06.02.06, 19:11
Jakie to fajne trącać łapką metalowe, brzęczące listewki na oknach, a kiedy
wszyscy lecą z krzykiem jeszcze fajniej jest dać susa na szafę i gapić się na
nich z góry. Jacy są śmieszni, tacy rozzłoszczeni! Najfajniej to robić kiedy
pani jako ostatnia gasi światło i idzie spać. Żaluzje super głośno wtedy
brzęczą. Pani zawsze wylatuje z łóżka i przegania mnie, albo rzuca we mnie
różnymi kapciami. Ja jednak jestem wytrwały i po chwili znów jestem na oknie.
Pani ostatnio zaczęła podciągać wszystkie żaluzje na samą górę. Jak mogła to
zrobić?? Jedyna nadzieja w panu, który narzeka, że czuje się jak w Big
Brother, i każe zasłaniać z powrotem. Co prawda ląduję ostatnio każdej nocy w
łazience za karę, niemniej do moich żaluzji zawsze powracam z radością i
nigdy nie mam dość. Czy oni nie rozumieją, że ja muszę je trącać?? Sam nie
wiem po co, ale muszę... Czy ktoś mi może wytłumaczyć, dlaczego?
Jak są podciągnięte, to jeżdżę łapkami po szybie. To ci lodowisko! Raz spadł
przez to kwiatek i była draka, bo kwiatek się połamał, a ziemia wysypała na
pościel. Tak w ogóle, to dość dużo zrzuciłem już doniczek z kwiatkami i
różnych innych przedmiotów. Pani je likwiduje, a pan krzyczy, że zlikwidować
to trzeba mnie. Dlaczego??
Czasem robię też inne fajne rzeczy. Na przykład zaczajam się pod stołem i jak
idzie pani- wyskakuję i wczepiam się mocno w jej nogę zębami i pazurkami. Jak
głośno wtedy podskakuje i krzyczy! Chyba tego nie lubi. Też nie wiem,
dlaczego tak robię...bo przecież lubię swoją panią. Daje mi jedzonko,
głaszcze i rozmawia ze mną. Z tym głaskaniem też czasem nie wychodzi, bo pare
razy ją przy tym ugryzłem. Sam, nie wiem, dlaczego...
No bo przecież lubię swoją panią, no nie?
Edytor zaawansowany
  • fuzzyonggbridge 06.02.06, 23:06
    lubie sobie pozrzucac rozne dlugopisy ze stolu... fajnie sie turlaja...
    jeszcze fajniej jest jak ta kobita, co ze mna mieszka rzuci drucikiem i mozna
    sobie po niego pobiec, przyniesc jej, albo temu facetowi z ktorym ona mieszka
    (zamieszkal z nami dla mnie chyba - jest moim sluzacym - czysci mi kuwete i daje
    jesc), a oni znow go rzucaja...
    ale tak tylko fajnie przez chwile. najfajniej jest nasikac do najczystszej z
    najczystszych kuwet, albo i kupe zrobic i pozniej dlugo w kafelki drapac, zeby
    ja zakopac... a ten facet wtedy cos tam mowi, ale ja nie slucham, bo wlasnie
    przemieszczam sie po mieszkaniu moim ulubionym srodkiem transportu - nogami tej
    kobity, ktora mowi "maju, majenko, przestan..." - zeby i pazury to fajna
    przyczepna rzecz jest!
    i fajnie jeszcze jest o swicie, jak oni sobie spia machnac im pazurkiem w twarz,
    zeby wstali i mnie nakarmili! ojej, i czemu znowu ten kurczak.... zeby i pazury
    do dziela!!!
    --
    "everything can have drama if it's done right. even a pancake."
  • senna_ropuszka 06.02.06, 23:30
    Jednym z moich najulubieńszych miejsc do drzemki jest umywalka. Wykładam się w
    niej i moszczę... pasuje jak ulał. Zresztą od dawna podejrzewam, że kupili ją
    na moją miarę. Leżę tak i obserwuję kapiącą wodę. Czy jest coś równie
    cudownego, jak dźwięk kapania, ciurkania i szmeru wody? Wtedy nikt nie śmie mi
    przeszkadzać, a Państwo, z tymi zadziwiającymi czynnościami, które odprawiają z
    własnym uzębieniem, muszą przenieść się nad wannę. Przyznam, że czasami mnie
    ponosi i nasiąkam wodą bardziej niż zamierzałem. Pani robi wtedy taką dziwną
    minę, kiedy jej przebiegnę po podłodze zostawiając równiutki ślad.
    W końcu czego się nie robi dla ozdobienia SWOJEGO mieszkania.
  • magdaksp 06.02.06, 23:57
    swietne !chyba bym tak nie umialasmile
    --
    "jak ja nienawidzę mojej generacji,moja generacja chora od przemocy speedy i
    tłuste oczy.jak ja nienawidzę mojej generacji zwykła nienawiść dymi im z
    dyni,młodzi policjanci młodzi kibice-kretyni kontra kretyni"
  • senna_ropuszka 07.02.06, 09:41
    Dzięki. Może kiedyś założę bloga, ale musiałbym zejść z komputera, a tam jest
    tak przyjemnie cieplutko...
    Tym razem krótko, bo jestem bardzo wzburzony. Pani zostawiła mi masło w złotym
    papierku na blacie i poszła do łazienki. Zacząłem więc od razu degustować, było
    przepyszne! Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego Pani wymachiwała rękami i
    krzyczała. Może ma te dni? Niezrównoważona jakaś. Bez łaski, prosił się nie
    będę.
  • magdaksp 07.02.06, 10:49
    <hahaha>
    --
    "jak ja nienawidzę mojej generacji,moja generacja chora od przemocy speedy i
    tłuste oczy.jak ja nienawidzę mojej generacji zwykła nienawiść dymi im z
    dyni,młodzi policjanci młodzi kibice-kretyni kontra kretyni"
  • boe_ 07.02.06, 11:37
    w ogole jedzenie to dosyc drazliwa kwestia...wczoraj musialem kazdy kawalek
    mieska wytrzec z ryzu i tej okropnej marchewki o dywan w duzym pokoju, bo nie
    dalo sie ich normalnie obrac na podlodze w kuchni...ale bylo krzyku! a przeciez
    mowilem wyraznie, ze ja sobie to miesko takie zjem, surowe, jak wrocila z
    polowania...obydwoje sie napracowalismy, a przeciez mozna bylo w tym czasie
    polezec na kanapie. bez sensu
  • senna_ropuszka 07.02.06, 14:58
    No u mnie też, bracie, wesoło nie jest. Niby mam cztery miseczki, niby mięso i
    witaminy, kocie krokiety i wszelaki nabiał, jednak ciągle nie mogę oprzeć się
    wrażeniu, że jedzenie powinno się ruszać. Sam nie wiem...jedzenie u Państwa na
    talerzu tak samo leży nieżywe, a jednak coś mi mówi, że... to nie jest normalne.
    Kiedyś, kiedy wizytowałem matkę mojej Pani, biegałem po prawdziwym podwórku.
    Naprawdę! Było bosko, bosko, bosko!!! I któregoś dnia znalazłem właśnie
    ruszające się jedzenie. Biegło w trawie bardzo szybko, ledwo dogoniłem! I
    miałem, miałem je w pazurach...już kosztowałem koniec ogonka, i...dopadły mnie
    wątpliwości...sad((((
    Niestety moje jedzenie wykorzystało je i umknęło do dziury. Potem już wszystko,
    co jadłem, było nieżywe.
  • boe_ 07.02.06, 16:31
    ja upolowalem kiedys jedzenie na szybie..latalo sobie i po prostu nie moglem
    sie oprzec, ale w koncu tylko troche pozulem i wyplulem - wcale nie bylo takie
    smaczne, to juz wole to co mi pani daje (gdyby nie ta marchewka, oczywiscie...)
    z podworkiem sprawa jest podejrzana..pani chodzi ze mna, bo mowi ze jestem maly
    i musi mnie miec na oku..po pierwsze, wcale nie taki maly - taki sam jak ten co
    siedzi u pani w szafie w sypialni (zawsze mnie skubany pocichu podejdzie, co
    sie odwroce to juz tam jest i sie na mnie gapi...i za nic nie da sie ugyzc a
    probowalem z milion razy)..po drugie, co jej probuje na te oko wejsc zeby jej
    zrobic przyjemnosc jak sie obudzi, to sie denerwuje...no ale chodzi ze mna do
    tego ogrodka, mowi ze sie bedziemy bawic, a potem siedzi, patrzy na mnie i sie
    trzesie...no to ja tez siedze i patrze na nia, bo moze to jest wlasnie ta
    zabawa?...to wtedy ona mi mowi, ze jestem glupi i jak tak to idziemy do domu
    lubie tak z nia biegac po schodach w ta i spowrotem, szkoda ze nie daje sie
    namowic na wiecej
  • mierzejka 07.02.06, 22:50
    Kochane Kotki, chyba jakis koci psychoanalityk by wam się przydał smile)))
    Poleżałybyście na kozetce, pewnie byłaby miekka, pan lub pani doktor by
    wygłaskał na wszyskie strony, wydrapał za uszkami, byłoby tak miło... I
    niezrozumiała chęć gryzienia nóżek pań i panów by sobie poszła w siną dal...
  • ma.witkowska 08.02.06, 10:23
    Jak bylem bardzo maly, moj tatko mi tlumaczyl, ze kazdy prawdziwy kot poluje na
    myszy. Juz bylem w nowym domku i pewnego sadnego dnia, mojej Panci ktos
    przyniosl taka mysze!!! Wyjeli toto z pudelka i postawil przy mnie. Patrze -
    male, szare, uszy ma, ogon ma. Obwachalem. Ni chybi mysza jakas. To do dziela!
    Trzeba mysz upolowac! Przeciez jestem prawdziwym kotem, no nie? smile Mysza
    dostawala przez dwa dni bęcki. Uciekala, piszczala i dostawala manto. Po jakims
    czasie siedzialem na wysokiej polce i uwaznie obserwowalem MOJ teren. A tu
    wychodzi ten potwor spod kanapy, patrzy sie na mnie i wola: MIAU! Szok.
    No dobra, tatko nic nie wspominal, ze myszy sa pregowane i MIAU mowia. Kajtek
    zostal ze mna i z Pancia. smile

    Tatko mi tez opowiadal, ze w przyszlosci przyjdzie jakas Pancia albo Pancio i
    mnie ze soba zabiora do mojego nowego domu. Mowil, ze jak bede mial szczescie
    to trafie do miejsca, gdzie juz jest jakas sliczna kociczka, co-wiesz-synku-za-
    mlody-jeszcze-jestes-zeby-wszystko-zrozumiec... Hmmm...
    Po dokladnych ogledzinach wszystkich kątow w nowym domu, okazalo się, ze byla
    tam tylko Pancia, ktora (dacie wiare!?) swojego futra nie nosila. Niedorobiona
    jakas... Potem pojawila sie "mysza", co sie okazala byc koniec koncow kotem.
    Kotem! Kocurem! Z babelkami takimi jak moje!!! Pancia sie smieje, ze my gejkoty
    jestesmy. smile

    Czasem jak sie zdrzemne na cieplym kaloryferze, to sni mi sie, ze jestem Lwem-
    krolem lasu. Kajtek to nadworny blazen, bo glupek z niego i caly czas rozrabia.
    Pancia to nasza sluzaca, daje jesc, pic, przytula, sprzata.
    I jak sie budze i sie rozgladam, to co widze? Kajtecki lata za jakimis
    pileczkami, Pancia wola na zarcie. A ja co na to?
    Przeciagam sie powoli, ide do kuchni, a ryjek mi sie smieje, ze moze ten moj
    sen, to nie calkiem taki na-niby. smile
  • senna_ropuszka 08.02.06, 14:14
    Tak, zastanawiałem się z tym psychologiem... Bo sam się czasem krępuję tak ad
    hoc skakać Pani na nogę, zwłaszcza, że ona za tym nie przepada. Ale koniec
    końców zwycięża moje lenistwo. Leżę sobie, na ten przykład, w mojej umywalce...
    albo na komputerze...albo w torbie pana...na dworze mróz i ziąb....o nie, nie
    ruszam się stąd! Może mi samo przejdzie....?


