Czy zmarli mowia do nas? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
    • Gość: prince IP: *.icpnet.pl 19.10.08, 23:08
      czy jest możliwe, że istnieje życie po drugiej stronie lustra? jest
      tyle dowodów na to, a jednak wiele osób wciąż powątpiewa, chociaż
      same przeżyły spotkanie z bliskimi zmarłymi...
      ja sama nie wiem, co o tym sądzić... chociaż i ja i moja siotra
      mialyśmy po śmierci naszego ojca wiele dowodów na istnienie tego
      innego bytu, bytu którego tak bardzo pragniemy i jednocześnie tak
      bardzo sie go boimy...
      od początku zacznę - poktórce: ojciec mój owdowiał młodo, mając
      niespełna 40 lat i gromadkę 6 dzieci w wieku od szkolnego do 2,5. Ja
      miałam wówczas 6 lat. Przez następnych 7 lat był sam, a naszym
      wychowaniem zajmowała się mama mojej mamy. Babcia oczywiście była
      najcudowniejszą istotą na ziemi, ale wiek i zdrowie także nie
      pozwalało jej na ciężar 6 małych dzieci. Tak oto mój ojciec zmuszony
      był do znalezienia kobiety, matki dzieciom i żony dla siebie.
      Znalazł taką kobietę i stało się to przekleństwem dla mojej rodziny,
      bo kobieta ta była złą macochą, starającą się wyrzucić nas z
      rodzinnego domu. Stało się, że ojciec ulegał jej i w końcu wszystkie
      dzieci trafiły pod skrzydła - jakże odpowiedzialnej - babci.
      Mijaly lata, dorastaliśmy, odchodziliśmy swoją drogą, zmarła
      ukochana moja Babcia. Historia Jej śmierci też jest bardzo
      tajemnicza: otóż moja Babcia zawsze mawiała, że nie umrze inaczej,
      jak w pierwszy piątek miesiąca i nie odejdzie bez Boga (tak się
      mawiało kiedyś o ludziach, którzy dostąpili zaszczytu pierwszej
      komunii przed śmiercią). Jako, że moja Babcia miała tylko jedną
      córkę (moją mamę) więc miała tylko nas - dzieci swojej córki. My
      dorastałyśmy... w dniu śmierci Babci - to był piątek moja najmłodsza
      siostra wracała właśnie z praktyki (ok.23.oo) i bardzo się bała,
      żeby Babcia nie zrobiła jej tej przykrości (w sobotę miała 18
      urodziny) i nie zmarła... wchodząc do domu Babuszki już wiedziała,
      że Ona umiera... a nie może umrzeć nie pożegnawszy swojej
      najmłodszej, ukochanej wnusi... Tak zmarła Babcia, przedtem
      uścisnąwszy moją siostrę...
      Minęły 24 lata i w szpitalu znalazł się mój ojciec... nie
      dowiedziałybyśmy się o tym, gdyby nie to, że zmarł dalszy kuzyn i
      pojechałam z siostrą na pogrzeb...siostra miala ochotę pojechać do
      szpitala do ojca, ja nie. Zarzekałam się, że nawet na jego pogrzeb
      nie pójdę... Jednak dzięki ludziom i rozsądnemu podejściu do sprawy
      postanowiłam pójść, gdyż lekarz życzył sobie widzieć kogoś z
      krewnych, którzy zdecydują, czy ojca operować czy przesunąć na
      oddział opieki paliatywnej... pasierb nie mogł takiej decyzji
      podjąć, a macocha od kilku lat chorująca na alzchaimera także nie...
      uległam i poszłam... (wcześniej przypomniały mi się moje
      złorzeczenia w stronę ojca, że "nie umrzesz beze mnie")... żalu i
      bólu nikt nie zrozumie: oto na łożku leżał mały, biedny człowieczek
      kaszlący... chrapał... spał... potem rozmowy z lekarzem, potem to
      przeniesienie na paljatywną... potem jednak byl trochę przytomny i
      mogłyśmy mu powiedzieć, że mu wybaczyłyśmy... potem powstał jeszcze
      mój "list do ojca" ... a potem przychodził do mojej siostry
      mieszkającej poza granicami Polski - pismo automatyczne... pisał jej
      ręką o miłości do nas... o życiu tam... i tak dalej... bałam się
      chociaż także chciałam spróbować tej umiejętności... jednak strach
      był silniejszy... nie umiem się skoncentrować i nie chce do mnie
      przyjść... ale po jego śmierci było kilka momentów, kiedy czułam
      jego obecność (np. wyświetlała mi się samoczynnie na monitorze
      klepsydra, której nie szło wygasić inaczej jak przez restart
      kompa... kiedy szłam do łazienki to bałam się spojrzeć w kierunku
      kuchni bo czułam, że on tam siedzi w ciemnościach, a na drugi dzień
      po pogrzebie na cmentarzu zobaczyliśmy, że tablica z nazwiskiem jest
      odwrócona "do góry nogami"... podczas pogrzebu - "nie dał iść"
      swojej drugiej żonie z jej dziećmi za trumną, tylko my - to jakaś
      siła nadprzyrodzona kazała nam - szliśmy za trumną, chociaż ja
      wcześniej uważałam, że nasze miejsce jest na końcu konduktu, bo całe
      życie byliśmy ostatnimi w jego życiu...)...
      ze szpitala pamiętam, jak pielęgniarki powiedziały do mnie i do
      siostry, że nigdy nie widzialy, aby tyle czułości ktoś okazał
      umierającemu tu człowiekowi i to dzisiaj pozwala mi się uśmiechnąć,
      że byłyśmy osłodą dla jego - pewnie - udręczonej duszy... bo
      przeciez wierzę w to, że mimo wszystko nas kochał swoją zagubioną
      miłością... dziś już nie boję się ani jego, ani wspomnień z
      przeszłości, dziś pamiętam, że w gruncie rzeczy był kiedyś dobrym
      człowiekiem i należy mu sie moje epitafium. A na koniec wpiszę to,
      co mi serce podyktowało po jego pogrzebie, napisałam po śmierci
      mojego ojca, który nie chciał by go kochać...

      Łza mojego ojca
      Ujrzałam ją w oczach Twoich
      Kiedy nie było już nadziei
      Nie wiedziałeś może, że odchodzisz, że stoję obok
      i głaszczę Twoje czoło zroszone potem... Twoje siwe włosy na skroni,

      Że dotykam Twoich rąk, na których pozostały oznaki bólu
      Kaszlałeś...
      Oddychałeś ciężko...
      Krótko i szybko łapałeś tlen... Oczy... jakby już zagasła
      w nich ostatnia nadziei iskierka
      Pewnie usłyszałeś mój głos, bo Twój wzrok zatrzymał się na mej
      twarzy pytająco...
      Poznałeś... Twoje dziecko we mnie ? Pomyślałam, że jeszcze nie
      wszystko stracone,
      Że istnieje szansa na twoją szczęśliwą starość, że skoro nasze
      dłonie się dotknęły w pokoju...
      Istnieje jeszcze nadzieja, że teraz podając szklankę herbaty co
      wieczór mogę opowiedzieć Ci Moje życie
      i życie wszystkich bliskich sercom naszym osób...
      Jeśli znajdziemy taki czas... dla siebie.
      Tego dnia pożegnałeś nas gorącym uściskiem ramion
      i mocnym pocałunkiem...
      Jutro już było smutniejsze od wczoraj
      Jutro spałeś spokojnie, nie wydając tych straszliwych dźwięków,
      Czoło miałeś rozpalone, dłonie i stopy lodowate
      Nie chciałeś się obudzić... jakbyś śnił swój raj...
      Pojutrze już Ciebie nie było; był lęk, że czemu odszedłeś
      bezpowrotnie ?!!!
      I żadnego słowa już nie wypowiesz...
      Stary garnitur i spłowiała koszula ...
      tyle dostałeś od nich w zamian za swoje dobro
      Wyprawili Cię na tą najdłuższą drogę w starych butach, żebyś
      szedł...
      Ale już w kąciku Twego oka nie zobaczę więcej tej ostatniej łzy –
      zapamiętałam ją dla siebie
      Zabrałam ją z Twojej skroni,
      żeby nie zrosiła obcego miejsca szpitalnej pościeli,
      ale i tak nie wiem, czy nie zostawiłeś ich więcej, kiedy nie
      gładziłam już Twojej smutnej twarzy Samotnego starego człowieka,
      który nie chciał powiedzieć
      o swojej miłości, kiedy mogła mu dać tyle prawdziwego szczęścia
      od kochających serc
      Dlaczego wszystko na tym świecie dzieje się za późno?...
      i nie mówimy sobie o miłości, kiedy jest jeszcze czas...
      do zobaczenia ojcze, oddam Ci kiedyś Twoją łzę...
      04-12-2005

      To tyle ode mnie. Dziękuję wszystkim za wypowiedzi... pozdrawiam










      • Czesc

        To bardzo piekne, co napisalas dla taty. W tych slowach jest
        naprawde duzo milosci, szkoda, ze tyle czasu skrywanej.

        A ja czytajac Twoje slowa widze dokladnie ostatnie chwile mojego
        Taty. Masz racje, za duzo rzeczy na tym swiecie dzieje sie za
        pozno...

        Pozdrawiam.
        • Gość: Bożena IP: 212.14.54.* 26.10.08, 17:18
          Cześć! Ja 8 października też straciłam ojca. 5 lat temu mamę.
          Nie założyłam rodziny i też czuję się teraz strasznie.
          Tata zmarł tak nagle i niespodziewanie, że nie mogę się pozbierać.
          W styczniu tego roku skończył dopiero 70 lat.
          Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie było mnie w domu. A
          siostra, która usłyszała huk pomyślała, że coś spadło i nie poszła
          sprawdzić co sie stało. Jak wróciłam do domu to nie zajrzałam do
          pokoju taty co zawsze czynię a tym razem nie i dopiero po jakimś
          czasie siostrzenica znalazła Go na podłodze. Niestety było już za
          późno. Nie mogę sobie darować, że nikt mu nie pomógł. Jestem
          przekonana żeby żył. Nigdy ale to nigdy sobie tego nie wybaczę.
          Skarżył się na bóle w plecach a my myślałyśmy, że to od kręgosłupa.
          On też tak zresztą mówił.
          Nikt nie zauważył, że to serce bo nigdy na serce nie chorował. Mama
          chorowała na serce a umarła na raka a tata chorował kiedyś na raka i
          wyszedł z tego a umarł na serce.
          Jest mi tak strasznie pusto i smutno. Tak to jest jak się nie ma
          swojej rodziny. Sistra żyje swoim życiem. Koleżanki mają swoje
          rodziny i mają czas tylko kiedy mogą. Nie dziwię im się zresztą.
          Mam ochotę zasnąć i nigdy się nie obudzić! Ale nie to jest osiągalne.
          Do każdej pracy się zmuszam. Wiara moja też oklapła. Mam ogromny żal
          do Boga, że mi zabiera kochane osoby a osób, które sprawiają mi w
          życiu wiele problemów ode mnie zabrać nie chce.
          Tato proszę przebacz mi, że Ci nie pomogłam. Że nie było mnie
          wtedy w domu i że jak przyszłam nie zajrzałam do Ciebie od razu.
          Przebacz mi wszystko proszę Cię!!!
          Chcę tylko jeszcze powiedzieć, że tata zmarł w środę, a przyśnił
          mi się w pierwszą niedzielę. Śniło mi się, że siedziałam w kuchni w
          niedzielę przy śniadaniu i że tata przyszedł z kościoła (zawsze
          chodził na 8 a o 9 wracał) wszedł do kuchni uśmiechnięty i coś mówił
          a ja zdziwiona niepomiernie patrzyłam i myślałam: przecież on nie
          żyje. Poszłam za nim do jego pokoju i zobaczyłam jak stoi przy
          segmencie w niebieskiej koszuli. A w drugiej części pokoju
          zobaczyłam drugą postać taty bez koszuli.
          Od razu w tym śnie pomyślałam, że ta na wpół rozebrana postać to
          duch taty i że jednak nie żyje. Obudziłam się i nie wiem co mogłoby
          być w tym śnie dalej. Byłam nieszczęśliwa, że jednak to prawda że on
          nie żyje. Cały czas marzę, żeby jego śmierć była nieprawdą. Żeby
          okazało się to tylko złym snem.
          Natomiast moja mama jak mi się śni to mam zawsze jakieś kłopoty.
          To już sprawdzone. Zawsze mi się śni, że jest chora albo że nie
          umarła na raka tylko gdzieś zaginęła i nikt nie wie gdzie.
          Cały czas męczę się w tych snach bo nie wiem gdzie ona może być.
          Dzisiaj mi się przyśnił też tata, że wręczał mojej płaczącej siostrze
          zapakowana ładnie dośc duże pudełko. Powiedział tylko, żeby go dała
          mojej siostrzenicy, że jest to zegar-budzik jak nie będzie chciała
          wstawać do szkoły. Coś tak to brzmiało. Dokładnie nie pamiętam.
          Dziwne dla mnie jest to, że ludzie urywają jakoś kontakt z
          osobami, które kogoś straciły jakby same bojąc się, że "się śmiercią
          mogą zarazić". Czy też to tak odczuliście? Czy może ja jestem za
          bardzo przewrażliwiona?
          Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie!
          PS. Wczoraj coś weszło pod złą datą dlatego jeszcze raz to samo.
        • Gość: nata.1 IP: 151.80.1.* 27.11.08, 21:25
          Witam ty miałaś dobre przeżycia z twoim tatą ja nie i też umarł w 2008 w styczniu i też przychodzi do mnie i mi daje strach i bardzo się boje i już sama nie wiem co robić modlę się co wieczór ale zawsze coś ma do mnie- może ty mi pomożesz co robić dzięki .
      • Gość: Maja IP: *.play-internet.pl 12.03.13, 13:14
        Brak słow tylko łzy się leją
    • Gość: ania IP: *.aster.pl 19.11.08, 10:07
      napisz do mnie na :hieronim@supermedia.pl
      • Gość: anka791 IP: *.gprs.plus.pl 20.12.08, 06:42
        13 grudnia zmarł mój mąż, to mlody człowiek 39 lat nie chorował zmarł nagle we
        śnie (silny wylew do mózgu) nie mam z nim żadnego kontaktu choć tak bardzo bym
        chciała żeby mi powiedział czy jest mu dobrze
        dzisiaj w nocy przyśnił mi się ale nie jako zmarły tylko w normalnej sytuacji
        domowej w tym śnie była jeszcze moja żyjąca koleżanka która bardzo krwawiła tyle
        krwi nie widziałam jeszcze nigdy cy ten sen coś oznacza ??? proszę pomóżcie
        • Gość: anka791 IP: *.gprs.plus.pl 20.12.08, 06:49
          dałączam jeszcze wiersz

          Jak dalej mam żyć, jak marzyc, jak śnic,
          jak cieszyc się dniem ,
          kiedy już z nami nie ma Cię.
          Bez pożegnania od tak...
          Bóg zabrał mi Ciebie ,
          teraz czuwasz nad nami wysoko w niebie .
          Pamiętam wspólne chwile ,
          pamiętam tą radośc której wokół było tyle.
          Jak bardzo jestem daleko od Ciebie
          to jak zgasic wszystkie gwiazdy na niebie .
          Te 10 lat snem było i tak szybko się skończyło.
          Choc w ciemności ruszyłeś została Twoja dusza ,
          w sercu mym na zawsze zostaniesz i
          kochac Cię nie przestanę.
          Chociaż już przysypali Cię ziemią
          to miłości nie pogrzebią .
          Ostatni pocałunek lodowaty ,
          łzy płyną po policzku,
          spokój zamiera na twarzy,
          ostatnie pożegnanie , wieńce kwiaty.
          Ostatnia bryła ziemi rzucona na deski
          i pustka która pozostanie na wieki.
          Odpoczywaj tam w spokoju u Boga w niebie ,
          a ja za .......lat dołącze do Ciebie.
          • Gość: bart IP: *.hsd1.il.comcast.net 20.07.10, 00:12
            A ja mialem takie dziwne zdarzenie ..zmarla moja dziewczyna
            praktycznie nie chorowala nagla smierc nie obudzila sie pewnoego
            dnia po prostu , po jej smierci nie moglem sie pozbierac i dalej
            wlasciwie nie moge robilem rozne glupie i dziwne rzeczy alkohol
            jakies chore szalenstwa, i kiedys mialem taki dziwny sen jakby nie
            sen ale rozmowa telefoniczna...powiedzila do mnie tylko pare slow
            ktore pamietam caly czas "CO TY WYPRAWIASZ" ....
        • Gość: madziiiiaaa IP: *.play-internet.pl 05.12.11, 16:11
          mój maz zmarł 4 czerwca 2010 r tez był młody wyszedł po tort dla naszej 10 letniej curci i juz nie wrucił, pod sklepem zemndlał okazało sie ze dostał udaru( wylew ) był tak silny ze nic sie nie dało zrobic .. bardzo czesto mi sie sni ze zyje ,ze jest w domu,ze razem spimy szok az chwilami mi sie nie chce budzic pozdrawiam ...
    • Gość: ******** IP: *.zar.vectranet.pl 28.12.08, 22:08
      Niedawno zmarł mi dziadek. Bardzo to przeżyłam. Moja babcia
      postanowiła skremować dziadka, ale dzień przed kremacją w nocy
      usłyszłam głos mojego dziadka powiedział "tylko zamknij drzwi" to
      nie dawało jej spokoju. Wierzyła w to , poniewż mój dziadek bardzo
      przywiazywał wagę do zamykania drzwi,sparawdzał 10 razy czy są
      zamknięte. ja te wierze, wiele juz mnie postkało:sny, przeczucia,
      głosy innych ludzi, opowiesci innych.Składam pani najszczersze
      kondolencje.
      • Witam.

        Dziekuje za kondolencje. Ja rowniez skladam je Pani.

        Chcialam zapytac, czy glos uslyszala Pani we snie, czy tez zdarzylo
        sie to na jawie? To bardzo wazny znak. Nie dosc, ze glos dziadka, to
        jeszcze bardzo charakterystyczne dla dziadka zachowanie.

        Pozdrawiam.
        • Gość: On1953 IP: *.cec.eu.int 08.01.09, 16:04
          Chcialabym tylko podzielic sie moimi kilkoma spostrzezeniami: 6
          tygodni temu stracilam Ukochanego Czlowieka.
          Bardzo przezywam rozlake,jest to dla mnie ogromna tragedia ale nie
          prosze nachalnie ani Boga ani nikogo innego o kontakt z moim
          Ukochanym, ja zwyczajnie z Nim rozmawiam w myslach, mowie mu o
          wszystkim co czuje,co widze...zdaje relacje z minionego
          dnia....zadaje mnóstwo pytan…powtarzam jak mocno kocham.
          I chyba mam szczescie: snil mi sie kilkakrotnie, zawsze jako zyjaca
          osoba, usmiechniety, szczesliwy ze mna, w jednym ze snow,
          powiedział, żebym nie martwila się o niego gdyz Jemu jest "tam"
          dobrze.
          Zaznaczam, ze jestem absolutnie trzezwo na swiat patrzaca realistka.
          Nie wierze w "duchy", "znaki"itp., aczkolwiek mam szacunek dla ludzi
          wierzacych, ja tylko i wyłącznie wierze w dobro, milosc, szacunek i
          wyjatkowa wiez emocjonalna i tym tlumacze sobie rzeczy, które się
          ostatnio w moim zyciu zdarzyly. Oto kilka przykładów:

          1.W dniu smierci (niespodziewanej) mojego Skarba stojac w kuchni,
          poczulam, ze ktos stoi za mna, odwrocilam przestraszona glowe,
          myslac, ze syn sie obudzil i wszedl cichutko do kuchni a ja
          zwyczajnie tego nie slyszalam: niestety syn smacznie spal; kilka
          godzin pozniej zmarl mój najdrozszy Skarb.
          2. Przed otrzymaniem wiadomości o Jego śmierci, pekl świecznik, w
          którym swieczki pala się systematycznie od dwudziestu lat ( to można
          zapewne "fizycznie"wyjaśnić , goracy wosk itp…), niemniej jednak
          troche to dziwne.
          3. Pewnej nocy snil mi się mój Skarb, obudziłam się ok. 2.00-3.00 w
          nocy, wstalam i…poszlam sprawdzic-nie wiem dlaczego-grzejniki w
          pokoju: były zimne, zapomniałam je włączyć wieczorem nadmieniam, ze
          grzejniki sa akumulacyjne i nagrzewaja się jedynie w nocy ( nocna
          taryfa elektryczna), jeżeli nie wlacze ich na noc to zwyczajnie na
          drugi dzien będzie zimno, gdyz akumulatory nie laduja się miedzy 6 a
          21.00 Przypadek, czy może mój Skarb zadbal o to, żeby nie było mi
          zimno??
          4. Któregoś dnia, wspominałam sytuacje, w których bywalam zla na
          swojego Skarba: przypomnialo mi się, ze u siebie w mieszkaniu
          zapominal podlewac kwiatkow (niekiedy mnie to troche irytowalo) i
          teraz mialam zal do siebie, ze takie głupstwa były przyczyna
          irytacji, popatrzyłam mimochodem na swoje rośliny w pokoju,
          zauważyłam, ze każdy z moich dziesięciu kwiatow doniczkowych miał
          swieze, nowiutkie listki, dwa kwiatki były zakupione niedawno, wiec
          ze "puściły" nowe liscie to nic dziwnego, ale moje stare "kolosy"
          nie rosna mi już od dwoch lat Az tu nagle… Może to przypadek? A może
          tym razem to mój Skarb zadbal o moje kwiatki?
          4. Wracając do domu z urlopu u siostry cieszyłam się, ze wracam do
          domu, do swojego kota i do miejsca, gdzie mój Skarb jest pochowany ,
          układając się wieczorem w fotelu mówiłam do mojego Ukochanego, ze
          już się ciesze, ze jestem, zaraz usne w fotelu i On znowu będzie mi
          się snil, po tak dlugiej rozlace, ze to takie moje ulubione
          miejsce "myslenia" o Nim..Jak zwykle mój kot powinien zajac nalezne
          mu miejsce obok mnie, ale tego wieczoru, nie wskoczyl na fotel,
          usiadl na dywanie pod fotelem, patrzyl na mnie lekko otępiałym
          wzrokiem i tak bardzo, bardzo glosno miauczał…nigdy mu się to nie
          zdarzylo, myslam, ze cos kota boli, ale po pol godzince wszystko
          minelo, kot wskoczyl na fotel, a ja usnęłam zadajac sobie pytanie
          czy kot "wyczul" obecność "kogos" obok mnie?
          5. W niedziele wieczorem, wchodząc do lazienki, burkalam pod nosem,
          ze jest zimno (jest tam taki grzejnik, który wlaczam sama, w skali
          od 0 do 5 i on dmuchaa cieplym powietrzem), oczywiście mówiłam do
          mojego Skarba, ze u niego w lezience było zawsze cieplo i nagle…
          grzejniczek bedacy w skali 0 wlaczyl się sam, myślałam, ze
          zwariowalam, albo to halucynacje,, ja nawet go nie mogłam wyłączyć,
          dopiero po wyciagnieciu wtyczki z z kontaktu grzejnik się wylaczyl,
          po ponownym wlaczeniu, zaczal działać w stanie 0…. Wiec wyciągnęłam
          wtyczke z kontaktu, w poniedziałek wieczorem wydarzylo się
          dokladnie to samo, w srode wieczorem wyslalam do lazienki syna,
          żeby czekal do momentu az grzejnik wlaczy się sam….nic takiego się
          nie zdarzylo….

          To tylko kilka "dziwnych" faktow, mam nadzieje, ze nie wariuje,
          jedyne co mi przychodzi do glowy to fakt, ze mój Skarb tak bardzo
          mnie kochal, ze nawet teraz stara się o mnie dbac????
          Pozdrawiam serdecznie
          • Czesc

            To, co piszesz wskazuje na to, ze masz kontakt z ta osoba. Piszesz,
            ze nie wierzysz w duchy i inne znaki. Mi takze oczy otworzyly sie
            dopiero jakis czas po smierci Taty. Zwroc uwage na to, co dzieje sie
            w Twoim zyciu.

            Jestem przekonana, ze odczuwanie obecnosci zmarlego, rozmowy we
            snie, otrzymywanie odpowiedzi na zadawane sobie pytania, czy
            nurtujace nas sprawy, kwitnace nagle kwiatki, czy tez problemy z
            elektrycznoscia, to klasyczne kontakty zmarlych z nami.

            Duzo na ten temat czytalam i wlasnie w podobny sposob ja odczuwam
            taki kontakt, ktory zaraz po smierci byl o wiele silniejszy, niz
            teraz. Radze uwierzyc, ze to sa wlasnie najczestsze plaszczyzny
            kontaktow ze zmarlymi. Radzilabym te "znaki" notowac i spisywac
            daty. Daty maja bardzo duze znaczenie i czesto po czasie ukladaja
            sie w jedna wielka calosc lub stanowia dodatkowa wskazowke.

            Pozdrawiam.
    • Gość: PIOTR KASZKUR-ARTY IP: *.17.25.213.easy-com.pl 13.01.09, 20:33
      TAK W CZASIE GDY UMIERAL OJCIEC TEZ MI SIE UKAZAL BO BYLEM Z NIM
      ZWIAZANY
      • Czesc!

        Czy mamy rozumiec, w momencie smierci taty byles zupelnie gdzies
        indziej i tam go zobaczyles? Czy moglbys cos wiecej napisac o tym
        wydarzeniu?

        Pozdrawiam.
        • Gość: Oleńka IP: *.chello.pl 10.05.09, 00:12
          Chciałabym się spytać Was,być może coś wiecie,interesujecie sie
          tematem..śmierci.Dlaczego najbliższa mi w świecie osoba zmarła śni się
          wszystkim,tylko nie mnie?
          Może to moja wina gdzieś tu leży,bo nie mogę zrozumieć jak to się dzieje..
          Z góry dzięki za odpowiedź
        • Gość: ainka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.05.09, 07:20
          Czesc,
          Tak was czytam i lezki mi sie kreca. Moj tatus umarl mi 13 kwietnia tego roku.
          Mial 52 lata. Zostawil moja mame, siostre i mnie. Ja mam jeszcze meza i 6
          miesiecznego synka. Moj tata tak strasznie sie cieszyl ze bedzie go mogl
          pilnowac poniewaz wracalam do pracy. Nie nacieszyl sie dlugo :(. Zmarl nagle na
          zator. Byl kochanym i dobrym czlowiekiem. Byl moim tatusiem a zarazem
          przyjacielem. To on mi pomagal i dzieki niemu jestem dzis tym kim jestem. Tak
          strasznie za nim tesknie. Bardzo mi go brakuje. Kazdej nocy wyczekuje aby mi sie
          przysnil. Snil mi sie bodajze z 2 razy ale nie rozmawialismy. Za to mojej
          sistrze ktora jest w ciazy sni sie prawie codziennie. Jest prawie za kazdym
          razem usmiechniety. Do mojej mamy przyszedl przed pogrzebem. Byl usmiechniety i
          chyba przyszedl sie pozegnac. Do mnie jeszcze nie przyszedl. Nie mam zadnych
          znakow ani nie czuje jego obecnosci :(. Tak strasznie mi go brakuje. Probuje na
          zewnatrz nie pokazywac tego ale to sie nie da :(. Placze codziennie :(.
          Strasznie tesknie i prosze Pana Boga abym mogla z nim w snie porozmawiac...
    • Gość: xcv IP: *.StrefaWiFi.kolnet.eu 26.02.09, 14:12
      • Witam Cie Osmiorniczko i dziekuje Ci bardzo za interpretacje mojej
        piosenki. Wlasnie tak samo jak Ty ja odebralam. Chcialam uslyszec
        opinie kogos kto takie znaki potrafi odczytac ,bo wsrod moich
        znajomych nie ma takich ludzi ,a jak komus cos takiego opowiadam ,to
        patrza na mnie jak na wariata. Ciesze sie ze jest takie forum ze
        mozna sie wzajemnie pocieszac i wiemy o czym mowa. Jesli ktos nie
        doswiadczyl straty ukochanej osoby ,to tego nie rozumie.Znaki od
        mojego Grzesia nie sa tak czeste jak kiedys i czuje tez jak by sie
        oddalil ,ale jak sa to sa bardzo intensywne . Odbieram wiele
        znakow ,ale nie sni mi sie prosze go o to ale nic .Tak bardzo bym
        chciala z nim porozmawiac w snie .
        Chcialam Ci juz wczesniej odpisac i podziekowac za odpowiedz ale nie
        czuje sie ostatnio na silach. Moja mama jest chora i podejrzewaja
        raka pluc . Jestem zalamana .Nie dopuszczam jeszcze mysli ze mogla
        by odejsc,ale jesli ,to nie wiem co dalej. Osmiorniczko Zycze Ci
        wszystkiego dobrego duzo znakow od Twojego Tatusia .
        • Czesc Madziu!

          Jesli chodzi o sny, to nasi Bliscy wcale nie snia sie nam na
          zawolanie, chociaz codziennie o tym marzymy. (A kiedy juz sie
          przysnia i we snie powiedza cos waznego, to paradoksalnie inni
          probuja wmowic nam, ze to wlasnie dlatego, ze ciagle o nich
          myslimy...) Ja mam wrazenie, ze Oni musza dostac na to zgode od Pana
          Boga i do Niego radzilabym skierowac prosby o taki sen, co wcale nie
          oznacza, ze Zmarly taka zgode dostanie.

          Rozmowa we snie. To mozliwe, ale musisz zrobic sobie liste pytan,
          jakie chcesz zadac Grzesiowi i co najwazniejsze - czesto je sobie
          powtarzac. Tak "przemycasz" te pytania do swojej podswiadomosci, bo
          we snie wlasnie ona dochodzi do glosu. Ja mam inny problem. We snie
          co prawda przypominam sobie, jakie pytania mam zadac Tacie. Nawet
          ostatnio przeprowadzalam we snie test na prawdziwosc Taty i
          postawilam "diagnoze" :-), ze naprawde to byl moj Tata - mial swoje
          materialne cialo, czulam wyraznie cieplo skory, szorstkosc twarzy,
          wyraznie slyszalam glos. Jednak mam problem z "wydobyciem" tresci
          wypowiedzi Taty do mojej swiadomosci, to znaczy zapominam, co mi sie
          snilo. Tyle czasami mowi mi Tata, a ja tylko pamietam jedno, czy dwa
          zdania.

          Madziu! Bardzo mi przykro, ze znow przezywasz ciezkie chwile. Bede
          sie modlic za Twoja mame. Sciskam mocno i z calego serca zycze, aby
          skonczylo sie tylko na lekarskich podejrzeniach...

          Pozdrawiam.
    • Witam kiedy moj tato juz zmarł usiadłam przy nim na łozko i powiedziałam w
      myslach tak "nie przychodz do mnie bo sie bede bała ale przysnij mi sie" i
      wiecie co tato mi sie przysnil nic do mnie nie mowil ale pokazal mi ze w grobie
      ma pelno wody i faktycznie bo dzien przed pogrzebem cala noc padał deszcz:(
      .Przeczytałam ksiazke "Zycie po zyciu" bardzo mi pomogła w trudnych chwilach w
      dodatku tato dzien przed smiercia ciagle wołał "mamo" cos w tym jest...ja tez
      czekam na znaki niecierpliwie
      • Witaj!

        Wiesz, ja tez sie tak zastanawiam nad tymi wolaniami "Mamo, mamo!"
        U mojego Taty bylo podobnie, co prawda nie dzien przed smiercia, ale
        zawsze, kiedy stan byl bardzo ciezki z zagrozeniem zycia (bylo tak
        kilka razy). Babcia w tamtym czasie juz dawno nie zyla. Wtedy
        wydawalo mi sie, ze to tylko majaki i "dziecieca" potrzeba matki w
        cierpieniu, ale teraz, kiedy wiem juz tak duzo, zastanawiam sie, czy
        on swojej mamy wtedy naprawde nie widzial...

        Ja "Zycie po zyciu" dopiero zaczynam czytac, ale bardzo polecam
        Ci "Pozdrowienia z Niebios." Zaraz po smierci Taty ta ksiazka mi
        bardzo pomogla.

        A znaki... sa bardzo trudne do odczytania. Wymagaja bardzo dokladnej
        obserwacji zycia, sporzadzania notatek, zwracania uwagi na
        najdrobniejsze szczegoly. Jak mowilam moje znaki ukladaja sie w
        logiczna calosc dopiero czesto z perspektywy czasu. Zycze Ci z
        calego serca upragnionych znakow.

        Pozdrawiam.
    • magdaberlin 06.04.09, 01:48 Dodaj do ulubionych Skasujcie
      Odpowiedz cytując Odpowiedz

      Osmiorniczko Dziekuje za twoj list. Widze ze Ty podobnie jak ja tez
      jestes lowca znakow. To co pisalas o tych wiadomosciach z Twoim tata
      to cos wspanialego. Ja napewno bym nie potrafila tak jak Ty morsem
      odczytac wiadomosc. To naprawde fascynujace jak czlowiek po smierci
      i ta druga osoba na ziemi dalej moga ze saoba miec kontakt. To dar
      milosci. Wydaje mi sie ze Bog wie i widzi za ludzie sie kochali i
      nadal kochaja i dlatego pozwala na cos takiego. Ja jadac do medium
      modlilam sie o to zeby Bog nie wyrazil zgody na jego przyjscie jesli
      zalklucam swoim postepowaniem jego spokuj.Mysle ze Pan Bog widzac
      nasze cierpienie i tesknote pozwala im i nam na ten maly kontakt ,by
      podniesc nas na duchu i zeby zyc dalej a nie sie dreczyc i smucic.
      latwo mi sie pisze ,ale tez mam takie smutne dni ze lepiej nic nie
      mowic. Osmiorniczko mam do Ciebie prosbe ja pisalam w swojej
      wypowiedzi o piosence pt: Dotykaj mnie. Tomasza Zoltko.Ta piosenka
      nie nalezala do naszych piosenek ,ale Raz ja z moim Grzesiem
      tanczylam i mi ja spiewal. Zapomnialam o niej praktycznie az do
      momentu kiedy siedzialam na internecie i tak bez wiekszego sensu
      czegos szukalam na youtube. Wtedy zobaczylam tytul tej piosenki ,ale
      przeszlam na inna strone nie zastanawiajac sie co to moze byc,bo nic
      mi to nie mowilo.
      Szukajac czegos dalej ,ciagle mialam w glowie zeby sprawdzic i wejsc
      na ta piosenke. po zrobieniu tego malo nie zemdlalam ,bo wiedzialam
      odrazu ze to byla wlasnie ta piosenka ktora slyszalam tylko raz i
      spiewal mi ja Grzes. Ta medium tez mi powiedziala ,zebym ja czesciej
      sluchala i ze ta piosenka byla od niego. Chciala Bym Cie prosic bys
      ja odsluchala i napisala co o niej myslisz. Dziekuje.
      • Gość: estoy IP: *.rzeszow.vectranet.pl 09.04.09, 07:46
        Madzia powiedz wiecej o tym medium .Pozdrawiam
        • Swoja historie opisalam w watku zycie po smierci istnieje. O tej
          kobiecie Medium dowiedzialam sie z telewizji. Ta kobieta we
          wczesnych latach dziecinstwa stracila jedna siostre. Wtedy tez
          okazalo sie ze ma zdolnosci ,przez ktore moze kontaktowac sie ze
          zmarlymi. sama osobiscie widziala wieczorem jak jej zmarla siostra
          okrywala koldra jej mlodsza siostre ,ktora spala. Ogladalam
          o niej program w telewizji i bylam w lekkim szoku jak zobaczylam co
          potrafi. jest to niemka i mieszka w Frankfurcie nad Menem. Droga
          troche daleka ,ale naprawde sie oplacalo. Nie zaluje bo powiedziala
          mi wiele rzeczy o ktorych wiedziec nie mogla. Pomogla mi bardzo
          wizyta u niej.
      • Witaj Magdaberlin!

        Chcialam tylko powiedziec, ze przeczytalam Twoj list i oczywiscie
        odpisze na niego, ale dopiero po swietach, bo nie mam w tej chwili
        czasu. Czy moge napisac do Ciebie prywatnie?

        Pozdrawiam.
        • Witam osmiorniczko zajrzyj na poczte ....wczoraj przegladalam zdjecia z pogrzebu
          na jednym z nich widac twarz chcialabym zeby ktos z Was postronny zobaczył to
          zdjecie bo juz sama nie wiem co myslec ....
    • Gość: agi IP: *.38-79-b.business.telecomitalia.it 30.04.09, 12:56
      Rowniez moj tata odszedl dwa tygodnie temu. Byl najblizsza mi
      duchowo osoba. Bardzo trudno mi pogodzic sie z ta strata i chociaz
      nie jestem praktykujaca a moja wiara jest bardzo szczegolna, czuje,
      ze on jest blisko mnie i ze kiedys spotkamy sie znowu. Nie tylko tak
      mysle ale fizycznie to czuje i to mi pomaga.
    • Gość: Cmentarze polskie IP: *.wroclaw.mm.pl 03.05.09, 20:08
      www.cmentarze-polskie.pl
      - tu wykaz polskich cmentarzy wraz a listami pochowanych.
      • Witam,
        Chciałabym opowiedzieć Wam swoją historię. W grudniu przed samymi Świętami zmarł
        mój kochany Tatuś. Po 9 miesięcznej walce z nowotworem odszedł. W nocy przed
        jego śmiercią śniło mi się,że umiera. We śnie zadzwonił do mnie i poprosił żebym
        przybiegła do szpitala, ja szybko pobiegłam a on po kilku godzinach zmarł. W
        rzeczywistości o 6 rano obudził mnie telefon od taty, wydusił z siebie żebym
        szybko przyszła. Pobiegłam do szpitala, mieszkam bardzo blisko. Okazało się,że
        ma obrzęk płuc i nie można nic już zrobić, był świadomy przez kilka godzin,
        później dostał środek nasenny i we śnie odszedł. Bardzo przeżyłam jego śmierć.
        Był dla mnie wszystkim, kochał mnie bezgraniczną miłością. Nie mieszkaliśmy
        razem, więc codziennie do mnie dzwonił tylko po to żeby powiedzieć,że tęskni i
        kocha. Dzwonił tak nawet 3razy dziennie :) Bardzo mi go brakuje, nie moge się z
        tym pogodzić,że go nie ma, pogubiłam się we własnym życiu, ciągle płaczę,
        rozpamiętuję. Chcę żyć, próbuję, ale jakoś nie widzą sensu. W każdym bądź razie
        zaraz po śmierci miałam uczucia,że jest obok. Wyczerpana zasnęłam i czułam się
        tak jakby ktoś się do mnie przytulał. Obudziłam sie i nikogo nie było.. Później
        Wigilia. Strasznie to przeżywałam, tata jeszcze nie był pochowany, ja nie
        chciałam isć na Wigilię do nikogo bo bałam się,że tego nie wytrzymam. Mama
        jednak mnie namówiła. W nocy przed Wigilią przyśniło mi sie,że tata zadzwonił do
        mnie ja odbieram i słyszę jego głos, mówię: ale przecież Ty nie żyjesz.. Tata:
        No tak, (śmiech) ale na Wigilię przyjdę, będę z Tobą nie płacz. Zróbcie dobre
        rzeczy. Tata uwielbiał jeść :) Takie sny się ciągle powtarzają. 4 dni temu znów
        mi się przyśniło,że dzwoni. Tym razem powiedział: Udało mi się, wygrałem. Idę
        tam, juz tam idę ! i ogromna radość w glosie. Czyżby szedł do nieba? I dziś w
        nocy, sen niesamowity. Tata siedział sobie na tarasie ja na drugim na przeciw,
        pomiędzy tarasami przepaść. Tata ze mną normalnie rozmawiam, tłumaczył.
        Powiedział,że jest mu tam dobrze,że jest szczęśliwy. Żebym się nie martwiła i
        nie płakała, bo mnie bardzo kocha i jest obok cały czas. Prosił żebym przekazała
        mamie,że ją również bardzo kocha, że widział,że jest na Mazurach z ciocią i że
        to dobrze,że odpoczęła, że przy niej tez jest. Zapytałam się,czy przez to,że
        jest już w niebie to nie będzie do mnie przychodził... a on ,że będzie mnie
        odwiedzał tak jak teraz od czasu do czasu, ale muszę żyć. Jeszcze raz
        powiedział,że mnie kocha i się rozmył. Wstałam z łózko i bardzo dziwnie się
        czułam. Od razu się rozpłakałam,bo wstyd mi,że musi przychodzić mnie
        uspokajać,że nie moze przeze mnie spoczywać w pokoju, ale później zrobiło mi sie
        dobrze. Cieszę sie,że jest szczęśliwy. On się chyba martwi p przychodzi mi
        pomagać, tłumaczyć, wie,że tego potrzebuję. Nie wiem...
        • Czesc

          Ciagle obiecuje sobie, ze odpisze na Twoj post, lecz wciaz brakuje
          czasu. Ale dzis koniec z wymowkami.

          Chce Ci powiedziec, ze ile razy czytam Twoj post, tyle razy mam lzy
          w oczach. Po pierwsze dlatego, ze Twoja historia przypomina mi moja -
          ukochany Tata, szpital, zastrzyk, smierc we snie, Wigilia... (dla
          mnie chyba najgorszy dzien w roku). Widac, jak bardzo byliscie
          zwiazani, dlatego wiem, co przezywasz.

          No i te piekne znaki, jakie dostajesz... Masz prawdziwy kontakt z
          Twoim tata! Sen jest plaszczyzna kontaktow z naszymi drogimi
          Zmarlymi. Prowadzisz z nim rozmowy swiadoma we snie tego, co sie
          stalo. Ja mam podobne sny, ale mam problem z zapamietywaniem tresci
          naszych rozmow kiedy przechodze do stanu jawy. Doszlo do tego, ze we
          snie ucze sie na pamiec tuz przed swiadomym obudzeniem, o czym
          rozmawialam z Tata, a jak sie obudze, to i tak niewiele pamietam :-(

          Widac, ze pomimo smierci Twoj tata nadal Cie bardzo kocha i sie o
          Ciebie troszczy. To bardzo cenna wskazowka dla nas. Ja sie wciaz
          boje tego, ze majac tam przyslowiowy "raj" Tata mogl o mnie
          zapomniec, ze nie jestem juz dla niego wazna.

          Pomimo swojej wielkiej tragedii masz prawdziwe powody do radosci.
          Tata jest z Toba, kocha Cie i sie o Ciebie wciaz troszczy.

          I jeszcze jedno. Ten ostatni sen z rozmyciem... Mysle, ze to mogla
          byc wizja.

          Zycze Ci jeszcze wielu spotkan i rozmow z tata. Pozdrawiam.


          • Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź na mój wpis.
            Wydaje mi się,że to nawet niemożliwe żeby tata o Tobie zapomniał. Ich uczucia
            chyba pozostają na zawsze, czekają tam w "raju" na nas. Czytałam kiedyś taki
            artykuł, że jak człowiek umiera to podobno przychodzą po niego jego bliscy,
            zazwyczaj rodzice i ogarnia ich wszystkich wielka radość.
            Po moim ostatnim śnie z tym rozmyciem, muszę Ci powiedzieć,że jakoś się
            pozbierałam. Nadal jest ciężko, ale częściej się uśmiecham. Czasami nawet czuję
            się szczęśliwa. Mam cały czas myśl,że tata jest przy mnie i cieszy się ze mną.
            Tamten sen/wizja postawiła mnie na nogi, ale już zawsze Święta będą bardzo
            ciężkie i będą się kojarzyły ze śmiercią.
            Pozdrawiam Cię i trzymaj się !
        • DO OSMIORNICZKI030...NIE WIEM CZY TY JESZCZE ZAGLADASZ NA TA
          STRONKE....JA PRZEZYWAM TO CO TY...4MSC TEMU ZMARLA NAGLE
          NAJWAZNIEJSZA OSOBA W MOIM ZYCIU,MOJA MAMA..ZAWAL SERCA...BYLAM
          SAMA...RAZEM Z NIA...TO WSZYSTKO TA TRAUMA..NIE POTRAFIE
          ZYC..ZADAJAC SOBIE PYTANIE CZY ZROBILAM W TEJ CHWILI COS NIE TAK,CZY
          MOGLAM COS JESZCZE ZROBIC,POGOTOWIE NIE ZDAZYLO..TO TRWALO MINUTY.
          zOSTALAM Z TYM CO WIDZIALAM I PRZEZYLAM SAMA....TATO BYL AKURAT POZA
          DOMEM ,NIE MAM RODZENSTWA A I SYNKA 8MIESIECZNEGO WYCHOWUJE
          SAMA...MAMA BYLA NICZYM..ANIOL, TAKA KOCHANA ZYLA CALE ZYCIE DLA
          INNYCH, TAK MNIE KOCHALA..A PUZNIEJ SPOTKALO JA NAJWIEKSZE SZCZESCIE-
          WNUK..JEJ LILIPUTEK, TAK DO NIEGO MOWILA..NACIESZYLA SIE NIM TYLKO
          DWA MOIESIACE. sERCE ROZDZIERA MI BOL I ZAL ZE MOJ SYNEK NAWET NIE
          BEDZIE PAMIETAL TAK WYJATKOWEJ KOBIETY...TERAZ KIEDY NA NIEGO
          PATRZE,JAK ROSNIE,ZA KAZDYM RAZEM CIERPIE ZE ONA TEGO NIE WIDZI,,,ZE
          NIE MOGE TEGO PRZEZYWAC RAZEM Z NIA. TYLE PYTAN,DLACZEGO ONA DLAZEGO
          W TEN SPOSOB,,I DLACZEGO W MOMENCIE KIEDY BYLA CHYBA
          NAJSZCZESLIWSZA...TO NIE PRAWDA ZE CZAS LECZY RANY....KAZDEGO DNIA
          CIERPIE TAK SAMO,KAZDEGO BRAKUJE JEJ TAK SAMO...W KAZDEJ GODZINIE
          MOJEGO ZYCIA MYSLE O NIEJ...COKOLWIEK ROBIE,JAK UBIERAM SYNKA..TO
          PYTAM CZY SLICZNIE WYGLADA, TAK LUBIALA PATRZEC KIEDY BYL UBRANY I
          WYCHODZILISMY NA SPACEREK.....CO DO ZNAKOW..TO RAZ ODCZULAM
          NIESAMOWITE ZIMNO CHOCIAZ NA DWORZE PANOWAL UPAL...I SNY,CHOC
          OSTATNIO SNI MI SIE ZADKO TO ZAWSZE W SNACH BYLA
          MILCZACA...NIEKONIECZNIE RADOSNA JAK ZA ZYCIA. jEDNEJ NOCY SNILO MI
          SIE ALE ODCZOWALAM TO TAK JAKBY DZIALO SIE TO NAPRAWDE ZE ONA KAZE
          MI ISC DO DRUGIEGO POKOJU-POKOJU RODZICOW...WCHODZE TAM TAKA
          WYSTRASZONA A ONA TAM JEST...PATRZY NA MNIE I W MILCZENIU PODAJE MI
          DLON...JAKBY CHCIALA SIE POZEGNAC...BO NIE ZDAZYLISMY.... INNY SEN,
          BYL TAKI ZE WCHODZE DO DOMU A MAMA LEZY CHORA, DRZWI OTWIERA MI
          TATO..A JA PYTAM ZYJE? A TATA ODPOWIADA ZE KAZALA CI PRZEKAZAC ZE
          WASZA MILOSC DO SIEBIE WYGRALA WALKE ZE SMIERCIA I ZECIE
          ODWIEDZI...TEN SEN BYL DLA MNIE NIESAMOWITYM PRZEZYCIEM BO DZIEN
          WCZESNIEJ PODCZAS ROZMOWY I MODLITWY Z NIA PROSILAM ZEBY COS MI
          JESZCZE POWIEDZIALA,PRZYSNILA SIE....WYSLUCHALA I POWIEDZIALA.....
          JESZCZE NAPISZE MUSZE KONCZYC BO MOJ SYNEK WLASNIE SIE OBUDZIL
        • Gość: Robert IP: *.xdsl.centertel.pl 28.11.09, 21:36
          Mam krótkie pytanie. Czy w momencie, kiedy Twój Tata się rozmył zapewne od razu
          się przebudziłaś. Napisz proszę, czy w tym momencie nie stało się coś
          niezwykłego, czy czasem nie przeszedł przez całe Twoje ciało dreszcz??? Mam
          nadzieje, że mimo tego, że dawno umieściłaś swój post zaglądasz tu czasem i
          odpowiesz.
          Trzymaj się ciepło.
        • Gość: zmeczonazyciem:( IP: 83.1.81.* 18.12.11, 22:09
          To co napisałaś jest na prawde bardzo pięknym przezyciem. Ja tez stracilam tatusia 3 lata temu ale do dzisiaj sie z tym nie pogodziłam:( zle mi jest bez niego bardzo za nim tesknie potrzebuje go chocby nawet w snach. Przez te 3 lata śnil mi sie moze 4 razy ale nie dostrzeglam takich znakow jak ty.Bardzo go kocham i czasem chce isc tam gdzie i on jest zeby byc blisko
    • Gość: beti IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.09, 08:26
      witam ja rowniez czuje obecnosc mojego taty zmarl okolo rok temu i czuje nawet
      jego dotyk uwierz on opiekuje sie toba jak moj tato mna ciesz sie z tego bo i po
      smierci rozciaga nad toba opieke
    • Gość: agata IP: *.53-82-r.retail.telecomitalia.it 23.06.09, 00:33
      zmarli żyją można ich czuć przez okres ograniczony przez każdą osobę osobno nikt
      nie jest taki sam...
    • Gość: mmm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.09, 12:59
      Straciłam swojego ukochanego brata, ale wiem, że jest blisko mnie. W
      trudnych chwlach swojego zycia prosze go o wstawiennictwo do Boga.
      Wszystko zawsze dobrze kończyło się. On jest jak dobry opiekun,
      często z nim rozmawiam, w właściwie opowiadam mu o sobie i bliskich.
      Pozdrawiam. mmm
    • Gość: luka3 IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 23.10.09, 16:55
      [i][Tekst linkab][/b][/i]Moja babcia,która już dawno
      nie żyje obiecała,że po śmierci jak tylko będzie mogła to z pewnością da znać
      komuś tu na ziemi.Niestety słowa pewnie nie mogła dotrzymać bo milczy już prawie
      30 lat.
    • Gość: zraniona IP: 95.108.1.* 24.10.09, 19:40
      czytaam tutaj wasze wypowiedzi i to niesamowite. ja tez stracilam tate.. on zawsze krzyczal i zawsze mowilam ze go nie kovham i w ogole.. jednak jak umar zrozumialam ze to tylko takie gadanie.. teraz juz nie mozna cofnac czasu.. niestety. chcialabym miec takie niesamowite historie jak wy. mi nigdy sie cos takiego nie zdazylo.. nawet nigdy mi sie nie przysnil.. czy to jakis zly znak?
    • Mój Tatuś odszedł 11 lat temu. Codziennie myślę o nim. Nie nawidzę
      świąt i nie obchodzę ich. Jest to dla mnie bardzo ciężki okres. W
      pamięci mam święta, które spędziłam z Tatą. Mam rodziną, małe dzieci
      i wiem, ze inaczej powinnam myśleć o tym okresie. Niestety nie
      potrafię się cieszyć. Głupio to zabrzmi, ale czekam z
      niecierpliwością kiedy się z nim już spotkam.
      ...
      Chciałam opisać więcej rzeczy, ale nie potrafię. Jest mi cięzko.
      To co piszę - kasuję.
      Powiem tylko tyle, ze wcześniej nie byłam na to gotowa, a teraz
      zastanawiam się, by udać się do osoby, która zajmuje się seansami
      spirytystycznymi i by w ten sposób z nim porozmawiać. Może to będzie
      dla mnie forma terapii? Sami wiecie jak trudno jest o sen/rozmowę z
      osobami, które odeszły. Czy ktoś z Was próbował takiego kontaktu? Co
      o tym myślicie?
    • Gość: Paulina IP: *.chello.pl 04.01.10, 17:35
      Wiesz w święta zmarł mój bliski wujek ja również nie mogę się z tym poodzić.
      I zastanawiam się czy on widzi mnie z góry i patrzy na mnie . Mam czasem
      wrażenie ze z nim rozmawiam i nie wiem czy sama sobie odpowiadam czy to on
    • Gość: ulka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.10, 14:02
      Najlepszym sposobem na to, aby dana osoba była z nami jeszcze długo po śmierci,
      jest przekazywanie wiedzy o tej osobie innym, swoim dzieciom i wnukom. Ostatnio
      powstał bardzo poważny portal, który nam w tym pomaga: www.wspomnijmy.pl. Bardzo
      mi on pomógł, gdy nie mogłam pogodzić się ze śmiercią ukochanego dziadka.
      Pisanie o nim sprawiało mi ból, a z drugiej strony, wiem, że przez to moje
      dzieci będą wiedzieć, jaki był wspaniały.
    • Gość: ninka IP: *.jeleniagora.vectranet.pl 31.03.10, 17:38
      mój ojciec zginął tragicznie potrącony przez pociąg...już miną rok a ja nie
      widziałam zadnych cudów.Modliłam sie mdo noiego w myslach o to by dał mi znak ze
      czuwa obok mnie...widziałam tylko jego twarz po wypadku na rozpoznaniu w
      prosektorium...okropne uczucie...są dni ze zapominam o nim przynajmniej mi sie
      tak wydaje lecz jak go sobie przypomne serce mi zamiera...wyobraznia potrafi
      ponoc wiele ,ja miałam omamy słuchowe otwieranie lodówki w nocy.bo tata w nocy
      podiadał;)lecz to nie cód nie naleze do osób o mocnej wierze o ile wogóle ja
      mam.nad je4go grobem rozmawiam z nim jakby nic sie nie stało czuje pustke
      zresztą trudno to wyjasnic...
    • Jak najbardziej.Tylko nie wszystcy maja te zdolnosci i czasami umarli nie do wszystkich przychodza.Moja babcia,moj dziadek ,babcia meza.Wszystcy umarli jak przebywalismy w Niemczech.W tamtym czasie nie moglismy pojechac na pogrzeb.Ale wszystcy przyszli do mnie.Moj dziadek ,w nocy ogladalam telewizje z mezem.Nagle huk.Jakby cos ciezkiego spadlo.poszlam sprawdzic do pokoi ale nic.W kuchni zapalilam swiatlo i czulam taka dziwna cisze i ze dziadek tam stoi.Nawet swiatlo wydawalo mi sie jasniejsze.Tego sie nie da opisac ale to sie czuje i wie ze to jest wlasnie ta osoba.Potem bylo wszystkich swietych,zaplanowalam sobie ze pojade do Polskiego kosciola zapalic swieczke .Kosciol byl zamkniety.Nie wiem dlaczego nie pomyslalam wtedy zeby isc na cmentarz.W nocy polozylam sie spac,zaczelam modlic ,ale ogarnela mnie trudna do opisania zalosc.Ze w tych pieprzonych Niemczech nawet swieczki nie moge zapalic.Nagle telefon.
      polecialam do drugiego pokoju ,myslac ze to siostra,ale po sygnale zauwazylam ze to z daleka.Pierwsze co pomyslalam ''no nie znowu cos sie stalo''czekam,spojrzalam na zegarek za 3 min.12.(w nocy).W tel. cisza I wrazenie jakby ktos probowal sie polaczyc z bardzo daleka.Wiedzialam ze to dzwoni meza babcia.Po 12 ,odlozylam sluchawke na widelki ,podnosze dalej nie ma sygnalu.Przeciez polaczenie powinno byc przerwane?Wzielam modlitewnik i zaczelam sie modlic za dusze zmarlych.Wokol cisza,az w uszach dzwonilo.Jakby mnie
      ktos zamknal w jakiejs szczelnej kapsule.Pozniej zadzwonilam do siostry ,ale jej tel.byl zajety.Na drugi dzien gdy do niej pojechalam okazalo sie ze kabel od tel.Byl wyciagniety z kontaktu.tak jakby ktos go wyrwal.Kontakt byl za meblami tak ze nikt nie mogl wyjac go przez przypadek.Mam jeszcze wiele dowodow ze zycie po drugiej stronie jest.Pozdrawiam.
      • Z moja babcia bylam b.blisko.Jako dziecko spalam z nia w jednym pokoju.Czesto opowiadala mi historie,zaslyszane w jej mlodosci.Zawsze mnie to ciekawilo.Powiedziala mi ze miala b. dobra kolezanke.Czesto rozmawialy o smierci i umowily sie ze jak ktoras z nich umrze to przyjdzie tej drugiej powiedziec jak tam jest.Tak tez sie stalo jej kolezanka umarla i przysnila sie mojej babci.Jak siada na jej lozku i pyta czy dalej ja ta glowa tak boli?(bo moja babcia miala migreny).No i babcia sie ja zapytala .No to powiedz mi jak tam jest?A tamta jak sie nie zerwie trzasnela drzwiami i tyle.tak ze nie wolno im mowic jak tam jest.Moja babcia zawsze zartowala ze jak umrze to do mnie przyjdzie.///ja ja zawsze prosil
        am zeby nie ,bo sie boje. Nie przyszla ,ale dala mi znac w inny sposob.Jak zyla to mielismy taka zabawe,ze jak ona lezala na lozku to ja probowalam jej zgiac rece w lokciach.Co mi sie nigdy nie udawalo.Taka byla silna.Pare lat po jej smierci na spaniu czulam ze ktos mi proboje zgiac rece.Jak sie przebudzilam to jeszcze czulam jak mi prad przez nie przechodzi.Dala mi znak w sposob tak oczywisty ze lepiej nie mogla.
        • Nastepna historia.Moja ciocia (taka przyszywana)Z racji ze duzo z moim dziadkiem przeszli,bo oboje byli zeslani na Sybir.Czula sie b.zwiazana z nasza rodzina.Czesto jako dzieci spalismy u niej.Jak przyjechalam w odwiedziny do Polski po paru latach,bylam tak zajeta ze nie pomyslalam zeby ja odwiedzic.Dzien przed moim wyjazdem zadzwonila i spytala czy do niej przyjade.pojechalam,bardzo nas ugoscila.Po roku pojechalam to juz nie zyla.Tez mi dala znak.Pewnej nocy weszlam do kuchni ,zapalilam swiatlo a tam bialo,jakby mgla.Tez wiedzialam juz ze jest ciezko chora i pomyslalam ze to chyba znak ze umarla.Szkoda ze nie zapisalam daty i godziny.I wlasnie na tej nastepnej wizycie dalo mi duzo do myslenia ze jednak istnieje cos po smierci.Mam taki zwyczaj ze podczas kazdej wizyty odwiedzam groby.pewnego wieczora powiedzialam tesciom ze jutro akcja cmentarze.nie mialam zamiaru jechac na jej grob,bo ten cmentarz byl w innej dzielnicy i nie wiedzialam gdzie szukac tego grobu.Tej samej nocy,a lubie siedziec do pozna,polozylam sie spac jak juz prawie switalo.lezalam na boku,i cos mnie obudzilo.Katem oka zobaczylam postac siedzaca na fotelu,i spytala mnie czy do niej tez przyjde.Byla w swoim ulubionym siwym sweterku mocherowym.Tak ze upomniala sie i za zycia i po smierci./na jej grob pojechalam.Ta jej wizyta to bylo cos na pograniczu jawy i snu.Ale bardziej jawy.Powiedziala jeszcze cos co mnie nurtuje do dzis''a za dziadka sie nie modl,ani w imie ojca i syna''.Tego przeslania nie moge zrozumiec.tym bardziej ze moj dziadek b.czesto mi sie snil i to juz inna historia,ale wiem ze prosil o modlitwe i wlasnie za niego sie bardziej modlilam.Pozdrawiam.
    • Gość: lutka IP: *.szpital.zabrze.pl 03.10.11, 22:08
      W ciągu ostatnich pięciu lat w moim życiu stało się iwle złego - odeszły bliskie mi istoty . . Czułam się za każdym razem jakby coś we mnie umarło. Bardzo chciałam aby ta osoba w jakiś sposób powiadomiła mnie ,że jest szczęśliwa i jest jej dobrze, Jedno co mogę powiedzieć to w około tydzień po każdej z tych śmierci o których mówię, moi ukochani , którzy odeszli, odwiedzali mnie w snach. W pierwszym przyoadku mój zmarły ojciec przyszedł do mnie . Ja wiedziałam ,że on już nie żyje , ale bardzo się ucieszyłam. On jednak mimo ,że przyszedł (chyba się pożegnać ) nie pokazywał emocji . Stał smutny i nieruchomy. Pozwolił się uściskać ( lae nie odwzajemnił mojego uścisku , ani uśmiechu) W pewnym momencie osoba , która stała przy nim powiedziała z niecierpliwością ,że muszą już iść. Ja wiedziałam ,że nei mogę iść za nimi. Patrzałam jak się oddalają i ntak skończył się ten sen. Do tej pory wspominam ,że mój tata był smutny i pozbawiony emocji. Sama się zastanawiałam po co przyszedł skoro tak niemo się zachował. Drugi przyadek ( tu nie wszyscy mnie zrozumieją ) to mój ukochany zmarły pies. Śniło mi sie również w około tydzień od Jego śmierci,że mnie dowiedsził . I znowu to samo . Ja bardzo się ucieszyłam . Zaczęłam go głaskać i tulić. On nie oponował ,ale też nie cieszył się ( jak za życia. ) Też był smurtny i... chory - tak jak pod koniec swojego życia. Nie wiem co o tym myśleć . Wierzę ,że oni przychodzą się ze mną pożegnać ,ale dlaczego towarzyszy temu taki brak emocji z ich strony? Nie wiem. Pozdrawiam wszystkich czytelników tego forum
    • ja też mam bardzo realistyczne sny z osobami zmarłymi ostatniej nocy śniła mi sie babcia siedząca obok mnie na fotelu i mówiła zebym oblała ją czysta wodą a następnie pyta się czy jestem w ciąży ja na to ze tak a ona ze ma nadzieiej ze to żart a jak nie to zebym usuneła w ostatnich mc śnił mi się też dziadek mówiący że jestem w ciąży a także wróżka która powiedziała ze bd w ciąży we wrześniu i to pomoże mi w rozwiązaniu trudnych spraw
      • Gość: Monia IP: *.euro-net.pl 16.11.11, 22:27
        A ja miałam taki przypadek że siostrzenica mojego męża zobaczyła przy nas mężczyznę ale pomyślałam że to tak coś jej się przywidziało. Potem dochodziły dziwne zdarzenia w domu. Najpierw zmarł mój wujek luty 2010 potem wakacje i ona widziała mężczyznę, potem dziwne odgłosy przebywania kogoś w domu, połamane krzesło itd. Sny o babci która niedawno zmarła oczy łzawiące na lustrze (to było 2 tyg temu). nie wiem co to oznacza. Chyba umrę :P
        • Gość: żabka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.12, 11:03
          Witam
          Mój tata zmarł 19.12.2011 w samo południe, miał 66 lat. Byłam przy tym obecna, ponieważ wzięliśmy tatę ze szpitala do domu kiedy stwierdzili, że już nic nie mogą zrobić ( rak płuc- dowiedzieliśmy się 1.04.2011 w mamy urodziny). Niby byliśmy przygotowani ale tak naprawdę to nigdy nie jest się gotowym na odejście ukochanej osoby. Bardzo to przeżywam do tej pory mam takie załamania, że ryczę i nie potrafię się uspokoić. Trochę jestem zaskoczona tym, że tak naprawdę tata mi się nie śni choć bym chciała. Wiem tylko, że w dzień śmierci siostra wzięła mamę do siebie i wieczorem coś słyszała w kuchni jakby jakiś szelest. Rano kiedy się spotkałyśmy mama zapytała czy tata też u mnie był. No cóż chyba nie był albo nie zauważyłam żadnych znaków. Wiem tylko, że bardzo często z Nim rozmawiam i proszę aby dał mi jakiś znak, że jest mu dobrze. Dzisiaj nad ranem widziałam tatę przez chwilkę w śnie, śniło mi się, że stoję przed drzwiami u mamy i nagle drzwi otworzył mi tata. I się obudziłam, nic więcej tylko ta chwilka. Czy to może mieć jakieś znaczenie? Trochę mi ulżyło jak to napisałam, pozdrawiam
          • Gość: agniesiak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.12, 11:40
            Witajcie,
            Rok temu straciłam tatę, nagle, rano już go nie było. Od tamtego czasu przychodzi do mnie i do mojej mamy. Wszystko to dzieje sie na jawie. Najczesciej czuje zapach z jego ust, jakby stal na przeciwko i chuchal, wtedy staje jak wmurowana. zapach utrzymuje sie ok. 15 sekund i znika zupelnie, w roznych miejscach w domu moich rodzicow, moim domu, samochodzie.... Zabawki mojego dzieiecka wlaczaja sie same, pierwszy raz w noc po smiierci wlaczyla sie pszczolka ktora grala jak zacieta plyta "czesc to ja...." i tak przez kilka tygodni wlaczala sie na moich oczach, widzialam ze nikt jej nie dotykal, potem inne zabawki w sumie ok. 5 roznych. Radio pod prysznicem samo sie wlaczylo slychac bylo dostrajanie kanalu i wlaczyla sie piosenka Piaska "Nowe zycie na sniadanie" Szczek klamki w drzwiach w pokoju gdzie umarl, trzask zamykanych drzwi wewnetrznych, ostatnio sama widzialam jak sie ruszyly. czesto czulam ciezar na nogach tak jakby ktos siadal na nie, ciezar jakby ktos lezal za mna i trzymal reke na moim ramieniu, mrowienienie w tym miejscu. Moja mama ma te same doswiadczenia czasami niezaleznie ode mnie w tym samym czasie.Niesamowite ale prawdziwe tyle razy probowalam znalezc wytlumaczenie, nie moge za duzo tego sie wydarzylo. Teraz juz rzadko moze co 2 mce ale po smierci notorycznie. Brakuje mi go nie zdazylam sie pozegnac, przeprosic, ale znaki daja mi nadzieje.
    • Gość: migotka IP: *.dynamic.chello.pl 03.04.12, 18:11
      Witam serdecznie wszystkich wtajemniczonych :)
      Przeczytałam wszystkie wpisy z dużym zainteresowaniem i w skupieniu. Mam nadzieję, że nasza ośmiorniczka030 odnalazła w końcu upragniony spokój wraz z odpowiedziami na nurtujące ją niegdyś pytania. Dziękuję Wam wszystkim za te bardzo ciekawe i osobiste zwierzenia. Tak wiele ludzkich losów i wspomnień, a uczucia i tęsknoty wciąż te same. Niejako wzamian, a trochę też dla samej siebie postanowiłam i ja podzielić się swoimi prywatnymi ustaleniami w tym ulotnym temacie. Przeżyłam już wiele ostatnich rozstań na tej ziemi z bliskimi mi osobami. Choć spotkania z niektórymi z nich zdarzały mi się prawie zawsze tylko w snach, to wierzę w obcowanie dusz. Jestem obdarzona łaską wiary, za którą niezmiernie wdzięcznam Bogu, bo jest dla mnie niezawodnym i jedynym ratunkiem w trudnej doczesności. Jakież to ludzkie, że miewałam okresy zwątpienia - bunt młodości, chwile niewiary w istnienie wieczności - jednak wracałam, a raczej Ten, który jest zawsze mnie odnajdował w najciemniejszych zaułkach życia; nawet tam, a może szczególnie wtedy. Nie szukam na siłę kontaktów, czy dowodów na istnienie życia wiecznego. To kwestia wiary - bez niej nawet jednoznaczne znaki będą niewystarczające. Gdyby jednak ktoś bardzo chciał tu czegoś według ludzkiej logiki dowieść, to rozeznanie w tej nieswoistej materii względem naszych kryteriów poznania i zmysłów nieprzystających do innych wymiarów, bo stworzonych w tym świecie i dla tego świata po prostu mija się z celem. To tajemnica dla żyjących tutaj, godna respektu i należytego szacunku. Staram się jednak odpowiedzieć sobie na pytanie nurtujące wszystkich, których śmierć jest udziałem, bo spotkać się mogę z nią już jutro. Dlatego notuję w pamięci wiarygodne dla mnie fakty dowodzące życia dusz, które postaram się Wam pokrótce przybliżyć. W większości są świadectwem osób z mojej najbliższej rodziny:

