Dodaj do ulubionych

Rujka po sterylce, nie moj kot, prosba o radę

20.07.12, 07:46
Witam, mam wielką prośbę. Moja mama wyjechała, mieszka u niej i zajmuje się kotami młoda dziewczyna, jak się okazało, w ciąży, więc też boi się być np podrapana. Jedna kocica dostała rujki, miewa je niestety, po źle przeprowadzonej sterylce. Musi wtedy dostać zastrzyk hormonalny... i tu pojawia się problem, bo kot jest z tych niedotykalskich. Ja za szczyt łaski mogę uznać, jak powącha mi rękę i nie ucieknie po sekundzie, o głaskaniu nie ma mowy. Nie ma właściwie szans, żeby dała mi się złapać. Tej dziewczynie też nie. Wzywam na pomoc mojego przyszywanego brata, od niego mama kota dostała, ale i jego kot olewa, chociaż może... zobaczymy.
Ale jeśli nie da się złapać, to nie wiem, co robić. Wezwanie wetki do domu już przerabialiśmy raz, kot siedział na szafie i patrzył na wetkę z miną "a spróbuj tylko rękę wyciągnąć".
Slyszałam, że czasem pomaga ludzka tabletka antykoncepcyjna. Oczywiście, zapytam też weterynarza, ale przy okazji chciałam i tu... Czy próbowałyście kiedyś? Czy lepiej nie ryzykować? I tak kot będzie faszerowany hormonami, bo zastrzyk też jest hormonalny. Podczas tych rujek strasznie się męczy, moja Wiwka po prostu rozkosznie się nadstawiała i ćwierkała, a tamta wyje jak potępieniec i podsikuje co chwilę, więc pewnie cierpi - ma problemy z układem moczowym, jest na specjalnej karmie. Mamy sposób na podawanie jej bezsmakowych lekow - w śmietanie (lubi) - inaczej też by nie było szans...
Pytam, bo nie wiem, co robić. Dziś będę pewnie w pracy do 19, a wychodzę za chwilę (nowa praca i presja czasu)... Spróbuję do weta w sobotę, ale najprawdopodobniej kocica nie da się dotknąć...
Pozdrawiam
A.








--
Rozpostarta płachta nieba zawsze daje to, co trzeba,
przez tę płachtę, pod sam kręgosłup, prześwituje cała wiedza.
Kiedy zbieram z niej bez wahań, zwykle trafiam w to, co czuję...(J. Kleyff)
Edytor zaawansowany
  • wadera3 20.07.12, 08:09
    Jedyna rada, to wykonać ponowną sterylizację.
    Miałam tak z moją jedną kocicą.
    Rok po sterylce zaczęła rujkować, i sikać gdzie popadnie(podczas tych rujek).
    Po wykonaniu USG, i zlokalizowaniu odprysku jajnika, wycięto wszystko doszczętnie i kocica jak nowa.
    Zero sikania, zero rujek i zero dzikości(też była niedostępną dziczką).
    Do czasu kolejnej rujki podawałam jej Proverę, no ale trzeba było ją złapać, przytrzymać i podać tabletkę - tego się nie ominie.
    Nie przekonasz kocicy, że ma zejść i wziąć lekarstwo.
    Trzeba siłą i sposobem.
    --
    Z jednej strony trzeba się cieszyć, że SB już nie ma, ale niestety policja nie potrafiła przejąć tych metod. Tamci byli skuteczni

    Drobiu mówię stanowcze STOP!
  • noirdesir2 20.07.12, 10:37
    ja mojej kici tez musiałam ze 3 razy podać proverę i wcale nie było to trudne, wcisnęłam tabletke w kawalek kociego kabanosika, które kicia uwielbia jak narkotyk jakiś i połyka bez gryzienia w kawałkach jakie jej uda sie ugryzc lub jakie jej ułamię. proverę mam, mogę wam wysłać do domu, gratis, na przyszły raz bedzie. i ten sposob podawania leku tez polecam, działało za każdym razem. no a potem kolejny zabieg też radzę, inaczej kot zachoruje na ropomacicze od tych zastrzyków i bedzie już w ogóle masakra... szkoda by było zwierzaczka. pozdrawiam.
    --
    fotoblog o moim kocie

