Dodaj do ulubionych

Listonosz, sasiad, awizo

07.11.17, 14:03
W wątku o Halloween rozmawiałam z Aquą, m.in o tym, że no czasem człowiek wpuści na klatkę schodowa kogoś niepowołanego, kto np. przez domofon podaje się za listonosza. Aqua zayważyła, ze listonosze mają karty magnetyczne do drzwi klatek, które obsługują. Nie neguje tego, aczkolwiek nie widzę, by było to powszechne.

Założmy jednak, ze sa miejsca, gdzie listonosze nie mają kodów czy tych kart. Wówczas wg Aquy należy podającego się za listonosza zapytać do kogo ma przesyłkę, a usłyszawszy, ze nie do nas - nie wpuszczać - jeżeli bowiem sąsiad nie reaguje na domofon, to widać nie chce.

Temat wydał mi się dość ciekawy od strony SV. Po pierwsze wobec listonosza - ma obowiązek doręczyć przesyłkę lub zostawić awizo. Jeśli ten, dla kogo ma przesyłkę nie reaguje na domofon (bo go np. nie ma) i nikt inny mu nie otworzy, to nie ma jak obowiązku wykonać. Po drugie nie jestem przekonana czy listonoszowi oficjalnie wolno w ogóle informować osoby postronne (np. sąsiadów) do kogo ma przesyłkę.

Druga strona to podejście do sąsiadów. Podejrzewam, ze niewielu ludzi nie reaguje na domofon bo nie chce wpuścić listonosza z przesyłka dla nich, tylko o ile nie reagują, to zwykle dlatego, że ich nie ma w domu. Jeśli nikt nie wpuści listonosza, to nie dostana awizo i nawet nie będą wiedzieli, ze mają jakąś przesyłkę, być może skoro polecona - ważną.

No i jeszcze sprawa trzecia - załóżmy, że ktoś nie dzwoni do nas domofonem, ale chce wejść korzystając z tego ze my wchodzimy, albo wychodzimy. Wg tego co napisała Aqua wypadałoby zapytać taką osobę do kogo się wybiera lub zatrzasnąć jej drzwi przed nosem.

A jak Wy sądziecie, jakie macie doświadczenia z wpyszczaniem np. listonosza z przesyłka nie do Was?

--
Korcia
"droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
Edytor zaawansowany
  • 07.11.17, 14:54
    kora3 napisała:

    > No i jeszcze sprawa trzecia - załóżmy, że ktoś nie dzwoni do nas domofonem, ale
    > chce wejść korzystając z tego ze my wchodzimy, albo wychodzimy. Wg tego co nap
    > isała Aqua wypadałoby zapytać taką osobę do kogo się wybiera lub zatrzasnąć jej
    > drzwi przed nosem.

    Oczywiście - zawsze pytam do kogo jeśli to ktoś kogo nie znam, a gdy osoba się wzbrania (też się parę razy zdarzało) powiedzieć, to grzecznie proszę żeby wobec tego skorzystała z domofonu bo ja osób nieznanych nie wpuszczam. Nie wpuszczam obcych na klatkę schodową - mam taką zasadę z resztą nieustannie zalecaną do stosowania przez policję i straż miejską. Wg mnie nie ma absolutnie żadnego powodu by to robić. Jeśli ktoś jest nieobecny to przecież gość i tak nie będzie koczował na schodach. Jeśli jest w domu, a tylko nie chce wpuścić natręta to tym bardziej otwarcie mu drzwi od bramy przez kogoś innego nie jest żadną pomocą sąsiadowi.
  • 07.11.17, 15:00
    ok, no to z kimś chcącym wejść mamy wyjaśnione, choć ....No ja nie kojarzę nawet wszystkich moich sąsiadów smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 07.11.17, 18:28
    W kwestii listonosza - jestem całkowicie po stronie nieszczęsnych doręczycieli. Czyli listonoszowi otwieram - "naszego" znam i rozpoznaję po głosie. Zdarza mi się odebrać przesyłkę dla sąsiadów - jakoś nie zdarzyło się, żeby to była lodówka czy fortepian, a paczki "normalnej" wielkości mi nie wadzą. Sąsiedzi też jakoś bez rozpaczy przyjmują przesyłki dla mnie i przekazują, oraz listonosz wchodzi bez bólu na klatkę... wink
    Natomiast w kwestii wchodzenia "ze mną" - jeśli to listonosz - to ok, nie ma problemu. Innych - sorry, ale nie wpuszczam. Bo nie. Nie znam = nie wiem czy ów młody człowiek idzie odwiedzić kumpla czy zamordować swoją byłą. I nawet będąc w domu ów kumpel może nie chcieć widzieć kolegi, a panna może sobie wręcz życzyć zabójstwa. Ale to proszę beze mnie.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 07.11.17, 20:05
    jeśli chodzi o listonoszy - nie znam po głosie, nie mają tu kodów do drzwi, ale jak słyszę w domofonie "poczta" - otwieram i nie pytam do kogo ma przesyłkę. Zdarza mi się odebrać paczki doi sąsiadów, z reguły proszą o to wcześniej, a jeśli nie - dzwonię i pytam czy brać. W drugą stronę - tak samo to działa przeważnie. Natomiast z wchodzeniem ze mną ... No ja nie kojarzę z widzenia wszystkich sąsiadów z mej klatki, a jedynie niektórych

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 07.11.17, 22:20
    Nie, no chyba oczywiste, że jak sąsiadkę rozpoznaję to jej nie zatrzasnę drzwi przed nosem, nie sądziłam, że takie oczywistości trzeba pisać! big_grin Miałam na myśli sytuację, że np ja wchodzę/wychodzę, a na klatkę schodową chce się dostać ktoś mi nie znany kompletnie.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 07.11.17, 22:37
    Jejku, Vi - ja miałam na myśli sytuację gdy nie znam wszystkich sąsiadów, ja taka mam - mieszkam tu dziesięć lat, ale tak dobrze z nazwiskami to może 4 rodziny - resztę z grubsza z widzenia, mniej albo bardziej, bo w tym gronie też rotacja była ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 07.11.17, 22:44
    Też mam takich co ich nie znam nawet i z twarzy - mieszkanie nad nami jest wynajmowane studentom, zmieniają się chyba co semestr. Nie znam ich z twarzy, zmieniają się za często. I nie wpuszczam - bo nie znam. smile


    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 07.11.17, 22:44
    vi_san napisała:

    > Nie, no chyba oczywiste, że jak sąsiadkę rozpoznaję to jej nie zatrzasnę drzwi
    > przed nosem, nie sądziłam, że takie oczywistości trzeba pisać! big_grin Miałam na myś
    > li sytuację, że np ja wchodzę/wychodzę, a na klatkę schodową chce się dostać kt
    > oś mi nie znany kompletnie.

    No to powiedzmy że ten ktoś powie 'no, ja przecież mieszkam tu na trzecim piętrze'. Zatrzaśniesz?
    Ja np. też nie znam z widzenia wszystkich swoich sąsiadów, powiedziałbym wręcz, że znam niewielką część (klatka jest duża, chyba ponad 50 mieszkań).
    --
    "There's a word for people like that...No, I'm saying, there's a word and I don't know what it is. I'm not being fucking poetic."
  • 07.11.17, 22:49
    Tak. No, może nie zatrzasnę, ale nie wpuszczę, tylko spokojnie powiem, że proszę sobie otworzyć kodem albo kluczem, bo ja nie znam twarzy i nie wpuszczam obcych. Dla bezpieczeństwa wszystkich mieszkańców.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 08.11.17, 10:16
    Wiesz, tak nieci OT...Moja mama ma taką sędziwą sąsiadkę mieszkającą samotnie, która od kilku lat już dobrych w ogóle nikogo nie wpuszcza domofonem. Także listonosza z emeryturą dla samej siebie oraz siostrzeńca. Pani kiedyś taka nie była, teraz ma już problemy z percepcja. Co ciekawe, pani słuchawkę domofonu podnosi i np. słysząc - poczta, czy Franek (ów siostrzeniec) normalnie ją odkłada. Bo ona po głosie nie rozpoznaje przez domofon i nie widzi kto zacz. Zobaczyć przez okno nie zobaczy (wzrok ma dobry), bo mieszka na wysokim trzecim piętrze. Do swego mieszkania wpuszcza tylko osoby dokładnie przez się obejrzane w wizjerze - troszki to trwa smile - z doświadczenia.

    Więc listonosza z emeryturą dla niej musi wpuścić ktoś inny. W tej klatce jej na szczęście trochę innych emerytów, więc ma kto to uczynić ...Listonosze już się zresztą wycwanili i dzwonią do mojej mamy, ta ich wpuszcza i idzie do sąsiadki. - Pani Janino, listonosz idzie do pani. informuje przez drzwi - moja mame pani po głosie poznaje - Dziękuję dziecko (moja mama dobiega 70.). Jak się trafia nowy listonosz "na rewirze" to jest cała procedura, bo pani przez drzwi mówi mu, że go nie zna i mu "nie odemknie" i ma pukac do sąsiadki, czyli mojej matki - jakby nie było, to do sąsiada (tez emeryt). Dopiero po weryfikacji listonosza przez kogoś z sąsiadów pani otwiera, ale z listonoszem musi ktoś z sąsiadów wejść. To samo tyczy się gości ze wspólnoty, sprawdzających wodomierze, kominiarzy itd.

    Zanim uznasz, ze ohydnie nabijam się ze starszej osoby (którą poniekąd znam od urodzenia) wiedz, ze nic podobnego. Zachowanie pani jest bardzo rozsądne! Jest to osoba dość zamożna, z niewielkim zaufaniem do bankówsmile, więc najpewniej ma w domu większa gotówkę. A ludzie się różni Vi, listonosz raczej jej nie okradnie, ale może ja "nadać" jakiemuś znajomemu np. - że stara, sama i pewnie ma sporo kasy w domu oraz nietanie sprzęty. Ale nawet jakby chciał ktoś to zrobić, to procedura wpuszczania ludzi do domu przez panią, najpewniej mocno go zniechęci. Jasne, można uznać, ze absorbuje sąsiadów, ale jakoś się nie skarzą. Włamać się na zywca do tej pani byłobt trudno biorąc pod uwagę solidne drzwi i zamki, a także obecność sąsiadów w klatce.

    Dość trudno całkiem wyeliminować to, żeby nikt nie powołany na klatkę się nie dostał. Dlatego szczególnie w takich sytuacjach jaką ma ta pani trzeba być szczególnie ostrożnym. O TO przede wszystkim apeluje policja zwracając się do osob starszych, ale także ich młodszych sąsiadów - by w razie czego pomogli, zainteresowali się

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 11:18
    A wystarczyłoby żeby pani miała konto na które wpływałaby bezboleśnie emerytura, a Franek - odwiedzający ją siostrzeniec klucz.
  • 08.11.17, 11:48
    Wiesz Aquo, ja nieodmiennie jestem zdumiona tym, jak nie dostrzegasz przy całej swej przenikliwości subtelności tego swiata - serio. Tak, byłoby o wiele prościej, ale mowa o osobie około 90. która nie chce mieć konta w banku - ma takie PRAWO- nie mieć. Dla nas jest to irracjonalne - wygodne, bezpieczne...Dla owej pani nie i pewnie poza nieracjonalnymi, ma też na t racjonalne argumenty - musiałaby iść do tego banku i odstać swoje, by zabrać swoją emeryturę (niemałą pewnie po mężu górniku) do ...domu. Bo pani karta w życiu by nie zapłaciła, bankomatu nie umie obsługiwać (nie potrafi zapamiętać kodu doi domofonu, ani wcale go obsługiwać - posluguje się kluczem, albo dzwoni do sąsiadów). Podczas tej drogi z banku ze sporą gotówka mógłby ja ktoś okraść, mogłaby zgubić, więc na logikę - lepiej jeśli jej to listonosz przynosi.

    Siostrzeniec mógłby mieć klucz, no pewnie. Tylko pani nie chce żeby miał! Bo Franio młody jest (50++), roztrzepany, mógłby zgubić, mógłby mu ktoś podkraść. Lepiej jeśli ów klucz w razie wu ma u siebie moja matka smile Mowa Aquo o starszej osobie, no zwyczajnie - zdziecinniałej. Nie wiadomo jakie my będziemy na starość.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 12:01
    Koro, istnieją osoby starsze które nie chcą usprawnień, a wręcz niekiedy bronią się przed nimi i ja o tym doskonale wiem i mam nawet w bliskim otoczeniu takie. Co więcej akceptuję to. Niemniej jednak ich zachowania ani nie pochwalam ani nie uznaję za słuszne i prawidłowe ani nie przytaczam jako przykład dobrego rozwiązania.
  • 08.11.17, 12:36
    A ja mysle, ze takie rozwiązanie jest dobre, któremu ta osoba podoła Aquo. Ta pani nie da rady obsłużyć bankomatu, nie potrafi tego zrobić, podejrzewam, ze zmuszona do tego miałaby tak silny stres, ze o ile by nie zasłabła nie wyciągnęłaby na czas karty lub/i gotówki.
    Czekać w długiej kolejce w banku byłoby jej ciężko, a z gotówką bałaby się iśc sama i ...musiałaby poprosić kogoś z sąsiadów. Bo siostrzeniec pracujący, córka daleko, a syn nie żyje. Takie są realia.

    Nieodmiennie - znow - dziwi mnie dawanie "dobrych rad" kompletnie oderwanych od danych realiów.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 13:38
    kora3 napisała:

    > A ja mysle, ze takie rozwiązanie jest dobre, któremu ta osoba podoła Aquo.

    Tylko jeśli nie angażuje nadmiernie osób trzecich swoimi fobiami Koro.
    Podawanie natomiast takiego rozwiązania jakie jej odpowiada jako jedynie dobrego jest zwyczajnie szkodliwe.
  • 08.11.17, 13:53
    Ty na serio nie rozumiesz ...nikt nie podaje takiego rozwiązania jako jedynego dobrego, ja je podałam jako możliwe. I wspomniałam, ze dotyczy dość specyficznej sytuacji i osoby. Oczywiście moja matka i sąsiad obok mogliby mieć gdzieś - zestarzała się baba, zdziecinniała, nie radzi sobie - a ci nas to ...ale tacy nie są

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 11:21
    Ani przez moment nie podejrzewałam, że się natrząsasz ze starszej osoby. Postępowanie pani, acz może być uciążliwe - zrozumiałe. I chwała Bogu za życzliwość sąsiedzką - bo to jest nie do przecenienia, nie tylko w kontekście poczty. Ale to właśnie, ta życzliwość sąsiedzka jest powodem, dla którego bywa, że nie wpuszczę na klatkę schodową studentów, mieszkających piętro wyżej. Bo MOŻE oni faktycznie mieszkają, a może właśnie przyszli "na rekonesans" czy da się wejść bez kłopotów?
    Oczywiście jeśli kogoś znam [było tak, że dwie dziewczyny mieszkały tam prawie dwa lata, to i zdążyłam je poznać] to bez wahania wpuszczę, pomogę itp. Ba, w mojej klatce schodowej większość mieszkań jest wynajmowana, a resztę zajmują starzy mieszkańcy - głównie w wieku moich rodziców +/- . I oczywiście pomogę pani Zosi wnieść siatki, albo pani Ani przyniosę coś z apteki itd. Bo je znam, od lat.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 08.11.17, 11:57
    Cieszę się Vi, że nie pomyślałaś ...
    tym przykładem chciałam pokazać, ze wejście na obca klatkę schodowa to dla oosby o niecnych planach zaledwie jakiś procent "sukcesu", bo trzeba jeszcze żeby ktoś wpuścił do mieszkania. U nas na tablicy są ogłoszenia, ze będą np. sprawdzane wodomierze. Jak nie przeocze, to przeczytam, i jeśli nie mogę zostać w domu, spisuję, zostawiam u sąsiadów (za ich aprobatą. Jednak kilka razy byłam i zauważyłam, ze pan od wodomierzy puka niemal jednocześnie do mnie i do nich głosno obwieszając "do wodomierzy" ...Nieco nas to z Anka, sasiadka dziwilo smile Przypominało mi panow sprzedających płody rolne krzyczących dawniej pod oknami "ziiimniiioki" ...Raz z ciekawości pana zapytałam, dlaczego tak - jest to starszy, bardzo sympatyczny pan ...Powiedział dlaczego: żeby nie było wątpliwości, że on do wodomierzy i się nie ukrywa, bo bywa, ze osoby różne, zwłaszcza starsze ogłoszenia nie przeczytają, chłopa nie znają i wpuścić się boją. Ale jak widzą, że sąsiadka otworzy stanie w drzwiach, to już wpuszcza.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 12:37
    Oczywiście, Koro, że wejście na klatkę to dopiero początek dla potencjalnego przestępcy, ale... Po cóż im ten początek ułatwiać? Poza tym... No, wyobraźmy sobie taką sytuację: państwo X mieszkający w mojej klatce na trzecim piętrze wyjeżdżają na miesiąc do córki na drugim końcu Polski - bo taka sytuacja losowa, potrzeba. Nikogo bliskiego w mieście nie mają. Sąsiadka X-ów, podczas zakupów w warzywniaku mówi ekspedientce, że przez miesiąc za ścianą nikogo nie będzie. O wyjeździe X-ów słyszy potencjalny złodziej - włamywacz, młodzieniec Z. W kilka dni później gdy wychodzę po zakupy do drzwi podbiega młody człowiek i grzecznie mówi "Przepraszam, czy mógłbym wejść? Ja tu mieszkam, pod 7!". Jestem miła, życzliwa więc go wpuszczam, bo wszak "wejście na klatkę to tylko "jakiś procent" sukcesu"... Tymczasem ów młodzieniec Z wszedłszy na klatkę wspina się na trzecie piętro, otwiera zamki mieszkania X-ów, wchodzi, pakuje do torby wszystkie drobne a cenne przedmioty. Wychodzi, zamykając za sobą drzwi na klamkę, zbiega ze schodów...
    A co do "fachowca" - to u nas tez zauważyłam ta "metodę". Elektryk, hydraulik, ci wszyscy magicy z ADMów - zawsze dzwonią "na raz" do wszystkich trzech mieszkań na piętrze. I głośno oznajmiają "Hydraulik!" czy "Elektryk!". I tez zapytałam czemu i też usłyszałam wyjaśnienie podobne: że jak równocześnie do trzech sąsiadów się zadzwoni - to ludzie się mniej boją i otwierają drzwi - bo ogłoszenia mało kto czyta... smile

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 08.11.17, 12:44
    smile wiesz pani sasiadka po kija mowi takie rzeczy w warzywniaku...
    Jak już kiedyś wspominałam - podczas naszej wspólnej nieobecmosci koty (obecnie tylko kotkesad) i kwaity ogrania mój eks. Raz go sasiadka z naprzeciwka nawiedziła "A pan przepraszam kto?" potem przeprosiła, ale w sumie dobrze, że czujna.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 13:29
    Wiesz, pisałam hipotetycznie. Bo nie chodzi o warzywniak i sąsiadkę, równie dobrze młodzieniec Z mógł pod blokiem usłyszeć, że państwo X rozmawiają pakując się do auta, że miesiąc to długo i dobrze, że nie mają kwiatków bo by uschły, no ale córka potrzebuje, blablabla. Chodziło mi o to, że o ile owszem, dostanie się na klatkę schodową to tylko jakiś tam procent sukcesu potencjalnego włamywacza, ale nie ma co ułatwiać takowym życia. Czyli nie wpuszczać obcych na klatkę schodową. Bo niezależnie od tego skąd ów młodzieniec Z się dowiedział o nieobecności właścicieli mieszkania - ich straty mogą być ogromne. I nie uważam za słuszne przykładanie do tego ręki.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 08.11.17, 13:36
    Ba, moja znajoma miała taką sytuację, że wracając po pracy do swego mieszkania spotkała przy bramie panów wnoszących telewizor do auta, życzliwie przytrzymała im drzwi, ale po dotarciu na swoje piętro okazało się, że na korytarzu już stoją obrazy zdjęte z jej ścian również przygotowane do zniesienia, drzwi do mieszkania są otwarte a wnętrze splądrowane...Ktoś z sąsiadów otwarł jedynie bramę.
  • 08.11.17, 13:54
    Fajnych ma sąsiadów ... i nie dlatego, ze któryś "otwarł" bramę

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 14:02
    Dokładnie! Tu właścicielka dotarła w porę, żeby obronić swoją własność, ale gdyby np pojechała do krewnych na weekend? Albo po pracy umówiła się z koleżanką do kina, potem poszłyby sobie na kawkę i wróciłaby do domu późno wieczorem? A wszak, sąsiad "tylko" otworzył bramę...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 08.11.17, 14:34
    Wiesz Vi, a ja myślę, że ta historia taka trochę ...Nie żebym uważała, ze ktoś koloryzuje, ale ...Teraz większość ludzi ma w mieszkaniach drzwi, które trudno po cichu sforsować i takież zamki.
    Tak się składa, ze no jakos tam monitoruję kronikę policyjna jako przełożony z dość dużego terenu. I dano, damo nie pamiętam doniesienia o włamaniu do mieszkania w bloku, a policja pisze o mniejszych pierdołach bi ma limity - wierz mi smile obecnie sforsować drzwi i zamki w mieszkaniu w bliku niezauważonym to na serio rzadkość. Co innego prywatny dom stojący w oddali od innych. Najczęściej jeśli dochodzi do kradzieży z mieszkania to sprawca jest osoba niefrasobliwie wpuszczona do mieszkania. Oczywiście wykluczyć nie można, ale ....

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 15:37
    kora3 napisała:

    >Teraz większość ludzi ma w mieszkaniach drzwi, które trudno
    > po cichu sforsować i takież zamki.

    Koro w mojej poprzedniej pracy bywałam na szkoleniach prowadzonych przez producentów zamków do drzwi. I powiem Ci szczerze choć oczywiście możesz mi nie wierzyć, nie ma zamka do drzwi którego nie da się otworzyć, tak jak nie ma kluczy których nie da się ukraść. Trwa takie otwarcie przez "fachowca" dosłownie od paru sekund do paru minut i nie jest głośniejsze niż normalne otwieranie drzwi przez właściciela. Pewnym zabezpieczeniem jest po prostu dobre ubezpieczenie oraz alarm i czuwająca służba ochroniarska.
    Hałas powoduje jedynie siłowe wyważenie drzwi i przed tym owszem chronią zamki z bolcami i hakami, ale na taką akcję pozwalają sobie raczej jedynie włamujący się do wolnostojących domów. No i też w takiej sytuacji wyciągają cale drzwi wraz z futryną bez zbędnej zabawy w otwieranie ich smile
  • 09.11.17, 16:44
    Aquo, nie wątpię ze są złodzieje, którzy poradzą sobie ze skomplikowanym zamkiem także. Po prostu opieram się na faktach - obecnie włamania do mieszkań w blokach są rzadkie. Pewnie także z racji właśnie domofonów, monitoringów, ale też tego, że wielu ludzi jest na emeryturach i wielu też po prostu nie pracuje. Dawniej na takim osiedlu nowym wówczas w moim rodzinnym mieście trudno było w danej klatce znaleźć do południa mieszkanie, w którym ktoś był. Bo mieszkali tam ludzie pracujący. Dziś jest inaczej i zawsze taki włamywacz może się nadziać na jakiegoś dociekliwego sąsiada. Jest nawet takie powiedzenie "Lepszy sąsiad, niż rodzina", bo rodzina często daleko, a sąsiad blisko. Pewnie, że tam gdzie jest duża rotacja, ludzie mało się znają na tę sąsiedzką czujność trudno liczyć.

    Jest jeszcze jeden aspekt sprawy - poza takimi wlamami, żeby "mieć na flaszkę" - częściej do piwnic, czy pomieszczeń gospodarskich, wlam do mieszkania czy domu musi mieć sens. Ludzie obecnie rzadko trzymają w domu gotówkę, trzeba wiedziec, ze mają sprzęt wart włamania, albo biżuterię (jesi naprawdę cenna jest w sejfie) itd. Suzo łatwiej jest i mniej ryzykownie, jeśli naiwny sam da kasę (metoda na wnuczka/ policjanta), albo uda się coś ukraść, gdy sam wpuści. Większość kradzieży z mieszkań i domów także ma obecnie takie okoliczności

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 15:42
    Koro, zaskoczę cię. Statystyki policyjne tak się mają do realiów życiowych jak serial "Na dobre i na złe" do naszej służby zdrowia... A wszelkie "kroniki" biuletyny itp - prezentują właśnie statystykę - czyli "Na dobre i na złe". Moi rodzice, mieszkają w bloku - mają w drzwiach dwa zamki: jeden zwykły, pod klamką i jeden u góry. Drzwi normalne, pojedyncze, nie antywłamaniowe. Ich sąsiedzi - mają tak samo! W mojej klatce schodowej tak uważnie nie patrzyłam, ale też wcale nie wszyscy mają jakieś pancerne odrzwia. Więc to nie tak, iż teraz nie tak łatwo. Poza tym jeśli "fachowiec" zechce - to wejdzie. Natomiast z obserwacji wnoszę, że właśnie samotne domy, stojące w niejakim oddaleniu od innych - są lepiej zabezpieczane, solidniejszymi drzwiami, lepszymi zamkami...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 09.11.17, 16:28
    Vi, możesz sobie łatwo sprawdzić co jest podawane w kronikach policyjnych, bo strona jest ogólnodostępna - normalnie wchodzisz bez logowania się czy jakiegoś kodu.
    Rzecznicy policji mają limity obecniesmile i jak kiedyś pisali tylko o poważnych sprawach typy np. śmiertelny wypadek, to teraz Ci o kolizjach piszą nawetsmile Raz na stronie mojej miejskiej komendy była informacja, że koleś spadł z drabiny! Jaki gość pracował przy malowaniu czy czyms takim. Nic mu się nie stało, nie był pijany, ani nic, a taka info się ukazałasmile Kolega z innej części województwa miał jeszcze fajniejszy "kwiatek" - policja pomogła rolnikowi znaleźć krowę smile Cały elaboray był - dla smiechawy podesłał mi link - jak to rolnik myslal, ze krowę mu ukradli (wraz z łańcuchem) , a tu okazało się sama poszła i znalazła się w zagajniku - zakończenie "krasula cała i zdrowa wrocila do swej obory"smile Ci rzecznicy mają swiadomość, ze takich informacji nikt w gazetach czy tv nie wykorzysta, ale ktoś im ustalił durne limity i wszystko pchają. Dlatego nie wierzę, żeby odpuszczali włamania do mieszkań akurat.

    Jasne, można się włamać - ale no właśnie są te domofony, monitoring no i też zwyczajnie taki włamywacz musiałby wiedzieć, ze nikogo nie ma w domu oraz, ze jest co kraść. Pomijam już, ze mógłby zostać zauważony przez sąsiadów podczas próby. O wiele mniejszym ryzykiem jest np. metoda na wnuczka/policjanta - dzwoniąc nie ryzykujesz na razie nic, a dowiadujesz się, ze dziadzio jest skłonny dać 10 tysi, by ratować wnuka.

    To wszystko nie zmienia faktu, że nieroztropne jest wpuszczanie każdego jak leci na klatkę schodową - tu pełna zgoda.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10.11.17, 11:51
    Akurat do policyjnych statystyk mam dostęp z całkiem innego źródła niż strony netowe czy rzecznik [który mówi różne rzeczy i czasem nawet prawdziwe].
    I nikt nie twierdzi, że zamknięcie klatki schodowej domofonem - gwarantuje cokolwiek, bo oczywiście nie.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 10.11.17, 12:06
    wiesz no wierze, ze masz dostęp do informacji, ktore sa np. nieujawniane zw. na dobro śledztwa - o tym decyduje od dawna już nadzorujący prokurator, ale no jak się śledztwo zakończy i wpływa akt oskarżenia to też jest na stronie prokuratury, a jeśli nie - to wokandy sądowe są jawne smile

    Jak pisze nizej - uważam, że niewpuszczanie na klatkę każdego jak leci jest elementem ostrożności - dobrze pojętej. Inna sprawa, że jak też nizej piszę, domofony mają zamki, z reguły proste, a nawet bardzo skomplikowane jak słusznie zauwaza Aqua można pokonać. Dlatego po pierwsze - nie należy się "chwalić" wszem i wobec, ze się na dłużej wyjeżdża, także via FB, wyjeżdżając dobrze jest komus zaufanemu powierzyć klucze, by zajrzał co parę dni (nawet jeśli nie trzeba podlewać kwiatów np.) a zaprzyjaźnionego sąsiada poprosić, by miał na mieszkanie "oko" ...Jasne jak ktoś ma pecha, to mu w drewnianym kościele cegłówka na głowę spadnie, ale jak kościoł remoncie to kask trzeba nosić smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 14:43
    I te wszystkie zagrozenia bez przyjecia uchodzcow?
    Tak pada argument zeby Polska zamknela granice przed obcymi. Chociazby rozancem.
    Bezpieczenstwo przede wszystkim... to tez najnowsze haslo propagandy.

    --
    http://1.bp.blogspot.com/-P2HXVmRDoW4/VYrC3IqVzPI/AAAAAAAAB6o/0VKo6vEbt6I/s1600/linia_ozdobna.gif
  • 10.11.17, 11:34
    Ależ masz niewątpliwie rację Vi...Tylko w kontekście tego pakowania się do auta i obwieszczania w warzywniaku (hipotetycznych) - człowiek powinien w swoich sprawach liczyć przede wszystkim na siebie i na zaufane osoby. Bo w klatce schodowej ZAWSZE może znaleźć się ktoś, kto jednak niefrasobliwie otworzy komuś niepowołanemu. Zresztą, Aqua pisze, ze ze szkoleń wie, iż nawet skomplikowane zamki sprytny złodziej - pokona. Tak się składa, że tam gdzie są domofony, sa i zamki w drzwiach klatki do nich - na ogół. Pewnie nieszczególnie skomplikowane akurat. Muszą być, bo domofony działają na prąd i gdyby była awaria tegoż, dzwonek ani kod nie zadziałają - zakładam, ze pewnie bywają osiedla/bloki mające swoje generatory na wypadek awarii prądu, ale raczej nie jest to powszechne, jak sądzę.
    Zatem zamek w drzwiach na klatkę jest i to pewnie prosty. Wlamywacz łatwo go sforsuje i na klatkę się bez niczyjej pomocy dostanie. Ale musi mieć po co - zwyczajnie wiedzieć, ze kogoś nie ma w domu..

    Rozsądek nakazuje nie klepać o wyjeździe na lewo i prawo oraz informację o tym powierzać osobom rozsądnym i zaufanym. Moja mama ma taki układ z sąsiadem z naprzeciwka - wzajemny. Pan wiedział, ze mama jedzie doi nas na dluzej, ale informacji nie kolportował. Miał chodzić gość do liczników prądu? Poszedł, sam spisał i - Sąsiadka poszła do lekarza, prosiła przekazać. A nie klapanie, ze wyjechała co córki, na dłużej ...Ostatnio gdy byłam u mamy, to pan sąsiad był u syna w Anglii. Mama codziennie do niego chodziła podlewać kwiatki, ale z wiedzą na temat nieobecności pana się nie obnosiła. Przeszedł pan sprawdzający instalacje gazowe, tego już na karteczce nie zostawisz ...- Oj, sąsiada nie ma chyba(!!!), ale wie pan, zaradzimy temu, bo mam jego klucze. My tu wszyscy po sąsiedzku tak sobie pomagamy. Myslę, ze mogę pana na to sprawdzanie wpuścić. Wieczorem, jak sąsiad wróci, to mu przekazę, że pan był.
    Raczej nie było wątpliwości ze pan serio sprawdzał instalację, ale no wiadomo, mogłby komus innemu nadać, ze jest puste mieszkanie a gośc w Anglii. Po co ma wiedzieć ...

    To co napisałam - oczywiście nie jest kontrargumentem wobec tego, żeby niepowołanych ludzi nie wpuszczać na klatkę Vi. Jest jakby dodatkowym zabezpieczeniem.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10.11.17, 12:22
    Koro - rozsądek nakazuje itd. Oczywiście. Ale wiesz, rozsądek to jedno, a 90% wypadków można by uniknąć gdyby człowiek "pomyślał". Bo hipotetyczni wyjeżdżający nie "obwieszczali" wszem i wobec, a po prostu rozmawiali ze sobą znosząc manatki do auta i nie zwrócili uwagi, że na ławeczce obok siedzi młodzieniec Z. Bo sąsiadka mogła nie klepać gdzie bądź, a wręcz za wiedzą i zgodą wyjeżdżających powiedzieć coś typu "Proszę Xom nie zostawiać świeżych jaj przez najbliższe trzy tygodnie bo wyjechali." albo cokolwiek innego, wcale nie w sensie plot.
    Oczywiście niewpuszczanie obcych na klatkę NIE JEST żadnym zabezpieczeniem przed potencjalnym włamaniem - ale jest dodatkowym utrudnieniem dla potencjalnych złoczyńców. Fachowy włamywacz poradzi sobie w kilka minut zarówno z zamkiem klatki schodowej jak i z zamkami do drzwi wybranego lokalu. Tak samo jak dobry psychologicznie przekona staruszka "na wnuczka" itd. Tylko, właśnie, po co im to ułatwiać? Jeśli wpuści się kogoś obcego na klatkę schodową, w 99 przypadkach na 100 będzie to faktycznie nieszkodliwy na dobrą sprawę gość pod piątkę, a w najgorszym razie akwizytor z odkurzaczem. Ale ten 1/100 może się okazać właśnie kimś, kto planuje włam i robi rekonesans.
    A co do metody "na wnuczka" - moja własna, teraz już świętej pamięci, babcia, lat temu kilka odebrała telefon tego rodzaju. Była pewna, że mój tata miał wypadek i cała historia - znana. Przygotowała pieniądze i pomyślała: "A, na pewno X nie miał głowy, żeby zadzwonić do żony, to ją powiadomię, że wszystko jest dobrze, tylko X wróci później" - babcia mieszkała w Warszawie, a moi rodzice w Trójmieście. No i chwała Bogu, że zadzwoniła, bo [oczywiście] okazało się, że mój tata spokojnie śpi w sąsiednim pokoju i nijakich problemów nie ma. Tata obudzony polecił babci natychmiast zadzwonić na policję, zanim bandyci przyjdą po pieniądze - babcia tak zrobiła, niemal natychmiast przyjechało dwóch panów policjantów i cała grupa "wpadła" - znaczy wpadł ten, co przyszedł po kasę, ale wsypał jeszcze kilka osób. Dodajmy, że babcia była osobą trzeźwą, w pełni sprawną umysłowo, wykształconą... A w pierwszym odruchu - przygotowała pieniądze. sad

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 10.11.17, 12:37
    Vu, akurat miałam okazję pisać cykl materiałów o metodzie "na wnuczka" i też podobnej "na policjanta" ...Bo trzeba na to uczulać seniorów, którzy bywają - no przepraszam tak nierozsądni, jak Twoja babciasad Teraz, po wrzawie medialnej sa bardziej świadomi. Powiedz mi, czy TY otrzymawszy taka "wiadomość" szykowałabyś kasę? Myslę, ze nie - dzwoniłabyś do rodziny....Podejrzewam, ze wspomniana tu rozsądna sąsiadka mej mamy pierwsze by do niej zapukała i pożaliła się, ze taka sytuacja - a ta zaraz zawiadomiła by policję

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10.11.17, 13:04
    Ja na pewno nie szykowałabym kasy. Ale na tym właśnie bazują przestępcy "na wnuczka" - na bezgranicznej miłości starszych ludzi do ich bliskich. sad Paskudne to, okrutne i straszne, dlatego dobrze, że nagłaśniane milion razy, a nawet milion pięćset. Ta akcja z moją babcią - była jeszcze przed głośną wrzawą medialną, kiedy ta metoda "na wnuczka" dopiero "raczkowała" - co nie zmienia faktu, że rozsądkiem babcia się wykazała dopiero dzwoniąc na policję a nie szykując pieniądze!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 10.11.17, 13:31
    Widzisz, moja matka podejrzewam tez mnie kocha, ale w takiej sytuacji nie szykowalaby kasy pieniędzy

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10.11.17, 13:39
    Koro - moi rodzice też mnie kochają i też nie szykowaliby kasy. Ale właśnie dlatego, że są już z trochę innego pokolenia. Poza tym obecnie, po kilku mocno nagłośnionych akcjach "na wnuczka" wiele nawet i starszych osób, niegdyś potencjalnych ofiar byłoby ostrożniejszych.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 12.11.17, 11:28
    Ależ oczywiście - teraz, gdy seniorzy już znaja ten "numer" znacznie mniej z nich daje się nabrać, za to znacznie więcej zawiadamia policję. Ba, są i tacy, którzy pomagają ująć takich oszustów. Ot ostatnio na policję zadzwonił pan po 80-tce i wyznał, ze miał telefon "na policjanta" i już umówił się z oszustem, za 2 godziny pod bankiem. No i tam na niego czekał ów pan starszy, ale i policja tez czekalasmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 07.11.17, 23:25
    Nie mam doświadczeń z listonoszem tongue_out u nas skrzynki są przed domofonem, więc problemu z awizo nie ma ani żadnej potrzeby wchodzenia na klatkę z wykorzystaniem przypadkowej osoby. Jakoś nigdy się nie spotkałam z taką sytuacją fakt, ze mieszkałam w wielopiętrowych blokach, więc albo wchodzą z kimś, albo mają kod techniczny, nie wiem. Wpuszczam jak przesyłka jest do mnie. Przesyłek do sąsiadów bym nie odebrała, nie wiem co jest w środku i nie chcę brać odpowiedzialności za ewentualne uszkodzenie przesyłki.
  • 08.11.17, 09:47
    Ale gdy skrzynki są przed domofonem pytanie jest no nie do Ciebie. Podobnie jak w sytuacji, gdy listonosze mają kody/karty do drzwi. Wówczas że tak powiem pytanie jest bezprzedmiotowe smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 10:49
    Jest to temat nie tylko z zakresu SV, ale też z utrzymania dobrosąsiedzkich relacji i zwykłego rozsądku i życzliwości wobec drugiej osoby.
    Zachowywanie się w bloku mieszkalnym złożonym z wielu mieszkań jakby się mieszkało samemu jak w domku jednorodzinnym nie zaliczam do zachowań zgodnych z SV. Nic jednak nie jest czarno - białe.
    Mieszkam w bloku z okresu wczesno-powojennego, wszystkich lokatorów ze starszego pokolenia pamiętam, wiem, że więzi między ludźmi były bardziej bliskie nic obecnie. Dziś już starsze pokolenie powymierało, mieszkają dzieci czy wnuki tych pierwszych lokatorów. Mieszkania są własnościowe, praktycznie w 50% mieszkań mieszkają studenci i osoby wynajmujące. Mamy monitoring i domofony. Mieszkam na parterze, przycisk na domofonie do mojego mieszkania jest pierwszy. Jak się domyślacie, wszelacy roznosiciele ulotek, listonosz, ludzie chcący dostać się do klatki schodowej z różnych powodów dzwonią do mnie. Najczęściej otwieram roznosicielom ulotek, bo są grzeczni i rozumiem ich pracę. Listonosz nie ma klucza do klatki schodowej, więc dzwoni do mnie albo do sąsiadów. Ogólnie ze względu na godziny pracy, z listonoszem z Poczty Polskiej mam kontakt kiedy mam wolny dzień i akurat jestem w domu. Te osoby mi zupełnie nie przeszkadzają, ponieważ pojawiają się w określonych porach. Jeżeli nie ma u mnie w mieszkaniu nikogo, to listonosz dzwoni do innych mieszkań. Nie ma raczej problemu z dostaniem się do klatki i ludzie otwierają dzwi. Podobnie jak z pracownikami firm usługowych, kablówek itp. Tu mamy do czynienia z osobą, która chce wejść do klatki aby wykonać jakieś czynności związane z ogółem mieszkańców. Nie konkretnie w przypadku jednego mieszkania. Natomiast z kurierami i doręczycielami z InPostu jest trochę inaczej. Te osoby pojawiają się o różnych porach. I tu rozwinę wątek. Jedno małżeństwo ma w klatce wykupione trzy mieszkania, w jednym do niedawna mieszkali, a pozostałe wynajmowali. W żadnym z tych trzech mieszkań nie działa domofon. Zwyczajnie ci ludzie przy remoncie nie zainstalowali słuchawki. Wcześniej w tych mieszkaniach domofon był i były one użytkowane przez poprzednich właścicieli. Oczywiście, właściciel ma takie prawo. Ale prawo jednej osoby kończy się tam, gdzie zaczyna się sfera należąca do innej osoby lub gdzie mamy do czynienia z nadużyciem. Ludzie ci oraz ich podnajemcy mają święty spokój. Żaden ulotkowiec, listonosz, goniec itp nie zakłóca spokoju. Listy i tak są dostarczane. Skoro te osoby dbają o swój komfort, nie interesują ich sprawy innych osób ze społeczności w klatce, to i mnie nie powinny interesować ich sprawy.
    Mamy w domu umowę, że jeżeli ktoś chce abyśmy wpuścili do klatki, pytamy do kogo się te osoby udają. Jeżeli podawane są numery mieszkań właśnie z tej trójki, zwyczajnie mówię, że to nie jest do mnie przesyłka, więc niech się kurier kontaktuje z właścicielem mieszkania. Gapiowaci wynajmujący często zapominają kluczy, albo nie mają przy sobie. Oczywiście telefon do mnie. Odmawiałem wpuszczania i prosiłem o kontakt z właścicielem mieszkania. Pamiętam taki dialog: - słucham, - dzień dobry, proszę mnie wpuścić, - pan do mnie? - nie, jestem sąsiadem spod 44, zapomniałem klucza. - 44? proszę dzwonić do właściciela pod 41. - ale oni nie mają domofonu. - ale mają telefon i to ich mieszkanie. Ja nie pracuję u pana Tomka jako woźny. Co innego z innymi sąsiadami, którzy nie nadużywają cudzej grzeczności. Jak nie ma nikogo w moim mieszkaniu, to kurier po uzgodnieniu telefonicznym zostawia paczki u sąsiadki. Nawet są tacy, którzy kojarzą już mnie i tylko dzwonią powiedzieć, że paczkę zostawili u sąsiadki. Ci ludzie z 41 są tak bezczelni, że pojawił się u mnie kurier z prośbą, że chce zostawić paczkę u mnie do tego pana Tomka. Kurier powiedział, że pan Tomasz mówił, żeby zostawić paczkę u mnie. Oczywiście pan Tomek nie poprosił nas o przyjęcie paczki. Paczka leżała w przedpokoju trzy dni, od piątku do poniedziałku, bo państwo wyjechało sobie na weekend. Kiedy przyszła żona pana Tomka po paczkę, powiedziało się jej, że przyjęliśmy paczkę, choć nikt z nami tego wcześniej nie uzgadniał. Spłynęło to na tych ludziach zupełnie. Usłyszałem tylko, że gdybyśmy potrzebowali czegoś, to oni chętnie pomogą. Cóż. Język świerzbił, ale cóż, lepiej było się pożegnać.
    Po latach nauczek z wchodzieniem różnych osób, zauważyłem, że ludzie już tak niechętnie wpuszczają z byle powodu. Praktycznie już nie pamiętam kiedy ostatnio byli kolędnicy, ludzie żebrzący, zbierający pieniądze na ratowanie rysia syberyjskiego i na operację chorego.
  • 08.11.17, 11:06
    Wiesz, ta sytuacja u Was - specyficzna. Ja bym zwyczajnie przy okazji tej paczki powiedziała o problemie braku u nich i od nich wynajmujących domofonów

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 11:23
    kora3 napisała:

    > Wiesz, ta sytuacja u Was - specyficzna. Ja bym zwyczajnie przy okazji tej paczk
    > i powiedziała o problemie braku u nich i od nich wynajmujących domofonów
    >

    Ale z tego co zrozumiałam Koro ci ludzie nie chcą mieć domofonu. Zatem powinni ponosić wszelkie konsekwencje jego braku.
  • 08.11.17, 11:25
    Dokładnie tak, Aquo, jest jak myślisz.
  • 08.11.17, 11:34
    Nie doczytałam, ze już o tym mówiliście z nimi. Nie pozostaje Wam nic innego niż nie reagować na wchodzących do nich - czy to kolega, czy kurier. Niepotrzebny im domofon, to nie ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 11:32
    Ale ze co? Napisałam wyraźnie ze na miejscu Chrisa przy okazji odbioru paczki przez pania antyydomofonowa powiedziałabym jej grzecznie, że brak domofonów u niej i wynajmujących od niej jest uciążliwi dla innych, w tym mnie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 08.11.17, 11:24
    Temat był poruszany na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej, że w tych mieszkaniach nie ma domofonów. Wtedy sprawa dotyczyła wejścia któryś ze służb czy usługodawców od zarządcy. Ludzie ci twierdzili na zebraniu, że domofony są im niepotrzebne, bo do nich przychodzą znajomi tylko umówieni telefonicznie. Swoje zdanie wyrazili. Szkoda mówić. Wynajęli piwnicę jakiemuś człowiekowi, który prowadził hodowlę rybek akwariowych w ich piwnicy. Człowiek ten wylewał wodę do rynienek odprowadzających deszczówkę do kanalizacji wzdłuż chodniczka okalającego blok. Wodę razem ze żwirkiem. W tej sprawie trzeba było interweniować, a potem okazało się, że akwaria były ogrzewane prądem z instalacji elektrycznej wspólnej. Zorientowaliśmy się, jak rachunek za energię elektryczną z części wspólnej wzrósł pięciokrotnie z 200 złotych do ponad 1000 złotych. Tym ludziom się upiekło, bo potem szybko wymówili temu człowiekowi wynajem i nie było dowodów, że to przez niego rachunki wzrosły.
    W sumie to i tak źle nie ma, bo są wspólnoty gdzie mieszkają osoby bardziej uciążliwe, np. narkomani, alkoholicy nałogowi, patologie czy zbieracze śmieci.
  • 11.11.17, 16:46
    chris1970 napisał:

    Ale prawo jednej osoby kończy się tam, gdzie
    > zaczyna się sfera należąca do innej osoby lub gdzie mamy do czynienia z nadużyc
    > iem.

    Wiesz, Chris - z innej beczki - mnie irytuje wpuszczanie roznosicieli ulotek. Rozumiem ich pracę, ale nie życzę sobie zapychania skrzynki śmieciami, a zawsze ktoś życzliwy ich wpuści - kompletnie bez uzasadnienia, bo u mas wyjście z bloku jest przez recepcję i jeśli już - mogliby tam zostawiać ulotki dla zainteresowanych.
  • 14.11.17, 08:40
    Uczciwie mówiąc, skrzynkę na półpiętrze sprawdzam raz, może dwa razy w tygodniu. Zdarza się, że jest ona pusta, bez jednej ulotki, tak więc nie ma problemu zapchanej skrzynki. W sąsiednim bloku zamontowali sobie skrzyneczki na zewnątrz bloku, z daszkiem, gdzie roznosiciele wrzucają ulotki. Kłopot jest taki, że te papiery nabierają wilgoci. I leżą sobie takie zmokłe papiery i nikt ich nie bierze. Kłopot ma sprzątająca, bo musi te sterty zmokłych papierów wyrzucać do kosza. Stały roznosiciel jest chyba jeden, który roznosi zestaw ulotek, sporadycznie trafiają się ulotki z kablówek i pizzerii. Nie każdy mieszka w apartamentowcach, to jednak wciąż marginalny rodzaj mieszkań. Większość bloków recepcji ani ochrony nie ma.
  • 08.11.17, 11:33
    Ten problem ma wiele aspektów. Naprawdę wiele. Trudno byłoby opisać wszystkie przypadki, więc skupię się na dwóch, znanych mi z doświadczenia. Przez dwa tygodnie przebywałam gościnnie u koleżanki i jej męża. Nowe mieszkanie w nowym bloku o dość wysokim standardzie (solidnie ogrodzony teren, dwa videofony (do furtki na teren i do klatki, całodobowa ochrona, parking podziemny). Niestety, ten blok jest "jedynakiem", co oznacza, że samotni stoi wśród starych budynków, w tym wypadku zamieszkanych przez patologię. Na nieszczęście znajomych, u których gościłam, ich numer mieszkania to 1. Także wszyscy: ulotkarze, kurierzy, dostarczyciele jedzenia / zakupów, pijani, naćpani, żule z okolicy, dzieci regularnie do nich dzwoniły. Ochrona umywała ręce, bo swoją dyżurkę mieli w bloku a nie przy furtce. Znajomi mieli tego dosyć i po miesiącu od zamieszkania... wyłączyli sobie domofon. Ludziom, którzy mieli do nich sprawę podawali kazali dzwonić na tel., gdy byli przed bramą i podawali im kod. Tak funkcjonują do dzisiaj i jest znacznie lepiej (cisza i spokój). Ale, co ciekawe, różni niepożądani interesanci NADAL dzwonią na "1", mimo że oczywiście próba połączenia udać się nie może smile (Sama widziałam, oni widzieli wielokrotnie, co kwitowali uśmiechem). Ktoś mógłby powiedzieć, że zachowują się niegrzecznie mając wyłączony domofon, ale czy tak jest naprawdę?
    A druga sytuacja, to moja babcia smile Mieszka w małym, czteropiętrowym bloku, gdzie wszyscy od lat się znają i przyjęli zasadę: nikomu niepowołanemu nie otwierają. Listonosze znają kod do drzwi, kurierzy również (chociaż bywają tam bardzo rzadko - starsi ludzie nie korzystają raczej z ich usług), natomiast ulotkarze, akwizytorzy, dzieci, żule, bezdomni czy inna patologia za nic tam nie wejdą (a co jakiś czas próbują), bo żeby obdzwonili wszystkich, nikt im nie otworzy. Jeśli listonosz zapomni kody, a jest znany, wpuszczą go. Natomiast z opowieści wiem, że listonosz "po cywilnemu", nieznany blokowemu towarzystwu, nie dostał się, bo nikt go nie znał i nie uwierzył, że jest listonoszem.
    Oba opisane przypadki wydają mi się racjonalne, chociaż może nie do końca zgodne z sv. Niestety wredne czasy wymuszają na przyzwoitych ludziach takie zachowania.
  • 10.11.17, 13:23
    kora3 napisała:

    > listonosze mają karty magnetyczne do drzwi klatek, które obsługują.

    Nie w moim bloku.

    > zapytać do kogo ma przesyłkę
    > , a usłyszawszy, ze nie do nas - nie wpuszczać - jeżeli bowiem sąsiad nie reagu
    > je na domofon, to widać nie chce.

    U nas skrzynki są za domofonem, więc żeby zostawić awizo, też trzeba zostać jakoś wpuszczonym. Zwykle to działa tak: jest przesyłka do mieszkania nr 1 - nikt nie odbiera - dzwoni się do mieszkania nr 2 i mówi "mam przesyłkę pod jedynkę, ale nikt nie otwiera, otworzy mi pani?". I ja w takiej sytuacji otwieram. Gdyby mi ktoś powiedział "mam paczkę do Kowalskich", to miałabym niezły zgryz, bo nie znam nazwisk wszystkich moich sąsiadów - niby skąd?

    > Po drugie nie jestem przekonana czy listonoszowi o
    > ficjalnie wolno w ogóle informować osoby postronne (np. sąsiadów) do kogo ma pr
    > zesyłkę.

    Tajemnica korespondencji zaczyna się chyba na zawartości przesyłki, nadawcy itd. A nie od samego faktu jej istnienia wink

    > No i jeszcze sprawa trzecia - załóżmy, że ktoś nie dzwoni do nas domofonem, ale
    > chce wejść korzystając z tego ze my wchodzimy, albo wychodzimy. Wg tego co nap
    > isała Aqua wypadałoby zapytać taką osobę do kogo się wybiera lub zatrzasnąć jej
    > drzwi przed nosem.

    Moja klatka liczy 10 mieszkań (w tym moje). Ale co najmniej dwa mieszkania są wynajmowane i co roku zmieniają się lokatorzy (młodzi ludzie, niedaleko uczelnia, więc pewnie studenci). Zatem ja nie dość, że nie znam nikogo z nazwiska (tylko jednych państwa, bo parę razy u nas zostawiane były paczki do nich i vice versa), to jeszcze nie kojarzę wszystkich z twarzy (jeśli w ciągu roku spotykam kogoś 3 razy w przejściu, to często jedyna informacja, jaką rejestruję, to płeć tej osoby, jeśli warunki sprzyjają, a nie zawsze sprzyjają).

    Zazwyczaj, jeśli ktoś chce ze mną wejść, to nie otwieram kodem, tylko długo się guzdrzę z kluczami wink Zazwyczaj wtedy ta osoba albo sama ma klucze/zna kod (bo jest tym studentem z jednego z wynajmowanych mieszkań), albo dzwoni pod odpowiedni numer i jest wpuszczana. Sytuacji, w której ktoś by się rył na chama, nie zanotowałam, a mieszkam w tym miejscu od 10 lat.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.