Dodaj do ulubionych

"Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów

17.12.19, 09:19
Natchnął mnie nieco watek Minnie o kawie smile
Mianowicie chodzi o to oprowadzanie gości po domu, mieszkaniu, gdy goszczą pierwszy raz. Na szczęście ja się z tym spotykam rzadko. A na szczęście, bo ...no nie jestem miłośnikiem oglądania cudzych mieszkań/domów. Mam na mysli takie zwyczajne, nie jakies szczególne mieszkadla.
Wg mnie oprowadzenia po domu/mieszkaniu wymaga sytuacja, gdy ktoś ma sie zatrzymać na noc/kilka dni. Bo wówczas lepiej, by wiedział, ze to sypialnia gospodarzy, a nie łazienka i uniknął nocnej wizyty w tym pomieszczeniu np. smile
Ale tak w gosciach to nie widze ani konieczności, ani potrzeby i przyznam, ze dla mnie zwykle żenujące jest, gdy ktoś proponuje, że pokaze swój dom czy mieszkania...Po co bowiem ...Rozumiem, że ktoś jest dumny ze swego likum, chce sie moze pochwalić, ale no niejako zmusza goscia do obchodzenia swej chałupy i kurtuazyjnego zachwalania, najczesciej przy znikomej chęci ze strony tegoż,któremu odmówić przecież nijak ...
Nie, no rozumiem, że znajdą sie tu na pewno miłośnicy współczesnej architektury i wystroju wnętrz mieszkalnych - wierzę. Jednak nie wszyscy takimi są i teraz - jak i kiedy gospodarz powinien zagaić w temacie, by wyczuć, czy trafił na miłosników czy nie - miłośników?

No i kolejna sprawa, o której opowiedziała mi znajoma i która wzbudziła we mnie prawdziwy niesmak. Otóż ją własnie ktoś tam oprowadzał po swym domostwie i w pewnym momencie otworzyl bez pukania zamknięte drzwi informując "A to pokój naszej córki" - w pokoju były dwie dziewczynki w wieku ok. 13 lat, powiedziały "dzień dobry" ale miny miały nietęgie. Nie dziwię sie - chybabym padła jako dziecko, gdyby któreś z moich rodziców ot tak sobie otworzyło drzwi od mego pokoju i zaprezentowało go obcej kobiecie smile Klejne pomieszczenie było puste i zostało zaprezentowane jako pokój syna - nieobecnego na ten moment w domu, lat z tego co znajoma się dowiedziała 18. Też znajomej zgrzytnęło - jak mozna czyjś pokój prezentować pod czyjąś nieobecnośc . No i ciekawe, czy jak kolega syn zaprasza kumli to tez oprowadza po sypialni rodziców, albo ta córka i wchodzą bez pukania. Co myslicie? Spotkaliście sie z czymś takim?


--
Korcia
"droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
Obserwuj wątek
    • flegma_tyczka Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 17.12.19, 10:07
      Tak, w przypadku znajomych, którzy wprowadzili się do nowo wybudowanego domu.
      Oprócz tego nie. Najwyżej pokazują gdzie łazienka itp.

      --
      Forum e-mama się drastycznie starzeje - najbardziej soczystą aferką obyczajową jest fakt, że dwie kobieciny w średnim wieku umówiły się na herbatę i ciasto.
    • mocno.zdziwiona Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 17.12.19, 18:16
      Moi znajomi byli żywo zainteresowani obejrzeniem mojego nowo zakupionego mieszkania oraz wyglądem lokum po remoncie. Sami deklarowali kilkukrotnie chęć obejrzenia. Sama też w sumie lubię oglądać mieszkania po remoncie i znajomi chętnie je pokazują. Więc moim zdaniem po prostu trzeba wyczuć. Mniej znanym osobom raczej nie proponuję wycieczki po mieszkaniu, z jednej strony wychodząc z założenia, że nie będą zainteresowane, z drugiej niekoniecznie mam chęć by oglądały części prywatnie. Ale jeśli zasugerowaliby taką chęć, to skrócone zwiedzanie możemy zrobić.
    • lumeria Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 17.12.19, 19:49
      Lubię oglądać cudze mieszkania, ale ja ciekawska jestem smile Ale tylko jeśli gospodarz sam wychodzi z taka propozycją, sama o to nie proszę.

      Jeśli osoby się chwalą, to dzielę ich radość. To ich chata, jak sobie zainstalują czarna podłogę i pomalują ściany na fioletowo, to ich ból smile

    • zamyslona_ona02 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 19.12.19, 14:56
      Ja nigdy nie oprowadzam (w sumie nie byłoby za dużo do pokazania), ale spotkałam się właśnie z zarzutem, że tego nie robię. Kiedyś koleżanka do mnie zadzwoniła i z żalem powiedziała, że widziała tylko mój salon i łazienkę. Nie wiem jak miałam zaproponować pokazanie sypialni, ale przez chwilę się zastanawiałam czy tak się praktykuje.
    • kocynder Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 19.12.19, 19:13
      Cóż... Jeśli locum to, ujmijmy oględnie, standardowe mieszkanie nie rozumiem "manii oprowadzacza", ale i jednak przy średnim mieszkaniu blokowym owo oprowadzanie siłą rzeczy nie może trwać "Bóg-wie-ile", zwykle jestem w stanie wytrwać, choć entuzjazm przejawiam znikomy. Gorzej jeśli to rozległa willa... Widzę sens tylko w przypadkach:
      a/. zwiedzający ma pozostać gościem na dni kilka - wówczas oprowadzenie ma na celu prezentację rozkładu pomieszczeń i uniknięcie wzajemnego skrępowania gdy gość w poszukiwaniu szklanki wody wparuje z nagła do sypialni gospodarzy.
      b/. spotkanie ma na celu właśnie prezentację nowego domu - wówczas niezależnie od preferencji własnych, albo nie przyjmuję zaproszenia na "zwiedzanie" i na ten czas, albo tez naginam własne niechęci i zwiedzam.
      Otwieranie drzwi do lokali zajmowanych przez innych (nawet nieletnich) członków rodziny to dla mnie kosmos. No, chyba, że to "ciocia z Ameryki", której się pokazuje "A tak mieszka nasz Kubuś" - z tym, że nawet i wówczas lepiej rzeczonego Kubusia o zgodę zapytać - pomijając już detal, że może akurat gościć np swoją dziewczynę i sytuacja może wyjść krępująca - może np chciałby przed prezentacją pokoju nieco posprzątać itp?

      --
      Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
    • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 19.12.19, 21:39
      Lubię, bo w ten sposób można się sporo dowiedzieć o właścicielach domu. Jeśli to nowi znajomi, to bystre oko pozwoli lepiej ich poznać, jeśli starzy - to porównując nowy dom z poprzednim mieszkaniem mogę się podomyślać, co się u nich zmieniło w sensie społecznym/emocjonalnym czy jakimtam.
      Noi podpatrzeć różne pomysły na wnętrza.

      Nie bardzo rozumiem, czemu nie pokazywać pokojów dzieci. Oczywiście pukając i nie wprowadzając gości do środka.

      --
      dont hejt de pleja, hejt de gejm
        • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 10:20
          Jestem za szanowaniem granic, każdy ma do tego prawo.
          Ale pokój dziecka to nie jest granica wrogiego państwa, na terenie którego każdego obowiązuje wiza, ale część mieszkania. A goście to goście. Piszę z własnego doświadczenia - nie miałam nic przeciw temu, żeby dorośli goście oglądali mój pokój. Przeciwnie, byłam dumna, że jestem traktowana po dorosłemu. Kompletnie nie rozumiem, w czym to by miało wyrządzić krzywdę dziecku.

          Zdjęcia w necie to kompletnie inna sprawa, argument mocno nie trafiony.

          --
          feminists aren't humorless just because your jokes suck
          • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 10:31
            Bene, moze masz inne zwyczajnie granice prywatności. Odwróćmy sytuację i wyobraźmy sobie ze to nastolatek odwiedza kolegę pierwszy raz w jego domu. I kolega prezentuje mu sypialnię rodziców ...

            Nie chodzi o to, że pokój dziecka - dorosłego, nastoletniego czy mniejszego to teren wrogi, chodzi o to, że to sfera prywatności czyjejś. To ta osoba moze zaprosić kogoś do swej strefy prywatnej, a nie postronne, kim by nie byly postronne osoby- także rodzicami. Jesli goście przychodzą do RODZICÓW a nie do całej rodziny - a takie sytuacje się przecież zdarzają, to rodzice zapraszają gosci do SWOJEJ peywatnosci, a do prywatnosci dzieci - nie . I rzecz jasna - odwrotnie


            --
            Korcia
            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
            • aqua48 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 10:37
              kora3 napisała:

              > Odwróćmy sytuację i wyobra
              > źmy sobie ze to nastolatek odwiedza kolegę pierwszy raz w jego domu. I kolega p
              > rezentuje mu sypialnię rodziców ...

              No i? Sypialnia, łazi to taki sam pokój jak inne. Też może być fajnie urządzona, z pięknymi zasłonami, starannie dobranymi meblami dodatkami i niespotykanym kolorem ścian. Nie miałabym żadnego problemu z tym, że któreś z moich dzieci chce się pochwalić urządzeniem mojego domu przed kolegami zainteresowanymi aranżacją wnętrz. Bo nie sądzę żeby inne nastolatki chciały zwiedzać smile

              • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 10:59
                Aquo, jak wspomniałam to granice prywatnosci i też zapewne wyniesione z domu takie a nie inne podejscie do cudzej i własnej prywatnosci i poszanowania jej.

                --
                Korcia
                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 11:29
                  kora3 napisała:

                  > Aquo, jak wspomniałam to granice prywatnosci i też zapewne wyniesione z domu ta
                  > kie a nie inne podejscie do cudzej i własnej prywatnosci i poszanowania jej.

                  Miesza ci się.
                  Gość zaproszony, uczestniczy w prywatności. To jest między innymi część frajdy z bycia gościem. Widzi, jakie książki czytamy, jaki mamy styl życia, co nas kręci, a co zupełnie nie. Itd. To jest prywatność.

                  Czym innym jest intymność, czyli sprawy bardzo osobiste.
                  Oczywiście, są sytuacje, w których gość będzie w tym uczestniczył (przypadek, przykra konieczność, albo celowo, za zgodą obu stron). Jednak na co dzien w moim kręgu kulturowym obowiązuje zasada, że intymność jest schowana - dotyczy to nie tylko gości, ale i pozostałych domowników.

