Dodaj do ulubionych

Niekomfortowa sytuacja - zachowanie

03.12.17, 13:30
Prawie od 2 miesięcy spotykam się regularnie z mężczyzną poznanym przez internet. Rozwija się to całkiem ciekawie, przynajmniej w mojej ocenie. Ostatnio jednak dwa razy, zupełnie przypadkiem, widziałam go na mieście z dwoma różnymi kobietami w wieku zbliżonym do mnie. Raz przez szybę w kawiarni, raz po drugiej stronie ulicy idących. Nie wiedziałam kim są, w jakim celu się spotykają. On mnie nie zauważył. Nie zareagowałam, bo nie wiedziałam jak postąpić. Czy powinnam podejść i się przywitać oraz przedstawić, czy właśnie udawać, że nie widzę? Jak sv radzi postępować w takich niekomfortowych sytuacjach? Później na FB pytałam go co robił danego dnia o danej godzinie, to raz napisał, że spotkał się z koleżanką a drugi, że był ze współpracownicą. Czy wypada mu po fakcie powiedzieć, że go widziałam, ale nie zareagowałam? Czy mam prawo zapytać kim konkretnie są te kobiety? Nie chcę wyjść na wścibską i zdesperowaną, ale to mnie naprawdę gryzie. Oboje mamy nieco ponad 30 lat, oboje doświadczenie, ale wydaje mi się, że spotykamy się na wyłączność i nikt już nikogo innego nie szuka. Czy on sam powinien mi mówić o takich kontaktach? Zaznaczam, że znajomość jest już zażyła, wraz z pomieszkiwaniem w weekendy raz u niego raz u mnie?
Edytor zaawansowany
  • baba67 03.12.17, 14:38
    Oczywiście że powinnas podejść i tak sie zachować abyś została przedstawiona.Amatorów seksu bez zobowiązan nie brakuje wśrod obu plci ale w moim świecie(Korcia pewnie zaoponuje) amatorzy plci męskiej są tu w zdecydowanej większosci i lepiej na zimne dmuchac zwlaszcza że znajomośc rozwija się w tempie błyskawicznym skoro w ciągu prawie dwóch miesięcy kilka weekendów juz było.Faceci takmają że co szynko przychodzi to niekoniecznie cenią.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 04.12.17, 09:03
    Ależ dlaczego Korcia zaoponuje Babo?smile Przecież to Ty się nie zgadzałaś z tym, ze ludzie się zdradzają smile Teraz już się zgadzasz? smile

    Co do reszty - Babo - naprawdę dla ludzi w opisanym wieku, mających już doświadczenia seksualne wcześniejsze to żadne zawrotne tempo. Nie gniewaj się, ale mam wrażenie, ze czasem nie jesteś w stanie oceniać sytuacji z innej niż własna perspektywy sad
    Znamy się już troszkę, to napiszę wprost: wyszłaś za mąż dość młodo i dość dawno, podejrzewam, ze nie miałaś przed ślubem dużego doświadczenia seksualnego, a po tymże romansów - uprzedzam, nie, to nie przygana! Tylko teraz oceniasz temat z pespektywy młodej dziewczyny, która być może z mężem straciła dziewictwo i innego faceta nie miała nigdy. Do tego z perspektywy osoby o ile dobrze pamiętam raz wierzącej,. dwa o niskim libido. Znów - nic zlego, ale żadna wykładnia, żaden wzorzec dla omawianej sytuacji.

    Ludzie w takim wieku i doświadczeni - mam na myśli autorkę watku i opisywanego pana nie "chodzą" z sobą rok czy dwa lata nim pójdą do lozka smile - w każdym razie na ogół ...

    Co do saej sytuacji - odpowiem autorce smile



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 04.12.17, 11:25
    GDZIE napisałam że ludzie sie nie zdradzają? Możesz nie przypisywać mi takich bredni? Pisałam że nie jest to wiekszość jak twierdziłaś.No rzeczywiscie 3 tygodnie to nie jest zawrotne tempo. Zawrotne to jest na pierwszej randce.Zreszta co to ma do rzeczy co ja o tym myśle-nikogo nie obrażam , stwierdzam fakt że trzy tygodnie to nie jest dostatecznie duzo czasu aby kogos dobrze poznać i mu w pełni zaufać. Inna rzecz że można znać kogos lata całe i go nie poznać ale zaufanie wymaga czasu.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 04.12.17, 11:52
    Babo - ale niepotrzebnie się unosisz....Nie, nie jest to zawrotne tempo dla ludzi w tym wieku i z doświadczeniami - mam na myśli pójście do lóżka, a nie zaraz planowanie wspólnego życia, czy stuprocentowego zaufania ...
    Bardzo Cię lubię i cenię, o czym doskonale wiesz, więc spróbuję raz jeszcze ....
    Kiedyś, parę lat temu na innym gazetowym forum ktoś zapodał temat "Ile czasu najdłużej przez pierwszym wspólnym razem byliście z sobą?" ...Mając swiadomość, ze zostanę obśmiana do fundamentów - odpowiedziałam prawdę smile - 2 lata prawie ...Dokładnie tak było - "chodziłam" z chłopakiem prawie 2 lata nim doszło do seksu. Tylko, ze poznałam go będąc około 17- letnią dziewicą i uczennicą smile ...Z wcześniejszymi tylko się całowałam i przytulałam. Z tym nie odczuwałam długu czas potrzeby na nic ponad to smile Jak zaczęłam odczuwać to pierwsze o czym pomyślałam to antykoncepcja - przecież do szkoły chodziłamsmile Chociaż mogłam w domu z mamą i tata normalnie gadać o seksie i chociaż miała wiele informacji od moich kolegów w z klasy, a tylko tychże miałam bo byłam jedna - to bałam się pierwszego razu - normalnie smile Że będzie bolało, że się zbłaźnię itd. Potem byłam z tym chłopakiem jeszcze jakiś czas, ale wiadomo - poszłam na studia - poznałam innego...I tu już nie było mowy o 2 latach chodzenia ni m do czegoś dojdzie - miesiąc czy dwa - normalna rzecz.
    Wiadomo, ze musiałam coś doń czuć, ufać mu, ale przecież nie tak, by się kochać bez zabezpieczenia, albo sadzić ze to na całe życie ...Było fajnie tu i teraz, ja byłam mu wierna, on mnie ...
    Tak to wygląda Babo normalnie czy jak wolisz standardowo - kiedy nie wiążesz się na stałe z pierwszym chłopakiem a religia nie ogranicza Cię ws. seksu. To znów - nie jakaś przygana - zrozum dobrze - to zwyczajnie wyjaśnienie ... Dla kogoś bardzo młodego bez doświadczeń w sferze seksu tenze jest na ogół zwieńczeniem związku, dla kogoś straszego z doświadczeniami jego ELEMENTEM - czyms, co musi poznac by poważnie o związku pomyśleć


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 04.12.17, 19:31
    Alez ja sie nie obrażam na Twoje poglądy tylko wkurza mnie że pzypisujesz mi rozsiewanie jakichs bredni.Tempo rozwoju znajomości Watkodawczyni uniemożliwia poznanie sie wzajemne na tyle aby sobie zaufać w pełni i stad jej rozterki. Moje poglądy i historia życia seksualnego , nudna zreszta,nie maja tu nic do rzeczy.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 05.12.17, 09:29
    Babo, rzecz cała w tym, ze tempo rozwoju znajomości biorąc pod uwagę wiek wątkodawczyni - jest całkiem normalne. Owszem, - jednocześnie owo normalne tempo jednocześnie nie powala na zaufanie komuś w pełno, choć - na serio to żadne nie pozwala, bo ktoś może zawieść i po 20 latach bycia razem.

    Rozterki wątkodawczyni - w oparciu nie tylko o post startowy, ale i resztę jej wypowiedzi- biorą się przede wszystkim - o ile nie trolluje - z jej złych doświadczeń z innymi panami wg mnie. Stąd jej obawy ale też dziwaczne oczekiwania - np. takie, ze aktualny pan nie będzie się towarzysko czy zawodowo spotykał z paniami

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 05.12.17, 10:53
    Ale ona nie ma takich oczekiwań, chyba nieuważnie przeczytałas jej post. Ona po prostu nie wie czy pan przypadkiem nadal nie prowadzi rekrutacji.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 05.12.17, 10:59
    baba67 napisała:

    > Ale ona nie ma takich oczekiwań, chyba nieuważnie przeczytałas jej post. Ona po
    > prostu nie wie czy pan przypadkiem nadal nie prowadzi rekrutacji.
    >


    Bardzo Cię Babo przepraszam, ale nie mnie tu można posądzać o nieuważne czytanie, a raczej Ciebie sad Może nawet nie o nieuważne, ale o rzekłabym jednorazowe - w pierwszym poście tego - fakt, nie ma, ale tu już owszem:
    forum.gazeta.pl/forum/w,10226,165172965,165172965,Niekomfortowa_sytuacja_zachowanie.html?p=165174352




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • pawelo73 20.12.17, 11:39
    no fakt, w Polsce to faktycznie amatorek seksu ze zobowiązaniami jest aż nadto, same DAMY, damy albo i nie damy zależy komu i za ile
  • bene_gesserit 03.12.17, 14:39
    Poważnie to taki problem, że twój chłopak chodzi do kawiarni z innymi kobietami?

    Tak - jeśli będziesz drążyć temat, wyjdziesz na wścibską i zdesperowaną i całkiem możliwe, że spłoszysz gościa na amen. Przecież powiedział ci, że to była koleżanka i współpracownica - nie kłamał, że był sam w kinie albo oglądał mecz w barze z kolegami. Masz powody, żeby mu nie ufać, czy sądzisz go pod wpływem jakiś nieciekawych doświadczeń _z_innymi_ facetami?

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • przedmiot_liryczny 03.12.17, 18:04
    Bardzo proszę na początku o to, abyśmy szanowali się wzajemnie i nie obrażali się na forum. I żeby nie robić ze mnie desperatki!!! Nie, ten mężczyzna nigdy mnie nie okłamał i nic przede mną nie ukrywał, gdy go pytałam, ale sam mi szczegółowo nie opowiada co robi w pracy, jakich ma znajomych i innych rzeczy. Natomiast nie jestem gówniarą i tak, byłam wielokrotnie przez dwóch poprzednich mężczyzn oszukiwana i zawsze to były tylko "koleżanki" lub "koleżanki z pracy" albo "asystentki" a kończyło się na znajdowaniu blond włosów w naszym łóżku, śladów z okresu na prześcieradle oraz zapachu cudzych perfum na mojej poduszce. Nie pisz więc mi proszę, że takie rzeczy się nie zdarzają i że to normalne, że mężczyzna, z którym budujesz poważną relację chodzi do kawiarni czy po ulicy z innymi!
  • szpererda 03.12.17, 19:07
    Nawet sobie nie zdajesz sprawy jaką jesteś desperatką. Takie podejście wywołuje naturalne obrzydzenie u innych, nie tylko zresztą u mężczyzn. Czy uświadomiłaś swojego nowego mężczyznę jaki masz bagaż, kompleksy i oczekiwania? Zrób to jak najszybciej, bo marnujesz czas wartościowego, fajnego faceta. I bez przynajmniej rocznej psychoterapii i kursów nad odbudowaniem poczucia własnej wartości, asertywności i zaufania, nawet nie bierz się za innych Panów.
  • petra11986 03.12.17, 22:20
    Bardzo się z Tobą nie zgadzam. Jak rzadko. Gdybym była złośliwa to napisałabym Ci, że życzę złocistych włosów pod wspólną kołdrą (gdy samemu jest się brunetką lub szatynką), śladów zaschniętej, gęstej krwi na prześcieradle i zapachu perfum, jakich nigdy się nie używało, na swojej części łóżka. Ale nikomu, absolutnie nikomu tego nie życzę, więc Tobie też nie smile Wtedy jednak zrozumiałabyś co to znaczy doświadczyć podłej zdrady na własnej d**pie, że nie trzeba być psychiczną, jaka zadra później zostaje i może z większym szacunkiem zaczęłabyś się odnosić do tak potraktowanych kobiet. Bo chociaż bawi mnie większość Twoich tekstów, to jednak tracisz czasami granicę. A ja coś podobnego przeżyłam, wiem o czym pisze autorka. A Ty -z całym szacunkiem- jak wynika z Twoich forumowych problemów, tak naprawdę nic naprawdę przykrego w życiu nie doświadczyłaś, jeśli nie licząc strasznych problemów z kolegą, który woli innego towarzystwo od Twoich kumpli, czy innego kolegi współwłaściciela restauracji, co cwaniacko zarabia na swoich znajomych. Ogarnij się Sz.
  • szpererda 03.12.17, 22:44
    Serio??? No facet puknął na boku inną i co?? Wielka mi sprawa. Po prostu niesłychane i rewelacja. Miliony zdradzanych dziewczyn, normalna w sumie sprawa, ale niektóre muszą "wyrzygać się" na forum ze swoimi kompleksami. Dla mnie łamaniem zasad sv jest właśnie pisanie o włosach innych w swoim łóżku, jeszcze dobrze, że o łonowych nie napisała, czy o zaschniętym okresie. Plissss to jest obrzydliwe i poniżej wszelkiej krytyki. Jasne, że przykro mieć przyprawione rogi w swoim łóżku, ale jednak to nic niebywałego i na pewno nie upoważnia do zachowywania się jak psychiczna. A autorka sprawia wrażenie autentycznie potrzebującej terapii stalkerki, zatruwa życie fajnemu chyba facetowi i jeszcze nas częstuje fizjologicznymi opisami. Nie mogę przypomnieć sobie autora cytatu "gdyby wszystkie przekonane o wierności swoich mężczyzn postępowe kobiety znały prawdę, natychmiast przestałyby być postępowe". Faceci zdradzali, zdradzają i będą zdradzać na potęgę. Normalka. Get used to it, live with it. A przychodzi roztrzęsiony pokurcz i robi aferę od pierwszej wiadomości - to dzięki takim właśnie kobiety mają opinię nieobliczanych histeryczek wink

    PS Uwagi personalne o mnie mogłaś sobie darować.
  • nie_alicja 04.12.17, 23:53
    zastanawiająco nieempatyczna, a przy tym bardzo niegrzeczna w formie wypowiedź, szpererda.
    "normalna w sumie sprawa", powiadasz, bo idąca w miliony. aha, to wtedy nie boli i nie rozwala życia. no popatrz, popatrz, ze tez nikt jeszcze na to nie wpadł, żeby statystyką ocierać sobie łzy.

    przedmiot_liryczny, na dwoje babka wróżyła, ale jeśli już znasz z autopsji partnerską grubą nielojalność, to zastanów się, co takiego w Tobie daje przyzwolenie na podobne zachowania. co mają Ci pokazać takie doświadczenia? zacznij od sprawdzenia, czy kochasz siebie wystarczająco mocno, żeby czuć się wartą dobrego związku. trzymam kciuki smile
  • hanusinamama 19.12.17, 21:56
    NO juz widze jak kazda z was widząc swojego chłopaka na miescie z inna panną spokojnie macha na to ręką i idzie dalej robic zakupy, nawet sie przez chwile nie zastanawiając kto to jest (jezeli to obca osoba). Jestem po slubie 8 lat, nigdy mezowi (ani zadnemu innemu facetowi) nie sprawdzałam maili, komórki czy czegokowliek ale kazdego ruszyłoby coś takiego, Szczeólnie w sytucji kiedy znajomosc jest nowa, tobie sie wydaje ze jestescie sobie oddani...
  • kora3 20.12.17, 08:55
    Ale dlaczego miałoby zaraz "ruszać" Hanusinamamo? Owszem, pewnie "ruszyłoby" każdego, gdyby zobaczył te osobe w sytuacji dwuznacznej z kims innym, albo jednoznacznej - nie wiem całującą się namiętnie - np.
    Ale, ze z kims idzie???? Czy siedzi w kawiarni, normalnie? Przecież ludzi w związkach znacznie poważniejszych mają kolegów, koleżanki, przyjaciół, znajomych, współpracowników/kontrahentów różnych płci, z którymi spotykają się na gruntach roznych solo i nie ma tym nic nadzwyczajnego ...

    Zgadzam się natomiast z tym, ze w opisanej sytuacji wątkodawczyni powinna zaczajenie powiedzieć panu przy okazji..."Widziałam Cię dziś na mieście z jakąś panią ..." - też nic nadzwyczajnego.
    Natomiast kosmiczne dla mnie jest oczekiwanie wątkodawczyni, ze pan spotykając się z nią ograniczy swe kontakty z osobami odmiennej płci do niezbędnego minimum i przy hehe wiarygodnych świadkach - to jakies niewolnictwo współczesne smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • pavvka 20.12.17, 16:01
    kora3 napisała:

    > Ale, ze z kims idzie???? Czy siedzi w kawiarni, normalnie? Przecież ludzi w zwi
    > ązkach znacznie poważniejszych mają kolegów, koleżanki, przyjaciół, znajomych,
    > współpracowników/kontrahentów różnych płci, z którymi spotykają się na gruntach
    > roznych solo i nie ma tym nic nadzwyczajnego ...

    Dokładnie. A tu na dodatek mamy sytuację, że autorka wątku z owym panem znają się krótko i nie prowadzą wspólnego życia. W związku z tym nie ma w tym nic podejrzanego, że widzi go z osobą, której nie zna - podejrzewam, że nie miała jeszcze okazji poznać całego mnóstwa jego znajomych.
    --
    "See, you think I give a shit. Wrong. In fact, while you talk, I'm thinking; How can I give less of shit? That's why I look interested."
  • kora3 21.12.17, 08:23
    To też ważny aspekt sprawy - ze znają się krótko i pani zwyczajnie może nie znać wielu znajomych pana i vice versa ...Kompletnie nie dostrzegam problemu

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 20.12.17, 19:32
    Ta pani nie ma takiego oczekiwania. jeszcze do Ciebie nie dotarło o co jej chodzi,

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 21.12.17, 08:21
    mnie pokazuje, że autorką tych słów jest Przedmiot_liryczny: "Tak! I chyba nie jestem histeryczką oczekując wyłączności w związku i ograniczenia kontaktów z inną płcią do spraw absolutnie niezbędnych, a i wtedy odbywania takich spotkań szybko, oficjalnie i przy weryfikowalnych świadkach. "

    Być może Tobie tego postu watek nie pokazuje, ale sa jeszcze inne wypowiedzi autorki w podobnym tonie. Nie wmawiaj mi wiec, ze nie ma takich oczekiwań, skoro sama o nich pisała smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 20.12.17, 19:44
    hanusinamama napisała:

    > NO juz widze jak kazda z was widząc swojego chłopaka na miescie z inna panną sp
    > okojnie macha na to ręką i idzie dalej robic zakupy, nawet sie przez chwile nie
    > zastanawiając kto to jest (jezeli to obca osoba). Jestem po slubie 8 lat, nigd
    > y mezowi (ani zadnemu innemu facetowi) nie sprawdzałam maili, komórki czy czego
    > kowliek ale kazdego ruszyłoby coś takiego,

    Zupełnie co innego jest szukanie tropów w obliczu spadku temperatury w związku, a czymś zupełnie innym jest szukanie dziury w całym (tzn on jak zawsze jest oddany, czuły, obdarza uwagą i spędza tyle samo czasu ze swoją kobietą, mimo to ona podskakuje jak dźgnięta szydłem w zadek, kiedy widzi go w kompletnie aseksualnej sytuacji z inną panią).

    Zazdrość bierze się z lęku. Czyli siedzi, tak naprawdę, w głowie zazdroszczącego, który boi się utraty. W tej tu sytuacji jest to imo niestety lekko paranoiczne.



    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • baba67 21.12.17, 08:26
    Tutaj bierze sie z braku pewności czy pan zakończył poszukiwania czy je kontynuuje a wspólne weekendy niewiele znaczą. Nie ma oczekiwania że pan nie będzie sie spotykał towarzysko czy zawodowo z innymi kobietami. Watpliwości sa logiczne w takiej sytuacji kiedy sie kogos dobrze nie zna.Najlepiej zachowywać się naturalnie, podejśc kiedy mozna, wspomnieć że się widziało (tu reakcja na żywo jest ważna), spokojnie, bez paniki.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 21.12.17, 08:34
    Babo czy Ty NAPRAWDĘ jakoś inaczej niż reszta rozumiesz słowa: "Tak! I chyba nie jestem histeryczką oczekując wyłączności w związku i ograniczenia kontaktów z inną płcią do spraw absolutnie niezbędnych, a i wtedy odbywania takich spotkań szybko, oficjalnie i przy weryfikowalnych świadkach." Pytam, bo na serio trudno je zrozumieć inaczej niż są rozumiane - pani oczekuje, ze pan ograniczy swe kontakty tak towarzyskie jak zawodowe z kobietami do niezbędnych, możliwie najkrótszych i najlepiej jeszcze przy świadkach - tak NAPISAŁA...
    Wg mnie takie oczekiwanie jest kosmiczne i na miejscu gościa wiałabym z prędkością swiatła od takiej zaborczej osoby sad

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 21.12.17, 11:43
    Masz racje-nie doczytałam.Pani jest histeryczką(skoro sama sie tak definiuje) w spawie takich oczekiwań. Skupiłam sie na aspekcie obecnych obaw które akurat rozumiem.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 21.12.17, 14:09
    Nie ma sprawy, zdarza się smile Ja obawy tez jakoś tam rozumiem, ale nie rozumiem dlaczego nie porozmawia normalnie z gościem w temacie tych obaw, bo w temacie oczekiwań to niema o czy, tak sa dziwaczne smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • tt-tka 14.10.18, 17:46
    Watek przejrzalam, teraz czytam dokladniej. Zalamka

    przedmiot_liryczny napisała:
    Nie pis
    > z więc mi proszę, że takie rzeczy się nie zdarzają i że to normalne, że mężczyz
    > na, z którym budujesz poważną relację chodzi do kawiarni czy po ulicy z innymi!


    Taaa. Bezwzglednie powinien chodzic kanalami. Chodzenie po ulicy to synonim zdrady.
  • verdana 03.12.17, 14:42
    Sądzisz, ze jesli facet zaczął sie z Tobą spotykać, to pozrywa wszystkie kontakty z kobietami, łącznie ze współpracownicami? że nigdy więcej z żadną kobietą nie przejdzie ulicą? Sytuacja byłaby niepokojąca, gdyby się nie przyznał, że sie z nimi widział. Trzeba było sie przywitać i tyle.
    Jeśli uważasz, ze na wyłączność oznacza, ze facet nie może przejść ulicą nawet z kobietą, z którą pracuje, że po dwóch miesiącach znajomości przestanie rozmawiać z koleżankami sprzed lat, to masz nierealistyczne oczekiwania, których nie spełni żaden związek.
  • przedmiot_liryczny 03.12.17, 18:05
    Tak! I chyba nie jestem histeryczką oczekując wyłączności w związku i ograniczenia kontaktów z inną płcią do spraw absolutnie niezbędnych, a i wtedy odbywania takich spotkań szybko, oficjalnie i przy weryfikowalnych świadkach.
  • aqua48 03.12.17, 18:55
    przedmiot_liryczny napisała:

    >chyba nie jestem histeryczką oczekując wyłączności w związku i ogranicze
    > nia kontaktów z inną płcią do spraw absolutnie niezbędnych, a i wtedy odbywania
    > takich spotkań szybko, oficjalnie i przy weryfikowalnych świadkach.

    Wybacz, ale moim zdaniem to nie są normalne wymagania. Każdy ma prawo spotykać się z przyjaciółmi, znajomymi współpracownikami, niezależnie jakiej są oni płci...
    Ale oczywiście najlepiej byłoby gdybyś wprost i szczerze oznajmiła panu jak wyglądają Twe wobec niego oczekiwania.
  • soffia75 03.12.17, 19:00
    Wyłączność w związku - tak, to oczywiste; co do drugiego warunku, pachnie mi on niebezpiecznie "złotą klatką". Czyli co, zakazane zostają spotkania klasowe, szkolenia na wyjeździe, imprezy integracyjne w pracy i inne tym podobne sytuacje? A jeśli partner ma lub znajdzie sobie jakieś "koedukacyjne" hobby, typu taniec towarzyski, grupa rekonstrukcyjna itp., które akurat Ciebie nie będzie interesowało, to też będzie musiał z niego zrezygnować?
    Biorąc pod uwagę doświadczenia, o których piszesz, jestem w stanie zrozumieć Twój punkt widzenia; przestrzegałabym jednak przed tak radykalnymi wymaganiami, bo tego nie wytrzyma żaden związek.

    --
    "Future's made of virtual insanity"
  • finka9 03.12.17, 22:12
    przedmiot_liryczny napisała:

    > Tak! I chyba nie jestem histeryczką oczekując wyłączności w związku i ogranicze
    > nia kontaktów z inną płcią do spraw absolutnie niezbędnych, a i wtedy odbywania
    > takich spotkań szybko, oficjalnie i przy weryfikowalnych świadkach.

    Uważam ,że nie jesteś desperatką . Desperacją byłoby udawanie ,że nie ma problemu ,że ta sytuacja nie sprawia ci bólu,nie budzi niepokoju . Siedzenie cicho ,"bo co sobie pomyśli ?","a może się spłoszy i odejdzie?" itp jest oznaką kompleksów . Ja postawiłabym sprawę jasno i powiedziała o swoich oczekiwaniach i sytuacjach,których nie akceptujesz . Ps.Czytam wątek wybiórczo więc przepraszam jeśli coś mi umknęło . Ja bym tak postąpiła ,ale ja nie jestem specjalistką od savoir vivre więc wiesz.....
  • kora3 04.12.17, 09:51
    Oczekując wyłączności seksualnej w związku nie oczekujesz niczego nadzwyczajnego, natomiast następne oczekiwania sią kosmiczne. Rozumiem Twe niedobre doświadczenia z innymi panami, ale mając taką postawę jak napisałaś nie zbudujesz żadnego związku. Nikt normalny nie będzie chciał być z kimś, kto do tego stopnia jak opisałaś chciałby go ograniczać - sorry



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • profes79 20.12.17, 07:11
    Biedny facet...Na jego miejscu wiałbym, gdzie pieprz rośnie po przeczytaniu takiego tekstu.


    --
    Witoldzbazin i Big_news - mała (na szczęście) wesoła gromadka trolli FŁ
  • argentusa 20.12.17, 14:18
    hm... mój pogląd będzie pewnie niepopularny, ale:
    1) gdyby mój obecny mąż, po 2 miesiącach znajomości, miał focha, że idę z kolegą z pracy na obiad/do knajpy/parku i rozmawiam z nim, to obecnym mężem by nie był. Amen, nieodwołalnie.
    2) gdyby mój obecny mąż próbował w jakikolwiek sposób ograniczać mi kontakty z moimi kolegami/współpracownikami płci męskiej - patrz koniec pkt 1.
    3) gdyby mój obecny mąż, oczekiwał, że ograniczę do minimum biznesowego kontakty z moimi znajomymi z przeszłości - ...pkt 1.
    a wiedzieliśmy oboje, że jesteśmy w takim momencie życia, że szukamy towarzysza/-szki na nastepna cześć żywota. I nie tylko do łóżka, ale na zycie wgl.
    i ostatnie: jak w ciągu 2 miesięcy można zakładać, ze to już forever na zawsze i tylko ja jestem brana pod uwagę. Jeszcze dobrze nie kochasz a już jesteś zazdrosna o inne.
    nie pojmę. zapewne nigdy.
    Ar
    ps. od czasu do czasu se wracam d Was smile))))

  • kora3 21.12.17, 08:26
    10/10smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • firlefanz 03.12.17, 19:06
    Verdana - to są dwie różne rzeczy - kontakty z płcią przeciwną w ogóle, a spotkania sam na sam.
    Przecież autorka wątku nie ma pretensji o sytuację, że jej chłopak poszedł na piwo ze współpracownikami wśród których są i mężczyźni, i kobiety, albo na imprezę, gdzie też jest mieszane towarzystwo.
  • verdana 03.12.17, 20:24
    Czyli związek kończy wszelką możliwości porozmawiania czy przejścia sie ulicą z osobą płci przeciwnej? To jakiś absurd.
  • firlefanz 03.12.17, 20:37
    absolutnie nie! Ale naturalne jest że takie spotkania w życiu prywatnym nie są częste (zawodowo może być różnie - zależy do branży). więc nie dziwię się, że autorka nabiera podejrzeń, gdy w krótkim czasie dwa razy jest świadkiem takiej sytuacji.
  • verdana 03.12.17, 21:15
    Cóż, w moim są - pracuję z wieloma facetami, w ostatnim tygodniu z jednym byłam na kawie, z jednym służbowo przechodziliśmy z jednego miejsca w drugie przez pół miasta. Do głowy by mi nie przyszło, że jest w tym cokolwiek dziwnego.
  • koronka2012 03.12.17, 21:56
    Ale zdaje się, jesteś mężatką, więc porównanie jest lekko nieadekwatne.

    Jak się już jest w wieloletnim związku, to się nie bulwersuje takimi sprawami, ale jeśli się ten związek dopiero buduje, to nic dziwnego, że chciałoby się wiedzieć, czy warto inwestować uczucia, bo równie dobrze pan może nadal być aktywnie poszukujący.

    Z tym, że zamiast wypytywać o okoliczności należałoby ustalić status relacji, tzn. czy obie strony traktują ją równie poważnie.
  • petra11986 03.12.17, 22:12
    Tak jakby mężatki i żonaci nie zdradzali. Albo ci tkwiący w długoletnich związkach. Albo magiczna wiara w to, że na pytanie -kochanie czy traktujesz nasz związek równie poważnie jak ja- każdy i zawsze odpowie szczerze i po zastanawieniu. Pięćdziesiąt twarzy naiwności na forum.
  • kora3 04.12.17, 10:27
    bez przesady! Normalnie przecież kobiety mają kolegów/współpracowników, a faceci koleżanki/współpracownice - miewa się też przecież przyjaciół odmiennej płci ....
    Wątkodawczyni ma złe doświadczenia z mężczyznami wcześniejsze, ale qrczę, nie można tego transponować na tego faceta i tak go osaczać, żeby oczekiwać, ze nie będzie spotykał się ze znajomymi kobietami - to jakaś paranoja

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • argentusa 20.12.17, 14:19
    Verdana ILY smile
  • horpyna4 03.12.17, 15:15
    Żartujesz, prawda? Bo jeżeli nie...

    Co rozumiesz przez "spotykanie się na wyłączność"? Żyję już dość długo, ale o czymś takim nie słyszałam; z Twojego postu wynika, że zaangażowany facet powinien mieć kontakty towarzyskie wyłącznie z osobnikami tej samej płci, bo wypicie kawy w towarzystwie koleżanki z pracy oznacza dla Ciebie to samo, co przespanie się z tą koleżanką. I Ty piszesz, że masz ponad 30 lat???

    Tak, powinnaś udawać, że ich nie widzisz. Gdyby jednak to oni Cię zobaczyli, to podejdź, krótko przywitaj się i odejdź, jeżeli nie będą Cię zatrzymywać. I nie wierć dziury w brzuchu facetowi - jak będzie chciał Cię zdradzić, to nie zrobi tego w miejscu publicznym.
  • ann.38 03.12.17, 16:43
    horpyna4 napisała:

    > Żartujesz, prawda? Bo jeżeli nie...
    >
    > Co rozumiesz przez "spotykanie się na wyłączność"? Żyję już dość długo, ale o c
    > zymś takim nie słyszałam;

    Chodzi jej o to, ze nie szukają juz partnera zyciowego. Nie chodzi o to, ze moze chodić na kawę ze współpracownicą ale o to ze ona (autorka) nie jest pewna czy to faktycznie współpracownica. Nie zachęcam do podejrzliwości tylko chciałam Ci wyjaśnić, bo miałam wrazenie, ze nie zrozmuiałaś.
  • aqua48 03.12.17, 17:33
    ann.38 napisała:

    > Chodzi jej o to, ze nie szukają juz partnera zyciowego. Nie chodzi o to, ze moz
    > e chodić na kawę ze współpracownicą ale o to ze ona (autorka) nie jest pewna cz
    > y to faktycznie współpracownica.

