Dodaj do ulubionych

kot w bloku

04.09.15, 15:54
Witajcie,

dziękuję za przyjęcie na forum smile Jestem tu nowa. Bardzo proszę o poradę w następującej sprawie:
dwa miesiące temu na ulicy, na której mieszkam znalazłam kota, przyszedł za mną do mieszkania (3 piętro, kameralna jednoklatkowa plomba, dość spokojna uliczka w Śródmieściu). Kot w miarę zadbany, sądziłam, że znalezienie właściciela to kwestia maksymalnie kilku dni. Niestety mimo szerokich poszukiwań (ogłoszenia w internecie, olx, Facebook, Gumtree, ogłoszenia w okolicy, w tym w okolicznych sklepach zoologicznych, klinikach weterynaryjnych, rozpytywanie pań w zaprzyjaźnionych sklepach, oczywiście zgłoszenie do schroniska) właściciel się nie odnalazł. Prócz telefonów od jakichś wariatów, wątpliwej maści dowcipnisiów otrzymałam tylko jeden telefon od pani, która twierdziła, że jest to kot jej znajomej, która wyjechała za granicę i z którą nie ma kontaktu, mimo, że poinformowała ją, że kot jest u mnie i że jeżeli nie mogę się nim dłużej zajmować to mam go oddać do schroniska. Ustaliłam także, że kot jest z okolicy, nocował u kilku osób w sąsiedztwie (wpisywali się ludzie w komentarzach pod ogłoszeniem na Facebooku, że u nich też był), ale zwykle rano czmychał na zewnątrz. To niewątpliwie był kot domowy, wie, co to drapak, kanapa i kuweta, poza tym jest przecudnej urody i charakteru, zakochałam się w 5 minut. Doskonale też radzi sobie na zewnątrz, raz uciekł mi z domu i po prostu poszedł wylegiwać się na trawce po drugiej stronie ulicy, a ja go goniłam później przez dwie godziny po całej dzielnicy, by go złapać.

Dodam, że w domu mam też schroniskowego boksera i schroniskową kotkę, z psem jest ok, z kotem nowy dogaduje się średnio. I oto moja największa zgryzota: kot chce wychodzić na maksa! Ucieka na klatkę schodową i biegnie do drzwi wejściowych. W moim bloku nie ma innych, prócz moich, zwierząt, także nic mu na klatce nie grozi. Szukałam mu domu wychodzącego, ale nic z tego. I teraz moje pytanie: czy go wypuszczać? czy wróci? co jest dla niego lepsze? wolność czy bezpieczeństwo? może będzie szukał swojego dawniejszego domu, którego chyba de facto już nie ma, bo nikt od dwóch miesięcy się o niego nie upomina. Mamy przy bloku spore podwórko, z wszystkimi sąsiadami jestem zaprzyjaźniona, z tej strony nie ma dla niego zagrożeń. Nie pytam oczywiście co jest dobre dla mnie, bo my go już pokochaliśmy - z moim narzeczonym - i traktujemy jak członka rodziny i tutaj sprawa jest oczywista. Kotka moja jest niewychodząca od samego początku, tzn. jeździ na działkę do lasu i tam chodzi wolno, ale w domu nie próbuje się wydostać na zewnątrz, zresztą jest trochę niepełnosprawna (miała amputowaną głowę kości udowej i zespoloną kość udową) i nie ma mowy, by sobie poradziła poza domem.
Edytor zaawansowany
  • 04.09.15, 17:10
    jeden telefon od pani, która twierdziła, że jest to kot jej znajomej, która wyjechała za granicę i z którą nie ma kontaktu, mimo, że poinformowała ją, że kot jest u mnie i że jeżeli nie mogę się nim dłużej zajmować to mam go oddać do schroniska

    pozostawie bez komentarza, bo admiki glowe by mi zmyly

    super, ze sie kociastym zajelas smile

    Ja jestem frakcji nie wypuszczania kotow, a jesli juz to pod scisla kontrola, spacery na smyczy, u nas w przypadku takiej jednej sie sprawdza. Reszta nie wychodzi. Wybralismy bezpieczenstwo, glownie ze wzgledu na nieobliczalne kundle w oklicy a i ludzi. Tak wiec, ja zawsze bede za opcja nie wypuszcznia.

    Masz osiatkowany balkon, okna? Jesli tak, to na balkonie mozesz urzadzic koci wybieg i ukrocic zapedy kociatsego do ucieczek. Wiem pilnowac trzeba kazdego otwarcia drzwi, ale jesli bedzie mogl podziwiac i wachac swiat bezpiecznie na balkonie to powinno mu przejsc.

    Jesli wybierzesz opcje wypuszcznia musisz sie liczyc z ryzykie, ze kot nie wroci, zginie gdzies pod kolami auta, trafi na oprawcow itp. Moze tez przyniesc do domu chorobska, pchly itp. Tego sie nie uniknie.

  • 04.09.15, 18:06
    No, mają balkon do dyspozycji, ale to nie załatwia sprawy, w dodatku mam wrażenie, że w nocy wiesza się na klamce drzwi wejściowych, jakby nie dość, że pies potrafi drzwi otwierać.
  • 04.09.15, 18:36
    ha,wieszanie się na klamce drzwi wejściowych to u mnie normalka a robi to kot który we wczesnej fazie pobytu w domu był wypuszczany na klatkę schodową albo udało mu się zwiać między nogami w czasie wchodzenia do domu,miałam zmienić klamkę na gałkę ale jakoś ciągle zapominam o zakupie i tak mijają lata...
  • 04.09.15, 18:42
    Poprzednio mieszkałam w domu i tam wszędzie były gałki, kotów co prawda nie miałam, ale pies potrafił otworzyć ciężką, metalową furtkę z samozamykaczem.
  • 04.09.15, 18:53
    Tak przy okazji jeszcze dopytam czy macie jakieś metody na kota u lekarza? wink Moja kotka trochę przeszła z lekarzami, już ze schroniska jako kocię została przywieziona ze złamaną nogą i bez ucha - wtedy miała pierwszą operację, w tym samym czasie zaraziła nas wszystkich grzybicą, z którą długo walczyliśmy, później była sterylka i operacja amputacji głowy kości udowej po drugim złamaniu - efekt jest taki, że problem jest nawet z otwarciem transportera w gabinecie. Lekarze dopytują czy aby na pewno nie jest to kot dziko żyjący wink Do tej drugiej operacji zachowywała się u lekarza normalnie, teraz to jest armagedon.
  • 04.09.15, 19:16
    tez mamy taka agentke, malo tego chce bic pacjentow w poczekalni tongue_out

    u nas weci polecaja podawanie przed wizyta i zapakowanie do kontenera acepromazyne,

    www.biowetpolska.com.pl/produkty.php?go1=1278

    to dosc nieprzyjemny srodek i my podajemy tylko w przypadku jednej kotki, ktora w trakcie jazdy do weta zaliczy i siku i kupala w stylu biegunki i rzyganko, slowem horror
  • 04.09.15, 19:51
    No Sedalin to już w ogóle dla mnie ostateczność ostateczności.
  • 04.09.15, 20:29
    lokalni weci nagminnie polecaja
  • 04.09.15, 20:45
    A moi uważają, że może mieć wiele groźnych skutków i raczej właśnie doradzają w ostateczności. Sama żadnemu zwierzęciu jeszcze nie podawałam.
  • 04.09.15, 19:20
    balkon i okna zabezpieczone?
  • 04.09.15, 19:59
    Wszystko pod kontrolą smile
  • 04.09.15, 18:09
    Udało mi się w życiu nie oddać żadnego stwora do schroniska, i mam nadzieję, że tak pozostanie.
  • 04.09.15, 19:09
    Tak jeszcze w kwestii wychodzenia kota z domu i przynoszenia chorób. Kotkę moją wzięliśmy ze schroniska, szybko okazało się, że jest nosicielem grzyba microsporum canis. Zaraziła się każda osoba, która w tym czasie była u nas w domu. Oczywiście jak tylko dowiedzieliśmy się co nam dolega została wprowadzona kwarantanna. Kot był nosicielem bezobjawowym, natomiast najbardziej poszkodowanym okazał się mój piesutek - sierść odpadała plackami w zawrotnym tempie, po kilku dniach był cały w łysych plamkach, zmiany na kufie wyglądały dramatycznie, dostał aż 3 serie antybiotyku, jakieś płyny do przemywania i maści, lekarz kazał nam nawet kupić jakieś świece do odkażania kurników i odkażać tym domostwo.
  • 04.09.15, 17:13
    i ekipa, coby nie było tak anonimowo wink

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/jRlqOAR6nk6cZKZeAB.jpg

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/hvGGiuZN95ncWaP6nB.jpg

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/i3RnwhMZTeqeMJUdgB.jpg

  • 04.09.15, 17:24
    ten rudas w biale plamy to uciekinier jak sie domyslam smile
  • 04.09.15, 18:08
    Tak, Rudzik to nowy domownik, pies i kotka bez ucha to rezydenci - przybysze ze schronu. Ja w ogóle to bokserowa jestem, całe życie z bokserami, kotka to mój pierwszy w życiu kot smile
  • 04.09.15, 20:09
    Och dopiero jak napisałas, ze buraska nie ma uszka to zauwazyłam, bo wczesniej umkneło mi przy podziwianiu swietnych zdjęc slicznych zwierząt smile
    Boksery to najsmieszniejsze psy swiata ( no moze zaraz za Tolą naszej kolezanki forumowej- Lisek Chytrusek i psioswinkami ). Ten pies jak sie cieszy to całym ciałkiem smile


    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 04.09.15, 20:20
    Heh, z tym uchem to jest w ogóle dziwna historia: kiedyś na FB zamieściłam jej zdjęcie i w komentarzu do tego zdjęcia mój znajomy wkleił to zdjęcie ponownie, zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi, uznałam że się pomylił, w końcu po paru tygodniach pyta mnie jak mi się mój kot na jego zdjęciu podoba, a ja na to, że przecież wkleił to samo zdjęcie, on z kolei odpowiada, że "dokleił" jej w Photoshopie ucho i jak mogłam tego nie zauważyć? smile Okazuje się, że dla mnie ona ma chyba dwoje uszu, bo w ogóle tego "doklejonego" ucha nie dostrzegłam.

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/frB3bNj2N4uKZ1FjoB.jpg
  • 04.09.15, 20:42
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/9yRsq3ib1H5oSVfLlB.jpg
  • 04.09.15, 20:23
    Tak, to prawda, że boksery są wyjątkowe. Mój jest po sporych przejściach i trochę zatracił tego typowego, bokserzego charakteru, ale i tak jesteśmy na jego punkcie zwariowani smile - o ile mogę tak napisać na forum kociarzy wink
  • 04.09.15, 20:29
    Pwwnie!!! Tu psiarze tez są smile
    Rownie zwariowani na punkcie swoich psów co i kotów ( daleko nie trzeba szukac, wystarczy wczytac sie w moja sygnaturkę wink )

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 04.09.15, 20:43
    Heh, ja chyba jestem już i psiarzem i kociarzem, choć kotów obcych to się boję, psy są dla mnie o wiele bardziej czytelne.
  • 04.09.15, 17:55
    koty kochają wolność ale nie zdają sobie sprawy gdzie czyha na nich niebezpieczeństwo, tak naprawdę bezpieczne są tylko w dobrze zabezpieczonym domu dlatego ja zgarnęłam całe podwórkowe towarzystwo które dowolnie biegało sobie po okolicy kiedy stwierdziłam że robi się coraz bardziej nieprzyjaźnie dla kotów, a nieobecność nawet kilku godzinna któregoś kota powoduje u mnie rozstrój nerwowy,z początku było trudno i mi i kotom tęskniącym za swoimi terenami ale z czasem wszystko się unormowało i koty przyzwyczaiły się do "niewoli",śliczny ten Twój zwierzyniec
  • 04.09.15, 18:15
    Dziękujemy za komplementy smile
    No, ja też jestem z frakcji, że pewnie bym umierała jakby mi kot nie wrócił na noc do domu. Kotka jest bardzo mądrym kotem, wychowywana z psem, nie boi się obcych ludzi i mimo, że na działce trochę łazikuje po lesie to w domu czuje się bardzo dobrze i nie próbuje się wydostać, zresztą z tego, co pamiętam, nigdy nie próbowała uciekać, doskonale również chodzi w szelkach na smyczy. Rudzik natomiast po założeniu szelek dostał "syndromu kubraczkowego" i tak jak stał - tak się przewrócił wink
  • 04.09.15, 19:18
    Rudzik natomiast po założeniu szelek dostał "syndromu kubraczkowego" i tak jak stał - tak się przewrócił wink

    powolli, powoli sie przyzwyczai, trening czyni mistrza smile

    Nasza Kicia.Yoda szelki zalapala od razu, ale ona nastala do nas jako 4tyg kocie
  • 04.09.15, 19:58
    Kotka też w szelkach chodzi bez problemu, takoż w kołnierzach weterynaryjnych, natomiast posterylkowy kubraczek wywołał pół dnia totalnego bezruchu, aż do momentu kiedy zaniepokojona pojechałam na kontrolę do lekarza, a przytomna lekarka stwierdziła, że trzeba zamienić kubraczek na kołnierz i będzie ok. Hmmm.... wydawało mi się, że w kubraczku będzie jej wygodniej wink Nie mówiąc już o tym, że musiałam ją po operacji zostawić na chwilę samą w domu, by wyjść z psem, a gdy wróciłam dosłownie po 15 minutach to okazało się, że biega bez ubranka smile Do dzisiaj nie wiem jak udało jej się wyswobodzić z tego kaftanu bezpieczeństwa.
  • 04.09.15, 20:50
    Witam serdecznie smile.
    Ja jestem psia ,kocia,mysia ,krolicza,chomikowa a kiedys nawet i krabowa wariatka!
    Gdyby nie maz to by to wszystko bylo conajmniej potrojne ,niestety on sie zgodzil na jednego psa i kota.Myszka zostala sama bo druga zdechla .
    Sliczny ten wasz zwierzyniec.Poprosze o wiecej zdjec,bo tu nigdy ich nie za duzo smile.
  • 04.09.15, 21:04
    Dziękować za miłe słowa smile My na szczęście z moim TŻ mamy podobną wrażliwość jeśli chodzi o stwory, więc nie musiałam go przekonywać, by zgodził się na pozostanie Rudzika u nas, choć postawił warunek, że kot nie może atakować psa, co dla mnie było oczywiste. Rudzik akurat dość łatwo się uczy - gdy rano przygotowuje im jedzenie to pies też stoi w kuchni i czeka na swoje leki i pierwsze dwa dni Rudzik próbował startować z łapami do niego i przegonić go, dostał wyraźny sygnał, że tak to się nie bawimy i już do końca wydawania żarła stał na końcu kolejki. Teraz już mu takie numery nie w głowie i jest spokój. Tutaj akurat muszę Rudzika trochę temperować, bo pies to w ogóle nie dałby sobie rady z kotami.
  • 05.09.15, 12:35
    Witaj na zakątku!
    Piękne zdjęcia z uroczymi futrzakami.
  • 05.09.15, 18:54
    Dziękujemy smile

    I jeszcze jedno:
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/H4bB6jkeaGb2tuWE6B.jpg
  • 05.09.15, 21:10
    Nowicjusz,śliczny,on ma rude ,czy takie brązowe znaczenia,a rezydenci widać zadbane,szczęśliwe zwierzaki.
  • 06.09.15, 12:37
    A dziękujemy smile Rudzik jest biało - rudy, w rzeczywistości jaśniejszy, niż na zdjęciu w tym wątku.
  • 06.09.15, 21:22
    Witaj na Zakątku! Masz Śliczne futrzaki i super TŻ smile Twój Rudzik jest nieprawdopodobnie podobny do mojego zaginionego Badyla, który poszedł na codzienną łazęgę po okolicy i nie wrócił. Nie pomogła akcja plakatowo-ulotkowo-banerowo-poszukiwawcza. Był kilkakrotnie widywany na osiedlu, ale nam ani razu nie udało się go zobaczyć. Najprawdopodobniej ktoś go przygarnął, bo kocisko oprócz urody miało także cudowny charakter.
    Wydawałoby się, że wniosek jest prosty - nie wypuszczać.
    Ale - moje pozostałe pięć kotów również wychodzi na codzienne wędrówki, z tym że raczej bliskie, i oprócz sytuacji, gdy sublokator niechcący zamknął Amurkę z pomieszczeniu na rower i dwa dni nie mogliśmy jej znaleźć - wszystkie trzymają się blisko domu. Nie miałabym serca trzymać futrzaków w zamknięciu, gdy do dyspozycji jest duży ogród, drzewa i zarośla oraz kilka miejsc, gdzie można schować się przed napastnikiem.
  • 06.09.15, 23:25
    Och, gdy zabrałam Rudzika do domu z ulicy, a raczej gdy on zabrał się sam do mojego domu smile to miałam w głowie, że za chwilę zjawi się w drzwiach jakaś zapłakana kobieta, która będzie mi wdzięczna za zaopiekowanie się jej pupilem, podskakiwałam na każdy dźwięk telefonu. Niestety nikt mojego przybysza nie szuka, natomiast otrzymałam kilka bardzo nieprzyjemnych telefonów, jedna pani nawet twierdziła, że to jest jej kot, nie miała jednak ani jego zdjęcia ani książeczki, a na pytanie o znaki szczególne odparła: "czarno - biały kot", mimo, że wszystkie plakaty wydrukowałam w kolorze i widniało na nich zdjęcie kota w pełnej krasie. To jest kot z okolicy, podejrzewam, że ta pani, która do mnie dzwoniła twierdząc, że to kot znajomej, mogła być w rzeczywistości jego właścicielką, od której uciekł lub która go wyrzuciła i może dzwoniła dopytać gdzie trafił - wiedziona jakimiś wyrzutami sumienia. Nie wiem - tak gdybam. Dołożyłam wszelkiej staranności, by odszukać jego opiekuna, robiąc tak, jak chciałabym by zrobił znalazca mojego kota, gdyby doszło do analogicznej sytuacji.
    Mnie to zresztą niesamowicie rusza - takie zwierzę bezdomne, które kiedyś przecież mało dom, a teraz nikt go nie szuka, nikt go nie chce. I przychodzi taki stwór do mnie, ze swoją historią, dla mnie niedostępną i odtąd idziemy razem. A wszystko to przez mojego psa Myszkina, który umarł parę lat temu, a przed śmiercią ciężko chorował i dzięki niemu poznałam w klinice wolontariuszkę bokserzej fundacji i adoptowałam Robina, który gasł w schronie, a parę lat później pojechaliśmy w Zaduszki po kociaka do schroniska, a tam ich było chyba kilkadziesiąt i tak oglądałam i wybierałam niezdecydowana jak zawsze, a mój TŻ wyciągnął najbardziej mizernego i brzydkiego kociaka z klatki, bez ucha i - jak się później okazało - ze złamaną kością udową i powiedział: "Tego bierzemy" - z takim spokojem, a jednocześnie z taką stanowczością, jakiej nie widziałam u niego, od kiedy go znam. A pojechałam z myślą, że zaadoptujemy jakiegoś rudaska smile A teraz rudasek znalazł mnie smile
  • 07.09.15, 01:12
    a myslisz dlaczego mamy calkiem spora bande? lwia czesc przyszla sama, tzn przyprowadzona przez kote, ktora od czasu do czasu przylazila do nas miske, kota miala obrozke, a iwec i jakis tam dom...

    potem byl Pan Wasik, bieda z pokieroszowanym lapami, ktorego nasza Kicia.Yoda znalazla w kanale pod brama, tez musial miec dom, widac to zachowaniu, itp

    zawsze rozlepiamy ogloszenia na wiosce, podrzucamy ulotki na osiedle , z ktorym sasiadujemy, a z ktorego jest wiekszoisc kotow

    teraz sasiad znowu ma koty (pewnie przygarnal jakas kote w ciazy), ani mysli je sterylizowac, przychodzi od niego taka jedna mala czarna, jak nic w ciazy i byl dwa razy widywany biedus bez oka

    i to wszystko na naszym utrzymaniu, do tego rezydentka Jej Najwyzsza Wysokosc Kicia.Yoda, ktora szczerze innych kotow nienawidzi

  • 07.09.15, 01:14
    jesli nie masz durnych psow i jeszcze durniejszych sasiadow to Twoj wybor, my nie mamy mozliwosci takiego zabezpieczenia parceli zeby koty byly bezpieczne
  • 07.09.15, 07:24
    adoptowałam Robina, który gasł w schronie
    Anaiss, mokro mi się zrobiło pod powiekami. Rozumiem, że Robin to ten przepiękny bokser na pierwszym zdjęciu?

    jesli nie masz durnych psow i jeszcze durniejszych sasiadow to Twoj wybor, my nie mamy mozliwosci takiego zabezpieczenia parceli zeby koty byly bezpieczne

    Mysiulku, ja mam to szczęście, że na mojej ulicy (a raczej uliczce) prawie każdy ma co najmniej jednego kota. Psy też tu są, ale wszystkie bez wyjątku tylko na terenie ogrodzonej posesji. Sąsiedzi zwierzolubni nie tylko w odniesieniu do swoich zwierzaków. Największym zagrożeniem jest przepiękny kocur sąsiadki, zwany przez nas Marmurkiem. Przywykł do tego, że nasza posesja to jego teren, od zawsze wolny od kotów, i teraz nie może się pogodzić z tym, że po jego terenie ktoś łazi. Od czasu do czasu napada na któreś z naszych futer, ale na wrzasku i lekkich zadrapaniach się kończy. Raz oberwał od Rumcajsa śnieżką i ze dwa miesiące był spokój. Teraz trudniej, bo śniegu nie ma wink
  • 07.09.15, 09:32
    Acha, Robin (Robinek, Binuś, Binutek, Nutiś, Binulinka) to mój piesut smile
  • 07.09.15, 18:41
    Pi, szyszkami w drania ! big_grin
  • 07.09.15, 09:31
    Z tą durnowatością psów to się nie zgodzę, wszystkie moje boksery, prócz obecnego, łagodne jak baranki i prawidłowo socjalizowane na widok kota dostawały amoku i gotowe były wyskoczyć przez okno smile Jak to mówią nie można zabronić kangurowi skakać smile
  • 07.09.15, 09:01
    Trudna decyzja. Ja bym stawiała na stopniowe odzwyczajanie kawalera od samodzielnych wycieczek po mieście, ale obowiązkowo zaczipowałabym i zainwestowała w obróżkę z adresatką (są takie bezpieczne dla kotów). Czas jest dobry, bo idzie jesień więc pogoda gorsza, może się chłopakowi odechce tyłek mrozić wink
    Co do drzwi wejściowych do mieszkania i ich otwierania - nie zamykasz drzwi od wewnątrz? Przecież można je zamknąć i problem znika.

    --
    Piękny i Bestia - FB
  • 07.09.15, 09:37
    No teraz to już zamykam nawet w dzień smile
    Problem mam z tym, że mam wrażenie, że Rudzik z nudy i frustracji zamknięcia atakuję Zorę, co prawda ona często nie pozostaje mu dłużna, ale trwa to już z różnym nasileniem od dwóch miesięcy i martwi mnie to, że nie potrafią się dogadać.
  • 07.09.15, 10:25
    A jak wyglądają te ataki? Jak zachowują się koty poza tym? Czy Zora się chowa, ucieka, masz wrażenie że stała się bardziej nerwowa przez to? Koty rekreacyjnie się tłuką, to normalne dopóki żaden z nich nie jest zawsze ofiarą, i żaden nie traci humoru. Moje się tłuką a potem liżą. Albo odwrotnie smile

    --
    Piękny i Bestia - FB
  • 07.09.15, 12:06
    Rudzik ją goni, Zora syczy, wrzeszczy, zdzielą się łapami, albo Rudzik robi coś takiego, że idzie powoli w jej kierunku, ona się cofa i w końcu Rudzik odpuszcza. Zora z kolei czatuje na niego, by zdzielić go łapą. Gdy są od siebie odizolowane oboje są bardziej wyluzowani, Zora aportuje piłkę, przychodzi, by się z nią bawić, Rudzik też jest chyba mniej nerwowy.
    Nie ma mowy o wspólnym spaniu czy wspólnej zabawie. Mam wrażenie, że Rudzik na początku chciał się z nią bawić, a ona z tych niedotykalskich. Poza tym on raczej nie jest agresywny, jak go Zora pacnie to się odsunie, ale nie oddaje, nie jest tym przestraszony. Zora czasami biegnie w jego stronę z zamiarem jakiegoś ataku to on tylko łapę podniesie do góry i ona od razu odpuszcza.
  • 07.09.15, 15:55
    Masz wspaniały zwierzyniec, jestem też pod wrażeniem pięknego balkonu i super zdjęć. W ogóle jak się czyta Twoje posty, to się jakoś człowiekowi dobrze robi przy sercu, taka dobroć z nich bije smile

    Dwa miesiące to jeszcze nie pora na ferowanie wyroków, może się jeszcze sytuacja poprawić.
    U mnie po jakichś 8-10 miesiącach rezydentka zaczęła wylizywać młodą. Gdzieś po roku przeszły na wzajemne wylizywanie. Co nie przeszkadza im w prawie codziennych bijatykach (inicjowanych przez młodą), taka szorstka przyjaźń.

    --
    --zielistka00--
  • 07.09.15, 16:59
    Dzięki wielkie, Zielistko, za dobre słowo smile zwłaszcza w kwestii możliwej poprawy wzajemnych relacji tych gagatków. Balkon ciasny, ale własny smile
    Nie sposób nie kochać tych moich ancymonów. Rudzik to jest taki pluszak mały, wygląda jak z kreskówki, a Zoreusz wyrosła na pięknego kota, co prawda ona najbardziej to jest zakochana w Robinie (bez wzajemności niestety) i nas - ludzi trochę ignoruje. W ogóle śmieszna sprawa, bo Zora nie miałczy jak kot tylko szczeka jak pies smile
  • 09.09.15, 17:45
    Ja uważam, że niektóre koty muszą wychodzić, bo inaczej są nieszczęśliwe. Chudną, nie chcą jeść, bawić się, wpadają w apatię. Co to za życie w złotej klatce? Dodatkowo uważam przetrzymywanie kotów za samolubstwo i zadufanie człowieka "ja wiem lepiej od ciebie, co ci potrzeba, jestem królem stworzenia". Dlatego przedkładam szczęście kota nad swój dyskomfort psychiczny.
  • 09.09.15, 21:21
    Jeśli kot jest ewidentnie nieszczęśliwy, to naprawdę po nim widać. Miałam jedną taką kotkę znajdę, która rzeczywiście nie nadawała się do bloku. Mała była (więc w sumie nie zdążyła się tak naprawdę przyzwyczaić do łazęgowania) ale calutki dzień szukała wyjścia z mieszkania, przeraźliwie miaucząc, jadła niewiele i po prostu całą sobą pokazywała jaka jest nieszczęśliwa. Nic więcej poza warowaniem pod drzwiami jej nie interesowało - rzeczywiście gasła w oczach. Ale to był jeden przypadek na niezliczone ilości kotów, które przewinęły się przez mój dom.
    Z bólem serca oddałam ją do wujka na wieś. Dobrze tam miała, rzeczywiście, ale po paru latach (nawet nie miała chyba 5.) nie wróciła z jednej ze swoich łazęg. Albo coś ją zjadło albo wpadła w sidła. W każdym razie szukaliśmy jej długo i nie znaleźliśmy - ani żywej, ani martwej.
    Szczerze - do dziś mam wyrzuty sumienia...
  • 10.09.15, 08:23
    >Szczerze - do dziś mam wyrzuty sumienia...

    No i po co? Rozumiem, że ci smutno, ale wyrzuty sumienia powinnaś była mieć wtedy, kiedy byś ją unieszczęśliwiła zamknięciem w domu.
  • 10.09.15, 12:00
    Nevado, zgadzam się i stąd właśnie ten wątek i moje rozkminy. Tak jak w pierwszym poście pisałam dla mnie to dylemat rodzaju wolność vs bezpieczeństwo, gdybym miała na względzie jedynie swój komfort psychiczny to w ogóle bym się nad tym nie zastanawiała tylko trzymała kota w zamknięciu.
    Rudzik je, pije, bawi się, ale też rozpaczliwie płacze pod drzwiami i nie przepuści żadnej okazji, by wydostać się na klatkę. Byłam wczoraj z nim na podwórku w szelkach i to chyba tylko pogorszyło sytuację. Dzisiaj jadę mu kupić obrożę i adresatkę i chyba jednak go wypuszczę.
  • 10.09.15, 17:53
    a jak kot wyjdzie z budynku ?
    do dobra, wypuścisz go a powrót ? przecież nie zadzwoni domofonem

    sprawdziłaś czy kot nie jest zaczipowany ?
  • 10.09.15, 18:50
    Mój siedzi w krzakach przed wejściem. Czasem drze ryja i słychać, że chce wejść, czasem grzecznie czeka, aż kontrolnie zawołamy przez okno,a czasem ktoś go wpuszcza do klatki. Poza tym po jakimś czasie ustaliliśmy sobie rytm i zarówno my wiemy, kiedy się go spodziewać, jak i on wie, kiedy najprawdopodobniej go zawołamy. Jakoś działa. wink

    Mieszkamy na 1 piętrze.
  • 11.09.15, 10:32
    O, dzięki, Nevado, za podzielenie się doświadczeniem.
  • 11.09.15, 10:30
    Kot nie ma mikrochipa. U nas drzwi na podwórko są prawie ciągle otwarte, chcę mu zrobić budkę na podwórku i poinformować wszystkich sąsiadów, którzy się kręcą po podwórku, by mu otwierali drzwi na wypadek jak będą zamknięte. Poza tym będę po niego wychodziła w razie potrzeby. Zresztą my się ciągle gdzieś przemieszczamy, wychodzimy z psem itd. Stwierdzam, że to będzie chyba dla niego lepsze rozwiązanie. W nocy myślałam, że mi wyważy drzwi tak skrobał i wył.
  • 11.09.15, 10:44
    Moim zdaniem budka nie jest konieczna, na razie jest ciepło, a i tak zapewne albo wy, albo sąsiedzi go do klatki wpuszczą. Nie zamarznie. Mój drań [swoją drogą, bardzo podobny do twojego, też taki biało-rudy] wychodzi nawet, jak jest -15, zostaje na zewnątrz parę godzin i jakoś mu w tyłek nie zimno. wink

    A w przyszłości dobrze będzie, jak go jednak zaczipujecie, to kosztuje grosze, a zawsze to lepsze.