                  --
                  Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
                    • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 11:36
                      kora3 napisała:

                      > Mnie sie Bene nic nie miesza - jak nie zapraszam ludzi do oglądania CUDZEGO dom
                      > u, tak i cudzego pokoju.

                      To ciekawe podejście. Krocząc tą ścieżką postępowania, każdy z domowników powinien myć tylko SWOJE, nie CUDZE naczynia albo jeść SWOJE nie cudze masełko. I chlebek. Oraz odkurzać tylko SWOJE nie CUDZE paprochy. Itd.

                      Rodzina to wspólnota, tzn w moim kręgu kulturowym.




                      --
                      feminists aren't humorless just because your jokes suck
                        • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 11:42
                          kora3 napisała:

                          > Owszem, to jest wspólnota, ale to nie znaczy, że jednostki nie mają prawa do pr
                          > ywatnosci i indywidualności

                          W moim kręgu kulturowym nikt nie ma problemu z dawaniem takich praw innym. Rzut oka cioci odziera z indywidualności? Cusz, zdziwko.





                          --
                          cute but psycho. things even out
                          • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 11:55
                            Już Ci pisałam kilka razy - wspomniana ciocia odwiedza RODZINĘ, a nie tylko rodziców dzieci, zatem to inna para kaloszy.
                            Kiedy jest inaczej - ot przykład - ostatnio znajomi mego partnera zaprosili nas na kawę do siebie. Z rozmów z panem mój partner wiedział, ze mają 20- letniego syna studenta. Idąć do tych znajomych szliśmy nie do RODZINY, tylko do tej pary! Syna państwa nie było w domu, gdy przyszliśmy, owszem dom nam pokazali a wskazując na drzwi jednego z pokoi poinformowali, ze to pokój syna. Nic nie wskazywało na to, ze chcą nam go pokazać i słusznie! Młody człowiek pojawił się w trakcie naszej wizyty, normalnie przyszedł się przywitać i poszedł do swojego pokoju i swoich spraw.
                            Skoro nie odróżniasz takiej sytuacji od odwiedzin ciotki to już nic na to nie poradzę

                            --
                            Korcia
                            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                            • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 18:33
                              Kora, kiedy podawałam przykład, moja życzliwa i nader inteligentna wyobraźnia podszeptywała mi, że z pewnością uczepisz się jakiegoś drobiazgu, żeby - kici kici - wywinąć się sianem.

                              Otóż zamknij oczy i wyobraź sobie, że masz 11 lat, do twoich rodziców przyszli ich znajomi, którzy urzeczeni jego niezwykłą estetyką wyrazili chęć obejrzenia go w całości. Słyszysz pukanie do drzwi (albo ktoś spada na klamkę twoich drzwi jak jastrząb na chomika; albo przez uchylone drzwi słyszysz zbliżających się rodziców ze znajomymi) i uzurpująco stają na progu twojego pokoiku i rzucają okiem.

                              Co czujesz? Jakie okropne uczucia przebiegają przez twoją, nagle umęczoną, duszyczkę? Ile lat po tym wydarzeniu masz flashbacki?

                              --
                              śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
                              • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 22.12.19, 10:35
                                Widzisz Bene, tak zostałaś najpewniej nauczona, że nie pasować Ci może tylko coś, co wywołuje wielkie emocje, czy traumę. Ja zostałam wychowana inaczej - mam prawo do swojej prywatnosci, upodobań, gustów, także wówczas, gdy odebranie mi tego prawa nie wywołałoby wielkiej traumy zaraz.
                                Wg mnie każdy ma prawo zapraszać do swej przestrzeni kogo zechce. Tak zostałam wychowana i to prawo miałam już jako mała dziewczynka.
                                Ja wiem, że sa ludzie, ktrych sprawy sa np. przez ich rodziców omawiane z innymi bez ch wiedzy, nawet gdy są oni dorośli. Tacy, za których rodzice odpowiadają na pytania, nawet gdy są dorosli itd. Dla mnie to kosmos i tak samo kosmosem jest/byoby,m gdyby w moją prywatnosc rodzice wprowadzali swoich gości. I odwrotnie

                                --
                                Korcia
                                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                                • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 22.12.19, 10:48
                                  Kora, ja ci już wielokrotnie udowodniłam, ze twoje manipulacyjki czy nieuczciwe chwyty w dyskusji nie robią na mnie najmniejszego wrażenia. A wstawione w miejscu argumentów - tylko bawią, bo dowodzą twojego - ujmijmy to subtelnie - pewnego braku.

                                  Jeśli o mnie chodzi, możesz sobie z nim zostać - możecie nawet być szczęśliwi razem.

                                  --
                                  - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
                                  - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
                                  • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 22.12.19, 11:08
                                    Moze sobie coś zdołasz czasem udowodnić, na mnie Twoje liche sztuczki nie robią wrazenia. Mozesz pokazywać gosciom nawet majtki swoich dzieci, ale to nie ejst standard smile

                                    --
                                    Korcia
                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                  • kocynder Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 12:30
                    Bene - jeśli moja mama zapraszała swoją koleżankę do SWOJEJ prywatności, to nijak nie jest jednoznaczne z tym, że ja ta panią zapraszam do SWOJEJ prywatności. Dziecko ma prawo do SWOJEJ przestrzeni, nie będącej wizytowaną przez psiapsióły mamy, które akurat wpadły na kawkę.
                    "Jednak na co dzien w moim kręgu kulturowym obowiązuje zasada, że intymność jest schowana - dotyczy to nie tylko gości, ale i pozostałych domowników" - a jednak uważasz, że jest ok wpakowanie się do pokoju nastolatka ze SWOJĄ koleżaneczką, żeby jej pokazać jego pokój, mając w... Odwłoku, że może akurat jest ze swoją dzie4wczyną i się całują i DLA NICH to jest intymne? Bo łaskawa mamunia zapukała przed naciśnięciem klamki? W dobrym układzie odczekała pół sekundy zanim wlazła? Intymność, Bene, to sprawa delikatna. I dla każdego nieco inna. Ale tak, wpieprzanie się ze SWOIMI znajomymi do nie4 swojej strefy w domu to JEST naruszenie intymności domownika. Tak jak zapewne byłabyś "super-zadowolona" gdyby twój nastoletni syn zechciał pokazać swoim kumplom wasze mieszkanie i wszedł z nimi do waszej sypialni mając w nosie, że właśnie się przebierasz - bo przecież zapukał...

                    --
                    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
                    • aqua48 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 12:55
                      kocynder napisała:

                      > Bene - jeśli moja mama zapraszała swoją koleżankę do SWOJEJ prywatności, to nij
                      > ak nie jest jednoznaczne z tym, że ja ta panią zapraszam do SWOJEJ prywatności.

                      A dla mnie jest oczywiste, że goście są w jakiś sposób gośćmi CAŁEGO domu. Zatem, że podczas wizyty rówieśników u dziecka rodzice nie uprawiają seksu, nie robią prania, generalnych porządków w szafach, lub nie czyszczą butów, zarzucając akcesoriami cały przedpokój, a podczas wizyty u rodziców dziecko powinno się przywitać posiedzieć chwilę wspólnie i zamienić kilka zdań z ich gośćmi, a nie zamknąć drzwi od swojego pokoju i udawać że go nie ma. Ja z mojego domu rodzinnego wyniosłam taki rodzinny sposób przyjmowania gości. Nie "hotelowy",.
                      • kocynder Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 13:33
                        Aqua - wyjść, przywitać się - oki. Aloe nadal nie ma to nijak pakowania się mamusi z psiapsiółą do pokoju nastolatka, który, nieprawdaż, jest takim cudem projektanckim że Dowborowa z "Nowy dom" (czy jak to tam szło) by wysiadła. I tu całkowicie zgadzam się z Korą - są goście "ogólnodomowi", do których wypada nie tylko przyjść, powiedzieć "Dzień dobry" i w sumie dość. Jak przyjeżdżał mój wujek z ciocią z drugiego końca Polski - nie tylko wychodziłam z mojej "nory", ale spędzałam z wujostwem sporo czasu i bez żadnych oporów pokazywałam im np nową tapetę czy inne "nowości" w moim pokoju. A teraz skup się, będzie trudne. JA. Sama. Na własne życzenie. Bliskiemu wujostwu. Ale ciężki szlag by mnie trafił gdyby moi rodzice np zapraszając swoich znajomych (którzy już do gości "ogólnodomowych" nie należą - i nie ma znaczenia, że dobrze znam pana Zbyszka czy panią Halinkę, że robiłam im herbatę i bez problemów potrafię rozmawiać!) NIE ZAPYTAWSZY MNIE WCZEŚNIEJ wprowadzili ich do MOJEGO pokoju! I tak, zaskoczę cię, być może, ale bywało np, że był u mnie mój chłopak, a w tym czasie przyszedł ktoś znajomy do rodziców. I tak, mój chłopak przychodził DO MNIE, gdyby nie ja raczej nie wizytowałby moich rodziców. I siedzie4liśmy w moim pokoju. Pan Michał przychodził do rodziców, gdyby nie oni do mnie by nie przychodził na pewno. Spędzali czas w pokoju rodziców. I tak, jak dla nich nie byłoby w porządku, gdybym będąc wczesną nastolatką upierała się siedzieć przy dorosłych - tak dla mnie byłoby krępujące, gdyby mięli tak "niehotelowy" jak to określiłaś, styl i upierali się siedzieć ze mną i moim chłopakiem, albo też gdybym musiała się liczyć, że "niehotelowo" w każdej chwili mamunia może mi się wpakować ze stadem swoich koleżaneczek... No, na sezczę4ście moi rodzice mięli styl "hotelowy": przed wejściem do mnie pukali (i czekali na "proszę"!), uważali, że moja przestrzeń jest po prostu moja i wara im ją naruszać, bez konkretnych przyczyn. Analogicznie - mi nie przyszłoby do głowy pakować się do ich sypialni bez zaproszenia - nie dlatego, że uprawiają tam seks (co za, swoją drogą, idiotyczne określenie "te sprawy", w XXI wieku...), ale dlatego, że mogą pracować, odpoczywać, robić COKOLWIEK, co chcą robić sami, we dwoje, bez córki. I tak, może cię to oburzać, ale jak miałam sprawę do rodziców a oni byli "u siebie" - to pukałam do drzwi i nie wpieprzałam się "bo ja mam sprawę", a spokojnie czekałam, aż usłyszę zaproszenie, ewentualnie przez drzwi pytałam "Robię herbatę, też chcecie?". I nie, wbrew temu, co możesz myśleć - mam bardzo dobre stosunki z rodzicami, serdeczne i zażyłe. Są moimi najdawniejszymi i jednymi z najlepszych przyjaciół. I poszanowanie strefy drugiego domownika nie ma tu nic do rzeczy.

