Wpadlem zdyszany na sale. Wygladalem calkiem nieciekawie. Pospiech zmusil mnie
do biegu przez plotki przez pola pedzi fasola. Spodnie w strzepach przez drut
drapiezny i uwaga zly pies rozdarte, krawat naderwany, a koszula, choc
elegancka to bez dwoch guzikow i z plama od czarnego frugo co to mi sie w biegu
wylalo niepatrznie. W progu przygladzilem zmierzwiona fryzure i jak juz
zdazylem napomnknac wpadlem zdyszany na sale. Mym oczom ukazal sie widok. Stoly
w nieladzie porozrzucane, jedzenie, czesciowo w polmiskach, czesciowo resztkowo
na talerzach,a czesciowo na scianach wprawna reka zarzucone, alkohole
oczywisie, jak sie mozna bylo domyslac powypijane do dnia (ehh co za ludzie,
nic nie zostawili dla strudzonego wedrowca) i tylko puste flaszki swiadczyly o
bogactwie i roznorodnosci trunkowej. Serpentyny smetnie zwisajace z sufitu i
powtarzajacy sie dzwiek z zacietego adaptera w rogu sali "ta ostatnia niedziela
skłikkk ta ostatnia niedziela skłłik ta ostat..." dopelnialy widoku. Wtedy do
mnie dotarlo. Spoznilem sie na maginiaczkowe przyjecie. Na nic godziny
przygotowan, ukladanie mowy zyczeniowej, pastowanie butow. Wszystko na nic. Juz
po czasie. Zrezygnowany polozylem sie na ziemi wsrod konfetti i bitej smietany
i poczalem rysowac sie kreda i gromkim glosem odspiewywac: STOOOO LATTTTT!!!
STOOOOO LAATTTTTTT!!!!
Sto Lat Maginiaczku:-*
Dzierżboryzacja!!!!
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.