    Zresztą jak sobie przypomnę, że mi jaja ucięli, to mam ich wszystkich pod
    ogonem.
  • boe_ 08.02.06, 17:14
    moja pani jest superkotem!
    wczoraj znowu sie przekonalem...widzi mnie jak sie robie niewidzialny, no nie
    wiem jak ona to robi...nikt mnie nie widzi, nikt, ani to jedzenie co lata, ani
    to co chodzi, ani to co pelza, a ona zawsze..wczoraj siedziala i patrzyla w
    swiatelka na scianie (nie wiem jak sie moze oprzec zeby na nie nie skoczyc, bo
    ja na ogol nie moge...) i na malym stoliku kolo kanapy polozyla cos bardzo
    interesujacego...zupelnie nie wiem co to bylo, nie wiem czy daloby sie zjesc,
    ale musialem sprawdzic...pani nie lubi jak chodze po stole, ale ja znam ten
    najstraszniejszy sekret - potrafie zrobic sie nie widzialny!
    no wiec najpierw troche sie przyczailem i mocno skupilem i prawie czulem jak
    sie kurcze...kiedy juz bylem taki malenki, zupelnie tyci, ze prawie
    niewidoczny, powoli postawilem jedna lapke na stole, a po chwili druga...pani
    dalej bez ruchu patrzyla w swiatelka...potem szybkim ruchem wciagnalem na stol
    reszte, ktora ostatnio robi sie dziwnie ciezka, wiec troche sie przy tym
    szamotalem, ale co tam - przeciez jestem niewidzialny!
    ale gdy jak najlepszy mysliwy, chytrze, bezszelestnie, niewidzialnie, z
    brzuchem po stole sunalem prosto do tego czegosc co koniecznie musialem
    sprawdzic, pani jednym ruchem zrzucila mnie spowrotem na ziemie
    no nie wiem jak ona to robi? musi byc ze na wech
    dzisiaj znowu sprobuje
  • magdaksp 08.02.06, 18:36
    czekam na wiecej opowiesci z zycia kotasmile
    --
    "jak ja nienawidzę mojej generacji,moja generacja chora od przemocy speedy i
    tłuste oczy.jak ja nienawidzę mojej generacji zwykła nienawiść dymi im z
    dyni,młodzi policjanci młodzi kibice-kretyni kontra kretyni"
  • senna_ropuszka 08.02.06, 19:45
    Dziś postanowiłem zrobić Pani przyjemność.

    Pomyślałem sobie: dotrzymam Pani towarzystwa. Kiedy gotowała obiad, siedziałem
    grzecznie na murku, który jest zrobiony specjalnie po to, żebym mógł siedzieć i
    patrzeć, jak Pani gotuje. W ramach ekspertyzy skosztowałem mięsa i powąchałem
    jarzynki. Pani chyba bała się, że poparzę nosek, bo zrzuciła mnie z krzykiem z
    kredensu, taka jest kochana. Dobrze, myślę sobie, pomagam dalej. Potem było
    mycie łazienki. Obserwowałem uważnie, w czym by tu się wykazać. Zajrzałem do
    mojej umywalki- kiszka. Znów ten śmierdzący sok z butelki! W wannie- to samo.
    Zajrzałem więc do pralki. Tam to jest dopiero czad! Jeszcze ciuchy leżały, więc
    spoko warunki- położyłem się, przymknąłem oczy. Nagle czuję, jak ciuchy same
    pchają się na mnie!... Zacząłem krzyczeć i pchać się w kierunku światła! Na
    początku tunelu zobaczyłem Panią z tą jej dziwną miną, więc ruszyłem szybko w
    stronę drzwi. Pani chyba się ucieszyła, że pokazałem jej, z jakim
    fajnym "psssss" wysypuje się proszek pralkowy. Patrzyła jak zahipnotyzowana!
    Myślę- dobra nasza, lecimy dalej z koksem. Pod drzwiami stał zawiązany worek ze
    śmieciami. Naprawdę, uważam, że nie ma nic przyjemniejszego, niż taki prezent
    dla mnie! Delikatnie wygrzebałem u dołu dziurkę, żeby zobaczyć, co tym razem
    wyjdzie pierwsze. Tym razem to był woreczek z herbaty i obierki jarzyn, nic
    ciekawego, ale i tak byłem wdzięczny. Główkuję dalej- Pani jest dla mnie taka
    dobra, zrobię jej prezent! Panie lubią kwiaty, więc ja też dam jej kwiatka.
    Siadłem na parapecie i kosztuję, który najlepszy. Nagle...poczułem znów te
    okropne mdłości, jakbym znowu miał kłaka w brzuchu... Pobiegłem powiedzieć
    Pani, żeby się nie martwiła, żeby była dzielna...w końcu jakoś to
    zniosę...tylko muszę zwrócić te kwiatki, i już będzie dobrze...

    Bardzo kocham swoją Panią.
  • magdaksp 08.02.06, 20:38
    ajak cie nazywaja kocie bo chyba nie wspomniales?
    --
    "jak ja nienawidzę mojej generacji,moja generacja chora od przemocy speedy i
    tłuste oczy.jak ja nienawidzę mojej generacji zwykła nienawiść dymi im z
    dyni,młodzi policjanci młodzi kibice-kretyni kontra kretyni"
  • boe_ 09.02.06, 10:48
    moja pani poszla wczoraj posiedziec sobie w lazience...zawsze za nia wszedzie
    lece bo nigdy nie wiadomo co sie bedzie dzialo, a juz szczegolnie lubie z nia
    siedziec w lazience - wskakuje na kolana i sobie gadamy, ona mi mowi ze jestem
    ladny i grzeczny i ze jestem jej kotkiem, i ja tez jej mowie ze jest ladna i
    grzeczna i ze jest moim kotkiem, tracamy sie nosami i drapiemy za
    uchem...strasznie jest fajnie chociaz mam wrazenie ze ona w ogole nie rozumie
    co do niej mowie, ani szczegolnie nie przepada za tym moim drapaniem..czasami
    wykorzystujemy jednak ten moment na powazniejsze rozmowy...no i wlasnie wczoraj
    powiedziala mi ze jak sie skonczy remont to moze sobie wezmiemy drugiego
    kotka..nie bardzo wiem o co chodzi z remontem ale samo slowo brzmi strasznie,
    az boje sie pomyslec ze moze to miec cos wspolnego z transporterkiem...a juz w
    ogole nie chce zebysmy sobie kogos brali...ten co go mamy, ten bez futerka na
    glowie, nie jest ani troche fajny - nie daje mi jesc i zawsze sie pakuje na
    moje miejsce w lozku obok pani..poki co go ignoruje, ale jak ich bedzie dwoch?
    musze jej to wybic z glowy
  • senna_ropuszka 09.02.06, 12:06
    Przepraszam, nie przedstawiłem się...przez te moje depresje to czasem o
    manierach zapominam... Jestem Boruta, kotek z mamy- dachowca, ojciec nieznany.
    Mam półtora roku, jestem brunetem z białym krawatem i lekko widoczną białą
    bielizną pod brzuszkiem, ale o tym wiedzą wybrańcy, przed którymi kładę się na
    pleckach i zezwalam na głaskanie.
    Witam wszystkie kocie siostry i kocich braci.

    Tym razem chciałem poruszyć bardzo drażliwą, jak dla mnie, kwestię własności.
    Mam w łazience bardzo ładną kuwetę, osłonkę na pryskający żwirek, czyściutko, w
    zacisznym kąciku między wanną i koszem na brudy, po prostu full wypas. Wszystko
    byłoby pięknie, gdyby nie te notoryczne kradzieże! I to nierzadko na moich
    oczach!!!
    Otóż wyobraźcie sobie, idę na słodką chwilkę do kuwety, oczyszczam organizm z
    resztek i złogów, odwracam się, żeby zanalizować zapach, konsystencję i kolor
    TEGO, CO NALEŻY DO MNIE, a widzę... pomarańczową łopatkę, która nie zwracając
    uwagi na moje protesty, zabiera moją własność i wyrzuca do Huczącej Otchłani,
    zwanej potocznie kiblem!!! I co na to powiecie???
    To nie koniec horroru. Bo ile razy bym nie zrobił kupy w tajemnicy, i zagrzebał
    głęboko w żwirku, tak zawsze po chwili Pani wchodzi trzymając się za nos
    (dziwne, prawda?), chwyta łopatkę, WYGRZEBUJE to, co ukryłem i poddaje
    eksterminacji w Otchłani.
    Ja się pytam: czy ja komukolwiek kradnę kupy???

    Świat jest taki niesprawiedliwy, chlip, chlip...sad((
  • ma.witkowska 09.02.06, 12:10
    Aaaaa, mnie tez kradna kupasy!!! I Kajtkowi tez. Moze to ten sam zlodziej?!?!
  • senna_ropuszka 09.02.06, 13:07
    Taaa, ma się te zdolności literackie... Moja mama na przykład, to zawsze lubiła
    siedzieć w książkach, i na książkach. A ja od maleńkości, moge powiedzieć:
    wychowałem się na gazetach. Do dziś mnie pasjonują. Najbardziej lubię czytać z
    Panią. Kiedy tylko rozkłada gazetę, ja już tam jestem. Kładę się, zapuszczam
    motorek: mrumrumrumrumru i czytamy razem.

    Moja Pani i ja.

    Kocham moją Panią.
  • boe_ 09.02.06, 12:52
    o, to jest nasz trzech brunetow w bialym krawacie i bialych koronkach! boruta,
    ja i ten trzeci co mieszka w szafie w sypialni, o ktorym juz opowiadalem...ja
    sie nazywam Furio, ale gdybym sam mial zdecydowac to raczej wybral bym
    Masz..moja pani tak na mnie czasami wola i jest to bardzo przyjemne
  • mirmunn 09.02.06, 18:47
    przez weta- sadystę, zgubiłem pół futra ze stresu, nafaszerowli mnie
    aantyrobalem, mają mi robić zębowe okropności i stracę może część słynnego
    uśmiechu Valentino Maxa... i dziąsła mi opadają....... miaoooooooooo. I kogo ja
    będę czarował taki łysy i bezzębny? Gorzej niż Leon Niemczyk (ludź taki)- on ma
    przynajmniej fajnego dziurkacza z przodu .....
  • babka71 16.02.06, 14:09
    i w imieniu Twojego kota muszę napisać:
    Ciesz się Moja Pańciu, że jednak nie jestem jak Leon Niemczyk, ten "ludź" ma
    nowotwór..raka płuc, a ja tylko kilka problemów z zębami...
  • mirmunn 16.02.06, 19:25
    nie miałam naprawdę nic złego na myśli ani nie wiedziałam o raku. Lubimy
    oglądać Pana Leonasmile)))) odznaczającego się wielkim urokim osobistym i
    specyficznym wdziękiem - trochę kocim wg mnie. Stąd porównanie.
  • senna_ropuszka 11.02.06, 15:32
    Dziś były jaja.
    Wstałem jak zwykle wcześniutko, kiedy wszyscy spali. Poprzeciągałem się,
    pojadłem wczorajsze resztki, pogapiłem się w okno. Nudy.
    Zajrzałem, co u dzieci. Jak śpią, jestem całkowicie bezpieczny, więc beztrosko
    ponurkowałem pod ich kołdrami. Cieplutko było, to usnąłem, ale tylko na
    chwilkę. Wstałem, popatrzyłem na Chłopca. Może by mu do łóżka nalać?-
    rozważałem... W sumie to sztamę mamy, ale obciach mi robi nosząc łapami do góry
    i czasem mam ochotę się trochę zemścić. No, dobra...dałem mu ostatnią szansę.
    Jeszcze raz zobaczę moje łapy gdzie nie trzeba, to dopiero nasikam.
    Ale nudy. Zajrzałem więc do Państwa. Nie spali już! Schowali się całkiem pod
    kołdrą i chyba zapraszali do zabawy, bo kołdra ruszała się i czasem wyskakiwała
    spod niej jakaś noga Pani lub Pana. Ale heca! Przyczaiłem się więc klasycznie,
    wysunąłem pazury. Chcą się bawić, proszę- jestem do usług! Nagle patrzę: leci
    noga Pana! (poznałem, bo ma futro jak ja) Skoczyłem w tej sekundzie i
    upolowałem ją!
    Ojej, ale się wrzawa podniosła... Pan wrzasnął, Pani wrzasnęła, noga mi
    uciekła, Pani wyjrzała spod kołdry i powiedziała, że jestem brzydkim kotem, a
    Pan...no cóż...może nie będę powtarzać, co powiedział wtedy Pan. W każdym razie
    dalszą część poranka spędziłem na balkonie.
    Normalnie wkurzony trochę jestem. Najpierw chca się bawić, a potem krzyk
    podnoszą i za wszarz łapią.
    Na drugi raz złapie mocniej. Żeby se nie myśleli.
  • joanna.c 13.02.06, 08:20
    Witam. Jestem Misiek. Obok siedzi moja koleżanka-Misia. Bardzo nam się podobają
    Twoje psoty i relacje. My też jesteśmy wesołe kociki, ale nasza pani jest
    raczej cierpliwa, daje nam jeśc i sprząta bez przerwy. Najgorzej, jak wyciąga
    taki duuuży samochód z rurą i włącza. Misia od razu zwiewa jak tylko zobaczy to
    coś, ja się przyglądam, ale potem też zwiewam. W ogóle nie wiemy, po co tyle
    sprzątania. Owszem,chowamy pod dywany różne ciekawe przedmioty [np. kawałki
    chleba, koraliki, długopisy] i czekamy, aż pani się wkurzy jak nadepnie i
    wyciąga zgnieciony długopis. Rwiemy gazety, a parę razy udało nam się ściągnąć
    jakieś dokumenty z biurka i rozerwać na strzępy. Najgorzej, jak coś pani odbije
    i wpycha nam do pysków jakieś gorzkie ohydne tabletki. Niedawno nieźle się
    ubawiłem. Parę razy próbowała wcisnąc tę tabletkę, ale ja tylko udawałem że
    połknąłem, siedziałem nieruchomo, a ona się rozpuszczała. Pani gładziła mnie po
    szyi i myślała,że już, a ja ze stoickim spokojem wypluwałem to
    swiństwo.Wreszcie starciła cierpliwość i nawet mocniej mnie przygniotła i
    mówiac "Otwieraj pysk ty małpo jedna i nie udawaj,że połykasz. No i niestety,
    udało się.Inne zabawy: latanie po pani jak czyta sobie wieczorem w łózku,
    chowanie się do szafy, łapanie wody i zostawianie super śladów na podłodze; ja
    uwielbiam jak pani umyje podłogę-wtedy natychmiast sobie robię piruety na
    mokrej podłodze-taaakie fajne wzorki się robią. W ogóle nie rozumiem, dlaeczego
    pani wtedy znowu myje tę podłogę. jak się wkurzy to zamyka mnie w jedynym
    pomieszczeniu z drzwiami i chyba znowu ją myje. Jak mnie wypuszcza, to podłoga
    juz jest sucha sad i nie ma takiego poślizgu. Misia tak nie robi-chyba jest
    lepiej wychowana.I tak jak Twoja Pani-moja tez bez pzrerwy kradnie nasze
    kupencje. Co to w ogóle za zwyczaje?!
    Pozdrawiamy
    Misio i Misia
  • pinos 15.02.06, 14:01
    Ja normalnie nie wiem, o co tym ludziom czasem chodzi.

    No bo na przykład Świstek. Leżymy sobie spokojnie w łóżku wszyscy troje - ja na
    poduszce Świstka, Jovi gdzieś dalej. No i Świstek mnie mizia, czasem po
    brzuszku podrapie. Potem coś tak dziwnie miga na szafce nocnej, ale Świstek to
    szybko wyłącza. I znowu mnie mizia, i wtula nos w moje futro, ja ją pacam łapą
    po twarzy (muszę być delikatny, bo Świastek ma coś z oczami ni nie można pchać
    jej pazurów w twarz). No mówię Wam, sielanka po prostu.

    I nagle Świstek zrywa się jak oszalała i leci do kuchni. No po co - pytam się
    (lecąc za nią) - skoro tak dobrze nam było w łóżku? Jej chyba tez jest głupio,
    że tak bez pożegnania ucieka, bo zawsze potem wsypuje mi w kuchni chrupki do
    miski. Tyle że potem zaraz znika... i potrafi wrócić jak jest ciemno...

    No gdzie jej się tak spieszy???
    --
    x==x dla Kaiserki
  • boe_ 16.02.06, 10:21
    wczoraj udalo mi sie wymknac niepostrzezenie do ogodu. samemu! bardzo bylem
    szczesliwy, bo zawsze jest mi glupio jak moja pani za mna chodzi, zaden inny
    kot nie wychodzi ze swoja pania
    ale bylo bosko! moja pani dosc dlugo nie zauwazyla ze mnie nie ma, wiec
    wreszcie mialem czas zeby tam sobie wszystko dokladnie obejrzec...szkoda ze sie
    zobilo ciemno bo ptaszki sobie poszly, ale przynajmniej nikt mi nie przeszkadzal
    w koncu moja pani chyba zauwazyla ze mnie nie ma, bo nagle zaczela mnie wolac i
    wolac...ja ja widzialem no ale za duzo mialem jeszcze do zrobienia, w dodatku
    odkrylem ze jak juz uda mi sie wskoczyc na bardzo wysoki plot, to za nim jest
    jeszcze wiecej ciekwych rzeczy...troche mi jej bylo szkoda jak tak stala w tym
    ogrodzie i wolala, bo te jej futerko to chyba nienajcieplejsze, ale widzialem
    ze trzyma kawalek mieska wiec pomyslalem ze chyba nic jej nie brakuje do
    szczescia...ja w tym czasie zobaczylem troche dalej cos jeszcze ciekawszego i
    niestety musialem leciec...potem sie zrobilo juz zupelnie ciemno na okolo, i
    moja pani tez w koncu przestala wolac...ja jeszcze sobie troche polazilem,
    wspialem sie na drzewo, obwachalem sobie inne ogrodki, w koncu zrobilem sie
    troche glodny i chcialem wracac...troche zle wymierzylem przy skakaniu i
    wpadlem do wody, no to nie bylo takie fajne, zrobilo mi sie zimno a potem sie
    jeszcze okazalo ze moja pani wcale na mnie nie czeka...no tu juz bylem powaznie
    zly..usiadlem sobie na murku i czekalem, juz mi sie nawet nie chcialo lazic
    wreszcie jak sie zrobilo troche jasniej, to po mnie przyszla...na poczatku jej
    nie poznalem, bo miala takie malutkie i czerwone oczy ale jak
    zawolala "chodzkotkudostanieszjesc" to juz wiedzialem ze to ona...dostalem duzo
    dobrego jedzenia, a potem moja pani koniecznie chciala mnie drapac i glaskac,
    ale ja w sumie jestem jeszcze obrazony ze tak dlugo musialem na nia
    czekac...moze jak sie wyspie...
  • pinos 16.02.06, 11:35
    Z tym wychodzeniem z domu to w ogóle przechlapane.

    Kiedy jeszcze mieszkałem na 7 piętrze u poprzedniej kobiety, i wyszedłem na
    chwilę na klatkę, to ona złośliwie mi drzwi przed nosem zamknęła. Nie to, żebym
    rozpaczał, bo syn tej kobiety to taki jakiś nie teges był, no i szybko
    znalazłem sobie Światka i Joviego, ale zawsze to troche denerwuje - nie można
    wyjść na zewnątrz, żeby zaraz drzwi za kotem nie zamknęli.

    Świstek i Jovi zupełnie nie pozwalają mi wychodzić na klatkę. A tam przecież
    tyle ciekawych rzeczy do obwąchania.

    W piątek przystąpiłem do realizacji planu wydostania się poza drzwi. Sytuacja
    była świetna - w sypialni przeciekał kaloryfer i po domu kręcili się jacyś dwaj
    obcy ludzie w kombinezonach. Mieli taką fajną czarną torbę - rozmiar kot po
    prostu. I to prawie pustą, wymoszczoną kłębkiem pakuł. Super.

    Wlazłem do tej torby, zamknąłem oczy, żeby nie świeciły (wiadomo, że czarny kot
    w czarnej torbie jest niewidzialny). Usłyszałem zgrzyt zamykanego suwaka, torba
    powędrowała w górę (ten człowiek, który mnie podnosił, to stwierdził, że torba
    strasznie ciężka... też coś). No i jak już mieliśmy przejść za próg, to coś
    mnie tak dźgnęło w okolicach ogona (po cholerę jemu te narzędzia w torbie?), że
    nie umiałem się powstrzymać i no... tego... no miauknąłem. Tak naprawdę
    cichutko.

    Jovi usłyszał, i jakoś tak wszyscy skojarzyli ciężką (też coś) torbę i
    miauknięcie...

    No tym razem się nie udało. Ale idzie lato, będą otwierali balkon...

    Nie to żebym chciał uciekać (dziękuję, 2 tygodnie na klatce wystarczą) ale ja
    się tak nuuuuudzę...
    --
    x==x dla Kaiserki
  • magdaksp 19.02.06, 18:39
    napiszcie co nowego slychac?
    --
    "jak ja nienawidzę mojej generacji,moja generacja chora od przemocy speedy i
    tłuste oczy.jak ja nienawidzę mojej generacji zwykła nienawiść dymi im z
    dyni,młodzi policjanci młodzi kibice-kretyni kontra kretyni"
  • barba50 19.02.06, 20:00
    No to jeszcze ja - Pepek. Wyobraźcie sobie taką sytuację. Chodzę ja sobie po
    dworze, trochę mokro , ale co tam. Nic ciekawego się nie dzieje, ptaszki sie
    pochowały przed deszczem. No to sobie przykucnąłem pod krzakiem i patrzę na
    świat. I co? Nagle na podwórko zajeżdża jakiś obcy samochód, wysiada z niego
    kumpel młodszego, razem z młodszym idą do garażu. Ale zaraz zaraz z auta
    wysiadł jeszcze pies! Bokser, taki jeden Kazan. Jeśli oni myślą, że będę pełnić
    rolę gospodarza domu to się mylą. Ani mi w głowie się z nim bawić!!! Oj - on
    zdaje się też niezbyt przyjacielsko nastawiony... A ludziów nie ma, pochowali
    sięsad
    No nie, zebym był tchórzem, ale ten pies jest wielki, bardzo głośno szczeka.
    Coś muszę zrobić, tylko co? Już wiem - wejdę na taką wysoką brzozę, jest na
    niej budka dla ptaków, ale ja głupi nie jestem, teraz jest pusta. Wogóle nie o
    ptaki chodzi. No i hooopp. Tu mnie nie dosięgnie!!! O - jaki spokój. Kazanowi
    znudziło się zadzieranie łba i szczekanie, poleciał grzebać w śniegu. Niech
    sobie grzebie. A ja sobie wszystko z wysokosci obserwuję. Spokój. I dobrze.
    Aha - kumpel młodego wyjeżdża, to i tę swoją bestię zabierze. Uff... pojechali.
    No to może warto by zejść? Ale jak? "Trochę" wysoko, będzie z 4-5 m. nad ziemią
    i te gałązki jakieś cienkie. A tu jak na złość nikogo nie ma. Gdzie oni wszyscy
    poszli??? Chyba trzeba wołać - ratunku!!! Miauuuuuuuu, miauuuuuuu. Niech ktoś
    wyjdzie!!! Niech mnie wreszcie ktoś zobaczy!!! No jest - pani. No tak, ale co
    ona może. Do miski jedzenie wrzuca wspaniale, kuwetę czyści regularnie, mizia
    nas często, ale drzewo. No tak, głupia nie jest, już zawołała facetów. Młody
    zdaje się stwierdził, że sam mam sobie poradzić. Chętnie - tylko jak?
    Jest, jest drabina! To mój ukochany Pan, ten to zawsze wie, co dla mnie jest
    najlepsze. Wszedł na drabinę, najwyzej jak mógł. Jeszcze trochę jestem
    wysoko... Ale mówi do mnie łagodnym głosem, prosi, żebym zszedł nizej. No jak
    On prosi, to muszę zejść!!! Jedna gałązka, druga ... i już są ramiona Pana.
    Przytula mnie mocno, trzyma, żebym nie spadł. Noo - to rozumiem, to właściwy
    stosunek do kota. Jestem już w domu, wszyscy mnie głaszczą, miziają, wsypują
    żarełko do miski. Chyba jestem bezpiecznysmile I jak tu ich nie kochać...
  • pinos 20.02.06, 11:52
    Cześć Pepek.

    Ta Twoja Pani to cakiem do rzeczy jest.
    No normalnie w czwartek to taką myszę przyniosła, że ja nie mogę. No żywa
    normalnie. Wystarczy lekko trącić łapką, a mysza już ucieka na drugi koniec
    pokoju - to ja za nią. Fajnie jest też jak mysza wskoczy na krzesło - wtedy jej
    między szczebelkami ogon zwisa i można go boksować...

    Bardzo się z myszą lubimy. Śpimy razem, a wczoraj to nawet w wannie
    wylądowaliśmy. Było troszkę wody na dnie, ale nie szkodzi. Mysza się nie
    zamoczyła, a mnie tylko koniec ogona ochlapało.
    --
    x==x dla Kaiserki
  • pinos 20.02.06, 16:55
    Zapomniałem wam powiedzieć, a w zasadzie się pochwalić.
    Wczoraj przyjechały do nas nowe drzwi wewnętrzne. Oczywiście nikt nie
    konsultował ich ze mną, więc w łazienkowych nie ma dziury "na kota", ale
    słyszałem jak Jovi rozmawiał ze Świstkiem na ten temat.
    No i jak przyjechały te drzwi, to było mnóstwo krzyku i bałaganu, dopóki nie
    porozstawiałem towarzystwa po kątach.
    Poprzesuwałem kawałki tektury w przejście między kuchnią a przedpokojem, miarkę
    wsunąłem pod szafkę na buty.
    Dzięki temu nikt nie miał problemów i nie poślizgnął się na miarce.
    Bardzo lubię pomagać w majsterkowaniu i meblowaniu.
    --
    x==x dla Kaiserki
  • magdaksp 23.02.06, 23:44
    piszcie cos nie wierze ze nic nowego sie nie wydarzylosmile
    --
    "jak ja nienawidzę mojej generacji,moja generacja chora od przemocy speedy i
    tłuste oczy.jak ja nienawidzę mojej generacji zwykła nienawiść dymi im z
    dyni,młodzi policjanci młodzi kibice-kretyni kontra kretyni"
  • saguaro 24.02.06, 01:23
    Mrauuu! Witajcie, to ja - Sedona .Prawda, ze mam za- mrrauuu-czyste imie ?
    Mieszkam z Moimi Panciami w Arizonie , gdzie znajduje sie ta cudowna kraina,
    pelna czerwonych skal...Ciekawe tylko , dlaczego nazwali tak mnie ..?

    Ostatnio dalam czadu.Przyznam sie Wam, ze po prostu oblednie kocham cmy.Smakuja
    tak dobrze, ze chcialoby sie polkac dziesiec na raz...ale sila wyzsza, zawsze w
    okolicy jest tylko jedna , jedyna tlusta cma...A poza tym - ja dbam o
    linie .Hmm.Mrrrau.
    Tak wiec odbylam wczoraj polowanie na cme.Skubane bydle , zawsze chowa sie w
    lampie.Ale ja jej nie daruje.O mrauuu, nie da-ru-je!! Lampka nocka jest waska,
    ale moja lapa tez nie jest zbyt obszerna.Pecnelam wiec w te glupia lampe , a
    ona buch ! na ziemie ...Lampa - lampa, ale moja Cma !!! Uciekla, schowala sie ,
    zawisla na suficie ...Zlosc mnie wziela nieslychana .Pomyslalam, ze moge
    przeciez wejsc na twarz mojej spiacej Pani, a potem dac susa na sufit, bo czyz
    skoczyc jest tak trudno ? ?W tej samej chwili, zupelnie niespodziewanie
    wynioslo mnie do lazienki.To znaczy moja pani , w podskokach, z pelna piana na
    ustach zatrzasnela mnie w lazience...O glupia, mrrrau, cme, prosze Panstwa ..!
    Ale...znalazlam se robaczka i ubilam go nad ranem, a co !!!

    Caluski i do nastepnego mrauczonka .
    --
    ***** Sygaturki chwilowo brak *****
  • senna_ropuszka 24.02.06, 10:59
    Cześć, to znowu ja, Boruta, przystojny brunet z krawatem.
    (prosiłem Pana, żeby mi zrobil jakieś fajne zdjęcie. Może wkleję następnym
    razem)

    Ostatnio sporo czasu spędzam na balkonie albo obserwując balkon z parapetu. Bo
    wiecie, co się stało? Tylko cicho sza!...Pani powiedziała potem, że jestem
    bardzo brzydkim (!) kotem, niegrzecznym i niedobrym (no, to rozumiem) i nie
    chciała mnie ani głaskać ani przytulać. Wszystko przez to latające jedzenie.
    Ale od początku.
    Jedzenie nazywało się "gołąb". Ostatnio dużo tego jedzenia lata i siada na moim
    balkonie. Więc czyja to w końcu wina: jego, czy moja??? No więc lata, lata,
    siada na mojej barierce, albo przy moim kwiatku, ciągle jakieś gałązki przynosi
    i rozrzuca, i w ogóle wprowadza element niepokoju. No bo jak tu być
    spokojnym?... Tego dnia, kiedy to się zdarzyło, przeczuwałem coś od rana.
    Pobrzękałem trochę żaluzjami na Panią, a ona wyćwiczona taka, zaraz mnie na
    balkon wypuściła. (po co tylko z takim przyspieszeniem) Więc schowałem się za
    rowery, które Państwo trzymają u mnie na balkonie, i patrzę, i czekam... Za
    jakiś czas jedzenie fru-fru-fru...jest na barierce. Momentalnie zamieniłem się
    w Nieżyjącego Porcelanowego Kotka Przypadkowo Postawionego Na Balkonie... Po
    chwili jedzenie (a widzę, że z inteligencją u niego kiepsko)jest już przy
    doniczce z kwiatkiem... Zaczajam się zatem klasycznie, a pachnie tak, że
    szok!...Ciarki mi chodzą po grzbiecie, wąsy sztywnieją, a pazury wychodzą,
    jakby je ktos pilotem sterował!...I...

    Hmmm...Żeby się długo nie chwalić: poszło mi jak z płatka. (ćwiczy się w końcu
    to łapanie na srebrnych kuleczkach i nogach Państwa) Jedzenie szarpało się i
    niby tłumaczyło, że to pomyłka, ale nie dałem się zwieść. Raz-dwa i sprawa była
    załatwiona. I cała historia...
    Okropnie chciałem się Pani pochwalić i pokazać moją zdobycz! Ale balkon był
    zamknięty, więc (z zimnymi stópkami...jak ona tak może?!!) czekałem zadowolony
    i podniecony pod drzwiami z moją niespodzianką.
    Ale kiedy Pani przyszła za jakiś czas...ani mnie nie pochwaliła, ani nie dała
    dodatkowej porcji do miseczki, tylko powiedziała to, co napisałem na
    początku...Co gorsza wzięła moje jedzenie z taką dziwną miną w dwa palce i
    szpulnęła za balkon. No to już jest BEZCZELNOŚĆ!!!sad((((
    Z początku byłem bardzo obrażony i zły. Postanowiłem, że nie będę już jej
    asystował przy kąpieli, nie dam sie głaskać, stanę się chłodny i obojętny i w
    ogóle...
    Ale i tak wszystko rozeszło się po kościach i dziś jesteśmy przyjaciółmi jak
    dawniej.
    Od tamtej jednak pory dużo czasu spędzam na balkonie (na wszelki wypadek) albo
    obserwuję balkon z parapetu...Jedzenie lata cały czas. Mówiłem, że z
    inteligencją u niego kiepsko...A ja czekam...A nuż...?

    Pozdrawiam- Boruta
  • joanna.c 24.02.06, 18:25
    To ja, Misiek. Nigdy tych ludzi nie zrozumiem.
    A moja Pani to ma naprawdę fioła.
    Cały czas z moją koleżanką Misią rozrabiamy nad ranem. Misia włazi do kołdry
    pod która Pani śpi i sobie tam chodzi, a ja na nią z góry poluję. Potem się
    zamieniamy miejscami i jest super. Misia czasami jeszcze podrapie swoimi
    tipsami stopę Pani, ale ona tego nie lubi i zaraz chowa. No i Pani czasami nas
    wyciąga z tej kołdry i mówi,że jesteśmy niedobre małpy, bo nie dajemy spać. Ale
    nigdzie nas nie wyrzuca. No i wczoraj zrobilismy kawał. Całą noc siedzieliśmy
    cichutko. Nasza Pani nagle wstała, rozglądała się, chodziła wszędzie. A my nic,
    cichutko pod fotelem i patrzymy na nią. Ale robiła się coraz bardziej smutna,
    już nie wytrzymałem i sie poruszyłem. No i znowu usłyszeliśmy,że jestesmy
    małpy, które spać nie dają. Czy to jest logiczne? Jak polujemy-żle. Jak
    siedzimy cicho - tez źle , bo Pani zaczyna sie martwić,że coś się z nami stało
    i budzi się przez tę...ciszęsmile))))))
    Owszem, kiedyś zwalilismy całe drzewo do palenia w kominku. Była noc. Tak
    ładnie pachniało. Było poukładane w stertę. Wszyscy poszli spać. No to my z
    MIsią sobie cichutko wskoczylismy na to drzewo. Jakiś kretyn je chyba układał,
    bo nie wytrzymało pod naszym ciężarem [a przecież jeszcze małe kociki jesteśmy]
    i całe zsunęło się z wielkim hukiem. Zapaliło się swiatło.ja czmychnąłem gdzieś
    w kąt. Ale o dziwo nie oberwalismysmile Pani się cieszyła,że nic się nam nie stało.
    Ale wczoraj to się zdenerwowała i oberwałem ścierką w pupę. Przyszedł jakis
    pan, co miał zaprojektować kuchnię. No to pomierzył jakims długim czymś, potem
    usiadł i rysuje. A ja sobie latam, miałem strasznie duzo energii wczoraj. I
    niestety, jak skakałaem sobie z sekretarzyka, to zwaliłem wielki oszkolony
    obraz, który babcia mojej pani przywiozła z Częstochowy w 1946r. w
    podziękowaniu za koniec wojny. Obraz spadł, szkło całe w kawałkach. I wtedy
    dostałem scierką-tak lekko. Mama naszej Pani powiedziała,że powinna nas
    bardziej musztrować, bo jesteśmy niezłe łobuzy.Ale Pani tylko pokiwała głową. A
    sama tez chyba miała tyle energii, co ja, bo zaraz zaczęła sprzątać, jakby
    jakies święta miały zaraz być, poprzestwiała meble, poprzesuwała dywan. Za to
    dziś jest nieżywa, tak jak i my z Misią. Chodzimy sobie z kąta w kąt, pani pije
    coś mocno brązowego z cukrem i mleczkiem, nam kupiła jakies nowe żarcie.W
    każdym razie, mimo,że nie rozumiemy czasami naszej Pani, to ona ma z nami
    dobrzesmile))))
    Pozdrawiamy
    Misiek I Misia
  • boe_ 24.02.06, 20:03
    moja pani prawie placze, bo cos tu sobie pisala, i ja przyszedlem zeby ja
    troche podrapac i nagle wszystko zniknelo..nie wiem czemu jest taka smutna, te
    guziczki sa w sumie calkiem smieszne
    ale do rzeczy
    jestem obrazony! moja pani ma w domu remont i juz o niczym innym nie
    mowi...najgorsze jest to, ze ten remont chyba mieszka w mojej piwnicy...od 2
    tygodni nie pozwalaja mi tam chodzic, a pare dni temu przywiezli ogromna kupe
    piachu...najpierw myslalem ze to dla mnie i juz sie nie moglem doczekac kiedy
    tam wskocze, ale oczywiscie wszystko dostal remont, ja mam ciagle ten sam,
    stary, i tylko tak ciut ciut
    najgorsze to ze zabrali schody i nie mialem sie jak tam dostac zeby sprawdzic
    co sie dzieje..ale dzisiaj jak juz przestali halasowac to zostawili nowe, takie
    strasznie waskie, troche sie balem, ale koniecznie chcialem isc pobawic sie w
    tym moim piasku no i rozmowic sie z remontem...ale okazalo sie ze moja piwnica
    juz wcale nie jest taka fajna - piasku nigdzie nie byo, wszystkie moje
    najlepsze zabawki tez gdzies zniknely, tylko podloga byla w sumie smieszna,
    taka troche mokra i miekka...lapki mi sie zapadaly i zostawaly za mna dolki
    zupelnie jak moje lapki..pobiegalem wiec troche zeby zobaczyc jak sie te dolki
    robia i juz mialem isc szukac remonta ale przyleciala moja pani z okropnym
    krzykiem...oczywiscie jak ona tak krzyczy, to ja od razu uciekam... wiec troche
    sie poganialismy i zostawilismy cala mase dolkow..potem moja pani przyniosla
    kawalek zoltego sera i tu juz sie nie moglem oprzec
    napisalbym cos wiecej ale okropnie mi sztywnieja lapki i musze je sobie wylizac
    z tego czegos szarego co mi sie na nich robi
    a remonta poszukam jutro
  • senna_ropuszka 24.02.06, 20:11
    smile))))
  • mirmunn 24.02.06, 21:56
    Jak wiecie, mój zniewalający uśmiech był poważnie zagrożony zabiegiem na
    zębach. Ale do rzeczy:pewnego dnia pani nie dała mi śniadanka, co wzbudziło mój
    niepokój. Ale zapomniałem o instynkcie- pobawiłem sie z panią jak co dzień i
    nagle... ona mnie złapała i wsadziła za kraty. Nie cierpię tego. Potem mną
    trzęsła i trzęsła, a pod łapkami uciekało wszystko. Oczywiście głośno dawałem
    wyraz niezadowoleniu, a co!!! Potem otworzyła te kraty i wyszedłem na okropny
    stół, ale nie taki fajny jak w domu, tylko zimny. To już wolałam schować się za
    kraty sam, ale druga pani mnie przytrzymała. Coś mnie ukłuło w nogę i ...
    wszystko zaczęło wirować!!! No to ja też zacząłem krążyć. To chyba było źle, bo
    pani mnie głaskała i była smutna. Chciałem pogłaskać ją łapką, ale.....
    podniosłem do góry i łapka tak została. Ciemno się zrobiło....
    Potem już byłem w domu, ale nadal wszystko się kręciło,a pani mnie głaskała.
    Nie chciałem robić jej przykrości i dlatego nie zwymiotowałem na dywan tylko
    potoczyłem się do kuwetki. Pani się wzruszyła i powiedziała , że jestem dzielny
    kochany kotek malutki. Super, jak tak mówi. Potem spaliśmy razem. Pani ułożyła
    mi kołderkę w gniazdko,tak jak lubię. Gdy wstałem, było lepiej. Zameldowałem
    się przy misce i dostałem pasztecik. A potem spałem i spałem. Następnego dnia
    byłem kochanym kotkiem i jadłem i jadłem, a pani tylko patrzyła, czy siedzę
    przy misce i przynosiła pyszności. Ale żeby nie było słodko , to rano dawała mi
    takie wstrętne coś różowe i strasznie sie śliniłem. Błłłłłeeeee. No to
    nauczyłem się chowac po śniadaniu i byłem niewidzialny, ale ile można? Z nudów
    wychodziłem, a wtedy i tak dostałem różowe. Męczenie kota!!!
    A dziś jeszcze była u mnie ta druga pani od stołu zimnego okropnie i oglądała
    mi ząbki i całą mordkę. Co oni tak wszyscy z tymi zębami? I w dodatku przerwała
    mi drzemkę na kompikusad((
    Ale nic dziwnego się już nie więcej działo, a ja mogłem sie wreszcie pobawić
    mychą. Potem dałem się pogłaskać pani "doktor" - tak mówiła moja pani.
    Podsłuchałem, ze rozmawiają o mięsku i pasztecikach dla mnie . Mniam!!!! I o
    moich chrupkach też mówiły, nawet je oglądały w misce. Dałem do zrozumienia, że
    mogą się miaoooo poczęstować, ale nie skorzystały. Potem poszły sobie,
    mówiąc "apteka". A ja zostałem sam i atakowałem futerka pani. Dziwne - ludzie
    nie myją futerka językiem, tylko je zdejmują i wkładają do białego wyjącego
    jkoło kuwetki, a potem wyjmują. To nazywa sie pranie. Potem pani rozkłada
    futerka , żebym pooglądał i się pobawił. Lubię wtedy bimbać sobie takimi
    futerkami i wgryzać sie w nie jakna polowaniu. Chciałbym też mieć ich tyle , a
    nie jedno. Podoba mi się takie w maziaki.Jest mięciutkie,wiem, bo przytulam się
    do pani rano, a wtedy ona chodzi w tym futerku.
    Ale do rzeczy. Pani wróciła i mnie przydusiła . Włożyła mi do pyńka palec z
    czymś łee znowu i dziwnie pachnącym. A potem mnie powąchała i powiedziała, ze
    jestem jej cukiereczkiem anyżkowym. Hmmm, co to jest "anyżkowym"??? Może to
    nowe błee? Ale z drugiej strony, ładnie pachne. Może warto pocierpieć dla
    efektu? Straciłem trzy ząbki, to może chociaż niech będę "anyżkowym"? To pewnie
    coś fajnego tak jak cukiereczkiem (to znam), bo pani się uśmiecha. I głaszcze
    mnie smile))
    I tak minął ten tydzień.....
  • hesiunia 26.02.06, 18:52
    coooodowne..poprosze o jeszcze
  • pinos 27.02.06, 09:40
    Strasznie męczące miałem dwa ostatnie dni.
    W sobotę Świstek i Jovi mieli gości. Była pani Pepka i Lolki i Ksiki i jeszcze
    cała masa innych ludzi i oni się zachwycali że jestem piękny, mądry i puszysty.
    Lubię mieć gości i dlatego jak ktoś dzwoni do drzwi to biegnę się przywitać.
    Lubię nawet jak przychodzi mama Świstka z psem - pies jest fajny i mnie nie
    rusza, a z miski to tylko wodę mi wypija, więc niech temu psu (tej psu znaczy
    się) będzie.
    Ale do rzeczy. Po sobocie byłem bardzo zmęczony. No i tak spałem na fotelu całą
    niedzielę, i cała noc potem też. I dziś rano, jak świstkowi zaburczało na
    szafce nocnej to co tak burczy, to poszedłem się potulić. Ułożyłem się wygodnie
    na Świstka poduszce no i mruczę.
    A bezczelny Świstek odwrócił się do mnie plecami i wtulił nos w Joviego. No czy
    ona nie rozumie, że nie mogę jej towarzyszyć każdej nocy? No Kot też się czasem
    wyspać musi. Ale niedoczekanie. Wstałem, wlazłem między nich, i zastosowałem
    starą sprawdzoną futrzaną maseczkę - położyłem się Świstkowi na twarzy. No i
    Świstek zaczęła się śmiać, Jovi odwrócił się do nas, i wszyscy się mizialiśmy,
    i było bardzo fajnie.
    A potem Świstek znowu gdzieś pogonił...
    --
    x==x dla Kaiserki
  • magdaksp 20.03.06, 01:48

    co nowego u kotów ssłychać?
    --
    "jestem kibicem INNEJ drużyny'
  • pinos 21.03.06, 12:06
    Wanna jest fajna.
    Można się w wannie wylegiwać. No i myć. Bo wanna jest zaokrąglona, i jak się
    wygiąć trzeba do mycia, to ma się grzbiet podparty. Świstek i Jovi też lubią
    wannę. Nawet w niej czytają. Najfajniej jest, jak teraz zimą ustawiają przy
    wannie taki elektrte... lelektry... no taki kaloryfer na sznurek.
    To ja wtedy kładę się na obudowie wanny, z jednej strony grzeje gorąca woda, z
    drugiej gorący kaloryfer. No normalnie godzinami tak siedzimy.
    Czasem jak mam dobry humor i nie śpię, to się ze Świstkiem chlapiemy. Wsadzam
    łapę do wody i otrząsam na swistka. To Swistek pstryka na mnie. A ja na nią...

    --
    x==x dla Kaiserki
  • senna_ropuszka 21.03.06, 18:29
    Wanna jest fajna. Potwierdzam. Można się powylegiwać we wszystkie strony i jest
    masa miejsca, jest czasem mokro, a to wiadomo zawsze plus, no i można pobawić
    sie w teatr.
    Wchodzę więc do środka i klasycznie się zaczajam.
    Z korytarza to wygląda jak dwa czarne żagielki na tle białego oceanu.
    Pani zawsze zagląda do mnie, śmieje się (że niby co? zabawny taki jestem?)i
    stuka w wannę. Wtedy klasycznie nasłuchuję i Pani ma teatr "O Dwóch Czarnych
    Żagielkach zmieniających szybko kurs".
    A kiedy Pani wsuwa koniuszek patyczka, to jest wtedy "Czarna Błyskawiczna Łapa
    w Akcji".
    Ale jak robię występ "Wyskakująca Bestia", to zazwyczaj jest koniec zabawy, bo
    Pani ucieka.
    Phi. Też mi publika.
    Pozdro, Bracia i Siostry.
  • boe_ 22.03.06, 11:25
    jaka wanna? jaka wanna? czemu ja znowu nic nie wiem?
    u mnie pani chodzi sie chlapac woda za zaslonke i zawsze ja tak zamknie ze nic
    nie moge zobaczyc, ale generalnie to robi przy tym tyle halasu ze i tak sobie
    ide, jakos za halasem nie przepadam
    za to jak skonczy, to ja sie pakuje za ta zaslonke i wylizuje sciany, bardzo mi
    tam ta woda smakuje..w ogole z ta woda to jest dosyc tajemnicza sprawa...moja
    pani zawsze mi stawia miseczke z woda kolo jedzenia, ale nie bardzo wiem po
    co...topie tam ryz i inne niedobre rzeczy, ktore mi sie uda wylowic z
    jedzenia..duzo z tym pracy, ale przynajmniej mam satysfakcje
    musze z nia dzisiaj pogadac o tej wannie
  • foxie777 22.03.06, 16:53
    Ja sie nazywam Czarusia, i w sumie kocham moja Pania, ale
    Pana to naprawde uwielbiam. On mi na wszystko pozwala, a jak Pani
    mnie strofuje np; zejdz ze stolu to On mowi ze nic nie szkodzi.
    Pani i tak wygrywa, ale chodzi o sam fakt.
    Mieszka z nami drugi kot Foxie taka ruda, Ona chodzi wlasnymi
    drogami, ja tez bym tak chciala , ale Panstwo mowia, ze nie znam
    sie na ruchu ulicznym cos tam o samochodach, ale moj Pan wychodzi
    ze mna do ogrodu dwa razy dziennie, wiec nie jest zle.On jest
    bardzo cierpliwy, bo czasami uciekam na dach i nie dam sie zlapac.
    On wchodzi po drabinie i chodzi po dachu . Ja lubie na dach wskakiwac
    ale ze schodzeniem gorzej.Nie wiem dlaczego. Foxi jest o wiele lepsza
    w skakaniu.
    Foxie nie lubi sie bawic, i ciagle prycha jak ja sztorcuje.
    Troche sie jej boje, ale nie pokazuje.Ona czasami przynosi szczury lub
    myszy do domu.Boze jak moja Pani wrzeszczy.Nawet nie mam czasu
    sie pobawic.One sa niezywe,a szkoda. Pan od razu je zabiera.
    Jesli chodzi o kupy, to tak jak u Was znikaja w sekunde.
    Tez tego nie rozumiem. To moja kuwetka, bo Foxie kupa na dworze.
    Jak cos sie bedzie dzialo to napisze.

    Czarusia
  • ma.witkowska 22.03.06, 18:03
    No heja kociska. U mnie sie duzo pozmienialo. Jakis czas temu Kajteckiego mi
    Pancia gdzies wyniosla w koszyku i nie przyniosla z powrotem. Pancia wrocila
    zaryczana, to mi sie tez smutno zrobilo. I sam bylem przez dwa tygodnie.
    Masakra... No ale, to juz przeszlosc, nie mowmy o tym... sad((

    Teraz mam nowego kumpla i znowu jestem szczesliwy. smile)) Pancia na niego mowi
    Maly i wcale sie jej nie dziwie. Jest jakies 2 kilo mniejszy, ode mnie rzecz
    jasna, hehe. Wygrywam w przedbiegach. Smieszny ten Maly jest - nie umie jeszcze
    wszedzie wskakiwac, albo zapomina chowac jezyk i siedzi z takim wywalonym, a
    Pancia sie wtedy strasznie smieje. Maly lazi za nia i mna krok w krok i
    psoci... I znowu jest z kim pobrykac, i kogo lac. smile))

    A Pancia zaczela mowic na mnie Pasztet! Malpa jedna podejrzewa, ze gruby
    jestem. Niech lepiej na swoje "boczki" popatrzy! ;P
  • 1966f 23.03.06, 19:50
    Nazywam się Plusia wszyscy myślą że dlatego bo się pluje ale ja mam po prostu
    pluszowe futerko.Pani kupiła mi fajnego jeżyka też pluszowego.Ale moje starsze
    przybrane siostry mi go zabrały i gdzieś schowały.A teraz "sklerozy" nie
    pamiętają gdzie.A ja jestem jeszcze mała i musze mieć zabawki bo do kwiatków
    jeszcze nie doskocze.Narazie nie ha ha ha....
  • joanna.c 22.03.06, 19:27
    Witajcie!!! Już tu dwa razy się wypowiadałem. Misiek jestem. Coś tu o wannie
    piszecie i zasłonkach. Ja to mam fajową zabawę. Jak moja pani idzie do łazienki
    i siada na takim śmiesznym białym krześle z przykrywką, ja zaraz wskakuję na
    kosz i na jej kolana albo od razu na jej plecy. Czasami sobie ostrzę pazurki o
    koszulkę, ale pani się wtedy wkurza. Nie może mnie strząsnąć, bo wbijam się
    pazurkami. No to idzie taka pochylona [hi,hi] ze mną na plecach i jeszce
    bardziej sie nachyla nad stołem lub czyms innym. I ja wtedy łaskawie
    schodzę.Pani leci znów do łazienki i smaruje plecy jakimś wacikiem. Chyba
    rzeczywiscie za mocno ją drapię, bo ostatnio zamyka mi drzwi przed wąsami i nie
    mogę wejść. Ale znalazłem nowy sposób-jak tylko się pochyla, np zakłąda buty,
    albo sprząta nasze kuwetki to od razu ląduje na jej plecach i się kłądę.Pani
    ostatnio jak ma się pochylić, to się ogląda profilaktycznie, gdzie jestem. Jaja
    jak berety. Czasem pani zakłąda korale albo narzutke z frędzelkami -to mam
    ubaw!!!Ale etraz pani wszytko chowa dos zafy i nie zdążę poszaleć.Moja
    koleżanka Misia w ogóle tak nie robi, nie wiem-nie zna sie na zabawie? a może
    jako koteczka trzyma z panią-ech te baby! Nie wiem dlaczego pani od dwóch dni
    chodzi jakaś poddenerwowana, ciagle głąszcze nas za uszy i łaskocze, a dziś
    wieczorem zniknęły miseczki z jedzonkiem. Mówimy jej,żeby wyciągneła te
    miseczki i dała nam jeśc, ale ona smutno na nas patrzy i mówi,że nie można, bo
    jutro idziemy do pana doktora i trzeba na czczo być. Już parę razy byliśmy, ale
    teraz pani jakas mocniej zdenerwowana jest. sama ma egzamin w sobotę i nie może
    się uczyć.
    Juz raz zwaliłem drzewo, które było naskąłdane do palenia w kominku. Niedawno
    też tak zrobiłem. Nikogo w domu nie było, a jakiś kretyn nie umie tego ukłądać
    i znowu wszystko zleciało az sciana się obiła. Czułem,że źle zrobiłem i jak
    usłyszałem,ze pani przekręca klucz w zamku, nie leciałem od razu tylko
    siedziałem grzeczniutko w odpowiedniej odległości. pani weszła, zobaczyła stos
    wywalonych polan i rzekła "A toż co znowu!!!", popatrzyła na mnie. tak chiałem
    podleciec i przywitać się , ale głupio mi było,że narozrabiałem. Pani weszłą na
    górę po schodach . I jej chyba tez było głupio, bo spojrzała na mnie i
    zawołała "Misiu, no chodź!!!". Poleciałem z prędkoscia światła, mało łapek nie
    połamałem. Dziwna ta pani. zamiast mnie zdielić ścierką [tak jak wtedy, gdy
    wygrzebuję ziemię z doniczek o czwartej nad ranem], to dała jeśc i mówiła do
    mnie "łobuz jeden". Ganiam się w kółko z misią, ona taka piękna koteczka się
    zrobiła, zaczęlismy sie nawet przytulać tak jak kotą z kotą.Fajne to jest.
    Czasami chcę zwiac na podwórko, ale pani w ogóle mi nie pozwala. Parę razy
    złapała mnie przy drzwiach i mówiła "Nigdzie nie bedziesz wychodził. Juz był tu
    taki kocik Mruczek i nie dożył roku, bo wyleciał na ulicę pod samochód", zaraz
    była strasznie smutna i nawet obcierała twarz, bo nagle jakies krople na
    policzkach się pojawiały.Co to ten samochód, to nie wiem, ale chyba coś złego
    dla nas.Patrzymy czasem z Misią przez szybę na ptaki , które siedzą na
    pobliskim drzewie. Fajnie by było takiego złapać.
    Ciekawe po co my idziemy jutro do tego pana doktora, przeciez jestesmy zdrowi.
    W kazdym razie trzymajcie kciuki za nas i za naszą panią-bo ona jakas taka
    zmartwiona, nie wiedomo dlaczego.
    Misiek, Misia
  • magdaksp 22.03.06, 20:00

    ja to ostatnio mam niezły ubaw z moim państwem.dzis naprzykład drapałam sobie zawzięcie w wykładzinke która lezy pod moją miseczka noi drapię i drapię no i udało mi sie wywalic obie miski!najlepszy ubaw był ztej z wodą,no ale widac pani na takich żartach sie nie zna bo zaraz zaczęła krzyczeć.zabawne było to że gdy wylałam te miske drugi raz z rzedu to pani zaczęła mnie gonic po całym mieszkaniu ale był ubaw!prawie tak jak w nocy gdy pan wychodził z sypialni cztery razy chyba poto żeby sie ze mna pobawic ,nie jestem pewna bo troche pokrzykiwał i wogóle jakis taki wkurzony był.znalazłam szklane kulki i poprostu nie mogłam oprzec sie temu żeby je poturlac po mieszkaniu pan chyba tez lubi takie kulki bo zabrał mi je i schował.egoista jeden przeciez moglismy pobawic sie razem.
    --
    "jestem kibicem INNEJ drużyny'
  • joanna.c 22.03.06, 21:34
    Masz rację, kulki są super. Jeszcze lepsza jest pokrywka od słoika!!!!!!!!To
    dopiero zabawa! Ale te ludzie to w ogóle się na tym nie znająsad Ja raz
    wyciągnąłem taką pokrywkę ze zlewu, spadła na podłogę, zacząłem ja przesuwać.
    Hałas niesamowity-ekstra szuranie!!!Ale pani powiedziała,że nawet filmu nie
    może raz w życiu obejrzeć i zabrała mi pokrywkę. To po co te pokrywki w zlewie
    albo na stole zostawiają-w ogóle nie rozumiem, przecież wiadomo,że to dla nas
    do zabawy. Tak jak kwiatki w doniczkach. Dwa dni temu pojawił sie taki fajowy
    kwiat z waskimi liścmi. W dzień pani nas jakos przeganiała, ale w nocy udało
    nam się go złamać w połowie-o wiele lepiej wyglądał taki rozczapierzonysmile)))Ale
    pani w ogóle się taki nie podobał-jeden koniec wsadziła do słoika z wodą,
    reszta została przeniesiona w bezpieczne miejsce. Po co pokazują nam te
    zabawki, a potem zabierają????Dziewni, naprawdę. Niektórych nie zabierają-
    ostatnio siostra naszej pani kupiła nam dwie myszki. Ale fajowe one są!!! Można
    skakać, targać. super. Dobrze,że chociaż te myszki nie są im potrzebne do
    zabawy.
    Ech, idę szukać pokrywki. Zarcia nie ma w miseczkach, z Misią w ogóle nie
    rozumiemy co jest grane.
    Pozdrawiamy
    Misiek z Miśką
  • senna_ropuszka 23.03.06, 23:14
    Hej.
    Dziś od rana prześladuje mnie spojrzenie Pani, które rzuciła widząc mnie z
    Pierzastym Jedzeniem, co je na balkonie świtem upolowałem. Phi.
    I pomyśleć, że tak się cieszyłem! Taki byłem dumny! Poczułem się prawie jak
    Czarna Pantera albo inny prawdziwy Mroczny Zabójca...!
    W dodatku musiałem znieść te poniżające czynności z wodą i mydłem, po których
    miałem ohydny smak na języku i mokre futro. Ledwo co sie wylizałem. Normalnie
    to zły trochę byłem.
    A dzieci to mnie nawet dziś nie pogłaskały...sad(((
    Przespałem calutki dzień, a teraz próbuję się Pani trochę poprzymilać.
    Włączam to swoje zabójcze spojrzenie bruneta, robię żałosne "miau" (nie, żebym
    się kajał, czy coś) i łażę za nią cały wieczór.
    Bo jak mnie Pani tak nie lubi, to normalnie aż niestrawności dostaję ze
    zmartwieniasad(((
    A swoich niestrawności to już dziś chciałbym mojej Pani oszczędzić...
    Pozdro.
  • magdaksp 31.03.06, 00:02
    up

    --
    "jestem kibicem INNEJ drużyny'
  • joanna.c 31.03.06, 09:42
    To znów ja-Misieksmile
    Tydzień temu zniknęły miseczki, głodni bylismy z Misią i nie wiedzielismy, co
    to za kawały pani nam urządza.Potem pojawiła się torba, w której czasami nas
    się przenosi do pani lub pana w białym fartuchu. "Oj, niedobrze"-pomyślałem. I
    było duuużo biegania za mną w celu złapania. Niestety, jakoś się im udało.
    Podróż trwała jakoś dłużej niż zwykle, pani zamówiła coś, co się nazywa
    taksówka. Jak jechaliśmy, to chiałem wyrazić swoje zdanie dobitnie, co o tym
    wszytkim myślę. I wtedy kierowca zapytał "Co? mruczek zachorowł?" Pani nie
    wdawała się w dyskusję, powiedziała tylko,ze jakiś katarek [pierwsze
    słyszę!!!]. Iwtedy odezwała się się Misia z innej torby. I kierowca zupełnie
    stracił orientację, co jest grane i ile tych kotów z nim jedzie. Więc się
    więcej nie odzywał.W poczekalni nie było nikogo. Potem przyszedł duuuży pies z
    panem. Tak sie wystraszyłem, że wskoczyłem mojej pani na szyję i tak sobie
    cichutko siedziałem. Ale pies w ogóle się nie odzywał, spojrzał na mnie jakoś
    tak z politowaniem i był spokój. Potem dostaliśmy z Misią jakieś zastrzyki. Po
    nich robiło nam się coraz słabiej i zasnęliśmy.Obudziliśmy się już w domku.
    pamiętam, że coś przy moich łapkach się działo, ale nie miałem siły podnieść
    powieki.Koniec końców ja miałem przy pupie jakieś sterczące nitki, a Misia była
    w jakimś dziwnym zielonym kubraczku. łady ten kubraczek, ale w ogóle jej sie
    nie podobał i bez pzrerwy go zrzucała i obgryzała tasiemki. Nitki, które miała
    na brzuszku wygryzła już pierwszej nocy i na drugi dzień pani znów z nią
    jeździła do lekarza, bo wróciła znów z nitkami. Ale po dwóch dniach znów je
    sobie wyciągneła. Ja nic nie ruszam. Ciagle krąciło nam się w głowach, łapki
    były takie jakies nie nasze, ciągle się przewracalismy, a pani bez przerwy nas
    pilnowała. Już wiem, co sie działo z naszymi łapkami, jak spaliśmy-pani nam
    perfidnie obcięła pazurki!!! Coś takiego!!!Jak tak można!!!Ale przynajmiej
    teraz nie wygania mnie ze swoich pleców i nie musi niczym zadrapań smarować.Już
    całkiem wyzdrowieliśmy po tych zabiegach, jemy, fruwamy, a pani jest coraz
    bardziej uśmiechnięta. Ze względu na to,że te nitki mi tam z tyłu sterczą,
    żwirek w ogóle mi się nie podobał, to załatwiłem swoje kuwetkowe sprawy na
    dywanie-takim puszystym i mięciutkim. I o dziwo pani w ogóle sie nie
    zdenerowowała. To teraz juz załatwiam sprawy tam, gdzie trzeba, bo głupio mi
    się zrobiło.Misia powyciagała swoje nitki, jutro mamy jechać znów do weta. Ale
    chyba to będzie krótko-nie lubię tych wyjazdów. Trzeba siedzieć w torbie, nic
    nie widać, wszędzie hałas,po samochodzie chodzić nie wolno-zwyczaje jakieś
    durne!!!Juz przyszła wiosna, coraz wiecej pierzastych fruwa, alenas pani w
    ogóle nie wypuszca. Uparła się jak osioł dardanelski. Jak myła okna, można było
    zwiać, ale się nie udało, niestety.
    Kończę, bo coś chyba wpada do miseczek i Misia juz poleciała jeśćsmile
    Pozdrawiam
    Misiek z Misią
  • bellisea 07.05.06, 19:35
    moze zdacie relacje co ciekawego wasze kotki wymyslily? Wiosna przyszla....wiec
    reaktywujmy "pisarski watek".
  • senna_ropuszka 09.05.06, 09:50
    Cześć, Kociaki!
    Nie pisałem nic, bo...hmmm...delikatna sprawa.
    Depresję normalnie mam sad
    Czarną depresję! (czy koty, dla przykładu, w łaty, mają łaciate depresje?...)

    Byłem na świętach u matki mojej Pani.
    O bogowie...jak tam było CUDONIE!!!
    Miałem podwórko, wspinałem się na drzewa, ganiałem się z tubylcami, spałem w
    słońcu, tarzałem się w piasku, jadłem trawę i przekąski ze specjalnych wysokich
    pojemników na kocie żarcie, (co je potem wypróżniają goście do wielkiego
    pomarańczowego samochodu- co za marnotrastwo!), goniłem ptaki, łapałem
    muchy...i to wszystko przez dwa tygodnie...ech.....sad((((

    A teraz siedzę jak ten ciul w swoim mieszkaniu i wpadam w deprechy. Nic mnie
    nie cieszy sad Czasem muchę upoluję, czasem pobawię się w chowanego z moja
    Panią, albo rzygnę na chodniczek...i tyle atrakcji.
    Jedna myśl nie daje mi spokoju. Pomyślałem, że...nie, żebym był jakiś
    niewdzięczny!!!...ale pomyślałem sobie, że może ja bym się do adopcji oddał
    matce mojej Pani?...
    Chociaż moją Panią kocham najbardziej na świecie, to przy takiej pogodzie moja
    miłość jakoś więdnie i usycha...

    Dziś znów muszę pogadać z moją Panią. Tylko, że ona nic nie kapuje. Ja jej
    wyłuszczam problem, a ona patrzy na mnie rozbawiona jakaś i mówi: "miauuuu", ja
    znów tłumaczę, a ta znów miauczy. I tak w kółko.

    Ludzie to czasem jacyś niedorozwinięci.
    Pozdro!
  • boe_ 09.05.06, 19:42
    cudne!!!!smile))))
  • a.polonia 10.05.06, 18:07
    "Uwazam, ze picie wody z miski, ktora stoi obok jedzenia jest strasznie nudne"
    pomyslal Leo. "Znacznie ciekawiej pije sie ze szklanek, ktorych uzywaja moje
    Otwieracze Do Puszek. Przekonalem ich, ze tak bedzie fajniej i dostalem wlasne
    dwie szklanki, jedna stoi na stole, a druga na szafce. No, niech im bedzie,
    chociaz nadal uwazam, ze woda pita z ludzkich szklanek smakuje o wiele lepiej.
    Niedawno zauwazylem pewna prawidlowosc. Jak wloze lape do szklanki i lekko ja
    przechyle, to szklanka sie przewraca, zawartosc wylewa sie, a picie z kaluzy,
    ktora pojawia sie na stole i na podlodze jest jeszcze fajniejsze! Robie tak
    wiec od kilku dni, srednio dwa razy dziennie, najczesciej w towarzystwie
    Zenskiego Otwieracza do Puszek. Oprocz przewroconej szklanki i kaluzy jest
    jeszcze jedna prawidlowosc. Otwieracz dosadnie wypowiada wtedy takie slowo na
    K, nie pamietam juz jak ono brzmi w calosci. Nastepnie przynosi taka fajna
    szmatke, kladzie ja na kaluzy i macha we wszystkie strony, a ja probuje szmatke
    zlapac, swietna zabawa!"
  • mist3 10.05.06, 21:16
    Ja z kolei twierdzę, że jedzenie mięska z miseczki jest oznaką złego wychowania.
    Kulturalny kot wyciąga sobie mięsko na dywan i dopiero tam je zjada. Czasem
    jeszcze lepiej jest najpierw mięskiem sobie porzucać - o wiele lepiej wtedy
    smakuje. Moja Osobista Poduszka czasem się z tego powodu złości - co prawda
    zrezygnowała z uczenia mnie jedzenia z miski, ale kupila mi specjalny dywanik -
    jednak to nie jest to samo, co kolacja na dużym zielonym dywanie.
  • netka6666 11.05.06, 10:23
    No cześć Wam. Maciek jestem. Mieszkam z Balbiną i dwójką służących na Śląsku.
    Tak czytam co piszecie i myślę sobie że to szkoda że nie mam tej wanny.
    Prysznic mam duży. Można podglądać Panią. Najfajniej jest jak zostawią uchylone
    drzwi i można pobrodzić po wodzie. Przed prysznicem leży biały trawnik do
    sikania dla Balbiny. Ja nie wiem czy nie zrezygnować z kuwety. Z trawniczkiem
    jest zabawa. Trzeba się tam zesikać a później Cię fajnie gonią. Ale ja nie o
    tym chciałem. Kurde koty, ilu z was ma w domu takie pudełko burczące do mycia
    miseczek?? Ale jazda. Mówię Wam. Jak burczy to trzeba szybko biec i obserwować.
    Położyć się w zlewie i patrzeć w kanałek jak wycieka woda. Uzależniony
    normalnie jestem. Nadaje się świetnie na legowisko. Polecam drzemkę na
    burczącym i w środu. Zmywarka się to chyba nazywa bo coś tak Pani krzyczy żebym
    wy.... ze zmywarki. Kuchnia jest odjazdowa. Blat taaaki długi. Czasem
    zostawiąją tam dobre rzeczy i robimy z Balbuchą akcję. Trzeba wypatrzyć aż
    teren będzie pusty. Ściągamy wszelkie worki z blatu. Zawsze są w nich dobroci.
    Ja spycham a Balbina rozpakowywuje. Kiełbasą dzielimy się na pół i kawałek
    zostawiamy Panu bo on strasznie krzyczy jak to widzi. Bez sensu jakoś. Kupuje
    nam jedzenie, które same se podajemy żeby go wyręczyć i krzyk. OK, muszę lecieć
    bo już 2 godziny nie spałem..... Się odezwę potem.
  • a.polonia 11.05.06, 10:36
    Maciek, z ciebie to dopiero szczesciarz, masz dostep do blatu!!
    Probowalem kilka razy, ale nie udalo mi sie wskoczyc, a szkoda, bo mysle, ze to
    jest bardzo fascynujace miejsce. No nic, jeszcze chwila i bede wystarczajaco
    duzy i bede sobie wchodzil sam! Czasem probuje przekonac moje Otwieracze
    donosnym wrzaskiem, ze blat to jest jak najbardziej miejsce dla mnie, ale nie
    sluchaja. Czasem sie przyczaje, jak ktores z nich stoi obok i probuje sie
    wspiac po nogach, ale ostatnio Zenski Otwieracz byl w spodnicy, a w gole nogi
    bardzo trudno wbic pazury i na razie zaniechalem prob....
  • netka6666 11.05.06, 10:48
    Spoko młody. Trza Podawaczom Jedzenia pokazać, że sie opłaca nas wpuszczać. Ja
    to resztki dojadam i sprawdzam zawartość pudełka z chlebem. Chlebak sie to
    nazywa i służy do spania wnim. Trza tylko wygrzebać i wyrzucić pieczywko z
    niego. Ja to się nauczyłem wchodzić na blat tak: wskakujemy na parapet okna,
    potem na kwiatka i z kwiatka na blaciksmile)) Na parapet można wskoczyc z
    krzesełeczka. Pozdro młody i trenuj chłopie!!!!
  • a.polonia 11.05.06, 10:57
    U nas w kuchni nie ma krzeseleczek ani innych takich, do parapetu mozna dostac
    sie dopiero wlasnie po wskoczeniu na blat, a na parapecie - BAZYLIA - milosc
    moja.
    Udaje mi sie za to czasem wskoczyc do lodowki, ale zanim zdaze zlapac kurczaka,
    juz mnie stamtad wyrzucaja, musze pocwiczyc refleks.
  • foxie777 11.05.06, 16:45

    Jak juz pisalam, Foxie przynosi rozne stwory do domu.
    Ostatnio byly dwa pierzaste, Panstwo byli bardzo niezadowoleni.
    Pan zalozyl jej dodatkowy dzwonek.Teraz jak idzie to jest straszny
    halas. Ciekawe czy ta madrala teraz cos upoluje.Ja bym bardzo
    chciala, ale jak juz pisalam sama nie wychodze.
    Jedyne co mi sie udaje to jaszczurki, ktore czasami wchodza do domu.
    Dalej drapie kanape, i Pani wspomina cos o przycieciu pazurkow, ale Pan
    stanowczo oponuje.Pani powinna byc szczesliwa, bo ja to robie
    tylko na starej, a nowej do tej pory nie ruszylam.
    W sumie nie moge narzekac.Uwazam, ze moja Rodzina poza Foxie
    jest swietnie wytresowana.

    pozdr



    pozdr
  • pinos 11.05.06, 20:04
    Nie no, blat - w przeciwieństwie do wanny - to mnie zupełnie nie kreci. Wysoko
    tak jakoś i w ogóle. no, chyba że Świstek obiera wedzoną makrelę - wtedy jej
    pomagam, przytrzymuję łapą skórę i w ogóle...
    Dziś było fajnie. Wczoraj świstek poszedł do Pani Co Przychodzi Z Psem Fuka Na
    Mnie Ale Ma Bardzo Miękkie Kolana i przyniosłs kwiatki. Potem długo cos robiła
    na balkonie, szorowała, wymiatała, i dziś... dziś spędziliśmy część popołudnia
    na balkonie. Ja leżałem sobie zwinięty w koszyczku, od czasu do czasu wąchając
    bazylię - taką w wiklinowym koszu świetnym do ostrzenia pazurków - a Świstek
    czytał. Super. Słoneczko przygrzewało, wiaterek wiał...

    Tylko Jovi gdzies nam zginął. Nie ma go od kilku dni, i nawet jego połowa łóżka
    nie pościelona... ciekawe - muszę wyptyać Świstka.

    --
    Na Wojtusia z lodóweczki...
  • a.polonia 11.05.06, 22:44
    Chlopaki, ale mnie dzisiaj wymeczyli!
    Przed chwila. Zalozyli mi taka czerwona uprzaz, nie dosc, ze uprzaz, to jeszcze
    CZERWONA i wyprowadzili za tajemnicze drzwi! A za tymi drzwiami schody w dol,
    ale frajer nie jestem, nie zszedlem, zaparlem sie i mysle - co bedzie dalej?
    sila mnie zaciagniecie? O co w tym wszystkim chodzi? Otwieracze zniosly mnie na
    dol, postawily kolo krzaka i sie patrza. No to, mysle sobie, co mi szkodzi,
    krzaki przeciez moge obwachac. Daleko nie dalo sie pojsc, bo do uprzezy
    przyczepiony jest sznurek, ktory kontrolowany jest przez zenskiego Otwieracza,
    ale i tak bylo ciekawie. Zawsze to jakies nowe doswiadczenie, nie? Moze jeszcze
    kiedys sprobuje, moze TAM jest wiecej much i innych owadow?
  • senna_ropuszka 11.05.06, 23:25
    No, Bracie, toś mnie nastraszył!
    W szafce w przedpokoju widziałem też takie czerwone na szyję i z długim
    sznurkiem. Sam nie wiem, co o tym myśleć...Bo niby jeszcze nie miałem z tym (w
    tym!?) przyjemności, ale skoro TO JEST... może moja Pani knuje przeciw mnie i
    zamyśla okryć mnie wstydem przed wszystkimi podwórkowymi kotami??!
    Nooo, moi państwo, na parady wolności to ja się w najbliższym czasie
    NIE WYBIERAM!!!

    O matko, nie zasnę terazsad((((
    Będę się martwił, martwił, aż mi ogonek obwiśnie...
    Ech...

    Pozdro!



  • pinos 14.05.06, 14:47
    Czerwone szelki i sznurek to mi Jovi zakłada, jak zmieniamy miejsce. Najpierw
    siedzimy w takim małym - to znaczu oni siedzą, a ja chodzę, i tylko sznurka nie
    zawsze starcza i nie mogę przejść do takiego jednego, co kreci kółkiem.
    Ale potem jak już zmienimy miejsce na dobre, to mi zdjemują.
    Jeszcze żaden kot się nie smiał, więc się nie martw... A, i to zupełnie nie
    boli.
    --
    Na Wojtusia z lodóweczki...
  • a.polonia 14.05.06, 22:33
    No nie wiem, na razie jeszcze nie jestem przekonany, ale i tez nie probowali
    drugi raz. Zamontowali mi natomiast takie wysokie cos, na czym moge sobie
    ostrzyc pazurki i wspinac sie do gory albo spac w takich miekkich domkach.
    Jestem nastawiony sceptycznie, zaczekam, jak otwieraczy nie bedzie w domu i
    dopiero sie zapoznam lepiej z nowa zabawka, na razie robi wrazenie, do samego
    sufitu!
  • senna_ropuszka 05.06.06, 18:24
    Hej, Bracia i Siostry!

    Dawno nie pisałem. Bo tak naprawdę, to nic się nie dzieje. Znalazłem sobie
    tylko ostatnio fajne miejsce na (całodzienne) drzemki, a mianowicie na
    najwyższej szafie w domu. Mam tam liczne kocie towarzystwo. Kocie, bo moja Pani
    mówi na nie: koty kurzu. Ja nie wiem, po co to kurzu do kotów. Czy to jest to
    samo, co kurze? Bo kurze mięsko to dla przykładu już poznałem, i wcale nie
    miałbym nic przeciwko temu, żeby zamieszkało na mojej szafie. Ale niepodobne
    jakieś. Może tylko daleko spowinowaceni.

    Miałem jeszcze parę dni temu niemiłą przygodę żołądkową. Szła mniej więcej tak:

    Moja Pani trzyma w szafce jedną dziwną rzecz. Ta rzecz ma kabel (jak kiedyś się
    nim zająłem, to Pani w podziękowaniu zrobiła mi darmowy przelot przez pokój i
    korytarz). Ma też światełko, kłującą rzecz na dole, i robi: "du-du-du-du-du", a
    dołem przesuwają się części Paninego futra, co je Pani wcześniej nożyczkami
    kroi. Zakradłem się więc klasycznie do szafki i zaglądam...I cóż moje piękne
    oczy widzą??? Śliczna, doprawdy ŚLICZNĄ NITECZKĘ!!! W dodatku czerwoną. Więc ją
    zacząłem żuć, a to okrągłe, na które jest nawinięta, zaczęło sie kręcić.
    Frajda, że hej! Siedzę sobie grzeczniutko i żuję, jakiś czas dłuższy już, a tu
    Pani wchodzi do pokoju. Futro mi się na ogonku postawiło, myślę: zaraz mi
    zabawę zepsuje!
    I miałem rację... Pani, co ją tak kocham, jak tylko kocie serce może, cap mnie
    za wszarz, i niteczkę moją kochaną wyciąga...! Ciągnie i ciągnie, w środku coś
    mi się skręca, rzyganko prawie świat ujrzało, wołam, żeby skończyła tę chińską
    torturę, bo jak nie, to jej wszystkie kwiatki rozgrzebię i podleję...!
    Ufff...wyciągnęła ze mnie na oko cztery metry niteczki...
    Ech...a była już NAPRAWDĘ MOJA...! sad((((

    Ciągle się zastanawiam, za co ją tak kocham, tę Panią moją.
    Hmmm...pomyślę o tym jutro.

    A teraz idę na michę.

    Pozdro!
  • a.polonia 06.06.06, 00:24
  • pinos 07.06.06, 09:46
    Cześć. Tu znowu ja, Mirmił.
    Nie pisuję za często, ale mam usprawiedliwienie - nic, tylko mnie mucha tse tse
    ugryzła. Nie robię nic nnego tylko spię i śpie. Spanie jest fajne, ale ja
    czasami juz nie chcę spać, a oczka mi się same zamykają. No i leci mi z nosa, a
    Świstek mówi że to typowy objaw. Pani Wet nic nie znalazła, więc się tylko
    przeszedłem do lecznicy. A, i zimno mi w dodatku. Dobrze że Świstek też w nocy
    marznie, i nakrywa nas oboje kołdrą po uszy...

    I nawet na balkonie na słoneczku posiedzieć nie można... wiatr taki, że kiedy
    ostatnio wyszedłem, podniosło mi tylne łapki do góry...

    No idę spać normalnie.
    --
    Na Wojtusia z lodóweczki...
  • netka6666 07.06.06, 12:20
    Czołem!!!!
    Maciek pisze. U mnie też po staremu. Choć może nie tak do końca. Pani mówi
    coraz częściej, że trzeba mnie wyka.. wykasta, wykastrować. O. Bo ponoć
    dorastam. Nie wiem co mają na mysli ale to chyba cos strasznego jest. Nie wiem
    czemu. No co im przeszkadza to moje sikanie na buty i jeszcze w kilka innych
    miejsc???? Ich sprawa, że chodzą w jedno miejsce to załatwić. A ja muszę
    pozaznaczać przecież wszystko!!!! Narazie jest spoko, nie ma odważnych żeby ze
    mna iść do weta na tą kas... no wiecie. Raz jak się zesikałem Panu do buta to
    było cienko. Szmatą dostałem i mieli mnie juz zanieść ale te moje słodkie oczka
    zrobiłem i teraz słysze od 2 tygodni, że jutro. Balbina tez podpadła. Zeżarła
    żabkę z akwarium na lodówce. W sumie uważam, że nie słusznie Pani na nią
    krzyczała. Dali takie akwarium i trzymali żabki niby po co??? No tośmy ją
    podtuczyli i potem zeżarli. Ja to mam smaka na ryby z dużego akwarium w pokoju.
    Wypatrzyłem kilka dla siebie. Wczoraj próbowałem odsunąć klapę. Dziś też
    popróbuję. Czy wy też obrywacie za wyżeranie dobroci z garnków na piecu?? No po
    co niby oni zostawiają smakowitości jak nie dla nas. Ja to tam wszystko odrazu
    pożeram z michy a nie zostawiam na później. OK, lecę się zdrzemnąć bo dziś
    spałem tylko 12 godzin i jakoś niedospany jestem. Trzymajta się!!!! Maćkowski
  • adrzewoj 08.06.06, 09:04
    Obawiam się tej kastracji. Ja byłam kiedyś u weta, wygolili mi łapke, dali
    zastrzyk, potem zasnęłam, nie mogłam się rozbudzić, podłoga mi uciekała spod
    łapek przez parę godzin, wymiotowałam i musiałam kilka dni nosić wstrętny
    zielony kaftan. Jak go zdjęli, to miałam brzuch wygolony i taką bliznę podłużną.

    A przed tym wyjazdem - CAŁY DZIEŃ NIC NIE DALI JEŚĆ!!!

    No koszmar jakiś. Głód i poniewierka, i ten kaftan!

    Mała Jaśmina też przez to przeszła.

    Coś mi się wydaje, że chcą Ci wyciąć Twoje Pomponiki...

    Pozdrawiam
    Rozalka.
  • capuccino_days 08.06.06, 09:34
    ale ten kaftanik to się super łatwo zdejmuje - starczy się mocno zwinąć w kulkę
    wziąść go z zęby i ciąąąągnąć
    tylko nie można mieć ogona
    trzymaj się, Nikita
  • netka6666 08.06.06, 13:14
    No też myślę o tych pomponikach. Pani mówi, że jeśli nie będę lał gdzie
    popadnie a tylko do kuwety to nie trzeba bo Balbi jest po operacji i nic nie
    narobię. Ale ona nie miała kaftanika i elegancko sie zagoiło jej wszystko.
    Staram się sikać tylko do buta i to raz w tygodniu. To chyba boli takie
    wycinanie pomponików bo jak otwieracze o tym mówia to takie smutne oczy mają.
    Ech......
  • capuccino_days 07.06.06, 13:30
    Cześć, mam na imię Nikita i już od dawna czytam o waszych doświadczeniach w
    hodowli ludziów i teraz postanowiłam też się odezwać.
    to co piszecie o spaniu, to mi bardzo znajomo brzmi – moja pani też tak ma,
    mogłaby spać z 6 a nawet 7 godzin na dobę jakby jej pozwolić! czasami to żadne
    miałki, drapanie, ani nawet chodzenie po żaluzjach jej nie ruszają!
    Teraz też jej nie ma – codziennie tak wychodzi z domu na kilka godzin i ja sama
    w domu zostaję – a ona na pewno gdzieś się chowa i śpi! ale za to jak wraca to
    się bardzo łasi – kładzie się na kanapie brzuszkiem do góry i ja muszę na ten
    brzuszek wskakiwać i ugniatać.
    Z garnków na piecu to ja raczej nic nie wyjmuję- raz próbowałam to mi się nagle
    jakoś tak ciepło zrobiło i wokół pojaśniało, a pani mnie od razu całą pod wodę
    włożyła i tak trzymała.
    a teraz idę porozgryzać oliwki co to je pani zostawiła na blacie bo zapomniała
    dziś przed wyjściem posprzątać - cześć
  • netka6666 07.06.06, 15:29
    Nikita-ja Ci coś powiem. Powiedz Twojemu otwieraczowi puszek co by Ci kolegę
    sprawiła. Ja to kurcze omało zawału nie dostałem jak przyniesli Balbinkę do
    domu. Zły byłem ale mi przeszło. Sam już nie zostaję w domku. Z Balbiną pogadac
    mogę, przytulić się i poszaleć też. O żarcie sie nie martw. Otwieracze dają
    mnie i jej jeść także spoko. A jak cos narobimy (hi hi), to nie wiedza które z
    nas i jakoś sie rozchodzi po kościach. Ze spaniem tych ludziów to faktycznie
    kłopot sam. Śpią i śpią. Najgorzej jest rano. Jak można spać o 5-tej rano jak
    my głodni jestesmy!!!!! Robimy wtedy akcję z Balbi i ugniatamy Panią i liżemy
    aż nie wstanie. Uparta bestia z tej naszej Pani jest bo śniadanie dopiero o 7-
    ej daje. Muszę ja tez potresować. Trzym się. Maćkowski smile))
  • capuccino_days 07.06.06, 15:41
    ja to może nawet bym się zgodziła na towarzystwo, ale u mnie jest problem taki,
    że ja mam dwa domy do doglądania. W jednym jest tylko jeden otwieracz - moja
    osobista pani - a w drugim otwieraczy jest dwóch. i co jakiś czas mój otwieracz
    do puszek zamienia się w nośnik transportera i jedziemy do tego drugiego domu.
    więc ja nie wiem czy moja pani by uniosła i mnie i Tego Drugiego Hipotetycznego
    Kota.
    a jeżdzić muszę, bo w tym drugim domu to mieszka też taki jeden mięśniak - cham
    okrutny i ja muszę pilnować żeby on się nie rozpanoszył za bardzo.
    swoją drogą to bardzo trudno tak nad nim zapanować, ale ja mam taką strategię,
    że prycham i warczę tylko na jego głowę - bo ona (ta głowa) jest tylko trochę
    większa niż ja, znaczy się mam szansę, prawda?
  • monikn78 08.06.06, 10:58
    też ostatnimi czasy jestem bardzo senny, też byłem u pani doktor ostatnimi
    czasy, wzieli mnie z durnego powodu-na koci przeglad coroczny-wariaci. niby nie
    daję sobie pazurków obcinać, a po co?? pani doktor powiedziała, że jestem ładny
    i zadban (cóż przegladam sie codziennie w lustrze, a i zdabać o siebie
    potrafię...), ale agresja 20 na 10. nie bardzo wiem jaka agresja? fakt trzymali
    mnie moi ludzie (ci od chrpek, saszetek i kuwety, ale i tak dałem im radę smile
    żaluzje u nas (U MNIE) też są na topie, świetnie się ze mna bawią, ja je
    zaczepiam, a ci wariaci mnie ganiają, świetna zabawa smile)) polecam kotom, które
    tego nie próbowały...
    co do spania to ostatni też jestem strasznie śpiący, z noska nic nie cieknie,
    ale jak rano wstaję z tymi od puszek to pilnując ich przysypiam na pralce, dziś
    to nawet nie wstałem z nimi, dopiero jak wychodzili ruszyłem się przypilnować
    czy aby michy napełnili.
    pozdrawiam inne forumowe koty
    kotik
  • a.polonia 10.06.06, 15:32
    Po raz pierwszy udalo mi sie wskoczyc na blat kuchenny, przede mna nowe
    doswiadczenia, nowe doznania i oczywiscie smaki!!
  • pinos 10.06.06, 20:39
    No, graruluję Leo. Choć mnie osobiście nie chce się tam skakać. Chrupki same
    wpadają do miski, a i cos innego też się czasem trafi.
    --
    Na Wojtusia z lodóweczki...
  • capuccino_days 10.06.06, 22:22
    Brawo! teraz świat stoi przed Tobą otworem!
    a próbowałes wsoczyć do zlewu? - tam to się dopiero dzieje...
  • mia72 15.06.06, 14:06
    Witam wszystkich...Miauuuu - jestem Klara, śliczna kotka (mówią mi to wszystkie
    sąsiedzkie koty, chociaż z przyczyn obiektywnych na gadaniu się niestety
    kończy...). Straszny koci oprawca, który mi statnio gmerał w brzuchu
    (wyhodowałm sobie parę kamyczków w pęcherzu) nazwał mnie co prawda "tłuścizną",
    ale przecież pewne krągłości dodają tylko sexappealu, nieprawdaż? Niestety, z
    powodu pomysłów mojej Pani od wczoraj przeżywam traumę i zupełnie nie wiem, za
    co mi to robi. Otóż brudzi mnie podobno po to, żebym się myła. Czy to logiczne,
    ja się pytam? Nie prościej po prostu nie smarować mnie tym masłem, które jakoś
    dziwnie w dodatku smakuje? Niestety, ona ma wsparcie w postaci drugiego
    osobnika i nie udaje mi się uniknąć tego upokarzającego wypaćkania. A
    słyszałam, że to na tym forum takie pomysły można znaleźć! I to ma być forum
    przyjazne kotom! Wstyd!
  • pinos 16.06.06, 11:25
    To dziwne. Świstek siedzi na forum codziennie, a jeszcze mnie masłem nie
    smarował. Hmmm... może coś narozrabiałaś?
    Wracam na poduszkę.

    PS.
    Przedwczoraj upolowałem ćmę. Bardzo była smaczna, tylko skrzydełka trochę
    łaskotały...
    --
    Na Wojtusia z lodóweczki...
  • mia72 18.06.06, 19:19
    Wydaje mi się, że rozrabiałam tyle, co zwykle... no chyba, że to miała być kara
    za uporczywe koncertowanie pod drzwiami. Ale sami są sobie winni - trzeba było
    mnie wypuścić, a nie trzymać w domu - a tam wszystkie myszy za oknem grają mi
    na nosie oraz ptaki na dziobie. Na szczęście chyba nie wytrzymali presji, bo od
    wczoraj wreszcie zwrócili mi wolność - od razu im udowodniłam, że zrobili
    dobrze, przyniosłam im na zakąskę do kawy piękną mysz. Niestety, nawet nie
    pozwolili mi się nią pobawić, od razu zabrali, chyba byli bardzo głodni... a
    byłoby dużo zabawy, bo całkiem jeszcze żywa była...Niech mają. Ale masło nadal
    ląduje na moim pysku. Już ja wymyślę jakąś słodką zemstę...
  • capuccino_days 24.06.06, 13:29
    HEEEJJJ - część kotkismile to ja Ni-ni-nikitaaa, byłam właśnie u pani weterynarz -
    co za klawa babka z niej, nie wiem czemu jej nie lubiłam do tej pory.
    moja pani mówiła, że coś z zębami mi będzie robić, ale ja nyc takiego nie
    pamiętam, nycanycanyc... baaardzo jest fajnie - tylko jak mnie nie było to pani
    dom przemeblowała i jakoś tak się trudno chodzi. oj moment, przepraszam, ale
    wiatr zawiał i podłoga się od tego rozbujała, ojojoj - ja sobie lepiej usiądę,
    albo sięprześpięmomencik - no to paaaa...
    ps. wiecie co to jest kac - bo moja pani coś o tym właśnie wspomniała - czy to
    się je? dobre jest?
  • mia72 24.06.06, 19:09
    Ja to świetnie znam...takie przemeblowania to były już parę razy... A kac jest
    nie za dobry, bo po meblach skakać nie pozwala (coś z koordynacją ruchów nie
    tak) no i niby jeść się chce, a siedzi się nad miską i nic - jedzenie do pyska
    samo wchodzić nie chce...
  • pinos 27.06.06, 00:45
    Kac nie jest fajny, bo ćmy strasznie wtedy głośno tupią.
    --
    Na Wojtusia z lodóweczki...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka