Dodaj do ulubionych

"Męczennicy mający dzieci":)

02.06.19, 11:41
Wczoraj był Dzień Dziecka, jak wszyscy wiemysmile Odwaliwszy pracę wink poszłam na umówione spotkanie w babskim gronie.
Było nas 4 koleżanki, poza mną A. (42 lata dwoje dzieci w wieku 15 i 13 lat) B. (51 lat, jedna córka w wieku 30 lat), E. (48 lat, dwoje dzieci w wieku 25 i 20 lat).
Dzieci koleżanki A. Dzień Dziecka spędzały ze swoim tatą, mama była w pracy od godz. 7 do godz. 19. Dzieci pozostałych już jak sie domyślacie opieki nie wymagają szczególnej smile
Było juz dobrze po godz. 20, gdy w ogródku kawiarnianym gdzie siedziałyśmy mały chłopiec (ok. 3-4 lata) przewrócił się i rozpłakał. Koleżanka B. głośno zapytała "czyje to dziecko?" - okazało się, ze rodzice siedzą ...na drugim końcu sporego ogródka. No, ale tato przyszedł po malca. I nie wiedzieć dlaczego (bo nic żadna z nas nie mówiła) skomentował, że siedzą sobie damesy BEZ dzieci w takim dniu i jeszcze im cudze dziecko przeszkadza, jakby wiedziały ile to zachodu...
Dalibóg nikt nie mówił ze przeszkadza! Kolezanka A. zareagowała "oooooo znów kolejny męczennik mający dzieckosmile" - tak zwykła nazywać ludzi, którzy uświadamiają innym jaki to nieziemski trud miec dziecko/dziecismile - szkoda tylko, że w jej przypadku kula w płot to uświadamianiesmile No i pan jej powiedziałsmile ze ona pojęcia nie ma co znaczy mieć dziecko, jako i cała reszta z nas. No chłop jak chłop, męczennik po prostu. smile
Ale zastanawia mnie jedna rzecz smile a nawet dwiesmile Pierwsza to jest taka skąd ludziom przychodzi do głowy, że jak człowiek jest gdzieś bez dziecka to na pewno dzieci nie ma ?smile
Mój kolega po fachu wczoraj "obsługiwał" piknik dla dzieci. GDYBY miał dziecko powiedzmy wq wieku 6-10 lat, to pewnie by je wziął z sobą. Ale on ma syna 18- letniego, to jak się domyślacie pikniki dla dzieci słabo go już kręcą smile
I to jest następna sprawa - poza koleżanką A. wszystkie jesteśmy już w takim wieku, że z reguły, gdy ktoś ma dzieci, to zazwyczaj - dorosłe. Owszem zdarza się późniejsze rodzicielstwo, ale nie jest to standard jak wiecie i nawet tu na tym forum padało, że nic dziwnego w tym, że ktoś weźmie syna za wnuka, gdy tato bardziej w wieku dziadka takiego dzieciątka, niż ojca.
Skąd zatem "pretensja", ze ktoś w Dniu Dziecka na wieczornym spotkaniu jest bez dzieci?smile

Tak czy siak, jak Wam sie zdaje, skąd się biorą ci "męczennicy" i ich reakcje? Moja kolezanka A. twórczyni tego określenia ma na to swoją teorię, ale mnie ciekjawi Wasza opinia także ...


--
Korcia
"droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 11:55
      kora3 napisała:

      > Tak czy siak, jak Wam sie zdaje, skąd się biorą ci "męczennicy" i ich reakcje?

      Cóż zapewne rodzą się, tak samo jak inni ludzie, a reakcje - ze zniecierpliwienia osoby nieprzyzwyczajonej na co dzień do zajmowania się dzieckiem i pewnej zazdrości, że on tak nie może spokojnie posiedzieć z kumplami smile
      • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 12:21
        Wiesz Aquo, wydaje mi się, ze posługujesz się teraz typowym dla pokolenia moich dziadków - a nie jesteś z niego przecież - stereotypem. Mianowicie takim, że jak ojciec zajmuje się dzieckiem, to już wielkie halo i na pewno jest do tego nieprzyzwyczajony. Skąd taki pomysł?
        Wspomniałam, ze ten stereotyp dotyczył pokolenia moich dziadków, bo w tym pokoleniu model taiki, że kobiety nie pracowały i zajmowały się domem i dziećmi, a mężczyźni zaiwaniali od świtu do nocy by utrzymać samodzielnie rodzinę był dośc powszechny (nie, nie wszędzie, mowa o statystykach). Juz w pokoleniu jednak moich rodziców wiekszosc kobiet pracowała zawodowo i wcale nie było tak, że dziećmi zajmowały się tylko matki - mam na mysli nie karmienie piersią uprzedzajac smile tylko normalne spędzanie z dziećmi czasu.
        W moim domu z racji specyfiki pracy taty tak nie było, ale w domach moich kolezanek i kolegów - jak najbardziej - było.
        A tym bardziej teraz, gdy dzieci są no mniej samodzielne (statystycznie) niż kiedyś w funkcjonującej normalnie rodzinie ojcowie spędzają z nimi dużo czasu. W normalnie funkcjonującej - mam na mysli taką, w której matka czy ojciec nie pracuja za granicą tylko na miejscu i nie jest to sytuacja, gdzie "dzieci faceta nie obchodzą".
        Dzieci wspomnianej tu kolezanki A od małego więcej czasu spędzają z tatą niż z mamą - mam na myśli tak na co dzień. Wynika to z prozaicznej rzeczy: ich tato pracuje od do, a mama na zmiany w systemie 12 - godzinnym. I jaskoś ci rodzice potrafią się dzielić rozsądnie obowiązkami bez "uziemiania" jednego z nich w domu dodam. Od "zawsze" jedno i drugie spotykało się ze znajomymi, uprawiało swe hobby i umiało przy tym zając dziećmi.

        Tyle w kwestii stereotypu...Natomiast co do pewnej zazdrości - no o tym własnie móiwi m. in. kol. A. Otóż wg niej niektórzy ludzie oczekują życia jak w reklamie smile Chcą mieć dzieci, bo wszyscy mają i to jest takie fajne, ale już ograniczenia i obowiazki związane z tym mniej ich nęcą. Stąd są sfrustrowani faktem, że inni takich ograniczeń i obowiaków nie mają. Coś w tym jest, bo A. zaobserwowała taką postawę u pewnej naszej wspólnej znajomej...Otóż ta znajoma chciała byc - z braku lepszego zobrazowania - NAMI DWOMA JEDNOCZESNIEsmile A. bo ta ma dzieci i do tego zdrowe i sprawne i fajne i mną, bo nie mam i w związku z tym mogę sobie czas planować bez ograniczeń poza pracą. W końcu wybrała posiadanie dziecka i zaczęły się problemny, bo ona tu nie moze, tam nie moze - ogólnie frustracja. A. jej tłumaczyła "kto ma pszczoły, ten ma miód....itd"smile NIE DA się mieć ciastka i zjeść ciastka smile, ale pocieszające jest to, że minie trochę lat i ta sytuacja przecież się wyrówna - dziecko dorośnie i tyle.

        --
        Korcia
        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
        • aqua48 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 14:17
          kora3 napisała:

          > Wiesz Aquo, wydaje mi się, ze posługujesz się teraz typowym dla pokolenia moich
          > dziadków stereotypem. Mianowicie takim, że
          > jak ojciec zajmuje się dzieckiem, to już wielkie halo i na pewno jest do tego
          > nieprzyzwyczajony.

          Koro, pan w opisanej przez Ciebie sytuacji właśnie zachował się moim zdaniem jak ktoś nieprzyzwyczajony do opieki nad dzieckiem i robiący z tego wielkie halo..
          Ale jak rozumiem "nie wstrzeliłam się" w Twoją jedyną właściwą interpretację...


          • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 14:43
            Nie mam jedynie własciwej interpretacji, po prostu nie zgadzam się z takim stereotypem, tym bvardziej, ze o wielkich trudach opieki nad dziećmi zdrowymi i pełnosprawnymi w liczbie np. 2 opowiadają też nierzadko panie smile

            --
            Korcia
            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
            • aqua48 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 14:48
              kora3 napisała:

              > Nie mam jedynie własciwej interpretacji, po prostu nie zgadzam się z takim ster
              > eotypem,

              To trzeba było temu panu wyjaśnić, nie mnie Koro.

              >tym bvardziej, ze o wielkich trudach opieki nad dziećmi zdrowymi i peł
              > nosprawnymi w liczbie np. 2 opowiadają też nierzadko panie smile

              No i? Uważasz, że zdrowe dzieci nie przysparzają trudów i problemów wychowawczych?

              • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 15:05
                aqua48 napisała:
                >
                > To trzeba było temu panu wyjaśnić, nie mnie Koro.


                Ale to ty "poleciałaś" na forum stereotypem, a nie ten pan smile

                > No i? Uważasz, że zdrowe dzieci nie przysparzają trudów i problemów wychowawczy
                > ch?


                Zdaje się Aquo że wyjaśniłam już kiedyś i w poście startowym tez, ze autorką nazwy "męczennicy mający dzieci" nie jestem ja, a moja koleżanka smile
                I owszem, ta kolezanka, mama 2 synków w podanym wieku, która te dzieci ma zdrowe i pełnosprawne i która w wychowywaniu ich nie liczyła nigdy na pomoc rodziców czy teściów normalnie pracując i to nie "od do" - nie uważa by był to wielki trudsmile Jej dzieci nie sprawiają, jak dotychczas, jakichś szczególnych problemów wychowawczych, acz no nie są to jakieś "aniołki" - sa to normalne dzieci o dodam jeszcze bardzo odmiennych od siebie charakterach i temperamentach oraz zainteresowaniach.
                Koleżanka jest zdania, że decydując sie na dzieci należy liczyć się z tym, że z ich posiadaniem będą związane różne ograniczenia i problemy i nie robić z tychże oczywistych spraw "hallo", bo to nomen omen dziecinada. Jesli tylko dzieciaki są zdrowe i samemu też się jest zdrowym i sprawnym, to minimalne zorganizowanie sie wystarczy do normalnego funkcjonowania - takie ma zdanie.
                Nie mam dzieci i w zwiazku z tym doświadczenia, ale kolezanka nie jest bynajmniej jedyną osobą, która tak uwaza w moim otoczeniu. Tak postrzegała swiat również moja mama np. wychowując dzieci w czasach, gdzie nie było wielu udogodnień z zakresu prtac domowych, które są teraz, a w sklepach to w ogóle gie bywało cosmile W dodatku wychowywała nas praktycznie bez drugiej osoby, a koja siostra do pewnego wieku wymagała leczenia i rehabilitacji. Mimo to nie spotkałam się z sytuacją, by moja mama uwazała owo wychowanie za jakiś ogromny trud. Natomiast serdecznie współczuła swej kolezance ze studiów, która urodziła dziecko (drugie z kolei) głęboko niepełnosprawne, którym zajmowali sie z męzem do jego smeirci w wieku ok. 20 lat. Sytuację tej kolezanki matka uwazała za bardzo trudną, swoją - za normalną smile




                --
                Korcia
                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                • aqua48 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 15:23
                  kora3 napisała:

                  > Ale to ty "poleciałaś" na forum stereotypem, a nie ten pan

                  Nie Koro, ja tylko opisałam jak widzę jego zachowanie. A że zachował się zgodnie ze stereotypem to już inna sprawa.

                  > Zdaje się Aquo że wyjaśniłam już kiedyś i w poście startowym tez, ze autorką
                  > nazwy "męczennicy mający dzieci" nie jestem ja, a moja koleżanka smile

                  Ale to Ty tak zatytułowałaś wątek i wprowadziłaś tę nomenklaturę Koro smile


                  > ta kolezanka, która te dzieci ma zdrow
                  > e i pełnosprawne i która w wychowywaniu ich nie liczyła nigdy na pomoc rodziców
                  > czy teściów normalnie pracując i to nie "od do" - nie uważa by był to wielki
                  > trud

                  Brawo Twoja koleżanka! Ale to nie powód by pogardliwie wypowiadać się o innych którzy nie mieli tyle szczęścia co ona, prawda Koro? Ludzie są różni różne są ich zdolności i możliwości organizacyjne, wytrzymałość psychiczna, wyobrażenia, oczekiwania i stosunek do rzeczywistości, a także różna sytuacja życiowa. Gdyby dzieci były takie same, też byłoby inaczej. Ja wychowałam dwójkę, ale powiem szczerze, że za nic nie zamieniłabym się z koleżanką która wychowywała jedno. Zdrowe i pełnosprawne, ale sprawiające nieustanne problemy właściwie od samego urodzenia. Wiem, bo trochę jej pomagałam. A z dziećmi sprawa jest jak perpetuum mobile - im bardziej dziecko trudne, problematyczne, tym bardziej rodzice wyczerpani oraz nerwowi, co z kolei przenosi się na zachowanie dziecka i tak dalej...



                  • mim_maior Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 17:16
                    Odkąd dzieci wyrosły, też pamiętam głównie mile chwile. Gdybym była gruboskórna i nie lubiła ludzi, też pewnie bym pouczała młodych rodziców, że im się w głowach poprzewracało, bo wychowanie dzieci to się w przerwach na papierosa da załatwić

                    --
                    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
                  • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 19:24
                    Wiesz Aquo, ja podkreśliłam, ze koleżanka ma dzieci normalne, wychowane w normalnej rodzinie, zdrowe, pelnosprawne. Przez wiele lat stykała się z problematyką dzieci chorych, niepełnosprawnych,m z rodzin bardzo dysfunkcyjnych - więc, nie z doświadczenia, ale z obserwacji WIE jakie to9 bywa trudne.

                    A co do jej podejścia. Właanie ona nie oczekuje braw Aquo. To jest kwestia podejścia do pewnych spraw i życia. Znam wielu ludzi, którzy ciągle narzekają na swą praę np. Jak to zle, ciezko itd. I wiele takich, którzy zwyczajnie swą pracę kochają smile Choć bywa trudna, nieprzewidywalna, niekoniecznie łatwa ...Po prostu są na swoim miejscu, uważają niegodności swoich prac za tylko drobny element w całokształcie, który n im pasuje.
                    Tak samo jest chyba z przyjętym modelem życia ...smile

                    --
                    Korcia
                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                    • aqua48 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 08:12
                      kora3 napisała:

                      > ona nie oczekuje braw. To jest kwestia pode
                      > jścia do pewnych spraw i życia. Znam wielu ludzi, którzy ciągle narzekają I wiele takich, którzy zwyczajnie swą pracę
                      > kochają.Po prostu są na swoim miejscu

                      Fakt że ktoś jest na swoim miejscu, robi to co lubi, i dzieje mu się dobrze nie pozwala na wyrażanie się z pogardą o innych ludziach którzy tyle szczęścia w życiu nie mieli.
                      Tylko tyle Koro. I aż tyle.
                      • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 09:23
                        Aquo, jesli ktoś jeczy i narzeka na swą "dolę", którą sam sobie wypracował poniekąd i oczekuje od całego swiata podziwu, ze ma dzieci to nic dziwnego, ze normalną matkę to śmieszy.

                        Pół biedy, gdy dziecko rodzi 16 latka i ponarzeka, to sytuacja jednak nietypowa. Ale w naszej kulturze przyj.ęło się, ze dzieci mają ludzie DOROŚLI Aquo. Dorosły człowiek decydując się na dziecko/dzieci ma, a w każdym razie powinien mieć, świadomość, że to inwestycja w wielu aspektach na całe życie. Musi liczyć się z nieprzespanymi nocami przy niemowlaku, z ograniczeniami na różnych polach zycia - tak to widzi moja kolezanka i wielu innych rodziców. Nasza obecna na tym spotkaniu kolezanka B. mama została bardzo młodo - miała 21 lat i teraz przyznaje, ze zwyczajnie no nie zdawała sobie sprawy z tego jak będzie wygladało jej życie "przy dziecku". Bywało jak mówiła - ciężko - ale do głowy by jej nie przyszło wściekać się na cały swiat za to, bo to była przecie ż ...jej decyzjasmile

                        --
                        Korcia
                        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                        • aqua48 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 12:04
                          kora3 napisała:

                          > Aquo, jesli ktoś jeczy i narzeka na swą "dolę", którą sam sobie wypracował poni
                          > ekąd i oczekuje od całego swiata podziwu, ze ma dzieci

                          Koro sama napisałaś że pan powiedział tylko, cytuję: "jakby wiedziały ile to zachodu..." Ja nie widzę w tym zdaniu ani narzekania na swą dolę, ani jęczenia, a tym bardziej oczekiwania podziwu...Coś kręcisz, dopowiadasz sobie i interpretujesz, byle tylko nie przyznać, że to Twoja koleżanka zachowała się niewłaściwie potraktowawszy nie tylko pana jako "męczennika", ale i innych rodziców, którym wychowanie dzieci nie idzie tak gładko i bez przeszkód jak jej.
                          • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 13:46
                            aqua48 napisała:
                            >
                            > Koro sama napisałaś że pan powiedział tylko, cytuję: "jakby wiedziały ile to za
                            > chodu..." Ja nie widzę w tym zdaniu ani narzekania na swą dolę, ani jęczenia, a
                            > tym bardziej oczekiwania podziwu...


                            Naprawdę nie widzisz? Moze masz heh wzrok słaby?smile
                            Skoro ktos podkreśla ile to zachodu kosztuje go normalne posiadanie dziecka, rto znaczy, ze uważa, iż ...to wiele zachodu, tak? Tymczasem 3 na 4 siedzące tam panie już hehe WYCHOWAŁY swoje dzieci (dwie całkiem bo dzieci już dorosłe) i najpewnuiej doskonale wiedza jak to jest, nie? Tym bardziej wiedza, ze jednak 30 lat temu to czasy były inne niż teraz - nie było takiej technologii choćby, która pozwala dziś na usprawienie wielu spraw prozaicznych.


                            Coś kręcisz, dopowiadasz sobie i interpretu
                            > jesz, byle tylko nie przyznać, że to Twoja koleżanka zachowała się niewłaściwie
                            > potraktowawszy nie tylko pana jako "męczennika", ale i innych rodziców, którym
                            > wychowanie dzieci nie idzie tak gładko i bez przeszkód jak jej.


                            Moja kolzezanka, jak wspomniałąm, ma całkiem normalną sytuację życiową - dzieci zdrowe, oboje z mezem pracują, na dziadków dzieci nie liczyli i nie liczą, utrzymują się sami, sami dbają o swój i dzieci byt, są zdrowi. WG MNIE, bo moze ty masz inne zdanie, to jest sytuacja zwyczajna, optymalna, standardowa. Nie ma w niej nic nadzwyczajnego, jak w sytuacji kiedy dziecko jesdt chore/niepełnosprawne, czy jedno z rodziców pracuje daleko, czy też jest chore/niepełnosprawne itd. Wówczas sytuacja jest nietypowa i nic dziwnego, że jeden rodzic np. , na którego spada opieka nad dzieckiem chorym + wychowywanie zdrowych i pełnosprawnych skarży się na to ile to zachodu - to jest normalne.

                            Nawiasem mówiąc Aquo, dziwi mnie jedna rzecz....Jesteś osobą z takiego pokolenia, które pamięta niezawodnie, jak kiedyś nas wychowywali rodzice: w czasach, gdy nie szło sie tak na zakupy, jak na "polowanie" - w sensie kupiło sie w sklepie nie to, co sie chciało,. tylko co się udało zdobyć, po prostu. W czasach, gdy nie było tych wszystkich ulepszeń i usprawnień do domowych prac. Pamiętam, jak u nas jeszcze gdy byłam małą dziewczynką kolejka do sokowirówki była smile - sąsiadki pożyczały, żeby dziecku soczek zrobić, bo o kupnie takiego w sklepie mogły zapomnieć, a sokowirówka to był heh luksus. Ludzie tarli np. marchewkę na tarełku i wyciskali przez gazęsmile. Pieluchy były tetrowe a pralek automatycznych nie było. Jedyny proszek dla dzieci to był "Cypisek", jak sie go dostało, a jak nie to w wiórkach z szarego mydła matki prały i gotowały te pieluszki. Jak ktoś miał w domu nożną wirówkę, to już miał sporo - wielkie udogodnienie...Itd. itp.
                            Dziś wszystko jest, nie trzeba "polowac" idziesz i kupujesz. Ja doprawdy podziwiam, jak sobie z ogarnianiem domu i dzieci radzili nasi rodzice i dziadkowie. I nie tylko ja, bo inne osoby z mego pokolenia, też. A Ty uważasz, ze w dzisiejszych czasach to taki niebotyczny wysiłek? Serio?
                            No może wg Ciebie, wg mnie - nie. I nie zaskoczy tu ) argument, ze nie mam dzieci, bo takie zdanie mają dzietne osoby też, te rozsądne Aquo. Bo takie, które uwazają, ze to niesamowity wyczyn z ich strony - bedą sobie tak uważac, a zdrowo rozsądkowy swiat nie podzieli ich zdania smile



                            --
                            Korcia
                            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                            • aqua48 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 14:23
                              kora3 napisała:

                              > Naprawdę nie widzisz? Moze masz heh wzrok słaby?smile

                              Nie Koro, nie widzę. Może po prostu nie biorę do siebie wszystkiego co inni mówią w mojej obecności. I nie wyolbrzymiam cudzych słów po to jedynie by uczynić je tematem kolejnego wątku smile


                              > Skoro ktos podkreśla ile to zachodu kosztuje go normalne posiadanie dziecka, rt
                              > o znaczy, ze uważa,

                              Nie Koro nie wiesz co ktoś uważa, to tylko Twoja interpretacja...


                              > Moja kolzezanka, jak wspomniałąm, ma całkiem normalną sytuację życiową WG MNIE,
                              > bo moze ty masz inne zdanie, to jest sytuacja zwyczajna, optymalna, standardowa.

                              Koro, nie znam TWOJEJ koleżanki i nie mogę ocenić jej sytuacji. Jakkolwiek by nie była modelowa nie uważam jednak by mogła być podstawą do pogardliwego wypowiadania się o ludziach którzy mają sytuację życiową odmienną, lub zwyczajnie gorzej sobie w życiu radzą.

                              > Wówczas sytuacja jest nietypowa i nic dziwnego, że jeden rodzic np. , na kt
                              > órego spada opieka nad dzieckiem chorym + wychowywanie zdrowych i pełnosprawnyc
                              > h skarży się na to ile to zachodu -

                              Hmm... jak na osobę która z wychowaniem i odpowiedzialnością za dziecko nie ma i nie miała nigdy nic wspólnego zadziwiająco pewnie określasz standardy tychże, oraz to na co komu w związku zp osiadaniem dzieci wolno się żalić.


                              > Dziś wszystko jest, nie trzeba "polowac" idziesz i kupujesz. Ja doprawdy podziw
                              > iam, jak sobie z ogarnianiem domu i dzieci radzili nasi rodzice i dziadkowie.
                              > I nie tylko ja, bo inne osoby z mego pokolenia, też. A Ty uważasz, ze w dzisiej
                              > szych czasach to taki niebotyczny wysiłek? Serio?

                              Serio Koro i odpowiem anegdotką - otóż w zeszłym roku odwiedziliśmy z mężem dzieci mieszkające czasowo z kilkumiesięczną wnuczką za granicą. Mąż robił przedwyjazdowe plany co to nie zwiedzimy, gdzie nie pójdziemy podczas tygodniowego pobytu, ja próbowałam go hamować że jedziemy do domu gdzie jest maluch, zatem wszelkie plany podporządkowuje się możliwościom dziecka. I wyobraź sobie, dopiero po tym pobycie, mój mąż który wszakże uczestniczył jak pracujący zawodowo rodzic w wychowaniu naszych dzieci powiedział, że wcześniej nigdy nie zdawał sobie sprawy jaka to robota z takim maluchem, jakie to męczące i jak mało matka, lub osoba będąca z dzieckiem na okrągło ma wówczas czasu nie tylko dla siebie - na własną higienę, odpoczynek, rozrywkę czy sen, ale i na normalne domowe czynności jak ugotowanie obiadu, pozmywanie naczyń, porządki itp.
                              Bardzo pouczający był ten wyjazd. A i tak muszę mu przyznać, że kiedy my mieliśmy małe dzieci czasami bez słowa skargi zajmował się nimi troskliwie, kiedy ja byłam tak wykończona fizycznie i psychicznie że naciągałam w niedzielę rano na głowę kołdrę i mówiłam, że nie ma mowy, po prostu nie wstanę z łóżka przez cały dzień choćby się waliło i paliło.
                              I nie, nie uważam, że wychowanie dziecka to niesamowity wyczyn, ale na pewno ciężka i niedoceniana praca, niedoceniana między innymi przez takie matki jak Twoja koleżanka, mimo że daje ogrom radości, satysfakcji i spełnienia.




                              • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 15:27
                                aqua48 napisała:
                                >
                                > Nie Koro, nie widzę. Może po prostu nie biorę do siebie wszystkiego co inni mów
                                > ią w mojej obecności. I nie wyolbrzymiam cudzych słów po to jedynie by uczynić
                                > je tematem kolejnego wątku smile


                                Masz osobliwe przekonanie o innych, szczególnie, ze ja na słowa tego pana NIJAK nie zaregowałam, a były też na logikę - nie do mnie smile skoro nie mam dzieci, to cóż to miałam jakieś wypożyczyć sobie na wyjscie 1 czerwca?smile

                                >
                                > Nie Koro nie wiesz co ktoś uważa, to tylko Twoja interpretacja...
                                Aha, czyli gdy ktoś mówi, ze ma wyjątkowo trudną pracę, to uwaza, ze ma lekką?smile Jasssne, kumam smile
                                >
                                > Koro, nie znam TWOJEJ koleżanki i nie mogę ocenić jej sytuacji. Jakkolwiek by n
                                > ie była modelowa nie uważam jednak by mogła być podstawą do pogardliwego wypowi
                                > adania się o ludziach którzy mają sytuację życiową odmienną, lub zwyczajnie gor
                                > zej sobie w życiu radzą.


