Dodaj do ulubionych

"ja tam nie..." i sprzeczne zdania

13.06.19, 10:55
Tytuł pewnie niewiele powie, zatem ...Nierzadko spotykam się z tym forum ze zdaniem zaczynającym sie "ja tam nie" - i dalej jest, że ktoś np. nie chodzi na wesela ludzi sobie mało znanych i w ogóle jak można pójść - przykładowo oczywiście.
Jednocześnie w watkach o tzw. wykluczaniu za takowe uważa częśc z Was niezaproszenie współpracownicy z tego samego pokoju na wesele, która pojawiła się w firmie i pokoju po zamknięciu listy weselnych goścismile

Jak Wy to godzicie mentalnie? Z jednej strony macie głębokie przekonanie, że na wesela np. zaprasza się tylko bardzo sobie bliskie osoby, a z drugiej ze wypada zaprosić mało znaną sobie współpracownicę.

Z kolejnej heh strony taka "maniera" - ja tam nie daję swojego nr tel każdemu, ja tam nie chodzę na wesela niebliskich, ja tam coś tam nie smile
Ok, - ktoś tam coś tam nie, ale chyba człowiek przeciętnie inteligentny i błyskotliwy WIE, że wżyciu innych ludzi niekoniecznie musi być tak, jak w ich.
Np. są ludzie, których numer tel. służbowego jest ogólnie dostępny, sa też tacy, dla których w ich kręgu towarzyskim czy zawodowym wymiana wizytówek przy poznaniu się jest oczywistością.

Wracając jednak do tych wesel...Jako praktyk posłuże się przykładem z życia, prawdziwym.
Otóż w miejscu gdzie kiedyś pracował mój partner był taki (pewnie nadal jest) zwyczaj, że na wesele podwładni zapraszali wszystkich z wydziału (ok. 20 osób) w tym przełożonego. Dla mego partnera gdy tam przyszedł jako przełożony był to tzw. stan zastany, czyli utarty zwyczaj, o którym wszyscy wiedzieli i których dotychczas wszyscy kultywowali.
Akurat zaraz na początku pracy nikt się nie żenił (o zamążpójściu nie było mowysmile), ale po kilku latach wspólnie przepracowanych trafił się mu ślub i wesele podwładnego.
Był to podwładny znany już od kilku lat, miły fajny chłopak, ale trudno powiedzieć, że bardzo bliska memu partnerowi osoba. Powiedzmy, że w tym gronie pracowniczym byli blizsi mu panowie. Niemniej no do głowy mu nie przyszło odmawiać zaproszeniu, choć nie jest miłośnikiem wesel akurat. Nie odmówił - poszliśmy. Wkrotce potem żenił się podwładny z grona tych blizszych memu partnerowi, też poszliśmy. A później do ich grona w wydziale dołączył pan, który żenił się po 3 miesiacach pracy tam. W zasadzie to on NIKOMU z tego grona nie był bliski, po prostu za krótko sie z nim znali. zgodnie jednak z tradycją tego miejsca, pan wszystkich z wydział;u, z przełożonym włącznie - zaprosił i nikt, poza jednym panem,. który nie mógł być obecny z przyczyn odeń niezależnych - nie odmówił.

Teraz zrodziło mi sie pytanie: jak to widzą osoby które one to nigdy nie chodzą na śluby i wesela niebliskich osób, a które o ironio, jednocześnie są przeciwko "wykluczaniu".
Tak, wiem, nie mieają takich sytuacji, ale przeciez została im opisana i mozna próbować postawić się na miejscu zaproszonych. Co zrobiłyby takie osoby? Ponieważ pan niebliski ten nowy grzecznie odmówiły i tym samym WYKLUCZYŁY pana, bo przecież zawsze na śluby i wesela kolegów i podwładnych wszyscy chodzili? Czy też uznali, ze niefajnie byłoby tak pamna potraktować i złamały swą świętą zasade, ze na sluby i wesela niebliskich sobie ludzi nie chadzają? Pytania są całkiem na serio ...







--
Korcia
"droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
Edytor zaawansowany
  • heniek.8 13.06.19, 11:39
    >> Jak Wy to godzicie mentalnie? Z jednej strony macie głębokie przekonanie, że na wesela np. zaprasza się
    >> tylko bardzo sobie bliskie osoby, a z drugiej ze wypada zaprosić mało znaną sobie współpracownicę.

    ale do kogo to piszesz? musisz złapać konkretną osobę która wyraża takie sprzeczne zdania, bo jeżeli jedna osoba zaprasza kolegów z pracy, a ktoś inny tylko rodzinę , to wcale nie potrzebują nic "godzić mentalnie"
  • kora3 13.06.19, 11:48
    Heńku, ja tę "odezwę" skiero9wałam do konkretnych osób stąd przedstawiających takie poglady.
    Niemniej - nie trzeba byc zaraz w jakiejś sytuacji, by potrafić sobie ją zwyczajnie WYOBRAZIĆ, próbować postawić się w sytuacji kogoś, kto w niej na serio jest.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • heniek.8 13.06.19, 12:06
    kora3 napisała:

    > Niemniej - nie trzeba byc zaraz w jakiejś sytuacji, by potrafić sobie ją zwycza
    > jnie WYOBRAZIĆ, próbować postawić się w sytuacji kogoś, kto w niej na serio jes
    > t.

    no to co mam sobie wyobrazić? że istnieje osoba która nie zaprasza na swoje wesele kolegów z pracy, ale uważa że inni powinni zapraszac?

    już mam! wyobaziłem sobie

    teraz sobie wyobrażam co taka osoba ma do powiedzenia na twoją odezwę:

    "co wolno wojewodzie to nie tobie ekhmmm (niesłyszalne)"
  • kora3 13.06.19, 13:00
    Sorry, ale chyba upał Ci nie służy smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • verdana 13.06.19, 14:08
    "Ja tam nie chodzę na wesela obcych osób" w zaden sposób nie jest sprzeczne z "Nie zaproszenie jednej czy dwóch osób z pracy na wesele, gdy zaprasza sie pozostałych jest wykluczeniem" nie są absolutnie sprzeczne. Zapraszanie wszystkich, z wyłączeniem jednej osoby jest bardzo nieeleganckie. Ale nie ma obowiązku chodzenia na wszystkie imprezy, na które dostało się zaproszenie - każdy ma prawo grzecznie powiedzieć, ze bardzo dziękuje, jest wdzięczny, ale przyjść nie da rady.
  • 10iwonka10 13.06.19, 14:13
    podpisuje sie pod tym w 100%.
  • kora3 13.06.19, 14:23
    Owszem tak, tyle, ze osoby, które wyrazają takie zdanie zwykle wyrazają też takie, że na swoje ważne imprezy niebliskich ludzi - nie zapraszają. Skoro nie zapraszają niebliskicich osób, a dwie z 3 kolezanek w biuirowym pokoju jest bliskimi to?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • heniek.8 13.06.19, 14:41
    verdana napisała:

    > Zapraszanie wszystkich,
    > z wyłączeniem jednej osoby jest bardzo nieeleganckie.

    nieeleganckie byłoby wejść do pokoju i powiedzieć "zapraszam was na wesele, wszystkich z wyjątkiem ciebie Basiu" smile

    ale proces zapraszania na wesele wygląda trochę inaczej - rozmawia się z zapraszanym osobiście, czasem odwiedza takiego młoda para in spe, wręczają zaproszenie
    i co wtedy jest nieeleganckie?
  • kora3 13.06.19, 14:50
    No niby to, ze osoba, z którą nie jeste.ś blisko poczuje się ...jak osoba, z którą nie jestes blisko smile

    Ja w ogóle nie pojmuję takiego toku rozumowania - przez całe życie spotykamy osóby z którymi jesteśmy w RÓZNYCH relacjach. Z jednymi bardzo blisko, z innymi mnie, z jeszcze innymi w ogole. Nie pojmuję dlaczego miałoby mnie zaboleć, że ktoś niezbyt mi blisko nie zaprosił mnie na wesele/urodziny, a kogoś bliskiego sobie owszem...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 13.06.19, 14:12
    Odpowiedz na to pytanie jest bardzo prosta - wszystko sprowadza sie do profesjonalnego zachowania w pracy I dobrych manier.
    Mysle ze popadsz w ekstrema. Nie przypominam sobie zeby ktos traktowal to jak wykluczenie gdy ktos nowy przyjdzie do pracy a lista weselna jest juz zamknieta.

