A WIĘC MORZE JA TEŻ SOBIE POCHLIPŁYNĘ
nad wyschłym oceanem utopijnego przestworu???
Ale ale, oj, ja woalki nie mam. Jak ja będę wygladać skoro się cała
rozmorzę?! Ale trudno, pożyjewszy, zobaczyjący!
Jeśli chodzi więc o mój stosunek do tej całej niezmiernie
przedmiotowej sprawy, to chciałabym wyraźnie i ostrrro choć nie
prosto a wężykiem podkreśśślić, że mi Utopia choć trochę martwa,
wcale nie śmierdzi.
Choć pamiętam, że samej mi nieraz drzewiej przypełzało do łepka, by
się nad staruszką rozwodzić i z rozrzewnieniem w lata jej młodości
patrzeć. Ale że wzrok mam już do coraz mniejszego pozazdroszczenia,
to jak tak sobie dziś na to wszystko patrzę to widzę całkiem dobrze,
że co było w Utopii dla mnie najważniejsze, nadal sobie żyje i ma
się dobrze. No wystarczy popatrzeć na takiego Yavora choćby!
Wpisując się zatem w nurt rzeki odpadów przecinającej horyzont
utylizacji, sparafrazuję na koniec słowa ducha czasu zapętlonego
gdzieś między blogiem, albumem na picasie a naszą wielką klasą:
Nie żałuję, że Was znałam!
A i surreal jeszcze nie zginął, póki żyje internet.
P.S. Jest takie stare marsjańskie przysłowie, że nic nie może trwać
wiecznie. Nie jest ono chyba jakąś ekstremalnie smutną prawdą -
szczególnie jak kogoś boli brzuch, lub ząb co gorsza!
--
<i>