Dodaj do ulubionych

O wykluczaniu z innej strony

24.06.19, 12:19
Było juz parę wątkow o wykluczaniu w postaci niezapraszania jakiejś osoby, albo małej grupy osob na coś tam przy zaproszeniu wszystkich pozostałych.
A co z sytuacją taką, gdy nielubiana osoba zalrasza wszystkich ze swego jakiegoś tam kręgu, załóżmy pracowniczego, oczywiście każdego indywidualnie. I każdy indywidualnie odmawia. No chyba mamy prawo odmówić każdemu zaproszeniu?smile
No własnie - zatem niby to nie jest wykluczanie, bo kazdy ma prawo odmówić każdemu zaprsozeniu podając przyczynę, albo nie. W praktyce taka osoba moze się poczuć i pewnie poczuje odrzucona i na serio wykluczona.
Jakie Wasze zdanie na temat takiej sytuacji i jak wg Was nalezałoby z niej wybrnąć?


--
Korcia
"droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
Edytor zaawansowany
  • 10iwonka10 24.06.19, 12:31
    Powiem szczerze ze chyba nie zdarzylo mi sie nigdy pracowac z kims kogo nikt nie lubi. Zawsze jest jakas taka rownowaga w przyrodzie ja kogos nie lubie ale ktos inny ta osobe lubi.Roizne osobowosci roznie sie dopasowuja.

    Zalezy tez jaki to rodzaj 'nie- lubieni' pracowalam kiedys w firmie gdzie szefowa kadr byla strasznie upierdliwa osoba i dosc malostkowa. Wiecznie na wszystko narzekala i tak ciagnela te swoje nudne historie ze po godzinie mozna bylo pypcia dostac. NO ale ludzie sluchali bo kobieta miala dosc wysoka pozycje w firmie nikt nie chcial sie narazic. Natomiast nie byla ona jakas wredna,zlosliwa osoba ….wiec przypuszczam ze dla swietego spokoju wiekszosc ludzi przyjelaby to zaproszenie.
  • kora3 24.06.19, 12:39
    A ja owszem, pracowałam z taką osobą, która szczęśliwie nie była szefem smile Z uwagi na to, że wszyscy ze względu na charakter i zachowanie pani staraliśmy się z nią nie utrzymywać kontaktów pozasłużbowych, raczej wszyscy byli zaskoczeni zaproszeniem na wesele. Ja byłam w znakomitej sytuacji rzeklabym - zostałam 2 tyg. wcześniej zaproszona na wesele osoby znacznie mi bliższej i w charakterze swiadka, zatem oczywiscie z ogromnym heh żalem odmówiłam wyjaśniając, że podjęłam wczesniejsze zobowiazanie - oczywiste. W dobrej sytuacji był też kolega - ma w tym terminie zaplanowany urlop i wykupione wczasy, no sama kolezanka rozumie. Reszta - jak mogła, kombinowała smile Dwie osoby uznały, ze trzeba dać kobicie szansę na nowej drodze życia i przyjeły zaproszenie. Szybko tego pożałowały ) Po tym doświadczeniu tych co pożałowali nikt już literalnie nie chciał przyjmować zaproszeń na jakąkolwiek imprezę organizowaną przez tę panią. I np. zaproszeniu na parapetówkę WSZYSCY odmówili. Nie pamiętam juz jaką podałam przyczynę, pewnie białe kłamstwo jakieś, bo przecież nie powiem komuś "Nie, dzięki, nie przyjdę, bo Cię nie lubię, a poza tym nie chce być obgadana przez Ciebie, ze nie taki dałam prezent, nie tak sie ubrałam itd."

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aga.doris 24.06.19, 13:24
    A cóż to za afront spotkał na weselu te dwie osoby, które przyjęły zaproszenie, że przesądziło to o dalszym, całkowitym wykluczeniu koleżanki? Powiem szczerze, że nie bardzo sobie wyobrażam takie skrajności wśród w miarę normalnych, przeciętnych ludzi, nie będących środowiskiem patologicznym, o jakichś skrajnych zachowaniach etc.
  • kora3 24.06.19, 13:37
    Na weselu to chyba - żaden, potem było "wesoło". Wg mojej oceny pani była (nie wiem jak teraz) osobą o skrajnych zachowaniach. Polegało to na tym, że interesowała się sprawami wszystkich - zupełnie nie majac do tego plenipotencji, ani zachety ze strony innych. Komentowała w zasadzie wszystko co innych dotyczyło, bawiło ja też donoszenie do centrali w dodatku nieprawdziwych informacji. Taką dała mi się poznać, gdy przyszłam jako nowa pracownica do pracy, stąd nie miałam specjalnie ochoty na kontakty z nią ponad te, ktore były wymuszone pracą.
    Cóż takiego spotkało te dwie dobre dusze po weselu - ano miały okazję dowiedzieć się, że są tzw. dziadami, bo nie tak się ubrały na wesele (widziałam foty, zupełnie standardowo się ubrały) , nie tak się zachowywały, nie takie dały prezenty itd. Nikogo specjalnie nie dziwiło yto skomentowanie, bo było ono typowe dla tej pani w innych okolicznosciach. Np. po parapetówce kolezanki, która wczesniej w głupocxie swej ją zaprosiła, dowiedzieliśmy się wszyscy, że jak się kupuje dziuplę 50 mkw. to się nie urządza parapetówki, bo to wstyd, mieszkanie kolexzanki jest beznadziejne, byle jakie,. źle urzadzone, a impereza była fatalna, bo były tylko 2 rodzaje wina do wyboru smile - no kabaret smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • milamala 24.06.19, 14:22
    kora3 napisała:

    >Np. po parapetówce kolezanki, która wczesni
    > ej w głupocxie swej ją zaprosiła, dowiedzieliśmy się wszyscy, że jak się kupuje
    > dziuplę 50 mkw. to się nie urządza parapetówki, bo to wstyd, mieszkanie kolexz
    > anki jest beznadziejne, byle jakie,. źle urzadzone, a impereza była fatalna,
    > bo były tylko 2 rodzaje wina do wyboru smile - no kabaret smile

    No tak, to juz wiadomo. Istotnie szkoda zachodu.
  • milamala 24.06.19, 14:20
    kora3 napisała:

    >
    cyt. Szybko tego pożałowały )

    A co ta pani zrobila, ze pozalowaly przyjscia na jej wesele?
  • bene_gesserit 24.06.19, 13:32
    Nielubiana osoba powinna przemyśleć sytuację, bo bez powodu jej nie lubią. Albo jest niefajna i wredna, albo przeciwnie - z powodu wielkiej ilości niebywałych zalet jest nielubiana we wrednym i plotkarskim środowisku akurat tej firmy.
    Wybrnąć białym kłamstwem w obu przypadkach byłoby najgrzeczniej. Nielubiana albo zmienia postępowanie albo miejsce pracy.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • kora3 24.06.19, 13:53
    Ta pani zmieniła pracę ale jak sądzę, powodem tego było coś innego, niż akurat atmosfera smile życzyliśmy jej jak najlepiej niezmiernie się ciesząc z jej decyzji.

    Natomiast, tak sobie teraz uświadamiam, że pewien mój kolega z branży sam się wyizolował z zespołu w którym pracował i pracował w nim dłuuugie lata, do emerytury bez szwanku dla swej kondycji psychicznej. Kolegę poznałam dobrze, jest naprawdę fajny człowiek, a z zespołu z którym pracował wyizolował się, bo tak mu się podobałosmile Nie uczestniczył w imprezach integracyjnych organizowanych przez firmę, ani nie korzystał z zaproszeń na prywatne imprezy organizowane przez innych, po prostu sobie pracował. Znam ludzi z tej firmy, gdzie pracował - no ludzie przyznawali, że trochę dziwak, ale nie mozna absolutnie powiedzieć, żeby był nielubiany. Bo on nic złego nikomu nie rozbił, tylko się zwyczajnie nie integrował. Nie obgadywał, nie wymyślał intryg, pod nikim dołków nie kopał, nie donosił, gdy mógł pomóc - pomógł, współpraca z nim szła gładko. Po prostu nie mieszał znajomości z pracy ze znajomosciami prywatnym,i - taką miał zasadę, ale ona nikomu nie wadziła. Teraz, gdy odszedł na emeryturę nadal współpracuje, acz nie tak intensywnie jak na etacie z tą redakcją i nadal nie mozna powiedzieć, ze jest nielubianysmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 24.06.19, 14:07
    Ja mysle ze sytuacje w pracy sa bardzo rozne. Czasem trafia sie do firmy gdzie jest juz ustanowiona pewna zamknieta klika i bardzo ciezko jest sie tak zaaklimatyzowc. A czasem trafia sie do firmy/zespolu gdzie osobowoscia, temperamentem, manierami nie pasuje sie w zaden sposob. Wtedy taka osoba nie bedzie zbyt lubiana ale to bedzie subiektywne odczucie reszty zespolu. Natomiast ten Pan o ktorym piszesz - mysle ze mial bardzo zdrowe podejscie nie chcial sie za bardzo kumac z reszta zespolu bo wiedzial ze z reguly wiaze sie to rozwniez z roznymi plotkami, obgadywaniem….a on wolal sobie spokojnie pracowac i miec swiety spokoj bez zadnych intryg i dramatow.
  • kora3 24.06.19, 14:11
    No wiesz, ja ten zespół jakoś tam znam, jako ze wszyscy sie tu z branży lepiej, albo gorzej - znamy. Nie słyszę z jego strony jakichś dramatów, czy plotek, ale szanuję postawę pana. Zastanawiam sie tylko co byłoby gdyby teraz nam - mnie i jemu- przyszło razem popracowac. No bo tak: jesteśmy teraz bliskimi kolegami, czy gdyby pan zaczął współpracować z moją firmą przestalibyśmy być?
    Mniejsza o to, bo to się nie "kroi"smile Postawa pana, choć ja ją szanuję, nie jest bynajmniej większościowa. Jednak większosc ludzi jakoś tam mniej lub bardziej integruje się z zespołem w pracy, chyba, ze jest to z dowolnych przyczyn - niemozliwe.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • heniek.8 24.06.19, 13:59
    Dorosły człowiek musi wziąć odpowiedzialność za swoje emocje. Z tego powodu że może mu być przykro nikt normalny nie przyjmuje zaproszenia na imprezę na której jemu będzie przykro
  • kora3 24.06.19, 14:04
    Dokładnie Heniu smile
    Ja pytając nie ukrywam, chciałam się dowiedzieć, jak ludzie tak zażarcie zwalczający "wykluczanie",
    którzy jednocześnie podnoszą, że każdemu zaproszeniu mozna odmówić - zdołają pogodzić te dwie swe zelazne zasadysmile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • x19x67x 24.06.19, 14:12
    Ja tam nie chodzę na takie imprezy, bo nie lubię być namawiana do picia alkoholu. Właśnie mi tysiak przepada, dofinansowanie do wakacji. Jestem zapraszana i nikt się o to nie obraża, że nie przychodzę.
  • 10iwonka10 24.06.19, 14:10
    A dlaczego ma mu byc niby przykro ????
  • kora3 24.06.19, 14:14
    Wiesz, ja myslę, ze Heniowi chodziło o to, że jak się to mówi "blizsza koszula ciału" - co w wolnym przekładzie na ten wątek znaczy, że z reguły bardziej dbamy o swoje samopoczucie - z załozenia - niż o samopoczucie kogoś postronnego.
    Jesli nie mamy ochoty iśc na imprezę nielubianej osoby, po której to imprezie jeszxze spodziewamy się np. jej obmowy, to zmuszenie sie jednak do pójścia byłoby dla nas przykre. I bardziej nie chcemy zeby nam było przykroi, niz nie chcemy, by nie lubianej osobie było przykro z powodu odrzucenia przez nas zaproszenia.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • bene_gesserit 24.06.19, 14:19
    No, jeśli zaprosił powiedzmy 20 osób, z których każda powiedziała coś w stylu 'o, dziękuję bardzo, ale niestety w tę sobotę jedziemy do szwagra na urodziny', to może mu być przykro.
    Z tym, że chyba byłoby bardziej przykro, gdyby dziesięcioro mniej asertywnych zgodziło się przyjść z litości. Wyobrażam sobie tę upojną atmosferę, nich tylko uchlać się podanym winem i posypać wszystko solą.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • 10iwonka10 24.06.19, 14:33
    Mysle ze to czasem zalezy od stopnia 'nielubienia'. Tak w sumie gdyby tych 10 mniej asertywnych przyszlo wciaz jest szansa ze dobrze by sie bawili w swoim gronie.

    >>>tę upojną atmosferę, nich tylko uchlać się podanym winem i posypać wszystko solą.>>> Ha,ha nie wiem z ta sola Heniowi moze byc przykro on nie lubi sypania sola smile

  • kora3 24.06.19, 14:45
    Wiesz, wg mnie to zależy od liczebności imprezy. Na kameralnej, wiadomo, że skoro się nie lubisz z gospodarzami to rozmowa będzie się słabo kleić Ale na większej np. typu wesele to mniejszy problem, bo przecież poza młodą parą zajmującą się wieloma gośćmi siłą rzeczy, są inne osoby, które można poznać i które moga się okazac bardzo fajne

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 24.06.19, 14:49
    bene_gesserit napisała:

    > No, jeśli zaprosił powiedzmy 20 osób, z których każda powiedziała coś w stylu '
    > o, dziękuję bardzo, ale niestety w tę sobotę jedziemy do szwagra na urodziny',
    > to może mu być przykro.

    Wobec tego powinien pójść po rozum do głowy i ZASTANOWIĆ się dlaczego nikt nie odpowiedział pozytywnie na jego zaproszenie.
    I tak, ja też tak jak Kora pracowałam z osobą której absolutnie nikt w firmie nie lubił. Osoba ta była bardzo kompetentnym pracownikiem, robiła spory obrót, ale naraziła się chyba każdemu z kolegów czy współpracowników. W końcu ją zwolniono.
  • kora3 24.06.19, 14:54
    No Ok Aquo, ale jak się ma takie odmawianie do wykluczania?
    O ile pamiętam Ty także niezaproszenie np. 1 nielubianej osoby z zespołu przy zaproszeniu innych uwazasza za wykluczanie - niedopuszczalną z punktu widzenia SV rzecz.
    Z drugiej strony - osoba pominięta w zaproszeniu o ile jego brak wynika oczywiście z niechęci do takiej osoby, a nie np. z faktu, że jest nowa i jest się z nią słabo zżytym, TEŻ powinna się chyba zastanowić dlaczego jest pomijana i nielubiana?
    Odmowa ze strony wszystkich zapraszanych z danego kręgu jest zatem czy nie jest wykluczaniem?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 24.06.19, 17:33
    kora3 napisała:

    > No Ok Aquo, ale jak się ma takie odmawianie do wykluczania?

    W ogóle się nie ma. To zupełnie różne sytuacje.

    > Odmowa ze strony wszystkich zapraszanych z danego kręgu jest zatem czy nie jest
    > wykluczaniem?

    Jest odmową do której każdy zaproszony ma prawo. Wszak nie umawiają się wszyscy co do tej odmowy?

  • 10iwonka10 24.06.19, 17:56
    <<<Jest odmową do której każdy zaproszony ma prawo. Wszak nie umawiają się wszyscy co do tej odmowy?>>>>

    No wlasnie to zalezy-Jezeli ktos jest az tak nielubiany przez wszystkich to moze sie umawiaja?

    Dla mnie to jest troche dziwne - jesli nikt nie lubi jednej osoby to tylko przychodzi mi do glowy ze z ta osoba jest cos nie tak.
    Moze jakis problem z dostosowaniem spolecznym?
  • aqua48 24.06.19, 18:09
    10iwonka10 napisała:

    > Dla mnie to jest troche dziwne - jesli nikt nie lubi jednej osoby to tylko przy
    > chodzi mi do glowy ze z ta osoba jest cos nie tak.
    > Moze jakis problem z dostosowaniem spolecznym?

    Mają tak ludzie ze spectrum aspergera (znam trzy takie osoby) lub problemami endokrynologicznymi..
    Pierwsze jest nieuleczalne, drugie leczy się ale też jest to bardzo trudne.
  • 10iwonka10 24.06.19, 18:24
    >>>>Mają tak ludzie ze spectrum aspergera (znam trzy takie osoby) lub problemami endokrynologicznymi..
    Pierwsze jest nieuleczalne, drugie leczy się ale też jest to bardzo trudne.>>>

    To prawda ale wtedy ja patrze na to z pewnej perspektywy- jest mi troche zal takich ludzi. Mialam taka kolezanke ktora miala chora tarczyce. Lubilysmy sie ale ona potrafila w pracy nagle ( bez powodu ?) przestac sie odzywac. Nikt nie wiedzial dlaczego….?
  • aqua48 24.06.19, 18:34
    10iwonka10 napisała:

    > ja patrze na to z pewnej perspektywy- jest mi troche zal ta
    > kich ludzi.

    Obiektywnie to mnie też, ale tylko gdy sytuacja mnie nie dotyczy osobiście, bo jak masz taką osobę w pokoju, musisz z nią współpracować i znosić jej zachowania przez 8 godzin dzień w dzień, a nie daj Bóg jest Twoją kierowniczką, i od jej humorów jesteś zależna, to wierz mi, bywa nie do wytrzymania. Ja z powodu takiej osoby odeszłam z pracy.
  • 10iwonka10 24.06.19, 18:44
    Wiem to sie zamienia w toksyczne srodowisko. Mnie sie zdarzylo raz tutaj w Anglii pracowac z kims o osobowosci narcyza. Z ciekawosci poczytalam sobie o tym i on mial wszystkie charakterysryczne cechy. Tez odeszlam z tej pracy - taki narcyz to troche jak psychopata normalni ludzie powinni ich omijac z daleka.
  • kora3 25.06.19, 06:57
    No nie umawiają - ale przecież ktoś kto nie zaprasza nielubianej przez SIEBIE osoby np. na swe wesele TEŻ nie umawia się z całą resztą, ze nie zaprasza, prawda?smile
    Mamy prawo odmówić każdemu zaproszeniu. A zapraszać kogo chcemy lub nie zapraszać kogo zapraszać nie chcemy nie mamy prawa?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • heniek.8 24.06.19, 14:25
    Nie odpowiem za niego
    Przyjmuję że ty byś skorzystała z zaproszenia nielubianej osoby żeby jej nie było przykro, ale nie jest to wymóg
    Ja bym to zrobił tylko gdyby chodziło o dziecko
  • 10iwonka10 24.06.19, 14:34
    To zalezy jak bardzo bym tej osoby nie lubila.

    Dziecko?- Jak nie lubisz dziecka czy rodzicow?
  • heniek.8 24.06.19, 15:16
    Dziecko to też nie zawsze
    Wtedy kiedy zdecyduję że moją nieobecność byłaby dla dziecka bardziej raniąca, niż moja obecność dla mnie
  • katja.katja 25.06.19, 07:52
    W żaden sposób moja Droga nie wybrynywać tylko tak jak piszesz odmówić podając prawdziwe lub nie powody.
    To społeczne skutki bycia mendą, które każda menda powinna ponieść.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • kora3 25.06.19, 08:15
    Katjo, podzielam Twe zdanie smile A wątek jest nieco przewrotny, bo co i rusz czytam na tym forum, ze nie wolno wykluczać. Za wykluczanie uwaza się np. niezaproszenie nielubianej osoby z małego grona (np. pracowniczego) na swoją imprezę (np. wesele) jest niedopuszczalnym wykluczaniem. Nie ma przy tym znaczenia, że np. takiej osoby się nie lubi, bo jest wredna, albo jest się z nią skonfliktowanym, albo li też ledwie się ją zna, bo jest nowa.

    No skoro tak, to dlaczego nieprzyjęcie zaproszenia od nielubianej osoby przez wszystkich zaproszonych z danej grupy nie jest wykluczaniem?smile
    Dowiedziałam się z tego watku, że nie jest, bo ...te osoby się nie umawiają, że wszystkie odmówią - to dopiero kabaret smile
    ZApraszający na imprezę wszystkich poza 1 osobą chyba raczej też sie nie umawia z zapraszanym,i, że tej jednej osoby nie zaprosi? smile

    Rozbrajają mnie taki brak logiki i "rozdwojenie jaźni" - zapraszacd mozna kogo się chce, ale niekoniecznie, bo jesli się pominie jakąś osobę z danego grona, to się ją wyklucza, a wykluczać nie wolno. Ale odmówienie przez wszystkich zaproszonych 1 osobie z danego grona nie jest wykluczaniem, bo każde zaproszenie mozna odrzucić, wystarczy się nie umawiać z innymi, ze też odrzucąsmile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 25.06.19, 08:42
    kora3 napisała:

    > Dowiedziałam się z tego watku, że nie jest, bo ...te osoby się nie umawiają, że
    > wszystkie odmówią - to dopiero kabaret smile

    Pytanie kogoś o zdanie, a następnie komentowanie że cudza opinia to kabaret, brak logiki i "rozdwojenie jaźni" jest bardzo ale to bardzo niegrzeczne Koro...

  • 10iwonka10 25.06.19, 09:05
    >>>Pytanie kogoś o zdanie, a następnie komentowanie że cudza opinia to kabaret, brak logiki i "rozdwojenie jaźni" jest bardzo ale to bardzo niegrzeczne Koro...>>>>

    Tez tak mysle no are Kora musi miec zawsze racje I ostatnie slowo.
  • kora3 25.06.19, 09:36
    Iwonko, napisałam o tym do Aquy, ale powtórzwę dla Ciebie - wg mnie niezaproszenie 1 osoby przez 1 osobę na imprezę znacznie mniej kojarzy się z wykluczeniem, niż nieprzyjęcie zaproszenia 1 osoby przez wszystkie.
    Bo - jak piszę, na logikę - skoro Ty mnie na imprezę nie zapraszasz, to znaczy, że TY nie chcesz mnie gościć. Jeśli natomiast ja zaproszę na imprezę Ciebie, Aquę, Minnie i Katję i wszystkie odmówicie, to znaczy, ze nie chce u mnie goscic ŻADNA z Was. W pierwszym przypadku Ty - 1 osoba wykluczasz mnie z grona bliskich ci, czy miłych osób, natomiast w drugim - WY, grypa wykluczacie mnie z takiego grona.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 25.06.19, 10:28
    >>> wg mnie niezaproszenie 1 osoby przez 1 osobę na imprezę znacznie mniej kojarzy się z wykluczeniem, niż nieprzyjęcie zaproszenia 1 osoby przez wszystkie. >>>

    Alez obydwa przypadki to wykluczenie- I obydwa sa bardzo podobne jest w pracy klika ktora nie lubi jednej osoby wiec nie bedzie ona zaproszona I jest w pracy klika jesli ta osoba ich zaprosi to wszyscy odmowia. To jest wykluczanie. Natomiast to forum nie jest o tym co moge a co nie ale to forum o dobrych manierach I pewnej dyplomacji w pracy. Jest okazja zapraszam caly swoj zespol. Z jedna oosba sie nie lubie wiec jest duze prawdopodobienstwo ze ta osoba znajdzie jakas wymowke I nie przyjdzie. 'Wilk syty I owca cala' - To sa wedlug mnie dobre maniery.

    Jesli ktos jest kompletnie nowy to jest to inna sytuacja- chociaz tez zalezy. Jesli to wesele , osoby byly wczesniej zaplanowane to normalne ze sie jej nie zaprasza I nikomu nie bedzie z tego powodu przykro. Ale jesli ktos organizuje spontanicznie grila I zaprasza zespol oprocz nowej osoby to juz wedlug mnie niezbyt ladne zachowanie.

    Inna sytuacja jest na gruncie prywatnym ( nie koledzy z pracy) wtedy zapraszasz tego kogo chcesz I nokogo to nie obchodzi.
  • kora3 25.06.19, 11:08
    10iwonka10 napisała:
    >
    > Alez obydwa przypadki to wykluczenie-


    Polemizowałam ze zdaniem Aquy, która uważa, ze odmówienie przez wszystkich nie jest wykluczeniemsmile

    I obydwa sa bardzo podobne jest w pracy k
    > lika ktora nie lubi jednej osoby wiec nie bedzie ona zaproszona I jest w pracy
    > klika jesli ta osoba ich zaprosi to wszyscy odmowia.


    Wg mnie to jednak nie jest to samo. W tym sensie, że po pierwsze nic nadzwyczajnego w tym, że jakieś 2 osoby np. w pracy się nie lubią, a po drugie nie musi być nawet niechęci - nie ze wszystkimi w pracy jest się po prostu blisko.


    To jest wykluczanie. Nato
    > miast to forum nie jest o tym co moge a co nie ale to forum o dobrych manierach
    > I pewnej dyplomacji w pracy. Jest okazja zapraszam caly swoj zespol. Z jedna o
    > osba sie nie lubie wiec jest duze prawdopodobienstwo ze ta osoba znajdzie jakas
    > wymowke I nie przyjdzie. 'Wilk syty I owca cala' - To sa wedlug mnie dobre man
    > iery.


    Widzisz - wg mnie to zależy od po pierwsze rodzaju imprezy, a po drugie relacji. Zeby zobrazować podam przykład - na luźną liczną imprezę np. na grilla nie miałabym problemu zaprosic osoby niespecjalnie przeze mnie lubianej. Bo nie miałabym perspektywy spędzania czasu tylko z nią, na kameralną kawę do siebie - owszem.
    No i jest jeszcze taka sytuacja, jak wesele - co prawda jak pamiętam z innego watku nie bierzesz tego pod uwagę, ale młoda para zwykle ma ograniczona na nim liczbę miejsc dla gości. Więc przeważnie zaprasza tych, z którymi jest blisko, także z pracy. To jest dośc kosztowna impreza i nie każdy moze sobie zwyczajnie pozwolić na zapraszanie nielubianych ludzi z pracy - po prostu.

    >
    > Jesli ktos jest kompletnie nowy to jest to inna sytuacja- chociaz tez zalezy. J
    > esli to wesele , osoby byly wczesniej zaplanowane to normalne ze sie jej nie z
    > aprasza I nikomu nie bedzie z tego powodu przykro. Ale jesli ktos organizuje sp
    > ontanicznie grila I zaprasza zespol oprocz nowej osoby to juz wedlug mnie niezb
    > yt ladne zachowanie.


    I tu się z Tobą Iwonko w całej rozciagłości zgadzam. tylko a propos wesela - czymże rózni się osoba nielubiana od nowej. Nowa osoba, jak sama piszesz - o ile ma równo pod sufitem, ze tak od siebie dodam - nie będzie się jakoś źle czuła z tym, że jej nie zaproszo0no - bo przecież jest nowa, nie jest zżyta i blisko z zapraszajacym innych i wszystko gra. Dlaczego inaczej miałaby sie czuć osoba nie nowa w zespole, ale także niebliska zapraszającemu? Skoro za sobą nie przepadają - bo zwykle tak jest z wzajemnoscią - to dlaczego taka osoba miałaby oczekiwać, ze zaproszona bedzie? tego własnie nie potrafię zrozumieć.

    Moze spróbuję to wyłożyć na przykładzie: kiedy przyszłam tu do pracy było w niej dwóch panów - Marcin i Paweł. Znali się od dzieciństwa praktycznie. Z oboma panami się polubilismy, ale zdecydowanie więcej wspólnego miałam z Pawłem - podobne zainteresowania itd. Marcin wyprawiał urodziny dla rodziny i przyjaciół, Pawła zaprosił, a mnie nie. Paweł wyprawiał urodziny dla rodziny i przyjaciół, zaprosił nas oboje, ja wyprawiałam urodziny dla przyjaciół (rodziny tu nie mam) - zaprosiłam Pawła, a Marcina nie. No i ? No i NIC! Dla Marcina byłam tylko kolezanką z pracy - dla Pawła bardzo bliską kolezanką tyle, ze z pracy. Wcale nie poczułam się jakoś nie tak, ze na swe urodziny Marcin Pawła zaprosił, a nie mnie - dlaczego miałby wtedy mnie zapraszac, skoro poza pracą niewiele mieliśmy współnego?

    >
    > Inna sytuacja jest na gruncie prywatnym ( nie koledzy z pracy) wtedy zapraszas
    > z tego kogo chcesz I nokogo to nie obchodzi.


    No wiesz, nie do końca. Sama się o tym przekonałam smile otóż jakos tak 2 tyg. przed naszą z partnerem wspólną imprezą urodzinową poznałam za pośrednictwem moich kolegów pewnego miłego pana. Pan na serio bardzo fajny, tyle, ze no ledwie co poznany wtedy. Po naszej imprezie, która tajemnicą nie była spotkałam tego pana i powiedział mi, ze mu przykro, bo jego nie zaprosiłam. Fakt, że zaproszeni byli wszyscy panowie za posrednictwem których go poznałam. Kolejny fakt to taki, że impreza była co prawda w lokalu, ale mogliśmy nawet tak późno kogoś tam jeszcze do listy gości dołożyć. Tylko, ze mnie by to wówczas wcale do głowy nie przyszło! Nie żebym pana nie polubiła, bo przeciwnie, ale no pierwszy raz go wówczas widziałam - dlaczegóż miałabym zapraszać go na nasze urodziny. A panu było przykro, bo wszyscy ci pozostali panowie zaproszeni byli - no tak, ale to są bliskie mnie/nam osoby.




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 25.06.19, 11:38
    >>>No i jest jeszcze taka sytuacja, jak wesele - co prawda jak pamiętam z innego watku nie bierzesz tego pod uwagę, ale młoda para zwykle ma ograniczona na nim liczbę miejsc dla gości. Więc przeważnie zaprasza tych, z którymi jest blisko, także z pracy. To jest dośc kosztowna impreza i nie każdy moze sobie zwyczajnie pozwolić na zapraszanie nielubianych ludzi z pracy - po prostu. >>>>

    To jest troche inna sytuacja- Jesli ktos pracuje w duzym zespole okolo 10-20 osob to dosc normalne ze zaprosi tylka kilka osob z ktorymi jest blisko.
    Ale jesli (rzadziej sie teraz zdarza bo z reguly biura sa 'open space') w pokoju siedza 4 osoby I ktos zaprosi 2 z nich…..co jakis czas sa rozmowy w co sie ubiora...jaki present...po weselu jak bylo…..Jak ta 4 niezaproszona osoba sie czuje. Oczywiscie z wyjatkiem kogos nowego kto rozumie ze jak lista gosci byla planowana to ona tam jeszcze nie pracowala.
  • kora3 25.06.19, 12:14
    Wiesz, są zespoły w których tradycją jest zapraszanie wszystkich + szefa - taka sytuacja byłą w "firmie" mego partnera i tam owszem, byłoby wykluczanie pominiecie kogokolwiek z tego zespołu. Bo ZAWSZE każdy zapraszał wszystkich.