    Natomiast nadmiernie psiapsiolkowanie w pracy malych grup tworzy kliki I jest to bardzo niekorzystne zjawisko na tle calej firmy.Takie kliki wlqsnie alienuja I wyobcowuja nowe osoby. Normalnym jest ze niektore osoby lubi sie bardziej I czasem utrzymuje sie kontakty poza praca ale jedni potrafia robic to w taki sposob ze nikt tego nie odczuwa a inni nie. Wiec takie wybiorcze zapraszanie zwlaszcza w malych zespolach jest bardzo niemilym zjawiskiem. Tak jak robiono w firmie twojego partnera jest bardzo dobrym pomyslem wszyscy sa zaproszeni bo sa zespolem.
  • kora3 13.06.19, 14:28
    10iwonka10 napisała:

    > Odpowiedz na to pytanie jest bardzo prosta - wszystko sprowadza sie do profesjo
    > nalnego zachowania w pracy I dobrych manier.
    > Mysle ze popadsz w ekstrema. Nie przypominam sobie zeby ktos traktowal to jak w
    > ykluczenie gdy ktos nowy przyjdzie do pracy a lista weselna jest juz zamknieta
    > .


    A to moze przeoczyłaś byłaś smile mój calkiem neidawny wątek o takiuej syrtuacji. Zdaje się nazywał się "czy to jest wykluczenie"smile

    >
    > Natomiast nadmiernie psiapsiolkowanie w pracy malych grup tworzy kliki I jest t
    > o bardzo niekorzystne zjawisko na tle calej firmy.Takie kliki wlqsnie alienuja
    > I wyobcowuja nowe osoby. Normalnym jest ze niektore osoby lubi sie bardziej I c
    > zasem utrzymuje sie kontakty poza praca ale jedni potrafia robic to w taki spos
    > ob ze nikt tego nie odczuwa a inni nie. Wiec takie wybiorcze zapraszanie zwlasz
    > cza w malych zespolach jest bardzo niemilym zjawiskiem.


    Wiessz ja myślę,ze bardzo róznie to bywa. Ale nie chciałabym pracować w miejscu, gdzie nie wolno mi zadawać się prywatnie ze współpracownikami - znałam takowe. Nie uwazaam też za wyalienowanie faktu, ze ktoś w naturalny sposób jest bliżej z kimś innym niż ze mną - ani w strupie towarzyskiej ani w pracowniczej. Tak samo w drugą stronę/.

    Tak jak robiono w firmi
    > e twojego partnera jest bardzo dobrym pomyslem wszyscy sa zaproszeni bo sa zesp
    > olem.


    Jedni uwazają takie coś za fajne, inni przeciwniesmile Ale mnie chodziło o coś innego - jak postąpiłaby na miejscu np., mego partrnera osoba zaproszona na takie wesele nowego pracownika a mająca zasadę ze na wesele obcych ludzi nie chadza, jednoczesnie mająca zasadę, ze nie wyklucza?smile




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 13.06.19, 14:55
    Ludzie w pracy sie poznaja , niektorzy przyjaznia to normalne. To nie stanowi zadnego problemu jesli przy tym so normalni otwarci z kazdym porozmawiaja. Ale podam ci przyklad kliki z mojego doswaidczenia - w pewnym miejscu byly takie 2 panie ….siedzialy blisko siebie starsznie zaprzyjaznione. Ogolnie wysilaly sie na rozmowe ale tylko z osobami wazniejszymi od nich - wiec byly tzw 'du...o lizaczami'. Posadzili obok nich nowa osobe wogole z nia nie rozmawialy oprocz 'Dzien Dobry'. Raz w poniedzialek jedna z nich przyszla i mowi do drugiej o dosc dawno cie nie widzialam jak ci uplynal weekend. Nowa osobe zignorowaly. To przyklad kliki. Mozna sie przyjaznic ale zaopytac jak WAM uplynal weekend. To drobne rzeczy ale tak wlasnie sie izoluje nowa osobe.

    >>>mająca zasadę ze na wesele obcych ludzi nie chadza, jednoczesnie mająca zasadę, ze nie wyklucza?>>>

    Jesli razem pracuja moze iles tam lat to nie jest to obca osoba. jesli bym nie chciala pojsc znalazlabym grzeczna wymowke ale to by byla moja decyzja nie ze ktos mie wyeliminowal na starcie.


  • kora3 13.06.19, 15:04
    Iwonko - od końca - w początkowym poscie opisałam konkretną sytuację. w tej koinkretnej sytuacji człowiek pracujący z moim partnerem wówczas 3 miesiące był mju w zasadziew obcy - jednocześnie w "firmie" był zwyczaj zapraszania wszystkich współpracowników na takie imprezy BEZ względu na długość współpracy, a także przyjmowania tych zaproszeń. GDYBY mój partmner odmówił TEMU panu a raczej jego zaproszeniu, to jako przełożony wykluczyłby go na tle innych, czy nie?

    Co do reszty - no przyznam sie, że z takim czymś poza jedną osobą - o tym za chwilę sie nie spotkałam. Ale przynajmniej kilka razy w życiou byłam nową pracownicą. Owszem, nie przypominam sobie, by mnie ignorowano, ale niczym dziwnym nie było dla mnie to, że wokół są osoby mające z sobą zażyłe stosunkli, których ze mną nie mają.

    Wracając do wspomnianej osoby - mialam taką panią w otoczeniu, nie była nowa - dodam. Każdy starał się ją omijac i rozmawiał z nią tylko służbowo. Podejrzewam, ze Ty także mają nieprzyjemnosc z nią pracowac tak byś robiła smile - dla swego dobra

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 13.06.19, 16:06
    >>>GDYBY mój partmner odmówił TEMU panu a raczej jego zaproszeniu, to jako przełożony wykluczyłby go na tle innych, czy nie?>>>

    Dlatego oddzielmy prace od zycia prywatnego. Jesli twoj partner bywal na poprzednich weselach to powinien tez pojsc na to. Czy mialby ochote czy nie , czy dobrze by znal tego Pana czy nie - jesli taki byl zwyczaj w tej firmie to mysle ze powinien pojsc na to wesele.Bo takie wybieranie tego lubie tego nie, tego lepiej znam tego mnie...zwlaszcza ze strony przelozonego nie jest zbyt profesjonalne. Niekoniecznie musial by bawic sie do rana ale pojsc na slub na obiad wypic pare drinkow I pojsc do domu.
  • kora3 14.06.19, 10:29
    Iwonko, na litośc - toż BYLISMY na tym weselu. Też uważam, ze nawewt nie mając ochoty - powinniśmy pójśc, ale nie było tak, ze nie meiliśmy.
    Niemniej no np. w mojej firmie nie ma zwyczaju zapraszania wszystkich współpracowników najblizszych, ani też przełozonego. I np. zaproszenie od sooby pracującej ze mną 3 miechy pewnie by mnie zaskoczyło - w sensie nie spodziewałabym sie go. I to czy bym poszła zależałoby od tego na ile własnie polubiłam i poznałam przez ten czas tę osobę. Nie uwazałabym za wykluczanie jej jako przełożony odmawiając, bo na weselech 3 pozostałych współpracowników - byłam. Takj samo nie uważałam za afront, czy "wykluczanie" faktu, że NIE zostałam zaproszona na wesele jednego współpracownika a 2 inne kolezanki - zostały. Z nimi był blisko, ze mną w porzo, ale nic pozasłużbowo, więc ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 14.06.19, 10:40
    >>> Nie uwazałabym za wykluczanie jej jako przełożony odmawiając, bo na weselech 3 pozostałych współpracowników - byłam>>

    Tu sie roznimy dla mnie to byloby niegrzeczne- odmawiac tylko dlatego ze nie zna kogos dlugo jelsi taki jest zwyczaj w pracy. Plus troche sobie zaprzeczasz bo jednak poszliscie czyli uwazaliscie ze powinniscie.
  • kora3 14.06.19, 10:54
    Iwonko, chyba sie nie zrozumiałyśmy
    ten zwyczaj był w pracy MEGO PARTNERA, w mojej pracy nie ma takiego zwyczaju.
    Z racji tego, ze tam był taki zwyczaj owszem, uważaliśmy, że bez wz
    ględu na stopień zażyłosci z panem młodym wypada zaproszenie przyjąc i tak zrobilismy.
    Natomiast U MNIE w pracy, gdzie takiego zwyczaju nie ma, byłabym nieco zaskoczona zaproszeniem od osoby pracujacej ze mną 3 miechy i to czy bym przyjeła to zaproszenie zależałoby od stopnia zażyłosci z nią.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • heniek.8 13.06.19, 15:49
    masz zdecydowanie inne podejście ode mnie
    jeżeli są dwie panie które rozmawiają sobie ze sobą a ze mną nie, to ich sprawa, w ogóle bym pewnie nie analizował tego

    podobnie, gdybym nie był zżyty z kimś z pracy na stopie prywatnej to bym nie oczekiwał że zaprosi mnie na wesele, no bo po co? po to żebym mógł odmówić?
    przecież wesele obcej osoby to więcej zachodu i kosztów niż przyjemności,

    może się czujesz wykluczona i chcesz protestować przeciwko wykluczeniu, ale to są prywatne relacje i trzeba zrozumieć że to się nie dzieje po to żeby ci robić na złość / przykrość

    co innego sprawy publiczne / społeczne - tutaj może i jest sens powalczyć z wykluczeniem jezeli jesteś zainteresowana takim spędzaniem czasu
  • 10iwonka10 13.06.19, 16:02
    Widzisz kobiety sa troche inne - Jesli mam spedzac w biurze wieksza czesc swego zycia to chce sie tam czuc dobrze - ten przyklad ktory podalam nie dotyczyl mnie ale ja to zaobserwowalam I bylo to niemile.
    Jesli ludzie z kims nie rozmwaiaja, ignoruja go to jest jak mobbing-bullying w pracy.
  • heniek.8 13.06.19, 16:07
    te dwie panie też są kobietami i też się chcą czuć dobrze w pracy
    a rozmawiając z tobą (OK, wiem że sytuacja nie dotyczyła ciebie) czułyby się gorzej

    > Jesli ludzie z kims nie rozmwaiaja, ignoruja go to jest jak mobbing-bullying w pracy.

    jeżeli to mobbing to można nagrać to jak z tobą nie rozmawiają i masz gotowy dowód w sądzie pracy - przez 8h nic do ciebie nie powiedziały, masz na taśmie.
  • 10iwonka10 13.06.19, 16:56
    en.wikipedia.org/wiki/Mobbing- izolacja to jeden z czynnikow.

  • heniek.8 13.06.19, 17:10
    gdzie to tam masz dokładnie?

    o ile w relacjach np. rodzice -dzieci, czy nauczyciele - uczniowie (nieletni) jestem w stanie się zgodzić że można krzywdzić dziecko milczeniem, izolowaniem itp.
    o tyle w relacjach równy z równym jeżeli odbierasz takie coś jako krzywdę to znaczy że masz niedojrzałą osobowość
    to jest równa tobie koleżanka z pracy, dołków pod tobą nie kopie, siedzi przy innym biurku i może sobie rozmawiać z kim chce

    jeżeli uważasz że ona może cię karać milczeniem i nagradzać zauważaniem to masz problem o którym nie wiesz
  • kora3 14.06.19, 11:03
    10iwonka10 napisała:

    > Widzisz kobiety sa troche inne


    Serio?smile

    - Jesli mam spedzac w biurze wieksza czesc swego
    > zycia to chce sie tam czuc dobrze - ten przyklad ktory podalam nie dotyczyl mn
    > ie ale ja to zaobserwowalam I bylo to niemile.
    > Jesli ludzie z kims nie rozmwaiaja, ignoruja go to jest jak mobbing-bullying w
    > pracy.


    Wiesz, jesli z kims wcale nie rozmawiają to owszem, pewnie jest to niemiłe. Ale nie wiem zupeł;nie dlaczego miałabym się źle czuć jako nowa osoba w pracy z tego powodu, że inni są z sobą zzyci, a ze mną nie - toż to przeceiż OCZYWISTE skoro jest sie nowym.

    Zrozum mnie dobrze, ja jako współpracownik i przełożony zaawsze staram się by praktykant, stażysta, współpracownik nowy dobrze się z nami czuł i nie czuł wyobcowany. Niemniej, no weźmy teraz taką sytuację - mamy dziewczynę na praktykach od tygodnia. W piątek tydzień temu wybieraliśmy sie po pracy na piwko całym zespołem - oczywiscie opiekunka jej praktyk zaproponowała, zeby z nami poszła i poszła. Ale jutro u kolegi na działeczce jest grill, bedą ludzie od nas z pracy z parami, z pracy jego żony, kilku ich znajomych "pozapracowych" . Na to już kolega praktykantki nie zapraszał i nie widzę w tym nic dziwnego. Czy niefajnego też - normalne zachowanie




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 14.06.19, 12:55
    Wiesz bez obrazy ale Heniek pracuje w IT I powiedzialabym ze jego 'social skills' nie sa zbyt rozwiniete.

    Natomias mnie tak wychowano ze jak ktos nowy przyjdzie do pracy to wiadomo ze jest troche zestresowany, nikogo nie zna milo jest z taka osoba porozmawiac zapytac o to czy tamto zeby ta oosba poczula sie dobrze, jakos osoba zaakcepotwana.Nie wiadomo po jakims czasie taka osoba moze sie okazac bardzo mila albo moze byc zozla ale na poczatku kazdemu daje sie szanse.

    A nie my jestesmy tu psiapsiolki tiu,tiu a do tej oosby slowa nie powiemy,kompletnie ja ignorujemy. To jest objaw zlych manier niczego wiecej.

    A mnie dziwi jedna rzecz- Czy ludzie nie maja zadnych znajomych ,przyjaciol poza praca….?
  • heniek.8 14.06.19, 13:41
    10iwonka10 napisała:

    > A nie my jestesmy tu psiapsiolki tiu,tiu a do tej oosby slowa nie powiemy,kompl
    > etnie ja ignorujemy. To jest objaw zlych manier niczego wiecej.
    >

    A jeszcze niedawno pisałaś że jest "coś więcej" - mobbing, bullying.
    Cieszę się że przemyślałaś swoje stanowisko.

    Na miejscu takiej psiapsiółki masz do wyboru: pokazać że masz dobre maniery i zmuszać się do rozmowy z jakąś paniusią o niskiej samoocenie, albo nie udawać nikogo i rozmawiać z kim masz ochotę.

    To jak cię wychowano nie ma znaczenia
  • 10iwonka10 14.06.19, 14:15
    Izolowanie kogos w bardziej ekstremalnej formie to forma mobbingu.Jako definicja.

    Widzisz dla mnie jest wazne jak mnie wychowano bo nie wychowano mnie na gbura ktory ma zle maniery I bede sie tego trzymac.Masz racje tu utrafiles w sedno- takie paniusie o niskiej samoocenie wlasnie tak sie zachowuja.
  • heniek.8 14.06.19, 15:15
    Jeżeli skanujesz otoczenie i od tego że paniusia do ciebie się odezwie czy nie zależy twoje samopoczucie, to niezależnie czy tamta ma niskie poczucie wartości, ty pokazujesz że twoje nie jest wysokie
  • 10iwonka10 14.06.19, 15:58
    Masz racje ale do pewnego stopnia bo to raczej zalezy od osobowosci. Niektorzy przychodza do pracy robia swoje wogole sie nie odzywaja I ida do domu…..inni potrzebuja wiecej interakcji z otoczeniem. Wiec nawet osoba bardzo pewna siebie nie bedzie sie czula dobrze przy takich paniusiach.
  • heniek.8 14.06.19, 16:04
    Osoba pewna siebie nie potrzebuje takiej walidacji. Każdy powinien przede wszystkim pracować w pracy, jeżeli się nawiąże jakieś relacje to ok, ale jeżeli z kimś nie, to też jest ok.
  • 10iwonka10 14.06.19, 18:23
    Widzisz to tak jest w twoim przypadlu. Now wszystko jest takie biale lub czarne. Mam kolezanke zaczela niedawno prace pytalam jej ostatnio jak jej tam idzie. Mowi praca ok ale tam z kolei wogole nikt z nikim nie rozmawia. Ona mowi moze byc 4-5 godzin ciszy i nikt sie nie odezwie. Ona to tak zle znosi ze mowila ze nie wie czy tam wytrzyma. Fakt ze jej poprzednia firma zostala przejeta wiec pod koniec oni tam chyba nic nie robili tylko gadali.
  • heniek.8 14.06.19, 18:33
    No widzisz, czyli są różne style, różne podejścia do sprawy gadania w pracy i nie ma sensu brać do siebie to że ktoś milczy
  • minniemouse 22.06.19, 01:46
    10iwonka10 napisała:
    Ona mowi moze byc 4-5 godzin ciszy i nikt sie nie odezwie. Ona to tak zle znosi ze mówiła ze nie wie czy tam wytrzyma.

    a czemu sama nie zagada " jejku cisza jak w kościele... pogadajmy z piec minut, Jola jestem, jak wam sie tu pracuje? długo jesteście?" albo jeszcze lepiej - podejść i "ręcznie" się przedstawić, każdemu z osobna. popytać, gdzie tu najlepsza kawa w okolicy, gdzie na lunch itp. po prostu samemu zacząć gadać "przepraszam, ale muszę sie wyładować bo pęknę - wiec jechałam dzisiaj spokojnie do pracy, a tu..."
    załapie albo nie.

    Minnie
  • kora3 21.06.19, 09:21
    Ludzie mają - znajomych i przyjaciół poza pracą Iwonko, co wxale nie przeszkadza im - ludziom wink miewać
    TAKZE znajomych z pracy czy przyjaźnic sie z kimś z pracy - jesli chcą.

    Raz jeszcze podkreśle coś, bo chyba Ci umkneło - JESTEM ZDECYDOWANIE PRZECIWNA IGNOROWANIU!!!!! Napisałam capsem, zeby znów nie umknęło.

    Uwazam, że gdy do zespołu dołacza nowa osoba, to należy przyjąć ją miło, serdecznie i być pomocnym oraz włączac w relacje z ZESPOŁEM. I piszę to z pozycji zarównbo nowego kiedyś pracownika, jak i obecnego czyli juz wieloletniego w tym samym miejscu, jak i przełozonego.

    Natomiast dla mnie całkowicie naturalnym jest, że w każdej grupie - towarzyskiej/pracowniczej, a nawet rodzinnej są RÓZNE relacje między ludźmi. i dla mnie dziwne jest, że ktoś czuje się xle z tym, że nie ma z kimś bliskich relacji, gdy ich nie ma...
    To tak jak z moim fajnym, miłym i sympatycznym kolegą, którego poznałam jakieś 2 tyg. przed planowaną naszą wspólną impreza urodzinową. Bardzo miły gośc, ale niezmiernie mnie zdumiało, że dowiedziawszy się o tej imprze od wspólnych znajomych naszych na niej goszczących wyraził do mnie zal, iż go nie zaprosiłam. Przyznam się, ze nie przyszłoby mi do głowy wówczas go zapraszać - fajny goc, polubilam go, ale znałam zdecydowanie zbyt mało, by zapraszać na tę imprezę. naszych wspólnych z nim znajomych, którzy na niej byli znam,y znacznie dłużej i lepiej. On jednak całkowicie bez uzasadnienia poczuł się źle z tym, że nie zaprosiła go na imprezę w zasadzie obca babka, bo ...zaprosiła innych, których on zna. Dla mnie to raczej dośc hmmm niecodzienny tok rozumowania smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 14.06.19, 10:30
    Mam dokładnie takie samo podejście Heńku i na serio nie pojmuję dlaczego ktoś czuje się wykluczony z racji faktu, że nie jest z kimś tak blisko, jak ktoś inny.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • horpyna4 13.06.19, 14:38
    Koro, problemem nie jest "wykluczanie", tylko narzucanie innym jakiegoś zwyczaju. Zbiorowo oczywiście, wtedy trudniej się wyłamać, jak z robienia kwiaciarni nauczycielom na zakończenie roku szkolnego.

    Tymczasem praca nie powinna być poplątana z życiem prywatnym. Jeżeli ktoś z pracowników bierze ślub, to na wesele zaprasza, kogo chce - z współpracowników tylko tych, których chce na weselu widzieć. Ale na ślub mogą przyjść wszyscy, którzy chcą, bo jest to uroczystość otwarta i nie potrzeba zaproszeń (z wyjątkiem oczywiście rozmaitych celebrytów, ale nie o tym mówimy). Inna rzecz, że osoby nie będące specjalnie mile widziane powinny mieć na tyle taktu, żeby nie przychodzić.

    Podobnie idiotycznym zwyczajem jest przymus obchodzenia w pracy urodzin i imienin. Solenizanci silą się na rozmaite wypieki, żeby nie wypaść gorzej od innych, niektórzy klną po cichu, a wszystko po to, żeby musieli wysłuchiwać rozmaitych życzeń, często nieszczerych. Niektórzy biorą urlop, żeby nie być tego dnia w pracy.

    A ludzie narzucający innym pewne zwyczaje nie chcą przyjmować do wiadomości, że ktoś może tego nie chcieć. Zresztą jak ktoś ośmieli się wyrazić inne zdanie, to są do niego wielkie pretensje.
  • kora3 13.06.19, 14:46
    Wiesz, ale skupmy sie na takiej sytuacji, jaką opisałam - jest już jakiś utarty firmowy zwyczaj - mój partner jest zaproszony na slub i wesele gościa z którym pracuje kilka lat, potem nastepniego, a potem takiego, z którym pracuje 3 miechy. Zasadniczo z tym z którym pracuje 3 miechy mało co sie zna, zatem no obcy typ - ale odmowienie mu byłoby wyróznieniem go negatywnym na tle reszty zespołu.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • yoma 13.06.19, 23:37
    Kora, kurde, ale co kogo obchodzi twój partner?

    --
    Breaking rocks in the hot sun
    They fought the law and the law won
  • heniek.8 13.06.19, 15:55
    horpyna4 napisała:

    > A ludzie narzucający innym pewne zwyczaje nie chcą przyjmować do wiadomości, że
    > ktoś może tego nie chcieć. Zresztą jak ktoś ośmieli się wyrazić inne zdanie, t
    > o są do niego wielkie pretensje.

    nie wiem gdzie takie zwyczaje przetrwały, może w urzędach,
    w normalnej pracy, gdzie pracuje dużo ludzi z lat 80-tych i coraz więcej z 90-tych nic takiego nie zauważyłem, są tacy którzy przynoszą jakieś ciasta / słodycze z okazji urodzin, ale nie ma nacisku że muszą wszyscy
  • 10iwonka10 13.06.19, 16:57
    No to dowaliles zaraz bedzie nastepny wateksmile…..sepy w pracy nie przynosza nic a zjadaja ciasta innych.
  • kora3 14.06.19, 10:35
    Wiesz Iwonko, ale ja mam takie same obserwacje jak Heniek - pracuję już w którejś firmie i nie spotkałam sie ze zwyczajem, ze MUSI się urządzać jakiekolwiek imieniny w pracy. My u siebie, owszem "urzadzamy" - to znaczy przynosi taki solenizant własnie jakieś ciasto, ale też nie zawsze i nie każdy. Nie zawsze, bo jak solenizantowi wypadnie w ten dzień np. służbowy wyjażd, czy pilna robota, to chyba logiczne, ze tym sie zajmuje, czym powinien smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • basia_styk 14.06.19, 05:59
    horpyna4 napisała:

    > Koro, problemem nie jest "wykluczanie", tylko narzucanie innym jakiegoś zwyczaj
    > u. [...]
    > Tymczasem praca nie powinna być poplątana z życiem prywatnym. [...]

    > Podobnie idiotycznym zwyczajem jest przymus obchodzenia w pracy urodzin i imien
    > in.[...]
    > A ludzie narzucający innym pewne zwyczaje nie chcą przyjmować do wiadomości, że
    > ktoś może tego nie chcieć. Zresztą jak ktoś ośmieli się wyrazić inne zdanie, t
    > o są do niego wielkie pretensje.

    Jak się raz i drugi wyłamie z narzucanych ram, to wprawdzie dostaje się etykietkę aspołecznego dziwaka, ale potem żyje się bardzo wygodnie, bez konieczności przyjmowania niechcianych prezentów i stawiania wszystkim ciasta. Tylko trzeba chcieć się sprzeciwić i robić to systematycznie. Przetestowane.
  • annthonka 14.06.19, 13:24
    Ja kiedyś nawet poszłam dalej. Rozpoczęłam pracę w niewielkiej firmie, jakieś 30 osób, w której panowała "rodzinna atmosfera" czyli przymus obchodzenia urodzin i składek na wypaśne, kilkusetzłotowe prezenty dla każdego jubilata. Jakiś kosmos.
    Wyliczywszy szybko, że w skali roku miałabym wydać prawie pół swojej miesięcznej pensji na prezenty dla osób, których nawet za dobrze nie znam, grzecznie odmówiłam dorzucenia się od razu do pierwszej składki - dostałam etykietę aspołecznego chama, ale na szczęście pracowałam tam tylko 3 miesiące.
  • 10iwonka10 14.06.19, 14:17
    Ha ha ja podobnie ale to byla korporacja - w zespole byla jakas obsesja na punkcie kupowania prezentow z roznych okazji. Tez tam bylam 3 miesiace ale nie bylam taka odwazna jak tysmile. Skladalam sie ale nie doczekalam swoich urodzin.Zaczelo dochodzic do lekkich absurdow . Ktos tam byl na krotkiej czasowej umowie zblizaly sie urodziny tej osoby wiec chcieli 2 skladki na urodziny I na odchodne…..!!!
  • milamala 14.06.19, 16:41
    Ja tam nie jestem ta , ktora "nigdy", czasem cos mi sie nie podoba, albo mniej podoba, ale jest taki zwyczaj, to bywam osoba mala asertywna i jak cos nie zagraza mojemu zyciu i zdrowiu a jest utarta praktyka wsrod grona do ktorego akurat przynaleze to uczestnicze w tym bez zalu. Po prostu generalnie wspoluczestnicze w zachowaniac grupowych.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.