Dodaj do ulubionych

Po jakim zachowaniu / incydencie zrywacie kontakty

12.02.18, 05:26
No, nie wszedł mi cały temat, więc jeszcze raz:
Po jakim incydencie / zachowaniu zrywacie starą znajomość / kontakty ?

Wiem, że różne osoby mają różną cierpliwość, wyrozumiałość i tolerancję, ale czasem człowiek już nie wytrzymuje, ma dość i nie chce już znać osobnika.

Niektóre sytuacje są oczywiste - zdrada, obłuda, oszustwo, kradzież, drastyczne wykorzystywanie, ale są i 'lżejsze' powody.

Przyznam, że zdarzyło mi się zerwać znajomość z osobą, która żądała ode mnie wyboru: 'Albo ona albo ja', a ja lubiłam obie osoby i nie chciałam być manipulowaną i poddawać się sterowaniu.
Innym razem zawiodłam się na osobie, którą znałam 13 lat i zrobiła mnie 'w konia' w ważnej sprawie, wybierając korzystne dla siebie wyjście moim kosztem (choć nie wymagało to od niej wielkich poświęceń) i zakończyłam kontakty, a miałam ją za przyjaciółkę

Może jestem przewrażliwiona, ale moja godność / honor nie pozwala mi na bycie przedmiotem w stosunkach z innymi, choć znam ich długo, ale ich zachowanie ujawnia się po latach.

Mieliście takie sytuacje?
Edytor zaawansowany
  • baba67 12.02.18, 09:11
    Ja bym tego pierwszego powodu nie nazwała lekkim bo takie postawienie sprawy to szantaż emocjonalny i manipulacja ciężkiego kalibru. Co do drugiego przypadku tez zrozumiałe jeśli sprawa była ważna.Niektóre wygodnickie wybory można jednak wybaczyć.
    Z sytuacji tych lżejszych zdecydowanie zerwałabym kontakty z kims kto kilkakrotnie nie dotrzymywałby obietnic, nie pojawiał sie na umówione spotkania bez uprzedzenia tak okazując brak szacunku dla mojego czasu.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • evi-ana 19.02.18, 00:33
    Odnośnie wyboru "albo ja albo ktoś inny" mam z kolei inne doświadczenie - zawsze byłam tą dojrzałą, która w sytuacji sporu nie oczekiwała takiego wyboru od wspólnych znajomych. I w każdej takiej sytuacji, a było ich klika, jednak po czasie przestawano się ze mną kontaktowac (mimo,że to ja nie oczekiwałam zerwania relacji z drugą stroną i wyboru), więc takie podejście nie zawsze jest manipulacją - raczej uczciwym postawieniem sprawy.
    Bardziej boli, gdy po sporze z jedną osobą reszta znajomych zamiast okazac wsparcie dokonuje "wyboru". I gdybym wcześniej od razu wiedziała, że wolą drugą stronę - byłabym mniej nieszczęśliwa - przynajmniej o te złudzenia.
  • koronka2012 12.02.18, 19:36
    Nie miałam aż tak złych doświadczeń, żeby musieć ostro reagować.

    Dotąd zdarzyło mi się raczej wygaszać kontakty niż je zrywać, ale co do meritum na jedno wychodzi. Najczęściej powód zasadniczo sprowadzał się do tego, że osoba okazywała się być tzw. męczybułą, co z czasem zaczęło przesłaniać jej zalety.

    Jedyny przypadek podchodzący pod twój opis to kuzynka, która wypięła się w pewnej ważnej dla mnie sprawie, choć podobnie jak u ciebie - nie było to dla niej poświęceniem, a jedynie pewnym hmm dyskomfortem psychicznym. Wyszłam z założenia, że jeśli w ważnych kwestiach nie można liczyć na bliskich, to... wcale nie są bliskimi i przestałam się kontaktować.
  • vivi86 13.02.18, 13:57
    Sama nie zrwałam, ze mną zerwano po osiągnięciu pewnego sukcesu (nie bardzo dużego), którego osoba zrywającs nie psiągnęła ani wtedy kiedy ja ani do dziś choć wtedy się stsrała i nadal stara go osiągnąć
  • baba67 13.02.18, 14:17
    Czasami ludzie przestają się kontaktować kiedy ktoś przechodzi do wyższej ligi finansowej (albo tak się wydaje) np awansuje na kierownicze stanowisko. I co ciekawe z moich obserwacji wynika że to raczej ci gorzej sytuowani zaprzestają kontaktów. Nie jest to jednak żaden incydent , niektórzy nie umieją się towarzysko znależć wobec kogoś zamożniejszego.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • jolanta4447 14.02.18, 00:58
    A przypomniałam sobie, że zaprzestałam kontaktów z przyjaciółką jeszcze ze szkoły średniej. Znaczy - przez 35 lat byłyśmy w kontakcie, ale to ja zwykle inicjowałam spotkania czy dzwoniłam.
    Przyjmowała to dobrze i była miła (ma tak w naturze, że chce być lubiana i nie zrazić nikogo, może trochę nieszczera, bo nawet jak ostro przytyłaś czy jesteś zmarnowana, to zawsze powie, że świetnie wyglądasz), ale sama nie dzwoniła i nie szukała okazji. Po moim telefonie zawsze tłumaczyła się zapracowaniem, ale wiem, że znajdowała czas na spotkania z innymi.
    Odpuściłam, choć to tyle lat znajomości sad
  • my_little_own 15.02.18, 22:49
    miałam to samo, koleżanka przez jakieś 35 lat, z różnymi okresami natężenia kontaktów, ale kiedy obie rozwiodłyśmy się kontakt powrócił, jednak inicjowany zawsze przeze mnie, co więcej żeby się spotkać oczekiwała że po nią przyjadę, zabiorę i potem odwiozę (25 km w jedną stronę), nigdy pierwsza nie zadzwoniła, nie napisała maila, nie urwałam kontaktu ale zdecydowanie go wygasiłam, zaprzestałam dzwonienia, wożenia.
  • chris1970 19.02.18, 14:24
    Nie tyle co nie potrafią się odnaleźć towarzysko, co osoba mniej zamożna może przestawać pasować do nowego towarzystwa z wyższej półki i może nie mieć "wspólnego języka" z nowym otoczeniem przyjaciela.
    Uproszczony przykład rozmowy: - czy interesowali się państwo Jo Nesbo? - Nie. A to dobra inwestycja?
  • evi-ana 19.02.18, 00:57
    Faktycznie, gdy się coś osiąga to często znajomi "znikają". Najciekawsze jest to, że przy okazji potrafią przypiąc łatkę "zarozumialca" czy osoby wynoszącej się nad innych - choc nijak ma się to do prawdy.
    Zdarzyło mi się, że koleżanka przestała się ze mnę kontaktowac, bo zrobiła coś nie tak w stosunku do mnie i kiedy ja do niej zagadałam, to oznajmiła, że nie odezwała się, bo myślała, że mnie zawiodła i jestem na nią zła. Ale i tak po tym, mimo wyciągniętej do niej ręki znajomośc nie przetrwała. Czyli - najpierw dowaliła, a potem uciekła olewając - taki ciekawy "artyzm" emocjonolno- koleżeński.
    Ogólnie uważam, że jeśli ktoś przestaje się kontaktowac ze mną i znajomośc trwa tylko dzięki moim staraniom - przestaję się starac - znajomośc cię kończy, czy też raczej wygasza, i po problemie.
    Życie jest zbyt krótkie, by marnowac ja na ludzi, dla których nic się nie znaczy.
  • aqua48 19.02.18, 13:47
    evi-ana napisała:

    > Ogólnie uważam, że jeśli ktoś przestaje się kontaktowac ze mną i znajomośc trwa
    > tylko dzięki moim staraniom - przestaję się starac - znajomośc cię kończy, czy
    > też raczej wygasza, i po problemie.
    > Życie jest zbyt krótkie, by marnowac ja na ludzi, dla których nic się nie znacz
    > y.

    Też zerwałam taką znajomość jednostronną, tylko ja zapraszałam. Koleżanka nawet kawy nigdy nie postawiła, nie mówiąc o zaproszeniu do siebie. A w dodatku kiedy zaczęłam być "ustawiana" co do tych zaproszeń - nie wtedy tylko wtedy, nie o tej, bo jej tak późno nie pasuje, więc przyjdzie cztery godziny wcześniej, a jak mówiłam że mnie to nie odpowiada dostawałam oburzoną odpowiedź - no co Ty, przecież nie będę przeszkadzać. Zapraszałam na imieniny, nie przyniosła nawet jednego kwiatka, bo jej nie było po drodze do kwiaciarni. A przedtem przynajmniej butelkę wina przynosiła. Zapraszałam z noclegiem, z wyżywieniem, ale po fochach i próbach podporządkowania mnie dałam sobie spokój.
  • perenelle 19.02.18, 15:26
    Miałam dobrą koleżankę na studiach. Zawsze dobrze się dogadywałyśmy, robiłyśmy razem projekty, kiedy tylko zdarzała się praca w grupie byłyśmy zawsze razem.
    Jedyne, kiedy nie można było na niej polegać to umawianie się na wspólne wyjścia. Koleżanka za każdym razem deklarowała, że przyjdzie do klubu/do kina/na domówkę/na rower i zazwyczaj nie przychodziła (tzw. "zawsze coś", a to zapomniała że umówiła się z kimś innym, a to remont w domu, imieniny kota itp). Wyjścia wszelkiego typu ustalałam w szerszym gronie, więc jej nieobecność nie zostawiała mnie na lodzie i w zasadzie zaakceptowałam że jeżeli mówi, że gdzieś przyjdzie to najpewniej nie przyjdzie smile
    Natomiast miarka się przebrała kiedy urządziliśmy jej imprezę powitalną po jej powrocie z Erasmusa, na którą nie przyszła...
    Oczywiście wiedziała o tym, wspólnie ustalaliśmy termin dogodny dla wszystkich.
    Po tej akcji po prostu przestałam z nią rozmawiać, bez wyjaśnień - tak samo jak ona nie poczuła się do przeproszenia ekipy. Nigdy nie zapytała czemu zerwałam z nią kontakt.
  • mocno.zdziwiona 12.03.18, 15:59
    Ja zerwałam znajość z osobą, którą uważałam za przejaciółkę, a która nie poinformowała mnie, że jest w ciąży. Poinformowała po fakcie, zdjęciem dziecka. Poczułam się bardzo zraniona i zawiedziona, bo miałyśmy stały kontakt, mimo że e-mailowy (duża odległość, inne kraje).
  • kora3 12.03.18, 16:14
    Ale dlaczego poczułas się tym zraniona?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 12.03.18, 20:23
    Korciu, nie czujesz bluesa. To syndrom Beatki.Ja doskonale rozumiem mocno.zdziwioną i prawdopodobnie bym po takim czymś mocno schłodziła kontakty,Nie może być tak że najlepsza przyjaciółka słowem się nie zająknie że jest w ciąży nawet jeśli poronienie już nie grozi (bo na początku to ok, rozumiem).Bo w tego typu relacji wymiana info jest bardzo ważna dla niektórych ludzi, dla Ciebie widać nie, ale nie jesteś tu żadnym wzorcem z Sevres, po prostu ludzie są różni .

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 12.03.18, 20:53
    Babo, ale ja nie twierdzę, ze to jest codzienna sytuacja, kiedy przyjaciółka przyjaciółce nie mówi o ciąży, która zamierza utrzymać, w każdym razie na pewnym jej etapie. Sama taką sytuacją byłabym nomen omen smile mocno zdziwiona. Ale własnie zdziwiona, a nie rozżalona. Bo zwyczajnie nie brałabym tego zaraz do siebie, uznałabym, ze miała jakiś powód niezależny ode mnie, żeby to przemilczeć. Ale przede wszystkim zwyczajnie zapytałaby dlaczego to przemilczała - relacja z przyjaciółką na to przecież pozwala.

    Sama miałam dośc podobną sytuację, tylko nie z ciążą, a ze ślubem. Bardzo bliska mi wówczas koleżanka wyjechała za granicę do pracy. Kontakt miałyśmy na bieżąco przez komunikator/mail. Po jakichś 10-12 misiaącach napisała mi, ze wyszla za mąż podając nazwisko meza, które przybrała. Owszem, bylam dośc zdziwiona, ze mi wczesniej nic nie mówiła, no ze kogoś tam poznala to owszem, ale ze tak na powaznie aż ...Pogratulowałam, zapytałam czemu nic nie pisała - napisała, ze trzymała rzecz w tajemnicy, bo by jej rodzinka, zwłaszcza matka głowę truła, ze dlaczego nie kościelny, dlaczego nie w PL, dlaczego bez wesela...Wiec postanowiła postawić rodzinke przed faktem dokonanym smile Oni zadmego hallo w związku ze ślubem nie robili, traktowali to jako zwyczajnie formalizację, po wszystkim poszli na wspólny obiad i tyle. A ona noikomu nic nie mowila, zeby do rodzinki pocztą pantoflową przed czasem nie dotarło. A teraz to już mogą se truć smile Dla mnie kosmos był tylko w tym, ze mozna się tak trucia matki bać, ale ze znam jej matkę, to ją rozumialam smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • mocno.zdziwiona 12.03.18, 20:33
    Poczułam się zraniona, bo zataiła przede mną najważniejszą rzecz, która właśnie się działa w jej życiu. Rozumiem milczenie w pierwszych miesiącach ciąży. I nie miałabym pretensji. Natomiast zatajenie całej ciąży, zwłaszcza, że rozmawiałyśmy w tym czasie o dzieciach, po prostu mnie zabolało. Miałam ją za osobę, której zwierzam się na różne tematy, to nie była (dla mnie) znajoma od kawki raz na rok. Po prostu ona podeszła do tego inaczej, ale ja nie potrafiłam przejść do porządku dziennego nad tym zatajeniem. Tak zwyczajnie, po ludzku. Może mam inną wrażliwość, inaczej pojmuję przyjaźń, ale tak czułam i to był dla mnie powód do bardzo mocnego ochłodzenia kontaktów.
  • kora3 12.03.18, 20:58
    Ale zapytałaś ja dlaczego Ci wczesniej nie powiedziała/nie napisała? Przecież mogła mieć jakiś zupełnie od Ciebie niezalezny powód dla którego nie chciała się dzielić tą informacją przed przyjsciem dziecka na swiat

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 12.03.18, 21:32
    Okazało się że nie ma symetryczności relacji. My uważamy kogoś za bliska osobę a ta druga osoba nas za miła znajomą po prostu, nie wpuszcza nas za mocno do swojego życia.Nie ma powodu tkwić w tym dziwnym układzie. Ślub kory jest formalnościa a nie zatajeniem posiadania narzeczonego to jest jednak sytuacja innego kalibru choć ja bym pewnie się sfoszyła że przyjaciółka nie wierzy w moja dyskrecję.Choć z drugiej strony nie chciała pewnie stawiać Kory w sytuacji niezręcznej wobec jej rodziny.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 12.03.18, 23:01
    Ale o tym, ze pan z którym koleżanka się spotyka jest już o statusie narzeczonego też mi nie pisała. po prostu tyle, ze są razem. Nie babo, nie obraziłam się na koleżankę, czy też nie sfoszylam, ze zwątplila w moja dyskrecxję. Choc jak wiesz dyskrecje sobie cenię i dyskretna jestem, a jej rodzine znalam, ale nie jakos bardzo dobrze zeby się na bieząco spotykac. Zwyczajnie sobie dziewczyna załozyła, ze NIKOMU, to nikomu - tak bedzie najzręczniej i tyle.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 13.03.18, 08:17
    No to zrozumiałe w zaistniałej sytuacji. Ślub nie był żadnym przełomowym wydarzeniem dla tej osoby. Nie wiem jak byś zareagowała gdybyś o narzeczonym od roku zamieszkującym z przyjaciółka w ogóle nie miała pojęcia mimo że w tym czasie w korespondencji poruszane były tematy damsko-męskie a Ty sama o swoich doświadczeniach pisałaś. Ale podejrzewam że też by Cie to nie ruszyło. Trochę Ci zazdroszczę, pisze bez ironii bo u mnie beatki tego świata wywołują reakcje bardzo nieprzyjazne.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 13.03.18, 08:31
    No toż przecież Ci napisałam co by mi się "stało" - zdziwiłabym się i tyle, a następnie zapytala skąd milczenie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 13.03.18, 08:42
    No właśnie. A ja bym przestawiła domniemaną przyjaciołkę do grona dalszych znajomych żeby relacja była symetryczna. A Ty tego nie czujesz kompletnie tak jak Twoja reakcja jest dla mnie egzotyczna (choć zazdroszczę). Jedyne szczere wytłumaczenie czegoś takiego jakkolwiek ładnieby nie było ubrane w słowa to "nie dzielę sie problemami z osobą która nie jest mi bliska" ew "nie jestem zdolna do prawdziwej przyjażni bo nie dzielę się moimi problemami z nikim". W obu wypadkach -wypad.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 13.03.18, 09:12
    Dla mnie z kolei egzotyczne jest takie podejście - z miarą przyjaźni jest przekazywanie informacji o sobie. Dla mnie liczy się skala takiej informacji oraz powód dlaczego ktoś nie mowi. Ja np. teraz przewaznie wysłuchuję o problemach mego najlepszego przyjaciela, a o swoich mu nie wspominam - bo nijakich większych po prostu nie mam. W porownaniu z nim - na pewno. Kiedyś był taki czas, ze było odwrotnie ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 13.03.18, 09:31
    Dla mnie miara przyjaźni nie jest ilość informacji tylko waga tych informacji. Niekoniecznie muszę wiedzieć wszystko o planach wakacyjnych mojej przyjaciółki albo jaki dywan zamierza sobie kupić ale o ważnych sprawach w jej życiu oczekuje że będę poinformowana bo ja informuję ją. Naturalnie są sprawy o których nie mówi się nikomu,każdy takie ma.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 13.03.18, 09:47
    Niespodzianka - ja takich nie mam smile Nie ma takei rzeczy w moim życiu, której nie mogłabym poowiedzieć matce, partnerowu, przyjaciołom czy siostrze. Zwyczajnie nie o wszystkim mam CHCEC wszystkim mówic i nie zawsze uwazam ze ma to sens

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 12.03.18, 21:37
    Może ciąża była zagrożona i nie chciała mówić. Może wyznaje przesąd, że o ciąży się nie mówi. Może dla niej to sprawa wysoce intymna. Może miała powód przypuszczać, że rozpaplesz na cały świat.

    --
    Wszedł cham w zabłoconych gumofilcach do salonu, wypróżnił się i rechocząc mówi: nic mi nie zrobicie. [Cimoszewicz]
  • kora3 12.03.18, 23:02
    Dokładnie - jaki to problem ?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 13.03.18, 08:19
    Nie chciała mówić-no tak, znajomej od miłych ploteczek się nie mówi. Ale ta znajoma uważała się za bliską osobę ciężarnej . I tu cały problem.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 13.03.18, 08:42
    Ale babo, tak jak napisała Yoma - moghło być tysiące powodów, dla których się czegoś nie mówi - w tym przypadku o ciaży. Moze jakieś problemy z nią byly, moze pani kolezanka jest przesądna, moze nie chciała miliarda rad i pytań. Nie kazdy chce np. o ciąży rozmawiać.
    Inaczej jest gdy ktoś jest a miejscu i widzi, a inaczej gdy ktoś jest na odleglośc. Ja to wiem po sobie - np. o wielu sprawach, ważnych dla mnie nie mówię mojej mamie czy siostrze. Nie dlatego, ze im nie yfam, czy coś w ten deseń, tylko zwyczajnie musiałabym je wprowadzać w akrana danej sprawy ze tak powiem "od poczatku świata" - w tym sensie, ze musiałabym tłumaczyć o kogo chodzi np. - a chodzi o ludzi kompletnie im nieznanych. I tak mi a takiej sprawie nie doradzą, więc jakiż sens im zawracać głowy?
    Tak samo moi rodzice ani siostra nie wiedzieli, ze mam zamieszkać z moim partnerem - nie ze to ukrywałam, bo wiedzieli, ze z kimś się tam spotykam, ale wspólne zamieszkanie było dla mnie sprawą czysto organizacyjną po prostu. Moi rodzice ani siostra nie znali tego miasta, zeby mi doradzić np. w której dzielnicy kupic, ani cen mieszkań tu - jak juz się przeprowadziliśmy, to powiedziałam, podalam nowy adres. Dla mnie to całkiem normalne zachowanie

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 13.03.18, 09:18
    Mamę i siostre po prostu masz , możesz im mówić wszystko, albo nie mówić nic, co to ma do rzeczy?Przyjażń to relacja wyboru.Przyjaciele są od tego żeby się dzielić problemami-ciąża zagrożona jest problemem, jeśli ktoś nie chce się ze mną nim podzielić nie uważa mnie za osobę bliską wiec dlaczego ja mam tkwić w niesymetrycznej relacji.No i nie rozśmieszaj mnie tym przesądem-pani w czasie się przeniosła-do średniowiecza? Dobra, dosyć tego , nie zrozumiesz bo nie czujesz.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 13.03.18, 09:33
    Ale Babo zrozum, ze nie każdy ma jak to się mówi flaki na wierzchu - nie każdym problemem chce się dzielić nawet z przyjacielem. Nie ze mu nie ufa, tylko nie jest być moze gotowy na to, albo też nierzadko - nie mowi, bo nie chce martwić, a wie, ze taka osoba bedzie się martwiła, ale pomóc nie ma jak.

    Co do sredniowiecza smile - moj siostzeneic yrodził się 9 lat temu, zatem już w obecnym wieku smile i coż zaonserwowała moja siostra w szpitalu - np. wiazanie przez niektóre mamy czerwonych wstązeczek dzieciom na rączkach - po cóz? By ktoś nie urzekł ...Jedna z pań z nią rodzacych w tym samym czasie przestrzegała ją przed pomyslem podrozowania z nieochrzczonym dzieckiem - bo to przyciąga zlo! Rzecz działa się nie w zapadłej wsi babo,. tylko w prywatnej klinice w bardzo duzym miescie )


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 13.03.18, 09:57
    No to przyjażń między osoba która ma flaki na wierzchu a taka która bardzo selektywnie się dzieli jest raczej niemożliwa bo każda z nich rozumie przyjażń inaczej. Tu nie ma szans na symetryczność bez której o prawdziwej przyjażni nie może być mowy może być relacja co najwyżej przyjazna.Dwie osoby z selektywnych mogą się przyjażnić latami, zgoda.W wypadku mocno. zdziwionej to nie było możliwe.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • jolanta4447 13.03.18, 16:40
    Całkowicie podzielam zdanie Baby.
    Przyjaciółką nie jest osoba, z którą tylko dzielimy się uwagami o pogodzie czy serialu telewizyjnym.

    To osoba, która wie o nas bardzo dużo, wspiera, pomaga rozwiązać problemy i wzajemnie my też tak jej pomagamy.

    Jak przyjaciółka może ukrywać ślub czy ciążę? To może dalsza znajoma, a nie ktoś od serca.
  • annthonka 13.03.18, 10:18
    kora3 napisała:


    > Ja to wiem po sobie - np. o wielu sprawach, ważnych dla mnie nie mówię moj
    > ej mamie czy siostrze. Nie dlatego, ze im nie yfam, czy coś w ten deseń, tylko
    > zwyczajnie musiałabym je wprowadzać w akrana danej sprawy ze tak powiem "od poc
    > zatku świata" - w tym sensie, ze musiałabym tłumaczyć o kogo chodzi np. - a cho
    > dzi o ludzi kompletnie im nieznanych.

    No wiesz, tu sytuacja jest nieco inna, bo należy założyć, ze koleżanka nie musiałaby Mocno.zdziwionej tłumaczyć "od początku świata", jak zaszła w ciążę...


    > tak mi a takiej sprawie nie doradzą, więc jakiż sens im zawracać głowy?

    Koro, ja rozumiem, ze stąpasz tu po terenie kompletnie Ci nieznanym, ale serio uważasz, ze podzielenie się z bliska osoba informacja, ze jest się w ciąży to jest zawracanie głowy?

  • yoma 13.03.18, 17:01
    Powiem tak: przyjaciółka to jest osoba, która uszanuje, że nie chcę o czymś mówić.

    --
    Breaking rocks in the hot sun
    They fought the law and the law won
  • jolanta4447 13.03.18, 17:08
    "Powiem tak: przyjaciółka to jest osoba, która uszanuje, że nie chcę o czymś mówić."

    Przyjaciółce nie chcesz powiedzieć o ślubie czy ciąży??? Niby dlaczego? To o czym jej mówisz? O nowej torebce tylko?
  • jolanta4447 13.03.18, 17:10
    A może niektórzy o znajomych mówią 'przyjaciółka' ???
  • yoma 13.03.18, 17:19
    A nie mogę mieć jakichś, sobie znanych powodów, dla których jej nie mówię? Sorry, dla mnie przyjaźń nie polega na tym, że trzeba paplać o wszystkim, co się w życiu dzieje.

    Że można, to jest bardzo ważne i cenne. Ale nie, że trzeba.

    --
    PT Pisięta: niniejszy post nie stanowi zamachu na życie prezesa.
  • jolanta4447 13.03.18, 17:23
    Widzę, że różne osoby różnie traktują i rozumieją przyjaźń.
    Do tej pory rozumiałam to jednoznacznie. Może byłam w błędzie.
  • baba67 13.03.18, 18:26
    Ty masz taka definicje przyjażni, ja mam inną, taka jak mocno.zdziwiona. Nie sadze żebyśmy się mogły zaprzyjaznić, Ty z Kora jak najbardziej. Nie dyskutujemy o tym kto jest be a kto jest cacy tylko o kompatybilności.Nie ma jednej definicji.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • jolanta4447 13.03.18, 18:37
    Do kogo to piszesz Babo ?
  • yoma 13.03.18, 18:55
    Ależ pełna zgoda, Babo.

    BTW jak możecie się obrażać na przyjaciółki, że czegoś nie mówią? Przecież skoro nie mówią, to nie wiecie smile no chyba że widać.

    --
    - Proszę państwa, całka z e do x jest tak idealna, że nawet PiS nie mógłby jej nic zarzucić.
  • jolanta4447 13.03.18, 19:01
    " BTW jak możecie się obrażać na przyjaciółki, że czegoś nie mówią? Przecież skoro nie mówią, to nie wiecie smile no chyba że widać. "

    Nie rozumiesz ? Dziwne.
    Przecież fakt ślubu czy ciąży / nowego dziecka wychodzi na jaw po krótkim czasie. Wtedy właśnie okazuje się, że 'przyjaciółka' zataiła ważny fakt w swoim życiu.
  • yoma 13.03.18, 19:48
    No to mówię: chyba, że widać smile

    Pozwolicie jednakże, że zachowam na ten temat swoje zdanie: przyjaźń nie inkwizycja.

    --
    Wszedł cham w zabłoconych gumofilcach do salonu, wypróżnił się i rechocząc mówi: nic mi nie zrobicie. [Cimoszewicz]
  • kora3 13.03.18, 20:03
    Widzisz Jilanto, tylko wyglada na to, ze dla Ciebie TY sama jesteś w tej sytuacji ważniejsza, niż przyjaciółka...Tymczasem to dotyczy JEJ. GDYBY przyjaciel zatajał cos co dla nas takze jest wazne i nas dotyczy - owszem okazywałby brak lojalności, ale w tyej sytuacji - nie.
    Zamiast zwyczajnie zrozumieć, ze było coś co kazało bliskiej osobie milczeć lepiej sie poczuć do głebi zranionym, ze MI nie powiedziała ?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • jolanta4447 13.03.18, 20:21
    No, wybacz.
    Przyjaciółka to nie koleżanka czy znajoma.
    Widać, że razem z Yomą inaczej pojmujecie taki związek.
    Chyba nie miałaś jeszcze prawdziwej przyjaciółki.

    Nie chodzi tu o wspomnienie o katarze, tylko o ślubie czy ciąży. Niby co miałoby przeszkadzać w powiedzeniu o tym bardzo bliskiej osobie? Przecież PRAWDZIWA PRZYJACIÓŁKA w razie problemów z ciążą, poronieniem lub innymi problemami jest wsparciem, radą i pomocą!
  • kora3 13.03.18, 20:38
    Wiesz co? Nie pogniewaj się, ale mam wrażenie, ze TY jeszcze nie mialaś żadnego przyjaciela - ja mam takich po 30 lat i nie tylko damskich smile - ludzi, na których w naprawdę trudnych sytuacjach życiowych mogłam liczyć a oni na mnie - wzajemnie. Wybacz więc, ale nie ucz ojca dzieci robić smile

    Jesli dla Ciebie ważne jest, zeby przyjaciel Ci się spowiadał, bo inaczej się obrazisz, to zwyczajnie nie wiesz czym jest przyjaźń. ładnie to napisała Yoma, przyjaciel to człowiek ktoremu mozesz powiedzieć wszystko, a nie musisz, bo jak nie powiesz jego ego ucierpi. Przyjaciel to ktoś z kim mozesz pomilczeć, kto zrozumie słowa "Nie chcę o tym mówić". Ja miałam to wielkie szczescie, ze moi rodzice byli, mama nadal jest - moimi przyjaciółmi własnie. I tego mnie nauczylu, ze gdy widzieli, ze cos jest nie tak, nie przesłuchiwali mnie tylko mówili - ok, powiesz jak zechcesz, zawsze możesz na mnie liczyć....Teraz wiem, jakie to cenne

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 13.03.18, 21:16
    Żółwik, Kora smile A tym cenniejszy, że rzadko się zgadzamy.

    --
    Breaking rocks in the hot sun
    They fought the law and the law won
  • kora3 13.03.18, 21:51
    Piąteczkasmile Czasem się nie zgadzamy, czasem zgadzamy, taki urok forumsmile Jednakowoż pamięta,m, ze w pat sprawach juz się zgadzałyśmy smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • jolanta4447 13.03.18, 21:28
    @ kora3
    "Nie pogniewaj się, ale mam wrażenie, ze TY jeszcze nie mialaś żadnego przyjaciela "

    A skąd to możesz wiedzieć? Wrażenie?
    Wrażeniem próbujesz kogoś obrazić i jeszcze zastrzegasz się, by ten nie gniewał się?
    Odpowiadasz jak dziecko w piaskownicy.
  • jolanta4447 13.03.18, 21:36
    @ Kora
    " Wybacz więc, ale nie ucz ojca dzieci robić "

    Hi hi hi - Ty jesteś moim ojcem i autorytetem, masz zawsze rację i mam się podporządkować.
    Tak śmieszne, że nawet żałosne. Myślałaś, kiedy pisałaś to na forum do obcej osoby ???
  • kora3 13.03.18, 21:57
    ??? To jest takie powiedzenie - znane dośc - dodam

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • jolanta4447 13.03.18, 22:06
    @ Kora
    " Nie próbowałam Cię obrazić, tylko to co opisujesz to nie jest dla mnie przyjaźń tylko transakcja
    : będziesz dla mnie wazny/wazna jeśli będziesz robić jak mnie się podoba - jesli nie - mam to w nosie i Ciebie też. "

    Jaka transakcja, o czym tu piszesz?
    Podobnie jak Baba uważam "Bliskość to wymiana istotnych informacji. Nie chce relacji w której ja opowiadam co waznego sie w moim życiu dzieje a ktoś przede mną ważne fakty ukrywa.Relacja musi być symetryczna."
    Gdzie tu mowa o tym, że ma robić jak mnie się podoba? Nikt tu nikim nie dyryguje, tylko wymienia myśli i uczucia.
  • kora3 13.03.18, 22:28
    Ale ludzie mają rożny poziom wymiany myśli i uczuć. Mowa o tym co się Tobie podoba jest w tym, ze uważasz, ze przyjaciółka powinna powiedzieć Ci o ciązy, a tymczasem ona uwaza, ze nie chce się dzielić informacja do szczesliwego rozwiązania albo zakończenia jej mniej szczęśliwie - np.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 14.03.18, 08:48
    No i niechże się tymi poziomami dobiorą. Mam prawo do swojej wizji przyjażni jak każdy.I nazywać różne relacje każdy ma prawo po swojemu.Dla mnie relacje w której ktoś nie mówi mi o ciąży ani poważnych kłopotach nie jest przyjaźnią tylko zwykłą , bliższą lub dalsza, znajomością.Oczywiście taka znajomość nie wyklucza okazjonalnej pomocy, życzliwych gestów itp. Nie wszyscy odwiedzający nas w szpitalu są naszymi przyjaciółmi, wielu z nich to po prostu osoby zaprzyjaźnione a to różnica.Dla kogoś innego przyjaźnią może być coś czego my tak nie nazywamy .Nie ma powinien -nie powinien-jest albo nie ma symetrii.
    Ciekawa jestem jak druga strona przyjęła decyzję mocno. zdziwionej.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 14.03.18, 10:55
    Babo, a jesli przyjaciele się roznią to Ty protestujesz, tak? Bo mają się dobierać jak Tobie się podoba? Nie Babo, to TY masz sobie dobierać przyjaciół jak TOBIE sie podoba i pewnie tak robisz. Dla Ciebie waznym kryterium jest, by o przyjacielu wiedzieć wszystko, a jesli czegos nie powie przesuwasz go do grona dalszych znajomych - jak zrozumialam. Masz takie prawo - uprzedzam. a dla kogoś innego takie coś w przyjaźni nie ejst wazne, ba byłoby wręcz dla kogoś dziwne. Dla kogoś innego liczu się nie sprawozdanie z zycia czyjegoś, a np. lojalnośc wobec siebie, postawa wobec swiata, gotowośc do pomocy w trudnej sytuacji, zbieżność pewnych cech z nim itd.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 14.03.18, 11:17
    A dlaczego mam protestować? Przeciez pisałam o sobie i o tym dlaczego rozumiem mocno.zdziwioną. Ona sobie dobrała jak uważała i sie pomyliła, bywa.Ja Ci nie narzucam kim masz sie otaczać, tylko stwierdzam że mam inne nazewnictwo.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 14.03.18, 11:32
    Napisalaś ze "to niech się dobierają na podobnym poziomie" smile - odebrałam to jako hehe odezwę

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 14.03.18, 11:55
    Dlaczego odezwę-odniosłam się do sytuacji mocno. zdziwionej. Przeżyła rozczarowanie bo nie dobrała się na odpowiednim poziomie tzn myślała że się dobrała.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 14.03.18, 12:11
    Babo, ja tu czegoś nie rozumiem ....Przyjaciel to jest osoba, którą się zna na ogół bardzo dobrze. Zatem wie się np. to ze czasem pewnych rzeczy nie mówi, ale ok - mozna się poczuć źle z tym, ze czegoś konkretnego nie powiedział. Tylko nie rozumiem, dlaczego go nie zapytać jakie tego były powody. Ja też bylam kilka razy, przez rozne osoby o to pytana - np. w sytuacji rozwodowej - dlaczego wczesniej nie mówiłam co się dzieje. Mówiłam prawdę - dlaczego.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • jolanta4447 13.03.18, 22:16
    @ Kora
    "To jest takie powiedzenie - znane dośc - dodam "

    No i co z tego?
    Dlaczego z nim do mnie w dyskusji? Z góry traktujesz rozmówcę i wszystkie rozumy zjadłaś?
    Tak sobie wrzuciłaś, bo istnieje i jest znane, bez sensu w rozmowie?
    A może inne, też znane, też pasuje, np."Jestem nieomylna i zawsze mam rację" ?
  • kora3 13.03.18, 22:30
    Jest z sensem, bo to TY napisała, ze JA chyba nie miałam nigdy przyjaciółki. A jako, ze mam w tym doświadczenie - tylko ja nie dziele przyjaciół płciowo - zarzuciłas jego brak komuś, kto ma je kilkudziesięcioletnie smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 13.03.18, 21:37
    Bez urazy, ale było nie zaczynać...

    --
    Breaking rocks in the hot sun
    They fought the law and the law won
  • jolanta4447 13.03.18, 21:49
    " Bez urazy, ale było nie zaczynać..."

    ???????????
    Co to znaczy?
    Jeśli ktoś ma inny pogląd, to można mu dowalić w prostacki sposób?
    Zaczynać? - przecież tu jest dyskusja - zawsze ktoś zaczyna.
  • kora3 13.03.18, 21:59
    Ale ktoz Ci "dowala"? Powiedzenie "nie ucz ojca dzieci robić" nie odnosi się do prokreacji

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • jolanta4447 13.03.18, 22:20
    @ Kora
    " Powiedzenie "nie ucz ojca dzieci robić" nie odnosi się do prokreacji

    Nikt nie twierdzi., że chodzi o prokreację.
    To zarozumiałe i butne potwierdzenie swojej racji, bo Ty, jako ojciec (Kora) wiesz najlepiej.
  • kora3 13.03.18, 22:32
    Nie, ja jako ojciec (Kora) mający doświadczenie w przyjaźni wiem, ze z mojej strony nie wygląda tak jak opisujesz. Powiedzenie było odpowiedzią na twe stwierdzenie, ze chyba nie miałam nigdy przyjaciółki - nawiasem mowiąc - a w czym jest grszy mężczyzna - przyjacoel? Pytam, bo przez dekade życia miałam w wiekszosci takich smile i nie załuję smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • jolanta4447 13.03.18, 22:42
    Płeć przyjaciela/przyjaciółki nie ma tu nic do rzeczy.

    Stosujesz odzywki poniżej pasa i poza s-v.
    Nie dogadamy się (przynajmniej w tej materii).
    Kończę z Tobą dyskusję w tym wątku.
  • kora3 13.03.18, 22:58
    no trudno - tak bywa Jolanto smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • basiastel 18.03.18, 01:12
    Gdzie tu widzisz odzywki poniżej pasa i poza s-v? Ja czegoś takiego absolutnie nie dostrzegam. Co więcej, wydaje mi się, że robisz się nerwowa, bo ktoś ma inne zdanie.
  • basiastel 18.03.18, 01:07
    Zanim ojciec (Kora) zarozumiale i butnie potwierdziła swoje racje i Ciebie obraziła stwierdzeniem, że pewnie jeszcze nie miałaś przyjaciela, Ty sama jej coś takiego napisałaś, więc obraza co najmniej śmieszna. Kora grzecznie przedstawiła swój punkt widzenia i nie rozumiem, skąd w normalnej wymianie poglądów tyle emocji i urazy.
  • yoma 14.03.18, 10:53
    jolanta4447 napisała:

    > " Bez urazy, ale było nie zaczynać..."
    >
    > ???????????
    > Co to znaczy?
    > Jeśli ktoś ma inny pogląd, to można mu dowalić w prostacki sposób?
    > Zaczynać? - przecież tu jest dyskusja - zawsze ktoś zaczyna.

    Ty zaczęłaś tekstem "chyba nigdy nie miałaś przyjaciółki", więc bądź łaskawa się nie obrażać, kiedy ktoś odpowie tak samo.

    A teraz idę po popcorn.

    --
    Wszedł cham w zabłoconych gumofilcach do salonu, wypróżnił się i rechocząc mówi: nic mi nie zrobicie. [Cimoszewicz]
  • kora3 14.03.18, 10:55
    heh smile - z tym popcornem

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 14.03.18, 11:39
    wink

    --
    Wszedł cham w zabłoconych gumofilcach do salonu, wypróżnił się i rechocząc mówi: nic mi nie zrobicie. [Cimoszewicz]
  • kora3 13.03.18, 21:56
    Sama o mnie napisałaś ze chyba nie miałam jeszcze prawdziwej przyjaciółki...Pomijam fakt, ze dlaczego zaraz przyjaciółki, a nie przyjaciela? Bo jestem kobietą ?smile
    Nie próbowałam Cię obrazić, tylko to co opisujesz to nie jest dla mnie przyjaźń tylko transakcja
    : będziesz dla mnie wazny/wazna jeśli będziesz robić jak mnie się podoba - jesli nie - mam to w nosie i Ciebie też. Masz powiedzeić wszystko, bo się obraze - d;la mnie dziecinada

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • panna.ze.dworku 14.03.18, 11:38
    Bardzo to pięknie wyłożyłaś, Koro. Ale... Przyjaźń to coś troszeczkę jednak innego. To relacja WZAJEMNA. Czyli musi działać w dwie strony w miarę podobnie. Nie oceniając i nie wartościując. Są osoby, dla których przyjaźń, jak dla ciebie na przykład, polega na tym, że MOŻESZ powiedzieć wszystko, a możesz nic nie mówić. I ok. To JEST przyjaźń - tu nie zgodzę się z Jolantą. Ale są osoby, które od przyjaźni oczekują otwartości i bliskości, oraz informacji o ważnych życiowo dla drugiej osoby kwestiach. I ok. To TEŻ jest przyjaźń, a nie "spowiadanie się", "przymuszanie" czy co tam jeszcze padło. Po prostu jest to INNE, ani lepsze ani gorsze pojęcie przyjaźni.
    Hipotetycznie: przyjaciółki Ania i Basia, w zbliżonym wieku, koło 40, obie mężatki, bezdzietne, obydwie "twojego" typu przyjaźni. Ania ma szczęśliwe małżeństwo. Basi związek nie jest zły, ale i nie jest dobry. Basia znajduje sobie stałego przyjaciela - kochanka, jednak nie ma zamiaru zostawiać męża. Nie widzi powodów, by informować o tym Anię - wszak to sprawa, która ani w żaden sposób nie dotyczy, ani nie wpłynie w żaden sposób na codzienną sytuację Basi. Ok? Ok. Przyjaciółki jak wyżej, ale typu "przeciwnego". Basia opowiada Ani o swoim kochanku, Ania się cieszy, że Basi będzie na co dzień fajniej. Ok? Ok. Przyjaciółki jak wyżej, Ania typ twój, Basia przeciwny. Basia mówi Ani o kochanku, Ania słucha i przyjmuje do wiadomości. Ok? Ok. Przyjaciółki jak wyżej, ale Ania typ przeciwny, a Basia twój. Basia nie mówi ani, uważając, że to kwestia intymna a poza tym Ani nie dotyczy. Po jakimś czasie Ania wpada nie zapowiedziana na kawkę do Basi i zastaje jej kochanka, w okolicznościach jednoznacznych. I co? Ano właśnie następuje "krach". Bo Ania uważa, że o sprawach ważnych się przyjaciółce mówi, i skoro Basia nie powiedziała to nie traktuje jej jak przyjaciółkę, nie ufa, że kwestia zostałaby tajemnicą itd. Czy rozumienie przyjaźni jednej jest lepsze niż drugiej? Nie. Są po prostu inne.
    I o to chodzi. Osoby, które przyjaźń pojmują tak jak ty nie zrozumieją (bo to "nie ich bajka") osób, które mają podejście inne. Ale nie rozumiejąc - nie należy dyskredytować.
  • kora3 14.03.18, 11:51
    Wiesz,fajnie ze akuray TAKI podałas pzykład, z tymi kochankami, bo była tu niedawno dyskusja w temacie i sporo ludzi uwazało, że nie powinno się przyukjaciela stawiać w sytuacji dlań niekomfortowej - właśnie np. takiej ze informuije się go o posiadaniu kochanka/nki - bo bedzie musiał/a udawać przed drugą polówka przyjaciela itd. Jak widac w tym wątku - zdania sa zmienne u niektórych, zaleza chyba od ,...nastroju smile - mowa nie o tobie, zeby jasnośc była.

    Nie czuje bym kogoś dyskredytowała, raczej widzę dyskredytowanie zdania odmiennego od tych, którzy oczekują od przyjaciół pełnej informacji. Wiesz, ze jeśli nie to nie przyjaciel tylko tam znajomy itd. Ja kazdemu zyczyłabym takich przyjaciół jakich mam, bo jak wspomniałam - mogłam na nich liczyć w naprawdę waznych sytuacjach zyciowych. Za przyjaciół zwyczajnie uwazam ludzi sprawdzonych, a nie tylko takich, których lubie i fajnie się z nimi gada - z wzajemnoscią o swoich sprawach też.

