Arana:
> Nie wiem, po prostu głośno myślę. Pomyślmy razem, bo to ciekawy problem.
Eeela:
Eee, zaraz zwalą się następni zwolennicy elitarności muzyki klasycznej i jej
najwyższej wartości ex definitione, oraz wielbiciele słuchania rzeczy, które im
sprawiają trudność, i będzie następna awantura. Lepiej nie myślmy ;-P
Ależ dlaczego? Potraktujmy elitarność tak samo jak emocjonalność, do której przyznajesz się Ty sama, ja i jeszcze pewnie kilka milczących na ten temat osób. Dla mnie emocjonalność to Element Pierwszy. Ale oprócz niego istnieją jeszcze inne, które zaczęły wyłaniać się wraz z poznawaniem utworów, kompozytorów, epok…Np. fascynacja muzyką kameralną i jej kształtem w kwartetach czy kwintetach, czyli zespołach bez dyrygenta. Zadaje sobie pytanie, jak to się dzieje, ale wcale nie przeczy mojemu Elementowi Pierwszemu, bo zawsze wpadam do sali koncertowej jak narkoman po swoją dawkę.