Re: relacja z wyjazdu cz.1
Autor: Gość: Gdansk
IP: *.chello.pl
23.08.09, 21:42
Finlandia 2
Zwiedzamy Helsinki. Wszystko, co ciekawe jest chyba w centrum.
Oglądamy główny plac z pałacem prezydenckim oraz plac senacki z
pomnikiem cara Aleksandra II oraz cerkiew Uspienska. Wokół mnóstwo
wycieczek z Rosji. Idziemy też na nabrzeże na rynek z owocami oraz
pamiątkami. Marta zakupuje pierwszą koszulkę z reniferami (ok. 15
euro). Kupujemy banany ok. 10 zł za kg i ruszamy dalej. Z Helsinek
jedziemy do Lahti. Oczywiście latem zobaczyć skocznie narciarskie to
jest to! Trafiamy na jakieś zawody oldboy’ów. Przed skoczniami hala
sportowa i stadion z bieżnią, na której właśnie odbywa się bieg.
Dopingujemy najmłodszego staruszka. Niestety przegrał. No i
skocznie… Oczywiście odbywały się skoki. Niesamowicie to wyglądało
przy 25 stopniach powyżej zera. Skoczkowie po oddaniu skoku,
zdejmowali kombinezony i opalając się w słońcu szli na górę. Po
obejrzeniu wszystkiego co się dało, zjedliśmy prosty posiłek i
ruszyliśmy dalej.
Początkowo myśleliśmy, żeby potraktowac Finlandię jako tranzyt. Po
prostu chcieliśmy przejechać na Nordkapp, zahaczając o Rovaniemi.
Zachęcam jednak aby znaleźć trochę czasu aby się zatrzymać i
pochylić nad fińska przyrodą. Robiliśmy bardzo wiele takich
przystanków. Fińska przyroda choć dość monotonna (lasy i jeziora
całymi kilometrami – dopiero jadąc przez wzniesienia widać ich ogrom
widząc w oddali po widnokrąg… lasy i jeziora) ma to coś. Dobrze się
tu czuję – nie ma tu presji, która każe człowiekowi gnać do przodu.
Zaczynam rozumieć moich klientów ze Skandynawii, którzy dość często
goszczą w moim miejscu pracy w Gdańsku – daje się od nich wyczuć
spokój. Tak jest i tutaj – żyjąc w takim miejscu trzeba być pokornym
wobec natury. Pośpiech nic nie da – nie wygrasz z naturą.
Późnym wieczorem docieramy do Oulu – niestety trafiliśmy na
oberwanie chmury. Leje jak z cebra. Na pierwszym campingu, do
którego dotarliśmy nie ma wolnych domków. Pani w recepcji nie jest
zbyt miła – ale może to wynik tego, że jest dość późna pora. Każdy
jest człowiekiem – nie mam jej tego specjalnie za złe. Ruszamy na
następny camping. Po półgodzinnym poszukiwaniu i szaleństwie mojego
GPS’a odnajdujemy camping. Wprowadzamy się do domku za 80 euro. 2
sypialnie , kuchnia, łazienka, sauna. Wszystko jak z czasów późnego
Gierka. Rozsypuje się i jest siermiężne. Na szczęście jest gorąca
woda. Jesteśmy dość rozczarowani, ale mam nadzieję , że później
będzie lepiej (Było!). Moja młodsza córka ma niewyraźna minę. Chyba
spodziewała się, że po tak długiej drodze noc spędzimy w lepszych
warunkach – no cóż. Nie mamy już siły szukać dalej w deszczu. Robimy
kolacje (super spaghetti z parmezanem +zimne piwo – tego było nam
trzeba). Idziemy jeszcze z moimi córkami porzucać lotkami do tarczy
i idziemy spać. (Uwaga! Komary, komary, komary!!! Radzę zabrać
środki komarobójcze w sprayu i emulsji. Te małe potwory jadły mnie
jak chciały. Co ciekawe jako jedyny w mojej rodzinie miałem grupę
krwi 0Rh+ ta im najbardziej smakowała pomimo zabezpieczeń
chemicznych, podobnie zresztą jak muszkom na północy Laponii.). Rano
jedziemy zwiedzić Oulu- białe miasto. Bez trudu docieramy do
centrum. Zwiedzamy wąskie uliczki z charakterystyczna drewnianą
zabudową oraz skansen z charakterystycznymi bordowymi ścianami
domów. Ruszamy do Rovaniemi na Koło Podbiegunowe.
Rovaniemi być może jest trochę tandetne, trochę jest tu chińszczyzny
w sklepie dla turystów. Ale przecież to wszystko nie ma znaczenia,
bo mieszka tu najprawdziwszy Św. Mikołaj. Najpierw zwiedzamy pocztę
św. Mikołaja. Wszędzie krzątają się elfy- pomocnicy. Siadamy przy
kominku , oglądamy szafki wypełniona pocztą z zamówieniami do Św.
