedy zapytaj mnie jeszcze raz." jesliby tak zrobil, jesliby nie wybiegl, to bym zaproponowala - "a zawolasz dzieci aby ci pomogly to raz dwa posprzatac? wtedy pojdziemy na lody..."

    I niewazne jak to zrobia ladnie czy byle jak - wazne ze nauka nie pojdzie w las. a ty sie przyczynisz do dobrego wychowania chlopca. za co ci kiedys bedzie wdzieczny.

    Minnie


    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 02.11.17, 10:22
    Minnie, od razu mówię, nie byłam w Kanadzie i nie mieszkam [ani nie mieszkałam] w krajach, w których to nieszczęsne Halloween JEST.
    W Polsce niestety nader często:
    1. Chodzą grupki młodzieży [nie dzieci!] między 13 - 16 lat. Ja osobiście po prostu boję się otwierać drzwi grupie wyrostków, niezależnie czy to Halloween czy kolędnicy. Zwyczajnie jak jestem sama w domu nie otworzę grupce pięciu czy sześciu małolatów.
    2. Bardzo często to nieszczęsne "Cukierek albo psikus", które tak drażni Karolę [mnie zresztą też] jest traktowane dosłownie. Osobiście miałam drzwi wysmarowane jakimś cuchnącym świństwem, koleżanka miała wywalone na podwórko kubły ze śmieciami, inna - połamane drewniane sztachetki płotu...
    3. Czy równie by mnie irytowało, gdyby dzieci pukały normalnie a nie waliły i nie demolowały? Owszem. Bo nie mam ani ochoty ani potrzeby pół wieczoru warować przy drzwiach, bo czyjeś dzieciątka się bawią! I nie, wyłączeni dzwonka to NIE JEST metoda, bo mogę czekać na kuriera, na pizzę, na elektryka do naprawy gniazdka, kogokolwiek. I nie mieć mimo to ochoty na tłumaczenie obcym dzieciarom, że nie, nie mam cukierków i nie obchodzę Halloween.
    Myślę, że to główne problemy. Czyli przede wszystkim wiek "chodzących", chamskie i chuligańskie zachowania oraz "napastowanie" ludzi nie zainteresowanych. Dla tych, którzy zestawiają to-to z wizytą księdza "po kolędzie" - ksiądz puka/dzwoni raz do roku. Jednego dnia. Raz. A dzieciątka co prawda tez jednego dnia, ale za to przez całe popołudnie i pół wieczoru. Sorry, ale dla mnie mniejszą kwestią jest RAZ podejść do drzwi i powiedzieć "Nie, dziękuję!" niż latać do tychże przez pół dnia i meldować, każdemu dzieciakowi z okolicy, że nie i koniec.
    A, żeby nie było: nie jest to kwestia skąpstwa czy żałowania dzieciom. Chętnie pomagam potrzebującym, rokrocznie biorę udział np w organizacji wieczerzy wigilijnej w pobliskim DSM, przez lata brałam udział w akcjach typu wyprawki szkolne itp.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 03.11.17, 00:00
    Visan i Karola, odpowiem zbiorowo bo widze ze nie bardzo rozumiecie o co mi chodzi.
    Wiem ze nie bylyscie w krajach w ktorych Halloween wyglada tak jak to powinno byc i wlasnie dlatego opisuje i tlumacze oraz podaje sugestie jak to powinno wygladac a przy okazji takze sugeruje jak reagowac na nieodpowiednie zachowanie. Juz przedszkola i wczesniej powinny dzieci uczyc ze psikusy nie moga byc szkodliwe, (btw my przeciez mamy Prima aprilis) odwiedza sie domy tylko dekorowane, puka sie normalnie i raz.

    Kazdy z nas byl kiedys dzieckiem - o tym warto pamietac. nawet ty Visan i ty Karola.

    Rozumiem ze nie podoba wam sie Halloween z tego czy innego powodu. nie wszyscy imigranci lubia Halloween nawet tez tu, ale nie psujcie tego DZIECIOM, zajmijcie sie tym czym naprawde problem jest czyli RODZICAMI, SZKOLA, piszcie do gazet, urzedow, tv aby urzedowo, legalnie ustalono wytyczne jak ma przebiegac Halloween. gdziekolwiek gdzie odniesie to efekt. bo samo zloszczenie sie i krytykowanie nic nie daje. tylko tyle chcialam przekazac.


    Minnie

    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 03.11.17, 05:03
    Widzisz, Minnie, Ty wychodzisz z założenia, że Halloween musi być, a ja - że niekoniecznie. I nie mam zamiaru nikogo wychowywać i uczyć, jak to ma wyglądać, tym bardziej działać na poziomie urzędów (w urzędach załatwiam - uwierz mi - o wiele bardziej interesujące [mnie] sprawy). Po prostu niech mi dadzą święty spokój (i innym też), i tyle. A chamskie zachowania (tamten mały, o którym pisałam, nie ma ADHD, jest po prostu wyjątkowo rozpieszczonym dzieciakiem z rodziny nowobogackich) trzeba tępić. I nie, nie mam zamiaru po interwencji wychowawczej kupować mu lody. Nie widzę powodu. I tak, jestem miła, ale tamten ode mnie nic nie dostanie. TO jest wychowanie w takim przypadku. A w brudnych butach on chodzi w domu, bo pani posprząta.

    PS znam dość dużo rodzin, gdzie Halloween oficjalnie się nie obchodzi, z kilku powodów. Zakaz (oczywiście z uzasadnieniem), kropka.
  • 03.11.17, 05:09
    Muzułmanie mieszkający w Polsce mają swoje święta, ale nikomu ich nie narzucają, Żydzi też. Jeżeli ktoś obchodzi Halloween (jak dla mnie- bzdurna zabawa), niech to robi w swoim kręgu i nie przeszkadza innym. Bo naprawdę przeszkadzają, chyba mogłaś to wywnioskować z wielu wpisów, nie tylko na tym forum. A propos, gdybyś nie czytała - wkleję link do pisma tamtego pana. Nie pochwalam niektórych sformułowań, ale widać, że człowieka doprowadzili już do wrzenia.

    s1.kozaczek.pl/2017/11/01/hallo-pt.jpg
  • 03.11.17, 07:36
    Rozumiem - ludzie sie denerwuja na zle zachowanie dzieci.
    No i co w zwiazku z tym? co samo twoje narzekanie czy autora kartki zmieni?

    Minnie



    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 04.11.17, 05:20
    No właśnie o to chodzi - ludzie będą narzekać, ale zrobić coś z problemem realnie to nie - bo po co, nie ja od tego jestem przecież. A przecież można coś ustalić regionalnie - np. przeprowadzić akcje informacyjne w szkołach, że pukamy tylko do domów ze znakiem dyni na drzwiach, wszystkie inne omijamy, albo, że Halloween w danym mieście w ogóle nie obchodzimy, a chodzenie po domach będzie traktowane jako naruszenie miru domowego i tak dalej... . Czasami naprawdę warto wyjść z inicjaywą niż narzekać. Ja akurat, chyba tak samo jak Minniemouse mieszkam w Kanadzie - mój 7 letni syn już 3 raz poszedł zbierać cukierki - dzieciaki chodzą TYLKO po domach, gdzie są dekoracje albo ktoś czeka przed domem z koszykiem z łakociami. Nie ma mowy o żadnym niszczeniu - z resztą, nawet gdyby komuś coś przyszło do głowy, to zwykle w pobliżu byliby jacyś dorośli, którzy podejrzewam, bez wahania dzwoniliby na policję.
  • 03.11.17, 08:16
    WIEM jak Halloween może wyglądać i jak wygląda w krajach, gdzie jest tradycyjnie obchodzone od lat. I co z tego? Nie mam zamiaru ani ochoty obkupować w cukierki obce dzieciary, które mnie nachodzą i nie dają mi spokoju w moim [nieudekorowanym!] domu. Piszesz, że szkoły i wcześniej powinny to czy śmo - i co? Ano powinny. I nic z tego nie wynika. bo szkoły/przedszkola uznają, że akcja "po zajęciach" więc nie ich sprawa, a mamusia i tatuś mają rzecz w nosie bo urządzili sobie imprezę i się cieszą, że małolaty poszły w licho.
    Pamiętam, że byłam dzieckiem i jak było gdy byłam dzieckiem. I jakoś przeżyłam w dobrym zdrowiu i bez traumy życiowej bez latania po sąsiadach i żebrania o cukierki. Da się? Da.
    Podkreślę - nie mam nic przeciwko temu, żeby chcący się bawić się bawili - na zdrowie! Niech tylko nie angażują MNIE w tą swoja zabawę! A w Polsce urzędy nie zajmują się takimi rzeczami jak Halloween, poza tym jeśli już się w urzędach coś załatwia - to zwykle po prostu ważne dla siebie sprawy, a nie nawet wkurzająca nieziemsko, ale raz w roku - drobiazg. Plus dość często "zabawowiczami" są nie DZIECI, a np. grupki młodzieży między 13 a 16 lat - JA nie czuję się na tyle pewnie, żeby będąc sama w domu otworzyć takiej np pięcioosobowej, obcej mi kompletnie grupce.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 03.11.17, 22:14
    vi_san napisała:
    Podkreślę - nie mam nic przeciwko temu, żeby chcący się bawić się bawili - na zdrowie! Niech tylko nie angażują MNIE w tą swoja zabawę! A w Polsce urzędy nie zajmują się takimi rzeczami jak Halloween, poza tym jeśli już się w urzędach coś załatwia - to zwykle po prostu ważne dla siebie sprawy, a nie nawet wkurzająca nieziemsko, ale raz w roku - drobiazg.

    Gleboko sie mylisz, i to podwojnie.
    raz ze masz przeciwko temu, bo strasznie narzekasz jak ci sie Halloween nie podoba i jak cie denerwuja dzieci chodzace za cukierkami, dwa JESTES w to zaangazowana sila rzeczy. czy ci sie to podoba czy nie. bo zyjesz w spoleczenstwie, nie w izolacji, a jesli cos sie dzieje w spoleczenstwie to niestety dotyczy takze ciebie. w mniejszym lub wiekszym stopniu ale ZAWSZE. Jesli w pelni wreszcie zrozumiesz te dwie rzeczy, to zrozumiesz takze ze aby cos zmienic nie mozesz, nie wystarczy siedziec na rekach i tylko wyrzekac na forum jaki Halloween jest nieokrzesany a musisz aktywnie dzialac w taki czy inny sposob jesli chcesz zeby cokolwiek sie zmienilo. Np zeby dzieci nauczyly sie respektowac tradycje "pukamy tylko do dekorowanych domow". Bo tylko wtedy bedziesza miala ten wymarzony swiety spokoj, tylko wtedy w ten dzien twoj NIEdekorowany dom/mieszkanie zostanie ominiete.
    W twoim wlasnym interesie lezy aby o to zadbac. Ty rzeczywscie nie musisz wychowywac dzieci ale zadzialac w swoim wlasnym interesie - musisz, jesli chesz zeby sie cos zmienilo. Inaczej to kolejne puste nic nie dajace narzekanie.

    A w Polsce urzędy nie zajmują się takimi rzeczami jak Halloween, poza tym jeśli już się w urzędach coś załatwia - to zwykle po prostu ważne dla siebie sprawy, a nie nawet wkurzająca nieziemsko, ale raz w roku - drobiazg. Plus dość często "zabawowiczami" są nie DZIECI, a np. grupki młodzieży między 13 a 16 lat

    O, ja bym powiedziala ze w Polsce Halloween juz dawno wyszedl poza byle "wkurzajace nieziemsko" wybryki a stal sie coraz bardziej chuliganska rozrywka ktorej zwlaszcza holduje
    mlodziez nastoletnia. Swiadczy o tym fakt iz ludzie BOJA SIE otwierac drzwi celebrantom mowi sam za siebie.
    Fakt 1- dzieci zaburzaja i to natarczywie mir w domach bez dekoracji, fakt 2 - psikusy dawno wyszly poza norme niewinnych zartow i sa spolecznie szkodliwe, fakt 3 - grupy mlodziezy wygladaja 'groznie' a mieszkancy obawiaja sie otworzyc im drzwi, fakt 4 - wiele mieszkancow jest tak wscieklych od wyrzadzonych psikusow ze groza uszkodzeniem ciala owym dzieciom (a nigdy nie wiadomo komu 'zylka' peknie naprawde i rzeczywscie dojdzie do nieszczescia) - to sa fakty swiadczace o powadze problemu jakim dla spoleczesntwa polskiego stal sie zle pojety Halloween. kto?, jak nie urzedy albo rzad, powienien sie zajac uregulowaniem tych spraw by przestrzeganie ich stalo sie ezgekwowalne? a jesli wiekszosc Polakow, jak pisze Karola, istotnie nie chce miec tego swieta to powinni zaglosowac aby je prawnie zniesiono i za chodzenie
    - walic mandaty. inaczej bedzie dalej balagan jaki jest.
    W sumie nie wiem po co pisalam ze u nas te sprawy zaczeto wreszcie regulowac przepisami wlasnie dlatego aby nie przeszkadzac tym co tego nie lubia i byl porzadek - skoro ci to nic nie podpowiada...

    Piszesz, że szkoły i wcześniej powinny to czy śmo - i co? Ano powinny. I nic z tego nie wynika. bo szkoły/przedszkola uznają, że akcja "po zajęcach"

    O ile sie orientuje w wiekszosci szkoly itd utrzymywane sa z pieniedzy podatnikow? wiec nie mow mi ze rodzice nie maja tak znowu nic do powiedzenia. i po to sa rozne grupy rodzicielskie, komitety az po rozne urzedy i rzady aby zwracac sie o poparcie gdy sie je potrzebuje. poza tym, jaka 'akcja po zajeciach'? Tak samo jak Dzien Kobiet, Dzien Matki, i inne swieta o tym w szkole zawsze uczyli - geneza, laurki itd. na pewno tak samo jest z Halloweenem, tylko z tego co przegladalam w polskim internecie to raczej cala Polska powinna sie nauczyc ze psikusy tak naprawde juz przeszly do historii a jesli jednakjakiej sa to bardziej na miare Prima Aprilis.
    Zobacz nasze najlepsze psikusy na Halloween

    a tak btw to podejrzewam ze na zebraniu rodzicielskim szkola powinna takze ich wyraznie pouczyc jak powinna zachowywac sie ich latorosl podczas zbierania cukierkow i na czym polegaja psikusy (na niby). bieda w tym ze " no i co im zrobisz?" - skoro nie ma na to kary??
    tym bardziej wiec potrzebne sa chocby minimalne ale zawsze - p rz e p i s y.

    Minnie
    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 05.11.17, 01:37
    vi_san:
    >> Nie mam zamiaru ani ochoty obkupować w cukierki obce dzieciary,

    Gratuluję wyrażenia! Zwłaszcza na forum SV

    --
    Nigdy nie zalewaj smutków, cholery umieją pływać!!!
  • 03.11.17, 13:40
    Wiesz Vi, ale każdy może powiedzieć tak samo o jakichkolwiek niezapowiedzianych "wizytach" tego rodzaju. Czy to będą dzieci/młodzież spod znaku H, czy kolędnicy, czy ŚJ, czy ministranci, czy kominiarze z kalendarzem, czy Romowie albo żebracy. Nie da się tego uniknąć mimo wszechobecnych domofonów, bo Ty nie wpuścisz, ktoś inny - wpuści na wspólną klatke schodową. Są na to tylko dwa sposoby - nie otwierać takim osobom lub otworzyć i podziękować odmownie. Ja kolędnikom np. nie otwieram, a gdyby to karier miał być w tym dniu - no mam w drzewach wizjer, prawda?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 03.11.17, 14:15
    Koro - kwestia w jednym. Wszyscy wymienieni przez ciebie - chodzą RAZ. Nie zdarzyło się, żeby mi jednego dnia w drzwi pukali Świadkowie Jehowy, ministranci, kominiarze [też zwykle nie mający nic wspólnego z byciem kominiarzem - nota bene!], Romowie, żebracy i kolędnicy... Natomiast dzieciątka bawiące się w Helołin - to jest dzwonienie przez pół popołudnia i cały wieczór. Bo nie chodzi JEDNA grupa dzieciątek, a, cholercia, kilkanaście. Jeśli akurat czekam na kuriera, zamówiłam pizzę albo coś - nie mogę wyłączyć dzwonka i na każde "Cukierek albo psikus" muszę lecieć do drzwi. Tylko po to, żeby powiedzieć "Dziękuję, nie bawię się w wasze durne Helołin!". I o to chodzi. Czemu mam ganiać do drzwi, bo czyjeś dzieci się bawią? JA się nie bawię i nie deklaruję zabawy! Mam wizjer w drzwiach. Ale żeby sprawdzić czy to oczekiwany kurier/pizza muszę wstać i lecieć do tychże drzwi i tegoż wizjera. Tak, jestem leniwa i nieżyczliwa.
    Na szczęście w tym roku Helołinu uniknęliśmy - jedyna sąsiadka, która wpuszczała wszystkich jak leci się wyniosła z racji wieku do córki, a reszta wpuszcza tylko tych, którzy przez domofon uzasadnią. No i na drzwiach wejściowych do klatki schodowej ktoś wywiesił dużą kartkę: "Cukierków nie ma"...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 03.11.17, 16:59
    wiesz, ja mam to samo z kolędnikami kochanasmile Chodzą w wigilijna NOC (noc poprzedzającą wigilijny wieczór), między świetami BN i NR, a potem także. Różne grupy, czasem parę na dzień przez kilka dni, m. in. w wymyślone całkiem święto Trzech (nieistniejących) Króli. I co zrobisz...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 03.11.17, 20:20
    Jakoś do mnie kolędnicy ani razu nie zawitali, a mieszkałam w kilku różnych parafiach. Natomiast "Helołinowcy" - i owszem, trafiali się. Szczęście, że w tym roku jakoś się nie trafili...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 03.11.17, 22:46
    vi_san napisała:

    > Jakoś do mnie kolędnicy ani razu nie zawitali, a mieszkałam w kilku różnych par
    > afiach. Natomiast "Helołinowcy" - i owszem, trafiali się. Szczęście, że w tym r
    > oku jakoś się nie trafili...

    Hmm.. ja mam akurat odwrotnie. Do mnie kolędnicy przychodzą, a halołinowcy ani razu w życiu mi się nie przydarzyli smile
  • 04.11.17, 09:50
    Pewnie zależy od miasta, regionu - na Śląsku nie spotkałam się z "kolędnikami", tutaj to plaga ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 04.11.17, 10:02
    W Trójmieście jakoś mnie kolędnicy unikają... sad

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 04.11.17, 10:15
    Vi, naprawdę wierzę ...W różnych częściach Polski sa różne zwyczaje - po prostu. Na moim rodzinnym Śląsku, w dużych miastach, jak pamiętam kolędnicy się zdarzali, ale gdy byłam małą dziewczynką. Potem, gdy już byłam nastolatką - już nie. Chodzili natomiast dość nagminnie SJ, zwykle w niedzielę rano.

    W regionie gdzie obecnie mieszkam, co zresztą potwierdził Paavka jak pamiętam zwyczaj kolędniczy jest nadal wiecznie żywy i to w wersji hard core, bo zaczyna się od nocy poprzedzającej wigilię BN i powtarza praktycznie do Trzech Króli. Pojawia się wiele takich grup od dzieciaków po młodzież. Może to być uciążliwe - przyznaję, ale bez przesady, gdy mowa o ludziach zdrowych itd.
    Świadkowie Jehowy tu zdarzają się naprawdę sporadycznie - żeby nawiedzali ludzi. Z okazji H nie pojawił się u mnie w kolejnych 4 mieszkaniach, jak mieszkam tu kilkanaście lat - nikt. Zwyczajnie co kraj, to obyczaj ...


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 03.11.17, 22:19
    vi_san napisała:
    No i na drzwiach wejściowych do klatki schodowej ktoś wywiesił dużą kartkę: "Cukierków nie ma"...

    I to pewnie wystarczylo. jeszcze jak rodzice dzieci naucza ze chodzi sie tylko tam gdzie dekoracje.. to juz calkiem bedzie dobrze.

    Minnie


    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 04.11.17, 10:25
    Nie pisze teraz do Agulhy (choć pod jej postem startowym), ale ogólnie...
    Myślę, ze problem z H ma w PL wymiar szerszy niż tylko to, że ludziom przeszkoda chodzenie dzieciarni po domach. Otóż Kościół Katolicki od wielu wielu lat demonizuje to "święto" - w cudzysłowie - bo to żadne święto tak naprawdę. Ot po prostu zabawa i koniec. Ale KRK zwalcza,. bo poprzedza święto Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Czytalam publikacje pseudonaukowe traktujące o tym, ze to czczenie szatana i temu podobne bzdury.
    Ciekawe poniekąd, że w krajach Ameryki Łacińskiej KRK nie widzi problemu w obchodzeniu WŚ radośnie i hucznie z zabawą na cmentarzach smile - w sposób dość podobny do zabaw podczas H.

    Ja mam do H stosunek dość obojętny, bo nie działa na mnie straszenie szatanami, demonami itd. Chce się ktoś w tym dniu bawić, niech się bawi - nie chce - też dobrze. Podobny stosunek mam do WŚ i DZ - wg mnie o bliskich zmarłych pamięta się cały czas, a nie tylko jeden czy dwa dni w rokusad - ale niech każdy robi jak uważa. Najbardziej rozwala mnie u "katolików" gadka o jakimś "Święcie Zmarłych" w kalendarzu KK takowego nie ma smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 04.11.17, 10:37
    Dodam jeszcze, że jakoś z obchodzeniem Sylwestra KRK i prawie nikt świecki w PL problemu nie ma, choć geneza tego "święta" jest naprawdę mroczna. Podejrzewam, że większość katolików zwyczajnie nie wie jaka ona jest smile - wiem, tu wszyscy wiedzą, bez sięgania do googlesmile

    A tak a propos polskich i obcych zwyczajów...Jako posiadaczka do nie tak dawno dwóch kotków, a obecnie jednego sad od dawna nie mam w domu choinki na święta BN (wiem, są posiadacze kotów, którzy bezkolizyjnie mieć mogą, ja do nich nie nalezę). Miast owej choinki wieszamy sobie z okazji u sufitu np. dzwonek, albo jemiołęsmile No i spotkałam się z komentarzem, że jak ja tak mogę, nie mieć choinki, a to taki piękny POLSKI zwyczaj, a ja zeń rezygnuję na rzecz jakiegoś dzwonka smile Uznałam, ze trza nieść oświaty kaganiec smile i uświadomiłam "tradycyjnego" nieuka, ze POLSKIM zwyczajem to było stawianie w kątach izb zboża, czego najpewniej nie praktykuje owa osoba zgodnie z POLSKA tradycją, a Tannenbaum przyszła do nas z Niemiec (oj bardzo niedobrze dla polskich "tradycjonalistów", bardzosmile ) stosunkowo niedawno, bo w czasach ...zaborów smile Bardzo owa tradycyjna osoba była zdziwiona i nawet polemizowała, aż musiałam jej google polecić smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 04.11.17, 11:18
    Koro, nie polemizując z tym co napisałaś... Myślę, ze GŁÓWNYM powodem sporego oporu przeciwko Halloween nie jest postawa KRK, a... Ci, którzy obchodzą. A raczej sposób w jaki "świętują". Czyli [jak już pisałam do Minnie]:
    1. Chodzenie 4 - 5 osobowych grup wyrośniętych nastolatków [ja osobiście, jak jestem sama w domu NIE OTWORZĘ takiej grupie, po prostu boję się].
    2. Traktowanie dosłowne zawołania "Cukierek albo psikus" [czyli chuligańskie wybryki, w rodzaju wybrudzenia czymś drzwi, rozsypania śmieci czy zniszczenia ogrodzenia w razie nieotworzenia].
    3. Przymuszanie osób niezainteresowanych [czyli dzwonienie do drzwi nieudekorowanych "Halloweenowo"].

    A co do "Święta Zmarłych" - to za Wiki: Zaduszki, Dzień Zaduszny lub Święto Zmarłych, właściwie Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych (łac. Commemoratio Omnium Fidelium Defunctorum) – w Kościołach łacińskich obchód liturgiczny poświęcony zmarłym, przypadający corocznie na dzień 2 listopada, treściowo połączony z poprzedzającą go uroczystością Wszystkich Świętych. Więc Święto Zmarłych jak najbardziej jest. tongue_out

    Natomiast co do choinki masz rację - drzewko to obyczaj niemiecki. Ale... Co do dekoracji domów - nie do końca masz rację. Snopy zboża - to obyczaj stricte wiejski [w każdym rogu izby powinno stać inne zboże - pszenica, jęczmień, żyto i owies]. Natomiast częściej [i w miastach] dekoracją był wieszany u sufitu wieniec z jedliny, albo jemioły, dekorowany "cackami" [ozdobami z papieru, słomki, rajskimi jabłuszkami, złoconymi orzechami itp.]. Ba, w wielu domach ziemiańskich, nawet i po przyjęciu się choinki - ozdabianie jej "szklanymi kulami" [jak zwano bombki] uważano za niegustowne i niezgodne z patriotyzmem. smile

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 04.11.17, 12:16
    Vi - nie ma czegoś takiego jak Święto Zmarlych - zapytaj dowolnego księdza - jest wspomnienie Wszystkich Świętych (1 XI) oraz wspomnienie wszystkich zmarłych wiernych - Dzień Zaduszny (2 XI)

    Jeśli chodzi o Am. Płd. - tam również, jak w wielu innych kulturach np. afrykańskich KK chcąc pozyskać wiernych czesc zwyczajów transponował na niby chrześcijańskie/. Powiem więcej - w kulturze pierwszych chrześcijan śmierć była wydarzeniem radosnym - wierny odchodził do Boga, było się z czego cieszyć! Zatem uważanie teraz śmierci za coś związanego ze smutkiem jest czysto pogańskim wynalazkiem - bo w nietartych kulturach pogańskich (niewielu) uznawano, że śmierć jest końcem - w chrześcijaństwie, judaizmie, islamie, większości kultur pogańskich śmierć jest z założenia czymś dobrym, odejściem do Boga, miejsca lepszego, wyższego poziomu wtajemniczenia...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 04.11.17, 15:44
    Weź coś przestaw w tym telefonie, bo serio nie wiem, jakie kultury pogańskie miałaś na myśli...Nietarte?! Niektóre?
    Nie Ty jedna zresztą masz ten problem - youtube pęka od filmików z zabawnymi pomyłkami autokorekty (po ang.).
  • 05.11.17, 09:53
    Wiesz, rozumiem, ze to może być irytujące, ale bez przesady - większość dorosłych ludzi umie z kontekstu zrozumieć o co chodzi, nawet gdy jakiś wyraz nie pasuje i jest ewidentną omyłka

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 05.11.17, 22:11
    vi_san napisała:
    Myślę, ze GŁÓWNYM powodem sporego oporu przeciwko Halloween nie jest postawa KRK, a... Ci, którzy obchodzą. A raczej sposób w jaki "świętują". Czyli [jak już pisałam do Minnie]:
    1..
    2..
    3.. ..


    No I? nie posunelas sie o krok. w dalszym ciagu samo narzekanie na Halloween i ujadanie na dzieci nic nie da. postawa "robta co chceta byle beze mnie" w tym przypadku nie dziala.
    Najlepiej wylozyla to Pruszynka - u nas by zadzwonili na policje zglosic chuliganstwo i zaklocanie miru domowego. btw u nas policja przygotowuje sie na Halloween organizujac wspolnie ze straza pozarna i ambulansami zwiekszone straze i patrole na ten dzien, znacznie wczesniej przez media przpomina rodzicom jak bezpiecznie obchodzic Halloween. To Polska jest gorsza, z tego wniosek?? niedojrzala spolecznie?? bo Polska sklada sie z takich Polakow jak ty, m.inn., przypominam.
    Wniosek -nie chcesz tego - ROB cos w tym kierunku bo to TWOJA sprawa, twoj interes.

    Minnie

    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 06.11.17, 08:01
    Wodzisz Minnie, jak ogólnie uważam to "nawalanie" na Halloween w PL za jakąś histerię, pewnie choć w części związaną z Kościołem, to tu nie mogę przyznać Ci racji, boi - jak niestety nagminniesad - nie pojmujesz polskich realiów i nie liczysz się z nimi dowiedziawszy o nich.

    Otóż domyślam się, ze u Was policja specjalnie przygotowuje się do Hsmile - wyobraź sobie rzecz niewiarygodną, że domyślam się tego BEZ Twej informacji, albowiem logiczne jest, że jak gdzieś coś jest obchodzone od dawna, to jest z reguły dobrze zorganizowane także od strony państwa np. w zakresie bezpieczeństwa, informacji czy logistyki. A ze u Was H jest od dawien dawna obchodzony, to tylko wyjątkowy tępak nie wpadłby na to, że pewnie dobrze organizowany.

    Ale, Minnie, u NAS w PL ów dzień od stosunkowo niedawna jest dniem zabawy, a jeszcze bardziej od niedawna zabawy w formie takiej, jak u WAS (np.) w CAN. Za czasów mego dzieciństwa wcale nie bawiono się w ten dzień, za czasów dzieciństwa ludzi z 10 lat młodszych - także. Potem pojawiły się pierwsze "jaskółki" zabaw w H, ale nie w formie w jakiej ten dzień obchodzą amerykańskie czy kanadyjskie dzieciaki - np. wędrówki po domach. Z reguły były to zabawy w szkole, zamknięte, połączone z przebierankami i tyle. W związku z tym odpadał element zabezpieczania "imprezy" w szerokim zakresie, np. przez policję, bo była to impreza wewnętrzna.

    Tak zresztą jest nadal w przeważającej części, te wędrówki dzieci w H są rzadkością w PL Minnie. I dlatego nie są na to przygotowani ludzie oraz policja - też nie.
    Jasne, w przypadku jakiegoś chuligańskiego zachowania dzieci/młodzieży odwiedzających w H mieszkania policja najpewniej przyjęłaby zgłoszenie. Ale w przypadku li tylko pojawiania się tych dzieci u drzwi - nie i nie jest takie pojawienie się Minnie zakłócaniem miry domowego, jak zdaje się Tobie się zdaje. Samo zapukanie/zadzwonienie do czyichś drzwi nie będąc zaproszonym nie wyczerpuje znamion przestępstwa z art. 193 kk. Nie jest to nawet wykroczenie w rozumieniu art. 51 kw (zakłócanie spoczynku nocnego), o ile rzecz nie dzieje się w porze nocnejsmile Zatem nie ma się podstaw do wezwania policji Minnie, o ile dzieci tylko chodza po domach. Można oczywiście ja zawiadomić, jeśli ma się przekonanie, że dzieci są bez opieki - ale tu znów - musiałyby być to małe dzieciatka, bo 15- latek np. już w rozumieniu prawa nie wymaga stałej opieki - w sensie pieczy podczas zabawy. Stąd jak sama widzisz nie ma narzędzi do tego, by zareagować w majestacie prawa - tak samo zresztą jak wobec wspomnianych tu kolędników.
    Dlaczego ludzie niemający ochoty na wspólną w H zabawę nie mają na drzwiach piktogramów z przekreśloną dynią? Ależ to bardzo proste Minniesmile: bo się nie spodziewają tych dzieci, gdyż jak wspomniałam - zwyczaj chodzenia po domach w ten dzień jest u nas raczej na skalę unikatową.
    Podejrzewam, że gdybym dla eksperymentu wywiesila sobie taki piktogram, to wzbudziłabym niezłe zdumienie sąsiadów, jako ze jak mieszkam w tym mieszkaniu 10 lat, nigdy się żadne dzieci z okazji H nie pojawiły. Dodam, że we wcześniejszych 3 mieszkaniach tutaj także, a także nigdy w moim mieszkaniu w Katowicach, ani w mieszkaniu moich rodziców w innym ślaskim mieście. Po prostu nie jest to w PL, w każdym razie na razie, zachowanie w H nagminne, ani nawet czeste, w odróżnieniu od np. CAN gdzie to jest norma i to wieloletnia.
    Rozumiem, ze nie mieszkasz w PL od dawna, ale no kurczę, masz chyba zdolność analitycznego myslenia i rozumienia, że tak jest i w związku z tym u nas służby nie przygotowują się jakoś do tego dnia

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 06.11.17, 15:23
    kora3 napisała:

    > Samo zapu
    > kanie/zadzwonienie do czyichś drzwi nie będąc zaproszonym nie wyczerpuje znamio
    > n przestępstwa z art. 193 kk. Nie jest to nawet wykroczenie w rozumieniu art. 5
    > 1 kw (zakłócanie spoczynku nocnego), o ile rzecz nie dzieje się w porze nocnej

    Ale z tego wynika że na kolędników chodzących o 4 nad ranem można by donieść na policję smile
    --
    Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
  • 06.11.17, 16:07
    Można powołując się na art. 51 kw.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 06.11.17, 23:14
    kora3 napisała:
    Otóż domyślam się, ze u Was policja specjalnie przygotowuje się do Hsmile - wyobraź sobie rzecz niewiarygodną, że domyślam się tego BEZ Twej informacji, albowiem logiczne jest, że jak gdzieś coś jest obchodzone od dawna, to jest z reguły dobrze zorganizowane także od strony państwa np. w zakresie bezpieczeństwa, informacji czy logistyki.
    Tak zresztą jest nadal w przeważającej części, te wędrówki dzieci w H są rzadkością w PL Minnie. I dlatego nie są na to przygotowani ludzie oraz policja - też nie.


    w poprzednich wpisach Koro na moje sugestie aby pisac postulaty do urzedow i dzwonic po policje" spotkalam sie z opinia ze to "nie ich sprawa" - tymczasem ich, ich, kiedys musza byc aktywnie wlaczeni w uporzadkowanie tych spraw i dlatego pokazuje jak to u nas dziala.

    Jasne, w przypadku jakiegoś chuligańskiego zachowania dzieci/młodzieży odwiedzających w H mieszkania policja najpewniej przyjęłaby zgłoszenie. Ale w przypadku li tylko pojawiania się tych dzieci u drzwi - nie i nie jest takie pojawienie się Minnie zakłócaniem miry domowego, jak zdaje się Tobie się zdaje.


    no nie wiem - co innego pukanie co innego kopanie w drzwi. kopanie w drzwi to juz chuliganskie wybryki. ja bym zadzwonila powiedziec ze jakas grupa dzieci zachowuje sie chuligansko i ja sie ich boje. tak samo zalezy jaki psikus - wymalowanie drzwi farba to nie psikus to zniszczenie drzwi. uwazam iz takie zgloszenia niosa przeslanie do policji - "jest problem z ktorym trzeba cos zrobic". im wiecej ludzi zglasza tym wieksza szansa na reakcje i to ogolnie u wladz.

    Dlaczego ludzie niemający ochoty na wspólną w H zabawę nie mają na drzwiach piktogramów z przekreśloną dynią? Ależ to bardzo proste Minniesmile: bo się nie spodziewają tych dzieci, gdyż jak wspomniałam - zwyczaj chodzenia po domach w ten dzień jest u nas raczej na skalę unikatową.

    Alez Koro to proste - logiczne jest iz piktogramy powinny byc przede wszystkim tam gdzie mieszka np Visan i Agulha - czyli tam, gdzie zamiast bezczynnie narzekac na niechciane wizyty powinno sie aktywnie przeciwko nim zapobiec. ty (o ile bedziesz chciala) wywiesisz swoj piktogram jak u ciebie dzieci sie pojawia, proste.

    Coz, jedyna nadzieja zostala w PiSie. Jesli oni wam wraz z KK skutecznie nie skasuja Halloweenu to juz chyba nic wam nie pomoze ..

    Minnie
    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 07.11.17, 07:31
    Minnie, Ty jesteś jak dziecko ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 07.11.17, 11:22
    [i]minniemouse napisała:
    >
    > w poprzednich wpisach Koro na moje sugestie aby pisac postulaty do urzedow i dz
    > wonic po policje" spotkalam sie z opinia ze to "nie ich sprawa" - tymczasem ic
    > h, ich, kiedys musza byc aktywnie wlaczeni w uporzadkowanie tych spraw i dla
    > tego pokazuje jak to u nas dziala.
    >

    Minnie, na Baalasmile - u Was tak to działa, bo działa od dawna i powstała cała ze tak powiem "infrastruktura" od działania tego, także od strony prawnej najpewniej. W PL nie ma tej infrastruktury i nie ma też narzędzi prawnych do regulowania tego.
    >
    > no nie wiem - co innego pukanie co innego kopanie w drzwi. kopanie w drz
    > wi to juz chuliganskie wybryki. ja bym zadzwonila powiedziec ze jakas grupa dz
    > ieci zachowuje sie chuligansko i ja sie ich boje. tak samo zalezy jaki psikus
    > - wymalowanie drzwi farba to nie psikus to zniszczenie drzwi. uwazam iz
    > takie zgloszenia niosa przeslanie do policji - "jest problem z ktorym trzeba c
    > os zrobic". im wiecej ludzi zglasza tym wieksza szansa na reakcje i to ogolnie
    > u wladz.



    No toż Ci napisałam wyraźnie, ze do wybryku chuligańskiego można i trzeba wezwać policję! Ale o ile pamiętam Agulha w swoim poscie startowym nic nie pisała o chuligańskich ekscesach, tylko, o tym, że jej przeszkadzają te dzieci samym tym, że chodzą dzwonią/pukają do drzwi. Na to nie ma paragrafu Minnie.
    >
    > Alez Koro to proste - logiczne jest iz piktogramy powinny byc przede wszystki
    > m tam gdzie mieszka np Visan i Agulha - czyli tam, gdzie zamiast bezczynnie
    > narzekac na niechciane wizyty powinno sie aktywnie przeciwko nim zapobiec. t
    > y (o ile bedziesz chciala) wywiesisz swoj piktogram jak u ciebie dzieci sie poj
    > awia, proste.


    Minnie - pozornie Twój pomysł wydaje się dobry, ale ...No znów nie bierzesz pod uwagę odmienności starego i nowego swiata smile O ile w miescie gdzie teraz mieszkam dzieci na H niet, o tyle ci kolędnicy są na serio uciążliwi. I wiem, ze tak jest bo skarży się na to wiele osób...Ale jakos nikt nie wywiesza piktogramu z przekreślonymi kolędnikami, choć przecież taki bardzo łatwo zrobić ...Dzieje się pewnie po części tak dla tego, że w PL nie ma zwyczaju takiego manifestowania niechęci do czegoś tam. Nie wywiesza się też piktogramów z przekreślonym księdzem w okresie wizyt duszpasterskich, choć też miałoby to sens, bo nie fatygowałoby się ministrantów czy też księdza, żeby się dowiadywali czy się wizytę przyjmie - od razu byłoby wiadomo. Po prostu nie ma takiego zwyczaju ...W tym roku wypróbuję sposób z przekreśloną postacią księdza w stosownym czasiesmile , tylko dla eksperymentu, bo tak na serio nie jest dla mnie problemem otworzenie drzwi ministrantom (tu oni chodzą wcześniej pytać czy przyjmie się kolędę) i powiedzieć "Nie, dziękuję" . Nie miałabym takiego problemu także z dziećmi na H - chciałabym dać cikierki, dałabym, nie miałabym - powiedziałabym - przykro mi - nie mam. Największy problem jest z tymi kolędnikami, bo oni raz potwornie hałasują, dwa chodzą wiele dni i razy oraz jak tylko się otwiera zaczynają swe hmmm śpiewy nie pytając i nie proszac o nic, więc głupio tak zamknąć im bez dyskusji drzwi przed nosem.


    > Coz, jedyna nadzieja zostala w PiSie. Jesli oni wam wraz z KK skutecznie nie sk
    > asuja Halloweenu to juz chyba nic wam nie pomoze ..


    Minnie, alez mnie Halloween w niczym nie przeszkadza. smile Pisałam nawet, ze smieszy mnie ta histeria wokół sprawy napedzana przez Kosciół i "nawiedzonych". Uwazam, ze im więcej okazji doi smiechu i zabawy tym lepiej, tym bardziej w kraju, gdzie większość nawet radosnych swiat jest obchodzona smętnie smile ostanio widziałam taki obrazek ...Niedaleko stąd zorganizowano marsz wszystkich swietych - 1 listopada. Podejrzewam, ze w charakterze przeciwwagi do H wlasnie. Był to marsz glownie dla dzieci i młodzieży, ale udział wziąć mógł każdy. Dzieciaki szly poprzebierane za anioły, świetych, zakonnice i zakonników. Mialo to być pewnie z zalozenia dla nich atrakcujne, ale było takie smutackie, ze załośc brala




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 01:15
    kora3 napisała:

    Minnie, na Baalasmile - u Was tak to działa, bo działa od dawna i powstała cała ze tak powiem "infrastruktura" od działania tego, także od strony prawnej najpewniej. W PL nie ma tej infrastruktury i nie ma też narzędzi prawnych do regulowania tego.

    Jezuniu... nie wyrabiam juz normalnie - a czy ty Koro myslisz ze nam Bog albo Swiety Balwan zeslal te infrastrukture razem z Halloween?
    NIE!! przeciez!!
    infrastruktura powstawala z czasem i wynikla z doswiadczenia!!!
    to samo powinno byc u was! narzedzia macie w rekach wy - mieszkancy, Polacy! w postaci postulatow, zgloszen na policje, do rzadu miejskiego, do rzadu w ogole itd itp.
    bezczynnoscia i gadka pt "nie da sie" na pewno nic sie nie da zrobic!!!!

    Minnie - pozornie Twój pomysł wydaje się dobry, ale ...No znów nie bierzesz pod uwagę odmienności starego i nowego swiata smile O ile w miescie gdzie teraz miesz kam dzieci na H niet,

    tiaaa, teraz to szukasz dziury w calym byle nie przyznac mi racji. napisalam wyraznie:
    zaczna chodzic, wywiesisz piktogram z przekreslona dynia KTORY ISTNIEJE I KTORY JUZ WYWIESZAJA.
    - za kolednikow nie odpowiadam ani mnie oni nie obchodza.


    Minnie

    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 08.11.17, 07:52
    minniemouse napisała:
    > Jezuniu... nie wyrabiam juz normalnie - a czy ty Koro myslisz ze nam Bog albo
    > Swiety Balwan zeslal te infrastrukture razem z Halloween?
    > NIE!! przeciez!!
    > infrastruktura powstawala z czasem i wynikla z doswiadczenia!!!


    No więc o tym wlasnie na czorta pisałam Minnie, o tym

    > to samo powinno byc u was! narzedzia macie w rekach wy - mieszkancy, Polacy! w
    > postaci postulatow, zgloszen na policje, do rzadu miejskiego, do rzadu w ogole
    > itd itp.
    > bezczynnoscia i gadka pt "nie da sie" na pewno nic sie nie da zrobic!!!!


    Minnie, ja naprawdę mam wobec Ciebie wiele wyrozumiałości z racji tego, że długo nie mieszkasz w PL, ale czasem to tak przeginasz ...
    Nie wiem jak w CAN, ale w USA są lokalne paragrafy na wszystko smile i tam jest to normalne - w PL czy szeszej w Europie - pojmij, że NIE. Gdybyś w PL zawezwała policję z informacją, ze chodzą dzieci z racji H i to ci przeszkadza zostałabyś pouczona, ze to nie jest sprawa dla policji i jeśli sobie takich odwiedzin nie życzysz, to nie otwieraj. A jakbyś z czymś takim poszła do władz miasta (rządów miast u nas niet), to by Cię zwyczajnie wyśmiano smile

    > tiaaa, teraz to szukasz dziury w calym byle nie przyznac mi racji. napisalam wy
    > raznie:
    > zaczna chodzic, wywiesisz piktogram z przekreslona dynia KTORY ISTNIEJE
    > I KTORY JUZ WYWIESZAJA.
    > - za kolednikow nie odpowiadam ani mnie oni nie obchodza.


    Nie rozumiesz dalej Minnie, pomysł jest dobry i logiczny, ale no nieprzyjęty w PL. I nie sądzę, by szybko się przyjął...





    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 23:49
    kora3 napisała:
    No więc o tym wlasnie na czorta pisałam Minnie, o tym

    Nie, ty opuscilas bezwladnie raczki "nie mamy tego wiec nie da sie"

    Nie wiem jak w CAN, ale w USA są lokalne paragrafy na wszystko smile i tam jest to
    normalne - w PL czy szeszej w Europie - pojmij, że NIE.


    PRZED CHWILA ci napisalam ze i u nas kiedys tych paragrafow NIE BYLO - powstaly bo okazaly sie potrzebne - czego nie zrozumialas?

    Gdybyś w PL zawezwała policję z informacją, ze chodzą dzieci z racji H

    W ktorym miejscu napisalam ze wezwalabym do "dzieci chodzacych z racji Halloween"?
    zacytuj, bom ogromnie ciekawa...
    btw gdyby kolednicy kopali ci agresywnie w drzwi i chlapali drzwi farba olejna albo co gorsza odchodami to bys nie wezwala policji "no bo oni tylko przyszli z racji koledy" ??? ciekawa polityka.

    Nie rozumiesz dalej Minnie, pomysł jest dobry i logiczny, ale no nieprzyjęty w PL. I nie sądzę, by szybko się przyjął...

    o biedne, bezwladne raczeta. o jak sie nie da... zaczac. bo co ludzie powiedza... uncertain


    Minnie
    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 09.11.17, 08:30
    Minnie, no już nie udawaj tak nierozumiejącej - parę rzy pisałam o tym, ze jeśli dochodzi do czynów chuligańskich to można i trzeba wezwać policję. Poczytaj sobie, może dotrze

    Natomiast Agilha w poście startowym pisze, nie o jakichś chuligańskich wybrykach, tylko, ze jej przeszkadza samo pojawianie się tych dzieci - na to nie ma żadnych narzędzi prawnych.

    I mylisz się Minnie, ze "u was też da się tak zrobić" - otóż nie Minnie, nie da się, bo jest inny system prawny. Ktoś Cu już kiedyś w innym watku pisał o tym, ze europejskie porządki prawne oparte są na innym wzorcu niż te z Nowego Świata. Tam działa precedens i można też tworzyć prawo lokalne w oparciu o nie. Do dziś uciechę budzą nieanulowane nigdy przepisy z dawnych lat, ze np. nie wolno we wtorki rąbać drzewa bez koszuli itp. smile W Europie takowych nie ma - raczej. Nie istnieje możliwość Minnie, by stworzono lokalne prawo zakazujące chodzenia po domach z okazji Haloween w danym mieście, gminie, powiecie czy województwie. Próba takiego zakazu, np. w postaci uchwały rady któregoś z tych samorządów zostalaby z urzędu anulowana przez wojewodę stosownego województwa, jako sprzeczna z prawem ogólnokrajowym oraz Ustawą Zasadniczą. Prawo lokalne nie może bowiem pozostawać w sprzeczności z prawem globalnym.

    Gdyby chcieć wprowadzić takie prawo musiałoby objąć cały kraj i wiązać się ALBO z delegalizacją odchodzenia H, ALBO z zakazem wszelkich takich "wizyt" dowolnych osób - halloweenowców, kolędników, Świadków Jehowy, katolików ewangelizujących - oba rozwiązania są niewykonalne Minnie.

    Więc owszem tak - nie da się i nie ma tu żadnego porównania z USA czy CAN - mam nadzieję, że to już rozumiesz.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 09.11.17, 10:20
    kora3 napisała:
    > Minnie, no już nie udawaj tak nierozumiejącej - parę rzy pisałam o tym, ze jeśli dochodzi do czynów chuligańskich to można i trzeba wezwać policję. Poczytaj sobie, może dotrze

    Korciu, nic nie musze czytac - to tobie trzeba pomalu, cierpliwe tlumaczyc iz dzieci i/lub mlodziez w Halloween potrafia i moga sie dopuszczac sie do chuliganskich wybrykow za ktore to mozna i nawet trzeba zawolac policje. i nie szkodzi ze akurat Agulha o takich nie pisala - pisali inni, i wystarczy. to do nich nawiazywalam. czytasz chyba inne wpisy? teraz moze wreszcie pojmiesz w czym rzecz chociaz hmm mam slabiutka nadzieje..

    Gdyby chcieć wprowadzić takie prawo musiałoby objąć cały kraj i wiązać się ALBO z delegalizacją odchodzenia H, ALBO z zakazem wszelkich takich "wizyt" dowolny ch osób - halloweenowców, kolędników, Świadków Jehowy, katolików ewangelizujący
    > ch - oba rozwiązania są niewykonalne Minnie.


    ale wy przeciez macie PiS, on wam bez problemu niejedno zdelegalizuje co zagraza chrzescijanstwu. big_grin
    poza tym nie bzdurz Koro, nie ma potrzeby delegalizowac H bo nie ma problemu zwrocic sie z postulatami globalnie zeby np ograniczyc czas chodzenia za cukierkami od 17 do 20 full stop, inaczej mandat. tak jak ustalono nocna cisze - w zasadzie nie ma na to paragrafu a jednak obowiazuje 22 -6 i mozna za zaklocanie pociagnac do odpowiedzialnosci. i tyle. da sie da sie tylko trzeba chciec a nie rece rozkladac.

    Minnie

    >
    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 09.11.17, 10:35
    Wiesz, no ja mam swiadomość, że Pis może przegłosować nawet dostęp Polski do Morza Chińskiego smile, ale tak prosto to nie działa - mamy jeszcze zobowiązania wobec prawa UEsmile
    Przypadki chuligańskich zachowań, jak już n razy pisałam trzeba i można zgłaszać....
    W każdym przypadku, nie tylko w zakresie obchodzących H.

    Twój pomysl z postulatami ...Nie za bardzo Minnie - po pierwsze - zjawisko nie jest nagminne, więc pewnie na poziomie rządu czy parlamentu trudno byłoby o nim poważnie rozmawiać. Po drugie nie można zakazać chodzenia "za cukierkami" od tej doi tej bo inaczej mandat, bo byłoby to niekonstytucyjne - trzeba by zakazać chodzenia w tych godzinach po domach z jakiejkolwiek przyczyny - wspomniani kolędnicy, ŚJ, ewangelizujący, proszący o wsparcie dla siebie lub jakiejś idei - nie wolno dyskryminować jednej grupy na tle innych.

    Owszem, niby nie ma ciszy nocnej, ale istnieje paragraf na zakłócanie spoczynku nocnego smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 09.11.17, 11:19
    kora3 napisała:
    > Przypadki chuligańskich zachowań, jak już n razy pisałam trzeba i można zgłaszać....
    > W każdym przypadku, nie tylko w zakresie obchodzących H.


    Tak, zgadza sie, ale tu szczegolnie chodzi o to aby nauczyc dzieci ze nie da rady chuliganic w H bo beda surowe konsekwencje.


    > Twój pomysl z postulatami ...Nie za bardzo Minnie - po pierwsze - zjawisko nie jest nagminne, więc pewnie na poziomie rządu czy parlamentu trudno byłoby o nim poważnie rozmawiać. Po drugie nie można zakazać chodzenia "za cukierkami" od tej doi tej bo inaczej mandat, bo byłoby to niekonstytucyjne - trzeba by zakazać chodzenia w tych godzinach po domach z jakiejkolwiek przyczyny - wspomniani kolędnicy, ŚJ, ewangelizujący, proszący o wsparcie dla siebie lub jakiejś idei - nie wolno dyskryminować jednej grupy na tle innych.


    Koro, w internetowej polskiej prasie pisalo iz popularnosc Halloween w PL rosnie z roku na rok. jesli temu wierzyc, a sadze ze mozna z dwoch powodow - dzieci lubia takie zabawy plus HANDEL = KASA $$$$$, to raczej bedzie coraz wiecej zgloszen. Ilosc postulatow takze wiec wzrosnie itd. Powod dla ktorego zakaz po 20-tej? normalnie, bo po 20-tej dzieci maja byc w lozku a w ogole to zbyt dlugie intensywne zaklocenie miru domowego. no przeciez w rzadzie sa normalni ludzie i tez rodzice. a u nas jak to ustalono? z rozsadku przeciez.
    kolednicy nas nie obchodza, my nie osly, nie objuczajmy sie, zalatwiajmy jedna rzecz na raz i po kolei. zreszta, na kolednikow tez moze przyjsc pora ich postulatow ze np spiewy od 19 - 22 wylacznie.

    jest takie powiedzenie 'nie od razu Krakow zbudowano' i 'z malych kamyczkow zbudowana jest wielka gora'.
    Jesli nie bedziesz taka negatywna to DA SIE. Trzeba po prostu probowac.


    Minnie
    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 09.11.17, 11:52
    Minnie, powtórzę - kolędnicy nas obchodzą w tym kontekście bo nie można jednym czegoś zabronić, a innym - nie.
    W artykule o zakłócaniu miru domowego jest mowa o wtargnięciu i niechęci do opuszczenia czyjegoś domu, mieszkania, posesji. Samo zadzwonienie zapukanie do czyichś drzwi z interesem czy usługa na którą gospodarz nie ma ochoty NIM nie jest - zrozum to.

    Owszem, popukarność swięta H rosnie, ale sposób obchodzenia go jest nadal w większości odmienny niż w USA np. Najcześciej są to zamknięte zabawy dla określonej grupy dzieci

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 09.11.17, 12:23
    kora3 napisała:
    Minnie, powtórzę - kolędnicy nas obchodzą w tym kontekście bo nie można jednym czegoś zabronić, a innym - nie.

    Po pierwsze, my niczego nie zabraniamy, my postulujemy o ustalenie godzin w jakich mozna zbierac cukierki to raz, dwa, albo zajmujesz sie Halloween albo kolednikami, zdecyduj sie bylebys d... nie zawracala.

    W artykule o zakłócaniu miru domowego jest mowa o wtargnięciu i niechęci do opuszczenia czyjegoś domu, mieszkania, posesji. Samo zadzwonienie zapukanie do czy ichś drzwi z interesem czy usługa na którą gospodarz nie ma ochoty NIM nie jest
    - zrozum to.


    Koro, koncze bo zaczynasz mnie irytowac i to mocno. Ja nie lubie tak glupio i bez odzewu gadac byle gadac.
    Ile razy mam ci powtarzac ze tu mowa byla i jest o chuliganskim zachowaniu dzieci?
    Agresywne walenie a tym bardziej kopanie w drzwi mozna podciagnac pod usilowanie zaklocenia miru domowego. A jeszcze jakby dzieci szarpaly za klamki to juz na 100% usilowanie wtargniecia a wiec zaklocenie miru.
    Powtorze - chodzi o nauczenie dzieci wlasciwych zachowan. tolerowanie agresji, udawanie ze sie nic nie stalo na pewno ich nie nauczy w przyszlosci grzecznie pukac. jesli raz i drugi policja im wytlumaczy ze w drzwi sie nie kopie - to zmadrzeja.

    Minnie
    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym
  • 09.11.17, 13:14
    minniemouse napisała:
    >
    > Po pierwsze, my niczego nie zabraniamy, my postulujemy o ustalenie godzin w jak
    > ich mozna zbierac cukierki to raz, dwa, albo zajmujesz sie Halloween albo koled
    > nikami, zdecyduj sie bylebys d... nie zawracala.


    Minnie, ale tłumaczę Ci właśnie, że NIE DA się tego oddzielić. Nie możesz jednej grupie czegoś zabronić, czy jej to ograniczyć, a innej działającej na takich samych zasadach - nie.
    >
    > Koro, koncze bo zaczynasz mnie irytowac i to mocno. Ja nie lubie tak glupio i
    > bez odzewu gadac byle gadac.
    > Ile razy mam ci powtarzac ze tu mowa byla i jest o chuliganskim zachowa
    > niu dzieci?



    Minnie, no nie - w tym wątku mówimy ogólnie o uciążliwości dla niektórych samego chodzenia w ramach H, o wybrykach chuligańskich było przy okazji. I w przypadu takowych oczywistym jest, ze należy zawiadomić policję.

    > Powtorze - chodzi o nauczenie dzieci wlasciwych zachowan. tolerowanie agresji
    > , udawanie ze sie nic nie stalo na pewno ich nie nauczy w przyszlosci grzeczni
    > e pukac. jesli raz i drugi policja im wytlumaczy ze w drzwi sie nie kopie - to
    > zmadrzeja.


    Ależ to jest oczywiste Minnie.

    Natomiast co do tych piktogramów. Pisałam Ci już - to dobry pomysł i mnie się podoba (nie w kierunku dzieci chodzących na H, tylko ogólnie w stosunku do niechcianych wizyt tego rodzaju), ale nie sądzę, by stał się szybko powszechny. No tak to jest, ze nie wszystkie dobre pomysły "z innego swiata" ludzie chcą wdrażać. I piszę to z zalem, a nie z satysfacja Minnie.





    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 04.11.17, 11:06
    kora3 napisała:

    >Ale KRK zwalcza,. bo poprzedza święto Wszystkich Świętych
    > i Dzień Zaduszny. Czytalam publikacje pseudonaukowe traktujące o tym, ze to cz
    > czenie szatana i temu podobne bzdury.
    > Ciekawe poniekąd, że w krajach Ameryki Łacińskiej KRK nie widzi problemu w obch
    > odzeniu WŚ radośnie i hucznie z zabawą na cmentarzach smile -

    Koro nieco się mylisz, otóż Halloween Kościół w Polsce potępia bo jest to święto przywleczone z krajów w których było sposobem na oswojenie ze śmiercią, zbagatelizowanie jej w pewien sposób a jednocześnie uczczenie. Bardzo to popularne w Ameryce Łacińskiej - śmierć pod różnymi postaciami jest postacią groźną, ale jednocześnie bardzo kolorową, a jej święto to przebieranki i korowody taneczne. Synkretyzm religijny (religia katolicka wraz z jej barokowymi przejawami miesza się tam doskonale z religiami indiańskimi i afrykańskimi) spowodował czczenie np. Santa Muerte - czyli świętej śmierci, czegoś co u nas w naszej kulturze nie występuje w ogóle.
    U nas Halloween nie ma żadnego podłoża kulturowego - jest tworem sztucznym, a bez tych korzeni może, powtarzam może, być odbierane jako czczenie magicznych "ciemnych mocy" czy odnowienie wiary w zabobony. I o to głównie Kościołowi chodzi.
    My Słowianie oswajaliśmy śmierć inaczej - przez tzw. "dziady" - wizyty na cmentarzu z jedzeniem i piciem dla zmarłych, stawianie i wylewanie ich na groby, co z resztą dotąd jest popularne na wschodzie Polski, na Białorusi, Ukrainie czy w Rosji choćby gdzie odwiedziny na cmentarzu łączą się często z piciem tamże wódki.
    A choinka wyparła u nas nie tyle snop zboża tylko tzw. świat - piękne, precyzyjne i bardzo rozbudowane ozdoby ze słomki, kolorowego papieru i opłatków wieszane pod sufitem, które można jeszcze czasami zobaczyć w muzeach etnograficznych.
  • 04.11.17, 12:27
    Aquo, w czasach pierwszych chrześcijan śmierć była wydarzeniem radosnym - czasem odejścia wiernego do Pana...Możesz to znaleźć w naszych polskich i nie tylko pieniach religijnych żałobnych mówiących o tym, ze skończył się czas zmarłego "na tym łez padole". Teraz odchodzi do miejsca gdzie nie ma cierpienia, głodu, łez, złośliwości - sama radość. Bardzo podobnie śmierć traktowały inne kultury uznawane za pogańskie - śmierć była przejściem na wyższy poziom wtajemniczenia lub/i do krainy, gdzie są duchy przodków nie ma walk, bólu itd.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 04.11.17, 12:52
    kora3 napisała:

    > Aquo, w czasach pierwszych chrześcijan śmierć była wydarzeniem radosnym - czase
    > m odejścia wiernego do Pana...

    Nadal tak jest. Nie wiem czy byłaś Koro na przykład na pogrzebie kogoś należącego do religijnych ruchów misyjnych. Takie pogrzeby są całkowicie odmienne od tradycyjnych pogrzebów katolickich i mogą być dla tradycjonalistów nawet szokujące. Często to pochody z radosnymi pieśniami i szczęściem że zmarły nie dość, że przestał cierpieć ale i zajął uprzywilejowane miejsce w niebiosach.

  • 04.11.17, 13:24
    Wiesz, to nie jest aż tak oczywiste - w końcu Jezus, Syn Bozy PLAKAŁ nad śmiercią łazarza (poruszany zwykle na pogrzebach motyw) - przypomnijmy, ze płakał człowiek jednocześnie będący wg doktryny Kościoła Bogiem, którtu poniekąd wskrzesił wspomnianego Łazarza. Tematyka śmierci i podejścia do niej oraz tego co po niej jest obecna we wszystkich kulturach. Jak jest obecna to inna sprawa.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 04.11.17, 15:18
    kora3 napisała:

    > Wiesz, to nie jest aż tak oczywiste - w końcu Jezus, Syn Bozy PLAKAŁ nad śmierc
    > ią łazarza

    Nie bardzo rozumiem o co Ci Koro chodzi... Łzy z powodu rozstania na długo to rzecz ludzka. Radość z powodu czyjegoś odejścia do lepszego świata i końca jego cierpień również. I jedno nie wyklucza drugiego. A Łazarza (to imię) Jezus zgodnie z Biblią wskrzesił z martwych.
  • 04.11.17, 18:03
    nie wiem po co powtarzasz co napisałam

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 04.11.17, 11:29
    Kompletnie się z Tobą nie zgadzam. Razem z mężem nie mamy z kościołem (jakimkolwiek) nic wspólnego, jesteśmy ateistami. Halloween nam zwisa, mówiąc kolokwialnie. Ktoś się chce bawić, niech się bawi, ale niech nie zatruwa życia innym. Natomiast nie znosimy głupoty. A chodzenie po domach i zawracanie ludziom d... jest głupie! Biegające durne dzieci i dzwoniące po wszystkim numerach jak leci, niczym akwizytorzy, sprzedawca i inna swołocz jest naprawdę czymś niewymownie irytującym i bez sensu. Było to jednym zresztą z powodów, chociaż nie najważniejszym, dla którego niedawno zdecydowaliśmy się na kupno domku. Ale to już inna sprawa.
  • 04.11.17, 12:31
    Ale tak samo działają kolędnicy, ŚJ, zebracy - no taka rzeczywistość. Mnie święto H zwisa, tak samo jak Śj i kolędnicy. Jeśli cos jest dla mnie uciążliwe to procesje z glosnym zawodzeniem. Teraz nie, bo mieszkam w miejscu, gdzie nie przechodzą, ale kiedyś mieszkałam w innym i naprawdę to przeszkadzało. Ale nic nie dało się zrobić - zgromadzenie było legalne, poza zwyczajowymi godzinami ciszy nocnej. Pozostawało zamykać okna i włączać klimatyzację, która mnie akurat szkodzi, a i tak zawodzenie było słychać

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 04.11.17, 15:44
    Jestem zdania, że takie bezrefleksyjne kopiowanie obcych zwyczajów jest po prostu głupie, mówiąc bez ogródek. Ale jeśli kogoś to bawi, to na zdrowie. Oby tylko w gronie chętnych, bez wciągania w to na siłę kogoś, kto nie ma ochoty. Niestety jednak u nas w wielu przypadkach przybiera to właśnie takie formy zdziczałej zabawy, polegającej na zakłócaniu spokoju osobom, które sobie tego nie życzą i chuligańskich wręcz czasem wybrykach. Dokładnie jak w przypadku śmigusa-dyngusa, też mi się nasunęło to porównanie. I też mnie piekielnie drażni takie totalne nieliczenie się z innymi i brak wyczucia.
  • 05.11.17, 10:58
    Ale dlaczego obce zwyczaje są z gruntu złe? Przecież postęp m. in polega na tym, że jedni ludzie uczą się czegoś od innych. Jasne, jeśli ktoś nie chce, nie musi. Ale powiem wprost: trochę mnie śmieszy to demonizowanie przeszkadzania w H. Tak, jasne nieoczekiwane dzwonienie domofonu czy dzwonka u drzwi parę razy w ciągu dnia czy raczej wieczora może być irytujące, ale bez przesady. Tak samo irytujący są kolędnicy - ba - bardziej, bo łazą w nocy (u mnie) i wiele dni do Trzech Króli praktycznie. Doprawdy nie zmniejsza ich uciążliwości fakt, że zwyczaj kolędowania jest rodzimy, czy też tak stary u nas, ze uznawany za rodzimy. Głośne procesje z okazji BC są na serio uciążliwe, szczególnie dla tych, którzy mają w pobliżu mieszkania tzw. stacje. Zawodzenie, często bardzo fałszywie trwa dłużej niż czas przemarszu procesji, wzmacniane dodatkowo megafonami. A to przecież wolny dzień i można pospać, ale się nie da, do tego dzień letni, na ogół ciepły, a w takim komfortowo jest mieć otwarte okna...,Ale to właśnie jeden dzień tylko, tak samo jak ten Halloween, choć są miasta, gdzie organizuje się procesje także po BC - tudzież hałaśliwe...na hałasy skarżą się też mieszkańcy tras pielgrzymek - jak wychodzi fałszywe śpiewy, jak wraca - to samo. Czlowieka chcącego odpocząć, pospać, spędzie miło czas guzik interesuje, że to polska czy niepolska tradycja fałszywie podczas wędrówki spiewać, czy niefałszywie, ale tak czy siak - glosno. Ale co zrobisz?



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 06.11.17, 13:54
    Czy ja gdzieś napisałam, że obce zwyczaje są z gruntu złe??? Napisałam, że ich bezrefleksyjne, czyli bezmyślne kopiowanie jest według mnie głupie. Jeśli biorę w czymś udział, to przeważnie lubię wiedzieć, co, gdzie, kiedy i dlaczego. Ale to ja. Inni nie muszą, oczywiście. Dlatego nie drażni mnie sam fakt, że inni się w coś tam bawią, tylko sposób, w jaki to robią - nie wszyscy, na szczęście. Rozumiem, że Ciebie z kolei bardziej irytują kolędnicy, ale ci przynajmniej nie chuliganią, kiedy nie chcesz się z nimi bawić.
  • 06.11.17, 14:43
    Ale Maju,. ja woe po co o na co kolędnicy - po pieniądze smile Tylko ze ta wiedza nie sprawia. ze nie sa uciążliwi


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 06.11.17, 15:35
    Poważnie kolędnicy przychodzą do Ciebie i tak bez ogródek proszą o pieniądze? Dziwne. Do mnie akurat nie przychodzą, ale zdarzało mi się widywać kolędników przy okazji wizyt u rodziny. Śpiewali kolędy, życzyli szczęścia i pomyślności i o nic się nie dopominali. Ludzie na ogół sami albo dają pieniądze albo częstują słodyczami (bo to przeważnie młodzież i dzieci) w podziękowaniu za dobre życzenia. A już na pewno nie odbywa się to na zasadzie, że jak dziękuję za kolędę, bo jej sobie nie życzę albo nic nie dam, bo nie mam czy nie chcę, to mi np. zabrudzą drzwi albo zniszczą wycieraczkę.
  • 06.11.17, 16:08
    Maju, owszem, nie dopominają się, ze oczekują, bo wszyscy dają. Nie, niczego mi nigdy nie zniszczyli

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 07.11.17, 11:29
    majaa napisała:

    > Poważnie kolędnicy przychodzą do Ciebie i tak bez ogródek proszą o pieniądze? D
    > ziwne. Do mnie akurat nie przychodzą, ale zdarzało mi się widywać kolędników pr
    > zy okazji wizyt u rodziny. Śpiewali kolędy, życzyli szczęścia i pomyślności i o
    > nic się nie dopominali. Ludzie na ogół sami albo dają pieniądze albo częstują
    > słodyczami (bo to przeważnie młodzież i dzieci) w podziękowaniu za dobre życzen
    > ia. A już na pewno nie odbywa się to na zasadzie, że jak dziękuję za kolędę, bo
    > jej sobie nie życzę albo nic nie dam, bo nie mam czy nie chcę, to mi np. zabru
    > dzą drzwi albo zniszczą wycieraczkę.

    Ale serio, w mieście, o którym mowa, to nie jest na zasadzie 'zdarza się'. To są dosłownie tłumy, na zasadzie że co 15 minut ktoś ci natarczywie dzwoni do drzwi (mówiąc 'natarczywie', mam na myśli, że jeśli nie otwierasz po jednym dzwonku, to będą się dobijali do skutku). I jak już Kora pisała, w Wigilię zaczynają działalność o 4 czy 5 rano. I prawie zawsze są to dzieciaki, ani nie przebrane, ani nie umiejące za bardzo śpiewać. De facto to taki rodzaj żebractwa - nic specjalnie ze swojej strony nie dając, oczekują że Ty dasz im pieniądze. Dla mnie też ten zwyczaj zawsze był na maksa wkurzający.

    Jeśli chodzi o zniszczenia w przypadku nieotwierania... Może nic poważnego się nigdy nie stało, ale pamiętam sytuację kiedy nalano nam wody (napluto?) do zamka w drzwiach wejściowych, tak że zamarzł. Innym razem z kolei kolędnicy rozwalili pięknego dużego bałwana, który stał przed drzwiami.
    --
    "There's a word for people like that...No, I'm saying, there's a word and I don't know what it is. I'm not being fucking poetic."
  • 07.11.17, 11:40
    No jest dokładnie tak, jak piszesz Pavvko...zw zniszczeniem czegoś się nie spotkałam, ani osobiście, ani nawet ze słyszenia.
    Poniekąd zastanawia mnie jedna rzecz smile - na forum gdzie piszą niegłupi ludzie panuje maniera, że jak się ktoś z czyms nie zetknął, to jest to niemożliwe i opisujący to klamie/fantazjuje/koloryzuje ...Dla mnie to załosne ...Po cóż miałabym pisać nieprawdę? Dla mnie te kolędnicze wyczyny w środku nocy były po przeprowadzeniu się tutaj ogromnym zaskoczeniem ...Bo o ile jeszcze z dzieciństwa pamiętałam, ze czasem kolędnicy u nas chodzili, to na Baala NIGDY w nocy...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 07.11.17, 15:51
    Ależ ja wierzę, że mogłaś mieć niefajne doświadczenia z kolędnikami, więc Cię to irytuje. Ja natomiast miewam takie z halloween'owcami i dlatego to oni mnie irytują. Proste.
  • 07.11.17, 15:57
    Maju, ja te doświadczenia MAM co roku w formie jaką z Pavvką opisaliśmy. Od kiedy tu mieszkam - czyli od KILKUNASTU lat smile I naprawdę Ci wierzę, ze cię halloweenowcy irutują - owszem, Tylko skala kochana jest nieporównywalna - nawet jeśli chodzą stadami to jednego dnia. Ci cholerni kolędnicy nie dają zyć od nocy poprzedzającej niedzielę w każdy dzień łącznie ze swietami az do Trzech Króli!

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 11:24
    To cóż mogę powiedzieć, Korciu, no masz pecha najwyraźniej.
  • 08.11.17, 11:30
    Nie, nie mam pecha, to jest miejscowy koloryt, zwyczaj smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 09.11.17, 13:46
    kora3 napisała:

    > No jest dokładnie tak, jak piszesz Pavvko...zw zniszczeniem czegoś się nie spot
    > kałam, ani osobiście, ani nawet ze słyszenia.

    Masz o tyle lepiej, że mieszkasz w bloku i jeśli nie hałasujesz za bardzo, to kolędnicy nie są w stanie stwierdzić czy ktoś jest w mieszkaniu, więc jeśli nie otwierasz, to szybciej odpuszczą. W domu niestety trudno ukryć to, że ktoś jest, jeśli świeci się światło.
    --
    "There's a word for people like that...No, I'm saying, there's a word and I don't know what it is. I'm not being fucking poetic."
  • 09.11.17, 14:09
    no fakt, ale ja się nie ukrywam - otwieram i mówię - Nie, dziękuję - jeśli mam chęć otworzyć i jestem - rzecz jasna. I gdyby to było jednorazowe to nawet bym uwagi nie zwracala, tyle, ze jak wiesz w pewnym okresie jest nagminne i TO jest uciążliwe

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 04.11.17, 18:35
    chodzenie od drzwi do drzwi jest beznadziejne, też nie otwieram. Jedna ważna kwestia poruszona to wpuszczanie "ulotkarzy" i innej maści roznosicieli. Czesto zastanawiam się jakim cudem w moim bloku chodzi pan z ofertą rolet, kominiarze z kalendarzami itp. Jak można obcych wpuszczać? Po to jest domofon, zeby po klatce chodzili albo sąsiedzi, albo ich goście a nie komiwojażerowie.
  • 05.11.17, 12:06
    Wiesz, pomijając już ludzi bezmyślnie wpuszczających każdego jak leci ...Ulotkarze, żebracy i inni tacy mają swoje sposoby na tych niewpuszczających. Dwa dni temu pracowałam w domu, dzwoni domofon, podnoszę i słyszę "Poczta, proszę otworzyć" i otworzyłam. Sorry, ale nie jestem tak zaprzyjaźniona z listonoszami (a chodzi ich chyba tu kilku), żeby ich rozpoznawać po głosie. Akurat czekałam na list polecony, o którym wiedziałam, ze powinien przyjść w piątek. Mieszkam na 1 piętrze, więc podeszłam do wizjera, nie ma listonosza. Ponieważ zdarza się, że nie chce im się fatygować parę schodów i wrzucają awizo postanowiłam zejść na parter i poczekać na listonosza, żeby potem nie zapychać na pocztę. Schodzę - nie ma, no może u kogoś z parteru jest. Ale nie, nie pojawił się, za to pojawił się pan zbierający "na bułki" - najpewniej podał się za listonosza i najpewniej - niestety - ja go wpuściłam sad

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 05.11.17, 15:35
    kora3 napisała:

    > Ulotkarze, żebracy i inni tacy mają swoje sposoby na tych niewpuszczających.
    > pracowałam w domu, dzwoni domofon, podnoszę i słyszę "Poczta, proszę otwo
    > rzyć" i otworzyłam. Sorry, ale nie jestem tak zaprzyjaźniona z listonoszami (a
    > chodzi ich chyba tu kilku), żeby ich rozpoznawać po głosie. Akurat czekałam na
    > list polecony, o którym wiedziałam, ze powinien przyjść w piątek. Schodzę - n
    > ie ma, no może u kogoś z parteru jest. Ale nie, nie pojawił się, za to pojawił
    > się pan zbierający "na bułki" - najpewniej podał się za listonosza i najpewniej
    > - niestety - ja go wpuściłam sad

    Koro, ludzie nie wpuszczający ulotkarzy też mają swoje sposoby. Mój mąż dostaje sporo przesyłek i często zdarzało mi się, że wpuszczałam niechcący na schody jakiegoś wydrwigrosza. Teraz na hasło -"poczta proszę otworzyć" pytam grzecznie przez domofon o to do kogo jest list. Listonosz odpowiada imieniem mojego męża - że dla pana powiedzmy Hieronima. Ulotkarz w takim momencie kręci, że "do wszystkich skrzynek", na co słyszy, że może zostawić ulotki przed bramą w koszyczku.
    Listonosz z resztą nauczył się tej metody i sam już mówi z dołu od razu że ma pocztę dla pana Hieronima, albo pani Aquy smile
  • 05.11.17, 18:30
    no może - ale wiesz, pan może mieć list do kogoś innego, kro na domofon nie reaguje, a awizo przed klatką raczej nie zostawi....A informacji ze ma ale nie do mnie wcale nie powinien mi udzielać. Zresztą, jakby mi powiedział, ze do pani załóżmy Anny Bobrowskiej - to też bym go wpuściła, bo bardzo być może smile takowa mieszka tu - nie wiem z nazwisk znam na 9 3 sąsiadów

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 06.11.17, 08:48
    kora3 napisała:

    >Zresztą, jakby mi powiedział, ze do pani z
    > ałóżmy Anny Bobrowskiej - to też bym go wpuściła, bo bardzo być może smile takowa
    > mieszka tu - nie wiem z nazwisk znam na 9 3 sąsiadów

    No cóż, ja mam zasadę, że domofon służy do tego by wpuszczać jedynie do siebie. Nie do sąsiadów. Oni mają swój dzwonek i jeśli nań nie reagują to zapewne mają powód.

  • 06.11.17, 09:01
    Wiesz, jak kogoś nie ma w domu, to z reguły nie reaguje na domofon, czy pukanie, powód jest heh prozaiczny smile a sytuacja z przesyłką pocztową odmienna od ulotek. Listonosz musi zostawić awizo, a w żadnym koszyku przed klatką nie może tego zrobić.
    Swego czasu moja sąsiadka z naprzeciwka miała uszkodzony domofon, padł głośnik. Z uwagi na to, że był na gwarancji nie mogli sami we własnym zakresie wykonać tej drobnej naprawy i niemal 2 tygodnie byli bez domofonusad I owszem, wpuszczałam listonosza w listem do nich, kuriera z paczką, pizzmena z pizzą, bo akurat miałam remont wówczas mały i wolne. Generalnie jestem przeciwna wpuszczaniu każdego jak leci, w końcu po to te domofony są, by nie krecił się nikt niepowołany, ale zwariowaniu no też jestem przeciwna - szczególnie w biały dzień

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 06.11.17, 15:17
    kora3 napisała:

    > Wiesz, jak kogoś nie ma w domu, to z reguły nie reaguje na domofon, czy pukanie
    > , powód jest heh prozaiczny smile a sytuacja z przesyłką pocztową odmienna od ulot
    > ek. Listonosz musi zostawić awizo, a w żadnym koszyku przed klatką nie może teg
    > o zrobić.

    U nas listonosze mają przyciski magnetyczne lub klucze od drzwi do klatek i zostawić awizo, czy zwykłe przesyłki mogą spokojnie bez potrzeby otwierania im drzwi. Dzwonią domofonem gdy mają list polecony, przesyłkę za pobraniem czy tego rodzaju przesyłkę wymagającą kontaktu z mieszkańcem.
    Natomiast nieodbierania cudzych przesyłek nauczyło mnie życie - raz pan po zapytaniu czy przetrzymam paczkę dla nieobecnego sąsiada próbował wtaszczyć mi do przedpokoju dużą lodówkę i strzelił niesamowitego focha kiedy odmówiłam przeciskania się obok niej do wyjścia, drugi raz kiedy sąsiad odebrał stylowy mebelek przysłany sobie samej przez znajomą z Ameryki. Nie mając co z nim zrobić wstawił do piwnicy skąd go po paru (!) miesiącach ukradziono. Miał ogromne problemy z policją która podejrzewała, że mebelek sprzedał na lewo i w związku z tym ciągała na komisariat oraz z panią która zamiast go przeprosić za ogromny kłopot, po przyjeździe jeszcze dodała mu swoje pretensje.
  • 06.11.17, 16:06
    U Was mają, u nas nie mają. Wspominałam nie o odenraniu paczki/przesylki, a wpuszczeniu listonosza by mógł zostawić awizo,. co niejasne?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 07.11.17, 09:13
    kora3 napisała:

    > U Was mają, u nas nie mają.

    To jak zostawiają awiza bądź listy gdy NIKOGO nie ma akurat w całym domu? Raczej mają Koro.
  • 07.11.17, 09:19
    Nie, nie mają Aquo, a jak zostawiają? No pewnie tak właśnie, ze w każdej klatce schodowej jest jakiś niepracujący człowiek...Uprzedzając - u mojej mamy w dużym wojewódzkim mieście też nie mają, u mojej siostry także nie, u eksa nie i jeszcze apre osób mogę wymienić - nie jest to zatem powszechne

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 07.11.17, 09:34
    Rozwiązanie takie, by stały listonosz miał dostęp do skrzynek pocztowych np. przez posiadanie kody doi domofonu uważam za bardzo fajne. Z kartami chyba większy problem, jeśli obsługuje większy teren. Ale niezależnie od tego co uważam, z tego co widzę, nie jest to rozwiązanie powszechne, po prostu.
    Zatem póki nie jest uważam niewpuszczenie listonosza z awizo do sąsiadów za nieżyczliwe i nieżyciowe. Tym bardziej, ze każdy z nas może potencjalnie znaleźć się w takiej sytuacji.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 04.11.17, 23:13
    W Polsce jest to obcy zwyczaj, i raczej sie na wieksza skale nie przyjmie. Choc osobiscie, kupilabym cukierki i jakby ktos przyszedl to by dostal. Nic by mi nie ubylo.
    Tu gdzie mieszkam jest podobny zwyczaj, ale na sw. Marcina, dzieci z lampionami chodza po domach spiewaja stosowne piosenki i dostaja cukierki (rodzice w pewnej odleglosci monitoruja dzieci). Ale jak nie dostana (choc zwykle dostaja) to nie robia psikusa. Sama lubie chodzic z corka a jak wracamy do domu, to zawsze mam przygotowana paczke jakis batonikow dla dzieciakow. Fajny zwyczaj, i dobrze jest tu obchodzy, z tym, ze to tutejszy zwyczaj, nikt go na sile znikad nie przytachal.
    W Polsce sie nie przyjmie.
  • 05.11.17, 10:43
    'Cukierek albo psikus'- To chyba nasz polski dodatek. W Angli to tez jest to Swieto na sile przywleczone z Ameryki ale jak sie im nie otworzy drzwi to ida dalej....nie slyszalam o zadnych zlosliwych psikusach.
  • 05.11.17, 11:15
    Tak mi się przypomniało a propos przeszkadzania. Otóż wiele lat temu, gdy jeszcze byłam na studiach pofatygował się do mnie pan sąsiad mało mi znany, bo jedynie z widzenia z info, ze u nas w klatce "będzie chodził" obraz. Rzecz jasna nie fizyczniesmile tylko jakiś obrazek przedstawiający Matkę Boską, który parafianie mieli przyjmować kolejno w swoich domach i tamże go adorować. W rodzinnym miejscy zamieszkania się z tym nie spotkałam, a jedynie raz goszcząc u koleżanki na wsi pod Kielcami. Myślalam, ze to tamtejszy zwyczaj, okazało się, że nie.

    Za możliwość "goszczenia" u siebie obrazka i 3/4 mieszkańców klatki schodowej serdecznie podziękowałam, co spotkało się z niemiłym zdziwieniem, ale co mi tam ...W kilka dni potem obraz zaczął "chodzić" - niestety - dość głośno. Przenoszono go z mieszkania do mieszkania z religijnymi pieśniami na ustach, modlono się głośno nie tylko w mieszkaniach "goszczących" obrazek, ale i na korytarzu. Głownie w godzinach popołudniowych i wieczornych - wiadomo - większość mieszkańców - pracująca. Było to uciążliwe, bo głośne. W dodatku, gdy urządziliśmy z kumplem jego imprezę urodzinową, jakiś koles przyszedł oburzony, ze puszczamy muzykę gdy "obraz chodzi". Zignorowałam typa - imprezę urządziliśmy, jak ów obraz "zaszedł" już dwa piętra nade mną, no sorry, ale nie będę swego zycia ustawiać pod "chodzenie" jakiegoś obrazu. Tak czy owak - obrazek se "gościł" w naszej klatce schodowej z 2 tygodnie i dopiero to było uciążliwe. Jak mniemam części z Państwa, którym przeszkadza bardzo ten H ów milusi pomysł, by przenosić tak głosno obraz by się spodobał być może z uwagi na wierzenia. Tylko, ze qrczę, jakby to był niereligijny obraz to takie zachowanie szybko by potępiali, jako przeszkadzające innym.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 05.11.17, 13:53
    Zdziwiłaś mnie. U nas w Krakowie pod koniec lat 80 też "chodziła" po domach kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Przyjmował kto chciał, wcześniej była informacja w parafii, że taka akcja jest organizowana, trzeba się potem było zapisać w specjalnym zeszycie jeśli kto był chętny, ale nie łączyły się z tym żadne dodatkowe atrakcje typu - obrzędy odprawiane na klatce schodowej, czy głośne modlitwy. Domownicy obraz dostawali od sąsiadów wieczorem i następnego wieczoru przekazywali kolejnym. Modlili się przy nim w domu cicho i całą rodziną bez sąsiadów, bo ci którzy chcieli się też pomodlić mogli obraz przyjąć do swego domu. I taka była o ile pamiętam intencja całej akcji - żeby zgromadzić konkretną RODZINĘ na wspólnej, intymnej modlitwie.
  • 05.11.17, 14:18
    Dokładnie tak było i u nas z którąś "wędrującą kopią" cudownego obrazu. Owszem, na modlitwę MOŻNA BYŁO zaprosić kogo się chciało, w tym i sąsiadów, ale nijak to nie wiązało się z peregrynacjami po korytarzach!


    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 05.11.17, 15:03
    Możliwe Aquo, możliwe - u Ciebie kolędnicy się pojawiają i tu też, u Vi - nie, za to dzieci H - co kraj to obyczaj

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 05.11.17, 14:30
    Odpowiem, jako wierząca i nie lubiąc H. Taka jak opisałaś peregrynacja nawet i oryginalnego cudownego obrazu, a nie jego kopii - wkurzyłaby mnie nieziemsko. Znaczy nie tyle wkurzyłby mnie fakt wędrówki obrazu [bo Aqua48 poniżej już napisała jak to się zazwyczaj w parafiach miejskich odbywa i tylko z taką formą ja się spotkałam - i nijak mi nie wadzi!] co cudowanie i hałasowanie na klatce schodowej czy korytarzach, a już pretensje od sąsiada, że śmiesz w czasie wędrówki obrazu imprezę robić - kuriozum nie z tej ziemi! I jakoś w czasie "pobytu" obrazu w mojej klatce schodowej nikt cyrków nie odwalał: sąsiad miał imprezę - fajnie mu, ktoś wyjechał na dwa tygodnie - tez super. A nie sądzę, żeby i tobie przeszkadzał sam fakt, że obraz się pod jednym dachem z tobą mieści - a głównie hałasy i owo "przeprowadzanie". No i oczekiwanie, że się dostosujesz - oczywiście. Myślę, że gdyby nawet i ktoś [ministranci, kościelny, ksiądz] przyszedł do ciebie z informacją o peregrynacji i zapytaniem czy chcesz gościć ów obraz - po prostu byś odmówiła i z bani. I na tym by się rzecz cała zakończyła. Nie miałabyś, sadzę, zastrzeżeń, że sąsiadka z góry obraz przyjmuje, a ta z naprzeciwka, to nawet zapytała czy może dwa dni... O ile przenosiny obrazu od jednej do drugiej odbywałyby się [jak u nas] cicho i spokojnie, modlitwy i obrzędy religijne [typu hymny czy inne pieśni] miałyby miejsce wyłącznie w ich mieszkaniach i nie oznaczałyby ryków na pół ulicy...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 05.11.17, 15:10
    Vi, nie rozumiemy się chyba - ja opisałam autentyczną sytuację - nie wiem jak się to odbywa gdzie indziej i wcale nie negują Twoich czy Aquy doświadczeń. tak samo wierzę Ci, ze w Trójmieście kolędnicy nie chodzą. Tu chodzą, jak wspomniałam i a Pavvka potwierdziłsmile
    Z tym obrazem w domu rodzinnym (Bytom, potem Sosnowiec) się nie spotkałam, w sensie - nie tylko w moim domu, ale i w klate schodowej, u nikogo ze znajomych. W Katowicach "chodził" jak opisałam. Wcześniej widziałam takie coś tylko raz - we wsi podkieleckiej. Tam to się odbywało podobnie, ale w koncy szło o domy wolno stojące - obrazek ludzie przenosili ze spiewem na ustach, w domu u przewd nim modlilo się pół wsi.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 05.11.17, 15:31
    Ależ ja, Koro, nie neguję w żaden sposób autentyczności tego co napisałaś!
    Odpowiedziałam tylko na postawioną kwestię "Jak mniemam części z Państwa, którym przeszkadza bardzo ten H ów milusi pomysł, by przenosić tak głosno obraz by się spodobał być może z uwagi na wierzenia" - otóż, z punktu widzenia osoby nie lubiącej i nie obchodzącej H, a za to wierzącej - byłoby to równie wkurzające jak dziatwa w H. Jak nie bardziej, bo jeśli rzecz trwa dwa tygodnie, to siłą rzeczy jest bardziej uciążliwa. Więc nie, pomysł przenoszenia obrazu przy wtórze śpiewów i modlitw rozgłośnych NIE JEST milusi. Jest paskudnie dokuczliwy.
    Natomiast stwierdziłam również, że raczej byś nie miała zastrzeżeń, że sąsiadka peregrynację obrazu przyjmuje, o ile całość odbyłaby się tak jak to opisała Aqua - czyli po prostu sąsiedzi sąsiadom pod wieczór przynoszą obraz, sąsiedzi przyjmują, dziękują. Koniec, drzwi się zamykają. Kurtyna.
    I to chyba najlepiej oddaje mój stosunek do H. czy kolędnikom [acz z tymi drugimi przyjemności nie miałam]. Nie mam nic przeciw, niech się dzieci bawią, i super. Ale niech nie angażują mnie i mi nie przeszkadzają ponad normę. Czyli [analogicznie do peregrynacji obrazu] - nie mam nic przeciw, o ile nie wiąże się to z długotrwałymi i męczącymi hałasami na klatce schodowej bądź pretensjami sąsiadów o niewłaściwe zachowanie [impreza].
    Możliwe, że różnica w "przenosinach" obrazu wynikała właśnie ze środowiska wiejskiego/miejskiego. Jak jest na wsiach to nie mam pojęcia, bo ja miejska rdzennie, ale w parafiach miejskich takie wędrówki obrazu, jak powiedziała Aqua, mają na celu skupienie rodziny na wspólnej modlitwie. Rodziny. Każdy z sąsiadów tak samo może gościć obraz, więc i nie ma żadnych powodów, żeby sąsiadka z parteru modliła się u pani na 3 piętrze, bądź nawet i towarzyszyła przeniesieniu obrazu od pani z 3 piętra do pana na 1. smile

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 05.11.17, 15:39
    Też przypuszczam, że Kora miała pecha mieszkać w miejscu w którym lokatorzy pochodzili ze wsi i do wiejskich nabożeństw byli przyzwyczajeni. Wydaje mi się z resztą że te peregrynacje świętych obrazów to właśnie raczej przejaw wiejskiej religijności, nie uwłaczając nikomu.
  • 05.11.17, 18:39
    Teraz skojarzyłam, ze mogło tak być Aquo. Nie wiem co to byli za ludzie, znałam może 3 przedstawicieli smile sąsiadów na 20 w tym bloku. Ale był to blok ongiś "zakładowy" miejscowej kopalni, po przemianach ludzie mogli wykupić mieszkania, a po pewnym czasie - sprzedać. Tak tamto mieszkanie trafiło do mnie, mam je zresztą do dziś. Podejrzewam, ze mogli tam mieszkać w dużym procencie ludzie ze wsi z całej Polski, którzy tam przyjechali kiedyś do pracy, tyle, ze już wiele lat, albo następne pokolenie. Ale być może w kolejnych pokoleniach te zwyczaje mocno się trzymają

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 05.11.17, 18:34
    Hmm no pewnie, żeby mnie równo strzykało jakieś przenoszenie obrazu nawet i miesiąc, jakby nie było głośne. Co mnie to ...
    Ja toże smile rdzennie miejska Vi i tak sobie myslę, ze być może u nas na Śląsku na tych nowszych osiedlach zwyczajnie ludzie ze wsi przenieśli swe zwyczaje do miasta. Na Śląsku i w Zagłębiu w latach 60-70 zeszłego wieku było wiejskich ludzi mrowie, przyjeżdżali tam do pracy i najpewniej kultywowali swe zwyczaje z domu i tak im i ich dzieciom mogło zotać

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 07.11.17, 18:22
    Nie rozumiem tego, jedni mają prawo hałasować na klatce muzyką urodzinową, ale katolicy raz na 20 lat pohałasowac nie mogą. Jestem agnostyczką, haloweene wkrada się do mojego życia za sprawą mojego syna, przy okazji odświeżyłam sobie dawne tradycje "dziadów" - fascynujące, już zapomniane, wyplenione. Irytuje mnie przymus obdarowywania dzieci cukierkami, tak jak by mnie irytowało, gdyby ktoś mi obraz na siłę do mieszkania wciskał. Ale jest we mnie duzo szacunku do cudzego światopoglądu, i jesli to dla nich takie ważne raz na 20 lat na klatce procesje ze śpiewami zrobić rozumiem to.
  • 07.11.17, 20:08
    Ale pan nic nie mowil, ze muzyka HALASUJE, tylko ze w ogóle jest - było to ok. godz. 17 i nie było wcale głośno. Podejrzewam, że jakby ci ludzie modlili się na głos ze spiewami także, ale tylko w mieszkaniach a nie na korytarzy, to też bym na to uwagi nie zwracała, bo co mnie to

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 06:33
    moja_codziennosc napisała:
    .....haloweene wkrada się do mojego życia za sprawą mojego syna,......
    ..... Irytuje mnie przymus obdarowywania dzieci cukierkami...,


    Yhm. jak twojemu dziecku daja cukierki to dobrze. odwrotnie, to juz niedobrze.

    Minnie


    --
    * Można tak powiedzieć, ale po co tak mówić. *
    Stanisław Tym

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.