Bo nie wypuszczają światła, a tramwajarze to pedały.
I nie ma co spuszczać się jako ten Onan Barbarzyńca na czasy, co to uczciwemu
nie wypada się śmiać do sera, bo i gnaty są takie, że żadna sroka się nie zdąży
zagapić. Czasy są całkiem wszystkie jedne, takie same i równają się z tym, co
walcująca Matylda utopiła w stągiewce miodu. Może tylko to gorzko gorzko
częściej przyjaciołom krzyczymy nie ze spontanu, a z okazji zorganizowanego
sakramenckiego tak, ale czy to przyjaciół wina, że wrośli w ramy? Nie wiem, nie
chcę degustować.
Oczywiście, kulawe papugi i słowika zmienią w śpiewające marsza mięso.
Ale bluesy nie tkwią w metamorfozach nocy upalnych, świetlików w liściach i
spacerów o świcie, tylko w tym, że zamiast śpiewu niekiedy słyszymy skrzek. I
ani nam w głowie skumać i zarechotać.
--
Chomik został
zdeponowany w
prodiżu i się grzeje!