Dodaj do ulubionych

Mam okrutne wyrzuty sumienia :(

11.02.17, 19:50
Mojej najstarszej Grubej kici od bardzo długiego czasu nieciekawie pachniało z pyszczka. Domyślałam się, że przyczyną jest kamień na zębach, ale nie zdawałam sobie sprawy, że to może być aż tak paskudna rzecz. Grubcia zawsze była mało wylewnym kotem, który raczej nie przepadał za pieszczotami i szybko się nimi niecierpliwił, więc nic mnie nie niepokoiło w jej zachowaniu. Jadła też zwykle z dość umiarkowanym apetywem, więc jak wyżej. W poprzednim tygodniu jak ją pogłaskałam w okolicach "policzka", Gruba drgnęła i fuknęła na mnie. Tydzień temu byłam z nią u weterynarza, to ten aż się prawie przeżegnał, mówiąc że takiego kamienia to dawno nie widział, aż miejscami był stan zapalny. Dostała leki przeciwzapalne i przeciwbólowe i we wtorek miała usuwany kamień. Aż mi się serce kroi na samo wspomnienie. Standardowe znieczulenie nie wystarczało, dostała narkozę niemal jak do brzusznej operacji, a i tak momentami podskakiwała z bólu. Czuję się podle, że nic wcześniej nie zauważyłam i nie zrobiłam. Dzięki Bogu Grubcia szybko doszła do siebie. Po 5 godzinach od zabiegu ruszyła do kuwety i misek z jedzeniem. Pyszczek goi się błyskawicznie, kicia daje sobie bez problemu podawać tabletki z antybiotykiem i smarować ząbki żelem przeciw kamieniowi. Nie jest na mnie w żaden sposób obrażona, bo chyba czuje, że te wszystkie moje poczynania mają jakiś cel. Dużo więcej mogę ją pomiziać, bo jest o wiele bardziej przylepna niż wcześniej. Tyle, że to ostatnie wcale mnie nie pociesza, bo widzę, że dużo jej "niedotykalskości" wynikało po prostu z bólu. Jedyny zysk z tego, że pozostałe dwie kicie idą w najbliższym czasie na czyszczenie ząbków, żeby nie musiały cierpieć jak mój Grubek. Ech, kiepska ze mnie kocia mama sad
Edytor zaawansowany
  • 12.02.17, 06:05
    Najwazniejsze, ze juz po zabiegu.

    My mamy Padme/Kluske z problematycznymi zebami, tylko zeby ja przed zabraniem do weta trzeba by bylo zaaplikowac narkoze sad na 'zywca' to jest horror, n przejezdzamy do weta z kotem obiskanym, okupanym, orzyganym po calosci. Taki stres przezywa wyciagnieta ze swojego bezpiecznego gniazda sad
  • 12.02.17, 12:21
    Moje Grubcia i Tysia trochę awanturują się po drodze, ale naszego weta lubią bardzo. W gabinecie są spokojne, za to bardzo zaciekawione i pozwalają ze sobą zrobić wszystko. Gorsza sprawa z Manią, bo to jest taki tchórz i awanturnik, jakich mało. Nie ma opcji, żeby coś przy niej zrobić bez mojej obecności, a i tak jestem cała w jej sierści i nierzadko podrapana, bo ona w panice wspina się po mnie i najchętniej by weszła mi pod bluzkę i tam chowała się przed złem, jakie funduje jej weterynarz. No ale jak trzeba to trzeba ...
  • 12.02.17, 12:27
    Zapomniałam dodać, że Grubcia na koniec potrafi konkretnie ocharczeć weterynarza, żeby nie było, że ona taka uległa miękka buła smile w końcu kot z niej charakterny, mający swoje zdanie na każdy temat...
  • 12.02.17, 17:26
    Kiedy człowiek jeszcze nie zna tego problemu, nie wie że zły stan dziąseł może powodować straszny ból i dawać konsekwencje (bo bakterie wnikają do organizmu i potrafią uszkodzić inne organy) - no to nie wie, kiedy zareagować. Człowiekowi wydaje się, że kamień nazębny to nic takiego strasznego, że z tym się przecież nieźle żyje, tylko dziąsła krwawią. A jednak nie... Ale potem już się wie, na co należy zwracać uwagę. Że wszystko wydaje się w normie, a nagle kot odchodzi od jedzenia. Nagle.
    Najważniejsze, że zabieg już przeprowadzony, teraz będzie lepiej. I że zaczynacie nawiązywać bliższe kontakty, Grubcia i Ty. A kamień na zębach to sprawa indywidualna, niektóre koty tak mają, a inne nie. Ludzie też tak mają. Kwestia śliny, pH pewnie. Sama to wiem wink A jaką przyjemność sprawia potem obserwowanie kota, który je! Je! I niech sobie będzie przybierał na wadze, bywa że to bardzo cieszy smile

    --
    Wiesia + 5
  • 12.02.17, 21:34
    Wiesiu, najgorsze w tym wszystkim, że ja teoretycznie na temat kamienia wiem i wiedziałam dużo. Tyle, że nigdy nie widziałam takiego kamienia, co to na widocznych częściach zębów nie osiadał praktycznie wcale, za to przy dziąsłach ... A Grubuś mój nie ułatwiał. Poza smrodkiem z pyszczka nie zdradzał żadnych objawów. Nawet jak ją bolało, to wcale nie jadła mniej chętnie. Po prostu zawsze jadła dość często i niewiele. Tak jak i teraz. Nigdy też specjalnie nie dawała się tulić, czy głaskać. Ot dwie minuty dla przyzwoitości, żeby nie było i burczała, żeby ją puścić. Nigdy też nie było problemu, żebym jej jakieś tabletki podawała, choć rzecz jasna okazywała, jak bardzo jest z tego faktu niezadowolona. To co się w tej chwili zmieniło,, że daje się dłużej głaskać i częściej niż zwykle sama podejdzie, pobodzie łebkiem, żeby ją pogłaskać, ale też nie przesadza z wylewnością. Taki to już niezależny typ. I pewnie już się nie zmieni specjalnie, bo to już niemłode futerko - 30 czerwca skończy 13 lat. Dziękuję i Tobie i pozostałym dziewczynom, że mogłam się wygadać smile Pozdrawiam ciepło
  • 12.02.17, 21:00
    Ech, doskonale Cię rozumiem. Ja też przeoczyłam stan zapalny w paszczy Czakry pomimo nieprzyjemnego zapachu. Jadła z apetytem i nic nie zauważyłam, zero zmian w zachowaniu, kot młody, niespełna 4-letni. U nas była jeszcze grubsza sprawa. Po oględzinach miała mieć usunięty kamień i ewentualnie jeden ząb. Kiedy ją odebrałam po zabiegu zostały tylko kły i siekacze, reszta posypała się jak domino. Z perspektywy czasu sądzę, że te zęby u niej miały bezpośredni związek z chronicznym paskudnym katarem, który miała przez całe 4 lata, a po usunięciu zębów po prostu skończył się. Nie zmienia to faktu, że powinnam była wcześniej się domyślić, choć nie sądzę, żeby nawet wówczas udało się uratować zęby, ale na pewno nie żyłaby z bólem tak długo.

    --
    petelkowo.pl
  • 12.02.17, 21:38
    Przed zabiegiem u Grubiutkiej weterynarz też uprzedzał, że może być tak, że trzeba będzie usunąć ząbki. Dzięki Bogu obyło się bez tego. Zobaczymy, jak to będzie z pozostałymi dwiema kotkami. Mam nadzieję, że ok, bo są młodsze o 6 lat, więc jest szansa, że ten kamień nie będzie aż tak zaawansowany.
  • 13.02.17, 20:13
    nie przejmuj się; koty mają taki głupi zwyczaj, że nie powiedzą - o, tu mnie boli, domyślaj się sam, człowieku, co mi jest. Ważne, że doceniła starania

    --
    Amfa, koka... to wszystko dla dzieciaków.
    Prawdziwy twardziel wciąga tylko sproszkowane chili.
    http://s10.rimg.info/e2b5f467f2c8948b6b159a31f8688ae9.gif
  • 25.02.17, 23:08
    Dziś "ukrzywdziłam" drugą kicię Misię zwaną Tysią. Czyszczenie ząbków poszło lepiej, bo choć kamień duży, nie było stanu zapalnego. Za to Misieńka dłużej ogarniała dupkę po "głupim jaśku". Ale jak już się wyspała i wytuliła, to oczywiście ruszyła jeść big_grin Za 2-3 tygodnie kolej na Maniuszkę. U niej chyba pyszczek jest w najlepszym stanie, bo ząbki są białe i najmniej zalatuje jej z pyszczka.
  • 11.03.17, 21:54
    Grubkowych kłopotów z pysiem ciąg dalszy. Ledwie miesiąc minął od usuwania kamienia, a z ryjka znów brzydko pachnie. Boleć raczej nic nie boli, dziąsła ładnie pogojone, za to na podniebieniu i gardle zmiany. Dostała dziś 2 zastrzyki, po których zapaszek błyskawicznie zmniejszył swoją intensywność. Czeka ją jeszcze 5 dni (po 2 razy dziennie) antybiotyku w tabletkach, zresztą tego samego, co jej pani brała 3 tygodnie temu na swoje gardłowe kłopoty. Czy to możliwe, żeby koty łapały ode mnie zapalenie gardła? Rok temu z Manią też niemal synchronicznie miałyśmy.
  • 12.03.17, 17:23
    Ważne, że jest leczone. Te zmiany na podniebieniu i gardle wyglądają raczej na ropne czy są krwistoczerwone, prawie purpurowe?
    Co do łapania od siebie ludzie-koty koty-ludzie przeziębień, zapalenia płuc, zapalenia krtani, kataru - to nie istnieje taka możliwość. Nie ma przenoszenia między gatunkami (wyjątkiem grzybice). Nie zarazisz się od kota białaczką i wirusem HIV i na odwrót. Najwidoczniej w domu Was zawiało.

    --
    Wiesia + 5
  • 12.03.17, 18:04
    Wiesiu, przyznam, że ich nie widziałam. Ja trzymałam kota, a weterynarz oglądał paszczę Grubiutkiej. Wcześniej skupiałam się na dziąsłach, które są ładnie pogojone, tylko dosłownie w jednym czy dwóch miejscach jeszcze odrobinę zaczerwienione, ale niebolesne. Dziś, jak podawałam leki, to nic nie było widać ani podniebieniu, ani gardle, a Grubcia dość konkretnie rozdziawiła pyszczek, bo mocno protestowała. Smrodek z pyszczka był w każdym razie taki "ropny", jak moja córka miała zwykle przy anginach. Kota dostała clavaseptin, któremu składem odpowiada amoksiklav, czy ramoclav, który brałam niespełna miesiąc temu. Stąd moje pytanie, czy jej czegoś nie sprzedałam. Owszem teoretycznie wiem, że raczej koty i ludzie się nawzajem nie zarażają, ale z drugiej strony drobnoustroje mutują się w zastraszającym tempie, więc nie zdziwię się, gdyby okazało się to możliwe.
  • 12.03.17, 18:24
    Leki sa w wiekszosci te same co u ludzi, tylko dawki duzo mniejsze, stad podobne sklady.
  • 12.03.17, 18:44
    Wiem mysiulku smile mnie zastanowiła zbieżność infekcji gardła moich i kotów i leczenie tym samym antybiotykiem. Oczywiście to są moje luźne rozważania, absolutnie nie upieram się przy tej teorii
  • 12.03.17, 19:25
    przypadek smile albo te same bakterie Was zaatakowaly smile
  • 18.03.17, 21:38
    Dziś ostatnia moja kota miała czyszczone ząbki. U Mani - jedynej mojej nie czarnej - najsprawniej poszło. Niecałe pół godziny i po wszystkim, A i po znieczuleniu najszybciej doszła do siebie. Ech te moje futrzaki smile Kocham je jak głupia
  • 19.03.17, 19:30
    Fajnie, odzyskają humor i apetyt. I kochaj, kochaj! Przecież zasługują. smile

    --
    Wiesia + 5

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.