Dodaj do ulubionych

czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdrada)

13.01.18, 22:30
Pytanie w temacie: czy uwazacie, ze powinno sie poinformowac o zdradzie zdradzanego czy nie wypada sie mieszac w nie swoje sprawy?
Chodzi o przyjaciolke, ktora zdradzala meza (romans trwal rok, dzieki niemu dostala bardzo szybki i niezasluzony awans). Umawialam sie z nia na kawe, a tam juz czekal kochanek i siedzielismy np. w trojke, a oni sie obcalowywali (fuj).
Wiedzialam o ich hiistorii, a bylam czesto zapraszana do ich domu (jej i meza) i musialam udawac przed mezem, ze nic nie wiem...
A ona udawala dobra zone...
I gdy sprawa sie rypla, on jej wybaczyl, a smiertelnie obrazil sie na mnie, ze niby go oklamywalam i nic mu nie powiedzialam..;
Zostalam jedynym winnym w tej historii, maz uznal mnie za najgorszego wroga (a zonce wybaczyl) i w koncu oboje zerwali ze mna kontakt.
Do dzis mam poczucie niesprawiedliwosci i niesmaku....
Jak powinnam byla sie zachowac, aby bylo w porzadku?
Edytor zaawansowany
  • jolanta4447 13.01.18, 23:06
    Nie wtrącałabym się do takich spraw.

    Jej mąż obraził się na Ciebie ? A skąd wiedział, że wiedziałaś o zdradzie ?
  • ptolemeusz28 13.01.18, 23:57
    Ona mi powiedziala, ze jej maz nie chce zeby sie ze mna widywala i on nie chce mnie widziec, bo bylam "swiadkiem" i swiadkiem tego, ze wybaczyl zdrade. No to najwyrazniej mu powiedziala, ze ja wiedzialam.
    Poza tym raz byly jej urodziny i ona zaprosila ludzi z pracy do domu i byl maz i kochanek, a ja siedzialam i gadalam z tym kochankiem. No i byly tez takie sytuacje: umowilam sie np. tylko z nia na kawe, a ona przychodzi z tym kochankiem, a za chwile mowi, ze jej maz za godzine przyjezdza. I ten maz przyjezdza i widzi ze kochanek wychodzi, mnie widzi, zona jak zwykle odwraca kota ogonem (maz go podejrzewa od dawna, bo widzial iles tam wykasowanyc smsow od niego na jej telefonie,ale nie ma dowodow).
    Teraz sobie mysle, ze moze mezowi powiedziala, ze to byla jednorazowa zdrada, a ja wiedzialam ze to trwalo ponad rok, wiec postanowila mnie usunac.
  • heniek.8 13.01.18, 23:14
    > Zostalam jedynym winnym w tej historii,

    "wina" jest w twojej głowie

    obiektywnie nie jesteś winna, zajęłaś pozycję w pewnej niemoralnej grze, gra się skończyła, uczestnicy grają teraz w coś innego
    w tej nowej grze nie ma dla ciebie za dużo miejsca, ale może się pojawi jak się rozstaną,

    moja rada: zostałaś odcięta od tego więc wykorzystaj okazję żeby się naprawdę odciąć
  • ptolemeusz28 14.01.18, 00:03
    tak na prawde nie zajelam zadnej pozycji, raczej mialam poczucie, ze zostalam w ta sytuacje wkrecona i "uzyta" jako katalizator negatywnyc emocji.
    Mysle, ze powinnam byla zacowac sie uczciwie i powiedziec mezowi, ale z drugiej strony, czy to byla moja sprawa? I w dodatku on jej wybaczyl jak sie wydalo, wiec chyba wcale by nie chcial wiedziec.
    Nie wiedzialam jak sie zachowac i co gorsza dalej nie wiem, jesli cos takiego znow mi sie przytrafi.
  • engine8 14.01.18, 00:04
    Powinnas przy nich natychmiast zareagowac i powiedziec ze zaraz idziesz zadzwonic do meza.....
  • firlefanz 14.01.18, 00:07
    dobrze powiedziane - jeśli ktoś wybacza zdradę to raczej nie było sensu go oświecić co sie dzieje.
  • heniek.8 14.01.18, 09:49
    ptolemeusz28 napisała:

    > Nie wiedzialam jak sie zachowac i co gorsza dalej nie wiem, jesli cos takiego z
    > now mi sie przytrafi.

    przede wszystkim być uczciwa wobec siebie
    kiedy koleżanka umawiała się z tobą po to żeby obściskiwać się z kolesiem, co jak piszesz było "fuj" to już wtedy powinno zaświtać ci , że dla niej wasza relacja to przykrywka dla czegoś poważniejszego.

    ja bym się czuł nie ok gdyby kumpel umówił się ze mną na piwo, a potem przyszedł z jakąś laską i dał do zrozumienia że moja obecność to tylko alibi

    oczywiście byłbym lojalny wobec niego bardziej niż wobec jego żony, więc bym się z nią nie kontaktował,
    ale więcej nie nabierałbym się na takie umawianie w którym jestem traktowany jako pionek
  • firlefanz 13.01.18, 23:59
    cha cha normalne zachowanie to nie jest - gdyby żonie nie wybaczył, to bym była w stanie zrozumieć, ze Tobie też nie!

    Umawialam sie z nia na kawe, a tam juz czekal kochanek i siedzielismy np. w trojke, a oni sie obcalowywali (fuj).
    czy dobrze to rozumiem, że ułatwiałaś im spotkania? (tzn. żona jemu mówiła, że się spotyka z Tobą, żeby móc spotkac się z kochnakiem?) jeśli tak, to rzeczywiście to jest jednak gorsze zachowanie wobec jej męża - bo co innego wiedzieć o zdradzie nie mówić, a co innego w niej pomagać.

    z drugiej strony - czy dobrze rozumiem z kontekstu, że ona była Twoją przyjaciółką, a z nim się poznałaś jedynie jako z mężem przyjaciółki? w takim przypadku trudno oczekiwać, że jeśli przyjaciółka nawet robi coś złego to wtrącisz się do sprawy działać przeciwko niej, jeśli jej mąż nie jest Twoim przyjacielem. uważam, że mąż nie może stawiać Tobie takich wymagań.
  • ptolemeusz28 14.01.18, 00:06
    No wlasnie nic im swiadomie nie ulatwialam!!! Ja szlam na spotkanie, myslac, ze bedzie tylko ona. A ona pewnie mezowi mowila, ze spotyka sie tylko ze mna.
  • firlefanz 14.01.18, 00:09
    to bardzo niefajna zagrywka przyjaciółki... może i lepiej, że już nie macie kontaktu.
    jeśli ktoś zdradza to niech to robi na własną odpowiedzialność, a nie miesza przyjaciół jako przykrywkę - bo potem rzeczywiście mąż mógł myśleć, że Ty ich jeszcze wspierałaś w tym romansie!
  • engine8 14.01.18, 00:03
    I slusznie....
    Jak Ci pokazala to jedynie po to abys ja ratowala - a Ty zignowrowalas.
  • minniemouse 14.01.18, 04:09
    wiesz, jesli szlas nieswiadomie na spotkanie myslac ze bedziecie we dwie, a ona ciebie wykorzystywala jako 'alibi' - to po pierwszym takim spotkaniu bym ja poprosila: "nie rob tego i nie stawiaj mnie w takiej sytuacji, prosze".
    a na drugim spotkaniu juz w pierwszych minutach bym powiedziala "sorry, ale ja nie mam zamiaru w tym uczestniczyc" i wyszla. na trzecie dlugo nie poszla.
    I chociaz nie uwazam wcale ze to jest logiczne gniewac sie na ciebie za zdrade zony, to przykro mi ale dla mnie wszyscy tu sa siebie warci. a z kolezanki zrezygnowalabym.

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • minniemouse 14.01.18, 04:10
    ps
    tzn na trzecie dlugo nie poszla w sensie bo bym nie wierzyla ze naprawde bedziemy tylko we dwie.

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • makinetka82 14.01.18, 07:03
    ja się tym razem zgadzam z minnie. Szkoda że ostro i otwarcie nie sprzeciwiłaś się spotkaniom we trójkę, tak byłoby najlepiej. A koleżanka, która zrywa znajomość z powodu własnego niefajnego zachowania? No cóż, ja bym chyba nie omieszkała rzucić jej parę gorzkich słów na odchodne.

    --
    Wszystkim dogodzić się nie da, ale wszystkich wkurwić to już żaden problem big_grin
  • baba67 14.01.18, 08:51
    Ja bym postąpiła jak Minnie.Nieciekawa osoba. Męza badziej rozumiem bo facet nie myśli racjonalnie.Wyszłaś na hipokrytkę mimo że nia nie jesteś, ale tak sie kończy założenie że możemy miec przyjaciół bez konieczności oceniania i reagowania. Mieć ciasteczko i zjeśc ciasteczko.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • ptolemeusz28 14.01.18, 09:24
    Naprawde poszlabys do meza przyjaciolki i mu powiedziala, ze go zdradza? I jeszcze w kontekscie, ze on jej ostatecznie zdrade wybaczyl, wiec to jakby potwierdzilo, ze nie warto sie wtracac, ze to tylko ich sprawa...

    Albo zerwalabys kontakt z przyjaciolka, bo ta zdradza meza?

    Kiedys ten jej kochanek mowi, ze ona to milosc jego zycia, ze zostawi dla niego meza, a jak poszedl do kibla to ona do mnie "ale z niego kretyn, odbilo mu z jakas miloscia zycia, nigdy nie zostawie meza dla niego". I co w tej sytuacji powinnam byla powtorzyc to kochankowi, ktory byl calkiem obcym facetem dla mnie?

    Niesmak pozostal, ale dalej nie wiem jak powinno sie z takiej sytuacji wybrnac...

  • baba67 14.01.18, 09:44
    Nie poszłabym do męża przyjaciółki z donosem za to zawiesiłabym kontakty z kimś kto postępuje nieetycznie bo taka osoba nie może być mi bliska. Oczywiście bywają różne sytuacje dramatyczne , piszę o oszukiwaniu człowieka który jest w porządku.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • vi_san 14.01.18, 09:59
    No, niestety - nie "zostałaś wmanewrowana", a po prostu "przyklasnęłaś" sytuacji. Mężowi się nie dziwię, że ma do ciebie żal i nie chce cię widzieć, bo wyszłaś na fałszywą, załganą babę, która bywając w jego domu, na jego imprezach pomaga żonce przyprawiać mu rogi.
    Mleko się wylało i moim zdaniem TEJ relacji nic nie uratuje. Na przyszłość, jeśli masz jeszcze jakąś "pseudoprzyjaciółkę", która zechce sobie z ciebie robić parawan do zdrady - postąpić jak radzi Minnie. Czyli za pierwszym razem wyjaśnić pani, że to głupia sytuacja i grzecznie prosisz, by tego więcej nie robiła. Za drugim - w momencie kiedy wchodzi z kochasiem wyjść, a za trzecim odmówić spotkania.
    I tak, może nie zerwałabym ale mocno ograniczyła kontakty z taką "pseudo przyjaciółką". Nie, nie dlatego, że ma romans. A dlatego, że usiłuje intrygować i mnie wykorzystywać do swoich gierek. Gdybym tylko dowiedziała się o zdradzie [np przyjaciółka by mi się zwierzyła] to mogę z nią gadać, argumentować pro i contra, mogę nadal być przyjaciółką. Mogę wierzyć, że to chwilowy "zawrót głowy", albo cokolwiek. ale nie biorę de facto udziału w jej romansie i nie służę jej za "alibi" na seksrandki!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • ptolemeusz28 14.01.18, 10:07
    Aha czyli zdradzajacy wspolmalzonek jest cacy (wybaczyl jej i wrzucaja slodkie zdjecia do internetu), a ktos kto byl swiadkiem jest tym zlym i falszywym?
    Co do imprezy u nich w domu to zona zaprosila kochanka do mezowskieo domu a nie ja, ja bylam jednym z wielu innych gosci i o tym, ze kochanek tam jest dowiedzialam sie w chwili imprezy, no bez jaj, ze to moja wina, ze ona o zdradzala i kpila z nieo w zywe oczy..
    A seksrandki odbywaly sie w 90% w pracy i na wyjazdach sluzbowych, bo kochanek byl jej szefem.
    Uwazam, ze to troche przerzucanie odpowiedzialnosci, wszyscy winni, tylko nie zdradzajacy wspolmalzonek...
  • heniek.8 14.01.18, 10:16
    o co ci teraz chodzi? maszy ty rozum i godność człowieka wink ?
    mam pójść do tego małżeństwa i poprosić ich żeby ciebie nie odrzucali?
    zdarza się że ludzie się zbliżają, potem się oddalają, czasem na zawsze

    przyjmij do wiadomości, że jesteście "oddaleni" i żyj własnym życiem, nie musisz dźwigać jakiegoś poczucia winy
  • ptolemeusz28 14.01.18, 10:19
    Nie dzwigam poczucia winy i mam ich gdzies. Chcialabym tylko wiedziec jak zareagowaliby inni ludzie na moim miejscu w podobnej sytuacji, co o tym mysla, czysta ciekawosc.
  • baba67 14.01.18, 10:27
    No nie masz ich gdzieś bo męczy Cie niesprawiedliwe potraktowanie jako kozła ofiarnego. Zaglądasz na ich media .Najlepiej nazwać uczucia po imieniu a nie udawać że ich nie ma.Gniew jest ok.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • baba67 14.01.18, 10:18
    To nie jest w porządku ze strony tego męża i doskonale rozumiem jak żle się czujesz . Tym bardziej że dodatkowa kaska płynąca z awansu jakos męża w raczki nie pali. Uważam że powinnas zapomnieć o tych ludziach jak najszybciej.
    Nie zmienia to faktu że nie mozna byc w relacjach z innymi "trochę uczciwym".

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • ptolemeusz28 14.01.18, 10:33
    Masz racje, w dodatku po czasie mysle, ze to byla byc moze jeszcze jedna manipulacja ze strony tej kolezanki: ja z jej mezem nigdy nie gadalam na ten temat, to jej slowa, ze on mnie nie znosi, bo bylam "swiadkiem", a byc moze to ona nie chciala zebym z nim kiedykolwiek o tym porozmawiala, bo ja wiedzialam ze to tak dlugo trwalo, ze kochankowi opowiadala ze z nim odejdzie itp.
    Cholera wie co ona mu wcisnela skoro jej wybaczyl: ze to jednorazowa zdrada byla, ze ten kochas ja molestowal czy co...
    Przestala ode mnie telefon odbierac, jakbym jej cos zrobila...
  • heniek.8 14.01.18, 10:54
    > Przestala ode mnie telefon odbierac, jakbym jej cos zrobila...

    no przecież już bijesz pianę dla bicia piany
    nie dzwoń do niej, jeszcze nie dotarło?
  • ptolemeusz28 14.01.18, 11:03
    Ale o co ci chodzi Heniek, tez wybaczyles zonie zdrade i ci wstyd, ze jestes rogaczem, ze sie tak pienisz?

    To stara historia, od ponad roku sie z nimi nie kontaktuje, chcialabym tylko wiedziec jak inni by zareagowali w takiej sytuacji, bo pewnie nie raz jeszcze bede swiadkiem malzenskiej zdrady i dobrze by bylo poznac doswiadczenia ludzi czy warto sie wtracac i informowac roacza czy nic nie mowic i byc wbrew sobie "wspolnikiem".
  • heniek.8 14.01.18, 11:07
    nie, jestem domorosłym psychiatrą i staram się wyobrazić sobie dlaczego kiedy relacja się urywa to jedna ze stron (twoja koleżanka) uważa się to wygraną i szybko zapomina, a druga (ty) za porażkę którą wałkuje nawet po pół roku.
    czy ta relacja była od początku niesymetryczna?
  • baba67 14.01.18, 11:14
    No to teraz wiesz że jeśli sie jest uczciwym, należy mieć uczciwych przyjaciół . Jeśłi okazują się nieuczciwi-ucinać kontakt.Nie na zasadzie -przyjaciel jest kieszonkowcem ale mnie to nie przeszkadza bo to nie mnie okrada.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • asia.sthm 14.01.18, 12:00
    ptolemeusz28 napisała:

    > Ale o co ci chodzi Heniek, tez wybaczyles zonie zdrade i ci wstyd, ze jestes ro
    > gaczem, ze sie tak pienisz?

    Ta wypowiedz komletnie zdyskwalifikowala cie jako dyskutanta. Dno i kilo mulu.
    Heniek ma racje, a ty sie nie popisalas. Dostalas tu dobre rady co robic na przyszlosc wiec nie gryz juz.
    --
    po prostu, prosto z mostu...
  • ptolemeusz28 14.01.18, 12:08
    Czyli ty na moim miejscu oswiecilabys meza, ktory nie bylby twoim bliskim znajomym, ze jego zona, a twoja przyjaciolka go zdradza, tak?
    A skad pewnosc, ze wtedy by sie nie rzucil z pyskiem, ze chcesz rozbic ich "wspaniale" malzenstwo?
  • asia.sthm 14.01.18, 12:54
    ptolemeusz28:
    > Czyli ty na moim miejscu oswiecilabys meza, ktory nie bylby twoim bliskim znajomym, ze jego zona, a
    > twoja przyjaciolka go zdradza, tak?

    Czyli z fusow sobie wyczytujesz zamiast czytac co sie do ciebie pisze. Czyli szkoda czasu.
    Prowokujesz i nie potrzebne ci zadne rady. Sama sobie swietnie radzisz, dobrze bedzie. big_grin

    --
    Gdyby nos Kleopatry był trochę krótszy, cały świat wyglądałby inaczej.
  • aqua48 14.01.18, 12:53
    ptolemeusz28 napisała:

    > czy warto sie wtracac i informowac roacza czy nic nie mowic i byc wbrew sobie "wspo
    > lnikiem".

    Ani jedno ani drugie. Po prostu odmówić współudziału, krycia niewiernego małżonka, wysłuchiwania jego wynurzeń i spotykania się we trójkę. Powiedzieć mu (i tylko jemu) że nie podoba Ci się jego postępowanie i nie życzysz sobie brać w tym udziału.
  • ptolemeusz28 14.01.18, 12:59
    Zalezalo mi na niej, uwazalam je za swoja przyjaciolke, poza ta historia ze zdrada swietnie sie dogadywalysmy. Nie jest latwo tak ot wyjsc, zerwac znajomosc natychmiast z kims na kim ci zalezy, tylko dlatego ze jest "niemoralny"...
    Poza tym patrzac po znajomych to wiekszosc ma cos za uszami niestety. To czlowiek by musial sam siedziec, jakby szukal tylko krystalicznie czystych ludzi.
  • aqua48 14.01.18, 13:03
    ptolemeusz28 napisała:

    >Nie jest latwo tak ot wyjsc, zerwac znajomosc n
    > atychmiast z kims na kim ci zalezy, tylko dlatego ze jest "niemoralny"...

    Nie jest łatwo, dużo łatwiej zostać wciągniętym w te niemoralności...i to właśnie Cię spotkało. Nie trzeba szukać ludzi kryształowo czystych warto natomiast nie zadawać się z tymi którzy ewidentnie takimi nie są, a koleżance można było powiedzieć - zadzwoń kiedy uporządkujesz swoje sprawy.
  • vi_san 14.01.18, 11:16
    Wrzucanie słodkich zdjęć do netu nijak nie świadczy o tym, że jest "cacy".
    I tak, moja droga - przyklaskiwałaś romansowi koleżaneczki, bo nie zrobiłaś NIC, by dać wyraz dezaprobacie. Siadywałaś w kawiarniach, patrzyłaś jak się migdalą i nic? Czyli podobało ci się, aprobowałaś. No to i się nie dziw, że tak cię oceniają...
    Wina jest oczywiście w małżeństwie, a nie świadkach. Jednak, sorry za szczerość - gdybym się dowiedziała, że moja znajoma wiedziała i kryła mojego zdradzającego męża, to niezależnie od relacji z mężem z fałszywą małpą bym nie chciała w ogóle gadać.
    Odpuść więc sobie jędolenie, jaka to jesteś biedna, bo para, która się pogodziła po zdradzie cię nie lubi i zajmij się przyszłością. A na przyszłość: jak ktoś chce sobie z ciebie parawanik robić - to broń się przed funkcją "popieracza pokątnego romansu". Jak - to już Minnie napisała a ja powtórzyłam.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • ptolemeusz28 14.01.18, 11:34
    Ja bylam znajoma jej, a jej meza znalam, bo byl jej mezem, wiec na imprezy przychodzili razem, ale ani nie spotykalam sie znim poza tym, ani do niego nie dzwonilam - byl mezem przyjaciolki, wiedzialam kto to, zamienialam z nim pare zdan jedynie przy okazji wspolnych spotkan.
    No i jakos ciezko bylo mi sobie wyobrazic zadzwonic do niego za jej plecami i powiedziec "sluchaj moja przyjaciolka, a twoja zona cie zdradza". A poza tym jaki sens informowac kogos kto i tak wybacza zdrade, to po co mu wiedziec, denerwowac sie, skoro wierniosc i tak nie jest dla niego najwazniejsza?

  • ptolemeusz28 14.01.18, 11:40
    Jak nie powiedzialam to bylam wredna malpa wspolniczka, a jakbym powiedziala to bym byla wredna malpa, co chce zniszczyc malzenstwo, tak mi sie wydaje, ze tak by bylo...
  • baba67 14.01.18, 11:49
    Ale jakbyś ucięła kontakty nie miałabyś problemu w ogóle.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • aqua48 14.01.18, 12:59
    ptolemeusz28 napisała:

    > Jak nie powiedzialam to bylam wredna malpa wspolniczka, a jakbym powiedziala to
    > bym byla wredna malpa, co chce zniszczyc malzenstwo, tak mi sie wydaje, ze tak
    > by bylo...

    No oczywiście. Dlatego powinnaś była na samym początku się odciąć całkowicie.
  • ptolemeusz28 14.01.18, 13:05
    Ale troche by to bylo jak ucieczka z niewygodnej sytuacji, a nie zajecie jakiegos stanowiska...
  • aqua48 14.01.18, 14:00
    ptolemeusz28 napisała:

    > Ale troche by to bylo jak ucieczka z niewygodnej sytuacji, a nie zajecie jakieg
    > os stanowiska...