    Slabo sobie wyobrazam sytuację zastania przyjaciółki z kims w jednoznacznej sytuacji smile Chyba, ze ma klucz od domu/mieszkania drugiej i używa go bez zapowiadania sie. Dla mnie - nie do przyjęcia, a mój przyjaciel, który jednocześnie jest moim eks ma takowy od naszego mieszkania. Jednak pomimo naszej ponad 20 letniej znajomosci zdarzyło mu się użyć go bez zapowiedzenia się jeden raz, gdy zachodziła uzasadniona obawa, ze coś mi się stalo. Dlaczego uzył? Bo mnie zna - wiedzial, z jeśli nie odbieram parę godzin i nie piszę, to znaczy, ze cos jest na rzeczy smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • panna.ze.dworku 14.03.18, 12:12
    1. Nie napisałam nic o znajomości mężów Ani i Basi z obiema paniami. Bo może być i tak, że Ania wyszła za Hiszpana, a Basia za Kanadyjczyka, panowie się nie znają w ogóle, a Ania i Basia znają męża przyjaciółki wyłącznie z relacji jego żony... wink
    2. Pamiętam tamten watek, ale nie o to mi w tym momencie chodziło. A raczej o to, że fakt posiadania kochanka jest dla Basi ważny. Zamiast kochanka mogłam podać cokolwiek innego. smile
    3. Niektóre określenia, jakich użyłaś SĄ dyskredytujące. "Nie każdy ma flaki na wierzchu", "żeby przyjaciel ci się spowiadał bo inaczej się obrazisz" itp. To SĄ określenia deprecjonujące. Żeby nie było, co zresztą podkreśliłam - nie zgadzam się z Jolantą że "jej" model przyjaźni jest jedynym słusznym i że twoje przyjaźnie, jako, że się w tymże modelu nie mieszczą NIE SĄ przyjaźniami.
    4. Sytuacją jednoznaczną wcale nie musi być sytuacja stricte łóżkowa, zresztą nie chodziło mi konkretnie o spotkanie w mieszkaniu. Bo wszak Ania mogłaby po prostu spotkać Basię z kochankiem w parku, kawiarni, jakkolwiek. Chodziło mi o sytuację, w której Ania nagle a bez wątpliwości dowiedziałaby się, że Basia tegoż kochanka ma.
  • kora3 14.03.18, 12:26
    Wiesz, akurat moje przyjaźnie są bardzo rzekłabym rózne - mam na mysli, ze nie przyjąźnie się tylko z osobami bardzo do mnie podobnymi, ale takze z bardzo się ode mnie rozniącymi. I takze w kwestii poriszania z przyjaciółmi waznych spraw.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • asia.sthm 14.03.18, 13:07
    O ile nie mialabym najmniejszej pretensji o ukrywanie kochanka, to ukrycie ciazy az do rozwiazania uznalabym za jawny brak zaufania oraz pozbawienie mnie dzielenia radosci oczekiwania razem z przyjaciolka.
    I nigdy nie pytalabym przyjaciolki: - dlaczego mi tego nie mowilas - byloby mi po prostu przykro ze nie uznala mnie godna powiedzenia i pozwolila po czasie zajrzec do wozka jak wszystkim innym czy obejrzec fotografie w mejlu.


    --
    Gdyby nos Kleopatry był trochę krótszy, cały świat wyglądałby inaczej.
  • aqua48 14.03.18, 15:53
    kora3 napisała:

    >ładnie to napisała Yoma, p
    > rzyjaciel to człowiek ktoremu mozesz powiedzieć wszystko, a nie musisz, bo jak
    > nie powiesz jego ego ucierpi. Przyjaciel to ktoś z kim mozesz pomilczeć, kto z
    > rozumie słowa "Nie chcę o tym mówić".

    Dokładnie, ja też mam takie pojęcie o prawdziwej przyjaźni. Nie muszę wiedzieć o wszystkim z życia moich przyjaciół i ja też nie muszę ich absolutnie o wszystkim informować. Każdy ma prawo do swojej intymności.
  • kora3 14.03.18, 16:06
    Wiesz, generalnie ja nie mam takich spraw, którymi nie chciałabym się dzielic z przyjaciółmi - w sensie nie powiedziałabym im za skarby smile Ale rozumiem, ze ktoś moze takie mieć i wcale nie czułabym się jakos urazona faktem, ze ktoś z moich przyjaciół - ma.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 13.03.18, 19:32
    Oczywiście, nie ma obowiązku informowania przyjaciółki o czymkolwiek.

    Jednak jeżeli przyjaciółka nie poinformowałaby mnie o ciąży to dla mnie znaczy, ze albo nie jestem dla niej na tyle ważna, żeby chciała podzielić się ze mną jedna z najistotniejszych sytuacji życiowych, albo ze zupełnie inaczej pojmujemy przyjaźń.

    W obu przypadkach perspektywy są marne. Kontaktów zapewne bym nie zerwała, ale na pewno je mocno rozluźniła.
  • kora3 13.03.18, 19:58
    A nie uważasz, ze najprościej byłoby ZAPYTAĆ zwyczajnie o to dlaczego ktoś milczał, po tym jak już po fakcie ujawni jak było? ja zapytalam - tłumaczenie bylo dla mnie spójne i logiczne - nijak dla mnie nie obraźliwe. Owszem, gdyby moja przyjaciółka wszystkim innym powiedziała i jeszcze na ślub/wesele zaprosiła - sprawa wygladałaby inaczej ...

    Nie każdy człowiek celebtuje takie rzeczy jak ciąze i sluby ...Moja przyjaciołka, która zachodzac w pierwszą swą ciąze ze mna pracowała powiedziała mi o tym jako jednej z pierwszych osob, choc wówczas wcale nie byłysmy bardzo blisko - powiedziała, bo z racji swego stanu musiała czasem się ze mna zamienić, a chciała bym wiedziała - dlaczego. Poza tym wiedziala, ze jesli powie, ze to informacja dla mnie - nie rozgadam " z dobrego serca". Dla niej ciąza była czymś normalnym, stanem fizjologicznym po prostu. Powiedziała wprost "Nie mów na razie nikomu, bo jak coś pójdzie nie tak i dziecka nie będzie, nie chcę słuchać wyrazów współczucia itd" - dla mnie - normalne.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 13.03.18, 21:01
    To zależy czego nie mówią.Bliskość to wymiana istotnych informacji. Nie chce relacji w której ja opowiadam co waznego sie w moim życiu dzieje a ktoś przede mną ważne fakty ukrywa.Relacja musi być symetryczna.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 13.03.18, 21:48
    Hmmm widzisz babo, przyjaźniąc się z kimś czy nawet kolegując tylko trzeba brać pod uwagę usposobienie danej osoby i jej okoliczności życiowe. Jak pisałam, ja nie mam takich spraw, o których nie mogłabym, czy z założenia nie chciałabym powiedzieć moim przyjaciołom. ALE nie z każdym widzę sens mówić o wszystkim. Np. o sprawach zawodowych gadam z moja przyjaciółką E. albo z eksem - bo ona była dziennikarka, on jest dziennikarzem i wiedza w lot w czym problem, jeszcze sensownie poradzą. Nie widze sensu dzielenia sie takim problemem np. z moją mamą, która się na tym zwyczajnie nie zna, nic mi nie poradzi, bedzie się tylko zamartwiała, ze ja mam jakiś problem. Zwylle w moich relacjach z przyjaciółmi panuje równowaga w informacjach - ale na ten moment - istotnych

    Mam jednak taka przyjaciółkę B. - wspominałam o niej tu już parę razy, która jest zwyczajnie osobą skrytą - nie mówi gdzie pracuje np. nie poznaje mnie z panem z którym się spotyka, choć ona zna mego partnera, moich znajomych, wie gdzie ja pracuje. No i co? No i nic - wiedza na temat jej zatrudnienia mi niepotrzebna, podobnie jak poznawanie jej faceta - do czego mi to? Dla mnie jest lojalną osoba, czego kilka razy dobitnie dowiodła, taka na jaką moge liczyć gdy MOZE mi pomóc. zbieranie dla mnie nieistotnych o niej informacji jest bez sensy wg mnie

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 14.03.18, 09:07
    Ja takiej osoby nie nazwałabym przyjaciółka tylko bliska znajomą.I tez mogłabym ,podobnie jak Ty, utrzymywac kontakt latami. Nie mówiłabym o swojej pracy -po co, skoro ona nie mówi o swojej, nie poznawałabym jej z moim męzem , no chyba że przypadkiem, nie zapraszałabym do domu,bo ona mnie tez nie. Żadnych kwasów, pełne porozumienie, inna nazwa.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • annthonka 14.03.18, 10:39
    Kora myli tu przyjaźń ze znajomością.

  • kora3 14.03.18, 10:41
    Niczego nie mylę Anthonko smile nie oczekiwałabym od zwtczajnej znajomej, takiej o której wiem o niebo więcej niż o B. zachowania takiego, jaki się B. wobec mnie wykazala i zwyczajna a znajoma też nie mogłaby liczyc na taką postawe moją wobec siebie, jaka ja wobec B. mam.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 14.03.18, 10:39
    A ja mogę uważać ją za przyjaciólke, czy potrzebuję certyfikatu od Ciebie?smile Jak wspomniałam - dla mnie przyjaciel to jest człowiek, na którego mogę liczyć, który jest lojalny wobec mnie, z ktorym moge, ale nie muszę porozmawiać o wszystkim - B. spełnia wszystkie te warunki, co dowiodła nasza znajomosc

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 14.03.18, 10:51
    Wiesz Koro, to raczej normalne, ze moi znajomi są lojalni wobec mnie, mogę na nich liczyć i pogadać o tym, na co mam ochotę.

    Jeżeli wśród Twoich te cechy są tak deficytowe, ze osobę, która je ma od razu nazywasz przyjaciółka, to może warto zrewidować swój krąg znajomych albo swoje poglądy na przyjaźń.
  • kora3 14.03.18, 10:58
    Porzuć Anthonko ton protekcjonalny, bo na mnie to nie podziała - znajomi to znajomi, ma się róznych, przeważnie wielu i tyle. Przyjaciele to zupełnie inna grupa osob i ja mam takich, którtzy są ze mna od czasem kilkudzoiesięciu lat, bardzo sobie to cenię poniekąd, bo nie zmieniły tego koleje losu, czy odległośc. To sa ludzie na których mogę liczyć w kazdej sytiacji zyciowej, a trochę ich -róznych - mialam

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 14.03.18, 11:14
    Koro, ja wcale nie zamierzam na Ciebie działać. W mojej opinii nadużywasz tu słowa przyjaźń i nawet 1500 mentorskich postów popartych przykładami z Twojego życia tego nie zmieni.

  • kora3 14.03.18, 11:31
    Ale skąd mozesz wiedzieć czy ktoś naduzywa? Dla jednego bedzie ważne sprawozdanie z zycia przyjacoiela, dla innego - relacje między nimi, wzajemne wsparcie ...Dla mnie np. owszem jest dośc normalne, ze o ptrzyjaciołach wiele się wie, wiele, ale wcale nie wszystko. Wszystko to moge powiedzieć, że wiem o moim najstarszym stażem przyjacielu - bo znamy się od 31 lat, praktycznie od 15 rż. , no i o moim eksie bo jego znam dla odmiany od ponad 20 lat, ale o ludziach z którymi się przyjaźnię tutaj już - niekoniecznie.
    Zabawne, bo znam taką panią, z którą się wcale nie przyjaźnie, tylko znam i ona bezustannie mówi mi o swoich sprawach - nie zeby mnie to zniesmaczało, ale nieco dziwi, acz moze tak ma...Wiem jaki ma kredyt na mieszkanie, w którym banku i jaka jego rata - nie wiem po co, ale wiem. A o mojej kolezance E. wiem, ze mieli z mężem kredyt, w którym banku nie wiem, jaka była rata nie wiem o wcale a wcale mnie to nie dziwi.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 14.03.18, 11:30
    To moja definicja bliskiego znajomego.Z tym zastrzeżeniem że rozmawiamy tylko o tym co interesuje obie strony zatem są spore obszary terra inkoguta (żart).Z przyjacielem te obszary są niewielkie.Nie wyobrażam sobie że nie wiem gdzie pracuje przyjaciółka, że nic nie wiem o jej środowisku pracy że przez lata nie poznaje jej partnera.Naturalnie możesz nazywać przyjacielem kogo chcesz, tak jak ja.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • baba67 14.03.18, 11:31
    Ta inkoguta to dawno temu uczyłam w szkole podstawowej, ech kabaret.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 14.03.18, 11:38
    Ale mozesz sobie nie wyobrazac, to nie jest zabronione smile Ja o TEJ mojej przyjaciółce tego nie wiem, pana z którym się spotyka nie znam (nie nazwałabym tego partnerstwem co ich łaczy, ale mniejsza o to). Wiem natomiast dlaczego mi go nie przedstawia - innym też- bo panstwa łączy zażyłośc bez planów na przyszlośc i bez wzajemnej ingerencji w swe życie - stąd B. pana nie zaprasza ze tak powiem do swego zycia i ja to doskonale rozumiem. Pewnie gdyby państwo byli w klasycznym zwiazku, mieszkali z sobą to bym go poznała, bo wszak bywam u niej smile Kolezanka mi własnie WYJASNILA bez pytania z mej strony dlaczego mnie z tym panem nie poznaje i dla mnie jest to logiczne i mądre.

    Co do jej pracy - spotkałyśmy się po raz pierwszy prywatnie, przez inna kolezankę poznały. Nie było okazji mowic o pracy B. Moze nie chce o niej rozmawiać? Ja też z nią o mojej nie rozmawiam, chyba ze pyta o coś czym się zajmowałam - nie sądzę, by ja interesowała jej techniczna strona - na przykład.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 14.03.18, 12:01
    Jeśli można - ok, przyjmuje, ze ktoś poczyłby się urazony nie poznając przed czasem jakiegoś faktu z zycia przyjaciela. Jak wspomniałam, sama uznałabym taka sytuację za niecodzienną, bo codzienna nie jest, ale tylko zdziwienie by mnie dotkneło, a nie głeboka uraza z punktu.
    Pytanie jednak dotyczy czegos innego: skoro kogoś tak to boli, czy zajmuje, to dlaczego u licha nie zapyta zwyczajnie kogoś kogo ma za przyjaciela DLACZEGO mu wczesniej nie powiedział? Przeciez przyjacielska relacja na to pozwala! Sama zapytałam wtedy z tym ślubem - dostałam logiczną, całkowicie dla mnie neutralną odp. Pytana też byłam - dlaczego nie powiedziałam eksowi, ze odkryłam guzek w piersi. Odpowiedź była prosta: bo nie wiedziałam co to jest, a on słabo z zawodu nadaje się do oceny tegoż. Uznałam, ze nim mu powiem musze wiedzieć z grubsza czy jest się czym martwić. Bo tak to mu powiem, będzie się zamartwiał a moze to nic takiego - no i tak się okazało w efekcie. Gdyby się okazało cos powaznego - powiedziałabym mu, ale przed czasem nie było wg mnie sensu


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 14.03.18, 12:08
    A to jest dobre pytanie, dlaczego urażony. Bo ktoś podtrzymywał relację mając świadomość że nie jest do końca wzajemna? Choć wcale nie musiało tak być.Bo jeśli tak było czyli świadomie doszło do nadużycia? To wszystko było juz w watku o Beatce, nie ma potrzeby maglować jeszcze raz chyba że ktoś nowy chce się wypowiedzieć.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 14.03.18, 12:28
    Ale pytanie nie brzmiało :"dlaczego urazony" smile Pytanie brzmialo: dlaczego urazony nie zapyta zwyczajnie kogoś kogo uważa za przyjaciela - dlaczego mi nie powiedzieś/łaś o czymś tam

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 14.03.18, 14:52
    Bo i tak nie dowie się nic takiego co by mogło usprawiedliwić milczka w jej oczach .Zresztą gdyby gdyby milczek rozumiałby przyjażn tak samo toby się sam od razu wytłumaczył choćby nawet i przesądem. Nic zdziwiona o żadnym komentarzu nie pisała.Przekaz odebrała "jesteś znajomą na tyle mało znaczącą że zawiadomienie ze zdjęciem to wszystko do czego się poczuwam".No to w nos sie pocaluj kochana, wszystkiego najlepszego.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 14.03.18, 14:57
    A skąd Mocno Zdzieuina wie ze jest tylko taką znajomą, skoro - nie pytała? Moze kolezanka miała z ciażą jakieś kłopoty i nikomu o niej nie mówiła z tych, którzy nie mieli szans dowiedzieć się naocZnie. bo chciala uniknąc własnie pytań, uzalania się nad nią?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 14.03.18, 15:11
    Moja własna - pisałam o niej tu. Pewnej letniej soboty wróciłam z płazowania i odkryłam w piersi guzek. Nie jestem lekarzem, ale ze miałam styczność z profilaktyka w raku piersi dość dużą, to wiedziałam, ze na dotyk dobrze to nie wygląda - np. na cystę, raczej na cos gorszego - znacznie. Oczywiście się przestraszyłam i zadzwoniłam do mego gina. Akurat był na wyjeździe, ale nawet gdyby był na miejscu nic by mi to nie dało - na sam dotyk nie powie co to, a przy takich sytuacjach konieczne jest skierowanie do chirurga i dopiero on kieruje na badania. Zatem oczekiwanie do poniedziałku. Jasne, ze się bałam ale nie uznałam za stosowne opowiadanie o tym rodzinie, partnerowi, czy przyjaciołom. Nie dlatego, ze im nie ufam czy coś, tylko dlatego, ze nikt z nich nie mógłby mi nijak pomóc.Bo to, ze mi ktos powie "nie martw się, wszystko bedzie dobrze" nie byłoby dla mnie pomocne. Nie da się w takiej sytuacji nie martwić, a ta osoba wszak nie wie czy bedzie dobrze, czy nie. Za to wszyscy by się koncertowo tym martwili wraz ze mną do poniedziałku, pewnie chcieli o tym rozmawiać itd. Tymczasem rozmawiac nie byłoby o czym, guzek był, na dotyk nieciekawie, ale nic nie wiadomo i póki się nie zbada wiadomo nie bedzie- proste. Na moim miejscu powiedziałabyś wówczas od razu, czy też jednak sama poczekała na wyniki badań?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 14.03.18, 16:29
    Przecież napisałam że zrozumiałabym ukrywanie wczesnej ciąży tak samo jak i podejrzeń co do stanu zdrowia, nigdzie nie twierdzę że trzeba mówić wszystko i od razu. Mało tego, całkowicie zrozumiałe jest trzymanie w tajemnicy kochanka bo to dotyczy tez drugiej osoby która moim przyjacielem nie jest. Nie wymagam od przyjaciółki zwierzeń na temat jej pożycia z mężem czy kimkolwiek bo mąż nie jest moim przyjacielem. Niemniej są informacje które samo się przez się rozumie wymieniamy.Nie ma ani transakcji, ani inkwizycji, jest zrównoważona relacja.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 14.03.18, 17:26
    No i wląsnie jakie to są te informacje? Niewczesna ciąża i....?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 14.03.18, 19:49
    Zmiany pracy, klopoty zdrowotne, śluby dzieci, narodziny wnuków,rozterki moralne ew finansowe.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 14.03.18, 20:18
    Mam rozumieć, ze jesli ktoś ma zamiar zmienić pracę lub zmienił ja juz yp ma wszystkim swoim przyjaciołom o tym powiedzieć, także tym, którzy dotychczas mieli bardzo mgliste pojecie o jego miejscy pracy?
    Ktoś ma Ci się zwierzać ze stanu swoich finansów? obligatoryjnie???? Ktoś kto ma np. komuś innemu doradzić w sprawie dot. moralności ma Ci o tym powiedzieć?
    Narodziny wnuków - a do czego to Tobie potrzebne,podobnie jak np. śluby dzieci czyichś, szczególnie ze nawet tych dzieci nie znasz - przykładowo. Kłopoty zdrowotne - no cóż - dla mnie kosmosem jest oczekiwanie ze ktoś MUSI przyjacielowi o nich powiedzieć ...
    Urzedzajac - wszystko o czym wspomniałaś przyjaciele sobie często mówią i nie, nie uważam, ze nie powinno się mówić. Polemizuje tylko z tym, ze obligatoryjnie - trzeba.



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 15.03.18, 10:34
    Koro, dla większości ludzi bliska relacja oznacza chęć dzielenia się z przyjacielem swoimi problemami i fajnymi momentami w życiu. Podkreślam - CHĘCI. Z przyjaciółmi dzielimy się ważnymi i tez błahymi sprawami ze swojego życia z własnej potrzeby, a nie dlatego, ze jest jakiś mus albo ktoś urządza przesłuchanie.
  • yoma 15.03.18, 12:11
    O to to. A nie dlatego, że jak nie powiem, to tzw. przyjaciółka się śmiertelnie obrazi.

    --
    Bo nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi...
  • aqua48 15.03.18, 13:15
    annthonka napisała:

    > Koro, dla większości ludzi bliska relacja oznacza chęć dzielenia się z przyjaci
    > elem swoimi problemami i fajnymi momentami w życiu. Podkreślam - CHĘCI. Z przyj
    > aciółmi dzielimy się ważnymi i tez błahymi sprawami ze swojego życia z własnej
    > potrzeby, a nie dlatego, ze jest jakiś mus albo ktoś urządza przesłuchanie.

    A jeśli się jakimś faktem nie dzielimy, to najzwyczajniej dlatego, że mamy ku temu powód - choćby chęć zachowania pewnej intymności. I prawdziwa przyjaciółka powinna to uszanować.
  • kora3 15.03.18, 13:23
    oczywista sprawa ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 16.03.18, 09:03
    Absolutnie.Z drugiej jednak strony niemożliwe dla mnie jest przyjażnienie sie z kims w sensie prawdziwej przyjażni o kim nie wiem gdzie pracuje, nigdy nie byłam u niego w domu nie mam pojęcia czy jest w związku/singlem, czy jest hetero czy homo,jakie ma poglądy religijne, polityczne, mniej więcej status materialny ,za chwilę zostanie ojcem, matką itp, itd. Jest jakaś baza tej znajomości.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • aqua48 16.03.18, 09:26
    baba67 napisała:

    > Absolutnie.Z drugiej jednak strony niemożliwe dla mnie jest przyjażnienie sie z
    > kims w sensie prawdziwej przyjażni o kim nie wiem gdzie pracuje, nigdy nie by
    > łam u niego w domu nie mam pojęcia...
    > Jest jakaś baza tej znajomości.

    Oczywiście, że jakaś baza jest, ale wydaje mi się że dla każdego jest ona nieco inna. Najgorzej jeśli te składniki bazowe u dwóch osób się rozmijają, jak w wątku założycielskim.
    Ja nie mam problemu z tym, że przyjaciółka nie poinformuje mnie od razu o ciąży, bo spotkałam się już z rozmaitymi podobnymi sytuacjami i zdaję sobie doskonale sprawę, że mogą być po temu różne poważne powody i obawy. Najczęściej jest tak, że przyszła matka obawia się potępienia, awantury, gorzkich słów, zazdrości, dopytywania i chce ich sobie w tym trudnym dla siebie czasie możliwie najskuteczniej oszczędzić.
  • kora3 16.03.18, 09:39
    często jeszcze taka przyszła mama nie mówi, bo nie chce miliarda dobrych rad smile - to wiem doświadczeń znanych mi bliskich mnie mam smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 16.03.18, 10:23
    Od razu to nikt się nie domaga.
    I o to rozmijanie się chodzi cały czas.Inne oczekiwania, inne nazewnictwo.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • aqua48 16.03.18, 10:35
    baba67 napisała:

    > Od razu to nikt się nie domaga.

    W ogóle nie należy się domagać. Moja przyjaciółka słowem nie pisnęła o ciąży. Dowiedziałam się dopiero jak ją zobaczyłam pod jej koniec, Potem latami nie mówiła kto jest ojcem jej dziecka, mimo iż go znałam osobiście. Jej życie było bardzo, ale to bardzo pokomplikowane. Dopiero gdy ich wzajemna sytuacja się wyklarowała powiedziała. Nie przeszkodziło mi to wszystko utrzymywać przyjaźni. Ludzkie losy bywają bardzo zawikłane i często lepiej nie opowiadać o wszystkim nawet najbardziej życzliwej osobie, bo ktoś "wiedzący" może całkiem bezwiednie coś chlapnąć lub przyjąć w rozmowie, że inna osoba zna jakąś oczywistość, a tak nie jest.
  • kora3 16.03.18, 12:54
    Dokładnie - przypomniała mi sie taka para rodziców, których dziecku, chłopcu z zespołem Downa pomagalam. Rodzice Ci zdecydowali się na kolejne dziecko przy sporym ryzyku, ze też będzie z wada.Swoją decyzję ukrywali także przed najbliższymi obawiając się komentarzy w temacie jak wyżej. Jasne, to ich sprawa była, ale no liczyli się z tym, ze usłyszą "A jak kolejne będzie z ZD?" Penie, ze to sytuacja nietypowa, ale takich jest wbrew pozorom wiele ..."a dlaczego nie poczekacie aż będziecie mieć większe mieszkanie/lepszą pracę itp." - mniej dramatycznie niż ryzyko wady, ale za to częstsze.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • panna.ze.dworku 18.03.18, 10:54
    Koro, w kwestii informowania o dziecku (przyszłym). Moja przyjaciółka dwukrotnie poroniła. Gdy była w trzeciej ciąży - nikt nic nie wiedział, nawet najbliższa rodzina. Dopiero po rozwiązaniu (szczęśliwym tym razem) przyjaciółka napisała do mnie długiego smsa, ze zdjęciem maluszka, z wszystkimi informacjami, dopiero wtedy "otwierając" bramę swoim lękom z ubiegłych miesięcy. Zadzwoniłam, pogadałyśmy. Nie udzielałam jej durnych porad, zrozumiałam i nie obraziłam się na nią. Tego samego dnia wieczorem - na fb zamieścili zdjęcie malca i ogólne informacje: godzina urodzenia, waga itp. I myślę, że założycielce wątku o to właśnie chodziło - że została potraktowana jak 5000 znajomych na fb, a nie przyjaciel. Bo można zrozumieć, że osoba, która czegoś bardzo chce nie chce "zapeszyć" mówiąc komukolwiek. Można zrozumieć, że nie chce o czymś mówić w ogóle. Ale gdy już decyduje się ujawnić, to przyjacielowi powinno się to jakoś uzasadnić, wyjaśnić. I nie, nie po tym jak ktoś się zacznie dopytywać. Bo ja, gdybym o szczęśliwym porodzie dowiedziała się z fb czy też maila wysyłanego "sztampowo" do wszystkich - też bym nie dopytywała "A dlaczego mi nie powiedziałaś?", tylko po prostu uznałabym, że widać dla tej osoby jestem nikim więcej niż jedną z przeciętnych znajomych. A nie pytałabym bo co by mi miała powiedzieć? Że nie czuła potrzeby mówić mi czegoś więcej? No i ok, jej prawo. Czy zerwałabym kontakty? Zapewne nie. Ale zdecydowanie przeniosłabym z kategorii "przyjaciel" do kategorii "koleżanka". Bo tym właśnie dla niej jestem, nie przyjacielem, a znajomą, może koleżanką.
  • baba67 18.03.18, 11:03
    O, właśnie, o to chodziło. Sa sytuacje dramatyczne i bolesne ale nie o nie w dyskusji chodzi.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • asia.sthm 18.03.18, 13:47
    @panna.ze.dworku

    > Ale zdecydowanie przeniosłabym z kategorii "przyjaciel" do kategorii "koleżanka". Bo tym właśnie dla niej jestem, nie
    > przyjacielem, a znajomą, może koleżanką.

    I to jest znakomite podsumowanie tej kwestii.
    Niektorym brakuje wrazliwosci, niektorym wszystko jedno, a jeszcze inni wszystkie rozumy pozjadali i tak im dobrze.



    --
    http://1.bp.blogspot.com/-P2HXVmRDoW4/VYrC3IqVzPI/AAAAAAAAB6o/0VKo6vEbt6I/s1600/linia_ozdobna.gif
  • baba67 17.03.18, 12:41
    To że nie mówila kto jest ojcem to jej prawo.I sytuacje zawikłane i bolesne zrozumie każdy z jakąs empatią. Ale to nie jest norma, my nie rozmawiamy o warunkach brzegowych, litości.Osoba w szczęśliwym związku mieszkająca daleko poinformuje przyjaciółkę,znajoma-niekoniecznie.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • aqua48 17.03.18, 13:19
    baba67 napisała:

    > To że nie mówila kto jest ojcem to jej prawo.I sytuacje zawikłane i bolesne zro
    > zumie każdy z jakąs empatią. Ale to nie jest norma, my nie rozmawiamy o warunka
    > ch brzegowych, litości.Osoba w szczęśliwym związku mieszkająca daleko poinformu
    > je przyjaciółkę,znajoma-niekoniecznie.

    No nie tak do końca. Mnie przyjaciółka mieszkająca daleko nie poinformowała ani o ciąży ani o poronieniu, po rozwodzie bąknęła tylko, że to był początek rozpadu jej dotąd szczęśliwego związku i powiedziała, że nie chce o tym więcej mówić. Ten etap życiowy zamknęła. Ja rozumiem że są sytuacje tak osobiste, że nie ma się ochoty o nich w ogóle nikomu wspominać.

  • baba67 17.03.18, 15:31
    Oj bosh Ty znowu o warunkach brzegowych...mocno. zdziwiona nie mówiła ani o nieślubnej ciąży, ani o rozwodzie,w ogóle o żadnych dramatach. Jak bys zareagowała gdyby przyjaciółka w ogóle nie poinformowała Cie o rozwodzie a Ty byś się przypadkiem po kilku latach o tym dowiedziała wpadając na byłego męża i radośnie wypytując o przyjaciółkę? No możliwe że dla Ciebie to normalne, dla mnie nie.Myśłałas o dorobienie jako scenarzystka telenowel? Bo Łepkowska to juz nie to co kiedyś...Poznajduj jeszcze kilka takich historyjek na udowodnienie jaka to głupia jestem.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 16.03.18, 09:43
    Babo, ale ja i sadzę, ze także Aqua - rozumiemy Cię, ze Ty sobie nie wyobrazasz. Postaraj się zwyczajnie wyobrazić sobie, ze inni ludzie mogą miec na sprawę inny pogląd i tyle.
    Jak wspomniałam już x razy - ZWYKLE te rzeczy, które wymieniłaś przyjaciele o sobie wiedza - i to jest fakt. Natomiast dla mnie czy dla Aquy taka wiedza zwyczajnie ni jest konieczna ...Dla ciebie jest, więc nie uwazasz za przyjaciela kogoś, kto Ci takich informacji nie dostarczy - i też dobrze. Tylko nie wmawiaj nam, z jedli nie ma takiego sprawozdania, to nie ma prawdziwej przyjaźni smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 15.03.18, 11:49
    Tobie niepotrzebne, mnie potrzebne, tyle. Widze że stale jestem z miasta a głupiam bo myślę i czuję inaczej niz Ty. Doczep się do kogo innego.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 15.03.18, 11:51
    Babo, nikt się Ciebie nie czepia - usiłuje zrozumieć Twoją postawę - to wszystko
    PS. Oczekuje odpowiedzi na moje pytanie z innego postu smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 14.03.18, 12:04
    No nie musisz koniecznie znać żywego wibratora przyjaciółki tu Ci muszę przyznać rację.Jeśli ktoś chce się przyjażnić z kimś kto ma takie udogodnienie bo ja akurat nie bardzo.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 14.03.18, 12:19
    Powiedz mi Babo dlaczego ty jesteś taka wulgarna i ocenna? Naprawdę nie umiesz być inna? Przeciez obracasz się w swiecie i wiesz, ze ludzie bywają rózni. Moja B. z tym panem spotyka się od kilku lat z tego co wiem. Po prosyu nie ejst zainteresowana klasycznym związkiem - wiem, dla Ciebie niepjęte, a dla innych - tak. Ma po 50, swoje zycie, którego nie zamierza radykalnie zmieniac, z panem miło spedza czas - wyjazdy, czasem weekendy, wspólne hobby, ale wiązac się znim formalnie czy nie - nie zamierza. wiele osób w tym wieku o usyabilizowanym życiu i po przejsciach tak ma.
    Kiedyś mnie pytałaś to ci napisałam: gdybym teraz została singlowa to raczej też nie byłabym zainteresowana klasycznym związkiem z kims nowym - zwyczajnie by mi się nie chciało dostrajac do czyichś przyzwyczajeń być moze kosztem moich, "wychowywać" kogos i smieniać dlań siebie ....No taka jestem leniwa kobieta stąd to doskonale rozumiem. W takiej sytuacji pasowałby mi własnie taki układ jaki stworzyła B. - kazdy ma swoje zycie, swoich znajomych, przyjaciół, dom a razem spedzamy miło czas i gitara

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 14.03.18, 12:11
    A dziekuję Ci przeuprzejmie że tym razem wolno mi myśleć inaczej niż Tobie i nie jestem z miastam a głupiam.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • kora3 13.03.18, 19:42
    10/10

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • nocnymarek2 13.03.18, 19:57
    kora3 napisała:

    > 10/10

    Świetnie, to prawie jak 100/100. Tylko czego się dotyczy?
    Próbowałem kiedyś zwrócić Twoją uwagę na cytowanie.
    Ale jak na dziennikarkę, to powiedziałbym, że okazałaś się
    mocno odpornokumata.
  • kora3 13.03.18, 19:38
    dokladnie smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 13.03.18, 19:41
    Nie o to chodzi Anhontko, ja pisałam o swoich doświadczeniach. o tej ciązy napisałam swoje zdanie: byłabym zdziwiona, ze bliska osoba mi o tym nie mowiła, ale własnie zdziwiona. Zapytałabym dlaczego - a nie zrywała kontakty czy czuła się z punktu urazona.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • mocno.zdziwiona 14.03.18, 15:45
    Jestem zaskoczona dyskusją, jaka rozwinęła się pod moją wypowiedzią. Przypominam, że mój wpis to odpowiedź na pytanie "po jakim zachowaniu / incydencie zrywacie kontakt". No więc ja właśnie po takim. Moja definicja przyjaźni nie przewiduje takiego zachowania (a przynajmniej bez jego wytłumaczenia). I mam do tego prawo. Możemy abstrahować czy dla przyjaciółki ja byłam daleką znajomą, czy nabawiła się przesądów, tudzież miała problemy z utrzymaniem ciąży. Tej informacji nie otrzymałam, więc nie mogłam wziąć pod uwagę. Przed jej porodem uważałam ją za przyjaciółkę, byłam świadkową na jej ślubie, byłyśmy w stałym kontakcie, zwierzałyśmy się sobie z naprawdę intymnych spraw.

    Odpowiadając na pytanie Kory, dlaczego nie zapytałam zapytałam o ukrywanie ciąży. Po prostu nie miałam na to ochoty, czułam się jakby ktoś mi napluł na te wszystkie lata przyjaźni. Otrzymałam e-maila ze zdjęciem i podpisem "jesteśmy już we troje", nic więcej, ani słowa wyjaśnienia, ani słowa zachęty do kontaktu, rozmowy, nawet informacji o płci dziecka, dacie narodzin, nic. Odpisałam, że gratuluję i tyle.

    Potem nie miałyśmy kontatu przez jakiś rok czy dwa, finalnie wymieniamy czasem jakieś życzenia na święta i zdarzyło nam się 2 czy 3 razy spotkać na pół godziny na herbatę przez te ostatnie ponad 10 lat. Dawna przyjaciółka jest dla mnie obcą osobą. Życzę jej dobrze, ale nie bardzo mnie interesuje co u niej. Gdybyśmy się spotkały przypadkiem na ulicy to pogadałabym 5 minut i biegła dalej.
  • kora3 14.03.18, 16:00
    Ano Twoj wybór, ze tak zrobiłas.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 14.03.18, 16:22
    Zrobiłabym dokładnie tak samo.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • baba67 14.03.18, 16:30
    Jestes mocno zdziwiona. Zrozumiałe.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • annthonka 12.03.18, 19:08
    Powodem do zerwania kontaktów mogłaby dla mnie być jakaś grubsza nielojalność wobec mnie - oskarżenie, kradzież, celowe działanie na moja szkodę. Zerwałabym kontakty również w przypadku, gdyby dana osoba okazała się np. gwałcicielem, dręczycielem zwierząt, czy innym zwyrodnialcem. Na szczęście tylko teoretyzuje, nigdy nie byłam w takiej sytuacji.

    Dwukrotnie zdarzyło mi się celowo wygasić kontakt. W jednym przypadku to była osoba tak markotna, pesymistyczna i negatywnie nastawiona do świata, ze po każdej rozmowie z nią byłam wykończona psychicznie. Drugi raz chodziło o koleżankę, którą przerósł awans. Nie dawało się z nią porozmawiać o niczym innym, pomimo próśb, bo zaraz i tak wracała do tego samego tematu.
  • ewawzywa07 15.03.18, 11:14
    Miałam koleżankę, nie przyjaciółke, ale koleżanke własnie, z czasów podstawówki. Samotna, mająca dość monotonna pracę. Gdy ona do mnie dzwoniła, a dzwoniła wtedy, gdy miała na to ochotę nie patrząc na zegarek, ZAWSZE musiałam miec dla niej czas. Ona czuła potrzebę wygadania się i juz. Mówiła zresztą dużo i tylko o sobie. Gdy ja do niej dzwoniłam NIGDY nie miała czasu. A to odgrzewała sobie obiad, a to wyrzucała kuwete kota, a to własnie wróciła do domu i jest zmęczona, a to zaraz wychodzi do kościoła ( wiedziała, zem ateistka). Po n-tym razie, gdy nie miała czasu powiedziałam, ze zrywam kontakty. Poprzednio mówiłam to w delikatniejszej formie, ale nie pojmowała. A..... gdy ja nie miałam czasu i mówiłam, ze oddzwonie za pół godziny była obrazona, ale jak zadzwoniłam trzymała mnie przy telefonie godzine.I jeszcze jedno, nie rozumiała, że będąc za granica ( roaming) nie chce rozmawiac zbyt długo.
  • fioletowoniebieska 16.03.18, 11:29
    Ja chciałam zerwać kontakt, natomiast czysto sąsiedzki podtrzymuję tylko ze względu na swojego męża.
    Otóż, jest to jego rodzina, na dodatek mieszkająz nami "przez płot".
    Relacje nasze oczywiście uległy ochłodzeniu, i w tej chwili polegają głównie na grzecznościowej wymianie zdań, typu dzieci lub pogoda.

    Co na to wpłynęło? Pożyczka pieniędzy, on dajmy na to X wręcz płakał nam w rękaw, że pilnie potrzebuje kilku tysięcy złotych, i że odda do końca miesiąca na 100%.
    Minął rok, a dług wynosi jeszcze tysiąc złotych.
    Ja rozumiem, że nie zawsze da się oddać w terminie, ale X nie wykazał żadnych starań, do tego na nasze pytania kiedy zacznie nas spłacać chociaż po te 200, 300 złotych obrażał nas, wyśmiewał i wyzywał od chytrusów i biedaków, do tego sam nie obniżył swego poziomu życia, udał się na wesele do znajomych, dwukrotnie zresztą. Pojechał na dość drogi urlop. A my akurat mieliśmy te pieniądze odlożone na nasz urlop i ewentualne nieprzewidziane wydatki. Efekt? Nas bylo stać na wyjazd z dziećmi tylko na 4 dni w kraju, a kupno większego nowszego auta przeszlo nam koło nosa, bo nie mieliśmy tych kilku tysięcy, a nie zdążyliśmy odłożyć na tyle by starczyło na nasz planowe wydatki.
    Nie boli mnie sam fakt niespłacania nas, bo różne są sytuacje w życiu, boli mnie jego butne, chamskie i roszczeniowe podejście do nas. Zwłaszcza, że X wraz z żoną mają o jakieś 5-6 tysięcy więcej dochodu niż my, a oni mają jedno dziecko, my zaś dwoje, wtedy jeszcze trzecie w drodze. W wyniku także tych m.in okoliczności, poroniłam.
    Gdyby to zależało ode mnie, kontakt byłby urwany całkowicie.
    Możliwe, że wkrótce do tego dojdzie ponieważ z tą rodziną za chwilę popadniemy w konflikt ze względu na niejasną sytuację co do granicy działki, a sprawa jest bardzo trudna, kwestie oszustw itp dokonanych wobec rodziny męża ze strony rodziny X co prawdopodobnie da się odkręcić, bo inaczej sam urząd będzie się tłumaczył za nagłe przesuwanie się w sposób magiczny granic na działce.

  • greta9999 17.03.18, 15:43
    A mnie dziwią niektóre opisane sytuacje. Sama jestem ogromną introwertyczką. Ciężko mnie od zawsze było gdziekolwiek wyciągnąć czy zaprosić. Z trudem się otwieram, a opowiadanie o moich niektórych sprawach komuś nie jest dla mnie wyznacznikiem przyjaźni. Moją najlepszą przyjaciółką od wieków jest dokładne przeciwieństwo mnie- roztrzepana ekstrawertyczka z tłumem znajomym i zawsze w biegu. Nigdy nie robiła mi wymówek, że nie mówię jej o czymś, nie zadawała niedyskretnych pytań, wykazywała zrozumienie, kiedy nie zawsze miałam ochotę się spotkać, tak jak ja nie robiłam jej wymówek, kiedy czasem wyprawiała szaleństwa. Zawsze okazywała mi wsparcie, choć nie rozumiała do końca ale wspierała, tak jak i ja ją. Nie liczyłyśmy nigdy, która ile razy której pomogła i się zwierzyła a kiedy coś przemilczała. Lubię ją taka jaka jest a ona mnie. Jest wspaniałą przyjaciółką, wiem,że zawsze nią będzie, a znamy sie już od 30 lat. Ludzie szanujcie trochę inność drugiego człowieka i jego wewnętrzny świat. Nie każdy będzie dygał w imię waszych wyobrażeń o idealnej przyjaźni. Czy nie można sie lubić tak po prostu, a nie za ilość zwierzeń i wyświadczonych wzajemnie usług??
  • baba67 17.03.18, 18:30
    Nikt tu nie mówił o nielubieniu, co za logika, jakie dyganie .Mogę niezmiernie lubić introwertyczkę, wspierac ja w potrzebie, spotykać sie od czasu do czasu ale nigdy nie nazwe jej przyjaciółką, nie ma ochoty na niesymetryczną relacje.Nie będe opowiadała o moich sprawach komus kto nie ma potrzeby opowiadania o swoich. Mogę czy jestem potworem moralnym i wampirem emocjonalnym?

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • ola5488 17.03.18, 22:41
    Mam podobne zdanie do baba67.
  • greta9999 18.03.18, 13:40
    Myślałam, że przyjaźń to rodzaj uczucia, coś nieuchwytnego, co powoduje sympatię do tej a nie innej osoby a nie układ wymian zwierzeń i stosunków wg określonych reguł i zasad niemal handlowych- coś za coś... Widocznie każdy ma inną definicję przyjaźni.
  • baba67 18.03.18, 15:07
    A ja myślałam że to jest relacja i pielęgnowanie jej a nie jakaś swiężbiaczka emocjonalna.Widocznie każdy ma inna definicję przyjażni.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.