nie wydaje się by był to kot bezdomny. Najbardziej prawdopodobna wersja, że był
kotem wychodzącym i znalazł się pchany naturą w nieodpowiednim dla niego miejscu
i czasie. Ogłoszenia zostały po wypadku powieszone, wątki w internecie /tutaj i
na miau/ są, więc gdyby go ktoś chciał znaleźć to by mu się to udało. Ale... po
pierwsze cieszę się, że nie znalazł się "właściciel", bo nie wiem czy oddałabym
mu kota, a już na pewno nie oddałabym go niewykastrowanego. Szczytem
nieodpowiedzialności jest wypuszczanie niekastrowanego kocura, ze względu na
jego bezpieczeństwo /jak w tym przypadku/ i na kocięta których mógł przysporzyć.
A co będzie z Zawadą jeszcze nie wiemy, na razie mieszkamy sobie z szóstką futer
(i jest nam dobrze

), może weźmie go wybawiciel, a może znajdziemy mu inny,
równie kochający dom.
--
