Dodaj do ulubionych

"Męczennicy mający dzieci":)

02.06.19, 11:41
Wczoraj był Dzień Dziecka, jak wszyscy wiemysmile Odwaliwszy pracę wink poszłam na umówione spotkanie w babskim gronie.
Było nas 4 koleżanki, poza mną A. (42 lata dwoje dzieci w wieku 15 i 13 lat) B. (51 lat, jedna córka w wieku 30 lat), E. (48 lat, dwoje dzieci w wieku 25 i 20 lat).
Dzieci koleżanki A. Dzień Dziecka spędzały ze swoim tatą, mama była w pracy od godz. 7 do godz. 19. Dzieci pozostałych już jak sie domyślacie opieki nie wymagają szczególnej smile
Było juz dobrze po godz. 20, gdy w ogródku kawiarnianym gdzie siedziałyśmy mały chłopiec (ok. 3-4 lata) przewrócił się i rozpłakał. Koleżanka B. głośno zapytała "czyje to dziecko?" - okazało się, ze rodzice siedzą ...na drugim końcu sporego ogródka. No, ale tato przyszedł po malca. I nie wiedzieć dlaczego (bo nic żadna z nas nie mówiła) skomentował, że siedzą sobie damesy BEZ dzieci w takim dniu i jeszcze im cudze dziecko przeszkadza, jakby wiedziały ile to zachodu...
Dalibóg nikt nie mówił ze przeszkadza! Kolezanka A. zareagowała "oooooo znów kolejny męczennik mający dzieckosmile" - tak zwykła nazywać ludzi, którzy uświadamiają innym jaki to nieziemski trud miec dziecko/dziecismile - szkoda tylko, że w jej przypadku kula w płot to uświadamianiesmile No i pan jej powiedziałsmile ze ona pojęcia nie ma co znaczy mieć dziecko, jako i cała reszta z nas. No chłop jak chłop, męczennik po prostu. smile
Ale zastanawia mnie jedna rzecz smile a nawet dwiesmile Pierwsza to jest taka skąd ludziom przychodzi do głowy, że jak człowiek jest gdzieś bez dziecka to na pewno dzieci nie ma ?smile
Mój kolega po fachu wczoraj "obsługiwał" piknik dla dzieci. GDYBY miał dziecko powiedzmy wq wieku 6-10 lat, to pewnie by je wziął z sobą. Ale on ma syna 18- letniego, to jak się domyślacie pikniki dla dzieci słabo go już kręcą smile
I to jest następna sprawa - poza koleżanką A. wszystkie jesteśmy już w takim wieku, że z reguły, gdy ktoś ma dzieci, to zazwyczaj - dorosłe. Owszem zdarza się późniejsze rodzicielstwo, ale nie jest to standard jak wiecie i nawet tu na tym forum padało, że nic dziwnego w tym, że ktoś weźmie syna za wnuka, gdy tato bardziej w wieku dziadka takiego dzieciątka, niż ojca.
Skąd zatem "pretensja", ze ktoś w Dniu Dziecka na wieczornym spotkaniu jest bez dzieci?smile

Tak czy siak, jak Wam sie zdaje, skąd się biorą ci "męczennicy" i ich reakcje? Moja kolezanka A. twórczyni tego określenia ma na to swoją teorię, ale mnie ciekjawi Wasza opinia także ...


--
Korcia
"droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
Edytor zaawansowany
  • aqua48 02.06.19, 11:55
    kora3 napisała:

    > Tak czy siak, jak Wam sie zdaje, skąd się biorą ci "męczennicy" i ich reakcje?

    Cóż zapewne rodzą się, tak samo jak inni ludzie, a reakcje - ze zniecierpliwienia osoby nieprzyzwyczajonej na co dzień do zajmowania się dzieckiem i pewnej zazdrości, że on tak nie może spokojnie posiedzieć z kumplami smile
  • kora3 02.06.19, 12:21
    Wiesz Aquo, wydaje mi się, ze posługujesz się teraz typowym dla pokolenia moich dziadków - a nie jesteś z niego przecież - stereotypem. Mianowicie takim, że jak ojciec zajmuje się dzieckiem, to już wielkie halo i na pewno jest do tego nieprzyzwyczajony. Skąd taki pomysł?
    Wspomniałam, ze ten stereotyp dotyczył pokolenia moich dziadków, bo w tym pokoleniu model taiki, że kobiety nie pracowały i zajmowały się domem i dziećmi, a mężczyźni zaiwaniali od świtu do nocy by utrzymać samodzielnie rodzinę był dośc powszechny (nie, nie wszędzie, mowa o statystykach). Juz w pokoleniu jednak moich rodziców wiekszosc kobiet pracowała zawodowo i wcale nie było tak, że dziećmi zajmowały się tylko matki - mam na mysli nie karmienie piersią uprzedzajac smile tylko normalne spędzanie z dziećmi czasu.
    W moim domu z racji specyfiki pracy taty tak nie było, ale w domach moich kolezanek i kolegów - jak najbardziej - było.
    A tym bardziej teraz, gdy dzieci są no mniej samodzielne (statystycznie) niż kiedyś w funkcjonującej normalnie rodzinie ojcowie spędzają z nimi dużo czasu. W normalnie funkcjonującej - mam na mysli taką, w której matka czy ojciec nie pracuja za granicą tylko na miejscu i nie jest to sytuacja, gdzie "dzieci faceta nie obchodzą".
    Dzieci wspomnianej tu kolezanki A od małego więcej czasu spędzają z tatą niż z mamą - mam na myśli tak na co dzień. Wynika to z prozaicznej rzeczy: ich tato pracuje od do, a mama na zmiany w systemie 12 - godzinnym. I jaskoś ci rodzice potrafią się dzielić rozsądnie obowiązkami bez "uziemiania" jednego z nich w domu dodam. Od "zawsze" jedno i drugie spotykało się ze znajomymi, uprawiało swe hobby i umiało przy tym zając dziećmi.

    Tyle w kwestii stereotypu...Natomiast co do pewnej zazdrości - no o tym własnie móiwi m. in. kol. A. Otóż wg niej niektórzy ludzie oczekują życia jak w reklamie smile Chcą mieć dzieci, bo wszyscy mają i to jest takie fajne, ale już ograniczenia i obowiazki związane z tym mniej ich nęcą. Stąd są sfrustrowani faktem, że inni takich ograniczeń i obowiaków nie mają. Coś w tym jest, bo A. zaobserwowała taką postawę u pewnej naszej wspólnej znajomej...Otóż ta znajoma chciała byc - z braku lepszego zobrazowania - NAMI DWOMA JEDNOCZESNIEsmile A. bo ta ma dzieci i do tego zdrowe i sprawne i fajne i mną, bo nie mam i w związku z tym mogę sobie czas planować bez ograniczeń poza pracą. W końcu wybrała posiadanie dziecka i zaczęły się problemny, bo ona tu nie moze, tam nie moze - ogólnie frustracja. A. jej tłumaczyła "kto ma pszczoły, ten ma miód....itd"smile NIE DA się mieć ciastka i zjeść ciastka smile, ale pocieszające jest to, że minie trochę lat i ta sytuacja przecież się wyrówna - dziecko dorośnie i tyle.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 02.06.19, 14:17
    kora3 napisała:

    > Wiesz Aquo, wydaje mi się, ze posługujesz się teraz typowym dla pokolenia moich
    > dziadków stereotypem. Mianowicie takim, że
    > jak ojciec zajmuje się dzieckiem, to już wielkie halo i na pewno jest do tego
    > nieprzyzwyczajony.

    Koro, pan w opisanej przez Ciebie sytuacji właśnie zachował się moim zdaniem jak ktoś nieprzyzwyczajony do opieki nad dzieckiem i robiący z tego wielkie halo..
    Ale jak rozumiem "nie wstrzeliłam się" w Twoją jedyną właściwą interpretację...


  • kora3 02.06.19, 14:43
    Nie mam jedynie własciwej interpretacji, po prostu nie zgadzam się z takim stereotypem, tym bvardziej, ze o wielkich trudach opieki nad dziećmi zdrowymi i pełnosprawnymi w liczbie np. 2 opowiadają też nierzadko panie smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 02.06.19, 14:48
    kora3 napisała:

    > Nie mam jedynie własciwej interpretacji, po prostu nie zgadzam się z takim ster
    > eotypem,

    To trzeba było temu panu wyjaśnić, nie mnie Koro.

    >tym bvardziej, ze o wielkich trudach opieki nad dziećmi zdrowymi i peł
    > nosprawnymi w liczbie np. 2 opowiadają też nierzadko panie smile

    No i? Uważasz, że zdrowe dzieci nie przysparzają trudów i problemów wychowawczych?

  • kora3 02.06.19, 15:05
    aqua48 napisała:
    >
    > To trzeba było temu panu wyjaśnić, nie mnie Koro.


    Ale to ty "poleciałaś" na forum stereotypem, a nie ten pan smile

    > No i? Uważasz, że zdrowe dzieci nie przysparzają trudów i problemów wychowawczy
    > ch?


    Zdaje się Aquo że wyjaśniłam już kiedyś i w poście startowym tez, ze autorką nazwy "męczennicy mający dzieci" nie jestem ja, a moja koleżanka smile
    I owszem, ta kolezanka, mama 2 synków w podanym wieku, która te dzieci ma zdrowe i pełnosprawne i która w wychowywaniu ich nie liczyła nigdy na pomoc rodziców czy teściów normalnie pracując i to nie "od do" - nie uważa by był to wielki trudsmile Jej dzieci nie sprawiają, jak dotychczas, jakichś szczególnych problemów wychowawczych, acz no nie są to jakieś "aniołki" - sa to normalne dzieci o dodam jeszcze bardzo odmiennych od siebie charakterach i temperamentach oraz zainteresowaniach.
    Koleżanka jest zdania, że decydując sie na dzieci należy liczyć się z tym, że z ich posiadaniem będą związane różne ograniczenia i problemy i nie robić z tychże oczywistych spraw "hallo", bo to nomen omen dziecinada. Jesli tylko dzieciaki są zdrowe i samemu też się jest zdrowym i sprawnym, to minimalne zorganizowanie sie wystarczy do normalnego funkcjonowania - takie ma zdanie.
    Nie mam dzieci i w zwiazku z tym doświadczenia, ale kolezanka nie jest bynajmniej jedyną osobą, która tak uwaza w moim otoczeniu. Tak postrzegała swiat również moja mama np. wychowując dzieci w czasach, gdzie nie było wielu udogodnień z zakresu prtac domowych, które są teraz, a w sklepach to w ogóle gie bywało cosmile W dodatku wychowywała nas praktycznie bez drugiej osoby, a koja siostra do pewnego wieku wymagała leczenia i rehabilitacji. Mimo to nie spotkałam się z sytuacją, by moja mama uwazała owo wychowanie za jakiś ogromny trud. Natomiast serdecznie współczuła swej kolezance ze studiów, która urodziła dziecko (drugie z kolei) głęboko niepełnosprawne, którym zajmowali sie z męzem do jego smeirci w wieku ok. 20 lat. Sytuację tej kolezanki matka uwazała za bardzo trudną, swoją - za normalną smile




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 02.06.19, 15:23
    kora3 napisała:

    > Ale to ty "poleciałaś" na forum stereotypem, a nie ten pan

    Nie Koro, ja tylko opisałam jak widzę jego zachowanie. A że zachował się zgodnie ze stereotypem to już inna sprawa.

    > Zdaje się Aquo że wyjaśniłam już kiedyś i w poście startowym tez, ze autorką
    > nazwy "męczennicy mający dzieci" nie jestem ja, a moja koleżanka smile

    Ale to Ty tak zatytułowałaś wątek i wprowadziłaś tę nomenklaturę Koro smile


    > ta kolezanka, która te dzieci ma zdrow
    > e i pełnosprawne i która w wychowywaniu ich nie liczyła nigdy na pomoc rodziców
    > czy teściów normalnie pracując i to nie "od do" - nie uważa by był to wielki
    > trud

    Brawo Twoja koleżanka! Ale to nie powód by pogardliwie wypowiadać się o innych którzy nie mieli tyle szczęścia co ona, prawda Koro? Ludzie są różni różne są ich zdolności i możliwości organizacyjne, wytrzymałość psychiczna, wyobrażenia, oczekiwania i stosunek do rzeczywistości, a także różna sytuacja życiowa. Gdyby dzieci były takie same, też byłoby inaczej. Ja wychowałam dwójkę, ale powiem szczerze, że za nic nie zamieniłabym się z koleżanką która wychowywała jedno. Zdrowe i pełnosprawne, ale sprawiające nieustanne problemy właściwie od samego urodzenia. Wiem, bo trochę jej pomagałam. A z dziećmi sprawa jest jak perpetuum mobile - im bardziej dziecko trudne, problematyczne, tym bardziej rodzice wyczerpani oraz nerwowi, co z kolei przenosi się na zachowanie dziecka i tak dalej...



  • mim_maior 02.06.19, 17:16
    Odkąd dzieci wyrosły, też pamiętam głównie mile chwile. Gdybym była gruboskórna i nie lubiła ludzi, też pewnie bym pouczała młodych rodziców, że im się w głowach poprzewracało, bo wychowanie dzieci to się w przerwach na papierosa da załatwić

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • kora3 02.06.19, 19:24
    Wiesz Aquo, ja podkreśliłam, ze koleżanka ma dzieci normalne, wychowane w normalnej rodzinie, zdrowe, pelnosprawne. Przez wiele lat stykała się z problematyką dzieci chorych, niepełnosprawnych,m z rodzin bardzo dysfunkcyjnych - więc, nie z doświadczenia, ale z obserwacji WIE jakie to9 bywa trudne.

    A co do jej podejścia. Właanie ona nie oczekuje braw Aquo. To jest kwestia podejścia do pewnych spraw i życia. Znam wielu ludzi, którzy ciągle narzekają na swą praę np. Jak to zle, ciezko itd. I wiele takich, którzy zwyczajnie swą pracę kochają smile Choć bywa trudna, nieprzewidywalna, niekoniecznie łatwa ...Po prostu są na swoim miejscu, uważają niegodności swoich prac za tylko drobny element w całokształcie, który n im pasuje.
    Tak samo jest chyba z przyjętym modelem życia ...smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 03.06.19, 08:12
    kora3 napisała:

    > ona nie oczekuje braw. To jest kwestia pode
    > jścia do pewnych spraw i życia. Znam wielu ludzi, którzy ciągle narzekają I wiele takich, którzy zwyczajnie swą pracę
    > kochają.Po prostu są na swoim miejscu

    Fakt że ktoś jest na swoim miejscu, robi to co lubi, i dzieje mu się dobrze nie pozwala na wyrażanie się z pogardą o innych ludziach którzy tyle szczęścia w życiu nie mieli.
    Tylko tyle Koro. I aż tyle.
  • kora3 03.06.19, 09:23
    Aquo, jesli ktoś jeczy i narzeka na swą "dolę", którą sam sobie wypracował poniekąd i oczekuje od całego swiata podziwu, ze ma dzieci to nic dziwnego, ze normalną matkę to śmieszy.

    Pół biedy, gdy dziecko rodzi 16 latka i ponarzeka, to sytuacja jednak nietypowa. Ale w naszej kulturze przyj.ęło się, ze dzieci mają ludzie DOROŚLI Aquo. Dorosły człowiek decydując się na dziecko/dzieci ma, a w każdym razie powinien mieć, świadomość, że to inwestycja w wielu aspektach na całe życie. Musi liczyć się z nieprzespanymi nocami przy niemowlaku, z ograniczeniami na różnych polach zycia - tak to widzi moja kolezanka i wielu innych rodziców. Nasza obecna na tym spotkaniu kolezanka B. mama została bardzo młodo - miała 21 lat i teraz przyznaje, ze zwyczajnie no nie zdawała sobie sprawy z tego jak będzie wygladało jej życie "przy dziecku". Bywało jak mówiła - ciężko - ale do głowy by jej nie przyszło wściekać się na cały swiat za to, bo to była przecie ż ...jej decyzjasmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 03.06.19, 12:04
    kora3 napisała:

    > Aquo, jesli ktoś jeczy i narzeka na swą "dolę", którą sam sobie wypracował poni
    > ekąd i oczekuje od całego swiata podziwu, ze ma dzieci

    Koro sama napisałaś że pan powiedział tylko, cytuję: "jakby wiedziały ile to zachodu..." Ja nie widzę w tym zdaniu ani narzekania na swą dolę, ani jęczenia, a tym bardziej oczekiwania podziwu...Coś kręcisz, dopowiadasz sobie i interpretujesz, byle tylko nie przyznać, że to Twoja koleżanka zachowała się niewłaściwie potraktowawszy nie tylko pana jako "męczennika", ale i innych rodziców, którym wychowanie dzieci nie idzie tak gładko i bez przeszkód jak jej.
  • kora3 03.06.19, 13:46
    aqua48 napisała:
    >
    > Koro sama napisałaś że pan powiedział tylko, cytuję: "jakby wiedziały ile to za
    > chodu..." Ja nie widzę w tym zdaniu ani narzekania na swą dolę, ani jęczenia, a
    > tym bardziej oczekiwania podziwu...


    Naprawdę nie widzisz? Moze masz heh wzrok słaby?smile
    Skoro ktos podkreśla ile to zachodu kosztuje go normalne posiadanie dziecka, rto znaczy, ze uważa, iż ...to wiele zachodu, tak? Tymczasem 3 na 4 siedzące tam panie już hehe WYCHOWAŁY swoje dzieci (dwie całkiem bo dzieci już dorosłe) i najpewnuiej doskonale wiedza jak to jest, nie? Tym bardziej wiedza, ze jednak 30 lat temu to czasy były inne niż teraz - nie było takiej technologii choćby, która pozwala dziś na usprawienie wielu spraw prozaicznych.


    Coś kręcisz, dopowiadasz sobie i interpretu
    > jesz, byle tylko nie przyznać, że to Twoja koleżanka zachowała się niewłaściwie
    > potraktowawszy nie tylko pana jako "męczennika", ale i innych rodziców, którym
    > wychowanie dzieci nie idzie tak gładko i bez przeszkód jak jej.


    Moja kolzezanka, jak wspomniałąm, ma całkiem normalną sytuację życiową - dzieci zdrowe, oboje z mezem pracują, na dziadków dzieci nie liczyli i nie liczą, utrzymują się sami, sami dbają o swój i dzieci byt, są zdrowi. WG MNIE, bo moze ty masz inne zdanie, to jest sytuacja zwyczajna, optymalna, standardowa. Nie ma w niej nic nadzwyczajnego, jak w sytuacji kiedy dziecko jesdt chore/niepełnosprawne, czy jedno z rodziców pracuje daleko, czy też jest chore/niepełnosprawne itd. Wówczas sytuacja jest nietypowa i nic dziwnego, że jeden rodzic np. , na którego spada opieka nad dzieckiem chorym + wychowywanie zdrowych i pełnosprawnych skarży się na to ile to zachodu - to jest normalne.

    Nawiasem mówiąc Aquo, dziwi mnie jedna rzecz....Jesteś osobą z takiego pokolenia, które pamięta niezawodnie, jak kiedyś nas wychowywali rodzice: w czasach, gdy nie szło sie tak na zakupy, jak na "polowanie" - w sensie kupiło sie w sklepie nie to, co sie chciało,. tylko co się udało zdobyć, po prostu. W czasach, gdy nie było tych wszystkich ulepszeń i usprawnień do domowych prac. Pamiętam, jak u nas jeszcze gdy byłam małą dziewczynką kolejka do sokowirówki była smile - sąsiadki pożyczały, żeby dziecku soczek zrobić, bo o kupnie takiego w sklepie mogły zapomnieć, a sokowirówka to był heh luksus. Ludzie tarli np. marchewkę na tarełku i wyciskali przez gazęsmile. Pieluchy były tetrowe a pralek automatycznych nie było. Jedyny proszek dla dzieci to był "Cypisek", jak sie go dostało, a jak nie to w wiórkach z szarego mydła matki prały i gotowały te pieluszki. Jak ktoś miał w domu nożną wirówkę, to już miał sporo - wielkie udogodnienie...Itd. itp.
    Dziś wszystko jest, nie trzeba "polowac" idziesz i kupujesz. Ja doprawdy podziwiam, jak sobie z ogarnianiem domu i dzieci radzili nasi rodzice i dziadkowie. I nie tylko ja, bo inne osoby z mego pokolenia, też. A Ty uważasz, ze w dzisiejszych czasach to taki niebotyczny wysiłek? Serio?
    No może wg Ciebie, wg mnie - nie. I nie zaskoczy tu ) argument, ze nie mam dzieci, bo takie zdanie mają dzietne osoby też, te rozsądne Aquo. Bo takie, które uwazają, ze to niesamowity wyczyn z ich strony - bedą sobie tak uważac, a zdrowo rozsądkowy swiat nie podzieli ich zdania smile



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 03.06.19, 14:23
    kora3 napisała:

    > Naprawdę nie widzisz? Moze masz heh wzrok słaby?smile

    Nie Koro, nie widzę. Może po prostu nie biorę do siebie wszystkiego co inni mówią w mojej obecności. I nie wyolbrzymiam cudzych słów po to jedynie by uczynić je tematem kolejnego wątku smile


    > Skoro ktos podkreśla ile to zachodu kosztuje go normalne posiadanie dziecka, rt
    > o znaczy, ze uważa,

    Nie Koro nie wiesz co ktoś uważa, to tylko Twoja interpretacja...


    > Moja kolzezanka, jak wspomniałąm, ma całkiem normalną sytuację życiową WG MNIE,
    > bo moze ty masz inne zdanie, to jest sytuacja zwyczajna, optymalna, standardowa.

    Koro, nie znam TWOJEJ koleżanki i nie mogę ocenić jej sytuacji. Jakkolwiek by nie była modelowa nie uważam jednak by mogła być podstawą do pogardliwego wypowiadania się o ludziach którzy mają sytuację życiową odmienną, lub zwyczajnie gorzej sobie w życiu radzą.

    > Wówczas sytuacja jest nietypowa i nic dziwnego, że jeden rodzic np. , na kt
    > órego spada opieka nad dzieckiem chorym + wychowywanie zdrowych i pełnosprawnyc
    > h skarży się na to ile to zachodu -

    Hmm... jak na osobę która z wychowaniem i odpowiedzialnością za dziecko nie ma i nie miała nigdy nic wspólnego zadziwiająco pewnie określasz standardy tychże, oraz to na co komu w związku zp osiadaniem dzieci wolno się żalić.


    > Dziś wszystko jest, nie trzeba "polowac" idziesz i kupujesz. Ja doprawdy podziw
    > iam, jak sobie z ogarnianiem domu i dzieci radzili nasi rodzice i dziadkowie.
    > I nie tylko ja, bo inne osoby z mego pokolenia, też. A Ty uważasz, ze w dzisiej
    > szych czasach to taki niebotyczny wysiłek? Serio?

    Serio Koro i odpowiem anegdotką - otóż w zeszłym roku odwiedziliśmy z mężem dzieci mieszkające czasowo z kilkumiesięczną wnuczką za granicą. Mąż robił przedwyjazdowe plany co to nie zwiedzimy, gdzie nie pójdziemy podczas tygodniowego pobytu, ja próbowałam go hamować że jedziemy do domu gdzie jest maluch, zatem wszelkie plany podporządkowuje się możliwościom dziecka. I wyobraź sobie, dopiero po tym pobycie, mój mąż który wszakże uczestniczył jak pracujący zawodowo rodzic w wychowaniu naszych dzieci powiedział, że wcześniej nigdy nie zdawał sobie sprawy jaka to robota z takim maluchem, jakie to męczące i jak mało matka, lub osoba będąca z dzieckiem na okrągło ma wówczas czasu nie tylko dla siebie - na własną higienę, odpoczynek, rozrywkę czy sen, ale i na normalne domowe czynności jak ugotowanie obiadu, pozmywanie naczyń, porządki itp.
    Bardzo pouczający był ten wyjazd. A i tak muszę mu przyznać, że kiedy my mieliśmy małe dzieci czasami bez słowa skargi zajmował się nimi troskliwie, kiedy ja byłam tak wykończona fizycznie i psychicznie że naciągałam w niedzielę rano na głowę kołdrę i mówiłam, że nie ma mowy, po prostu nie wstanę z łóżka przez cały dzień choćby się waliło i paliło.
    I nie, nie uważam, że wychowanie dziecka to niesamowity wyczyn, ale na pewno ciężka i niedoceniana praca, niedoceniana między innymi przez takie matki jak Twoja koleżanka, mimo że daje ogrom radości, satysfakcji i spełnienia.




  • kora3 03.06.19, 15:27
    aqua48 napisała:
    >
    > Nie Koro, nie widzę. Może po prostu nie biorę do siebie wszystkiego co inni mów
    > ią w mojej obecności. I nie wyolbrzymiam cudzych słów po to jedynie by uczynić
    > je tematem kolejnego wątku smile


    Masz osobliwe przekonanie o innych, szczególnie, ze ja na słowa tego pana NIJAK nie zaregowałam, a były też na logikę - nie do mnie smile skoro nie mam dzieci, to cóż to miałam jakieś wypożyczyć sobie na wyjscie 1 czerwca?smile

    >
    > Nie Koro nie wiesz co ktoś uważa, to tylko Twoja interpretacja...
    Aha, czyli gdy ktoś mówi, ze ma wyjątkowo trudną pracę, to uwaza, ze ma lekką?smile Jasssne, kumam smile
    >
    > Koro, nie znam TWOJEJ koleżanki i nie mogę ocenić jej sytuacji. Jakkolwiek by n
    > ie była modelowa nie uważam jednak by mogła być podstawą do pogardliwego wypowi
    > adania się o ludziach którzy mają sytuację życiową odmienną, lub zwyczajnie gor
    > zej sobie w życiu radzą.


    Aquo, moze rozróznijmy dwie rzeczy. Sytuację, gdy ktoś ocenia kogoś innego jako gorzej radzącego sobie i sytuację, gdy ktoś sam epatuje tym, jak to mu cięzko.
    Kolezanka nie ma zwyczaju n oceniać jak sobie kto radzi, to nie jej rola, ani też nie charakter - poza tym kogo oceniała? Skąd ona wie, jak sobie gośc radzi? Nie wie. Oceniła tylko postawę pt "jaki to niemozebny trud miec dzieci" bo ta postawa, nie bez racji, ją zwyczajnie irrytuje. A irytuje, bo słusznie zakłada, że dorosły czł;owiek planując dzieci LICZY sioe z konsekwencjami, a jako matka 2 dzieci doskonale wie jak to jest je wychowywać, wiec wie też, ze nie jest to wyczyn jakiś, a no9rmalne no życie setek innych ludzismile

    >
    > Hmm... jak na osobę która z wychowaniem i odpowiedzialnością za dziecko nie ma
    > i nie miała nigdy nic wspólnego zadziwiająco pewnie określasz standardy tychże,
    > oraz to na co komu w związku zp osiadaniem dzieci wolno się żalić.


    No i co ze nie miałam okazji wychowywac dziecka? Nie ja termin zadany w tytule wymyśliłam tylko MATKA 2 dzieci Aquo. smile A poza tym, no wiesz - wkoło widzę, ze większosc ludzi jednak ma dzieci i większosc nie robi z tego hallo, chyba, ze sytuacja jest jakaś nietypowa.
    Żalić się mozna na wszystko - na prace, na pogode, na rząd itd. ale jak ktoś taki narzekalski, to raczej coś z num nie tak:
    >

    > I nie, nie uważam, że wychowanie dziecka to niesamowity wyczyn, ale na pewno ci
    > ężka i niedoceniana praca, niedoceniana między innymi przez takie matki jak Two
    > ja koleżanka, mimo że daje ogrom radości, satysfakcji i spełnienia.


    Znaczy moja kolezanka sama siebie nie docenia?smile Dobre smile
    Wiesz Aquo, to ja Ci się zrewanzuję nie anegdotką, ale czymś bardziej realnym. Bo wybacz, ale słabo mi się ta historia klei - Twój mąż normalnie uczestniczył w wychowaniu dzi8eci Waszych, a pojecie nie ma, ze maluch wymaga opieki hmmmm

    Otóż nie dalej jak w piątek spotkałam na pewnym festynie panią, która ma 3 dzieci. Najmłodsze z tych dzieci urodziło się z nieusuwalną wadą wskutek której jest niewidome bez szans na widzenie kiedykolwiek. Pani mieszkała wówczas na wsi , w domu należacym do swoich teściów była niepracująca, co specjalnie nie dziwiło, bo miała 3 - latkę i 5 - latka rodząc 3 dziecko i też była bez zawodu.
    Gdy usłyszała od lekarki z jaką wadą urodziło sie jej dziecko, zemdlała. Nie miała wczesniej zadnej stycznosci z dziećmi niepełnosprawnymi, czy osobami niewidomymi, tak zwyczajnie wyszło, brak tego problemu w rodezinie i wśród znajomych. Pochodzi z prostej rodziny, z wioski, tak samoi jak jej już teraz były maż. Jak mówi - czuła, ze jest w czarnej "de". Znikąd wsparcia, pomocy...A najgorsze było "nie martw się" no jak sie tu nie martwić, jak? Jednak po krótkim czasie podniosła się i jak dziś mówi, zdała sobie sprawę ze tylko od niej teraz zalezy jak będzie wygladało życie jej córeczki. Czy będzie biedną slepą dziewczynka, czy niewidomym ale szczesluiwym dzieckiem z perspektywami na przyszłe samodzielne życie. Rozpoczęła walke o swoje dziecko, także - z lekarzami, którzy w PL nie majac zadnego doswiadczenia z taką wadą usiłowali "leczyć" jej cóirkę. Efekt był opłakany, cierpienie dziecka i zero pomocy. zdecydowała się zainteresowac sprawa media, na poczatku lokalne. Za ich sprawą sytuacja dziewczynki stała się głośna w całym kraju. dzięki temu trafiła pod opiekę fundacji, która zapewniła dziecku opiekę medyczną w Paryżu.
    dziś jej córeczka ma ponad 10 lat, chodzi do szkoły, uczy się, jeździ na kucykach., pływa w zawodach, spiewa i tańczy. A pani mama dumna moze być nie tylko z niej, ale i z jej rodzeństwa, które odnosi sukcesy w nauce i sporcie. Eksmeza pani sytuacja przerosła na tyle, ze zafundował sobie kolejne dziecko, tylko z inną panią. No i co? No i nicsmile Jak dziś mówi ta kobieta - czasemj lepiej by taka sytuacja tak sie rozwiązała i tyle. Dziś pani wyniosła się do miasta z domu teściów, poza tym, że pomaga w fundacji, prowadzi blog w którym opisuje swe zwyczajne jak podkreśla zytcie z dziećmi i w którym aktywnie pomaga rodzicom dzieci niepełnosprawnych. Własnie nominowano ją do prestiżowej nagrody.
    Pani jest osobą atrakcyjna i zadbaną. Kiedyś na FB jakas kobieta ją skrytykowała, że jak to tak matka dzieciom, w tym niepełnosprawnemu, a taka "odpicowana". Otóż pani wcale nie ubiera się drogo, a z gustem i polotem, a ze dba o siebie, to bardzo dobrze. Jak sama mówi - zadowolona mama to wsparcie dla dziecka. Czy ma złe chwile? Pewnie, nie raz i nie dwa. Ale - jak znów mówi- człowiek pada, człowiek wstaje, a dziecko mi sił dodajesmile
    Pytałam jej czy jest z siebie dumna. Zaprzeczyła, dumna jest z dzieci, a z siebie - jest zadowolona. Moze mogła zrobić więcej i lepiej, ale starała się bardzo i są efekty jej pracy.
    Wg mnie o tej pani warto dziś napisać w kontyekscie nie poszukiwania pomocy dla jej córki, bo ta już ja ma i nie potrzebuje, ale by pokazać czym naprawdę jest rodzicielska miłośc.
    Czego najbardziej nie lubi? Gdy ktoś jej współczuje, jak to jej jest cięzko. Ostatnio z takim tekstem na pikniku wypaliła jakaś pańcia smile "A wie pani, ciężko to mi było tak z 10 lat temu, jak mi 25 kg po ciązy zostało i nie chciało zniknąć. Ale teraz już je zrzuciłam i jest mi lekkosmile jesteśmy normalną rodziną, a to ze moja córka nie widzi, no tak sie zdarzyło"
    Nigdy nie usłyszałam od tej kobiety, że znosi ogromny trud, choc jej sytuacja na serio nie była łatwa na poczatkju, a teraz też optymalna przecie ż nie jest. Zawsze słyszałam tylko o tym co udało się zrobić i co mozna zrobić więcej. Moim zdaniem jej życie to swiadectwo tego jaki powinien być rodzic....No, ale mogła przecież uwazać, że z niemowlakiem w dodatku niewidomym i dwójka maluichów u boku to ...no ledwie da się dzień przezyćsmile






    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • katja.katja 03.06.19, 14:16
    Przede wszystkim Pan zachował się po chamsku zaczepiając starsze od niego, obce kobiety z dziwacznymi pretensjami.
    Panie powinny siąść na Pana i z..ać go jak burą sukę. Nie dość, że nie pilnował swojego bachorstwa to jeszcze miał pretensję do innych. Mam nadzieję, że tak było.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • kora3 03.06.19, 17:27
    No wiesz, pan z pewnoscią nie pilnował swego dziecka, bo nim do całej sytuacji doszło, dłuzszą chwilę kreciło się miedzy stolikami, nikomu nawiasem mówiąc - nie wadząc. Sądziłam jednak, że opiekunowie dziecka mają je w zasiegu wzroku, okazalo się, ze nie.
    To oczywiście nie moja sprawa, ani też nie znam się na tym, ale wg mnie nie było to zbyt odpowiedzialne ze strony rodziców. Niemniej - no w sytuacji, gdy juz pan został "wywołany" przez kolezanke, to było przyjśc po dziecko a nie komentować ze ktoś tam jest bez dzieci - w końcu przebywanie tam z dziećmi nie jest wymaganesmile Poniekąd jakby kolezanka która pytała przyszła ze swoim dzieckiem, tj. 30 - letnią córka, to pan pewnie by tego nie docenił hehe

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • engine8 03.06.19, 02:53
    Moze w pokoleniu naszych rodzicow byl medel ze ojciec dzieci zrobil a potem jedynie musila na nielozyc... nasz epokolenie "baby boomers" to juz rzaczje oboje rodzicow zajmowali sie dziecmi...
    Chociaz i troche prawdy jest w tym ze jeszcze nasze pokolenie moglo sobie czesto pozwolic na to aby ojciec zarobil na rodzine a matka zajela sie dziecmi ale pokolenie nastpene juz niestety oboje musza pracowac a wiec oboje musza sie dziecmi zajmowac. I jesli dla nas "boomers: zajmowanie sie dziecmi bylo - oh takie troche "nie fair" to mlodsi juz to zaakceptowali jako norme i nawet mowili ze "bedziemy rodzic" a nie "zona bedzie rodzic"
  • kora3 03.06.19, 09:27
    Wiesz, nie wiem jak wówczas gdzie indziej, ale na Śląsku i w Zagłębiu skąd pochodzę, raczej już w pokoleniu moich rodziców nie dominował model o jakim piszesz, w pokoleniu dziadków - owszem. Nawet nie to, że kobieta musiała pracować - w sensie potrzebna była jej kasa w domowym budżecie - bo jak facet praciował np. na kopalni, to wówczas - nie musiała zarabiał tyle, ze starczało. Ale no jakoś tak - panie w większości pracowały, jak pamiętam.
    I dodam, że wówczas bardzo wiele osób płci obojga przyjeżzdało na Śląsk do pracy z róznych stron kraju, tu się poznawali i nzakłądali rodziny - stąd nie było do pomocy dziadków, czy innych krewnych na miejscu i jakoś jak widać, dawali ci rodzice radę!

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • katja.katja 03.06.19, 09:40
    Ale co to ma do rzeczy? Kwestią poruszoną w temacie jest chamstwo młodych rodziców (tutaj akurat tatusia), którzy ciągają dziecko wszędzie, nie pilnują je i mają pretensje do obcych ludzi - przypadkowych klientów, którzy też mają prawo (chyba, że wybrali "lokal przyjazny rodzinom") do spokojnego wypicia piwa z koleżankami i kolegami bez wrzasków cudzego bachora.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • kora3 03.06.19, 09:46
    Ano tak to jest, że watki dryfują Katjo. smile w różnych ze tak powiem kierunkach, nic w tym złego ...
    Ten pan - na oko - nie był bardzo młodym rodzicem w rozumieniu moim przynajmniej - miał "na oko" z 35 lat, więc nie był to 19 latek zszokowany faktem, że z seksu ma dziecko smile
    I tez nie powiem, bym na co dzień spotykała się nagminie z roszczeniowymi rodzicami dzieci - raczej sporadycznie jesli chodzi o takie sytuacje.
    Natomiast ten wątek zasadniczo jest o tym, że niektórzy rodzice postrzegają swoje rodzicielstwo jako jakąs straszną "karę" nieprawdopodobne poświęcenie i trud. smileA tymczasem inni rodzice, jak moja kolezanka A. uważają, ze rodzicielstwo to bardzo fajna sprawa i szczescie dla tego, kto chce mieć potomstwo, a że wiąże się z tym trochę ograniczeń na różnych polach to naturalna konsekwencja i oczywistość.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • katja.katja 03.06.19, 10:00
    20-letni rodzice czasem bardziej zważają na innych niż 30-parolatkowie, którym się wydaje, że wszystko im wolno.


    --
    Nie dam się wygasić!
  • kora3 03.06.19, 10:16
    To zależy od ludzi, a nie od wieku wg mnie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • katja.katja 03.06.19, 10:35
    Masz prawo do własnych obserwacji.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • kora3 03.06.19, 10:38
    Jak każdy smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • katja.katja 03.06.19, 14:14
    Czyli także jak ja.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • mim_maior 02.06.19, 12:49
    "Czemu człowiek myśli że..." i "skąd pretensja" to nie są zagadnienia z zakresu sv. Przeczuwam długą i męczącą wymianę zdań na temat tego, co kto napisał i czego ktoś inny nie zrozumiał, okraszoną licznymi anegdotami z bogatego życia towarzyskiego i zawodowego autorki wątku...

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • kora3 02.06.19, 13:22
    Mim, ja mam takie pytanie techniczne: czy myślałaś kiedyś o tym, by przepracować swój problem?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • tt-tka 02.06.19, 15:54
    mim_maior napisała:

    > "Czemu człowiek myśli że..." i "skąd pretensja" to nie są zagadnienia z zakresu
    > sv. Przeczuwam długą i męczącą wymianę zdań na temat tego, co kto napisał i cz
    > ego ktoś inny nie zrozumiał, okraszoną licznymi anegdotami z bogatego życia tow
    > arzyskiego i zawodowego autorki wątku...
    >


    I masz racje tongue_out
    ja sie wypowiem chetnie. Gdy autorka skroci tekst do jedej trzeciej, a liczbe heheszkow do jednej piatej max.



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • mim_maior 02.06.19, 17:12
    Przeczuwam raczej, że się rozwinie i dostaniemy jeszcze więcej opowieści o krewnych, znajomych, lokalnych politykach i życiu redakcji.

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • tt-tka 03.06.19, 20:20
    mim_maior napisała:

    > "Czemu człowiek myśli że..." i "skąd pretensja" to nie są zagadnienia z zakresu
    > sv. Przeczuwam długą i męczącą wymianę zdań na temat tego, co kto napisał i cz
    > ego ktoś inny nie zrozumiał, okraszoną licznymi anegdotami z bogatego życia tow
    > arzyskiego i zawodowego autorki wątku...
    >


    No mialas racje, mialas racje i nadal ja masz ! Juz zyciowe sytuacje, ktore zdarzyly sie albo i nie zdarzyly, korze albo komu innemu, zwiazku ze starterem to nie ma zadnego, ale slowotok ciecze.



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • mim_maior 03.06.19, 22:34
    Nienawidzę mieć racji. Bardzo często.

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • ann.38 02.06.19, 14:16
    kora3 napisała:

    > Tak czy siak, jak Wam sie zdaje, skąd się biorą ci "męczennicy" i ich reakcje?
    > Moja kolezanka A. twórczyni tego określenia ma na to swoją teorię, ale mnie ci
    > ekjawi Wasza opinia także ...

    Nie sądzę, zeby mozna było mieć jedno konkretne wytłumaczenie reakcji ludzi, który mówią innym, ze wychowanie dziecka, to trud. Kogo dokładnie Twoja kolezanka nazywa męczenikiem? Kazdego kto mowi, ze to trud? Czy w okreslonych sytuacjach?
    W tej konkretnej sytuacji myślę, ze pan poczuł sie zmieszany/urazony tym pytaniem "czyje to dziecko"? Czasami rodzice nie pilnują dziecka dostatecznie, czasami reakcja otoczenia jest przesadna. W opisanej sytuacji pytanie mogło być zadane z pretensją, albo tylko pan to tak odebrał, nie wazne, Nie sądzę, ze rozmyślał nad Waszą sytuacją rodzinną. Zresztą niektórzy ludzie mający dzieci tez nie zawsze rozumieją, ze wychowanie to trud, bo korzystają z pomocy rodziny, bo mniej przejmują się obowiązkami itp. Właściwie nie wiem jaki jest główny problem w tym wątku. Moim zdaniem opisana tu sytuacja, to taka pyskówka, szybka reakcja obronna, bez jakichs głębokich przemyśleń. Kolezanka tez nieładnie, ze zaczepia obcych ludzi nazywając ich męczennikami. No wiem, niby on zaczął, ale ona tez grzeczne nie była.
  • kora3 02.06.19, 14:42
    ann.38 napisała:

    >
    > Nie sądzę, zeby mozna było mieć jedno konkretne wytłumaczenie reakcji ludzi, k
    > tóry mówią innym, ze wychowanie dziecka, to trud. Kogo dokładnie Twoja kolezank
    > a nazywa męczenikiem? Kazdego kto mowi, ze to trud? Czy w okreslonych sytuacjac
    > h?


    Moja kolezanka nazywa tak ludzi, którzy bez specjalnego kontekstu mających normalną sytuację życiową (zdrowe dzieci itd.) czują przemożna potrzebę poiinformowania innych, że posiadanie dzieci to wielki wysiłek smile
    Być moze wynika to u kolezanki z tego,m ze sama ma dwoje zdrowych dzieci, co uważa za szczescie, bo w przeszłości pracowała w zawodzie, gdzie stykała się z problemami także dzieci naprawdę cięzko chorych i głęboko niepełnosprawnych.
    Kolezanka ma też taki stosunek do "meczenników", bo sama jakoś nie czuje się meczennicą mając dwoje zaplanowanych, zdrowych dzieci, które wychowują z męzem bez pomocy np. dziadków, pracując oboje. Po prostyu uważa posiadanie swoich dzieci za szczeście, a ze wiązą się z nim także ograniczenia za oczywistośc w do9datku przewidywalną )

    > W tej konkretnej sytuacji myślę, ze pan poczuł sie zmieszany/urazony tym pytani
    > em "czyje to dziecko"? Czasami rodzice nie pilnują dziecka dostatecznie, czasam
    > i reakcja otoczenia jest przesadna.


    dzaiecko kreciło się opodal naszego stolika, nikomu nie wadziło przy tym dodam. Kolezanka zapytała czyje to dziecko w sytuacji, gdy chłopiec przewrócił się niedaleko nas i zaczął płakać, przy braku jakiejkolwiek reakcji kogokolwiek i obsługi. Rozumiem, ze prawidłową reakcją byłby jej brak?

    W opisanej sytuacji pytanie mogło być zadan
    > e z pretensją, albo tylko pan to tak odebrał, nie wazne, Nie sądzę, ze rozmyśla
    > ł nad Waszą sytuacją rodzinną. Zresztą niektórzy ludzie mający dzieci tez nie z
    > awsze rozumieją, ze wychowanie to trud, bo korzystają z pomocy rodziny, bo mnie
    > j przejmują się obowiązkami itp. Właściwie nie wiem jaki jest główny problem w
    > tym wątku. Moim zdaniem opisana tu sytuacja, to taka pyskówka, szybka reakcja o
    > bronna, bez jakichs głębokich przemyśleń. Kolezanka tez nieładnie, ze zaczepia
    > obcych ludzi nazywając ich męczennikami. No wiem, niby on zaczął, ale ona tez g
    > rzeczne nie była.


    Wiesz, akurat TA kolezanka, mama dwójki dzieci z czystym sumieniem mogłaby powiedzieć, ze wie co to za trudd wychowywać dzieci bez pomocy np. rodziców, pracując najpierw nieprzewidywalnie, a potem na zmiany i na tych zmianach nie mająśc mozliwości pospać, jak np. czasem lekarz na nocnym dyżurze smile Ale rzecz całą w tym, że kolezanka tak nazywa tych "męczenników", bo ...ona wcale nie uwaza tego za wielki trud. Chciała mieć swoje dzxieci, zaplanowali to z mezem, wiedzieli oboje ze ich zycie zmieni sie po tym, gdy sie pojawią - OCZYWISTE u dorosłych ludzi - wg mnie.
    Kolezanka jest szczesliwa, ze jej dzieci są zdrowe, pełnosprawne itd.



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 02.06.19, 14:57
    kora3 napisała:

    >wie co to za trudd wychowywać dzieci bez pomocy np. rodziców, pracuj
    > ąc najpierw nieprzewidywalnie, a potem na zmiany i na tych zmianach nie mająśc
    > mozliwości pospać, jak np. czasem lekarz na nocnym dyżurze

    A z ciekawości logistyki takiego systemu pracy przy dzieciach, KTO zostawał z dziećmi i opiekował się nimi podczas jej nieprzewidywalnych godzin pracy i w chwilach gdy odsypiała dyżury?
    Bo wiesz, ja mam koleżankę która też opowiada jak to całkowicie samodzielnie i zupełnie bez żadnej pomocy wychowała dzieci które podrzucała na dwa tygodnie kilka razy w roku swym rodzicom w innej miejscowości i do których miała zatrudnioną panią...
  • kora3 02.06.19, 15:13
    aqua48 napisała:

    > A z ciekawości logistyki takiego systemu pracy przy dzieciach, KTO zostawał z d
    > ziećmi i opiekował się nimi podczas jej nieprzewidywalnych godzin pracy i w chw
    > ilach gdy odsypiała dyżury?


    Kiedy jej dzieci były małe Aquo, pracowała jeszcze w naszym zawodzie i zwyczajnie tak się zamieniała z kolegami i koleżankami, by to jakoś pogodzić. Jej mąz miał zawsze pracę od do i w czasie, gdy ona szła na nockę itd. zajmował się dziecmi tato, w czym nie ma przyznasz - nic nadzwyczajnego. Dzieci nie chorowały jakoś szczególnie, uczeszczały do żłobka i przedszkola - też nic nadzwyczajnego.

    > Bo wiesz, ja mam koleżankę która też opowiada jak to całkowicie samodzielnie i
    > zupełnie bez żadnej pomocy wychowała dzieci które podrzucała na dwa tygodnie ki
    > lka razy w roku swym rodzicom w innej miejscowości i do których miała zatrudnio
    > ną panią...


    Aquo, ja te kolezankę znam od kiedy tu mieszkam. Dwoje jej dzieci urodziło się podczas trwania naszej znajomości, podczas sporej czesci której razem pracowałyśmy, a mieszkałyśmy od siebie coś 3 ulicesmile Nie sugeruj zatem, ze kobieta kłamie, bo ja to zwyczajnie WIDZIALAM. Rodzice koleżanki gdy rodziły sie jej dzieci pracowali jeszcze oboje. W tej chwili jej tato nie pracuje, bo już stan zdrowia mu nie pozwala i SAM wymaga opieki. Dzieci tu chodziły do złobków i przedszkoli, tu do szkoły. Teściowie kolezanki mieszkają dośc daleko i odwiedzają ich z mezem, owszem, ale na kilka dni góra kilka razy w roku.




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 02.06.19, 15:27
    kora3 napisała:

    > Kiedy jej dzieci były małe zwyczajnie tak się zamieniała z kolegami i koleżankami, by to jakoś pogodzić.

    Hmm... w zwyczajnej pracy Koro, to nie mogłaby się tak zamieniać..

    >Dzieci nie chorowały jakoś szczególnie, uczeszczały do żłobka i przedszkola - też nic nadzwyczajnego.

    Czyli po prostu miała szczęście.

  • kora3 02.06.19, 19:29
    Ale pracę TEZ sobie człeki wybiera Aquo, przykład mej koleżanki pokazuje, ze można - mając poi 30++ zmieniła sobie pracę na zupełnie INNA niż miała dotychczas, po prostu kieruje swoim życiem, a nie dryfuje w nim.
    Miała szczescie? Na se3rii co 2 dziecko jest niepełnoisprawne i przewlekle chore? Jakoś nie widzesmile na szczezscie

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • ann.38 02.06.19, 15:39
    kora3 napisała:
    > Moja kolezanka nazywa tak ludzi, którzy bez specjalnego kontekstu mających norm
    > alną sytuację życiową (zdrowe dzieci itd.) czują przemożna potrzebę poiinformo
    > wania innych, że posiadanie dzieci to wielki wysiłek smile

    Z tego co napisałaś to kolezanka nazywa męczennikami równiez ludzi, których widzi pierwszy raz na oczy i nie wie jaką mają sytuację zyciową.

    > Rozumiem, ze prawidłową reakcją byłby jej brak?

    Przeczytaj jeszcze raz co napisałam. Nie oceniałam bo nie widzialam sytuacji. Napisałam tylko tyle ze wg mnie nie ma sensu rozpatrywać co kto myslał i dlaczego. Została zwrócona uwaga i pan zareagował nerwowo/obronnie.

    > Wiesz, akurat TA kolezanka, mama dwójki dzieci z czystym sumieniem mogłaby powi
    > edzieć, ze wie co to za trudd wychowywać dzieci bez pomocy np. rodziców, pracuj
    > ąc najpierw nieprzewidywalnie, a potem na zmiany i na tych zmianach nie mająśc
    > mozliwości pospać, jak np. czasem lekarz na nocnym dyżurze smile Ale rzecz całą w
    > tym, że kolezanka tak nazywa tych "męczenników", bo ...ona wcale nie uwaza teg
    > o za wielki trud.

    Wiesz moze jest to kwestia doboru słów, rozumienia znaczenia słowa "trud", intencji z jaką się je wypowiada, sytuacji itp. Jestem szczęśliwa, ze mam dzieci, ze doznałam radości ich wychowywania nigdy nie załowałam decyzji o posiadaniu dzieci itp... Ale owszem, uwazam wychowanie za trud. Jezeli chce się zapewnić dzieciom właściwą opiekę, edukację, wypoczynek, przyjemności, a jeszcze przezywanie ich ewentualncyh porazek, smutków itp, no to jest to jednak trud. Radość, ale i trud.

  • mim_maior 02.06.19, 17:07
    Co Ty tam wiesz. Masz dzieci, to nie jesteś obiektywna! Bezdzietna prawdę Ci powie, bo dużo dzieci w życiu widziała i bywa ciocią. Tak więc milcz i słuchaj, może się czegoś nauczysz.
    big_grin

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • kora3 02.06.19, 19:41
    Ann powiem tak - nie mam osobistych doswiadczeń, ale nigdy, podkreslę NIGDY moja matka, ani ojciec nie dali i do zrozumienia, że wychowanie mnie było jakimś TRUDEM. Było wg nich - normalnoscią - konsekwencją posiadania dziecka. Moze to dziwne, ale mój tato nie był moim biologicznym ojcem i mimo to nie odczułam nigdy, bym była dla niego cięzarem. Współczuje tym dzieciiom, których obecnośc w swoim życiu ich rodzice widzą jako trud ....

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 06.06.19, 04:43
    kora3 napisała:
    Ann powiem tak - nie mam osobistych doswiadczeń, ale nigdy, podkreslę NIGDY moja matka, ani ojciec nie dali i do zrozumienia, że wychowanie mnie było jakimś TRUDEM.

    źle to rozumiesz Koro, wychowywanie dzieci to nie jest trud który jest niemiły czy niechciany - odwrotnie, jest to coś do czego się serce rwie, wstaje z radością i czuwa w zaułkach by tylko zapewnić jak najlepsze warunki dziecku. i to się nie kończy nigdy, choćby dziecko było starym koniem 50 letnim lub mężatką z własnymi dziećmi.
    co rodzice przeżywają w środku to ich sprawa, ich tajemnica, dzieciom oczywiście nie daje się tego odczuć - oczywiście ze nie!, inaczej nie byłoby się dobrymi rodzicami - to własnie na tym polega by nie dać odczuć trudów rodzicielstwa.
    ale tak, wychowywanie dzieci to jest wielki TRUD, im lepiej chcesz wychować tym większy TRUD wkładasz. tylko pogratulować ci rodziców ze nie dali ci tego trudu odczuć,
    wiec kup im piękny bukiet kwiatów i szampana nawet tak bez okazji.

    Minnie

    --
    Czy zdarzyło Ci się popełnić gafę całkiem niechcący?
    https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/s030.gif
    ******************************************************************
    Żarciki i poprawność polityczna
  • kora3 06.06.19, 10:22
    Minnie, mój tato zmarł blisko 6 lat temu sad Przynoszę kwiaty na jego grób, gdy mam okazję go odwiedzać. A moja mama wcale nie pije smile

    Powiadasz, ze dziecko nie powinno odczuć - no własnie, a jak mu sie tak codziennie czy rzadziej, ale zdarza słyszeć, jaki to trud je mieć, to czy nie odczuwa?
    W mojej rodzinie jest pani, która została z dośc małym dzieckiem (ok. 6 lat) porzucona przez męza dla innej. Sytuacja nieciekawa, ale przecież nie koniec swiata. Odkąd pamiętam, a córka tej pani jest starsza ode mnie chyba rok, non stop słyszałam, jak to ona ma ciężko, bo sama wychowuje dziecko. Ile to ona musi poświecić, jak to jej źle. jej córka też to słyszała Minnie. A tak na serio, obiektywnie teraz mogę ocenić, ze pani złej sytuacji nie miała jakiejś szczególnie - jej córka była zdrowym, grzecznym dzieckiem, nigdy nie sprawiała tzw. problemów wychowawczych: dobrze się uczyła, nie wagarowała itd. Do tego pani mieszkała drzwi w drzwi ze swoimi rodzicami, którzy wówczas byli zdrowi i sprawni, miała niepracującą mamę, która duzo jej pomagała logistycznie po prostu. Materialnie pani też nie stała źle, więc tak naprawdę nie miała jakiejś dramatycznej sytuacji - pomimo to ciągle tak jęczała. W zasadzie przestała tak narzekać, gdy jej córka miała cos 18 czy 19 lat i pani poznała sobie kogoś z kim ułożyła sobie życie. No i fajnie, tylko jej córka kliedyś mi powiedziała, że w życiu nie powiedziałaby przy swoich dzieciach, że jej trudno, bo ona to całe dzieciństwo słyszała i nieraz myślała, ze jej mamie byłoby no po prostu lepiej bez niej. To bardzo przykre, tym bardziej, ze ta mama bardzo ją kocha i faktycznie starała się, by córce niczego nie brakowało - ale to ciągłe gadanie o tych trudach wyrobiło w dziecku zdanie, ze jest dla matki cięzarem sad

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 07.06.19, 00:05
    No to sorry Koro, nie wiedziałam. celebruj wiec mamę poki masz, jak uwazasz. co do samotnej pani porzuconej przez męża- zachowanie fatalne. niedopuszczalne.
    na dzieci nigdy nie wylewa się żółci ""bo życie się nie udało". jak poprzednio pisałam, dzieciom nie daje się odczuć trudów wychowywania, amen.

    Minnie

    --
    Czy zdarzyło Ci się popełnić gafę całkiem niechcący?
    https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/s030.gif
    ******************************************************************
    Żarciki i poprawność polityczna
  • kora3 07.06.19, 09:37
    Wiesz Minnie, moja mama w "celebrowaniu" jest raczej trudna smile Po pierwsze mieszka daleko dośc ode mnie - ponad 300 km. Po drugie to jest osoba niezależna i na szczescie ma swoje życie - piszę na szczescie, bo znam wiele dorosłych już osób, których rodzice przeszedłszy na emeryture zamęczają traktując jak dziecko. Moja mama do takich osób nie należy i cieszy mnie to. Ma sporo swoich zajęć, swoich przyjaciół, znajomych, hobby. Ma też wnuka i owszem chętnie z nim przebywa, ale moja siostra uważa tak jak ja - rodzice swoje dzieci wychowali i nie ma powodow, by mieli "drugi etat" w postaci opieki nad wnukami.
    Nie powiem, że moja siostra nie może i nie mogla liczyć na pomoc mamy (i taty, gdy żył) po urodzeniu syna, ale była to i jest pomoc doraźna.

    Co do zachowania owej pani z naszej rodziny - tak, masz rację, ale przecież taka gadka jaką wstawił ów pan - bohater wątku jest własnie takim gadaniem, PRZY dziecku - dodam.

    Prawdę mówiąc mnie to zwyczajnie dziwi że TERAZ tak ci rodzice narzekają, z czasów mego dzieciństwa pamiętam TYLKO tę panią narzekającą, a przecież wtedy obiektywnie było trudniej- ludzie mieli po więcej dzieci, nie było wielu rzeczy, które teraz są oczywistością i ludzie jakoś traktowali swoje rodzicielstwo NORMALNIE, a nie jako Bóg wie jakie poswiecenie smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • horpyna4 02.06.19, 16:15
    Koro, jak dla mnie, to sprawa jest prosta. Facet jest z tych, co postępują bezmyślnie według schematów; prawdopodobnie narzuconych przez otoczenie typu rodzina i znajomi.

    Być może na co dzień nie zajmuje się dzieckiem, za czym przemawia jego brak nadzoru - nie ma nawyku pilnowania chłopca. Ale skoro nastał Dzień Dziecka, to "trzeba" z tym dzieckiem iść na lody, czy ciastko. Nie pomyśli gość, że ktoś inny sprawia przyjemności swojemu dziecku nie czekając na ów dzień i że dla kogoś data może nie mieć znaczenia.

    Przy takim myśleniu (a raczej uważaniu, bo myślenia tu raczej nie ma) oczywiste jest dla faceta, że skoro w Dzień Dziecka ktoś siedzi w kawiarni bez dziecka, to ten ktoś dziecka nie ma. Bo gdyby miał, to W TEN DZIEŃ byłby z dzieckiem; w pozostałe dni roku oczywiście nie musiałby.
  • kora3 02.06.19, 19:28
    Ale pracę TEZ sobie człeki wybiera Aquo, przykład mej koleżanki pokazuje, ze można - mając poi 30++ zmieniła sobie pracę na zupełnie INNA niż miała dotychczas, po prostu kieruje swoim życiem, a nie dryfuje w nim.
    Miała szczescie? Na se3rii co 2 dziecko jest niepełnoisprawne i przewlekle chore? Jakoś nie widzesmile na szczezscie

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 02.06.19, 19:30
    Sorry Horpyno, moja odp.do Aquy przypadkowo "podpięła się" pod Twój post ....Z dZieckiem było OBOJE rodziców, mam rozumieć, ze obioje zajmują się nim tylko w DD?



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 06.06.19, 04:58
    horpyna4 napisała:
    Być może na co dzień nie zajmuje się dzieckiem, za czym przemawia jego brak nadzoru - nie ma nawyku pilnowania chłopca. Ale skoro nastał Dzień Dziecka, to "trzeba" z tym dzieckiem iść na lody, czy ciastko. Nie pomyśli gość, że ktoś inny sprawia przyjemności swojemu dziecku nie czekając na ów dzień i że dla kogoś data może nie mieć znaczenia.

    nie pomyśli być moze tez, ze przynajmniej w Dniu Dziecka mógłby pójść z dzieckiem gdzieś gdzie miałoby ono lepsze zajęcie, np do Legolandu, sal zabaw, aquaparki, wesołe miasteczka, itd itp

    Minnie


    --
    Czy zdarzyło Ci się popełnić gafę całkiem niechcący?
    https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/s030.gif
    ******************************************************************
    Żarciki i poprawność polityczna
  • milamala 09.06.19, 02:01
    minniemouse napisała:
    cyt. > nie pomyśli być moze tez, ze przynajmniej w Dniu Dziecka mógłby pójść z dzieck
    > iem gdzieś gdzie miałoby ono lepsze zajęcie, np do Legolandu, sal zab
    > aw, aquaparki, wesołe miasteczka, itd itp"

    Wtrace sie troche, choc nie znam tematu. Nie dla kazdego dziecka logoland,sala zabaw czy wesole miasteczko jest lepsza propozycja niz restauracja. Znam tak na szybko przynajmniej jedno, ktore chetnie do restauracji chodzi i bardzo sie oburza gdy mu sie wciska dania dzieciece, jak on chce jesc te wszystkie dziwne potrawy, ktore zamawiaja dorosli. Taki ma wysublimowany smak w wieku lat 6.
  • 10iwonka10 02.06.19, 17:40
    Ciezko mi oceniac sytaucje ale gdyby ten chlopiec krzyczal,skakal po krzeslach to zapytanie'Czyje to dziecko' jest jak najbardziej na miejscu. NAtomiast dziecko sie przewrocilo I rozplakalo I to male dziecko chyba moja pierwsza rekacja by bylo uspokojenie malucha I sprawdzenie czy nic mu sie nie stalo a nie krzyczenie na caly ogrodek'Czyje to dziecko'.
  • horpyna4 02.06.19, 18:38
    Gdyby właśnie chodziło o głośne zachowanie dziecka, to szukanie rodziców nie byłoby aż tak ważne, jak w przypadku zrobienia sobie przez dziecko krzywdy. "Czyje to dziecko" powinno być wstępem do opieprzenia tatusia, że nie zapewnia dziecku należytej opieki i naraża je przez to na wypadki. Przecież ten dzieciak mógł równie dobrze wybiec na jezdnię pod samochód.
  • kora3 02.06.19, 19:32
    Horpyno, dzi9ecko sobie większxej krzywdy nie zrobiło - w każdym razie nic na to nie skazywało. Kolezanka B. zapytała czyje to dziecko zwyczajnie, NATURALNIE. Gdyby się dusiło, to pewnie by je reanimowała,. a tak próbowała ustalić kto miałby sie nim opiekować, wg mnie - normalnba reakcja.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 03.06.19, 16:39
    kora3 napisała:

    " a tak próbowała ustalić kto
    > miałby sie nim opiekować, wg mnie - normalnba reakcja. "

    A po co to chciala ustalic? Czy wygladalo na opuszczone, brudne, podarte jakby sie zgubilo i pobladzilo?
  • kora3 03.06.19, 17:05
    Nie czytasz Milu postów poczatkowych i potem wychodzi jak wychodzi. Dziecko przewróciło się obok krzesła kolezanki, zaczeło płakać, NIKT Z NAJBLIZSZYCH STOLIKÓW NIE ZAREAGOWAŁ. No to pomógłszy mu wstać zapytała czyje - wg mnie normalna reakcja - owszem, dziecko mogło się tam przybłąkać - np. z innego kawiarnainegho ogródka obok. Okazało się jednak ze jego rodzice są w tym ogródku, tylko znacznie dalej, bo to dośc rozległy ogródek.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 03.06.19, 17:35
    kora3 napisała:

    > Nie czytasz Milu postów poczatkowych i potem wychodzi jak wychodzi. Dziecko prz
    > ewróciło się obok krzesła kolezanki, zaczeło płakać, NIKT Z NAJBLIZSZYCH STOLIK
    > ÓW NIE ZAREAGOWAŁ. No to pomógłszy mu wstać zapytała czyje - wg mnie normalna r
    > eakcja - owszem, dziecko mogło się tam przybłąkać - np. z innego kawiarnainegho
    > ogródka obok. Okazało się jednak ze jego rodzice są w tym ogródku, tylko znacz
    > nie dalej, bo to dośc rozległy ogródek.

    Pytam zatem jeszcze raz. Czy dziecko wymagalo natychmiastowego szukania rodzicow? Po co? Wygladalo na to, ze placze, bo rodzicow znalezc nie moze?
    Dlaczego kolezanka koniecznie chciala ich znalezc?
  • kora3 03.06.19, 17:55
    Bo dziecko upadło i płakało, a nikt nie zgłaszał się jako jego opiekun - proste. Istniało ryzyko, ze dziecko jest tam samo, bez opieki, skoro na jego upadek nikt nie zareagował.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • chris1970 05.06.19, 14:08
    U pana zadziałał mechanizm obronny na słowa "czyje to dziecko". Nie potraktował tego jako zwykła próba indentyfikacji rodziców, a raczej jako coś, co wystawiało jego pozycję opiekuna dziecka i rodzica na szwank. Dziecko upadło, nikogo dorosłego nie było, czyli dziecko jest bez opieki. No jak bez opieki, przecież tu jestem smile Obok, zajęty rozmową na drugim końcu sali, ale jestem smile
  • kora3 05.06.19, 14:31
    No moze Chrisie, niemniej to nie usprawiedliwia dla mnie zachowania pana. Nikt go nie krytykował za brak opieki nad dzieckiem, po prostu próbowano ustalić gdzie są jego opiekunowie

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • chris1970 05.06.19, 14:48
    Koro, przecież wiem, że próbowano ustalić opiekunów / rodziców.
    Czytaj dokładniej i ze zrozumieniem.
    Zaznaczyłem: "Nie potraktował tego jako zwykła próba identyfikacji rodziców".
  • kora3 05.06.19, 14:54
    Ok, sorry, już tyle czytam o tym, jaka to z mej kolezanki straszna prowokatorka i wróg dzieci, ze opacznie odczytałam Twą wypowiedź smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 03.06.19, 16:36
    10iwonka10 napisała:

    > Ciezko mi oceniac sytaucje ale gdyby ten chlopiec krzyczal,skakal po krzeslach
    > to zapytanie'Czyje to dziecko' jest jak najbardziej na miejscu. NAtomiast dziec
    > ko sie przewrocilo I rozplakalo I to male dziecko chyba moja pierwsza rekacja b
    > y bylo uspokojenie malucha I sprawdzenie czy nic mu sie nie stalo a nie krzycze
    > nie na caly ogrodek'Czyje to dziecko'.

    Mam podobne spostrzezenie. Pani zachowala sie bardzo niegrzecznie. Nie tylko nie pomogla, co jeszcze sie oburzyla, czym dala wyraz pytaniem "czyje to dziecko". Nadmieniam, ze chocby kora przysiegala na wszystkie swietosci , ze pani to tak z troski zadala to pytanie, oswiadczam, ze nie wierze. Po prostu jej bardzo przeszkadzalo placzace dziecko, ktore o laboga osmielilo sie przy niej przewrocic.
  • heniek.8 03.06.19, 16:46
    milamala napisała:

    > Mam podobne spostrzezenie. Pani zachowala sie bardzo niegrzecznie. Nie tylko ni
    > e pomogla, co jeszcze sie oburzyla, czym dala wyraz pytaniem "czyje to dziecko"
    > . Nadmieniam, ze chocby kora przysiegala na wszystkie swietosci , ze pani to ta
    > k z troski zadala to pytanie, oswiadczam, ze nie wierze.

    też nie wierzę w tę bajeczkę - że niby trzymała się pod boki i krzyczała "czyje to dziecko"? a o tym że młodemu wypłaciła z liścia to już się Kora nie zająknęła.
  • kora3 03.06.19, 17:07
    smile hehe b - no ba, oczywiscie smile
    Tak się zastanawiam jakie powinno być własciwe zachowanie w takiej sytuacji - skoro dziecko chodziło samo między stolikami, po czym upadlko i nikt z najblizszego otoczenia nie zareagował, wg Milamali chyba należało z punktu zadzwonić na policję - zamiast głupio pytac czyje to dziecko - dziecko było małe, godzina już wieczorna, a ono najwyraźniej - bez opieki smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bo_ob 03.06.19, 17:10
    kora3 napisała:

    > smile hehe b - no ba, oczywiscie smile
    > Tak się zastanawiam jakie powinno być własciwe zachowanie w takiej sytuacji - s
    > koro dziecko chodziło samo między stolikami, po czym upadlko

    Ja bym spytała dziecko gdzie siedzą jego rodzice.
  • kora3 03.06.19, 17:22
    No moze to byłoby lepsze rozwiązanie, ale malec płakał, było już ciemnawo, a gdyby tak wiedział gdzie siedza, to pewnie sam by tam wyrywał. Nadal jednak nie wiem co złego w próbie ustalenia kto opiekuje się dzieckiem...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 03.06.19, 17:41
    kora3 napisała:

    > No moze to byłoby lepsze rozwiązanie, ale malec płakał, było już ciemnawo, a gd
    > yby tak wiedział gdzie siedza, to pewnie sam by tam wyrywał.

    Nagle dziecko przestalo wiedziec gdzie sa jego rodzice. Widze, ze historyjka coraz to nabiera rumiencow.
  • kora3 03.06.19, 17:56
    Nie wiem czy przestało, szło o małe dziecko, płaczące - dziecko w tym wieku nie powinno być byc opieki, przyznasz chyba?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 03.06.19, 17:59
    kora3 napisała:

    > Nie wiem czy przestało, szło o małe dziecko, płaczące - dziecko w tym wieku nie
    > powinno być byc opieki?

    Ale nie było bez opieki, było z rodzicami.

  • kora3 03.06.19, 18:17
    Wiesz co Aquo...Całkiem niedawno moj kolega pisał o pewnym bohaterskim człowieku, który uratował z rzeki 5 - letnie dziecko, które tonęło. Rzecz działa się w początkach wiosny, nie w okresie płazowania - uściślijmy. Pan zobaczył, ze coś płynie rzeka, przyjrzał się i ...okazało się, ze to "cos" to ...dziecko. Nie wahając się wskoczył z mostku do wody, wyciagnął przerazone, z zziębnięte dziecko - 5 - latka. Pięknie, ze tak zareagował i chwała mu za to, ale zrodziło się naturalne pytanie: GDZIE u licha byli rodzice/opiekunowie tego dziecka? Otóż kilkadziesiąt metrów wczesniej był tatuś z wujkiem, łowili sobie ryby....Nie byli pijani dodam, zwyczajnie zagadali się, dzieciak bawił się tuż obok, odszedł sobie, nie zwrócili uwagi, bo niby co sie mu mogłoby stać? Ano zsunął się biedaczek ze stromej skarpy, slisko było, bo po roztopach...Teraz zastanówmy się - ten chłopiec BYŁ pod opieką, czy NIE BYŁ?
    No TEORETYCZNIE był! Nie psozedł sam z domu nad rzekę, tylko z tatą i z wujkiem. Tylko, ze ci nie wpadli na to, ze 5 - latek się moze oddalić i wpaśc do rzeki. Nawe4t NIE ZAUWAZYLI, ze go nie ma Aquo.
    Jesli to ma byc norma w opiece nad dzieckiem, to ja wysiadam smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 03.06.19, 18:37
    kora3 napisała:

    > No TEORETYCZNIE był! Nie psozedł sam z domu nad rzekę, tylko z tatą i z wujkiem
    > . Tylko, ze ci nie wpadli na to, ze 5 - latek się moze oddalić i wpaśc do r
    > zeki. Nawe4t NIE ZAUWAZYLI, ze go nie ma Aquo.
    > Jesli to ma byc norma w opiece nad dzieckiem, to ja wysiadam

    A ktoś tu wcześniej pisał o stereotypie typowym dla pokolenia twoich dziadków cytuję: "mianowicie takim, że jak ojciec zajmuje się dzieckiem, to już wielkie halo i na pewno jest do tego nieprzyzwyczajony. Skąd taki pomysł?"

    No właśnie- skąd taki pomysł?

  • kora3 03.06.19, 18:57
    Aquo, ale ja sie zetknęłam z sytuacja, ze matka zostawiła 3- latka na ławce na Rynku i poszła sobie do drogerii!!!! Teraz rodzi się kolejne pytanie - ów był pod opieką, czy nie? Sam do Rynku chyba z osiedla oddalonego o parę dobrych km nie zawędrował.
    A przykład z tonącym dzieciakiem nie był przykładem na to, ze ojciec się nie umiał zając bo "nieprzyzwyczajony" tylko na to, że nawet spuszczenie z oka takiego dziecka na stosunkowo niedługi czas moze skończyć się tragedią.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bo_ob 03.06.19, 17:42
    kora3 napisała:

    > No moze to byłoby lepsze rozwiązanie, ale malec płakał, było już ciemnawo, a gd
    > yby tak wiedział gdzie siedza, to pewnie sam by tam wyrywał. Nadal jednak nie w
    > iem co złego w próbie ustalenia kto opiekuje się dzieckiem...


    Trzeba było po prostu pomóc dziecku znaleźć rodziców a nie wydzierać sie na cały duży ogródek.


  • milamala 03.06.19, 17:46
    bo_ob napisała:

    > Trzeba było po prostu pomóc dziecku znaleźć rodziców a nie wydzierać sie na cał
    > y duży ogródek.

    Normalni pomocni ludzie tak by zrobili, ale pancia koniecznie chciala wszem i wobec dookola pokazac, ze dziecko jest nieupilnowane.
  • kora3 03.06.19, 17:58
    Wiesz, ja nie mam dzieci i nie czuję się na siłach ustalać z 3 - latkiem gdzie mogą być jego opiekunowie. Raz byłam w takiej sytuacji, to dziecko umiało powiedzieć, ze ma na imię X i tyle. Mamusia poszła do drogerii, ale tego dziecię nie umiało wskazac. Najpewniej gdybyś Ty tam była, wyciagnełabyś z dziecka takze jak sie nazywa, gdzie mieszka i imiona rodzicówsmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bo_ob 03.06.19, 18:03
    kora3 napisała:

    > Wiesz, ja nie mam dzieci i nie czuję się na siłach ustalać z 3 - latkiem gdzie
    > mogą być jego opiekunowie.

    Aha.
    Podpowiem. Trzeba zapyta,ć 4-latka gdzie siedzą jego rodzice, bo chciałabyś go do nich zaprowadzić. Nie takie to trudne, moze dałabyś radę.


  • kora3 03.06.19, 18:18
    Ale ja z tym dzieckiem nie miałam zadnego kontaktu, tylko kolezanka. Ja miałam z tamtym i umiało powiedzieć, jak się nazywa oraz na pytanie "gdzie mamusia"? "Nie wiem" .

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bo_ob 03.06.19, 19:04
    kora3 napisała:

    > Ale ja z tym dzieckiem nie miałam zadnego kontaktu

    Czy ja piszę, że ty miałaś? Nie, piszę, jak powinna zachować się twoja koleżanka - pomóc dziecku znaleźć opiekunów.
  • katja.katja 03.06.19, 19:31
    I pomogła. Tatuś znalazł się w 3 sekundy big_grin

    --
    Nie dam się wygasić!
  • kora3 05.06.19, 09:15
    no troszkę dłużej - powiedzmy w 30smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 03.06.19, 18:17
    kora3 napisała:

    > Wiesz, ja nie mam dzieci i nie czuję się na siłach ustalać z 3 - latkiem gdzie
    > mogą być jego opiekunowie.

    Wystarczy zadać najprostsze pytanie - a gdzie twoja mamusia? Dziecko wskazuje palcem - tam, a Ty mówisz - to idź do niej. Sądzę, że to nie przerasta Koro Twych umiejętności.
  • kora3 03.06.19, 18:20
    Aquo, a jak Ci dziecko, tak jak tamto odpowiada "Nie wiem" ?smile Zresztą ja z tym dzieckiem teraz nie konwersowałam. Wg mnie rodzice są zobowiazani do opieki nad dzieckiem ....

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 03.06.19, 18:34
    kora3 napisała:

    > Aquo, a jak Ci dziecko, tak jak tamto odpowiada "Nie wiem" ?

    To wówczas bierzesz za rączkę i spokojnie mówisz to poszukajmy. Jeśli w najbliższym otoczeniu nie ma, to zwracasz się z prośbą o pomoc w odszukaniu rodziców do do obsługi lokal, ew. dzwonisz na policję. Takie podstawowe rzeczy trzeba Ci wyjaśniać? Przecież tak świetnie się znasz na dzieciach Koro.
  • kora3 03.06.19, 19:01
    Odpowiadam Ci, BYŁAM W TAKIE SYTUACJI i dziecko powiedziało, ze nie wie gdzie jest mamusia. Obsługa lokalu też nie wiedziała, bo to dziecko - nie było tam wcale z mamusią. Tak więc wezwaliśmy policję, o co mamusia miała potem pretensje, bo miała też i kłopoty smile

    Ciekawa jestem też czegoś innego - jak zareagowaliby rodzice, GDYBY do lokalu poszła z ich dzieckiem niania i beztrosko pusciła je na duzy ogródek nie zważajc gdzie jest i co robi - pewnie dowiedziawszy się wylaliby na zbitą buzię. Ciekawe też czy zrozumieliby panią przedszkolankę, która zostawiła ich dziecię na ławeczce w Rynku i poszła "na chwilę" do drogerii, bo są promocje, a ludzie nie mogąc ustalić z kim jest dziecko wezwali policję ...Na pewnoi straciłaby taka pani pracę ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bo_ob 03.06.19, 19:05
    kora3 napisała:

    > Odpowiadam Ci, BYŁAM W TAKIE SYTUACJI i dziecko powiedziało, ze nie wie gdzie j
    > est mamusia. Obsługa lokalu też nie wiedziała, bo to dziecko - nie było tam wca
    > le z mamusią. Tak więc wezwaliśmy policję, o co mamusia miała potem pretensje,
    > bo miała też i kłopoty smile


    Już naprawdę nie zmyślaj.

  • kora3 05.06.19, 09:17
    Nie zmyślam sytuację te dobrych kilka lat temu opisałam na forum- to, ze nie pamiętasz nie znaczy, ze ktoś m kłamie bosmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • katja.katja 03.06.19, 19:29
    Współcześni rodzice uważają, że nie wolno o nic pytać ich dziecka bo od tego są wyłącznie oni, a pytanie obcych to molestowanie dzieciaczka.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • milamala 03.06.19, 17:40
    bo_ob napisała:

    > Ja bym spytała dziecko gdzie siedzą jego rodzice.

    Dokladnie, naturalne jest, ze czlowiek dziecko podnosi, pociesza i przy okazji rozmowy moze zapytac. A tymczasem paniusia na cala restauracje "czyje to dziecko".
  • kieszonkowa 06.06.19, 19:23
    milamala napisała:

    > bo_ob napisała:
    >
    > >,naturalne jest, ze czlowiek dziecko podnosi, pociesza

    No chyba sobie zartujesz. Nie moje dziecko, nie moj problem, obcych dzieci sie nie dotyka. Obowiazkiem opiekunow jest dziecka pilnowac.
  • milamala 03.06.19, 17:38
    kora3 napisała:

    "wg Milamali chyba należało z punktu zadzwonić na
    > policję"

    Czy ty dajesz glooopia?
    Czy dziecko wygladalo na to, ze sie zgubilo?
  • milamala 03.06.19, 17:38
    milamala napisała:

    > kora3 napisała:
    >
    > "wg Milamali chyba należało z punktu zadzwonić na
    > > policję"
    >
    > Czy ty dajesz glooopia?

    Nie "dajesz"a "udajesz".
    > Czy dziecko wygladalo na to, ze sie zgubilo?
  • kora3 03.06.19, 18:01
    Tak, wyglądało, ze jest bez OPIEKI. Poczatkowo, gdy kreciło się wśród stolików, to sądziłam, ze rodzice/opiekunowie siedzą gdzieś w pobliżu. Ten ogródek jest duży dośc i jakoś sobie nie wyobrazałam, że ludzie przyszli z dzieckiem do kawiarni, jeszcze wieczorem i nie niepokoi ich, że nie mają go w zasiegu wzroku.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bo_ob 03.06.19, 18:04
    kora3 napisała:

    > jakoś sobie nie wyobrazałam, że ludzie przyszli z dzieckiem do k
    > awiarni, jeszcze wieczorem i nie niepokoi ich, że nie mają go w zasiegu wzroku.

    Gdybyś miała własne dzieci, to byś sobie wyobraziła.
    >
    >
    >
  • kora3 03.06.19, 18:09
    No widzisz, wszystkie te panie ze mna siedzące razem jaa dzieci, wszystkie spore doswiadczenie, bo wszak - już odchowane i jakoś były zdumione, ze tak mozna być niefrasobliwym - po prostu pewnie inne standardy.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 03.06.19, 22:03
    kora3 napisała:

    > No widzisz, wszystkie te panie ze mna siedzące razem jaa dzieci, wszystkie spor
    > e doswiadczenie, bo wszak - już odchowane i jakoś były zdumione, ze tak mozna
    > być niefrasobliwym - po prostu pewnie inne standardy.

    Te twoje kolezanki najwyrazniej wygladaja na woly, ktore zapomnialy jak cieleciem byly.
  • kora3 05.06.19, 09:18
    Wiesz, moja kolezanki jak przypuszczam, poza jedną bo jej dzieci znam od małego, nie puszczały ich wieczorem w knajpach samopas, stąd ich zdumienie

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 05.06.19, 15:59
    kora3 napisała:

    > Wiesz, moja kolezanki jak przypuszczam, poza jedną bo jej dzieci znam od małeg
    > o, nie puszczały ich wieczorem w knajpach samopas, stąd ich zdumienie

    To niech sobie "dumieja" ile chca.
  • kora3 05.06.19, 16:09
    No wiesz, opisałam tu sytuację, ze z pubu barman wyprosił rodziców z 8 - latką po 22. Nikt sie jakoś nie oburzał, wszyscy uwazali, ze uczynił ze wszechmiar dobrze smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 09.06.19, 01:35
    kora3 napisała:

    > No wiesz, opisałam tu sytuację, ze z pubu barman wyprosił rodziców z 8 - latką
    > po 22. Nikt sie jakoś nie oburzał, wszyscy uwazali, ze uczynił ze wszechmiar
    > dobrze smile

    Ale co mnie obchodzi co sobie tak ktos daleko mysli i robi. Mozesz tu jeszcze milion (nie bierz tego tak doslownie) historyjek opisywac tylko … co mnie to ?
  • kora3 03.06.19, 17:21
    Miulu Twoja wiara w cokolwiek jest Twoja osobistą sprawą. Kolezanka, pomogła dziecku wstać i możną bylo "na oko" stwierdzić, ze nic mu nie jest - samo dało rade wstać z pomocą, nie krwawiło. Niemniej no próby uspokajania CUDZEGO obcego dziecka mogłyby sie skończyć niemiło dla kogokolwiek - dzieci nie zawsze lgną do obcych ludzi (i dobrze w sumie), a niektórzy rodzice- większosc , nie bez racji zresztą, mnie życzą sobie by całkiem porzypadkowe osoby braly je na ręce/kolana, czy tuliły.

    Reakcja w postaci próby ustalenia z kim maluch jest w tym miejscu była całkowicie naturalna - dziecko tam nie powinno być samo, a skoro nikt nie zareagował na jego upadek i płacz to znaczyło, że MOGŁO tam samo być i należało ustalić stan faktyczny.

    I owszem, spotkałam sie z sytuacją, gdy dziecko w takim miuejscu było samo tylko w bialy dzień. Opisałam ją chyba zreszta kilka lat temu na forum - dziecko kreciło się miedzy stolikami i kazdy, łącznie z obsługą ogródka myslał ze jest tam z rodzicami/opiekunami. okazało się, ze ...bynajmniej. Dziecko było spragnione, zgrzane i umiało powiedzieć jak ma na imię. Nic więcej ...Obsługa je napoiła i wezwano policję - bo CO w takiej sytuacji należałoby zrobić?
    Okzało się, tuż po prtzyjęxdzie patrolku, że dziecka szuka mama, która jak zeznała, zostawiła je na ławce i poszła na chwilę do pobliskiego sklepu. Malec znudził się siedzeniem w pełnym słońcu na ławce i powędrował do ludzi na ogródeksmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 03.06.19, 17:44
    kora3 napisała:

    > Miulu Twoja wiara w cokolwiek jest Twoja osobistą sprawą. Kolezanka, pomogła dz
    > iecku wstać i możną bylo "na oko" stwierdzić, ze nic mu nie jest - samo dało ra
    > de wstać z pomocą, nie krwawiło. Niemniej no próby uspokajania CUDZEGO obcego d
    > ziecka mogłyby sie skończyć niemiło dla kogokolwiek - dzieci nie zawsze lgną d
    > o obcych ludzi (i dobrze w sumie), a niektórzy rodzice- większosc , nie bez rac
    > ji zresztą, mnie życzą sobie by całkiem porzypadkowe osoby braly je na ręce/kol
    > ana, czy tuliły.

    Czyli jednak nie pomagala i nie pocieszala.
    Meandruje ta twoja historyjka. Gdyby dziecko pomocy i pocieszania nie chcialo i dalej siedzialo na srodku placzac, a nikt sie nie ruszyl to owszem, wtedy mozna zapytac.
  • kora3 03.06.19, 18:07
    milamala napisała:
    >
    > Czyli jednak nie pomagala i nie pocieszala.


    Pomogła dziecku wstać, na oko oceniła, ze nic mu powazniejszego nie jest - nie krwawił itd.
    Moim zdaniem obcych dzieci nie należy bez zgody /zachęty rodziców brać na kolana, całować, przytulać.

    > Meandruje ta twoja historyjka. Gdyby dziecko pomocy i pocieszania nie chcialo i
    > dalej siedzialo na srodku placzac, a nikt sie nie ruszyl to owszem, wtedy mozn
    > a zapytac.


    Dziecko moja droga przewróciło się i rozpłakalo. Dla mnie naturalnym odruchem u kolezanki było pomóc mu wstać, natomiast brania na kolana i tulenia OBCYCH dzieci nie uwazam za dobre, chyba, ze rodzice do tego zachęcą. Mają orawo sobie tego nie zyczyc i to jest całkiwm zrozumiałe. Malec powstawszy płakał nadal,. NIKT nie reagował z obecnych - uwazasz to za normalne, a ja nie. Nie wyobrazam sobie, ze mam pod opieką małe dziecko, a zdarza mi sie to nie tak rzadko, znika mi ono z oczu i nie zauważam, ze sie przewróciło i płacze.




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 03.06.19, 22:08
    kora3 napisała:


    > natomiast brania na kolana i tulenia OBCYCH dzi
    > eci nie uwazam za dobre, chyba, ze rodzice do tego zachęcą.

    W twoim wieku takie fantazjowanie nie jest zdrowe. Kto mowi o tuleniu obcych dzieci. Co tam jeszcze wymyslisz.

    "> KT nie reagował z obecnych - uwazasz to za normalne, a ja nie. Nie wyobrazam so
    > bie, ze mam pod opieką małe dziecko, a zdarza mi sie to nie tak rzadko, znika m
    > i ono z oczu i nie zauważam, ze sie przewróciło i płacze."

    W tej sytaucji nie jest wazne czy to normalne czy nie. Wazne, ze twoja kolezanka zachowala sie conajmniej zbyt wojowniczo.

    A mogla po prostu pomoc wstac, i zapytac dziecka gdzie siedza jego rodzice. Tak zrobilaby kazda normalnie zatroskana osoba. Ale twoja kolezanka zaczela zgrywac wydzierajaca sie na caly lokal oburzona pancie.
    Zapytalam wiec ci mowimy, ze takie zachowanie twojej kolezanki bylo niegrzeczne i to ona byla prowokatorka calego zajscia.
  • kora3 05.06.19, 09:59
    Milamalu - mnie w sumie to przecież jak się to mawia - lottosmile Ot taka historyjka i tyle. Chcą ci rodzice puszczać dziecko samopas, ich sprawa przecież smile_

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 05.06.19, 16:00
    kora3 napisała:

    > Chcą ci rodzice puszczać dziecko samopas, ich sprawa przecież smile_

    O tym wlasnie mowie.
    Kolezanka mogla pomoc wstac, zapytac dziecka gdzie rodzice i w razie braku odpowiedzi krzyczec na cala sale.

  • kora3 05.06.19, 16:13
    Mogła też wcale nie zareagowac, w sumie dlaczego miała pomagać wstać, czy cokolwiek się do dziecka odzywać, skoro jak sama mówisz, rodzice mieli gdzieś jego upadekj, bo im sie po 10 razy dziennie tak przewraca.
    Dla mnie takie podejście jest dziwne: obca osoba miała pomóc (pomogła) wstać, pocieszyc miała też i cichutko zapytać o rodziców, ale ci rodzice nie widzą potrzeby by miec dziecko na oku, a moze i mają ale nie reagfują na upadek, bo to się dzieje 10 x dziennie i nie spieszą pocieszać SWOJEGO dziecka. Gdzie tu jakaś logika?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 09.06.19, 01:36
    Akurat w tym przypadku byloby lepiej dbyby ta twoja 'pomocna"kolezancia w ogole nie zareagowala. Niech reaguje tylko ci ktorzy chca naprawde pomoc.
  • kora3 10.06.19, 13:40
    Ale CO nalezało zrobnić by "naprawdę pomóc"? Policję wezwać?smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 10.06.19, 14:50
    kora3 napisała:

    > Ale CO nalezało zrobnić by "naprawdę pomóc"? Policję wezwać?smile

    W waszym przypadku, konkretnie takich osob jak wy niechetnych do pomocy. Najbardziej pomocne jest niewtracanie sie. Gdyby sie nie wtracila, to nie wywolalaby przykrej wymiany zdan.
  • kora3 10.06.19, 14:56
    czyli niechby ten dzieciak lezał u jej krzesła i p;łakał?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 10.06.19, 23:56
    kora3 napisała:

    > czyli niechby ten dzieciak lezał u jej krzesła i p;łakał?

    Skoro ojciec pytanie slyszal to placz dziecka (gdyby nie ustal) tez by w koncu uslyszal i ruszyl z miejsca, a przynajmniej nie byloby przykrej wymiany zdan, nikomu nie potrzebnej.
  • kora3 13.06.19, 10:20
    Oj tam zaraz przykrej, przecież to tylko epizod.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kieszonkowa 06.06.19, 19:26
    milamala napisała:

    >
    > Kolezanka mogla pomoc wstac

    Ty zdrowa na umysle jestes??? Dziecku pomoc mają rodzice albo opiekunowie. Nie jest to zadaniem postronnych. A juz na pewno bedac na kawie czy driku ze znajomymi zadnych ryków obcych dzieci wysluchiwac nikt nie musi, a tym bardziej nianczyc.
    >
  • mim_maior 07.06.19, 00:07
    O, desant z jematki! To forum robi się sławne!

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • milamala 09.06.19, 01:39
    kieszonkowa napisał(a):

    > Ty zdrowa na umysle jestes???

    A ty czy jestes zdrowa na umysle? Czy tylko nie potrafisz czytac ze zrozumieniem. Napisalam "mogla" a nie "musiala", a to jest duza roznica jakby sie ktos pytal. Co zreszta w jej przypadku byloby lepiej zeby nic nie robila. Niech pomagaja ci , ktorzy chca.
  • zmija_w_niebieskim 02.06.19, 21:22
    Nie wiem, Koro, jaką Amerykę chcesz odkrywać w tym wątku, podejrzewam, że ma on jakies drugie dno, niemniej jednak:
    OK, pan był sfrustrowany, zdenerwowany, przewrażliwiony, może przemęczony - i co w tym nadzwyczajnego? Dotąd widywałas rodziców tylko jak z reklamy jogurcików?
    Piszesz, że nie przeszkadzało Wam zachowanie dziecka - ale może innym "damesom" tego dnia przeszkadzało - i pan nasłuchał się już tylu nieżyczliwych komentarzy, że zareagował przesadnie. Może dziecko tak go wymęczyło, że nerwy mu puściły?

    To, że Twoi rodzice nigdy nie dali Ci do zrozumienia, że wychowanie Ciebie było trudem, to wcale nie znaczy, że jednak nie było. Prawdziwe poświęcenie to takie, którego nie widać. Poza tym, ludzie zwykle tak mają, że po latach złe wspomnienia się zacierają, zwłaszcza, kiedy miłosć do dzieci wynagradza ten trud. Zresztą, pomyśl o uczuciu, kiedy schodzisz z górskiego szczytu- czujesz się wtedy szczesliwa, myslisz, że było fajnie - choćbys zaledwie godzinę wczesniej dysząc i jęcząc, przeklinała pomysł wspinaczki i obiecywała sobie, że nigdy więcej...

    A może ten pan wcale nie chciał być ojcem? Może inaczej planował sobie życie, a tu został złapany na ciążę i zawleczony przed ołtarz? I teraz dziko zazdrości wszystkim bezdzietnym - chociaż może nawet sam się przed sobą do tego nie przyznaje? To wcale nie znaczy, że takiego pana trzeba ukamienować...
  • kora3 03.06.19, 09:11
    zmija_w_niebieskim napisała:


    > Piszesz, że nie przeszkadzało Wam zachowanie dziecka - ale może innym "damesom
    > " tego dnia przeszkadzało - i pan nasłuchał się już tylu nieżyczliwych komentar
    > zy, że zareagował przesadnie. Może dziecko tak go wymęczyło, że nerwy mu puścił
    > y?


    Fajnie Zmijo, tylko co to miało wspólnego Z NAMI? Rozumiem, że Ty tak do porzadku dziennego pzrechodzisz nad tym, jak Ci ktoś bez dania racji "nawtyka" bno mzoe zmnęczony, moze głodny, moze dzieciństwo miał trudne?
    >
    > To, że Twoi rodzice nigdy nie dali Ci do zrozumienia, że wychowanie Ciebie było
    > trudem, to wcale nie znaczy, że jednak nie było. Prawdziwe poświęcenie to taki
    > e, którego nie widać.


    No i też chyba także - nie słychać. smile

    Poza tym, ludzie zwykle tak mają, że po latach złe wspomn
    > ienia się zacierają, zwłaszcza, kiedy miłosć do dzieci wynagradza ten trud. Zre
    > sztą, pomyśl o uczuciu, kiedy schodzisz z górskiego szczytu- czujesz się wtedy
    > szczesliwa, myslisz, że było fajnie - choćbys zaledwie godzinę wczesniej dysząc
    > i jęcząc, przeklinała pomysł wspinaczki i obiecywała sobie, że nigdy więcej...


    Wiesz, dobre chyba porównanie - otóż tak jak chodzenie po górach, tak i posiadanie dzieci nie jest przymusowe. smile Wspinaczka pod górę jest zwiazana z trudem, zdobycie szczytu - z sukcesem i zadowoleniem. Oczywista sprawa. Skoro więc decydujemy się na drogę ku szczytowi, czy też na rodzicielstwo, to rozsądni ludzie wiedza, ze ma to blaski i cienie, prawda?
    >
    > A może ten pan wcale nie chciał być ojcem? Może inaczej planował sobie życie, a
    > tu został złapany na ciążę i zawleczony przed ołtarz? I teraz dziko zazdrości
    > wszystkim bezdzietnym - chociaż może nawet sam się przed sobą do tego nie przyz
    > naje? To wcale nie znaczy, że takiego pana trzeba ukamienować...


    "Złapany na ciążę" powiadasz? A swojego rozumu taki chłopina nie miał?
    Żmijo, powiem tak - brutalnie pewnie - jako osoba nie posiadająca potomstwa z wyboru - jesli ktoś NAPRAWDĘ wyklucza ciązę w swoim wykonaniu n jako współsprawcy, to - z doświadczenia piszę teraz - nie ma szans by zaistniała. Tak, kobioeta ma szerszy wachlarz możliwości, fakt, ale panowie też jakieś mają.

    Co do reszty natomiast - nikt pana nie kamienował - przecież to on się do nas przyczepił. Zazdrości bezdzietnym? To było nie mieć dziecka - tu się w pełni zgadzam z mną kolezanką A.
    Tylko, ze przy tym stole tak na serio bezdzietna była jedna osoba - JA. Pozostałe panie są dzietne - tylko wbrew temu co tu na forum pisza niektórzy - w normalnych rodzinach dzieci dorastają i przestają absorbować rodziców 24 godziny na dobę w wieku np. 25 lat smile
    Pomijajac już wszystko innesmile - przecież chłop miał oczy i widział, ze jesteśmy wszystkie w wieku takim, że niemowlaka przy piersi już się nie ma smile Sam też był na bank kiedyś dzieckiem, to i powinien pamiętać, ze mając lat 15 czy 18 niechętny byłby na spedzanie wieczoru z mama i jej kumpelami hehe, a mając lat 20-30 to juz ma się swoje życie i mieszka z reguły poza rodzinnym domem, a nawet jesli nie, to na serio mama go już nie zabiera na Dzień Dziecka pod parasolki z kolezankami smile




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • zmija_w_niebieskim 07.06.19, 22:24
    Miałam na to nie odpisywać, ale jednak nie zdzierżę.
    Nigdy nie słyszałas o niechcianych ciążach? Najlepsza antykoncepcja jest skuteczna tylko w 99% - zatem ten 1% ryzyka jest. nawet gdyby to był tylko jeden promil - to też nie jest to ryzyko równe zeru.

    Nie pomyslałas, że kobieta może mężczyznę oszukać, powiedzieć, że bierze pigułkę?

    Tylko, że...nie powinno być niechcianych ciąż - bo TOBIE się udało - z doswiadczenia piszesz teraz - i antykoncepcja nie zawiodła.
    To ja może pójdę dalej tym tropem:
    Nie powinno być bezrobotnych, bo ja - z doswiadczenia piszę teraz - znalazłam pracę. Kilka razy.
    Nie powinno być inwalidów, bo ja - z doswiadczenia piszę teraz - jeżdżę samochodem od piętnastu lat i ani razu nie miałam wypadku.
    Nie powinno być samotnych kobiet, bo ja - z doswiadczenia piszę, no - znalazłam wspaniałego mężczyznę i wyszłam za niego za mąż.
    Nie powinno być chorych...itd




  • kora3 10.06.19, 13:39
    zmija_w_niebieskim napisała:

    > Miałam na to nie odpisywać, ale jednak nie zdzierżę.
    > Nigdy nie słyszałas o niechcianych ciążach? Najlepsza antykoncepcja jest skute
    > czna tylko w 99% - zatem ten 1% ryzyka jest. nawet gdyby to był tylko jeden pr
    > omil - to też nie jest to ryzyko równe zeru.


    A słyszałaś kiedyś o czymś takim, jak aborcja Żmijo? Tak, wiem, poza kodeksowymi przypadkami jest w PL nielegalna, ale to nie znaczy niewykonalna. Trak, znam kobiety, które zdecydowały sie na aborcję, bo naprawdę (!!!) w tamtych momentach swego życia NIE CHCIAŁY mieć dzieci.

    >
    > Nie pomyslałas, że kobieta może mężczyznę oszukać, powiedzieć, że bierze pigułk
    > ę?


    Wiesz, jakoś tak uwazam, że jesli istnieje CIEŃ ryzyka, że ktoś moze oszukać to się jednak nie wierzy - po prostu.

    >
    > Tylko, że...nie powinno być niechcianych ciąż - bo TOBIE się udało - z doswiad
    > czenia piszesz teraz - i antykoncepcja nie zawiodła.


    Nie nazwałabym tego, że się UDAŁO. Po prostu o to dbałam, zwyczajnie. Udałoby mi się, jakbym wierzyła w stosunek przerywany np. smile

    > To ja może pójdę dalej tym tropem:
    > Nie powinno być bezrobotnych, bo ja - z doswiadczenia piszę teraz - znalazłam p
    > racę. Kilka razy.
    > Nie powinno być inwalidów, bo ja - z doswiadczenia piszę teraz - jeżdżę samocho
    > dem od piętnastu lat i ani razu nie miałam wypadku.
    > Nie powinno być samotnych kobiet, bo ja - z doswiadczenia piszę, no - znalazłam
    > wspaniałego mężczyznę i wyszłam za niego za mąż.
    > Nie powinno być chorych...itd


    E teraz to już przeginasz Zmijo smile
    Nie, nie mozna tego porównywać, ale skoro chcesz....
    Wsiadając do samochodu bierzesz na siebie RYZYKO, ze coś Ci się moze stać - także wówczas, gdy z Twej strony, jako kierowcy wszystko jest ok - masz uprawnienia, jesteś trzeźwa itd. Mimo to inny np. pijany kierowca moze spowodować wypadek, w którym ucierpisz. Nie masz na to żadnego wpływu - oczywiste. Na swoj rozród, w dzisiejszych czasach wpływ - mamy. Jasne, są przypadki rózne - wadliwe pigułki np. ale to są przypadki EKSTREMALNE.
    >
    >
    >
    >




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • zmija_w_niebieskim 11.06.19, 23:07
    Aborcja...i co jeszcze, Koro? Do jakich jeszcze argumentów się posuniesz w tej zaciekłej walce o udowodnienie swoich racji?
    Rozumiem, że to forum to całe Twoje życie i sens istnienia, ale tym razem przesadziłaś.
  • kora3 13.06.19, 10:20
    smile transponujesz swoje odczucia na innych?
    Z czym niby przesadziłam? Nie wiesz, że jest coś takiego jak aborcja ? No przecież wieszsmile I nie uidawajmy, że tego nie ma, bo jest i od wieków kobiety w taki sposób pozbywały się niechcianych ciąż - nie ma do zatem zgreywać hipokrytycznie nieswiadomych tego.
    Mozna aborcji, mjak w PL zakazać, efekt będzie taki jak jest - nielegalne aborcje za grubszą kasę, wyjazdy aborcyjne za granicę, albo podejrzane specyfiki służące do aborcji farmakologicznej z internetu.
    Osoba NAPRAWDE zdeterminowała do pozbycia sie ciąży zrobi to - nawet gdy będzie nielegalne - po prostu.

    Tylko ze obecnie na serio niewielu ludzi ma dzieci z tzw. wpadki - większosc ludzi swe potomstwo PLANUJE, poza marginesem społecznym i nawiedzonymi religijnie ludźmi, którzy nie stosują żadnej kontroli płodności. Przypadki "wpadek" są rzadkością

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • basia_styk 13.06.19, 19:34
    kora3 napisała:

    > Tylko ze obecnie na serio niewielu ludzi ma dzieci z tzw. wpadki - większosc lu
    > dzi swe potomstwo PLANUJE, poza marginesem społecznym i nawiedzonymi religijnie
    > ludźmi, którzy nie stosują żadnej kontroli płodności. Przypadki "wpadek" są rz
    > adkością

    Cytujesz wyniki jakichś badań statystycznych?
  • katja.katja 13.06.19, 19:50
    Zwykła logika. W dzisiejszej Polsce jednorazowe zorganizowanie 2000 zł nie jest problemem dla większości. Zatem nawet jeżeli ktoś zajdzie w nieplanowaną ciążę to rodzić nie musi, a decyzja o kontynuacji ciąży w tej sytuacji wpadką nie jest.
    Wpadka to jak ktoś mocno niezaradny, ubogi lub nastolatka, która nie ma możliwości zorganizowania aborcji (lub dużo bardziej ograniczoną niż dorosła) i zwyczajnie jest zmuszony do kontynuacji ciąży.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • heniek.8 02.06.19, 21:47
    czy te koleżanki które mają dzieci też tak rozkminiają to zdarzenie, czy tylko ciebie to dopadło?
  • minniemouse 03.06.19, 00:32
    Kora napisała:
    w ogródku kawiarnianym gdzie siedziałyśmy mały chłopiec (ok. 3-4 lata) przewrócił się i rozpłakał. Koleżanka B. głośno zapytała "czyje to dziecko?" - okazało się, ze rodzice siedzą ...na drugim końcu sporego ogródka. No, ale tato przyszedł po malca. I nie wiedzieć dlaczego (bo nic żadna z nas nie mówiła) skomentował, że siedzą sobie damesy BEZ dzieci w takim dniu i jeszcze im cudze dziecko przeszkadza, jakby wiedziały ile to zachodu...

    a ja mam takie pytanie Koro - czy któraś z was wstała pomoc temu chłopczykowi?
    bo jeśli nie, to tata trochę słusznie się wkurzył na was. nieważne bowiem czyje to dziecko, jak upadnie każdy kto jest w pobliżu powinien wstać i sprawdzić czy mu się krzywda nie stała, pocieszyć, w końcu to tylko dziecko. i dopiero zwrócić uwagę rodzicowi aby sie nim zajął.

    Co do koleżanki i "męczennika" - ja znowu odnioslam wrażenie iż było to powiedziane w kontekście "urażony ojciec niewinnego dziubdziusia", nie ze "weekendowy tata".

    Minnie
    --
    Czy zdarzyło Ci się popełnić gafę całkiem niechcący?
    https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/s030.gif
    ******************************************************************
    Żarciki i poprawność polityczna
  • heniek.8 03.06.19, 05:39
    minniemouse napisała:

    > tata trochę słusznie się wkurzył na was. nieważne bowiem czyje
    > to dziecko, jak upadnie każdy kto jest w pobliżu powinien wstać i sprawdzić cz
    > y mu się krzywda nie stała, pocieszyć, w końcu to tylko dziecko.

    zawsze wyłapuję słowo "powinien", a już że "każdy powinien" to już bingo
    zwykłe przewrócenie się w bezpiecznym miejscu i juz "każdy powinien"?

    raczej nie ma co do tego uniwersalnej zgody, a sporo rodziców mogłoby sobie nie życzyć żeby przy kazdej przewrotce ktoś podchodził i zagadywał dziecko.

    może "powinnaś" opatrzyć to klauzulą "według mnie każdy powinien"
  • kora3 03.06.19, 08:49
    Ano własnie, niektórzy rtodzicxe sobie tego nie życzą

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 03.06.19, 22:44
    kora3 napisała:

    > Ano własnie, niektórzy rtodzicxe sobie tego nie życzą

    Ale czy zycza sobie odstawiania szopki na caly lokal to juz nie ma znaczenia. Dosc wybiorcze "poszanowanie" rzekomych zyczen rodzicow.
  • kora3 05.06.19, 10:01
    Powtorzę jeszcze raz smile - gdyby dziecko było w zasiegu wzroku rodziców, to zareagowaliby niezawodnie widząc, ze się przewróciło i płacze. Nie zareagowali, bo nawet go nie wiedzieli i chyba - także - nie słyszeli jego płaczu, skoro dopiero pytanie kolezanki sprowokowało pana do pojawiania sie z DRUGIEGO końca ogródka.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 05.06.19, 15:05
    kora3 napisała:

    > Powtorzę jeszcze raz smile - gdyby dziecko było w zasiegu wzroku rodziców, to zare
    > agowaliby niezawodnie widząc, ze się przewróciło i płacze. Nie zareagowali, bo
    > nawet go nie wiedzieli i chyba - także - nie słyszeli jego płaczu, skoro dopie
    > ro pytanie kolezanki sprowokowało pana do pojawiania sie z DRUGIEGO końca ogród
    > ka.

    Malo prawdopodobne ze placzu nie slyszeli a pytanie twojej kolezanki owszem. Placz jest donosniejszy jednak niz zadane pytanie.
    >
  • kora3 05.06.19, 15:18
    Mozliwe ze słyszeli, tym bardziej dziwne ,ze nie zareagowali

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 05.06.19, 16:02
    kora3 napisała:

    > Mozliwe ze słyszeli, tym bardziej dziwne ,ze nie zareagowali

    Jak im sie dzieciak dziesiec razy dziennie przewraca to w koncu przestaja reagowac. Dzieciak sie podnosi, poplacze, otrzepie i idzie dalej.
  • kora3 05.06.19, 16:06
    No wiesz, mozliwe, tylko jesli się przewraca na oczach innych ludzi, którzy nie znają tego podejścia, to nic dziwnego, ze jakoś reagują, nie?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 09.06.19, 01:40
    kora3 napisała:

    > No wiesz, mozliwe, tylko jesli się przewraca na oczach innych ludzi, którzy nie
    > znają tego podejścia, to nic dziwnego, ze jakoś reagują, nie?

    Akurat w przypadku twojej kolezanci byloby lepiej zeby nie reagowala. Niech reaguja ci ktorzy chca rzeczywiscie pomoc.
  • minniemouse 07.06.19, 00:12
    pisałam - podejść i sprawdzić czy mu się krzywda nie stała,
    pocieszyć mozna bez ostatecznie bez brania na ręce itd.

    Minnie

    --
    Czy zdarzyło Ci się popełnić gafę całkiem niechcący?
    https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/s030.gif
    ******************************************************************
    Żarciki i poprawność polityczna
  • kora3 07.06.19, 09:49
    Minnie, co Wy z tym "pocieszaniem"? Niby JAK pocieszać?
    Widzę, ze musze napisać to wprost, akurat gdy idzie o Ciebie, to moze sie nie orientujesz w sytuacji w PL, zatem Ci "wybaczam".
    Otóż Minnie, ostatnio znów nagłośniony został w PL problem pedofilii - przy okazji filmu braci Sekielskich. Tam mowa o pedofilii wśród duchownych, ale problem - wiadomo - jest szerszy.
    Od już dośc dawna MĄDRZY rodzice/nauczyciele/opiekunowie ucza dzieci, że dotyk moZe być zły i uczą utrzymywania DYSTANSU z obcymi dorosłymi ludźmi. To dobrze - uprzedzam - bo być moze przynajmniej czesc niedoszłych ofiar pedofilów dzięki temu nigdy tymi ofiarami sie nie stanie. ALE ma to też drugi aspekt - dorosła osoba, która "startuje" z rękoma do obcego dziecka, najbardziej niewinnie dodam,. musi liczyć sie z tym, ze jej zachowanie moze być także przez dziecko odebrane źle. dziecko się moze najzwyczajniej w swiecie PRZESTRASZYC takiego zachowania i słusznie - lepiej by obawiało się niewinnego zachowania tego rodzaju, niż padło ofiarą pedofila!
    Dlatego NIE DOTYKA się cudzych dzieci bez wyraźnej potrzeby - jak tutajk - podanie ręki by wstało, podtrzymanie i KONIEC.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • minniemouse 08.06.19, 01:26
    kora3 napisała:
    Minnie, co Wy z tym "pocieszaniem"? Niby JAK pocieszać?
    Widzę, ze musze napisać to wprost, akurat gdy idzie o Ciebie, to moze sie nie orientujesz w sytuacji w PL, zatem Ci "wybaczam".
    > Dlatego NIE DOTYKA się cudzych dzieci bez wyraźnej potrzeby - jak tutajk - podanie ręki by wstało, podtrzymanie i KONIEC.


    No akurat na tym kontynencie wychowanie seksualne dzieci i uczenie o złym dotykaniu i związana z tym histeria były już o co najmniej dwie dekady wcześniej niż w PL, Koro, z pewnością niczym się to nie różniło, bo ludzie są wszędzie tacy sami wiec nic mi nie musisz wybaczać ale milo z twojej strony, dziękuje 🧡😊😘

    No i z tego powodu nie należy tracić zdrowego rozsądku - jeśli widać ze dziecko boi się dotyku to zwyczajnie powiedzieć coś w rodzaju "Ok, nie będę już dotykać widzę ze mamusia dobrze cie uczy a ty jesteś bardzo mądra/y" - i wystarczy, a to przy okazji uspokaja dziecko.
    mozna tez najpierw spytać "daj, pomogę ci wstać, dobrze?" itp

    Poza tym dzieci uczy się nie ze nie wolno dotykać, ze każdy dotyk jest zły boby przecież powariowały ze strachu i konfuzji, tylko jaki dotyk jest zły a jaki neutralny - czyli dotykanie miejsc intymnych jest 'zły' i proszenie aby dotykać cudze intymne jest 'zły'. (na siłę tez moze być 'zły' (chodzi o przemoc))
    Podaje się przykłady o co chodzi. reszta 'dobre' lub 'ok'.
    A przecież jak pomagam (przynajmniej ja!) chłopczykowi wstać z ziemi to do licha nie podnoszę go wtedy za ... .

    Minnie

    --
    Czy zdarzyło Ci się popełnić gafę całkiem niechcący?
    https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/s030.gif
    ******************************************************************
    Żarciki i poprawność polityczna
  • kora3 03.06.19, 08:48
    No oczywiste chyba, ze owa koleżanka B. która zapytała czyje to dziecko - ona zareagowała, bo malec upadł niemal tuz obok jej krzesła. Po prostu podniosła dziecię i wtedy spytała.
    Niemniej Minnie gdyby nie podniosła, to też nie byłoby jej winą, ze rodzice dziecko puścili samopas po ogródku.
    Kolezanka, ani zadna z nas pozostałych NIE ZWRACAŁYŚMY panu uwagi, ze rodzice sie dzieckiem nie interesują Minnie. Nie wiem gdzie wyczytałaś, ze tak było


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 03.06.19, 17:48
    minniemouse napisała:


    > a ja mam takie pytanie Koro - czy któraś z was wstała pomoc temu chłopczykowi?

    W pierwszej wersji nie bylo mowy o czyms tak podstawowym jak pomoc dziecku. Historyjka o pomocy pojawila sie dopiero z czasem.
    Stad wnioskuje ,ze nieprawdziwa.

  • kora3 03.06.19, 18:08
    A wniskuj sobie co cgcxesz - zwyczajnie to, ze sie osobie, takze dfziecku która się przewróciła pomaga wstac, jest oczywiste, a dla opisanej sprawy nie miało żadnego znaczenia smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 03.06.19, 22:42
    kora3 napisała:

    > zwyczajnie to, ze sie osobie, takze dfziecku któr
    > a się przewróciła pomaga wstac, jest oczywiste, a dla opisanej sprawy nie miało
    > żadnego znaczenia smile

    Oczywistym jest tez, ze jak dziecku sie pomoze wstac to sie go pociesza i pyta ew. gdzie sa jego rodzice a nie robi cyrk na caly lokal. Jak widac oczywistosci twojej kolezanki nie dotycza.
    A to czy pomogla ma owszem jak najbardziej znaczenie w historyjce. Dziwne, ze zabraklo tego "szczegolu" w tak szczegolowym opisie.
  • kora3 05.06.19, 10:03
    Milamalu, ja wiem, ze ty masz hmmm szczególny stosunek do praw rodziców dzieci, tylko weź pod uwagę, ze nie wszyscy tak mają. Nie wszyscy mają też zapędy pedagogiczne, czy umiejętmnosc nawiazywania kontaktów z obcymi małymi dziećmi. dziecko tak małe powinno być pod opieką - wg mnie i kolezanek oczywiscie - Ty mozesz uwazać, ze jest na tyle samodzielne, by samo bywa w kawiarniach po zmroku smile Ponieważ opiekunów nie było widać, ani słychać, to należało ustalić, czy są - na logikę.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kieszonkowa 06.06.19, 19:28
    minniemouse napisała:

    >
    > a ja mam takie pytanie Koro - czy któraś z was wstała pomoc temu chłopczykowi?
    > bo jeśli nie, to tata trochę słusznie się wkurzył na was. nieważne bowiem czyje
    > to dziecko, jak upadnie każdy kto jest w pobliżu powinien wstać i sprawdzić cz
    > y mu się krzywda nie stała, pocieszyć, w końcu to tylko dziecko.

    Kolejna z ksiezyca!!! Tatu nie wkurzyl sie slusznie - jesli tacie nie chce sie zajmowac wlasnym potomstwem to moze je zostawic w domu albo zrobic cokolwiek innego. Nikt nie jest zobowiazany do zajmowania sie nieswoimi dziecmi. Wrecz przeciwnie, dotykanie nie swoich, obcych dzieci jest bardzo niebezpieczne!
  • kora3 07.06.19, 09:43
    Wiesz, ja jesterm zdania, że gdy dziecku coś sie stanie, to pomóc trzeba - no bez przesady. Natomiast w kwestii "pocieszania" to uwazam, ze masz rację - cudzych dzieci sie absolutnie nie tuli, nie głąszcze, nie bierze na kolana ani nie zagaduje bez zachęty rodziców.
    Teraz dzieci są SŁUSZNIE uczone tego, by nie spoufalać się z obcymi dorosłymi i tego rodzaju zachowania dziecko moze odebrać opacznie i jeszcze bardziej się przestraszyć.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • engine8 03.06.19, 02:46
    Bez czytania innych ... moja teoria jest taka ze mysmy mieli dzieci bardzo szybko - ze nislismy sie wczesnie i zaraz produkowalismy dzieci... A wiec praktycznie nie mielismy albo nie pamietamy zycia bez dzieci... Dorastalismy razem i dorabialismy sie wszyscy razem - my i dzieci.... i z biegiem czasu jak dziec dorastaly a my zarabialismy wiecej to si enam polepszalo..i czulismy sie coraz lepiej.
    Mlodsze pokolenie robi to inaczej... Oni dlugo sa singlami potem mieszkaja w parach a jak juz zegar biologoczny nie tylko bije ale alrmuje to "decyduja sie na dziecko" - dlugo planuja, odkladaj tabletki, biro hormany i robia sobie jedno czy dwoje.. No i w tym okresie zycia - kiedy juz sie przyzwyczaili do tego ze maja czasu ile chcieli i teraz nawet kase to pojawily sie dzieci i cal ta wolnosc czasowa i finasowa runela na przyslwoiwy pysk....Okazuje sie ze dzieci pochlaniaja o wiel wiecej czasu i kasy. Widza tylk koszty i komprmisy i ograniczenia....
    Stad ta frustracja bo im sie nagle pogorszylo i perspektywa odzyskania poprzedniej "wolnosci" to kwestia 20 -30 lat czyli emerytura.... masakra. A my stare pokolenie majc 45 lat mamy dzieci na albo po studiach i z usmiechem patrzymy w przyszlosc kiedy dziec wyjada z domu i pies zdechnie - bo wtedy zaczyna sie zycie smile
  • aqua48 03.06.19, 08:17
    engine8 napisał(a):

    > Bez czytania innych ... moja teoria jest taka ze mysmy mieli dzieci bardzo szyb
    > ko - ze nislismy sie wczesnie i zaraz produkowalismy dzieci... A wiec praktyczn
    > ie nie mielismy albo nie pamietamy zycia bez dzieci...

    My czyli kto? Bo moje pokolenie wcale nie decydowało się wcześnie na dzieci. I doskonale pamiętamy życie bez nich smile
  • kora3 03.06.19, 09:41
    Aquo, chyba nie masz jednak racji - w sensie statystycznie. Z pokolenia na pokolenie ludzie w PL decydują się na dzieci później niż ich rodzice i dziadkowie. Mowa tu o OGÓLE, statystyce, a nie o poszczególnych osobach.
    Na to skłąda się wiele czynników - od kulawej ongiś antykoncepcji, poprzez dostępność pracy, po chęć kształcenia się i tzw. ustawienia życiowego nim się zdecyduje na potomstwo.

    W pokoleniu moich rodziców niczym nadzwyczajnym nie była 17 - latka w ciąży i na ślubnym kobiercu. Szkoła podstawowa była 7 - letnia, do tego jak panna kończyła zawodówkę to 3 lata i miałaś osobe "po szkole" mogącą ju podejmować pracę i samodzielne życie Aquo. Dziś mało realne jest by osoba 17 - letnia mogła się sama utrzymać i nie ejst to też popularny model. W tamtych czasach za mąż szybko nie wychodziły panny, które studiowały - z oczywistych przyczyn. Ale panna 25 lat to już była mocno dojrzała. I nie wynikało to tylko z normy społecznej, ale także - z biologicznej - w tamtych czasach uwazano za optymalny wiek na urodzenie 1 dziecko wiek 20-25 lat. 30- stka była absolutnie ostatecznym progiem juz na sporej granicy ryzyka - taka była wówqcza wiedza medyczna i trudno z tym dyskutowac.
    Tak, wiem mozesz podać przykłady urodzonych znacznie po tej granicy wieku u matki zdrowych i sprawnych dzieci - ja równiez mogę, ot mój dobry kolega urodził się gdy jego mama miała 43 lata jako 1 dziecko, a po 2 latach na swiat przyszła jego siostra - także zdrowa, w pełni sprawna.
    Ale jednak wówczas kobiety o ile mogły decydowały sie na dzieci wcześniej, niż mając 30 -35 lat. Dziś ta granica jest przesunięta ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • katja.katja 03.06.19, 09:59
    28-latka rodząca pierwsze dziecko była określana mianem "stara pierwiastka" smile

    --
    Nie dam się wygasić!
  • kora3 03.06.19, 10:05
    No tak, bo na takim poziomie była po prostu wiedza medyczna wówczas

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • katja.katja 03.06.19, 09:37
    A ja przy takich i podobnych wątkach oraz obserwacjach innych po raz kolejny zastanawiam się czemu nie ma miejsc typu knajpa (może być z ogródkiem jak Twoja) dla osób pełnoletnich.
    Dzieci są ciągane do każdych lokali. Już kiedyś pisałam, że widziałam dziecko w pijalni wódki i piwa (tak, tak).

    --
    Nie dam się wygasić!
  • kora3 03.06.19, 09:49
    Owszem, widziałam też dziecko w pubie, w godzinach późnowieczornych sad Opisałam to chyba nawet tu ...
    Ja jestem Katjo z takich dziwadeł, którym na serio mało co przeszkadza...czy mi przeszkadzają dzieci - no tak, jeśli są nachalne i bardzo głośne, to tak. Ale w takim ogródku, gdy jest jedno dziecko, jak ten chłopczyk, to nie, bo i w czym. Dziecko sobie łaziło między stolikami, nikogo nie zaczepiało, nie wrzeszczało, to co mi to miałoby przeszkadzać.
    Nie jest to speluna, że pijani ludzie spadają z krzeseł, ani miejsce jakoś niebezpieczne, więc ....

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • katja.katja 03.06.19, 09:58
    Dzieci w pewnym wieku mają to do siebie, że nie są wychowane bo zwyczajnie są na to za małe, a dyskomfort oznajmiają krzykiem. Po co brać ich wtedy w miejsca inne niż restaurracja i knajpy (a takich jest wiele) "przyjazne rodzinom z dziećmi"?
    Ani rodzice się nie zrelaksują ani nie dadzą zrelaksować się innym. Taki syndrom psa sąsiada.
    Mam znajomych (bliskich) z dwójką małych dzieci. Gdy pytam czy bywają jeszcze w knajpie "tej i tej" mówią, że z nimi (dziećmi) się nie da więc czasem najwyżej biorą na wynos.
    Kiedyś w innej knajpie z ogródkiem niemowlak zaczął okropnie ryczeć, matka chodziła z nim w tę i nazad muszę przyznać (chodziła wzdłuż całej alejki z ogródkami, nie tylko naszej) , że sprawiedliwie dzięki temu "obdarzając" rykami bachora wszystkich klientów wokół. Ani ona się nie zrelaksowała ani nie dała odpocząć innym. Po co?


    --
    Nie dam się wygasić!
  • kora3 03.06.19, 10:15
    No wiesz, właśnie niektórzy ludzie nie potrafią przyjąć do wiadomości, że posiadanie dziecka wiąże się z pewnymi ograniczeniami. Pamiętam jak moja znajoma "rozpaczała", ze nie może karmiąc piersią jesć tego czy tamtego - no takie jest życie - wiedziała przecie, ze decydując się na dziecko musi z pewnych rzeczy do jedzenia zrezygnować na czas karmienia.
    No i te osoby, które nie pojmuj, że też nie każde miejsce nadaje sie dla dziecka w określonym wieku odczuwają jako swoistą dyskryminację te oczywistość i chcą to "przełamać" właśnie zabierając dzieci w takie miejsca i narażają je na dyskomfort (!!!) oraz narażają nań innych. Podejście typu "bo ja mam DZIECKO, klkajcie narody"smile Na szczęście wcale nie ma wielu takich ludzi...
    Byłam teraz na komunii mego siostrzeńca i powiem Ci, ze na kilkanaście sztuk "komunistów" tylko chyba u dwojga z nich ktoś z rodziny pojawił się z małymi dziećmi. Nie wierze jakoś, ze tylko tych dwoje dzieci po prostu byłosmile Choćby u nas - chrzestny ma 4 - latkę. Na uroczystości jej nie zabierał - bo i PO CO? Dziecko tylko by sie nudziło i męczyło - żywotne dzieciątko, trudno mu usiedzieć 10 min. a dopiero godzinę i to w ciszy smile Przywiózł ją na impreze pokomunijną i gdy zaczeła sie nudzić i marudzić, odwiózł do domu.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 03.06.19, 14:13
    Dopisywanie sobie teorii na podstawie minutowego kontaktu z zupełnie nieznaną osobą jest, oględnie mówiąc, dość odważne.

    Może facet traktuje dziecko jak dopust boży, ale równie dobrze może właśnie pokłócił się z żoną, może stracił pracę albo ma matkę w szpitalu, a może po prostu jest takim raptusem z natury. Aha - płeć rodzica nie ma tu znaczenia.

    A swoją drogą szkoda, że skoro dziecko się przewróciło i rozpłakało obok Was, jedyną Waszą reakcją było "czyje to dziecko".
  • kora3 03.06.19, 14:50
    Kolezanka pomogła maluchowi wstać, chyba oczywiste, ale tak poza tym, to tak - trudno by utulała w płaczu cudze, nieznajome dziecko, gdy najpewniej jego rodzice sa w poblizu.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 03.06.19, 15:18
    No to ok, w poście startowym napisałaś jedynie, że któraś osoba zapytała czyje to dziecko, nie napisałaś, że pomogła się dziecku ogarnąć zanim dobiegł tata.
  • kora3 03.06.19, 15:32
    Wg mnie w tej historii był to całkowicie nieistotny element, bo wszak dziecku, na szczescie nic sie nie stało.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 03.06.19, 15:40
    Koro, znamy już wiek Twoich znajomych, wiek ich dzieci, a nawet godziny pracy jednej z nich, więc raczej należało założyć, że tym bardziej podasz informacje, które są choć częściowo związane z tematem wątku.

  • kora3 03.06.19, 15:53
    Ale ona nijak nie jest zwiazana z tematem - dziecku nic sie nie stało, a ojciec nie wnosił pretensji, ze kolezanka pomogła maluchowi wstać, zatem jakie to miało znaczenia dla opisanej sytuacji?
    Nawiasem mówiąc, widziałam dośc podobną scenkę tylko na deptaku - pan sobie szedł z pania, a z naprzeciwka biegło dziecko tak z 5 - letnie, dziewczynka. Poplątały mu się nóżki i upadło. Gośc był tak z metr dwa od niego, podbiegł, pomógł wstać, dał chusteczkę, obejrzał czy nic sie nie stalo. Podeszła pani mama i opitoliła goscia, że ruszał jej dziecko ww stylu "A jakby miała kręgosłup uszkodzony, a pan ją podniósł (bzdura, bo dziecko samo wstało z pomocą, a nie lezało jak kłoda)? A poza tym pan przed chwilą palił papierosa, a do dziecka mi sie pan z łapami pcha. Niech pan sobie swoje zrobi!" - tak też bywa. Ale tu nie miało miejsca, dziecko upadło w sumie przy krześle kolezanki, pomogła wstać, nikt o to do niej pretensji nie miał, a że zapytała "czyje to dziecko?" - a jak miała zapytać?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 05.06.19, 16:38
    kora3 napisała:

    > Ale ona nijak nie jest zwiazana z tematem

    W przeciwieństwie do informacji o godzinach pracy koleżanki...
  • kora3 05.06.19, 16:45
    Godziny pracy koleżanki miały znaczenie w kontekście wypowiedzi pana będącej poniekąd tematem wątku - większosc rodziców dzieci jeszcze niedorosłych stara się jednak dzień dziecka spędzać z nimi, jak widzę. W przypadku koleznki nie było to mozliwe, bo pracowała od wczesnego ranka, do wczesnego popołudnia, a chłopaki z tatą wyjechali przed południem na wyjazd, dośc daleko i nie było sensu, by kolezanka po 19 do nich miała dołaczasć, bo przyjechałaby na ich odjazd z tego miejsca. GDYBY w tym dniu nie pracowała, z pewnościa wyjechałaby razem z męzem i synami - po prostu.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 05.06.19, 16:57
    Faktycznie. Informacja o godzinach pracy koleżanki miała kluczowe znaczenie w tej historii.
  • kora3 05.06.19, 16:59
    Kluczowe znaczenie miało to, że nie spędzała Dnia dziecka ze swoimi dziećmi, bo zwyczajnie z racji pracy - nie mogła. A miało kluczowe znaczenie, bo jednak większosc rodziców o ile tylko moze, spędza ten dzień ze swoimi niedorosłymi dziećmi.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 05.06.19, 17:47
    No dobrze, ale jaki to ma związek z upadkiem dziecka przy Waszym stoliku?
  • kora3 06.06.19, 10:28
    Anthonko ten wątek nie ejst o upadku dziecka, tylko o komentarzu pana - serio, seriosmile
    Pan przypomnę skomentował, ze siedzimy sobie w kawiarni w takim dniu BEZ DZIECI.
    Ja jestem jak pewnie pamiętasz bezdzietna, dwie inne koleżanki dzietne są,. ale mają dzieci DOROSŁE i doprawdwy nawet gdyby owe dzieci z nami siedziały prtzy stoliku, to byłyby to ...kolejne dorosłe osoby w takim dniu heh - bez dzieci. Natomiast ta jedna kolezanka dzieci ma no jeszcze niedorosłe i owszem, pewnie gdyby miała mozliwośc, to spędzałaby z NIMI Dzień Dziecka. co jest dla Ciebie nadal - niezrozumiałe?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 06.06.19, 15:55
    Wiesz, że można było od razu napisać, że dwie koleżanki mają dorosłe dzieci, a trzeciej dzieci spędzały ten dzień z tatą. Jednym zdaniem. Wiek koleżanek, ich dzieci ani niczyje godziny pracy nie mają żadnego związku z tematem. Co jest dla Ciebie nadal niezrozumiałe?
  • heniek.8 06.06.19, 16:43
    ależ to jest właśnie dziennikarstwo najwyższej próby! smile
  • mim_maior 07.06.19, 00:08
    Powiedziałabym, że wybitnie reprezentatywne dla branży 😄

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • kora3 07.06.19, 09:53
    Ależ zostało napisane - wiek ma tu znaczenie Anthonko, a ma bo pan tatuś walnął od czapy po prostu. W naszym społeczeństwie urodzenie dziecka po 40 nie ejst raczej standardową sytuacją. Zatem jak sie widzi panie 40+-50+ to należy przypuszczać, ze o ile mają dzieci (raczej taksmile, to już dorosłe, ale na tyle duże, że nie spędzają one czasu uczepione matczynej spódnicy smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 07.06.19, 16:44
    Nadal nie rozumiesz. Trudno.
  • verdana 08.06.19, 21:26
    Mając 40+ miałam akurat 4-latka.
  • minniemouse 09.06.19, 01:58
    verdana napisała:
    > Mając 40+ miałam akurat 4-latka.

    pozwól ze zapytam ze szczerej ciekawości - miałaś energie aby sie zajmować małym dzieckiem a później jednak no ruchliwym, rosnącym malcem? ja gdybym miała mieć dziecko po 40-stce bym sie oczywiście cieszyła bardzo, ale by mnie to wykończyło fizycznie i psychicznie. musiałabym mieć pomoc. no ale ja mam problemy zdrowotne, ty moze nie.
    odpowiedzi oczywiście nie oczekuje, ale jakbyś mogła to by było fajnie.

    Minnie

    --
    Czy zdarzyło Ci się popełnić gafę całkiem niechcący?
    https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/s030.gif
    ******************************************************************
    Żarciki i poprawność polityczna
  • milamala 09.06.19, 02:03
    Ja urodzilam jako 36 latka. Tylko ja nie jestem jakos bardzo zdrowa, a moje dziecko nie jest szeczgolnie spokojne wiec nie bylo latwo. No ale skoro jeszcze w pewnym wieku dzieci mozna miec z natury, to znaczy , ze da sie rade je wychowac.
  • minniemouse 11.06.19, 00:24
    milamala napisała:
    Ja urodzilam jako 36 latka. Tylko ja nie jestem jakos bardzo zdrowa, a moje dziecko nie jest szeczgolnie spokojne wiec nie bylo latwo. No ale skoro jeszcze w pewnym wieku dzieci mozna miec z natury, to znaczy , ze da sie rade je wychowac

    ja byłam nieco młodsza, koleżanko smile

    Minnie
    --
    Czy zdarzyło Ci się popełnić gafę całkiem niechcący?
    https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/s030.gif
    ******************************************************************
    Żarciki i poprawność polityczna
  • katja.katja 09.06.19, 08:42
    A to dlatego byłaś taka nadopiekuńcza.
    Miałabym do Ciebie pewne pytanie, czy mogę napisać na priv? Jeszcze nie dziś.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • milamala 10.06.19, 14:51
    katja.katja napisała:

    > A to dlatego byłaś taka nadopiekuńcza.
    > Miałabym do Ciebie pewne pytanie, czy mogę napisać na priv? Jeszcze nie dziś.

    Do mnie pytanie? Bo jak do mnie, to jeszcze w tym watku przynajmniej pare razy uslyszalam, ze jestem olewacka.
  • katja.katja 10.06.19, 14:57
    Nie, do Verdany.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • kindzie 09.06.19, 09:24
    verdana napisała:

    > Mając 40+ miałam akurat 4-latka.

    Moje drugie dziecko skończyło cztery lata w tym samym roku, w którym ja czterdziestkę. Zresztą większość moich znajomych (trochę przed czterdziestką albo trochę po) ma kilkuletnie dzieci. Niektóre nawet mają niemowlęta. Mam wrażenie, że obecnie to norma.
  • katja.katja 09.06.19, 09:45
    W moim otoczeniu (duże miasto) nie znam praktycznie osoby, która by miała dziecko poniżej 30 roku życia. Najmłodsza jaką znam "młoda" matka miała 33 lat w momencie pierwszego porodu. Najstarsza 42 lata.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • milamala 10.06.19, 14:53
    katja.katja napisała:

    > W moim otoczeniu (duże miasto) nie znam praktycznie osoby, która by miała dziec
    > ko poniżej 30 roku życia. Najmłodsza jaką znam "młoda" matka miała 33 lat w mom
    > encie pierwszego porodu. Najstarsza 42 lata.

    Mam podobne doswiadczenie. Dzieci pojawiaja sie juz po 30tce. Wlasciwie jak ktos ladnie powiedzial obecnie 30tka to nowa dwudziestka.
  • basia_styk 11.06.19, 05:41
    milamala napisała:

    > Mam podobne doswiadczenie. Dzieci pojawiaja sie juz po 30tce. Wlasciwie jak kto
    > s ladnie powiedzial obecnie 30tka to nowa dwudziestka.

    Panie wszystkie z dużego miasta lub ze stolicy? Proponuję udać się kilka km w bok od głównej szosy i zapoznać z polską rzeczywistością smile
  • katja.katja 11.06.19, 14:17
    Tak. Duże miasto, ale nie stolica.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • milamala 03.06.19, 22:51
    annthonka napisała:

    > Koro, znamy już wiek Twoich znajomych, wiek ich dzieci, a nawet godziny pracy j
    > ednej z nich, więc raczej należało założyć, że tym bardziej podasz informacje,
    > które są choć częściowo związane z tematem wątku.

    Dokladnie, tyle bezsensownych szczegolow w opisie, i tylko "przypadkowo" ten jeden wazny zostal uznany za nieistotny. Coz za "przypadek".
  • mim_maior 03.06.19, 15:38
    Ale za to po drodze było mnóstwo bajek z mchu i paproci, doceń to.

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • milamala 03.06.19, 22:49
    kora3 napisała:

    > Kolezanka pomogła maluchowi wstać, chyba oczywiste,

    Jak widzisz chyba nie tak oczywiste.
    Tyle szczegolow w watku zalozycielskim, a takiej informacji o tej rzekomej pomocy (bez ruszenia pupy z miejsca) ani slowa. Dopiero oburzenie forumowiczow na brak wlasciwej reakcji kolezanki w postaci pomocy dopisalo ten szczegol.

    cyt. " to tak
    > - trudno by utulała w płaczu cudze, nieznajome dziecko, gdy najpewniej jego rod
    > zice sa w poblizu.'

    Korciu ty chyba nie jestes az tak gloopia zeby nie wiedziec, ze pocieszyc kogos mozna wcale go nie dotykajac. Sama rozmowa tez moze byc pocieszajaca. Ale do tego trzeba ruszyc cztery litery z krzesla, kucnac przy dziecku, nawiazac z nim kontakt wzrokowy i porozmawiac.
    Ale panci bylo latwiej nie ruszac tylka tylko buzie rozpuscic na caly lokal.
  • kora3 05.06.19, 09:57
    Wiesz, ta moja kolezxanka jest ksiegową - a jej dziecko ma już 30 lat. Wpadłaś na to, ze moze nie mieć zapędów "przedszkolańskich"? Nie ejst wcale tak, ze każda kobieta ma wkodowane, jak też pocieszać cudze dzieci, szczególnie już taka, która swoje dzieckoi ma przedorosłesmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 05.06.19, 15:01
    kora3 napisała:

    > Wiesz, ta moja kolezxanka jest ksiegową - a jej dziecko ma już 30 lat. Wpadłaś
    > na to, ze moze nie mieć zapędów "przedszkolańskich"? Nie ejst wcale tak, ze każ
    > da kobieta ma wkodowane, jak też pocieszać cudze dzieci, szczególnie już taka,
    > która swoje dzieckoi ma przedorosłesmile

    Ta ktora ma dziecko, powinna raczej wiedziec. Chyba, ze w miedzyczasie ulegla wypadkowi albo chorobie ktora odebrala jej wspomnienia. Majac 30 letnie dziecko czesto sie juz jest babcia. Jakos nie zauwazylam zeby babcie i dziadkowie gremialnie zapominali jak nalezy rozmawiac z dzieckiem.
  • kora3 05.06.19, 15:17
    Ta pani nie jest babcia, w każdym razie jeszcze. I nie ma co oczekiwać, że bedzie ochoczo konwersować z nieznajomym 4 - latkiem. Nie wszyscy dzietni ludzie mają zapedzy "przedszkolańskie", niektórzy wręcz nie przepadają za kontaktami z cudzymi dziećmi, szczególnie gdy chodzi o dzieci małe, podczas gdy ich własne są już tzw. odchowane.
    Czy ta kolezanka do nich należy - uprzedzam - nie wiem. Po prostu na logikę biorę, ze kobieta któira ma juz przedorosłe dziecko własne moze zwyczajnie nie być PRZYZWYCZAJONA do kointaków z małymi dziećmi. W tym wątku przeczytałam, ze OJCOWIE dzieci w tym wieku ich właśni ojcowie mają prawo być nieprzyzwyczajeni do opieki nbad nimi smile to czegoż oczekiwac od obcej kobiety?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 05.06.19, 15:58
    Koro, nie trzeba mieć zapędów "przedszkolańskich". Wystarczy odrobina empatii.
  • kora3 05.06.19, 16:16
    Nieprawda Anthonko, nie wszyscy ludzie mają tzw. podejście do dzieci - nie ma to nic wspólnego z antypatią do nich, uprzedzę. Także dzietne osoby nie wszystkie potrafią dobry kontakt nawiązać z obcym małym dzieckiem, szczególnie już, gdy sami mają dzieci znacznie starsze. Dlatego do bycia przedszkolanką np. trzeba miec PREDYSPOZYCJE i nierzadko predyspozycje te przejawiają osoby, które będąc na studiach, czy zaraz po nich nie mają jeszcze swoich dzieci.
    W dzisiejszej dobie poza tym, w przypadkowej sytuacji, lepiej nie okazywać zbyt wiele serdecznosci całkiem obcemu dziecku bez aprobaty jego rodzica, z pewnoscią wiesz dlaczegosmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 05.06.19, 16:42
    Koro, czy rozumiesz znaczenie słowa empatia?
  • kora3 05.06.19, 16:58
    A ty Anthonko rozumiesz? Poniżej gdzieś Milamala pisze, że rodzice dziecka pewnie nie zareagowali na jego upadek i płacz, bo im sie tak po 10 razy przewraca i ma się nauczyć, ze jak się przewróci, to trzeba wstać i otrzepać sięsmile Dlatego też rodzice owi nie kwapili się z pociesaniem SWOJEGO dziecka, a zamiast niuch pocieszaniem owym miała zając się przypadkowa osoba, która tylko pomogła mu wstac, bo upadło obok jej miejsca? Rodzice owi empatyczni po byku hehe, kolezanka straszny potwór, bo mając córkę lat 30, nie pracując ani nie obcując z małymi dziećmi zwyczajnie moze już nie pamieta, jak się takie dzieci pociesza - proste, nie? smile
    Ja w tym krzty logiki nie widzę. Zresztą - bardzo wiele dzieci jest uczonych, by kolokwialnie mowiąc NIE ZADAWAC się z obcymi dorosłymi osobami i uważam to za słuszne. A Ty postulujesz, zeby obca kobieta nawiązywała z płaczącym dzieckiem jakaś konwersację. Nie rozumiem tego - rodzice chyba najlepiej znają swoje dziecko, najlepiej wiedzą jak je w takiej sytuacji uspokoic i też są powołani do tego, by dokładniej sprawdzić, czy nic mu się nie stało - a nie obca pani jakaś.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 05.06.19, 17:50
    Czy gdyby koło Waszego stolika upadła staruszka, to brak pomocy tlumaczyłabyś tym, że koleżanka nie pracuje na oddziale geriatrycznym i nie potrafi rozmawiać ze starszymi osobami, a poza tym staruszka już się pewnie nieraz przewracała?
  • kora3 06.06.19, 10:36
    Argument o tym, ze rodzice nie reagowali, bo pewnie dziecko im się 10 razy dziennie przewraca i nic sie nie dzieje nie był Anthonko moim argumentem, a zdaje mi sie, ze Milamali smile

    Gdyby upadła staruszka, to owszem - o ile wstawszy z pomocą stałaby i płakała to zainteresowałabym się z kim tam jest, bo to wskazywałoby na to, że pani ma jakiś problem z percepcją, co w sedziwym wieku nie jest niczym nadzwyczajnym. Ktoś kto nie miałby tych problemów z całą pewnością sam nawiązałby kontakt z osobą, która pomaga jej wstać "dziękuję panu bardzo, zrobiło mi sie słabo, czy mogę prosić o szklankę wody?" - na przykład oczywiście. Niektóre osoby starsze wymagają opieki inne wcale nie i nie byłoby nic nadzwyczajnego w tym, że osoba starsza o niezaburzonej percepcji jest sobie sama w kawiarni, no weź. Gdyby jednak taka osoba sprawiała wrażenie zdezorientowanej, niezdolnej do prawidłowego nawiązania kontaktu, to owszem - wg mnie należałoby zainteresowac się czy jest tam z kimś, bo jesli nie, to trzeba jej pomóc bardziej, niz tylko wstać po upadku.
    Tak małe dziecko nie powinno być być opieki, więc załozenie, ze jest tam z kimś dorosłym jest jak najbardziej LOGICZNE Anthonko.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 08.06.19, 09:29
    No widzisz, czyli do staruszki byś potrafiła. Empatia wyłącza Ci się przy dzieciach.
  • kora3 10.06.19, 13:44
    A przepraszam bardzo Anthonko - co ty wiesz o MOICH kontaktach z dziećmi? Bo tak się. autorytatywnie wypowiadasz, a nie pamiętam, bym pisała coś na temat. smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 10.06.19, 14:48
    kora3 napisała:

    > A przepraszam bardzo Anthonko - co ty wiesz o MOICH kontaktach z dziećmi?

    Stale wypisujesz nam tu poematy na wszystkie tematy, rowniez kontaktow z dziecmi, kogos uratowala, kto cie polal woda itp.
  • kora3 10.06.19, 14:58
    nigdy mnie żadne dziecko nie polało wodą - serio smile no moze kiedy byłam dzieckiem, ale jako dorosłą osobą - nie. Nie wiem skąd masz takie heh informacje.
    A pomaganie np. chorym czy niepełnosprawnym dzieciom to jest czesc Milamalu mojej pracy. I nie uwazaM TEGO ZA NIJAKI WYCZYN - SMIESZY MNIE TYLKO, ŻE KTOŚ PISZE O MOICH DOSWIADCZENIACH Z DZIEĆMI NMIC O NICH NIE WIEDZAC.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • katja.katja 10.06.19, 15:02
    Kiedyś był wątek, ale nie wiem czy Twój o dziecku lejącym lodowatą wodą z rzeki przypadkowe osoby na brzegu.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • kora3 13.06.19, 10:21
    Mój, ale dziecko wcale nie oblało mnie, tylko jakąś nieznajomą mi kobietę.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • tt-tka 10.06.19, 16:15
    kora3 napisała:


    > A pomaganie np. chorym czy niepełnosprawnym dzieciom to jest czesc Milamalu mo
    > jej pracy.

    Praca z dziecmi a posiadanie wlasnego dziecka to niezupelnie to samo, koro.

    > SMIESZY MNIE TYLKO, ŻE KTOŚ PIS
    > ZE O MOICH DOSWIADCZENIACH Z DZIEĆMI NMIC O NICH NIE WIEDZAC.
    >

    To, ze nie masz dzieci wiemy od ciebie. Klamalas ?
    I nie krzycz. To niezgodne z sv.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • kora3 13.06.19, 10:23
    Nie chciałam krzyczeć, przypadkowo mi się caps włączył ...

    Owszem nie mam dzieci, nie kłamałam, ale nie rozumiem dlaczego brak dzieci utożsamiasz z jakimś negatywnym stosunkiem do nich.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • tt-tka 13.06.19, 11:13
    kora3 napisała:

    > Nie chciałam krzyczeć, przypadkowo mi się caps włączył ...

    Mozna spojrzec przed wyslaniem...

    >
    > Owszem nie mam dzieci, nie kłamałam, ale nie rozumiem dlaczego brak dzieci uto
    > żsamiasz z jakimś negatywnym stosunkiem do nich.
    >

    Nie z negatywnym stosunkiem, tylko z niewiedza, czym jest i jak obciazajace bywa rodzicielstwo. napisalam wyraznie, ze praca z dziecmi to nie to samo, co posiadanie dzieci.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • kora3 13.06.19, 11:59
    Widzisz, ale jakbys nie zauważyła, to powiedzonko o "męczennikach mających dzieci" nie jest bynajmniej mego autorstwa, a mej koleżanki - matki 2 dzieci, które to dzieci wychowuja wspólnie z męzem BEZ systematycznej pomocy ze strony kogokolwiek, w dodatku przy sytuacji, ze matka obecnie od paru lat pracuje w systemie zmianowym.
    Jesli taka osoba nie wie co to jest rodzi9cielstwo, to KTO WIE?
    Moja kolezanka pracowała kiedyś w tym samym co ja zawodzie i naturalnie jeszcze jako bezdzietna osoba stykała się z róznymi nieszczęciami ludzkimi, w tym z nieszcześciem w postaci choroby czy niepełnosprawności dziecka. Zawsze serdecznie współczuła takim rodzicom i nadal tak jest - uważa to, że jej dzieci sa zdrowe i pełnosprawne za ogromne szczeście. Natomiast uważa też, że ludzie, którzy własnie mają zdrowe i pełnosprawne dzieci, które kolokwialnie mówiąc sami sobie zrobili i teraz jęcza jaki to trud za pozujących na wspomnianych "meczenników". Jej zdaniem pewne ograniczenia, obowiazki, sytuacje są NIEROZERWALNIE związane z posiadaniem dzieci i nomen omen dziecinadą jest rozbienie z tego wielkiego hallo i narzekanie na coś, na co sami ludzie się decydują. Nie uważasz podobnie?
    Nie dotyczy to wcale TYLKO posiadania dzieci, ale jakiejkolwiek sfery życia. Np. mając zwierzeta domnowe trzeba liczyć się z kosztami ich utrzymania oraz obowiazkami związanymi z nimi, mając swój dom trzeba liczyć się z tym, że ma się wiecej "do roboty" w num, niz w mieszkaniu w bloku - to oczywiscie przykłady. Są plusy i minusy mieszkania w bloku, są plusy i minusy mieszkania w domu - znów - na przykład. To samo tyczy się pracy -niemal kazda ma swoje plusy i minusy. Jesli się wybiera jakąś ze względu na plusy, to znaczy, ze one są wazniejsze niż minusy, więc ciągłe narzekanie na te minusy pewnie zaowocuje radą "to zmień sobie pracę" - czasem możliwą do wdrożenia, a czasem nie, ale to tylko przykład.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • tt-tka 13.06.19, 22:36
    kora3 napisała:

    > Widzisz, ale jakbys nie zauważyła, to powiedzonko o "męczennikach mających dzie
    > ci" nie jest bynajmniej mego autorstwa, a mej koleżanki

    Ale to ty rozkminiasz sprawe na wiele postow, a nie kolezanka. Oraz powolywalas sie na wlasne "doswiadczenia z dziecmi", solidaryzujac sie z wystapieniem kolezanki. I z toba, a nie z kolezanka piszemy tu.
    Imo - zachowala sie niewlasciwie. Jak juz pisano "przepraszam" przed "czyje to dziecko" byloby wlasciwsze.

    reszty postu nawet nie czytam, bo mi sie nie chce, sorry. Co mnie obchodza doswiadczenia osoby, ktorej nie znam i ktorej tu nie ma.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • milamala 09.06.19, 01:03
    kora3 napisała:

    cyt. ">a zamiast niuch
    > pocieszaniem owym miała zając się przypadkowa osoba, która tylko pomogła mu ws
    > tac, bo upadło obok jej miejsca?"

    Manipulantka i klamczucha.
    Nic takiego nie powiedzialam.

    cyt. "Rodzice owi empatyczni po byku hehe"

    Alez ponoc byli tak daleko, ze nie slyszeli, sama tak napisalas. Pozostawili dzieco "bez opieki", do innego ogrodka weszli i nie wiadomo co jeszcze. Jak zatem mieli zareagowac?


  • bo_ob 03.06.19, 15:38
    "skąd się biorą ci "męczennicy" i ich reakcje?"

    Ze zmęczenia.
  • mim_maior 03.06.19, 16:08
    Weź no, zdrowym dzieckiem się nie męczysz, przecież autorka wpisu kilkoro dzieci czasem widuje, z koleżanką rozmawiała, to chyba już dość jasno uargumentowała, że to nijak nie może męczyć. To jak może, jak nie może?

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • aqua48 03.06.19, 16:17
    mim_maior napisała:

    > Weź no, zdrowym dzieckiem się nie męczysz, przecież autorka wpisu kilkoro dziec
    > i czasem widuje, z koleżanką rozmawiała, to chyba już dość jasno uargumentowała
    > , że to nijak nie może męczyć. To jak może, jak nie może?

    Najwyraźniej nie może, a jak może to jest męczennicą.
  • milamala 03.06.19, 16:33
    A dlaczego kolezanka w ogole zapytala "czyje to dziecko". Po co jej byla ta informacja? Przypuszczam, ze jej przeszkadzalo, wiec ojciec slusznie domyslil sie, ze pani dziecko przeszkadza, i pretensja w glosie pani nakrecila go do bezsensownej wypowiedzi. Na co pani zreszta tez niegrzecznie zareagowala, tak aby pana jeszcze bardziej nakrecic a nie uspokoic sytuacje. Gdyby pani nie pytala "czyje to dziecko" dajac do zrozumienia, ze dziecko jej przeszkadza to pan nie mialby do kogo uskuteczniac swoich zalow. Prowodyrka zdarzenia byla zdecydowanie kolezanka.
    Pan przypuszczal, ze pani dzieci nie ma, bo zwykle rodzic wie, ze dzecko bywa czasem meczace. Rodzice sa zwykle bardziej wyrozumiali dla innych rodzicow i ich dzieci. No ale istnieje tez sytuacja gdy wol zapomnial, ze cieleciem byl. Swoje odchowal, a cudze mu nagle zaczely przeszkadzac.
    Pan nic niestosownego nie zrobil. Ma takie samo prawo byc w kawiarni ze swoim dzieckiem o dowolnej porze jak kolezanka. Niepotrzebnie komentujaca kolezanka zachowala sie niegrzecznie i probowala wywolac awanture.
  • kora3 03.06.19, 17:02
    milamala napisała:

    > A dlaczego kolezanka w ogole zapytala "czyje to dziecko". Po co jej byla ta inf
    > ormacja? Przypuszczam, ze jej przeszkadzalo, wiec ojciec slusznie domyslil sie,
    > ze pani dziecko przeszkadza, i pretensja w glosie pani nakrecila go do bezsens
    > ownej wypowiedzi.


    Milu, czytajże uważnie - dziecko sobie chodziło między stolkikami i nikt, w każdym razie nie słyszałam, by ktoś, nie zgłaszał,m ze komuś ono przeszkadza. Ale w pewnym momencie, tuż obok krzesła naszej kolezanki przewróciło się i zaczęło płakać. Kolezankaq pomogła mu stać i zapytała czyjhe to dziecko. Wg mnie całkiem normalna reakcja - choć dziecku nic "na oko" nie dolegało to płóakało i no z racji wieku raczej nie powinno być tam samo. Kolezanka nie pytała z pretensją nijaką, bo ...zadnej też nie miała smile


    Na co pani zreszta tez niegrzecznie zareagowala, tak aby pana
    > jeszcze bardziej nakrecic a nie uspokoic sytuacje. Gdyby pani nie pytala "czyj
    > e to dziecko" dajac do zrozumienia, ze dziecko jej przeszkadza to pan nie mialb
    > y do kogo uskuteczniac swoich zalow. Prowodyrka zdarzenia byla zdecydowanie kol
    > ezanka.


    Rozumiem, ze w takiej sytuacji należy całkowicie zignorować przewracające się i płaczące dziecko - na zasadzie nie nasze, nie nasza sprawa?

    > Pan przypuszczal, ze pani dzieci nie ma, bo zwykle rodzic wie, ze dzecko bywa c
    > zasem meczace.


    Ale przypuszczał, ze która pani Milu?smile


    Rodzice sa zwykle bardziej wyrozumiali dla innych rodzicow i ich
    > dzieci. No ale istnieje tez sytuacja gdy wol zapomnial, ze cieleciem byl. Swoj
    > e odchowal, a cudze mu nagle zaczely przeszkadzac.



    Milu, moze wiesz wiecej o tej sytuacji, niz ja, ale nie wpieraj mi, ze komuś to dziecko PRZESZKADZAŁO, bo tak nie było i nikt o tym nie mówiłsmile

    > Pan nic niestosownego nie zrobil. Ma takie samo prawo byc w kawiarni ze swoim d
    > zieckiem o dowolnej porze jak kolezanka. Niepotrzebnie komentujaca kolezanka za
    > chowala sie niegrzecznie i probowala wywolac awanture.


    A moim zdaniem pan zrobił coś niestosownego. W sytuacji, gdy jego dziecko się przewróciło, bo go nie pilnował - ale jego sprawa w sumie powinien po nie po prostu przyjśc, a nie komentować, ze komuś przeszxkazda itd. bo nikt tegoi nie podnosił. Pan zaczał komentować ze my tam jesteśmy w 1 czerwca BEZ DZIECI, gdzie miałyśmy jak słusznie zauważasz takie samo prawo być tam bez dzieci, jak pan z dzieckiem. smile




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 03.06.19, 17:29
    kora3 napisała:


    > Milu, czytajże uważnie - Kolezankaq pomogła mu stać i zapytała czyjhe to dziecko.

    Koro, czytam uwaznie, rowniez nowa wersje nieca rozniaca sie od watku glownego. Teraz kolezanka nagle pomogla dziecku wstac. Jeszcze przed chwila tylko zapytala, a teraz ogrom 'pomocy"nie tylko slownej natychmiast wzrosl.

    "Kolezanka nie pytała z pretensją n
    > ijaką, bo ...zadnej też nie miała smile"

    Pytam jeszcze raz. Po co pytala? Czy dziecko wygladalo na takie, ktore sie zgubilo?
    Rozumiem, ze dziecko sie wylacznie przewrocilo. Czy to taki powod zeby szukac rodzicow, ktorzy jak mozna bylo przypuszczac pewnie sa klientami tego samego przybytku.
    Po co pytac?
    Skoro sie rzekomo nijakiej pretensji nie mialo.


    "> Rozumiem, ze w takiej sytuacji należy całkowicie zignorować przewracające się i
    > płaczące dziecko - na zasadzie nie nasze, nie nasza sprawa? "

    Pomoc wstac, pocieszyc to zupelnie rozne sprawy niz pytac "czyje to dziecko".
    Mogla ograniczyc sie wylacznie do pomocy. Nic a nic nie wskazywalo, ze dziecko sie zgubilo i nalezy rozpaczliwie szukac mu rodzicow.


    Smiem twierdzic, ze kolezance dzieco przeszkadzalo i dlatego szukala rodzicow, bo samo dziecko wcale nie potrzebowalo na gwalt odnalezienia rodzicow. I bez pytania twojej kolezanki, odnalazloby droge do rodzica. Nie plakalo bowiem z tego powodu, ze sie zgubilo, a plakalo bo sie przewrocilo.

    Nie manipuluj twierdzac, ze sa tylko dwie opcje
    1. albo zingorowac placzace dziecko

    2. albo koniecznie zapytac "czyje to dziecko"

    Najbardziej normalna i naturalna reakcja jest pomoc dziecku wstac, pocieszyc go i niech idzie do swoich rodzicow. Dopiero jakby sie okazalo, ze dziecko nie wie gdzie sa jego rodzice to mozna zapytac. Mam nadzieje, ze nie zapodasz nam tu kolejnej wersji, ze dziecko chcialo isc do rodzicow tylko ich odszukac nie dalo rady, wiec kolezanka zapytania chciala wylacznie "pomoc".

    "> Milu, moze wiesz wiecej o tej sytuacji, niz ja, ale nie wpieraj mi, ze komuś t
    > o dziecko PRZESZKADZAŁO, bo tak nie było i nikt o tym nie mówiłsmile'

    To dlaczego pani wtracila swoje "trzy grosze". Pomoc wstac i pocieszyc jej nie wystarczylo?
    Bo dziecku zapewne wystarczylo.

    "> A moim zdaniem pan zrobił coś niestosownego. W sytuacji, gdy jego dziecko się p
    > rzewróciło, bo go nie pilnował "

    Dzieci (ba nawet dorosli) przewracaja sie niezaleznie od tego czy sa pilnowane czy nie.
    Co za kretynski wywod (bez urazy Korciu), ze przewraca sie tylko niepilnowane dziecko.
    Zapewniam cie, ze dzieci przewracaja sie codziennie, niezaleznie od tego czy ktos sie nad nimi trzesie i zamyka je w zlotej klatce czy pozwala im sie normalnie rozwijac.
    Przewracanie sie to podstawa dziecinstwa.
    twierdzenie ,ze dziecko sie przewrocilo bo nie bylo dopilnowane to jeden z bardziej kretynskich kretynizmow jakie ostatnio uslyszalam.
    A coz taki rodzic mialby niby zrobic zeby sie dziecko nie przewrocilo?
    Nosic je na rekach calymi dniami?
    W wozku wozic do 18tki?
    Zdradz nam Korciu.

    "Pan zaczał komentować ze my tam jesteśmy w 1 czerwca BEZ DZIECI,"

    Korciu, czytaj z laski swojej uwaznie. Nie napisalam, ze pan madrze zareagowal. Glupio zareagowal i nie ma co sie nad jego wypowiedzia rozwodzic.
    Ja ci tylko pisze, ze prowodyrka calego zajscia byla kolezanka.
    jakos nie wierze, ze tak strasznie pomogla wstac dziecku. Kolezanka zirytowala juz i tak pewnie zmeczonego ojca. A miala szanse tego nie zrobic.
    Wystarczylo po prostu pomoc dziecku wstac, pocieszyc i wyslac do rodzicow.
    Bez pretensjonalnego "czyje to dziecko".

  • kora3 03.06.19, 18:50
    milamala napisała:

    >
    > Koro, czytam uwaznie, rowniez nowa wersje nieca rozniaca sie od watku glownego.
    > Teraz kolezanka nagle pomogla dziecku wstac. Jeszcze przed chwila tylko zapyta
    > la, a teraz ogrom 'pomocy"nie tylko slownej natychmiast wzrosl.


    Milu, znam Twą przypadlość, więc ...smile
    >
    >
    > Pytam jeszcze raz. Po co pytala? Czy dziecko wygladalo na takie, ktore sie zgub
    > ilo?


    TAK, dziecko się dłuższą chwilę kreciło między stolikami, gdy upadło NIKT z najbliszego otoczenia nie zareagował, więc znaczy to, ze nuie było to dziecko najbliżej siedzących luzdi - logiczne chyba, nie?

    > Rozumiem, ze dziecko sie wylacznie przewrocilo. Czy to taki powod zeby szukac r
    > odzicow, ktorzy jak mozna bylo przypuszczac pewnie sa klientami tego samego prz
    > ybytku.
    > Po co pytac?


    Żeby sprawdzili, czy mu nic nie jest, żeby je uspokoili, przytulili - chodzi o tak małe dziecko, które ABSOLUTNIE nie powinno być bez opieki.
    > Skoro sie rzekomo nijakiej pretensji nie mialo.
    >
    >
    > Pomoc wstac, pocieszyc to zupelnie rozne sprawy niz pytac "czyje to dziecko".
    > Mogla ograniczyc sie wylacznie do pomocy. Nic a nic nie wskazywalo, ze dziecko
    > sie zgubilo i nalezy rozpaczliwie szukac mu rodzicow.


    Owszem, wskazywał na to BRAK reakcji kogolwiek Milu. Gdyby ci rodzice siedzieli opodal, widzieli upadek, to niezawodnie by zareagowali, nie sadzisz?
    >
    >
    > Smiem twierdzic, ze kolezance dzieco przeszkadzalo i dlatego szukala rodzicow,
    > bo samo dziecko wcale nie potrzebowalo na gwalt odnalezienia rodzicow. I bez py
    > tania twojej kolezanki, odnalazloby droge do rodzica. Nie plakalo bowiem z tego
    > powodu, ze sie zgubilo, a plakalo bo sie przewrocilo.



    A Ciebie by nie zapokoiło, ze taki maluch sam się kreci po ogródku BEZ opieki? szok

    >
    > Najbardziej normalna i naturalna reakcja jest pomoc dziecku wstac, pocieszyc go
    > i niech idzie do swoich rodzicow.


    Dziecko wstało, stalo i płakało. Gdyby wiedziało gdzie są rodzice to najpewniej by do nich sobie poszło, nie? Ale było już dośc ciemno i spory ogródek. Wpadłaś na to, ze zwyczajnie mogło nie pamiętać gdzie sa?

    Dopiero jakby sie okazalo, ze dziecko nie wi
    > e gdzie sa jego rodzice to mozna zapytac. Mam nadzieje, ze nie zapodasz nam tu
    > kolejnej wersji, ze dziecko chcialo isc do rodzicow tylko ich odszukac nie dalo
    > rady, wiec kolezanka zapytania chciala wylacznie "pomoc".


    Powtarzam WSTALO STAŁO i płakało.
    >
    >
    > To dlaczego pani wtracila swoje "trzy grosze". Pomoc wstac i pocieszyc jej nie
    > wystarczylo?
    > Bo dziecku zapewne wystarczylo.


    Milu, ja doprawdy jestem zdumiona, wiesz?
    >
    >
    > Dzieci (ba nawet dorosli) przewracaja sie niezaleznie od tego czy sa pilnowane
    > czy nie.


    Owszem, tylko jesli się ma po opieką dziecko (albo inna osobę o ograniczonej percepcji i równowadze) to sie zwraca na nią uwagę - gdzie ejst i co robi - wg mnie oczywiście/.

    > Co za kretynski wywod (bez urazy Korciu), ze przewraca sie tylko niepilnowane d
    > ziecko.
    > Zapewniam cie, ze dzieci przewracaja sie codziennie, niezaleznie od tego czy kt
    > os sie nad nimi trzesie i zamyka je w zlotej klatce czy pozwala im sie normalni
    > e rozwijac.


    Wg Ciebie sytuacja, gdy 3- 4 latek znika opiekunom z zasiegu wzroku jest normalna, no fajnie, fajnie ...

    > Przewracanie sie to podstawa dziecinstwa.
    > twierdzenie ,ze dziecko sie przewrocilo bo nie bylo dopilnowane to jeden z bard
    > ziej kretynskich kretynizmow jakie ostatnio uslyszalam.
    > A coz taki rodzic mialby niby zrobic zeby sie dziecko nie przewrocilo?
    > Nosic je na rekach calymi dniami?


    Wiesz, ja oczywiscie sie nie znam i dzieckiem byłam w czaqsach, w których o ile dobrze pamiętam masz przekonanie, ze dzieci n traktowano jak podludzi, ale doprawdy nie przypominam sobie sytuacji, bym jako malutkie dzieckoi puszczana była samopas i co bedzie to bedzie.
    >
    > "Pan zaczał komentować ze my tam jesteśmy w 1 czerwca BEZ DZIECI,"
    >
    > Korciu, czytaj z laski swojej uwaznie. Nie napisalam, ze pan madrze zareagowal.
    > Glupio zareagowal i nie ma co sie nad jego wypowiedzia rozwodzic.



    No wątek cały był o reakcji pana, a nie o tym ze dziecko chodziło samo i nie przeszkadzało, njhie?smile

    > Ja ci tylko pisze, ze prowodyrka calego zajscia byla kolezanka.
    > jakos nie wierze, ze tak strasznie pomogla wstac dziecku.



    Ja wiem czy "strasznie" - normalnie. Dziecko przewróciło się tuż obok jej krzesła, natruralny odruch chyba kazdego - widzac ze sie rusza to było podanie mu ręki, podtrzymanie, kolezanka nawet do tego nie musiała wstawać smile


    Kolezanka zirytowala
    > juz i tak pewnie zmeczonego ojca. A miala szanse tego nie zrobic.
    > Wystarczylo po prostu pomoc dziecku wstac, pocieszyc i wyslac do rodzicow.
    > Bez pretensjonalnego "czyje to dziecko".

    >
    Wiesz co? Byłam teraz na komunii mego siostrz4ńca, który ma 10 lat. Razem z nim przystępowało kilkanaście innych dzieci, w podobnym wieku. W pewnym momencie na murawie, gdzie robiono nfotki przed uroczystoscią pojawiła się moze ze 3- letnia dziewczynka. Wyobraź sobie, ze pani katechetka zainteresowała się czyje to dziecię, choć temu dziecku NIC się nie działo! Nie przewróciło się, ani nie płakało, po prostu siadło sobie na trawie (było bardzo ciepło) i patrzyło sobie. Było to na ogr0odzonym terenie przylegającym do koscioła, gdzie je jeździły zadne pojazdy. MIMO to pani katechetka skonstatowawszy, że nie bardzo wiadomo pod czyją mala jest opieką (pytała rodzinę aktualnie fotografowanego "komunisty", ale ta sie do dziewczynki "nie przyznała") jednak podjęła akcję ustalenia gdzie rodzice. Ano znaleźli sie poszli z rodzicami dziecka komunijnego do kancelarii, a dziecko zostawili pod opieką dziadka, który wyszedł sobie za bramę na papierosa. Powiem Ci, ze nikogo nie zbulwersowało zachowanie katechetkiu, no raczej zachowanie tego dziadka smile



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 03.06.19, 18:54
    Dodam jeszcze - wspomniałam o wieku "komunistów" nie bez powodu, gdyby tam samotnie siedział ich równolatek, czy naweet 7-8 - latek poewnie pani katechetka zwyczajnie zapytałaby dziecko gdzie jego rodzice, albo i nie smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 03.06.19, 22:37
    kora3 napisała:


    > TAK, dziecko się dłuższą chwilę kreciło między stolikami, gdy upadło NIKT z naj
    > bliszego otoczenia nie zareagował, więc znaczy to, ze nuie było to dziecko najb
    > liżej siedzących luzdi - logiczne chyba, nie?

    I co z tego, ze nie bylo dzieckiej najblizej siedzacych ludzi.
    W niczym to nie przeszkadza zapytac dziecka a nie wolac na caly lokal "czyje to dziecko".


    cyt. "chodzi o
    > tak małe dziecko, które ABSOLUTNIE nie powinno być bez opieki. "

    I nie bylo. Rodzice byli w tym samym lokalu na tyle blisko, ze jak juz twoja kolezanka buzie rozpuscila na caly lokal to zareagowali. Kilkuminutowy brak wzrokowego kontaktu to nie katastrofa ani brak opieki.

    cyt "Gdyby ci rodzice siedzieli
    > opodal, widzieli upadek, to niezawodnie by zareagowali, nie sadzisz? "

    Ale na rozpuszczona buzie kolezanki zareagowali, wiec chyba az tak daleko nie siedzieli.

    cyt. > A Ciebie by nie zapokoiło, ze taki maluch sam się kreci po ogródku BEZ opieki?
    > szok "

    Nie, nie zaniepokoilo by mnie. Gdyby sobie spokojnie chodzilo po lokalu i nie plakalo za mama i tata to w naturalny sposob uznalabym, ze rodzice dziecka siedza gdzies w tym lokalu. Szok.

    "> Dziecko wstało, stalo i płakało. Gdyby wiedziało gdzie są rodzice to najpewni
    > ej by do nich sobie poszło, nie?

    Nie. Dziecko sie przewrocilo, lezalo na podlodze, podczas przewrotki, trudno gdzies isc.
    A twoja pancia kolezancia wcale nie czekala, az maly wstanie, ochlonie i pojdzie do rodzicow.
    Zapewniam cie, ze gdyby 4 latek nie wiedzial gdzie sa rodzice a chcialby do rodzicow to powiedzialby o tym.
    Z tego co wiem to chlopiec tego nie zrobil.

    cyt"Wpad
    > łaś na to, ze zwyczajnie mogło nie pamiętać gdzie sa? "

    Boje sie na co ty jeszcze mozesz wpasc.
    Gdyby chcialo do rodzicow a nie wiedzialo gdzie to by o tym powiedzialo. Plakalo za rodzicami. A nic takiego nie mialo miejsce.

    cyt. "> Powtarzam WSTALO STAŁO i płakało."

    Bo sie chwile wczesniej przwrocilo, pewnie przestraszylo a moze i cos go tam bolalo.
    Dlaczego kolezanka nie zapytala dziecka gdzie sa jego rodzice? Bez robienia szopki na caly lokal?

    cyt. > Milu, ja doprawdy jestem zdumiona, wiesz?

    Nie wiem, i zupelnie mnie nie interesuje twoje zdumienie.

    cyt. > Owszem, tylko jesli się ma po opieką dziecko (albo inna osobę o ograniczonej pe
    > rcepcji i równowadze) to sie zwraca na nią uwagę - gdzie ejst i co robi - wg mn
    > ie oczywiście/.

    A co to ma wspolnego z moim pytaniem co powinien opiekun zrobic skoro przewracanie sie dziecka jest wg ciebie brakiem opieki rodzica.
    Wiec co taki rodzic powinien zrobic, zeby mu sie dziecko nie przewracalo?
    Dowiem sie wreszcie?

    cyt.> Wg Ciebie sytuacja, gdy 3- 4 latek znika opiekunom z zasiegu wzroku jest normal
    > na, no fajnie, fajnie …

    I to jest twoja odpowiedz na pytanie co opiekun powinien zrobic, skoro przerwacanie jest skutkiem braku opieki?
    Dowiem sie w koncu?

    cyt. " ale do
    > prawdy nie przypominam sobie sytuacji, bym jako malutkie dzieckoi puszczana był
    > a samopas i co bedzie to bedzie."

    W swoim wieku powinnas juz wiedziec, ze z naszego dziecinstwa jedynie co najwyzej pamietamy baardzo fragmentarycznie wydarzenia. W najlepszym przypadku, bo zwykle prawie nic nie pamietamy, wiec daruj sobie "wspomnienia"z dziecinstwa.

    cyt. "> No wątek cały był o reakcji pana, a nie o tym ze dziecko chodziło samo i nie p
    > rzeszkadzało, njhie?smile

    No wiec poraz kolejny informuje cie, ze nerwowa reakacja pana byla wywolana pretensjonalnym pytaniem twojej kolezanki. To ona go sprowokowala. Mogla pomoc a wolala zrobic widowisko na cala kawiarnie.

    cyt. "kolezanka nawet do tego nie musiała wstawać smile "

    Tak podejrzewam, ze pupy nie ruszyla pani wielka "pomagaczka".


    cyt. "Powiem Ci, ze nikogo nie zbulwersowało zachowanie katechetkiu, no raczej
    > zachowanie tego dziadka smile

    Ale po co ty to opisujesz. To nie ma nic wspolnego z sytuacja w kawiarni.
    W kawiarni przewrocilo sie dziecko i zaczelo plakac. Pancia kolezanca miala pecha bo stalo sie to kolo niej i zaklocilo jej pogaduszki. Pupy nie ruszyla z miejsca, no ale ponoc jakos pomogla wstac dziecku i zamiast jak kazdy normalny zapytac gdzie sa twoi rodzice wolala buzie na cala restauracje otworzyc. Ojca takie zachowanie zirytowalo i zareagowal jak zareagowal, na co jeszcze dostal agresywna riposte.
    Chcialas wiedziec, to juz wiesz. Kolezanka mogla zachowac sie przyzwoicie ale wolala zrobic cyrk.
    Szok, ze nie widzisz nic zlego w jej zachowaniu.
  • kora3 05.06.19, 09:55
    Milamalu, wg mnie do opieki nad dzieckiem zobowiązani są rodzice. Pamiętam owszem, jak moja siostra miała 3-4 latka, bom starsza od niej o niemal 6 lat. I owszem, DOSKONALE pamiętam, ze moi rodzice nie pozostawiali jej samej bez opieki, ani poza zasięgiem wzroku - dla mnie to jest oczywiste., bo chodzi o malucha. Ty masz inne standardy - rozumiem, ale nie uważam, by były - Twoje - obowiązujące.

    Poza tym - w dziesiejszych czasach Milamalu nikt rozsadny, nie "zajmuje sie" cudzymi dziecmi nie mając do tego plenipotencji. Niewinne wzięcie dziecka na ręce czy kolana, czy też tulenie moze być przyczyną kłopotów, a taikich rozsądni ludzie unikają.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 05.06.19, 14:16
    Ale o czym ty pleciesz. Kto mowi, ze rodzice nie maja sie dziecmi zajmowac, a obcy moga dzieci tulic czy brac na kolana. Bzdury jakies piszesz bez ladu i skladu ani sensu.
  • kora3 05.06.19, 14:32
    Jesli dziecko samo kreci się dłuższxą chwilę miedzy stolikami, które zajmują całkiem obcy mu ludzie, a rodzic dopiero wywołany z drugiego końca sali raczy sie pojawić to dziecko takie pozostaje bez opieki - proste

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • katja.katja 09.06.19, 08:51
    Dzisiejsi rodzice są niezwykle przewrażliwieni, a media jeszcze podkręcają ten stan (olbrzymie bijące po oczach tytuły "To może spowodować traumę dla Twojego dziecka", otwieram a tam.... o podniesieniu głosu).
    Niedawno u fryzjera czytałam "babską" gazetkę. Emerytka pyta się w "Liście do redakcji" jak reagować gdy dziecko sąsiada głośno bawi się na korytarzu piłką oraz celowo dzwoni do jej drzwi i ucieka.
    Redaktorka odpisała by Broń Boże nie zwracać uwagi dziecku "bo być może jego rodzice sobie by tego nie życzyli" tylko rozmówić się z rodzicami delikatnie zwracając uwagę, bez pretensji w głosie itp.
    Uśmiałam się gorzko jak norek.
    20 lat temu sąsiad/sąsiadka otworzył by drzwi i zjechał słownie dzieciaka, a jakby przypadkowo dowiedział się rodzic, w domu ręcznie dodatkowo wytłumaczyłby bachorowi.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • milamala 10.06.19, 14:47
    katja.katja napisała:

    "jak reagować gdy dziecko sąsiada głośno bawi się na korytarzu piłką or
    > az celowo dzwoni do jej drzwi i ucieka.
    > Redaktorka odpisała by Broń Boże nie zwracać uwagi dziecku "bo być może jego ro
    > dzice sobie by tego nie życzyli""

    Ja owszem zwracam uwage dziecku, ale przede wszytkim lece do rodzicow i to nie ze wzgledu na to co sobie rodzice zycza, tylko rozmowa z rodzicami jest zwyczajnie bardziej skuteczna. Takze nie ma co sie smiac, rada jak najbardziej wlasciwa.
  • minniemouse 05.06.19, 13:26
    milamala napisała:

    Milu, wiem ze ty zawsze stajesz po stronie rodziców i dzieci co jest szlachetnie z twojej strony, i wiem tez ze dla ciebie to czuły temat - ale prosiłabym cie bardziej o bardziej stonowana wymianę zdań.

    Rodzice byli w tym samym lokalu na tyle blisko, ze jak juz twoja kolezanka buzie rozpuscila na caly lokal to zareagowali. Kilkuminutowy brak wzrokowego kontaktu to nie katastrofa ani brak opieki.

    ja tez jestem za dziećmi całym sercem, i dlatego Milu tym razem nie zgodzę się z tobą - rodzice zwłaszcza tak małego dziecka, zwłaszcza tak pozna pora, nie powinni go spuszczać z oczu nawet na sekundę. więcej - nie powinni o tej porze już być z nim w lokalu, no ale niech tam, niech tam, Dzień Dziecka, rozumiem ze tęsknili za towarzystwem i atmosfera, znajomi, pogaduszki, zapewnie trochę alkoholu, wiec posiedzieli dłużej. ale w takim przypadku nie spuszcza sie dziecka z oczu - pilnuje się go, chodzi za nim. dziecko a szczególnie takie male moze z łatwością niepostrzeżenie wyjść z lokalu lub zostać uprowadzone.

    Ale na rozpuszczona buzie kolezanki zareagowali, wiec chyba az tak daleko nie siedzieli.

    jednak na tyle daleko iż nie widzieli ze ich dziecko upadło ani nie słyszeli jak płakało bo na to nie zareagowali. dopiero jak koleżanka krzyknęła to to do nich dotarło.

    > Nie, nie zaniepokoilo by mnie. Gdyby sobie spokojnie chodzilo po lokalu i nie plakalo za mama i tata to w naturalny sposob uznalabym, ze rodzice dziecka siedza gdzies w tym lokalu. Szok.

    w zasadzie do gości w lokalu nie należy pilnowanie cudzych dzieci, to prawda. ale jakbyś sie czuła gdybyś na drugi dzień przeczytała w gazecie lub zobaczyła w dzienniku w tv zdjęcie tego własnie dziecka ze "wczoraj wieczorem zaginęło i ostatni raz widziano je w kawiarni"?
    w sumie jest to sytuacja kiedy dokładnie nie wiadomo jak zareagować. bo przecież nie będziesz latać po kawiarni i czuwać nad dzieciakiem gdy ma własnych rodziców, oczywiście.
    ale moze warto zwrócić uwagę obsłudze ze to nie jest bezpieczne dla dziecka tak się samemu kręcić miedzy stolikami.
    dla mnie sprawa jest prosta - tego typu miejsca to nie teren zabaw dla dzieci, a już szczególnie o tej porze.

    > Zapewniam cie, ze gdyby 4 latek nie wiedzial gdzie sa rodzice a chcialby do rodzicow to powiedzialby o tym.

    czterolatki są różne. sa takie ze jak się przestrasza to nie chcą nic mówić.

    > Dlaczego kolezanka nie zapytala dziecka gdzie sa jego rodzice? Bez robienia szopki na caly lokal?

    a ty Milu jak byś szukała rodziców gdyby dziecko nie chciało/nie umiało powiedzieć?

    > Chcialas wiedziec, to juz wiesz. Kolezanka mogla zachowac sie przyzwoicie ale wolala zrobic cyrk.

    no nie, tu posuwasz się za daleko Milu - koleżanka cyrku nie zrobiła żadnego.
    zawołanie "czyje to dziecko" nie jest robieniem cyrku, zwłaszcza ze był powód aby szukać rodziców.
    moja wcześniejsza uwaga ze moze ojciec moze był zirytowany dotyczyła bardziej przypuszczenia iż moze nikt nie pomógł synkowi wstać - niż przez wołanie na cala sale.
    Wołanie było konieczne, bo inaczej jak by znaleźli tegoż ojca?

    Minnie

    --
    Czy zdarzyło Ci się popełnić gafę całkiem niechcący?
    https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/s030.gif
    ******************************************************************
    Żarciki i poprawność polityczna
  • milamala 05.06.19, 14:37
    minniemouse napisała:

    > rodzice zwłaszcza tak małego dziecka, zwłaszcza tak pozna pora, n
    > ie powinni go spuszczać z oczu nawet na sekundę. więcej - nie powinni o tej por
    > ze już być z nim w lokalu,

    To czy rodzic pozna pora znajduje sie w lokalu i czy spuszcza swoje dziecko z oczu na 5 sekund i o ktorej dziecko idzie spac itp. to NIE jest to absolutnie sprawa obcych.
    To rodzic jest odpowiedzialny za swoje dziecko i on najlepiej wie jaki rosklad dnia ma jego dziecko.

    Jesli dziecku dzieje sie krzywda to trzeba zawiadomic sluzby.

    cyt. "dziecko a szczególnie takie m
    > ale moze z łatwością niepostrzeżenie wyjść z lokalu lub zostać uprowadzone"

    Sluszna uwaga.

    cyt. "> jednak na tyle daleko iż nie widzieli ze ich dziecko upadło ani nie słyszeli
    > jak płakało bo na to nie zareagowali"

    Tego nie wiesz czy nie slyszeli. Nie kazdy reaguje histerycznie na 10 przewrotke swojego dziecka. Generalnie dzieci uczy sie, ze jesli sie przewroca i nic im sie nie dzieje, maja sie pozbierac.

    cyt. "> w zasadzie do gości w lokalu nie należy pilnowanie cudzych dzieci"

    Nikt tego od gosci nie wymaga.

    cyt. "to prawda. a
    > le jakbyś sie czuła gdybyś na drugi dzień przeczytała w gazecie lub zobaczyła
    > w dzienniku w tv zdjęcie tego własnie dziecka ze "wczoraj wieczorem zaginęło
    > i ostatni raz widziano je w kawiarni"? "


    Ze niby mam sie czuc odpowiedzialna. To jest jakies chore. Byloby mi przykro, ze dziecko zaginelo, jak w kazdej sytuacji niezaleznie od tego czy bylabym w tym lokalu czy nie. Odpowiedzialnosc zawsze spada na rodzicow. Bez przesady.

    cyt"> ale moze warto zwrócić uwagę obsłudze ze to nie jest bezpieczne dla dziecka ta
    > k się samemu kręcić miedzy stolikami."

    Mozna, jesli rzeczywiscie jest to jakies dluzsze krecenie sie miedzy stolikami. A nie chwilowy "wypad"dziecka poza

    cyt. "> dla mnie sprawa jest prosta - tego typu miejsca to nie teren zabaw dla dzieci,
    > a już szczególnie o tej porze.

    To o jakiej porze rodzic bierze swoje dziecko do lokalu to jego odpowiedzialnosc a nie twoja sprawa. Mozesz sobie miec opinie jaka chcesz ale to nie zmienia faktu, ze jestes odpowiedzialna wylacznie za swoje dzieci.
    Mnostwo dzieci na swiecie spi popoludniami a wieczorami funkcjonuja i to jest sprawa rodzicow jak sprawe snu rozwiazuja.

    cyt. > a ty Milu jak byś szukała rodziców gdyby dziecko nie chciało/nie umiało powied
    > zieć?

    Roznica polegala na tym, ze pani z dzieckiem nie rozmawiala, nawet pupy z miejsca nie ruszyla. Nie mogla zatem wiedziec, czy dziecko wie gdzie sa jego rodzice.

    cyt. > no nie, tu posuwasz się za daleko Milu - koleżanka cyrku nie zrobiła żadnego.

    Nie nie posuwam sie za daleko, wyrazam swoja opinie tak jak ty. A moze to twoja opinia jest zbyt daleko idaca.

    cyt. > zawołanie "czyje to dziecko" nie jest robieniem cyrku"

    Owszem dla mnie jest. Chyba, ze juz nie mozna wyrazac swojego zdania. A swoje zdanie to posuwanie sie za daleko?
    Chyba posunelas sie za daleko. Pozostan z laski swojej przy swoim zdaniu, i daj innym miec swoje zdanie.

    cyt." > moja wcześniejsza uwaga ze moze ojciec moze był zirytowany dotyczyła bardziej
    > przypuszczenia iż moze nikt nie pomógł synkowi wstać - niż przez wołanie na
    > cala sale. "

    No to "posunelas sie zbyt daleko"w przypuszczeniach , bo Kora nam tu wyjasniala, ze zapomniala w watku zalozycielskim podajac liczne szczegoly od wieku pociech koelzanek itp a zapomniala wspomniec o takim "szczegoliku" jak to, ze ponoc kolezanka pomogla dziecku wstac.
    Zatem pan nie mogl byc zirytowany brakiem pomocy, bo ponoc jednak byla.
    Najwyrazniej zirytowany byl tym cyrkiem w postaci wolania go na cala kawiarnie.

    cyt. "> Wołanie było konieczne, bo inaczej jak by znaleźli tegoż ojca?"

    Tego nie wiemy, bo nie wiemy czy maly nie wiedzial gdzie byli rodzice. Tu juz snujesz fanazje.

  • minniemouse 06.06.19, 03:54
    milamala napisała:
    To czy rodzic pozna pora znajduje sie w lokalu i czy spuszcza swoje dziecko z oczu na 5 sekund i o ktorej dziecko idzie spac itp. to NIE jest to absolutnie sprawa obcych.

    owszem, zgodzę się z tobą - ale dopóki nie są w to zaangażowane osoby postronne, czyli dopóki dziecko nie staje się uciążliwe dla otoczenia.

    > Jesli dziecku dzieje sie krzywda to trzeba zawiadomic sluzby.

    nie tylko 'krzywda', mozna a nawet należy wyrazić zainteresowanie co robi kręcące się wśród stolików samotne dziecko w lokalu.

    Tego nie wiesz czy nie slyszeli. Nie kazdy reaguje histerycznie na 10 przewrotke swojego dziecka. Generalnie dzieci uczy sie, ze jesli sie przewroca i nic im sie nie dzieje, maja sie pozbierac.

    to prawda - nie wiem. ale zakładam iż normalni rodzice słysząc płacz dziecka (zwłaszcza małego) natychmiast by się zainteresowali co się stało bo rożne rzeczy mogą się wydarzyć, nie tylko niewinne - moze tylko lekko upadł pupa na miękki dywan a moze ktoś go siła wyprowadza z lokalu. styl "ma się dzieciak hartować" nie polega na beztroskiej obojętności, Milu.

    cyt. "> w zasadzie do gości w lokalu nie należy pilnowanie cudzych dzieci"
    > Nikt tego od gosci nie wymaga.


    jeżeli rodzice nie zajmują się dzieckiem to owszem, siłą rzeczy własnie tego wymaga.

    Ze niby mam sie czuc odpowiedzialna. To jest jakies chore. Byloby mi przykro, ze dziecko zaginelo, jak w kazdej sytuacji niezaleznie od tego czy bylabym w tym lokalu czy nie. Odpowiedzialnosc zawsze spada na rodzicow. Bez przesady.

    a ja wiedząc ze byłam tam gdzie to dziecko, widziałam jak się kreci samo po sali sprawiając wrażenie ze rodzice go nie pilnują - bardzo źle bym się czuła mając świadomość iż moglam zapobiec nieszczęściu przez proste, zwyczajne zainteresowanie się dzieckiem. zapytaniem gdzie rodzice, poproszenie np kelnera/ki aby zwrócił uwagę rodzicom żeby pilnowali dziecko.

    To o jakiej porze rodzic bierze swoje dziecko do lokalu to jego odpowiedzialnosc a nie twoja sprawa. Mozesz sobie miec opinie jaka chcesz ale to nie zmienia faktu, ze jestes odpowiedzialna wylacznie za swoje dzieci.

    zgoda, ale niech wtedy się nimi zajmują.

    Zatem pan nie mogl byc zirytowany brakiem pomocy, bo ponoc jednak byla.
    Najwyrazniej zirytowany byl tym cyrkiem w postaci wolania go na cala kawiarnie.


    ale my nie wiemy jak było naprawdę - twoim zdaniem nikt się nie ruszył - wiec moze jednak nikt nie pomógł. a jak nie pomógł, to wersja irytacji z powodu krzyku upada.

    Tego nie wiemy, bo nie wiemy czy maly nie wiedzial gdzie byli rodzice. Tu juz snujesz fanazje.

    ty także, nie znając faktów, tylko fantazjujesz.
    a mogło być różnie - mały wiedział ale ze strachu i bólu stracił orientacje, lub stracił orientacje już wcześniej bo za bardzo się kręcił, lub moze i wiedział ale upadek go zestresowal wiec nie chciał w ogóle mówić, a moze bal się ze za upadek, płacz i angażowanie obcych osób dostanie w pupę od taty wiec wolał nic mówić.
    jak widzisz wariantów jest wiele i mozna mnożyć. twój jest jak i mój tylko jednym z nich.

    > Owszem dla mnie jest. Chyba, ze juz nie mozna wyrazac swojego zdania. A swoje zdanie to posuwanie sie za daleko?
    Chyba posunelas sie za daleko. Pozostan z laski swojej przy swoim zdaniu, i daj innym miec swoje zdanie.


    chodziło mi o to ze wyrażasz swoje zdanie bardzo niegrzecznie. nie mam - nikt nie ma - problemu z twoim odmiennym zdaniem tylko ze sposobem w jaki to robisz.
    zwracamy się do ciebie przecież grzecznie i nieagresywnie. po co te nerwy - to tylko zabawa/dyskusja na forum - spokojnie smile

    Minnie
    --
    Czy zdarzyło Ci się popełnić gafę całkiem niechcący?
    https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/s030.gif
    ******************************************************************
    Żarciki i poprawność polityczna
  • milamala 09.06.19, 00:59
    " twoim zdaniem nikt się nie ruszył - wiec m
    cyt. > oze jednak nikt nie pomógł. a jak nie pomógł, to wersja irytacji z powodu krzyk
    > u upada."

    Moim zdaniem??? Ale masz pomysly. Co ma do faktow moje zdanie, osoby , ktora nie byla na miejscu zdarzenia?

    Wg obserwatorki podobno zostala udzielona mu pomoc, wiec wersja irytacja z powodu krzyku kolezanki jest jedyna , ktora wyjasnia zachowania pana.

    cyt." > chodziło mi o to ze wyrażasz swoje zdanie bardzo niegrzecznie. nie mam - nikt
    > nie ma - problemu z twoim odmiennym zdaniem tylko ze sposobem w jaki to robis
    > z. "

    Jak juz mowimy o niegrzecznosci. Wtracanie sie do sposobu wychowania dzieci jest jakim dziwnym polskim nawykiem, ale podlega takiej samej ocenie jak wychowywanie doroslych. Jest przejawem braku dobrego wychowania, jest zwyczajnie niegrzeczne.

    cyt.> zwracamy się do ciebie przecież grzecznie i nieagresywnie.

    Nie jestem ani troche bardziej agresywna od ciebie.
  • kora3 05.06.19, 14:50
    Zgadzam się z Tobą w pełni Minnie i uwazam, że Mila jest zwyczajnie przewrażliwiona - uwaza, ze każdy jakoś "nastaje" na dzieci i ich rodziców. Tymczasem wcale tak nie jest - jak wspomniałam, dziecko wśród stolików w naszym poblizu, "kreciło się" dłuższy czas. Nikomu nie przeszkadzało, ale sadzę, ze ludzie wokół, jak my zresztą - byli przekonani, że rodzice/opiekunowie malucha siedzą w pobliżu. Po prostu no niepodobieństwem było, by tak małe dziecko w dodatku już po zmroku oddaliło się od rodzicow/opiekunów i oni nie zareagowali/nie zauważyli tego.
    Zatem owszem, gdy dziecko sie przewróciło, na BETONOWĄ nawierzchnie dodam i nikt nie zareagował, poza kolezanką, która zwyczajnie siedziała najbliżej byłam szczerze zdumiona.
    Mam znajomych, ktorzy mają/mieli dzieci w tym wieku i jakoś nie kojarzę, zeby je tak samopas puszczali

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 05.06.19, 14:59
    kora3 napisała:

    cyt. > Mam znajomych, ktorzy mają/mieli dzieci w tym wieku i jakoś nie kojarzę, zeby j
    > e tak samopas puszczali

    Noi co w zwiazku z tym. ja mam mnostwo znajomych pochodzacych z roznych kultur i ci dopiero wieczorami wraz z dziecmi funkcjonuja.
    Moze mi sie to nie podobac, i z cala pewnoscia nie jest to dobre dla mojego dziecka.
    ALE MNIE TO NIE OBCHODZI.
    Proste prawda?
    Jesli widze, ze dzieci sa zadbane i krzywda im sie nie dzieje, to niech sobie rodzice robia jak uwazaja za stosowne.
    Chyba nei trudne do zaakceptowania.
  • kora3 05.06.19, 15:13
    milamala napisała:
    >
    > Noi co w zwiazku z tym. ja mam mnostwo znajomych pochodzacych z roznych kultur
    > i ci dopiero wieczorami wraz z dziecmi funkcjonuja.


    Moze w innych kulturach jest przyjęte, że tak małe dzieci samopas sobie chodzą - w polskiej no raczej nie.


    > Moze mi sie to nie podobac, i z cala pewnoscia nie jest to dobre dla mojego dzi
    > ecka.
    > ALE MNIE TO NIE OBCHODZI.
    > Proste prawda?
    > Jesli widze, ze dzieci sa zadbane i krzywda im sie nie dzieje, to niech sobie r
    > odzice robia jak uwazaja za stosowne.
    > Chyba nei trudne do zaakceptowania.


    Milu, mnie kompletnie lotto jak sobie ktos wychowuje dziecko, póki mu sie krzywda nie dzieje. Niemniej no faktem jest, ze w naszej kulturze nie jest przyjęte by małe dzieci po zmroku włóczyły się po kawiarnianych ogródkach. Nawet 8 - latek o takiej porze w takim miejscu budzi raczej zdziwienie.




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 05.06.19, 16:05
    kora3 napisała:

    cyt. > Moze w innych kulturach jest przyjęte, że tak małe dzieci samopas sobie chodzą
    > - w polskiej no raczej nie.

    Polakowi tez nie masz prawa dyktowac jak ma wychowywac wlasne dziecko. Nie przesadzasz troche. Opanuj swoje dyktatorskie zapedy.

    cyt. Niemniej no faktem jest, ze w naszej kulturze nie jest przyjęte
    > by małe dzieci po zmroku włóczyły się po kawiarnianych ogródkach.

    Nie ty o tym decydujesz
  • kora3 05.06.19, 16:08
    Milamalu, a ktoś ma jakieś zapędy? Gdybym ja miała pod opieką dziecko, co mi sie ongiś zadzrało czesciej z racji mniejszycyh dzieci u moich bliskich znajomych, a teraz rzadziej, to nie poszłabym z nim do knajpy wieczorem bo uwazam to za nie hallo. Ale ze ktoś inny idzie lata mi mówiąc kolokwialnie.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 09.06.19, 01:05
    A co nas interesuje co ty bys zrobila gdybys miala pod opieka dzieci. Co to ma do rzeczy?
  • kora3 05.06.19, 16:35
    Od osoby spoza forum - konkretnie od mej, a jakże, dzietnej współpracowniccy (dzieci ma 2). otóż chciałaby ona zapytać, czy tak samo luzacki stosunek jak do wstrząsu mózgu i szycia głowy oraz 3 wybitych mleczaków w przedszkolu miałabyś do sytuacji, która spotkała dziecko jej kuzynki.
    Synkowi kuzynki w przedszkolu inny chłopiec, nie ze specjalnie, a podczas zabawy TRWALE uszkodził jedno oko. Chlopczyk został inwalidą w wieku niecałych 4 lat, jest też oszpecony. Oczywiscie kolezanka bierze pod uwagę, ze są gorsze rzeczy niż ślepota w jednym oku, a takze ma świadomość, ze dziecko mogło sobie to samo zrobić w domu, u dziadków, albo zachorować na nowotówr i tak stracić oko. Niemniej jest ciekawa czy podeszłabyś tak na luzie w stylu "zdarza się" gdyby szło nie o jakies obce tylko np. TWOJE dziecko?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 09.06.19, 01:15
    kora3 napisała:

    > Synkowi kuzynki w przedszkolu inny chłopiec, nie ze specjalnie, a podczas zabaw
    > y TRWALE uszkodził jedno oko. Chlopczyk został inwalidą w wieku niecałych 4 l
    > at, jest też oszpecony. Oczywiscie kolezanka bierze pod uwagę, ze są gorsze rze
    > czy niż ślepota w jednym oku, a takze ma świadomość, ze dziecko mogło sobie to
    > samo zrobić w domu, u dziadków, albo zachorować na nowotówr i tak stracić oko.
    > Niemniej jest ciekawa czy podeszłabyś tak na luzie w stylu "zdarza się" gdyb
    > y szło nie o jakies obce tylko np. TWOJE dziecko?

    Co ty mi tu sprzedajesz glodne historyjki, daj sobie na wstrzymanie.
    Nie tyle chodzi o to jak straszny skutek przynosi wypadek w szkole czy przedszkolu. Tylko na ile jest on konsekwencja zaniedbania opiekunow.
    Moze byc wynikiem po prostu wypadku np. dziecko biega na szkolnym placu zabaw albo podczas gdy na lekcji WF lamie sobie noge, a moze byc wynikiem zaniedbania np. dziecko podczas zabawy wspina sie na dachu pomieszczenia gospodarczego i podczas skoku lamie sobie noge.
    Wynik ten sam, ale pierwszy to nieszczesliwy wypadek, a drugi to brak opieki, bo uczen nigdy nie powinien sie na to pomieszczenia gospodarcze dostac, jesli to zrobil to znaczy, ze nauczyciela nie bylo obok by prawidlowo zareagowac.
    I takie konkrety bierze pod uwage sa, ktory ma wyjasniac wine.
    Oczywiscie trwale i ciezkie uszczerbki na zdrowiu badane sa ze szczegolna wnikliwoscia. Kazda sprawa jest inna, i to Sad zazwyczaj analizuje przebieg wydarzen i decyduje kto zawinil i czy w ogole ktos zawinil.
  • kora3 05.06.19, 10:24
    Refleksja po lekturze tego wątku - poza tym, ze oczywiscie wazne kto jest autorem, bo od tego zależy stosunek do problemu - u niektórych.
    Otóż owa dyskusja popchnęła mnie do zagajenia podczas rozmowy z moim przyjacielem, wspomnianym juz ojcem 4 - latki - który to samotnie wychowuje córeczke, jak to jest w sumie z tym traceniem dziecka z oczu.
    Jak widziałam na pokomunijnej imprezie mego chrzesniaka - odbywającej sie w lokalu przyjaznym dzieciom, z placykiem zabaw (a pogoda była ładna, więc i placyk wykorzystywany), mój przyjaciel jednak nie tracił swego dziecka z zasięgu wzroku, MIMO, ze nasz stolik był najbliżej tego placyku zabaw i też nie tylko on miał oko na dzieciarnię. Tylko ze dzieciarnia poza nią była juz starsza - 7 - 12 lat. Dziewczynka znała dobrze przynajmniej 2 dzieci z naszego towarzystwa miojego siostrzeńca 10 - latka i 8 letnią córeczkę kuzynki, był jasny dzień, A MIMO to mój przyjaciel jednak nie uznał, ze dziecko bezpieczne i moze sobie chodzić po ogródku pełnym ludzi samo i gdzie chce.
    No, ale zapytałam go o te sytuację opisaną w wątku - powiedział, że wg niego, jako ojca 4 - latki - kawiarniany ogródek po godz. 20 absolutnie nie jest miejscem dla dziecka w takim wieku - takie jego zdanie. Poza tym no nie wyobraza sobie, ze jego córka w jakimkolwiek miejscu, takze na placu zabaw niknie mu z oczu, a on sie tym nie przejmuje - można by go uznać za nadopiekuńczego smile wg standardów niektórych forumowiczów.

    Powiedział mi natomiast ciekawą historię - mianowicie w przedszkolu, gdzie wcześniej chodziła jego córeczka, jedno z dzieci upadło i rozcięło sobie głowę. Rozcięcie wymagało szycia, dziecko ponadto doznało wstrząśnienia mózgu. Ani rodzice dziecka, ani mój przyjaciel, ani rodzice innych dzieci wcale nie uznali, ze to zupełnie normnalne, że sie dziecko w takim wieku przewracasmile Rodzice tamtego dziecka o ile nam wiadomo skarzą przedszkole, a niektórzy z pozostałych, wzorem mego przyjaciela przepisali swe pociechy do innej placówki, gdzie to nie jest norma.
    I teraz tak: pani w przedszkolu ma pod opieką podczas zabawy dzieci co najmniej kilkoro z nich. Dzieci są w przedszkolu w dzień, bo w miesiącach zimowych, gdy zmrok zapada popołudniu nie bawią się wszak na dworze. Tak czy siak, jest jasno, zatem dziecko lepiej widzi i bardziej moze uważać. Do tego dzieci bawią się w miejscach i pomieszczeniach dostosowanych do zabawy tychże. Mimo to może dojść do wypadku takiego jak z tamtym dzieckiem, bo jak piszecie - dzieci sie przecież przewracają. Tylko jakimś dziwnym trafem rodzice tego dziecka nie przeszli do porzadku dziennego nad tym zdarzeniem, tylko zareagowali i to ostro - bo oczekiwali, poniekąd słusznie, ze dziecko sobie w przedszkolu NIE ZROBI KRZYWDY, bo panie przedszkolanki nie puszczają dzieci calkiem samopas i pilnują ich, by sobie własnie krzywdy nie zrobiły.
    No, ale przecież dzieci się przewracają i to normalne - no to kto z Was po takim czymś, jak spotkało dziecko tamto w przedszkolu powiedziałby "ano zdarza się" i nic nie zrobił, a kto jednak miałby pretensje do pani przedszkolanki, ze nie dopilnowała?




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 05.06.19, 14:53
    kora3 napisała:

    cyt. "> No, ale zapytałam go o te sytuację opisaną w wątku - powiedział, że wg niego,
    > jako ojca 4 - latki - kawiarniany ogródek po godz. 20 absolutnie nie jest miej
    > scem dla dziecka w takim wieku - takie jego zdanie."

    Noi co w zwiazku z tym. Moim zdaniem jako matki 7 latki, ktora dopiero co 4 latke miala owszem jest to miejsce dla dzieci niezaleznie od pory dnia. To ja reguluje kiedy moje dziecko powinno isc spac. A pan niech sobie robi z wlasnym dzieckiem co chce. Nikt mu tego nie zabrania. Jak wspomnialam w bardzo wielu kulturach dzieci po popludniowej sjescie wlasnie pora wieczorowa zaczyna ponownie funkcjonowac. O tym powtarzam decyduje kazdy rodzic indywidualnie, bo on anie Kora czy Mini najlepiej zna swoje dziecko i jego mozliwosci.

    cyt. "> Rozcięcie wymagało szycia, dziecko ponadto doznało wstrząśnienia mózgu. Ani rod
    > zice dziecka, ani mój przyjaciel, ani rodzice innych dzieci wcale nie uznali,
    > ze to zupełnie normnalne, że sie dziecko w takim wieku przewracasmile Rodzice tamt
    > ego dziecka o ile nam wiadomo skarzą przedszkole, a niektórzy z pozostałych, wz
    > orem mego przyjaciela przepisali swe pociechy do innej placówki, gdzie to nie j
    > est norma. "

    To ,ze skarza a to czy w ogole cos z tego bedzie to dwie baaaaardzo rozne sprawy. Skarzyc to sobie kazdy moze cokolwiek ma ochote. Najpierw musza udowodnic ze wypadek nastapil w wyniku zaniedbania a nie po prostu byl zwyklym nieszczesliwym wypadkiem.
    Ja sama bylam mocno pilnowana przez rodzicow a tez zdarzylo mi sie pod ich opieka rozbic sobie glowe wymagaja szycia.

    W szkole mojej corki, dziewczyna sobie wybila trzy mleczaki bo wleciala na jakas hustawke w pogoni za kolezanka. Nikt nikogo nie skarzyl. Rodzice byli zli i bylo im przykro, ale mieli swiadomosc, ze podczas ich opieki moglo zdarzyc sie to samo. Przeciez nie zabronia dziecku na placu zabaw sie gonic.

    Nie ustrzzesz swojego dziecka przed kazdym niebezpieczenstwiem. No nie da sie. Chocby nie wiadomo jak czlowiek sie staral.

    cyt. "bo o
    > czekiwali, poniekąd słusznie, ze dziecko sobie w przedszkolu NIE ZROBI KRZYWDY,
    > bo panie przedszkolanki nie puszczają dzieci calkiem samopas i pilnują ich, by
    > sobie własnie krzywdy nie zrobiły. "

    Ale dzieci biegaja, i panie przedszkolanki tego im nie zabronia, bo to podstawowa aktywnosc dziecka. A podczas biegania niezaleznie czy na dziecko patrzysz czy wlasnie twoj wzrok pobladzil na pobliskie krzaki, dziecko moze sie przewrocic. Jedno przewroci sie tak, ze wstanie otrzepie sie i pobiegnie dalej a drugie sobie reke zlamie. Jak ostatnio podczas lekcji gimnastyki w starszych klasach. Podczas odbior pilki chlopak przewrocil sie nieszczesliwie i zlamal sobie reke. Przykre, ale co zrobic.
    Zamknac dziecko w zlotej klatce do 18tki?

  • kora3 05.06.19, 15:09
    milamala napisała:
    >
    > Noi co w zwiazku z tym. Moim zdaniem jako matki 7 latki, ktora dopiero co 4 lat
    > ke miala owszem jest to miejsce dla dzieci niezaleznie od pory dnia. To ja regu
    > luje kiedy moje dziecko powinno isc spac.



    A ja nic nie wspominałam, ze mój przyjaciel chgciałby regulowac to innym rodzicom - wyraził tylko swe zdanie, jako rodzic dziecka w tym wieku.

    >
    > To ,ze skarza a to czy w ogole cos z tego bedzie to dwie baaaaardzo rozne spra
    > wy. Skarzyc to sobie kazdy moze cokolwiek ma ochote. Najpierw musza udowodnic z
    > e wypadek nastapil w wyniku zaniedbania a nie po prostu byl zwyklym nieszczesl
    > iwym wypadkiem.


    Owszem Milu, tylko już sam fakt, ze do czegoś takiego doszło w przedszkolu, rodzice tego dziecka, ale i innych uznali za hmmm dośc niepokojący. Jakos nie przeszlki jednak do porzadku dziennego na zasadzie "dzieci sie przewracają, nic nadzwyczajnego, że rozetna skórę na głowie czy bdą miał wstrząs mózgu". Gdyby dziecko sobie nabiło siniak, albo otarło kolanko to pewnie nikt by nie robił afery, a jakze. Tylko, ze nie mozna przewidziec skutku upadku - po prostu.

    > Ja sama bylam mocno pilnowana przez rodzicow a tez zdarzylo mi sie pod ich opie
    > ka rozbic sobie glowe wymagaja szycia.


    No i tu jest własnie clou - jakby sie to przydarzyło tym rODZICOM to pewnie umieliby doskonale wyjaśnić komukolwiek, ze dziecko po prostu upadło i nie dało sie temu zapobiec. ale ze wydarzyło się komuś z braku lepszego okjreślania wynajętemu do opieki nad dzieckiem, to nie dakli sobie tego wytłumaczyć.

    >
    > W szkole mojej corki, dziewczyna sobie wybila trzy mleczaki bo wleciala na jaka
    > s hustawke w pogoni za kolezanka. Nikt nikogo nie skarzyl. Rodzice byli zli i b
    > ylo im przykro, ale mieli swiadomosc, ze podczas ich opieki moglo zdarzyc sie t
    > o samo. Przeciez nie zabronia dziecku na placu zabaw sie gonic.


    Wiesz, wybicie trzech mleczaków to jeszcze nie tragedia, ale gdyby dziecko wpadło na huśtawkę i np. uszkodziło sobie kręgi, to już by tak wyrozumiali jak sądzę, nie byli.

    >
    > Nie ustrzzesz swojego dziecka przed kazdym niebezpieczenstwiem. No nie da sie.
    > Chocby nie wiadomo jak czlowiek sie staral.


    Pewnie tak, ale jednak należy unikac sytuacji niebezpiecznych, minimalizowac je.

    >
    > Ale dzieci biegaja, i panie przedszkolanki tego im nie zabronia, bo to podstawo
    > wa aktywnosc dziecka. A podczas biegania niezaleznie czy na dziecko patrzysz cz
    > y wlasnie twoj wzrok pobladzil na pobliskie krzaki, dziecko moze sie przewrocic
    > . Jedno przewroci sie tak, ze wstanie otrzepie sie i pobiegnie dalej a drugie s
    > obie reke zlamie. Jak ostatnio podczas lekcji gimnastyki w starszych klasach. P
    > odczas odbior pilki chlopak przewrocil sie nieszczesliwie i zlamal sobie reke.
    > Przykre, ale co zrobic.
    > Zamknac dziecko w zlotej klatce do 18tki?


    Nie rozumiemy się chyba Milamalu - nieszczęśliwy wypadek moze zdarzyć się zawsze, ale rozsądek nakazuje MINIMALIZOWAC takie niebezpieczeństwo. Przykład: gdyby wujek i tato opisanego w tym watku chłopca , ktory omal nie utonał zwracali nan pilniejsza uwagę to nie wpadły do wody. No ok - powiesz, mópgł w sekundzie wpaśc do wody i nikt by nie zdążył zareagowac widz,.ąc to. Ok, ale wtedy pewnie panowie rzuciliby sie jmu na pomoc i rychłko wyciągnęli z płytkiej dla nich przy brzegu wody, prawda? Poneiwaz jednak nawet nie zauwazyli, ze dziecka nie mają w zasiegu wzroku cudem uratował je przypadkowy człowiek, który wskoczył po nie do wody sam ryzykując życie.
    >




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 05.06.19, 16:03
    Przypomniało mi się w związku z naszą wymianą zdań. Otóż tuż obok mojego rodzinnego domu było sobie (i nadal jest zresztą) przedszkole. Póki człowiek doń chodził, nie było to atrakcyjne miejsce, ale gdy już chodził do początkowych klas podstawówki, owszem bardzosmile Chodziło o atrakcyjność terenu wokół przedszkola, jak się domyślasz, ogrodzonego.
    Ponieważ dbano, by nie przychodziły tam niepożądane osoby (poza godzinami pracy przedszkola także) w ogrodzeniu próżno było szukać dziury smile Ale ogrodzenie owo dało się pokonać. Dla 7-10 latka najłatwiejsze było to po prostyu poprzez wspięcie sie na bramke wejściową i zejście z niej z drugiej strony. Bramka była dośc wysoka, powiedzmy wysokości przeciętnego dorosłego faceta, ale za to stabilna i bez wystających na górze elementów.
    Poza bramką byklo ogrodzenia takie z metalowej siatki, znacznie mniej stabilne i zakończone na górze koncówkami metalowych drutów, z których wykonana była siatka.
    W zasadzie każdy z nas miał zabronione chodzić "na przedszkole", oficjalniesmile I w zasadzie każdy z nas łamał ten zakaz - no taka prawdasmile
    Nigdy się nic nikomu nie stało w związku z tymi eskapadami. Miałam chyba coś z 10 lat, gdy razem z koleżankami siedziałyśmy "nielegalnie" na tym przedszkolnym terenie, gdy pojawiła się grupa chłopaków, część z nich była naszymi klasowymi kolegami. Jak to w tamtych czasach było zaczęli nas gonićsmile, a my uciekać. Oczywiście poza ogrodzony teren. Kolejno we trzy dopadłyśmy bramki wejściowej i dalej się po niej wspinać. Chłopaki chcieli być sprytniejsi i przed nami pokonać ogrodzenie - pierwszy wszedł chłopiec nam znany, kolega z klasy, pamiętam do dziś jak sie nazywał. Wszedł jednak nie na bramkę tylko na to druciane ogrodzenie. Nawet dobrze mu szło, choć chybotało się pod jego cieżarem porzadnie, jako ze jak na 10 - latka był to spory chłopiec. W pewnym momencie usłyszeliśmy jego przeraźliwy wrzask, a potem dosłownie wycie. Otóż chlopiec ów miał na sobvie luźne krotkie spodenki i gdy przechodził przez plot jego worek mosznowy zahaczył o te wystające końcówki drutów. Z bólu szarpną się, stracił równowagę i upadł, a drut poszarpał mu mosznę. Sprawa skończyła się KILKOMA skomplik0owanymi operacjami. Z jakim efektem, nie wiem, ale rzecz działa sie prawie 40 lat temu wszak, więc niewykluczone, że z mniej zadowalającym.

    Nie w tym jednak rzecz, a w tym, że to ogrodzenie pokonywaliśmy my i inne dzieci najpewniej setki razy w zyciu i NIGDY wczesniej, ani też nigdy później nic złego nikomu sie nie stało. Watpię jednak czy ta swiadomośc przynosiła wówczas temu koledze ukojenie w bolku, a w późniejszych latach ulgę w związku z dolegliwościami po tym wypadku ...



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bo_ob 05.06.19, 17:26
    A ja jak byłam mała to spadłam kiedyś z roweru i poobcierałam sobie kolana do krwi.

  • mim_maior 05.06.19, 18:29
    Ja przebiłam sobie stopę gwoździem na wylot, a mój kolega się nawet nieodwołalnie utopił! Kto da więcej?
    Dzień mnie tu nie było, a już wątek dobija drugiej setki, pojawiły jednookie czterolatki i to pewnie jeszcze nie koniec! 😄

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • 10iwonka10 05.06.19, 19:16
    Dobrze ze nie 3 okie bo wtedy to juz watek by poszedl w kierunku science-fiction horroru smile
  • bo_ob 05.06.19, 19:17
    Nieodwołalnym utonięciem rozbiłaś bank.
  • kora3 06.06.19, 10:45
    Zapewne rodzice owego kolegi mieli do tego wydarzenia luzackie podejście w stylu "no przeciez to sie zdarza"....

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 09.06.19, 01:27
    kora3 napisała:

    > Zapewne rodzice owego kolegi mieli do tego wydarzenia luzackie podejście w sty
    > lu "no przeciez to sie zdarza"....

    Co ty masz w glowie Koro. Pilas cos? Nie dosc, ze snujesz jakies opowiesci z mchu i paproci, do niczego nie pasujace, a najmniej do twojego wlasnego watku, to jeszcze jakies konkluzje dziwaczne jak na ciebie przystalo nam tu przysalasz. Daj sobie na wstrzymanie.
  • kora3 10.06.19, 13:46
    Ty sobie daj na wstrzymanie, bo zachowujesz się po prostu prostacko - ndziw, ze bnie nauczyłaś sie tego heh wspaniałego zachowania od nieagrarnych JHolendeów, tylko jedziesz tekstami spod budki z piwemsmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 10.06.19, 14:44
    Ale bredzisz, masz chyba jakis ewidentny problem. Nieagrarny Holender, budka z piwem, moze jeszcze kosmita w pulowerze, masz jeszcze jakies nie przypial ni przylatal do niczego powiedzonka.
  • milamala 09.06.19, 01:25
    Ale dlaczego nam tu opowiadasz te swoje ni przypial ni przylatal do niczego historyjki.
  • milamala 09.06.19, 01:23
    kora3 napisała:

    > nieszczęśliwy wypadek moze zdarzyć się zawsz
    > e, ale rozsądek nakazuje MINIMALIZOWAC takie niebezpieczeństwo.

    Jak minimalizowac? Mleczaki poszly bo dziewczynki sie gonily. Jak mozna bylo to zminimalizowac? Zabronic dzieciom tej podstawowej aktywnosci?
    Owszem gdyby bylo slisko to wiadomo, nauczyciel zarzaca, dzis nie biegamy bo za slisko, ale przy normalnej pogodzie jak to zrobic? Jedynie zabronic.
    A jak zabronic, to najlepiej wszystkiego, bo nawet rysowanie dobrze zaostrzonym olowkiem moze byc niebezpieczne.
    Co innego jak dziecko wykonuje jakies niedozwolne czynnosci np. wspina sie na dachy. Wtedy nauczyciel jak najbardziej ma zadanie reagowac.
  • 10iwonka10 05.06.19, 19:25
    A tak wogole to wydaje mi sie ze caly ten problem moze wynikac z tonu glosu jak twoja koleznka zapytala 'Czyje to dziecko'? Jakos wyobrazam sobie ze zapytala ostrym podniesionym glosem….sama forma tego pytania taka jest ostra, bezposrednia,nieprzyjemna. Ojciec mogl poczuc sie w jakis sposob zaatakowany/skrytykowany dlatego odpowiedzial slownym atakiem.

    Mozna by bylo zapytac 'Przepraszam ale tutaj maly chlopiec sie wywrocil czy sa moze gdzies w poblizu sa rodzice'- I wtedy mogloby by byc ze ojciec by podszedl uspokoil dziecko przeprosil podziekowal I doszedl.

  • katja.katja 05.06.19, 19:34
    Ojej, teraz niuniusiami, które stresuje byle co są nie tylko dziecuszki, ale ich tatusiowie. Pan jaja gdzie zapomniał, że boi się nawet lekko podniesionego tonu kobiety?

    --
    Nie dam się wygasić!
  • 10iwonka10 05.06.19, 19:40
    Nie sadze ze sie boi ale ludzie tak reaguja jak ktos obcy podnosi na nich glos. Reakcja obronna. Bez wzgledu kto ma racje. Cala forma takiego pytania ….Czyje to jest …? jest dosc agresywna. Powiedzmy ze ktos postawil walizke w autobusie I jakas kobieta zapytala 'Czyja to walizka'- ...duza szansa ze wlasciciel walizki odpowie w nieprzyjemny sposob.
  • mim_maior 05.06.19, 22:26
    Ha, ha, a jak pan by pańci się nie bał i solidnie jej przyłożył, to już miałby cojones i szacunek? To równouprawnienie strasznie się rozpanoszyło! 😄


    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • kora3 06.06.19, 10:40
    Wiesz co? Przynajmniej kilka razy w życiu byłam w takiej sytuacji, że ktoś pytał o moją walizkę pytając czyja to - w życiu do głowy by mi nie przyszło, żeby agresywnie odpowiadać. Serio.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • katja.katja 09.06.19, 08:44
    Pan Burak po prostu i wychowuje kolejne pokolenie Buraków.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • milamala 09.06.19, 01:29
    katja.katja napisała:

    > Pan jaja gdzie zapomniał, że boi się nawet lekko podniesionego to
    > nu kobiety?

    Gdzie zauwazylas, ze pan sie boi. Bo dla mnie raczej wygladal na zirytowanego.
  • kora3 06.06.19, 10:38
    Kolezanka powiedziała dośc głośno, ale zwyczajnym tonem. Powiedziała głosno, bo przecież WIDZIAŁA, że z najblizszego otoczenia nikt nie zareagował, co na logikę wskazywało, że dziecko nie jest ludzi siedzących najbliżej, więc rodzice/opiekunowie muszą siedzieć gdzieś dalej.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 09.06.19, 01:32
    kora3 napisała:

    > Kolezanka powiedziała dośc głośno, ale zwyczajnym tonem.

    Gdyby powiedziala glosno, ale uprzejmie, to pan nie mialby z czego sie na was zezloscic. Juz tak kolezanki na sile nie wybielaj.
  • katja.katja 09.06.19, 08:45
    Niestety młodzi rodzice są przewrażliwieni, zwykle kobiety, ale jak widać może się zdarzyć i facet. Ton głosu mógł być całkiem normalny.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • milamala 10.06.19, 14:41
    katja.katja napisała:

    > Ton głosu mógł być całkiem normalny.

    Juz samo pytanie niezaleznie od tonu mozna uznac za dwuznaczne. Generalnie grzeczna osoba, uzyje slowa "przepraszam, dziecko sie przewrocilo, czy ktos moze wie gdzie sa jego rodzice". To samo pytanie a jak inaczej brzmi. Pretensjonalne "czyje to dziecko" jest po prostu niegrzeczne niezaleznie od tego jak Kora broni swojej kolezanki.
  • katja.katja 10.06.19, 15:01
    Zdanie jest bardzo długie. A tu należało szybko zareagować. "Czyje to dziecko?" jest szybsze i skuteczne - tatuś pojawił się na miejscu mniej niż w minutę.
    Zrobiłam test, wcisnęła stoper i powiedziałam Twoją kwestię i kwestię od znajomej Kory. Różnica to aż 20 sekund, czyli prawie pół minuty. Dziecko płakałoby pół minuty dłużej, warto? Nie.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • milamala 10.06.19, 16:19
    katja.katja napisała:

    > Zdanie jest bardzo długie. A tu należało szybko zareagować. "Czyje to dziecko?"
    > jest szybsze i skuteczne - t

    Trzeba bylo szybko zareagowac????? Te pare setnych sekund wczesniej? Bo co pozar? Tsunami? ze te pare sekund czyni roznice?
  • 10iwonka10 11.06.19, 08:36
    Wystarczyloby slowo przepraszam na poczatku- to nie zajmie 20 sekund na pewno.
  • katja.katja 11.06.19, 10:51
    Skąd wiesz czy by wystarczyło? Dla frustrata nigdy nie ma odpowiednio grzecznej formy,

    --
    Nie dam się wygasić!
  • milamala 11.06.19, 11:08
    katja.katja napisała:

    > Skąd wiesz czy by wystarczyło? Dla frustrata nigdy nie ma odpowiednio grzecznej
    > formy,

    Masz racje, tego nie wiemy, i nigdy sie nie dowiemy, bo pani nie uzyla formy grzecznosciowej. Nie wiem czy tez jest frustratka czy tylko zapomniala.
  • 10iwonka10 11.06.19, 11:17
    A ja mysle ze 'dobre maniery' albo sie je ma w kazdej sytuacji albo nie. Tak samo ten ojciec gdyby je mial to by przeprosil zabral dziecko I tyle. Wedlug mnie zaden uczestnik tego dramatu na miare 'Antygony' nie wykazal sie ich nadmiarem.
  • kora3 10.06.19, 15:02
    milamala napisała:

    Pretensjonalne "
    > czyje to dziecko" jest po prostu niegrzeczne


    Milamalu, wyjaśnij mi proszę, dlaczego uważasz takie pytanie za PRETENSJONALNE? pytam serio, bo nijak mi ono to pretensjonalnosci nie pasujesmile


    niezaleznie od tego jak Kora broni
    > swojej kolezanki.


    Milamalu, moja kolezanka nie potrzebuje nijakiej obrony, sądzę, ze nie pamięta już tamtego zdarzenia, bo w końcu do bzdet przecieżsmile




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 10.06.19, 16:25
    kora3 napisała:

    > Milamalu, wyjaśnij mi proszę, dlaczego uważasz takie pytanie za PRETENSJONALNE
    > ? pytam serio, bo nijak mi ono to pretensjonalnosci nie pasujesmile

    Jesli nie widzisz roznicy w uprzejmosci pomiedzy zdaniami:
    "przepraszam czy
    "czyje to',
    to nie potrafie ci pomoc.

    Pytanie nie bylo grzeczne, brak podstawowego slowa "przepraszam" czyni je pretensjonalnym. Paniusia sobie siedzi i cos jej tam przeszkadza i oswiadcza tonem oburzonej matrony "czyje to".

    cyt ' moja kolezanka nie potrzebuje nijakiej obrony"

    to czemu jej tak natarczywie bronisz.
  • mim_maior 10.06.19, 16:51
    Kora śmieszkuje, że używasz słowa "pretensjonalny" w niewłaściwym znaczeniu.

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • milamala 10.06.19, 23:52
    mim_maior napisała:

    > Kora śmieszkuje, że używasz słowa "pretensjonalny" w niewłaściwym znaczeniu.

    Byc moze smieszkuje, nie wnikam, jej problem. A co do powodow to, uzywam slowa jak najbardziej we wlasciwym znaczeniu. Kolezanka kreaujaca sie na "pomocnice" , ktora zamiast rzeczywiscie pomoc wywoluje niemila i zupelnie niepotrzebna wymiane zdan, w rzeczywistosci zadna pomocnica nie jest. Jej zachowanie/pytanie jest pretensjonalne.
  • mim_maior 11.06.19, 08:01
    Niestety, to niewłaściwe użycie. Dzisiejsze słowniki podają tylko takie: "pretensjonalny - nienaturalny, sztuczny, chcący udawać kogoś innego, zwykle lepszego niż w rzeczywistości". Dawniej używano tego słowa także w znaczeniu "pełen pretensji, mający przesadnie wysokie mniemanie o sobie; krygujący się". Nigdy jednak nie używano go w znaczeniu "roszczeniowy, mający pretensje". To błąd językowy, niestety dość popularny, stąd możesz mieć wrażenie, że to właściwe użycie - skoro coś często słyszysz, to sprawia wrażenie poprawnego.

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • milamala 11.06.19, 09:09
    mim_maior napisała:

    > Niestety, to niewłaściwe użycie. Dzisiejsze słowniki podają tylko takie: "prete
    > nsjonalny - nienaturalny, sztuczny, chcący udawać kogoś innego, zwykle lepszego
    > niż w rzeczywistości".

    Niestety wlasciwie.
    Pani udawala wielka pomocnice, ktora tak bardzo chce "pomoc" ze az musi sie wydzierac biedaczka na cala restauracje. Gdy w rzeczywistosci pani dziecko po prostu przeszkadzalo, w niczym nie pomogla a tylko niemila wymiane zdan wykreaowala.
  • 10iwonka10 11.06.19, 08:26
    Dokladnie na to samo zwrocilam wczesniej uwage. Nie wiem moze mieszkajac za granica mowiac drugim jezykiem zwraca sie uwage na forme wypowiedzi. Jakimkolwiek tonem by to nie zostalo powiedziane samo w sobie zdanie 'Czyje to dziecko'- jest forma niegrzeczna,agresywna I opryskliwa.Mozna zapytac pelnym zdaniem jak twoj przyklad albo chociaz powiedziec 'Przepraszam na poczatku. Samym pytaniem zwracamy sie do grupy ludzi w ogrodku wiec jakies formy grzecznosciowe tego wymagaja.Troche mnie dziwi ze uczestnicy forum Savoir-vivre uwazaja takie zdanie same w sobie jest grzeczne I ok.
  • milamala 11.06.19, 09:13
    10iwonka10 napisała:

    cyt. "Troche mnie dziwi ze uczestnicy forum Savoir-vivre uwazaja takie zdanie same
    > w sobie jest grzeczne I ok."

    Dokladnie, niezaleznie od sytuacji na tak postawione pytanie poczulabym sie jakby mi ktos napyskowal. A wystarczy dodac do tego magiczne "przepraszam".
    Kobieta dala ciala a Kora ja broni jak wlasnego honoru.
  • heniek.8 11.06.19, 09:46
    Bardzo dobrze że szanowne panie zwróciłyście na to uwagę. To jest zbydlęcenie na które Kora przymyka oko bo to jej koleżanka tiutiutiu

    Żeby zatriumfowało zło, wystarczy obojętność ludzi dobrych, i dziękuję forumowiczki że nie jesteście obojętne, nie boicie się wstać i głosić prawdy, mimo że teraz grozi wam że kora was zaspamuje
  • milamala 11.06.19, 09:56
    Heniek czy ty swoj dzien od jakis magicznych ziol zaczynasz?
  • 10iwonka10 11.06.19, 10:10
    Ha,ha nie Heniek uzywa tutaj sarkazmu chociaz kto wie moze jakies magiczne ziola w tym mu pomogly smile
  • milamala 11.06.19, 10:24
    Mysle, ze te ziola mu pomogly, bo ten sarkazm jest taki jakis nie wiadomo po co.
    Przeczytalam wpis jak malo kiedy pare razy i staralam sie wyciagnac jakis glebszy sens a tu wciaz nic.
    I o to co mi z analizy tego waznego tekst wyszlo: Henio zgadza sie z Kora, nie widzi nic niewlasciwego w zachowaniu jej kolezanki, natomiast nasza opinia niezgodna z jego opinia jest be.

    Nie podejrzewalam, ze powyzsze trzeba zapakowac w az takie dywagacje.
    Stawiam na ziola.

  • heniek.8 11.06.19, 13:13
    Żaden sarkazm, drogie panie
    Macie rację, koleżanka B. chodzi i głośno i niegrzecznie pyta o obce dzieci, a koleżanka K. to pochwala
    I jeszcze pewnie jej sie wydaje że urodzić i wychować dzieci to bułka z masłem.
  • milamala 11.06.19, 13:59
    Czy mowienie , ze to nie sarkazm to dalej sarkazm? A jesli nie to skad taka zmiana pogladow, jak choragiewka na wietrze. Tak czy owak stawiam na "ziola".
  • milamala 09.06.19, 01:28
    10iwonka10 napisała:

    > A tak wogole to wydaje mi sie ze caly ten problem moze wynikac z tonu glosu ja
    > k twoja koleznka zapytala 'Czyje to dziecko'? Jakos wyobrazam sobie ze zapytala
    > ostrym podniesionym glosem….sama forma tego pytania taka jest ostra, bezposred
    > nia,nieprzyjemna. Ojciec mogl poczuc sie w jakis sposob zaatakowany/skrytykowa
    > ny dlatego odpowiedzial slownym atakiem.

    Dokladnie tak. Pytanie, forma w jakiej zostalo powiedziane wywoalal reakcje ojca. Gdyby kolezanka zrobila to po prostu uprzejmie, bez pretensji w glosie, to ojciec nie mialby z czego tak zareagowac.
    > Mozna by bylo zapytac 'Przepraszam ale tutaj maly chlopiec sie wywrocil czy sa
    > moze gdzies w poblizu sa rodzice'- I wtedy mogloby by byc ze ojciec by podszedl
    > uspokoil dziecko przeprosil podziekowal I doszedl.
    >

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka