Moje koty nie bardzo się lubią

Znaczy nie mówię o Guciu i Zawadzie, bo to
są osobniki, które by wszystkim nieba przychyliły, Gałeczka ślepinka żyje
sobie na naszym łóżku i nie wchodzi z nikim w jakiekolwiek konflikty, a jeśli
zostanie zaatakowana ucieka. Problem tyczy Lolki, ostatnio też Pepka, ale i
Ksiki, która będąc kotem z pokręconą trochę psychiką (strachulec i boidoopka)
atakuje inne koty na zasadzie, że "atak jest najlepszą obroną". Dom spory, a
zdarza się niestety konfrontacja. Teraz zima, koty więcej w domu. Jeszcze
obecność małej Józi (kotki córci) wpływa na kocie zatargi. Zastanawiam się czy
reagować czy dać im szanse na własnołapne załatwienie kocich spraw. W myśl
zasady, że póki krew się nie leje...
--