    Przy takim podejściu oraz gdy nie wierzy słowom mężczyzny z którym pomieszkuje to NIGDY niczego pewna nie będzie.
    I tak, powinna normalnie (nie wchodzić do kawiarni, ani nie przechodzić specjalnie na drugą stronę ulicy) przywitać się i poczekać aż on przedstawi ją swej towarzyszce.
  • ann.38 03.12.17, 19:39
    aqua48 napisała:

    > Przy takim podejściu oraz gdy nie wierzy słowom mężczyzny z którym pomieszkuje
    > to NIGDY niczego pewna nie będzie.
    > I tak, powinna normalnie (nie wchodzić do kawiarni, ani nie przechodzić specjal
    > nie na drugą stronę ulicy) przywitać się i poczekać aż on przedstawi ją swej to
    > warzyszce.

    Uwazasz ze zawsze nalezy wierzyć słowom osoby, z którą się pomieszkuje? Nie moze przejść na drugę stronę ulicy, gdzie idzie jej chłopak (chyba tak mozna go nazwać)? Ma się przywitać i czekać az zostanie przedstawiona na drugiej stronie ulicy?
  • aqua48 04.12.17, 09:56
    ann.38 napisała:

    > Uwazasz ze zawsze nalezy wierzyć słowom osoby, z którą się pomieszkuje? Nie moz
    > e przejść na drugę stronę ulicy, gdzie idzie jej chłopak (chyba tak mozna go na
    > zwać)? Ma się przywitać i czekać az zostanie przedstawiona na drugiej stronie ulicy?

    Tak, uważam, że jeśli ktoś nie dał powodu żeby mu nie wierzyć, to należy wierzyć. Tego wymaga zwykły szacunek do drugiego człowieka. Pomieszkiwanie zakłada pewną dozę wzajemnego zaufania i wyższy stopień zażyłości - zatem już się tego człowieka w paru życiowych sytuacjach sprawdziło.
    Oczywiście można przejść na drugą stronę jeśli się chce, ale jeśli nie ma się nic do powiedzenia prócz "cześć", a widać że ktoś jest zajęty, rozmawia z osobą towarzyszącą i nie zauważa przechodniów z drugiej strony ulicy, to po co? Wystarczy potem wspomnieć np: we wtorek widziałam cię na ulicy z kobietą, nie zauważyłeś mnie.
    Przywitać się ma jeśli wszyscy będą po tej samej stronie i wpadną na siebie. Sądziłam, że to jasne. I tak, ma poczekać aż będzie przestawiona, nie przedstawiać się sama.
  • kora3 04.12.17, 10:05
    Zgadzam się z tym, ze jeśli ktoś nie nadużył naszego zaufania nie należy mu okazywać jego braku, a nawet nie należy odczuwać tego braku - nawet jeśli ma się złe wcześniejsze doświadczenia...

    Zgadzam się też z resztą - można przejść w takiej sytuacji ale konieczności - nie ma.
    Nie zgadzam się z oczekiwaniem az się zostanie przedstawionym - można się samemu przedstawić imieniem i nazwiskiem, nie widzę w tym nic nadzwyczajnego.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 04.12.17, 10:32
    kora3 napisała:

    > Nie zgadzam się z oczekiwaniem az się zostanie przedstawionym - można się samem
    > u przedstawić imieniem i nazwiskiem, nie widzę w tym nic nadzwyczajnego.

    To rola pana w tej sytuacji. Kobietę dołączającą do towarzystwa przestawia już w nim obecnej.

  • kora3 04.12.17, 10:50
    Ok, ale załóżmy, ze pan tego nie robi - bywają sytuacje, w których ktoś nie wykona tego co powinien ...Uważasz, ze można się samej/samemu przedstawić w takiej przypadkowej niezobowiązującej sytuacji? I jeszcze jedno - z tego co wiem wszystkich pań to nie obowiązuje - poza osobami powszechnie znanymi, których się z założenia nie przedstawia, nie przedstawia się też własnej matki, nikomu - najpierw kogos - jej

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 04.12.17, 10:57
    kora3 napisała:

    > Ok, ale załóżmy, ze pan tego nie robi -
    >Uważasz, ze można się samej/samemu przedstawić w takiej sytuacji?

    Oczywiście, że można. Tyle że pan powinien dodać przedstawiając obie panie - moja koleżanka z pracy/znajoma - moja przyjaciółka/towarzyszka życia czy co tam jeszcze. I to od razu stawia sprawę we właściwym wymiarze. Pani przedstawiając się sama ani nie opisze siebie w ten sposób, ani nie dowie się kim jest towarzysząca panu osoba. Pozna jedynie imię i nazwisko.

    > nie przedstawia się też własnej matki, nikomu - na
    > jpierw kogos - jej

    Zakładam, że żadna z pań nie była matką pana więc po co ta informacja?
  • kora3 04.12.17, 11:02
    Informacja a propos twierdzenia, ze zawsze przedstawia się panią dołączającą do towarzystwa w nim będącej/ym smile

    Podawanie podczas przedstawiania ludzi, szczególnie prywatnie informacji o łączącej relacji nie jest konieczne ...Zatem wcale podczas takowej pan nie musi wymieniać, ze współpracownica czy partnerka

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 04.12.17, 11:16
    kora3 napisała:

    > Informacja a propos twierdzenia, ze zawsze przedstawia się panią dołączającą do
    > towarzystwa w nim będącej/ym smile

    Znowu dopisujesz mi Koro swoje słowa...Prostowanie Twoich wymysłów zaczyna być nudne.

    > Podawanie podczas przedstawiania ludzi, szczególnie prywatnie informacji o łąc
    > zącej relacji nie jest konieczne ...Zatem wcale podczas takowej pan nie musi wy
    > mieniać, ze współpracownica czy partnerka

    Nie musi, ale w takiej sytuacji powinien.
    >
  • kora3 04.12.17, 11:34
    aqua48 napisała:

    >
    > Znowu dopisujesz mi Koro swoje słowa...Prostowanie Twoich wymysłów zaczyna być
    > nudne.


    to JA napisałam? serio? "To rola pana w tej sytuacji. Kobietę dołączającą do towarzystwa przestawia już w nim obecnej." smile

    >
    > Nie musi, ale w takiej sytuacji powinien.


    Dlaczego powinien? Może, ale nigdzie nie jest powiedziane, ze powinien



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 04.12.17, 11:53
    kora3 napisała:

    > to JA napisałam? "To rola pana w tej sytuacji. Kobietę dołączającą do to
    > warzystwa przestawia już w nim obecnej."

    Nie Ty napisałaś: "a propos twierdzenia, ze zawsze przedstawia się panią dołączającą do towarzystwa w nim będącej/ym".

    A teraz PORÓWNAJ Swoje zdanie z tym które ja napisałam i znajdź różnicę. Dla ułatwienia podkreśliłam ją.

    P.S. ZAWSZE sądziłam że dziennikarza obowiązuje dokładność, rzetelność i odpowiedzialność za słowo. A nie przedstawianie pogłosek, półprawd, przekręceń i tego co mu się wydaje jako prawdy...

    > Dlaczego powinien? Może, ale nigdzie nie jest powiedziane, ze powinien

    Dlatego, że to ustawia obie panie w jasnej sytuacji i nie pozwala na niepotrzebne domysły - zatem jest wobec obu grzeczne i uprzejme. Oczywiście uprzejmość nie jest obowiązkowa, ale zawsze mile widziana.
  • kora3 04.12.17, 12:04
    Aqio , ja ZAWSZE sądziłam, ze par pro toto nie jest dobrą technika przedstawiania sytuacji - poza wyjątkami - paroma dodam smile przedstawia się osobę dołączająca do tow. obecnemu ...

    Co do reszty - też nieprawda - w sytuacji gdy relacja nie ma nic do rzeczy wcale nie jest uprzejme wprowadzanie w nią kogoś. Może być nawet kłopotliwe albo niezręczne

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 04.12.17, 12:19
    kora3 napisała:

    > poza wyjątkami - paroma dodam przedstawia się osobę dołączając
    > a do tow. obecnemu ...

    Przecież właśnie TO napisałam Koro. A skoro odnosimy się do konkretnej sytuacji to nie ma żadnego sensu wyszczególniać wyjątków, bo robisz tym jedynie szum informacyjny.

    > Co do reszty - też nieprawda - w sytuacji gdy relacja nie ma nic do rzeczy wcal
    > e nie jest uprzejme wprowadzanie w nią kogoś. Może być nawet kłopotliwe albo ni
    > ezręczne

    To Twoje zdanie, a nie żadna nieprawda, Koro. Ja mam w tej konkretniej sytuacji (gdy do pana napotkanego przypadkiem z obcą kobietą dołącza jego sympatia) zupełnie inne - po prostu uprzejmie jest przedstawić dodatkowo obie panie krótkim zdaniem sytuującym je wobec pana. Podobnie gdyby do takiego towarzystwa dołączyła np. żona pana. Też uważasz że nie byłoby dziwne gdyby pan ją przedstawił jedynie jako Annę Kowalską? Bez żadnej wzmianki to moja żona/siostra/bratowa? Bo dla mnie to dziwaczne i nieuprzejme.
  • kora3 04.12.17, 13:10
    aqua48 napisała:

    >
    > Przecież właśnie TO napisałam Koro. A skoro odnosimy się do konkretnej sytuacji
    > to nie ma żadnego sensu jedynie szum in
    > formacyjny.


    Nie Aquo, przedstawiałaś sprawę tak, jakby ZAWSZE była to reguła, a tak nie jest ...
    >
    >
    . Podobnie gdyby do takiego towarzystwa dołączy
    > ła np. żona pana. Też uważasz że nie byłoby dziwne gdyby pan ją przedstawił jed
    > ynie jako Annę Kowalską? Bez żadnej wzmianki to moja żona/siostra/bratowa? Bo d
    > la mnie to dziwaczne i nieuprzejme.


    w tej konkrtnej sytuacji - owszem, ale ogólnie nie jest to wcale konieczne, ani zawsze uprzejme




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 04.12.17, 13:30
    kora3 napisała:

    > Nie Aquo, przedstawiałaś sprawę tak, jakby ZAWSZE była to reguła, a tak nie je
    > st ...

    Kolejny raz nieprawda Koro, to tylko Twoje bezsensowne wykręty w odpowiedzi na wskazanie Twojego błędu i dopisanie mi Twego "zawsze", zmieniającego sens mojej wypowiedzi. Nie po raz pierwszy z resztą tak postępujesz.
    A odnosząc się do konkretnej sytuacji nie ma żadnej potrzeby wspominać o WYJĄTKACH od REGUŁY. Dopisywanie do jednoznacznej sytuacji kolejnych zbędnych, pobocznych informacji jest szumem informacyjnym zaciemniającym istotę rzeczy. Po to korzysta się z umiejętności syntezy i analizy treści by tego uniknąć, a nie zarzucić rozmówcę zbędnymi mu kompletnie wiadomościami. Niegrzecznie jest też robić uniki i rozmawiać "obok" tematu.



  • kora3 04.12.17, 14:20
    Nie ma żadnej reguły, która każe przedstawić współpracownikowi kogoś z podaniem relacji ...Nie zrozum mnie źle teraz , ale co innego mąż/zona, brat siostra, a co innego znajomi - a takowa jest osoba znana 2 miechy ...
    Nawet bliskiego znajomego niekoniecznie trzeba przedstawiać z podaniem relacji, gdy nie jest to konieczne. Zależy to silnie od relacji z drugą stroną...i TO TO cały czas idzie...
    Co to mego zawodowego rozmówcę obchodzi, ze spotkałam właśnie przyjaciółkę/przyjaciele, kolegę/koleżankę czy kuzynke? Nic

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • wagonetka 04.12.17, 14:23
    kora3 napisała:

    > Nie ma żadnej reguły, która każe przedstawić współpracownikowi kogoś z podaniem
    > relacji ...

    przecież aqua WYRAŹNIE pisze, że odnosi się do TEJ KONKRETNEJ sytuacji opisanej w pierwszym poście i WYRAŹNIE prosi cię, abyś nie mąciła

    nie możesz spełnić jej prośby?



  • kora3 04.12.17, 14:37
    Jak zawsze masz problem ze zrozumieniem tego, co ktoś napisze - trzeba zatem kawę na ławę ...GDYBYM była w sytuacji takiej jak ten pan i wątkodawczyni, to sposób przedstawiania mojego partnera moim współpracownikom zależałby od stopnia zażyłości z tymiż. A zatem - dobrej koleżance, z którą poza pracą koleguje się _ Poznaj Aniu mego znajomego X, wspominałam Ci o nim pewnie...ale już współpracownicy znanej tylko służbowo "Poznaj Aniu, mój znajomy X" albo "Poznajcie się państwo: Adam X mój znajomy, Anna Y moja współpracownica" ...Chodzi o to, że informowanie współtowarzysza/szki o tym, ze wątkodawczyni jest bardzo bliska znajomą/towarzyszką życia/ partnerką nie jest wcale jak sugerowała Aqua oczywiste

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 04.12.17, 14:53
    kora3 napisała:

    > Jak zawsze masz problem ze zrozumieniem tego, co ktoś napisze - trzeba zatem
    > kawę na ławę.

    Koro nie udawaj, że nie rozumiesz o co chodzi z mąceniem, i nie przerzucaj na innych swoich problemów.

    > formowanie współtowarzysza/szki o tym, ze wątkodawczyni jest bardzo bliska zna
    > jomą/towarzyszką życia/ partnerką nie jest wcale jak sugerowała Aqua oczywiste

    W TEJ KONKRETNEJ sytuacji Koro, gdy do pana będącego na ulicy w towarzystwie obcej kobiety podchodzi przywitać się jego sympatia, jak najbardziej jest to oczywiste, uzasadnione i uczciwe wobec obu pań.
  • kora3 05.12.17, 10:10
    aqua48 napisała:

    > W TEJ KONKRETNEJ sytuacji Koro, gdy do pana będącego na ulicy w towarzystwie ob
    > cej kobiety podchodzi przywitać się jego sympatia, jak najbardziej jest to oczy
    > wiste, uzasadnione i uczciwe wobec obu pań.


    Nie podzielam tego poglądu Aquo nie dlatego, by się z Tobą nie zgodzić dla zasady smile, tylko dlatego, ze nie widzę logicznego dlań umocowania.
    Wg mnie - powtórzę - pan w takiej sytuacji mógłby przedstawić panią z podaniem relacji, ale ani to oczywiste, ani uzasadnione, a co do uczciwości to całkiem kosmos, ale o tym za moment...

    Zacząć należy od tego, że oficjalna prezentacja - na gruncie towarzyskim (zawodowy co innego) - osoby współtowarzyszącej nawet, a nie spotkanej nie jest wymagana w zakresie podawania relacji. Można zatem pojawiając się u koleżanki na imieninach przedstawić towarzyszącego nam pana "A to jest Adam X" i tyle - nie jest to wcale niegrzeczne, ani niezręczne, ani też nieuczciwe smile

    Kolejna sprawa to taka, że w tej konkretnej sytuacji trudno byłoby wątkodawczynię przedstawiać komuś niespecjalnie bliskiemu z podawaniem tej relacji...
    Owszem, bliskiej osobie można by - A to jest właśnie Ania, o której Ci opowiadałem, spotykamy się od kilku tygodni ....- do przyjaciela, mamy, brata, bliskiego kolegi. Ale już wobec kogoś z kim znamy się tylko luźno byłoby to dość dziwaczne.
    W przypadku ludzi b. młodych sprawa jest dość prosta: mój chłopak/moja dziewczyna i wszystko jasne....Ale w przypadki 30+ -latków zabrzmiałoby to - przyznasz - dziwacznie. Jednocześnie nie ma w naszym języku odpowiednika tej relacji w wieku dojrzalszym.

    Powracając myślą do wymiany zdań z Vi z innego wątku wink - trudno w tej sytuacji znaleźć oficjalne słownictwo określające tę relację ...Moja dziewczyna - odpada z racji wieku, partnerka - no chyba raczej jeszcze nie, tym bardziej nie konkubina, narzeczona - też na wyrost - zatem pozostaje ...znajoma. Ty pisząc użyłaś słowa "sympatia" i ono na forum jest ok, ale w realu tak się nie określa dorosłych wybranków dorosłych ludzi w fazie rodzącego się związku. Wszelkie "moja kobieta", "moja ;lepsza połowa" odpadają, gdy relacja między przedstawiającym, a tym komu się przedstawia nie jest jakaś zażyłą. Tak samo odpada powiedzenie komuś takiemu o szczegółach typu, ze spotykają się kilka tygodni. Pozostaje zatem znajoma, albo bliska znajoma - czyli nic precyzyjnego - może chodzić zarówno o kogoś z kim się spotyka randkowo i pomieszkuje, jak i o kogoś z kim się spotyka towarzysko i tylko lubi.

    Co do tej uczciwości wobec pań obu - to mnie mocno zaskoczyłaś- powiem Ci. Sądzę, ze być może nieco wcieliłaś się w podejście samej autorki wątku, które to podejście jest rzekłabym dość jednak specyficzne. A jest, bo ma złe doświadczenia z panami i ich uczciwością na polu damsko - męskim wobec siebie. Ale przecież obie wiemy, ze to podejście choć ma podłoże w faktach nie jest właściwe Aquo.
    No bo przecież chyba, mam nadzieje, obie wiemy, ze jak się mężczyzna spotka z kobietą to nie jest to zaraz koniecznie spotkanie z podtekstem damsko- męskim! Można się spotkać towarzysko, przyjacielsko, koleżeńsko w końcu - jak u tu się zdarzyło - zawodowo. I ja jakoś wcale nie czuję, ze z racji uczciwości ktoś ma mi koniecznie wyjaśniać swoją relację z przypadkowo czy nie poznana przezeń panią - seriosmile Wcale bym się nie poczuła oszukana, gdyby mi jakiś pan nie powiedział, ze towarzysząca mu kobieta to jego zona/partnerka/siostra, bo co mnie to u licha obchodzi? No chyba, ze zakładasz - jak trochę autorka- że każda kobieta spotykając się z mężczyzną towarzysko czy zawodowo ma już w głowie plan jak go uwieść i zawlec przed ołtarz (ewentualnie do USC) i w związku z tym uczciwie jest jej powiedzieć, ze jest kolejna w kolejce za pomocą poprzedzającej ją w tejże pani smile Ja tak nie uważam i dość dziwnie bym się pewnie czuła, gdyby taka sytuacja zaszła...na szczęście nie było okazji dotychczas smile



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 05.12.17, 11:14
    kora3 napisała:

    > W przypadku ludzi b. młodych sprawa jest dość prosta: mój chłopak/moja dziewczy
    > na i wszystko jasne....Ale w przypadki 30+ -latków zabrzmiałoby to - przyznasz
    > - dziwacznie. Jednocześnie nie ma w naszym języku odpowiednika tej relacji w wi
    > eku dojrzalszym.

    Owszem Koro mówi się w podobnych sytuacjach to moja sympatia, druga połowa, przyjaciółka albo po prostu najczęściej to moja pani.. Wszystkie te określenia w stosunku do kobiety związanej uczuciowo z mężczyzną są adekwatne i dobre bez względu na wiek.
  • kora3 05.12.17, 11:41
    Aqio, zapewne zaraz delikatnie dasz mi do zrozumienia, ze jestem nieobyta i obracam się wśród plebsu, ale z rzetelności musze to napisać - NIGDY nie słyszałam, żeby ktoś o kimś sobie bliskim mówił "moja sympatia" - chyba, ze żartobliwie. Nawet u osób bardzo młodych - raczej o ICH bliskich osobach tak mówili inni - zwykle dorośli - A to sympatia Piotrka...Piotrek na ogół mówił "moja dziewczyna" smile

    "Moja druga połowa" - ujdzie w przypadku bliskich kontaktów z rozmówcą. W przypadku sztywniejszych - moim zdaniem - absolutnie.
    "Przyjaciółka" - dla mnie i wielu - mocno nieprecyzyjne. Być może dla niektórych to wielka egzotyka, ale ludzie mają także przyjaciół odmiennej od własnej płci, także osoby hetero. Tak, wiem - partner powinien także być i przyjacielem, ale to jednak inna relacja. Takie cos może zwyczajnie wprowadzać w błąd rozmówcę - przyjaciel to dla mnie człowiek którego dobrze znam, ufam mu, mogę na nim bezgranicznie polegać, ale nie łaczy nas wieź intymna. Taki przyjaciel, z którym laczy to dla mnie partner ...Zatem jeśli tak przedstawię mojego przyjaciela S. czy innego - H. to ludzie pomyśla, czy mają pomyśleć ze z sobą sypiamy? Absurdalne

    "Mój pan/moja pani" - spotkałam się - raczej w gronie ludzi starszych i prostych - u takowych funkcjonuje też "mój/moja" w określaniu czy to męża czy zony czy partnerki/ra, ale nie spotkałam się z czyms takim w oficjalnej rozmowie ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 05.12.17, 12:47
    Nie obracasz się Koro zapewne wśród ludzi starszych niż te 35+ posiadających sympatie, przyjaciółki i panie. Ja owszem, bywało i wszystkie podane propozycje są z życia.Moim zdaniem z tylu możliwości można sobie łatwo wybrać co tam komu odpowiada. nie trzeba się zarzekać że nie ma żadnej. Poza wszystkim moja własna ciocia staruszka wspominała o swoim chłopaku, którego posiadała jako całkiem dojrzała już w leciech wdowa i matka dwójki dzieci smile
  • kora3 05.12.17, 14:50
    Zapewne nie masz racji, bo mam znajomych - prywatnych różnych- także 60+ i 60++ i nikt tak nie mówi "sympatia" smile Tak samo z "przyjaciel/przyjaciółka" - rzadkie i raczej trąci no takim dziwactwem ...Pamiętam jak miałam coś pk. 40- stki i poznałam panią w okolicach 60+, która dowiedziawszy się, ze jestem rozwiedziona zapytała "Ale masz jakiegoś przyjaciela?" Całkiem naturalnie odpowiedziałam "Ależ oczywiście nawet kilku" - dla mnie pani pytała o przyjaciół...
    Jakieś jednostkowe przypadki ludzi mo9wiącyc sympatia, mój, przyjaciółka nie czynią reguły ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 05.12.17, 15:02
    Koro, osób mówiących "mój facet" czy "moja sympatia" znam na pęczki. Ostatnimi czasy dołączył jeszcze do kolekcji "mój partner", bardzo modne, zdaje się. Takie określenia to dla mnie zatem żadne dziwo. "Przyjaciel/przyjaciółka" faktycznie spotykane już chyba trochę rzadziej, ale nadal powiedziane w odpowiednim kontekście spokojnie wiadomo, co oznacza.
  • kora3 05.12.17, 15:13
    Maju - chyba nie czytałaś całości mej wymiany myśli z Aquą smile ""Mój face/mężczyzna/ polowa " - dla mnie ok jak najbardziej, ale nie w sytuacji, gdy mi tak przedstawia kogoś ktoś mało mi znamy/znany tylko służbowo - po prostu nie ten poziom zażyłości. "Mój partner" - owszem - dobre także na oficjalną okoliczność, ALE no mocno zdziwiłabym się będąc tak przedstawioną komuś w sytuacji wątkodawczyni - po ledwie kilu tygodniach znajomości bez wspólnego mieszkania - sama też bym kogos w adekwatnej relacji tak nie przedstawiła

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 05.12.17, 15:26
    Autorka wyraźnie napisała, że znajomość jest zażyła, z weekendowym pomieszkiwaniem włącznie... Naprawdę uważasz, że to zbyt mało, żeby kogoś przedstawiać jako partnera? To co jeszcze do tego potrzeba, Twoim zdaniem?
  • kora3 05.12.17, 15:29
    Wiesz, moim akurat zdaniem - obustronna deklaracja państwa w temacie

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 06.12.17, 16:23
    No to się różnimy w tej kwestii. Dla mnie regularne spotykanie się z pomieszkiwaniem to już deklaracja sama w sobie. Jeśli pan uważałby inaczej, to po prostu zakończyłabym znajomość.
  • kora3 06.12.17, 17:05
    Hmmm Maju dotykasz kwestii, którą ja sama często poruszam przy okazji wątków o tematyce d-m.
    Otóż - ludzie w takich sprawach mają podejście bardzo różne. Do tego mają prawo, o ile nie oszukują drugiej strony. Tylko, ze żeby zostać i móc poczuć się oszukanym trzeba najpierw zasięgnąć informacji JAKIE jest to podejście i uzyskać nieprawdziwą.
    Jeśli się o tym nie rozmawia - to się zwyczajnie nie wie jakie to podejście jest.

    I tu jest clou sprawy właśnie. Ludzie obojga płci, ale panie częściej niż panowie mają tendencję do transponowania na innych swoich własnych przekonań w ww. temacie BEZ ustalania stanu faktycznegosmile Jest to myślenie w stylu: - jeśli dla mnie seks (np.) jest deklaracją, to dla niego też, - jeśli ja bym się nie spotykała tak bez płomiennego uczucia, to przecież on też itd.
    Poza tym kobiety, niestety z racji wychowania w dużej mierze sad często boją się i wstydzą o pewnych sprawach mówić wprost. Tymczasem panowie są znacznie prostsi w obsłudze, bo najczęściej mówią wprost to co chcą wyrazić. Zatem jeśli chcą wyrazić, ze kochają to mówią "Kocham Cię", jeśli chcą wyrazić, że pożądają to "Pragnę Cię", jeśli chcą powiedzieć, że traktują znajomość poważnie mówią to. Natomiast panie wzorując się na samych sobie różne zachowania panów odczytują jako deklaracje tego, czego pan wcale nie zamierza wyrażać, więc ...nie wyrażał.

    Tak, wiem zaraz się mogę dowiedzieć, ze cóz taka kobieta może zrobić - jak coś zagai to wyjdzie na desperatkę wszak ..Otóż wcale niesmile Nie idzie o to, by na 1 rance pytała pana ile planuje z nia dzieci smile ale nie jest niczym dziwnym powiedzieć, ze szuka się poważnego związku i niezobowiązujący seks takiej pani nie interesuje. Szczególnie nie jest to niczym dziwnym przy tego rodzaju znajomościach z netu, gdzie ze tak powiem omija się fazę flirtu ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 08.12.17, 13:07
    kora3 napisała:

    > Hmmm Maju dotykasz kwestii, którą ja sama często poruszam przy okazji wątków o
    > tematyce d-m.
    > Otóż - ludzie w takich sprawach mają podejście bardzo różne. Do tego mają prawo
    > , o ile nie oszukują drugiej strony. Tylko, ze żeby zostać i móc poczuć się osz
    > ukanym trzeba najpierw zasięgnąć informacji JAKIE jest to podejście i uzyskać n
    > ieprawdziwą.
    > Jeśli się o tym nie rozmawia - to się zwyczajnie nie wie jakie to podejście jes
    > t.
    >
    > I tu jest clou sprawy właśnie. Ludzie obojga płci, ale panie częściej niż panow
    > ie mają tendencję do transponowania na innych swoich własnych przekonań w ww. t
    > emacie BEZ ustalania stanu faktycznegosmile Jest to myślenie w stylu: - jeśli dla
    > mnie seks (np.) jest deklaracją, to dla niego też, - jeśli ja bym się nie spoty
    > kała tak bez płomiennego uczucia, to przecież on też itd.

    Nie, ja nie wymagam, żeby pan przejmował moje przekonania, jeśli sam ma inne. Ale skoro jego przekonania nijak nie pasują do moich, to po co się frustrować takim układem? I naprawdę nie sądzę, żeby była tu potrzeba odbywania jakiejś specjalnej rozmowy na ten temat. Sam sposób zachowania i postępowania już wyraźnie wskazuje, jakie kto ma podejście. Bo jeśli facet, z którym się spotykam i sypiam nie uznaje za stosowne przedstawić mnie komuś jako swoją partnerkę, to niby o czym tu właściwie dyskutować, co jest niejasne? I nie, nie czułabym się oszukana, bo przecież niczego mi nie obiecywał i nic nie deklarował. Ot, po prostu, nie mamy wspólnego języka w ważnej dla mnie kwestii. To nie powód do obrazy, ale do zastanowienia na pewno.
  • kora3 08.12.17, 13:44
    Maju ...masz racje i jej nie masz w tym konkretnym przypadku. Tu pan nie miał okazji pani przedstawiać NIJAK, bo jej nie zauważył. To jest pierwsza i kluczowa sprawa.
    Drugą jest taka, ze bez względu na to jak traktujemy dana osobę - w sensie relację z nią - nie zawsze wypada przy przedstawianiu wymieniać tę relację jeśli nie jest formalna ...
    Np. ja nie widzę powodu, by panu obcemu urzędnikowi, z którym spotkałam się zawodowo w kawiarni uświadamiać, ze przypadkowo pojawił się mój partner, przyjaciel, czy koleżanka. Jeśli doszłoby do takiej sytuacji to ograniczyłabym się do przestawienia tych osób z imienia i nazwiska.

    Nie w tym jednak rzecz ...Tu okazji do przestawiania nie było, ale jak widać okazji do zwyczajnie porozmawiania - też nie było. Wnoszę z tego, że pani wątkodawczyni NIE WIE czy pan w związku z zażyłością z nią spotyka się z innymi paniami randkowa - czy też nie. W związku z tym, ze oczekuje, iż powinien zaprzestać także wszelkich kontaktów z płcia przeciwna poza niezbędnymi i w obecności świadkówsmile wnoszę iż to albo troll, albo no dziwna osoba....Ale pomijając to - skoro tego nie wie, to znaczy, ze nie rozmawiała o tym z panem nawet na poziomie ogólności - w sensie - jak oboje widzą swe relacje z innymi ...
    Skoro nie, to należałoby porozmawiać, nie uważasz? Była okazja - Wiesz, widziałam cie na miescie przypadkiem z jakąs panią ...Chciałabym wiedzieć, czy spotykasz się z kimś jeszcze poza mną? - nie ma w takim pytaniu nic złego, desperackiego, ani upokarzającego

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 06.12.17, 16:58
    kora3 napisała:

    Koro polemizowałam z Twoim twierdzeniem: "trudno w tej sytuacji znaleźć oficjalne słownictwo określające tę relację". podałam kilka przykładów z życia wziętych, które są stosowane. Na co Ty nadal wydziwiasz: "jakieś jednostkowe przypadki ludzi mo9wiącyc sympatia, mój, przyjaciółka nie czynią reguły".

    Nie chodziło mi o żadną regułę tylko o wskazanie tego że się mylisz bo ludzie doskonale i jednoznacznie sobie z tym problemem radzą. A to że TY SIĘ NIE SPOTKAŁAŚ z podanymi przeze mnie propozycjami to już Twój problem...

  • kora3 06.12.17, 17:08
    spotkałam - poza "sympatia", ale to nie znaczy, ze uważam je za fajne ...Tak szczerze - chciałabyś zostać komuś przedstawiona jako sympatia czyjaś w swoim obecnym wieku?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 06.12.17, 17:50
    kora3 napisała:

    > spotkałam - poza "sympatia", ale to nie znaczy, ze uważam je za fajne ...Tak s
    > zczerze - chciałabyś zostać komuś przedstawiona jako sympatia czyjaś w swoim ob
    > ecnym wieku?

    Zupełnie mi by to nie przeszkadzało. A jeszcze gdyby zostało wypowiedziane z pewnym zachwytem... Uważam to określenie za miłe i ładniejsze niż np. partnerka. Mój kolega tak o swoich paniach opowiada.

  • kora3 06.12.17, 17:59
    No może, może - dla mnie takie coś brzmiałoby zwyczajnie infantylnie. A to dlatego, że tak się z reguły w omawianym kontekście określało zwyczajnie obiekt zainteresowania dzieci w wieku od przedszkolnego do wczesnej podstawówki. Takie przedstawienie mnie przez kogoś mocno by mnie zniechęciło do kontynuowania ze tak powiem smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 15.10.18, 08:37
    Dawno nie spotkałam się z takim określeniem, kiedy byłam młoda to już myszką trąciło pytały mnie o to ciotki(te starsze, młodsze pytały o chłopaka).Trochę śmieszyło ale miłe było.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • minniemouse 21.12.17, 01:18
    kora3 napisała:
    "Ale masz jakiegoś przyjaciela?" Całkiem naturalnie odpowiedziałam "
    > Ależ oczywiście nawet kilku" - dla mnie pani pytała o przyjaciół...
    > Jakieś jednostkowe przypadki ludzi mo9wiącyc sympatia, mój, przyjaciółka nie czynią reguły ...


    dla mnie (i zapewne dla kazdego) to pytanie mialo jednoznaczny wydzwiek, no ale ty Koro musisz byc bardziej katolicka od samego papieza wink
    wracajac do tematu - przeciez naprawde to niewazne czy slowko 'sympatia' jest nadal w obiegu czy nie, skoro tematem dyskusji jest:
    - "status osoby towarzyszacej nalezy natychmiastowo wyjasnic przedstawianej wlasnej sympatii"
    potrafisz to chyba zauwazyc?
    i naprawde, takie wieczne skakanie z tematu na (niewazny) temat jest jednak meczace i niepotrzebnie zasmieca dyskusje.

    Minnie
    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • kora3 21.12.17, 08:15
    Minnie napisała: "- "status osoby towarzyszacej nalezy natychmiastowo wyjasnic przedstawianej wlasnej sympatii"
    potrafisz to chyba zauwazyc?"

    No nie Minnie, dyskusja w tym podwatku dotyczy nie tego jak przedstawić kogoś osobie sobie bliskiej, ale jak ową osobę w sensie statusu przedstawić komuś.

    Pierwsza sytuacja nie nastręcza problemów raczej:- "Pozwól Basiu, to moja koleżanka z pracy/sąsiadka/znajoma/przyjaciółka Kasia" - i koniec.
    Natomiast w drugą stronę może być ciężko, bo na pewnym etapie znajomości trudno taką osobę określić jakoś. Żona to nie jest, partnerka także nie, dziewczyna - pasuje, ale u młodych ludzi, przyjaciółka - mylące i niejednoznaczne, sympatia - może i dobrze oddaje klimat ze tak powiem, ale nie jest przyjęte y dorosłych ludzi. I wlasnie o tym była ta poddyskusja smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 21.12.17, 13:02
    kora3 napisała:

    Natomiast w drugą stronę może być ciężko, bo na pewnym etapie znajomości trudno taką osobę określić jakoś. Żona to nie jest, partnerka także nie, dziewczyna -pasuje, ale u młodych ludzi, przyjaciółka - mylące i niejednoznaczne, sympatia - może i dobrze oddaje klimat ze tak powiem, ale nie jest przyjęte y dorosłych ludzi. I wlasnie o tym była ta poddyskusja smile

    i dlatego u doroslych ludzi funkcjonuje, moze z rzadka ale jednak, takze dwuznaczny "przyjaciel"/ "przyjaciolka" wziete zapewne z niemeckiego "Freund" co jest dokladnie przyjaciel ale w ambiwalentnym znaczeniu jako partner i jako bliski kolega/kolezanka a takze jest to, jak mniemam, luzna kalka z angielskiego boyfriend/girlfriend ktore takze wlasciwie maja podwojne znaczenie.
    jest to calkiem stare slowo, znane i popularne jeszcze przed wojna, teraz juz niemodne.
    ale mnie nie musisz wierzyc, uwierz SJP:

    przyjaciel
    1. «osoba pozostająca z kimś w bliskich, serdecznych stosunkach»
    2. «osoba okazująca komuś lub czemuś swoją sympatię, sprzyjająca czemuś»
    3. euf. «kochanek»


    w/g SJP

    podejrzewam ze to dobrze wiesz, ale lubisz tak sie podroczyc bo ty jestes Korcia smile

    Minnie
    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • kora3 21.12.17, 14:24
    Wiesz co oznacza "euf." - eufemizm Minnie, nazwanie "ładniej" czegoś brzmiącego pejoratywnie. Kochanek to wg SJP :mężczyzna utrzymujący stosunki seksualne z kobietą bez zawarcia związku małżeńskiego; utrzymanek, amant, kochaś. Kochanka - adekwatnie ...
    Teraz rodzi mi się pytanie: czy NAPRAWDĘ chciałabyś , żeby ktoś Cię przedstawił jako swą kochankę? Nawet używając słowa przyjaciółka w kontekście opisu ze SJP?smile

    Nawiasem mówiąc, tu SJP chyba lekko się "zagubił", bo nie podaje najbardziej znanego i najczęściej używanego w mowie potocznej znaczenia słowa "kochanek/kochanka" - otóż tak określa się potocznie osobę utrzymującą stosunki intymne oraz emocjonalne z kimś oficjalnie będącym z kimś innym.
    O kimś, kto współżyje z wolną osobą bez ślubu NIKT poza może jakimiś ludźmi oszołomionymi religijnie nie powie "kochanek/kochanka" Minnie - w PL oczywiście.

    Jak więc widzisz SJP może tu poważnie wprowadzać w błąd. smile

    Co do samego określania takiej jak opisana relacji "przyjaciel/przyjaciółka" - mnie się nie podoba z przyczyn czysto praktycznych, ale jak sobie ktoś tak chce nazywać, to może tylko musi się liczyć z nieporozumieniemsmile Miałam taką sytuację, gdzie przedstawiałam mojemu obecnemu partnerowi, który wówczas był moim znajomym dwóch moich przyjaciół. Powiedziałam zatem "a to mój przyjaciel Jerzy i kolejny, Adam" No i co - powinien pomyśleć, ze to dwóch moich kochanków? smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • pavvka 21.12.17, 15:56
    kora3 napisała:

    > O kimś, kto współżyje z wolną osobą bez ślubu NIKT poza może jakimiś ludźmi osz
    > ołomionymi religijnie nie powie "kochanek/kochanka" Minnie - w PL oczywiście.

    Nie do końca tak. Do czasu też mi się wydawało, że te słowa nie są używane współcześnie w tym kontekście, ale np. Pudelek i owszem, rutynowo nazywa kochankami celebrytów, którzy są w związku bez ślubu. Pewnie właśnie o to chodzi żeby brzmiało pejoratywnie.
    --
    "See, you think I give a shit. Wrong. In fact, while you talk, I'm thinking; How can I give less of shit? That's why I look interested."
  • kora3 21.12.17, 16:01
    nie czytam, to nie wiem, ale wierze na słowo, ze używa - nawet jeśli to wbrew rozumieniu takiego słowa przez większość...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • pavvka 22.12.17, 14:47
    kora3 napisała:

    > nie czytam, to nie wiem, ale wierze na słowo, ze używa - nawet jeśli to wbrew r
    > ozumieniu takiego słowa przez większość...

    Ale Pudelek jest na tyle popularny, że może wpływać na język smile Ja niedawno słyszałem słowo 'kochanka' użyte właśnie w takim znaczeniu przez osobę ani nie starą, ani nie konserwatywną obyczajowo. Trochę mnie to zdziwiło, ale może zaczyna się na nowo przyjmować.
    --
    "See, you think I give a shit. Wrong. In fact, while you talk, I'm thinking; How can I give less of shit? That's why I look interested."
  • minniemouse 21.12.17, 22:06
    kora3 napisała:
    Jak więc widzisz SJP może tu poważnie wprowadzać w błąd.

    wiadomo ze na ciebie mozna liczyc Korciu big_grin
    jak nie chcesz przyznac sie do bledu, to nawet SJ Polskiego zarzucisz blad lolol
    Korciu eufemistycznie "kochanek" to raczej przestarzale, po prostu. w dzisiejszych czasach oznacza to po prostu partnera zyciowego, i tyle. i wiekoszosc to jednak wie.

    Minnie

    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • kora3 22.12.17, 06:47
    Minnie, nie mieszkasz w PL długo, więc Ci hehe "wybaczam", ale pojmij, ze w Polsce NAPAWDE kochanek/kochanka oznaczają powszechnie nie to co słownik opisujesmile A jeśli jakieś określenie jest przestarzale powinno mieć adorację "arch." przed opisem, prawda?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 22.12.17, 07:02
    Nie Minnie. Kochanek nie oznacza partnera życiowego. To co pisza w słownikach może mieć bardzo dużo lat.Kochanek w potocznej żywej polszczyżnie oznacza osobę utrzymującą relację seksualną z osoba w stałym związku przy czym kochanek czy kochanka tez w takim związku moga być. Ale ty wiesz , lepiej, ok bo mieszkasz od kilkudziesięciu lat w Kanadzie.No pliiiiiz.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 22.12.17, 07:26
    Uff Babo smile - noż tłumaczę to Minnie, ale bezskutecznie ...Słowa kochanek/kochanka ewoluowały w języku polskim dość znacznie. Wieszcz nasz pisze w "Świteziance" : - Jakiż o chłopiec piękny i młody, jakaż to obok dziewica (...) ona mu ja z kosza maliny, a on jej kwiatki do wianka, pewnie KOCHANKIEM jest tej dziewczyny, pewnie to jego KOCHANKA"

    Mistrz Adam zawarł tu mnóstwo słów funkcjonujących w języku polskim nadal, ale ni w kontekście tego utworu. Chłopiec - obecnie dziecko płci męskiej, w kontekście - mody mężczyzna, młodzieniec. Dziewica - obecnie kobieta niezdeflorowana, szerzej niemająca za sobą kontaktów seksualnych - w kontekście poematu - młoda dziewczyna, panienka. Kochanek/kochanka - w potocznym obecnym rozumieniu, jak opisałyśmy, w kontekście wiersza - zakochani po prostu.
    Diabli wiedza jak Minnie zrozumiałaby ten poemat smile bo wg słownika wychodzi na to, ze jakiś chłopiec (dziecko) ma kochankę, która jest dziewicąsmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 22.12.17, 08:03
    smile Ale jeszcze w latach 80tych była taka znana powieśc i film ktory przetłumaczono jako Kochanica Francuza. Tytułowy Francuz nie mial malżonki,Zeszta jak sie okazało i pani nie była kochanicą. Niemniej badzo mnie to słowo intrygowało jako licealistkę.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 22.12.17, 09:34
    Heh no tak ... A tak czy owak - trudno osobę, z którą się jest na etapie takim jak opisany przedstawić komuś niespecjalnie bliskiemu z podaniem relacji..Minnie tego nie rozumie, być może z racji różnic kulturowych pomiędzy starym a nowym swiatem...Być może np. w CAN (oprzędzam - nie wiem) wypada załóżmy szefowi, z którym ma się formalne kontakty powiedzieć "A to jest Kasia, spotykamy się od kilku tygodni"...w PL zdecydowanie - nie wypada, tak można powiedzieć przedstawiając takiego kogoś osobie bliskiej ....
    I tu jest właśnie problem, bo na takim etapie znajomości trudno po polsku jakoś taką osobę określić przedstawiając w sytuacji bardziej oficjalnej. Jak wspomniałam - zona -wiadomo nie, partnerka - no też nie ten etap...kochanka - odpada z racji pejoratywnego odbioru, dziewczyna - tylko dla młodych, sympatia - nieprzyjęte ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 22.12.17, 23:33
    kora3 napisała:
    "A to jest Kasia, spotykamy się od kilku tygodni"...w PL zdecydowanie - nie wypada, tak można powiedzieć przedstawiając takiego kogoś osobie bliskiej ....
    I tu jest właśnie problem, bo na takim etapie znajomości trudno po polsku jakoś
    taką osobę określić przedstawiając w sytuacji bardziej oficjalnej. Jak wspomniałam - zona -wiadomo nie, partnerka - no też nie ten etap...kochanka - odpada z racji pejoratywnego odbioru, dziewczyna - tylko dla młodych, sympatia - nieprzyjęte ...


    Koro, jesli ktos z kims spotyka sie dopiero kilka tygodni to po co w ogole informowac wszem i wobec o statusie? przeciez na tym historia moze sie zakonczyc, juz po tym spotkaniu z domniemanym szefem Jas moze z Kasia zerwac, i co, tak za kazdym razem bedzie szefowi w nieskonczonosc przedstawial nowe znajmosci? noz przeciez...

    ale nawet, to u nas sie po prostu mowi "we are dating" czyli "randkujemy" - no ale w sumie po polsku nie ma w pelni oddajacego oznaczenie odpowiednika. a randkowanie oznacza ze jestesmy na etapie dopiero czegos wiecej niz zwykle kolezenstwo ale jeszcze nie jestesmy oficjalna para.

    A 'przyjaciel', to juz odnosi sie do oficjalnie bedacej ze soba pary, pary na wylacznosc "ja i ty".
    btw, tu przeprosze za OT ale to mi przpomnialo, byl kiedys taki fajny magazyn o tej nazwie
    "Ja i Ty" - czy jeszcze istnieje?

    Ja wiec bym w ogole nie okreslala takiej osoby w sytuacji oficjalnej np w pracy. przedstawilabym jako "to Kasia Kowalska" - bez dalszego objasniania. gdyby ktos upowazniony (zaprzyjazniony) sie mnie pytal pozniej "a co to Janku za jedna" - to wtedy mozna ewentualnie szerzej: "a wiesz, dopiero sie poznalismy, na razie to jestesmy na etapie umawiania sie i spotykania. zobaczymy co dalej..".
    Szefowi jakby pytal na oficjalnym gruncie - to samo. dopiero gdy sytacja sie ustabilizuje na pewno w strone stalego zwiazku, to przedstawiamy "a to moja partnerka/przyjaciolka/ukochana/lepsza polowa...... Kasia Kowalska". Jesli ma sie angielskie poczucie humoru, to takze: "moja kochanka Kasia Kowalska" smile

    sorry za niezgbrabe stylistyczna, ale bardzo sie spiesze!
    Minnie

    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • kora3 23.12.17, 06:36
    Minnie - o tym właśnie mowa w tym podwatku - skoro nie zauważyłaś - PO POLSKU nie ma jak określić takiej osoby w opisanej sytuacji - weź to zrozum. jasne, można powiedzie: spotykamy się , randkujemy, ALE RTYLKO do kogoś bliższego,dalszego nie.
    Dokładnie jak ty smile bylam za tym by w takiej sytuacji przedstawić kogoś normalnie z imienia i nazwiska, bo jak inaczej - ale było, ze nie )

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 22.12.17, 23:08
    baba67 napisała:
    > Nie Minnie. Kochanek nie oznacza partnera życiowego.
    >

    nie kochanek, tylko przyjaciel. PRZYJACIEL. nie zrozumielismy sie...

    Minnie



    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • kora3 23.12.17, 11:30
    Minnie, ale rzecz cała w tym, że słowo "przyjaciel" funkcjonuje w języku polskim jako określenie osoby bardzo bliskiej, ale takiej, z która się przyjaźnisz, a nie sypiasz - przede wszystkim! Powiem Ci, ze określanie tak osoby bliskiej w znaczeniu o jakim rozmawiamy jest stosowane przeważnie - z obserwacji - przez osoby raczej starszego pokolenia i bardzo proste - po prostu takie, które unikają słowa "partner/ka" lub "konkubent/konkubina".

    W tym jednakże podwatku chodzi o to, jak przedstawić komuś panią pozostającą w relacji opisanej tu, jak powinien przedstawić pan. I tu masz rację wg mnie, bo wg mnie nie ma potrzeby ani, ani takiego słowa po polsku, jakim można by te panią komuś niebliskiemu przedstawić. Wlaśnie tak uważam, ale moja postawa spotkała się z polemika, ze stwierdzeniem, ze pan z racji uczciwości (??) także powinien dać do zrozumienia, ze z tą panią łaczy go zażyłość, z racji uczciwości wobec OBU pań smile Nie ogarniam w sumie o co chodzi z tą uczciwościąsmile Bo jakbym ja idąć ze współpracownikiem spotkała jakąś znającą go panią, to wcale nie oczekiwałabym, ze mi powie co go z nią laczy, bo CO MNIR TO OBCHODZI....

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 23.12.17, 14:42
    Przyjaciel tez nie oznacza partnera zyciowego. Niemniej rzeczywiście za mojej mlodości (kiedy to wyemigrowałaś) tak się określało związek cudzy . Potem już młodsze pokolenia (w tym ja-bo wtedy byłam młodszym pokoleniem ech)zaczęły nazywać rzecz po imieniu i słowo przyjaciel nabrało charakteru aseksualnego. Nie słyszałam aby określano tak związek własny bo narażało to na śmieszność,o własnym związku niemałżeńskim w wieku średnim i póżniejszym nie mówiło się w ogóle-co co wiedzieli to wiedzieli, kiedyś się ludzie ze swoim życiem intymnym nie obnosili.Młodzi -wiadomo-dziewczyna/ chłopak , narzeczona/y.Teraz mówi się i pisze partner życiowy.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 23.12.17, 14:54
    Dokładnie tak Babo ...rzecz cala w tym, ze w TYM przypadku pani nie jest chyba jeszcze partnerką, być może oczach pana.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 24.12.17, 03:16

    Korciu eufemistycznie "kochanek" to raczej przestarzale, po prostu. w dzisiejszych czasach oznacza to po prostu partnera zyciowego, i tyle. i wiekoszosc to
    > jednak wie.


    O Boze, czytam i wlasnym oczom nie wierze. ale popiep*ylam, teraz rozumiem dlaczego sie nie zrozumialsmy, - z mojej winy!
    bo tu mialo byc "PRZYJACIEL" nie kochanek, pomieszalo mi sie okropnie,
    bardzo was przepraszam !!!
    https://www.cosgan.de/images/smilie/konfus/a075.gif

    Minnie
    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • kora3 26.12.17, 13:51
    Nic się nie stało Minnie, ale nadal nie rozumiesz chyba "przyjaciel" po polsku od dawna nie jest synonimem partnera życiowego - w tym rzecz cała. Tak było kiedyś, dawno, a obecnie temu nazewnictwu zasadzie hołdują zwykle osoby starsze już mocniej i do tego proste. Dla innych "przyjaciel" to ktoś z kimś się przyjaźnimy. Hołdujący temu archaicznemu nazewnictwu narazają sami siebie na głupie sytuacje.

    Na jakimś wernisażu mój przyjaciel spotkał jakiegoś znajomego, akurat stal ze mną. Pani mi został przedstawiony jako jego kolega, ja panu - jako jego przyjaciółka - czyli wszystko normalnie. Za chwilę dołączyła żona mego przyjaciela i jej pan został przestawiony jako kolega, a ona jemy naturalnie jako żona. Pan mało oczu nie upuścił na ziemię smile I nie mogą zdzierżyć z ciekawości zapytał na osobności człowieka, jakże on to rak godzi - zona i kochanka stoją razem smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • firlefanz 03.12.17, 20:33
    może ze "spotykaniem się na wyłączność" chodzi o nierandkowanie z kilkoma osobami na raz przez tak długi czas?
    Zwłaszcza na portalu randkowym na początku może być sytuacja, że ktoś np. przez jeden-dwa tygodnie zanim sytuacja "się wyjaśni" spotyka się z dwoma-trzema osobami. To jest jednak inny rodzaj zawierania znajomości niż "offline".
    I wydaje mi się, że ludzie mogą różnie wyznaczać granice kiedy spotykanie się z dwoma osobami równocześnie zaczyna być nieetyczne. Być może autorka się boi, że ona traktuje to już jako związek, a pan nadal korzysta z portalu i dla niego są jeszcze w fazie spotykania się.
  • ann.38 03.12.17, 16:37
    Jezeli pomieszkujecie u siebie to jest to dosyć bliska znajomość i uwazam ze mogłaś (powinnaś) podejść i się przywitać. Skoro tak często go widujesz przypadkiem, to chyba jest to małe miasto? Jezeli zapytałaś, co robił o tej konkretnej porze, to mógł się domyslić, ze go widziałaś i wymyslić te historie a w rzeczywistości spotyka się z innymi poznanymi kobietami albo tez jest prawdą, to co powiedział. Niestety, tak jest w związkach, nigdy nie wiemy naprawdę do końca pewnych rzeczy. Masz prawo zapytać o te kobiety, ale jezeli Cię oszukuje, to przeciez nie powie. Opowie bardzo zgrabną, wiarygodną historię spokojnym głosem. A druga sprawa jest taka, ze nawet jezeli nie oszukuje i są to faktycznie tylko kolezanki, to skoro relacja się zacieśnia, to mozna by podjąc temat czy jednakowo patrzycie na zakres prywatności, spotkania/przyjaźnie kazdego z Was z płcią przeciwną. Są sytuacje gdzie mozna obiektywnie stwierdzić co mozna czego nie wolno kiedy jest się w związku ale jest tez cały środek, sytuacje, gdzie zalezy od podejścia partnerów i dlatego trzeba to brać pod uwagę przy dobieraniu się.
  • przedmiot_liryczny 03.12.17, 18:10
    Miasto jest duże, dlatego te spotkania to przypadek. Jednak oboje pracujemy w centrum i oboje w ramach pracy co jakiś czas się przemieszczamy (chociaż są to różne branże). Czy to takie dziwne? Czyli Ty zakładasz, że on mnie oszukuje. Mnie się też tak wydaje, bo jeden przypadek można jeszcze zrozumieć, ale dwa? I to z zadbanymi ładnymi kobietami... A mnie nic nie brakuje, nie rozumiem po co szukać chwilowych przyjemności poza związkiem, w którym ma się wszystko! To sprzeczne z całym savoir vivre, ze kulturą osobistą. I sama nie wiem jak z tego wybrnąć. Nie powinno się wygarniać ludziom takich rzeczy, to nieeleganckie, ale z drugiej strony nie można pozwolić sobie na takie traktowanie. Tym bardziej przykre, że oboje jesteśmy osobami naprawdę na poziomie sad
  • ann.38 03.12.17, 19:33
    Nie, wcale nie uwazam ze to dziwne i ze oszukuje ale inni troszkę "napadli" na Ciebie ze masz coś przeciwko piciu kawy z kolezankami więc zwrociłam uwagę na fakt, iz nie wiesz na pewno czy to kolezanki a nawet jezeli wierzysz, to tez warto rozmawiać i ustalic czy macie podobne podejście/poglądy na temat prywatności w związku. Niektórzy szukają poza związkiem po prostu czegoś nowego, innego, niekoniecznie musi im czegoś brakować, ale nie twierdzę ze tak jest u Was tylko odpowiadam na Twoje wątpliwości.
  • annthonka 04.12.17, 17:01
    Załóżmy, że nie jesteś trollem - jak Twoim zdaniem powinien się zachować facet, z którym się spotykasz? Odmówić chodzenia na spotkania służbowe w towarzystwie współpracownic, szczególnie tych zadbanych, bo mu nowa dziewczyna nie pozwala? Uciekać na widok spotkanej na ulicy zadbanej koleżanki, bo przecież w związku ma wszystko?
  • bene_gesserit 04.12.17, 19:52
    Myślę, że mógłby nosić to, co dostanie od swojej dziewczyny pod choinkę - koszulkę z napisem 'jestem pantoflem'. To by skutecznie odstraszyło wszystkie amatorki, które niechybnie dybią na biednego misia i przez kawę w kawiarni oraz podprowadzanie kawałek ulicą chcą go zaciągnąć do łóżka, a może się nawet z nim zaręczyć itd.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • bene_gesserit 04.12.17, 19:49
    Myślę, że najlepiej wybrnąć z tego w taki sposób: rzuć tego faceta i znajdź sobie takiego, który spełnia wszystkie twoje wymagania oraz to najważniejsze - tzn nie będzie się spotykał na stopie towarzyskiej/półsłużbowej/żadnej innej z innymi kobietami, a zwłaszcza z ładnymi i zadbanymi. W sytuacjach społecznych, w których nie da sie tego kontaktu uniknąć - np na jakiś przyjęciach - będzie się trzymał limitu dwóch i pół minuty, jeśli chodzi o konwersacje sam-na-sam. A, i nie będzie się oglądał za innymi kobietami kiedy będzie z tobą i kiedy będzie sam (to łatwo sprawdzić, wystarczy trochę go przypadkowo pospotykać na mieście i przypadkowo poobserwować z ukradka).

    Jedna tylko sprawa - facet w związku, który sam się tu przy twojej pomocy opisuje na pewno nie ma wszystkiego. Zwłaszcza jeśli lubi budować związek na zaufaniu i dawaniu sobie wzajem wolności.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • argentusa 20.12.17, 14:24
    A mnie nic nie brakuje, nie rozumiem po co szukać chwilowych przyjemności poza związkiem, w którym ma się wszystko!

    eee, rozuemiem, że to Twój punkt widzenia. Być może mój/pana mógłby być inny. A poza tym, wiekowa jestem, NIE WIERZĘ, że są ludzie, którzy są wszystkim dla kogos innego. Toż to czysta patologia.
  • nocnymarek2 20.12.17, 16:43
    argentusa napisała:

    > A mnie nic nie brakuje, nie rozumiem po co szukać chwilowych
    > przyjemności poza związkiem, w którym ma się wszystko!

    Oj, to Ty jeszcze dużo nie rozumiesz. Ja zresztą też. Np. dlaczego
    Arnold mając ładną żonę bzykał gosposię. W związku nigdy się nie
    ma wszystkiego. Jak się ma blondynkę, to się nie ma brunetki. Chyba,
    że się zrobi na sztuczną inteligencję. Itd. itp.

    I choć piszesz niby rozsądnie o tym nieograniczaniu się, to rachunek
    prawdopodobieństwa mi podpowiada, że coś może być na rzeczy.
  • kora3 21.12.17, 08:45
    Rachunek chyba słabo wypadłsmile bo zdaje się, ze Argentusa zacytowała po prostu wątkodawczynię. Być może niezbyt staranie i przez to wygląda na to, ze słowa Przedmiotu to jej słowasmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 21.12.17, 08:47
    forum.gazeta.pl/forum/w,10226,165172965,165172965,Niekomfortowa_sytuacja_zachowanie.html?p=165174380

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • nocnymarek2 21.12.17, 10:16
    Mocno niezwiązane z tematem, ale skoro już... Bywają wątki tak
    zagłębione (nie wnikając już, kto tam w nich celuje), że nijak nie
    wiadomo kto do czego pije, ani nawet do kogo. Zacytowanie choć
    jednego zdania mocno ułatwiłoby zrozumienie. Choć może niektórzy
    nie lubią jak ich czytelnicy idą na łatwiznę i wolą, żeby się trochę
    pomęczyli. wink
  • kora3 21.12.17, 10:32
    Ja myślę, ze to stało się przez nieuwagę przedmówczyni, a zorientowałam się ze to pomyłka, bo już wcześnie czytałam post autorki wątku o którym mowa.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • nocnymarek2 21.12.17, 10:11
    No to się trzeba cytować nauczyć. Swoją opinię podtrzymuję, choć
    w innym kierunku. Natomiast co do drugiej części, to chyba już
    skierowana była poprawnie, choć może lepiej byłoby ją podczepić
    pod "gdyby mój obecny mąż próbował ograniczać mi...". I choć
    wiele osób tu się oburza na "próby uwiązania na smyczy", to jak
    mówi filmowa prawda: Wzmożona kontrola, dźwignią społecznego
    zaufania.
  • kora3 21.12.17, 10:30
    nie mam takiego przekonania i nie byłabym z kims kto by mnie kontrolował oraz wymagał ograniczania moich kontaktów

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • firlefanz 03.12.17, 19:02
    z punktu widzenia savoir vivre moim zdaniem powinnaś zachować się naturalnie - czyli nie biorąc pod uwagę płci osoby, z którą był.
    jeśli ktoś idzie po drugiej stronie ulicy to wszystko zależy od kontekstu - jeśli to jest duża dwupasmowa arteria to normalne, że nie przechodzimy na drugą stronę.
    Ale jeśli to wąska mało ruchliwa uliczka to np. złapanie kontaktu wzrokowego, skinienie głowy z drugiej strony jest ja najbardziej normalne.
    Gdy się widzi kogoś przez szybę w kawiarni moim zdaniem nie wypada wchodzić.

    Ale w bliskiej relacji całkiem normalne jest napisanie w takiej sytuacji np. smsa czy wspomnienie w rozmowie - widziałam Cię dzisiaj w kawiarni na ulicy x etc. a normalną reakcją jest krótkie wyjaśnienie: spotykałem się z Y

    Jeśli sam nie powie, to nie wypada pytać. Ale dla mnie jeśli ktoś w takiej sytuacji sam nie powie to jest to podejrzana reakcja.

    Czy on sam powinien mi mówić o takich kontaktach? - nikt nie robi sprawozdania z każdej minuty dnia... to wszystko zależy do kontekstu. jeśli np. pytasz go: jak Ci minął weekend (który spędzaliście osobno), to normalne jest wspomnienie; byłem w kinie z kolegami, spotkałem się na piwie ze współpracownikami etc.

    spotkanie sam na sam z osobą przeciwnej płci nie oznacza automatycznie, że szykuje się zdrada...

    choć z drugiej strony takie spotkania - jeśli rzeczywiście są "niewinne" - nie są częste, więc jeśli te sytuacje się powtarzają to rzeczywiście może być lampka alarmowa.
  • verdana 03.12.17, 20:27
    Moim zdaniem dyskutujemy z trollem.
    A jak nie z trollem, to z osobą, która nie nadaje sie chwilowo do żadnego związku, póki nie przejdzie terapii i nie zrozumie, ze opieranie związku na założeniu, ze każdy partner tylko czeka, aby okłamać i oszukać nie ma żadnej przyszłości.
  • nocnymarek2 03.12.17, 20:52
    verdana napisała:

    > A jak nie z trollem, to z osobą, która nie nadaje sie chwilowo do żadnego
    > związku, póki nie przejdzie terapii i nie zrozumie, ze opieranie związku na
    > założeniu, ze każdy partner tylko czeka, aby okłamać i oszukać nie ma
    > żadnej przyszłości.

    Może troll, może nie troll. A związek raczej skazany. Zresztą, sam byłem
    w związku z taką zazdrośnicą. Podejrzewała mnie o wiele. I nawet całkiem
    bardzo słusznie. Ale do niczego się nie przyznawałem.
  • baba67 03.12.17, 21:13
    Tutaj mamy sytuacje że sie jest w zwiazku nie znajac się tak naprawdę.Nabieranie zaufania do kogos to dość długotrwala sprawa. Osoba poznana przez portal randkowy umawia się jednocześnie z kilkoma osobami i nic w tym dziwnego o ile nie osiagnie sie pewności czy się poznało wlaściwą osobę.Dla niektórych spędzanie weekendów jest to forma poznawania się a nie żadne zobowiązania. Tu nie tak bardzo o oszukiwanie chodzi tylko o róznice w podejściu do wyłączności.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • firlefanz 03.12.17, 21:27
    Babo przez przesady... takie różnice mogą dotyczyć pierwszych dni, tygodni spotykania się, ale nie dwóch miesięcy! Przynajmniej w polskim kontekście kulturowym w takiej sytuacji jak opisała autorka DOMYŚLNA jest wyłączność i uczciwa osoba, która chciałaby być w otwartym związku deklaruje to wprost.

    Nie wierzę, żeby ten pan (jeśli założymy, że rzeczywiście spotykał się w celach randkowych) robił to "nieświadomie" (w sensie: nie zdawał sobie sprawy, że autorka traktuje to jako związek, a nie fazę randkowania) i myślał, że wszystko jest ok.
  • kora3 04.12.17, 09:43
    Hmmm - możesz nie mieć racji Firle - ludzie są rozni, mają różne podejście do życia, w tym związków. Dla kogoś seks może być automatyczną deklaracją - jesteśmy w związku, dla kogoś innego jedynie deklaracją - pociągasz mnie, MOZE coś z tego będzie - ważne, by nie ukrywać wzajemnie swego podejścia i oczekiwań.
    Niestety - panie częściej niż panowie mają taką tendencję, ze transponują swoje odczucia na drugą stronę - nie piszę teraz o wątkodawczyni, ale ogolnie, żeby jasne było ...smile
    Prosto mówiąc - taka pani myśli "pójście do łozka to dla mnie związek, uczucie, więc dla niego - także" - a wcale nie musi tak być

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 04.12.17, 11:34
    Zasada ograniczonego zaufania powinna dzialać.Zaufania ale jednak ograniczonego.Dlatego na mieście nie udajemy że nie widzimy tylko podchodzimy jako że jest to zachowanie naturalne, do kawiarni natomiast nie wchodzimy bo to jakies odjechane .A panowie (i panie)sa rózni i podejście do poszukiwania przez portal też.Pomieszkiwanie to nie to samo co wspólne mieszkanie które powinno byc jednoznaczna deklaracja(nie zawsze jest,internet pelen jest żalów wpędzonych w lata konkubin).

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 04.12.17, 12:08
    całkiem sporo jest też opowieści zdradzonych i porzuconych żon - prawdę powiedziawszy nie wiem co to za problem - zawsze można mieć innego, facetów jest dużo, nad czym tu rozpaczać ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • reksia110 03.12.17, 21:52
    Moim zdaniem mylisz się, ponieważ nabieranie zaufania do kogoś to nie proces zero - jedynkowy, "klik - mam zaufanie, klik - nie mam" tylko złożony. Na początku ludzie normalnie obdarzają kredytem ograniczonego zaufania każdego. Tymczasem nieszczęśliwa, skrzywdzona wcześniej dziewczyna każdego mężczyznę, jak wynika z jej wiadomości, traktuje jako potencjalnego oszusta, zdradzacza, krętacza. To nie jest normalne! Co innego zdrowy rozsądek a co innego obsesja. Tu mamy obsesję. Smutne, ale z drugiej strony jej mężczyzna, nie zdający sobie zapewne sprawy z przeżyć wcześniejszych obecnej kobiety, też fatalnie trafił. Sprawa ma też swój mocny aspekt w sv. Chora zazdrość jest na pewno sprzeczna z dobrym wychowaniem.
  • pavvka 04.12.17, 17:23
    firlefanz napisała:

    > Gdy się widzi kogoś przez szybę w kawiarni moim zdaniem nie wypada wchodzić.

    Tak od razu wchodzić nie, ale można spróbować nawiązać kontakt wzrokowy przez szybę (popatrzeć na nią i ewentualnie lekko pomachać ręką w jej kierunku) i liczyć na to że wykona gest zapraszający nas do środka. Jeśli nas nie zauważy, to trudno, wtedy trzeba sobie odpuścić.
    --
    3 logicians walk into a bar. The bartender asks "Do all of you want a drink?" The first logician says "I don't know". The second logician says "I don't know". The third logician says "Yes!"
  • kora3 04.12.17, 09:16
    Masz niewątpliwie złe doświadczenia z innymi panami i niestety mocno rzutują one na Twoją postawę obecniesad Trudno od tego abstrahować omawiając tę sytuację ...

    NIKT na forum nie powie Ci, czy te panie to były koleżanki pana, czy współpracownice, czy też nie, ani czy pan Ciebie oszukuje, czy nie - oczywiste, bo nikt z nas tego nie wie ...

    Czy jesteś desperatka oczekują wyłączności? Moim zdaniem - z założenia - nie. Ale wszystko zależy od tego co na ten temat ustaliliście ...Nie zrozum mnie źle, ale ludzie miewają różne podejście do takich spraw - być może dla Ciebie taka faza znajomości jak Wasza teraz to już związek poważnie rokujący, a dla owego pana póki co rozwijająca się znajomość...Ważne jest, by potrafić i nie bać się zwyczajnie wyartykułować swoje oczekiwania.
    To po pierwsze ...

    Po drugie natomiast - Twoje złe wcześniejsze doświadczenia sprawiają, ze masz nieco skrzywiony obraz ...Nie ma bowiem niczego złego w tym, że pan ma współpracownice, czy koleżanki - nawet ladne i zadbane smile Ty najpewniej też masz współpracowników i kolegów, a jeśli nie to raczej jesteś w mniejszości. Nie ma niczego podejrzanego w posiadaniu znajomych innej plci będąc w związku!
    Jak dla mnie - z opisu - pan nie ma nic do ukrycia, bo wszak zapytany nie kłamał, ze był sam gdzieś, tylko napisał, ze kolezanka i współpracownica - dla mnie - nic podejrzanegosmile

    Jak się zachowałaś? Poprawnie, ale mogłaś inaczej - mogłaś się ze tak powiem ujawnić - nie byłoby w tym nic złego...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • wagonetka 04.12.17, 12:16
    przedmiot_liryczny napisała:

    > Czy on sam powinie
    > n mi mówić o takich kontaktach?

    tak jest!
    powinien mieć w tym celu taki specjalny notesik, w którym by zapisywał:
    3 grudnia od 12.03 do 12 27 - szedłem ulicą z Anią Nowak, koleżanką z pokoju obok
    4 grudnia od 14.37 do 15. 18 z koleżanką z III b (Elą Kamińską) piliśmy kawę w kawiarni "Honoratka", ul. Długa 8, ponieważ wpadliśmy na siebie na ulicy i ona zaproponowała pogawędkę, jako ze nie widzieliśmy się 14 lat; nie wypadało mi odmówić
    i tak dalej...

    bez zapisywania nie da rady zapamiętać - a notatki odczytywać tobie na głos w miarę ich pojawiania się

  • pavvka 04.12.17, 14:18
    Ja bym od razu po byciu zapytanym na FB 'gdzie byłeś i z kim w środę o 14:30?' stwierdził, że od zadającej takie pytania lepiej się trzymać z daleka.

    --
    Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
  • annthonka 04.12.17, 16:55
    No właśnie chciałam coś podobnego napisać - taki odpytywaniem autorka wątku ma dużą szansę zrazić do siebie faceta i to szybko. Jeżeli w wyniku przejść z przeszłości, których zresztą bardzo współczuję, dziewczyna ma taki problem z zaufaniem, to powinna to przepracować zanim podejmie próbę wejścia w jakikolwiek kolejny związek.

  • bene_gesserit 04.12.17, 19:54
    No bo ja wiem? Są ludzie, którzy lubią ciasne przestrzenie i poczucie osaczenia. Trzeba po prostu skupić swoje poszukiwania na kimś takim. Związek wyjdzie idealny, chociaż znajomi będą unosić brwi ze zdziwienia nie raz i nie osiem.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • argentusa 20.12.17, 14:27
    bosssskie, kradnę, ok?
  • came0 19.12.17, 20:32
    Niby "po 30", a jak nastolatka. No fb? To nie można pogadać twarzą w twarz? Skoro pomieszkujecie u siebie? Prosto z mostu w sobotę mieszając jajka na patelni: "A wiesz Zenuś, nie mówiłam Ci jeszcze, widziałam Cię w czwartek na mieście z koleżanką". Nie na fb, gdzie może dobrze przemyśleć swoje słowa, tylko na żywca, żebyś widziała jego reakcję i czy mówi prawdę. Jak nie ma nic do ukrycia to odpowiedź będzie szybka i szczera, jeśli ma to zacznie kręcić i będziesz o tym wiedziała.
    Poza tym musisz zrozumieć - spotykacie się od prawie 2 miesięcy (!), a on ma znajomości, które trwają pewnie i ze 20 lat i to będą nie tylko mężczyźni, ale i kobiety. Jeśli rzeczywiście widziałaś go z koleżanką sama zaproponuj: "Zenuś, a pamiętasz tą koleżankę, o której mi opowiadałeś? Może wyskoczylibyśmy razem w trójkę na piwo/kawę/herbatę?" (znowu - prosto w twarz, nie na fb!) I już wiesz a) czy ma wobec Ciebie poważne zamiary, bo tak jest, jeśli przedstawia Cię znajomym oraz b) czy to koleżanka czy "koleżanka" - bo jak się wymiga, tzn, że ściemnia, no albo, że nie widzi w Tobie swojej dziewczyny, tylko koleżankę od łóżka i nie chce Cię przedstawiać prawdziwym znajomym.
    Tyle ode mnie i może jeszcze - usuń konto na fb! Zacznij rozmawiać.
  • nietyp 20.12.17, 00:55
    Nie wydziwiaj... Po dwóch miesiącach, to ty nawet praw do psa, czy kota nie nabywasz..., a co dopiero do faceta. I fakt, że uważasz, iż dla faceta fizyczny kontakt jest zażyłością, wskazuje, że nie znasz psychiki facetów. Fizyczne kontakty nie tworzą więzi... Więź, zażyłość, bliskość, to pojęcia, które pochodzą z obszaru głowy, a nie prącia... Z obszaru, który u faceta nie jest najlepiej wykształcony. Doradzam cierpliwość... Jeśli jesteś właściwą osobą, to otwarta rozmowa, bez akcentów zazdrości może pomóc.
  • s0nar 20.12.17, 08:11
    Znajdź sobie prawdziwego mężczyznę, a nie lamusowatego chłoptasia, który najwyraźniej nie wie jak postępować z kobietami.
  • kora3 20.12.17, 08:22
    A CO ten człowiek złego uczynił tej niewieście?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • pawelo73 20.12.17, 11:42
    zrób mu loda, tak dobrze żeby nie miał ochoty się spotykać z innymi, a swoją drogą z drugiej strony ileż to kobiet zachowuje się prowokacyjnie mając męża czy partnera, czy one chcą się rchać czy to przy ich impotencji taki substytut seksu, ale co zdrowia innym napsują i czasu człowiek straci to szkoda gadać.
  • starykawaler35 20.12.17, 17:13
    najlepiej zamknac go w domu a przed wyjsciem lancuchem przypinac do kaloryfera...totalnie kontrolowac i nieufac BO O N PRZECIEZ JEST TWOJA WLASNOSCIa

    W chwili slabosci jak pozwolisz mu wyjsc samemu koniecznie zakladaj mu na reke obroze z gps i zaznaczaj go ze on jest twoj...nie wiem,spryskuj perfumami lub obsikuj ...znacz teren
  • chris1970 05.01.18, 13:35
    Kiedyś w towarzystwie rozmawialiśmy o zazdrości małżeńskiej i że takie kontrolowanie partnerów życiowych bardziej przypisuje się osobom z przejściami, które były wcześniej zdradzane, oszukane. Powodem do dyskusji był znajomy z pracy, który związał się z panią po rozwodzie z dzieckiem. Wszystko jest w porządku poza chorobliwym kontrolowaniem człowieka, który absolutnie nie daje powodów do obaw. Przy każdym wyjeździe służbowym otrzymuje telefony z częstotliwością 3 na godzinę. Nie pomagają rozmowy, zwyczajnie obawa o przyszłość związku powodują, że kobieta zachowuje się absurdalnie.
    Każde spóźnienie, nieobecność, nieprzybycie na czas do domu, nieodbieranie telefonu od drugiej osoby od razu przesyła do mózgu myśli, że na pewno zdradza, ktoś jest inny. Do głowy nie przychodzi, że np. autobus się spóźnił, ktoś musiał zostać w pracy, telefon się rozładował.
  • kora3 05.01.18, 14:27
    Życie z kims takim to koszmar

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • puczasec 08.01.18, 13:51
    chris1970 napisał:

    > Kiedyś w towarzystwie rozmawialiśmy o zazdrości małżeńskiej i że takie
    > kontrolowanie partnerów życiowych bardziej przypisuje się osobom z przejściami,
    > które były wcześniej zdradzane, oszukane.

    Nie tylko. Zazdrośni są również ci, co sami zdradzają (zdradzali) i patrzą na wszystkich przez swój pryzmat.

    > Powodem do dyskusji był znajomy z pracy, który związał się z panią po rozwodzie
    > z dzieckiem.

    Dalej można już nie czytać. Jeśli pełnowartościowy mężczyzna decyduje się na coś takiego, to wszystkiemu co się dzieje później jest już sobie sam winien. Chyba, że on też był po rozwodzie, miał dzieci itp. Wtedy można to od biedy zrozumieć.
  • cotton-blossom 13.10.18, 15:29
    Wierzyc mi sie nie chce, ze sa osoby, dla ktorych oczekiwanie bycia uczciwym i wiernym jest objawem desperacji.
    Naprawde w dzisiejszych czasach, ktos kto wymaga, by partner nie spotykal sie z plcią przeciwną na „kawkach” to desperat???
    W pracy rozmawiac ze znajomymi, to ok, w koncu nie mozna byc dzikusem, ktory siedzi cicho, bo ma partnera/ke.
    Ale czy naprawde nie mozna sie powstrzymac od tego, by isc z kolezanka z pracy na kawe?
    Czy chodzenie na spotkania z innymi, w momencie gdy mamy juz partnera, to nie poczatek poligamii?
    Czy moze poligamia to tylko sex z wieloma?
    Czy pozwolilibyscie partnerowi isc na randke z kims innym? Jesli nie - czym sie randka rozni od wyjscia „na kawe”?

    --
    Widzisz to, co myślisz.
  • verdana 13.10.18, 15:44
    Komuś, dla kogo wypicie kawy z kolegą jest randką bardzo trudno wytłumaczyć, że są ludzie w osobie płci przeciwnej nie widza tylko kogoś, z kim chciałyby mieć natychmiast romans, ale kogoś, z kim można porozmawiać na wiele różnych tematów.
  • cotton-blossom 14.10.18, 00:01
    Oczywiste jest chyba, ze jesli facet umowil sie z inna kobieta w celach innych niz neutralnych - to nie powie o tym partnerce. Oczywiste jest, ze powie, ze 'to tylko kolezanka z pracy'. Coz innego powiedzialby facet, ktory ma niecne zamiary?
    Powinnam czekac, az przyjdze i powie "ide dzis z jedna dziewczyna na kawe. Podoba mi sie i moze uda mi sie ja przeleciec"?
    (Jesli to nie jest naiwnosc, to nie wiem co nia jest)

    --
    Widzisz to, co myślisz.
  • verdana 14.10.18, 16:48
    Rozumiem, ze Twój facet niepilnowany uciekłby z pierwszą lepszą. Ale są związki, w których faceci tak nie mają. Serio.
  • kora3 15.10.18, 08:45
    Dokładnie ...dla mnie takie podejście jest całkowicie niezrozumiałe

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 13.10.18, 18:49
    Wierzyc mi się nie chce, ze są osoby, dla których uczciwość i wierność ma się objawiać wyrzeknięciem się życia towarzyskiego.
    Naprawdę w dzisiejszych czasach, ktoś kto wymaga, by partner nie śmiał się spotykać z innymi kobietami nie jest desperatką???
    Dać prawo jedynie do rozmawiania ze znajomymi, bo w końcu nie można być dzikusem, który siedzi cicho, bo ma partnera/ke. Ale ma się powstrzymać od innych, mocno podejrzanych kontaktów, np. kawy z koleżanką z pracy, nawet jeśli faktu takiego spotkania nie ukrywa, bo nie ma sobie nic do zarzucenia.

    Tylko w umyśle paranoiczki może się narodzić myśl, że chodzenie na spotkania z innymi, w momencie gdy ma się juz partnera, to poczatek poligamii, a kawa z kobietą jest co najmniej randką, początkiem zdrady i podstępnym planem, którego finiszem ma być podłe oszustwo ukochanej osoby.

    Jak tu już kiedyś napisałam - można dążyć do związku, w którym partner ma na sobie obrożę, kaganiec i pas cnoty, ale wtedy trzeba szukać osoby, która lubi takie atrakcje.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • echt_poznaniara 15.10.18, 01:07
    cotton-blossom napisała:

    > Czy moze poligamia to tylko sex z wieloma?

    Poligamia to żaden "tylko seks z wieloma", nie masz pojęcia, o czym mówisz.
  • minniemouse 15.10.18, 01:55
    Poligamia (stgr. πολυγαμία polygamia, od πολύς polys „liczny” i γαμέω gameo „zawieram małżeństwo”; wielomałżeństwo) – małżeństwo z więcej niż jedną osobą (w tym samym czasie), najczęściej jednego mężczyzny z dwiema lub więcej kobietami (poligynia) lub między jedną kobietą i więcej niż jednym mężczyzną (poliandria).
    Poligamia – Wikipedia, wolna encyklopedia


    No jednak chyba jest "seks z wieloma", skoro poligamia to dosłownie "wielożeństwo"
    a w małżeństwie jak wiadomo ma sie.. seks.

    Minnie

    --
    https://www.cosgan.de/images/smilie/tiere/e030.gif Zmiana manier a ustrój
    50+ to już tylko stara ciota?
  • baba67 15.10.18, 08:29
    Tak, desperat. Gdybym kogoś takiego spotkała wiałabym aż by furczało. Niemniej mogę się zgodzić że jeśli się ma takie podejście trzeba szukać osoby z podejściem podobnym bo inaczej o szczęściu nie ma mowy.Szukać długo, nawet bardzo ale na pewno jest to jedyna droga. Życzę powodzenia bo bardzo się przyda.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • tt-tka 15.10.18, 09:12
    baba67 napisała:

    > Tak, desperat. Gdybym kogoś takiego spotkała wiałabym aż by furczało.

    Przypuszczam, ze wiekszosc osob by wiala. Szybko i daleko.

    >Niemniej
    > mogę się zgodzić że jeśli się ma takie podejście trzeba szukać osoby z podejśc
    > iem podobnym

    ...a przede wszystkim jasno zwerbalizowac swoje oczekiwania czy postulaty. Recze, ze gdyby autorka watku otwarcie powiedziala kandydatowi na zyciowego partnera, ze nie bedzie mu wolno spotykac sie z osobami odmiennej plci, chyba ze "tylko w oficjalnych sprawach, jak najkrocej i w obecnosci swiadkow" to bardzo szybko dylematu by nie miala tongue_out
  • baba67 15.10.18, 11:06
    No życie byłoby prostsze smile

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • cotton-blossom 13.10.18, 23:48
    Nikt nie mowi o wyrzeknieciu sie zycia towarzyskiego. Partner jak najbardziej moze spotykac sie ze znajomymi. Ale spotkanie sie ze znajomymi, to jednak co innego niz wyjscie na kawe z kolezanka (obojetnie czy z pracy, czy ze szkoly, czy z sasiedztwa).
    Sa tacy, ktorzy majac partnerow jezdza na wakacje ze znajomymi (plci obojga). A ja sie pytam - po co? Czemu ma sluzyc wyjazd ze znajomymi (zwlaszcza innymi kobietami), na ktory nie zabiera sie wlasnej partnerki. Albo wyjscie na impreze bez partnerki? Czemu skoro jestesmy razem, nie mozemy chodzic razem? Nie mowie o wyjsciu z kumplami na piwo. Niech ida. Ale nie wyobrazam sobie, by akceptowac to, ze np partner obwieszcza (bo nawet nie pyta o moje zdanie), ze jedzie na wycieczke/wakacje z grupa (mieszana) ale warunek jest, ze nie mozna zabierac ze soba swoich partnerow. To mi od razu smierdzi na kilometr.... A wiem, ze tak niektorzy robia - tez w imie tego, ze nie beda sie wyrzekac zycia towarzyskiego.

    Jestem w zwiazku - nie umawiam sie z innymi facetami. I tego samego oczekuje od partnera. Nie widze po prostu powodu. Jesli potrzebuje z kims pogadac - moge napisac. Nie musze od razu na kawe, czy bog wie co z nim leciec.

    --
    Widzisz to, co myślisz.
  • bene_gesserit 14.10.18, 01:01
    Jeśli taki układ wam pasuje, to po prostu prześwietnie.
    Co nie oznacza, ze opisany przez ciebie obficie brak zaufania zadziała w innych związkach. Skumaj,

    --
    feminists aren't humorless just because your jokes suck
  • cotton-blossom 14.10.18, 01:19
    Jak najbardziej. Licze sie z tym, ze przyszly partner moze miec inne zdanie i MUSI sie spotykac z kolezankami na kawie. Wtedy nie bedziemy razem, bo mamy inne priorytety, inne podejscie do fundamentalnych spraw. Wole byc sama, niz byc z kims, kto nie podziela mojego pogladu w tym temacie.

    --
    Widzisz to, co myślisz.
  • minniemouse 15.10.18, 03:14
    cotton-blossom napisała:
    > Jak najbardziej. Licze sie z tym, ze przyszly partner moze miec inne zdanie i MUSI się spotykac z kolezankami na kawie. Wtedy nie będziemy razem, bo mamy inne priorytety, inne podejscie do fundamentalnych spraw. Wole byc sama, niz byc z kimś, kto nie podziela mojego pogladu w tym temacie.

    priorytety jak priorytety, ale w tej chwili rzeczywiście sprawiasz wrażenie ogromnie zaborczej.

    moze powinnaś sie jednak zastanowić nad tym co ci tu napisali, czy w bardziej czy mniej przyjemny sposób i miast zajmować z automatu pozycje obronna, zastanowić sie czy cos na rzeczy faktycznie nie jest.
    Osoba z małym poczuciem własnej wartości widzi zagrożenie we wszystkim, nawet tam gdzie go naprawdę nie ma.
    niejeden facet wkurzony ciągłymi oskarżeniami o zdradę w końcu ja naprawdę popełnia ze złości z myślą "niech chociaz wiem za co!" - co powinnaś dokładnie przeanalizować.

    wprawdzie mówisz ze wolisz zaczekać na kogoś kto ma takie same poglądy - i skądinąd moze i słusznie, ale czy to dobra metoda, bo ja wiem.. z czasem zapewne będziesz miała własne dzieci, wątpię by tak konserwatywne podglądy ułatwiały nawiązywanie związków.
    już tobie, jak widzę, jest trudno, a co dopiero ultrakonserwatywnemu dziecku?
    i nie mowie aby sie zgadzać na co chwila wypady to tu to tam z "koleżanka", ale jeśli załóżmy w pracy chłopak wyrwie sie ze współpracowniczka na kawę to doprawdy co ty widzisz w tym złego?

    Prędzej, obawiam się, czujesz sie tak mało wartościowa iz nie wierzysz ze komuś moze na tobie naprawdę zależeć wiec boisz sie, ze było jaka spódnica bardzo łatwo ci chłopaka odbierze.

    Minnie

    --
    https://www.cosgan.de/images/smilie/tiere/e030.gif Zmiana manier a ustrój
    50+ to już tylko stara ciota?
  • cotton-blossom 15.10.18, 11:32
    Zasada typu: "skoro jestesmy w zwiazku, nie spotykamy sie 1-to-1 z przeciwna plcia", nie jest wg mnie przejawem zaborczosci. Zaborcze - wg mnie by bylo, gdybym oczekiwala, ze nie chlop nie bedzie w ogole rozmawial z zadnymi kobietami, nigdzie nie bedzie wychodzil, a na spacerze bedzie mial wojne o to, ze spojrzal na inna kobiete tongue_out

    "z czasem zapewne będziesz miała własne dzieci, wątpię by tak konserwatywne podglądy ułatwiały nawiązywanie związków."
    Mam juz dzieci i nie wiem, co oczekiwanie, ze partner nie bedzie sie widywal z innymi kobietami ma do nawiazywania zwiazkow moich dzieci w przyszlosci.

    --
    Widzisz to, co myślisz.
  • minniemouse 18.10.18, 01:09
    cotton-blossom napisała:
    Mam juz dzieci i nie wiem, co oczekiwanie, ze partner nie bedzie sie widywal z innymi kobietami ma do nawiazywania zwiazkow moich dzieci w przyszlosci.

    bo dzieci wbrew twojemu pobożnemu życzeniu nie wychowują sie przez gadanie "rób jak ci radze" tylko nasiąkają tym co słyszą i widza u rodziców. w tym przypadku ciebie, bo jesteś główna rodzicielka. zatem, skoro widza ze wywalasz gościa na zbity pysk za spotykanie z innymi kobietami to jaki, myślisz, wyciągną z tego przykładu wniosek dla siebie na przyszłość?

    Minnie

    --
    https://www.cosgan.de/images/smilie/nahrung/e045.gif
    SV a ekologia
  • minniemouse 18.10.18, 01:12
    ps
    a nawet już teraz mozna to przełożyć na relacje podwórkowe
    "nie będę sie z tobą bawić jak będziesz sie bawic z Jadzia!"
    pół żartem pol serio.
    ale tak moze byc.

    Minnie

    --
    https://www.cosgan.de/images/smilie/nahrung/e045.gif
    SV a ekologia
  • tt-tka 14.10.18, 11:00
    Bezwzglednie nalezy trzymac chlopa w piwnicy, a wyprowadzac tylko noca i to w garnku na glowie, zeby przypadkiem ktosia na niego nie spojrzala ani on na ktosie.
    Boru, co za szczescie, ze zyje wsrod normalnych ludzi, bez wiezienniczych odchylow. Nie docenialam dotad tongue_out
  • bene_gesserit 14.10.18, 13:34
    Też mi się wydaje, że zazdrość eskaluje i jeśli stanie się regułą związku, doprowadza do absurdu. I jego, siłą rzeczy, końca.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • verdana 14.10.18, 16:52
    Zwiazek, w którym wyjście na kawe z koleżanką /kolegą jest uważane za nielojalność, a spotkanie ze szkolna koleżanką nieomal za zdradę moze funkcjonować bardzo krótko. Jeśli nie istnieją przeszkody natury ekonomicznej, czyli jedna strona nie utrzymuje całkowicie drugiej, to z więzienia ucieka się w pierwszym możliwym momencie. Owszem, w czasie pierwszego okresu zakochania taki układ jest możliwy. Potem jednak podejrzliwość, kontrola i zakazy spowodują, że związek albo się skończy, albo będzie piekłem.
  • tt-tka 14.10.18, 17:39
    verdana napisała:

    > Zwiazek, w którym wyjście na kawe z koleżanką /kolegą jest uważane za nielojaln
    > ość, a spotkanie ze szkolna koleżanką nieomal za zdradę moze funkcjonować bardz
    > o krótko.

    To tez ten opisywany funkcjonuje b. krotko big_grin
    W chwili gdy autorka pisala to byly niecale dwa miesiace. W dodatku panstwo poznali sie w necie, czyli w realu wspolnych znajomych nie mieli raczej. Dobra okazja, by poznac znajomych pana oartnera, zobaczyc, jak on funkcjonuje poza wspolnym pomieszkiwaniem, z kim ma kontakty towarzyskie, o czym rozmawia, jak sie zachowuje nie sam na sam... ale nie, lepiej sie czaic zamiast przywitac, a potem przezywac.
  • bene_gesserit 14.10.18, 18:43
    Myślę, że tej podejrzliwości nie da się ukoić - a jeśli, to na krótko.
    Raczej mamy tu do czynienia z projekcją. Nie można zaufać komuś, jeśli nie ufa się sobie. Bez jakiegoś psychologicznego przełomu nic się tu nie zmieni, niestety.

    --
    feminists aren't humorless just because your jokes suck
  • baba67 15.10.18, 08:33
    Tu nikt nie pisze o imprezach ani wyjazdach. Mowa jest o spotkaniu towarzyskim przy kawie-zwykłym półgodzinnym pogadaniu jako relaksie na przerwie w pracy na przykład.Albo ploteczki ze znajoma z podstawówki (być może spotkana przypadkiem) Imprezy czy nawet jakieś wypady w gronie hobbystów tez dopuszczam -nie muszę się fascynować żeglowaniem (mam fobię)ale czy to powód żeby męża nie puszczać na rejsy gdyby lubił?

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • cotton-blossom 15.10.18, 11:33
    "nie muszę się fascynować żeglowaniem (mam fobię) ale czy to powód żeby męża nie puszczać na rejsy gdyby lubił?"
    Jesli rejs jest z innymi kobietami, to nie wink Ale to ja.

    --
    Widzisz to, co myślisz.
  • baba67 15.10.18, 13:57
    To jeszcze zależy od męża -gdyby mój był naprawdę przystojny totez bym nie puściła, bo baby bywają namolne a na rejsach się sporo pije. Ale spotkania hobbystyczne raz w tygodniu-czemu nie.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • tt-tka 15.10.18, 15:15
    "tez bym nie puscila"
    Czytam i w pale mi sie nie miesci, mowiac potocznie. Zegluje, choc glownie jako balast, jezdze konno. Od lat. Gdyby mi kandydat na partnera oswiadczyl, ze mnie nie pusci, nie zostalby moim partnerem. Gdyby mi to powiedzial partner juz dobrze zasiedzialy w partnerstwie, przypomnialabym b. uprzejmie, ze na wodzie i w stajni jestem obecna znacznie dluzej niz on w moim zyciu. Bez oporow dolacze go do powyzszych rozrywek, jesli chce, ale ja z nich nie zrezygnuje. I sama sie puszcze (bez dwuznacznikow), nie on mnie pusci lub nie.
    Tak, towarzystwo roznoplciowe, pije sie duzo i chlopy tez bywaja namolne. Umiem sobie z tym radzic. Ale jesli powodem " niepuszczenia" jest brak zaufania (bo troske np o moje bezpieczenstwo przelknelabym, choc i tak pojade na rejs czy rajd), to on ma problem, nie ja, i niech cos z nim zrobi.
    Powtarzam, chetnie zaprosze do moich rozrywek, chetnie przyjme zaproszenie do jego kregu i spraw. Jesli jemu/mnie posmakuja upodobania drugiej strony, bedziemy to robic razem. Jesli nie - kazde w swoim towarzystwie. Ale domagac sie, zeby zapalony szybownik przestal szybowac i jezdzic na zgrupowania, bo kolezanki z klubu ladne ???
  • baba67 15.10.18, 15:27
    A nie, koleżanki ładne by mi nie przeszkadzały, tylko miałabym fobie gdyby mąż był bardzo przystojny. Ale rozważanie jest teoretyczne-na przystojniaka nie miałam szanssmile A skoro Ciebie puszcza to może do Krupińskiej Ci ciut brakuje.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • tt-tka 15.10.18, 15:47
    I mnie brakuje do Krupinskiej, i jemu do Adonisa. Co to ma do rzeczy ? jak to mowia, kazda potwora znajdzie swego amatora (oboje znalezlismy, choc do potwora tez nam brakuje smile), a jak sie znajdzie amator/ka sztuk jeden, to zawsze moze znalezc sie wiecej.
    Rzecz nie w puszczaniu lub nie, tylko w tym, ze taki wlasnosciowy stosunek do czlowieka wydaje mi sie dosc wstretny. Ufam, najpierw na kredyt, potem to zaufanie wspolnie budujemy, albo nie ufam i nie wiaze sie z kims, komu nie ufam, albo wiaze sie w okreslonym (waskim) zakresie. Natomiast nigdy w zyciu, od osiagniecia samodzielnosci, nie pozwolilabym, by kto inny mi pozwalal lub nie.
  • baba67 18.10.18, 08:33
    No ma-bo podałam bardzo specyficzną sytuację jako wyjątek od reguły.Naprawdę przystojny facet puszczony wolno w licznym towarzystwie gdzie jest alkohol to jest ryzyko niewarte ani moich nerwów ani jego. To nie jest tak że bym nie ufała i zakładała że bzyknie. Moja ciotka (niebrzydka babka, zadbana ale nie Krupińska ) wyszła za mąż za Omara Sharifa z czasów Doktora Żywago. Obchodzą 40 rocznicę ślubu ale opowieści ciotki z czasów młodości na temat tego co robiły niektóre panie na widok jej męża w jej obecności na pewno nie nadają się na to forum ale zapewniam że było czego posłuchać.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • minniemouse 18.10.18, 08:43
    och 'kaman' Babo, najważniejsze ucięłaś!

    Minnie

    --
    https://www.cosgan.de/images/smilie/nahrung/e045.gif
    SV a ekologia
  • baba67 18.10.18, 13:58
    To może coś najłagodniejszego-pewna pani niepostrzeżenie wsunęła wujkowi w kieszeń marynarki swoja szminkę (było to na jakimś spędowym weselu) która to marynarka sobie wisiała wujostwo szaleli na parkiecie. Potem zrobiła szoł że niby szminka jej zginęła a to droga z peweksu wszystkich pytała czy ktoś nie widział może sprawdzi, odruchowo mógł włożyć. Wujek i inni panowie zaczęli szukać po kieszeniach no bo wiadomo co się tam czasem odruchowo schowa.No i wszystko było po to żeby w ramach "rekompensaty wyciągnąć wujka do tańca. Ta historia to jeszcze małe miki.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • akle2 17.10.18, 21:04
    Heh, gdyby nie to, że spotkania było dopiero od dwóch miesięcy, więc jeszcze pewnie związek nie miał statusu związku, zrobiłabym coś takiego: podeszłabym do nich, Pani powiedziałabym "dzień dobry", Panu zamruczała do ucha (ale w sposób słyszalny dla Pani): "kochanie, czekam z kolacją" i zobaczyłabym, co oni zrobią. Może Pan mnie przedstawi koleżance i okaże się, że to było tylko spotkanie biznesowe, a może Pani da Panu z liścia, a Pan podziękuje mi za współpracę. Tak czy siak stres ze mnie spłynie i sytuacja się wyjaśni.
    Jednak biorąc pod uwagę fakt, iż to wątek sprzed 10 miesięcy, więc albo od roku wątkodawczyni żyje z Panem długo i szczęśliwie, albo nie przeszła dalszych spotkań kwalifikacyjnych. Autorko, odezwij się smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.