                        --
                        Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
                        • aqua48 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 14:29
                          Rozumiem, że masz po prostu inny sposób przyjmowania gości. Ja się szybko zaprzyjaźniam i ciekawią mnie inni ludzie, zawsze lubiłam pogadać sobie z przyjaciółmi moich dzieci, a gdy sama w młodości szłam do koleżanki,a jej akurat nie było w domu (czasy sprzed telefonów komórkowych) to jej mama często mówiła - poczekaj, jeśli możesz, Zosia będzie za godzinę, siadałam i gadałyśmy z jej mamą, podobnie też moja Mama też zawsze ucinała sobie jakąś pogawędkę z moimi gośćmi. I nie oznacza to wcale, że nie mogłam w spokoju porozmawiać z moimi koleżankami sam na sam, lub że nie pozwalałam na to samo moim dzieciom smile Jak przychodzi kolega do męża w jakimś interesie, to też zawsze przyjmujemy go razem, a najwyżej jak rozmowa schodzi na ściśle zawodowe, szczegółowe sprawy, totalnie mnie nie interesujące, to ja się wycofuję.
                          Nie było natomiast nigdy u nas tak, że ktoś kto przychodzi do jednego domownika wchodzi i zamyka się w jego pokoju. Aczkolwiek wiem, że i tacy ludzie istnieją smile
                    • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 18:39
                      kocynder napisała:

                      > Bene - jeśli moja mama zapraszała swoją koleżankę do SWOJEJ prywatności, to nij
                      > ak nie jest jednoznaczne z tym, że ja ta panią zapraszam do SWOJEJ prywatności.
                      > Dziecko ma prawo do SWOJEJ przestrzeni, nie będącej wizytowaną przez psiapsiół
                      > y mamy, które akurat wpadły na kawkę.

                      Ale dziecku ta pani nie zabiera JEGO przestrzeni. Nikt tu nikogo nie krzywdzi.

                      > "Jednak na co dzien w moim kręgu kulturowym obowiązuje zasada, że intymność jes
                      > t schowana - dotyczy to nie tylko gości, ale i pozostałych domowników" - a jedn
                      > ak uważasz, że jest ok wpakowanie się do pokoju nastolatka ze SWOJĄ koleżaneczk
                      > ą, żeby jej pokazać jego pokój, mając w... Odwłoku, że może akurat jest ze swoj
                      > ą dzie4wczyną i się całują i DLA NICH to jest intymne?

                      Istnieje coś takiego jak pukanie.
                      Nie chodzi mi tu o kolokwialne określenie seksu, ale odgłos, jaki wydają drzwi, stuknięte parę razy palcem.

                      Bo łaskawa mamunia zapuk
                      > ała przed naciśnięciem klamki? W dobrym układzie odczekała pół sekundy zanim wl
                      > azła?
                      Intymność, Bene, to sprawa delikatna. I dla każdego nieco inna. Ale tak,
                      > wpieprzanie

                      Hm, piszesz o uprzejmości w nader oryginalny sposób. Taki nowatorski raczej.

                      się ze SWOIMI znajomymi do nie4 swojej strefy w domu to JEST narusz
                      > enie intymności domownika. Tak jak zapewne byłabyś "super-zadowolona" gdyby twó
                      > j nastoletni syn zechciał pokazać swoim kumplom wasze mieszkanie i wszedł z nim
                      > i do waszej sypialni mając w nosie, że właśnie się przebierasz - bo przecież za
                      > pukał..

                      W moim kręgu kulturowym jeśli puka się do zamkniętych drzwi, należy poczekać na równie uprzejme 'proszę'.
                      To naprawdę świetny wynalazek, polecam.


                      __
                      dont hejt de pleja, hejt de gejm
                      • kocynder Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 21:24
                        "dziecku ta pani nie zabiera JEGO przestrzeni. Nikt tu nikogo nie krzywdzi"
                        Rzeczona pani dziecka nie krzywdzi i nie odbiera mu niczego - poza odebraniem mu prawa do SWOJEJ przestrzeni - za zgodą mamuńci. I tak, pani za zgodą rodzica wkracza w PRYWATNĄ przestrzeń dziecka nie licząc się z wolą i chęcią właściciela przestrzeni.
                        "Istnieje coś takiego jak pukanie"
                        No i? Biorąc pod uwagę twoje poprzednie wypowiedzi o "poszanowaniu intymności" powątpiewam, byś respektowała "Mamo, nie życzę sobie ani ciebie ani twoich koleżanek"...
                        "piszesz o uprzejmości w nader oryginalny sposób"
                        Nie piszę o uprzejmości, a poszanowaniu prawa dziecka do posiadania własnej przestrzeni i decydowania o niej. Skoro i tak to TY i tylko TY decydujesz, że chcesz pokazać psiapsiółce jaki regał ma twoje dzieckio i dziecko nie ma nic do powiedzenia - to może nie zawracaj głowy "pokojem dziecka", albo po prostu wywal drzwi do jego pokoju - wówczas nawet problem pukania ci odpadnie...

                        --
                        Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
                        • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 22:02
                          Nie bardzo rozumiem twój jadowity ton. Jakaś trauma jednak z dzieciństwa w postaci szeregu ciotek, sąsiadów i zupełnie obcych ludzi, maszerujących przez twój skromny pokoik?

                          Bo ja, jak pisałam, byłam dzieckiem, i wielokrotnie przeżyłam opisaną przez ciebie sytuację. I, jak pisałam, byłam nawet dumna z mojego pokoju. Nijakiej traumy, zażenowania, poczucia pogwałcenia mojej prywatności, praw dziecka, praw człowieka czy nawet lekkiego niezadowolenia nie przeżyłam. Oprócz zadowolenia nie towarzyszyły temu silniejsze uczucia.

                          Więc kompletnie nie czaję, o czym piszesz i to w tak ultraemocjonalnym tonie. Ale na wszelki wypadek szczerze współczuję, trochę wygląda na to, że miałaś koszmarne dzieciństwo.



                          --
                          Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
                          • kocynder Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 23:17
                            Dziękuję za głęboką psychoanalizę pani doktor. Ale myli się pani kompletnie. Miałam bardzo fajne dzieciństwo i świetnych rodziców. A fakt, że dla twoich ekshibicjonizm jest ok i tego cię nauczyli to serio mnie moja trauma i nie mój problem.
                            Co jest jadowitego w stwierdzeniu, że nie masz poszanowania dla własności dziecka, bo nie przyznajesz mu prawa do odmowy zwiedzania pokoju przez jakieś obce mu baby a twoje koleżanki? No, taki obraz się z twoich postów wyłania, nie moja wina. Jeśli jest inaczej - to ok, napisz, bo na razie to wygląda właśnie tak, że równie dobrze możesz w ogóle zlikwidować drzwi do pokoju dzieci bo i tak wejdziesz jak ci się chce i wpuścisz tam kogo TY chcesz.
                            Fakt, że TY nie czaisz, że ktoś może mieć inaczej niż ty dość definitywnie kończy rozmowę. Bo wiesz, miałam taką koleżankę, miłośniczkę jazzu. Rozmowy na temat muzyki z nią wyglądały mniej więcej tak:
                            - Posłuchaj tego kawałka, jest boski!
                            - Kasiu, ale ja nie lubię jazzu.
                            - Jak możesz nie lubić? Przecież to jest genialne!
                            - No, ale ja nie lubię.
                            - Po prostu nigdy nie słuchałaś dobrze granego jazzu!
                            - Słuchałam, Kasiu, i nie lubię.
                            - Ale musisz lubić! Ta fraza, kiedy oni tak na trąbkach jest upajająca!
                            - Może, ale ja na prawdę nie lubię jazzu.
                            - Ale posłuchaj tego! Na pewno polubisz!

                            Per analogiam:
                            - Wchodzenie do czyjegoś pokoju pod nieobecność bądź bez wyraźnej zgody gospodarza jest nie w porządku.
                            - Ale nic się nie stanie jak koleżance pokażę pokój mojego dziecka.
                            - Nic się nie stanie, ale o ile dziecko samo nie chce pokazać swojego pokoju to jest nie w porządku.
                            - Ale nikt przecież mu nie robi krzywdy!
                            - Owszem, ale nadal rodzic, wprowadzając SWOICH gości bez wyraźnej zachęty ze strony dziecka narusza jego strefę.
                            - A ja zawsze swój pokój pokazywałam i byłam dumna!
                            - I co to ma do rzeczy? Nie każdy ma tak jak ty.
                            -Oj, wielkie mi co! Nic dziecku nie ubędzie jak moja koleżanka zobaczy jego regał!
                            - Nie ubędzie, ale nadal jest to wobec dziecka nie w porządku
                            i tak dalej.

                            --
                            Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
                            • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 22.12.19, 10:44
                              O, znowu ci się ulało, tym razem jeszcze obficiej.

                              Wybacz - twój ultraemocjonalny i ordynarny ton to nie jest coś, co cenię w dyskusjach. Więc bardzo krótko: jestem ostatnią osobą, która by nie szanowała prywatności moich dzieci. Gdybym je miała. Dlatego pisałam o swoim dzieciństwie i o swoich doświadczeniach jako dziecka. Twoje - bez obrazy - głupawe zarzuty są wobec tego jak kulą w płot, bo nijak się mają do moich doświadczeń.

                              -
                              dont hejt de pleja, hejt de gejm
                      • kocynder Re: Dokładnie Kocynder nt.:) 23.12.19, 08:27
                        Cóż - do Bene nie dociera, że odmawiam dyskusji z kimś, kto jako argumentu używa "Ja lubię jazz i w związku z tym nie tylko nikomu nie powino wadzić, że puszczam na cały regulator, ale jeszcze wszyscy powinni wraz ze mną radośnie biegać na koncerty. Bo ja tak mam. I nie czaję że ktoś może nie lubić jazzu czy głośnej muzyki w ogóle." A Bene dokładnie to prezentuje.
                        Z tym, że rozumiem iż osoba niezbyt obyta może "nie czaić", że nie wszyscy mają jak ona. Miałam dość dawno temu taką znajomą - chowana co prawda w3 mieście, ale pod kloszem, w sumie zero kontaktów poza ściśle nadzorowanymi przez rodziców itd. No i ona właśnie "nie czaiła", że NIE JEST normą iż dwudziestoparolatka kończąca studia jest na zajęcia przywożona i odbierana przez tatusia, że o 21:00 idzie spać, że nie obejrzy w tv horroru, bo mama nie pozwala. Dla niej to było normalne. I kompletnie nie rozumiała, że jej "norma" nijak się ma do norm innych ludzi - uważała, że to my (czyli reszta grupy) mamy zaburzone relacje rodzinne, że czemuś nienawidzimy rodziców (bo np wypad do kina urządzamy, zamiast film obejrzeć w domu z mamą i tata na sofie)...

                        --
                        Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
              • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 11:04
                aqua48 napisała:

                > No i? Sypialnia, łazi to taki sam pokój jak inne. Też może być fajnie urządzona
                > , z pięknymi zasłonami, starannie dobranymi meblami dodatkami i niespotykanym k
                > olorem ścian. Nie miałabym żadnego problemu z tym, że któreś z moich dzieci chc
                > e się pochwalić urządzeniem mojego domu przed kolegami zainteresowanymi aranżac
                > ją wnętrz. Bo nie sądzę żeby inne nastolatki chciały zwiedzać smile

                Otoż to.
                Mam wrażenie, że Korą kieruje jakaś zaawansowana pruderia (bo sypialnia rodziców to miejsce, gdzie oni robią te rzeczy, więc nie uchodzi po prostu pokazywać) albo/i po prostu miesza to, co intymne, z tym co prywatne. Zapraszając kogoś do domu, zapraszamy go do naszej prywatności.

                --
                a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
                • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 11:30
                  Oj Tobie się wszystko kojarzy Bene - ciekawe dlaczego ?smile Nie, sypialnia kogokolwiek to jego prywatna przestrzeń - jesli czyjaś, a nie moja, to nie uzurpuje sobie prawa prezentowania jej swoim gosciom. Nie potrafię tego wytłumaczyć komuś, kto takich oporów nie ma - spróbuję na przykładzie. W zeszłym roku na swieta przyjechała do nas moja mama i została po nich też na trochę. Zajęła pokówj i gdy przyszła do mnie dawno niewidziana kolezanka, która ostatnio u mnie była, gdy jeszcze mieszkałam gdzie indziej i wyraziła chęć "zwiedzenia" naszego mieszkania, to jej pokazałam NASZA sypialnie, kuchnię łazienkę i pokój wolny, bo salon już widziała przecież - skoro chce dlaczego nie. A wskazując na zamknięte drzwi pokoju zajmowanego przez moją mame, nieobecną w tamtym momencie w domu - a tu mamy jeszcze jeden pokój, teraz zajmuje go moja mama, która nas odwiedziła. Nie przyszłoby mi do głwoy otwierać tego pokoju i pokazywasć urządzenie go, gdy tam czasowo mieszkała moja mama, bo na ten czas był to nie nasz, a JEJ pokój smile

                  --
                  Korcia
                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                  • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 11:41
                    kora3 napisała:

                    > Oj Tobie się wszystko kojarzy Bene - ciekawe dlaczego ?smile

                    Po prostu próbuję zrozumieć nieco kręte ścieżki twojego umysłu.

                    Nie, sypialnia kogoko
                    > lwiek to jego prywatna przestrzeń - jesli czyjaś, a nie moja, to nie uzurpuje
                    > sobie prawa prezentowania jej swoim gosciom.

                    Biedne sześciolatki, których rodzice uzurpują sobie prawo do pozwolenia zaproszonemu rzucenia okiem na ich pokoiki. Zagarnięcie władzy wbrew prawu. A potem muszą biedactwa na terapię.

                    Nie potrafię tego wytłumaczyć kom
                    > uś, kto takich oporów nie ma - spróbuję na przykładzie. W zeszłym roku na swiet
                    > a przyjechała do nas moja mama i została po nich też na trochę. Zajęła pokówj i
                    > gdy przyszła do mnie dawno niewidziana kolezanka, która ostatnio u mnie była,
                    > gdy jeszcze mieszkałam gdzie indziej i wyraziła chęć "zwiedzenia" naszego miesz
                    > kania, to jej pokazałam NASZA sypialnie, kuchnię łazienkę i pokój wolny, bo sal
                    > on już widziała przecież - skoro chce dlaczego nie. A wskazując na zamknięte dr
                    > zwi pokoju zajmowanego przez moją mame, nieobecną w tamtym momencie w domu - a
                    > tu mamy jeszcze jeden pokój, teraz zajmuje go moja mama, która nas odwiedziła.
                    > Nie przyszłoby mi do głwoy otwierać tego pokoju i pokazywasć urządzenie go, gdy
                    > tam czasowo mieszkała moja mama, bo na ten czas był to nie nasz, a JEJ pokój :

                    Ależ mama, jak rozumiem, nie jest domownikiem, tylko gościem? Nie mieszkacie razem od co najmniej dwudziestu paru lat.
                    A nie pisałam, że ci się miesza?

                    --
                    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
                    • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 11:57
                      To nie ma znaczenia czy mieszka, czy tylko nas odwiedziała - nic mi się nie miesza. Na ten moment to była przestrzeń prywatna mojej mamy, która tych ludzi nie zna i nie ma najmniejszego powodu, żeby im prezentować jej, nawet czasowe, lokum

                      --
                      Korcia
                      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                      • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 18:29
                        kora3 napisała:

                        > To nie ma znaczenia czy mieszka, czy tylko nas odwiedziała

                        Ależ ma - zasadnicze. Mama ma status gościa, nie domownika.

                        - nic mi się nie mie
                        > sza.

                        OK OK, skoro tak piszesz. Chociaż cała twoja aktywność w tym wątku dowodzi, że jednak tak.

                        > Na ten moment

                        (Ratunku! Kancelaryzm! I ty uparcie twierdzisz, ze pracujesz w języku!)

                        to była przestrzeń prywatna mojej mamy, która tych ludzi nie
                        > zna i nie ma najmniejszego powodu, żeby im prezentować jej, nawet czasowe, lo
                        > kum

                        Jej, nawet tymczasowe, gościowe lokum. Bo twoja mama od dwudziestu paru lat nie mieszka z tobą i jest gościem.

                        --
                        Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
                • minniemouse Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 01.01.20, 03:10
                  bene_gesserit napisała:
                  Zapraszając kogoś do domu, zapraszamy go do naszej prywatności.


                  - do OGRANICZONEJ prywatności. "mój dom-moja twierdza".

                  Gość jest zaproszony tam, gdzie mu się wskaże że ma spocząć.
                  zazwyczaj jest to salon czyli tradycyjnie pokój z zestawem kanapa (czasem narożnikowa) + stolik + fotele + sprzęt RTV + kredens i/lub regaly na ksiazki.
                  krotko mowiac, typowy pokój rozrywkowo wypoczynkowy przeznaczony dla większej ilości osób i spełniający różne funkcje.
                  pomieszczenia takie jak sypialnia, biuro, biblioteka - to miejsca do których bez wyraźnego zaproszenia sie nie wchodzi. kuchnia zresztą też nie. wyjątkiem jest łazienka, z przyczyn zreszta obiektywnych. a i to, o ile jest wiecej niz jedna, korzysta się z tej która wskaże gospodarz/gospodyni.

                  - podobnież podanie tortu na stół nie oznacza iż gość może sobie z miejsca na talerzyk zgarnąć polowe. ani nawet dwie porcje...

                  Minnie

                  --
                  Savoir Vivre czyli jak się zachować
            • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 10:51
              kora3 napisała:

              > Bene, moze masz inne zwyczajnie granice prywatności. Odwróćmy sytuację i wyobra
              > źmy sobie ze to nastolatek odwiedza kolegę pierwszy raz w jego domu. I kolega p
              > rezentuje mu sypialnię rodziców ...
              >
              > Nie chodzi o to, że pokój dziecka - dorosłego, nastoletniego czy mniejszego to
              > teren wrogi, chodzi o to, że to sfera prywatności czyjejś. To ta osoba moze zap
              > rosić kogoś do swej strefy prywatnej, a nie postronne, kim by nie byly postronn
              > e osoby- także rodzicami. Jesli goście przychodzą do RODZICÓW a nie do całej ro
              > dziny - a takie sytuacje się przecież zdarzają, to rodzice zapraszają gosci do
              > SWOJEJ peywatnosci, a do prywatnosci dzieci - nie . I rzecz jasna - odwrotnie


              Nie wiem, może to kwestie wychowania, bo trudno mi zrozumieć twój punkt widzenia. Obojętnie, do kogo przychodzili goście w moim rodzinnym domu - do nas dzieci, czy do rodziców - byli to goście całego domu. Wychodziłam witać i żegnać się z kolegami taty, robiłam kawę albo herbatę na ich dłuższe nasiadówki, nawet jeśli przychodzili obgadać sprawy związane z jego pracą, z moimi kumpelami rodzice zawsze chętnie wymieniali choćby parę zdań. Itd. Tak po prostu u nas było, dla mnie to normalne.

              Jak już napisałam, byłam zadowolona i dumna, że mój pokój jest pokazywany gościom tak jak inne.
              Ale, oczywiście rozumiem, że dla ciebie mogło by to być - z tajemniczych powodów, bo ich nie przedstawiłaś - wydarzenie traumatyczne, a co najmniej krzywdzące.

              Jeśli ktoś chce obejrzeć moje dorosłe mieszkanie (tylko na życzenie, jak się zgada o urządzaniu wnętrz), to naszą sypialnię też pokazuję. Robię to tym chętniej, że wszyscy są pod wrażeniem.


              --
              Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
              • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 11:05
                Jak wspomniałam, to kwestia prywatnosci i poszanowania jej - cudzej i własnej. Jesli chodzi o podejmowanie gosci Bene, to z grubsza było u mnie tak, jak u Ciebie - z witaniem się czy rozmowami. Niemniej no byli goscie, ktrzy z załozenia odwiedzali nas wszystkich - rodzinę, a byli goscie rodziców, moi, czy mojej siostry. Z tymi ze tak powiem indywidualnymi jasne, ze sie witało, wymieniało czasem parę zdań, ale nie naprzykrzało swą obecnoscią - żadna ze stron. Nie wiem jak u Ciebie np. ale u mnie, jak do mnie przyszła kolezanka, kolega czy chłopak, to wszyscy nie wylegali zaraz do przedpokoju, tylko ta osoba co przyszla mówiła dzień dobry - jesli nowo poznana osoba to zaprowadzałam ją do rodziców "Poznajcie to mój kolega X, a to moi rodzice i siostra". To samo tyczyło się mojej siostry, ale tez moich rodziców. Poznajcie nasze Korcię i K. i tyle, zasadniczo rodzice nas nie absorbowali swoimi goścmi, ani my ich.

                --
                Korcia
                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 11:20
                  To cudownie, ale nadal nie rozumiem, co tak potwornie traumatycznego jest w tym, że zaproszony do domu gość rzuci okiem na pokój malucha czy nastolatka.

                  Co, tak konkretnie, dużymi literami, może być w twoim stylu, czyli na czterech stronach papieru A4, z małą ilością akapitów. Dzięki z góry.

                  --
                  śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
                  • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 11:24
                    Normalnie to, że to jest prywatna przestrzeń Bene o mozemy zostać do niej zaproszeni tylko przez tego, do kogo ona należy - po prostu.

                    --
                    Korcia
                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                    • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 11:32
                      Twoja lakoniczna odpowiedź zbiła mnie z tropu. Ale nadal proszę o odpowiedź: co się stanie, jeśli daleka krewna, zaproszona przez rodziców rzuci okiem na twój pokój.

                      Masz, powiedzmy 10 lat i rodzice pukają do drzwi twojego pokoju - wiesz, że stoją tam z ciocią z Ameryki, której chcą pokazać twój pokój. Drzwi się otwierają iiii...
                      Co konkretnie się dzieje, jakie potworne uczucia ci towarzyszą, jak się czujesz po zakończeniu rzutu okiem?

                      (Tylko, błagam, nie pisz, że nie masz cioci z Ameryki, a twoi rodzice nigdy by nie pokazali tej cioci której nie masz twojego pokoju, bo szanowali twoją prywatność).

                      --
                      feminists aren't humorless just because your jokes suck
                      • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 11:48
                        Widzisz, ciocia z Ameryki to jest onna para kaloszy i pisałam o tym ..Są goscie, którzy z załozenia odwiedzają całą rodzinę i wspomniana ciocia takim gosciem jest. Wobec goscia tego rodzaju, niekoniecznie zaraz zagranicznegosmile i niekoniecznie zatrzymującego sie na dłużej wszyscy domownicy są gospodarzami, bo wszystkich ich taki gośc w tym momencie odwiedza.
                        Wypada by wszyscy byli obecni w domu (no chyba, ze jakaś siła wyższa) i wszyscy zabawiali wspólnego goscia.

                        Wg mnie z gosciem indywidualnym - to jest odwiedzajacym tylko czesc domowników jest inaczej. Wypada się przywitać i wypada miec dalej swoje plany z gosciem niezwiązane - gdy nie jest sie tym domownikiem, który goscia zaprosił, tylko np. dzieckiem, albo rodzicem gospodarzy. Nie ma zatem zupełnie powodu, by musiec zapraszac takiego goscia d swej prywatnoisci, albo by robił to ktos inny.

                        W opisanej w wątku sytuacji rodzice - gospodarze nie zapukali do pokoju córki. Ale nawet gdyby zapukali, to też sytuacja mocni niezrezcna. dziwczynka miałą swojego goscia i nim sie zajmowała o nie było powodów, by zakłocać jej spotkanie.

                        --
                        Korcia
                        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                        • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 18:25
                          kora3 napisała:

                          > Widzisz, ciocia z Ameryki to jest onna para kaloszy i pisałam o tym ..
                          ...
                          > W opisanej w wątku sytuacji rodzice - gospodarze nie zapukali do pokoju córki.

                          Wiedziałam, że kocina i jej ogon w końcu się pojawią, zaproszone przez ciebie.

                          > Wg mnie z gosciem indywidualnym - to jest odwiedzajacym tylko czesc domowników
                          > jest inaczej. Wypada się przywitać i wypada miec dalej swoje plany z gosciem ni
                          > ezwiązane - gdy nie jest sie tym domownikiem, który goscia zaprosił, tylko np.
                          > dzieckiem, albo rodzicem gospodarzy. Nie ma zatem zupełnie powodu, by musiec z
                          > apraszac takiego goscia d swej prywatnoisci, albo by robił to ktos inny.
                          >
                          > W opisanej w wątku sytuacji rodzice - gospodarze nie zapukali do pokoju córki.
                          > Ale nawet gdyby zapukali, to też sytuacja mocni niezrezcna. dziwczynka miałą sw
                          > ojego goscia i nim sie zajmowała o nie było powodów, by zakłocać jej spotkanie.

                          No, a więc jedna nie 'uzurpacja', ale 'zakłócenie'? Żadnej traumy? Pobite gary.

                          --
                          Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
                          • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 22.12.19, 08:41
                            Bebe, wiem, ze lubisz się kłocić do upadłegosmile ja nie mam zamiaru - Ty masz takie granice v prywatności, ja i inni tu także tacy są - inne.

                            --
                            Korcia
                            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                              • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 22.12.19, 10:44
                                Odpowiedziałam co Bene - każdy ma prawo do swej przestrzeni i prywatności, czy ma lat 10, 50 czy 100. Kim innym jest gość wspólny, np. wspomniana ciocia, a kim innym gość indywidualny. Gośc indywidualny jest goscmiem tego, do kogo przyszedł - reszt nie jest zobowiazana być podczas jego wizyty w domu, ani będąc zajmowac się nim. Tak samo nie ma powodu, by pod obecnośc czy nieobecnośc postronego dla goscia domownika prezentować mu jego lokum.

                                --
                                Korcia
                                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                                • aqua48 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 22.12.19, 11:07
                                  kora3 napisała:

                                  > Kim innym jest gość wspólny, np. wspomniana ciocia, a ki
                                  > m innym gość indywidualny.

                                  Koro, nie każdy stosuje taki podział gości. Jak pisałam wyżej u mnie każdy gość jest gościem całego domu i poniekąd wszystkich domowników.. Nie wyobrażam sobie sytuacji gdy ktoś przychodzi "do mnie", a mąż zamyka się w pokoju i zajmuje nie wiem, prasowaniem koszul, albo na przykład myje w tym czasie łazienkę, lub ogląda telewizję..
                                  • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 22.12.19, 11:19
                                    Ty sobie nie wyobrazasz, a inni sobie wyobrazają - np. ja - z wyjątkiem mycia łazienki smile
                                    Moze tez Ty masz taką potrzeby, by być w centrum uwagi wszystkich, ja - nie.
                                    Jak obserwuję wśród współczesnych ludzi w średnim wieku nie ejst niczym nadzwyczajnym, że na zwyczajnej babskiej kawie u kogoś nie siedzi kamieniem mąż/partner gospodyni. To samo tyczy się meskiego spotkania gospodarza Aquo. ) dzieciach - nie wspomnę. Przychodzą do mnie kumpele na kawę - mój partner się przywita, posiedzi chwilę, ale to nie jego bajka - idzie sobie poczytać, oglądać coś, czy w ogóle na zewnątrz - nie ze musi, ale siedzieć z nami też nie musi. To samo w drugą stronę - bycie razem nie oznacza przyspawania na sztywno i uczestniczenia musowo we wszystkim co robi druga połowa.

                                    Fakt, sa tacy przyspawani ludzie, ale wcale nie są w wiekszosci i przyznam, ze są uciązliwi, szczególnie gdy oczekują wzajemnosci. Jedna moja kolezanka bardzosie dziwiła, ze mój partner nie siedzi z nami, gdy bona przyjdzie. Nie pojmowała, że są ludzie pracujący nie tylko od 8-16. smile i człowiek po 12 godzinach pracy ma średnią ochote na siedzenie i słuchanie rozmów o czymś, co go kompletnie nie interesuje smileTak samo nie pojmowała jak ja mogę iśc do pracy, albo na turniej, gdy do mjego partnera koledzy mają przyjśc - ano normalnie mogę smile

                                    --
                                    Korcia
                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                                    • aqua48 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 22.12.19, 11:33
                                      kora3 napisała:

                                      Koro, zamiast ataków personalnych przyjmij po prostu do wiadomości, że są różne standardy goszczenia. Gdy ja chcę porozmawiać z przyjaciółką na osobności to zapraszam ją wtedy gdy jestem sama w domu, lub umawiam się w kawiarni, proste. Gdy zapraszam ją do domu to jest dla mnie normalne, że będzie podczas naszej rozmowy mój mąż i w czasie gdy jeszcze mieszkały z nami również dzieci i one pokażą się, jeśli mają czas, usiądą wspólnie z nami do stołu, zjedzą ciasto i normalnie porozmawiają. Podobnie jest u moich znajomych. Nie widzę tu absolutnie żadnego przyspawania ani potrzeby bycia w centrum uwagi.

                                      > osie dziwiła, ze mój partner nie siedzi z nami, gdy bona przyjdzie.

                                      Ale chodziło Ci o królową Bonę, czy taką bonę - nianię do dzieci Koro?
                                      • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 22.12.19, 11:48
                                        Oj Aquo, Tobie sie też litrówki zdarzają, a i ortografy nawet i nikt nie udaje, ze nie zrozumiał, bo przecietnie inteligentny człowiek rozumie o co chodzi mimo literówki - z kontekstu smile

                                        Jak sama piszesz, sa rózne standardy - teraz rodzi się pytanie, czy Twoje są lepsze od tych innych? Czy jedynie słuszne? No nie. Bardzo wielu ludzi ma zasadę, ze jesli umawia się z koleankami bez par i dzieci, to umawia się takze bez swej pary i dzieci - proste. Jesli są w domu to są, wypada się się przywitać z goścmi mamy czy taty, swej drugiej powłoy, ale uczestniczyć w spotkaniu - niekoniecznie trzeba.
                                        Do dzieci też przychodzą znajomi, chłopak/dziewczyna bez rodziców i rodzeństwa i nie jest przyjęte, że rodzeństwo i rodzice domownika u którego goszcza siedzą razem z nimi. Mozesz to uważać za dziwne, ale tak jest w większości.

                                        --
                                        Korcia
                                        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                                        • aqua48 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 22.12.19, 11:53
                                          kora3 napisała:

                                          > Oj Aquo, Tobie sie też litrówki zdarzają,

                                          Ale punktujesz je zawsze tak starannie, jakby Tobie się nie zdarzały...

                                          > Jak sama piszesz, sa rózne standardy - teraz rodzi się pytanie, czy Twoje są l
                                          > epsze od tych innych?

                                          Ja nie stawiam sobie takich pytań. Istnieją różne standardy i warto zdawać sobie z tego sprawę Koro, nie mam potrzeby wartościowania ich w jakikolwiek sposób.


                                          • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 22.12.19, 12:45
                                            Oj nie zawsze Aquo, nie zawsze, za to ty jesteś czujna smile

                                            Nieprawda z tym, ze nie wartosciujesz, bo cały czas podkreślasz "tonem" smerfa Ważniaka, jakie to Ty masz te standardy ...smile Zaprzeczanie nic nie da smile Ale podkreślaj sobie, tym to zabawniejsze ...

                                            Tak czy siak, skoro przyjmujesz, ze sa rózne, to przyjmij też, ze ludzie maja także rózne podejscie do prywatnosci i jej poszanowania u innych.

                                            --
                                            Korcia
                                            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                                              • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 23.12.19, 07:34
                                                Nikogo nie atakuję, stosuję taki sam mechanizm jak ...Ty smile Sama tak odpisujesz czasem i najwyraźniej nie widzisz w tym nic złegosmile
                                                Przyznałaś ze są rózne standardy, a jedne nie są gorsze od drugich. Zatem mając rózne pozostajke nam przyjąc do wiadomosci, że druga strona ma odmienne. A to, ze te standardy sa podyktowane granicą prywatności własna i cudzą oraz poszanowaniem tych granic to jest FAKT.

                                                --
                                                Korcia
                                                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                                  • kocynder Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 23.12.19, 08:36
                                    Aquo - np. mój mąż ma kilku kolegów z pracy. Wpadają do niego powiedzmy Antek, Paweł i Marcin. Znam ich w miarę dobrze, wiem, że wpadli pogadać o branży. I? Przywitam się, podam herbatę, jakieś ciasto, chwilę pogadam... I tak, właśnie! Oddalę się do innych pomieszczeń prasować koszule, poczytać, powyszywać... Nie, nie dlatego, że Antek, Paweł czy Marcin są "gorsi" i nie zasługują na moją obecność. Nie dlatego, że mąż mnie wyrzuci z pokoju. Po prostu nie widzę celu przysłuchiwania się dyskusjom o kwestiach nijak dla mnie nie istotnych, dotyczących np zarządzeń wewnętrznych w oddziale firmy. Jeśli do mnie przychodzi koleżanka, mój mąż postąpi podobnie - przywita się zrobi kawę/herbatę, chwilę porozmawia, a potem spokojnie pójdzie do swoich zajęć. Są też, oczywiście, goście "wspólni", krewni, przyjaciele "domu", czyli zarówno moi jak i męża i ty7ch podejmujemy wspólnie.

                                    --
                                    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
                                    • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 23.12.19, 08:47
                                      @Kocynder - dokładnie o to chodzi smile Przyznam się, że dziwi mnie, iz ktos tego nie dostrzega, nawet jesli sam wszelkie takie spotkania zawsze spędza z drugą połową. Przecież WIDZI, że spora czesc ludzi robi inaczej, wiec jesli nie z doświadczenia, to z obserwacji powinien to wiedzieć...

                                      --
                                      Korcia
                                      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                                    • aqua48 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 23.12.19, 10:46
                                      kocynder napisała:

                                      > nie widzę celu przys
                                      > łuchiwania się dyskusjom o kwestiach nijak dla mnie nie istotnych, dotyczących
                                      > np zarządzeń wewnętrznych w oddziale firmy. Jeśli do mnie przychodzi koleżanka,
                                      > mój mąż postąpi podobnie - przywita się zrobi kawę/herbatę, chwilę porozmawia,
                                      > a potem spokojnie pójdzie do swoich zajęć.

                                      Ależ Kocynder, ja to rozumiem, przecież pisałam już chyba trzy (!!!) razy, że są różne standardy podejmowania gości. To Kora upiera się w poście założycielskim, że inny zwyczaj niż ten który ona zna i stosuje jest żenujący, niespotykany i w ogóle niesmaczny. A z tym się nie zgadzam.
                                      • kocynder Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 23.12.19, 11:07
                                        A to przegapiłam upieranie się Kory.
                                        Acz ad rem, czyli oprowadzania po domu: nadal uważam, że wprowadzanie SWOICH gości do pomieszczeń dzieci czy teżś innych domowników pod ich nieobecność bądź bez WYRAŹNEGO zaproszenia - jest po prostu nie w porządku, jest naruszeniem ich prywatności. I nie, nie chodzi o ewentualny bałagan czy kwestie intymne. Po prostu moi rodzice szanowali fakt, że mogę NIE CHCIEĆ zapraszać koleżanek mamy do MOJEJ prywatności i ja też tak mam. Tak samo jak nie grzebię mężowi w portfelu, telefonie czy jego sezufladach biurka. Nie dlatego, że może mieć coś do ukrycia, bo nie. Ale po prostu - to JEGO portfel JEGO telefon i JEGO szuflada. Bywa, owszem, że na JEGO prośbę zaglądam. Na zasadzie "Podasz mi teczkę X? Leży w drugiej szufladzie", "- Kto dzwoni? - Adam. - To odbierz!", "Potrzebuję 40 złotych gotówki na paczkę! - To weź z mojego portfela, bez sensu, żebyś leciała do bankomatu". Ale to na jego prośbę. I to jest coś, czego nie pojmuje Bene w dyskusji powyżej - jeśli dziecko bierze udział "w wizycie" i SAMO chce pokazać swoje włości gościowi a gość nie ma nic przeciw - to super i oczywiste, że wszystko jest ok. Natomiast jeśli dziecko NIE bierze udziału w wizycie (np przyszło, przywitało się i poszło do swojego pokoju) - to wprowadzanie gościa w ramach prezentacji mieszkania do tegoż pokoju dziecka - już jest naruszeniem prywatności tegoż dziecka.

                                        --
                                        Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
                                        • aqua48 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 23.12.19, 12:02
                                          kocynder napisała:

                                          > moi rodzice szanowali fakt, że mogę NIE CHCIEĆ zapraszać koleżanek mamy do
                                          > MOJEJ prywatności i ja też tak mam. Tak samo jak nie grzebię mężowi w portfelu,
                                          > telefonie czy jego sezufladach biurka.

                                          Rozumiem. Dla mnie, w kolorze ścian, fakturze zasłon, czy ustawieniu mebli w moim mieszkaniu nie ma nic prywatnego. I rozróżniam pokazywanie nowego wystroju mieszkania od grzebania komuś w szafach czy szufladach.Nigdy też nie miałam nic przeciwko koleżankom i kolegom moich rodziców. Powiem wiecej ja ich traktowałam i traktuję trochę jak wspólnych znajomych.




                                          Nie dlatego, że może mieć coś do ukryci
                                          > a, bo nie. Ale po prostu - to JEGO portfel JEGO telefon i JEGO szuflada. Bywa,
                                          > owszem, że na JEGO prośbę zaglądam. Na zasadzie "Podasz mi teczkę X? Leży w dru
                                          > giej szufladzie", "- Kto dzwoni? - Adam. - To odbierz!", "Potrzebuję 40 złotych
                                          > gotówki na paczkę! - To weź z mojego portfela, bez sensu, żebyś leciała do ban
                                          > komatu". Ale to na jego prośbę. I to jest coś, czego nie pojmuje Bene w dyskusj
                                          > i powyżej - jeśli dziecko bierze udział "w wizycie" i SAMO chce pokazać swoje w
                                          > łości gościowi a gość nie ma nic przeciw - to super i oczywiste, że wszystko je
                                          > st ok. Natomiast jeśli dziecko NIE bierze udziału w wizycie (np przyszło, przyw
                                          > itało się i poszło do swojego pokoju) - to wprowadzanie gościa w ramach prezent
                                          > acji mieszkania do tegoż pokoju dziecka - już jest naruszeniem prywatności tego
                                          > ż dziecka.
                                          >
                                          • nchyb Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 23.12.19, 12:09
                                            >>Rozumiem. Dla mnie, w kolorze ścian, fakturze zasłon, czy ustawieniu mebli w >>moim mieszkaniu nie ma nic prywatnego.

                                            Kluczowe określeni: DLA MNIE
                                            A grzeczność wymaga by myśleć o innych, anie wyłącznie o sobie
                                            Dla Ciebie nie manic prywatnego, ale SV przypomina, by nie zakładać, że wszyscy mają tak jak TY... po prostu smile
                                            • aqua48 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 23.12.19, 13:04
                                              nchyb napisała:

                                              > Kluczowe określeni: DLA MNIE
                                              > A grzeczność wymaga by myśleć o innych, anie wyłącznie o sobie
                                              > Dla Ciebie nie manic prywatnego, ale SV przypomina, by nie zakładać, że wszyscy
                                              > mają tak jak TY... po prostu smile

                                              Przecież cały czas o tym piszę - o prawie do posiadania własnego punktu widzenia i własnego zdania. co nie oznacza że cudze, a odmienne jest złe. Jest tylko odmienne.
                                              I nawiązują do postu pod spodem - nie, nie pokazywałabym wystroju wnętrz, nie tylko pokoju dziecka, komuś kto nie jest zaprzyjaźniony z całym domem, a więc również z moimi dziećmi, czyli np szefowi męża który tego dnia przyszedł na obiad ani w ogóle komukolwiek bez zapytania dziecka wcześniej. Informując dziecko że pojutrze przyjdzie ktoś dodaję, że pewnie będzie chciał zobaczyć/oglądnąć mieszkanie po przemeblowaniu z pytaniem czy pokaże również swój pokój. Wydaje mi się oczywiste, że nie prowadzi się wycieczek przez miejsce w którym akurat siedzi zajęte odrabianiem lekcji czy czymś innym dziecko. Ale jak pisałam już, nie traktuję ani ustawienia mebli, ani koloru ścian jako czegoś intymnego.
                                          • kocynder Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 23.12.19, 12:25
                                            Aquo - kluczowe jest słowo "DLA MNIE". Dla ciebie nie ma nic prywatnego w pokoju dziecka. Ale przyznasz, że dziecko może mieć inne odczucia niż ty? I może oczekiwać że jego prawo do prywatności ścian i zasłon będzie szanowane? Dla mnie nie ma różnicy między "chcę pokazać nowe mieszkanie więc bez pytania wpakuję się do pokoju dziecka - bo to dziecko, więc nie ma nic do gadania, a ja chcę!" a "chcę coś sprawdzić w umowie najmu mieszkania męża więc przetrzepię jego biurko a "przy okazji" zerknę co tam jeszcze ma w papierach". Sorry. Dla mnie to sytuacja identyczna, czyli po prostu mam w nosie wolę właściciela bo JA chcę czegoś innego.
                                            I nie chodzi o "mam coś przeciwko koleżankom czy kolegom rodziców"! Ale proste: mam prawo decydować kogo ja zapraszam do siebie. I tak przyjaciółka mamy, pani Danusia przychodziła co prawda do mamy, ale była tez zaprzyjaźniona z całą naszą familią. I tak - chętnie zapraszałam ją do siebie, pokazywałam np nowe drobiazgi we wnętrzu, oryginalne rośliny doniczkowe itp. Ja. Sama. Z własnej woli. Ale np nieco dalsza mamy koleżanka, pani Ela, była w sumie wyłącznie jej gościem - owszem, gdy przychodziła wychodziłam z pokoju, witałam się, często robiłam paniom herbatę itd - po czym szłam do siebie i nie przyszłoby mi do głowy pokazywać jej cokolwiek w moim pokoju - bo i po co w sumie na wpół obca osoba ma oglądać moje regały z książkami i tapczan? Mamie zresztą też nie przyszłoby do głowy otwierać jej drzwi do MOJEGO lokum i oprowadzać. Przypuszczam, że przy pierwszej wizycie pokazując "co i gdzie" rzuciła coś w rodzaju "Tu jest kuchnia, tu łazienka. Te drzwi to pokój mojej córki, Kocynder teraz jest w szkole/w kosmosie/gdziekolwiek, a tamte - to pokój syna". NIE OTWIERAJĄC tychże drzwi.

                                            --
                                            Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
                                            • kora3 Kocynder :) 23.12.19, 14:03
                                              Widzę, że heh "upierasz" sie przy tym samym co ja smile




                                              --
                                              Korcia
                                              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
              • aqua48 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 12:17
                bene_gesserit napisała:

                > Obojętnie, do kogo przychodzili goście w moim rodzinnym domu - do nas dzieci
                > , czy do rodziców - byli to goście całego domu.

                U mnie było podobnie, dom moich rodziców był domem tzw. otwartym w którym sporo ciekawych gości się przewijało i współuczestniczyłam i w podejmowaniu ich, i w rozmowach i chętnie też pokazywałam jak urządziłam/przemeblowałam mój pokój. A jak do nas z mężem przychodzili goście a mieszkały z nami jeszcze nasze dzieci, to też zaglądali do ich pokoju, po to by z nimi zamienić parę słów, zapytać co słychać itp. Nie mamy natomiast zwyczaju mieć w domu bałaganu, niezaścielonych łóżek, porozwalanych ubrań, brudnych garów, ani trzymać intymnych rzeczy na wierzchu. U mnie można spokojnie wejść wszędzie nie naruszając niczyjej intymności i bez poczucia że się ją narusza smilesmile



                • bene_gesserit Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 22.12.19, 13:55
                  aqua48 napisała:

                  > bene_gesserit napisała:
                  >
                  > > Obojętnie, do kogo przychodzili goście w moim rodzinnym domu - do nas dzi
                  > eci
                  > > , czy do rodziców - byli to goście całego domu.
                  >
                  > U mnie było podobnie, dom moich rodziców był domem tzw. otwartym w którym spor
                  > o ciekawych gości się przewijało i współuczestniczyłam i w podejmowaniu ich, i
                  > w rozmowach i chętnie też pokazywałam jak urządziłam/przemeblowałam mój pokój.
                  > A jak do nas z mężem przychodzili goście a mieszkały z nami jeszcze nasze dziec
                  > i, to też zaglądali do ich pokoju, po to by z nimi zamienić parę słów, zapytać
                  > co słychać itp. Nie mamy natomiast zwyczaju mieć w domu bałaganu, niezaścielony
                  > ch łóżek, porozwalanych ubrań, brudnych garów, ani trzymać intymnych rzeczy na
                  > wierzchu. U mnie można spokojnie wejść wszędzie nie naruszając niczyjej intymno
                  > ści i bez poczucia że się ją narusza smilesmile

                  Otóż to.
                  Nikt niczego nie naruszał, bo też nie było czego. Łóżka pościelone, brudna bielizna w koszu na bieliznę, nie na podłodze. Goście niby dorośli albo dzieciowi - ale, gdzieśtam, wspólni. Nikt nie przeżywał, że musiał się pokazać na minutę w swoim naturalnym środowisku, bo też i nie miał czego przeżywać.

                  Smutny ten wątek, moim zdaniem.
                  Oby Kora poniesiona swoim zapałem do pisania i najwyraźniej dużą ilością wolnego czasu nie wypączkowała go w nowy.




                  --
                  dont hejt de pleja, hejt de gejm
          • engine8 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 20:18
            U mnie w domu pnauje takie prawo ze dom jest moj a dzieci maja w nim mieszkanie darmowe ale musza sie dostosowac do moich wymagan.
            Nie ma czegos takiego ze to moj pokoj i nikt nie ma praw do niego zagladac - mam prawo zagladac kiedy chce i do pokoju i na komputer i na kmorke - ze wzgledu bezpieczenstwa niedojrzlych osobnikow...
    • firlefanz Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 20.12.19, 19:55
      to jest jak najbardziej normalny zwyczaj, ale dotyczy tylko sytuacji pierwszej wizyty gościa w nowo kupionym własnym mieszkaniu.
      W mieszkaniu wynajmowanym albo takim które ludzie maja do 10 lat odebrałabym to dziwnie, ale z drugiej strony dziwnie bym odebrała, gdy pierwszy raz odwiedzam znajomych w nowym mieszkaniu i by mnie nie oprowadzili - to jest oznaka, ze relacje są bliskie. A też większość ludzi jest tym zainteresowana ze względów praktycznych - urządzenia własnych mieszkań.
    • milamala Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 15:54
      Ja nie jestem tak rygorystyczna odnosnie ogladania mieszkania. Sama lubie ogladac mieszkania innych, nie mam nic przeciwko pokazywaniu. Do pokoi pukam, nawet z rozpedu do pokoju mojej 8latki. Nie obrazam sie gdy ktos chce mi pokazac mieszkanie. To zazwyczaj nie trwa dlugo. Gorzej jakby sie upieral przy pokazywaniu zdjec.
    • nchyb Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 17:55
      Nie sądziłam, że moja krótka wypowiedź o nie pokazywaniu pokoi dziecka osobom nie mieszkającym stale w domu wywoła taką dyskusję.

      Ale z tych wypowiedzi wynika jedno. Mamy rozńevgranice intymności, prywatności. Co dla jedn6ch jest otwartością, inni będą odbierać wręcz jako ekshibicjonizm. Co dla innych jest poszanowaniem prywatności, dla innych jest brakiem współuczestniczenia w życiu rodziny, do której jest się zaproszonym.

      Czy to dobrze czy źle?
      Dla mnie jedno jest pewne. Wg SV moje działania nie powinny wywoływać zakłopotanie innych. Więc się staram dostosowywać do towarzystwa. Ale nie kosztem innych członków mojej rodziny...
      Pokoje moich dzieci są ich pokojami. Do swoich pokoi synowie zapraszają swoich gości. Cioci z Ametyki nie muszą, pokoj goscinny jest jej i wspolne części domu/mieszkania...
      • ola5488 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 21.12.19, 22:24
        nchyb napisała:

        >
        > Ale z tych wypowiedzi wynika jedno. Mamy rozńevgranice intymności, prywatności.
        > Co dla jedn6ch jest otwartością, inni będą odbierać wręcz jako ekshibicjonizm.
        > Co dla innych jest poszanowaniem prywatności, dla innych jest brakiem współucz
        > estniczenia w życiu rodziny, do której jest się zaproszonym.
        >
        > Czy to dobrze czy źle?
        > Dla mnie jedno jest pewne. Wg SV moje działania nie powinny wywoływać zakłopota
        > nie innych. Więc się staram dostosowywać do towarzystwa. Ale nie kosztem innych
        > członków mojej rodziny...
        > Pokoje moich dzieci są ich pokojami. Do swoich pokoi synowie zapraszają swoich
        > gości. Cioci z Ametyki nie muszą, pokoj goscinny jest jej i wspolne części domu
        > /mieszkania...

        Piękne podsumowanie. Mogę się pod tym podpisać.
      • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 22.12.19, 08:39
        W pełno podzielam Twoje zdanie Nchyb ....
        Nieco OT - swego czasu na innym forum czytałam wątek o tym, jak młode małżeństwo zamieszkało z sobą i miało łazienkę wspólną z WC - no zdarza się. Młoda zona miała problem, bo podczas no zwyczajnie krepowało ją, że mąz majac potrzebę fizjologiczną nr 2 smile nie czekał z nią, aż ona wyjdzie spod prysznica. Było bardzo wioele osób, które jej pisały, ze to nic takiego - są małzeństwem, przecież wie, że ludzie robią kupę, a jakby mąż był kiedyś sparaliżowany, to sama będzie mu pieluchy zmieniać, a wcześniej pewnie dziecku - no takie sprawy ludzkie. I nie był to żart - ci ludzie na serio uważali, ze przy takiej bliskości jak małżeństwu/partnerstwo mozna spokojnie załatwiać swe potrzeby fizjologiczne przy sobie. Serio.
        Tak, wiem, to co innego niz wchodzenie z postronnymi ludźmi do czyjegoś pokojusmile - uprzedzam, bo zaraz będzie. Ale chodzi o mechanizm - dla jednych niczym nadzwyczajny jest włąsnie załatwianie potrzeb fizjolgicznych przy bliskiej osobie, wyciąganie rzeczy z torebki czy kieszeni tejze, prezentowanie jej pokoju czy umieszczanie zdjęć na FB bez jej wiedzy, dla innych - nie i tyle.

        --
        Korcia
        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
        • beata_ Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 31.12.19, 03:32
          kora3 napisała:

          [...]
          > Młoda zona miała problem, bo [...] no zwyczajnie krepowało ją, że mąz majac potrzebę
          > fizjologiczną nr 2 smile nie czekał z nią, aż ona wyjdzie spod prysznica. Było bardzo
          > wiele osób, które jej pisały, ze to nic takiego - są małzeństwem, przecież wie,
          > że ludzie robią kupę [...]

          Sorry - młodą żonę/świeżą partnerkę i jej wrażliwość rozumiem, ale czy owa żona/partnerka (w swej delikatności) ma świadaomość, że pewnych czynności fizjologicznych nie da się powstrzymać? Znaczy co? Szanując jej prywatność i wrażliwość mąż/partner ma się zsiusiać/"skupać" pod drzwiami łazienki? Czy wyść do sławojki na zewnątrz, o ile taka istnieje? A może na trawnik przed domem/blokiem?
          • kora3 Beato :) 31.12.19, 07:58
            beata_ napisała:
            Znaczy co? Szanując jej prywatność i wrażliwość
            > mąż/partner ma się zsiusiać/"skupać" pod drzwiami łazienki? Czy wyść do sławojk
            > i na zewnątrz, o ile taka istnieje? A może na trawnik przed domem/blokiem?


            Beato, moze Cię to jakoś zaskoczy, ale w pewnym wieku ogólnie zdrowy człowiek jest w stanie pewne czynności fizjologiczne powstrzymać przez np. kilka minut - serio. Dlatego np. w autobusach komunikacji miejskiej czy tramwajach nie ma jednak toalet, a pasażerowie jednak nie wysiadają z reguły "posikani", ani "pokupani" smile

            Od bardzo już dawna nie mieszkałam w mieszkaniu, gdzie WC byłoby wspólne z łazienka, ale takie własnie mieszkanie mieli moi dziadkowie, z którymi z mamą mieszkałyśmy ok 4 lat - w czwórkę - 3 dorosłe osoby i dziecko. I jakoś nie przypominam sobie, by ktoś z domowników załatwiał swe potrzeby, gdy się np. kąpałam. Ani bym ja to robiła. Jakos jednak dało sie to ogarnąć. smile
            Twoja postawa nie przekonuje mnie jeszcze z jednego powodu Beato - otóż w mieszkaniach, gdzie łazienka jest osobno z toaletą a domowników więcej niz 1 TEŻ moze sie zdarzyć, ze ktoś potrzebę pilną poczuje akurat wtedy, gdy inny domownik własnie załatwia swoją, prawda? No i tez zwykle nie dochodzi do "posikania się", ani "pokupania" oczekującego smile

            Założmy jednak, ze mamy do czynienia z sytuacją ekstremalna, potrzeba jest taka, ze ktos nie moze wytrzymać. No to zwyczajnie mówi o tym "Słuchaj, wyjdź, ja na serio muszę" ...Wyskoczyć spod prysznica we własnym domu biegiem nie jest żadnym problemem logistycznym smile
            Rzecz cała w tym, że ów pan mąż świeży NIE MÓWIŁ - zwyczajnie jak mu sie chciało, a żona była pod prysznicem wchodził, siadał na muszli i działał- tak opisywała pani żona, która poniekąd też była człowiekiem i jakoś ONA umiała tak nie robićsmile Pan mąż zwyczajnie z tego, ze kolokwialnie mówiac robi kupę, gdy zona bierze prysznic uczynił STANDARD. Być moze wyniósł w standard z własnego domu, gdzie podejście było takie jak Twoje np., ale powinien zdawać sobie sprawe, ze nie w każdym domu tak sie to odbywa.


            --
            Korcia
            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
            • beata_ Re: Beato :) 31.12.19, 14:27
              kora3 napisała:

              > Beato, moze Cię to jakoś zaskoczy, ale w pewnym wieku ogólnie zdrowy człowiek jest
              > w stanie pewne czynności fizjologiczne powstrzymać przez np. kilka minut -
              > serio.

              Za przeposzeniem - g..no prawda! Niezależnie od wieku, nie wszyscy są "ogólnie zdrowi", a zdarzają się też sytuacje przymusowe. Bywa, że ma się sra...kę! Więc nie opowiadaj opowieści, ok? smile
              A słyszałaś o "zespole jelita drażliwego" ? Leci się do toalety zaraz po jakimkolwiek posiłku...


              Nie wszędzie też i nie od zawsze toalety były/są odseparowane od tzw. łazienki

              Reszty nie mam siły czytać ani komentować, wybacz... Za dużo dygresyjnych dygresji... ;-P


              > Od bardzo już dawna nie mieszkałam w mieszkaniu, gdzie WC byłoby wspólne z łaziienką

              Szczęściara!

              • nchyb Re: Beato :) 31.12.19, 16:06
                >A słyszałaś o "zespole jelita >drażliwego" ? Leci się do toalety >zaraz po jakimkolwiek posiłku...

                Ja słyszałam. Bywa, że się leci do wc zaraz po posiłku, a bywa że się nie leci i modli o koniec zatwardzenia.
                A najczęściej pilnuje się diety i nie musi się łazienki okupowac.
                Zresztą partner takiej osoby najczęściej zna możliwości drugiej strony i w przypadku biegunki nie idzie zaraz po posiłku na godzinną kąpiel.

                Ogólnie sądzę, że poza wyjątkową sytuacją, problemem zdrowotnym, nagłą niedyspozycją - zdecydowana jednak większość dorosłych potrafi kontrolować swoje potrzeby fizjologiczne i moze kilka minut bez brudnych gaci pod drzwiami łazienki/ubikacji poczekac.

                Ale sa osoby, też takie znam, dla których małżeństwo/związek a nawet bliska znajomość/kolezeństwo konczą indywidualna intymność i nie mają problemu z załatwianiem tychże potrzeb w obecności partnera czy małżonka oraz bliskiej koleżanki.
                Ba, nie tylko nie mają problemu, co wręcz są zaskoczeni, że dla kogoś to może być problem.

                Więc ten sciskajacy zbieracze schorowany małżonek powinien zwyczajnie powiedzieć żonie że już musi skorzystać, a w dłuższej perspektywie odwiedzać lekarza i dbać o dietę, a nie "skupiac sie" gdy ona myje zęby lub robi makijaż. No chyba że ich oboje to kręci, bo bywają i takie pary...
                • kora3 Dokładnie Nchyb 02.01.20, 08:47
                  Beata jakos nie odniosła sie do tego, że w autobusach (poza dalekobieżnymi) czy tramwajach nie ma toalet, a dziwnym trafem ludzie tam z reguły nie robią w gacie smile

                  Jest dokładnie tak, jak napisałaś - sa ludzie, którzy uwazają, ze bycie bliskimi - np. małzeństwem/partnerami odziera z wszelkiej prywatności i nie ma żadnych barier. Jeśli obojgu to odpowiada to nie ma sprawy, wchody zaczynają sie, gdy jednej ze stron nie odpowiada.
                  Swoją drogą z tym rzekomym zespołem jeslita drazliwego - rzekomym nie w ogóle, tylko u tego pana męza. To ciekawe, ze uwazał, iz wypada wypróżniać się przy zonie, ale krepowa się jej powiedzieć, ze ma taka przypadłoścsmile A i też ciekawe, że nie zauwazyła u niego tej przypadłosci przed wspólnym zamieszkaniem smile




                  --
                  Korcia
                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
              • kora3 Re: Beato :) 02.01.20, 08:35
                Skoro się leci zaraz po posiłku - a p[isałam o takiej osobie na forum i jej perypetiach ze słuzbowymi lunchami, to się o tym wie i tak robi, zeby nie porobić się w gacie z przeproszeniem.
                "Nie chcxe Ci się komentować" bo nie potrafisz wytłumaczyć, dlaczego taka osoba zwyczajnie nie powie do innej bliskiej - słuchaj, ja na serio muszę, tylko z przeproszeniem wypróznia się przy kims

                --
                Korcia
                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
      • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 30.12.19, 09:39
        Dla mnie w tym wątku jest zaskakujące, że część forumowiczów jest zdania, iż goście, którzy przychodzą do 1 domownika - są z automatu gośćmi wszystkich. A jakby np. pan domu nie miał ochoty/czasu zabawiać koleżanek pani domu na damskim spotkaniu,. to najlepiej zaprosić je, kiedy pana domu nie ma.
        Dla mnie to wręcz niespotykane podejście. Nie spotkałam sie z nim ani we własnym domu rodzinnym w dzieciństwie, ani w żadnym odwiedzanym przeze mnie domu - serio.

        Uprzedzając - nie chodzi o sytuację, gdy MY kogos zapraszamy w sensie para/rodzina, tylko o taką, kiedy do MNIE przychodzi kolezanka na kawę - na przykład. Oczywistym jest dla mnie, że mój partner przyjdzie sie przywitać, o ile w tym momencie nie śpi, czy nie kąpie się, ale wcale z nami siedzieć nie musi. Nie pojmuję tego przymusu i tyle.

        --
        Korcia
        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
        • basia_styk Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 30.12.19, 09:52
          kora3 napisała:

          > Dla mnie w tym wątku jest zaskakujące, że część forumowiczów jest zdania, iż go
          > ście, którzy przychodzą do 1 domownika - są z automatu gośćmi wszystkich.

          Dla mnie też. Rozumiem, że domownik przyjdzie przywitać się z gościem, tego wymaga elementarna grzeczność, ale na tym koniec. A takiego "komunistycznego" podejścia (=gość jest wspólną własnością ) nie rozumiem .
          • kora3 Re: "Zwiedzanie" cudzych mieszkań/domów 30.12.19, 10:33
            No czasem jest to wspólny gość - np. krewny zaproszony do danej RODZINY. Ale w tym wątku oczywistym jest że mowa o gościu indywidualnym

            --
            Korcia
            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka