Gazeta.pl   Forum   Prywatne   Kultura   Muzyka   Muzyka klasyczna   Re: 21.11. FN, Volodi...

Re: 21.11. FN, Volodin, Wit

Autor: 60jerzy 23.11.09, 01:18
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
Ja słówek parę z troszeczkę innego podwórka koncertowego:

W człowieku potrzeba pokazania się z najlepszej strony jest niemal
instynktowna (nawet gdy jedyne co ma się do okazania to nicość,
małość lub w najlepszym razie nudna nijakość). Potrzeba zwana
próżnością, megalomanią, czasem - umową o pracę. Dotyka - jak
zaraza - równo, wszystkie stany. I, podobnie jak z zarazą, można
zaszczepić się, czasem trzeba. By uratować... pytanie: co? Pytanie
szczególnie zasadne, ba - egzystencjalne - w przypadku pewnej
szczególnej kategorii nieszczęśników, zwanych przez lud pospolity:
artystami (wszelkiej maści i spod różnej gwiazdy). Gdyż to, co
pozaartystowski plebs zaledwie poruszy, tych - jako się rzekło -
nieszczęśników zabić może, spopielić lub... zmusić do działania.
Gdy pewnego dnia powszechnie już znany i uznany LvB dostał
propozycję oddania swego rodzaju hołdu nijakości muzycznej (za to
podszytej biznesowym konkretem), rzecz skwitował krótko, ze
znawstwem i dosadnie. Czy pan (nomen omen) Diabelli miał wówczas
przeczucie, jakich to zdarzeń i emocji stanie się przyczyną? Może...
Nie od dzisiaj wiadomo, że nadepnięcie EGO na odcisk musi skończyć
się czymś więcej niż wrzaskiem lub wzgardliwym milczeniem. Nie
inaczej stało się i w tym przypadku - rzecz skończyła się po paru
latach fantastycznym cyklem 33 Wariacji nt. nijakości...
przepraszam - nt. Walca Diabellego. Powstało iście czarcie dzieło,
skrojone z myślą jedną: dopiec, upiec i spopielić adresata. A przy
okazji dać popalić konkurencji - tej żyjącej i w następnych
pokoleniach. Udało się. Co jakiś czas kolejne grające EGO wyzywa na
swego rodzaju pojedynek - Beethovena (na pewno nie p. Diabellego,
któremu jednakowoż chwała się należy za tę swiadomą lub
nieświadomomą prowokację), wyzywa na pojedynek swoje umiejętności
i... słuchaczy wytrzymałość. I EGO - jako ten paw - dumnie
demonstruje swój ogon z jego 33 piórami.
Po koncercie (16.XI.) Piotra Anderszewskiego w
wiedeńskim Konzerthausie powiedziałem, że PA z 33 wariacji wykonał
około 40. Ale w tym stwierdzeniu kryła się jednak tylko pewna gra
słów. Gdyż wrażliwość moja dostała solidną strawę tak naprawdę w 4
ostatnich wariacjach. Znamy jego świetne nagranie sprzed 9 lat. I
ono, plus chęć zobaczenia jaki jest w tym dziele PA dzisiaj,
zachęciło mnie do eskapady. A, jeszcze jedno - próbuję zrozumieć i
zobaczyć dokąd zmierza ten artysta. Mogę powiedzieć jedno: nie
ułatwia mi zadania. W piewszej części tego recitalu (znanej mi już
częściowo z Łodzi) - z Schumannowskimi Gesänge der Frühe op.
133 oraz V Suitą angielską (ale również i w drugiej) -
odczuwałem w jego grze brak emocji. Albo inaczej - potrzebę takiego
ich powściągania, że w końcu ostała się już tylko okiełznana forma.
Pięć miniatur Schumanna, ów cykl pieśni bez słów, jest wielkim
wyzwaniem (zastanawiam się, czy ten opus w ogóle jest na estradę).
Ładunek emocji w nich zawarty nie da się zbyć samą tylko potrzebą
wniknięcia weń. Tutaj chcieć to za mało, Tu trzeba rozchwianej
osobości kompozytora przeciwstawić niesłychanie silną osobowość
pianisty. Tu klucz debussy`owski za cholerę nie pasuje. A miałem
takie wrażenie (i teraz i w Łodzi), że tym wytrychem (i taką swego
rodzaju wszechnokturnowością) próbował Anderszewski ten niezdobyty
zamek pokonać. Piszę niezdobyty, bo nie słyszałem jeszcze takiej
interpretacji, która wyjaśniłaby ten gąszcz emocji, a przede
wszystkim zbliżyła się do tajemnicy.
W V suicie angielskiej (podobnie jak w wykonywanej w czerwcu
Łodzi VI Particie) miałem nieodparte wrażenie, że potrzeba
znalezienia jej drugiego dna przesłania pewną oczywistość - że jest
to zbiór tańców. I tej właśnie taneczności oraz zwykłej pogody,
ciepła zabrakło mi w nich. Dopiero w Sarabandzie pojąłem
koncept PA i wówczas dałem się uwieść tej grze. Ale głowy dla nie
nie straciłem. No a co z jego wariacjami - jego, czyli Pana Piotra.
Odszedł od tego co znamy z płyty - tam była z jednej strony
nieokiełznana żywiołość, a z dugiej widoczne już podejście
analityczne. Teraz mamy przede wszystkim spekulatywne rozbieranie
tych wariacji - nie powiem, że na czynniki pierwsze, ale chwilami do
gaci i owszem. A gdy wszyscy w gaciach, to mamy do czynienia ze
swego rodzaju zredukowaniem. A w przypadku cyklu wariacyjnego
redukcja to nieszczęście. Ja, Broń Boże, nie chcę powiedzieć, że
słuchanie PA było nieszczęściem - wręcz przeciwnie. Zawsze
przyjemnością jest spotkanie z artystą myślącym. A że jego myśl
idzie chwilami inną drogą niż moje wyobrażenie - to tylko wzbogaca
mnie i moją wrażliwość. I choćby za to należą się mu słowa uznania.
A przede wszystkim za ostatnie cztery wariacje - w nich hipnotyzował
już zupełnie, zaś kończący menuet to była prawdziwa perełka.
Podobnie, jak wykonana na bis beethovenowska pierwsza Bagatela
z opusu 126.
Tydzień zacząłem panami B. (Bachem i Beethovenem), a skończyłem
również panem B. (Brahmsen) w Łodzi (20.XI.), gdzie II koncert B-
dur
grał Arcadij Wołodos - swój komentarz wrzuciłem w
osobnym, temu właśnie koncertowi poświęconym wątku.
Pozdrawiam
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Co Jest Grane poleca:

Lubisz dobrze zjeść?

Wolisz kuchnię włoską, czy meksykańską? Szukasz miejsca na spotkanie ze znajomymi? U nas każdy znajdzie coś dla siebie.

Koncerty, imprezy

Sprawdź, gdzie możesz posłuchać dobrej muzyki, albo zrelaksować się po pracy.

Gdzie się bawić?

Polecamy ciekawe imprezy w warszawskich klubach.

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.