Dodaj do ulubionych

jak odmówić prosbie o zostaniu chrzestną?

19.01.08, 16:05
Przeczytałam podobny wątek o imprezie na sylwestra i pomyślałam że
zapytam. Moja ciocia jest w ciąży. Niedługo rodzi i ostatnio
poprosiła mnie o zostanie chrzestną jej córki. I tu jest mały
problem. Ja nie chce tego. Powody są różne. Po pierwsze prawie w
ogóle nie utrzymujemy ze soba kontaktu. Jak ją widze trzy razy w
roku na świętach i imieninach to jest góra. Po drugie, nie jestem
katoliczką i bezsensowne wydaje mi się bycie chrzestną w tym
wypadku. Po trzecie ja niezbyt przepadam za dziećmi. Nie wiem czy
ciocia myślała ze moze bycie chrzestną zmieni mój stosunek? Nie
wiem. Ja po prostu nie chcę być chrzestną. Uważam że taka osoba
powinna lubieć dzieci, zwłaszcza to, i lubiec z nim przebywac,
zajmowac się nią. Ja sama miałam kiepskiego chrzestnego, kompletnie
się mną nie interesował. Ja wiem że byłaby taka sama. A chcę żeby
mała była szczęsliwa. Tylko jak odmówić przyszłej mamusi?
Edytor zaawansowany
  • 19.01.08, 16:42
    Uwzgledniajac punkt drugi, mozesz spokojnie powiedziec, ze bardzo bys chciala,
    ale nie spelniasz warunkow formalnych i ksiadz Cie nie dopusci.


    "W związku z tym Kościół stawia przed chrzestnymi następujące wymagania (kan. 874):
    – powinni być wybrani przez rodziców dziecka lub przyjmującego chrzest,
    – wyrazili gotowość podjęcia się tego zadania i mają intencję pełnienia tej posługi,
    – ukończyli 16 rok życia,
    – są praktykującymi katolikami i przyjęli już sakrament bierzmowania, prowadzą
    życie eucharystyczne, żyją zgodnie z wiarą i są odpowiedni do podjęcia się
    zadania chrzestnego,
    – nie zaciągnęli kary kościelnej, np. ekskomuniki za przerwanie ciąży,
    – nie są rodzicami naturalnymi dziecka.
    Wyjątkowo chrzestnym może być również osoba prawosławna, natomiast osoba
    należąca do innego kościoła chrześcijańskiego może być jedynie świadkiem chrztu
    (kan. 872)."
    nowezycie.archidiecezja.wroc.pl/numery/012005/07.html
  • 19.01.08, 21:25
    nowazpoznania napisała:
    > Po drugie, nie jestem katoliczką i bezsensowne wydaje mi się
    > bycie chrzestną w tym wypadku.
    Słusznie Ci się wydaje. Tak jak napisała turzyca, Kościół katolicki również nie
    widzi Cię w tej roli.
    --
    Magdalaena
  • 20.01.08, 10:49
    Dzięki wam za radysmile Chyba rzeczywiście powołam się na ten argument.
    Że cała ta formułka przy chrzcie byłaby sprzeczna z moimi
    przekonaniami. Choć wiem że i tak będzie cięzkouncertain Przecież to tylko
    słowa, nikt ci nie każe uczyć jej później pacierza, itp. No ale
    spróbuję.
  • 20.01.08, 11:14
    > Chyba rzeczywiście powołam się na ten argument.

    - ?

    > Choć wiem że i tak będzie cięzko:

    - tak, katolików nominalnych mamy sporo. Całość 95%.
    Może paść kontrargument, że to nieważne i już załatwione
    z księdzem.
    Lepiej powiedzieć - nie. Powiedzenie, że dziecku się
    nie odmawia, jest tylko powiedzeniem. Przesądnym.
  • 20.01.08, 18:32
    Możesz też powiedzieć przy okazji, że dla Ciebie przyrzeczenia i przysięgi są
    wiążące oraz że nie potrafisz i/lub nie chcesz - tym bardziej publicznie -
    zobowiązywać się do czegoś, o czym z góry wiesz, że wykonać nie zamierzasz. Nikt
    Cię przecież nie może zmusić do hipokryzji wink
  • 20.01.08, 19:08
    nowazpoznania napisała (przedstawiając hipotetyczną wypowiedź swojej kuzynki)
    > Przecież to tylko słowa,
    > nikt ci nie każe uczyć jej później pacierza, itp.
    Przy takim stosunku do sprawy zbędne jest w ogóle urządzanie chrztu.
    Chrzest to poważna sprawa, sakrament a w Kościele katolickim chrzest niemowląt
    odbywa się tylko pod warunkiem, że rodzice wychowają je po katolicku. Dlatego
    czasami odmawia się chrztu parom, które żyją bez ślubu kościelnego, bez żadnych
    poważnych przeszkód.

    A to nie jest tak, że jako chrzestna musiałabyś tylko kupić prezent wink
    Pewnie w kancelarii trzeba oświadczyć, że jest się praktykującym katolikiem,
    przynieść karteczkę z własnej parafii, iść do spowiedzi i dostać podpis księdza
    (to ostatnie zdecydowanie mi się nie podoba).
    To nie są kłamstwa typu "Och jak ciocia świetnie dziś wygląda"
    --
    Magdalaena
  • 20.01.08, 23:53
    magdalaena1977 napisała:

    > To nie są kłamstwa typu "Och jak ciocia świetnie dziś wygląda"

    Przy czym to ostatnie moze być prawdą (w znaczeniu: lepiej niż
    wczoraj, skoro ma na sobie sukienkę wyjsciową, a nie domowy fartuch).
  • 21.01.08, 18:06
    he he... dobrze wszyscy wiemy ze w dzisiejszych czasach tylko o
    prezenty sie tu rozchodzi. n i moze zeby jeszcze moc wcisnac dziecko
    chrzestnej gdy chce sie miec troche czasu dla siebie wink
    kiedys to moze chrzest był jakos powazniej traktowany, dzis to
    kolejne konsumpcyjne swieto i mimo iz nie jestem katoliczka uwazam
    ze to przykreuncertain
  • 21.01.08, 23:37
    nowazpoznania napisała:

    > he he... dobrze wszyscy wiemy ze w dzisiejszych czasach tylko o
    > prezenty sie tu rozchodzi. n i moze zeby jeszcze moc wcisnac
    dziecko
    > chrzestnej gdy chce sie miec troche czasu dla siebie wink
    > kiedys to moze chrzest był jakos powazniej traktowany, dzis to
    > kolejne konsumpcyjne swieto i mimo iz nie jestem katoliczka uwazam
    > ze to przykreuncertain

    Nie wszyscy. Jako katolik tez to uważam za przykre, i na szczęście
    znam katolików, którzy mają inny pogląd na chrzest.
  • 22.01.08, 01:04
    nowazpoznania napisała:
    > he he... dobrze wszyscy wiemy ze w dzisiejszych czasach tylko o
    > prezenty sie tu rozchodzi.
    No właśnie, że nie wiemy. A raczej wiemy, że nie powinno tylko o to chodzić.
    Znam sporo katolików, dla których chrzest to sakrament + oczywiście pewien
    obrzęd przejścia, przyjęcia do społeczności. Ważny a więc podkreślony przyjęciem
    i pamiątkami (bo takie powinny być prezenty np. medalik jako Pamiątka Chrztu
    Świętego).

    Zresztą jeśli pojedziesz obejrzeć dziecko, kup mu prezent i tak.

    --
    Magdalaena
  • 23.01.08, 08:59
    Niełatwa, bo generalnie propozycję zostania chrzestnym/ną uwaza sie
    za zaszczytną, zas odmowe za conajmniej niemiłą.

    Powody masz oczywiste - najgłowniejszy to ten, że nie jesteś
    katoliczką. W KRK "instytucja" chrzestnego ma na celu nie tylko
    potrzymanie dziecka w kosciele i kupienie prezentu, ale także
    wsparcie i przewodnictwo duchowe w zakresie religijnym. Mówi sie
    też, ze chrzestni rodzice w razie jakiejś katastrofy życiowej
    powinni zastąpić tych prawdziwych.

    Myślę, ze nawet gdybyś sie zgodziła z uwagi na Twój brak
    zaangazowania religijnego i tak byłby problem ze zgodą parafii na
    Twoją osobe, jako chrzestnej. Chrzestny musi mieć "w porzo"
    wszystkie sakramenty m.in. smile

    To wiec jest zasadniczy powód, dla którego mozesz grzecznie odmówić.
    np. "Wybacz ciociu, ale nie jetem (praktykującą) katoliczką, więc
    trudno byłoby mi spełnić warunki, jakie musi spełnić chrzestna.
    Bardzo dziękuję jednak za tę propozycję i doceniam Wasze zaufanie i
    sympatię"
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez
    żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 28.08.08, 07:51
    Myślę, ze nawet gdybyś sie zgodziła z uwagi na Twój brak
    zaangazowania religijnego i tak byłby problem ze zgodą parafii na
    Twoją osobe, jako chrzestnej. Chrzestny musi mieć "w porzo"
    wszystkie sakramenty m.in. smile


    Mysle, ze powinnas jeszcze przygotowac inny argument. Jest ponoc cos
    takiego jak "swiadek chrztu" ktory to nie musi byc katolikiem. W
    oczach kosciola ma mniejsza "wartosc", co nie zawsze znaczy, ze dla
    rodzicow rowniez i moga Cie poprosic na swiadka zamiast chrzestna.
  • 28.08.08, 07:55
    Pierwszy link z googli n/t (mam nadzieje, ze trafilam, bo nie
    sprawdzalam wirygodnosci tej strony smile

    www.ekumenizm.pl/content/article/20080204144500853.htm

    Świadek razem z chrzestnym i rodzicami kandydata do chrztu bierze
    udział w sprawowaniu sakramentu, oraz podpisuje akt chrztu razem z
    rodzicami i chrzestnym katolikiem. Świadek chrztu, nie bedąc
    katolikiem, nie może być zobowiązany do spowiedzi w Kościele
    katolickim. Winien przygotować się do pełnionej roli w sposób zgodny
    ze wskazaniami swojego Kościoła i jego zwyczajami.
  • 25.08.08, 22:50
    Mam podobny problem. Mnie i/lub mojemu mężowi "grozi" zostanie chrzestnymi. W
    jaki sposób odmówić, jeśli argument, który ratuje Autorkę wątku, w naszym
    przypadku nie ma racji bytu? Poza tym jednym powody mamy podobne do
    Nowejzpoznania. Nie chcemy wyjść na gburów, ale chrzestnymi też być nie pragniemy.

    To mój pierwszy post na tym forum, kłaniam się wszystkim przy okazji.
    --
    Ciekawe, skąd u służby taka elewacja...

    ...bombonierka,taka jak ta...
  • 27.08.08, 22:34
    kaga, zawsze możecie powiedzieć, że boicie się, że nie sprostacie wyzwaniu i
    niestety musicie odmówić. W moim przypadku sprawa jest prosta - nie jestem
    praktykująca
  • 28.08.08, 08:32
    hej smile
  • 29.08.08, 18:59
    No to nie macie wyjscia jesli nie chcecie wyjsc na gburow. Jedyne co mozecie
    zrobic to ograniczenie zalewu przez powtarzane przy roznych okazjach rodzinnych
    twierdzenia "ze dwoje wystarczy".
    Mozna tez prze pierwszym chrzesniaku nie szalec z prezentami , mozna poszptywac
    o problemach finansowych-jest nadzieja, ze chetnych ubedzie.
    --
    Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
    Paganini (zdaje się)
  • 28.08.08, 08:54
    Dla mnie przesąd, że nie odmawia się, jak ktoś Cię poprosi o bycie chrzestnym,
    jest bzdurny. W ten sposób kilkoro moich znajomych ma już po piątce chrześniaków
    i wcale nie są uszczęśliwieni tym faktem. Ja jestem o tyle "szczęściarą", że
    ponieważ niezamężna i nieprzejawiająca chęci do zamążpójścia + nielubiąca dzieci
    generalnie, nie jestem dobrym materiałem na chrzestną smile Ale nie potrafię
    zrozumieć takiego zmuszania do bycia chrzestnym, no bo jak można odmówić pod
    presją tego cholernego przesądu? A później chyba zaciągnąć kredyt jak się ma
    pięć komunii pod rząd uncertain
    Ostatnio u mnie w rodzinie wybuchła awantura, bo jedna ciotka wypomniała mojej
    mamie (po 30 latach!!!) odmowę bycia chrzestną. A odmowa wynikała z przyczyn
    zdrowotnych, wyjazd na chrzest po prostu odpadał. Ale głupiej krowie nie
    przetłumaczysz, 30 lat w milczeniu rzucała focha a teraz wybuchła, a jako swój
    oręż ma durny przesąd, że niby się tak później bała, że dziecko jej się będzie
    źle chować!!
    Co jakiś czas słyszę od znajomych westchnienia, że znowu ktoś ich poprosił o
    bycie chrzestnym, no i nie mogą odmówić. To na tym ma polegać idea chrzestnego?
    Na spełnianiu niechcianego "obowiązku"?

    --
    Toffi i Karmel
  • 28.08.08, 09:22
    Na dawaniu prezentow.Niestety.Ja mialam o tyle pecha, ze moja chrzestna ani nie
    byla dobra katoliczka, ani nie palila sie do dawania prezentow.Kijowo
    totalne(zostala gdy miala 14 lat-wtedy taka moda byla, ze dzieci dzieci
    podawaly)Z chrzestnym bylo nieco lepiej (z religia) ale niewiele.
    Zasadniczo - nie powinna byc chrzestna osoba, ktora nie jest praktykujacym
    katolikiem/liczka-zmuszanie do tego osoby obojetne religijnie to robienie cyrku
    ze spraw powaznie traktowanych przez znaczna czeac spoleczenstwa.
    --
    Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
    Paganini (zdaje się)
  • 28.08.08, 14:11
    Och jak kiedyś chciałam być chrzestną. Jestem jedynaczką więc moglam
    liczyc tylko na kuzynostwo lub znajomych. Ale pierwszeństwo miały
    zawsze siostry i bracia. Po kilku latach wyczerpały się limity
    rodzeństwa i zaczęto mnie prosić. Ale mi się już odwidziało bo w
    między czasie nasłuchałam się od chrzestnych-znajomych ciągłego
    marudzenia (główny temat kasa i prezenty): a to roczek chrześniaka,
    a to 18-tka, a to ślub, a to prezent za maturę...

    Moja odpowiedź na prośby o zostanie chrzestną brzmi:
    "Mam juz chrześniaków i nie mogę przyjąć wiecej bo chcę zająć się
    dobrze tymi co mam. Ale dziękuję że o mnie pomyśleliście i mam
    nadzieję że znajdziecie kogoś fajnego"

    Wszystko to robię z uśmiechem i udawanym żalem. Z reguły smucą sie
    ze mną i dają spokój. A jeśli ktoś jest bardziej upierdliwy i
    dopytuje to rodzinie mówię że to dzieci przyjaciół, znajomym że
    kuzynów.

    Na zasłanianie sie niewiarą radzę uważać bo powiedzą że ksiądz już
    jest "przekabacony" a na teksty że się nie lubi dzieci bedą drążyć
    dziurę w brzuchu że właśnie się polubi.

    aha, gdy rodzice powiedzą że się nie odmawia prośbie o bycie
    chrzestną albo włącza się w to jakas starsza osoba odpowiadam że
    jestem osobą katolikiem i nie wierzę w przesądy.

    proste prawda?

    powodzenia w odmawianiu życzę smile))
  • 29.08.08, 18:29
    Dzięki za wszystkie odpowiedzismile

    U nas w rodzinach, tak się złożyło, chrzty przewinęły się zanim mogliśmy
    (prawnie) zostać chrzestnymi. Żadne z nas nie ma chrześniaków, więc argument o
    niepodołaniu z powodu ilości odpada sam przez się. Teraz akurat powoli nadchodzi
    wyższa fala. Zasłaniać się niewiarą nawet nie zamierzamy, bo to byłoby
    nieszczere i nieprawdziwe. Ale chemii między nami a dziećmi nie ma, oj nie macrying
    --
    Ciekawe, skąd u służby taka elewacja...

    ...bombonierka,taka jak ta...
  • 29.08.08, 20:57
    Kaga, powiedz zgodnie z prawda, ze duzo o tym myslalas, czytalas,
    zasiegnelas opinii innych ludzi i po prostu czujesz, ze ta rola Cie
    przerasta. Jestes osoba wierzaca, bierzesz to powaznie i zeby byc w
    zgodzie ze soba, religia i obowiazkami, ktore sie z tym wiaza - nie
    mozesz sie tego podjac. Czujesz sie zaszczycona, ale jeszcze nie
    dojrzalas do tego i nie chcesz eksperymentowac i czekac na "co
    bedzie".
    Nie daj sie przekonac jesli czujesz co czujesz.

    Chrzestnego widzialam ostatnio na mojej komunii, ale moja chrzestna
    nadrabia mi wszystko. Nigdy prezentami, bo zawsze miala ciezka
    sytuacje materialna. Ale rozmowa, kontaktem, ulubionym obiadem,
    przytuleniem - czuje, ze mam druga matke. To JEST wazne. Nie wiem
    jakich Ty masz chrzestnych, ale mozesz tez tego uzyc jako argumentu.

  • 30.08.08, 13:17
    Drie, ładnie powiedziane, dzięki!!

    A co do moich chrzestnych...hm. Mój ojciec chrzestny jest wobec mnie życzliwie
    obojętny i wolę to, niż histeryczne podejście do mojej osoby matki chrzestnej
    mej, która uważa, że chrześnicę należy wychowywać oraz dawać jej dobre rady,
    nawet jeśli przekroczyła ona trzydziestkę.
    --
    Ciekawe, skąd u służby taka elewacja...

    ...bombonierka,taka jak ta...
  • 30.08.08, 13:43
    Kaga,
    Opowiedz jak juz będziesz po rozmowie odmawiającej.
    Mam nadzieję że nie przeczytam że jdnak się zgodziliście.
  • 30.08.08, 17:34
    Dobrze, tylko to trochę potrwa, progenitura w drodze dopiero. Wolałabym jednak
    napisać Wam: "Uff, wybrali kogoś innego, nie musieliśmy >dawać kosza<". Z
    drugiej strony, taki trening asertywności może nie być zły...
    --
    Ciekawe, skąd u służby taka elewacja...

    ...bombonierka,taka jak ta...
  • 30.08.08, 17:42
    Ludzie asertywni przez niektorych bliznich zawsze beda uwazani za
    gburow.Najwiekszy problem w byciu asertywnym IMHO to nie opanowanie starannie
    skonstruowanych wypowiedzi, tylko jak sie postrzegamy i w zwiazku z tym jak
    wrazliwi jestesmy na cudze opinie.
    Jesli myslimy o sobie jako o kims uczciwym i zasadniczo w porzadku i to
    przekonanie jest w nas gleboko zakorzenione, to nie bedziemy sie przejmowac
    kazda negatyna opinia na nasz temat.
    --
    Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
    Paganini (zdaje się)
  • 30.08.08, 23:22
    Masz rację, Baba. Problem w tym, że zostałam wychowana w przekonaniu, że kiedy
    ktoś o coś prosi, to trzeba mu pomóc, i już. Stąd moja nauka odmawiania zaczęła
    się stosunkowo późno, w dodatku ma poważną przeszkodę w postaci stosunkowo łatwo
    wyzwalającego się poczucia winy. Niestety, jestem raczej wrażliwa na cudze
    opinie. Mimo że uważam się za uczciwą, miewam chwile, kiedy nawet wbrew
    obiektywnej ocenie sytuacji czuję się nie w porządku.
    --
    Ciekawe, skąd u służby taka elewacja...

    ...bombonierka,taka jak ta...
  • 31.08.08, 12:32
    Mialam podobny problem kiedys-ale odkrylam, ze im starsza jestem, tym mniej mam
    problemow z odmawianiem.
    To ze jestes osoba uczynna bardzo dobrze o Tobie swiadczy.Trzymanie dziecka do
    chrztu jest pomoca tylko wtedy gdy robi sie rzeczywiscie to co KK
    nakazuje-pomaga rodzicom -najlepiej przykladem wlasnym widocznym na codzien w
    wychowaniu religijnym dziecka. Obecnie niestety sprowadza sie to do prezentow i
    ta okolicznosc budzi w Was niechec.Nie chodzi zreszta o pieniadze-chodzi o taka
    dziwna sytuacje, ze gdybyscie naprawde zainteresowali sie zyciem religijnym
    chrzesniaka, rodzice by uznali to za wtracanie sie w nie swoje sprawy.Czyli
    jakis dziwaczny rozdzwiek-zobowiazujesz sie do czegos czego tak naprawde wiesz,
    ze nie bedziesz robic.
    A co do odmawiania-trzeba sie w tym wprawiac, bo to nieodlaczna czesc naszego
    zycia.Zastanowcie sie, co bedzie dla Was wiekszym dyskomfortem-poczucie, ze
    zawiedliscie rodzicow dziecka, czy bycie chrzestnymi.

    --
    Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
    Paganini (zdaje się)
  • 31.08.08, 23:05
    "Przykład własny widoczny na co dzień" odpada sam przez się- oni na razie (a
    może i na zawsze, któż to wie) mieszkają za granicą. Poza tym (piszę to
    informacyjnie, nie zaś oceniająco- zbyt niedoskonała jestem sama, ech...)
    rodzice dziecka reprezentują klasyczny model polskokatolicki, "katolik
    niepraktykujący"- czyli do kościoła tylko z okazji (ślub/ chrzciny/ pogrzeb).
    Chrzest też będzie "bo tak wypada". I owszem, w tej sytuacji zapewne bycie
    chrzestnym ograniczy się do dawania prezentów. Dyskomfort wynikający z odmowy
    zapewne będzie, bo rozważany problem dotyczy rodzonego brata mojego męża,
    człowieka również sympatycznego i uczynnego. Ale. Ja i mąż chętnie pomożemy Mu
    zrobić remont, wyniesiemy fortepian oraz przywieziemy z wakacji; częściowa
    choćby odpowiedzialność za dziecko trochę przekracza nasze możliwości i chęci.
    Ot co.
    --
    Ciekawe, skąd u służby taka elewacja...

    ...bombonierka,taka jak ta...
  • 01.09.08, 09:11
    Ja bym stanowczo odmowila opierajac sie wlasnie na tym ze Wy bardzo powaznie
    traktujecie role chrzestnego i wiare i Kosciol.Swiadomosc ze jest siie
    chrzestnym dziecka ktore nie bedzie wychowywane religijnie jak nalezy w domu, a
    Wy nie bedziecie mogli nic z tym zrobic jest dla Was nie do zniesienia. Mozecie
    powiedziec ze wszelka pomoc i prezenty beda i tak.
    Ludzie naprawde gleboko wierzacy i praktykujacy funkcjonuja troche na
    wariackich papierach-postrzega sie ich albo jako moherowe babcie albo jako
    lekkich oszolomow-taki klimat teraz-moze nie obraza sie na zawsze.
    --
    Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
    Paganini (zdaje się)
  • 02.09.08, 21:23
    Dzięki za debatęwink i rady! Jeśli dojdzie do rozmowy, dam znać, jak się zakończyła.
    --
    Ciekawe, skąd u służby taka elewacja...

    ...bombonierka,taka jak ta...
  • 31.08.08, 14:34
    to obowiazek, także w zakresie wychowywania dziecka w katolicyźmie,
    takei sa zasady w KRK. Podstawowym powodem, jaki mozesz bezpiecznie
    podać odmawiajac jest włąsnie fakt, ze katoliczką nie ejsteś. Swoją
    drogą skoro tak jest to ksiądz i tak nie wyraziłby zgody na takiego
    chrzestnego, wiec spokojnie. Odmow szczerze, życzliwie i
    spokojnie. "Wybaczy ciocia, ale jako osoba nie będąca katoliczką nie
    mogę się podjąc roli chrzestnej. Dziękuję za za okazane zaufanie,
    ale nie podołalabym wymaganiom"
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez
    żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • 02.09.08, 14:39
    kora3 napisała:

    >
    > drogą skoro tak jest to ksiądz i tak nie wyraziłby zgody na takiego
    > chrzestnego, wiec spokojnie.

    No wiesz, argument księdza bywa trudny. Koleżanka miała "omówionego" księdza,
    który się zgadzał. Na szczęście akurat biskup go wywalił do innej parafii i
    przyszedł porządny ksiądz, który odmówił...
  • 02.09.08, 15:34
    A nie mozna powiedziec, ze nawet esli sie jest niewierzacym to ma sie szacunek
    do wiary innych i nie chce sie uczestniczyc w szopce?
    --
    Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
    Paganini (zdaje się)
  • 02.09.08, 15:42
    baba67 napisała:

    > A nie mozna powiedziec, ze nawet esli sie jest niewierzacym to ma sie szacunek
    > do wiary innych i nie chce sie uczestniczyc w szopce?

    Można. Ale pewne osoby tego nie chcą zrozumieć i przyznać, ze zależy im na
    BOGATYM prezentodawcy (bo same specjalnie wierzące też nie są, ot, czasem w
    jakieś święto pójdą obejrzeć szopkę czy poświęcić jaja).
  • 02.09.08, 20:27
    wiesz, ale ja nie używalam w argumentacji zdania ksiezda chyba.
    Chodzi o SBIE i DZIECKO smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez
    żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.