Dodaj do ulubionych

Menu imprezowe a preferencje gości

27.12.17, 12:09
Regularnie spotykam się z sytuacją, kiedy od wegetarian oczekuje się serwowania na organizowanych przez nich imprezach również potraw mięsnych (bo goście lubią i są mięsożercami), stąd moje pytania:

1. Czy faktycznie łamie zasady SV gospodarz, który podejmując gości, przygotowuje jedzenie wg swoich preferencji żywieniowych, wynikających ze względów światopoglądowych/religijnych (rezygnacja z określonych rodzajów produktów lub przygotowywanie potraw w określony sposób)?

2. Jak wg zasad SV powinien zachować się gospodarz w sytuacji, kiedy gość, wiedząc, że gospodarz nie jada i nie podaje określonych produktów (trzymajmy się przykładowego mięsa), przychodzi na imprezę przynosząc potrawę, która je zawiera?
Podziękować i podać takie jedzenie, czy podziękować i wyjaśnić, że się jej nie zaserwuje i dlaczego?

Zaznaczam, że chodzi o gości, którzy znają światopogląd gospodarza więc nie ma mowy o żadnym faux pas i działanie jest celowe.
Edytor zaawansowany
  • kora3 27.12.17, 12:35
    Odpowiem najpierw z pozycji wege, ale mającego w domu mięsożercę, nie namiętnego, ale zawsze ...
    Imprezy z fest wyszynkiem w domu robię rzadko, preferuję do tego lokale i są to lokale nie wegeteriańskie, bo uważam, ze imprezę robię dla gości, a nie dla siebie.

    Z punktu widzenia SV - jeśli impreza ma byś tematyczna ze tak powiem, czy to pod względem jedzenia, czy np., muzyki, czy charakteru spotkania należy o tym uprzedzić zapraszanych, a ci zdecydują, czy przyjmą zaproszenie czy też nie. Przynosić z sobą czegokolwiek kulinarnego (poza upominkowymi sprawami) na przyjęcie nie wypada, chyba ze się to uzgodniło z gospodarzami.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 27.12.17, 12:52
    Dodam jeszcze, ze goszcząc osoby o innych niż przeciętne preferencjach należy zadbać o to, by miały się czym pożywić. I to nie na zasadzie, ze wege zje sobie surówkę, która normalnie jest dodatkiem do dania głownego, czy sałatkę - przystawkę. Trzeba przygotować dla "innozercow" dania główne


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • szpererda 27.12.17, 12:54
    kora3 napisała:

    > Trzeba przygotować dla "innozercow" dania główne

    Ty uważasz, że trzeba, ja uważam, że nie trzeba. Takich osób, jak my są miliony. Nie ma żadnej reguły ani normy w tym zakresie, podobnie jak w wielu innych.
  • kora3 27.12.17, 12:59
    Wiesz, tak a propos tego, ze sa miliony ...jest takie powiedzenie dosadne "Jedzmy gie, miliony much nie mogą się mylić" - i nie tyczy się wcale jedzenia dosłownie, rtlko w ogóle sytuacji, gdy "argumentem" jest "bo mnóstwo ludzi tak uważa/robi".

    Zasada jest i to prosta - gości traktuje się równo, więc nie wypada jednym podać danie główne, a innym nie podać - oczywiste. Wiedząc o czyichś preferencjach kulinarnych należy mu podać takie danie, żeby mógł je zjeść - czy te preferencje będą wynikać z przyczyn obiektywnych jak zdrowie, czy ideologicznych jak religijne czy szerzej swiatopogladowe

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 27.12.17, 13:34
    Ja z opcji, że jeśli się WIE o konkretnych preferencjach gościa - innożercy to dobry gospodarz dostosuje tak menu, żeby gość mógł zjeść normalny, smaczny posiłek a nie skubać surówkę tylko. I tak, będąc mięsożercą zadeklarowanym a goszcząc wegankę - nie podam jako przystawki sałatki meksykańskiej z baraniną, zupy zabielanej śmietaną i na wywarze mięsnym, na drugie schabowego, kraszonych skwarkami ziemniaczków, surówki z dodatkiem gotowanego jajka, a na deser kogla - mogla z ajerkoniakiem. Skoro zapraszam gościa, to chcę, żeby się dobrze czuł w moim domu i przy moim stole! Fanaberia taka... Więc jednak uwzględniam jego [gościa] preferencje. Czy to znaczy, że absolutnie nie podam nic z powyższych? Oczywiście, że nie! Ale OPRÓCZ tego podam również dania w wersji bez składników odzwierzęcych.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • nchyb 27.12.17, 19:58
    Vi_san
    Ja robię tak jak Ty. Staram się, by dla każdego były odpowiednie dania...
  • milka_milka 31.12.17, 12:03
    Ok. Czyli jeśli jestem mięsożerna, a zapraszam wegetarian, to mogę podać jedynie potrawy z mięsem, nie licząc się z tym absolutnie, że oni ich nie zjedzą?

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • vi_san 31.12.17, 12:29
    .

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • minniemouse 31.12.17, 23:49
    milka_milka napisała:
    > Ok. Czyli jeśli jestem mięsożerna, a zapraszam wegetarian, to mogę podać jedynie potrawy z mięsem, nie licząc się z tym absolutnie, że oni ich nie zjedzą?

    No wlasnie - znakomity przyklad.
    o to wlasnie tu chodzi - ze zapraszajac gosci wypada wziac pod uwage ich potrzeby i preferencje zywieniowe. inaczej bedzie ekhm.. klops wink

    Minnie

    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • vi_san 01.01.18, 09:48
    POTRZEBY, Minnie. Mięsożerca nie ma POTRZEBY jeść mięsa non - stop. Wegetarianin/weganin zaś - i owszem - ma POTRZEBĘ nie jedzenia mięsa, bo [pomijając aspekt etyki, światopoglądu czy idei] po dłuższym okresie trawożerności wrzucenie "na ruszt" mięska może wywołać bardzo przykre dolegliwości gastryczne.
    I, jak zresztą wątkodawczyni podkreśliła, gdybyś ze swoją śmiertelną anemią gościła u niej na dłużej - zapewniłaby ci przypływ mięsa. Natomiast w sytuacji jednorazowej, dwu - trzygodzinnej imprezy - nie ma POTRZEBY zapychania ci buzi mięsem. Czego nie zrozumiałaś?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • minniemouse 01.01.18, 11:27
    vi_san napisała:
    bo [pomijając aspektetyki, światopoglądu czy idei] po dłuższym okresie trawożerności wrzucenie "na ruszt" mięska może wywołać bardzo przykre dolegliwości gastryczne

    komu??? przeciez ja nie kaze jesc miesa wegetarianinowi.

    Natomiast w sytuacji jednorazowej, dwu - trzygodzinnej imprezy - nie ma POTRZEBY zapychania ci buzi mięsem. Czego nie zrozumiałaś?

    po co ty mi to w kolko piszesz.
    roznice w kwestii "potrzeby zapychania mi buzi miesem" a "dbalosci o goscia ze strony gospodarzy" wyjasnialam ci juz ze sto tysiecy razy.

    Minnie

    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • vi_san 01.01.18, 12:28
    Ależ przeczysz sama sobie! "Czyli jeśli jestem mięsożerna, a zapraszam wegetarian, to mogę podać jedynie potrawy z mięsem, nie licząc się z tym absolutnie, że oni ich nie zjedzą? - No wlasnie - znakomity przyklad. o to wlasnie tu chodzi". Milka-milka optuje właśnie za podaniem wegetarianinowi WYŁĄCZNIE mięsa. A taka opcja - wegetarianinowi MOŻE po prostu zaszkodzić na zdrowie. Czego nie pojęłaś, że klaszczesz w łapki Milca-milce? Zaproszenie osoby wege i podanie wyłącznie mięcha - to chamstwo i jako takie przez osoby na forum sv powinno być nazwane po imieniu i NIE APROBOWANE, a nie kwitowane aprobatą!
    Powtórzę: osoba mięsożerna swobodnie może zjeść posiłek bezmięsny bez dolegliwości gastrycznych - chyba że tak jak ty nie może jeść NIC z elementami roślinnymi z przyczyn głębokiej anemii, wówczas powinna po prostu grzecznie odmówić wizyty na posiłku. Osoba wege często NIE MOŻE bez szkody dla zdrowia spożyć posiłku mięsnego.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • minniemouse 01.01.18, 13:20
    @ Visan,

    sek w tym ze Milka-milka wcale tak nie napisala, ona wlasnie dokladnie na odwrot - leciutko podbarwiajac swa wypowiedz sarkazmem, usiluje zwrocic uwage iz podawanie samych jarskich dan przez wegetarian zapraszajacych miesozercow jest rownoznaczne z podawaniem samych miesnych przez miesozercow zapraszajacych wegetarian "no bo oni (gospodarze) jedza mieso, to podadza gosciom tez, a co to!" - czyli w te i wewte, wewte i w te!
    racz zauwazyc:
    milka_milka napisała:
    > Ok. Czyli jeśli jestem mięsożerna, a zapraszam wegetarian, to mogę podać jedynie potrawy z mięsem, nie licząc się z tym absolutnie, że oni ich nie zjedzą?


    - to "ok. czyli jesli..." - bardzo ale to bardzo zasadniczo zmienia tresc przekazu, plus na koncu znak zapytania, i zupelnie nie tak jak tobie sie wydaje. zatem:

    Czego nie pojęłaś, że klaszczesz w łapki Milca-milce?

    to nie ja tylko TY nie pojelas, a przy tym niesmacznie sie do mnie zwracasz. i to nie pierwszy raz. kolejny raz cie prosze, abys pamietala ze jestes na forum sv i powstrzymywala nerwy.

    I ponownie pytam - dlaczego, pomimo iz wyraznie kilka razy napisalam ze
    1. nikt nie ma zamiaru podawac wegetarianom miesa
    2. miesozerca, lacznie ze mna, wytrzyma bezmiesne przyjecie
    3. przynoszenie wlasnego wiktu jest nie do pomyslenia

    ty to konsekwentnie olewasz?

    btw, nie pisalam ze nie moge jesc NIC z elementami roslinnymi - alez moge, ale nie wszystko i zaleznie co to jest, w mniejszych lub wiekszych ilosciach, lub wcale. duzo pomagaja spozywanie wraz z posilkiem enzymy, z tym to jest w dalszym ciagu polsrodek i musze byc ostrozna. mam tez, dorzuce, nietolerancje laktozy big_grin hhmm, coz, no Bozia sprezentowala mi na urodziny felerny przewod ...

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • vi_san 01.01.18, 18:05
    Minnie... Ręce i nogi opadają...
    "mogę podać jedynie potrawy z mięsem"- SŁOWO jedynie JEST TU KLUCZOWE. GDYBY Milka-milka nie jadła NIC innego oprócz mięsa - to owszem, można by się doszukiwać analogii. Bo ona NIE JE w ogóle roślin i przyczyny nie są istotne. I wówczas - owszem, jej przykład byłby trafiony i przyznałabym jej rację - że ma pełne prawo podać na stół WYŁĄCZNIE [co sama podkreśliła!] mięso. Natomiast ponieważ większość tzw mięsożerców - w przypadku ludzi - to raczej wszystkożercy - więc sytuacja nie jest porównywalna. Bo wszystkożerca na stole, na którym stoi również mięso swobodnie może znaleźć coś dla siebie [i jeśli gospodarz jest dobry i myślący oraz umie gotować - zjeść ze smakiem]. Natomiast wegetarianin na stole zastawionym WYŁĄCZNIE [co optuje Milka-milka jako "analogię" - kretyńsko!] mięsiwem - nie zje NIC. I dlatego właśnie to co napisała Milka jest po prostu głupie i bez sensu, a nie "sarkastyczne".
    Ponieważ kilkakroć [w innych wątkach] jeśli się ze mną nie zgadzałaś przyjmowałaś dokładnie takie tony, zwracając się do mnie per "złotko" itp to myślałam, że po prostu taki styl dyskusji lubisz. Jednak nie? Ok, przyjmuję do wiadomości.
    A ja ci ponownie tłumaczę:
    1. Milka-milka, której przyklasnęłaś optuje WŁAŚNIE podanie WYŁĄCZNIE mięsa wegetarianom - i jakoś jej nie napisałaś w najlżejszych słowach, że to nie do końca zgodne z sv.
    2. Skoro mięsożerca wytrzyma bez mięsa czas imprezy - to czego bijesz pianę, że gospodarz MUSI podać mięcho, bo jeśli nie to ma w zadzie gości i jest d... a nie gospodarz?
    3. I tu się zgadzamy, z wyłączeniem sytuacji wcześniej omówionych [np. silne reakcje alergiczne na wiele produktów - i po wcześniejszym ustaleniu z gospodarzami].
    Jak już napisałam - musisz być straszliwie kłopotliwym gościem... Tego nie możesz, tamtego nie możesz, śmego nie lubisz, a siamto ci szkodzi... tongue_out


    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 02.01.18, 04:58
    Uparcie starasz się udawać, ze nie wiesz o co chodzi sad Więc napiszę Ci całkiem wprost - nie znam takiej religii czy ideologii która zabrania jedzenia roślin i produktów odroslinnych, a jeśli takowa jest (bo możliwe) to bardzo niszowa. Nie ma tez żadnej religii ani ideologii, która nakazuje jeść tylko mięso. W związku z tym na logikę - osoba lubiaca mieso może zjeść cos bezmięsnego. Tak? No tak ...
    Najprościej mówiąc - produkty roślinne może zjeść każdy - mięso, zależnie od rodzaju czy produkty inne odzwierzęce - nie każdy.

    I teraz zależy dlaczego Minnie. Muzułmanin i zyd nie będą jedli świniny, bo swinia jest nieczysta, ale mogą ja podać innym, Hindus już natomiast nie tylko nie będzie jadł krowy, ale też jej nie zabije na mieso i nie poda komuś - bo dla niego byłoby to przekroczeniem wszelkich barier. Weganin nie poda jajek w majonezie, boi jest przeciwny hodowaniu kur na jaja...

    Owszem, zapraszając gości wypada wziąć pod uwagę ich gusta, ALE nie można od kogoś wymagać, by kierując się gustem gości rezygnował ze swoich ideałów. Lubisz na przykładach, jako i ja to Ci przybliżęsmile - ja nie lubię słodyczy i nie jadam tego świństwasmile, ale nie mam problemu z tym, żeby kogoś tym poczęstować, o kim wiem ze jada i lubi. Jednak gdybym goscicia w domu kogos z Dalekiego Wschodu o kim wiem, ze lubi jesć psy, to nie podalabym mu psiny nie tylko dlatego ze sama nie jadam psów, ani nie dlatego ze u nas zabijanie psów na jedzenie jest nielegalne, tylko dlatego ze nie byłabym w stanie przyrządzić psa i potem z tym zyć. Rozumiesz to?
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bezsenna_pani 27.12.17, 13:19
    Koro, post dotyczył imprez w domu i nie tematycznych (wiadomo, że wege nie zorganizuje imprezy pt. „Butcher’s”, tylko raczej „Warzywniak włoski” i każdy wie, czego się spodziewać). Dodatkowo, jak zaznaczyłam chodzi o ludzi, którzy się znają i menu nie jest dla nich zaskoczeniem.
    Zgadzam się z założeniem, że imprezę robi się dla gości, a nie dla siebie. Nie mam problemu z uwzględnieniem kwestii zdrowotnych gości (np. alergie) czy nawet w określonym zakresie preferencji smakowych (ktoś nie jada selera, ananasa czy kaszy gryczanej).
    Ale tu stawiamy naprzeciw siebie z jednej strony kwestie światopoglądowe/religijne gospodarzy, a z drugiej, smakowe preferencje gości w kontekście SV.

    Wiem, że jesteś wege, ale żeby lepiej zobrazować: czy idąc na kolację do muzułmanina oczekiwałabyś wieprzowiny, bo gospodarz wie, że ją lubisz?

    „Przynosić z sobą czegokolwiek kulinarnego (poza upominkowymi sprawami) na przyjęcie nie wypada, chyba ze się to uzgodniło z gospodarzami.”
    Nie wypada, ale tak się zdarza (co więcej bywa, że jest to działanie celowe). Pytałam, jak w takiej sytuacji powinien, zgodnie z SV, zachować się gospodarz.

    „goszcząc osoby o innych niż przeciętne preferencjach należy zadbać o to, by miały się czym pożywić. I to nie na zasadzie, ze wege zje sobie surówkę, która normalnie jest dodatkiem do dania głownego, czy sałatkę - przystawkę. Trzeba przygotować dla "innozercow" dania główne”

    Zgadzam się z tym twierdzeniem, ale post dotyczy innej sytuacji: to gospodarz ma „preferencje inne niż przeciętne”. Goście mogą jeść dania wege.
  • kora3 27.12.17, 16:09
    Nie, nie oczekiwałabym, ale też nie zdziwiłabym się gdyby podał. O ile bowiem wiem nie wolno im tego jeść, a nie podawać, choć mogę się mylić, bo znani mi muzułmanie nie są zbyt ortodoksyjnismile
    Z mego punktu widzenia jako gościa - oczekiwałbym jedynie, że gospodarz uraczy mnie czymś, co mogę zjeść. Ponieważ o ile wiem żadna ideolo nie zabrania jesć warzyw i owoców, to raczej problemu by nie było smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 27.12.17, 16:18
    kora3 napisała:

    > nie zdziwiłabym się gdyby podał. O ile bowiem w
    > iem nie wolno im tego jeść, a nie podawać, choć mogę się mylić, bo znani mi muz
    > ułmanie nie są zbyt ortodoksyjnismile

    Dla większości wieprzowina jest to po prostu coś obrzydliwego. Podobnie jak dla sporej części Polaków podroby i dlatego nie dotkną jej nawet w celu przyrządzenia.
  • kora3 27.12.17, 16:25
    Wiesz. możliwe, ja tam widziałam nawet jak ja jedząsmile Nie w tym jednak rzecz ... Rzecz w podejściu do tematu tu akurat religijnie - muzułmanie i żydzi nie jadają wieprzowiny, bo świnia jest uważana za zwierzę nieczyste i IM zabroniona do zjedzenia. Ale już np. niejedzenie wołowiny przez Hindusów ma inne podłoże i im nie wolno nie tylko ich jeść, ale też zabijać na mięso dla innych czy podawać.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • koronka2012 28.12.17, 16:45
    bezsenna_pani napisała:

    > Goście mogą jeść dania wege.

    Błąd w założeniu. Skupiasz się na braku przeciwskazań - a nie na preferencjach, a to jest kluczowe jeśli mówimy o gościnności.

    Owszem - mogą, ale jeśli to co jest na stole jedzą wyłącznie z braku alternatywy - to słabo to wygląda.
    W przypadku imprez rodzinnych należałoby jednak zrobić ukłon w stronę gości i nie oczekiwać np. że leciwa ciocia będzie zachwycona pasztetem z soi skoro wiesz, że lubi tradycyjne potrawy.
  • aqua48 28.12.17, 17:13
    koronka2012 napisała:

    > jeśli to co jest na stole jedzą wyłącznie z braku alternatyw
    > y - to słabo to wygląda.

    Ależ goście ZAWSZE jedzą to co na stole z braku alternatywy...jak pisałam już najeść należy się w domu, a w gości przychodzi się między innymi by spróbować tego co gospodarze podadzą, a nie żeby zjeść identyczny posiłek jak u siebie.
  • minniemouse 01.01.18, 11:40
    bezsenna_pani napisała:
    Wiem, że jesteś wege, ale żeby lepiej zobrazować: czy idąc na kolację do muzułmanina oczekiwałabyś wieprzowiny, bo gospodarz wie, że ją lubisz?

    i tu sie bardzo przydaje mieszkanie od wielu wielu lat w Kanadzie - otoz mila pani Bez Snow, zebys wiedziala, ze tutaj muzulmanin nie wyjedzie z polmiskami samej wolowiny na stol gdy wie ze gosciem jest Hindus (ktory wolowiny nie je).
    nie, on rozsadnie i troskliwie i kulturalnie poda i jedno i drugie czyli i swinie i krowe aby obaj z nich mogli sie nalezycie posilic.

    Tak postepuja ludzie rozsadni, tolerancyjni, swiatowi i normalni.
    polityke "chlop zywemu nie przepusci" przybieraja ekstremisci, fanatycy i szalency a z tego, jak wiadomo, nigdy nic dobrego nie wyplywa.

    Do ciebie dalej jak widze, nie dociera iz kwestia nie jest co zje gosc, tylko CO PODA GOSPODARZ. gosc zje to co mu podasz.
    pytanie, czy i jak dobrze umiesz podac?

    Minnie
    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • bezsenna_pani 01.01.18, 17:40
    Minniemouse

    Po 1, proszę, żebyś nie przekręcała mojego nicku.

    Po 2, wyobraź sobie, że muzułmanów, hinduistów, Żydów można spotkać w różnych krajach więc mieszkanie w Kanadzie niczego tu nie zmienia i nie stawia cię w pozycji eksperta w tych kwestiach. Za to swoim wpisem jasno pokazałaś (nie pierwszy raz o ile pamiętam inne twoje wypowiedzi z pozycji "superior") jakie wyobrażenie masz o ludziach mieszkających z Polsce (zaścianek i co oni tam w tej widzieli i wiedzą). Mnie ignorancja w czystej postaci bawi, a ty sama siebie zdeprecjonowałaś w dyskusji.

    Po 3 Twój przykład jest chybiony.
    Muzułmanin być może poda wieprzowinę, bo to nie jest sprzeczne z jego zasadami.
    Hinduista wołowiny nie tylko nie zje, ale i nie poda, bo wchodzi w grę zakaz nie tylko jedzenia, ale i zabijania bydła domowego.
    Ponadto klarowałam tutaj już kilka razy że dla mnie powodem m.in. niejedzenia mięsa jest to, że nie chcę przykładać ręki do zadawania zwierzętom cierpienia.
    Przygotowanie mięsnego posiłku (nie jest istotne czy dla siebie, czy dla kogoś), to w moim przekonaniu przyłożenie ręki do cierpienia zwierząt, czyli jest sprzeczne z moimi przekonaniami.
    Dlatego jeśli mam wybór, wybieram wege.

    Nie rozumiesz tego, ja nie oczekuję, że zrozumiesz. Przyjmij po prostu do wiadomości, że tak jest.

    "Do ciebie dalej jak widze, nie dociera iz kwestia nie jest co zje gosc, tylko CO PODA GOSPODARZ. gosc zje to co mu podasz.
    pytanie, czy i jak dobrze umiesz podac?"


    Jeśli tak sprawę stawiasz, to odpowiem: podam to, co najlepiej umiem przygotować.

    Jestem zażenowana poziomem dyskusji. Ty nie przyjmujesz do wiadomości faktów i nie odnosisz się do niewygodnych argumentów. W takiej sytuacji nie widzę sensu dalszego wałkowania tematu
  • minniemouse 02.01.18, 00:49
    bezsenna_pani napisała:
    > Po 1, proszę, żebyś nie przekręcała mojego nicku.

    hhhmmmm.... wspolczuje potencjalnemu romantykowi ktoremu wpadloby do glowy pod twoim oknem uskuteczniac jakies teskne ballady, bo pewnie by dostal w najlepszym wypadku kapciem w leb z rabanem iz nie zyczysz sobie halasow pod oknem. zapewne jakby przez otwarte okno przeleciala cebula i kielbasa, to spotkalaby sie z uznaniem?....
    przepraszam ze cie cieplo, lirycznie nazwalam pania Bez Snow (i do tego mila), wiecej na pewno nie bede smile

    Ponadto klarowałam tutaj już kilka razy że dla mnie powodem m.in. niejedzenia mięsa jest to, że nie chcę przykładać ręki do zadawania zwierzętom cierpienia.


    to mow za siebie a nie podpieraj sie muzulmaninami albo hinduistami o ktorych goscinnosci nie masz tak naprawde pojecia.

    Po 2, wyobraź sobie, że muzułmanów, hinduistów, Żydów można spotkać w różnych krajach więc mieszkanie w Kanadzie niczego tu nie zmienia i nie stawia cię w pozycji eksperta w tych kwestiach. Za to swoim wpisem jasno pokazałaś (nie pierwszy raz o ile pamiętam inne twoje wypowiedzi z pozycji "superior") jakie wyobrażenie masz o ludziach mieszkających z Polsce (zaścianek i co oni tam w tej widzieli i wiedzą). Mnie ignorancja w czystej postaci bawi, a ty sama siebie zdeprecjonowałaś w dyskusji.


    nie jestem supieror, zwyczajnie kieruje sie zdrowym rozsadkiem. jesli czytam post w ktorym
    ktos imputuje ze muzulmanin poda wylacznie wieprzowine a mieszkam w kraju w ktorym jestem zapraszana do roznych narodowosci i religii i wyraznie widze ze to nieprawda, to prostuje nieprawdziwa informacje. tak samo jesli sie myle ze Kanada nie jest zlepkiem etniczym, ze w Polsce mieszka tak samo roznych wymieszanych etniczo nacji - to mi podaj linki i mnie popraw. bo zdaje sie, na przyklad gdy byly te slynne rozruchy w Syrii, ISIS itd to Polska szla!ban! zamknela granice muzulmanom a Kanada wrecz odwrotnie, przyjela lacznie 300.000 wchodnich emigrantow. wiec chyba logiczne ze mam lepszy punkt odniesienia i skale porownawcza?

    Minnie
    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • kora3 02.01.18, 04:34
    Minnie, ale muzułmanin nie ma ograniczeń tego rodzaju ze nie wolno mu PODAWAĆ wieprzowiny. Pomijając fakt, ze muzułmanie różnie się, jako i inne nacje religijne odnoszą do zasad swej religii - nie ma zasady, ze nie wolno im tego podawać czy przyrządzać. Im tego nie wolno JESC. Tak samo zresztą jak żydom i z tych samych zupełnie niereligijnych powodówsmile Zwyczajnie i po prostu - na terenach gdzie kiedyś rdzennie zamieszkiwali muzułmanie i starozakonni hodowla świń była trudna - świnia samą trawą się nie pożywi, nie może też długo obyć się bez jedzenia i wody, iśc daleko nie potrafi, jej mięsa nie da się suszyć, a mleka pić - dlatego świnia była raz nieopłacalna w hodowli, dwa niebezpieczna - jej zepsutym mięsem łatwo się struć . Dlatego wmówiono ciemnym ludziom, ze jakiś bóg nie chce, żeby to jedli. Na tej samej zasadzie działają posty u katolikówsmile Podobnie działa obrzezanie u mężczyzn - nie było wody na tych terenach, więc bezpieczniej i zdrowiej było usuwać napletek. Ale4 ciemny lud uwierzył bezrefleksyjnie ze jakiś bóg chce, żeby go nie było - bezrefleksyjnie - bo każdy myslacy człek wpadłby na to, ze gdyby jakiś bóg uważał napletek za zbędny tworząc człowieka to stworzyłby go wszak bez niego i gitara smile

    Tak czy owak - muzułmanie i żydzi mogą podawać wieprzowinę, więc trudno mówić u nich o ograniczeniach w stronę gości na tym tle. Z wege jest inaczej - nie tylko sami nie jedzą miesa, ale tez nie akceptują zabijania zwierząt, by je zjadać. Zatem trudno od nich oczekiwać, że jednak podadzą

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bezsenna_pani 02.01.18, 12:06
    Minniemouse,
    „wspolczuje potencjalnemu romantykowi ktoremu wpadloby do glowy pod twoim oknem uskuteczniac jakies teskne ballady (…)”
    Jeśli potencjalny romantyk pomyliłby moje imię, to raczej nie wzięłabym jego amorów na poważnie, ale też niczym bym w niego nie rzucała.
    Przykład od czapy, chyba, że pretendujesz do miana mojego adoratora wink

    „przepraszam ze cie cieplo, lirycznie nazwalam pania Bez Snow (i do tego mila), wiecej na pewno nie bede ”
    Będę wdzięczna.

    „mow za siebie a nie podpieraj sie muzulmaninami albo hinduistami (…)”
    Mówię za siebie. Porównania i przykłady to najnormalniejsze i uzasadnione figury retoryczne w dyskusji. Dlaczego miałabym z nich nie korzystać?

    „jesli czytam post w ktorym ktos imputuje ze muzulmanin poda wylacznie wieprzowinę (…), to prostuje nieprawdziwa informacje.”
    W którym miejscu to napisałam? Konkretnie, cytat proszę, bo póki co to ty mi imputujesz.

    „tak samo jesli sie myle ze Kanada nie jest zlepkiem etniczym, ze w Polsce mieszka tak samo roznych wymieszanych etniczo nacji - to mi podaj linki i mnie popraw.”
    W którym miejscu kwestionowałam twierdzenie o zróżnicowaniu społeczeństwa w Kanadzie?
    Konkretnie, cytat proszę.
    Oczywiście, że Polska to nie jest kraj w 100% homogeniczny. Wikipedia to nie źródło wiedzy, ale dla ogólnego obrazu sytuacji możesz sobie rzucić okiem.
    A jeśli chcesz poczytać oficjalne statystyki, zajrzyj na strony GUS. Np.: stat.gov.pl/obszary-tematyczne/inne-opracowania/wyznania-religijne/wyznania-religijne-w-polsce-20122014,5,1.html

    „bo zdaje sie, na przyklad gdy byly te slynne rozruchy w Syrii, ISIS itd.”
    Wojna i rozruchy to w tym temacie jednak nie są synonimy.
    ISIS to organizacja, a nie państwo więc nie może być tam rozruchów.

    „Kanada (…), przyjela lacznie 300.000 wchodnich emigrantow. wiec chyba logiczne ze mam lepszy punkt odniesienia i skale porownawcza”
    Czyżby?
    300 000 osób w ponad 36 mln kraju.
    I w tym kontekście na podstawie liczby przyjętych przez Kanadę emigrantów twierdzisz, że konkretnie ty masz lepszą skalę porównawczą, żeby wypowiadać się o ich zwyczajach, zasadach, religii?
    Nie rozśmieszaj mnie.
    A z iloma „wschodnimi emigrantami” miałaś bezpośrednio do czynienia? Ilu podejmowałaś na swoim przyjęciu, u ilu byłaś w odwiedzinach, z iloma rozmawiałaś?

  • minniemouse 02.01.18, 13:08
    bezsenna_pani napisała:
    Mówię za siebie. Porównania i przykłady to najnormalniejsze i uzasadnione figury retoryczne w dyskusji. Dlaczego miałabym z nich nie korzystać?

    alez ja ci nie wzbraniam poslugiwac sie przykladami itp, zwracam jedynie uwage aby, jesli juz, to poslugiwac sie poprawnie - bo jak np tymi o muzulmanach, to bylo niezgodnie z faktami.

    W którym miejscu to napisałam? Konkretnie, cytat proszę, bo póki co to ty mi imputujesz.

    niczego ci nie imputuje, napisals wyraznie ze u muzulmanina "nie nalezy sie spodziewac wieprzowiny" - co jest jednoznaczne z "podaniem wylacznie" - inaczej tego nie da sie interpretowac. coz, nie trzeba pisac zawsze doslownie aby rozumiec doslownie.

    > Oczywiście, że Polska to nie jest kraj w 100% homogeniczny.

    Jednak Polsce jeszcze daleeeko do takich wymieszanych krajow jak Am pln, wybacz.

    A z iloma „wschodnimi emigrantami” miałaś bezpośrednio do czynienia? Ilu podejmowałaś na swoim przyjęciu, u ilu byłaś w odwiedzinach, z iloma rozmawiałaś?

    hmm, chyba takie pytania nie sa ani grzeczne ani potrzebne a ja z oczywstych powodow nie powinnam i nie bede wymieniac.
    ale powiem ci tak - no, w moim otoczeniu jest kilka roznych narodowosci i roznych religii. wystarczajaco aby moc powiedziec: paru znam. ale to nawet malo istotne, bo mnie przeciez wystarczy wyjsc z domu i zagaic rozmowe z kimkolwiek, na przyklad zamawiajac kebaba na lunch i juz moge sobie pogadac z Arabem co je sprzedaje- np zapytac czy czasami sam skusi sie i zje te wieprzowe smile

    300 000 osób w ponad 36 mln kraju.

    no ale chyba nie przypuszczasz ze to jedyni muzulmanie w Kanadzie? to oprocz tego co juz tu jest. tak czy siak to byl jedynie przyklad jakie prawdopodobienstwo otarcia sie o srodkowy wschod w swoim kraju masz ty a jakie ja. chyba jednak ja mam nieco wieksze?...

    Minnie
    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • vi_san 02.01.18, 13:27
    Odniosę się tylko do jednego "napisals wyraznie ze u muzulmanina "nie nalezy sie spodziewac wieprzowiny" - co jest jednoznaczne z "podaniem wylacznie" - inaczej tego nie da sie interpretowac" - chyba nieco zapomniałaś polską składnię, znaczenie słów i w ogóle język, skoro tak "interpretujesz...
    U muzułmanina nie należy spodziewać się wieprzowiny, to znaczy dokładnie, że jest możliwe, że muzułmanin takowe mięso poda, ale niezbyt prawdopodobne. Nie ma tam nic o "wyłączności". Sformułowanie "nie należy się spodziewać" - oznacza "Jest to co prawda możliwe, ale niezbyt prawdopodobne". Więc być może cała ta dyskusja wynika po prostu z twojej niedoskonałej znajomości języka?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • bezsenna_pani 02.01.18, 15:11
    Minniemouse,

    „alez ja ci nie wzbraniam poslugiwac sie przykladami itp,”
    Cytuję: „to mow za siebie a nie podpieraj sie muzulmaninami albo hinduistami”

    „bo jak np tymi o muzulmanach, to bylo niezgodnie z faktami.”
    Jeśli już, to był przykład nieprecyzyjny, a nie niezgodny z faktami.
    Zgadzam się, że przykład hinduisty, który podała Kora3 był lepszy.

    „napisals wyraznie ze u muzulmanina "nie nalezy sie spodziewac wieprzowiny"
    Niczego takiego nie napisałam.

    „ - co jest jednoznaczne z "podaniem wylacznie"
    Chyba tylko w twojej głowie. Choć teza Vi_san brzmi prawdopodobnie wink

    „Jednak Polsce jeszcze daleeeko do takich wymieszanych krajow jak Am pln”
    Owszem. Czy to przesądza o doświadczeniach jednostek (twoich) w społeczeństwie?
    A mówimy konkretnie o twoich i moich doświadczeniach więc de facto kwestia różnorodności społeczeństwa w ujęciu ogólnym nie ma akurat znaczenia.

    „A z iloma „wschodnimi emigrantami” miałaś bezpośrednio do czynienia? Ilu podejmowałaś na swoim przyjęciu, u ilu byłaś w odwiedzinach, z iloma rozmawiałaś?

    hmm, chyba takie pytania nie sa ani grzeczne ani potrzebne a ja z oczywstych powodow nie powinnam i nie bede wymieniac.”

    Możesz mi wyjaśnić co jest w tym pytaniu niegrzecznego?
    Jedyny powód, żebyś odpowiedziała jest taki, żeby zbić moje argumenty i przekonać do swoich racji.

    „w moim otoczeniu jest kilka roznych narodowosci i roznych religii. wystarczajaco aby moc powiedziec: paru znam. ale to nawet malo istotne, bo mnie przeciez wystarczy wyjsc z domu i zagaic rozmowe z kimkolwiek, na przyklad zamawiajac kebaba na lunch i juz moge sobie pogadac z Arabem co je sprzedaje- np zapytac czy czasami sam skusi sie i zje te wieprzowe ”
    Jeśli swoją wyższość nade mną jeśli chodzi o znajomość innych kultury/zwyczajów/religii wywodzisz z możliwości porozmawiania z człowiekiem, który sprzedaje ci kebaba, to nie ma tematu, nie mam pytań i gratuluję poczucia humoru smile
    Ale zapraszam do Warszawy, Łodzi, Katowic, a nawet Ełku czy Białegostoku… i każdego innego miasta w PL. Zdziwisz się, jakie tu są możliwości w tym zakresie smilesmilesmile

    Dla uzasadnienia twoich wywodów (dla przypomnienia sedna tego OT: mieszkam w Kanadzie więc jestem obyta z innymi kulturami/zwyczajami/religiami) nie ma znaczenia, czy POTENCJALNIE możesz się spotkać/porozmawiać/poznać z emigrantami ani czy STATYSTYCZNIE masz większą możliwość w tym zakresie niż ja.
    Ma znaczenie jakie są fakty. A zatem: jakie są?
    I uprzedzę: stwierdzenie „paru znam” też nie świadczy o niczym, jeśli to znajomość oparta na kłanianiu się sobie i wymianie uprzejmości.

    To, że żyjesz OBOK jakiejś innej nacji/grupy społecznej, a nawet wchodzisz w płytkie interakcje nie znaczy, że ją znasz.

    „no ale chyba nie przypuszczasz ze to jedyni muzulmanie w Kanadzie?”
    Oczywiście, że nie. Odpowiadam na twoje argumenty.

    „to byl jedynie przyklad jakie prawdopodobienstwo otarcia sie o srodkowy wschod w swoim kraju masz ty a jakie ja. chyba jednak ja mam nieco wieksze?”
    Zgadzam się, że prawdopodobieństwo spotkania muzułmanina w Kanadzie jest większe niż w Polsce.
    No i co z tego wynika?

    Czy to jest równoznaczne z tym, że Mienniemouse spotyka muzułmanów? Nie.
    Czy to jest równoznaczne z tym, że Mienniemouse zna tą kulturę/zwyczaje/religię (w ogóle, czy też lepiej ode mnie)? Nie.

    Dlatego sorry, ale to co napisałaś, to żaden argument w dyskusji, a tylko świadczy o twoich wyobrażeniach.

    Stąd moje pytanie: z iloma „wschodnimi emigrantami” miałaś bezpośrednio do czynienia? Ilu podejmowałaś na swoim przyjęciu, u ilu byłaś w odwiedzinach, z iloma rozmawiałaś?
    Te kwestie dają jakiś obraz sytuacji. Nie rozumiem co jest problematycznego w odpowiedzi na nie?
    To dla ciebie jakiś wstydliwy temat?

    Dziękuję za uwagę.
  • kora3 02.01.18, 15:34
    Wiesz Bezsenna - ale w sumie nawet jeśli Minnie na te pytania o imigrantów odpowie i nawet jeśli ma wielu znajomych wśród kanadyjskich czy świeżo napływowych muzułmanów to wcale nie będzie oznaczać, ze ma wiedzę na temat wszystkich, czy większości muzułmanów smile A to dlatego, ze oni zwyczajnie, jak wszelkie inne nacje bywają rózni. Jedni mniej ortodoksyjni inni bardziej ...
    Jak jako młoda osoba i dziecko, z racji pracy mego ojca miałam okazję być w różnych muzułmańskich krajach. Także w takich, gdzie nie można było nigdzie kupić wieprzowiny a posiadanie alkoholu, np. przywiezionego z kraju na własny użytek było nielegalne. Ale też w takich, gdzie jedno i drugie można było kupić na legalu.
    Poza prawem stanowionym w niektórych takich krajach podejście do tematu silnie zależało od regionu. Np. w Turcji na riwierze całkiem normalne było, ze miejscowi piją alkohol, nikogo nie dziwiło, ze chętnie poczęstują się szyneczką np. od znajomych Polaków, a dziewczyny śmigają w miniówkach i spodenkach ... ale już po drugiej stronie tego kraju, przy granicy z Iranem byłoby to nie do pomyślenia.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bezsenna_pani 02.01.18, 16:37
    Kora3
    „nawet jeśli Minnie na te pytania o imigrantów odpowie i nawet jeśli ma wielu znajomych wśród kanadyjskich czy świeżo napływowych muzułmanów to wcale nie będzie oznaczać, ze ma wiedzę na temat wszystkich, czy większości muzułmanów”

    Zgadzam się z Tobą. Chodziło mi o zasady.

    Jeżeli Minniemouse faktycznie ma w swoim towarzystwie wielu przedstawicieli różnych kultur (próbowałam się tego dowiedzieć), to jest jakaś próba i mogłaby posłużyć do zweryfikowania mojej opinii.
    Obstawiam jednak, że te znajomości Minniemouse są właśnie hmmm… takie bardziej potencjalno-statystyczne, ewentualnie widywania na ulicy.
    A trudno przecież, żebym potraktowała kogoś jak wyrocznię tylko dlatego, że mieszka w Kanadzie wink.
  • kora3 02.01.18, 17:29
    Wiesz, statystycznie na pewno w CAN jest więcej możliwości na co dzień stykać się z kulturą inną niż własna, niż w PL. Wynika to ze specyfiki kraju, po prostu. Ale u Minnie nie ukrywam, irytuje mnie taka maniera, ze wydaje się jej, ze obecna Polska to Polska czasów, kiedy ona emigrowała - były 2 czy 1 programy w YV, paszport trudno było dostać, a jak ludzie gdzieś pojechali za granicę to najwyżej do Bułgarii czy Czechosłowacji smile W związku z tym ludziska są zadziwione, jak się im powie, ze w CAN kebab można nabyć na każdym rogu i zagadać do sprzedawcy...
    To jest taka maniera starszej emigracji - starszej w sensie daty wyjazdu z Polski za czasów PRL-u. Niby ci ludzie wiedzą, ze jest jak jest w PL, ale mentalnie jakoś ciagle się im wydaje, ze my tkwimy w komunie - o swiecie nie wiedzącsmile
    Minnie pewnie zaprzeczy, ale serio tak ma smile - dlatego jej wypowiedzi brzmią czasem tak protekcjonalnie...
    Swoją drogą - jakby na serio miała ten kontakt z muzułmanami, na takim poziomie, żeby z nimi rozmawiać choćby o tej wieprzowinie toby wiedziała, że oni nie mają religijnego zakazu podawania tejże tylko jej jedzenia. Tak samo o zydach (mała litera zamierzona, bo idzie o wyznawców judaizmy, a nie Izraelitów) - wnioskuje z tego, ze powołała się na to, iż Abraham ugościł anioły niekoszernym jedzeniem, by sprawić im przyjemność. Gdyby z grubsza bodaj wiedziała na czym polega koszerność nie plotłaby takich bzdur, a już szczególnie nie argumentując w tym wątku, bo każdy kto ma choć trochę styczności z żydami wie, że religia IM nie zabrania poczęstowania kogoś spoza judaizmu tak wieprzowiną, jak i niekoszernym jadłem...Nawiasem mówiąc, żeby to wiedzieć nie trzeba wcale mieć styczności ze współczesnymi żydami - każdy kto choć trochę zna realia Polski choćby przedwojennej (i wcześniejszej) wie, ze żydzi często prowadzili na polskich terenach karczmy i szynki podając tam jadło i napitki im zakazane religijnie do jedzenia i picia. Ja choć mieszkam w zaściankowej Polsce mam okazję bywac na żydowskich uroczystościachwink i także prywatnie gościć czasem u nich i zwyczajnie wiem, ze mogą częstować innych tym, czego sami nie jadają. tak więc wiesz, ta "wiedza" Minnie z zakresu wielokulturowości jest mocno ...no mglista smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • jolanta4447 02.01.18, 21:15
    @ kora3
    I tu zgadzam się z Tobą - post z 17.29

    Ciekawi mnie, kiedy (w którym roku) Minnie wyjechała z Polski i czy po emigracji przyjeżdża tutaj i prostuje swoje wspomnienia.
  • kora3 04.01.18, 07:56
    jolanta4447 napisała:
    >
    > Ciekawi mnie, kiedy (w którym roku) Minnie wyjechała z Polski i czy po emigracj
    > i przyjeżdża tutaj i prostuje swoje wspomnienia.


    Baba kiedyś wspomniała, że Minnie wyjechała za czasów jej młodości - widać musiała Minnie z grubsza jej wcześniej napisać kiedyśsmile Baba jest o ile się nie mylę trochę starsza ode mnie więc na oko czasy jej młodości to może być z 30-40 lat temu. Na temat ewentualnych odwiedzin Minnie w PL - nie mam zadnych danych smile




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 03.01.18, 00:42
    kora3 napisała:
    To jest taka maniera starszej emigracji - starszej w sensie daty wyjazdu z Polski za czasów PRL-u. Niby ci ludzie wiedzą, ze jest jak jest w PL, ale mentalnie jakoś ciagle się im wydaje, ze my tkwimy w komunie - o swiecie nie wiedzącsmile
    Minnie pewnie zaprzeczy, ale serio tak ma smile - dlatego jej wypowiedzi brzmią czasem tak protekcjonalnie...


    Koro, nie badz tragicznie smieszna. normalnie, jak to w dyskusji, skomentowalam bezposrednio wypowiedz ktora brzmiala jak brzmiala - blednie.
    A to, ze Ameryka Polnocna to kraj emigrantow i ma kilkaset lat doswiadczenia w zyciu razem bedac roznej nacji i religii - wie caly swiat.
    burmuszenie sie o zwykla prawde jest lol dziecinne.

    Wiesz, statystycznie na pewno w CAN jest więcej możliwości na co dzień stykać się z kulturą inną niż własna, niż w PL.

    prawda?... smile ?.. i cala ta zalosna proba zdyskredytownaia mnie sprowadzila sie do tego jednego zdania ktorym chcialas nie chcialas, sama przyznajesz mi racje. : )

    Swoją drogą - jakby na serio miała ten kontakt z muzułmanami, na takim poziomie, żeby z nimi rozmawiać choćby o tej wieprzowinie toby wiedziała, że oni nie mają religijnego zakazu podawania tejże tylko jej jedzenia.

    Alez ona wie o tym, ona wie, to Bezesenna pani nie wiedziala.
    btw wegetarianin tez nie ma zakazu podawania miesa, on tylko nie chce go podac, caly wiec ten twoj powyzszy (i dokladnie nie wiadomo a propos czego) argument poszedl sie pasc na zielona trawke big_grin

    Gdyby z grubsza bodaj wiedziała na czym polega koszerność nie plotłaby takich bzdur

    Korciu, no to na czym polegaja, wytlumacz tej glupiej? bo jej sie zdawalo ze, jak pisalo w owej Torze, wystarczylo aby mleko i mieso bylo razem. i juz niekoszerne. ale moze sie myli, hmmm.

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • kora3 03.01.18, 08:18
    minniemouse napisała:
    >
    > Koro, nie badz tragicznie smieszna. normalnie, jak to w dyskusji, skomentowalam
    > bezposrednio wypowiedz ktora brzmiala jak brzmiala - blednie.
    > A to, ze Ameryka Polnocna to kraj emigrantow i ma kilkaset lat doswiadczenia w
    > zyciu razem bedac roznej nacji i religii - wie caly swiat.
    > burmuszenie sie o zwykla prawde jest lol dziecinne.


    Minie, nie gniewaj się, ale tragicznie śmieszna jesteś Ty. Toż przecież przyznałam, ze STATYSTYCZNIE jest jak jest. ALE właśnie statystycznie Minnie.

    > prawda?... smile ?.. i cala ta zalosna proba zdyskredytownaia mnie sprowadzila si
    > e do tego jednego zdania ktorym chcialas nie chcialas, sama przyznajesz m
    > i racje.
    : )


    No i widzisz, wszystko sprowadza się do Twego schematycznego myśleniasmile Wytłumaczę Cu to na przykładziesmile Moja kolezanka mieszka bardzo blisko lotniska, więc teoretycznie ma statystycznie większy kontakt ze statkami powietrznymi , bo chce czy nie chce je widuje dość często. Ale nie interesuje się wcale lotnictwem...Ja od tego - lotniska mieszkam dość daleko, ale z racji zawodu mego partnera latałam już chyba wszystkim co w PL możliwe do latania poza F16. smile Rozumiesz analogię? smile

    > Alez ona wie o tym, ona wie, to Bezesenna pani nie wiedziala.
    > btw wegetarianin tez nie ma zakazu podawania miesa, on tylko nie chce
    >
    go podac, caly wiec ten twoj powyzszy (i dokladnie nie wiadomo a propos cz
    > ego) argument poszedl sie pasc na zielona trawke big_grin


    No widzisz Minnie i właśnie to co napisałaś pokazuje Twoją ignorancję i kompletne niezrozumienie o czym mowa w tym watku.
    Wytłumaczę Cu łopatologicznie, bo nie ma innego wyjścia jak widzę ...Otóż muzułmanin nie je świniny, bo wierzy, ze Allah tego zabrania - w tym momencie nie ma znaczenia, czy to jest rozsądne i czy jest jakiś Allah - on wierzy, ze jest i ze nie podoba mu się jedzenie świnki. Więc nie je. Jego Allah kaze mu też usuwać synom napletek z penisa - więc usuwa. Nie zastanawia się do czego do potrzebne, tak mowi sobie jego bóg, wiec tak robi. Ale ten sam bóg nie mówi nic, żeby innowiercom nie dawać wieprzowiny, albo odkrawać napletek, więc nie ma problemu smile
    Wegetarianin wybiera niejedzenie miesa dlatego, ze jedzenie go jest związane z realnym cierpieniem zwierzat zabijanych na jadło. Nie idzie o jakieś bóstwo, które coś nakazuje, ale o swoje przekonania wiec nie ma nic nadzwyczajnego w tym, ze nie chce ani sam jeść mięsa, ani podawać go innemu. NA TYM Minnie polega zasadnicza róznica, którą tłymacze Ci od x postów, a ty uparcie nie rozumiesz.
    Sądziłam, ze po0jmiesz po porównaniu muzułmanów i zydów z hinduistami smile Prosto mówiąc - muzułmanowi jest obojętne czy świnie zjedzą wilki, innowiercy, czy sobie zgnije - on tego nie je, bo jego bóstwo tego zabrania i tyle. Dla hinduisty krowa jest jednym z wcieleń jego bóstwa - nie jest mu obojętne co się z nią stanie. Jego bóstwo zabrania mu przyczyniania się do jej cierpienia i śmierci, bo to jest tak dlań jakby zabijał swego boga.
    Wege rozumuje tak samo tylko w oderwaniu od wiary w bóstwa - jak się zwierzę zabija to ono cierpi - czy on sam zje, czy da komuś efekt jest taki sam - przyczynił się do bólu i cierpienia zwierzęcia...Czego nie rozumiesz?


    > Korciu, no to na czym polegaja, wytlumacz tej glupiej? bo jej sie zdawalo ze
    > , jak pisalo w owej Torze, wystarczylo aby mleko i mieso bylo razem. i
    > juz niekoszerne. ale moze sie myli, hmmm.


    Owszem, myślisz się Minnie, a Twoje popisu tylko obnażają to, ze zyjac w wielokulturowym kraju nic nie wiesz o innych kulturach sorry, Nie byłas nigdy w domu żyda, prawda? smile Żeby jedzenie było koszerne nie wystarczy nie mieszać miesa z mlekiem - jest cały szeteg innych obwarowań ale Ty tego nie wiesz, bo i skad ...





    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 03.01.18, 08:46
    Tak a'propos statystyki [i jej pojmowania przez Minnie] to mi się nasunęło: statystycznie pan z psem na spacerze mają po trzy nogi. big_grin No, statystycznie tak jest. A w praktyce?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • mim_maior 03.01.18, 10:07
    Padłam ze śmiech czytając kolejne korcine mądrości religioznawcze (choć już te z "ciemnym ludem" w roli głównej były urocze). To forum nieustannie cieszy i bawi big_grin

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • wagonetka 03.01.18, 10:40
    mim_maior napisała:

    > Padłam ze śmiech czytając kolejne korcine mądrości religioznawcze

    nie ma co się śmiać, wszak Hindusi podają gościom wspaniałą baraninę a z żydowskiemu rosołowi z kury żaden inny nie dorówna

    przejrzałam (dość nieuważnie co prawda, ale zawsze) wątek i myślę, że trzeba wznieść modły: od ortodoksów, radykałów, ideologów i neofitów uchowaj nas, Panie



  • kora3 03.01.18, 12:34
    poczytaj sobie jakie kasty obowiązuje zakaz jedzenia (!!!) baraniny, podobnie uczyń z pozyskaniem informacji na temat jedzenia przez żydow kur.
    Teraz się naocznie przekonalałm co ro znaczy w praktyce analfabetyzm wtórny

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 03.01.18, 11:47
    a padaj sobie, to są fakty smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • mim_maior 03.01.18, 15:48
    Umarłam ze śmiechu nie z powodu faktów, tylko korcinej wiedzy o symbolice obrzezania albo religijnego sensu postów. Dawno nie widziałam tak krystalicznie czystego przykładu zadowolonej z siebie głupoty z gatunku "nie znam się, to się wypowiem". Nawet Mistrz Zbyszek czegoś by się tu zdołał nauczyć big_grin

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • kora3 03.01.18, 18:05
    dla mnie zaskakujące jest ze zmarła pisze smile a o genezie tych hmmm zwyczajów to zyczajnie poczytaj, a przede wszystkim - pomyśl

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 03.01.18, 23:53
    kora3 napisała:
    Nie byłas nigdy w dom u żyda, prawda? smile Żeby jedzenie było koszerne nie wystarczy nie mieszać miesa z mlekiem - jest cały szeteg innych obwarowań ale Ty tego nie wiesz, bo i skad

    skad ?? z Tory Korciu, wiec proponuje zebys wytlumaczyla Torze jaka jest glupia skoro uwaza iz podanie mleka razem z miesem przez Abrahama wystarczy by jedzenie bylo niekoszerne. owszem, bardzo ortodoksyjni Zydzi nie uzyja nawet tej samej lyzki, widelca, noza by nie dopuscic do zanieczyszczenia krzyzowego - bo jak lyzka od miesa dotknie potrawy niewskazanej juz bedzie niekoszernie. a nawet do tego stopnia ze nie zjedza posilku w pokoju gdzie jest "niekoszernie".
    ale, zauwaz, Abraham nie krzatal sie w kuchni tylko podal na jednym talerzu.

    sugeruje lekture

    Minnie
    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • kora3 04.01.18, 07:04
    Minnie, powtarzam, jeśli czegoś nie wiesz -poczytaj albo zapytaj. Koszerność nie polega wyłącznie a tym, żeby nie mieszać mleka z mięsem. Koszerne jest też np. wino, a raczej domyślasz się, ze nie jest robione ani z miesa, ani z mleka.
    Jest cały szereg obwarowań dla koszerności jedzenia i picia - muszą być przygotowane w określony sposób nierzadko od samego początku - np. w przypadku mięsa od uboju zwierząt, który musi być wykonany w określony sposób. Poza tym koszernego jedzenia i picia nie może od początku do końca przygotować goj, czyli nieżyd. Goj może uczestniczyć tylko w pewnym zakresie w tych przygotowaniach. Jest to skomplikowana sprawa i na serio nie wystarczy, ze przeczytałaś o Abrahamie, żeby na ten temat móc się wypowiadać z pozycji eksperta. Nie o tym jest jednak ten watek ...

    Jest on co sama najlepiej wiesz o tym, ze pewni ludzie mają pewne zasady ideologiczne dotyczące jedzenia lub/i podawania określonych rzeczy gościom. Jeśli ktoś ma takie obwarowania jak żydzi - to gościom może podać także to, ze go sam z religijnych powodów nie zjada. Ale jest te wierzenia czy przekonania sa takie, ze wykluczają nie tylko jedzenie czegoś samemu, ale też podawanie tego jako jedzenie dla innych, to nie poda. Bezsennej pani szło jak sądzę p taką właśnie sytuację - gdy np. gospodarz jest wege, bo nie chce się przyczyniać do cierpienia zwierząt, wiec nie tylko sam ich nie je, ale też nie poczęstowałby nimi gości.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 04.01.18, 00:24
    kora3 napisała:
    Otóż muzułmanin nie je świniny, bo wierzy, ze Allah tego zabrania - w tym momencie nie ma znaczenia, czy to jest rozsądne i czy jest jakiś Allah - on wierzy, ze jest i e nie podoba mu się jedzenie świnki. Więc nie je

    tak samo jak LOL katolik "nie je" miesa w piatek albo w okresie wielkiego postu, lub nie pozwoli jesc miesa gosciowi w te dni. ale ty bredzisz Koro. tak czy siak nie zmienia to postaci rzeczy ze Allah mu nie zabrania podac swini gosciowi.

    Wege nawet jak "wybiera" to czy cierpienie czy inne bla bla - powtorze - tak samo nikt mu nie broni podac miesa tylko on sam decyduje.

    Moja kolezanka mieszka bardzo blisko lotniska, więc teoretycznie ma statystycznie większy kontakt ze statkami powietrznymi , bo chce czy nie chce je widuje dość często.

    Korciu kontrargument musi byc z glowa nie jakis idiotyczny. z czlowiekiem, zauwaz, da sie pogadac, chocby ze sprzedawca kebabow. nie wposminajac o wlasnych znajomych roznych nacji. a sporo tego bylo przez 30+ lat. a i dzisiejsza mloda Polonia czesto zawiera zwiazki mieszane... zrodlo wiedzy jest na kazdym kroku.
    a ta twoja kolezanka, coz, nawet gdyby wrzeszczala caly dzien i cala noc do owych samolotow to watpie by jej cos odpowiedzialy. cos na wzor 'dziad do obrazu'..
    tak ze, zastanow sie Koro zanim napiszesz kolejna bzdure, bo dojde do wniosku ze jednak Asia miala racje w swojej opinii o tobie sad


    Minnie
    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • kora3 04.01.18, 06:47
    minniemouse napisała:
    >
    > tak samo jak LOL katolik "nie je" miesa w piatek albo w okresie wielkiego postu
    > , lub nie pozwoli jesc miesa gosciowi w te dni. ale ty bredzisz Koro. tak czy
    > siak nie zmienia to postaci rzeczy ze Allah mu nie zabrania podac swini gosc
    > iowi.


    Minnie, pomijam już fakt, ze Twoje wypowiedzi trudno nazwać kulturalnymi ...smile
    Nie, nie jest to sytuacja analogiczna - bo katolikowi poza tym, ze sam nie może tego jesć w określone dni nie wolno także przyczyniać się do grzechu cudzego. Więc sam nie je, ale i też innym nie podaje. Na tym polega różnica.
    >
    > Wege nawet jak "wybiera" to czy cierpienie czy inne bla bla - powtorze - tak sa
    > mo nikt mu nie broni podac miesa tylko on sam decyduje.


    Tak właśnie - dokładnie - on decyduje, ze nie chce przyczyniać się do cierpienia zwierząt. Wg Ciebie nie ma do tego prawa, bo nie jest to podyktowane wiarą w jakieś bóstwo?
    >
    >
    > Korciu kontrargument musi byc z glowa nie jakis idiotyczny. z czlowiekiem, zau
    > waz, da sie pogadac, chocby ze sprzedawca kebabow. nie wposminajac o wlasnych
    > znajomych roznych nacji. a sporo tego bylo przez 30+ lat. a i dzisiejsza mloda
    > Polonia czesto zawiera zwiazki mieszane... zrodlo wiedzy jest na kazdym kroku.
    > a ta twoja kolezanka, coz, nawet gdyby wrzeszczala caly dzien i cala noc do ow
    > ych samolotow to watpie by jej cos odpowiedzialy. cos na wzor 'dziad do obrazu


    Minnie, jak mam nadzieję, ze Ty udajesz ...Ów przykład miał Ci pokazać ze fakt, iż ktoś ma okazję do czegoś statystycznie częstszą niż ktoś inny, nie znaczy wcale ze musi się tym zainteresować. I nie chodzi o wrzeszczenie do samolotów. smile Wiesz, jak mój partner został lotnikiem? Otóż jego rodzina, gdy był dzieckiem przeprowadziła się dość blisko miejscowego lotniska i aeroklubu. On jako chłopiec widział samoloty i zaczął marzyć o lataniu. Więc jak miał coś 14 lat to poszedł do tego aeroklubu i się tam wkręcił smile Pomagał, uczył się o latadlach, w końcu zaczął się szkolić...Bo CHCIAŁ ...

    Ja po raz pierwszy samolotem w charakterze rzecz jasna pasażera leciałam jako młodsze niż on dziecko i wiele razy. Ale nie zapałałam chęcią bycia lotnikiem i w zasadzie dopiero gdy związałam się z nim zainteresowałam się lataniem dla przyjemności - wcześniej samolot to był dla mnie zwyczajnie środek transportu.


    > tak ze, zastanow sie Koro zanim napiszesz kolejna bzdure, bo dojde do wniosku z
    > e jednak Asia miala racje w swojej opinii o tobie sad


    Minnie, jest moi całkowicie obojętne jaką opinię ma na tet mój czy czyjkolwiek Asiasmile

    Na razie to ja mam niestety przykre odczucia, ze wypowiadasz się autorytatywnie na tematy, o których masz mgliste pojęcie. I nie ma nic złego w tym, ze masz owo pojęcie mgliste, tylko właśnie w tonie Twoich wypowiedzi. Choćby o tej koszerności - zenada





    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bezsenna_pani 03.01.18, 10:05
    Mienniemouse jak zwykle próbuje być mądrzejsza od telewizora.

    W normalnej dyskusji adwersarze odnoszą się do argumentów, ty tego nie robisz.

    „skomentowalam bezposrednio wypowiedz ktora brzmiala jak brzmiala - blednie.”
    Ludzie rozumieją to, co chcą zrozumieć.

    „burmuszenie sie o zwykla prawde jest lol dziecinne.”
    Burmuszenie? Nie używaj słów, których znaczenia nie rozumiesz.

    „i cala ta zalosna proba zdyskredytownaia mnie”
    Świadectwo sobie sama wystawiasz swoimi wypowiedziami.
    Ja ci próbowałam coś wyjaśnić, a nie cię dyskredytować.
    Jeśli tak to odbierasz, to szkoda mojego czasu.
  • minniemouse 03.01.18, 23:58
    bezsenna_pani napisała:

    „burmuszenie sie o zwykla prawde jest lol dziecinne.”
    > Burmuszenie? Nie używaj słów, których znaczenia nie rozumiesz.


    nie rozumiem? mnie sie wydaje ze dobrze napisalam, a przynajmniej ja wiem co chcialam przez to wyrazic. a ty myslisz ze co to znaczy - 'burmuszyc sie'? objasnisz mnie?

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • matylda1001 04.01.18, 00:51
    minniemouse napisała:

    > bezsenna_pani napisała:
    >

    > „burmuszenie sie o zwykla prawde jest lol dziecinne.”
    > > Burmuszenie? Nie używaj słów, których znaczenia nie rozumiesz.
    >


    > nie rozumiem? mnie sie wydaje ze dobrze napisalam, a przynajmniej ja wiem co chcialam przez to wyrazic. a ty myslisz ze co to znaczy - 'burmuszyc sie'? objasnisz mnie? <

    Oczywiście, że to Ty, Minnie, masz rację. Burmuszyć się to znaczy boczyć się, czuć się obrażonym, czuć żal, dąsać się, gniewać się, mieć muchy w nosie, mieć pretensje, mieć pretensję, obrażać się, stronić, żywić urazę,
    synonim.net/synonim/burmuszy%C4%87+si%C4%99#mall
    a ja nieodmiennie jestem pod duuużym wrażeniem Twojej znajomości ojczystego języka.
  • minniemouse 04.01.18, 01:45
    matylda1001 napisała:
    @ Matylda
    ojtam ojtam, no troche sie pamieta https://www.cosgan.de/images/smilie/haushalt/k040.gif
    serce https://www.cosgan.de/images/smilie/liebe/a055.gif za podniesienie na duchu.

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • bezsenna_pani 04.01.18, 10:24
    Minniemouse

    Skoro wyjaśniłyście sobie panie znaczenie słów i nie ma co do tego wątpliwości, a napisałaś:

    „przynajmniej ja wiem co chcialam przez to [burmuszenie się] wyrazic.”
    Czyli chciałaś powiedzieć, że ja: boczę się, czuję się obrażona, czuję żal, dąsam się, gniewam się, mam muchy w nosie, mam pretensje, obrażam się, stronię, żywię urazę.

    Otóż nie.

    To, że kwestionuję twoje twierdzenia i argumenty, nie przyjmuję ich i wyjaśniam dlaczego nazywa się dyskusją, a nie burmuszeniem.

    Minniemouse, zarzucasz mi, że próbuję cię zdyskredytować, że się burmuszę (jestem dziecinna), że piszę coś, czego nie napisałam.

    Jednym słowem: wypaczasz.

    Jednocześnie nie odnosisz się do moich argumentów.

    Z tego względu nie widzę sensu prowadzenia dalszych dyskusji.
  • wagonetka 04.01.18, 10:40
    bezsenna_pani napisała:


    > Z tego względu nie widzę sensu prowadzenia dalszych dyskusji.

    a jest tu jeszcze jakieś pole do dyskusji?
    wydaje się, że większość osób zgodziła się z tym, że to gospodarz decyduje o tym, co stawia na stół i że tak być powinno

    o czym można tu jeszcze dyskutować?




  • vi_san 04.01.18, 11:07
    Minnie uważa, e jeśli wege - gospodarz nie poda mięcha to jest d... a nie gospodarz. A poza tym ona ma anemię przy której jak nie zje krwią ociekającego befsztyka to padnie trupem na miejscu. I wszystkie [albo co najmniej 90%] roślin jej szkodzi... Musi być potwornie kłopotliwym gościem...
    Z tym, ze ja i owszem, zgadzam się w pełni: to gospodarz decyduje co podaje. Dobrze jeśli liczy się z potrzebami gości [czyli np zapraszając na obiad muzułmanina nie poda WYŁĄCZNIE schabowego], ale nadal to gospodarz decyduje. Tylko gospodarz. I przynoszenie własnego gara żarcia jest poniżej krytyki.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • wagonetka 04.01.18, 11:23
    vi_san napisała:

    > Minnie uważa, e jeśli wege - gospodarz nie poda mięcha to jest d... a nie gospo
    > darz.

    każdy ma prawo do własnych sądów

    > Z tym, ze ja i owszem, zgadzam się w pełni: to gospodarz decyduje co podaje. Do
    > brze jeśli liczy się z potrzebami gości [czyli np zapraszając na obiad muzułman
    > ina nie poda WYŁĄCZNIE schabowego], ale nadal to gospodarz decyduje. Tylko gosp
    > odarz.

    nikt nie podaje wyłącznie schabowego, więc nie manipuluj
    na posiłku u "mięsożercy" jest na stole i mięso, i jarzyny, jest więc wybór

    > I przynoszenie własnego gara żarcia jest poniżej krytyki.

    tu mam inne zdanie - jeśli miałabym gościć kogoś, kto nie je jajek, mleka, miodu itp, ten ktoś musiałby przynieść swoje jedzenie lub zadowolić się - jak już pisałam - sałatą z winegretem, tak byłoby lepiej dla wszystkich

    mnie nie obraża przynoszone jedzenie, sama chętnie skosztuję





  • vi_san 04.01.18, 15:04
    Każdy ma prawo do własnych sądów i własnych decyzji. A że czasem nie są one zgodne z sv i jako takie nie powinny być na forum sv wygłaszane?
    Milka-milka optowała właśnie zaproszenie wege i podanie an stół WYŁĄCZNIE mięsnych potraw. tongue_out Zgadzam się, że dyskusja sięgnęła otchłani absurdu...big_grin
    A co do ostatniego akapitu - to pisałam kilkakroć, że jeśli ktoś ma tak szalone wymagania [wynikające z alergii/przekonań/religii/czegokolwiek] powinien od ręki, w trakcie zaproszenia o tym poinformować gospodarzy i albo uzgodniwszy przynieść coś własnego, albo zrezygnować z obiadu a przybyć tylko na poobiednią kawę. Niedopuszczalne jest natomiast [o czym pisała założycielka wątku] by znając menu i NIE INFORMUJĄC wcześniej pani domu - przynosić swoje jedzenie.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 04.01.18, 15:58
    Ja nie tak ziin6terpretowałam wypowiedź Milki - wg mnie ona właśnie drwiła z takiego stawiania sprawy.
    Co do reszty - masz rację

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milka_milka 04.01.18, 17:58
    Nie optowałam. To była ironia. Chodziło mi o to, że jeżeli wegetarianin ma prawo podać tylko potrawy bezmięsne, to i odwrotnie. Przyznajmy równe zasady dla wszystkich.
    Oczywiście, że dobry i gościnny gospodarz weźmie pod uwagę potrzeby wszystkich gości i przygotuje coś, co będzie odpowiadało każdemu, ale jeśli nie, to czemu przyznać wegetarianom prawo do urządzenia przyjęcia wg własnych zasad, a „mięsożercom” już nie? Odrobinę sprawiedliwości!

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • bene_gesserit 04.01.18, 18:15
    milka_milka napisała:

    > Nie optowałam. To była ironia. Chodziło mi o to, że jeżeli wegetarianin ma pra
    > wo podać tylko potrawy bezmięsne, to i odwrotnie. Przyznajmy równe zasady dla w
    > szystkich.
    > Oczywiście, że dobry i gościnny gospodarz weźmie pod uwagę potrzeby wszystkich
    > gości i przygotuje coś, co będzie odpowiadało każdemu, ale jeśli nie, to czemu
    > przyznać wegetarianom prawo do urządzenia przyjęcia wg własnych zasad, a „mięso
    > żercom” już nie? Odrobinę sprawiedliwości!


    Sęk w tym, że sprawiedliwość nie oznacza 'po równo' albo 'symetrycznie'.

    W tym przypadku sprawiedliwie oznacza 'zrobimy pyszne jedzenie', 'poświęcimy mnóstwo czasu na przygotowania, żebyście się czuli dobrze'. Jeśli mimo to gość poczuje się niedopieszczony, bo nie dostał nóżek na zimno i kotleta w panierce, to imo coś jest z nim nietenten.




    --
    Ilu uczestników liczył marsz opozycji?
    (Można się pomylić o 40 milionów.)
  • milka_milka 04.01.18, 18:27
    A wegetarianin nie poczuje się dobrze, bo nie dostał nic bezmięsnego. No to z nim jest też coś nie w porządku?
    Stosujmy te same reguły dla wszystkich, nie dzielmy na lepszych, którym wolno i gorszych, którym nie.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • bene_gesserit 04.01.18, 19:15
    milka_milka napisała:

    > A wegetarianin nie poczuje się dobrze, bo nie dostał nic bezmięsnego. No to z n
    > im jest też coś nie w porządku?
    > Stosujmy te same reguły dla wszystkich, nie dzielmy na lepszych, którym wolno i
    > gorszych, którym nie.

    Trochę tak, jakbyś zakładała, że kiedy pomagam w zakupach swojej mamie, damie po 60-tce, to ja niosę 7kg i ona też. Bo po równo ma być i sprawiedliwie, i te same zasady. Co z tego, że ja jestem o jedno pokolenie młodsza i bardziej sprawna. Gorsza nie jest, conie? To niech dźwiga, co ja się będę.

    Jeśli zapraszasz wegetarianina i wszystko, co masz mu do zaproponowania to ziemniaki i surówka z marchewki, to świadczy to o tobie jako o gospodyni. Nie o nim. Zwłaszcza, kiedy u niego mogłaś zjeść dynię piżmową zapiekaną z serem zieloną pleśnią, zimowe warzywa z sosem z granatów i orzechami włoskimi, krem z zielonego groszku z bazyliowym pistou, risotto z szafranem, karmelowe lody z laskowym krokantem i pudding czekoladowy ze śliwkami w armaniaku.




    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • milka_milka 04.01.18, 19:20
    Nie, tu jest różnica. Mama jest starsza i słabsza. Sugerujesz, że wegetarianin musi być pod szczególną ochroną?
    A jeżeli zapraszasz osobę jedzącą mięso i proponujesz jej nawet powyższe menu, które dla jej podniebienia wymaga uzupełnienia o mięso, to co?

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • bene_gesserit 04.01.18, 19:46
    milka_milka napisała:

    > Nie, tu jest różnica. Mama jest starsza i słabsza. Sugerujesz, że wegetarianin
    > musi być pod szczególną ochroną?

    Nie, nie sugeruję. To był przykład na to, że twoja teza o tym, że 'mają być te same zasady dla wszystkich' jest, bez obrazy, bzdurna.
    "Sprawiedliwie" jak już napisałam, bardzo rzadko oznacza "po równo" albo "symetrycznie", a ty się przy tym własnie upierasz. Muszę pogadać z matką, może kochaną starowinkę dociążę smile

    > A jeżeli zapraszasz osobę jedzącą mięso i proponujesz jej nawet powyższe menu,
    > które dla jej podniebienia wymaga uzupełnienia o mięso, to co?

    To może nie przyjść, jej problem - ominie ją fantastyczna wyżerka. Może też, jak już proponowałam, nafutrować się mięsa przed wyjściem, żeby podniebienie nie wołało o uzupełnienie.
    Ale jako żywo nie spotkałam się jeszcze z takim problemem.




    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • milka_milka 04.01.18, 20:17
    Ja też nie. Rozważam problem czysto teoretycznie. Nie zdarzyło mi się, żeby gospodarze całe menu robili pod swój gust. Poza tym mogłabym stwierdzić, że wegetarianin też może się nafutrować przed wyjściem. Trochę mi to przypomina dyskusję o rowerzystach i ich zdecydowanie zbyt uprzywilejowanej pozycji na drogach, gdzie podstawowym argumentem jest, że są słabsi i bardziej narażeni na kolizję, więc nie muszą mieć ubezpieczenia ani identyfikacji, co powoduje, że zasadniczo mogą pizwalać sobie niemal na wszystko. Zgadzam się, że nie zawsze sprawiedliwie znaczy równo, ale tu akurat tak.
    Przepraszam, ale nie bardzo chce mi się dalej dyskutować. Nie widzę możliwości przekonania Cię, że akurat w omawianym przypadku nietaktem jest tworzenie grupy uprzywilejowanej.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • milka_milka 04.01.18, 20:26
    I jeszcze jedno - ciekawe, czym poczęstowałabyś moją wybitnie mięsożerną córkę, która z warzyw jadą surową marchewkę i ogórek, a z owoców jabłka, banany i mandarynki. Nie, nie jest dzieckiem, nie lubi potraw wegetariańskich i już, a z Twojej pysznej wyżerki wyszłaby po prostu głodna, bo nie zjadłaby nic. No może zapchała się pieczywem, gdyby było.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • milka_milka 04.01.18, 23:00
    No może mogłabyś jeszcze ją zapchać kaszami, ryżem, ziemniakami lub makaronem. Na sucho, bez warzyw.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • kora3 05.01.18, 10:40
    Milko – zdaje się w tym wątku Tobie i innym umyka pewien ważny szczegół otóż poza wyjątkami jeśli wiemy, że jakieś przyjęcie nie będzie nam z dowolnej przyczyny odpowiadać, zawsze można odmówić. To raz, a dwa – spotkania towarzyskie nie zawsze muszą być związane z „wielkim żarciem” - można umówić się na kawę, piwko, drinka. Rozwiązaniem może być też spotkanie w restauracji, gdzie każdy zamówi sobie co zechce …
    Tak naprawdę realny problem stanowiłaby sytuacja, gdyby zapalony mięsożerca mieszkał z ortodoksyjnym wege i mieli się razem stołować.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milka_milka 05.01.18, 11:07
    Pewnie, że nie muszą. Ja ogólnie traktuję tę dyskusję nieco teoretycznie, bo z życia wiem, że i gospodarze i goście na ogół starają się nagiąć do siebie, żeby było po prostu miło, szczególnie jeśli się lubią i chcą się spotykać. Ale ponieważ postawiono sprawę albo-albo, to napisałam, co napisałam.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • kora3 05.01.18, 11:29
    Widzisz, naginają się jeśli zwyczajnie mogą - mam na myśli ich światopogląd na to pozwala. Jeśli nie to waśnie można przejść z trybu "wielka wyzerka" u X na "miłe spotkanie" na kawie i X ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 07.01.18, 12:56
    Rosół, pieczeń i ciasto na smalcu mogłabym jej podać. Bo, co zdaje się do ciebie nie dotarło, jem mięso i umiem je przyrządzać. Natomiast nie mam problemu z finezją w kuchni i poszanowaniem przekonań innych.

    Swoją drogą - i piszę to poważnie i ze smutkiem i nie staram się być złośliwa - nie martwisz się o dziecko z takimi upodobaniami żywieniowymi? Przecież tego typu żywienie to pełen przekrój chorób w bardzo młodym wieku - od miażdżycy, przez zaburzenia wzroku po nowotwory. Zgroza.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • milka_milka 07.01.18, 13:00
    Nie. Moja córka ma bardzo dobre wyniki badań, lekką niedowagę i poza mięsem jada nabiał, kasze, zboża, ryż + wymienione warzywa i owoce.
    Zgrozą jest indoktrynacja żywieniowa.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • milka_milka 07.01.18, 13:04
    Jeszcze je ryby.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • bene_gesserit 07.01.18, 13:13
    Bardzo fajnie, że to u osoby z - wybacz - dziwaczną dietą - monitorujecie. Duża ilość mięsa w diecie (a napisałaś o 'wybitnie mięsożernej córce') to wyzwanie dla organizmu, z którym nie poradzą sobie nawet dobre geny. O ile takie ma. Ja bym się na twoim miejscu martwiła.

    Jednak skoro je nabiał i ziarna, kolacyjka u wege nie stanowiłaby żadnego problemu.
    Noi - często jest tak, że ktoś z fobią żywieniową czy 'niewyrośnięty' z dziecinnych przyzwyczajeń niejedzenia tego czy owego (np popularnego dziecięcego wydłubywania 'żyłek' z mięsa albo - no właśnie - niejedzenia całej masy zdrowych rzeczy) goszcząc u innych i jedząc niejako z musu coś innego z tych nawyków wyrasta, rozszerza swoje upodobania. 'O rany, to dynia może tak smakować? Nie wiedziałam, że to może być takie pyszne!' (Bo nie próbowałam dyni od 20 lat, he he he).

    --
    feminists aren?t humorless just because your jokes suck
  • bene_gesserit 07.01.18, 12:47
    milka_milka napisała:

    > Ja też nie. Rozważam problem czysto teoretycznie. Nie zdarzyło mi się, żeby gos
    > podarze całe menu robili pod swój gust. Poza tym mogłabym stwierdzić, że wegeta
    > rianin też może się nafutrować przed wyjściem.

    Nie zrozumiałaś.
    Nie chodziło mi o nażarcie się przed wyjściem, tak żeby na przyjęciu nic nie jeść. Chodziło mi o to, że jeśli tego wieczoru musisz, bo się udusisz, zjeść mięso, to możesz zjeść pół albo całego kurczaka bezpośrednio przed wyjściem do znajomych.

    Trochę mi to przypomina dyskusję
    > o rowerzystach i ich zdecydowanie zbyt uprzywilejowanej pozycji na drogach, gd
    > zie podstawowym argumentem jest, że są słabsi i bardziej narażeni na kolizję, w
    > ięc nie muszą mieć ubezpieczenia ani identyfikacji, co powoduje, że zasadniczo
    > mogą pizwalać sobie niemal na wszystko.

    'Trochę ci to przypomina'? Moim zdaniem to jest tak bardzo 'trochę' do tematu, że właściwie wcale.

    Zgadzam się, że nie zawsze sprawiedliwi
    > e znaczy równo, ale tu akurat tak.

    Dlaczego tu akurat tak? Bo nie rozumiem. Ja starałam się uzasadnić swoje zdanie, ty - wcale. Kompletnie to nie jest przekonywujące i wiarygodne. 'Bo tak'? To za mało, żeby uznać, że masz rację.

    > Przepraszam, ale nie bardzo chce mi się dalej dyskutować. Nie widzę możliwości
    > przekonania Cię, że akurat w omawianym przypadku nietaktem jest tworzenie grupy
    > uprzywilejowanej.

    Ja też nie widzę możliwości, o ile nie użyjesz argumentów. Ale generalnie mogę cię zapewnić, że nikogo się bez argumentów nie da przekonać, więc słaba to metoda dyskusji.
    wink
    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • milka_milka 07.01.18, 12:49
    Jestem zdania, że swoją opinię uzasadniłem wystarczająco. Nie dziwi mnie, że będziesz obstawać przy swoim, jednocześnie negując i dyskredytując inne opinie. Nie chce mi się już kopać z koniem i po raz kolejny pisać tego samego.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • bene_gesserit 07.01.18, 12:59
    milka_milka napisała:

    > Jestem zdania, że swoją opinię uzasadniłem wystarczająco.

    Sęk w tym, że to twoje przekonanie też jest nie poparte argumentami. Chyba, że za argument uznać stwierdzenie 'też jestem przekonana, że sprawiedliwie nie zawsze znaczy po równo, ale w tym przypadku tak' (cytuję z pamięci, sens był bardzo podobny). Pytanie, dlaczego 'w tym przypadku tak' zawisa dramatycznie w powietrzu. Bo nie jest poparte argumentem.

    Nie dziwi mnie, że bę
    > dziesz obstawać przy swoim, jednocześnie negując i dyskredytując inne opinie. N
    > ie chce mi się już kopać z koniem i po raz kolejny pisać tego samego.

    Ale ja cię właśnie proszę o coś nowego - o argument, a najlepiej kilka, tak dla odmiany. Ożywczy wietrzyk nowości w twoich wypowiedziach! Byłoby super.





    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • condesa 04.01.18, 19:26
    Za chwilę diabli wezmą moją poświąteczną dietę, głodna się robię po przeczytaniu tego menu😉
  • bene_gesserit 04.01.18, 19:41
    Proszę bardzo tongue_out
    Kiedy zapraszam wegetarian, tak się u mnie jada. Wszyscy tak jedzą, wege i nie i są wniebowzięci.

    --
    feminists aren?t humorless just because your jokes suck
  • vi_san 04.01.18, 18:44
    Milka - tej "symetrii" można by się doszukiwać gdyby ktoś był WYŁĄCZNIE mięsożercą. Ludzie zaś w większości są wszystkożerni. I osobnik jadający mięso na wege stole swobodnie znajdzie dla siebie coś możliwego do zjedzenia [chyba, że jak Minnie, ma taką anemię że umrze bez befsztyka a 98% roślin mu szkodzi], natomiast osobnik wyłącznie roślinożerny na stole zastawionym daniami wyłącznie mięsnymi - nie zje nic. I, jak już pisałam, GDYBY był ktoś jedzący z przyczyn religijnych/ideologicznych/światopoglądowych/jakichkolwiek WYŁĄCZNIE mięso - to tak, uważam, że dokładnie tak samo jak ideologiczny wegetarianin NIE PODA mięsa - tak on może nie podać roślin. Wówczas jest symetria.
    I wiem, że miało to być "ironicznie - złośliwe" ale jest po prostu nieprzemyślane i nietrafione. big_grin

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • milka_milka 04.01.18, 18:48
    A bierzesz popis uwagę , że ktoś może po prostu nie lubić bezmięsnego jedzenia. Że mu nie smakują pyszne wegetariańskie potrawy i będąc zaproszonym w gości oczekuje, że gospodarz zrobi choć minimalny ukłon w jego stronę.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • vi_san 04.01.18, 19:01
    A bierzesz pod uwagę, że nie ma musu bywania na obiadach u wegetarian? Słowo, nie słyszałam, by ktoś kogoś pod lufą RKMu prowadził do stołu... Mama ciotkę, która nader kiepsko gotuje. Nie, nie jest wege - po prostu jest bardzo mizerną kucharką. No i cóż? Ano po prostu jak nie muszę to unikam u niej obiadów, wolę przyjść później na kawę. A jeśli już okoliczności raz na parę lat mnie zmuszą do "bycia na obiedzie" - no to zagryzam zęby, nakładam sobie porcyjkę minimalną i raczej pozoruję jedzenie niż jem. Ot, wychowano mnie tak fatalnie - jako gość nie oczekuję, żeby beznadziejna kucharka dla mnie zamawiała katering czy coś.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • vi_san 04.01.18, 19:04
    I nadal nie odniosłaś się do tego, że twój przykład, z zastawieniem stoły WYŁĄCZNIE mięsem dla wegetarian - jest po prostu bez sensu... tongue_out

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • milka_milka 04.01.18, 19:09
    Nie. Jest odbiciem zastawienia stołów wyłącznie jedzeniem wegetariańskim dla osób jedzących mięso.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • vi_san 04.01.18, 19:41
    Zrozum - nie jest. Byłoby odbiciem gdybyś jadła WYŁĄCZNIE mięso. Nie znam osoby jedzącej WYŁĄCZNIE produkty odzwierzęce. Ale jak powiedziałam - gdyby się taka znalazła to owszem, analogicznie miałaby prawo swój stół na swoim przyjęciu zastawić wyłącznie mięsem. Bo [dajmy na to] wierzy, że rośliny mają dusze i cierpią. A nie wierzy w cierpienie zwierząt. Wówczas podczas zapraszania powinna tylko uprzedzić gości iż w jej domu na stole będzie tylko mięso i koniec tematu.
    Natomiast przeciętny człowiek nie jest, de facto mięsożercą a wszystkożercą. I jako wszystkożerny może raz na ileś tam poświęcić się i spożyć menu bezmięsne. I nie umrze na anemię. Zrozum, że po prostu twoja analogia jest pop - banałem, a nie żadną analogią - bo nie przedstawia sytuacji symetrycznej.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • minniemouse 04.01.18, 22:32
    vi_san napisała:
    @ Visan,
    potwornie, az niekulturalnie, przesadzasz.
    nigdy nie bylo mowy o zastawianiu stolu miesiwem a o podaniu kawalka miesa aby kazdy, takze miesozerca, cos dla siebie znalazl. juz dawno zaznaczalam ze to nie musi byc krwisty stek - moze byc kurczak, moze byc RYBA.
    TROCHE wystarczy.

    I przez caly watek tlumacze ze jesli gospodarz tak bardzo nie chce to NIE MUSI podawac tego nieszczesnego miesa. bo gosc dostosuje sie do wszystkiego (nawet taki jak ja).
    ALE tak, uwazam iz dobry gospodarz mysli o gosciach, nie o sobie.
    Punktem spornym sa ekstremisci. Jesli ktos jest ultra religijny i nie poda wieprzowiny albo nie chce przylozyc reki do cierpienia zwierzat, to OK gosc musi to zrozumiec ale tu, zauwaz, konczy sie zwykle goszczenie a zaczyna ideologia i doktrynacja.

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • kora3 04.01.18, 22:49
    Minnie ponowie pytanie, bo mam wrazenie, ze unikasz odpowiedzi smile Czy przyrządziłabyś i podała psa gościowi, o którym wiedziałabyś, ze jest miłośnikiem psiny?
    Tylko nie wyjeżdżaj z tym, ze to nielegalne - załóżmy, ze gościsz tego kogoś w kraju, gdzie legalne jest

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 04.01.18, 22:51
    Minnie.
    1. Milka-milka właśnie o zastawieniu stołu WYŁĄCZNIE mięsem pisała - złośliwie, niby sarkastycznie, a tak na prawdę po prostu głupio. Ale pisała. I do tego się odniosłam.
    2. Osoba, która uznaje iż jedząc mięso bądź je podając przyczynia się do cierpienia zwierząt nie może podać ci tego nieszczęsnego steku, kurczaka czy ryby. Bo to wbrew jej światopoglądowi. I tak, nie może podać ci TROCHĘ mięcha. Bo nie da się TROCHĘ zabić kurczaczka, żebyś ty się mogła nim najeść.
    3. Gość ma zawsze wybór. Uprzedzony o menu bezmięsnym, jeśli bez kawałka mięsa nie da rady przeżyć, może: a/. najeść się mięsa PRZED wizytą, b/. zrezygnować z wizyty, c/. w przypadku osób blisko zżytych zaproponować gospodyni przyniesienie własnego dania mięsnego - w razie odmowy zamknąć buzię i wybrać opcję a lub b.
    4. Bycie wegetarianinem nie jest jednoznaczne z byciem ekstremistą. I owszem, w niepodaniu mięsa na stół jest IDEOLOGIA, ale "doktrynacja"? Słowa doktrynacja słownik SJP nie podaje. Masz na myśli "indoktrynację"? To słowo akurat jest, ale kompletnie nie pasuje do sytuacji. "Indoktrynacja (łac. doctrina – nauka) – świadomy i systematyczny proces, którego celem jest wpojenie człowiekowi określonych ideologii i doktryn, zwłaszcza politycznych lub społecznych, korzystający z propagandy, stosowanej przez środki masowego przekazu, system oświaty szkolnej i pozaszkolnej.". Co z tego pasuje do JEDNORAZOWEGO nie podania WSZYSTKOŻERNEMU gościowi mięsa? świadomy - ok. Systematyczny - odpada, bo jednorazowy. Proces - odpada, bo to po prostu przedstawienie swojego poglądu. Mam lecieć dalej, słowo po słowie? Indoktrynacją nie można nazwać jednorazowego zaproszenia na imprezę, jakąkolwiek. Podobnie jeślibym [nie daj Bóg!] zaprosiła cię na imprezę w stylu PRL - to zapewne usłyszałabym, że cię "indoktrynuję" politycznie?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • minniemouse 06.01.18, 23:18
    vi_san napisała:
    > Minnie.
    > 1. Milka-milka właśnie o zastawieniu stołu WYŁĄCZNIE mięsem pisała - złośliwie, niby sarkastycznie, a tak na prawdę po prostu głupio. Ale pisała. I do tego się odniosłam.


    Visan, polecam wiec wnikliwa lekture artykulu z linku jaki podalam w moim nowym watku pt:
    Jak sie jezyk ma do SV? lub chociaz przetraw cytowane we wpisie ustepy:
    milka_milka 04.01.18, 17:58
    Nie optowałam. To była ironia. Chodziło mi o to, że jeżeli wegetarianin ma prawo podać tylko potrawy bezmięsne, to i odwrotnie. Przyznajmy równe zasady dla wszystkich.


    Visan - w porzadku, nie zrozumialas od razu, jest ok sie pomylic, i myli sie kazdy. ale gorzej jest brnac w zaparte niz sie przyznac iz sie nie pojelo, a jeszcze gorzej- obrazac kogos za wlasne bledy. bede miala do ciebie jeszcze wiecej szacunku jesli poniechasz tego rodzaju praktyk. o ile ci to nie wisi, rzecz jasna smile

    Osoba, która uznaje iż jedząc mięso bądź je podając przyczynia się do cierpienia zwierząt nie może podać ci tego nieszczęsnego steku, kurczaka czy ryby. Bo to wbrew jej światopoglądowi. I tak, nie może podać ci TROCHĘ mięcha. Bo nie da się TROCHĘ zabić kurczaczka, żebyś ty się mogła nim najeść.

    Rozumiem, z tym ze to bylo konkretnie do Kory robiacej mi wyklady o muzulamanach i Hinduistach tak jakby poza wieprzowina i wolowina innego miesa na swiecie juz nie bylo,
    nie o ideologicznym wege.

    . Bycie wegetarianinem nie jest jednoznaczne z byciem ekstremistą. I owszem, w niepodaniu mięsa na stół jest IDEOLOGIA, ale "doktrynacja"? Słowa doktrynacja słownik SJP nie podaje. Masz na myśli "indoktrynację"? To słowo akurat jest, ale kompletnie nie pasuje do sytuacji.

    Czasami jest. dopiero co kilkanascie (dziesiat?) wpisow temu sama opisywalas mi zachowanie wege-ekstremisty : )
    i tak, dziekuje, chodzilo o indoktrynacje. czasami mimo staran wyrwie mi sie na wolnosc taki niepoprawny urwis, dziekuje za zlapanie <3
    wracajac do tematu - a w/g mnie pasuje jak najbardziej, poniewaz wszelkie zachowania narzucajace cudze poglady - a w przypadku wegeekstremisty tak wlasnie jest - mozna nazwac indoktrynacja.

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • vi_san 06.01.18, 23:57
    1. Dokładnie wyjaśniłam DLACZEGO propozycja Milki NIE JEST adekwatna. Adekwatna byłaby w przypadku osoby nie jedzącej W OGÓLE pokarmów pochodzenia roślinnego. Większość tzw mięsożerców [ludzi!] - to de facto wszystkożercy. W związku z powyższym na stole zastawionym wege - coś do zjedzenia znajdą. Chyba, że chcą demonstracyjnie [jak wspomniana przez nią samą córka Milki] "zapychać się pieczywem, gdyby było". Sorry, ale to świadczy wyłącznie o kiepskim wychowaniu nastolatki - jeśli zapraszana [i poinformowana z góry o menu!] urządza takie demonstracje! Bądź też każdego innego gościa, który uczyniłby podobnie. Wegetarianin na stole zastawionym wyłącznie mięsem nie zje nic. Podobnie byłoby w przypadku osoby nietolerującej potraw roślinnych na przyjęciu wege - i TYLKO w takiej sytuacji podany przez Milkę przykład byłby trafny. W przypadku "normalnych" mięsożerców - jest po prostu bez sensu.
    I pojęłam doskonale [od początku zresztą], że Milka chciała "błysnąć" dowcipem. Ale po prostu dowcip wyszedł jej kompletnie bez sensu i tyle.
    Zgłoś do gazety, że ktoś zhakował twoje konto. Bo 04.stycznia o 22:32 ktoś z twojego konta DO MNIE [nie do Kory] napisał: "nigdy nie bylo mowy o zastawianiu stolu miesiwem a o podaniu kawalka miesa aby kazdy, takze miesozerca, cos dla siebie znalazl. juz dawno zaznaczalam ze to nie musi byc krwisty stek - moze byc kurczak, moze byc RYBA. TROCHE wystarczy.". I do tego się odniosłam. Na przyjęciu wegetarianin nie może ci podać TROCHĘ mięsa. Czy to świnki, czy krówki czy kurczaczka czy ryby. Podkreślę - ani razu nie zabierałam głosu w waszej dyskusji o religiach, nie odnosiłam się do żydów, muzułmanów ani hinduistów. Tylko do ideologi wege.
    Minnie, to chyba wynika z tego, że jednak nie do końca rozumiesz niuanse językowe. "Nie jest jednoznaczne" czyli nie należy stawiać znaku równości. Są wegeekstremiści, owszem. Jak w każdej "idei". Ale większość wegetarian jest całkowicie normalna i swoją dieta nie epatuje nikogo. To tak jakbym ci powiedziała "Kiedyś w Dortmundzie czarnoskóry pijaczek ukradł mi portfel. Wszyscy murzyni to moczymordy i złodzieje!". Zgodziłabyś się? No, myślę, że nie? Analogicznie "Spotkałam się z wegeoszołomami. Wszyscy wegetarianie to ekstremiści!"? Uznałabyś tak postawioną kwestię za rozsądną? Nie sądzę... Acz zgodzę się, ze przyczyną konfliktów i sytuacji 'zapalnych" są zwykle właśnie ekstremiści [z wszelkich frakcji] a nie osoby w miarę normalne.
    Definicję "indoktrynacji" ci podałam. Zaproszenie na imprezę z menu wegetariańskim nijak się w niej nie mieści... Skoro jest jednorazowe - to nie może być systematyczne, nie spotkałam się, by gospodarz wege zaprzęgał do swojej służby środki masowego przekazu czy nawet namolnie klarował SWOJĄ wizję świata. GDYBYM się z takowym zetknęła - zapewne po prostu byłby to nasz ostatni kontakt - więc również o indoktrynacji mowy być nie może, bo nie ma spełnionego warunku ciągłości i systematyczności procesu...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • jolanta4447 07.01.18, 02:21
    Ech, to już nudne, długie odpowiedzi, no i daleko od tematu.

    Znajdźcie inny frapujący wątek. Najlepiej taki, w którym można się choć trochę pośmiać, bo tu już widzę prawie boksowanie wink

    Wiem (nie trzeba mi wytykać) - mogę nie czytać, ale czy naprawdę trzeba zawalać internet aż tak daleko idącymi mądrościami ?
    Widzę zapiekłych wojowników broniących do krwi ostatniej swoich racji, cytujących swoich przeciwników, walczących o każde zdanie, rzucających często absurdalne przykłady, a przecież pytanie było dość proste.
    Dyskusja przekształciła się w pouczanie czym jest wege, czym nie jest, kto oszukuje, czy kotleciarz może się najeść u veganina, co wegetarianin może/nie może coś zjeść u mięsożercy, a już tragedią jest, jeśli przyjdą różne 'nacje'.

    Czuję, że zaraz poleje się krew i kolejne obrazy. Więcej luzu i dystansu moi Państwo !

    Broń Boże - nie czuję się moderatorem, ale podejrzewam, że już ten wątek czyta tylko atakujący i jego antagonista.
  • bezsenna_pani 07.01.18, 09:36
    jolanta4447

    ...oraz Ty i ja wink

    Cytowanie swoich poprzedników ma na forum głęboki sens, przede wszystkim pozwala uniknąć pomyłek i wątpliwości.
    Walka o swoje zdanie i racje to nieodłączny element dyskusji.

    Wątek się rozrósł, trochę OT wpadło, ale to też lubię w dyskusjach: poszerza horyzonty (nawet, jeśli chodzi tylko o unaocznienie jaki jest sposób myślenia ludzi o poglądach skrajnie różnych od moich).
  • kora3 04.01.18, 19:08
    Choć znam całe rzesze ludzi jadających mięso, to nikogo takiego, kto nie jada w ogóle nic innego, serio. Mięsozercy jedzą też potrawy bezmięsne, choćby dla zrównoważenia diety. W dodatku jeśli są katolikami to powstrzymują się od jedzenia mięsa w określonych dniach, okresach i żyją.

    I piszę to z pozycji wege, ale owszem przyrządzającej także dania z mięsem...Ba, ja się codziennie grzebię w wątróbce, serduszkach, wołowinie, kurczaku - od bardzo wielu już lat ...A grzebię bo mam obecnie jedno, ale wcześniej kilka MIESOZERNYCH zwierząt. I one nie przeżyłyby bez mięsa- po prostu.

    A propos ukłonu w stronę gościa - tak, wypadałoby, ale są granice. Nie tylko wege nie podają czegoś, co innym może bardzo smakować - hindus krowy, katolik mięsa w piątek ...

    Ale skoro tak jesteś za tymi ukłonami ...Pytałam o to Minnie, ale nie odpowiedziała jeszcze. Lubisz psy? A jesz? Zakładam, ze nie jesz (choć może na egzotycznym wyjeździe) - jeśli nie jesz z tak8iej przyczyny, że uważasz to za sprzeczne z Twoimi p-przekonaniami, to czy przyrządziłabyś i podała psa goszcząc jakiegoś miłośnika psiny?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • condesa 04.01.18, 19:18
    Wydaje mi się, że głównym problemem w tej dyskusji nie jest kwestia gustu i tego co ktoś lubi bądż nie. Jedni lubią pomidorową inni rosół a jeszcze inni ogórkową. Pod którego z gości miałabym ustalać menu?
    I według jakich kryteriów? Według stażu znajomości, starszeństwa, płci? Czy dla każdego oddzielne menu? Zawsze na przyjęciu jest tak, że coś smakuje bardziej, coś mniej, a czasem wcale. No trudno, zdarza się. Dlaczego gość oczekuje, że gospodarz zrobi ukłon akurat w jego stronę i poda mięso a nie np. łososia? Już niezależnie od wegetarianizmu czy mięsożerności? Zawsze staram się, żeby na moich imprezach nikt nie wyszedł głodny, ale bez żartów, zamawiać pod własny gust to sobie można w restauracji.
  • milka_milka 04.01.18, 19:22
    Czyli nie naginałabyś się, żeby robić ciś „pod wegetarian”?

