Bornholm- wyspa niebezpieczna
Autor:
jo-wr
08.07.09, 18:43
Dzisiaj w nocy nastąpiło wydarzeni, które przyprawia mnie o siwe włosy.
Relacja bezpośrednia (niemalże):
Kemping na wyspie Bornholm w Ronne.
RELACJA POSZKODOWANEJ:
Zatrzymaliśmy się na kempingu na jedną noc. Przyjechaliśmy późno, cały dzień
jechaliśmy na rowerach. Daliśmy radę tylko zjeść i rozstawić namiot. Nie
rozmawialiśmy z nikim, nie nawiązywaliśmy żadnych kontaktów.
Najpierw, około północy, ktoś krążył na motorach wokół namiotów. Około
trzeciej w nocy obudziły nas odgłosy „drapania” w tropik. M. otworzył namiot i
zobaczył przywiązaną linę, w tym samym momencie usłyszeliśmy zza płotu dźwięk
ruszającego samochodu i pisk opon. Lina gwałtownie ruszyła. M. nie zdołał się
wyplątać, ma poprzecinane ręce. Namiot z nami w środku został wyrwany z
zapięć. Na szczęście zdołaliśmy się uwolnić. Gdyby M. nie wydobył nóg z pętli,
mógłby już nie żyć. Kilka minut po zajściu, znowu zaczął krążyć wokół nas
motocykl, z którego byliśmy obserwowani. Wezwana Policja znalazła liny i ślady
samochodów. Powiedzieli, że nic nie są w stanie zrobić. Ani Policja, ani
zarządzający kempingiem nie udzielili pomocy medycznej, ani żadnej innej.
Zostaliśmy w środku nocy przerażeni, bez pomocy, bez namiotu.
Tylko recepcjonistka wiedziała o tym, że jesteśmy z Polski. Na wypasionym
kempingu, pełnym bogatych Niemieckich przyczep, został wybrany nasz mały
namiocik. To była dokładnie zaplanowana napaść, mająca na celu tylko i
wyłącznie skrzywdzenie nas. Nie był to w żadnym wypadku napad rabunkowy,
ponieważ nie zostały skradzione rowery, stojące bez zabezpieczeń obok namiotu.
Policja nie zrobiła zdjęć, ani nawet notatki.. Policja poinformowała nas
tylko, że tak, Polacy są w zasadzie niezbyt lubiani na wyspie, bo to na ogół
złodzieje. Ambasada sprawę zignorowała.