    No i wahałabym się co do obroży. To jest jednak niebezpieczna dla kota rzecz, jak się nią gdzieś zahaczy, to się może skończyć tragicznie. A poza tym nie wiesz, czy jest do niej przyzwyczajony.
  • 11.09.15, 10:51
    Nevado, wczoraj już mu przymierzałam w domu obrożę, wszystko jest git. Obroża tzw. samorozpinająca się - rozpina się przy szarpnięciu. Kupiłam w bardzo jaskrawym kolorze, by ją było widać i by ludzie wiedzieli, że on ma dom smile Był też dzwonek, ale odpięłam. Planuję wypuścić go jutro rano, może dam mu na podwórku śniadanie. Czy lepiej go wypuszczać na noc?
  • 11.09.15, 10:53
    Tak po cichu liczę, że jak przyjdzie zima to nosa z domu nie wychyli i może się przez zimę odzwyczai. Kotka mojej znajomej latem łazikuje całymi dniami, a zimą to żadna siła ją na dwór nie wyciągnie.
  • 11.09.15, 12:15
    Wypuść go wtedy, kiedy jest mniejszy ruch i jest spokojniej, pomysł z michą też jest niezły. Powodzenia smile
  • 11.09.15, 15:49
    Anaiss, kurczę, dopiero teraz przeczytałam wątek - sporo informacji udzieliłaś smile Ja tak troszkę ostrożnie depczę po Zakątku, bo mi się tak porobiło, że żadnych smutnych postów jakoś nie mogę czytać i tak delikatnie...delikatnie jeszcze. Ale jak się rozkręcę, to mojego słowotoku nie powstrzymasz... (bo i dziesięciopalcowo i bezwzrokowo rąbię po klawiaturze - czyli słowotok) smile
    Bardzo jestem pod wrażeniem. Twojej wrażliwości i podejścia do kwestii zwierząt. Ho ho ho!
    Dzisiaj to chyba się nie rozkręcę... ale na pewno opowiem o kotce z drugiego piętra (mój blok ma 12 pięter, na każdym 12 lokali, układ ma jak dom studencki lub hotel robotniczy), ruch, znani, nieznani, osiedle przy Królikarni przy Puławskiej, samochody, parkingi... I ta kotka bez ogonka, z drugiego piętra, wychodząca. ....
    I jeszcze bym Ci zaproponowała (po doświadczeniach z tą wychodzącą kotką), żebyś gdzieś na klatce napisała takie ogłoszenie dla lokatorów, którzy mogą się niepokoić o kota (są też ludzie wrażliwi, jak Ty) z informacją np. Szanowni mieszkańcy - chcieliśmy uspokoić wszystkich, że kot rudo-biały (tu na przykład zdjęcie) jest naszym kotem domowym niedawno adoptowanym. Domaga się wychodzenia. Zatem go wypuszczamy do czasu całkowitego przyjęcia naszych warunków. Jest to nasz kot, jeśli będzie chciał wejść do budynku prosimy go wpuszczać. Lub wypuszczać, jeśli jego zachowanie będzie na to wskazywało. Karmimy go i opiekujemy się nim, on ma tylko takie doświadczenia życiowe, że na razie chce wychodzić. Dziękujemy za zrozumienie. Z poważaniem....
    Coś w tym stylu. To uspokaja jednych a drugich może powstrzymać przed agresywnymi zachowaniami (typu wypędzanie, szczucie psami, kopanie itd.). ... (jeśli będą chcieli zachowywać się agresywnie, to nic się nie poradzi, niektórzy ludzie są wręcz do odstrzelenia, sama mam takich typów kilku, że bym chociaż znokautowała, ale by się odbiło na kotach...).
    No i miałam nie gadać.... wink

    --
    Wiesia + 4
  • 11.09.15, 17:28
    Dzięki, Wiesiu, za dobre słowo smile Ja też piszę bezwzrokowo, może dlatego ten wątek tak rośnie w oczach wink
    Ogłoszenie do sąsiadów już napisane ze zdjęciem kota smile Akurat tu mam najmniejsze obawy, bo mimo, że ten budynek jest w miarę nowy to wszyscy się tu znamy z imion, profesji, liczby dzieci i zwierząt i wzajemnie sobie pomagamy smile Nadto, prócz naszego nie ma innego psa, a w ogóle nie ma innych zwierząt, tylko my tutaj tacy zwariowani. Ja w sprawie tego wychodzenia/niewychodzenia kota to już napisałam do Kocich Adopcji, pytałam też moich znajomych o różnym stopniu zakocenia, wszystkich ludzi okołoschroniskowych i okołoweterynaryjnych wink Jak się okazało - czego mogłam się domyśleć - frakcje są dwie, a my tacy niezdecydowani. Nawet mój narzeczony jest miękki i jak miał się wypowiedzieć czy go wypuszczać to sam nie wie. Znaczy się to ja jestem od męskich decyzji w domu smile

    Wiadoma sprawa, że najlepszy byłby dla niego dom z ogrodem, ale powiem szczerze, że jak zaczęłam rozpytywać wśród znajomych o dom dla niego to ręce mi opadły. Jednego dnia pisze jakaś baba, ani się nie przedstawia, ani słowa skąd ma mój numer, tylko że w sprawie adopcji kota i by jej zdjęcia przysłać mms-em. No myślę sobie, że to może jakaś pomyłka i może się w końcu zmityguje kobieta i chociaż się przedstawi, ale nie, ona pisze, żeby jej odpowiedzieć jaki kot ma kolor oczu. Kto normalny kto chce kota adoptować pyta o jego kolor oczu?!
    Inna sprawa, że mój narzeczony twierdzi, że jak ja bym miała na jakieś wizyty przedadopcyjne do ludzi chodzić to nikomu bym zwierzęcia nie dała, a prześwietliła ze dwa pokolenia wstecz wink

  • 11.09.15, 17:33
    Mój TŻ to nawet chciał chodzić po wszystkich i pokazywać im Rudzika, że to nasz smile Bo Zoreusza to znają.
  • 11.09.15, 18:36
    Anaiss, podchodzisz do kwestii wypuszczania Rudzika na tyle odpowiedzialnie, że bardziej już chyba nie można. Pomysł z poinformowaniem sąsiadów - super! Ja jestem z frakcji kotów wychodzących, odkąd mam dom, bo póki mieszkałam w bloku to szkoda gadać, blok przy ruchliwej ulicy, i mnóstwo psów dookoła.
    Moje koty są przeszczęśliwe w domku z ogrodem, daleko nie łażą, wyjątkiem był Badyl, który znikał na całą noc (zimą!) albo na cały dzień, aż zniknął definitywnie sad Jednak pozostałe futrzaki mają pełen dostęp do wolności. Nie wyobrażam sobie zamknięcia ich w domu.

    Na wszelki wypadek (tfu tfu) przesyłam Ci link jak szukać zaginionego kota. Sama go dostałam od kogoś, kto przeczytał mój plakat o zaginięciu Badyla. Oby Tobie nigdy się nie przydał!
  • 12.09.15, 11:38
    Przede wszystkim dziękuję za wszelkie głosy, rady i dzielenie się doświadczeniem! smile
    A teraz raport smile Dałam rano żarło Rudzikowi i wypuściłam na podwórko, chodził, wąchał, jadł trawę tak długo, że w końcu poszłam do domu. Wyszłam z psem na długi spacer i do ulubionej kwiaciarni, wracam, a na podwórku Rudzik! Jak zobaczył Robina to od razu zaczął się do niego łasić, czego nigdy nie robił i zawołany wrócił z nami do domu smile Podjadł i poszedł dalej smile
  • 12.09.15, 17:06
    Słuchajcie, co to za mądrut ten mój pluszowy malec! Jechał do mnie tata i dzwoni z drogi czy mi kot nie uciekł, bo właśnie idzie chodnikiem dwie przecznice od mojego domu taki zupełnie podobny do mojego wink Myślałam, że może wraca do swojego poprzedniego domu albo lezie nie-wiadomo-gdzie. Wzięłam więc psa i idziemy na obchód wypatrywać tego ancymona. Nigdzie ani śladu, wracamy do domu, a on pod drzwiami mieszkania smile Śpi teraz smile
  • 11.09.15, 22:43
    Temat wychodzących kotów wiadomo zawsze będzie budził emocje i skrajne opinie. Nie wiem jak sama bym postąpiła, moje futra na szczęście wyglądają na zadowolone ze swojego niewielkiego rewiru. Mamba jedynie czasem usiłuje wystawić nos na klatkę schodową, ale odwagi wystarcza jej na wejście pół piętra wyżej.
    W sąsiednim bloku mieszka wychodzący kot, fakt, że jak na Warszawę to teren ma w miarę spokojny, w każdym razie sprawia wrażenie szczęśliwego kota. Wygląda jakby dożywiał się zarówno "na mieście" wink jak i u swoich ludzi.
    W każdym razie trzymam kciuki za bezpieczne wycieczki Rudzika. Decyzja trudna na pewno.

    --
    --zielistka00--
  • 14.09.15, 12:49
    Mądry ten Twój kot, już wyczuł, że jest Twój (znaczy Wasz i melduje się, gdy tego potrzebuje). smile Kiedyś byłam z tej opcji, co to za nic kota nie wypuszczają (w bloku, w bloku), ale ta kotka z drugiego piętra, biała, bez ogonka (po przejściach) mnie wzbogaciła o nowe doświadczenia. Sama jeżdżę z Leosią na działkę do lasu, no ale jednak z mojego bloku to nigdy w życiu bym nie chodziła nawet na spacer, nawet na smyczy. Osiedle takie parszywe. Znaczy ludzie... I teraz nowelka o tej białej kotce bez ogonka. Ona była zawsze wychodząca, wiem, bo rozmawiałam z właścicielką i się trochę poznałyśmy. Właścicielka z kotką mieszkała w moim bloku rok, często się przeprowadzała, ale kotka zawsze ją zmuszała (skacząc na klamkę, wyjąc pod drzwiami) do wypuszczania i wpuszczania (kotka siadała pod drzwiami mieszkania na tym drugim piętrze i czekała, aż się otworzą. Czasem ludzie po prostu pukali do drzwi lub dzwonili, by powiadomić, że biała jest i chce wejść. Zwróciłam po raz pierwszy uwagę na tę kotkę, bo kot brylujący samiec wolno żyjący, zapędził ją pod samochód, oczywiście odpędzałam tego Marcysia, usiłowałam wyciągnąć bezdomną zastraszoną bidulkę spod samochodu, jedzenie przyniosłam... smile A to była stara wyjadaczka, obyta w trudnym świecie samochodów, ludzi i psów wink Dowiedziałam się, że to kotka domowa, ale wypuszczana. Tu we mnie zagrało, bo te warunki na osiedlu... Wywiesiłam ogłoszenie w windach, że chciałabym porozmawiać z właścicielem w trosce o dobro kotki, podałam telefon i pogadałam, bo dziewczyna zadzwoniła. Uznałam, że wie co czyni. I że kotka też wie, co czyni. Zimą wychodziła tylko na troszkę, ludzie ją wpuszczali, bo wszystkich dookoła informowałam, że tak jest OK, szkoda tylko że dziewczyna nie wywiesiła odpowiedniej informacji, bo jednak sporo ludzi się martwiło o kotkę. Ale poobserwowałam tę kotkę, wygłaskiwałam (ona nie do wszystkich taka otwarta była), zaprowadzałam czasem po schodach, otwierałam, zamykałam drzwi do klatki, widziałam przez okna. To taka spokojna mądralińska. Gdy leciał do niej pies, to po prostu siadała i jak taki posąg czekała odwrócona pyszczkiem do myśliwego. I pies głupiał, nie miał kogo gonić, kończyła się zabawa i naszczekiwanie. Bo obiekt nieruchomiał, i nie reagował na psie zaczepki. To było genialne zagranie kotki.
    No i kiedyś zaczęła ze mną rozmowę sąsiadka (mieszkająca pode mną, wiedząca że mam koty, ona z psem, a w ogóle to bardzo ponura postać, awanturnica i malkontentka, nienawidząca ludzi, złośliwa dla przyjemności i zawistna), że to skandal tak męczyć kota, wypuszczać i narażać, i w ogóle to właściciel głupi i trzeba właściciela ukarać. Tłumaczyłam spokojnie, tłumaczyła też i dozorczyni, ale nie... babsko się zabrało za "karanie" właściciela. I wyobraźcie sobie, że kotka zniknęła z osiedla, właścicielka szukała ale nikt kotki nie widział. Przypomniałam sobie groźby tej wściekłej sąsiadki i poprosiłam Izę (właścicielkę kotki) żeby zadzwoniła do schroniska na Paluchu, a najlepiej żeby pojechała osobiście. I tam była jej kotka, o której wszyscy wiedzieli, że jest domowa wychodząca. Ta baba wścieklica dała nauczkę, że ma być tak, jak ona uważa, bo to jedynie słuszne: zadzwoniła do Straży Miejskiej, że po osiedlu wałęsa się kot, któremu ktoś uciął ogon! Przyjechała Straż i kotkę odłowiono, by zabrać ją do lepszych warunków w schronisku! Wstrętny babsztyl! Po tym właścicielka kotki wyprowadziła się z bloku.

    To tylko nowelka, kurczę, że ja takich rzeczy doświadczam, że potem wygląda jakbym straszyła.. wink Absolutnie nic z tych rzeczy.
    Uważam, że mieszkasz w miejscu otwartym na zwierzęta, na koty w szczególności, poznałaś ludzi, wiesz, jakie jest osiedle. Masz rozeznanie. Twój przepiękny nowy domownik też nie z tych postrzelonych młodzieńców z ADHD, ma pewne doświadczenie.
    No i poza tym od naszego forumowicza Adrzewoja mam zdjęcia i informacje od kotów na jego osiedlu. I jestem bardzo podbudowana. To jest po prostu kotolubne osiedle. Koty mogą spacerować alejkami (alejkami! promenować!), nie kryją się pod murami, leżą na trawie, no w ogóle serce rośnie! Więc są takie osiedla, są tacy ludzie, może tam gdzie rotacja mieszkańców jest mała budzi się taka więź, jakaś wspólnota, jest przyjaźniej, spokojniej i mądrzej.
    Dlatego myślę, że jest u Was dobrze, że wszystkie (kocie zwłaszcza) życzenia są do spełnienia. Zima trochę ograniczy to kocie łazikowanie, będziecie mogli doszlifować wzajemne relacje w domowych pieleszach. A zdjęć to mi nigdy nie za wiele, mogę oglądać i oglądać, i podziwiać... bardzo to delikatna sugestia wink

    --
    Wiesia + 4
  • 14.09.15, 13:29
    Dzięki wielkie, Wiesiu, za Twoją nowelkę smile Póki co jestem dobrej myśli, kocin się raczej trzyma okolicy, większość czasu siedzi chyba na podwórku.
    A miała miejsce jeszcze jedna rzecz. Wraca ostatnio mój narzeczony do domu i mówi, że spotkał kota na klatce schodowej, a ja na to: "No widzisz jaki mądry, trzyma się domu", on na to, że raczej nie bardzo, bo to nie nasz kot smile To jest jakiś kot domowy, tak samo wychodzący jak nasz, tylko on wychodzi w nocy, stąd też Rudzik na noc nie wychodzi, zwyczajnie się boi, zejdzie na dół, ale tylko stoi w progu drzwi na podwórko i nosa nie wychyli. Mój narzeczony mówił, że w sobotę była kłótnia tamtego kota z naszym - takie kocie wrzaski w nocy pod balkonami sąsiadów to też nie jest coś, co jest przez nas pożądane.
    Ja nie ukrywam, że wolałabym właśnie, by Rudzik wychodził na noc i wracał rano, wtedy śniadanie i odpoczywanie w domu. Nasz blok jest bardzo mały, wszyscy się tu znamy, ale na parterze są dwie firmy, przychodzą do nich klienci, co prawda nie jest to jakiś wielki ruch, ale wolałabym, by ten ancymon nie łaził po klatce, bo pcha się ludziom do mieszkań i biur. W każdym razie będziemy musieli jakoś na bieżąco reagować. Sąsiadów naszych bezpośrednich się absolutnie nie obawiam, wszyscy wprowadzaliśmy się w jedynym czasie i wszyscy się tutaj po prostu lubimy smile, mimo, że tylko my mamy zwierzęta.
    Dzisiaj rano mój narzeczony go wypuścił, na śniadanie przyprowadziła go sąsiadka smile Najadł się i polazł dalej.

  • 14.09.15, 13:38
    I jeszcze zgodnie ze sugestią wink

    1. mały Zoreuszek (następnego dnia po adopcji przeszła operację składania kości udowej za pomocą gwoździ doszpikowych)
    2. Zoreusz śpi z Robinem smile
    3. I na drapaku smile

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/qlGxTxQv9DpzwdgWbB.jpg

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/8OUTBDClVNbvuVaf0B.jpg

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/b9bx31QVfe1aCBRCNB.jpg
  • 18.09.15, 21:12
    Ależ ona ma wyraziste i mądre oczy!
  • 18.09.15, 21:20
    JAk to burasek wink

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 18.09.15, 22:30
    Sporo przeszła, przy drugim złamaniu się wiele wycierpiała, nasz lekarz był akurat na urlopie i przez tydzień czterech innych lekarzy oglądało jej zdjęcia i nikt nie zauważył tego złamania głowy kości udowej. Od tej resekcji głowy kości udowej nie wróciła już do pełnej sprawności, kuleje na tylną nogę. To są oczy kota po przejściach.
  • 14.09.15, 13:42
    Acha, chyba nie muszę dodawać, że Rudzik odżył, nie ten sam kot!
  • 14.09.15, 14:55
    Ach, świetnie! Ludzie się dostosowują (bo chcą), to ważna sprawa dla bezpieczeństwa Rudzika. A te kocie wrzaski to wyraz kociego zaskoczenia - nie tego się każdy spodziewał. Wchodzą sobie w drogę. Ale to chwilowe. Potem nastąpi rozejm, bo koty nie chcą sobie robić krzywdy nawzajem, i to w dodatku z błahego powodu. Ustalą, gdzie są ścieżki moje - twoje, neutralne (jak do wodopoju dzikich zwierząt - tam też następuje zawieszenie broni). Skończą się te krzyki, nie będą się budzić sąsiedzi. I jak fajnie, że Wasz Rudzik nie jest samotny, że już jakiś kocio przecierał ślady i uczył mieszkańców, że tak można. Ten obcy Wam kot też jest zaciekawiony Rudzikiem, chce poznać skąd się wziął, dlatego postanowił wejść na Waszą klatkę schodową. Niezłe, niezłe, wodzuś z niego wink
    A zdjęcia Zoreuszka z tym małym kołnierzykiem, to spojrzenie, oj jak ja lubię takie pyszczki! Z Robinem plecki w plecki! Ale zgrani! Ewidentnie się lubią. I wydaje się, że Robin stara się nie przygnieść Zoreuszka, pozycję przyjął taką trochę karkołomną wink Dla chcącego - nic trudnego smile

    --
    Wiesia + 4
  • 14.09.15, 17:20
    Ja tam się specjalnie nie znam na zwyczajach kotów, ale to tak wyglądało jakby ten czarny przyszedł naszemu dać łomot, dlatego zapuścił się na klatkę schodową. Trochę mnie martwi, że Rudzik jest taki łagodny. Lezie środkiem chodnika, daje się obcym ludziom głaskać. Wydawało mi się, że kot w przestrzeni miejskiej będzie raczej chodził jakimiś opłotkami, a ten nasz w ogóle się nie boi.

    Jeśli chodzi zaś o Robina - to on niestety zupełnie olewa koty, są mu całkowicie obojętne. Zora od samego początku jest natomiast w nim zakochana, jak była mała, a Robin spał w szafie to zawsze się do niego gramoliła. Teraz jest już dorosłym kotem i tak go nie zaczepia do zabawy, ale wykoncypowała sobie, że jak Robin wraca ze spaceru i pije wodę z miski to wtedy nie będzie jej uciekał i może się trochę do niego powdzięczyć smile Jak przyszedł Rudzik do domu to Zoreusz była bardzo zestresowana i syczała i burczała na mnie i mojego TŻ, ja to nie mogłam nawet czasami swobodnie przejść przez pokój, bo się rzucała. Robin natomiast był całkowicie poza tym, nigdy na niego nie fuknęła, nawet jak czasem biegnie do drzwi i zdarza mu się ją popchnąć czy trącić nogą to nic mu nie zrobi.
    Robin szczeka zawsze donośnie, w ogóle jest dość głośny i gdy już za długo szczeka, Zora aż oczy mruży od tego hałasu to idzie do niego i dwa razy też na niego naszczeka jakby chciała powiedzieć "Zamknij się już" wink
    Zorze też dobrze zrobiło wychodzenie Rudzika, jest bardziej wyluzowana, wczoraj pracowałam przy komputerze wieczorem to przyniosła mi muchę pod nogi, a później gdy ćwiczyłam to rzucała mi piłkę na matę, bym jej rzucała. Aportuje jak pies smile
  • 14.09.15, 20:50
    Oplotkami to dzikusy chodza i koty, ktore doznaly zla od czlowieka.

    Mamy takiego jednego 'podworkowego rezydenta', lazi srodkiem naszej sciezyny a i po osiedlu pewnie smiga srodkiem ulicy, ale tez pcha sie do domu

    Nasza ferajna (oprocz Kici.Yody) drzwi wejsciowe omija szerokiimm lukiem, absolutnie ich wyjscie nie interesuje. Kicia.Yoda i owszem, przy pierwszej sposobnosci poszlaby w dluga, niestety i zginela marnie.

    Przyblakala sie do nas kolejna przybleda, dwa tygodnie byl niczym duch, znikal jak tylko czlowieka zobaczyl, w koncu wzial sie na odwage i podszedl do miski na tarasie. W piatek pod wieczor zaczal taki koncert, ze hej. Miauczal, wyl, plakal, zawodzil. Nie spal, nie jadl, uspokajal sie troche jak ktos do niego wychodzil. My nie spalismy, koty nie spaly, Kicia.Yoda spazmow dostawala. Stawialismy na proces dojrzewania, dal sie dokladnie obejrzec, wymacac, zadnych ran, zadnej reakcji na dotykanie.W poniedzialek rano zapakowalismy spiewaka i pojechalismy do wetki, okazalo sie, ze kocurek kastrowany!24 godziny siedzial na pace dostawczaka (taka swoista kwarantanna). Wyl, miauczal, plakal zawodzil...

    W domu wszystkie miejscowki zajete, zanieslismy go do kocinca... stal sie cud, jak tylko kot poczul pomieszcznie, sciany, dach, uspokoil sie momentalnie. Zwinal sie na foteliku, na kocu i zaraz zasnal, spal przez cztery doby! z przerwami na zarcie i kuwete.Probowalismy go jeszcze wyprowadzic z powrotem do obejscia, powtorka z rozrywaki, wycie, miauczenie, zawodzenie. W kocincu cisza.

    No zostal Elvis smile (imie po Kingu, bo akurat w rocznice smierci tak spiewal, a zakres wokalny ma niezly).

    Taki sobie domowy kot pelna geba.
  • 15.09.15, 17:10
    Życzę sobie fotkę Elvisa!!!!
  • 16.09.15, 15:04
    O, matko, ja już zapowiedziałam (sobie): "żadnych nowych zwierząt". Niestety, jesteśmy przez stwory uziemieni, zapewnienie im opieki na czas naszych wyjazdów, na które zwierząt brać nie można, graniczy z cudem. I to zaczyna mi trochę doskwierać.

    Nie chcę rozpoczynać nowego wątku, ale proszę o radę jeszcze w jednej sprawie: załatwianie się poza kuwetą. Od kiedy jest w domu Rudzik (28 czerwca) Zorze zdarzyło się kilka razy załatwić poza kuwetą: raz na fotel, na którym Rudzik sypia, raz koło misek, na ręcznik, na którym miski stoją, raz na ulubiony fotel Robina, raz na legowisko Robina i wczoraj do wanny sad Wcześniej jej się to nie zdarzało w ogóle.
  • 16.09.15, 17:34
    Mysiulku, o matko! Macie Elvisa w kocińcu?! W końcu wyśpiewał, o co mu chodzi, a jak dostał - to od razu przestał narzekać. Ależ macie branie wśród kotów! Rety!

    Anaiss, kwestia sikania poza kuwetą to mogą być właściwie dwie sprawy.
    (może nie widzę w tej chwili trzeciej). Jedno: może Rudzik przywlókł jakieś bakterie i Zora ma zapalenie pęcherza. Najprościej jest wyeliminować to podejrzenie (przyczyna zdrowotna) przez pobranie próbki moczu - jeśli wysikała do wanny, jeśli się to powtórzy - to strzykawką jednorazowego użytku 5 ml zbierasz z kałuży próbkę, wkładasz do chłodziarki i zawozisz do weta. Albo gdy Zora wejdzie do kuwety, usadowi tyłeczek nad żwirkiem (to nigdy nie jest NA żwirku, bo żwirek przykleiłby się do futra i tego koty nie chcą zlizywać) i widać, że już sika - wtedy podkładasz od tyłu powolutku talerzyk deserowy. Deserowy, dosyć płaski, dosyć mały (albo talerzyk od filiżanki do herbaty). Kiedy kot już się zaczyna podnosić usuwasz delikatnie i spokojnie talerzyk z zawartością. Potem strzykawką zbierasz z talerzyka. Naprawdę, na strzykawkę 5 ml starczy. I to nie musi być pierwszy sik, pierwsze krople, to może być, nawet najlepiej gdy będzie - środkowy strumień.
    A drugi powód sikania (ale najpierw lepiej wyeliminować zdrowotny) to oczywiście psychologiczny. Kwestia zabicia zapachu uzurpatora do terytorium królowej. Zaznaczenia jej obecności, stłumienia zapach wroga.
    Tu na razie sugerowałabym dowartościowanie królowej. wink
    Czyli dusery, pieszczoty, kolanka, otaczanie nadmiarem czułości, otulanie sympatią i po prostu dawanie do zrozumienia, że jest najważniejsza, jedyna, kochana i po prostu tylko ona się liczy, nie jakiś tam nowy.... wink A Rudzikowi w uszka też dusery, ale tak, żeby Zora tego nie widziała i nie cierpiała z powodu zdrady. To naprawdę działa. I warto kupić torebkę Royal Canin Calm - suchej karmy. Ta karma wspomaga akcję dowartościowywania smile Sprawdziłam na Frydze, która jest lękliwa, musi być sterowana przez jakiegoś innego kota (zawsze musi). Działa. Pomaga.
    No i jednak próbowałabym dać Rudzikowi - bądź Zorze - drugą kuwetę, koniecznie w zacisznym miejscu, taką co to będzie udawać, że jest tylko tego właśnie kota (potem i tak będą odwiedzać krzyżowo te kuwety, co to tylko na wyłączność każdego) wink Żeby zapach właściciela nie był przykrywany zapachem konkurenta do łask ludzi.
    Najważniejsze jednak dopieszczanie Zory. Bo to ona musi odczuć, że dalej jest królową, że nic się nie zmieniło dla niej smile A że jest jakiś drugi kot, no to co? Ona się liczy! smile Musi to wiedzieć, i widzieć, i słyszeć, jak ta królowa, co pytała lustereczko... smile

    --
    Wiesia + 4
  • 16.09.15, 17:48
    Mysiulku, o matko! Macie Elvisa w kocińcu?! W końcu wyśpiewał, o co mu chodzi, a jak dostał - to od razu przestał narzekać. Ależ macie branie wśród kotów! Rety!

    Wiesiu, mylisz Elvisa z Miszczem smile, ktory zreszta jest ojcem Elvisa smile O Elvisie nic nie wiesz, bo pojawil sie w smutnym dla Ciebie czasie i zawracalam Ci glowy naszymi kocimi zawirowaniami.
  • 16.09.15, 17:58
    Dziękuję, Wiesiu, za zainteresowanie i rady. Ot, niegramotna, nie sprecyzowałam tego kociego buntu: nie sika, ale robi kupę! Robina legowisko wyprane, ale biedak nie chce tam spać sad Zmartwiła mnie ta wczorajsza kupa, bo teraz Zoreusz to prawie jedynaczka, Rudzilla rano, i owszem śniadanie zje, ale do wieczora to się w domu nie pojawia. Jak wróci to znowuż zje i idzie się gdzieś zadekować do spania, a śpi jak nieżywy po całym dniu na zewnątrz. I wydawało mi się, że się kocina już trochę wyluzowała, ostatnie wieczory ma taką głupawkę, że biega jak oszalała - na zakrętach z piskiem opon - tak jej poduszki piszczą na podłodze smile

    No, nic kupimy tego Royal'a i będziemy działać.
  • 16.09.15, 18:22
    Zoreusz jak nic mowi Rudzilowi, 'ja tu rzadze, a ty spadaj' nie zakopywanie kupala i zostawianie niespodzianek tam gdzie rezyduje drugo kot, to oznaka dominacji. U nas, na szczescie, Kicia.Yoda tylko nie zakopuje urobku zostawiajac go w kuwecie. I najwyrazniej na stanowisko capo di tutti capi ma chrapke Pan wasik, ktory ostatnio ostentacyjnie od czasu do czasu zostawia smierdzaca sprawe nie zakopana. Tylko w jednej kuwecie, w ogolnie dostepnej lazience.

    Jak Jej Najwyzsza Wysokosc Kicia.Yoda sie wyspi i pojdzie na popoludniowy spacer to zerkne do madrych ksiazek i zobacze co pisza. Ksiazki w sypialni, zamknietej na czas drzemki Kici.Yody zeby jej plebs nie przeszkadzal tongue_out
  • 16.09.15, 18:49
    Żwirku nie zmieniałam, ten sam od dłuższego czasu, zresztą moim zdaniem świetnie pochłania zapachy, wymieniam im teraz oczywiście częściej, jak są dwa koty. Skoro już na Rudzika fotel zrobiła kupę i na Robina legowisko to teraz patrzeć tylko jak nam do łóżka zrobi. Tak myślę, czy aby nie kupić tego Feliway'a, bo boję się, że się rozkręci z tymi kupami i będzie tragedia.
  • 16.09.15, 19:14
    spraw im dwie kuwety,

    na lozko nie koniecznie, chyba ze Rudzik spal na tym lozku

    jakby sie na feliwaya decydowala, to poczytaj w tym watku, zmiana opakowan i cen:

    forum.gazeta.pl/forum/w,10264,158551844,158551844,Dwa_kocury_nie_radze_sobie_.html
  • 17.09.15, 18:35
    Dzięki, Mysiulku.

    Wracam przed chwilą ze spaceru z psem i postanowiłam jeszcze zajść do warzywniaka naszego lokalnego, tuż obok domu, Rudzik nas wypatrzył i też poszedł, poczekał grzecznie przed sklepem aż zrobię zakupy i wrócił z nami do domu. Co za kot! 
  • 18.09.15, 12:00
    Zoreuszek podlotek 

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/pLb3jz8ha7hzcwygGB.jpg
  • 16.09.15, 18:11
    Ha, no jeśli chodzi o czułości to panna Zora niedotykalska. To jest kot pt. "Daj mi jeść i spadaj" smile
  • 16.09.15, 17:41
    Jak byla jedynaczka Jej Najwyzsza Wysokosc Kicia.Yoda to bezproblemu z nia jezdzilismy, ona kocha podroze smile, nawet ja przemycalismy po cichu, zeby np straz parku narodowego jej nie widziala.

    Teraz przy bandzie jaka sie nei stworzyla (a tak nie mialo byc) wyjazdy sa troche utrudnione, tzn nie mozemy jechac we trojke, ktos musi byc w domu. To zostaje jezdzenie dwojkami plus Kicia.Yoda, bo ona mimo wszysrko jest najbardziej wymagajacym kotem, choc najbardziej kochanym. Ale Starszy odmawia zostawania sam w domu z Kicia.Yoda.

    Co do zalatwiania sie poza kuweta, to Wiesia napisala wszystko. Trzeba zaczac od badan, feliway itp. Koniecznie wymien zwirek na nowy.
  • 16.09.15, 18:01
    Mysiulku, dzięki, żwiry wymienione, rzecz jasna.
  • 16.09.15, 18:23
    kuwety masz dwie?
  • 16.09.15, 18:23
    a i jeszcze, zmienialas moze ostatnio zwirek na inny niz ten co zawsze uzywala?
  • 16.09.15, 21:12
    Starszy odmawia zostawania sam w domu z Kicia.Yoda.

    Grozą powiało, grozą... wink
  • 16.09.15, 21:43
    Jej Najwyzsza Wysokosc jest wymagajaca i wladcza, a wujek Starszy ma miekkie serce dla kotow i Kicia.Yoda robi znim co chce. Chce isc na koniec parceli, tam gdzie jej nie wolno, to tego wujka wyciagnie smile, na gorna polke do szafy, prosze wujek Starszy plecy nadstawi, chce wyjsc przez okno, wejsc przez okno itp.No i jeszcze reakcje Kici.Yody na obce koty sa nie przewidywalne i tego sie Starszy boi, ze nie zapanuje na jej emocjami.
  • 18.09.15, 13:50
    Zoreuszka jako podlotek wygląda na myślącą, dobrze zorganizowaną, wymagającą pannę smile Taką, co wszędzie zdobyłaby przewodnictwo stada. Znaczy - odpowiedzialną. smile A Rudzik naprawdę mnie zadziwia, że spaceruje oddzielnie, ale potem pilnuje swojego stada i pokazuje wszystkim dookoła przynależność, że to i niby on otacza opieką, ale też jest pod opieką... no i niechby ktoś spróbował podskoczyć... A przy okazji dopilnował, żeby go jego rodzinka (ludzka i psia) doprowadziła do miski, bo zgłodniał wink

    --
    Wiesia + 4
  • 18.09.15, 14:56
    Jak tak patrzę na nią - to Zoreusz to jest naprawdę piękny kot! I mądrut jakich mało. To jest nasz ocelot smile Był taki moment, że jak Robin wieczorem zauważył, że Zora przynosi swoją piłkę, by jej rzucać - to on przynosił swoją i tak się z nimi bawiłam - rzucając raz jednemu, raz drugiemu, Zora czasami startowała do piłki Robina, ale to zdecydowanie nie jest jej kaliber wink Gdy Zoreusz była mała to różnica między nią a Robinem była taka, że gdy Robin bawił się Kongiem Wobbler to musieliśmy Zoreusza zabierać z poziomu podłogi, bo taka zabawka mogłaby ją zabić.

    Rudzik, gdy siedział w domu w zamknięciu to trochę się Robina obawiał, zwłaszcza, że on potrafi być i hałaśliwy i bardzo aktywny, a to jest spory pies. Teraz bez problemu pozwala mu się obwąchiwać i jak tylko nas wypatrzy jak wracamy ze spaceru to biegnie się do Binutka łasić. Po drugiej stronie ulicy, przy której mieszkamy jest trawnik z żywopłotem, a obok sklep, Rudzik siedzi w tych krzaczorach i jak tylko mnie usłyszy, że z tego sklepu wychodzę to już biegnie i nas odprowadza do domu.
  • 18.09.15, 15:12
    Fajnie, że tak dobrze to wygląda, oby tak dalej.

    --
    --zielistka00--
  • 18.09.15, 17:30
    I masz szczęśliwego kotełka smile
  • 18.09.15, 17:38
    Brudny jak nieboskie stworzenie, ale szczęśliwy smile
    Wczoraj jakaś pani do mnie telefonowała "Pani kot chodzi po ulicy, Pani przyjdzie po niego" wink
  • 18.09.15, 17:40
    Odpukać, Zielistko smile Minusem jest to, że jest dokarmiany przez ludzi - sąsiadów i panie ze sklepu, choć błagam, by tego nie robić.
  • 19.09.15, 14:00
    Ale ma to swoje dobre strony, wszyscy dookoła już wiedzą, że to nie jest kot bezdomny, tylko "zaopiekowany" i ma odpowiedzialnych opiekunów wink A że dokarmiają, to znaczy że kociolubni, czyli krzywdy nie chcą robić. A że Rudzik starowny chłopak, wyczuł koniunkturę, to odwiedza te restauracje i sprawdza co tam nowego w menu wink Smakosz i koneser smile

    --
    Wiesia + 4
  • 21.09.15, 12:13
    Z dumą donoszę, że Rudzik nauczył się drapać do drzwi mieszkania gdy chce zostać wpuszczony smile
  • 23.09.15, 10:54
    Niesłychanie inteligentny kot! smile Mam wrażenie, że doskonale do Was pasuje wink

    --
    Wiesia + 4
  • 23.09.15, 11:15
    Ja w ogóle jestem zdumiona jakie koty są mądre, kiedyś myślałam, że to takie trochę chomiki wink
  • 30.09.15, 17:23
    Moje maluty  
    uwielbiam te Zoreuszowe kropki, z których wyrastają wibrysy...

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/eNxWhrWeO7UReExMEB.jpg

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/bxytDi5uv2adaMbhBB.jpg
  • 30.09.15, 17:33
    Pod tym kątem byłabym gotowa przysięgać, że to mój kot i że łobuz sprytnie załatwił sobie drugi dom i drugą michę. wink
  • 30.09.15, 19:12
    Ha, ja kiedyś na FB znalazłam na grupie bokserzej zdjęcie brata - bliźniaka mojego psa, pokazuję je mojemu TŻ, a on na to, że już dałabym mu spokój z tymi zdjęciami naszego psa smile Dał się nabrać, że to nasz.
  • 30.09.15, 19:51
    Piękności kocie. Troszkę się Rudzikowi łapki przykurzyły wink

    --
    petelkowo.pl
  • 30.09.15, 20:45
    Troszke?? big_grin

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 30.09.15, 21:00
    W rzeczywistości to wygląda jeszcze gorzej. Kurzołap jakich mało. Codziennie szczotkowanie i wycieranie mokrą szmatką. A nogi czarne jak u górnika, on się chyba w ogóle nie myje.
  • 30.09.15, 21:20
    Zakładaj mu buciki wink wink wink

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 30.09.15, 21:35
    Nie ma czasu chłopak na takie dyrdymały, a pańcia i tak umyje smile

    --
    petelkowo.pl
  • 01.10.15, 08:59
    O to, to. Już nawet przestał w domu jadać śniadania, bo żywi się - jak podejrzewam - w pobliskim sklepie. Musielibyście widzieć jego minę dzisiaj, jak wychodziłam ze sklepu i go zaskoczyłam w progu jak już stał na żebrach wink Zora natomiast jest również bardzo zapobiegliwa, największa obżartuska jaką znał świat w nocy zrobiła dziurę w worku karmy smile
    Się wkurzyłam, bo kupiłam suchą Taste of The Wild, a ona nie ma zamykania i musiałam przesypywać do opakowania po Hill'sie. A i teraz ono do niczego z tą dziurą. Eh, koty wink
  • 01.10.15, 18:15
    tylko szczelnie zamykane plastikowe pudlo! od czasu jak Kicia.Yoda bedac malym koteczkiem rozwalila w aucie solidny worek z chrupkami nie trzymamy zarla w torbach smile
  • 30.09.15, 21:35
    spojrzyj na to z drugiej strony: codziennie szczotkują Ci nogi, wycierają mokrą szmatką
    miałabyś jeszcze ochotę na wylizywanie ich ? big_grin
  • 23.09.15, 11:14
    Rudzik to w ogóle jest jakiś inny - przepada za szynką, potrafił ze stołu ściągnąć z kanapki smile Natomiast Robin i Zora żadnej wędliny nie tkną. O to dokarmianie jestem zła, bo po pierwsze idzie mnóstwo kasy na ich karmę, po drugie dbam o to, co im daję, a po trzecie już Rudzik ma gluty z oczu aż do samego nosa. To ewidentny objaw jedzenia wędlin. Acha, i jeszcze ma przychodzić na żarło do domu, a nie spoufalać się z ludźmi. Tak to widzę.

    Muszę Wam kiedyś go nagrać jak on cuduje, gdy poczuje, że na blacie kuchennym jest jakiś jego przysmak. Zora kręci się, ociera się o nogi i miałczy, a Rudzik wspina się łapami do blatu i przebiera nogami jak gdyby chciał dla siebie coś nagarnąć smile
  • 02.10.15, 13:53
    Ech, piękne te historyjki... i mówisz, że Rudzik ma miejscówkę w sklepie? smile Jakie to żebry, skoro ludzie sami składają daninę, za samą urodę i logikę myślenia to mu się należy smile A nóżki ma wielce utrudzone, śpi w pozycji niedbałej bardzo mocno. Namęczył się chłopak łazikowaniem wink Ale wraca do domu, wie gdzie mu najlepiej, bo ma pełną obsługę. Zorka jest piękna, uwielbiam te jej minki takiej zatroskanej mądralinki. Zamiast się zachwycać jej węchem i zdolnością do skojarzeń (worek, gruba folia, karma) i mocnymi ząbkami, to jej chciałabyś zabrać to, co najlepsze dla kota - polowanie!!! na ukryte pyszności! A kto ten worek pozostawił na widoku, no kto??? Ktoś dał kotu zachętę do myślenia i działania smile A potem starowność Zorki okazuje się inspirująca dla człowieka, widzisz jaka ona mądra? Uczy logicznego myślenia smile
    Hm... a te załzawione oczy Rudzika to tylko z powodu niewłaściwej pikantnej diety? Czy się gdzieś podziębił? W sklepach z art.dla zwierząt są takie łagodne krople przemywające zanieczyszczenia np. Amiwet, Opti-Care czy inne. Tylko do przemywania. Może to wystarczy?

    --
    Wiesia + 4
  • 02.10.15, 22:04
    Ech, średnio mam miejsce na jakieś plastikowe pudełka na karmę, bo mam jeszcze do przechowywania, prócz jedzenia kotów - dwa wory żwirku, wór karmy dla psa i jego puchy.

    Muszę Rudzikowi kupić jakiś preparat do przemywania oczu, choć te gluty to jak dla mnie ewidentna oznaka kiepskiego jedzenia. Poza tym Rudzik wygląda idealnie, zgubił lekką nadwagę, której dorobił się wiodąc niewychodzący tryb życia, w porównaniu do Zoreusza jest lekki jak piórko smile
  • 03.10.15, 16:13
    Ha, chłopak się wysmuklił przy tym sportowym trybie życia. smile
    A plastikowe pudełka... załatwiłam część problemu workowego, kupując kosz na bieliznę. On jest po prostu głęboki, wrzucam do niego sporo "asortymentu". Stoi ten kosz za zasłoną w rogu pokoju. Ale tak kombinuję, żeby go jakoś ozdobić czymś tam, artystycznie, żeby lepiej zagrał (zrobić mu jakieś "wdzianko" na szydełku czy cóóóś. Ale to na zimowe wieczory smile

    --
    Wiesia + 4
  • 18.10.15, 21:54
    Mam dwie wiadomości - dobrą i złą. Zła jest taka, że wczoraj Rudzik został potrącony przez samochód sad dobra natomiast taka, że nie odniósł żadnych obrażeń. Pani, która była świadkiem tego zdarzenia zabrała go ze sobą do domu, a ja od razu odebrałam go od niej i migiem do weta. Na szczęście dyżurował nasz lekarz. Rudzik przebadany wszerz i wzdłuż. Został zaopatrzony w leki przeciwwstrząsowe i przeciwbólowe i zgodnie z zaleceniem weta dwa dni aresztu domowego. Bardzo się wystraszył, ale dzisiaj już od rana drze się, by go wypuścić. Ja wczoraj byłam nie mniej od niego przejęta sad
  • 18.10.15, 22:39
    I wlasnie dlatego jestesmy przeciwnikami wypuszczania kotow. U nas ruch samochodowy niewielki, ot czasmi sasiad przejedzie, a Miszczu zna sie na autach. Ale i tak najlepiej by bylo zeby wybral dom albo kociniec.
  • 18.10.15, 22:45
    Oj sad(
    Dobrze że tak się to skończyło, ale rośnie obawa o przyszłość uncertain

    --
    --zielistka00--
  • 19.10.15, 16:16
    Ojojoj! To zdarzenie naprawdę napawa niepokojem o los Rudzika, bo przecież on jest taki ufny, można wręcz powiedzieć - niefrasobliwy, bo ma małe doświadczenie, rodzice go nie nauczyli życia na ulicy. Dlatego nie ma świadomości, że ruch uliczny mu zagraża, a i nie wszyscy kierowcy potrącają przypadkowo (niestety...). Tak sobie myślę, że jednak - skoro ma areszt domowy, bo jest na "oddziale pourazowym", to może przeczekać to jego jojczenie pod drzwiami i dać mu czas, żeby się zaczął przyzwyczajać do myśli o zimowym obozie w domu. Zimą grozi mu więcej niebezpieczeństw, dodatkowo koleiny na jezdni i one jeszcze zmniejszą szansę ucieczki przed samochodem. Idzie zima. Trudno, przetrzymaj go do wiosny w domu. A na jojczenie pod drzwiami przygotuj jakieś zabawki odciągające jego uwagę. Zajmij mu czas jakimś dyndadełkiem nad framugą drzwi (kiedyś miałam takie coś obłapiające górną framugę drzwi i z tego trójkącika zwisał sznurek a na nim zabawka z piórkami), może na przyssawce jakaś zabawka na sznureczku (żeby się jednak nie udusił), jakieś coś podskakujące, czymś mu w gust trafisz. Hmm... dodatkowy młody kot bawiący się w berka? (to nie jest zła myśl, choć oczywiście kontrowersyjna propozycja, ale... ja to biorę w tej chwili pod uwagę). Jednak tak czy inaczej: zatrzymaj go w domu, także na zimę. Trudno, ma szlaban... A może jakiś chomik w klatce? (jako interaktywna telewizja domowa? większy obowiązek, ale czy ja wiem? biegający w kółeczku chomik nieźle potrafi wciągać...).

    --
    Wiesia + 4
  • 19.10.15, 16:23
    Sama jestem zainteresowana takimi zabawkami na drzwi (ach, ten jęczybuła Miluś). I wystarczyło wpisać w google: zabawka dla kota zawieszana na drzwiach i proszę, są wyniki, np. takie motyle
    www.ezoo.pl/pl_PL/p/58557-MOTYL-2-SZT.-ZAWIESZANE-NA-DRZWI/5250
    a ja miałam kiedyś takie coś (tylko że mysz była z piórkami,ale przecież można zawiesić coś innego)
    imged.pl/zabawka-dla-kota-mysz-na-gumce-na-drzwi-futryne-3570185.html
    Kurczę, sama zanabędę coś na drzwi, niech Miluś szaleje bo jęczy z nudów pod drzwiami, a ze mną bawi się krótko, bo szybko się nudzi. wink

    --
    Wiesia + 4
  • 19.10.15, 16:29
    I tak zupełnie nie "w tę mańkę" czyli nie na temat: Anaiss, proszę Cię, załóż nowy wątek z naszym ulubieńcem Rudzikiem. Nie to, że jestem leniwcem i otwieram wątek, a potem muszę dodatkowo otworzyć następną stronę, ale już...już...bym chciała dowiedzieć się czegoś nowego, a tu "progi" (no cóż, na starsze lata już brakuje hormonów i ludzie się robią niecierpliwi, ja to mam: "już jestem w ogródku, już witam się z gąską... " wink Dużo zdrowia dla Rudzika, i przezwyciężenia problemów dla Ciebie! smile

    --
    Wiesia + 4
  • 19.10.15, 17:04
    Wiesiu, jak zmienisz w ustawieniach forum:
    ustawienia/wyglad /listow na stronie na max ilosc 300 i strukture drzewko to do 300 postow bedziesz miala wsio na jednej stronie smile

  • 19.10.15, 18:25
    Oj, ja tak schematem lecę, nie wiedziałam! smile Dzięki! Już tak czynię! smile

    --
    Wiesia + 4
  • 20.10.15, 20:04
    raczej zła wiadomość,okolica nie jest jednak bezpieczna a to że kotu nic się nie stało to po prostu szczęście,przemyśl pełne udomowienie bo drugi raz może szczęścia zabraknąć
  • 06.11.15, 01:24
    dawno nie bylo wiesci o Rudziku...
  • 07.01.16, 12:55
    Zwierzyniec - odpukać - zdrów! Niestety, sama trochę zaniemogłam i musiałam zająć się swoim zdrowiem, stąd przerwa w pisaniu. Rudzik w większości siedzi w domu lub na klatce schodowej smile

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/DPrO5ZBc92BYO2S1dB.jpg


    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/j2SA9huHzUAwoiu0aB.jpg


    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/iURcfDBIblYTstWvJB.jpg
  • 07.01.16, 13:31
    Piękny jest Twój zwierzyniec.Rudik - przecudnej urody.
    Życzę dużo zdrowia w nowym roku.
  • 07.01.16, 14:30
    Ślicznie dziękujemy smile
  • 07.01.16, 14:24
    Dupka mu nie zmarzła przy tych mrozach ostatnio?

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 07.01.16, 14:35
    Ha, no wczoraj byliśmy na podwórku trochę powygłupiać się w śniegu, Rudzik uwielbia polować na Robina, zaczai się gdzieś na niego i gdy ten przebiega to Rudzilla wyskakuje jak Filip z konopi. Nos z tego zimna zrobił mu się czerwony jak u Rudolfa wink
  • 07.01.16, 14:42
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/5NaaKL4JbkVOMBrnzB.jpg

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/LEBk5bpMx3RvSarvkB.jpg
  • 07.01.16, 14:54
    O jak mam chwilunie czasu t zapytam- macie biale kanapy, tak? I jak z utrzymaniem ich w czystosci w przypadku psa? Po kazdym spacerze mycie łap?
    Sorki, ze tak dopytuje, ale powoli musze myslec o kanapie, kolorze itd smile

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 07.01.16, 15:17
    Powiem tak: ja do pedantek nie należę, ale mam małe mieszkanie i utrzymanie względnego porządku przy trzech stworach wymaga dużo pracy. Biała kanapa to był zły pomysł i w najbliższym czasie wymieniam ją na inną, ale samo wymienienie kanapy na inny kolor nie sprawi, że będzie ona bardziej czysta, najwyżej będzie widać na niej mniej brudu. Pokrycie tej kanapy ma możliwość prania, co czynię często, dodatkowo zawsze leży kocyk na niej, czego osobiście niecierpię, ale to kompromis. Koce i pokrycia poduszek piorę niemalże na okrągło. Mycie łap po każdym mokrym spacerze. Pies śpi z nami, więc to samo jest ze zmianą pościeli, dodatkowo jest kąpany w miarę często. Najgorzej jest z kłakami i na to to już nic nie można poradzić. Takie rolki kupuję hurtowo: www.rossmann.pl/Produkt/flink-sauber-wklad-do-rolki-do-czyszczenia-ubran-2-szt,218148,6531,6346
  • 07.01.16, 20:08
    Oj, jak fajnie że się odezwałaś. Humor mi się poprawił, gdy sobie poczytałam o Waszych zimowych doświadczeniach, pooglądałam te piękne zdjęcia, z takimi bohaterami! smile Ten nos Rudzika w kolorze czerwonego nosa Rudolfa od razu mu w wyobraźni dokleiłam patrząc na tę niewinną minkę i efekt bardzo mnie rozbawił. Dobrze, że też już sama przewalczyłaś jakieś zawirowania zdrowotne. Pisz, wklejaj, tak mi się dobrze czyta i ogląda! smile Podoba mi się też, że biała kanapa czy też pościel nie stanowią miejsca chronionego przez uzbrojoną straż. Co tam! smile U mnie na fotelu z białą (he he he, to teoria) narzutą leży ręcznik i dwa koty uwielbiają tam spać. Jeśli ktoś przychodzi, to narzucam na ten "koci" ręcznik zupełnie czyściutki ręcznik, by gość mógł się po swojemu umościć i nie załapać włosków. Bo to odczyszczanie fotela już mnie przekracza, więc jak nie tak, to inaczej. smile A koty niech sobie używają, domownicy przecież, mają prawo tak żyć i tak robić smile

    --
    Wiesia + 5
  • 07.01.16, 20:10
    Ja przy wyjsciu daje rolke samoprzylepną, coby gosc sie odkłaczył jak chce big_grin

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 08.01.16, 13:54
    Wiesiu, dzięki wielkie za dobre słowo. Moja choroba w obecnym stanie medycyny nie do wyleczenia, ale żyć z tym można, więc luz wink Musiałam to sobie tylko trochę w głowie poukładać, bo spadło znienacka, jak - podejrzewam - wszystkie takie historie. Ja z jednej strony nie chcę stać się niewolnikiem przedmiotów, choć mam kilka ulubionych i bardziej cenne sentymentalnie trzymam poza zasięgiem kocich łap, a z drugiej strony nie chcę totalnie podporządkować się "praktyczności" życia ze zwierzętami. Także kanapa świadomie była wybrana niepraktycznie wink Jeśli chodzi o kłaki to czasami doprowadza mnie to do rozpaczy. Kłaki są wszędzie, koty, niestety chodzą po blatach w kuchni, a zakłaczenie ubrań to już znoszę najciężej wink Pamiętam, miałam kiedyś taką ciocię, która miała psy i ona zawsze chodziła ubrana w swetry okłaczone do granic niemożliwości, zawsze mi się z tym kojarzyła i chyba stąd tak bardzo nie lubię kłaków na swoich ubraniach. Nie żeby ciocia była niemiła, tylko zawsze tak jakoś niechlujnie wyglądała.
  • 08.01.16, 19:13
    Oj, te kłaki! Właśnie, to nie tylko kocie, psie też. Kłaki z moich 9 kotów (teraz tylko piąteczka) to nic w porównaniu z ilością z portek psa wilczura mojej siostry. U mnie też koty chodzą wszędzie, codziennie rano przecieram gąbką poduchę i kołdrę na łóżku, bo odziałam je w pościel z mikrofibry (czy też wg producenta z satyny bawełnianej, poszwa na kołdrę bagatela 99 zł), ale ten splot!!! Zbiera wszystko, a nawet więcej, mechaci się, ech, trudno. A na kanapę kupiłam kremową narzutę z syntetycznym włosiem... doczeka się niedługo premiery... łatwiej będzie z niej zbierać niż z czystej, ekologicznej bawełny indyjskiej (ten sposób tkania, nie nie, już nigdy!). A poza tym: trzymam się takiej koncepcji, że biały samochód zimą wygląda na mniej brudny niż granatowy zimą. wink Fakt! I robię się głucha na inne teorie smile Wolę żeby moje mieszkanie było takie jak mi jest przyjemnie i fajnie, niż gdyby inni mi mieli dyktować, co jest dla mnie dobre. Ja wiem najlepiej, co mi służy! A co! smile

    --
    Wiesia + 5
  • 08.01.16, 19:22
    Haha mam jasne auto i mam wrazenie, ze ostatnio jezdze ciemnoszarym big_grin

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 09.01.16, 11:39
    Olinko, pociesz się, że na granatowym to już by wyglądało jak po jeździe terenowej w ekstremalnych warunkach big_grin

    --
    Wiesia + 5
  • 09.01.16, 15:59
    big_grin

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 09.01.16, 18:23
    Jeszcze w kwestii kanapy - i w nawiązaniu do zdjęcia - kanapa jest trzyosobowa, czyli wszystko się zgadza smile i doskonale widać kto jest w domu największym grubasem wink
  • 11.01.16, 09:52
    My ( jak nam sie kociostan powiekszył z 1 do 2) wymienilismy taką kanape na wiekszą. No bo my, pies ( mikry, ale jednak pies wink ) kot, drugi kot. O nie, musimy kupic dłuzszą kanapę.
    Mina znajomych, gdy odpowiadalismy czemu wymieniamy całkiem fajną i nie starą kanape- bezcenne wink

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 18.01.16, 13:58
    Dzisiaj dowiedziałam się, że Rudzik ma swój osobisty koszyk do leżenia w jednym z biur znajdujących się w budynku, w którym mieszkamy smile A rano spotkałam go na rękach u pani sprzątaczki.
  • 18.01.16, 18:56
    Ten to wie, jak wykorzystać swój urok osobisty smile I dobrze, może zawirusuje inne osoby (do tej pory odporne na tę chorobę) i zechcą przygarnąć kota...

    --
    Wiesia + 5
  • 18.01.16, 22:09
    Wszyscy go tutaj uwielbiają! Ja chyba żyję na jakiejś innej planecie, tyle dobrych fluidów dostają te moje zwierzęta ?
  • 21.01.16, 20:28
    Dobrze, dobrze, niech uwielbiają. Dobre uczucia nastrajają ludzi pozytywnie do świata (filozoficznie mi to wyszło). smile A on jest przylepką i dodatkowo ta uroda, ta uroda! smile

    --
    Wiesia + 5
  • 22.01.16, 23:28
    To jest przylepka, tylko nie do nas, domowników. Ani nie przyjdzie na kolana, ani się przytulić. Dobrze, że mamy piesuta, bo koty nasze to chodzą swoimi drogami.
  • 12.02.16, 09:41
    Pilne pytanie! Od kiedy kot jest pełnoletni i ewentualnie co mi grozi za dopuszczenie do pracy małoletniego kota? Rudzik podjął pracę w biurze pośrednictwa nieruchomości, które mieści się na parterze budynku, w którym mieszkam. Jest bardzo zdyscyplinowany. Wychodzi do pracy już sporo przed godz. 9.00 i czeka na wycieraczce przed biurem aż przyjdzie szefostwo. Wraca dopiero po 18-tej, a czasem i później w zależności od tego czy są dłużej klienci. Obawiam się jednego, że pracuje tam całkowicie pro bono.
    smile
  • 12.02.16, 10:56
    to nie praca a wolontariat w takim razie smile a małoletni pod opieką dorosłych mogą być wolontariuszami

    --
    www.pajacyk.pl
    ulubione forum Gwiazdki 2001:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=31090
    *** GWIAZDKI 2001 ***
  • 12.02.16, 12:14
    no ale trzeba podkreślić, że w tej sytuacji wolontariuszowi należy się wyżywienie, napoje regeneracyjne, ubezpieczenie zdrowotne i co tam jeszczesmile
  • 12.02.16, 15:22
    Słuchajcie, on jest zupełnie niemożliwy, wracam z pracy i idę po niego, a on nie chce wracać do domu. Siedzi tam cały dzień i podobno klientów zabawia smile
  • 12.02.16, 15:51
    Hehe widac dobrze zabawia big_grin


    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 12.02.16, 18:45
    Wolontariusz? Zaangażowany? PR robi smile Ale świetny marketingowiec smile Przy okazji ileż on głasków zarobi od etatowych pracowników i gości! Czyli jakieś korzyści wyciąga smile

    --
    Wiesia + 5
  • 14.02.16, 14:25
    Podobno najwięcej angażuje się przy kontrolowaniu niszczenia dokumentów w niszczarce smile
  • 29.02.16, 12:44
    Rudzik miał wypadek, znalazła go jakaś kobieta i zadzwoniła do mnie, że kot siedzi na trawniku i nie chodzi. To było w miniony wtorek. Ma złamaną miednicę, przeszedł operację zszycia pękniętej przepony, ma też dużo starych postrzałów śrutowych. Stan obecny stabilny, jest już w domu, jeździmy do kliniki na leki i kroplówki. Proszę o dobre myśli dla niego, nie pisałam nic wcześniej, bo nie było ani czasu ani przestrzeni na to, głównie siedzieliśmy z nim w klinice.
  • 29.02.16, 14:44
    bardzo mocne paluchy i pazury !!!
  • 29.02.16, 15:08
    Kurczę właśnie tego się bałam. Trzymam mocno kciuki za zdrowie !

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 29.02.16, 15:10
    Smutna wiadomość! Kciuki mocna zaciśnięte, ślemy dobre myśli.

    --
    http://wstaw.org/m/2016/02/07/banerblog55.png

    http://images34.fotosik.pl/380/fb2f565e757765b9.gif Staram się pisać poprawnie po polsku
  • 29.02.16, 15:13
    Trzymamy mocno.
  • 29.02.16, 18:11
    Straszne, co go spotkało, miednica, przepona, śrut! Taki przyjaciel wszystkich, lubiany przez wszystkich. Rozpoznawalny. Dlatego ta kobieta do Ciebie trafiła z informacją. Bardzo mocno trzymam kciuki! Wracaj Rudziku do zdrowia! Wracaj Rudziku do domu!

    --
    Wiesia + 5
  • 01.03.16, 00:38
    Bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie słowa wsparcia i otuchy. Dzisiaj mieliśmy kontrolne rtg klatki piersiowej, by sprawdzić stan płuc. Po pęknięciu przepony jelita przesunęły się do klatki uciskając płuca i serce. W drugiej dobie po wypadku zaczął trudniej oddychać i zawiozłam go w nocy ponownie do kliniki, a następnego dnia zapadła decyzja o pilnej operacji, gdy już było wiadomo co jest przyczyną tej duszności. Przeżyliśmy z moim narzeczonym dramatyczne chwile widząc Rudzika po operacji z rurką intubacyjną, w namiocie tlenowym, ogrzewanego podgrzanymi kroplówkami. Teraz naszym zmartwieniem jest nakłonienie go do jedzenia. Karmimy go na siłę RC Convalescence, niczego nie chce jeść. Pije bardzo mało, żyły ma już liche i dzisiaj musieliśmy mu podać płyny podskórnie.
  • 01.03.16, 07:26
    Sprobujcie podac mu paste Calopet. Ona dziala wzmacniajaco. Ponoc koty soe nia zajadaja. Moj nie chcial, ale warto sprobowac. Jakis czas temu tez dostawal do dopajania Oralrade, ale nie wiem czy u kazdego zwierzaka mozna stosowac.
    Trzymam kciuki za powrot do zdrowia...

    --
    OLA 16/09/2007
  • 01.03.16, 14:11
    Dziękuję bardzo, spróbujemy.
  • 01.03.16, 14:49
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/Q7OhVCqAbRrjaBfTMB.jpg
  • 01.03.16, 15:55
    Joj, ale biduś.
  • 01.03.16, 18:08
    Ale spojrzenie ma dosc przytomne.
    Będzie dobrze Rudziku!

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 02.03.16, 13:14
    Zaczął jeść! smile
  • 02.03.16, 18:59
    Oj, jak dobrze! I ja się cieszę! Dzielne śliczności z niego! Kot przyjaciel! Niech je, niech się wzmacnia, niech wraca do domu! smile

    --
    Wiesia + 5
  • 02.03.16, 19:57
    Daj więcej zdjęć rekonwalscenta smile Cieszę się że jest lepiej.

    --
    --zielistka00--
  • 02.03.16, 20:33
    zalapal smile supersmile wylize sie smile

    Anais, chyba czas zadac sobie pytanie, czy 'szczescie wolnosci' Rudzika jest warte jego zycia, bo ktoregos dnia nie bedzie pani sasiadki...
  • 02.03.16, 20:56
    Popieram Mysiulka. Powinnas chlopaka zatrzymac w domu. Ciesze sie, ze ruszyl smile

    --
    OLA 16/09/2007
  • 02.03.16, 21:39
    Dziękuję z całego serca za wsparcie i dobre słowa smile jutro zrobię mu nowe zdjęcia. P.S. Mamy cudownych lekarzy smile
  • 02.03.16, 21:35
    Zostaje w domu, to już od razu po wypadku było postanowione. Właśnie wróciliśmy z kontroli, płuca pracują prawidłowo, dostał lek stymulujący odporność bo troszkę kicha i krople do oczu, bo lekko łzawi mu oko. Martwię się czy się nie zaraził czymś w klinice, choć lekarz twierdzi, że to tylko lekkie przeziębienie.
  • 02.03.16, 21:44
    stawiam na przeziebienie, w ojczyznianych temperaturach w lutym nic dziwnego, pewnie tam gdzie sa klatki za mocno nie grzeja
  • 02.03.16, 22:13
    Ja raczej boję się czy to nie jakiś wirus załapany od innego kota. Klatki w klinice są dobrze ogrzane, zresztą opiekunowie mają swobodny całodobowy dostęp do swoich podopiecznych. W klinice był też dogrzewany matą, przykryty kocykiem, płyny też miał podgrzewane.
  • 03.03.16, 12:33
    Rudziszek cały dzień siedzi w transporterku, wychodzi tylko do kuwety, dużo śpi. Górę transportera zdejmuję tylko do zabiegów pielęgnacyjnych, na otwartej przestrzeni w ogóle nie chce siedzieć.

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/2ngpCb7h623pp4CBVB.jpg
  • 03.03.16, 12:36
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/oqau0zNb2fj8jfEwgB.jpg
  • 03.03.16, 16:20
    Oj, przy kaloryferze, cieplej mu, transporter daje wrażenie bezpiecznego zakątka, pewnie z tą górą jest cieplej, to jak kołderka którą się człowiek chory chce nakryć aż po sam nos. Dzielny jest! I dobrze, że chce wychodzić do kuwety! Już patrzy Rudzikiem, choć smutny. Przepiękny! Dobrze, że mnie nie ma w pobliżu bo bym go zacałowała na amen wink

    --
    Wiesia + 5
  • 04.03.16, 10:12
    Wiesiu, my go zacałowujemy, więc możemy i w Twoim imieniu również wink Jadę dzisiaj z nim do kliniki, bo malec chyba dostał zapalenia pęcherza sad
  • 03.03.16, 16:36
    to normalne, ze sie chowa, tam gdzie bezpiecznie, cieplo, pewnie go boli jeszcze

    Leia/Miki po wypadku z lapa musiala dwa miesiace spedzic w ograniczonej powierzchi i ona, kot troche dzikusowaty choc kochany (matka neurotyczna, mocno skrzywdzona przez czlowieka, dala dzieciom zle wzorce), po tej kuracji zrobila super kociastm kotem smile
  • 04.03.16, 10:13
    Mysiulku, z kolei z naszą Zorą było zupełnie inaczej, o ile pierwsze gwoździowanie nogi zniosła nadzwyczaj dobrze, o tyle już amputację głowy kości udowej o wiele gorzej i stała się takim trochę niedotykalskim, wycofanym kotem.
  • 04.03.16, 17:48
    Całujcie od nas wszystkich! Mam nadzieję, że wytrzyma smile I ojejejej, ależ mu się przyplątało jeszcze i to zapalenie pęcherza! Jednak się podziębił, o czym pisałaś. Kciuki, żeby szybko dało się opanować i pozbyć! Bidulinek.

    --
    Wiesia + 5
  • 05.03.16, 10:38
    Dziękuję, Wiesiu smile U Rudzika sprawę pogarsza jeszcze fakt, że po wypadku miał bardzo dużego krwiaka w pęcherzu i podejrzewam że dopóki podawaliśmy mu płyny to ta krew ładnie się wypłukiwała, a teraz kiedy sam pije to jakieś bakterie mogą się tam namnażać. Wczoraj miał usg, a dzisiaj jadę zawieźć mocz na badanie i z maluchem do kontroli.
  • 08.03.16, 12:26
    Rudzik na zapalenie pęcherza - według naszego lekarza, u którego wczoraj byliśmy na kontroli - pourazowe - dostaje Zinnat i przeciwkrwotocznie Cyclonamine, nadto probiotyk i lek stymulujący odporność.
    Problem mam taki, że izolujemy go trochę od Zory, albo siedzi ona w innym mieszkaniu albo ma kontakt z nim wyłącznie pod naszym nadzorem. Jak wiecie Zora potrafi Rudzika zaatakować, jest ciężkim kotem i potrafiła nawet zdrowego Rudzika przewrócić, do takich sytuacji nie możemy obecnie absolutnie dopuścić. Wczoraj Rudziszek miał zdejmowane szwy z rany po operacji przepony, chodzi jeszcze bardzo słabo.
  • 09.03.16, 17:35
    Bidulinek. Jak dobrze, że obserwujecie czy wszystko w porządku. Na razie musi być "na specjalnych prawach". Niech okrzepnie, nabierze sił, zaufania do swojego ciała. Cmok! On ma tak ubarwiony ten nosek, że ma taki "zafrasowany" wygląd. Rozmiękcza mnie to smile

    --
    Wiesia + 5
  • 09.03.16, 19:02
    Tez uwielbiam patrzec na to jego "brudne" pysio.
    Zdrowiej nam Rudziaczku!!!

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 10.03.16, 11:53
    Dziękujemy ślicznie za dobre słowa od Was. Dzisiaj jadę z mym malcem do kliniki na kontrolę. Rudziszek powoli dobrzeje, jeszcze mu pęcherz dokucza, ale chodzi coraz lepiej.
  • 10.03.16, 17:50
    Daj znać, co lekarz powiedział o dzielnym pacjencie!

    --
    Wiesia + 5
  • 10.03.16, 20:40
    Rudziś znowuż dostał leki przeciwzapalne i antybiotyk dlugodzialajacy, po wymiotował po Zinnacie. Zora natomiast zrobiła dzisiaj dwie kupy na łóżko w sypialni, a TŻ złamał wczoraj kość śródręcza. Te kupy totalnie mnie dzisiaj wyprowadziły z równowagi.
  • 21.03.16, 12:36
    mój największy mądrut i zabawowiec wink

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/z3sGVHf5QTyq3APZRB.jpg
  • 21.03.16, 18:53
    Aaa, Zora testująca drapak? Widać po oczach, że w myślach przelicza centymetry i sprawdza swoje możliwości smile A jak kupkowanie w miejscach niewskazanych? Uspokoiło się? Może wtedy miała jakieś sensacje jelitowe (może i Rudziś wymiotował tego dnia nie po Zinnacie, tylko po czymś, co akurat się łączy z jedzeniem? np. sucha karma kupiona w sklepie z otwartego wora? nigdy nie wiadomo dlaczego, ale czasem i moje kocidła zrzucają znaną, lubianą i z tego samego opakowania, albo z puszki).

    --
    Wiesia + 5
  • 21.03.16, 20:00
    Ach, Wiesiu, odpukać - to był jednorazowy wypadek, przez ten wypadek Rudzika trochę ją zaniedbaliśmy, zresztą Robinka tak samo... A Zoreuszek to nasz supermądrut! Domu pilnuje lepiej od psa smile
  • 21.03.16, 20:24
    Lubie jak o niej piszesz- Zoreuszek, tak mieciutko i przytulasnie smile

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 21.03.16, 20:41
    smile Tak, też tak mam jak Olinka. Lubię czytać to co piszesz, i w jaki sposób piszesz smile Fajnie, że to taki jednorazowy "wypadek domowy" smile A drzewko do wspinaczek jest super przydatne, co i widać po zamyślonym pysiu Zorki, która opracowuje plan "drapaczkowo-wspinaczkowy" smile

    --
    Wiesia + 5
  • 21.03.16, 21:06
    Ta łapka i spojrzenie, ktore mowi- ale mogę tu? Mogę, naprawde? smile


    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 24.03.16, 12:37
    Niech was ta czułość nie zwiedzie, Zoreusz to potrafi być diablę w kociej skórze wink

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/ObFavCOT97w6r3IBBB.jpg
  • 24.03.16, 12:38
    I jeszcze Rudziś

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/TFFDGGSCbQfKGvZkqB.jpg
  • 24.03.16, 18:54
    Rudy jak zawsze z tą swoją powazną minką.
    Jak sie czuje?
    Zoreuszek ma kurwiki w oczach, oj ma wink

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 24.03.16, 19:08
    Zorka ma wyzwanie w oczach i łapkę nastawioną na skarcenie kogoś, kto chciałby przejść poniżej lub szukałby zaczepki, nawet przyjaznej. Nie ten moment dla człowieka, ale odpowiedni dla Szefowej smile
    Rudziś z tą swoją karmelową minką jest przesłodki, a łaputkę też ma przyjaźnie wyciągniętą, ot taki luzik, żadnego napięcia smile

    --
    Wiesia + 5
  • 24.03.16, 22:03
    Oj, Zoreusz to jest nasz mały sprężynowiec smile oczywiście najlepiej by pod łapkę podszedł Binutek smile ona ma do niego całkowite zaufanie, nawet jak Binutek biega jak szalony z zabawką to się nie odsuwa, bo wie, że nie zrobi jej krzywdy. Rudzik natomiast jest bardziej zaczepny, potrafi psa nieźle pacnąć a przy miskach to warczy na niego.
  • 24.03.16, 22:09
    Tak w ogóle to trafiły nam się świetne koty i nigdy nie sądziłam, że mogę je tak polubić smile w moim domu rodzinnym nigdy nie było kotów i nie miałam z nimi do czynienia.
  • 13.04.16, 14:50
    Taką jeszcze jedną mam rozkminę działkową:
    mamy działkę nad jeziorem, w lesie, Zoreusza zabieramy jak tylko jedziemy na dłużej niż jeden dzień, początkowo trzymaliśmy ją na smyczy i w szelkach, później poszliśmy na żywioł i puściliśmy ją wolno, mogła sobie chodzić, gdzie chciała i to dosłownie, bo działka nie ogrodzona. W dzień spała, wieczorem ruszała na łowy (ryby, myszy, kaczki itd.), trzymała się bardzo blisko domu. Mój narzeczony najbardziej obawiał się, że czegoś się wystraszy i wejdzie na drzewo, z którego nie będzie mogła zejść. Do niczego takiego nie doszło i wydaje mi się, że po chwili oswojenia funkcjonowała tam dość dobrze, choć pamiętam, że zdarzyło się, że spała w kuwecie. Z Rudzikiem natomiast sprawa jest inna, bo wiadomo, że to kot wychodzący był, teraz trochę marnieje nam w domu i tak planuję, by go zabierać nawet na takie jednodniowe wypady żeby sobie na pomoście posiedział, połazikował po lesie. I tutaj pytanie - czy ma to sens? Martwię się czy nam na tej działce gdzieś nie zwieje i szukaj później wiatru w polu, tzn. kota w lesie....
  • 13.04.16, 16:36
    Ja tak wyjeżdżam raz w roku na działkę w lesie. To zupełnie dziki teren, zapuszczony, nieogrodzony. Zabieram Leosię, ale Leosia jest niepełnosprawna, więc do upilnowania, bo ona nie ucieknie daleko (pilnowana oczywiście) ani nie wejdzie na drzewo. Byłam raz z Leosią i z Filipkiem. I było dla mnie trudne. Z powodu Filipka, który bał się każdego innego dźwięku (ale Filipek nigdy nie wychodził z mieszkania, tyle co na balkon). Dźwięku piły, dobiegającego z daleka, głosów i tupotów dzieci sąsiada, głosu sąsiada, mojego tupania po deskach podłogi domeczku. Leciał wtedy przed siebie w lęku. Dobrze, że leciał najczęściej pod domek, gdzie spędzał prawie cały dzień, nawet latarką nie mogłam zobaczyć za którą stertą desek się chowa. Nie przychodził na wołania, ze strachu prawie nie kontaktował. A nie byłam w stanie założyć mu obróżki i smyczy (to znaczy: byłam, ale nic by to nie dało, bo i tak po dwóch krokach myknąłby pod domek i gdyby tam się zahaczył o jakiś gwóźdź!!!). Za dużo drzew, o które mógłby się owinąć na smyczy, bo to naprawdę gęsty las z krzewami i rachitycznymi sosenkami oraz dużymi sosnami. No a gdyby na teren przyleciał obcy pies (chodzą ludzie po lesie z psami, jest taki wielki dog, który nie lubi kotów), to nie mógłby uciec na drzewo.

    Możesz próbować, oczywiście. Ja biorę Leosię. Pierwszy nasz pobyt Leosia spędziła bardzo aktywnie, chodząc i zwiedzając. Nie czuła lęku. Chciała chodzić na spacery. Ale ją moge nosić na rękach, bo malutka i co chwilę się wywraca. Nie pozwalałam jej samej chodzić. Na smyczy się nie dało, bo plątała się o krzaki, Leosia przechodziła przez szpary w płotach, więc smycz była tylko pętlą. Przez całe dni chodziłyśmy jedna obok drugiej, a Leosia bardzo się mnie pilnowała. Siadała często, nasłuchiwała, niuchała powietrze, robiła powolne rozeznanie. Ale tylko ze mną. Potem już spacerowała sama. Klaskałam w dłonie (to najlepsza metoda na zwrócenie uwagi kota) i krzyczałam: Leosia, odezwij się! A ona zawsze mi odpowiadała skrzekiem (nie miauczy, tylko skrzeczy) z daleka, skądś tam. Więc wiedziałam, gdzie jest. Mogłam pójść w jej kierunku i próbować odszukać wzrokiem w poszyciu, za płotami, pod domkami.
    Jednak metoda jest taka, żeby nie wypuszczać kota przez kilka dni, żeby nauczył się dźwięków - bo to jest kocia echolokacja. Żeby nie poczuł, że jest odrzucony, pozbawiony domu. Że tam, gdzie jest jego człowiek, to jest jego miejsce. Czyli lepiej niech najpierw siedzi niewypuszczany. Bo Rudzik jest za ufny. Niech poznaje dźwięki, zapachy, styl nowego domu i rytm nowego domu. Możesz z nim wychodzić na szelkach i smyczy. Niech poznaje okolice domu. Ale pod kontrolą.
    Potem, za którymś razem dalsze spacery, żeby poznawał okolicę ciut dalszą. Też pod kontrolą.
    Rudzik nie jest jeszcze sprawny fizycznie, w nowym terenie będzie zdezorientowany, nie będzie wiedział, w którą stronę uciekać w przypadku jakiegoś niebezpieczeństwa (tj. np.przelatującego samolotu czy traktora) no i jest przyzwyczajony do przyjacielskiego traktowania przez ludzi i zwierzęta. To jest dla niego niebezpieczne. Jednodniowy wypad może być - ale tylko na razie z przebywaniem w domu (niech się nauczy, że to nowe, to dom), żadnych wypadów na pomost. Następny wyjazd też spędzony w domu w zamknięciu. Potem stopniowo spacerek na smyczy. Potem ciut dalej. Łazikowanie samodzielne po lesie jest na razie niebezpieczne. On nie zna terenu w ogóle, nie wie po czym ma poznać bliskość bezpiecznego domu, nie wie jak trafić.
    Na razie możecie zabierać, żeby pokazać że dom jest tam, gdzie Wy. Na razie poza dom na wypady - nie. Niech okrzepnie.
    To moja propozycja, wiem po doświadczeniach z Leosią Odważną (imię ma po Leo - królu lwie) i z Filipkiem ostrożnym trzęsidupeczkiem smile Spokojne siedzenie na pomoście, samodzielne spacery po lesie, jednodniowa lata... jeszcze nie teraz. Ale po stosownym trenowaniu - dlaczego nie? wink

    --
    Wiesia + 5
  • 13.04.16, 19:24
    Dzięki wielkie, Wiesiu, za podzielenie się doświadczeniem i szczegółowe wskazówki. Wychodzi na to, że z Zorą zrobiliśmy to totalnie źle! smile Z nią było tak, że wszyscy nam odradzali zabieranie jej na działkę, z tego powodu, że będzie pózniej w domu też domagać się wychodzenia i drapać w drzwi. Nic takiego jednak nie ma miejsca. Z nią była taka sytuacja, że po chwili pobytu nie można było jej zatrzymać w domku! Po zmroku dostawała jakiegoś amoku tak ją ciągnęło w ten las smile jak ją puściliśmy wolno to sobie teren wyznaczyła w obrębie max. 20 metrów od domku, z drugiej strony ograniczała ja linia brzegowa, pomost jest ok. 10 metrów od domku. Nie ukrywam, że liczę też na wzajemne poprawienie relacji miedzy nimi, może jak cos tam wspólnie porobią w terenie to bedą się w domu lepiej dogadywać. Zora to wiem, że bardzo obserwuje Robina, a on też od nas to się na 5 metrów nie oddali, no ale Rudziś to z tego psiego języka to nic nie kuma.
  • 29.04.16, 18:13
    Byłam dzisiaj z tym moim małym królikiem w klinice, co prawda zdjęcia rtg miednicy nie zrobiliśmy, bo była taka kolejka, a nasz lekarz kończył dyżur i nie chcieliśmy robić tego na chybcika, ale zdecydowaliśmy z lekarzem o kuracji Zylexisem dla maluta. Rudziś ma znowuż infekcję oka! Sierść wypada jak szalona, w ogóle nie wiem co on ma z tym włosem, liczyłam, że sytuacja się unormuje jak będzie w domu. Tymczasem Zora ma wspaniałe, gęste, mocne i lśniące futro, a Rudzik takie jakieś suche piórka. Do oka dostał Braunol i Difadol. Wcześniej dostawał Vigamox, ale niewiele to w sumie pomogło.
  • 29.04.16, 18:15
    RTG miednicy w premedykacji robimy we wtorek.
  • 30.04.16, 08:48
    Na sierść niezmiennie polecam olej z łososia. Wymaga co prawda systematycznej suplementacji, ale są efekty. Niektóre koty nawet lubią, akurat nie moja wink Sierść ma teraz ładną, a linienie jest znacznie słabsze. Podaję jej codziennie od lipca ubiegłego roku, co prawda nie z myślą o futrze, ale na to też działa.

    --
    petelkowo.pl
  • 02.05.16, 13:36
    O, dziękuję serdecznie, a możesz podpowiedzieć gdzie kupujesz?
  • 03.05.16, 11:44
    Dostaniesz go w większości sklepów, również zooplusie czy animalii. Ostatnio najkorzystniej wypadała kar-ma, ale tam mam możliwość odbioru osobistego. Kupuję dokładnie ten olej. Dla psa też będzie dobry smile
    --
    petelkowo.pl
  • 03.05.16, 11:58
    Dziękuję Ci bardzo, w sumie psu też coś przydałoby się podawać, bo przy jego niedoczynności tarczycy też nie ma jakiejś super sierści.

    Rudziś prześwietlony! Nasz lekarz jest bardzo zadowolony ze zrostu miednicy, będziemy mu jeszcze aplikować Cartrophen - jeden zastrzyk raz w tygodniu przez cztery tygodnie. Lekarz twierdzi, że to będzie przeciwdziałało zmianom zwyrodnieniowym, złamanie miednicy było bardzo poważne.
  • 10.05.16, 14:22
    Rudziś mały króliś był na pierwszej wycieczce na działce smile Najbardziej przeraziło go jezioro smile
  • 10.05.16, 17:59
    Ach, dobrze, że się ładnie zrasta! I byliście na wycieczce? To taki kontrolowany wypad, niech się chłopak uczy wiejskiego otoczenia, zapachów, buszowania w trawie i w ogóle innego spojrzenia na przyrodę. Bo w mieście raczej jest goło, a tu zupełnie inna perspektywa. Mam nadzieję, że na razie na drzewa mu się nie chce wchodzić - na wszelki wypadek, jak już będzie w dobrej kondycji - pokażcie mu, że schodzi się z drzewa pupą w dół. Koty tego nie wiedzą, jeśli nie są nauczone. Matka uczy. Pozbawione mamy usiłują schodzić głową w dół i czasem kończy się to bolesnym upadkiem i przygryzieniem języka. Ale to tak na wszelki wypadek. Tak, żeby wiedział, że jeśli spotka się z groźnym zwierzęciem, to może szukać ratunku na drzewie ale też i będzie potrafił zejść. Tak na wszelki wypadek to mówię.
    I jestem z Was dumna, że leczenie daje rezultaty, że jesteście konsekwentni, że dbasz o niego. A to wypadanie włosów...hm... może to też wynik leczenia farmakologicznego? Może warto dodawać Lakcid do wody do picia co jakiś czas i np. kupić Biogen-kt (ten jest tylko dla kotów) i posypywać nim karmę mokrą lub nawet dawać mu troszkę na blat do wylizania? Moje niektóre koty wyczyniają bezeceństwa byle tylko polizać ten proszek Biogen-kt. Jest w nim masa mikroelementów, probiotyk, działa świetnie na okrywę włosową, jest też chyba ciut kozłka lekarskiego (ale chyba), bo zapach tak działa na koty, że chcą, chcą lizać. smile Poniżej informacja nt. Biogen-kt
    www.kuchniapupila.pl/kot/zdrowie/preparatry_doustne/biogen_kt_20g_,p1700248953


    --
    Wiesia + 5
  • 11.05.16, 12:32
    Dzięki, Wiesiu, poczytam o tym preparacie.
    Rudziś trochę przytył, ale ciągle ma problemy z okiem, no i to futro, choć lekarz twierdzi, że to jest zwykła wymiana sierści... hmmm.... sama nie wiem, może po prostu u kotów jest tak jak u ludzi, że jeden ma mocniejsze, bardziej gęste włosy, a inny mniej.
    Z działką to na razie takie przymiarki, szczerze mówiąc sądziłam, że będzie mniej wystraszony, skoro do niedawna był kotem wychodzącym, tymczasem wydawał się być przerażony przestrzenią, wodą, lasem. Z drugiej strony to prawdopodobnie był typowy miastowy kot, być może nigdy wcześniej nie widział jeziora smile
    Rudziś i widok z pomostu smile

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/cQVDoP8aaDIcGxxH2B.jpg

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/4FHwPxWo9UtjBB3fgB.jpg
  • 30.05.16, 13:55
    mam wrażenie, że obroża feromonowa działa na Zoreusza, jest bardziej wyciszona, nie powtórzyło się sikanie poza kuwetą (tfu, tfu,odpukać!).
  • 30.05.16, 15:43
    Ooo, fajnie! smile Tfu, tfu, tak na wszelki wypadek smile A ja sobie wczoraj pomyślałam, że już ponad miesiąc nie miałam Milusiowego strzyknięcia na stojak do suszenia sztućców... Pointa wiadoma, wieczorem musiałam myć, przecierać blaty... wink Bo Miluś tak uciekał przed Gacusiem, a zły był, a pyskował, że go nerwy poniosły i musiał emocje gdzieś wyrzucić z siebie... smile (dobrze, że w miejscu dobrym do wymycia) smile

    --
    Wiesia + 5
  • 03.06.16, 12:56
    O losie, ale sobie miejsce wybrał!
  • 09.06.16, 11:54
    wieczory i poranki na balkonie smile

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/T9mkBqSKLzUnRb6boB.jpg

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/Ulp5maaLCQBZeG9n3B.jpg

    Zoreusz ma zawsze coś do roboty, więc ciężko ją przyłapać smile
  • 09.06.16, 15:05
    Ale ładnie! Piesek trochę smutasek, choć towarzystwo ma doborowe smile

    --
    petelkowo.pl
  • 09.06.16, 16:01
    Ha, no Binutek to jest taki trochę smutas...
    u nas ze zwierzyńcem to trochę stereotypowo - faceci się obijają, a Zora się uwija, a to w przedpokoju nadsłuchuje odgłosów na klatce i jak trzeba to warczy smile, a to muchy wyłapuje, a to sprawdza czy na blacie kuchennym jest odpowiedni porządek wink
  • 09.06.16, 16:25
    A, to już wiem, kto w domu pełni rolę Szefa - a raczej Szefowej, co wszystko wie, sprawdza, pilnuje smile Na balkonie sporo macie przestrzeni, zielono, jest gdzie się wyciągnąć. Rudzik w domku, Binutek kontroluje ruch na balkonie i poniżej. Zora działa w domu smile

    --
    Wiesia + 5
  • 09.06.16, 18:03
    Wiesiu, drapakowy domek jest całkowicie nieużywany, o ile stoi w domu. Rudzik z niego zaczął korzystać dopiero gdy wystawiłam drapak na balkon smile Zoreusz to taka gospodyni domowa wink
  • 16.06.16, 15:44
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/BLzGB09bcBIAmOjGsB.jpg

    Nie sposób go nie kochać!
  • 16.06.16, 16:26
    Ojejejej! Mniam, mniam! Pięęęęęękny, przeuroczy! big_grin

    --
    Wiesia + 5
  • 16.06.16, 16:49
    nowy krzakor przytachałam do domu to obowiązkowo musiała być obczajka wink

    ale wkurzam się jak po blatach łażą, bo Zora wszędzie nogi moczy i mi później trampluje po płycie kuchennej, wstaję rano i od razu zabieram się do ścierania blatów i płyty. Odpadła mi przykrywka od czajnika i jak go nie przykryję to Zora obiema nogami siedzi w czajniku!
  • 04.07.16, 15:38
    Smutno. Rozstaliśmy się z moim TŻ. Zabrał Zorę do siebie. Zostałam sama z Rudzikiem sad Życie plecie się przedziwnie.
  • 04.07.16, 18:31
    Bardzo mi przykro, rozstania są trudne.

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 04.07.16, 19:43
    Och! Bardzo mi przykro! Teraz jesteście z Rudzikiem, dwójka Was została, połówka rodziny. Możesz chociaż Rudzikowi popłakiwać w futerko i patrzeć w jego pysiak. Tak się jakoś ułożyło, że gdyby była z Wami tylko Zora, to teraz... sama wiesz. Rudzik Ci został rzucony przez los pod nogi, tak żebyście mogli na siebie trafić. Bardzo Ci współczuję sytuacji... Może po prostu pisz na Poczekajce, jeśli miałabyś ochotę pogadać na troszkę inny temat niż Zakątkowy? Masz nasze wsparcie...

    --
    Wiesia + 5
  • 05.07.16, 11:47
    Dziękuję bardzo za Wasze wsparcie smile Jesteśmy sami z Rudzikiem, Rudzik bez Zory i tego całego napięcia stał się przymilnym, cudownym i bezproblemowym kotem. W parę chwil ogarnął rozkład dnia, wie, że popołudniami wychodzimy na podwórko, nie ucieka tylko siedzi sobie na trawniku albo spaceruje. Niestety zostałam też bez mojego Binutka, nie chcę jakoś pisać o szczegółach na forum, ale i on został z moim ex (i to był wybór mojego psa). Tęsknię bardzo za Zoreuszem, tym moim mądrutem! Kotami się podzieliliśmy, choć mi bardzo zależało, żeby oba były ze mną.
  • 05.07.16, 15:51
    Nie tak to miało być... Trzymaj się!

    --
    Wiesia + 5
  • 06.07.16, 12:28
    dzięki wielkie, Wiesiu.
  • 12.07.16, 14:34
    Rudziś był na weekend u mojego taty. Mega-grzeczny! Zero jakichkolwiek problemów z adaptacją, normalnie jadł, bawił się, korzystał z kuwety. Anioł nie kot smile
  • 12.07.16, 17:51
    Faktycznie! Wspaniały kot! On w ogóle wygląda na takiego miękkiego, dobrego, przytulastego i wrażliwego kota. A przy tym jego uroda rwie oczy! big_grin

    --
    Wiesia + 5
  • 12.07.16, 23:59
    Tak, jest absolutnie wspaniały. Zupełnie nie widać już po nim tej traumy wypadku i późniejszych dramatycznych chwil, gdy jego życie wisiało na włosku.
  • 15.07.16, 15:23
    Słuchajcie, jaki z niego zrobił się przytulas! Przychodzi wcześnie rano do mnie do łóżka na głaskanie, a później wkłada głowę w moją dłoń i tak zasypiamy smile
  • 15.07.16, 17:49
    Cudowne! A jaki jest słodki to mogę sobie wyobrazić, patrząc na to zdjęcie na szafce. Sam urok! smile

    --
    Wiesia + 5
  • 22.07.16, 12:13
    Mam Zoreuszka na weekend smile Ach, ale się za nią stęskniłam. I odzyskałam Binutka ?
  • 22.07.16, 16:38
    O, to fajnie! Ciekawa jestem, jak po długiej nieobecności zareagują na swoją obecność. I Binutek byłby z powrotem na stałe? wink Trzymam kciuki za bezstresowe powitania! smile

    --
    Wiesia + 5
  • 22.07.16, 19:31
    Zmienia się u ciebie jak w kalejdoskopie smile


    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 23.07.16, 11:25
    Dzisiaj już jest lepiej, ale wczoraj po powrocie z pracy znalazłam w łóżku zakopaną kupę Zory uncertain Mój ex chciał ją samą zostawić w domu na 3 dni. Pozostawiam to bez komentarza. Nie wiem co będzie z psem tak naprawdę, chyba już zostanie u mnie. Strasznie to wszystko pokręcone sad Binutek o dziwo w dobrej formie psychicznej jak na te wszystkie zawirowania....
  • 24.07.16, 18:59
    Psy mają takie bardziej męskie podejście do sprawy: zadaniowe. Chyba, że coś spadnie na głowę takiego, że wprowadza zamęt, bo już nie wiadomo, czego lub kogo się słuchać (psy zdecydowanie wolą mieć generała, co wojsku wydaje rozkazy) wink Koty to wrażliwce, nerwicowcy, rozedrgane dusze... smile
    Ale jeśli Ty jesteś dla nich opoką i oazą spokoju, to i one się uspokajają. Wiadomo, muszą się wdrożyć w inny rytm. smile

    --
    Wiesia + 5
  • 01.08.16, 14:05
    Wczoraj z ancymonami byłam na działce. Rudzik ideał! Wszyscy sąsiedzi zakochani. Binutek pływał, nurkował i gonił za patykami smile
  • 01.08.16, 20:25
    Fajnie! Szkoda, że ja nie jestem sąsiadką, też bym się chciała zakochać w takim pięknym faceciku i z idealnym charakterem smile

    --
    Wiesia + 5
  • 02.08.16, 12:32
    Ach, podobno nie ma ideałów ani ludzkich ani zwierzęcych, ale ten mały gagatek oczarowuje wszystkich wokoło. Łazi sobie po lesie, ale przybiega na zawołanie jak pies smile
  • 10.08.16, 12:22
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/oxbi02vmzdsxf4bLVB.jpg

    Rudziś na podwórku smile
  • 10.08.16, 18:21
    Wyluzowany smile

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 06.09.16, 11:57
    Uprzejmie donoszę, że trójka rudzielców (ja, Binutek i Rudziś) - swoją drogą dziwnie się to złożyło, że wszyscy mamy rude umaszczenie - miewamy się dobrze smile Z Rudzikiem prawie codziennie wychodzę na spacer na podwórko, siedzi sobie na trawie albo tarza się w piachu, nie ucieka na ulicę, zawołany przychodzi do mnie i wracamy do domu - superzdyscyplinowany. Binutkowi służy stały rytm dnia, Rudzisiowi poprawiło się futro smile
  • 06.09.16, 20:30
    Super wieści!

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 07.01.17, 23:41
    Dawno nas nie było, ale sncymony miewają się doskonale smile Rudziś ujmujący jak zawsze - totalnie przekabacił mojego tatę, który nigdy nie lubił kotów smile tata mówi o nim, że ma bardzo dobry charakter smile Opanowalam system opieki nad zwierzętami, gdy muszę wyjechać i Rudzik idzie do taty, doskonale się tam czuje, ostatnio nie mogłam go wyciągnąć spod kanapy u taty takie harce wyprawiał smile tata na to oczywiście stwierdził, że mam go zostawić i przyjechać następnego dnia smile
  • 08.01.17, 00:02
    a gdzie aktualne zdjęcia ?

    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • 08.01.17, 16:26
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/FSkWaEbqmzmyBAPmmB.jpg

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/Hhrl2CH1dwUf0RTSRB.jpg

  • 09.01.17, 14:02
    Ulubiona zimowa miejscówka Rudzika, praktycznie się z niej nie rusza....
  • 09.01.17, 14:19
    Hehe smile Rudzik niemal wczepiony w ten hamak big_grin Głaski dla obu futer!

    --
    petelkowo.pl
  • 09.01.17, 16:30
    Dziękujemy pięknie smile katalog póz przyjmowanych na tym hamaku (niestety bardzo kiepskiej jakości) jest szeroki, co najmniej kilkanaście pozycji wink teraz widzę, że on zeza ma chyba...
  • 09.01.17, 19:31
    Eeee tam... zaraz zez wink Ma wzrok po prostu silnie skoncentrowany na obiekcie (znaczy fotografce) smile Ja się wcale nie dziwię Twojemu Tacie. Jak Rudzik tak przeciągle spogląda, zagarniająco do siebie, z takim natężeniem... no to ja bym go od razu schrupała! Chciałabym go mieć dla siebie ciągle, nieustannie, widzieć go i być widzianą tak, jak on pokazuje na tym zdjęciu smile Cudowny!!! smile
    A co co nasiadówek na balkonie... nie teraz to jednak nie daję siedzieć na balkonie. Na chwilę uchylam drzwi, wskakuje na balkon Natalka, Gacuś, Leosia, ale wiatr dmucha im w uszy i jeszcze szybciej wyskakują z powrotem do pokoju. Mróz nie byłby tak odczuwalny. Ale wiatr.... nawiewa w uszy (Miluś podłapał miesiąc temu zapalenie jednego ucha, do dzisiaj mu zakrapiam uszko, miał przez miesiąc antybiotyk podskórnie dwukrotnie podany, taki działający z dwutygodniowym uwalnianiem). Więc już nie ryzykuję przy wietrze. Nawet jeśli jest cieplej, to gdy jest wiatr wyganiam z balkonu. smile
    Wycałuj swoje kociambry i psa! Ale masz dobrze, że możesz wycmokać ten pysio rudawy! Każdy by chciał tak móc! big_grin

    --
    Wiesia + 5
  • 09.01.17, 20:48
    Dziękuję, Wiesiu, za rady i miłe, jak zawsze, słowa. Wczoraj się z moim tatą spotkaliśmy na spacerze z psem i przyszedł do mnie na kawę. Wchodzimy do pokoju, Rudzik jak zwykle w hamaku się grzeje, ledwie oko otworzył (specjalnie go obserwowałam), patrzy, aha przyszła ta co zawsze i pies, nuda, ale za chwilę drugi raz spojrzał, o rety kto to przyszedł, szybko muszę wstawać i lecieć do niego.... Leciał do mojego taty mało nóg nie połamał wink a ile przy tym miauczał wink przepadają za sobą wyjątkowo smile
  • 10.01.17, 18:26
    Pysk mi się śmieje, gdy czytam ten Twój wpis. smile Urobił sobie Tatę, koty to manipulatorzy, ale potem to już jest po prostu idylla. Nawet człowiek się nie spostrzeże, jak jest przerobiony i wypluty i pała szczęściem. A na widok Rudzika to ja bym się roztopiła big_grin

    --
    Wiesia + 5
  • 29.03.17, 16:50
    Bumbitek niestety choruje, nasz vet zdiagnozował u niego porażenie krtani, towarzyszące podobno często niedoczynności tarczycy, ponadto bardzo słabo już słyszy i widzi i w związku z tym pogłębiły się problemy behawioralne. Jak na złość okazało się, że jest także prawdopodobnie uczulony na witaminy z grupy B, które przyjmował i zaczął mocno wylizywać łapy. Teraz dostaje Seronil i trochę się poprawiła sytuacja, krótko przeleczyliśmy go sterydem na tą alergię, więc trochę się uspokoił.... Rudziś miewa się doskonale, nawet daje się szczotkować smile

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/SiqnKeqMNThTzWjA9B.jpg
  • 30.03.17, 20:04
    Ojejejej, bidulek... I Ty też się denerwujesz, że człowiek jest czasem bezsilny wobec chorób, choć daje się z nimi żyć... Bardzo pięknie wyglądają obok siebie, dobrze się czują ze sobą. Bumbitek ma wsparcie przyjaciela. Razem jest raźniej.

    --
    Wiesia + 5
  • 02.04.17, 16:17
    Dziękuję, Wiesu, za dobre słowo... Faktycznie ostatnio bardzo się martwię moim psiutkiem, widać, że mocno się postarzał...
  • 10.05.16, 18:45
    Wcale sie nie dziwie, ze go przeraziło. Tyyyyle wody!

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 24.03.16, 21:37
    Rudzik powoli wraca do formy, mało je i jest jeszcze słaby, w przyszłym tygodniu jedziemy na kontrolne rtg. Jest taki delikatny i chudziutki... On w ogóle jest takim smutnym kotem, takie mam wrażenie, był taki już przed wypadkiem, nawet jak wychodził z domu. Trochę jakby nie mógł znaleźć swojego miejsca na ziemi....
  • 24.03.16, 21:43
    Melancholijny wg mnie.
    Takie ma pysio zadumane.

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
  • 18.01.16, 21:04
    A to gałgan i powsinoga big_grin

    --
    Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.