Mikołaja na prezenty. Półka z listami z Polski zawiera dużo poczty.
Gdzieś to już widziałem… Aha – to było w filmach wyprodukowanych
przez Disneya. Skąd on wiedział jak wygląda mieszkanie Św. Mikołaja?
W końcu ruszamy na spotkanie z Mikołajem Przechodzimy przez
olbrzymie wrota i idziemy mrocznym korytarzem. Wchodzimy po
schodach, mijając mechanizm, który wprawia w ruch kulę ziemską.
Wchodzimy do komnaty z Mikołajem. Mówi oczywiście po polsku „Dzień
dobry” i „Chodź tu Marto i Agatko” Skąd on wiedział jak nasze córki
mają na imię? To oczywiście mikołajowa tajemnica. Usłużny skrzat
robi naszym córkom zdjęcie z Mikołajem i każe nam pozdrowić Adama
Małysza. Ruszamy dalej. Na końcu drogi możemy kupić gotowe zdjęcie
naszych córek z Mikołajem. Wizyta zakończona.
Kupujemy pamiątki mikołajowe. Robimy zdjęcia na linii koła
podbiegunowego. Zdjęcia robią nam mili Japończycy . Cała grupa
pozuje do zdjęcia a 1 z nich po kolei robi grupie zdjęcia 30-oma
aparatami. Są nieźli. Jedna z Japonek zaoferowała się zrobić nam
zdjęcie naszym aparatem. Pozujemy – po czym zostajemy uwiecznieni na
kilkunastu aparatach „naszych” Japończyków.
Ruszamy dalej. Docieramy do miejscowości Sodankyla. Bez trudu
znajdujemy camping. Domek dla 4 osób z kuchenką elektryczna i 4
łóżkami (2 2-upiętrowe łózka) kosztuje 52 euro. Chłopak w portierni
mówi nam, że mamy szczęście bo 2 dni wcześniej zakończyły się zawody
skuterów wodnych i do Sodankyla zjechał tłum ludzi. Camping był
pełny (dobre sobie – przed naszym wyjazdem do Skandynawii na Opener
festiwal do Gdyni, galę żaglowców i zwykłe wakacje przyjechało do
Trójmiasta ponad milion ludzi w weekend!!!) Jest super w porównaniu
z campingiem w Oulu. Jedziemy na zakupy a potem organizujemy sobie
grilla. Organizujemy go w wielkim tipi w centrum campingu. Na środku
jest palenisko z ogniskiem. Nasz grill jednorazowy z Tesco w Polsce
to niewypał, a może kiełbaski, które kupiliśmy niespecjalnie nadają
się na grilla (choć na opakowaniu był grill) . Nie dziwimy się już
Finom, którzy grillują swoje kiełbaski zawinięte w plastry boczku.
Następnego dnia ruszamy do Inari – to oryginalna wioska Samów.
Główny punktem programu to muzeum Samów – Sida. Jest super
przygotowane. Szczególnie sala z ekspozycjami multimedialnymi robi
wrażenie. Po obejrzeniu wszystkich ekspozycji idziemy jeszcze
obejrzeć skansen domów Samów. Na moich córkach szczególnie duże
wrażenie robią pułapki na leśne zwierzęta. Człowiek zawsze potrafił
wymyśleć sposób , żeby ujarzmić przyrodę. Przemyślność ludzi jest
niesamowita. Z Inari jedziemy do Karasjok. To jest wioska lapońska
już w Norwegii. Jedziemy do Sami Park. W porównaniu z Sidą wygląda
jednak średnio. Dość drogi bilet rekompensuje na szczęście
prezentacja multimedialna, która rzeczywiście robi wrażenie. Moje
dziewczyny oczywiście są też zainteresowane reniferami w zagrodzie.
Po raz pierwszy widzą renifery w zagrodzie. Do tej pory wychodziły
nam bezładnie na drogę. Radzę zachować ostrożność – zderzenie z nimi
autem nie należy chyba do przyjemności.
W Norwegii niestety zaczynają się norweskie ceny. Jaki tani kraj ta
Finlandia.
Z Karasjok ruszamy w stronę Nordkappu. Plan jest taki, aby zanocować
przed Nordkappem, a następnego dnia ruszyć na Nordkapp. W Olderfiord
rezerwujemy sobie domek z łazienką i kuchnią (ok. 320 zł). Był
wieczór i chciałem zostać na nocleg ale moje dziewczyny rzuciły
hasło „ a gdzie twoja chęć przygody? Jedziemy na Nordkapp! Przecież
Nordkapp o 12 w nocy to jest przygoda! W ciągu dnia to nie będzie
frajda!”. Ruszamy więc na Nordkapp!!!