Stuliwszy ust swych wąskie szparki, co właśnie zapchane bułą z miodem, oraz
zwalczywszy migrenę, bo uczulenie na pracę nie ustępuje, ośmielam się mówić.
Pisać.
Zaprosić.
Do siebie.
Na żółcienie miotnięte na ścianach popatrzeć, pomarznąć kolektywnie, powykręcać
koty ogonami i wypić kawkę nieszampańską.
Piątek, 19:00 u mnie.
Tak?
--
-Ta sójka to się nad morze wybiera?
-A gdzie się ma wybierać?
W
bok?!