      1. Dwudziestoletni narzeczeni - moi przyszli rodzice przebywali pewnego późnego wieczoru w domu mamy mojego ojca. Położyli się już spać w pokoju stołowym. Babcia krzątała się jeszcze w kuchni obok, do której drzwi były zamknięte. W pewnym momencie mama usłyszała posuwiste człapanie wokół stołu stojącego na środku pokoju. Złapała za rękę ojca, by upewnić się czy i on słyszy to samo. Kiedy tato poczuł uścisk mamy zorientował się, że to nie złudzenie, i przerażony krzyknął - mamo!, by zawołać babcię. Babcia weszła do pokoju, a gdy dowiedziała się co się stało, stwierdziła, że to Staś przyszedł (mąż babci). Był to dom wolnostojący więc nie mogły być to kroki nikogo postronnego, a było to stąpanie bardzo charakterystyczne dla sposobu chodzenia dziadka - człowieka starszego i schorowanego. Mama była wtedy młoda, spostrzegawcza, jak zresztą i dziś; jest osobą bardzo poukładaną i konkretną. Wierzę jej opowieści.

      2. Stało się to już dawno. O świcie ojcu mojej mamy, jadącemu rowerem przez las na grzyby, stanęła na drodze kobieca postać, łapiąc za kierownicę roweru dziadka, poczym zniknęła. Opowiedziała mi kiedyś o tym zdarzeniu moja mama.

      3. Wiele lat temu moja babcia, będąc w domu, usłyszała pukanie do drzwi. Otworzyła. Za progiem stała jej bliska znajoma. Jednak po chwili okazało się, że nie było tam już nikogo. Wkrótce babcia dowiedziała się o śmierci tej kobiety. Przekazała mi to również moja mama.

      4. Babcia opowiadała mojej mamie o niewypowiedzianie pięknych przeżyciach, których doznała będąc w stanie śmierci klinicznej. Było jej wtedy tak dobrze, że nie chciała stamtąd wracać. Wróciła ku naszej radości. Jednak od siedmiu lat jest już w tamtym raju. Wiem o tym, bo była wzorem pobożności, skromności i pokory, i choć po śmierci nie przyszła nigdy do mnie we śnie, jawi mi się w myślach taka radosna i uśmiechnięta, tak, że i ja odczuwam niezwykłą radość. Czułam ją już w dniu jej pogrzebu, mimo łez. Kocham ją bardzo i jest ona częścią mnie, a raczej ja jestem jej częścią. Babcia urodziła się w tym samym dniu, co nasz papież - Jan Paweł II, a zmarła niecałe pięć miesięcy po nim.

      5. W rocznicę śmierci mojej drugiej babci - tej ze strony ojca, w naszym mieszkaniu, w gronie rodzinnym ciocia (siostra mojego ojca) wspominała swoich zmarłych rodziców. Opowiadała o moim dziadku, którego nie znałam, bo zmarł dziewięć lat przed moim urodzeniem. Był słoneczny, ciepły dzień i drzwi na balkon były otwarte. Wtem nasz pies (właściwie suczka) zaczęła mocno ujadać. Wyszłam na balkon, by ją uciszyć, myśląć, że powodem tego jest jakiś inny pies, którego zobaczyła i szczeka, jak to często się jej zdarzało. Zdziwiłam się, że nie szczeka na nikogo z ulicy, a jest skierowana w przeciwległy róg balkonu. Sprawdziłam, czy nie latał tam jakiś owad, czy coś, co mogło być powodem takiej jej reakcji. Nie było niczego, czym mogłabym wytłumaczyć zachowanie swojego psa, który wciąż zapamiętale ujadał. Ciocia powiedziała, że to pewnie dziadek, którego właśnie wspominała. Byłam wtedy nastolatką, spostrzegłam i widziałam to osobiście. Znałam dobrze mojego psa (już dawno jej nie ma) i jego wszystkie zachowania. Proszę mi wierzyć, że gdyby nie było to zdarzenie wyjątkowe i warte zapamiętania, nie wspominałabym tego. Później skojarzyłam ten fakt z dawnym zwyczajem umieszczania świętych obrazów, czy krzyża w rogu izby, jak to jest jeszcze u prawosławnych, czy jak widziałam na bawarskiej wsi. Duch snuje się widać po kątach. Wiem też, że zwierzęta mają szczególnie wyostrzony zmysł odczuwania obecności dusz.

      6. Miałam bliską przyjaciółkę, z którą życie połączyło mnie w osobliwy sposób. Choć na krótko, to bardzo intensywnie. Prawdziwie dzieliłyśmy nasz los. Była, a wierzę, że jest nadal niespotykanie dobrą, szlaczetną, wrażliwą i oddaną dziewczyną. Kochałyśmy się i zwierzałyśmy ze wszystkiego. Dotknęło ją cierpienie, a pewnego razu dosięgło niestety zbyt boleśnie. To, co wcześniej poniekąd nas zbliżyło i połączyło, teraz stało się przyczyną nieporozumienia i rozstania - chyba bez niczyjej winy. Tydzień później przyśniła mi się - powitałam ją objęciem i pocałunkiem - to wszystko. Odebrałam ten sen jako znak pokoju i pojednania, a przynajmniej pretekst do wyciągnięcia ręki do zgody. Po tej nocy nastał piątek. Chciałam zadzwonić, jednak natłok zdarzeń dnia sprawił, że tego nie uczyniłam. W nocy z soboty na niedzielę dostałam wiadomość od naszej wspólnej koleżanki, że moja kochana przyjaciółka zginęła śmiercią tragiczną. Przeżyłam to koszmarnie - najgorzej ze wszystkich śmierci bliskich, z którymi przyszło mi się zmierzyć. Bolało mnie to, że rozstałyśmy się w niezgodzie, ale najbardziej, że jej po prostu już z nami nie ma, a miała dopiero dwadzieścia pięć lat. Była piękna, i życie było przed nią. Płakałam okrągły rok. Uspokoiłam się dopiero, gdy odwiedziłam jej grób w pierwszą rocznicę śmierci. Na pogrzebie niestety nie byłam - nie z własnego wyboru. Wcześniej, ani później jej grobu nie odwiedziłam i już pewnie tego nie zrobię, choć bardzo bym chciała. To na drugim końcu Polski. Ten sen był znakiem naszego pojednania, powitaniem; później zrozumiałam, że był zarazem jej pożegnaniem ze mną. Choć gdy mi się przyśniła żyła jeszcze. Jednak dosyć jest dowodów na nieuchronność losów ludzkich, zapisanych już wcześniej przez Boga w księdze życia, a życie to jest teatrem, w którym aktorzy odgrywają swoje role według tego niebieskiego scenariusza. Nigdy już później do mnie nie przyszła, ale wierzę, że się niedługo spotkamy. Od tych chwil minęły cztery lata. Codziennie modlę się za jej duszę.
    • Gość: migotka IP: *.dynamic.chello.pl 03.04.12, 18:13
      Na dowód tego, że los człowieczy jest określony a priori, a nasze wybory pozorne, bo wpisane już w całościowy plan zdarzeń, przytoczyć można przykłady znanych wielu snów proroczych. Sama miewałam je niegdyś często. Wieszczących wydarzenia dnia następnego, bądź zwiastujące los z kilkudniowym wyprzedzeniem. Jednak raz moim udziałem stało się także zwiastowanie na jawie. Otóż po zakończeniu roku szkolnego (miałam wtedy chyba 11 lat) jechałyśmy z mamą samochodem do babci. W pewnej chwili na szosie zauważyłam chyba rękawicę motocyklową. Nie byłam pewna co to było, tym bardziej, że obraz ten dosłownie mignął mi przed oczami, jednak pół żartem powiedziałam do mamy, że na jezdni leżała ludzka ręka. Mama chyba też coś widziała, ale uśmiechnęła się tylko, traktując moje słowa jako żart. Jeszcze tego samego dnia, wieczorem nieszczęśliwie upadłam i złamałam sobie rękę z przemieszczeniem i odłamami, i w pierwszy dzień wakacji wylądowałam w szpitalu. Po 2-3 tygodniach szłam z rodzicami na zdjęcie gipsu. Idąc przejściem podziemnym w naszym mieście, przy ścianie, w pewnej odległości zauważyłam jakby porzuconą roboczą rękawicę, i wtedy jakby od niechcenia, trochę bezwolnie, poniekąd sama do siebie powiedziałam - ręka. Może to był przypadek, sugestia, ale odebrałam to i zapamiętałam, jako znaki spinające swoistą klamrą całą tę nieprzyjemną przygodę. Zastanawiające.