    bierz życie za rogi
  • a.g.n.i 21.07.12, 09:23
    Dziękuję bardzo. Mam już Proverę. A sposób z kabanosikiem wypróbuję, jak zawiodą mnie jogurt, śmietana i masłosmile
    Tylko nie wiem, czy ta małpa zje kabanosika. Ją chyba lepiej ubierać, niż karmićsmile)))
    --
    Rozpostarta płachta nieba zawsze daje to, co trzeba,
    przez tę płachtę, pod sam kręgosłup, prześwituje cała wiedza.
    Kiedy zbieram z niej bez wahań, zwykle trafiam w to, co czuję...(J. Kleyff)
  • a.g.n.i 21.07.12, 09:21
    Dziękuję bardzo.
    Nie miałam siły wczoraj napisać, bo ostatnio pracuję po 10, 11 godzin dziennie, wczoraj wyszłam z pracy koło 19, musiałam jeszcze odebrać nowe okulary po drodze, bo stare już mi z nosa spadały i chyba by do dziś nie dożyły, potem zajrzałam do domu po wykupiony lek i zaraz do Wali (tej właśnie kocicy) jechałam.
    Poprosiłam męża, który ma wakacje, żeby wpadł do naszej pani weterynarz i zapytał, co robić, ona też doradziła Proverę i od razu wypisała, wykupił no i czekało w domu na mnie.

    Zawiozłam, podałam wczoraj pół rozgniecionej tabletki w łyżeczce jogurtu, jogurt Wala lubi, a na szczęście, choć jest niedotykalska, jak poda się jej coś z ręki, zje chętnie.
    Dziś spróbuje jej podać lek ta dziewczyna, jak nie da rady, to ja znów przyjadę. Mamy dawać po pół tabletki do ustąpienia objawów, potem tabletkę raz w tygodniu.
    Co do ponownej sterylki, to musi moja mama zadecydować. Wala bardzo ciężko przeżywała pierwszą, wybudzanie, potem pilnowanie szwów. Jak miała kaftanik, to się kładła na plecach i nie ruszała z miejsca, nie jadła, nie piła, nie sikała, dopóki nie został zdjęty. Jak kołnierz, zdejmowała niezależnie od tego, jak starannie go zapięłyśmy. Długo się goiła i długo była obrażona. Druga kocica, Molly, goiła się jak na psie i wszystko miała w nosie, kaftan nosiła, problemów nie było - no i wysterylizowana też jest porządnie.
    Zastanawiam się, czy to ma znaczenie - Wala jest szylkretką, śliczną zresztą (choć reakcje sąsiadów na nią były "o jaki brzydki kot"smile. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że szylkrety są strasznie chutliwe i właśnie im mogą się zdarzać takie rujki pomimo sterylki.
    NO ale przechodzi te rujki bardzo ciężko, będę mamę namawiała na ponowne ciachanie. Problem jest taki, że zapakowanie Wali do weta to ciężka, krwawa walka, z której obie z mamą wychodzimy podrapane i pogryzione za każdym razem. Ma też problem z drogami moczowymi, to też pewnie wpływa na usposobienie, jest na Royalu zielonym i jak trzeba (za radą wetki), dostaje Furagin, w śmietanie właśnie.I ten sposób podania leku w jej przypadku działa, na szczęście. Zobaczymy, czy się dziś nie wycwani, jak nie będzie chciała zjeść, ubiorę się w jakieś grube waciaki i będę próbowała ją zanieść do weta, ech. Do transportera nie wejdzie małpa za diabły...
    Moja trójka pozwala ze sobą wszystko zrobić, mogłabym im ogony zawiązać na kokardkę, a one by uznały, że to pewnie dla ich dobra, stąd jestem całkiem bezradna z takim kotem, bo u moich wszystko jest bezproblemowe - i podanie leków, i czyszczenie uszu, i obcinanie pazurów i wyjście do weta.
    Dziękuję jeszcze razsmile


    --
    Rozpostarta płachta nieba zawsze daje to, co trzeba,
    przez tę płachtę, pod sam kręgosłup, prześwituje cała wiedza.
    Kiedy zbieram z niej bez wahań, zwykle trafiam w to, co czuję...(J. Kleyff)
  • pi.asia 21.07.12, 20:21
    Agni, szacunek dla Ciebie za zaangażowanie. Zgodnie z tym co napisała Wadera - druga sterylka rozwiąże i problem rujek, i problem dzikości, więc może warto się przemęczyć.
    Z moich dwóch dziewczyn żadna nie nosiła kaftanika, Duszka nawet nie zauważyła że była ciachana, natomiast Fraszka (trikolorka) przeleżała trzy dni w metalowym brodziku (chłodno) i płakała przy każdym dotknięciu. Wetka przychodziła z zastrzykami do domu, bo nie było szans wziąć kota na ręce.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka