Dodaj do ulubionych

Już brak mi siły ..., bo Kacperek i Miś ....

16.04.17, 23:48
Wiedziałam, że podejmując decyzję o byciu DT oznacza walkę o życie kotów ... Jednak kolejne porażki związane z chorobami moich podopiecznych coraz bardziej mnie powalaly emocjonalnie. Może dlatego, że coraz starsza jestem, może miała na to wpływ choroba Alusia - w sumie cudem uratowanego ... Nie wiem ...

A teraz chory jest Kacper - kot uratowany z mieszkania, w którym żyło 50 kotów ... Z tego domu były u mnie trzy koty ... Solejka, która znalazła cudowny dom, ale odeszła nagle za TM. Lili, której nie udało się uratować bo nerki przestały działać ...
I teraz Kacperek - upierdliwy miłośnie kot, gadający, nawołujący kumpli. Taki kot do ubiciia z racji namolności ... Rozpieprzone nerki ma ...
I jeszcze MIŚ - kot z cmentarza ... Kot, który podobno nigdy w domu nie mieszkał, a śpi na mnie, w moim łóżku ... Rozpieprzone na maksa nerki ma ...

Robię co mogę, ale coraz bardziej brak mi siły - bo już nie wiem, czy uporczywie leczyć koty, czy pozwolić im żyć godnie bez tego walczenia ....
Edytor zaawansowany
  • 17.04.17, 02:45
    I jest to przed czym staje Ci, co kochaja koty. Leczyc za wszelka cene ze swiadomoscia przedluzania zycia 'na sile' czy dac kotu komfort na ostatnie tygodnie/miesiace.

    I kazdy z nas musi sie z tym zmierzyc sam. Moge tylko powiedziec jakie jest nasze stanowisko, ale tez inna rzeczywistosc.

    Rozumiem i wiem, ze Ci ciezko i jestes na rozdrozu, a ja z bolem serce nie moge pomoc.
  • 17.04.17, 02:48
    literowki..

    ...staja ci, ktorzy... oczywiscie
  • 17.04.17, 10:13
    Tak sobie pomyślałam - samochód se kupię ... I wczoraj w nocy nawet jeden wybrałam smile Fajny jest ..., ten samochód ...

    Jutro Miś jedzie do lecznicy, bo siku trzeba złapać. A Kacprowi wizytę u dr. Marcińskiego muszę zamówić i pojechać - no bo obraz brzucha niefajny był ... Mimi musi na pedicure pojechać - stara już kocinka jest i sama rady nie daje z pazurkami ... Alusiowi w oczku coś złego się dzieje i chyba do dr. Garncarza trzeba się udać i jeszcze rehabilitację załatwić, bo jednak prawa strona kota nie działa ... Zuzia ma focha, Smarkula ucieka przed Miśkiem, a Allan ma wszystko w odwłoku ...

    Po cholerę mi ten nowy samochód ??? Stary jest wystarczająco dobry, żeby koty do wetów wozić ...

    Mnie sił już brak, ale stare auto przypomina - DAMY RADĘ i będziemy walczyć o każdy dzień, pod warunkiem, że bez bólu ...
  • 17.04.17, 10:44
    I to jest to czego najbardziej się boję. Tych decyzji. Leczyć na siłę żeby mieć tzw. czyste sumienie, że zrobiło się wszystko, tyle, że często nie pokrywa się to z komfortem życia kota. Nie wiem. Piszę to perspektywy 2 tygodni od odejścia Gałeczki pamiętając jej cierpienie i uwagi dwóch wetów, którzy może jeszcze coś chcieli robić i myśli kłębiących się w mojej głowie czy dobrze zrobiłam...
    A koty mam coraz starsze.

    --
    http://images34.fotosik.pl/380/fb2f565e757765b9.gif Staram się pisać poprawnie po polsku
  • 17.04.17, 12:42
    Jest jeszcze jedna ważna rzecz :Twoje samopoczucie Aluś.Czy Ty fizycznie dajesz radę z tym wszystkim?Jakakolwiek będie Twoja decyzja_będzie dobra i nikt nie ośmieli się krytykować Ciebie a napewno nie na tym forum
  • 17.04.17, 18:51
    Napiszę jak ja mam: walczę, próbuję. Gdybym potem miała dojść do wniosku, że były możliwości, były szanse, a ja się wycofałam... to nie, po prostu zamęczyłabym siebie oskarżeniami. Zawsze mam w pamięci opowieść mojej koleżanki, gdy jej 78-letnia mama, chora, leżała w łóżku i broniła się przed kroplówkami mówiąc: nie męczcie mnie, dajcie mi odejść. Ale lekarze uważali, że trzeba próbować, że po to te kroplówki, także trójka jej dzieci była za leczeniem i kroplówkami - i tylko jedna córka (ta moja koleżanka) uważała, że to ciągnięcie na siłę, że skoro mama uważa, że trzeba jej dać odejść - no to trzeba. No i mama się podniosła, załamanie było poważne acz okresowe. Żyła godnie jeszcze trzy lata, chodząc, grzebiąc w ogródku, uczestnicząc w pełni w życiu. Moja koleżanka cały czas ma to na względzie, że gdyby odpuszczono te kroplówki i leczenie...
    Jeśli najmarniej dwóch lekarzy uważa, że są szanse, to ja nie chcę być tą, która szanse odbierze. Co innego, jeśli kot nie poddaje się leczeniu, jeśli choroba postępuje i widać wyraźne oznaki bólu i jęczenia.
    Z niewydolnością nerek, karmione z łyżeczki, kroplówka co jakiś czas koty żyją 2 lata (moja Wikcia żyła 3 lata z wyłączoną jedną nerką, drugą sprawną). Miała podwyższony poziom kreatyniny i mocznika, ale stabilny. Te 3 lata życia, godnego, z pełnym uczestnictwem we wszystkim to dla niej i dla mnie cudowny czas. Natomiast boję się podjęcia decyzji nieodwracalnej, nie do naprawienia, zbyt pochopnej. To jest bardzo trudna sprawa. Ale nie chciałabym do końca swoich dni przeżywać, że nie dałam szansy, że zrezygnowałam z walki, żeby ochronić siebie przed stresem czy zmęczeniem.

    --
    Wiesia + 5
  • 17.04.17, 19:53
    Oczywiście, że walczę. Gdybym nie walczyła to Aluś nie przytulałby się teraz do mnie smile
    Tylko, jest jedno takie, takie malutkie tylko ... Alusiowi wisiało i powiewało to, że jeździł codziennie do lecznicy, że dostawał kroplówki i zastrzyki - wręcz był zadowolony z tego, że jest w centrum uwagi. Chociaż w pewnym momencie miał już lekko dosyć ...
    A dla Kacpra jazda do lecznicy to dramat, u Miśka jest jeszcze gorzej - już władowanie kota do transportera to trauma ... Dla Miśka podawanie kroplówek w domu już jest trudne do zaakceptowania ... No to gotuję Miśkowi warzywny rosołek, żeby kota nawodnić ... Tylko ten cholerny rosołek Miśka nie wyleczy ..., no i znowu brak mi siły ...
  • 17.04.17, 20:31
    stres związany z wizytami u weta niestety tylko pogłębia chorobę i w którymś momencie nie będzie wyjścia przyjdzie czas przestać męczyć kociaki,musisz się na to przygotować i pogodzić bo ta sytuacja jest bez wyjścia,trzymaj się kochana i pisz może trochę Ci ulży
  • 19.04.17, 19:09
    do dziś żałuję, że walczyłam o Demonka do końca, powinnam mu była dać bez bólu odejść. Nie tłumaczy mnie, że to była moja pierwsza śmierć i nie mogłam się z jej nadchodzeniem pogodzić.

    --
    Amfa, koka... to wszystko dla dzieciaków.
    Prawdziwy twardziel wciąga tylko sproszkowane chili.
    http://s10.rimg.info/e2b5f467f2c8948b6b159a31f8688ae9.gif
  • 20.04.17, 16:46
    Ja mam traumę po Filipku. Widząc jak cierpi, powinnam była skrócić te cierpienia o dobę. Tylko... Czy ja jestem Bogiem?
    Wątpliwości np. moja mama ma do dziś odnośnie pieska Pucusia. Pucuś cierpiał na serce i został uśpiony po ataku duszności w nocy i powtórnej wizycie w lecznicy tzn. był atak-lecznica-powrót do domu- ponowny atak- lecznica- ....
    Wątpliwości zostały do dziś.

    --
    www.afn.pl
  • 28.04.17, 22:37
    Jedno się polepszy, drugie się popieprzy sad

    Misiowi udało się pobrać siku i wyniki są dobre - bardzo mnie to cieszy smile Bo chociaż nerki w kiepskim stanie nie ma stanu zapalnego w pęcherzu. A Miś ma się dobrze smile Codziennie gania za Smarkulą smile

    Ale za to z Kacprem niefajnie sad W niedzielę pojawiły się krwawe zmiany na głowie Kacpra - myślałam, że pomimo pokojowego charakteru Kacpra u chłopaków doszło do łapoczynów. Niestety w poniedziałek zmiany na głowie Kacpra w znaczący sposób się powiększyły. I wyglądało to bardzo źle sad

    No i biedny Kacper - drący mordę od momentu wylądowania w transporterze - codziennie jeździ do lecznicy sad Na razie nie mamy 100% diagnozy, tylko podejrzenia. Alergia lub choroba immunologiczna sad Alergia może być na Pronefrę lub na karmę renal, bo nic innego nowego w diecie Kacpra się nie pojawiło.
    Na razie zastosowane leczenie - celowane na alergię - przyniosło pewien efekt. Zmiany skórne nie powiększają się, jednak wyglądają okropnie - krwawe placki nad oczami, wchodzące na uszy sad

    Strasznie żal mi tego mojego Kacperka - najpierw żył z 50. kotami w niefajnych warunkach, a jak trafił do mnie to targam go do wetów, bo jakieś badziajstwa wychodzą z kota.

    Miałam jechać na działkę - na urlopie jestem od dzisiaj ... I urlop poszedł się bujać ...
  • 28.04.17, 23:17
    Wspolczuje, najgorsza jest bezsilnosc.

    Wiesz, ze jest tak, ze kot gdy poczuje pewnosc pod lapami po zlych warunkach, zyciu, to sie 'rozklada' bo jest juz bezpiecznie. I tak moze byc w przypadku Kacpra.

  • 29.04.17, 09:54
    O to to Mysiulku. Za każdym razem gdy pojawiał się jakiś kot, to z niego coś wyłaziło. Dopuki muszą żyć i radzić sobie na wolności to jakoś się trzymają. Jak następuje poprawa warunków to się bidaki rozsypują.

    --
    www.afn.pl
  • 29.04.17, 18:08
    mysiulek08 napisała:

    Wspolczuje, najgorsza jest bezsilnosc.

    Wiesz, ze jest tak, ze kot gdy poczuje pewnosc pod lapami po zlych warunkach, zyciu, to sie 'rozklada' bo jest juz bezpiecznie. I tak moze byc w przypadku Kacpra.


    Zgadzam się - tylko tyle, że ta reguła dotyczy Miśka. Miś jest u mnie od grudnia i klasycznie rozłożyl się chorobowo po trzech miesiącach.
    Kacper jest już u mnie od chyba dwóch lat i raczej ta reguła futra nie dotyczy. Co nie znaczy, że chore nerki nie są zaskoczeniem. Z tego stada 50. kotów, w którym żył Kacper chyba ponad 90% miało problemy z nerkami. Na niewydolność nerek odzeszła zresztą Lili - siostra Kacpra, która była u mnie.

    Dzisiaj Kacpra widziała "nasza" wet-dermatolog. Zaakceptowała stosowane dotychczas leczenie. Oczywiście najlepszy byłby steryd, ale z racji chorych mocno nerek jest wykluczony.

    Kacper zaczyna mnie nienawidzić sad Przestał ze mną spać i ucieka jak mnie widzi ... I to jest najgorsze z tego wszystkiego sad Kot, który kocha człowieka zaczyna się go bać.
  • 29.04.17, 18:43
    Och Alus, bardzo Ci współczuję, że co odsapniesz, to znów się musisz zabrać do intensywnego działania. Bardzo to męczy, bo odbiera często energię, bo się martwisz, bo widzisz, że jest coś bolesnego, bo Cię dręczy wyrzut sumienia, że pacjent ucieka przed Tobą, bo nie chce znów doświadczyć czego niemiłego.
    Ale w sumie jest tak: koty, które masz, są kotami wysokiego ryzyka, są kotami wymagającymi szczególnej, intensywnej, troskliwego opieki i uwagi. One już takie do Ciebie trafiły. I gdyby zostały w tym swoim środowisku, to już dawno by nie żyły. Od Ciebie dostały życie, od Ciebie dostają miłość i uwaga... to jest niesłychanie cenne dla kotów... uwagę i świadomość tego, że nie są same, że jest ktoś, dla kogo są ważne. To, że uciekają przed Tobą, no cóż... ale na szczęście potem, gdy jest lepiej, gdy się uspokaja choroba, to one same przychodzą do Ciebie i mało tego - dają odczuć, że wiedzą co robiłaś dla ich dobra. Są wręcz bardziej kochające, przylepne, okazują swoje zaufanie.
    Dla Kacpra na razie to jest niemiłe: nieprzewidywalność, utrata całkowitego spokoju, bezpieczeństwa i nieograniczonej możliwości decydowania o sobie i o tym, co w danej chwili chce robić. Ale to jest chwilowe. On ma swoje zdanie, a Ty mu pokazujesz, że masz swoje, trochę w konflikcie z jego "chciejstwem". Trudno, minie.
    W każdym razie szukasz dla Kacpra pomocy, zasięgasz porad lekarskich to tu, to u p.dr dermatolog. Konsultujesz. Coś z tego przecież wynika. Są podejrzenia co do przyczyn, są zatem sposoby radzenia sobie z problemem.
    Tyle, że Cię to bardzo absorbuje czasowo, psychicznie najwięcej. Ale nie opadają Ci ręce. I to jest najlepsze. Że się sprężasz mimo zmęczenia i podupadania psychicznego. Ale dajesz im to, czego nie dostałyby zapewne od innych opiekunów mniej empatycznych. Już dawno by nie żyły, gdyby nie Ty. Więc jak już będziesz chciała upaść na duchu... to sobie to powiedz, przeczytaj raz jeszcze. Z szacunkiem i wyrazami wsparcia smile

    --
    Wiesia + 5

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.