Dobre pytanie.
Zasadniczo, jestem w pośrodku Torunia, przy ulicy Generała Prądzyńskiego.
Zresztą, Ignacego.
Oraz tkwię w fotelu, naprzeciwko mając monitor, a przed sobą klawiaturę.
Czaszka moja, osadzona ruchomo na słupie kręgowym okręca się dookoła, i czuję
doprawdy mocno ten zajebisty ciężar mięsa i mózgowia, spoczywający na nim.
Czaszka niekiedy ma już dość. Zdaje się, że już bywa zmęczona.
Czaszka, a zwłaszcza jej część przednia, porośnięta mięsem, oczyma i
uwłosieniem, niekiedy przegląda się w lustrze. Zazwyczaj doznaje przy tym
wzdrygnięcia, bo oprócz umycia włosów, trzeba jeszcze spojrzeć sobie w oczy, a
niepiękna to akcja. Szczególnie też na zęby lepiej jest nie patrzeć.
To wszystko wszak nic, w porównaniu z tym, co stało by się po wejrzeniu w
galaretę odpowiedzialną za myślenie czaszki. Szkoda słów nawet, jedna zgroza.
Wczoraj czaszka opowiedziała swój sen zaprzyjaźnionemu gościowi. Wyglądało to
niestety w ten sposób, że facet miał najwyraźniej szaloną ochotę uciec z mego
gościnnego domu, i to w popłochu. Opowieść wcale nie była z gatunku tych
najkoszmarniejszych, bywało już dużo gorzej. Czy ze mną jest coś nie tak ?
Qrde, niech mnie ktoś w końcu przyjmie do pracy i sprawi, że przestanę siedzieć
po nocach i zastanawiać się nad huk wie czym. Może być najniższa pensja krajowa,
a co tam. Oczekuję propozycji.
--
heavy plexi