    Mylisz się zajęłabyś stanowisko - takie, że nie popierasz zachowania koleżanki. Nie odcinając się dałaś jej sygnał, że wszystko jest ok.
  • vi_san 14.01.18, 11:50
    Nigdzie nie optowałam, że powinnaś kogokolwiek informować! Pokaż gdzie to napisałam niby? Należało po pierwszym spotkaniu, na które koleżaneczka przyszła z kochasiem powiedzieć, JEJ, że ci się to nie podoba i że nie będziesz tego tolerowała. Po drugim jej przyjściu z kochasiem - wyjść po prostu, nawet i demonstracyjnie. A do trzeciego nie dopuścić. Nie kontaktować się ze zdradzanym mężem celem uświadomienia mu czegokolwiek!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • ptolemeusz28 14.01.18, 12:04
    A co by to zmienilo, przeciez seksspotkania z kochankiem odbywaly sie przede wszystkim w pracy (na wyjazdach sluzbowych, w jego mieszkaniu po pretekstem wyjsc na spotkania sluzbowe), te pare razy co w kawiarni sie umowili na buziaka (bo seksu w miejscu publicznym przeciez nie uprawiali) w moim towarzystwie, to byla tylko mala kropla w oceanie zdrady.
    Po prostu kontynuowali by sie widywac tylko w pracy i urywac sie z pracy do jego mieszkania w godzinach pracy (np. razem wyjscia do klienta, seks w porze lunchu i powrot do biura).
    Nie przestalaby zdradzac meza z powodu mojego prawienia moralow.
  • vi_san 14.01.18, 12:13
    Oczywiście, że nie zaprzestałaby zdrady. Nikt też nie mówi, że powinnaś jej "prawić morały"! No, litości, czytaj co się do ciebie piszą, a nie to co chcesz wyczytać może?
    Napisałam wyraźnie, że powinnaś powiedzieć, że TY takiego czegoś nie aprobujesz i TOBIE się to nie podoba. Koniec dyskusji. Pani może sobie z gachem choćby i codziennie całą Kamasutrę odwalać, ale TY sobie nie życzysz w tym uczestniczyć. I tyle. Bez pouczania, umoralniania i temu podobnych. I przy kolejnym przywleczeniu przez panią gacha na babskie ploteczki - wyjść. Koniec. Wyjść nie dlatego, że ci ich buziaczki wadzą, czy że mają ochotę seks uprawiać na stoliku kawiarnianym jak pomidory w ogródku. A dlatego, że zapowiedziałaś, iż nie aprobujesz takich spotkań. Koniec. I przy następnym rozćwierkanym telefonie od pani "A może się spotkamy w kawiarni "X"?" odpowiedzieć "Nie, bo nie mam ochoty widywać cię z panem Iksińskim. Do usłyszenia". Czego jeszcze nie zrozumiałaś?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • ptolemeusz28 14.01.18, 12:37
    Ja mam wrazenie, ze to ty nic nie rozumiesz.
    Wspomnialam o tych spotkaniach w kawiarni (kilka razy tak zrobili w przeciagu roku), bo ktos wyzej zapytal skad maz wiedzial, ze ja wiedzialam o ich romansie, zreszta wystarczyloby zeby mi o tym powiedziala nie musialabym ich widziec w akcji- wiec dla mnie to szczegol bez wiekszego znaczenia czy ich widze czy tylko wiem, ze maja romans.
    I tak bylo to zenujace, ale o wiele bardziej zenujace bylo np. rozmawiac z jej mezem, wiedzac ze jest rogaczem, albo te urodziny, na ktore zona zaprosila kochanka do mezowskiego domu i wszyscy bawilismy sie przy jednym stole (niektorzy koledzy z pracy tez wiedzieli o romansie). Ten maz sie potem niby obrazil ( tak twierdzila ona) BO WIEDZIALAM ZE JA ZDRADAZA A NIE POWIEDZIALAM MU.
    To jest problematyka tego watku: MAZ KTORY WYBACZYL ZONIE ZDRADE A OBRAZIL SIE NA JEJ (nie na wspolna, na JEJ) KOLEZANKE ZE WIEDZIALA A NIE POWIEDZIALA MU.
    I powiem ci w glebi serca mialam w nosie czy ona bylaby z mezem czy z kochankiem, bo obaj byli mi obojetni, po prostu zal mi bylo tego rogacza tak zwyczajnie po ludzku, bo byl z gatunku milych i dobrych chlopcow.
    Ale wydawalo mi sie przesadzona reakcja tak natychmiast zrywac kontakt z nia z tego powodu ( to nie mnie zdradzala, nie mnie slubowala wiernosc, wiec w jakims sensie mialam to gdzies).
    I pytanie bylo, powtarzam: jak powinno sie zachowac gdy wiemy o zdradzie, tak aby bylo w porzadku, bo jak na razie to widze, ze czego by sie nie zrobilo to jest zle.
  • baba67 14.01.18, 12:50
    No właśnie-mnie kieszonkowiec nie okrada to dlaczego nie miałabym się z nim przyjażnić? No szkoda mi tych okradanych trochę ale przeciez nie bede z ich powodu rezygnować z przyjażni. A to że czasami prosi żebym schowała to i owo do torebki na chwilę , no nie lubie tego ale ostatecznie to przyjaciel.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • vi_san 14.01.18, 13:05
    No to ci klaruję, nie ja jedna zresztą: skoro wiesz o romansie i ci to nie wadzi, bo nie widzisz powodów by zrywać znajomość - to słusznie cię mąż ocenia jako dwulicową, fałszywą babę. A gdybyś chciała być w porządku - to [niestety, doprawdy!] pozostaje zerwać albo ochłodzić kontakty z luźną panią. Nie ma opcji pośredniej. Inaczej wychodzi, jak pisze Baba67: złodziej nie mnie okrada to się z nim koleguję. Mogę się przyjaźnić z wielokrotnym gwałcicielem, w końcu MNIE nie zgwałcił. No, możesz. Tylko licz się z tym, że będziesz przez ten pryzmat postrzegana.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • ptolemeusz28 14.01.18, 13:09
    Dziwiilam sie tylko, ze tej zdradzajacej zony tak nie ocenil, skoro to ona mu slubowala i zdradzala, bo wszystko jej wybaczyl...
    Wszyscy zli: kolezanka zla, koledzy z pracy co wiedzieli zli, kochas zly - tylko niewierna zona cacy.
  • vi_san 14.01.18, 13:12
    No, na uczucia nie ma wpływu logika i tyle.
    Żonę może sobie mąż kochać i wybielać do bólu [zębów] i nic ci do tego. Natomiast jeśli idzie o jego ocenę twojej i kolegów roli - jest jak najsłuszniejsza. Wiedzieliście o romansie - i popieraliście panią nieciężkiego prowadzenia. Wolno wam? Pewnie że wolno. Ale nie dziw się, ze postrzega zarówno ciebie jak i kolegów jako bandę fałszywych i dwulicowych i nie życzy sobie mieć kontaktów.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • ptolemeusz28 14.01.18, 13:41
    Ale co, wszyscy powinni sie od niej odwrocic (i nie mow, ze to nie byloby potepienie moralizatorskie: cos w stylu oceniamy cie jako zla i niemoralna, wiec trzeba zerwac kontakt)? Cos w stylu ze "spoleczenstwo" odrzuca i potepia (urywa kontakt, wyrzuca ze swojego zycia) niewierna osobe (przyjaciolke), a wspolmalzonek rogacz wspanialomyslnie wybacza. Dla mnie to znowu przerzucanie odpowiedzialnosci na wszystkich do okola, to ci inni maja byc tymi surowymi sedziami moralnosci, a przeciez jakiego sobie ktos wzial wspolmalzonka takiego ma.
    Dla mnie wiernosc to troche sprawa pomiedzy tymi dwoma osobami, nie mozna tego porownac z kradzieza jak ktos tu napisal.
    I co by to zmienilo w sytuacji zdradzanego meza, ze znajomi potepili i odwrocili sie od jego niewiernej zony (zwlaszcza, ze on, najbardziej zainteresowany z nia nie zerwal i wybaczyl). Dla mnie to absurd.
    A maz mial pretensje o to ZE NIKT MU NIE POWIEDZIAL.
    Ciekawe co by bylo jakby mu ktos faktycznie powiedzial, na przyklad ja? Czarno to widze.
  • aqua48 14.01.18, 14:05
    Naprawdę nie trzeba było nic mówić mężowi. Gdyby zobaczył, że nagle pani przestała mieć koleżanki, chętne do spotkań, a na domową imprezę nikt z jej dotychczasowych znajomych czy kolegów z pracy nie chce przyjść to sam by szybko doszedł do tego, że coś jest nie tak...a i może pani by się zreflektowała.
  • ptolemeusz28 14.01.18, 14:25
    No i i tak sie dowiedzial, znalazl jakies wiadomosci i ona sie przyznala - i co?
    I nic, dalej z nia siedzi.
    Akurat znikniecie ludzi z jej otoczenia, by cos zmienilo! Nic a nic by nie zmienilo.
    Skoro on jest wyrozumialy, to czemu znajomi maja nie byc wyrozumiali?
    Maz rogacz nie potepil, a obcy ludzie, ktorym nic nie przysiegala maja potepic? bez sensu.
  • vi_san 14.01.18, 14:32
    Ale sprecyzuj o co ci chodzi? Bo jak na razie to mącisz nieco od rzeczy. Mąż się dowiedział i się pogodził, a ty wiedziałaś i też się godziłaś. No i co z tego? Mąż cię ocenił jako załganą, dwulicową i fałszywą [słusznie, bo dokładnie tak się wobec niego zachowałaś]. To o co ci chodzi, tak na prawdę? Żeby mąż cię przeprosił i przyjął do grona znajomych? Nie liczyłabym, bo zachowałaś się wobec niego fałszywie i ma pełne prawo cię nie lubić. Że nie chcesz potępiać pani, która się puszcza za awans? No, nie musisz. Więc o co ci chodzi?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • aqua48 14.01.18, 14:45
    ptolemeusz28 napisała:

    > Skoro on jest wyrozumialy, to czemu znajomi maja nie byc wyrozumiali?
    > Maz rogacz nie potepil, a obcy ludzie, ktorym nic nie przysiegala maja potepic?

    Bo moralność nie zależy od tego jak postępują inni. Jest jedna dla wszystkich. To że mąż koleżanka czy współpracownicy patrzą przez palce na czyn zły ani nie usprawiedliwia popełniającego ten czyn ani to cudze pobłażanie nie sprawia że staje się on dobry.
    Poniosłaś konsekwencje tej pobłażliwości. Koleżance zły uczynek mąż wybaczył bo jest ona jego żoną, bo ją kocha, bo tworzy z nią wspólnotę interesów, itp.
    Tobie nie miał żadnego powodu wybaczać.
  • ptolemeusz28 14.01.18, 15:04
    On mi "nie wybaczyl" (pisze w cudzyslowiu bo ja nie wiem co on tak naprawde mysli o sprawie, mam podejrzenia, ze to jej kolejne klamstwo, poniewaz chciala sie mnie pozbyc, bo ja znalam cala prawde, a ona prawdopodobnie mezowi sie przyznala do jakiejs czesci prawdy i znowu odwrocila kota ogonem, ze jej wybaczyl) tego ze MU NIE POWIEDZIALAM, a nie tego jak sobie tu wymyslilyscie, ze utrzymywalam z nia kontakt, albo ze jej nie potepilam.
    TEGO ZE MU NIE POWIEDZIALAM
    No i moze faktycznie jeszcze kiedys mu wszystko opowiem, a co mi tam!
  • aqua48 14.01.18, 15:15
    Gdybyś nie wiedziała, nie śledziła rozwoju sytuacji, nie spotykała się w tym dziwnym trójkącie nie miałabyś o czym mówić. I tak jak piszesz zapewne koleżanka jest intrygantką i co naprawdę powiedziała mężowi tylko on jedne wie. Lub nie wie. Zostawiłabym tych ludzi w spokoju wraz z ich machlojkami. Jak widzę mimo nauczki i odstawienia na bok chcesz nadal pchać się w życie tych ludzi. Po co, nie wiem.
  • ptolemeusz28 14.01.18, 15:15
    Jakos sobie nie wyobrazam w analogicznej sytuacji, gdyby na przyklad mnie maz zdradzal, zebym strzelila focha jego dobremu koledze, ze wiedzial, a nie zerwal z tym niemoralnym czlowiekiem kontaktu! Ewentualnie moglabym mu miec za zle, ze nie powiedzial mi, ale i tu chyba bym zrozumiala, ze nie zrobil tego bo sa kumplami. Jakies science fiction co wy tu wypisujecie.
  • baba67 14.01.18, 17:38
    Proponuje sprawdzić to science- fiction jeszcze raz w praktyce.Twoje prawo nie wierzyć, nie ma obowiązku.Ale potem juz nie licz na nasze współczucie.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • vi_san 14.01.18, 14:16
    Nie wszyscy. Być może są tacy, którym fakt nieciężkiego prowadzenia cwaniary nie wadzi - i ok, niech się takimi właśnie otacza. Skoro tobie ów fakt nie wadził [a nie wadził, bo nijak nie zareagowałaś, czyli w pełni zaaprobowałaś panią prostytutkę] to czemu się dziwisz, że jesteś tak a nie inaczej przez męża postrzegana?
    No i niestety, ale tak to działa, psychologicznie: jeśli przyjaźnisz się ze złodziejem, bo "ciebie wszak nie okradł" - będziesz postrzegana jako sympatyzująca ze złodziejami. Ogólnie. Żonę w oczach męża "wybiela" miłość [tak, może to nie logiczne, ale uczucia nie mają nic wspólnego z logiką!]. Ciebie nic. W jego oczach jesteś po prostu dwulicową fałszywą babą, która bywała u niego w domu, suszyła do niego zęby a za jego plecami śmiała się że jego żona się z kim innym łajdaczy.
    I nie, że KTOŚ cię w takiej roli postawił, a SAMA, na własne życzenie się w tej roli postawić dałaś - dając pani przyzwolenie na randeczki w twoim towarzystwie. Piszesz, że bywało, iż na spotkanie przychodziła z gachem a pół godziny później mąż po nią przybywał. A ktoś ci kazał te pół godziny z nią i jej łóżkowym spędzać? Drzwi zamurowano? RKM ci do łba przystawiali? No, nie. Czyli SAMA chciałaś...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • ptolemeusz28 14.01.18, 14:36
    Jedyna osoba ktora przysiegala milosc i wiernosc jest zona, a facet potepil wszystkich na okola poza ta jedyna ktora mu przysiegala i jeszcze cieszyl sie ze dzieki awansowi zony w pracy (dzieki kochankowi), ze przeniesli sie do wiekszego mieszkania. Pieniazki zalatwione przez kochanka, mezowi-rogaczowi nie smierdzialy.
    Nie obraz sie, ale brzmisz troche jak osoba, ktora by chciala, aby w analogicznej sytuacji to cale otoczenie zajelo sie nawracaniem i opamietaniem niewiernego malzonka (np. kategorycznie zrywajac kontakt, nazywajac prostytutka =ostracyzm spoleczny), tak aby on sie nawrocil, przemyslal sprawe (wszyscy sie od niego odwrocili), bo sama tez nie wystawilabys zdradzajacego mezusia za drzwi..
  • baba67 14.01.18, 14:24
    Wszyscy nie. Tylko tacy którzy nie chca byc uważani za nieuczciwych. Przy czym nie chodzi o demonstracyjne niepoznawanie na ulicy tylko rezygnacja z bliskiej relacji.Oceniono Cię tak jak sie dalaś ocenić,

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • minniemouse 14.01.18, 14:25
    ptolemeusz28 napisała:
    > Ale co, wszyscy powinni sie od niej odwrocic (i nie mow, ze to nie byloby potepienie moralizatorskie: cos w stylu oceniamy cie jako zla i niemoralna, wiec trzeba zerwac kontakt)? Cos w stylu ze "spoleczenstwo" odrzuca i potepia (urywa kontakt, wyrzuca ze swojego zycia) niewierna osobe (przyjaciolke), a wspolmalzonek rogacz wspanialomyslnie wybacza. Dla mnie to znowu przerzucanie odpowiedzialnosci na wszystkich do okola, to ci inni maja byc tymi surowymi sedziami moralnosci, a przeciez jakiego sobie ktos wzial wspolmalzonka takiego ma.


    Ptolku, ta kumpela mialaby takich sedziow na jakich by sobie zasluzyla. to sie nazywa konsekwencje.

    I co by to zmienilo w sytuacji zdradzanego meza, ze znajomi potepili i odwrocil i sie od jego niewiernej zony (zwlaszcza, ze on, najbardziej zainteresowany z nia nie zerwal i wybaczyl).

    w jego prawdopodbnie nic, ale ci co z nia zerwali poczuliby sie od razu lepiej. i o to chodzi.

    minnie
    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • aqua48 14.01.18, 13:15
    ptolemeusz28 napisała:

    > Ale wydawalo mi sie przesadzona reakcja tak natychmiast zrywac kontakt z nia z
    > tego powodu ( to nie mnie zdradzala, nie mnie slubowala wiernosc, wiec w jakims
    > sensie mialam to gdzies).

    Cóż, przyjaźniłaś się z kobietą która na Twoich oczach wykorzystała kochanka, wykorzystała męża, a spodziewałaś się, że Ciebie nie wykorzysta?
  • minniemouse 14.01.18, 13:34
    @ Aqua:

    10/10 !!

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • vi_san 14.01.18, 14:18
    Nie ma kciuka w górę? 100/100!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • baba67 14.01.18, 12:15
    A gdzie tu ktokolwiek napisał że masz ludzi umoralniać i zapobiegac zdradom?

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • ptolemeusz28 14.01.18, 12:55
    Tam wyzej jedna najpierw napisala, ze powinnam byla powiedziec tej kolezance, ze mi sie to nie podoba, ze przyprowadza kochasia na spotkanie ze mna (zreszta jak napisalam wyzej po pol godzinie kochanek sobie szedl, a przychodzil maz - ze niby mial ja potem do domu odwiezc - dwa razy sie mineli w drzwiach). A czy mowienie "nie podoba mi sie to" nie zawiera jakiejs oceny moralnej? Dla mnie zawiera, bo przeciez to co mnie obrzydzalo, to fakt, ze przyprawiala rogi mezowi (a ten maz to byl mily spokojny chlopak i zal mi go bylo).
  • minniemouse 14.01.18, 13:42
    ptolemeusz28 napisała:

    > Tam wyzej jedna najpierw napisala, ze powinnam byla powiedziec tej kolezance, z
    > e mi sie to nie podoba, ze przyprowadza kochasia na spotkanie ze mna (zreszta j
    > ak napisalam wyzej po pol godzinie kochanek sobie szedl, a przychodzil maz - ze
    > niby mial ja potem do domu odwiezc - dwa razy sie mineli w drzwiach). A czy mo
    > wienie "nie podoba mi sie to" nie zawiera jakiejs oceny moralnej? Dla mnie zawi
    > era, bo przeciez to co mnie obrzydzalo, to fakt, ze przyprawiala rogi mezowi (a
    > ten maz to byl mily spokojny chlopak i zal mi go bylo).



    I co ci z twoich tlumaczen? NIC ZERO ZIP NADA, zostalas na lodzie,
    co powinno dac ci do myslenia.

    Ptolku, ty chyba jestes mloda dziewczyna. rozumiem ze poza tym kumpela bardzo przypadla do gustu. ale jak sie okazalo mysla tylko o sobie, o tobie wcale.
    a byc moze boisz sie byc sama, moze nie masz zbyt wiele kolezanek, przyjaciolek?
    to tez rozumiem. ale mimo wszystko lepiej zostawic sobie jedna dwie osoby i byc z nimi w dobrej przyjazni niz kumplowac sie z takimi co "maja cos za uszami".
    szanuj sama siebie dobierajac sobie starannie towarzystwo. takie co ci nie bedzie w konia robic.

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • aqua48 14.01.18, 12:48
    ptolemeusz28 napisała:

    > Naprawde zerwalabys kontakt z przyjaciolka, bo ta zdradza meza?

    Tak. Ja bym zerwała, nie dlatego że zdradza, tylko dlatego, że próbuje mnie w swoje machlojki wciągnąć i traktuje jak przykrywkę. Podobnie jak Minnie powiedziałabym wprost, że mi to nie odpowiada i nie chcę być stawiana w takiej sytuacji.
    >
    > ona do mnie "ale z niego kretyn, odbilo mu z j
    > akas miloscia zycia, nigdy nie zostawie meza dla niego". I co w tej sytuacji po
    > winnam byla powtorzyc to kochankowi?
    > Niesmak pozostal, ale dalej nie wiem jak powinno sie z takiej sytuacji wybrnac.

    Powinnaś była w tym momencie wyjść i więcej się z nią nie umawiać. Zostając dałaś wyraźny sygnał, że jej poczynania pochwalasz, zatem mąż ma wszelkie podstawy do pretensji wobec Ciebie. Dodam, że po tym opisie nie mam już żadnych wątpliwości, że przyjaciółka zwaliła całą winę na Ciebie i nagadała mężowi, że to Ty ja zachęcałaś, i tworzyłaś sytuacje kiedy mogli się spotykać...

  • minniemouse 14.01.18, 14:02
    Naprawde zerwalabys kontakt z przyjaciolka, bo ta zdradza meza?
    >
    Tak. Ja bym zerwała, nie dlatego że zdradza, tylko dlatego, że próbuje mnie w swoje machlojki wciągnąć i traktuje jak przykrywkę. Podobnie jak Minnie powiedziałabym wprost, że mi to nie odpowiada i nie chcę być stawiana w takiej sytuacji


    no wlasnie - moze jeszcze nie widzisz ale ta kumpela miala twoje dobro i ciebie sama w za*ku.
    nie obchodzilo ja, ze naraza ciebie na wspoludzial w czyms paskudnym, niemoralnym, malo tego bezwglednie, z wyrachowaniem uzywala cie jako przykrywki do swoich brudnych matactw.
    a ty, WYBACZ ze tak szczerze, prosto z mostu powiem - bylas za glupia aby to przejrzec na wskros. malo tego, podejrzewam ze kumpela byla do tego swietna manipulantka i wmawiala ci jak jej bardzo pomozesz, bedziesz cudowna przyjaciolka - to jest zagrywka psychologiczna na naiwnych zeby ich z zimna krwia wycyckac jak sie da dla wlasnych korzysci.
    dobry czlowiek Ptolko po pierwsze nie postepuje niemoralnie, po drugie nie wycwania sie kosztem innych. a ona zrobila i jedno i drugie. oklamywala meza, ciebie i bezczelnie cie wykorzystywala. nie uwazasz sama ze tak sie nie robi, ze nie zasluzylas na to? ze zaslugujesz na lepsze traktowanie? duuuzo lepsze?

    I choc wierze ze teraz masz metlik w glowie i buntujesz sie przeciwko takiemi rozwojowi sprawy, czujesz sie nieslusznie potraktowana, spojrz na to z tej strony - osoba o ktorej myslalas ze jest dobra kolezanka okazala sie podwojna oszustka - a jej maz naiwnym jeleniem, ktoremu zapewne w niedlugim czasie znowu wyrosna nowe rogi smile

    Naprawde jest sie kim przejmowac, czego zalowac? no pomysl smile

    Minnie
    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • jolanta4447 14.01.18, 22:05
    Po tych wypowiedziach ptolemeusz28 coś mi się widzi, że ona ma żal, że mąż wypaczył zdradzającej go żonie. Teraz nie ma ani jego ani jej.
    Gdyby nie wybaczył, to nadal miałaby przyjaciółkę.
    Może ta przyjaciółka imponowała jej (poza zdradą), może stała wyżej społecznie, może były wzajemne korzyści z tej przyjaźni, a teraz wszystko się urwało.
    30 razy dawano jej odpowiedzi co należało zrobić, ale ptolemeusz28 dalej wierci dziurę w brzuchu i oczekuje innych rozwiązań.
  • baba67 15.01.18, 08:28
    Tak, najwiekszy problem to to że straciła przyjaciółkę mąz jest be i to takie niesprawiedliwe. To czy się powiedziało czy nie to problem zastępczy.Panna nie rozumie określenia kręgosłup moralny.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • milamala 14.01.18, 14:22
    Po pierwsze ustalmy pewne fakty, ta pani nie jest i nigdy nie byla twoja przyjaciolka. A pan maz jest po prostu mega durny. Wiesz co. Jak ci ulzy mozesz z nimi pogadac i powiedziec co myslisz tak jak nam tu opisalas, ze pani zachowala sie skandalicznie wciagajac cie w jej romans, a meza (mozesz mu to wprost powiedziec, co ci zalezy) uwazasz za glupka, ktory nie umie poradzic sobie z emocjami, niby wybacza zonie, ale potrzebuje katalizatora swoich negatywnych emocji w postaci ofiary zmanewrowanej przez niewierna malzonke. Mozesz im podziekowac za takie toksyczne towarzystwo i zyczyc szczescia z gotowaniu sie we wlasnym sosiku zdrad, machlojek i glupoty. I zerwac kontakt i nigdy wiecej nie znac tych ludzi. Szkoda zdrowia na latawice i jej przyglupiego malzonka. Szukaj prawdziwych przyjaciol.
    A jak sie powinnas wczesniej zachowac. Po prostu z chwila pojawienia sie kochanka odejsc i zapowiedziec dziewczynie ze nie ma prawa cie wciagac w jej zdrady i nigdy wiecej nie umawaic sie w trojke, niech robi to na wlasna odpowiedzialnosc i bez twojej obecnosci. Czlowiek na bledach sie uczy.
  • ptolemeusz28 14.01.18, 14:46
    Ok, a gdybym tylko wiedziala (w sensie kolezanka zwierzyla mi sie, ze zdradza meza), bez tych spotkan w trojke to co, czy to nie to samo?
    Naprawde ludzie jak wam ktos powie, ze zdradza czy kreci na boku z kims innym to natychmiast zrywacie znajomosc z taka osoba?
    Dziwie sie, bo takich zdrajcow jest pelno, zawsze tak jest, ze przez dlugi czas wiedza WSZYSCY poza rogaczem i co? I nic. Zadnego spolecznego ostracyzmu wobec tych osob nie widze.
  • minniemouse 14.01.18, 14:55
    To zalezy jak mocno jestesmy zwiazani z ta bliska osoba i ile warta jest nasza przyjazn. moze sie zdarzyc ze nasza wieloletnia bardzo bliska przyjaciolka ma niezbyt udane malzenstwo, poznala kogos i nie moze sie oprzec.
    ale wtedy ja bym moze wysluchiwala historii jak bylo cudownie i co ma robic - bo to w koncu moja przyjaciolka, jest jej ciezko mimo wszystko, a ja jestem dla niej wsparciem, ALE nie chcialabym ani widziec kochanka ani pomagac oszukiwac - co to to nie, za daleko.
    Natomiast takiej falszywej osobie jak ta kumpela powiedzialabym na samym wstepie: dobra, to zadzwon jak z tym skonczysz, bye.

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • milamala 16.01.18, 12:21
    "Naprawde ludzie jak wam ktos powie, ze zdradza czy kreci na boku z kims innym to natychmiast zrywacie znajomosc z taka osoba?"

    Zerwanie najomosci a nieumawianie sie we trojke to chyba dwie rozne sprawy prawda? Zerwac znajomosc powinna teraz jak wie juz z kim ma do czynienia, a wczesniej wystarczylo postawic sprawe jasno, bez trojkatow. Przy probie wmanewrowania w taki uklad oddalac sie natychmiastowo.
  • baba67 16.01.18, 12:50
    Niekoniecznie trzeba zrywać, wystarczy poluzować,zmienić charakter relacji na niewymagający spotkań prywatnych, zresztą nie zawsze się da zerwać znajomość kiedy się razem pracuje.Chodzi o to żeby się szambem nie ubrudzić. Choć sytuacje bywają dramatyczne, każdy przypadek jest inny to jednak robienie za parawan jest zawsze moralnie wątpliwe.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 16.01.18, 13:04
    Babo, ale rtzecz w tym, ze nigdzie tu nie jest opisane, że Ptolo robiła za jakiś parawan. Państwo romansujący z sobą pracowali, więc nie było niczego nadzwyczajnego w tym ze wybrali się razem na kawę czy obiad. Ba, maz pani romansującej znał jej kochanka, tenze bywał jako kolega czy przełożony zony w uch wspólnym domu.
    Za parawan robiłaby Ptolo, gdyby udawała, ze pan romansujący jest jej kolegą/przyjacielem/kuzynem i państwo romansujący mogliby się pod tą przykrywką spotykać bez narazania się na podejrzenia.

    Miałam taka sytuację - pan przychodził na spotkania czasem ze swoją współpracownicą, choć merytorycznie nie była ona na nich niezbędna. Mnie to nijak nie przeszkadzało w rozmowie z nim. Podejrzewałam ze państwo mają romans (potem stało się głośno, ze owszem), ale co mnie to? Wcale nie uważałam, ze robię za jakiś parawan i jeśli ktoś by mi to zarzucał, to bym go zabiła śmiechem. Inaczej by sprawa wyglądała, gdyby mnie ów pan poprosił, żebym w razie czegoś komuś powiedziała, ze w danym dniu spotkał się ze mną, a nie byłoby to prawdą.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • ptolemeusz28 14.01.18, 16:05
    No i prawie nikt nie odpowiedzial czy mowic o zdradzie czy milczec jak grob?

    Nawiasem mowiac, juz to widze, jak jakikolwiek mezczyzna zrywa znajomosc z dobrym kolega, bo ten kolega zone zdradza. Albo ze inni mezczyzni mu to doradzaja jako jedyne sluszne rozwiazanie: "Stary nic nie mow jego zonie, ale wyrzuc tego chwasta ze swojego zycia, zdradza zone, wiec nie jest wart twojej przyjazni" hehe
  • aqua48 14.01.18, 16:30
    ptolemeusz28 napisała:

    > No i prawie nikt nie odpowiedzial czy mowic o zdradzie czy milczec jak grob?

    Krótkie podsumowanie skoro nie czytasz dokładnie naszych wypowiedzi:
    Jolanta - nie mówić
    Firlefanz - nie mówić
    Baba - nie mówić
    Asia - nie mówić
    Vi - nie mówić
    Aqua - nie mówić

    Powiedziałaby mężowi jedynie Engine. Coś jeszcze?
  • ptolemeusz28 14.01.18, 16:38
    No to nie powiedzialam. I i tak bylo zle.
    A teraz nauczona tym doswiadczeniem wlasnie bym powiedziala.
  • asia.sthm 14.01.18, 16:43
    Nastepnym razem powiesz i zobaczysz jak swietnie ci pojdzie.
    Tym razem masz przechlapane.
    Szukaj teraz nowwych przyjaciolek do testowania - jak sie nie psewrocis, to sie nie naucys - jak mawiali ceprom starzy gorale.

    --
    - Jezusicku, Jendrek, psecie ty mas ciupaske w plecach!
  • ptolemeusz28 14.01.18, 16:58
    Nie przesadzaj z tym przechlapane, wielkiej straty dla mnie nie ma.

    I wiem jak mi pojdzie: obraza sie, ze niszcze ich "wspanialy" zwiazek, ale co mnie to obchodzi, bede miec czyste sumienie.
    Co do wtracania sie to to nie poplaca, no ale z litosci ludzie chca pomoc czesto.
    Juz byla taka sytuacja wsrod znjaomych, co jedna pani opowiadala, ze maz ja bije i zneca sie, a ona nie potrafi odejsc i jedna kolezanka jej wszystko pomogla zalatwic w sprawie rozwodu, a ta bita nagle z pyskiem "Moj maz jest wspanialy , ty niszczysz moje malzenstwo, nie wtracaj sie, ja go kocham". No wiec ta kolezanka ja zostawila w spokoju z tym kochanym bijacym mezem.
  • baba67 14.01.18, 17:41
    I bardzo dobrze zrobiła. Od toksycznych relacji trzeba sie trzymac z daleka.Nie ma nic gorszego niz tzw enabler.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • aqua48 14.01.18, 16:52
    ptolemeusz28 napisała:

    > No to nie powiedzialam. I i tak bylo zle.
    > A teraz nauczona tym doswiadczeniem wlasnie bym powiedziala.

    demotywatory.pl/2045856/Poslaniec-niosacy-zle-wiesci
  • firlefanz 14.01.18, 22:30
    ale jak wiele osób tutaj zauważyło - dawałaś kochankom przykrywkę, zgadzając się na to, że przyjaciółka zaprasza kochanka na wasze spotkania.
    To jest gorsza rzecz niż samo niepowiedzenie o zdradzie, więc też reakcje ludzi mogą być bardziej surowe - moze mąż jak się o tym dowiedział to uznał, że wręcz pochwalałaś tę zdradę.
  • baba67 14.01.18, 17:46
    A Ty jestes męzczyzną? Nie ma równości płci w zasadzie niemal w żadnej dziedzinie. Oni sa jacys inni, im to nie szkodzi bo od nich sie tego nie wymaga. Od kobiet owszem, oczekuje się kręgosłupa moralnego.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • milamala 16.01.18, 12:31
    ptolemeusz28 napisała:

    "> Nawiasem mowiac, juz to widze, jak jakikolwiek mezczyzna zrywa znajomosc z dobr
    > ym kolega, bo ten kolega zone zdradza. Albo ze inni mezczyzni mu to doradzaja j
    > ako jedyne sluszne rozwiazanie: "Stary nic nie mow jego zonie, ale wyrzuc tego
    > chwasta ze swojego zycia, zdradza zone, wiec nie jest wart twojej przyjazni" he
    > he"

    Prawde mowiac nie pryzpominam sobie ani jednego posta z pogladem "mowic", albo "nie mowic"albo "nie wtracac sie, odejsc".
    Chyba, ze sie myle, to mnie oswiec.
  • kora3 16.01.18, 12:46
    Milamalu - owszem były posty z "nie mówić" i chyba jeden z "mówić" ...Były też posty z radami, by odciąć się od sprawy romansu, a także radykalne, by w ogóle od przyjaciela.
    Wg mnie, dla mnie każde rozwiązanie byłoby możliwe, zależnie od relacji i sytuacji.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vivi86 14.01.18, 20:06
    Jak się zachować - olać i zapomnieć. Nie ma innej opcji. Nie zmusisz kogoś do kontaktu. Boli i niefajnie, wiem, ze mną raptem po kilku latach zerwała kontakt...no, nie przyjaciółka, ale bardzo bliska koleżanka. Bolało, niefajnie, będzie lepiej. Głowa do góry.

    Co zrobić...nie wiem sama, trudne pytanie. To był Twój znajomy, nie przyjaciel (mąż)? Dywagowanie czy by uwierzył czy nie, na pewno jakbyś powiedziała to zerwałaby z Tobą przyjaciółka..nie ma sensu. Oczywiście, że obraza jest absurdem, zdecydowała przyjaciółka, jest dorosłą i poczytalną osobą. Wie jakie skutki miewa romans.
  • condesa 14.01.18, 22:14
    Mogę zrozumieć, dlaczego nie poinformowałaś męża o zdradzie i mogę zrozumieć jego postawę. Ale nie rozumiem, dlaczego Ty nie powiedzialaś przyjaciółce wprost, że nie chcesz być w tę sytuację zamieszana. A jeszcze bardziej nie rozumiem, co to za przyjaciółka, która Cię w takiej sytuacji postawiła. Mówiąc wprost - żadna. Więc i "przyjaźni" nie szkoda. Wyciągnij wnioski na przyszłość.
  • aga.doris 15.01.18, 00:01
    Masz to niejako na własne życzenie. Służyłaś za parawan na spotkaniach z kochankiem w kawiarniach, chodziłaś do jej domu gdzie "musiałaś udawać przed mężem, że nic nie wiesz" itd. A wystarczyło zachować się w miarę przyzwoicie w tej nieprzyzwoitej sytuacji. Nie siedzieć z nimi na trzeciego w knajpie, ograniczyć wizyty w domu i przede wszystkim powiedzieć koleżance, że czujesz się źle w sytuacji w jakiej cię stawia, rozluźnić z nią kontakty, a z kochankiem i mężem w ogóle ich unikać. Po prostu, na ile to możliwe, należało odseparować się od całej tej sprawy. Nikt by ci teraz nie zarzucał nielojalności.
  • kora3 15.01.18, 10:43
    Zachowanie męża koleżanki jest dość typowe dla takich sytuacji - żonie niby wybaczył zdradę, ale tak naprawdę czuje się całą sytuacją upokorzony i obwinia za nią "cały świat", który zwyczajnie wie, ze jest rogaczem. Nie bierz tego do siebie, na Twoim miejscu mogł być każdy. Do tego dochodzi też dość typowe w takich sytuacjach "ukaranie" żony za zdradę, w tym przypadku zakazem spotkań z przyjaciółką.
    Niczego sobie nie wyrzucaj, bo nie masz czego...Zachowanie meza koleżanki jest irracjonalne- to oczywiste. Gdyby była okazja go zapytać co sam zrobiłby na Twoim miejscu, nie umiałby udzielić sensownej odpowiedzi. Bo co miałby powiedzieć? No już widzę, jak leci do zony swojego przyjaciela informować ja, ze maż ma romanssmile

    Tak samo tutaj - wszyscy bardziej papiescy iż biskup Rzymu tongue_out Prawda jest taka, ze w takich sytuacjach przyjaciel, czy koleżanka ma bardzo ograniczone możliwości - może co najwyżej odradzać bliskiej osobie romans, ale w 99 na 100 przypadkach ta osoba nie posłucha smile Tak wiem, tu nikt by się z taką osobą nie przyjaźnił, ba tu nikt nawet takich sąsiadów nie ma smile A prawda jest taka, ze co to za przyjaciel, który zerwie znajomość, bo ktoś ma romans...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 11:00
    Koro - że się wypowiem, nie w imieniu "wszystkich" a wyłącznie własnym.
    Zachowanie męża - owszem irracjonalne. Uzasadniłaś to zresztą bardzo konkretnie i zapewne w 95% masz słuszność.
    Ale nie zgodzę się, że "w takich sytuacjach przyjaciel, czy koleżanka ma bardzo ograniczone możliwości". Może albo kawkować rozkosznie z koleżaneczką i jej gachem, a może po pierwszej sytuacji powiedzieć, że sobie nie życzy robić jej za parawan i odmówić współpracy. Może bywać w domu żonki i zdradzanego męża i ślicznie się uśmiechać tudzież zabawiać obecnego takoż kochanka dyskursem ciekawym, a może wpaść z życzeniami dla jubilata, przeprosić, że musi zmykać i wyjść. Nie chodzi o to, że powinna lecieć do męża i opowiadać mu o romansie żony. Ale jeśli kilkakroć spędza milusio czas z żoną i jej kochankiem = popiera panią i jej romans.
    I tak, byłam w takiej sytuacji. Dopóki nie wiedziałam o romansie - ok, koleżanka z panem bywali w moim towarzystwie, w lokalach, spędzali czas itd. W momencie kiedy się dowiedziałam, zapowiedziałam koleżance, że to jej sprawa, ale JA tego nie popieram i ma swojego pana trzymać ode mnie z daleka. Mimo, że kiedy sprawa się przede mną wydała prosiła, żebym ją kryła przed mężem - chciała, bym w razie czego powiedziała, że jej kochanek to mój kolega czy coś takiego. Odmówiłam. I odmówiłam spotkań z obojgiem. I tak, gdy raz przywlokła swojego "przyjaciela" na spotkanie w kawiarni - demonstracyjnie wyszłam. Kontakty ochłodły, po jakimś czasie sprawa się wydała, koleżanka wróciła do męża, mąż ją przyjął, ale pani ma do mnie dotąd "focha', że jej nie pomogłam "realizować uczucia". No, trudno, mała strata - krótki żal.
    Z góry uprzedzę - męża tej mojej koleżanki znałam i znam nadal tylko na "Dzień dobry", w domu u nich nie bywałam, więc i kontaktów ze mną nie zrywał.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 11:24
    Miła Vi ...Sama byłam na pozycji tego męza - osoby zdradzanej. I owszem miałam żal do paru ludzi, którzy wiedzieli i nic mi nie powiedzieli, ale do tych, którzy pozowali na wielkich moich przyjaciół. Natomiast do przyjaciółki mego eksa nie miałam nijakiego zalu, na moją nie pozowała, a trudno, żeby doniosła na swego przyjaciela. Kiedyś zresztą mój eksio mi mówił, ze odradzała mu ten romans, przewidziała, jak się to wszystko skończy, ale ze wówczas jej nie posłuchał, to...
    Nie miałam też żadnego zalu do pewnej naszej wspólnej koleżanki, też wiedziała, ale na Baala, znała mnie na cześć, nie usiłowała udawać mej wielkiej przyjaciółki, trudno, żeby nagle wyskoczyła do mnie z tekstem, ze eks mnie zdradzasmile

    Wiadomo, ze bliższa koszula ciału - nie oczekiwałabym nigdy, ze ktoś mi doniesie na swego przyjaciela, albo zerwie z nim kontakty, bo mnie zdradza. Też bym nie doniosła na swojego o też nie zerwała kontaktów. Co mogłabym zrobić? To co przyjaciółka eksa - pogadać z taką osobą i to wszystko.
    Inaczej sprawa by wyglądała, gdyby się ktoś przyjaźni i ze zdradzającym i ze zdradzanym...

    Nie miałam takiej sytuacji - moja przyjaciółka niby "zdarzała" meza, ale jej małżeństwo od dawna istniało tylko na papierze. Owszem, doradzałam jej jak najszybsze jego rozwiązanie, bo przewidywałam, ze jej niby mąz wykorzysta sytuację tej niby zdrady - nie myliłam się.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 11:37
    Ale Koro - poza JEDNĄ osobą nikt tu nie zaleca latania do zdradzanego i donosików! Zwłaszcza w przypadku większej zażyłości z osobą zdradzającą.
    Natomiast co do "kolegowania się" ze "zdradzaczem" - no cóż, dla mnie to w nieco mniej drastycznej formie przyjaźń z damskim bokserem, bo "mnie nie pobił". No, sorry, ale albo się coś popiera, albo nie. Ja nie popieram zdrady. I nawet gdyby moja najbliższa przyjaciółka zdradziła, to skończyłoby się dokładnie tak samo - odmówiłabym "parawaningu" dla jej romansu. Z tym, że przyjaciółce mogłabym tłuc do łba "pierw wyprowadź na czysto sprawy z mężem, a potem szukaj następcy!". I tak, spotkań z przyjaciółką i jej gachem bym odmówiła. Z samą przyjaciółką - ok, mogłabym się spokojnie spotykać. Chociażby po to, żeby jej tłumaczyć. Ale nie z nimi razem, kaweczki, imprezki... Co kto lubi. Ja - nie aprobuję i dałabym temu wyraz z całym zdecydowaniem. Ty nie widziałabyś powodów by ograniczyć kontakty - a ja owszem. Być może ty nie widziałabyś również powodów, by zrywać kontakty z fajnym kumplem, mimo, że leje żonę, bo wszak nie ciebie tłucze...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 11:49
    Vi, dobrze wiesz, ze na mnie demagogia nie podziała smile Zdrada to co innego niż bicie. Czy odmówiłabym "parawaningu"? Pewnie zależałoby, od sytuacji ...Jasne, najprościej jest poradzić - najpierw rozwiąż sprawy itd. Tylko życie bywa mniej proste czasem. Nie bardzo mi się klei, ze para kochanków umawia się z kolezanką pani na miłe spędzanie czasu - zwyczajnie nie widzę w tym sensu - kochankowie muszą niejako "kraść" wspólny czas, więc chcą być sami, a nie z "przyzwoitką"

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 12:03
    A dlaczego "co innego"? Bo ty tak uważasz? W przypadku rozwodu zarówno przemoc jak i zdrada mogą być powodem do orzeczenia rozwodu z orzeczeniem o winie!
    Ja WIEM, że parawningu odmówiłabym z całą stanowczością. Wiem. Bo mam takie a nie inne zasady.
    O kawkach i imprezkach napisała Ptolomeusz, w poście startowym: że np siedzieli sobie słodką trójeczką [ona, zdradzająca i jej gach] po czym po żonkę przyjeżdżał prawowity małżonek i mijał się w drzwiach z gachem... Ona też opisywała imprezy w domu zdradzającej i w obecności zarówno męża jak i kochasia.
    Moja koleżanka i owszem, kilka razy bywała ze mną i kochankiem [zanim się dowiedziałam] na kawie - takie okoliczności po prostu. Jak sama napisałaś "życie bywa mniej proste" - i owszem, kochankowie może by i chcieli mieć ten czas tylko we dwoje w łóżku, ale zawsze się da. I jak już się dowiedziałam o romansie - to zdecydowanie zapowiedziałam koleżance, żeby mnie do tego nie mieszała, bo ja w tym udziału brała nie będę. I nie uległam jej prośbom, że przecież to nic takiego, że przecież nawet nie będę musiała kłamać, bo jej mąż mnie zna słabo więc nie będzie mnie o nic pytał... No, nie i koniec. Zresztą koleżanka, pomimo rozstania z kochankiem i powrotu do męża - obrażona na mnie pozostaje, bo nie chciałam "pomóc jej miłości". No, nie chciałam. A już na pewno nie w ten sposób, by przed jej mężem udawać iż jej gach "przynależy" do mnie!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 12:08
    Vi - nie, nie ja tak uważam, tylko kodeks karny - nie przewiduje on kary za zdradę smile za bicie - owszem. Ale niby jak ty miałaś pomagać jej miłości? Nie bardzo rozumiem...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 12:24
    Koro, pisałam już, że kiedy się o romansie dowiedziałam, to koleżanka prosiła mnie, bym czasem się z nimi spotykała - być może właśnie w celu "pokazania" mężowi, że ów pan jest "przypisany" do mnie. Znaczy, że chciała mężowi powiedzieć coś w rodzaju "Ten pan co dziś z nim siedziałam w kawiarni? A, to taki kolega Vi, pamiętasz, dwa tygodnie temu widziałeś nas we trójkę, jak siedzieliśmy w lokalu X, przysiadł się, trochę flirtował nawet...". Być może. Nie wiem, bo odmówiłam współpracy a koleżanka "strzeliła focha", oznajmiła, że ją zawiodłam, bo powinnam pomóc jej miłości i więcej się nie odezwała.
    Nie czepiając się bicia - z panem, który np na żonie wymusza seks. De facto jest to gwałt, ale ścigany TYLKO na zgłoszenie ofiary - ofiara nie zgłasza. Też fajny kumpel? Bo "mnie nie gwałci", to jest ok?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 12:42
    Vi - gdybym wiedziała, ze ktokolwiek na kimkolwiek wymusza seks to skłaniałbym te osobę zmuszana do zgłoszenia sprawy - tyle. Jeszcze raz poproszę - nie stosuj demagogii!

    Co do twej koleżanki - dość dziwne dla mnie, ze prosiła o coś takiego osobę niezbyt bliską, bo gdybyście były blisko, to wiedziałaby przecież jaki masz stosunek do takich sytuacji. Niezbyt gramotna swoją drogą, bo żebyś jej mogła posłużyć - Ty czy ktokolwiek inny- za taką "przykrywkę" wcale nie trzeba było Cię wtajemniczać w romans. smile Takie wtajemniczenie jest konieczne, gdy ktoś oczekuje od kogoś prawdziwego krycia- w sensie, ze ma zełgać, ze się y niego nocowało, było razem na wyjeździe.

    Nawiasem mówiąc mój partner kiedyś został hmm no prawie został wmanerwowany w taka sytuację. Jego kolega z pracy często z nim wyjeżdżał w delegacje, naprawdę. No i zona pana się przyzwyczaiła, ze jak maz jedzie to przeważnie z panem XY. Wcale go poniekąd nie znała, ale wiedziała kim jest. Razu pewnego mąż wyjechał i nie odbierał telefonów, a ona musiała się z nim pilnie skontaktować. Zadzwoniła więc do miejsca pracy mego partnera i poprosiła o numer jego komórki. Służbowy był, to i dali. Noi i pani zadzwoniła prosząc o podejście meza do telefonu. a tymczasem tego meza tam nie było, bo na nijakiej delegacji z moim partnerem nie był smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 12:51
    Koro, ja nie mówię o twoim stosunku do ofiary a do oprawcy. Zakładam, że to oprawca jest twoim przyjacielem. I?
    Nie wiem czym się wspomniana koleżanka kierowała. Być może tym, ze nie chciała kogoś innego wtajemniczać, a ja już wiedziałam, z całkiem innej sytuacji. A o "parawning" poprosiła mnie właśnie kiedy odmówiłam spotkań z nią i jej panem - być może nawet wcześniej powiedziała mężowi iż ów pan [jej kochanek] to mój przyjaciel i chciała tylko, żeby rzecz się nie wydała? Nie wiem.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 13:03
    Ach w ten sposób, sądziłam, ze sama Cię wtajemniczyła...
    Co do Twego pytania - jak wspomniałam, trudno mi rozmawiać na takim poziomie abstrakcji. Tym bardziej trudno, ze jakakolwiek nie popieram zdrad i nie tolerowałabym w wykonaniu mego partnera (sprawdzone na innym panu smile), to jednak nie przemawia do mnie porównywanie jej do katowania, bicia, gwałcenia, czy innych przestępstw.

    Poza tym zwróc uwagę na pewną rzecz - ten mąz jest podobno obrażony na wątkodawczynię za to, ze wiedziała o romansie i nie powiedziała, a nie o jakieś krycie tamtej pary. O krycie - owszem, moznaby być obrażonym, ale o brak informacji - nie.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 13:16
    Ptolomeusz pyta "Jak powinnam byla sie zachowac, aby bylo w porzadku?". No to uzyskała różne odpowiedzi. Moja jest taka: przy pierwszym "kontakcie" ze świadomością romansu - zapowiedzieć przyjaciółce, że to nie ok i że się w tym udziału brało nie będzie. Przy drugim przyjściu przyjaciółki z kochankiem - wyjść, a nie kawkować i słodko patrzeć jak się całują. Za trzecim razem - odmówić spotkania. Albo zaprosić przyjaciółkę do siebie - samą.
    "nie przemawia do mnie porównywanie jej do katowania, bicia, gwałcenia". Do ciebie nie. Ale kto niby decyduje co jest do przyjęcia a co nie? Skoro ofiara nie składa doniesienia - sąd nie ma możliwości udowodnienia przemocy. A skoro nie ma udowodnionej przemocy - to obowiązuje w polskim prawie domniemanie niewinności... Co robisz, jeśli o małżeńskich gwałtach swojego przyjaciela dowiadujesz się od jego żony. Ale ani obdukcji nie ma, ani dowodów, ani świadków. Kobieta odmawia wniesienia do sadu. Mimo to przypuszczasz, że nie kłamie. PRZYPUSZCZASZ. I co robisz? Popierasz przyjaciela? Kolegujesz się, imprezujesz, kawki pijesz i ok, traktujesz bez zmian? Bo w końcu to przyjaciel, a dowodów jego winy nie masz? Czy jednak zaczynasz brać poprawkę?
    Powód obrazy męża zdradzanego na wątkodawczynię moim zdaniem opisałaś dokładnie i z dużym prawdopodobieństwem. To, że powiedział iż o to, że wiedziała a nie powiedziała - to detal. Powody moim zdaniem są takie jak ty napisałaś.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 13:22
    Vi, przede wszystkim - gwałt jest od dobrych paru już lat ścigany z urzędu, a nie na wniosek. Czyli sama mogłabym pójść do prokuratury i zgłosić podejrzenie popełnienia przestępstwa. Jednakowoż, gdyby ofiara nie chciała nic z tym zrobić, na niewiele zdałoby się takie działanie.

    Gdybym powzięła taką informację od ofiary to starałabym się skłonić ją do zgłoszenia sprawy. Gdyby nie chciała, a ja miałabym pewność, ze to jest prawda, porozmawiałabym z moim przyjacielem i powiedziała mu , ze sama zgłoszę.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 13:42
    A on by ci się zaśmiał w nos, bo żona nie potwierdzi i możesz sobie zgłaszać do upojenia. Nie pytam cię o kroki prawne. Tylko o stosunek do przyjaciela, o którym się dowiadujesz czegoś, co nie mieści się w twoim kanonie "przyzwoitego człowieka". Z jednej strony piszesz, że "Przyjaciel to jest człowiek, na którego można liczyć w każdej sytuacji.". W KAŻDEJ sytuacji - to twoje słowa. A tu jednak nie w każdej?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 14:00
    Vi, nie rozciągajmy sprawy do absurdu - równie dobrze mogłabym Ciebie pytać co zrobiłabyś, gdybyś się dowiedziała, ze powiedzmy twój mąż albo brat to pedofil.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 14:14
    Ja nie twierdzę, że "Przyjaciel to jest człowiek, na którego można liczyć w KAŻDEJ sytuacji.". bo owszem, w większości przypadków przyjaciel jest po to, by na niego liczyć, ale są pewne granice.
    Jak widać - ty też to wiesz, a po prostu o tej "każdej" sytuacji głupio "chlapnęłaś" nie przemyślawszy wypowiedzi.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 14:45
    Sadziłam zwyczajnie, ze to jest oczywiste, ze nie chodzi o sytuację gdy okaże się on gwałcicielem, morderca, pedofilem itd.
    Zrozum mnie dobrze Vi - zdrada jest nie fair, ale to nie morderstwo. Co przyjaciel może zrobić w takiej sytuacji - ano o ile ma przekonanie, że zdradzający czyni źle powiedzieć mu to i tyle.
    Miałam taka sytuację, mój może nie przyjaciel, ale dobry kolega miał romans ze swoją podwładną. Sam mi o tym powiedział, nie oczekiwał bynajmniej jakiegoś krycia go czy cos w tym rodzaju, zwyczajnie się zwierzył. Wcześniej zwierzał się także ze swego małżeństwa, ze wypalone, ze jest bo jest. Z zoną nie za bardzo mógł się bezkolizyjnie rozstać, bo prozaicznie była to już wówczas pani po 50 , która nigdy nie pracowała. Wiadomo było zatem, że w razie rozwodu trzeba będzie sprzedać dom i panią utrzymywać tak czy siak. Poza tym bał się reakcji swoich dzieci - dorosłych i tzw. opinii publicznej. Jakkolwiek ja się tzw, opinią publiczną nie przejmuję i dzieci nie mam, to jakoś tam go rozumiałam, obracał się w takim środowisku. To trwało parę lat zanim wdał się w romans z tą podwładną...Powiedziałam mu, ze może jej i sobie narobić kłopotów, bo to podwładna ...Ale mowy umoralniającej mu nie wstawiałam - sama byłam w nieudanym małżeństwie i wiem jak to jest ...Też się wówczas kimś zauroczyłam i tylko dlatego ze dość miałam już kłopotów nie wdałam się w romans. A miałam wyjściową sytuację znacznie lepszą od tego gościa ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 15.01.18, 15:18
    Ale to nie był przyjaciel tylko kolega,żadnego krycia nie potrzebował , nie miałaś obowiązku ani umoralniać ani jakoś zmieniać relacje a tym bardziej latać do jego żony która może i widziałaś 2 razy w przelocie.W takim sensie się do cudzego życia nie wtrącamy.Gdyby był to przyjaciel i znałabyś jego zonę, która by mężowi ufała i żadnego wielkiego kryzysu byś tam nie widziała, regularnie bywała u nich w domu to doprawdy robiłabys za załganą babę bez żadnej empatii .

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 15.01.18, 15:38
    Żonę pana widziałam może z 3 razy w życiu, w domu u niego nie byłam ...Ale nie wiem dlaczego muszę zaraz znać żonę przyjaciela dobrze - jak tak teraz pomyślę - np. zony mego przyjaciela Jerzego w zasadzie nie znam i nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Nic nie wiem o tym by miał romans smile, ale gdyby miał, to owszem, nie fatygowałabym się do niej opowiadać o tym ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 15.01.18, 15:56
    kora3 napisała:

    > - np. zony mego przyjaciela Jerzego w zasadzie nie znam. Nic nie wiem o tym by miał romans smile, ale gdyby miał, to owszem,nie fatygowałabym się do niej opowiadać o tym ...
    >
    Koro, zrozum wreszcie, nie chodzi o to byś opowiadała żonie, ale czy nie porozmawiałabyś z przyjacielem? Gdybyś wiedziała, że jego małżeństwo kwitnie a on nawiązał romans li tylko z w celu osiągnięcia jakiś korzyści i liczy na to że będziesz go kryła? Tak, zupełnie nie zareagowałabyś tylko przyjaźniła się z nim nadal jak gdyby nigdy nic? Będąc na dodatek tą przykrywką bo wszak czegóż się dla przyjaciół nie zrobi?
  • kora3 15.01.18, 16:07
    Oczywiście, ze porozmawiałabym, kto twierdził, ze nie? Ale albo rozmawiamy o tym co my zrobilibyśmy w danej sytuacji, albo o opisanej w wątku sprawie. Mam wrażenie, ze cos Ci umyka - mianowicie to, że nasza wątkodawczyni nie miała problemu z tym, ze koleżanka ma romans, ani z motywem tego romansu, ani też z tym, że z inicjatywy koleżanki parę razy spotkała się z nimi razem. Problem ma z tym, ze teraz mąż koleżanki obraził się na nią, że wiedziała o romansie, a mu nie powiedziała. Tak sytuację w każdym razie przedstawia wątkodawczyni.
    W świetle tego co napisała nie ma kompletnie znaczenia czy pani spotykała się z kolezanka i jej kochankiem, a także czy i jak rozmawiała na temat romansu z tamtą. Bo kluczowe jest, ze wiedziała i nie powiedziała mężowi, w każdym razie dla tego męża\

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • asia.sthm 15.01.18, 15:21
    vi_san napisała:
    > Ja nie twierdzę, że "Przyjaciel to jest człowiek, na którego można liczyć w KAŻDEJ sytuacji.".

    Kora stwierdzila i nie popusci.

    Mozna by odwrocic spojrzenie na sprawe o 180 stopni.
    Co to za przyjaciel, ktory z premedytacja umieszcza nas miedzy mlotem a kowadlem, manipuluje, wymaga lojalnosci w wymuszonych na nas sytuacjach. itp?
    Czy to nadal przyjaciel czy juz byly przyjaciel w stosunku do ktorego jestesmy zwolnieni ze wszelkiej lojalnosci ? W ktorym momencie przyjazn sie konczy i kto ocenia kiedy ten moment nabiera "wagi urzedowej" ?


    --
    po prostu
  • kora3 15.01.18, 15:45
    Przyjaciel to jest człowiek, którego się dobrze zna i wie się co postawi go między młotem a kowadłem...Jak widać naszej wątkodawczyni wcale nie ciążyła sytuacja, ze wie o romansie przyjaciółki a także jej do tegoż motywacji.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 15.01.18, 15:53
    No i zdziwko...

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • vi_san 15.01.18, 15:59
    A tego nikt nie neguje. Ptolomeuszowi nie wadziło kawkowanie i imprezowanie z puszczalską koleżanką [przepraszam za słowo, ale jak elegancko określić panią która od razu informuje, że sypia z przełożonym dla awansu tylko?]. Nie widziała nic złego w fakcie, że na imprezie w domu małżonków zabawia rozmową kochanka żony. GODZIŁA się i nie widziała nic nie ok w fakcie, że żona z kochankiem się przy niej całują i miziają.
    I, bidusia, nie rozumie, że inni mają inną wrażliwość, inny kręgosłup moralny i inne standardy. Najwyraźniej ów mąż tez ma inne niż Ptolomeusz...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 16:13
    Vi, ale my nie mamy chyba za zadanie oceniać postawy moralnej wątkodawczyni i jej koleżanki, tylko co innego - czy mąż tejże słusznie ma do niej pretensje, ze mu o tym romansie NIE POWIEDZIAŁA.
    Nie, niesłusznie wg mnie - bo to przyjaciółka zony a nie jego i nie można od kogoś wymagać, by w takiej sytuacji donosił na swego przyjaciela - po prostu.
    Równie dobrze Ptolo mogłaby potępiać postawę koleżanki, próbować jej wyperswadować romans itd. ale dla meza tamtej nie miałoby to znaczenia - wiedziała, nie powiedziała

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • asia.sthm 15.01.18, 16:04
    > wątkodawczyni wcale nie ciążyła sytuacja, ze wie o romansie przyjaciółki ....

    To jeszcze nie wszystko, ha ha ha - Ptolomeo planowala sobie bacznie obejrzec z bliska rozpad malzenstwa "przyjaciolki", a tu niestety spotkal ja ciezki zawod. Tego nie da sie zdzierzyc bez zgrzytania zebow i ciezkiej traumy big_grin
    Taka ta przyjazn byla jak sen nocy listopadowej.

    --
    https://forumdlazycia.files.wordpress.com/2014/06/linia-ozdobna_www-margonem-pl.gif
  • kora3 15.01.18, 16:18
    No podzielam Twój pogląd akurat, ale myślę, ze wątkodawczyni jest zwyczajnie po ludzku rozgoryczona. Bo jak chyba się zgodzisz - to nie ona zdradzała męza, tylko jej koleżanka, ona jedynie o tym wiedziała ...
    Postawa tego męza jest dość typowa dla ludzi, którzy wybaczają zdradę - winny jest kochanek, wszyscy co wiedzieli, bo raz ze taka osoba jest upokorzona, a dwa żeby próbować wybaczyć zdradzającego musi swoją frustrację skierować na inne osoby.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 13:43
    A gwałt jest ścigany z urzędu od 2014 roku - masz rację, mój błąd.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 14:00
    Oj tam zaraz ...no zdarza się wiele lat był ścigany na wniosek

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • jolanta4447 16.01.18, 05:35
    @ vi_san
    " A gwałt jest ścigany z urzędu od 2014 roku "

    Ale ktoś musi to zgłosić, żeby urząd wiedział.
    Czy naprawdę wystarczą słowa sąsiadki czy koleżanki, która to usłyszała od poszkodowanej ?
    Wątpię.
  • jolanta4447 16.01.18, 06:27
    Doleję oliwy do ognia, choć sytuacja trochę obok. Znajomi.

    Małżeństwo ok. 40 nie tylko wypalone, ale od 13 lat mieszkające w osobnych pokojach i rozliczające się finansowo we wszystkim. Wcześniejsza bardzo ostra sytuacja w małżeństwie. Pani zerwała z mężem, ale nie doszło do rozwodu, choć musieli mieszkać razem w jednym mieszkaniu, do którego oboje mieli prawo.
    Kobieta jeszcze 'do wzięcia', ale dość zmarnowana psychicznie przez męża przez 13 lat życia osobno - bicia nie było, tylko terror psychiczny, ma koleżankę z pracy, która jej męża widziała 1-2 razy i nie zna go dobrze, ale zna całą sytuację.
    Kobieta wreszcie zakochała się w X. Koleżanka pomaga jej w schadzkach, użycza swojego mieszkania, wspiera, bo szkoda jej marnowania życia przez jeszcze młodą kobietę, a na koniec przy rozwodzie jest świadkiem kobiety. Rozwód po prawdziwych zeznaniach świadków, w tym koleżanki. Mąż broni się (chce mieć nadal kucharkę, praczkę i sprzątaczkę), no i działa męska duma - żona chce mnie zostawić ???. Ani były mąż nie ma kontaktu i pretensji do koleżanki ani ona nie ma żadnego kontaktu z nim.
    Była żona i koleżanka pozostają przez lata w przyjaźni, choć ten nowy związek z X nie wytrzymał presji czasu.

    I co ?
    Koleżanka wiedziała i pomagała w 'zdradzie', pani liczyła na nią i nie zawiodła się, a były mąż i tak nie miał nic wspólnego z żoną i nawet nikt ze znajomych nie uważał ich za dobre małżeństwo i też się tak nie pokazywali. Pan widział i czuł, że pani go zdradza, ale też nie powiedział ani słowa, tylko nieporadnie przy rozwodzie protestował bez argumentów.

    Nieuczciwość koleżanki ? A gdzie? Pomagała wydostać się żonie na powierzchnię i zacząć nowe lepsze życie.

    W opisanej wcześniej sytuacji małżeństwo uchodziło za normalne, afiszowali się z tym, tylko żona była wyrachowana i grała na awans. W mojej historyjce sytuacja była inna, ale też koleżanka ułatwiała niby 'zdradę' i ani ona ani 'żona' nie miały wyrzutów sumienia.
    Życie jest pełne niespodzianek i sytuacje są różne.


  • vi_san 16.01.18, 09:18
    Owszem, sytuacje są różne. Tylko ja na miejscu koleżanki bym jednak nie ułatwiała schadzek. Za to usilnie namawiałabym na odejście od męża - sadysty, mogłabym ułatwić spotkanie z prawnikiem itp. W opisanym przez ciebie przypadku mogę pani ogromnie współczuć tych zmarnowanych lat. W przypadku pani dającej seks za awans a mającej "normalne" małżeństwo - nie mam śladu współczucia.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 16.01.18, 10:02
    Miałam niemal taka sama sytuację jak ta koleżanka, pan mąż podał mnie do sądu za świadka, ale przeżyłam smile Koleżanka wyszła na prostą, jest szczęśliwa z innym panem, żadnych wyrzutów sumienia nie mam smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • ptolemeusz28 16.01.18, 10:32
    No ale to dlaczego skoro przez 13 lat zyla w osobnych pokojach z mezem, to sie z nim nie rozwiodla?? Do rozwodu nie potrzeba ani zgody wspolmalzonka, ani jakichs zeznan swiadkow (fakt bez jego zgody trwa to dluzej, ale tez nie 13 lat, tylko co najwyzej 2). Bylo zlozyc pozew o rozwod, wyprowadzic sie i sad by musial orzec rozpad zycia malzenskiego i juz.
    Czy nie uczciwiej by bylo najpierw sie rozwiesc, a potem szukac nowego faceta?

    Dziwie sie, ze ja usprawiedliwiasz, a ta moja znajoma potepiasz: zawsze kazdy by mogl wymyslic 1000 powodow dla ktorego zdradza wspolmalzonka, bo zaden zwiazek ani czlowiek nie jest idealny.
    Czyli najbardziej niewinny jest ten co lepsze bajki wymysla na swoje usprawiedliwienie, fajna logika.
  • jolanta4447 16.01.18, 10:48
    @ ptolemeusz28
    "No ale to dlaczego skoro przez 13 lat zyla w osobnych pokojach z mezem, to sie z nim nie rozwiodla?? "

    Nie była gotowa, nie miała gdzie mieszkać, liczyła, że może on się wyprowadzi, nie miała pomysłu na życie.
    Dopiero po 13 latach poznała faceta, w którym się zakochała.

    Nie każdy umie dobrze sterować swoim życiem.
    Czy zdradziła po 13 latach faktycznej separacji ? Wątpię, bo to faktycznie było małżeństwo tylko na papierku i wspólne mieszkanie.
    Na końcu - po 2-3 latach znajomości z nowym, wyniosła się ze wspólnego mieszkania, wzięła rozwód i z nowym partnerem tułała się po wynajmowanych kawalerkach
  • kora3 16.01.18, 11:35
    Jota w jotę niemal sytuacja z moją przyjaciółką - zwyczajnie nie miała wcześniej motywacji do rozwiązania tego małżeństwa na papierze, nie planowała już nowego życia z kimś innym. zyła sobie obok męża, on obok niej i tak się to kulało. Pewnie gdyby mąz wobec niej stosował przemoc, to by w tym nie trwała, ale nie stosował, więc uznała, ze jest jak jest i tyle. Dopiero miłość ją zmotywowała

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 16.01.18, 11:16
    Wiesz, całkiem bez kitu, to jak się na jakąś sytuację patrzy z boku, na ogół widzi się najlepsze rozwiązania. Tylko osoba której to dotyczy nie zawsze może wdrożyć te najlepsze rozwiązania czy to z przyczyn obiektywnych, czy czysto psychologicznych, czy społecznych.
    Sama w takiej sytuacji byłam, więc nie jest to z mojej strony truizm. Jak tak teraz na tamtą sytuację patrzę, to po pierwsze wywaliłabym mego ówczesnego męża po pierwszej, góra drugiej jeździe z jego strony. Jakby mi nie chciał wyjść z mieszkania (mojego panieńskiego), to za każdą jazdą wzywałabym policję i oczywiście natychmiast podałabym o rozwód. Obiektywnie bylam w znakomitej sytuacji: byłam młoda, dzieci nie było, mieszkanie moje, kredytu zero, pracowałam, miałam oboje niestarych i zdrowych rodziców, na których mogłam liczyć, przyjaciół ....
    A jednak popadłam w taki stan psychiczny, ze chciałam już tylko przetrwać kolejny dzień, wstydziłam się powiedzieć bliskim co się dzieje z moim mężem, byłam zdezorientowana i przerażona.
    Nijakiego faceta nie szukałam, ale owszem w tym wszystkim przydarzyło mi się dość mocne zauroczenie - kolegą z pracy. Nie, nie miałam z nim romansu, ale tylko dlatego, ze w pore zmieniłam pracę, bo diabli wiedzą, jakby się to skończyło, a ów kolega był zonaty i miał dzieci. I nie, nie jestem bardzo szlachetna, tylko nie chciałam kłopotów z zazdrosną zoną - miałam dość swoich z męzem. Ale to zauroczenie dodało mi sił - przestałam myśleć, ze nic mnie już nie czeka poza pracą...Takie sytuacje w ztciu się zdarzają i z boku czyjes zachowanie wydaje się nie do pomyślenia ...Od srodka inaczej to wygląda

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 16.01.18, 09:13
    Nie mam pojęcia, Jolanto. Ja nie prawnik - zresztą byłam przekonana, że gwałt jest ścigany tylko na wniosek... smile

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 16.01.18, 09:50
    Tak, do wszczęcia postepowania przygotowawczego - wystarczą Jolanto. Natomiast co z tym będzie dalej, to już zależy od postawy ofiary, a także materiały dowodowego z innych źródeł niż pokrzywdzona.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • jolanta4447 16.01.18, 05:31
    @ kora
    " gwałt jest od dobrych paru już lat ścigany z urzędu, a nie na wniosek. Czyli sama mogłabym pójść do prokuratury i zgłosić podejrzenie popełnienia przestępstwa. Jednakowoż, gdyby ofiara nie chciała nic z tym zrobić, na niewiele zdałoby się takie działanie.

    Gdybym powzięła taką informację od ofiary to starałabym się skłonić ją do zgłoszenia sprawy. Gdyby nie chciała, a ja miałabym pewność, ze to jest prawda, porozmawiałabym z moim przyjacielem i powiedziała mu , ze sama zgłoszę. "

    O ile mi wiadomo, gwałt może zgłosić osoba poszkodowana, a nie Ty, jeśli nie byłaś świadkiem.
    Może coś się zmieniło, ale jeśli tylko dowiedziałaś się o (rzekomym) gwałcie od ofiary, to nikt nie przyjmie takiego zgłoszenia od postronnej osoby (sąsiadki, koleżanki czy przyjaciółki).
  • kora3 16.01.18, 10:00
    Jolanto, tak się składa, ze w czasie kiedy doszło do zmian w kodeksie w tym temacie dość żywo się tym interesowałam smile
    Mam wrażenie, ze nie bardzo rozumiesz pojęcia "ścigany z urzędu (czyn)" i "ścigany na wniosek (czyn)". Otóż: jeśli jakiś czyn jest ścigany na wniosek, to skutecznie donieść o nim może tylko osoba do tego uprawniona sam pokrzydzony/a lub jego opiekun prawny, albo pełnomocnik. Nawet jeśli postronna osoba doniesie to organa ścigania nie mają podstaw do podjęcia jakichkolwiek kroków, bo jest tak jakby takiego doniesienia nie było.
    W przypadku gwałtu kiedyś tak właśnie było - od kilku lat jest on ścigany z urzędu, czyli donieść o nim może każdy, tak ze osoba postronna, która wcale nie musiała być naocznym świadkiem, mogła się tego dowiedzieć z wysłuchania. Oczywista rzecz ze prokurator zaraz nie zamyka domniemanego sprawcy w areszcie, tylko bada sprawę, ale właśnie bada - kiedyś nie badałby, bo doniesienie w świetle prawa nie byłoby ważne

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • jolanta4447 16.01.18, 10:36
    Nie do końca zgadzam się z tym, co napisałaś.

    Sąsiadka zgłasza do prokuratury, że za ścianą mąż gwałci żonę.
    Prokurator pyta - jakie ma pani dowody.
    Ona nie ma, bo nie widziała, coś tam słyszała przez ścianę, a może i gwałcona żaliła jej się.
    Prokurator, jeśli w ogóle wkracza, to pyta żonę - była pani gwałcona ? Żona - nie byłam. Koniec sprawy.
    Byłam, ale nie zgłaszam przestępstwa, wybaczyłam mu / sama nie umiem żyć - prokurator nic nie zrobi.
    Byłam i potwierdzam - zabierzcie tego bydlaka - prokurator wszczyna dochodzenie.

    Tak czy inaczej zdanie sąsiadki nikogo nie obchodzi, póki ofiara nie potwierdzi gwałtu.

    Inaczej jest z niepełnoletnią, jeśli gwałt zgłosi rodzina i jest obdukcja- wtedy prokurator musi zacząć sprawę.
  • jolanta4447 16.01.18, 10:37
    To było do kory3
  • kora3 16.01.18, 10:59
    Jolanto, no właśnie nie zrozumiałaś...
    Oczywiście, ze tak jest, iż SAMO zdanie sąsiadki czy kogokolwiek nie wystarczy do wszczęcia sprawy przeciwko komuś. Natomiast wystarczy do wszczęcia postępowania przygotowawczego. Mówiąc po ludzku - rozeznania tematu. Prokurator ma narzędzie prawne do tego, by przesłuchać na te okoliczność domniemaną ofiarę i domniemanego sprawcę, zlecić wywiad środowiskowy - kiedyś nie mógł tego zrobić po doniesieniu osoby postronnej.

    Jasne, jeśli pani domniemana pokrzywdzona będzie zaprzeczać to kluczowego dowodu - nie będzie. Ale musisz zdać sobie sprawę z tego, ze zmiana w temacie z "na wniosek" na "z urzędu" miała w kodeksie wymiar także psychologiczny. Kiedyś ofiara była z tym sama - dopóki ona nie zareagowała, nie mógł zareagować nikt. Teraz ofiara może mieć poczucie, ze inne postronne osoby ją wesprą. Sprawca też nie polega już tylko na tym, ze zastraszy ofiarę - donieść może każdy...

    Oczywiście donosząc należy mieć uzasadnione podejrzenie i na owo uzasadnienie również prokurator zwraca uwagę

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 15.01.18, 13:12
    Ależ nikt niemal nie doradzał powiedzenia mężowi. I jeśli małżeństwo istnieje tylko formalnie i jest to dla wszystkich oczywiste to o zdradzie nie ma mowy. Tak jak nie ma mowy o zdradzie w tzw związkach otwartych. Nie trzeba od razu zrywać znajomości ze zdradzającą męża przyjaciółką, można ochłodzić kontakty a już na pewno niczego nie ułatwiać.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 15.01.18, 13:14
    Rzecz cała w tym Babo, ze ów maz koleżanki - wg jej słow - jest obrażony na wątkodawczynię wlasnie dlatego, ze nie powiedziała mu o romansie zony.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 15.01.18, 11:13
    kora3 napisała:

    > Tak samo tutaj - wszyscy bardziej papiescy iż biskup Rzymu tongue_out
    >Tak wiem, tu nikt by się z taką osobą nie przyjaź
    > nił, ba tu nikt nawet takich sąsiadów nie ma smile A prawda jest taka, ze co to za
    > przyjaciel, który zerwie znajomość, bo ktoś ma romans...

    Koro, czy ktoś zerwie znajomość z osobą która postępuje niewłaściwie, czy zawiesi do czasu wyklarowania sytuacji, czy utrzyma, to jego osobisty wybór i jego sumienia. Jednak jeśli ochoczo robi za przykrywkę niewłaściwych zachowań, to niech się nie dziwi że ponosi później tego konsekwencje.
    I może Cię to dziwi,ale są osoby które w podobnej sytuacji odmawiają nawet wysłuchiwania zwierzeń "zakochanych".

  • kora3 15.01.18, 11:28
    Wiesz, mnie już nic nie dziwi smile Ale powiem tak: ktoś, kto zrywa kontakty ze swoim PRZYJACIELEM w takiej sytuacji nie jest i nigdy nie był prawdziwym przyjacielem - taka prawda. Przyjaciel to jest człowiek, na którego można liczyć w każdej sytuacji..

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 11:41
    Tak? A gdyby twój przyjaciel [płci dowolnej] powiedział ci że zdefraudował 3 miliony złotych? Będziesz wspierać? Nawet gdy dowiesz się, że ta defraudacja spowodowała klapę firmy i wywalenie na bruk 50 osób, które "dzięki" twojemu przyjacielowi przymierają głodem? Popierasz? bo to przecież "przyjaciel"...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 11:50
    Vi, raz jeszcze apeluję - nie porównujmy zdrady z przestępstwem - jakimkolwiek smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 15.01.18, 11:55
    kora3 napisała:

    > Vi, raz jeszcze apeluję - nie porównujmy zdrady z przestępstwem - jakimkolwiek

    To powiedzmy, że przyjaciółka znalazła przypadkiem wypchany portfel z dokumentami. I przychodzi do Ciebie z tym znaleziskiem zapraszając Cię na atrakcyjny wspólny wypad za tę znalezioną gotówkę.
    Powiesz jej że to niemoralne i pouczysz co powinna zrobić, odmawiając skorzystania z cudzych pieniędzy, czy ochoczo zgodzisz się by ją wesprzeć(wszak to przyjaciółka) i wybierzesz wraz z nią by nie czuła się samotna?
  • kora3 15.01.18, 11:58
    Przywłaszczenie jest przestępstwem Aquo (art. 284 kk)

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • makinetka82 15.01.18, 11:55
    zdrada to moze nie przestepstwo, ale w wiekszosci przypadków wielkie, wielkie swinstwo ... jesli twój przyjaciel zostawi dla kochanki troje dzieci i zone w ciazy, zabierając im przy okazji dom i będzie np. zarabiajac bardzo dużo starał się obniżyć alimenty do minimum... jeśli będzie obmawial byłą na prawo i lewo ... dalej będzie ok?

    tylko proszę, bez argumentów, że wśród twoich przyjaciół takie akcje są niemozliwe

    --
    Wszystkim dogodzić się nie da, ale wszystkich wkurwić to już żaden problem big_grin
  • kora3 15.01.18, 12:03
    No raczej są niemożliwe - wśród moich przyjaciół, mam na myśli to zabieranie domu, nie mam takich przyjaciół. W takiej sytuacji przestałabym się przyjaźnić. Ale tu mowa o uczynieniu krzywdy, zostawieniu bez środków do życia...To jest co innego niż zdrada.
    Zrozum mnie dobrze, ja nie popieram zdradzania się. Jestem zdania, ze należy w sytuacji zainteresowania kims innym zakończyć dotychczasowy nieudany związek i tyle. I mnie się nie zdarzyło zdradzać, bo właśnie tak robiłam. Tylko, ze zdaję sobie sprawę, ze nie zawsze każdy ma takie możliwości.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 12:07
    A nie, Korciu... Zacytuję "Przyjaciel to jest człowiek, na którego można liczyć w każdej sytuacji.". Twoje słowa. No to [abstrahując od zdrady i w ogóle wątku] co odpowiesz? Przyjaciel zwierza ci się, że zdefraudował 3 miliony, bo mu się marzy jacht transoceaniczny. Wiesz, że owa defraudacja spowodowała upadek firmy i utratę pracy 50 osób, które albo dostaną 800,- zasiłku, albo nie. Co robisz?
    Podkreślam - to twój PRZYJACIEL!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 12:10
    Vi, nie potrafię daruj rozmawiać na takim poziomie abstrakcji - opisana sytuacja nie kojarzy mi się z żadną z osób, z którymi się przyjaźnię. równie dobrze mogłabyś mnie zapytać co zrobiłabym, gdyby któryś z ,moich przyjaciół okazał się seryjnym mordercą i kanibalem.
    Poza tym cały czas obracasz się w kręgu przestępstw, a zdrada do nich nie należy.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 12:16
    No ok, przestępstwa ci nie leżą - acz nadal nie odniosłaś się do SWOICH słów "Przyjaciel to jest człowiek, na którego można liczyć w każdej sytuacji." - skoro w każdej, to w sytuacji przestępstwa również. Ale ok.
    Wiem, że jesteś osobą w wieku już nieco policealnym. Załóżmy, że 40+. Wyobraź sobie, że twój przyjaciel cię informuje, że zostawia żonę z trójką dzieci dla 18 letniej kochanki i "wiesz, Korciu, mój adwokat jest fantastyczny! Za pomocą sprytnych sztuczek prawnych i kruczków załatwił, że na każde z dzieci będę płacił 400,- i ani złotówki więcej! Tak samo na mnie przypada mieszkanie/dom, działka, samochód!"...Wszystko ślicznie, zgodnie z prawem i wyrokiem sądu! Przyjaźnisz się z takim? Widujesz? Kawki pijesz i na imprezkach u niego i jego kochanicy, młodszej od jego córek bywasz? Wszak to PRZYJACIEL...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 12:30
    Żadna tajemnica w tym roku skończę 46 lat smile
    Vi - rozgraniczmy dwie sprawy, dobrze? Sprawę zdrady i sprawę bycia nieuczciwym wobec byłej zony i dzieci. Mogą się z sobą łączyć, ale nie muszą.

    Opisana przez Ciebie sytuacja jest mi znana, ta od strony zdrady. Nie przyjaciel, ale znajomy, owszem zdradził swą żonę z koleżanką swej siostrzenicy czy bratanicy, osobą która mogłaby być z wieku jego córką. Na tyle skutecznie zdradził, ze panna zaszła w ciążę. Ów pan z zoną, także sporo młodsza odeń (ale nie tyle) ma 3 dzieci. Kiedy rzecz się działa miały mniej niż 10 lat - wszystkie. Doszło do rozwodu i pan owszem zamieszkał z nową panią, ale zostawił zonie dom, zabezpieczył dzieci. Uprzedzając, jest wziętym lekarzem, wiec sam też nie głodował.
    Na pewno jego zona nie była zachwycona sytuacją, ze mąż ma dziecko z dziewczyną mogąca być jego córką, ale no w zyciu bywa róznie ...Na pewno nie może mieć do pana pretensji, ze zostawił ja i dzieci bez środków do życia ....

    Jak wspomniałam, pan jest tylko moim znajomym, ale gdyby był moim przyjacielem, postukałabym się w czoło, ze wpakował się w taka sytuację z tą młodziutka dziewczyną, ale nie, nie zerwałabym z nim kontaktu. Natomiast owszem, zerwałabym, gdyby postąpił inaczej wobec zony i dzieci pozbawiając ich środków do życia.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 12:36
    Ale ja piszę o sytuacji w której ZGODNIE Z PRAWEM pan żonie majątku żadnego nie zostawił i się cieszy, że małe alimenty cwany adwokat mu załatwił. Jak najbardziej w świetle prawa.
    Rozumiem, że ów pan to tylko znajomy, a nie przyjaciel, ale gdyby to był przyjaciel? Czemu byś zerwała? Wszak sama napisałaś "Przyjaciel to jest człowiek, na którego można liczyć w każdej sytuacji.". A więc w sytuacji kiedy ZGODNIE Z PRAWEM odchodzi od żony do młodziutkiej kochaneczki i ZGODNIE Z PRAWEM ma zasądzone małe alimenty, mimo, że stać go na wiele? W końcu zgodnie z prawem, a na przyjaciela można liczyć w KAŻDEJ sytuacji... Czyżby jednak nie każdej?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 12:49
    Dlatego bym zerwała kontakty, że uważam pozostawienie swoich bliskich bez środków do zycia za świństwo, bez względu na to czy stało się to w majestacie prawa, czy nie.

    I owszem, zerwałam wszelkie kontakty z pewnym panem, który w trakcie trwania małżeństwa nabrał wielu pożyczek o czym nie wspomniał zonie i oczekiwał, ze ona to spłaci. Pan ów także miał kochankę - opisałam tu zresztą te sytuację. Nie był to mój przyjaciel, ale znajomy i nigdy w życiu nie spodziewałabym się, ze może coś takiego zrobić swojej zonie i dzieciom. Ale gdyby tego nie zrobił, tylko po prostu zdradził zone, to nie, nie zrywałabym kontaktów.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 12:57
    Czyli jednak nie w KAŻDEJ sytuacji można liczyć na przyjaciela? A kto ocenia: w tej sytuacji poparcie jest ok, a w tej już nie? Przy założeniu, że nie ociera się o kodeks karny, niech będzie. Dlaczego inaczej oceniasz pana, który zostawia żonę dla małolatki a z łaski jej rzuci kasę, od tego, który IDENTYCZNIE odchodzi tylko kasy skąpi? A co jeśli żona pana zarabia tyle, że i bez jego kasy ją stać na życie na dobrym poziomie? Pan jest ok? Kolegujesz się dalej, bo wszak panią na chleb stać, to po co jej te alimenty? A zgodnie z prawem to co zasądzone to pan płaci...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 15.01.18, 13:08
    Vi, napisałam Ci dlaczego inaczej oceniam, ale chyba nie zrozumiałaś. Otóż w życiu tak bywa, ze się kogoś przestanie kochać, ze się wypali itd. Choćbyśmy nie wiem jak zaklinali rzeczywistość, tak się może stać. I owszem, pewnie dla porzucanej strony to jest przykre, ale właśnie takie jest życie. W takiej sytuacji należy się zachować po prostu przyzwoicie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 15.01.18, 13:17
    kora3 napisała:

    > Vi, napisałam Ci dlaczego inaczej oceniam, ale chyba nie zrozumiałaś. Otóż w ż
    > yciu tak bywa, ze się kogoś przestanie kochać, ze się wypali itd.

    W tej konkretnej sytuacji wątkowej, pani zamarzyło się zdobycie wyższego stanowiska i jedynie w tym celu nawiązała romans z szefem o czym przyjaciółkę skwapliwie poinformowała. Nic się nie wypaliło. Po osiągnięciu celu pani kochankiem ciepnęła jak zapowiadała i wróciła do męża, który wybaczył i z owoców jej poczynań również korzysta...Przy okazji na zieloną trawkę poszła również przyjaciółka. Tak, że Koro dorabianie tu jakiś innych podtekstów można sobie darować.
  • kora3 15.01.18, 13:24
    Aquo, nie śledziłaś chyba naszej wymiany myśli z Vi smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 15.01.18, 14:03
    kora3 napisała:

    > Aquo, nie śledziłaś chyba naszej wymiany myśli z Vi smile

    Ależ owszem śledzę i pozostaje w nieustannym zdumieniu Twoim twierdzeniem, że przyjaciół należy bezwzględnie wspierać. Nadal uważasz, że należy im się wsparcie nawet jeśli postępują jak opisana tu pani?

  • kora3 15.01.18, 14:14
    Droga Aquo - mam nadzieje, ze rozumiesz iż można wypowiadać się na pewnym poziomie ogólności. Generalnie - po to człowiek mas przyjaciół, żeby mógł na nich liczyć w sytuacjach, w których nie liczy się na zwyczajnych znajomych od grilla, kawki i brydża.
    Opisana tu pani - no cóż widać jej przyjaciółce - naszej wątkodawczyni nie przeszkadzało, ze pani jest jaka jest

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 15.01.18, 11:47
    kora3 napisała:

    > Przyjaciel to jest człowiek, na którego można liczyć w każd
    > ej sytuacji..

    Krycie przyjaciela który postępuje niewłaściwie oraz akceptacja jego poczynań nie zalicza się wg mnie do wspierania go, Koro, wręcz przeciwnie. Wsparciem byłoby w tej sytuacji właśnie jawne okazanie dezaprobaty i niechęci do tego typu działań. No, ale jak powtarzam, to kwestia własnego sumienia..

  • kora3 15.01.18, 11:57
    Aquo, owszem właśnie tak, to jest kwestia sumienia. Ale przede wszystkim - piszesz os o jakimś kryciu, gdzie jak zrozumiałam w opisanej w wątku sytuacji nie miało to miejsca. Ot wątkodawczyni zwyczajnie wiedziała, ze kolezanka ma romans, kilka razy z inicjatywy koleżanki spo0tklała się nieoczekiwanie dla samej siebie z nią i jej kochankiem. Jakie to jest krycie?

    Dama miałam dość podobną sytuację tylko, ze ja nie wiedziałam na pewno czy państwo mają romans, raczej się tego domyślałam- kolega parę razy przyszedł z pewna panią na spotkania z nami. Państwo razem pracowali, więc nie było to nic nadzwyczajnego . Żonę owego kolegi znałam z widzenia i doprawdy nie przyszłoby moi do głowy kontaktować się z nią o informować, ze jej mąż ma chyba romans z tą panią. i nie przyszłoby mu też do głowy, ze my jakoś "kryjemy" tego pana - gośc przyszedł do publicznego miejsca ze swoją współpracownicą, jakie tu krycie jest potrzebne?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 15.01.18, 12:07
    kora3 napisała:

    > Aquo, owszem właśnie tak, to jest kwestia sumienia. Ale przede wszystkim - pisz
    > esz os o jakimś kryciu, gdzie jak zrozumiałam w opisanej w wątku sytuacji nie m
    > iało to miejsca.

    No to zrozumiałaś inaczej niż wszyscy.
  • kora3 15.01.18, 12:16
    Możliwe smile - jak zrozumiałam tak: jest wątkodawczyni i jej przyjaciółka. Przyjaciółka ma męża, z którym wątkodawczyni się zna, ale nie przyjaźni i kochanka, którego ów mąż zna. Kochankowie najprawdopodobniej z sobą pracują, więc ich wspólne pojawianie się np. na spotkaniach nie jest niczym podejrzanym, także dla meza tej przyjaciółki. O romansie wie wątkodawczyni oraz parę osob z pracy kochanków. Mąz dowiaduje się o zdradzie, wybacza ja zonie, a do wątkodawczyni ma pretensje, ze wiedząc o romansie mu o nim nie powiedziała.
    Tu nic nie ma o nijakim kryciu, bo z opisu wynika, ze para nie musiała kryć się ze spotkaniami w miejscach publicznych smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • wagonetka 15.01.18, 15:18
    ptolemeusz28 napisała:

    > Pytanie w temacie: czy uwazacie, ze powinno sie poinformowac o zdradzie zdradza
    > nego czy nie wypada sie mieszac w nie swoje sprawy?

    to zależy
    jeśli osobą zdradzaną byłby ktoś mi bardzo bliski a ja miałabym pewność, powiedziałabym

    > Jak powinnam byla sie zachowac, aby bylo w porzadku?

    odmówić roli przyzwoitki


  • ptolemeusz28 15.01.18, 20:13
    Dobra, nie bede juz rozciagac tego watku, bo wystarczy. Ale przeczytalam wasze odpowiedzi i chcialam tylko dodac:

    Owszem, mowilam tej przyjaciolce, ze mi sie to nie podoba, to chyba oczywiste. Ona oczywiscie miala argumenty w stylu dlaczego ten maz jest "zly", a kochanek "dobry" - ze z kochankiem maja podobne charaktery, aspiracje, pasje bla bla bla. Ok, mowilam jej, ze nie moze ciagnac na dwa fronty, tylko albo jeden albo drugi. Oczywiscie miala tysiac argumentow dlaczego jeszcze nie teraz, ze musi byc pewna etc.
    I szczerze mowiac jakas sobie nie wyobrazam sytuacji, ze zona zdradza meza, kolezanka jej mowi "ej to zle co robisz", i zona sie opamietuje i przestaje zdradzac. Jakis absurd. Nawet wlasnej siostrze czy corce sie nie da takich rzeczy wyperswadowac!!

    Poza tym uwazam, ze przesadzacie, mowiac, ze bylam przykrywka: jak zapraszala na urodziny kochanka do mezowskiego domu to nigdy nie bylo mowione, ze przyszlismy razem, maz wiedzial ze ja to jedno, a tamten to jej znajomy z pracy, jakbym nie przyszla to tez by go zaprosila. Dla mnie jak ktos jest przykrywka, to ulatwia w sensie, ze jakby nie jego pomoc, to spotkan by w ogole nie bylo. Potem moze tez tak byc, ze mowila ze jedzie do mnie, a jechala do kochanka, nic o tym nie wiem, nigdy mnie nie prosila, zebym np. mowila ze byla u mnie wtedy czy wtedy...
    Albo te spotkania w kawiarni to zawsze bylo z zaskoczenia, ze kochanek jest w poblizu, bo cos tam i zaraz sobie pojdzie i faktycznie siedzial chwile i sobie szedl, nie ze 2 godziny sie migdalili na moich oczach.
    No i to co mnie zdumiewalo, to to ze ona czesto, tak jakby specjalnie organizowala spotkania, zeby oboje byli obecni (maz i kochanek), o co chodzilo, to nie wiem. Moze lubila jak dwa samce o nia rywalizuja. Bo maz od poczatku tamtego podejrzewal. Raz przyszedl na takie spotkanie co byli ludzie od niej z pracy i jak zobaczyl kochanka to strzelil focha "o nie, a co ten tu robi, ide stad" i wybiegl. Ona za nim, nie wiem co mu powiedziala, ale wrocili razem i maz potulnie z kochankiem piwo pil. Takze nie wiem o co chodzilo.

  • kora3 15.01.18, 20:50
    Ależ to, ze nie wyperswadujesz komuś jest oczywistością...Koleżanka grała taktycznie - otwarcie spotykała się z gościem i mezem, żeby nie wzbudzać podejrzeń na zasadzie - no przecież nie ukrywam ze się znamy/kolegujemy.
    Czytając post startowy spodziewałam się ze będzie forumowe [potępienie dla koleżanki i Ciebie smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 21:55
    Cóż, ja nie potępiam ani jednej ani drugiej. Znaczy przyjaciółkę owszem, nie za fakt romansu, a za uprawianie prostytucji - czyli seks za awans. I uważam, że kicha to a nie przyjaciółka skoro stawia osobę bliską w kłopotliwej sytuacji dla własnej wygody. Ale nie za romans, pomimo że romans się w mojej kategorii "bycia w porządku" nie mieści. Narratorki zaś nie potępiam - odpowiedziałam tylko na zadanie pytanie "Jak powinnam była postąpić, żeby wyjść na ok?". No, uważam, że w pozycji mocno nie ok wobec zdradzanego męża wątkodawczyni postawiła się sama. Aprobując kawki z koleżanką i jej kochankiem, utrzymując swobodne kontakty. Straszne to, ale "jak cię widzą - tak cię piszą". skoro fajnie się bawisz w towarzystwie prostytutki - będziesz postrzegana jako prostytutka, bądź co najmniej osoba o wątpliwej moralności. Jeśli przestajesz ze złodziejami - będziesz oceniana jako osoba współpracująca, a w każdym razie taka, której fach złodziejski nie wadzi. I tyle.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • ser_metafizyczny 15.01.18, 22:17
    Wow!
  • kora3 15.01.18, 22:18
    Vi, nadal uparcie ignorujesz to o co panu mezowi chodzi - jest obrażony za to, ze Ptolo nie powiedziała mu o romansie zony, a nie o to, ze spedzała czas z nią i z kochankiem.
    co ro bycia ok ogolnie - w pewnych sytuacjach życiowych nie da się być wobec wszystkich w porządku Vi, albo może to być bardzo trudne. Także prawo przewiduje takie cos - można odmówić składania zeznań gdy chodzi o osobę bliską kogoś z rodziny, meza/zonę, partnera/rkę życiowych. Przyjaciół to n9ie obejmuje, ale sama idea jest taka, ze nawet wymiar sprawiedliwości "rozumie", iż nie chce się obciążać osoby bliskie. I "rozumie" to nawet gdy idzie o sprawę wielkiej wagi np. morderstwo ....

    Nie sądze, by przyjaciółka Ptolo wszystkim obwieszczała, ze romansuje z panem dla awansu - na logikę raczej nie, bo mogłoby to doń dotrzeć ...Mniejsza jednak o to. Nie odpowiadamy za innych, także bliskich nam ludzi - nawet prawo tak stanowi.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 15.01.18, 22:44
    Koro, nie ignoruję. Napisałaś dość dokładnie o co zapewne mężowi chodzi, niezależnie od tego co mówi - i ja się z tobą zgodziłam. Po prostu nie widzę sensu w przepisywaniu tego co post. Ty widzisz?
    Wiem, że prawo przewiduje możliwość odmowy składania zeznań na temat osób najbliższych. Tylko co to ma do rzeczy?
    Uważam, że prawdziwy przyjaciel nie będzie dla własnej wygody stawiał kogoś w idiotycznej, niekomfortowej sytuacji. Ale mam wrażenie, że naszej watkodawczyni sytuacja nie wydawała się ani krępująca ani niezręczna, dopóki mąż się o romansie nie dowiedział i jej z kręgu nie wykopał.
    I owszem, nie odpowiadamy za innych. Ale za siebie już tak. I możemy siedzieć z panią dla awansu dająca ciała szefowi i się z nią przyjaźnić, możemy z nią i jej kochankiem kawki pić i balować, a możemy powiedzieć, że "to nie nasza bajka" więc dziękujemy za towarzystwo. Autorka wybrała wariant pierwszy, ja preferuję wariant drugi. Moim zdaniem wariant drugi stwarza mniej możliwości posądzenia o krycie romansujących czy sprzyjanie romansowi. I tyle.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • aqua48 16.01.18, 09:06
    vi_san napisała:

    > Uważam, że prawdziwy przyjaciel nie będzie dla własnej wygody stawiał kogoś w i
    > diotycznej, niekomfortowej sytuacji.
    > I owszem, nie odpowiadamy za innych. Ale za siebie już tak. I możemy siedzieć z
    > panią dla awansu dająca ciała szefowi i się z nią przyjaźnić, możemy z nią i j
    > ej kochankiem kawki pić i balować, a możemy powiedzieć, że "to nie nasza bajka"
    > więc dziękujemy za towarzystwo. Autorka wybrała wariant pierwszy, ja preferuję
    > wariant drugi. Moim zdaniem wariant drugi stwarza mniej możliwości posądzenia
    > o krycie romansujących czy sprzyjanie romansowi.

    Jestem tego samego zdania. A co do twierdzenia Kory że w pewnych sytuacjach życiowych nie da się być wobec wszystkich w porządku, to ja uważam, że da się, tyle że w niektórych sytuacjach chcąc być w porządku z kimś trzeba mu wprost powiedzieć że się jego zachowania nie akceptuje, uważa za niedopuszczalne, i gdy osoba nie wyraża chęci zmiany po prostu odejść, po to by być w porządku ze sobą.
    I tak, znam podobne sytuacje nie mające co prawda nic wspólnego z opisywaną w wątku sytuacją. Pewna osoba kilka razy diametralnie zmieniała "front" i swój sposób na życie naginając powszechnie uznawane wartości do swych kolejnych pomysłów, że najbliżsi powiedzieli jej, że tych zmian nie popierają, nie tylko nie uważają ich za rozsądne ani przemyślane ale przede wszystkim są one przeciwne ich wartościom i nie będą jej w tym wspierać. Uważam to za uczciwe z ich strony.

  • kora3 16.01.18, 10:44
    Wiesz Aquo, z tymi wartościami - no coz znam przypadek, gdzie rodzice całkowicie odwrócili się od syna geja, bo homo nie było zgodne z ich wartościami. Znam taki gdzie rodzina nie widziała przez kilkanaście lat córki i wnucząt, bo niezgodnie z ich wartościami wyszła za rozwodnika i wzięła ślub cywilny ...Każdy ma prawo mieć swoje wartości i swoje uczucia i pewnie większości ludzi nie jest łatwo odrzucić całkiem bliskiego człowieka, nierzadko takiego któremu samemu cos się zawdzięcza.

    Mój eks ma taką przyjaciółkę, od wielu lat. Kiedyś ta pani sama została zdradzona i porzucona, w zaawansowanej ciąży. Rodzina nie akceptowała jej wyboru i nie wsparła jej w bardzo trudnej sytuacji. Zrobili to przyjaciele, w tym wydatnie mój eks. wszystko się jakoś ułożyło i po wielu latach od tamtych wydarzeń pani dowiedziała się o jego romansie. Jako osoba ongiś zdradzona miała na tym tle "uczulenie". Odradzała mu, ale co więcej mogła zrobić? Jasne, mogła się przestań doń odzywać poza służbowo (bo wówczas razem pracowali), ale naprawdę mało kto miałby taki tupet wobec człowieka, który mu niemal uratował życie. Żadnego krycia czy czego tam eks od niej nie wymagał, ale owszem bywała na imprezach gdzie byłam ja, pani od zdradzania i mąz tej pani, tak te imprezy były organizowane...Nie była blisko ani ze mną, ani z mezem tej pani, ani z tą panią - tylko z moim eksem. CO miała robić? Powiedzieć mnie, mezowi? Dać do zrozumienia? Tak na serio - mogła, ale wcale się nie dziwię, ze nie chciała donosić na człowieka, który jej kiedyś bardzo pomógł. Ty byś doniosła?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 16.01.18, 11:10
    kora3 napisała:

    > Wiesz Aquo, z tymi wartościami - no coz znam przypadek, gdzie rodzice całkowici
    > e odwrócili się od syna geja, bo homo nie było zgodne z ich wartościami.

    No i tak bywa. ale chyba nie o orientację syna chodziło a o uprawianie seksu z osobami tej samej płci. Tylko to mogło nie być zgodne zwartościami, nie sama orientacja...

    > CO miała robić? Powiedzieć mnie, mezowi? Dać do zrozumienia? Tak na se
    > rio - mogła, ale wcale się nie dziwię, ze nie chciała donosić na człowieka, któ
    > ry jej kiedyś bardzo pomógł. Ty byś doniosła?

    Koro po raz enty powtarzam, że uważam donoszenie czy informowanie osoby zdradzanej za wyjątkowo złe rozwiązanie. Z rozmaitych z resztą powodów. Nie wiem zatem dlaczego o to pytasz. Ja bym w bezpośredniej rozmowie naciskała na uporządkowanie relacji, odmówiła słuchania wynurzeń na ten temat i zawiesiła z nim towarzyskie kontakty do czasu tego uporządkowania ograniczając się jedynie do zawodowych.. I nie ma to nic zupełnie wspólnego z tym, że kiedyś ta osoba była mi pomocna w trudnej sytuacji.
    Zasada savoir-vivre mówi, że NIE STAWIA się przyjaciół, ani z resztą nikogo w sytuacjach dwuznacznych moralnie.
  • kora3 16.01.18, 11:26
    No pewnie chodziło o to, ze chłopak ma partnera, sam bierny homoseksualizm nie jest przecież sprzeczny z nijakimi wartościami . No, ale co miał ten syn zrobić? Nie kiec swojego zycia, bo rodzicom się nie podoba z kim spi?

    No tak, owa przyjaciółka naciskała wówczas na rozwiązanie sprawy - konkretnie na to, żeby mój eks dał sobie z tą panią spokój, bo ja znała i wiedziała z kim mają do czynienia. Ale nie posłuchał jej wówczas...Zerwałabyś kontakty, tak, no jasne, zważywszy na to, ze w tamtym czasie w zasadzie krąg znajomych z firmy to był najbliższy krąg towarzyskich wiekszosci ludzi tam pracujących, w tym tej przyjaciółki mego eksa.
    Nie stawia się przyjaciół ....no znaczy mam rozumieć, ze wdając się w romans mój eks postawił?smile No pewnie postawił ale nie sądze, by to akurat uczynił z premedytacją smile Po prostu wdał się w romans, ze ze krąg stosunkowo niewielki to szybko się w nim zorientowano - ot zycie. Nie ze poszedł do przyjaciólki i rzekł "Droga A. na twe ręce i sumienie składam to, ze mam romans z X"smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • condesa 16.01.18, 14:05
    Widzisz Koro, ja też dwa dni temu napisałam, że co to za przyjaciółka, która stawia drugą osobę w tak niekomfortowej i dwuznacznej sytuacji. Bo owszem, uważam że poza wszystkim, zdradzająca mogła trzymać swój romans w tajemnicy. Nie tylko przed mężem, ale też koleżanką. Nie ma obowiązku chlapania językiem na prawo i lewo oraz spotykania się w trójkę. Myślała tylko o sobie ergo - żadna to przyjaźń.
  • kora3 16.01.18, 14:23
    Wiesz, przede wszystkim przyjaciół swoich na ogół dobrze się zna, wiec się wie czy taka wiedza postawi kogoś w niezręcznej sytuacji, czy nie. Naszej wątkodawczyni nie postawiła, bo ona wcale nie czuła się z tą wiedzą źle ...Ja też się nie czułam źle z tym, ze kolega mi powiedział o romansie z podwładna, bo dlaczego miałabym czuć się źle? Powiedział sam, więc mu powiedziałam, ze śliski temat, bo to podwładna i obije mogą mieć z racji tego kłopoty w pracy. Nie czułam się winna wobec zony pana, która widziałam z 3 razy w życiu. Pan mnie o nijaką przysługę w związku z tą sytuacją nie prosił, więc niejako przyjęłam zwyczajnie do wiadomości.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • ptolemeusz28 16.01.18, 15:13
    Ja sie czulam zle z ta wiedza, caly czas mialam niesmak, z jednej strony chcialam byc lojalna wobec przyjaciolki, z drugiej bylo mi zal tego poczciwego meza, caly czas mialam poczucie, ze mezowi krzywda sie dzieje i ze nie zasluzyl sobie na to...Moze poprzez moje zachowanie mozna bylo tak pomyslec, ze mialam to gdzies, ale w glebi serca wierzcie mi, ze nie czulam sie dobrze w tej sytuacji...

    A jakbym powiedziala to niech sie i pozabijaja miedzy soba, ja bym miala czyste sumienie.
    Na drugi raz powiem i juz.
  • vi_san 16.01.18, 15:20
    Ptolo, nie wmawiaj, że czułaś się źle. Skoro nie powiedziałaś koleżaneczce, że to dla ciebie krępujące i ma się z gachem przy tobie nie pokazywać - to znaczy, że ci kawki we troje pasowały. Koniec.
    I powtórzę, bo najwyraźniej nie dotarło - mało kto radzi informować zdradzanego. Ale ochłodzenie kontaktów z panią, która się puszcza za awans? Dla mnie to byłoby oczywiste, nawet gdyby mnie wspomniana puszczalska nie wciągała w świadkowanie romansowi!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 16.01.18, 15:42
    Vi wiesz, nie zawsze jest to takie proste - dam Ci przykład - znana mi para oficjalnie znajomych gra ze mna w lotki - meza pani znam z widzenia, zony pana - nie. Nie zwierzali mi się z romansu, ale nawet się z nim specjalnie nie kryją - owszem, zniesmacza mnie, ze pani do tego samego pubu przychodzi z mezem i kochankiem i wszyscy wiedza, ze ten mąż jest rogaczem, ale co ja mogę zrobić? Mam wstać i powiedzieć "Dobrzy ludzie, wynoście się z tego pubu, bo obrażacie moja korciną moralność waszym niecnym zachowaniem"? Ja tam bywam niezależnie od nich - nie mogę im zabronić przychodzić i grać smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 16.01.18, 15:48
    Oczywiście, że zabronić im przychodzenia nie możesz. Ale możesz grać Z NIMI, albo tez na propozycję pary kochanków spokojnie odmówić z nimi zabawy. Nie masz obowiązku grać z nimi przecież? No, ale CHCESZ grać z nimi - to twój wybór i twoja decyzja. Co w tym trudnego? Poza TWOJĄ wygodą posiadania pary do gry? No, niestety, czasem "bycie w zgodzie z własnymi regułami" wymaga utrudnienia sobie życia. Wolisz nie, wolisz grać w lotki z para zamężnych/żonatych kochanków, którzy się nawet ze swoim romansem nie kryją? No i ok, twoja wola...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 16.01.18, 15:55
    No Vi - to w tym trudnego, ze ja nie decyduję o tym, kto wchodzi w eliminacjach do turnieju. w regulaminie nie ma nic takiego, ze można kogoś wykluczyć za niemoralne prowadzenie się smile - licza się wyniki w eliminacjach. Owszem, ja gram dla swej przyjemności, ale wg tego co mówisz powinnam zrezygnować z gry, bo jakaś słabo znana mi para jest kochankami...To absurdalne Vi

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 16.01.18, 21:23
    A to nie ujęłaś precyzyjnie. Bo napisałaś, że grasz Z NIMI. A nie że gracie w jednym turnieju. A to jest jednak ogromna różnica! Bo jeśli w jednym turnieju - to oczywiście nie masz wpływu kto przejdzie przez eliminacje itd. Ale jeśli umawiasz się na grę z kilkorgiem przyjaciół, dla rozrywki, nie "sportowo" - to grasz Z NIMI. Dla własnej tylko i li rozrywki. I o ile na to kto awansuje w turnieju wpływu nie masz to już na to z kim do wspólnej zabawy stajesz - jak najbardziej masz. Mi chodziło o ta drugą sytuację - nie umawiać się z panią i jej kochankiem na lotki, nie siadać na piwko przy wspólnym stoliku itp. Co do "dzielenia" lokalu - to oczywiste, że nie masz wpływu kto i kiedy bywa.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 16.01.18, 21:32
    Napisałam Ci wyraźnie wczesnej jak jest, ludzi znam z turniejów, ale owszem, gram w nich dla swojej przyjemności i owszem nie musze, zatem mogę zrezygnować z racji tego, ze dwoje innych graczy ma romans, więc teraz się nie wykręcaj smile Nie mam wpływu na to kto staje w turnieju, ale mam wpływ na to czy JA w nim gram, nie? nie ma też wpływu na to czy sedzia czasem nie wylosuje mnie w deblu z ta panią, albo a tym panem (czasem sa takie rozgrywki), ale mogę przecież nie grać jeśli tak będzie ...Albo jest tak Vi, albo tak smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 16.01.18, 21:26
    A napisałaś wyraźnie "para oficjalnie znajomych gra ze mna w lotki". ZE MNĄ. Nie "Bywa, że spotykamy się na turnieju lotek". Nie "Przychodzi do klubu w którym gram w lotki". Samo sformułowanie "ze mną" sugeruje, że robią to stricte w relacji z tobą - umawiacie się tam na lotki, siedzicie przy wspólnym stoliku itd.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 16.01.18, 21:36
    Nie Vi, gra czasem ze mną w turniejach - czasem, bo czasem się zakwalifikujemy razem, a czasem nie, czasem ja nie przejdę, czasem któreś z nich, czasem ktoś nie bierze udziału w eliminacjach - normalnie, to sa turnieje amatorskie, nie ma przymusu, ze musisz grać. I ja swej gry w nich nie uzależniam od tych państwa - nie czuję się moralnie źle, gdy oni i ja grają, nawet jeśli przyjdzie mi grać z losowania z kims z nich w deblu - możesz mnie spokojnie potępić smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 16.01.18, 21:46
    Korciu, skoro upierasz się sprowadzać rzecz ad absurdum, to ja rezygnuję z rozmowy - bo nie lubię, jak osoba inteligentna [za jaką cię mam] "rżnie głupa". Nie bawi mnie to, po prostu.
    Oczywiście, że na losowanie nie masz wpływu. Ani na udział tych państwa w turnieju. Tak samo jak nie wiesz, czy ktoś z kim cię wylosowano nie bije żony, nie jest pedofilem czy też nie ma poglądów rasistowskich. Na to NIE MASZ WPŁYWU. Natomiast na spędzanie czasu poza losowo "zjednoczonym" masz. Na tej samej zasadzie gdyby ci państwo z tobą pracowali - nie masz na to wpływu, a z pracy też ich nikt nie zwolni za niemoralne prowadzenie. I nie masz wpływu na to, że czasem musisz z panem zdradzającym żonę jako fotografem jechać w teren czy współpracować z panią zdradzająca męża. Na gruncie zawodowym. I nie, nie przerysowuj kretyńsko, że "powinnaś się zwolnić". Ale jeśli po pracy idziesz z państwem kochankami na piwko pogadać - to już jest TWÓJ wybór i TWOJA wola. A nie "przymus" zawodowy, czy "decyzja losowa". I to serio ostatnia moja do ciebie wypowiedź tutaj, bo zaczynasz, przepraszam z góry wszystkich czytających, pieprzyć głupoty.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 16.01.18, 21:55
    Vi, ale nie ma co uciekać smile - na prace nie masz wpływu, na sąsiedztwo - też nie upraszczając, ale na grę mam wpływ - nie muszę w to grać, to nie jest konieczność. Mogę przestać, mogę grać turniejowo gdzie indziej - no taka prawda. Zatem jak to jest wg Ciebie - tolerując takich współgraczy postępuję etycznie, czy nie?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 17.01.18, 09:21
    Oczywiście że nikt nie oczekuje że będziesz zdradzających,obojetnych Ci ludzi traktowała jak trędowatych.Chyba że masz bliskie powiązania ze zdradzanymi.Ale i tu nie musisz traktować ich jak powietrze, wystarczy brak prywatnej relacji.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • baba67 17.01.18, 09:09
    Jeśli para mało ci znana to w czym problem, Nie Twój cyrk, nie Twoje małpy. Masz prawo nie wiedzieć jakie maja relacje bo słabo ich znasz,możesz wiedzieć ale nie masz żadnych blizszych powiązan ze zdradzanymi. Wszystko decyduje się jak blisko całej sytuacji jesteśmy.masz prawo odmówic wizyty u siostry bo nie pochwalasz jej zachowania,natomiast dziwaczne byłoby przestać odzywać się do kolegi z pracy bo ma nieuporządkowane życie płciowe.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 17.01.18, 10:34
    A dla mnie to kosmos Babo - żeby odmawiać wizyty u własnej siostry, bo nie żyje tak, jak mnie by się wydawało dobrze - n przykład rzecz jasna, bo mowa o hipotetycznej sytuacji. Chociaż ...w moim przypadku prze chwilkę tak było - nie wtajemniczałam mojej siostry w to co dzieje się w moim malzeństwie, a mojego męza znala jeszcze z czasów kiedy byliśmy kolegami ze studiów, a potem parą i lubiła. Była dość zaskoczona tym, ze się wyprowadził, a ja podałam o rozwód. Może nawet zbulwersowana - nie samym faktem rozwodu rzecz jasna, tylko, ze rozwodzę się z takim miłym, fajnym facetem "bez powodu". Powiedziałam jej, ze to moje życie, a ja wiem co robię i dlaczego i to zakończylo dyskusje Babo. To nie moja siostramiałą decydować o tym z kim ja mam być, logiczne chyba...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 17.01.18, 11:18
    A dla mnie nie kosmos. Konkretnie-siostra zdradza szwagra, ten jest ok, nie ok, nie wiesz słusznie prawisz,ale żaden sadysta ani psychicznie chory nic o tym ewidentnie nie wie, a ja tam siedze szczerze się i pijemy sobie z dziubków. Nie sa granice hipokryzji. I pomyślec że miałas żal do OBCYCH ludzi że Ci o romansie faceta nie powiedzieli jak jestes gotowa rżnąć glupa przed własnym szwagrem .Może troche konsekwencji.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • baba67 17.01.18, 11:21
    I tego się trzymajmy-zdrady siostry a nie mikrokosmosu sytuacji które masz w swojej głowie. Coś Ci szybko sie przełącza od szczegółu do ogółu a tu chodzi o nieuczciwość. Byłaś nieuczciwa wobec męża -nie.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 17.01.18, 11:39
    No niestety nie była, niestety, bo podejrzewam, ze gdybym wówczas weszła w romans z kimś, to szybciej bym zakończyła tę farsę ...ale przede wszystkim to nie była mojej siostry sprawa dlaczego rozwodzę się z mężem - skoro jej wówczas nie powiedziałam, to powinna przyjąć do wiadomości i tyle. a nawet gdybym była nieuczciwa wobec niego Babo, no to co? To moje zycie, a nie mojej siostry, prawda?
    Inna sprawa, ze to jest zawsze problem ludzi, których partnerzy są tzw. mistrzami robienia dobrego wrazenia. Mój eksmąż taka osobą był (nie wiem czy dalej jest) - jakbyś go poznała wówczas uznałabyś go za ideał, a tymczasem było jak było

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 17.01.18, 12:24
    Myślę że gdybyś miała romans to siostra by zapytała dlaczego go masz i pewnie uwierzyłaby że Twój maz jest osoba chorą psychicznie i małżenstwo jest na etapie zamykania. Uwierzyłaby Tobie nie dobremu wrażeniu .Dla mnie osobiście byłaby to wystarczająca przyczyna. Na miejscu siostry jednak kontaktów ze szwagrem bym unikała.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 17.01.18, 12:49
    A ja myślę, ze nie tłumaczyłabym się siostrze z moich wyborów...Poza tym babo, nie wiesz o czym mówisz - zupełnie. Ja się nie tylko siostrze, ale także rodzicom i przyjaciołom nie zwierzałam z tego co wyprawia mój mąż, a ty sobie wyobrażasz, ze gdybym miała romans to ochoczo bym o nich opowiadała mojej siostrze...Na jakiej u licha podstawie?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 17.01.18, 11:27
    Miałam zal do obcych ludzi, którzy pozowali na moich przyjaciół, czy jak wolisz w tym przypadku bliskich znajomych a nie do WSZYSTKICH. Np. do przyjaciółki mego eksa nie miałam, bo niepodobna donieść na swojego przyjaciela w takiej sytuacji. Na własną siostrę - też. Nie jestem blisko związana z moim szwagrem, mało go znam, owszem lubię ale to wszystko.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 17.01.18, 12:30
    Ale donieść to co innego.Nie musisz koniecznie donosić, juz to zostało ustalone.Nie musisz bywac u siostry, matce można powiedzić że się pokłóciłyście, można naprawde wiele poza udawaniem że wszystko jest w porządku wobec oszukiwanego małżonka. Nie, na sama myśł robi mi się niedobrze.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 17.01.18, 12:45
    tak matce powiem ze się pokłóciłyśmy i nie będę wcale widywać dziecka, a ono mnie, bo przecież małe dziecko samo do babci na spotkanie ze mną nie pojedzie. Aaaaa ze szwagrem może przyjechać, fajnie, no to nadal będę udawać przed nim , ze wszystko w porządku, nie? a jak siostra przyjedzie do matki to mam ja się wynieść, czy ją wyprosić? \
    Babo, wszystko się fajnie mówi, jak się o czymś mówi abstrakcyjnie, w praktyce te złote pomysły nie zawsze wypalają. - po prostu. To chciałam Wam uzmysłowić dając taki hipotetyczny przykład.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 17.01.18, 13:58
    kora3 napisała:

    > A dla mnie to kosmos Babo - żeby odmawiać wizyty u własnej siostry, bo nie żyje
    > tak, jak mnie by się wydawało dobrze -

    Hmm, a sama niedawno zakładałaś wątek Koro w którym z pełnym przekonaniem twierdziłaś i wpierałaś wszystkim, że jeśli się wyznaje jakieś przekonania, to absolutnie nie należy nocować nawet najbliższych osób jeśli żyją w grzechu..
    Ten Twój osobisty kosmos to jakiś taki nie tylko kosmicznie rozległy jest i pojemny, ale i kosmicznie mało spójny smile smile
  • asia.sthm 17.01.18, 14:12
    aqua48 napisała:

    > Ten Twój osobisty kosmos to jakiś taki nie tylko kosmicznie rozległy jest i poj
    > emny, ale i kosmicznie mało spójny smile smile

    A co to ma za znaczenie skoro nastepny watek przeistoczyl sie w sage o Korci.
    Wedlug ostatnich doniesien badaczy, kompulsywne opowiadanie o sobie wyzwala tak silne przyjemne doznania jak sex i czekolada.

    --
    - Halo, pralnia?
    - Sralnia,k... Ministerstwo Kultury, słucham.(podobno autentyczne)
  • kora3 17.01.18, 14:16
    A nie nie nie, nie przekręcaj - napisałam, ze goście powinni szanować zasady gospodarzy - jeśli wiec ci nie chcą ich nocować razem w jednej sypialni z uwagi na swoje zasady, to można spać w zaproponowanych dwóch, zanocować poza ich domem, ewentualnie w ogóle odmówić zaproszeniu. I nadal tak uważam smile

    Ja wyznaję inne zasady jak wiesz, wiec ja no. nie nocowałabym mojej siostry w moim domu z chłopakiem, gdy miała 17 lat i chodziła do szkoły. No chyba, ze osobno, bo nie miałabym ochoty brać odpowiedzialności choćby tylko moralnej, za ewentualną nieplanowaną ciążę nastolatki. Nie nocowałabym też mojej siostry z kochankiem, gdyby takowego miała, natomiast zerwanie kontaktów własna siostrą dlatego, ze tego kochanka ma - jest dla mnie owszem - kosmiczne

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • ptolemeusz28 16.01.18, 16:01
    Ty wiesz lepiej jak ja sie czulam i co ja myslalam w tamtej chwili. Fajna dyskusja. I koniec hehehe! Dla ciebie wszystko czarno biale. Ok, oceniaj sobie ludzi jak chcesz, ale nie wmawiaj innym, co oni w danej sytuacji mysleli, bo to jest mega irytujace, musiec przekonywac ze sie nie jest wielbladem. Rozumiem, ze przezywasz dysonans, majac prosta wizje swiata, gdzie wszystko musi byc proste i takie jak to sobie wyobrazilas, ale tak sie nie da rozmawiac.
    Poza tym rozmowa z niektorymi z Was jak z dziecmi. To chyba oczywiste, ze teraz po fakcie przedstawiam sytuacje taka jaka byla w calosci, ale wtedy kolejne informacje pojawialy sie z czasem, na poszczegolnych etapach. Chyba nie sadzisz, ze ktos przyjdzie i powie nawet zaufanej osobie "hej , czesc, puszczam sie wlasnie za awans, tak naprawde mam wszystkich w d.. i meza i kochanka". hehe
  • vi_san 16.01.18, 21:30
    Nie wiem. Ale ja jestem prosta konstrukcja: jak mi coś nie pasuje - to o tym mówię. I reaguję. A nie siedzę na kawkach i bawię rozmową. Ty wolałaś kawki - więc aż tak cię to nie uwierało.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • baba67 17.01.18, 09:24
    Uwierać mogło, ale korzyści to jakoś rekompensowały.Okazywana sympatia, akceptacja, jeszcze osoby która nam jakoś imponuje to są realne korzyści.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 17.01.18, 10:40
    Wiem Babo, ze ty wszystko przeliczasz na jakieś "korzyści" - tak masz smile ale to wcale tak nie wygląda, w każdym razie nie musi ...Np. ja miałam taka sytuację ze bliski mi bardzo przyjaciel związał się z osoba nieodpowiednią dlań moim zdaniem. Nie był to romans, uprzedzając, ale pani nieciekawa ...Pomimo, ze tak uważałam robiłam dobrą minę do złej gry, bo to zycie mego przyjaciela, a nie moja - ja mogłam mu powiedzieć tylko swoje zdanie, co zrobiłam, ale to wszystko. Spotykając uch oboje byłam dla pani uprzejma, owszem, choć uważałam, ze wdepnął w gie ..

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 17.01.18, 11:12
    Po prostu skoro pannie nie było komfortowo to coś musiało ja tam trzymac przecież. Ty tak normalnie godzilabyś sie na coś co Ci nie pasuje bez przymusu i bez korzyści? Co to za tekst w ogóle...

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 17.01.18, 11:18
    Ro samo ja trzymało pewnie, co mnie - lojalność wobec przyjaciela. ja też się nie czułam komfortowo, bo uważałam, poniekąd słusznie jak się okazało, ze to nie jest osoba dla mojego przyjaciela, ale on tak wybrał, więc byłam dla pani uprzejma będąc w jej towarzystwie. Oczywiście, mogłam powiedzieć, ze nie chce się z nim widywać poki z nią jest, albo robic cyrk i spotykać się z nim tylko solo, ale ...no już wyszłam z przedszkola smile I nie nijakich Babo korzyści z tego nie miałam, poza oczywistą korzyscią posiadania przez wówczas blisko 30 lat lojalnego przyjaciela.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 17.01.18, 11:24
    Czy Ty aby przeczytałaś co napisałam o tych korzyściach? Czy jak zwykle zerknęłam i wszystko wiem?
    Posiadanie aprobaty i sympatii przyjaciela to nie jest korzyść? Pisałam o jakiejś kasie?

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 17.01.18, 11:30
    Babo, korzyść może być nie tylko materialna, ale Ty wszystko rozpatrujesz w kategoriach korzyści takiej czy innej. A ludzie na serio nie wszyscy tak patrzą ma życie - nigdy nie pomyślałam o tym, ze ja mam korzyść z tego, ze ja i wspomniany S. jesteśmy przyjaciółmi - po prostu nimi jesteśmy. On także uważał, ze nie robię dobrze wiążąc się z moim mężem, ale na ślubie i weselu zachowywał się normalnie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 17.01.18, 12:06
    Ona tez nie pomyślała co nie zmienia faktu że obawa utraty czegoś na czym jej zalezało tam była.Relacja daje nam realne psychiczne korzyści -nie chce się ryzykować utraty.
    Staram się być uczciwa wobec siebie i swoim motywom zawsze się przyglądam, motywom innych tez. Era pink bulb już dawno za mną.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 17.01.18, 12:15
    Babo, jako ze zawsze rozpatrujesz wszystko w kategoriach korzyści to trudno Ci będzie zrozumieć, ze ludzie tak nie rozumują. Po prostu kogoś lubisz i jesteś wobec tej osoby lojalna, nawet jeśli w Twoim pojęciu zrobi źle. Oczywiście w pewnych granicach - uprzedzam, bo zaraz będzie o katowaniu i gwałceniu zony, pedofilii, kanibalizmie itd. smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 17.01.18, 12:20
    Pomyśl dlaczego jestes wobec kogos lojalna.jestes lojalna bo to przyjaciel , ale dlaczego ta a nie inna osoba jest Twoim przyjacielem? Bo z ta a nie inna masz relację która daje Ci korzyści natury psychicznej, tamtej osobie też.Ludzie nie sa świadomi swoich pobudek ale to nie znaczy że ich tam nie ma .

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 17.01.18, 12:40
    Wiesz Babo, ja z moim najstarszym stażem przyjacielem widuję się b. rzadko, bo mieszka ode mnie daleko, a w dodatku samotnie wychowuje małe dzieci, wiec czasy na długie pogaduszki też nie ma. Z uwagi a jego sytuację nie wtajemniczam go w moje jakieś problemy, bo ma dość własnych, a ja jakichś wielkich nie mam. Jak do siebie dzwonimy to raczej ja staram się go wesprzeć z oczywistych przyczyn. Więc jak widzisz - nie mam w zasadzie nijakich korzyści o jakich ty ciągle myślisz. ALE poza tym co jest teraz mamy za sobą ponad 30 lat przyjaźni, prawdziwej przyjaźni, a nie tylko wspólnego imprezowania i bywania u siebie na weselach. Dla mnie jest to zwyczajnie bardzo bliski człowiek, ktoś komu całkowicie ufam i wiem, ze mogę nań liczyć. tym się ta osoba różni od mojego miłego kolegi niedawno poznanego, bardzo sympatycznego, fajnego, z którym miło mi się spędza czas i gada. Bo przyjacielowi mogę powiedzieć wszystko, a koledze nie - nie ufam mu na tyle, a on mnie tez na tyle nie zna, żeby mógł dobrze ocenić sytuację. Jednak idąc twoim tropem myślenia, więcej "korzyści" mam ze znajomości z kolega - bo częściej gadamy, wychodzimy razem, mamy wspólne hobby, jest na miejscu ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 16.01.18, 10:06
    Vi, ale jak powtórzę raz jeszcze - tu rzecz od strony męża nie rozbija się o nijakie krycie, tylko o to, ze mu nie powiedziała - nasza wątkodawczyni.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aga.doris 16.01.18, 10:13
    Nie tylko, również o to że go okłamała - cokolwiek ma to znaczyćwink
  • vivi86 15.01.18, 22:24
    Ja myślę, że autorka była przyjaciółką zdradzającej, a nie jej męża. Mąż przyjaciółki, był dla niej...mężem przyjaciółki, słabo się znali, może nawet ledwo (tak wynika z kontekstu). Jakby powiedziała to mąż by nie uwierzył i miałaby po przyjaźni z przyjaciółką.
    Już dla krystalicznej czystości sytuacji dobrze było unikać przebywania we 3 w sytuacji kiedy przyjaciółce zależało na pokazaniu się z kochankiem w kontekście koleżeńskim. Ale o parawaningu mowy być nie może.
    Ciekawe kto z komentujących wywaliłby z grubej rury do słabo sobie tak naprawdę znanego człowieka-Twoja żona (a moja przyjaciółka) Cię zdradza. Ciekawe jak pisała już Kora jak zareagowałby sam mąż, jakby sprawa tyczyła jego przyjaciela i zdradzającej przyjaciela dość słabo znanej autorowi żony.
  • aga.doris 16.01.18, 07:47
    Pozostaje jeszcze jedna niewiadoma - co tak naprawdę powiedziała przyjaciółka swojemu mężowi o roli Ptolo w całej sprawiewink Może coś wyolbrzymiła, podkolorowała, dodała aby siebie wybielić? Zerwanie kontaktów przez oboje (nie tylko męża) moim zdaniem może świadczyć o tym, że na Ptolo zaocznie została zwalona część winy za zdradę (np. namawiała, pośredniczyła w kontaktach, kryła itp). Sądzę, że jest to wysoce prawopodobnewink
  • jolanta4447 16.01.18, 07:57
    Też tak podejrzewam, choć nie zmienia to mojej opinii, że Ptolo powinna przeboleć i spisać na straty tę znajomość.
    Jest tylu fajnych ludzi na świecie. Może znajdzie bratnią duszę.
  • aga.doris 16.01.18, 08:14
    Nic innego jej nie pozostaje jak przeboleć i spisać na straty. No może jeszcze nauczka na przyszłość, żeby takie osoby i sytuacje omijać szerokim łukiem.
  • vivi86 16.01.18, 12:08
    Zgadzam się. Mąż byłej przyjaciółki robi tak jak stereotypowa zdradzana kobieta-cały świat winien tylko nie misiu
  • kora3 16.01.18, 12:42
    owszem, tak zachowuje się dość typowo. O ile rzecz jasna koleżanka Ptolo powiedziała jej prawdę, bo pamiętajmy, ze to ona przekazała te informację, a nie bezpośrednio jej mąż.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 16.01.18, 13:20
    Jak pokazuje forumowa statystyka większość jest zdania, że zdradzającemu nie należy pomagać w zdradzie, najlepiej się od sprawy romansu odciąć, być może całkiem także od zdradzającego, ale nie mówic zdradzanemu o zdradzie.

    Wybaczcie, ale mnie to trąci dość mocno hipokryzją ...Bo wychodzi na to, że "ja nic w tym kierunku przecież nie robię, więc jestem niewinny" - no niby tak, ale ...No właśnie taka osoba wie. Parę osób tutaj porównywało zdradę do przestępstw różnych - idąc tym tropem każdy obywatel ma moralny obowiązek donieść o przestępstwie smile
    Jak to godzicie z niemówieniem?

    Druga sprawa jest taka: ok, ktoś nie pomaga, wie, ale nie mówi, nikogo nie okłamuje...do czasu. Bowiem jeśli zostanie przez zdradzaną osobę zapytany, to ma dwa wyjścia - powiedzieć, ze nic nie wie, czyli skłamać lub powiedzieć prawdę. Co w takiej sytuacji?

    I jeszcze jedno: pół biedy, gdy zdradzaną osobą jest osoba niezbyt nam bliska, ale co wówczas, gdy jest nią osoba nam bliska? Nadal nie mówić? W takim przypadku, w odróżnieniu od tego z wątku, bliska osoba miałaby uzasadnione pretensje, ze się wiedziało i nie powiedziało.



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aga.doris 16.01.18, 13:57
    "ma dwa wyjścia - powiedzieć, ze nic nie wie, czyli skłamać lub powiedzieć prawdę."
    Może po prostu powiedzieć, że to nie jest jej sprawa i nie chce rozmawiać na ten temat - to definitywnie kończy sprawę.
    Co do reszty, to nie ma dwóch identycznych sytuacji i idealnej recepty na każdą okazję, więc te twoje dywagacje są bezcelowe. Można odnieść się jedynie to konkretnej sytuacji.
  • kora3 16.01.18, 14:09
    no więc ja się właśnie w tym wątku - odniosłam. Ptolo była blisko z przyjaciółka, nie z jej mężem, więc mąż ów ma nieuzasadnione zupełnie pretensje ze mu nie powiedziała.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 16.01.18, 13:58
    Powiedzieć prawdę. Bo co innego nie dzielić się informacją a co innego kłamać. Oczywiście że jeśli zdradzana osoba jest nam bliska powiedzieć należy o uzasadnionych podejrzeniach, właśnie dlatego że jest nam bliska i mamy prawo się wtrącać w tak prywatne sprawy. Należy przy tym być bardzo taktownym rzeczowym nie częstujemy nikogo własnymi sensacyjnymi domysłami tylko mówimy co widzieliśmy na własne oczy co może wzbudzić podejrzenia.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 16.01.18, 14:17
    Hmm Babo, ale jest pewien szkopuł - co to są uzasadnione podejrzenia? Pewnie, są sytuacje dość jasne - sama taką miałam. Pojechałam do dość odległego miasteczka służbowo. W restauracji hotelowej dostrzegłam męża koleżanki towarzystwie jakiejś kobiety, znajomość wyglądała na dość zażyłą, ale bez żadnych jednoznaczności - nie całowali się itp. Poszłam zjeść gdzie indziej, a gdy wracałam już około 23 z materiału przejeżdżając pod tym hotelem dostrzegłam samochód tego pana. No to mi dość podejrzewanie wyglądało, ale zasadniczo o niczym jeszcze nie świadczyło - pan mógł być w delegacji z koleżanką z pracy, spotkać starą znajomą przy tej okazji. Nazajutrz spotkałam się z tą koleżanką z jej inicjatywy , bo chciała pogadać. Niewinnie zapytałam, jak tam jej mąz (znaliśmy się) - ano niby pojechał w delegację do X (inna miejscowość gdzie go widziałam), niby bo ma pewne podejrzenia, ze ja zdradza. W tej sytuacji powiedziałam co widziałam. ale tak sama z siebie to nie wiem czy bym powiedziała - bo na dobrą sprawę nie widziałam żadnej zdrady przecież ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • sineado 16.01.18, 14:09
    Według mnie zawsze traci ta trzecia osoba, postronna. Mało kto (zdradzany)podjedzie na chłodno do tematu. Grają tu role duże emocje. Nie należy się wtrącać. Małżeństwo z tytułowego postu się pogodziło a najgorszy jest świadek. Pomijam fakt ze autorka powinna od razu się odciąć. Nie raz jest tak gdzie zdrada trwa przez lata i wszyscy wiedzą, łącznie ze zdradzanym który udaje że nie widzi... Lub widzieć nie chce. Najlepiej jak sam zainteresowany przejrzy na oczy.
  • kora3 16.01.18, 14:32
    Wiesz, tu się nie zgodzę. I piszę to z pozycji osoby, która była zdradzona, wszyscy właśnie wiedzieli itd. Nie miałam żalu ani do przyjaciółki eksa, ze mi nie doniosła na swego przyjaciela, ani do koleżanki, którą znałam, ale słabo ...Ale do paru osób, które udawały wówczas wielką do mnie życzliwość - owszem. Nie za to, ze się nie odcięli od eksa, tylko za to, ze nikt mi nie dal nawet do zrozumienia i robiłam z siebie idiotkę. Jakoś tam po ludzku rozumiem, ze nie chcieli się mieszać, konfliktować z nikim itd. ale qrczę - jak mnie rzekomo tak bardzo lubili i rzekomo tak mi współczuli tej sytuacji, to ktoś z nich mógł mi choć anonimowy mail wysłać, żebym na to czy tamto zwróciła uwagę. a tymczasem te osoby udawały wielką ze mną zażyłość, a za plecami pytlowały ile wlezie. Wszystkie te osoby znam do dziś, rozmawiamy normalnie acz z reguły służbowo.
    Jednak gdy ja się dowiedziałam o tym, ze moją dobrą koleżankę zdradza mąż, to zwyczajnie i spokojnie powiedziałam jej co wiem i skąd. Wcale nie zareagowała histerycznie, przeciwnie, podziękowała i sama postarała się sprawdzić jak jest. Sprawdziła i okazało się ze prawda. Wówczas się też z tym mezem pogodziła, ale nijakich pretensji nikt do mnie nie miał, nie wiem nawet czy mu powiedziała, ze trop miała ode mnie. Teraz już nie są razem, ale nie ma to nic wspólnego z tamtą sprawą

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 16.01.18, 14:50
    Cóż, Koro... Sytuacje są różne i moim zdaniem - lepiej jest się nie mieszać. Znałam np parę, w której pani miała przez lat kilka "przyjaciela". Wiedziałam o tym od jej męża. Otóż, ów pan [mąż] z przyczyn choroby czy czegoś tam nie był w stanie sprostać potrzebom erotycznym żony. Więc po prostu uznali, że poza łóżkiem nic się nie zmieni, bo wszak nie łóżko ich łączy, a do łózka pani sobie znajdzie kogoś tam. I ów pan wcale nie byłby wdzięczny, gdyby ktoś ze znajomych go, jak piszesz, uświadomił. Bo nie każdemu miał ochotę się zwierzać z niedyspozycji [tak, dla mężczyzny to JEST uwłaczające!], a gdyby jakaś "życzliwa" Kora mu "uświadomiła" to o czym sam doskonale wiedział - powinien jakieś stanowisko zająć, czyli jakoś zareagować. Bo jeśli nie to potem jakaś "życzliwa" Kora będzie po znajomych opowiadać, jaki to dureń, nawet ona go poinformowała, że ma rogi a on nic. Oczywiście, wiem, ty byś nigdy po znajomych nie plotkowała. Owszem. Ale gros "życzliwych" co z "życzliwości" powiadamiają - ma to do siebie, że papla z kim popadnie i jak popadnie. I zapewne ów pan, powiadomiony, oczywiście TYLKO z "życzliwości" obawiałby się, że taka "życzliwa" informatorka poinformuje nie tylko jego ale i pół miasta... Więc czasem lepiej się ugryźć w język, niż powiedzieć za dużo, Koro - "mowa jest srebrem, a milczenie złotem". Zwłaszcza w przypadku, gdy się nie zna sytuacji bardzo dobrze.
    Natomiast to sa całkiem inne przypadki, niż podany w poście startowym W poście startowym jest na wstępie wiadomo, że żona miała w miarę normalne małżeństwo, a seks traktowała wyłącznie jako metodę zdobycia awansu. Więc i autorka wątku nie miała rozterek moralnych, że koleżance w jej małżeństwie dzieje się krzywda. Chciała przyjaźnić się z prostytutką - jej wybór. Chciała z powyższą i jej kochankiem kawki pić i imprezować? Także jej wybór. No a mąż pomimo wybaczenia żonie nie chce mieć autorki w kręgu znajomych? Jego wybór.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 16.01.18, 15:18
    A skad wiesz, jak się układało pożycie seksualne tej koleżanki Ptolo? Nigdzie o tym nie pisze smile
    Vi - owszem sa osoby, które z różnych przyczyn udają się nie wiedzą o romansie swej połowki i szybko można się w tym zorientować, bo jak wie "wójt i cała gmina", a niby ta osoba nie wie, to ...
    Ale ja o innej sytuacji pisałam - ludzie z pracy mego eksa wiedzieli, ze ma on romans z tą koleżanką, natomiast inni ludzie, spoza tego kręgu nawet jeśli go z nią widzieliby na mieście nie mieli podstaw wyciągać takich wniosków - pracują razem, więc nic nadzwyczajnego, ze czasem razem gdzieś pójdą, pojadą, pogadają ...Nawet nasza wspólna kolezanka ale spoza tego kręgu, jak sprawa się już rypła, to mi mówila, ze qrcze widziała ich razem, nawet jej te panią przedstawił i nic mi nie powiedziała. A CO miała mi powiedzieć, ze go spotkała w kawiarni z kolezanką z pracy? Co w tym dziwnego, nadzwyczajnego - mnie tez spotykała czasem z różnymi panami ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 16.01.18, 15:37
    Koro, nie wiemy jak układało się pożycie koleżanki, ale wiemy, bo koleżanka o tym Ptolo poinformowała sama, że gzi się z szefem nie dla szału uniesień a dla awansu.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 16.01.18, 15:43
    A;e może tylko tak mówiła, żeby mezowu nie robić obciachu, ze niemocen

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 16.01.18, 15:27
    vi_san napisała:

    > Cóż, Koro... Sytuacje są różne i moim zdaniem - lepiej jest się nie mieszać.

    Jestem dokładnie tego samego zdania. Znam sytuację w której para nie mogła mieć dzieci (było to w czasach przed in vitro). Pani nawiązała w pracy romans, poczęła dziecko, romans zakończyła. Mąż pani za dzieckiem przepadał, kochał je bardzo, był szczęśliwy, że się na świecie pojawiło. I tu też gdyby go ktoś "uświadomił" albo choćby jakieś sugestie do sytuacji robił sądzę, że byłby bardzo niezadowolony, bo jak całe otoczenie przypuszczało wszystko odbyło się za jego wiedzą i zgodą, a przynajmniej za przymknięciem oka.
  • sineado 16.01.18, 15:00
    Może te osoby które wiedziały, były się reagować, krępowały?
    Ja mam przyjaciółkę która ma niezbyt przyjemnego męża w każdej kwestii. Jakiś czas mi sie żaliła na pewne sprawy (nie zdrada). Powiedziałam co ja wiem na ten temat. I cóż.. Ona powiedziała jemu, zamiast obserwować i dojść do swoich wniosków, przemyśleć, pracować nad tym. On dalej robi co robił tylko tak żebym ja nie widziala. Ona tydzień czy dwa się nie odzywała a potem znów na te same sprawy się żali. Już wiem że chce być tylko wysłuchana a nie chce się dowiedzieć prawdy. To mi dało do myślenia, ze czasem ktoś pyta, ale niekoniecznie chce znać odpowiedź.
  • kora3 16.01.18, 15:23
    No toż mówiłam, mogł mi ktoś z nich wysłać bodaj anonimowy mail...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 16.01.18, 15:40
    Uwierzyłabyś w mail anonimowy? Wtedy ? Czy pierwsze co bys zrobiła to powiedziała facetowi który by się zaczął lepiej kryć?

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 16.01.18, 15:47
    Zdziwisz się Babo, ale owszem, sprawdziłabym - nic nie mówiąc, przecież gdyby był niewinny to nic by nie wyszło "w praniu" . Praca nauczyła mnie bardzo dyskretnego sprawdzania roznych informacji, wiec nie zorientowałby się, ze jest sprawdzany i to nie poprzez grzebanie w mailu, czy komórce smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 17.01.18, 09:02
    I co by wyjść mogło zw sprawdzania bez grzebania w kom i mailach? Nic co by było decydujące.Do czego konkretnie mogłabys się dokopać. Pytam z ciekawości. Bo tak naprawde chodziło mi o to czy nie wolałabys konfrontacji.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 17.01.18, 10:25
    Babo nie zdradza się swoich metod smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 17.01.18, 11:26
    W sumie-kase miałaś, znajomości wśród prywatnych detektywów też.Sama guzik byś ustaliła na pewno.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 17.01.18, 11:34
    Z oczywistych przyczyn nie zwracałabym się do prywatnych detektywów smile Natomiast owszem, miałam cały wachlarz możliwości innych. Pewnie gdyby to było teraz sama wpadłabym na to, ze cos jest nie tak, ale wówczas z różnych przyczyn - nie wpadłam. Gdyby mi ktoś podpowiedział smile to z reszta poradziłabym sobie bez trudu - sama.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 16.01.18, 15:33
    No właśnie- zaczynasz rozumieć o co mi chodzi.osoby które udawały życzliwośc to nie byli ludzie których gdzieś tam w przelocie widziałaś i dziwne by było żeby ktoś taki Cię leciał uświadamiać. Takie osoby mogły Ci powiedzieć z powodu tego że jakieś tam serdeczniejsze stosunki były może nie wprost ale właśnie tak jak piszesz .Inna opcja dla takich osób to ochlodzic stosunki towarzyskie a nie udawać zyczliwość, co za typy swoja drogą.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 16.01.18, 15:51
    widzisz Babo, ochłodzić stosunki, to nie za bardzo ...Żeby ci przybliżyć - to był niewielki zespół ludzi, w zbliżonym wieku (poza wyjątkami), który pracował z sobą w branży już jakiś niekrótki czas. W zasadzie - znów poza wyjątkami ludzie z tego zespołu stanowili dla siebie główny krąg towarzyski, także poza pracą. Więc technicznie trudno byłoby ot tak ochłodzić relacje

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 16.01.18, 15:15
    Kto widzieć nie chce to jest inna historia. na ogół ci co sa wystarczająco blisko żeby powiedziec wiedzą że dana osoba się samooszukuje.Ma prawo sie samooszukiwać dopóki nie dojrzeje aby coś z tym zrobić.Jest to mechanizm obronny bywa że trwa krótko, bywa że wiele lat.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 16.01.18, 15:04
    Jak w tytule postu ...Załóżmy czysto hipotetyczną sytuację - załóżmy, ze w romans wdaje się moja siostra. Załóżmy, ze mi o tym powie, załóżmy, ze ja będę ja skłaniać do zakończenia tego, ale bez rezultatu.
    Niektórzy zalecają odciąć się od siostry w takiej sytuacji - teraz pytanie - jak to zrobić w praktyce? W rodzinnych stronach bywam rzadko, ale gdy bywam oczywistym jest dla wszystkich, ze spotykam się tam także z siostrą, szwagrem i siostrzeńcem. W ich domu, w domach innych krewnych, w domu mojej matki. Jak miałabym wytłumaczyć matce niechęć do spotkań z siostrą w jej domu nie mówiąc matce o sytuacji? Jak spotkać się z siostrzeńcem bez udziału siostry?
    Załóżmy, ze moja siostra gra w taktykę koleżanki Ptolo - kochanek oficjalnie jest jej kolega z pracy, bywa w domu siostry i szwagra. Co zrobić gdy pojawi się tam pod moja obecność, albo ja pod jego - np. nie wiedząc, ze on będzie. Tu rady są proste: wstać i wyjść, ale w praktyce...Jak wytłumaczę swoje nagłe wyjcie przyjechawszy w odwiedziny - choćby szwagrowi, czy siostrzeńcowi?

    Zatem robię dobrą minę do złej gry, niechętnie bo niechętnie, ale w zasadzie bez wyjścia ...
    Załóżmy, ze szwagier dowiaduje się o romansie i o tym, ze ja o nim wiedziałam - jestem w sytuacji Ptolo niezależnie od tego czy romans siostry mi się podobał czy nie - wiedziałam, nie powiedziałam, we wspólnych imprezach - uczestniczyłam.

    Nie, nie piętrze trudności - przedstawiam całkiem realną sytuację, w której może się znaleźć potencjalnie każdy z nas


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • asia.sthm 16.01.18, 15:17
    Dziwna ta siostra by byla gdyby zapraszala kochanka wiedzac, ze przeciwna romansowi Kora sie zjawi. A gdyby jednak okazala sie idiotka to zasluzylaby na oficjalnie urzadzana awanture i trzasniecie drzwiami. I niech wtedy sama wytlumaczy mamusi dlaczego Kora sie piekli.

    Koro czy od tego gdybania, wymyslania pozakrecanych scenariuszy nie boli cie glowa?



    --
    - Halo, pralnia?
    - Sralnia,k... Ministerstwo Kultury, słucham.(podobno autentyczne)
  • kora3 16.01.18, 15:22
    A co Kora ma do powiedzenia w ICH domu? Zresztą wzorem tego co pisaliście, miałabym się nie mieszać - zrobienie awantury u siostry w domu byłoby juz mieszaniem się

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 16.01.18, 15:21
    Nie ma wyjścia-trzeba powiedzieć.Siostra zresztą nie byłaby taka głupia żeby Cie uświadamiać jeśli by wiedziała że jesteś prostolinijna.Trzymałaby gębę na kłódkę, a nie szukała współczującego ramienia siostry której współczucie jakoś tam wagę przewinienia by zmniejszało.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 16.01.18, 15:25
    Ludzie w trudnych sytuacjach życiowych robią czasem rzeczy irracjonalne Babo, np. ja milczałam o wyczynach mojego meza rodzinie i przyjaciołom, a zwierzałam się w sumie krotko mi znanemu koledze z pracy

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • ptolemeusz28 16.01.18, 16:04
    Ogolnie to jestem rozczarowana waszymi odpowiedziami.
    Ja wiem jedno: juz teraz bede informowac zdradzanego, chocby i w anonimowym mailu. I nie sie tragaja za lby miedzy soba, ja mam to gdzies.
  • kora3 16.01.18, 20:47
    Ja pomimo doświadczenia forumowego jestem zaskoczona papieskością - powinnam zrezygnować z gry w lotki, bo czasem do turnieju przechodzi jedna para, która ma romans, ciekawe co będzie następnym moralnym wtajemniczeniem - zwolnienie się z pracy bo para współpracowników ma romans, wyprowadzka, bo sąsiadka ma kochanka ? trochę wyobraźni ludzie

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 16.01.18, 21:12
    Korciu, nie przeginaj. Nie zrezygnować z gry w lotki a zrezygnować z zabawy z tymi, konkretnymi ludźmi. I to też nie że powinnaś. A jak MOŻESZ postąpić, jeśli chciałabyś być "w porządku". Oczywiście twoje "w porządku" może się skrajnie różnić od mojego - nie narzucam. Napisałam tylko co JA uważam, że powinno się w takiej sytuacji. A nie co ty powinnaś.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 16.01.18, 21:23
    Napisałam Ci wyraźnie, nie ja ustalam kto przechodzi do gry w eliminacjach, a punkty, w regulaminie nie ma nic o wykluczenie za romans, czylu wg Ciebie mam zrezygnować z turnieju jeśli oni przejdę, bo ...oni mają romans... No weź Vi ...ok, Ty byś zrezygnowała może ze wszystkiego, a ja z tej gry nie zrezygnuje - nie mam z tym romansem nic wspólnego, nie moja sprawa. Sama gra w turniejach z tymi ludźmi nie oznacza, ze mi się postawa podoba, tak samo nie oznaczałoby tego mieszkanie w sąsiedztwie jednego czy drugiego..Ty byś się wyprowadziła pewnie wiedząc, ze sąsiadka ma kochanka, który ja odwiedza pod nieobecność męża w domu, a JA nie...Po prostu jestem mniej moralna niż Ty smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 16.01.18, 21:34
    Koreńko, no litości! Napisałaś, że nie grają Z TOBĄ, tylko w jednym turnieju - dopiero w odpowiedzi do mnie, nie w pierwszym poście w którym zapytałaś! Może ty siedzisz na forum 24/7, ale ja mam parę innych drobnostek w życiu i nie jestem w stanie telepatycznie domyślić się, że zechciałaś mi odpisać...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 16.01.18, 21:41
    Vi, nie wykręcaj się teraz... zresztą, nawet gdyby tak było, ze się spotkamy jako paru graczy poza turniejem tam i mamy ochotę pograć - co w tym złego ze zagraliby i ono, jako gracze na naszym poziomie? Z ludźmi poza tym poziomem nie ma sensu grać, rozwalasz ich i tyle. To żadna zabawa ...Co ma wspólnego zwyczajna gra treningowa z ich romansem ? To jest ICH sprawa i ich małżonków, a nie moja, ja tylko z nimi rzucam do tej samej tarczy - ich relacja mnie nie obchodzi

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • vi_san 16.01.18, 21:54
    Korciu, ależ nic mi do tego. Graj z kim chcesz, włącznie z wielokrotnymi przestępcami - tak samo nic mi do tego. w ogóle rób co chcesz. Ale w tej rozmowie - do mnie możesz więcej nie pisać ani słowa, bo ja odmawiam współpracy - nie lubię jak osoba nie głupia pisze androny tylko w celu "zdyskredytowania" adwersarza. Erystykę Schopenhauera też czytałam, więc nie będę ci punktować ostatnich twoich wypowiedzi - jesteś na tyle bystra, że sama doskonale wiesz kiedy i które metody usiłujesz stosować. Dziękuję za dyskusję, mam nadzieję, że następnym razem jednak nie będziesz mnie i innych dyskutantów traktować jak kretynów...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 16.01.18, 22:04
    Vi jeśli poczułaś się potraktowana jak kretonka, to przepraszam, wybacz ale ja też się tak poczułam...ok, nie zrozumiałaś ,ze chodzi o turniej na dobór składu którego nie mam wpływu, ale przecież mam wpływ na to, czy JA będę grać czy nie. Nie podpsujesz tam żadnego kontaktu, nie płacisz kary za wycofanie się na żadnym etapie- zatem mogę nie zagrać wiedząc, ze ci państwo zagrają podając prawdziwy tego powód albo dowolny, np., ze się źle czuję. Pytanie jest proste: czy Ty zagrałabyś czy nie i jeśli nie to dlaczego?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aga.doris 16.01.18, 21:43
    Eh, Koro można by ci zadedykować wierszyk "Golono, strzyżono"wink Doprowadzasz dyskusję do absurdu, byle twoje było na wierzchuwink
  • kora3 16.01.18, 21:47
    Alez skąd , odnoszę się tylko do odpowiedzi innych smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • ptolemeusz28 16.01.18, 22:33
    Niektorym na tym forum marzyloby sie wywiezienie rozpustnika na wozie gnoju jak Jagne z Chlopow heheh czuliby sie wtedy tacy ponad i tacy moralni, ze hej.

    Porownywanie zdrady do przestepstwa to absurd, moze zdradzani ludzie by tak chcieli, niestety nie jest tak.
    Zdrada to ten sam kaliber co klamstwo, obgadywanie, podkladanie "swini" w pracy itp., a nie zadne przestepstwo.
  • kora3 16.01.18, 22:50
    smile wies, problem polega na tym samym co mentalność męża Twojej koleżanki - seks jest związany z przestępstwem gdy jest wymuszany fizycznie lub inaczej wówczas ofiara ma żaden albo ograniczony wpływ na rozporządzanie swoim ciałem - w każdym innym przypadku ma pełny wpływ - rozporządza nim , dokonuje wybotu. Chce z kimś sypiać za pieniądze, awans, spo9łeczny awans - ma takie prawo i sama o0 tym decyduje. To nie jest przestępstwo. Najlepsze to ze zdrada jest tu często uznawana za przestępstwosmile zaleznie od potrzeb - albo popełnia je zdrazdający jak tu, albo ten z kim się zdradza - ukradła komus meża hehe . Nie, poza sytuacjami przymusu to jest czyjs wybor i tyle.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • firlefanz 19.01.18, 21:52
    Zdrada to ten sam kaliber co klamstwo, obgadywanie, podkladanie "swini" w pracy itp.,
    ?????
    zgoda, że zdrada to nie przestępstwo, ale jak można twierdzić, że zdrada to takie samo przewinienie jak kłamstwo czy obgadywanie???
    małe kłamstwa zdarzają się każdemu i i tylko kłamstwo w bardzo ważnej sprawie, może zranić równie jak zdrada (np. odkrywamy, że ktoś jest żonaty/zamężny, a mówił nam że jest wolny),
    obgadywania to nawet nie skomentuję...
  • firlefanz 19.01.18, 22:04
    zwolnienie się z pracy bo para współpracowników ma romans, wyprowadzka, bo sąsiadka ma kochanka

    to są w ogóle nieadekwatne przykłady... Koro, czy tego nie widzisz czy celowo podkręcasz dyskusję w absurdalnym kierunku?

    żeby nie podawać przykładu przestępczego - ktoś jest cwaniakiem, który wykorzystuje ludzi (ale nie podpada to pod żadne paragrafy). jeśli ktoś taki jest twoim najlepszym kumplem to świadczy i nie rozluźniasz z nim relacji jak się dowiesz o jego zachowaniu to najwyraźniej nie przeszkadza ci krzywdzenie ludzi.

    podobnie mógł myśleć zdradzony/a (w opisywanym przypadku mąż oczywiście jest idiotą, ze ma pretensje do koleżanki, a nie do żony, która go zdradzała)- jeśli wiedza o zdradach nie rozluźniła relacji koleżeńskich to znaczy, że znajomi być może nawet pochwalali zdradę albo przynajmniej nie uważali jej za nic złego.
  • kora3 20.01.18, 08:37
    Wiesz, ja tylko odniosłam się do radykalnych stwierdzeń - "zerwać kontakty, zdecydowanie się odciąć" - czasami się po prostu nie da ...Bo właśnie nie zwolnisz się z pracy, ani nie wyprowadzisz...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 20.01.18, 09:19
    Koro, ale mozna odciac sie socjalnie i emocjonalnie. np wlasnie w pracy - powiedziec takiej osobie "sorry ale w tym partycypowac nie chce i nie bede, a z toba, jesli nie zerwiesz z XYX nie chce utrzymywac wiezi poza praca" - i kontaktowac sie tylko w sprawach sluzbowych,.
    nie bardzo wyobrazam sobie takiej sytuacji mieszkajac razem bo rodzenstwo to calkiem co innego a wspolokatorzy - w koncu mozna sie wyprowadzic, w dzisiejszych czasach mieszkan do wynajecia nie brak. a szczegolnie jako wspollokator.

    minnie


    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • vi_san 20.01.18, 10:32
    Minnie, Tym razem Kora, z którą zwykle lubię dyskutować tak mnie wkurzyła, że po prostu się W TEJ ROZMOWIE do niej nie odzywam. Bo udaje debilkę, która nie odróżnia relacji służbowych od towarzyskich, która nie rozróżnia losowego doboru w turnieju od umawiania się z kimś na grę, która wreszcie pisze kretynizmy o "wyprowadzaniu się z mieszkania bo sąsiadka/sąsiad zdradza. Nie chodzi wszak o to! A o właśnie, jeśli nie odpowiada mi postawa, postępowanie koleżanki X, to po prostu: jeśli pracujemy razem - to utrzymuję z nią relacje stricte służbowe i nic poza tym - żadnych ploteczek podczas lunchu, żadnych kawek po pracy, jeśli losowo gram z X w turnieju - to gram, ale nie umawiam się z X na spotkania, nie siadam przy jednym stoliku, jeśli mieszkam obok - to tak samo: nie chodzę do X na kawę, nie pożyczam od niej "szklanki cukru" itd. Nie utrzymuję kontaktów towarzyskich, a pozatowarzyskie - tylko w zakresie niezbędnym. Czyli nie szukam w pracy wspólnych projektów z X, nie chodzę specjalnie tam gdzie ona i w czasie w którym wiem, że ona tam jest, na klatce schodowej mówię "Dzień dobry" i nie zatrzymuję się nawet na wymianę uwag o pogodzie. Korcia tu udaje, że tego nie pojmuje - a wiem, ze jest na tyle inteligentna, że doskonale wie o co chodzi. No, ale to jej wola i jej decyzja...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • kora3 20.01.18, 16:49
    Vi no przykro mi, ze tak cie wqrzylam...Pisząc co pisałam, chciałam pokazać granice absurdu twierdzeń "zerwać wszelkie kontakty, odciąć się" ...Rozumiem nieuczestniczenie w poza zawodowych kontaktach, ale ...Dam prostu przykład: u mojego kolegi w pracy na imprezach integracyjnych, sparowanych także ludzie z zasady siedzą z tymi ze swego działu przy stole. Załóżmy, ze jest ich w dziale trzy osoby - pan, pani i on. Pan i pani mają romans, on wie - na imprezie z urzędu jest usadzony z panem i jego zoną, panią i jej partnerem + jego druga połowa. No i co? Ma na imprezie z nikim nie gadać? Nie iść?
    zresztą - wszystko jest idealnie proste gdy nas nie dotyczy, albo dotyczy słabo. Pamiętam taka panią sąsiadkę moich dziadków - gdy inna sąsiadka rozstała się z mężem i związała z innym panem to ostentacyjnie odwracała głowę na jej widok. Minęło kilkanaście latu jej córka tak samo zrobiła - jakoś nie zerwała z ni a kontaktów, przyjmowała z nowym partnerem, jeszcze ich dziecko bawiła smile tak to właśnie jest - swego pod nosem , cudze pod lasem smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 20.01.18, 22:49
    @ Kora- tak, ma wyjscie- moze rozmawiac tak jak Visan napisala w pracy stricte sluzbowo lub na bardzo luzne neutralne tematy, po pracy absolutnie nigdzie razem. a na impreze moze nie isc. wolna wola.

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • kora3 21.01.18, 11:28
    No wiesz, na imprezę integracyjną nie zawsze można nie iść. Są w PL (i nie tylko) firmy, w których permanentne unikanie takowych jest nie najlepiej widziane przez szefostwo - uprzedzając, nie musisz mi "współczuć" u nas tak nie jest, ale znam takie miejsca pracy.

    Co do reszty - zgadzam się, ze można kontakty ograniczać do służbowych, to prawda. ALE chodziło mi o "porady" by je całkiem zerwać. Czasem się zwyczajnie nie da - kiedy właśnie chodzi o współpracowników, rodzinę, znajomych z klucza hobby. Poza tym po tym wątku coś mi się przypomniało ...

    Tu w wątku sytuacja jest dość jasna - Ptolo wiedziała, ze państwo mają romans, bo jej przyjaciółka powiedziała. Skoro powiedziała, to Ptolo mogła wyrazić swe zdanie na ten temat, a także wprost powiedzieć przyjaciółce by jej do tego nie mieszała w sensie wspólnych spotkań z tym panem, czy domowych imprez u przyjaciółki z jego udziałem.

    Są natomiast sytuacje, gdy ktoś poinformowany nie zostaje, a jedynie domyśla się, ze jakaś parama romans. Czasem domyśla się tego trafnie, a czasem zupełnie - nie. Opisałam tu kiedyś sytuację, gdy pani znajoma, nie bardzo bliska, ale od dawna znana, podejrzewając parę ludzi o romans pozwolił sobie publicznie potępić ten stan rzeczy.
    W swoich oczach, być może także w oczach części z Was wykazała się moralnością najwyższej próby. Natomiast w moich oczach wykazała się bezprzykładnym chamstwem. I nie tylko wcale dlatego, ze owa para romansu nie miała. To bez znaczenia - nawet gdyby miała, to owa pani - jakaś tam znajoma powinna swoje domysły w tej mierze zostać dla siebie.

    Cóż mogła zrobić - ano to co radzicie - izolować się od tej pary. Tylko, ze w tym przypadku domysły pani były kompletnie niezgodne z prawdą! Tym ludziom pewnie by zwisało, czy izoluje się od ich niebliska im kobieta, a także - dlaczego. Ale dla tej pani taka izolacja oznaczałaby też izolacje od reszty towarzystwa, bo to bynajmniej do izolowania się od tej pary się nie kwapiło. Najważniejsze jest jednak to, ze pani domysły nie były poparte faktami.
    Co w takiej sytuacji, gdy się ktoś DOMYŚLA, ale na serio nie wie?

    Sama takiej sytuacji doświadczyłam. Mój partner był w delegacji, gdy przyjechał do nas jego syn. Oczywiście zatrzymał się u nas. Ponieważ nikogo w zasadzie tu nie znał, to zabierałam go ze sobą na spotkania towarzyskie, takie luźne, nie proszone. Kila osób z towarzystwa znało go jako syna mego partnera, ale nie przedstawiałam go tak, bo jaki sens przedstawić go tak ludziom, którzy mego partnera wcale nie znali? No i znalazła się pani, która wyraziła oburzenie, ze mam młodszego kochanka smile Dla tych, którzy wiedzieli kto zacz stala się pośmiewiskiem rzecz jasna, ale i inni nie podzielali jej oburzenia. Na zasadzie "Skąd wiesz, ze to kochanek, a nie kolega? A nawet gdyby kochanek, to CO CIĘ to obchodzi?"- ja bym w adekwatnej sytuacji zareagowała tak samo - nie wiem, a nawet gdyby - nie moja sprawa.
    Pani naraziła się na śmieszność, ostracyzm, a także na to, ze jej powiedziałam, iż sobie nie życzę takiego zainteresowania moim życiem z jej strony. Przeprosiła, fakt, ale tłumaczyła, ze nie powiedziałam, iż to syn mego partnera. A musiałam, przepraszam? NIE musiałam, a nawet gdyby to był mój kochanek, jej nic do tego smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 21.01.18, 13:53
    @ Korciu, przepraszam ale naciagasz az oczy bola czytac. bo bardzo latwo byloby z miejsca wyjasnic paroma slowami "ach nie, to syn...." i glupie ploty uciete w pare sekund bardzo elegancko a babie by w piety poszlo.
    to raczej jak ktos chce aby zrobilo sie troche zamieszania pozwlala aby sytuacja sie chwile pogmatwala bo potem jest co opowiadac wink https://www.cosgan.de/images/smilie/liebe/s015.gif

    Minnie


    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • kora3 21.01.18, 13:58
    Pani nie mówiła tego do mnie, ale to bez znaczenia Minnie, nie MUSZĘ nikogo przedstawiać z podaniem kim dla mnie jest. Nie widziałam sensu przedstawiać ludziom nieznającym mego partnera jego syna jako jego syna. A te które go znały, wiedziały, ze to jego syn smile Jest to jednak bez znaczenia Minnie - nie mówiłam tej pani kim ów człowiek dla mnie jest, wiec swoje domysły powinna pozostawić dla siebie, bo nawet gdyby to był mój kochanek nic jej do tego - proste.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 21.01.18, 15:52
    kora3 napisała:

    > nie mówiłam tej
    > pani kim ów człowiek dla mnie jest, wiec swoje domysły powinna pozostawić dla s
    > iebie, bo nawet gdyby to był mój kochanek nic jej do tego - proste.

    Oj Koro, na głupie domysły nic nie poradzisz. Dobre parę lat temu z pewnej uczelni wyjechało na wczasy kilkoro zaprzyjaźnionych panów wykładowców z córkami w wieku szesnastu, siedemnastu lat. I korzystając z pięknej pogody chodzili sobie wieczorami na spacery po okolicy po której szybko rozeszła się wieść że to przyjechali z miasta panowie w średnim wieku z.. młodymi kochankami.
    Sama miałam przygodę jako późna nastolatka, poszłam z rodzonym ojcem kupować koszulę nocną jako jakiś prezent imieninowy i wybrawszy sobie coś co mi się wówczas podobało usłyszałam rzucone z troską przez sprzedawczynię po bacznym zlustrowaniu mego taty wyjmującego portfel - oj bledziutko będzie pani w tym wyglądać.

  • kora3 21.01.18, 16:09
    Ale Aquo, n9ie chodzi o to czy Ty coś poradzisz, chodzi o ti jak się ma zachować osoba mająca w swoim pojęciu uzasadnione podejrzenie

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 21.01.18, 16:13
    kora3 napisała:

    > Ale Aquo, n9ie chodzi o to czy Ty coś poradzisz, chodzi o ti jak się ma zachowa
    > ć osoba mająca w swoim pojęciu uzasadnione podejrzenie

    Przecież generalnie cały wątek jest odpowiedzią na to pytanie również Koro, nie czytałaś?

  • kora3 21.01.18, 16:16
    Nie, w watku sytuacja jest inna - wątkodawczyni wiedziała od samej zainteresowanej ...Wiedzieć, a domyślać się to jednak spora różnica

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 22.01.18, 01:58
    kora3 napisała:
    > Pani nie mówiła tego do mnie, ale to bez znaczenia Minnie, nie MUSZĘ nikogo przedstawiać z podaniem kim dla mnie jest. Nie widziałam sensu przedstawiać ludziom nieznającym mego partnera jego syna jako jego syna.

    ale tu nie chodzi o przedstawianie kto jest kto dla ciebie tylko kto jest kto w ogole. szczegolnie ze jak napisalas to byly spotkania towarzyskie nie biznesowe.
    kulturalnie jest wiec przedstawiajac dorzucic minimum informacji o czlowieku np
    - "prosze, poznajcie sie, to jest moj maz/partner Adam Kowalski a to jest Jacek Kowalski syn Adama". tak jest prawidlowo. ii wystarczy.
    co innego bybylo gdyby to bylo spotkanie oficjalne, z pracy np konferencja. wtedy nie tylko nie trzeba ale wrecz nie wypada informowac kto jest kim dla kogo bo to po po prostu zbedne. chyba ze to sa jakies specyficzne okolicznosci, np spotkanie biznesowe ale w restauracji dwoch par malzenskich i jeszcze jakas osoba towarzyszaca to wtedy juz tak.


    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • kora3 22.01.18, 09:39
    minniemouse napisała:

    > kulturalnie jest wiec przedstawiajac dorzucic minimum informacji o czlowieku


    Mylisz się Minnie, nie ma takiej zasady - to jest możliwość, a nie konieczność. Łopatologicznie - można tak zrobić, ale nie ze się musi., czy nawet powinno. Mowa o luźnym licznym spotkaniu znajomych , a nie o oficjalnym obiedzie, czy sytuacji biznesowej.
    Nawet np. na weselu, gdy osoba towarzysząca komuś nie jest młodej parze znana można tę osobę przedstawić z podaniem relacji, albo bez podania jej. Równie dobre jest "A to Adam Kowalski" co "A to Adam Kowalski, mój kolega/narzeczony/partner/kuzyn" - przedstawiający nie ma obowiązku podawania szczegółów na ten temat.

    Nie przerzucaj winy z niegrzecznych ludzi snujących różnorakie pomysły i domysły na osoby grzeczne. Nie mam obowiązku opowiadać się kim jest osoba, z którą przyszłam - w jakiej pozostaje ze mną relacji. To jest moja i tej osoby sprawa - chcę, powiem, nie chce, nie widzę sensu - nie powiem.

    Tu nie widziałam sensu - te osoby, które znały mego partnera i jego syna, wiedziały kto zacz. Natomiast te, które nawet mego partnera nie znały do niczego nie potrzebowały informacji, ze to jest syn faceta, którego nigdy na oczy nie widzieli - proste.




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 22.01.18, 10:21
    kora3 napisała:

    > Nie mam obowiązku opowiadać się kim jest osoba, z którą
    > przyszłam - w jakiej pozostaje ze mną relacji. To jest moja i tej osoby sprawa
    > - chcę, powiem, nie chce, nie widzę sensu - nie powiem.

    Obowiązku nie masz, ale kulturalnie jest to uczynić. Przede wszystkim aby ułatwić rozmowę obecnych z tą osobą, a poza tym by uciąć wszelkie domysły które się pojawią.
    Dużo łatwiej zagaić jakąkolwiek pogawędkę jeśli mniej więcej wiemy z kim mamy do czynienia niż jeśli stoi przed nami jakiś Adam Kowalski, który przyszedł z Korą. Osobie którą przyprowadzisz na przyjęcie jako towarzysza też raczej będziesz krótko przedstawiać obecnych, choć wcale tego nie musisz robić, ale nie jest miło jeśli zostawisz ją samą sobie bez żadnej wiedzy o innych uczestnikach.
  • kora3 22.01.18, 10:38
    Aquo, ma to jakiś sens, jeśli informacja jest do czegokolwiek przydatna - znaczy, jesli z czymś się komus kojarzy. Zatem np. - szłam z koleżanką ulicą, spotkałam kolegę cześc cześc to Krzysiek, a to Beata, moja serdeczna koleżanka i także siostra X. O bardzo miło poznać, świetnie znam twojego brata...Zastanówmy się w jakim celu miałabym kolegę raczyć informacją, ze Beatka to siostra X, którego ów nie zna wcale? Wydaje się oczywiste, ze to bez sensu, nieprawdaż? W czym w konwersacji państwa miałoby pomoc to, ze pani jest siostrą mego znajomego, którego Krzysiek wcale nie zna? Jakoś nie ogarniam ...
    Tak samo w tej sytuacji było - po co komuś, kto nie zna mego partnera, albo i nie wie nawet o jego istnieniu informacja, ze gośc, który ze mną przyszedł jest jego synem? Na serio nie rozumiem


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 22.01.18, 10:50
    kora3 napisała:

    > Aquo, ma to jakiś sens, jeśli informacja jest do czegokolwiek przydatna - znacz
    > y, jesli z czymś się komus kojarzy. Zatem np. - szłam z koleżanką ulicą..

    Koro pisałaś o sytuacji na weselu, na imprezie, więc nie wykręcaj teraz kota ogonem zmieniając opis. Po za tym nawet na ulicy gdy stajesz na nieco dłuższą niż zwykłe cześć pogawędkę powinnaś krótko przedstawić sobie osoby - to moja siostra, a to sąsiad Staszka. To Zosia moja koleżanka z pracy, a to Ala żona mojego kuzyna. Po to by jedna z osób nie stała jak kołek nie wiedząc co może powiedzieć bo nie wie w jakiej relacji jesteś z drugą z nich.
    Na tym polega obycie i kulturalne znalezienie się w sytuacji.

  • kora3 22.01.18, 11:05
    Aquo, niczego nie zmieniam, od początku pisałam ze to było spore, luźne spotkanie znajomych, żadne wesele. Ale na weselu także nie ma wg mnie sensu mówić, ze oto mąż mojej kuzynki, której nikt na oczy nie widział - bez przesady. Jaki to temat dla kogoś do rozmowy, ze to siostra , mąż czy syn kogos kogo ta osoba NIE ZNA?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 23.01.18, 00:34
    kora3 napisała:

    > Aquo, niczego nie zmieniam, od początku pisałam ze to było spore, luźne spotkanie znajomych, żadne wesele. Ale na weselu także nie ma wg mnie sensu mówić, ze oto mąż mojej kuzynki, której nikt na oczy nie widział - bez przesady. Jaki to temat dla kogoś do rozmowy, ze to siostra , mąż czy syn kogos kogo ta osoba NIE ZNA?

    Koro, Aqua ci jasno i dobrze wytlumaczyla dlaczego przedstawiajac nowa, obca sobe w towarzystwie wyjasniamy zarazem krotko kto jest kto - np "syn meza" "siostrzenica" "kolega z pracy", "moja ciocia" itp itd - by ci co go JESZCZE nie znaja wiedzieli kto zacz i zeby zawczasu UCIAC LEB wszelkim plotkom i domyslom, ktorych, masz bezwglednie racje, nie powinno byc ALE ktore niestety powstaja w przeciwnym przpadku.
    i PO TO wlasnie jest ten Savoir Vivre by dokladnie temu zapobiegac - takim sprzyjajacym niemilym zachowaniu okolicznosciom, czyli w tym przypadku - glupim domyslom, chichom smichom i plotom.
    Wiec nie ma o czym dyskutowac, racje ma Aqua nie ty - w/g SV kulturalnie i potrzebnie (i praktycznie) jest przedstawic nieznajoma osobe imieniem, nazwiskiem i podac tresciwy status: "syna Adama", "moja siostra", "moj bratanek" itd.

    Nie raz i nie dwa bywalam na przyjeciach na ktorych poznajac kogos nowego, o ile gospodarz od razu nie wyjasnil gosciom kto to jest ('to moj brat z Polski', 'to dzieci mojej siostry z Polski') to niezmiennie predzej czy pozniej byly szemrania-dopytywania "a kto to jest? nie wiesz kto to jest?" "znasz tych ludzi?" - rzecz i do przewidzenia, i najnormalniejsza w swiecie.
    bo gdy w towarzystwo ktore sie zna wchodzi ktos nowy, w gre wkracza - ze tak powiem nienaukowo - najzwyklejsza w swiecie biologia: podswiadome lekkie zjezenie "uwaga, obcy", a jak "obcy", to moze byc potencjalnie, w przenosni, "wrog". trzeba wiec zrobic "wywiad", "obwachac wroga", zorientowac sie czy jest on "grozny" czy nie. brzmi smiesznie ale na podlozu zwyczajnie ewolucji tak wlasnie jest - zaciekawienie kto jest kto bierze sie z checi zorientowania czy i komu mozemy zaufac, jak sie zachowac wobec kogo, jak kogo traktowac.
    Jezeli a priori wiemy kim dana osoba jest to a prori sie ustosunkowujmy nan (aaa, twoja siostra.., aaa, twoje bratanki... aaa, twoj szef, aaa twoja znienawidzona tesciowa...)

    Jak widzisz Koro tego typu wiedza ma niebanalne znaczenie w ukladach miedzyludzkich i dlatego SV przewiduje przedstawianie nie tylko nazwa wlasna ale takze zwiezlym opisem relacji.
    I jeszcze raz podkresle iz przedstawianie nowej osoby w ten sposob: "to Jacek X, syn Adama X" nie ma nic wspolnego z toba a wylacznie z Jackiem X i kto to jest. po prostu wyjasniasz towarzystwu ktore go nie zna kim on jest w relacji do was wszystkich zeby mogli sie do niego ustosunkowac.
    btw, jakby sie tak dobrze zastanowic to mozna by dojsc do wniosku iz te dowcipasy, domysly w stylu "to pewnie kochanek" wynikaja wlasnie dokladnie z metaforycznego ewolucyjnego poczucia 'zagrozenia'. bowiem nie majac pojecia z kim mamy do czynienia, probujemy sami 'wywachac' kto zacz. a ze rzecz dzieje sie na gruncie towarzyskim... big_grin

    Minnie

    --
    ~ Prawdziwy dżentelmen przestaje chrapać, gdy śni mu się dama ~
  • jolanta4447 23.01.18, 03:47
    No, zgadzam się z tą wypowiedzią Minnie.
    Co komu szkodzi w sytuacji towarzyskiej powiedzieć przy przedstawianiu 'To mój brat, siostrzenica, koleżanka z pracy, itp.'.
    Wyjaśnia koneksje, a dodatkowo unika się niezręcznych rozmów o osobie przedstawiającej (jeśli rozmówca jest plotkarzem - wtedy na pewno nie opowie np. siostrzenicy najnowszej niekorzystnej plotki o ciotce czy wspomnień z niewłaściwego zachowania owej ciotki na poprzedniej imprezie), a dodatkowo może znajdzie wspólny temat z ową siostrzenicą, koleżanką czy partnerem.

    I tak po kilku chwilach całe towarzystwo domyśli się (lub będzie), jakie powiązania ma nowa osoba z panią, która ją przyprowadziła.
    Mówię o sytuacjach towarzyskich, a nie firmowych, konferencyjnych czy naukowych.
  • jolanta4447 23.01.18, 03:54
    Też wolę wiedzieć na spotkaniu towarzyskim u swojej koleżanki, kim jest nowa osoba i nigdy nie spotkałam się z brakiem takiej informacji.
    Co innego krótkie spotkanie na ulicy/w centrum handlowym. Jeśli to tylko chwila na 'Cześć/Dzień dobry', to można sobie darować bliższe przedstawianie.
  • jolanta4447 23.01.18, 04:01
    Ech, znowu widzę duże oddalenie od właściwego tematu "Czy wypada się wtrącać w sprawy rodzinne (zdrada)" - poprawiłam na polskie znaki.

    Co innego przedstawianie kogoś, a co innego informowanie męża/żony o zdradzie, he he he.

    Pływające wątki czy nawet trochę surfujące. Przy takim oddaleniu może jednak zakładać nowy, by trzymać się tematu i nie błądzić ?
  • jolanta4447 23.01.18, 04:07
    Fakt - może jako umysł ścisły (techniczny) jestem nieco zasadnicza i może spodziewam się zbyt wiele, ale naprawdę widzę 'rozjechanie się' tematów.
    Lekko zaczynam się w tym gubić, bo znajduję zupełnie inne wypowiedzi niż w tytule wink
  • kora3 23.01.18, 09:20
    Minnie - Jolanta słusznie zauważa, ze wątek "się rozjechał" w kierunku nie na temat (dlatego założyłam osobny watek), ale odpowiem Ci tu.
    Sytuacje są po prostu różne i bardzo wiele zależy moim zdaniem od okoliczności. Na proszonym małym przyjęciu sprawa wygląda inaczej niż na licznej gali - wg mnie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 22.01.18, 11:27
    Przyznam się, ze zatkało mnie, ze TY to napisałaś - serio. Ty, która doskonale wiesz i podkreślasz - poniekąd słusznie, ze nie należy poruszać żadnych tematów kontrowersyjnych w towarzystwie...Jak to ktoś nie wie co może powiedzieć nie znając relacji czyjejś ze mną? "Udane przyjęcie", "Bardzo miła impreza" - to są tematy na zagajenie rozmowy z kimś nieznajomym, a nie "Ale ta Kora ma brzydką sukienkę", czy cos podobnego. Kompletnie nie wiem do czego kulturalnej osobie potrzebna wiedza o mojej czy czyjejkolwiek relacji z kimś, by móc z tym kimś porozmawiać. I na serio jestem w szoku, ze takie rzeczy piszesz TY - osoba, która jak wspomniałam słusznie podkreślasz, jak ważny jest takt. Niby co takiego mogłaby kulturalna osoba powiedzieć do syna mego partnera nie wiedząc, ze to jego syn? Podaj jakiś przykład kulturalnej wypowiedzi, która byłaby nie tak w związku z niewiedzą tej osoby na ten temat


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 22.01.18, 11:35
    Tez tak uważam, wypada jakoś przedstawić osobę komuś z kim się jakiś czas ma spędzić.Nie twierdze że dzielenie się domysłami na zasadzie pewności(mnie się wydaje to musi tak być) jest czymś kulturalnym, niemniej domniemanie na weselu że OT jest ślubna lun nieślubną połową jest zwyczajnie naturalne,dziwne byłoby upewnianie się-a czy tamta pani z panem obok ...Juz nie stawiajmy wszystkiego na głowie.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 22.01.18, 11:45
    Babo, poniekąd masz rację i jej nie masz. Owszem, w pewnym wieku OT na weselu to na ogół mąż/zona, partner/partnerka czyjaś (bo w młodym wieku niekoniecznie), ale tak na serio do czego komuś jest taka wiedza potrzebna i po co ma się domyślać? Jeśli z takimi osobami nawiąże ktoś rozmowę y najprawdopodobniej i tak wyjdzie w praniu kto zacz, bez pytania o to. Przykład? "Bardzo udane wesele..." "O tak, szkoda, ze kiedy my się pobieraliśmy 20 lat temu nie było takich atrakcji..." albo "Rzeczywiście, podpatrujemy troszkę, bo za rok planujemy nasz ślub ..." -i już masz wszystko jasne

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 22.01.18, 14:08
    Chodziło o to że pewne domniemania robi się automatycznie. Para w średnim wieku (50plus) na weselu na 95 % jest małżeństwem i taki pies Pawłowa się robi.Trudno ludzi za to winić i odsadzać od czci i wiary że pani przyszła z bratem a wzięto go za męża.Nic się na Afrodytę nie stało przecież.Sytuacje-"czy męzowi tez wody ?","Może żonie tez półmisek podam?".Normalne sytuacje.

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 22.01.18, 15:21
    Babo, no nie wiem czy trudno winić - takie dopowiadanie jest niefajne i przede wszystkim - niepotrzebne. Nie rozumiem, że ktoś ma jakoś zakodowane, ze jak para w jakimś wieku to małżeńska - nawet jeśli komuś tak się zdaje, zawsze można nad tym zapanować, nie? "Może panu także wody?" "Może pani tez półmisek podam?" - jaka to trudność?
    Pewnie wzięcie rodzeństwa małżeństwo to średnia na ogół gafa, ale już wzięcie pani i pana za córkę i ojca, czy matkę i syna - gruba. Podobnie jak wzięcie matkę/ojca dziecka za jego babcię/dziadka.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • jolanta4447 23.01.18, 04:28
    Hi hi hi - 2 lata temu wybrałam się z moim bratem na 18-dniowy rejs jachtem po jeziorach mazurskich - szwędanie się z miejsca na miejsce z noclegami przy brzegach na kotwicy. Jego żona nie cierpi pływania, a potrzebował pomocy, bo jacht na 6 osób załogi, choć we dwójkę dawaliśmy sobie radę. Oboje jesteśmy wytrawnymi żeglarzami - po '60. Brat jest 3 lata młodszy. Jacht kabinowy - mieszka się na nim, śpi, gotuje i żegluje.
    Inni żeglarze w marinach czy na noclegach przy bezludnych wysepkach - za nic nie chcieli przyjąć do wiadomości, że brat może żeglować z siostrą i zawsze brali nas za ukrywającą się parę. Śmialiśmy się do rozpuku. ale taka jest teraz ludzka mentalność.
    Każdy nie dowierza, coś podejrzewa, choć gdybyśmy nawet byli parą, to co komu do tego ? Było widać te uśmieszki, choć załoga już dość stara.
  • baba67 23.01.18, 10:15
    Dopowiadanie sobie w sytuacjach standardowych jest przede wszystkim naturalne. W sytuacji nietypowej -duża róznica wieku -kulturalny człowiek powstrzymuje sie przed jakimkolwiek domniemaniem,

    --
    W ciszy drzemie siła.
  • kora3 23.01.18, 10:34
    Czy ja wiem czy naturalne - pewnie zależy od osoby - jedni tak mają, ze muszą sobie dopowiedzieć, a inni - nie. Moja mama była ostatnio dość licznym jubileuszu swoich znajomych. Jako, ze impreza połączona z tańcami, zaprosiła na nią swego sąsiada. Jubilaci go nie znali. Z ciekawości zapytałam jak było z przestawianiem i "dopowiadaniem" ...Otóż tak jak myślałam - gospodarzom mama przedstawiła "Henryk Kowalski, mój serdeczny sąsiad i kolega" - wg mnie prawidłowo. Podobnie - swoim bliższym znajomym z tego kręgu. Ale zupełnie obcym ludziom tam dopiero poznanym nie opowiadała się, ze przyszła z sąsiadem "Irena Nowak, a to Henryk Kowalski" i tyle. Skoro nie podaje relacji - t najpewniej nie jest to mąz, partner, ani brat. Ko to jest dla mojej mamy? Pan, z którym przyszła ma jubileusz - proste. Różnicy wieku tu nie ma (no minimalna). Z dwiema parami z tej imprezy - nowymi mama i jej sąsiad zawarli bliższą znajomość, to już w rozmowach wyszło, ze mama wdowa, pan też wdowiec, są wieloletnimi sąsiadami i też kolegują się. Ale jakoś nie wyobrażam sobie na "dzień dobry" przedstawienia się całkiem obcym osobom z podaniem szczegółu, ze to sąsiad.
    Na dość liczne nieznane wcześniej mamie towarzystwo w wieku 50++ - 70 lat ze pan sąsiad mamy mąz "dopowiedzeń" było ze strony 2 par - odp. normalna "Nie jesteśmy małżeństwem, tylko znajomymi" - normalnie

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • condesa 22.01.18, 10:39
    Zgadzam się z Aquą w całej rozciągłości. Dodam jeszcze, że argument iż niektóre osoby nie znały nawet Twojego partnera - więc tym bardziej nie musiały dowiadywać się, że to jego syn, jest chybiony. Nie musiałaś przedstawiać chłopaka w tym kontekście, mogłaś to zrobić w odniesieniu do własnej osoby: "a to jest XX - mój pasierb", nawet z przymrużeniem oka jeśli nie używacie normalnie takiej nomenklatury. Ale Ty nie chciałaś tak zrobić, ok. wolno Ci. Tylko nie dziw się, że ludzie zaczynaja snuć domysły.
  • kora3 22.01.18, 11:08
    condesa napisał(a):
    . Ale Ty nie chciałaś tak zrobić, ok. wolno Ci. Tylko nie dziw się, ż
    > e ludzie zaczynaja snuć domysły.


    Condenso, jesteśmy a forum SV - przypomnę - ci ludzie nie mają żadnych plenipotencji ani podstaw do snucia domysłów. Powołujesz się na Aquę - a to przecież ona zawsze podkreśla, ze nie powinno się takich domysłów snuć (racja)smile




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"