    Natomiast w opisanej przez Ciebie sytuacji...Nie przekonuje mnie to własnie dlatego, że te 3 osoby z 4 osobowego pokoju moga być zwyczajnie z sobą blisko POZA praca, a z tą 4 nie. I nie musi to być zaraz "klika" jakaś, czy niechęć do takiej osoby. Po prostu brak bliskosci takiej, która kwalifikowałaby taką osobę na np. goscia weselnego.

    Moja ciocia miała następująca sytuację: pracowała w 1 pokoju z 2 paniami. Najpierw jedna przeszła na emeryturę i jej miejsce zajęła młoda pracownica. Bardzo fajna, miła, ale ciocia i druga pani niewiele miały z nią wspólnego poza pracą. Nie, zeby jej nie lubiły czy cos - uprzedzam, po prostu panna była młodą osobą, a panie już babciami smile w dodatku pracujacymi z sobą od lat. No i ta długoletnia kolezanka cioci przechodziła na emeryturę, zaprosiła wszystkich z działu z tą nową kolezanką włącznie - bo to była z braku lepszego słowa pracownicza impra. Miejsce tej kolezanki zajęła także młoda kobieta. Szybko się zaprzyjaźniła ze "starszą nową" - były w podobnym wieku. A z moją ciotka nie i mojej ciotce wcale sie nie zdało, to dziwne, ani ze jest jakaś wykluczana! Kiedy za mąz wychodziła "najnowsza nowa" jej biurowa kolezanka została zaproszona na we3sele, a także by pełnić rolę świadka na ślubie i pewnie ze o slubie i weselu gadały przy mej ciotcesmile Ba nawet ja podpytywały jak to dawniej z weselami było, a jak kilka lat wczesniej u mej kuzynki. Mojej ciotce do głowy by nie przyszło uważac, ze coś jest nie tak! Bo jej nie zaproszono- nie była zżyta, ani zaprzyjaźniona z przyszłą panną młodą, więc u licha - dlaczego miałaby być zaproszona? W jakiś czas potem mioja ciotka miała okrągła rocznice ślubu i zapraszała kilka osób z firmy, a takze te panie z którymi kiedyś pracowała w jednym pokoju, a tych dwóch aktualnych swoich pokojowych współpracownic nie i też nie były tym zaskoczone! Za to jak odchodziła na emeryturę to zapraszała wszystkich z działu na impreze pożegnalną.
    W tym przypadku na serio nie było jakiejś niechęci, a nawet przeciwnie - po prostu były tzw. inne bajki na pewno czesciowo wynikające z wieku pań i tyle. Wszyscy mieli zdrowe ego i żadna z pań się nie obraziła, że ją hehe wykluczono.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 25.06.19, 09:31
    Aquo, jesli coś jest nielogiczne, to jest. I wcale nie jest takie stwierdzenie niekulturalne. Ot wczoraj na sesji RM miałam okazję wysłuchać takiego dialogu.
    Prowadzacy sesję: - Otwieram dyskusję, prposze o zgłaszanie sie do zabrania głosu, radny X z klubu Y
    Radny X gada
    Prowadzacy: - Pan mówi nie na temat
    Radny X - Ale ja mam prawo zabrac głos!
    Prowadzący: - Owszem, ale na temat procedowanej uchwały
    Czy ten wiceprzewodniczący był niekulturalny? Wg mnie, nie. Radny X rzeczywiscie pomylił sobie porządek obrad i mówił o INNEJ uchwalesmile

    Tak, wiem, Ty pisałaś o temacie "zadanym" w atku, ale wg mnie - na serio pozbawione ejst logiki podejście, że wykluczać de facto mozna, byle się na to nie umawiać. Skoro tak pada teza, że niezaproszenie 1 osoby jest wykluczaniem - wystarczy bowiem nie umawiać się z innymi ze się jej nie zaprosi.
    Wg mojej oceny nieprzyjęcie przez wszystkich zaproszenia od danej osoby ma bardziej cechy jej wykluczenia niż niezaproszenie jej przez 1 osobę. A to dlatego, że skoro nie zaprosiła 1 osoba, to znaczy, że ta jedna osoba nie chciała jej gościć, a gdy odmawiają wszyscy to znaczy, ze NIKT nie chce goscić u niej - tak na logikę.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 25.06.19, 12:50
    kora3 napisała:

    > wg mnie - na serio pozbaw
    > ione ejst logiki podejście, że wykluczać de facto mozna, byle się na to nie uma
    > wiać.

    Rozumiem. Według CIEBIE jest to nielogiczne. Według mnie jest nieco inaczej. Odrzucenie cudzego zaproszenia jest prawem zapraszanego. Zapraszanie wyłącznie tych osób które ma się ochotę gościć jest prawem zapraszającego.
    Wykluczenie powstaje wtedy gdy miesza się grunt towarzyski z pracowym, bo znajomości z pracy ma się na różnym stopniu zaawansowania nawet i w jednym pokoju.
  • kora3 25.06.19, 13:03
    Wiesz no moze zwyczajnie inaczej pojmujemy logike. Wg mnie gdy jedna osoba nie cjhce z kims przestawać i nie zaprasza tego kogoś mniej przypomina wykluczanie niz sytuacja, gdy NIKT z danego kregu nie chce z ta osobą przestawać i nikt nie przyjmuje jej zaproszenia.

    do tego to co proponujesz to przepraszam ale ... Wielu ludzi "miesza" grunt "pracowy" z towarzyskim, niektórzy sa tak niekulturalni smile ze potrafią poznać się w pracy i związać ze sobą smile
    Nie tylko zapraszany ma prawa Aquo, takze zapraszający - moze zaprosić kogo chcesmile
    A owo "wykluczenie" w sytuacji, gdy nien ejst tak blisko z zapraszającym jak inni jest tylko w głowie takiej osobysmile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 25.06.19, 13:11
    kora3 napisała:

    > Wiesz no moze zwyczajnie inaczej pojmujemy logike.

    Może..

    >
    > do tego to co proponujesz to przepraszam ale ... Wielu ludzi "miesza" grunt "pr
    > acowy" z towarzyskim, niektórzy sa tak niekulturalni smile ze potrafią poznać się
    > w pracy i związać ze sobą smile

    Dawniej w takiej sytuacji jedna z tych osób musiała zmienić pracę.


    > Nie tylko zapraszany ma prawa Aquo, takze zapraszający - moze zaprosić kogo chc
    > e

    Przecież o tym pisałam?

    > A owo "wykluczenie" w sytuacji, gdy nien ejst tak blisko z zapraszającym jak in
    > ni jest tylko w głowie takiej osoby

    To Twoje zdanie Koro.

    >
  • kora3 25.06.19, 13:38
    aqua48 napisała
    >
    > Może..


    No raczej na pewno - ja zostanę przy swoim, ze zignorowanie przez jedną osobę, a przez wszystkich to spora różnica jest smile

    >
    > Dawniej w takiej sytuacji jedna z tych osób musiała zmienić pracę.

    Kompletna nieprawda Aquo i nie rozumiem po co takie mity tworzyć. Znam wiele przypadków małżeństw, które poznały się w pracy w tamtych czasach i nikt nie musiał zmieniać pracy. ZAWSZE źle widziany przez wyższe szefostwo był i jest romans czy "romans" między szefem/szefową a podwładną/nym. Poza tym powiedziałabym, ze TERAZ jest bardziej restrykcyjnie, bo są firmy, gdzie z gruntu wyklucza się nie tylko związki między pracownikami, ale nawet niechętnie patrzy na ich kontakty poza pracą - na szczescie - nie ejst ich wiele.
    >

    >
    > Przecież o tym pisałam?


    Nie no pisałaś, że prawem zaproszonego jest odrzucić zaproszenie smile
    >
    >
    > To Twoje zdanie Koro.


    Zwykle wyrazamy SWOJE zdanie Aquo, chyba, ze kogoś cytujemy, albo komus rzecznikujemy smile
    Ja jestem po prostu zdroworozsądkowa i patrzę na s wiat takim, jakim jest - jesli z kimś - obojętnie - w rodzinie, w kręgu towarzyskim, w pracy NIE JESTEM blisko absolutnie NIE oczekuje, ze będzie mnie traktować jak bliską osobę, toż to byłoby NIEDORZECZNE.
    Tak, wiem, są ludzie zachowujący się i myślący niedorzecznie, ale to nie znaczy, że trzeba się na nich a) wzorować, b) ulegać ich niedorzecznym kaprysom i pomysłom.

    Przykład: moja PRZYJACIÓŁKA E. ma w pracy fajną współpracownicę K. Są z sobą blisko, spotykają się takze poza pracą. Ja tę panią K. poznałam, bardzo miła i fajna osoba, czasem się spotkamy na kawie z inicjatywy mojej przyjaciółki. I tyle. Natomiast moja przyjaciółka bywa u tej pani w domu, bywa na jej proszonych imprezach itd. I wyobraź sobie, ze ja NIC nie odczuwam w zwiazku z tym smile Nie czuję się wykluczana hehe, bo ta pani mnie do domu nie zaprasza a moją przyjaciólkę - owszem. To całkiem normalne - nie jesteśmy z panią K. na tyle blisko by się w domach odwiedzać. W odróznieniu od relacji E i K. czułabym się natomiast źle i przykro, gdyby to E. robiła jakąś towarzyską impreze i mnie nie zaprrosiła - logiczne, bo przyjaźnimy się kilkanaście lat.






    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 25.06.19, 14:06
    kora3 napisała:

    > > Dawniej w takiej sytuacji jedna z tych osób musiała zmienić pracę.

    > Kompletna nieprawda Aquo i nie rozumiem po co takie mity tworzyć. Znam wiele pr
    > zypadków małżeństw, które poznały się w pracy w tamtych czasach i nikt nie musi
    > ał zmieniać pracy.

    Nie zarzucaj mi nieprawdy, ani tworzenia mitów, tylko przyjmij do wiadomości, że nie wiesz wszystkiego, bo tak bywało. Moje koleżanki zmieniały pracę właśnie z powodu małżeństw ze współpracownikiem.

    > > Przecież o tym pisałam?[/i]

    > Nie no pisałaś, że prawem zaproszonego jest odrzucić zaproszenie smile

    Polecam czytanie ze zrozumieniem. Tu cytat z mojej wypowiedzi wyżej: "Odrzucenie cudzego zaproszenia jest prawem zapraszanego. Zapraszanie wyłącznie tych osób które ma się ochotę gościć jest prawem zapraszającego."


    > Ja jestem po prostu zdroworozsądkowa i patrzę na s wiat takim, jakim jest

    Hmmm...


  • kora3 25.06.19, 14:25
    aqua48 napisała:
    >
    > Nie zarzucaj mi nieprawdy, ani tworzenia mitów, tylko przyjmij do wiadomości, ż
    > e nie wiesz wszystkiego, bo tak bywało. Moje koleżanki zmieniały pracę właśnie
    > z powodu małżeństw ze współpracownikiem.


    Aquo, to ze twoje kolezanki zmieniały z takich powód, to nie znaczy, że cyt. ">
    > > > Dawniej w takiej sytuacji jedna z tych osób musiała zmienić prac
    > ę.
    - owszem, pewnie sie mogło tak zdazryć i zdarzało, ale wcale OBLIGATORYJNIE TAK NIE BYŁO.
    Twoje kolezanki zmieniały, tak, a moja ciotka np. nie zmieniała, a swego meza poznała w pracy i pobrali sie będąc równorzednymi pracownikami jednego działu! Potem ciotka zmieniła prace, ale za parę lat, gdy wujek po przejściu szefa działu na emeryturę awansował. Inny przykład - przyjaciólka mej mamy - pielęgniarka wyszła za mąż za lekarza z tego samego oddziału, ale nie był on ordynatorem i też pracowali razem. Inny przykład - rodzice mego kumpla, oboje nauczyciele w średniej szkole - mama uczyła historii, ojciec fizyki - ze 20 lat tak razem przepracowali. Nie jest więc było więc tak jak byłas uprzejma napisać, że ">
    > > > Dawniej w takiej sytuacji jedna z tych osób musiała zmienić prac
    > ę.
    tak się po prostu, jako i teraz w jakichś miejscach i zapewne też okolicznosciach - zdarzało, a nie BYŁo - zawszesmile
    >
    > Polecam czytanie ze zrozumieniem. Tu cytat z mojej wypowiedzi wyżej: "Odrzuceni
    > e cudzego zaproszenia jest prawem zapraszanego. Zapraszanie wyłącznie tych osób
    > które ma się ochotę gościć jest prawem zapraszającego."


    Ach, no tak, przeoczyłam drugie zdanie, zwracam czesc i honor smile

    > Hmmm...


    No wg CIEBIE "hmm" a wg mnie nie ma się co obrazac na rzeczywistośc i oczekiwać traktowania innego, niż zgodne ze swoim statusem że tak powiem i stanem faktycznym. Polecam - pozwala unikać roszczeniowego myslenia i uwalnia od "trosk" w postaci tego, że osoba niebliska nie traktuje jak bliską smile





    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 25.06.19, 14:38
    kora3 napisała:
    >
    > Aquo, to ze twoje kolezanki zmieniały z takich powód, to nie znaczy, że cyt. "
    Dawniej w takiej sytuacji jedna z tych osób musiała zmieni
    > ć pracę. [/i"- owszem, pewnie sie mogło tak zdazryć i zdarzało, ale wcale OBLIG
    > ATORYJNIE TAK NIE BYŁO.

    Nie napisałam, że OBLIGATORYJNIE tak było wszędzie i zawsze, tylko, że taka dawniej była praktyka. Obecnie się już tego raczej nie oczekuje i wyjąwszy wyjątki wymaga.


    > Twoje kolezanki zmieniały, tak, a moja ciotka np. nie zmieniała

    Co nie oznacza, że to co napisałam to nieprawda i mit Koro.

    > wg mnie nie ma się co obrazac na rzeczywistośc i oczekiwać
    > traktowania innego, niż zgodne ze swoim statusem że tak powiem i stanem fakty
    > cznym. Polecam - pozwala unikać roszczeniowego myslenia i uwalnia od "trosk" w
    > postaci tego, że osoba niebliska nie traktuje jak bliską

    ???


  • kora3 25.06.19, 15:08
    aqua48 napisała:

    > Nie napisałam, że OBLIGATORYJNIE tak było wszędzie i zawsze, tylko, że taka daw
    > niej była praktyka. Obecnie się już tego raczej nie oczekuje i wyjąwszy wyjątki
    > wymaga.


    Aquo, gdzie się wymagało, tam się wymagało - jak widać po podanych przeze mnie przykładach - wcale nie była to POWSZECHNA praktyka. Jak pewnie i teraz - zależało - czasem od widzimisię szefostwa, czasem od okoliczności.
    >
    >
    > Co nie oznacza, że to co napisałam to nieprawda i mit Koro.

    Napisałaś pars pro toto - cześc za całośc, tak zabrzmiało, jakby to była kiedyś praktyka powszechna, a tak nie było, co sama przyznałaś.
    >
    >
    > ???

    No wiesz, nie wiem co tu jest do niezrozumienia...Jesli ktoś oczekuje, ze bedzie przez osobę niebliską sobie traktowany tak samo, jak traktowane są przezeń osoby bliskie temu komuś, to ma wg mnie postawę roszczeniowa. Do tego narza się na rozczarowanie, bo ludzie z reguły nie traktują niebliskich, jak bliskich i potem taka osoba czuje się "wykluczona", że znana na "cześc i ładna dziś pogoda" kolezanka nie zaprosiła jej na wesele, bo przeciez w jednym pokoju pracują smile
    Moim zdaniem zdrową i normalną postawa jest oczekiwanie traktowania zgodnie ze swoim statusem dla danej osoby- po prostu. To tak jak z tym panem, któremu było przykro, że zaprosilam na urodziny wszystkich panów, w których gronie się poznaliśmy - sam sobie chłop przykrość zrobił. Bo ja go wtedy ledwie znałam, a tych panów - dobrze. Teraz nasza znajomośc się ze tak powiem "rozkreciła" i gdybym go w tERAZ na urodziny czy imieniny nie zaprosiła, to owszem, miałby prawo przykro się poczuć.




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 25.06.19, 21:17
    kora3 napisała:

    > No wiesz, nie wiem co tu jest do niezrozumienia...Jesli ktoś oczekuje, ze bedzi
    > e przez osobę niebliską sobie traktowany tak samo, jak traktowane są przezeń os
    > oby bliskie temu komuś..

    A ktoś oczekuje?

    >jak z tym panem, któremu był
    > o przykro, że zaprosilam na urodziny wszystkich panów, gdybym
    > go w tERAZ na urodziny czy imieniny nie zaprosiła, to owszem,
    > miałby prawo przykro się poczuć.

    Przypisujesz sobie prawo do decydowania kiedy ktoś jest uprawniony do odczuwania przykrości a kiedy nie? Cóż...
  • kora3 26.06.19, 08:45
    aqua48 napisała:
    >
    > A ktoś oczekuje?


    No wg mnie osoba, której przykro, że niebliska osoba nie traktuje jej jak bliską oczekiwałaby własnie takiego traktowaniasmile
    >
    >
    > Przypisujesz sobie prawo do decydowania kiedy ktoś jest uprawniony do odczuwani
    > a przykrości a kiedy nie? Cóż...


    No cóz, cóż - tuż obok jest wątek o dowodach wdzięzcności (upraszczając) i wątkodawczyni pyta tam czy własciwie interpretuje "alez nie trzeba było" - TY zdaje się TAKZE napisałaś jej, że niekoniecznie - także, bo chyba wszyscy wypowiadający się uznali, że nie odbiera prawidłowo takiej sytuacji - czyli OCENIŁAŚ jak się powinna heh czuć w niej - poniekąd całkowicie PRAWIDŁOWO. smile No, ale jak to? czyż zgodnie z tym co yeraz piszesz nie powinnaś odpisać tamtej wątkodawczyni, że wszystko dobrze interpretuje, bo ma prawo czuć się jak się zcuje, ma takze prawo czuc się urażona, obrażona itd. smile

    Pisałyśmy o tym wiele razy - na ludzkie odczucia nie mamy wpływu - takze na takie, które są nieadekwatne do sytuacji, ale jednak - jak widać Ty także - dostrzegamy KIEDY są nieadekwatne.

    Założmy, że ów pan od moich urodzin napisałby tu. "Parę tygodni temu poznałem przez 4 kolegów fajną kolezankę, którą oni bardzo dobrze znają. Miło sie gadało, sądziłem, ze też mnie polubiła. Wkrótce dowiedziałem się, że mieli ze swoim partnerem wspólną imprezę urodzinową. Wszyscy 4 panowie dzieki którym ją poznałem zostali zaproszeni i byli. Mnie nie zaprosiła. Jest mi bardzo przykro i czuję się wykluczony. Jak uważacie,. czy kolezanka powinna mnie zaprosić skoro zaprosiła tamtych 4?

    No i już widzę jak np. Ty odpisujesz "Alez masz prawo czuć się upokorzony/urazony/zmieszany z błotem/wykluczony. Koleżanka postąpiła wrednie/podle/bardzo niekulturalnie!"
    Raczej padłoby "Moim zdaniem niesłusznie czujesz sie wykluczony. Skoro tamtych 4 panów kolezanka dobrze zna, a Ciebie dopiero poznała, to nic dziwnego i wykluczającego Ciebie, ze ich zaprosiła, a Ciebie nie" ...Mam głębokie przekonanie, że taka byłaby odp. nie tylko Twoja, ale większości forumowiczów. smile
    I nie byłoby to odbierania komuś prawa do odczuwania przykrości smile tylko zdrowy rozsądek po prostu.
    Jak wspomniałam - MOZNA mieć roszczeniową postawę i MOZNA oczekiwać, że ludzie będą nas traktować jak bliskich, gdy nimi nie jesteśmy i MOZNA odczuwac przykrośc w zwiazku z tym, że nie traktują smile - to jest pzrecież legalne. Nie jest natomiast zbyt mądre po prostu smile jednak skoro ktos lubi odczuwac przykrośc - tak, masz rację jego prawo, niech sobie "radośnie" odczuwa





    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 09:03
    kora3 napisała:

    > No i już widzę jak Ty odpisujesz...

    Nie tylko przypisujesz sobie prawo do decydowania kiedy ktoś jest uprawniony do
    odczuwania przykrości, ale i potrafisz odpowiedzieć za kogoś. Taka dyskusja Kory z Korą?
  • kora3 26.06.19, 09:49
    Aquo, a INACZEJ byś napisała? Naprawde? Znamy sie forumowo dośc długo i uważam Cię za rozsądną osobę po prostusmile
    A rozsądny człowiek nie oczekiwałby, że osoba tyle co poznana z automatu potraktuje go tak samo, jak osoby, które zna dobrze i długo.

    I o tym cały czas rozmawiamy - w każdej grupie, nawet rodzinnej są relacje bliższe i mniej bliskie. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, dziwnego, ani wykluczającego.
    Teraz zadajmy sobie takie pytanie: czy kulturalnie jest oczekiwać, ze ktoś bedzie ans traktował inaczej niż zgodnie z naszym statusem? Wg mnie - nie.
    Sztuczne skracanie dystansu bez zachęty z drugiej strony nie jest kulturalne. Czy sie z tym zgodzisz?
    A z czego wynika sztuczne skracanie dystansu? No własnie z oczekiwania, że ktoś będzie nas traktował jako osobę bliższą sobie, niż faktycznie dla niej jesteśmy.
    Klasyczny przykład na takie zachowanie to "walenie" nowo poznanej osobie per ty, bo przecież to kolega Staśka, a Stasiek to nasz sąsiad od 20 lat. Czy zgodzisz się ze mną, ze takie podejście jest z punktu widzenia SV niewłaściwe? Stasiek jest z nami blisko i na ty, kolega Staśka jest ze Staśkiem blisko i na ty, ale myśmy Staśka dopiero poznali i NIE jesteśmy ze Staśkiem blisko - dla mnie - oczywiste.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 26.06.19, 09:59
    kolegę Staśka dopiero poznaliśmy, a nie Staśka smile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 10:13
    Koro, moim zdaniem żadne oczekiwania ani uczucia nie podlegają ocenie, bo po prostu nie mamy na nie wpływu,. Ani na własne, ani na cudze. Podlegać ocenie z punktu widzenia s-v może jedynie to czy i w jaki sposób ktoś daje wyraz tym oczekiwaniom i uczuciom...
    Staśka nie znam i poznawać nie mam ochoty, podobnie jak i jego kolegi. Pozostawię to towarzystwo Tobie smile
  • kora3 26.06.19, 10:49
    aqua48 napisała:

    > Koro, moim zdaniem żadne oczekiwania ani uczucia nie podlegają ocenie, bo po pr
    > ostu nie mamy na nie wpływu,.
    Ani na własne, ani na cudze.


    Aquo, na własne odczucia MAMy jednak wpływ, mozemy je poddać analizie, omówić z kimś bliskim, albo specjalistą, a także PANOWAC nad nimi. Gdyby tak NIE BYŁO nie byłoby żadnych terapii, bo nie miałyby sensu. A jednak - mają.


    Podlegać ocenie z pu
    > nktu widzenia s-v może jedynie to czy i w jaki sposób ktoś daje wyraz tym oczek
    > iwaniom i uczuciom...


    Nie jest to do końca prawda Aquo. Gdyby odczucia i oczekiwania NIE PODLEGAŁY normom, a tym samym ocenom to nie byłoby takich określeń jak "roszczeniowy" czy "przewrażliwiony", a takze nie było takich nauk jak psychiatria czy psychologia.
    Oczywiscie, ze na ogół wiemy o czyichś odczuciach gdy nam o nich powie, albo zachowa się w określony sposób na te odczucia wskazujący.
    Jednak odczucie Aquo jest reakcją - reakcją mózgu na określoną sytuację i nawet jesli ktoś nie okazuje po sobie nic, to już zareagował mentalnie- odczuwając np. przykrość, strach, czy przyjemność. I owszem tego rodzaju reakcje podlegają normom i istnieje takie pojecie jak reakcja nieadekwatna do okoliczności/bodźca. Klasycznym przykładem nieadekwatnej do bodźca reakcji naszego mózgu jest fobia, czyli irracjonalny lęk. W przypadkach lekkich fobii dotknieci nimi potrafią nad sobą zapanować, by nie okazywać strachu, bo po prostyu wstydzą się swojej przypadłości i nie chcą się z nią ujawniać otoczeniu.
    Z tego co piszesz wynikało, że ponieważ taka osoba nie zachowuje sie jakoś dziwnie w zwiazku z fobicznym bodźcem,to wszystko w porzadku, bo odczucia nie podlegają ocenie, tylko reakcje na nie., Tymczasem to nieprawda. Odczuwanie strachu z powodu neutralnego bodźca JEST poza normą - nie ma specjalnie znaczenia, czy i jak daje się wyraz temu odczuwaniu.

    Kolejny taki przykład - podczas dyskusji na rózne tematy kilka osób na forum wspominało o tym, że zdarzyło im się poznać kogoś i czuć do tej osoby antypatię BEZ RACJONALNEGO POWODU. Kulturalna osoba nie daje temu wyrazu wobec tego do kogo czuje antypatię, zwykle stara się trzymać na dystans od kogoś takiego, ale nie zmienia to faktu, że czuje coś o czym sama wie, że nie ma realnych podstaw by to czuć. Zwykle ludzie sami oceniają takie odczucie jako własnie IRRACJONALNE, co nie zmienia faktu, że nadal tę antypatię odczuwają.

    my wszyscy, na tym forum oceniamy cudze odczucia z punktu widzenia SV Aquo, choćby w wątku o którym juz wspomniałam Purchawki, która napisała "taka odpowiedź wydaje mi się niestosowna i czuje się lekko urażona ( oczywiście nie daję tego poznać po sobie i nie chowam urazy brońboże)." - Purchawka pyta nas czy jej ODCZUCIA, z którymi jak podkreśla się nie ujawnia w opisywanych sytuacjach, są słuszne. A TY smile jej odpowiadasz "Nadinterpretujesz moim zdaniem." - czymże jest wytłuszczona fraza jak nie OCENĄ odczuwania przez Purchawke opisanej w jej watku sytuacji?smile Jest to Twoja ocena, że ona odczuwa/interpretuje takie słowa o jakich napisała opacznie/przesadnie/niepotrzebnie negatywnie. To nie jest ocena jej ODCZUCIA? No jest smile
    Uprzedzam, nie ma NIC złego w tej ocenie, wszak Purchawka o nia sama prosiła. Kłoci się to jednak z tym co pisałas, że cudzych odczuć nie oceniamy smile




    > Staśka nie znam i poznawać nie mam ochoty, podobnie jak i jego kolegi. Pozostaw
    > ię to towarzystwo Tobie smile


    Żadnego Staśka nie znasz? No osobliwe smile Tego o którym myślałam pewnie nie, a żałuj, bo bardzo interesujący człowiek smile




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 26.06.19, 11:24
    Mnie sie wydaje ze problem jest tutaj w czyms innym. Kazdy czlowiek jest inny I ma inne normy oceny ,postepowania. Jest to uksztaltowane przez srodowisko, wychowanie, wyksztalcenie…..bardzo duzo czynnikow na to wplywa.Poniewaz jest to bardzo subiektywne wydaje mi sie ze powinnismy to ocenic z pewna doza dystansu. Matomiast czytajac twoje posty 'ty zawsze masz racje' a jak ktos ma inne zdanie to wypisujesz mnostwo wydumanych przykladow I twierdzisz ze kazdy kto ma inne zdanie jest nielogiczny I dziwny. To nie matematyka gdzie 2 plus 2 to 4 I wtedy nie ma dyskusji.
  • kora3 26.06.19, 11:43
    Iwonko, dlaczego wydumanych?
    Dla mnie sprawa jest prosta - jesli kogoś ignoruje/nie zaprasza 1 osoba, to znaczy, ze ta 1 osoba za tym kimś nie przepada - upraszczając oczywiscie.
    Jesli kogoś ignoruje/odrzuca zaproszenie jego CAŁA grupa dana, to znaczy że cała grupa za tym kims nie przepada. Moze Ty widzisz rzecz inaczej, np. odwrotnie, o ile tak, to przyjmuję do wiadomości, ale nie rozumiem na logikę - dlaczego widzisz odwrotnie, po prostu.

    Tak, kazdy jest inny - racja. Tylko, że no są jakieś NORMY. Sama Aqua czesto podkreśla i ja się z tym zgadzam poniekąd, że ZASADY są jedne, takie same a jeśli coś za obopólna zgoda dzieje się wbrew zasadom, to wówczas mowa o ZAWIESZENIU zasad.
    Jedną z podstawowych zasad jest nieskracanie dystansu bez zachęty drugiej strony. Większosc z nas jest niemile zaskoczona, gdy ktoś ten dystans usiłuje sztucznie skrócić i bez wzgledu na to czy damy temu wyraz i jak uznajemy takie zachowanie za niegrzeczne.
    Dlatego nie rozumiem skąd przekonanie, ze niebliska komuś osoba ma sie poczuć wykluczona, bo ...jest niebliska. Na ogół bowiem ludzie ze tak powiem znają swe miejsce w szeregu i ci, którzy "wychodzą" przed ów szereg są potem bohaterami wątków tutaj np. smile
    Przeważnie ludzie wcale nie oczekują, że będą przez np. zwykłego znajomego traktowani jak jego przyjaciel, tak samo jak nie oczekują, ze nie będac szefem będą traktowani jak szef. Jesli ktoś tak oczekuje, to jawi sie jako osoba, która sie narzuca, albo jest dziwakiem. O to cały czas "biega".
    Dlatego nie potrafię zrozumieć idei "niewykluczania" np. z zaproszeń na prywatne osobiste imprezy osób mało sobie znanych, czy nielubianych, gdy zaprasza się inne - dobrze znane i lubiane.
    Jak wspomniałam, wszyscy byliśmy zaskoczeni tym, że pani, która na co dzień w pracy była wobec nas wredna i nam nieprzyjazna zaprosiła nas na swe wesele. Bo wcale nikt nie oczekiwał i gdyby nie zaprosiła nikt nie poczułby się urazony, wykluczony itd. Nie byliśmy z panią blisko i nie było obiektywnie powodu, by nas zapraszała (w firmie nie ma zwyczaju, ze się wszystkich zaprasza). I podobnie w drugą stronę - nie miałam z tą panią kointaktów pozazawodowych, więc niby dlaczego miałabym ja zapraszac na swoje urodziny np.? Bo innych zaprosiłam? Tak, to musiałabym zaprosić pół miasta...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 13:26
    kora3 napisała:

    > Aquo, na własne odczucia MAMy jednak wpływ, mozemy je poddać analizie, omówić z
    > kimś bliskim, albo specjalistą, a także PANOWAC nad nimi. Gdyby tak NIE BYŁO
    > nie byłoby żadnych terapii, bo nie miałyby sensu.