                                Aquo, moze rozróznijmy dwie rzeczy. Sytuację, gdy ktoś ocenia kogoś innego jako gorzej radzącego sobie i sytuację, gdy ktoś sam epatuje tym, jak to mu cięzko.
                                Kolezanka nie ma zwyczaju n oceniać jak sobie kto radzi, to nie jej rola, ani też nie charakter - poza tym kogo oceniała? Skąd ona wie, jak sobie gośc radzi? Nie wie. Oceniła tylko postawę pt "jaki to niemozebny trud miec dzieci" bo ta postawa, nie bez racji, ją zwyczajnie irrytuje. A irytuje, bo słusznie zakłada, że dorosły czł;owiek planując dzieci LICZY sioe z konsekwencjami, a jako matka 2 dzieci doskonale wie jak to jest je wychowywać, wiec wie też, ze nie jest to wyczyn jakiś, a no9rmalne no życie setek innych ludzismile

                                >
                                > Hmm... jak na osobę która z wychowaniem i odpowiedzialnością za dziecko nie ma
                                > i nie miała nigdy nic wspólnego zadziwiająco pewnie określasz standardy tychże,
                                > oraz to na co komu w związku zp osiadaniem dzieci wolno się żalić.


                                No i co ze nie miałam okazji wychowywac dziecka? Nie ja termin zadany w tytule wymyśliłam tylko MATKA 2 dzieci Aquo. smile A poza tym, no wiesz - wkoło widzę, ze większosc ludzi jednak ma dzieci i większosc nie robi z tego hallo, chyba, ze sytuacja jest jakaś nietypowa.
                                Żalić się mozna na wszystko - na prace, na pogode, na rząd itd. ale jak ktoś taki narzekalski, to raczej coś z num nie tak:
                                >

                                > I nie, nie uważam, że wychowanie dziecka to niesamowity wyczyn, ale na pewno ci
                                > ężka i niedoceniana praca, niedoceniana między innymi przez takie matki jak Two
                                > ja koleżanka, mimo że daje ogrom radości, satysfakcji i spełnienia.


                                Znaczy moja kolezanka sama siebie nie docenia?smile Dobre smile
                                Wiesz Aquo, to ja Ci się zrewanzuję nie anegdotką, ale czymś bardziej realnym. Bo wybacz, ale słabo mi się ta historia klei - Twój mąż normalnie uczestniczył w wychowaniu dzi8eci Waszych, a pojecie nie ma, ze maluch wymaga opieki hmmmm

                                Otóż nie dalej jak w piątek spotkałam na pewnym festynie panią, która ma 3 dzieci. Najmłodsze z tych dzieci urodziło się z nieusuwalną wadą wskutek której jest niewidome bez szans na widzenie kiedykolwiek. Pani mieszkała wówczas na wsi , w domu należacym do swoich teściów była niepracująca, co specjalnie nie dziwiło, bo miała 3 - latkę i 5 - latka rodząc 3 dziecko i też była bez zawodu.
                                Gdy usłyszała od lekarki z jaką wadą urodziło sie jej dziecko, zemdlała. Nie miała wczesniej zadnej stycznosci z dziećmi niepełnosprawnymi, czy osobami niewidomymi, tak zwyczajnie wyszło, brak tego problemu w rodezinie i wśród znajomych. Pochodzi z prostej rodziny, z wioski, tak samoi jak jej już teraz były maż. Jak mówi - czuła, ze jest w czarnej "de". Znikąd wsparcia, pomocy...A najgorsze było "nie martw się" no jak sie tu nie martwić, jak? Jednak po krótkim czasie podniosła się i jak dziś mówi, zdała sobie sprawę ze tylko od niej teraz zalezy jak będzie wygladało życie jej córeczki. Czy będzie biedną slepą dziewczynka, czy niewidomym ale szczesluiwym dzieckiem z perspektywami na przyszłe samodzielne życie. Rozpoczęła walke o swoje dziecko, także - z lekarzami, którzy w PL nie majac zadnego doswiadczenia z taką wadą usiłowali "leczyć" jej cóirkę. Efekt był opłakany, cierpienie dziecka i zero pomocy. zdecydowała się zainteresowac sprawa media, na poczatku lokalne. Za ich sprawą sytuacja dziewczynki stała się głośna w całym kraju. dzięki temu trafiła pod opiekę fundacji, która zapewniła dziecku opiekę medyczną w Paryżu.
                                dziś jej córeczka ma ponad 10 lat, chodzi do szkoły, uczy się, jeździ na kucykach., pływa w zawodach, spiewa i tańczy. A pani mama dumna moze być nie tylko z niej, ale i z jej rodzeństwa, które odnosi sukcesy w nauce i sporcie. Eksmeza pani sytuacja przerosła na tyle, ze zafundował sobie kolejne dziecko, tylko z inną panią. No i co? No i nicsmile Jak dziś mówi ta kobieta - czasemj lepiej by taka sytuacja tak sie rozwiązała i tyle. Dziś pani wyniosła się do miasta z domu teściów, poza tym, że pomaga w fundacji, prowadzi blog w którym opisuje swe zwyczajne jak podkreśla zytcie z dziećmi i w którym aktywnie pomaga rodzicom dzieci niepełnosprawnych. Własnie nominowano ją do prestiżowej nagrody.
                                Pani jest osobą atrakcyjna i zadbaną. Kiedyś na FB jakas kobieta ją skrytykowała, że jak to tak matka dzieciom, w tym niepełnosprawnemu, a taka "odpicowana". Otóż pani wcale nie ubiera się drogo, a z gustem i polotem, a ze dba o siebie, to bardzo dobrze. Jak sama mówi - zadowolona mama to wsparcie dla dziecka. Czy ma złe chwile? Pewnie, nie raz i nie dwa. Ale - jak znów mówi- człowiek pada, człowiek wstaje, a dziecko mi sił dodajesmile
                                Pytałam jej czy jest z siebie dumna. Zaprzeczyła, dumna jest z dzieci, a z siebie - jest zadowolona. Moze mogła zrobić więcej i lepiej, ale starała się bardzo i są efekty jej pracy.
                                Wg mnie o tej pani warto dziś napisać w kontyekscie nie poszukiwania pomocy dla jej córki, bo ta już ja ma i nie potrzebuje, ale by pokazać czym naprawdę jest rodzicielska miłośc.
                                Czego najbardziej nie lubi? Gdy ktoś jej współczuje, jak to jej jest cięzko. Ostatnio z takim tekstem na pikniku wypaliła jakaś pańcia smile "A wie pani, ciężko to mi było tak z 10 lat temu, jak mi 25 kg po ciązy zostało i nie chciało zniknąć. Ale teraz już je zrzuciłam i jest mi lekkosmile jesteśmy normalną rodziną, a to ze moja córka nie widzi, no tak sie zdarzyło"
                                Nigdy nie usłyszałam od tej kobiety, że znosi ogromny trud, choc jej sytuacja na serio nie była łatwa na poczatkju, a teraz też optymalna przecie ż nie jest. Zawsze słyszałam tylko o tym co udało się zrobić i co mozna zrobić więcej. Moim zdaniem jej życie to swiadectwo tego jaki powinien być rodzic....No, ale mogła przecież uwazać, że z niemowlakiem w dodatku niewidomym i dwójka maluichów u boku to ...no ledwie da się dzień przezyćsmile






                                --
                                Korcia
                                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                          • katja.katja Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 14:16
                            Przede wszystkim Pan zachował się po chamsku zaczepiając starsze od niego, obce kobiety z dziwacznymi pretensjami.
                            Panie powinny siąść na Pana i z..ać go jak burą sukę. Nie dość, że nie pilnował swojego bachorstwa to jeszcze miał pretensję do innych. Mam nadzieję, że tak było.

                            --
                            Nie dam się wygasić!
                            • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:27
                              No wiesz, pan z pewnoscią nie pilnował swego dziecka, bo nim do całej sytuacji doszło, dłuzszą chwilę kreciło się miedzy stolikami, nikomu nawiasem mówiąc - nie wadząc. Sądziłam jednak, że opiekunowie dziecka mają je w zasiegu wzroku, okazalo się, ze nie.
                              To oczywiście nie moja sprawa, ani też nie znam się na tym, ale wg mnie nie było to zbyt odpowiedzialne ze strony rodziców. Niemniej - no w sytuacji, gdy juz pan został "wywołany" przez kolezanke, to było przyjśc po dziecko a nie komentować ze ktoś tam jest bez dzieci - w końcu przebywanie tam z dziećmi nie jest wymaganesmile Poniekąd jakby kolezanka która pytała przyszła ze swoim dzieckiem, tj. 30 - letnią córka, to pan pewnie by tego nie docenił hehe

                              --
                              Korcia
                              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
        • engine8 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 02:53
          Moze w pokoleniu naszych rodzicow byl medel ze ojciec dzieci zrobil a potem jedynie musila na nielozyc... nasz epokolenie "baby boomers" to juz rzaczje oboje rodzicow zajmowali sie dziecmi...
          Chociaz i troche prawdy jest w tym ze jeszcze nasze pokolenie moglo sobie czesto pozwolic na to aby ojciec zarobil na rodzine a matka zajela sie dziecmi ale pokolenie nastpene juz niestety oboje musza pracowac a wiec oboje musza sie dziecmi zajmowac. I jesli dla nas "boomers: zajmowanie sie dziecmi bylo - oh takie troche "nie fair" to mlodsi juz to zaakceptowali jako norme i nawet mowili ze "bedziemy rodzic" a nie "zona bedzie rodzic"
          • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 09:27
            Wiesz, nie wiem jak wówczas gdzie indziej, ale na Śląsku i w Zagłębiu skąd pochodzę, raczej już w pokoleniu moich rodziców nie dominował model o jakim piszesz, w pokoleniu dziadków - owszem. Nawet nie to, że kobieta musiała pracować - w sensie potrzebna była jej kasa w domowym budżecie - bo jak facet praciował np. na kopalni, to wówczas - nie musiała zarabiał tyle, ze starczało. Ale no jakoś tak - panie w większości pracowały, jak pamiętam.
            I dodam, że wówczas bardzo wiele osób płci obojga przyjeżzdało na Śląsk do pracy z róznych stron kraju, tu się poznawali i nzakłądali rodziny - stąd nie było do pomocy dziadków, czy innych krewnych na miejscu i jakoś jak widać, dawali ci rodzice radę!

            --
            Korcia
            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
            • katja.katja Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 09:40
              Ale co to ma do rzeczy? Kwestią poruszoną w temacie jest chamstwo młodych rodziców (tutaj akurat tatusia), którzy ciągają dziecko wszędzie, nie pilnują je i mają pretensje do obcych ludzi - przypadkowych klientów, którzy też mają prawo (chyba, że wybrali "lokal przyjazny rodzinom") do spokojnego wypicia piwa z koleżankami i kolegami bez wrzasków cudzego bachora.

              --
              Nie dam się wygasić!
              • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 09:46
                Ano tak to jest, że watki dryfują Katjo. smile w różnych ze tak powiem kierunkach, nic w tym złego ...
                Ten pan - na oko - nie był bardzo młodym rodzicem w rozumieniu moim przynajmniej - miał "na oko" z 35 lat, więc nie był to 19 latek zszokowany faktem, że z seksu ma dziecko smile
                I tez nie powiem, bym na co dzień spotykała się nagminie z roszczeniowymi rodzicami dzieci - raczej sporadycznie jesli chodzi o takie sytuacje.
                Natomiast ten wątek zasadniczo jest o tym, że niektórzy rodzice postrzegają swoje rodzicielstwo jako jakąs straszną "karę" nieprawdopodobne poświęcenie i trud. smileA tymczasem inni rodzice, jak moja kolezanka A. uważają, ze rodzicielstwo to bardzo fajna sprawa i szczescie dla tego, kto chce mieć potomstwo, a że wiąże się z tym trochę ograniczeń na różnych polach to naturalna konsekwencja i oczywistość.

                --
                Korcia
                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
    • mim_maior Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 12:49
      "Czemu człowiek myśli że..." i "skąd pretensja" to nie są zagadnienia z zakresu sv. Przeczuwam długą i męczącą wymianę zdań na temat tego, co kto napisał i czego ktoś inny nie zrozumiał, okraszoną licznymi anegdotami z bogatego życia towarzyskiego i zawodowego autorki wątku...

      --
      Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
      • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 13:22
        Mim, ja mam takie pytanie techniczne: czy myślałaś kiedyś o tym, by przepracować swój problem?

        --
        Korcia
        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
      • tt-tka Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 15:54
        mim_maior napisała:

        > "Czemu człowiek myśli że..." i "skąd pretensja" to nie są zagadnienia z zakresu
        > sv. Przeczuwam długą i męczącą wymianę zdań na temat tego, co kto napisał i cz
        > ego ktoś inny nie zrozumiał, okraszoną licznymi anegdotami z bogatego życia tow
        > arzyskiego i zawodowego autorki wątku...
        >


        I masz racje tongue_out
        ja sie wypowiem chetnie. Gdy autorka skroci tekst do jedej trzeciej, a liczbe heheszkow do jednej piatej max.



        --
        Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
      • tt-tka Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 20:20
        mim_maior napisała:

        > "Czemu człowiek myśli że..." i "skąd pretensja" to nie są zagadnienia z zakresu
        > sv. Przeczuwam długą i męczącą wymianę zdań na temat tego, co kto napisał i cz
        > ego ktoś inny nie zrozumiał, okraszoną licznymi anegdotami z bogatego życia tow
        > arzyskiego i zawodowego autorki wątku...
        >


        No mialas racje, mialas racje i nadal ja masz ! Juz zyciowe sytuacje, ktore zdarzyly sie albo i nie zdarzyly, korze albo komu innemu, zwiazku ze starterem to nie ma zadnego, ale slowotok ciecze.



        --
        Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
    • ann.38 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 14:16
      kora3 napisała:

      > Tak czy siak, jak Wam sie zdaje, skąd się biorą ci "męczennicy" i ich reakcje?
      > Moja kolezanka A. twórczyni tego określenia ma na to swoją teorię, ale mnie ci
      > ekjawi Wasza opinia także ...

      Nie sądzę, zeby mozna było mieć jedno konkretne wytłumaczenie reakcji ludzi, który mówią innym, ze wychowanie dziecka, to trud. Kogo dokładnie Twoja kolezanka nazywa męczenikiem? Kazdego kto mowi, ze to trud? Czy w okreslonych sytuacjach?
      W tej konkretnej sytuacji myślę, ze pan poczuł sie zmieszany/urazony tym pytaniem "czyje to dziecko"? Czasami rodzice nie pilnują dziecka dostatecznie, czasami reakcja otoczenia jest przesadna. W opisanej sytuacji pytanie mogło być zadane z pretensją, albo tylko pan to tak odebrał, nie wazne, Nie sądzę, ze rozmyślał nad Waszą sytuacją rodzinną. Zresztą niektórzy ludzie mający dzieci tez nie zawsze rozumieją, ze wychowanie to trud, bo korzystają z pomocy rodziny, bo mniej przejmują się obowiązkami itp. Właściwie nie wiem jaki jest główny problem w tym wątku. Moim zdaniem opisana tu sytuacja, to taka pyskówka, szybka reakcja obronna, bez jakichs głębokich przemyśleń. Kolezanka tez nieładnie, ze zaczepia obcych ludzi nazywając ich męczennikami. No wiem, niby on zaczął, ale ona tez grzeczne nie była.
      • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 14:42
        ann.38 napisała:

        >
        > Nie sądzę, zeby mozna było mieć jedno konkretne wytłumaczenie reakcji ludzi, k
        > tóry mówią innym, ze wychowanie dziecka, to trud. Kogo dokładnie Twoja kolezank
        > a nazywa męczenikiem? Kazdego kto mowi, ze to trud? Czy w okreslonych sytuacjac
        > h?


        Moja kolezanka nazywa tak ludzi, którzy bez specjalnego kontekstu mających normalną sytuację życiową (zdrowe dzieci itd.) czują przemożna potrzebę poiinformowania innych, że posiadanie dzieci to wielki wysiłek smile
        Być moze wynika to u kolezanki z tego,m ze sama ma dwoje zdrowych dzieci, co uważa za szczescie, bo w przeszłości pracowała w zawodzie, gdzie stykała się z problemami także dzieci naprawdę cięzko chorych i głęboko niepełnosprawnych.
        Kolezanka ma też taki stosunek do "meczenników", bo sama jakoś nie czuje się meczennicą mając dwoje zaplanowanych, zdrowych dzieci, które wychowują z męzem bez pomocy np. dziadków, pracując oboje. Po prostyu uważa posiadanie swoich dzieci za szczeście, a ze wiązą się z nim także ograniczenia za oczywistośc w do9datku przewidywalną )

        > W tej konkretnej sytuacji myślę, ze pan poczuł sie zmieszany/urazony tym pytani
        > em "czyje to dziecko"? Czasami rodzice nie pilnują dziecka dostatecznie, czasam
        > i reakcja otoczenia jest przesadna.


        dzaiecko kreciło się opodal naszego stolika, nikomu nie wadziło przy tym dodam. Kolezanka zapytała czyje to dziecko w sytuacji, gdy chłopiec przewrócił się niedaleko nas i zaczął płakać, przy braku jakiejkolwiek reakcji kogokolwiek i obsługi. Rozumiem, ze prawidłową reakcją byłby jej brak?

        W opisanej sytuacji pytanie mogło być zadan
        > e z pretensją, albo tylko pan to tak odebrał, nie wazne, Nie sądzę, ze rozmyśla
        > ł nad Waszą sytuacją rodzinną. Zresztą niektórzy ludzie mający dzieci tez nie z
        > awsze rozumieją, ze wychowanie to trud, bo korzystają z pomocy rodziny, bo mnie
        > j przejmują się obowiązkami itp. Właściwie nie wiem jaki jest główny problem w
        > tym wątku. Moim zdaniem opisana tu sytuacja, to taka pyskówka, szybka reakcja o
        > bronna, bez jakichs głębokich przemyśleń. Kolezanka tez nieładnie, ze zaczepia
        > obcych ludzi nazywając ich męczennikami. No wiem, niby on zaczął, ale ona tez g
        > rzeczne nie była.


        Wiesz, akurat TA kolezanka, mama dwójki dzieci z czystym sumieniem mogłaby powiedzieć, ze wie co to za trudd wychowywać dzieci bez pomocy np. rodziców, pracując najpierw nieprzewidywalnie, a potem na zmiany i na tych zmianach nie mająśc mozliwości pospać, jak np. czasem lekarz na nocnym dyżurze smile Ale rzecz całą w tym, że kolezanka tak nazywa tych "męczenników", bo ...ona wcale nie uwaza tego za wielki trud. Chciała mieć swoje dzxieci, zaplanowali to z mezem, wiedzieli oboje ze ich zycie zmieni sie po tym, gdy sie pojawią - OCZYWISTE u dorosłych ludzi - wg mnie.
        Kolezanka jest szczesliwa, ze jej dzieci są zdrowe, pełnosprawne itd.



        --
        Korcia
        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
        • aqua48 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 14:57
          kora3 napisała:

          >wie co to za trudd wychowywać dzieci bez pomocy np. rodziców, pracuj
          > ąc najpierw nieprzewidywalnie, a potem na zmiany i na tych zmianach nie mająśc
          > mozliwości pospać, jak np. czasem lekarz na nocnym dyżurze

          A z ciekawości logistyki takiego systemu pracy przy dzieciach, KTO zostawał z dziećmi i opiekował się nimi podczas jej nieprzewidywalnych godzin pracy i w chwilach gdy odsypiała dyżury?
          Bo wiesz, ja mam koleżankę która też opowiada jak to całkowicie samodzielnie i zupełnie bez żadnej pomocy wychowała dzieci które podrzucała na dwa tygodnie kilka razy w roku swym rodzicom w innej miejscowości i do których miała zatrudnioną panią...
          • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 15:13
            aqua48 napisała:

            > A z ciekawości logistyki takiego systemu pracy przy dzieciach, KTO zostawał z d
            > ziećmi i opiekował się nimi podczas jej nieprzewidywalnych godzin pracy i w chw
            > ilach gdy odsypiała dyżury?


            Kiedy jej dzieci były małe Aquo, pracowała jeszcze w naszym zawodzie i zwyczajnie tak się zamieniała z kolegami i koleżankami, by to jakoś pogodzić. Jej mąz miał zawsze pracę od do i w czasie, gdy ona szła na nockę itd. zajmował się dziecmi tato, w czym nie ma przyznasz - nic nadzwyczajnego. Dzieci nie chorowały jakoś szczególnie, uczeszczały do żłobka i przedszkola - też nic nadzwyczajnego.

            > Bo wiesz, ja mam koleżankę która też opowiada jak to całkowicie samodzielnie i
            > zupełnie bez żadnej pomocy wychowała dzieci które podrzucała na dwa tygodnie ki
            > lka razy w roku swym rodzicom w innej miejscowości i do których miała zatrudnio
            > ną panią...


            Aquo, ja te kolezankę znam od kiedy tu mieszkam. Dwoje jej dzieci urodziło się podczas trwania naszej znajomości, podczas sporej czesci której razem pracowałyśmy, a mieszkałyśmy od siebie coś 3 ulicesmile Nie sugeruj zatem, ze kobieta kłamie, bo ja to zwyczajnie WIDZIALAM. Rodzice koleżanki gdy rodziły sie jej dzieci pracowali jeszcze oboje. W tej chwili jej tato nie pracuje, bo już stan zdrowia mu nie pozwala i SAM wymaga opieki. Dzieci tu chodziły do złobków i przedszkoli, tu do szkoły. Teściowie kolezanki mieszkają dośc daleko i odwiedzają ich z mezem, owszem, ale na kilka dni góra kilka razy w roku.




            --
            Korcia
            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
            • aqua48 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 15:27
              kora3 napisała:

              > Kiedy jej dzieci były małe zwyczajnie tak się zamieniała z kolegami i koleżankami, by to jakoś pogodzić.

              Hmm... w zwyczajnej pracy Koro, to nie mogłaby się tak zamieniać..

              >Dzieci nie chorowały jakoś szczególnie, uczeszczały do żłobka i przedszkola - też nic nadzwyczajnego.

              Czyli po prostu miała szczęście.

              • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 19:29
                Ale pracę TEZ sobie człeki wybiera Aquo, przykład mej koleżanki pokazuje, ze można - mając poi 30++ zmieniła sobie pracę na zupełnie INNA niż miała dotychczas, po prostu kieruje swoim życiem, a nie dryfuje w nim.
                Miała szczescie? Na se3rii co 2 dziecko jest niepełnoisprawne i przewlekle chore? Jakoś nie widzesmile na szczezscie

                --
                Korcia
                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
        • ann.38 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 15:39
          kora3 napisała:
          > Moja kolezanka nazywa tak ludzi, którzy bez specjalnego kontekstu mających norm
          > alną sytuację życiową (zdrowe dzieci itd.) czują przemożna potrzebę poiinformo
          > wania innych, że posiadanie dzieci to wielki wysiłek smile

          Z tego co napisałaś to kolezanka nazywa męczennikami równiez ludzi, których widzi pierwszy raz na oczy i nie wie jaką mają sytuację zyciową.

          > Rozumiem, ze prawidłową reakcją byłby jej brak?

          Przeczytaj jeszcze raz co napisałam. Nie oceniałam bo nie widzialam sytuacji. Napisałam tylko tyle ze wg mnie nie ma sensu rozpatrywać co kto myslał i dlaczego. Została zwrócona uwaga i pan zareagował nerwowo/obronnie.

          > Wiesz, akurat TA kolezanka, mama dwójki dzieci z czystym sumieniem mogłaby powi
          > edzieć, ze wie co to za trudd wychowywać dzieci bez pomocy np. rodziców, pracuj
          > ąc najpierw nieprzewidywalnie, a potem na zmiany i na tych zmianach nie mająśc
          > mozliwości pospać, jak np. czasem lekarz na nocnym dyżurze smile Ale rzecz całą w
          > tym, że kolezanka tak nazywa tych "męczenników", bo ...ona wcale nie uwaza teg
          > o za wielki trud.

          Wiesz moze jest to kwestia doboru słów, rozumienia znaczenia słowa "trud", intencji z jaką się je wypowiada, sytuacji itp. Jestem szczęśliwa, ze mam dzieci, ze doznałam radości ich wychowywania nigdy nie załowałam decyzji o posiadaniu dzieci itp... Ale owszem, uwazam wychowanie za trud. Jezeli chce się zapewnić dzieciom właściwą opiekę, edukację, wypoczynek, przyjemności, a jeszcze przezywanie ich ewentualncyh porazek, smutków itp, no to jest to jednak trud. Radość, ale i trud.

          • mim_maior Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 17:07
            Co Ty tam wiesz. Masz dzieci, to nie jesteś obiektywna! Bezdzietna prawdę Ci powie, bo dużo dzieci w życiu widziała i bywa ciocią. Tak więc milcz i słuchaj, może się czegoś nauczysz.
            big_grin

            --
            Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
          • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 19:41
            Ann powiem tak - nie mam osobistych doswiadczeń, ale nigdy, podkreslę NIGDY moja matka, ani ojciec nie dali i do zrozumienia, że wychowanie mnie było jakimś TRUDEM. Było wg nich - normalnoscią - konsekwencją posiadania dziecka. Moze to dziwne, ale mój tato nie był moim biologicznym ojcem i mimo to nie odczułam nigdy, bym była dla niego cięzarem. Współczuje tym dzieciiom, których obecnośc w swoim życiu ich rodzice widzą jako trud ....

            --
            Korcia
            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
            • minniemouse Re: "Męczennicy mający dzieci":) 06.06.19, 04:43
              kora3 napisała:
              Ann powiem tak - nie mam osobistych doswiadczeń, ale nigdy, podkreslę NIGDY moja matka, ani ojciec nie dali i do zrozumienia, że wychowanie mnie było jakimś TRUDEM.

              źle to rozumiesz Koro, wychowywanie dzieci to nie jest trud który jest niemiły czy niechciany - odwrotnie, jest to coś do czego się serce rwie, wstaje z radością i czuwa w zaułkach by tylko zapewnić jak najlepsze warunki dziecku. i to się nie kończy nigdy, choćby dziecko było starym koniem 50 letnim lub mężatką z własnymi dziećmi.
              co rodzice przeżywają w środku to ich sprawa, ich tajemnica, dzieciom oczywiście nie daje się tego odczuć - oczywiście ze nie!, inaczej nie byłoby się dobrymi rodzicami - to własnie na tym polega by nie dać odczuć trudów rodzicielstwa.
              ale tak, wychowywanie dzieci to jest wielki TRUD, im lepiej chcesz wychować tym większy TRUD wkładasz. tylko pogratulować ci rodziców ze nie dali ci tego trudu odczuć,
              wiec kup im piękny bukiet kwiatów i szampana nawet tak bez okazji.

              Minnie

              --
              Czy zdarzyło Ci się popełnić gafę całkiem niechcący?
              https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/s030.gif
              ******************************************************************
              Żarciki i poprawność polityczna
              • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 06.06.19, 10:22
                Minnie, mój tato zmarł blisko 6 lat temu sad Przynoszę kwiaty na jego grób, gdy mam okazję go odwiedzać. A moja mama wcale nie pije smile

                Powiadasz, ze dziecko nie powinno odczuć - no własnie, a jak mu sie tak codziennie czy rzadziej, ale zdarza słyszeć, jaki to trud je mieć, to czy nie odczuwa?
                W mojej rodzinie jest pani, która została z dośc małym dzieckiem (ok. 6 lat) porzucona przez męza dla innej. Sytuacja nieciekawa, ale przecież nie koniec swiata. Odkąd pamiętam, a córka tej pani jest starsza ode mnie chyba rok, non stop słyszałam, jak to ona ma ciężko, bo sama wychowuje dziecko. Ile to ona musi poświecić, jak to jej źle. jej córka też to słyszała Minnie. A tak na serio, obiektywnie teraz mogę ocenić, ze pani złej sytuacji nie miała jakiejś szczególnie - jej córka była zdrowym, grzecznym dzieckiem, nigdy nie sprawiała tzw. problemów wychowawczych: dobrze się uczyła, nie wagarowała itd. Do tego pani mieszkała drzwi w drzwi ze swoimi rodzicami, którzy wówczas byli zdrowi i sprawni, miała niepracującą mamę, która duzo jej pomagała logistycznie po prostu. Materialnie pani też nie stała źle, więc tak naprawdę nie miała jakiejś dramatycznej sytuacji - pomimo to ciągle tak jęczała. W zasadzie przestała tak narzekać, gdy jej córka miała cos 18 czy 19 lat i pani poznała sobie kogoś z kim ułożyła sobie życie. No i fajnie, tylko jej córka kliedyś mi powiedziała, że w życiu nie powiedziałaby przy swoich dzieciach, że jej trudno, bo ona to całe dzieciństwo słyszała i nieraz myślała, ze jej mamie byłoby no po prostu lepiej bez niej. To bardzo przykre, tym bardziej, ze ta mama bardzo ją kocha i faktycznie starała się, by córce niczego nie brakowało - ale to ciągłe gadanie o tych trudach wyrobiło w dziecku zdanie, ze jest dla matki cięzarem sad

                --
                Korcia
                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                • minniemouse Re: "Męczennicy mający dzieci":) 07.06.19, 00:05
                  No to sorry Koro, nie wiedziałam. celebruj wiec mamę poki masz, jak uwazasz. co do samotnej pani porzuconej przez męża- zachowanie fatalne. niedopuszczalne.
                  na dzieci nigdy nie wylewa się żółci ""bo życie się nie udało". jak poprzednio pisałam, dzieciom nie daje się odczuć trudów wychowywania, amen.

                  Minnie

                  --
                  Czy zdarzyło Ci się popełnić gafę całkiem niechcący?
                  https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/s030.gif
                  ******************************************************************
                  Żarciki i poprawność polityczna
                  • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 07.06.19, 09:37
                    Wiesz Minnie, moja mama w "celebrowaniu" jest raczej trudna smile Po pierwsze mieszka daleko dośc ode mnie - ponad 300 km. Po drugie to jest osoba niezależna i na szczescie ma swoje życie - piszę na szczescie, bo znam wiele dorosłych już osób, których rodzice przeszedłszy na emeryture zamęczają traktując jak dziecko. Moja mama do takich osób nie należy i cieszy mnie to. Ma sporo swoich zajęć, swoich przyjaciół, znajomych, hobby. Ma też wnuka i owszem chętnie z nim przebywa, ale moja siostra uważa tak jak ja - rodzice swoje dzieci wychowali i nie ma powodow, by mieli "drugi etat" w postaci opieki nad wnukami.
                    Nie powiem, że moja siostra nie może i nie mogla liczyć na pomoc mamy (i taty, gdy żył) po urodzeniu syna, ale była to i jest pomoc doraźna.

                    Co do zachowania owej pani z naszej rodziny - tak, masz rację, ale przecież taka gadka jaką wstawił ów pan - bohater wątku jest własnie takim gadaniem, PRZY dziecku - dodam.

                    Prawdę mówiąc mnie to zwyczajnie dziwi że TERAZ tak ci rodzice narzekają, z czasów mego dzieciństwa pamiętam TYLKO tę panią narzekającą, a przecież wtedy obiektywnie było trudniej- ludzie mieli po więcej dzieci, nie było wielu rzeczy, które teraz są oczywistością i ludzie jakoś traktowali swoje rodzicielstwo NORMALNIE, a nie jako Bóg wie jakie poswiecenie smile


                    --
                    Korcia
                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
    • horpyna4 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 16:15
      Koro, jak dla mnie, to sprawa jest prosta. Facet jest z tych, co postępują bezmyślnie według schematów; prawdopodobnie narzuconych przez otoczenie typu rodzina i znajomi.

      Być może na co dzień nie zajmuje się dzieckiem, za czym przemawia jego brak nadzoru - nie ma nawyku pilnowania chłopca. Ale skoro nastał Dzień Dziecka, to "trzeba" z tym dzieckiem iść na lody, czy ciastko. Nie pomyśli gość, że ktoś inny sprawia przyjemności swojemu dziecku nie czekając na ów dzień i że dla kogoś data może nie mieć znaczenia.

      Przy takim myśleniu (a raczej uważaniu, bo myślenia tu raczej nie ma) oczywiste jest dla faceta, że skoro w Dzień Dziecka ktoś siedzi w kawiarni bez dziecka, to ten ktoś dziecka nie ma. Bo gdyby miał, to W TEN DZIEŃ byłby z dzieckiem; w pozostałe dni roku oczywiście nie musiałby.
      • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 19:28
        Ale pracę TEZ sobie człeki wybiera Aquo, przykład mej koleżanki pokazuje, ze można - mając poi 30++ zmieniła sobie pracę na zupełnie INNA niż miała dotychczas, po prostu kieruje swoim życiem, a nie dryfuje w nim.
        Miała szczescie? Na se3rii co 2 dziecko jest niepełnoisprawne i przewlekle chore? Jakoś nie widzesmile na szczezscie

        --
        Korcia
        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
        • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 19:30
          Sorry Horpyno, moja odp.do Aquy przypadkowo "podpięła się" pod Twój post ....Z dZieckiem było OBOJE rodziców, mam rozumieć, ze obioje zajmują się nim tylko w DD?



          --
          Korcia
          "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
      • minniemouse Re: "Męczennicy mający dzieci":) 06.06.19, 04:58
        horpyna4 napisała:
        Być może na co dzień nie zajmuje się dzieckiem, za czym przemawia jego brak nadzoru - nie ma nawyku pilnowania chłopca. Ale skoro nastał Dzień Dziecka, to "trzeba" z tym dzieckiem iść na lody, czy ciastko. Nie pomyśli gość, że ktoś inny sprawia przyjemności swojemu dziecku nie czekając na ów dzień i że dla kogoś data może nie mieć znaczenia.

        nie pomyśli być moze tez, ze przynajmniej w Dniu Dziecka mógłby pójść z dzieckiem gdzieś gdzie miałoby ono lepsze zajęcie, np do Legolandu, sal zabaw, aquaparki, wesołe miasteczka, itd itp

        Minnie


        --
        Czy zdarzyło Ci się popełnić gafę całkiem niechcący?
        https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/s030.gif
        ******************************************************************
        Żarciki i poprawność polityczna
        • milamala Re: "Męczennicy mający dzieci":) 09.06.19, 02:01
          minniemouse napisała:
          cyt. > nie pomyśli być moze tez, ze przynajmniej w Dniu Dziecka mógłby pójść z dzieck
          > iem gdzieś gdzie miałoby ono lepsze zajęcie, np do Legolandu, sal zab
          > aw, aquaparki, wesołe miasteczka, itd itp"

          Wtrace sie troche, choc nie znam tematu. Nie dla kazdego dziecka logoland,sala zabaw czy wesole miasteczko jest lepsza propozycja niz restauracja. Znam tak na szybko przynajmniej jedno, ktore chetnie do restauracji chodzi i bardzo sie oburza gdy mu sie wciska dania dzieciece, jak on chce jesc te wszystkie dziwne potrawy, ktore zamawiaja dorosli. Taki ma wysublimowany smak w wieku lat 6.
    • 10iwonka10 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 17:40
      Ciezko mi oceniac sytaucje ale gdyby ten chlopiec krzyczal,skakal po krzeslach to zapytanie'Czyje to dziecko' jest jak najbardziej na miejscu. NAtomiast dziecko sie przewrocilo I rozplakalo I to male dziecko chyba moja pierwsza rekacja by bylo uspokojenie malucha I sprawdzenie czy nic mu sie nie stalo a nie krzyczenie na caly ogrodek'Czyje to dziecko'.
      • horpyna4 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 18:38
        Gdyby właśnie chodziło o głośne zachowanie dziecka, to szukanie rodziców nie byłoby aż tak ważne, jak w przypadku zrobienia sobie przez dziecko krzywdy. "Czyje to dziecko" powinno być wstępem do opieprzenia tatusia, że nie zapewnia dziecku należytej opieki i naraża je przez to na wypadki. Przecież ten dzieciak mógł równie dobrze wybiec na jezdnię pod samochód.
        • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 19:32
          Horpyno, dzi9ecko sobie większxej krzywdy nie zrobiło - w każdym razie nic na to nie skazywało. Kolezanka B. zapytała czyje to dziecko zwyczajnie, NATURALNIE. Gdyby się dusiło, to pewnie by je reanimowała,. a tak próbowała ustalić kto miałby sie nim opiekować, wg mnie - normalnba reakcja.

          --
          Korcia
          "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
            • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:05
              Nie czytasz Milu postów poczatkowych i potem wychodzi jak wychodzi. Dziecko przewróciło się obok krzesła kolezanki, zaczeło płakać, NIKT Z NAJBLIZSZYCH STOLIKÓW NIE ZAREAGOWAŁ. No to pomógłszy mu wstać zapytała czyje - wg mnie normalna reakcja - owszem, dziecko mogło się tam przybłąkać - np. z innego kawiarnainegho ogródka obok. Okazało się jednak ze jego rodzice są w tym ogródku, tylko znacznie dalej, bo to dośc rozległy ogródek.

              --
              Korcia
              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
              • milamala Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:35
                kora3 napisała:

                > Nie czytasz Milu postów poczatkowych i potem wychodzi jak wychodzi. Dziecko prz
                > ewróciło się obok krzesła kolezanki, zaczeło płakać, NIKT Z NAJBLIZSZYCH STOLIK
                > ÓW NIE ZAREAGOWAŁ. No to pomógłszy mu wstać zapytała czyje - wg mnie normalna r
                > eakcja - owszem, dziecko mogło się tam przybłąkać - np. z innego kawiarnainegho
                > ogródka obok. Okazało się jednak ze jego rodzice są w tym ogródku, tylko znacz
                > nie dalej, bo to dośc rozległy ogródek.

                Pytam zatem jeszcze raz. Czy dziecko wymagalo natychmiastowego szukania rodzicow? Po co? Wygladalo na to, ze placze, bo rodzicow znalezc nie moze?
                Dlaczego kolezanka koniecznie chciala ich znalezc?
                • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:55
                  Bo dziecko upadło i płakało, a nikt nie zgłaszał się jako jego opiekun - proste. Istniało ryzyko, ze dziecko jest tam samo, bez opieki, skoro na jego upadek nikt nie zareagował.

                  --
                  Korcia
                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
          • chris1970 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 05.06.19, 14:08
            U pana zadziałał mechanizm obronny na słowa "czyje to dziecko". Nie potraktował tego jako zwykła próba indentyfikacji rodziców, a raczej jako coś, co wystawiało jego pozycję opiekuna dziecka i rodzica na szwank. Dziecko upadło, nikogo dorosłego nie było, czyli dziecko jest bez opieki. No jak bez opieki, przecież tu jestem smile Obok, zajęty rozmową na drugim końcu sali, ale jestem smile
            • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 05.06.19, 14:31
              No moze Chrisie, niemniej to nie usprawiedliwia dla mnie zachowania pana. Nikt go nie krytykował za brak opieki nad dzieckiem, po prostu próbowano ustalić gdzie są jego opiekunowie

              --
              Korcia
              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 05.06.19, 14:54
                  Ok, sorry, już tyle czytam o tym, jaka to z mej kolezanki straszna prowokatorka i wróg dzieci, ze opacznie odczytałam Twą wypowiedź smile

                  --
                  Korcia
                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
      • milamala Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 16:36
        10iwonka10 napisała:

        > Ciezko mi oceniac sytaucje ale gdyby ten chlopiec krzyczal,skakal po krzeslach
        > to zapytanie'Czyje to dziecko' jest jak najbardziej na miejscu. NAtomiast dziec
        > ko sie przewrocilo I rozplakalo I to male dziecko chyba moja pierwsza rekacja b
        > y bylo uspokojenie malucha I sprawdzenie czy nic mu sie nie stalo a nie krzycze
        > nie na caly ogrodek'Czyje to dziecko'.

        Mam podobne spostrzezenie. Pani zachowala sie bardzo niegrzecznie. Nie tylko nie pomogla, co jeszcze sie oburzyla, czym dala wyraz pytaniem "czyje to dziecko". Nadmieniam, ze chocby kora przysiegala na wszystkie swietosci , ze pani to tak z troski zadala to pytanie, oswiadczam, ze nie wierze. Po prostu jej bardzo przeszkadzalo placzace dziecko, ktore o laboga osmielilo sie przy niej przewrocic.
        • heniek.8 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 16:46
          milamala napisała:

          > Mam podobne spostrzezenie. Pani zachowala sie bardzo niegrzecznie. Nie tylko ni
          > e pomogla, co jeszcze sie oburzyla, czym dala wyraz pytaniem "czyje to dziecko"
          > . Nadmieniam, ze chocby kora przysiegala na wszystkie swietosci , ze pani to ta
          > k z troski zadala to pytanie, oswiadczam, ze nie wierze.

          też nie wierzę w tę bajeczkę - że niby trzymała się pod boki i krzyczała "czyje to dziecko"? a o tym że młodemu wypłaciła z liścia to już się Kora nie zająknęła.
          • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:07
            smile hehe b - no ba, oczywiscie smile
            Tak się zastanawiam jakie powinno być własciwe zachowanie w takiej sytuacji - skoro dziecko chodziło samo między stolikami, po czym upadlko i nikt z najblizszego otoczenia nie zareagował, wg Milamali chyba należało z punktu zadzwonić na policję - zamiast głupio pytac czyje to dziecko - dziecko było małe, godzina już wieczorna, a ono najwyraźniej - bez opieki smile

            --
            Korcia
            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
            • bo_ob Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:10
              kora3 napisała:

              > smile hehe b - no ba, oczywiscie smile
              > Tak się zastanawiam jakie powinno być własciwe zachowanie w takiej sytuacji - s
              > koro dziecko chodziło samo między stolikami, po czym upadlko

              Ja bym spytała dziecko gdzie siedzą jego rodzice.
              • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:22
                No moze to byłoby lepsze rozwiązanie, ale malec płakał, było już ciemnawo, a gdyby tak wiedział gdzie siedza, to pewnie sam by tam wyrywał. Nadal jednak nie wiem co złego w próbie ustalenia kto opiekuje się dzieckiem...

                --
                Korcia
                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                • milamala Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:41
                  kora3 napisała:

                  > No moze to byłoby lepsze rozwiązanie, ale malec płakał, było już ciemnawo, a gd
                  > yby tak wiedział gdzie siedza, to pewnie sam by tam wyrywał.

                  Nagle dziecko przestalo wiedziec gdzie sa jego rodzice. Widze, ze historyjka coraz to nabiera rumiencow.
                  • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:56
                    Nie wiem czy przestało, szło o małe dziecko, płaczące - dziecko w tym wieku nie powinno być byc opieki, przyznasz chyba?

                    --
                    Korcia
                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                      • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 18:17
                        Wiesz co Aquo...Całkiem niedawno moj kolega pisał o pewnym bohaterskim człowieku, który uratował z rzeki 5 - letnie dziecko, które tonęło. Rzecz działa się w początkach wiosny, nie w okresie płazowania - uściślijmy. Pan zobaczył, ze coś płynie rzeka, przyjrzał się i ...okazało się, ze to "cos" to ...dziecko. Nie wahając się wskoczył z mostku do wody, wyciagnął przerazone, z zziębnięte dziecko - 5 - latka. Pięknie, ze tak zareagował i chwała mu za to, ale zrodziło się naturalne pytanie: GDZIE u licha byli rodzice/opiekunowie tego dziecka? Otóż kilkadziesiąt metrów wczesniej był tatuś z wujkiem, łowili sobie ryby....Nie byli pijani dodam, zwyczajnie zagadali się, dzieciak bawił się tuż obok, odszedł sobie, nie zwrócili uwagi, bo niby co sie mu mogłoby stać? Ano zsunął się biedaczek ze stromej skarpy, slisko było, bo po roztopach...Teraz zastanówmy się - ten chłopiec BYŁ pod opieką, czy NIE BYŁ?
                        No TEORETYCZNIE był! Nie psozedł sam z domu nad rzekę, tylko z tatą i z wujkiem. Tylko, ze ci nie wpadli na to, ze 5 - latek się moze oddalić i wpaśc do rzeki. Nawe4t NIE ZAUWAZYLI, ze go nie ma Aquo.
                        Jesli to ma byc norma w opiece nad dzieckiem, to ja wysiadam smile


                        --
                        Korcia
                        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                        • aqua48 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 18:37
                          kora3 napisała:

                          > No TEORETYCZNIE był! Nie psozedł sam z domu nad rzekę, tylko z tatą i z wujkiem
                          > . Tylko, ze ci nie wpadli na to, ze 5 - latek się moze oddalić i wpaśc do r
                          > zeki. Nawe4t NIE ZAUWAZYLI, ze go nie ma Aquo.
                          > Jesli to ma byc norma w opiece nad dzieckiem, to ja wysiadam

                          A ktoś tu wcześniej pisał o stereotypie typowym dla pokolenia twoich dziadków cytuję: "mianowicie takim, że jak ojciec zajmuje się dzieckiem, to już wielkie halo i na pewno jest do tego nieprzyzwyczajony. Skąd taki pomysł?"

                          No właśnie- skąd taki pomysł?

                          • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 18:57
                            Aquo, ale ja sie zetknęłam z sytuacja, ze matka zostawiła 3- latka na ławce na Rynku i poszła sobie do drogerii!!!! Teraz rodzi się kolejne pytanie - ów był pod opieką, czy nie? Sam do Rynku chyba z osiedla oddalonego o parę dobrych km nie zawędrował.
                            A przykład z tonącym dzieciakiem nie był przykładem na to, ze ojciec się nie umiał zając bo "nieprzyzwyczajony" tylko na to, że nawet spuszczenie z oka takiego dziecka na stosunkowo niedługi czas moze skończyć się tragedią.


                            --
                            Korcia
                            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                • bo_ob Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:42
                  kora3 napisała:

                  > No moze to byłoby lepsze rozwiązanie, ale malec płakał, było już ciemnawo, a gd
                  > yby tak wiedział gdzie siedza, to pewnie sam by tam wyrywał. Nadal jednak nie w
                  > iem co złego w próbie ustalenia kto opiekuje się dzieckiem...


                  Trzeba było po prostu pomóc dziecku znaleźć rodziców a nie wydzierać sie na cały duży ogródek.


                  • milamala Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:46
                    bo_ob napisała:

                    > Trzeba było po prostu pomóc dziecku znaleźć rodziców a nie wydzierać sie na cał
                    > y duży ogródek.

                    Normalni pomocni ludzie tak by zrobili, ale pancia koniecznie chciala wszem i wobec dookola pokazac, ze dziecko jest nieupilnowane.
                  • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:58
                    Wiesz, ja nie mam dzieci i nie czuję się na siłach ustalać z 3 - latkiem gdzie mogą być jego opiekunowie. Raz byłam w takiej sytuacji, to dziecko umiało powiedzieć, ze ma na imię X i tyle. Mamusia poszła do drogerii, ale tego dziecię nie umiało wskazac. Najpewniej gdybyś Ty tam była, wyciagnełabyś z dziecka takze jak sie nazywa, gdzie mieszka i imiona rodzicówsmile

                    --
                    Korcia
                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                    • bo_ob Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 18:03
                      kora3 napisała:

                      > Wiesz, ja nie mam dzieci i nie czuję się na siłach ustalać z 3 - latkiem gdzie
                      > mogą być jego opiekunowie.

                      Aha.
                      Podpowiem. Trzeba zapyta,ć 4-latka gdzie siedzą jego rodzice, bo chciałabyś go do nich zaprowadzić. Nie takie to trudne, moze dałabyś radę.


                    • aqua48 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 18:17
                      kora3 napisała:

                      > Wiesz, ja nie mam dzieci i nie czuję się na siłach ustalać z 3 - latkiem gdzie
                      > mogą być jego opiekunowie.

                      Wystarczy zadać najprostsze pytanie - a gdzie twoja mamusia? Dziecko wskazuje palcem - tam, a Ty mówisz - to idź do niej. Sądzę, że to nie przerasta Koro Twych umiejętności.
                      • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 18:20
                        Aquo, a jak Ci dziecko, tak jak tamto odpowiada "Nie wiem" ?smile Zresztą ja z tym dzieckiem teraz nie konwersowałam. Wg mnie rodzice są zobowiazani do opieki nad dzieckiem ....

                        --
                        Korcia
                        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                        • aqua48 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 18:34
                          kora3 napisała:

                          > Aquo, a jak Ci dziecko, tak jak tamto odpowiada "Nie wiem" ?

                          To wówczas bierzesz za rączkę i spokojnie mówisz to poszukajmy. Jeśli w najbliższym otoczeniu nie ma, to zwracasz się z prośbą o pomoc w odszukaniu rodziców do do obsługi lokal, ew. dzwonisz na policję. Takie podstawowe rzeczy trzeba Ci wyjaśniać? Przecież tak świetnie się znasz na dzieciach Koro.
                          • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 19:01
                            Odpowiadam Ci, BYŁAM W TAKIE SYTUACJI i dziecko powiedziało, ze nie wie gdzie jest mamusia. Obsługa lokalu też nie wiedziała, bo to dziecko - nie było tam wcale z mamusią. Tak więc wezwaliśmy policję, o co mamusia miała potem pretensje, bo miała też i kłopoty smile

                            Ciekawa jestem też czegoś innego - jak zareagowaliby rodzice, GDYBY do lokalu poszła z ich dzieckiem niania i beztrosko pusciła je na duzy ogródek nie zważajc gdzie jest i co robi - pewnie dowiedziawszy się wylaliby na zbitą buzię. Ciekawe też czy zrozumieliby panią przedszkolankę, która zostawiła ich dziecię na ławeczce w Rynku i poszła "na chwilę" do drogerii, bo są promocje, a ludzie nie mogąc ustalić z kim jest dziecko wezwali policję ...Na pewnoi straciłaby taka pani pracę ...

                            --
                            Korcia
                            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                            • bo_ob Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 19:05
                              kora3 napisała:

                              > Odpowiadam Ci, BYŁAM W TAKIE SYTUACJI i dziecko powiedziało, ze nie wie gdzie j
                              > est mamusia. Obsługa lokalu też nie wiedziała, bo to dziecko - nie było tam wca
                              > le z mamusią. Tak więc wezwaliśmy policję, o co mamusia miała potem pretensje,
                              > bo miała też i kłopoty smile


                              Już naprawdę nie zmyślaj.

                              • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 05.06.19, 09:17
                                Nie zmyślam sytuację te dobrych kilka lat temu opisałam na forum- to, ze nie pamiętasz nie znaczy, ze ktoś m kłamie bosmile

                                --
                                Korcia
                                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
              • milamala Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:40
                bo_ob napisała:

                > Ja bym spytała dziecko gdzie siedzą jego rodzice.

                Dokladnie, naturalne jest, ze czlowiek dziecko podnosi, pociesza i przy okazji rozmowy moze zapytac. A tymczasem paniusia na cala restauracje "czyje to dziecko".
              • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 18:01
                Tak, wyglądało, ze jest bez OPIEKI. Poczatkowo, gdy kreciło się wśród stolików, to sądziłam, ze rodzice/opiekunowie siedzą gdzieś w pobliżu. Ten ogródek jest duży dośc i jakoś sobie nie wyobrazałam, że ludzie przyszli z dzieckiem do kawiarni, jeszcze wieczorem i nie niepokoi ich, że nie mają go w zasiegu wzroku.


                --
                Korcia
                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                • bo_ob Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 18:04
                  kora3 napisała:

                  > jakoś sobie nie wyobrazałam, że ludzie przyszli z dzieckiem do k
                  > awiarni, jeszcze wieczorem i nie niepokoi ich, że nie mają go w zasiegu wzroku.

                  Gdybyś miała własne dzieci, to byś sobie wyobraziła.
                  >
                  >
                  >
                  • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 18:09
                    No widzisz, wszystkie te panie ze mna siedzące razem jaa dzieci, wszystkie spore doswiadczenie, bo wszak - już odchowane i jakoś były zdumione, ze tak mozna być niefrasobliwym - po prostu pewnie inne standardy.

                    --
                    Korcia
                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                    • milamala Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 22:03
                      kora3 napisała:

                      > No widzisz, wszystkie te panie ze mna siedzące razem jaa dzieci, wszystkie spor
                      > e doswiadczenie, bo wszak - już odchowane i jakoś były zdumione, ze tak mozna
                      > być niefrasobliwym - po prostu pewnie inne standardy.

                      Te twoje kolezanki najwyrazniej wygladaja na woly, ktore zapomnialy jak cieleciem byly.
                      • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 05.06.19, 09:18
                        Wiesz, moja kolezanki jak przypuszczam, poza jedną bo jej dzieci znam od małego, nie puszczały ich wieczorem w knajpach samopas, stąd ich zdumienie

                        --
                        Korcia
                        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                          • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 05.06.19, 16:09
                            No wiesz, opisałam tu sytuację, ze z pubu barman wyprosił rodziców z 8 - latką po 22. Nikt sie jakoś nie oburzał, wszyscy uwazali, ze uczynił ze wszechmiar dobrze smile

                            --
                            Korcia
                            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                            • milamala Re: "Męczennicy mający dzieci":) 09.06.19, 01:35
                              kora3 napisała:

                              > No wiesz, opisałam tu sytuację, ze z pubu barman wyprosił rodziców z 8 - latką
                              > po 22. Nikt sie jakoś nie oburzał, wszyscy uwazali, ze uczynił ze wszechmiar
                              > dobrze smile

                              Ale co mnie obchodzi co sobie tak ktos daleko mysli i robi. Mozesz tu jeszcze milion (nie bierz tego tak doslownie) historyjek opisywac tylko … co mnie to ?
        • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:21
          Miulu Twoja wiara w cokolwiek jest Twoja osobistą sprawą. Kolezanka, pomogła dziecku wstać i możną bylo "na oko" stwierdzić, ze nic mu nie jest - samo dało rade wstać z pomocą, nie krwawiło. Niemniej no próby uspokajania CUDZEGO obcego dziecka mogłyby sie skończyć niemiło dla kogokolwiek - dzieci nie zawsze lgną do obcych ludzi (i dobrze w sumie), a niektórzy rodzice- większosc , nie bez racji zresztą, mnie życzą sobie by całkiem porzypadkowe osoby braly je na ręce/kolana, czy tuliły.

          Reakcja w postaci próby ustalenia z kim maluch jest w tym miejscu była całkowicie naturalna - dziecko tam nie powinno być samo, a skoro nikt nie zareagował na jego upadek i płacz to znaczyło, że MOGŁO tam samo być i należało ustalić stan faktyczny.

          I owszem, spotkałam sie z sytuacją, gdy dziecko w takim miuejscu było samo tylko w bialy dzień. Opisałam ją chyba zreszta kilka lat temu na forum - dziecko kreciło się miedzy stolikami i kazdy, łącznie z obsługą ogródka myslał ze jest tam z rodzicami/opiekunami. okazało się, ze ...bynajmniej. Dziecko było spragnione, zgrzane i umiało powiedzieć jak ma na imię. Nic więcej ...Obsługa je napoiła i wezwano policję - bo CO w takiej sytuacji należałoby zrobić?
          Okzało się, tuż po prtzyjęxdzie patrolku, że dziecka szuka mama, która jak zeznała, zostawiła je na ławce i poszła na chwilę do pobliskiego sklepu. Malec znudził się siedzeniem w pełnym słońcu na ławce i powędrował do ludzi na ogródeksmile

          --
          Korcia
          "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
          • milamala Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 17:44
            kora3 napisała:

            > Miulu Twoja wiara w cokolwiek jest Twoja osobistą sprawą. Kolezanka, pomogła dz
            > iecku wstać i możną bylo "na oko" stwierdzić, ze nic mu nie jest - samo dało ra
            > de wstać z pomocą, nie krwawiło. Niemniej no próby uspokajania CUDZEGO obcego d
            > ziecka mogłyby sie skończyć niemiło dla kogokolwiek - dzieci nie zawsze lgną d
            > o obcych ludzi (i dobrze w sumie), a niektórzy rodzice- większosc , nie bez rac
            > ji zresztą, mnie życzą sobie by całkiem porzypadkowe osoby braly je na ręce/kol
            > ana, czy tuliły.

            Czyli jednak nie pomagala i nie pocieszala.
            Meandruje ta twoja historyjka. Gdyby dziecko pomocy i pocieszania nie chcialo i dalej siedzialo na srodku placzac, a nikt sie nie ruszyl to owszem, wtedy mozna zapytac.
            • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 18:07
              milamala napisała:
              >
              > Czyli jednak nie pomagala i nie pocieszala.


              Pomogła dziecku wstać, na oko oceniła, ze nic mu powazniejszego nie jest - nie krwawił itd.
              Moim zdaniem obcych dzieci nie należy bez zgody /zachęty rodziców brać na kolana, całować, przytulać.

              > Meandruje ta twoja historyjka. Gdyby dziecko pomocy i pocieszania nie chcialo i
              > dalej siedzialo na srodku placzac, a nikt sie nie ruszyl to owszem, wtedy mozn
              > a zapytac.


              Dziecko moja droga przewróciło się i rozpłakalo. Dla mnie naturalnym odruchem u kolezanki było pomóc mu wstać, natomiast brania na kolana i tulenia OBCYCH dzieci nie uwazam za dobre, chyba, ze rodzice do tego zachęcą. Mają orawo sobie tego nie zyczyc i to jest całkiwm zrozumiałe. Malec powstawszy płakał nadal,. NIKT nie reagował z obecnych - uwazasz to za normalne, a ja nie. Nie wyobrazam sobie, ze mam pod opieką małe dziecko, a zdarza mi sie to nie tak rzadko, znika mi ono z oczu i nie zauważam, ze sie przewróciło i płacze.




              --
              Korcia
              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
              • milamala Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 22:08
                kora3 napisała:


                > natomiast brania na kolana i tulenia OBCYCH dzi
                > eci nie uwazam za dobre, chyba, ze rodzice do tego zachęcą.

                W twoim wieku takie fantazjowanie nie jest zdrowe. Kto mowi o tuleniu obcych dzieci. Co tam jeszcze wymyslisz.

                "> KT nie reagował z obecnych - uwazasz to za normalne, a ja nie. Nie wyobrazam so
                > bie, ze mam pod opieką małe dziecko, a zdarza mi sie to nie tak rzadko, znika m
                > i ono z oczu i nie zauważam, ze sie przewróciło i płacze."

                W tej sytaucji nie jest wazne czy to normalne czy nie. Wazne, ze twoja kolezanka zachowala sie conajmniej zbyt wojowniczo.

                A mogla po prostu pomoc wstac, i zapytac dziecka gdzie siedza jego rodzice. Tak zrobilaby kazda normalnie zatroskana osoba. Ale twoja kolezanka zaczela zgrywac wydzierajaca sie na caly lokal oburzona pancie.
                Zapytalam wiec ci mowimy, ze takie zachowanie twojej kolezanki bylo niegrzeczne i to ona byla prowokatorka calego zajscia.
                • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 05.06.19, 09:59
                  Milamalu - mnie w sumie to przecież jak się to mawia - lottosmile Ot taka historyjka i tyle. Chcą ci rodzice puszczać dziecko samopas, ich sprawa przecież smile_

                  --
                  Korcia
                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                    • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 05.06.19, 16:13
                      Mogła też wcale nie zareagowac, w sumie dlaczego miała pomagać wstać, czy cokolwiek się do dziecka odzywać, skoro jak sama mówisz, rodzice mieli gdzieś jego upadekj, bo im sie po 10 razy dziennie tak przewraca.
                      Dla mnie takie podejście jest dziwne: obca osoba miała pomóc (pomogła) wstać, pocieszyc miała też i cichutko zapytać o rodziców, ale ci rodzice nie widzą potrzeby by miec dziecko na oku, a moze i mają ale nie reagfują na upadek, bo to się dzieje 10 x dziennie i nie spieszą pocieszać SWOJEGO dziecka. Gdzie tu jakaś logika?

                      --
                      Korcia
                      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                    • kieszonkowa Re: "Męczennicy mający dzieci":) 06.06.19, 19:26
                      milamala napisała:

                      >
                      > Kolezanka mogla pomoc wstac

                      Ty zdrowa na umysle jestes??? Dziecku pomoc mają rodzice albo opiekunowie. Nie jest to zadaniem postronnych. A juz na pewno bedac na kawie czy driku ze znajomymi zadnych ryków obcych dzieci wysluchiwac nikt nie musi, a tym bardziej nianczyc.
                      >
    • zmija_w_niebieskim Re: "Męczennicy mający dzieci":) 02.06.19, 21:22
      Nie wiem, Koro, jaką Amerykę chcesz odkrywać w tym wątku, podejrzewam, że ma on jakies drugie dno, niemniej jednak:
      OK, pan był sfrustrowany, zdenerwowany, przewrażliwiony, może przemęczony - i co w tym nadzwyczajnego? Dotąd widywałas rodziców tylko jak z reklamy jogurcików?
      Piszesz, że nie przeszkadzało Wam zachowanie dziecka - ale może innym "damesom" tego dnia przeszkadzało - i pan nasłuchał się już tylu nieżyczliwych komentarzy, że zareagował przesadnie. Może dziecko tak go wymęczyło, że nerwy mu puściły?

      To, że Twoi rodzice nigdy nie dali Ci do zrozumienia, że wychowanie Ciebie było trudem, to wcale nie znaczy, że jednak nie było. Prawdziwe poświęcenie to takie, którego nie widać. Poza tym, ludzie zwykle tak mają, że po latach złe wspomnienia się zacierają, zwłaszcza, kiedy miłosć do dzieci wynagradza ten trud. Zresztą, pomyśl o uczuciu, kiedy schodzisz z górskiego szczytu- czujesz się wtedy szczesliwa, myslisz, że było fajnie - choćbys zaledwie godzinę wczesniej dysząc i jęcząc, przeklinała pomysł wspinaczki i obiecywała sobie, że nigdy więcej...

      A może ten pan wcale nie chciał być ojcem? Może inaczej planował sobie życie, a tu został złapany na ciążę i zawleczony przed ołtarz? I teraz dziko zazdrości wszystkim bezdzietnym - chociaż może nawet sam się przed sobą do tego nie przyznaje? To wcale nie znaczy, że takiego pana trzeba ukamienować...
      • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 09:11
        zmija_w_niebieskim napisała:


        > Piszesz, że nie przeszkadzało Wam zachowanie dziecka - ale może innym "damesom
        > " tego dnia przeszkadzało - i pan nasłuchał się już tylu nieżyczliwych komentar
        > zy, że zareagował przesadnie. Może dziecko tak go wymęczyło, że nerwy mu puścił
        > y?


        Fajnie Zmijo, tylko co to miało wspólnego Z NAMI? Rozumiem, że Ty tak do porzadku dziennego pzrechodzisz nad tym, jak Ci ktoś bez dania racji "nawtyka" bno mzoe zmnęczony, moze głodny, moze dzieciństwo miał trudne?
        >
        > To, że Twoi rodzice nigdy nie dali Ci do zrozumienia, że wychowanie Ciebie było
        > trudem, to wcale nie znaczy, że jednak nie było. Prawdziwe poświęcenie to taki
        > e, którego nie widać.


        No i też chyba także - nie słychać. smile

        Poza tym, ludzie zwykle tak mają, że po latach złe wspomn
        > ienia się zacierają, zwłaszcza, kiedy miłosć do dzieci wynagradza ten trud. Zre
        > sztą, pomyśl o uczuciu, kiedy schodzisz z górskiego szczytu- czujesz się wtedy
        > szczesliwa, myslisz, że było fajnie - choćbys zaledwie godzinę wczesniej dysząc
        > i jęcząc, przeklinała pomysł wspinaczki i obiecywała sobie, że nigdy więcej...


        Wiesz, dobre chyba porównanie - otóż tak jak chodzenie po górach, tak i posiadanie dzieci nie jest przymusowe. smile Wspinaczka pod górę jest zwiazana z trudem, zdobycie szczytu - z sukcesem i zadowoleniem. Oczywista sprawa. Skoro więc decydujemy się na drogę ku szczytowi, czy też na rodzicielstwo, to rozsądni ludzie wiedza, ze ma to blaski i cienie, prawda?
        >
        > A może ten pan wcale nie chciał być ojcem? Może inaczej planował sobie życie, a
        > tu został złapany na ciążę i zawleczony przed ołtarz? I teraz dziko zazdrości
        > wszystkim bezdzietnym - chociaż może nawet sam się przed sobą do tego nie przyz
        > naje? To wcale nie znaczy, że takiego pana trzeba ukamienować...


        "Złapany na ciążę" powiadasz? A swojego rozumu taki chłopina nie miał?
        Żmijo, powiem tak - brutalnie pewnie - jako osoba nie posiadająca potomstwa z wyboru - jesli ktoś NAPRAWDĘ wyklucza ciązę w swoim wykonaniu n jako współsprawcy, to - z doświadczenia piszę teraz - nie ma szans by zaistniała. Tak, kobioeta ma szerszy wachlarz możliwości, fakt, ale panowie też jakieś mają.

        Co do reszty natomiast - nikt pana nie kamienował - przecież to on się do nas przyczepił. Zazdrości bezdzietnym? To było nie mieć dziecka - tu się w pełni zgadzam z mną kolezanką A.
        Tylko, ze przy tym stole tak na serio bezdzietna była jedna osoba - JA. Pozostałe panie są dzietne - tylko wbrew temu co tu na forum pisza niektórzy - w normalnych rodzinach dzieci dorastają i przestają absorbować rodziców 24 godziny na dobę w wieku np. 25 lat smile
        Pomijajac już wszystko innesmile - przecież chłop miał oczy i widział, ze jesteśmy wszystkie w wieku takim, że niemowlaka przy piersi już się nie ma smile Sam też był na bank kiedyś dzieckiem, to i powinien pamiętać, ze mając lat 15 czy 18 niechętny byłby na spedzanie wieczoru z mama i jej kumpelami hehe, a mając lat 20-30 to juz ma się swoje życie i mieszka z reguły poza rodzinnym domem, a nawet jesli nie, to na serio mama go już nie zabiera na Dzień Dziecka pod parasolki z kolezankami smile




        --
        Korcia
        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
        • zmija_w_niebieskim Re: "Męczennicy mający dzieci":) 07.06.19, 22:24
          Miałam na to nie odpisywać, ale jednak nie zdzierżę.
          Nigdy nie słyszałas o niechcianych ciążach? Najlepsza antykoncepcja jest skuteczna tylko w 99% - zatem ten 1% ryzyka jest. nawet gdyby to był tylko jeden promil - to też nie jest to ryzyko równe zeru.

          Nie pomyslałas, że kobieta może mężczyznę oszukać, powiedzieć, że bierze pigułkę?

          Tylko, że...nie powinno być niechcianych ciąż - bo TOBIE się udało - z doswiadczenia piszesz teraz - i antykoncepcja nie zawiodła.
          To ja może pójdę dalej tym tropem:
          Nie powinno być bezrobotnych, bo ja - z doswiadczenia piszę teraz - znalazłam pracę. Kilka razy.
          Nie powinno być inwalidów, bo ja - z doswiadczenia piszę teraz - jeżdżę samochodem od piętnastu lat i ani razu nie miałam wypadku.
          Nie powinno być samotnych kobiet, bo ja - z doswiadczenia piszę, no - znalazłam wspaniałego mężczyznę i wyszłam za niego za mąż.
          Nie powinno być chorych...itd




          • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 10.06.19, 13:39
            zmija_w_niebieskim napisała:

            > Miałam na to nie odpisywać, ale jednak nie zdzierżę.
            > Nigdy nie słyszałas o niechcianych ciążach? Najlepsza antykoncepcja jest skute
            > czna tylko w 99% - zatem ten 1% ryzyka jest. nawet gdyby to był tylko jeden pr
            > omil - to też nie jest to ryzyko równe zeru.


            A słyszałaś kiedyś o czymś takim, jak aborcja Żmijo? Tak, wiem, poza kodeksowymi przypadkami jest w PL nielegalna, ale to nie znaczy niewykonalna. Trak, znam kobiety, które zdecydowały sie na aborcję, bo naprawdę (!!!) w tamtych momentach swego życia NIE CHCIAŁY mieć dzieci.

            >
            > Nie pomyslałas, że kobieta może mężczyznę oszukać, powiedzieć, że bierze pigułk
            > ę?


            Wiesz, jakoś tak uwazam, że jesli istnieje CIEŃ ryzyka, że ktoś moze oszukać to się jednak nie wierzy - po prostu.

            >
            > Tylko, że...nie powinno być niechcianych ciąż - bo TOBIE się udało - z doswiad
            > czenia piszesz teraz - i antykoncepcja nie zawiodła.


            Nie nazwałabym tego, że się UDAŁO. Po prostu o to dbałam, zwyczajnie. Udałoby mi się, jakbym wierzyła w stosunek przerywany np. smile

            > To ja może pójdę dalej tym tropem:
            > Nie powinno być bezrobotnych, bo ja - z doswiadczenia piszę teraz - znalazłam p
            > racę. Kilka razy.
            > Nie powinno być inwalidów, bo ja - z doswiadczenia piszę teraz - jeżdżę samocho
            > dem od piętnastu lat i ani razu nie miałam wypadku.
            > Nie powinno być samotnych kobiet, bo ja - z doswiadczenia piszę, no - znalazłam
            > wspaniałego mężczyznę i wyszłam za niego za mąż.
            > Nie powinno być chorych...itd


            E teraz to już przeginasz Zmijo smile
            Nie, nie mozna tego porównywać, ale skoro chcesz....
            Wsiadając do samochodu bierzesz na siebie RYZYKO, ze coś Ci się moze stać - także wówczas, gdy z Twej strony, jako kierowcy wszystko jest ok - masz uprawnienia, jesteś trzeźwa itd. Mimo to inny np. pijany kierowca moze spowodować wypadek, w którym ucierpisz. Nie masz na to żadnego wpływu - oczywiste. Na swoj rozród, w dzisiejszych czasach wpływ - mamy. Jasne, są przypadki rózne - wadliwe pigułki np. ale to są przypadki EKSTREMALNE.
            >
            >
            >
            >




            --
            Korcia
            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
              • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 13.06.19, 10:20
                smile transponujesz swoje odczucia na innych?
                Z czym niby przesadziłam? Nie wiesz, że jest coś takiego jak aborcja ? No przecież wieszsmile I nie uidawajmy, że tego nie ma, bo jest i od wieków kobiety w taki sposób pozbywały się niechcianych ciąż - nie ma do zatem zgreywać hipokrytycznie nieswiadomych tego.
                Mozna aborcji, mjak w PL zakazać, efekt będzie taki jak jest - nielegalne aborcje za grubszą kasę, wyjazdy aborcyjne za granicę, albo podejrzane specyfiki służące do aborcji farmakologicznej z internetu.
                Osoba NAPRAWDE zdeterminowała do pozbycia sie ciąży zrobi to - nawet gdy będzie nielegalne - po prostu.

                Tylko ze obecnie na serio niewielu ludzi ma dzieci z tzw. wpadki - większosc ludzi swe potomstwo PLANUJE, poza marginesem społecznym i nawiedzonymi religijnie ludźmi, którzy nie stosują żadnej kontroli płodności. Przypadki "wpadek" są rzadkością

                --
                Korcia
                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                • basia_styk Re: "Męczennicy mający dzieci":) 13.06.19, 19:34
                  kora3 napisała:

                  > Tylko ze obecnie na serio niewielu ludzi ma dzieci z tzw. wpadki - większosc lu
                  > dzi swe potomstwo PLANUJE, poza marginesem społecznym i nawiedzonymi religijnie
                  > ludźmi, którzy nie stosują żadnej kontroli płodności. Przypadki "wpadek" są rz
                  > adkością

                  Cytujesz wyniki jakichś badań statystycznych?
                  • katja.katja Re: "Męczennicy mający dzieci":) 13.06.19, 19:50
                    Zwykła logika. W dzisiejszej Polsce jednorazowe zorganizowanie 2000 zł nie jest problemem dla większości. Zatem nawet jeżeli ktoś zajdzie w nieplanowaną ciążę to rodzić nie musi, a decyzja o kontynuacji ciąży w tej sytuacji wpadką nie jest.
                    Wpadka to jak ktoś mocno niezaradny, ubogi lub nastolatka, która nie ma możliwości zorganizowania aborcji (lub dużo bardziej ograniczoną niż dorosła) i zwyczajnie jest zmuszony do kontynuacji ciąży.

                    --
                    Nie dam się wygasić!
      • minniemouse Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 00:32
        Kora napisała:
        w ogródku kawiarnianym gdzie siedziałyśmy mały chłopiec (ok. 3-4 lata) przewrócił się i rozpłakał. Koleżanka B. głośno zapytała "czyje to dziecko?" - okazało się, ze rodzice siedzą ...na drugim końcu sporego ogródka. No, ale tato przyszedł po malca. I nie wiedzieć dlaczego (bo nic żadna z nas nie mówiła) skomentował, że siedzą sobie damesy BEZ dzieci w takim dniu i jeszcze im cudze dziecko przeszkadza, jakby wiedziały ile to zachodu...

        a ja mam takie pytanie Koro - czy któraś z was wstała pomoc temu chłopczykowi?
        bo jeśli nie, to tata trochę słusznie się wkurzył na was. nieważne bowiem czyje to dziecko, jak upadnie każdy kto jest w pobliżu powinien wstać i sprawdzić czy mu się krzywda nie stała, pocieszyć, w końcu to tylko dziecko. i dopiero zwrócić uwagę rodzicowi aby sie nim zajął.

        Co do koleżanki i "męczennika" - ja znowu odnioslam wrażenie iż było to powiedziane w kontekście "urażony ojciec niewinnego dziubdziusia", nie ze "weekendowy tata".

        Minnie
        --
        Czy zdarzyło Ci się popełnić gafę całkiem niechcący?
        https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/s030.gif
        ******************************************************************
        Żarciki i poprawność polityczna
        • heniek.8 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 03.06.19, 05:39
          minniemouse napisała:

          > tata trochę słusznie się wkurzył na was. nieważne bowiem czyje
          > to dziecko, jak upadnie każdy kto jest w pobliżu powinien wstać i sprawdzić cz
          > y mu się krzywda nie stała, pocieszyć, w końcu to tylko dziecko.

          zawsze wyłapuję słowo "powinien", a już że "każdy powinien" to już bingo
          zwykłe przewrócenie się w bezpiecznym miejscu i juz "każdy powinien"?

          raczej nie ma co do tego uniwersalnej zgody, a sporo rodziców mogłoby sobie nie życzyć żeby przy kazdej przewrotce ktoś podchodził i zagadywał dziecko.

          może "powinnaś" opatrzyć to klauzulą "według mnie każdy powinien"
              • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 05.06.19, 10:01
                Powtorzę jeszcze raz smile - gdyby dziecko było w zasiegu wzroku rodziców, to zareagowaliby niezawodnie widząc, ze się przewróciło i płacze. Nie zareagowali, bo nawet go nie wiedzieli i chyba - także - nie słyszeli jego płaczu, skoro dopiero pytanie kolezanki sprowokowało pana do pojawiania sie z DRUGIEGO końca ogródka.


                --
                Korcia
                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                • milamala Re: "Męczennicy mający dzieci":) 05.06.19, 15:05
                  kora3 napisała:

                  > Powtorzę jeszcze raz smile - gdyby dziecko było w zasiegu wzroku rodziców, to zare
                  > agowaliby niezawodnie widząc, ze się przewróciło i płacze. Nie zareagowali, bo
                  > nawet go nie wiedzieli i chyba - także - nie słyszeli jego płaczu, skoro dopie
                  > ro pytanie kolezanki sprowokowało pana do pojawiania sie z DRUGIEGO końca ogród
                  > ka.

                  Malo prawdopodobne ze placzu nie slyszeli a pytanie twojej kolezanki owszem. Placz jest donosniejszy jednak niz zadane pytanie.
                  >
                      • kora3 Re: "Męczennicy mający dzieci":) 05.06.19, 16:06
                        No wiesz, mozliwe, tylko jesli się przewraca na oczach innych ludzi, którzy nie znają tego podejścia, to nic dziwnego, ze jakoś reagują, nie?

                        --
                        Korcia
                        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                        • milamala Re: "Męczennicy mający dzieci":) 09.06.19, 01:40
                          kora3 napisała:

                          > No wiesz, mozliwe, tylko jesli się przewraca na oczach innych ludzi, którzy nie
                          > znają tego podejścia, to nic dziwnego, ze jakoś reagują, nie?

                          Akurat w przypadku twojej kolezanci byloby lepiej zeby nie reagowala. Niech reaguja ci ktorzy chca rzeczywiscie pomoc.