Dodaj do ulubionych

kot a wyjazd

14.06.06, 11:02
witajcie! tym razem zapytanie wakacyjne. we wrzesniu wyjezdzam na dwa tygodnie
i pojawia sie problem co bedzie najlepsze dla mojej kotki. sa trzy wyjscia:
1) ktos bedzie przychodzil raz dziennie, karmil ja, czyscil kuwete
2) zawioze ja do tesciowej
3) ktos zamieszka na miejscu
ad. 1 no tak, ale mala czula by sie samotna sad
ad. 2 tesciowa ma juz kota, nasze kotki sie poznaly - spedzily ze soba 3 dni i
mowiac delikatnie, nie bardzo sie polubily...
ad. 3 to byloby chyba najlepsze rozwiazanie, ale bedzie mi trudno kogos
znalezc, bo moja kicia jest malo przyjemna dla ludzi (za wyjatkiem domownikow)
i prawie wszyscy sie jej boja...
kurcze, juz sie zamartwiam jak to rozwiazac. niestety nie moge zabrac jej ze
soba (zreszta podroze samochodem bardzo zle znosi)
jak wy rozwiazujecie takie sytuacje?
i przy okazji: marzy mi sie jeszcze jeden kotek, ale czy piecioletnia bojowa
pannica nie obrazilaby sie? nie chcialabym zranic jej uczuc smile
--
"everything can have drama if it's done right. even a pancake."
Edytor zaawansowany
  • inga34 14.06.06, 11:33
    Zazwyczaj Biszkopt jeździ z nami - b. szybko się aklimatyzuje w nowych
    miejscac. W sytuacjach innych - gdy nie mozemy go zabać - zawożę go do
    znajomych - był tam 2 azy i juz czuje się jak u sibie.
    --
    Biszkopt
    Zapraszam do Cafeart
    Moja Galeryjka
  • patrysiass 14.06.06, 11:39
    No tak problem ciężki do rozwiązania.
    Nie wiem co Ci poradzic...
    Jak u mnie w domu byl remont to rodzice byli caly czas w domu z kota i psami.
    Na noc chodzili do znajomych (bo w mieszkaniu nie zabardzo bylo miejce) a kota
    ktora strasznie przezyla pierwsza noc u znajomych (podroz samochodem i nowe
    miejsce) zostawala potem sama na noc. Tak bylo przez 2 tygodnie. Ale w ciagu
    dnia ktos caly czas byl.

    Co do drugiej sprawy ja dokocilam -letnia krolewne 5-miesiecznym kocim bobasem.
    Nie obrazila sie, chyba w koncu odkryla ze nie jest psem wink))
    Przedtem cale zycie spedzila z psami (od 3.tygodnia zycia) wiec miala pare
    psich odruchow (jak np przynoszenie chrupek na fotel w salonie, warczenie, jak
    byla mala to nawet na komende "siad" jak psy siadaly to ona razem z nimi itp).
    Teraz mam 100% dwie kociczki w domu. Kotce na pewno dobrze zrobi towarzystwo.

    Pozdrawiam

    Patrycja
  • magdaksp 14.06.06, 12:16
    gdy my wyjezdzalismy na tydzien to sprowadzila sie moja siostra i opiekowala
    kotem oczywiscie moze ktos takze przychodzic ale mysle ze jak jest mozliwosc
    sprowadzenia sie to chyba jest to dobre rozwiazanie
    --
    Koty

    Jeszcze tego lata, jeszcze tego lata IRAN będzie mistrzem świata!
  • misia007 14.06.06, 13:23
    Najlepiej żeby ktoś z kotka zamieszkał, jesli jednak sprawisz jej towarzystwo to
    wystarczy zeby ktoś przychodził.Niedawno opiekowalam sie trójka kotów znajomych
    przez dwa tygodnie. Przychodzilam dwa razy dziennie i kotki były zadowolone,
    normalnie jadły, bawiły się.Pojedyńczy kot dotkliwiej przeżywa rozstanie z nami.
    Co do dokacenia to z kotkami jest troche trudniej ale to tylko kwestia czasu i
    odporności psychicznej właścicieli.pozdrawiam z moją trójka
    --
    "Z głupimi ludżmi nie warto gadać,
    więc stulić pyski i proszę siadać"
  • fuzzyonggbridge 14.06.06, 14:01
    wielkie dzieki za podzielenie sie ze mna waszymi doswiadczeniami! a jak
    myslicie, lepiej wziac kotke (wolalabym) czy kota? chodzi mi oczywiscie o
    reakcje mojej kotki - ona naprawde jest dla mnie najwazniejsza...
    --
    "everything can have drama if it's done right. even a pancake."
  • misia007 14.06.06, 15:23
    Ja bym Ci doradzała kotka i to małego, tak zeby kocica nie czuła se zagrozona.
    Pozdrawiam
    --
    "Z głupimi ludżmi nie warto gadać,
    więc stulić pyski i proszę siadać"
  • kotbehemot6 14.06.06, 14:25
    całkiem niedawno był podobny wątek. Ale u nie sprawdza się wersja nr1-oprócz sprątania należy jeszcy koty dopieścić. po powrocie koty są obrażone ale szybko im przechodzi, myślę sobie ze pobyt na własnym terytorium nawet w samotnościbędzie mniej stresogenny niż walka o miejsce z innymi kotami w całkiem nowym miejscu
  • a.polonia 21.06.06, 19:34
    Fuzzy, a nie znajdziesz nikogo, kto chcialby zamieszkac u Ciebie przez te 2
    tygodnie? Albo przynajmniej wiekszosc dni?
    My tez wyjezdzamy we wrzesniu wink, tez na ok. 2 tyg., wczoraj znajoma
    kociolubna zgodzila sie, zeby u nas przez ten czas nocowac, kamien mi spadl z
    serca, bo juz myslalam, ze bedzie trzeba latwic jakis koci hotel uncertain.
  • fuzzyonggbridge 22.06.06, 09:45
    witaj a.polonio! smile)
    pracuje nad tym, moze sie uda (problem w tym, ze chetnych na pomieszkanie
    znalezc moge, a z chetnymi do opiekowania sie kota juz gorzej) - jestem dobrej
    mysli!
    fajnie, ze tobie sie udalo! zyczylabym ci juz milego wyjazdu, ale to jeszcze
    kupa czasu... sad
    pozdrawiam slonecznie!
    --
    "everything can have drama if it's done right. even a pancake."
  • bubcia75 22.06.06, 22:11
    Właśnie przerabiałam ten problem i radziłam się chyba nawet na tym forumsmile
    Wróciłam w poniedziałek z tygodniowych wczasów z Grecji, więc nie mogłam kitki
    zabrać ze sobą. Rozważałam różne opcje, ale w grę wchodziło tylko oddanie kotka
    do kogoś o domu lub pomoc dochodząca. Po dalszym zastanowieniu uznałam, że dla
    Ziutki oddanie jej do obcego domu byłoby za dużym stresem, ona jest wogóle
    bardzo strachliwa, wcześniej była w schronisku, była półdzika i ledwo sie
    oswoiła z nami, w nowym miejscu pewnie by nie wychodziła przez parę dni z kąta
    i mogę się założyć, że urządziła by w nocy koncert. Poza tym jakoś nie ufałam
    teściom, bo do nich miała Ziutka trafić. Oni mają niezabezpieczone okna i
    balkon a trudno od nich wymagać, żeby w taki upał nie wietrzyli mieszkania.
    Jakby Ziutka uciekła w panice, to chyba bym ich zabiłasmile
    W końcu stanęło na tym, że porobiłam dyżury i codziennie rano i wieczorem
    przychodziły do niej mama i teściowa. Wybawiły kicię, nakarmiły, posprzątały,
    pokręciły sie po domu, pooglądały z Ziutką TV, itp. żeby miała namiastkę
    normalności. Zdaję sobie sprawę, że cackam się z Ziutką, jakby była
    człowiekiem, ale cóż, takie już mam zboczeniesmile To było nasze pierwsze w życiu
    rozstanie na dłużej niż 12 godzin i bardzo to przeżywałam, bałam się, że Ziutka
    nie będzie jadła i że zeświruje w samotności. Dzień przed wyjazdem zakupiłam
    Ziutce super-piętrowy drapak i to był strzał w 10-tkęsmile Naprzyczepiałam do
    niego różne sznurki, bo ona kocha się nimi bawić, moja mama mówiła, że Ziutka
    szalała na nim jak nakręconasmileCodziennie miałam na SMS relację, czy wszystko
    OK. Po tygodniu wróciłam do domu i pełne wzruszenie! Ziutka witała mnie i męża
    jak wariatka. Głaskom nie było końca! Noc miałam zarwaną, musiałam ją co
    godzinę głaskać, bo podtykała mi głowę pod rękę i miauczała, dopominała się o
    głaski. Mam nadzieję, że nie uznacie mnie za nawiedzoną kocią-wariatkę,
    opowiadam tylko jak byłosmilenaprawdę bałam się tego rozstania...
    Teraz mam kolejny dylemat, chciałabym wyjechać nad morze na 2-3 dni, juz z
    kotem, bo mi głupio tak absorbować rodzinę, a boję się, że Ziutka nie wytrzyma
    w samochodzie bez siusiania ok. 4-5 godzin. Jakoś sobie nie wyobrażam, że mogę
    ją włożyć w samochodzie do kuwety, bo kot jak to kot ma przekorną naturę i
    sika, bawi się itp. kiedy chce, a nie kiedy trzeba. Nie wiem co robić. Chyba
    jednak nie wyjadę narazie...
  • misia007 23.06.06, 16:23
    Bubcia jaka wariatka, o czym ty piszesz, przeciez kazdy z nas z lękiem mysli o
    wyjeżdzie, bo jak tu odpoczywać gdy sie martwimy o futrzaki.Ty masz szczęście,
    opiekunki sie doskonale sprawdziły, kicia zadowolona o wyjazdy nie musisz sie
    martwić.Co do podrózy z kotem to nic Ci nie poradzę, bo mam trzy i niech lepiej
    siedza w domu.Pozdrawiam
    --
    Ludzie dzielą się na tych, którzy lubią koty
    i na pokrzywdzonych przez los.
  • bubcia75 23.06.06, 22:47
    Misia, podoba mi się ta sentencja u Ciebie pod postemsmile Też tak myślę, że
    ludzie, którzy nie lubią kotów są jacyś tacy "nietego", biedni...
    Jedna moja znajoma powiedziała, że koty ją drażnią, a już zupełnie nienawidzi,
    jak kot jej się ociera o nogi...NIE ROZUMIEM! Przecieć to takie miłe uczucie,
    szczególnie teraz, jak się chodzi z gołymi nogamismile))
  • fuzzyonggbridge 24.06.06, 09:16
    bubciu, ja mam tak samo - ciagle wyrzuty sumienia, ze kota sama, biedna i pewno
    ma depresje! sad
    nasza majka nie znosi podrozy samochodem, sika gdzie popadnie (i ciagle!), ale w
    ostatniej podrozy wymyslilismy taki patent: rozlozylismy tylne siedzenie,
    postaiwlismy kuwete (a pod nia reczniki, worki i co tylko sie dalo),
    unieruchomilismy ja stawiajac wokol torby, koci transporter (zeby nie 'jezdzila'
    w czasie podrozy), a majke wypuscilismy. i stal sie cud, bo nasza kota grzecznie
    zalatwiala sie do kuwety. niestety inne wrazenia z podrozy z kotem pozostaly bez
    zmian - niekonczacy sie placz, ciagle lapanie kota by nie pakowal sie na
    kierowce. po podrozy mialam potezny bol glowy i zakwasy w rekach wink
    ja za podroze samochodem z maja juz dziekuje...
    aha, ona sie zachowuje tak samo jak twoja - wystarczy, ze jest jedna noc sama,
    po powrocie laduje nam sie pod rece i z takimi dziwacznymi piskami domaga sie
    pieszczot. wtedy to dopiero mam dola, ze bidna byla sama...
    --
    "everything can have drama if it's done right. even a pancake."
  • bubcia75 24.06.06, 13:10
    Moja też miauczy w samochodzie w transporterze jak jedzie sama z mężem, musimy
    jeździć we troje, wtedy ja siedzę z Ziutką z tyłu, trzymam rękę w transporterze
    i ją głaszczę, to jest cicho. Jak jadą sami, to koncert jest całą drogę, ale do
    tej pory były tylko wycieczki 40 minutowe, z mojego miasta do weta do W-wy.
    Dalej nie próbowaliśmy, ale nie wyobrażam sobie puścić jej luzem w aucie, boję
    się wypadku.
  • capuccino_days 24.06.06, 20:27
    gdzieś już to pisałam, ale macie może możliwość pojechać pociągiem? wiem, że to
    nie jest super rozwiązanie, ale moja kota np. koleją jeździe bez większych
    protestów, a w samochodzie płacze, wychodzi z transportera i szaleje.
    a może ją w samochodzie szelkami przypiąć? i na parkingu zaprowadzić do piasku?
    co do wytrzymywania, to najdłużej w transporterze Czarna była około 5 h - ale
    sytuacja była wyjątkowa i ledwo wytrzymała
  • bubcia75 26.06.06, 13:29
    U mnie to nie przejdzie-mam Ziutkę od lutego, jak ją wzięłam, była roczną,pół-
    dziką kotką. Teraz już się oswoiła, ale na kolanach nie usiedzi,więc w pociągu
    i tak by była w transporterze, a co jak by się tam załatwiła? Pasażerowie by
    nas z przedziału wyrzucili. Jak raz jej założyłam szelki i smycz to tak
    uciekała po domu z tą smyczą, że się mało nie zabiła o ściany, tak się
    zestresowała! Tak więc piasek na parkingu też odpada. Na razie więc spróbuję
    podróży na krótsze trasy.
  • capuccino_days 26.06.06, 13:49
    niestety podróże nigdy dla kota nie są nieskończonym pasmem uciechsad
    ja jednak zauważyłam, że moja kota jest spokojniejsza jak wie, że będzie teraz
    zamknięta i nie będę się z nią bawić
    i nie załatwia się do transportera - nawet jak się skarży, że już musi
    ale zdecydowanie testy przeprowadźcie na krótkich trasach

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka