> Mały offtopic, tak trochę a propos obsesyjnego pilnowania praw
> autorskich. Niektóre płyty są już tak pozabezpieczane, że nie sposób
> sobie zrobić kopii CD do samochodu. Swoją drogą bije to w tych
> uczciwszych odbiorców, którzy nie dysponują zaawansowanymi
> narzędziami do ripowania nagrań, którzy posiają oryginalny nośnik i
> chcieliby jedynie przedłużyć jego żywotność, nie taszcząc go
> wszędzie ze sobą.
Z tego tematu można by zrobić nowy wątek. Może wpłynie on kiedyś (choćby w minimalnym stopniu) na producentów nagrań.
Jest niewątpliwie skandaliczne, że na rynku są płyty, które bez uważnych oględzin wyglądają na płyty CD, a nimi nie są (choćby płyta Anderszewskiego z Chopinem), świadomie nie spełniają standardów pozwalających użyć logo „compact disc”, a to w celu utrudnienia kopiowania płyty.
Taka praktyka (i podobne) uderza oczywiście nie w „piratów”, którzy mają do dyspozycji know-how, jak te zabezpieczenia obejść, ale właśnie uczciwego użytkownika, który idzie do sklepu i kupuje sobie płytę nie wiedząc, że nie będzie mieć możliwości realizowania swoich praw (dozwolonego użytku) wobec takiego nagrania.
Żeby było śmiesznie, ja swoją płytę z Anderszewskim uprałem w pralce. Samej łycie nic się nie stało, książeczki oczywiście szlag trafił, ale szybko zrobiłem sobie (bezstratny) backup w taki sposób: puściłem płytę w odtwarzaczu CD z wyjściem cyfrowym, wpuściłem sygnał cyfrowy przez kartę dźwiękową z wejściem cyfrowym do komputera, nagrałem programem pozwalającym postawić znaczniki i wypalić nową płytę i nową płytę sobie wypaliłem.
Większość płyt, które nie dają się ruszyć w komputerze powinno się dać w ten sposób skopiować do samochodu

.
Teraz proszę wsadzić mnie do więzienia za obchodzenie „skutecznych zabezpieczeń”.
Pozdr.,