Dodaj do ulubionych

Problematyczna adopcja 12-letniego kocura...

10.12.19, 23:39
Dwa tygodnie temu do naszego domu trafił 12-letni Puzon. Jest 13-sty w naszym stadzie. Puzon dobrze się z nami dogaduje, ma całkiem dobre relacje z naszym psem, z kotami różnie, ale większość go ignoruje,
Przez 11 lat swojego życia miał dom, rok temu z powodu nowej żony dotychczasowego opiekuna trafił na ulicę i był dokarmiany przez dwie panie, które w pewnym momencie postanowiły znaleźć mu dom.. I tak trafiły na mnie, bo jako jedyna odpowiedziałam na ogłoszenie zamieszczone na fb. Opisały mi historię kota, zatajając przy okazji (dość częste, niestety, zjawisko) kilka istotnych szczegółów, między innymi to, że zwierzak absolutnie nie uznaje siedzenia w domu oraz że znaczy teren...
Problem polega na tym, ze Puzon non stop i bardzo głośno domaga się wypuszczenia na dwór i nie ma dnia, żeby czegoś w mieszkaniu nie oblał... Wiadomo, że stresuje go nowe miejsce, obce kocie stado i obserwowanie świata tylko z zasiatkowanych okien, ale przyznam, że nigdy z takim przypadkiem nie miałam do czynienia - po wypuszczeniu z pokoju, w którym sypia i w którym się dość pewnie czuje, galopem biegnie do drzwi i głośno wyje (bo nie można nazwać tego miauczeniem), za wszelką cenę próbuje sforsować siatki w oknach i robi wszystko, abyśmy do wypuścili sad Ja wiem, że to dopiero dwa tygodnie, ale zaczynam obawiać się, czy on w końcu tego stresu nie przypłaci zdrowiem? Nie bardzo też pasuje mi zasikane mieszkanie...
Podaję mu krople Bacha (Rescue Remedy), ma założoną antystresową obrożę, ale problem się nasila...
Co mogę zrobić, aby mu pomóc? Czy jest szansa, ze zaakceptuje nową sytuację? Wypuszczanie kota na dwór nie wchodzi w grę... Tym bardziej. że kompletnie nie zna terenu (przyjechał do nas z drugiego końca Polski)...


--
Gdyby nie koty, mój dom byłby czystszy, portfel grubszy, a serce puste...
Obserwuj wątek
    • mysiulek08 Re: Problematyczna adopcja 12-letniego kocura... 11.12.19, 05:26
      Pytanie podstawowe: kastrowany? jesli nie, wiadomo co zrobic, jesli tak, to zostaje wet, komplet i badan i decyzja o antydepresantach, czyli fluoksetyna najczesciej jest stosowana w takich przypadkach.

      Historia troche podobna: kocur, dorosly, znajacy zycie od podszewki, przychodzil i przychodzil a z wreszcie ledwo sie przywlokl, wet, szycie lapy, czyszczenie paskudnego ropnia na piersi, kastracja, rekonwalescencja w odosobnieniu i wreszcie dom. Przez kilka dni probowal wychodzic, troche powyl ale, ze akurat nastaly zimne dni, to cieplo kominka go przekonalo, ze jednak kanapa, pelna miska i czlowiek to jest to czego koty potrzebuja. Z tym, ze nigdy nie sikal poza kuweta odkad przyszedl do domu, ale tez nie bardzo podoba mu sie kocie towarzystwo (a kocia ferajna mala nie jest), on z gatunku samotnych mysliwych, ale radzi sobie z towarzystwem.

      Na fluksetynie byly u nas trzy koty, jedna kotka tylko na pigulkach w miare normalnie funkcjonowala, emocje ja zzeraly, dwom pozostalym trafialy sie epizody podsikiwana z powodu obcych kotow bywajacych na podworku (my z frakcji kotow niewychodzacych) i te dwa gagatki poprawialy sobie poczucie bezpieczenstwa znaczac swoim zapachem okolice drzwi i oknien. Po przeprowadzce i zamieszkaniu na pietrze problem zniknal.

