Takie myślenie dominuje obecnie w Polsce i ludzie
> odpowiedzialni za szeroko rozumianą kulturę, zamiast wybuchac
> świętym oburzeniem, powinni się raczej zastanowić, jak się z takim
> podejściem zmierzyć, jak przekonać do swojego podejścia, a wreszcie,
> jak przetrwać (i rozwijać się) w takich warunkach.
Z tym przekonywaniem do 'swojego podejścia' byłbym ostrożny.
Balcerowicz ma dużo racji, mówiąc o 'mentalności radzieckiego działacza'

. Kongres był tego najlepszym dowodem.
Twórcy zachwyceni są funkcjonowaniem PISF-u. Postulują aby stworzyć więcej takich instytutów,które skutecznie będą wyciągały państwowe pieniądze i przeznaczały je w dużej mierze na realizacje ich wizji artystycznych. Bardzo wygodna forma, zabijająca jakąkolwiek kreatywność w pozyskiwaniu środków.
Moim zdaniem Państwo powinno się skupić na zwiększaniu dostępności do sztuki(teatr,muzeum, opera, prII PR itp), na stymulowaniu popytu na sztukę (np edukacja), finansowaniu rozwiązań systemowych,a nie na dopłacaniu do nieoglądalnych filmów, czy wątpliwych eksperymentów artystycznych, które poza samym twórcą i garstką wyznawców jego talentu, nikogo nie interesują.
Jeśli idę do kina, to nie obchodzi mnie czy będę oglądał film polski, mongolski, czeski. Wydając 20 zł, oczekuje rozrywki na dobrym poziomie, a to czy pan Zanussi, pani Holland, czy ktokolwiek inny nakręci film, jest mi zupełnie obojętne. Najzabawniejsze jest to, ze ten cały system generuje rocznie jedynie 2, 3 wartościowe filmy, które pewnie i tak by powstały, tyle, że w całości za pieniądze prywatne, ale skoro Państwo daje...