Filh.Łódzka-Niezwykły Volodos i świetny Prieto
Koncert w Filharmonii Łódzkiej, który zakończył się
dwie godziny temu, był niezwykły dla słuchaczy
z dwóch względów: najpierw Arcadi Volodos pokazał
światową klasę pianistyczną a po przerwie porwał
nas meksykański dyrygent Carlos Miguel Prieto.
Nigdy nie uwierzyłbym, że II Koncert Fortepianowy
B-dur op. 83 Johannesa Brahmsa powstał w 1881 roku.
Utwór był naprawdę świeży i współczesny, przypominał
dużo późniejsze osiągnięcia kompozytorów rosyjskich
i francuskich, była nostalgia, świetna gra napięć
między fortepianem i smyczkami, II część ożywiona,
jakby oczekiwaniem, na wstępie III części świetne
solo I wiolonczelisty i jakby rozmowa, smutna roz-
mowa fortepianu ze smyczkami. Część IV figlarna,
nieomal wesoła. Utwór nie zawierał popisów wirtu-
ozerskich, trzeba było odkryć subtelność muzyki
i Pan Arcadi po prostu nie mógł tego zrobić lepiej.
Co ciekawe, Brahms tak napisał Koncert, że każdy
muzyk Orkiestry miał chwilę, gdzie był najważniej-
szy. Brahms, Jego muzyka, to boska doskonałość !
Były cztery bisy, więc wyobraźcie sobie to unie-
sienie łódzkiej publiczności, jeden lepszy od dru-
giego, wirtuozerskie, ale bez przesady. Pan Arcadi
dawno osiągnął techniczną perfekcję, szuka więc
subtelności, harmonii i doskonale potrafi je oddać.
Po przerwie C.M. Prieto, młody szczupły blondyn,
mimo, że Meksykanin, poprowadził Orkiestrę FŁ
najpierw w dwóch suitach S.R. Sancheza do filmu
Redes. W pierwszej wystąpił niezwykły styk muzyki
klasycznej i współczesnej, inspiracja klasyczną
muzyką rosyjską i słyszalne ludowe wpływy meksy-
kańskie. Druga miała niespotykane zestawienia
dźwięków i po prostu genialne narastanie napięcia.
Potem była jednoczęściowa Sinfonia India Carlosa
Chaveza, bezpretensjonalna i wesoła, słyszałem
dźwięki placu targowego w mieście i - pewnie się
zasugerowałem tytułem - maszerujące słonie.
Potem był utwór J. P. M. Garcii Huapango, inspi-
rowany tradycyjnym tańcem meksykańskim, utwór pe-
łen radości życia, wysokich nut i głośności, za-
kończony zawadiackim finałem. Braw było tyle, że
zagrano przygotowanego bisa, autorstwa kompozytora
hiszpańskiego, zagrano wspaniale. Tak się spędza
niezapomniane wieczory proszę Państwa, a ze 12
foteli było wolnych, nie przyszliście, szkoda.
Piotr Sadrakuła.
--
O sobie: jestem wojownikiem i ascetą, poszukuję piękna i przyjaźni.