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • condesa 04.01.18, 19:42
    Pisałam już wcześniej. Robię w miarę możliwości i pod wegetarian i alergików i jak wiem, że ktoś czegoś nie lubi to też mu złośliwie pod nos tego nie podstawiam. Nie podoba mi się tylko takie postawienie sprawy, że gość czegoś nie lubi/ lubi i ma oczekiwania, bo chce coś zjeść pod własny gust. Może z wyjątkiem spraw zdrowotnych np. moja przyjaciółka - karmiąca matka unika białka krowiego. Tak, ona ma prawo oczekiwać, że ja jej krowy nie podam.
  • wagonetka 05.01.18, 13:47
    vi_san napisała:

    > Każdy ma prawo do własnych sądów i własnych decyzji. A że czasem nie są one zgo
    > dne z sv i jako takie nie powinny być na forum sv wygłaszane?

    sądy nie mogą być sprzeczne z s-v, sprzeczny może być sposób ich wyrażania - i tu akurat ty, vi_san masz wiele lekcji do odrobienia, nie mini

    > Milka-milka optowała właśnie zaproszenie wege i podanie an stół WYŁĄCZNIE mięsn
    > ych potraw. tongue_out

    nie zrozumiałaś intencji milki - milki

  • kora3 04.01.18, 11:53
    Dla mnie jest jedna rzecz zaskakująca - czy naprawdę NIE DA się wytrzymać jednego wieczoru bez miesa?smile Czy czegokolwiek innego do jedzenia, co ktoś powiedzmy preferuje? Dla mnie to jakiś kosmos...Rozumiem, że ktoś miałby kłopot musząc sie takiej osoby - o odmiennych preferencjach stołować stale, ale jedno spotkanie?

    Ja mam kolegę weganina ortodoksa, który nawet soli nie używa. Niespecjalnie mi smakują jego dnia, z racji braku soli właśnie, ale coż to po 12 godzin u niego zalegam, ze muszę się najeść po gardło? smile
    Rozumiem jeszcze bycie niechętnym na niepreferowane przez siebie dania na dłuższej imprze np. na weselisku, ale na normalnym spotkaniu?

    Jeśli chodzi o przynoszenie swojego jedzenia - ja to dopuszczam, ale TYLKO w uzgodnieniu z gospodarzem.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • asia.sthm 04.01.18, 12:03
    A mozna wiedziec dlaczego za co mu ta sól podpadla?

    --
    - Jezusicku, Jendrek, psecie ty mas ciupaske w plecach!
  • kora3 04.01.18, 12:07
    O ile wiem to nie używa soli z przyczyn nie ideologicznych tylko ze tam niezdrowa jest i w ogólesmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 04.01.18, 12:12
    Podobno panuje taki mit wśród niektórych wegan. Faktycznie nadmiar soli jest szkodliwy, ale niedobór też. Nie da się zjeść dziennie tyle warzyw, żeby dostarczyć wymaganą ilość sodu w organizmie. Powiedz znajomemu, żeby nie przeginał i trochę jednak solił potrawy. Wystarczy pół łyżeczki dziennie i będzie OKsmile
  • kora3 04.01.18, 12:17
    Maju, ale myśmy mu to już mówili nie raz - ze brak soli w ogóle może mieć poważne konsekwencje zdrowotne - nie i nie. On bierze jakieś specjalne zestawy minerałów i raczej wygląda na zdrowegosmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 04.01.18, 14:40
    kora3 napisała:

    > Maju, ale myśmy mu to już mówili nie raz - ze brak soli w ogóle może mieć poważ
    > ne konsekwencje zdrowotne - nie i nie. On bierze jakieś specjalne zestawy miner
    > ałów i raczej wygląda na zdrowegosmile
    >

    No, skoro bierze odpowiednie suplementy i nie ma żadnych problemów zdrowotnych, to w porządkusmile
  • asia.sthm 04.01.18, 12:19
    Czyli nastepny nawiedzony w twoim otoczeniu - skad ty ich bierzesz?
    Moze podsun mu jakis medyczny artykul zanim ci sie kolega wykonczy.

    --
    po prostu, prosto z mostu...
  • kora3 04.01.18, 12:22
    ja go poznałam przy okazji pracy, a wzięła to sobie jego żona smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • nocnymarek2 06.01.18, 16:21
    asia.sthm napisała:

    > A mozna wiedziec dlaczego za co mu ta sól podpadla?

    To jedna z trzech tzw. "białych śmierci" (sól, cukier i lekarz
    pierwszego kontaktu).
  • wagonetka 04.01.18, 12:25
    kora3 napisała:

    > Dla mnie jest jedna rzecz zaskakująca - czy naprawdę NIE DA się wytrzymać jedne
    > go wieczoru bez miesa?

    wiele rzeczy jest zaskakujących


    > Jeśli chodzi o przynoszenie swojego jedzenia - ja to dopuszczam, ale TYLKO w uz
    > godnieniu z gospodarzem.


    ty dopuszczasz tak, inni dopuszczają inaczej, ważne, żeby każdy był zadowolony


  • minniemouse 04.01.18, 22:22
    bezsenna_pani napisała:
    Minniemouse, zarzucasz mi, że próbuję cię zdyskredytować, że się burmuszę (jestem dziecinna), że piszę coś, czego nie napisałam.
    > Jednym słowem: wypaczasz.


    Bezsenna Pani, skoro nie cytowalam CIEBIE, to jasne ze NIE komentowalam ciebie i moje uwagi nie byly skierowane do ciebie.
    nie jestes na forum pierrszy raz, ani nowa, wiec wiesz jak cytuje i jak forum dziala.

    Dobrze by bylo abys zaprzestala zaczepek, bo oczywscie ze nie bede na nie odpowiadac.

    Minnie
    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • bezsenna_pani 04.01.18, 23:15
    Minniemouse, wygląda na to, że się troszeczkę pogubiłaś wink.
    Dobrze by było, gdybyś odnosiła się do argumentów i przedstawiała swoje. Na tym polega dyskusja.

    Możesz zacząć od pytania Kory3 o podanie gościowi mięsa psa...
  • kora3 05.01.18, 09:55
    smile konsekwentnie Minnie go nie zauważa smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bezsenna_pani 05.01.18, 13:10
    Nie, bo to są przecież zaczepki wink
  • minniemouse 07.01.18, 03:03
    kora3 napisała:
    > smile konsekwentnie Minnie go nie zauważa

    drogie panie, ja poza forumem tez mam zycie, no i ta roznica czasowa dziala na moja niekorzysc,
    wiec prosze w przyszlosci o wiecej cierpliwosci smile

    Psina? nie, psiny bym nie podala, nawet w Korei i Chinach. zaoferowalabym inne mieso w zamian. bo mieso to mieso. odzywczo ma niemal te sama wartosc.
    ale zapominacie drogie panie iz kwestia bylo podac po prostu MIESO na przyjeciu u wege a Koro ty skoncentrowalas sie absurdalnie na jednym miesie (a wlasciwie dwoch) co kompletnie wypaczylo dyskusje.
    wiec - zamiast psiny podalabym np "kurzyne", "rybine", cielecine, kozine, nawet krewetki i ostrygi moglyby byc. bo po raz dziewiec tysiecy dziewiecsiet dziewiecdziesiat dziewiec przypominam ci, Koro, tematem watku bylo "menu a preferencje gosci" i kwestia jedynie: "czy bedac wegetarianinem..." - nic o wege-ekstremiscie i ideologu.

    Sa wiec Koro ogolnie wege ktorym wystarczy ze oni sami miesa nie jedza i innym bez problemu podadza. sa tez tacy wege ktorzy pojda tylko na kompromis i podadza mieso hodowane 'w przyzwoitych warunkach', czyli z ekologicznego chowu i zadne inne nie.
    a sa tez, jak to nazwala Visan - takie wege oszolomy ktorzy nie pojda na zadne ustepstwa, i nie podadza zadnego miesa.
    Ogolnie zatem mozliwosc iz wege poda jakies mieso - zawsze istnieje, a pytanie z punktu: "co powinien gospodarz wzgledem gosci... " zaklada iz powinien wyjsc potrzebom gosci naprzeciw.
    1+1 =2

    Rozprawianie w tym kontekscie o wieprzowinie i wolowinie, muzulmanach i Hinduistach i psinie jest bezcelowe bo sprowadza sie do jednego i tego samego, czyli do tego co ci kolejny raz napisalam, plus jeszcze tylko ta dzisiejsza psina. no, sorry.

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • bezsenna_pani 07.01.18, 10:02
    Moją, gościa preferencją jest psina, a nie „kurzyna, rybina, cielecina, kozina, nawet krewetki i ostrygi”.
    Nie było psiny na stole? Gospodarz niegościnny! Oszołom jakiś w dodatku. Skoro podaje „kurzynę, rybinę, cielęcinę, kozinę, nawet krewetki i ostrygi”, to co za problem podać psa? Mięso to mięso. Odżywczo ma niemal te sama wartości.
    A przecież wszyscy wiedzą, że ja, gość, uwielbiam psinę. Może być z ekologicznego chowu.
    Gospodarz nie podał? Nie zrobił ukłonu w stosunku do mnie? Nie wyszedł naprzeciw moim potrzebom? Cham, prostak, prymityw! Lekceważy mnie i nie umie się zachować.


    Jak to było…?
    „(..) w porzadku, nie zrozumialas od razu, jest ok sie pomylic, i myli sie kazdy. ale gorzej jest brnac w zaparte niz sie przyznac iz sie nie pojelo”



    LOL

  • minniemouse 07.01.18, 10:55
    bezsenna_pani napisała:
    Jak to było…?
    > „(..) w porzadku, nie zrozumialas od razu, jest ok sie pomylic, i myli sie kazdy. ale gorzej jest brnac w zaparte niz sie przyznac iz sie nie pojelo”
    >

    LOL


    Zrozum, iz Kora, chcac mi (niepotrzebnie ) wyjasnic na czym polega wegetarianizm ideologiczny tak sie skupila na wieprzowinie u muzulmanina ze az zapomniala ze po pierwsze: podstawowym pytaniem watku bylo "menu a preferencje gosci" - nie "czy nalezy zrezygnowac ze swiatopogladu przyjmujac gosci" a po drugie z rozpedu az zapomniala ze oprocz wieprzowiny i wolowiny sa takze inne miesa i prawie zarzucala mi chec zjadania wylacznie krwistego befsztyka.
    jeszcze po trzecie, nie wziela pod uwage iz ekstreme ideolo wege to nieliczne przypadki, na ogol rozsadni wegetarianie sa w stanie podac choc kawalek ryby (a nawet niekiedy sami ja jedza tzw ichtiwege). tak wiec wyjazd z ta psina, kiedy dla wege wybor mies jest duzy a ja jestem w stanie pojac co to znaczy ideologia naprawde bez wysilku, - byl bez sensu, pojmij to nareszcie bardzo prosze.

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • bezsenna_pani 07.01.18, 11:47
    Psina to był przykład, którego najwyraźniej nie zrozumiałaś. W wywodzie, który dla CIEBIE nie ma związku z pytaniem głównym.

    Minnie wybacz, ale nie będę z tobą dyskutować, bo to nie ma sensu.
  • nocnymarek2 07.01.18, 12:39
    bezsenna_pani napisała:

    > Psina to był przykład, którego najwyraźniej [...]

    Psina i kocina nie jest jadana w naszym kręgu kulturowym (choć
    jak tam zamawiam cielęcinę w pięciu smakach, albo kaczkę po
    seczuańsku, to miewam wątpliwości).

    I chyba o tym jest ta dyskusja - jak sobie dobieramy nasz krąg
    kulturowy, albo czy należymy do niego "z urzędu". Na początku
    pewnie należymy wszyscy do jakiegoś z urzędu. A potem to już
    nasza wolna wola, czy chcemy należeć, kogo chcemy zaprosić
    albo przekabacić na naszą stronę. Nie każdy się da i co wtedy? wink
  • bezsenna_pani 07.01.18, 18:29
    Nocnymarek2

    "Psina i kocina nie jest jadana w naszym kręgu kulturowym."
    Fakt. Z tym, że znalezienie się w kręgu kulturowym, gdzie jest jadana, to realny scenariusz więc na potrzeby dyskusji można go rozważyć.
    Zwłaszcza, że Minnie twierdzi, że ma wielonarodowościowe towarzystwo.

    „choć jak tam zamawiam cielęcinę w pięciu smakach, albo kaczkę po seczuańsku, to miewam wątpliwości”
    Jest ryzyko, jest zabawa wink

    „I chyba o tym jest ta dyskusja - jak sobie dobieramy nasz krąg kulturowy (…)”
    Ja tą dyskusję widzę raczej jako rozważania: „jak zachować się w kręgu ludzi o różnych poglądach”.
  • vi_san 07.01.18, 11:40
    Minnie, jeśli już się na mnie powołujesz, to proszę, nie przekręcaj moich słów, ok? Nie napisałam, że wegetarianin który nie pójdzie na żadne ustępstwa i nie poda mięsa jest wegeoszołomem! Jest po prostu osobą o konkretnych poglądach i cześć. Tak jak przeciwnik aborcji nie usunie ciąży, nawet jeśli lekarz stwierdzi poważne uszkodzenie płodu. I nie, nie jest to "oszołomstwo".
    Natomiast przyjmowanie zaproszenia wegetariańskiego przez osobę, która, jak ty MUSI zjeść mięso BO TAK - to albo chamstwo [jeśli przynosisz własny gar mięsa, demonstracyjnie zapychasz się chlebem [jak córka Milki], albo czynisz uwagi do gospodarzy], albo głupota [wszak nie ma musu bywania na obiadach u kogokolwiek].
    Przypomnę też, że tematem dyskusji jest, że gospodarz powinien się dostosować do preferencji gościa. A jeśli gość NIE LUBI ani wołowiny, ani wieprzowiny, ani drobiu, ani ryb, a owoce morza wywołują u niego mdłości? A JEDYNYM gatunkiem mięsa który lubi jest właśnie mięso psa? Podasz, jako dobra gospodyni licząca się z preferencjami gościa? Czy okażesz się być chamką i egoistką i jednak nie? Bo gość PREFERUJE właśnie to, konkretne mięso, a nie te, które ty mu serwujesz - jego preferencje i tyle...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • minniemouse 08.01.18, 01:02
    vi_san napisała:
    Przypomnę też, że tematem dyskusji jest, że gospodarz powinien się dostosować do preferencji gościa. A jeśli gość NIE LUBI ani wołowiny, ani wieprzowiny, ani drobiu, ani ryb, a owoce morza wywołują u niego mdłości? A JEDYNYM gatunkiem mięsa który lubi jest właśnie mięso psa? Podasz, jako dobra gospodyni licząca się z preferencjami gościa

    oto do czego prowadzi zaslepienie i chec za wszelka cene wygrania argumentu (a czym on jest, juz sie nawet samemu nie wie) - do totalnej utrary zdrowego rozsadku.
    Visan, pozwolisz iz ci przypomne, punktem spornym byl CALKOWITY BRAK MIESA na przyjeciu u wegetarian.
    nie brak wieprzowiny albo wolowiny albo cieleciny albo kury albo ryby - tylko ogolnie- MIESA.
    "tylko wege, albo wege i JAKIES miesA" - ale nie "albo wege i tylko wieprz" czy "albo wege i tylko wol"!

    wiec ja majac rozny wybor mies nie mam zamiaru podawac akurat psiny (nieakceptowalnej w naszym okregu kulturowym jak to slusznie Nocny Marek zauwazyl), w przypadku gdy jest tak wiele innych dopszczalnych gatunkow mies do wyboru do koloru. bo to co jest najwazniejsze czyli PROTEINA MIESNA razem z weglowodanami i warzywami zostaje zapewnione - rozumiesz - rozumiecie juz?
    najwyzej, gdybym chciala sie jakos szczegolnie wychylic w kierunku narodowosci gosci, to moze zamowilabym jakies jaja bycze badz rybe moczona w lugu badz szkockie haggis, badz smazona szarancze itp. do takiego stopnia moge sie posunac, ale nie dalej - nie do psiny (ktora btw jest niejadalna nie tylko u nas w PL ale w wielu narodach i chyba poza (nie calymi) Chinami i Korea malo kto jeszcze psine je)
    co wyjasnilam od razu i nie rozumiem po co ta dyskusja, tym bardziej iz zaakceptowalam prawo do nie podawania miesa przez wege ideologicznych juz kilka watkow wstecz.

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • nocnymarek2 08.01.18, 01:43
    minniemouse napisała:

    > moze zamowilabym jakies [...] badz smazona szarancze

    "Owady są bogate w białko i minerały. Potrzebują znacznie
    mniej pożywienia niż bydło hodowlane i produkują mniej
    gazów cieplarnianych niż świnie."

    podroze.onet.pl/ciekawe/onz-wzywa-do-jedzenia-owadow-ma-to-pomoc-w-ratowaniu-planety/s9nhm
  • vi_san 08.01.18, 07:24
    Dla ciebie, Minnie, psina jest nieakceptowalna. dla mnie też, mimo, żem zdecydowanie mięsożerna. I tu się zgadzamy. Tyle, że ja rozumiem, że ktoś inny ma inaczej ustawione granice akceptowalności. I coś co dla mnie jest ok, dla niego już nie. I o ile nie truje mi czterech liter non-stop usiłując mnie "nawrócić" [indoktrynacja!] to ok, jego życie, jego jedzenie jego sprawa. A idąc do takiej osoby po prostu LICZĘ SIĘ z jej upodobaniami kulinarnymi i tyle.
    Jeślibym miała w moim otoczeniu frutarianina - to najpewniej po prostu posiłku u takiej osoby bym odmówiła. I to pomimo, że u wegetarian bywam i [pomimo mięsolubności] wychodzą najedzona i z pełną aprobata dla menu. Z tym, że to skrajność, a ja ogólnie skrajności nie bardzo lubię, więc i zapewne człowieka o tak skrajnych poglądach polubiłabym średnio i bez specjalnego żalu wyeliminowała z towarzystwa.
    Dla wegetarianina ŻADNE mięso na stole nie jest akceptowalne. Żadne. Anie wołowina, ani wieprzowina, ani drób, ani ryby, ani owoce morza, ani psina. Która NIE JEST niezbędne do przeżycia, a już na pewno nie jest niezbędne w trybie jednorazowej imprezy! A to o czym mówisz - to często mylony z wegetarianizmem tzw semiwegetarianizm [i jego odmiany, jak owowegetarianizm czy ichtiowegetarianizm]. Czyli "jestem wege ale jej jajka/ryby". Jest też odmiana wege jedząca drób, ale nie pamiętam teraz jak się to-to nazywa. I owszem, osoby o takim światopoglądzie - mogą [i powinny!] w menu imprezowym uwzględnić jaja/rybę/drób. Natomiast wegetarianin ideowy, który nie je mięsa bo nie chce się przyczyniać do cierpienia i zabijania zwierząt - nie może podać ani kawalątka zwierzęcia. ŻADNEGO. I nie staje się przez to kiepskim gospodarzem! Acz tylko do ciebie należy decyzja czy przyjmiesz takie zaproszenie czy tez z niego zrezygnujesz.
    A dyskusja stąd, że nie kto inny jak ty własnie oceniłaś, że ideoloigiczny wege POWINIEN wyjśc na przeciw gustom i preferencjom gości i podać mięsko. Bo TY chcesz i lubisz. I masz taką anemię, ze umrzesz jak nie zjesz. I obowiązkiem dobrego gospodarza jest liczyć się z preferencjami gości. Więc skoro pięknie zastawiony stół [zakładam iż ów zapraszający wegetarianin jest dobry w kuchni i nie poda sałaty z oliwą i marchewki w słupki z dipami - całe przyjęcie wink ], tyle że BEZ MIĘSA w twoich oczach nie znajduje uznania i gospodarz "olewa" ciebie jako gościa - to świetny jest ten właśnie przykład - psiny. Bo co, jeśli w regionie z którego twój gość pochodzi właśnie wyrazem szacunku jest podanie pieska? No, podając mu wieprza olewasz gościa! Afront czynisz nie serwując tego co on by preferował!
    Nie wiem co napisałaś kilka wątków wstecz, nie czytam wszystkich wątków. W TYM zaś wątku - wypowiadałaś się głównie w tonie jak powyżej napisałam i stąd dyskusja.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • szpererda 27.12.17, 12:39
    1. Działać to powinno w obie strony. Trawożercy mają pełne prawo nie podawać u siebie w domu mięsa normalnym gościom i vice versa: nie mają prawo oczekiwać, że będą w jakikolwiek sposób specjalnie traktowani na imprezach u normalnych ludzi.

    2. Gość taki to cham. Bez uzgodnienia nie robi się takich rzeczy. Nie pasują mu zasady u gospodarza, to nie idzie na przyjęcie lub z niego wychodzi, gdy coś jest nie po jego myśli. Dotyczy w takim samym stopniu trawożerców i normalnych.
  • bezsenna_pani 27.12.17, 13:30
    Szpererda, co do zasady zgadzam się z tym co napisałaś w pkt 1. Z małym zastrzeżeniem, że „trawożercy” to też normalni goście/ludzie wink
    Co do pkt 2, to rzeczywiście takich rzeczy robić się nie powinno, ale się zdarzają. I teraz pytanie: jak wobec tego zareagować zgodnie z SV.
  • bene_gesserit 27.12.17, 18:08
    Gospodarz, który przed wegetarianinem postawi talerz ze schabowym z uwagą, powiedzmy, 'możesz nie jeść, jak nie chcesz', to dopiero cham. Do sześcianu.

    --
    Ilu uczestników liczył marsz opozycji?
    (Można się pomylić o 40 milionów.)
  • vi_san 27.12.17, 12:46
    ad 1. Zależy. Jeśli np gospodarz nie je i nie przygotowuje mięsa - ale zadba o to, by na stole znalazły się potrawy o różnych smakach i zróżnicowane - to ok. Ale jeśli np gospodyni z przyczyn ideologicznych jest frutarianką i poda tylko surowe, poobijane "spady" jabłka, gruszki itp - raczej już nie wzbudzi entuzjazmu. I to niezależnie od prezentowanej ideologii...
    ad 2. Przede wszystkim gość który przynosi swoje jedzenie nie proszony o to na imprezę - zdecydowanie narusza sv, i to niezależnie od tego, czy danie przyniesione pasuje gospodyni ideologicznie czy nie. Jedynie wyraźnie poproszony może coś przynieść w ramach pomocy gospodyni. Natomiast w sytuacji w której już gość - prostak coś przyniósł? Ja bym nie podała. Nie tłumacząc "Fuj, to mięso, a ja padliny nie toleruję!", tylko "Przykro mi, ale twoje danie nie pasuje do zaplanowanego menu". Koniec. Nie ma opcji. I nie ma znaczenia, czy to danie mięsne w domu wegetarian czy cokolwiek. Ja, jako gospodyni, planuję stół, dodatki, menu, dekorację itd.
    Analogicznie: kiedyś zaprosiłam trzy koleżanki na kawę. Przygotowałam filiżanki, upiekłam ciasta [dwa], ciasteczka itd. No, ale jedna kumpela "MUSIAŁA" poprawić menu i przytargała ze sobą kawał tiramisu z dość tandetnej cukierni. Nie podałam do stołu - ciasta na nim były dobre, dobrane i pasujące do siebie, jak panie wychodziły to tej co przyniosła ów deser wetknęłam - u mnie w domu ciast tego typu nie jadamy, cukiernia znana jest z nie najwyższych lotów... No i po co? Szkoda zarówno jej pieniędzy jak i całej niezbyt miłej sytuacji. uncertain

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • bezsenna_pani 27.12.17, 13:53
    Vi_san
    "ad 1. Ale jeśli np gospodyni z przyczyn ideologicznych jest frutarianką i poda tylko surowe, poobijane "spady" jabłka, gruszki itp - raczej już nie wzbudzi entuzjazmu. I to niezależnie od prezentowanej ideologii..."

    Przyznam, że dla mnie jest to skrajny przykład.
    Nie znam nikogo takiego, ale wyobrażam sobie, że osoba o tak wyrazistych poglądach razem z zaproszeniem jasno uprzedza o nich ewentualnych gości i mają oni świadomość na co się piszą.
    Ja tak robię, jeśli podejrzewam, że ktoś może być zaskoczony menu w moim domu (chociaż... w sumie problemu to jednak nie załatwia... ;P)

  • vi_san 27.12.17, 14:09
    No, przykład skrajny, ale chodziło mi o zobrazowanie. Wśród dań wege można podać nudno i mało apetycznie, a można barwnie i smacznie. Ba, można nawet wykombinować fantastyczne menu "jak dla mięsożerców" tylko że bez mięsa! I nie, nie mam na myśli schabowego z soi - bo nie wmawiajmy nikomu, że to "podobny" smak - bo nie jest! Ale np: przystawki - jajka faszerowane, pieczarki faszerowane, koreczki na pikantnie, zupa: krem z dyni z imbirem, podawana z groszkiem ptysiowym, krem pomidorowy z nuta czosnku i grzankami, krem z brokułów z mlekiem kokosowym, na drugie: pierogi z dowolnym farszem, naleśniki jak wyżej, chili z soczewicy, makaron/krokiety z sosem grzybowym, najróżniejsze zapiekanki warzywne... Deserów jest moc, zaczynając od owoców, przez ciasta a kończąc na kisielach, galaretkach itd.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • bezsenna_pani 27.12.17, 14:47
    Vi_san „można podać nudno i mało apetycznie, a można barwnie i smacznie”
    Pewnie, ale wg mnie to dotyczy zarówno dań wege jak i mięsnych.
    A tak całkiem OT to uważam, że kuchnia wege właśnie daje pole do kulinarnego popisu smile
  • vi_san 29.12.17, 10:38
    KAŻDA kuchnia daje pole do kulinarnego popisu. O ile się lubi pichcić i chce. smile

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • aqua48 27.12.17, 14:48
    Stara dobra zasada savoir-vivre głosiła iż będąc zaproszonym na obiad, kolację itp imprezę zasiadaną do stołu należy NIE PRZYCHODZIĆ GŁODNYM. A to z dwóch powodów -
    a - żeby nie traktować takiej imprezy jako okazji do zaspokojenia głodu lub najedzenia się po uszy, tylko do miłego spotkania z innymi PRZY jedzeniu
    b - w razie gdyby podane potrawy gościowi z jakiegokolwiek powodu nie odpowiadały mógł zjeść bez szwanku dla siebie i współbiesiadników (burczący brzuch) jedynie to co mu odpowiada i wyjść w nadal dobrym nastroju.
    Rozwijając temat - przynosić swoje jedzenie wypada jedynie gdy uprzedzimy gospodarzy i na dodatek oni nie mają nic przeciwko temu. Inaczej to jest niegrzeczne. Więcej takiego gościa bym po prostu nie zaprosiła...
    Zasada s-v mówi, że imprezę robi się dla gości i mając na względzie ich dobre samopoczucie. Dlatego zapraszając mięsożercę na imprezę wegetarian miło jest przygotować dlań coś mięsnego, ale nie ma takiej konieczności bo równie dobrze MOŻE on jeść wszystko co będzie na stole. Należy go jednak uprzedzić, że impreza będzie czysto wegetariańska żeby mógł odrzucić zaproszenie jeśli mu to nie odpowiada. W drugą stronę jest zupełnie inaczej, bo wege/uczulony po prostu NIE TKNIE nic z białkiem zwierzęcym, zatem jeśli wiemy że będzie wśród gości to należy wziąć to pod uwagę planując menu, tak aby dostał i przystawkę i danie główne i deser.
    Przytaczałam tu kiedyś przykład z wesela na które zaproszona została osoba z wieloma zdrowotnymi ograniczeniami w żywieniu. Uprzedziła, że je ma i zapytała czy nie będzie dla nikogo problemu jeśli po prostu przyniesie swoją michę sałatki z tego co może jeść. Dostała odpowiedź, że nie ma takiej potrzeby, by jechała z własnym jedzeniem, wystarczy że poda listę składników i dostanie taką sałatkę z karteczką że jest ona przeznaczona dla gościa ze specjalną dietą, żeby nikt inny jej tego nie zjadł. Wydaje mi się, że to było kompromisowe rozwiązanie, w każdym razie gość był zadowolony. Ja np. z powodu uczulenia nie piję szampana. Bardzo było mi miło gdy moja koleżanka - panna młoda pamiętała o tym i na jej weselu dostałam do powszechnego toastu lampkę białego wina. Czułam się wyjątkowo uhonorowana, mimo, że zazwyczaj sobie radzę po prostu udając że wznoszę toasty i odstawiając kieliszek nietknięty.
  • bezsenna_pani 27.12.17, 15:29
    Aqua48 Mają sens te zasady smile
    „przynosić swoje jedzenie wypada jedynie gdy uprzedzimy gospodarzy i na dodatek oni nie mają nic przeciwko temu. Inaczej to jest niegrzeczne. Więcej takiego gościa bym po prostu nie zaprosiła...”
    Grzeczne to faktycznie nie jest, ale konsekwencja w postaci ostracyzmu z takiego powodu wydaje mi się dość surowa wink. Chyba, że delikwent robiłby to uporczywie i złośliwie.

    „zapraszając mięsożercę na imprezę wegetarian miło jest przygotować dlań coś mięsnego, ale nie ma takiej konieczności bo równie dobrze MOŻE on jeść wszystko co będzie na stole. Należy go jednak uprzedzić, że impreza będzie czysto wegetariańska żeby mógł odrzucić zaproszenie jeśli mu to nie odpowiada.”
    Zgadzam się z koniecznością uprzedzania. Hołduję również zasadzie, że jeśli tylko mogę przygotować gościom menu zgodnie z ich gustami, robię to.
    Nie oczekiwałabym jednak od wegetarianina, czy tym bardziej weganina menu z mięsną wkładką, tak jak nie oczekiwałabym na obiedzie u muzułmanina schabowego.

    „W drugą stronę jest zupełnie inaczej, bo wege/uczulony po prostu NIE TKNIE nic z białkiem zwierzęcym, zatem jeśli wiemy że będzie wśród gości to należy wziąć to pod uwagę planując menu, tak aby dostał i przystawkę i danie główne i deser.”
    Kwestie zdrowotne to zupełnie inna sytuacja i w moim przekonaniu konieczność brania ich pod uwagę w menu nie podlega jakiejkolwiek dyskusji.
  • aqua48 27.12.17, 16:15
    bezsenna_pani napisała:

    > konsekwencja w postaci ostracyzmu z takieg
    > o powodu wydaje mi się dość surowa wink. Chyba, że delikwent robiłby to uporczywi
    > e i złośliwie.

    Nie chodzi o zerwanie kontaktu, tylko o niezapraszanie na imprezy.

    > Nie oczekiwałabym jednak od wegetarianina, czy tym bardziej weganina menu z mię
    > sną wkładką, tak jak nie oczekiwałabym na obiedzie u muzułmanina schabowego.

    A ja dostałam mięsny posiłek u wegetarianki. Tyle, że była to osoba niejedząca mięsa po prostu, bo go nie lubi, nie przyczyny jakiś przekonań, filozofii itp..

    > Kwestie zdrowotne to zupełnie inna sytuacja i w moim przekonaniu konieczność br
    > ania ich pod uwagę w menu nie podlega jakiejkolwiek dyskusji.

    Tak, ale gospodarz musi o nich wiedzieć. Niezręcznością jest przyjąć zaproszenie bez informacji o ograniczeniach i dopiero na miejscu powiedzieć, że się nie jada określonych potraw czy pokarmów. Byłam kiedyś w takiej sytuacji, że zaprosiłam na popołudniową kawę i ciasto znajome. Upiekłam ciasta, poświęciłam na organizację przyjęcia pewien wysiłek, a one stwierdziły, już będąc u mnie, że teraz (adwent) słodkiego nie jadają wcale. Poczułam się zlekceważona jako gospodyni, bo uważam, że należała mi się taka informacja PRZY przyjmowaniu zaproszenia. Mogłam zamiast tych ciast przygotować jakieś mniej pracochłonne słone przekąski, owoce, czy coś takiego, a tak zostałam postawiona w idiotycznej i niezręcznej sytuacji kiedy to narobiwszy się, de facto nie miałam nic do podania..
  • bezsenna_pani 27.12.17, 17:22
    Aqua48
    "Nie chodzi o zerwanie kontaktu, tylko o niezapraszanie na imprezy."
    Rozumiem. Automatycznie odniosłam się do swojej sytuacji. Tzn. jeśli zapraszam do siebie ludzi, to nie są to przypadkowe osoby i zazwyczaj chodzi o jakieś określone grono znajomych. Niezaproszenie kogoś pociągnęłoby takie lub inne skutki towarzyskie. W tym kontekście wykluczenie kogoś z powodu wyskoku z przyniesieniem jedzenia wydało mi się zbyt mocną reakcją.

    "> ja dostałam mięsny posiłek u wegetarianki. Tyle, że była to osoba niejedząca mięsa po prostu, bo go nie lubi, nie przyczyny jakiś przekonań, filozofii itp.."
    Ja też nie miałabym problemu z przygotowaniem gościom dania, które oni lubią, a ja akurat nie byłabym fanką. Ale to sytuacja w której mówimy o różnych gustach, a mi chodziło o zestawienie: preferencje kontra przekonania (światopogląd/religia) na gruncie SV.

    "> Kwestie zdrowotne to zupełnie inna sytuacja i w moim przekonaniu konieczność br
    > ania ich pod uwagę w menu nie podlega jakiejkolwiek dyskusji.
    Tak, ale gospodarz musi o nich wiedzieć. Niezręcznością jest przyjąć zaproszenie bez informacji o ograniczeniach i dopiero na miejscu powiedzieć, że się nie jada określonych potraw czy pokarmów."


    W pełni się z Tobą zgadzam w tej kwestii.
  • aqua48 27.12.17, 17:44
    bezsenna_pani napisała:


    > Ja też nie miałabym problemu z przygotowaniem gościom dania, które oni lubią, a
    > ja akurat nie byłabym fanką. Ale to sytuacja w której mówimy o różnych gustach
    > , a mi chodziło o zestawienie: preferencje kontra przekonania (światopogląd/rel
    > igia) na gruncie SV.

    Savoir-vivre zaleca szacunek dla cudzych przekonań, religii czy światopoglądu. A mądry człowiek unika konfliktów i konfrontacji na tych polach. PRZED wizytą u muzułmanina zje sobie kotlet wieprzowy czy kawał boczku, jeśli bez tego nie przeżyje kilku godzin, nie będzie oczekiwał, że go dostanie podczas wizyty ani nie będzie niósł ze sobą by na oczach gospodarza go zjeść..

  • bene_gesserit 27.12.17, 18:11
    Otóż to.

    Ale był tutaj parę lat temu burzliwy wątek o goszczeniu wegetarian - wynikało z niego, że wiele tzw 'normalsów' nie wyobraża sobie dobrej zabawy bez sałatki z kurczakiem, rosołu, pieczeni i ciastek na smalcu. Że tylko wtedy czują się ugoszczeni, jeśli na talerzu znajdzie się plaster szynki, nawet jesli są zaproszeni do wegetarian.

    Przyznam ze do dziś tego nie rozumiem.

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • kora3 27.12.17, 18:28
    A ja mam mieszane uczucia...Ludzie maja różne przyzwyczajenia kulinarne, z których trudno im czasami zrezygnować. Mam taką koleżankę - dla niej treściwy posiłek to posiłek mięsny, a bezmięsne sa przystawkismile I jasne, jeśli idzie np. na kolację do znajomych, to pewnie zadowoliłaby się bezmięsnym jedzeniem. Ale już np. wesele w takim wydaniu trudno byłoby jej nie będąc głodną przetrwać

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bezsenna_pani 27.12.17, 18:45
    Kora3

    "A ja mam mieszane uczucia...Ludzie maja różne przyzwyczajenia kulinarne, z których trudno im czasami zrezygnować."

    Czyli jednak wołowiną w hinduistę, wieprzowiną w muzułmanina, jajkiem w weganina, a bułką pszenną w osobę chorą na celiakię wink?
  • kora3 27.12.17, 20:17
    Nie, przecież mowa była o tym ze to gospodarz ma preferencje - ona gdy robi imprezę w domu, to uwzględnia preferencje gości nie rezygnując ze swoich, idąc do kogoś jako osoba, która nie ma ograniczeń i zjeść może wszystko (poza tym czego nie lubi, ale chodziło wiadomo o co) - zje.

    Nie wiem dlaczego ktoś chory na celiakie nie może komuś innemu podać pszennej bułki - sam widok mu zaszkodzi?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bezsenna_pani 27.12.17, 20:37
    Gospodarz ma preferencje wynikające ze światopoglądu, goście mają preferencje, wynikające z przyzwyczajeń kulinarnych.

    "ona gdy robi imprezę w domu, to uwzględnia preferencje gości nie rezygnując ze swoich"

    Ja w miarę możliwości też. Ale preferencje preferencjami, a światopogląd światopoglądem i uważam za przesadę oczekiwanie od gospodarza, że przygotuje menu wbrew swoim przekonaniom, żeby dogodzić wszystkożernym zasadniczo gościom.
    W stosunku do czego masz mieszane uczucia?
  • nocnymarek2 27.12.17, 21:44
    bezsenna_pani napisała:

    > Gospodarz ma preferencje wynikające ze światopoglądu, goście mają
    > preferencje, wynikające z przyzwyczajeń kulinarnych.

    A dlaczego uważasz, że Twój światopogląd jest ważniejszy od moich
    przyzwyczajeń? Nie, żebym się wpraszał i chciał przynieść kotleta, ale:

    1. Kluczowe znaczenie ma informacja przy okazji zaproszenia, że będzie
    inaczej, niż statystycznie.
    2. Swój światopogląd zachowujemy dla siebie i ewentualnie mówimy
    "u nas nie jada się mięsa", a nie coś tam o padlinożercach.
  • bezsenna_pani 27.12.17, 23:26
    Nocnymarek2

    „A dlaczego uważasz, że Twój światopogląd jest ważniejszy od moich
    przyzwyczajeń?”

    To nawet dobre pytanie.
    Jeśli chodzi o mnie, to uważam tak, ponieważ generalnie w hierarchii wartości stawiam pobudki światopoglądowe wyżej niż przyzwyczajenia.
    Wg mnie za światopoglądem stoją jakieś wartości, a za przyzwyczajeniami nie. W takim zestawieniu przyzwyczajenie ma dla mnie wręcz znaczenie pejoratywne. Przyzwyczajenia zmienia się łatwiej i częściej niż światopogląd, nierzadko wynikają one po prostu z wygody i zasadniczo nie idzie za nimi żadna głębsza refleksja.

    "1. Kluczowe znaczenie ma informacja przy okazji zaproszenia, że będzie
    inaczej, niż statystycznie."

    Zgadzam się z Tobą w tej kwestii. To jest dla mnie również oczywiste i pisałam już o tym wcześniej.

    "2. Swój światopogląd zachowujemy dla siebie i ewentualnie mówimy
    "u nas nie jada się mięsa", a nie coś tam o padlinożercach."

    Nie widzę przeszkód, żeby rozmawiać na tematy światopoglądowe. Uważam to wręcz za rozwijające. Z tym zastrzeżeniem, że na wszystko jest czas i miejsce.
    Nazywanie ludzi padlinożercami z intencją ich dyskredytowania jest nie do przyjęcia.
  • nocnymarek2 28.12.17, 00:31
    bezsenna_pani napisała:

    > „A dlaczego uważasz, że Twój światopogląd jest ważniejszy od moich
    > przyzwyczajeń?”

    > Jeśli chodzi o mnie, to uważam tak, ponieważ generalnie w hierarchii
    > wartości stawiam pobudki światopoglądowe wyżej niż przyzwyczajenia.

    A ja mam wątpliwości, czy te pobudki są rozróżnialne. Jeśli ktoś mówi,
    że "w piątek nie jadam mięsa (w sensie - lądowego), tylko ryby", to jest
    w tym niby pobudka światopoglądowa. A być może przyzwyczaił się, że
    w piątek sobie tradycyjnie wszamie smacznego łososia za 70 zł/kg, zamiast
    tych codziennych udek z kurczaka za 7 zł/kg. Też mi umartwianie się.

    > Wg mnie za światopoglądem stoją jakieś wartości, a za przyzwyczajeniami
    > nie. W takim zestawieniu przyzwyczajenie ma dla mnie wręcz znaczenie
    > pejoratywne.

    Ale dla kogoś innego te wartości mogą być antywartościami. Pomijając
    skrajne przypadki (typu: "zabijać niewiernych, dla ich dobra"), to każdy
    światopogląd, czy religia może się komuś innemu wydać trywialny, albo
    i śmieszny. Nie jesz mięsa dla dobra zwierząt? To są przecież zwierzęta
    hodowlane. One nigdy nie urodziłyby się, gdyby ktoś potem nie chciał
    ich zjeść. To mięsożercy (a w przypadku krów również mlekopijcy)
    podarowali im te kilkanaście miesięcy życia.

    > Przyzwyczajenia zmienia się łatwiej i częściej niż światopogląd,

    Oooo... tu też nie byłbym taki pewien wink

    > Nie widzę przeszkód, żeby rozmawiać na tematy światopoglądowe.
    > Uważam to wręcz za rozwijające.

    Owszem, może i rozwijające, choć bywa ryzykowne. Bo sytuacja może
    się tak rozwinąć, że się wymknie spod kontroli. Nikt nikogo nie przekona,
    a i do jakiejś bitki może dojść.

    > Z tym zastrzeżeniem, że na wszystko jest czas i miejsce.

    No właśnie - i powiedzenie komuś (oczywiście mniej dosłownie) "zapraszam
    was na kolację, gdzie uraczę was moim światopoglądem" już wzbudziłoby
    moją czujność.
  • bezsenna_pani 28.12.17, 10:17
    Nocnymarek2

    „A ja mam wątpliwości, czy te pobudki są rozróżnialne. Jeśli ktoś mówi,
    że "w piątek nie jadam mięsa (w sensie - lądowego), tylko ryby", to jest
    w tym niby pobudka światopoglądowa. A być może przyzwyczaił się, że
    w piątek sobie tradycyjnie wszamie smacznego łososia za 70 zł/kg, zamiast
    tych codziennych udek z kurczaka (…)”

    Pytałeś, dlaczego uważam, że światopogląd jest ważniejszy od przyzwyczajeń i to była tylko moja odpowiedź. Ja te kwestie rozróżniam.
    Nie jestem w stanie zweryfikować, czy postawa, którą ktoś prezentuje (np. nie je w piątek mięsa), wynika z kwestii światopoglądowych, czy przyzwyczajenia, ale jeśli deklaruje mi, że to światopogląd, to raczej nie będę z tym dyskutowała przy okazji podejmowania go obiadem czy kolacją, tylko przyjmę do wiadomości smile.

    „każdy światopogląd, czy religia może się komuś innemu wydać trywialny, albo i śmieszny.”
    Oczywiście, tylko jeśli nie rozumiem czyjegoś światopoglądu albo go nie podzielam, to czy to znaczy, że mogę go deprecjonować lub ignorować? W praktyce zdarza się często, ale na relacje międzyludzkie dobrze nie działa na pewno.
    A przecież po to zapraszam znajomych na spotkanie i wspólne jedzenie, żeby te relacje poprawiać, a nie psuć smile!

    „Nie jesz mięsa dla dobra zwierząt? To są przecież zwierzęta hodowlane. One nigdy nie urodziłyby się, gdyby ktoś potem nie chciał ich zjeść. To mięsożercy (a w przypadku krów również mlekopijcy) podarowali im te kilkanaście miesięcy życia.”
    Spotkałam się z tymi argumentami, ale nie zgadzam się z takim stawianiem sprawy.
    Dla tych zwierząt hodowlanych lepiej byłoby, gdyby się nigdy nie urodziły, bo one rodzą się wyłącznie po to, żeby stać się jedzeniem. Ich byt przy tym to jedno pasmo cierpienia. Trudno mi to zaakceptować więc robię tyle, ile mogę zrobić (bo wiem, że świata nie zmienię) i tak długo, jak mam wybór.

    „> Nie widzę przeszkód, żeby rozmawiać na tematy światopoglądowe.
    > Uważam to wręcz za rozwijające.
    Owszem, może i rozwijające, choć bywa ryzykowne. Bo sytuacja może
    się tak rozwinąć, że się wymknie spod kontroli.”

    Jest ryzyko, jest zabawa wink. A poważnie, jeśli sytuacja zaczyna się w dyskusji wymykać spod kontroli, to wg mnie należy się wycofać, bo tak jak napisałeś:
    „Nikt nikogo nie przekona, a i do jakiejś bitki może dojść.”

    „(…) powiedzenie komuś (oczywiście mniej dosłownie) "zapraszam was na kolację, gdzie uraczę was moim światopoglądem" już wzbudziłoby moją czujność."
    Jeśli zapraszam kogoś, kto może być zaskoczony moją kuchnią, to staram się go dyplomatycznie uprzedzić.
    Bycie czujnym to nic złego, ale warto być przy tym otwartym na nowe doznania (takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam wink)
  • kora3 01.01.18, 13:05
    Marku, dlatego jej światopogląd jest ważniejszy bo ona jest gospodarzem i ona decyduje co podaje...Ty decydujesz czy przychodzisz i czy jesz smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 01.01.18, 13:02
    Hmmm jakby tu ...Może spróbuję na przykładzie - własnym ...Nie jadam mięsa, rzadko ryby i w ogóle niewiele jem - tak mam smile Więc jeśli goszczę u kogoś gdzie jest do zjedzenia cokolwiek bezmięsnego to dam radę. Ale trudno byłoby mi przetrwać tydzień u mego przyjaciela weganina, bez dopływu zżarcia z zewnątrz w postaci np. sera czy jogurtu, bo ja to zwyczajnie lubię. Nie oczekiwałabym, ze mi to poda, natomiast oczekiwałabym, ze nie będzie mieć nic przeciwko temu, ze ja sobie wyjdę na miasto i kupię oraz zjem.
    Uważam, ze KAZDY jest w stanie przezyć bez mięsa jedną wizytęsmile I nie, nie byłabym za tym żeby oczekiwać od gospodarza ze poda coś czego z ideologicznych przyczyn podac nie może. Uważam tak mimo, ze sama jako wege nie ograniczam swoich gości w tym zakresie. Być może jest tak dlatego także, ze jako służącasmile od dzieciństwa psów i potem też kotów z urzędu niejako MUSZE podawać mieso, którego sama nie jem smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 01.01.18, 13:44
    kora3 napisała:
    Uważam, ze KAZDY jest w stanie przezyć bez mięsa jedną wizytę:


    i dlatego, na milosc do swini i krowy, tytul watku nie brzmi "co wytrzyma gosc na wizycie" tylko "menu imprezowe a preferencje gosci'".

    Gosc jak trzeba dostosuje sie do okolicznosci, pytanie jak zadowolony i ugoszczony bedzie sie czul.


    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • kora3 02.01.18, 04:12
    Minnie - rozgraniczmy 2 rzeczy ok?
    Wątkodawczyni pyta, czy wypada oczekiwać od gospodarza, ze poda coś czego z ideologicznych przyczyn nie jada i nie podaje. Odpowiedź jest prosta jak drut - NIE, nie wypada. Zasada "w gościach" jest jedna - gospodarz podaje co uważa, o coś innego nie wypada się ani "przymawiać" ani tym bardziej dopominać - proste? prostesmile

    Natomiast - mając swoje preferencje tak jako gospodarz, jak i jako gość należy o nich powiedzieć zawczasu, chyba, ze działa zasada manifestum non eget probatione - czyli fakt, ze ktoś czego nie jada/nie podaje jest powszechnie wiadomy. Zatem idąc do weganina na imprezę nie należy spodziewać się schabowego i jaj w majonezie, a goszcząc weganina nie należy podawać mu karkówki i deski serów.
    Jeśli nie chce się obywa bez miesa czy czegokolwiek to wiedzac iż gospodarz ma takie a nie inne preferencje zaproszeniu się odmawia, jesli nie jest się w stanie ugościć kogoś kto ma ograniczenia kulinarne to się go nie zaprasza. Tak mówią zasady SV.

    Natomiast zycie jest zżyciem, a ludzie są rózni. Ja nie jadając mięsa nie mam problemu z zaserwowaniem go gościom, być może też dlatego, ze żyję z osobą jadającą mieso (nie jakos namiętnie ale owszem) i karmię nim zwierzęta (aktualnie tylko jedna kotkę), nie musze pić na imprezie, ale nie przeszkadza mi podanie alkoholu, jak i jego niepodanie.

    JEDNAK uważam, ze jeśli robi się imprezę wiekszą i dłuższa typu wesele, dla ludzi z różnych bajek to wypada podać takie rzeczy, żeby jednak nikt nie był głodny, alkohol i zapuszczać muze różną. To jest moje osobiste zdanie i ja tak robię i robiłam. Jak sobie ktoś robi - jego sprawa

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bezsenna_pani 27.12.17, 18:38
    Aqua48, Bene_gesserit, dzięki za te słowa smile
  • aqua48 27.12.17, 18:45
    bene_gesserit napisała:


    > Ale był tutaj parę lat temu burzliwy wątek, wynikało z
    > niego, że wiele tzw 'normalsów' nie wyobraża sobie dobrej zabawy bez sałatki z
    > kurczakiem, rosołu, pieczeni i ciastek na smalcu. Że tylko wtedy czują się ugo
    > szczeni, jeśli na talerzu znajdzie się plaster szynki, nawet jesli są zaproszen
    > i do wegetarian.

    Ja w ogóle nie rozumiem tego oceniania przyjęć i gospodarzy pod kątem tego ile było jedzenia i jak nażarci, bo już nawet nie najedzeni wychodzą goście.
    >
    > Przyznam ze do dziś tego nie rozumiem.
    >
  • condesa 27.12.17, 16:12
    Jeśli zapraszam więcej osób to staram się przygotować na tyle urozmaicone menu, żeby każdy mógł wybrać coś dla siebie. Nie szykuję dań alternatywnych - dla jednych mięsnych, dla innych wege, bo oprócz takich diet, są jeszcze wegańska, bezglutenowa, bezlaktozowa, paleo i sto innych. Jedni nie jedzą węglowodanów, inni liczą kalorie a jeszcze inni mają alergię. Nie dałabym rady dla każdego przygotować dania pod niego. Stąd większy wybór, nawet kosztem ilości. Podczas spotkań kameralnych, gdy znam preferencje/ ograniczenia, wtedy dostosowuję się. Może dlatego nikt nie musi z własną sałatą przychodzić. Czy grzecznie przynosić coś bez konsultacji? Raczej nie. Czy podałabym? Zależy od jakości i kompatybilności dania z moim menu.
  • bezsenna_pani 27.12.17, 18:13
    Condesa
    „Jeśli zapraszam więcej osób to staram się przygotować na tyle urozmaicone menu, żeby każdy mógł wybrać coś dla siebie."

    Ja również, ale robię to z uwzględnieniem swoich przekonań. Znam jednak takich, którzy uważają, że powinnam je pominąć i jako wegetarianka z przekonania powinnam serwować również dania mięsne.
    Nie zgadzam się z tym, ale byłam ciekawa opinii szerszego grona.

    „Nie szykuję dań alternatywnych - dla jednych mięsnych, dla innych wege, bo oprócz takich diet, są jeszcze wegańska, bezglutenowa, bezlaktozowa, paleo i sto innych.”
    Staram się brać pod uwagę gusta i potrzeby gości o tyle o ile jest to możliwe.
    Komponując menu zazwyczaj uwzględniam 3 rodzaje alergii pokarmowych oraz wegan. Z założenia powinno być smacznie więc ma dla mnie znaczenie, że jeden nie jada kapusty, a drugi batatów czy soczewicy. Faktem jest, że żeby to zgrać trzeba się nagimnastykować albo poświęcić trochę więcej czasu wink

    „dlatego nikt nie musi z własną sałatą przychodzić.”
    Opisałam sytuację w której gość przychodzi z własnym jedzeniem nie dlatego, że musi, ale dlatego, że mu nie odpowiada to co/jak przygotowuje gospodarz (np. osoba jadająca mięso przychodzi na kolację do wegetarianina z pieczenią,bitkami wołowymi albo pierogami z mięsem.
  • condesa 28.12.17, 01:33
    Wydaje mi się, że czymś innym jest nieprzygotowanie mięsa dla mięsożercy, bo on warzywa jeść może, a czym innym zaproszenie wegetarianina i podanie tylko steków . Dlatego nie widzę bezwzględnej potrzeby, żebyś ze swoimi przekonaniami musiała podawać krwiste befsztyki. Nie mogę powiedzieć, że uwzględniam jakieś alergie pokarmowe, diety itp. moich gości. Bo i tak mogę nie trafić, alergii jest przecież mnóstwo, również krzyżowych. Po prostu dań jest tyle i są na tyle różnorodne, że wszyscy powinni być zadowoleni. Chyba, że grono jest mniejsze, to wtedy już gotuję pod indywidualne, znane mi potrzeby czy ograniczenia. Natomiast przychodzenie z własnym jedzeniem, bo komuś nie odpowiada jedzenie u gospodarzy, bo on woli kotlet zjeść zamiast fasoli to takiego zachowania nawet nie chcę komentować. Myślałam, że chodzi Ci o przyniesienie czegoś dodatkowo, zamiast kwiatka czy wina, na tej zasadzie.
  • minniemouse 28.12.17, 02:03
    condesa napisał(a):
    Wydaje mi się, że czymś innym jest nieprzygotowanie mięsa dla mięsożercy, bo on warzywa jeść może, a czym innym zaproszenie wegetarianina i podanie tylko steków . Dlatego nie widzę bezwzględnej potrzeby, żebyś ze swoimi przekonaniami musiała podawać krwiste befsztyki.

    Nie jestem wegetarianka, jestem bardzo miesozerna, do tego mam chroniczna anemie z powodu ktorej czesto biore zelazo i vit b12. ja musze jesc mieso i to glownie czerwone.
    niezaleznie od tego, po prostu nie lubie specjalnie kuchni wege, wiec zebys nie wiem jak swietnie gotowala, mnie twoje potrawy tak czy siak nie zadowola.
    ja licze ze bedac zaproszona chociaz maly kawalek kurczaka lub ryby u ciebie dostane.

    Jesli urzadzasz przyjecie na ktore dobrowolnie zapraszasz GOSCI, to, powtorze, nie narzucaj im swojego swiatopogladu. Tak po prostu nie wypada.
    ty moze nie widzisz powodu dlaczego mialabys im przyrzadzac miesna potrawe, ja z kolei bardzo dobrze widze - bo bede sie czula potraktowana lekcewazaco, z narzucaniem mi niechcianego pogladu, no i zmuszana do jedzenia potraw ktore ani specjalnie nie smakuja ani nie syca.
    Goscie podejmuje sie nie z czubka wlasnego nosa a z perspektywy ich potrzeb i ich upodoban.
    tak to ja rowniez na tej samej zasadzie moge podjac cie befsztykiem z zmieniakami i surowka z buraczkow, wychodzac z zalozenia "cos tam sobie do jedzienia niemiesnego znajdziesz".
    Tylko, po co wobec tego sie wzajmnie podejmowac?

    Nie mogę powiedzieć, że uwzględniam jakieś alergie pokarmowe, diety itp. moich gości. Bo i tak mogę nie trafić, alergii jest przecież mnóstwo, również krzyżowych.

    wiesz, dobra gospodyni po prostu pyta podczas zapraszania "planuje wlasnie menu, czy masz jakies ograniczenia/wymagania zywienione o ktorych powinnam wiedziec?" - tym wyczerpujaco poruszasz temat ewentualnych alergii itd. np, mozesz sie dowiedziec ze komus lepiej nie podawac podstawy diety wege czyli fasoli, a tym bardziej nie uzywac soi, bo jest na to uczulony. lub bron boze tahini, bo moze dojsc do szoku anafilaktycznego.

    przychodzenie z własnym jedzeniem, bo komuś nie odpowiada jedzenie u gospodarzy, bo on woli kotlet zjeść zamiast fasoli to takiego zachowania nawet nie chcę komentować.

    tak, bo takie zachowanie jest ponizej krytyki, oczywscie. bezwglednie wbrew SV.
    z drugiej strony jednak, - powinno dac gospodarzowi do myslenia.. wiele...

    Minnie

    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • jolanta4447 28.12.17, 03:35
    Mocno dyskutujecie, a ja czytam i dziwię się trochę.

    IMO - jeśli znana wegetarianka/weganka zaprasza do siebie, to goście nie powinni spodziewać się mięsiwa. Albo przyjdą z ciekawości albo nie, ale nie powinni wymagać wtedy mięsa i chcieć łamać jej moralny kręgosłup. To nawet może być ciekawe - raz na jakiś czas zjeść coś innego / nowego i być na to przygotowanym. Można też odmówić, jeśli mięso musi być lub uprzedzić o swojej alergii i zapytać czy będzie coś dla tej osoby.

    Niby dlaczego wegetarianka/weganka miałaby łamać swoje zasady? Jeśli to znajomi / przyjaciele, to znają jej poglądy.

    Jadam mięso codziennie, ale chętnie spróbowałabym wegetariańskiego dobrego jedzenia, bo mogę jeść wszystko i lubię też warzywa, orzechy, ziarna i strączki.
    Goście powinni wiedzieć, że przyjaciółka - wegetarianka nie poda mięsa, podobnie jak nie spodziewają się wieprzowiny u Żydów czy Arabów.
  • minniemouse 28.12.17, 05:29
    jolanta4447 napisała:
    podobnie jak nie spodziewają się wieprzowiny u Żydów czy Arabów.


    Mysle, ze w dzisiejszych czasach i Zyd i Arab bierze pod uwage inna kulture swoich gosci
    i przez grzecznosc poda po prostu przynajmniej dwie potrawy - jedna wieprzowa, druga wolowa, poza ryba i kurczakiem
    A tak w ogole, to zdaje sie zydowska Tora mowi ze gdy aniolowie ukazali sie Abrahamowi to przyjal ich mlekiem, maslem i cielecina, co ponoc jest bardzo niekoszerne. no, ale Abraham tego sam nie jadl - tylko ich tym ugoscil. co mowi samo za siebie - gosci sie gosci, nie siebie.

    Minnie

    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • minniemouse 28.12.17, 06:06
    Potraktuje osobno przypadek przynoszenia wlasnych potraw poniewaz, uwazam, zasluguje on na szersza dyskusje.
    Otoz wszystko zalezy od okolicznosci kiedy i jak i co przynosimy, w jakim celu.

    Przynoszenie ze soba "kotleta zamiast" i co gorsza, o zgrozo jeszcze w wersji "dla siebie" jest niegrzeczne i niedopuszczalne, oczywscie, i tu nie ma nawet nad czym dyskutowac. bo party z podaniem jedzenia ma zwykle jakies menu z gory zaplanowane, potrawy sa ze soba zharmonizowane i nietylko bo przystawki, napoje, deser - rowniez, zatem przyniesienie ze soba np golabkow w sosie grzybowowo- cebulowym gdy podane sa glownie owoce morza i Sauvignon Blanc, a na deser jak puch mousse czekoladowy ALE mozna grzecznie sie spytac, w stosownym momencie, np podczas zapraszania czy byloby OK przyniesc "niezwykle smaczna i interesujaca wegetarianska zapiekanke"? albo poinformowac o ograniczeniach dietetycznyc, i, wciaz na tym samym oddechu, szybko zaproponowac przyniesienie cos swojego, coby tak bardzo zajeta gospodyni nie musiala sama wymyslac i gotowac kolejnej potrawy - tylko hmmm co by najlepiej pasowalo, moze podpowiedziec? : )
    i wtedy, jesli gospodyni nie bedzie miala nic przeciwko, mozna swoj pelen garnek czy miche przyniesc.
    Inna wersja, to przyniesienie czegos markowego w ramach prezentu dla gospodyni - bo ja wiem, np zestaw serow, taca owocowa, koszyczek z ze slodyczami, z tym ze to nie stricte "wlasna potrawa". tu gospodyni wedle uznania wylozy gosciom od razu badz schowa na pozniej.

    Inna sytuacja: bywa ze ze wzgledu na stan zdrowia nosimy ze spoba np slodzik typu Stevia (gospodyni moze nie uzywac, nie miec). ale wtedy grzecznie przepraszamy i wyjasniamy ze nie mozemy cukru - jednoczesnie oferujac kazdemu do sprobowania.

    Minnie

    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • vi_san 28.12.17, 10:19
    Zasadniczo masz rację. Z kilkoma jednakże "ale".
    1. W przypadku jeśli gospodyni jest naszą przyjaciółką i z góry proponujemy w ramach pomocy "Wiesz, Kasiu, może ja zrobię dla wszystkich tą sałatkę i selera? I zapiekankę? Będziesz miała mniej na głowie...".
    2. Jeśli jesteśmy alergikiem - jak najbardziej wypada powiedzieć "Sorry, Kasiu, ale jeśli zjem śladowa ilość orzechów to puchnę i SOR mnie czeka, byłoby niefajnie. Pozwól, że przyniosę własną sałatkę..."
    Drobiazg w rodzaju eleganckiej bomboniery, butelki wina czy wręcz kosza prezentowego z przysmakami - to całkiem inna kwestia - te rzeczy MOGĄ zostać podane na stół od razu lub nie, według uznania gospodyni, ale jak najbardziej wypada je dać zawsze. Dodatki typu słodzik to jeszcze inna kwestia i uważam, że użytkując nawet przy gościach "cukrowych" nijak nie narusza się sv.
    Natomiast nawet PROPOZYCJA ze strony "zwykłego" gościa [w sensie nie bardzo blisko zżytego z gospodynią] przyniesienia gara z własnym produktem - jednak nie do końca comme il faut. Nie gafa może, ale... No, niezbyt taktowna.
    Przynoszenie gara własnych bitek w sosie do wegetarianina [jeśli się Z GÓRY wie o wegetarianizmie!] bez konsultacji z gospodarzem - to chamstwo pierwszej wody i budzi chęć [podkreślę: budzi chęć, to NIE ZNACZY że należy tak uczynić!] walnięcia tymże garem buca w pusty łeb! I kompletnie nie zgadzam się z Twoim zdaniem " powinno dac gospodarzowi do myslenia.. wiele...". Bo to gospodarz ustala menu, a gość jeśli bez mięcha żyć nie może i musi pod stołem kabanosy przemycać, bo zdechnie z głodu - zawsze może odrzucić zaproszenie, nie ma musu bywania! uncertain

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • bene_gesserit 28.12.17, 15:07
    Tak, tak, tak.
    Znowu, jak refren, powraca: jeśli nie przeżyje się jednego wieczoru bez mięsa w ustach, to są dwa wyjścia: najeść się do wypęku przed samym wyjściem i ewentualnie poprawić hot-dogiem na stacji benzynowej pod domem gospodarza, albo po prostu odmówić na zaproszenie. Zjawianie się z własnym posiłkiem to, chciałoby się powiedzieć, buractwo, ale to za bardzo wege określenie wink

    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • bezsenna_pani 28.12.17, 12:14
    Jolanta4447,
    „jeśli znana wegetarianka/weganka zaprasza do siebie, to goście nie powinni spodziewać się mięsiwa. Albo przyjdą z ciekawości albo nie, ale nie powinni wymagać wtedy mięsa i chcieć łamać jej moralny kręgosłup. To nawet może być ciekawe - raz na jakiś czas zjeść coś innego / nowego i być na to przygotowanym. Można też odmówić, jeśli mięso musi być lub uprzedzić o swojej alergii i zapytać czy będzie coś dla tej osoby.”

    Dokładnie takie jest moje zdanie na ten temat.

    „Jadam mięso codziennie, ale chętnie spróbowałabym wegetariańskiego dobrego jedzenia, bo mogę jeść wszystko i lubię też warzywa, orzechy, ziarna i strączki.”

    Cieszy mnie, że są osoby z takim podejściem!
  • vi_san 28.12.17, 12:44
    I to jest normalne podejście normalnego człowieka. smile
    I piszę to jako zadeklarowany mięsożerca! Na dłuższą metę - nie wyobrażam sobie przejścia na wege. No, ale jeśli zapraszam wegetariankę - to staram się dla niej zaserwować takie dania, które będzie mogła zjeść nie tylko bez konfliktu ze swoim światopoglądem ale i ze smakiem!
    I nie zgodzę się z Minnie, że bez mięsa się NIE DA zrobić smacznego i pożywnego posiłku. Jej stwierdzenie "zebys nie wiem jak swietnie gotowala, mnie twoje potrawy tak czy siak nie zadowola" kojarzy mi się z taką jedną moją ciotką, która najlepsze frykasy, o ile nie spod jej ręki wyszły kwituje "Takiego g... to ja do pyska nie biorę!". I nie sposób tejże ciotki zadowolić kulinarnie, bo i tak, czego byś nie podała, w czym byś nie miała nieograniczonej biegłości to dla niej i tak jest "g..." i "ona tego do pyska nie bierze". No, taki typ. Minnie zapewne gdyby dostała chili z soczewicy zjadłaby ze smakiem i nawet się nie zająknęła o mięchu - bo by nie wiedziała, że danie bez mięska dostała... big_grin Bo ona MUSI mieć mięso. Cóż, jeśli ktoś MUSI zapchać się mięchem bo inaczej trupem padnie - to nie powinna po prostu pakować się na imprezę do wegetarian! Nie ma musu, ani obowiązku bywania.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • minniemouse 29.12.17, 00:37
    vi_san napisała:
    Minnie zapewne gdyby dostała chili z soczewicy zjadłaby ze smakiem i nawet się nie zająknęła o mięchu - bo by nie wiedziała, że danie bez mięska dostała... big_grin Bo ona MUSI mieć mięso. Cóż, jeśli ktoś MUSI zapchać się mięchem bo inaczej trupem padnie - to nie powinna po prostu pakować się na imprezę do wegetarian! Nie ma musu,ani obowiązku bywania.

    Ja sie nigdy nigdzie nie pakuje BEZ zaproszenia, Visan.
    Czy bym nie wiedziala ze jem soczewice a nie mieso - tez nie sadz po sobie.

    No, ale jeśli zapraszam wegetariankę - to staram się dla niej zaserwować takie dania, które będzie mogła zjeść nie tylko bez konfliktu ze swoim światopoglądem ale i ze smakiem!

    alez ja nic innego tez nie mowie. tematem jest przeciez "menu a preferencje GOSCI" - i ja rowniez jestem zdania iz podaje sie potrawy pod gosci, a nie przymusza ich do wlasnego swiatopogladu.

    I nie sposób tejże ciotki zadowolić kulinarnie, bo i tak, czego byś nie podała, w czym byś nie miała nieograniczonej biegłości to dla niej i tak jest "g..."

    ale ja nie w tym sensie ze mi to nie bedzie smakowalo tylko ze jesli to nie mieso, to mnie to nie nasyci na dlugo.
    plus, moge miec niestrawnosc od nadmiaru pewnych warzyw. zwlaszcza Fabaceae....


    Minnie

    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • vi_san 29.12.17, 11:06
    Minnie, jeśli przyjmujesz zaproszenie od wegetarian i przy tymże zaproszeniu jesteś informowana, że menu będzie wege - to nie oczekujesz schabowego. Jeśli WIESZ, że bez miesa umrzesz w męczarniach - to po prostu odrzucasz zaproszenie, nie ma obowiązku. A jeśli idziesz i oczekujesz schabowego pomimo uprzedzenia o daniach wege - to jesteś głupia. A jeśli wbijasz na imprezę z garem swoich bitek - to jesteś głupia i chamska.
    Być może byś się zorientowała. Ale gdybyś gospodynię uprzedziła, że niektórych warzyw jeść nie możesz - to wszak wątkodawczyni powiedziała, że dostosowuje menu! Skoro soczewicy nie możesz - zapewne dostałabyś tartę ze szparagami czy coś innego, z roślin, które nie szkodzą ci na zdrowie.
    Nikt nie narzuca światopoglądu. ale pierwsze słyszę, żeby sv zalecał, by to GOŚCIE ustalali menu na potencjalnej imprezie nie u siebie? Otóż, zaskoczę cię. To nie goście ustalają ani kolejność podawania dań, ani ich zestaw. To gospodarza rola. I gospodarz ustala co podaje. A nie goście...
    "ale ja nie w tym sensie ze mi to nie bedzie smakowalo" - o nie, nie, nie, słoneczko. Kilkakroć podkreślałaś, że to o smak chodzi. Nasycenie również, ale i smak właśnie. tongue_out " po prostu nie lubie specjalnie kuchni wege, wiec zebys nie wiem jak swietnie gotowala, mnie twoje potrawy tak czy siak nie zadowola", " bede sie czula [...] zmuszana do jedzenia potraw ktore ani specjalnie nie smakuja ani nie syca"... to tak na szybciutko, z JEDNEGO twojego posta tylko, nie chce mi się szukac innych. W obu cytacikach podkreślasz nie to, że roślinki ci szkodzą, a SMAK mięcha to ty lubisz i daltego wege jest be. tongue_out
    Litości, idąc na imprezę gdzie wiesz, że będzie menu wege - napchaj się czerwonym mięchem, choćby i surowym PRZED wyjściem z domu, na przyjęciu skubnij subtelnie sałatki, albo kawalątek tarty - jest nadzieja, że przez trzy czy cztery godziny bez pakowania mięsa w buzię nie umrzesz? A tuż po wyjściu z przyjęcia dymaj na stację benzynowa na hotdoga, cobyś nie zasłabła przed dotarciem do domu... tongue_out Wiem, ostatni akapit ani miły ani specjalnie grzeczny nie jest, ale Minnie, wymyślasz utrudnienia, że MUSISZ wcinać mięso bo jak nie ma mięsa to gospodarz cham. WYMYŚLASZ.
    A na marginesie "Fabaceae" - to po polsku "bobowate". Tak a'propos liczenia się z adwersarzami - na forum polskim lepiej używać polskich nazw - a wikipedia nie jest skomplikowana w obsłudze...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • heniek.8 29.12.17, 11:18
    unosisz się, aż słychać irytację jak się to czyta
    a po co się denerwować
    mięso to coś w rodzaju narkotyków, tylko legalnych, jak papierosy
    tylko że papierosy mniej śmierdzą
    więc jak taki nałogowiec przyniesie sobie bitki i dyskretnie w łazience wciągnie kilka to nikomu się nic nie stanie, po co robić raban, live and let live
  • bene_gesserit 30.12.17, 14:50
    vi_san napisała:

    Umarłam ze śmiechu. Trafione w punkt.
    big_grin


    --
    cute but psycho. things even out
  • vi_san 30.12.17, 23:51
    ?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • bene_gesserit 31.12.17, 02:05
    Że podobają mi się twoje powyższe argumenty i temperament, który objawia się w tej temperaturze u ciebie dość rzadko smile

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • condesa 28.12.17, 09:54
    Minnie, rozumiem, że lubisz mięso - ja też, rozumiem też, że masz niedokrwstość, ale nie mów, że jednorazowe niezjedzenie mięsa pogłębi u Ciebie anemię. Normalnie człowiek nie na każdy posiłek wcina befsztyki, to nie jest zdrowe.A na anemię pomaga też sok z buraka. Są jeszcze naleśniki z serem, racuchy, warzywa w różnorakich formach, strączkowe - mnóstwo innych jarskich dań goszczących również na talerzach mięsożerców. Na pewno też je jadasz, więc czemu miałabyś ich nie zjeść akurat będąc w gościach?. A podania przez wegetarianina takich dań na przyjęciu wcale nie odbieram jako narzucania światopoglądu gościom, a raczej trzymanie się swojego. To różnica. I mówię to ja, wielbicielka antrykotu.
    Nie smakują Ci dania wege? Jarzyn, sałatek nie jadasz wcale? Może przyrządzone przez panią domu mięso też byłoby paskudne? To nie kwestia wege/czy mięsożerności, tylko umiejętności kucharskich.Nie zawsze wychodzimy zadowoleni z restauracji/ przyjęcia, niezależnie od tego, czy dostaniemy to co lubimy, czy wybierzemy sami czy zostanie nam narzucone.
    Kolejna sprawa. Ty pytasz gości o alergie, upodobania itd. To przeczytaj jeszcze raz moje posty. Tam jest wyrażnie napisane, że nie pytam co prawda, ale uwzględniam. W jaki sposób? Ano poprzez ilość i różnorodność potraw. W skrócie: są potrawy dla mięsożerców, dla wegetarian a nawet wegan, staram się unikać typowych, popularnych alergenów, ew. są podawane osobno.Nie muszę przepytywać 30 osób o ich upodobania kulinarne. I tak każdy będzie miał coś dla siebie i będą to dania pełnowartościowe, a nie jakiś dodatek do dania głównego, jak sugerujesz. Dlatego nie rozumiem, dlaczego zwracasz się do mnie w taki sposób, jakbym przyjęcie szykowała pod siebie i jak piszesz podejmowała ich z perspektywy czubka własnego nosa? Skąd sugestie, że np. wegetarianin będzie musiał się zadowolić jakąś namiastką a nie pełnowartościową potrawą? Gdzie to wyczytałaś w moim poście?
    Piszesz, że przynoszenie własnego menu ( nieuzgodnione i nie np. z innych ważnych powodów) powinno dać gospodarzowi do zrozumienia, wiele... Zgadzam się. Generalnie to, że gość jest chamem i że to powinno być ostatnie zaproszenie
  • minniemouse 28.12.17, 23:55
    condesa napisał(a):
    Minnie, rozumiem, że lubisz mięso - ja też, rozumiem też, że masz niedokrwstość, ale nie mów, że jednorazowe niezjedzenie mięsa pogłębi u Ciebie anemię. Normalnie człowiek nie na każdy posiłek wcina befsztyki, to nie jest zdrowe.A na anemię pomaga też sok z buraka.

    Naprawde zamierzasz mnie raczyc sokiem z buraka na przyjeciu u siebie? a co jak ja tego nie lubie?

    Są jeszcze naleśniki z serem, racuchy, warzywa w różnorakich formach, strączkowe - mnóstwo innych jarskich dań goszczących również na talerzach mięsożerców.

    Nalesniki, racuchy to dla mnie deser, nie jadam sniadan, obiadu ani kolacji na slodko. kaszy mannej tez nie jem na slodko, chyba ze jako deser to z sokiem malinowym.
    dla mnie to nie jest 'jedzenie', to ''uzywka", do tego niezdrowa bo ma duzo cukru. (w domu) nie zjem jesli uwazam ze np tego dnia przekroczylam moja wartosc kaloryczna na dany dzien.
    warzywa straczkowe, brokuly, marchewki, a nawet fasola - u mnie funcjonuje jako przystawka. poza tym moj zoladek nie jest przystosowany zeby przerabiac takie ilosci roslin, po obiedzie zlozonym z samych warzyw, a tym bardziej glownie z fasoli, po prostu peklabym.
    to jak, czy ja mam sie u ciebie milo spedzac czas, czy sie juz caly wieczor meczyc z nadmiarem gazow i spazmami w brzuchu ? pomyslalas o tym? nie wspominajac o niestety dosc glosnym bulgotaniu i gurglaniu z czelusci jelit. co jest niezwykle krepujace w towarzystwie. zazycie enzymow i gasexu nie zawsze tak dobrze dziala jakbym sobie zyczyla.
    Po prostu widocznie nie kazdy tak dobrze trawi jak ty, a ja juz szczegolnie musze uwazac co jem.
    Dla wyjasnienia - wbrew pozorom nie jestem trudnym gosciem, zjem jak musze ci mi podadza, najwyzej w malej ilosci.
    przypominam tylko iz tematem jest "menu dla gosci" i dlaczego w/g mnie owo menu powinno zawsze uwzgledniac potrzeby zaproszonych osob, a nie odzwierciedlac sztywno (i narzucac) swiatopoglad gospodarza, ktory i tak nie musi z niego rezygnowac bo po prostu nie musi jesc podawanych przez siebie niektorych potraw, np miesa. i tyle.

    A podania przez wegetarianina takich dań na przyjęciu wcale nie odbieram jako narzucania światopoglądu gościom, a raczej trzymanie się swojego.

    Kiedy trzymanie sie swojego polega na trzymaniu sie wlasnej diety, czyli niejedzeniu miesa, podac mieso jak najbardziej mozesz. dlatego podalam przyklad z Tory o Abrahamie ktory aniolow czestowal koszernym jedzeniem ale sam go nie jadl.

    Ty pytasz gości o alergie, upodobania itd. To przeczytaj jeszc ze raz moje posty. Tam jest wyrażnie napisane, że nie pytam co prawda, ale uwzględniam. W jaki sposób? Ano poprzez ilość i różnorodność potraw. W skrócie: są potrawy dla mięsożerców, dla wegetarian a nawet wegan, staram się unikać typowych, popularnych alergenów,

    To ladnie z twojej strony, ale w poprzednim wpisie nie bylo tak obszernej infomacji co mozna roznie interpretowac.

    Piszesz, że przynoszenie własnego menu ( nieuzgodnione i nie np. z innych ważnych powodów) powinno dać gospodarzowi do zrozumienia, wiele... Zgadzam się. Generalnie to, że gość jest chamem i że to powinno być ostatnie zaproszenie

    Jesli tylko tyle, to nie zrozumialas przeslania- a szkoda.

    Minnie
    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • bezsenna_pani 29.12.17, 00:36
    Minniemouse

    Z tego co piszesz wynika dla mnie, że albo niewielkie masz pojęcie o kuchni wege albo dla zasady kwestionujesz wszystko co napiszemy na ten temat oraz że jesteś uprzedzona w tej kwestii.
    Może po prostu tak się złożyło, że nie miałaś okazji jeść dobrego wegetariańskiego jedzenia i stąd masz błędne wyobrażenia na ten temat.
    Naleśniki można przyrządzić wytrawnie, z mąki pełnoziarnistej i bez szaleństwa cukrowego.
    Coś funkcjonuje u Ciebie jako przystawka, no i co w związku z tym? Przyrządzonego jako danie główne już nie zjesz dla zasady?

    Kilka razy było w tym wątku tłumaczone, że trzymanie się swojego światopoglądu nie polega wyłącznie na zachowaniu diety i nie jest równoznaczne z narzucaniem go innym.
    Nie rozumiesz tego najwyraźniej albo nie chcesz przyjąć do wiadomości. Trudno.

    Z takim podejściem nie chciałabym gościć Cię u siebie, tak samo jak świadomie nie podjęłabym w swoich progach myśliwego.
  • condesa 29.12.17, 10:11
    Nie zamierzam Ci serwować na przyjęciu soku z buraka, nic takiego nie pisałam. W ogóle bym chyba nie odważyła się Cię zaprosić. A informacje w poprzednich wpisach były i to wystarczające. Trzeba się było tylko wykazać dobrą wolą, skupić na zrozumieniu a nie interpretacji.
  • bezsenna_pani 28.12.17, 11:47
    Minniemouse,
    „Nie jestem wegetarianka, jestem bardzo miesozerna, do tego mam chroniczna anemie z powodu ktorej czesto biore zelazo i vit b12. ja musze jesc mieso i to glownie czerwone.”
    Jestem wegetarianką, nie jem mięsa.
    Moi potencjalni goście są uprzedzani o charakterze menu.
    Jeśli poinformujesz mnie, że musisz jeść określone mięso z powodów zdrowotnych, to przy dłuższym pobycie u mnie zapewnię Ci je w menu.
    Na imprezę mięsa nie przygotuję.

    „niezaleznie od tego, po prostu nie lubie specjalnie kuchni wege, wiec zebys nie wiem jak swietnie gotowala, mnie twoje potrawy tak czy siak nie zadowola.”
    Mówię: trudno. I żyję dalej.

    „Jesli urzadzasz przyjecie na ktore dobrowolnie zapraszasz GOSCI, to, powtorze, nie narzucaj im swojego swiatopogladu. Tak po prostu nie wypada.”
    Ja już to wyjaśniałam w tym wątku: nikogo nie prowadzę na przyjęcie do siebie pod przymusem i uzbrojoną eskortą. Jeśli zapraszany gość nie jest w stanie zaakceptować faktu, że żyję zgodnie z moim światopoglądem, nie ma obowiązku przyjmować zaproszenia.

    „ty moze nie widzisz powodu dlaczego mialabys im przyrzadzac miesna potrawe, ja z kolei bardzo dobrze widze - bo bede sie czula potraktowana lekcewazaco (...)"
    Lekceważąco? Jeśli piszesz serio, to właściwie, to nie wiem co na to odpowiedzieć.
    Czy zauważasz i rozumiesz, że takie a nie inne menu przyrządzam, nie dlatego, żeby zrobić Ci na złość, tylko dlatego, że trzymam się swoich wartości? Nie robię tego przeciw Tobie, tylko w zgodzie ze sobą.

    „(…) z narzucaniem mi niechcianego pogladu, no i zmuszana do jedzenia potraw ktore ani specjalnie nie smakuja ani nie syca.”
    W jaki sposób narzucam Ci coś i zmuszam do jedzenia?
    O tym, że potrawy to nie sałata, cukinia i pomidor i że są też takie, które nasycą zadeklarowanego mięsożercę nie będę z Tobą dyskutować, bo zaprzesz się dla zasady.

    „Goscie podejmuje sie nie z czubka wlasnego nosa a z perspektywy ich potrzeb i ich upodoban.”
    W kontekście całego Twojego postu, to zdanie brzmi dość zabawnie big_grin.

    „ja rowniez na tej samej zasadzie moge podjac cie befsztykiem z zmieniakami i surowka z buraczkow, wychodzac z zalozenia "cos tam sobie do jedzienia niemiesnego znajdziesz".
    Możesz. I bądź pewna, do głowy by mi w takim wypadku mi nie przyszło, że narzucasz mi swój światopogląd albo zmuszasz do jedzenia mięsa. Stawianie przed faktami nie ma takiej mocy wink.
    Ale wiedząc już, że sprawę stawiasz tak jak w poście, ja zaproszenia do Ciebie na przyjęcie na pewno nie przyjmę. W relacjach z innymi natomiast w takiej sytuacji zachowuję się różnie (w zależności od intencji gospodarza): wybieram sobie coś bez mięsa, pytam, czy mogę przynieść do jedzenia coś wege, nie jem. I wyciągam wnioski na przyszłość.

    „przychodzenie z własnym jedzeniem, bo komuś nie odpowiada jedzenie u gospodarzy, bo on woli kotlet zjeść zamiast fasoli to takiego zachowania nawet nie chcę komentować.
    tak, bo takie zachowanie jest ponizej krytyki, oczywscie. bezwglednie wbrew SV.
    z drugiej strony jednak, - powinno dac gospodarzowi do myslenia.. wiele...”

    Tak, uderzę się w pierś, wymamroczę „mea maxima culpa”, zarzucę wór pokutny, posypię głowę popiołem i następnym razem zamiast wegańskiej wersji shepherd’s pie upiekę prosiaka.
    Bzdura. Jeśli robię coś z przekonania, to mam to już przemyślane i bądź pewna, że niegrzeczne wybryki gości nie skłonią mnie do zmiany mojej postawy i wniosków w tym zakresie, a jedynie do negatywnej oceny (w duchu) ich zachowania.
  • bezsenna_pani 28.12.17, 10:32
    „ czymś innym jest nieprzygotowanie mięsa dla mięsożercy, bo on warzywa jeść może, a czym innym zaproszenie wegetarianina i podanie tylko steków.”
    Podzielam ten pogląd.

    „Nie mogę powiedzieć, że uwzględniam jakieś alergie pokarmowe, diety itp. moich gości. Bo i tak mogę nie trafić, alergii jest przecież mnóstwo, również krzyżowych”.
    Chodziło mi tylko o to, że w gronie moich częstych gości mam osoby z 3 różnymi alergiami oraz innymi wymogami/preferencjami w kwestii jedzenia i zawsze to uwzględniam w menu jeśli wiem o problemie i mogę to zrobić albo uprzedzam, jeśli nie jestem w stanie sprostać.

    „Natomiast przychodzenie z własnym jedzeniem, bo komuś nie odpowiada jedzenie u gospodarzy, bo on woli kotlet zjeść zamiast fasoli to takiego zachowania nawet nie chcę komentować.”
    Z tym, że to się zdarza i stąd pytanie: jak się wobec takiego delikwenta powinien zachować gospodarz?
    Kilka osób tu zadeklarowało, że nie podałoby takiego dodatkowego posiłku z taką lub inną uwagą. Czy przy tym można wyjaśnić prawdziwe powody (jeśli wszyscy, włącznie z gościem, wiedzą o co chodzi), czy raczej pozostawić sprawę bez komentarza?
  • aqua48 28.12.17, 10:58
    bezsenna_pani napisała:

    > Kilka osób tu zadeklarowało, że nie podałoby takiego dodatkowego posiłku z taką
    > lub inną uwagą. Czy przy tym można wyjaśnić prawdziwe powody (jeśli wszyscy, w
    > łącznie z gościem, wiedzą o co chodzi), czy raczej pozostawić sprawę bez koment
    > arza?

    Zdecydowanie pozostawić sprawę bez komentarza - to jedyne wyjście zgodne z s-v. Zasada podstawowa mówi, że nie stawia się drugiej osoby w żenującej sytuacji, nie upokarza i nie wychowuje. A cudzych gaf nie zauważa i nie komentuje.
  • condesa 28.12.17, 11:42
    Uwzględnianie znanych Ci alergii - czyli wg mnie zachowujesz się tak, jak normalny, zdrowy na umyśle, dobrze wychowany człowiek powinien sie zachować. Druga kwestia - jeśli gość przyniósł coś bo musi zjeść, akurat to i nic innego, z jakichś ważnych powodów, znam je itd. podałabym. I to chyba on powinien ew.napomknąć pozostałym dlaczego je coś innego( bez rozwlekania jeśli np. powody zdrowotne). Gdyby przyniósł coś extra np. na spróbowanie, to zależy od tego czy by pasowało do reszty posiłku, nie dublowało ich itd. Niepodania potrawy bym nie tłumaczyła. Natomiast gdyby gość przyniósł coś z komentarzem " bo ja miałem ochotę na coś innego niż ty zwykle podajesz" - to pewnie bym podała. I byłoby to ostatnie danie, jakie by u mnie zjadł.
  • bezsenna_pani 28.12.17, 12:26
    Aqua48, Condesa, dzięki za dyskusję i opinie. Miałabym pokusę, żeby przy nadprogramowym, nieuzgodnionym daniu poinformować gościa, że nie podam i dlaczego, ale teraz zrezygnowałabym z tego.
  • annthonka 27.12.17, 16:27
    Jako wegetarianka nie widzę powodu, dla którego miałabym zmuszać wszystkich gości do dostosowania się do moich wyborów. Nie mam problemu z przygotowaniem potraw mięsnych. Fakt, że doprawia je zazwyczaj mój etatowy podkuchenny wink.

    Lubię, żeby moi goście czuli się u mnie dobrze, więc staram się, żeby nikt nie wyszedł głody - bez względu na to, czy będzie to mięsożerca, ortodoksyjny weganin, osobnik na diecie Dukana, itp. Czasami wymaga to drobnej gimnastyki, ale wszystko można ogarnąć.

    Z przynoszeniem potraw sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Jeżeli impreza jest składkowa to nie widzę problemu. Jeżeli jednak ktoś wjechałby mi nieproszony ze swoim półmiskiem jadła, to pewnie bym nie podała, bez względu na zawartość tego półmiska.
  • kora3 27.12.17, 16:33
    10/10

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bezsenna_pani 27.12.17, 18:32
    Annthonka,
    „nie widzę powodu, dla którego miałabym zmuszać wszystkich gości do dostosowania się do moich wyborów.”
    No bez przesady z tym zmuszaniem. Nikogo nie prowadzę na obiad lub kolację do siebie pod uzbrojoną eskortą…Nikogo nie zmuszam do dostosowywania się do moich wyborów ani tym bardziej nie indoktrynuję.
    Zapraszam gości, goście wiedzą, jakie mam przekonania i jak jadam. Niektórzy oczekują, że przygotowując menu będę to pomijała. Wg mnie to oczekiwanie na wyrost, ale byłam ciekawa zdania innych.
    Owszem, mogłabym przygotować jedzenie sprzeczne z moimi przekonaniami, ale chyba tylko gdyby chodziło o kwestie zdrowotne gościa.

    „Nie mam problemu z przygotowaniem potraw mięsnych.”
    Ja mam.

    „Lubię, żeby moi goście czuli się u mnie dobrze, więc staram się, żeby nikt nie wyszedł głody - bez względu na to, czy będzie to mięsożerca, ortodoksyjny weganin, osobnik na diecie Dukana, itp. Czasami wymaga to drobnej gimnastyki, ale wszystko można ogarnąć.”
    Tak jak napisałam wyżej, także staram się, żeby każdy znalazł coś dla siebie. Jestem przekonana, że osoba jedząca mięso może zjeść danie wege bez uszczerbku dla siebie (zarówno na płaszczyźnie zdrowotnej jak i światopoglądowej), a nawet z przyjemnością.
  • bene_gesserit 27.12.17, 19:31
    No właśnie o to chodzi.
    "Normals" może zjeść ze smakiem potrawy wege, wegetarianin - nie może zjeść nic z mięsem czy nawet mięsnym tłuszczem.
    Jest brak symetrii. Do tego wielu wege nie je mięsa z powodów ideologicznych, więc przekonanie, że powinni okrasić pyszny wegetariański posiłek choćby pieczonym kurczakiem z supermarketu jest moim zdaniem okrutny i nietaktowny.

    Tak czy siak, wiele się w tej materii zmienia. Zmiana jest pokoleniowa, ale dość wyraźna. Kotleciarze, czyli osoby przywiązane za nogę do żeberek, są w odwrocie.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • bezsenna_pani 27.12.17, 20:00
    Bene_gesserit
    Kotleciarze! Uśmiałam się i zgarniam do słownika smilesmilesmile
  • nocnymarek2 27.12.17, 21:32
    bene_gesserit napisała:

    > Zmiana jest pokoleniowa, ale dość wyraźna. Kotleciarze, czyli osoby
    > przywiązane za nogę do żeberek, są w odwrocie.

    Vege rządzi, vege radzi! Vege nigdy cię nie zdradzi! Kotleciarz twój wróg!
  • minniemouse 28.12.17, 00:55
    W moim towarzystwie sa i wegetarianie, i osoby nie tolerujace glutenu, i majace problem z tym czy owym, a ja np nie moge cebuli ani cebulopodobnych bo mi z miejsca strajkuje zoladek.
    Zapraszajac wiec gosci, jak w ogole moglabym zmuszac ich do jedzenia wylacznie mojego menu, nie uwzgledniajac ich potrzeb zywnosciowych?
    Czy po imprezie u mnie goscie maja wyjsc nienasyceni lub, co gorsza - chorzy?
    W/g mnie, potrawy przyrzadzane z mysla o zapraszaniu gosci sa przeciez czescia robienia tymze gosciom kulinarnej przyjemnosci, i dlatego robi sie je bardziej wyszukane.
    bo inaczej wystarczyloby podac po prostu chleb z maslem i plasterkiem sera zoltego badz kielbasa zwyczajna - no bo jesli chodzi tylko o to by nie siedziec glodnym... w ostatecznosci i gesta owsianka by dobrze zapchala.

    A skoro wykwintne jedzenie ma byc tym czyms lepszym dla gosci, to dlaczego by przyrzadzac wylacznie z mysla o wlasnych upodobaniach?
    wlasne upodobania to sie zaspokaja w swieta, gdy spotyka sie glownie grono rodzinne, majace w genach plus minus to samo, m.inn. smaki.
    Powtorze - bardzo mi by bylo przykro i glupio gdyby do mnie musiala zajechac karetka bo zmusilam goscia z ciezka alergia na gluten do spozycia "kawalka przepysznej babki drozdzowej" (w domysle - mojej ukochanej babki drozdzowej). albo, inny gosc wyszedl ode mnie mocno sfrustrowany bo na koniec dowiedzial sie iz bardzo smaczna "kasza z sosem pieczarkowym" okazala sie byc robiona na gulaszu z wolowiny. noszsz ludzie. tak sie nie robi.

    Minnie

    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • bezsenna_pani 28.12.17, 13:55
    Minniemouse „zapraszajac wiec gosci, jak w ogole moglabym zmuszac ich do jedzenia wylacznie mojego menu, nie uwzgledniajac ich potrzeb zywnosciowych?”
    Odróżniam argumenty zdrowotne i światopoglądowe od preferencji smakowych i hierarchizuję je.

    „W/g mnie, potrawy przyrzadzane z mysla o zapraszaniu gosci sa przeciez czescia robienia tymze gosciom kulinarnej przyjemnosci, i dlatego robi sie je bardziej wyszukane.”
    Tak. I zapewniam Cię, że da się skomponować wyszukane menu w wersji wege.

    „A skoro wykwintne jedzenie ma byc tym czyms lepszym dla gosci, to dlaczego by przyrzadzac wylacznie z mysla o wlasnych upodobaniach?”
    Nie wyłącznie z myślą o własnych upodobaniach, tylko z uwzględnieniem własnych przekonań. Różnica jest zasadnicza.

    „bardzo mi by bylo przykro i glupio gdyby do mnie musiala zajechac karetka bo zmusilam goscia z ciezka alergia na gluten do spozycia "kawalka przepysznej babki drozdzowej"
    Nie zmusisz człowieka z ciężką alergią na gluten do spożycia kawałka przepysznej babki drożdżowej. Nie ma takiej opcji, chyba, że go okłamiesz. A i tak przy pierwszym kęsie taki człowiek wiedziałby, że został okłamany.
  • bene_gesserit 28.12.17, 14:11
    Słyszałam o przypadkach, w których wegetarian oszukiwano.
    'Tak, bez mięska, specjalnie dla ciebie ugotowałam'. Mięso było, w symbolicznej ilości, ale jednak, żeby udowodnić sobie i (w tym wypadku) dziecku, że to głupie fanaberie i jak to - nie może jeść mięsa, skoro zjadł. I jeszcze mu smakowało!

    Znowu - wydaje mi się, że tego typu ultrakonserwatywne podejście do jedzenia (tzn 'nie je mięsa, więc pewnie jakiś homoniewiadomo, nienromalny, w wojsku nie był albo chce nas i Boga obrazić') jest w odwrocie. Jako naród otwieramy się na nowości, w tym nowinki żywieniowe, coraz większy jest też poziom wiedzy o tym, jak jedzenie wpływa na zdrowie, itd.

    Według mnie podobny ideologiczny i związany z postawą opór napotykały zakazy palenia papierosów. I w ogóle informacje, że papierosy szkodzą. Albo że nie powinny palić matki w ciąży, albo że przy dzieciach... Wiele osób nie chciało przyjąć tego do świadomości i rozpoczynało ideologiczną wojenkę, opartą jedynie na swojej chęci palenia i ignorancji, wspieranej 'bo zawsze tak było'. Pewnie tak samo było z przyjęciem do świadomości informacji, że cukier nie krzepi itd. Ot, zwykły mechanizm dysonansu poznawczego.

    --
    Ilu uczestników liczył marsz opozycji?
    (Można się pomylić o 40 milionów.)
  • vi_san 29.12.17, 11:19
    Musisz być bardzo, bardzo kłopotliwym gościem, Minnie... Nie możesz cebuli ani cebulopodobnych, nie możesz bobowatych... Może weź wymień co MOŻESZ, szybciej będzie? Oprócz czerwonego mięsa, bo to być musi, co już kilkakroć podkreśliłaś, że z twoją anemią padniesz trupem jeśli przez trzy godziny nie zjesz krwistego befsztyka... wink

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • bene_gesserit 28.12.17, 13:36
    Przyznaję - jest specyficzny rodzaj 'wujcia dowcipnisia', któremu w częstych chwilach braku argumentów zawsze na ratunek pospieszy cytat z 'Seksmisji'. Towarzystwo nawet nie udaje, że się uśmiecha, bo 'żart' wałkowany jest od ponad 30 lat. Ale wujek-mistrz-'cientej'-riposty rechocze wniebogłosy, nader zadowolony z siebie.

    --
    cute but psycho. things even out
  • nocnymarek2 28.12.17, 13:50
    bene_gesserit napisała:

    > Przyznaję - jest specyficzny rodzaj 'wujcia dowcipnisia', któremu w częstych
    > chwilach braku argumentów zawsze na ratunek pospieszy cytat z 'Seksmisji'

    Jest też specyficzny rodzaj Cioci Zaangażowanej w Sprawę, która trzyma
    kciuki, że już za chwileczkę, już za momencik wszyscy przyjmą jej punkt
    widzenia i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Co ciekawe, w tej roli masz
    sporą konkurencję wink
  • bene_gesserit 28.12.17, 13:55
    Trudno mi odpowiadać, co sobie dośpiewujesz na temat tego, co sobie myślę.

    Do przemyślenia, tym razem na poważnie: cytaty z Seksmisji bardzo na necie postarzają. Bardzo. Twojemu nickowi wyrosła krzaczasta siwa broda z resztkami jajka na miękko.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • szpererda 28.12.17, 13:19
    bene_gesserit napisała:

    > "Normals" może zjeść ze smakiem potrawy wege,

    Nie zawsze.

    > Jest brak symetrii.

    Brak jest też symetrii między 80-letnią schorowaną babcią a 20-letnim przypakowanym instruktorem judo, ale np. kodeks karny obu zabrania popełniania tych samych przestępstw. Bo w różnych sytuacjach, na różnych płaszczyznach owej symetrii brak, ale nie oznacza to, że jednych (zwłaszcza tych odstających od normy) należy traktować inaczej (lepiej).

    > Tak czy siak, wiele się w tej materii zmienia. Zmiana jest pokoleniowa, ale
    > dość wyraźna. Kotleciarze, czyli osoby przywiązane za nogę do żeberek, są
    > w odwrocie.

    Myślenie życzeniowe trzyma się mocno w narodzie smile W życiu nie nasłuchałam się tylu złośliwych i zjadliwych komentarzy o weganach, co w grupie wiekowej 16-30. Ciocie i wujkowie 50+ są wbrew pozorom o wiele bardziej tolerancyjni w tej kwestii. Inna sprawa, że taka niechęć, podobnie jak do tzw. uchodźców, nie bierze się znikąd. Zawsze jest zasłużona i zazwyczaj głęboko usprawiedliwiona.
  • bene_gesserit 28.12.17, 13:32
    szpererda napisała:

    > bene_gesserit napisała:
    >
    > > "Normals" może zjeść ze smakiem potrawy wege,
    >
    > Nie zawsze.

    To, czy potrawa jest smaczna, zależy od umiejętności gotującego. Trawa jest zielona, woda jest mokra.

    > > Jest brak symetrii.
    >
    > Brak jest też symetrii między 80-letnią schorowaną babcią a 20-letnim przypakow
    > anym instruktorem judo, ale np. kodeks karny obu zabrania popełniania tych samy
    > ch przestępstw. Bo w różnych sytuacjach, na różnych płaszczyznach owej symetrii
    > brak, ale nie oznacza to, że jednych (zwłaszcza tych odstających od normy) nal
    > eży traktować inaczej (lepiej).

    Hehehe.
    Wybacz, ale nie zamierzam śledzić dzikich ścieżek twojego rozumowania.
    Na marginesie: nie ma JEDNEJ, JEDYNEJ, SŁUSZNEJ ZAWSZE, WSZĘDZIE I DLA WSZYSTKICH NORMY.
    Do przemyślenia.

    > Myślenie życzeniowe trzyma się mocno w narodzie smile W życiu nie nasłuchałam się
    > tylu złośliwych i zjadliwych komentarzy o weganach, co w grupie wiekowej 16-30.

    Gratuluję towarzystwa. Jakoś mi się po tonie twoich wypowiedzi tutaj wydaje, że mocno do siebie pasujecie. W moim np. złośliwość występuje rzadkawo, a zjadliwość ani-ani. Łatwiej się oddycha, jeśli kumasz metaforę.

    > Ciocie i wujkowie 50+ są wbrew pozorom o wiele bardziej tolerancyjni w tej kwe
    > stii. Inna sprawa, że taka niechęć, podobnie jak do tzw. uchodźców, nie bierze
    > się znikąd. Zawsze jest zasłużona i zazwyczaj głęboko usprawiedliwiona.

    Moje ciocie i wujkowie są ok i bardzo otwarci. Pisałam raczej o prywatnych obserwacjach, dotyczących klienteli knajp wege, w których bywam.
    A stereotypy w miejscu prawdy świadczą jedynie o ich posiadaczach. Rozumiesz - jeśli się jest z tego dumnym, to tak, jakby się obnosić z informacją, że puszcza się obfite gazy. O ile kumasz metaforę.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • szpererda 28.12.17, 14:08
    bene_gesserit napisała:

    > jeśli się jest z tego dumnym, to tak, jakby się obnosić z informacją, że puszcz
    > a się obfite gazy. O ile kumasz metaforę.

    Ale ja naprawdę puszczam obfite (i śmierdzące) gazy, będąc z tego bardzo dumną i informując o tym fakcie dopiero co poznane osoby. Jak rozumiem z Twojej wypowiedzi, postępuję niekulturalnie, a co najmniej niepoprawnie politycznie.
  • bene_gesserit 28.12.17, 14:13
    Jeśli o mnie chodzi, możesz zachowywać się, jak ci się żywnie podoba.

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • szpererda 28.12.17, 16:52
    Był całkiem niedawno taki jeden, co to mu się wydawało, że zdecydowana większość go popiera, że tych popierających jest coraz więcej i że musiałby zakonnicę na pasach rozjechać, żeby przegrać. Przegrał. Tobie się wydaje, na podstawie obserwacji swojego i charakterystycznego (np. odwiedzających lokale wegańskie) towarzystwa, że mięsożercy są w odwrocie. Granica między głupotą a naiwnością jest bardzo płynna. Ale oczywiście życzę dobrego samopoczucia smile
  • bene_gesserit 28.12.17, 17:28
    Nie kapujesz, co mnie nie dziwi.
    Mi nie chodzi o wygraną - zwłaszcza, że o ile cię kojarzę, w realu jesteś pewnie samotnym, smutnym i nieśmiałym człowiekiem, więc mi ciebie żal. Mam natomiast, lekko licząc, kiluknastu znajomych w branży gastro i wiem, jakie są trendy. Nie w twoim smutnym i ponurym zakątku, ale w, jakby to delikatnie ująć, większej Polsce.

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • koronka2012 28.12.17, 16:57
    bene_gesserit napisała:

    > No właśnie o to chodzi.
    > "Normals" może zjeść ze smakiem potrawy wege,

    Skąd to przekonanie?

    Mój ojciec nie zje, warzywa dla niego to nie jedzenie, a dodatek do dania. Ryb nie lubi.
    To dokładnie ta sama sytuacja, kiedy wegetarianin musi poprzestać na surówce do kotleta bo nic innego na stole dla niego nie ma.
  • aqua48 28.12.17, 17:25
    koronka2012 napisała:

    > > "Normals" może zjeść ze smakiem potrawy wege,
    > Mój ojciec nie zje, warzywa dla niego to nie jedzenie, a dodatek do dania. Ryb
    > nie lubi.

    I właśnie tacy ludzie nie powinni przyjmować zaproszeń od wegetarian, a jeśli przyjmują zaproszenie od osoby niebliskiej powinni solidnie najadać się mięsem PRZED imprezą. Tak, żeby w razie postawienia na stole jedynie warzyw, owoców i słodyczy móc spokojnie skubnąć coś.
  • heniek.8 28.12.17, 17:34
    aqua48 napisała:

    > I właśnie tacy ludzie nie powinni przyjmować zaproszeń od wegetarian, a jeśli p
    > rzyjmują zaproszenie od osoby niebliskiej powinni solidnie najadać się mięsem P
    > RZED imprezą.

    a może w czasie imprezy wyjść na balkon zjeść kiełbasę?
  • aqua48 28.12.17, 17:51
    heniek.8 napisał:

    > a może w czasie imprezy wyjść na balkon zjeść kiełbasę?

    Nie, nie wypada ani wychodzić na balkon, ani ukradkiem coś tam zajadać, ani przynosić kiełbasy w kieszeni garnituru, ani w damskiej torebcesmile Dramat nie?
  • heniek.8 28.12.17, 17:53
    aqua48 napisała:

    > Nie, nie wypada ani wychodzić na balkon, ani ukradkiem coś tam zajadać, ani prz
    > ynosić kiełbasy w kieszeni garnituru, ani w damskiej torebcesmile


    a w eleganckiej złoconej grawerowanej kiełbaśnicy?
  • aqua48 28.12.17, 18:42
    heniek.8 napisał:

    > a w eleganckiej złoconej grawerowanej kiełbaśnicy?

    No, może bym dopuściła kiełbaśnicę, ale jedynie tradycyjną, z kryształu górskiego, z okuciami z litego złota..
  • koronka2012 28.12.17, 19:35
    aqua48 napisała:

    > I właśnie tacy ludzie nie powinni przyjmować zaproszeń od wegetarian, a jeśli p
    > rzyjmują zaproszenie od osoby niebliskiej powinni solidnie najadać się mięsem P
    > RZED imprezą. Tak, żeby w razie postawienia na stole jedynie warzyw, owoców i s
    > łodyczy móc spokojnie skubnąć coś.

    Owszem, mogą odrzucić zaproszenie (choć nie zawsze się da), tylko możemy odwrócić sytuację - nie rozumiem po co wegetarianin zaprasza gości, mając gdzieś ich upodobania?
    Przecież autorka wie, że przynajmniej niektórym jej gościom menu nie odpowiada.

    Mój kumpel związał się z wegetarianką, często bywają u niego dzieci z 1 małżeństwa i dla nich są normalne posiłki (wege też zjedzą ale nie cały czas). Trudno żeby miały się żywić na zapas na parę dni.
  • bezsenna_pani 28.12.17, 21:12
    koronka2012
    „mogą odrzucić zaproszenie (choć nie zawsze się da)”
    A w jakiej sytuacji się nie da odrzucić zaproszenia?

    „nie rozumiem po co wegetarianin zaprasza gości, mając gdzieś ich upodobania?”
    Po to zapraszam gości, żeby wspólnie spędzić czas. Nie prowadzę restauracji ani jadłodajni.
    I nie mam gdzieś ich upodobań. Menu przygotowuję uwzględniając je na tyle na ile jestem w stanie to zrobić w zgodzie z moim światopoglądem.

    "Przecież autorka wie, że przynajmniej niektórym jej gościom menu nie odpowiada.”
    Ja wiem, że niektórzy moi goście woleliby mięso (bo mają takie przyzwyczajenia kulinarne, a nie wymogi zdrowotne, czy światopoglądowe), a oni wiedzą, że ja mięsa nie serwuję.
    I mimo wszystko ja zapraszam, oni przyjmują. Wygląda, że wszyscy jesteśmy masochistami wink
    Niektórzy z nich marudzą lub komentują albo „odgrażają się”, że przyjdą z własnym wiktem. Niby to wszystko w żartach no ale jak wiadomo w każdym żarcie jest ziarnko prawdy.
    Nie czuję się z tym komfortowo, ale rzeczywiście masz rację: w takiej sytuacji wyżej stawiam bycie w zgodzie ze swoimi przekonaniami, niż dogadzanie marudom.

    „Mój kumpel związał się z wegetarianką, często bywają u niego dzieci z 1 małżeństwa i dla nich są normalne posiłki.”
    Rozumiem, że to kumpel gotuje swoim dzieciom z pierwszego małżeństwa dania mięsne, jego partnerka nie je mięsa, bo nie lubi, a nie ze względu na swoje przekonania i dlatego nie ma problemu, żeby je przygotować dla kogoś innego albo po prostu nie przeszkadza jej dysonans.
  • koronka2012 29.12.17, 01:13
    bezsenna_pani napisała:

    > A w jakiej sytuacji się nie da odrzucić zaproszenia?

    Przykładowo: jeśli synowa wege zaprasza na rodzinną uroczystość typu urodziny męża/dziecka. Odmowa raniłaby uczucia bogu ducha winnych osób.

    > Po to zapraszam gości, żeby wspólnie spędzić czas. Nie prowadzę restauracji ani
    > jadłodajni.

    To może prościej byłoby spędzić z nimi czas tam, gdzie mogą zjeść to, na co mają ochotę? tongue_out

    > Niektórzy z nich marudzą lub komentują albo „odgrażają się”, że przyjdą z własn
    > ym wiktem. Niby to wszystko w żartach no ale jak wiadomo w każdym żarcie jest z
    > iarnko prawdy.
    > Nie czuję się z tym komfortowo, ale rzeczywiście masz rację: w takiej sytuacji
    > wyżej stawiam bycie w zgodzie ze swoimi przekonaniami, niż dogadzanie marudom.

    Ja mam podejście goście firstsmile twoje jest rażąco różne.
    Jeśli zapraszam wegetariankę to się dostosowuję do niej, bo zapraszając ją - czuję się odpowiedzialna za to, żeby została ugoszczona tak jak ona lubi.

    > Rozumiem, że to kumpel gotuje swoim dzieciom z pierwszego małżeństwa dania mięs
    > ne, jego partnerka nie je mięsa, bo nie lubi, a nie ze względu na swoje przekon
    > ania i dlatego nie ma problemu, żeby je przygotować dla kogoś innego albo po pr
    > ostu nie przeszkadza jej dysonans.

    Nie znam jej przekonań aż tak dokładnie, ale przypuszczam że w grę wchodzą obie opcje, natomiast nie jest rygorystyczna. Sama kiedyś wspominała, że robiła kurczaka dla dzieci, ale zapewne nie jest to reguła, bo kumpel też się kuchnią zajmuje.
  • bezsenna_pani 29.12.17, 21:29
    Koronka2012

    „Przykładowo: jeśli synowa wege zaprasza na rodzinną uroczystość typu urodziny męża/dziecka. Odmowa raniłaby uczucia bogu ducha winnych osób.”
    Wg mnie w takiej sytuacji wszystko zależy od tego w jaki sposób odmowa byłaby zakomunikowana tym osobom.

    „To może prościej byłoby spędzić z nimi czas tam, gdzie mogą zjeść to, na co mają ochotę?"
    Czasem prościej, czasem, trudniej.

    „Jeśli zapraszam wegetariankę to się dostosowuję do niej, bo zapraszając ją - czuję się odpowiedzialna za to, żeby została ugoszczona tak jak ona lubi.”
    Ja również przygotowuję menu pod gusta moich gości. W miarę możliwości.
    Serio nie odróżniasz przekonań od gustów?

    „Nie znam jej przekonań aż tak dokładnie, ale przypuszczam że w grę wchodzą obie opcje”
    Wobec tego ten przykład nie będzie dla mnie argumentem.
  • bene_gesserit 28.12.17, 23:57
    Nieuleczalnym kotleciarzom można - już o tym tu pisałam - podać 'kotlety schabowe' z soi albo coś w tym stylu. Zazwyczaj są zachwyceni 'delikatnym mięskiem'. Takie anegdoty krążą po wege-forach i w środowisku nader często. Z moich doświadczeń wynika, że każdy kotleciarz zachwyci się babką gryczano-ziemniaczaną.

    Naprawdę, trochę kulinarnego ogarnięcia, pomysłowości i dobrej woli i parę godzin jednego dnia w roku bez kawałka mięsa w ustach jest do zrobienia. I do przeżycia.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • matylda1001 28.12.17, 01:39
    annthonka napisała:

    > Jako wegetarianka (...) Nie mam problemu z przygotowaniem potraw mięsnych.<

    Czym usprawiedliwisz ten brak konsekwencji? zawsze tłumaczono mi, że wegetarianizm to stan umysłu, wzniosłe kwestie. Czyżby to była nieprawda i chodzi tylko o upodobania kulinarne?
  • annthonka 28.12.17, 10:26
    Matyldo, już chyba kiedyś dyskutowałyśmy na ten temat w innym wątku, zdaje się, że nawet zadeklarowałaś, że u Ciebie smacznie bym zjadła smile. Jestem wegetarianką od liceum. Na myśl o tym, że miałabym zjeść mięso w jakiejkolwiek postaci robi mi się niedobrze, z różnych względów. Jednak akceptuję fakt, że człowiek to stwór mięsożerny i że bez względu na moje upodobania, będzie to mięso jadł. Dlatego nikogo nie nawracam ani nie widzę problemu w tym, żeby przygotować mięso dla gości, skoro je lubią. Zresztą i tak na co dzień gotuję na dwa gary, bo progenitura godzinę po obiedzie bezmięsnym robi najazd na lodówkę, a i pan pies odmawia przejścia na wegetarianizm wink.
  • bezsenna_pani 28.12.17, 12:41
    Annthonka, „jestem wegetarianką od liceum. Na myśl o tym, że miałabym zjeść mięso w jakiejkolwiek postaci robi mi się niedobrze, z różnych względów."
    Zdaję sobie sprawę, że ludzie trzymają jarską dietę z różnych powodów i te wspomniane „różne względy” decydują jak sądzę o tym, że ma się lub nie ma problemu, żeby przygotować swoim gościom mięso.

    „Jednak akceptuję fakt, że człowiek to stwór mięsożerny i że bez względu na moje upodobania, będzie to mięso jadł.”
    W moim przekonaniu człowiek to stwór wszystkożerny i w warunkach jakich teraz żyję mam ten luksus, że mogę bez uszczerbku dla zdrowia zdecydować, czy mięso jem, czy nie. Obecnie to dla mnie kwestia wyboru. I ta możliwość wyboru w połączeniu z moimi przekonaniami kształtuje moją postawę.

    „Dlatego nikogo nie nawracam (…).”
    Ja też nikogo nie nawracam. Ale jeśli pytają, staram się wyjaśnić lub czasem, jeśli widzę sens, podyskutować.

    „a i pan pies odmawia przejścia na wegetarianizm .”

    O ile mi wiadomo, to pies czy kot mają inne potrzeby żywieniowe niż człowiek więc w tym sensie do dyskusji bym ich nie mieszała.
  • annthonka 28.12.17, 14:49
    bezsenna_pani napisała:

    > W moim przekonaniu człowiek to stwór wszystkożerny i w warunkach jakich teraz ż
    > yję mam ten luksus, że mogę bez uszczerbku dla zdrowia zdecydować, czy mięso je
    > m, czy nie. Obecnie to dla mnie kwestia wyboru. I ta możliwość wyboru w połącze
    > niu z moimi przekonaniami kształtuje moją postawę.

    Oczywiście, każdy ma luksus dokonania wyboru i nie dla każdego niejedzenie mięsa wiąże się od razu z filozofią życiową. Co do braku uszczerbku dla zdrowia, to mimo wszystko proponuję co jakiś czas robić badania, bo u wegetarian zachodzi spore ryzyko niedokrwistości z niedoboru witaminy B12, której głównym i najlepiej przyswajalnym źródłem jest mięso. Życzliwie radzę, sama tak robię smile
  • bezsenna_pani 28.12.17, 15:02
    Annthonka „każdy ma luksus dokonania wyboru”
    Wg mnie nie każdy.

    „nie dla każdego niejedzenie mięsa wiąże się od razu z filozofią życiową”
    Zdaję sobie z tego sprawę. Nie wymachuję flagą, nie wojuję, nie indoktrynuję, bo wierzę, że jak to mówią: lepszy przykład, niż wykład wink.

    „Co do braku uszczerbku dla zdrowia, to mimo wszystko proponuję co jakiś czas robić badania.”
    Dziękuję za życzliwą radę, tak właśnie robię smile.
  • annthonka 28.12.17, 15:05
    bezsenna_pani napisała:

    > Annthonka „każdy ma luksus dokonania wyboru”
    > Wg mnie nie każdy.

    Moim zdaniem każdy, kto nie żyje w skrajnej biedzie czy obszarach objętych klęską żywiołową.
  • bezsenna_pani 28.12.17, 15:32
    Annthonka "Moim zdaniem każdy, kto nie żyje w skrajnej biedzie czy obszarach objętych klęską żywiołową."
    Takie m.in. wyjątki miałam na myśli. Są też choroby przy których ze względu na zalecenia żywieniowe trudno (a być może jest to niemożliwe) utrzymać zbilansowaną dietę bezmięsną.
  • annthonka 28.12.17, 15:35
    OK, ale dyskusja w tym wątku dotyczy względów światopoglądowych i religijnych, a te są osobistym wyborem każdego człowieka.
  • bezsenna_pani 28.12.17, 15:53
    To prawda, ale (choć może pisząc to stracę dla niektórych na wiarygodności), nie oczekiwałabym od osób chorych, czy w ekstremalnej sytuacji życiowej ścisłego trzymania się diety ze względu na światopogląd/religię.
  • matylda1001 28.12.17, 12:56
    Bardzo bym się starała żeby Ci dogodzić, może nawet by mi sie udało bo przecież moja córka nie jadała mięsa przez wiele lat więc wiem co i jak smacznie przyrządzić. Ja też gotowałam na dwa gary głównie ze względu na męża, który korzonki mógł zjeść najwyżej jako dodatek do dania głównego. Oj! przeszłam ja swoje, przeszłam... smile Z racji odmienności mojej córki osłuchałam sie (i oczytałam) wiele na temat wegetarianizmu i zrozumiałam z tego tyle, że niejedzenie mięsa nie wynika z niechęci do jego smaku ale jest konsekwencją pewnej filozofii życia, nawet bardzo wzniosłej, rozumianej w szerszym kontekście daleko wychodzącym poza jadalnię. Może dlatego widzę tu niekonsekwencję. Nie jesteś tzw. wojującą wegetarianką, nie narzucasz ludziom swoich zwyczajów (bardzo to cenię) ale czymś innym jest akceptacja błędów otoczenia a czymś innym pomoc w ich popełnianiu wink Mój kolega mówi o sobie, że jest jaroszem bo on po prostu nie jada mięsa bo mu nie smakuje i tyle. Uważa, że z wegetarianizmem mu nie po drodze bo odrzuca tę całą filozoficzną otoczkę. Dla niego wegetarianin i jarosz to nie synonimy. Co o tym myślisz?


  • annthonka 28.12.17, 14:35
    Matyldo, myślę, że to głównie kwestia nomenklatury, mi się zawsze wydawało, że jarosz i wegetarianin to synonimy, chociaż być może się mylę. Nie jem mięsa bo mi nie podchodzi w żadnej postaci, ale nie macham sztandarem ani nie dorabiam do tego żadnej ideologii. Co do pomocy mięsożercom w popełnianiu błędów - spróbuj powiedzieć wiecznie nienażartemu nastolatkowi, że od dziś w tym domu mięsa nie będzie wink. To znaczy owszem, mam znajomą, która zgodnie ze swymi przekonaniami wychowywała syna na wegetarianina, w związku z tym jej syn apetyt na mięso zaspokaja teraz cichaczem w Macu i innych kebabowniach (normalnie samo zdrowie). A skoro ja i tak przygotowuję potrawy mięsne dla rodziny to hipokryzją byłoby udawanie przed gośćmi, że w tym domu dostaną tylko potrawy wege.
    Z wojującymi wege zdecydowanie mi nie po drodze, podobnie jak Twojemu koledze smile.
  • matylda1001 28.12.17, 23:00
    annthonka napisała:

    >Co do pomocy mięsożercom w popełnianiu błędów - spróbuj powiedzieć wiecznie nienażartemu nastolatkowi, że od dziś w tym domu mięsa nie będzie wink<

    Nawet bym nie próbowała smile Znam pewną panią, wegetariankę (z filozofią), która córkę próbowała przerobić na wege. Ta córka jest koleżanką mojej córki, chodziły razem do podstawówki. Dziewczyna nawet nie ukrywała, że jest zainteresowana zawartością naszej lodówki smile a już takie rzeczy jak gołąbki, pierogi, krokiety, flaki czy bigos robiłam w takich ilościach żeby i dla niej wystarczyło, na wynos też. Moja córka od tamtej mamy dostawała czasami pierogi z soją, jakies wegetariańskie pasztety i smalec. Ta pani miała w nosie potrzeby własnego dziecka i to mi się zdecydowanie nie podobało. Ale tacy właśnie są wegetarianie (z filozofią) Annthonko smile Też nie wiem jak to jest naprawdę z tymi jaroszami i wege ale jakies rozróżnienie bardzo ułatwiłoby zrozumienie drugiego człowieka.
  • bezsenna_pani 29.12.17, 00:11
    matylda1001
    "Ta pani miała w nosie potrzeby własnego dziecka i to mi się zdecydowanie nie podobało. Ale tacy właśnie są wegetarianie (z filozofią)."

    Takie uogólnienie nie odzwierciedla rzeczywistości i jest niesprawiedliwe.
  • heniek.8 29.12.17, 00:26
    słyszałem że homo sapiens poczynili znaczne postępy właśnie od kiedy przerzucili się na dietę wszystkożerną
    bo wcześniej musieli nazbierać te kilka wiader liści, jak nie przymierzając goryle
    i nie mieli czasu na wyrafinowane techniki społeczne

    od kiedy zauważyli że można dostać więcej energii, w postaci już przetworzonej z pokarmów mięsnych, rozwinęły się u nich mózgi, umiejętności polowania, język, wynalazki, internet, umiejętność prowadzenia dysput na forach
    u goryli tego jeszcze nie ma, albo jest w powijakach
  • matylda1001 29.12.17, 00:33
    Boszzzzeeee, granice hipokryzji są bardziej płynne? zdecydujcie się wreszcie, wte albo wewte smile
  • heniek.8 29.12.17, 00:38
    matylda1001 napisała:

    > Boszzzzeeee, granice hipokryzji są bardziej płynne? zdecydujcie się wreszcie, w
    > te albo wewte smile

    no ale o co chodzi
    weganin myśli że jest następnym etapem ewolucji człowieka
    a tymczasem zatacza koło do swoich przodków którzy przez cały dzień zbierali liście w lesie
    tyle że ma więcej czasu na pisanie na forach, bo liście są sprzedawane w biedronce za rogiem
  • bene_gesserit 29.12.17, 00:42
    Kicia, skup się.
    Piszesz o prawdzie sprzed kilkudziesieciu tysięcy lat, a teraz współcześnie zbyt bogata w kalorie, tłuszcze zwierzęce i białko dieta to wielki problem. Z otyłością i chorobami cywilizacyjnymi. Bogate społeczeństwa żrą tyle, że muszą spalać kalorie na siłowni, a i tak umierają na zawał.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • heniek.8 29.12.17, 01:01
    bene_gesserit napisała:

    > Kicia, skup się.

    że tak zacytuję:
    'a korepetycje z grzeczności też chyba pobierałaś w stajni.'
  • bezsenna_pani 29.12.17, 09:50
    Heniek.8

    Twoim argumentem było powołanie się na twierdzenie, że sięganie po mięso jako produkt wysokoenergetyczny korzystnie wpływało na rozwój cywilizacyjny (i społeczny). Ja tego nie kwestionuję, ale… sytuacja się nieco zmieniła i faktem jest, że obecnie, jak wskazała Bene_gesserit:
    "współcześnie zbyt bogata w kalorie, tłuszcze zwierzęce i białko dieta to wielki problem. Z otyłością i chorobami cywilizacyjnymi. Bogate społeczeństwa żrą tyle, że muszą spalać kalorie na siłowni, a i tak umierają na zawał."

    Czy możesz odnieść się do meritum tej wypowiedzi?
  • heniek.8 29.12.17, 10:16
    do meritum:
    żyjemy w czasach w których po prostu wszystkiego jest dużo i relatywnie tanie - tak mięso, jak i wegańskie żarcie, jak i - to jest najgorsze - bezwartościowy shit typu chipsy, batoniki

    same produkty pochodzenia zwięrzęcego nie są niczym z natury niebezpiecznym dla zdrowia, to chodzi o ILOŚĆ przyjmowanych kalorii
    można spotkać otyłych wegetarian, można zetknąć się z przykładami jak Steve Jobs czy Linda żona Paula McCartneya
    można też spotkać zdrowego jak koń 90-latka na diecie Atkinsa
    pewnie to kwestia dobrych genów i umiaru

    gdzieś tak w latach 80-tych zaczęły się nagonki na jajka, na mięso że cholesterol itp. - teraz już praktycznie nic z tego nie zostało - jajka wróciły do łask
    o mięsie też raczej słychać negatywne rzeczy w przypadku tuczenia na skalę przemysłową jakimiś podejrzanymi paszami - a np. dziczyzna czy "grass fed" beef to superfoods

    jeśli już szukamy jakiegoś największego winowajcy, to pewnie można wskazać na sztucznie utwardzone tłuszcze roślinne, które dla organizmu są nienaturalną substancją (chodzi o jakieś wiązania atomowe)

    o witaminie D i B12 nie wspominam
  • bene_gesserit 29.12.17, 15:53
    ...co nie przeszkadza ci, bazując na nader subiektywnych przesłankach, czyli heńkowym 'bo tak', kpić z wegan. Level: freblówka.


    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • bezsenna_pani 29.12.17, 22:45
    Heniek.8

    „żyjemy w czasach w których po prostu wszystkiego jest dużo i relatywnie tanie - tak mięso, jak i wegańskie żarcie, jak i - to jest najgorsze - bezwartościowy shit typu chipsy, batoniki”

    I tu się z Tobą zgadzam. Wszystkiego jest relatywnie dużo: zarówno mięsa jak i „wegańskiego żarcia”.
    To znaczy, że bez większych problemów i nie kosztem energii na myślenie mogę zapewnić sobie odpowiedni poziom energii zarówno za pomocą mięsa jak i „wegańskiego żarcia”. Zależy po co sięgnę.
    Czyli mam wybór. A skoro mam wybór, to wybieram zgodnie z moimi poglądami, sumieniem.
    Jeśli mogę nie przykładać ręki do cierpienia zwierząt, nie przykładam. Cała moja filozofia na ten temat zamyka się w tym zdaniu.
    I ta możliwość wyboru między jedzeniem i niejedzeniem mięsa jest dla mnie luksusem i postrzegam to jako swojego rodzaju zdobycz cywilizacyjną.
  • heniek.8 29.12.17, 23:06
    no i właśnie o to chodzi, żeby być w zgodzie z własnymi przekonaniami
    nie ponosić stresu związanego z jedzeniem wbrew sobie

    np. podobno tylko poniżej 10% populacji ma jakieś realne problemy z glutenem, ale jakiś czas temu była moda na diety bezglutenowe, szczególnie w środowiskach fit
    jeśli ktoś miałby się stresować że gluten to cichy zabójca, to nawet jak nie ma żadnej nietolerancji, na wszelki wypadek niech go nie je i z samego tego spokoju ducha będzie zdrowszy
  • heniek.8 28.12.17, 11:48
    moim zdaniem to jest wiele hałasu o nic,
    z jednej strony, człowiek wytrzyma bez jedzenia miesiąc, więc czy na impreszie trwającej parę godzin gospodarz poda steki czy jarmuż to nie ma znaczenia
    z drugiej strony, a co jeżeli ktoś chce zjeść hamburgera a nie jarmuż - dlaczego gospodarz miałby mu tego zabraniać

    czyli podsumowując - gdybym był wegetarianinem to bym jasno zaznaczył, że jedzenie będzie wege, ale jak dla kogoś to za mało i zamówi sobie kebaba to nie mam z tym problemu
  • bezsenna_pani 28.12.17, 12:48
    heniek.8 „moim zdaniem to jest wiele hałasu o nic,”
    Faktycznie, nie jest to sprawa życia i śmierci, jak chyba wszystkie tematy na tym forum wink.

    „a co jeżeli ktoś chce zjeść hamburgera a nie jarmuż - dlaczego gospodarz miałby mu tego zabraniać”
    Gospodarz nie zabrania gościom jedzenia mięsa. Gospodarz odmawia przygotowywania i serwowania mięsa na organizowanym przez siebie spotkaniu/imprezie/przyjęciu.

    Pytania brzmiały: czy takie zachowanie gospodarza jest sprzeczne z SV oraz jak zachować się w stosunku do gościa, który mimo świadomości poglądów gospodarza wparuje na spotkanie/imprezę/przyjęcie ze swoim mięsnym posiłkiem.

  • heniek.8 28.12.17, 12:54
    Moim zdaniem zachowanie gościa nie jest 100 proc ok, ale z punktu widzenia gospodarza najlepsza strategia to nie eskalowanie tego tylko niech sobie przyniesie co tam chce, korona nikomu nie spadnie
  • matylda1001 28.12.17, 13:06
    Jak pacyfista spakuje plecak koledze, który zaciągnął się właśnie do Legii Cudzoziemskiej to też mu korona z głowy nie spadnie, czyż nie jest to prawdą? smile

    --
    Głosowanie na PiS to jak bzykanko bez gumki z tirówką. Wiadomo... tak jedno jak i drugie dobrze się nie skończy.
  • heniek.8 28.12.17, 14:05
    sorki ale brak analogii, wymyślisz coś pasującego?
  • matylda1001 28.12.17, 14:42
    Analogia aż bije po oczach ale jeśli potrzebujesz to pomogę wink

    "To nie ja zabijam ludzi na wojnie, nie ja jem zabite zwierzęta, ja tylko akceptuję zachowania niezgodne z moimi przekonaniami. Ja się na to GODZĘ."

    --
    Głosowanie na PiS to jak bzykanko bez gumki z tirówką. Wiadomo... tak jedno jak i drugie dobrze się nie skończy.
  • heniek.8 28.12.17, 15:34
    ale autorka pisze że nie ma problemu z tym że inni jedzą m., nie chce nikogo zbawiać ani nawracać
    pytanie w zasadzie było takie, czy to ok ze strony gospodarza-wege że nie upiecze mięsa, i chyba jest co do tego zgoda,
    natomiast jak wujek Ziutek przemyci kotleta pod pazuchą to autorki chyba nie boli, jeżeli się nie mylę
  • bezsenna_pani 28.12.17, 16:09
    Raczej nie łudzę się, że na siłę zmienię świat.
    Co do wujka Ziutka przemycającego kotleta, głowy bym mu za to nie urwała ani nie wygoniła z domu, ale takie zachowanie by mi się na pewno nie spodobało.
  • matylda1001 28.12.17, 23:35
    Właściwie Autorka sama wyjaśniła wiec ja napiszę o czymś trochę innym. Jak pokazuje ten wątek wegetarianie bardzo się od siebie wzajemnie różnią. Wegetarianin, taki prawdziwy, z filozofią nie je mięsa, nie przyrządzi samodzielnie, nie kupi w sklepie gotowca, nie położy na własnym półmisku i nie da buzi mięsożercy smile Dla mnie to za wiele ale szanuję takiego człowieka za konsekwencję i wierność własnym poglądom. Horror zaczyna sie wtedy, gdy taki osobnik zaczyna zaprowadzać swoje porządki w otoczeniu co dosyć często się zdarza. Cała reszta ludzi niejedzących mięsa to po prostu ludzie niejedzący mięsa. Nie chcą, nie smakuje im, nie powinni ze względów zdrowotnych to już wszystko jedno ale moga nawet przyrządzić mięso dla gości. Jak ono smakuje to już inna sprawa ale wykazują zrozumienie i dobrą wolę. Dlatego umieszczanie wszystkich osób niejedzących mięsa po jednej stronie to błąd.
    Dlatego też odpowiedz na pytanie: "czy to ok ze strony gospodarza-wege że nie upiecze mięsa" nie jest taka jednoznaczna. Jeśli to rzeczywiście wege to ok, jeśli po prostu nie jada mięsa to wręcz przeciwnie.
  • bene_gesserit 28.12.17, 23:43
    Moim zdaniem twoja próba definicji 'prawdziwego wegetarianina' jest nieuczciwa. Opisujesz swoje, zapewne dla reprezentowanego przez ciebie ultramieszczańskiego światopoglądu traumatyczne przejścia z 'fanaberiami' córki i z tej pozycji oceniasz wielomilionową rzeszę.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • matylda1001 29.12.17, 00:06
    Bene, wiem że ogólnie jesteś mądrzejsza od kasztanki Piłsudskiego (a jak wiesz to była baaardzo mądra szkapa) ale tym razem przesadziłaś.
  • bene_gesserit 29.12.17, 00:44
    Zaraz zaraz - o córce pisałaś ty, słowa 'fanaberia' w stosunku do wegetarianizmu użyłaś ty, ty też próbujesz definiować bardzo liczną rzeszę ludzi w sposób tyleż dziwaczny, co nieuczciwy. A, do tego jeszcze niegrzeczny na poziomie gimnazjalnym, no weź.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • matylda1001 29.12.17, 00:56
    No i miałam rację, jak kasztanka... a korepetycje z grzeczności też chyba pobierałaś w stajni.

    --
    Wyborcy PiS są jak karp. Znudzony życiem w spokojnym stawie, pragnąc odmiany, uczepił się haczyka wędkarza.
  • pyza-wedrowniczka 28.12.17, 15:32
    Ja trochę nie rozumiem tego, że mięso koniecznie musi być. Nie jestem wegetarianką, jadam normalnie mięso, ale jadam też posiłki bezmięsne, są smaczne i zdrowe. Uważam, że naprawdę zrobienie przyjęcia bezmięsnego nie oznacza, że jest ono gorsze. Niektórzy piszą, że oni muszą mięso i jak gospodarz nie poda, to tragedia. Dlaczego nie ma takiego problemu z tym, że ktoś robi przyjęcie bez ryb, bez jajek, bez czekolady...

    Jako mięsożerca też czasami robię imprezy, gdzie mięsa nie ma. Akurat tak wychodzi, znajdę fajne przepisy i zupełnie bez ideologii zrobię takie menu.
  • heniek.8 28.12.17, 15:36
    pyza-wedrowniczka napisała:

    > Dlaczego nie ma takiego problemu z tym, że ktoś robi przyjęcie bez ryb, be
    > z jajek, bez czekolady...

    nie ma takiego problemu, problem jest najczęściej w głowie gospodarza bo czuje się oceniany
    jak jakiś mięsożerca przegłoduje kilka godzin to nie jest problem dla gospodarza, tym bardziej jeżeli goście znali zasady gry
  • bezsenna_pani 28.12.17, 16:13
    Jeżeli gość-mięsożerca, jak to zgrabnie ująłeś "znał zasady gdy" i postanowił w nią jednak grać, to dla mnie, jako gospodarza większym problemem od ewentualnego oceniania byłaby marna jakość relacji (gość przynosi do mojego domu coś, co nie jest akceptowane).
  • heniek.8 28.12.17, 16:37
    możesz go nie zapraszać ponownie, ale jeżeli chodzi o diety to każdy ma swoją rację i nie ma rozstrzygnięcia że ty masz rację a on nie ma

    powiedzmy że wg tego gościa bez mięsa grozi mu zasłabnięcie i musi przyjąć białko zwierzęce
    podobnie jakby powiedzmy przyszedł na imprezę z lekami
    ty uważasz że to placebo, ale w jego świecie to jest realna rzecz

    no i co będziesz się zastanawiać nad jakością relacji, on to robi nie przeciw tobie tylko dla siebie
  • bezsenna_pani 28.12.17, 16:48
    Zgadzam się, nie mi rozstrzygać w takich kwestiach. Ja mam swoją rację, gość swoją. Dla dobra relacji ważne, żeby znaleźć wspólną płaszczyznę.

    I tak jak już wcześniej deklarowałam, jeśli gość mi zamelduje, że on musi koniecznie i na każdy posiłek zjeść mięso ze względów zdrowotnych, to ja mu to mięso postaram się zapewnić.
  • heniek.8 28.12.17, 16:55
    ale ty zapewniasz, czy tylko przymykasz oko na to że ktoś przynosi?

    a co zrobisz jeżeli np. powiesz "słuchajcie, będę zamawiać hamburgera dla wujka Stefana bo dla niego wege to za mało, czy ktoś jeszcze ma ochotę?"

    a tu twoje dzieci:
    - ja!
    - i ja!!

    mąż:
    - ja też!

    połowa ciotek i wujków:
    - my też chcemy!!
  • bezsenna_pani 28.12.17, 17:27
    Zdrowotne wymogi gości uwzględniam zawsze, jeśli o nich wiem więc nie przymykam oka, tylko zapewniam. I planuję to wcześniej więc sytuacja ze zglaszaniem innych chętnych nie wydaje mi się prawdopodobna.
  • koronka2012 28.12.17, 17:17
    W całej tej dyskusji umyka jeden istotny aspekt - można rozważać różne menu O ILE towarzystwo jest otwarte na nowości.
    Jakiekolwiek, nie tylko wegetariańskie.

    Jeśli mówimy o przyjęciach rodzinnych ze starszym, konserwatywnym żywieniowoe pokoleniem w tle, to moim zdaniem należy się dostosować do ich preferencji - w końcu zapraszając, chcemy ich ugościć a nie ukarać tongue_out
    Są osoby przywiązane do kuchni tradycyjnej, mięsnej i nie podejdą im ośmiorniczki, sushi ani nawet najbardziej wyszukane wegeteriańskie dania. Po prostu nie tolerują nowinek.

    W takiej sytuacji lepiej darować sobie próżne wysiłki zorganizowania przyjęcia bo wychdzą z tego same kwasy. Szczególnie że mogą być sytuacje, kiedy goście czują się moralnie zobowiązani do uczestnictwa - typu np. przyjęcie z okazji urodzin wnuczki, organizowane przez jej mamę. Siłą rzeczy trudno po prostu odrzucić zaproszenie, bo dziecku zrobi się przykrość, a trudno też być uszczęśliwionym ze spędzenia paru godzin przy podskubywaniu słonych paluszków. Stąd moje zastanowienie czy jest to podobna okoliczność?

    Obowiązkiem gospodarza jest zadbać o komfort gości - jeśli ma gdzieś ich preferencje, to po co ich zapraszać, robić kłopot sobie i innym? Jak rozumiem nie było to pierwsze przyjęcie tego typu skoro mowa o pewnej regularności - jeśli dotychczasowe próby ugoszczenia zaproszonych daniami wege spaliły na panewce, to najwyższa pora zweryfikować podejście.
  • bene_gesserit 28.12.17, 17:23
    Na rynku jest w tej chwili taka masa różnych mięsopodobnych produktów, że historie typu 'podałam mu sojaka w panierce, a on prosił, żebym zawsze robiła takie dobre schabowe' to są już bardzo ograne anegdoty.

    Poza tym, jak słusznie tu zauważono - jeśli się uprzedzi towarzystwo, że menu będzie wyłącznie wege, to piłka jest po ich stronie. Mogą się zjawić i cieszyć towarzystwem, albo mogą się nadąć i powiedzieć 'jeśli nie będzie kotleta, to nie przychodzimy'. Przyznam, że ten drugi wybór wydaje mi się tyleż żenujący, co zabawny.

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • koronka2012 28.12.17, 19:26
    Mam inne zdanie na ten temat - jeśli się zaprasza gości, to ich dobre samopoczucie powinno być ważniejsze niż własne.

    Jak zapraszam własnego ojca, to nie serwuję łososia, bo wiem że on tego nie zje, choć nie ma przeciwwskazań ani zdrowotnych ani poglądowych. I nie ma znaczenia, że robię pysznego - tata ryb nie jada i tyle.
    Przyjęcia robi się dla gości, nie dla siebie.

    Nie zawsze da się odrzucić zaproszenie, bo czasem uderza to rykoszetem w innych.
  • aqua48 28.12.17, 19:37
    koronka2012 napisała:

    > Mam inne zdanie na ten temat - jeśli się zaprasza gości, to ich dobre samopoczu
    > cie powinno być ważniejsze niż własne.

    Nie. Samopoczucie gości jest tak samo ważne jak samopoczucie gospodarzy. Nie ma tu osób ważniejszych i mniej ważnych. Zatem owszem, menu należy do upodobań gości dostosować ale bez łamania własnych zasad i nie wbrew własnym przekonaniom..
    A grzecznie odrzucić zaproszenie można zawsze. Jeśli natomiast miałoby się to odbijać jakoś na innych, to znaczy że po prostu poważnie szwankują relacje.
  • koronka2012 29.12.17, 01:26
    aqua48 napisała:

    > Nie. Samopoczucie gości jest tak samo ważne jak samopoczucie gospodarzy. Nie ma
    > tu osób ważniejszych i mniej ważnych. Zatem owszem, menu należy do upodobań go
    > ści dostosować ale bez łamania własnych zasad i nie wbrew własnym przekonaniom.

    Nie zgadzam się z tym. Moje samopoczucie jako gospodarza jest ważne - daje mi możliwość doboru gości, których chcę u siebie widzieć. Potem moją rolą jest odpowiednio ich ugościć.
    Jeśli znam oczekiwania i wiem, że wege menu im nie podejdzie - to lepiej sobie darować zaproszenie, niż narażać gości na dyskomfort.

    > A grzecznie odrzucić zaproszenie można zawsze. Jeśli natomiast miałoby się to o
    > dbijać jakoś na innych, to znaczy że po prostu poważnie szwankują relacje.

    Dlaczego mają szwankować relacje? Odpuścisz urodziny np. ukochanej siostrzenicy, bo menu ci nie odpowiada? czy pójdziesz niezależnie od wszystkiego żeby dziecku nie było przykro?
  • aqua48 29.12.17, 12:21
    koronka2012 napisała:

    > Odpuścisz urodziny np. ukochanej siostrzenicy
    > , bo menu ci nie odpowiada? czy pójdziesz niezależnie od wszystkiego żeby dziec
    > ku nie było przykro?

    Powiem, że mam inne zwyczaje żywieniowe i jeśli to nie będzie przeszkadzało nikomu zjawię się po moim posiłku i przyjdę jedynie na kawę i ewentualnie na ciasto. Nie rozumiem w czym problem? Czy jeden gość MUSI absorbować sobą i swoimi wymaganiami całe towarzystwo?
  • bene_gesserit 29.12.17, 15:55
    aqua48 napisała:

    > Powiem, że mam inne zwyczaje żywieniowe i jeśli to nie będzie przeszkadzało nik
    > omu zjawię się po moim posiłku i przyjdę jedynie na kawę i ewentualnie na ciast
    > o. Nie rozumiem w czym problem? Czy jeden gość MUSI absorbować sobą i swoimi w
    > ymaganiami całe towarzystwo?


    Przyznam, że jest to bliska mi postawa. Gdybym miała jakieś nadzwyczajne alergie, leczyła się jakąś dietą bez glutenu, białka, tłuszczu i węglowodanów albo była weganką to pewnie bym tak robiła, coś na zasadzie złotego środka - lepiej przyjść na kawę niż ze swoimi pudełeczkiem z 'koszernym' posiłkiem albo siedzieć najedzona wcześniej, przed pustym talerzem i uprzejmie czekać, aż wszyscy skończą posiłek, czując się lekko nieswojo.

    Sęk w tym, że dieta wegetariańska to żadne wyzwanie - nawet dla kulinarnego średniaka. Ani problem czasowy, ani finansowy - nic z tych rzeczy. Wystarczy odrobina pomysłowości (nawet nie to, media internetowe całego swiata słuzą pomocą) i dobrej woli (no, tego się z netu nie ściągnie wink i już.

    Więc naprawdę nie rozumiem, o co tyle hałasu.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • bene_gesserit 28.12.17, 23:44
    Przyjęcia robi się dla każdego uczestnika, dla siebie także.
    Jeśli ktoś uważa, że jedzenie mięsa to morderstwo, to zmuszanie go do podawania innym, tylko dlatego, ze nie są w stanie spędzić bez towarzystwa kotleta trzech godzin jest, powtórzę, żenujące. I głupie, bo jeśli cała rodzina jest wege, to to ostatecznie podane mięso będzie po prostu obrzydliwe, bo przyrządzone bez znajomości tematu, bez serca i bez próbowania. Dostanie suchą podeszwę, albo przesolony gulasz, albo coś pieprzniętego na patelnię i usmażonego bez sensu. Poważnie to go usatysfakcjonuje bardziej niż risotto z prawdziwkami albo tartra z zielonego groszku albo jakimkolwiek wegetariańskie danie z tradycji azjatyckiej? Wolne żarty.

    I naprawdę: nie można przeżyć paru godzin bez kawałka mięsa w ustach? Jako żywo nie spotkałam się z taką dolegliwością, fizyczną czy psychiczną. Moim zdaniem - fenomen na tyle rzadki, że niedyskutowalny.

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • minniemouse 29.12.17, 01:45
    bene_gesserit napisała:
    Jeśli ktoś uważa, że jedzenie mięsa to morderstwo, to zmuszanie go do podawania innym, tylko dlatego, ze nie są w stanie spędzić bez towarzystwa kotleta trzech godzin jest, powtórzę, żenujące.

    Stawiasz temat na ostrzu noza - doslownie. i zupelnie zbytecznie. oczywscie ze mozna wytrzymac bez miesa. i wytrzymuja. ale, jakbys nie zauwazyla, tematem dyskusji jest 'a preferencje', taki wiec agresywny ton jest i nie na miejscu i nie wiem po co.

    I głupie, bo jeśli cała rodzina jest wege, to to ostatecznie podane mięso będzie po prostu obrzydliwe, bo przyrządzone bez znajomości tematu, bez serca i bez próbowania.

    zawsze mozna zamowic gotowe potrawy z kateringu.

    Minnie
    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • minniemouse 29.12.17, 02:13
    Nie mam najmniejszego problemu nagotowac lub zamowic dwoch trzech potraw dla wege.., fruta.., pesca... czy innego -arianina, South Beach, Dukana czy Kwasniewskiego itp.
    Bez problemu uwzglednie potrzeby zdrowotne typu cukrzyca, alergie, bez gultenu.

    Nie pojmuje dlaczego wegetarianie to koniecznie taki "chlop zywemu nie przepusci" rodzaj ze 'albo wege albo wcale'. no nie pojmuje.
    to tak trudno zrobic wyjatek i dla goscia przygotowac kawalek chocby kurczaka? naprawde tak trudno??

    Tu przeciez nie chodzi o to zeby "postawic na swoim".
    ja wcale nie musze jesc miesa idac 'w gosci'. moge, alez moge "wytrzymac 3 godziny bez wieprza czy wolu". ale to zupelnie nie o to chodzi. tylko, czy zapraszajac gosci nie powinnismy starac sie zapewnic im jak najlepszej atmofery, i takze jak najlepsze jedzenie?
    a jakie to "najlepsze jedzenie" jesli wege zmusza miesozerce do spozywania dan wege? i odwrotnie. "bo moj swiatopoglad najwazniejszy"! w/g mnie wazniejsi sa - goscie... i tyle.

    Minnie

    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • heniek.8 29.12.17, 08:13
    minniemouse napisała:

    > to tak trudno zrobic wyjatek i dla goscia przygotowac kawalek chocby kurczaka?
    > naprawde tak trudno??

    trudno, bo jest z tym dużo chrzanienia
    najlepiej - jeżeli pozwalają na to finanse, a solidny posiłek ma być z założenia częścią imprezy - zamówić dania w jakiejś restauracji

    dać gościom listę np. 3 zestawów do wyboru i pozbierać zamówienia - tak się robi np. przy różnych wigiliach pracowych

    odpada stanie przy garach i kombinowanie czy ktoś się naje czy będzie głodny, a nie powinien itp.
  • vi_san 29.12.17, 11:38
    Minnie, analogicznie:
    Jeśli ktoś byłby sędzią w kraju w którym za najcięższe przestępstwa jest kara śmierci, sam zaś byłby jej przeciwny - powinien ją zasądzać? Skoro OBOWIĄZUJE np za wielokrotne zabójstwo. No, a dla tegoż sędziego orzeczenie kary śmierci byłoby mentalnym zrównaniem się tym zabójcą...
    Wegetarianin ideologiczny jest przeciwny zabijaniu zwierząt. I dlatego nie może ci podać zabitego kurczaczka, cielaczka czy jagniątka. Bo dla niego to jest przykładanie ręki do zabicia. Tak, to JEST trudne. Pomijam tu świadomie aspekt smaku, bo osoba nie przyrządzająca mięsa po prostu go przygotować nie umie, więc jest duże ryzyko że przesoli/niedosoli, przepieprzy/niedopieprzy, przesmaży/niedosmaży itd.
    Wyjaśnij mi, proszę jedno. DLACZEGO [twoim zdaniem] mięsożerca MUSI na trzygodzinnej imprezie zeżreć mięso bo jak nie to gospodarz cham, prostak i ma w zadku gości? I pytam, jako zadeklarowana miłośniczka mięsa, zdecydowanie nie wege!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • bene_gesserit 29.12.17, 15:52
    vi_san napisała:

    > Wyjaśnij mi, proszę jedno. DLACZEGO [twoim zdaniem] mięsożerca MUSI na trzygodz
    > innej imprezie zeżreć mięso bo jak nie to gospodarz cham, prostak i ma w zadku
    > gości? I pytam, jako zadeklarowana miłośniczka mięsa, zdecydowanie nie wege!


    To pytanie zadawałam już w poprzednich wątkach o wegetarianach (swoją drogą - argumenty i dynamika były bardzo podobne do tego) i nie uzyskałam żadnej satysfakcjonującej odpowiedzi, nic, co by się nie dało streścić w stwierdzeniu 'bo tak'. Nadal nie tracę nadziei na chociaż pół argumentu. Zgłodniałam.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • minniemouse 30.12.17, 23:30
    bene_gesserit napisała:
    > To pytanie zadawałam już w poprzednich wątkach o wegetarianach (swoją drogą - argumenty i dynamika były bardzo podobne do tego) i nie uzyskałam żadnej satysfakcjonującej odpowiedzi, nic, co by się nie dało streścić w stwierdzeniu 'bo tak'. Nadal nie tracę nadziei na chociaż pół argumentu. Zgłodniałam.

    I ja, co najmniej raz jak nie dwa, odpisalam ze NIE MUSI. dobrze wychowany gosc miesozerny chetnie by zobaczyl miesna potrawe u wege skoro juz zostal zaproszony ALE ostatecznie NIE bedzie narzucal swoich przekonan gospodarzowi. zje, co mu podadza i podziekuje. z wdziekiem.
    bo kwestia nie jest 'musi/nie musi,
    a "jak nalezycie podjac gosci" - tu klania sie czytanie ze zrozumieniem. ta pilka jest po stronie gospodarzy, nie gosci, drodzy czytelnicy.

    Minnie
    --
    GE-NIAL-NE pomysly
    www.architectureartdesigns.com/top-17-of-the-most-genius-home-life-hacks-that-will-amaze-you/
    www.youtube.com/watch?v=mkX2PsCt5Lw
  • nocnymarek2 29.12.17, 21:08
    vi_san napisała:

    > Wegetarianin ideologiczny jest przeciwny zabijaniu zwierząt. I dlatego
    > nie może ci podać zabitego kurczaczka, cielaczka czy jagniątka. Bo dla
    > niego to jest przykładanie ręki do zabicia.

    Jak więc taki wegetarianin ideologiczny może w ogóle zaprosić mięsożerców?
    Przecież oni (pośrednio zwykle, ale jednak) przykładają rękę do zabicia.
    Ja lubię warzywa (choć zwierzęta też), więc nie miałbym żadnego problemu
    z menu. Z ideologią być może. Ale jak ideologiczny wegetarianin może tak
    siedzieć przy stole razem z przykładającymi rękę?
  • bene_gesserit 29.12.17, 21:42
    Może tak samo, jak antichoicowiec z osobą, która popiera prawo do wyboru. Albo pacyfista z wojskowym. Po prostu i normalnie.

    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • bezsenna_pani 29.12.17, 23:07
    Minniemouse

    „Nie mam najmniejszego problemu nagotowac lub zamowic dwoch trzech potraw dla wege.., fruta.., pesca... czy innego -arianina, South Beach, Dukana czy Kwasniewskiego itp.”
    Nie masz problemu, bo taki masz światopogląd.
    Czy możesz uszanować (a nie tylko przyjąć do wiadomości), że są ludzie, którzy mają inny? SV to zaleca smile

    „Nie pojmuje dlaczego wegetarianie to koniecznie taki "chlop zywemu nie przepusci" rodzaj ze 'albo wege albo wcale'. no nie pojmuje.”
    To już wiemy, że nie pojmujesz. Bardzo żałuję, że nie umiem Ci wyjaśnić tego przystępniej.

    „to tak trudno zrobic wyjatek i dla goscia przygotowac kawalek chocby kurczaka? naprawde tak trudno??”

    Tak. Jeśli chcesz zachować się zgodnie ze swoimi przekonaniami, to znaczy: jeśli mam wybór, to nie przykładam ręki do zadawania cierpienia zwierzętom.

    czy zapraszajac gosci nie powinnismy starac sie zapewnic im jak najlepszej atmofery, i takze jak najlepsze jedzenie?
    Powinniśmy. Mięsne potrawy nie przesądzają o dobrej atmosferze i najlepszym jedzeniu.

    „a jakie to "najlepsze jedzenie" jesli wege zmusza miesozerce do spozywania dan wege? i odwrotnie. "bo moj swiatopoglad najwazniejszy"! w/g mnie wazniejsi sa - goscie... i tyle.”

    Było tu już kilka wypowiedzi (z moimi wcześniejszymi włącznie), że o żadnym zmuszaniu mięsożercy przez wege do jarskiego jedzenia nie może być w tym kontekście mowy.
    Może się odniesiesz do przedstawionych w dyskusji argumentów/pytań, zamiast powtarzać to samo w kółko, bo to do niczego nie prowadzi.

    Nie słyszałam o tym, żeby ktoś JADAŁ mięso ze względu na swój światopogląd. Najwyżej dlatego, że lubi. Dlatego nie wydaje mi się uprawnione twierdzenie, że chodzi o przepychanki „bo mój światopogląd jest najważniejszy.”
  • vi_san 28.12.17, 19:39
    Serio uważasz np naleśniki z serem czy pierogi z jagodami za cudowanie i nowinki kulinarne...? surprised?
    Oczywiście, że menu należy dostosować do gości. Ale nie przesadzajmy - wegetarianie to nie kosmici, a spora część dań jarskich jest jak najbardziej znana i powszechnie akceptowalna.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • bezsenna_pani 28.12.17, 21:23
    koronka2012
    „Są osoby przywiązane do kuchni tradycyjnej, mięsnej i nie podejdą im ośmiorniczki, sushi ani nawet najbardziej wyszukane wegeteriańskie dania. Po prostu nie tolerują nowinek.”
    Są też osoby, które zawsze skrytykują cudzą kuchnię. Co wtedy? Mam je zaprosić wcześniej, żeby przygotowały jedzenie tak, jak tylko one potrafią?
    Zapraszając uprzedzam gości, którzy mogą być zaskoczeni menu jak sprawa wygląda. Ich decyzji pozostawiam, czy skorzystają z zaproszenia, czy nie.

    „Obowiązkiem gospodarza jest zadbać o komfort gości - jeśli ma gdzieś ich preferencje, to po co ich zapraszać, robić kłopot sobie i innym?”
    Dbam o komfort gości, uwzględniam zdrowotne aspekty i w miarę możliwości gusta.

    „(…) jeśli dotychczasowe próby ugoszczenia zaproszonych daniami wege spaliły na panewce, to najwyższa pora zweryfikować podejście.”
    Wychodzę z założenia, że skoro goście wiedzą, czego się spodziewać, a mimo to zaproszenia przyjmują, to dla nich ciągle jednak plusy przewyższają minusy smile
  • bene_gesserit 28.12.17, 23:51
    Gwoli ścisłości: w Polsce jak i w innych krajach, w najbardziej rozpowszechnionej tradycji (czyli kuchni biednej) mięso jadło się nader rzadko. Pojawiało się raz-dwa razy do roku, chyba że ktoś kłusował w pańskich lasach albo na pańskich jeziorach. Antropolodzy, którzy przyglądali się temu polskiemu apetytowi na mięso wskazują na jego chłopski rodowód. Żądza kotleta wzięła się właśnie z tego raptem przed-trzypokoleniowego chłopskiego niedoboru.

    Przed przemysłowym chowem specjalnych ras świń i kurczaków znakomita większość narodu była z przymusu przez większą część roku wege. I okazuje się, jakoś na tych żurkach i pyrach z gzikiem jakoś żyli.

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • mim_maior 29.12.17, 14:05
    "Jakoś" to w tym przypadku słowo-klucz big_grin

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • bene_gesserit 29.12.17, 15:52
    To akurat nie jest śmieszny temat. Mój dziadek był pierwszym dzieckiem, ale trzecim albo czwartym urodzonym, które przeżyło głód i potworne warunki, jakich doświadczała jego rodzina - chłopi bez ziemi. Głód był w tamtych czasach normalnym doświadczeniem milionów obywateli Polski. I właśnie dlatego zgadzam się z tymi antropologami, o których zdaniu pisałam powyżej. To się pewnie całkiem dobrze przekłada z antropologii/socjologii na psychologię systemową.
    Naprawdę wydaje mi się, że wyjątkowo duże spożycie taniego mięsa w naszym kraju i przekonanie, że każdy posiłek musi zawierać wędlinę/pieczeń/mielonego ma korzenie właśnie w tamtych i wcześniejszych, pańszczyźnianych czasach i chłopskim rodowodzie znakomitej większości Polaków.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • szpererda 29.12.17, 15:58
    Nawet jeśli tak jest, to normalny człowiek nie wtrąca się w życie innych dorosłych ludzi i rozumie, że mogą jeść to, co chcą i w jaki sposób chcą. A czepialski totalniak będzie im zaglądał w talerze, chciał przerabiać na trawożerców i jeszcze wmawiał, że jedzenie mięsa jest niekulturalne. Gospodarz decyduje co jest u niego w domu, koniec kropka. Czepianie się, że nie przygotował porcji zielska dla ludzi niezbyt normalnych jest po prostu niegrzeczne i nieżyczliwe. Ja nie miałabym nic przeciwko weganom i innym dziwakom, gdyby szanowali wolność innych, jak ja szanuję ich prawo do zjadania tego obrzydlistwa.
  • bene_gesserit 29.12.17, 16:12
    Trollowanie to sztuka. Ucz się.


    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • bidaazpiszczy 29.12.17, 00:36
    Trzeba rozwaznie dobierac przyjaciol ....ot co😉
  • bezsenna_pani 29.12.17, 09:22
    Bidaazpiszczy, zasadniczo się z Tobą zgadzam smile
  • kora3 02.01.18, 10:59
    Wiesz, zasadniczo ja też, ale przyjaciół wg mnie można mieć z różnych bajek, byle się wzajemnie szanować ...Nie wszystkie też imprezy wspólne musza być związane z jedzeniem, choć rozumiem ze 2w tym wątku o takowe chodzi ...
    Mam kolegę ortodoksyjnego weganina - nie używa także soli. Parę razy czymś tam mnie u siebie poczęstował, ale mnie to nie smakuje zwyczajnie, szczególnie ten brak soli i wadzi. No ro jak jestem u niego to kawy się napiję i jużsmile Ja z nim problemu nie mam - robię jakąś sałatkę bez od3wierzecego białka i gitara i pamiętam, żeby nie solić dla niego wink Jednak no przyznam - ugościć go dłuższy czas jedząc to co on może jeść TYLKO byłoby mi trudno. Nie ma takiej potrzeby, bo mieszka blisko wiec nie gości u mnie w domu na zasadzie rezydenta smile, a i knajp jest tu wegańskich ze 4. Ale wiem, ze rozumiesz o co mi chodzi.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • wagonetka 29.12.17, 12:33
    "1. Czy faktycznie łamie zasady SV gospodarz, który podejmując gości, przygotowuje jedzenie wg swoich preferencji żywieniowych, wynikających ze względów światopoglądowych/religijnych (rezygnacja z określonych rodzajów produktów lub przygotowywanie potraw w określony sposób)?"

    jeśli idę na kolację do ortodoksyjnych Żydów nie spodziewam się jedzenia innego jak koszerne

    o ile rozumiem, co w tym kontekście znaczą ograniczenia religijne, to nie rozumiem, co znaczą ideologiczne - co to jest ideologiczne jedzenie?

    "2. Jak wg zasad SV powinien zachować się gospodarz w sytuacji, kiedy gość, wiedząc, że gospodarz nie jada i nie podaje określonych produktów (trzymajmy się przykładowego mięsa), przychodzi na imprezę przynosząc potrawę, która je zawiera?
    Podziękować i podać takie jedzenie, czy podziękować i wyjaśnić, że się jej nie zaserwuje i dlaczego?"

    jeśli chodzi o mój dom, każdy gość może przynieść do jedzenia wszystko, co chce, nie widzę problemu





  • bezsenna_pani 29.12.17, 13:36
    Wagonetka,
    „nie rozumiem, co znaczą [ograniczenia] ideologiczne - co to jest ideologiczne jedzenie?”
    Ja nie użyłam określenia „jedzenie ideologiczne” i nie widziałam, żeby takie padło wcześniej w tej dyskusji. Wg mnie to błąd językowy.
    Tak czy inaczej, jakie ma znaczenie w kontekście SV, czy rozumiesz ograniczenia religijne/światopoglądowe/ideologiczne, czy nie?

    Gospodarz w swoim domu nie podaje i nie jada mięsa (ale to jest tylko przykładowy produkt). Pytanie brzmiało, czy w takiej sytuacji nieprzygotowanie potraw mięsnych na imprezę dla osób, które takich ograniczeń nie mają i oczekują mięsa to naruszanie zasad SV.

    Głosy w dyskusji dzielą się (co było do przewidzenia wink) głównie na:
    a) Tak, bo imprezę robi się dla gości, a poglądy gospodarza nie mają tu żadnego znaczenia.
    b) Nie, bo gospodarz decyduje o tym kogo i czym gości.

    „jeśli chodzi o mój dom, każdy gość może przynieść do jedzenia wszystko, co chce, nie widzę problemu”
    Rozumiem. A czy masz jakiekolwiek ograniczenia wynikające z religii / światopoglądu jeśli chodzi o jedzenie?
  • wagonetka 29.12.17, 13:53
    "Ja nie użyłam określenia „jedzenie ideologiczne” i nie widziałam, żeby takie padło wcześniej w tej dyskusji. Wg mnie to błąd językowy."

    ok, powinnam była napisać "ideologia jedzenia" a nie "jedzenie ideologiczne"

    Tak czy inaczej, jakie ma znaczenie w kontekście SV, czy rozumiesz ograniczenia religijne/światopoglądowe/ideologiczne, czy nie?

    otóż ma
    bo wiem, że są ludzie, którym religia zabrania jeść niektóre produkty i s-v proponuje, aby to szanować

    "Gospodarz w swoim domu nie podaje i nie jada mięsa (ale to jest tylko przykładowy produkt). Pytanie brzmiało, czy w takiej sytuacji nieprzygotowanie potraw mięsnych na imprezę dla osób, które takich ograniczeń nie mają i oczekują mięsa to naruszanie zasad SV."

    rozumiem
    na twoje tak postawione pytania nie umiem odpowiedzieć, bo po prostu nie wiem
    znam kobietę, która mięsa nie je, ale jedzą jej jej mąż i dzieci, więc i jedzą goście - ci, którzy chcą

    "a) Tak, bo imprezę robi się dla gości, a poglądy gospodarza nie mają tu żadnego znaczenia."

    nie rozumiem, co mają poglądy do tego, co stawiamy na stół oprócz tego, że jedzenie ma byc pyszne

    "b) Nie, bo gospodarz decyduje o tym kogo i czym gości."

    no tak - jeśli ja mam gości, to ja decydują co podać, bo wiem, jakie jedzenie najlepiej mi wychodzi - z grubsza

    "Rozumiem. A czy masz jakiekolwiek ograniczenia wynikające z religii / światopoglądu jeśli chodzi o jedzenie?"

    dobry Bóg uchronił mnie przed ideologiami i ortodoksją religijną, więc nie, nie mam - jem to, co mi smakuje