Przylecieliśmy na Skavstę ok. 14-stej. Całe życie marzyłem o wizycie w Szwecji
i czułem się bardzo podniecony świadomością, że jedno z marzeń się spełnia.
Port lotniczy jest maleńki i połozony na ogromnej leśnej polanie. Do
Sztokholmu brakowało nam 106 km, zgodnie z informacja na dworcu kupiliśmy
bilet dwukierunkowy i poszliśmy na przystanek Flygbussarny. Już po 20 minutach
gnaliśmy po gładkiej jak stół autostradzie, mijając skały i maleńkie kolorowe
wioski.
Stolica powitała nas drobnym śniegiem, dworzec okazał się perfekcyjnie
rozwiązanym węzłem komunikacyjnym. Ciągnąc walizki przemknęliśmy
Klarabergsgatan, przez Sergels torg i Kungsträdgården do hotelu. Grand Hotel
nas zaszokował pięknem, rozmachem i potęgą. Apartamenty onieśmielały, a
czystość była wręcz sterylna.
Odświeżyliśmy się i pognało nas na główną ulicę. Najwięcej czasu zajęło nam
szukanie sklepu spożywczego, który okazał się ukryty dwa poziomy pod sklepem
drogeryjnym smile Najpiękniejsze dwa działy to ryby (kupiłem masę ryb) i
regały z żelkami - oni jedzą tego kilogramy, dlatego są uśmiechnięci.
Generalnie powierzchowność tych ludzi mnie zachwyciła, stonowani, cisi,
mówiący powoli i jakby z siebie zadowoleni.
Ceny okazały się kosmiczne, ale jakość towarów była najwyższa. Zaczęła się
śnieżyca więc poszliśmy do hotelu i tam w pachnącej kąpieli, w ogromnej wannie
zakończył się piątek.
Wstaliśmy wcześnie rano, zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy z hotelu. Sztokholm
pokrywała spora warstwa śniegu, a małe traktorki zmiatały go i posypywały
chodniki mielonym żwirem. Świeciło zimowe słońce, poszliśmy do szwedzkiego
McDonaldsa, a potem na Norrmalmstorg do trafiki po bilety na komunikację
miejską. Kupiliśmy karnety dobowe i pojechaliśmy na wyspę Djurgården. Naszym
celem było Vasamuseet. Po drodze zobaczyliśmy piękny gmach Nordiska museet.
Statek Vasa jest zachwycający, to niesamowite, że mimo moczenia się w wodzie
ponad 300 lat zachował się w tak dobrym stanie, że udała się częściowa
rekonstrukcja. Byliśmy tam ponad godzinę, następnie poszliśmy do
Estoniaminnesvarden, pomnika pamięci ofiar katastrofy promu Estonia. Autobusem
wróciliśmy na Strandvägen, przesiedliśmy się w inny autobus i pojechaliśmy na
Kaknästornet. Jest to zbudowana w 1967 roku 155 metrowa wieża telewizyjna.
Widok niezapomniany. Czas gonił. Wróciliśmy na Sergels torg, zeszliśmy do
metra (3 poziomy, pogubić się można) i pojechaliśmy na Gamla Stan, czyli
ichnie stare miasto. To chyba jedna z niewielu starych dzielnic, gdzie obok
zabytków przemyka metro i linia kolejowa. Wąskie uliczki, wysokie domy,
zupełnie jak w powieści o Karlssonie z dachu. Masa malutkich sklepików,
kawiarenek i restauracyjek. Obiad od 200 SEK, zatem oblizaliśmy się i
zwiedzaliśmy dalej. Zamek nie powala urodą, ale jest ogromny. Stortorget
(rynek) mikroskopijny, za to Tyska Kyrkan (kościół niemiecki) jak na świątynię
luterańską jest wyjątkowo zdobny.
Opuściliśmy Gamla Stan i poszliśmy szukać obiadu za rozsądną cenę. Dobrze, że
Polak zaklął siarczyście na, bo już mieliśmy jeść pizzę za 270 SEK. Facet jest
w Szwecji 32 lata i zna Sztokholm jak swoją kieszeń. Wysłał nas metrem na
północ, tam były knajpy z smörgåsbord (stołem szwedzkim), wejście 100 SEK i
jesz ile chcesz. Zrobił się wieczór, panowie zakupili szwedzki alkohol (czyli
coś co ma 2,8%) i pojechaliśmy do hotelu. Za oknami szalała śnieżyca a my
biesiadowaliśmy. Liczyłem, że towarzystwo się ruszy (ale nie dało się), zatem
postanowiłem wyruszyć sam. Najpierw pojechałem obejrzeć z bliska Globen,
monstrualną halę widowiskową w kształcie kuli. Potem w metro i na Slussen -
zbudowany w latach 30-stych monstrualny węzeł drogowy, ma 4 poziomy i jedna z
nitek prowadzi prosto do tunelu. Wróciłem do metra i pojechałem na Hötorget,
żeby zobaczyć miejsce, gdzie zginął na Sveavagen Olof Palme. Potem spacer
Kungsgatan, obok Kungstornen do Stureplan. Stureplan za czasów tramwajowych
był pępkiem miasta. Najpierw ominęło go metro, potem zmieniono kierunek ruchu
i Sztokholm pożegnał tramwaje. Stureplan z betonowym grzybem po środku stał
się spokojnym placem przy Birger jarlsgatan. Miejsce urokliwe i widać, że
kiedyś centralne. Śnieg przeszedł w zamieć więc wróciłem przez Norrmalmgatan
na Sergels, pokręciłem się po podziemiach, kupiłem kolejną torbę żelków,
poszedłem na dworzec, na most i o drugiej w nocy z ciężkim sercem wróciłem do
hotelu.
Rano spakowaliśmy się i poszliśmy jeszcze na Sergelstorg. Padał śnieg z
deszczem (to z żalu, że już jadę). Potem z bagażami podreptaliśmy na dworzec i
pojechaliśmy na Skavstę.
Muszę tam kiedyś powrócić.
--
umiarkowani hedoniści
foto
foto