    Koro, nie znam nikogo ani nie słyszałam o nikim kto z tego powodu że współpracownicy nie spełniają jego oczekiwań chodziłby na terapię. Terapia psychologiczna nie do tego służy, żeby nie odczuwać złości rozczarowania, niechęci, tylko by te odczucia nie miały negatywnego wpływu na osobę je posiadającą. Mylisz pojęcia.

    > Gdyby odczucia i oczekiwania NIE PODLEGAŁY no
    > rmom, a tym samym ocenom to nie byłoby takich określeń jak "roszczeniowy" czy "
    > przewrażliwiony", a takze nie było takich nauk jak psychiatria czy psychologia

    Znowu mylisz pojęcia - to nie odczucia podlegają ocenie tylko sposób ich wyrażania. A to dwie zupełnie różne sprawy. Psychologia, ani tym bardziej psychiatria (!), nie uczą człowieka żeby nie odczuwał czegoś tylko tego skąd się dana emocja wzięła oraz jak ma się z tym odczuciem uporać.
    A s-v zajmuje się WYŁĄCZNIE innym aspektem - czyli właśnie jak w sposób kulturalny i nie raniący innych swoje emocje wyrazić.

    > Żadnego Staśka nie znasz? Tego o którym myślałam pewnie nie, a
    > żałuj, bo bardzo interesujący człowiek smile

    I niech zatem takim pozostanie.

  • ola5488 26.06.19, 13:47
    aqua48 napisała:

    > Znowu mylisz pojęcia - to nie odczucia podlegają ocenie tylko sposób ich wyraża
    > nia. A to dwie zupełnie różne sprawy. Psychologia, ani tym bardziej psychiatria
    > (!), nie uczą człowieka żeby nie odczuwał czegoś tylko tego skąd się dana emoc
    > ja wzięła oraz jak ma się z tym odczuciem uporać.
    > A s-v zajmuje się WYŁĄCZNIE innym aspektem - czyli właśnie jak w sposób kultura
    > lny i nie raniący innych swoje emocje wyrazić.
    >

    Podpisuję się po tym.
  • kora3 26.06.19, 13:54
    Nie Aquo, nie TYLKO sposób wyrazania odczuć podlega ocenie, ale i same odczucia.
    I nie jest także prawdą, ze "psychiatria nie uczy człowieka itd." Nie tyle uczy, co np. farmakologicznie stara się wyeliminować np. u schizofrenika OMAMY - nieprawdziwe ODCZUCIA, niezgodne z rzeczywistoscią. I nie, chory nie da rady się zytym odczuciem UPORAC, bo to nie zależy od niego, że czuje dany zapach, słyszy dany głos.

    Ciekawe, ze nie odniosłaś się do własnej oceny odczuć Purchawki z innego wątku - rozumiem, ze byłoby to bardzo hmmm niewygodne?smile

    Nie jest prawdą też ze "A s-v zajmuje się WYŁĄCZNIE innym aspektem - czyli właśnie jak w sposób kulturalny i nie raniący innych swoje emocje wyrazić." Otóż wcale nie wyłącznie - zajmuje się też aspektem takim jak ZASADY. Jesli ktoś nie zna zasad, to calkowicie prawidłowe zachowanie czyjeś - np. fakt ze pan pani w towarzyskiej sytuacji pierwszy ręki nie podaje - może - co widać z tego forum choćby odebrać jako przykre zachowanie pana - lekceważenie, niechęć do kontaktów. ODEBRAĆ, czyli tak je ODCZUĆ - błednie je zinterpretować jako czyniące przykrość.

    Założmy, ze tu napisałaby jakaś pani "Zostałam zlekceważona przez kolegę i jest mi bardzo PRZYKRO. Podczas spotkania przywitał ze podając ręke z wszystkimi poza mna. Wszyscy pozostali to byli panowie" - jak Ty byś to skomentowała?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • ola5488 26.06.19, 14:31
    kora3 napisała:

    > Nie Aquo, nie TYLKO sposób wyrazania odczuć podlega ocenie, ale i same odczucia

    Uczucia nie podlegają ocenie moralnej, a tym bardziej pod kątem s-v.
  • kora3 26.06.19, 14:36
    a ja nic Olu nie wspominałam o ocenie MORALNEJ uczućsmile Choć generalnie np. zawiść uważa się za uczucie niskie i niespecjalnie też zgodne z SVsmile

    Ja pisałam o ocenie odczuć jako prawidłowe, albo nie ,czy jak wolisz adekwatne do sytuacji/bodźca.
    I owszem, pod wzgledem SV się je także czasem, ocenia.
    Sporo tu jest wątków o sytuacjach, w których np. ktoś poczuł się urażony czyimś zachowaniem i pojawiają się pytania czy słusznie. Uraza jest odczuciem, nieprawdaż?



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 16:15
    kora3 napisała:

    > Ciekawe, ze nie odniosłaś się do własnej oceny odczuć Purchawki z innego wątku
    > - rozumiem, ze byłoby to bardzo hmmm niewygodne?smile

    Niewygodne? Zapewne pytanie umknęło mi w zalewie opisów rozmaitych Staśków. Nie oceniałam odczuć Purchawki i nie o to ona pytała. Pytała czy naszym zdaniem ma do takich odczuć należyte podstawy.

    > Założmy, ze tu napisałaby jakaś pani "Zostałam zlekceważona przez kolegę i jest
    > mi bardzo PRZYKRO. Podczas spotkania przywitał ze podając ręke z wszystkimi po
    > za mna. Wszyscy pozostali to byli panowie" - jak Ty byś to skomentowała?

    Wyjaśniłabym pani, że zgodnie z zasadami s-v powinna pierwsza wyciągnąć rękę.
  • kora3 26.06.19, 16:37
    aqua48 napisała:
    > Nie
    > oceniałam odczuć Purchawki i nie o to ona pytała. Pytała czy naszym zdaniem ma
    > do takich odczuć należyte podstawy.


    Aquo, no nie kręćże - ocena czy ktoś ma p[odstawy do danych odczuć jest ocena czy są one wg nas prawidłowe do odczucia czy nie w stosunku do sytuacji. Owszem Purchawka o to zapytała - wytłusciłam ci nawet - napisała, ze w takich sytuacjach czuje się lekko urażona ale oczywiscie nie daje tego po sobie poznać. Wczesniej TY pisałaś, ze oceniać mozemy TYLKO postępowanie będące pokłosiem odczućsmile Postępowania - jak wynika z opisu nijakiego u Purchawki nie ma - czuje się urazona, ale nie okazuje tego. Co Ty zatem oceniałaś? No własnie to, czy w opisanej sytuacji są faktyczne przesłanki do tego, by sie urazona czuła, czy nie. A mnie piszesz, że nie oceniac się odczućsmile

    >
    > Wyjaśniłabym pani, że zgodnie z zasadami s-v powinna pierwsza wyciągnąć rękę.

    Ano właśnie, napisałabyś ze kolega jej bynajmniej NIE zlekceważył, bo zachował się jak trzeba. Czyli podważyłabyś sensowność jej poczucia bycia zlekceważoną- i słusznie - bo poczuła się tak nie dlatego, że ktoś ja zlekceważył, tylko dlatego, że MYSLAŁA błędnie, że zlekceważył.

    Myslę, ze kto jak kto ale Ty doskonale wiesz o co mi chodzi tyulko tak się nie wiem ..droczyszsmile Zwróc uwagę, że odczucia ludzi ocenia też jako prawidłowe, albo też nie wymiar sprawiedliwości. Mozna z powodu jakiejś sytuacji poczuć się znieważonym, albo zniesławionym, albo odczuwać , ze zostały naruszone nasze dobra osobiste. Jednak to, czy nasze odczucia w tym zakresie się prawidłowe, zgodne z prawdą obiektywną ocenia sąd. I albo przyznaje nam i naszym odczuciom racje, albo nie.




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 16:45
    kora3 napisała:

    > Aquo, no nie kręćże
    >Ty doskonale wiesz o co mi chodzi tyulko tak się nie
    > wiem ..droczyszsmile

    Myślę że byłoby dużo prościej, a na pewno milej, gdybyś wreszcie uznała Koro, że mam po prostu inne zdanie na wiele tematów niż Ty, zamiast zarzucać mi że kręcę, udaję, czy się droczę. Gwoli wyjaśnień - nie, nie robię tego co mi zarzucasz.
  • kora3 26.06.19, 16:50
    Aquo, mam po prostu takie heh odczucia - bo z jednej strony piszesz, że nie ocenia się odczuć jako prawidłowe, albo nie, a za chwilę, że ocenia się czy są przesłanki do danych odczuć czy nie. Toz to jest zaprzeczenie jedno drugiemu - bo jesli ocenimy, ze nie ma przesłanek, to znaczy ze odczucie ejst nieprawidłowe/nieadekwatne.

    Nie odnosisz się badal do sedna naszego sporu - czy przyznajesz, że w przypadku prywatnego aktu oskarżenia o znieważenie, czy zniesławienie czy cywilnego pozwu o naruszenie dóbr osobistych sad OCENIA odczucia składających akt/pozew?
    Owszem własnie to OCENIA, bo poczuć się zniesławionym mozna niekoniecznie zniesławionym zostając.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 16:52
    kora3 napisała:

    > Aquo, mam po prostu takie heh odczucia

    To skoro znasz zasady s-v zachowaj je proszę dla siebie.
  • kora3 26.06.19, 16:55
    No spodziewałam się takiej reakcji, niestety ...Po prostu nie potrafisz zaprzeczyć, ze sąd ocenia odczucia, to lepiej zrobić, jak robisz smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 17:02
    kora3 napisała:

    > Po prostu nie potrafisz zaprze
    > czyć, ze...

    Nie widzę powodu by w kółko pisać to samo. Ty po prostu nie przyjmujesz tego co piszę do wiadomości, trudno, bywa.
  • kora3 26.06.19, 17:08
    Trudno mi przyjać do wiadomosci nieprawdę Aquo, jak chyba kazdemu z nas smile
    No to jak z tym sądem? smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 17:46
    kora3 napisała:

    > Trudno mi przyjać do wiadomosci nieprawdę Aquo, jak chyba kazdemu z nas smile
    > No to jak z tym sądem? smile
    >
    O matko.. nie Koro, sąd nie ocenia cudzych odczuć, tylko rozsądza czy ktoś miał PODSTAWY do czucia się obrażonym lub zniesławionym, biorąc pod uwagę również intencje oskarżonego.
    Podobnie jak z pytaniem Purchawki.
    Na cudze odczucia sąd nie ma wpływu i nawet jego decyzja mówiąca, że zniesławienia nie było nie neguje tego, że ktoś czuje się skrzywdzony, obrażony czy jest mu przykro. Co więcej - ma do takiego poczucia nadal pełne PRAWO.
    Nie ma prawa jedynie do dochodzenia roszczeń z tego tytułu. I jedynie o tym mówi wyrok sądu, nie o prawie do posiadania takich lub innych uczuć, ani o tym czy te uczucia są złe czy dobre.
  • kora3 26.06.19, 18:47
    aqua48 napisała:
    > >
    > O matko.. nie Koro, sąd nie ocenia cudzych odczuć, tylko rozsądza czy ktoś miał
    > PODSTAWY do czucia się obrażonym lub zniesławionym, biorąc pod uwagę również i
    > ntencje oskarżonego.
    > Podobnie jak z pytaniem Purchawki.


    Zatem sąd ocenia, czy odczucia były obuiektywnie prawidłowe w danej sytuacji, czy też nie byłysmileDokładnie TAK.

    > Na cudze odczucia sąd nie ma wpływu i nawet jego decyzja mówiąca, że zniesławie
    > nia nie było nie neguje tego, że ktoś czuje się skrzywdzony, obrażony czy jest
    > mu przykro. Co więcej - ma do takiego poczucia nadal pełne PRAWO.


    Ależ oczywiście, sąd ocenia tylko czy odczucie było adekwatne do zaistniałej sytuacji, nie moze komuś nakazać, by przestał być niesłusznie urażonysmile

    > Nie ma prawa jedynie do dochodzenia roszczeń z tego tytułu. I jedynie o tym mów
    > i wyrok sądu, nie o prawie do posiadania takich lub innych uczuć, ani o tym czy
    > te uczucia są złe czy dobre.


    Wiesz, osobiscie na własne uszy słyszałam w sądzie takie zdanie "W ocenie sądu oskarżyciel prywatny niewłaściwie rozumie na czym polega zniesławienie i dlatego też poczuł się zniesławiony zupełnie bez podstaw do tego. Sąd rozumie, że oskarżyciel nie zna interpretacji przepisów prawa, niemniej podstaw do ukarania oskarżonej nie ma i dlatego sąd sprawę umorzył" - ja byłam oskarzoną więc słuchałam nader uwaznie uzasadnienia smile

    No tak, napisałam sobie coś tam na łamach i pan POCZUŁ się zniesławiony za pomocą środka masowego przekazu. Pan poza tym, że był pieniaczem, to zwyczajnie nie wiedział, że aby zostać faktycznie zneisławionym za pomocą srodka masowego przekazu podane muszą być szczegóły pozwalające na identyfikację przez szerokie grono odbiorców. Takich szczegółow nie bylo, ale pan wiedział, ze to jest tekst o nim i się poczuł. No i sąd uznał, że pan się poczuł niezgodnie z wymogami art, 212 par. 2 kk i tylesmile
    Jesli ktoś nie ma podstaw do dochodzenia roszczeń z tytułu swego poczucia, to znaczy, że to poczucie nie jest własciwe i tyle.

    I dokładnie tak samo komuś się moze zrobić przykro, że go słabo znana osoba nie zaprosiła dfo siebie, a kogoś innego owszem. Ale nie ma podstaw do oczekiwania, że zaprosi ani do przykrości. To jest tylko w głowie tej osoby.




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 19:46
    kora3 napisała:

    > Zatem sąd ocenia, czy odczucia były obuiektywnie prawidłowe w danej sytuacji, c
    > zy też nie były

    Nie, nie ocenia, bo nie ma do tego żadnych podstaw ani narzędzi. Nie ma odczuć prawidłowych ani nieprawidłowych. Sąd ocenia tylko czy zostało złamane prawo i popełnione przestępstwo lub wykroczenie, a nie prawidłowość cudzych odczuć.

    > Jesli ktoś nie ma podstaw do dochodzenia roszczeń z tytułu swego poczucia, to z
    > naczy, że to poczucie nie jest własciwe i tyle.

    Nadinterpretujesz. To znaczy jedynie że nie ma podstaw do wysuwania roszczeń i tylko tyle.

    > I dokładnie tak samo komuś się moze zrobić przykro, że go słabo znana osoba nie
    > zaprosiła dfo siebie

    No może ale nie jego poczucie decyduje o wykluczeniu..
    Natomiast gdy jest częścią jakiejś społeczności i udziału w zajęciach tej społeczności mu się odmawia, to jest właśnie wykluczenie. Bez znaczenia czy to w pracy uczestnictwo w wyjeździe integracyjnym, szkoleniu dla pracowników, czy zaproszeniu na ślub. Jeśli dotyczy wszystkich prócz niego, to jest to wykluczenie.
  • kora3 26.06.19, 20:29
    aqua48 napisała:
    >
    > Nie, nie ocenia, bo nie ma do tego żadnych podstaw ani narzędzi. Nie ma odczuć
    > prawidłowych ani nieprawidłowych. Sąd ocenia tylko czy zostało złamane prawo i
    > popełnione przestępstwo lub wykroczenie, a nie prawidłowość cudzych odczuć.


    Aquo, siła rzeczy ocenia - jesli bowiem nie zostało złamane prawo, a ktoś czuje, ze zostało, to czuje pod tym względem - nieprawidłowo. W psychologii też istnieje takie pojęcie "badany ma nieuzasadnione poczucie krzywdy" piszą niekiedy biegli. Nieuzasadnione, zatem nieadekwatne do rzeczywistości poczucie.

    >
    > Nadinterpretujesz. To znaczy jedynie że nie ma podstaw do wysuwania roszczeń i
    > tylko tyle.


    ale roszczenia chciałby wysuwać wysuwał w oparciu o swoje błędne odczucie, ze został skrzywdzony.
    >
    > No może ale nie jego poczucie decyduje o wykluczeniu..


    A co zatem decyduje?

    > Natomiast gdy jest częścią jakiejś społeczności i udziału w zajęciach tej społe
    > czności mu się odmawia, to jest właśnie wykluczenie. Bez znaczenia czy to w pra
    > cy uczestnictwo w wyjeździe integracyjnym, szkoleniu dla pracowników, czy zapro
    > szeniu na ślub. Jeśli dotyczy wszystkich prócz niego, to jest to wykluczenie.


    Zupełnie nie tak to widzę Aquo. Pomijając to, ze ze szkoleniem akurat u nas jest to sytuacja bardzo wręcz częsta i jakos kolezanka, której sie hehe udziału w zajęciach naszej społecznosci odmawia w ogóle sie nie czuje wykluczona. Bo kolezanka, choc pracuje z nami wiele lat, jest bardzo fajna i w ogóle, zajmuje się reklamąsmile Trudno, by była wysyłana na szkolenia dla dziennikarzy, prawda? smile Nie przypuszczam też, zeby tego chciała. My też na "jej" szkolenia nie jeździmy i dla wszystkich to jest oczywistesmile No tak, ale w tym naszym małym zespole w oddziale ona jest od reklamy jedna i siłą rzeczy, jak my mamy swoje szkolenie, to ona jako jedyna z tego zespołu w nim NIE uczestniczy, zatem jest hehe "wykluczana", a jak ona ma swoje szkolenie to my nie uczestniczymy, zatem ona jest pewnie "wyrózniana" smile

    Tak, wiem, zaraz możesz mi napisać, że przecież nie o takie sytuacje chodzi i ze to zrozumiałe, iż kobitka z nami pracująca, ale nie jako dziennikarz jeździła na szkolenia dla dziennikarzy, toz byłby czysty absurd.

    Ale ja taką sytuację własnie widzę bardzo podobnie- my na te szkolenia jeździmy, a ona nie, bo nas wszystkich dotyczy tematyka szkolenia zawodowo, a jej nie. Po prostu zawód jest tu wspólnym naszym mianownikiem, który powoduje, że wszyscy poza nią jadą na dane szkolenie. Takim samym mianownikiem może być np. zażyłość z zapraszającym na wesele.

    czy zatem uważam, ze nigdy nie dochodzi do wykluczenia? No nie, nie uważam tak. Wg mnie do wykluczenia dochodzi wówczas, gdy zaprasza się wszystkich z danego pokoju/działu/firmy BEZ WZGLĘDU na stopień zażyłości poza 1 osobą. Wówczas to mi "pachnie" wykluczaniem.
    Oczywiscie też nie zawsze, bo bywają osoby, jak opisany mój kolega, który sam się niejako wykluczył ze swego zespołu w sensie prywatnych kontaktów - nie chodził nigdy na imprezy integracyjne organizowane przez firmę, ani na takie organizowane preywatnie z udziałem całego zespołu, ani zapraszany na indywidualne imprezy z okazji członków tego zespolu. Z czasem przestano go na to zwyczajnie zapraszać, czy spodziewać się ze przybędzie. Dodam, Ze z zespołem nie był skonfliktowany, ani z nikim indywidualnie w nim, ogólnie jest osobą towarzyską, sympatyczna i nie stroni od ludzi. Po prostu taką miał zasadę, ze preaca to praca, a priv to priv - nie hołduję jej, ale szanuje u kogoś.




    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • katja.katja 25.06.19, 09:22
    To jest modne.
    Ja modna nie jestem i uważam, że wykluczać niekiedy wręcz trzeba.
    Jestem też tolerancyjna, więc uważam, że jeśli ktoś chce zaprosić mendę na swoją imprezę "by nie wykluczać" niech zaprasza.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • kora3 25.06.19, 09:55
    Wiesz, tu nie chodzi zaraz o "mendę" koniecznie. po prostu w każdej grupie - towarzyskiej, pracowniczej, a nawet rodzinnej są ludzie będący z sobą w bliskich relacjach i tacy, którzy blisko nie są. Nie widzę zupełnie powodów, dla których osoba taka, która nie jest blisko z zapraszającym miałaby czuć się wykluczona, ze ten nie zaprosi jej np. na swoje wesele.
    Byłam w takiej sytuacji i dalibóg nijaka wykluczona się nie czułam. Byłam nowa w pracy, żenił się gość z mego działu. Wszyscy poza mną zostali zaproszeni na Wessele, a ja nie i nie było to dla mnie NIC nadzwyczajnego.
    Owszem, pewnie czułabym się izolowana, gdyby cały dział (kilka osób dla jasności) skrzykiwał się na piwko po pracy i mnie by nikt nie proponował "Kora, chcemy jutro popiwkowac po pracy, idziesz też/chodź z nami" - bo to byłoby izolowanie z grupy pracowniczej. Ale na wesele zaprasza się przecież osoby sobie bliskie, w pracy nie wszystkie są bliskie i nic w tym nadzwyczajnego. Ja w ogóle nie rozumiem dlaczego ktoś nie będąc z kimś blisko czuje się urazony tym, że jest traktowany dokładnie zgodnie ze stanem faktycznym.
    Jednak, gdybym np. w tamtym czasiwe urządzała jakąś imprezke i zaprosiła wszystkich z pracy i wszyscy odmówili, to owszem, byłoby mi przykro. I zupełnie bez znaczenia dla mnie byłoby, czy się na takie rozwiązanie umówili, czy nie. Bo to by znaczyło, że nikt mnie nie polubił i poza pracą nie chce mieć ze mną nic wspólnego.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 26.06.19, 14:51
    Jesli mogłabyś to odpisz, jak zapatrujesz się w kwestii wykluczania na taką sytuację:
    W pewnej RM zasiada ponad 20 radnych. Wszystkich poza 2 miałam okazję poznać w poprzednich kadencjach, gdy byli radnymi, z racji działalności społecznej, zawodowej, albo po prostu na polu towarzyskim. I z tymi osobami wszystkimi mówię sobie per ty. Jednak dwóch panów nim w tej kadencji zostali radnymi nie znałam wcześniej i jesteśmy na pan/i.

    I tak się do nich zwracam, zarówno w sytuacjach oficjalnych, jak i "poza protokołem", a do pozostałych "poza protokołem" mówie po imieniu. Zdarza się, że np. rozmawiam z 5 radnych, wśród których jest taki "pan" - czy ja pana mówiac mu pan "wykluczam" czy też to zupełnie normalne, że mówie mu pan bo nie jesteśmy na ty, a reszcie po imieniu, bo na ty jesteśmy?



    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 16:19
    ???
    Kompletnie nie rozumiem dlaczego rozpatrujesz zwracanie się do kogoś na pan jako wykluczanie Koro. W Polsce to powszechnie stosowany zwyczaj w kontaktach z osobami obcymi.
  • kora3 26.06.19, 16:45
    No i widzisz, dochodzimy do sedna - mam nadzieję. Tak własnie jest, to powszechny zwyczaj zwracania się do siebie osób obcych. Nie widzisz w tym wykluczania, ze ci dwaj panowie są dla mnie obcy, choć sa oni bardzo małą "grupką" obcych mi osób w składzie całej rady. Po prostu sa obcy i to jest fakt. Nie tylko mówię sobie z nimi na pan/i ale też nie spotykam się z nimi pozasłużbowo, nie zapraszam ich na swoje imprezy, nie rozmawiam prywatnie spotkawszy ich przypadkiem, a jedynie wymieniamy "dzień dobry|" i to - jak sądzę dla Ciebie - znów nic dziwnego i żadne tam "wykluczanie" Dlaczego więc wykluczaniem miałoby być niezapraszanie np. na swe wesele obcych osób z pracy przy jednoczesnym zaproszeniu bliskich?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 16:56
    Koro czy Ty w ogóle wiesz o czym mówisz? Co to jest wykluczenie? Bo mam wrażenie, że gonisz w piętkę i wymyślasz coraz bardziej absurdalne opowieści jedynie by pokazać swoją rację.
    Ja nie będę w tym uczestniczyć. Wykluczam się niniejszym sama smile
  • kora3 26.06.19, 16:59
    Spodziewłam się Aquo, z tym sadzem juz nie dasz rady wybrnać prawda? Rozumiem Cie jakoś tam smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 26.06.19, 20:41
    <<<Dlaczego więc wykluczaniem miałoby być niezapraszanie np. na swe wesele obcych osób z pracy przy jednoczesnym zaproszeniu bliskich?|>|>>
    Kora, tak sie zastanawiam bo piszemy na tym forum o savoir-vivre a wedlug mnie czescia tego jest tez profesjonalizm w pracy. Profesjonalizm w pracy to wlasnie zachowanie profesjonalnych relacji z wspolpracownikami. Bliskie osoby ma sie w rodzinie wsrod przyjaciol a w pracy zachowuje sie pewnie standardy zachowania.Normalne jest to ze w pracy sa zawsze osoby ktore lubimy bardziej , mozemy sie nawet zaprzyjaznic ale nie powinnismy sie zachowywac w sposob ktory alienuje, wyklucza pozostalych czlonkow zespolu.To nie tylko kwestia zaproszen ale ogolnego zachownia w pracy. Dlatego uwazam ze gdy zespol jest maly to zaprasza sie wszystkich lub nikogo a w przypadku wiekszego zespolu normalne jest ze srodki finansowe na to nie pozwalaja wie nikt sie nie obrazi gdy tylko najblizsze osoby sa zaproszone.
  • kora3 26.06.19, 20:54
    Ale moje pytanie do Aquy nie dotyczyło współpracowników przecież smile

    Co do reszty Twego wywodu - zasadniczo się zgadzam, ale nie wszystkie sytuacje są takie czarno-białe.
    Tak, jak u mego partnera w przedostatniej pracy był zwyczaj zapraszania WSZYSTKICH z wydziału, łacznie z panią sekrtetarka na wesele, to uwazam, ze niezaproszenie 1 osoby byłoby wykluczaniem. Bo i tak zapraszało się wszystkich jak leci z około 20 osób - i takich, z którymi zapraszający się przyjaźnił od lat i takich znanych pół roku.

    Jesli jednak nie ma zwyczaju, a jest sytuacja, gdy zapraszająca osoba pracuje z 3 innymi w pokoju i z 2 się przyjaźni, a z 1 ma tylko słuzbowe relacje i jej nie zaprasza, to wg mnie nie jest wykluczanie tylko po prostu pokłosie braku zażyłosci z tą osobą. ów brak zażyłości uprzedzam nie musi oznaczać niechęci wcale - moze to być osoba zwyczajnie "z innej bajki", wręcz taka jak mój kolega, który sam wybra;ł zero integracji z zespołem poza pracą, mało znana, bo nowa - wszystko jedno.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 21:03
    kora3 napisała:

    > Ale moje pytanie do Aquy nie dotyczyło współpracowników przecież smile

    Przecież cały temat wykluczania dotyczy właśnie współpracowników...I o tym piszemy, Ty również Koro.



  • kora3 26.06.19, 21:22
    Tak, ale miałam na mysli ten "podwątek"smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 26.06.19, 21:10
    >>>Jesli jednak nie ma zwyczaju, a jest sytuacja, gdy zapraszająca osoba pracuje z 3 innymi w pokoju i z 2 się przyjaźni, a z 1 ma tylko słuzbowe relacje i jej nie zaprasza, >>>

    W pracy sie pracuje I zachowuje profesjonalne relacje z pracownikami nie 'przyjazni'. Jesli ma sie jedynie sluzbowe relacje z ta 3 osoba to dobre wychowanie I pewnna dyplomacja wymaga aby ja tez zaprosic. To chyba kwestia pewnej dojrzalosci emocjonalnej…..Twoj kolega tak wybral I na pewno by odmowil ale w przypadku takiej duzej uroczystosci jak wesele wypadaloby go zaprosic.
  • kora3 26.06.19, 21:32
    no i widzisz, tiu się róznimy w ocenie, pewnie wynika to z różnych naszych doświadczeń w pracy też. W sensie - z róznych doswiadczeń z relacjami ze współpracownikami. Kiedy ja wychodziłam za mąż z pracy nie zapraszałam - nikogo. Nie ze skapstwa, tylko z nikim nie zdązyłam jeszcze w tej pracy (mojej pierwszej) wejść w taką bliską relację, by na wesele zapraszać. I owszem, jakiś czas po tym, jak zaczęłam tam pracować było kilka slubów w moim dziale i mnie nie zapraszano co wcale mnie nie dziwiło, ani nie było dla mnie przykre. Dlavczego miałoby być, skoro nie bylam bliska dla tych współpracowników?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • heniek.8 26.06.19, 21:36
    Iwonka tak czytam twoje złote rady i myślę sobie "jak tą dziewczynę wychowywano, każdemu zrób dobrze, nawet swoim kosztem, bo jak ktoś się tylko na coś skrzywi to twoja wina"
  • 10iwonka10 26.06.19, 22:14
    Nie przesadzaj Heniek- to sie nazywa 'dyplomacja' a tak wogole to ha,ha w jakim ty mnie dobrym swietle widzisz. Moj maz mowi ze ja sie zachowuje jak typowa jedynaczka ( podobno jedynacy tak robia) ze jak na talerzyku zostanie ostatnie ciasteczko to ja je zawsze capne I palaszuje smile.
  • heniek.8 26.06.19, 22:18
    10iwonka10 napisała:

    > Moj maz mowi ze ja sie zachowuje jak typowa je
    > dynaczka ( podobno jedynacy tak robia) ze jak na talerzyku zostanie ostatnie c
    > iasteczko to ja je zawsze capne I palaszuje smile.

    no to tym gorzej świadczy o tobie - z mężem który teoretycznie jest ci najbliższą osobą się nie liczysz i zjesz ciastko, ale w pracy oddasz je komuś kogo nie znasz / nie lubisz w imię jakiejś dyplomacji?
  • 10iwonka10 26.06.19, 22:25
    E, tam- Mojemu mezowi dieta dobrze by zrobila wiec to dla jego dobra smile. Od nadmiaru slodyczy brzuszysko rosnie.
  • kora3 26.06.19, 22:47
    Fakt, ale Heniek ma troche racji w tym, że kobiety częściej tak rozumują, ze potrafią "ostatnią koszule" oddac w imię tzw. dobrej atmosfery podczas gdy ten komu ja oddają wcale sie o te atmosfere nie stara.
    To tak ja z tymi dobrymi duszami co poszły na wesele naszej byłej koleżanki z pracy - nie odmówilły, zeby jej przykrosci nie robić i ...same się narzziły na przykrosci co było DO PRZEWIDZENIA

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 26.06.19, 23:19
    Ja mysle ze jest gdzies taka granica pomiedzy pewna dyplomacja a byciu wykorzystywanym. Ja az takiego dobrego serca nie mam jak moze sie wydawac z moich postow.Ale moze troche z wiekiem a troche przez fakt ze mieszkam w kraju o troche innej kulturze doceniam ze dyplomacja pomaga czasem zwlaszcza ze praca w biurze to troche jak w dzungli…...mniejsze zwierzaki sa zjadane przez wiekszesmile.
  • kora3 27.06.19, 08:38
    Iwonko, ja rownież uwazam ze sztuka dyplomacji, na kazdym polu, nie tylko w pracy bardzo się przydaje. A jako człowiek już troche doświadczony życiowo i zawodowo - całym sercem jestem przeciwko złośliwemu izolowaniu kogokolwiek itd. ALE - i o tym cały czas piszę - jestem zdroworozsądkowa. Kiedy jest wykluczanie, wtedy jest wykluczanie, kiedy jest sytuacja obiektywna, to obiektywna, kiedy znów jest nadwrażliwość to jest.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 26.06.19, 21:19
    Sytuacja która spotkała z 10 lat temu moją znajomą. Otóż znajoma ta ma siostrę, a siostra miała chłopaka. Nie byli jeszcze zaręczeni, ale parą byli dośc długo, z planami na przyszłość. w pewnym momencie chłopak zerwał z siostrą z dnia na dzień, powodem była znajomość z pewną dziewczyną. Znajoma jej nie znała, nie poznały się nigdy, ale wiedziała która to osoba. Tamta też wiedziała na bank która to siostra byłej jej faceta.Jej siostra bardzo przezyła to rozstanie, leczyła sie nawet na depresję.
    Minał z rok i do pracy w tym samym dziale co moja znajoma przyszła ta dziewczyna. Dział był niewielki, ale nie pracowały razem w pokoju i wiele z sobą nie współpracowały, po prostu "cześć - cześć" i tyle. Tymczasem znajoma planowała swoj ślub i wesele.
    To była jej pierwsza praca, a w firmie był zwyczaj, że zaprasza się cały niewielki dział + szefa tegoż. Znajoma była już na 2-3 weselach kolegów i kolezanek z działu.
    No i miała spory dylemat co robic. Bo tak: wyłamie się ze zwyczaju i nie zaprosi wszystkich z działu, a np. tylko tych, u których ona była n- no nie za bardzo. udawać, ze nie robi wesela, albo ze jej nie stać na zaproszenie ludzi z pracy - nie wchodziło w grę. Zaprosić wszystkich poza tą 1 dziewczyną, no właśnie wyjdzie, ze kogoś wyróżnia nieładnie i jeszcze nową (nie opowiadała w firmie co zaszło na linii siostra- chłopak i nowa pracownica). Zaprosić wszystkich, to sprawić przykrość siostrze. no, ale znajoma liczyła, ze zaproszona była rywalka jej siostry doskonale zdając sobie sprawę, że jej siostra najpewniej będzie na weselu, po prostu odmówi zaproszeniu i wszystko bedzie ok. Niestety się. przeliczyła, dziewczyna zaproszenie przyjeła i przyszła z byłym chłopakiem jej siostry. Nie, skandalu nie było, siostra zachowała klase. Tylko, ze uznała zaproszenie tamtej panny za brak lojalnosaci ze strony znajomej i teraz choć mineło już 10 lat ich relacje, które przed tym zdarzeniem były bardzo zażyłe, są obecnie poprawne, ale chłodnesad siostra dodam ułozyła sobie życie, nie jest więc tak, ze nadal przezywa tamtego chłopaka w samotnosci. Na próby zmiany relacji wprost powiedziała znajomej, że sprawiła jej wswą nielojalnością wielką przykrośc i nie rozumie, jak tak wtedy mogła. Są siostrami i moze na nią liczyć, ale na bliską relację - już nie.

    Tak teraz czytając o tym wykluczaniu co piszecie, zastanawiam sie co wybrałybyście, jakie wyjście z tej sytuacji. Tylko oproszę, postawcie się w sytuacji mlodej pracownicy, a nie swoich obecntch sytuacjach zawodowych i mając na uwadze, że nie dało się udawać, ze nie robi się wesela.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 21:27
    kora3 napisała:

    >co wybrałybyście, jakie wyjście z tej sytuacji mając na uwadze,
    > że nie dało się udawać, ze nie robi się wesela.

    Nie trzeba było niczego udawać, wystarczyło nie informować o weselu i nie zapraszać nań nikogo z pracy. Albo owszem poinformować i zaprosić wszystkich, ale wyłącznie na ślub.
  • kora3 26.06.19, 21:37
    Aquo, prosiłam, zeby postawić się w sytuacji realnej TEJ znajomej. To była wówczas jej pierwsza praca, a w firmie był zwyczaj zapraszania całego działu na slub i wesele! Sama w ramach tego zwyczaju gościła na weselach kilku osób. Nieważne teraz czy my uwazamy takie zwyczaj za fajny, czy za głupi - po prostu był - utarty i tyle.
    Więc nie, że "wystarczyło nie informować o weselu i nie zapraszać nań nikogo z pracy. Albo owszem poinformować i zaprosić wszystkich, ale wyłącznie na ślub.", bo to byłoby jawne wyłamanie się ze zwyczaju i najpewniej narobienie sobie "kwasu" w pracy. Znów - abstrahując od tego czy nam się to podoba, czy nie - taka jest prawda.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 22:01
    kora3 napisała:

    > Aquo, prosiłam, zeby postawić się w sytuacji realnej TEJ znajomej. To była wówc
    > zas jej pierwsza praca, a w firmie był zwyczaj zapraszania całego działu na slu
    > b i wesele! Sama w ramach tego zwyczaju gościła na weselach kilku osób.
    > Więc nie, że "wystarczyło nie informować o weselu i nie zapraszać nań nikogo z
    > pracy. Albo owszem poinformować i zaprosić wszystkich, ale wyłącznie na ślub.",
    > bo to byłoby jawne wyłamanie się ze zwyczaju i najpewniej narobienie sobie "kw
    > asu" w pracy.

    Koro - albo rybki albo pipki. Każdy, nawet utarty zwyczaj może komuś nie odpowiadać z jakiegoś powodu. A takie lokalne, że tak powiem, zwyczaje wcześniej czy później ulegają zmianom, bo ktoś się w końcu wyłamuje.
    Pytałaś o moje zdanie - odpowiedziałam co bym zrobiła na miejscu dziewczyny, a że Ci się moja odpowiedź nie spodoba to łatwo było przewidzieć...
  • kora3 26.06.19, 22:35
    No ja też przewidzialam, ze nie postawisz się w sytuacji dziewczyny, wiec smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 26.06.19, 21:41
    Jak ja bym sie zachowala ? To bardziej ekstremalny przypadek wiec tutaj trzeba cos wybrac.Zaprosilabym wszystkich z zespolu ( wedle zwyczaju)oprocz tej dziewczyny. Ale wzielabym ta dziewczyne na krotka rozmowe w cztery oczy I powiedzialabym wprost - To rodzinna uroczystosc dobrze wiesz jaka jest sytaucja jesli chodzi o moja siostre I bylego chlopaka wiec niestety nie zaprosze cie na to wesele.To nic osobistego pomiedzy mna a toba ale ja musze zachowac lojaknosc wobec siostry.Tak naprawde nie wiemy jaka byl sytuacja czy ten chlopak zdradzal ta siostre czy tez byl jej wierny ale po poznaniu tej dziewczyny stwierdzil ze to jednak nie to. Zdarza sie...nie byli jeszcze po slubie nie mieli dzieci….na pewno to bylo bolesne dla siostry ale takie jest czasem zycie. Gdyby ludzie w pracy zaczeli wypytywac dlaczego ona nie przyjdzie powiedzialabym prawde.
  • kora3 26.06.19, 21:51
    Wiesz, kiedy mi jakiś zcas temu ta znajoma o tej sytuacji powiedziała, przyszło mi do głowy niemal identyczne rozwiazanie jak Twojesmile
    Jak tam było z tym chłopakiem, nie wiem i to w sumie - nie ma znaczenia. W tym zakresie, ze nawet jesli po prostyu zwyczajnie zadurzył się w tamtej i odszedł, to w porządku był i ona też, ale siostrze top w tamtym momencie pewnie niewiele pomagało.
    Inna sprawa, ze dla mnie ta dziewczyna i on mieli niezły tupet! W takiej sytuacji, także gdybym była Bogu ducha winna, w sensie poznała chłopaka i nawet nie wiedziała, ze ma dziewczynę i jej go nieświadomie "odbiła", to i tak bym odmówiła takiemu zaproszeniu- serio.
    Nie zgadzam się z Tobą tylko w jednym punkcie - nie mówiłabym o sytuacji na linii siostra- chłopak - tamta dziewczyna, nawet gdyby mnie ktoś zapytał dlaczego jej nie zaprosiłam. W takiej sytuacji wolałabym powiedzieć "z powodów osobistych" i niestety - narazić się na rózne domysły

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 26.06.19, 22:05
    kora3 napisała:

    > Inna sprawa, ze dla mnie ta dziewczyna i on mieli niezły tupet!

    Dla mnie w tej sytuacji samopoczucie siostry i dobra atmosfera na weselnym przyjęciu byłyby ważniejsze niż jakieś tam kwasy w pracy. A co do tupetu to można było spodziewać się jeszcze gorszej sytuacji...
  • 10iwonka10 26.06.19, 22:20
    Dla mnie tez. Kwestia priorytetow.
  • kora3 26.06.19, 22:38
    Wiesz, no ja rozumiem, ze mogłoby ci na pracy nie zależeć, spotkałam juz w swoim życiu takich ludzi. Ja jednak nie chcialabym narzać ani siostry, ani siebie, dlatego tak jak Iwonka - nie zaprosiłabym tej jednej dziewczyny i podobmnie jak Iwonka w 4 oczy powiedziałabym jej co jest tego powodem.

    "A co do tupetu to można było spodziewać się jeszcze gorszej sytuacji..." - wiesz, nie powiedziałabym, ze należało raczej, ze nie mozna było wykluczyć i dlatego nie nalezało jej zapraszac.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 27.06.19, 08:10
    kora3 napisała:

    > Ja jednak nie chcialabym narzać ani siostry, ani siebie,

    Ale pytałaś o moje zdanie, prawda? Ja zrobiłabym inaczej niż Ty. I nie uważam naruszenia jakiegoś zwyczaju dotyczącego zupełnie PRYWATNYCH spraw za "narażanie" siebie w pracy.
  • kora3 27.06.19, 08:54
    Aquo, rzecz w tym, że jak jest ktoś młodym pracownikiem o małym doświadczeniu i przeciętnych kwalifikacjach - jak owa znajoma wówczas, to niezależnie od tego CO ów uważa na temat jakichś tam zwyczajów w pracy, niekoniecznie jego zdanie na ten temat musi być kluczowe dla innych - no taki lajf smile
    Zwyczajnie i po prostu - gdyby ta znajoma była kimś na wysokim stanowisku, to podejrzewam, ze nie miałaby sie co obawiać zrobić jak proponowałaś. Jednak NIE BYŁA i nie lezało w jej interesie wyłamywanie się z firmowego zwyczaju...Tym bardziej, że wyłamanie się wiązałoby się nie tylko z samym "sprofanowaniem" zwyczaju, ale także miałoby inne ze tak powiem, długofalowe skutki. Po pierwsze, bardzo głupio byłoby wobec tych kilku osób, u których na mocy tego zwyczaju ona na weselu - była (no, ale te mogła zaprosić), ale po drugie - zespół był rozwojowy twz. czyli złożony z młodych ludzi, którzy w perspektywie także mieli śluby i wesela. Nie zapraszajac ich wbrew zwyczajowi panna niejako sama by się wykluczyła z zespołu - bo skoro ona wbrew zwyczajowi nie zaprosiłaby tamtych, to naturalnym byłoby ze kolejne osoby, także wbrew zwyczajowi, za to zgodnie z zasadą wzajemności nie zapraszałyby jej. "Kwasik" byłby zatem bardziej długofalowy, niż tydzień gadania o tym, że P. nie zaprosiła zgodnie ze zwyczajem ...
    Uprzedzam, jasne, gdyby panna nie robiła wesela, tylko przyjątko dla najbliższych (albo i nie), to nikt by z pewnością nie skomentował ze nie zaprosiła, skoro nie robiła. Ale robiła, chciała mieć wesele.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 27.06.19, 09:11
    kora3 napisała:

    > Aquo, rzecz w tym, że jak jest ktoś młodym pracownikiem...

    Koro, pytałaś o to jak bym postąpiła na miejscu tej dziewczyny, prawda?

    Odpowiedziałam na Twoje pytanie, a Ty mi rozwlekle tłumaczysz, że moja odpowiedź była.. zła smile
    Przyjmij do wiadomości zatem, że postąpiłabym inaczej niż Ty to sobie wyobrażasz. Mam inne priorytety i DLA MNIE co innego jest ważne. Nie uważam też za słuszne w każdej sytuacji życiowej postępować tak, aby wilk był syty i owca cała.

    Dziewczyna postąpiła inaczej niż ja bym zrobiła i jak sama pisałaś przez całe życie zbiera owoce swej decyzji - siostra jej tego nie wybaczyła.
    bowiem KAŻDY wybór obarczony jest jakimiś konsekwencjami.

    >Nie zapraszajac ich wbrew zwyczajowi panna niejako sama by się wyklucz
    > yła z zespołu

    A zapraszając wykluczyła się z układu siostrzanego...Pracę można zmienić, siostry drugiej raczej nie dostanie.


    -
  • kora3 27.06.19, 09:23
    Nie no nie cale życie, tylko 10 lat - ale owszem, przemawia do mnie argument ze pracę mozna zmienić a siostry niesmile Na tej samej zasadzie ja uwazam podobnie jak Iwonka w tej sytuacji - lepiej "wykluczyć" kolezanke z pracy, niz sprawić przykrośc siostrze.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 27.06.19, 09:17
    kora3 napisała:

    >wyłamanie się wiązałoby się nie tylko z samym "sprofanowaniem" zwycza
    > ju, ale także miałoby inne ze tak powiem, długofalowe skutki. Po pierwsze, bar
    > dzo głupio byłoby wobec tych kilku osób, u których ona na
    > weselu - była ale po drugie - zespół był rozwojow
    > y twz. czyli złożony z młodych ludzi, którzy w perspektywie także mieli śluby i
    > wesela. Nie zapraszajac ich wbrew zwyczajowi panna niejako sama by się wyklucz
    > yła z zespołu - bo skoro ona wbrew zwyczajowi nie zaprosiłaby tamtych, to natur
    > alnym byłoby ze kolejne osoby, także wbrew zwyczajowi, za to zgodnie z zasadą
    > wzajemności nie zapraszałyby jej.

    Uważam, że mocno przesadzasz Koro. Do pracy nie chodzi się po to żeby uczestniczyć w weselach współpracowników.
  • kora3 27.06.19, 09:34
    Wiem, że moja wypowiedź moze skończyć się kolejną "obrazą" i próba wychowania mnie na porządnego kulturalnego człowieka, ale napiszę wprost Aquosmile
    W czasach, gdy Ty rozpoczynałaś droge zawodową było na serio nie tak nieco, jak bardzo inaczej niż np. 10 lat temu w adekwatnej sytuacji. Tak, wiem, jesteś inteligentna i bystra i sama to dostrzegasz na pewno. Tylko, że dostrzegasz z pozycji osoby już x lat pracującej ze sporym siła rzeczy dorobkiem zawodowym.
    Ja prace zawodowa zaczynałam juz w III RP, ale w specyficznych ze tak powiem warunkach tzw. przejscia smile Gdzie były całkiem nowe firmy, oddziały międzynarodowych, ale także nadal jeszcze niektóre państwowe, albo przekształcone z państwowych. W takiej jak ostani wariant - zaczynałam pracę. I choć tam ludzie z sobą po kilkadziesiąt lat niektórzy pracowali to wcale nie było oczywistoscią, że mówią sobie na ty - prędzej "Panie Jacku, pani Jolu", ani ze się integrują po pracy - niektórzy tak z racji obopólnej zazyłosci, inni - wcale nie.
    Ja sobie z moim zespołem podwładnych po imieniu zaczełam, z mej inicjatywy mówić po jakims roku i to tylko w sytuacjach poza pracą, takie były zwyczaje. Normalnie to panowie mówili do mnie "pani innzynuer" albo "pani kierownik" nie dlatewgo, ze ja taka nadęta byłam i wymagałam, tylko takie były ZWYCZAJE.

    Dziś, poza wyjątkami, jest zupełnie inaczej i to też należy brać pod uwagę rozpatrując sytuacje młodego pracownika. Bo 30 nlat temu było tak czy siak, a teraz jest stety, albo niestety - inaczej smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 27.06.19, 09:54
    kora3 napisała:

    > napiszę wprost Aquo
    > W czasach, gdy Ty rozpoczynałaś droge zawodową było na serio nie tak nieco, jak
    > bardzo inaczej niż np. 10 lat temu w adekwatnej sytuacji.
    > były całkiem nowe firmy, oddziały międzynarodow
    > ych, ale także nadal jeszcze niektóre państwowe, albo przekształcone z państwow
    > ych.

    I co z tego Koro? To na prawdę bez znaczenia czy opisana przez Ciebie pani pracowała w firmie międzynarodowej czy przekształconej z państwowej. Nie ma też żadnego znaczenia dla jej wyboru czy współpracownicy w niej byli ze sobą na pan/pani, czy na ty.

    > 30 nlat temu było tak czy siak, a terazjest stety, albo niestety - inaczej

    Mogłabyś rozwinąć tę światłą myśl?

  • kora3 27.06.19, 10:12
    Moglabym - po prostu kiedyś było inaczej - swiat się zmienia, a z nim firmowe zwyczaje - po prostu. Nie tylko firmowe uprzedzając.
    Powiadasz, ze nie ma znaczenia wyżej opisane - owszem Aquo, MA. Dlatego ma, że wchodząc jako nowa osoba do zespołu siłą rzeczy wchodzisz w jakieś zwyczaje, zasady. Te zasady dotyczą takze np. zwracania się do siebie pracowników. Kiedyś zasadą było zwracanie się formalne"Pani kierownik/inżynier" itd. - formalnie, pozaformalnie - pan/i+ imię, rzadko pan/+ nazwisko, "towarzysza" łaskawie pominęsmile
    Dziś w wielu firmach jest zwyczaj, ze ludzie wszyscy mówią sobie per ty. Jednym się on jak np. mnie podoba, ale innym - niekoniecznie. i te osoby mają wybór: albo dostosować się, albo zmienić pracę. TEORETYCZNIE mozna nie zmieniając pracy wyłamać się z tego zwyczaju - mówić innym per pan/i i tego samego wymagać od nich w stosunku do siebie. Ale takie cos zapewne zaowocuje niemiłym zdumieniem otoczenia, a także być mzoe opinią, że dana osoba słabo integruje się z zespołem, a także - słabo identyfikuje z firma. Raczej ww. nie są atutami w pracy - raczej bo zalezy w jakiej, ale ze tak powiem "wyglada to" - słabo.
    Jesli w firmie jak w opisanej tu sytuacji znajomej panuja familiarne relacje, to wyłamanie się z nich, szczególnie juz - ni stąd ni zowąd - bo przecież wczesniej dziewczyna się integrowała, na wesela współpracowników chodziła, tez wyglada słabo.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 27.06.19, 10:57
    kora3 napisała:

    > Moglabym - po prostu kiedyś było inaczej - swiat się zmienia,

    No coś podobnego! Dobrze, że o tym wspominasz Koro, bo nie wiem co byśmy wszyscy zrobili gdybyś takich rzeczy nie uświadamiała reszcie ludzkości.

    > Powiadasz, ze nie ma znaczenia wyżej opisane - owszem Aquo, MA.

    Dla mnie nie ma.
  • kora3 27.06.19, 13:15
    No widzisz, dostrzegasz, ze swiat się zmienia, ale znaczenia to to dla Ciebie - nie ma smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 27.06.19, 13:45
    kora3 napisała:

    > No widzisz, dostrzegasz, ze swiat się zmienia, ale znaczenia to to dla Ciebie -
    > nie ma smile
    >
    Koro, podziwiam - zadajesz pytanie, po czym zamiast wysłuchać odpowiedzi z punktu się z nią..nie zgadzasz, a przede wszystkim zawsze wiesz lepiej, nawet co dla kogoś innego ma znaczenie a co nie. Niestety, w tym ostatnim tradycyjnie już się mylisz smilesmile
  • kora3 27.06.19, 14:06
    Aquo, pisałam o tym do Ciebie wiele razy ...Moim zdaniem, takie mam odczuciesmile nie bierzesz czesto pod uwagę tzw. warunków brzegowych danej sytuacji.
    Ok, ty napisałaś, ze zrobiłabys tak własnie, bo na pracy by Ci nie zależało. Rozumiem to, sama też nie dałam sobie w pewnej sytuacji w kaszę dmuchać. Ale jednoczesnie rozumiem, ze komuś innemu na pracy mogło zalezeć na tyle, że nie chciał ryzykować. Po prostu ...

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 27.06.19, 14:26
    kora3 napisała:

    > Ok, ty napisałaś, ze zrobiłabys tak własnie, bo na pracy by Ci nie zależało.

    Niczego podobnego Koro NIE NAPISAŁAM...



  • kora3 27.06.19, 14:32
    Dosłownie nie, ale napisałaś, ze pracę mozna zmienić itd. Mozna, ale nie zawsze szybko, nie zawsze się też chciałoby - w tym rzecz.
    Tej dziewczynie zależało na tej pracy, dobrej w niej atmosferze ot i tyle. Takie miała wówczas ODCZUCIA, z którymi chyba nie chciałabyś polemizować, ze jesli nie zastosuje się do firmowego zwyczaju, to bedzie tzw. "czarna owcą", tym bardziej, ze w ramach tego zwyczaju korzystała już z zaproszeń innych osób. Czy by tak było? Bardzo niewykluczone, ze owszem.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 27.06.19, 11:00
    Ja mysle ze z wyjatkiem 'tytulomani' niewiele sie zmienilo jesli chodzi o uklady w pracy.Tak naprawde w tej sytuacji roznie mozna sie bylo by zachowac. Tak jak zrobila ta dziewczyna….tak jak ja bym pewno zrobila...Tak jak Aqua. Sa rozne opcje ciezko oceniac.

    Mysle ze gdyby ona byla kompletnie nowa I tu slub to najlatwiej by bylo rzeczywiscie nikogo nie zapraszac….mogla nie wiedziec o zwyczaju….nie znala ludzi. Natomiast jesli ona byla wzglednie nowa byla juz na kilku slubach I nikogo nie zaprosic....tutaj troche to savoir-vivre niestety zgrzyta.

    Fakt ze rodzina jest wazniejsza niz wspolpracownicy - prace sie zmienia rodziny nie. Natomiast trzeba tez wziasc pod uwage ze jak ktos planuje zostac dluzej w tej pracy to trzeba wziasc pod uwage w jakiej atmosferze bedzie sie tam pracowalo.
  • kora3 27.06.19, 13:34
    Dokładnie o to mi chodziło Iwonko. łatwo się mówi, że zawsze mozna coś tam - nie zaparszać kogoś, nie brać udzialu, nie zastosowac się. Teoretycznie - zawsze mozna, w praktyce bardzo róznie z tym bywa.
    Podejrzewam, ze gdyby mój opisany tu i nieintegrujący sie kolega nie był w czasie gdy przyszedł do tego - nowego i młodego stazem innych także zespołu znanym i uznanym dziennikarzem z dużym dorobkiem, którego szefostwo prezekonało, zeby ten zespół że tak powiem zaszczycił heh swoją osobą, to wcale nie mógłby tak gładko wykazywac zero checi na wszelką integrację. No taka prawda. Po prostu brutalnie mówiąc - to na nim szefostwu zależało bardziej, niz jemu na akurat tej pracy. Gdyby było odwrotnie to śmiem wątpic, czy mógłby sobie na swoją "manierę" bezkolizyjnie pozwolić.
    Po prostu punkt widzenia zależy od punktu siedzienia sad
    Kiedy się tu miałam sprowadzić warunkiem z mej strony było, że musze znaleźć jakąkolwiek pracę. Akurat w branży no nie było w tamtym momencie mozliwosci i znalazłam sobie taką zupełnie odległa od mojego tak wyksztalcenia, jak i dotychczasowego doświadczenia zawodowego. Nie była specjalnie dobrze płatna, ani rozwojowa, ale ja tak mam, że chociaż mogłam do czasu znalezienia sensownego zajęcia być na utrzymaniu mego ówczesnego partnera i swoich heh oszczędności, to nie chciałam i wziełam te pracę.
    Nie miałam jednak cisnienia że MUSZE w niej być. Tymczasem w;łascicielem firmy był typ, który do wszystkich pań, jak wieśc niosła, bo w tamtym czasie tylko 2 pracowałyśmy panie, pracownic mówił "Kaśka" bez względu na to jak miały na imię. Natomiast oczekwiał, że się będzie doń mówić "panie prezesie" - prezesem był, to i nic dziwnego, ze tak się mówiło. Natomiast razu pewnego, gdzieś po 2 -3 tyg. mej pracy tam zwrócił się do mnie per "Kaśka". Zignorowałam typa i nadal robiłam to co robiłam słuzbowego. Wówczas podszedł bliżej i gada "Pytałem panią o coś, nie słyszała pani?" no to ja, że owszem, słyszałm, ze coś mówił, ale do kogoś o imieniu Kasia, a ja przecież nie mam tak na imię, myślałam.,ze rozmawia przez telefon. Normalnym informacyjnym tonem. No to pan juz do tego nie wracał i przypomniawszy sobie hehe jak mam na imię (moze sobie z plakietki wyczytał) zwracał się juz zawsze do mnie per "pani+ imię". Natomiast do mej współpracownicy - równoirzedne stanosiko pracy, ale pani, która jest GRUBO ode mnie starsza, nadal mówił "Kaska" choc nie miała tak na imię, a ona doń "panie prezesie".
    Dlaczegio? No dlatego, ze ta pani była samotną matką dwwójki nastolatków wówczas i drżała, żeby tej pracy nie stracić, bo nie miała też kwalifikacji specjalnych w innej branży, ani doświadczenia.
    I owszem, ja nawet tak delikatnie "stawiając się" temu pacanowi i wskazując mu ze nie pjdę na jego kaśkowanie RYZYKOWAŁAM utratę zajęcia zarobkowego. Tylko daleko w tyle miałam to ryzyko, bo ani to kasa, ani perspektywy, a docelowo tez przecież nie chciałam tam zostać - odeszłam do pracy w swoim zawodzie po 5 miechach. W sumie byłam tam, żeby nie "siedzieć" w domu i tyle. Ta pani była w innej sytuacji i nawet nie mysłała, by suię "stawiać" szefowi i ryzyko utraty tego zajęcia podejmowac sad

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 10iwonka10 26.06.19, 22:10
    >>>Nie zgadzam się z Tobą tylko w jednym punkcie - nie mówiłabym o sytuacji na linii siostra- chłopak - tamta dziewczyna, nawet gdyby mnie ktoś zapytał dlaczego jej nie zaprosiłam. W takiej sytuacji wolałabym powiedzieć "z powodów osobistych" i niestety - narazić się na rózne domysły>>>

    Tu tez mialam mieszane uczucia - ale moze tutaj zachowalabym sie bardziej egoistycznie I powiedzialabym prawde. Bo z 'powodow osobistych' wyszloby ze mam cos przeciwko niej moze jakis konflikt moze jej nie lubie ...zaraz plotki, domysly na pol biura.....'Wiesz ona jej nie zaprosila' a ja bym tutaj byla kompletnie zlapana posrodku I wlasciwie niczemu nie winna. Wlasciwie najlepiej by bylo gdyby ta dziewczyna wykazala sie szybkim refleksem I zaczela glosic wszem I wobec ze zarezerwowala urlop na ten tydzien juz dawno temu….wiec nikt by sie nie domyslil ze jej nie zaprosilam.

    Ale fakt - tupetem sie wykazali.
  • kora3 26.06.19, 22:44
    gdyby ta dziewczyna miała klasę Iwonko to nie byłoby zadnego problemu. Zaproszana "z ogromnym żalem" odmówiłaby zasłaniajac sie jakiś biały kłamstwem - wczesniejsze zobowiazania w tym terminie - np.
    Rzecz w tym, ze no jak już wiemy - klasy nie miała. I diabli wiedza jak też zaregowałaby na brak zaproszenia i te rozmowę w 4 oczy.
    Swoja drogą z tej historii płynie tzw. nauka dla żuka - zeby nie zakładać/nie liczyć ze ktoś zachowa się zklasą, bo się mozna jak moja znajoma - przeliczyć sad

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.