      7. Miałam problemy. Na tyle poważne, że najlepszym wyjściem jawiła się ostateczna ewakuacja z tego świata. Śmierć przez powieszenie zawsze wydawała się dla mnie optymalnym sposobem autoeliminacji. Wszystko przygotowałam - pasek przywiązany był do poręczy schodów, obok taboret. Wtem przez okno ujrzałam podjeżdżający pod dom samochód mojej mamy. Byłam zaskoczona, bo nie spodziewałam się jej teraz wcale. Miała być przecież w pracy. Szybko uprzątnęłam narzędzia mojej niedoszłej kaźni, i po nadejściu mamy zwyczajnie się z nią przywitałam, nie pokazując po sobie niczego, co miało tu miejsce przed chwilą. Okazało się, że mama mogła wyjść tego dnia z pracy dużo wcześniej, co zwykle się nie zdarza. Uświadomiłam sobie ze zdumieniem, że było to niezwykłe ocalenie, bo naprawdę chciałam się zabić, i wiem, że bym to zrobiła. Poczułam tchnienie Ducha Świętego, i zdałam sobie sprawę z tego, że dostąpiłam wielkiej łaski. Moje myślenie się wtedy zmeniło. Skoro Bóg mnie oszczędził, to znaczy, że mam jednak żyć, i może wypełnić jakieś zadanie na tej ziemi. Choć nadal często zdarza mi się myśleć o śmierci, to jednak tamten cud pogłębił znacznie moje refleksje i dał inne spojrzenie na tę sprawę. Teraz powodem, który wciąż powstrzymuje mnie od tego ostatecznego kroku, jest osoba mojej mamy, i moja miłość do niej.

      Gdy było mi szczególnie ciężko, i gorzko płakałam podczas modlitwy różańcowej, miewałam niezwykłe odczucie obecności postaci stojącej tuż przede mną, z lekko ugiętymi i wyciągniętym w moją stronę rękami. Nie widziałam tej osoby, tylko czułam jej obecność i pocieszenie od niej płynące.

      Jako osoba w pełni świadoma ręczę za autentyczność opisanych powyżej wydarzeń i przeżyć.
    • Gość: Ewa IP: *.dynamic.chello.pl 23.05.12, 21:32
      Umarł Krzysztof. Mieszkaliśmy razem przez 11 lat, rozstaliśmy się 3 lata przed jego śmiercią. Byliśmy ze sobą bardzo związani i po rozstaniu nadal przyjaźniliśmy się, a gdy zachorował starałam się o niego troszczyć, spędziłam całe lato w szpitalach itd itp. Często żałowałam decyzji o rozejściu się i on chyba też, ale gdy dojrzeliśmy do powrotu, akurat choroba rozpętała się na dobre i nie było mowy o ponownej przeprowadzce, Krzysztof był coraz słabszy i słabszy, a o mnie walczył ktoś inny, zazdrosny... i uległam.
      O śmierci Krzysztofa dowiedziałam się... z internetu (jest osobą figurująca w wikipedii). Umarł we czwartek, zajrzałam tam w sobotę. Nie widziałam go kilka miesięcy przed śmiercią, ale na wiki co jakiś czas zaglądałam, jakby wiedziona przeczuciem, ze mogę się tam spodziewać takiej właśnie wiadomości. Wpadłam w rozpacz, zalały mnie wyrzuty sumienia. Skontaktowałam się z jego synem. Zamieściłam nekrolog w gazecie. Byłam przy "pożegnaniu ciała" oraz - jako jedyna z jego bliskich - przy kremacji.
      No i w pierwszy wtorek po jego śmierci...usłyszałam go. Powiedział do mnie wyraźnie: "nie ma się czego bać". Poczułam ciepło i spokój. Jego obecność towarzyszyła mi przez jakiś tydzień. Gdy płakałam nad zdjęciami, mówił: "zostaw tego trupa, ja już tak nie wyglądam, nie mam już tej twarzy. Żyj! Idź i żyj dalej!". Ten głos był w mojej głowie, ale wyraźnie pochodził z zewnątrz, od niego. Odniósł się też do moich wyrzutów sumienia. Powiedział mi, że to wszystko drobiazgi bez znaczenia - jakbym czuła się winna, ze zabrałam mu kanapkę w przedszkolu. Czułam, że jest "ponadto", ze jest na innym poziomie.
      Powiedział mi też kilka innych rzeczy. "Oni cierpią" - wiedziałam od razu, że chodzi o moich rodziców, z którymi byłam i niestety jestem w niezgodzie. "Pisz, to jest ważne" - to o pewnej mojej pracy. "Widzę twoje psy" - bo jeszcze przed jego śmiercią wzięłam dwa psy do domu, ale nigdy ich nie zobaczył i żałowałam tego.
      Po tygodniu ten kontakt minął, to znaczy "głos" był coraz słabszy, aż umilkł. Po jakimś czasie rozpacz i wyrzuty sumienia wróciły. Krzysztof już nie "mówi" do mnie, ale często mi się śni.
      Raz przyśniło mi się, że mieszkanie mam zalane wodą, i wiedziałam we śnie, że ta woda to moje łzy. I przyszła Matka Boska, która się w tych łzach-wodzie przejrzała i poszła. Kilka dni później przyśnił mi się Krzysztof, w bibliotece (za życia był pisarzem). Przytulił mnie i powiedział, ze znalazł w jednej z książek dopisek, że go kocham i że na niego poczekam. Choć jeśli już, to raczej on czeka na mnie, prawda? Po innym moim ataku rozpaczy przyśnił mi się smutny, i w tym śnie powiedział "śmierć jest bezwzględna i konieczna." Wydaje mi się też, ze czasem znajduję znaki od niego w filmach, które oglądam, w książkach. Bardzo tęsknię.
    • Witam Wszystkich, nie wiem czy to, co napisze jest interesujące czy choćby troszkę ciekawe i czy skierowane jest pod dobrym adresem, ale widzę, że czasem jeszcze ktoś tu zagląda, więc może będzie w stanie mi pomóc odpowiadając na kilka pytań. Przedstawię swoją osobę w paru słowach. Od dziecka marzyłam, żeby zostać zakonnica- taką która opiekuje się chorymi, bardzo czesto się nawet przebierałam i musze przyznac, ze czułam sie wspaniale, ale z biegiem lat kazdy krytykowal moje zyciowe plany i dlatego chyba bardzo sie pogubiłam, kocham Boga ponad wszystko, miłośc i wiara napełnia mnie ogromna radościa, ale żadko chodze do kosciola, wole sobie w domu "pogadac" z Bogiem niz modlic sie w kosciele, bo niczego sie tam nie ucze o mojej wierze i zawsze jest tak samo, tak malo radosci i dobrego slowa w tych nie ukrywajmy trudnych czasach. Obecnie jestem mężatką, wydaje mi sie, ze szczęśliwa i spelniam sie w tym zyciu. Nie powiem, ze jakos bardzo czesto, ale snią mi sie zmarli ludzie. Nie jest to chyba spowodowane ogladaniem filmow, bo musze przyznac, ze mam wybujała wyobraznie i unikam horrorów, okropnie boje sie duchów i historii o duchach, wydaje mi sie,ze moglabym przezyc mały zawał na widok choćby malutkiego duszka. Tak bardzo sie boje, nawet ciemnosci i cieni w mieszkaniu. Nie wiem dlaczego tak mnie to przeraża, bo jesli przysni mi sie np. moja babcia to chocby to byl najgorszy sen, to nie bede sie go bała. Kiedy przeprowadziliśmy sie do obecnego mieszkania czułam sie obserwowana bez przerwy!!! bałam sie nawet sama kąpac, chyba nie czułam "nikogo" ale czyjś wzrok na pewno. Nie było to przyjemne, cały czas byłam wystraszona. Zaczęłam ogładac programy o zyciu po zyciu. Kiedyś stojac w łazience przed lustrem, pomyslałam: mnie to nikt w niebie nie kocha..bo kto by mnie tam kochał...i zrobilo mi smutno...nawet sobie nie wyobrazacie z jakim impetem spadla moja kosmetyczka z pralki...przestraszyłam sie i nic nie mowiac ucieklam do meza. Pozniej jakos wszystko ucichlo, tak po prostu. Po swiecie wszystkich zmarłych nocowalismy u rodziców i tego wieczora miałam dziwny sen. Podszedł do łozka jakis mezczyzna nie wiedziałam kto i wrzasnął: nie zapaliłas mi świczki!!! byłam zszokowana i tez krzyknelam: komu? przeciaz wszystkim zapalalismy znicze!! kim ty jestes, ze do mnie przychodzisz? Zapadla cisza, po chwili spokojnym głosem mówi, że mi pokaze. Pomyslalam o zmarlym ojcu mojej mamy, zmarl młodo wiec go nie poznałam. I jak w filmie ukazuje mi sie wieś, mala gliniana chata, duzo małych dzieciaczkow biegajacych po podwórzu, takich slicznych z czarnymi włoskami, jakbym cofnela sie w przeszłosc, ale nadal nie wiedziałam kto osmielił sie postawić mi tak poważne zarzuty. Obudziłam sie i pobiegłam do rodziców opowiadając sen, mój tata sie usmiechnąl, popytał o szczegóły i powiedział, że to jego podwórze i wszystko sie zgadzało!! i okazało sie, że to nie ja postawiłam dziadkowi mojego znicza tylko jego prawnusia. Musiałam nastepnego dnia naprawic szkodę:) i juz mi sie dziadzius nie snił. A babcia owszem. Nawet kiedy była juz ubrana przysniła mi sie pytajac czy ładnie jest ubrana, bo chciała chyba inaczej i był taki straszny moment kiedy popatrzyła na moja mame, ktora wieszała jej ubranie na szafie i nie była chyba zadowolona, ale ciepłym głosem odpowiedziałam, ze wygląda ładnie. Cos wtedy mi jeszcze mowiła, ale po przebudzeniu juz nie pamietałam. Przed slubem wyraznie tłumaczyła, zebym nie wychodziła za maż, ale tez nie pamietam dlaczego. Teraz sniło mi sie, że zmarła moja tesciowa i ten ich domek i tesc byli tacy biedni i smutni, a dalej w tle stała ona taka piękna i rozpromieniona i jakis męzczyzna obok, a pozniej miałam zupełnie inne odczucie, ze to moja babcia i ze jest taka szczesliwa, az czuc było to szczęscie, pomyslałam ,że jest juz w niebie, ale i tak płakałam. Zawsze kiedy pomysle o zmarłym, modle sie za niego, bo mysle, ze tego potrzebuja, ale nie jestem pewna. Kiedy odwiedzam groby, zawsze powiem pare słow od siebie jakbym wiedziała, ze usłysza i kiedys odpowiedza, choc i sama czasami odpowiadama za nich. Nie szczedze tez słow krytyki, czasami mowie do mojego zmarlego brata, który popelnił samobójstwo, ze mu chyba nie wybacze tej głupoty, ale juz dawno wybaczyłam. Kiedys przysniła mi sie ciocia- jego mama, on i moja zyjaca siostra cioteczna, spotkalismy sie na drodze przypadkiem, bardzo kochałam ciocie i jego, tak sie ucieszyłam, ze zaczełam ja tulic i siostre płynęły nam łzy radości, bo tak dawno sie nie widziałysmy, ale jego nie mogłam utulić, stał gdzies z tyłu, był taki obdarty i płakał, tłumaczac mi ze jest mu smutno i cos tam jeszcze łkał, wiec jak mogłam mu nie wybaczyc. Dla kazdego jest miejsce w moim sercu, zawsze mam dla wszystkich chociaz odrobine ciepła i pare słow modlitwy. Zastanawiam sie czy po to własnie mi sie snia, to tylko kilka z moich snów, bo i tak za bardzo sie rozpisałam, ale nie wiem czego oczekuja. Jestem zwykłym ziemskim grzesznikiem, a oni czesto sie pojawiaja w moich snach, kiedy jest im zle i kiedy szczescie, az od nich promienieje. Dlaczego to własnie do mnie przychodza, przeciez mam duża rodzinę i moga pzysnic sie kazdemu. Nie przeszkadza mi to absolutnie, ale zawsze nurtuje mnie pytanie czy moge im wszystkim jakoś pomóc, bo nie wiem czy ta moja modlitwa wystaczy. Jedyne czego jestem pewna, to to, ze kiedy sni mi sie ksiadz musze isc do kościoła, zeby przestał he he. Dziekuję za jakakolwiek podpowiedż. Pozdrawiam wszystkich sedecznie.
      • Gość: migotka IP: *.dynamic.chello.pl 09.07.12, 20:48
        Na pewno jesteś bardzo wrażliwą i dobrą osobą, Moniko. To wielkie zalety, które jednak jednocześnie zobowiązują. Tak samo z wiarą - im jest większa - tym większe stawia wymagania. Ten wymóg pracy nad sobą nie jest narzucony, lecz naturalny i dobrowolny, a więc nigdy nie jest ponad miarę i siły. Przeciwnie - wyparcie się i odrzucenie swojej ścieżki przeznaczenia powoduje wzmagający się niepokój, frustrację i poczucie winy; czasem nawet nieuświadomione co do swej przyczyny. Wiara i związane z nią obrzędy nie muszą być zawsze i dla każdego szczególnie atrakcyjne, ciekawe i wesołe, bo i nie taki jest ich nadrzędny cel i przeznaczenie - ich znaczenie zawiera się bowiem w zupełnie innym wymiarze - są także bardzo potrzebne i pomocne ludziom - a dla niektórych, i w niektórych sytuacjach są wręcz niezbędne. Myślę, że najbardziej mogłabyś pomóc swoim bliskim zmarłym i jednocześnie sobie właśnie uczestnicząc we Mszy Świętej i przystępując do Komunii Świętej w ich intencji. Oni nie mogą już tego dla siebie uczynić. Budowanie i kultywowanie wiary w oderwaniu od Kościoła i Sakramentów Świętych jest niewłaściwe a nawet może być niebezpieczne. Absolutnie nie oceniam Ciebie, ani nikogo innego, bo nie jest to moją rolą i naprawdę mi do tego daleko. Z zainteresowaniem przeczytałam Twój wpis, i postanowiłam po prostu spróbować odpowiedzieć Ci - jak widzę sytuację, którą przedstawiłaś. Pozdrawiam
      • Gość: Aneta IP: *.dhcp-docsis.net.tomkow.pl 18.09.12, 10:23
        Witam Wszystkich,chciałabym opowiedzieć moją historię,w 1999 r. zmarł mój dziadek,moi rodzice zdecydowali żebym była z babcią chociaż parę dni by nie była sama,przed pogrzebem spałam u dziadka w pokoju,przyśnił mi się w nocy że mam zejść z jego łóżka bo on się dusi(mój dziadek chorował na astmę) bardzo przestraszył mnie ten sen,drugiej nocy obudziłam się i był w pokoju radio budzik nie był ustawiony żaden alarm i nagle zaczęło grać głośno radio tak się bałam że schowałam się pod kołdrę,po ok 5 minutach samo się wyłączyło,co jest dziwne bo gdy włączy się alarm trzeba wstać i samemu wyłączyć,moja babcia spała w pokoju obok i mówiła nie nie śpi po nocach i żadnej muzyki nie słyszała,minęło od śmierci dziadka 13 lat a nie było tygodnia by mi się nie przyśnił i za każdym razem sen był w jego mieszkaniu,i zawsze mnie straszył,śmiał się ze mnie i przeważnie dusił,w ostatnim śnie chciał wrzucić mnie do pieca,nie wiem dlaczego to robił miałam z nim dobry kontakt,często go odwiedzałam,zmarł w szpitalu,modliłam się codziennie za jego duszę,chodziłam na cmentarz,w końcu postanowiłam zamówić Msze Św.odkąd to zrobiłam przyśniło mi się znowu że jestem w jego domu,ale już się nie bałam,ale dziadka już tam nie było.
    • Moj byly chlopak zginal w wypadku samochodowym. Pare lat temu, ale ja dopiero teraz sie dowiedzialam... Juz prawie od tygodnia jestem w szoku, mysle o nim, znalazlam jego zdjecia... Byl wspanialym czlowiekiem, rozstalsmy sie z wielu powodow, w tym kilku niezaleznych. Byl tez czas kiedy tracilam wiare w jego milosc, wydawalo mi sie,ze jestem wylacznie obiektem pozadania i nie bylam w stanie tego w zaden sposob zweryfikowac :/ Dlugo po rozstaniu, a pare miesiecy przed jego smiercia spotkalismy sie. Badal grunt,czy moze bym do niego wrocila, ale ja wolalam byc sama.
      Teraz wiele rzeczy mnie nurtuje, przypomnialam sobie jego, wszystkie piekne chwile i poczulam przerazliwa tesknote... Nie moge przestac o nim myslec, chcialabym go o pare rzeczy spytac, jestem zla, ze do mnie nie przyszedl, nie dal znaku... Teraz, po latach dowiaduje sie o jego wypadku i tak bardzo chcialabym, zeby mi sie przysnil. Boje sie nadprzyrodzonych rzeczy, ale tak bardzo chce sie z nim skontaktowac, ze placze i prosze, zeby mnie odwiedzil we snie. Zebym chociaz mogla go zobaczyc...
    • Gość: magda IP: *.adsl.inetia.pl 12.08.12, 13:06
      ja straciłam tate w wieku 13lat i pżesto sałam sie nerwowa mój tata zmarł w hospicjum zmarł na raka trzustki z błendu lekarza snił mi sie i pytał mi sie czy jem a ja mowie że tak a on napewno i znikł i jakis glos nieznałam tego głosu i powiedzial ze wruci
    • Gość: magda IP: *.adsl.inetia.pl 12.08.12, 13:14
      ja straciłam tate w wieku 13lat i pżesto sałam sie nerwowa mój tata zmarł w hospicjum zmarł na raka trzustki z błendu lekarza snił mi sie i pytał mi sie czy jem a ja mowie że tak a on napewno i znikł i jakis glos nieznałam tego głosu i powiedzial ze wruci bylam u niego w szpitalu widziałam go strasznie chudego niemógl jesc i pic to był dzien zanim umarł mama zabrała mnie do domu i była u mnie siostra i chlusneła mi krew z nosa i powiedzialam siotrze że tatuś umiera nie zapomne tego widoku jak był wychudzony zdarzyłam go tylko pocalować w policzek i musałam wyjść bo niechciałam żeby widział że płacze i nie zdorzyłam powiedzieć że go kocham
    • Gość: ANA IP: 185.5.217.* 03.02.13, 13:06
      Oczywiście że nasi ukochani odchodząc dają nam znaki.Nawet w trójcy świętej mówisz... w imię OJCA I SYNA I DUCHA ŚWIĘTEGO,a każdy z nas ma przecież duszę nieśmiertelną.
    • Gość: krysia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.13, 21:38
      też tracę wiarę po śmierci mojego ojca. Miałam jednak taki piękny sen chociaż nie myślałam wtedy o ojcu. Byłam w szpitalu i miałam mieć na następny dzień koronografię. Niby nic strasznego ale bałam się. We śnie jechałam szpitalną windą a ojciec stał tam. Nic nie mówił ale był w windzie, ubrany w niebieską koszulę w której najczęściej lubił chodzić, w średnim wieku. Byłam bardzo szczęśliwa, i chcę wierzyć że czuwa nade mną.
      • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.13, 19:27
        Witam wszystkich.W styczniu tego roku zmarł mój tato rak trzustki.Po zdiagnozowaniu choroby przeżył tylko rok.Pomimo wiedzy o tej chorobie,że postępuje i nie ma żadnych szans na wyzdrowienie nie byłam przygotowana zupełnie na ten dzień który nastąpił 12,01.Ostatnia noc taty była bardzo niespokojna wiec zaglądałam do niego co jakiś czas ,miał problemy z mówieniem ale kiedy mnie zauważył powiedział do mnie głośno i wyraźnie.Wstawał jakby chciał gdzieś pójść ,przykryłam jego wychudzone nogi kołdra żeby nie zmarzł i stało się to o czym nie przestaje myśleć o dziś podał mi dwa razy rękę jakby wiedział że odchodzi( ja to sobie teraz rak tłumaczę)Bardzo zależało mi na tym żeby przyszedł do mnie w śnie ,zrobił to wyglądał bardzo dobrze jak z przed choroby ,ale słowa do mnie nie powiedział .Bardzo mi go brakuje każdego dnia
    • Gość: henryk IP: *.superkabel.de 21.12.13, 11:35
      mieszkam juz 25 lat w niemczech 5 lat temu zmarl mi w POLSCE UKOCHANY BRAT bylem na pogrzebie plakalem przezywalem bardzo gdy zegnalem siem z nim w kosciele kladonc jemu renke na piersi muwionc mu do zobaczenia BRACIE czulem to ze jego niema w jego ciele ze zegnam sie tylko ze zwlokami po przyjzdzie do niemiec po trzch dniach okolo 12 w nocy majonc pul otwarte oczy patrzonce w strone okna od strony ogrodu przes zamkniente okno wszedl muj brad usiadl przymie na luszku i pocalowal mie pozegnal sie zemnom mialem dalej troche otwaete oczy brat wyszed przez zankniete okno tak jak wszedl popatczyl namie z usniechem widzialem ten simiech dlatego bo przy noim ogrudtku stoi latarnia i oswietla calom sypialnie
      BRAT calujonc mie w usta mial bardzo zimne wargi wrencz lodowate gdy znikl z moich oczu
      dotykalen moje wargi byly goronce teraz wiem to blo prawdziwe pozegnanie mojego KOCHANEGO BRATA zemnom jak pisze to co mi sie wydazylo to placze wienc kochajmy sie za zycia !!!!!!!!!!!!!
    • Gość: Selena IP: *.173.31.193.tesatnet.pl 23.02.14, 18:52
      Witam wszystkich, w sierpniu ub.roku straciłam w wypadku samochodowym moją jedyną ukochaną córeczkę,jest mi bardzo cięzko bo tak za nia tęsknię,nie ma dnia żebym nie płakała miała tylko 21 lat.Byłysmy bardzo związane emocjonalnie ze sobą.Bardzo chciałam zeby mi się przysniła, czekałam na to do 5 go pażdziernika, kiedy będąc na wyjeżdzie w Puszczy lezała na łózku i powiedziała/;mamuś przyszłam się przytulić", mąż przebudził się w nocy widział jak stałam przy łóżku, nie wiem czy to był sen czy jawa.Druga dziwna rzeczą było to że jak właczyłam komputer ustawiła mi na pulpicie swoje zdjęcie, na którym jest uśmiechnieta,miałam wtedy bardzo ciężkie dni.Wierzę,że ona jest blisko nas, ale tak bardzo nam jej brakuje.Przydarzyło się jeszcze coś dziwnego, moja kolezanka która jest bioenegoterapeutką nie zawodowo powiedziała mi niedawno,ze jak była u nas to moja twarz zmieniała się na przemian z moja córką.Nie boję się czytałam,że osobowości dusz mogą przyczepić sie do człowieka.Podzieliłam się Wami moimi doznaniami, wiem,że jest duzo tragedii wokół nas, ale tragedię zrozumie ten kto jej doswiadcza zrozumie jak to boli.Moja córeczka wygrała bilety na koncert w internecie, była szczęsliwa pojechała samochodem ze swoim kochanym chłopakiem i juz nie wróciła.Wypadek spowodował jego brat holując zapsuty samochód który wd rodze powrotnej sie popsuł.Wszyscy przezyli tylko ona nie.
    • Gość: elena IP: *.static.korbank.pl 13.08.14, 21:52
      Pamiętam jak straciłam mego dziadka, zmarł w urodziny mojego taty, kiedy byłam razem z mamą w domu to coś przeczuwałyśmy i miałyśmy rację , jeśli chodzi o mnie to rozmawiam czasami z moim dziadkiem na głos, lecz pewnego dnia zobaczyłam chmurę w kształcie dziadka który się uśmiechał do mnie i był smutny tylko nie wiem czemu, dziadek był dla mnie dobry czasami jeździłam na wycieczki, a czasami łowiłam ryby.
(1-100)
przejdź do: 1-100 101-172

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.