      Puzona najpewniej stresuje stado, jesli byl jedynakiem a teraz trafil do grupy to trudno mu sie odnalezc, no i jeszcze czas bezdomnosci.

      Zacznij wiec od weta i badan. A feliwaye, obrozki, zylkeny, terapie bacha, homepatia albo sie sprawdzi albo nie.

      Oprocz antydepresantow (fluoksetyna, amitryptylina, ecitalopram) jest jeszcze opcja hydroksyzyny, ale jak wyzej, to trzeba z wetem przegadac, fluoksetyna jest w tej chwili juz uznana rowniez za lek weterynaryjny

      --
      Twój zwierzak też może potrzebować pomocy
      • marta_i_koty Re: Problematyczna adopcja 12-letniego kocura... 11.12.19, 08:19
        Dzięki za szybką odpowiedź smile
        Puzon został wykastrowany 4 lata temu, przed przyjazdem do mnie został przebadany i zrobiono mu testy na FeLV/FiV (ujemne), wszystko jest w porządku. Zastanawiałam się nad Amitryptyliną (z bardzo dobrym efektem stosowałam ją u jednego swojego sikacza z potwornym ADHD), ale najpierw chciałam powalczyć z kroplami Bacha, jednak chyba masz rację - muszę uderzyć z grubszej rury...



        --
        Gdyby nie koty, mój dom byłby czystszy, portfel grubszy, a serce puste...
        • mysiulek08 Re: Problematyczna adopcja 12-letniego kocura... 11.12.19, 15:33
          kastracja 4 lata temu, czyli jak mial 8 lat... chyba nie musze Ci mowic czym to skonczylo, bo efekty wlasnie masz a i pewnie z tego samego powodu zostal z domu wyrzucony

          zostal mu nawyk znaczenia i tyle w temacie, wiec jak sama piszesz, tu trzeba juz gruba rure wyciagnac

          w przypadku kocurow nie kastrowanych, hodowlanych, hodowcy podaja np provere czy podobny hormon (na szybko nie moge znalezc, ale kiedys w dziale hodowcow na forum miau czytalam), tylko tutaj to juz raczej za pozno na takie dzialania

          --
          Twój zwierzak też może potrzebować pomocy
          • kkjp Re: Problematyczna adopcja 12-letniego kocura... 11.12.19, 19:18
            A ja problem z jednym miauczącym rozwiązuję tak - smycz, szelki i krótki, 10.min. spacer. Oczywiście z początku co chwila stawał przy drzwiach i jęczał, aż się przyzwyczaił, że raz dziennie i koniec. Szelki tylko i wyłącznie takie, do tego.ciasno zapięte

            m.pl.aliexpress.com/item/32775367850.html?src=google&_randl_currency=PLN&_randl_shipto=PL&src=google&albch=shopping&acnt=494-037-6276&isdl=y&slnk=&plac=&mtctp=&albbt=Google_7_shopping&aff_platform=google&aff_short_key=UneMJZVf&gclsrc=aw.ds&&albagn=888888&albcp=6459808507&albag=76872920869&trgt=539263010115&crea=pl32775367850&netw=u&device=m&gclid=EAIaIQobChMI0YPsgpqu5gIVF6qaCh1gnwZTEAQYASABEgIqoPD_BwE

            Najpierw przyzwyczajać po domu.

            --
            www.afn.pl
              • wiesia.and.company Re: Problematyczna adopcja 12-letniego kocura... 13.12.19, 18:56
                Bardzo mi się podoba pomysł wychodzenia z męczybułą. Wprawdzie i tak będzie męczył, ale po jakimś czasie zrozumie, że jeden spacer dziennie i koniec. Będzie czekał na ten spacer (i jojczył, a jakże). Tabletki też pochwalam. Bo w ogóle Puzon ma stresującą sytuację - jest na nowym terenie, z nowymi towarzyszami życia i jeszcze nie może tych emocji z siebie wyrzucić na zewnątrz.
                Może z czasem się przyzwyczai, pójdzie jak Mistrzu Mysiulka na emeryturę i nie będzie mu się chciało tyłka podnosić w bezpiecznym mieszkaniu, by załapać stresującego życia miejskiego na zewnątrz.
                A jeszcze dorzucę historyjkę z mojego doświadczenia - wprowadziła się do mojego 12-piętrowego bloku pani z kotką bez ogonka. Zamieszkały na 2.piętrze. Kotka była przyzwyczajona do przeprowadzek (pani się znów wyprowadziła) i do wychodzenia. Tak się darła, że pani ją musiała wypuszczać. Zrobiła z kotką jakiś spacer dookoła bloku. A potem kotka sama schodziła po schodach, stała pod drzwiami ogólnymi i czekała, by z kimś wyjść. Kiedy się już znudziła otoczeniem (wychodziła wieczorem i latem nawet na noc) siadała pod drzwiami klatki i czekała aż ktoś będzie wchodził. Wtedy wchodziła i biegła po schodach na 2.piętro, siadała na swojej wycieraczce. Kotka była niesamowita, bo potrafiła sobie radzić z ruchem ulicznym (nie przechodziła przez jezdnię na drugą część osiedla, wystarczało jej terenu i krzaczków obok dwóch bloków). W razie niebezpieczeństwa chowała się pod najbliższy samochód, ale nie wchodziła w głąb. Czujna była. Jeśli w jej kierunku biegł pies bez smyczy, to po prostu siadała pod drzewem lub krzakiem, by mieć zaplecze z tyłu i tak po prostu siedziała. Pies już w niej wtedy nie dostrzegał obiektu do gonienia, głupiał, trochę poszczekał, a ona siedziała nieruchomo, nic nie "mówiąc". Pies odbiegał, znikał, wtedy ona spokojnym krokiem ruszała dalej. Obserwowałam kotkę z balkonu dniami i nocami, rozmawiałam z jej właścicielką, sąsiedzi byli informowani, nic nigdy złego się nie stało. Ale kotka była niesamowita, wyjątkowa, biała, bez ogona (widocznie miała jakieś życiowe złe zdarzenie), dorosła. Właścicielka miała do niej zaufanie i ja potem też. Znam ten jeden jedyny przypadek, o innych nie słyszałam nawet. Ja sama nie jestem taka odważna jak ta właścicielka. Albo za mocno doświadczona wink

                --
                Wiesia + 4
    • kkjp Re: Problematyczna adopcja 12-letniego kocura... 11.12.19, 19:22
      Ja wychodzę z jednym z 5 raz dziennie na spacer. Oczywiście z początku jęczał co chwilę ale teraz przywykł, że ten raz musi wystarczyć.

      m.pl.aliexpress.com/item/32775367850.html?src=google&_randl_currency=PLN&_randl_shipto=PL&src=google&albch=shopping&acnt=494-037-6276&isdl=y&slnk=&plac=&mtctp=&albbt=Google_7_shopping&aff_platform=google&aff_short_key=UneMJZVf&gclsrc=aw.ds&&albagn=888888&albcp=6459808507&albag=76872920869&trgt=539263010115&crea=pl32775367850&netw=u&device=m&gclid=EAIaIQobChMI0YPsgpqu5gIVF6qaCh1gnwZTEAQYASABEgIqoPD_BwE


      --
      www.afn.pl
      • verdana Re: Problematyczna adopcja 12-letniego kocura... 18.12.19, 16:15
        Miałam kiedyś kota, który musiał wychodzić - przyszedł do nas z podwórka i nie wyobrażał sobie życia w zamknięciu. W jego wypadku zamknięcie go w domu nie byłoby zadbaniem o kota, ale niewolą zwierzęcia. Problem polega a tym, że kot nie zna terenu, wiec rzecczywiście wypuszczanie jest watpliwe. Wątpię też, czy starszy kot zaakceptuje, jako wystarczający, spacer na szelkach. Poszukałabym dla niego domu z ogrodem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka