Filh.Łódzka-J. Findlay-mistrz wysokiej klasy !
Dzisiejszy koncert w Filharmonii Łódzkiej zaczął się
utworem "Step" Zygmunta Noskowskiego i mimo, że Kom-
pozytor zmarł w 1909, utwór był bardzo współczesny.
Było słychać świst wiatru na stepie, nastrój był ro-
mantyczny i nostalgiczny, mistrzowsko mieszały się
tempa, nastroje, poziomy głośności. Było w nim wszy-
stko, co powinno być w dobrym utworze symfonicznym.
Potem kanadyjski wiolonczelista Jeremy Findlay wyko-
nał Koncert wiolonczelowy a-moll op. 129 Roberta
Schumanna. Cały czas słyszeliśmy w Jego grze przej-
mujące, romantyczne piękno, Pan Jeremy mistrzowsko
dawkował liryzm, nie przesadzając, grał piekielnie
trudny utwór zaskakująco łatwo, Jego wiolonczela
nie była "przykrywana" przez smyczki, o co zadbał
maestro Jan Jakub Bokun. Wiele było smutku, płaczu
w utworze, ale także pod koniec rosnąca nadzieja.
To bardzo podobało się łódzkim melomanom, inaczej,
takie wykonanie nie mogło się nie podobać. Poza tym
obok Roku Chopina mamy przecież Rok Schumanna.
Po przerwie zabrzmiała VI Symfonia F-dur Ludwiga
van Beethovena, pisana, gdy Twórca był już głuchy.
Aby należycie ocenić wykonanie, od tygodnia słucha-
łem dwóch posiadanych wykonań na CD. Były to dobre
orkiestry, ale wykonanie FŁ uważam za najlepsze.
Było żywe, widowiskowe, młodzieńcze i atrakcyjne.
Muzycy byli idealnie zgrani, elegancka część II
to było po prostu mistrzostwo świata z arcymi-
strzowską partią naszego klarnecisty, część III
żywo wzywała do akcji, do działania. Gdyby była
sprawiedliwość na świecie maestro Jan Jakub Bokun
powinien dostać za ten wieczór honorowe obywatel-
stwo Łodzi i zostać wyrzucanym na ramionach przez
słuchaczy. Skończyło się ogromnymi brawami. Brawo!
Piotr Sadrakuła.
--
O sobie: jestem wojownikiem i ascetą, poszukuję piękna i przyjaźni.